|
|
|
|
|
19.11 | Reportaż
Bulimia sportowa
|
|
|
|
|
Lekarze ostrzegają: zwłaszcza wśród młodych ludzi coraz częściej spotykana jest bulimia sportowa. Chorzy zmuszają się do wyczerpujących ćwiczeń fizycznych, aby zmniejszyć poczucie winy spowodowane jedzeniem. Obsesyjnie liczą kalorie, komponują „zdrowe posiłki”, stosują odżywki, czasem anaboliki. Jeśli przesadzą, mogą umrzeć.
Robert (29 lat, kolarz z Krakowa):
- Nie potrafię sobie przypomnieć, w którym dokładnie momencie okazało się, że nie kontroluję już tego, co się ze mną dzieje. Kiedy zmieniłem się w uzależnionego od sportu typa z obsesją na punkcie jedzenia.
Być może zaczęło się od diety. Zacząłem interesować się dietetyką już w liceum, jakoś pod koniec. Jakiś sport trenowałem od zawsze, mój ojciec jest trenerem narciarstwa i tenisa, potrzebę ruchu miałem we krwi. Przez lata próbowałem różnych dyscyplin, ostatecznie zostałem przy rowerze. Zacząłem treningi, jednocześnie całkowicie zmieniając swój sposób żywienia. Mieszkałem jeszcze wtedy z rodzicami, więc przestałem jeść to, co gotowała mama. Ugotowane przez nią posiłki przestały mi smakować, choć jest świetną kucharką. Uznałem jednak, że nie ma w nich odpowiednich proporcji między ilością białka i węglowodanów. Gotowałem sobie sam wysokobiałkowe posiłki, z politowaniem patrząc na moją rodzinę, trującą się węglowodanowymi, słodkimi posiłkami mamy.
Później odkryłem odżywki. Po kilku miesiącach szukania w sieci, porównywania ofert, wypytywania różnych ekspertów od odżywiania i sportu, miałem już skomponowane odpowiednie menu. Brałem tabletki i odżywki na wszystko: na stawy, na wytrzymałość...
I zacząłem nad sobą tracić kontrolę. Całe dnie poświęcałem na treningi, gotowanie, odpoczywanie. Obsesyjnie zacząłem mierzyć obwód swoich mięśni, ilość tkanki tłuszczowej. Wagę kontrolowałem dwa razy dziennie. Sam nawet nie wiem, do czego dążyłem, ale ciągle czułem, że jeszcze nie osiągnąłem tego, co chciałem.
Pierwszy raz pomyślałem, że coś ze mną nie tak, kiedy poszedłem na trening podczas choroby. Miałem anginę, gorączkę, a mimo to wsiadłem na rower, bo musiałem przecież wyjeździć swoje codzienne godziny. Uświadomiłem sobie, że od wielu miesięcy nie wychodzę nigdzie wieczorami z domu, bo gdzie miałbym iść i co robić? Nie piłem przecież alkoholu, bo to szkodzi zdrowiu, nie chodziłem do żadnych klubów, bo tam zazwyczaj śmierdziało papierosami, co też mi szkodziło i obniżało wytrzymałość, poza tym przecież musiałem się koniecznie wysypiać... nie wspomnę, że nie miałem dziewczyny. Nie miałem czasu na dziewczynę, musiałem trenować.
I choć dobrze wiedziałem, że coś jest ze mną nie tak, nie zmieniłem niczego. Nie mogłem. Musiałem dbać o swoje mięśnie, o swoje wyniki. Dopiero kiedy podczas szczególnie forsownego treningu straciłem przytomność i trafiłem do szpitala, zrozumiałem, że prawie się zabiłem. Wyniki badań były przerażające. Wyczerpałem się do cna, bo przestałem normalnie jeść, szpikowałem się chemią i nie dawałem mojemu ciału odpocząć... Lekarz powiedział, że powinienem się cieszyć, że ciało dało mi znać odpowiednio wcześnie, że ma dość. Gdyby nie ten wewnętrzny hamulec, mogłem umrzeć.
Skierowano mnie do psychiatry, a ten zdiagnozował u mnie bulimię sportową. To nowa choroba, znak naszych czasów. Wielu ludzi takich jak ja, chorych na bulimię sportową, kończy zawałem serca, nawet w młodym wieku.
Rozpocząłem spotkania z psychologiem, który miał mi pomóc dotrzeć do źródła mojej choroby. Dość szybko okazało się, że bardzo chciałem być taki, jak mój ojciec: wysportowany. Chciałem, żeby mnie pokochał, zaakceptował, żeby zobaczył, jaki jestem silny, wytrzymały i wspaniały. Mój ojciec jest bardzo surowym człowiekiem i nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek powiedział mi, że mnie kocha albo że coś zrobiłem dobrze. Całe życie mnie krytykował i zmuszał do większego wysiłku. Wiem, że pewnie chciał dobrze...
Dziś jeżdżę na rowerze, ale najczęściej z moim synkiem w foteliku z tyłu i z żoną obok. Jeździmy po lesie w niedzielę. Dbam o siebie, ale bez szaleństw. Cieszę się, że mi się udało nie zapłacić wysokiej ceny za moją chorobę.
|
|
|
Marianna Kalinowska |
|
 |
|
|
|
|
 |
 |
Wasze komentarze...
|
|
Autor: Lidka (2009-11-19 10:20:15)
Prezenter Krzysztof Ibisz jest na to chory. Do telewizji przynosi tylko własnoręcznie (lub przez swojego kucharza) przygotowane wysokobiałkowe jedzenie - zazwyczaj na bazie białego mięsa, ryżu i warzyw. Ćwiczy codziennie 4 godziny na siłowni. Masakra! |
|
Autor: gość-ówa (2009-11-19 10:26:04)
Straszny artykuł,ale mam kilka koleżanek które chyba zaczynają cierpiećna taka chorobę, są uzaleznione od diety i fitnessusą suche i zylaste, liczą kalorie nawet w wodzie!!! widac po nich że cos jest nie tak, maja problemy z okresem, wyapdaja im włosy, a kolor skóry przypomina tygodniowe zwłoki, nie dla nich chleb, pizza, piwo czy leżenie w łóżku z książką w wolnych chwilach, maniaczki ćwiczeń, polecę im ten artykuł, może cos ich oświeci :))
autorowi zycze dużo zdrowia i wiary w siebie :) |
|
Autor: Waszkaa (2009-11-19 10:35:09)
To jest straszne... człowiek chce sobie pomóc, a szkodzi... gdzie tu środek i jak znaleźć umiar....
|
|
Autor: agguńka (2009-11-19 22:42:01)
Też na to cierpię... |
|
Autor: Stokrotka (2009-11-20 06:59:01)
A wszystko to by uszczęśliwić innych, a nie samego siebie! Potworne :( Ludzka psychika to niebezpieczne narzędzie. |
|
Autor: ola (2009-11-20 16:14:54)
hej zapraszam do komentowania moich fotek
na randki.osa.pl, po logowaniu napisz moj
nick!
dzięki i pa :* |
|
Autor: ada (2009-11-20 19:48:30)
nie jestem chora na bulimie ale pewnie bym byla gdybym znalazla sport mojego zycia... trenowalam kiedys jedna ze sztuk walki.. zawsze przed zawodami potrafilam zrzucac "zbedne" kilogramy tylko po to aby byc w nizszych kategoriach wagowych.. tobylo szlaenstwo.. trener wcale mnie nie wspieral tylko narzekal ze bardzo slabo mi to idzie... konczylo sie to zawsze odwodnieniem i wyczerpaniem.. tuz po wazeniu szlam najpierw cos wypic i sie objesc a potem dopiero sie ubrac (na wage zawsze wchodzilam w bieliznie).. nie dalam sie zwariowac i tak...bo ja tego nie kochalam, lubilam, ale nie kochalam...potrafilam nadrobic zaleglosci.. przynajmniej to robilam od zawodow do zawodow... mam kolezanki ktore to kochaja i oddaly sie cale tej pasji "sportu" w calosci.. |
|
Autor: doctor (2009-11-20 21:33:18)
uważam że kolega przesadza.niepotrzebnie tak skatował swoje ciało że doszedł do takiego krańcowego wyczerpania.ja zajmuje się sportem i dietą od wielu lat.używam również wszelkich środków odżywczych dla sportowców.również obliczam białko i stosunek jego do węglowodanów,i wyglądam bardzo dobrze.wymiary moich mięśni też nie są przeciętne.ale oprócz tego wszystkiego podstawą jest częste badanie swojego ciała, typu badanie krwi,poziomu cukru,hormonów (w przypadku kuracji hormonalnej)czyli trzeba poprostu to wszystko robić rozsądnie.badania wykazują czego jest za mało,a co trzeba odstawić.wtedy nigdy nie dopuści się do takiego stanu jak kolega.uważam również że jest czas zarówno na trening,jak i na rozrywki, i na dziewczyny też,Głównie na dziewczyny:),mnie osobiście przychodzi to bez większego problemu.dlatego może nie potrafię zrozumieć tych poszkodowanych.ale nie wszyscy mogą być wyczynowcami.trzeba wyczuć linię pomiędzy jedną częścią życia i drugą,nie? |
|
Autor: A26 (2009-11-20 23:46:23)
Miałam tak przez rok...jak tylko w chwili słabości zjadłam coś słodkiego to cwiczyłam 40minut na bieżni, stepperze albo skakance...jak nie zjadłam to i tak ćwiczyłam bo jak sobie odpuściłam chociaż raz to wydawało mi się że przez noc przytyje...to był koszmar. Zaczęłam się nad sobą zastanawiać w momęcie gdy rozmiar S był już na mnie za duży , a mam 168cm wzrostu...połowa włosów mi wypadła a paznocie zrobiły się miękkie i matowe...to był koszmar i zastanawiam się jak mogłam być tak głupia...teraz jem i żyję normalnie, ćsiczę ale tylko raz w tygodniu 20 minut dla lepszego samopoczucia, lae jak sobie odpuszcze to nie przezywam już tragedii :). |
|
Autor: ellle (2009-11-21 06:10:22)
Ta, łatwo w to wpaść. Potem mamy ładne ciało, ale czasu na chłopaka już brak. |
|
Autor: nitka87 (2009-11-21 08:55:05)
a ja nie wiem co mam dokladnie ale wiem ze cos jest nie tak. od kilku miesiecy zaczelam zmieniam moj styl zycia na bardziej zdrowy. ale pomimo wielu przeczytanych artykulow i filmow nie potrafieznalesc metody na rezygnacje ze slodyczy. wiec podczas pewnej imprezy urodzinowej po deserze, kiedy poczulam sie przerazliwie zle, poszlam do toalety i sprowokowalam wymioty. i bylo calkiem nie najgorzej, plus brak wyrzutow sumienia. mam wzrost 163, i waze 64 kilo. codziennie jestem na silowni, wydaje mi sie ze naprawde duzo robie, czesto jestem skonana po. tylko problem polega na tym ze o ile przy wszsytkich jest same zdrowe i dobre rzeczy, salatki i kurczaki i ryby, zadnego chleba bla bla bla, to w momencie jak jestem sama, wracam po pracy do domu, kupuje pake ciastek, kubel lodow i zjadam wszystko. a potem lece do toalety i wszystko zwracam. i wcale nie czuje sie zle z tego powodu. w pracy, gdy nikt nie patrzy, przemycam w torebce paczka albo batona, lece do toalety, zjadam, wpycham w usta, polykam bez gryzienia i chwile pozniej wszystko zwracam. palcami juz nie umiem tak skutecznie wiec zmuszam sie do wymiotow lyzeczka wygieta albo papilotem. wcale nie chudne, nic mi nie ubywa, mam ladne miesnie nog, swietnie uksztaltowane miesnie brzucha ale co z tego jesli to wszystko wciaz pokryte warstwami tluszczu. nienawidze siebie nago, ciagle widze w sobie wady, wiecznie poprawiam na sobie ubrania zeby tylko wygldac szczuplej. od pewnego czasu zaczelam wymiotowac nawet po tych zdrowych posilkach, zeby zaoszczedzic kalorii.
pisze o tym publicznie bo chce zebyscie wiedzieli ze tacy ludzie jak ja, ktorych uwazacie za zdrowych i wartych brania z nich przykladu, tak o mnie mowia w pracy i znajomi, sa w srodku tak pokreceni, strasznie. ja juz nie umiem ze soba walczyc. i podaje mojego maila bo licze ze moze komentarz kogos z was moze cos mi wreszcie otworzy oczy zebym nauczyla sie kochac siebie taka jaka jestem.
|
|
Autor: psychee (2009-11-21 12:48:08)
nitka, napisz do mnie, chetnie z Toba o tym porozmawiam. Mam podobne doswiadczenia. Sprawa zostala rozwiazana.Pozdrawiam |
|
Autor: (2009-11-21 14:29:17)
też mam to już za sobą. |
|
Autor: tezbylamkiedys (2009-11-21 15:09:43)
Tez miałam kiedyś ten problem ale bulimię sportową miałam już w wieku 12 lat bo matka mnie namawiała do dobrych wyników i idealnej sylwetki i wyglądu. pozniej jednak po 16 r.z. dostałam anoreksji-trenowałam 8 godzin dziennie i jadłam 300 kalorii, stosowałam srodki przeczyszczające do tego, słodziki bo cukier przeciez kaloryczny. nawet soków nie piłam bo kaloryczne. w szybkim jednak tempie dostałam zapalenia jajników i musiałam stosować terapię hormonalną dla kobiet po menopauzie. powiedzial mi lekarz ze albo przystopuję i przytyję albo nie będzie szansy bym dzieci miała w przyszłosci no i to mi do rozumu przemówiło. |
|
Autor: przemo (2009-11-21 15:21:33)
seks seks mała mała |
|
Autor: zb00j (2009-11-21 16:25:06)
Marianna K. która popełniła ten artykuł gdyż prawdopodobnie nigdy nie potrafiła się zmobilizować do ćwiczeń albo zdrowej diety. Wszelkie skrajności są złe. Zarówno w sporcie jak i w dziennikarstwie. Zdrowy tryb życia zostaje teraz nazywany chorobą, aby poprawić samopoczucie ludzi którzy nie potrafią odmówić sobie słodyczy.
Artykuł brzmi niewiarygodnie. Jak historia zupełnie zmyślona. Widać że autor nie wie o czym pisze, co potwierdzają sprzeczności w tekście tego wątpliwego "dzieła". Raz autor twierdzi że rzekoma ofiara nowej, niewiarygodnej choroby cały czas poświęcała na jedzenie, ćwiczenie i odpoczynek, po czym w następnym akapicie możemy przeczytać że utrata przytomności spowodowana była brakiem snu i jedzenia. WTF? |
|
Autor: kulka (2009-11-21 18:14:23)
ja cierpię na wszystkie -izmy po trochę........ koło moich zdartych od częstego użytkowania butów sportowych stoi siatka z butelkami po wódce do wyniesienia. pracuję po kilkanaście godzinna dobę, albo dla odmiany leżę cały dzień w łóżku. nie oglądam telewizji ani filmów przez pół roku, żeby potem "łyknąć" 12 odcinków jakiegoś serialu pod rząd. itp i itd... generalnie za dużo emocji jak na jedną małą główkę. ale taki jest chyba urok życia 30 letniej rozwódki ;) |
|
Autor: Olka (2009-11-21 21:02:48)
słuchajcie kochani walczcie z tym, na prawdę warto, zaakceptujcie w końcu siebie takich jakimi jesteście teraz, lepiej jest dłużej cieszyć się życiem niż skonać pięknym i młodym ... każdy na swój sposób jest piękny jest kimś-ma wartość ... Pozdrawim :) |
|
Autor: Krzysiek (2009-11-22 12:13:48)
co za głupoty !!!!!!! Najpierw pisze że dobrze się odżywiał, ćwiczył i odpoczywał. Zawsze musiał być wyspany a lekarz stwierdził że źle się odżywiał oraz nie dawał ciału odpocząć.
Co za sprzeczność.
Pani Marianno to największa głupota jaką czytałem. Nie warto pisać na tematy o których się nie ma pojęcia !!!! |
|
Autor: Agnieszka (2009-11-22 19:52:42)
Moim zdaniem bardzo dobry artykuł, który pomoże osobom uwikłanym w obsesję jeszcze się opanować. Sama mam podobnie ćwiczę nawet 7 razy w tygodniu, siłownia, TBC, BBU, spinnig na nic nie mam czasu zaniedbuję znajomych, chlopaka nigdzie nie wychodzę, bo pracuję i trenuję. Cokolwiek zjem myślę ile i czy o właściwej porze, najgorzej jak są imprezy typu urodziny jak odmawiam patrzą jak na wariatkę mówią "Szczupła jesteś możesz jeść", ale mnie dreczą wyrzuty sumienia, zjem źle nie zjem też źle, myślę kiedy i gdzie to spalę. Ostatnio źle się poczułam stan podgorączkowy, przeziębienie, ale chciałam iść trenować, a myśli dotyczyły jak będzie wyglądała moja waga z a3 dni, a moje mięśnie czy nie ucierpią itd, etc. Chcę przerwać te błędne koło, jeść, trenować i żyć jak kiedyś, bo teraz pomimo dobrej wagi i ładnych mięśni nie jestem szczęśliwa. |
|
Autor: penton (2009-11-22 22:33:46)
twórca tego artykułu Marianna Kalinowska jest chyba pojebana. Co za bzdury w ogóle tam są napisane. hahahahahhaaaaaaaaaaaaaaaaaa |
|
Autor: Norduto (2009-11-23 09:03:18)
Do doctor:
Ja też sportowcem jestem, odżywki znam, czasem używam, zdrowo żyję itd-i też mam czas na życie, na piwko czasami też się złamię. Ale to właśnie jest zdrowa równowaga. W artykule chodzi o to co się dzieje jak równowaga zostanie zachwiana, albo wręcz ktoś się posunie do ekstremum. Strasznie mi żal takich ludzi, to tkwi w głowie i powinno być leczone. zazwyczaj chodzi o brak samoakceptacji i wiary w siebie. Też miałam tak kiedyś, odchudzałam się bo mi się wydawało, że to figura stanowi o mojej atrakcyjności i "powodzeniu". A guzik! Seksapil jest głównie w mózgu. A sport uprawiam do dziś, bo uwielbiam. I tak jest dobrze-ciałko zdrowe i ładne a sam seks i wiara w siebie-w głowie. No i kochający facet, który dodatkowo dowartościowuje-nie zapominajmy, że samotność zwykle doskwiera i nie pomaga :-). |
|
Autor: szelest (2009-11-23 09:32:05)
no niestety to wyłącznie brak wiedzy i zdrowego rozsądku, ponieważ:
1) suplementy są jedynie uzupełnieniem codziennej diety
2) przeciążanie treningowe to się robi, jak się ma olej w głowie i bardzo długi staż,
techniki takie są tylko i wyłącznie dla wysokozaawansowanych i odpowiednio do tego przygotowanych
3) każdy trening powyżej 1,5h przestaje być efektywny, w siłowych chociażby ze względu na poziom miostacyny blokującej przyrosty etc
i można by tak dalej wymieniać karygodne błędy wynikające z braku niedokształcenia się w tym kierunku, stąd też apel: jeśli chcesz mieć wyniki to czytaj co w trawie piszczy i dlaczego, inaczej skończysz jak bohater opowiadania :P |
|
Autor: lI-lO (2009-11-23 11:02:05)
JA OD 8 LAT MAM NORMALNĄ BULIMIĘ.
TO JEST JAK PIEKŁO...SAMA SOBIE Z ZYCIA ZROBIŁAM WIĘZIENIE:(((
TYLKO JEDZENIE A PÓŹNIEJ KOMBINOWANIE JAKBY SIĘ TEGO POZBYĆ Z ZOŁĄDKA TAK BY NIKT NIE WIDZIAŁ. POTRAFIE NAWET POMIDORA ZAPIJAĆ KILKOMA SZKLANKAMI WODY ŻEBY SIE LEPIEJ WYMIOTOWAŁO... WYRZUCAM WTEDY WSZTSTKO ŻAL, SMUTEK, NERWY CAŁE ŻYCIE JESTEM NA DIECIE PRZED INNYMI UDAJE, ŻE JEST IINACZEJ. ZAKLADAM ADIDASY I BAIEGNA PÓKI NIE PADNE NA PSYK POTEM IDE POKI ZNOUWU NIE MAM SIŁY BIEC ABY PAŚĆ NA PYSK I JAKBYM MIALA WIDELEC CZY NÓŻ WYCIĘŁABYM SOBIE CAŁY BRZUCH Z NERWOW!!!PŁACZ, POCZUCIE WINY BEZSENNOSC I NA DRUGI DZIEN ZNOWU TO SAMO OD NOWA...
DEPRECHA ZADNE TABLETKI NIE POMAGAJA I CHOC WSZYSCY POWTARZAJĄ MI, ZE JESTEM ŁADNĄ DZIEWCZYNA JA NIE POTRAFIE NA SIEBIE PATRZEC. CONIEKTÓRE KOBIET NIE SZYKUJĄ SIE TAK ABY WYJSC NA SYLWESTRA JAK JA TYLKO Z DOMU I NIE ROBIE TEGO BO JESTEM PROZNA...JA POROSTU NIE MOGE NA SIEBIE PATRZEC!!! NIE ZYCZE TEGO NIKOMU! |
|
Autor: Sss... 23lata (2009-11-25 20:38:25)
Trenuje od 4 lar trening bywa dla mnie wazniejszy niz rodzina i ukochana. Taka jak w opisanym przypadku, od małego uwielbiam sport< po ojcu szczędzącym ciepłych słów> dzisiaj jestem od ojca większy, mimo ze ojciec jezdził całe zycie na rowerze- mam od niego wieksza wytrzymałośc. A wiecie co jest nazabawniejsze??
Pewnego razu tata chciał wejsc mi na ambicje chciał robic ze mną pąpki na ilość. Okazało sie ze bez wiekszego wysiłku zrobiłem 60 pąpek, ojciec odpadł przy 40... Po tych "zawodach" mama w trosce o tate poprosiła zebym więcej tak nie robił bo tata padnie na zawał:D
Pokonałem ojca we wszystkich dyscyplinach w jakich był mocny. Wyspecjalizowałem sie w wielu innych dyscyplinach. Ciepłego słowa nie dostałe nadal. Moze i to choroba, ze nadal cwicze. Ale dzięki trudnemu wychowaniu przez ojca, dzisiaj jak rozbiore sie na plaży i speceruje z dziewczyną, widze ze jest usatysfakcjonowana z mojego wyglądu.
Zadnemu lekarzowi sie nie dam. |
|
Autor: miks (2009-11-25 23:27:49)
Pisze się POMPKA |
|
Autor: respecta (2009-11-26 09:56:01)
Chłopie dla mnie jesteś wzorem , nikt tego nie zrozumie póki nie zacznie ćwiczyć! Gdybyś połączył ten "zabójczy tryb" życia, może troszeczkę go odpuścił i znalazł czas na inne aspekty życia to byś napewno coś osiągnął. Ci od mcdonnaldów i innych gówieniek, nie zrozumiecie co znaczy regularność treningów, co znaczy skupienie przed treningowe i inne ważne sprawy. Dla ciekawych, aby rozbudować masę mięśniową oraz kondycję to należy dobrze jeść. Trening to tylko 30% sukcesu, 20% uwarunkowania genetyczne, 50% to DIETA!!! Odżywki natomiast pozwalają uzyskać odpowiednie proporcje żywieniowe do zapotrzebowania. Czy normalny człowiek dałby rade zjeść 3 piersi z kurczaka na obiad??? To oczywiste NIE. Jeżeli chodzi o sterydy to ZŁO WCIELONE! |
|
|
|
|