Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

21.05.2007 | Reportaż

Nadopiekuńcze mamuśki

Czy zdarzyło ci się powiedzieć, że nie dajesz sobie rady lub czujesz się do niczego? Ktoś nazwał cię niesamodzielną? Jesteś od kogoś zależna lub męczy cię ciągła kontrola i ingerencja w twoje życie, nawet jeśli wypływa z czystej troski? Być może masz ten sam problem co bohaterki tego artykułu - nadopiekuńczą matkę i już wpadłaś w pułapkę jej nadmiernej troski.

Granica między zwykłą rodzicielską opieką i dobrymi intencjami a przesadną kontrolą nad wszystkim, co dzieje się w twoim życiu, jest bardzo płynna. Uważaj: nadopiekuńcze mamuśki są sprytne! Nawet nie zauważysz, jak oplecie cię pępowiną, którą potem coraz trudniej będzie odciąć. Warto o tym podyskutować i znaleźć złoty środek, by nie urazić kochającej mamy, ale nie pozwolić jej na wtrącanie się w twoje dorosłe życie.

Ciągle dzwoni

Julia
(23 lata, studentka z Warszawy):
- Moja mama ma problem z nieodciętą pępowiną. Zawsze była nadwrażliwa na moim punkcie. Nie mogłam znieść jej kontroli. Dlatego zamiast w Poznaniu rozpoczęłam studia w Warszawie. Chciałam się od niej uwolnić. Bardzo to przeżyła. Zaczęła brać jakieś leki uspokajające i nasenne. Chodzi do psychiatry. Obwiniam się o to, że ją zostawiłam i zaczęłam studiować w innym mieście. Rozwiodła się z ojcem, gdy miałam trzy lata. Właściwie ma tylko mnie i swoją mamę, z którą teraz mieszka. Czuję się winna, ale z drugiej strony nie mogłam już znieść ciągłych pytań: gdzie byłam, z kim, co robiłam, dlaczego wróciłam tak późno, czy nie jest mi za zimno, czy się nie zgrzeję, czy zjadłam śniadanie, dlaczego piję tyle kawy, dlaczego tyle jem, dlaczego jem tak mało, dlaczego nie noszę czapki... Rad, z kim powinnam, a z kim nie powinnam się widywać, jak powinnam się czesać, malować, ubierać, gdzie iść na studia i jaką mieć pracę.

Właśnie przy tym ostatnim powiedziałam jej „dość”. Do tej pory byłam posłuszna. Moją reakcję odebrała jako atak i wtedy się rozchorowała. Mimo to nie zrezygnowałam ze swoich planów. Wyjechałam na studia do Warszawy. Jeśli ktoś pomyślał, że odetchnęłam z ulgą, jest w błędzie. Mama dzwoni bez przerwy. Rano, gdy jeszcze śpię, po piętnastu minutach, gdy jem śniadanie lub biorę prysznic, kiedy jestem w drodze na uczelnię, po zajęciach, podczas obiadu i ze 100 razy wieczorem z pytaniami, co robię, gdzie jestem, o której wrócę i z opowieściami co u niej i jak bardzo za mną tęskni. Z powodu jej choroby na razie toleruję ten stan i staram się nie przejmować. To trudne, bo przez jej kontrolę straciłam fajnego chłopaka. Wystraszył się mojej nadopiekuńczej i wszystkowiedzącej mamy. Zastanawiam się, czy jej choroba nie jest celowa, żebym się nad nią litowała i nadal pozwalała jej na tę kontrolę. Nie wiem już, co mam zrobić, ale dłużej tego nie zniosę. Chyba z nią poważnie porozmawiam, kiedy tylko poczuje się lepiej.

Kupiła nam mieszkanie

Dagmara
(26 lat, farmaceutka z Łodzi):
- Mama wychowywała się w wielodzietnej, biednej rodzinie. Ciągle brakowało im pieniędzy. Jako jedyna skończyła studia i założyła własną firmę. Nikt jej nie pomagał, wszystko osiągnęła sama. Myślę, że postanowiła, że ja i brat będziemy mieć inaczej, że będzie nam pomagać. I robi to. Powinnam się cieszyć, ale... To było miłe, gdy studiowałam. Wpadała do mnie i zbierała rachunki, na przykład za telefon komórkowy. Opłacała je i zostawiała jeszcze parę groszy na pizzę. Po weekendzie w domu wracałam zawsze obładowana domowym jedzeniem. To bardzo fajne, gdy się jest młodym. Teraz mam męża, a mama nadal wpada do mnie i zbiera rachunki z toaletki. Opłaca je i zostawia mi pieniądze na ciuchy. Robi to niby żartem, niby z miłości. Zawsze tak to odkręci, że nie wiadomo, jak się w tej sytuacji zachować. Jeśli jesteśmy zajęci pracą i rzadziej ją odwiedzamy, sama przyjeżdża i zapełnia nam lodówkę. Stawia mnie w głupiej sytuacji. Mój mąż źle się czuje wobec takiego zachowania teściowej.

Bardzo żałuję, że pozwoliłam jej na kupno naszego mieszkania. Nie mieliśmy wtedy zdolności kredytowej i byliśmy zmuszeni wynajmować. Mama namówiła nas, że weźmie kredyt na siebie, a my go będziemy spłacać. Zgodziłam się. Do tej pory nie udało mi się zapłacić ani jednej raty. Mama się tylko uśmiecha i mówi, żebyśmy zbierali na samochód. Mój mąż źle się z tym czuje, bo mieszkamy jakby nie na swoim. Mama jest właścicielką tego mieszkania i ma nawet do niego zapasowe klucze. Raz przyjechała bez zapowiedzi. Otworzyła sobie drzwi, gdy nie było nas w domu. Przywiozła nam babkę piaskową i makowiec – ulubione ciasta mojego męża, i słoje ogórków, mój przysmak. Do wazonu wstawiła kwiaty z ogródka. Napisała kartkę, że nas kocha, i wróciła do domu, bo w Łodzi była tylko przejazdem. I jak tu się zachować w takiej sytuacji?!

Strofuje mnie

Natalia
(35 lat, florystka z Ciechanowa):
- Obwiniam ją o to, że nie ułożyłam sobie życia. Ciągle coś jej nie pasowało we mnie i w moich mężczyznach. Jeden brzydko się ubierał i miał nieokrzesany sposób bycia. Drugi był nieurodziwy i niewykształcony. Trzeci miał ojca, który słynął z kochanek i szastania pieniędzmi. Czwarty za dobry i za spokojny. Wciąż wydawało się jej, że zasługuję na kogoś lepszego, ładniejszego. Zostałam sama. Wynajmuję małe mieszkanie i staram się nie utrzymywać kontaktów ze swoją matką. Za długo słuchałam jej rad: „zapuść włosy, masz taki piękny, gruby warkocz!”. Tak mówiła, a ja jej wierzyłam, choć w duchu nie znosiłam tej staroświeckiej fryzury. „Jedz surówkę do końca, a mięso możesz zostawić” - wcinałam więc marchewkę na cerę, czosnek na odporność, pomidory na raka, sałatę na włosy... „Załóż tę bordową spódnicę, bo najładniej ci w tym kolorze, podkreśla kolor twoich oczu” - mam brązowe oczy i nie znoszę bordowego koloru. Gdy się wyprowadziłam, wyrzuciłam wszystko co bordowe z szafy. Teraz ubieram się na zielono i mam krótką fryzurę. Mama się obraziła za tę wyprowadzkę i w ogóle się do mnie nie odzywa. Czuję się źle, bo ją kocham i tęsknię za nią. Boję się samotności.

Wpada bez zapowiedzi

Paulina
(25 lat, dziennikarka z Warszawy):
- Nie wiem, czy celowo, czy rzeczywiście, jak twierdzi - z tęsknoty. Moja mama wpada do mnie bez zapowiedzi. Tłumaczy się, że nie chciała mi przeszkadzać w pracy i zawracać głowy telefonem. Wtedy robiłabym zakupy na jej przyjazd i sprzątała mieszkanie, a ona nie chce robić mi kłopotu. Chce się ze mną tylko zobaczyć. Przychodzi więc i dzwoni domofonem o 20, gdy właśnie w najlepsze piję wino z koleżanką lub palę na balkonie ze znajomymi, lub siedzę zawinięta w koc i czytam, bo mam zły humor albo całuję się z Erykiem, mam rozczochrane włosy i ochotę na seks.

Od śmierci taty mama czuje się bardzo samotna, dlatego pozwalam jej na te naloty. To jednak nie jest dla mnie miłe i obawiam się, że Erykowi też zaczyna to przeszkadzać, choć bardzo lubi moją mamę. Mama przychodzi do nas z ciastem, pieczenią z indyka lub konfiturą albo po prostu twierdzi, że wyglądamy mizernie, i zabiera się do gotowania. Gdy widzi naszą dezaprobatę, wypija szybki łyk herbaty, całuje nas i wolno wychodzi z domu. Działa mi to na nerwy, bo wtedy mi jej żal, że siedzi sama w domu, że jej tam smutno. Wysyłam po nią Eryka na przystanek i robię nam kawę. Wtedy mama się uśmiecha, zasiada w fotelu i wypytuje nas o życie. Sama też dużo opowiada. Widzę, że jest szczęśliwa. O 22 Eryk odwozi ją do domu, a gdy wraca, nie mamy już ochoty na seks. Czasem się śmiejemy z tej sytuacji, a czasem naprawdę w geście rezygnacji ręce nam opadają.

Próbuje wychowywać Janka

Basia
(27 lat, nauczycielka z Warszawy):
- Jej rady na temat tego, jak powinnam wychowywać Janka, doprowadzają mnie do białej gorączki! Wkurzające jest i to, że czasem rzeczywiście ona wie lepiej, i to, że się wciąż wtrąca. Cenię jej rady, bo mam dwoje rodzeństwa i całą naszą trójkę wychowała na uczciwych ludzi. Chciałabym jednak na własnych błędach uczyć się prawidłowych zachowań, a nie mieć wszystkie dobre rozwiązania podane na tacy. Ona powoduje, że ja czuję się gorszą matką, bo ciągle robię coś nie tak. Do tego Janek uwielbia babcię. A ta nie szczędzi mi uwag i przy nim, i przy moim mężu, i przy wspólnych znajomych. Próbowałam ograniczyć nasze kontakty, ale cierpi na tym Janek. To nie ma sensu. Żadne rozmowy do niej nie docierają. Zawsze tak argumentuje, że nie mam nic do powiedzenia. Jest urodzonym negocjatorem. Chciałabym być mamą dla swojego dziecka, a nie tylko jej córką. Dochodzi do tego, że Janek bardziej słucha jej niż swoich rodziców. Nikomu nie życzę konsekwentnej, nieugiętej i nadopiekuńczej matki.
Magdalena Trawińska
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor:  21.05.2007 zgłoś

Świetny artykuł, nareszcie ktoś poruszył ten temat. Ja ze swoją po prostu szczerze porozmawiałam. Nie od razu się zmieniła. Nastapiło to stopniowo, ale w końcu zrozumiała, że jestem dorosła!

Autor: ona  21.05.2007 zgłoś

moja mama też taka jest niestety. Płacze jak się spóźniam godzinę do domu (z nerwów), dzwoni co jakiś czas zeby się dowiedzieć gdzie jestem, zabiera mi rzeczy do prania (mimo ze niektóre nie były chodzone ale jej się wydaje ze jednak powinna je uprać), nie podoba jej się żaden mój chłopak, nie moge sobie nic sama ugotować (bo mam się uczyć a nie tracić czas na kuchnię) itd. To się robi nie do wytrzymania. A na dodatek mama nie wobraża sobie , że mogłabym się wyprowadzić z domu i zamieszkać sama (w tym samym mieście) I co tu robić? Rozmawianie nie pomaga, bo sięobraża. Chyba kiedyś bez jej wiedzy spakuję sie i wyprowadzę. Gdziekolwiek...

Autor: aGNESSA  21.05.2007 zgłoś

Ja mam super mame najwspanialsza na swiecie. Miala swoje schizy ale takie zdrowe. Martwila sie o mnie ale zwsze w granicach rozsadku. Jak wyjecjhalam na studia to dzwonilam do niej czasami a prawie co tydzien bylam w domu. Powoli sie przyzwyczajala. Na poczatku zawsze nasze rozstawanie konczylo sie placzem, i moim i jej. Jak skonczylam studia wyjechalam za granice nie protestowala zawsze byla i jest ze mna, obojetnie jaka podejmie decyzje. Kocha mnie i dlatego wspiera mnie we wszystkim co robie. Bardzo rzadko sie z nia wuidze ale kocham ja bardzo, tak samo jak mojego tate. Jednak rzadkie kontakty spowodowaly ze jak posiedze dluzej w domu to juz mam troche dosc i chce wracac do siebie:) Poprostu kazdy ma swoje przyzwyczajenia. Jednak uwazam ze mam super rodzicow. A jeszcze taka mala mysl kochajcie rodzicow bo niektorzy pragna miec taka "nadopiekuncza mamuske lub tatuska" a nie maja bo albo Ci wola alkohol i leja swoje dzieci czym popadnie albo poprastu nie zyja.

Autor: Jagoda  21.05.2007 zgłoś

Każdy kocha tak jak umie......Jest dobrze, gdy we wszyskim zachowamy umiar czasem wymaga to trochę czasu i zrozumienia z obu stron ...Chciejmy poprostu być dobrzy ale zachowajmy granice. Tym wypieszczonym mówię ,,głowa do góry -zawsze może być gorzej,,Naszym mamom jesteśmy też cos winni....skrawek życia.......

Autor: seedyGonzales  21.05.2007 zgłoś

a ja to mam już wogóle Okropnie!!!mam 20 lat i nic z życia-wiem, że ktoś powie, że to moją wina , że się tak stało, ale no niech mi ktoś powie-czy to normanle że własna matka nie pozwala ci się anwet na głos wypowiedzieć, że krzykiem i despotyzmem doprowadza do skraju wyczerpania??nawt sama nie mogę po mieście chodzić, bo mi niepozala, bo może mnie ktoś rąbnąć i że nic nie zrobię wtedy!!!to jest okropne!!!ja w miarę już się nawet przyzwyczaiłam, że ludzie traktują mnie jak taką z innej planety, ale ja też chcialbym być WOLNA!!i co gorsza, jak byłam z tym u psychologów, to oni mówili, że to są zaburzenia, ale nigdy nie kiwneli palcem , żeby mi pomóc!!co ROBIĆ????

Autor: rumianek_?  21.05.2007 zgłoś

moja mama była dumna, kiedy dostałam się na studia na super uczelnię ale bardzo daleko, smutna, gdy wyjeżdżałam za granicę, szczęśliwa, że znalazłam mężczyznę mojego życia, choć bardzo daleko od niej.. Kocham ją bardzo, szanuję i podziwiam. Sama wychowała trzy córy, wykształciła, wspiera je cały czas, kocha i myśli o nich. Ja i moje siostry zawsze uważałyśmy, że powinna więcej czasu poświęcić sobie. Ale ona uważa, że to żadne poświęcenie, że to po prostu odpowiedzialność i miłość.. Chciałabym mieć moją mamę blisko mnie, chciałabym aby pomogła wychować mi moje dzieci.. bo wiem, że zrobiłaby to fenomenalnie.. Kocham moją mamę ale za rzadko jej to mówię, za rzadko ją odwiedzam..

Autor: seedyGonzales  21.05.2007 zgłoś

a widzisz, są jednak mądre i wspaniałe matki-jesteś szczęściarą:)

Autor: Maja 25  21.05.2007 zgłoś

Eh, ja też mam nadopiekuńczą... mieszkam teraz z rodzicami, kocham mamę, podziwiam itd ale lepiej mi się z nią układało jak mieszkałam oddzielnie. NIe czuję się wolna, trochę jak za kratami, ona chce mieć pod kontrolą moje ruchy, moje decyzje. Potrafi mnie też bardzo wspierać. Brakuje mi czasem pewności siebie, podejmowania własnych decyzji, tak jakbym się spodziewała, że i tak ktoś za chwilę przyjdzie, wygłosi swoja opinię i podważy moje zdanie. Kurcze, jak to sobie z tym radzić, skoro jak widzę i po 30tce i 40 tce dalej się tym kobiety przejmują...

Autor: matka  21.05.2007 zgłoś

KOCHANE ....POMYŚLCIE TROSZKĘ :KTO WAM POMOŻE JAK ZABRAKNIE WASZEJ MATKI? CZY ONE ROBIĄ ŻLE JAK WAM POMAGAJA JEŻELI TAK UWAZACIE TO JESTEŚCIE W BŁĘDZIE RODZICE POMAGAJĄ TYLKO DLATEGO, ŻE SAMI CIĘZKĄ PRACA I MOZOŁEM ZDOBYWALI WSZYSTKO I NIE JEDEN RAZ WOŁALIM W OBŁOKI : MAO GDZIE JESTES? DLACZEGO MNIE NIE POMOZESZ ...ALE TO BYLO Z PEWNOŚCIA WOŁANIEE DO OBLOCZKÓW. j STRASZNIE BYM CHCIAŁA ŻEBY UGOTOWAŁA ZUPE I PRZYNIOSŁA CIASTO JAK PADAM Z NÓGI A TU PUSTA LODÓWKA I KIESZEŃ!.

Autor: seedyGonzales  21.05.2007 zgłoś

AKURAT TUTAJ NIEDOKOŃCA SIE ZGODZĘ-fakt, mama jest naprawdę skarbem , ale czy ,nie powinna też myśleć o tym, że dziecko dorasta i POTRZEBUJE wolności, zrozumienia, a nie ciagla łojenia, że to żle itp....

Autor: MAMUŚ  21.05.2007 zgłoś

Jestem mamą dwóch dorosłych córek. Mąż uważał, kiedy były jeszcze małe, że jestem nadopiekuńcza. Córki kiedy dorastały uważały podobnie. Rozmowy, cierpliwość i miłość pomogły mi w tzw. okresie przejściowym. Młodsza latorośl, kiedy starsza się wyprowadziła i bardzo tęskniłam, okresliła to jako syndrom "pustego gniazda"-psycholożka. Kocham je i jak tylko będę mogła, będę je wspierać i pomagać w ich dorosłym życiu. O ile będą mnie poptrzebować. Zdarzają mi się jeszcze "wpadki" myślę,że za bardzo się staram z " pomocą". Starsza córka jest od ponad roku szczęśliwą mamą i prosi mnie o pomoc przy dziecku, jesli tylko mam czas - pomagam. Nie chciałabym być dla nich osobą niemiłą i marudą. Jesli mogę podpowiedzieć w rozwiazywaniu problemów, to wyrażam swój punkt widzenia, do nich należy podjęcie decyzji. Mamuś, mami - tak do dziś mówią do mnie. KOCHAM MOJĄ RODZINKĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Dototka 23  21.05.2007 zgłoś

Moja mama zapadła w wieku dojrzalym na schizofrenie i nie jest juz tym samym człowiekiem. Co mnie martwi, to to, że nie wiem, czy będę w stanie oddać ją do domu opieki, a wiem, że kiedyś będzie taka konieczność, bo nie dam sobie rady (nie mogłabym iść do pracy) trzeba przy niej siedziec non stop, a tego nie chce bo szybko ją znienawidzę, wiem o tym. Moja matka czasem mnie nie poznaje, albo bije i nie zdaje sobie z tego sprawy. Naprawde chciałabym aby była nadopiekuńcza i nieznośna, bo wtedy byłby z nią kontakt. I weidziałabym, że się mną w ogóle przejmuje. Nawet, jeśli za bardzo... Nie narzekajcie! Wyobraźcie sobie taką sytuację, jest o wiele gorsza.

Autor: fdbfgk  21.05.2007 zgłoś

Moja mama jest bardzo chora, opiekuje sie nią wraz z siostra. Dałabym wszystko, żebym miec zdrową , uśmiechniętą mamę, która upiecze mi placeki przyjdzie bez zapowiedzi na kawę. Moim zdaniem, jesteście egoistami, że nie potraficie docenić dobroci własnych mam...Pomyślcie, że pewnie kiedyś też bedziecie w podobnej sytuacj i co wtedy...Pomyślcie o tych wszystkich dzieciach z domu dziecka, do ktrych rodzice sie nie przyznaja... PS: POZDRAWIAM WSZYSTKIE MAMY KTÓRE KOCHAJA SWOJE DZIECI!!!

Autor: Agnieszka  21.05.2007 zgłoś

Zazdroszcze tych wspanialych (wyrozumialych) matek !!!!!! Moja do takich nie nalezy :( dla niej wzaniejsza byla praca niz ja :( babcia mnie wychowala i kocham ja niezmiernie za to :) jest najwspanialsza osoba jaka znalam w moim wyzciu chociaz tez byla "nadopiekuncza" i teraz mi sie to daje w znaki :) ale niema tego zlego co by na dobre nie wyszlo!! :) :) Pozdrawiam.

Autor: prawda!  21.05.2007 zgłoś

Niestety ale matki często"przeginają"!ale wynika to zazwyczaj z braku mężczyzny w domu!często nadopiekuńcze są samotne matki!żyja życiem swoich dzieci,kiedy te dzieci są dorosłe.chciałyby uczestniczyć w imprezach lub siedzieć przy stole jak przyjdzie kolega czy koleżanka syna/córki,ciągle się"martwią"że sie coś stanie.znam to bo też mam taką matkę,ale ona głównie"martwi"się starszym synem.Niedobrze mi się robi jak wiecznie sie go wypytuje gdzie wychodzi,kiedy będzie,jak poszło itd...Często po jej oczach mogę wyczytać takie pytania skierowane do mnie!Dlatego często z nią sie kłócę.Dla mnie to nie jest zwykła troska,tylko nie pogodzenie się że dzieci są już dorosłe!Samotna kobieta,zamiast wiecznie wtrącać się w sprawy dorosłych latorośli powinna gdzieś poznać sobie Pana,i żyć z nim i zająć się swoim życiem!Nie znoszę takich kobiet!mają pretensję że poświęciły się dzieciom a teraz zostają same!Opanujcie się!Dzieci to jedno a ułożenie życia to drugie!Jedno i drugie można pogodzić!Niestety tak w życiu jest,że dzieci jak je mamy to się nimi musimy opiekować ale kiedy sa dorosłe ,trzeba im dać poznać życie i odejść!taka jest kolej losu!dzieci nie są na całe życie dla nas,by potem one na usługiwały!kto tak uważa niech lepiej nie ma dzieci i nie robi ich,bo potem w przyszłości jest tak że dzieci nienawidzą własnej matki!(ten problem głównie dotyczy kobiet),niestety...

Autor: Córeczka mamusi  21.05.2007 zgłoś

Moja mama tez taka jest... fakt,mam jeszcze 17 lat ,ale to nie znaczy,że musi traktować mnie jak dziecko(bo jestem b. dojrzała pomimo mojego młodego wieku...wiele osób mi to mówiło i mówi).... Kocham ją nad życie,ale czasami jej słowa bardzo mnie bolą...(mieszkam z moim chłopakiem) Wczoraj np. powiedziała,że już ich nie kocham,że wole iść położyć się z moim chłopakiem niż z nimi... wiem,że bardzo trudno im to przychodzi...wiem,że widzą we mnie mała dziewczynkę...ale ja już nią nie jestem...i nie wiem jak im to wytłumaczyć... wtrącają się we wszystko... że obiad za mało doprawiony... że dom nie posprzątany ( a sprzątałam dzień wcześnie)... Myślą ciągle o moim bracie,a mnie ograniczają... Czasami ze złości i smutku chce mi się płakać... Przecież ich kocham...a dzieci kiedyś muszą dorosnąć... Oni tego nie rozumieją :( Czasami mam ochotę się do nich przytulić i powiedzieć,że ich kocham,ale oni wtedy muszą zrobić pranie albo pojechać do sklepu... Nie mają dla mnie czasu...a kontrolują mnie cały czas...że za późno idę spać... po co chodzę do mojego chłopaka do pokoju( bo śpimy niestety osobno) Moim problemem jest nie tylko mama,ale też tata... który nie może zrozumieć,że nie jestem małym dzieckiem... Podziwiają mnie tylko kiedy coś dla nich zrobię... (Podziwiają na ruski rok)... a przecież mam kochającego chłopaka... jesteśmy razem strasznie szczęśliwi... a Oni ciągle mi dokuczają :(

Autor: BBBkobieta  21.05.2007 zgłoś

Oddała bym wszystko aby móc przytulic swoja mame , ale niestety juz nie zyje, odeszła zbyt wczesnie. Czytam te opisy o nadopiekuńczych matkach i zastanawiam sie co powiedzą te wszystkie osoby jak zostaną same. Sama mam syna (właśnie jest w wojsku)staram sie tak stawiac sprawy aby nie poczół sie skrepowany ,jestem nadopiekuńcza ale nie daje mu tego odczuc, niech zyje swoim życiem a i tak do końca bede sie o niego martwic i pomagac ile sie da.....Matka

Autor: anna  21.05.2007 zgłoś

Kochani...maja mama nie żyje, była wspaniałym człowiekiem, pewnie że nas dużo dzieliło, ale zawsze dużo rozmawiałysmy, też była opiekuńcza i za to jej dziękuję, teraz mi jej brakuje...mam syna, dorosłego, też jestem opiekuńcza, ale w przyzwoitej normie, takiej jaką miała moja mama i jak do tej pory nie ma między nami zgrzytów...życzę wszystkim takiej matki jaką była moja i takiego syna jak mój...

Autor: mama YO  21.05.2007 zgłoś

Jestem mama .Chcialabym bardzo byc ta najkochansza . I jestem tez corka .I w tej roli takze chcialabym byc nakochansza.....Ale to nasze zycie czesto wszystko komplikuje . Bywa roznie.I zawsze jest w tym nieco naszej winy .Milosc przeplata sie z nieudolnoscia, brakiem doswidczenia strachem egoizmem -i naszym i tych ,ktorzy sa nam tak bliscy. Zeby troche to wszystko pojac i uwolnic sie od wielu przykrych konsekwencj tej nadopiekunczosci mojej matki-i zeby nie przekazywac tych problemow dalej mojej corce,duzo czytalam .Pracowalam nad soba.Ale te wszystkie skomplikowane i splatane problemy pozwolla mi uczesac "mala ksiazeczka Autorka jest psycholog kliniczny Paula Caplan NIE OBWINIAJ MATKI .POLECAM!!!! " jesli czujesz do matki zal,zlosc,gniew albo jestes na nia wsciekla,sprobuj w pelni poczuc te emocje.Przyjrzyj sie im.Placz.Krzycz.Bij piesciami w poduszke.Zrob liste pieciu najwiekszych krzywd ,ktore wyrzadzila ci matka.A potem zastanow sie,jaka jest glowna przyczyna tego,ze corki maja pretensje do matek .Moze zostalytego nauczone." ...MOZE ZOSTALY ttt TEGO NAUCZONE..???

Autor: ;]  21.05.2007 zgłoś

moja matka też ma schizy...chcę, żebym jej wszystko mówiła, ale ja tak nie potrafię. po prostu jej nie ufam. codziennie widzę, jak postępuję ona z sekretami mojej siostry. rozgaduje całej rodzinie, choć zostały powierzone tylko jej. nie potrafi trzymać języka za zębami. ciągle się skarży, że nic nie mówię jej, tylko swoim przyjaciółką. niestety one nie będą robić mi przesłuchania: gdzie, po co, z kim, ile ma lat, jak wygląda i tego typu pytania. ostatnio nie wytrzymałam i powiedziałam ,że jej nie ufam i dlatego nie zwierzam się. trochę poskutkowało, lecz jak długo to będzie trwało??

Autor: Sylwia  21.05.2007 zgłoś

Moja matka to byl ytp ,który opisała Julia.Spóźnisz się 15 minut,płacz bo się denerwuje martwi itp.Zmieniasz miejsce zamieszkania -choroba.Tylko,ze w moim przypadku ta choroba matki to był zwykły szantaż.Widzę ,że z mamą Julii jest podobnie.Dziewczyna twierdzi,że porozmawia z matką kiedy ta lepiej się poczuje.Wątpię czy to nastapi! W moim przypadku choroby się przedłużały,było coraz gorzej ,ataki serca itp.I to tylko po to żeby sprawować kontrolę.Pewnego pieknego dnia powiedziałam wszystko co mi leżało na wątrobie,wieć teraz ona ze mną nie rozmawia.Specjalnie mnie to nie rusza.Ileż można kogoś szantażować i wszystko wymuszać?!

Autor: Cicinka  21.05.2007 zgłoś

Dlaczego tu jest mowa tylko o kobietach? Oto matka mojego chłopaka (19) - kura domowa, z którą musi stoczyć prawdziwą wojnę, żeby pojechać gdzieś sam, nie będąC PRZEZ NIą ODWOżONY. Najchętniej kontrolowałaby każdy jego krok. W dodatku to, że jej nie odpowiadam jako jego dziewczyna, uważa za brak szacunku wobec siebie. I oczywiście jak się jej powie, że jest naoiekuńcza, to powie tylko tonem obrażonej księżniczki, że ona tylko troszczy się o swojego syna. Strasznie ubolewa, że on nie ma juz sześciu lat i już jej nie uwielbia.

Autor: EWA-R  21.05.2007 zgłoś

Ja też jestem matką nadopikuńczą.Syn mój najukochańszy jest moim jedynym,udanym i póznym dzieckiem/urodziłam go mając 37 lat,31 lipca skończy 17lat.Moja nadopiekuńczośc wzięła sie ,ze strachu o niego.Gdy miał 5 lat skierowano go na gimnastykę korekcyjną nienawidził tych ćwiczeń,pań pokrzekujacych na niego do których ja się dołączałam.Po pewnym czasie czsie przed ćwiczeniami mówił mi,że mu się kreci w głowie.Ja oczywiscie rozsierdzona jak to wszyscy ćwiczą a ty nie!i zaczął się horror. oczywiście nie zorientowałam się ,że to ,,kręceni w głowie ''to awersja na ćwiczenia.Poszłam na rejon do lekarza z płaczem opowiadajac jak to jest.Lekarz skierował go do neurologa, a neurolog przepisał mu azepin.Twierdząc,że ma padaczkę bo się urodził w zamartwicy.Pożyczłam pieniadze od znajomych i pojechałam z dzieckiem do Centrum Zdrowia Dziecka, przeszedł wszelkie badania w tym ineurologiczne i będacy tam wówczs lekarz nazwisko ,do śmierci będę pamiętać niech 100 najmniej lat żyje!''drKarkowski powidział,ze padaczke to moga miec ale koszlińscy lekarze, a on jest dzieckiem nadwrażliwym!Itak jest w istocie !,podając mu przepisany lek dopiero sądzę bym wywołala padaczkę!I stąd moja panika i nadopiekuńczość.Staram się nie obrzydzić życia ale wewnetrznie sie o niego boję.Jest b.dobrym przystojnym ,madrym dobrze sie uczącym dzieckiem.tak,że nadopiekuńczość też z czegoś wynika!Nie narzekajcie cieszcie się swoimi matkami i rozawiajcie z nimi o tym wszystkim co tu piszecie.Matka myśli sercem.

Autor: wyrodna córka  21.05.2007 zgłoś

Ja mam trochę inny problem bo tak naprawdę to ja zawsze musiałam się opiekować moją mamą.Moja mama jest chora na epilepsję (padaczkę) od 9 roku życia. Nigdy nic nie musiała robić. Była wychowywana przez moją babciępod kloszem...Teresko ty sobie usiądź bo upadniesz, Teresko ty się połóż bo coś tam... Doszło do tego, że moja matka jest kalekąale społeczną. Nigdy nie pracowała bo przecież jest chora, całe życie siedzi na rencie i uważa, że wszystko jej się należy bo przecież jest chora. Korzysta z opieki społecznej bo ma 520 złotych renty miesięcznie i na tym się kończy.Teraz jak ja zarabiam oczekuje,że będę ją wspierać finansowo. Oczywiście chcę jej pomóc bo nie chcę aby klepała biedę ale nie w ten sposób, żeby dawać jej pieniądze do ręki zanic. Proponowałam jej aby dorobiła sobie z ankietami, że jej załatwie badanie, że może zrobić dziennie ze dwie, trzy ankiety - oczywiście jeżeli będzie się dobrze czuła. Zawsze to jest jakiś zastrzyk finansowy w granicach, dwieście, trzysta złotych miesięcznie. Mam żal do swojej matki o to, że nigdy się mną nie zajmowała i moimi dwoma młodzymi braćmi. Już od najmłodzych lat, wychowywałamnie ulica i babcia do której biegałam jak tylko miałam okazję aby nie siedzieć w brudnym nieposprzątanym mieszkaniu. Pamietam jak chodziłam do zerówki - inne matki przyprowadzały swoje dzieci a ja musiałam chodzić i wracać sama. Do szkoły chodziłambrudna i śmierdząca co oczywiście odbiło się na moich relacjach z rówieśnikami bo oczywiście kto będzie się zadawał ze śmierdziuchem.Nigdy nie zadbała o to, żebym odrobiła lekcje. Nie jestem nauczona systematyczności i sama teraz w dorosłym zyciu muszę nad tym pracować aby cokolwiek osiągnąć.Mieszkaliśmy w kawalerce w 5 osób razem z drugim mężem mojej mamy a ojcem moich braci, wc na korytarzu, brak ogrzewania centralnego i wilgoć. Mam żal wielki do swojej matki, że nigdy nic nie starała się zrobić aby polepszyć nasze życie.Niepmiętam nigdy, żeby powiedział, że mnie kocha i mnie przytuliła. Okazywać uczuć uczyłam się i uczę teraz jak mam swoją rodzinę( synka dwuletniego).To do czego doszłam zawdzięczam tylko sobie bo skończyłam studia, mam dobrą pracę, kupiliśmy z mężem mieszkanko i jak na razie jesteśmy szczęśliwi. Ale te okaleczenie emocjonalne jakiego doznałam w szkole i w domu ciągle we mnie tkwi. Mam przez to bardzo niskie poczucie własnej wartości.Dlatego zazdroszczę tym, którzy mają nadopiekuńcze matki bo ja tak naprawdę nigdy nie maiłam prawdziwej matki o ojcu nie wspomnę.To zawsze ja musiałamsię nią opiekować. Kocham ją a jednocześnie mam do niej duży żal.Teraz pomaga mi przy moim synku, zostaje czasami z nim jak jest chory a ja muszę iść do pracy. Kupuje mu upominki, cieszy mnie to bo synek ma chociaż babcię. Kocham moją matkę a tak napradę nie potrafię jej tego powiedzieć, wstydzę się to zrobić i duża zadra tkwi we mnie.Chciałam się trochę wyżalić i zwrócić niektórym uwagę, że są dwie strony medalu. Chyba jestem wyrodną córką ale pomimo, że ją kocham czuje jednocześnie , że jest dla mnie obca ;-((.

Autor: gosia  21.05.2007 zgłoś

Moi rodzice zgineli w wypadku samochodowym, gdy miałam 16lat.Dzis mam 20 i choć mowia, że czas leczy rany to mi z kazdym dniem ich coraz bardziej brakuje. Bardzo ich kochałam i kocham za wszystko. To byli wspaniali ludzie w 100%.

Autor: Pola  21.05.2007 zgłoś

Juz zabieralam sie zeby napisac, ze chcialabym miec nadopiekuncza matke, bo przynajmniej wtedy poczulabym, ze ktos sie mna opiekuje. Ale po zastanowieniu dochodze do wniosku, ze kazdy dostaje tyle ile jest w stanie udzwignac. Ja prawdopodobnie mam udzwignac samotnosc i "sobie radzenie" w kazdej sytuacji, zas bohaterki artykulu musza udzwignac nadopiekunczosc matek. Pozdrawiam wszystkie

Autor: Oliwia  21.05.2007 zgłoś

Podobnej natury problem mam i ja :( Facet mój ma 24 lata a jego mama wciąż wpływa na nasz zawiązek. Jest bardzo opiekuńcza, z początku bardzo mi się to podobało,ponieważ sama nie miałam takiej kochającej rodziny i jestem w stanie docenić starania.W gruncie rzeczy okazuje swoja miłość przez jej tez wolno kochać to jest piękne,ale jest również druga strona medalu ciągłe pytania : o której wrócisz ,nie siedz za długo,nałóż czapkę ,na siłę ,,wpychanie jedzenia" -ja wiem ze to swoisty rodzaj okazywania miłości ale śni mi sie to po nocach.Mam dość!!!Nie mam już na to siły... Pomimo tego uważam ze ogromnie wpływa "teściowa" na nasz związek, nakładając błahe obowiązki. Odczuwam ze porostu jest zazdrosna, a z chłopakiem widzę sie od czasu do czasu wiec wiadomo,że czas jaki możemy przeznaczyć dla siebie staramy sie całkowicie wypełnić. Ale Jego mama planuje inaczej dni synowi,tylko niestety beze mnie...

Autor: Martyna24  21.05.2007 zgłoś

mój narzeczony (jesteśmy razem 6a lat) ma nadopiekuńczą matkę , która nienawidzi mnie od samego początku spotkania (bo miałam problemyw domu ) i obwinia mnie ze przezemnie jej syn się nie uczy , spiskuje cały czas przeciwko mnie żeby tylko zniszczyć nasze uczucie, kiedy on powiedział jej że się mi oświadczył -dostała ataku histeri i złości ... kiedy on przyprowadził do domu nwoą dziewczynę potajemnie mnie zdradził , nie zapytała co się dzieje żeby pomóc rozwiązac kryzys,nienawidze jej , nigdy nie dam jej dotknąc mojego dziecka , nigdy nie powiem do niej mamo , bo jest strasznie podstępną i wredną osobą która traktuje mnie z wyższością damy , tylko dlatego że jestem dwa lata starsza od jej syna którego uwaza za swoją własność :(

Autor: mia wallace  22.05.2007 zgłoś

Zbulwersowala mnie opinia Dagmary. Ma pretensje do mamy o to, ze placi raty za jej mieszkanie?! Mama dba, zeby nie wyrzucono ich na bruk, za co spotyka ja krytyka. Niech corka sama zacznie splacac raty, skoro chce byc samodzielna. Historyjka nastolatki, ktora chce byc "niezalezna i samodzielna" na koszt innych, mieszkac oddzielnie w mieszkaniu kupionym przez rodzicow i jezdzic wlasnym samochodem, prezentem od tat, na zakupy, ktore finansuja rodzice. Mam takie kolezanki, ktore chelpia sie swoja "samodzielnoscia", finansowana co miesiac przez zaradnych rodzicow. NIe maja oporow przed wyciaganiem reki po kolejne prezenty, ale nie potrafia sie zdobyc na opieke nad chora, przykuta do lozka matka. Zenujace, gowniarskie podejscie.

Autor: stokrotka  22.05.2007 zgłoś

Moja kochana MAMUSIA zmarła gdy miałam 14 lat.Minęło już 23 lata. Mam kochanego męża i synka , ale pustka jaka po niej została nigdy się nie wypełni ;( Kochajcie swoje MAMY czy są nadopiekuńcze ,czy potrzebują opieki !!!MAMA to wyjątkowa osoba !!!Jedyna i niepowtarzalna !!!

Autor: zoza  22.05.2007 zgłoś

Ja mam to samo z moim małżonkiem, on jest nadopiekuńczy wobec mnie:/,najchetniej siusiałby za mnie,nie dlatego że mnie kocha ,tylko uważa że wszystko robie źle:/ Wolałabym mieć nadopiekuńczych rodziców :-/

Autor: Dominika  22.05.2007 zgłoś

Też mam problem z mamą. Jestem już na trzecim roku studiów a ona codziennie budzi mnie z samego rana, nawet w soboty i w niedziele, robi mi śniadanie i zadaje szeregi pytań, typu: Ile czasu dzis bedziesz sie uczyla? Co bedziesz robiła?' A kiedy przyjdzie Kasia? A Asia? A Patrycja? Co u nich słychac? Dalej sie z nimi przyjaznisz? A może pouczysz sie wiecej? (choc i tak mam wysoką srednia na uczelni) Kiedy jestem poza domem, sprawdza na moim planie zajęc w INTERECIE kiedy kończę i dzwoni do mnie - Dominiczko, wracaj do domu natychmiast! Ja obiad zrobilam. A jesli nie chcę wracac zaczyna na mnie krzyczec i uzalac się nad sobą - jak to ona tak bardzo sie stara a ja to olewam, jak to bardzo ma dosc tego oraz - "Nie pomyślałabym, że mnie w życiu cos takiego spotka" i z płaczem odklada słuchawkę. Nie akceptuje też mojego mężczyzny - wyzywa jego rodzinę od złodziei, przestepców, oszustów, kłamców i schizofreników choc w ogole ich nie zna. Kiedy miałam pojechac z moim ukochany i jego familią na tygodniowy weekend na mazury wpadła w 2tygodniową histerię, krzycząc, że nigdzie nie pojadę. Obdzwoniła całą rodzinę i opowiedziała jaką jestem straszną córką - (co jej się dosc często zdarza od momenu kiedy skonczylam 10 lat i podejmowalam pierwsze proby uwolnienia się od niej :/ . Oszukuje, okłamuje wymyśla głupoty i ciągle krzyczy - wszystko po to zeby zrobic z siebie ofiarę. Nie wytrzymuję z tą kobietą! Konczę - bo muszę zjeśc duze sniadanie zeby nie pogarszac jej psychicznego stanu - i oczywiscie nie zasiedziec sie przed komputerem "bo beda mnie oczy i stawy bolały i bediemy musiały chodzic do lekarza znowu a w gabinecie mozna sie zarazic tyyylooooma chorobami, że pozniej do konca życia jak ciotka Ela ... bla bla bla..." - Pozdrawiam :)

Autor: sylwia  22.05.2007 zgłoś

Moja mama jest kochana,nie jest nadopiekuncza,ale pomaga mi kiedy potrzebuje,zajmuje sie moja corcia kiedy ja musze cos zalatwic,nie jest natretna ani upierdliwa,tylko dzieki niej ja i moi bracia mielismy w miare normalne dziecinstwo.Niewazne jaka jest matka,wazne ze jest!!!i oc=by byla jak najdluzej:)

Autor: Ines  22.05.2007 zgłoś

Do Dominiki Mam podobnie. Moja mama też nienawidzi mojego faceta. Jesteśmy ze sobą 7 lat. Jest dla mnie dobry, ale dla niej i tak jest źle. Ostatnio zrobiła mi mega zadymę, dwa dni przed urodzinami. W tamtym roku to samo w dniu urodzin. Jeszcze po gębie dostałam. Ona jest chyba chora chociaż wcale tak nie uważa. Nie chce iść do lekarza żeby cos jej dał. Nie wiem co będzie jak się wyprowadzę za jakis czas. I jeszcze te wymówki, że ja cie wychowałam a ty jesteś taka niedobra dla mnie. Jestem jej za to wdzięczna, ale mam już 26 lat i też chcę ułozyć sobie zycie. Żadne spotkania rodzinne nie wchodzą w grę w mama jak widzi mojego faceta to prawie ją trafia. Z wyjazdami też jest problem. Jak mam gdzieś jechać to przez tydzień żyć mi nie daje. Ostatnio doszło do tego że chciałam wnieść się z domu.

Autor: katarzyna40  22.05.2007 zgłoś

Witam w klubie tez marzyłam o tym kiedy to sie skończy - ale już straciłam nadzieję, mam 40 lat a moja mama nadal chce mieć wpływ na moje życie. Miała swój udział w moim rozwodzie, w rozwalaniu kolejnych związków każdy facet był h..., skur..., chce mieć wpływ na wychowanie wnuków. W końcu to ja wylądowałam u psychologa - i on mi powiedział, ze mama jest nadopiekuńcza i to Ona musi się leczyć - gdy jej to powiedziałam parsknęła śmiechem. Pomimo tego, ze mieszkam 350 lm od niej ciagle sterować chce moim życiem. Wie że ode mnie nic się nie dowie to wypytuje moje dzieci, nie wyobraża sobie abyśmy święta spędziali oddzielnie, gdy przyjeżdża bez zapowiedzi robi mi awantury że wychodzę na spotkania ze znajomymi lekceważąc ją jako gościa. Horror. Żaden mój partner nie umiał się jej przeciwstawić, dopiero od roku mam obok siebie wspaniałego mężczyznę i udaje nam się zachować zdrowe relacje między moją mamą - choć na dzień dobry chciała i jego ustawić ale dostała kontrę. Samo życie - nikt nie mówił ze tu jest łatwo. Powodzenia dla wszystkich

Autor: martucha  22.05.2007 zgłoś

Do EWA-R: Staram się zrozumieć punkt widzenia ze strony matki..., ale szczerze mówiąc, chłopców w naszym społeczeństwie wychowuje się dwojako- na maminsynków albo na "damskich bokserów". Wszystkie wzorce wynosi się przecież z domu... Potrafię zrozumieć opiekuńczość rodziców, ale dzieci w końcu dorastają. Nie można traktować dwudziestokilkuletniego mężczyzny, niczym 3-latka ( a widziałam nie raz takie sytuacje)...Trzeba pozwolić dorosnąć własnym dzieciom, a one na pewno to uszanują i docenią. :) Pozdrawiam

Autor: wqrzona  22.05.2007 zgłoś

Nigdy nie bylam latwym dzieckiem. Zawsze mialam wlasna droge, czesto inna niz chcialaby moja mama. Akceptowala wszystko. Wspierala, pomagala. Nigdy nie byla nadopiekuncza, nie mowila,ze mnie kocha. Ona pokazywala to kazdym swoim gestem. Mam 24 lata, nie mieszkam z rodzicami juz kilka lat, widzimy sie trzy razy w roku, a mimo to wisimy na telefonach, jakby odleglosc byla dla nas nowowscia. Potrafi udzielic magicznych rad w magiczny sposob. Przyzwyczajona do tego, ze mam wlasne zycie potrafi wiele zaakceptowac. Mam wspanialych rodzicow i nigdy bym ich nie zamienila na zadnych innych. Nadopiekunczosc moze jest bolesna, ale obojetnosc wydaje mi sie gorsza. Czesto obwiniamy o wszystko rodzicow, ale wierzcie mi, ze i na nich sa sposoby. Trzeba tylko znalezc ten wlasciwy. Zastapic zlosc przemysleniami, rozmowami. Nic na sile, ale wszystko malymi kroczkami. Kilka dni temu mama powiedziala mi,ze mnie kocha. Uzyla slow, a nie gestow. Nawet nie wiecie jak cieplo zrobilo mi sie na serduszku.

Autor: eva  22.05.2007 zgłoś

Moja matka to koszmar.Całe moje dotychczasowe zycie opierało sie na krytykowaniu mnie, a to włosy miałam nie takie jak trzeba(a nie daj Boże jak je obcięłam),a to jestem chamska nie potrafie byc wdzięczna,wybrałam studia nie te co trzeba.Potrafiła nawet krytykować mnie za rzeczy ,które nie istniały non stop krytykowała moje nogi mimo,że to się mijało z prawda w każdym, który mnie odwiedził czy tez z którym rozmawiałam na ulicy widziała potencjalnego wroga,mało tego z kazdym z nich jej zdaniem szłam do łózka.Jej opinia o mnie była okropna i poniżajaca.Zawsze twierdziła,że inne koleżanki maja lepsze dzieci i moga byc z nich dumne ,a nie tak jak ona.Zawsze starałam się robić tak ,aby była ze mnie dumna,ale wszystko szło na marne.Któregos dnia powiedziała mi nawet,że żałuje że mnie urodziła.Jak jej kiedyś to przypomniałam,to stwierdziła,że jestem chora psychicznie i powinnam się leczyc,bo zasczynam mówić takie głupoty,że normalny człowiek takich rzeczy nie robi.Jednym słowem zawsze znajdzie powód zeby mnie ponizyc.Jestem po raz drugi mężatka.Pierwsze małżeństwo rozpadło się przy pomocy mojej mamusi,bardzo się cieszyła jak zostałam sama,bo znowu miała nad kim się pastwić.Moze i bym to zniosła,ale nie jej zachowanie wobec moich dzieci z drugiego małżeństwa.Ona poprostu ich nie znosi i jak to zawsze powtarza ,to nie sa moje dzieic tylko mojego męża.Poprostu idiotka.Krytykuje je codziennie,karze bic je za złe zachowanie z zaznaczeniem,żeby to zrobic tak,aż sie posikaja(dzieci maja 4 i 2 latka).Cały czas twierdzi,że będę miała napewno z nimi kłopoty.Przegięła,gdy zostawiłam ja kiedyś z dziećmi na trzy godziny.Gdy wróciłam młodsze dziecko miało odpazona pupcie i kupkę w pieluszce(nie zmieniła),a drugie skarzyło się że udezyła je po twarzy i nie dała jeść.W zwiazku z tym uznałam,że najlepszym wyjściem bedzie jak zniknie z mojego zycia.Rozstałam się z nia poprzez sms-a,innej mozliwości nie było,bo znowu zaczęła by się krytyka.I napradwę czuję się z tym lepiej.

Autor: Marek  22.05.2007 zgłoś

Dorośli ludzie!

Autor: asia  22.05.2007 zgłoś

Eva dobrze zrobiłaś, bo miałabyś całe życie piekło na ziemi i twoje dzieci też! Myślę że zachowanie Twojej mamy to jakaś choroba psychiczna, jakieś kompleksy z przeszłości, nie wierzę, że można być takim samemu z siebie. Powodzenia Ci życzę!

Autor: Inka  22.05.2007 zgłoś

Mam 27 lat i ogromne szczescie, bo moja Mama jet moja Przyjaciolka. Zawsze nia byla. Jest wspaniala, madra, wrazliwa i cudowna kobieta. Zawsze moge na nia liczyc. Darze ja wielkim zaufaniem i nigdy nie zawiodlam jej zaufania. Moja Mama jest kobieta szczesliwa i pogodna. Moze nasze wzajemne, wpaniale relacje wynikaja z tego,ze moja Mama jest kobieta spelniona i szczesliwa. Ma dwie dorosle corki, dobra prace i ukochanego meza. Moi rodzice, ponad 30 lat razem sa wiecznie zakochani w sobie. Dlatego byc moze Mama nie ingeruje w moje prywatne zycie, lecz stoi z boku, jak najlepsza Przyjaciolka. Teraz mieszkam za granica, ale bardzo czesto do Niej dzwonie. Gadamy o rzeczach waznych i typowo babskich. Duzo sie smiejemy razem. Moja Mama daje mi sile i dodaje skrzydel. Kiedy o Niej mysle, swiat staje sie lepszy. Ona wierzy we mnie, wpiera i pozwala zyc tak, jak chce. Kocham Ja z calego serca.

Autor: hana  22.05.2007 zgłoś

moja matka jest nadopiekuncza j jestem nadopiekuncza i moje corki tez beda nadoiekuncze lepsze to niz obojetnosc marazm i stagnacja.

Autor: asia  22.05.2007 zgłoś

do hana - a nie lepiej to wypośrodkować i kochać mądrze tak jak mama Inki? Przecież jest coś pomiędzy nadopiekuńczością a obojętnością...

Autor: Ines  22.05.2007 zgłoś

Do Inki: Zazdroszczę ci takiej mamy. Moja zawsze mówiła, że nic mi się nie uda. Nie obchodziły jej moje plany zawodowe. Teraz mówi, że pewnie wywalą mnie z pracy bo ona to załatwi. A kiedy jest mi źle i chcę pogadać to mówi, że ją to nie obchodzi.Z jednej strony wtrąca się w moje życie, a z drugiej mam wszystko gdzieś. Jak dwie rózne osoby.

Autor: Ewka  22.05.2007 zgłoś

DO DOROTKA 23!! Bylam w podobnej sytuacji. moja mama tez zachorowala na schizofrenie, ale teraz jest juz dobrze. jezeli potrzebujesz jakiegos wsparcia lub rady to napisz: genuine82@o2.pl. pozdrawiam serdecznie.

Autor:  22.05.2007 zgłoś

Eva ja też mam taką mame, męcze się już z nią wiele lat, najbardziej boli to poniżanie, wyzywanie itd. itp nie co do mojej osoby, tylko gdy to zaczyna dotykać najbliższe mi osoby (dzieci), poza domem oraz dla moich braci i bratowej to ideał, milutka słodziutka zawsze pomocna itd. Nie wiem skąd ta nienawiść do mnie i moich dzieci chociaż przypuszczam że nie zdaje sobie sprawy, że kogoś krzywdzi swoim zachowaniem.

Autor: do Ines  22.05.2007 zgłoś

ja mam taka sama mame, nigdy w zyciu mnie nie pochwalila, ciagle powtarza ze nie skoncze studiow, ze z [pracy mnie wyrzaca, bo przeciez do niczego sie nie nadaje i sobie w zyciu nie poradze. bla bla, juz mam dosc jej gadania. kompleksy z figura tez mam przez nia.

Autor: Inka  22.05.2007 zgłoś

Do Ines: Przykro mi. Wyobrazam sobie, jakie to musi byc dla Ciebie trudne. Napradwe czuje,ze mam wielkie szczescie. Staram sie to dostrzegac i doceniac na co dzien. Moja Mama wie, co to dobra, madra, dojrzala milosc. Umiala zaakceptowac,ze ja i moja siostra to dwie odrebne istoty ludzkie ze swoimi planami i marzeniami. Jesli cos mi sie uda, jest ze mna w szczesciu i mowi- nie moglo byc inaczej, bo jestes wspaniala. Jestem z ciebie dumna. Gdy mi sie nie powiedzie- mowi,ze nastepnym razem sie uda i ze kazde doswiadczenie jest cenne. Oczywiscie potrafi tez krytykowac, ale nigdy nie uslyszalam,ze jestem beznadziejna, a raczej,ze to co zrobilam bylo nieprzemyslane.Mam nadzieje,ze bede potrafila byc taka mama dla swoich dzieci, bo to najpiekniejsza przyjazn w szyciu, gleboka wiez i poczucie akceptacji, milosci i bezpieczenstwa.

Autor: Bożena  22.05.2007 zgłoś

Czytam czytam i tak myślę że w życiu jest różnie. Moja mamsia ma 70 lat ja mam 50 moje córki jedna 28 druga 26 a syn skończył 18. Kocham moją mamę choć nieraz mnie wkurza ale jak do niej zadzwonię to daję jej się wygadać o jej chorobach o wszystkim i napewno jest jej lżej.Moje dzieci kocham nad życie pomagam jak jest taka potrzeba .W sobotę jadę do mojej mamusi na dzień matki zrobię jej niespodziankę cieszcie się że macie matki

Autor: Inka  22.05.2007 zgłoś

Nadopiekunczosc rodzicow czesto sprawia,ze dzieci sa zagubione, bezradne wobec zycia, nawet kiedy sa juz dorosle. To dosyc toksyczna sytuacja i wydaje mi sie,ze wszystko zaczyna sie juz w momencie pierwzych lat zycia dziecka. Jesli rodzice nie maja cierpliwosci, kiedy dziecko uczy sie jesc, robic siusiu do nocnika, rysowac, itp... i wyreczaja je, bo tak szybciej lub sadza,ze zrobia to lepiej-wtedy zaczyna sie odbieranie dziecku prawa do samodzielnosci. A w efekcie konczy sie to trudnymi relacjami w przyszlosci. Zatem mlode mamy pozwalajcie dzieciom poznawac swiat po swojemu, oczywiscie czuwajac nad ich bezpieczenstwem, ale z boku, a nie jak chmura gradowa nad nimi. Pozdrawiam wszystkie Mamy. Niedlugo Wasze swieto. Choc w zaadzie dla mnie niemal codziennie jest Dzien Matki, bo kazdego dnia uswiadamiam sobie, jaka cudowna osoba jest moja Mama. I to nie tylko dlatego, ze jest moja przyjaciolka, ale zupelnie obiektywnie -patrzac na Nia jak na drugiego czlowieka. PS. Kocham Cie Mamo.

Autor: Mała  22.05.2007 zgłoś

Ehh A moja matka ma mnie i moje rodzenstwo głeboko gdzies..Zostawiła nas juz dawno z Tata. a kiedy zmarł chciała nas wyrzycic z domu bo to jej własnośc dzien po Jego śmierci.Na szczęscie to jej sie nie udało. A teraz szlaja sie gdzies od czasu do czasu ciągając nas po sadach zeby jej alimenty płacic. A sama najmłodszej siostrze płaci miesiecznie 15 zł. No to kochani cieszcie sie ze macie matki czy to nadopiekuncze czy Przyjaciólki - nie wszyscy maja tyle szczescia...

Autor: wojato  22.05.2007 zgłoś

Mieszkam z teściami, są mili, uczynni, kupili nam super samochód, zawsze gotowi do pomocy, dosłownie zawsze i we wszystkim. Moja żona o wszystko pyta swoją matkę, mnie doprowadza to do szału. Nasze sypialnie znajdują się na jednym piętrze prawie drzwi w drzwi. Mamy synka czasami dziwię się jak bez pomocy teściów nam się to udało. Kiedy dowiedzieli się że planujemy się wyprowadzić wpadli w furię, przeprowadzili z żoną poważną rozmowę, tylko z żoną. Po tej rozmowie już się nie wyprowadzamy. Może jestem niewdzięczny ale mam dość ich nadopiekuńczości, ciągłe telefony, teściowa dzwoni nawet po to żeby zapytać się co żona robi pomimo tego że 15 min wcześniej już dzwoniła z instrukcjami co żona ma ugotować na obiad.

Autor: s-Pinka  22.05.2007 zgłoś

A ja mam najwspanialszą mamusię na świecie:>

Autor: Matuśka  22.05.2007 zgłoś

Kochani w pewnym sensie rozumiem a c zasem nie rozumiem.Ja jestem starszą mamą bo moje dziecko ma już troche wiosenek na karku a i ja już po drugiej stronie.Nie mam już matki bo odeszła i bardzo mi jej brak .Była dla mnie najlepszą przyjaciółką i mamą.Ja staram sie być taką dla mojej córki ale niestety jej to nie bardzo odpowiada bo jest inną niz ja osobą -bardziej skrytą .Wiele gorzkich słow od niej usłyszałam i też że jestem nadopiekuńcz itd.ale ja widzę jak wiele błędów w życiu popełnia i staram sie jej to uświadomić.Teraz już spasowałam bo doszłam do wniosku że każdy musi od życia dostać za swoje i dopiero sam nauczy sie na własnych błędach.Pozdrawiam wszystkie nadopiekuNcze mamuśki.

Autor: clio  22.05.2007 zgłoś

Może ja też jestem nadopiekuńcza skoro martwie sie i palpituje gdy mój syn 18-lat wraca nad ranem z weekendowego grilla. Albo jeździ na mecze piłkarskie z grupą kiboli. Wciąż wypytuje też o szkołę bo chęci do nauki to on nie ma. Czy powinnam mu odpuścic i pozwolić samodzielnie decydowac co, gdzie i kiedy ma robić?

Autor: Anka  22.05.2007 zgłoś

ot, typowy przyklad matki-polki heroiny ktora zyje tylko dla wlasnych dzieci...to smutne ale moja mama tez taka jest,podobnie babcia-to chyba rodzinne. A przeciez na dziecku swiat sie nie konczy!

Autor: Anka  22.05.2007 zgłoś

Matki drogie! Dziecko musi sie uczyc na wlasnych bledach!!! Nawet jak bedziecie probowaly ochronic swoje dzieci, dac im to czego same nie mialyscie to my i tak bedziemy robic po swojemu, bo DORASTAMY. Odcinamy pepowine.... Jak po raz kolejny slysze od matki: mnie tego nikt nie mowil, nie mial kto mnie tego nauczyc....albo : nie nauczylam was tego i oewgo wiec teraz chce to nadrobic, to wymiekam! Nie da sie nadrabiac!W rok nauczyc dziecka odpowiedzialnosci, porzadku, samodzielnosci, rozwagi itp!Zycie nas nauczy a rodzice niewch wspieraja!A nie mowia:a nie mowila!nie trzeba bylo.....To nie pomaga. Matki opamietajcie sie!Zrobcie cos dla siebie!

Autor: złośnica28  22.05.2007 zgłoś

Cóż...ja właśnie za miesiąc obchodzę roczniccę...10tą .....śmierci mojej mamy,sama musiałam się zająć domem, rodzeństwem...a mam ich trzech:)istne przedszkole na poczatek...potem moje nieudane małżeństwo...syn Gabriel...dzziś chciała bym cofnąć czas...doceniajcie co macie..matka jaka jest ale jest jedna

Autor: ja  22.05.2007 zgłoś

hahahahahahahahahahaha współczuje i popieram osoby, które chcą być samodzielne, matki tego nie zrozumią bo takie juz są, jedna rada: nie bądźcie takie jak one gdy będziecie w ich wieku pozdro, szczęsliwy syn i zięć, czasem trzeba dosadnie i ostro, terapia wstrząsowa w ostateczności, mi się udało :-) bo mama to tylko człowiek, więc powoli powoli lub nagle ale jej przejdzie, ja wybrąłem NAGLE i skakam z radości, to jest moje życie a nie mam( teściową też mam tu na myśli), powodzenia w drodze ku samodzielności

Autor: ja  22.05.2007 zgłoś

a mam dopiero 23 lata, trzeba widzieć różnicę między dobrem a złem,tak nas wychowują, że potem mamy wyrzuty sumienia ze tak a nie inaczej zrobiłem, ale co tam, nie miałem zamiaru żyć ciągle przy spódnicy więc jest świetnie, czuje sie jakby mnie ktoś ze smyczy spuścił, żal mi tych słabych ludzi którzy na kazde wybryki mamy odp. tak mamo dobrze mamo to jest brak samodzielności podejmowania decyxji w dorosłym życiu.

Autor:  22.05.2007 zgłoś

jestem 2 lata po ślubie przed ślubem 5 lat mieszkałam z moim obecnym mężem przed ślubem wszystko było ok. Teraz moja teściowa wtrąca się we wszystko co możliwe w wychowanie naszej 8 miesięcznej córki w to o której wracamy dlaczego nie zadzwoniliśmy bo ona się martwiła .Chwilowo mieszka z nami wizyty jej zaczynają się od 8 rano nie widzi ona w tym nic złego zwracanie uwagi i proszenie aby nie wtrącała się do naszego życia nie skutkuje.Mąż juz kilka lat wcześniej mieszkał sam nigdy nie wtrącała się do niego nie interesowało jaco robi gdzie jest. Teraz nagle interesuje Ją wszystko co robić??????

Autor: Delfina  22.05.2007 zgłoś

Też tak kiedyś sądziłam, że gdy się uwolnię od własnej matki, będę najszczęśliwsza. Ale gdy nadszedł ten moment, moment wyjazdu do innego kraju, wcale tak nie jest. Bywa nadopiekuńcza, nieraz niesprawiedliwa w stosunku do mnie, przesadnie krytyczna i na pewno nie mogę jej powiedzieć wszystkiego. Ale odkąd sama zostałam mamą patrzę na to wszystko trochę inaczej i staram się być wobec niej bardziej wyrozumiała, tak jak, mam nadzieję, moja cóka będzie kiedyś wobec mnie. Chociaż nie jest idealną matką to kocham ją bardzo i chcę jej to powiedzieć w tę sobotę - będzie trudno, bo w moje rodzinie nikt nie jest nadmiernie wylewny, ale czas to zmienić

Autor: :(  22.05.2007 zgłoś

nigdy nie zrozumiem wiezi jaka moze laczyc corke i matke. nigdy tej wiezi nie odczuwalam i dalej nie odczuwam. wiem ze to smutne ale tak jest. nie wiem nawet czy cokolwiek do niej czuje. kochalam i rozumialam sie najlepiej tylko z jednym czlowiekiem- moim tata. ale on umarl. i nadal nie rozumiem dlaczego sie po tym nie zabilam. od tego czasu nic mnie nie cieszy i nie zawiazalam zadnej trwalej wiezi emocjonalnej.

Autor: :D  22.05.2007 zgłoś

a ja wam powiem ze moja mama i tata sa the best!!!!!!!!!jak trzeba to opieprzy a jak trzeba to pogartuluje przytuli:D rodzice mojego chlopaka tesz:Dod razu mnie zaakceptowali:D moi rodzice chlopaka tesz:d i jet nam fajnie:D mowie mamie wszystko:D ooooooooo kocham ja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

Autor: misia  22.05.2007 zgłoś

mam mamę chora na schizofrenię ,mam wrazenie,ze tylko ja mam ten problem....

Autor: Oliwia  22.05.2007 zgłoś

Uważam że lepsze kontakty ma zawsze córka z matka ale ojciec patrzy na córkę pobłażliwym wzrokiem ,zaś matka wytyka błędy. Wracając do mojego wcześniejszego wpisu może któraś z pan zna sposób na ,,teściową"jaką opisywałam wcześniej. Aby ani nie zranić ale żeby zrozumiała to i owo... P.S Ta babka mnie nie lubi i jest piczką zasadniczką !!!

Autor: yogi babu  23.05.2007 zgłoś

a widział ktoś kiedyś normalną BABE???????

Autor: ASIA  23.05.2007 zgłoś

Do Oliwii Mam ten sam problem co Ty, Matka mojego chlopaka steruje jego zyciem. To jest istna paranoja. Nie moge tego zniesc. Najgorsze jest to ze on nie tego nie widzi. Chyba jest mu z tym dobrze, ale ja juz tak dluzej nie wytrzymam. Kiedys mu powiem albo ona albo ja. Ta "piczka zasadniczka" rujnuje nasz zwiazek. Do czego to doszlo zeby 24 letniemu facetowi mamusia wybierala spodnie, kupowala bluzeczki. Ja nawet nie probowalam z nia rozmawiac i nie mam zamiaru. Staram sie jej unikac. Jego matka wymysla tysiace powodow ze musi tam czy siam pojechac a on musi tam jechac z nia itp rzeczy a dobrze wie ze jest ze mna w tym czasie umowiony. Zle mi z tym. Wykoncze sie psychicznie przez nia Wykoncze sie w imie czego ... w imie milosci. I coraz czesciej sie zastanawiam czy warto...

Autor: Ines  23.05.2007 zgłoś

Myślę, że jest różnica między nadopiekuńczością a wykańczaniem psychicznym (wyzywanie, szydzenie itp.). To drugie jest zdecydowanie gorsze. Nie wspomne ile razy usłyszałam od mamy, że jestem taka siaka i owaka. Ze nie przyjdzie na mój slub bo nie jestem już jej córką i nie będzie mi pilnowac dzieci. Chociaż ja jej wcale o to nie proszę. jezeli kiedys będe miała swoje to sama będe pilnować. Ze mi nie pomoże w zyciu. Zadzwoniła nawet do mojego taty żeby powiedzieć mu, żeby nie dał mi kasy na mieszkanie (po połowie jedni rodzice i drudzy). czasami naprawdę jest kochana, a czasami jakby diabeł w nią wstąpił. juz nie wiem jaka powinnam być żeby była ze mnie zadowolona. może powinnam pić, palić i wydziwiać żebym była dobra. może jest źle że mam pracę, nigdzie nie łażę, jednego faceta od 7 lat. że nigdy sąsiadki nie miały co na mnie gadać i nie musiała wysłuchiwać że jej córka to się szlaja to tu to tam z jakimiś menelami. czekam tylko aż sie wyniose z domu i uspokoję swoje nerwy, które mam dostatecznie zszarpane przez 26 lat. potem przyjdzie czas na dziecko, które będe bardzo kochała. i które nigdy nie usłyszy ode mnie tego co ja od swojej matki. pozdrawiam

Autor: Matka i córka  23.05.2007 zgłoś

Znam wiele matek, jeszcze więcej ich dzieci. I powiem Wam , że wydumałyście problem jeśli chodzi o dziewczyny. Te są ambitne, ruchliwe, lecą w świat. To JEST PROBLEM SYNÓW! Nieodcięta pępowina i trzymanie sie mamusi. Co tu sie rozpisywać kiedy nie ma o czym! Dziewczyny wychodzą z domu i pozostaja kreatorkami życia dla siebie a często i swoich matek. Czasami w nadmiarze zajęć "spychają" coś na mamę. "Pójdź, załatw, przynies, pogadaj...". Dramat, to "dzieci chłopcy". I nieustające porównywanie jaka jest mamusia a jaka narzeczona, żona, konkubina. Dajcie spokój. Dziś kobieta bez względu na wiek ma ...jaja. A chłopcy mają mamusie i gejowskie parady.

Autor: doka20  23.05.2007 zgłoś

A ja Kocham Moja mame Najbardziej na swiecie i za zadne Skarby bym jej nie zamienila na inna. Moja Mamusia rowniez Bardzo mnie kocha jak i moje rodzenstwo kiedys byla bardzo nadopiekuncza ale to sie zmienio. Tak czy tak strasznie ja kocham nie wyobrazam sobie ze moze kiedys jej zabraknac i wszystkie troski nadopiekunczosc jest ukazaniem tego jak nas rodzice Kochaja jak bardzo zalezy im na naszym szczesciu. Jezeli wasi rodzice sa nadopiekunczy porozmawiajacie z nimi o tym powiedzcie jak was to przeraza ze nie macie zycia prywatnego bo mama jest ciagle obok z pytaniami. Ja tak zrobilam i wszystko sie zmienilo na lepsze pozdrawiam was i wasze mamuski :)

Autor: gość  23.05.2007 zgłoś

moja matak czasami doprowadza mnie do frustracji ale ogolnie spoko, nie pozwalam jej wtracac sie za bardzo im mniej wie tym lepiej dla niej:) mialam gorszy problem..... matka mojego chlopaka. nienawidzila mnie! mowila do mnie "prosze pani" to byl totalny brakakceptacji mnie pomimo tego ze mieszkalam z jej synem juz jakis czas, pralam jego skarpetki, gotowalam mu obiady i robilam laske jak ial na to ochote:) on mial 30 lat i byl niby twardzielem ale jak przychodzila jego matka (poniewaz miala klucze do naszego mieszkania) oczywiscie bez zapowiedzi, on zamienial sie w malenkiego chlopca i bal sie jej!! wystarczylo ze powiedziala jedno slowo a on trzesac sie ze starchu wykonywal jej polecenia. jak bylismy sami byl zupelnie inny to on wszystko chcial kontrolowac i zawsze wiedzial co robic itd. fakt ze nie latwo zyc z taka zołzą jak ja bo nie jestem grzeczna dziewczynka zawsze mam swoje zdanie i zawsze je wypowiadam, to pomimo tego nie mielismy wiekszych problemow w zwiazku. zaczelu sie dopiero jak ona zaczela wlazic nam z butami w zycie. po jakims czasie probowala mnie tez dyktowac kiedy mam myc okna, kiedy robic prnie i co ugotowac jej "synusiowi" na obiad w niedziele1 paranoja jakas!!! malo tego w nasze zycie wlaczyla rownierz swoja corke i siostre mojego chlopaka:) po jakims czasie on zyl zyciem swojej siostry i jej dzieci:0 spoko nie?:) spakowalam sie czympredzej i wrocilam do swojej mamy! jest jaka jest i ma swoje wady ale 3 tysiace razy bardziej jest mi z ia lepiej niz z rodzina mojego ex-boja!

Autor: Ania  23.05.2007 zgłoś

ja uważam ze mamy w dzisiejszych czasach są nad opiekuńcze ale to dobrze chociaż nie zawsze bo to czasami jest uciążliwa zwłaszcza jak sie ma własna rodzinę i sie wtrąca we wszystko ale to czasami lepiej bo mamy dożo przeżyły od nas i wiedział wiecej niż my a to tez zależny od sytuacji czasami jesteśmy zmuszeni na pomoc mamy bo sami nie jesteśmy w stanie sobie pomoc ja tam sie ciesze ze mama mi pomaga i jestem jej za to wdzięczna bo to znaczy ze mama sie o mnie martwi i mnie bardzo kocha a w dzisiejszych czasach mało jest takich mam co pomagaja dzieci wręcz przeciwnie bija dzieci lub je pozrzucają .to która jest lepsza mama nad opiekuńcza czy zła mama nikim nie opiekuje pa

Autor: sofi78  23.05.2007 zgłoś

Uważam, że jest płynna granica między opieką, opiekuńczością i nadopiekuńczością, ale zawsze trzeba docenić, to co się ma. Moi rodzice juz nie żyją zmarli naprawdę wcześnie i wcale nie jest tak, że do takiego stanu rzeczy można się po pewnym czasie przyzwyczaić. Cały czas brakuje mi mamy a najbardziej brakowało kiedy urodziłam synka - 8 miesięcy po śmierci mamy, kiedy widziałyśmy się po raz ostatni nie wiedziałam jeszcze że jestem w ciąży i nie zdążyłam Jej tego powiedzieć. Wolałabym mieć nadopiekuńczą mamę niż.................już jej nie mieć. Proszę doceńcie to co macie.

Autor: czuczu  23.05.2007 zgłoś

ja swojej mamy nie pamietam.zginela jak mialam 3 lata.tata sie ozenil drugi raz.na poczatku nie bylo rozowo.wrecz masakra.najgorzej jak mialam 15 - 18 lat i zaczelam wychodzic na imprzy i z chlopakami.awantury nawet bicie ale powiem wam jedno mialam wtedy duze problemy z narkotykami.mialam juz takie jazdy ze powiedzialam o tym mojej mamie.ta rozmowe pamietam jak dzis a mam 24 lata.w zyciu bym nie pomyslala ze takie slowa moge uslyszec od mamy.od paru lat mieszkam z narzeczonym mamam jest praktycznie co tydzien.nie wyobrazam siobie jakby to bylo gdybym musiala sie wychowywac bez mamy...teraz nie dziwie sie ze kiedys bylo jak bylo.bo to byla moja wina.cp prawda nigdy nie uslyszalam od niej slowa kocham ale ja tez nigdy tego nie mowie.ale ciesze sie ze jest.poprostu.pozdrawiam

Autor: Małgorzata  23.05.2007 zgłoś

Jestem toksyczną matką, usłyszałam od jedynej córki kilkakrotnie.Wychowywałam ja sama i faktycznie jestem może nadopiekuńcza ale córka zawsze była najważniejsza i to był błąd. Wszystko było dla niej a dla mnie nic. Nie nauczyłam jej szacunku, nie nauczyłam jej porządku i dlatego ona jest teraz nie w porządku.Chociaż oboje z mężem mają wyższe wykształcenie żyją w straszliwym bałaganie. Wszystko rzucają na podłoge i deptają po ubraniach . Wszystko jest na ziemi, tak ,ze trudno jest nawet przejść. Mają zmywarkę, ale nie ma kto brudnych rzeczy do niej włożyć i tak talerz po rosole leży przy komputerze kilka dni i tylko przybywa w nim ogryzków po jabłkach. Ja uważam, że to wstyd mieszkać w ciągłym bałaganie i brudzie ale to ich mieszkanie i ich życie. Mieszkają 600 km odemnie i odwiedzam ich rzadko ale uważam, że przyjmująć gości powinni się postarać o odrobinę porządku. Nie mogę znieść takiego brudu i gdyby nie ukochany wnuczek, to chyba wogóle bym do nich nie jeżdziła.

Autor: Do małgorzaty  23.05.2007 zgłoś

Wyższe wykszatalcenie nie ma nic do tego czy ktoś żyje w porzadku i ma w domu czysto. Poza tym córka mieszka osobno, z męzem i dzieckiem, ma swoje życie. Widocznie jej takie zachowanie nie przeszkadza, a Pani owszem i dlatego u Pani w domu zapewne jest porzadek... a córka ma balagan. Ja również czasami mam ochote zostawić ciuch na srodku pokoju, u siebie w domu tak sie zdaża ze coś leży do wieczora zanim wróce z pracy czy spaceru (aż dziwne że mama nie krzyczy -zresztą nigdy nie sprzatała za mnie), ale u mojego chłopaka nie odważyłabym sie na takie zachowanie bo wiem że jego mame strasznie to drażni i bedzie po "nas" sprzatać. Reasumując chodzi mi o to, ze każdy powinien u Siebie w Domu postepowac tak jak mu sie podoba. Problem byłby gdyby córka mieszkała z Panią i nieszanowała tego że trzeba sie dostosować do zasad panujących w domu.

Autor: nelka  23.05.2007 zgłoś

no dobrze ze dzis tu zagladnełam. moze am się wyżale to ktos mi pomoże zdjac klapki z oczu i zobaczyc to wszystko w innych barwach. Od 8 lat wychowuje 2 dzieci sama . Dzis to 20 letni kawaler i 19 letnia panna. Wydawac by sie moglo dzieci ulozone . zadbane , choc nie jestem ani zbyt pedantyczna ani konserwatywna. tyle ze ciagle zarobiona zeby na wzsystko starczylo i zeby wychowac ich na porzadnych ludzi. no zeby mieli lzej. ale syn i owszem jest pukladany chyba az za bardzo i tylko dla siebie ,, bardzo mnie to boli ja tak duzo daje z siebie nic nie biorąc dla siebie zawsze jestem na ostatnim miejscu oni na 1. Cora mimo ze nie chce sie uczyc i wciaz z poprawkami przechodzi z klasy do klasy to wydawalo mi sie ze jest czulego serca , pomocna , wrazliwa. wiem ze syn sobie poradzi staralam sie wiec wiecej pomagac jej. a tu cora z czesciej znika na cale wieczory z domu. Toksyczna milosc od lat juz po kilku rozstaniach znow wrocila. Nie znam tego chlopca nie dala mi sznsy z nim porozmawiac. tyle tylko ze wymoglam nan niej jego wizyte w domu. Nie oceniam ludzi po wygladzie, teraz okazało sie że jest w ciązy. Piaty tydzien i wykrzyczala mi to w twarz z roznymi bolesnymi wymowkami bez sensu. Trudo stało się ale nadal nie pozwala sobie pomoc porozmawiac, nie zdaje sobie sprawy jak ja sie o nia boje jest slabego zdrowia, wiem ze jest z tym chlopcem u lekarza , mam duze mieszkanie moglibysmy postarac sie stworzy normalna rodzine . pomoc jej skonczyc szkole. pomoc im stanac na nogi . przejsc przez to wszystko. ja barzdo cierpie , nie rozumiem tego wszystkiego , nie mama z kim o tym porozmawiac , maz nie zyje , matka staruszka chora daleko ona ma nia wplyw ale boje sie o jej zdrowie .moze mi ktos podpowie jak do niej dotrzec . wiem ze szuka mieszkania.

Autor: Ela  23.05.2007 zgłoś

Oliwio ,uważnie przeczytałam ,to co napisałaś , ja ten problem miałam i mam przez całe życie a nasz syn ma już 29 lat . Nie było dnia kiedy pytała się teściowa - gdzie idziemy jak długo będziemy i o której wrócimy. Najlepiej by było gdybyśmy po pracy wogle nie wychodzili z domu ( mieszkamy razem ) . Oczywiście ,ja nic nie potrafiłam zrobić dobrego , źle syna wychowałam - syn skończył studia , sprzątać też nie umiałam i gdyby nie Ona to byśmy zginęli z brudu i głodu . Mogłabym książkę napisać na ten temat . Czasami zastanawiałam się w jaki sposób udało się nam zrobić tego syna i go wychować tak jak ja chciałam pomimo licznych przeszkód i oszczerstw ze strony troskliwej mamuśki . Teraz jest już mamusia - wiekowa i potrzebuje mojej opieki - pomimo zadry jaką czuję w sercu opiekuję się Nią jak najlepiej i nigdy bym nie umiała oddać Jej do domu opieki Zachowanie jej było spowodowane wielką miłością do syna i ztąd ta nadopiekuńczowość .Co mąż na to - dwie kobiety walczyły o jego względy , dogadzały mu - w okresiach remisji -szczęśliwy, mamusia kochała , żona i syn ,rodzina szczęśliwa W dniach wojny biedny, zmuszony był lawirować między żoną ,którą jednak nie chciał utracić a matką . Oliwio przeczytaj uważnie i rozważ to jaką będzie Twoja teściowa nadopiekuńcza ,są tego i dobre strony jak i złe - życzę Ci powodzenia

Autor: wiolka  24.05.2007 zgłoś

Ja bym bardzo chciała miec taką mamę jak Dagmara i mój mąż nie czułby się źle;)

Autor: wiosna  24.05.2007 zgłoś

Dagmaro,mało mnie szlag nie trafił jak czytałam Twój post. O co Ty wlaściwie masz pretensję do matki.Że kupiła wam mieszkanie biorąc kredyt na siebie i teraz go spłaca sama bo Wy jak piszesz nie spłaciliście jeszcze ani jednej raty.To zacznijcie wreszcie do choroby a nie miejcie pretensje.Że opłaca wasze rachunki,które lezą na toaletce i czekają ;a nuż Mama je weżmie? To płać sama.Nie czekaj.Że upiekła ulubione ciasto,że zapełniła lodówkę?-noooo to już wogóle przestępstwo.(Fakt,że bez uprzedzenia i waszego pozwolenia nie powinna przychodzić do mieszkania podczas Waszej nieobecności). WspólczujęTwojej Matce. Ja też stanęlam na swoich nogach.Mam dom,męża dwójkę dzieci.Mama nie musi mi już pomagać.Ale z wdzięcznością przyjmuję upieczony placek,zabawkę dla dziecka,słój ogórków.Bo to dane z serca.Kredyt wzięliśmy sami,ale jeśli zrobilaby to moja Matka to na pewno nie pozwoliłabym Jej go spłacać użalając się w dodatku nad sobą:patrzcie jaka jestem biedna i nieszczęśliwa-moja matka zamiast powiedzieć mi do słuchu uśmiecha się i mówi,zbierajcie sobie na samochód.

Autor: monika  24.05.2007 zgłoś

Nie macie pojecia jak wyglada nadopiekuncza matka. Pieczenie ciasta, gotowanie obiadkow, kupowanie mieszkania.... to powinny byc powody do zadowolenia. Moja kolezanka Agnieszka byla cale zycie wychowywana pod kloszem. W wieku 20 lat musiala wracac do domu o 20 najpozniej o 21. Jej matka decydowala o wszystkim, z kim wolno sie jej spotykac, jakie ubrania ma kupowac, co powinna jesc a co jest nie zdrowe. Agnieszka ukradkiem jadla pizze i oklamywala mame zeby nie powodowac kolejnych awantur. W koncu doszlo do tego ze matka zdecydowala za kogo Aga powinna wyjsc za maz. Agnieszka opowiadala mi wiele razy ze matka zabrania sie jej spotykac z jakims fajnym facetem, bo albo byl zbyt biedny albo za mlody, albo mial nieodpowiedni kolor wlosow. Robila przy tym takie awantury ze Aga nie chciala juz nikogo widywac. Nigdy jednak sie jej nie przeciwstawila. W koncu kiedy mama Agi zaakceptowala jednego z kandydatow, na pare miesiecy przed slubem Agnieszka powiedziala mi ze wcale go nie kocha. Stwierdzila ze wyjdzie za niego za maz a moze z czasem sie jej spodoba. Rok po slubie poznala chlopaka ktory jak twierdzi jest dla niej idealny, jednak nie ma odwagi rozwiezc sie z mezem mimo tego ze go nigdy nie kochala.

Autor: monika  24.05.2007 zgłoś

Nie macie pojecia jak wyglada nadopiekuncza matka. Pieczenie ciasta, gotowanie obiadkow, kupowanie mieszkania.... to powinny byc powody do zadowolenia. Moja kolezanka Agnieszka byla cale zycie wychowywana pod kloszem. W wieku 20 lat musiala wracac do domu o 20 najpozniej o 21. Jej matka decydowala o wszystkim, z kim wolno sie jej spotykac, jakie ubrania ma kupowac, co powinna jesc a co jest nie zdrowe. Agnieszka ukradkiem jadla pizze i oklamywala mame zeby nie powodowac kolejnych awantur. W koncu doszlo do tego ze matka zdecydowala za kogo Aga powinna wyjsc za maz. Agnieszka opowiadala mi wiele razy ze matka zabrania sie jej spotykac z jakims fajnym facetem, bo albo byl zbyt biedny albo za mlody, albo mial nieodpowiedni kolor wlosow. Robila przy tym takie awantury ze Aga nie chciala juz nikogo widywac. Nigdy jednak sie jej nie przeciwstawila. W koncu kiedy mama Agi zaakceptowala jednego z kandydatow na meza, pare miesiecy przed slubem Agnieszka powiedziala mi ze wcale go nie kocha. Stwierdzila ze wyjdzie za niego za maz bo moze z czasem sie jej spodoba. Rok po slubie poznala chlopaka ktory jak twierdzi jest dla niej idealny, jednak nie ma odwagi rozwiezc sie z mezem mimo tego ze go nigdy nie kochala. Aga nigdy nie chciala go zdradzic ale wyszla za niego za maz bo pochodzil z dobrej rodziny i mial wystarczajaco duzo pieniedzy jak twierdzila jej mama. Dziewczyna zrujnowala sobie zycie i przy okazji paru innym ososbom a to dlatego ze nie umiala sie przeciwstawic.

Autor: Jaśka  24.05.2007 zgłoś

Kochajcie swoje matki i szanujcie bo docenicie je kiedy ich zabraknie.

Autor: ankate  24.05.2007 zgłoś

Ja ,niestety,mam 22lata,i nadopiekuńczą matkę.Mówei mi jak mam się ubierac,szkoda,ze jeszcze podpaske mi nie wybiera?:P:P:P.I ciągle upomina się o swoje święto,bo to już 26.maja.Ostatnio kupiła mi wybrana przez siebie bluzkę,której i tak nosić nie będę:D.Poza tym,ze jest nadopiekuńcza,to jest też niekonsekwentna, pomaga innym moim kosztem(kreuje się na wielką altruistkę),ma beznadziejnego męża,kupiła dom nie patrząć na moje potrzeby,tlyko na swoje.Potrafila tez kiedyś bic mnie i wreszczeć na mnie,a na zewenarz udawać"kochjaną mame".Zresztą ona tak boi się ludzi,ze nie pojdzie bna basen w naszym miasteczku,zeby ich nie spotkać.Ona jest poprostu chora ,a gdybym miała dziecka,to też by się pewnie wtrącała.Mieszkam z chłopakiem i pracuję,bo nie mam dokad wrócić.Żałuję tylko,ze durne media o waznych tematach nie wspomniają prawie nigdy,bo są durne no.Śmiać mi się normalnie chce z mojej matki,świety by znią nie wytrzymał.Niech lepiej zajmie się sobą,ale tu już też rozmowa nie pomaga,nawet innych ludzi,kórzy z niej się śmieją prosto w twarz.

Autor: ankate  24.05.2007 zgłoś

moja matka też płakała,jak mnie nie było 2h w domu,robiła wszystko za mnie,jak byłam mała.wydzwaniać do mnie na szczęście już przestała,ale nadal jest głupia i pewnie żal jej,że nie ma już prawie nic do powiedzenia wmojej sprawie.Nawet uczelnie,juz,na szczeście,wybrałam sobie sama.Ona poprostu nie zauważyła,że dawno skończyłam 5 lat.Też mówi mi,że mam się uczyć,ale ja ją poprostu olewam.

Autor: hmmmmmmmmmmmmmmmmmmm  25.05.2007 zgłoś

to ja jestem matka.....i co uslyszalam na 1 wizycie u nich ,ze syn jest balaganiazem,ale ona go nauczy,wyrzucajac jego rzeczy,podczas calej wizyty,stale go gdzies wysylala po zakupy i potem byl komentarz ze zle wybral kapuste na golabki,a potem zaczela odkurzac,a w tym pokoju gdzie sie ogladalam zdjecia z wesela ostentacyjbnie tez odkurzala i potem zostawila ten odkurzacz pod moimi nogami i wyszla...do kuchni...tez wyszlam...chociaz wiedzialam ze syn bedzie mial awanture mieszkam w innym miescia..i nie wiem czy kiedykolwiek tam sie zjawie dobrze ze przynamniej syn od czasu do czasu dzwoni..moze jej nie mowi bo na gg zabronila mu ze mna rozmawiac..moze uwaza ze ze jej mamusia ktora jest tam codziennie to jest to ...zaznaczam ze nigdy ja nie krytykowalam,nawet sie ucieszylam ze bede miec wnuka,a swoim rodzicom bala sie powiedziec przd slubem,juz ma 1 dziecko przed slubem nie syna chcialam by byli szczesliwi,i dlatego juz ...zawsze zartuje gdy syn ze mna rozmawia

Autor: hmmmmmmmmmmmmmmmmmmm  25.05.2007 zgłoś

zaznaczam ze zostalam zaproszona....moze to moja wina ze sie zgodzilam,a wiem ze syn bardzo by chcial bym od czasu do czasu do nich wpadla...ale nie wiem ale juz nie wiem

Autor: Iza  25.05.2007 zgłoś

Moja mama jest najcudowniejsza na świecie. Jest moim Przyjacielem. Kumpelką. Matką. Powierniczką. Kocham Ją nad życie.

Autor: dzidzia  25.05.2007 zgłoś

A ja powiem dla odmiany że mój mąż to lata na każde zawołanie mojej mamy. I nie robi tego z przymusu lecz dlatego iż ma swoje zdanie i tego chce. Czasem to ja się wkurzam że nie chce odmówić. Mój mąż twierdzi że ma najlepszą teściową na świecie. Dogadują się świetnie , mama do niczego się nie wtrąca, nie marudzi po prostu przychodzi i jest a nasz synek to babunie uwielbia. Dodam jeszcze że mama mojego męża nie żyje. hmmmmmmmmmmmmm wybacz że tak powiem ale może twój syn jest za mało stanowczy i zbyt uległy ???

Autor: botoja  25.05.2007 zgłoś

moja mama jest super. mam 19 lat, jestem w ciazy. ona pracuje do 15 pozniej zalatwia wszystko co zwiazane z firma taty, malo czasu znajduje dla siebie. ale kiedy potrzebuje czegos, nie daje sobie rady, chce pogadac - zawsze mam w niej oparcie. wylozyla kase na zrobienie 2 pokoi - dla mnie i chlopaka oraz dla dzidzi, do tego zaplacila za garderobe. nie wiem jak sie jej kiedys odwdziecze ale mam nadzieje ze jednak kiedys mi sie uda. wiem ze ma za duzo obowiazkow, dlatego jak tylko moge pomagam jej w domu i niekiedy w interesach. chcialabym zeby miala wiecej czasu dla siebie, wyjechali z tata na wakacje - ale ona w tym roku mowi, ze nie pojedzie, bo nie chce zostawic mnie samej na 2 tyg. a przeciez nie bede sama... mam chlopaka, siostre, babcie, dziadka. wiem, ze nie moge sie przemeczac ale i tak duzo dla niej robie. chcialabym zeby jednak wyjechala na ten urlop, bo na niego w pelni zasluguje...

Autor: Kiki  25.05.2007 zgłoś

Przeczytałam komentarze i odpowiedzi. W życiu zdarzają sie różne rzeczy, śmieszne i złe. Sama jestm matka dwóch dorosłych synów i córką - jedynaczką chowaną po śmierci ojca. Od kiedy sięgam pamięcią, moja mama robiła wszystko ale to absolutnie wszystko żebym miała dobrze. Nie odczuwałam tego jako nadopiekuńczości, wręcz myslałam ze zyje pod jakims kloszem, nie umiem zyć sama. Poznałam chłopaka, róznie bywało, życie nigdy nie jest idealne. Mama zawsze mnie wspierała i wspiera do tej pory, chociaż mam juz 25 lat małżeństwa za sobą, dorosłe dzieci chociaz mieszkając z nami. Jedna z wielu zasad które egzekwuje w domu jest to, że maja mówić gdzie idą i kiedy wrócą. Wiem ze moga powiedziec co chcą, skłamac, ale ja mam spokojne serce. W dobie telefonii komórkowej zresztą moga zadzwonic lub ja mogę to zrobic. Nie wiem w któym miejscu jest ta granica, ale wychowując ich jendakowo - od jednego usłyszałam ze zrobiłam dla niego tak dużo ze nikt nigdy tego nie uczyni. Drugi stwierdził ze chce go kontrolowac, mimo iz akurat to on się mniej mi tłumaczył. Za to teściowa zawsze miała mojego męża jak "oczko w głowie". Ale on sam potrafił jej powiedzieć gdzie ma się "zatrzymac", nie wtrącała sie. Nie wiem, być moze jest jakiś złoty środek na bycie "matką" idealną, ale to sa mrzonki. Popełnia się błedy, wypowiada słowa ktróre by się chciało cofnąć. Wiem ze kazda matka powinna postępować tak aby dzici czuły iz w każdej chwili moga zwrócic sie o pomoc, obojetnie czy to sa blisko czy daleko, mają 20 czy 40 lat. Zawsze byc we własciwym miejscu i o właściwej porze. Tylko czy to jest mozliwe.

Autor: Figazmakiem  25.05.2007 zgłoś

Mnie wydawalo sie, ze moja mama jest nadopiekuncza. W wieku 20 lat o 22:00 musialam byc w domu, balam sie isc za reke z chlopakiem, bo ktos mogl zobaczyc i powiedziec mojej mamie, a wtedy czekalby mnie jej wzrok pelen dezaprobaty... Moja mama jest osoba o bardzo staroswieckich pogladach. Gdy majac lat 29 - wychodzilam za maz, to niemal plakala, ze nie ide do slubu w bialym (bo to oznaka, ze jeszcze sie wianek uchowal).... Ale, ale.... Wrocmy.... Gdy mialam 24 lata w ciagu jednej chwili postanowilam, ze z kolezanka wynajmiemy mieszkanie i wyprowadzilam sie w ciagu - doslownie - 2 godzin. Mama zniosla to bardzo dobrze, powiedziala, ze dobrze mi to zrobi, bo naucze sie odpowqiedzialnosci. Miala racje. Zaczelam na pewne sprawy patrzec zupelnie inaczej. Dojrzalam, wydoroslalam. Mimo, ze wczesniej uwazalam, ze Mama probuje mnie ograniczac, to od momentu wyprowadzki - stala mi sie jeszcze blizsza. Jest moja przyjaciólka, ktorej rad zawsze slucham. Okazuje jej pelne zainteresowanie tym, co mi doradza, ale pozniej i tak robie pewne rzeczy w sposob, ktory uwaqzam za sluszny, a nie wedlug rad Mamy. Nie zgadzam sie z wieloma jej pogladami, ale zawsze jej wyslucham. Mysle, ze to zwyczajnie okazywany szacunek wobec niej. Czesto jednak, gdy rozkladam sobie jakis problem na czesci pierwsze, dochodze do wniosku, ze Mama miala racje i latwiej bym sobie poradzila wedlug jej recepty. Staram sie rosadnie korzystac z jej rad, czesto robic po swojemu, by moc pozniej powiedziec, ze umiem sobie radzic sama. Tym niemniej - jestem szczesliwa, ze mam Mame, ktora tak mnie kocha i bezwarunkowo pragnie mojego szczescia. Mimo swoich wad - moja Mama to skarb, ktory kocham nad zycie. Dziekuje Ci Mamo, ze jestes................

Autor: Kropka  25.05.2007 zgłoś

Autor: seedyGonzales (2007-05-21 15:24:29) ----- AKURAT TUTAJ NIEDOKOŃCA SIE ZGODZĘ-fakt, mama jest naprawdę skarbem , ale czy ,nie powinna też myśleć o tym, że dziecko dorasta i POTRZEBUJE wolności, zrozumienia, a nie ciagla łojenia, że to żle itp.... "Twoje dzieci nie są twoją własnością Są synami i córkami tęsknoty za swym życiem Przechodzą przez ciebie, ale nie od ciebie i mimo że przy tobie są, nie do ciebie należą. Możesz im dawać swoją miłość, ale nie twoje zmysły, gdyż mają własne. Jesteś ojczyzną ich ciał Lecz jednak nie ich dusz. Dusze ich zamieszkają w przyszłości Której ty nie zobaczysz Nawet w snach twoich. Możesz się starać patrzeć jak one Lecz nie czyń prób zrównania ich ze sobą. Życie nie ogląda się za siebie i nie czeka Na to co już było." /Kahil Gibran 1923 r./

Autor: Olcia  25.05.2007 zgłoś

No tak...a jutro Dzień Matki ;P

Autor: ekra  26.05.2007 zgłoś

Hm.. ja z moją mama nie mam zbyt dużego problemu, zato mój chłopak ma, tzn on może i nie, niekiedy mam wrażenie, że mu to w 100% odpowiada, że jego mama nie pozwoliła mu urządzic pokoju tak jak chciał(sama wybrała kolor farby, nawet kontakty musiały byc takie jakie ona chciała..) przeraża mnie to.... tym bardziej, że mój chłopak nie jest już dzieckiem - ma 22 lata, ona jednak uparcie wtrąca sie w jego życie, boje sie, bo jeżeli za niego wyjde, to jego życie, będzie jednocześnie moim wówczas jego mama bedzie sie wtrącala juz nie tylko w jego ale w NASZE życie... najgorsze jest własnie to, że on tego nie neguje, nie stara sie tego zmienić... kiedy tak o tym mysle, mam ochote zakończyć ten związek ale jak ja mam to zrobic po prawie 3 latach bycia razem?:(

Autor: Baśka  26.05.2007 zgłoś

..Moja teściowa przez swoją "wredną nadopiekuńczość " doprowadziła do tego że ja i mąż w niedługim czasie rozwodzimy się.Wszystko chciała wiedzieć i mieć pod kontrolą.Pięćset telefonów na dień i najlepijby było gdybyśmy wszystko po jej myśli... Niestety , jej syn ma żonę która nie toleruje takiego w#######a się w życie z butami. Wiem że teraz napisałam ostro i w wielkim skrócie ,jednak nadopiekuńczość w zaawansownym stopnu potrafi doprowadzić właśnie do takich sytuacji jak np. rozwód dwóch kochających się osób. Drogie nadopiekuńcze matki, to że wasze dzieci wybierają inną drogę i że mają własne sposby na życie ,to nie oznacza że to jest złe.To jest poprostu indywidualna sprawa każdego człowieka.Po co się wtrącać... Ja wiem że do końca mojego życia będę miała żal do swojej teściowej o to że przez jej przesadne zachowanie roztanę się z człowiekiem którego kocham....

Autor: bulba  27.05.2007 zgłoś

najlepsze i najkochańsze mamusie (teściowe) to te, które są daleko :D i można do nich wpadać od czasu do czasu na dobry obiadek :)

Autor: Rena  27.05.2007 zgłoś

Zgadzam się z bulbą w 100%. Też mam problem z tesciową ale na szczęście mieszkam 200 km. od niej.

Autor: smutna21  28.05.2007 zgłoś

moja mi wlasnie powiedziala, ze tyje, ze mi wisi brzuch i sie garbie i ze moja siostra taka nie jest... caly czas mi narzuca jej zdanie, nic nie moge sama zadecydowac,bo nawet jak zaproponuje swoje zdanie to i tak JEJ jest lepsze...wczoraj sie dowiedzialam,ze jak pojde studiowac do Wawy to ona chce isc tam ze mna.powiedzialam: po co? ona sie smiala, a dzis mi wygadala bo plakala cala noc przez to co powiedzialam....placze przez kazda blahostke, bo ja jestem nie dobra corka... tak jak jedna z powyzszych kolezanek - jedz marchewke na cere, a zmielone suszone owoce na wlosy..... nie chcesz?to po co ja to robie?............ ona kompletnie nie umie normalnie spokojnie rozmawiac, od razu podnosi glos, a jak jej sie z czegos zwierze to pozniej wykorzystuje to przeciwko mnie. Jest wiele negatywnych rzeczy ktore moznaby o niej pisac. a pozytywne z ejest moja matka, swietna organizatorka i wszystko zrobi co chce, ale chyba woalalbym zeby tak nie bylo, a w zamian za to byla milsza i bardziej wyrozumiala (bo wiem,ze przez dzieci w szkole ktore uczy dla nas juz tej wyrozumialosci brakuje,mowi ze wystarczy ze ma uposledzone dzieci w szkole, to czemu my sie tak zachowujemy?!). I chcialabym zeby sie mniej zaczela wtracac i pozwalaa mi bardziej deycodowac oo niektorych rzeczach, w koncu ja zaczynam swoje zycie....poza tym chcialabym zeby ono bylo weselsze bo ona wszystko beizre do siebie, obraza sie o byle co, kloci sie o byle co i placze o byle co, a zycie mamy tylko jedno. poza tym ona chyba chce realizowac swoje marzenia w moim zyciu....

Autor: she25  28.05.2007 zgłoś

Moja mama jest strasznie nadopiekuńcza. W tym roku kończę 25 lat, niedawno zakończyłam 3-letni związek z chłopakiem i znów zaczynają się schody. Od roku mieszkam o 30km dalej niż ona, widujemy się dość rzadko - czasem raz w miesiącu a ona ciągle ma problemy. Chodzi jej głównie o chłopaków i o mieszkanie. Chciałam wynająć mieszkanie z kolegą (koleżanki jakoś nie chcą wynajmować) żeby było taniej, może zacząć odkładać cokolwiek z wypłaty.. i już problem... bo to strasznie niemoralne mieszkać z facetem, który na dodatek nawet moim chłopakiem nie jest!! albo była zła orkopnie na to jak się dowiedziała że po imprezie u znajomych zanocowałam u przyjaciela. Nie pomogło przekonywanie że spałam w oddzielnym łóżku i że to tylko dobry kolega. Teraz wyprowadzam się do nowego mieszkania i będę wynajmować z kolegą i jego dziewczyną. Zapewne powiem im o tym w możliwie najpóźniejszym terminie... czyli po fakcie jak będą musieli się dowiedzieć... To bez sensu że muszę im jescze w tym wieku czasem coś ściemnić i nie być szczera, wiem że nie znajdę w nich pomocników w tej sprawie... Tak bardzo bym chciała żeby moja mama umiała zrozumieć, że czasy się zmieniły... (a ona mówi że żyję jakbym była z innego świata...a może to ona jest). Spotykałam wiele różnych mam i żadne nie są tak "moralne"... mam 25 lat... kiedyś mogła mnie pilnować i ciesze się że tak mnie wychowała ale teraz już nie jestem reformowalna... Gratuluje wszystkim i zazdroszcze tym co mają "normalne" mamy

Autor: MONIA  28.05.2007 zgłoś

**** Moja mama jest troszkę nienormalna.Chce decydować w co mam się ubierać, gdzie i z kim wychodzić, o której wracać (mam 25 lat), dodatkowo: nie pal, w ogóle nierób nic czego ona nie zaaprobuje. Ponad 5 lat jestem ze swoim chłopakiem. Myśle że gdybym chciała się wyprowadzić poz nasze miasteczko nie było by problemu, ale pojawia się on gdy tylko wspomnę choć słówkiem o wyjeżdzie po namiot lub małych wakacjach sam na sam. Wojna murowana. Nie mogę nawet zostać u niego na noc.Kiedy spędzamy sylwestra u niego muszę wymyślać dla niej bajki żeby się nie czepiała że nie wróciłam na noc. O zwierzaniu się mojej mamusi mogę zapomnieć. Wszystko obróci przeciwko mnie. Poza tym jej zdanie na temat życia intymnego (czytaj seksu, antykoncepcji) znam bardzo dobrze. Wszystko na nie!!!! Jest niereformowana. Można oszaleć. Poza tymi wadami moja mama jest niezwykle zorganizowaną osobą. Zawsze potrafi wszystko załatwić, ze wszystkim zdąża na czas. Tego mnie nauczyła.Poza tym odpowiedzialności. Przykro mi tylko że nie mogą z nią normalnie porozmawiać, jak z przyjaciółką. Większość rozmów kończy się awanturą bo mam inne zdanie niż ona. A przecież nie jestem jej kopią tylko sobą. Kiedyś było jeszcze gorzej, teraz jest w miare dobrze. Powoli jaj reformuje. Ale znając moją mamę może zająć mi to całe życie!!! Mimo tych niedoskonałości (moim zdaniem) KOCHAM JĄ bardzo. Przecież chce tylko mojego dobra. Poza tym matka jest tylko jedna. PS> Matka mojego chłopaka jest zupełnie inna. A on czasami żałuje że moja nie jest jego mamusią Ale tylko czasami kiedy nie przegina. Pozdrawiam!

Autor: mightily oats  29.05.2007 zgłoś

W dzieciństwie moja matka miała nade mną pełną kontrolę - wiadomo, dzieci i ryby głosu nie mają. Nie mogłam zapraszać koleżanek do domu, nie moglam zostawać na dworzu i bawić się z innymi tylko musiałam się uczyć. I ciągle mnie obwiniała za swoje awantury z ojcem. Doszło do tego, że na każdym kroku przepraszałam ją. Za wszysto. Potem słyszała ode mnie już tylko text "przepraszam, że żyję". Kilka razy myslałam jak z tym wszystkim skończyć, a dokładniej skończyć z sobą. Oni nawet o tym nie wiedzą. Mamę staram się zrozumieć, bo wyszła za mąż za tyrana, ktory myśli, że ma w domu służącą, a nie żonę. Dlatego póki co się nie wyprowadzam. Już dawno przestalam reagować na jej wyrzuty, zresztą od dawna słyszę je coraz rzadziej - najczęściej po jakiejś kłótni z ojcem. W domu jestem rzadko, bo popołudniami pracuję. Jedno co do niej nie dociera i doprowadza mnie do szewskiej pasji to słowo "Proszę". Zawsze jeśli ma do mnie jakąś sprawę nie powie wprost o co jej chodzi tyko owija w bawełnę. A potem ma do mnie pretensje, że gdzieś z nią nie pojechałam, czegoś nie zrobiłam. Ale na to ja czasem nie mam siły. I udaję, że nie wiem, o co chodzi, a potem czuję się winna... I błędne koło toczy się dalej... I zgadzam się i tak przestawiam plany, żeby się podpasować. O chłopaku mogę na razie zapomnieć. Miałam jednego, niestety nie wytrzymał napięcia w domu i mojego humoru przez to. Ale pocieszam się, że został już tyko rok. Bo studia podyplomowe robię w Trójmieście (mieszkam w warszawie). :)

Autor: mightily oats  29.05.2007 zgłoś

Przejrzałam pozostałe posty i odpowedz do nelki - ja bym radziła zostawić to tak jak jest. Nie reagować, nie narzucać się, bo w ten sposób pogorszy pani sprawę. Córka musi nauczyc sie zyc własnym zyciem, popelniac wlasne bledy. Niestety pomagajac jej zmniejszyla pani corki instynkt samozachowawczy. Prosze starac sie kontrolowac wszystko z oddali, nie pytac, nie pouczac. Trzymam kciuki i mam nadzieje, ze bedzie dobrze. A jakby co - prosze pisac. :)

Autor: Agnieszka:(  30.05.2007 zgłoś

PROSZE O POMOCNA RADĘ:( Mam 20 lat i jestem jedynaczką. Moim ogromnym problemem jet nadopiekunczosc mojej mamy.Wczoraj bardzo z tego powodu plakalam w słuchawke mojemu chlopakowi. Nie moge juz sobie z tym poradzic.Moja mama wie wszystko najlepiej, podejmuje za mnie decyzje, wszystko musi byc po jej mysli. Nawet w moim pokoju przestawia mi rzeczy na polkach tak jak ona chce. Mowi mi jak mam sie ubrac bo tak jej sie podoba. Odkad pamietam bardzo rzadko pozwalala mi na wyjscia z kolezankami bo bala sie ze cos mi sie stanie,do dzis kiedy wychodze slysze zdanie" ja sie tak boje kiedy ty wychodzisz, moze lepeij nie idz"wszystko chce robic za mnie. Moze z 10 razy w zyciu zrobilam sobie sama kanapke do szkoly...Obecnie najgorszym problemem jest to, ze chce zmienic studia. Studiuje zaocznie a wiec caly czas jejstem w domu pod kontrola mamy. Stwierdzilam ,ze kierunek studiow jaki podjelam przestal mnie interesowac a szczegolnie tryb zaoczny w jakim studiuje. Chcialabym przeniesc sie na studia dzienne do miasta w ktorym mieszka moj chlopak.Mam tez tam najblizsza ciocie.Ostatnio mama powiedziala,ze nie pozwoli mi isc na studia dzienne bo nie bede sie uczyla tylko caly czas spedzala z moim chlopakiem. Ja poprostu pragne sie usamodzielnic nauczyc sie wkoncu zycia i byc szczesliwa z moim chlopakiem.Poprostu perspektywa pozostanie przez kolejne 5 lat pod okiem mamy to bedzie dla mnie straszne. Boje sie ze zostane osoba nie przystosowana do zycia:(Mama powiedziala tez ze jak ja bym mogla isc na studia dzienne, jak to by bylo ze ona by mnie nie wiedziala calymi dniami tylko raz na tydzien..Czesto mowi " jak ty bys sobie beze mnie poradzila..."A wlasnie chce sie tego nareszcie nauszyc..SAMODZIELNOSCI Nie wiem jak mam sobie z tym poradzic i jak ja przekonac ze bede sie uczyc i to ze bede na co dzien z moim chlopakiem w niczym nie przeszkodzi.Prosze o porade...:( Moja mam naprawde twardo trzyma sie swojego zdania.Uwaza ze tylko ona ma racje...

Autor: MAGDA  30.05.2007 zgłoś

A CO Z NADOPIEKUńCZYMI TEśCIOWAMI??????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: anilka  30.05.2007 zgłoś

Do hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm Moja droga rozumiem Cie tez jestem matka doroslych dzieci Nawet mam chyba podobmna sytuacje do twojej tylko wczesniejszy etap

Autor: enigma  30.05.2007 zgłoś

A ja mam wspaniałą Mamę - moze czasami jest nadopiekuńcza, ale to z milości. KOCHAM JĄ ZA TO ,ŻE JEST TAKA JAKA JEST

Autor: Arija  30.05.2007 zgłoś

Witam, ja mam mamę opiekuńczą w normie. Już od wczesnych lat uczyła mnie samodzielności ale z czułością i żebym czuła że mnie nie odrzuca, tylko robi to z miłości, żebym sobie potem w życiu poradziła... To dla niej wyjechałam na studia do Warszawy, to ona mnie wypchnęła, choć z bólem, w świat. Ale nie znaczy to że nie utrzymujemy kontaktów. Wam nie smakują niespodziewanie przyniesione konfitury? Ja bym bardzo dużo dała żeby moja mama mogła mi takie niespodziewane wizyty robić. A tak na marginesie, to uważam, że kuchnia mamy zawsze smakuje lepiej od jakiejkolwiek innej... : ) I wiecie co? Ja tam wrócę po studiach i za to co moja mama zrobiła dla mnie i dla mojego rodzeństwa w życiu dam jej na starość poczucie, że ktoś z nią został z własnej nieprzymuszonej woli, bo ją niesamowicie kocha i chce się nią opiekować. Bo z każdym dniem coraz bardziej się przekonuję że nie dam rady znieść oddalenia od niej, im starsza się robię tym bardziej jej potrzebuję, bo wiem że wiecznie jej mieć nie będę. Dla mojej mamy byłabym gotowa zerwać każdy związek, na szczęście ona nie próbuje tego wykorzystywać. I na szczęście mój chłopak też ją bardzo lubi i pojedzie ze mną do mojego domu rodzinnego. Sam ma problemy ze swoją mamą, ale nie sądzę by się zdecydował na totalne odizolowanie od niej - bo mama to mama i koniec. Nie rozumiem ludzi którzy piszą, że sie na świat nie prosili, i że nie mają wobec swoich rodziców żadnych obowiązków na ich starość. TOTALNA BZDURA wg mnie. Nawet tym toksycznym i nadopiekuńczym rodzicom należy się na starość poczucie, że nie na darmo zarywali noce i masowali kolki swoim dzieciom... Zamiast się pienić na swoich rodziców i ryczeć w poduszkę, nauczcie się mówić do nich tak żeby was zrozumieli. Czasem zamiast się kłócić i obrażać warto powiedzieć co się ma na duszy w cywilizowany sposób. Zamiast z góry odrzucać rady, warto się zastanowić czy mama - dojrzalsza i bardziej doświadczona - przypadkiem nie ma racji... Trochę mniej egoizmu, a więcej rozmowy, asertywności i wyrozumiałości życzę.

Autor: ZUZKA  31.05.2007 zgłoś

Do Agnieszki- porada Kiedys bylam w podobnej sytuacji-choc troche odwrotnej;) Tez jestem jedynaczka, wychowywana tylko przez mame. Wyjechalam na dzienne studia do miasta. Teraz z perspektywy czasu wiem ze nie byla to moja decyzja tylko mojej mamy, ktorej uleglam. Zostawilam caly moj swiat, przyjaciol, ukochanego chlopaka. Bylam pod presja mamy, w koncu sama uwierzylam ze to moj wybor. Tak jak Ty teraz ja wtedy mialam 20 lat. Po 6 miesiacach (koszmarnych z reszta) postanowilam wrocic, przeniesc sie blizej, do grupy przyjaciol, (wsszyscy studiowali razem na studiach zaocznych) do mojego chlopaka. Probowalam powiedziec mamie ze jestem tam, z dala od wszystkich nieszczesliwa i chce wrocic (dodatkowo -nigdy nie lubilam miasta). Mama nie chciala o tym slyszec, nie pozwolila mi tego zrobic. Dlugo sie zastanawialam jaka podjąc decyzje. Pewnego dnia zdecydowalam, ze wracam. Spakowalam walizki, zaliczylam sesje, załatwilam przeniesienie na druga uczelnie i poprostu wrocilam. Oczywiscie awantura byla niezmierna ale postawilam moja mame przed faktem dokonanym. NIe bylo latwo ale w koncu mama musiala ta decyzje "przelknac". Teraz uwazam, że byla to jedna z lepszych decyzji w moim zyciu. Oczywiscie wymagala zdecydowanych krokow i wiele mnie kosztowala ale warto bylo. Wiem jak wyglada Twoje zycie. Sama to wszystko przeszlam i ksiazke moge napisac o nadopiekuńczych mamach szczegolnie mamach jedynaczek. Moja rada to przede wszystkim zyc wlasnym zyciem i dokonywac wlasnych wyborow-choc w takich sytuacjach sa bardzo trudne.

Autor:  31.05.2007 zgłoś

u mnie chyba jest dokladnie odwrotnie :D od zawsze moglam ubierc sie, jak chcialam (przeszlam przez wszystkie nastoletnie szalenstwa :D), spotykac sie, z kim chcialam, wracac, o ktorej chcialam - musialam tylko powiedziec, o ktorej bede (nigdy sie nie spoznilam, bo wiem, ze sie wtedy martwi. jesli chcialam zostac gdzies dluzej, dzwonilam i nie bylo problemu). studia wybralam sama (faktycznie, to mama mnie przekonala, zebym po maturze nie robibila roku przerwy - miala racje). mieszkam z rodzicami. szukam mieszkania, ale nie potrafilabym mieszkac gdzies daleko. to chyba ja nie potrafie odciac pepowiny! :D szukam wiec w moim miescie albo w ktoryms obok (mieszkam w silesi - w 30-40 min max jestes na drugim koncu). przez chwile mialam pomysl, zeby studiowac we wroclawiu. wyobrazilam sobie, ze bede sie z mama widziec tylko w weekendy i od razu odpuscilam. codziennie opowiadam mamie, co sie wydarzylo (nawet kompletne bzdury. jaka ona ma cierpliwosc!). chyba dzieki temu ma do mnie zaufanie. zawsze jej opowiadalam, co dzialo sie na imprezach itd (oczywiscie pomijajac niektore fakty :P az tak zle ze mna nie jest). w zasadzie to ja sie martwie o rodzicow, kiedy dlugo nie wracaja z pracy albo z imprezy. to ja wydzwaniam, kiedy wyjada na wczasy. to ja opieprzam w sklepach wszytskich, ktorzy sie na mame pchaja (ona jest obrzydliwie grzeczna). to ja ja umawiam do lekarza ("przestan, nic mi nie jest. za miesiac zadzwonie"). jestem mama swojej mamy? moze troche. ale im jestem starsza, tym bardziej widze, ile ona odpuszcza, zebym ja miala. uwielbiam wyciagac ja na zakupy i patrzec, jak sie cieszy, ze znalazla sobie cos fajnego (i tak ona placi :D) mam najlepsza mame na swiecie. chyba moge ja nazwac przyjaciolka. chociaz brzmi to strasznie :D ale poza relacjami z mama mam zupelnie normalny swiat, nie jestem od niej uzalezniona (chciaz po tym, co napisalam, mozna odniesc wrazenie, ze jest jedynym moim swiatem). wydaje mi sie, ze ci, ktorzy maja nadopiekuncze mamy, sami sie odrobinke do tego przyczynili. nieswiadomie, w dziecinstwie. kiedy zgadzali sie, zeby mama ich ubierala i odbierala ze szkoly do konca podstawowki. moja mama na szczescie rozumiala, ze nie usamodzielnie sie (=nie poradze soebie w zyciu), jesli nie popelnie paru bledow. za to dla niej wielkie :*************************************************************

Autor: Anna  01.06.2007 zgłoś

Chciałam krótko skomentować opowieść "Wyrodnej Córki"...otóż według mnie nie mamy obowiązku kochać matki tylko za to, że nas urodziła, nie tu kończy się jej rola..natomiast matka wydając nas na świat ma OBOWIĄZEK kochać! Jestem matką i córką, zatem znam obydwie role.Nie masz sobie nic do zarzucenia! Życzę wszystkiego co najlepsze!

Autor: Oliwia  02.06.2007 zgłoś

Czasem wydaje mi się,że to może ja coś złego w życiu zrobiłam że mnie to wszystko spotyka...Szkoda że nie jestem dentystka nie mam 100000mln na koncie wili pod warszawa i majbacha .Może to i moja wina już nie wiem jak rozwikłać ten problem a wcale nie zmierza do dobrego... Ciężko mi bardzo ,nie mam już siły. Czasem myślę, że może byłoby lepiej sie rozstać kosztem mojego uczucia dla dobra kontaktów matki z synem...Bym cierpiała ,ale to sie dla mnie nie liczy,najważniejsze ze rodzina byłaby w zgodzie,ja jestem obca... Przecież matka jest tylko jedna...

Autor: mama  02.06.2007 zgłoś

Za bardzo kochamy za bardzo sie staramy a w koncu zostajemy same tyle od dzieci dostajemy za nieprzespane noce za miłośc za strach za to że chcemy dla nich jak najlepiej że zapominamy o sobie a one potrafią zpomnieć o dniu matki

Autor: Ewcia  02.06.2007 zgłoś

Do mama (2007-06-02 19:40:55) Co znaczy, że chcesz dla dziecka jak najlepiej? Ono samo wie, co jest dla niego najlepsze i ma własne plany... Ma do nich pełne prawo, bo jest CZŁOWIEKIEM, nie niewolnikiem. Z takim podejściem nie dziwie się, że nie pamięta o Tobie.

Autor: mama  03.06.2007 zgłoś

Do Ewcia Naprawdę uważasz że dziecko mając 15 lat wie co jest dla niego najlepsze myslisz że to że namawiamy zeby sie uczyło i potem namawiamy żeby skonczyło studia robimy to dla siebie tak bardzo krzywdzimy swoje dziecko wiem że każdy ma prawo do swoich błedów tych własnych ale dopóki możemy staramy sie tak pokierowac żeby w przyszłosci miały jakiś start w dorosłe życie i uważasz że za to należy mi sie zapomnienie za miłosc ból samotności to dokąd to zmierza? powiedzmy dziecią robta co chceta wtedy bedą nas kochać żałuje że tak nie zrobiłam pozdrowienia mama

Autor: mama  03.06.2007 zgłoś

Kochacie nas po śmierci ale dopóki jesteśmy zapominacie

Autor: Ewcia  03.06.2007 zgłoś

Do mamy. Oczywiście, że to dobrze, że rodzice chcą aby dzieci były wykształcone. Muszą jednak brać pod uwagę to co ich dziecko chce; nie mogą go np namawiać na dany kierunek studiów (nie kieruje tego bezpośrednio do Ciebie, tylko ogólnie). Rodzice na pewno nie mają prawa wtrącać się do tego za kogo ich dziecko wyjdzie, gdzie będzie mieszkać w przyszłości, gdzie będzie pracować. Rodzice powinni je kochać, czyli chcieć ich szczęścia, bo to one same wiedzą np. kogo potrzebują do szczęścia. Nie wolno mieszać się do decyzji dorosłych dzieci, takie postępowanie to robienie krzywdy dziecku. Nie osądzałam Ciebie, nie wiem jaką jesteś matką, jeśli pisząc zdanie "chcemy dla nich jak najlepiej" miałaś na myśli edukację 15-latki to wybacz mi moje emocjonalne podejście do tematu. Po prostu się zdenerwowałam, skojarzyłam to z moją wszechwiedzącą i apodyktyczną "mamą". Rodzcie mogą kierować nastoletnimi dziećmi jako tako , ale w dorosłym życiu powinni ograniczyć się do rad i tyle. Twoje dziecko przechodzi teraz okres buntu, więc nie przejmuj się, to wszystko minie... Przepraszam jeszcze raz za mój post. Pzdr

Autor: młoda mama  04.06.2007 zgłoś

A ja nie miałam nadopiekuńczej matki. Jednak mój mąż ją miał. I tu wydaje mi się jest prawdziwy problem, bo dziewczyna nawet jak ma nadopiekuńczą matkę jakoś z tego wybrnie a z facetem to porażka. Z moim mężem jesteśmy 5 lat i bardzo trudno jest się w pewnych sprawach dogadać. Całę życie mamusia nad nim skakała. Jak coś w szkole nie tak to rodzice szli i załatwiali sorawe, jak coś innego schrzanił tez rodzice, jak ktoś go skrzywdził tata szedł za niego pobić, jak wakacje to tylko wspólne z rodzicami. A jego wyobrażenie o zyciu jest żadne: lodówka napełnia się sama, obiad sam gotuje, pranie samo pierze, dom sam się sprzata, brudy same ida do łazienki. On zawsze miał wszystko zrobione - łóżko pościelone, rozścielone, wyprane, wyprasowane, posprzątane. I skończyło się na tym, że nie ma kolegów, bo zawsze był z mamusią, nie umie nic załatwić w żadnym urzędzie-bo nie wie nawet o co spytać, nie umie nawet zakupów zrobić bo nie wie co potrzebne. Jest wspaniałym człowiekiem - wrażliwym, ciepłym i kochającym, ale czeka nas ciężka droga. Chociaż po tych 5 latach muszę przyznać że są postępy, ale takie rozpieszczanie przez 22 lata przez mamusię w 5 lat nie zniknie. PO prostu uczę mojego męża jak syna gdzie iść co powiedziec itd... - bardzo go kocham i widze zmiany, ale wydaje mi się że to jest właśnie problem - nadopiekuńcz mama swojego synka. A on sam jest przerazony bo jest po prostu społecznie nieprzystosowany i jak oboje to nazywamy jest życiową kaleką. To przykre. Na szczęście mój mąż jest mądrym facetem is zybko się uczy. Jednak to naprawdę ciężka praca wymagająca czasem ode mnie niebywałego wysiłkui przede wszystkim anielskiej cierpliwości. pozdrawiam wszystkie żony albo dziewczyny synków mamusi - bądźcie dobrej mysli- czas i duuuuuuuużo cierpliwości i jesli bardzo sie kochanie bedzie ok

Autor: CZARNA  04.06.2007 zgłoś

niewiem co mam zrobic,całe życie byłyśmy z mamą same bo ojca nie znałam.Od 7 lat jestem męzatka mieszkaliśmy razem z moja mama,moze cięzko w to uwiezyc ale na 28m,my zajmowalismy pokoj bo tak chciala mama,a ona sama spala w pokoiku"" zrobionego z kuchni.czasami bylo cięzko bo sami bylismy tylko w nocy,ale jakos dawlismy rade.problem mam taki ze wlasnie kupilismy mieszkanie co prawda dwie ulice dalej ale i tak nie wiem jak mam sie wyprowadzic zeby nie zranic mamy.bardzo ja kocham,ale chcialabym juz mieszkac sama z mezem.Boje sie ze mama to bardzo przezyje,ze nie da sobie rady.Niewiem moze przesadzam,ale tak czuje.

Autor: Julia  12.06.2007 zgłoś

Do mama Tez jestem mama bardzo doroslych dzieci i czasem sie zastanawiam jak to jest ze najbardziej kochane szanowane i zdobywane sa matki dla ktorych dziecko bylo epizodem balastem ktory przeszkadzal w korzystaniu z urokow zycia Teraz stalosie bardzo modne powiedzenie ze dziecko wie samo co jest dla niego najlepsze i moze robic wszystko a rodzice (zwlaszcza matki)moga tylko patrzec z boku pomagac glownie finansowo Itp itd (patrz list Ewci do mama) Oczywiscie mama ta prawdziwa dla ktorej dziecko przed i po urodzeniu bylo wartoscia nadrzedna najlepiej gdyby umarla i to nagle (zeby dziecina nie stresowala sie choroba mamy) zostawiajac duzy majatek Moglabym tak dalej ale po co skoro same mamy wiecie jak to jest

Autor: Ja  12.06.2007 zgłoś

DO WSZYSTKICH Wiecie jak to jest Jestes mloda masz dzieckoi myslisz teraz ONO jest calym moim swiatem jak dorosnie aja sie zestarzeje bedzie ktos bliski tez mnie przytuli jak ja go teraz dopatrzy w chorobie otrze lzy zmatrwienia czy bolu Mija czas dziecko mniej lub bardziej dorosle okazuje sie byc tak zajete ze krotki telefon do mamy to strata czasu (ble ble godzinami z roznymi znajomkami jest ok) Opowiadasz roznym ludziom o sobiewszystko ale mama nie ma prawa do pytan bo albo nadopiekuncza albo wredna Do corki moze jeszcze mozesz zadzwonic napisac majlika ale do syna nie bo zyskasz miano wrednej tesciowej ( to nie szkodzi ze o synowej mowi roznie cala okolica ) chocbys zyczyla jej najlepiej lOS I HISTORIA LUBI SIE POWTARZAC przyjdzie czas ze twoja corka lub synowa potraktuja Cie tak samo ale juz nie bedzie na tym swiecie nas tych sponiewieranych matek No i dobrze bo Wy wciaz bedziecie naszymi dziecmi i patrzac jak Wam zle serce by nam pekalo

Autor: wdowa83  28.06.2007 zgłoś

moja mama to diael w ludzkiej skorze.. Kontrola,ponizanie,wspolny pokoj przez 24 lata,ciagle pastwienie sie psyciczne nademna to pikus..rozbila moje 2 zwiazki z czego wjednym bylam zareczona.Kazdy facet z ktorym bylam w danym momencie byl draniem,skinem i Bok jeden wie kim jeszcze..teraz od 1,5 roku jestem z chlopakiem i tez jest zle..Byli sa idealami a obecny jest degeneratem i jego rodzina rozniez chociaz moja mam nie zna jego rodziny.Sytucja miedzy mam a mna doprowadzila do ucieczki z domu do przyjaciolki(2 tyg) ale szkoda mi bylo mamy..obiecala ze sie zmieni:( wierzylam w to ale coz... Po roku od ucieszki i powrocie do mamy musialm znowu podjac decyzje o wyprowadzce.I tak tez sie stalo mieszkam od miesiaca z facetem ( wyprowadzka byla koszmarem zakonczonym udzialem policjii) mieszkamy u jego rodzicow z jego 2 siostrami i dopiero tu odpoczywam psychicznie choc mama gnebi mnie codziennymi telefonami i szantazami..nie wim czy sie od niej kiedys uwolnie..Chyba wyjazd do innego kraju pomoze mi odzyskac wolnosc i rozwinac skrzydla ktor przez 24 lata byly przycinane przez nadopiekuncza mame..

Autor: wdowa  01.08.2007 zgłoś

Pisalm tujuz kiedys o swojej sytuacji z nadopiekuncza mam i powiem tyle samotne matki ktore poswiecaja sie dzieciom a same nie maja znajomych rzadnych sa utrapieniam dla dziecka ktore chce sieusamodzielnic..Myslam ze jak sie wyprowadze to skancza sie kontrole zakazy sprawdzanie itp a mam 24 lata samana siebie zarabiam,mieszkam z chlopakiem ktorego mama nie akceptuje.Rzadko tam chodze bo wizyty wprowadzaja mie w stan rozpadu emocjonalnego a to nie sluzy mi samej i mojemu zwiazkowi.Dzieki mama rozpadlo sie 2 zwizki na ktorych mi zalezalo ale proby jakim byli poddawani "przyszli zieciowie" byly wyrachowane.Powiedzialm basta i w smie nie jestem szczesliwsza jedynaym ratunkiem jest wyjechanie z Miasta w ktorym mieszkam i ograniczenie kontaktu do minimum.Nie zaluje tego ze sie wyprowadzialm to byla najlepsza decyzja jaka podjelam do tej pory w zyciu,choc nie jest latwo to wyprowadzkamoze uratowac zycie mlodej osobie a rozniez pomoc ocalic istniejacy zwiazek.W koncu nasi mezczyzni nie beda zyli z naszymi matkami tylko z nami i to My musimy o tym pamietac.Nie dajcie sie dziewczyny.Poczatki sa trudne ale warto zrobic pierwszy krok nawet jesli sie wydaje ze bedziecie z tym same i ze nie dacie rady .DAMY rade i trzeba w to wierzyc!!!!

Autor: Alicja...  12.08.2007 zgłoś

A ja kocham swoich rodziców ponad życie...są dla mnie jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi, na których mogę liczyć zawsze - DOSŁOWNIE ZAWSZE...zrobiłabym dla nich wszystko...i tylko przykro mi, że mój mąż tego nie rozumie. Bo on twierdzi, że my mamy swoje życie i że ja jestem za bardzo związana ze swoimi rodzicami. Kocham moich rodziców i dziękuję im z całego serca za to, że są. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. KOCHAM WAS KOCHANI I PRZEPRASZAM, ŻE CZASAMI BYWAM NIEZNOŚNA I NIESPRAWIEDLIWA.

Autor: ehhhhh  17.06.2008 zgłoś

Nie przeczytalam wszystkich komentarzy ale napisze jak to jest u mnie .... Wpieprza sie w moje zycie intymne, osobiste...... pyta sie mnie o sex czy juz go uprawialismy i mowi zebym tego nie robila .......... to są moje sprawy i mojego chłopaka ....... a ona caly czas o jednym i tym samym. Jak nas nie ma w domu długo to zaraz jakies podteksty wali i juz mnie denerwuje bardzo....... jestem juz dorosla i nie wiem czemu ona tak do tego tematu podchodzi i mnie ddrażni . Jak mam z nią porozmawiac ze to jest moja sprawaa i moje zycie ??????????? POMOŻCIE;(((((((((((((

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu