Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

26.08.2011 | Reportaż

Mam wszystko, a jednak czegoś mi brak

Mają udane życie osobiste, są niezależne, spełnione i zamożne. Ich rzeczywistość jest nieskomplikowana, wręcz cukierkowa - nie walczą z nikim, z niczym się nie borykają i nie martwią o nic. Wydawać by się mogło, że mają wszystko, a jednak i one narzekają, że czegoś im brak.

Czasem także w ich codzienności pojawia się melancholia, nieprzyjemna refleksja, że wszystko jest bez sensu, a one zmierzają donikąd. Ot, klasyczny dół, który dopaść może każdego. Im jednak – kobietom osobistego i zawodowego sukcesu, szczęśliwym paniom pięknych domów, mamom zdrowych dzieciaków – najczęściej odbiera się do nich prawo. Nie jęcz, z dobrobytu w tyłku ci się poprzewracało, weź się w garść – ileż z nas skwitowałoby je w ten sposób? Tylko czy mamy prawo odbierać im prawo do chandry, a może jednak słusznie irytuje nas ich postawa?

Paulina (27 lat, manager w firmie farmaceutycznej w Warszawie):

- Mam wszystko. Zdrowie, pieniądze, przyjaciół. Jestem kobietą sukcesu, dzieckiem szczęścia, jak to mówią. Mam piękne mieszkanie na ostatnim piętrze apartamentowca – z balkonu którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok. Mam też zasobny portfel – stać mnie i na SPA, i na podróże, i dobre auto. Jestem mężatką – mój mąż jest cudownym, mądrym człowiekiem. Jestem towarzyska i otwarta - otacza mnie wianuszek znajomych, z którymi często i chętnie spędzam czas. W pracy, która daje mi i pieniądze, i satysfakcję, radzę sobie świetnie. Lubię ją. Jestem zadbana, ubieram się w dobrych sklepach, zaopatruję się w delikatesach. Cieszę się życiem – mam wszystko. Tylko czasem, kiedy zwolnię, przybija mnie pustka – tak właśnie to czuję. Czegoś mi brak, tylko nie umiem znaleźć odpowiedzi, czego tak właściwie.

Kiedy jestem przygnębiona, a zdarza się to dość często, mam poczucie, że moje życie jest puste, zmierzam donikąd, nie mam żadnego celu. O nic nie walczę, a moja gładka codzienność wydaje mi się być pozbawiona sensu. Choć powinnam i staram się ze wszystkich sił – nie czuję, żebym była szczęśliwa. Pogubiłam się? Oczywiście nikomu się do tego nie przyznam – przecież żyję jak pączek w maśle, a to zdecydowanie odbiera mi prawo do niezadowolenia. Kiszę więc w sobie ten ból istnienia, jak go dla poprawy nastroju nazywam, i uśmiecham się – tego wszyscy ode mnie oczekują. Ta werwa to nie tylko poza, ale i sposób na uniknięcie nieprzyjemności.

Kiedyś powiedziałam mojej mamie o dołach i melancholii. Ta spojrzała na mnie spode łba i huknęła, że nie mam prawdziwych problemów, że wymyślam, bo w tyłku mi się z dobrobytu poprzewracało. Powinnam się rozejrzeć – dzieci głodują, sąsiad ma raka, a ona... Zamilkłam, w tym temacie raczej na zawsze, tylko co z tego, że wzięłam się w garść, skoro zaczęłam podupadać na zdrowiu. Odczuwam nerwobóle – a to dokucza mi żołądek, a to kręgosłup, a to sprawy kobiece. Okresowo męczy mnie bezsenność – leżę, patrzę w ciemność, i mam ataki paniki - z obiektywnego punktu widzenia zupełnie nieuzasadnionej. Wyniki badań mam dobre, a że nie szczędzę pieniędzy na diagnostykę, to lekarze przeglądają mnie od stóp do głów. Diagnoza: albo jestem hipochondryczką albo nerwicowcem, albo rozkapryszoną histeryczką. Jak zwał, tak zwał – choć doceniam to, co mam, nie umiem cieszyć się, zaznać spokoju, nie potrafię być szczęśliwa. I uważam, że to cholernie niesprawiedliwe.

Marysia (30 lat, na urlopie wychowawczym, mieszka w Gdańsku):

- Kilka dni temu skończyłam trzydzieści lat. Mam męża, o którym można powiedzieć „wielki nieobecny”, bowiem ciągle pracuje, od rana do nocy. Nawet w weekendy, kiedy jest z nami w domu, siedzi z nosem w komputerze – to programista całym sobą. Ja jestem bibliotekarką, ale od dwóch lat realizuję się jako całodobowa opiekunka dwójki aktywnych bliźniaków. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem szczęśliwa, odpowiedziałabym, że tak, oczywiście. I naprawdę w to wierzę - spełniły się moje marzenia o szczęśliwej rodzinie, ciepłym domu i spokojnym życiu. Materialnie jesteśmy zabezpieczeni, nie chorujemy, a i ja doszłam do siebie po trudnej ciąży. Moje życie wydaje się beztroskie - nie martwię się o finanse, pracę, kredyty czy tym podobne kwestie. Mało tego – dwa razy do roku jedziemy na urlop za granicę, mamy domek nad jeziorem i komfortowe auto. Obiektywnie rzec biorąc żyję w sielskiej rzeczywistości. Spełniam się w roli matki, dobrze się w niej czuję, choć to najtrudniejsza praca, jaką do tej pory wykonywałam. Mój świat kręci się wokół dzieci – karmienia, pielęgnowania, ale także wychowywania i edukowania. Z moimi maluchami spędzam niemal każdą wolną chwilę, zazwyczaj bardzo aktywnie – a to czytam, a to układam puzzle, a to rysuję. Ostatnio nawet zaczęliśmy uczyć się czytać, taką nienachalną, eksperymentalną metodą.

Zazwyczaj nie przeszkadza mi, że moje życie tak naprawdę nie jest moje. Mówię sobie, że jeszcze kilka lat, a odzyskam czas dla siebie, no i siebie samą, ale tak naprawdę… Czasem czuję się, że jeszcze chwila, a nie wytrzymam i wybuchnę. Czuję się jak trybik w maszynie albo o... - chomik w klatce, biegający po swoim kręciołku. Marzę, żeby zniknąć, móc nie reagować i przez chwilę w niczym nie uczestniczyć.

Zdarza się, że wpadam w jakiś dół i myślę, że to wszystko jest bez sensu (co z punktu widzenia matki jest bzdurą). Oczywiście nie mówię o tym nikomu – raz, że nie mam w zwyczaju rozczulać się nad sobą, dwa – każdy by mi kazał popukać się w głowę. Jak dobrze to znam: Przestań szukać dziury w całym, Nie dziel włosa na czworo, albo mój hit: Nie użalaj się nad sobą, masz wszystko! Dlatego nawet wtedy, kiedy czuję się otępiała, milczę - uśmiecham się i gram rolę szczęśliwej pani domu, która spełnia się gotując pulpety w sosie pomidorowym czy doprowadzając dom do porządku po tym, jak dzieciaki potraktowały ściany farbami.

Staram się dbać o siebie, piję uspokajające herbatki ziołowe, pozwalam sobie na lampkę wina dla rozluźnienia. Wiem, że muszę zacisnąć zęby i sama sobie z tym poradzić - inni nie będą dla mnie wyrozumiali. Przecież fakt - wszystko mam! No i wciąż pamiętam, jak kilka miesięcy po urodzeniu bliźniaków zaczęło mnie palić w przełyku, czułam ucisk w klatce piersiowej i drętwiały mi ręce. Pognałam do lekarza, bojąc się, że schodzę. EKG, morfologia i badania pod kątem choroby tarczycy nie wykazały nic niepokojącego. Lekarka stwierdziła, że mam nerwicę, a może nawet psychozę poporodową. Kazała mi wziąć się w garść i… przestać się nad sobą rozczulać.
Zofia Bogucka
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: ona_jedna  26.08.2011 zgłoś

Marsz do terapeuty! To do obu Pań. Samo wygadanie się może pomóc :) Pani nr 2: jeśli tak powiedziała lekarz psychiatra, to proszę ją zglosić do samorządu zawodowego - stwierdzenie psychozy (jakiejkolwiek) i powiedzenie, żeby pacjentka "wzięła się w garść" podpada pod błąd w sztuce i pani dr powinna ponieść konsekwencje.

Autor: Zauważyłam, że kobiety  26.08.2011 zgłoś

często zaczynają myśleć o takich duperelach, jak czują nudę. Wiem, bo sama jestem kobietą. Bo kobieta musi się wiecznie czymś martwić, a jak się nie martwi, to czuje, że czegoś jej brak w życiu. Drugi powód to zbyt dużo wolnego czasu. Bo gdy nie ma się na nic czasu, to nie ma kiedy rozmyślać o egzystencji....

Autor: ewka  26.08.2011 zgłoś

weżcie sie szczęsliwe kobiety za cos pozytecznego , np. wolontariat w hospicjum, gdzie czekaja na smierć dzieciaczki, albo pomoc w schroniskach dla zwierzat. Zajmijcie się czymś pożytecznym, to i wy będziecie miały satysfakcje. Nie trwońcie życia opływając w luksusach, bo los może być przewrotny: stracisz prace ty , lub twój mąż, możesz miec wypadek samochodowy, lub przysłowiowa cegła spadnie ci na głowę. To, co piekne nie trwa wiecznie.Pomyślcie o tym. Pozdrawiam

Autor: skorupka  26.08.2011 zgłoś

A ja czuję się podobnie do bohaterek. I dziwią mnie bardzo krytyczne glosy pod artykułem. Co to za rada, żeby się czymś zająć, żeby być zajętym, to wtedy nie ma czasu na martwienie się??? Czy całe życie mamy zasuwać jak maszynki, żeby tylko uniknąć chwili nudy, która pozwala na refleksję? Chyba za wolontariat itd. warto brać się wtedy, gdy jesteśmy ze sobą poukładane, a nie żeby odepchnąć od siebie głębszą refleksję i wolny czas. U mnie marne samopoczucie wynika głównie z kryzysu duchowości, ale zniechęcenie ogólne odbiera mi zapał do uporządkowania spraw duchowych. Pozdrawiam wszystkie pogubione. Obyśmy znalazły światełko i wykrzesały z siebie pokłady energii do pozytywnych zmian w życiu.

Autor: logik  26.08.2011 zgłoś

Cóż, inteligentna osoba się nie nudzi. Osoby z artykułu nie mają żadnej pasji (typu twórczego, tzn. nie samo czytanie książek i oglądanie filmów). A przecież jest tyle interesujących rzeczy do spróbowania - można kleić modele, wyszywać, konstruować, rzępolić na czymś, malować, fotografować... Tym bardziej gdy ma się kasy jak lodu! Wtedy więcej potencjalnie drogich hobby stoi otworem (fotografia, astronomia).

Autor: Jarek  26.08.2011 zgłoś

próżne baby ! jak macie tyle kasy, to dajcie biednym dzieciom z sierocińca, zrobicie przynajmniej dobry uczynek, bo po smierci każdy będzie rozliczony ze swojego życia ziemskiego.

Autor: Wolontariat?  26.08.2011 zgłoś

A gdyby tak jednak ten wolontariat? Niekoniecznie trudny typu pomoc w hospicjum czy schronisku. Można pomagać w nauce dzieciom (albo i dorosłym, w różnych fundacjach czy miejscach pomagających np. mamom wrócić do pracy), albo kupować coś dla dzieci z domu dziecka. Moja firma "opiekuje się" dziećmi z domu dziecka, także kupując ładne i modne ubrania (dostają ciuchy z MOPSu, ale... ): radości tych dzieci nie da się opisać.

Autor: Katia  26.08.2011 zgłoś

hhmm, w 1 przypadku aż ciśnei się na usta - zróbcie sobie dziecko :) choć ja bym tego nie powiedziała (sama ni emam dzieci i nie chcę mieć) ale jużsłysze inne kobiety... Może to nuda po prostu. Jesli masz kase - moj arada - PODRÓZUJ, zwiedzaj, odkrywaj świat. DLa mnie stało sie to pasją, choć nie mam niesamowicie duzo pieniedzy ale dość dobrze mi się żyje. Zyje od wyjazdu do wyjazdu, jescze nie wyjade w jedno miejsce juz planuje inna wyprawę, cieszy mnie to, daje radość, relaksuje, daje power i chęć do zycia. Polecam ;)

Autor: Katia  26.08.2011 zgłoś

przypadek 2 natomiast - nie wiem co poradzić, jak dla mnie zmęczona życiem mężatka - matka :) To ze macie kase i wszystko co chcecie nie przyniesie radosci. Al emasz dzieci, nimi sie ciesz! pzreciez to najwazniejsze w zyciu (podobno). Jsli jeste zmęczona matkowaniem - wyjedzcie na wspólny urlop tylko z mężem, na 2 tygodnie. Dzieci zostawcie rodzicom. Łatwo powiedziec? łatwo, albo albo - albo odpoczynek, oderwanie, albo umartwianie ie i zmęczenie ;)

Autor: Cassiopea  26.08.2011 zgłoś

Kryzys psychiczny w życiu pod dostatkiem bierze się z zaniedbania swojej sfery duchowej. To jest teraz bardzo powszechne. Ludzie tak się zachłysnęli pseudo-wolnością i kapitalizmem, że zapomnięli, że potrzeby duchowe, to nie wymysł kościoła, ale naturalna potrzeba człowieka. Człowiek posiada 4 sfery: cielesną, psychiczną, umysłową i duchową. Jest teraz moda na skupianie się na tych dwóch pierwszych, a co z resztą? Człowiek jako istota stworzona z Boga, ma w sobie jego cząstkę, która potrzebuje kontaktu ze Stwórcą. Bez tego, człowiek skupia się tylko na życiu doczesnym, co powoduje bezsens, bo tak naprawdę, każdy człowiek ma w głębi serca potrzebę wiecznego trwania, nie chce ginąć bezpamiętnie, ale chce czuć, że przyczynia się do zmiany przyszłości swojej, swoich potomków i że życie zostało mu dane z jakiejś ważnej przyczyny. A dusza ludzka podświadomie dąży do jedności ze swoim Stwórcą, więc zawsze w głębi serca będziemy Go potrzebować i za nim tęsknić, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Objawem takiego braku jest często frustracja życiowa, zniechęcenie czy agresja lub chęć zdobywania i osiągania, która nas syci tylko na chwilę, to taki nieustanny głód. Wyznaczamy sobie cele życiowe, ale i tak wydaje się to nie dawać nam takiego szczęścia. No i słusznie, bo te cele są DOCZESNE, TYMCZASOWE, mamy świadomość, że to wszystko się kiedyś skończy i co dalej? bezsens nas ogarnia i pustka. Pytamy: po co właściwie to wszystko? Ja miałam ciężką depresję i nerwicę, straszne lęki, duże problemy rodzinne i finansowe, myślałam, że nie mam po co żyć. Nadal leczę się z tych problemów, ale jest duuużo lepiej. Teraz czuję, MIŁOŚĆ Boga, która przewyższa wszystkie rzeczy, bo jest BEZWARUNKOWA, WYJĄTKOWA I WIECZNA. Czuję, jak mnie wspiera. Patrząc na swe życie wstecz, widzę, że wszystkie zdarzenia w nim mądrze się łączą ze sobą i miały sens, widać, że to nie przypadek. No i jak tu nie czuć się wdzięcznym i szczęśliwym? Jeśli jestem kimś dla Kogoś tak doskonałego to jak czuć się źle? Świadomość bycia kochanym ponad swoje wyobrażenie i świadomość zjednoczenia się z Bogiem na modlitwie i po śmierci, daje wielki sens życiu i nadzieję oraz wiarę w to, że to, co dobrego robimy tutaj, tam będzie docenione. Kto by nie chciał mieć takiego kochającego i doceniającego Ojca? :) Pomyślcie o tym poważnie. Pozdrawiam Wszystkich serdecznie

Autor:  26.08.2011 zgłoś

Też mam wszystko wspaniałe dzieci ,piękny dom drogie auta i kochanego męża który usłyszał diagnozę rak złośliwy. Nie mogę spać i jeść tak się o niego boję a serce kłuję z rozpaczy.

Autor: do cassiopea  26.08.2011 zgłoś

zgadzam sie z Toba calkowicie, od kiedy odnalazam Boga w swoim zyciu, czuje sie szczesliwa:)

Autor: Naja  26.08.2011 zgłoś

Dawno doszlam do wniosku,ze nigdy nie nalezy nikomu zazdrościć. Od Pań z artykulu rózni mnie to,ze nie mam dzieci(wczesnie zachorowalam,pózno wyszłam za mąż),nie czuję siębezpieczna finansowo-mimo,ze pracuję,a mąż ma emeryturę.Osiem miesięcy temu u męża zdiagnozowano złośliwego raka-jest po chemii,przed nastepnymi badaniami.Mam za sobą terapię psychiatryczną (osiem lat temu,po smierci mamy). I dlatego rozumiem te panie. Jest wyjście- są miejsca,gdzie mozna uzyskać pomoc.A jesli ktoś myśli,że wie lepiej-jedna rada-więcej pokory..."Na tyle siebie znamy,na ile nas sprawdzono..."

Autor: wdq  26.08.2011 zgłoś

jak się ma wszystko, a czuję się pustkę, to tą pustką jest brak Boga, wierzcie lub nie ale tak jest

Autor: hortensja.  26.08.2011 zgłoś

Przypadek 1- zgadzam się, że brakuje w tym związku i tym życiu czegoś istotnego. Nie sądzę, by chodziło o dziecko, bo bystra kobieta już by na to wpadła. Ale czegoś, co sprawia, że się chce chcieć. Pasji, ducha... wszystko jest letnie, przewidywalne, nudne. Więc może czas rzucić to wszystko? Tego letniego męża, tę letnią pracę. Tę małą stabilizację. Bohaterka Przebudzenia (bardzo adekwatny tytuł) Katarzyny Zyskowskiej- Ignaciak z dnia na dzień zerwała z dotychczasowym partnerem i złożyła wymówienie w pracy, nie mając nic innego w zanadrzu. I cudownie ozdrowiała jej dusza... Przypadek 2- nie znosiłam 24 godziny na dobę być związana z moim dzieckiem, dostawałam szału i miałam ochotę mordować cioteczki szczebioczące: oj, jaka ty szczęśliwa! Szczęście zaczęłam odzyskiwać po powrocie do pracy. Miałam wrażenie, że jestem zmuszana do bycia szczęśliwą bo mam dziecko, a za cholerę nie czułam się tak. Sądzę, że gdybym miała bliźniaki byłoby dwa razy gorzej.

Autor: lolo  27.08.2011 zgłoś

tez tak mam

Autor: koment do cassiopei  27.08.2011 zgłoś

Nie chce nikogo krytykować. Ale uwazam, ze to co piszesz to budowanie ułudy, które daje schronienie ludziom słabym. Wmawianie sobie, że kocha Cię ktoś, na kogo istnienie nie ma zadnych dowodów, jest jedynie w Twojej głowie, jest conajmniej dziwne, z punktu widzenia zdrowego człowieka. Moim zdaniem bohaterki artykulu sa znudzone zyciem i brakiem wyzwan, nie maja tez zadnych powaznych problemow zyciowych. Moja rada jest inna, zamiast sobie wmawiac wieczna milosć boga, zacznij czynic dobro. Pomagaj w fundacji, moze wolontariat w szpitalu, moze otocz opieka dom dziecka albo jego małych mieszkanców. Dobre uczynki czynią nas ludzmi i nadaja sens naszemu życiu, nie pieniadze, drogie auta, czu poswiecanie siebie dla dzieci.

Autor: wrocławianin  27.08.2011 zgłoś

Wielu ludzi to dotyka. Nie ma się co rozpisywać: to po prostu ból istnienia, pytanie o sens. Poziom materialny życia nie ma tu nic do rzeczy. i żaden psycholog nie pomoże. Ludzie mają tak od milionów lat: stad wymyslenie sobie bóstw, malowanie ścian w jaskiniach, próba nadania sensu życiu, pytanie skąd przychodzimy, kim jestesmy i dokąd idziemy, i strach, że ludzkie życie może nie mieć żadnej głębi i wszystko straci w jednym momencie sens. Nie jedno samobójstwo, i nie dwa, miało miejsce z tego powodu, i będą następne. Wielu ludzi nie ma takich obaw, bo są zbyt głupi i zbyt mało wrażliwi.

Autor: wrocławianin  27.08.2011 zgłoś

Co do wiary w Boga, to nie może to być jedyny sposób na to, żeby nie być nieszczęśliwym (specjalnie piszę o nie byciu nieszczęśliwym, zamiast o byciu szczęśliwym). Rzeczywiście Bóg może być wytworem ludzkiej wyobraźni. Wszystkie te cuda, cudowne obrazy itd. to pic na wodę, te cuda świętych, a nawet uznawanie za święte osoby, co do których istnienia nie ma pewności (św. Jerzy, albo Indianin związany z kultem Matki Boskiej z Guadelupe). Szczęście trzeba definiować każdego dnia od nowa, bo człowiek mądry i wrażliwy, do tega mający ogromną wiedzę, każdego dnia jest inny, dojrzalszy, i każdego dnia zadaje sobie nowe pytania, na ktore odpowiedzi będzie szukał całe życie, generując kolejne pytania, które w częsci pozostaną bez odpowiedzi. I czlowiek musi nauczyć się żyć z tymi rozterkami, które zatruwają serce i umyśł z jednej strony, a z drugiej dają mozliwość rozwoju. Podporą może być, i powinna być, rodzina, przyjaciele. Nie raz i nie dwa przyjdzie się zmierzyć ze śmiercią bliskich i wtedy wszystko trzeba definiować sobie od nowa, i od nowa definiować swoje szczęśćie. Nie ma od tego ucieczki, a psychologowie nic tu nie pomogą, bo jedynym lekarstwem na to jest być bezgranicznie głupim (wtedy nie ma się takich rozterek jak mają bohaterki artykułu).

Autor: wrocławianin  27.08.2011 zgłoś

Acha, zapewniam wszystkich przekonanych o tym, że przemyślenia bohaterek biorą się z tego, że nie mają nadmiaru zajęć, że nawet ogromny nadmiar zajęć (jak w moim przypadku, od świtu do nocy 360 dni w roku) nie zapewnia spokoju duszy. Nie tędy droga, bo to zamiatanie problemu pod dywan.

Autor: fittka  27.08.2011 zgłoś

Taki lęk u osób szczęsliwych i spełnionych to skutek nieuświadomionych obaw, że całe to szczęście może nagle prysnąć. Zawsze jest ryzyko, że pojawi się choroba/śmierć/kalectwo. Dlatego im więcej osiągamy, im bardziej powinniśmy się cieszyć, tym większe prawdopodobieństwo odczuwania irracjonalnego strachu i czczości. Faktycznie - zainwestowanie w rozwój duchowy i umysłowy może przynieść ukojenie. Ale niewielu współczesnych ludzi potrafi się za to wziąć fachowo. Wbrew pozorom religia raczej odrzuca, niż zniechęca zafrasowanych wiernych - oferta kościoła jest infantylna i sztampowa. Sprawdza się tylko z dziećmi i ze zdziecinniałymi staruszkami. Tymczasem przeciętnie inteligentny, myślący człowiek nie znajdzie w kościele pokrzepienia i odpowiedzi na trawiące go egzystencjalne dylematy. Dlatego musi szukać na własną rękę. Nie wiem, czy jest szansa, by opisane panie mogły w ten sposób odnaleźć lekarstwo na swoje lęki i przygnębienie. To nie typy dociekliwych intelektualistek. Dlatego raczej nie wycelują w fachową literaturę - prędzej w coś typu "Coehlo". A to im raczej nie pomoże :D

Autor: Renata  27.08.2011 zgłoś

W obydwu przypadkach nazwałabym takie życie życiem pod kloszem. Nic dziwnego, że bohaterki artykułu duszą się w swoim własnym sosie. Cóż z tego, że mają "wszystko" na wyciągnięcie ręki, kiedy brakuje własnego "kawałka podłogi"... A gdzie jest miejsce na pasje, na odrobinę szaleństwa? Pani nr 1... Piękna, zadbana kobieta, spełniona zawodowo i życiowo, kochający mąż u boku, wianuszek znajomych i tak naprawdę puste, poukładane życie bez celu. Może dziecko? Może jakaś ekstremalna wyprawa w nieznane zamiast SPA, czy ekskluzywnej wycieczki... Trudno radzić cokolwiek. Pani nr 2... Cudowna matka, opiekunka ogniska domowego, a tak naprawdę kobieta samotna u boku męża przyklejonego do komputera. Sama sobie i dla siebie. Może powrót do pracy, do ludzi, może jakiś wyjazd w nieznane?

Autor: Facio  27.08.2011 zgłoś

Zabrzmi to może brrutalnie ale z dobrobytu tym bogatym paniusiom w d,,, się poprzewracało!!! Czegoś im brak? Już ja wiem czego-mają ZA DOBRZE. Dużo kasy, zero normalnych spraw na głowie. Tak jak w wypowiedzich moich przedmówców sugeruję spożytkowanie tego nadmiaru enegrii nie na melancholię i refleksję w stylu "ojej, jak mi dobrze-tak dobrze, że aż się nudzę" tylko na współczucie i wolontariat. Przeznaczyć trochę nadmiaru pieniędzy na szczytny cel-hospicja, domy dziecka, schroniska. Pojechac tam, zaangażować się w jakąś działalność charytatywną. Gwarantuje to tym 2 paniom zajęcie i szybki powót do normalności,

Autor: oo  27.08.2011 zgłoś

Pierwsza pani na pewno nam czegos nie powiedziala, bo to nie jest mozliwe, ze czlowiek jest tak slepo zapatrzony w siebie i swoje atuty, a drugiej brakuje męża...

Autor: bystrzacha z pgr-u  27.08.2011 zgłoś

do cassiopei......jakże rozsądne i mądre przemyslenia, czuje że są to słowa osoby która jest przekonana co do prawdziwości tego o czym pisze. Tak masz rację , 'świat'dziś ogarnęła żądza posiadania, ludzie są zagubieni, - wolą MIEĆ niż BYĆ.......wiara w Boga która opiera się na niezbitych dowodach daje wytchnienie , wzmacnia ciało i ducha...i co najważniejsze roztacza przed takimi ludzmi NADZIEJĘ...nadzieję że na tym życiu wszystko się nie kończy. Tak naprawdę jesteśmi jako ludzie bardzo słabi (podobni do kwiatów polnych - jednego dnia piękni a drugiego ............?..już nas nie ma) bądzmy świadomi swojej nicości, swego upadłego stanu (ale bez lęku) będzmy mądrzy na co dzień a nie tylko kiedy żegnamy naszych bliskich którzy 'odeszli'.........lub kiedy wyrokiem jest diagnoza lekarza. Każdy nasz oddech, każda chwila życia pochodzi od Boga, pamiętajmy o tym ...i RADUJMY się tym ...nie żądajmy od życia zbyt wiele.....bo samo życie , samo istnienie jest cudownym darem ....darem jaki daje nam Bóg - kto to pojmie bedzie szczęsliwym......i tego wszystkim życzę.

Autor: migdali  27.08.2011 zgłoś

Problem to brak Boga i nie chodzi mi o Marie czy innych tzw. katolickich swietych,ale pewnosc,ze Bog Biblii nie tylko istnieje,ale jest realny i mozna miec z Nim relacje. Moje zycie ma sens,choc nie zawsze jest latwo,ale wiem i doswiadczam,ze Bog jest zywy.

Autor: monika  27.08.2011 zgłoś

do wrocławianina: zgadzam się w 100%, dokładnie tak myślę !

Autor: Majętny ale normalny  27.08.2011 zgłoś

Nie chcę się przyłączać do JAK NAJBARDZIEJ TRAFNYCH komentarzy, że tym paniom poprzewracało się w głowach od nadmiaru dobrobytu i mają nadzwyczajny dar robienia z g... problemów, szukania ich na siłę, etc.... Więc podam wam mój sposób na radzenie sobie, by od dobrobytu nie przewracało mi się w głowie. Jestem materialnie w bardzo dobrej sytuacji, mam świetnie prosperującą firmę, eleganckie mieszkanie, domek nad jeziorem dwa samochody i jeśli czasem mają zamiar dopaść mnie tego rodzaju "problemy", że niby nie wiem, dokąd zmierzam, itd., to NATYCHMIAST mówię sobie: chłopie, na świecie są miliony osób, które bardzo chętnie zamieniłyby się z tobą na twoje "problemy", więc dziękuj Bogu, że ich nie masz, że nie wiesz co to znaczy prawdziwe problemy. Mi pomaga, dzięki czemu gorsze dni zdarzają mi się bardzo rzadko i trwają bardzo krótko. Może komuś też pomoże. Pozdrawiam

Autor: 667  27.08.2011 zgłoś

Dlaczego prawie wszyscy w komentarzach piszą o bogu?

Autor:  27.08.2011 zgłoś

JAK KTOŚ WIERZY W BOGA TO JAKOŚ LECI. BEZ BOGA NAWET, JAK MASZ NIBY WSZYSTKO, TO NIE MASZ NIC. POZA TYM TRZEBA KOCHAĆ LUDZI, BO TAK SZYBKO ODCHODZĄ.

Autor: iskra  27.08.2011 zgłoś

Jest takie proste polskie przysłowie ''zacznij od siebie'' szczescie jest w tobie ,nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie!!!

Autor: GOŚĆ  27.08.2011 zgłoś

Bóg najlepiej rozwiązuje problemy egzystencjalne, dlatego ludzie o Nim piszą. W tej materii jest wiele świadectw ludzi. Chrześcijaństwo jest piękne, ale trzeba w nie zagłębić się. Wielu ludzi niby zna chrześcijaństwo, ale tak naprawdę wie o nim naprawdę nie wiele i dlatego myślą, że chrześcijaństwo nie da im nic. Poczytajcie biblię, dzienniczek św. Faustyny, oglądnijcie na youtube filmiki o egzorcyzmach, śmierci klinicznej, a zaczniecie stawiać sobie ważne pytanie. Z czasem znajdziecie odpowiedzi na wiele trudnych pytań. "Kto szuka ten znajdzie" Tylko nie okłamujcie samego siebie, a będzie dobrze.

Autor: mgmgmgm  27.08.2011 zgłoś

Szczerze mówiąc, mimo że sama nie jestem katoliczką śmigającą do kościoła 3 razy dziennie, to mogę w takiej sytuacji polecić właśnie wgłębienie się w religię, bądź filozofię. Skupić się na życiu duchowym. Bohaterkom artykułu brakuje jedności ciała z duchem, dlatego znalezienie własnej drogi wewnętrznego życia może okazać się dobrym rozwiązaniem :)

Autor: porcja  27.08.2011 zgłoś

dajcie spokój z tym bogiem, przez takie wyglądanie życia po śmierci, to na ziemi przestaje mieć właśnie znaczenie, bo po co się wysilać, żeby sobie byt poptawić, w końcu po śmierci "będzie nam wynagrodzone"... fajnie tak NIE MYŚLEĆ! żal mi przede wszystkim kobiet, które biją pokłony przed "pismem", w którym stanowią istoty niższej kategorii, nawet bydło ma w nim większe poważanie.

Autor: Magu  27.08.2011 zgłoś

Spokój, hedonizm i wygoda są na dłuższą metę niestrawne - niczym tandetna i słodka muzyczka z hipermarketów. By poczuć harmonię melodii, potrzebne są dysonanse. Panie niczego nie tworzą (stworzyć nie umieją?), dlatego ich życie jest jałowe i puste.

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Lęki, czy ataki paniki jak kto woli są fajne bo pozwalaja poznać głębiej ludzką naturę. Pani 27 letnia powinna sobie ciąże zafundować aby mieć dla kogo żyć. Taki cel w życiu pomoże zredukować stany niepokoju. Umysł można wyuczyć jak reagować w stanach napięcia, stresu, lęku....Wymaga to czasu ale można to oswoić. A druga Pani powinna sobie opiekunkę do dziecka zatrudnić. Tak co najmniej na 2 tyg. I zająć się sobą. To wbrew pozorom bardzo proste. Chyba że brak kontaktu z mężem wynika z faktu że ma inną kobietę a dom traktuje jak noclegownie. Ale i tak nie zmienia to faktu że powinna Pani zatrudnić opiekunkę, znaleźć jakąkolwiek pracę i wyjść z domu. To pomoże. Gwarantuję. Pozdrawiam

Autor: D.  27.08.2011 zgłoś

Ja też usłyszałam od lekarza "to nerwica, dziewczyno, masz wszystko, weź się w garść". Nawet nie wiecie jak to działa :( To co tu radzicie, czyli dla Pani nr 1 - dziecko to bezsens... Kobiecie się nie chce funkcjonować a co dopiero tak nadszarpnąć zdrowy organizm ciążą. Najpierw powrót do pełni szczęścia a potem ewentualnie dziecko (albo zwierzak - jak kto woli). Co do wiary - dla mnie było to fatalne wyjście. Do pewnego momentu w życiu brałam to maksymalnie poważnie i to mnie zgubiło. To nie było tak, że idę do spowiedzi i jestem czysta. Nie - to codzienny strach o to, że zrobię coś źle, czy kogoś niechcący nie skrzywdziłam słowem, czy wybierając swój interes nie zrobiłam źle bo np mogłam pomóc komuś innemu. Teraz to odrzuciłam - jest ok, a co ciekawe ludzie wiedzą, że nie chodzę do kościoła itd. Nie chcę tu się wywyższać, ale ludzie wrażliwi i zarazem inteligentni mają takie problemy bo za dużo się zastanawiają nad życiem, analizują, szukają sensu. I to nas gubi.

Autor: aha i achh  27.08.2011 zgłoś

pani nr jeden brak dziecka, a pani nr 2 dobrego związku to SĄ braki, i zadne weź sie w garsc tu nie pomoze, niestety

Autor: realistka  27.08.2011 zgłoś

nie mam tak dobrze jak te panie ale też nieźle mogę sobie na niektóre rzeczy pozwolić i jak mnie bierze zwątpienie to mam dwa sposoby albo uważnie patrzę jak maja inni i z zadowoleniem dochodzę do wniosku ze nie jest tak źle dwa przywraca mnie do pionu dawanie czegoś z siebie wystarczy pomóc komuś potrzebującemu albo iść np jako wolontariusz do schroniska i pomóc tym nieszczęsnym zwierzakom po takim rajdzie jak się wraca zmęczona do docenia się to co się ma bo mam świadomość że inni NAPRAWDĘ miewają gorzej i uczę się nie narzekać a sprawdzać w działaniu

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Brak dziecka jest tutaj oczywistym problemem Pani nr 1. A wynika to z faktu że zadanie które kobieta ma przed sobą do wykonania w zyciu to bycie matką. Jeżeli ta równowaga zostaje zachwiana wtedy pojawiają się syndromy. Oczywiście na przełomie lat kobiety za wszelką cenę chciały zmienić ten stan rzeczy i udało sie to - jednak powierzchownie. Gdyż wcześniej czy później same rozumieją że jednak nie tędy droga i jeśli nie zdecydują się na dziecko to ta pustka będzie im towarzyszyła do końca życia. I za wszelka cenę będą chciały czymś ją wypełnić - ale tak się nie da. Pani nr 1 ma problemy gdyż widać nie ma jasnego celu w życiu - cel był ale już się zmył. Znajdźcie cel - a wszystko nabierze znowu blasku. Trochę nie rozumiem tutaj stanowiska osób które wiążą ten problem z tematem chrześcijaństwa, Boga, uduchowienia etc... Kapitalizm jest czymś bardzo fajnym. Ascetyzm też jest czymś bardzo fajnym. Bogactwo też jest rzeczą bardzo fajną. Jednak proszę nie popadać w dewotyzm, gdyż zajęcie się uduchowieniem własnej osoby na siłę, przesadną religijnością, szukaniem odpowiedzi w modlitwie ma sens tylko i wyłącznie wtedy jeśli nie wynika z ucieczki przed problemem. Każdy ma swoje demony i musi z nimi walczyć. A budzą się one na różnych etapach naszego życia. Pierwszy krok to ...zaakceptować je. To samo dotyczy strachu, lęku, ataków paniki, depresji etc... jeśli to zaakceptujemy łatwiej nam będzie z tym żyć. Pozajmu dobrze to co nas spotyka i nie uciekajmy przed tym za wszelka cenę. Wtedy życie jest ciekawsze :)

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Do Pani Realistki : Czyli mam rozumieć że Pani pomaga komuś tylko i wyłącznie dlatego żeby się poczuć lepiej? Jeli tak to jest bardzo wyrafinowany sposób zaspokojenia potrzeb włąsnego ego ale chyba nie tędy droga. Chyba że pomaga Pani innym żeby poczuć się potrzebną? Ale to również nie ma nic wspólnego z bezinteresowną pomocą. Ale widać dla Pani te metody są jak znalazł ;)

Autor: porada  27.08.2011 zgłoś

Drogie Panie, materialne wybranki losu. Brak wam madrości zyciowej. Zastanówcie się co mogłoby poprawic wasz komfort psychiczny. Moze pomoc komuś dotknietemu przez los. Moze starej sąsiadce moze w hospicjum? Może jakieś hobby? Jest setki mozliwosci na pustke życiową. Odradzałbym ucieczkę od życia w religijność co sie jednak czesto zdarza.

Autor: cestmoi  27.08.2011 zgłoś

Moze ktos to potraktuje powaznie, moze nie... Na leki najlepszym lekarstwem jest Milosc. Bo kto nie Kocha calym soba, boi sie. I mam tu na mysli wszelki strach. Przed smiercia, bolem, rozstaniem. Te egzystencjonalne rozterki biora sie z braku Milosci, ktora wszystko przebacza i wszystkiemu wierzy. Potrzeba jednosci, bo nie po to tu jestesmy, aby zdobyc jak najwiecej, ale aby jak najwiecej z siebie DAC. A nie da sie dawac bez Milosci, bezinteresownie, bez nadziei na zwrot i dla samego dawania. Majac juz wszystko w zyciu, czujemy, ze nie mamy nic. Bo to nie to co mamy, mowi o nas, ale to co tu zostawimy po smierci. Nie wazne, czy Bog istnieje, czy nie, ale zostalismy stworzeni, aby sie dzielic i byc jednoscia ciala i duszy. Jesli czlowiek wyklucza, ze ma jakies wyzsze potrzeby, czuje sie niespelniony. Bo gdzies w czlowieku tkwi potrzeba bycia, nie posiadania, a my ja codziennie przyslaniamy pieniedzmi i zachciankami.

Autor: Magda  27.08.2011 zgłoś

Tylko Bóg nadaje życiu SENS!

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Może tak osoba "cestmoi" wytłumaczy co rozumie przez słowo "miłość"? Jestem bardzo ciekaw tego wyjasnienia. Czy może odeśle mnie do wikipedii? :)

Autor: @ ks robert  27.08.2011 zgłoś

boze jakie to polskie, radzic dzieci albo boga na depresje. No pewnie ze kazda 20 paro latka jak nie zaciązy to będzie nieszczęsliwa. idz się póknij robert, ludzie sa rozni, nie ma czegos takiego jak "syndrom" nie bycia matką. Wiadomo tez powszechnie, ze pomaganie innym nie do konca wypływa z idealnie czystych i szlachetnych pobudek. I co w tym złego pytam? Skoro przynosi radośc obu stronom?

Autor: cestmoi  27.08.2011 zgłoś

Nie miewam w zwyczaju odsylac do wikipedii :) chcesz wiedziec, co rozumiem przez slowo "Milosc"? Milosc to aksjomat. Milosc to Milosc. Nie potrafie wytlumaczyc, czym jest. Objawia sie natomiast w szacunku i prawdzie. Ubiera maske postawy otwartej wobec dobra i zycia. Nie ogranicza sie do JA, ani do MY, ale czesto mowi WY. Popycha czlowieka do czynienia dobra i rozliczania sie w prawdzie ze zlem. Jesli Ja zaniedbamy, dopomina sie, cicho krzyczac: po co zyjesz? Gdzie dazysz? Jest droga, ktora moze dac spokoj sumienia/duszy/psychiki (w zaleznosci od poziomu religijnosci).

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Ładnie piszesz ale ... Aksjomat ? hmm, nie wydaje mi się żeby "miłość" nawet w najmniejszym stopniu miała coś wspólnego z matematyką. (pomijając kwestię matematyki w zrozumieniu wszechświata, ). Nie wydaje mi się że miłość jest tożsama z religijnością bo nie jest. Weźmy choćby bardzo religijny islam który interpretuje miłość na swój ideologiczny sposób i niezaprzeczalnie jest to również dla jego wyznawców "miłość" w pełnym tego słowa znaczeniu. To bardziej poetyckie niż rzeczowe co piszesz. Generalizując nie wyjaśniasz czym jest miłość ale starasz się uzmysłowić innym że jest to pigułka szczęścia. Jeżeli mogę coś zasugerować to radzę nie używać słów które tak naprawdę w swej istocie bardzo trudno jednoznacznie interpretować. Dla miłości zabijano, mordowano, bawiono się, modlono, składano w ofierze... więc miłość... to raczej puszka pandory z której każdy wybiera co dla niego dobre. Jeśli już decydujemy się używać tego słowa. Jeśli je omijamy to rozumiem że mając na uwadze miłość, masz na względzie dobro które człowiek czyni. Ale ... czyniąc dobro, pomagając innym, nie jesteśmy w stanie uchronić się przed lękiem, strachem, depresją i innymi chorobami które nas spotykają w najmniej odpowiednim momencie. A może jednak w najbardziej odpowiednim. Nie można zaniedbać miłości skoro nie potrafimy jej sklasyfikować w kategoriach tego czym jest. I nie jest to filozofia, religia ale logika , rzeczowa logika. Pani nr 1 ewidentnie nie potrzebuje zgłębiać semantyki słowa miłość aby znaleźć radość w życiu. Tutaj potrzeba celu i marzeń. Jeśli bukłak się opróżnił zbyt wcześnie, to być może nastąpiło zbyt wczesne zmęczenie ciała i ducha jak na tak młody wiek. Ale to jest cena jaką się płaci nie za brak miłości ale za brak rozsądku :)

Autor: cestmoi  27.08.2011 zgłoś

Czy nie za latwo szafujesz rozwiazania, Robercie? Czy az tak wiele mowi Ci sytuacja tych Kobiet, aby twierdzic, ze na pewno takie a nie inne rozwiazanie jest potrzebne? Te Kobiety moga byc tak rozne od naszych wyobrazen, ze nie trudno jest sie pomylic w ocenie. I dlaczego mowisz, ze wypalenie zyciowe jest cena za brak rozsadku? Czy ulozenie sobie zycia z partnerem, zapewnienie sobie ponadprzecietnego bytu, imponowanie gronie kolezanek jest nierozsadne? Dla mnie to jest dowod rozsadku, a zaprzeczenie dzialania na podstawie uczuc. Ale to tylko i wylacznie moje zdanie, tak jak wszystko, co zostalo przeze mnie napisane.

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Uwazasz że nadaję sie na księdza? A jesli podam Ci numer konta wrzucisz coś na tackę? Nie uważam że posiadanie dziecka jest lekiem na depresję. Napisałem że to brak celu....a znajdując cel życie nabiera kolorów. A dzieci są rewelacyjnym ładunkiem napędzającym pewnie nie tylko mój związek ale i innych osób :). A odnośnie syndromu nie bycia matką .... to nie ma sensu walczyć z czymś z czym i tak z góry przegramy :)

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

cestmoi: tak sytuacja tych kobiet tak wiele mi mówi, skoro Tobie nie , to widać jestem lepszym obserwatorem. Te kobiety nie są aż tak różne od naszych wyobrażeń. Skąd wiesz że to są kobiety a nie prowokacyjna scenka której założeniem jest wywołanie dyskusji? Domyślam się że wypalenie życiowe u tej kobiety jest powodem braku rozsądku gdyż realizując się zawodowo coś przegapiła. Znudziło ją poszukiwanie kolejnego celu i poddała się bo nie ma już na to sił. A czy uważasz że Twoja psychika jest zupełnie inna od psychiki innych kobiet? Czy myślisz że jesteś naprawdę wyjątkowa i nie sposób Cię zaszufladkować? Mylisz się. Schematy mają bardzo często wiele wspólnego niż mogłoby Ci się wydawać. Reasumując moim zadaniem tutaj nie jest pomoc tym kobietom tylko wyrażam o nich swoje zdanie podobnie jak Ty. A że nie zgadzam się z Tobą to również wyrażam ku temu swoje zdanie :). Co podobnie spotyka mnie z Twej strony :)

Autor:  27.08.2011 zgłoś

ale dzieci to nie zabawka, powinny byc powolywane do zycia z milosci i checi poszerzenia rodziny, nie po to by mumusia miala cel w zyciu, by przytrzymac partnera czy dlatego, ze wypada. To bardzo egoistyczne i nie poprawi sytuacji na wiecej niz kilka lat, i moze doprowadzic do jakis niezdrowych sytuacji, dzieci szybko dorastaja i wyfruna z gniazda. Dzieci nie moga stanowic jedynego celu i pasji w zyciu kobiety. Najlepiej gdy również kobieta spełnia się zawodowa i ma do tego jakąs pasje, wtedy jest tez rowniez atrakcyjniejsza partenrką dla swojego mezczyzny. Mozna podrozowac, uczyc sie jezykow, uprawiac sport, tanczyc, niekoniecznie robic dzieci, by wypelnic czas.

Autor: @ ks robert  27.08.2011 zgłoś

nie do konca sie zgadzam, ale wypowiadasz sie w bardzo przyjemnty tonie, az milo sie czyta, pozdrawiam

Autor: cestmoi  27.08.2011 zgłoś

A co przegapila? A co do szufladkowania. Jestem pewna (tak,pewna), ze nie zdolasz mnie ani Ty ani nikt inny okreslic. I powiem wiecej. Ja sama siebie nie potrafie do konca wlozyc w ramy. Chyba ze szufladek byloby tyle, ilu ludzi na swiecie. Mozna probowac zgadywac, jaki ktos jest i dlaczego. Tylko, jaki w tym jest cel? Czy nie lepiej, aby ta energie spozytkowac na cos innego? Tworczego? Dobrego? Czy nie lepiej przyjac, ze kazdy jest inny i ma inne w zyciu priorytety? Nie znam przykladu, gdzie przyporzadkowywanie ludzi do schematow wnioslo cos pozytecznego.

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Oczywiście że dzieci to nie zabawka, ale ta kobieta ma okazję poznać siebie w zupełnie nowej roli. Z reguły ta nowa funkcja społeczna daje więcej radości niż smutku. Skoro jest na tyle pozbawiona bodźców emocjonalnych żeby się zebrać do czegokolwiek, to powinna odnaleźć w tej realizacji więcej dobrego niż złego. Idąc na łątwiznę może sobie znaleźć kochanka i zacząć flirtować z innymi facetami. To z pewnością pobudzi ją do działania i nie na efekty będzie czekać krócej niż 9 miesięcy.

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Co przegapiła? Pewnie ona wie najlepiej. Tak, masz rację, nie zdołam Cię określić ani nikt inny bo nie mam takiej potrzeby ani ochoty :). Wałkowanie stereotypów ludzkich zachowań po pewnym czasie staje się nudne jak flaki z olejem. Każdy ma nadmiar energii kosmicznej w sobie jednak często potrzebuje drogowskazu aby go odnaleźć. Z drugiej strony jak czytam to co piszesz, wychodzę z założenia że jednak ludziom nie należy pomagać. Powinni cierpieć ile wejdzie do czasu aż sami nie przejrzą na oczy i nie wezmą się do roboty :). Dlatego nigdy nie daje nikomu gotowych rozwiązań ale staram się pokazać którędy najkrócej do domu. Oczywiście jeśli tego chce i potrzebuje.

Autor: cestmoi  27.08.2011 zgłoś

Czy mam to traktowac jako mala zlosliwosc co do moich slow? ;) i widzisz, chociaz w jednym sie zgadzamy: w Twoim ostatnim zdaniu ;)

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

A tak zabrzmiało ? ;) nie, to nie była złośliwość, a nawet jeśli tak wyszło to nie było to zamierzone. Czyli widzisz, nie dość że ludzie maja wspólne problemy to jeszcze potrafią się czasem ze sobą zgadzać . O zgrozo... ;)

Autor: cestmoi  27.08.2011 zgłoś

Nie dosc, potrafia tez je wspolnie rozwiazywac ;) ok, znikam ;)

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

znikaj ;)

Autor: sam  27.08.2011 zgłoś

Pan Jezus powiedział: Ewang. Mat. 11:28 28. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Jeśli ktoś przyjdzie do niego i powie Mu szczerze to co ma w sercu On na pewno odpowie i zmieni to co trzeba zmienić. Oczywiście dotyczy to tych, którzy chcą uwierzyć iż Pan Jezus jest zbawicielem i przyszedł na świat by kochać Ciebie i mnie. On oddał swe życie za nas za nasze grzechy i jest wstanie ponieść wszystkie problemy które nas dotykają. Wszystko co mamy Jemu zawdzięczamy ponieważ bez niego nic uczynić nie możemy. Zaufaj Mu

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

ale kto, ja ? czy te kobiet? :) pozdrawiam

Autor: tomek  27.08.2011 zgłoś

Zawsze myślałem, że jak się ma rodzinę szczęśliwą i pieniędzy wystarczająco duzo to już nie można mieć żadnych problemów, a jednak. Ze swojej strony polecam wyciszenie się, np. w jakimś zakonie (nawet jak ktos jest nie wierzący-a jak jest to wtedy wyciszenie i modlitwa - osobiście polecem nawet niewierzącym spróbować się modlic), to może naprawdę pomóc w znalezieniu sensu życia, sam myślę o spróbowaniu, ale jakoś nigdy nie ma okazji.

Autor: abc  27.08.2011 zgłoś

Dzieci NIE SĄ sposobem na depresję! To jeden z gorszych pomysłów jakie można podrzucić chorej osobie. Weźmy pod uwagę myślenie osoby w depresji: "życie nie ma sensu, nie ma po co żyć i się męczyć, przeżywać stresy". I teraz pojawia się dziecko... U osoby w lekkim dołku będzie to motywacja do czerpania radości z życia. Jednakże u osoby naprawdę chorej (bo niestety utarło się u nas, że chwilowy dołek to już depresja a katar to na pewno grypa) to myślenie zmienia się na jeszcze gorsze: "po co moje dziecko ma się męczyć tak samo jak jak, po co ma żyć skoro życie to tyle cierpień, niepowodzeń i tak mało radości". A potem słyszymy, że matka zabija dziecko albo tym podobne tragedie. Nie każdy musi mieć dziecko... Nie każdy ma taką potrzebę.

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Ale "Tomku" jak odnaleźć sens życia skoro sensem życia jest życie? ;) Pozdrawiam

Autor: robert  27.08.2011 zgłoś

Dzieci są celem, a nie sposobem. A każdy cel ma w sobie potencjał. A jeśli nie każdy ma potrzebę posiadania dziecka to ... widać powinien zastanowić się nad tym głęboko. Panie/Pani "abc" : depresja to schemat myślenia który trzeba zerwać !!!. Narodziny nowego życia są takim bodźcem emocjonalnym który zrywa dotychczasowe stereotypy każdego związku i wywraca życie do góry nogami. Po tym co piszesz widać że jesteś zwolennikiem czarnowidztwa które w przeciwieństwie do optymizmu nie wymaga żadnej pracy nad sobą ;). Ale....pamiętajmy. Każdy z nas ma to na co zasługuje :). Nic więcej i nic mniej. Życie jest naprawdę ekscytującą przygodą ale trzeba omijać pewne typy osób. Jak np. pana/panią "abc". A mówią że myślenie nie boli, a tu widać że boli oj i to jak ;) pozdrawiam

Autor: Joasia  27.08.2011 zgłoś

Miałam problemy rodem jak bohaterki. W domu czy w pracy ciągle czułam to napięcie. Myślałam, że wewnętrznie zwiariuje. Na zewnątrz bałam się cokolwiek pokazać, bo by mnie wyśmiali. Do lekarza też obawiałam się iść żeby nie uslyszeć, że "problemy sobie robie jak ich nie mam". Poszłam do apteki i pani polecilam mi ziołowy lek SEDOMIX. Trochę nie chciałam w to wierzyć co mówiła, bo to w końcu tylko same zioła i był tani, zaplaciłam parenaście złotych. Przyzwyczaiłam się chyba do tego, że jak coś dobre to muszę nieżle zapłacić. Jednak pomógł mi, napięcie zdecydowanie ulżyło. Jestem bardziej sobą i nie czuje już, że zaraz wybuchnę. Mąż też mi powiedział, że jestem jakaś swobodniejsza.

Autor: tomek  28.08.2011 zgłoś

Panie Robercie nie mogę się z Tobą zgodzić, celem życia nie jest życie, tylko życie wieczne na które każdy musi zasłużyć (czy w to wierzy czy nie to tak jest). Nie żebym krytykował ludzi nie wierzących (wszyscy będziemy rozliczeni ze swoich czynów).

Autor: marianna  28.08.2011 zgłoś

Pomagamy pieskom, każde kliknięcie się liczy żeby pomóc psom w schroniskach. 70 kliknięć poprawia byt 1 psa w schronisku - http://9.bb/183291/pustamiska - Dziękujemy! dzieki,klikac bede,juz pedze!!!a kotki???chetnie cos wplace,kocham je :) wreszcie cos wartosciowego :)

Autor: ...  28.08.2011 zgłoś

są smutne bo w ich zyciu nie ma Boga

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

Panie Tomku: Życie wieczne Pan powiada? No to niestety muszę Pana zmartwić. Jestem osobą wierzącą ale dla mnie celem życia jest obecne życie które prowadzę. A prawda jest jak dupa ... każdy swoją ma. Tylko nie rozumiem dlaczego większość twierdzi że w życiu tych kobiet brakuje Boga etc. To jest jakaś zorganizowana akcja? :) Niestety dewotyzm aż paruje z tych wypowiedzi. Trzeba ludziom pokazać jak żyć tutaj i teraz a nie pisać puste frazesy których do końca sami nie rozumiemy prawda Panie Tomku? ;) pozdrawiam

Autor: bolesław ze starachowic  28.08.2011 zgłoś

o wy ciągle z tym bogiem...? przestańcie już odprawiać te gusła, mamy XXI wiek...! za chwilę ufo wyladuje i będziemy robić biznesy z kosmitami... a tym kobitom trzeba dać 500 zł na miesiąc, pokój z kuchnią i piecem "na wyngiel" i bez ciepłej wody, kibel wspólny na dwa mieszkania i zdrowie psychiczne im wróci, że hej :)

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

Zgadzam się z Bolesławem. Potrzeba przetrwania jest silniejsza niż jakiekolwiek choróbsko psychiczne ;).

Autor: bolesław ze starachowic  28.08.2011 zgłoś

ano, jako żywo tym babom się w głowach poprzewracało... basenów, jacuzzi i drinków z palemką im się zachciewa, a nawet pomidorówki nie umieją te zołzy zrobić...!

Autor: tomek  28.08.2011 zgłoś

Panie Robercie nigdzie w moich wypowiedziach nie dałem do zrozumienia, że te kobiety są nie wierzące (wierzę ,że ludzie nie wierzący - którzy "dobrze czynią" też mają szansę na zycie wiecznie), tylko chciałem dać do zrozumienie, że każdy musi znaleźć swój sposób na życie. Dewotyzm - może mi Pan wierzyć czy nie ale , jestem tylko zwykłym człowiekiem i dużo mi jeszcze brakuję żeby być takim, jaki człowiek powinien być, by na zycie wieczne zasłużyć. Cieszę się że jest Pan wierzący, i napewno nie oceniam ludzi nie wierzących ani nie uważam, że są choć trochę gorsi, bo nie mam do tego prawa. Tylko tak jak pisałem każdy musi znaleźć swoją drogę przez życie, i nie sądze że można komuś ją pokazać (tylko próbować naprowadzić), ponieważ każdy jest inny i coś innego będzie dobre, Przepraszam za to masło maślane, ale może ktoś coś z tego zrozumie. Pozdrawiam Panie Robercie

Autor: taaa................  28.08.2011 zgłoś

Nie potrafię zrozumieć tych Pań, a staram się bardzo. Wiem, że można mieć dołki, czuć nudę i bezsens życia. Każdy ma takie chwile. Każdego dopada nostalgia. Można również mieć problemy psychiczne. Jednakże te Panie dla mnie raczej reprezentują pustkę wewnętrzną i marnują swój własny czas. Bo każdy inteligentny i wrażliwy człowiek, jak go dopadną gorsze chwile, to szuka w sobie rozwiązania i odpowiedzi dlaczego tak jest. Stara się znaleźć coś co sprawi, że te chwile odejdą w niepamięć, coś co go zainteresuje. Próbuje wypełnić chwile czymś pożytecznym, czymś co sprawi mu radość i może go czegoś nowego nauczyć. Jest otwarty na nowe doświadczenia i ludzi. Rozmawia z innymi o ich światopoglądzie i sposobie na życie, jak oni sobie radzą z chandrą, by móc spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Zobaczyć, że każdy ma inne spojrzenie na różne sprawy, że nasz sposób myślenia nie jest jedynym sposobem. Te Panie po prostu nie umieją spożytkować odpowiednio swojej sytuacji życiowej i wykorzystać to, że nie mają większych problemów i zmartwień. Bo ich po prostu nic nie interesuje, najprościej jest się umartwiać i nic z tym nie zrobić. Rozmyślać o sensie istnienia itd, niż poszukać czegoś co sprawi, że się odnajdzie sens. Te Panie po prostu żyją według utartych zasad, wprowadzonych z dziada, pradziada, robią to co jest w naszej kulturze właściwe, nie wychodzą poza schemat, bo tak jest im najwygodniej. To jest najprostsze ponieważ nie musisz podejmować samemu decyzje, buntować się, nie masz przyklejonej łatki dziwaka lub nie musisz radzić sobie samemu i udowadniać światu, że to jak żyjesz też jest w porządku.

Autor: franca  28.08.2011 zgłoś

jedyne czego Wam brakuje to wolności!!!

Autor: abc  28.08.2011 zgłoś

@robert Słoma Ci z butów wychodzi. Brakuje argumentów to trzeba obrazić? Miałam i mam nadal kontakt z ludźmi w takich stanach. Większość osób uważających, że mają depresję po prostu gorzej przechodzi okres jesieni czy zimy. To nie efekt czarnowidztwa tylko doświadczenia. Ten odsetek ludzi z prawdziwą depresją wymaga pracy z psychologiem + leków żeby zmienić sposób myślenia i zerwać z błędnych schematem odczuwania bodźców. Wywrócenie życia do góry nogami na ogół jeszcze pogarsza sprawę. Bo jak ktoś kto nie radzi sobie z własną osobą przekaże dziecku właściwe wzorce? No chyba, że Pańskim celem są dzieci byle były - obojętnie czy z patologicznym myśleniem czy normalne. Do tego sama ciąża jest ogromnym obciążeniem dla osłabionego organizmu kobiety. Proponuję zainteresować się takimi przypadkami a nie obrażać innych nie mając zielonego pojęcia o tym co się krytykuje.

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

Podtrzymuje to co piszę od początku. Dajcie ludziom CEL !!!!. Nawet jakiś banalnie prosty - a życie zaczyna nabierać kolorów. Panie TOmku: przez swoją wypowiedź Pan (być może nieświadomie) ale wtóruje temu co piszę. Pan również ma cel. Jest nim (a wynika to z Pana wypowiedzi) życie wieczne. I widać robi Pan wszystko najlepiej jak potrafi żeby na nie zasłużyć :). Pamiętajmy że jakikolwiek cel daje nam więcej siły niż wizyta u najlepszego psychiatry. Mimo tego że czasem to niezbędne. Można żyć z lękami, z depresją z xanaxem w kieszeni i ..... wszystko będzie ok dopóki mamy w życiu CEL !!! :) Pozdrawiam

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

do ABC - moje buty , moja słoma :). I podtrzymuje nadal to co piszę :) Pozdrawiam

Autor: abc  28.08.2011 zgłoś

@robert Znowu błąd - dajcie ludziom cel. Nie dajcie a nakierujcie go na to żeby sam go odnalazł. Rodzice wymyślają dzieciom mnóstwo zajęć a potem mamy narkotyki, alkohol, próby samobójcze bo dzieci nie dają rady z celami, które wyznaczyli im rodzice. Wierzę, że każdy jest w stanie odnaleźć coś w czym się zrealizuje i będzie chętniej wstawał rano z łóżka by dążyć do celu. Pozdrawiam również. Wracając do pań z artykułu. Moim zdaniem są leniwe i próżne, ale to może być kwestia złego opisu tego co przeżywają.

Autor: hi hi  28.08.2011 zgłoś

Całkowicie zgadzam się z "logik'iem":) Jeśli komuś brakuje w życiu pasji - to niezależnie, czy będzie zamożny, czy nie - będzie popadać w nostalgię. Inną sprawą jest, że refleksje są niezbędne, czas spędzony z samym sobą umacnia nasz samoświadomość, podnosi "flow". Nie rozumiem, dlaczego odpychać tego rodzaju myśli od siebie. Nie trzeba robić tylko rzeczy użytecznych (jak wspomniany tu wolontariat), tylko znaleźć równowagę - rzeczy ważnych, koniecznych, do rzeczy wartościowych. Dobrobyt nie zwalnia z poszukiwań i kreatywności Drogie Panie:) Podróże, muzyka, taniec, sztuka, historia(muzea, antykwariaty, antyki), sporty wyczynowe i te wymagające nieco więcej główkowania - jak golf czy szachy... jest tyle możliwości a tak mało czasu... Baby, ogarnijcie się, doprawdy!

Autor: poprzestawiana  28.08.2011 zgłoś

u pierwszej autorki od razu widac gdzie jest problem- gdy ZWALNIA nachodza ja czarne mysli. doskonale to znam. jestem zarobiona- trudne studia dzienne, praca, organizacja pozarzadowa, udzielam sie spolecznie rowniez, a jak przychodza wakacje wariuje od wolnego czasu. z tym ze ja nie mam do kogo sie przytulic i z kim porozmawiac. a nawet nie wiem gdzie bym miala milosc znalezc. dlatego ciagle zap*lam, zeby o tym nie myslec. musze balansowac na krawedzi wytrzymania fizycznego i psychicznego bo tylko tak potrafie funkcjonowac. po czesci wynika to z niskiej samooceny, "kobiety sukcesu" uwazaja ze sa cos warte tylko jesli cos osiagaja namacalnie swoja dzialalnoscia/ praca, nie potrafimy sie dowartosciowac jako JA SAMA. wiem po sobie niestety. gdyby nie to wszystko co robie czulalabym sie bezuzyteczna.

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

Dodam jeszcze że skoro te Panie same się wkopały w taki schemat myślenia (bo trudno domniemywać że zostały przeprogramowane na siłę) to one same dokładnie wiedzą jak wyglądał krok po kroku proces który doprowadził je do obecnego stanu. Jedyne co należy teraz zrobić to powiedzieć sobie STOP :) I zmienić sposób myślenia. Może być jakikolwiek inny byle odmienny od tego który towarzyszy im ostatnio na co dzień. Poznaj siebie a poznasz innych :). Pozdrawiam

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

do ABC : Jestem pewien że tym Paniom niestety trzeba dać cel. A jak zaczną go realizować to nauczą się w jaki sposób wykorzystać wiedzę którą w czasie jego realizacji zdobyli. Niezależnie czy cel im się spodoba czy nie. Wtedy łatwiej im będzie znaleźć jakiś inny który spełni ich oczekiwania. I nie popadajmy w skrajności że wymagając od dziecka gry na fortepianie modelujemy przyszłego konsumenta rynku narkotykowego hehehe. Trochę to nie tak działa ale widzę że Pani/Pan ma takie doświadczenia. Przykre, współczuję, pozdrawiam :)

Autor: abc  28.08.2011 zgłoś

@robert Raczej miałam na myśli nie pojedyncze zajęcia jak to miało miejsce kiedy ja dorastałam (albo niektórzy nie mieli ich w ogóle oprócz szkoły) tylko to na co moda panuje teraz. Dziecko wychodzi ze szkoły i w ciągu tygodnia ma 2x angielski, 2x basen, taniec, judo, plastykę, korepetycje (żeby dostać się w gimnazjum do klasy tych "lepszych"...), gra na instrumencie. A z rodzicami widzi się wieczorem albo w ogóle. Znam dziewczynkę, która ma 10 lat i ogromne problemy ze snem. Cały czas śni jej się, że ktoś zabija jej mamę i tatę. Ona ma właśnie tak wypełnione życie. A rodzice tylko kupują nowe płyty, zabawki, filmy... Nie wiem skąd Pan jest, ale tu gdzie ja mieszkam taki wyścig "szczurzątek" jest powszechny. Dziecko ma wszystko oprócz rodziców, którzy poświecą mu czas. Niestety z racji zawodu takich przypadków widzę ciągle i to coraz więcej. A rodzice nie reagują bo przecież dziecko ma wszystko. I jeszcze cieszą się, że córka może się w szkole pochwalić, że ma psa za kilka tysięcy złotych. Chciałabym żeby tak nie było, ale taka jest rzeczywistość. Zboczyłam z głównego tematu :)

Autor: realistka  28.08.2011 zgłoś

nie jestem wszechwiedząca jak co poniektórzy ale cel to może wyznaczyć sobie tylko osoba która go będzie realizować a nie postronna która mówi WYZNACZAM CI CEL a do pana panie Robercie już taka ze mnie życzliwa że pomagam innym za friko bo uważam że tak trzeba i już -bez zobowiązań a jeśli przy tym widzę że dawanie z siebie jest ważniejsze niż branie i pouczanie innych co maja robić i mam z tego jeszcze na dodatek satysfakcję to czy to jest coś złego ? bo ja myślę że więcej ludzi gdyby reprezentowało sobą uśmiech i życzliwość do innych ludzi to u nas byłoby nie tylko lepiej żyć i weselej przy okazji i niech będzie zaspokaja to moje ego

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

i ok, każdy potrzebuje poczuć się potrzebnym i ważnym ;)

Autor: bolesław ze starachowic  28.08.2011 zgłoś

jak bum cyk cyk... społecznie użytecznym i ważnym być jak nic!

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

do ABC : No ale przecież dzieci są niewinne. A skoro mają głupich rodziców to proszę się nie martwić. Kiedyś same do tego dojdą i wystawią im rachunek. Życie jest w porządku i najlepsze co może spotkać nas samych, a może to co jesteśmy sobie sami zafundować to jest dobre samopoczucie w swoim własnym towarzystwie. Jeśli czujemy się ok z samym sobą to otoczenie nie budzi w nas strachu, odrazy oraz innych negatywnych zachowań. Jeżeli zaczyna jednak budzić skrajne emocje to problemu powinniśmy szukać w nas samych a tak się niestety nie dzieje. A czy to ważne skąd ja jestem? :). Dlaczego moje otoczenie ma mieć wpływ na mnie samego. Nie pozwalam mu na to. Człowiek ma mózg nie od parady. I najczęściej sam uczy się go używać. Wracając do "wyścigu szczurów". Ja nie uważam żeby było coś złego w wyścigu szczurów. Jeżeli zarabiam 10,20,50 tysięcy miesięcznie to tylko i wyłącznie ode mnie samego zależy czy dam złotówkę na hospicium, na wolontariat, na schronisko dla zwierząt. Jeżeli nie dam to nie zmienia faktu że nadal jestem dobrym człowiekiem. To są moje decyzje, dojrzałe decyzje za które sam odpowiadam. Nie pozwalam sobą manipulować, nie pozwalam innym wpływać na moje życie. To moje życie i robię wszystko żeby było najlepsze dla mnie i dla moich bliskich. Jestem egoistą i często na peirwszym miejscu stawiam swoje dobro. Ale muszę. Jeżeli ja nie będę szczęśliwy to nie dam szczęścia swoim bliskim :). A jeżeli rozchodzi się o sytuacje dotyczące nadmiaru obowiązków nakładanych na swoje dzieci przez rodziców to nikt inny tylko sami rodzice poniosą tego cenę. Tak było, jest i będzie. Dlatego życie to ciągła manifestacja oraz akceptacja poglądów które (jak ktoś już w jednej z wypowiedzi napisał) zmieniają się co dnia. Więc tak czy inaczej musimy mieć na uwadze to że w życiu nie ma nic za darmo i za wszystko przyjdzie nam wcześniej zapłacić. Jednak te koszty zależą od nas samych. Dlatego nie współczuje nikomu jego problemów. Jeżeli ktoś cierpi w taki sposób jak to widać na powyższym przykładzie dwóch bohaterek to widać zasłużył na taki a nie inny stan. I jedyne co go z tego wyprowadzi to głęboka analiza własnych zachowań które doprowadziły go do takiego stanu. Wystarczy zmienić swój tok myślenia a świat zacznie przypominać życie w bajce :). pozdrawiam

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

do ABC: a jeśli już pomagam to ja decyduje czy robie to za friko czy nie. Nie ma czegoś że tak trzeba i już. Pomagasz za friko? ok hehe:) . A ja nie , ja biorę za to wielkie pieniądze. Pamiętaj że coś za darmo nigdy nie smakuje tak jak za to zapłacisz. Cena w tym przypadku również ma znaczenie i nie tylko dla mnie ale dla samego potrzebującego. Kiedy ma świadomość tego że zapłacił dużo sam doceni ten fakt i lepiej wykorzysta tę wiedzę którą otrzymał :) pozdrawiam

Autor: abc  28.08.2011 zgłoś

@robert Wpis realistki nie jest mój ;-) Ale muszę się zgodzić z tym, że jak za coś płacimy to bardziej to doceniamy. Mam koleżankę, która chciała strasznie schudnąć. Na nic się zdały nasze rady, żeby tyle nie jadła i to do tego słodyczy. Dopiero jak zapłaciła dietetykowi za to co my jej radziliśmy to się opamiętała :) Życzę wszystkim miłego dnia :)

Autor: robert  28.08.2011 zgłoś

do ABC: faktycznie, pomyliłem się :). TO było do realistki. Sam tytuł artykuły wydaje się być tanią prowokacją gdyż "mam wszystko a jednak czegoś mi brak" jest jednocześnie samozaprzeczeniem tezy która w nim się pojawia. Skoro któraś z tych kobiet ma świadomość tego że jednak czegoś jej brak to nie jest z nimi tak źle jak to wynika z treści ich opowiadań. Nie można mieć wszystkiego a zarazem mieć świadomość tego że jednak czegoś mi brakuje. Albo mam wszystko, albo czuje że czegoś mi brak. Dorosłe kobiety, wykształcone, które nie potrafią logicznie formułować zdań. Albo albo. Równie dobrze można było napisać "jestem nieszczęśliwa", albo "brakuje mi szczęścia w życiu". Kierując się zwrotem "mam wszystko" stawia na materializm który ją otacza a dodając "a jednak czegos mi brak" - dopowiada jej sfera duchowa. Tok myślenia zasługuje na grupę inwalidzką. pozdrawiam

Autor: J.  28.08.2011 zgłoś

Moim zdaniem, tym paniom doskwiera SAMOTNOŚĆ. Pierwsza ma mnóstwo znajomych, z którymi miło spędza czas, ale nie są to relacje głębokie. Nawet matka jej nie wysłucha, tylko od razu daje kazanie - niczym panacum na całe zło. Druga pani - z zapracowanym mężem, żyjącym w swoim świecie i dwójką małyłch dzieci - także zapracowana, zmęczona, odrzucona... Piszecie, że wiara i Bóg uleczy wszystko, że ciężka praca (ale one się nie lenią), hobby itp. ma im pomóc - nie zaprzeczam, ale do tego potrzebna jest druga osoba, która wysucha, wesprze, czasem zgani, ale będzie, nie zbyje pogardliwym "przesadzasz, wstydziłabyś się". Niestety o taką osobę dzisiaj coraz trudniej - ludzie boją się trudnych spraw, nie wiedzą jak pomóc i uciekają, wycofują się z takich relacji. Dobrze jest spędzić razem czas, pośmiać się, poobgadywać znajomych, ale na tym koniec, bo przecież nie zmarnujemy sobie tych kilku chwil relaksu na wysłuchiwanie czyjegoś marudzenia... To tylko moje obserwacje, może mylne, ale mam wrażenie, że dzisiejsze znajomości opierają się na spędzaniu fajnie czasu, a reszta, to niepotrzebne komplikacje.

Autor: Olga  28.08.2011 zgłoś

~ Darmowe doładowania do wszystkich sieci {to nie jest żadne rozsyłanie punktów ani ściema...) Zapraszam: bisi.pl/1fa

Autor: donata  28.08.2011 zgłoś

Dziewczyny nie żebym była jakaś nawiedzona ale naprawde powiedzcie to JEMU-Bogu.On Was wysłucha i zobaczycie że Wasze życie sie odmieni.Jesteście bogate materialnie ale zupełnie puste w wierze.Musicie w coś wierzyć,to naprawdę doda skrzydeł i wiele radości.Wspomnijcie Jana Pawła II i bierzcie z niego przykład,on niemiał bogactwa a był najszczęśliwszym czlowiekiem pod słońcem.Może podarujcie komuś biednemu,choremu część swoich pieniedzy,nie musi to być od razu niewiem jaka kwota może być drobiazg,i to właśnie da wam najwięcej radości.Ja może nie jestem taka zamożna ale mam też dużo kasy .Tak robię jak napisłam i czuję się szczęśliwa.Pozatym porozmawiajcie z mężami o tym,musi być wspólny dialog.pozdrawiam

Autor: zonia  28.08.2011 zgłoś

kurwa mac w dupach wam sie poprzewracalo z wygody gdybyscie byly skromniedjsze i zyly w naprawde trudnych warunkach docenilybyscie co wazne w zyciu

Autor: ainikki  28.08.2011 zgłoś

wiara w boga ma pomóc??- cóż za hipokryzja i głupota...po to stworzono religię i boga by rządzić ludźmi

Autor:  28.08.2011 zgłoś

moja przyjsciolka tak ma. I ona moze sie wygadac mi i to robi. Moze jak sie zacznie innym pomagac, cos dla innych robic, to sie zmieni.

Autor: gabi  28.08.2011 zgłoś

do Casiopei ! Zamiast poradzić kobietom, żeby wybrały sie do dobrego psychiatry /obie maja specyficzną odmianę lekkiej depresji/, zaczynasz chrzanić i przemycasz na forum jakieś teksty religijne. Raczej pomymyliłaś forum i przenieś sie do "Frondy" - tam bedziesz mogła produkować sie do woli.

Autor: Zinowia  28.08.2011 zgłoś

Czytam te wszystkie Wasze komentarze i podziwiam za wszystkie napisane madrosci. Sama jestem kazdym z Was . Czasami czuje sie najszczesliwsza osoba na swiecie a czasami najglupsza baba . Mam 59 lat , zylam roznie od skrajnej biedy do normalnosci mam dwa rozwody za soba -niewiernosc meza drugie -alkoholizm 24 lata zlego zycia . Werzylam ,ze przestanie 7 lat leczenia AA bezsens lub sens niewiem . Nie udalo sie W tym czasie choroba ojca -paraliz obustronny -5 lat , zabralam do siebie ,opiekowalam sie jak tylko umialam najlepiej . Syn - narkotyki ,wiezienie ,osrodek -udalo sie . Znam stany glebokiej depresji i euforii szczescia . W tej chwili jestem trzeci raz mezatka -6 lat ,mieszkam za granica . Maz jest moim wymazonym mezczyzna , kochamy sie , szanujemy siebie , maz twierdzi ze zyjemy w raju .mamy wszysko -milosc ,bogactwo , zdrowie ,szacunek ,pomagamy biednym _ ale przychodz taka chwila ze moje serce cos jeszcz pragnie - narazie nie wiem co: moze ukryty talent, sens zycia duchowosc, spelnienie .

Autor: melka  28.08.2011 zgłoś

Paulina pisze: mam zdrowie ,pieniądze i przyjaciół...hm...mnie się wydaje, że ze zdrowiem nie jest najlepiej....będzie lepsze jeżeli zamieni mieszkanie na dom, ewentualnie na mieszkanie niżej położone...mieszkałam kiedyś na 10 piętrze, niestety źle się czułam, teraz mieszkam w parterowym domku i jest wszystko ok;)

Autor: gosc uwaga!  28.08.2011 zgłoś

Myślę że te niezadowolenie jest z tego ze sie ma za duzo proponuje sie podzielic tym co sie ma na tej stronie http://gratyzchaty.pl/?ref=45109 lub na tej www.za0.pl tam duzo ludzi potrzebuje pomoccy a i samą mozna tez otrzymac nawet w rozmowie pozdrawiam

Autor: henia  28.08.2011 zgłoś

też mam wszystko, ale w planie, oczywiście z wyjątkiem kochanej parki dzieciątek....pracujemy z mężem na zmiany, spłacamy mieszkanie, jeździmy starym maluchem....w tym roku byliśmy na tygodniowych wczasach...pokój bez łazienki a my z małymi dziećmi...ważne, że byliśmy, ważne że jesteśmy zdrowi i nie mamy czasu na rozczulanie się nad sobą;P

Autor: wisia  28.08.2011 zgłoś

dziwię się facetom, którzy dyskutują nad tymi bzdurami!

Autor: joey  28.08.2011 zgłoś

może powinna się seksem zawładnąć.zabawy typu cuckold swingers party.już jakiś sens i podnieta w życiu.Miałaby na co wyczekiwać. Ale to wyjście na krótką metę.Tak naprawdę człowiek zawsze jest nienasycony,a w chwili śmierci widzi że to co robił w życiu teraz tego niema i to nie ma znaczenia.Nie żył prawdziwym życiem.Umrze jego ciało i on.Zamiast żyć wiecznie.

Autor: klocekkk  28.08.2011 zgłoś

Mówią na to wolność.

Autor:  29.08.2011 zgłoś

Droga Paulino. Ty masz już wszystko w tak młodym wieku. Nie masz tylko jednej rzeczy, która nie daje Ci spokoju - nie potrafisz dzielić się z innymi. Spójrz czasem , czy wokół Ciebie nie ma dzieci lub dorosłych, którym mogłabyś coś ofiarować. Bezinteresowna pomoc drugiemu człowiekowi przyniesie Ci to, czego potrzebujesz. Nie zamykaj się tylko we własnym "światku" , tacy ludzie są samolubni. Spróbuj dać coś z siebie innym.

Autor:  29.08.2011 zgłoś

przychodzi w życiu (może nie każdego) ale większości ludzi taki moment... gdy czujemy , że coś jest nie tak z tym naszym pędem donikąd... póki nie masz za co żyć - póty się szarpiesz z problemami marnej fizycznej egzystencji i nie masz już sił ani energii na żadne inne pytania czy zajęcia... ale kiedy zapewnisz sobie podstawy egzystencji i możesz zacząć żyć- zaczynasz się zastanawiać CZYM MIAŁOBY BYĆ WŁAŚCIWIE TO ŻYCIE... bo tego nikt nam nie powiedział i nikt nie powie... sami musimy znaleźć odpowiedź , każdy z osobna. Życzę powodzenia wszystkim poszukiwaczom. To co się z wami dzieje- to normalna rzecz tych , którzy nie muszą już myśleć tylko o tym gdzie spać i czy coś dzisiaj zjem czyli przestają być jak zaszczute przestraszone szczurki i mogą w końcu zacząć żyć jak ludzie- wolność jest wspaniała- ale daje nie tylko darów, ona od nas też wymaga- podejmowania własnych decyzji :-))

Autor: she is  29.08.2011 zgłoś

jestem w podobnej sytuacji jak te które opisują dziewczyny. Mam 25 lat, całkiem dobrą pracę ( może jeszcze nie pracę marzeń, ale w porównaniu do większości moich rówieśników, dobrze sobie radzę) własne mieszkanie, stać mnie na wakacje 1x w roku. Generalnie nie żyję jeszcze maksymalnie swobodnie tak że o nic nie muszę się martwić, ale uważam i nie tylko ja, że świetnie sobie radzę, jak na młodą osobę. Kończę trzeci kierunek studiów, mam dużo planów i zawsze wiem czego chcę. Nie mam zbyt dużego grona znajomych, ale otaczam się kilkoma sprawdzonymi znajomymi od lat. Jestem osobą samotną, nie mam męża, narzeczonego, chłopaka, co według mojej Mamy jest co najmniej niestosowne w moim wieku. Często czuję się jakby piętnowana z tego powodu właśnie przez rodziców, bo jak tylko pojawię się w domu, to muszę się nasłuchać, która moja koleżanka z podstawówki wyszła za mąż, a która ile dzieci urodziła. Mam wiele życiowych planów, myślę że partner też będzie dla mnie kiedyś ważny, ale jeszcze nikogo takiego nie poznałam. Fakt, że gdy tylko zwalniam tempo życia, czuję się dokładnie pusta. Zapełniam ten czas czytaniem, chodzeniem na basen, fitness, ale wiem że to tylko tymczasowe rozwiązanie. Od kilku miesięcy leczę się neurologiczne, ponieważ miałam podobne objawy jak jedna z pań o których mowa w artykule. U mnie zdarzały się drętwienia kończyn, zawroty głowy, utrata równowagi i bardzo silne bóle głowy i uczucie ściskania w głowie, trudności z zasypianiem. Nie wiadomo co było pierwsze, czy nerwica, czy objawy neurologiczne stresu. Przez 1,5 rok szukałam lekarza który mnie zdiagnozuje, wcześniej sugerowano mi migreny, padaczkę, albo zmiany nowotworowe w mózgu. Po rezonansie magnetycznym, który to wykluczył trafiłam w końcu do dobrego neurologa. Na chwilę obecną czuję się dużo lepiej, ale nadal nie mogę spać i prawdę mówiąc nie wiem na jak długo wystarczy branie tabletek. Nie denerwować się, to główne zalecenie lekarza, ale weź i się nie denerwuj ...

Autor: m  29.08.2011 zgłoś

Nie zebym komukolwiek cos doradzal. Ale mozna poszukac swojego Boga i spedzac czas na duchowych sprawach, albo mozna znalesc sobie kochanka czy kochanke. Kogos kim mozna sie zajac, z kim mozna pogadac, pokochac sie, kto dostarczy jakichs emocji poza stagnacja zycia codziennego.

Autor:  29.08.2011 zgłoś

macie wszystko i narzekacie!!!!wstydźcie się!!! ile osob by sie z wami zamienilo! gluppoty gadacie i tyle!!!

Autor: Kasia  29.08.2011 zgłoś

jestem w dokladnie takim samym stanie jak bohaterki. niedawno znalazlam prace, co prawda niewymazona, na prawie wszystko moge sobie pozwolic. jednak gdy mam wolne dni, wolny czas też dopada mnie pustka. tym bardziej że nie mam chlopaka a wiekszość z moich koleżanek juz kogos ma. mam 24 lata niby jestem mloda i mam kupe czasu żeby kogoś poznać, ale coraz bardziej w to wątpię, bo nawet nie mam gdzie. od października zaczynam nowe studia więć mam nadzieje że może wtedy coś u mnie się zmieni, że będę czuła się szczęśliwsza. niektórzy radzą żeby czymś sie zająć, że takie stany wynikają z braku zajęć. ja sama po sobie wiem, że może na początku nawał pracy i nnych zajęć pomaga ale to jest rozwiązanie na krotką metę. poźniej tak czy siak dopada poczucie pustki. ja mysle że u mnie wynika to z tego że jestem sama, ale z drugiej strony moje koleżanki ktore są w związkach nie są szczęsliwe, tez wiecznie narzekają itd.. więc już sama nie wiem. jedno jest pewne że trzeba cały czas poszukiwac tego szczęścia, szczęście to nie constans więć jak czujemy że coś w naszym zyciu nie gra to trzeba szukać i to zmienić,

Autor: agnieszka  29.08.2011 zgłoś

te artykuly to chyba takie pocieszenie dla biednych, schorowanych, samotnych nie wierze w to

Autor: Femi  29.08.2011 zgłoś

To sa objawy depresji i abstrahujac od jej przyczyny, trzeba isc do psychologa, a nie obwiniac sie, ze ma sie wszystko a mimo to czuje smutek i pustke. To, ze ktos czuje sie szczesliwy lub nie, zalezy w wiekszym stopniu od naszej psychiki, niz czynnikow zewnetrznych.

Autor: she is  29.08.2011 zgłoś

taki stan nie wyklucza wiary w Boga (jak niektórzy sądzą) jest to duża podpora duchowa i wsparcie,ani braku posiadania życiowych pasji. Uważam że nie ma w tym narzekania, bo każdy jest panem swojego losu i jeśli na czymś komuś zależy, stara się, walczy o to, ciężko pracuje, robi wszystko żeby to osiągać to prędzej czy później się uda. Tzw. "dobrobyt" nie jest wynikiem tylko szczęśliwych zrządzeń losu, ale też własnego zaangażowania. A Ci którzy są w kiepskiej sytuacji materialnej, ( zaznaczam że NIE WSZYSCY, tak jak już tu zauważono los lubi się odwracać i czar pryska) często są w niej na własne życzenie, narzekając ciągle, że wszystko jest przeciwko nim, rząd, ustrój, ludzie, szef nie taki itd.

Autor: baba  29.08.2011 zgłoś

Pokolenie jedynaków koncentruje się na swoich przeżyciach. Ja potrafię niemiło sprowadzić na ziemię bliską mi koleżankę, kiedy popada w dziwne stany emocjonalne. Dlaczego nie ma w tych sytuacjach bliskich osób do rozmowy ?? To nie musi być milutka rozmowa o pelargoniach. To powinna być prawdziwa rozmowa z prawdziwym zainteresowaniem problemem. Dlatego psychoterapeuci biorą teraz duże pieniądze, bo nie mamy z kim porozmawiać.....

Autor: Sandra  29.08.2011 zgłoś

Myślę, że gdy człowiek jest szczęśliwy to i tak się czuje. Gdy musi sobie na siłę udowadniać - to- czegoś mu brakuje. Może nie w sferze materialnej. Może to małżeństwo jest samotnością we dwoje. Może opieka nad dziećmi jest zbyt uciążliwa. A może to depresja i to są jej objawy? Łatwo jest osądzać, dużo trudniej zrozumieć. Pozdrawiam

Autor: To jest odlot!!!!  30.08.2011 zgłoś

Jestem w stanie wiele zrozumieć np ze w pedzie życia te Panie zatracily same siebie i rzeczywiscie boja sie ze ich ład pewnego dnia stanie sie haosem. Ale czy aż tak wypada narzekać. Ludzie na świecie głosują, to za sie wojny o nic w których cierpią niewinni. W niektórych rejonach swiata nie ma wody !!! A te siedzą i myślą ze są nieszczęśliwe. Raze obejrzeć wiadomości i poczytać gazety jakie nieszczęścia spotykają ludzi. Ktos kiedyś mi powiedział " inni maja gorzej i sobie chwala..." ja chwale każdy dzień , ze wstaje z łóżka i mam obok siebie kochajace mnie osobę i nie zastanawiam sie dlaczego mi złe jak jestem smutna :) jakby te panie miały mówiąc w miesiąc kombinować jak przeżyć za 1500zl to by nie miały czasu na głupie myśli ...

Autor: robert  30.08.2011 zgłoś

szort.pl/darmowe-eurogabki - darmowe eurogąbki, za tylko jedno kliknięcie!

Autor: Karolina  30.08.2011 zgłoś

szort.pl/darmowe-eurogabki - darmowe eurogąbki, za tylko jedno kliknięcie!

Autor: aloiw  30.08.2011 zgłoś

dwa krótkie listy a Wy już wszystko wiecie.. komu się gdzie poprzewracało.. są ludzie, niezalezni od statusu skazani na naturę depresyjną. ot, zła chmiczna praca mózgu. żadne pieniądze tego nie zmienią, spa nie wyleczy i nie minie po urodzeniu nawet 6stki dzieci.. dobry terapeuta i niestety pewnie też jakieś prochy i koniecznie walczyć o siebie..

Autor: Et.  30.08.2011 zgłoś

Dziś już wiem, że szczęściem nie można się chwalić. Do niedawna też uważałam się za osobę spełnioną i szczęśliwą, budzącą nawet zazdrość u innych, o czym mi powiedziano wprost, a nawet życzono wszystkiego najgorszego. Od tamtej chwili moje życie bardzo się zmieniło.Z dnia na dzień pojawiło się wiele problemów trudnych do rozwiązania.Cóż, podobno nie znałam życia... Teraz je poznaję ku satysfakcji innych.

Autor: yamo12  31.08.2011 zgłoś

Tak wiele z was pisze tu o Bogu a nie możecie zrozumieć że nie da się na siłę wierzyć w Boga, tak samo jak nie da się na siłę w kimś zakochać. Po prostu albo się wierzy czy też kocha, albo nie. Dla przykładu- jestem agnostyczką, interesuję się duchowością, czytam dużo na różnorakie tematy. Czasami bardzo chciałabym wierzyć że Bóg istnieje bo pewnie byłoby mi łatwiej żyć ale nie potrafię, nie wiem czy Bóg istnieje. Żadne "uwierz" nic tu nie da i pokazujecie tylko swoją ignorancję dla drugiego człowieka. Równie dobrze np. mogłabym wam powiedzieć "uwierz" w ufo i rozwodzić się nad tym jakie to wspaniałe a jacy wy jesteście biedni i nieszczęśliwi że nie wierzycie.

Autor:  31.08.2011 zgłoś

Do "robert" Człowieku wkurzyłeś mnie tak mocno swoją głupotą więc specjalnie dla ciebie wkleiłam twoje teksty tutaj, może jak je zobaczysz w pigułce to się zastanowisz nad sobą: 1) Co do posiadania dzieci- kto ci dał prawo by wmawiać kobietom ze muszą posiadać dzieci? To ze jesteśmy biologiczne zdolne do ich posiadania NIE OZNACZA ze każda chce je mieć. "Pani 27 letnia powinna sobie ciąże zafundować aby mieć dla kogo żyć. A druga Pani powinna sobie opiekunkę do dziecka zatrudnić." "Brak dziecka jest tutaj oczywistym problemem Pani nr 1. A wynika to z faktu że zadanie które kobieta ma przed sobą do wykonania w zyciu to bycie matką. " "A odnośnie syndromu nie bycia matką .... to nie ma sensu walczyć z czymś z czym i tak z góry przegramy :) " "A jeśli nie każdy ma potrzebę posiadania dziecka to ... widać powinien zastanowić się nad tym głęboko." 2) Co do celu- kto ci dał prawo do mówienia ludziom co mają robić? Ja mogę dać ci cel- nigdy już nie otwieraj ust by nie razić innych swoimi dyktatorskimi zapędami. "Dajcie ludziom CEL !!!!" "Jestem pewien że tym Paniom niestety trzeba dać cel. Niezależnie czy cel im się spodoba czy nie." 3) Wiesz ile ludzi rocznie choruje lub popełnia samobójstwa z powodu wyścigu szczurów? Poczytaj sobie ignorancie. "Ja nie uważam żeby było coś złego w wyścigu szczurów." 4) Czy jak ktoś ci bliski będzie miał poważne problemy też mu tak powiesz? Nawet gdyby była to śmiertelnej choroba? Egoisto, obyś nie musiał być w takiej sytuacji i żeby ktoś ci tak nie powiedział. "Dlatego nie współczuje nikomu jego problemów." 5)Tu zaprzeczasz temu co wcześniej pisałeś, a niby pewny jesteś. "Dlatego nigdy nie daje nikomu gotowych rozwiązań ale staram się pokazać którędy najkrócej do domu. Oczywiście jeśli tego chce i potrzebuje. " "Dzieci są celem, a nie sposobem."

Autor: yamo12  31.08.2011 zgłoś

Do "robert" Człowieku wkurzyłeś mnie tak mocno swoją głupotą więc specjalnie dla ciebie wkleiłam twoje teksty tutaj, może jak je zobaczysz w pigułce to się zastanowisz nad sobą: 1) Co do posiadania dzieci- kto ci dał prawo by wmawiać kobietom ze muszą posiadać dzieci? To ze jesteśmy biologiczne zdolne do ich posiadania NIE OZNACZA ze każda chce je mieć. "Pani 27 letnia powinna sobie ciąże zafundować aby mieć dla kogo żyć. A druga Pani powinna sobie opiekunkę do dziecka zatrudnić." "Brak dziecka jest tutaj oczywistym problemem Pani nr 1. A wynika to z faktu że zadanie które kobieta ma przed sobą do wykonania w zyciu to bycie matką. " "A odnośnie syndromu nie bycia matką .... to nie ma sensu walczyć z czymś z czym i tak z góry przegramy :) " "A jeśli nie każdy ma potrzebę posiadania dziecka to ... widać powinien zastanowić się nad tym głęboko." 2) Co do celu- kto ci dał prawo do mówienia ludziom co mają robić? Ja mogę dać ci cel- nigdy już nie otwieraj ust by nie razić innych swoimi dyktatorskimi zapędami. "Dajcie ludziom CEL !!!!" "Jestem pewien że tym Paniom niestety trzeba dać cel. Niezależnie czy cel im się spodoba czy nie." 3) Wiesz ile ludzi rocznie choruje lub popełnia samobójstwa z powodu wyścigu szczurów? Poczytaj sobie ignorancie. "Ja nie uważam żeby było coś złego w wyścigu szczurów." 4) Czy jak ktoś ci bliski będzie miał poważne problemy też mu tak powiesz? Nawet gdyby była to śmiertelnej choroba? Egoisto, obyś nie musiał być w takiej sytuacji i żeby ktoś ci tak nie powiedział. "Dlatego nie współczuje nikomu jego problemów." 5)Tu zaprzeczasz temu co wcześniej pisałeś, a niby pewny jesteś. "Dlatego nigdy nie daje nikomu gotowych rozwiązań ale staram się pokazać którędy najkrócej do domu. Oczywiście jeśli tego chce i potrzebuje. " "Dzieci są celem, a nie sposobem."

Autor: Mariola  31.08.2011 zgłoś

a ja nie mam chwili na nude tez mam meza dziecko prace kredyt i przede wszystkim hobyy konie i to one mnie relaksuje gdy wsiadam sobie wieczorkiem i jade przed siebie nie mam czasu na jakiekolwiek rozmyslania jaka to jestem bo zyje sie tylko raz a nic 2 razy sie nie zdarza jestem zdrowa mam rodzine i rodzicow i mam za co dziekowac BOGU pozrdawiam

Autor: xxxm  04.09.2011 zgłoś

jestem w podobnej sytuacji, w moim życiu jest nuda, i nie wiem co może mi pomóc...

Autor: zrobić imprezę z dobrym szampanem  18.10.2011 zgłoś

ciastem, nowymi ciuchami, muzyka i przyjaciólmi, dzieciakak komus zostawić, upić się, śmiać głośno z głupiej komedii, potem uprawiać seks a na koniec dłuuuugo spać.

Autor: abcd  26.08.2012 zgłoś

W swoim życiu też doswiadczyłam takiego stanu. Zawsze marzyłam o ciszy i spokoju i o tym żeby się nie martwić o jutro i kiedy to osiągnęłam ze ździwieniem stwierdziłam,że wcale nie jestem zadowolona. Nie muszę się nigdzie śpieszyć,mogę sobie pływać opalać się jeść na co mam ochotę itd.i wcale nie dało mi to radości. Sama się zdiagnozowałam i poszłam do kościoła posiedzieć przed Panem Jezusem,muszę pooddychać bogiem tak do siebie mówiłam .Nie mogę chodzić do komunii ale mi to nie przeszkadzai też w okolicy serca miałam taki ból i po tych medytacjach on zawsze zelzał. Mój mąż człowiek niewierzący mówi mi a po co ty tam chodzisz przecież to wszystko bzdura a ja się tam leczę i nie obchodzi mnie co mówią o kosciele,księżach sama ich mam gdzieś ale ten kontakt z bogiem bardzo mi pomaga jestem po takich wizytach zdrowsza,usmiecham sie i czuję się lżejsza Mąż jak widzi że się wybieram to próbuje mnie zatrzymać w domu,czasem mu ulegam i tak sobie mówię jakiś czas wytrzymam a potem znowu pójdę po dawkę.Mieszkam na Zachodzie tam nie ma nic dla ducha ani świąt,ani chrzcin,ani Pierwszej Komuni dzieci ,malo slubów w kościołach.pogrzeby bez modlitwy .Tam ludzie oprócz konsumpcji nie mają nic.Nie ma sie tam nad czym rozczulić czy wzruszyć oni własnie nie mają nic według mnie ,żyję tam i na to patrzę,siedzą na tych swoich bogatych kampingach czy wypasionych domkach letniskowych ,obok samochody ktore często zmieniają,ale usmiechu na ich twarzach nie zobaczysz,siedzą ,plotkują,nudzą się no chyba że się naćpają to wtedy się śmieją i bawią a jacy egoisci,wszyscy zyją osobno są samowystarczalni,niezalezni chcesz rozwodu proszę bardzo i już wkrótce pojawia się inny partner o tak jednego bożka to oni czczą SEX o tak to to sobie cenią. My to choćaż mamy tradycję,święta jak tu wracam to zaczynam żyć a tam jest tak pusto naprawdę pusto według mnie na zachodzie nie ma nic dla ducha nic tam to sie właśnie umiera gdybym tu nie wracala to wiem że bym wcześniej zmarła.

Autor: marta  28.08.2012 zgłoś

chyba nie wszyscy czytali ze zrozumieniem - te kobiety nie rozmyślają z nudów, one się nie nudzą. Po prostu osiągnęły to, o czym marzyły i zabrakło im kolejnych marzeń. nie wszystkie matki spełniają się w rodzicielstwie, niektórym brakuje tej wolności, która miały wcześniej, możliwości popełniania błędów, których - jako matki dzisiaj - popełniać już nie mogą. Nagle swój czas dzieli pomiędzy dzieci, prace domowe i męża - dlaczego w takiej kolejności? Ano, bo robi to sama, bez jego pomocy zazwyczaj, bez wsparcia, bez słowa otuchy i wdzięczności. A dla niej samej miejsca już nie ma, więc czuje pustkę, której długo nazwać nie potrafi, bo przecież ma wszystko...

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu