Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

03.03.2010 | Reportaż

Jak zabić małżeństwo?

To proste – zamieszkać z teściami. Rzecz nie w tym, że każda teściowa to stereotypowa hetera, a synowa zawsze jest aniołem wcielonym. Jednak dorośli ludzie, jeśli chcą stworzyć związek i własną rodzinę, powinni mieszkać sami. W przeciwnym razie – po co w ogóle się pobierać?

Kasia (26 lat, tłumaczka z Gdyni):

- Podstawowy argument był taki, że jesteśmy jeszcze na studiach i musimy oszczędzać. Rodzice Tomka mają dwupiętrowy dom, który od początku budowali z myślą, że któreś dziecko z nimi zostanie. Starsza siostra męża wyjechała do Anglii, więc padło na nas. Coś tam przebąkiwaliśmy, że po skończeniu studiów poszukamy czegoś swojego, ale te plany były niesprecyzowane. Przed ślubem poznałam przyszłych teściów – wydawałoby się – dobrze.

Mieliśmy własną łazienkę, kuchnię, trzy pokoje i osobne wejście. Większość koleżanek, mieszkających w wynajętych kawalerkach, bardzo mi zazdrościła. Do czasu. Na początku uwagi teściowej były subtelne – a to źle przyprawiłam obiad, a to nieodpowiednio rozwiesiłam pranie. Bo choć teoretycznie mieliśmy oddzielne mieszkanie, to przychodziła, jak sama z uśmiechem to określała, „na kontrolę”.

Moi rodzice mieli partnerski związek – oboje gotowali i sprzątali, w zależności od tego, kto miał czas. A tu się nagle okazało, że tylko ja jestem odpowiedzialna za porządek w mieszkaniu i wyprasowane koszule Tomka. Mimo że studiowałam i pracowałam, tak samo jak on, to ja byłam krytykowana za wygląd mieszkania. Czułam się jak w środku książki z kawałami o teściowej. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam Tomka, czy możemy się wyprowadzić. Nie chciał – w końcu jemu było wygodnie.

Marek (32 lata, nauczyciel z Lublina):

- Jesteśmy ze sobą już sześć lat, mamy dwie córeczki. Postanowiliśmy wybudować dom, bo dwupokojowe mieszkanie było za ciasne. Sprzedaliśmy je, żeby mieć wkład własny do kredytu. Na czas budowy mieliśmy się wprowadzić do rodziców Oli, mojej żony. No i się zaczęło. Poczułem się jak cofnięty w czasie przez jakąś nieznaną, złośliwą siłę. Byłem jak dziesięciolatek, któremu można ciągle robić uwagi, a on ma siedzieć cicho. Okazało się, że źle wychowujemy dzieci, za często wychodzimy do kina, za późno wstajemy w weekendy, mamy za mały samochód, a ja chodzę za głośno. Przez konflikty z rodzicami zrobiliśmy się oboje bardzo nerwowi, krzyczeliśmy na siebie i na dzieci.

Ale wiesz co? Nie mam pretensji do rodziców Oli – to już starsi ludzie, którzy mają prawo do swoich przyzwyczajeń. Mogą nie lubić krzyków dzieci i nie mają obowiązku się nimi opiekować, gdy my chcemy gdzieś wyjść. To my popełniliśmy błąd wprowadzając się do nich. Teraz wynajmujemy mieszkanie – choć to trochę kosztuje, jakoś wytrzymamy do zakończenia budowy. No i możemy spać w soboty do południa. A teściów odwiedzamy raz na dwa tygodnie.

Urszula (52 lata, kadrowa z Wrocławia):

- To trochę niestereotypowe, ale wcale nie nalegałam, żeby córka z mężem zamieszkali z nami. Wiem, że dużo jest tego typu nadopiekuńczych rodziców, my jednak do nich nie należymy. Ale cóż – Marta i jej chłopak, jak to się mówi, wpadli. Oboje mają po dwadzieścia lat, studiują i sami by się nie utrzymali. Oddaliśmy im jeden pokój w swoim mieszkaniu i obiecaliśmy, że będziemy im pomagać.

Kiedy urodziła się Julka, okazało się jednak, że młodzi rodzice zachowywali się tak, jakby nic się nie zmieniło, jakby nadal byli tylko beztroskimi studentami, a nie rodzicami malutkiego dziecka. Dużo imprezowali. Dominik miał iść do pracy i przenieść się na zaoczne, ale jakoś mu się odechciało. Żadna praca nie była godna, by się nią skalać. Nasza córka nie okazała się niestety lepsza. Wytrzymaliśmy dwa miesiące. W końcu wyrzuciliśmy ich. Sąsiedzi i rodzina patrzyli na nas z oburzeniem, że jak to - swoje dziecko i wnuczkę na zmarnowanie dać, do wynajętego pokoju? Ale okazało się, że czasem tak trzeba. Dominik po tygodniu znalazł pracę.

Kasia potwierdza:

- Lepiej jest mieszkać na początku w wynajętej kawalerce, niż mieć sto metrów u rodziców. Moje koleżanki, które tak zaczynały, nadal są ze swoimi mężami. Niektórym udało się już kupić mieszkanie. A ja? Też dzisiaj mieszkam w kawalerce. Sama.
Joanna Szwechłowicz
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: jingles  03.03.2010 zgłoś

Jak ja czytam takie opowieści o teściach z piekła rodem to się cieszę, że po ślubie będziemy mieszkać we własnym mieszkaniu. Jestem po uszy zakochana w moim narzeczonym, ale gdybym musiała po ślubie mieszkać z teściami, to nie zdecydowałabym się na taki krok.

Autor: jojo  03.03.2010 zgłoś

Prawda jest taka, że naprawdę trzeba mieszkać osobno, ponieważ mieszkając u swoich rdziców, mąż zawsze będzie be, a mieszkając u teściów ja przeszkadzam teściowej. Do widzenia. My mieliśmy wielkie szczęście bo oboje pracowaliśmy w jednym zakładzie i dostaliśmy mieszkanko zakładowe. Jeden pokój, kuchnia, łazienka. Na początku mieliśmy moją wersalkę, skrzynka z deską udawała stół, pożyczona kuchenka elektryczna dwupalnikowai dwa aluminiowe garnki. Do dziś jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. A jesteśmy już ze sobą 20 lat. Życzę tego wszystkim. Pozdrawiam.

Autor: wasze komentarze...  03.03.2010 zgłoś

Moja teściowa ma dwóch synów. W rozmowie przyznała mi kiedyś, że w jej domu NIE MOŻE zabraknąć miłości do synowej i tego się od kilku lat trzyma. Jestem jej głęboko wdzięczna za taką postawę. Mieszkałam z Nią bardzo krótko i wiem, że jest niezwykle taktowna i kulturalna. Nie pozwoliłaby sobie na pewne zachowania. Ja w stosunku do niej również.

Autor: córka  03.03.2010 zgłoś

Od czasu do czasu pomieszkujemy z mezem i synkiem u moich rodzicow. Wszystko mamy wspolne, procz sypialni. Moi rodzice traktuja meza lepiej ode mnie. :) Gdybym miala z nimi mieszkac na stale, to jednak mowie NIE, tylko dlatego, ze ja potrzebuje samodzielnosci. Lubie robic wszystko po swojemu i sprzatac, i gotowac (choc mama gotuje nam wszystkim). Nawet balagan czasami lubie sprzatnac sama :) Lubie do rodzicow wpasc na weekend, albo na czas przerwy swiatecznej, ale potem z przyjemoscia wracam do swoich czterech katow.

Autor: mmm  03.03.2010 zgłoś

.... wasze komentarze .... KOCHANIUTKA MASZ RACJE >JEDEN DRUGIEGO POWINIEN SZANOWAC .JA RÓWNIEZ POPIERAM CZY TO CORKA- CZY -SYNOWA -SYN CZY -ZIĘĆ NIE POWINNO ZABRAKNAĆ MIŁOŚCI i SZACUNKU DLA SIEBIE:):):)

Autor: Amant Wszech Czasów  03.03.2010 zgłoś

Wniosek jest prosty-jak się nie ma kasy na chałupę mieszkać oddzielnie.Ja ym nie chciał być na łasce żony ani tym bardziej jej rodzinki.

Autor: Freda  03.03.2010 zgłoś

Dziadek umarł 6 lat temu. Od tego czasu mieszka z nami babcia. Kiedyś najlepsza z babć, teraz zmieniła się w kościelnego potwora, który cieszy się z każdej kłótni w rodzinie, skarży na wszystkich i co chwilę dolewa oliwy do ognia. Każda mała sprzeczka kończy się wielką awanturą, a babcia biega nabuzowana ze szczęścia jak wampir energetyczny po wyssaniu sił z całego tłumu ludzi. Ma trójkę dzieci, żadne nie chciało przyjąć jej do siebie prócz mojej mamy. Teraz ona jest najgorszym z jej dzieci a tamte są święte. Za swoje wnuki uważa tylko te, które dwa razy do roku przyjadą złożyć jej życzenia i odebrać pieniądze. Kocham moją babcię z całego serca, ale tylko wtedy, gdy jest sto kilometrów ode mnie.

Autor: Novomova  03.03.2010 zgłoś

heh, samo zycie:)

Autor: ja od 2 lat mieszkam u teściów  03.03.2010 zgłoś

i wiem jak to jest. Na początku było wszystko pięknie i wspaniale. Kochająca się rodzinka. Ale to trwało bardzo krótko. Mimo, że mamy oddzielną kuchnię, momentami mam ochotę wszystko rzucić i się wynieść. Jednak to by oznaczało koniec mojego małżeństwa. Teście wtrącają się we wszystko, w co tylko mogą. Wszystko chcą o nas wiedzieć. I zawsze to oni wiedzą lepiej. Najbardziej mnie denerwuje jak wtrącają się w wychowywanie naszego synka. I jeszcze jedno. Parę razy już nam udowodnili, że w sytuacjach wyjątkowych nie możemy zupełnie na nich polegać. Musimy radzić sobie sami, choć oni byliby w stanie nam pomóc. Ale jak to oni potrzebują pomocy, to wtedy my musimy rzucać wszystko, żeby im pomóc, bo inaczej będzie wojna w domu. W tym wszystkim cieszy mnie tylko to, że mój mąż jest cały czas za mną, a nie za nimi. Inaczej bym chyba już dawno zwariowała.

Autor: ona  03.03.2010 zgłoś

Ja jestem z facetem sporo czasu i mamy wspólne plany na przyszłość typu zamieszkać razm,pobrać się itd. Jego rodzice zaproponowali, żebyśmy na początek wprowadzili się do nich do domu (maja piętrowy dom poza miastem), ale za żadne skarby nie zdecydowałabym się na to.Wolę już mieszkać osobno z facetem.Mimo, że mielbyśmy 3 pokoje,łazienke,kuchnie swoje(pomieszczenia i tak są do wykończenia),ale po miesiący bym sfiksowała.Zapewne cała rodzinka siedziałaby u nas godzinami,nawet spać pewnie musielbyśmy chodzić o tej porze co oni,bo łażenie po domu przeszkadza...NIGDY W ŻYCIU.

Autor: suuuo  04.03.2010 zgłoś

powiem tak:moja ciotka jest prokuratorem i powiedziała mi że 90 % małżeństw bierze rozwód z powodu wtrącania się teściów.Mieszkałam i z moim teściem i z moją matką...jestem dawno po rozwodzie

Autor: nnn  04.03.2010 zgłoś

a u mnie było identycznie jak u Urszuli z reportażu-tak samo i też nas matka wywaliła,tyle że my nie imprezowaliśmy,ale matce przeszkadzały brudne pieluchy

Autor: teridu  04.03.2010 zgłoś

Ja znam taką sytuację z autopsji.Sama byłam zmuszona do mieszkania z moimi rodzicami, a złożyły się na to różne powody, których tu nie widzę powodu wyłuszczać (pewne rzeczy bolą do dzisiaj).Teraz u mnie mieszka mój dorosły syn z synową i dwójką dzieci.Starałam się nie powielać błędów moich rodziców i być wyrozumiałą w stosunku do moich współlokatorów. Niestety, z biegiem lat zmieniamy się.Szukamy spokoju i bezpiecznej przystani.Młodość ma swoje prawa, a starość swoje, stąd rodzą się problemy. Miłość, szacunek i wyrozumiałość są bardzo potrzebne, ale nie rozwiązują codziennych problemów.Wiem, że póki co nie ma żadnej nadziei, że zamieszkamy osobno, ale wiem też,że wszyscy bylibyśmy wtedy bardziej szczęśliwi.

Autor: paris  04.03.2010 zgłoś

ja mieszkam z teściową i babcią mojego męża. matriarchat do potęgi, męża traktują jak małego chłopca, nienawidzę ich, nawet rok od ślubu nie minął, o wszystko walczę, dobrze, że "mamusię" oduczyłam grzebania w moich brudach do prania, jeżdżenia z syneczkiem na zakupy, wpieprzania się bez pukania, doradzania, choć czasami palnie jakąś bzdurę. Nie cierpię jej, nie mówię do niej MAMO choć w maju bedzie rok od ślubu..ostatnio nie odzywam się do nich, mam dość mojego życia, chciałabym uciec...już rozumiem dlaczego ludzie giną bez śladu...czasami nie chce im się wracać do tego G... co mają :(

Autor: babcie są złe  04.03.2010 zgłoś

"Dziadek umarł 6 lat temu. Od tego czasu mieszka z nami babcia. Kiedyś najlepsza z babć, teraz zmieniła się w kościelnego potwora, który cieszy się z każdej kłótni w rodzinie, skarży na wszystkich i co chwilę dolewa oliwy do ognia. Każda mała sprzeczka kończy się wielką awanturą, a babcia biega nabuzowana ze szczęścia jak wampir energetyczny po wyssaniu sił z całego tłumu ludzi. Ma trójkę dzieci, żadne nie chciało przyjąć jej do siebie prócz mojej mamy. Teraz ona jest najgorszym z jej dzieci a tamte są święte. Za swoje wnuki uważa tylko te, które dwa razy do roku przyjadą złożyć jej życzenia i odebrać pieniądze. Kocham moją babcię z całego serca, ale tylko wtedy, gdy jest sto kilometrów ode mnie." Domestosa do jedzenia dolewać ;P A tak na serio - też mam taką toksyczną babcię. Na szczęście mieszka osobno. Od ponad roku nie utzrymuję z nią kontaktów. Po co.

Autor: dorota  04.03.2010 zgłoś

W Polsce nie nauczyliśmy się jednej rzeczy.Ślub można brać w momencie, kiedy jesteśmy nań gotowi nie tylko uczuciowo , ale materialnie też.Nie umiemy poczekać, szybko weselisko, dzieci, a reszta jakoś się ułoży.Należy pomyśleć przed ślubem, czy jesteśmy gotowi zamieszkać z obcymi ludźmi, wtargnąć do ICH domu i często wyciągać rękę po ICH rzeczy, korzystać z ICH sprzętów itd.Pomyślmy o tym wcześniej.ONI też mają prawo do prywatności , spokoju i " odcinania kuponów " od swego niełatwego przecież życia.

Autor:  04.03.2010 zgłoś

zal mi tych rodziców co muszą mieszkać z dziecmi i nawet na stare lata spokoju nie mają. starsi ludzie powinni odpoczywac i używać życia tak jak chcą , a nie niańczyć wnuki i gotować obiadki dla całej rodzinki itd

Autor: Aga  04.03.2010 zgłoś

Teściowie bywają różni, też potrafią zmienić życie w piekło. Ale jak czytam żale, że teściowa się wtrąca, tymczasem mamy tu parę dwudziestolatków która wpadła, mieszka u teściów, to przestaję się dziwić. Teściowie mogli liczyć na spokój na starsze lata, a tu nagle dziecko przyrpwoadza swoją drugą połówkę i dziecki w brzuchu. Potem rodzi się dziecko, młodzi jeszcze studiują, dzieckiem opiekują się dziadkowie (bo muszą). Al młodzi częśto mają pretensje, bo się teściowa wtrąca do wychowania dziecka. Jak się nie chce wtrącania, to trzeba mieszkać na własnym i nie podrzucać dziecka teściom czy rodzicom na wychowanie.

Autor: ona22  04.03.2010 zgłoś

nasz ślub za pół roku. na myśl o mieszkaniu z teściami odechciewa mi się ślubu. wiem, że to nie ma sensu, bo ja nie będę tam szczęśliwa, a to przełoży się na nasze relacje i po prostu się rozpadniemy. właśnie szukamy mieszkania. wolę spłacać gigantyczny kredyt, ale iść na swoje. w sobotę jedziemy oglądać mieszkanie. i marzę o tym, że będzie nasze.

Autor: małami  04.03.2010 zgłoś

moje 2 kandydatki na teściowe były z piekła rodem. z jedną udało mi się zamieszkać. tzn ona wprowadziła się do mieszkania które wynajmował moj eks partner. Szybko zaczeła mnie "ustawiać". Wprowadziła się na przełomie maja/czerwca. Ja wyprowadziłam się pod koniec września. Partner rzucił mnie w grudniu. Co prawda były też inne powody dla których się rozstaliśmy, ale mamusia też się do tego przyczyniła.

Autor: madzik  04.03.2010 zgłoś

Po 3 latach związku zdecydowaliśmy się,że zamieszkamy razem,znałam przecież dobrze rodziców Kamila,no i właściwie spędzałam tam dużo czasu,postanowiliśmy,że zamieszkamy u mojego narzeczonego.Moi rodzice oddali górę-2 pokoje,łazienkę,brat dorobił sobie kuchnię,osobne wejście itd,.więc zamieszkanie u mnie nie było możliwe. Po 3 miesiącach stałam się gosposią,kucharką,nie tlyko dla mnie i Kamila i jego rodzicow ale tez dla brata,jego zony i corki ktorzy bywali tam codziennie.Po pracy musiałam biec na zakupy,wlaczyc pranie,rozwiesic je,jak wyschnie poprasowac,podlewac kwiaty,ugotowac obiad na nastepny fzien albo go podszykowac,itd itd itd,wstalwalam o 4:30 kladlam sie o 23:30 bo zawsze cos bylo do zrobienia.Stalam sie taka bezplatna pomoca domowa.Swieta-wasciwie przygotowalam sama bo mama Kamila chociaz nie pracuje juz,nie miala CZASU.Wytrzymac musialam rok,az firma mojego chlopaka nabierze rozpedu.Wytrzymalam.Ale bylam wykonczona fizycznie,schudlam dobre 6 kg.Od 3 miesiecy mieszkamy osobno i nie klade sie spac o 23 tylko nawet o 21 tak,ze ejstem wyspana i mam sile zeby wyjsc do kina czy na spacer i mam na to czas! nie polecam mieszkania z tesciami bo to jak dla mnie totalny horror

Autor: do ona22  04.03.2010 zgłoś

I tak trzymaj! We Włoszech jest plaga "maminsynków", którzy nie chcą się wyprowadzić od mamusi, bo gdzie im będzie lepiej? Już nawet rząd tamtejszy próbuje ten problem społeczny rozwiązać. A u nas? U nas nie w pojedynkę, ale z drugą połową i przychówkiem wtryniają się do naszych domów i narzekają jakie to teściowe wredne.Kiedyś ci młodzi też będą teściami...zobaczymy co wtedy będą czuli skazani, wbrew swojej woli na mieszkanie z obcymi bądź co bądź ludźmi.

Autor: ona22  04.03.2010 zgłoś

"Domestosa do jedzenia dolewać ;P A tak na serio - też mam taką toksyczną babcię. Na szczęście mieszka osobno. Od ponad roku nie utzrymuję z nią kontaktów. Po co." mieliśmy iść do mojej babci. niestety okazalo się, ze to kobieta z piekla rodem. nie odzywam sie do niej rowniez od pol roku.

Autor:  04.03.2010 zgłoś

U nas bylo podobnie. Kiedy ja bylam na m,acierzynskim, moj maz stracil prace. Przez kolejnych kilka miesiecy zadne z nas nie moglo jej znalezc az skonczyly sie pieniadze. Nie stac nas bylo na zycie, wiec na kilka miesiecy wprowadzilismy sie do tesciow. Teraz mieszkamy z powrotem u siebie ale przez te kilka miesiecy tak sie od siebie odsunelismy ze chyba juz nigdy tego nie nadrobimy...

Autor: jo2  04.03.2010 zgłoś

Moja sytuacja była identyczna jak w pierwszym wypadku. po roku małżeństwa gdy na nie wytrzymałam nerwowo i powiedziałam że się wyprowadzam, mąż powiedział że zostaje z rodzicami bo mu tam dobrze... jestem miesiąc po rozwodzie. mieszkam sama w wynajmowanym mieszkaniu. Lepiej.

Autor: heh  04.03.2010 zgłoś

heh ja tez mam problemy z tesciami, ale tak jak piszecie ze to tesciowe nie wytrzymują z młodymi bo potrzebuja spokoju, tak u mnie jest zupełnie odwrotnie. To my wracamy stratowani po pracy i jeszcze trzba ich wojen wysłuchiwać, a i uspokajac. To tego mam juz przybrane dziecko codziennie w domu swojej szwagierki, która je nam notorycznie podrzuca... tzn niby babci ale to mnie mała wybrała sobie na towarzysza.. Teraz jestem w ciazy i nie wiem jak to będzie. I jak tu któras napisała dobrze ze mam kochanego meża który mnie rozumie i wspiera:)

Autor: karolina  04.03.2010 zgłoś

Ja od półtora roku mieszkam z rodzicami męża. Jeśli do końca tego roku to się nie zmieni, to ja się wyprowadzam, jeśli on zostanie z rodzicami - jego sprawa. Dzieci nie mam i mieć nie będę, więc problemu żadnego też nie ma.

Autor: Justyna  04.03.2010 zgłoś

my z mezem przez pol roku mieszkalismy z moimi rodzicami i nie bylo zle dopoki nie zaczelo im przeszkadzac ze wracajac z 2 zmiany tj 23 ide pod prysznic no bo kto normalny o tej godzinie sie kapie i to codziennie po dwa razy a ze to gazu tyle sie zuzywa i woda sie leje wkoncu mielismy dosc i poszlismy na swoje....teraz jest swietnie juz 3 lata mieszkamy u ''siebie'' i nikt mi nie powie ze za czesto sie kapie,myje gary kiedy chce w weekendy spie ile chce nikt mi nic nie narzuca i nie zrzedzi nad uchem..

Autor: hmmmmmmm  04.03.2010 zgłoś

jak to tak wszystko czytam to chyba nigdy się nie ożenie....bo i po co? w sumie narazie nie ma z kim ale tak czy inaczej nie mam zamiaru przezywac takiego piekła:) pzdr

Autor: beauty  04.03.2010 zgłoś

Przeciez mozesz wyjsc za maz czy sie ozenic, ale nie mieszkaj z tesciami, tylko na swoim. Przeciez nikt z powyzszych ludzi nie pisze ze zle mu w malzenstwie.

Autor: Max  04.03.2010 zgłoś

Ja też radzę wszystkim-bądżcie osobno. Mieszkam z teściami 20 lat,byłem pełen energii,ale po czasie człowiek zaczyna obojętnieć.Żona nie wyobrażała sobie życia bez rodziców ,a z tego powodu dochodzi do nieporozumień,póżniej człowiek dowiaduje się jakim jest niewdzięcznikiem-biedniej ,ale osobno bo będzie za póżno

Autor: fioolka  04.03.2010 zgłoś

Przez mieszkanie z rodzinką mojego (ex) męża rozpadło sie nasze małżeństwo! Wtrącali sie we wszystko- jak gotuje makaron, jakie mam firanki, jak rozwieszam pranie, co kupilismy na obiad:-) Jak przychodzili do nas goście, to przychodzili ich obejrzeć, krytykowali, że po pracy opalam sie w ogrodzie czy czytam książkę. Po 1,5 roku walki powiedziałam basta. Mąż nie potrafił się od nich odciąć. Teraz jestem 1,5 roku po rozwodzie. I nigdy więcej takich sytuacji!!! Nawet psia buda ale jak najdalej od teściów! Bezpieczna odległość min 100km;-)

Autor: trzeba losowi  04.03.2010 zgłoś

trochę pomóc. Zepchnąć teściową ze schodów, ale skutecznie!! Samotny teść potem nie bedzie miał czasu dla was. Wy natomiast same jak zostaniecie teściowymi, wogóle nie odwiedzajcie swoich byłych dzieci. Zajmijcie się sobą. Przerwijcie ten pokoleniowy kołowrót.

Autor: asiek  04.03.2010 zgłoś

wiecie co wy narzekacie na tesciów a co ja mam powiedziec jak mi moi własni rodzice urzadzaja piekło???? ostatnio tydzien temu wywalili nas z domu ktory jest MOJ i MOJEGO MEZA.NIe polecam mieszkania ani z rodzicami ani z tesciami. i zgadzam sie z tym ze starsi ludzie robia piekło młodym bo maja juz swoje przyzwyczajenia których poprostu nie zmienia i chca na starosc spokoju i ciszy... bo jak mowi moja mama ona juz na zapierniczała sie przez całe zycie a teraz chce odpoczynku i czasu tylko dla siebie!

Autor: a u nas było ok  04.03.2010 zgłoś

najpierw mieszkalismy u rodziców mojego męza. Tesciowa to fajna babka i jeszcze na mojego krzyczała ze ma mnie szanowac i isc mi kupic jakis fajny ciuszek;) potem mieszkalismy u moich rodziców bo maja duzy dom i tez było ok. Teraz mieszkamy sami i nas zal ze nie mamy towazystwa ani z kim dzieci zostawic jak chcemy na weekend gdzies wyskoczyc

Autor:  04.03.2010 zgłoś

Abstrachujac troche od tematu to w Polsce nie ma mozliwosc na to by mlody czlowiek mial jakikolwiek "start" w zycie by mogl samodzielnie sie utrzymac, a potem trudno sie dziwic, ze powstaja konflikty w rodzinie

Autor: anastazja  04.03.2010 zgłoś

Jest taka świetna książka "Toksyczni teściowie" S.Forward-polecam! Autorka napisała w niej jedno zdanie, które pogrubiła: jeśli masz problem z teściami, prędzej czy później na peno będziesz mieć problemy małżeńskie. Ale nie tylko trzeba mieszkać z teściami pod jednym dachem, żeby mieć problem z nimi i ze swoim małżeństwem również. Wystarczy, że jeteśmy w tym samy mieście, albo nawet 100 km od siebie i spotykamy się dość często. Najważniejsze jak nasz partner się do wszystkiego ustosunkuje i czy nas rzeczywiście wspiera w tych trudnych i niesprawiedliwych sytuacjach, czy w porę potrafi zareagować i dać np. tym swoim "św. rodzicom" do zrozumienia, że ich zachowanie jest niewłaściwe. Mój mąż jak na razie jest syneczkiem rodziców i chyba woli stracić własną rodzinę - żonę i dzieci niż zmienić relacje z "dobrodziejami". Pozdrawiam wszystkich z toksycznymi teściami! :)

Autor: nnnn  04.03.2010 zgłoś

Mieszkam z narzeczonym i jego matka ktora jest wspaniala i supertolerancyjna osoba, co nie oznacza ze taki uklad mi odpowiada. Gdyby nie widoki na mieszkanie za ok rok nie wiem co by bylo. Na poczatku doprowadzalo mnie to do rozpaczy bo przyszla tesciowa wyreczala mnie w roznych czynnosciach i czulam sie strasznie niezrecznie. Teraz jest lepiej aczkolwiek on sie upiera zeby dla nas gotowac, a naprawde nie ma takiej potrzeby bo mam czas i uwielbiam gotowac. Nic tylko sie wyprowadzac.

Autor: Adaś Miałczyński ;-)  05.03.2010 zgłoś

... spieprzać jak najdalej od teściów !!! jeśli chcecie mieć normalnąrodzinę , pamiętajcie, nigdy z Teściami. Nawet nie wiem jak byliby wspaniali zawsze się popieprzy. Tyle.

Autor: incognito  05.03.2010 zgłoś

wogole to jakas pomylka. zakladajac rodzine czyli wchodzac w zwiozek malzenski mieszkac u rodzicow?...czesto mieszka sie razem bez slubu. a malzenstwo ma w jednym z glownych podpunktow: mieszkamy razem na swoim

Autor: Andrzej  05.03.2010 zgłoś

Bardzo kocham żone ale "aby było wygodniej" czy taniej czy tam sam nie wiem co za argumenty jeszcze tam przedstawią mieszkamy z teściami i tak jak poprzednicy mamy teorertycznie osobne wejście itd... Podsumowując: Kocham Żone ale to już tylko kwestia czasu kiedy mimo tego że ją bardzo kocham i się rozumiemy to rozwóad jest nieunikniony chyba, że wreszcie wyprowadzimy się od teściów. Rada: Wiejcie od najukochąnszych teściów albo się nie pobierajcie bo i tak się rozwiedziecie.

Autor: agata  05.03.2010 zgłoś

do Andrzej.Skoro kochasz żonę czemu nie szukasz jakiegoś rozwiązania by razem wyjść z niewygodnej sytuacji? Porozmawiaj z nią szczerze,powiedz co zamierzasz, jeśli ona też cię kocha ratujcie wasze małżeństwo.Bo w życiu najważniejsza jest tylko miłość.

Autor: Inessa  05.03.2010 zgłoś

Freda i babcie są złe: Ja mieszkałam z taką babcią całe życie, zatruła je mnie i mojemu bratu , nie mówiąc o mamie, całe życie domowe podporządkowane babci. Wszyscy jesteśmy najgorsi i nikt się nią nie interesuje , ostatnio powiedziała , że chce iść do domu starców. Na szczęście ja się niedługo wyprowadzam po ślubie ale babcia już mi robi cyrki. Powiedziałą, że jestem wyrodna bo ją porzucam. I że wszyscy uciekamy przed nią. Ale jak tu żyć normalnie z takim człowiekiem.

Autor: tomi  05.03.2010 zgłoś

ta jest db tesciowa to ...martwa tesciowa a najlepiej jak juz jest tesciowa na 102....100m od domu i 2m pod ziemią!!!!!

Autor: evidence  05.03.2010 zgłoś

"W Polsce nie nauczyliśmy się jednej rzeczy.Ślub można brać w momencie, kiedy jesteśmy nań gotowi nie tylko uczuciowo , ale materialnie też.Nie umiemy poczekać, szybko weselisko, dzieci, a reszta jakoś się ułoży.Należy pomyśleć przed ślubem, czy jesteśmy gotowi zamieszkać z obcymi ludźmi, wtargnąć do ICH domu i często wyciągać rękę po ICH rzeczy, korzystać z ICH sprzętów itd.Pomyślmy o tym wcześniej.ONI też mają prawo do prywatności , spokoju i " odcinania kuponów " od swego niełatwego przecież życia." Podpisuję się obiema ręcami. Po doświadczeniach z dzieciństwa i młodości ze swoją matką, nigdy bym się nie zdecydowała na mieszkanie z teściami ani z rodzicami choćby najlepszymi. Dziwię się, że w ogóle ktokolwiek decyduje się na taki desperacki krok, ponieważ MŁODZI i STARZY mają swoje przyzwyczajenia i powinni jednak mieszkać osobno. Mieszkanie osobno, ale za częste spotykanie się z teściami/rodzicami też może powodować konfikty. ona22-powodzenia!!

Autor: :)  05.03.2010 zgłoś

Młody człowiek podnieconym głosem mówi matce, że zakochał się i się żeni: - Tak dla jaj, przyprowadzę trzy kobiety i spróbujesz zgadnąć, którą z nich zamierzam poślubić. Matka się zgodziła. Następnego dnia przyprowadza trzy piękne kobiety, sadza je na kanapie i rozmawiają chwilę z matką. Potem syn pyta: - Dobrze, mamo, a teraz zgadnij, którą zamierzam poślubić. - Tę w środku ? odpowiada bez wahania. - To zdumiewające, mamo. Zgadza się. Skąd wiedziałaś? - Nie lubię jej. :p

Autor: kinia_as  05.03.2010 zgłoś

Mój ojciec kiedyś w przypływie szczerości powiedział mi, ze jeśli kiedyś się hajtnę to broń Cię Panie Boże z jednymi czy drugimi teściami. Bo będzie piekło. Młodzi powinni mieć swój dom, możliwość popełniania własnych błędów etc. On sam przez 3 lata mieszkał u swoich teściów, czyli rodziców mojej mamy. I niby się lubili, ale wiadomo...Zero prywatności itp. Czyli lepiej nawet pokój jak studenci wynająć.

Autor: Monaliza  05.03.2010 zgłoś

Niestety też mam takich teściów z piekła rodem...Na początku tzw. chodzenia z moim Markiem był okres badawczy..Przyszła teściowa przesłuchiwała mnie regularnie ze wszystkiego co się da..Co umiem gotować, szyć, prasować..Czym się zajmują moi rodzice itp. Później zaczęła się zazdrość o jej jedynego syna.. Na przykład jej robisz kanapki a mi nie..Zabierasz ją gdzieś samochodem, a mnie nie - a kto ona jest w ogóle? No i się zaczęła wielka nienawiść.. A ja byłam głupia, naiwna i tęskniłam za nim więc mimo wszystko przyjeżdżałam...Zaczęło się wypominanie, że zużywam wodę.. Codziennie się myje.. Wszystko robię źle, za mało pomagam..Potem jak w kopciuszku, że nie jestem bogata...Nie mam posagu..Jak przyszło już do planowania ślubu przyjechali moi rodzice.. Zrobili im awanturę o to, że przyjeżdżałam do nich i nie płaciłam im za pobyt..W końcu się pobraliśmy..Wiedziałam na co się piszę.. Jednak w tym wszystkim mój obecny mąż Marek cały czas był po mojej stronie.. Im więcej byli przeciwko mnie tym bardziej zbliżaliśmy się do siebie...Dziś pogodzili się z tym, że jestem jego żoną..Co jakiś czas są awantury..Wzięliśmy kredyt i kupiliśmy działkę.. Wiem i wierzę w to, że przyjdzie czas dla nas..Będziemy mięli swój przynajmniej swój dom..Chociaż wiem, że oni nigdy nie znikną z mojego życia..To jest ich jedyne dziecko i zawsze będzie przy nich.. Tylko najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że tu chodzi o pieniądze.. Gdybym była bogata byłoby inaczej.. Jakbym miała cofnąć czas..To nie przyjeżdżałabym tak często..Wtedy miałam 19 lat byłam bardzo zakochana i tęskniłam..Najważniejsze było, że jestem z nim..Mimo, że nie byłam mile widziana przez jego rodziców... Najważniejsze w takich sytuacjach jest siła uczucia i niestety możliwości finansowe umożliwiające szybą wyprowadzkę..........

Autor: b.  05.03.2010 zgłoś

wezcie mnie nie dobiajacie... To ja za maz nei wychodze... Z chlopakiem jak na razie mieszkam u jego rodzicow. Robimy remont wlasnie. Jest ok, jego rodzice sa w porzadku. Nie wtracaja sie ale tez jego mama gotuje pierze itd. Fakt ja mam malo czasu i jest wto wygodne ale samemu to samemu. Nie placimy tez zadnych oplat. Jest to duzy plus finansowy ale czy jak bysmy mieszkali sami to poradzimy sobie? Heh.. Jest ok ale to nie jest to samo co samemu. Nie ma jednak takiej prywatnosci. Mysle, ze jednak lepiej jest mieszkac samemu na swoim i decydowac o sobie.

Autor: kasia  05.03.2010 zgłoś

z ta woda to slsyze codziennie mieszkajac z narzeczonym!! identycznie. Przeciez mgoe zaplacic. Pracuje - stac mnie na to, jego rodzice nie chca pieniedzy.. Nie rozumiem tego.. mam dosyc.. jak tak dalej pojdzie to zerwe zareczny..:/

Autor:  05.03.2010 zgłoś

Dużo zależy od postawy małżonka, jeśli nie pozwoli swoim rodzicom na komentarze, to oni po jakimś czasie się uspokoją. Jeżeli synuś mamusi nie odezwie się w obronie żony, rodzice wiedzą, że mogą sobie pozwolić.

Autor: Ania  05.03.2010 zgłoś

E tam... Ostatnio w Polsce modny robi się swing. To jest dobry sposób na NIE zabijanie małżeństwa. Wystarczy założyć sobie konto w jakimś portalu społeczności erotycznej np. http://przelotne.pl ,poznać inną parę i można się bawić. Nic innego takiej radości nie sprawia !

Autor: tytus  05.03.2010 zgłoś

Najlepiej rodzicow oddajcie do domu starcow - chata bedzie wolna no i ta prywatnosc...

Autor: Więc  05.03.2010 zgłoś

Małżeństwo umiera samo. tak jak sama przychodzi miłość, tak sama odchodzi. Sama przychodzi choroba, sama przychodzi śmierć. I nie zawsze można mówić o winie. Najczęstszym powodem jest zanik uczucia. A ono czasami po prostu nie ma siły o wszystko się bić ( o spokój, o zgodę, o zrozumienie, o wybaczenie, sobie nawzajem). Wszystko jest kwestią priorytetów i wyborów. A jako że nie jesteśmy święci, mamy prawo do błędów. Samo życie. A o tym, że para powinna mieć swój własny "kąt" i budować swoje własne "gniazdko", to wiadomo od dawna. Ad dawna też wiadomo jakie to jest skomplikowane w realiach naszego kraju. Więc: umarło małżeństwo - niech żyje małżeństwo ? - Czy jest sens tak dusić się w tym kraju bez perspektyw dla małżeństw i rodzin?

Autor: matylda  05.03.2010 zgłoś

Z " oszczędzaniem wody" to standard .Zastanawia mnie czy tu o to naprawdę chodzi, może to tylko pretekst.Mieszkam z moimi dorosłymi dziećmi.Synowa wychowana w rodzinie zastępczej skarżyła się na swoją przybraną matkę, że jej zabraniała się myć.U mnie brała kąpiele w ogromnej wannie napełnionej po brzegi.Zaznaczam , że synowa nie pracuje, a pensja syna nie starcza na utrzymanie jej i 2 dzieci.Za wszystko płacę ja.Dorabiam do 800złotowej emerytury za granicą.Ostatnio musiałam dopłacić 5tys.za wodę i nie płacony od paru m-cy czynsz.Nie jestem już najmłodsza i zdrowia zaczyna mi brakować.Czy w/g was drodzy forumowicze to jest w porządku?

Autor: Mika  05.03.2010 zgłoś

Jesteśmy 10 m-scy po ślubie. Mieszkamy z moimi rodzicami. Ja byłam b. przeciwna wspólnemu mieszkaniu, ale M widział względy ekonomiczne... Od razu wprowadziłam jasne zasady: sama piorę, sama sprzątam, sama gotuję, nie przyjmujemy żadnej pomocy. Rachunki na pół. Z mojego M nie pozwalam nawet delikatnie żartować. Do całej rodziny b. go chwalę. we wszystkich konfliktowych sytuacjach jestem po jego stronie. nigdy nie staję po stronie rodziców. wprost mówię o ich wadach, nie wybielam ich przed M. To z M brałam ślub i z nim widzę swoja przyszłość, to jest moja myśl przewodnia. Rodzice chyba już trochę zrozumieli, że jestem b. za nim i nie mają na to wpływu. To nie znaczy, że nie zdarza nam sie posprzeczać lub nie widzę w nim wad...., ale wszystko miedzy nami. Z drugiej strony okazujemy rodzicom szacunek, rozmawiamy, żartujemy, ale wszystko w ramach rozsądku. Wspólne lokum to zawsze konflikty, nie ma się co łudzić, ale należy unikać sytuacji, które do nich prowadzą i z marszu określić jasne zasady akceptowalne dla dwóch stron. Trudne chwile, których na szczęście nie ma tak wiele, pomaga nam przetrwać perspektywa samodzielnego m. Pozdrawiam wszystkich "mocno związanych z rodzinką":) P.S. czasami najlepiej sie roześmiać - prosto komus w nos;)

Autor: Janka  05.03.2010 zgłoś

Odpowiadam Matyldzie: To nie jest w porządku. Młodych należy odpępnić od siebie, najwcześniej jak się da. Inaczej wyrastają na roszczeniowych leworęcznych. Wszystko im daj, a jak pracują, to wszystko im zrób. Ja pracowałam, miałam małe dzieci i jeszcze chorym teściem się opiekowałam. A teraz młodzi małżonkowie tylko na "starych" się oglądają. A większość tych "starych" nie rozumie, jaką krzywdę młodym robią tak się z nimi niańcząc. Masz rodzinę - troszcz się o nią, nie oglądaj się na pomoc, radź sobie. To żałosne tak doić rodziców, a na stare zupełnie lata do domu starców ich odstawić.

Autor:  05.03.2010 zgłoś

jeszcze nie jestem tesciowa, ale moj syn chodził z dziewczyna ktora gdytylko mnie zobaczyła powiedziała synowi ze mnie nie lubi, czyzby stereotyp zlej teściowej od pierwszego widzenia ......... ciesze sie , ze juz nie sa razem.

Autor: ola  05.03.2010 zgłoś

my dostaliśmy swoje mieszkanie, ja spędzam czas u rodziców, czekam na dziecko, a mąż jest w innym mieście w naszym mieszkaniu i tam pracuje. Niby odległość od rodziców i teściów to kilkaset kilometrów, ale nie jest to wystarczająca przeszkoda dla teściowej żeby pod moją nieobecność przyjeżdżać i wybierać kolory ścian i meble do naszego domu !!!! nie wiem co by było gdybyśmy mieszkały pod jednym dachem...

Autor: ja  05.03.2010 zgłoś

Rodzina wielopokoleniowa, zaznaczam ze z dobrymi warunkami lokalowymi, jeszcze nikomu nie zaszkodziła, udowodniła to historia naszego kraju. Zas HISTERIA i samolubstwo zabiły wiele cennych wartości które kiedyś umieliśmy wpajać naszym dzieciom:( Jesteśmy dziwnym społeczeństwem miotanym bieda i ograniczeniem umysłowym. Kiedyś potrzebowaliśmy wroga zewnętrznego żeby wytępił inteligencję, teraz sami się wytępiamy, pachołki Unijnej Europy

Autor:  05.03.2010 zgłoś

Mika, a gotujesz też dla rodziców? Masz dzieci? Ja bym nie chciała na stare lata, żeby w moim domu chodził zięć w skarpetkach, albo wnuki ganiały kiedy będę chciała się zdrzemnąć po obiedzie. Córka wychodzi za mąż - idzie mieszkać z mężem. Wypad z domu. Mój dom jest mój. Jestem gościnna, pomogę, wezmę wnuki na weekend, wyjadę z nimi na wieś. Ale stałej obecności drugiej rodziny w domu, nie strawię (i to nie tylko dlatego, że jest jedna kuchnia). Podoba mi się co napisała: Teridu, Paris i Janka. Widać wyraźnie, że wspólne mieszkanie tylko psuje prawidłowe relacje w rodzinie. Co tu dużo gadać: Bardziej lubimy tych, co gośćmi są, a nie tych co nam się plączą pod nogami ze swoimi wizjami, regułami. W moim domu ja ustalam zasady, nie moja córka. Chcesz rządzić - postaraj się o własny dom.

Autor: a  05.03.2010 zgłoś

:( ja nie zgodziłam się zamieszkać z rodzicami i związek się rozpadł....

Autor: kika  05.03.2010 zgłoś

Małżeństwo zabija sie samo i na własny rachunek. Takie są nasze narodowe realia. My się po prostu nie lubimy, nie lubimy siebie samych i naszej rzeczywistości, frustracje i nerwice wywrzeszczymy dzień w dzień na bliskich. Zeby tylko krzyk! Jak się nie podoba to i talerzem w głowę i pięścią też. Ja się wychowałam w rodzinie wielopokoleniowej, takiej gdzie i dziadkowie i ciotki byli o rzut beretem. Możecie być uszczypliwi i śmiać się, że jak w Afryce do wychowania dziecka potrzebna cała wioska. Ja twierdzę ZE TAK. Kiedy rodzice byli zajęci albo na coś przymykali oko, to już na pewno reszta rodziny spokojnie i inteligentnie naprostowała problem. Każdy miał coś do zaoferowania. Babcia czułości wiele, dziadek zwariowane pomysły (właził ze mną na drzewa:) ), ciocia oczytanie, wiedzę o świecie i podróż palcem po mapie (później wojażowanie prawdziwe). Tym samym rodzice mieli czas dla siebie, na rozmowę, na wspólne wypady i własne intymności. Dzieci nie były zawadą. Dzis wszytko sie "młodym" rozpada bo patrzeć na siebie nie mogą. Albo za seks, za przepracowanie, wylegiwanie na kanapie i małe zarobki. Dzieci przepędza się z kąta w kąt, męczą i przeszkadzają. Niemal wszystkie wypowiedzi są tu jednowymiarowe, sufitologiczne, bez doświadczenia rodziny i rozumienia zasad współżycia w stadzie:( Jesteście biedni swoją "przestrzenią". I tak jej nie macie, z babcią czy bez. Ograniczenie jest w człowieku i od tego trzeba zacząć porządki.

Autor: Janka  05.03.2010 zgłoś

Tak uwielbiam rodziny wielopokoleniowe, takie w stylu sycylijskim. Ale tam jest patriarchat. A słowo matki jest święte. A każdy jest podporządkowany głowie rodu, i nie panoszy się ze swoim widzimisię po posiadłościach seniora. Ale tam są inne warunki, inne pieniądze, inne sprawy. A łączą one wszystkie pokolenia.Tam honor ojca i matki jest wartością. W ogóle honor. Nie wnikam czym i się zajmują, liczy się więź i szacunek do starszyzny. Za to mniej podoba mi się wzór rodzin indyjskich, albo afrykańskich z ich wielopokoleniowością i wielożeństwem w dodatki, gdzie walczy się o wszystko i po kryjomu zakrada do wspólnej lodówki. A rodzina wielopokoleniowa w Polsce, którą przypomina bardziej? Pewne jest, że szybko przestaje być normalna. Bo młodym się wydaje, że jak już wzięli ślub, to rodzicom na głowę można wejść, albo jak osobistą służbę traktować, pieniądze wyłudzać, lekceważyć. Na szczęście moje dzieci mają swoje "gniazdka" i są samodzielne. A ja mam wreszcie więcej czasu i przestrzeni dla siebie i moich zainteresowań.

Autor: FRANCCCCC  05.03.2010 zgłoś

CHCESZ MIEĆ TO COŚ TERAZ MOZESZ TO KUPIĆ TUTAJ http://allegro.pl/item947591761_sprzedam_cos_swietnego_i_wspanialego_tanio.html

Autor:  05.03.2010 zgłoś

do ona 22:21 Jak ty pieknie mowisz na swojego przyszlego meza : facet facet i tylko facet... wspolczuje mu i to bez wprowadzania sie do tesciow.ö

Autor:  05.03.2010 zgłoś

DZIECI SĄ TAKIE JAK JE WYCHOWAMY, JAK TY IM NA GŁOWE WŁĄZIŁAŚ, ONE WEJDA TOBIE TO SĄ TE LUKI W WYCHOWANIU MY DZIECI HODUJEMY I MAMY CO MAMY

Autor: ona - nie tesciowa ;)  05.03.2010 zgłoś

a dziś jest dzień teściowej.. ;p;)

Autor: Małgosia  05.03.2010 zgłoś

A co w sytuacji, gdy teściowa jest wdową i mieszkamy w jednym domu? Młoda byłam, jak się wprowadzałam. Na początku była nawet wspólna kuchnia, ale od niedawna mamy osobne mieszkanie w tym samym domu, tyle, że z jednym wejściem. po 10 latach bycia razem mam dość. Wszystko kontroluje, do wszystkiego się wtrąca, i nawet słucha naszych kłótni.Nie pracuje, nie ma zainteresowań, mimo młodego wieku zachowuje się jak niesamodzielne dziecko. A mój facet powiedział, że się nie wyniesie.

Autor: ''''  05.03.2010 zgłoś

Kłótliwość, brak kultury osobistej, brak własnych zainteresowań i obrabianie innym doopy, wścibstwo i zawisć. To nasze CUDOWNE WARTOŚCI. W tym się dusimy i duszą sie inni. Rodzina to przeszłosc. Jak u angoli, spłodzić, pognać z domu w wieku 15-16 lat i ...skarleć. Budowali ten model przez 40 lat z pogardą patrzac na obyczaje przybyszów z europy wsch, żydów, włochów. Dzis mają krzyż Pański z prymitywizmem nie do wyobrażenia nawet u nas. Żeby się porozumieć trzeba mieć własny swiat, zainteresowania i akceptować siebie. To w tym kraju jest pieśnią przeszłosci. Druga wojna przewróciła wszystko do góry nogami a najazd wsi uciekającej z PGR-ów dopełniło reszty. Związek to przebywanie doopy z doopą i wzajemna nienawisć. Bo ile można odmieniać: mój, moja, moje dla mnie, o mnie, ze mą!!!!! Mdli

Autor: dddddf  05.03.2010 zgłoś

ja jestem teściową.dzieci mieszkają oddzielnie - wpadają raz, dwa w tygodniu i.... Córka nic nie robi przy swoich dzieciach , słyszę : idz z babcią do łazienki, babcia zmieni ci pieluchę( a te pieluchy zostawia w całym mieszkaniu), da ci pić .Bałagan po takiej wizycie jest nie do opisania. Jeszcze się nie zdażyło żeby zięć podziękował za obiad, jakąś przysługę. Nie cieszą mnie święta z ich udziałem bo zięć ma zawsze taką kwaśną minę a jakie teksty... Jak przychodzimy (raz na miesiąc)do nich to zachowują się jakbyśmy zrobili coś nie tak, więc pięć minut i do domu. Na początku kupowaliśmy dla wnuków dużo rzeczy i oni dalej myślą że tak będzie dalej. Babcia kupi kurtke ,dziadek rowerek... Oni się kochają ,dobrze ze sobą żyją i to mnie cieszy ale my z mężem mamy ochotę się wyprowadzić na drugi koniec polski. Czy ja jestem taką teściową z dowcipu ;)

Autor: Żona  05.03.2010 zgłoś

Po ślubie mieszkaliśmy z moimi rodzicami trzy miesiące w trzypokojowym mieszkaniu. W tym czasie remontowaliśmy nasze gniazdko. Było wiadome, że mieszkamy u nich czasowo. Było super, mimo że moja mama ma ciężki charakter. Jednak na dłuższą metę na sto procent było by to uciążliwe. Teściowa (rozwiedziona) - super babka - tolerancyjna, wyrozumiała, życzliwa itd. Jednak, mimo tego, że i rodziców kocham bardzo, teściowa też jest kochana, nigdy nie zamieszkałabym z nimi na stałe. Samodzielne mieszkanie jest dla mnie komfortem, nie tylko tzw. ekonomicznym - każdy kąt mamy dla siebie, ale przede wszystkim psychicznym - budząc się rano w sobotę przed południem nie słyszę trzaskania garkami, z imprezy wracam o takiej porze, jaka mi odpowiada, nie martwiąc się, czy po przyjściu kogoś zbudzę biorąc prysznic, a w ciągu dnia mogę sobie swobodnie pochodzić w bieliźnie, a nawet bez...ciesząc się bez żadnego skrępowania z każdej wspólnie spędzonej chwili z mężem... ;) A teściowa mieszka jakieś paręset metrów dalej, rodzice może z 2-3 km, więc gdy zatęsknimy jest blisko ;) Co, jak co, ale nie ma to jak na swoich śmieciach!

Autor:  05.03.2010 zgłoś

Mam 50 lat, małżeństwo z 31 stażem. Mieszkaliśmy na początku z rodzicami męża, 6 i pół roku, w międzyczasie zmarł teść. Ogólnie oceniam ten okres jako najgorszy w moim życiu. Nie utrzymujemy kontaktów z teściową i jedyną siostrą męża od ok. 20-22 lat. Cud, że nie rozwiedliśmy się. Zero prywatności, wchodzenie bez pukania nawet w nocy, gorsze traktowanie moich dzieci niż dzieci siostry męża. Mamy dwóch dorosłych synów i nie chcę mieszkać z nimi, żeby historia się nie powtórzyła.

Autor: narzeczona  05.03.2010 zgłoś

Żona "gniazdko" fiuuu...fiuuuuu... przesłodzona wizja niczego "rano w bieliźnie" ... to najlepszy środek antykoncepcyjny, wiecznie nieubrana baba i a dla dzieci???? głupoty gadasz kobieto, estetyka niewyuczona też istnieje ach, po przyjściu z imprezy!!! o lalala, pan i pańcia balują, rzygają, i odpływają w dłuższym wymiarze czasu w inne doopce chyba faktycznie zostają ci tylko śmieci:)))))

Autor:  05.03.2010 zgłoś

brak kultury i chamstwo to podstawa waszych związków "wchodzenie bez pukania nawet w nocy, gorsze traktowanie moich dzieci niż dzieci siostry męża. Mamy dwóch dorosłych synów i nie chcę mieszkać z nimi, żeby historia się nie powtórzyła." ale wzór wyhodowałaś:(

Autor:  05.03.2010 zgłoś

Nie chce mi się z Tobą dyskutować, za szybko podsumowałeś (aś?) moje życie.

Autor: Monaliza  05.03.2010 zgłoś

W odpowiedzi dla Autorki dddddf .. Nie - nie jesteś teściową z dowcipów. Widzę, że synowa nie docenia pomocy teściowej i tyle.. Powiem na pocieszenie, że chciałabym mieć właśnie taką teściową...

Autor: myśliciel  05.03.2010 zgłoś

A ja myślę tak: żenić to my się powinny jak rodzice pomrą i chałupę zostawią. Czasy teraz cieżkie na kredyt a przecie goło po domu każden chce pobiegać i tyłkiem pokręcić. No, przynajmniej na początku współżycia. A dzieci nie powinny na starość patrzeć! To zniechęca do planów i pcha do operacji plastycznych nawet 20-latki! Bo one się boją takiego wyglądu jak ma babcia czy dziadek. I ja to rozumiem. A co to ma być? Sowiecki kołchoz zeby ludzie a kupie siedzieli na 30 m2??? Nigdy! My cywilizowany naród jesteśmy, rozmnażać się chcemy w nagości i seksie otwartym, nie z matką i ojcem nad głową. Ja myślę że nie małżeństwo zabić bo ono jest przyszłosć! Zabić trzeba tych co swoje pożyli i zwolnic przestrzeń! Houk

Autor: Elena  05.03.2010 zgłoś

Mój narzeczony mówi,że nigdy w życiu nie mieszkałby ze swoją matką, bo po prostu by sie pozabijali - takie mają charaktery.I dlatego mieszka ze swoją babcią - ale od czasu kiedy do niego przychodze widzę że gdybym mieszkała z nim i jego babacią to bym nie wytrzymała !!! Z tej babci to niezłe ziółko ! Ale narazie do ślubu baaardzo daleko więc mieszkam u rodziców :):):):)

Autor: Elena  05.03.2010 zgłoś

On z babcią a ja z rodzicami :):)

Autor:  05.03.2010 zgłoś

A DO MNIE PRZYJECHALA DZIEWCZYNA Z INNEGO KRAJU, MATKA OD RAZU ZACZELA SPAC W POKOJO OBOK (WCZESNIEJ NA DOLE), ZEBYM Z NIA PRZYPADKIEM NIE SPAL. NIE SPODOBALA SIE JEJ I JUZ.WIEC WYJECHALEM I MIESZKAM W INNYM KRAJU. DOBRZE ZE ZA WCZASU SPRAWA SIE WYJASNILA. A JA MAM PRZECIEZ 35 LAT

Autor:  05.03.2010 zgłoś

35 lat?? to pora umierać;)

Autor:  05.03.2010 zgłoś

Ja tez jestem tesciowa :):). I kocham swoje dzieci bardzooo, jak i syna tak i synowa. Nigdy sie nie wtracam, bez zaproszenia do rozmowy nie zabieram glosu. Wiem , ze czeka ich wiele trudnych momentow w zyciu i musza uczyc sie razem je pokonywac, bez udzialu osob trzecich. Szanuje ich wybory. Nie chce ich stracic i nie chce abym ja byla jakims powodem do klotni i aby ktores z nich musialo wybierac ja albo ... Najwazniejsze ze kochamy sie i zawsze!!!! moga na mnie liczyc. Wszystkim moim kolezankom mowie na " szacunek i starosc trzeba pracowac cale zycie". Gdy my bedziemy dla nich dobrzy, serdeczni ,ciepli i wyrozumiali, oni dla nas beda tacy sami teraz jak i kiedys gdy bedziemy starzy i samotni. Poza tym wierze w usmiech , radosc i pozytywne ,optymistyczne spojrzenie na swiat- wiec duzo do siebie usmiechac sie :):)

Autor:  05.03.2010 zgłoś

a my mieszkaliśmy u moich rodziców a potem przeprowadziliśmy się do jej rodziców,no i się rozpadło małżeństwo.Ale nadal ją kocham

Autor:  05.03.2010 zgłoś

Zasadą , którą sam zastosowałem wobec moich rodziców i której zastosowanie wymogłem na synu to ODLEGŁOŚĆ MIĘDZY POKOLENIAMI MUSI WYNOSIĆ MINIMUM 300 km. Widujemy się raz na rok, rozmawiamy raz na miesiąc i nikogo nie absorbujemy swoimi problemami.

Autor: anastazja  05.03.2010 zgłoś

Miło czyta się opinie teściowych, które szczerze rozumieją się z młodymi i starają się by wszystko było dobrze. Ucałowania dla Was - wszystkie kochane teściowe, które macie dziś swoje śiwęto!!! Ja na razie jestem jeszcze po tej drugiej stronie- synowej i córki. Ale widzę, że ten temat jest tak obszerny, a zarazem delikatny, że chyba doktorat o toksycznych teściach napiszę :) Rozumiem głosy w dyskusji o roli rodziny wielopokoleniowej. Super jeśli taki model może funkcjonować, ale trzeba przestrzegać pewnych ważnych zasad. Każdy jest inny, każdy ma prawo do swoich uczuć i poglądów, ale powinien je tak wyrażać, by nie ranić drugiej osoby i nie osądzać jej niesprawiedliwie. Moi teściowie byli naprawdę cudowni, ale jak urodziłam dziecko -ich pierwszy wnuk- chyba oszaleli na jego punkcie, do tego stopnia by ze mnie robić jakąś wyrodną matkę. Nasłuchałam się o sobie naprawdę wiele bardzo przykrych rzeczy i mam ogromne poczucie niesprawiedliwości. A najgorsze, że od dawna- do mnie pięknie się uśmiechają, a mojemu mężowi mnóstwo rzeczy na mnie mówią. Komentują każdą decyzję, taka krytyka przez pośrednika, a mąż słucha i zaczyna się zmieniać się w stosunku do mnie. Nie mieszkamy razem pod jednym dachem, ale nie trzeba, by nieporozumienia rosły. Mam do nich ogromny żal, że za moimi plecami mają do mnie tyle zarzutów, a przy mnie są milutcy-taka sztuczna uprzejmość, dwulicowość. I że tak źle wypowiadali się o mnie jako mamie, a przecież tyle serca wnoszę w matczyne relacje i zupełnie nie rozumiem ich krytyki. Teraz po prostu boję się odezwać do własnych dzieci przy teściach, by nie dać im powodu do kolejnych niesłusznych komentarzy. A ostatecznie i tak ja wyszłam na tę niewdzięczną względem "św. teściów". Choć już nawet moje dzieci zaczęli podburzać przeciwko mnie! A ja tak się starałam, tyle przemilczałam. W końcu zawsze małżeństwo zaczyna wisieć na włosku i dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, że wszystko zaszło za daleko...

Autor: anastazja  06.03.2010 zgłoś

Trudno też znieść, gdy teściowie zaczynają kłamać, robić coś na siłę za plecami, nastawiać przeciwko dzieci - wtedy tracą zaufanie, wkrada się nieufność i podejrzliwość i już totalna klapa we wzajemnyh relacjach!

Autor: freja  06.03.2010 zgłoś

Po 13 latach małżeństwa sprzedaliśmy mieszkanie i przeprowadzilismy sie do domu rodziców mojego męża.Mija juz prawie 2 lata.Dopiero teraz wiem co to jest pomoc rodziców.Kiedy nasz syn wraca po szkole do domu,zawsze ktos na niego czeka( juz nie ma klucza na szyji).Zgoda buduje,niezgoda rujnuje.Pozdrawiam

Autor: Małgosia  06.03.2010 zgłoś

Czasami nie ma wyboru. Czasami teściowa musi z nami mieszkać, i to się nazywa piekło na ziemi. Czasami nie ma szans na wyprowadzkę i można tylko czekać, kiedy zejdzie z tego świata. Jesteśmy obie bardzo różne i mamy różne charaktery, a poza tym, ona nie pozwala mówić do siebie teściowa, a ja zapowiedziałam że nigdy nie będzie moją matką. Tak, jak mój facet wobec moich rodziców. I już.

Autor: miki  06.03.2010 zgłoś

jak pznałam mojego faceta, to 2 tygodnie mieszkaliśmy u jego rodziców, zanim znaleźliśmy mieszkanie do wynajęcia. po 3 miesiacavch musieliśmy wrócić do moich obecnych teściów, bo okazało zsię, ze właściciel tamttego mieszkanka to oszust. Cała rodzina mówiła nam, ze po co kombinowaliśmy, ze przez te 3 miesiące odłożylibyśmy sporo kasy, ale ja i tak wiem, ze jeszcze 2 tygodnie by brakło i byśmy się rozstali wtedy. A tak miałam okazję poznać mojego mężczyznę lepiej, więc po powrocie jakoś te 2 miechy minęły i potem przeprowadziliśmy wsię do domu moich rodziców, 300 km stamtąd. Parę dni temu wspomniałam meżowi, przy okazji jakiejś rozmowy, że jego matka zabraiała mi nastawiać czajnik eletryczny wtedy, gdy ona nastawiaą swój.... Mąż do mnie z wyrzutami wyskoczył, ze czemu nic wtedy nie powiedziałam, a ja mu, ze nie reagował na moje skargi, więc przestałam się skarzyć i samam sobie radziłam z jego matką. NO I TAK To JEST: jak się mieszka z rodzicami, zawsze zaczyna się od drobiazgów, a później ludzie na siebie patrzeć nie mogą. Mieszkamy rok po ślubie z moim ojcem w trakcie sprawy rozwodowej, do tego zawodowym kierowcą, wiec mało kiedy mąż widzi teściów. I jest ok.

Autor: ccccccc  06.03.2010 zgłoś

Na początku, gdy zaczynał się mój związek z obecną żoną z teściową żyłem "średnio". Kontrolowała moją przyszłą żone która musiała robić wszystko pod jej dyktando. Raczej za sobą nie przepadaliśmy. Nie lubiłem jej - co podkreślałem na każdym kroku. Ona też za mną nie przepadała. Było to chyba związane z tym, że mając 28l straciłą męża i reszte życia spędzała wyłącznie z córką - bala się, że zostanie sama. Kiedy zobaczyła, że nam się układa, że planujemy ślub itp. zmieniła troche nastawienie w stosunku do mojej osoby. 2 miesiące przed ślubem zaczeliśmy załatwiać kredyt hipoteczny. Wszystko było dograne, czekaliśmy na umowę przedwstępną itp. Wszystko rozplanowane i pozałatwiane. Wystarczyło tylko czekać na ślub i decyzje banku i stała sie przykra rzecz. Po jednej z kłótni (z moimi rodzicami) zostałem przez nich wyrzucony z domu (na miesiąc przed ślubem). Zastanawiałem się co ze sobą zrobić i z pomocą przyszedł nikt inny tylko teściowa. Zaproponowała żebym z nimi zamieszkał. Zgodziłem się bo co miałem zrobić? I wiecie co - nie było tak źle. Było nawet całkiem dobrze. Kredyt dostaliśmy bez problemu a u teściowej pomieszkałem jeszcze miesiąc dłużej - remontowaliśmy mieszkanie. Teraz mamy całkiem dobre relacje. Odwiedzamy ją a ona nas. Nie wtrąca się a myślałem, że będzie zupełnie inaczej. Widzi, że nie robie krzywdy jej córce, że jest jej ze mną dobrze. Nawet dołożyła się do wymiany okien i drzwi. Nie moge więc narzekać. Pozdrawiam.

Autor: do narzeczonej  06.03.2010 zgłoś

z 2010-03-05 16:30:53 oj palnęłaś dziewuszko (odnośnie wypowiedzi Żony) jak łysy grzywką o kant kuli. chyba zazdrość cię bierze. Z wypowiedzi Żony bije taka serdecznosć, ciepło i szczęście - że jestem pewna że tworzą z mężem wspaniały związek. Przede wszystkim są wolni i niezależni - a tego co niektórzy "bliźni" zdzierżyć nie potrafią. a z ciebie aż jad i frustracja się wylewa - jeszcze żoną nie jesteś ale pewnie już wiesz że się dla ciebie szykuje na całe lata jakiś strych albo inna kanciapa u teściów, bo na nic więcej liczyć nie możesz. No cóż - powodzenia - chociaż z takim charakterkiem sukcesów nie wróżę.

Autor: Żona  06.03.2010 zgłoś

Do: Narzeczona Może dla Ciebie przesłodzona wizja, a dla mnie życie, które mnie spotkało:) Środek antykoncepcyjny...hmm Nie stosuję, choć myślałam, że majtek do nich zaliczyć nie można... A w dowód tego w ciąży jestem... Wiecznie nieubrana... może w dopołudniowe weekendy - tak to już jest u nowożeńców. A nie każdy wracając z imprezy "rzygaja, i odpływa w dłuższym wymiarze czasu w innej doopce". (Widać jak Ty się bawisz na imprezach) Estetyka niewyuczona? - u Ciebie nawet nie można dostrzec wyuczonej. Poza tym, żebyś wiedziała, że dobrze mi na tych moich "śmieciach". Życzę, aby i Tobie było dobrze na swoich, bo widać, że zazdrość d...ściska. Pozdrawiam wszystkich potrafiących cieszyć się z tego co mają:)

Autor: ina  06.03.2010 zgłoś

do narzeczona: kazdy sadzi wedlug siebie... wspolczuje przyszlemu malzonkowi, ale moze jeszcze przejzy bidaka na oczy :)

Autor: diablica  06.03.2010 zgłoś

Mieszkam z mężem i teściową od października, od ślubu i nie narzekam :) jest mi o wiele lepiej niż wtedy kiedy mieszkałam z rodzicami :P rodzice ciągle coś ode mnie chcieli, zawsze było coś nie tak, nie chciało mi się do domu wracać wiedząc, że z błahego powodu może być kolejna awantura... no i ta religijność, co niedzielę do cerkwi i na wszystkie święta,a tych jest od groma. Teściowa codziennie się modli ale mnie nie zmusza żebym chodziła do kościoła, ma swoje zainteresowania, nie narzeka że siedzę przy komputerze i marnuję czas, zawsze mogę z nią porozmawiać na praktycznie każdy temat. Mąż ma często głupie pomysły, teściowa pomaga mi go sprowadzić wtedy z powrotem na ziemię ;) rodziców i babcię odwiedzam raz na jakiś czas i jest ok, ale życie z nimi było nie do wytrzymania.

Autor: bolek  06.03.2010 zgłoś

ja rozstałem się po 6 miesiacach bo mieszkaliśmy z teściowa a ona z nas chciała zrobic niewolników-żona się poddała a ja nie -teraz jestem szczęśliwy bez jednej i drugiej--moja rada--mieszkać choćby w lepiance być szczęśliwy niż z którymś z teściów

Autor: bolek  06.03.2010 zgłoś

ja rozstałem się po 6 miesiacach bo mieszkaliśmy z teściowa a ona z nas chciała zrobic niewolników-żona się poddała a ja nie -teraz jestem szczęśliwy bez jednej i drugiej--moja rada--mieszkać choćby w lepiance być szczęśliwy niż z którymś z teściów

Autor: matylda  06.03.2010 zgłoś

Uderzcie się w piersi.Czy na pewno winni waszych rozwodów, rozstań niepowodzeń są teściowie? A może to wasza niezaradność, niedojrzałość, brak umiejętności przewidywania decydują o waszych losach?...Najłatwiej to móc całą odpowiedzialność za swoje porażki zrzucić na barki innych.Najlepiej do tego celu nadaje się teściowa.

Autor: kamila  07.03.2010 zgłoś

A ja pochodzę z rodziny patologicznej gdzie na codzień spotykałam się z przemocą i alkoholizmem ojca. W klasie maturalnej ojciec wyłączył prąd (uczyłam się na klatce schodowej-tam przynajmniej było widno), wyłączył ciepłą wodę, gaz i schował całą żywność i wszyskie środki do higieny osobistej (mydło, szampon). To trwało przez 3 lata. Spotkała mnie nędza, ponieważ nie pracowałam. Głód, choroba, i zaburzenia emocjonalne wynikające z nieustannych doświadczanych przykrości. Teraz jestem żoną i matką. Mam teściów najcudowniejszych na świecie. Wiadomo, czasem się kłócę z nimi, ale przeszłam takie piekło w domu rodzinnym. Każda teściowa i każdy teść to wszystko lepsze niż to co przeżyłam w dzieciństwie i wczesnej dorosłości przez własnych rodziców!!! Los mi wynagrodził szczęściem.

Autor: inka  07.03.2010 zgłoś

myśle ,że problem leży wnas samych.Zycie nie jest ułane różami.Młodzi uważają ,,,,,ze wszystko ma być tak jak oni chcą.najlepiej żeby teściowie byli taką złotą rybką.Czytam te komentarze i wynika znich że rozwody w większości są z powodu mieszkania z teściami czy napewno.mojasynowa była u nas dwa miesiące i było żle.Mieszkali u jej rodziców było jeszcze gorzej .Przenieśli się na stancję mieszkali sami ,syn pracował dorywczo na budowach,przychodził zmęczony i zasypiał w wannie też było źle ,bo zachciało mu się pracować.Na pytanie jak będą życ bez pracy twierdziła że nie pieniądze sa najważniejsze.Mocną jej stroną były wyzwiska i obelgi pod adresem nas wszystkich łącznie z synem.Ostatecznie tydzień przed ślubem kościelnym zerwała wszystko i zamieszka u mamusi.Uważam ,że najpierw trzeba się zastanowić na czym polega małżeństo i jaka jest w nim rola matki i żony,bo nie tylko synowi są mamińsynkami ale i dziewczyny nie są obecnie przygotowane do życia .

Autor: Łukasz  07.03.2010 zgłoś

Witam. Jestem Łukasz 20 lat z pod Grodziska Maz.szukam pracy,mieszkam z mamą. Jesli masz dobrą prace,czujesz się szczesliwy i moze zbywa Ci złotowka ktorą mogłbys mi podarowac byłbym bardzo wdzieczny 24105019241000009066517526 w ING. jesli pare osob by wysłało mi chociaz tą symboliczną złotowke to juz mnie poratuje. dzieki z gory, kiedys ja tez pomoge ludzią w takiej sytuacji.siła jest w grupie. za jakis czas odezwe się jak mi poszło na portalu. pozdrawiam i zycze powodzenia:)

Autor: Monaliza  07.03.2010 zgłoś

Tak sobie myślę.. Jestem zdania, że zarówno teściowa/teściu tak i synowa/zięć bywają okropni. Nikt przecież nie powiedział, że stereotyp dotyczy tylko jednej strony. Niektóre synowe zachowują się jak księżniczki, którym się wszystko należy. Zanim wyszłam za mąż moja przyszła teściowa serwowała mi opowieści o swoich koleżankach i ich synowych. Oczywiście każda historia przedstawiała synową potwora. Zastanawiałam się czy chce mi dać do zrozumienia, że między nami też tak będzie..I pewnie tak jest.. Istotnie główną przyczyną rozwodów nie jest wyłącznie mieszkanie z teściami..Aczkolwiek i tak bywa..Jeśli dwoje ludzi łączy silna więź to nic nie jest w stanie rozbić małżeństwa. Wydaje mi się, że trwa odwieczny konflikt pokoleń. Ludzie starsi bardzo szybko zapominają o tym jak sami byli młodzi i jakie emocje towarzyszą kiedy zakładasz swoją rodzinę. Natomiast młodzi nie starają się zrozumieć starszych.. Trzeba sobie dać szanse i wspierać się nawzajem. Pani Inka pisze, że synowi są "mamińsynkami ale i dziewczyny nie są obecnie przygotowane do życia" . Może i tak jest.. Pytanie tylko czy Pani od razu była do wszystkiego przygotowana i wszytko Pani umiała? Nigdy nie używałam wobec mojej teściowej żadnych obelg.. Za to ona nie szczędziła mi złośliwości.. W stylu wycieraj kurze swoją suknią ślubną.. Po ślubie powiedziała mi, że osiągnęłam co chciałam..Dziwne, bo ani męża nie "złapałam na dziecko"...Ani na majątek..Przyszła się krzyczeć na mojego męża a skończyła na mnie.. Nazwała moich rodziców burakami..Jak powiedziałam, że moja mama lepiej się czuje po pobycie w szpitalu - powiedziała że widocznie szpital jej służy - powinna być tam częściej. Powiedziała mi, że jestem brzydka..Mam zła fryzurę i źle się ubieram..I wiele wiele innych przykrości..Natomiast ja muszę puścić to wszytko w niepamięć i pomagać jej w sprzątaniu pokoi.. Wygląda to tak ja sprzątam, a teściowa nagle znika..Jak wraca ja już mam skończone. Jak tylko sobie życzy farbuje jej włosy..Jak mi mocno dogryzie tak, że zalewam się łzami mówię o tym mężowi.. Wtedy się denerwuję i idzie rozmawiać..Kończy się awanturą,a teściowa wydziera się na mnie..Krzyczy, że nie mam skarżyć na nią synowi.. Mimo tego wszystkiego nadal staram się jak mogę i robię wszytko o co mnie poprosi. Pytanie jest następujące czy takie podejście teściowej jest w porządku? Ja mówię do niej mamo, a ona do mnie synowa - nigdy córko.. Ale Wy Panie chyba takie nie jesteście?

Autor: ?+:"  07.03.2010 zgłoś

Łukasz - czego tu szukasz? Z ręką pod kościół ! Moderatorzy,gdzie jesteście?

Autor: felicjan  07.03.2010 zgłoś

a ja mam super tesciowa mowie doniej mamo i nie wyobrazam sobie zeby jej zabraklo nigdy sie nie wtracila w nasze zycie i za to ja kocham

Autor: felicjan  07.03.2010 zgłoś

jeszcze dodam ze ja jestem dla niej jak corka

Autor: nowy  07.03.2010 zgłoś

U mnie podobna sytuacja, wszakże mamy swoje mieszkanie ale z pieniędzy mojej mamy, ale moja żona jej nie znosi i pokazała mi jaka jest na prawdę, obgaduje żone całej rodzinie. Oczywiście obstaje za żonką ale czasami jest gorąco no i z tego powodu zadnej pomocy przy dziecku. Jak bym mógł najchętniej spłacił bym ją i miał święty spokój ale obawiam się że wcześniej nasze małżeństwo upadnie.

Autor: lala  07.03.2010 zgłoś

Kochani ja już jestem teściową,nie wtrącam się do dzieci.Teraz są ciężkie czasy dla młodych mieszkania bardzo drogie,dlatego niektórzy decydują mieszkać z rodzicami.Ale do czego zmierzam,zauważyłam że po odwiedzinach naszych pociech jestem zmęczona,myślę że nam po 50 chce się odpocząć,my swoje już przeszliśmy,dlatego nasze synowe czy zięciowie pomyślcie o tym.Kochamy Was ale siły juz mamy mniej.

Autor: zula  08.03.2010 zgłoś

Motyla noga! Zacznijmy świat zmieniać od siebie. W sobie szukajmy ciepła i zrozumienia dla słabości innych. Bądźmy mądrzy. W którymś momencie nasi teściowie pójdą do Abrahama, a nasze dzieci się pożenią. I troszeczkę trudniej będzie nam być teściami, o ile wcześniej nie nauczymy swoich dzieci szacunku dla dziadków. Moi teściowie nie żyją, teść zmarł nie tak dawno. Był alkoholikiem, mój mąż jeździł do niego codziennie, kupował mu jedzenie. Koszulę i spodnie też. Nigdy nie usłyszał, że powinien być w domu, że nasze dzieci potrzebują lepszych butów. To był jego ojciec.

Autor: krysztom  08.03.2010 zgłoś

teciowa od samego początku odradzała żonie małżeństwo ze mną. Były prośby, grożby, żona obawiała się, że jej matka nie będzie na naszym ślubie. Była. Przed jak i po ślubie mieszkaliśmy z żoną oddzielnie około 20 km od jej matki. Od czasu ślubu teściowa zawsze starała się nam pomagać (przetwory, przygotowany obiad na kilka dni), mimo że sama nie ma ciekawej sytuacji matrialnej). Ja z kolei pomagałem przy drobnych remontach, pielenie, zbiórka ziemniaków (teściowa ma średniej wielkości działkę), itp. Praktycznie większość weekendów spędzaliśmy u teściowej (sam nie mam już rodziców), często nocowaliśmy, czasami byliśmy u niej w ciągu tygodnia. Przez cały czas powtarzałem żonie, że mamy swoje życie, swoje obiady, swoje problemy. Były lepsze i gorsze czasy (3 razy straciłem pracę, poronienie). Teściowa od czasu ślubu bardzo często urządzała sceny mojej żonie. Były niewybredne słowa (jakie to głupie dzieci wychowała). Prawie zawsze żona odjeżdżała z płaczem, starałem się ją pocieszać, mówiłem że to jednak jest jej matka. Żona zawsze pierwsza wyciągała rękę do zgody. Urodził nam się syn (musieliśmy uważać podczas całej ciąży, bardzo ciężki poród), jest naszym największym szczęsiem. Teściowa przez 3 tygodnie po porodzie była u nas i pomagała żonie. Było OK. Po macierzyńskim żony zawoziłem syna do teściowej bo bardzo chciała opiekować się naszym synem, gdyż miałem prawie po drodze do pracy. Teściowa zaoferowała się, że może mieć nasze dziecko przez cały tydzień, a my będziemy go odbierać na sobotę i niedzielę. Powiedziałem nie. Przez okres zimowy mieliśmy nianię (po kolejnej kłótni). W lutym teściowa powiedziała, że będzie dojeżdzać aby opiekować się dzieckiem. Gdy zaoponowałem usłyszałem że tak ma być, bo ona tak chce. Po dwóch tygodniach znowu niania, żona (32 l.)usłyszała że jest głupia bo oszalała na moim punkcie, że jest k..... Początek marca, już słyszę, że może jednak dziecko do mamy. Wiem że żona mnie bardzo kocha, ja ją też, ogólnie jest nam dobrze ze sobą, obowiązki staramy się dzelić wspólnie. Ale już czas aby wybrała kto jest dla niej ważniejszy. Teraz już jej nie ulegnę, dziecko będzie z nianią (spokojna rozsądna kobieta, syn w ciągu 2 tygodni uspokoił się, widać duże postępy w jego rozwoju). Żona musi wybrać co jest dla niej najważniejsze (nie chcę aby zerwała kontakt z matką, będziemy jej pomagać). Dobra rada dla rodziców, uczcie swoje dzieci samodzielnego życia.

Autor: uciekinierka 83  08.03.2010 zgłoś

prawda jest taka, ze przez to ze nie chcialam mieszkac u rodzicow chlopaka rozstalismy sie, on jest sadownikiem i chcial mieszkac blisko gospodarstwa rodzicow, a ja nie chcialam u nie go mieszkac tylko z nim ale sami...to zostawil mnie jak psa...czy on mnie kochal...myśle że nie...bo jak ludzie sie kochaja to nawet w jednym pokoju sie pomieszcza...ale musza sie kochac////

Autor: ja  08.03.2010 zgłoś

Ja uwarzam ze ludzie są ludzmi i z karzdym sie da dogadac porozumiec.śa ludzie podli ale i są dobrzy nic sie samo nie dzieje i bez powodu.czytając opinie ktos inteligętny wywniskuje to ze jesli ludzie nie są gotowi na małzeństwo to niech sie nie porywaja na księzyc z motyką.naj lepiej jest zwalic wine na kogos!na ttescia tesciową szwagra bratową męza żonę nawet na golębia na dachu za swoje postęmpowanie.Mam pytanie do autorki uciekinierka83 czy jakby ten twój chłopak wydudował dom to bys wnim zamieszkała znim?

Autor: iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii  08.03.2010 zgłoś

odsiedzialam kare 6 lat, chociaz przestepstwa nie bylo. Kiedy wyszlam na wolnosc (wyprowadzilam sie z domu tesciow) okazalo sie ze jestem czlowiekiem! Dzis powiem kazdemu ze lepiej pod mostem niz "tesciami"!!!

Autor: nie ja  08.03.2010 zgłoś

przygarnę moją Najukochańszą bez teściów, a jak! a temat to jakby odbiega od tego co się wypisuje, bo wyszło, że chodzi o rozpad przez teściów, nie inne czynniki.

Autor: Przyszła teściowa  09.03.2010 zgłoś

Miałam w zyciu tesciów, wścibskich i nie umiejących się odpępowić od syna, ale jestem teściowej wdzięczna za nieliczne chwile pomocy przy małym synku między jego 5 a 11 mieisiacem życia. Mieszkałam kilka miesięcy u moich rodziców dopóki nie zakupiłam swojego M-2 i było strasznie, aleeee.... No właśnie ....Jestem mamą nastoletniego chłopaka - za kilka lat, może miesięcy syn byc może przedstawi jakąś hipotetyczną wybrankę... i co bym miała zrobić gdyby dwoje niedojrzałych dzieciaków "przyszalało" i okazuje się - dzieciak w drodze i hasełko "mamo będziesz babcią"??? Wpuscić do swojego mieszkanka?? Mi nic nigdy nikt nie dał, pomoc starszego pokolenia to były raczej deklaracje które może i pocieszają ale nie rozwiązują problemów i nie przynoszą ani mieszkania ani kasy- trzeba było radzić sobie samemu . Udało mi się po urodzeniu syna utrzymac pracę (są żłobki, przedszkola), mam mieszkanko - będę spłacała do 70-siątki ... i jest oki... Ale nie mam lokat na taką ewentualnośc i na wspomożenie niedojrzałych rodziców jakimś M-2 w prezenciku . W końcu mam teraz taki okres w życiu że mogę ZACZĄĆ o sobie myśleć, wyspać się, zastanowić co bym mogla dla siebie chcieć... no i co?? NIe pomóc, zostawić ich - niech się męczą tak jak ja się męczyłam i nadal się ciągnę z problemami róznistymi?? Albo Powiedzieć - oki wprowadźcie się , bedzie superek... a potem z obłędem w oczach , nieprzespane noce, pieluchy, a na dodatek moich poświeceń na portalu czytać jaka ja to jestem "potwór, powód ich rozwodu" itp, itd??? A może mnie do domu starców przed 40-stką, albo za drzwi własnego ciężko zarobionego ( w sumie nawet nie do końca jeszcze spłaconego) mieszkania?? Zgroza co wypisują młodzi, którzy przez swoją nieodpowiedzialnośc stawiają starsze pokolenie "pod murem"- zmuszają ich emocjonalnie do takiej pomocy , a na końcu zamiast być wdzięczni i starać się szybko wyprostowac skrzywioną sytuację i iśc na swoje- to siedzą dupami przed kompem i tylko narzekają i OCZEKUJĄ!!! Sama popełniałam błędy, sama się wykopywałam z własnej głupoty i każdy ma prawo się mylić i bładzić. Ale ważne by starać się wyprostować niezdrową sytuację, by docenić i podziękować za to co ktoś dla nas robi . I najwazniejsze POMOC nie równa się ZYJ I PRACUJ ZA MNIE.

Autor: tak tak  09.03.2010 zgłoś

Mysle ze tesciowe powinne 3mac sie zdala od zwiazkow...i nie wtracac sie w zycie innych..same swoje poukladaly wedle uznania i tez nie chcialy aby ktos ingerowal...inny jest problem gdy druga polowa nie dojrzala do zwiazku i wiecznie 3ma sie mamusi...bylam w zwiazku w ktorym facet wiecznie dzwonil do matki jak cos bylo nie tak i pytal jej co dalej...a ma juz 30 lat!!!!!! powiem wiecej w czasie klotni ze mna ktora nawet prowokowal potrafil wykrecic numer do matki zeby se posluchala...tylko co on chial osiagnac???? mysle ze chcial sie przedstawic jako wspanialy facet a nie mial w jaki sposob....tylko przez prowokacje klotni i dokladnaie do niej....szkoda slow

Autor:  09.03.2010 zgłoś

Racja i ja też nie namawiam dzieci aby z nami mieszkały baaa nawet nie chcę ponieważ też chce spokoju, czucia sie u siebie w domu jak u siebie a nie pod okiem synowej, wiecznego zastanawiania sie czy ona coś złego o mnie nie mysli, czy za długo nie jetsem w łazience, dopytywania sie czy mogę iść sie kąpać bo może ktoś itd... ooooo NIE!!!!!!! zasłuzyłam na spokojne bycie bez ukochanych dzieci i wnuków!

Autor:  09.03.2010 zgłoś

Nauczona doświadczeniami mojej mamy nigdy w życiu nie zamieszkałabym z teściową, zresztą mój partner również nie wyobraża sobie życia z rodzicami czy teściami, za bardzo cenimy niezależność i nasz związek. Poza tym wg mnie mieszkanie z rodzicami czy teściami w pewnym stopniu rozleniwia i staje się przeszkodą w osiągnięciu prawdziwej dojrzałości.

Autor: ja  09.03.2010 zgłoś

no, ja tez mieszkam z tesciami... już 5 lat :) na początku było okropnie - kłótnie, złe spojrzenia, wtrącali sie w remont (góra domu nasza, dół ich), zachodzili bez pukania i bez zaproszenia...my za póżno wracalismy, wydawaliśmy za dużo kasy na urlop, gotowałam za mało zup ( a są przeciez zdrowe), mój biedny mąż musiał zmywac, no i zmuszałam go do wynoszenia śmieci... ja byłam zła synowa, oni beznadziejni :) wiele razy przyczynili sie do naszych kłótni... ale w koncu obie - ja i teściowa - zrozumiałysmy co to znaczy kompromis :) w tej chwili jest super - ja jej robię drobne zakupy, czasem wieszam firanki, schodzę pogadac i wypić herbatkę itp.. babcia za to sie nie wtrąca - zauważyła ze przeginała, i ze ja naprawde potrafię usmażyc te cholerne placki ziemniaczane..:) siedzi z naszym synkiem kiedy tylko potrzeba... nie raz jest tak ze własnie się położy na popołudniową drzemkę, a tu tup tup - wnuczek trzylatek pędzi i wpada do ich mieszkania jak burza... nigdy go nie skrzyczy, zawsze wstanie i jest gotowa do zabawy. naprawdę duzo nam pomaga, gdyby nie ona, nie mogłabym pracowac. oczywiście czasem zrobi cos nie tak, da małemu to na co jest uczulony, za ciepło ubierze itd.. ale od tesciów nie można tylko oczekiwac, ze będą darmowymi pomocnikami.. maja swoje zycie i należy im sie szacunek za to, że z rezygnują z wolności na rzecz niańczenia wnuczków.. a ile razy obiad u nich jemy? a ile razy pranie z dworu zdejmie jak padac zaczyna a nas nie ma? a ile soczków i owoców synek nasz od niej dostał? no i o nas razem zawsze mówią "dzieci"... dzieci przyjechały, napal bo dzieciom zimno bedzie, dzieci głodne, ugotuje im zupy... nie nasz synek i jego paskudna zona, tylko dzieci.fakt, z niektórymi teściami naprawdę nie da sie dogadać... ale często jesli obie strony spasują, mozna normalnie zyc na tym samym podwórku...

Autor: teściowa  09.03.2010 zgłoś

na początku starałam się być dobra synowa poczuła się jak księżniczka mojerelacje z synem zaczęły się psuć po 3 latach zmieniłam taktykę mam dobre relacje z synem nie wtrącam się do nich ale synową traktuję obojętnie o wnuki też nie zabiegam myślę że synowa teraz chciałaby inaczej ale dla mnie jest to sposób na spokój sporadyczne kontakty z synową nie dają powodów do pretensji bo matrudny charakter tracą na tym wnuki nikt poza tym szkoda że te głupie młode nie potrafią docenić pomocy ale cóż gdyby młodość wiedziała a starość mogła ....

Autor: andzia  09.03.2010 zgłoś

jak zwykle wujki dobra rada mają jedyną słuszną receptę na szczęście innych.My mieszkamy z moimi rodzicami już 10 lat w dużym domu i o dziwo, małżeństwo rozkwita, z roku na rok jesteśmy coraz bardziej szczęśliwi.Docieranie-owszem było-ale relacje międzyludzkie na tym własnie polegają.Kilka lat temu rodzice nas wspierali, teraz my wspieramy ich bo podupadli na zdrowiu i potrzebują naszej pomocy, obecności.Zawsze byłam zwolenniczką wielopokoleniowych domów i okazało się,że taki układ może być wspaniały.Nie mówiąc już o tym, jak szczęśliwe są dzieci: mają dziadków, wielki ogród,staropolską spiżarnię i mnóstwo miłości.Tak więc spadajcie na księżyc.

Autor:  10.03.2010 zgłoś

chmm??? Tak sobie myślę: ma ktoś jakiś chwilowo wolny na najbliższy weekend statek kosmiczny bo mam spadac na księżyć?? Tak przynajmniej sugeruje jakaś "szczęśliwa" bo mam inne zdanie od niej na temat mieszkania pokoleń razem... A na marginesie : czlowiek szczęśliwy nie bywa agresywny , zwlaszcza jeżeli jest mowa o zagadnieniach i sytuacjach, które u wypowiadającej się powyżej niosą tylko szczeście wszystkim... no oczywiście jeszcze musieliby się wypowiedzieć jej teściowie , żeby obraz idylli byl pełny, tylko ciekawe czy ich zdanie na ten temacik byłoby takie samo jak zdanie andzi???

Autor: Adam  11.03.2010 zgłoś

Moje małżeństwo od 20 lat niszczy teściowa.Jest jak HIV zaraziła i powoli toczy do nieuchronnego zniszczenia.Nie mogąc przejąć mnie, pod swoją chorobliwą nadopiekuńczość-przejęła swoją córkę,czyli moją żonę.Obecnie żona zaczyna zachowywać się już tak, jak swoja mamusia{teściowa} a ja nie mogę już na to ,nawet patrzeć.Pomimo tego, że od początku mieszkaliśmy osobno,teściowa była i jest codziennym gościem,a nawet kilkakrotnie w ciągu dnia.Nasze rozmowy na ten temat przeważnie kończyły i kończą się kłótnią {przecież mama jak przychodzi to zawsze z pomocą itd. , itp}.I tak powoli nasze małżeństwo, rozpada się i pewnie się w końcu rozpadnie.Teściowa oczywiście nigdy nie znajdzie winy w sobie tylko we mnie.Wszyscy mamy swoje racje,jednak na pytanie-jak zabić swoje małżeństwo? odpowiedź dla mnie jest oczywista- dopuścić teściową do swojego życia,dając zwieść się jej wężowemu sposobie bycia.

Autor: Beata  11.03.2010 zgłoś

Admie! Zabierz czym prędzej żonę i wio do wynajętego chociażby pokoiku w odległości powyżej 120 km. Wiem z własnej praktyki, że matce nie będzie się chciało jeżdzić. Sprawdziłam - działa. Najlepsza jest odległość ok. 300 km. I porozmawiaj poważnie z żoną - natychmiast! Wyjedźcie, może na dłuższy urlop? I tylko we dwoje. I ratuj, jeśli jest jeszcze co! Pozdrawiam, Beata.

Autor:  11.03.2010 zgłoś

Po ślubie zamieszkaliśmy u mojej mamy. Dużo nam pomagała nie wtrącajac się do małżeństwa. Za to teściowa przychodziła codziennie na wizytacje. 3x w tygodniu przychodziła na kolacje, nie chciało jej się robic w domu u siebie. Jak urodziłam dziecko przychodziła juz o 8 rano, zeby sprawdzic, czy ukochany synuś nie hańbi sie praniem pieluch po swoim dziecku. Dostawał lekcje, że nie wolno mu wstawac do dziecka w nocy, prać, prasować. Oczywiście sama w niczym nie pomagała, tylko sadzała swoje tłuste dupsko i czekała na obsługę.Po roku wyprowadzilismy się 300 kilometrów od domu.

Autor: Adam  12.03.2010 zgłoś

Beato,chciałbym tak zrobić jak piszesz,lecz do tanga trzeba dwojga.W mojej sytuacji jest to już raczej nie możliwe.Dziękuję za zrozumienie, i mam nadzieję że jeśli to forum odwiedzają młodsi małżonkowie lub narzeczeni,to wyciągną wnioski że najważniejsi w życiu są oni sami, dla siebie samych, dopiero później inni.Pozdrawiam Wszystkich.

Autor: AGA  16.03.2010 zgłoś

MOIM PROBLEMEM JEST TO ŻE MOGLIBYŚMY MIESZKAĆ OSOBNO ZARAZ PO ŚLUBIE, TYLKO MÓJ UPARTY MĄŻ NIE CHCE O TYM SŁYSZEĆ, WIELE RAZY ROZMAWIAŁAM Z NIM O TYM, PRZEKONYWAŁAM, NIC NIE POMOGŁO. ON CHCE DOSTAWIĆ GÓRĘ DO DOMU JEGO RODZICÓW I TAM MIESZKAĆ. DLA MNIE JEST TO ZUPEŁNIE BEZ SENSU. PO CO INWESTOWAĆ W DOBUDOWĘ KASĘ JAK MOGLIBYŚMY WYREMONTOWAĆ DOM U MNIE I SIĘ WPROWADZIĆ ZARAZ PO ŚLUBIE. MYŚLAŁAM ŻE ZDOŁAM GO PRZEKONAĆ - NIESTETY. OBECNIE MIESZKAMY U JEGO RODZICÓW. PLANUJEMY SIĘ WYPROWADZIĆ NA SWOJE W PRZYSZŁYM ROKU ALE ZAŁATWIANIE POZWOLENIA NA DOBUDOWĘ NAWET NIE ZOSTAŁO ROZPOCZĘTE.

Autor: kala  19.04.2010 zgłoś

jestem 12 lat po ślubie i doświadczam cały czas mieszkania z teściami i rodzeństwem męża - nikomu nie polecam, jak mieszkanie to tylko i wyłącznie swoje. Toksyczność teściowej jej dwulicowość i egoizm to jej oblicze Jest wredna nie tylko w stosunku do mojej osoby ,ale nawet do własnego syna Uważa sie za najwspanialszą osobę na swiecie ,ze ona robi wszystko najlepiej, przed ludzmi udaje kogoś innego,wtraca swoje tłuste dupsko w nie swoje sprawy po prostu szkoda życia na mieszkanie z teściami.

Autor: Ada  06.07.2010 zgłoś

Czasem spotykam się z komentarzami że najpierw trzeba się ustatkować żeby zakładac rodzinę i nie do końca się zgadzam. Owszem nie można liczyć że rodzice nas będą utrzymywać, ale czekając aż się człowiek dorobi można przeczekać ważne momenty. A jak później się popsuje finansowo to co mamy się rozwodzić bo nie wyrabiamy o to chyba chodzi żeby przez trudności iśc razem a nie osobno. Mój przykład jest właśnie taki, że jak braliśmy ślub mieliśmy w miarę dogodną sytuację, stać nas było może nie na luksusy ale na utrzymanie siebie i na mieszkanie bez rodziców. Po ponad roku właściciel mieszkania kazał nam się wyprowadzić, więc szybko musieliśmy się wprowadzić do teściów, potem nasza sytuacja się pogorszyła, do tego nie mogliśmy znaleźć mieszkania na które byłoby nas stać i musieliśmy tam pozostać. A że nie było między nami konfliktów to postanowiliśmy z rodzicami że zaoszczędzimy jakies pieniądze i zostaniemy u nich. U nas bardzo dobrym okresem było wcześniejsze samodzielne mieszkanie zaraz po slubie, wtedy żeśmy się podocierali i rodzice zdążyli się przyzwyczaić że jesteśmy oddzielnie, co stanowiło później kluczową granicę podczas mieszkania u teściów. Ja dodatkowo byłam uprzedzona więc ustaliliśmy reguły między sobą, takie jak: oddzielne gotowanie i kupowanie wszystkiego, pranie sprzatanie, płacenie stałej kwoty miesięcznie, jak coś nie tak to się wynosimy, 2 razy w miesiącu wychodzimy gdzieś pogadać (koniecznie wychodzimy), chyba że zajdzie potrzeba częściej. W tym momencie mieszkamy tu już rok i jest ciasno, ciężko ale w porządku. Początki były trudne, bo teście chętnie by zagłaskali. Niby zaakceptowali naszą oddzielność ale ciągle a to "zjecie obiad", "to dla kogo ja gotuję", a to zmywali nam naczynie i chcieli sprzątać w pokoju mimo że ja to robiłam, ale potem jakoś im przeszło, przynajmniej częściowo. Ale z drugiej strony, mieszkali tam też siostra męża ze swoim mężem, mieszkali tam jeszcze jako para i potem po slubie. Mieszkali na innych zasadach (między innymi dlatego my żeśmy ustalili takie zasady, inne niz oni). Oni coś tam się dokładali, teściowie dla nich gotowali, prali, sprzątali i pamiętam że teściowa się wiele razy buntowała że nie będzie służącą. W tym momencie mieszkają ona tutaj a on u swoich rodziców. Okazało sie że nie rozmawiali o problemach, w zasadzie to o niczym nie rozmawiali bo sie krępowali. Siostra męża latała też do matki z różnymi problemami, a potem sie dziwiła i wściekała że matka jej się wtrąca. Rozmawiałam tez ze szwagrem, który powiedział mi że czuje sie jak dziecko, że czasem sam chciałby cos zrobić ale jest po prostu wyręczany, ale niestety tak przyzwyczaili. Mówił że nie lubi jak sie go pyta dokąd jedzie i po co? Ich małżeństwo w tym momencie wisi na włosku. Co do tych co się chcieliby najpierw dorobić i ustawić. Moja znajoma i jej facet żyli tak 7 lat, można powiedzieć że kasy im teraz nie brakuje mieszkanie tez mają, na wesele odłożone, terminy już załatwione, ale w tym momencie ona sie waha czy chce wyjść za mąż, bo przez ostatnie 5 lat słuchała wymówek że najpierw samochód, mieszkanie, dobra praca. Ostatnia wymówka to było chyba zmiana mieszkania na większe, na co się nie zgodziła.

Autor:  19.03.2012 zgłoś

jak zabić małżeństwo?- urodzić więcej niż jedno dziecko (czasem jedno starcza)

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu