Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

10.05.2010 | Reportaż

Jak poradzić sobie z porzuceniem

Okłamał, zdradził i porzucił, chociaż go kochałaś i ufałaś mu - takie sytuacje nigdy nie są proste. Części kobiet łamią życie, powodują traumy, z którymi latami nie potrafią sobie poradzić. Inne wychodzą z tego silniejsze, bogatsze o doświadczenia.

Syndrom opuszczenia ma wiele objawów od psychicznych po psychosomatyczne. Należą do nich lęki, depresja, ale też wrzody, nadciśnienie, astma, schorzenia wieńcowe, a nawet onkologiczne. Choroby somatyczne powoduje stres i napięcia towarzyszące porzuceniu. Nierzadko nieuświadomione.

Rozstanie poprzedza wiele sygnałów, które wskazują, że w związku dzieje się coś złego, często je wypieramy, bo boimy się spojrzeć prawdzie w oczy. Mimo to czujemy irracjonalny lęk, który wpływa na funkcjonowanie organizmu. Stres i napięcie, którego nie odreagowaliśmy, ujawnia się chorobami. Często początki depresji są już na tym etapie. Załamanie następuje, kiedy dochodzi do rozstania. Wtedy życie traci sens, jest cierpieniem, a miłość przeradza się w nienawiść. Część kobiet pogrąża się w bólu, zdarza się, że mają za sobą próby samobójcze, inne ulgi szukają w zemście na partnerze i jego kochance. Część kobiet szuka pomocy u psychologów. Jedne chcą rady, jak zatrzymać partnera i odbudować związek, inne pytają: jak mam dalej żyć? Kiedy odejście osoby, którą kochaliśmy jest bardzo bolesne, warto poszukać wsparcia u psychologa. Oto kilka rad, które mogą pomóc poradzić sobie z porzuceniem.

Nie zamykaj się w czterech ścianach

Wychodź z domu. Spotykaj się z przyjaciółmi, rozmawiaj z nimi, nie tylko o tym, co się stało, ale też o pasjach i codziennych sprawach. Wybierz się na koncert i do kawiarni, to pozwoli ci nabrać dystansu do twojej sytuacji; zobaczyć, że świat nie kończy się na związku.

Pozbądź się jego rzeczy

Posprzątaj. Po wielu latach wspólnego życia z pewnością nagromadziło się sporo przedmiotów związanych z twoim byłym partnerem. Jego perfumy, koszula w szafie, czy zdjęcia przypominają ci o tym, co się stało. Pozbądź się ich. Zbierz do worka i oddaj mu je albo zwyczajnie wyrzuć na śmietnik. Zostaw sobie jedynie zdjęcia, schowaj je bardzo głęboko. Za kila lat, kiedy ból minie, możesz żałować, że się ich pozbyłaś.

Znajdź pasję

Pozwól aby pochłonęło cię tworzenie: maluj, graj na instrumencie, uprawiaj jogę, ucz się języków obcych. Najlepiej jeśli swoją pasję będziesz uprawiała z grupą ludzi. Rób coś, co sprawi ci przyjemność. Nie spędzaj wolnego czasu na rozpamiętywaniu, tego co się stało, ale na tworzeniu.

Załóż pamiętnik lub bloga

Pisz, to dobrze ci zrobi. Pisz o tym, co czujesz w pamiętniku. Nie ograniczaj się, daj upust złości. Możesz też założyć bloga, gdzie będziesz się dzieliła myślami z innymi ludźmi, albo wchodź na fora, na których poruszane są tematy związane z porzuceniem. Wymiana doświadczeń z kobietami w podobnej sytuacji może okazać się bezcenna.

Wyznacz sobie cel

Może to być podróż do Afryki, albo nauczenie się języka hiszpańskiego. Niech twoim celem będzie spełnienie marzeń, na realizację których nie miałaś czasu będąc w związku. Z drugiej strony cel powinien być realny i możliwy do spełnienia w dość krótkim czasie. To pozwoli ci poczuć, że jest po co żyć.

Malwina (33 lata, prowadzi kawiarnię w Warszawie):

- Nie zauważyłam, że nasz związek się rozpada. Byliśmy razem 8 lat, cztery po ślubie. Myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi. Miałam kochanego męża i dom. Chcieliśmy mieć dzieci, ale mówiliśmy: "Jeszcze nie teraz." Oboje dobrze zarabialiśmy i chcieliśmy skorzystać z naszych pięciu minut sławy. Pochodzimy z małych miasteczek, z rodzin, w których się nie przelewało, a tutaj taka zmiana. Rodziny pękały z dumy.

Mieliśmy mieszkanie, ale pomyśleliśmy, że kupimy jeszcze jedno, wynajmiemy i będzie zabezpieczeniem na przyszłość dla nas i naszych dzieci, które miały przyjść na świat. Żyliśmy na wysokim poziomie, co też kosztuje. Mieliśmy wspólny cel.

Nie zauważyłam, że mój mąż coraz później wraca. W końcu mi powiedział, że ona jest w ciąży, a on musi wziąć za to odpowiedzialność. W pierwszej chwili nie wierzyłam w to, myślałam, że to nie może być prawda, że on tylko mnie sprawdza. Przepraszał. Płakał.

Trzy lata temu mój świat zapadł się pod ziemię. On zabrał mi wszystko, nie tylko rodzinę, ale też marzenia. Nagle okazało się, że to zarabianie pieniędzy nie ma sensu. Po co? Dla kogo? Jakie zabezpieczenie na przyszłość, skoro tej przyszłości nie ma. On będzie miał to wymarzone dziecko z inną kobietą. Nie miałam pomysłu, jak mam dalej żyć. Nie dałam rady pracować, bo i po co. Zwolniłam się, dwa tygodnie nie wychodziłam z domu. Nie wiem, co by się stało, gdyby nie moja przyjaciółka. Zabrała mnie do siebie, mieszka nad morzem. Chodziłyśmy po plaży i rozmawiałyśmy. Namówiła mnie na psychologa. Myślę, że uratowała mi życie, bo nie raz miałam myśli, żeby to wszystko już się skończyło. Sądziłam, że nigdy nie odzyskam zaufania do ludzi, bo zostałam zdradzona, oszukana i porzucona przez człowieka, którego kochałam i któremu ufałam bezgranicznie. Bardzo dużo dała mi terapia. Mam dobrego psychologa.

Po roku moje oszczędności zaczęły topnieć, ale nabrałam już trochę siły. Nie wróciłam do korporacji. Poszłam na warsztaty antykariery, uświadomiłam sobie, że ja nawet nie wiem, co chcę w życiu robić. Teraz wiem, że dobrze gotuję, lubię ludzi. Prowadzę malutką kawiarnię na osiedlu. Nie zarabiam tyle, co szefowa PR w firmie finansowej, ale jest dobrze, spokojnie. Przeszłam jakąś niesamowicie ciężką drogę, żeby zajrzeć w siebie i zadać sobie proste, podstawowe pytania: Czego ty tak naprawdę chcesz w życiu? Jaka ty jesteś? Pewnie zawsze musi wybuchnąć bomba, która budzi ze snu, żeby człowiekowi chciało się nad tym zastanawiać. Może dalej bym zasuwała bez opamiętania w korporacji i nie obudziła się nigdy, gdyby nie to rozstanie. Jeszcze trochę boli, ale już coraz mniej. Widzę jasne strony życia.

Urszula (41 lat, nauczycielka z Białegostoku):

- Razem przeżyliśmy prawie 20 lat. Byłam dzieckiem, kiedy za niego wychodziłam. Mamy córkę. A on mi powiedział, że się zakochał. Miałam przecież fascynacje innymi mężczyznami, ale nigdy nie pozwoliłam sobie na to, żeby to się rozwinęło. Wiem, że taką sytuację można uciąć.

Dwa lata od rozstania nie wybaczyłam mu i myślę, że nie będę potrafiła wybaczyć. Zniszczył mnie i naszą rodzinę. A przecież byliśmy szczęśliwi, najgorsze chwile mieliśmy już za sobą: problemy finansowe, kiedy jego firma przeszła kryzys, śmierć jego brata, moją chorobę.

Kiedy mi to powiedział, płakałam, błagałam go, żeby został. Mówiłam mu, że jestem w stanie wybaczyć mu zdradę, żeby nie rozwalał naszej rodziny. Powiedział, że nie może, a ja czułam się jeszcze bardziej poniżona. Znienawidziłam siebie i jego. Chciałam, żeby cierpiał tak, jak ja. Zagroziłam, że rozwód będzie z jego winy, że nie dostanie majątku. Nie przestraszył się, powiedział, że ile sąd przysądzi, tyle weźmie. Jego jakiś taki spokój doprowadzał mnie do szału. Przez chwilę myślałam, że zwariuję. Straciłam poczcie bezpieczeństwa i sens życia. Bałam się zostać sama.

Nawet nie wiem, czy jest z tą kobietą, podobno nie układa im się, wiem to od wspólnych znajomych. Pytali mnie, czy pozwoliłabym mu wrócić, może poprosił ich o tę rozmowę. Nie dam rady mu wybaczyć. Rok mnie oszukiwał, spał z inną kobietą, a potem kładł się do łóżka ze mną. Brzydzę się nim. Zostawił mnie jak starą, już nieco zużytą rzecz, bo miał nowszą, atrakcyjniejszą. Nie jestem jeszcze w stanie z nim się spotkać. Widuje się z córką, ale poprosiłam ją, żeby nie opowiadała mi o nim, nic nie chcę wiedzieć. Chcę tylko zapomnieć, chociaż wiem, że to niemożliwe. Mam w sobie dużo nienawiści i frustracji. Mam też nadzieję, że czas leczy rany i kiedyś będę umiała pomyśleć o tym, co było dobrego w naszym małżeństwie.
Monika Bołtryk
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: minus4  10.05.2010 zgłoś

Kochałam swojego męża bardziej niż kogokolwiek na świecie.Kiedy zdałam sobie sprawę, że moje małżeństwo się ropada płakałam całymi nocami. Kiedy tylko dzieci zapadały w sen, ja wyłam jak głupia. Nie mogłam sobie wyobrazić, że mogę bez niego żyć. A przecież dzielił nas od kilku lat ocean. I mimo, że wciąż często rozmawiałam z mężem jak zawsze, wiedziałam, że nie da się tego skleić. Po 15 latach małżeństwa zostałam ze wspólnymi długami, bez pracy i pomocy ze strony mężą, z dwójką dzieci na utrzymaniu.... a jednak dałam sobie radę. Wprawdzie pracuję po kilkanascie godzin czasem, to uwielbiam swoją niezależność. Codziennie mówię sobie że dam sobie radę i tak jest !!! Zmieniłam wygląd, zaczęłam bardziej dbać o siebie, zyskałam pewność siebie. Teraz dopiero wiem ile miałam przez ten czas siły w sobie. I nie potrzebuję faceta do tego by żyć, choć są miłym dodatkiem do codzienności.

Autor: nwiubnd  10.05.2010 zgłoś

To nie jest miłe słyszeć, że ten rozpad nigdy, ale to nigdy, nie jest spowodowany przez jedną stronę. Wszytsko to ma swoje głębsze korzenie, an które prawie nikt nie chce patrzeć. Pozwolę zacytować sobie swojego posta z forum: "Nieustannie wraca w topikach temat miłości w związkach. Nieustannie wraca temat nieporozumień, zdrad, rozstań. To wszystko wynika z zupełnego niezrozumienia miłości. Kolorowe czasopisma, TV, psychologowie, poradniki prezentują handlowy model związku. Ty mi dasz to, ja tobie tamto i jeśli jest równowaga, jeśli bilans jest zrównoważony, to związek uważany jest za udany. Jeśli jednak ta chwiejna równowaga zostanie zachwiana, to natychmiast w związku pojawia się kryzys, często prowadzi to do rozpadu związku, albo przestaje być on satysfakcjonujący, czasami udaje się przywrócić równowagę. To nie jest miłość i nie ma z nią nic wspólnego. Oszukujecie się i jak długo będziecie to robić, to ciągle tak będzie, ciągle będą achy, ach kiedy ten ślub, a jaką suknie, ojej, a potem proza życia i albo związek rozpada się, a na ogół, w najlepszym przypadku, szarzeje, wyparowuje miłość, zostaje wspólnota interesów, doświadczeń, przyzwyczajenie, czasami może trochę przyjaźni. To jest frustrujące i ile tu na cafe słychać sfrustrowanych głosów! Nie przyjdzie Wam do głowy, by zamiast oglądać TV, czytać bezsensowne czasopisma, powielać te same schematy, zastanowić się dlaczego tak się dzieje? Wolicie powtarzać jałowe, słyszane od pokoleń: takie jest życie, i tkwić we frustracji i zakrywać je krótkimi chwilami szczęścia i małymi radościami i nigdy nie być naprawdę szczęśliwymi? Lubicie tak? To jest naprawdę przyjemne? To ma dla Was jakąś wartość? Zrozumcie miłość, ona jest w każdym z nas, zakryta schematami wtłaczanymi nam do głów od dziecka. Beznadziejnymi schematami, które niszczą życie, radość, szczęście. Czym jest miłość? Miłość to nie bilans handlowy, to nie równowaga sił, miłość to dawanie. Jeśli wchodzicie do związku z ideą, że to Wam ma być dobrze, że to Wasze potrzeby mają zostać zaspokojone, to skazujecie miłość na porażkę. Zaczyna się od ślubu. Chcecie sukien, ozdób, wystawnych przyjęć. Co to ma wspólnego z miłością? Nic? Miłość chce kochać, a nie stroić się w pawie pióra. I wszystkie te nastawienia, te schematy co Wam, Wam, Wam, ma dać związek. Bo chcecie handlować, a nie kochać. Miłość jest dawaniem. Co jest radością kochającego? Szczęście i radość kochanego i bycie z nim w komunikacji. Ale nie oznacza to, że w miłości jest poświęcenie. Prosty przykład: ja chcę do kina, partner/partnerka chce na spacer. Rezygnuję z kina. Ale jeśli jest we mnie poczucie poświęcenia, to nie jest to miłość! Nie, jeśli kochana osoba chce iść na spacer, to chcę by była szczęśliwa i z radością wybieram spacer i cieszę się jej radością spacerowania. Nie ma żadnego poświęcenia. Jest radość dawania. Każdy wchodzi do związku z ego, z tym nastawieniem: ja, dla mnie, moje potrzeby. Z tego punktu początkowego miłość jest słabo widziana i rozumiana i trzeba wykonać dużo pracy. Pracy porzucania ego, bo ono jest przeciwnikiem miłości. Bo miłość to nie motylki w brzuchu i zauroczenie. Miłość to dawanie. Gdy w związku jest choć promień prawdziwej miłości, to uda się. Bo jeśli zaczniecie tą pracę, to partner/ka zauważy tę pracę, bo nikt nie jest głuchy na miłość. Ale pamiętajcie, jeśli robicie to z uczuciem poświęcenia, to nie uda się, bo to nie jest miłość. W końcu praca przynosi efekty, a motylki i zauroczenie są niczym w porównaniu z prawdziwą miłością. Dalej ona prowadzi sama, do zupełnie innego świata, cudownego i pięknego." Gdy piszecie, że Wy kochałyście, a nagle partner odchodzi, to oszukujecie się. To wynika z tego, że coś dawałyście, ale związek służył do zaspokajania waszych potrzeb. Albo poświęcałyście się, co też, jak wyżej napisałem, nie ma nic współnego z miłością. Poza tym nie komunikowaliście się. Miłość jest komunikacją, jest chęcią dzielenia się. Można to wszystko bardzo szcegółow wyjaśnić i istocie rzeczy jest to proste. Ale mało komu chce się uczciwie spojrzeć na siebie. Zawsze wygodniej jest użalać się, zwalić na partnera/kę, na politykę, pogodę, traumę dzieciństwa, złego szefa. Łatwiej to robić niż być uczciwym wobec siebie i z odwagą spojrzeć w głąb siebie i podjąć trud pracy. Możecie wybierać to co na pozór łatwiejsze, ale tylko na pozór. Bo tak nigdy nie ywjdziecie z tego beznadziejnego koła frustracji, gdzie szczęście jest tylko chwilowe, co w istocie jest zaprzeczeniem szczęścia (szczęście, które wiadomo, że minie, nie jest żadnym szczęściem). Obudźcie się w końcu!!!

Autor: życie po życiu  10.05.2010 zgłoś

No to żeś kolego przywalił. Podkopujesz sens istnienia setek czasopism, telewizji i portali typu kafeteria. Czy Ty wiesz ilu ludzi ma dzięki tym narzekaniom pracę? A tak co ? Bezrobocie Panie, bezrobocie :)

Autor: do nwiubnd  10.05.2010 zgłoś

Podoba mi się to, co napisałeś:)

Autor: cloe  10.05.2010 zgłoś

Jesteśmy razem trzy lata. Podejrzewałam, znalazłam jakieś dowody, ale on szedł w zaparte. Więc zamówiłam biling, przeraziła mnie masa smsów wysyłana, wiadomo, nie do mnie, na wiele numerów. Sprawdziłam dwa - jeden to zawodowa k...,drugi to 18-latka, przyznała się, że się z nim spotkała, co on jej mówił itp. Nasza córeczka wówczas miała pół roczku. Mimo ewidentnych dowodów on idzie dalej w zaparte, nie wiem, czy to facet totalnie bez jaj?! Wszystkiemu zaprzecza, robiąc ze mnie idiotkę. Kochałam najbardziej na świecie, był dla mnie wszystkim, nawet nie ma co wybaczać, brak słów na takiego faceta. Jedno wiem - nawet nie mam co wiązać się w przyszłości z kimś, bo przenigdy nie zaufam. Tego jestem pewna.

Autor: esmeralda  10.05.2010 zgłoś

nwiubnd Zgadzam z twoja wypowiedzią zgadzam się w 99 % procentach. Zawsze tak pojmowałam miłość. Tylko, że nie każdy partner jest w stanie zarazić się miłością. To co ofiarujemy drugiej osobie, radość ze sprawiania jej przyjemności niekiedy ta osoba zaczyna odbierać jako naszą powinność, czy obowiązek, bo przecież " sprawia to jej przyjemność to co jej będę bronił ". Z czasem osoba biorąca zaczyna się nudzić i szuka atrakcji. Aby móc przeżyć taką miłość potrzebne są dwie osoby o podobnym spojrzeniu na to uczucie.

Autor: Mig  10.05.2010 zgłoś

Zawsze dziwi mnie, że kobiety zdradzone/porzucone zaczynają nienawidzić swojego partnera. Wczoraj kochały "najmocniej na świecie" a dziś utopiły by w łyżce wody. I to ma być miłość???? Kochają, gdy partner spełnia ich oczekiwania, jest grzeczny. Jak nawiąże np. romans, to obdarłyby go ze skóry. A to nadal jest ten sam człowiek! Kogo więc kochają te kobiety? Czy na pewno jego? Czy raczej kochają swój stan zakochania i zadowolenia? Zaspokojenie swoich potrzeb? Kochają, ale wystarczy, że partner przekroczy pewną granicę, a przekona się, że ta wielka miłość oznacza wielkie więzienie z katem przy murze. Można przeżyć w nim całe życie. jak się ma szczęście, to można nawet nie poznać murów. To tak jak z granicą państwa. Gdy się żyje w środku i nigdzie nie wybiera, człowiek myśli, że jest wolny, chodzi sobie gdzie chce. Jednak, gdy zajdzie za daleko złapie go straż nadgraniczna i będzie miał kłopoty. Tak samo jest ze związkiem. Idź do jego granicy a przekonasz się, jaka jest ta "wielka miłość" Twojego partnera.

Autor: abra kadabra  10.05.2010 zgłoś

nwiubnd a ja sie trochę nie zgadzam... sama żyję w związku od 6-ciu lat i okazauje się, że właśnie najważniejsze to rozmawiać o tym czego się chce... czasami fajnie jest właśnie dać radość tej drugiej osobie ze sprawiania Tobie przyjemności. często nie musimy wybierać między wspomnianym przez Ciebie kinem czy spacerem, ale nie umiemy o tym porozmawiać! my od kiedy próbujemy rozmawiać o wszystkim dużo lepiej działamy jako zespół! a miłość... oj to nie jest tylko dawanie! dużo częściej jest to sztuka kompromisu i umiejętności rozmowy! bo masz rację motylki w brzuchu odlatują po jakimś czasie, ale to tak naprawdę dopiero początek, tylko trzeba docenić właśnie szarą codzienność która potrafi być naprawdę cudowna!

Autor: justus  10.05.2010 zgłoś

------>nwiubnd Pięknie to napisałeś. Tylko... to utopia bo coś takiego jak miłość nie istnieje. Imperatyw rozmnażania wpisany w zachowanie człowieka powoduje że zachowuje się on tak a nie inaczej. Celem każdej istoty żywej jest przekazanie swoich genów. I nie ma tu miejsca na bezinteresowną miłość zawsze będzie kalkulacja zysków i strat. Każda miłość miedzy kobietą i mężczyzną jest interesowna. Służy przekazaniu swoich genów. Tzw. bezinteresowna miłość to tylko kamuflaż prawdziwych zamiarów.

Autor: Meg  10.05.2010 zgłoś

Też nie rozumiem jak można nienawidzieć kogoś kogo się kochało, to jest dla mnie niewykonalne. Po rozstaniu widzi się realnie to co się wydarzyło, błędy swoje i partnera, ale to nie oznacza nienawiści, tylko trzeba starać się wyciągnąć z tego wnioski dla siebie, by więcej takich błędów nie popełniać.

Autor: justus  10.05.2010 zgłoś

Ta nienawiść jest zrozumiała gdy spojrzysz na sprawę oczami inwestora. Źle zainwestowałeś kapitał, straciłeś i do kogo masz pretensje? Do siebie? Nie, pretensje są do innych że cię wyrolowali.

Autor: esmeralda  10.05.2010 zgłoś

justus Niestety też doszłam do wniosku, że to w co wierzyłam przez całe życie ( to co przytoczył nwiubnd ) jednak jest piękną utopią. Dziś świat nastawiony jest na konsumpcjonizm.Być może obudzi się parę jednostek. Ile to zmieni ? Rozrywka i chęć udowodnienia sobie atrakcyjności spowodowały zabicie w ludziach miłości nie tylko takiej do partnera, ale miłości ogólnie do świata. Ludzie, którzy nie mają w sobie nienawiści, czy chęci odwetu traktowani są jak co najmniej jak nienormalni. Mimo całego bólu jaki przeżyłam nie potrafię nikogo nienawidzieć, czy żywić głębokiej urazy.Cieszę się z tego, że udało mi się to zachować, bo dzięki temu czuję się człowiekiem, nie zatraciłam wyższych uczuć.

Autor: nwiubnd  10.05.2010 zgłoś

abra kadabra: to jest to samo, chodzi w istocie o to, że chcemy dawać radość i szczęście drugiej osobie. Wzajemność powoduje, że obie osoby tego chcą. I nie ma w tym sprzeczności. Jeśli mam jaką potrzebę i moje jej zaspokojenie da radość partnerowi, to jest to to samo co zaspokajanie potrzeby partnera. Potrzeby radości i dawania. I rzeczywiście na ostatecznym poziomie miłość jest równoczesnym dawaniem i otrzymywaniem, które sa jednością i gdzie nie można już niemal odróżnić dawania i otrzymywania. Poza tym na tej drodze w końcu zaczyna być widoczne, że istnieje tylko jedna potrzeba: Miłości. I wtedy kwestie ziemskich potrzeb partnera znikają, gdyż powoli znikają ziemskie potrzeby. Tak wraca się do Nieba. justus: to są tak zwane naukowe teorie. Ale one są pozbawione sensu.Nie będę tu tego szerzej wyjaśniał, ale jestem w stanie to zrobić. Zsygnalizuję tylko.Teoria samolubnego genu jest nonsensem. Oznacza ona, że Ty i twoje życie to jedynie opakowanie na geny, których cel istnienia i rozmnażania się jest niewyjaśnialny. Bo po co istnieją geny? Jaki jest sens ich bytu? Żeby się rozprzestrzeniać, ale po co? To jest wyjaśnienianie poprzez udzielanie wyjaśnienia, które niczego nie tłumaczy i które nie ma żadnego sensu.

Autor:  10.05.2010 zgłoś

Do mig: bardzo pięknie, z jednym zastrzeżeniem: miłość nie testuje i nie ma potrzeby testowania.

Autor: nwiubnd  10.05.2010 zgłoś

do esmeraldy: dlatego niezwykle ważna jest komunikacja, całkowita komunikacja to element miłości, czasami umysl partnera może być bardziej uśpiony i trzeba popracować nad jego obudzeniem :))

Autor: Mig  10.05.2010 zgłoś

"idź a przekonasz się..." to była ironia. Miłość nie testuje, miłość po prostu jest.

Autor: justus  10.05.2010 zgłoś

------> nwiubnd Prawa fizyki też kwestionujesz? Po co istnieją wirusy, bakterie ? Przecież to też życie. Doprawdy dostrzegasz jakieś nieziemskie cechy człowieka? Rozumiem że jako Świadek Jehowy żyjesz swoimi ideami ale są one jeszcze mniej weryfikowalne niż teoria samolubnego genu.

Autor: xxxx  10.05.2010 zgłoś

justus, Ty za to postrzegasz świat przez dogmaty "jedynej prawdziwej" wiary katolickiej. Przyganiał kocioł garnkowi...

Autor: justus  10.05.2010 zgłoś

---->nwiubnd "Bo po co istnieją geny? Jaki jest sens ich bytu?" Znalazłeś odpowiedź? Gratuluję. Choć przypuszczam że odpowiedź jest błędna. Słyszałeś o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga? Może być tak że niepoznawalność świata wynika z jego budowy. I nigdy nie znajdziesz odpowiedzi jaki jest sens bytu - bo w czterowymiarowej przestrzeni którą dysponują nasze zmysły nie da się odpowiedzieć na to pytanie?

Autor: justus  10.05.2010 zgłoś

Czy ja gdzieś pisałem o dogmatach katolickich? No nie rozśmieszaj mnie? Świat nie składa się tylko z Katolików i Świadków Jehowy :)

Autor: mała  10.05.2010 zgłoś

W moim wypadku "wychodzenie z domu" pogłębiało jeszcze depresję. Wyobrażałam sobie tylko że jeszcze miesiąc temu siedziałabym tu z nim i byłabym szczęśliwa. Jak ktoś przyszedł w parze to wychodziłam bo nie mogłam tego znieść. Depresja, myśli samobójcze. Na każdego działa inna terapia, ja potrzebowałam czekania. Czekania aż los sam się odwróci, bo ani pasja, ani praca, ani przyjaźnie nie koiły mojego bólu. Ból ukoił nowy mężczyzna. Potrzebowałam sporo czasu żeby go pokochać, ale opłacało się. Wyszłam z tego silniejsza. A przede wszystkim nauczyłam się, że po burzy ZAWSZE wychodzi słońce, tylko czasem trzeba na nie bardzo długo czekać.

Autor: do Mig  10.05.2010 zgłoś

Jeżeli ten ktoś zdradził to znaczy, że nie kochał. Skoro umiał upokorzyć , znaczy, że nie szanował. To nie jest ta sama osoba, którą się kochało. Prawdopodobnie osoba kochana nigdy nie istniała. Po prostu za mało o niej wiedzieliśmy. Nie sądzę by kobieta zakochała się w kims kto os razu by jej powiedział, ze ją zdradzi. Więc TO NIE JEST TA SAMA OSOBA.

Autor: nescaa  10.05.2010 zgłoś

a ja tylko udaję,że się z tego wygrzebałam. odkąd z nim nie jestem przestałam sobie radzić, staram się jednak tego nie pokazywać. nie wiem już jaki mam cel, co chcę robić, nie mam hobby, nie potrafię zmusić się do zmian (nawet najprostszych typu inna fryzura), łatwo wychodzę z równowagi, szybko się denerwuję, nie robię ze sobą nic.. chodzę codziennie na uczelnię, czasem z kimś na piwo, najczęściej jednak mam ochotę by posiedzieć sobie w samotności. często po alkoholu wyjdą ze mną emocje- popłaczę się a inni pytają dlaczego, głupio mi wtedy. mam z nim kontakt, to też boli. lepiej nam wychodzi koleżeństwo niż związek, a ja nie mam siły się i od tego odciąć, wiem że on ma już inne życie - beze mnie, ale ciągle liczę na to że jeszcze cos się zmieni. i każde miłe slowo daje mi nadzieję. niestety. zazdroszczę tym, które potrafią się szybko pozbierać. kocham go najmocniej na świecie, wydaje mi się ,że nie umiem inaczej.

Autor: nwiubnd  10.05.2010 zgłoś

do justus: nie jestem związany z żadną religią, sektą, ani organizacją. Artykuł jest o czym innym i trochę tu nie miejsce na rozmowy o ograniczeniach nauki i paradygmatu naukowego. Można to krótko ująć tak: wszechświat jest przez naukę postrzegany jako pewien zamkniety system.Nauka bada to co jest wewnątrz systemu. Nie wie nic o warunkach panujących przed jego powstaniem, o warunkach panujących poza systemem, nie wie jaki był cel powstania systemu - konsekwentnie nie jest w stanie powiedzień nic o sensie jego istnienia. To wynika z istoty paradygmatu naukowego. Ci naukowcy, którzy to rozumiejeją, a czasami mam wrażenie, że jest takich coraz mniej, wiedzą w związku z tym, że badają tylko pewne wycinkowe procesy, ale nie jest możliwe zrozumienie ich sensu poprzez metodę naukową. Ty zaś na podstawie czegoś takiego jak zaobserwowana dziedziczność pewnych cech i zidentyfikowanie mechanizmu dzidziczenia wypowiaadasz się w sposób kategoryczny o sensie w związku, o miłości. NIe rozumiesz co mówisz. Mylisz metodę naukową z ateizmem, który nic z prawdziwą nauką wspólnego nie ma i mieć nie może, ze względów czysto metodologicznych. Nie zdajesz sobie sprawy do jakich nonsensów światopoglądowych prowadzi Twoje podejście. Jeśli uważasz, że teoria ewolucji wyjaśnia świat, to zobacz jej konsekwencje. Jeśli ktoś dokona zamachu terrorystycznego na duże miasto i zginie 100 tys. osób, to jesli Twoim światopoglądowym punktem odniesienia jest nauka (co samo w sobie jest nienaukowe metodologicznie, czego jednak ateiści nie rozumieją), to nie możesz ocenić czynu tego człowieka. Bo może z punktu widzenia ewolucji jego czyn był bardzo dobry, bo wyeliminował słabą część populacji, ktora odstąpiła od rozmnażania. Rozumiesz to? I treraz zastosuj to w swoim osobistym życiu. Jeśli, czego Ci nie życzę, cokolwiek Cię dotknie, z żelazną konsekwencją zastosuj swój światopogląd i powiedz sobie: jeśli cierpię, to oznacza, że nie rozumiem tego w co wierzę, bo...tu wstaw przykre zdarzenie...było dobre dla naszej populacji, wyeliminowało słabe geny. To się nazywa konsekwentne i logiczne myślenie. Mógłbym Ci pokazać dużo, dużo więcej nonsensów nienaukowego tzw. "światopoglądu naukowego". Jeśli rozumiesz czym jest nauka i paradygmat metody naukowej, to rozumiesz, że nauka nie ma i nie może mieć nic współnego ze światopoglądem. Niestety w pewnym momencie wrogowie religii (skądinąd obskurantyzm wszystkich religii sam zaparcował na swoich wrogów) zaprzęgli naukę do wojen światopoglądowych i ta postawa rozpowszechniła się wraz z odwrotem od religii.Bo zamiast uczciwie poszukiwać widząc słabości religii i jej wewnętrzne sprzeczności, zniechęceni, ale ograniczenie intelektualnie wierzący, przerzucili się na ateizm naukowy. Po prostu bezmyślnie łyknęli kolejny zaserwowany im schemat, nie dokonując samodzielnej analizy tak jak poprzednio łykali bezsens serwowany przez religie. I tyle. Zanim zaczniesz z kimś na te tematy szerzej rozmawiać proponuję poczytaj trochę o filozofii nauki. Jeśli zaś chodzi o zasadę nieoznaczoności (skądinąnd jej autor to wielki umysł jak na ten śmieszny lokalny, mały świat), to ona jest prawidłowa i można podać jej wyjaśnienie nazwijmy to filozoficzno-teologiczne. Ale na to naprawdę nie miejsce tu, pomijając to, że w tym świecie, obecnie może kilka osób byłoby to wstanie zrozumieć i zaakceptować. Pa pa

Autor: minus4  10.05.2010 zgłoś

Przeczytałam Wasze komentarze. Miłość ma wiele twarzy i też nie twierdzę, że tylko jedna strona jest winna. Mnie i męża podzielił czas, odległość i swoboda z jaką robi się rózne rzeczy zdala od domu. Chyba bardziej niż o rozstaniu, chciałam napisać Wam o tym co dalej. Po dwóch latach walki o moje małżeństwo stwierdziłam, że tracę szacunek do siebie za to błaganie. Zawzięłam się. Bolało, ale to co??? Była dziś u mnie koleżanka, której mąż zmarł dwa miesiące temu, powiedziała mi że życie toczy się dalej.... I ma świętą rację. Jeśli ktoś nie potrafi choćby docenić nas, nie wspominając o odwzajemnianiu uczuć, to nie warto płakać i zarywać nocy. Powodzenia wszystkim porzuconym !!!!!

Autor: sara  10.05.2010 zgłoś

A dlaczego to niby miałabym chcieć jeszcze kochać, lubić, przyjaźnić i nie mieć do faceta/męża absolutnie żadnych pretensji za to że mnie zdradził. Niestety depresja, płacz itd daje jemu poczucie zwycięstwa, bo to on znalazł sobie kogoś, ale jak to się mówi pożyjemy zobaczymy. Czas uleczy wszystkie rany.

Autor: Amiś  10.05.2010 zgłoś

UWAGA ! ( http://ZIURAa2526.gliteruje.pl) - na tej stronce są zdjęcia ciał ofiar samoloty prezydenckiego

Autor: Nova  10.05.2010 zgłoś

Trzeba być twardą a nie miętką. Jak widzisz, że facet cię zdradza, to szybko musisz zakończyć ten związek. Najlepiej goi się rana ostro cięta, a nie szarpana. Łatwo powiedzieć? Wykonać też jest łatwo, ale trzeba być nieustępliwą. I jeszcze jedno: kieruj się zasadą ograniczonego zaufania do facetów.

Autor: nwiubnd  10.05.2010 zgłoś

Do justus: przeczytałem jeszcze raz Twoje posty i zdałem sobie sprawę, że możesz nie zrozumieć mojej poprzedniej wypowiedzi. Wyjaśnię to tak. Jeśli świat jest niepoznawalny (albo tego obecnie nie wiesz, co jest tożsame z tym, że teraz jest niepoznawalny dla Ciebie, a ewidentnie nie wiesz tego teraz czy jest poznawalny czy nie), to nie wiesz czy ma sens i ewentualnie jaki. Jeśli nie wiesz nic o sensie całości, to nie możesz nic wiedzieć o sensie jakiejkolwiek części tej całości. Po co więc w ogóle wypowiadasz się, skoro jedyne co konsekwentnie wynika z tego co piszesz, to to, że nic nie wiesz? I jak chcesz dyskutować, skoro nie wiesz? Jedyne co możesz uczciwie powiedzieć to: nie wiem, nie poznaję, nie mogę więc mieć żadnego stanowiska. Nie piszę tego by Ci dokuczać, lecz by Ci pomóc. Jeśli zrozumiesz uczciwie, że teraz nic nie wiesz, to przestaniesz wypowiadać się bez sensu o tym czego nie wiesz i tracić na to energię. Uczciwe nie wiem jest jedynym dobrym punktem wyjścia, by dojść do wiem. Co do niepoznawalności naszego świata podpowiem Ci tylko, że jest on niepoznawalny z wewnątrz, ale jest to całkowicie logiczne i wynik nie może być inny, gdy nauczysz się posługiwać logiką. Jest natomiast poznawalny w ogóle, gdyż jest coś co nie jest wewnątrz wszechświata, Twój umysł i każdy umysł. Dlatego poznanie dostępne jest każdemu. Z punktu widzenia fizyki, można powiedzieć, że wszechświat jest lokalnym zakłóceniem w rzeczywistości. Z ostatecznego punktu widzenia zaś jest fałszywą myślą (kłamstwem) pomyślaną przez rzeczywisty, prawdziwy umysł. Bez odbioru. Znikam na razie z netu. Używanie słów dla pomocy zniewolonym umysłom jest niemal na pewno bezcelowe. Cudowne jest natomiast to, że spotkałem tu umysł, który jest co najmniej na progu wyzwolenia (to do Ciebie MIG :)). I dlatego będzie dobrze, w końcu wyzwolimy się z tego chwilowego wiru nonsensu.

Autor: esmeralda  10.05.2010 zgłoś

nwiubnd Komunikację też przerobiłam werbalną niewerbalną, zmysłową, poza zmysłową. Dlatego uważam, że aby przeżyć taką miłość powinno się spotkać dwoje ludzi o podobnej wrażliwości.

Autor: profesor fajna  11.05.2010 zgłoś

My kobiety..bo to o nich chce pisac..jestesmy troszke bardziej wrazliwe.Zastanawiajace jest,ze to ONI odchodza.Po 20-stu latach mowia nam,ze szukaja Nowego.Lepszego.Innego.Jak jakiegos cholernego samochodu nowszej marki. Jestesmy z mezczyzna i budujemy gniazdko.Gniazdko komfortu..czesto sie zwierzamy,czesto mowimy o INNYCH.Jak oni sie zdradzaja,a my jestesmy tacy idealni... Nie wiem czytelniczko..nie wiem jak dlugo bedzie bolalo.chocbysmy przeszukaly internet wklepujac: jak dlugo bede cierpiec po rozstaniu!! to nic nie pomoze.Moze rok?Moze miesiac?Nie ma reguly. Ten bol w sercu kobiety jest jak cholerny jad.Ja jednak nie powiedzialabym,ze ten jad zatruwa.Przeciwnie.Ten jad wyzera ta ten cholerny plotek.Plotek nadzieji jakie wiazalysmy z ukochanym.Plotek ktory budowalysmy w kuluarach sypialni, plotek wokol gniadka.Nareszcie plotek, ktory przeslonil nam wszystko tak skutecznie,ze wiele z nas pozbylo sie marzen,postanowilo tam zostac i bron Boze nie wygladac,bo moze ujrzalybysmy JEGO wysylajacego SMSy do innej. I jak mysmy dbaly o ten cholerny plotek.Malowalysmy go we wszystkie kolory chwalac sie gdzie jedziemy na wakacje,co on dla nas dzis zrobil, jaki jest dobry! Nie widzialysmy, ze on czasami nie otwiera tych drzwiczek do gniadka,ale uchyla deske w plotku,zeby wskoczyc do innego gniazdka i kupic nowe farby...do nowego plotka. Musicie jednak pomyslec,ze jak ptaszek juz opracowal tajne wyjscie przez plotek,to zaden plotek juz nie bedzie wystarczajaco mocny,zeby go zatrzymac. Musisz sobie odpuscic,musisz stanac zaplakana przed lustrem,musisz dac sobie czas na to ,zeby ten magiczny JAD zaczal dzialac.Bo po tym bolu spowodowanym tym jadem,nie bedzie juz plotka.Zaslepienia.Nie bedziesz juz tylko DAWAC,bo bedziesz juz o wiele silniejsza.Bedziesz madrzejsza.Bedziesz pomoca.Bedziesz piekniejsza,bo dla madrego mezczyzny nie ma nic bardziej pociagajacego niz ten blysk w oku..Zeby on tylko wiedzial,ile jadu musialas przetrawic,zeby ten blysk w oku byl ta tajemnica...Tajemnica kobiety bardziej wartosciowej,trudniejszej do zdobycia.Nowej TY.Ktos powiedzial: To nie koniec swiata???Nieprawda!!!! Koniec Jego swiata, a poczatek Twojego.Oby udalo Wam sie drogie kobiety odkryc ten swiat jaknajszybciej. Buziaki i toast

Autor: Alicja  11.05.2010 zgłoś

Trzy lata minely od dnia w ktorym sie dowiedzialam,ze moj maz prowadzil regularne podwoje zycie- nowy dom ,wieloletnia kochanka, wszyscy po"tamtej stronie " wiedzieli o mnie , ja niestety nie mialam pojecia,ze tak mozna...Przezylam wszystko co moze przezyc kobieta, ktora kochala , naprawde kochala Pierwszy rok , wszystko jakby w filmie, bylam jak nie z tego swiata, balam sie ,wstydzilam sie pojsc do ludzi, markety przerazaly mnie, na widok par lzy same laly mi sie z oczu, mieszkam w dzielnicy, gdzie wszyscy sie znaja, gdzie uwazano nas za super malzenstwo ,wiec pokazywanie sie wsrod ludzi bylo dla mnie meka, gdyby nie pies, zamknelabym sie w domu i chyba bym sie zaglodzila na śmierc, schudlam przy wadze 57kg 1o kg, to nerwy, nie moglam nic przelknac.Wstyd mi bylo, ale dzisiaj wiem,ze przeciez ja nic nie zrobilam , to druga strona zachowywala sie w niewyobrazalnie perfidny sposob , wykorzystujac milosc drugiego czlowieka w sztansko-egoistyczny sposob. Mam za soba i polkniecie tabletek( cudem uratowana) mam jazde samochodem po namieszaniu wszystkiego, kolejny cud, mam nocna ucieczke na cmentarz do matki, która od wielu ,wielu lat nie zyje. Mam i psychoterapeuet..Dzisiaj jestem o wiele madrzejsza silniejsza, ale wciaz jest we mnie zadziwienie - jakimz czlowiekiem byl ten , którego kochalam , do ktorego milosci uczylam dzieci, dzisiaj widze,ze to byl czlowiek pozbawiony normalnych ludzkich uczuc , socjopata ,genialny manipulant. Widże swoja wine polegajaca na tym,ze chcialam mu zycie rozami uslac, bo szczesliwy, zadowolony tatus to byla szczesliwa mamusia i szczęsliwe dzieci- tylko trafiajac juz na potwornego egoiste ja dalej gralam w ta gre, wszystko robilam na wlasne zycznie, myslac,ze robie dobrze, robilam tak , to wydawalo mi sie stosowne. On byl najwolniejszym czlowiekiem , zadnych ograniczen, praca poza krajem , wysokie stanowisko, a i tak , jak powiedzial, szukal swojego szczescia, ale jak go juz znalazl, wiele lat go ukrywal , nie chcial sie nim podzielic , dopiero gdy o tym szczesciu sie wszyscy dowiedzieli, uciekl rodzinnego domu ,jak tchorz nawet nie powiedzial dziekuje i przepraszam za te 34 lata , nawet nie powiedzial do widzenia..Sercem i miloscia obraz malowany okazal sie kiczem , najgorszym jarmarznym kiczem. Trudno jest budowac teraz, kiedy cos sie skonczylo. Kazdy mezczyzna jest dla mnei 'Obcy" najpierw wzbudzali agresje , teraz totalna obojetnosc, mam cos tworzyc po , co,na co , przeciez robilam to 35 lat , bylam w tym utwierdzana, przekonywana, byly plany... a potem kilka dni i wszystko sie rozsypalo, pan podkulil ogon , uciekl z miejsca" przestepstwa" a ty ofiaro radz sobie sama... moi drodzy czasami naprawde jest tak,ze wina drugiej strony jest tylko to,ze jest juz nie mloda, nie piekna, nie obca a partnerem jej jest socjopatyczny manipulant. Taki czlowiek zabierze swoje "zabawki " i pojdzie do innej piaskownicy i ani sekundy nie pomysli o uczuciach swojej"ofiary", jezeli ona upadnie to ja podepcze. A jezeli popelni samobojstwo to sie ucieszy.Duzo czasu potrzebowalam aby przejrzec ale jeszce sie go boje , boje sie tego , co moze zrobic , jest zdolny do kazdego swinstwa a ja jeszcze nie jestem zbyt mocna.Najbardziej zaluje tego,ze nie powiedzial mi nigdy,ze mnie nie kocha, ,ze jest nieszczesliwy,ze znalazl swoje szczeście, może bedąc mlodsza o kilka lat bylo by mi latwiej , byl jeszcze syn w domu, kiedy to sie stalo zostalam sama, jak przyslowiowy palec, wiecie, czasami wylam z bolu jak zarzynane zwierze, zal rozsadzl piersi, ale cuda sie zdarzaja przetrwalam, chyba, naleze do tych - co nas nie zabije to nas wzmocni- szkoda tylko,ze tak wielkim kosztem, naprawde trudno 35 lat wyrzucic do kosza na smieci i odnajdywac sens zycia na nowo- probuje , kazdego dnia probuje ale to jest bardzo , bardzo trudne...

Autor: do Alicja  11.05.2010 zgłoś

Wiesz czytajac twoja historie,przypomina mi sie sytuacja w mojej rodzinie,a mianowicie moj dziadek,profesor i rektor jednego z uniwersytetow,rowniez po 30-paru latach zarzadal rozwodu,z tym ze on z premedytacja i zywcem ranil moja babcie-naprawde kochana kobiete,ktora dbala zawsze o rodzine,nie wspominajac ze wlasnie dzieki malzenstwu z nia zrobil taka wysmienita kariere.Ona wtedy zmarla,po tym jak zarzadal rozwodu i oznajmil ze odchodzi,dostala wylewu i zmarla...pamietam te kobiete z ktora dziadek oficjalnie sie zwiazal,slodkopierdzaca ohydna suka,i to zupelnie obiektywnie moge stwierdzic,falszywa i jadowita manipulantka pozbawiona skrupolow,pamietam jak zawsze na sile przytulala mnie i kuzynke,i powtarzala ze nas kocha i czy my ja rowniez???obrzydlistwo!!! Z dziadkiem od lat nie utrzymywalam kontaktow,odkad doroslam i moglam podejmowac decyzje,powiedzialam mamie ze gardze nim i tym jak zyl i traktowal swoja rodzine,i ze nie bede go odwiedzala....zmarl jakis czas temu ,przeszlo mu to wszystko plazem na tej ziemi,nie spotkala go zadna kara.Jego (byla kochanka a teraz zona)jeszcze zyje i musze sie pospieszyc bo bardzo chce umilic jej dzien jednym telefonem,tak jak ona wtedy zadzwonila do mojej babci i wlasnie po tym telefonie babcia zaslabla...jej nic nie bedzie jest zimna jak lod,ale zepsuje jej chociaz jeden dzien z zycia ktorego jej i tak juz wiele nie zostalo.

Autor: życie po życiu  11.05.2010 zgłoś

"Wina" kobiet zwykle polega na tym że kierują się instynktem samicy szukającej najlepszego samca. Niestety wierność to nie jest cecha samców alfa za którymi kobiety tak przepadają. Gdybyście Drogie Panie w swoich wyborach partnerów mniej kierowały się "motylkami w brzuchu" a bardziej zdrowym rozsądkiem może Wasze dzieci nie były by takie piękne i zdrowe - dzięki genom samca alfa, ale nie przeżywały byście traumy zdrady i rozstania. Jest wielu wartościowych , wiernych facetów tylko kobiety nie dają im szans bo są np. niscy, łysi, mają krzywe zęby, odstające uszy, są zbyt chudzi lub zbyt grubi. Jednym słowem marny materiał reprodukcyjny. Jak się za męża bierze samca alfa to się z niewiernością trzeba liczyć. Bardzo trudno przestawić lwa na wegetarianizm :)

Autor: Alicja  11.05.2010 zgłoś

Akurat ten ,ktorego pokochalam niczym" samca" nie przypominal, chudy , slychac bylo chrzest kosci, biedny jak mysz koscielna,przydeptane buty i jedna wyjsciowa koszula - student żebrak ale pan.Dla mnie nigdy sie to nie liczylo, ja go po prostu kochalam. Po latach przyszly kilogramy i stanowiska i pieniadze... a ja, jak babcia autorki z powyzszego komentarza stalam na strazy i modlilam sie noca w oknie aby moj maz p rzyjechal szczesliwie do domu , bo na autostradzie wedlug jego opowiesci grasowali przebierancy w rosyjskich mundurach,którzy rozsypywali szklo i czekali na biznesmenow w luksusowych autach( ja to wszystko lykalam i autentycznie balam sie o jego zycie) ta manipulacja najbardziej boli...modlisz sie o jego bezpieczenstwo a on od kochanki... teraz to juz bawi i smieszy ale jeszce do niedawna zabijało...no coz ,takie zycie , bo ludzie je takim czynia...

Autor: nwiubnd  11.05.2010 zgłoś

DO MIG: Nie wiem gdzie zajrzysz, więc tu tez na wszelki wypadek, umieszczam odpowiedź dla Ciebie. Wcześniej nie widziałem Twojego ostatniego wpisu przy poprzednim artykule, więc zanim zniknę z netu, odpowiedź dla Ciebie. Choć Tobie odpowiem także po "zniknięciu" z netu. Nie ma sensu odpowiadać tym, którzy pytają tylko by utwierdzić się we własnych samooszustwach - o to chodzi mi ze "zniknięciem". Kłamstwo nie jest częścią prawdy, prawda jest cała bez kłamstwa, iluzja nie jest częścią rzeczywistości, rzeczywistość jest cała bez iluzji. Wszystko w tym świecie i to jak on jest postrzegany jest iluzją, jest kłamstwem, wszystkie jego prawa, wszystkie jego wartości. Prawdą jest tylko istnienie bytów (one są rzeczywistością) i miłujące myśli (czego nie należy mylić z miłującymi myslami ego, bo one są tylko przykrywką dla nienawiści). Gdy iluzja zniknie, nie będzie tego świata, rozwieje się, bo nie będzie postrzegania. Ostateczną rzeczywistoscią jest poznanie, gdzie nie ma postrzegania. Droga wiedzie przez ten świat, tak. Gdy zostały stwotrzone iluzje (przez nas samych, my jestesmy wytwórcami ego), przeskok do poznania jest niemożliwy. Najpierw iluzje ulegają przekształceniu, tak by lepiej oddawać rzeczywistość, by przybliżać poznanie. I to postrzeganie przekształconej iluzji wielu bierze za ostateczny cel, nie rozumiejąc, że to wciąż nie jest rzeczywistość. Tak, przekształcone iluzje są cudowne, ale niemożliwe jest pozostanie w nich, jeśli rozumie się drogę. Pozostanie w nich zawsze w końcu doprowadziłoby do regresu i cierpienia. Zresztą ostatecznie przekształcona iluzja pokazuje zbędność postrzegania. Można to wyjaśnić też tak, że umysł wyprojektował świat. To jest projekcja umysłu. Dopóki projekcja trwa, nawet jeśli jest przekształcona z koszmaru w bajkę, umysł nie może poznać sam siebie, gdyż zawsze w jakimś stopniu utożsamia się z projekcją. Nawet najpiękniejsza iluzja wciąż jest iluzją :)) Dopiero zrozumienie tego wszystkiego otworzy drogę do całkowitej wolności. Bez zrozumienia tego, niemal nieuniknione staje się utknięcie w kolejnych pułapkach, osiąganie cudownych stanów, które z ostatecznym oświeceniem nie mają jednak nic wspólnego. Poza tym każda projekcja projektuje ograniczenia. A Rzeczywistość jest nieskończona,całkowicie wolna od ograniczeń. Ale by oświecenie było pełne musi być oświecona każda częsć zjednoczonego umysłu. Dlatego konieczne jest oświecenie wszystkich, a nie indywidualne. Całość może być rozpoznana i zrozumiana dopiero, gdy całość jest całkowicie zjednoczona, gdy nawet najmniejsza część całości nie odszczepia się i nie halucynuje. Ale wow, całkiem daleko doszłaś :)

Autor: Alicja  11.05.2010 zgłoś

A tak na zakonczenie, nie zaluje ani jednego dnia spedzonego w "tamtym zyciu" kochalam swojego meza bardzo, cieszylam sie jego szcześciem, smucilam jego smutkami, ja bylam w swoich uczuciach szczera, nie szukalam szcześcia, widzialam wszystko tak jak widziec chcialam i naprawde tak widzialam ,widzialam oczami swojego serca ,swojej duszy, to byly moje projekcje, a ze swiat i ludzie nie sa tacy jakimi ich sobie projektujemy , tylko sa tacy jacy sa , ja tez nie jestem taka jaka mnie ktos widzi, tylko taka jaka jestem ale to temat na nieustajaca dyskusję...szkoda tylko,ze ciagle tkwi we mnie zal i tak trudno z nim sie pozegnac , nie chce odejsc ode mnie...

Autor: profesor fajna  11.05.2010 zgłoś

Zastanawiam sie,czytajac wasze posty jak to mezczyzni radza sobie z takim obrotem sprawy.Otoz cos wam wytlumacze.mozecie rzucac we mnie kamieniami,ale dzis po osmiu latach rozumiem.. Kiedy wychodzilam za swojego chlopaka od pieciu lat,bylo to raczej normalne.Taka kolej rzeczy.Troszke sie denerwowalam,ale kiedy go ujrzalam w dzien slubu czulam spokoj,przeciez to moj Misiu.zanim wyszlam za maz bylismy szczesliwi.Po 10 dniowym praniu mozgu w kosciele na tzw naukach przed malzenskich mialam dosc.Ale to z Nim mialam byc...slub byl przebudzeniem,jak w ten niedzielny poranek kiedy patrzylismy na siebie jako maz i zona i ....zupelnie nic sie nie zmienilo..oprocz takiego dziwnego uczucia,ze moglo mi cos wlasnie uleciec,ze nie ma odwrotu. dwa lata pozniej trzymajac moja coreczke na rekach zaszlam go od tylu jak siedzial na GG i dyskutowal z kims jak to okreslil kogo nie zna. Dzis z nia jest juz od 5 lat.Jednak sie nie zeni,czuje w srodku,ze ona moze chcialaby dzieci,on widzac mnie na lotniskach kiedy przekazuje mu dziecko (po rozwodzie wyemigrowalam) widze cos w jego oczach..cos dziwnego.Nie chce nazywac tego tesknota.Ale my sie nadal kochamy. Walczylam o to malzenstwo jak lwica,bez regol jak na wojnie,aczkolwiek spokojnie, co do mnie nie pododbne,ale jednak. Dzis mam swoj dom i firme za granica i kogos kto mnie kocha. Jak pozbyc sie zalu???Jak przestac odtwarzac w glowie wspomnienia,slowa,momenty?Tego nie da sie zrobic.Ale jest cos jeszcze.My kobiety nie zyjemy tylko dla siebie.Jesli jestescie takimi szczesciarami jak ja to wiecie co znaczy byc mama.Moja mala coreczka wskazala zranionej mamie,tak,za pomoca palca, kto bedzie mnie kochal i troszczyl sie o nas.I tak zostalo.Szczesliwa trojka.Mimo,ze mowilam sobie,ze ja sie nie nadaje do zwiazku.Czasem wieloletni zwiazek,potem slub i normalne zycie nie sa oznaka sukcesu.Gdybym tylko wczesniej potrafila Wsluchac sie w siebie, swoje marzenia pragnienia.Gdybym wystawila go na proba, zarzadzajac przerwe,choscby tygodniowa,byc moze ten tydzien uratowal by mi kilka lat? Hmmm nie bede sie nad tym zastanawiac,tylko jeszcze raz sie odwroce w strone tych oczu co mnie kochaja i podziekuje mojemu bylemu mezowi i mojej coreczce ktora odnalazla nowego tate za to ,ze wreszcie jestem soba.bo ja juz sie nie boje odrzucenia.Jestem silna. Kiedy wali sie Wam swiat.to pamietajcie,ze to tylko Wasz swiat.Jeden kroczek poza ten maly swiat i wszystko moze okazac sie inne z tej perspektywy.Wszyscy mamy jakis sposob,zeby sie z niego wydostac, czasem nie jest to latwe, ale BARDZO korzystne.wiec kiedy siedzicie przy tym oknie, pokrytym lzami,pamietajcie,ze czym dluzszy okres wychodzenia z tego mini swiata,tym wieksza nagroda. Czego i WAM zycze,wspaniale, kochane,oddane,cieple kobiety.

Autor: joanna  11.05.2010 zgłoś

przeczytałam i podsumuję!nie zakładać rodziny,nie mieć dzieci a faceta tylko jako przyjaciela.Niech ma swój dom,w razie kłótni wróci do siebie! To mi uzmysławia,że lepiej mieć tylko przyjaciół i partnera bez zobowiązań.teraz mają dzieci za klapsa zabierać po co to jak można ich po prostu nie mieć i unikać takich wydarzeń,po co chłop który potem ma zdradzać(bo nie wiadomo co nas czeka),jak można go mieć a potem po prostu wywalić bez zobowiązań,bo ani niema się z nim dzieci ani nie jest meldowany.I nie piszcie bzdur, że nie będzie miał kto potem szklanki wody podać,bo taki"mąż",czy konkubent też jej poda a dzieci będą miały swoje rodziny.Więc najlepiej jest mieć tylko przyjaciół(jak już pisałam),i żyć sobie bez większych problemów...

Autor: natalia  11.05.2010 zgłoś

joanno...w skrajności także nie ma co popadać... przykre jest to co przeczytałam, ale wciąż wierze, że może gdzieś tam jakieś szczęście na mnie czeka...naiwnie myśląc, że mi się takie historie nie przytrafią...

Autor: kasia  11.05.2010 zgłoś

Nie wierzę w miłość...(wiem z doświadczenia własnego i innych...)

Autor: Anulllaaa  11.05.2010 zgłoś

Zauwazcie,ze tego typu przygody u naszych sasiadek z tzw europy zachodniej nie koncza sie az tak dramatycznie,ja mysle ze to polega na tym ze zakladaja na wstepie ze jest granica,pomiedzy nimi jako para,wspolnota oraz ich wlasnym ja...teraz taki model zwiazku coraz bardziej mi odpowiada,a mianowicie taki ze z gory wiadomo ze na facecie sie swiat nie zaczyna i nie konczy,nie jest naszym jedynym sensem egzystencji,jak sie nauczysz bawic sama,miec swoich znajomych,swoj malutki i tylko zarezerwowany dla ciebie swiat,wtedy zdrada tak potwornie cie nie zrujnuje (mam na mysli ruine psychiczna).Ja rowniez bylam zdradzona,rowniez cierpialam okrutnie,ale dzieki temu ze mieszkam tutaj,wrecz nie ma klimatu do biadolenia typowo po polsku,wzielam sie w garsc,tak jak potrafilam,czas minal,wiadomo ze po czyms takim nie da sie juz byc niezmienionym,ale z czasem wszystko mija...narazie nie znalazlam nikogo z kim moglabym sie zwiazac,bo przez wiele miesiecy on walczyl zeby mnie odzyskac,czyli odstraszal kogokolwiek kto chcial sie do mnie zblizyc

Autor:  11.05.2010 zgłoś

milosc to nie tylko dawanie. to ROZMOWA, KOMPROMIS i ZROZUMIENIE. dawanie jest dalej.

Autor: asdf  11.05.2010 zgłoś

Kobiety częściej zdradzają i rozbijają związki. Faceci dużo bardzie przeżywają odejście ukochanej osoby. To są fakty, ale większość porad zawsze skierowana jest do kobiet :(

Autor: hades  11.05.2010 zgłoś

Kobitki nauczcie się: żaden facet nie rezygnuje z posiadanych wartościowych kobiet. Zdrada i rozpad związku to nie jest wina "tych cholernych facetów" tylko wasza...

Autor: gutek  11.05.2010 zgłoś

co wy tu pierdolicie za farmazony trzeba po upadku zebrać siły i dalej iść he he

Autor: majka  11.05.2010 zgłoś

Trzeba dbac o mężczyznę a kiedy widzimy zołzę,która chce rozbić nasz związek to wazonem łeb jej rozbić!!!! Ja w dużym stopniu obwinim kobiety-szmaty ,które sa świadome że facet ma zone dziecko lub dzieci a na siłę chcą rozwalić związek.Wiem,bo sama przez to przechodziłam.Same pisały do niego z zapr.na kawę bo to kran się zepsuł innym razmekomórka się popsuła która w rzeczywistości popsuta nie byla.Nic tylko zabić te szmaciska!!!!Życze takim żeby w przyszłości w związkach cierpiały mega cierpiały lafiry!!! Mój związek od 13 lat istnieje ale reagowałam gdy taka lafira coś knuła!! Nie wchodze w związki i nie pozwolę sobie na zniszczenie swojego,a mam naprawdę wspanaiłego mężczyznę.Chyba nawet byłabym w stanie zabić taka szmatę gdyby na siłę igrała ze mną!!!!

Autor: anet  11.05.2010 zgłoś

wszystko co piszecie to prawda choć nie do końca, każdy rozstanie przeżywa inaczej, niektórzy nie dają po sobie poznać że cierpią ,że brakuje im wspólnego przebywania ,pieszczot, uśmiechów, spojrzeń ,rozmów...... A dla niektórych to koniec świata.... życie daje nam lekcje z których trzeba wyciągnąć jakiś wniosek, czegoś się nauczyć i co najważniejsze znów nie popełnić tego samego błędu, a rozstanie to nigdy nie jest wina jednej ze stron, wina leży po obu................. Ale to jest moje zdanie

Autor: alek  11.05.2010 zgłoś

Majka widzę,że Ty kobietka z krwi i kości w dodatku wiedząca,że o mężczyznę należy zabiegać( zresztą o kobietę także) cały czas ale jak pojawi się zagrożenie nie odpuszczasz tylko walczysz.Cenie kobiety tego typu,sam zostawiłem zonę,bo miała mnie gdzieś,gdy próbowałem się do niej zblizyć to nie miała ochoty,głowa ją często bolała gdy próbowałem jej pomóc też mnie odtrącała tak było 4 lata.A mi też nie było lekko,pracowałem żeby utrzymać siebie,ją i naszego synka.Chciałem miec normalną rodzinę ale czułem się z czasem niepotrzebny.Gdy próbowałem coś zdziałać rozmową miałem awantury że wyolbrzymiam,Nie wytrzymałem-odszedłem.Zrobiła ze mnie na końcu zboczeńca,itd Masakra.Dzis mam druga żonę i dwoje z nią dzieci,dbam też o syna z poprzedniego małżenstwa.Jestem szczęsliwym człowiekiem,a syn często nie chce wracać do domu matki.Chłopak ma 12 lat i sam duzo juz rozumie.Także kobietki nie odsuwajcie się od mężczyzn,reagujcie w porę gdy wkrada sie w chłód. Pozdrawiam Majkę,Gdyby tak więcej kobietek potrafiło pokazać jak zalezy im na męzczyznie nie było by aż tylu rozpadów.

Autor: ania  11.05.2010 zgłoś

witam wiem ze to troche inny temat ale prosze mi powiedziec co ja mam robic? mam 22lata i taki meczacy mnie problem;// zdardzilam chlopaka rok temu w czerwcu calowalam sie z kolega nie powiedzialam mu wyjechalam na 2 miesiace za granice do pracy i tam poznalam kogos spotkalam sie z ta osoba na imprezie z 3 razy i tez sie calowlam i fajnie bawilam po powrocie obiecalam sobie ze juz nigdy tak nie postapie ze to byl blad i ze zrozumialam ze w zwiazku trzeba sobie ufac( nigdy nie ufalam mojemu chlopakowi i w sumie troche daltego pocalaowalam sie ten 1 raz bo myslalam ze moj chlopak tez pewnie tak robi) kiedy wrocilam do Polski we wrzesniu nie mialam wyrzutowale z czasem one narastaly przechodzily narastaly i tak w kolko;/ od tego roku od stycznia bylo co raz gorzej nie spalam nie jadlam trzesly mi sie rece pogadalam na ten temat z mama i jakis czas bylo lepiej pozniej znowu nawrot w koncu poszlam do psychologa bo juz nie dalam rady niestety i to mi nie pomoglo;//////// w koncu 3 tyg temu pow mojemu chlopakowi ale niestety polprawde pow ze bylam tylko raz na imprezie i ze sie pocalowalam, nie ulzylo mi jednak on dal mi 2 szanse i przez kilka dni bylo lepiej ale teraz znowu mam nwerwy boli mnie serce ze mu nie powiedzialam calej prawdy;///////// juz mam dosyc placzu i wszystkiego ale boje sie mu powiedziec cala prawde ze mi nie wybaczy i mnie zostawi a ja go bardzo kocham i juz nigdy tak nie zrobie oddala bym wszystko zeby cofnbac czas i zeby bylo tak jak kiedys!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! chyba pojde do psychiatry bo ja sie zadreczam tym wszystkim ale nie umiem nie myslec zawsze bylam uczciwa wobec mojego chlopaka i teraz mi bardzo ciezko!!! jestesmy 4 lata! co ja mam robic????????????

Autor:  11.05.2010 zgłoś

Nie mów mu juz nic tylko walcz o związek.Skup sie na tym co jest teraz.Masz 22 lata jaw tym wieku tez popełniałam błedy. Idz do spowiedzi jak tak nie możesz wytrzymać a facetowi nie zadręczaj głowy bo w koncu Cie rzuci.Skup sie na tym co jest teraz i nie szukaj dziury w całym.Nie warto!

Autor: Aneczka  11.05.2010 zgłoś

Milosc jest wtedy gdy jak maz/partner przychodzi i mowi ze nie jest z nami szczesliwy, ze chce odejsc do innej to my mu zyczymy szczescia i powodzenia!!! Milosc to chec dawania szczescia partnerowi a nie egoistyczne ubezwlasnowolnienie go w zwiazku tylko po to by Wam bylo dobrze... Postawcie sie czasem w sytuacji partnera i odpowiedzcie sobie na pytanie czy gdybym go nie kochala, nie byla z nim szczesliwa, a on nie pozwolil by mi odejsc odebrala bym to jako milosc? Sory ja bym mu dala wizytowke do lekarza....

Autor: tma  11.05.2010 zgłoś

miłość i nienawiść to ta sama wibracja, kochając nienawidzimy i odwrotnie, bo wszystko co na górze tak i na dole:)

Autor: amadea  12.05.2010 zgłoś

Jestem z tych porzuconych i może dlatego gorycz przeze mnie przemówi. Dziś, 11-go maja obchodzilibyśmy 25-tą rocznicę. Niestety, nie będzie to dla mnie szczęśliwy dzień. Zostałam 2 lata temu wymieniona na młodszy ( 25-letni model). No cóż. Bywa. Nie walczyłam, spokojnie wysłuchałam że on nie chce mnie dłużej oszukiwać, że on od 2 lat ma kobietę ( i tu będę złośliwa, tanią zdzirę która dobrze go doi i której jego syn nie chciał ). Po 2 tygodniach wyprowadził się. Jestem już po rozwodzie. I mam nadzieję że już nigdy go nie zobaczę. Życzę mu wszystkiego najgorszego.

Autor:  12.05.2010 zgłoś

amadea nie warto zaprzątać sobie głowy takimi kretynami.Oby dostał w dupę i to porządnie!najgorsze są takie tanie lale bo rozumiem że eks nie był biedny i poleciała głównie na ustawienie się w zyciu!Jeszcze żeby nie zdziwił się przy tej szmacie!!!

Autor: mąż - jeszcze  12.05.2010 zgłoś

A wy uważacie, że kobiety nie porzucają? Wjem, że w temacie codzi o pożucone żony ale kobiety też nie są idealne. Ja kochałem i kocham dależ żonę pomimo, że mnie oszukiwała kłamała zdradzała a wkońcu powiedziała po latach (jak kupiliśmy mieszkanie i wszystko miało się ułożyć) wiesz co nie kocham cię, kocham innego (nadmienię starego i mało atrakcyjnego) niechcę cię okłamywać i takie tam brednie. Deprechy nie mam ale człowiek czuje się podle to fakt niezależnie od płci. Umnie rużnica polega na tym, że nie darze jej nienawiścią i chce żeby była szczęśliwa. popie....... to wszystko

Autor: już -nie żona  12.05.2010 zgłoś

mąż - jeszcze rozumiem Cię doskonale. Walczyłam o męża 5 lat , nie potrafiłam przestać kochać, mimo że zdradzał, oszukiwał i robił wszystko żebym go znienawidziła. Długo trwało zanim zrozumiałam,że nie mogę go zmusić żeby mnie kochał ,szanował i był ze mną i z naszym,i dziećmi....do tanga trzeba dwojga.Jestem po rozwodzie i próbuję się pozbierać, z wielkim trudem odbudowuję poczucie własnej wartości.Nie tylko faceci zdradzają, kobiety w niczym nie ustępują mężczyznom,niestałość nie zależy od płci- raczej od charatkeru danej osoby. Wbrew pozorom człowiek jest mocny i "co go nie zabije ,to go wzmocni".Pozdrawiam wszystkich zdradzonych:)

Autor: zbychu  12.05.2010 zgłoś

ten nwiubnd to jakiś pseudointelektualista jest... przeczytał kilka książek o Jezusie i laski na filozofię chce wyrywać... a większość lasek to chce mieć facet, który "będzie tyrał na nią i na jej dzieciaka"... pokój wszystkim... make love not war...

Autor: do maz -jeszcze  12.05.2010 zgłoś

Kobiety tez porzucaja, ale na pewno statystycznie jest to o wiele rzadsze zjawisko niz porzucona kobieta,na pewno zdarza sie to o wiele, wiele rzadziej w dlugoletnich zwiazkach, natomiast czesciej w krotkich zwiazkach .Mlodzi ludzie sa dzisiaj bardziej asertywni, umieja bardziej otwarcie walczyc o swoje szczeście, wymienic 30 na 25 czy 40 na 30 lub 35 nie jest to wielkie aj waj, natomiast wymiana modelu 50 na 35 albo na 30 oj to kreci, to tak , jak syrenka na co najmniej audii .Kazdy, kto zostaje porzucony a czuje,ze na to nie zasluzyl, przezywa tragedię, nawet porzucony przez wlasciciela pies przezywa ogromna traume , stare psy pozostawione w schroniskch czesto zdychaja z tesknoty.Porzucenie krzywdzace, takie ,gdzie tylko jedna strona mysli o sobie to najgorsze, co moze sie przydarzyc pomiedzy dwojgiem ludzi i prosze nie powtarzac stereotypow,ze zawsze jest wina po obydwu stronach- nie , czasami winna jest tylko autentycznie jedna strona, mozna dawac z siebie maksimum milosci, zrozumienia, wszystkiego ale drugiej stronie i tak bedzie zle, bo czasem tak po prostu bywa i sa i kobiety ,i mezczyzni, ktorzy maja "szczescie" trafic na takie drugie połowy.A kazac doszukiwac sie winy w osobie porzuconej, porzuconej jak pies, jak popsuta zabawka to dodatkowe psychiczne jej dolowanie. Najwieksza wina tych ludzi jest to,ze kochaja za mocno a nikt ich nigdy nie uczyl, w zadnej szkole swiata nie uczy sie nie kochania za mocno.

Autor: jonasz  12.05.2010 zgłoś

Największą winą tych ludzi nie jest to że kochają za mocno tylko to że kochają siebie. Problem jest w tym że partner chce w związku nie tego co my myślimy że chce. Pierwszy przykład z brzegu kobiety często mają taki nałóg sprzątania - żeby było czyściutko i porządnie. No i latają z tą ścierą całymi dniami. A akurat faceci to do tego zbytnio nie przywiązują wagi i wkurza ich ta sterylna czystość. Kobieta stara się urządzać świat według własnego-kobiecego wyobrażenia i wydaje jej się że "kocha i się poświęca" A facet oczekuje od niej zupełnie czego innego. Tak samo jest i w drugą stronę. Brak zrozumienia różnicy w potrzebach kobiet i mężczyzn.

Autor: Mina  12.05.2010 zgłoś

3 lata temu moj narzeczony zostawil mnie dla mezatej baby - przepraszam, ze pisze "baba" ale cisna mi sie gorsze slowa na usta kiedy o niej mysle - a ja do dzisiaj nie umiem sie pozbierac.

Autor: jonasz  12.05.2010 zgłoś

---->Mina Nie ma nigdzie ustawowego obowiązku bycia z drugim człowiekiem. Nie chciał z Tobą być to odszedł. Coś mu widocznie w Tobie nie pasowało.

Autor: jonasz  12.05.2010 zgłoś

Klasyczny przykład. Myślałaś że dajesz mu to czego on pragnie a on chciał zupełnie czego innego. Może nie byłaś w stanie dać mu tego czego pragnął?

Autor: Bea  12.05.2010 zgłoś

Opowiem wam historie mojej kuzynki.Jej małżenstwo trwało 17 lt,dwoje dzieci.Mąż chory na nerki 5 lat na djalizach.Ona opiekowała sie nim przez cały czas,nie uprawiali przez ten okres prawie sexu bo on chory,byla jego pielegniarka.W koncu oddala mu swoją nerkę,a on po 3 miesiacach zostawił ją dla jej przyjaciołki.I powiedział,żema prawo ŻYĆ...I co wy nato?

Autor: życie po życiu  12.05.2010 zgłoś

Dobrze powiedział. Ma prawo żyć. Chciała byś żeby ktoś był z tobą nie z miłości tylko z wdzięczności ?

Autor: zbychu  12.05.2010 zgłoś

na pohybel tym co rzucili swoich partnerów - na brykiety ich przerobić i rozdać emerytom, którzy mają ogrzewanie "piecowe"... pokój dobrym ludziom...

Autor: Joanna24  12.05.2010 zgłoś

Bylam z facetem przez 3 lata,wyjechalam za granice za pracä i tam go poznalam.To byla milosc od pierwszego wejrzenia:((...Wiem,ze on byl po prostu zwariowany na moim punkcie,ja na jego jeszcze bardziej...Bylo pieknie przez rok.On Byl Niemcem i byl juz 40 ja jestem mlodä dziewczynä po przejsciach z 5 letniä cöreczkä.On akceptowal mnie i mojä cörke,odwiedzalismy mojä rodzine regularnie w Polsce,wszystko co robilismy to zawsze razem,bylam z nim w najgorszych chwilach,kiedy stracil prawo jazdy,kiedy mial wypadek samochodowy,kiedy przechodzil kryzys z pieniedzmi.On pracowal ale wszystkie jego pieniädze szly na jego dlugi i oplaty,ja pracowalam po 16 godzin po to by nam bylo dobrze i zeby nam niczego nie zabraklo.Wrocilismy pi swietach wielkanocnych do Niemiec od mojej rodziny i wszystko zaczelo sie psuc...On twierdzi,ze ja go teroryzowalam-nie pozwalalam mu na spotkania ze znajimymi,wspölne imprezy itd...Ale ja widzialam to inaczej...Bedäc w pracy on byl caly czas poza domem,jak mialam weeken wolny to on röwniez poza domem-Wiec gdzie jest to ograniczenie o ktörym on möwi????...Owszem,bylam czasem zla ze niemozemy razem spedzic wspölnie niedzieli,bo jego nie bylo...ale mam prawo ubiegac sie o chociaz odrobine uwagi...Jest to swiezo zakonczony zwiäzek bo zaledwie 3 dni,i pisze tutaj bo jest mi tak ciezko,chcialabym prosic o rade co robic?? Ubiegac sie o ten zwiäzek,walczyc?? Ale jak-Rozmowa z nim,blaganie i proszenie nic nie daje...Bo jak twierdzi meczy go to i moze mnie jeszcze bardziej znienawidziec...Powiedzcie mi jak to mozliwe ze facet,z ktörym sie zyje pod jednym dachem przez 3 lata,podejmuje decyzje o rozstaniu w ciägu zaledwie kilku dni????....Pytalam go,jak on moze mi to robic,tak mnie po prostu zostawic i powiedziec ze najpierw zrobimy pause...On twierdzil,ze jesli po tygodniu,miesiäcu nie zauwazy mojej nieobecnosci,nie poczuje ze jednak mnie kocha to niebedziemy ze sobä!!!...Powiedzial mi tez ze na dzien dzisjejszy mnie nie kocha i nie moze postäpic inaczej...Czy ja mam starac sie o niego,czy lepiej pokazac mu ze jestem obojetna tak jak on????...Boze,to jest takie trudne do opowiedzenia kiedy ma sie taki böl w sercu,i swiadomosc ze on jest ale nieosiägalny dla mnie!!!!! Czy on zrozumie za te pare dni,tygodni ze stracil mnie i wröci?? Powiedzial mi jeszcze,ze niechcialby stracic kontaktu zemnä,bo mnie lubi...Czyli jak mam to odbierac?? ze to juz jest koniec na zawsze,czy po prostu on potrzebuje sie wyszalec i potrzebuje zatesknic i wröci?? Co robic???...Niemoge sie wziäsc za siebie...Najgorsze sä mysli,ze moze on jest w tym momencie z innä,ze moze jest na imprezie i obsciskuje inne Lafiryndy...Cokolwiek o nim pomysle,przeczytam jego smsy jeszcze z przed 2 tygodni, jak zapewnial ze kocha ponad zycie...To po prostu wyje jak glupia...Nie potrafie zapomniec,bo sie nieda!!!!! Niepotrafie zrozumiec tego co zrobil,czy on sie mnä teraz tylko bawi by pokazac mi ze on jest görä?? Niewiem,a moze najlepiej wybrac sie do psychologa...Bo tabletki nie pomagajä,czekam z nadziejä ze napisze smsa,ze zadzwoni...Albo ze znowu go zobacze,a on powie kocham cie i blagam wröc!! Ale czy to wogöle realne,czy robic sobie nadzieje,i pogräzac sie w bölu i cierpieniu??? POradzcie prosze co mam robic!!!!!!!!!;(((

Autor: zuza- do Joanna24  12.05.2010 zgłoś

Powiem Ci tak, wydaje mi sie ze to niedojrzaly idiota, lamie srce Tobie i Twojej dziewczynce. Znam takich facetow jak on. Kiedys czesto chodzilam na imprezy, moze to brzmi nieskromnie ale zawsze cieszylam sie duzym zainteresowaniem. Mnostwo jest takich eleganckich facetow po 40-stce, nierzadko obcokrajowcow, co sie usmiechaja, podchodza z drinkami, zarywaja. Maja obraczki. Zawsze mialam wstret do takich elegancikow w garniturkach, ze ich zona siedzi w domu a oni udaja malolatow na dyskotekach. Co innego jakbyscie chodzili wspolnie sie pobawic, potanczyc. Albo gdyby chodzil do pubu z kolegami. Ale nie takie rozwiazanie!! Tez nie raz mialam zlamane serce, spotykalam sie z kims, i niestety czesto okazywalo sie ze ten ktos ma dziewczyne i nie widzi w tym nic zlego ze mi prawi komplementy, zaprasza, zabiega, pisze smsy. I to faceci w roznym wieku. I zawsze taka znajomosc konczylam. Bo wiedzialam ze mnie tez by nie szanowal a ja nie szanuje takich osob. A wracajac do tego jak powinnas postapic. Nie pisz, nie dzwon, nie dawaj zadnych znakow. Musisz byc silna. Bo jak bedziesz lamzac i prosic to bedzie tylko Toba poniewieral. Uzna ze sie nie szanujesz wiec on tez tego nie bedzie robil. Powinnas go ewentualnie zjechac. Powiedziec mu pare slow prawdy a nie usprawiedliwiac. Ale pod warunkiem ze pierwszy sie odezwie. Wiem to z wlasnego doswiadczenia. Mialam kiedys takiego niby-chlopaka. Zalezalo mi, on tylko mnie wykorzystywal a ja sie zawsze staralam, winko, zawsze wyrozumiala. Ale w koncu otrzasnelam sie. Powiedzialam sobie a kim on jest?! jakim prawem tak mnie traktuje?? I stwierdzilam ze pomimo tego ze mi przykro to sie nie odezwe, ze dosc tego. Zajelam sie soba. I co? dzwonil ciagle, pisal, szukal pretekstu zeby sie spotkac. Ale ja juz nie chcialam. Zrozumialam ze nie warto wiazac przyszlosci z kims kto ma takie zagrywki. I mimo ze czulam sie bardzo samotna, to poradzilam sobie. Ty tez sobie poradzisz. Wyobraz sobie ze jestes swoja najlepsza przyjaciolka. A najlepsza przyjaciolka nie pozwolilaby Ciebie tak traktowac, bo jestes wazna, wcale nie gorsza od tych, ktore sa naokolo. Jesli bedzie sie staral, zabiegal, tlumaczyl, to badz nieustepliwa przez dluzszy czas, chocby nie wiadomo ja Ci zalezalo. Musisz udowodnic chocby sobie ze dasz rade, ze jestes przykladem dla corki, silna matka i kobieta. A jezeli faktycznie sie ogarnie to przemysl czy dac mu szanse. Ostatnia. Uwierz mi, tak trzeba. Trzymam kciuki, jestes jeszcze mloda. I na pewno silna :>

Autor: oponka  12.05.2010 zgłoś

a ja opowiem swoja historie....czekalam na niego 3 lata az wroci z misji pokojowej w Kosowie a jak wrocil to mi powiedzial ze do siebie nie pasujemy.Olewajcie dziewczyny facetow.niema po kim plakac.

Autor: gośka  12.05.2010 zgłoś

Miłe Panie. Miałyście chyba dobrych mężów i tak przeżywałyście ich zdradę i odejście. Ja żyłam szesnaście lat z alkoholikiem i tyranem i byłabym szczęśliwa gdyby sobie odszedł do innej, a on nie chciał. Mam tylko to wielkie szczęście że zmarł dziesięć lat temu. W swoje szczęście nie mogłam wtedy uwierzyć gdy tak nagle na mnie spadło.Od tego czasu nie związałam się z nikim . Niezależność to jednak większe szczęście niż szczęście kochania i dogadzania , niepewności czy nie zdradzi i nie zostawi. Teraz mężczyżni bardzo sie rozbestwili i sama nie chcialabym być dla nich łatwą zdobyczą. Wolę inwestować w siebie a gdy ktoś mnie pozna to najpierw obserwuję co chce ode mnie i nie wyrywam się z miłością i oddaniem. W końcu się mną zmęczy i szuka łatwiejszej zdobyczy. Zostają miłe wspomnienia bo gdy się nie zdążyło dużo dać to są małe straty . Reguła ograniczonego zaufania najlepiej sie sprawdza.

Autor: Joanna24  12.05.2010 zgłoś

Wszystko jest takie dziwne bez niego...czuje takä pustke,strach a najgorszy jest ten böl...Wyrzucil mnie razem z cörkä z domu,po prostu spakowal walizki i powiedzial zebysmy sie wynosily!!! Co ja mu takiego zrobilam,ze postäpil zemnä w taki sposöb.Niemialam tutaj znajomych,bo wszystko w moim zyciu toczylo sie w domu,obok cörki i praca...Na szczescie udalo mi sie skontaktowac z jednä znajomä ktöra akurat jest na opiece w Niemczech,zatrzymalam sie z cörkä narazie u nich...ale co dalej???Musze wracac do Polski i zyc z tä swiadomosciä,ze zostalam potraktowana jak zabawka i zuzytä trzeba wyrzucic!!!!!!!!! Staram sie byc silna ale jakos nie moze to do mnie dotrzec,ze wlasnie on,zawsze taki uczuciowy,kochany i oddany zachowal sie jak ostatnia swinia.Mysle,ze trzymal mnie tylko po to,bym posplacala jego dlugi,a kiedy juz to zrobilam po prostu tak mnie potraktowal,czuje tak to wszystko jakby mial to zaplanowane,ale jak mozna tak grac na czyjis uczuciach???...Tyle czasu mu poswiecilam,tyle serca,teraz dochädzä nerwy i böl.Bylam zawsze na jego zawolanie,pralam,gotowalam,sprzätalam i znosilam jego humory.A teraz mam takie podziekowanie...Wszyscy znajomi moi z Polski ktörzy zdäzyli go poznac,zawsze mi powtarzali ze bede kiedys zalowac za tä swojä dobroc...I teraz wiem,ze mieli racje...Czemu tylko ja to tak pözno zrozumialam???...Wiem,ze to swieza sprawa bo zaledwie pare dni i potrzeba na to czasu by sie pozbierac,jestem tez przekonana,ze jesli by teraz zadzwonil i powiedzial ze mnie przeprasza i ze niechcial dla mnie zle to pewnie bym mu wybaczyla i wröcila,tak wielkie sä moje uczucia do niego...Ale zmuszac nikogo do milosci nie mozna i sädze ze on juz nigdy sie nie odezwie...Ewentualnie gdyby cos potrzebowal...Nie da sie tak zyc!!!!

Autor: ZRANIONY  12.05.2010 zgłoś

A JA WAM DROGIE PANIE OPOWIEM MOJA HISTORIE... MAM 25 LAT ROK TEMU POZNALEM DZIEWCZYNE I ZAKOCHALISMY SIE W SOBIE OD PIERWSZEGO WEJRZENIA....CZTERY MIESIACE BYLO SUPER NATOMIAST PO TYM CZASIE ONA STWIERDZILA ZE JEJ NA MNIE ZALEZY ALE KOCHA BYLEGO CHLOPAKA KTORY LEKKO MOWIAC W STOSUNKU DO MNIE BYL SLABY ZAROWNO JEZELI CHODZI O WYGLAD JAK I CHARAKTER... STWIERDZILA ZE SIE ZMIENIL... TLUMACZYLEM JEJ PROSILEM ZEBY TO PRZEMYLALA ALE ONA ZE ON SIE ZMIENIL I ZE MNIE NIE KOCHA... WPADLEM W STRASZNY DOL.... KOLES JEJ ZABIERAL PIENIADZE PRZESLADOWAL WCZESNIEJ WSZYSTKO CO NAJGORSZE A JA O NIA DBALEM I NIGDY JEJ NIE ZDRADZILEM CHOCIAZ MIALEM 100 OKAZJI BO WYGLADAM NAPRAWDE DOBRZE A TEN KOLES JAK QASIMODO... POBLOKOWALA MNIE WSZEDZIE I DWA DNI PO ROZSTANIU CHODZILA JUZ Z NIM ZA REKE.. JESTEM ZNANY WLASCIWIE BYLEM BO PRZEZ NIA WYJECHALEM JUZ Z MOJEGO MIASTA I NAWET LUDZIE KTORZY MNIE NIE ZNALI MOWILI ZE WIDZIELI TAMTA DZIEWCZYNE ZE W JEDEN DZIEN CHODZILA Z JEDNYM A NA DRUGI DZIEN Z INNYM CHLOPAKIEM... JA W MOMENCIE KIEDY MNIE ZOSTAWILA NIE MIALEM PRACY PIENIEDZY MIESZKALEM U NIEJ BO NIE BYLO MNIE STAC NA WLASNE MIESZKANIE KOLEDZY I PRZYJACIEL MNIE OSZUKAL Z BIZNESEM A ONA MNIE ZOSTAWILA.... DZIEKI PRZYKACIOLOM DOSZEDLEM JAKOS DO SIEBIE I NA SWIETA DOSTALEM OD NIEJ SMSA Z ZYCZENIAMI I TEKSTEM O MILOSCI TYM BARDZIEJ ZE MOWILA ZE TO PIERWSZE SWIETA KIEDY NIE BEDE SAM..NIE ODPISALEM NIE BYLEM JESZCZE GOTOWY TO SIE STALO W POLOWIE PAZDZIERNIKA... POTEM MINELY 3 MIESIACE I ODEZWALEM SIE NIE WYTRZYMALEM.... SPOTKALISMY SIE ONA MOWILA ZE TO BYL BLAD I ZE MNIE KOCHA I ZE BEDE JEJ TO PEWNIE WYPOMINAL ZA KILKA LAT CO ZROBILA... JA ZE NIE BO POTRZEBOWALEM CZASU ALE WSZYSTKO JEJ WYBACZYLEM BO MILOSC JEST NAJWAZNIEJSZA... W MIEDZY CZASIE JAK NIE BYLISMY RAZEM MOI KOLEDZY JA WYZYWALI WYSYLALI JEJ SMSMY ROZNEJ TRESCI ITP ALE NIE W MOIM IMIENIU TYLKO DLATEGO ZE JA NIE BYLEM W STANIE NIC ZROBIC I ONI STWERDZILI ZE DADZA JEJ DO WIWATU... PO DWOCH TYGODNIACH JAK SIE ZESZLISMY JA JESTEM U RODZICOW W DOMU NA SWIETA A ONA POJECHALA DO SWOICH... PO SWIETACH COS SIE ZMIENILO ZACZELA ZNOWU SIE INACZEJ ZACHOWYWAC I SKONCZYLO SIE NA TYM ZE ZNOWU STWIERDZILA ZE MNIE NIE KOCHA.... LUDZIE KTORZY WTEDY ZE MNA BYLI ODWROCILI SIE ODE MNIE ZWLASZCZA MOJ PRZYJACIEL KTORY MNIE WZIAL DO SIEBIE BO NIE MOGLEM Z NIA MIESZKAC I ZA 1 RAZEM OD RAZU WZIALEM RZECZY I MIESZKALEM U NIEGO.. POZA TYM OKLAMALEM GO ZE Z NIA POCHODZE I JA ZOSTAWIE ON KIEDYS WPADL DO MNIE I JAK SIE DOWIEDZIAL ZE JEST TO POWIEDZIAL TO A ONA SLYSZALA.. BYLO MI WTSYD PRZED NIA ZE TAK POWIEDZIALEM I PRZED NIM ZE GO OKLAMALEM... ALE JAKOS SOBIE PRADZILISMY A ONA PO 2 TYGODNIACH GDZIE JA DLA NIEJ POSWIECILEM SWOJE ZASADY PRZYJACIELA KTORY BYL PRZY MNIE JAK ZA 1 RAZEM MNIE ZOSTAWILA I HONOR WSROD RESZTY KUMPLI KTORZY PRZESTALI MNIE SZANOWAC ZNOWU MI POWIEDZIALA ZE MNIE NIE KOCHA I ZE BEDZIE SIE SPOTYKALA Z KIMS INNYM - POZNALA GO W CZASIE 5 MIESIACY PRZERWY 3 MIESIACE CHODZILA Z TAMTYM CO DO NIEGO WROCIAL A JAK SIE OKAZALO ZE SIE NIE ZMIENIL TO WTEDY DO MNIE NAPISALA A POTEM POZNALA TEGO KOLESIA I MU POWIEDZIALA W SWIETA ZE RACZEJ ZE MNA NIC NIE WYJDZIE A JA ZAKOCHANY CZEKALEM KIEDY TE CHOLERNE SWIETA SIE SKONCZA I SIE ZOBACZYMY... WKONCU MUSIALEM WYJECHAC Z TEGO MIASTA BO WSZYSTKO MI SIE Z NIA KOJARZYLO ZWOLNILEM SIE Z PRACY MAM DEPRESJE I STRACILEM WSZYSTKICH... ONA ZADOWOLONA SPOTYKA SIE JUZ Z INNYM I MOWI ZE TO PRZEZ TYCH MOICH KOLEGOW SMSY , ZE TO NIE TO SAMO I ZE JAKBYM ODPISAL NA SWIETA TO BY COS Z TEGO BYLO A JA ZOSTALEM SAM RZUCONY NA POSTWE LOSU ZE ZLAMANYM SERCEM BEZ ZNAJOMYCH I BEZ SZACUNKU DO SIEBIE... PRZYPOMINAM JESTEM KOLESIEM KTORY BYL W 1 LIDZE KOLESI W TYM MIESCIE I MOGLEM JA ZOSTAWIC LUB ZDRADZIC A NIGDY TEGO NIE ZROBILEM!!!!!!!!!!!

Autor: haha do zranionego  12.05.2010 zgłoś

w pierwszekidzie haha to sie nie dziwie ze cie olala moze tylko ty tk myslisz poza tym no tak ten wasz kt laski MOGLEM JA ZDRADZIC A JEJ NIE ZDRADZILEM

Autor: do zycie po zyciu  12.05.2010 zgłoś

Ten kto kocha prawdziwie nigdy nie porzuci, prawdziwa milosc nie rani , nie karmi sie bolem, nie ucieka kiedy napotyka trudnosci, prawdziwa milosc jest w radosci i smutku , szczesciu i nieszcześciu, prawdziwa milosc to wszystko , to poswiecenie , to wzajemne dawanie, to szacunek , to zrozumienie , to lojalnosc, zaufanie .Prawdziwa milosc nie jest tchorzliwa, prawdziwa milosc nigdy nie umiera. Co to za milosc- jestem z chlopakiem 3 miesiace ale juz go nie kocham , bo on ma niemodne ciuchy, ta laska mnie juz nie kreci, a mam prawo zyc , wiec żegnaj .Musze pracowac na zone bo akurat ta musi zostac w domu i zajac sie chorowitym dzieckiem po kiego grzyba mi rodzina, musze na nich tyrać a nie moge sobie kupic nowego auta, lepiej placic skromne alimenty ai miec rodzine z glowy, jaka to milosc? Jaka to dojrzałośc? Nalezy rozgladac sie w kolo i szukac takich ludzi ktorzy znalezli prawdziwa milosc, takich ktorzy sa ze soba od lat , w zdrowiu i chorobie, kochaja swoich wspołmalzonkow , widza ich ciagle takimi, jakimi byli wtedy , gdy sie w nich zakochali. Nic co bedzie nie pielegnowane nie bedzie piekniejsze, lepsze, wszystko porzebuje wkladu pracy aby moglo sie rozwijac , rosnac ,kwitnac. Dzisiaj takie modne stało sie powiedzenie- kazdy ma prawo do szcześcia, kazdy ma prawo zyc , dlaczego osobie porzuconej każe sie wciaz szukac winy w sobie???Dlaczego??? Dlaczego nikt nie potepia facetow porzucajacych "stare zuzyte zony" to takie cool , takie super, kreci to Was mlodych??? A co bedzie, jak to Wasi ojcowie porzuca Wasze matki??? Tez ich za to pochwalicie i powiecie ojciec ma prawo zyć,co bedzie siedział przy starej skoro ma pod reka mlodą???Jak bys sie poczul - zycie po zyciu , gdybys to Ty byl w takiej sytuacji??? Nie wiesz,??? Lepiej abys nigdy nie był i pamietaj- nikt nie ma prawa poslugiwac sie drugim człowiekiem , manipulowac nim, oszukiwac go,mamic go falszem , klamstwem i obłudą - to nieludzkie i okrutne,kazdy ma prawo zyc ale nikt nie ma prawa do okrucienstwa wobec drugiego człowieka.A porzucenie zony potym , jak oddala mezowi swoja nerkr bylo niewyobrazalnym okrucienstwem. Tak mogl postapic potwor , nie czlowiek. Szkoda tej kobiety , ogromnie szkoda,ze na jej drodze zycia stanęla kiedys taka kanalia. Bo kanelie sa miedzy nami i taka jest prawda.

Autor: Basia65  12.05.2010 zgłoś

Alu ja jestem pelna podziwu...jak Ty to wytrzymujesz? Bardzo duzo w zyciu przeszłam jestes bardzo dzielne...

Autor: egida  12.05.2010 zgłoś

poczytalam troche komentarzy i poczulam sie lepiej.Moj maz po 17 latach,zycia w zgodzie,dobrobycie i zdrowiu, z dnia na dzien powiedzial ze chce rozwodu bo sie odkochal.To byl wiecej niz grom z jasnego nieba.Powwiedzial rowniez ze od dwoch lat czul sie malo komfortowo w naszym zwiazku.Co najciekawsze nigdy nie narzekal,ze cos jest nie tak.Oboje nie jestesmy mlodzi,bo przed 60-siatka.Swiat zawalil sie jednego dnia,nie bardzo wiem co mam ze soba zrobic.Trwa to dopiero pare miesiecy wiec jest mi bardzo trudno.Wierzylam mu jak nikomu,nie moge pojac jak czlowiek moze byc taki podly.Co najciekawsze moj maz bardzo dobrze zabezpiczyl mnie finansowo,a poza tym potrafi powiedziec ze moze do mnie wroci jak mu sie nie ulozy-co za hipokryzja.Staram sie to jakos przetrwac.

Autor: justi  12.05.2010 zgłoś

Aneczka (2010-05-11 20:37:51) ----- "Milosc jest wtedy gdy jak maz/partner przychodzi i mowi ze nie jest z nami szczesliwy, ze chce odejsc do innej to my mu zyczymy szczescia i powodzenia!!! " CO ZA BREDNIE!

Autor: do egida  12.05.2010 zgłoś

Mój maz powiedzial,ze nigdy nie bral rozwodu pod uwagę a u kochanki to mial spokoj , bo w domu zawsze byly jakies problemy...zapomnial tylko,ze 90 % to byly jego problemy, ktore wspolnie przezywalismy, ktorymi sie dzielilismy i probowalismy rozwiazywac . Mysle,ze przed Toba moja droga ciezkie chwile a jezeli go kochalas naprawde , to bardzo ciezkie. Wazne jest rowniez to czy masz kogos kolo siebie- dzieci, czy zostaniesz zupelnie sama w tej nierzeczywistej sytuacji( przez pierwszy rok ja bylam jakby poza tym , bylam ,ale jakby to wszystko działo sie gdzies obok , jakies takie nierzeczywiste) nie bylam w stanie przeczytac gazety, ksiazki, pobyc u kogos dluzej niz 10 minut, uciekalam przed znajomymi, nie mialam sily na zadna rozmowę.Ale przezylam , jestem , powoli budze sie do zycia, jestem odwazniejsza, mocniejsza,potrafie tez juz " uderzyc " i zranic a nie tylko dawac sie ranic. Pewnych rzeczy juz sie nie da zmienić ale dzieki wlasnie tym traumatycznym przezyciom ja sie zmienilam i wole siebie taką jaką jestem teraz..

Autor: anna maria 56  13.05.2010 zgłoś

ja z pozcji porzuconej kochanki. spotykalismy sie 7lat. kiedy ten uklad zaczal mi ciazyc i chcialam zakonczyc prosil abym go nie skreslala bo mnie bardzo kocha .lecz po dwoch miesiacach zapytalam ;czy odejdzie od zony przestal miec dla mnie czas i telefon mial zepsuty. jego slowa, zona dowiedziala sie o wszystkim , po wielu prosbach laskawie zgodzil sie n rozmowe, powiedzial . ze zniszczylam wszystko co posiadal, . kiedy zapytalam dlaczego mnie zatrzymal , kiedy chcialam odejsc kiedy powiedzial (tylko raz przez te lata) , ze mnie kocha , powiedzial , ze byla to potrzeba chwili, wladowal mnie w poczucie winy. rzucilam prace, rodzine i wyjechalam za granice. boli jeszcze bardzo . sklejam to swoje potrzaskane zycie , ale wiem , ze juz nigdy nie bede ta sama osoba,. nigdy nir uslyszalam slowa dziekuje i przepraszam. a moze kochanek sie nie przeprasza? jeszcze jedno , jak sprawa zaczela sie sypac powiedzial/ przeciez wiedzialas , ze mam dom, zone i dzieci/ dorosle/ /

Autor: do anna maria 56  13.05.2010 zgłoś

jaką trzeba być osobą, żeby wiązać się z facetem, który ma żonę i dzieci? jaką trzeba być osobą, żeby świadomie rozbijać cudzą rodzinę? i ty masz jeszcze o coś pretensje? pomyślałaś co zrobiłaś tamtej kobiecie? jego dzieciom? takim jak ty, to należy publicznie głowę na łyso golić, do pręgierza przywiązywać i chłostać. to jest niewiarygodne, że to kobiety kobietom robią takie rzeczy...

Autor: anna maria do autora  13.05.2010 zgłoś

a on gdzie byl wtedy? dla mnie to nie byla milostka ja go kochalam przez 40 lat. jak widzisz nie jestem mloda. dlaczego wini sie tylko kobiety/? uwierzylam w milosc. mowil ,ze jest nieszczesliwy ze gdyby nie dzieci odszedlby / zaznaczam dorosle/ przeciez ludzie sie rozwodza. nie bronie sie i nie tlumacze zaplacilam za te milosc.o drogo.

Autor: lalka do zraniony  13.05.2010 zgłoś

jestes nadetym bubkiem,przestan sie tak chwalic swoja uroda bo jak widac mozgu niemasz i dajesz sie za nos wodzic.

Autor: ian  13.05.2010 zgłoś

Do kobiet. Nie zakochujcie się i mężów wybierajcie rozsądnie - wasz instynkt zawsze będzie was pchał do "interesujacych meżczyzn", którzy są tacy jacy są czyli mają pasje, dobra pracę, są sympatyczni i za cho.lerę nie dadzą się przykuć do waszej miłości. Faceci nie są źli tylko tak są stworzeni. Ciągle i ciągle analizujecie wasze związki z kobiecego punktu widzenia. LUDZIE nie są monogamiczni. Monogamizm narzucony został przez kulturę, a nie przez naturę. Fakty należy poznać i je zaakceptować. Małżeństwo bardziej powinno przypominać traktat handlowy niż opierać się na irracjonalnej "miłości aż do śmierci" Należy również zaakceptować fakt, że małżeństwo nie jest łańcuchem mentalnym jak chciałyby to widzieć kobiety. Śmieszne jest podawanie za przykład kilku wiernych małżonkow i na tej podstawie tworzenie normy obyczajowej przeczącej faktowi, że tych niewiernych jest dużo wiecej. To kobiety "oddają" się mężczyźnie ze stu różnych powodów. Facet nie może współżyć z kobietą, która go nie podnieca. Oczekiwanie od facetów jakiejś wirtualnej wierności seksualnej jest zwyczajnie chore, ponieważ nie ma podstaw naukowych. Fascynacja seksualna kobietą mija po dość krótkim czasie. Dlaczego za chęć wychowywania naszych dzieci mamy płacić wymuszonym seksem, zezwoleniem na permanentną inwigilację i poczuciem totalnego zniewolenia? W imię gloryfikacji kobiecej potrzeby posiadania SWOJEGO samca na stałe? Mężczyzna nie jest stworzeniem, które można przywiązać do swojej budy. Nie jest też, jak chciałyby szanowne przedmówczynie przedmiotem, który inna kobieta może wam odebrać i ugodzić w wasze subiektywne poczucie prawa do posiadania tegoż przedmiotu. Kiedy ludzie obojga płci zrozumieją, że należy z dużą rezerwą podchodzić do własnej seksualności, latwiej im będzie ze sobą wytrzymać. Nie będzie wtedy porzucajacych i porzucanych.

Autor: do jan  13.05.2010 zgłoś

Ktos ,kto manipuluje dwiema kobietami przez lata, oszukuje je, wykorzystuje ich milosc , zaufanie jest najpodlejszym tchorzem i kanalia, takie cos nie powinno nosic miana mezczyzny, bo prawdziwy mezczyzna tak nie postepuje.Naprawde czasami kochanki sa tez w okrutny sposób oszukiwane. Kochanka mojego meza zyskala faceta, który oszukiwał mnie i ja przez przez cale lata, zyskala podlego , klamliwego tchórza,ktory uciekl z "miejsca przestepstwa" jak niedojrzaly gowniarz,faceta , ktory w obronie siebie, w obronie swojego hanbiacego postepowania potrafil okrutnie zranic wlasne dziecko. To straszne, otworzyc oczy i zobaczyć ,ze kolor bialy jest czarny,ale kiedy sie to w koncu zobaczy to sie powraca do zycia. A tak na koniec -malzenstwo to nie tylko seksualnosc, to nie tylko wspolzycie i kobieta, ktora juz nie podnieca, to jeszcze cos wiecej,cos duzo ,duzo wiecej ale nie kazdemu jest dane pojac jego istotę, mysle,ze niestety Ty nalezysz do tej grupy...

Autor: xxxxx  14.05.2010 zgłoś

Najwyrazniej ty pojelas te istote i teraz cierpisz. I dobrze. Na pohybel romantyczkom. Na pohybel rodmuchanej milosci. Liczy sie tylko wolnosc, seks i pieniadze. I wlasnie tymi trzema rzeczami sie charakteryzuja prawdziwi mezczyzni.

Autor: do xxxxxx  14.05.2010 zgłoś

Bycie wolnym ,kasiastym seksoholikiem wcale nie oznacza,ze jest sie prawdziwym mezczyzną...no ale skoro Ty tak uwazasz, masz prawo i dlatego nigdy nie bedziesz cierpiał...

Autor: agata do alicji  14.05.2010 zgłoś

cztajac to co napisałas ..jakbym slyszała wlasna historie...sielsko anielsko...ja dajaca z siebie wszystko i on bioracy laskawie...kochalam nad zycie ...pracowal za granica bo jak twierdzil "musi sie rozwijać"ja w kraju praca dom dzieci....po kilku latach okazalo sie ze mial dwie rodziny..tu nas a tam kobiete i ich wspolne dziecko..kobieta rzecz jasna o 10 lat mlodsza...zostawil nas bo "kocha tamta" potem wrocil bo kocha nas potem znow zostawil i znow wrocil...przeszlam to wszystko co ty...nie bede opisywac..zalu zlosci bolu cierpienia...wciaz kocham mimo ze chwilami nienawidze..."probuje zrozumiec ale to takie trudne...sil nabralam kiedy w rozmowie powiedzial"gdybys umarla rozwiazaloby to duzo problemow" to mial byc zart...zart ktory otworzyl mi oczy.Nabralam sil,zaczelam myslec o sobie i dzieciach przede wszystkim..juz nie przeraza mnie mysl ze znow nas zostawi..juz umiem zyc bez niego..jest to jest ,,,a nie ..tez dobrze....powiedzialm mu ze tak ,to tez twoj dom,ale kiedy tym razem go opuscisz ,juz tu nie wrocisz!! On widzi moja sile i czasami przyglada mi sie ukradkiem..groteska....juz nie jest najwazniejszy..choc bol nie minal i mysle ze bedzie bolec zawsze..tylko ,ze juz potrafie z nim zyc...

Autor: Alicja do Agaty  14.05.2010 zgłoś

Do Agaty, wiesz co powiedzial moj syn- mamus ,tobie sie wydawalo,ze ty nie bylas sama, ty zawsze bylas sama, Tak wiec Agato ,bylysmy same , ale myslalysmy,ze mamy wsparcie, chociaz takie duchowe, zostalysmy i z tego okradzione, ale teraz i Ty i ja widzimy, ze tak jest lepiej , bo to zwyczajne tchorzliwe gnojki, wygodni egoisci. Tak jak napisalam ,sa egoistyczne , pozbawione ludzkich uczuc kanalie i to co czlowiek , ktorego kochasz( kochalas ) powiedzial o smierci ,to moja droga faktycznie nie byl zart - on tak by chcial , bo naprawde rozwiazalo by to jego problemy. Tacy ludzie to socjopaci i biada tej albo temu, kto trafi na takiego partnera.Dopoki nie uswiadomisz sobie ile zla jest w tym czlowieku , tak dlugo bedziesz pod jego mocą . Ja na to potrzebowala ponad trzech lat i jeszcze nie jest wszystko ok.Przeczytaj artykul -psychopata, maska zdrowego rozsadku- ja sie przerazilam , zobaczylam obraz czlowieka, ktorego kochalam nad zycie, wyleczenie sie z tego uzaleznienia jest trudne ale mozliwe, wierze w to...

Autor: :)))  15.05.2010 zgłoś

pierwszy raz coś wynoszę po przeczytaniu waszych komentarzy, dzięki!

Autor: Bielka  16.05.2010 zgłoś

łooo jezuuu rzucił mnie facet, tragedia. koniec świata, samobójstwo, bez niego jestem tylko zerem i gównem. Jak mój facet odszedł ode mnie po 7 latach związku to dopiero wtedy poznałam jakie życie jest fajne!!!

Autor: do Bielka  17.05.2010 zgłoś

Zaraz na drugi dzień ???

Autor: Majka  18.05.2010 zgłoś

Nie widziałam Cię od miesiąca.... I co? I nic.... Jestem może trochę bledsza trochę bardziej milcząca... lecz jak widać można żyć bez powietrza... P.S. wzruszyły mnie Wasze historie dziewczyny,trzymam za Was kciuki aby słońce znów zagościło w Waszych zranionych sercach:*

Autor: kujonka18ruda  23.05.2010 zgłoś

Ja miałam podobną sytuację. Chodziłam (tylko, na szczęście) z jednym kolesiem. Niby było miło, niby nie. Nie chciał zostawać ze mną sam... Pewnego dnia byliśmy właśnie z kumplami i on już poszedł. A wtedy jego kumple zaczęli mi opowiadać co on o mnie sądzi. Dowiedziałam się że: wcale go nie interesóje, że nie chce się ze mną spotykać, wstydził się mnie i BRZYDZIŁ! To jeszcze zniosłam, ale na drugi dzień po tym zdarzeniu on ze mną zerwał... DLA MOJEJ PRZYJACIÓŁKI!!! Ona się zgodziła bo chłopak bardzo siew niej kochał - a ona za odwet po tygodniu go rzuciła... Teraz siępogodziliśmy ale nic więcej oprucz ''cześć'' nie ma...

Autor: ania  21.06.2010 zgłoś

mąż porzucił mnie w 7 mies ciąży mówiac ze juz nie kocha...ale klasyka.... była inna. Cieżko sie pozbierac ale stalam się zupełnie innym człowiekiem.

Autor: wiki  24.06.2010 zgłoś

Posłuchajcie, ja zostałam porzucona po 17 latach bycia ze sobą mamy 2 dzieci w tym małą córeczkę (11 m-c).przyszłam do domu i jego po prostu nie było.Mija juz 4 m-c a ja nie moge sobie z tym poradzić.Mam wszystkie książkowe zachowania czyli 2 dni jest dobrze jestem wściekla na dupka, 2 dni chce zeby juz wrócił i wyję jak głupia.Jestem na etapie za wszelką cene byleby wrócił. Nie wiem juz co mam robić.Nic nie pomaga, bo ja nie chce sobie pomóc.Ale jak sobie pomóc jak sobie radzić.Nie mogę sobie znależć żadnego zajęcia bo wszystko zawsze robilismy razem.I wszystkio mi przypomina jego.Poradźcie.Chętnie poczytam wieczorkiem.Jak dzieci pójdą spać.

Autor: ania  24.06.2010 zgłoś

mogę napisać , ze Cie rozumiem choć ja nie miaalm tak długiego stazu małzenskiego... niestety sa etapy które trzeba przejsć... masz prawo plakać a nawet wyć!!!! wiem, ze to frazes ale z każdym dniem będzie lepiej....i na pewno staniesz sie silnijesza.. wiem, ze nie chcesz czytac o tym co bedzie kiedys.... A czy on się wogole pojawia? np u dzieci?

Autor: wiki  24.06.2010 zgłoś

dzięki ze odpisałaś Aniu.Pojawiać sie nie pojawia.Wysyła mi tylko jakieś sms jak chcial starszego syna zabrac ze szkoły na spotkanie.O młodszej córce nie było mowy.Jak pytałam czemu nie dzwoni to powiedział ze sms jest bezpiczna forma rozmowy.Po tylu latach a on mi wysyła jakiegoś smsa.Normalnie szok.A ja jestem taka głupia i nie moge się z tego otrząsnąć.I poradzic sobie bo czego nie dotknę, nie obejrzę (zdjęcia) to wszystko w domu mi przypomina jego.To on sie wyprowadził nic nie zabrał prócz swoich łachów,a więc co mu będzie przypominało cokolwiek z naszego życia.A wygodny człowiek szybko się staje.Jak dzieci nie płaczą.Jestem jeszce młoda(35 lat) ale mam wrażenie ze zycie już poza mną.Nie wiem ile to jeszcze potrwa.

Autor: beata  29.07.2010 zgłoś

krótko mowiąc facet ma rozum miendzy nogami a mowiac przed oltarzem na dobre i zle klamie mezczyzna kocha kobiete puki jest gwiazda porno w lozku jak to jest na poczatku zwiazku a jak mu sie znudzi lub nie skacze jak mu zagra szuka drugiej.podli klamcy.nie potraficie kochac za serce poswiecenie

Autor: beata  30.07.2010 zgłoś

mnie maz jesz cze nie zostawil ale zaczal ignowac.nie chce pomagac przy dzieciach,wyjezdza po kilka mies za granice do pracy.a chciałam zeby zostal na miejscu zebysmy 2pracowali,i wychowywali dzieci.podciał mi skrzydła rozwijajac swoje.ja jestem rozczarowana zalamana bo nie dzwoni nie pisze.kiedys pisał dzwonil czesto a ja czekam i czekam placze,nie chce mi sie zyc czuje ze cos mi sie szykuje

Autor: beata  30.07.2010 zgłoś

chciałam dodac ze to nie piepwszy wyjazd mojego meza praktycznie sama wychowuje dzieci,ale o nich dba nie mogie narzekac tylko o mnie przestał.zobaczymy czy bendzie pamietał 15 wrzesnia mamy 9rocznice slubu

Autor: niewinna  02.08.2010 zgłoś

p rosze o opinie mezczyzn broncie sie kobiety tez was pozucaja a tu wychodzi ze wy tylko to swinie

Autor: gość  07.10.2010 zgłoś

Ja odeszłam od męża po roku małżeństwa, bo mnie bił, poniżał a potem przepraszał i tak w kółko, nie dbał o dom, o dziecko, nie przejmował się nikim poza sobą. W tej chwili mijają dwa lata od kiedy nie jesteśmy razem. Okazało się, że mieszka z kimś, kocha ją, tak twierdzi, co nie przeszkadzało mu w trakcie bycia z nią przespać się ze mną dwukrotnie. Nawet nie wiedziałam, że z kimś jest, tak wyszło że poszliśmy do łózka. Ona jestem przekonana, że nie wie o tym. Kocham go nadal, choć widzę, jaki to człowiek. Nic się nie zmienił, nic a nic, skoro mnie potraktował tak przedmiotowo, a ją zdradził, choć są kilka miesięcy dopiero z tego co wiem. Tragizm. Czuję się okropnie, ale co mam zrobić, nie zamierzam o niego walczyć, to zakończony temat, tym bardziej, że zobaczyłam jaki jest. To łóżko i dowiedzenie się że żyje z inną było mi potrzebne, jak kubeł zimnej wody. Cierpię bardzo, bo mimo upływu czasu i tych wszystkich krzywd kocham go nadal i boli mnie, że układa sobie życie i że ją pewnie traktuje lepiej niż mnie, ale muszę sobie to jakoś w głowie poukładać, nie mam czasem sił, bo to boli okrutnie, ale z drugiej strony myślę sobie, że człowiek, który jest w związku śpi ze swoją byłą i oszukuje, że jest sam jest wartościowym człowiekiem. Jakby jej nie kochał, to co to jest za miłość i jak on potrafi kochać, skoro zdradza.

Autor: nela  16.11.2010 zgłoś

Nie zamierzam się ustosunkowywać do opinii tu wyrażanych, ale czuje potrzebę wyrzucenia pewnych emocji, które towarzysza mi od kilku dni. Kocham. On mówi, że też, ale musieliśmy się rozstać. Teraz próbuję podjąć walkę, żeby poradzić sobie jakoś i nie utonąć w rozpaczy. Nie chcę go dręczyć swoim bólem, ale chciałabym też jakoś złagodzić swoje cierpienie. Podobno czas leczy rany, ale obecnie ten czas dla mnie się zatrzymał. A tu jak na złość smutna jesień i świadomość zbliżających się świąt. Bardzo to trudne dla mnie.

Autor: mm  03.11.2011 zgłoś

dlaczego tak boli zdrada NIECH KTOS MI POWIE NIEMAMSIŁY DO ZYCIA DONORMALNOSCI dlaczego tak boli on sie dobrze bawi czuje sie naj naj a ja jaknikt jak nico jak zurzyta zabawka dlaczego tak to boli dlaczego

Autor: kropka  14.12.2011 zgłoś

boli jak jasna cholera... ja tez sie nie moge pozbierac i nie moge sie nadzwic... 7 lat szczesliwego zwiazku (jak mi sie wydawało ) w tym dwa lata małzeństwa... i wszystko sie posypało w ciagu miesiaca.. bo miedzy nami sie wypaliło a on sie zakochał... odchodzi wyjezdza ... zostawia mi na głowie cały bajzel i nawet nie jest w stanie ze mna szczerze porozmawiac...:( nie wiem co mam zrobic... nie wiem jak sobie pomoc... nie poznaje go zupełnie... to nie jest ta sama osoba ktorej przysiegałam i ktora mi przysiegała... :( nie poznaje go... tak łatwo przychodzi mu mnie ranic i byc lojalnym wobec tamtej... chciałabym zeby zniknał jak najszybciej i chciałabym nie musiec go nigdy wiecej nie ogladac... czuje pustke i rwanie w sobie:( boli

Autor: eska  28.01.2012 zgłoś

boli straszliwie, minęło półtora roku od rozstania, a nie ma dnia zebym nie myślała o nim. po pol rolu nawiazal kontakt, sprawdzol czy moze jeszcze mnie miec (bo nie udalo mu sie z nowa pania) i porzucil ponownie. drugo raz nie boli tak bardzo jak pierwszy, ale czyjesz sie szmatowato. bo jak kochasz to masz nadzieje. mysli sie klebia, zeby wrocil a z drugiej strony ma prawo byc szczesliwy i ukladac sobie zycie tak jak chce, niewazne ze razem bylismy 13 lat. to nie ma znaczenia ile. nie moge miec dzieci. pewno to tez go odstraszylo, choc probowalismy wiele sposobow leczenia, lacznie z in vitro.staram sie jak moge - kazdy dzien to walka - zeby wstac, jako tako wypelnic obowiazki, przetrwac, ale nie tylko. dzieki kochanym ludziom - szczegolnie madrym, serdecznym kobietom - przetrwalam. trwam. moze kiedys bede sie szczerze smiac. teraz jeszacze nie. leki caly czas. i tak niektore kobiety postrzegam jako szczesciary - maja swoje dzieci - nawet gdy maz odszedl - pomimo strachu czy dadza rade - maja cel! sciskam wszystki poranione kobiety, myslmy o sobie - to ogromna sila, ktora chyba gdzies kumuluje sie w kosmosie - mam nadzieje i na prawde pomaga!

Autor: wioleta  23.02.2012 zgłoś

boli strasznie czuję się taka rozbita w jednej chwili odeszla ukochana osoba bez slowa wyjaśnienia DLACZEGO nie ma dnia żebym nie myślala gdzie jest co robi najgorsza jest noc dzieci śpią a ja zastanawiam się dlaczego byliśmy ze sobą 12 lat i nagle pustka nie ma go odchodzi bez słowa wyjaśnienia czuję się jak zużyty przedmiot który jak się znudzi to sie go wynosi nie chce mi się żyć nie potrawie zapomnieć jedynie dzieci sprawiają że saje z łóżka że chodze żeby nie one to nie wiem co by ze mną było DLACZEGO TO TAK BOLI

Autor: była kochanka  15.03.2012 zgłoś

a ja wam opowiem moją historię. możecie sie mnie brzydzić stosować różne epitety.ale to co przeżyłam jest przestrogą dla kochanek. byłam kochanką faceta przez 3 lata. piękne słowa,tajemnicze spotkanie-akie to wszystko było fascynujące. az tu nagle kontakt sie urywa za jego strony. nie odpowiada na smsy nic jakbym nie istniała. myślę sobie fakt może wrócił do żony chce ratować związek. no ale nie dowiaduje się że on zostawił mnie dla nowej kochanki. cios poniżej pasa.dopiero wtedy poczułam co musiała czuć jego żona jak spotykał się ze mną. mija pół roku (z tego co wiem dalej spotyka się z nową panną ale do tej pory się nie rozwiódł) dzwoni moj telefon.odbieram i słysze pytanie czy możesz mi pomóc uświadomić kochankę mojego męza jakim jest człowiekiem? i co byście zrobili na moim miejscu? na początku mowiłam NIE.ale gdy usłyszałam nagranie w którym on powiedział swojej drugiej kochanicy że ze mną nic go nie łaczyło i że ze mną nie spał to kurczę zabolało i to jak i do dnia dzisiejszego nie wiem co we mnie wstąpiło. zgodziałm się na to dziwne spotkanie. ja kochanka i żona no i oczywiście on. jakiż był jego widok jak nas zobaczył. nie wiedział czy ma uciekać czy co. no i zaczeła się rozmowa.chciałam usłyszeć co ma do powiedzenia. ale uwierzcie mi on zachowywał się jak by był jakiś chory. śmiał się z tego co my mowiłyśmy nie uświadamiając sobie ile zranił osób. jaki jest morał tej całej dziwnej historii? taki że ja się z niego wyleczyłam( bo to co mi powiedział spowodowało że nareszcie zoabaczyłam jaki on jest naprawdę i ile jego żona musiała zności) o one ciągle walczą o niego. i tak będą żyć w tym trójkącie az któraś z nich będzie naprawdę cierpiała. Możecie mnie potępiać ale to wszystko spowodowało że przestałam żyć w kłamstwie. Pozdrawiam

Autor: zeref  16.03.2012 zgłoś

to kobiety rania............ mnie zranila i jestem wrakiem czlowieka... to kobiety rzucaja jak psa kogos kto je kocha... nie na odwrot lol

Autor: dzesi  22.09.2012 zgłoś

A ja poznałam faceta, który tuż po swoim ślubie chciał mieć ze mną romans. Ja nie wiedziałam, że jest żonaty - przedstawił się jako kawaler. Że jest żonaty dowiedziałam się o wiele później, przypadkiem. I zastanawiam się, czy napisać o tym do jego żony czy nie. Nie mam żadnych dowodów. Będzie tylko moje słowo przeciwko jego słowu. Bardzo mnie zranił swoim zachowaniem, bo mimo że rozmansu nie mieliśmy znęcał się nade mną psychicznie. Nic mu pewnie nie zrobię, ale nabrużdżę. Nie będzie to to samo co on zrobił mnie, ale zawsze coś.

Autor: Nick 13  23.09.2012 zgłoś

Czytając to zgadzam się z kolegą, który twierdził że każdy rozpad to wina egoizmu. Z jednej bądź (w przeważającej większości) obu stron. Z perspektywy czasu rozpad mojego związku postrzegam jako winę nas obojga. Mimo ze to żona wybrała wolność po 26 latach małżeństwa. Nie wiem czy potrafię teraz komuś zaufać, ale nauczyłem się jednego, jeśli ona zaczyna znajomość od próby ukształtowania mnie podług swojego stereotypu faceta to już mnie niema. Jest jednak wiara we mnie, że istnieją kobiety mądre, miłe, ładne. Jestem facetem, wiec wzrokowcem:) Dziewczyny dbajcie o swój wygląd bo to że macie męża to nie znaczy, że nie spojrzy na inne jeśli będziecie wyglądać jak swoja matka. Facetów też to dotyczy choć kobiety ponoć co innego widzą w mężczyznach.

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu