|
|
|
|
|
4.02 | Reportaż
Dziwni sąsiedzi
|
|
|
|
|
Czasami można pożyczyć od nich mąkę, listonosz do nich podrzuca paczkę, kiedy nas nie ma w domu, bywa, że i na kawę z ploteczkami można się umówić. Prawie wszyscy plotkują. Niektórzy mają naprawdę dziwne zwyczaje i przyprawiają nas o ból głowy. Sąsiedzi, dobrze ich mieć, kiedy nie sprawiają problemów.
Agnieszka (35 lat, księgowa z Gdańska):
- Moje przygody z sąsiadem w pewnym momencie przybrały drastyczny obrót. Nie byłam w stanie się bronić.
Każdy może przyjść, nawyzywać, naubliżać, podnieść rękę. Policja nic nie zrobi, bo dla nich to papierkowa robota, spiszą zeznania, a temu, który mi zagraża i tak nic nie zrobią. Za to na mnie patrzą jak na kryminalistę. Że niby o co mi chodzi...
- Pani Agnieszko! On nie jest groźny! Czasem tylko przywali żonie, albo pogoni ją po parkingu. Sama widziałam. Złapał za włosy i na klatkę wciągnął – usłyszałam w administracji bloku, kiedy poszłam ze skargą na sąsiada grożącego mi śmiercią. Pijany dobijał się do mojego mieszkania. - On tylko jak popije, to taki jest. Nie ma się czego bać – zapewniano mnie. Mnie to nie przekonało, bo sąsiad mieszkający piętro niżej pijany chodził w owym czasie codziennie, zaczepiał każdego, wyłudzał pieniądze, urządzał imprezy tak głośne, że nawet nie słyszał pukania policji o drugiej w nocy. Nie wiem, co mam robić.
Dominika (23 lata, studentka z Poznania):
- Mieszkam w bloku, w centrum miasta, na czwartym piętrze. Ściany są tak cienkie, że słyszę, co dzieje się w mieszkaniu obok. Słyszę kroki na korytarzu, gdy sąsiadka wraca z pracy. Przekręcanie kluczy w drzwiach, trzaskanie. Krzątanie się. Już po pięciu minutach jej kuchnię i mój pokój wypełnia dźwięk gwizdka od czajnika. Czasem płacze, albo krzyczy na dziecko, z nią mogę śledzę seriale, choć nie mam wizji, wiem, kiedy czas na Modę na sukces, Klan czy M jak Miłość.
Kiedyś za ścianą mieszkała mama z uroczą dziewczynką. Cisza, spokój... Od czasu do czasu słychać było śmiech albo płacz małej. Lepsze to niż wrzaski sąsiada, który wprowadził się na ich miejsce po niecałym roku. Wieczne awantury, wyzwiska pod adresem kobiety, która dzieliła z nim życie. Młode małżeństwo z psem wyniosło się dość szybko, a ich lokal zajęło następne, tym razem z kilkuletnimi bliźniaczkami. Doszły awantury wszczynane pod wpływem alkoholu, głośne oglądanie telewizji, trzaskanie drzwiami.
Teraz za ścianą mieszka mama, tata, synek i pies. I wszystko byłoby świetnie, gdyby ów pies nie wył ze smutku, kiedy zostaje sam na całe dnie, a chłopiec w wieku szkolnym nie grałby w piłkę w mieszkaniu z kolegami pod nieobecność mamy. Na szczęście wyprowadzają się wiosną. Kto będzie następny? I czy ja to wytrzymam...
Monika (42 lata, urzędniczka z Dębna):
- Na mojej wsi w zasadzie każdy wie wszystko o każdym. Tak jak w mieście jest anonimowość, u nas nie ma tajemnic. Plotki, ploteczki. Dębno jest malutkie, wszyscy się znają. Raz bywa zabawnie, innym razem można nasłuchać się niezłych sensacji. Czasem zazdroszczę córce, która wyrwała się do miasta. Wtapia się w tłum i ma święty spokój.
Marzena (24 lata, studentka z Warszawy):
- Ostatnio zaobserwowałam coś, co mnie wprawiło w zdziwienie. Szłam na zakupy. Po drodze minęłam plotkujące dwie starsze panie, moje sąsiadki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przyjaciółki rozmawiały przez domofon... To znaczy jedna mówiła do domofonu, a druga grzała się w zaciszu ciepłego mieszkania. Początkowo nie zwróciłam na nie uwagi. Ot, ktoś stoi i rozmawia do metalowego urządzenia. Kiedy po pół godzinie wracałam, zastałam sytuację bez zmian. Rozmawiały o rozwodzie sąsiadki, która rzekomo zrobiła to dla pieniędzy, żeby otrzymywać zapomogę z gminy. Kiedy odchodziłam, paniom ani w głowie było się rozstawać.
Anna (35 lat, nauczycielka z Sopotu):
- Moja sąsiadka to czyste utrapienie. Wydawać by się mogło, że jest niegroźna, bo... karmi gołębie. Ktoś pomyśli, co w tym złego? Gołębie może mają fajnie, gorzej z pozostałymi sąsiadami, którzy po takiej ptasiej uczcie muszą sprzątać balkony i parapety.
Kobieta mieszka na drugim piętrze. Trzy razy dziennie wysypuje im jedzenie, o siódmej rano, piętnastej i wieczorem około dziewiętnastej. A ptaki czekają, jak w zegarku. To miejsce jest też ich toaletą jednocześnie. Dostają tyle jedzenia, że nie dają rady zjeść wszystkiego. Ta pani za każdym razem sprząta niezjedzone resztki. Zrzuca na nasz parapet! Podobnie jak ich odchody! Koszmar! Te dachowe zasrańce ciągle na nią czekają. Ich odchody wpadają do wentylacji i bywa, że u mnie w łazience śmierdzi kupami gołębi. Raz nawet coś się tam zatkało i fachowiec powiedział, że to robota gołębi. Nic nie można z nią zrobić.
|
|
|
Agnieszka Kawula-Kubiak |
|
 |
|
|
|
|
 |
 |
Wasze komentarze...
|
|
Autor: niulka (2010-02-04 13:38:45)
hehe, te gołebie dobre :D |
|
Autor: Kinga" (2010-02-04 13:40:16)
A ja zyje na nowym osiedlu, wsrod ludzi ktorzy udaja, ze sie nie widza. Nikt nikogo nie pozdrawia, kazdy ucieka do siebie, cisza ze makiem zasial. Kiedys moja kuzynka przyszla w odwiedziny i pyta mnie czy procz mnie ktos tutaj jeszcze mieszka, bo nic a nic nie slychac.
W Sylwestra bylo mi az glupio. Przyjechali do mnie kuzynowie i zrobilismy sobie imprezke. Okolo 12-stej wokol naszego osiedla bylo widno jak w dzien. Slychac bylo ludzi widac ognie sztuczne a u mnie na osiedlu co? A no nic. KOMPLETNA CISZA!!!! Tylko jedna jedyna rodzina wyszla z przyjaciolmi do ogrodka, wystrzelili 2 razy w powietrze ogniami sztucznymi i szybciutko sie wycofali do mieszkania. Smutne!
Na mojej klatce jest 6 mieszkan. Z widzenia "znam" sasiadke z mieszkania obok. Napisalam "znam" poniewaz ostatni raz widzialam ja 3 lata temu - podczas ogolnej wprowadzki!! |
|
Autor: aga (2010-02-04 13:41:10)
a moja sąsiadka jak sprząta balkon to najpierw wymiata cały kurzi syf na zewnątrz czyli wszystko ląduje u nas (kiedyś nawet nasypała mi na głowę trochę brudu) a potem myje podłogę i wylewa wiadro brudnej wody przez balkon z 4 piętra.
eh co ja bym dała za swój własny malutki domek !!!! |
|
Autor: abc (2010-02-04 14:03:40)
W Sylwestra bylo mi az glupio. Przyjechali do mnie kuzynowie i zrobilismy sobie imprezke. Okolo 12-stej wokol naszego osiedla bylo widno jak w dzien. Slychac bylo ludzi widac ognie sztuczne a u mnie na osiedlu co? A no nic. KOMPLETNA CISZA!!!! Tylko jedna jedyna rodzina wyszla z przyjaciolmi do ogrodka, wystrzelili 2 razy w powietrze ogniami sztucznymi i szybciutko sie wycofali do mieszkania. Smutne!
Taaa ciekawe jak byś pisała jak byś mieszkała z jakimiś upierdliwcami... Ja nie wiem o co chodzi sąsiedzi to ani moja rodzina ani przyjaciele. Nie czuje aby nawiązywać jakieś więzi. Wystarczy dzień dobry i tyle. I tak mam szczęście, bo u mnie w bloku mieszkają głownie małżeństwa z dziećmi. Normalni ludzie trzymający swoje nosy w swoich sprawach. Tylko jest jedno mieszkanie które wynajmuje bardzo młode małżeństwo i ostatnio za często im się zachciewa balować. Trzeba szanować cisze i spokój. A jak chce się bawić to iść na impreze, od tego są takie miejsca, no chyba, że masz dom. |
|
Autor: (2010-02-04 14:07:22)
I kingo powinnaś się cieszyć, że mieszkasz na spokojnym osiedlu z taką ciszą. I doceniaj to co masz, bo jak byś miała to co 1 bohaterka artykułu to nie wiem czy byłoby ci dalej smutno.... |
|
Autor: Bristolian (2010-02-04 14:37:08)
Mieszkam w UK. Zwykle wynajmowalismy z mezem mieszkanie ale od ponad roku jestesmy szczesliwymi posiadaczami polowy blizniaka. Sasiedzi... Coz czekali na progu (dyskretnie udajac ze wyciagaja zakupy z samochodu) i poznalismy ich pierwszego dnia a raczej oni poznali nas. Malzenstwo, oboje po 30stce. To sasiedzi z sasiedniego blizniaka. Bezposrednio za sciana mieszka spokojne malzenstwo po 60stce, z dwojka doroslych dwudziestoparoletnich dzieci. Mlodych znamy na czesc i dowidzenia ale starsi panstwo czesto zagaduja, glownie o ogrodek bo zarowno ja jak i sasiad grzebiemy w ziemi. Z kolei maz swietnie zyje z tym mlodszym sasiadem, wspolne przestawianie mebli, budowanie makiety. Na przeciwko mieszkaja emeryci po 70stce ktorzy prowadza 24 godzinny monitoring okolicy - mozna spokojnie zostawic otwarte okno bo zlodziej nie ma z nimi szans :-) czasem zaglada do nich syn, z ktorym moj maz nurkuje. Obok nich mieszka malzenstwo po 40stce ktore znamy na dzien dobry i do widzenia. Dalej z prawej lewej strony mieszka samotna emerytka z pieskiem, ktora jest sympatyczna i na szczescie sprzata po swoim kundelku. Z prawej zas sympatyczne starsze malzenstwo, pewnie ok 80tki. Jedynym minusem sa oczywiscie krzyki dzieci sasiadow w lecie, ale da sie wytrzymac. Wszyscy chetnie odbieraja przesylki, (ci od inwigilacji najczesciej), nie ma problemow z parkowaniem ani wrzucaniem smieci do koszy sasiadow. Plotki sa na porzadku dziennym zwlaszcza latem przy sprzyjajacej pogodzie ;-) Jesli cos sie stanie, np jest stluczka to cala ulica wylega na zewnatrz i winowajca ma klopoty. Jesli cos sie stanie zawsze sa swiadkowie po stronie sasiada. Mimo ze pada tu prawie caly rok to jednak lubie ten kraj :-) |
|
Autor: mleczna krówka (2010-02-04 14:40:52)
Moi sąsiedzi:
1. w weekendy nie biją kotletów schabowych, wiercą dziury w ścianie wiertarką udarową,
2. o 23 w niedzielę potrafią tłuc kotelty (albo coś innego),
3. chyba mają fotel na biegunach albo huśtawkę, bo tak jednostajnego dźwieku to ja dawno nie słyszałam,
4. o godzinie 6 podnoszą rolety, robią to codziennie również w soboty i w niedzielę (można regulować zegarek),
5. ostatnio o 1 w nocy wciągali coś do mieszkania, hałasu przy tm tyle że nie wiem co.
Hitem jest sąsiednie osiedle gdzie po 22:00 kobiety nie moga chodzić w szpilkach, bo innym to przeszkadza. Więc wchodząc za furtke kapciuszki trzeba mieć przygotowane ;) |
|
Autor: cherrycoke (2010-02-04 14:53:45)
Ja mam świetnych sąsaiadów. Wprowadzili sie niedawno w miejsce ryczącej czteredziestki z dwiema córkami, z czego ta starsza urządzała non stop imprezy i spac się nie dało. Dodoam ,że ściany mamy cieniutkie i słychać wszystko.
A sąsiedzi? wspaniali. Mają roczną coreczkę za którą przepada nasz prawie dwuletni synek. Dzieci bawią się razem, my w międzyczasie pijemy drinki i plotkujemy. Oczywiście spotykamy się okazjonalnie ale i tak jest fajnie. Ogólnie- sąsiedzi w porządku. |
|
Autor: Lou (2010-02-04 15:08:11)
heh, nade mną mieszkaja ludzie, którzy chodzą na piętach i strzepują popiół z papierosa na wiszące pranie (!). nie jestem idealną sąsiadką, ale brudzenie czyjegoś czystego prania z premedytacją jest chamskie. |
|
Autor: (2010-02-04 16:12:21)
Kinga nie rozumiem Twojego problemu... Wyprowadz sie w miejsce, gdzie nie przespisz ani jednej nocy spokojnie, bo studenci wynajmujacy wokol mieszkania potrzebuja miec imprezy, to docenisz swoje ciche osiedle. |
|
Autor: anika (2010-02-04 16:46:17)
Zabawne historie. Nasi sąsiedzi wyjechali na kilka dni. Po powrocie przychodzi do nas i pyta:
- Czy pod naszą nie obecność gotowaliście u nas ? Bo mamy spory rachunek za prąd.
Zonk XD
Moja sąsiadka jest jak ta z dowcipu :
-Kochanie o której wczoraj wróciłeś w nocy?
-Nie pamiętam, ale zapytaj sąsiadki. |
|
Autor: amy (2010-02-04 16:48:32)
Ja tam lubię sąsiadów. Nie zawsze jest cicho-Dj przesłuchuje muzykę, ktoś tam robi remont, pieski wychodzą na spacer i szczekają, dwóch sąsiadów lubi sobie popić, sąsiadka z dołu z rana odpala telewizor itd......Jednak zawsze są mili, chętnie rzucą okiem na córkę wracajacą samą ze szkoły, nakarmią świnki, podleją kwiatki, pogadamy o psach, dzieciach, pracy dzięki nim nie czuję się sama w wielkim mieście, wiem że pomogą jak poproszę. Mam to szczęście, że nikt z nich nie jest chamski i agresywny. Nie są idealni bo są ludźmi, staramy się przymykać oko na swoje wady. Nie wybrażam sobie życia na "zamkniętym" osiedlu gdzie jest cicho, smutno, pusto jak w ekskluzywnym więzieniu.
Co innego żule podwórkowe-picie i krzyki do rana, amstaffy puszczone luzem bez kagańca.....Cóż SM ma trochę roboty. |
|
Autor: mantikora (2010-02-04 19:09:21)
A aj mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych... mieszkam tu 3 lata i teraz zonk. Mam okropny - ale serio - okropny problem z zapamiętywaniem twarzy (to się chyba jakoś nazywa nawet). Jak widzę któregoś sąsiada jak się krząta po swoim podwórku to się przywitam. Ale na mieście? No way - za cholerę poznać nie mogę! Potem wszystkich przepraszam, tak na wszelki wypadek :p |
|
Autor: (2010-02-04 20:10:30)
O godzinie 14 czy 18 dac zarcie golebia jakies troche podrute zeby do niej nie chialy latac bo najedza sie.
Nie wolno jest karmic zwierzat jak golebie tak jest w statucie spoldzielni a jak osoba tego nie przestrzega to mozna ja wysiedlic... |
|
Autor: vargain (2010-02-04 22:40:50)
Ja ogólnie mam sympatycznych sąsiadów, oprócz tych z góry. Na pierwszy rzut oka całkiem do rzeczy ludzie, ale chyba nie rozumieją pewnych rzeczy. Np. że hałas może komuś przeszkadzać. Mają nadaktywnego dzieciaka, który godzinami(nie przesadzam) biega wte i wewte. Nie wiem jak im to nie przeszkadza, ale na dole można oszaleć. Bywa, że życzę mu by się wypieprzył i złamał nogę, rękę, cokolwiek, by to na chwile ustało. Ostatnio doszło też brzdąkanie chyba na gitarze i to nieudolne. I stukanie szpilami o 6 rano. Chociaż może lepsze to niż pijackie imprezy, które urządzali poprzedni sąsiedzi.... |
|
Autor: kasieńka (2010-02-05 00:24:45)
ja jakiś czas mieszkałam w 10 piętrowcu.kilka bloków skupionycvh w jedno osiedle.nikt nikogo nie znał,nic nie wiedział każdy miał swoje życie ,ale jak podjechalo jakieś auto na parking nowe wszyscy w oknach,ktoś wchodził w bloki-wszyscy w oknach.szłaś klatką schodową-kukloki się ruszają.ponadto syf w zsypach na śmieci,pijaki po piwnicach.kiedyś w windzie napadł na mnie narkoman a kilka godzin później leżał na parterze u sąsiada na wycieraczce.potem wyprowadziłam się do mniejszego mieszkania-3 piętra,3 bloki ale sąsiad z 2 piętra to balangi na porządku dziennym,na parterze sąsiadka wie wszystko o wszystkich.. jest wesoło :D |
|
Autor: nina (2010-02-05 11:23:59)
A nasza sąsiadka z dołu (skądinąd sympatyczna starsza pani) przyszła w sylwestra koło południa żeby nam powiedzieć, że w wigilię zalaliśmy jej łazienkę. Nie mogła nam o tym wcześniej powiedzieć bo nas nie było-w czasie "zalania" (i kilka dni przed i po) byliśmy u rodziny w innym mieście. Podobno śladów już nie ma ale mamy uważać kiedy się kąpiemy :). Nie wiem czy nie uwierzyła w nasze zapewnienia, że nikt nie mógł zalać łazienki, ale spędziła u nas ponad kwadrans oglądając mieszkanie i komentując jaki to inny mamy rozkład pomieszczeń ;) |
|
Autor: Pasqd (2010-02-05 16:56:18)
Według mnie dla osób grożących pod wpływem alkoholu innym nie powinno być żadnego pobłażania, bo ile razy się już słyszało o lekceważeniu takich występków i tłumaczeniu takich ludzi alkoholizmem, a potem kończyło się to tragicznie. Moja rada to zepchnąć go ze schodów kilka razy, aż wreszcie któregoś razu się zabije i wszystko wróci do normy, czyli będzie bezpieczniej i bezstresowo... |
|
Autor: 34all (2010-02-05 17:03:36)
pode mną mieszkają sąsiedzi którzy co jakiś czas wyzywają się od sku...ów, ku*ew itd i nie mówie im dzień dobry gdyż nie jestem hipokrytą zakłamanym i im poprostu szczerze nie życzę dobrego dnia bo rozmawiać nie umieją. |
|
Autor: (2010-02-05 17:06:39)
Pasqd - ja pierdziel na to bym nie wpadła:) |
|
Autor: (2010-02-05 17:50:18)
Mieszkam w 4-piętrowym bloku. Jeszcze 4 lata temu mój budynek zamieszkiwały starsze małżeństwa (moja rodzinka była wyjątkiem). Było cicho, spokojnie, kulturalnie. Do czasu. W jednym z mieszkań zakwaterowała się samotna matka. Non stop albo dzieciak ryczy albo ona wrzeszczy albo znajomi jej córki dewastują klatkę, co później idzie na mnie. Do tego później zamieszkało młode małżeństwo z synkiem. Na korytarzu stale jest albo mały rowerek albo sanki. Całorocznie, a klatka jest naprawdę ciasna. Następnie wprowadzili się studenci, którzy prowadzą rozmowy przez telefon na korytarzu czy kopcą, co strasznie mnie wkurza. Przed moim blokiem jest okazały trawnik. Gdy byłam młodsza to wraz z koleżankami miałyśmy zakaz wstępu na niego. Gdy tylko jedna z nas podczas zabawy przypadkowo wyjechała poza krawężnik, jeden pan od razu dawał nam ochrzan. Na dzień dzisiejszy doszedł jeszcze znak z przekreślonym pieskiem. Ja swojego prowadzę dalej, bo nie chcę mieć problemów. Niestety nie wszyscy się dostosowują i ich psy robią na trawę. "Pan strażnik" jest już stary i ma to gdzieś. Sprawiedliwość. Ja chcę domek! |
|
Autor: (2010-02-05 17:59:54)
A ja mieszkam w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają. I cieszę się z tego, bo to bezpieczniej. Pieski biegają i nikomu nie przeszkadzają.
Sąsiadów mam wspaniałych. |
|
Autor: Krófsko (2010-02-05 18:56:24)
Mam od 15 lat super sytuację bo mieszkam na najwyższym 11 piętrze.Na szczęście nie ma żadnych problemów i wszyscy starają się żyć w zgodzie,każdy każdemu mówi dzień dobry,czasami zagada co słychać,jak ma się problem to spróbują pomóc.Są osoby nadużywające alkoholu ale imprezują poza domem i jak wracają to zachowują się cicho.
Bardzo współczuję głośnych sąsiadów.Mój brat miał takiego piętro niżej.Ciągły hałas ,imprezki jego córki,pies wyje bo jest sam w domu.Brat usłyszał od straży miejskiej i dzielnicowego,że nie mogą nic zrobić,w sumie sprawa i tak trafiła na Policję,ponieważ moja bratowa tak się zestresowała tą sytuacją,że trafiła w 8 miesiącu ciąży na porodówkę,na szczęście bratanica jest zdrowa(niedługo skończy roczek) lekarz sam powiadomił policję,ponieważ stwiedził,że ciągły hałas sąsiadów doprowadził do stresu i przedwczesnego porodu,sprawa nabrała tempa.Sąsiedzi tak się przestraszyli procesu,że jest w miarę spokój,zagrożono im chyba eksmisją,bo nie potrafią mieszkać wśród normalnych,spokojnych ludzi.Raz się zdarzyło,że sąsiedzi wyjechali i zostawili córeczkę samą w domu i ta korzystając z okazji zrobiła imprezkę.Sąsiedzi się tak wkurzyli,że wtargnęli do mieszkania(to co napiszę to podobno prawda)złapali dziewczynę za nogi, ponieśli do góry,w takie pozycji poszli z nią do toalety i zanurzyli jej głowę w kibelku i spuścili wodę.Od tej pory jest cisza i spokój.Nikt się do nich nie odzywa,oni nie odzywają się do sąsiadów.To jedyne czarne owce w tym bloku.Reszta sąsiadów jest podobno super!! |
|
Autor: WS (2010-02-05 19:10:24)
A moja sąsiadka z dołu gra na gitarze i śpiewa poezję ( Kaczmarski itp). Wprawdzie ma ograniczony repertuar ale w sumie to lubię:) |
|
Autor: made (2010-02-05 19:10:29)
Mieszkam w blokowisku już 25 lat. Sąsiedzi ? Nie znam ich. Mówię dzień dobry. I koniec. Czasami sąsiad poprosi mnie o pomoc przy kompie. Czasami ktoś coś wierci czy remontuje. Ale w większości cisza, spokój.A tym którzy skarżą się na odgłos tłuczenia kotletów, czy stukanie szpilek na klatce, polecam kupno domku lub zatyczek do wrażliwych uszek. |
|
Autor: sasiad (2010-02-05 20:58:18)
Ja wszystko zniose, ale jak jest halas po 23 to potrafie zapier....c!!!! |
|
Autor: gość (2010-02-05 21:29:16)
mój sąsiad nie musi byc pijany, zeby robic mi wielkie awantury chyba z zazdrości bo nie widze innego powodu, no chyba ze jest umyslowo chory.... |
|
Autor: art (2010-02-05 21:43:36)
To sa uroki mieszkania w bloku. Zawsze mozecie zmienic mieszkanie. |
|
Autor: GaGa (2010-02-05 21:45:37)
Gdy mieszkałam u rodziców, dosłownie wiałam od sąsiadów. Moje "dzień dobry" było od niechcenia i oni to widzieli. Obserwowali mnie, gdy dorastałam, o której wracałam do domu, kto mnie odprowadzał, albo przychodził. Później studia, pilnowali mnie, czy chociaż nie marnotrawię czasu, który powinnam poświęcic na naukę. No i nadszedł czas pracy. Wypytywali, jak w pracy, chociaż do tej pory nie wiem, skąd i co wiedzą. Także wciąż uciekałam jak najszybciej. Wszyscy siedzieli w oknach, patrzyli, później plotkowali i nic więcej. Aha! Nie napisałam, że byłam najmłodsza z najbliższych 4 klatek. Reszta jedynie ludzie w wieku naszych dziadków.
Gdy nadeszła pora wyprowadzki na swoje, atakowali mnie (dosłownie) pytaniami, dokąd się wybieram, gdzie będę mieszkac, ile zapłaciłam za mieszkanie...
Teraz się z tego śmieję, ale moi obecni sąsiedzi wcale nie są sympatyczni. Nowe budownictwo (nowe? 2-letnie). Sąsiedzi za ścianą w moim wieku, małżeństwo. Ona wciąż zapłakana, pobita, chora. On za to narkotyki, alkohol i imprezy. Czasem puszczają mi nerwy. Raz doradziłam sąsiadce, która nocowała u mnie przez 2 noce w strachu przed mężem, by sobie ułożyła spokojniejsze życie, ale jak wiadomo, obróciło się to przeciwnko mnie. Od tamtej pory, tylko "cześc". . . |
|
Autor: piotruś (2010-02-05 22:27:05)
sąsiedzi są pojebani naj lepiej ich nie mieć |
|
Autor: helcia (2010-02-05 22:50:22)
ja obecnie mieszkam w UK , w domu blizniaczym , obok mieszka sasiadka z kilkuletnia corka , co dzien wieczorem , ona krzyczy na mala, a ta z kolei placze , to sa jedyne halasy , kiedys jak na obiad bilam kotlety schabowe , to mala ( tak sadze ) mi odstukiwala w rytmie bicia moich kotletow , czasami ona pusci sobie glosniej muzyke , ale to nie na tyle by mi przeszkadzalo , ale nie jestesmy sasiadkami ktore sie witaja i zegnaja ,ona nie lubi naszego wlasciciela domu wiec swoja niechcec przeniosla rowniez i na nas , ale malo mnie to obchodz , na szczescie za pare lat bede miala swoj wlasny domek, ktorey jest w trakcie budowy :) i bede robic co mi sie zywnie podoba , ale jesli mialabym tak uciazliwych sasiadow jak niektorzy to po prostu poczas ich imprezy , libacji , klotni , odglosow bicia , wezwalabym policje , oni maja obowiazek przyjechac .,chocby nawet spisac , ale sasiedzi by juz wioedzieli ze drugi raz moge sie nie zawahac i moze to by cos pomoglo |
|
Autor: a. (2010-02-06 03:22:08)
w mieszkaniu u mojej mamy, gdzie i ja do niedawna mieszkalam jest taki sasiad, ktory wiecznie o wszystko ma pretensje, pech chcial, ze mieszka pod nami.. jego zajecie to podchodzenie do okna, gdy ktos wychodzi z klatki, gdy ktos siedzi na lawce, ogólnie obserwacje i ciagle wzywanie policji.. jak bylam mlodsza i tylko wychodzilam ze znajomymi na lawke przed blok, to policja juz podjezdzala sprawdzac co sie dzieje, a on chowal sie za firanka. jak wracalam z imprezy o 4 nad ranem, to on byl za firanka, wychodzilam z psem o 22, on za firanka, hahaha, tak jakby ciagle czuwal.
malo tego, ciagle cos mu nie pasowalo, o popisana klatke obwinial zawsze mnie i moich kolegow, mimo, ze w klatce mieszkaly dzieciaki, ktore to markerami wypisywaly rozne rzeczy, kilka razy przybiegl do nas o 5 rano, gdy wszyscy spalismy i zaczal robic awanture, ze zalewamy mu mieszkanie, tymczasem grzyb mu sie porpostu robil na scianie pewnie, bo wzywalismy nawet ludzi, ktorzy kłuli nam sciany, przez niego.. mial pretensje o muzyke o kazdej porze, ale tylko do mnie... bo jak sasiedzi puszczali hiy z eski na caly glos to mu nie przeszkadzalo, albo czul respekt i strach przed tymi ludzmi poprostu.. kiedys tak mnie zdenerwowal, ze jak znalazlam w piwnicy zdechlego szczura, to mu go polozylam na wycieraczke i keczupem polalam, jak przyszedl i robil jazdy ze go zalewamy, to zalecilam wizytę i urologa, bo stwierdzilam, ze pewnie sika po scianach i tyle AHAHAHAHAHA
o innych sasiadach nie bede pisala, bo az tak mnie nie denerwowali..
obecni sasiedzi, hm... :D wkurza mie facet mieszkajacy pietro wyzej, mieszka sam, ma okolo 50 lat, ale gdy tylko jest w domu, to jest koszmar, niezaleznie od pory slucha muzyki strasznie glosno, gra w gry jakies, ciagle tylko słychac strzelanie, zwlaszcza w nocy... ogladajac filmy ma chyba na maksa wlaczone glosniki.. malo tego, codziennie okolo godziny 1 w nocy zaczyna cwiczenia! i slychac tylko jak cwiczy na swoim sprzęcie zwanym "atlas"! i to trwa dobre 2 godziny, zawsze w nocy, slychac jak podnosi, stuka, skrzypi itd. koszmar
|
|
Autor: ADAM BASSAK ,SZTOKHOLM (2010-02-06 10:35:29)
ja mieszkam w pieknej willi nad mozem nie mam sasiadow w promieniu kilkuset metrow , jest super , polecam wyprowadzic sie do szwecji , to duzy kraj . |
|
Autor: ja (2010-02-06 12:34:17)
ja mieszkam na wsi, mam sasiada co mnie oskarzyl ze mu psa otrulam bo wrocilam wtedy pozno z pracy...no coz facet sie pomylil. |
|
Autor: sanna (2010-02-06 14:07:24)
Gołębie nie są wbrew pozorom takim małym problemem :/ zwłaszcza jak ktoś mieszka w mieszkaniu pod kimś kto je bardzo lubi i dokarmia...
U mnie w klatce jest nawet spokojnie ale mam sąsiada takiego typowego menela, który sprowadza sobie kolegów mnie osobiście doprowadza to do szału jak wychodzę z klatki a tu jacyś faceci na mniejszym lub większym rauszu stoją albo muszę jechać z którymś z nich w windzie:( nie jest to przyjemne teraz jest lepiej ale obym tego nie napisała w złą godzinę
Ale mam też bardzo fajnych sąsiadów :))) a z jedną rodziną jestem naprawdę zaprzyjaźniona:)) |
|
Autor: sanna (2010-02-06 14:09:25)
w poprzednim poście podałam zły mail :)
jeszcze słówko do Kingi... wiem, że może Ci się to nie podobać ale uwierz lepiej mieć sąsiadów zbyt spokojnych bo jak się ma zbyt niespokojnych to jest nie tylko uciążliwe ale czasem staje się ogromnym problemem |
|
Autor: nata (2010-02-06 14:33:33)
Ja mieszkam w bloku n a4 pietrze, na demna mieszka facet ktory odkurza dwa razy dziennie rano ok 6 i w nocy ok 23! Dwaa razy dziennie napuszca wode przez ok 30 minut rowniez w podanych godzinach... latem ta woda zostaje wylewana przez balkon( na moje pranie itp, raz zostalam cala polana) a o zachlapanych oknach nie wspomne. Malo tego sasiad wierci codziennie cos nie wiem co, stuka,puka od godziny 9 ..chyba jakis majsterkowicz;( Kolejna rzecz starsza pani ktora zamiast doniczek z kwiatami ma na balkonie doniczki z ziarnami dla ptakow... wszystkie odchody i ziarno laduje u mnie na parapecie:( O pozostawianych psach szczekajacych calu dzien nie wspomne oraz o siuskach przed winda.... |
|
Autor: (2010-02-06 14:52:06)
W moje klatce jest 10 mieszkań, ja zajmuję jedno z tych na 4 piętrze. Naprzeciwko mieszkanie puste - sąsiedzi przyjeżdżają dwa razy do roku, tydzien imprezują, potem znów jadą zagranicę. Pode mną mieszka fanatyczka radia Maryja - różańce i ich dżingle znam na pamięć. Naprzeciwko rozmodlonej mieszka starsze małzeństwo - on gbur, ledwo co dzień dobry powie, ale ona nadrabia - wie wszystko o wszystkich i chętnie się z tym dzieli. Na drugim piętrze parka imprezujacych emerytów i krawiec - alkoholik. Jak zaczyna śpiewać lub pracować to cały blok słyszy. Na pierwszym piętrze - dwa małżeństwa, każde ma po dwójce dzieci. Sielanka, gdyby nie to, ze uwielbiają robić remonty, więc weekend bez wiertarki i młotka, a zaczynam się martwić czy im się nic nie stało. Na parterze stara panna opiekująca się stadem kotów, naprzeciwko niej pani wyznania Jehowy, wynajmującą nowym członkom wspólnoty pokoje. Również umilają czas swoimi pieśniami.
I tak mieszkamy na kupie od ponad 20 lat. Odśnieżamy sobie nawzajem samochody, razem sprzątamy piwnice i osuszamy podłogi po zalaniach w środku nocy. Pilnujemy dzieci, myjemy klatkę i hodujemy na niej kwiatki. U jednego sąsiada szyjemy sukienki, u drugiego reperujemy buty, u innego kupujemy telefony... Wszystko na miejscu. I myślę, że nawet drobna sąsiedzka pomoc jest cenniejsza, niż zbędne zatargi i złośliwości. |
|
Autor: milanixxx (2010-02-06 15:06:20)
ja mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu, robie co chce o ktorej chcesz porze, tzn muzyka, imprezy i w ogole. Ogolnie u mnie jest glośniej, jeśli sąsiadom to przeszkadza to niech tez sie zachowują głośniej mi to nie przeszkadza. Póki co kosztowalo mnie to ze 2 mandaty, bo policja czasem wpada, ale oststnio sie dowiedziałem, że nawet nie trzeba im drzwi otwierać, także jest ok. |
|
Autor: kk (2010-02-06 15:24:45)
He he. Jak się czyta niektóre posty to można się uśmiać po pachy... No to może ja sę podzielę moją historią. A więc tak , mieszkałem w bloku cztero piętrowym. W sumie byłoby ok gdyby nie dwóch sąsiadów. Pierwszy mieszkał piętro niżej. No i co mam do niego ,ano to że bimber pędził. W mieszkaniu zacier sporządzał z ziemniaków. No a całe te smrody wszystko szło do góry do mnie. Od tych zapaszków szło się upić. He he ijeszcze jedno mi się przypomniało, jak się gość nachlał to na drugi dzień w czarnych okularach chodził bo ,,słoneczko,, mu za mocno świeciło. No a drugi sąsiad który napsuł mi krwi mieszkał dwa piętra wyżej. Gnój włączał na maxa hevy metal i się ogłupiał i przy okazji wszyskich w koło. Podczas tych seansów kwiatki u mnie po parapetach ,,chodziły,, takie były wibracje!!! Któregoś pięknego dnia koleś wyskoczył na klatkę z siekierą, gonił swoją narzeczoną, pisk wrzask, dobijania się do innych. Afera na maxa. No ale jej nie dopadł, za badzo był pijany.
Po iluś tam latach przeprowadziłem się do innego mieszkania.Okolica nieciekawa. Co roku średnio dwa trupy. A to pochleją się najlepsze frendy a potem nożami się dźgają (tak było bodajże w zeszłym roku, nie raczej dwa lata temu. Rok temu było spoko). Taka to okolica. Ale o dziwo moi nowi sąsiedzi są ok. Nikt nikomu w gary nie zagląda, każdy stara się żyć tak aby innym nie przeszkadzać. W nocy cisza. Jest parę starszych osób co siedzą w oknach i filują, tzw strażnicy teksasu:) i dobrze w razie czego wiadomo co kto i jak. Ogólnie jest lepiej. Wiadomo zawsze się znajdzie ktoś co popsuje tą idyllę, ale naprawdę jestem happy. |
|
Autor: Kochanka_wampira (2010-02-06 15:41:02)
u mnie w klatce jest 12 mieszkan ...mieszkam tutaj juz 24 lata (prawie od urodzenia)
Na Parterze mieszka kochana 80 letnia juz kobieta na ktora od zazwsze mówimy Babcia...robi nam swetry na drutach a my w zamian pomagamy jej w ogródku..mieszszka tam tez fajny mlody facet ktorego zona zostawila z dzieckiem ... na moim 1 piętrze mieszkam ja Pani H-bibliotekarka oraz Pani J- Pielęgniarka z Krwiodastwa...Na II piętrze młode małzenstwo Moja ulubiona sąsiadka do ktorej mówie ciocia i zawsze moe liczyc na jej pomoc ...i jacyś nowi ...na III pietrze Mieszka Pani H z mama i doroslym synem ...nio i dwie niezbyt urodziwe pannienki ktore prowadza w mieszkaniu agencje towarzyska one nie sa uciązliwe ale za to ich klienci bardzo .. czesto gęsto myla num i dzwonia domofonem ze przyszli n usługe... w Swoim Bloku znam każdego ...a wszyscy znaja mnie...a teraz kiedy mam dziecko znają takze jego... przynosza mi dla niego ubranka, zabawki, słodycze a w sezonie owoce z działek ...Naprawde mam Super sąsiadów :) |
|
Autor: Stokro (2010-02-06 15:42:13)
nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy mysla tylko o sobie i nie zwaracają uwagi na innych. No jasne- mam ochote na impreze to ja robie, jest glosno i, co z tego-a moze by tak pomyslec o innych ludziach, ktorzy akurat w tej chwili nie maja ochoty na sluchanie tej muzyki, którą ty wtej chwili słuchasz, może mieli ciężki dzien i chcą odpocząć w spokoju, w swoim własnym mieszkaniu. Ludzie!!! troche wiecej szacunku i kultury. |
|
Autor: hana (2010-02-06 15:52:18)
niezłe te historie :)
obecnie mieszkam w strzeżonym bloku, ale w paskudnej dzielnicy. Generalnie mówię każdemu z uśmiechem dzień dobry, ale i tak widzę, że większość szybciutko ucieka do swojego gniazdka :) Sąsiedzi nade mną mają kotka i jak zostaje sam w domu to chyba gra w coolkulki ;)
Sąsiadka obok ma kłopoty ze snem, więc 22.01 nie można nic normalnym tonem powiedziec na balkonie, bo zaraz jesteśmy informowani, że nie ma zamiaru o nas słuchać :) Ale poza tym jest fajnie :) A my też nie jesteśmy święci ;p W domu córka z nadmiarem energii, facet chodzący na piętach... Poprzednie miejsce, w którym mieszkałam było okupowane przez emerytów zza firanek, babć "poduszkowców", sąsiada z sąsiadką u góry turlających po podłodze butelki po wódce i sąsiada obok, który rzucał o ścianę raz psem, raz synem, raz żoną :(
A teraz cisza i spokój :) |
|
Autor: kukawka (2010-02-06 16:24:04)
Ja mam tez dziwnych sąsiadów. np. moja sasiadka co mieszka obok, czesto otwiera drzwi szeroko i kuca w progu z dzieckiem ,zdarzylo sie to kiedy przyszedl do nas kurier z wielka paczką , albo kiedy wracalismy z wiekszymi zakupami i wtedy ona sobie otwiera drzwi jakby nigdy nic i pyta czy idzie ktos jeszcze na dole niby do niej :D nie byloby w tym nic dziwnego gdyby to byla starsza osoba zwykle tacy ludzie są ciekawi ale ta dziewczyna ma 26lat oczywiscie jest ze wsi i byc moze stad te nawyki... czesto nas podsłuchuje, jak wraca skads to stoi pod drzwiami niby szuka kluczy , a idzie bardzo cichutko ...kiedys mojego meza zaczepila na klatce i pyta gdzie Ania bo nie slyszala telewizora i ulotka zawieszona na klamce to pewnie mnie nie ma... :P to jakis koszamr , ale co robic ...czasami tez kukam :P i np. wykukalam ze jak im sie pralka popsula to pół roku szmaty wozili na wies prać , rzadko kiedy robią zakupy ,wola do baku wlac nic jesc. |
|
Autor: rockrose (2010-02-06 16:54:34)
Ja też mam nieźle walniętych sąsiadów, między ich a moim ogródkiem stał sobie normalny płot. w zeszłym roku pojawił się drugi wyższy i teraz są dwa płoty (musieli się od nas odgrodzić konkretnie), ale ciekawi ich co u nas na podwórku się dzieje więc wywiercili sobie otwory na oczy i nie raz jak się dobrze przyjrzeć to można zobaczyć lukające oczy przez te dziury, jak dla mnie idiotyzm. |
|
Autor: cookie (2010-02-06 19:05:51)
rockrose, współczuję.
Osobiście mam 18 lat i na szczęście niedługo wyruszam na podbój Poznania. Piszę "na szczęście",bo nienawidzę wścibstwa moich sąsiadów.
Taki sobie pan ni stąd, ni zowąd przyszedł do moich rodziców, powiedzieć, że przeklinasz. Owszem, ostatnio wydarłam się na brata i to ostro dlaczego jest taki popier... ale to była jednorazowa akcja. Ale żeby od razu przyjść naskarżyć!? ile ja mam lat? 5? A uprzejmy pan co drugie słowo klnie, ale oczywiście to jest ok, bo ma 50 lat i on może.
Z olei starsza pani z naprzeciwka ostatnio powiadomiła moja mamę, że codziennie biegnę na pociąg. Chyba codziennie patrzy przez okno i wypatruje jak idę. Do furii mnie to doprowadza. Nie mają własnych spraw?
Marzę o anonimowości w wielkim mieście. |
|
Autor: Zbigniew (2010-02-06 19:57:18)
A ja pi*****e swoich sąsiadów tak samo jak oni pi*****ą mnie. codziennie rano wystawiam swój spasiony zad za okno i stawiam soczysta kupe. a mieszkam na 12 piętrze, swojego psa też tak wystawiam, cała moja rodzina wali kloce za okno, zima wszyscy zbieramy sie w kólku rodzinnym w duzym pokoju, rozkłądamy wczorajsza wyborcza i walimy kloce, potem przez okno (jakies 10 kg soczystego kału) |
|
Autor: aga2010 (2010-02-06 20:43:58)
W mojej kamienicy jest 6 rodzin, z czego 4 to patologia , w mniejszym lub większym stopniu. Wszyscy żyją z MOPS-u, wszyscy piją od rana do nocy (autentycznie!), wszyscy palą, ale nie mają na ciastko dla swoich dzici lub zabawkę, bo to zbędne. Imprezy odbywały się, ale interweniowałam za każdym razem i uspokoiło się. Takiego ZOO w życiu nie widziałam dopóki tu nie zamieszkałam. Szukamy czegoś innego, nie chcemy, żeby nasz synek chował się w takim otoczeniu. A szkoda, bo mieszkanie naprawdę jest fajne. |
|
Autor: Marble (2010-02-07 07:11:30)
Z poprzedniego domu wyprowadziłam się jakies 3 lata temu-miałam sasiada,który po wspólnym korytarzu paradował w samych stringach,prezentując bardzo wątpliwe wdzięki.Nie zwracał uwagi na moje prośby-mam 2 blizniaczki po 13 lat.sąsiadka się tylko z tego śmiała.Do czasu kiedy ostrzegłam,że pójdę na policje.Teraz mieszkam w miarę spokojnym domu,bez podobnych sąsiadów i ich upodobań.I cieszę się z tego. |
|
Autor: sledziu (2010-02-07 08:44:23)
Wy chyba nie wiecie co to Irlandia w Sylwestra |
|
Autor: paryzanka (2010-02-07 10:18:27)
A w centrum Paryża też hałas! Kamienice piękne ale ludzie jak wszędzie! |
|
Autor: Anioł (2010-02-07 12:25:42)
ale mój sąsiad z dołu bije wszystkich na łeb....uwielbia strzelać petardami na klatce i robi to często bez powodu...śpiewa arie operowe na cały blok tak, żeby go wszyscy słyszeli, jak wchodzi po schodach do mieszkania(3p.) szczeka (udaje psa), ale tylko wtedy gdy wydaje mu sie że go nikt nie widzi,kłoci się z burzą(dosłownie) i chce ją zagłuszyć petardami ,wszystkich sąsiadów sie czepia że za głośno rozmawiają w mieszkaniach, za głośno spuszczają wodę w toalecie,za głośno puszczają muzę, ostatnio przypierdzielił sie do sąsiadki z parteru! że za głośno leciały u niej wiadomości , mnie sie czepia najbardziej : teraz byłam tydzień w górach i prosiłam mamę, żeby mi kota karmiła ...no więc mama przychodziła raz dziennie i napatoczyła sie na owego sąsiada który skoczył na nią z pyskiem co tam sie u mnie dzieje,bo on b. nerwowy, a my od rana do nocy tupiemy mu na złość i przestawiamy meble lolll , dodam jeszcze, że regularnie zgłasza nas do dzielnicowego, który chcąc czy nie musi przyjść i uspokaja nas, że wie o co chodzi ,ale nic gościowi zrobić nie można, kiedyś się zapędził i spuścił petardę (niechcący) na samochód zaparkowany przed blokiem, była sprawa, świadkowie, ja jako świadek, dostał grzywnę i zawiasy...i co z tego? |
|
Autor: Donosiciel (2010-02-07 15:50:40)
Ja jestem wiejskim kablarzem.Lubię donośic na bliźnich bo lubię afery a poza tym dostaje za to wódkę i papierosy,które są bardzo drogie. |
|
Autor: Elizka (2010-02-07 16:00:59)
Ja mieszkam w Niemczech. W kamiennicy na parterze. Sasiadow mam normalnych. Nikt sie do nikogo nie wcina. Sama nie jestem swieta (czasem robie pozadki w domu o 21ej) ale tez toleruje sasiadow. Sasiadka nademna ma syna ktory ryczy na caly glos jak wraca do domu bo nie lubi chodzic po schodach, jest tez jedna prostytutka ktora nocami sie szfeda (jezdzi chyba do klijentow) ale stara sie chodzic cicho. A co do imprez to zawsze przed imtrezka wywieszaja kartke ze bedzie glosno bo organizuja np:urodziny, przepraszaja za halas i zapraszaja jak ktos ma ochote przyjsc :)
Piszecie o tym jakich macie sasiadow a jakimi wy jestescie sasiadami?
|
|
Autor: utrzymywanie setek (2010-02-07 16:46:59)
gołębi na Starówce w Toruniu, notorycznie dokarmianych, powoduje totalne zniszczenia setkami kg. guana wszelkich parapetów, rynien, itd. alergie z wdychanego kurzu tegoż kału, grzybice płuc.
Wyeliminowano w ten sposób naturalne ptactwo żywiące się owadami.
Ale nic się nie da w tym kierunku zrobić. Za pieniadze podatników odpowiednie służby pilnują aby tym "przepięknym ptakom" nic sie nie stało. A ludzie karmią i karmi.
Co za głupie społeczeństwo mamy. |
|
Autor: lolinka (2010-02-07 18:57:54)
przesadzacie..
płacz dziecka, szczekanie psa, rozmowy, kłotnie, imprezy... wszystko jeżeli W NORMIE da się przejsć.Większość z nas niestety ma podejście Ja mogę, a on nie. Ja się spotkam ze znajomymi - ok, ja zrobię remont - ok, moje dziecko płacze - ok... Ale temu drugieemu, temu "wstrętnemu" sąsiadowi :) to nic nie wolno. za glośno slucha radia, za głośno ogląda tv albo /o zgrozo hahahah/ za głośno gotuje wodę na herbatę.
Generalnie wychodzi na to, że najlepsze sąsiadki to schorowane staruszki, które już nawet za stare są na to, żeby plotkować, czy tv oglądać... Matko jedyna... jaki brak obiektywizmu...i niestety zainteresowania własnym życiem... zamiast podsluchiwać sąsiadki ile razy gotują wodę na kawę czy jaki oglądają film może lepiej samemu posłuchać muzyki albo zaprosić znajomych??? :) :)
Tak mi się wydaje, że przyczyna wielu konfliktów jest niestety troche niezdrowe zainteresowanie życiem innych..
|
|
Autor: gocha (2010-02-07 19:35:14)
mieszkam w bloku na 3 pietrze , nade mna staruszka, ktora choruje na glowe od lat, lata po klatce jak ma ataki i wali do drzwi, dzwoni do mnie dzwonkiem dopoki nie otworze, uderza laska o podloge bo chyba jej sie wydaje ze zabija robaki albo cos, nie wiem, domyslam sie ze jak chodzi to tez puka i slychac ale ten dzwiek jest zupelnie inny, wali z calej sily nocami i dniami , czasem przez kilka dni jest spokoj a potem znowu to samo, sypia chyba ze 3 godziny na dobe , poza tym wezwała kiedys policje bo niby ja podlaczylismy do pradu i jej szumi w lazience, administracja osiedla to olewa i nie chce jej nawet na parter przeniesc. obok mnei za to na tym samym pietrze mieszka mlody facet wieczny kawaler i wieczny imprezowicz. jego glosnik basowy stoi przy scianie przy ktorej mam lozko. do niedawno jeszcze w dzien wyly dwa psy i szczekaly ale chyba sie wyprowadzili z tymi psami bo cos ich nie slychac. bylo tez niemowle ktore nic nie robilo tylko plakalo, na szczescie juz troche uroslo i jest cicho. mimo to marze o wlasnym domu wolnostojacym, bo wystarczy mi ta pierwsza dwojka zeby chodzic nie wyspana i wiecznie znerwicowana. |
|
Autor: gocha (2010-02-07 19:40:27)
do lolinka ---> masz racje troche obiektywizmu i tolerancji od nas samych ale co tygodniowe imprezy nie sa mile widziane oczywiscie raz na jakis czas tak - ja w tym mieszkaniu glosna impreze zrobilam 2 razy a mieszkam poltora roku... wiec jak ktos w weekend nei daje mi spcac do 4 rano co tydzien albo dwa moze irytowac.
albo kiedy sie ucze a sasiad ma telewizor tak glosno puszczony ze az mnie łupie to tez nie jest fajne. w ciagu dnia na pewne rzeczy mozna przymknac oko ale nie po nocach ... |
|
Autor: a mojaj sąsiadka (2010-02-07 21:12:25)
która mieszka pietro nizej pali papierosy papierosy na klatce schodowej. Jak pali to u mnie czuć bo dym leci do góry a dzwi nie sa aż tak szczelne. No i co robić? Klatka schodowa nie jest moja ale wspólna. |
|
Autor: cc (2010-02-08 08:56:01)
Gołebie też nakarm. trucizną... |
|
Autor: Majster he he (2010-02-08 09:59:10)
A gdzie o budrelach toć te mlode siksy nie maja za grosz szacunku dla biednych sąsiadów |
|
Autor: nela (2010-02-08 10:18:45)
Ja też mieszkam w bloku i chcę mały domek, żeby nikt nie słuchał jak podnoszę głos na dzieciaczki, żeby nikt nie słyszał, że płaczę... |
|
Autor: nela (2010-02-08 10:22:05)
i abym nie musiała za każdym razem biegać do sąsiadów jak chcę wywiesić pranie ręczne, żeby nie zalać /ja II piętro/, choć sąsiedzi z góry o tym nie pomyślą. I bym wreszcie nie musiała oglądać i wąchać śmieci sąsiadów z naprzeciwka, które po kilka dni stoją na klatce pod drzwiami.. |
|
Autor: k2 (2010-02-08 11:00:47)
pierwsze mieszkanie jakie wynajmowaliśmy z mężem to było na poznanskiej Wildzie-to juz duzo mowi.Kamienica na pierwszy rzut oka spoko,troche meneli jak to na wildzie,ale lokalizacja w deche-10min piechotą na stary rynek.
Parking pod oknami a na dachu co rusz: torebki po herbacie,pudelka po jogurtach,smietanie,cytryna wycisnieta-sąsiad miał okno kuchenne zaraz kolo naszgo auta.Poza tym byl bardzo miły,uczynny i zawsze kłaniał sie w pas.
Teraz na szczescie jestesmy juz na swoim,ale tez przeboje mamy.Mieszkamy w bloku/kamienicy [trudno okreslic] na obrzezach miasta na zamknietym osiedlu.wszystko spoko,ALE.jedna kosa z sasiadami,po ktorej sie sporo zmieniło.chociaz stosunki mielismy super.zreszta u nas mieszkaja same mlode rodziny,wiec sie dogadujemy.
zaczelo sie od tego,ze ich dziecko budziło sie dokładnie z zegrakiem w reku o 5;30 rano i darło sie w niebogłosy przez godzine lub dłużej.ktos powie ok dziecko.ale dzieciak ma dwa lata,a oni nic.dzieciak wył i wył,az uszy bolały.nasza sypialnia sąsiaduje z jego pokojem.po tygodniu mąż w zartach powiedział cos do sasiada na ten temat,sasiad w zarcie odpowiedział.dodam,ze my wstajemy o 6;40 dopiero.mijały kolejne dni,dzieciał darł sie codziennie-sobota/niedziela.minal kolejny tydzien a darcie nie ustało.z ich stronu zero odzewu przepraszam czy cokolwiek innego.nic.kolejny tydzien,kolejny.wstawaliśmy z mężem wściekli od rana na siebie.którejś nocy miarka sie przebrala.kładliśmy se wyjątkowo pozno,bo chwile po północy i mały juz wył.przysypialiśmy i budziliśmy sie a on wciąż sie darł.patrze na zegarek a tam 2;30 a on wciaz swoje bezustannie,wiec zaczełam walić reka w ścianę bo nie mogłam tego znieść.przyszli i wzieli go do siebie.
od tamtej pory sa obrazeni,twierdza ze przekroczyliśmy pewna granice,ze to JEST DZIECKo i ono sie musi wypłakać.na stwierdzenie,ze my pracujemy a maz jezdzi w delegacje po kilkaset km i musi byc wyspany,usłyszałam ze to JEST DZIECKO.jakiekolwiek argumenty były zbijane tym,ze to jest dziecko.a jak my bedziemy miec dziecko to zobaczymy.i tak w koło macieju.dlatego nie utrzymuje z nimi kontaktów.
a dziecko nie wyje juz rano tylko wieczorem przy zasypianiu.zresztą mam wrażenie,ze to dziecko ciagle płacze; taki mazgaj mały chyba. |
|
Autor: antyblokowa (2010-02-08 11:46:33)
Długi czas mieszkałam w bloku z cegły i było w miarę dobrze. Przeprowadziłam się do bloku z lat siedemdziesiątych i bałam się tam mieszkać. Było strasznie głośno! Nie mogłam dociec, skąd dobiegają hałasy. Wydawało mi się, że od bezpośredniego sąsiada ale okazywało się, że sąsiad z odległej klatki wymieniał okna. Po prostu w mieszkaniach blokowych nie da się żyć. Są bardzo akustyczne a ludzie w nich mieszkający-bezmyślni.
Z nikim nie weszłam w konflikt ale pańci z góry, która waliła rankiem trepami, sąsiadowi, który od piątku do niedzieli imprezował, sąsiadce z naprzeciwka, która nie sprzątała po sobie-nie życzyłam dobrze. Obecnie mieszkam we własnym domku na wsi i za sąsiadów mam ptaki i las. Jest ok i wszystkim z blokowisk życzę takiego życia! |
|
Autor: Lucynka (2010-02-08 12:18:09)
Ogólnie mam fajnych sąsiadów, kiedy ktoś robi imprezę to zazwyczaj z góry uprzedza że będzie troszkę głośniej, można się jednym słowem dogadać, w końcu jesteśmy ludżmi. Co prawda ściany są tak cienkie, że raz sąsiadka z mieszkania nade mną kichnęła w łazience a ja wysłałam jej sms-a "na zdrowie" |
|
Autor: teżsąsiad (2010-02-08 14:19:22)
A ja jestem idealnym sąsiadem. Idę spać o 22, nie oglądam telewizji, nie wiercę dziur w scianach nie mam psa i dzieci. mówie grzecznie dzień dobry wszystkim starszym paniom i nie wtykam nosa w cudze sprawy. Tak o sobie myslałem
Ostatnio dowiedziałem sie od pewnej życzliwej , że mam opinię:
1 pedała- bo mieszkam sam
2 starego kawalera, chyba impotenta bo nie przychodzą do mnie kobiety
3 jestem chyba przestepca i sie ukrywam,
4jestem nieuzytym mrukiem bo nie zagaduję "ładnych" pań
5 jestem jakiś taki dziwny bo mnie w nocy w ogóle nie słychać
wniosek z tego jest taki: nawiekszy menel i tak będzie lepszym sasiadem bo jest tym gorszym i o nim wszystko wiadomo no i w pewnym sensie jest swój.
Z powyższych opinii wynika to samo : wszyscy sasiedzi są przeważnie źli niezaleznie od tego jacy są i jak mocno przeszkadzają. Jedyna sensoną opcja jest wolnostojacy dom jednorodzinny.
|
|
Autor: gosc jestem (2010-02-08 15:17:51)
a ja wczoraj wierczore m zorientowałem się, że cały dzień chodziłem bez gaci! życie singla jest piękne!!! |
|
Autor: bella (2010-02-08 16:05:09)
ha ha niezły z ciebie gość ;;; ja z moim partnerem mieszkamy sobie raczej w ciszy i spokoju..czasami ja podgłoszę sobie muzyczkę ale tylko na chwilkę ... sąsiadów mam ok..w bloku 4 piętrowym wszyscy wszystko o sobie wiedza tzn jak się okazało tylko ja nic nie wiem..ha ha o mnie wiedza wszystko .ha ha no ale ogólnie ok...... |
|
Autor: kacha (2010-02-08 18:35:00)
no to ci się musiał dyndać cały dzień :P coś skromno skoro się nie skumałeś :PP |
|
Autor: maria (2010-02-08 19:28:00)
fajnie sie czyta ale chyba nikt z Was nie mieszka w domku wokół ktorego sama rodzina.
Czasem chyba najgorszy sasiad byłby lepszy? |
|
Autor: xxx (2010-02-09 01:19:36)
fajnie sie czyta ale chyba nikt z Was nie mieszka w domku wokół ktorego sama rodzina.
Czasem chyba najgorszy sasiad byłby lepszy?
takie rzeczy tylko w Przemyślu |
|
Autor: ed (2010-02-09 09:32:22)
A u mnie w bloku z lat 60-tych coraz wiecej młodych ludzi. Nastepuje zmiana pokoleń, gdzie w miejsce pierwszych mieszkanców, starszych juz ludzi wprowadzają się na odziedziczone, kupione mieszkania młodzi. Ostatnio w niedziele musiałem ostro napier... tłuczkiem w kaloryfer bo jakiś idiota puszczał na cały regulator swoje umca umca. Sam słucham zwykle jazz-u i swingu, wiec jak słyszę chamskie umca umca mam ochotę mordować. Jeszcze trochę, złoże oficjalną skargę na tego kogoś i doczeka się sprawy przed sądem grodzkim. Boję się tylko o samochód pod blokiem. |
|
Autor: Ewelina (2010-02-09 13:08:09)
Wiec powiem tak...Jak macie nieznosnych sasiado to wlozcie im po wycieraczke gowno jak na tym stana torozjada i beda sprztac:) |
|
Autor: gusia (2010-02-09 18:44:33)
taaa... a ja właśnie "oglądam" wraz z moją sąsiadką zza ściany "Stawkę większą niż życie". nie muszę włączać telewizora bo słyszę każde słowo. przysięgam, kiedyś dostanę ku*wicy i się do niej przejdę. |
|
Autor: wieśnioki (2010-02-09 21:56:06)
Wy pisaliście o takich sąsiadach z miasta. To ja wam teraz napiszę o tych ze wsi.
Wyobraźcie sobie, że mieszkacie w pięknej, malowniczej miejscowości. Jest ciepłe, pogodne lato. Zieleń drzew, złociste pola zbożowe, w oddali krówki na pastwisku. I sąsiad. Rolnik - hodowca świń. Smród niemiłosierny. W dzień, noc lato i zimę. Efekt? Okna pozamykane, na leniuchowanie w ogrodzie też jakoś mija ochota a piękne, pachnące czyste pranie suszone na rześkim wietrzyku to tylko marzenie. No chyba, że ktoś lubi takie prześmierdnięte świńskim zapaszkiem. I kwiczenie: podczas zarzynania lub podczas kopulacji. Normalnie melodia dla uszu.
To tylko jeden taki przypadek. Mogłabym pisać o jeszcze innych przypadkach, ale sobie daruję.
Co jest gorsze: Mieć w bloku sąsiadów - imprezowiczów i tęsknotę za własnym domkiem, czy domek i sąsiadów, którzy nie pozwalają się nim cieszyć?
Także jak będziecie chcieli kiedyś kupić sobie domek na wsi to upewnijcie się 100 razy, że wokół nikt nie hoduje świń lub innych zwierzątek. |
|
Autor: irenka1 (2010-02-10 08:56:03)
a ja mieszkam w domku w Niemczech i musze przyznac, ze jestem mile zdziwiona jacy Niemcy sa mili sympatyczni.W Polsce nie ma takiej zyczliwoscia na codzien.Usmiech ,slowa pozdrowienia nawet obcej osoby przechodzacej .....mile to
pozdrawiam serdecznie:) i zycze sympatycznach sasiadow! |
|
Autor: Pani Eliza (2010-02-10 14:04:01)
Tez mialam kiedys problemy z sasiadami i wspolczuje serdecznie Wam wszystkim.Od kilku lat mam wlasny dom,a sasiedzi sa w dosc sporej odleglosci i prawie sie nie znamy.Jestem szczesliwa,choc dlugo trwalo zanim opanowalam lek przed tluczeniem kotletow,okurzaniem,spuszczaniem wody w kibelku noca i otwieraniem drzwi,gdy ktos zadzwoni.Mam dzieci,psy i koty i moge sie cieszyc nimi i zyciem. |
|
Autor: (2010-02-10 18:18:18)
Do osoby u której czuć smród palonych papierosów na katce... Polecam uszczelki gumowe. Wybierz się do castoramy albo liroja merlina kup i obklej drzwi wejściowe do mieszkania. Może choć trochę pomorze. A swoją drogą to trzeba być świnią a nie człowiekiem, sam/a pali i się truje i przy okazji wszystkich w koło. |
|
Autor: bob budowniczy (2010-02-10 22:34:59)
moj sasiad z gory bardzo lubi dawac czadu wiertarka swiatek piatek czy niedziela o kazdej porze dnia i nocy . denerwuje mnie tylko sobota rano i niedziela wieczor :D |
|
Autor: Madzia (2010-02-10 23:03:55)
Do
TEŻ SĄSIAD
Jak dla mnie jesteś najnormalniejszym sąsiadem. Niestety wszytkim w koło zawsze coś usi się nie podobać. Jak jesteś cicho - podejrzane, jak głośno - zle i zaraz dzwonią na policje.
Wspólczuję Kindze, która nie widuje sasiadow i zawsze jest u niej cisza, To jakby nie było jest przykre, ale niestety w nowoczesnych osidlach, zyja ludzie karierowicze, ktorzy pracuje 25 godzin na dobe, nie maja zawyczaj dzieci ani rodzin, a do domu wracaja jak do hotelu.
czasem milo miec fajną sąsiadkę, do któej można pojść na kawę, albo razem z dzieckiem na plac zabaw. Albo taka starsza Panią, która przyniesie ciasto albo owoce z ogródka, w ramach podziekowania bo mąż naprawił zamiek w drzwiach :) |
|
Autor: mieszkaniec bloku (2010-02-11 20:45:03)
Mieszkam ponad 40 lat w blokowisku i najbardziej mnie wkurza brudzenie na klatkach. Sprzątamy sobie sami, więc i tak każdy musi zrobić porządek. Czy peta nie można wyrzucić w domu? A dzieciaka nauczyć, żę papierek wrzuca się do kosza, a nie na schody? |
|
Autor: creme brulee (2010-02-12 14:35:44)
Mieszkam w moim M3 już 4 lata, ksiązki by można pisać... Z jednej strony dzikie wrzaski rozpuszczonych bachorów (wlazły rodzicom na głowę), z góry rozmodlona rodzinka wiecznie cos poprawiająca w swoim mieszkaniu (na zmianę piosenka tygodnia w RM i wiertarka), z dołu pijak i jego pijana dochodząca kochanka (wieczne awantury, wyrzucanie jej za drzwi, ona się dobija z powrotem, godzą się, disco-polo na 100%głosności, z ich syfu na cały blok rozlażą się karaluchy)... zbieramy na coś większego i z dala stąd, cyrk. |
|
Autor: (2010-02-12 14:44:13)
Mieszkam w domku. nie mam problemów z sąsiadami. Nikt nie brudzi na klatce ale tez nie ma pani która przyjdzie rano i posprząta... |
|
Autor: asiek (2010-02-12 17:31:17)
ja od kilu miesięcy mieszkam na nowym w bloku - od samego początku piesek z piętra wyżej siusiał sobie na nasz balkon - masakrycznie śmierdziało - a jego właścicielka chopdzi w trepach po mieszkaniu-pielęgniarka, ale jakoś to się znosi - my też nie jesteśmy aniołami - dwóch synków daje popalić ale jak rozmawiałam i przepraszałam sąsiadkę z dołu to ta się śmiała i powiedziała, że w tym bloku wszyscy mają małe dzieci i to normalne - takich sąsiadów to można mieć:-) ale bliższych znajomości nie nawiązujemy - sąsiedzi to nie rodzina i niech tak pozostanie. |
|
Autor: michał (2010-02-13 17:20:12)
Mieszkam od zawsze w bloku z wielkiej płyty. Ostatnio u8wolniłem się od natrętnego sąsiada- alkoholika, który bez przerwy ode mnie coś chciał, a to kawy, a to cukru, a to 20 zł, a to pogadac, nocne imprezy ostro zakrapiane alkoholem.
Teraz trafiłem jeszcze gorzej nade mną mieszka Pani, która ma czworo wnuków.
Jazda na rowerkach, skoki na skakance, w gumę, jazda na wrotkach, tupot bucików, trzaskanie drzwiami, krzyki, płacze, bieganina, non stop.
Z chęcią powróciłbym do mojego byłego sąsiada alkoholika z za ściany!
Niektórzy ludzie pozwalają dzieciom w bloku na wszystko , a jeszcze potrafią zwyzywać innych, że nie lubią dzieci i takie tam.
Dom powinien byc oazą spokoju, lecz niestety Dziki kraj, dzikie obyczaje! |
|
Autor: (2010-02-13 20:59:04)
ja mam sąsiada z dwoma psami, ktore szczekaja przez wiele godzin, kiedy sa same. I czasem też mam ochotę zadzwonic do spółdzielni. Ale w sumie tak mysle... i co zrobi sąsiad? Ma psy oddać do schroniska? A może powycinanć im struny głosowe? Zatrudnic opiekunke do psów?
Jak tak sobie pomysle to juz nigdzie nie chce dzwonic, nastawiam głosniej muzyke albo tv :) |
|
Autor: Laura (2010-02-13 21:37:11)
nie znam sasiadow... mimio ze siedz z dzieckiem na macierzy
skim, i wiece co? jest mi z tym dobrze! ;) |
|
Autor: wrzos (2010-02-14 22:32:35)
Zgadzam sie zupelnie z Michalem ,,dziki kraj,dzikie obyczaje''moje zycie zamienilo sie w koszmar od czasu kiedy sasiad wynaja mieszkanie czlowiekowi ktorego matka nie nauczyla niczego,brod,smrod nie da sie opisac nic go nie obchodzi,wchodzi jak do smietnika,nie wie ze buty sie wyciera,ze sie sprzata,odsnieza,czy zamiata chociazby po sobie,czy swoich ,,gosciach'' po nas jeszcze daje rade chociaz wiek i choroby czasami wyciskaja lzy,sasiad ktory wynajmuje nawet nie interesuje sie co tu sie dzieje,nie wiem jak rozmawiac z takim ,slepym,gluchym czy swinskim czlowiekiem,bo tylko swinia mieszka tam gdzie zalatwia swoje potrzeby i nie sprzata i nie wietrzy i wszystkie smrody laduja na brodnym niemytym korytarzu,wstyd tylko bo musze wszystkim,lacznie z listonoszem tlumaczyc ze ten syf,smrod to od lokatora z dolu,latem kolezanka powiedziala mu ze smierdzi na kilometr,to polal sie chyba caly woda kolonska marki,,Maki''i smierdzialo jeszcze bardziej,a muzyki,a raczej lomotu jak slucha to naczynia w kredesie ,,tancza'' jestem na lekach antydepresyjnych,nie wiem czy nieokalecze tego kogo trudno nazwac czlowiekiem,maz twierdzi ze to cos trzeba omijac z daleka,jestesmy starsi a dzieci mieszkaja daleko,policja wstyd,kiedys dziwilam sie innemu sasiadowi ze z bylejakiego powodu wzywa policje teraz dopiero go rozumie,wczesniej mieszkalismy z sasiadami40-lat jak z rodzina oni liczyli sie z nami my z nimi,szkoda ale nikt nie jest wieczny,gdyby tak wiecej kultury,ale teraz moda na ,,fure i kretynstwo'',a kultura u profesora Miodka,przykre-prawdziwe. |
|
Autor: z 2-go piętra,,,,, (2010-02-18 10:54:44)
Mieszkam na młodym osiedlu będącym w stałej rozbudowie. W mojej klatce schodowej znajduje się 16 mieszkań. Młode osiedle- dzieci mało ale za to psów na maxa.... Mamy piękny plac zabaw dla dzieci z tabliczką" zakaz wyprowadzania psów" Moja sąsiadka z góry przychodzi tam z psem i czyta gazetę a pies lata obszczekując dzieci i "znacząc" cały teren. Na placu zabaw siada na ławce tyłem do wszystkich - myśli że jej nikt nie pozna !!! Na pierwszym piętrze mam 2 sąsiadów z psami. Jedni sąsiedzi "przybyli " z psem z domków i ten biedak nie może odnaleźć się w nowej sytuacji- za karę nocuje na balkonie- no chyba że temp. jest poniżej -5 i już tak ujada że oni sami nie mogą spać wtedy wraca do domu i my możemy spać. Sąsiadom obok na Ip jeden pies odszedł ze starości - agonię psa i męczarnie przeżywaliśmy wszyscy- solidarnie cały blok słuchał jak pies przeżywa męczarnie- my również. Po starym dużym psie mają nowego i małego- z tych co nie widać a słychać. Ale moja osobista sąsiadka przebiła wszystkich z Barym lat 12. Pies na skraju swojego życia załatwiał swoje potrzeby na balkonie unosząc nogę na stronę mojego balkony inne potrzeby (dwustronne) również załatwiał na balkonie. Pani Jadzia sprzątała mopem mój balkon rozcierając tylko tyle ile sięgnął mop pod barierką. Poza tym w mojej klatce mieszka jeszcze 4 właścicieli psów bardziej normalnych- korzystających mniej oficjalnie z placu zabaw przeznaczonego dla dzieci. Nadmieniam iż na 16 mieszkań blok zamieszkuje w sumie 5 dzieci i 8 psów..... A pies to też sąsiad;( |
|
Autor: wrocławianka (2010-03-04 13:55:00)
moi sąsiedzi - wiercą codziennie - prócz niedzieli, chociaż też się zdarza.
właśnie czekam ąą zaraz moją córeczkę obudzą tym wierceniem no bo mała spi a sąsiad jak zwykle coś remontuje, nie pamiętam kiedy mała miała spokojną drzemkę. Ostatnio sąsiad zrobił mojej córeczce i mi pobudkę masakrycznym wierceniem o godz 7.30 - zerwała się niemiłosiernie z łóżka - nie wiedziała gdzie uciekać. i co mogę zrobić? nic - chyba kupić przedwojenna wiertarę aby głosna była i zacząć remont... |
|
|
|