Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

18.08.2010 | Reportaż

Nie żałuję zdrady

Zdradzamy coraz częściej i coraz chętniej. Podczas gdy jedni nie potrafią sobie poradzić z niewiernością własną i partnera, inni zdradzają z premedytacją oraz wielką przyjemnością. W zastraszającym tempie przybywa osób, które nie żałują skoku w boku. I które nie boją się powiedzieć, że zrobiłyby to jeszcze raz.

Mówi się, że zdrada zmienia wszystko. Dla wielu par oznacza definitywny koniec związku, nawet jeśli dotychczas partnerzy wiedli szczęśliwe i harmonijne życie. Są również tacy, którzy pomimo wielkiego bólu, rozpaczy i zawodu starają się poskładać wszystko, co rozleciało się na małe kawałeczki.

Bo było świetnie

Zwykle zaczyna się na przeprosinach, a kończy na zapewnieniach to się już więcej nie powtórzy. Niestety, okazuje się, że postanowienie poprawy niewiernego partnera to utopia. Skruszonych osób, które czują się fatalnie, bo zaliczyły skok w bok, jest coraz mniej. Ich miejsce zajmują niewierni, którzy zdrady nie żałują. Do takich osób należy Magda:

– Zdradziłam. Czy żałuję? Nie. I to jest najdziwniejsze. Nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej z tym drugim i nie mogę powiedzieć, że gdybym miała okazję, nie zrobiłam tego znowu. Sama nie rozumiem siebie. Nie wiem, czemu tak jest. Wiem, że nie powinnam była tego robić. Czuję się winna, ale jednak nie cofnęłabym czasu, nawet jeśli ktoś by mi za to zapłacił. Obiecałam, że więcej już tak nie zrobię. Ale czy na pewno nie zrobię? Nie wiem. Nie wie nikt... – przyznaje.

Obecnie osób, które tak jak Magda nie wstydzą się swojej niewierności, jest masa. Niektórzy nie ukrywają nawet, że pomimo zdrady nadal kochają swojego partnera. Jako przykład warto zacytować wpis pewnej internautki na forum dyskusyjnym:

– Ciężko jest mi przypomnieć sobie, jak do tego doszło, ale zdradziłam męża, którego kocham. Martwi mnie tylko to, że nie mam wyrzutów sumienia. Niczego nie żałuję, a nawet chciałabym to powtórzyć, bo podobało mi się. Nie wiem teraz, co zrobić. Nie jestem pewna, że tego nie powtórzę, bo było świetnie.

A jeszcze inna internautka wyznaje:

– Możecie mnie wyzywać, ale mi to nie przeszkadza. Zdradziłam chłopaka i czuję, że odżyłam. Brakowało mi tego. Polecam wszystkim znudzonym związkiem. Wystarczy tylko jeden raz i poczujecie, że odżyliście.

Dojrzali zdradzają najczęściej

Właśnie owo znudzenie związkiem wydaje się być odpowiedzią na pytanie, dlaczego tak wiele osób zdradza i tego nie żałuje. Rutyna, przyzwyczajenie, przesyt to czynniki, które pchają nas w ramiona innej osoby. Kiedy seks staje się monotonny, a jednej ze stron współżycie z tą samą osobą przestaje wystarczać, zdrada staje się bardzo kusząca. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego. Okazuje się, że największą ochotę na skok w bok mają nie młodzi, nabuzowani hormonami chłopcy, a mężczyźni przeżywający kryzys wieku średniego.

Zdradę ma za sobą co trzeci mężczyzna po 50. roku życia. W przypadku dojrzałych panów niewierność jest szansą nie tylko na nowe doświadczenie i chwilę zapomnienia, ale także pozwala im uwierzyć we własną męskość po wielu latach seksu bez fajerwerków.

Anna z Krakowa została zdradzona przez męża po 32 latach małżeństwa. Choć cierpi, wie, że nie jest bez winy.

– Mąż zdradził mnie ze swoją koleżanką ze studiów. Myślę, że u niego chęć zdrady narastała i to jest bardzo niebezpieczne. Nowa partnerka wstrzeliła się w nasze chwilowe kłopoty; była tylko praca i brak czasu – opowiada. I podsumowuje – Za bardzo ufałam mężowi. Zawsze mówiłam, że wszyscy zdradzają, tylko nie on.

Ciekawość, pierwszy stopień do...

Jeśli po skoku w bok osoba niewierna nie żałuje zdrady, warto się zastanowić, dlaczego tak jest. Przyzwyczajenie? Raczej zwykła ludzka ciekawość, która sprawia, że pragniemy seksu z kimś innym. I gdy zaspokajamy swój apetyt, chcemy jeszcze więcej. Pewien internauta przyznaje, że zdradza, bo po prostu to lubi.

– Kiedyś miałem jeszcze wyrzuty sumienia... Teraz już nie – pisze.

A inny mężczyzna mu wtóruje:

– Zdradziłem swoją kobietę chyba z pięć razy. Najpierw było ciężko, miałem wyrzuty sumienia, ale później to polubiłem. Wszystko przez to, że nie okazywała mi ciepła. Sama jest sobie winna – kończy swoją wypowiedź, jednocześnie dodając do niej emotikon, uśmiechniętą buźkę.

Ryzyko popełnienia zdrady przez jednego z partnerów ocenia się na wysokie 76 proc. Nie jest prawdą, że mężczyźni mają większą skłonność do niewierności – według statystyk kobiety zdradzają równie często. A dokładniej? Zarówno co trzecia pani, jak i co trzeci pan mają na sumieniu skok w bok. Pytanie tylko, jak wiele z tych osób tego żałuje. O tym statystyki już nie mówią.
Ewa Podsiadły
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: Blanka  18.08.2010 zgłoś

Osobiście znam pary w których były zdrady. Jednej z nich wiem że wyszło to na dobre jeśli można tak powiedzieć że zdrada wychodzi na dobre. Para ta mieszkała ze sobą 4 lata, ich związek był chory moim i nie tylko moim zdaniem, nie było rozmów, nie było wspólnego wychodzenia na jakieś spotkania, była tylko praca i dom, ciągła kontrola ze strony dziewczyny, zakazy wychodzenia. Każdy kto ich znał mówił, że w końcu ten facet zdradzi dla świętego spokoju, żeby nie być podejrzewanym o coś czego nie zrobił. Tak się stało. Po tym jak się przyznał ich związek się odwrócił o 180 stopni. Oboje zaczęli się starać, więcej czasu poświęcają na wspólne rozmowy. Ona odpuściła troche kontrolę, w sumie i tak nie miało to sensu bo skoro mimo kontroli i tak mu się udało ją zdradzić. Nie wiem jak długo to potrwa i czy uda im się ale myślę ze dopiero teraz może im się udać, bo wcześniej to była jakas wegetacja wspólna a nie związek.

Autor: NoRRiZZ  18.08.2010 zgłoś

Drugi :) Jakis bez polotu ten artykuł, jakies cytaciki z formum, brak głównej myśli....bełkot.....chcecie przyciągać tylko chwytliwym tytułem ?!

Autor: Zeed  18.08.2010 zgłoś

I to jest tylko kolejny dowód na to, że ludzie nie są po prostu monogamiczni. Każda próba "ucywilizowania" naszej natury na siłę to tylko narzucanie sztucznych ograniczeń naszym prawdziwym, ukrytym pragnieniom. Po swoim przypadku wiem, że można po prostu kochać (albo być cholernie mocno zaangażowanym emocjonalnie) z dwoma-trzema kobietami, jak nie więcej. Każdą z nich kocham na swój własny, rożny sposób. Za każdą na swój własny sposób tęsknię oraz martwię się o nie. Dla ich dobra nie jestem z żadną z nich, bo natury nie oszukam. I wydaje mi sie, że większość ludzi jest naturalnie bigamistami, ma pragnienie kochania czy poznawania na zasadzie "erotycznej przyjaźni" nawet sporej ilości osób. A w związki ludzi wchodzą z rozpędu, bo "wszyscy przecież normalni muszą mieć kogoś". Bo tak "trzeba oraz wypada".Gó** prawda. Ludzie bardzo lubią się ograniczać na siłę i jeszcze robić z tego powodu z siebie męczenników. Jedyny polski pomysł na życie = mąż/żona, kredyt na 40 lat oraz bachory. I rodzinne piekiełko tłumionych frustracji w zaciszu czterech ścianek. A potem zdziwienie, że u kogoś wybucha frustracje, że pije, bije, zdradza czy ucieka. Pewnie, że tak. Skoro potrafimy robić z siebie tylko niewolników. P.S. Samotność to domena silnych, świadomych siebie istot. Tylko słabi trzymają się w grupie.

Autor: Patron  18.08.2010 zgłoś

Podoba mi się ten tekst.. Lepiej brać wypowiedzi z forum niz je wymyslac jak robi to wiekszosc "redaktorow". Poza tym dobry temat, choc przykry.

Autor: Piter  18.08.2010 zgłoś

Zeed, czyżby cytat zapożyczony po przeglądaniu witryny demotywatory.pl ? Zacznijmy od tego, że jeżeli traktujesz życie jako nieustanną zabawę i okazję do rozrywek to masz rację. Jednak życie to coś więcej i trzeba umieć kierować się wieloma innymi wartościami, których Ty nie dostrzegasz. A rodzinę tworzymy z innych powodów, choćby z takiego by zapewnić możliwość rozwoju, zdrowego rozwoju, młodemu człowiekowi, a jeżeli tata lub mama się puszczają w wyniku czego małżeństwo się rozpada, lub dla domniemanego dobra dziecka żrą się ze sobą 20 lat, to przykro mi, ale zawsze cierpi niewinna osoba, w życiu której to wszystko się ujawni.

Autor: Łaniutek  18.08.2010 zgłoś

Zdradzałam swoich dwóch poprzednich facetów. Teraz sobie tego nawet nie wyobrażam, jesteśmy z moim obecnym partnerem juz długo, a moje uczucia do niego się tylko pogłebiają. W związku z tym nie uważam, żeby istniała zdrada pomimo miłości.

Autor:  18.08.2010 zgłoś

Do Piter, Nie wiem, skąd jest ten cytat, o ile to cytat - po prostu znam go i uważam że trafnie pasuje do tego co napisałem. I pokaż mi proszę, w którym momencie napisałem, ze traktuję życie jako nieustającą zabawę? Czy to, że jesteś w stanie kochać równolegle 3 kobiety to od razu dla Ciebie równa się ciągłemu wyrywaniu lasek i zabawą? A może z każda z nią przeżyłem coś ważnego, czasem traumatycznego, los związał nas na wielu płaszczyznach, np. wspólnymi "tragediami", stąd może to równoległe uczucie do każdej - ale nieustająca zabawa...? Poza tym wg Ciebie ktoś, kogo jedynym pomysłem na własne życie nie jest rodzina to już ktoś bez żadnych zasad i wartości? Na świecie jest naprawdę aż za dużo ludzi abyśmy musieli się sprowadzać w życiu tylko do roli reproduktorów. Możecie mnie za to zlinczować, ale wg. mnie potrzeba macierzyństwa oraz przedłożenia gatunku jest najbardziej zwierzęcym instynktem, zaraz po jedzeniu i sra***. Jak za przeproszeniem bydło rozpłodowe w oborze - tylko podłączyć do rury z żarciem i rozmnażać na potęgę, i nic poza własną zagródką. Stawiając się ponad potrzebę tego owczego pędu uważam, że jestem bardziej "rozwojowy" niż Ci wszyscy "rodzinowcy", którzy staja się ofiarami odgórnych norm społecznych, kultury oraz potrzeb zdesperowanych kobiet które oprócz dzieciaka świata poza nim nie widzą. Amen.

Autor: kontrowersator  18.08.2010 zgłoś

Do siłacza, kontrolera woli mocy :) i świadomej istoty - pana ZEEDA ;) Po co ty ubierasz "TO CO LUBISZ" w ten pseudointelektualny bełkot ? Powiedz wprost, tak jak na mężczyznę przystało, bez owijania w bawełnę, że jedna dziurka, a do tego ciągle ta sama i na całe życie ( tym bardziej, że tak szybko się starzeją ) dla ciebie to za mało i TYLE ;) Co ty, baba jesteś, która gdy chce się oddać niemężowi, musi znaleźć tysiące "bardzo racjonalnych powodów" usprawiedliwiających jej chuć ?:)

Autor: jb-1986  18.08.2010 zgłoś

chwała Ci za to! wiadomo - zdanie nie pasujące większości jest zdaniem i poglądem błędnym. ale nie każdy CHCE mieć rodzinkę, dzieci, kredyt, itp. Można żyć po swojemu, nieszablonowo i być szczęśliwym, a dodatkowo nie ranić tym innych. Żyj i pozwól żyć innym!

Autor: Kamila  18.08.2010 zgłoś

Zeed - wg mnie Twoje rozumowanie jest trafne tylko czesciowo, Twoj blad polega na tym, ze oceniasz zycie i postepowanie innych przez pryzmat wlasnej osoby. TO, ZE TY MASZ TAKIE POTRZEBY, TAKIE ODCZUCIA I TAKI PLAN NA ZYCIE WCALE NIE OZNACZA, ZE JEST ON ODZWIERCIEDLENIEM POTRZEB INNYCH MEZCZYZN (LUDZI). WIDZISZ,LUDZIE SA ROZNI I maja rozne potrzeby, rozne systemy wartosci, co uszczesliwia jednego moze byc pieklem dla innego. i fakt, ze ty zonglujesz trzema kobietami (i ponoc je kochasz) wcale nie oznacza, ze to bylby raj dla kazdego mezczyzny. Wyobraz sobie, ze dla niektorych to mogloby byc zbyt meczace piekielko.

Autor: Ania  18.08.2010 zgłoś

tak, zdradzajmy się wszyscy, a po co dotrzymywać sobie wierności, kiedy jest tyle kobiet i mężczyzn na świecie... co za bzdury! aż mi się żal robi, jak czytam te wypowiedzi. Przy stwierdzeniu,że zdrada moze wyjść komuś na dobre aż mi się rzygać zachciało. Mam tylko nadzieję,że są gdzieś tam ludzie dla których zaufanie, wierność i miłość coś znaczą.

Autor: kamila_b  18.08.2010 zgłoś

Zgadzam się z ZEEDEM, długo zastanawialm się tak naprawde co zrobić w zyciu, jak poukładac swoje sprawy, az w koncu zrozumiałam ze nie musze wpasowywac sie w te wszystkie schematy, kocham dwóch mężczyzn jednoczesnie, z kazdym łączy mnie coś wspaniałego, juz nie mam zamiaru wybierać :) Samotnośc domeną silnych! Pseudointelektualny bełkot - łahahha:D

Autor: pg  18.08.2010 zgłoś

do Piter Jestem kobieta, ale zgadzam sie z Zeed. Zyjemy w 'cywilizowanym' swiecie i mamy narzucony format rodziny, ale to nie znaczy ze caly swiat tak zyje. Nasze tradycje i kultura ograniczja ludzi do 'mama+tata' schematu i jesli che sie nalezec do wiekszej grupy to trzeba sie dostosowac (bo co ludzie powiedza, ksiadz z ambony wyklnie, itp). Jest to rowniez forma kontroli spoleczenstwa - wladze (swieckie i religijne) wiedza kto jest z kim i co robi, bo musi sie zarejestrowac biorac slub. Jesli chodzi o wychowanie dzieci to one raczej na tym nie cierpia jesli jest zgoda miedzy partnerami (a 'zarcie sie' nie zawsze jest o zdrady - sa rozne powody). Jesli monogamia jest naturalna, to dlaczego ludzie zdradzaja partnerow? Nie powinno to nikomu przyjsc do glowy gdybysmy byli zaprogramowani do zycia tylko z tym jednym/ta jedna. do kontrowersator potwierdziles teze Zeed - gdyby nie owijanie w bawelne to i mezczyzni i kobiety (nie wszystkie kobiety mysla tylko o macierzynstwie i potrzebuja wymowek) przyznali by sie, ze chcieli by miec wiecej niz jednego partnera.

Autor:  18.08.2010 zgłoś

Poza tym ciekawi mnie zdanie kobiet, ktorymi zonglujesz...Rozumiem, ze wszystkie 3 wiedza o sobie? I sa z tym szczesliwe? Mialabym watpliwosci.. A moze nie zastanwiasz sie nad tym, bo szczescie bliskiej osoby nie jest zbyt wazne w Twoim systemie wartosci? Poza tym zauwazylam blad logiczny w Twoim rozumowaniu, z jednej strony odwolujesz sie do biologii, naturalnych potrzeb czlowieka mowiac o poligamii - i wtedy to jest ok pofolgowac sobie, swojej naturze i 'byc takim zwierzatkiem' o czasu do czasu, no bo dlaczego mielibysmy sie ograniczac jakimis sztucznie narzuconymi normami spolecznymi, nie? Z drugiej jednak strony brzydzisz sie naturalnymi popedami czlowieka do rozmnazania, macierzynstwa,przedluzania gatunku, to takie zwierzece, nie? ;) Dorabiasz sobie ideologie do wlasnych potrzeb kolego

Autor: Kamila  18.08.2010 zgłoś

to wyzej to bylo do zeed nie lubie hipokryzji

Autor: Piter  18.08.2010 zgłoś

Taaak... zakładanie rodziny dla przedłużenia gatunku jest zwierzęce, ale uprawianie seksu z trzema partnerkami jednocześnie to już ogromny skok cywilizacyjny, wybaczcie, ale nie chcę takiej nowoczesności. A czemu wierność jest dobra? Choćby po to by świat nie "utonął w syfilisie" A jeżeli ukrywamy coś przed osobą, którą niby kochamy, to nie jest miłość, miłość jest wtedy kiedy znamy uczynki drugiej osoby, jej wyskoki, a pomimo to potrafimy z nią być.

Autor: Kamila  18.08.2010 zgłoś

poza tym mam pytanie do tych wszystkich, ktorzy mowia o posiadaniu wiecej niz jednego partnera. (nie widze w tym nic zlego, jezeli partnerzy wiedza ze nie sa jedynymi i nie sa oszukiwani) Jest tylko jedno ALE: to chyba musialoby dzialac w obie strony i wasi partnerzy mieliby pozwolenie na posiadanie innych partnerow? niezla trzodka ;) kamila b - czy mezczyzni, ktorych kochasz maja Twoje pozwolenie na posiadanie dodatkowych partnerek czy tylko Ty mozesz korzystac z tego przywileju?

Autor: Kamila  18.08.2010 zgłoś

i to samo pytanie kieruje do Zeeda - czy kobiety, ktore kochasz rowniez maja prawo do posiadania innych partnerow czy tylko system haremu :D Ci odpowiada?

Autor:  18.08.2010 zgłoś

Ale wiadomo jaka jest odpowiedź, przynajmniej ta w myślach, bo przyznać się do tego często. Zdecydowana większość z nas chciałaby być adorowana przez mnóstwo osób, sypiać z wieloma bez konsekwencji, ale gdy tylko zaczynamy cokolwiek czuć do jednej z nich drażni nas jej również lekkie podejście do życia.

Autor: Gaja  18.08.2010 zgłoś

Kamila kochać nie znaczy posiadać, nie wiem skąd w ludziach takie wypaczone pojęcie o miłości, Moi partnerzy seksualni to moi przyjaciele i tak wszyscy o sobie wiedzą, i niektórzy z nich również się przyjaźnią. Za bardzo lubię sex żeby się ograniczać do jednego partnera (i płci). Oczywiście wiernośc to piękna wartość, ale nie muszę się jej trzymać, prawda? I

Autor: krateczka:)  18.08.2010 zgłoś

W moim przypadku do zdrady partnera nie doszło o mały wlos.... Dwuznaczna sytuacja z kolegą podczas spotkania integracyjnego spowodowała, ze dotało do mnie jak wiele mozna zniszczyć w związku zdradą. Opamietałam się w porę ...a i tak mam ogromne wyrzuty sumienia, że pozwoliłam na taki rozwój wypadków.... Nie ryzykujcie, nie warta.... Zdrada niszczy bezpowrotnie.....

Autor: kamila_b  18.08.2010 zgłoś

owszem mają 'pozwolenie' jeden z niego korzysta drugi nie, nie chowam urazy

Autor: kamila_b  18.08.2010 zgłoś

zresztą jak wspomniałam, moze trochę nie jasno, nie chodzi o seks, czy o sam seks, jest tyle ciekawych rzeczy które mozna robić razem, że nie ograniczajmy sie wyłacznie do przedłużania gatunku bo to jest na celu, prawda? nie widze sensu rozdzielania tych dwóch kwestii.

Autor: Great  18.08.2010 zgłoś

Też tak wole. Małżeństwo to niepotrzebne ograniczenie wolności. Nigdy nie zdradziłem żony, godziłem się na wszystko w imię wyższych zasad, wartości, i w efekcie przez wiele lat byłem z nią nieszczęśliwy. Zdrada? Teraz sypiam z innymi kobietami, one się starają, jest wspaniale. Moje życie nie zmieniło się na gorsze, bo i tak sam w domu wykonywałem wszelkie prace. Czemu rezygnować z własnych potrzeb, w imię jakichkolwiek zasad, życie ma się tylko jedno. Żałuję że nie zdradzałem. Nic dobrego mi to nie przyniosło.

Autor:  18.08.2010 zgłoś

dokladnie, małżeństwo to ograniczenie wolności i nikt nie zaprzeczy, niektórzy może beda w stanie sie do tego przyznac po kilku latach a inni wcale, ale ja nie zdradzam bo to po prostu nie fair, robię i mówię otwarcie to co czuje, to na co mam ochotę.

Autor: jdacb ijkb kicdeujb i  18.08.2010 zgłoś

Pytanie, czy znowu chodzi o kwestię pocierania ciała o ciało (wiele ciał), czy może o coś więcej? Jeśli o pocieranie, to szkoda choćby jednego kliknięcia klawiatury.Jeśli ktoś pragnie seksu z wieloma osobami, nikogo nie oszukuje, nie tworzy stalego związku, to jest to absolutnie w porządku. Jednak jeśli ktoś jest w związku i zdradza, to nie jest to w porządku. Nie chodzi o seks. Jeśli mojej partnerce sprawia przykrość np. głośna muzyka, to nie słucham jej głośno. Jeśli wiem, że zdrada zabolałaby ją/jego, to też tego nie robię. Także z tego powodu by nie okłamywać. Bo kłamstwo boli. Tak jak nie okłamuję w innych obszarach zycia, tak nie okłamuję w tym. To proste. Ale związki proste nie są. Ich jedyny sens, to nauczyć się - w bliskim, monogamicznym związku - miłości. Tylko w takim związku jest to możliwe. Gdy ego ciagle mówi, a ja, a ja , a ja? A moje potrzeby? Ego nie rozumie miłości, nie rozumie, że jest ona dawaniem i tylko dawaniem. Ego chce dla siebie,chce swojej przyjemności, zaspokajania swoich potrzeb, ewentualnie dopuszcza targ (to lubi, bo myli to z miłością), dla ciebie to i tyle, a dla mnie to i tyle. Miłość nie ma innych potrzeb niż dawanie siebie samej, dawanie wszystkiego. W żadnym układzie nie można nauczyć sie tego tak dobrze (o ile w ogóle), jak w monogamicznym związku. W innych układach nie dochodzimy do tego momentu, w którym widzimy własne ego, które wrzeszczy a moje, a ja. W innych układach, cicho wychodzimy rano i wracamy gdy nam wygodnie, albo odwiedzamy inną przyjaciółkę/przyjaciela. Gdy zaś uczymy się miłości, to w końcu widzimy, że tylko miłość daje prawdziwe spełnienie i prawdziwą przyjemność. Widzimy też, że seks może być super dodatkiem do miłości, ale sam w sobie z miłością nie ma nic wspólnego. I dopiero jak oddzielimy miłość od cielesności, to będzie możliwy do zrealizowania piękny postulat - by kochać wszystkich. Bo faktycznie taka jest prawdizwa miłość - kocha wszytskich, a nie wybrańców, ale też jest ona całkowicie, wyłącznie duchowa. Monogamiczny związek jest więc idealną szkołą pozbywania się ego, a dopiero po pozbyciu się go, będziemy mogli mówić, że kochamy. Ego i miłość są calkowicie wzajemnie sprzeczne, wykluczające się. Ego jest wrogiem miłości, choć skrywa to z najwyższą starannością.

Autor:  18.08.2010 zgłoś

Jesli naprawdę kochacie nie dotkniecie nawet kiem innej osoby. Nie wyobrażam sobie żeby mąż dotykał inną kobietę a póxniej mnie. Tak samo jak nie wyobrażam sobie kochać się z innym facetem a później spogladać męzowi prosto w oczy. Brrr. Jestem po slubie 13 lat. Mam bardzo przystojnego męża i sama ponoć do przeciętnych nie należę.

Autor: jdacb ijkb kicdeujb  18.08.2010 zgłoś

I może jeszcze jedno. Gdy sporo osób pisze, że małżeństwo to ograniczenie wolności, to tak jest - ale w naszym świecie, chodzi o wolność ego, wolność dla naszego ja, ja ja, ja , ja...........To nie jest prawdziwą wolnością. W istocie w naszym świecie nie ma wolności, bo powstał z jej zaprzeczenia. Prawdziwa wolność, to wolność od ego. Nie ma innej.

Autor: Mężatka  18.08.2010 zgłoś

Przepraszam, miało być kijem:)

Autor: K&K  18.08.2010 zgłoś

jdacb ijkb kicdeujb i piękne :)

Autor:  18.08.2010 zgłoś

szaleństwo jak dla mnie "prawdziwa wolnośc to wolność od ego"

Autor: Emilie  18.08.2010 zgłoś

jdacb ijkb kicdeujb - pieknie napisane. Może się jeszcze tu pojawisz... Chciałabym Cię prosić o wypowiedź na temat mojego doświadczenia (wypowiedzi innych oczywiście również sprawią mi wielka radość!). Wciąż nie mogę się pogodzić z życiem po tym co przeżyłam. Kochałam dwóch. Jeden był moim mężem, mieliśmy dziecko. Jednak była wciąż we mnie jakaś tęsknota, jakaś potrzeba. oczywiście Wszechświat odpowiada na wszelkie potrzeby. Zakochałam się w kimś innym. Nie przestając kochać męża, zakochałam się jak nastolatka. Romans trwał dwa lata. Ciekawe, że wszyscy troje mieszkaliśmy wtedy w różnych krajach, więc miałam swobodę kontaktu z nimi oboma. Dopełniali się idealnie, jednak ja ogromnie cierpiałam, bo wiedziałam, że będę musiała wybierać. Oni oczekiwali decyzji, każdy z nich chciał mnie na wyłączność a ja - chciałam ich obu! Z każdym z nich byłam inaczej szczęśliwa, jeszcze inaczej jestem szczęśliwa będąc sama. To są po prostu różne światy! Nie rozumiałam, dlaczego życie jest takie okrutne, dlaczego zabrania kochać. To jakiś absurd - wolno kochać tylko jedną osobę, każdą kolejną trzeba wyrzucić z serca. To okrutne. W końcu podjęłam decyzję, zostałam z mężem. Czułam się jednak bardzo długo nieszczęśliwa, czułam, jakby umarł kawałek mnie. Miałam żal do życia, do niego... Dlaczego??? Minęły trzy lata a mnie ogarnia czasem taka tęsknota, taki żal... Co mogę zrobić, co zmienić? Tak, wiem, co mi napiszesz. To moje ego tęskni, bo nie umie cieszyć się chwilą. Powinnam cieszyć się tym co jest, być wdzięczną za wszystko i nie oczekiwać niczego. Cierpienie to zawsze sprawka ego. Wiem. To, że przygasłam, że tęsknię, pewnie też. Jednak, do cholery, to bardzo, bardzo niesprawiedliwe. Zabijanie miłości w sercu, to straszne przeżycie, nikomu tego nie życzę. A miłości i tak zabić się nie da. Zabiłam przywiązanie, tęsknotę, żal. Kocham Go jednak nadal i tak już zostanie. Okrutne jest to, że nie wolno mi go widywać. On teraz ma żonę, która też pewnie nie zniosłaby innej kobiety w życiu męża. Dlaczego ludzie to sobie robią? Czemu? Przecież miłość wzbogaca nas wszystkich, upiększa życie każdego. Im jej więcej, tym lepiej dla każdego. Dlaczego jesteśmy zmuszani do życia w odizolowanych komórkach on-ona-ono i nikt więcej? Jaki to ma sens? jaki to plan????

Autor: kontrowersator  18.08.2010 zgłoś

Do pana jdacb ijkb kicdeujb i Ja ten nawiedzony bełkot chyba znam ;) Pan kolega udzielając się na Kafeterii nie używa przypadkiem innych pseudonimów ?:) Miłość jako wartość absolutna i przeciwwaga egoizmu ?! ;) - czy my przypadkiem tego już nie przerabialiśmy !?:) A poza tym, znowu pan się czegoś naczytał i nie do końca zrozumiał ( liceum wieczorowe albo krótkie streszczenia na Wikipedii to zdecydowanie za mało :) i swoim zwyczajem zabrał się pan za moralizatorstwo trafiając znowu na mnie ;) To chyba pech ?:)

Autor:  18.08.2010 zgłoś

Do kontrowersator'a, piter'a, kamili a także do innych jeszcze zainteresowanych-) Ludzie, czy jak gdzieś w swojej wypowiedzi użyłem słowa "seks" tudzież że "sypiam" z trzema naraz? Sami sprowadziliście wszystko tylko do chuci, a potem obrońcy uciśnionych. Czytajcie ze zrozumieniem, to naprawdę nie boli. Ani nie jestem, ani nie sypiam na raz z trzema kobietami. Byłem z każdą z nich z osobna, występowały po osobie w dość długich odstępach czasu. A chodziło mi o to, że do każdej z nich mam silną emocjonalną więź, nazwijmy to miłością (wiadomo, każdy definiuje po swojemu). Każdą na swój sposób kocham. Nie potrafiłbym wybrać gdyby ktoś mi kazał na którą się zdecydować - każda na swój sposób jest integralną częścią mojego życia, naszego życia, rzeczywistości. Nigdy o żadnej nie zapomnę, nie wyrzucę z serca. Wobec tego uważam, że bycie z którą byłoby nie fair w stosunku do reszty, a przede wszystkim samego siebie. To raz. A dwa, w zasadzie większość par/małżeństw które znam, a które się nie zdradzają, nie robię tego tylko dla tego, że "no nie mogę jej tego zrobić, nie wypada, muszę się powstrzymać". I to ich niby sprawiedliwa. Zdrada rodzi się w głowie. Okej, to piękne oraz szlachetne, że potrafię się kontrolować i tego nie zrobię, jasne. Ale chcą! To w nich siedzi, jest częścią ich ukrytych pragnień. Tak samo jakby sobie narzucił, że nie zjem pysznego pączka bo szarlotka się obrazi i dla zasady nie zjem. Ale cholerną ochotę mam.. I tu trochę racji dla kontrowersatora - tak, facet jest biologicznie bigamistycznym zwierzakiem. I tka, powiem Ci wprost- tak, jednak cipka na całe życie to stanowczo za mało - zgadza się. Lubię seks - tak, zgadzam się, uwielbiam nawet. Ale jest kilka rzeczy, która 10 razy chętnie zrobię niż seks - świat mi siew wokół nie kręci, więc nie rób ze mnie tylko ruchacza która dorobił sobie ideologie to tematu;) P.S. Pozdrowienia dla Gai - miło, że są jeszcze kobiety nie uwięzione totalnie swoja społeczną rolą..;-))

Autor:  18.08.2010 zgłoś

P.S.2 Tak samo oddaje honor dla kamilkki b or pg, żeby nie było - chociaż Wy dziewczyny zrozumiałeś, "co autor miał na myśli";-))

Autor: Zeed  18.08.2010 zgłoś

P.S.3 To pisałem ja, Wasz Zeed;>

Autor: ludzie  18.08.2010 zgłoś

maja skłonność do komplikowania sobie i innym życia. Przecież można być singlem i zmieniać partnerów bez komplikacji.

Autor: Karl  18.08.2010 zgłoś

Tak tak, Każdy teraz pieprzy o przejściu na wyższy szczebel "Rodzina toć to zabobony!". Zrozum człowieku że przedłużenie gatunku to Twój jedyny i najświętszy obowiązek. Nic z tym nie zrobisz, możesz być sobie wygodnisiem, możesz sobie mówić że jesteś ponad schematami, że jesteś silny bo się buntujesz przeciwko czemuś co Cie stworzyło, naturze. Rozbawił mnie post "samotni są silni" owszem są ale nie w tym znaczeniu, trzeba się trochę obyć z filozofią życia by pojąc o co w tym chodzi. Możesz mieć cały harem i pukać sobie do woli jeśli Ci się to podoba, ale z mojego punktu widzenia jako ateisty i racjonalisty jesteś jednostką zbędną. Nie mieszkamy już w jaskiniach, gdzie mężczyzna zapłodnił i sobie poszedł a kobieta z dzieckiem została sama. Oczywiście w zorganizowanych społecznościach mogło by to wyglądać inaczej ale nie o tym... Mam pytanie, co byś zrobił gdyby kobieta z która sypiasz, zaszła w ciąże ale nie chcesz z nią być bo przecież to ogranicza Twoją wolność no nie? Będziesz płacił alimenty, ok dokładasz się, utrzymujesz to dziecko, jednak nie chcesz z nim tworzyć rodziny? Co wtedy? Będziesz grał role tatusia? Będziesz to reżyserował i udawał ? Czy olejesz sprawę? Odpowiedzialność to ciężkie brzemię, ale dźwigać je mogą tylko najsilniejsi. Jedyną wolnością jaką został obdarowany człowiek to wolność wyboru, nie ma innej, każdy kuje własny los, jednak trzeba pamiętać że wiele decyzji które podejmiesz, będzie miało też wpływ na inne osoby

Autor: jdacb ijkb kicdeujb  18.08.2010 zgłoś

Do Emilie: odpowiem Ci jak to widzę, zgodzisz się z tym lub nie, uwierzysz lub nie. To są odpowiedzi których szukałem całe życie, znalezienie tych odpowiedzi było dla mnie najwazniejsze. Nie wymyśliłem ich sam. Zostały mi dane. Są calkowicie spójne z tym co widzę, obserwuję, czuję, z tym co sam myslałem wcześniej. Żeby znaleźć odpowiedzi na Twoje pytania, konieczne jest zrozumienie czym jest świat i kim jestesmy my sami. Jeśli jesteś ateistką, nie znajdziesz ich. Bo ateizm, podpierający sie nauką, odpowie: miłość to rodzaj chemii mózgowej, która jest jednym z elementów gry ewolucyjnej. Z naukowego punktu widzenia nie wiadomo po co jest w istocie ewolucja (żaden ateista nie odpowie Ci na to sensownie, powie, że to proces, w którym populacje przystosowują sie do zmiennych warunków środowiska, itd. ale po co są te populacje, po co żyją, czemu to wszystko służy, nikt Ci nie wyjaśni, najwyżej, że nauka kiedyś na to odpowie, co jest taką samą odpowiedzią jak kościelne: tajemnica boża). Więc nie ma z tej perspektywy żadnej odpowiedzi dla Ciebie. W kościele tez jej nie znajdziesz. Ale jest odpowiedź. Trudna do zaakceptowania z perspektywy zwykłego zycia. Najkrócej jak się da (ze względu na miejsce): Kim jesteśmy: ciałem, umysłem, miksem obu? Co jest naszą istotą: jest nią niewątpliwie samoświadomość. Jesteśmy samoświadomymi bytami. Nauka tweirdzi, że umysł to fukcja mózgu. Ale nauka nie doszła nawet do cienia odpowiedzi na pytanie czym jest i jak powstaje samoświadomość. Po prostu nie wie. W istocie jest odwrotnie jesteśmy umysłem, to jest naszą istotą, to jest nasz prawdziwy byt. Ciało to maska włożona przez nieśmiertelny umysł. W religiach pojawia sie motyw upadku. I tak jest. Naszym domem, naszą rzeczywistością, jest calkowicie niematerialne, nieskończone pole umysłowe, które obejmuje wszystkie byty, a ktore równocześnie jest czymś więcej niż suma bytów, jest jednością, która jest całkowicie nową jakością. Ten nieskończony Umysł bywa nazywany Bogiem, polem świadomości, etc. Gdy jesteśmy w domu, to wiemy, że każdy byt jest doskonały, miłujący, że wszyscy są doskonale równi, doskonale zasługują na miłość. I doskonale wszystkich kochamy. Istota umysłu i jego właściwości są calkowicie odmienne od właściwości świata fizycznego. Będąc umysłem w polu świadomości, jesteś równoczesnie wszystkimi i doskonale ze wszystkimi się komunikujesz. Oznacza to też, że kochasz wszytskich równoczesnie w sposób doskonały i jesteś tak samo kochana. Umysł nie ma granic.Jest nieskończony. To jest świat miłości. Umysł może jednak powziąć ideę by być odzielnym, by być niezależnym (w świecie miłości wszystko jest ze sobą doskonale współzależne), by być pierwszym, by być lepszym, co jest niemozliwe w świecie całkowitej równości. Gdy chce zrealizować tę ideę, ucieleśnia się. Precyzyjnie: rozpoczyna sen o tym, że jest odzielny, niezależny. Ciało jest tego kwintesensją, to idea posiadania granic, bycia odrębnym. I tak rozpoczyna się sen o świecie. Umysł nadal jest umysłem, nie staje się ciałem. Umysł wytwarza tylko umysłowe obrazy świata, siebie, etc. To jest pojawienie się ideii ego. Ciało to narzędzie realizacji tej ideii.A cały świat wokół nas to teatr działania ego. Tu moga być widziane różnice, a więc można widzieć gorszych, dzięki czemu ego może czuś się lepsze. Wszystko w tym świecie jest po to. Tu zapominamy o własnej tożsamości. I tu miłość jest realziowana jako swoja karykatura. Bo kochać jedną wybraną osobę, albo nawet dwie, a całej reszt nie, to wywyższyć tych dwoje i widzeć jako gorszych całą resztę, jako gorszych bo nie zasługujących na miłość. Opuszczając (we snie) świat miłosći, przechodzimy do świata, który jej zaprzecza. Nasz świat zaprzecza wszytskiemu co jest rzeczywiste. Tu doskonali i wieczni, doswiadczają małosci, braków i śmierci. Tu doskonale miłujący doświadczają nienawiści. Tu nigdy nie zaznasz spełnienia, bo to nie nasz dom. To realizacja chorej idei: ego. NIkt nigdy nie był tu spełniony. Mogą sobie pisać co chcą w internecie. Przejdż się ulicą i zaglądaj głeboko w oczy. Nie ma szczęśliwych ludzi.Są co najwyżej zadowoleni. Wszyscy o tym wiemy, nawet Ci co moze zechcą napisać, że piszę kompletne brednie. Wszyscy wiemy, że tu nie ma spełnienia, chwilowe zadowolenie, radość, która mija, tak, są, ale nie prawdziwe spełenienie i prawdziwe szczęście. To jest miejsce, w którym goni się szczeście, a ono wiecznie wymyka się. Tak jest. I nikt, choć w minimalnym stopniu uczciwy, nie zaprzeczy temu.Nawet najszcześliwsze pary, tu muszą patrzeć na starość, choroby i śmierć ukochanej/nego. To ma być szczęście? To kpina i karykatura szcześcia. Jedyne sensowne wyjście to obudzić się z tego snu. NIe robi sie tego przez śmierć. Robi się to przez oświecenie umysłu. W związku robi się to tak, że uczysz się kochać tę jedną osobę całkowicie. Uczysz się rozumieć, że jest ona doskonała w swej istocie, poza złudzeniem formy (ciała). Uczysz się dawać miłość. NIe chcesz nic brać, tylko dawać. W świecie ciał nie jesteś w st

Autor: jdacb ijkb kicdeujb  18.08.2010 zgłoś

c.d. W świecie ciał nie jesteś w stanie tego zrobić nawet w stosunku do dwóch osób (choćby ze względu na ograniczenia które nakładają ciała, ograniczenia w komunikacji), w domu kochasz tak wszystkich, ale tu ćwiczysz w relacji z jedną osobą. Uczysz oddawać się jej całkowicie, i tak uczysz się kochać wszystkich. Jeśli chcesz się obudzić, obudzisz się i tylko tak doświadczymy tego czym w rzeczywistości jest miłość. Gdy będziesz chciala się obudzić, otzrymasz wszelką pomoc by to się dokonało :)

Autor: Alan  18.08.2010 zgłoś

w nawiązaniu do wypowiedzi Karla Moim skromnym zdaniem ten co zrobi kobiecie dziecko i ucieka od odpowiedzialności, nie chce ojcować, nie chce utrzymywać, to nie meżczyzna tylko "bydle". Przecież on także i kazdy z nas mógłby byc takim dzieckiem a nasza matka jego skrzywdzoną kobietą. Męskość to ODPOWIEDZIALNOSC. Pozdrawiam podzielajacych moje zdanie.

Autor: kontrowersator  18.08.2010 zgłoś

Do jdacb ijkb kicdeujb No a nie mówiłem !? ;) Poprzednim razem to ty chyba podawałeś się za jakiegoś prawnika, notariusza (?), szczęśliwie tworzącego stadło z jakąś mądrą wybranką, która w chwilach porannych nazywała cię "misiu" ;) Jak rozumiem teraz po pobieżnym zapoznaniu się z buddyzmem a dokładniej mówiąc z filozofią Schopenhauera TWOJE "ICH" ( pajacu ) spersonifikowało się w postaci MIZANTROPA ?:) Ty jesteś jak bohater jednego z filmów ALLENA który upodobniał się do wszystkiego, co akurat wpadło w kręg jego zainteresowań ;) , taki internetowy egzemplarz dziwaka, któremu wydaje się, że jest kimś, kim nie jest ;) Mam nadzieję, że kiedyś wymyślą jakiś software by takie egzemplarze namierzać i stygmatyzować ;) Historia się powtarza, bo model jest zawsze ten sam, trochę schlebiania kobiecie, masę pseudonaukowego kitu ( nauka to też filozofia pajacu ) i jeszcze więcej własnych"przemyśleń" nie trzymających się kupy a wszystko to, by sobie pogadać a gadane a właściwie pisane to ty masz ( to przyznaję ). Tylko żeby to było prawdziwe, nie udawane, nijakości ty moja ;) p.s. Schopenhauer pajacu zaczął od Kanta a temu przypisuje się ojcostwo stwierdzenia DIABEŁ TKWI W SZCZEGÓŁACH ( und ruiniert das Ganze :)) które jak ulał pasuje do tej twojej CKLIWEJ PIEŚNI NA TEMAT MIŁOŚCI ABSOLUTNEJ. Bo tak naprawdę w tej twojej diagnozie pajaca nie różnisz się niczym od ZEEDA i parafrazując Schopenhauera można powiedzieć, że idealizujesz to czego pragniesz :) On - ROZKOSZ JAKIE NIESIE CIAŁO, ty pajacu - WYDUMANY ( wyczytany gdzieś no bo chyba nie przeżyty ?:) ) OBRAZ NIRWANY :) Jest jednak pewna różnica, on ( ZEED ) jest prawdziwy a ty nie i dobrze byłoby, gdybyś poszedł z tym wreszcie do lekarza ;) p.s. 2) Pajacu, człowiekowi, który jest obrazem swego ego, czyli istocie realizującej swoje potrzeby czyli egoizmy, do przeżycia i nie przyczyniania się w sposób bezpośredni do bólu i cierpienia, którymi z natury przecież przepełniony jest świat ;) wystarcza 600 złotych. Powiedz mi PAJACU NEGATORZE WŁASNEGO JA ;) ( uwięzionego w śmierdzącej doczesności swego ciała :) ) I WŁASNYCH POTRZEB ;) czy oddajesz nadwyżkę swoich zarobków na biednych, chorych, potrzebujących.... czy może składasz to na czarną godzinę albo na futro dla tej, którą kochasz ? Jeśli to drugie, to powiem ci pajacu YOU DON'T PRACTISE WHAT YOU PREACH,. co po niemiecku da się wyrazic zwrotem HAU AB ;)

Autor: Kamila  18.08.2010 zgłoś

Zeed :D W swoim pierwszym poscie uzyles slowo monogamia - jakby nie bylo to slowo ma duze odniesienie do seksu, czasami wrecz jest uzywane wylacznie w tym kontekscie. A jednak tak bardzo Cie oburzylo slowo seks i ze wszystko sprowadzone zostalo do chuci, pomimo, iz ja we wlasnym poscie nie uzylam tego slowa ani razu i mowiac o ilosci partnerow mialam na mysli cos wiecej niz tylko seks ;) Piszesz: "Wobec tego uważam, że bycie z którąs /z nich/ byłoby nie fair w stosunku do reszty, a przede wszystkim samego siebie" Dla mnie to wszystko co piszesz jest jakies metne, nieprzejrzyste... Kochasz trzy kobiety naraz, ale nie jestes z zadna z nich, bo nie chcesz ich skrzywdzic.(och, jakie to szlachetne) Piszesz tez, ze z zadna nie sypiasz. Nastepnie piszesz, ze uwielbiasz seks. Czyli platoniczna milosc do trzech kobiet (zeby zadnej nie skrzywdzic) a przy tym celibat/inna partnerka/ki (no ale juz bez milosci) Moze jest jakas inna opcja, ktora pominelam. Tak czy siak, jakies to wszystko zagmatwane. I zgadzam sie z Alanem - meskosc to ODPOWIEDZIALNOSC.

Autor:  18.08.2010 zgłoś

p.s. To pisalam ja Wasza Kamila :S

Autor:  18.08.2010 zgłoś

Co do Gai: "Moi partnerzy seksualni to moi przyjaciele i tak wszyscy o sobie wiedzą, i niektórzy z nich również się przyjaźnią. Za bardzo lubię sex żeby się ograniczać do jednego partnera (i płci). Oczywiście wiernośc to piękna wartość, ale nie muszę się jej trzymać, prawda?" Nie Gaja, dopoki Twoja wiernosc nie ma zadnego znaczenia dla "twoich przyjaciol' tez uwazam ze nie musisz sie jej trzymac. I jezeli nie masz podobnych wymagan wzgledem nich to wszystko jest ok. Jezeli jednak spojrzy sie na to troche szerzej i kazdy w spoleczenstwie mialby takie zdania jak Ty Gaja, to zylibysmy jak w jednej wielkiej komunie hippisowskiej. Troche przerazajaca mysl, bo jak wiadomo one sie nie sparwdzily i nie przetrwaly zbyt dlugo. Moze wiec dobrze, ze istnieja tez ludzie z pociagiem do monogamii ;)

Autor:  18.08.2010 zgłoś

to wyzej to tez pisalam ja Kamila

Autor: Karmelek  19.08.2010 zgłoś

No dobra, jak ktos tu napisal, ze co z tego, ze sie nie zdradzi, skoro to sie chcialo zrobic... Chyba kazdy ma swiadomosc tego, ze jestesmy w sumie elementem przyrody, tak? Naszym zadaniem jest reprodukcja, przetrwanie na tym swiecie (tak jak kazdego innego gatunku). Kazdy chce miec silne i zdrowe potomstwo, stad sie bierze pociag do wielu osob na raz. Nie raz czulam chemie do innego faceta, nie raz myslalam co by bylo gdyby, ale NIGDY tego nie zrobilam obecnemu partnerowi (wobec innych sie zdarzalo), bo go KOCHAM, uwielbiam z nim byc, chce miec z nim dzieci, dom i wszystko inne. Po prostu cenie troche inne wartosci w zyciu niz poligamia, wiem, ze zdrada zniszczylaby moj zwiazek, a tego nie chce. To troche tak jak ze slodyczami - masz ochote zjesc wiadro lodow, ale sie powstrzymujesz, bo nie chcesz przytyc, dla mnie to oczywiste, ze jest jakas hierarchia i pewne rzeczy sa wazniejsze od innych.

Autor: Emilie  19.08.2010 zgłoś

jdacb ijkb kicdeujb, przede wszystkim dziękuje za Twoją wypowiedź. Twoje przemyślenia pozwalają spojrzeć z boku na mój problem i przesortować własne odczucia. Widzę jedną, ale zasadniczą różnicę w naszym sposobie postrzegania świata. Ja uważam, że nie można mówić o "oświeconym umyśle", gdyż oświecenie jest wyjściem poza umysł, porzuceniem go. Innymi słowy, umysł nie podlega oświeceniu, to jest tylko narzędzie, któremu (niestety) ludzie pozwalają pełnić rolę pana. A jego prawdziwa rola to nasz sługa. Odzyskanie właściwej relacji to realizacja. Wszystko inne, jakakolwiek praktyka, która nie prowadzi do wyjścia poza umysł to tylko gimnastyka, tkwienie w iluzji. Umysł kocha iluzje, jest gotów stwarzać nowe z prędkością światła. Iluzje to szaleństwo, w którym wszyscy tkwimy. Jedyne chwile prawdziwego szczęścia, które znam, to momenty w głębokiej medytacji, gdy udaje się stać obserwatorem swojego pędzącego umysłu. Doznanie jego zatrzymania, ta cisza, choćby na mgnienie oka, jest czymś ekstatycznym. Ja myślę, że można doświadczyć realizacji tu, na ziemi, czuję, że oddziela nas od niej bardzo cienka warstwa niewiedzy i nieświadomości, a stwarza ją właśnie nasz umysł, jego nieustanny szum. To swoją drogą bardzo dziwne, że tak trudno go zatrzymać. Używamy np. naszych rąk czy nóg wtedy, gdy tego chcemy. Możemy w każdej chwili zamknąć oczy. Możemy milczeć albo mówić, do wyboru. Nad myślami nie mamy prawie żadnej kontroli. Zatrzymanie umysłu to ogromna sztuka. Sądzę, że to nasze ego, które utożsamia się z umysłem, panicznie boi się, że zniknie wraz z jego zatrzymaniem. Zmusza umysł do tworzenia wciąż nowych projekcji, które podtrzymują istnienie złudzenia o nazwie "ja" - oddzielna istota. Myślę, że gdy człowiek zyskuje panowanie nad umysłem, to jest na dobrej drodze by "zjeść ciastko i mieć je" - może cieszyć się życiem na ziemi i jego przyjemnościami równocześnie nie cierpiąc, będąc wolnym od iluzji. Widzisz, gdy mówisz, że ten nasz świat to nie nasz dom, budzi się we mnie sprzeciw - uważam, że cały Wszechświat jest moim domem, w tym ciele, w innym albo w ogóle poza ciałem, bez różnicy. Nie jestem na wygnaniu, nie jestem poza domem. Wiem, że jestem na właściwym miejscu. Sądzę, że to sztuczka ego: wymyślić inny, lepszy świat, wtedy ludzie pozostaną nieoświeceni, będą czekać aż umrą i pójdą np. do nieba, do nirwany itd. w zależności od religii. Ego jest bezpieczne, przynajmniej na czas życia danego człowieka, bo przestaje on wierzyć, że wyzwolenie jest możliwe tu i teraz. Ego jest niezwykle przebiegłe i skoncentrowane tylko na swoim przetrwaniu. Siedzę właśnie przed oknem, patrzę na róże w ogrodzie, takie piękne i swobodne. Mam wrażenie, że one mówią, że Wszechświat jest w każdej chwili na nas gotowy, na "oddanie" nam naszej prawdziwej natury. Cierpienie i problemy to wymysł człowieka, nie świata. Chyba można zaryzykować stwierdzenie, że naprawdę nie ma czegoś takiego jak "problem".... Ech, już mi dużo lepiej :) Bardzo szanuję Twój wgląd, i to, że się nim dzielisz. To, do czego człowiek sam dojdzie, stwarza zupełnie inny przekaz niż niż wyuczone dogmaty różnych religii czy filozofii. Szkoda, że tak mało ludzi szczerze interesuje się poznawaniem egzystencji na własną rękę.

Autor: jdacb ijkb kicdeujb  20.08.2010 zgłoś

Do Emilie. Co do umysłu - myślę, że to nie jest kwestia istotnej różnicy, lecz nomenklatury. To próba używania słów do tego co nie da się nimi wyrazić. Różnimy się bardziej co do kwestii życia na ziemi. Może masz rację. Widzę to jednak inaczej. Nie chodzi o tu by umierać, czy na coś czekać, tu się zgadzam. Oświecenie jest naszym naturalnym stanem,który przed sobą zasłaniamy. Ale do rzeczy ..... posiadanie ciała i postrzeganie innych poprzez ciało jest ograniczeniem. Przepraszam za taką wycieczkę, ale............Twój wcześniejszy post mówił o bólu, dotkliwym bólu. Ale cały ten ból, wynika właśnie z ograniczeń nakaładanych przez ciało i niezmierzonej liczby rytuałów i gier odprawianych/odgrywanych wokół ciała. Może różnimy się co do wiary czym jest oświecenie, wiary bo ewidentnie każde z nas wciąż zasłania je przed sobą. Dla mnie jest miłością. Najlepsze, najcudowniejsze stany medytacyjne są powiązane dla mnie z miłością. Gdy czuję łagodną, całkowicie nie cielesną, radosną miłość w sobie i wokół siebie. Miłość kompletnie wolną od relacji z ciałem. Gdy kocham, chcę być na zawsze razem w całkowitej jedności umysłów/świadomości. Ciało, jesli nadaję mu jakiekolwiek znaczenie, jest temu przeciwne. Ciało jest tym co się rodzi, dlatego umiera. Nie jestem w stanie połączyć milości ze śmiercią, w żaden sposób. Dla mnie oświecenie to nie jest coś dla mnie. To jest zjednoczenie umysłów z moją Ukochaną. Nie ciał. To jest doskonała jedność naszej woli bycia razem całkowicie. Tak zjednoczeni, możemy zjednoczyć się z Wszechświatem I Bogiem. Ciało tego nie może, tylko umysł/świadomość. Ciało w istocie w tym przeszkadza, bo ono narzuca fałszywą tożsamość: jestem ciałem (choćby trochę, częściowo), a to nie jest dla mnie prawdą, jestem niematerialnym bytem. Cialo nakazuje odgrywanie ról, płciowych, rodzinnyych, etc, to wszystko jest bolesnym ograniczeniem. Kiedyś byłem np. rolą mężczyzny, macho. Wiem jak to ogranicza, bardzo boleśnie, jak wtłacza w straszne schematy. Dzisiaj chcę być wolny od płci i wszystkich apsektów płciowości, łącznie z seksem (co jeszcze nie udało się). Byłem kiedyś uzależniony od seksu. Dzisiaj, gdy czuję przepływ miłości z Ukochaną Istotą, to seks wydaje mi się strasznie żałosny, śmieszny, seks w porównaniu z czystą miłością jest niesamowicie ubogi. Bo ciała nie mogą się w istocie zjednoczyć - to jest złudzenie zjednoczenia. Umysły/świadomości/ niematerialne byty, jak to nazwiesz jest bez znaczenia, mogą i tylko one mogą. Ciało to wiele innych pułapek.Wierzę, sądzę że wiem, że w swej prawdziwej naturze jestem, jak każdy, nieskończony, bezgraniczny. Ciało to wytwór ego, by ta prawdziwa, nieskończona natura była niewidoczna. Bo ono zamyka w granicach, uniemożliwia wieczne lśnienie miłości w neiskończoność i bez granic. I jeszcze wiele innych rzeczy, których nie opiszę, by Cię nie zamęczać, ani przekonywać na siłę. W ogóle nie powinienem przekonywać nikogo, tylko lśnić miłością całkowicie czystą, tak by oświetlała ona mnie i świat wokół. Tak zobaczę, że cały Wszechświat i Wszystkie Istoty lśnią miłością. Nie zrobię tego przez słowa. To może wydawać się szaleństwem, ale wierzę, że się uda, w tym życiu. Także czuję, że tylko cienka zasłona odziela nas od tego. Pozdrawiam :)

Autor: MamaEmilia  20.08.2010 zgłoś

///

Autor: Kokokokorokoko  21.08.2010 zgłoś

Miłość wszystko znosi. Zdradę też. Jeśli nie potrafisz wybaczyć - nie kochasz. Wiadomo, że jest wiele odmian miłości. Inaczej kochamy dziecko, inaczej rodziców, inaczej małżonka, inaczej wreszcie obcych ludzi. I na pewno pamiętacie z wczesnej młodości, że kochamy tak naprawdę za nic; nawet jeśli nie jesteśmy kochani. Ale młodzieńcze zakochanie jest często niedojrzałe, przemija. Miłość prawdziwa jest stała. A to, co zwykliśmy nazywać zdradą, jest próbą naszej miłości, hartuje ją i udoskonala. Myślę, że ludziom wierzącym łatwiej to pojąć. Trzeba wiedzieć, że tylko długotrwały związek z jednym partnerem (bez względu na to jak burzliwy, dramatyczny) jest okazją by odczuć czym jest jedność w związku, czym nieegoistyczna miłość. Taką parę wiąże wiele więcej niż seks, bo oboje są jednością duchową. Tylko współmałżonka można kochać wszystkimi odmianami miłości (braterską, opiekuńczą, partnerską, erotyczną). I to jest ten cud. Przy czym podkreślić należy, że mężczyzna jest w stanie taką miłością obdarzyć nie tylko jedną kobietę. Natury się nie oszuka. W naszym monogamicznym kraju zdrady będą. Jedną żonę to miał mieć tylko biskup na początku organizowania się kościoła. Inni mężczyźni mogli wg. możliwości finansowych (chyba, że prawo państwowe stanowiło inaczej). Niestety. I tak jest po dziś dzień. Mamy, że wolno mieć jedną żonę, ale nikt nie karze za posiadanie kochanek.

Autor: Hanka  21.08.2010 zgłoś

Do kontrowersator- dlaczego ponizasz, obrazasz, dodaje ci to mocy, czujesz sie najmadrzejszy, najwspanialszyy , jedyny w swoim rodzaju- posiadajac wiedzę , nie znaczy,ze jest sie madrym i dobrym czlowiekiem , glupcy i zli ludzie tez posiadali i posiadaja wiedzę.Nazwiska, cytaty, a coz ona znacza w ustach mialkiego czlowieka??? Troche wiecej pokory.Ludzie madrzy to ludzie pokorni.

Autor: kontrowersator  21.08.2010 zgłoś

Do Pani Hanki Kochanie, oprócz pojęć typu dobro/zło, mądrość/głupota, istnieje jeszcze kategoria choroby umysłowej i ten pajac do niej się zalicza. p.s. A Ty jesteś jego adwokatem ?:) Przecież on był kiedyś cytuję " rolą mężczyzny, macho " :) a skoro to pamięta ;) powinien poradzić sobie bez Twojej pomocy ;):) Po drugie określenie typu PAJAC dotyczy jego SEIENDE, nie jego SEIN ;), czyli tego, co sam z takim namaszczeniem dekomponuje :) I jeśli chciałby być konsekwentny w tym swoim quasi myśleniu, musi przyznać mi rację :) To nie erystyka to logika ;)

Autor: inga  21.08.2010 zgłoś

Jestem zwolenniczka gry w otwarte karty. Kto chce, niech zyje w takich konstelacjach, jakie mu odpowiadaja. Jestem z moim partenerm, obecnie mezem, 7 lat. Mielismy przerwe roczna, bo poczulam, ze grzezne w zwiazku - mialam studia na ukonczeniu, pobyt za granica, a poza tym kura domowa... Potrzebowalam szybko wrocic do ludzi, do pracy, zarabiac wlasne pieniadze, moc zaplaic za swoje rozrywki (coz... kultura tez kosztuje: teatr kino, koncerty, ksiazki). Chcialam zaczac odychac, a nie tkwic zagranica, uczac sie jedynie egzotycznego jezyka - lokalego i przylatujc na studia co 2 tygodnie. Gdy sie rozstalismy, spotykalam sie z innymi mezczyznami. Choc nie dorownuja mojemu mezowi pod wieloma wzgledami, to jednak... swiezosc nowego kochanka, beztroska, uczucia satysfakcji lozkowej, mozliwosc probowania tego, co w dlugim zwiazku -nawet w wielkiej dawce -nie wskrzesi tej ochoty... Jestem mezatka. Nie chce zdradzac. Wlasciwie, mysle ze cokolwiek z innym mezczyzna to juz zdrada. Nawet nie flirtuje. Stuka mi trzydziestka, a ja w lozku to chce jedynie szybko zasnac. Czasem mysle, ze pokusilabym sie na inna kobiete, bo seks z kobieta to prawie jak nie zdrada ;). Mysle, ze ludzie szybko sie deklaruja albo pobieraja, a w pewnym momencie, po pewnym czasie stwierdzaja, ze maja inne potrzeby lub odkrywaja w sobie jednoczesnie pociag do wlasnej plci. Mozna kogos kochac bardzo mocno, nie majac do tej osoby najmniejszego pociagu. Ja tak mam, ale wcale mnie to nie cieszy. Uleglam konwenansom, teraz szukam na sile roznych sposobow, by sobie zrekompensowac te braki - nauka czwartego jezyka, malowanie, czytanie ksiazek, wariacje kulinarne, hodowla egzotycznych roslin, plywanie, bieganie, joga.... Najgorsze w tym wszytskim jest to, ze zmiana partenra na innego wcale nie gwarantuje poprawy zycia sypialnianego. Mialam kiedys kogos, kto mial 3 konbiety w tym samym czasie. Choc jego stala partnerka byla otwarta na poboczne znajomosci i wlasciwie sie z tym nie kryla, on ukrywal przed nia swoje. Mialam wtedy najlepszy seks w zyciu, ale uklad - nieciekawy. Na krotka mete ok.

Autor: ciekawski ale nikomu nie powie ;)  21.08.2010 zgłoś

Do Ingi Co konstytuuje "najlepszy seks" skoro "zmiana partnera na innego wcale nie gwarantuje poprawy życia sypialnego" ? Odpowiedź może być po niemiecku, angielsku, francusku, hiszpańsku i polsku oczywiście ;)

Autor: Henryk_Kędzierski  22.08.2010 zgłoś

Pfff... Zdradzam narzeczoną, ona zdradza mnie i jest zabawa! hehe czemu mamy się nudzić tylko ze sobą, jak można zabawiać się też z innymi.

Autor: omg  22.08.2010 zgłoś

zdradzajcie sobie ile chcecie, pieprz cie sie z kazdym napotkanym z ulicy, po co jestescie w stalych zwiazkach? Najpiekniejsze jest w tym wszystkim to ze sie oklamuje niczego nieswiadomych ludzi ktorzy chca stworzyc normalna zdrowa relacje z drugim czlowiekiem.

Autor: qwer  24.08.2010 zgłoś

Jestem facetem, ja uwazam, że skok w bok mojej partnerki, to nie jest zdrada - sex., to zabawa, przyjemność dla ciała, czerpiemy wiele radosci z sex.,. Jaka zdrada, Czy sex mojej pani z innym facetem mozna okreslic zdradą? Epilog zdrady wystepuje wtedy kiedy opuszczamy partnera /kę na stałe i wiążemy sie z nowym partnerem / ką. Tak to jest zdrada. Na slubnym kobiercu przysiegalismy, że Cie nie opuszczę aż do smierci i wiernie Ci będe służył. Ja swoją żone namawiam do romansu z innym facetem mimo że ja absolutnie nie uprawiam sex., na boku - wystarczy mi obecna żona. Chcę po prostu żonie sprawic przyjemność niech popróbuje sex., z innymi mężczyznami takie doswiadczenie wnosi nowe elementy gry erotycznej i dostarczają potęcjalnej aktywnosci, które przenoszą sie na nasze łoże.

Autor: zona i..nie zona  24.08.2010 zgłoś

zdradzam..ale czy musze byc potępiona..ten drugi człowiek daje mi to co maz nie..czułość na co dzień..maz 10 lat z doskoku.,.płakałam, prosiłam nie wraca..wiec czemu mam całe zycie byc sama..bo tak wypada..czasami mnie dopada moralniak..czasami płacze...nawet u niego..on wie jak jest kim jestem..chce normalności chce mnie kochać..gdybym była zimna su..ka zostawiła bym meza i była szczęśliwa z drugim..on mnie kocha..ale jest dziecko..no i wiele innych życiowych dylematów i mam je pewnie nie jedyna..ah życie..

Autor: kasia  24.08.2010 zgłoś

zdradziłam, po 12 latach bycia w związku gdzie kochałam i nie wiedziałam ze jestem kochana!! nikt mi tego nigdy nie powiedział, było tylko zmęczenie i chyba przyzwyczajenie....dopiero po... dowiedziałam się jak to mój stały partner mnie mocno kocha ale ja już kochałam kogoś innego... tylko On ma żonę i małe dziecko...i to pewnie ja jestem Ta zła?

Autor: Zdrada musi być - mąż  25.08.2010 zgłoś

Temat szeroko opisywany w wątku "Zdrada niejedno ma imię" na Kafeterii zwłaszcza ostatnie posty.

Autor: nesca  25.08.2010 zgłoś

kasiu, u mnie podobnie, stalo sie po 12 latach zwiazku, tez nie czulam sie kochana, doceniana,szanowana. bylo za to duzo przykrych slow ale najgorsza dla mnie byla cisza miedzy dwoma osobami w tym samym pokoju, brak smiechu, radosci,rozmowy. Absolutnie nie szukalam okazji ani nie planowalam skoku w bok,kocham meza. az pojawil sie ten trzeci,na poczatku tylko fajny i ciekawy znajomy,duzo wspolnych tematow,podobne poczucie humoru i to ''cos'' jakbysmy sie znali od zawsze. No i jestem teraz 1.5 roku pozniej, co sie stalo to sie stalo, nie zaluje, poczuam sie dzieki temu prawdziwa kobieta,ktora sie szanuje, kupi czasem glupiego kwiata, zaprosi na kolacje,powie komplement. Tak malo a tak duzo. Z mezem chcialam sie rozstac i powiedzialam mu to a on teraz zobaczyl ze tym razem to na serio i sie stara zeby jakos to ponaprawiac...a ja? nie wiem czy chce...za dlugo zle miedzy nami bylo i nie umiem chyba zapomniec tych zlych rzeczy ktore sie miedzy nami wydarzyly. A ten trzeci pokazuje mi ze sa jeszcze na swiecie fajni,porzadni faceci wiec moze jeszcze kiedys uloze sobie zycie z kims na kogo jak popatrze to pomysle ''to jest on, i zaden inny' i ze az zaboli w sercu na sama mysle ze mogloby go nie byc.

Autor: propozycja  25.08.2010 zgłoś

Do pana qwer... Brawo. Proponowałbym poszerzyć spektrum atrakcji o na przykład NIESWOJE DZIECKO. Niech żona zajdzie w ciążę z innym mężczyzną. W sumie na chłopski rozum HAMLETA nie ma rzeczy złych a ni dobrych, tylko myślenie je takim czyni. ;) A zresztą trzeba kochać wszystkie dzieci i wszystkich ludzi, nie ? :) Tu, panie kolego nie chodzi o twój światopogląd czy twoje wartości, tu chodzi o pewien standard. Małżeństwo jest pewnym standardem i jeśli się nie chce go przestrzegać, należy się trzymać od niego z daleka i mówi ci to kolego KAWALER żeby było wszystko jasne ;)

Autor: kaja  27.08.2010 zgłoś

Człowiek z natury nie jest monogamistą. I nie rozumiem dlaczego ktoś ma przy kimś tkwić koro nie kocha. Tylko dlatego że tak wypada.

Autor: Daria ... :)  01.09.2010 zgłoś

http://CarlySam.gliteruje.pl - Polecam ^^!!

Autor: aaa  22.09.2010 zgłoś

właśnie przez takich jak zeed świat schodzi na psy... w jakim kierunku zmierzamy???że w końcu każdy z każdym? to jest takie fajne? ludzie opamietajcie sie..

Autor: eM  26.09.2010 zgłoś

Kobiety !!! Jeśli kobieta jest oziębła i jej seks polega tylko na „daniu” to ... Jestem 18 lat w związku i w ostatnie trzy lata zdradziłem dwa razy, dlaczego ??? ano już łez przelałem nadto aby stwierdzić że po bożemu to przez tyle lat to za długo, a Kamasutra to jakiś zboczone praktyki w oczach żony !!!! Wszystko zmieniło się po urodzeniu pierwszego syna ... totalny zanik popędu płciowego, fantazji .... rozmowy nic nie dawały, urocze kolacje, świece, kwiaty etc... stąd moja desperacja i ucieczka do szukania kochanki na serwisach internetowych, Kochanki wspaniałe, wspaniałe kobiety, dużo ciepła i miłe wspomnienia, wspomnę że oczywiście były to mężatki. Nikogo nie namawiam do grzechu ale napiszę że po raz pierwszy doświadczyłem kochania się przez trzy godziny !!! nie wiedziałem jaka to przyjemność i pierwszy raz widziałem jaką przyjemność może dać kobieta mi i ja jej, pierwszy raz widziałem u kobiety orgazm wielokrotny, pocenie się, głęboki oddech i twarde piersi, stojące sutki... wszystko co Kamasutra przewiduje z miłością fr. i minetką włącznie .... - trzy godziny kochania się, echhh … Definitywnie mogę stwierdzić że przyczyną zdrady był seks, a raczej jego zanik. Gdzie spotykałem się z kochankami ? w hotelach na peryferiach Łodzi ... zero znajomych, ciche wspaniałe miejsca, koc, gwiazdy, cisza i my ... Zdradziłem też dla przekonania siebie samego czy aby ja jestem wstanie zaspokoić kobietę, może ja coś nie tak robię, zachowuję się, jestem zbyt brutalny, delikatny ? .... okazuje się że jest wszystko na miejscu. Kochanki chętnie ze mną obcowały, rozmawiały, jestem śmiały i przede wszystkim bezpośredni. To się podobało ale nie mojej żonie ... 18 lat małżeństwa i 2 zdrady ... dwie w ostatnich trzech latach, czy będzie więcej ? nie wiem, po trzydziestce kobiety mają nadmiar hormonów i szaleją, moja żona też, ... tylko szkoda że jakość przechodzi na ilość !!! To czego doświadczyłem to przede wszystkim długa gra wstępna, mizianie i podnieta, a później kochanie ..., próbowałem wdrożyć to wszystko w życie i ? gdy rozstawiłem świeczki, podpaliłem je to aby knot się nadpalił, a żonka mówiła szybciej bo rano musi wstać, to jest "pieprzenie" - nie kochanie ... szkoda, nie wiem gdzie ta przyjemność ! Przyznam się że pamięta się pierwszą zdradę, to zaskoczenie, to inny smak „cukierków”, cóż , było wspaniale, Martini świece … (świece na tyle się wypaliły że zostawiły ślad na półkach i stolikach) . Czy zdradzę ? nie wiem mimo że mnie stać na wiele, mam mało czasu, pracuję ok. 60 godzin tygodniowo a tak naprawdę zacząłem sobie cenić uśmiech i miłą pogawędkę z płcią piękną. Jeśli będzie okazja i warunki ku powtórzeniu cudownych chwil przy świecach, Martini, smyraniem piórkiem … nie powiem NIE, lecz czy ta inicjatywa obecnie wyjdzie ode mnie ? (…) eM. Dziękuję za wysłuchanie.

Autor: Halo  06.10.2010 zgłoś

eM to wszystko co napisałeś jest prawdą... jestem kobietą,ale też tak mam ... Pozdrawiam

Autor: arpad17  10.10.2010 zgłoś

Tu mnie poruszylo, kurcze to wszystko nie jest takie proste. Brzydze sie zdrady, dla mnie jest to sprzeczne ze wszystkim w co wierze i kocham. Nigdy nikogo nie zdradzilam, Zdrada kojarzy mi sie z brudem duszy. Wole nie myslec o zdradze , bo by mnie to chyba zabilo. Podziwiam tych , ktorzy potrafia to przejsc, wybaczyc i zyc dalej.

Autor: Mic  04.04.2011 zgłoś

To chyba jak z aborcją (a tak naprawdę, z każdym tematem w ogóle). Jedna kobieta nigdy tego nie zrobi, a jeśli zrobi, to życie jej się rozsypie. Druga będzie udawała, że dla niej to tylko trochę niemiły zabieg, ale zupełnie zgorzknieje. A trzecia faktycznie nic się po "tym" nie zmieni. (Dla jasności: sam jestem przeciw: przede wszystkim udowodniono, że dziecko wtedy cierpi. Wszystko też przy aborcji sprzyja szokowi, tak fizycznemu, jak i psychicznemu. Poza tym to kwestia odpowiedzialności - dorosłość polega na tym, że rozumiemy, iż nasze czyny niosą konsekwencje - co najwyżej gwałt można tu pominąć.) Najśmieszniejsze, że każda z tych osób będzie uważała, ze jej pogląd to jedyny normalny... Ja jakoś nie mam ambicji biegania po świecie i np. przekonywania zakonnic, żeby zostały aktorkami porno, albo na odwrót... (co innego, kiedy ktoś się męczy w swej roli - ale tego zjawiska też się nadużywa do naciskania na innych - upraszczając, aktorki porno sugerują, że wszystkie zakonnice też by tak chciały i na odwrót).

Autor:  19.11.2011 zgłoś

To wszystko co pisze jdacb ijkb kicdeujb i jeszcze jeden Autor zaczynający jedną ze swoich wypowiedzi słowami: "Ludzie, czy jak gdzieś w swojej wypowiedzi użyłem słowa "seks"..." to prawdziwe, wzruszające, piękne i zarazem smutne... Rozumiem co piszą, wiem co czują, znam to... I zgadzam się całkowicie ! Być może pojęcie tych kwestii to jakaś wyższa ranga... Być może zrozumieć to są wstanie tylko Ci, których owy 'problem ' dotyka...

Autor: jamto  12.07.2012 zgłoś

Zdrady są, należy tylko pogonić po nich zdradzającego czy to żona czy mąż i po sprawie. Związek to inwestycja tak emocjonalna jak i finansowa a ja nie będę płacił za rozrywkę obcego faceta. Wziął sobie moją żonę to teraz jego problem. Dzieci przeżyją, ostatecznie rozwód to nie obóz koncentracyjny a żyć z fałszywym i wygodnickim człowiekiem to męka i kara na którą wielu z ludzi nie zasługuje. Niech sobie zdradzający ułoży życie szczęśliwie i nie marnuje nam czasu bo czas w naszym życiu jest cenny (jednorazowy). Dlatego zdrad się nie wybacza chyba że człowiek jest słaby wówczas nie ma wyboru będzie oszukiwany do końca a nawet gdyby nie, to i tak nie ma dla jego psychiki różnicy.

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu