Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

04.01.2007 | Słodkie życie?

Na utrzymaniu męża

Siedzieć na kanapie, pachnieć i pozwolić sobie na luksus niepracowania, podczas gdy mąż będzie utrzymywał całą rodzinę. Niektóre z nas miewają taki pomysł na życie. Sądzisz, że to taka wielka frajda? Jesteś w błędzie. Rezygnacja z pracy zawodowej wcale nie oznacza, że nic nie będziesz robić. Zyskasz za to mnóstwo domowych obowiązków, przydomek kury domowej, pretensje i brak szacunku.

Stereotypowy podział ról na męskie i kobiece przypisuje mężczyznom zarabianie na dom i utrzymanie rodziny, zaś kobietom dbanie o stworzenie przytulnego gniazdka dla siebie, swojego mężczyzny i dzieci. Emancypacja wyrwała płeć piękną z tego układu, wywalczając prawo do pracy zawodowej. Ale nie każda do niej jest stworzona i nie ma w tym nic złego. Nie powinien dziwić fakt, że są kobiety, których nie kusi kariera, a przedkładają nad nią zajmowanie się domem. Jest ich całkiem sporo. Z badań CBOS wynika, że 58% Polek nie zrezygnowałoby z pracy, nawet gdyby ich mąż mógł utrzymywać dom. Cała reszta albo czeka na stosowną okazję, żeby dać sobie spokój z pracą, albo już to zrobiła. Okazuje się jednak, że nie jest to takie słodkie życie, o jakim można by marzyć.

Kura domowa

Agnieszka wyszła za Pawła zaraz po zakończeniu nauki w szkole policealnej. Wiedziała, że będzie mogła żyć po królewsku – mąż starszy o osiem lat miał dobrą pozycję w firmie, w której pracował, bardzo dobrze zarabiał, zawsze był czuły, troskliwy i odpowiedzialny. To on powiedział, że jeśli nie będzie chciała, to będzie mogła nie pracować. Tak też było na początku. Kiedy on był w pracy, ona miała czas na swoje przyjemności – kosmetyczkę, fryzjera, manicure, zakupy, plotki przy kawie z zazdroszczącymi jej koleżankami. Pawła cieszyło, że ma taką zadbaną żonę. Ale coraz częściej wracał do domu, w którym koty z kurzu kłębiły się na podłodze, w zlewie stała sterta brudnych naczyń. Nie minął miesiąc, aż doszło do scysji.

- Wybuchłem, kiedy okazało się, że nie mam się w co ubrać do pracy, bo żona nie mogła przez cały dzień uprać moich koszul – irytuje się. – Przecież ma cały dzień wolny, to może zrobić takie rzeczy. Odbyła się poważna rozmowa i Agnieszka zaczęła się bardziej przykładać do prac domowych: - Robiłam zakupy, prałam, prasowałam, gotowałam obiady. Przyznaję, że nie wszystko robiłam idealnie, ale bardzo się starałam.

Wkrótce Agnieszka zaszła w ciążę. Było dla niej oczywiste, że nie może tak bardzo się przemęczać.
- Rozumiałem to i kiedy tylko mogłem, pomagałem jej w domu, ale przecież sam też nie leniuchowałem w pracy, tylko ciężko pracowałem na nią i na moje dziecko. Po urodzeniu Jasia było już tylko gorzej. Nawet kiedy nasz syn podrósł, ciężko było jej zabrać się do jakiejkolwiek pracy. Wracałem do domu i okazywało się, że mając do dyspozycji samochód, nie potrafiła przez cały dzień zrobić zakupów. Czekała na mnie, aż wrócę, żeby ze mną jechać do sklepu. Miała wszystko, co chciała, na wszystko były pieniądze, a nie mogła się postarać o to, żeby zadbać o dom – żali się Paweł.

Agnieszka inaczej wspomina ten okres: - Cały dzień siedziałam w domu, zajmowałam się dzieckiem, wciąż siedziałam w pieluchach, garach, ze szmatą, odkurzaczem i żelazkiem w ręku. Nie miałam już siły robić zakupów. Paweł nie zauważał kompletnie tej pracy, którą co dnia wykonywałam, mimo że stałam się zwykłą kurą domową. Miał do mnie ciągle pretensje i przestał mnie szanować.
Dziś nie są już małżeństwem.

Zyskać szacunek

Kobiety będące na utrzymaniu mężów często skarżą się na brak poważania. Wyniki badań CBOS mówią, że w Polsce aż 60% kobiet i 37% mężczyzn uważa, że panie pracujące zawodowo są bardziej szanowne od tych, które zajmują się tylko domem. Sherry Argov w książce „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy” przekonuje: „Mężczyzna nie będzie cię szanował jako równorzędnej partnerki, jeśli finansowo nie będziesz stała na własnych nogach. (…) W każdym związku, jeśli jedna osoba nie przynosi niczego na wspólny stół, druga osoba zaczyna ją lekceważyć”. Doradza, by w takiej sytuacji podjąć jakąkolwiek pracę, nawet jeśli byłoby to tylko kilka godzin w tygodniu. Chodzi o to, żeby mężczyzna widział, że kobieta dorzuca się do domowego budżetu i że nie jest od niego całkiem zależna.

Szacunek można zyskać nie tylko pokazaniem, że potrafi się zarabiać na siebie i dom. Bożena zrobiła to inaczej:
- Zanim się pobraliśmy z Adamem, jego mieszkanie zawsze było czyste i schludne. Pod warunkiem że nie zajrzało się do którejś szafy. Upychał w nich, co tylko się dało: ubrania, papiery, stare listy, bez ładu i składu, wszystko było ze sobą pomieszane. Kiedy wprowadziłam się do niego, musiałam najpierw opróżnić wszystkie szafy, zanim rozpakowałam pudła z moimi rzeczami. Zabrało mi to sporo czasu. Adam przychodził do domu i narzekał, że jeszcze się nie rozpakowałam. To mu raz wywaliłam wszystko z szafy na środek pokoju i pokazałam, czym się zajmuję w ciągu dnia. Domowej pracy nikt nie zauważa, jeśli jest zrobiona. Np. kiedy robiłam pranie, to nie było tego widać, bo ubrania wkładam do szaf. Tak samo z garami. Teraz gdy robię pranie, to wszystko składam na stole i leży, aż Adam przyjdzie z pracy i patrzy, jak chowam ciuchy.

Poza tym Bożena zajmuje się 8-miesięcznym synkiem. - Niedawno zaczął chodzić na czworakach i nie mogę go z oczu spuścić. Adam mi raz poradził, że mogłabym go zostawić w łóżeczku i zająć się czymś innym. Kiedy niedawno został sam z dzieckiem, bo musiałam wyjść, to przez całe 3 godziny siedział z nim na wersalce i nic innego nie robił. Powiedział, że nie chciał dziecka zostawić w łóżeczku, bo płakało. Odpowiedziałam, żeby mi nie dawał głupich rad, jak sam ich nie stosuje. Przestał robić uwagi, szanuje Bożenę i nie ma pretensji, że siedzi w domu. Jej nie przeszkadza, że zajmuje się domem. - Mąż w pracy nie siedzi na tyłku, tylko cały dzień naprawia komputery, których szpitale używają do skomplikowanych operacji. Ma prawo być zmęczony. Kiedy wróci z pracy, to staram się zrobić obiad, posprzątać itd. - mówi Bożena.

W końcu, jak mówi Adam, małżeństwo jest układem partnerskim pomiędzy dwiema osobami. I tak traktuje żonę. Daje jej wolną rękę w zakresie wydatków: - Ja zarabiam pieniądze, a Bożena nimi zarządza.
Wychodzi to na dobre, bo Adam jest zapominalski. Przed ślubem prawie wszystkie rachunki były płacone z opóźnieniem i odsetkami karnymi, teraz to ona płaci rachunki i wszystko jest jak w zegarku.

Skąd wynagrodzenie?

Powyższy małżeński układ należy do rzadkości. W większości wypadków pieniądze są kwestią sporną, gdy jedno z małżonków jest na utrzymaniu drugiego. Problemem nie są tylko bieżące wydatki, ale też kwestie zapewnienia środków na przyszłość. Za co utrzyma się niepracująca osoba, kiedy partner ją zostawi? Kto będzie jej wypłacał emeryturę? Od kilkunastu lat te pytania są roztrząsane, ale nie ma gotowych odpowiedzi.

Małgorzata Mazurkiewicz, prowadząca w Polsce kampanię „Zrobiono – zapłacono”, naświetla problem braku opłacania pracy domowej:
- Z niemieckich badań wynika, że 75% pracy nieopłacanej w ogóle wykonują kobiety, a tylko 25% mężczyźni. W Polsce jest około 6 milionów kobiet, które pracują tylko w domu. Wiemy, ile szacunkowo warta jest ta praca. Według pierwszych oficjalnych szacunków GUS z 2005 r. jest to równowartość około 1300 zł. Dane światowe pokazują, że nieopłacana praca domowa powiększa PKB różnych krajów o około 40%.
Problemem kobiet jest to, że nie potrafią udokumentować swojego wkładu w rozwój gospodarki. Jednocześnie mają poczucie, że nie pracują, bo nie wytwarzają dochodu. Ich pracy nie da się wyrazić w ogólnie uznawanych przez ekonomistów wskaźnikach, więc sądzą, że ich praca nie ma żadnego wymiernego znaczenia.

Nie rozstrzygnięto, kto i w jaki sposób miałby wypłacać kobietom wykonującym prace domowe wynagrodzenie, a potem emerytury. Jeśli pojawia się takie pytanie, to za nim kolejne: co z pieniędzmi za robienie zakupów, sprzątanie, gotowanie, pranie czy prasowanie dla kobiet samotnie wychowujących dzieci? One muszą chodzić do pracy, żeby utrzymać siebie i potomstwo, a potem wykonać dokładnie taką samą robotę, na którą niepracujące panie mają cały dzień. Kto miałby płacić samotnym kobietom, które też muszą pracować zawodowo i wykonywać prace domowe? Czekanie na zapłatę to utopijny pomysł. Ale każda z nas ma prawo do decyzji, czy pracować zawodowo, zarabiać i być niezależną, czy też być na utrzymaniu męża i być skazaną na jego widzimisię.
Ewelina Kitlińska
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

każda kobieta ma prawo do decyzji ? ...tak się ładnie mówi....że my mamy PRAWO, że MOŻEMY SAME PODJĄC DECYZJE..... a w wielu przypadkach (i pewnie w większości przypadków) to nasze "prawo" do podjęcia "samodzielnej decyzji" jest po prostu na nas wymuszone....złem koniecznym.... tak sobie kombinuje; kobieta w związku małżeńskim i np. 1 dziecko. załóżmy że mąż zarabia dobrze i że stać go na żone zajmującą się "tylko" domem. ALE........ żona w tym "UKŁADZIE MIŁOSNYM" jest od brudnej roboty; pranie, prasowanie, gary, gotowanie, zamiatanie, odkurzanie, mycie podłogi, okien, zakupy, zajmowanie sie dzieckiem, zajmowanie się mężem łącznie z "wyprawką" go do pracy i pozwalaniem mu odpocząc po pracy. I TAK CODZIENNIE. bez żadnej pensji. co się dzieje z taką kobieta ? takie kobiety czesto czują się niedowartościowane na tle pań pracujących, zwykle mniej o siebie dbają - ponieważ nie muszą "wyglądać" w pracy więc szczędzą na sobie w imie rodziny.....zwykle też niechętnie chodzą na bankiety w pracy męza ....bo czują ze nie pasują, że odstają, bo nie pracują, bo gorzej wyglądają, bo nie mają o czym rozmawiać - i ogolnie żeby nie psuć sobie samopoczucia same zaczynają się izolowac od "świata". ==== to wszystko wpływa na to jak postrzega ją mąż...który stopniowo ale coraz bardziej przestaje patrzeć na nią jak na kobiete swojego życia.....a zaczyna widzieć w niej właśnie kure domową; bezwartościową, zero błyskotliwości, zero seksapilu, zero "światowych" zainteresować tylko ta chałupa i gary i dzieciak.....żona świadomie lub nieświadomie wyczuwa ten marny stosunek męza do niej....i przez co jeszcze bardziej czuje się bezwartościowa, niekobieca, byle co.......ZACZYNA WIĘC SPEŁNIAĆ SIE JAKO MATKA.....wierząc że jako matka jakoś utrzyma to małżeństwo...... wiele kobiet tak właśnie postrzega (i słusznie ) rezygnacje z pracy...........dlatego choć nie chcą to wybierają to zło konieczne.......czyli idą do pracy........po to by nie stracić nic ze swojej atrakcyjności towarzyskiej, a także atrakcyjności jako KOBIETA..... na tle kobiet pracujących.......takie to nasze prawo i takie to nasze samodzielne decyzje heheheh :-))))) ================================================= OCZYWIŚCIE SĄ RÓŻNE CHARAKTERY I być może są panie, które nawet będąc kurą domową są bardzo zadbane, wypielęgnowane, mają "światowe" zainteresowania, brylują u męża boku na bankietach w jego pracy i nie czują się ani deko gorsze od tych pracujących kobiet......... ale takich kobiet jest na prawde garstka.......i nawet w przypadku tej garstki tak na serio nie wiemy czy w środku, w duszy nie czują się jednak gorsze i glupsze od tych kobiet pracujących.....a jedynie są świetnymi aktorkami, ktore na zewnątrz umieją grać role szczęśliwych, błyskotliwych dam na swoich włościach.

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

zaś kobietom, które mają dzieci, pracują i jeszcze zajmują się domem = PO PROSTU MEDAL BEZ DWÓCH ZDAN !!!! na taki wyczyn stać na serio maciuteńki odsetek facetów....co z resztą widać chyba gdzie się nie rozejrzeć ..... jeszcze będąc na studiach, miałam koleżanki, ktore JEDNOCZEŚNIE wychowywały dzieci, pracowały, studiowały....i do tego wszystkiego jeszcze znajdywały czas by wyglądać pięknie.........sama jestem kobietą -- ale zawsze taka akrobacja zdumiewała mnie i było to dla mnie godne podziwu......i obrzucenia facetów kamieniami. .... ....bo sorki....ale czasem jak czytam na forum jak jakis kwiczący mężuś utyskuje na tą swoją niedobrą żone że ona taka, śmaka i owaka, że go nie rozumie, że go zaniedbuje, że tylko na niego wrzeszczy - to tak sobie myśle że to musi być straszny leń, który po pracy jedyny obowiązek jaki ma to zająć się soba i swoimi myślami, fantazjami, marzeniami......a ta żona jak w jakimś kieracie -------- praca, zakupy, do domu, obiad, gary, dzieci, sprzątanie, pranie, prasowanie, kolacja, gary, dzieci, i jeszcze jej musi starczyć czasu zeby zadbać o siebie zeby ten leniący się mąż nie zrzygał się na jej widok.....a w weekendy leci na studia, żeby mieć lepszą prace, i żeby pomóc kiedyś mężowi zarobkowo......... ....a trutniom jeszcze źle, niedobrze, i te żony takie okropne.......szoookkkk jednym slowem; czy kobieta w domu, czy w pracy == i jedna i druga nie ma lekkiego żywota......i jedna i druga ponosi KOSZTY tej "swojej dezyzji".

Autor: spokojna  04.01.2007 zgłoś

prosze. Nawet ja nie mam tak radykalnych pogladow - a przeciez podobno "patologicznie nienawidze facetow" :P

Autor: Dalila  04.01.2007 zgłoś

Chciałabym móc nie pracować, żeby więcej czasu przebywać z dziećmi, lepiej zadbać o dom i o siebie. Ale cóż, z czegoś trzeba żyć, więc mam pracę, dzieci i dom jednocześnie. Dobrze, że mam też męża, który nie tylko zarabia na nianię i dochodzącą panią do sprzątania, ale jeszcze sam w domu pracuje nie mniej ode mnie. Jeśli jednak będzie okazja, przestanę pracować, przynajmniej póki dzieci nie podrosną. Nie boję się braku szacunku - ja po prostu nie pozwalam się nie szanować. Nikomu. Ale nawet gdybym nie miała tego w charakterze, to nie obawiałabym się braku szacunku ze strony mojego męża, który szacunek do ludzi ma we krwi. Jedna kwestia tylko jest trudna do rozwiązania - jak w takich warunkach odłożyć na emeryturę? Jedyne wyjście to jakaś forma ubezpieczenia emerytalnego, a choćby IKE.

Autor: spokojna  04.01.2007 zgłoś

Moge dorzucic historie - o znajomych, ktorzy podobnie jak para nr 1 zdecydowali sie na podzial rol - ona dom, on praca zawodowa. Rok po urodzeniu pierwszego dziecka, kredytu na mieszkanie i zmiany samochodu ona zostala wlasciwie bez kasy dla siebie. Jak kupila sobie 2 bluzki w H&M po 70 pln (mowie o realiach Warszawy, gdzie to nie jest duzo), to maz jej zrobil awanture. Oczywiscie ON musi miec najdrozszy samochod, na jaki ich bylo stac i to ON musi miec prawko - ona zaczela kurs, ale zaraz pieniadze byly potrzebne na inne cele i oczywiscie nie bylo mowy, zeby mogla za darmo pocwiczyc manewry na ich samochodzie... mieszkają na okropnym zatylu, gdzie jezdzi jeden autobus raz na godzine i dlatego jest wlasciwie uwiazana w domu. Stracil zainteresowanie seksem - ale tylko z nia, bo calymi dniami ogladal porno na swoim komputerze i nawiazal romans z kolezanka. Odzyskal je tylko raz - kiedy poszli razem na impreze, a ona wygladala jak zyleta i wszyscy faceci slinili sie na jej widok (poszlysmy wczesniej razem na zakupy :)). Niestety, "strzelili" bez zabezpieczenia i teraz maja dwojke dzieci. Praktycznie nie ma mowy, zeby wrocila do pracy - ale probuje sie uniezaleznic. Kiedy z nia rozmawiam, to widze, ze nie jest szczesliwa - to znaczy na pewno troche jest jako matka, ale na pewno nie jako zona czy kobieta. Szcerze mowiac nie znam szczesliwego zwiazku, gdzie kobieta jest w domu i jest z tym absolutnie szczesliwa - nie mowie o deklaracjach, bo tak wszystkie twierdza :-) tylko, ze widac to szcdzescie po jej zachowaniu i mowie ciala. Szkoda, bo chetnie bym poznala.

Autor: Aniołek  04.01.2007 zgłoś

Ja jestem szczęśliwa w domu. Zajmuję się dziećmi, domem, poza tym robię to na co mam ochotę :) Na zasadzie: dzisiaj mi się nie chciało robić obiadu, bo miałam ciekawą gierkę :D jemy coś na szybko :) Mam kochającego, wspaniałego partnera, który mnie szanuje, dba o nas, jesteśmy szczęsliwi :)

Autor: Dalila  04.01.2007 zgłoś

To, co opisała spokojna to raczej przykład związku, w którym ludzie mają poważny problem z relacjami między sobą i nawet gdyby ona pracowała jako prezes Banku Światowego to i tak byliby nieszczęśliwi. Bo nie w tym tkwi najwyraźniej ich problem. Ja znam szczęśliwe związki - i takie, w których oboje małżonkowie pracują, i takie, w których kobieta zajmuje się domem, a nawet jeden taki, w którym to mąż jest "kurą domową". Znam też parę nieszczęśliwych bez względu na to, kto pracuje i ile. Uogólnianie nie ma więc racji bytu.

Autor: spokojna  04.01.2007 zgłoś

nie napisalam, ze uogolniam. Ty natomiast czytasz w gwiazdach - " i nawet gdyby ona pracowała jako prezes Banku Światowego to i tak byliby nieszczęśliwi". Skad ta pewnosc? wiem, zajmujesz sie tym zawodowo, wiec pewnie stad tendencja do uogolniania. NIepotrzebnie.

Autor:  04.01.2007 zgłoś

życie bez pracy? nuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuda

Autor: memphis  04.01.2007 zgłoś

"Okazuje się jednak, że nie jest to takie słodkie życie, o jakim można by marzyć". No, rzeczywiscie, aż mi się żal zrobiło tej Agnieszki. Jakże ona musiała się poświęcać, jakze cieżko los ją doświadczył; zmuszanie kobiety, zeby zrezygnowała z całodziennych wypadów do róznych koleżansi, fryzjerek, kosmetyczek, centrów handlowych i zajęła się ugotowaniem obiadu czy zamieceniem podłogi to naprawdę skrajne okrucieństwo... "Wkrótce Agnieszka zaszła w ciążę. Było dla niej oczywiste, że nie może tak bardzo się przemęczać."- rozumiem, ze starcie kurzu i uruchomienie pralki to praca ponad siły statystycznej cieżarnej, te opowieści, że kiedyś ciężarna piekła chleb na tydzień albo robiła pranie w balii to przecież jakaś bzdura. Ciężarna powinna tylko leżeć i pachnieć. "Nie miałam już siły robić zakupów"- no biedna, rzeczywiście, mąż powinien był zatrudnić dwie opiekunki do dziecka, gosposię, kucharkę, sprzątaczkę i szofera. Wkurza mnie takie biadolenie i jojczenie- oczywiscie, prace domowe wymagaja dużo zachodu, ale tychże prac za kobiety pracujace zawodowo takze NIE WYKONUJĄ KRASNOLUDKI!

Autor: wiki  04.01.2007 zgłoś

Może ktoś wie jak zdobyc ubezpieczenie emerytalne,pozostajac w domu i zajmując się nim i dziecmi.I ile ono wynosi.? Ja też chciałabym mieć emeryturę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Bajka  04.01.2007 zgłoś

Wyszłam za maz jak mialam 20 lat. Miałam komfort siedzenia w domu. Potem urodziłam dziecko. Przytyłam ze 20 kg i nie mialam potrzeby nic z tym zrobic. Znajomi mnie akceptowali a maz i tak przestał zauwazac. Pranie , sprzatanie, gotowanie wypelniały moje zycie. To był taki etat 24 godz na dobe. Jam maz wracal z pracy to był zbyt zmeczone zeby zajac sie dzieckiem wiec nawet nie miałam wychodnego jak gosposia. Nie miałam wakacji bo ciagle były tylko te obowiazki. Stałam sie nudna i brzydka. a przynajmniej sama tak sie oceniałam. Kiedys usłyszalam od wlasnego meza ze jeste dla niego nieatrakcyja i.... Trafiło mnie jak cholera. Pomyslałam ze mam 27 lat i juz brak mi kobiecosci. Skonczyłam studia. Licencjat. Poszłam do pracy. schudłam 27 kg, zaczełam nosic szpilki. Bywam u fryzjera i kosmetyczki. Kupuje sobie nowe ciuchy bez poczucia winy ze przez moja bluzke nie starczy na buty dla dziecka. finanswo jetem samowystarczalna. Maz jest siny z zazdrosci bo mezczyzni potrafia oglada sie za mna na ulicy. Nadal gotuje i sprzatam. Ale jak nie mam ochoty na stanie przy garach zamawiam pizze i nik ni ma o to pretensji. A czyste skarpetki sa wtedy jak sam je wlozy do pralki. Dołozylam sobie jescze jeden etat ale dopiero teraz jestem szczesliwa.

Autor: noelle  04.01.2007 zgłoś

To jest jak w tym kawale: " Przychodzi mąż do domu, ciężko zmęczony i woła od drzwi - kochanie już jestem, co jest na obiad. Wchodzi dalej i patrzy zaskoczony: nic do jedzenia, naczynia po śniadaniu nie sprzątnięte, sterta garów w zlewie, lodówka otwarta, okna w kuchni pomazane marmoladą a na podłodze pełno cukru. Idzie dalej a w salonie po przestawiane meble, na środku pokoju namiot z kocy, telewizor gra na pełną parę, a dzieciaki umazane niewiadomymi substancjami siedzą w pidżamach i zajadają sładycze. Pełan obawy rusza na poszukiwanie żony, podrodze mijając łazienkę. A tam pranie z kosza wala się po podłodze, lustro i umywalka wysmarowane pianką do golenia a w wannie pływają jego buty. Wchodzi wściekły do sypialni, gdzie jego żona leży w łóżku i czyta książkę. Wściekły pyta się - co się tu do cholery dzieje?, a żona mu na to - wiesz kochanie, jak zawsze pytasz się co ja do cholery robie codziennie w domu, przecież mał cały dzień wolny bo nie pracuję, No to dzisiaj tego właśnie nie robiłam"

Autor: Bajka  04.01.2007 zgłoś

noelle- jakie to trafne!!!

Autor: mała+++  04.01.2007 zgłoś

brawo Bajka :))) tak trzymaj !!! u mnie była podobna sytuacja, mąż cały czas wypominał że "nic nie robię"!!!! ... a ja ... ja zawsze chciałam wrócić do pracy i udało się :))) i jestem szczęśliwa... i nikt mi już teraz nie może zarzucić "siedzenia w domu"... a obiady dalej gotuje dla moich 4 głodomorów ;) i trzymam wszystkie sznurki kiedy muszę ;) i wszystko się udaje :) nawet na areobik 2 x w tyg. kicam :))) jest bosko po prostu :))) pozdrawiam wszystkich czytających i piszących :)))

Autor: Dalila  04.01.2007 zgłoś

Spokojna, stąd "ta pewność" (określenie nieco na wyrost, ale możliwość pomyłki jest niewielka), że problemy w związkach nie biorą się z tego, że ktoś pracuje albo nie. Najwyżej jakaś sytuacja może być bodźcem do ujawnienia się konfliktu, który i tak prędzej czy później wystąpiłby z poważniejszych przyczyn. A tych w Twoim przykładzie (o ile jest prawdziwy i o ile Ty znasz go wystarczająco dobrze i oceniasz obiektywnie, choć nie sądzę, żeby to było możliwe, co wnioskuję ze zdania: "Kiedy z nia rozmawiam, to widze, ze nie jest szczesliwa", czyli rozmawiasz tylko z jedną stroną i patrzysz na to jej oczami) nie brakuje: 1. "mąż jej zrobił awanturę" - co najmniej brak dialogu w związku, nieumiejętność komunikowania się, wyrażania swoich potrzeb, konstruktywnej krytyki i tak dalej; 2. "ON musi miec najdrozszy samochod, na jaki ich bylo stac i to ON musi miec prawko" - nieumiejętność liczenia się z potrzebami żony z jednej strony, nieumiejętność egzekwowania swoich potrzeb z drugiej, a z obu: nieumiejętność prowadzenia negocjacji i niezdolność do kompromisów; 3. "Stracil zainteresowanie seksem - ale tylko z nia, bo calymi dniami ogladal porno na swoim komputerze i nawiazal romans z kolezanka" - nieodpowiedzialne i niedojrzałe podejście do seksu, najczęściej wypracowane i utrwalone przez oboje jeszcze przed ślubem plus nieumiejętność wspólnego rozwiązywania problemów. Mogłabym tak jeszcze, ale nie ma po co. Tak jak nie ma po co się upierać, że gdyby pracowała, wszystko byłoby cudnie i pięknie.

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

spokojna ========a gdzie Ty uwidziałaś znowu u mnie radykalne poglądy ? no powiedz prosze :-)

Autor: hehehehhe  04.01.2007 zgłoś

najfajniej jak się "psycholog" wypowie ;) wszystko wie dosłownie na wszystko ma odpowiedż... a najwięcej problemu ze sobą... tak to jest z psychologami i tymi z prawdziwego zdarzenia i tymi "wyuczonymi w czasie"... a praca jest potrzebna każdemu, nie można siedzieć całe życie w domu i "nic nie robić" czyli czytaj to tak "opieka nad dziećmi, przewijanie, karmienie, czytanie książek, bawienie, spiewanie, kołysanie, ocieranie łez, tulenie, a w międzyczasie gary, pranie i latanie na mopie..."

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

no nie można całe życie "opieka nad dziećmi, przewijanie, karmienie, czytanie książek, bawienie, spiewanie, kołysanie..." .................z tej prostej przyczyny ze dzieci dorastaja.... :-)))))

Autor: hehehehhe  04.01.2007 zgłoś

sto i wiecej "opieka nad dziećmi, przewijanie, karmienie, czytanie książek, bawienie, spiewanie, kołysanie..." to przenośnia... :) potem zostaje tylko czekanie aż wrócą z uczelni lub wyczekiwanie po nocach aż wrócą z iprez... ;) i tak niektrórym kobietkom czas leci... a jak dzieciaki pójdą na "swoje" co wtedy się dzieje??? inawet jeśli mają jakieś tam swoje hobby to jednak praca zawodowa ma ogromne znaczenie w samorealizacji... zdecydowanie jestem za robotą ;)

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

male dzieci mały kłopot duże dzieci duży kłopot.

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

Też jestem za pracą dla kobiet!!!!! Bez dyskusyjnie.

Autor: Dalila  04.01.2007 zgłoś

A ja teraz nie chcę pracować. Chcę poczekać, aż dzieci podrosną i będę mogła spokojnie zająć się karierą, zamiast myśleć, czy z powodu jakiejś ważnej sprawy w pracy zdążę odebrać całe stadko ze żłobka/przedszkola/od niani. Chcę jechać na szkolenie albo na zagraniczną konferencję bez zostawiania płaczących maluchów u babci. I tak dalej. Jestem przeciwko pracy dla kobiet, które tego nie chcą. Irytująca jest ta presja: musisz pracować poza domem, bo inaczej będziesz nikim. Kto jest nikim, i tak nim pozostanie, bez względu na to, co robi w życiu.

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

byłam tą nie pracującą i pracującą i mam porównanie, co do samopoczucia w związku. Wszystko przemawia za pracujacą i dzieci wolą mamę , jak jest kimś, czują sę o nibo lepiej.

Autor: taka_kobietka_  04.01.2007 zgłoś

Sprawa jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. Kiedy żona, mama, podejmuje pracę, studia czy inną formą dokształcania jest bardziej ojj zdecydowanie bardziej szanowana i przez męża i chyba jeszcze bardziej przez dzieci. Taka prawda, bo mama zdąży wszystkim: wstać rankiem do pracy, zrobić kanapki do szkoły, obiad nawet często w lodówce gotowy, a reszta należy do dzieciaków bo to proste czynnośći jak np. sprzątanie czy wstawienie prania :) no i ma się ten komfort, że jesteśmy się w stanie same utrzymać, że mamy takie "swoje" źródło dochodu, mimo tego iż nie chowamy go w skarpecie a najnormalniej w świcie dokładamy do domowego budżetu. Myślę że gdybym nie pracowała zawodowo nie kupowałabym np. gazety prawnej i wielu innych fachowych czasopism, w którch jak wiadomo jest wiele cennych artykułów dla zwykłych śmiertelników takich jak ja, które naprawdę pomagają w życiu. Poza tym horyzonty się poszerzają dzięki poznawaniu ludzi, codziennej pracy z nimi - temu też nie można zaprzeczyć. Nie można jednak dać się zwariować, urlop jest potrzebny by mieć za "dużo" dnia :))) uwielbiam ten czas... A potem z taką podwójną energią wracam do pracy, w której się faktycznie realizuje i nie zamieniłabym jej na żadną inną :)))

Autor: hehe  04.01.2007 zgłoś

a ja musze sie pochwalic jakkolwiek na to nie patrzac bo zdania na temat kobiet pracujacych sa podzielone a ja mam meza ktory dorobil sie od podstaw doslownie niezlych pieniazkow i choc jestesmy malzenstwem od 5 lat dopiero to wiem ze kiedys nie bylo ciekawie tez kiedys pracowalam bo nie moglibysmy inaczej zamieszkac razem ale teraz gdy powodzi nam sie tak dobrze nie pracuje ale wychowuje nasze kochane dzieciaki a jesli chodzi o prace to sklamalam chyba troszke moja praca to korepetycje z jezyka francuskiego spotykam sie 3 razy w tygodniu z "uczniami" ale to nie jest taka zwykla lekcja idziemy na kawe do kawiarni lub do jakiejs restauracji czasem do kina na jakis francuski film a potem dyskusja na temat korzystaja przy tym obie strony a 3 razy w tygodniu to nie problem wyrwac sie z domu trzeba sobie jakos zycie zorganizowac nawet bedac "kura domowa" moze byc ciekawie no i trzeba trafic na wlasciwego partnera mi sie udalo:) zycze tego wszystkim internautkom

Autor: marysia  04.01.2007 zgłoś

Jest świetnie, gdy kobieta pracuje. Ja nie wyobrażam sobie nie pracować i siedzieć w domu. Mogę się realizować zawodowo i mieć satysfakcję z pracy i zarobionych pieniędzy.

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

ops, literówka; czują się o niebo lepiej. dodam; i dzieci uczą się samodzielności. Wszystko kwestią dobrej organizacji i można pracować oby był inny rynek pracy, bo obecnie to gehenna. I są ludzie za to odpowiedzialni.

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

do hehehhee (hehehhehehe) też jestem za robotą......choćby z tego względu że taka "forma życia" jest postrzegana jako ta lepsza......co widać po większosci wypowiedziach na forum, a także po tym co słychac w środowisku :-) zaś samerealizacja....tak to pięknie brzmi - ale zauważ że nie wszystkie kobiety są wykształcone, nie wszystkie pracują na kierowniczych stanowiskach bądx mają ciekawą prace = niektóre pracują przy produkcji, jako sprzątaczki, jako salowe itp === to mi dopiero samorealizacja ........:-)) także z tą samorealizacją bez uogólnień bo nie wszyscy są na tym samym poziomie wykształcenia, warunków społecznych, srodowiskowych itp. zaś sama "samorealizacja" została wykreowana przez nasze czasy === teraz trzeba się "samorealizować" po to właśnie żeby nie być tą gorszą, nieatrakcyjną itp. a przeciez "samorealizować się" można również bez pracy zawodowej ---- jeśli ma się na to kase z rodzinnych źródeł np. wyjazdy w ciekawe miejsca, ciekawe książki, ciekawe programy w tv, ciekawe studia dla własnej przyjemności a nie dlatego że "w tym zawodzie dużo się zarabia" itp itd itp itd ==== ale właśnie "świat" wmowił nam, a my uwierzyłyśmy ze "samorealizacja" to praca zawodowa......... ....i idzie taka kobieta do swojej pracy jako salowa === wyrzuca kupki I SIĘ SAMOREALIZUJE ? idzie taka do warzywniaka i sprzedaje kartofle i się samorealizuje ? idzie taka i sprząta cudze chaty, lub klatki w blokach itp i się samorealizuje ? stoi taka przy taśmie i pakuje cukier w torebki i się samorealizuje ? :-) oczywiście nie poniżam tych kobiet - żeby komuś taka bzdura do łba nie przyszła - chciałam tylko naświetlić że są różne zawody, rózne wykształcenia, różne środowiska.......gdzie mówić o "samorealizacji" zawodowej to jak kpina z kobiety które wykonują pewne zawody.

Autor: marysia  04.01.2007 zgłoś

Zgadzam się, że nie w każdej pracy można się realizować ale można mieć chociaż własną forsę.

Autor: lee  04.01.2007 zgłoś

Cześć:) bardzo fajny artykuł:) i miła atmosfera:)) dzisiaj się juz w ogole nie będę udzielala (bo mam różne zajęcia) ale bardzo chetnie zajrzę potem poczytać:) "Jestem przeciwko pracy dla kobiet, które tego nie chcą. Irytująca jest ta presja: musisz pracować poza domem, bo inaczej będziesz nikim. Kto jest nikim i tak nim pozostanie, bez względu na to, co robi w życiu." Dalila, masz tu rację:) od siebie dodam, ze kobiet wybitnie uzdolnionych w tej kwestii ("super gospodyni", "super macierzyńska mama";) jest tak samo mało, jak "super policjantek", "super ekonomistek". I tak ma być:) ludzie są różni:)) aha, a propos, sto i więcej, nie ma radykalnych... ;) spokojna, trzymaj się, fajny przyklad, ale nie wszyscy tak maja:) aha, a dowcip o żonie jest swietny:) buzi dla wszystkich, taaaaakie cieplutkie:* :) pa pa :)

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

a teraz właśnie na tym prostym przykładzie = zobaczcie pewną prawidłowość; nawet niańka będzie lepiej postrzegana przez wszystkich niż kobieta która siedzi w domu i zajmuje się swoimi dziećmi...... OBIE ROBIĄ TO SAMO - ZAJMUJĄ SIE DZIEĆMI..... ale jednej za to płacą a drugiej nie..... ...więc ta która zawodowo/ bo zarobkowo robi TO SAMO co ta która wykonuje za friko = jest lepiej postrzegana..... ....TAK TO JEST Z TĄ "SAMOREALIZACJĄ" :-)))))))

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

hobby to inna bajka...temat rzeka, każdy coś dla siebie znajdzie.

Autor: lee  04.01.2007 zgłoś

Mętnie napisałam: konkretnie chodziło mi o to, ze jak sie trafi taka kobieta, która naprawdę ma zdolności w kierunku prowadzenia domu, to nie wolno jej naginać. Reszta kobiet jednak powinna faktycznie mieć jakies inne zajecie poza domem:) teraz juz musze iść:( buzki

Autor: hehe  04.01.2007 zgłoś

zgadzam sie z Toba "sto i wiecej" dlatego tez napisalam ze musze sie pochwalic bo mysle ze mam szczesliwe zycie uwilebiam zajmowac sie domem dzieciakami gotowac obiadki dla mężusia a zeby mi sie nie znudzilo to mam ta niby "prace" ktora mi taka radoche sprawia napisalam nie dlatego zeby komus przykrosc sprawic ze mam sie lepiej albo cos w tym stylu tylko dlatego ze chcialabym zyczyc wszystkim Wam zebyscie doznaly same kiedy takiego szczescia no i inna sprawa chce tez powiedziec przez to ze posada "kury domowej " nie ogranicza sie tylko do prania, prasowania itd. itp. ale to juz indywidualna sprawa kazdej kobiety jak do tego podchodzi i jak chce to widziec (moze stereotyp za duzo wniosl do Waszej kobiecej swiadomosci?? moze warto cos zmienic??) ja zycze wszystkim jak najlepiej

Autor: Loco  04.01.2007 zgłoś

kobieta która wybiera "pracę" w domu nie ma zbyt dużo ambicji a wiadome jest że to wygodne nie chodzic do pracy - zastanawia mnie tylko jak mozna nie przejmowac sie swoja przyszloscia i byc na utrzymaniu faceta gwarantuje ze kobiety ktore osiagaja jakiekolwiek sukcesy zawodowe sa rzadziej zdradzane

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

do hehe szanowna hehhe - cokolwiek robisz w tym domu czy poza domem, jakkolwiek wyglądasz czy pięknie, czy przeciętnie, czy strasznie itp itd - jeśli nie pracujesz zawodowo i tak wcześniej czy później ktoś nazwie cie kurą domowa. nawet jeśli przez grzeczność nikt nie powie ci tego w oczy = wielu tak będzie o tobie myślało. i żadne gadanie ze stereotypy itp nic tu nie pomogą = ktoś nie pracuje zawodowo i jest to utrwalony stan, co daje przypuszczenie ze praca zarobkowa w życiutej kobiety raczej nie nastąpi = TO JEST KURĄ DOMOWĄ i już :-)))))

Autor: hehe  04.01.2007 zgłoś

malo przezylas i malo widzialas sto i wiecej ja wlasnie przez to ze harowalam przez kilka lat wybralam takie zycie jedno ci powiem chcialabys miec tyle szacunku u ludzi ile ja posiadam za to ze jestem "kura domowa " z wlasnego wyboru nie wiem jaka prace wykonujesz i jaki masz dom ale musisz byc nieszczesliwa kobieta zal mi cie

Autor: Dalila  04.01.2007 zgłoś

Byłam matką niepracującą, jestem matką pracującą. Mając to porównanie wolę jednak być matką niepracującą. Lepszy jeden etat niż dwa, bo ja jednak leniwa jestem. A jeśli uda mi się uciec z pracy, to mogą mnie wszyscy nazywać kurą domową i mieć w pogardzie ogólnej, nie wzrusza mnie to wcale. Ambicje mam skierowane w innym kierunku (i nie jest to idealnie równe składanie ubrań męża i dzieci) niż pięcie się po szczebelkach koroporacyjnej drabiny, bo pracuję, żeby zarobić na właściwe życie, a nie odwrotnie. Mogę być na "utrzymaniu" męża, bo rodzina to przedsiębiorstwo, gdzie każdy ma swoją rolę do spełnienia, a nie przypadkowe zgromadzenie osób, które dłubią sobie na własną rękę.

Autor: gomi  04.01.2007 zgłoś

do sto i więcej samorealizacja nie koniecznie polega na tym co robisz w pracy bardziej chodzi o niezależność finansową - nieważne czy pracujesz w biurze czy w warzywniaku. Jesteś niezależna od Pana Męża, który w każdej chwili może cię kopnąć w dupę i zostawić na lodzie bez środków do życia. Oczywiście zostawi ci dzieciaki na pocieszenie. I śmieszą mnie kobiety, które narzekają że muszą pracować i jeszcze robić wszystko w domu bo takie jaest zadanie kobiety. Żenada!!! Facet ma tyle samo do roboty w domu co kobieta. Np. w poniedziałek ja sprzątam i gotuję a we wtorek ty. Jak kobieta nie potrafi tego wymusić na mężusiu to sorry ale jest idiotką. Poza tym jest takie powiedzenie - widziały gały co brały. Nie ładuje się w małżeństwo bez kilkuletniego związku i mieszkania ze sobą. A jak po ślubie nagle mężuś zamienia się w Pana i Władcę no to sorry Winnetou ale ja wysiadam, bo nie tak się umawialiśmy. Oczywiście kobietom bez niezależności finansowej pozostaje tylko podkulić ogon pod siebie i zapieprzać do garów.

Autor: hehe  04.01.2007 zgłoś

wlasnie Dalila swiete słowa "rodzina to przedsiębiorstwo" a jesli wszyscy sa szczesliwi to dlaczego nie??

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

do hehehhe wiesz co, chyba sama jesteś nieszcześliwa skoro tak rozumiesz moją wypowiedź - jako jakis atak na ciebie ? jako chęć dokopania tobie ? zrobienia ci przykrości ? drwiny z ciebie ? czy co ? bo nie kapuje twojego komentu do mnie . kobieto -- tak jest w naszym społeczeństwie, że jeśli nie pracujesz długotrwale i nie wykazujesz przejawów chęci podjęcia pracy zarobkowej = to jesteś odbierana jako kura domowa. i nie jest to mój wymysl, nie jest to mój prywatny slogan pt. "kura domowa", nie jest to moje widzimisie, nie ma to nic wspólnego z moim szcześciem czy nieszczęściem w moim życiu itp itd ====== taki jest odbiór kobiety nie zarabiającej. zaś ty chyba sama masz duży problem wewnetrzny z tym że jesteś tą "kurą domową" o czym świadczy twoja reakcja do mnie. ale ja nie jestem temu winna ze czujesz się gorzej będąc kurą domową i wszelkie nazwanie po imieniu "twojej działalności" powoduje u ciebie atak . to "świat" a nie ja - jest winny temu ze kobiety które nie pracują czują się mniej (.........) niż te pracujące === bo tak "świat" nam wmówil, że powinnyśmy pracować i świetnie sobie radzić na wszystkich etatach; jako sprzątaczka, praczka, kucharka itp we własnym domu, jako niańka naszych dzieci, jako wykształcona intelektualistka, jako super seksowna kobieta i świetna kochanka :-)))).....i do tego jeszcze jako wysoko wykwalifikowany pracownik najlepiej na kierowniczym stanowisku :-) więc nie do mnie swoje obrazy kieruj, bo nie ja to tak urządziłam :-)

Autor: gomi  04.01.2007 zgłoś

Dalila ale każde przedsiębiorstwo może upaść i gdzie wtedy pójdziesz bo jak pracujesz to nawet jak cię wyleją to i tak znajdziesz inną pracę bo masz doświadczenie no i emeryturę

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

do gomi samorealizacja === no właśnie, pod tym pojeciem głównie 'ukrywa się" kasa.... :-))) nie zawsze - ale w większości przypadkow, więc niejako jesteśmy zakłamanym narodem, zważywszy na to że kogo bym nie spytała to będzie bredził ze nie jest materialistą :-))))))) co do małżeństw które winny być poprzedzane kilkoma latami chodzenia ze sobą, a nawet wieloletniego mieszkania razem = bo bym dyskutowała. są tego wielkie skutki uboczne :-))))) i często jest to na NIEKORZYŚĆ KOBIET, które być może nie zdają sobie z tego sprawy czy ...no nie wiem co :-) ale to osobny temat i nie chce mi się teraz go rozwijać. poza tym --- ja jestem za tym żeby kobieta pracowała = co nie znaczy ze nie widze nie tylko plusy ale też i minusy takiego stanu. z dwojga złego = biorąc rzeczywistość 21wieku ----- jednak jestem za pracą.

Autor:  04.01.2007 zgłoś

ja w zyciu nie bede zadna kura domowa!!!!nie ma najmniejszych szans na to!facet tez ma rece wiec moze gotwac prac prasowac sprzatac i opiekowac sie dziecmi...nie tylko kobieta...po rowno i koniec!nie ma lekko...;]

Autor: hehe  04.01.2007 zgłoś

ach ludziki nie jestem urazona za niczyja wypowiedz pisalam wczesniej ze nie mozna poddawac sie stereotypom niby kazdy ma tu swoje zdanie ale kazdy tylko jedno :"tak jest w naszym społeczeństwie" dalila ma racje co mnie zdanie ludzi obchodz ochodzi mnie moje zycie a nie jak mnie ludzie postrzegaja wazne ze jestem szczesliwa szanowana i kochana wy naprawde uwazacie ze w zyciu to juz czlowiekowi nie moze sie dobrze powodzic?? ze teraz mam meza ale kto wie...

Autor:  04.01.2007 zgłoś

sto i więcej ale przecież nie chodzi o kasę samą w sobie tylko o to o ci ona daje (niezależność, możliwość płacenia za realizację swoich potrzeb, bezpieczeństwo) jak ktoś musi że pieniądze nie są w życiu ważne to dla mnie jest albo dzieckiem albo naiwniakiem nie chodzi tu o to by pracować 30 godzin na dobę żeby zarobić dodatkowy tysiąc tylko o to żeby czućsię w życiu bezpiecznie nie wyobrażam sobie jak można czuć się bezpiecznie nie mając żadnej własnej kasy!!! Nawet jak się kogoś kocha i wszystko wydaje się piękne i kolorowe - to nie można nikomu ufać aż tak bezgranicznie żeby uzależniać od niego całe swoje życie a te skutki uboczne - zupełnie nie wiem o czym mówisz. Moje zdanie jest takie że nie wychodzi się za mąż bez kilkuletniego związku nawet gdyby miało się to skończyć "staropanieństwem":) Ja w ogóle nie mam takich prioreytetów w życiu no bo jaką masz gwarancję że jak wyjdziesz za maż to już nie będziesz sama na starość i będziesz miała super bajkowe życie. Mąż może najzwyczajniej w świecie kopnąć w kalendarz i co wtedy?

Autor: brick  04.01.2007 zgłoś

O Boże jakie jesteście biedne, nieszczęśliwe i pokrzywdzone przez świat, społeczeństwo i mężczyzn! W tej sytuacji być kobietą to koszmar prawdziwy z gatunku tych najokrutniejszych... Piszę oczywiście tylko o tych kobietach, które nie radzą sobie w życiu (i z życiem)- pozostałych to nie dotyczy. Po pierwsze - kto do ciężkiej cholery kazał Wam wiązać się z marnym prymitywnym debilem, a nie z facetem, który traktowałby Was właściwie. Po drugie - jeśli już popełniłaś błąd - napraw go - zmień faceta. Po trzecie - nie jesteś szczęśliwa w związku - dziecko tego nie zmieni - nie skazuj go na życie w takim domu. Po czwarte - obie płcie mają takie role na jakie się zgadzają - nikt ich do niczego nie zmusza - człowiek to istota wolna! Zróbcie coś zamiast narzekać!!! A swoją drogą nie cierpię facetów nie szanujących kobiet... To śmieci.

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

wiesz co ? ciągniesz dyskusje pt. murzyn nie jest murzynem, ludziki nie ulegajcie stereotypom, bo to że ma czarny kolor skóry to nie znaczy wcale ze od razu jest to murzyn !!!!!!! tak mniej więcej wygląda rozmowa z tobą na temat "kury domowej" jesteś szczęśliwa to bądź, nikt ci tego nie broni. rozsądni próbują najwyżej ci ukazać drugą strone medalu ze kobieta powinna dla własnego dobra myśleć też o przyszłości biorąc pod uwage różne warianty. ale tylko ci ukazują tą drugą strone medalu - a ty wcale nie masz zadnego obowiązku być tą która jest przedsiębiorcza i zabezpiecza się na każdą okolicznośc. najzwyczajniej w świecie możesz sobie być szczęśliwą kobieta która zyje z dnia na dzień a w razie jak się kiedyś coś zawali (a przecież nie musi) to dopiero będzie wtedy o tym myśleć. i spoks :-) każdy żyje wedle swojego uznania - ale dyskusja polega na tym żeby podyskutowac o wszystkich wariantach = zaś ty uwzięłaś się żeby udowadniać nam swój wariant szczęśliwej kury domowej która kurom domową nie jest (bo murzyn nie jest murzynem!) bużka :-)

Autor:  04.01.2007 zgłoś

każdy żyje wedle swojego uznania zgoda tylko problem leży w tym żeby był to świadomy wybór no bo zastanómy się nad kobietą która w wieku 19 lat uprawia niezabezpieczony seks z jakimś patafianem, zachodzi w ciążę myśli sobie: co ja teraz biedna zrobię sama, nie poradzę sobie, trzeba będzie zaciągnąć patafiana przed ołtarz patafian oczywiście z gatunku macho więc sami wiecie co po ślubie na ile to jest jej świadomy wybór a na ile przymus/konformizm/głupota ???

Autor: gomi  04.01.2007 zgłoś

to ostatnie to pisałam ja gomi :)

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

zgadzam się z tym ze nie można czuć się bezpiecznie bez swojej kasy. przynajmniej ja bym się bezpiecznie nie czuła. ale są ludzie, którzy świadomie wybierają takie życie np. bezdomni - niebieskie ptaki którzy już w charakterze mają to "niebieskie ptactwo". oczywiście nie uogólniam bo są też i tacy którzy nie z własnej woli a w wyniku okoliczności stali się bezdomnymi i bez swojej kasy. ja jednak optuje za swoją kasą :-)))))) a co do ślubu, jakichś gwarancji --- to sorki, ale jak po wieloletnim mieszkaniu z narzeczonym w końcu wychodze za niego za mąż - to też nie mam gwarancji ze to małżeństwo przetrwa do grobowej deski. więc obalam ten argument jako "ZA" wspólnym mieszkaniem wieloletnim zanim slub :-)))

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

Niestety, nie podzielam zdania Dalii. Ale to chyba zależy od charakteru, ambicji, wymagań, co do własnej osoby. Dla kobiety ważna jest niezależność finansowa i możliwość swobodnych decyzji, samorealizacji, osiągania sukcesów mniejszych- większych. Siedzenie w domu po dłuższym czsie powoduje bierość, mimo wzystko "zatrzymujemy się" w czasie. Mój Men też woli, jak ja pracuję. Dostrzega więcej pozytywów. A w domu pomaga mi.

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

z przykładem murzyna = to było do "hehhehe"

Autor: hehe  04.01.2007 zgłoś

czy ty czytasz wogole to co ludzie tu pisza?? wroc moze do mojej pierwszej czy drugiej wypowiedzi to zauwazysz ze ja po prostu chcialam powiedziec ze kazdy zyje tak aby mu bylo dobrze wcale nie chce "udowodnic" ze dobrze byc kura domowa przeczytaj lepiej co pisalam ale chyba zeczywiscie nie trafilam na dobre forum bo sami pesymisci moze rzeczywiscie patrze z punktu widzenia kobiety ktora ma zycie uslane rozami i to wlasnie dlatego ze "jest na utrzymaniu meza" choc tak na prawde zarabia w jakis tam sposob pozdrawiam

Autor: marta  04.01.2007 zgłoś

a ja 9 miesięcy temu zrezygnowałam z pracy, żeby zająć się domem i dzieckiem a teraz zatęskniłam za pracą. Właśnie szukam pracy, chodzę na rozmowy, jednak mąż oznajmił mi że jest bardzo niezadowolony i że muszę radzić sobie sama, nie mogę na niego liczyć pod względem opieki nad dzieckiem, muszę sama zaprowadzać i odbierać dziecko z przedszkola, ewentualnie mogę zatrudnić nianię,

Autor: gomi  04.01.2007 zgłoś

a co do ślubu, jakichś gwarancji --- to sorki, ale jak po wieloletnim mieszkaniu z narzeczonym w końcu wychodze za niego za mąż - to też nie mam gwarancji ze to małżeństwo przetrwa do grobowej deski. więc obalam ten argument jako "ZA" wspólnym mieszkaniem wieloletnim zanim slub :-))) ale chodziło mi o to że szanse niepowodzenia są mniejsze no a jak kobieta jest niezależna to może się wyrwać z nieudanego małżeństwa

Autor: kidalo  04.01.2007 zgłoś

Tak czytam i czytam - wszystkie panie racje mają. Ja starszawa jestem , a jako dziecko pracującej mamusi mocno zaradna od najmłodszych lat musiałam być.Tylko jakoś do dzisiaj nie bardzo radzę sobie z żalem , że właściwie przez pracę nigdy nie miała czasu dla mnie / chyba zbyt dużo wymagałam/. Sama mam dwójkę dzieci , świadomie wybrałam "odpoczynek" przy pracach domowych i swoistym komplementem było stwierdzenie mojego dorosłego już syna , że zawsze czuł mój oddech na plecach. Teraz mogłabym iść do pracy tylko że mama ,zawsze zapracowana jest chora na alzheimera i trzeba być z nią przez całą dobę . Włściwie mogłabym pomyśleć o domu opieki , ale jakoś nie potrafię .

Autor: gomi  04.01.2007 zgłoś

"moze rzeczywiscie patrze z punktu widzenia kobiety ktora ma zycie uslane rozami i to wlasnie dlatego ze "jest na utrzymaniu meza" choc tak na prawde zarabia w jakis tam sposob" ciekawe w jakiż to sposób zarabiasz??? no i chyba rzeczywiście masz życie usłane różami tylko że człowiek rozsądny rozumie że takie słodkie życie może się w każdym momencie skończyć - i żyje tak, żeby móc sprostać ewentualnej katastrofie i nie mówię tu że napewno mąż cię rzuci - ale co będzie jak on zginie w wypadku? dostaniesz pewnie jakieś odszkodowanie i rentę ale coś mi się wydaje że życie usłane różami się skończy dla mnie bycie na czyimś utrzymaniu to bycie dzieckiem do końca życia nie mówię tu o sytuacji gdy jedno z małżonków nie może znaleźć pracy (takie czasy). Ale taki stan nie może trwać wiecznie i trzeba szukać.

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

do hehehhe a daj już spokój szcześliwa kobieto :-)))))

Autor: dzinka  04.01.2007 zgłoś

dodam tylko tyle, że prawda jest taka: kobieta która pracuje zawodowo, wychowuje dzieci, zajmuje się domem itd. jest o wiele bardziej zorganizowana niż kobieta siedząca w domu i zjmująca siętylko tym. Wiem to na własnym przykładzie. Jak siedziałm w domu z dzieckiem (8 miesięcy) ciągle na wszystko brakowało mi czasu, nic mi sie nie chciało, ogólny letarg i zniechęcenie. Wróciłam do pracy - odżyłam. Mam swoją kasę, mam satysfakcję, w domu posprzątane, ugootowane, 2 razy w tyg. siłownia, od czasu do czasu w ramach potrzeby kosmetyczka, fryzjer itp. Dołożyłam sobie jeszcze drugi etat w pracy o której wcześniej też marzyłam, a ciężko mi było zrezygnować z pierwotnej bo ją tez kocham. I wszysko można pogodzić na wszytko znajduję czas. Kwestia dobrej organizacji. I mąż mi nie ma prawa nic zarzucić bo znam swoją wartośc i mam swoje zdanie. Nie wyobrażam sobie nie pracować. Skapciałbym na 100%. Pozdrawiam

Autor:  04.01.2007 zgłoś

ok to kura domowa:P leci na kurs prawa jazdy bo mężuś już obiadek dostał a dzieciaki na basenie :) pozdrawiam powodzenia buziaki

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

do gomi są możliwości nie pracowania w takim pojęciu jakim zwykle rozumie się prace że np. codziennie wychodzisz do biura, spędzasz tam ileś godzin itp. === są możliwości niepracowania a zarabiania. ja np. aktualnie nie pracuje zawodowo w potocznym rozumieniu pracy tj nie wychodze codziennie do pracy i nie spędzam w niej ileś godzin. nie pracuje też w domu na czyjeś zlecenie. a mimo to zarabiam :-)))))) bo są giełdy, bo są obligacje, bo są nieruchomości którymi można obracać i zarabiac bądź czasem stracić :-))))))))) ale po jakims czasie takiego życia, choć finansowo jestem ustawiona - musze przyznac ze ja osobiście zaczynam tęsknić za obowiązkiem codziennego wychodzenia gdzieś i spedzania tam kilku godzin :-) jednym slowem niedługo się gdzieś zatrudnie hahahahahhaha

Autor: gomi  04.01.2007 zgłoś

sto i więcej no i pasi - grunt to mieć WLASNA kasę tylko ciekawe ile kur domowych gra na giełdzie ;)

Autor: satysfakcja  04.01.2007 zgłoś

Nie mam dzieci. Mam meza. Mamy w na codzien maly pierdolnik w domu. Sprzatamy wtedy, kiedy trzeba i kiedy sie nam chce. Po sobie - zawsze. Od czasu do czasu wynajmiemy sobie pomoc domowa. Kazdy z nas ma prace. Jestesmy finansowo od siebie niezalezni. I jestesmy zadowoleni. Naprawdę.

Autor: hehe  04.01.2007 zgłoś

gomi ty tez poczytaj troche wyzej

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

wiesz, te ktore kiedyś zgromadziły jakiś kapitał jeszcze pracując zawodowo = a potem odechciało im się zawodowo pracować bo w czym innym ujrzały swoje dochody i uznały to za korzystniejsze = grają. ale ja osobiście, z doświadczenia powiem, że nawet mając własne zaplecze finansowe, po jakimś czasie może się znudzić taki las-pas i jestem niezależna od porannego wstawania, od szefa, od klienta, od codziennego wyjścia do pracy ...od....od....od,,,,,,po prostu się to nudzi. może komuś by się nie nudziło, bo sa i tacy. ale są tacy ze im się całkowita niezależność nudzi = i mi się powoli właśnie już nudzi :-))))))))

Autor: do35  04.01.2007 zgłoś

Każdy powinien wybierać swój sposób na życie. Nieudane małżeństwa, brak radości i satysfakcji nie zależy od tego tylko czy pracujemy zawodowo czy nie. Trzeba przede wszystkim dbać o siebie i swoją przyszłość, potrzeby i mieć wyjście awaryjne...życie może mocno zaskoczyć.

Autor: sto i więcej  04.01.2007 zgłoś

a teraz lece. bo mnie zagadaliście na amen :-o :-))

Autor: Marta :-)))  04.01.2007 zgłoś

Sorky ale będe musiała coś napisać na nasz temat kobietki. Po pierwsze żyjemy w kapitalizmie gdzie obowiązuje woly rynek pracy i kazdy ma wolną nieskrępowaną wolę. Jeżeli któraś z nas przejmuje sie stereotypami to tylko dlatego że dopuszcza je do swojej myśli. Jak chcesz siedż w domu i niancz dzieci, jak nie realizuj sie naukowo lub w interesach. Nikt nas do niczego nie zmusza. Ja wybrałam drogę wykształcenia i bede ja tak długo realizowac aż nie stwierdze ze moge sie sama swobodnie utrzymac bez. pomocy jakiegos dupka. Co do nieplanowanych ciąż nie bądźmy śmieszne, mamy XX wiek a nie średniowiecze!!! OCKNIJCIE SIE.

Autor: Aaa  04.01.2007 zgłoś

Koniecznie praca i to poza domem. Choć nie wiem, jak to jest gdy ma się dzieci. Trochę siedziałam w domu i niby pracowałam, ale dostawałam świra od tego siedzenia, braku kontaktu z ludźmi, braku wychodzenia z domu. Im więcej pracuję poza domem, tym łatwiej mi się zmobilizować do pracy.

Autor: czarownik kropelka  04.01.2007 zgłoś

Mamy już XXI wiek :P

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

Nie wierzę w życie usłane różami na utrzymaniu męża, choćby byl złoty. Lubię mieć swoją kasę i "nie spowiadać" się z każdej złotówki. Siedzieć w domu bez pracy, bez ujemnych skutków dla atmosfery w domu- nie dla mnie, niestety. Nie lubię zasklepiania mózguuuu! A rozstanie kilka godz. dziennie z mężem też dobrze nam robi. Wieczorem jesteśmy, jak aniolki czarliego.

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

Aaa cała prawda , co piszesz.

Autor: memphis  04.01.2007 zgłoś

Cóż, ideałem byłoby, gdyby każda kobieta miała możliwosc wyboru- mam małe dziecko, nie chcę zostawiać go w żłobku, więc nie pracuję i utrzymujemy się z pensji męża; mam już dosć siedzenia w domu, potrzebuję odmiany, wiec wracam do pracy. Rzeczywistosc jest jednak mniej różowa, bo często jedna pensja nie wystarcza na pokrycie podstawowych potrzeb (wiec siłą rzeczy dziecko wędruje do żłobka-bo kogo stać na prywatną nianię?- a mama do roboty), a z drugiej strony mamy bezrobocie i o pracę nie jest łatwo. Często wiec nasze wybory nie są ściśle "nasze", ale uwarunkowane przez okoliczności i możliwości. A szkoda. sto i więcej- cóż, nie mogę wypowiadac się w imieniu salowych, ale panie, które sprzatają NAPRAWDĘ cieszą się, ze mają pracę, ze zarabiają. Podobnie panie od sprzedaży pietruszki- czy tak trudno wyobrazić sobie satysfakcję z tego, ze klienci wracają właśnie do Ciebie, na Twój stragan, ze zagadują, chwalą itd? Pomyśl o tym tak- postoi sobie taka sprzedawczyni na straganie, pogada ze znajomymi, powymienia ploteczki, zarobi, potem wraca sobie spokojnie do domu, utuli dzieci, poprzytula z mężem- i wtedy, późnym wieczorem widzi zmordowaną sąsiadke- pracownicę korporacji, pieć języków, dziesieć fakultetów, pietnaście staży, wszystko naraz- i zastanawia sie, jak toto może tak żyć? ;)

Autor: misia  04.01.2007 zgłoś

Kochane Takie czasy przyszły, że albo jesteś - kurą domową albo - wstrętną karierowiczką która przedkłada pracę nad rodzinę. Jakiego wyboru byśmy nie dokonały i tak będzie źle. Proponuję koncentracje nad tym co dla każdej z nas jest ważne. Niestety jako "kura domowa" nikt nie podziękuje Nam za wykonaną pracę jednakże jako "wstrętna karierowiczka" jesteśmy skazane na pracę na 1500% zarówno w domu jak i w biurze. Ciekawe takie czasy przyszły, że kobieta musi być jakimś super wyglądającym, robotniczym, seksualnym Herosem......

Autor: taki jeden ktoś  04.01.2007 zgłoś

tak,tak..pracujące kobiety rzekomo utrzymują biedaczki swoich męży bezrobotnych nierobów...ciekawe.z moich obserwacji jasno wynika że te panie pracujące to w wiekszość już rozwódki albo rozwiedzone..polskie baby są materialistkami,żadna chłopa na dłuższą metę nie chce sponsorować!taka jest prawda której autorka zapomniała(chyba przez skromność)uwzględnić w tym artykule.a to,że faceci zostali wyparci z demokratycznego rynku pracy przez kobiety to całkiem inna sprawa.kaloszy.zawody kiedyś typowe dla facetów (od ksiegowych poczynając)teraz oblegają kobietki,które to bidulki ,kiedyś będąc na utrzymaniu męża,pokończyły sobie w ramach nudy zaoczne studia.w czasie,kiedy faceci orali od świtu do zmroku aby im byt zapewnić.niech panie o tym nie zapominają!

Autor: józia  04.01.2007 zgłoś

U mnie jest podobnie.

Autor: AGA  04.01.2007 zgłoś

To czy kobieta zostaje kura domowa tak naprawde zalezy od kilku czynnikow. Najwazniejsze z nich to sytuacja finansowa oraz checi. To drugie niestety ma scisly zwiazek z pierwszym, bo trudno jest zpstac kura domowa, gdy maz zarabia marne grosze, ze nawet na czynsz ledwie wystarcza. Osobiscie dla mnie niezruzumiale jest wytlumaczenie, maz zarabia pieniadze, a ja dbam o dom. Spojrzmy prawdzie w oczy - panie ktore tak twierdza po prostu wybieraja taka sytuacje, bo tak jest im wygodniej. Je jestem w zwiazku, gdzie moj facet zarabia sporo, ja nie musze pracowac. Ale pracuje, bo lubie. Mam spokojna prace w biurze za male co prawda pieniadze, ale ma staly kontakt z ludzmi, dbam o siebie. Gotujemy na zmiane, sprzatamy porzadie raz w tygodniu dzielimy sie kto sprzata co i nierza mamy niezly ubaw, czasami przy sprzataniu urzadzamy sobie 'wojne' czy oblewamy sie woda. Na ogol ja robie pranie, ale moj kochany rowniez tego nie unika i zdarza sie, ze to on wrzuca brudne skarpetki do pralki. Oboje realizujemy sie w pracy i oboje dbamy o dom. jestesmy partnerami na calej linii i to daje nam obojgu szczescie.

Autor: Takatamsobie  04.01.2007 zgłoś

Cytuję: "co z pieniędzmi za robienie zakupów, sprzątanie, gotowanie, pranie czy prasowanie dla kobiet samotnie wychowujących dzieci? One muszą chodzić do pracy, żeby utrzymać siebie i potomstwo, a potem wykonać dokładnie taką samą robotę, na którą niepracujące panie mają cały dzień. " A ja pytam: co z pieniędzmi dla kobiet, które są mężatkami i robią dokładnie to samo?? Nieważne, czy mąż pracuje, czy nie, czy jest bezrobotny, czy zarabia dużo, czy o wiele mniej od kobiety. My wykonujemy dokładnie tę samą pracę, co kobiety siedzące w domu i dokładnie tę samą pracę, co kobiety samotnie wychowujace dzieci. No nie, sorry... wykonujemy więcej, bo trzeba jeszcze obrobić pana i władcę. :P

Autor: babcia  04.01.2007 zgłoś

Hej, mlode dziewczyny! Chce Wam przedstawic tylko jedna sytuacje ze swojego zycia rodzinno- malzenskiego. Otorz wiele lat pracowalam, uczylam sie , rodzilam dzieci (2), mialam prestizowy zawod, bylam intelektualnie "na czasie", dbalam o dom, atmosfere rodzinna, dobrze gotowalam i sprzatalam tez ( na pomoc zawsze bylo mi zal grosza, bo dzieciom czy do domu cos trzeba). Przyznam, ze nie zastanawialam sie czy jestem zadowolona czy nie ale czasem bylam bardzo zmeczona. Po prawie 25 latach tego atrakcyjnego zycia kiedys bardzo zle sie poczulam i lezac w lozku powiedzialam do meza- " a jak bym tak umarla to co byscie zrobili?" Moj maz odpowiedzial szczerze-" musielibysmy sobie jakos dac rade." Wezcie to sobie do serca mlode kobiety tak jak i ja przejrzalam , bo przeciez to powoli sama na siebie nakladalam obowiazki z milosci, checi pokazania jaka jestem zaradna, a potem juz z przyzwyczajenia. Czasami trzeba pohamowac swoje zapedy i pozwolic mezowi-" dac sobie rade" mimo, ze jeszcze zyjemy, a moze wlasnie dlatego?!

Autor: a tak  04.01.2007 zgłoś

czyli, co babciu usiąść i czekać na śmierć ?????? Mąż dobrze Ci powiedział ale robimy tak nie inaczej dla siebie, bo z tym nam dobrze, bo daje nam to satysfakcję mniejszą wiekszą. a zmęzeni mozemy być nawet nic nie robiąc. Aktywne życie nie jest tak męczace jak nudaaaaaaa.

Autor:  04.01.2007 zgłoś

ops, zmęczeni

Autor: Tomek  04.01.2007 zgłoś

Do wiki: będąc w domu mozemy zdobyc prawa do emerytury podszywajac sie pod rolnika. Warunkiem możliwości opłacania składek do KRUS ( rolniczy ZUS) jest posiadanie ponad 1 ha ziemi. nie musimy jej uprawiać. składki roczne wynosza około 1200 PLN. Dzieki temu mamy ubezpieczenie zdrowotne i starz do emerytury. a zimie mozemy urzyczyć znajomemu rolnikowi. ;)

Autor: starszy klopowy  04.01.2007 zgłoś

Źli mężowie, źliii... rawie wszystko o czym tusłchać ma jedną prostą przyczynę: tak uwielbianą przez kobiety "Postawę roszczeniową". Związek to ma być miłość i dobrowolna chęć bycia razem dwojga ludzi a nie targi o kasę. Zrób to, zrób tamto, zrób siamto....jak ludzie się kochają to jedno drugiemu pomoże i jest git, a kasa to ostatni temat rozmów bo jak żadne nie myśli o własnej dupie tylko o dobru obojga to jakoś od razu zapanowuje zgodność co do wydatków (czynsz, rachunki, dobre jedzenie). A co do modelu rodziny to jestem po części tradycjonalistą. Ktoś (czy to ojciec czy matka) musi w domu być.) Co po niezależnej kobiecie, która robi pieniądze i czuje się spełniona zawodowo, kiedy jej dziecko wychowuje internet i ulica. Jakby kózka długów nie brała to by 2/3 dnia harować nie musiała.. Wg mnie najlepszy model rodziny to taki gdzie oboje mają wolne zawody (np korepetytorka jak powyżej) i mogą sami się dogadać co do tego kiedy jedno zarabia, a kiedy drugie, żeby dziecko miało i ojca i matkę. Oczywiście tak piękny scenariusz wymaga czegoś co rzadko widuję u obecnych kobiet: rozumu. Rozumu by nie wpaść za młodu. Rozumu by nie brać za mężą pierwszego lepszego dupka z większym "szacunem u ziomów" Rozumu by umieć cieszyć się małymi rzeczami. Rozumu by samej się rozwinąć I ostatecznie rozumu, by zrozumieć że praca jest dla człowieka a nie człowiek dla pracy, a odrobina dobrej woli i inteligencji góry potrafi przenosić.

Autor: lena  04.01.2007 zgłoś

starszy klopowy ale te pensje mężowskie to nie wszyscy mają kokosy, tak jest, że nie wszyscy są dyrektorami itp, i po milości w rodzinie jak brak na podstawowe niemalże rzeczy...i kobieta powinna wówczas też zarabiać nawet nie dla wlasnego widzimisię, kariery..

Autor: Iga  04.01.2007 zgłoś

Tak Tomku. Ja się w zasadzie z Tobą zgadzam. Uważam, że dziecko powinno mieć matkę na codzień. Ja niestety pracuję, bo nie bylibyśmy w stanie utrzymać się z jednej pensji. Marzę o tym aby posiedzieć w domu i wykonywać tylko prace domowe. Mój mąż rzadko zajmuje się obowiązkami domowymi. Latem kosi trawę, a zimą odgarnia śnieg. Ja piorę prasuję, sprzątam, gotuję i odrabiam z dziećmi zadanie domowe. Pracując zawodowo mam dwa etaty: domowy i zawodowy. Jestem zapracowana od rana do nocy. Zawsze staram się spędzić z dziećmi jakiś czas i robię to kosztem prac domowych (nie poprasuję, nie ugotuję obiadu...). Będąc gospodynią domową zyskałabym dziennie 8 dodatkowych godzin. I na pewno częściej znalazłabym czas na wypoczynek.

Autor: Iwoneczka  04.01.2007 zgłoś

Jeżeli kobieta nie chce podjąć pracy zawodowej i wymaga od męża, aby to on zapewnił rodzinie byt finansowy, to o ile jest to związek partnerski a nie pasożytniczy, to powinna zająć się jak najlepiej domem i dziećmi. Z góry jednak powinna uzgodnić z mężem, że ponieważ oprócz zajmowania się ich wspólnym gniazdkiem chce, jak każdy normalny człowiek, mieć czas tylko dla siebie (takie "uzgadnianie" dotyczy oczywiście tych mężczyzn, którzy zapominają o kobiecych potrzebach - naprawdę dobry partner takie rzeczy po prostu wie). Wszystko jest kwestią kompromisów - przecież np. w czasie, kiedy on bawi się z dzieckiem (co przecież jest dla niego tylko i wyłącznie przyjemnością, bo jest ojcem), Ty możesz wyskoczyć do fryzjera, na zakupy czy do znajomej. Jeżeli z kolei kobieta pracuje zawodowo, to w domu powinien panować podział obowiązków (oczywiście w odpowiednich proporcjach: jeżeli Ty pracujesz do 13 a on do 18, to podział 50/50 będzie trochę nie fair, lub odwrotnie). Niedopuszczalną sytuacją jest wg mnie taka, kiedy kobieta, która sama decyduje się na pozostanie w domu i całymi dniami najchętniej nie robiłaby absolutnie nic - ze zwykłego lenistwa. Po skończeniu studiów zamierzam pracować zawodowo, po to aby zapewnić mojej rodzinie jak najlepsze warunki i jednocześnie, aby mieć pewną niezależność, co moim zdaniem w związku jest bardzo istotne.

Autor: lena  04.01.2007 zgłoś

DOBRY PARTNER. to jest to, ale co jak jest niedobry, zmienil się, koledzy, kobietki, cherlawy, nieudacznik itp i jeszcze narobi dzieci. Tylko strzelić sobie w łeb. Nie mój ale są tacy.

Autor: lena  04.01.2007 zgłoś

Tomek a wracając do ubezpieczenia rolniczego (emerytura rolnicza), słyszałam ,że trzeba się zameldować tam, gdzie jest gospodarstwo i tym samym wymeldować z domu/mieszkania np w mieście. Tez ryzyko...

Autor:  04.01.2007 zgłoś

do memphis............. kobieto..........czemu tak beznadziejnie zrozumiałaś mój post ? przecież zastrzegłam ze nikogo nie poniżam, a jedynie zwracam uwage ze w pewnych zawodach to kpina mówić o samorealizacji - no chyba ze samorealizacją jest tylko kasa (w owych zawodach zwykle marna zresztą i też kpina) a ze te panie się cieszą ze mają taką prace....no chyba trudno się nie cieszyć z jakiejkolwiek pracy kiedy w domu się nie przelewa............a że owe panie potrafią się cieszyć ze mimo iż zarabia 800zł miesięcznie, ktoś chce przyjść po pietruszke tylko do niej a nie do konkurencji to tylko plus dla tych pań, ze mimo wszystko umieją cieszyć się życiem jakie mają.......................choć akurat to że ktoś poszedł do niej po pietruszke może być warunkowane tym ze u niej ta pietruszka jest najtańsza itp :-) memphis bez sensu twój komentarz do mnie.

Autor: maria  04.01.2007 zgłoś

jeśli tak ma wyglądać życie przeciętnej Polki , która powinna za przykład służyć swoim pokoleniom to sooryy , czarno tę przyszłość widzę ,,, i bardzo ale to bardzo żal mi Was za to że ponad wszystko liczy się tylko Wasze EGO ,,, jeśli nie wiecie o co chodzi poczytajcie sobie wasze wypowiedzi ,,, nic dodać nic ,,,,,,,,,

Autor:  04.01.2007 zgłoś

Mario jaśniej proszę

Autor: radion  04.01.2007 zgłoś

jestem facetem, mam 25 lat, pracuje i bardzo bym chcial, zeby w przyszlosci bylo mnie stac na to, aby moja kobieta nie musiala pracowac i bynajmniej nie mam na mysli robienia z niej kury domowej. moja matka cale zycie tyra od switu do nocy i nie ma nic dla siebie, musi za to martwic sie jak zwiazac koniec z koncem. o ile pamietam moja babcia i wiekszosc kobiet w mojej rodzinie, wiodly podobny zywot, wiec popychanie pierdol o tym jaki to schematach i mesko-zenski stereotyp uwazam za bzdurne. co zlego w tym, zeby kobieta mogla byc na utrzymaniu meza i nie musiala sie martwic o hipoteke, kase na naprawe cieknacego kranu czy ortodonte dla dziecka, zeby zamiast tego mogla zyc z godnoscia, miala czas dla siebie i spelnianie swoich pasji, dzialnosc charytatywna albo prowadzenie swojego interesu, z przyjemnosci i potrzeby ducha, a nie dorabiania z koniecznosci? najwazniejszen to zachowac zdrowy rozsadek

Autor: monika  04.01.2007 zgłoś

Sama wychowuję 3 dzieci, pracuję i od października idę na studia. Nie jest lekko, ale jakoś idzie. Stanęłam pół roku temu przed trudnym wyborem, zostałam sama, pracowałam na etacie, praca 2 zmianowa, dzieci bez opieki bo ja w pracy. Bez dochodu nie da się żyć. Ale znalazłam wyjście. Pracuję przez internet, jestem w domu. Do pracy zasiadam wtedy kiedy chcę, mam czas dla dzieci i dla siebie. Realizuję się zawodowo i mam kontrolę nad wszystkim, na dojazdy nie wydaję kasy, więcej zostaje. I tak już 6 miesięcy. Więcej zalet niż wad. Oby tak dalej. POzdrawiam wszystkie kobitki.

Autor: man  04.01.2007 zgłoś

Zamiast nic nie robić w pracy (jak to bywa w sfeminizowanych instytucjach np w urzędach) lepiej róbcie coś w domu. Jak kobieta poświęca się aby dom był domem a rodzina rodziną a nie udaje wielkiej "menadżerki" to inne mądre wytykają ją palcami.

Autor: aaa  04.01.2007 zgłoś

Meny wypychają kobiety do domu. Myślą, że lepiej tak. Z jednej strony tak, bo jesteśmy przy dzieciach ale, no właśnie ale... te "dłubią" na komputerach swoje prace (wiem coś o tym zarabianiu), dziękuję. Z dziećmi nabyłam się w domu kawałek życia, i dostałam podziękowanie od ZUS zaliczjąc mi do stażu emerytalnego 1/3 okresu zatrudnienia. Kiedyś nie wiedziałam o tym przepisie a teraz przed emeryturą okazuje się, że brakuje lat, stażu do wszystkiego.

Autor: gomi  05.01.2007 zgłoś

man tak się składa że pracuję w urzędzie (KRUS) i wierz mi nie jest to nicnierobienie wyobraź sobie że czasem trzeba tam siedzieć do 22:00 mimo że oficjalna godzina kończenia pracy to 15:00 ale po co ja ci to tłumaczę :( mam takich petentów codziennie na pęczki jak wydaje ci się że w urzedzie się nie narobisz to dlaczego nie starasz się o pracę w takim miejscu?

Autor: aaa  05.01.2007 zgłoś

marcuś na Księżyc albo przyjrzyj się przepisom emerytalnym, co czeka Twoją polówkę...i niech się modli, żeby wytrwała przy Tobie, bo może zostać bez środków do życia. Trochę żart ale pomyślcie co mówią przepisy i co Was czeka.

Autor: ja  05.01.2007 zgłoś

niestety nie przeczytałam wszystkich waszych komentarzy, więc może już ktos napisał alternatywny sposób podziału finansów małżeńskich....... Ja znam takie małżeństwo, które ma już odchowane dzieci (20 i 22) lata. Zona jak dzieci były małe nie pracowała, kilka lat temu poszła do pracy na dwie zmiany, zarabia ok. 1000 zł. Mąż na małą firmę, która jak wiadomo nie przynosi równych miesięcznych dochodów, ale całkiem nieżle prosperuje. U nich podział finansów i wydatków jest następujący. Maż daje co miesiąc określoną kwotę na prowadzenie domu (rachunki, chemia, jedzenie). Kwota ta jest wystarczająca na te wszystkie wydatki. Prowadzeniem domu zajmuje się żona. Jeżeli dzieci potrzebują ksiażek, butów, czy kurki na te wydatki ma mieć mąż. Remonty też finansuje mąż. Pensja żony jest do jej wyłącznej dyspozycji. Możez tymi pieniędzmi zrobić co chce: sobie coś kupić, czy np. kupić coś do domu.....

Autor: Dalila  05.01.2007 zgłoś

Jak można się czuć bezpiecznie nie mając WŁASNEJ KASY (tak, tak, dużymi literami, skoro to takie kluczowe)? Nie wiem, bo zawsze miałam WŁASNĄ KASĘ, nawet gdy tylko mąż pracował. A to dlatego, że - jak pisałam - traktujemy rodzinę jako wspólne przedsięwzięcie, gdzie każdy wrzuca swój wkład (finansowy, rzeczowy, wkład pracy) do wspólnego budżetu i wszyscy wspólnie z niego korzystają uzgadniając wszystkie wydatki (w przypadku drobnych wydatków uzgodniony jest system ich dokonywania, a nie każdy pojedynczo). Ale cóż, takie sprawy trzeba ustalić jeszcze przed ślubem, no i wiedzieć, za kogo się wychodzi. Poza tym każde z nas zajmuje się tą częścią spraw domowych, na których lepiej się zna. Nie jest to podział socjalistycznie "sprawiedliwy" (czyli każdy zmywa po pół każdego talerza, żeby było na pewno równo), ale dzięki temu osiągamy optymalne wykorzystanie naszych zasobów, mówiąc językiem ekonomii. Przykład? Mąż - z racji zawodu i stanowiska - zarabia znacznie więcej niż ja, ale zgadnijcie, kto opracowuje program inwestycji nadwyżek finansowych naszej rodziny wypracowanych przez męża? Kura domowa. Bo się na tym lepiej zna. Ja z kolei spędzam więcej czasu z synkiem, bo mniej pracuję. Ale kto przejmuje inicjatywę w sytuacjach trudnych wychowawczo? Mąż, bo ma do tego więcej talentu i konsekwencji. I tak dalej. A co, jeśli Przedsiębiorstwo Rodzina upadnie? Mało prawdopodobne, ale w życiu różne rzeczy się zdarzają. Otóż kura domowa nie musi zostać na lodzie, bo przecież ma jeszcze rodzinę i przyjaciół, którzy wesprą, zajmą się dziećmi, dadzą jeść i pomieszkać do czasu stanięcia na nogi. Wiem, że nie każdy żyje w takim poczuciu bezpieczeństwa. Ale ja widać mam więcej szczęścia. Dlatego gdy sytuacja finansowa pozwoli, natychmiast rzucam pracę. Wrócę do niej za parę lat, gdy odchowam dzieci. Nie sądzę, żebym miała tego kiedyś żałować.

Autor: meżczyzna  05.01.2007 zgłoś

Do sto i więcej.... Nie wiem jak bardzo cię gnębi mąż ale ci współczuje. Masz podejście do tych spraw jak zatwardziała feministka .. i dobrze że masz jakieś pasje i zainteresowania, ale z meżczyzn robisz totalnych niedorajdów i niezdary ... Czy to logiczne i sensowne ... Bo ja z kobiet też moge zacząć robić .. bo przecież żadna kobieta nie jest w stanie praqcować tak ciężko fizycznie jak mężczyzna np: pracownik budowlany i nie mówie tu o domku z cegieł , mówie o budownictwie technicznym gdzie trzeba nosić tony stali pod budynki i obiekty żelbetowe .. że ci faceci pracują od 6oo rano do 20oo od poniedziałku do soboty i przeważnie w delegacjach po kraju i wracają do domów raz na miesiąc, a kwatery w jakich mieszkają to przeważnie warunki więzienne bo firmy oszczędzają na wszystkim .... jaki procent kobiet by się podjęło takiej pracy ... zastanów się FeMo ... Jak taki mężczyzna ma mieć czas zaopiekować sie domem jak go nie ma bo pracuje aby na niego zarobić a w nim prawie wogóle nie mieszka ?? Przecież z punktu widzenia ekonomicznego mu się to nieopłaca i powiina kobieta sobie sama radzić .. otwórz oczy i zdejmij klapki z oczu i uszu bo jesteś conajmniej dziwna ... Tak ci źle z facetami ??? tacy są źli ?? Współczuje !!

Autor: Agness  05.01.2007 zgłoś

Kobiety! Można by powiedzieć: same tego chciałyście! Kiedyś podział był prosty: mężczyzna pracowal na dom, kobieta prowadzila dom mężczyzny. Nie będę przytaczać calej historii. Jedno jest pewne, są kobiety, którą lubią pracować. Między innymi ja. Poza tym dzięki naszym WSPÓLNYM dochodom mamy jak spłacać hipotekę. Sama nie kupiłabym nawet kawalerki. I jeżeli małżeństwo - PARTNERZY razem pracują to i razem odpoczywają, razem sprzątają w domu i przed nim. Mamy wspólne konto i razem decydujemy o finansach. Jeśli jednego miesiąca on kupuje coś dla siebie, w następnym ja sobie dogadzam. A jeśli nie ma kasy - to dla nas obu. Mamy syna w podstawówce, często ma polekcyjne zajęcia i wraca z nami (mieszkamy kilka km od miasta, w którym jest szkola i firmy, w których pracujemy) około 18-19 godz. Jeśli nie ma obiadu, tylko kolacja na ciepło, albo po prostu kolacja, nikomu nie dzieje się krzywda. Był czas, że nie pracowałam po urodzeniu dziecka. On zarabial na naszą trójkę i na pewno miał mniej obowiązków domowych. Zawsze czekał na niego obiad i wyprasowana koszula. Ale nigdy nie wbijałam gwoździ w domu i nie naprawiałam sprzętu, od tego jest facet. Do banków i urzędów chodzę ja - ponoć jestem wygadana. A podjęłam pracę, bo zależało mi na kontaktach z ludźmi. Zrobilam papiery grafika, bo zawsze chcialam to robic i w tym czasie mąż mi pomógł w obowiązkach domowych. W pracy zdarza mi się zostawać dłużej. Mój syn musiał szybko się usamodzielnić i nikt z nas nie robi z tego powodu tragedii. Czasami przychodzi się tylko trochę więcej martwić o pociechę. Nawet gdyby mój mąż zarabiał dużą kasę, to nie zrezygnowałabym z pracy. lubię spotykać moich znajomych, nawet gdy wkurzają mnie moi..... Lubię robić to, co robię. A po pracy - patrz wyżej. A mojej teściowej, która całe życie była w domu i czasem dorabiała szyciem, trudno było zrozumieć, że jej synek musi coś odgrzewać lub gotować, że odkurza w domu i rozwiesza pranie. I że grillowanie sprawia mu frajdę, a ja mam niedziele wolną od obiadu. Trudno. Ja się z nim dogaduję, a on rozumie, że mogę być zmęczona. A sex nie jest karta przetargową w żadnej dziedzinie naszego pożycia, tylko przyjemnością. I żal mi trochę koleżanek, które opowiadają mi o ciężkim zyciu matek-polek (bo mają dwójkę, trójkę dzieci) i gospodyń domowych (bo tyle obowiązków mają na głowie). A mężowie po pracy tylko wymagają. Obiad, prasowanie, pilnowanie dzieciaków i ciasto do kawy. Ja to mam do zrobienia w mniejszej ilości godzin w ciągu dnia i daję radę. A jeśli coś się przeciąga w czasie - to on to rozumie i kupuje jakieś pierniki do kawy zamiast domowego ciasta. A może mam w domu ideał? Ja mu tego nie powiem. Życzę Wam, Kobitki, faceta u boku, z którym się dogadacie. Partnera po prostu. :))

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

Agness jesteś boska i gratuluje inteligencji i podejścia do życia. Gratuluje także braku fikcyjnej niższosci kobiet nękanych przez Obleśnych nierobliwych szkutni jakimi są mężczyźni!! Pozdrawiam

Autor: sto i więcej  05.01.2007 zgłoś

mężczyzno..... o co chodzi z tym twoim przykładem budowlańca per do mnie ? :-))))

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

Pisałaś o niedowartościowaniu kobiet i że to facet wraca do domu i dostaje wszystko pod nos i nic nie robi ... jak sie pojawia w domu raz na 2 tygodnie lub raz na miesiąc, a żona nie była by go w stanie przywitać obiadem ... bo przecież to niedopuszczalne wg Ciebie ... to chyba było by coś nie tak ze strony kobiety :)

Autor: sto i więcej  05.01.2007 zgłoś

mężczyzno :-))) coś ci się pomyliło ....gdzie tak napisałam JA ? proszę o mój cytat :-)))))

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

cyt. ....bo sorki....ale czasem jak czytam na forum jak jakis kwiczący mężuś utyskuje na tą swoją niedobrą żone że ona taka, śmaka i owaka, że go nie rozumie, że go zaniedbuje, że tylko na niego wrzeszczy - to tak sobie myśle że to musi być straszny leń, który po pracy jedyny obowiązek jaki ma to zająć się soba i swoimi myślami, fantazjami, marzeniami......a ta żona jak w jakimś kieracie -------- praca, zakupy, do domu, obiad, gary, dzieci, sprzątanie, pranie, prasowanie, kolacja, gary, dzieci, i jeszcze jej musi starczyć czasu zeby zadbać o siebie zeby ten leniący się mąż nie zrzygał się na jej widok.....a w weekendy leci na studia, żeby mieć lepszą prace, i żeby pomóc kiedyś mężowi zarobkowo......... ....a trutniom jeszcze źle, niedobrze, i te żony takie okropne.......szoookkkk Proszę cię bardzo :P

Autor: sto i więcej  05.01.2007 zgłoś

mężczyzno........ a zwróciłeś chociaż uwage na KONTEKST w jakim to jest napisane ? bo napisane jest w KONTEKŚCIE mężusiów którzy NA FORUM (na różnych) kwiczą na te swoje żony jak to one ich zaniedbują i ble ble ble, jakie to są niedobre i nieczułe i ble ble ble, jak to wszeszczą tylko i ble ble ble === ==== bo widać są mocno zapracowane i nie ma kto z nimi współpracować w tym małżeństwie, skoro taaaakie niedobre i nieczułe i tylko wrzeszczą... :-))))) nie pisałam o wszystkich mężczyznach --- TYLKO O TYCH KWICZĄCYCH NA TE SWOJE ŻONY --- paniałeś teraz ? wyjaśniłam z polskiego "na nasze" ? :-)))

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

no chyba że sam nie wierzysz w to co piszesz :P to inna sprawa .. no ale to chyba niezdrowo zakładać jak mężczyzna to odrazu bueee psiee wewnętrzne fuj ... nie ma racji itp , a jak kobieta to ma racje, idelana i wogóle cud miód, malina :)

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

No bo skąd wiesz, że akurat ci co "piszczą" wg cibie na forach to akurat przedstawiciele tych nierobów ?? :P nie masz żadnej pewności , a chłopy sie mogą wygadać jedynie na forum (na którym i tak ich nikt nie zrozumie) bo w domu ich żona ich nie che wysłuchać .. heheh ...

Autor: Śmieciarz  05.01.2007 zgłoś

I tak ma być!

Autor: sto i więcej  05.01.2007 zgłoś

mężczyzno nie dość ze czytasz bez kontekstów to jeszcze usiłujesz przypisywać mi jakieś poglądy które nie są moimi - a idź i nie grzesz więcej. hahahahahhahaa, cmok w polika bok :-)))

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

dobra rozmowa będzie zmierzać do nikąd jak widze :P Może po części każda ze strona ma racje :P A może to my mężczyźni mamy jak zwykle zbyt duże wymagania :P

Autor: lee  05.01.2007 zgłoś

Mężczyzno, facet "w delegacji na zachodniej budowie" nie żąda od żony obiadu codziennie;) ergo: twój przykład odpada, nie o takich budowlańców tu chodziło:) buziaki

Autor: sto i więcej  05.01.2007 zgłoś

mężczyzno. rozmowa będzie zmierzać do nikąd jeśli ty masz kaprys przypisywać komuś coś co nie jest - bo wtedy po co z tobą gadać jak ty i tak rozumiesz swoje :-) powiem ci ze ja swojemu robiłam jego ulubione sałatki, chociaż widzieliśmy się codziennie (bo nie był budowlańcem hehhehe) === i jakoś korona z głowy mi nie spadała, a nawet sama miałam z tego przyjemność :-) więc ta twoja mowa do mnie to ...to nie wiem co to ma być. :-)

Autor: lee  05.01.2007 zgłoś

tu chodziło - tak ja to rozumiem - o tych mężów, ktorzy uwazaja, ze bez wzgledu na to, "czy sie stoi, czy sie lezy" to im sie wszystko nalezy. I nie muszą wcale się zaharowywac w pracy (np. pracowac raz na trzy dni, np. jako stroz nocny) a i tak w domu nie chciec nawet palcem kiwnąć. I o innych, właśnie tego rodzaju typków. Pozdrawiam:)

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

a tak przy okazji to nie zmyślam ... bo faktów nie masz żadncyh do podania że akurat ci kwiczący wg ciebie nic nie robią jedynie wymagają napisali ci to sami - czy jesteś wróżką ... :P wiec niewmawiaj mi tu jakieś bzdurne konteksty itp.... bez okrężnych dróg widze co napisałaś a teraz sie desperacko bronisz i mówisz żebym czytał w kontekście .. jak sie kogoś atakuje w prost artukułem nie można mówić o kontekście -- podstawa -- Cmok w polika drugi bok

Autor: Mama  05.01.2007 zgłoś

Ja jestem w szczęsliwym małżństwie 5 lat.Po urodzeniu dziecka wiadomo było odrazu że to ja zostajęw domku(nie wyobrażalam sobie sytuacji innej)Chciałam byś jak najdłużej w domu z moim dzieckiem,mieć wplyw na jego rozwój.Po 3 latach zdecydowaliśmy sie na drugie dziecko.Mąż pracuje od 7-19.Ja staram sie utrzymywać porządek w domu,zająć dziećmi,ugotować pyszny obiad dla męża.Jestem szczęśliwą żoną i matką.Mąż oddaje mi do ręki całą wypłatę!!!!!To ja dysponuję pieniędzmi,ja płacę rachunki,kupuję jedzenie,prowadzę budżet domowy.Nigdy się nie zdażyło żeby mąż wypomnial mi że sobie coś kupiłam wręcz odwrotnie,namawia mnie na jakieś ciuszki:)Mój facet prawie codziennie mi powtarza że bardzo docenia moją pracę,pomaga mi jak może.Nieraz on umyje gary po kolacji,pobawi sięz dziećmi,pójdzie na spacer w sobotę,wtedy mam trochę czasu dla siebie.Często jest tak że nie mam czasu porządnie zjeść,to nie prawda jak myśląinni,że kobiety ktore siedzą w domu nic nie robią-bzdura.Ja wstaję przed 7 rano,zaworzę starszego syna do przedszkola ,potem zajmuję się młodszym,w między czasie gotujęobiad,trzeba wyjść na spacer z dzieckiem,jadę potem po starszego do przedszkola,sprzątanie,prasowanie itp,zabawa z dziećmi,mycie,karmienie,przychodzi mąż z pracy ,a ja padam znóg.Dla mnike najważniejsze jest to że mogę być z dziećmi,chociażwiadomo jak każdy,czasami mam dość.Wtedy wychodzę gdzieś,ładuję akumulatory i jest dobrze.Dzieci rosną b.szybko,może wtedy pomyślę o tym co chciałabym robić,oprocz prowadzenia domu(w tym momencie nie byłabym w stanie pogodzić pracy zawodowej lub studiów).Nie ważne czy kobieta pracuje w domu czy spełnia się zawodowo.Kluczem do szczęścia jest odpowiedni partner,umiejętność porozumiewania się ze sobą,zaufanie i szacunek:)))Pozdrawiam.

Autor: sto i więcej  05.01.2007 zgłoś

mężczyzno, chyba sobie daruje, bo widze ze musiałabym spędzić z miesiąc na tym cafe w udowadnianiu ci że to co jest napisane, to dokładnie to znaczy....a ty i tak swoje. .....w tym moim cytacie masz napisane czarno na białym "ale czasem jak czytam na forum jak jakis kwiczący mężuś utyskuje na tą swoją niedobrą żone że ona taka, śmaka i owaka....." ==== I JESZCZE NIE WIDZISZ KONTEKSTU :-)))))) to idź z Bogiem i nie grzesz więcej heheheh :-)

Autor: anonimka  05.01.2007 zgłoś

To wam podpowiem jak obrócić kota ogonem w polskich realiach. Wyszłam za mąż, bardzo się kochaliśmy i chcieliśmy dzieci oraz takie tam bla, bla. Po wielu trudnościach zaszłam w ciążę i wtedy mąż prawie nosił mnie na rękach (Prawie, bo waga przyszłej mamy jest spora). Ale jak maleństwo się urodziło, no to stereotyp, ja kompletnie niedoświadczona i bez pomocy mamusia, dzidziuś co się nie chce dać nakarmić, depresja po ciężkim porodzie, ledwo się poruszam, że o babuni, co sklerozę miała ciężką i złośliwą bywała nie wspomnę. Małżonek wychodził pachnący, ubrany, wracał takiż sam jeno zmęczony niebywale, no i nie ma, żeby tak koszuli niewyprasować, albo obiadku nie podać, zgroza czysta. Ja grzeczna zatyrana kura domowa, nic nie gadam bo kury nie mają głosu, aż tu słyszę od Miłości mojej, że ja nic nierobię, że kurzęce zwyczaje mam, a po drugim cudzie narodzin, to nawet nie umiem się wyrobić, żeby potomstwo światu na spacerze rodzinnym pokazać. Piorun z jansnego nieba, cholera mnie wzięła. Stłukłam jak należy porcelanę rodzinną, walizy wywaliłam i rozwodem przed nosem macham. Głowa rodziny zaskoczyła, a potem jakoś tak nagle bez pracy została. Więc ja sierotka domowa zaczęłam zarabiać na dom, jak się okazało lepiej od męża. Z konieczności, bo tej pory na nianię nas nie stać, mężuś dziećmi się opiekuje, do przedszkola odprowadza, pierze , sprząta i gotuje, a ja odpłacam za wszystko (bez przesady) i wrednie sprawdzam, czy kurze pościerane, bo ja miałam na to czas. Tak już jest, z kogutem żle, a bez niego jeszcze gorzej. Pozdrawiam kury, mniej i bardziej udomowione.

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

Wiem wiem my głupi mężczyźni nigdy nie wiemy o co wam kobietom chodzi wiem wiem Z Allahem

Autor: przezorna  05.01.2007 zgłoś

ciekawe czy jak ten maż cie rzuci to tez ci bedzie wypłąte oddawał ..gratuluje zaufania i oddania.

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

A dlaczego twierdzisz,że mąz mnie rzuci????

Autor: mężczyzna  05.01.2007 zgłoś

Czemu zawsze się zakłada że to facet żuca kobietę ??? :P Przecież kobiety od mężczyzn ze zdradami nie odbiegają ... :)

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

Zgadzam siew 100% z męszczyzną!!!Ja każdemu bym życzyła takiego partnera jak mój:))))

Autor: Dalila  05.01.2007 zgłoś

Przezorna, czy Ciebie już trzech porzuciło, że wszystkich mężów o to podejrzewasz? Wobraź sobie, że niektórzy jednak nie porzucają (osobiście nie znam żadnej porzuconej żony, choć mam w otoczeniu wiele małżeństw z różnym stażem). Ale jeśliby porzucił - wiadomo, zdarza się - to porzucona ma przecież inną rodzinę i przyjaciół, którzy pomogą w kryzysie? Bo w to też trzeba inwestować, nie tylko w kasę.

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

Wyobraż sobie Przezorna że mój mąż codziennie wysyłą sms-y z pracy mówiące o miłości do mnie,po powrocie z pracy to się nie zmienia,bez okazji dostaję kwiaty,prezenty,patrzy na mnie jak na pierwszych randkach i robi mnóstwo innych rzeczy świadczących o uczucia jaim żywi naszą rodzinę.Musiał Cię ktoś zranićjeżeli wszystkich facetów mierzysz jedną miarką.

Autor: przezorna  05.01.2007 zgłoś

moją mamę porzucił po 25 latach jeszcze masz troche czasu hehe

Autor: coccinelle  05.01.2007 zgłoś

Jestem kobieta trydziestoletnia i aktualnie nie pracuje ale nie posrzegam sie jako "kura domowa". Zaczelam pracowac juz w trakcie studiow i prace kontynuowalam jeszcze przez kilka lat po ich skonczeniu. Pracowalam w bankowosci, zarabialam nie najgorzej wiec wydawalo sie, ze jest super. Wydawalo sie, bo konczylam prace kolo 19-ej, w domu bylam prawie godzine pozniej i padalam ze zmeczenia. Moj maz pracujacy na wysokim stanowisku wracal i wraca jeszcze pozniej. Weeekendy to zalatwianie spraw i zaleglosci z calego tygodnia. Sprzatanie, prasowanie, zakupy. Nie mielismy zbyt wiele czasu i sily na odpoczynek, realizacje swoich zainteresowan, spotkania z przyjaciolmi...W pewnym momencie zlikwidowano moj dzial, zostalam bez pracy. Bedac na wypowiedzeniu zajelam sie domem, wiekszoscia spraw rodzinnych itp. Okazalo sie, ze jest co robic, czasami trzeba wykazac sie zdolnosciami negocjacyjnymi, podszkolic sie w jakiejs nowej dziedzinie, poszukac nowych rozwiazan. Prowadzenie domu to nie tylko sprzatanie i gotowanie chociaz akurat ja obydwie te czynnosci bardzo lubie. Maz nie chce, zebym wracala do pracy. Co miesiac dostaje od niego "pensje" na wlasne wydatki, mam oplacone polisy. Nie mam zachwianego poczucia bezpieczenstwa. Zyskalismy dla siebie wiecej czasu, obydwoje mozemy sie realizowac. Nie brakuje mi kontaktu z ludzmi bo mimo, ze nie chodze do biura to spotykam wielu ciekawych ludzi rozwijajac swoje zainteresowania. Maz traktuje mnie tak jak traktowal mnie wczesniej, z ta roznica, ze teraz czesciej rozmawiamy o waznych zyciowych sprawach a nie tylko o zawodowych. Mamy nadzieje, ze niedlugo pojawi sie dziecko bo wczesniej jakos trudno bylo znalezc odpowiedni moment...A za pare lat... chce znowu pracowac, ale juz nie w biurze. Koniec z praca od...do...Mam nadzieje, ze z mojej pasji uda mi sie uczynic zrodlo dochodow i ze nie zaniedbam w ten sposob rodziny. Pozyjemy zobaczymy. Po co to wszystko pisze? Sama nie wiem, moze tylko po to zeby pokazac ze nawet super atrakcyjna praca moze byc zrodlem niezadowolenia a siedzenie w domu moze sprzyjac samorealizacji. Taki wydawaloby sie paradoks. Po prostu nie ulegajmy stereotypom. Koncze i pozdrawiam bo wbrew pozorom nie bardzo mam czas na sleczenie przed kompem. ;)

Autor: ale_ty _na _tymczasowym  05.01.2007 zgłoś

no przeciez super praca to wlasnei taak ,w której sie realizujesz ,a nei kiblujesz do 19.Super praca to robenie czego co sprawia przyjemnosc, a nie siedzenie za biurkiem w jakim banku,chocby nie wiem za jaka kase.Trzymam kciuki obys zrealizowala plany zwiazane z pasją.

Autor: neja  05.01.2007 zgłoś

Argumenty, że trzeba pracować, żeby mieć WŁASNĄ kasę, są w polskiej rzeczywistości dość żałosne... Mało znacie takich domów, gdzie oboje pracują, a kasa rządzi niepodzielnie pan małżonek? Jest tego pełno. Ona na etacie zawodow-domowym, on wyłącznie na zawodowym, ale to ona ściubi i oszczędza, i sobie odmawia, a on decyduje, kiedy co kupic i na co ich stać. A z drugiej strony - ja znam małżeństwa, gdzie pracuje tylko on, ale to ona rządzi pieniędzmi. Własnie dlatego, że zajmuje się domem, płaci rachunki, zarządza zakupami, wie, czego i ile potrzeba. I jakoś nie widac, żey na łeb, na szyję lecieli do rozwodu... Wszystko zależy od układów w związku i charakteru ludzi - nie od tego, kto pracuje i gdzie.

Autor: MImimimiilka  05.01.2007 zgłoś

A JA MAM PROBLEM Pracuje w wolnym zawodzie.Mam 23 lata ,jestem z wyksztalcenia artysta plastykiem.Maluje i sprzedaje obrazy.Pieniazki sa ale na jeden obraz (tylko duze formaty!) musze poswiecic 2 tygodnie. Moj facet pracuje normalnie,zarabia, ma wlasny dom ,samochod.Planujemy sie zareczyc i sprowadzic mnie do jego mieszkania.. BOJE SIE ze bede robic za kure domowa.Czasami jak u niego jestem to gotuje (bo lubie od niedawna) a on zmywa talerze.Ma jednak poglady takie ze jak żona to musi prać prasować sprzątac. Dla mnie malowanie obrazow NIE JEST ROZRYWKA i spedzaniem wolnego czasu.To jest PRACA!!! Tak samo ciezka i wymagajaca cierpliwosci ,uwagi jak skrecanie kompow przez serwisanta komputerowego. Boje sie strasznie ze on nie potraktuje tego powaznie:((((

Autor: memphis  05.01.2007 zgłoś

Do anonima (sto i wiecej?)- nie wiem, czemu mój komentarz jest bez sensu. Nie chciałam w żaden sposób Ciebie atakować, tylko spojrzeć na to z innej strony. Zrozumiałam, że nie poniżasz tych pań, które wykonują zawody w powszechnej opinii mało mobilitujace (bo rzeczywiscie- która dziewczyna po dobrej szkole, po studiach, po różnych fakultetech, stażach itd. chciałaby szorować podłogi? Żadna, to oczywiste). Chciałam tylko zauważyć, ze dla każdego "samorealizacja" znaczy co innego. Nie mozna deprecjonowac czyjegoś zadowolenia ze sprzedawania ziemniaków czy pietruszki- bo zyje z tego pewnie ładnych parę tysiecy kobiet i wątpię, zeby wszystkie były nieszcześliwe i sfrustrowane, bo nie są prezesami banku :) To tez kwestia ambicji, planów życiowych, marzeń itp- a te każdy z nas ma inne (nie lepsze czy gorsze). A przecież to o zadowolenie z siebie i życia chodzi. Zastanawiam się też jak takie panie patrzą na zabiegane, zestresowane, przepracowane- ale przecież "samorealizujace się", "robiące karierę"- rózne prezeski, kierowniczki, szefowe itd? Kiedyś ktoś otworzył mi na to oczy- taka sprzataczka moze być tak samo szcześliwa, jak ludzie wykształceni, z wielką kasą- spójrz wiec na to i z tej strony. Pozdrawiam :)

Autor: lola  05.01.2007 zgłoś

ja uważam że kobieta jak i facec mają te same obowiązki w domu nawet jak pracują

Autor: hmm  05.01.2007 zgłoś

u mnie sprząta pomoc domowa , ja pracuje ,maż tez...

Autor: wizjer  05.01.2007 zgłoś

Niektórzy są infantylnie dziecinni, poczekajcie aż podrośniecie, pod 50 -tke, jak mąż zabuja się w młodszej, albo inny wariant jak zachoruje i nie będzie mógł was utrzymywać (jakaś skromna rencina), a wy niepracujące (Dalie) po 50-tce nikt Was nie zechce przyjąć do pracy- taki wariant też się może zdarzyć. Nie zawsze jest się młodym, pięknym.......... Przyjaciele was będą utrzymywać? m-c, dwa ...

Autor: KASKA  05.01.2007 zgłoś

Pomyslicie ze to tylko takie gadanie,ale czy mozna byc szczesliwym robiac cos co nas nie satysfakcjonuje.Czasem zastanawiam sie ,czy zyci ma sens.To nie dlatego ze nie mam co robic tylko dlatego ,ze mam i ciagle to samo.Siedzie w domu juz od 10 lat mam rete i zarobie pieniadze chalupniczo.W sumie prawie taki sam dochod mam jak maz i co z tego on ma prawo do dyspozycji kasa bo on pracuje . Ja tylko siedze w domu jestem praczka , sprzataczka, osiolkiem do transportu, kucharka,osoba na posylki do zalatwiania spraw urzedowych bo tam to czlowiek tylko moze sie zdenerwowac jak mowi moj maz. OWSZEM JESTEM TEZ MATKA ,ZONA NO I NIE ZASPOKOJONA W LOZKU MALZENSKIM KOCHANKA I CZY JA MOGE NAZEKAC SKAD PRZECIEZ MI JEST DOBRZE BO SIEDZIE W DOMU MAM CZAS NA WSZYSTKO UHAHA UHAHA NO I JESZCZE TO ZE KONTROLA MUSI SIEGAC DALEKO MOJ MAZ NAWET KONTROLUJE MI POCZTE NA NECIE BO TAM MOZE BYC "COS"czego nie powinno byc I TO BY BYLO WSZYSTKO takie male co nie co DZIEWCZYNY UWAZAJCIE BO MOZE WAM SIE TRAFIC TAKI MAZ JAK MOJ A TEGO WAM NIE ZYCZE JA JESTEM WLASNYM WIEZNIEM BO NIC NIE POTRAFIE Z TYM ZROBIC kolezanki tez musialy odejsc w zapomnienie ALE MAM NETA ZATO I"nie musisz tracic kochanie czasu na te wasze spotkania na ktorych obrabiacie mezom tylki "-slowa mojego fajne no nie?KONIEC JA JESZCZE POTRAFIE W TYM WSZYSTKIM ZARTOWAC TYLKO ZE TE ZARTY TO WOLANIE O POMOC ............................................................................................................................................

Autor: lee  05.01.2007 zgłoś

Kasia, wpadaj tutaj, jak tylko poczujesz, że juz nie mozesz, koniecznie... :) mozesz sobie dac nick "zs", "Purpurowa Zofia", "konwalijka" - nawet najbardziej absurdalne przezwisko, ktore w ogole sie nikomu z toba nie skojarzy, cokolwiek, co tylko ci przyjdzie do glowy...i pisac, co chcesz... [poza obrzydliwosciami;)] a pozniej czyścić po wyjściu stąd linki do kafeterii w historii... jesli ci to tylko pomaga. Dobrze byłoby, gdyby cie maż nie kontrolował, ale jesli jest zupelnie niereformowalny, to przynajmniej na poczatek musi ci wystarczyc dywersja;) moze potem znajdziesz sile na rozmowe z nim o twoim prawie do wolnosci. Trzymaj się cieplutko:* Nie musi byc az tak zle:) Pozdrawiam.

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

Słuchaj PRZEZORNA!!!!To że jakiś facet rzucił Twoją mamę nie świadczy o tym że każdy taki jest!Ja nie mam zamiaru udowadniać jaki jest mój mąż.Kochamy się,szanujemy i to jest najważniejsze.Ja doceniam jego pracę ,on moją!A jeżeli faktycznie myślisz że każdy mąż prędzej czy póżniej zdradzi to polecam wizytę u psychologa,bo masz poważny problem.Współczuję.

Autor: wizjer  05.01.2007 zgłoś

mama - a ty nie bądź niczego na 100% pewna, nigdy nic nie wiadomo. Popieram przezorną, bo myśli sdroworozsądkowo. Ile jest rozwodów, co mowią statystyki. Jest sielanka ale nigdy nie wykluczam, co komu może się przydarzyć. Dziś staram się być optymistką ale z perspektywy czasu niczego nie możemy być pewni. Ludzie zmieniają się, czasy również. mówią przezorny ubezpieczony.

Autor:  05.01.2007 zgłoś

ups. z nie s przy rozsądku

Autor: o mauśka mauśka  05.01.2007 zgłoś

tiaa mężulek bzyka kogoś w pracy a tobie wysyla miłosne smsy

Autor: lee  05.01.2007 zgłoś

Ej, no nie musi od razu jej zdradzac. Mama, powiem Ci tak: istnieje cos takiego, jak samospelniajaca sie przepowiednia. Jesli zaczniesz sie bac, ze cie zdradzi, zdradzi cie na pewno. Jesli bedziesz w niego wierzyc, zdardzi cie - albo nie. Lepiej mysl, ze cie nie zdradzi, ze bedzie ci wierny az po grob. A jak wroci dzisiaj z pracy, to zrob tak, zebyscie mieli mily wieczor. Raz, dwa, trzy, cztery, kasujemy wszystkie podejrzenia. A od jutra w imie zasady, ze strzezonego Pan Bóg strzeze, odkladamy pare zlotych dziennie codziennie na dowolną czarną godzinę. Dach wam w koncu moze zaczac przeciekac, czy cos. Odlozona kasa zawsze sie przyda. Buziaki.

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

Tak sie składa że ja wierzę mojemu mężowi i choćby nie wiem co kto i jak tu wypisywal to nie zawacham sie,nie znacie człowieka a osądzacie,a że rozwody są to głównie przez to że ludzie przy pierwszym lepszym problemie dają sobie spokój,albo żle się dobrali.Kasę mam już odlożoną:):):)):)Ach a jeżeli Twoim zdaniem WIZJER myślenie że mąż mnie zdradzi jest zdroworozsądkowe to równieżgratuluję:)))Zal mi Was

Autor: noe  05.01.2007 zgłoś

lee o tym, ze trzeba oszczędzać to każdy głupi wie ale pracując możemy odokladać, jak nie pracujemy to niestety cieżko oszczędzać, jeszcze trzeba pożyczać.. tak sie zdarza. A ze zdradą.. każdy facet myśli "100" razy więcej o sexie niż kobieta.. tak piszą w mądrych książkach.

Autor: niania  05.01.2007 zgłoś

Ukończyłam studia na kierunku pedagogiki i dorabiam jako niania. Czasami nie rozumiem matek które mimo tego że mogą zostać z małym dzieckiem w domu (mają męża który dobrze zarabia, pieniądze odłożone) wolą szybko po urlopie macierzyńskim wracać do pracy. Nie wiedzą co tracą, pierwsze kroki dziecko stawiało przy mnie i to do mnie pierwszej powiedziało "mama"... Oczywiście żadna opiekunka nie chce powiedzieć tego swojej pracodawczyni i tylko zachęca dziecko do powtórzenia słowo w stosunku do prawdziwej matki. Ale czy nie wolałybyście (mamy) by to dziecko na prawde wypowiedziało to słowo po raz pierwszy do was? W przypadku kobiet które mają kochających mężów i małe dziecko/dzieci i nie muszą od razu wracać do pracy uważam że warto poświęcić dwa, trzy lata na bycie z malcem w domu i prawidłowe wychowanie. A gdy dziecko podrośnie i będzie chodziło do przedszkola nic nie stoi na drodze znalezienia pracy.

Autor: wizjer  05.01.2007 zgłoś

mama, ja nie mówię,że tobie na 100% to się przytrafi, ale za 20, 30 lat skąd wiesz? Ja ze swoim menem mówią, że jesteśmy dobrani jak w korcu maku, ale nigdy na 100% nie mogę zakładać niczego, bo to nie byłoby rozsądne.. Dlatego staram się być niezależna finansowo. I wspólnie kasę wydajemy z mężem.

Autor: lee  05.01.2007 zgłoś

Noe, powiedz to gwiazdom filmów porno. Jesli kazdy facet mysli o seksie sto razy wiecej iz one, to niezle...;) Immanuel Kant przez całe zycie byl prawiczkiem podobno. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale na litosc boska, czy wy ludzie wszyscy z jakiejs tasmy produkcyjnej jestescie? Kazdy facet, kazda baba, kazdy glupi costam. A nawet konserwy czasem się od siebie różnią. No, nie mogę. :) Pa, pa.

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

mam iść przez życie z glówną myślą(może mój mąż mnie kiedyś zdradzi)Przecierz tak sie nie da żyć.Wcześniej czy póżniej człowiek by oszalał.A pracować zawodowo może będę jak dzieci do szkoły pójdą:))My również wspólnie kasę wydajemy i nie ma żadnego podziału moje,czy Twoje pieniądze.

Autor: przezorna  05.01.2007 zgłoś

no to skoro masz kase i siedzisz w domu nie majac jakiegos zajecie chociazby z pasji to idz sobei zrobic tipsy nudziaro.

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

A kto Ci powiedział że nie mam pasji?Wolę iść z dziećmi na basen niż na takie pierdoły kasę wydawać

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

A pozatym nudziarą jesteś Ty.Zazdrościsz ludziom że szszczęśliwi?Masz chyba jakieś kompleksy

Autor: Dalila  05.01.2007 zgłoś

Wiem, że większość z nas sądzi ludzi na podstawie własnych doświadczeń (jak przezorna z porzuconą po 25 latach mamą). Trudno, niewiele można na to poradzić. Ja mam lepsze doświadczenia i bardziej optymistyczną wizję świata, a przy tym małżeństwo budowane na solidnych podstawach, kochającą rodzinę, wypróbowanych przyjaciół, wykształcenie, doświadczenie zawodowe i zdrowy rozsądek. Dlatego nie muszę się bać, że gdy przestanę na parę lat pracować to mąż mnie wkrótce zacznie zdradzać i lekceważyć (by ostatecznie po 25 latach rzucić na dobre dla dwudziestolatki), pozbawi środków do życia, możliwości decydowania o sobie i zamknie w domu na krótkim łańcuchu. Jeśli ktoś tego się boi, to współczuję, ale to nie moja bajka. A jeśli ktoś uważa, że jestem dziecinnie infantylna (śliczny pleonazm, swoją drogą), to mam to szczerze gdzieś.

Autor: przezorna  05.01.2007 zgłoś

ale przeciez przerwa dla dzieci to nic złego ..chyab się nei rozumiemy ,pozdrawiam a co do moje mamy ,swietnei sobie poradziła, i ma faceta .papa

Autor:  05.01.2007 zgłoś

i wszyscy są zadowoleni....

Autor: mama  05.01.2007 zgłoś

ma faceta ktory może ją zdradzić:)))

Autor: wizjer  05.01.2007 zgłoś

Dalia nikt Ci nie odbiera, ze jesteś szczęśliwa, ale art skłania do dyskusji nie tylko o szcześliwych przypadkach, bo tu najmniej potrzebna dyskusja, bo nie ma problemu- ale bardziej skomplikowane sytuacje życiowe wymagają wychodzenia poza własny czubek nosa. I wymagają niejednokrotnie systemowych rozwiązań zabezpieczających godne życie kobiet. pozdr

Autor: sto i więcej  05.01.2007 zgłoś

do memphis czemu zwracasz się do sto i więcej per anonima skoro pisząc do ciebie podaje swój nick ? satysfakcja, samorealizacja itp === mówiłam już że to tylko na plus, jeśli kobieta sprzedając pietruszke za 800zł czy za 1200 zł m/c mimo wszystko umie cieszyć się życiem jakie ma. więc nadal twierdze ze twój koment per do mnie jest bez sensu. (bo to wielka sztuka cieszyć się tym co się ma, jeśli warunki/wykształcenie/predyspozycje/itp itd ograniczają komuś możliwości pracy na miare jego ambicji i zainteresowań, choćby i sprzedawanie pietruszki ....ale za pensje która nie jest kpiną, przy dzisiejszych realiach) (no i trudno żeby wszystkie kobiety były prezesami banku choćby z tego wzgledu że banków by zabrakło żeby wszystkie mogły być tymi prezeskami hehehe, nie mówiąc już o tym że nie każdego interesuje bankowość, a niektórzy po prostu nie mają predyspozycji w tym kierunku ========== więc tym bardziej trudno wyobrazić sobie żeby cała rzesza kobiet pracujacych w zawodach maloopłacanych i że tak powiem "nierozwojowych" chodziła ciągle zalewając się łzami z tego powodu że nie są prezeskami banku czy jakiegokolwiek innego zawodu który gwarantuje dużą kase a czasem dodatkowo rozwój, prestiż itp itd..............no litości :-) ===== a żeby już zakończyć tą rozmowe z tobą poważnym argumentem = zauważ ze te wszystkie szcześliwe (twoim zdaniem) "panie pietruszki" czy panie salowe ...................................... MAJĄC CÓRKI .....CHCĄ DLA NICH LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI NIŻ TA JAKA JEST ICH UDZIAŁEM......... i tyle co do tej twojej szczęśliwej krainy pietruszkowej. buźka.

Autor: tomasz  05.01.2007 zgłoś

jak facet nie szanuje i dokucza gdy kobieta siedzi w domu, to będzie jej dogadywał także wtedy gdy pójdzie do pracy, bo zawsze można powiedzieć, że za mało zarabia, albo, że jest złą matką

Autor: zzz  05.01.2007 zgłoś

Ja bym chciała zostać w domu i zajmować się dziećmi. Niestety nie mogę sobie na to pozwolić z 2 powodów: 1. nie dalibyśmy rady utrzymać się wyłącznie z pracy męża 2. (ważniejszy) - chyba nie poradziłabym sobie z taką pracą - to jest bardzo, bardzo ciężka praca, szybko okazałoby się, że nie daję rady i jestem z siebie bardziej niezadowolona niż nawet mój mąż. Pracuję zawodowo na odpowiedzialnym stanowisku - robię to, w czym jestem dobra. Kocham moje dzieci i kocham spędzać z nimi czas. Ale chyba nie byłyby wcale szczęśliwsze, gdybym zajęła się prowadzeniem domu. W porównaniu z pracą zawodową jestem po prostu denna w pracach domowych.

Autor: syska  05.01.2007 zgłoś

witam wszystkich!!ciekawy temat do dyskusji.ja uwazam, ze trzeba byc niezaleznym bo nigdy nie wiadomo co sie stanie w zyciu.przez jakis czas bylam z facetem, nie pracowalam i on mnie utrzymywal;no, musialam tlumaczyc sie z kazdej zlotowki, co za upokorzenie!!!!on jest potrojnie rozwiedziony;teraz chyba wiem czemu;w koncu znalazlam prace, ktora kocham.ale coz, dalej trzeba bylo ciagnac na 2 etaty chociaz on akurat nie pracowal.palcem nie kiwnal.nigdy.no i w koncu powiedzialam dosc, nie mam zamiaru byc jego sprzataczka, kucharka, zaniedbywana kochanka i nianka jego dzieci.odeszlam i jestem wolna i szczesliwa;nie musze sie z niczego tlumaczyc, zycie jest teraz super. pozdrawiam wszytkich:)

Autor: bebe  05.01.2007 zgłoś

Nic w życiu nie jest takie proste. Praca nie daje rzadnej gwarancji, że kiedyś będziesz bezpieczna, jeżeli mąż cię zostawi. Moja mama pracowała zawodowo i w niczym jej to nie pomogło. Nagle okazało sie że ma raka i skończyła sie praca bo była za słaba, nie mówiąc o tym że szanowny małzonek mimo że miał pracująca zone i tak ją zostawił właśnie w chorobie. Wszystko zależy od partnera i od tego jakim jest człowiekiem a nie od tego czy pracujemy czy jesteśmy tymi "kurami domowymi", a także nie ukrywajmy od tego jakie my same jesteśmy bo my tez kształtjemy ten związek. Tak powiecie że dzieki pracy miała zasiłek chorobowy, marne grosze, a renty nie doczekała.

Autor: aludska  05.01.2007 zgłoś

a ja bylam i niepracującą kura domowa, teraz jestem kobietą aktywną zawodowo...i musze stwierdzic , że za nic nie pragnę tego ,,sllodkiego lenistwa" i nie ma znaczenia dla mnie czy maz dobry , bo daje kasę czy też nie, ja czulam sie żle ,kiedy musialam o pieniądze prosić... uważam,że każda kobieta powinna mieć swoje pieniądze i wydawać je wedlug swojego uznania.....dlatego też lepiej pracować i nie być zależnym od nikogo, wtedy samoistnie wprowadza się podzial obowiazków domowych między partnerów, bo przecie oboje pracują......najczęsciej jest to jednak kwestaia pary.maż mojej znajomej pracuje od rana do nocy, ona nigdy nie pracowala, nie gotowala, nie robila nic,żeby mu pomóc, tylko żądala pieniędzy......dla mnie to poniżające, jeżeli się koch to należy pomoc tej drugiej osobie choćby zarobieniem na swoje wydatki czy ugotowaniem obiadu

Autor: SEXYSADIE  05.01.2007 zgłoś

W wieku 22 lat wyszłam za mąż. Razem studiowalismy. Mieliśmy wspólną kaskę i wspólny plan - najpierw ON: dodatkowe kursy, studia podyplomowe, języki, podręczniki, wyjazdy....później JA: za dwa, za trzy, za cztery lata......Siedziałam w domu i czekałam na swoją kolej. Sprzatałam, prasowałam, gotowałam, kupowałam koszule, wyprawiałam w wielki świat. Gdy on zostanie DYREKTOREM będziemy mieć wystarczająco duzo pięniędzy na mój rozwój zawodowy - tak sobie tłumaczyłam. ON został DYREKTOREM:), a ja zostałam sama. Jedna z jego koleżanek w pracy okazała się nad wyraz elokwentna, dotrzymywała mu kroku, była na jego poziomie - to JEGO zdanie. Przestałam sie liczyć, bo on się rozwijał, a JA nie, nieważne, że moim kosztem, i że inaczej się umówiliśmy....... Mój osobisty apel do wszystkich Pań - NIEZALEżNOść, NIEZAżELNOść TO NAJWAZNIEJSZE CO MAMY......!!!!

Autor: lee  05.01.2007 zgłoś

fragment tekstu "Illegal": "Who would have thought That you could hurt me The way you've done it? So deliberate, so determined (...) I tried so hard to be attentive To all you wanted Always supportive, always patient What did I do wrong? (...) You don't even know the meaning of the words "I'm sorry" You said you would love me until you die And as far as I know you're still alive, baby You don't even know the meaning of the words "I'm sorry" I'm starting to believe it should be illegal to deceive a woman's heart Open heart" Po lekturze takich postów jak ten od sexysadie, też czasami myslę, że coś takiego powinno być karalne... ;) Co za pawian... :( trzymaj się Sadie:)

Autor:  05.01.2007 zgłoś

samo życie

Autor: kolrowa jak diabli  05.01.2007 zgłoś

kobieta siedzi w domu, nie ma pracy itd, facet jej nie szanuje z tego powodu... tak mam rozumiec? w takim razie wspolcuje faceta i zmerzajacego w strone patologii zwiazku:D ale nie! babo idz do pracy- bo inaczej maz Cie nie bedzie szanowal:O:P jakies glupie myslenie.. a moze lepiej zmien faceta ktory nie bedzie traktowal cie jak gowna pod byle pretekstem?

Autor: 321321321321321  05.01.2007 zgłoś

Polscy faceci to wyjatkowo leniwe gnoje , gorzej niz Turcy. Nawet jak kobieta pracuje zawodowo tyle samo albo i wiecej godzin w porownywalnej pracy oni oczekuja zeby poza tym robila wszystkie prace domowe. Gotowanie, prasowanie itp i to tragedia mlodzi faceci nie tam jakies przedwojenne wiesniaki a wiec zwracajcie uwage na wychowanie synow bo jak dziewczyna czy zona od nich odejdzie nie sa zdolni do zycia. Jak slysze 20 letniego syna kolezanki ze jego przyszla zona musi umiec gotowac bo jemu to nie sprawia przyjemnosci i nie wyobraza sobie sie czyms takim zajmowac to mi sie niedobrze robi. na zachodzie kazdy gowniarz umie swoje rzeczy wyprac i pare prostych dan ugotowac a w Polsce totalne zera szowinistyczne.

Autor: bozencia  05.01.2007 zgłoś

Do MImimimilki.... nie wychodz za faceta, gdy nie jestes pewna jak cie bedzie traktowal. Sluchaj wlasnego rozsadku: jesli wyglada na to, ze bedzie cie traktowal jak kure domowa, to w istocie tak bedzie. Do wszystkich kur domowych, ktore nie sa doceniane przez swoich mezow, ale nic z tym nie robia.... przestancie nazekac i zrobcie cos zeby ta sytuacje zmienic. Dowcip o zonie, ktora nic nie robila caly dzien wcale nie jest taki smieszny natomiast jest dobra rada dla tych, ktore chca mezom pokazac co robia w domu. Ja tak zrobilam i szacunek meza wzrosl niesamowicie. Do wszystkich kobiet, ktore sa ponizane, lekcewazone, zdradzane, itp.,itd..... rozwod to nie koniec swiata, nawet i dla kobiety niepracujacej. Po rozwodzie maz musi placic zonie alimenty na dzieci. Sad moze ustalic, ze sa one sciagane bezposrednio z meza pensji. Praca zawsze sie znajdzie. Po rozwodzie maz bedzie musial zajac sie dziecmi w 50%, chyba, ze sad nie przydzieli mu prawa widywania swoich dzieci. Pisze z wlasnego doswiadczenia. Lepiej zyc samej niz dzielic sie z lajdakiem. Dobrych kandydatow na meza jest sporo, tylko trzeba ich znalezc.

Autor: smerfetka73  05.01.2007 zgłoś

Osobiscie preferuje posiadanie wlasnej kasy, gdyz jest to dla mnie oznaka niezaleznsci. Czy to w zwiazku partnerskim czy w malzenstwie, niezaleznie od tego czy mamy kochajacego partnera, meza itd.Brak wlasnych pieniedzy, gdy mieszkalam jeszcze w domu rodzinnym byl negatywnym doswiadczeniem, ciagle proszenie rodzicielki o pare groszy dalo mi niezle popalic. Jak chcialam do kina to slyszalam: ja tez nie chodze i zyje, masz wlasne pieniadze to idz. Myslala, ze jak bede miala mniej pieniedzy to nie zejde na "zla droge". Dlatego preferuje wlasne srodki finansowe. Ale kazdy jest kowalem swojego losu i niech wybiera, w miare mozliwosci. Co do przykladow z zycia wzietych, przyklad mojej rodzicielki, ktora w wieku 39 lat, po smierci mojego ojca zostala wdowa. Przez cale zycie nie pracowala, zajmowala sie domem (osobiscie wolalabym mame pracujaca, ktora nie kontroluje na kazdym kroku, obsesyjnie nie sprzata itd ;), gdyby nie to, ze miala pod opieka maloletnie dzieci (czyli mnie i mlodszego brata) nie mialaby szans na zadne srodki od panstwa, renta po mezu przysluguje dopiero od 50 roku zycia. A tak dostalismy rente rodzinna. Jej kolezanka, ktora zostala w podobnym wieku wdowa (maz takze umarl po dlugiej chorobie) miala "juz mniej szczescia" bo nie mialal dzieci i zostala bez srodkow do zycia. Akurat pojawilo sie juz w Polsce bezrobocie i miala problemy jako 40-latka znalezc prace. Pamietam dobrze jak borykala sie przez kilka lat, pozyczala pieniadze, pomoc od siostry itd.Moja mama wciaz nie pracuje, dzieci odchowane wyszly dawno z domu i w tym przypadku uwazam, ze praca dla niej bylaby zbawieniem ale zawsze bylo jakies "ale" i co zrobic? Kazdy kowalem wlasnego losu.Pozdrawiam wszystkich za i przeciw :)

Autor: kolinka  05.01.2007 zgłoś

A czy jest wsrod Was dziewczyna , ktora zyje w "marynarskiej rodzinie". Jak wtedy wyglada sprawa pracowanie badz tej niepracowania kobiet?

Autor: ewa  05.01.2007 zgłoś

A człowiek to takie zwierzę co chce mieć wszystko na raz, i prace i życie.Jakby to było gdyby kobiety pracujące TYLKO pracowały zawodowo i wracały do pustych czterech ścian ,bez żadnych więcej obowiązków,a jakby to było gdyby kobiety Tylko siedziały w domu wychowywały dzieci i zajmowały się domem,ale nie...przecież można mieć jedno i drugie to chyba..najnormalniejsze w dzisiejszym świecie.Jeśli są zwolenniczki jednej alternatywy,tylko zajmowania się domem i dziećmi bez pracy zawodowej,to co powiecie na pomysł by tylko pracować zawodowo bez zawracania sobie głowy w bawienie się w rodzinę? Skrajności zawsze są niebezpieczne.

Autor:  05.01.2007 zgłoś

skrajności są bez sensu.

Autor: smerfetka73  05.01.2007 zgłoś

do "kolinki", ja pochodze z tzw."marynarskiej rodziny". Moja mama nie pracowala zawodowo i trzymala kase, majac to szczescie iz nie musiala sie tlumaczyc na co i ile wydaje. Z kolei moja ciocia wybrala juz droge zawodowa by sie nie nudzic w czasie dlugich samotnych m-cy, gdy maz na morzu byl.Klimaty takie same jak w innych ladowych rodzinach, wszystko zalezy od partnerow, upodoban i ich wspolnego dogadania.

Autor: irenka  06.01.2007 zgłoś

a propos emerytur dla zon pracujacych w domu-w Niemczech jest tak ,ze zona pracuje u meza po prostu -hausfrau"i to on jej placi emeryture,ona pracuje u niego! np. po rozwodzie-jesli ona nie pracowala zawodowo i byla w domu -ustala sie wysokosc emertury jaka ona dostanie od meza z jego przyszlej emerytury i gdy ona osiagnie wiek emerytalny,tak wiec ma pieniadze w Polsce jest chory system i tyle -w Niemczech sprawy kobiet "niepracujacych"sa uregulowane.

Autor: laura  06.01.2007 zgłoś

jestem żoną marynarza ... podziwiam mamę smerfetki73 ... gdyby moje dwie dorosłe juz córki kiedykolwiek powiedziały, że "klimaty takie same jak w innych ladowych rodzinach" byłabym najszczęśliwszą kobietą na świecie! Pozdrawiam serdecznie

Autor: Hilma  06.01.2007 zgłoś

A propos tego tematu:polecam fajny polski film "komedia małżeńska". Po prostu nic dodać, nic ująć, bardzo sympatyczny i ciekawy film.

Autor: Oli  06.01.2007 zgłoś

Ta, fajny ten film. Ja chcialabym nie pracowac ale wiem ze na to nie patrzy sie dobrze, niewazne ze uprane, uprasowane i ugotowane. Nie widac tego, to fuj, niedobrze, nic sie nie zrobilo. Kobieta powinna pracowac choc na jakas czesc etatu badz dla siebie, oczywiscie pomjajac stan blogoslawiony. Wowczas sama uzyska komfort i zadowolenie ze spelniania siebie, nawet jako pomocniczka pomocnika pomocnika urzednika:) Bo moze byc w tym swietna i wywiazywac sie z tego, zarobne pieniadze moze przezaczyc na siebie, badz pokryac czesciowo rachunki. Partner na pewno to dostrzeze, jezeli i tego nie, tzn ze cos z nim jest nie tak i nie jest to osoba dla ktorek warto sie poswicieac i tak starac. Pozdrawaiam serdecznie

Autor: BEZROBOTNA ZDESPEROWANA  06.01.2007 zgłoś

Ciekawy temat, moje drogie panie i jak dla mnie, bardzo na czasie. Otoz zostalam bezrobotna po przeprowadzce do innego miasta. Skonczylam studia, teraz podjelam kolejne, ale szczerze mowiac liczylam ze w nowym miescie bede mogla robic to samo: pracowac i studiowac. I tu zimny prysznic: nie ma dla mnie pracy bo, cytuje: mam za wysokie kwalifikacje, nie ten profil lub brak doswiadczenia w zawodzie. No i mam juz 27 lat. I tak zostalam zmuszona do bycia kura domowa. Zdazylam juz nawet wpasc w depresje. Brak mi pracy, byle jakiej, sfalszowalam nawet moje cv nie podajac ze jestem po studiach. Kiedy mnie zapytano co robilam przez ostatnie 5 lat powiedzialam ze nic, siedzialam w domu. I tam mnie pozostawili... Naprawde nie wiem juz co robic, moj maz jest bardzo wyrozumialy, ale to dla jego pracy sie przeprowadzilismy, zarabia niewiele i zaczyna brakowac. Konfliktow zadnych nie ma, bo jak pracowalam wczesniej, to nieraz ja ratowalam finansowo meza sprawy, jednak ja sie czuje OKROPNIE!!! Szukam i szukam tej pracy i nie moge nic znalezc. Probowalam tu i tam, wszedzie slyszalam nie. A, dowiedzialam sie ze teraz wszystkim przeszkadza ze jestesmy mlodym malzenstwem bez dzieci. I sa przekonani ze jak dostane umowe to zajde w ciaze i tyle beda mnie widzieli. JA CHCE DO PRACY! Teraz czuje sie bezwartosciowa, nie w oczach mojego mezczyzny, ale we wlasnych, bo zaden obcy czlowiek nie chce uwierzyc ze mam jakas wartosc poza byciem kucharka. A ja wstaje co rano z mezem, zeby nie rozleniwic sie i zeby miec rytm zycia jakbym pracowala, siadam do komputera szukac ofert i pozniej w teren. Pracujcie panie, mi brakuje pracy nie dlatego ze tak wybralam, wybrano za mnie. A kazda wymuszona sytuacja jest przykra. Mam nadzieje ze nie zdziczeje i nie stane sie zahukana kura domowa bez wiary w siebie zanim ktos odpowie tak

Autor: lena  06.01.2007 zgłoś

bezrobotna zdesperowana - rozumiem i popieram Cię, nie trać wiary i kiedyś może Ci się powiedzie. Nie przestawaj w szukaniu, choć to koszmarny sen nie dla jednej z Polek.

Autor: Jasnowidz  06.01.2007 zgłoś

PRACA jest niezbędnym elementem ludzkiej egzystencji. Męzczyzna pracować powinien. Kobieta także, ale wówczas, jeśli czuje taką potrzebę. Mężczyzna jest od utrzymywania rodziny. Jednak rzeczywiście ma więcej szacunku do swojej żony, jeśli i ona pracuje, bo wtedy docenia wartość pieniadza. To, czy związek jest udany jednak na wielu płaszczyznach, nie zależy od tego, czy kobieta jest pracująca czy też jest "kurą domową". Zrozumienie i dobry zwiazek leży w gestii obojga - bo w każdych sprawach ludzie docieraja się i osiągają pewien kompromis. I wtedy dogadaja się i będą wzajemnie szanować. Jeśli jednak nie ma kompromisu i partnerstwa, to prędzej czy później związek się wypali. Praca u kobiety nie jest w tym przypadku czynnikim decydujących, tylko MENTALNOŚĆ OBOJGA PARTNERÓW. Jednak łatwiej w życiu, kiedy pracuje DWOJE. Bezrobocie jest przykrym doświadczeniem w przypadku kobiet o wysokim ilorazie inteligencji. Znam przypadek kobiety, która ma dziś 30 lat i narzeka na swój los. Narzeka, że nie ma takich ubrań jak ja. Tłumaczę jej, "idź do pracy"... kupisz sobie takie ubrania, a nie tylko pożyczasz po ludziach. Na mnie nie licz! Mi nikt nic nie daje za darmo - tłumaczę jej. Załatwiam jej pracę, a ona nie idzie tam zanieść podania w tym dniu, bo czuje się zmęczona. Wiecie co? Jej nie zależy na pracy? Siedzi z dupą w domu 30 lat, matka wszystko za nią załatwia, bo to dziumdzia w lekkim stopniu ograniczona umysłowo, 2 kible w szkole podstawowej, 30 lat i tylko podstawowe wykształcenie, a ona oczekuje, że ją wkręcę do pracy w biurze, gdzie liczy się wiedza i komunikatywność. W końcu zrozumiałam, dlaczego mąż ją zostawił. Facetowi nie wystarcza debil (mówię w odniesieniu do jej przypadku jedynie), który ugotuje, wypierze itd. KOBIETA MA BYĆ WIZYTOWKA MĘŻCZYZNY. Są gospodynie domowe - Godne i dobre kobiety i są "KURY GŁUPIE" - które gospodyniom domowym niepracującym - nie dorastają do pięt. Nie dość, że nie dała facetowi dziecka, nie skończyła szkoły, to calutkie życie utrzymywana przez innych - dla mnie TEN TYP to PASOŻYT. Co innego, jak kobieta inwestuje w związek, prawda - imponuje intelektualnie mężczyźnie, mimo, że nie pracuje. Wtedy PORZĄDNY facet ją doceni. Nawet jeśli jest "tylko" gosposią domową. Mężczyzna mądry potrzebuje partnerki (pracującej lub niepracującej), która będzie mu imponowała. A nie prostaczki - która zajmuje się domem, ale w towarzystwie nie potrafi się odezwać, tylko siebie i męża ośmiesza - mowieniem czegoś, o czym de facto nie ma pojęcia ... Koleżankę tę teraz całe życie będzie musiała utrzymywać (równie głupia) MATKA (która to też pasożytuje na mężu), nawet za nią sprawy urzędowe załatwia mamusia, bo to jełop... namawiała mnie, bym nagrała jej prace - załatwilam jej na sprzątaczkę - nie poszła... Imbecyl rżnący damę, nawet urody zero. Wysysała ze mnie energię jak vampir, ja i inni zerwalismy z nią wszelki kontakt. Bo jak można być zerem i oczekiwać pracy w biurze, w dodatku za tysiac zł, gdzie ludzie po studiach często zarabiają mniej. W dodatku dajesz komuś pracę na tacy, a ta osoba po prostu nie idzie... zlewa sobie to, bo mamusia dała kasę na remont pokoju, na nowe spodnie. Masakra! Mądry facet kijem nie ruszy takiego nieroba, który nie wie nawet jakie miasto jest stolicą Włoch. Ja sama, choć studiowałam i pracowałam ciężko za grosze, jeszcze musiałam zajmować się domem, obowiązkami. Jeszcze, aby mieć więcej - dorabiałam dodatkowo diagnostyką. I ta "koleżanka" szalenie mi zazdrościła, dlatego nigdy już nie będe się przyjaźnić z osoba, która NIGDY W ŻYCIU NIE ZAROBIŁA SAMA CHOCBY 10 zł., bo łatwiej doić jej z innych. DO KOBIET BEZROBOTNYCH OGÓLNIE MAM DUŻY SZACUNEK! Zwłaszcza, że większosc stara się to sobie zrekompensować. Zajmują się domem, potrafią zadbać o dzieci, czy też czytają czasopisma i książki. Stale nabywają kompetencji społecznych. SZANUJE LUDZI, którzy dbają o relacje z drugą osobą. Dla których najważniejsze są dzieci. Natomiast nigdy nie zawrę znajomości z osobą na poziomie "tamtej" gielejzy zyciowej, bo jak masz więcej, to taki TYP tylko ci zazdrości okrutnie prestiżu. Zauważcie, że ludzie inteligentni mają więcej przyjaciół, bo człowiek myślący zna zasady życia i wie, że istenieje prawo wzajemności. Prostacy wykorzystują ludzi. I ja myślę, że o szczęściu w związku decyduje nie pozycja zawodowa kobiety tylko empatia, partnerstwo u obojga, kobieca intuicja, GODNOŚĆ KOBIETY i jej OSOBOWOŚĆ.

Autor: Jasnowidz  06.01.2007 zgłoś

KOBIETA PRACUJĄCA - docenia wartość pieniądza, troszczy się o status rodziny, stale poszerza horyzonty myślowe, wiele sobą przedstawia, imponuje innym, nabywa kompetencji wszelkiego rodzaju, w całej złożoności i szerokim aspekcie. :):):):):):)):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):) GOSPDYNI DOMOWA - kobieta pracująca "inaczej": gotuje, sprząta, robi zakupy, pierze, prasuje, zajmuje się dziećmi. Dba o wizerunek rodzinny i komfort dzieci oraz partnera. Staje na rzęsach, aby uszczęśliwić bliskich. Potrafi z niczego zrobić coś. Ma wiele pomyslów, w wolnym czasie uczy się szydełkowania, a poza domem - na spotkaniach towarzyskich, potrafi także błysnąć intelektem. :) :) :) KURA DOMOWA - prostaczka, która siedzi przy garach na własne życzenie. Stale wylicza męża z każdego grosza. Zabrania mu wyjścia z kumplem na piwo, bo jej zabraknie na nową, 12 torebkę. Jest egoistką. Siedzi w domu, niby wypełnia jakieś obowiązki, ale często tyje, chodzi w brudnym fartuchu i wałkach na głowie, krzyczy z byle powodu na dzieci i męża. Dzieci się jej wstydzą. Mąż woli iść na bankiet z atrakcyjną kochanką, a nie babo-lujem, który go doprowadza do szewskiej pasji. Kiedy ktoś proponuje jej pracę, odmawia - bo ma lenia w dupie. Nawet ostatnio naczyń jej się nie chce zmywać. Dzieci noszą dziurawe skarpetki. Mąż zaczyna popadać w kłopoty finansowe, to ona jeszcze go dobija! Struga wielką dame, a edukację zakończyła na szkole podstawowej i całe życie jest utrzymanką innych... w zamian daje seks tylko w ramach prokreacji... :( :( :( :( :(

Autor: Jasnowidz  06.01.2007 zgłoś

KOBIETA PRACUJĄCA - docenia wartość pieniądza, troszczy się o status rodziny, stale poszerza horyzonty myślowe, wiele sobą przedstawia, imponuje innym, nabywa kompetencji wszelkiego rodzaju, w całej złożoności i szerokim aspekcie. :):):):):):)):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):): GOSPODYNI DOMOWA - kobieta pracująca "inaczej": gotuje, sprząta, robi zakupy, pierze, prasuje, zajmuje się dziećmi. Dba o wizerunek rodzinny i komfort dzieci oraz partnera. Staje na rzęsach, aby uszczęśliwić bliskich. Potrafi z niczego zrobić coś. Ma wiele pomyslów, w wolnym czasie uczy się szydełkowania, a poza domem - na spotkaniach towarzyskich, potrafi także błysnąć intelektem. :) :) :) KURA DOMOWA - prostaczka, która siedzi przy garach na własne życzenie. Stale wylicza męża z każdego grosza. Zabrania mu wyjścia z kumplem na piwo, bo jej zabraknie na nową, 12 torebkę. Jest egoistką. Siedzi w domu, niby wypełnia jakieś obowiązki, ale często tyje, chodzi w brudnym fartuchu i wałkach na głowie, krzyczy z byle powodu na dzieci i męża. Dzieci się jej wstydzą. Mąż woli iść na bankiet z atrakcyjną kochanką, a nie babo-lujem, który go doprowadza do szewskiej pasji. Kiedy ktoś proponuje jej pracę, odmawia - bo ma lenia w dupie. Nawet ostatnio naczyń jej się nie chce zmywać. Dzieci noszą dziurawe skarpetki. Mąż zaczyna popadać w kłopoty finansowe, to ona jeszcze go dobija! Struga wielką dame, a edukację zakończyła na szkole podstawowej i całe życie jest utrzymanką innych... w zamian daje seks tylko w ramach prokreacji... :( :( :( :( :(

Autor: irenka  06.01.2007 zgłoś

Jasnowidz -jestes chory!

Autor: Pscd  06.01.2007 zgłoś

Wszyscy piszecie, że kiedy kobieta pracuje, to maż ma dla niej więcej szacunku. I wiecie co? To wcale nie zawsze tak pieknie wygląda. Mam dwoje dzieci. Przez 6 lat zajmowałam się domem i dziećmi. Było tak: nic nie robisz, dlaczego to, dlaczego tamto itd. Od prawie roku pracuję i nadal wypełniam wszystkie poprzednie obowiązki. Jestem naprawdę szczęśliwa, że mogę pracować. A szacunek męża? Teraz nie ma go już wcale...

Autor: irenka  06.01.2007 zgłoś

do bozenci- pisze z wlasnego doswiadczenia-apropos alimentow dla dzieci od meza -wystarczy by sad wydal "klauzule wykonalnosci"tj pieczec na akcie rozwdowym i zaklad sciaga alimenty z placy -bez zadnej laski i zgody bylego,ja tak zrobilam ,a wczesniej prosilam sie by placil....wiele kobiet o tym nie wie-wystarczy napisac pismo do sadu by wydalo odpis aktu rozwodowego z kaluzula wykonalnosci

Autor: irenka  06.01.2007 zgłoś

Pscd -masz racje -ja pracowalam 22 lata i w pracy i w domu -nie zauwazal co jest zrobione -to bylo dla niego normalne ,ze poprane ,wysprzatane ,ugotowane ,upieczone ,podane...oprocz pracy zawodowej naturalnie...na szczescie juz jestem po rozwodzie! i teraz nie pracuje! i jest mi dobre ,jestem szenowana ,kochana!TRZEBA FACETA ZMIENIC TO PROSTE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Jasnowidz  07.01.2007 zgłoś

Zamiast uzalac sie wiecznie nad sobą, najlepiej odejsc od dupka, ktory nie docenia kobiety. Bo z czasem , tkwiąc w złym zwiazku stajemy się zgorzkniałe na własne zyczenie. A tak - uwalniając sie, ile odzyskujemy z samej siebie, co więcej nawet zyskujemy w oczach ludzi, kiedy nie ma przy nas faceta, który nas poniża. Praca na prawde pomaga... jednak społeczeństwo ma duzy szacunek do pracującej kobiety, która umie sama zarobić na siebie. Nie chodzi o to, czy facet ją szanuje, bo nie o tym mowa. Po prostu lepiej jest odbierana przez ludzi kobieta "sukcesu", niz uzalająca się wiecznie nad sobą 150 KG baba, która siedzi wiecznie w domu, nie wie co to jest fryzjer, a książka to już dla niej czarna magia. Przez takie basztyle szerzy się analfabetyzm społeczny oraz mężczyźni stają się (mowa o tej dobrej części facetów) bardzo nerwowi i niewyżyci, często wpadają w nałogi... gdy baba zaniedbuje faceta. Najwięcej szacunku zyskują w oczach ludzi (nie mam na mysli tylko faceta) KOBIETY PRACUJĄCE LUB GOSPODYNIE DOMOWE, a najmniej KURY, które wyglądem i osobowością po prostu odrzucają nawet skunksa... IRENA - Naucz się czytać... nie wiem jaki etap edukacyjny skonczyłaś, ale sądząc po Twej prostackiej wypowidzi pod moim adresem - raczej pewnie SP Specjalna? Wybacz, ale skoro czujesz się rozżalona, to znaczy, że Twoje czepialstwo jest jednym: UDERZ W STÓŁ A NOŻYCE SIĘ ODEZWĄ !!!

Autor: asia  07.01.2007 zgłoś

ja nic z tego nie rozumiem i w sumie jest mi smutno po przeczytaniu i artykulu i czesci wypowiedzi niedlugo - dlaczego mlode mamy, ktore wybraly opieke nad swoimi malymi dziecimi (i moze jak dzieci podrosna beda pracowac) nazywa sie juz kurami domowymi??? - brak szacunku dla kobiet opiekujacych sie dziecmi i domem jest widoczny najbardziej od ich pracujacych kolezanek - i oczywiscie sa mamy, ktore pracuja!! i zajmuja sie dziecimi o i jeszcze studiuja - ale popatrzmy na to realnie, kiedy i jak wypelniaj ate wszystkie obowiazki - praca - no to gdzie sa wtedy dzieci (mysle o takich co nie chodza jeszcze do szkoly ani przedszkola, a szkola tez sie konczy wczesnij niz praca), potem powrot do domu i co kolacja i co zaraz dzieci ida spac a wieczorem sie pewnie ucza, no to ile czasu spedzila mama z dziecimi, a na weekend to sie uczy no i moze jeszcze spotyka ze znajomymi - oczywiscie niektore matki tak musza i sa bardzo dzielne, ale nie sadze, ze sa z tej sytuacji zadowolone i czy naprawde wiekszosc z was mysli, ze rodze dziedzko i heja do zlobka a mamusia do pracku ukochanej jesli tak to tragedia - a z pokazaniem mezowi ile to pracy wydaaje mi sie bardzo proste (jesli naprawde jest tak malo spostrzegawczy...) wystarczy go zostawic w domu samego ze wszystkimi obowiazkami i pojechac gdzies za miasto w bardzo waznej sprawie - jak maz wogole niedoswiadczony to lepiej pojsc gdzies nieco blizej, zeby zdazyc w razie wypadku... - jak opinia publiczna bedzie rozwijac sie w tym kierunku to niedlugo bedzie mega ujemny przyrost naturalny a i powiem cos o sobie (bo mam wrazenie, ze wiekszosc wypowiedzi negatywnych jest autorstwa osob jeszcze niewiedzacych albo juz po nieszczesliwym zwiazku - chociaz moge sie tu oczywiscie grubo mylic) mam meza pracujacego i zarabiajacgo, nie jakies krocie, ale wystarcza na zycie kiedy ja na okres wychowania malego dziecka (niedawno skonczyl dwa latka) przestalam pracowac, wykonuje tylko male prace w domu wieczorami albo kiedy spi w ciagu dnia, duzych zobowiazan nie biore, poniewaz sie boje, ze nie podolam czasowo a tez chce spac, od niedawna nasz chlopiec zaczol chodzic do przedszkola na 3 godziny (adaptacja troche trwala) no to mam troszke wiecej czasu mam nadzieje, ze uda mi sie go wydajnie wykorzystac, ale mam to szczescie, ze moge pracowac w domu (dla mnie szczescie, dla kogos innego udreka) maz wykonuje ten sam zawod (architekt), ale chodzi do biura i wie dokladnie co ja robie i na dlugo nie lubi zostawac sam w domu, chociaz oczywiscie zostaje, ale nie na dlugo ja bardzo lubie wracac szybciutko do domu a i jeszcze nie zamienilabym sie z nim za nic na role, chociaz uwielbiam moja prace, ale jeszcze bardziej uwielbiam mojego synka, ktory mnie teraz potrzebuje a ja ciesze sie ze moge z nim byc, chociaz czasami jest ciezko a i nigdy chyba nie spotkalam sie z brakiem szacunku od mezczyzny, a jesli tak to nie pamietam, bo pewnie nie warto bylo na tego faceta zwracac uwagi a juz sie za duzo rozpisalam

Autor:  07.01.2007 zgłoś

Asia - jesteś dobrym człowiekiem. I nie jesteś żadną Kurą Domową, tylko GOSPODYNIĄ DOMOWĄ (wyżej streściłam 3 typy kobiety) czyli - kobieta pracująca "inaczej": gotuje, sprząta, robi zakupy, pierze, prasuje, zajmuje się dziećmi. Dba o wizerunek rodzinny i komfort dzieci oraz partnera. Nie pracuje a mimo to staje na rzęsach, aby uszczęśliwić bliskich. Potrafi z niczego zrobić coś. Ma wiele pomyslów, w wolnym czasie uczy się szydełkowania, a poza domem - na spotkaniach towarzyskich, potrafi także błysnąć intelektem. :) :) :) Nie pracujesz, ale dbasz o dziecko i męża i dotarliście się na wielu płaszczyznach, więc pozstaje tylko pogratulować... bo to dobry zwiazek a TY - wiele przedstawiasz swoją osobą.

Autor: Jasnowidz 1979  07.01.2007 zgłoś

Zapomniałam się podpisać - pozdrowienia dla ASI

Autor: irenka  07.01.2007 zgłoś

jasnowidz-ka?- a ty psychologie skonczylas???????????????????????????????????Znawczyni sie znalazla! ?hehehehehhe

Autor: ghj  07.01.2007 zgłoś

teraz są takie czasy,że kobieta nie dość,że utrzymuje gniazdko to jeszcze haruje

Autor: wizjer/lena  07.01.2007 zgłoś

Jasnowidz - Twoje wypowiedzi, są wartościowe i dają sporo do myślenia. Z obserwacji jest tak, jak piszesz. Podzielam Twoje zdanie.

Autor: Jasnowidz  07.01.2007 zgłoś

wizjer/lena cieszę się, że na forum poza pyskówkami są także normalne inteligentne dyskusje. Widzę, że mam do czynienia z kolejną mądrą i wartościową rozmówczynią. Jest mi niezmiernie miło Ciebie poznać. Ślę pozdrowienia zarówno dla Ciebie, jak i innych kobiet.

Autor: magnolia  07.01.2007 zgłoś

HEJ.Ja popieram opinie "jasnowidz""choc to czy facet nas docenia to zależy od tego jak sie nam żoną,partnerką uda ich wychowac.Jestem mężatką od 14 lat,wychowałam dwójkę dzieci no i męża.Był okres w którym ja nie pracowałam,zajmowałam sie dziećmi,potem on stracił prace i zajął sie domem.Dopiero wtedy docenił nie tylko mnie jak i prace domowe.Dziś oboje pracujemy{ja dłużej}i to on przejął większość domowych obowiązków i opieke nad dziećmi.Chłopcy mają po 10 i 12 lat okres'mamusiowania^skończył się na rzecz "tatusiowania"Dzielenie sie nie tylko domowymi a i tagże rodzicielskimi obowiązkami daje obu stroną poczucie nie tylko szacunku ale i wspólnoty życia.

Autor: Jasnowidz  07.01.2007 zgłoś

MAMY W ZYCIU TAK, NA ILE POZWALAMY SOBIE. JEŚLI NAS ŹLE TRAKTUJĄ, to częściowo nasza wina, bo MASZ TO NA CO GODZISZ SIĘ. Magnolio masz rację: Dokładnie mężczyznę należy wychować i kochac go... Osiągnęłaś sukces, z czego i ja jestem zadowolona i dumna z Ciebie i kobiet na Twoim poziomie. Dzięki temu mamy paru wychowanych facetów :D:D i mniej dylematów na głowie. Życzę wszystkim siły w dążeniu do celu. I nie pozwólmy same, aby nas ktoś poniżał i sprowadzał do poziomu przedmiotu. To, jak nas traktują, zależy duzo od nas.

Autor: czterdziestolatka  07.01.2007 zgłoś

Jestem pewna,że z takim kuriozalnym "układem małżeńskim" żadna z Was się nie spotkała. Moja koleżanka - bardzo ładna i wyjątkowo inteligentna, pracuje na niezwykle stresującym,kierowniczym stanowisku,zarabia kupę forsy,której nie może na nic wydać.Nosi ciuchy z przed 20 lat,w domu ma stare,zniszczone meble,nigdzie nie wyjeżdża na wakacje.Pieniędzmi rządzi jej mąż, od 10 lat nigdzie nie pracujący.Mąż cały dzień bawi się komputerem albo ogląda telewizję,w domu nie robi absolutnie nic.Wszystkie zarobione przez koleżankę pieniądze wpływają na konto,którym wyłącznie on dysponuje.

Autor: Danek  07.01.2007 zgłoś

Czy aby ten Jasnowidz, to nie jasnowidzka, która tutaj tyle pisała, a teraz przeszła metamorfoze bo już nie potrafi oderwac się od komputera ????? Pisz sobie mała pisz skoro muszisz.......

Autor: J  07.01.2007 zgłoś

Znam podobną sytuację z autopsji, choc ja zarządzałam kasą. W kilkuletnim związku to ja utrzymywałam partnera. Olewał pracę. Przyzwyczajamy ich do tego, póki nie powiemy DOŚĆ! Jak mnie stracił, zaczął doceniać. Pracować, zapraszać mnie do kina. Każdy ma swoje pieniądze i tak lepiej... zdecydowanie lepiej, póki się nie ma ślubu, na prawdę męzczyzne trzeba wychować! Polecam to Twojej kolezance ;) Ja w zasadzie odeszłam, ale powodem jakby aktualnym była zazdrość paranoidalna, projekcje i zaborczość oraz blokowanie mi ścieżki do kariery, którą to przez niego we wcześniejszych latach całkiem zostawiłam i "klepałam biedę" przez słuchanie rad prostaka. Obecnie czuję się dobrze, bo jestem sama i nikt mi nie ubliża ;)

Autor: Pscd  07.01.2007 zgłoś

Wiecie co? To chyba nie zależy od tego jak sie kogo wychowa, tylko jak ktos był wychowywany będąc dzieckiem. Jak mamusia nie nauczyła szacunku do ludzi, to ja tutaj juz nic nie poradzę. Starałam się przez ostatnie 6 lat. Jakieś trzy miesiace temu, (pomimo tego, że zajmuje sie domem, dziećmi, pracuję, gotuję obiadki po nocach, pomagam mu w prowadzeniu firmy) usłyszałam tylko, że nic nie potrafię, jestem leniem i dosłownie jestem "pokurw...a". W tym momencie odpuściłam... Mam dosyć, teraz pozostaje tylko udawanie przed dziećmi i rodziną.

Autor: bozencia  07.01.2007 zgłoś

Pscd, to prawda. Szacunek do ludzi wynosi sie z domu. Czlowiek sie od dziecinstwa uczy patrzac na rodzicow jak sie wzajemnie traktuja i jak traktuja ludzi poza domem. Tyle tylko, ze gdy dorosnie i opusci dom, to nie musi domowej tradycji kontynuowac, jesli nie byla pozytywna. W koncu kazdy ma rozum, przydalo by sie zeby go uzyl od czasu do czasu. Inaczej, jesli kogos wychwano na glupca, to nie znaczy, ze musi byc glupcem przez cale zycie.

Autor: Kate  07.01.2007 zgłoś

Niestety ja tez nie znam zwiazku gdzie kobieta ktora nie pracuje i jest na utrzymaniu meza jest powazana. Sama na razie nie jestem mezatka ale bylam w zwiazku ktory wlasnie sie ropadl jak ja bylam chwilowo bez pracy. Moj partner zaczal mnie wtedy trakowac jak przynies wynies pozamiataj i nie mialam wedlug niego zadnych praw i glosu bo nie mialam pracy. Jak tylko znalazlam prace to go zostawilam.

Autor: Nck  07.01.2007 zgłoś

Boże -kiedyś miałem żonę - wystarczało myślę ,że na wszystko - zajeła się Biznesem - nie mam żony nie mam pieniędzy - nic nie mam !

Autor: trochę_wymagająca  07.01.2007 zgłoś

Kochani! temat wynagradzania kobiety zajmującej się domem wraca od czasu do czasu do naszej rzeczywistości i nie wiem przez kogo jest wznawiany. Przez sfrustrowane panie ? Jasne, że powinny otrzymywać wynagrodzenie. A od kogo? ano od pracodawcy tzn od tego dla kogo pracują : od pana męża. W przypadku rozwodu niestety kobieta musi sama zacząć na siebie pracować, jeśli jest w wieku emerytalnym niestety emeryturę również winien jej wypłacać były małżonek.Tak niestety nie jest i źle. Węźcie to miłe panie pod uwagę zanim powiecie: ja nie muszę pracować , mąż dobrze zarabia... Rozbawiło mnie ,gdy gdzieś domagano się, aby państwo płaciło kobietom zajmującym się domem pensje... Pracowałam ,zajmowałam się domem i wychowywałam dwoje dzieci. Mąż dużo pracował w terenie. Nie powiem że to łatwe ale radziliśmy sobie i to całkiem dobrze. Mąż nie był mimozą, potrafił w domu zrobić wszystko gdy tylko wyrabiał czasowo, dzieci też miały swoje obowiązki i nikt nie czuł się pokrzywdony. Takich rodzin było i jest nadal dużo i one nie robią z tego problemu.A żony za taką pracę nie dostają od państwa dodatkowej pensji. Przecież takie pomysły są chore... (chociaż to państwo także...) Przecież takie

Autor: Gość1  07.01.2007 zgłoś

Z żoną jest tak jak z posłami. Kogo sie wybiera tego sie ma. Nie wszystkie zasługują na szacunek. facet urabia sobie ręce po łokcie a znudzone żony szukaja przygód. One nie wiedzą ile trzeba znieść upokorzeń w tym pieprzonym kraju by zapewnic utrzymanie rodzinie. Ciągle nowe zachcianki i wymagania. Cała winę przypisują facetom za swoje braki w wykształceniu, zaradności zyciowej bo zajmowały się domem dziećmi i Bóg wie jeszcze czym.

Autor: irenka  07.01.2007 zgłoś

Kate !bzdety opowiadasz!pracowalam zawodowo 22 lata -jestem po studiach ,on bez matury!w domu oprocz pracy zawodowej -naturalnie!wszystko robilam-pranie ,gotowanie ,sprzatanie ,pieczenie ,ogrod,dzieci,pies -on nigdy tego nie zauwazyl,nie docenil,to bylo naturalne!!!dla niego ze ja i pracuje i dom z dziecmi "oprzadzam" mialam wlasne pieniadze i niech mi nikt nie mowi ze i szacunek!po prostu niektorzy faceci sA NIEDOJRZALI i taka jest prawda! na szczescie uwolnilam sie z tego toksycznego zwiazku,jestem po rozwodzie juz w nowym zwiazku ,nowym kraju ,z nowym facetem,nie pracuje zawodowo! zajmuje sie tylko domem i moim facetem!!!!czuje sie swietnie!!!jestem kochana ,doceniana ,szanowana!!!!to proste!!!Kobiety -wlasciwa facwt dla wlasciwej kobiety-oto zagadka!!!!!!

Autor: Pscd  07.01.2007 zgłoś

Do Gość1: racja, nie wszyscy zasługuja na szacunek. Ale facet jak juz zarabia więcej od kobiety to jest panem i władcą i nie musi robić nic więcej? A kobieta pracuje zawodowo i w domu i jest z siebie zadowolona. szkoda tylko, ze pewnego dnia dowiaduje się, że jest właściwie nikim, że sobie nie radzi. No, ale cóż dopóki na świecie są i kobiety i mężczyźni dopóty zdania zawsze będą podzielone. Bozencia, czy ja powinnam uczyć kogoś jak ma się zachowywać? Jak sama powiedziałaś każdy ma swój rozum... I nie myślcie że jestem nastawiona anty na facetów. Wręcz przeciwnie, kiedy poszłam do pracy przejrzałam na oczy. Naprawde są mężczyźni, którzy pomagaja żonom! A ja głupia przez 6 lat myślałam, że dom to tylko i wyłącznie zajęcie kobiet. teraz widzę, że inni mężowie szanują swoje zabiegane i pracujące żony i staraja im się pomóc nawet pomimo tego, że sami zapieprzają nieźle w pracy...

Autor: trochę_wymagająca  07.01.2007 zgłoś

No i właśnie dlatego nie trzeba się godzić na rolę służącej to będzie musiał pomagać a i argumenty macie bo też pracujecie. A chcesz być służącą to bądź i nie narzekaj, tak to w życiu bywa , nic za nic

Autor: bozencia  07.01.2007 zgłoś

Pscd, skad! Nie mialam na mysli, ze musisz meza uczyc. Kazdy jest odpowiedzialny za wlasne uczynki, poglady itd. oraz za swoje dzieci, dopoki nie dorosna. Nie doradzam udawania przed dziecmi i rodzina. Lepiej zakonczyc malzenstwo niz skazywac sie na ciagle ponizanie. Jak napisalas, pracujesz na pare etatow, wiec nie zaslugujesz na takie traktowanie. Twoj malzonek pewnie wie, ze boisz sie rozwodu i nie przestanie cie wyzywac. Po paru latach bedzie jeszcze gorzej. Skonfrontuj meza i po jego zachowaniu zobaczysz czy on tylko przesadzil, albo czy naprawde tak o tobie mysli. W tym drugim przypadku ja bym wystapila o rozwod.

Autor: kasia  07.01.2007 zgłoś

PRZECIEZ TO WSZYSTKO JEST CHORE.KIEDYS PRACOWALAM,ALE STRACILAM PRACE.ZASZLAM W CIAZE,URODZILAM SYNKA I SIEDZE JUZ PIATY ROK W DOMU.KIEDYS NIE WYOBRAZALAM SOBIE ZYCIA BEZ PRACY.TERAZ JEST ODWROTNIE.PATRZE NA TE ZABIEGANE JECZACE MAMUSKI,KTORE NIE MAJA NA NIC CZASU I JEST MI ICH ZAL.CZY CZUJA SIE DOWARTOSCIOWANE,ZE PRACUJA? ZE MAJA WLASNE PIENIADZE?JA NIE PRACUJE,BO NIE MUSZE.MOJ MAZ ZARABIA DOSC,ZEBY MNIE BYLO STAC NA WIELE.KASE TRZYMAM JA,BO MEZULEK JEST TROCHE ROZRZUTNY.NICZEGO MI NIE ZALUJE,NIE WYMAWIA.MOGE WYDAWAC TYLE ILE CHCE I NA CO CHCE.MAM TEZ TROCHE ODLOZONE I CHCE INWESTOWAC NA GIELDZIE.A NA DODATEK MAZ POWTARZA,ZE JAK MAM ISC DO PRACY ZA 800 ZL, UZERAC SIE Z NIENORMALNYM SZEFEM,WREDNYM TOWARZYSTWEM ITP. ZA TAKIE PIENIADZE TO NIECH LEPIEJ SIEDZE W DOMU.I WLASNIE ZA TAKIE PODEJSCIE GO KOCHAM.I JESTEM ZADOWOLONA Z TAKIEGO ZYCIA,BO NIE MUSZE ISC DO PRACY DO HIPERMAKETU, PONIEWAZ NIE MOGE ZNALEZC OFERTY PRACY W SWOIM ZAWODZIE.COZ WAM PO KASIE JESLI PRACUJECIE TYLKO DLATEGO,ZEBY DOLOZYC SIE DO DOMOWEGO BUDZETU?SATYSFAKCJONUJE WAS BYLE JAKIE ZAJECIE TYLKO DLA SAMYCH PIENIEDZY I DLA TEGO "SZACUNKU' DLA PRACUJACEJ KOBIETY??? SMIECH...

Autor: BEZROBOTNA ZDESPEROWANA  07.01.2007 zgłoś

Ha, widze ze dzisiejszy dzien przyniosl sporo madrych wypowiedzi. I przyznam sie ze nawet troche podnosicie mnie na duchu: widze ze nie jest zle jakby zle byc moglo i jest u innych. Zawsze to dobrze dziala, choc to egoistyczne, ale przymajmniej pomaga na krotka mete. Narazie probuje sie pogodzic z faktem, ze zostalam bez pracy, choc to juz trwa za dlugo i nie mam motywacji psychicznej zeby bylo slicznie w domu. Siedziec i plakac albo wyjsc szukac pracy. I pomyslec ze jak mialam dwa etaty i studia mialam jeszcze czas na super wypieki, porzadki czy pranie, zakupy (maz ma alergie na zakupy) i bycie kobieta interesujaca. Jak to jest z ta psychika? Ja, zawsze pewna ze zaden dol mnie nie dosiegnie, zawsze przygotowana psychicznie na wszystko teraz nie potrafie sama sobie dac rady. Najgorsze ze nie potrafie znalezc pracy. Nawet juz nie odpowiedniej pracy, po prostu pracy. W zyciu mi sie cos takiego nie zdarzylo i nie sadzilam ze bedzie mi tak z tym zle. Pomyslalam sobie ze jak juz siedze w domu, sama to moze nadszedl czas na malutkiego towarzysza...fakt, musialabym czekac 9 miesiecy, ale mam juz swoje lata i boje sie ze jak znajde prace to nie znajde odwagi na dziecko. I ze potem, jak juz podrosnie znow bede musiala siedziec w domu jak po tej przeprowadzce za praca meza. Moze jeszcze nie jest za pozno zeby sie pozbierac?

Autor: tez kasia  08.01.2007 zgłoś

do kasi to co piszesz jest raczej chore. Nie zdajesz sobie sprawy z faktu, że jest ogrom ludzi naprawdę biednych i dla nich praca w supermarkecie jest na serio żródłem utrzymania niejednym zresztą, latają jeszcze od 4 rano i roznoszą gazety po domach i klatkach. Ciesz się że masz ciepłe kapcie i stać Cię na siedzenie w chacie, w sumie nigdy nie wiemy co może nas spotkać jutro i nie ma się co zapierać heh... bo może jednak kiedyś będziesz musiała przeprosić "pracę". I nie pisz więcej takich głupot. Pozdrawiam wszystkich :)

Autor: ala  08.01.2007 zgłoś

Ja nie pracuję wychowuje dwójke małych dzieci a mąz pracuje. Jest mi dobrze bo mogę patrzeć na to jak dzieci rosna rozwijaja sie zdobywaja nowe umiejetności. Moim zdaniem cudownie jest patrzeć jak dzieci rosną i nikt mi nie powie że powinnam to wszystko rzucić i zapylac do pracy bo będę mieć większy szacunek u społeczeństwa. Co nie zmienia faktu że gdzy dzieciaki podrosna chcę pracować. Ale wkurza mnie to wieczne narzekanie na kobiety nie pracujące zawodowo. Moze wzielibyście pod uwage też to ze nie kazdy mieszka w wielkim mieście gdzie sa żłobki i nie każdy chce to dziecko tam zostawiać bo to jednak nie laleczka tylko powazny obowiazek. Nie każdy ma w domu babcie z która może dziciaka zostawić. Czasami nie ma innej alternatywy i nawet praca na pół etatu nie wchodzi w rachubę. Moze odrobine szacunku dla matek niepracujacych bo my tez jestesmy ludzmi i chcemy aby nasz wkład w to społeczeństwo był doceniany.

Autor: gaba  08.01.2007 zgłoś

Zgadzam się z poprzedniczką.Ja również wychowuję dzieci i jestem w domku,mąż bardzo docenia to co robię,pomaga jak może.Szanujemy siei kochamy.i wcalę nie czuję sie gorsza od tych matek które pracują .Ja przynajmniej mam czas żeby poświęcić go moim dzieciom,nie robię nic na szybkiego ,żeby tylko odbębnić.Moje dzieci nie wędrująz przedszkola do niani jedneuj albo drugiej babci.Mająustabilizowany tryb życia i czująsiębezpiecznie,a mi głów ie na tym zależy.Pozdrawiam

Autor: Pscd  08.01.2007 zgłoś

Do :ala. Nikt tutaj nie mówi, że was nie szanuje. Ja siedziałam przez 6 lat w domu z dziećmi. Doskonale wiem co to znaczy. Kobiety zajmujace sie domem także wiele wnoszą do społeczeństwa i chwała im za to. Wszyscy nie mogą być tacy sami, bo wtedy byłoby nudno. Do: kasia. Mój mąż zarabia tyle, że mógłby utrzymać więcej niż jedną rodzinę. A ja pomimo tego nie chce siedzieć w domu. To wcale nie jest tak, że kobiety pracują tylko dla samych pieniędzy lub dla "szacunku". Jest jeszcze cos takiego jak SAMOREALIZACJA. Uwierz, jest to cos więcej niz tylko dokładanie sie do budżetu itp. Ja sie nie dokładam, mam satysfakcję z tego co robię i z tego, że cały czas ucze sie czegoś nowego. Bozencia- dzięki, dałaś mi teraz do myślenia... Pozdrawiam wszystkich!!!

Autor: bb  08.01.2007 zgłoś

Ja siedzę od 10 lat w domu i stałam sie wrakiem człowieka. Skończyłam studia, i to niełatwe, pracowałam przez kilka lat, kiedy było jedno dziecko. Przez dom przewinęło się wtedy wiele opiekunek, co jedna to "lepsza". Gdy urodził sie syn, postanowiłam zostać chwilowo w domu,rok lub dwa, żeby uniknąć tej szarpaniny. Mężowi tak się to spodobało, że w domu już nic nie musi, że może wracać kiedy chce, wyjeżdżać na ile chce, bo ja zawsze w domu, że wszystko tak układał, aby sytuacja trwała. Początkowo nie zdawałam sobie sprawy, do czego to dąży, dzieci były małe, więc nie miałam czasu się nawet zastanowić nad tym, co się dzieje. Teraz jak się ocknęłam, myślę, że przegrałam swoje życie i oprócz tego, że dzieci miały i mają mamę, że zawsze byłam pod ręką, to ja nie mam nic. I to prawda, że mąż już mnie tak nie szanuje, sam zrobił karierę, bo nie miał nic innego do roboty, a ja teraz jestem tylko praczką, sprzątaczką i niańką, po prostu służba domowa. W dodatku jest bardzo zdziwiony moim buntem i tym, że ja się źle czuję, bo przrcież niczego mi nie brakuje. A mi ogromnie brakuje, kontaktu z ludźmi, poważania, uznania, szacunku, samorealizacji, nawet zwykłych plotek z koleżankami w pracy. Nie mam ich prawie wcale, bo i skąd, jak siedzę w domu, a jedyne moje kontakty z ludźmi to wywiadówki szkolne i zakupy w hipermarkecie. Nigdy, ale to przenigdy nie dajcie sie wplątać w takie życie! Rozgoryczona.

Autor: Nastka  08.01.2007 zgłoś

Ja siedziałam w domu przez 9 miesięcy. Nie pracowałam, nie mamy dziecka. Mogłam sobie na to pozwolić. Czekałam na pracę z której nie bedę chciała uciekać po miesiącu. Mąż nigdy nic mi nie mówił, sam zachecał bym sie nie spieszyła i nie podejmowała pochopnej decyzji. Na swój sposób realizowałam się powiedzmy w wolontariacie. Ale w końcu psychika siada. Każdy dzień wyglądał tak samo, te same zajęcia, rutyna. Miałam tego dosc. Dobrze mi w pracy, daje mi raz w kość a innym razem zadowolenie. Sadze, że ważne jest to, by wybrać to, w czym czujemy się najlepiej. Osobiście wolalabym połaczyć bycie "kura domową" z praca zawodową w równym stopniu. Tak by mieć czas dla siebie. Bo praca i dom to nie jedyne formy samorealizacji.

Autor: Krystyna  08.01.2007 zgłoś

Ale bzdury wypisujecie!!!Naprawdę, jak czytam wasze niektóre wypowiedzi ,to pusty śmiech mnie ogarnia! Zwłaszcza wypowiedzi tych,którzy uważają,że znalezienie DOBREJ (tzn. między 7.00 a 16.00) pracy jest łatwe. Napiszę długi kolaborat,bo sytuacja dzisiejszej kobiety niepracującej to długi dzień,pełen wyrzeczeń,sprzecznych wydarzeń,niepewności jutra i wielkiego znaku zapytania w oczach.Dziś jak mało kiedy mam na to czas bo dzieci pojechały na wycieczkę. Kiedy miałam pracę nie obchodziło mnie prawie nic!Wychodziłam z domu rano o 5.00 i wracałam nierzadko po 18.00. Gdy moje dzieci miały 3 i 5 lat babcia zajmująca się nimi zaczęła się źle czuć i odmówiła pomocy pilnowania ich.Doceniam jej 14-godzinny wysiłek.Miała do tego prawo. Nie miałam nikogo innego a nianie kosztowałyby mnie całą moją pensję! Musiałam się zwolnić bo w mojej miejscowości nie było miejsca w państwowym przedszkolu.Zapisałam więc synka do prywatnego przedszkola (200zł/mc) ale zajęcia trwały 5 godzin(od 13.00 do 18.00),bez obiadów!Musiałam więc gotować,zaprowadzać go na zajęcia i odbierać. Mąż pracuje cały dzień-wyjeżdża z domu przed 7.00 a wraca po 18.30.Zarabia 2300,00/miesięcznie.Mieszkamy w Krakowie i naprawdę znalezienie miejsca w państwowych przedszkolach usytuowanych w drodze do pracy graniczy z cudem.Ponadto oboje rodzice muszą mieć udokumentowane pełne zatrudnienie na czas NIEOKREŚLONY! Tylko takim w pierwszej kolejności przyznają miejsca w przedszkolach. I tak minęły dwa lata-syn poszedł do zerówki a córeczka do owego prywatnego przedszkola. Mąż studiuje zaocznie i czasem bierze urlop szkoleniowy,by w domu się uczyć i zrobić projekty na zajęcia ,które są w soboty i niedziele cały dzień! Nieraz widział więc jak wygląda mój dzień.Baaardzo się zdziwił,że nie ma mnie w domu prawie w ogóle...Docenia mój wysiłek i nie chce słyszeć abym w tej chwili podjęła jakiekolwiek zatrudnienie.Sam stwierdził że"odwalam najczarniejszą robotę",szanuje mnie i sam zachęca żebym wieczorem odpoczęła.Sam mówi do dzieci"mama jest zmęczona,pomóżcie jej w tym czy w tamtym". Na 7.45 zawożę synka do szkoły.Nie może chodzić sam bo okolica jest niebezpieczna,dużo dzieci jest okradanych,namawianych do kradzieży przez gangi młodych,niepracujących mężczyzn.Zdarzały się przypadki zaginięcia dzieci... Stąd ta sytuacja wymusza eskortowanie naszych pociech do szkół i przedszkoli. W drodze powrotnej ze szkoły robię zakupy,gotuję naprędce obiad i wyruszam w drugą stronę z córeczką na zajęcia do przedszkola.Potem od razu na 14.00 jadę po syna z powrotem do szkoły i kiedy z nim wracam na 15.00,najczęściej odrabiam z nim lekcje.Poziom jest bardzo trudny.Przeglądałam kiedyś moje zeszyty z podstawówki-szok.Dzisiejszy 8-latek przerabia program,który jego rodzice przerabiali w wieku lat 10-11! Nadmienię-koledzy i koleżanki mojego syna,których oboje rodzice pracują-nie radzą sobie. To jest tylko 2-ga klasa.Ale co będzie z nimi później? Po odrobieniu lekcji z synkiem (co czasem trwa 3 godziny),podczas których piorę ,prasuję,przygotowuję kolację,sprzątam itd. idę do przedszkola po córkę... Wracamy-jest już 18.30... Jako "nic nie robiąca leniwa kobieta bez honoru ,pasożyt społeczny"znalazłam sobie jeszcze chałupnictwo.Kiedy położę dzieci spać(po 21.00) siedzę czasem do 1.00 w nocy i pracuję.Nie zarabiam wiele(ok.400,500 zł)na umowę o dzieło ale zawsze coś.Trudno mi powiedzieć,że jestem zblazowaną,zaniedbaną matką-polką,leżącą do góry brzuchem przed brazylijskimi telenowelami. Przez wiele lat szukałam dobrej posady,nawet pracując.Mam dopiero 8 lat udokumentowanej pracy.Uczyłam się,mam niezłe wykształcenie.Ale zawsze moim pracodawcom przeszkadzało to że jestem za młoda,albo tuż przed ślubem,przed ciążą,teraz pewnie będzie im przeszkadzało to że jestem za stara...Mam już 36 lat i choć dbam o siebie to i tak nie wygram z młodą dwudziestolatką ubiegającą się o jakiś etat... Bardzo bym chciała pracować na pełnym etacie-w lipcu tego roku zacznę szukać. Córeczka pójdzie do zerówki wraz z bratem do szkoły,zapiszę ich na świetlicę,wykupię obiady i...cóż,może los się do mnie uśmiechnie. Sprawa godzin pracy i dojazdów spędza mi sen z powiek.Kto ich odbierze z tej nieszczęsnej świetlicy,w której będą spędzać czas od 7.00 rano do 17.00 wieczorem.Czy zdążę dojechać z pracy by zdążyć dojść do szkoły do 17.00?Dziś nie dojeżdża się szybko-korki itp. Dziś nie wychodzi się z pracy o 14.00 czy 15.00!Takiej pracy szukam cały czas,(poprzez internet,gazety,inne ogłoszenia) i niestety wymagana jest pełna dyspozycyjność... Średni czas dojazdu do moich poprzednich zakładów pracy z przesiadkami wynosił ponad 2 godziny w jedną stronę!...I to jest główny powód ,dla którego kobiety matki małych dzieci,nie mogą podjąć pracy! To nie jest jakiś dylemat natury czy mi się chce pracować czy nie.To jest prawny i moralny obowiązek-dałam komuś życie(bo tak chciał też mąż)więc oboje musimy zadbać o bezpieczeństwo naszych dzieci.I obowiązkiem męża jest utrzymać żon

Autor: Krystyna  08.01.2007 zgłoś

I obowiązkiem męża jest utrzymać żonę i dzieci,jeśli tak jak w moim przypadku nie ma kto pomóc! Wspólnie z mężem płacimy dla mnie tzw.3 filar emerytalny.Składkę opłacam 110 zł miesięcznie,żebym mogła w wieku 60 lat mieć jakieś świadczenie.Jestem też w tym ubezpieczona na wypadek śmierci czy wypadku.Bo przecież na ZUS nie ma co liczyć.Niektórzy z was piszą,że niepracujące kobiety nie będą miały emerytury.Z tego co podają media i sam ZUS nawet te pracujące i ubezpieczone-też mogą nie mieć. Przeciętna kobieta po 25 -ciu latach pracy,65 roku(?) życia ma dostać z zusu 198.00zł i z drugiego filara może ze 200zł/Czy jest o co walczyć?Za 400 zł w przyszłości mam wyrzec się swoich małych dzieci i narazić je na niebezpieczeństwo? Proszę więc nie straszyć i nie wypisywać bzdur,szykanując tym niczemu niewinne rzesze "pracujących w domu"kobiet! I jeszcze jedno:moja matka pracowała zawodowo 42 lata.Dziś ma za te wszystkie lata 800 zł emerytury...Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć:była wciąż zmęczoną,niewyspaną,wypaloną,zrzędliwą kobietą -jedynym jej marzeniem było położyć się do łóżka...ma wciąż poczucie ,że coś jej uciekło w życiu.Nie była przecież ze mną kiedy byłam malutka.Kontaktów nie miałyśmy zbyt dobrych-bo na okrągło była przecież w pracy!Obserwowałam też sąsiadki,ciocie-te pracujące były takie jak wielu z was opisuje kobiety niepracujące-szare,zaniedbane!To jakiś paradoks. Mój ojciec jej wcale nie szanował!A był generalnie dobrym człowiekiem.Kiedy przychodziła zmęczona z pracy DO NIEJ MIAŁ PRETENSJE że wody nie zagotowała w czajniku!Przecież jest kobietą!Musi pracować zawodowo,prać,sprzątać,gotować ,być zadbana,uśmiechnięta itd!A przecież doba ma tylko 24 godziny... Proszę nie pisać więc że mężczyzna szanuje kobietę za to że pracuje!Bo są tacy,którzy nawet pracującej,dużo zarabiającej,zadbanej,zajmującej się wzorowo domem i dziećmi nie uszanują! Popełniłam w swym nastoletnim życiu wiele głupot bo rodzice nie mieli czasu się mną zająć.Byłam osiedlowym dzieckiem z kluczem na szyi.I dumna jestem z siebie,że moje dzieci zaznały domowego ciepła,troski-może będą dobrymi ludźmi.Może dzięki emocjonalnemu przywiązaniu podadzą mi na starość choćby szklankę wody,jeśli pomimo wysiłków z mojej strony,nie uda mi się zarobić na emeryturę... Pozdrawiam bardzo ciepło wszystkie "panie domu " i ciężko pracujące niezawodowo "matki-polki" :)

Autor: Kerstin  08.01.2007 zgłoś

Do KRYSTYNA: Krysiu mamy podobną sytuację. Ja jednak nie spieszę się na razie do pracy. Trzymam mocno kciuki za powodzenie całego Twojego planu. Moja teściowa mając 2 dzieci zrobiła doktorat, teraz jest profesorem.:) To jako przykład, że wszystko jest możliwe. Sprawę z dziećmi załatwiła w ten sposób, że znalazła w swoim otoczeniu panią emerytkę, która za niewielkie pieniądze zgodziła się gotować i odbierać dzieci ze szkoły, może u Ciebie też da się tak to rozwiązać? Pozdrawiam wszystkie mamy pracujące zawodowo i w domach.

Autor: ruda  08.01.2007 zgłoś

Krystyna - po przeczytaniu Twojego komentarza do atykułu nasunęło mi sie jedno pytanie : czy Ty ( mimo, że jesteś dzieckiem mamy zapracowanej) jesteś gotowa podać jej przysłowiową szklankę wody? Jakoś tak mi to się wysunęło na pierwszy plan- że dzici matek, które nie pracują, bo wybrały opiekowanie się nimi, będą mocniej związane z mami ( z rodzicami) niż te, których mamy pracują ( bo chcą lub muszą). Wydaje mi się, że zbyt upraszczasz.

Autor: ruda  08.01.2007 zgłoś

Krystyna - ja jestem mamą ( już prawie 20 letniej panny) która była tą mamą "w biegu". Moja córka przeszła przez żlobek, przedszkole, szkołę i świetlice szkolną. Natomiast moja koleżanka wychowywała swoją córkę aż do 10 roku jej życia. Potem krótko pracowała. Teraz jest w domu a córka ma już 15 lat. I wiesz ... jej córka potrafi tak kłamać w szkole nauczycielom że aż mi się włoś na głowie jeży jak tego słucham. Wymyśla cuda-wianki a to że np. nie może się uczyć bo dziadek wysyła ją po alkohol , itp bzdury. Wiem, że moja córka też aniołem nie była i nie jest. Ale takie kłamstwa nie przeszły by jej przez gardło. A ... i jestem pewna , że szklankę wody mi poda.

Autor: Kerstin  08.01.2007 zgłoś

do ruda: Najwidoczniej nie sfuszerowałaś sprawy wychowując swoją córkę, ale zabezpieczać się to nic złego. Koleżanka najwidoczniej gdzieś popełniła błąd, Ty nie i chwała Ci za to. Zarówno matki pracujące potrafią wychować swoje dzieci dobrze, jak i matki zostające w domu potrafią spartaczyć robotę. Pozostanie w domu nie jest gwarancją dobrego wychowania dziecka.

Autor:  08.01.2007 zgłoś

do Kerstin - właśnie dlatego nie zgadzam się z uproszczeniem jakie Krystyna zawarła w swoim komentarzu.

Autor: anna1980  08.01.2007 zgłoś

do Irenki tak czytam Twoje wypowiedzi, i dziwie sie troche... jak dlugo jestes w tym nowym zwiazku, w ktorym nie pracujesz i jest tak swietnie? pol roku? rok? masz swoje konto? czy musisz sie ``prosic?`` Ja tez mam porownanie... tez jestem w zwiazku w innym kraju, tez nie pracuje /choc szukalam pracy, bo chce/, ale szczesliwa nie jestem, bo 1. przeszkadza mi to finansowanie naszego zycia przez partnera, 2. bo wiem, ze sama sie uwsteczniam, i praca dowartosciowuje, 3. inaczej ``smakuje`` wlasnorecznie zarobiony ciuch, anizeli ``prezent`` od partnera, 4. poprzez prace nawiazujemy kontakty z innymi ludzmi, wzbogacajac takze wlasne zycie, 5. a co bedzie kiedys? na starosc? oplacasz skladki emerytalne, rentowe? Bo mozliwosc ``niepracowania`` /gdy sytuacja finansowa jednego z partnerow na to pozwala/ nie wydaje mi sie byc cukierkiem, jesli czlowiek ma troche wlasnych ambicji i checi rozwoju. Pozdrowienia.

Autor: Anett  08.01.2007 zgłoś

Myślę, że każda z Was ma sporo racji... Przytoczę przykład mojej znajomej. Na początku małżeństwa pracowała zawodowo. Oprócz tego zajmowała się domem oraz wychowaniem dwójki dzieci. Stworzyła swoim dwóm córkom cudowny dom. Miały naprawdę szczęśliwe dzieciństwo! I to była w głównej mierze jej zasługa. W domu zawsze było czyściutko, mąż i dzieci zadbane, codziennie obiad z dwóch dań a w sobotę zapach świezo upieczonego ciasta. Nie było to łatwe, zważywszy, że były to czasy PRLu. Naprawdę wzór matki i żony. W dodatku piękna i zadbana kobieta. Niejeden zazdrościł takiej żony... Po paru latach na prośbę męża zrezygnowała z pracy zawodowej. Tłumaczył, że w ten sposób będzie miała więcej czasu dla dzieci i dla niego... I w ten oto sposób została typową "kurą domową" poświęcając cały swój czas i energię rodzinie. W międzyczasie mąż realizując któryś już z kolei utopijny pomysł na własny biznes, wpadł w straszne długi... No i żona oczywiście pospieszyła z pomocą. Wyjechała za granicę zostawiając dzi eci i dom. Przez dwa lata tyrała ciężko i w większości dołożyła się do spłaty długu. Wróciła do domu i przez jakiś czas wszystko było po staremu. Chcę jeszcze dodac, że w zasadzie zawsze była szanowana i kochana przez męża. Nigdy jej niczego nie wypominał, wśród znajomych mieli opinię idealnego wręcz małżeństwa. Do czasu oczywiście... Nagle wydało się, że ma kochankę... Trzydzieści lat młodszą ! Nie muszę tu chyba opisac jak ogromny cios był to dla niej. Zadne słowa tego nie opiszą. Ale ona była w stanie mu to wybaczyc i zapomniec. Tylko niestety on nie chciał... Tłumaczył się, że coś się w nim wypaliło, że już nigdy nie będzie dobrze, że nic mu się nie chce, że monotonia go zabija... Prosiła, tłumaczczyła( chociaż było to dla niej upokarzające) ale nic to nie pomogło. Wyprowadził się. Została sama( dzieci były już dorosłe i miały swoje rodziny), bez środków do życia. A w wieku 52 lat, mieszkając w niewielkiej miejscowości o pracę jest niezwykle ciężko. Na szczęście po dwóch latach życia w letargu otrząsnęła się. Wystąpiła o alimenty, znalazła pracę za granicą, schudła, zaczęła bardziej dbac o siebie. Chociaż ma 56 lat, wygląda 10 lat młodziej. Wystąpiła o rozwód, poznała faceta. I nie może uwierzyc jak ktoś mógl byc na tyle głupi, żeby ją zostawic. Swiata poza nią nie widzi... Planują budowę domu... Spytacie co z jej byłym? Otóż dalej jest z tą dziewczyną. Teraz już bardziej z musu (wiem, że nie jest szczęśliwy i gdyby mógł cofnąc czas...), ponieważ mają czteroletnie dziecko. Posiwiał, schudł, jest wrakiem człowieka. Nie mówiąc już o tym, że z pieniędzmi krucho... Już nie te lata i siły. A jego " ukochana" to wielki, głupi babsztyl ziejący wiecznymi pretensjami. Do pięt nie dorasta jego byłej żonie. No i tyle pozostało z "fatalnego zauroczenia". A szkoda... Nie będę komentowac tego artykułu. Oceńcie go same. Pzdrawiam, buzki. P.S. Ta żona to moja mama. domu.

Autor: ala  08.01.2007 zgłoś

Zgadzam sie z Krystyną. Ja mieszkam w małej wiosce 23 km od najblizszego miasta i znalezienie pracy w godz. 8 do 15 graniczy z cudem po prostu. Przedszkole mamy ale co z tego jak od 8 do 16 a ja muszę jeszcze mieć godzine na dojazd. Nie upraszczajmy i nie piszcie że jak nie mam własnego konta i nie zarabiam na swoje ubrania to jestem gorsza, a co ja niby robię jezeli to nie jest praca. Przy dzieciach i w domu to też jest PRACA. Nie straszcie mnie staroscią bo tu juz ktoś sie wypowiadał chyba bebe co złego sie moze wydarzyc i nawet praca nie pomoże. Życie każdej z nas jet inne, sytuacja w domu , miejsce zamieszkania, wykształcenie, mąz ilosc dzieci. A więc nie ma co sie straszyc co by było gdyby. Natomiast jeszcze jedna rzecz, mimo iż siedze w domu z dziećmi nie uważam sie za pozbawiona ambicji babę, która tyje w oczach i nie dba o siebie. Czasami decyzja o dzieciach wiąże sie z koniecznośćia zaprzestania pracy zawodowej i nie ma innej mozliwości. Do Krystyna: Ja tez szukam jakiegos chałpnictwa ale same podejżane ogłoszenia typu zapłac to my ci przyslemy.... Moge wiedziec czym ty sie zajmujesz??

Autor: Helka  08.01.2007 zgłoś

Przechodziłam rózne fazy, chyba wszystkie z istniejących w tym temacie wariantów: 1) Byłam w domu 2) Miałam pracę ale nielubianą 3) Mam pracę lubianą Gdybym miała stworzyć ranking odzwierciedlający moje zadowolenie z życia w każdej z tych sytuacji i ocenić od 0 do 100, to: pracy lubianej dałabym 90 (bo zawsze jednak jakieś mankamenty praca niesie), byciu w domu: 80 (bardzo fajne, uwielbiałam to i tylko jedno mi przeszkadzało - brak kasy), zaś pracy nielubianej dałabym 0 (bo co z tego, że jakaś tam pensyjka szła, skoro codziennie rano byłam rozczarowana, że w nocy nie umarłam i... znów muszę isc do pracy! - okropne takie zycie, deprecha totalna!). Moim zdaniem, wszystko zalezy od szczegółów, czyli właśnie: czy lubimy naszą poracę, czy lubimy prace domowe i kameralne życie, czy mamy partnera chamskiego i niedoceniającego zajmowania sie domem, czy uczciwego i fajnego. Z tym drugim to prawdopodobnie każdy układ będzie dobry - i żona w domu, i żona na etacie, a z tym pierwszym czyli ćwokiem, czy na etacie, czy w domu, będzie źle i podejmowanie badź rzucanie pracy tego nie zmieni, gdyż nie nauczy go miłosci. Najwyżej może go nastraszyć samodzielnośc kobiety zwiastująca mozliwośc rozwodu. Ale nam przeciez nie chodzi o zmuszenie mężczyzny groźbą do szacunku i empatii, tylko o to, żeby sam nas kochał i szanował. Bo jeżeli do szacunku i grzeczności wobec nas ma go skłaniać tylko ilość kasy, jaką rzucamy na stół co miesiąc, to jest to żenada, a nie prawdziwa bliskość.

Autor: Krystyna  08.01.2007 zgłoś

Każdy z Was ma rację na swój sposób.Każdy kij ma dwa końce. Podając przykłady jak to wasza teściowa,matka czy osoby dziś po 60-ce świetnie godziły pracę zawodową z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci-dajecie świadectwo braku znajomości sytuacji na "dziś".Bo między "wtedy" a "dziś" jest przepaść. Nie ma dziś pracy na zmianę (od 6.00-14.00 i od 14.00-6.00) .Dojazdy do zakładów są o ponad godzinę dłuższe niż w epoce PRL-u.W pracy trzeba zostawać dłużej.I osoby takie jak ja,które nie mogą liczyć na pomoc w opiece nad dziećmi są z góry skazane na bycie"kurą domową"czy tego chcą czy nie! Owszem,szukam cały czas opiekunki-niestety ani sąsiadki,ani emerytki,ani studentki nie chcą za 400,00zł przyjeżdżać .Na więcej mnie nie stać. I bardzo irytują mnie teksty w stylu:"a zastanów się co będzie później-rozwód,czy jakaś losowa sytuacja gdy zostanę bez niczego).A czy to coś zmieni że ja się zastanowię? I co?Mam od jutra iść do najbliższego hipermarketu na 12 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu?Moja koleżanka ze szkoły tam pracowała jako merchandiser-wykładacz towaru na półkach.Teraz po 3 latach pracy jest w zasadzie kaleką-bez prawa do renty.Zwolnili ją bo nie dała rady dłużej efektywnie pracować-kręgosłup nie wytrzymał.Po rocznej rencie nie ma ani pracy ani zdrowia,ani ubezpieczenia.I co dalej? Kto się nią zajmie?Siedzieć nie może,stać nie może,chodzić też nie...a uważała tak jak Wy-pracować do bólu pomimo wszystko.Los ją pokarał bo też gardziła takimi jak ja.Narobiła tylko kłopotu bo nawet domem,zakupami i dziećmi się nie zajmuje.Leży i jęczy. Co niektórzy z Was ślepo wierzą w zasadność jakiejkolwiek pracy.Żenada. A co do żłobków itd.Każdy dobrze wie,że w żłobkach rano mierzą dzieciom temperaturę.Jeśli dziecko ma podwyższoną to trzeba je zabrać.Jeśli nie ma się jakiejkolwiek opiekunki to o żłobku trzeba zapomnieć.A do pracy nie można się spóźniać.Bo zwalniają.Nie każdy ma żłobki i przedszkola pod domem.Niektórzy muszą tam dojeżdżać i to z przesiadkami a potem jeszcze zdążyć na autobus by zdążyć do pracy na 6.00 rano.Więc nie generalizujcie i zrozumcie że w życiu bywa różnie. Przykłady jakichś "świętych krów" co sobie poradziły same należy między bajki włożyć. Co do wychowania dzieci-zazwyczaj te opuszczone ,bez radosnego dzieciństwa,z kluczem na szyi ,bez przywiązania emocjonalnego w rodzinie - są przyczyną problemów społecznych-przestępczość młodocianych,socjopatologia itd.Nie ma z czym dyskutować. Czemu dziś młodzi tak często popełniają samobójstwa?Czyżby te zachwalane przez was żłobki i świetlice nie były aż takie dobre??? Większość znanych mi zdolnych osób ,które świetnie sobie radzą w dzisiejszych realiach to były dzieci wychowywane przez gardzone dziś "kury domowe-matki-polki" często do 12-go roku życia.Są zdrowi,odporni,szczęśliwi,silni psychicznie i opiekują się swymi rodzicami bardziej niż ich "odrzuceni" przez pracujące matki-kukułki rówieśnicy.Takie fakty.

Autor: Krystyna  08.01.2007 zgłoś

Do "ala" Pracuję chałupniczo dla dwóch firm w rzemiośle artystycznym i w wydawnictwie-jedna praca wymaga zdolności manualnych a druga projektowania na komputerze. Niestety znalezienie dobrego chałupnictwa tak jak pracy etatowej graniczy dziś z cudem.

Autor: Bella  08.01.2007 zgłoś

Wypłacanie emerytur? Płacić za zajmowanie się domem? Dajcie spokój!!!!!!!!!! Bzdura!!! To trzeba robić, ale kobietom, które dziś są babciami i mają po 70 i 80 lat. To one w pełnym tego słowa znaczeniu zajmowały sie domem:) 1Chleb same piekły, a nie jak to dziś poleciały do sklepu 2. prały na tarce, wykręcały ręcznie, a nie jak to dziś praklka wiruje, wykręca a kura domowa ma to tylko rozwiesić i to ma wilkie pretensje, że ona musi to robić ( a cały czas siedzi w domu i nic nie robi) 3. Same szyły ubrania i to nocami. Dziś sie je kupuje, tanio na wyprzedarzy, w lumpeksach itp 4. Myły okna. Wiele kobiet mieszkało na wsi, a zatem 12 okien do umycia - domek, a teraz? Są super specyfiki, które ograniczają czas mucia okien, polerowanie eliminują. 5. pranie dywanów było katorgą, szorowąły ręcznie. Dziś mamy odkurzacze, cuda niewidy 6. naczynia zmywały ręcznie, szorowały!! dziś są rózne specyfiki, które umozliwiaj szybką walke z tłuszczem, z brudem, wiele kobiet ma zmywarkę. Nic tylko włożyc naczynia i to się im nie chce robic Mozna tak ywmieniać!!!! A kto zasługuje na wypłaty? te kobiety które mają pracę zawodową i jeszcze robią to samo co te darmozjady i psaożyty - kury domowe na własne zyczenie, bardzo często kobiety niezorganizowane ( cały czas coś robią, bo nie umiją sobie ustalić planu dnia) Jak kobieta pracuje, mąz też, dzieci w szkole to zauwazmy, że i bałaganu mniej, naczyń mniej, bo w domu nie ma kto nabałagnić. Ponadto w takim układzie kazdy sprząta za siebie. A w układzie ona w domu to i bałągan, bo ciągle coś je, sąsiadki na plotki przychodzą, sama gdzieś idzie na kawę, przychodzi i nic nie ma zrobione, mąż z pracy a ona mówi, że zmęczona - chyba plotami, wynudzona nic nie robieniem. I takim kobietom rząd chce płacić? nonsens i bzdura. Bo skrzywdzi rząd tym samym kobiety, które zawodow pracują, mają porządek w domu, bo są lepiej zorganizowane i pełne życia, bo mają swoje pasje, robią to co lubią. Od kiedy to lenichów, co żyją na konto męza rząd ma utryzmywać? trzeba doceniac i nagradzać pracowite kobiety. Też bym nie miała szacunku do darmozjada, który cały dzień ma i nic nie zrobił, nawet koszul nie uprasował, bo był na plotkach u psiasióły labo na solarium lub na basenie za kasę męża. Do takiej żony nie ma się szacunku i słusznie. Niehc te kobiety zmienią podejscie do żcyia, a nie winią męża. Nie jest im zle jak o 12 w południe są np na aerobicu, pod czas gdy kobieta pracująca zawodow haruje od 8 do wieczora!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: kasia  08.01.2007 zgłoś

do krystyna zgadzam sie z toba w zupelnosci. powyzej skrytykowano mnie za to, ze jestem szczesliwa w domu z synkiem i nie musze isc do pracy. jesli nie moge pracowac w satysfakcjonujacym mnie zawodzie to wole nie pracowac wcale. i do tych krytykujacych: wiem co to samorealizacja w pracy i praca do ktorej biegnie sie na skrzydlach.ale nikogo nie bede przepraszac za to,ze jestem szczesliwa w domu. pozdrowienia

Autor: BELLA  08.01.2007 zgłoś

Nie rozstrzygnięto, kto i w jaki sposób miałby wypłacać kobietom wykonującym prace domowe wynagrodzenie, a potem emerytury. Jeśli pojawia się takie pytanie, to za nim kolejne: co z pieniędzmi za robienie zakupów, sprzątanie, gotowanie, pranie czy prasowanie dla kobiet samotnie wychowujących dzieci? One muszą chodzić do pracy, żeby utrzymać siebie i potomstwo, a potem wykonać dokładnie taką samą robotę, na którą niepracujące panie mają cały dzień. Kto miałby płacić samotnym kobietom, które też muszą pracować zawodowo i wykonywać prace domowe? Czekanie na zapłatę to utopijny pomysł. Ale każda z nas ma prawo do decyzji, czy pracować zawodowo, zarabiać i być niezależną, czy też być na utrzymaniu męża i być skazaną na jego widzimisię. ----------------------- zapomnieliście o sexie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 wypłacicie im jeszcze wypłatę jak to prostytuki mają, skoro wszytsko sie wycenia:) ale głupoita a czemu tu wyjezdzacie z samotnymi matkami???? A kobiety, co mają mezów, pracuja zawodow to co? one nie piora, nie myją okien? nie chodzą na zakupy? czesto zaraz po pracy jadą obwieszone zakupami. A co te matki samotne? zle im? ojciec dziecka kase daje 1000, 2000 maja i to duzo. A mało jets matek, która maja meza, ale on ZABIERA PIENIĄDZE NIE DAJE I TAKA MATKA NIBY MA MEZA, ALE JEST DO JASNEJ CHOLERY SAMAAAAAAA I ZNIKAD POMOCY BO SAMOTNEJ KTOS DA ZAPOMOGE A TAKIEJ KOBIECIE NIKT1111111 BO POWIEDZĄ MAZ PRQACUJE, PANI TEZ KONIEC. ALE MAZ NIE DAJE ZABUERA WSZYTSKO CHCIAŁABYM, ABY MĄDRZY LUDZIE ZNAJĄCY ZYCIE USTALALI PEWNE USTAWY

Autor: mimi  08.01.2007 zgłoś

KURY DOMOWE DZIŚ TO: KOBIETA CO SZYBKO POSPRZATA, A POTEM JUZ SZYKUJE I OBMYSLA GDZIE TU WYJSC, KINO, BALANGI, PLOTKI, LOKALE BARDZO CZĘSTO zaniedbuje dzieci, bo siedzi na plotach, albo u fryzjera, na solarium, na aerobicu, basenie. kobiety mimo, że są kurami domowymi nie siedzą w domu latają za swoimi potrzebami.

Autor: Miau, miau  08.01.2007 zgłoś

Racja. kobiety lataja za swoimi potrzebami, zawsze i wszedzie. Najbardziej przystepne miejsce to kibelek w łazience, czasami jest kibelek na półpiętrze a na wsi sławetne sławojki. Acha jeszcze są w mieście publiczne WC. Bo kobiety w końcu, jak zasiedza się w lokalu, musza "obmyślęć, gdzie tu się udać za własna potrzebą. Ty mimi jak szybko posprzatasz, obmyśląsz, gdzie tu wyjśc, do kina, czy na balangę, no a potem za swoja potrzebą. Jakie to wzruszająco pospolite, hi, hi, hi.

Autor: trochę_wymagająca  08.01.2007 zgłoś

Do Anett!!!! Całkowicie się z tobą zgadzam! Kobiety, nie złoście się, przecież tu nie chodzi o sytuacje kiedy są malutkie dzieci czy inne powazne problemy np.z pracą. Chodzi o sposób na życie : nie napracować się, zająć tylko mężem i rodziną, a w przypadku problemu - "mnie sie należy bo praca w domu to też etat", niech państwo da emeryturę. A państwo to w końcu my. W imię czego ktoś miałby czelność domagać się odemnie pracującej zawodowo i domowo haraczu za domówkę?

Autor: Wiesia  08.01.2007 zgłoś

Witam wszystkich i pozdrawiam! Bardzo lubię tu czasem zajrzeć, czasami udaje mi się przeczytać różne mądre porady życiowe. Mam duże dzieci, od kilku lat pracuję zawodowo, nie mam łatwej pracy, ostatnio jednak jest dla mnie tak stresująca, że nawet myślę o przerwie rocznej i pójściu na zasiłek, jestem wprost wykończona psychicznie. Ale z drugiej strony, gdy sobie pomyślę że będę naprawdę kurą domową, a mąż mój będzie przychodził z pracy i mówił do mnie tak jak przed laty, że mi nie pomoże, albo jest zmęczony, albo że on pracuje, a mi jak się coś nie podoba to..... Aż mnie ciarki przechodzą gdy przypomnę sobie te lata gdy dzieci były małe i nie mogłam iść do pracy, on pił pieniędzy brakowało, no i na dodatek często słyszałam te słowa ,,jak Ci się nie podoba to idź sobie zarobić" on pracował a ja niby nie, mimo że wychowywałam czworo dzieci, możecie sobie wyobrazić ile pracy jest przy 6 osobowej rodzinie. Czułam się strasznie. Dziś pracuję, jestem przemęczona i z chęcią odpoczęłabym sobie rok, ale z drugiej strony boję się, że przy takim bezrobociu jakie u nas panuje nie dostanę po roku pracy. Co mam, zrobić? Bezrobocie to straszna rzecz, ludzie są wręcz upokarzani, wielu pracodawców, daje pracownikowi do zrozumienia, że jak Ci się coś nie podoba to odejdź. Jak długo tak jeszcze będzie? Mam dzieci już duże z chęcią będę pracować, no i wiem że jestem dobrym pracownikiem, ale czy muszę się na wszystko zgadzać, cierpieć, aby tylko mieć pracę? Bardzo się boję nie mieć własnych pieniędzy aby mój mąż mi nie wyrzucał iż na mnie pracuje. Dlatego myślę że jeśli kobieta ma pracę z której jest zadowolona, powinna pracować. Mężczyźni naprawdę patrzą na to inaczej i bardziej się z nami liczą.

Autor: Kasia  08.01.2007 zgłoś

LEE to ja Kasia no od tej "sz" albo "konwalijki" radziles mi porozmawiac z mezem to teraz Tobie powiem cos o tej rozmowie .Wlasnie dzis przeprowadzilam i co nic i nic. Jest tak samo prawo wlasnosci nadal utrzymane przez mojego meza.Jestem mniejszoscia we wlasnym domu bez prawa glosu. Maz wie najlepiej a to co mowi jest najlepszym rozwiazaniem.Ja jestem jego wlasnoscia takie ma mniemanie. Argumenty o pojscu do pracy otrzymaly naganny komentarz -powod wiecej STRAT NIZ POZYTKU.Zona powinna byc meza -wniosek. Myslisz ze ja chce byc w domu NIE NIE NIE dusze sie CHCE DO LUDZI obcowac z nimi nawet gdy bedzie dyskomfort....................................itd. To jest lepsze niz to ze traci sie szacunek do samego siebie.Rozmowa brnela w kierunku prawdy meza ale ale ja juz cos powiedzialam to juz COS.Licze na ciag dalszy ze sie przebudze i otrzasne .W przeciwnym wypadku kiepsko widze moja przyszlosc........Mam nadzieje ze rok 2007 bedzie przelomem w moim zyciu. Trzymajcie za mnie kciuki hej wam wszystkim

Autor: Ewa  08.01.2007 zgłoś

Kasiu trzymam kciuki za ciebie. Powodzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!! I otrzasnij sie dziewczyno, bo inaczej zmarnujesz sobie zycie taki ktos jak twoj maz nie jest ciebie wart ani nikigo innego

Autor: Jasnowidz  09.01.2007 zgłoś

Bella - niesamowicie wartościowa wypowiedź, pod którą się podpisuję. Hela tak samo ma rację w tym, co ilustruje. Moje zdanie jest takie: Jeśli kobieta ma dzieci, to MĄŻ ma za zadanie utrzymywać Rodzinę, kobietę i dzieci. Kobieta wtedy zajmuje się domem (gospodyni domowa). Jest to rozsadne rozwiązanie. Idzie do pracy wtedy, kiedy sama chce, bo np.podnosi to jej samoocenę. Natomiast jeśli kobieta nie ma dzieci, a tylko męża i narzeka na swój los, chodzi po domu jak fleja, zaniedbana totalnie i zazdrości koleżankom nowych sukienek, to niestety, uważam, że to już Kura Domowa a nie gospodyni, która ma w sobie jad i wszystkie koleżanki się od takiej odsuwają. Bo po co narzeka, że nie ma tego i owego? To niech dupę ruszy i idzie do pracy, skoro nie ma dzieci. Skoro domem można także się zająć po pracy. W końcu będzie miała na nową bluzkę, nie? Ile można pasożytować na mężu albo rodzicach? Bo są i takie blerwy, co to mają 30 lat i nie znaja słowa PRACA - nawiazuje do osób, które notorycznie wykorzystują matki czy ojców. A jak staruszkowie wywiną się na drugi świat, to potem takie ścierwa żerują albo na koleżankach (pożyczajac od nich ubrania a nawet i krem czy perfum, pomadkę), bo same nie potrafią iść do pracy... to żałosne! Niestety, znam dwie takie osoby, które nie nauczone są same zarabiać na siebie, a mogą - gdyż nie mają dziecka, gdyż zaczynają nowy etap zycia - koniec małżeństwa, mieszkanie u mamusi. To co im szkodzi, mając swój pokój u mamy, brak zobowiazań - iść do pracy? Po prostu od najmłodszego nauczone pasożytowania na innych: mężu, ojcu, mamie, kolezankach... z czasem niekiedy na mężach koleżanek, bo i takie szmaty się zdarzają; Oczywiście z każdą z nich urwałam kontakt, gdyż nawet kawa z nimi psuje reputacje kobiecie pracującej (która także zajmuje się wspaniale domem i facetem) zawodowo. Psuje też reputację taka znajomość kobiecie niepracujacej, ale będącej wzorową Gospodynią Domową i matką. Mam wiele kolezanek, gospodyń domowych i bardzo je szanuję. Choć nie pracują, dbają o wizytówkę siebie, rodziny. Natomiast nigdy (bo mam nauczkę), nie bede sie otaczała niewyedukowanymi, strasznie prostymi, śmierdzącymi z zaniedbania kolezankami, które KTOŚ ciągle utrzymuje. Po prostu z zazdrości, że mamy pracę, TAKI TYP OSOBY - wbija Ci nóż w plecy... ale jak ONA ma pracować, to w momencie spotkania o pracę, nie idzie na to spotkanie, bo woli gnić w łóżku do 14:00 i oglądać serial brazylijski... a potem narzeka na bezrobocie hehs. Ależ hipokryzja... wstyd się zadawać z takimi ludźmi. Dlaczego? Bo całe miasto się z nich śmieje i to widać. Ludzie ich unikają. Te, z którymi urwałam kontakt, nie mają nawet porządnej szkoły, a wożą się, jakby były MISS ŚWIATA (uroda fatalna - więc nie wiem skąd mniemanie o sobie takie. Figura - fatalna... -ocena facetów oczywiscie-); intelektualne dno. Ale maja się za wielkie PANIE - obie siostry. Na utrzymaniu mamusi, mając 30 lat. Druga młodsza duzo, tez mamusia dokłada do interesu (kasę ojca rzecz jasna); a takze utrzymuje jej dziecko i faceta zanego krótki okres czasu - dla mnie to PATOLOGIA. Nie chciałabym takze, aby moje dziecko kiedyś miało taką znajomość. Dlatego moim zdaniem nasza samoocena i angażowanie się w pewne sprawy zawodowe albo domowe, wynika tez z tego, jakimi ludźmi się otaczamy. Jak byłam w zwiazku, gdzie facet był nierobem i prostakiem, tak nic mi się nie chciało po pracy, ogarnęłam chatę i spać. Jak zostałam sama i spotykam się z mężczyznami koleżeńsko, tak mam mobilizację do pracy, sprzątania, siłę do życia. Dlatego duzo zalezy od nas samych i od otoczenia.

Autor: Kerstin  09.01.2007 zgłoś

do Jasnowidz: Jest dużo racji w tym co piszesz, ale przytaczasz skrajne przypadki. Miałam okazję w swoim życiu być samotną, pracującą matką. Nie wyciągałam ręki po żadne zapomogi, a tata dziecka umył ręce i zwiał za granicę. Standardowo wszystko było na mojej głowie, zmieniłam miejsce zamieszkania, bo musiałam znaleźć pracę i utrzymać siebie i dziecko,teraz jestem związana po raz drugi, mamy małe dziecko, a ja zostałam w domu. Rozwiązaliśmy to tak, że część dochodów jest tylko i wyłącznie do mojej dyspozycji. Sprawa nowej bluzki czy wyjście do fryzjera nie jest dzięki temu rzeczą dyskusyjną. Daleko mi do oglądania brazylijskich seriali. Zajmuję się domem i dziećmi. Studiuję zaocznie. Uczę się języka. Wydaje mi się, że w każdej grupie kobiet można znaleźć takie które się lenią (patrzą w pracy na zegarek kiedy będą mogły wyjść do domu ) i takie, które zostając w domu są baaaardzo biedne, mąż zły, TV daje za mało "Esmeraldy" drepczą w kapciach do południa itp. Każda z nas ma swoją historię, Ale nie można podzielić kobiet na pracyjące i nie i zachować to jako jedyne kryterium od oceny. Pozdrawiam serdecznie.

Autor: jejka  09.01.2007 zgłoś

ja jestem jakby jeszcze przed takimi decyzjami,ale mnie się wydaje,że ja bym się po prostu zanudziła w domu,nie ma powodu żeby sie ubrać, umalować, uczesać,iść do fryzjera i z niczym sie nie nadąża, ani za dowcipami,ani za polityka,ani za bierzącymi wydarzeniami,ani realiami pracy i rozmawiać też w końcu nie ma się już o czym,bo niczego poza dziećmi i serialami,ewentualnie życiem sąsiadki się nie widzi.mam koleżanki które siedzą w domu i to właśnie obserwuję.od strony finansowej też fajosko,nawet na majtki trzeba męża poprosić.no ale te rzeczy to się jakoś dogada w związku jeśli ludzie są normalni.

Autor: Marzena  09.01.2007 zgłoś

DO WIKI Jeżeli chcesz porozmawiac o zapewnieniu emerytury dla osoby pracującej w domu , napisz do mnie

Autor: Alex  09.01.2007 zgłoś

cóż, ja pracuje a mój chłopak nie!. i wyobrazcie sobie ze ma jeszcze czelnośc mówić ze mu sie moja praca nie podoba. Z tego powodu tez czesto mnie poniża i obraża. Na marginesie wykonuje normalną pracę, mam wyższe wykształcenie itd. Tak wiec nie ma reguły wszystko zalezy od czlowieka. Pozdrawiam

Autor: ehinacea  09.01.2007 zgłoś

Alex bo masz głupiego chłopaka!!! a siooo mu powiedz...

Autor: Isia  09.01.2007 zgłoś

No kobitki ,nawet jak jestescie tz. jestesmy pod terrorem naszych facetow to mozna po jego wyjsciu z domu zaczac zapalas swiatlo.Ja to robie tak: wlaczam sobie muze na jaka mam ochote na ful bardzo czesto.No i mysle sobie jak mi jest dobrze .W taki sposob poprawiam sobie humor. Nawet na troszeczke warto sobie poprawic zycie hehehe

Autor: Laila  09.01.2007 zgłoś

Alex takiego faceta to tylko wygonic rozumiem ze cos miedzy toba a nim jest.Moze to jest sex albo cos innego .Warto pomyslec nad tym bo takiego barana co jeszcze cie obraza ja bym w domu nie trzymala .No chyba ze jest jeszcze cos innego o czym nie wspomnialas co zmienia obraz sytuacji ale to juz Twoja sprawa.

Autor: myszka miki i pankracy  09.01.2007 zgłoś

jest coraz więcej facetów nieudaczników - szczególnie w polsce. Fajnie jest pracować w firmie - mieć kontakty z ludxmi- pracowac na dróżnymi projektami itd. Trochę trudniej jest - mając wyższe wykształcenia - prac, prasowac i cały czas siedzioec w domu a jak już się z kims spotkac to rozmawiac albo o dzieciach albo o gotowaniu. byłam w dwóch dłuższych związkach - dwóch nieudaczników - jeden - leń (jakąs tam prace miał ale tak aby przeżyć) drugi pseudo biznesmen i inteligent nie potrafiacy po sobie umyś naczyń. dwóch łączyło jedno -zazdrośc o to, że się uczę, że chce mieć w przyszłości dobra pracę, że uczę się języków, że potrafię o siebie zadbac , że jestem ambitna itd. Obaj próbowali mi przeszkodzić, sprawic abym przestała wierzyć w siebie. Drugiemu się prawie udało.na szczęście już zaczynam wracac do siebie i jest ok. Teraz jestem sama - juz od 3 lat. Spotykam wielu facetów. Nie mam zbyt wielu wymagań. Ale boję się , że znowu bedzie ktoś kto będzie próbował sobie mnie podporządkować, bedzie kopał pode mną dołki. Będzie leczył mną swoje kompleksy. Faceci obecnie - w Polsce są zakompleksieni. Nie wszyscy radza sobie z samodzielnością kobiet i z tym, że one naprawdę potrafią radzić sobie bez nich.

Autor: myszka miki i pnakracy  09.01.2007 zgłoś

poza tym faceci są strasznie egoistyczni- oni nie szukaja ambitnych kobiet. Oni nie chcą tych kobiet, kótre chca robić tzw. "karierę" tylko takich które pomogą zrobić karierę im samym. tak jest po prostu wygodniej...

Autor: niepracująca  09.01.2007 zgłoś

Mieszkam w mieście gdzie praca jest ale dla mężczyzn Jestem w domu od 5 lat wychowuję synka , jestem szanowana i doceniana przez męża. Niestety nie czuję się doceniana przez społeczeństwo które widzi we mnie tylko " kurę domową". Nie powiem że nie szukam pracy,bo to była by nie prawda. Szukam, ale albo mam za małe dziecko , albo nie jestem dyspozycyjna ( nie mam możliwości zostawiania dziecka u dziadków ). Tak więc zostałam " zmuszona" do pozostania w domu, ale nie przez męża tylko bezrobocie o którym zapominacie często w swoich komentarzach. I pozostaje mi się cieszyć iż mam zadowolone dziecko, które nie chce się ze mną rozstawać. Emerytura!!!! Też się nią martwię. Ale czy praca by mi ją zapewniła? Przed dzieckiem pracowałam w prywatnej firmie ( było to przed 99 rokiem) i okazało się że pracodawca oszczędzając na kosztach nie płacił składek Zus-owskich) Pozostał mi sąd. Lata lecą są młodsze, bezdzietne , które lepiej nadadzą się do pracy. Tak więc czy należy mi się emerytura czy nie ? Gdyby nie było takiego bezrobocia lub lepsze prawo, które by chroniło matki można na ten temat dyskutować. Bo teraz większość z nas jest " przymuszona" do pozostania w domu.

Autor: Jasnowidz  09.01.2007 zgłoś

Myszka miki i pnakracy - rewelacyjnie to ujęłaś i to Święte co powiedziałaś - cytuję "poza tym faceci są strasznie egoistyczni- oni nie szukaja ambitnych kobiet. Oni nie chcą tych kobiet, kótre chca robić tzw. "karierę" tylko takich które pomogą zrobić karierę im samym. tak jest po prostu wygodniej"... jakże prawdziwe!!! Wniosek jest taki, aby izolować sie od tegoż rodzaju typków - zyciowych nieudaczników, robiących karierkę kosztem swej kobiety. Pozdrowienia

Autor: Karina  09.01.2007 zgłoś

Ja jakis czas pracowalam na meza. niestety- nie mogl znalezc pracy za odpowiednie wynagrodzenie i czekal. mnie to nie przeszkadzalo, bo rekompensowal to robieniem wszystkiego co tylko mogl i w zasadzie czulam sie jak krolowa po powrocie do domu. teraz oboje pracujemy, mamy gosposie z ukrainy ktora mieszka z nami, jest mi dobrze i mamy z mezem po pracy czas tylko i wylacznie dla siebie. jesli siedzicie w domu, stac was na to, pojdzie jednak do pracy, rozruszajcie sie, zrobcie jak ja. ukrainki sa tanie bo u nich bieda gorsza niz u nas. naprawde docenicie czas spedzany z mezem. to jest cudowne ;-) kocham mojego mezczyzne calym sercem i zrobilabym wszystko dla niego, wiem ze on dla mnie tez, co mi nie raz udowodnil. pozdrawiam wszystkich ;-)

Autor: Socjolog  10.01.2007 zgłoś

czytając te Wasze komentarze nasuwa się następujący wniosek:instytucja zwana małżeństwem i rodziną nie ma prawa bytu jeśli nie ma pracy czyli metalowych i papierowych pieniędzy...Są one dla większości z Was ważniejsze niż wspólne bycie razem. Hmm,natura istniała zanim człowiek wymyślił ekonomię.Ekonomia umie liczyć ale nie umie myśleć.Przez tą ekonomię ludzkość(ta wykształcona stara Europa)powoli wymrze. Na nic zdadzą się oszczędności,jeśli zabraknie młodego pokolenia(w dużej ilości).A skoro kobieta musi iść na cały dzień do pracy i nie zarobi na całodzienną opiekunkę-nie będzie rodziła dzieci.Tego paradoksalnie wymaga od niej społeczeństwo.Aby się nie rozmnażać. Wyjaśnię dla wielu z Was ,z wielką euforią pracujących ,porzucających własne dzieci by tyko mieć emeryturę-jesteście w wielkim błędzie:system emerytalny(jaki dziś mamy)wymyśliły hitlerowskie Niemcy.Mało kto dożywał ponad 60 lat i uzyskiwał świadczenia.Był to (i jest nadal) system argentyński. Za kilka lat zabraknie również naszym emerytom wypłat.Banki nie chcą już pożyczać pieniędzy ZUS-owi.Jest to instytucja ,która nie zarabia na i tak zbyt niskich składkach. Rozbicie rodziny poprzez przymus pracy zawodowej kobiet spowodował ogromne problemy: -wzrost przestępczości(co za tym idzie przymus rozbudowywania więzień i służb typu policja,straż miejska) -wzrost dewiantów psychicznych poprzez zbyt wczesne oddzielenie dziecka od matki(socjopatologów-to właśnie dzisiejsi pederaści i mordercy małych dzieci) -zanik kultury,obyczajów,umiejętności w pracy na gospodarstwie.Wystarczy pomyśleć co będzie gdy zabraknie prądu?Czy te dzisiejsze ,wykształcone kobiety będą potrafiły przeżyć tydzień?Nie mają ziemi,nie umieją w zasadzie niczego co pozwoliłoby przetrwać całej rodzinie...ich ciężko zdobyta wiedza nie przyda się do niczego).

Autor: Socjolog  10.01.2007 zgłoś

Dodam jeszcze że wbrew pozorom kobieta-matka pozostająca w domu jest dla całego społeczeństwa bardzo tania! Tańsza niż utrzymanie :żłobków,przedszkoli,czyli oprócz pensji i składek dla opiekunek pracujących na dwie zmiany ,jeszcze trzeba doliczyć panie sprzątające,kucharki,zmywające,dezyfekcje pomieszczeń,remonty,utrzymanie aut dostawczych dla tychże instytucji ,pań intendentek ,oraz wielu innych osób,bez których utrzymanie takich instytucji nie miałoby żadnych podstaw prawnych... Tak drogie panie,święcie przekonane że robicie dobrze-pracując zawodowo-jesteście naprawdę baaardzo drogie dla budżetu państwa,dla wszystkich podatników.Bo z ich kieszeni trzeba wyjąć o wiele więcej podatków by dać wam pensję niż gdyby dać ją kobiecie rodzącej trójke dzieci i dobrze wychowującej je do 12 lat. Dlatego (może i niska w kwocie powiedzmy 500,00zł netto + jakakolwiek składka rentowa i emerytalna) dla gospodyń domowych mających dzieci do 12 lat MA prawne i ekonomiczne podstawy. Zwróćmy takiej kobiecie SZACUNEK.Ona ciężko pracuje-wychowując prawego,zdrowego,zdolnego,kulturalnego przyszłego obywatela,który będzie pracował . Człowiek jest osobnikiem stadnym i tak naprawdę jakość naszego życia zależy od tego ile nas będzie i jakiej "jakości"będą przyszli ludzie.Pracujące matki-kukułki nie wychowują dzieci.One płaca na ich utrzymanie ,ale między "howem" a "wychowywaniem" jest ogromna różnica. Kiedyś (w czasach PRL-u) za tow.Gierka praca kobiet miała jeszcze powiedzmy jakiś sens (choć takie jak dziś bezrobocie było ukryte tzn.kobiety przychodziły do pracy i pobierały pensje,zakład płacił składki ale tak naprawdę niczego nie wytworzyły.)"Czy się stoi czy się leży jednakowo się należy)"-dziś to powiedzenie straciło na aktualności. Kobiety wracały do domu na 15.00.dziś wymagana jest pełna dyspozycyjność-czyli zapomnij o dzieciach,zapomnij o mężu,bądź wiecznie młoda,studiuj do 60-tki ,oszukuj czas a najlepiej się nie rozmnażaj. Tymczasem rozród 3-4 dzieci,est to jedyna szansa dla wymierającej Europy,jedyna.Uszanujmy NASZE matki NASZYCH wspólnych w przyszłości świadczeniodawców naszych emerytur. Dodam,że kobiety alkoholiczki,nie zajmujące się dziećmi -traciłyby prawo do takiej pensji.

Autor: niepracująca  10.01.2007 zgłoś

Zgadzam się z socjologiem . Widać to na przyroście naturalnym w Polsce, który jest ujemny. Dlaczego???? Ponieważ kobiety wybierają albo pracę albo dziecko. Niestety, gdyby byłoby tak łatwo pogodzić pracę z wychowaniem dziecka przyrost byłby na pewno większy. Niestety media nas "atakują" na tematy emerytur, zabezpieczenia się na przyszłość ( III filar) oraz czy Polacy potrafią odkładać pieniądze i ile. Nieraz człowiek całe życie pracuje i albo nie dożyje emerytury, albo jest ona tak niska , że pozwala na wegetacje. I nasuwa się pytanie. Po co ja tak ciężko pracowałem, wiecznie oszczędzałem a teraz co mam???? Społeczeństwo narzuca pewien schemat, gdzie kobieta, która nie pracuje to albo osoba "leniwa", nie chce się jej, albo tak wybrała bo jej wygodniej. Nie patrzy się pod względem opinii dziecka. Mówi się ono jest zadowolone. Ale czy na pewno? Starsze być może ( chata wolna) , ale czy młodsze. Jeszcze jedno pytanie. Czy samorealizacja kobiety i to żeby miała pieniądze własne ma polegać na tym aby brała "jakąś" tam pracę. Jak wcześniej wspomniałam w moim mieście większość pracy jest dla mężczyzn, dla kobiet to albo sprzątaczka, albo ekspedientka itp. Jestem po studiach. I z opinii otoczenia niejednokrotnie wysłuchałam, iż jakbym chciała pracować to mogłam bym to robić. Czy na tym ma polegać samorealizacja kobiety? Jestem zadowolona, iż moje dziecko codziennie mi powtarza, że mnie kocha i jest szczęśliwe ( o czym niejednokrotnie mnie informuje).

Autor: oj tak  10.01.2007 zgłoś

u mnie sytuacja jest jeszcze inna:) skończyłam jende studia jakże b. przyszłościowe pedagogikę, jestem w trakcie robienia drugiego kierunku i pracy mgr(zamiejscowo ok 300 km od miejsca zamieszkania). przepracowałam prawie rok, na pełnym etacie, ale do czego zmierzam, mam męża ktory jest czynny zawodwo, ktory nie wyobraża sobie kobiety bądż mężczyzny tylko siedzącej/go w domu. nie bierze w ogóle tego pod uwagę. u mnie jest podział obowiązków, po partnersku on umie gotować ja umiem naprawić gniazdko. z czego się to wzięło? a z tego że przez jakieś 3mce go nie było w domu( szkolenie zagranicą) a ja płakałam w słuchawkę jak dzwonił bo mi korki wywaliły no wiec się dokształciłam w męskich pracach. drugim przykładem było to że jak jak wyjechałam a wcale niedaleko na szkolenie 2 tyg to jakoś było mu glupio do mamusi na obiadki codziennie wpadać, no i knorrem też się człowiek nie naje, zaczął gotować. na razie tylko on pracuje, bo mnie nieststy nie wystarcza czasu nawet gdyby doba miała więcej godzin, ale też nie jestem na utrzymaniu męża( korki), on zdaje sobie sprawę z tego, że w życiu bywa różnie i może ja w przyszłości bedę lepiej zarabiać, bądź tylko ja. czasami się zastanawiam dlaczego tak jest że niektórzy faceci pomagają w domu i rozumieją prace domowe? albo mają głowę na karku albo dobre wychowanie.w moim przypadku być może istotne jest to, ze rodzice mojego męża się rzwieldi (miał 18l)a on przejął obowiązki ojca w domu. może to najwiecej dało.

Autor: Aga_26  10.01.2007 zgłoś

...A ja skończyłam studia z wyróżnieniem i od kilkunastu miesięcy nie mogę znaleźć pracy, choć bardzo bym chciała. Należę do "bezproblemowej" grupy inżynierów (jeżeli chodzi o zatrudnienie), a jednak moje usilne poszukiwania za każdym razem kończą się fiaskiem. Tak więc chcąc czy nie jestem na utrzymaniu męża. Na szczęście mąż nie robi mi wyrzutów z tego powodu, bo widzi jak bardzo się staram w tych poszukiwaniach. Jestem przekonana, że w Polsce jest mnóstwo takich kobiet jak ja. W naszym kraju dyskryminuje się kobiety, które chcą pracować!!!!!!!!!!!!!!

Autor: hm.....  10.01.2007 zgłoś

Wiecie, tak sobie poczytałam i chyba sobie znów założyłam petlę na szyję. Była ponad 5 lat z facetem. Po tym jak juz sie od tego uwolniłam moge powiedzieć "że nie iwdzialam słonia w salonie". Czepiała sie n akażdym kroku. akurat nie miała pracy czasjakis. On zarabiał. Nie mówię, że mi jakos skapił, alepotrafił mi wypomnieć, że nie oszczewdzam. Pytanie dnia: z czego? Na utrzymaniu rodziców (on czasami przy okazji imienin kupił mi ciuszka, zabrala do fryzjera itd). Sam zarabiałanieźle jak na tamytejsze standardy. On nic nie oszczedzał. a ja potrafilam mimo ogólnego bezrobocia cos sobie znaleźć, choc na chwile, żeby miec te pare zł chocby na jego prezent urodzinowy. Oprcz tego studiowała. On nie. Wypominał na każdym kroku - ptrzecie jak pani studentka sie wymadrza. coz żaden znajomy mi nigdy tego nie zarzucił. Dziś wiem bolało go że sam nic nie robi ze swoim życiem. Mieszkam gdzie indziej, mam prace którą lubię, poznałam kogoś wyjatkowego. Manawet takie wady jak trzeba:) Zgodziłam sie na wspólne konto, planujemy razem wszystko. A ja sie teraz boje ,czy nie bedzie tak, że sie uwiąże i bedę rozliczana ze wszystkiego i będę musiała składac podania o nowa parę majtek. Moze lepiej zostawić sobie jakąś furteczkę, takie małe zaplecze jakby, nie daj Boże książę okazał się nie taki całkiem z bajki... Wyjść z takiego dołka jakim był tamten związek(tam były nie tylko takie głupstwa, wchodziły w to jego "koleżaneczki" - latami mozna by było opowiadac) i wpakowac sie w kolejny ewentualny? Pojawił sie temat dziecka i pobytu z nim w domu przez czas jakis. Obiecuje, ze pomoże, że będzie szanował.... Pytanie czy nie wyjdzie z niego taka świnia jak z wyżej opisanych? Nie chce na to patrzec z wieczna obawą, ale po przeczytaniu tego doszłam do wniosku, że trzeba zachowac dla siebie skrawek życia a nie wszystko oddac bezgranicznie. ni etwierdze, że siedze ie w domu z dzieckiem odpada, ale boję sie tego. Życie lubi płatac figle i zmieniac książąt w ropuchy.

Autor: hm....  10.01.2007 zgłoś

przepraszam za pozjadane końcówki pisałam w pospiechu i nerwach, które jakoś mi tak zawsze wychodzą przy tym temacie.

Autor: to nie tak  10.01.2007 zgłoś

pani socjolog nie zgadzam się w kilku punktach,poglądach,

Autor: trochę_wymagająca  10.01.2007 zgłoś

Jasnowidzu ! a jakim cudem wyszłaś za nieroba i prostaka?????

Autor: trochę_wymagająca  10.01.2007 zgłoś

Do socjologa: Słonko, ty chyba nie socjolog a filozof i to taki domorosły!!!! O czasach Gierkowskich chyba wiesz tyle co Giertych powiedział może oprócz tego,że ludzie pracowali najczęściej 8 godz.i kończyli o 15-ej. Rolę kobiet sprowadzasz do "rozrodu" i zajmowania się gniazdem,a feee.Skąd takie wzorce? Tyle mądrości w jednym - cóż to za opcja, młodzież wszechpolska? A może zacząć od walki o normalność, tzn. o ten 40 godzinny tydzień pracy, pracę do 15 , 16-ej tam gdzie to możliwe a nie żyłowanie ludzi po 12-14 godzin dziennie pod presją ( nie podoba ci się sp..).Pracodawcom nic się nie opłaca poza napychaniem sobie portfeli i zagranicznych kont. Naszym jedynie słusznym elitom też nie. Czasem zastanawiam się,jak to państwo istniało dając ludziom pracę (może nie tak płatną jak niektórym teraz),utrzymując przedszkola, żłobki, szpitale, szkoły,dając kobietom w ciąży lżejszą pracę i pracę po powrocie z urlopu macierzyńskiego a także płatne 60 dni w roku zwolnienia lekarskie na chore dzieci.I dzieci się rodziły i miały co jeść. Może to za zaciągane pożyczki, które i tak były 100xmniejsze niż obecne długi. Socjologu dokształć sie troszkę , a w odpowiednich warunkach nawet kobiety pracujące będą mieć dzieci... Proszę nie rozumieć mnie źle,nie jestem zaślepiona przeszłością ale trochę realizmu jednak potrzeba w każdej epoce...

Autor: marcys0  10.01.2007 zgłoś

kobiety jestes cie wspaniale nie dajcie sie facetom ubezwlasnowolnic

Autor: marcys0  10.01.2007 zgłoś

mam menza ,poswiencam mu czas milosc i wszystko co kobieta moze dac mezczyznie ale na boga nigdy nie dam sie zdominowac

Autor: pracus  11.01.2007 zgłoś

Jak zwykle dajemy sie soba manipulowac:) teraz trendy jest miec dzieci, robic studia podyplomowe, chodzic na aerobik i silownie, zajmowac sie moda i uroda no i oczywiscie pracowac:)))) Uwazam, ze dopuki dzieci sa male - np. do 3 roku zycia kobieta powinna miec wybor czy chce isc do pracy, czy siedziec z nimi w domu. Prawda jest taka ze w tej chwili 80% kobiet takiego wyboru nie ma bo jak nie beda pracowac to nie bedzie jak utrzymac rodziny, po za tym czesto nawet jak chca pracowac to okazuje sie ze taniej bedzie jak zostana w domu - czemu? Nie kazdy chce dziecko poslac do zlobka, opiekunka kosztuje okolo 800 zlotych a czesto Panie za prace dostaja kolo 1000 zl = skorka nie warta wyprawki. Gardzenie kims tylko dla tego, ze siedzi z dziecmi w domu swiadczy niskim poczuciu wartosci osoby "gardzacej". Ja naleze do osob, ktore nie potrafia usiedziec w domu. Mam 5 cio miesieczne dziecko, pracuje, robie drugi kierunek stosiow,szlifuje angielski do poziomu ca, chodze do kina i zamierzam wrocic na silownie, ale robie to bo chce a nie dlatego ze boje sie ze ktos mnie od kur domowych zwyzywa, sa osoby, ktore wola zajac sie domem i nikt nie ma prawa uwazac je zagorsze.

Autor: Socjolog  11.01.2007 zgłoś

"trochę_wymagająca"-nie napisałaś "słonko" nic innego niż ja. :) Mam 47 lat,jestem pracownikiem naukowym i mężczyzną. Przeżyłem czasy PRL-u,stan wojenny więc mam jakieś porównanie. Młodzi dzisiaj mają lepszy start,wygodniejsze warunki bytu ale niepewną przyszłość. Dawniej za "pożyczki"Edwarda Gierka państwo się rozwijało,były pieniądze na żłobki,mieszkania ,zakłady pracy itd.Oczywiście nie były to nasze pieniądze. Ludziom wcale nie żyło się wygodnie i dostatnio ale mieli iluzję lepszego jutra. A nade wszystko pracowali,jak sama napisałaś-KRÓCEJ w ciągu dnia-i każda kobieta pracująca była w stanie spokojnie wracając z pracy odebrać dzieci do godz.16.00 . Przychodziło się nawet do pracy(i szkoły) w soboty na 8.00 rano do 14.00.Mimo takiej pracowitości nasze państwo nie było i nie jest na wysokim poziomie.Wystarczy porównać np. taką Japonię:tam kobiety nie pracują zawodowo-ich celem jest (pomimo dobrego wykształcenia)wyjść za mąż przed 25 rokiem życia.I nie są to zaniedbane,zdegenerowane panie-jak wielu tutaj sądzi.Taką mają rolę w państwie:prowadzić dom,wspierać rozwój kultury,sztuki,obyczajów,urodzić i wychować wartościowych obywateli. Niejedna wykształcona,pracująca zawodowo Polka przegrałaby z taką"panią domu,matką-małych Japończyków" :D Odnośnie długiego czasu pracy: w Polsce 40-dniowy dzień pracy jest nierealny.Bo to rząd ustala składki i podatki ,jakie każdy pracodawca MUSI opłacać za pracownika.Skoro za 1000,00zł dane pracownikowi na rękę wasz szef musi wpłacić do Zusu i Urzędu skarbowego 800,00zł ,oprócz tego ponosi przecież inne koszty( księgowania itp.)-nie będę się tu już rozpisywał. Więc skoro pracownik go dużo kosztuje to jasne jest że będzie go chciał wykorzystać do maksimum,czy tego chce czy nie!Jeśli rząd obniży nawet o połowę podatki to skąd będzie mieć pieniądze na wypłaty rent,emerytur?Ludzi młodych,zdrowych ,w wieku produkcyjnym przecież ubywa. Nie ma w zasadzie dnia,by ten temat -przyszłych emerytur nie był poruszany w polityce,w mediach.Kolejne rządy namawiają młodych do oszczędzania w 3 filarze.Jak sądzicie ,dlaczego?Jest to temat może nudny i mało interesujący dzisiejszych 25-cio czy 30-to latków ale...może być niewesoło. Nie straszcie więc niepracujących kobiet emeryturami-bo te tak czy siak,stoją pod wielkim znakiem zapytania.I ta,która dobrze wychowa dzieci może mieć lepiej na starość od tej,która dzieci mieć nie będzie.

Autor: Młoda-Mezatka  11.01.2007 zgłoś

Oj dziewczynki i chlopcy! Kobiety i mezczyzni! Mam 28 lat mężatka-narazie bez dzieci-czemu?bo nie wierze swemu mezowi ze bedzie mnie wspierał w ich wychowaniu-choc bylam tego pewna dopoki bylam niezalezna! On jest bardzo "tradycyjny",romantyczny czuly facet ktory chce zapewnic swej kobiecie dobry status finsnsowy a ona powinna zaopiekowac sie nim(prac,gotowac itd) wiec pomimo swych ambicji porzucilam przyjaciol, i sweitna prace dla mego KSIECIA Z BAJKI..-a ten zaminiel sie w żabę..gdy siedzialam w domu(myslalam ze to bedzie szczyt marzen jego-tak mowil)czekalam z cieplym obiadkiem..on wracal zly,spoznial sie,przestal patrzec na mnie, w ciagu dnia przestal odbierac me telefony podkreslal swa wyzszosc,trwalo to pare miesiecy..mój płacz - jego wielkość. plakalam bo czulam ze trace piekna milosc - on wywyzszal sie bo czul sie "Panem i władcą".. zaczeły sie moje pretensje ze zaniedbal dom i mnie, ze wraca pozno,i jego zlosc zebym dala spokoj i ze go wkurzam.draznie itd.. czulam sie coraz brzydsza-choc tego nie mowil-czulam ze przestae byc atrakcyjna dla niego.. klotnie,awantury,obrazanie,zasypianie plecami do siebie... Po kilku miesiacach wrocilam do pracy-poszlam na studia podyplomowe,zarabiam,ładnie wyglądam.. -poprawiło się, zaczął mnie znow "dostrzegac"..jest milszy, prawi komplementy..czasem mimochodem powie ze zdziwieniem"ale ladne masz oczy"-jakby od tygdni tego nie widzial... Ale juz nie jest tak jak kiedys - jest sucho, chlodno..ozięble..:( Mam wielki zal za to jak traktowal mnie przez te miesiace..nie moge tego zapomniec-ponizen, kłamstw jego i upokorzen... i choc znow jest "dobrze" to ja mam dystans a ta milosc juz nie jest piękna, a "zwyczajna" i taka...nieprawdziwa.. Stracilam zludzenia,nadzieje i barwy.. Czy tylko przez to ze bylam chwile "kura domowa"?....

Autor: Mika  11.01.2007 zgłoś

Nie wierzę ze kobieta siedząca w domu może być szczęśliwa,sama jestem z 7 miesięcznym dzieckiem i mam dośśśśśśś.Muszę posprzątać,ugotować zrobić wszystkie prace w domu ,wyjść z dzieckiem na spacer,wykąpać na wieczór i jeszce ze 20 innych czynności.O 23 zaczynam prasować bo nie mam czasu w dzień.Groszem nie smierdzę,mąż robi zakupy , na zbytki mówi ze nas nie stać hi hi na kartę nową do komputera a owszem. Nie dostaje za to miłego słowa,nikt mnie nie pyta czy jestem zmęczona.Tylko jak niewyrabiam mówi ze widocznie się zle organizuję.Nie chce mi się juz dbać o siebie tzn nie tak jak kiedyś solarium czy kosmetyczka.Do fryzjera chodzę raz na 4 miesiące. I co ja mam z życia ???? Więc niech kury domowe nie mowią ze im tak słodko bo nie ma chyba takich kobiet albo udają albo ich ambicje konczą się na garach.

Autor: poziomek73  11.01.2007 zgłoś

Dwa lata wychowawczego-codzienna "orka" czyli pranie, sprzatanie, gotowanie, opieka nad domem i dziećmi.Owszem płatne-400zł miesięcznie z UM. Do tego rozległa pomoc w prowadzeniu firmy przez męża-księgowość, niektóre zlecenia, załatwianie spraw urzędowych. Za to nikt mi nie płacił ani nie doceniał bo w chwilach komfliktowych następowało wypominanie że siedzę w domu i nic nie robię, nie mam żadnych ambicji prócz gary, i niby nie wnoszę wkładu finansowego w takim stopniu jak on. Z radością wrociłam po urlopie do własnej etatowej pracy, nie zaniedbując dotychczasowych zajęć choć nie zawsze było to łatwe-mąż nadal miał prowadzoną księgowość, załatwiane sprawy po urzędach, posprzątane, ugotowane.... nie mówiąc o tym jak znacznie wzrosły moje zarobki. Można powiedzieć raj, powinien być szczęśliwy. Ale nie był. Pierwsze tygodnie powrotu do pracy praktycznie dzień w dzień przepłakałam. Było mi ciężko. Tęskniłam za najmłodszą córeczką która zaczęła uczęszczać do żłobka, a z powodu mej pracy na drugą zmianę widywałam ją praktycznie wyłącznie śpiącą. I na dokładkę pretensje męża że w powodu mojego kaprysu powrotu do pracy to teraz już wszystko się zawali: dzieci zejdą na złą drogę a jego firma się zawali. A tak wogóle to mogę się wyprowadzić bo będąc niezależna już go nie potrzebuję. Ech. Komentarz chyba nie jest potrzebny.

Autor: poziomek73  11.01.2007 zgłoś

A na poprawę humoru mała życiowa anegdotka: córeczka w łazience "produkuje" zawartość nocniczka, mąż wpada do domu jak po ogień-śpieszy się. Rozbierając się rzuca hasło: "zjadłbym tatara" więc ja buch do kuchni. Robię herbatę, doprawiam mięsko, mąż tymczasem myje ręce w łazience. I nagle krzyk:"w nocniczku jest kupka-czemu nie posprzątana?!". Więc zostawiam mięsko i lecę opróżnić nocniczek. Mąz po drodze z łazienki do kuchni szybko taksuje okiem co się da i dorzuca kolejne kwiatki- na ścianie plama, starszy syn ma nie umyte buty, sweterek leży nie tam gdzie trzeba....itp. No i najważniejsze: HERBATA JEST ZA GORĄCA! A tak wogóle to mam rozmazany makijaż. To nic że jestem w dziewiątym miesiącu ciąży. To nic że wstałam wraz z nim o 6 rano i pomagając mu wyjść do pracy sama nie zdążyłam zjeść śniadania a cały dzień spędziłam "na mieście"- wcale nie u kosmetyczki- załatwiając po urzędach jego sprawy. Że weszłam do mieszkania na pięć minut przed nim. Oddycham z ulgą gdy znów wychodzi a ja mimo zmęczenia i kłucia w brzuchu rzucam się w wir sprzątania czego nie mogłam zrobić wcześniej.

Autor: Niepracująca  11.01.2007 zgłoś

Czytając komentarze nasuwa się jeden wniosek - musimy zmienić patrzenie pracy w domu czy bycia " kurą domową" przez społeczeństwo. Większość z nas by została w domu gdyby jej praca została doceniona przez najbliższe osoby z otoczenia oraz przez politykę państwa, która powinna dążyć do tego aby kobiety zaczęły być bardziej dostrzegane. Bo każdej z nas jest ciężko zostawić swoje małe dziecko, które nas potrzebuje. Podziwiam kobiety, które potrafią zostawić dziecko idąc do pracy, bo mi samej trudno to zrobić. Zaczynam za nim tęsknić. Lecz najważniejsze w tym abyśmy się wzajemnie szanowali, bo oto w tym chodzi. Aby kobiety nie czuły się odtrącane za to , iż opiekują się dzieckiem. Może powinniśmy zacząć od wychowania tych najmłodszych, które powinno od małego pomagać w domu ( bez względu na płeć ), powinno widzieć przykłady, a z tym chyba trudniej ( taki wniosek po przeczytaniu komentarzy). To my kobiety musimy zacząć uczyć szacunku do nas. I jeszcze jedno. Kobieta , która pracuje również nie powinna pokazywać wyższości nad tą , która nie pracuje. Bo jeśli my same nie będziemy się wzajemnie szanować to na pewno inna płeć też. Ja nie mogę narzekać na swojego mężczyznę, bo docenia to co robię w domu, lecz otoczenie najczęściej nie. Dlaczego????

Autor: ania  11.01.2007 zgłoś

Trzeba znać swoją wartość i nie poddawać się ,gdy mąż uważa że się nic nie robi itp.to odrazu trzeba reagować a nie czekać na to ,że będzie lepiej.Ja nie pracuję już 9 lat mam 2 dzieci i jestem naprawdę zadowolona mogąc uczestniczyć w życiu moich dzieci.Nigdy nie miałam ostrych kłutni z mężem ,ale mam silny charakter i często tak na wszelki wypadek rozmawiam z mężem o naszych obowiązkach.Jak narazie doskonale się uzupełniamy a moje dzieci są już w wieku szkolnym dlatego zawsze mogę wrócic do pracy,a narazie jest ok.

Autor: stanowcza  11.01.2007 zgłoś

A ja sobie nie wyobrażam wyjść za mąż i nie pracowac! Niektóre moze o tym marzą ale ja wole pracowac niż być kurą domową. Nie wytrzymałabym siedzac ciagle w domu. Jestem osoba żywiołową i kura domowa nie jest przydomkiem dla mnie. Kiedy dziecko przyjdzie na świat to owszem, chciałabym uczestniczyć w jego rozwoju ale jakies 2 lata po porodzie chciałabym wrócic spowrotem do pracy. Przerazająca jest dla mnie wizja faceta utrzymujacego mnie. Ostatnio z narzeczonym i znajomymi pojechałam na Słowacje na sylwestra na 5 dni. Do wspólnego budrzetu dorzuciłam zaledwie 360 zł (sam nocleg z przejazdem wyniósł 210zł) i mimo iż pozostalo z tego 150 zł na cos do jedzenia i alkohole to i tak czułam się okropnie!!! Że gdy moje grosze się skończyły byłam na jego utrzymaniu!! Ale wytłumaczył mi spokojnie, że co jego to i moje (dla mnie nie do konca chociaz uwazam, że co MOJE to i JEGO).

Autor: monika  11.01.2007 zgłoś

ja będąc w domu marudziłam do męża że to wcale nie są kokosy dużo roboty żadnego wynagrodzenia (chodzi mi o pieniądze) mały kontakt z ludzmi .Wreszcie poszłam do pracy za marne grosze ale zawsze coś i teraz strasznie tęsknie za tamtymi czasami za dzieckiem. Pieniądze weszły w życie nie poczułam przypływu gotówki, a wracając z pracy jestem zmęczona że nie mam siły bawić się z moim dzieckiem przez co mam ogromne wyżuty sumienia. Praca mam dość dobra jak mówią inni bo siedzę i się nudzę (czego ja osobiście ninawidzę) ale nie czuje żadnej samorealizacji może dlatego że nie lubię tej pracy. Wydaje mi się że osoby które były tu za pracą ją lubią i dlatego wolą to od siedzenia w domu .Ja za moją nie przepadam może dlatego tak tęsknie za domem , a może po prostu nie można mi dogodzić i w domu tęskniła bym za pracą niewiem. Ale wiem napewno że ja nie czułam żadnego poniżenia z bycia kurą domową czułam dumę że mój mąż mnie utrzymuje. Zawsze ładnie się ubierałam miałam czas dla dziecka i wręcz chwaliłam się tym że nie muszę pracować i wielokrotnie widziałam zazdrość w oczach moich koleżanek gdy ja uśmiechnięta i zadowolona szłam z dzieckiem na spacer a one leciały do pracy.

Autor: koszatka  11.01.2007 zgłoś

hmmm no ja wlasnie tak sie zastanaiam nad soba ,caly czas cos robilam maja 2 juz dzieci nie przerwalam szkoly uczylam sie uczylam i cooooo ,maz dostal super oferte pracy w nowym miescie przeprowadzka iiiii siedzenie w domu ,nikogo niema z rodziny nikogo ze znajomych od pol roku niemam do kogo geby otworzyc procz meza i choc kocham go nad zycie to kiedys trzeba porozmawiac takze z kims innym , najlepsze ze dopkuki studiowalam kazdy jakos to akceptowal niekiedy nawed podziwial maz dom 2 dzieci i jeszcze szkola a teraz gdy dalam zamknac sie w domu na kazdy wspomniany watek pracy slysze POCZEKAJ zobacz jak synowi dobrze idzie w szkole dzieki teu ze ty jestes w domu pamietasz kiedys tak fajnie mu nie szlo, POCZEKAJ zobacz jak cora super sie rozwija POCZEKAJ NAJLEPIEJ DO USTRANEJ STAROSCI AZ DZIECI SIE USAMODZIELNIA MAZ ZOSTAWI DLA SUPER ATRAKCYJNEJ SEKRETARKI BO TY I TAK NIE MASZ PO CO SIE MALOWAC SIEDZISZ PRZECIEZ W DOMU wiec po co ci ten nowy sweterek spodnie itp.... nawed to osttnio udalo mi sie uslyszec od tesciowej a kiedy postanowilam zrobic prawko maz wpadl na super pomysl kupimy mieszkanie no i znowu uleglam wkoncu dla dobra calej rodziny wyprowadzilismy sie mieszkanie coprawda duze piekna okolica cisza spokoj i.......... 20km do centrum hehehe i ja bez samochodu czekajaca na meza az laskawie wroci z pracy i bde mogla gdziekolwiek wyjechac na wieksze zakupy ,i tak siedzialam i myslalam i postnowilam DOSC TEGO bez wyrzutow sumienia zrobie prawko ale najpierw praca i jakies pewnie nie super zarobki ale choc troszke poczuje sie samodzielna i bede mogla zrobic prawko bez slow TERAZ TRZEBA SPLACIC RATE KREDYU powiem z dumnie uniesiona glowa SAMA SOBIE OPACE :pppp

Autor: kathis  11.01.2007 zgłoś

A ja wykonuje plan japoński, skończyłam bardzo dobre studia, pracowałam na dobrej posadzie, miesiąc po małżeństwie zwolniłam się. Zabawna była reakcja kobiet w rodzinie mojej i mojego męża. Od razu zaczęto się tym przejomwać, szukać mi pracy. Ponaglać bym coś już znalazła. Ja doaję sobie czas. Ale pod taką presą muszę coś znaleźć, bo mnie zagryzą - feministki. No coż, ja tylko chciałam sobie odpocząc parę miesięcy... może dłużej, rozkoszując się prostotą prac domowych. Moja praca przed ślubem była poważna i odpowiedzialna, to naprawdę dobre odreagowanie troszkę sobie poprostu posprzątać - zwolnić rytm.

Autor: Ania  11.01.2007 zgłoś

To po co nam małżeństwo?Skoro większość opcji jest za pracą zawodową kobiet,w pogardzie mając "kury domowe"- pracujmy!Ale bez męża,bez dzieci.Czy ktoś zapłacze jak ludzkość wymrze?Po co nam problemy,wyrzuty sumienia,byle jakie bycie z dziećmi,które się widzi tylko jak śpią?Po co nam ten mąż?Może juz nie potrzeba kobiecie mężczyzny?Po co nam to wszystko?...

Autor: Jasnowidz  11.01.2007 zgłoś

Do Trochę Wymagajaca: NIGDY nie byłam mężatką. I całe szczęście. Po prostu kilka lat poświęciłam komuś prostemu, kto nie pozwolił mi się realizować, odłożyłam karierę i marzenia, przez jego zachowania i moje poświęcenie nie miałam pracy dobrej (bo w jego odczuciu jak laska duzo zarabia w korporacji, tzn.,że za dupe) zignorowałam więc pracę dobrze płatną w korporacji, aby pracować w biurze za 300 czy 600zł (różnie bywało) a mam wysokie kwalifikacje i nie jest to przechwalanie się lecz żal, nawet do siebie samej. On mając podstawowe tylko wykształcenie, nie chciał pracować za tyle samo - 600zł. Z chama na pana - znacie to powiedzienie. Jak jakiś sukces miał, to po moich plecach. Ja go utrzymywałam., potem w końcu miał pracę. Ale mnie już nie satysfakcjonuje - mając studia i kwalifikacje - praca za 600zł. To dobre na początek, kiedy ktoś zaczyna "UCZYC SIE PRACY". Powiedziałam STOP! Zaczęłąm zajmować się sobą. Nadal żyje tylko z wróżenia, jest bardzo ciężko. Ale rozwijam się, zajmuje się domem, jednak czeka mnie wyjazd. Zaczynam wkrótce pracę na wysokim stanowisku i za dobre pieniądze, bo nie można liczyć na faceta. Zresztą nigdy nie umiałabym brać kasy od mężczyzny. Chyba, ze współny kapitał małżeński - to na zycie, to na opłaty a to na kino itd. Jednak jestem niezależna i samodzielna - dlatego wzięłam sprawy w swoje ręce. Oddałam wiele cennych lat komuś, kto tego nie docenił. Zazdrość i zaborczość - obsesja. Te czynniki zawazyły - że odeszłam po kilku latach. Kochałam go bardzo, bo to mój pierwszy partner. Jedyna Miłość. JEdnak moja godność kobiety jest ważniejsza niz bycie z kimś, kto zabrania mi się rozwijać, bo ma chory projekcyjny tok myślenia. Po prostu wiem, że zyskuję w oczach innych, ale i swoich oczach - kiedy jestem niezalezna i czuję się bardziej godnym człowiekiem, kiedy SAMA zarobię. Z wrózenia nie da się utrzymać. Niestety, brak pracy i środków do życia sprawia, że człowiek sprzedaje swoj talent i osobowość i wolę zaradnych ludzi, niż zgorzkniałych, którzy narzekaja tylko na biedę, pożyczają kasę od innych, zamiast iść do pracy choćby w pole, by na chleb zarobic. Mowie o osobach bezdzietnych, bo im łatwiej! Dobrze, że w porę się otrząsnęłam. JAsnowidz to tez TYLKO CZŁOWIEK. Nie testuje i nie diagnozuje partnera, bo liczy się zaufanie w związku, choć kiedy się zawodziłam na nim, brałam karty i potwierdzały się pewne rzeczy.,... On teraz pracuje i nadal chce być ze mną, poza mną świata nie widzi. Ja na razie chcę coś osiagnąć, więc stawiam na własny rozwój i pracę, niebawem wyjazd, praca na wysokim stanowisku. Bo wiem, ze jestem tego warta, a nie wiecznie praca biurowa, w dodatku po roku osyłanie na kuroniówkę. Rysują sie perspektywy. I juz na pewno rady faceta słuchać nie będę. Liczę się ja. Teraz właśnie JA. I uwierzcie mi, ze nie warto siebie marnowac dla mężczyzny, który WAS dusi w zwiazku. To samo mowie do męzczyn, którzy duszą się w związku z kobietą. Obudźmy się w porę!

Autor: magnolia  11.01.2007 zgłoś

Hmm mój mąż''wyniósł'''z domu--0 szacunku!!!Uważał że jako jedynak rodzice musza dać mu wszystko co chce i kiedy chce.Gdy mnie poznał zakochał sie od pierszego wejżenia.Ja nie tak szybko wpadłam w sidła.Mam bzika na punkcie szacunku.Przez 2 lata chodzenia musiał sie nauczyć nie tylko szacunku ale i tolerancji ""dużej ilości ludzi"" Nie był nauczony że koło jego^ukochanych^ ktoś sie kręci i że musi się dzielic.dziś mamy dwójkę dzieci mąż nie tylko zaczął szanować rodziców ale i uczy go dzieci.Ostatnio usłyszałam"""wiesz wiele mnie nauczyliśmy sie od siebie ja chyba wiecej...szacunku''Nie sądze by nie szło wychowac i nauczyć szacunku innego człowieka nie ważąc na wiek.Każdy człowiek może się zmienić trzeba tylko chcieć.Pozdrawiam

Autor: Julia  11.01.2007 zgłoś

Autor: Dalila (2007-01-04 13:58:59) ----- "Kto jest nikim, i tak nim pozostanie, bez względu na to, co robi w życiu." - to najmądrzejsze zdanie które przeczytałam na necie!!! Chociaz banalna prawda.

Autor: znudzona dana  11.01.2007 zgłoś

ja nie pracuje od 5 lat po slubie przestalam pracowac urodizlam dziecko teraz jestem w kolejnej ciazy szlag mnie trafia jak widze kiedy moj maz wyjezdza na szkolenia na kursuy...a ja siedze w domku pranko sprzatanko a do tego awanturu ze nic nie robie ze moglabum isc do pracy[tak bylo przed ciaza]ale zawsze mi to wypominla tylko nie myslal o tym ze jesli ja pojde do pracu to kto zajmie sie dzieckiem przedszkoel jest drogie koszt 200 zl moj dojazd do miasta kolejne 200 zl a wrazie jego wyjazdu na szkolenie opiekunce tez trzeba zapalcic..czuje sie z tum zle bardoz zle!!!!!nie chc emi sie zyc! nawet w sexsie nie czxuje sie spelniona zawsze maz przeprasza mnie za za szybko szkonczyl a ja co......nic obracam to w zart co ja mam robic ?postanowilam jednak ze po urodzeniu dziecka poszukam czegos nawet jesli mialabym do tego dokladac .........

Autor: akquuuu  11.01.2007 zgłoś

estem przed podjeciem decyzji zycia.mam faceta ale mieszka on w malej miescowosci.jest obrotny duzo zarabia.ja nigdy od nikogo pieniedzy nie ciagnelam i jestem zdania ze za wszystko trzeba placic po polowie.dla mnie to jest duma i honor.bardzo duzo sie uczylam i skonczylam bardzo dobre studia.zarabiam na polskie warunki bardzo dobrze.zawsze jednak jest ten klasz jesli chodzi o nauke.on nie ma wyksztalcenia,jak jego rodzina.nie kasuje ich z tego powodu.ale jego matka ma podejscie ze kobieta powinna sobie znalesc bogatego faceta i na nim pasozytowac,umiec sprzatac i gotowac i sluzyc mu.dla mnie najwazniejsze jest to co ja osiagam.czy ktos jest madry.nie chce nigdy byc kura domowa :( sama mieszkam w bardzo duzym miescie.tam liczy sie czy jakas pusta laska zlapie jakiegos bogatego faceta.dla mnie to obrzydliwe.nie wiem pewnie tragizuje

Autor: Jasnowidz  11.01.2007 zgłoś

akquuuu WSPANIAŁA Z CIEBIE KOBIETA. GODNA SZACUNKU! Nigdy się nie zmieniaj! Nawet nie wiesz, jak wiele swoją osobą reprezentujesz ;)

Autor: ala  12.01.2007 zgłoś

Ja uważam ze jeżeli ktoś sie bardzo żle czuje w domu, powiniwn iśc do pracy (jeżeli takowa jest). Z drugiej strony jezeli kobieta chce być w domu z dziećmi i sie nimi opiekować i to daje jej spełnienie to dajmy do cholery jej to robić, bez wywyzszania sie nad nią. Jeżeli męzczyzna sobie za duzo pozwala trzeba mu troche utrzec nosa na smym poczatku, nie czekać że będzie lepiej. Nie pozwalać soba pomiatać , a bedzie nas szanował i to bez wzgledu na to czy pracujemy czyt nie. Gorzej jezeli to beznadziejny typ na którego zadne argumenty nie działaja, wtedy niestety ale trzeba powiedzieć koniec.

Autor: ALICJA  12.01.2007 zgłoś

NIE ZGADZAM SIĘ Z AUTORKĄ ARTYKUŁU. JESTEM DUMNA Z TEGO ZE NIE PRACUJE I WIĘKSZOŚĆ MOICH ZNAJOMYCH TAKŻE. KIEDY MAM OCHOTĘ TO SPRZATAM, A KIEDY NIE TO DZWONIĘ PO POMOC DOMOWĄ I SPRAWA ZAŁATWIONA, DOM CZYSTY, KOSZULE POPRASOWANE. JEMY 3-4 RAZY W TYGODNIU W RESTAURACJACH, ALE JAK MAM OCHOTĘ DZWONIĘ DO MĘŻA ŻE DZIŚ JA GOTUJĘ - OBIAD W DOMU. KOSMETYCZKA, FRYZJER, ZAKUPY I PLOTKI Z KOLEŻANKAMI TO TYLKO MAŁY PROCENCIK TEGO CZYM ZAJMUJA SIĘ NIE PRACUJĄCE KOBIETY, GŁOWNIE DZIEŃ WYPEŁNIA MI CHODZENIE NA RÓŻNEGO RODZAJU KURSY: JĘZYKOWE, BUKIECIARSTWA, PROJEKTOWANIA BIŻUTERII ITD., POMOC CHARYTATYWNA, CZYTANIE KSIĄŻEK. MÓJ MAŻ NIGDY MNIE NIE NAZWAŁ KURĄ DOMOWĄ, A WRĘCZ PRZECIWNIE ZAWSZE MÓWI ŻE ŻONA KTÓRA ROBI TO CO CHCE JEST SPEŁNIONA I SZCZĘŚLIWA I TO MU ODPOWIADA. PRZEDSTAWIANIE SPRAWY TAK JAK AUTORKA ARTYKUŁU ŻE ALBO PRACA ALBO KURA DOMOWA W DOMU JEST ZAWĘŻONE, BO POMIĘDZY KURĄ DOMOWĄ A KOBIETĄ PRACUJĄCĄ SĄ JESZCZE TE SZCZĘŚLIWE I SPEŁNIONE. I JESZCZE RAZ POWTARZAM: JESTEM DUMNA Z TEGO ŻE NIE MUSZĘ PRACOWAĆ I MOGĘ ROBIĆ W ŻYCIU TO CO LUBIĘ!!!

Autor: onatoon  12.01.2007 zgłoś

Moja historia jest badalna. Męża poznałam będąc jeszcze w szkole podtsawowej, po 7 latach znajomości w rok po maturze pobraliśmy się. Ja z racji rozpoczetych studiów zostałam w domu, mąż natomiast zarabiał na nasze utrzymanie. zycie niestety nie było łatwe. Za rok urodziła nam sie córeczka - kolejny powód do siedzenia w domu. Skończyłam licencjat, ale niestety nie mogłam isc do pracy bo córeczka malutka kto sie zajmie itp. jak mała miała 3 lata i ja byłam pod koniec SUMu urodził się Kacper. I znów nie było szans na prace. Załamało mnie to strasznie. I pomimo, iż nie miałam problemów na studiach nie umiałam sie zabrac do pisania pracy magiserskiej. Dodatkowo dobijała mnie gadka rodziny, ze niby po co mi te studia jak i tak w domu pieluchy będe zmieniać, albo czy zamierzam robic cos innego w zyciu czy tylko dzieci niańczyc ?? TRAFIAŁO mnie. I maż na głowie - w domu siedzisz nic nie robisz, pracy nie masz czasu napisac. Majac nóz na gardle obroniłąm sie z rocznym poslizgiem. Córka poszła do przedszkola, kacper ma dopiero 1,5 roku. Dostałąm propozycje pracy od osoby którz doceniła mnie 9pomimo, iz nie mam doswiadczenia zawodowego), a mąż co mi powiedział?? A co bedzie z Mułym (bo tak mówi na synka)?? To mu powiedziałam weź urlop wychowawczy, posiedzisz w domu, będziesz wiedział co ja robiłam przez te 12 godzin jak cie nie ma (bo tzreba powiedzieć, ze mąż nie jest kierownikiem ale ma nienormowany czas pracy i wyjeżdza z domu o 5 rano - czasem wcześniej i wraca około 18 - 19).. Dzieci go prawie nie znaja, kasa za taka prace tez jest marna. Ale jedno tzreba mu przyznać nie ma podziału na pieniadze moje i twoje. Natomiast NIE SZANUJE mojej pracy w domu, wiec ostatnio se wkurzyłam i owszem piorę pranie ale skałdam je na kupie w koszu i dzisiaj było pytanie gdzie moja bluza to mu powiedział, a poniewaz żelazzko go po ręce paży wiec poszedł do pracy bez. I dobrze mu tak niech sobie nie mysli, ze moze przyjść z pracy zjeść obiad (odgrzewany bo przeciez na tak późna godzine nie będę specjalnie drugiego obiadu gotowała) i odstawi brudne naczynia na blat w kuchni i sobie idzie do swoich zajęć, a ja potulnie bedę wszystko inne robiła i o wszystkim myslała. Życie jest podłę i nie ma złotego środka. Nawet gdybym poszła do pracy to i tak mi nie pomoże - nie wstawi prania, nie poprasuje, a jak juz ugotuje to potem przez dwie godzine sprzątam kuchnie. Moze lepiej by mi było gdybym była singlem i nie miała nic na głowie. ale wtedy nie byłoby tych dwóch skarbów.

Autor: ona to on  12.01.2007 zgłoś

wracając do Alicji To jest to albo wielka podpucha, albo masz kasy jak jak lodu i mozesz sobie na to pozwolić A autor tego artukułu pisze o zwykłych śmiertelnkach !!!!

Autor: onatoon  12.01.2007 zgłoś

znudzona dana zgadzzam sie z tobą, ale wiesz co musisz mysleć o dzieciaczkach! Owszem jest to koszt jeśli trzeba do przedszkola posalać czy nianie wynaja, ale jeśli ty czujesz, zę dłuzej nie wytrzymasz to trzeba podjąć tylko jedną decyzję - uwolnic się iść do pracy. ja też tak zrobie walę to. Wpienia mnie jak go prosze zostań w domu bo chcę z dziećmi do lekarza jechać (ma nienormowany czas pracy więc moze sobie na to pozwolic), ale on nie, nie moge to to nie siamto i to jego sławne zdanie: "bo ty nie wiesz jak to w pracy jest, bo NIGDY NIE PRACOWAŁAŚ" ja tez mu chcę kiedys powiedzieć " nie dam rady, bo nie dostanę wolnego ty musisz isc, jechać, załatwić"

Autor: przezorna  12.01.2007 zgłoś

do Alicji , No to naucz sie pisac ,skoro masz tak duzo wolnego czasu NIEPRACUJĄCE pisze się razem. Powtórz ; przymiotniki(jaki ?jaka ?jakie?) z przeczeniem NIE piszemy razem. No widzisz i juz masz kolejny kurs jezykowy i to gratis.Tearz lec na ploteczki.. Nie wiem jak mozna być dumny z tego że nie posiada sie życia zawodowego , pusta jesteś i tyle.

Autor: monika  12.01.2007 zgłoś

a wczyscy moi znajomi się dziwią że nie chcę mieć męża.naprawdę nie wiem czemu. Robię co chcę, kiedy chcę i jak chcę i nie muszę się przejmować praniem, gotowaniem i sprzątaniem ani tym że on będzie miał jakieś pretensje, np:Moje koleżanki często mi się żalą np jedna z nich: oboje pracują ale po powrocie on siada na kanapie bo jest "ciężko zmęczony", a ona musi jeszcze ugotować obiad, potem posprzątać, zająć się dzieckiem no bo on oczywiście jest nadal "ciężko zmęczony" po pracy (ale chyba zapomniałam napisać że oboje pracują w biurze)więc ja się pytam po co komu mąż kiedy czy się go ma czy nie to i tak się po powrocie do domu ma się te same obowiązki tylko nie trzeba wysłuchiwać niczyich pretensji. Najlepiej mieć faceta dochodzącego. Ja oczywiście nie uogulniam bo napewno sa takie kobiety co mają mężów którzy je wspierają ale ja niestety takowych nie znam, więc pozostane przy swoim zdaniu. A co do Alicji: jak bym miała tyle kasy co ona (a tak wynika z jej tekstu) to tym bardziej znalazłabym jakąś fajną pracę albo wręcz otworzyłam własny interes. ale z jej tekstu wynika że to chyba niemożliwe zero zainteresowań poza plotami, plotami, plotami...

Autor:  12.01.2007 zgłoś

Czy dumnym można być bez życia zawodowego? Być może. Jak wcześniej pisałam nie pracuję, mąż docenia i szanuje mnie za pracę w domu. Bo pracuję w nim.!!!!!Wychowuję syna, obiady codziennie gotuję, piorę itp. I za to wymagam szacunku od społeczeństwa. Niestety jak słyszę takie słowa jak pani ALICJI to się nie dziwię, iż kobietom takim jak ja trudno jest uzyskać szacunek. Ja nie mam czasu ani pieniędzy na kosmetyczkę ( choć jakbym chciała to mąż by się jeszcze bardziej starał), ale nawet ja nie czułabym się w porządku wobec niego. Na ploteczki bardzo rzadko chodzę itp. Mój dzień jest wypełniony obowiązkami życia codziennego, a w międzyczasie zabawami z synkiem. Nie rozumiem tej dumy bycia w domu i nic nie robienia. Kolacyjki w restauracji, mało kogo na to stać. Mówmy o realiach. A taka pani to chyba nie zna życia.

Autor: niepracująca  12.01.2007 zgłoś

Z tego wszystkiego ( oburzenia) zapomniałam się podpisać w powyższej opinii

Autor: __julka__  12.01.2007 zgłoś

Do przezornej!... A Tobie kobieto najzwyczajniej w świecie brak kultury!!!..Zero klasy!

Autor: kurka  12.01.2007 zgłoś

Jak czytam, że kobiety pracujące w domu to darmozjady i pasożyty to szlag mnie trafia. Jakim prawem Bella mówi tak o mnie i wielu moich koleżankach. Dokłada mi kasy ze swoich dochodów? Jestem dumna z tego, że samodzielnie wychowuję córkę. Mam czas dla siebie (mała, lat 4, chodzi do przedszkola), rozwijam się duchowo, poznaję dużo nowych ludzi, dorabiam sobie w domu pomagając innym ludziom w studiowaniu (hmm..). To moja sprawa i wybrałam taką a nie inną drogę. Dla mnie kobieta, która musi pracować (ale naprawdę musi) to osoba, która nie potrafiła znaleść mężczyzny, który naprawdę o nią zadba, a wzięła to, co się pierwsze nawinęło i ją chciało. Pozdrawiam wszystkie dumne kurki domowe.

Autor: znudzona dana  12.01.2007 zgłoś

do onatoon zgadzam sie nawet jesli pojde do pracy to itak spzratanie i prasowania bedzie na mojej glowie..ale trudno najwyzej zarosniemy w syf!!!!!!!ja tez czest slysze nic nie wiesz bo nie pracujesz ok nie pracuje zawodowo ale dlazcego on nie widzi co robie w domku!

Autor: aquuuu  12.01.2007 zgłoś

czy zaryzykowalybyscie wejscie w rodzine gdzie nauka,poczucie dumy z wlasnych osiagniec i samodzielnosc jest niczym a bardziej jest postrzegane jako zarozumialstwo,i traktowanie ze im wszystkim tak zle bylo w wiosce i dlatego nikt nie mial szansy na nauke. przejscie do srodowiska gdzie kobiety marza o znalezieniu bogatego meza i zerowaniu na nim? ich to napawa duma,dla mnie to wstyd.jestem tak niezalezna,ze nie wiem czy bylabym w stanie to przetrzymac.moze dlatego ze sama duzo przeszlam ,problem ze bylo komus ciezko bo nie mial pieniedzy na nauke wydaje mi sie blachy.tez nie mialam,a w dodatku mialam inne powazne problemy.nie rozumiem tego.zwlaszcza ze widze o jakich pierdolach te dziewczyny gadaja.interesuja je reality shows lub jakies inne glupoty.nic innego poza prowadzeniem jalowych rozmow nie robia.wiec jak mozna opowiadac takie glupoty ze sie nie mialo rownych szans,skoro dniami umawiaja sie i ogladaja glupie programy,plotkuja i czytaja o modzie.jak 15 latki.mnie tez takie rzeczy interesuja ale w takich konskich dawkach?

Autor: ALICJA  14.01.2007 zgłoś

@Przezorna: od kilkunastu lat nie mieszkam w Polsce, ale oczywicie typowa kobieta z Polski zawsze się do czegoś przyczepi (błędy). Wystarczy że się nie pracuje i nie jest kurą domową aby zostać wyzwanym od głupich, pustych itp.itd. Wystarczy że ktoś miał rozum żeby nie wpakować się w takie życie jak Wy aby być poniżonym. Zanim wyszłam za mąż skończyłam dwa kierunki studiów, pracowałam, miałam swoją karierę ale z niej zrezygnowałam po wyjściu za mąż na własne życzenie, ale nie dla garów i pieluch. Mogę robić to co lubię i chcę, a przy tym pomagać innym ludziom (I TO MI SPRAWIA SATYSFSAKCJE I TAKIE ZYCIE MI ODPOWIADA I JESTEM Z TEGO DUMNA). Ale wg przeciętnej Polki jestem głupia i pusta bo nie szoruję garów i nie bawię dzieci.Tak tak moje drogie Wy stojące dzień w dzień przy garach i wychowujące dzieci jesteście najbardziej inteligentne i najmądrzejsze. Gratuluję Wam takiego toku myślenia, jesteście co najmniej 200 lat wstecz za kobietami z krajów wysoko rozwiniętych. Pozdrawiam:-)))

Autor: aquuuu  14.01.2007 zgłoś

a ile masz lat? tak z ciekawosci.i czy nie boisz sie ze kiedys jednak zachce Ci sie miec dzieci i wtedy bedziesz bezradna? mialam podobne podejscie do Ciebie.nadal robie kariere ale co roku jakos cos we mnie miekknie i zaczynam chciec miec dzieci.nie teraz nie od razu.ale za jakies kilka lat kto wie.i nadal jeszcze patrze z politowaniem na osoby ktore wpakowaly sie w takie sytuacje.zawsze myslalam ze to ich wina.a teraz jakos zmieniam perspektywe.jak masz dzieci to jestes ograniczona i jest ciezko. wiec tak jakby kobieta w Polsce jest zostawiona sama sobie,nawet jesli ma wyksztalcenie i prace to jest dyskfalifikowana.takze nei wszystko jest tak oczywiste jak sie wydaje...

Autor: jan  14.01.2007 zgłoś

jednego nie moge zrozumiec ,dlaczego wy sie wogole zadajecie z fcetami.

Autor: XXX  14.01.2007 zgłoś

A co faceci by robili na tym świecie bez kobiet??

Autor: samotny  14.01.2007 zgłoś

jak znajde koiete ktora bedzie chciala byc niezalezna zawodowo, to ja zaraz zamykam firme i zajme sie domem bez problemu, uwielbiam gotowac i sprzatac, a i opieka nad dzieckiem nie pogardze, tylko powiedz to kobiecie ( w sytuacji kiedy nawet nie musi mnie utrzymywac mam 2 mieszkania na wynajem jakos by mi to starczylo)hmmmmmmmmmmm i tu jest problem bo jak mowie ktos powinien zostac w domu, to ona nie chce tzm zostawc, jak mowie ze zostane to tez nie chce, wiec przychodze do domu jem pierogi z tesco i ide spac, budze sie jestem glodny jem czekolade, zeby nie palic na pusty zoladek, po drodze zjadam hamburgera i tak w kolko, a lubie zjes domowe jedzonko (mama przyzwyczaila:)), dopowiem restauracje tez nie sa rozwiazaniem wszystko robia tam z najtanszych skladnikow, takze sos borowikowy smakuje jak g.... i to w najlepszej restauracji w moim miescie, wiec jak juz jem obiad na miescie to wybieram raczej bary mleczne razem z menelami i innymi "ludzmi sukcesu" oraz singlami, zalosne, a co do kariery mej lubej hahahahahahahaha i tak suma sumarum ja za wszystko place, bo idac za killerem jej wyplaty to by starczylo tylko na waciki, sex dobry, staram sie ona, chyba tez (gdyby tak glebiej spojrzec to na pewien sposob tak, w koncu mnie kocha ), co do reszty tez sie staram zeby bylo spontanicznie i co z tego nie pije, nie bije, staram sie, a jem w barze mlecznym, zaczynam sie nad wprowadzeniem outcorsingu w domu pozbyciem sie lubej, zatrudnieniem gosposi i wynajeciem jakies studentki do seksu (bede w sumie mial taki pozytek jak z lubej tylko mniej odpowiedzialnosci i mnie problemow), a do przytulania kupie sobie psa (i tak mialem zamiar to zrobic), tylko co zrobi moja luba ze swoja kariera sama kto bedzie sprzatal w jej domu (jesli bedzie ja wogole stac na takiego wynajecie ) po napisaniu tego juz mi jej brakuje, jestem frajerem ............... zakochanym w nie tej kobiecie co powinnem :(

Autor: Kwiatek  15.01.2007 zgłoś

Witam Wszystkich!!! Czasem odczuwam zbyt mało ambicji w opiniach piszących. Ja obecnie studiuję na panstwowych studiach dziennych na dość dobrej uczelni.Rodzice opłacają mi tylko akademik(za co jestem im wdzięczna).Oprócz tego dorabiam sobie jak tylko mam chwile wolnego(wakacje to juz pracuje po 10 h/dobe) oraz mam wpływy bardzo niewielkie ze stypendium naukowego.Studiuję też drugi kierunek zaocznie i dodatkowo ucze sie angielskiego(bo jeden język nie wystarczy, zeby po studiach znaleźć dobrą pracę). Przychodzę do akademika najczęściej kompletnie wyczerpana ale dla własnej przyjemności i samopoczucia idę jeszcze o 22 na silownie przynajmniej 3 razy w tygodniu. W tym roku konczę studia.Mam chłopaka z którym planujemy przyszłość.... prawdopodobnie zagranicą...bo wiadomo...tutaj nawet po studiach z pracą jest niezbyt dobrze. Nie mam zamiaru siedzieć w domu i być kurą domową bo wkoncu studiuję i inwestuję w siebie. Przeciez mozna zamiast płacic za język lub studia przesiadywać w solarium i u fryzjera....Wszystko zależy od tego CO CHCEMY W ŻYCIU OSIĄGNĄĆ...tylko trzeba w życiu obrać swoje priorytety ....to jest podstawa. Życzę powodzenia osobą, które chcą coś ze swoim życiem zrobić, żeby nie mieć w przyszlości odczucia, że coś je ominęło

Autor: ewka  15.01.2007 zgłoś

Ja przerabiałam różne sytuacje ....pracowałam na cały etat , w tym samym czasie studiowałam dziennie , wychowywałam dziecko,sprzątałam i gotowałam i na znajomych czas też się zawsze znalazł ... Inna sytuacja , to siedzenie w domu , i wykreslenie z powyższego studiowania i pracowania ... I jedyne co mogę stwierdzić że samo siedzenie w domu , chodzenie na zakupy , wychowywanie dziecka i spotkania ze znajomymi to mało ...Gdy do tego dołączy się prace i dalesze kształcenie życie staje się pełniejsze i bardzie zorganizowane ... Nie rozumiem kobiet które mówią ze w domu jest aż tak wiele pracy ...co za problem do gara włożyć warzywa i mięso i ugotować rosól , co za problem włożyć do pralki ciuchy i je wyjąć po godzinie ...Ogólnie kobiety stały się cholernie marudne i leniwe i zapominaja o tym że ich babki rodziły dzieci a za kilka dni szły w pole do roboty i wszystkie zadania pt . pranie , gotowanie były o wiele ciezsze do wykonania chociazby ze wzgledu , na brak prądu , kanalizacji , bierzacej wody w kranie ... szleg mnie trafia jak słyszę że prace domowe są ciężkie ....niech kobiety wezmą sie do roboty i siĘ zorganizują bardziej zamiast narzekać...

Autor: lenka  15.01.2007 zgłoś

samotny a Ty byś chciał mieć wyksztalconą kurę domową ale jak długo ona byłaby dla Ciebie atrakcyjną, a gdzie jej realizacja planów, marzeń zawodowych, po coś w końcu kończyła szkoły. a samotnym można czuć się we dwoje, jak uczucia ulokowane nie są we właściwej osobie.

Autor:  15.01.2007 zgłoś

dodam ww lenka2

Autor: jejka  15.01.2007 zgłoś

do kwiatka!!!!! to strasznie fajnie,że masz jeszcze takie proste, niezakłócone niczym spojrzenie na życie i priorytety!!!pozyjesz parę lat więcej,skończysz naukę,zaczniesz PRAWDZIWE życie to skonforntujesz dzisiejsze spojrzenie z tym za jakiś czas!!!!!wiem,bo miałam identyczne poglądy,robiłam wszystko żeby zawojować swój świat.....hehe....i nic.znaczy nie jest źle!!!!ale nie tak jak miało być! a póki co poza tymi dwoma obcymi językami,jakie szlifujesz,popracuj też, radzę, nad swoim językiem ojczystym,też może ci się przydać do zawojowania świata.

Autor: Kwiatek  15.01.2007 zgłoś

do jejka... Jedna literówka(ą zamiast om) nie znaczy , ze nie potrafię dobrze języka ojczystego :) "to strasznie fajnie,że masz jeszcze takie proste, niezakłócone niczym spojrzenie na życie i priorytety!!!pozyjesz parę lat więcej,skończysz naukę,zaczniesz PRAWDZIWE życie to skonforntujesz dzisiejsze spojrzenie z tym za jakiś czas!!!!!" Ja nigdy nie zaprzeczałam , że nie moze mi się noga podwin ąć...życie nie jest proste...wiem to po sobie, bo trudno jest się samej utrzymać mając tak niewiele czasu wolnego, ale jak ktoś jest do tego zmuszony to nie będzie się nad sobą użalał. Wiem, że napewno nie poświęcę się, żeby być kurą domową bo to nie dla mnie...ja wolę się spałniać i być niezależna,a jeśli będę miała kiedyś dziecko to i jemu poświęcę należytą uwagę. Chcę zwojować świat bo lubię być na pełnych obrotach, poznawać nowe rzeczy, ludzi, miejsca...ale każdy jest inny i każdy ma inne ambicje :)

Autor: Dagusia  15.01.2007 zgłoś

Autor: jan (2007-01-14 20:00:02) ----- jednego nie moge zrozumiec ,dlaczego wy sie wogole zadajecie z fcetami. No właśnie - i skoro ci faceci są tacy be - kto kazał wychodzić za mąż i rodzić dzieci????

Autor: lenka2  16.01.2007 zgłoś

oni nie są be, są rózni jak i kobiety..

Autor: przezorna  16.01.2007 zgłoś

Alicjoooooooooooooooooooooo zrezygnowałs z kariery po wyjsciu za maż? to dopiero zacofanie :))))) A jezeli juz wspomnialas o "krajach rozwinietych" to pozdrawiam z Nowego Yorku . papa

Autor: be@t@  16.01.2007 zgłoś

Monika !! popieram !

Autor: alicja  16.01.2007 zgłoś

UWAGA DO WSZYSTKICH KUR DOMOWYCH NA TYM FORUM!!!!!!!!!CO ROBICIE PRZY KOMPUTERACH ?DO ROBTY,GARY MYĆ,MOPA DO RĘKI I SKARPETKI MĘŻA PRAĆ!NIE WTRĄCAJCIE SIĘ JAK INTELEKTUALISTKI ROZMAWIAJĄ.WON

Autor: prawda z puentą  16.01.2007 zgłoś

"sama z wyboru bo nie umiem kochać"-napisałaś bardzo dobitną prawdę.Nie umiesz kochać.I to jest podsumowanie artykułu. Zdenerwowaliście mnie. Czy dla Was związek małżeński i rodzinę zakłada się tylko po to by było ciekawiej?By się wciąż rozwijać?By wciąż ze sobą ambicjonalnie walczyć?Rywalizować?Kto lepszy?Kto więcej zarabia?Kto ma więcej znajomych?Kto sobie nawet za cenę zdrowia lepiej organizuje czas by pomieścić w nim coraz więcej spraw?Kto lepiej udaje że się nie starzeje i jest nieśmiertelny?...Chore....Są tacy ,którzy lubią stagnację,rozwój duchowy,emocje-nie potrzeba do tego dyplomów.Wieczorny spacer po okolicy może być naprawdę ekstra przeżyciem jak dla innych wyjazd na Majorkę czy przesiadywanie w restauracjach. Małżeństwo to powinna być oaza.Wyciszenia się.Powrotu do normalności.Możliwości liczenia na siebie wzajemnie - nawet wtedy gdy jest się wypalonym,chorym,osłabionym czy może pechowcem. Gdzie są uczucia?............................................................................................ Wiem,wiem-uczuciami się nie poje,nie zapłaci rachunków. Ale kochający mąż czy żona może z miłości zrezygnować z alkoholu,papierosków czy innych bzdet-może we wspólnej kasie będzie mniej ale będą częściej razem? Jeśli nie to może warto się rozejść? Ileż w waszych wypowiedziach jest goryczy"bo on/ona nie zmienia pracy,bo się nie chce uczyć"itd.Czy taki mąż/żona jest gorszy?Bo nie można się nim pochwalić?Zaszpanować? Zbyt dużo jest "małżeństw"opartych na wzajemnej tolerancji przy równoczesnym braku akceptacji.Po co takie trwają?Po co się zakłada takie związki?Albo kogoś kocham (nawet jeśli nie umie ugotować obiadu)albo nie! Jeśli kocham to muszę pomóc partnerowi!Może zachęcić do leczenia?Może wystarczy zwykła rozmowa?Może poprosić kogoś znajomego o wsparcie? Kobieta nie jest księżniczką z bajki tak samo mężczyzna nie jest księciem. Pozbądźmy się tej iluzji.Oboje posiadają wady. Po co się nawzajem oskarżać? Jeśli zakładam rodzinę to po to by zbudować emocjonalną bazę ,do której każdego dnia wracam.Dla której mam sens życia.Takim sensem są dla wielu kobiet dzieci.I bardzo trudno jest im je "porzucić" w dzisiejszych czasach nierzadko na cały dzień by "rozwijać się"zawodowo. Czy bycie ekspedientką,listonoszką,operatorką maszyn(czyli zwykłą robotnicą ),sprzątaczką,biurówą(czyli przybijającą pieczątki na papierach),zwykłą lekarką,pielęgniarką-rozwija??????????????? Owszem rozwija-garba na plecach :D Wieczny pęd by zdążyć,stres,poczucie przygnębienia,zawodowej rutyny-czy to rozwija?Piszecie tak jakby praca zawodowa była jakimś ekstra przeżyciem a tym czasem dla 80% kobiet to jest przymusowa harówka!Często za bardzo małe pieniądze!Bardzo małe:przeciętna Polka z wykształceniem średnim lub nawet wyższym zarabia 600-1000zł!!! One tutaj nie piszą na forach internetowych.One się zastanawiają po co tak żyć jak zwierzę pociągowe-ani się nie wyśpią ani nie są z dziećmi ani z mężem...I chętnie zostałyby w domu.Niczym się ich życie od pogardzanych kur domowych nie różni.Szacunku od bliskich też nie uświadczą.....................................

Autor: prawda z puentą  16.01.2007 zgłoś

Dodam jeszcze,że ten temat mnie szalenie interesuje i wciąż obserwuję kobiety tzw."pracujące zawodowo". Sama pracuję w zasadzie cały dzień-w banku na kierowniczym stanowisku i nie widzę tego swojego "rozwoju".Moim zadaniem jest zrobić w konia jak najwięcej klientów by wzięli kredyt i tego muszę wymagać od swoich podwładnych. Nie wiem co robią w tym czasie moje dzieci (11 i 17 lat).Uważam się za złą ,nieodpowiedzialną matkę.Zazdroszczę odwagi tym,które zostały w domu i wychowują swoje dzieci.Mnie skusił awans i wyższe pieniądze. Żal mi młodych kobiet,które na 12 godzin opuszczają swoje maleńkie dzieci i udają że nie płaczą... Mam też mnóstwo znajomych,liczną rodzinę w różnych regionach kraju jak też poza granicami. Bardzo niewiele kobiet "nie pracuje"- a te które są z małymi dziećmi zazwyczaj pracują chałupniczo na czarno lub na umowę o dzieło. I co słyszę?Cytuję wypowiedzi wykształconych pań różnych zawodów:"Nie mam już siły pracować","oczy mi wysiadają","boli mnie kręgosłup,jak wracam do domu to leżę i ruszyć się nie mogę","nic z tej pracy nie ma-człowiek pędzi i gubi po drodze wszystko inne","dawniej kobiety robiły w domu i nie miały tyle stresów,nie spieszyły się na autobus,czy zdążą do pracy,odebrać dzieci a teraz?Gonisz jak szalona tylko sensu tego nie widać"...itd.itp...szkoda czasu by cytować dalej. Artykuł "na utrzymaniu męża"jest zwyczajną fałszywą propagandą.Bo kobiet zadowolonych z życia zawodowego i równocześnie rodzinnego(co się wzajemnie wyklucza)jest bardzo niewiele.Praca zawodowa nie jest żadnym gwarantem rozwoju.Kobieta niepracująca ale inteligentna może być bardziej oczytana i zadbana niż kobieta pracująca. Podobnie jest z mężczyznami. Pracujemy bo musimy zarabiać na przetrwanie bo tak ktoś kiedyś wymyślił a cała reszta temu bezmyślnie przyklasknęła. Można uprawiać rolę,polować, tkać,rzeźbić w drewnie i kamieniu,mieszkać w jaskiniach ale wszystko potoczyło się inaczej i nie mamy na to wpływu.Tak jak wiele pań nie ma wpływu na to czy znajdą pracę czy nie-choć tego chcą.Dlatego nie oczerniajmy takich,które nie dały się zwariować i pozostały bardziej kobiece.

Autor: aquuuu  16.01.2007 zgłoś

akurat.ja chce sie dalej uczyc,zarabiac duzo pieniedzy a moj facet nie chce mnie takiej :((( a ja tego potrzebuje bo wiem ze w zyciu trzeba liczyc tylko na siebie...i juz.glupie to wszystko.wszystkim ktorych poznaje imponuje ta moja wiedza a akurat zakochalam sie w takim dla ktorego to wogole sie nie liczy...milosc nie wybiera a zycie jest okrutne

Autor: akasha  16.01.2007 zgłoś

moje drogie panie, tak naprawdę to może nie ma problemu -pracować nie pracować... problem leży gdzies w nas: ,czy kochamy siebie na tyle żeby robić to czego z głębi duszy pragniemy -reszta układa się sama, szanuję siebie- szanują mnie inni i cokolwiek nie robie- jesli robię to z miłością do siebie-akceptują to inni pozdrawiam pana samotnego- nie kochasz odejdz

Autor:  17.01.2007 zgłoś

niema idealnego wyjscia zawsze czyms jestesmy znudzeni czy domem czy praca

Autor: kasia  17.01.2007 zgłoś

czyli i tak zle i tak niedobrze stara prawda

Autor: aquuuu  17.01.2007 zgłoś

mysle ze naprade kobiety pracujace maja o wiele gorzej.Panie ktore siedza w domu narzekaja ile to maja obowiazkow,dzieci,sprzatanie,prasowaie,gotowanie,pranie.a przeciez kobieta pracujaca i nie zarabiajaca milionow musi robic to samo.a jednoczesnie chodzic do pracy.tez musi ugotowac obiad,posprzatac i wyszykowac dzieci pracujac 8 godzin a nawet czasami wiecej

Autor:  17.01.2007 zgłoś

aguuuuu- no i co z tego, to tylko oznacza, że kobieta pracująca jest lepiej zorganizowana i ma lepiej poukładane w glowie. A najbardziej mnie śmieszy, jak ktoś napisal, że pracujaca zawodowo jest mniej kobieca.

Autor: prawda z puentą  17.01.2007 zgłoś

"aquuuu "- jesteś po prostu jeszcze bardzo młoda. Generalnie ten artykuł powinien być dla pań ,które mają dzieci i jakiś ,powiedzmy choć 5-cio letni staż małżeński.Bo wybaczcie,ale dyskusja na takie tematy z kimś ,kto nie wie jak to jest zostawić własne dziecko i iść do pracy na cały dzień-będzie tylko farsą. Oczywiście-każdy powinien wybrać jak chce żyć.Ale po co robić z siebie cierpiętnicę i brać na swoje barki zbyt wiele?Bo tak jak pisałam wcześniej-nie jest dziś możliwe by być dobrym pracownikiem(dyspozycyjnym),wciąż szkolącym się,pnącym po szczeblach kariery zawodowej-bo tylko taka droga zapewnia zadowolenie z pracy i ten wasz "rozwój" i jednocześnie bycie dobrą matką! Moja teściowa uważa tak jak wy że tylko praca się liczy.Właśnie siedzi na wcześniejszej emeryturze już drugi rok i się nudzi...jakaś pustka w jej życiu zawitała.Została sama,bo dzieci jej nie chcą tak jak ona kiedyś nie dała im emocjonalnego przywiązania.Opiszę jej historię,żeby było jaśniej.Najpierw:wpadła przed ślubem mając 20 lat...urodziła mojego męża i do 3-miesięcy była w domu.Co z nim wyprawiała - tego nie wie nikt.Nie poradziła sobie.Wylądował w szpitalu-nie dawano mu szans przeżycia. Więc-jako wyrodna matka-oddała go swojej matce na wychowanie a sama wróciła do pracy.U babci chłopak nie miał najmniejszych problemów.Dzięki niej przeżył i jest wartościowym człowiekiem. Babcia to taka pogardzana przez was "kura domowa".Mój mąż woli odwiedzać tę 85-cio letnią kobietę niż własną matkę! Moja teściowa uważa zaś,że "dzieci się same wychowały".Ta obłuda bije z niej na odległość. Nieraz w towarzystwie mówiła z pietyzmem o sobie i innych pracujących matkach.Na to jej matka gasiła ją od razu:"co ty możesz wiedzieć,dzieci cię nigdy nie obchodziły,nie wypowiadaj się na te tematy"!-efekt?teściowa pąsowa jak róża i wściekła że ktoś śmiał ją zrzucić z piedestału jej własnych wyobrażeń. Powinna się przyznać:wolałam pracę,nie radziłam sobie z dziećmi,jestem matką - kukułką.Zniosłam jajko i podrzucałam komu się dało.Brak mi odpowiedzialności i uczuć wyższych.Jestem wygodnicką materialistką i wolę pieniądze. Tylko po co rodzić takim kobietom dzieci?Po co robić komuś kłopot,bo nie ukrywajmy,jest to kłopot dla babć,które w dzisiejszych czasach siedzą z wnukami czasem 14 godzin. A dzieci potrzebują matki a nie babć i nianiek!Sama wiem jaki to był dla mnie i dla moich dzieci koszmar.Dlatego mam odwagę się przyznać-zrobiłam źle i bardzo tego żałuję.Czas się nie wróci,ale swojej córce stanowczo kiedyś odradzę pracę zawodową,gdy będzie miała małe dzieci. Bardzo doceniam te matki i babcie,które pozostając w domu przez kilkanaście lat wychowują swoje i nierzadko cudze dzieci.

Autor: Baśka  17.01.2007 zgłoś

Moja znajoma kilka lat z dziećmi siedziała na urlopach (wychowawczych, bezpłatnych), nie dostala miejsca w przedszkolu, takie były czasy (puste pólki, brak mleka, odżywek, buty na kartki itp), po kilku latach nie została przyjęta do tej samej pracy, co odeszła po ur. dzieci, m-ce poszukiwań nowej. Po latach okazalo się, że kiedy mogłaby popracować, to przyjmują ale młodych. Do emertury z 10 lat. Bez przyzwoitej pracy, a tytułem siedzenia z dziećmi do stażu emerytalnego ZUS zaliczył 1/3 okresu zatrudnienia. Dziś miałaby choć świadczenie przedemerytalne, ale "za mało lat pracy," za młoda na emeryturę, za "stara" do pracy- takie są dziś realia. Utrzymuje ją mąż. Czy jest z tego powodu zadowolona? Nie. A dzieci nie są jednakowe, mimo, że z tego samego domu. Mogę powiedzieć duży wpływ ma środowisko szkolne, koledzy, koleżanki. Koleżanka opowiadała, że 1 dziecko chodziło do przedszkola, co prawda chorowalo ale bardziej rozwijało się prawidłowo. Uczyło się przebywać z rówieśnikami i różnych rzeczy tam uczą: mnóstwo wierszyków na pamieć znało itp. I do dziś to dziecko jest bardziej samodzielne, już w dorosłym życiu.

Autor: aquuuuu  17.01.2007 zgłoś

moze i jestem za mloda ale zarabiam tyle co inni po 20 letnich stazach pracy.i jestem z siebie dumna.i sorry ale nie powinnas mowic ze ten temat jest zarezerwowany dla kobiet z dziecmi i w malzenstwie.ja boje sie wejsc w malzenstwo wlasnie przez to ze matka mojego faceta uwaza ze kobieta powinna siedziec w domu,prac gotowac i uslugiwac facetowi.ja rowniez chcialabym w przyszlosci miec rodzine ale boje sie ze jesli poswiece sie domu to np moze mnie kiedys maz zostawic a ja zostane z 0 na koncie.i to sa dylematy wiekszosci mlodych kobiet ktore duzo zarabiaja i sa dobrze wyksztalcone

Autor:  17.01.2007 zgłoś

pracę trzeba godzić z wychowniem dzieci, tak bezpieczniej dla przyszlości a i dziecim lżej.

Autor: wenja  17.01.2007 zgłoś

tylko dajcie prace, a wieksza polowa siedzocych w domach kobitek sie na nia zdecyduje.

Autor: prawda z puentą  17.01.2007 zgłoś

aquuuuu-dlatego właśnie odradzam Ci małżeństwo i macierzyństwo.Nie da się tego pozytywnie pogodzić.Nawet jeśli niektórym kobietom się udało-to są to rzadkie wyjątki. Nie wchodź w to jeśli masz dylematy,jeśli Twoje uczucia są zbyt słabe by pokonać przeciwności losu.Pracuj,awansuj ale daruj sobie małżeństwo.

Autor: Baśka  17.01.2007 zgłoś

aquuuuu nie rezygnuj w życiu z niczego, a już w żadnym razie z małżeństwa i dzieci. Z tego co mówisz poradzisz sobie. Jeżli już to kobiety powinny domagać się bardziej życiowych przepisów i szefów. I fajnych teściowych.

Autor: aquuuuu  17.01.2007 zgłoś

wlasnie ze moje uczucia sa bardzo mocne.ale mam tez rozum i oczy.widze ile kobiet najpierw zyje jak w bajce na koszt meza a potem zostaje sama bez srodkow do zycia.a przeciez jest miliony malzenstw i kobiet zameznych ktore powiedza: kiedys to byl inny...nie ma recepty na sukces zwiazku a ludzie sie zmieniaja.nie twierdze ze siedzenie w domu jest zle,to wspaniale patrzec jak rozwijaja sie dzieci i w tym uczestniczyc.ale dzisiaj mnostwo malzenstw sie rozpada z powodu zdrady czy nalogow.i to dotyczy kazdego.nigdy nie chcialabym miec sytuacji zeby mnie maz zostawil a ja nie mialabym za co dzieciom kupic ksiazek czy jedzenia.nie znioslabym alkoholizmu badz zdrady i musialabym sie wyprowadzic.a co by bylo jakbym nie miala wyksztalcenia i pieniedzy??dlatego tak bardzo chce utrzymac moja pozycje.myslenie perspektywiczne i obmyslanie roznych technik i strategii to moj zawod.moze dlatego mam skrzywienie i wszedzie widze pulapki,czarne dziury.ale tak to juz jest na tym swiecie...

Autor: Baśka  17.01.2007 zgłoś

aquuuuu, jeżeli masz dobrą pracę, dobrze opłacaną to staraj się obecnie gromadzić oszczędności, inwestować np w mieszkania, fundusze inwest. itp, W życiu różnie bywa, ale mieć coś w zapasie na trudniejsze chwile i móc po to sięgnąć pozwoli Ci bezpiecznie żyć, nawet gdyby mąż mniał Cie zostawić , czego Ci oczywiście nie życzę.

Autor: JaC  18.01.2007 zgłoś

Na utrzymaniu żony ? Czy myslicie, że związek, w którym kobieta zarabia ze trzy razy więcej, niż mężczyzna, ma szanse przetrwać ?

Autor: Palinuro  18.01.2007 zgłoś

Kochane Panie, czemu się dziwicie, że trudno być "kurą domową", trudno być "luksusową damą", "utrzymanką", "robolem" i " biurwą", skoro nawzajem potopiłybyście się w łyżce wody? Każdy dokonuje swoich wyborów, czasem zmuszany okolicznościami życiowymi,każdy ma potem swoje problemy i wyrzuty sumienia- ponosi konsekwencje. Przerabiałam wszystkie opcje (mam 3 dzieci, pracuję, robiłam karierę, byłam na utrzymaniu, zarabiałam 700 zł,studiowałam i studiuję podyplomowo, byłam wolnym strzelcem w moim wolnym zawodzie, tylko na kursy bukieciarstwa nie chodziłam, ale zamierzam :)) i każdy stan miał swoje plusy- ale i chwile deprseji. Jeśli nie jest łatwo, to sprawa stosunku do życia. Albo masz w dupie, co inni o tobie mówią, albo nie. Albo masz wyrzuty sumienia z powodu zaniedbań (nawet wyimaginowanych), albo zawsze znajdziesz usprawiedliwienie i wytłumaczenie. Albo skupiasz się na sobie, albo na kimś (na dzieciach albo opinii teściowej). Albo pracujesz na botox i prozac, albo kupujesz pasztetową, albo jesteś szczęśliwa i czytasz dzieciom bajki, albo jeździsz konno i pijesz z przyjaciółkami :). To bardziej chodzi o poczucie własnej wartości, niż o wartość społeczną (a dla mnie dobry dom jest sukcesem życiowym na miarę Nobla, bo oznacza szczęśliwe życie kilku osób). Pozdrawiam i życzę zadowolenia z własnego życia Asia

Autor: prawda z puentą  18.01.2007 zgłoś

Palinuro - genialna odpowiedź!Ja dopiero teraz ,po wielu latach to odkryłam.Trzeba pozostać wierną sobie i robić to co właśnie chcę i co jest dobre. Nie opiekowałam się dziećmi bo zbyt skupiałam się na opinii teściowej że lepsza jest praca.Teraz mam moralnego kaca. Zarabiam dużo ,jestem zadbana ,staram się być miła ale mój mąż mnie nie szanuje.Żyjemy razem ale osobno.Nie mamy wspólnych chwil.Nie mamy wspólnej przeszłości.Mamy tylko wspólną łazienkę,kuchnię i sypialnię. Mieszkamy razem tylko dla dobra dzieci i tylko dlatego że tak jest wygodniej.Dla nas obojga mieszkanie to tylko hotel.Wykąpać się,przespać i...znów rano do pracy by późnym wieczorem powiedzieć sobie tylko cześć.... Nie takiej żony oczekiwał mój mąż. Wiem że ma romans.Wiecie z kim?Ze sprzątaczką własnego biura.Ona ma dla niego czas.Jest uśmiechnięta,pożartuje,porozmawia...a przede wszystkim po prostu jest!Mnie nie ma.Nie ma cały dzień...Nie dziwię mu się i nic nie będę z tym robić. Dostałam od losu po nosie za swoją zaradność,zbyt gorliwą pracowitość. Można być na utrzymaniu męża tych choć kilka lat,które poświęcimy dzieciom a potem można się kształcić i podjąć pracę.Nic się nie kończy tylko dlatego że mamy małe dzieci.

Autor: lee  18.01.2007 zgłoś

Do Kasi: Przepraszam, że odpisuje dopiero teraz, ale to dlatego, że nie zaglądałam tutaj ostatnio, nie czytałam na bieżąco i dopiero dziś znalazłam Twój post do mnie:) Kasia - powoli, ale do przodu. Nawet - bardzo powoli, ale za to w konkretnym kierunku:) bedzie dobrze, tyle, ze chyba faktycznie lepiej będzie jesli pewne zmiany będziesz wprowadzała tak ...niepostrzezenie:) kropla drąży skałę:) żeby zmienić twoje życie nie musiasz zaraz podkładac pod swojego męża dynamitu, wiesz o co chodzi?;) nie odpuszczaj:) tylko wolniutko i cicho ...zacznij robić cos takiego, na czym ci zalezy:) nawet, jesli to pozornie bedzie tylko drobnostka:) W koncu nie od razu Rzym zbudowano:) mam nadzieje, ze ci troche pomoglam:) buziaki

Autor: ala  18.01.2007 zgłoś

Dziewczyny kazda z was chce przeforsować swój sposób na zycie. Jedne uwazaja ze pracując zawodowo sa lepsze, mądrzejsze, bardziej zadbane, natomiast kobiety , które wybrały dom i rodzinę traktujecie jak gorsze z załozenia głupsze i na dodatek napewno zaniedbane. To sa wszystko stereotypy którymi lepiej w zyciu sie kierowac niz wysilić sie nad indywidualna oceną kazdego człowieka. Odrobina empatii i zrozumienia, a byłoby duzo mniej zawiści na tym świecie. Jeżeli kobieta wybrała zycie "gospodyni domowej" oznacza to że w ten sposób sie spełnia (na dzień dzisiejszy), ale zadna z was nie wie czy nie zacznie pracować jak dzieci podrosną. Po co więc te pochopne sądy że jest głupia i nieodpowiedzialna. Tak samo mozna osadzić panie pracujące, wybrały prace czyli są egoistkami, "matkami kukułkami" - to nie jest miłe. Dajcie żyć innym, a wam tez bedzie łatwiej. Uważam że w pierwszych latach życia dziecka któryś rodzic powinien być w domu z maluszkiem. Bo dziecko jest tego warte i jeżeli przegapi sie ten czas, to juz nie ma powrotu, tego sie juz nie da naprawić.

Autor: aquuuu  18.01.2007 zgłoś

do prawda z puenta.ja sadze ze nie masz sie co obwiniac.ile mezczyzn zdradza swoje zony ktore siedza w domu na delegacjach z kolezankami z pracy? cale mnostwo.mysle ze po prostu tak sie zdarza i nic nie mozna temu zaradzic.nawet wzorowe zony i matki sa zdradzane i nie ma tu reguly.moje zdanie jest takie ze Twoj maz mogl byc zle nastawiany przez swoja matke przeciw Tobie,skoro robila uwagi jak masz zyc

Autor: lee  19.01.2007 zgłoś

Jaki miły prowokator!:)) he he:) nie z nami te numery, misiu pluszowy:p;)

Autor: prawda z puentą  19.01.2007 zgłoś

aquuuu - to jest moja wina!Bo to ja uległam presji otoczenia (w tym teściowej)że lepiej nie być na utrzymaniu,że lepiej oddać dzieci do żłobka,przedszkola,potem na świetlicę. W końcu wybrałam karierę i pieniądze. Piszecie,że takie kobiety zasługują na szacunek.Ja nie mam szacunku ani od męża ani od dzieci.Wytykają mi,że je porzuciłam i chciałam przekupić drogimi zabawkami.A tym czasem one mnie potrzebowały w dzień,by razem ze mną pójść do tego przedszkola,by razem pójść do sklepu,na pocztę,do parku,a wieczorem przytulić się i porozmawiać,poczytać im bajki... Pracowałam od 9.00 (wyjeżdżałam więc przed 8.00 rano gdy dzieci jeszcze spały) a wracałam po 20.00.Cholernie zmęczona by do kogokolwiek się odezwać.Tego nie uwzględniacie w waszych osądach jak to wspaniale jest pracować.Nie miałam już ani siły ani ochoty na jakikolwiek kontakt z dziećmi czy z mężem.Brałam prysznic i do łóżka! Przedtem musiałam oczywiście na szybkiego posprzątać,przygotować im jedzenie i ubranka ale to nie jest chyba "bycie razem".Nawet jeśli wymagałam od nich by mi pomogli.W ich oczach byłam despotką,która wraca na kilka godzin do domu i wyłącznie wymagała. W soboty i niedziele studiowałam zaocznie od 8.00 rano do 20.00 wieczorem. Potem,po skończeniu studiów wyjeżdżałam w niedziele na szkolenia.No cóż ,opłacało mi się.Wciągu miesiąca zarabiałam kilka tysięcy za same weekendy oprócz pensji. Nigdy nie zapomnę oczu moich dzieci.Smutne,osamotnione-brak matki jest bardzo dotkliwy w najmłodszych latach.Jest mi z tego powodu bardzo źle i ostrzegam wszystkie przebojowo nastawione młode kobiety-miejcie odrobinę rozsądku i pokory. Jeśli chcecie mieć dzieci to poświęćcie im choć kilka lat wspólnego bycia razem.Za pieniądze wszystkiego nie kupisz. Starałam się wynagrodzić finansowo moim dzieciom brak mnie.Kiedyś mój syn powiedział jednak żebym sobie wsadziła gdzieś te pieniądze a córka rzuciła we mnie ekstra lalką Barbie za 300 zł..... Teraz są już więksi i niczego już ode mnie nie potrzebują.Patrzę z zazdrością na moje czasem biedne,bezrobotne sąsiadki ,takie właśnie kury domowe matki-polki jak idą ze swymi starszymi dziećmi na zakupy.Może w ich sklepowym wózku nie ma drogich artykułów ale mają to czego ja już nie kupię za żadne pieniądze.

Autor: minka  19.01.2007 zgłoś

niektóre kobiety to idiotki i nie nadają się do pracy więc lepiej niech zostaną na poziomie dzieci i z nimi tylko przebywają. i niech sobie tłumaczą to jak chcą.idiotki o poziomie intelektualnym typu "oooooch mój dzieciaczku znowu narobiłeś w portki...jakiś ty słodki aaachhhhh"a ludzi w około mdli.niech siedzą w domach i jedyne nad czym będą myśleć,jedyne co będzie ich udziałem umysłu ,co będzie ich twórczością to pomysł na obiad.Ach wy idotki.

Autor:  19.01.2007 zgłoś

niech ci mężczyżni którzy muszą zarabiać na te darmozjady kury domowe lepiej wymyślą roboty,które je zastąpią.Wykonają całą pracę i nakarmią dziecko.

Autor: aquuuuuu  19.01.2007 zgłoś

prawda z puenta: ja zostalam wychowana przez pracujaca matke i naprawde jestem z niej dumna.mimo ze czesto widzialysmy sie tylko wieczorami to nigdy nie odczulam ze mi jej brakuje bo przychodzila do mnie i mnie tulila i nie musiala tego robic 24 godziny na dobe zebym odczula ze bardzo mnie kocha.czesto matki siedza z nastolatkami w domu a tamte nic im nie powiedza o swoich problemach,a i z czasem ucza sie klamac prosto w oczy jesli czuja duza kontrole.moja mama nie siedziala ze mna i nie bylam pilnowana,czesto za zle mialam jej wymagania a dzis patrze na to inaczej.widzialam jak sie stara utrzymac dom i jak ciezko pracuje ponad swoje sily.takze mysle ze moglas czesciowo byc winna za rozpuszczenie dzieci drogimi prezentami ale napewno nie za to ze Cie zdradzil maz.sadze ze on nie szanuje przede wszystkim siebie bo inaczej by tego nie zrobil.nie wiem co masz zrobic ale zdrada nigdy nie moze byc usprawiedliwiana.mysle ze Ty go kochasz dlatego zwalasz wszystko na siebie.a tak naprawde nie tylko Ty tworzysz rodzine i dzieci nie tylko zyja miloscia matki.a tak nawiasem to najgorsze sa tesciowe.to okropne.ale wiekszosc osob mowi to samo.zawsze im bedzie zle co bys nie zrobila.i jakos czlowiek ma cos takiego ze sie tym przejmuje choc bardzoby nie chcial.ja mam odwrotna sytuacje.osoba chce zebym siedziala i pilnowala dzieci,prala i gotowala cale dnie.a widze ze oprocz mojego ukochanego jej dzieci nie byly dobrze wychowane.utwierdzane w jej przekonaniu dzis sa niewyksztalcone,niesamodzielne i musza ciagle szukac facetow z pieniedzmi bo nie sa w stanie sie utrzymac i zarobic na siebie.a zycie chcialyby wiesc iscie swiatowe.takze widzisz ze nie zawsze siedzenie w domu przeklada sie na to jak dzieci sa wychowane.ja mojej mamy nigdy nie oklamalam,a tamte choc zwracaja sie do niej"mamuniu.mamusiu,prosze mamusi" klamaly w zywe oczy,chociaz tak wiele rzeczy ich laczylo.wspolne gotowanie,spacery itd.takze widzisz jak to jest...

Autor: prawda z puentą  19.01.2007 zgłoś

aquuuuuu - własnie o tym piszę!Że nie można uogólniać i nie jest prawdą ,że wystarczy mieć żeby być szczęśliwym. Oczywiście,że są niezaradne,leniwe (może słabsze,bardziej chorowite)matki siedzące całe życie w domu i nie potrafią dobrze wychować dzieci.Ale nie uogólniajmy. A tym bardziej nie krytykujmy takich ludzi.Oni też mają prawo żyć. Nie należy nikogo krytykować,potępiać i wyzywać !Wredni ludzie są wszędzie i nie zależy to od wykształcenia,majętności ,statusu społecznego ani zawodowego.Są tacy,którym zawsze mało,zawsze źle. Trzeba zawczasu stanąć przed lustrem i zapytać się siebie - w czym tak naprawdę jestem dobra,na czym mi zależy i pozostać sobie wiernej.Bez kierowania się czyimś wyobrażeniem o rzeczywistości. Zapytaj się sama siebie - po co chcesz mieć dzieci? Po co trwasz w związku z człowiekiem,któremu nie odpowiada Twoja filozofia życia kobiety wyzwolonej,niezależnej?Może warto pozostać samej,zamiast pakować się w późniejsze problemy?Bo one z pewnością się nasilą...

Autor: ala  19.01.2007 zgłoś

do minka: Ty swoja wypowiedzia też nie wybiłas sie na wyżyny intelektualne. Wręcz przeciwnie, ja jako postronny obserwator czytający wypowiedzi dochodze do wniosku, ze jestes osobą zawistną i niestety GŁUPIĄ. W życiu trzeba cenić nie tylko pracę, ale dzieci i rodzine też. Moim zdaniem rozczulanie sie nad własnym maleństwem jest rzecza naturalna u kazdej kobiety posiadajacej instynkt maciezyński. Dla mnie twoja wypowiedż jest po prostu pusta. Jedynym usprawiedliwieniem dla ciebie może być to, że masz 16 lat i nie wiesz co to życie. Dziekuje.

Autor: rikita  19.01.2007 zgłoś

czytam czytam i sama stwierdzam ze jestem bardzo nieszczesliwa w moim chorym zwiazku. nie dosc ze pracuje zawodowo to wszystkie obowiazki domowe sa na mojej glowie, "kochany mezus" jedynie zrobi cos w domu jak ma na to ochote a ze ma ja sporadycznie wiec nie mozna powiedziec ze mi pomaga

Autor: rikita  19.01.2007 zgłoś

kurde mole nie ma dobrego lekarstwa na udany zwiazek! a szkoda i odwieczne zastanawianie czy lepiej byc samotna z dzieckiem czy dla dobra dziecka trwac w tym toksycznym zwiazku

Autor: Tam.  22.01.2007 zgłoś

" Ale każda z nas ma prawo do decyzji, czy pracować zawodowo, zarabiać i być niezależną, czy też być na utrzymaniu męża i być skazaną na jego widzimisię." Nie ma to jak obiektywizm i generalizowanie! Pozdrowenia dla autorki, ktora w sposób pośredni przedstawiła swój stosunek do kobiet niepracujących zawodowo.

Autor: prosty wniosek  23.01.2007 zgłoś

Czy wy zawsze musicie popadac ze skrajnosci w skrajnosc? Jak praca to kierat od 9-22 Jak w domu to kura domowa.. A słyszałyscie kiedys o tym ze mozna pracowac w domu?? hehe Po co ten stres , złosc pięknosci szkodzi. szczęście = dobre zdrowie i krótka pamięć.

Autor: Renata  25.01.2007 zgłoś

Witam wszystkich! Jestem matką żona i kochanką. Niepracującą zawodowo. To co robię w domu to dla mnie sama przyjemność. Moja praca nie jest stresująca, nie wymaga porannego wstawania, nie mam nad sobą despotycznego szefa i nie mam planu zajęć. Robię wszystko to co do mnie należy. Sprawiam radość swoją obecnością mężowi i dziecku. Ja kocham ich a oni kochają mnie. Szanują także. Nie czuję się gorsza dlatego że nie wnoszę do naszego domu żadnych dochodów. Najważniejsze jest to żę przebywamy razem, że jest nam dobrze i widujemy się codziennie, siadamy razem do stołu, jedziemy na lodowisko, do pabu i każdą cudowną chwilę zachowujemy w pamięci. Bo to najważniejsze. Żyjmy chwilą a nie tym co kto wnosi i ile zarabia:) Pozdrawiam wszystki kobiety którym dobrze w domu!

Autor: minka!!!  29.01.2007 zgłoś

ahhhh wy idotki,obyście nigdy tego nie żałowały,może wam się poszczęści.A co do Ali ,ja mówię otwarcie to co mysle w najprostszych słowach,najłatwiej je rozumieć.W skrócie i rzeczowo.Mogłabym sie rozwodzic czym grozi życie na łasce kogoś,jak jest odbierane i jakie są tego konsekwencje.Może byś to pojęła,lecz nie bedę na to marnować czasu.Do prostych ludzi trzeba prosto mówić.Zresztą po Twoim stwierdzeniu,że nie znam życia bo chę być niezależna uważam,że sama wydałaś o sobie opinie.

Autor: totur  02.02.2007 zgłoś

Witam wszystkich, brawo Renata !! Ja tez jestem szczęśliwa w domu - nie muszę rano zrywać się , pędzić do pracy - to straszne ! ,mam na wszystko czas. Na dodatek gdy wstaję czeka na mnie śniadanko przygotowane przez męża- jest super!! I tak jak napisałas Renato -najważniejsze że jest nam razem dobrze.

Autor: sindi  02.02.2007 zgłoś

A co z kobietami ktore udowodnily juz sobie w zyciu wiele, sa ambitne ale jak maja dzieci to chcialyby z nimi w domu posiedziec.Czy one tez sa malo ambitne i nie nalezy sie im szacunek.Mieszkam zw stanach tutaj to jest normalne ze kobieta nie pracuje, do dzieci ma opiekunke, ma pomoc do sprzatania 2 razy w tygodniu i mimo ze nie sa one urodziwe mezowie je szanuja, Wydaje mi sie ze problem tkwi w podejsciu panow do tej sytuacji bo jezeli maz nie szanuje zony ani tego co ona robi to jak ona ma sie czuc wspaniale i czekac z utesknieniem na takiego meza ktory wroci z pracy.Nijednemu panu zyczylabym zony amerykanki wtedy docenilby jaki skarb ma w domu.

Autor: PaCia  07.02.2007 zgłoś

Blee................ to jest luksus?? Siedzieć na kanapie i cały czas siedzieć i siedzieć oglądać tv?? Co to za życie?? To jedno wielkie gówno, nie życie... Najlepiej mieszka się samemu, bez męża i dzieci, pracować tam gdzie się chce i nie interesować się opiniami innych.... Jak faceta to mieć takiego ktory cię kocha, ale nie zmusza do slubu.... :) Współczuję takim ludziom których utrzymuje partner albo rodzic... :P mówię o ludziach od 19-45 :)

Autor: Ania J.  07.02.2007 zgłoś

witam!zawsze byłam kobietą niezależną zarabiałam na siebie i nigdy od nikogo nic nie chciałam.jestem młodą osoba bo mam dopiero 26 lat i nie posiadam dzieci.starz małżeński też mam mały bo jestem po ślubie 1,5 roku.ale wszystko co mam w życiu zawdzięczam sama sobie.nigdy nikt nie podał mi ręki kiedy spadałam w dół.pewnego dnia straciłam w pracy przytomnośc i mój świat stanął na głowie.straciłam wszystko co miało dla mnie znaczenie czyli prace a w zamian dostałam chorobe.od tego czasu czyli już rok jestem bezrobotna i nie umiem sobie z tym dać rady.moj mąż ciężko pracuje do tego jeszcze studiuje więc praktycznie jestem cały czas sama.podziwaim kobiety które wybierają życie kury domowej.ja akurat dużo nie mam czasu wolnego bo chodze na różne szkolenia praca w domu itd.,ale przeciesz można dostać na głowe.ja siedze w domu i myśle ile omija mnie rzeczy patrze na to jak czas ucieka mi przez palce.do tego czasem dochodzą takie myśli że głowa boli.a najgorsze jest to że mam poczucie winny że mój mąż pracuje cięzko a ja potem wydaje te pieniądze bez żadnych wyrzutów sumienia.zawsze byłam niezależna a teraz jestem uzależniona i nie umiem z tym żyć.mój mąż jest wspaniały i nie wypomina mi niczego ale mnie jest z tym niedobrze.podziwiam takie kobiety które siedzą w domu i tak żyją.przeciesz to jest koszmar!!!!!!

Autor: Lena  17.05.2007 zgłoś

Mam nadzieję,że nigdy nie będę w takiej sytuacji,w sytuacji,w której to będę na utrzymaniu mężczyzny.Na razie nie mam męża.Mam faceta,pracuję zawodowo i on pracuje.Trochę myślimy o wspólnej przyszłości.Wydaje mi się,że kobieta siedząca w domu,opiekująca się dziećmi i dbająca o to aby był w nim porządek i aby mąż w pracy wyglądał schludnie jest najgorszą rzeczą jaka może się przytrafić kobiecie.Pomijam pieniądze,pomijam te wszystkie ploteczki z koleżankami,wypady na miasto na zakupy,do kosmetyczki,itd.Prędzej czy później facet wypomni kobiecie,że haruje jak wół a ona tylko stoi i pachnie.Mam wśród znajomych takie pary.Z czasem zaczyna się wypominanie,zdradzanie,poniżanie...nie polecam takiej formy bycia razem.Kobietki pracujcie same ale domem i dziećmi zajmujcie sie razem:)

Autor:  23.10.2007 zgłoś

jestem w ciąży i mam 11 lat i jestem z tego zachwytcona

Autor: sylwia  05.01.2008 zgłoś

jestem mężatką 31 lat nigdy nie pracowałam wychowałam jednego syna syn 3lata temu się wyprowadził i zostałam sama z mężem który pracuje od rana do wieczora a ja pomału umieram

Autor: 50-latka  06.01.2008 zgłoś

Ta dyskuja wyżej pokazuje tylko, jak trudne wybory ma przed sobą kobieta, gdy zostanie matką. Ilu ludzi tyle poglądów, a żaden nie jest receptą na udane życie i macierzyństwo. Sama nie pracowałam kiedy dzieci były małe, a kiedy chciałam wrócić do pracy zawodowej nie miałam wsparcia w moim mężu. Jemu było dobrze tak jak dotąd. Udało mi się, wróciłam do pracy zawodowej, ale po wielu latach przerwy, mimo wyższego wykształcenia, wykonuję pracę która nie zaspokaja ani moich ambicji zawodowych ani materialnych. Jednak cieszę się, że ją wogóle mam. Fakt, nie pracować w wieku 45-50 lat oznacza praktycznie brak szans na jakiekolwiek zatrudnienie chyba, że na najniżej opłacanych i docenianych stanowiskach, tam gdzie nikt z doświadczeniem i praktyką zatrudnić się nie chce. Teraz, z perspektywy czasu trudno mi uwierzyć, że sama, dobrowolnie skazałam się na izolację w domu z daleka od ludzi i świata i jego ciągle nowych osiągnieć. Pracując jakby z marszu w tym wszystkim uczetniczę, siedząc w domu z dziećmi byłam od wielu rzeczy odcięta, bo nie były mi one niezbędnie potrzebne do życia. Rezygnacja z pracy na rzecz wychowania dzieci to olbrzymie wyrzeczenie ze strony kobiety dotyczące jej szeroko pojętej aktywności intelektuanej, zawodowej, materialnej i osobistej. Szczerze mówiąc, nie polecam "poświęcania się dla rodziny" trzeba również myśleć o sobie, to nasz obowiązek, zadbać również o siebie. Pozdrawiam wszystkie kobiety, bądźcie dla siebie dobre, wspierajcie się, nie walczcie ze sobą.

Autor: Nana  18.01.2008 zgłoś

Mam ten sam problem,a nawed mysle ze jestem w gorszej sytuacji. Jestem z innego panstwa,urodilam w 30 lat ,20 lat zajmowalam sie domem i dzieckiem,oddanie s poswieceniem,a praw nie miala zadnych.Przez pierwsze 3 lata zarabialam na sebie i dziecko,on pieniendzy nie dawal zreszta nie daje do tej pory,jesli upominalam sie o swoje prawa ,albo upominam sie odrazu zaczynaja sie obelgi.Wszystko w domu robilam sama o nic go nie prosilam,uwazalam ze wystarczy ze pracuje.A on zarabial i wszystko na sebie,w sensie jego konto,jego dom.I teraz kiedy mam 50 lat zaczyna szwankowac zdrowie ,a jeszcze musze zarobic na emertyute,on mowi nie podoba sie idz sobie.Gdzie mam isc?Rodzice nie zyja,niemam blizkich,wracac niemam do kogo w swoim panstwie,mam juz obywatelstwo Polskie.I strasznie kocham swoje dziecko.Ale musze podkreslic ze jest on rozwodnikiem,szlubu nie mamy,choc mamy duze dziecko,nie z mojej winy.I tym bardziej wiedzac ze calkowicie jestem od niego zalezna,poniewiera jak chce. Jestem wykonczona prychicznie ,czuje sie gorsza od innych,stracilam wiare w sebie,przy zyciu trzyma mnie tylko moje dziecko,ono tez jest niesczesliwe przez to. I co najgorsze niemam zadnego wyjscia z sytuacji.Nie moge skazac dziesko na poniewierke. Choc wiem jesli nie daj Bog co to nie mam zadnych praw do niczego,wladze absolutna ma jego matka i jego dziecko z poprzedniego malzenstwa. Czy mozna jednemu dziecku oddawac wszystko,wypelniac wszystkie zachcianki,a na drugim oszczedzac i nie dac mozliwosci stanac na nogi? Czy mozna w taki sposob traktowac wlasne dziecko,kture niema komu obronic? Czy kobieta ,matka z innego pastwa to jest cos gorszego?

Autor: lillab27  24.01.2008 zgłoś

Jak mam nagadac za dużo to lepiej fcale,poczekam aż ochłonę

Autor: AgA  03.04.2008 zgłoś

Witam. Nie tak prosto jest ocenic jaka decyzja jest lepsza czy praca zawodowa kobiety czy opieka nad dziecmi i zajnowanie si e domem.Zycie pisze takie scenarisze , że częśto nie pozostawia kobiecie żadnego wyboru tylko konieczność. Jestem matką 5 letniej córki. Od pól roku mała chodzi do przedszkola.Wcześniej "siedziłąam w domu" i ja wychowywałam.Mąż nie akceptował tego stanu począeszy od 5 mies. zycia dziecka.TYlko dlatego ,ze jego matka uważąłą ,ż e jej sie powinno oddac na wychowanie dziecko, ona pracuje w żłobku, z tym ,ze 70 km od naszego miejsca zamieszkania. Nie wyobrażam sobie takiego czegos tym bardziej ,że jak lepiej poznałam teściowa i jej podejście do dzieci wiem ,ze nawet zostawianie na krótko mojej córeczki pod jej opieke jest wielce szkodliwe( nie raz doprowadzila w taki sposób do komlikacji zdrowotnych dziecka o podłożu psychicznym typu jakanie , zaparcia) Mąż pomimo "poczucia krzywdy" ,że tylko on pracuje przez tyle lat nie zrobił nic abym mogła zając sie szukaniem pracy. Dodam,ze nie mam dosłownie nikogo bliskiego kto by za darmo na początku zaopiekował sie małą do czasu kiedy to ja za pierwsze zarobione pieniądze mogłabym nając opiekunkę. Wogóle wpadłam w błędne koło przy nieodpowiedzialnym mężu, który sam przez te lata zmienial pracę jak skarpetki. A nic nie zapowiadało ,przed slubem ,że mąz taki sie okaże!!! Nie chce zbyt duzo smutnych wątków z włąsnego życia przytaczac i odbiegac od tematu. Ale z tymi decyzjami , które kobieta może podejmowac to jest tak ,że dopuki nie ma dzieci to i owszem mozna walczyc , realizowac sie zawodowo . Ale kiedy jest juz dziecko to o ile kobieta nie trafi na uczciwego , liczącego się z jej potrezbami partnera to jej decyzje są koniecznościa życiową. Ja ogólnie mam alergie na mężów drani jakim stopniowo stawał sie mój mąż. Jestem osobą bardzo ambitną. I gdyby ktos mi jakieś 10 lat temu powiedział ,ze "wybiorę " takie zcyie jakie mam to bym go wyśmiała. Mąz mnie nie nazwał jeszcze kura domowa , ale 3 dni temu wyzwal od nierobów i darmozjadów, bo dziecko "chodzi " do przedszkola , a ja " nie potrafie nic z soba sensownego zrobic". A moje dziecko odkad poszło do przedszkola niemal jest non stop chore. Ostatnie 3 mies. niemal nie opuszczalam mieszkania , bo dziecko wciąz chore. Takiej męczarni nie przezyłam nawet kiedy "siedziałam" z nią przez tyle lat.Mąz obecnie pracuje jako przedstawiciel handlowy i do domu przyjeżdzą na noc. Zreszą nigdy nie spieszył sie z powrotem po pracy. Mieszkam na nowym osiedlu, w bloku , wsród pól i błota.Mamuski nie pracująće , opiekująće sie dziecmi jak ja sa tu rzadkością. W mojej klatce wszystkim mamom z pomoca przyszły babcie, lub zostały wynajęte nianie. Nie miałam nawet do kogo buzi otworzyc, bo z babciami o chorobach ile mozna rozmawiać. A jak się próbowałam kontaktowac z dziewczyną podobnie jak ja nie pracująca i opiekująca sie dzieckiem to mogłam sie tylko poczuc poniżona, ponieważ ona "ciągneła mnie za język" na temat wybryków mojego mężą ( po awanturach mężą plotki sie rozeszły) Robiła to w taki sposób ,że mnie to poniżało. Nie z życzliwości . Ba udając rzekoma troske nagałśniała moja "pozycję" wśród "kumoszek" z jej klatki.Wyszło na to ,ze nie mogłam przejść koło bloku nie zaczepiana wścibskimi pyataniami na temat mojego zycia małżęńskiego.To spowodowało ,moje potworne załamanie i niemal przestałam wychodzic z domu, tylko po dziekco do przedszkola. A opisywana wyżej mamuska tak jak ja pozostająća na utrzymaniu mężą , nosi wysoko podniesiona głowę przy mnie , bo dla niej taki układ to raj na ziemi , bo ma odpowiedniego męża. Zycze jej i wszystkim szczęsliwym zonom na utrzymaniu mężą aby ich sielanka trawała wiecznie. Ale kobiety!!!!!!!!!!! Na miłośc Boską nie rańcie sie wzajemnie. Wystarczy,ze robia to dranie faceci. I w miarę mozliwości "uciekajcie " do pracy ......................... bo życie może sie różnie potoczyć.

Autor: A co tam  07.02.2010 zgłoś

A co jeśli mąż zarabia nie wystarczająco i chce by żona poszła do pracy by było łatwiej. W odpowiedzi słyszy odpowiedz że nie będzie go utrzymywać.??.

Autor: alinka  02.07.2012 zgłoś

A ja chwalę sobie staropanieństwo:) spokój, wszystkie te problemy z głowy:) i duuuuużo czasu dla siebie:)

Autor: gość  27.09.2013 zgłoś

Do wszystkich kobiet, które uważają, że bycie niezależnym od męża finansowo to coś fajnego...A gdzie czas dla dzieci, które prędzej czy później i tak Ci powiedzą ' Ty nigdy nie miałaś dla mnie czasu bo praca była ważniejsza' Dla mnie to totalny egoizm...oczywiście pieniądze są w życiu ważne, ale nie najważniejsze...

Autor: gość  27.09.2013 zgłoś

Do wszystkich kobiet, które uważają, że bycie niezależnym od męża finansowo to coś fajnego...A gdzie czas dla dzieci, które prędzej czy później i tak Ci powiedzą ' Ty nigdy nie miałaś dla mnie czasu bo praca była ważniejsza' Dla mnie to totalny egoizm...oczywiście pieniądze są w życiu ważne, ale nie najważniejsze...

Autor: gość  27.09.2013 zgłoś

Pieniądze nigdy nie powinny być stawiane na piedestalu!!!!a pomyślał, ktoś, że kłótnie między małżonkami biorą się również z tego, że jeśli kobieta zarabia na siebie to znaczy, że facet czuje się przy takiej kobiecie jak nieudacznik, który nie potrafi zadbać o rodzinę a przecież to jego obowiązek! znam 3 kobiety, które szydzą ze swoich mężów tylko dlatego, że zarabiają mniej od nich...dajmy im się wykazać...a żeby dbać o siebie nie trzeba iść do pracy...chcę to dbam nie chce to nie dbam...proste

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu