Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

05.11.2007 | Konsekwencje emigracji

Związek na odległość

Ciągle razem, ale tymczasowo osobno. To już miesiąc, pół roku, rok. I tylko czasem zauważasz, że coraz mniej was łączy, a coraz więcej dzieli, i wcale nie chodzi tu o tysiące kilometrów odległości od siebie. Dla niektórych związek na odległość to stan przejściowy, a dla innych to sytuacja nie do zniesienia.

W Polsce związki na odległość funkcjonują od dawna. Nawet przed 1989 rokiem, gdy wyjazd za granicę był bardzo utrudniony i graniczył z cudem, Polacy wyjeżdżali na saksy, na placówki, żeby dorobić się czegoś i z podreperowanym portfelem móc znów połączyć się z rodziną, powracając do kraju, lub ściągając ją za granicę. Po 2004 roku, gdy Polska wstąpiła do Unii Europejskiej i otwarły się przed naszymi rodakami granice, tysiące osób wyjeżdżało z kraju każdego miesiąca, by szukać lepszego losu na emigracji.

Główny Urząd Statystyczny szacuje, że pod koniec 2006 roku poza granicami Polski przebywało czasowo ok. 1,95 mln Polaków. To o 380 tys. więcej niż na koniec 2005. Nikt nie pokusił się jeszcze o policzenie, jak wiele osób z tej grupy wyjechało z kraju, rozstając się z rodziną.

Rozmowy o dziewiętnastej

Dla wielu rodzin to trudna decyzja i trudna sytuacja. Nieznaczną pociechą może być to, że większość emigrantów, jak podaje GUS – około 1,55 mln, wybiera kraje europejskie i że po zaledwie kilku godzinach podróży można znów być razem. A wszelkie nowoczesne narzędzia komunikacji są w zasięgu ręki: telefony, komórki, e-maile, komunikatory. Pozostaje tęsknota i poczucie, że jest się zdanym tylko na siebie.

Mariola, 27 lat, nauczycielka z dwójką synów, czeka w Koninie na godzinę 19. Jej mąż Tomek, technolog drewna, wyjechał rok temu do Francji, gdzie miał zapewnioną dobrze płatną pracę w tartaku. O 19 umawiają się na rozmowy przez Internet.
- Kiedy Tomek ma dzwonić, wcześniej robię chłopcom kolację, włączam telewizor, żeby oglądali dobranockę. A my wtedy mamy kilkanaście minut rozmowy tylko dla siebie. Potem przybiegają porozmawiać z tatą. Mówią mu, że bardzo za nim tęsknią, i zawsze pytają, kiedy wróci do domu. Sama nie zadaję mu często takich pytań, bo wiem, że jemu jest ciężko samemu w obcym kraju, wśród obcych ludzi. Sam też nigdy tego nie mówi, ale to słychać w jego głosie, że nie jest mu lekko – mówi Mariola.

Umawiają się na takie rozmowy co kilka dni. Przez ten rok nauczyła się żyć sama, radzić sobie z trudnościami. Kiedy chłopcy urwali drzwi od szafy, musiała wzywać fachowca, wcześniej takie rzeczy naprawiał mąż. Kamerę internetową instalował jej w domu kolega z pracy. Ale nie to jest dla niej największą trudnością:
- Kiedy Tomek był w domu, zawsze mogłam z nim porozmawiać o tysiącu spraw, tych ważnych i tych mniej istotnych. Od czasu kiedy go nie ma, czuję pustkę, mimo że moi synowie są pełni energii i wypełniają dom wrzawą. Nie mam komu zwierzyć się ze swoich myśli, tak jak robiłam to z Tomkiem.

Obawy o zdradę

Od czasu wyjazdu z Polski przyjechał do Konina kilka razy.
- To zawsze było jak święto. Chłopcy chcieli z nim spędzać cały czas, chodzili za nim krok w krok. Młodszy raz przyszedł nawet do nas w nocy do sypialni. Na szczęście kochaliśmy się wcześniej i nie zastał nas w intymnej sytuacji - Mariola przyznaje, że oprócz tego, że towarzyszy jej poczucie ogromnej samotności, brakuje jej seksu. Wie, że mężczyźni mają większe potrzeby seksualne, więc czasem zadaje sobie pytanie, czy Tomek jest jej tak samo wierny jak ona jemu. Na razie nie padło takie pytanie, ale Mariola jest pełna obaw. Dlatego chce, żeby Tomek jak najszybciej wrócił do Polski. Póki tak się nie stanie, pozostają częste telefony i wizyty. Na lato chce przyjechać do niego z chłopcami na cały miesiąc.

Obawy o zdradę pojawiają się bardzo często w związkach na odległość. I to znacznie wcześniej, niż dojdzie do wyjazdu jednego z małżonków.
- Mój wujek był marynarzem – mówi 29-letnia Jola, żona Darka, która została w Polsce z dwuletnią córeczką. – Ciotka była praktycznie osobą samotną. Kiedy wujek wypływał w morze, nie było go miesiącami. Dostawała listy z różnych zakątków świata, czasem do niej dzwonił. Po jakimś czasie listy i telefony były coraz rzadsze. Aż w końcu się urwały. Ciotka dowiedziała się potem od jednego z jego kolegów, że ułożył sobie życie na nowo z inną kobietą w innym kraju. Myśleliśmy, że ciotka straci zmysły z rozpaczy. Nigdy nie chciałam doświadczyć tego co ona, mimo że potem ułożyła sobie na nowo życie z kimś innym.

Zatem kiedy Darek powiedział, że ma dość biedowania i wyjeżdża do Anglii, Jola używała różnych argumentów, żeby go zatrzymać. Zwłaszcza że wie, że jej mąż, zanim się poznali, nie był stały w uczuciach do dziewczyn i uganiał się za spódniczkami.

Dołączyć do męża

- Darek uparł się jednak i wyjechał pół roku temu. Za każdym razem kiedy dostaję od niego wiadomość lub z nim rozmawiam, boję się, że to nasz ostatni kontakt. Że gdzieś przepadnie bez wieści i zostaniemy same z córką – zwierza się Jola.
Zaczęła niedawno miewać złe sny, w których widzi męża pod rękę z inną kobietą. Mijają ją na ulicy roześmiani, nie zauważając wcale. Budzi się wtedy i do rana już nie śpi. Na szczęście Darek pracuje na budowie ze znajomymi, więc kiedy oni przyjeżdżają do Polski i odwiedzają Jolę, dopytuje się dyskretnie, czy przypadkiem kogoś tam nie poznał. Informacje uspakajają ją, ale nie na tyle, żeby mogła spać spokojnie.

Wie, że praca na budowie jest ciężka i Darek pod koniec dnia ma siłę tylko na zjedzenie kolacji i prysznic, a potem idzie spać. Ale przecież długo w taki sposób egzystować się nie da. A wolne dni, zamiast spędzać jak dotychczas z kolegami przy piwie, będzie być może chciał niedługo spędzić w towarzystwie jakichś kobiet. Nie brakuje tam przecież ładnych Polek, które pracują tam na miejscu. Więc jeśli one mogą tam być, to Jola przecież też może.

- Niedawno zaczęłam myśleć o tym, że przyjadę do niego z córką, znajdę jakąś pracę i będziemy żyć tam razem. Nie mówiłam jeszcze o tym pomyśle Darkowi. Niedługo ma przyjechać. Wiem, że będzie chciał wrócić do Anglii, bo chociaż ciężko tam pracuje, to znacznie lepiej zarabia, mówi, że wszystko jest tam prostsze, że żyje się łatwiej. To będzie dobry moment, żeby mu powiedzieć, że ja też chcę do niego dołączyć – planuje Jola.

Od trzech miesięcy zaczęła powtarzać angielski, żeby móc się bez problemów porozumieć i znaleźć dobrą pracę. Zgłosiła się do kilku agencji pracy w Polsce, które zatrudniają Polaków w Wielkiej Brytanii, aby być przygotowaną na wyjazd, kiedy nadejdzie odpowiedni moment, i wreszcie zakończyć ten dziwny związek na odległość i móc być ze sobą razem, we dwoje.
Ewelina Kitlińska
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: liren  05.11.2007 zgłoś

Jesteśmy z mężem na odległość od 6 lat.On pracuje we Francji,przyjeżdża stęskniony raz na miesiąc-dwa.Ja non stop sama w domu z 2 dzieci.Małżeństwo tylko na papierku przez rozłąkę tak długą.Nie polecam nikomu!

Autor: żonka  05.11.2007 zgłoś

Mój mąż od dwóch lat pracuje za granicą, ja zostałam w domu z wtedy trzyletnim dzieckiem. Jak wyjeżdżał nie układało się między nami, bylismy bliscy rozstania. Ten wyjazd uratował nasz związek. Zaczeliśmy rozmawiać przez telefon, w smsach byliśmy szczerzy jak nigdy.Nareszcie oboje mówiliśmy o tym co nam lezy na sercu. Zaczęła się tęsknota. Miłość na nowo. Przyzwyczaiłam się do tego, że mam męża co kilka tygodni w domu, nauczyłam się tak żyć . Największym plusem jest to, że pokochalismy się na nowo, jak przyjeżdża potrafimy otwarcie ze sobą rozmawiać, sex jest cudowny jak nigdy. Tęsknimy za sobą strasznie,co prawda są chwile, kiedy jestem zła, że mam męża ale nie ma go w domu kiedy trzeba coś naprawić,albo dziecko mnie totalnie nie słucha, ale ogólnie jestem zadowolona, że wtedy zdecydowalismy się, że wyjeżdża. Teraz zaczynamy myśleć o tym, żebym z dzieckiem dołaczyła do niego. Wiem, że sobie poradzimy. Nie każda para przetrwa takie rozstanie, jestem szczęsliwa, że nam się udało.

Autor: Marthi  05.11.2007 zgłoś

Zdania sa zawsze podzielone na ten temat - jedni uwazaja, ze wszystko zalezy od sily uczucia, inni, ze to tak naprawde nie ma sensu. Ja tez przez cos takiego przechodzilam - jestem urodzona optymistka - wierzylam, ze sie uda, ze bedziemy razem i, ze nic i nikt nas nie rozdzieli. Nigdy. Moj BYLY chlopak wyjechal na misje do Kosowa z wlasnego wyboru - nie bylo go rok. Bylam smutna, ze go nie bedzie, ale widzialam, ze chce, a kochajac go nie chcialam mu niczego zabraniac, odbierac marzen - chcialam zeby sie realizowal, wykorzystywal szanse - myslalam wtedy o jego szczesciu, wiec pozwolilam mu wyjechac wierzac, ze wszystko bedzie dobrze. Czekalam na niego wiernie przez ten czas, unikalam miejsc i sytuacji, ktory moglyby mnie niejako zmusic do chociazby niewinnego flirtu - liczyl sie tylko on. Byly telefony, mnostwo sms-ow, nawet tradycyjne listy i kartki... Bylam taka zakochana... Az niewiadomo skad zaczal sie we mnie zbierac zal i smutek, zaczelam sobie coraz czesciej zadawac pytanie: dlaczego ja, dlaczego to ja musze byc ciagle sama i czekac? Patrzylam na moje przyjaciolki - szczesliwe, zakochane z facetami u boku i bylo mi tak smutno... Zadawalam sobie tyle pytan: Dlaczego majac chlopaka musze sama dawac sobie rade z problemami, dlaczego musze sama spedzac kazdy weekend, dlaczego ide na wesele sama bez osoby towarzyszacej, i w koncu dlaczego nie mam sie komu wyplakac, nie moge sie do nikogo przytulic, nie ma go wtedy kiedy ciesze sie i chce pochwalic zamknieta sesja, nie ma go wtedy kiedy chce isc do kina na film czy do knajpy na piwo, nie ma go wtedy kiedy pojde do fryzjera i wroce z nowa fryzura zeby uslyszec pare milych slow... :/ Nie bylo go w najwazniejszych dla mnie momentach, nie bylo go wtedy kiedy potrzebowalam go najbadziej... A tak chcialam zeby byl... Nie pamietam ile to juz razy w tamtym okresie zalilam sie przyjaciolkom, ile razy po powrocie do domu kladlam sie do lozka, plakalam i prosilam go w sms-ach: "wroc prosze, ja juz tak tesknie..." - za duzo razy by pamietac wszystkie... Wrocil po roku, zeby 1,5 msc-a znowu wyjechac do pracy zagranice. Moze nie powinnam byla go puszczac? Ale dlaczego mialam mu zabraniac cokolwiek? Nie on sam powinienen chciec byc przy mnie?! Za kazdym razem przywozil mi pelno pieknych, ekskluzywnych i kosztownych prezentow - myslac, ze one "zalatwia" wszystko... Ja ich nigdy nie chcialam. Za ktoryms razem wyladowaly w moim ogrodzie kiedy przy nim wyrzucalam je po kolei przez okno... Dla niego liczyly sie chyba bardziej pieniadze niz ja - tak teraz mysle... Stracil mnie podczas tych wszystkich miesiecy kiedy on gonil za kasa, a ja musialam spedzac czas z przyjaciolkami... Po prostu mi przeszlo uczucie, tak zwyczajnie umarlo... Zrozumial swoj blad - zrozumial, ze nie powinien mlodej dziewczyny zostawiac na tak dlugo... Zrozumial, ale dopiero po fakcie gdy juz nie mial u mnie szans, bo go po prostu przestalam kochac... Moj zal ktory zbieral sie podczas tych wszystkich miesiecy zamienil sie w obojetnosc - bylam zimna gdy plakal i prosil... Ja dopatruje sie we wszystkich zlych doswiadczeniach jakis pozytywow. I tym razem znalazlam jeden. A mianowicie: juz nigdy wiecej nie pozwole sie zostawic na dluzej niz tydzien zadnemu mezczyznie...

Autor: Bjork  05.11.2007 zgłoś

Ja wyjezdzalam na pare miesiecy podczas mojego poprzedniego zwiazku i choc popsulo sie miedzy nami z innego powodu, to moze gdybym byla na miejscu daloby sie to jakos utrzymac. Mojego obecnego chlopaka poznalam wlasnie w trakcie takiej dluzszej, ponad polrocznej nieobecnosci. Ma taka prace ze w tygodniu nigdy go nie ma w domu. Nie ma wiec roznicy gdzie ja pracuje, wiec rozpoczelam prace w innym niz on kraju (a jeszcze innym niz moj:) No i teraz to ja musze byc ta strona ktora czeka i liczy dni, bo ktos tak za mnie zdecydowal. W zyciu chyba wszystko do nas wraca. I to dobre, i to zle...

Autor: emm  05.11.2007 zgłoś

Ja też byłam w związku an odległość, nic z tego nie wyszło, bo taki związek tak naprawdę nie ma sensu. Dlaczego? Bo tak jak ktoś wyżej napisał nie ma tej drugiej osoby przy nas wtedy kiedy ich najbardziej potrzebujemy...Mój związek wprawdzie rozpadł się z innego powodu, ale wkurzało mnie to bardzo że on jest tak daleko i łaczą nas tylko smsy albo rozmowy przez telefon. Myślę że i tak z tego powodu zerwałabym tą znajomość prędzej czy później....

Autor: cye  05.11.2007 zgłoś

ta tesknota nie dotyczy tylko meza czy chlopaka.nie mieszkam w ojczyznie juz 2 lata i wlasciwie kazdego dnia musle ze to o te 2 lata za dlugo.brakuje mi tu mojej przyjaciolki.przyjazn to tez zwiazek i ciezko jest sie rozstawac.mieszkam ze swoim chlopakiem i mam z kim pogadac ale czasem mam dosyc i jego i chcialabym tak jak dawniej wyplakac sie przyjaciolce.teraz wszystko uzaleznione jest od tego jak pracujemy :-( albo ja jestem w pracy albo ona i pogadac nie ma kiedy.mam nadzieje ze sytuacja w polsce naprawde sie poprawi i wroce razem z moim miskiem i nie bede musiala dluzej tesknic!!!!

Autor: Isa  05.11.2007 zgłoś

Moj zwiazek na odleglosc trwa juz 10 mc, przez ten czas z 4 razy siebie odwiedzalismy. Non stop dzwonimy do siebie, piszemy e-maile, smsy itd., ale na dluza mete to nie ma sensu, wiec juz za tydz. dolacze do niego!! Jedynie czego mi szkoda to rezygnacja z dobrej (choc maloplatnej) pracy. Nie polecam stanowczo tej ciaglej tesknoty i patrzenia w tel ;/

Autor: Beti  05.11.2007 zgłoś

...byłam w związku na odległość. Facet mieszkał w innym mieście około 200 km od Warszawy. I zdradzał mnie, w swoim mieście miał dziewczynę a ja już się nie licze bo zerwał znajomość. Myślę,że jak ten facet mieszkałby w Warszawie to szybciej wykryłabym jego inne życie. Przykre to doświadczenie ale takie jest życie. Musze żyć dalej. Chociaż wczoraj beczałam całą noc. ......chcę zapomnieć

Autor: beti  05.11.2007 zgłoś

a najgorsze jest to,ze jego rodzina i dziewczyna o niczym nie wiedzą..... pa

Autor: wydrula  05.11.2007 zgłoś

"Przez ten rok nauczyła się żyć sama, radzić sobie z trudnościami. Kiedy chłopcy urwali drzwi od szafy, musiała wzywać fachowca, wcześniej takie rzeczy naprawiał mąż. Kamerę internetową instalował jej w domu kolega z pracy." No to faktycznie ciężko ma... jej mąż, że wszystko musi za nią robić, kiedy już jest w domu.

Autor: Ewusia  05.11.2007 zgłoś

A mój ukochany mieszka... 12.000 mil ode mnie. Kocham go ale jest bardzo cięzko.

Autor:  05.11.2007 zgłoś

jestem z moim chłopakiem od ponad roku (znamy się 1,5)w takim związku na odległość. Wcześniej nie byłam nastawiona pozytywnie do takich związków ale nam jako·ś się udaje iść do przodu pomimo problemów, tęsknoty, odległości(w tym roku spotkaliśmy się ok 5-6 razy, od kilku dni do 9, na dłużej nie moglismy wziąść urlopu). Najważniejsze to przede wszystkim chcieć. Dla chcącego nic trudnego a przynajmniej potrafi sobie jakoś te trudności wytłumaczyć. Ale jest warunek - obie strony muszą chcieć i się wspierać, bez tego taka akcja jest z góry skazana na porażkę...oczywiście zaufanie też odgrywa tu ogromna rolę. Grunt to: 1. nie słuchać znajomych którzy z góry wiedzą jaki będzie koniec takiego związku--> akurat, tego nikt nie wie! 2. słuchać serca 3. umieć ponosić ryzyko bo taki związek to jest pewne ryzyko ale kto nie próbuje ten nie ma i nie wie....a czasem warto 4. ufać sobie 5. jak najczęściej się kontaktować, czy to smsem, czy telefonicznie, gg itp. 6. wierzyć i jeszcze raz wierzyć że się uda!!!! i nie poddawać się!! ani znajomym którzy wszystko lepiej wiedza ani czarnym myślom i prognozom, co ma być to będzie, a czasem trzeba pomóc losowi i zacisnąć zęby, czasem trzeba troche pocierpieć żeby potem mogło być kolorowo; czasem ważne rzeczy jak miłość nie przychodzą łatwo, czasem trzeba cos dać z siebie aby umieć docenić to uczucie! 7. nie tracić czasu na kłótnie o bzdety gdy się spotykacie. zobaczymy a przynajmniej ja zobaczę jek będzie z nami--nie było mi łatwo i nadal nie jest ale wg mnie jeśli cos przychodzi łatwo to zwykle nie jest wiele warte.... pozdrawiam wszystkich czekających!! w takich czasach żyjemy i czasem inaczej się nie da!!

Autor: gonia  05.11.2007 zgłoś

...a mi sie już nie chce nawet o tym myśleć. Ludzie powinni być razem, a sama jestem w związku na odległość od roku. Dlaczego życie musi stawiać nas w takiej sytuacji. Mam nadzieję, że w końcu coś sie zmieni w naszym kraju i zaczniemy żyć normalnie.

Autor:  05.11.2007 zgłoś

ps 8. umieć sobie jakoś zająć czas i strac się być niezależna od faceta.

Autor: Była żona  05.11.2007 zgłoś

Tak. Jestem byłą żoną, a resztę się domyślcie. Byłam żoną na odległość przez 2 lata. Czekałam, tęskniłam i kochałam, a on ... Powiedział, że nigdy do Polski nie wróci, a Polska i Polacy są beznadziejni. Żeby mu ta Szkocja d..pą wyszła. Znalazł się szkot z Bożej Łaski. Nigdy nic nie miał i dalej miał nie będzie. Nawet domu. Nie chodzi mi o budynek, chodzi mi o to, że w tej Szkocji zawsze będzie "obcy". Pozdrawiam wszystkie "byłe żony"

Autor: asia  05.11.2007 zgłoś

Jestem w zwiazku na odleglosc od 1,5 roku, znamy sie 3,5. Dzieli nas 500km. Jest ciezko? Jest. Ale nie ma przeciez takiej przeszkody, ktorej nie moglibysmy pokonac... Prawdziwa milosc ma gdzies odleglosc... Wiem, ze on mnie nie zostawi dla kogos innego na miejscu i ja tez bym tego nie zrobila... Patrze na wasze komentarze.. Ci faceci chyba nie tworzyli z wami zbyt mocnych zwiazkow - jesli sie kogos kocha, to naprawde odleglosc nie ma znaczenia. Oczywiscie, nie na całe zycie :p Ja bede mogla z nim byc na codzien dopiero za 1,5 roku. I dlugo ,i krotko. Tesknie, czuje sie samotna, czasem placze, w koncu jestem nadwrazliwa. Ale wiem, ze warto... Warto czekac te wszystkie dni na to spotkanie, warto z uporem maniaka skreslac cyferki w kalendarzu dla kilku lub kilkunastu (jesli dopisze szczescie :)) magicznych dni ktore mina, zanim sie obejrze. I kazde z tych spotkan tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze mimo wszystko warto. Naprawde. A ilu ludzi probowalo sprowadzic mnie na ziemie! No bo odleglosc, no bo roznica wieku (6 lat)... Zaryzykowalam, poznalam go i wiedzialam, ze to jest czlowiek, z ktorym chce byc zawsze, dzielic sie z nim marzeniami, zwierzac z problemow. W tej kwestii opinie innych osob naprawde nie sa najwazniejsze, zreszta zawsze staralam sie robic tak, jak czulam ze powinnam, wzgledem samej siebie...Mija czas, i otoczenie zauwazylo, ze ten zwiazek ma sens ;) Za to sensu nie ma, jesli nie jest sie pewnym tej drugiej osoby, jesli wczesniej ktos nas zawiodl albo traktowal nas dosc... lekko. A poki co jest jak jest. Odliczanie, odliczanie, odliczanie... Staram sie realizowac siebie i nie marnowac czasu. Nic nie zdarza sie bez powodu. A odleglosc zawsze jest dobrym sprawdzianem uczucia. Zreszta, przywyklam do tych spotkan, co miesiac na weekend ;) Coraz szybciej podnosze sie po pozegnaniach. A za 1,5 roku? Zamieszkamy razem. Nie wiem jak reszta swiata, ale ja zamierzam zyc dlugo i szczesliwie ;) Pozdrowienia dla watpiacych!

Autor: demilia  05.11.2007 zgłoś

mój mąż wyjechał do Irlandii. To już ponad rok. Początki były straszne. teraz nie jest źle - dużo rozmawiamy, latami samolotami, w wakacje zwiedzilam z dziećmi pól wyspy, poznaliśmy ciekawych ludzi, zaczęłam uczyc się języka, dzieciaki chetniej chodzą na angielski, nie martwimy sie rachunkami, ...tylko czasem w nocy smutno i "łóżko takie szerokie". Moje podejscie do takiego życia zmieniło sie, kiedy znalazłam sobie mnóstwo zajęć i nie mam czasu na nudę. czuję sie młodsza i pełna energi, myślę o tym by ciągle zaskakiwać mojego męza. NIE JEST ŹLE

Autor: SONIAblack  05.11.2007 zgłoś

A ja nie chce zeby moj facet wyjeżdzał...juz wiekszość jego znajomyc wyjechało a to do Angli a to do Irlandii i ciągną go strasznie żeby do nich dołączył, po każdej rozmowie z nimi moj chłopak jest nakrecony jak małe dziecko i twierdzi że juz idzie szykowac papiery i fruuuu jak to bedzie fajnie jak dołaczy do swoich kolegow ( w takich momentach mam ochote tym kolegom skopac ich tylki), rozmawiając z osobami ktore juz wrocily z obczyzny okazuje sie , ze to wcale nie taki raj jak może sie wydawac, dlatego wiem ze mojemu facetowi znudzi sie tam predzej czy pozniej , poza tym nie wyobraam sobie zwiazku na odleglosc, to po prostu nie jest dla mnie !!! Nie mam ochoty calymi nocami zamartwiac sie co on robi z tymi swoimi kumplami, gdzie sie szlajają po knajpach itd, po co mam sie meczyc? baardzo kocham swojego faceta ale jesli przyjdzie mu do glowy wyjechac to nie bede z nim, za jakie grzechy mialabym sie tak meczyc???wyjazd-bedzie oznaczal rozstanie.Podziwiam wszystkie dziewczyny kobiety, ktore jakos trwaja w oczekiwaniu na męzow - facetow.Ja tak nie bede umiala. Pozdro

Autor: tamara  05.11.2007 zgłoś

nigdy nie zgodzę się na rozstanie, dlatego kiedy mój chłopak zaczął zastanawiać się nad wyjazdem z kraju decyzję podjeliśmy razem i wspólną, jeśli wyjeżdżamy to tylko razem. I tak też się stało. Tak to już jest że trzeba potrafić się dogadać w tak ważnych decyzjach życiowych. Gdyby z jakiegoś powodu jedno z nas nie chciało wyjeżdżać zostalibyśmy oboje.

Autor:  05.11.2007 zgłoś

Mój chłopak siedzi w Niemczech..Trenuje i gra tam w drużynie, tym zarabia, robi to co lubi i się spełnia. Nie mogłam mu zabronić- jeździł tam zanim się poznaliśmy. Przyjeżdża co 1 miesiąc, 1,5... Na studia, do swojej rodziny więc siłą rzeczy też tam gdzie ja mieszkam.. o tyle to jest łatwiejsze. To dopiero 2ga taka rozłąka, bywało gorzej... teraz jest dobrze. Najgorsze w rozłąkach są wachania nastroju, raz tęsknota tak doskwiera, że cały dzień jest jakiś szary i smętny a następnego już dobrze i zyję własnym życiem. On też zrozumiał, że jest mi ciężko i stara się często odzywać (on jest do takich rozstań przywyczajony od 15 roku życia - chodzi mi o rodzinę). Niewiem co będzie za rok czy zamieszkamy razem czy dalej tak będzie to trwać... jesteśmy młodymi ludźmi, pół roku razem... podjęcie takiej decyzji w tym momencie jest nie łatwe. A jeśli chodzi o zdradę... ja nie zdradzam, flirtuję, ale pewnych granic nie przekraczam. Wydaję mi się, że on też.. nigdy nie był bawidamkiem, ma2 razy dziennie treningi, a wieczorami zawsze gadamy. Wiadomo nigdy nic nie wiadomo, ale ufam mu, że poprostu taki nie jest.. Jak narazie jestem silna i żyję własnym życiem i swoimi sprawami, nie zwracam uwagi na zdanie innych na temat takich związków... zobaczymy co będzie dalej i już :)

Autor: Marthi  05.11.2007 zgłoś

Do: "-----" Zycze Ci tego z calego serca zeby wam sie udalo. Czytajac Twoj post przypomnialam sobie siebie sama w tamtych dniach kiedy czekalam na niego... To co dokladnie napisalas przechodzilo przez moje usta kazdego dnia wtedy... Wydaje mi sie, ze w duzej mierze jest to sprawa indywidualna - ja dzielnie walczylam i bylam bardzo zdeterminowana. Poddalam sie nieswiadomie - stalo sie to gdzies poza mna. Po prostu pewnego dnia sobie uswiadomilam, ze juz go nie kocham. Mysle, a nawet czasami jestem pewna, ze gdyby byl na miejscu, przy mnie pewnie nadal bylibysmy razem. Zycze zebys dalej patrzyla na to w tak optymistyczny sposob. Mi sie nie udalo. Do wszystkich: Nie wiem dziewczyny, ale to zalezy od tego czy wam taka sytuacja odpowiada... Mi to nie odpowiadalo, meczylam sie bardzo, plakalam, tesknilam, brakowalo mi go - on o tym wiedzial, a pomimo to nie rzucil tego wszystkiego zeby mnie/ nas ratowac. Teraz, z perspektywy czasu uwazam, ze zaden facet , ktory naprawde kocha (a nie jest do wyjazdu w zaden sposob zmuszony, np. utrzymanie rodziny - dzieci) nie zostawi na tyle kobiety. Bedzie mial na uwadze to, ze ona cierpi, a i bedzie sie bal, ze ja straci, albo, ze ktos mu ja "sprzatnie" sprzed nosa podczas jego nieobecnosci. Rozumiem wyjazd nawet na te 3/4 msc-e w celu dorobienia, ale zostawic kobiete na rok/ dwa lata?! Tego juz nie rozumiem. Wiem, ze to marne porownanie, ale skoro az tak nas kochaja nad zycie, to dlaczego zostawiaja/stawiaja nas w takiej sytuacji? Nie rozumiem mezczyzn. Uswiadamiaja sobie dopiero to, ze naprawde kochaja jak to traca. Tak bylo w moim przypadku.

Autor: banshii  05.11.2007 zgłoś

Ja nie zdecydowałabym się na życie w związku na odległość!!!

Autor: Marthi  05.11.2007 zgłoś

P.S. Brawo Tamara :)) I moim zdaniem tak wlasnie powinno byc! Albo razem jedziemy, albo zostajesz tu ze mna. A jak sam chcesz jechac i mnie tu zostawiac z wszystkimi problemami i z poduszka do ktorej moge sie przytulac kazdej nocy, to spadaj koles na drzewo... Teraz, po tych wszystkich doswiadczeniach juz o tym wiem - wtedy nie wiedzialam...

Autor: ann  05.11.2007 zgłoś

ja tez tak uwazam jak tamara i marthi bo co mi po facecie ktory mnie mocno kocha a siedzi w innym kraju juz np 2-3-4-5.... itp li nie widze jak sie starzeja jak sie cieszy jak mu i mi zycie przemija hah przeciez nie te pieniadza sa najwazniejsze a z drugiej strony jak tak tesknicie doopke pakoac i z facetam :):):)

Autor: gosia  05.11.2007 zgłoś

Witam wszystkich! Temat gorący,ja z moim byłym chłopakiem prawie 3 lata mieszkalismy osobno dzieliło nas prawie km...500. na poczatku była wielka miłośc , no ale z czasem mu przeszło. wydaje mi się ze dlatego że w lutym poroniłam. On zaczał prace i juz mu nie byłam potrzebna, teraz dostał awans jest w dochodzeniówce. Powiedział że teraz nie może mnie kochac, i nie wie co się stało bo już mnie nie kocha... zerwałam z nim w lipcu ,ale ciągle nie potrafię się pozbierac

Autor: szczera  05.11.2007 zgłoś

Zwiazki na odleglosc sa chore, przepraszam jesli kogos urazilam, ale tak uwazam. Moj maz wyjechal, chociaz wiedzial, ze ja bede cierpiec,plakac - no ale ja mialam super dobra pozycje,prace w Pl, jakies tam dobre wyksztalcenie ............... i co z tego????????? Skoro mielismy byc osobno. Nie zastanawialam sie dlugo- zostawilam to wszystko, tylko po to by byc z nim. Czy zaluje?? Nie wiem - czasem tak - bo tu wcale nie jest tak lekko, szczegolnie dla tych ktorzy nigdy wczesniej nie pracowali fizycznie. Musze sie przyznac, ze gdyby czas sie cofnal postaralabym sie zrobic wszystko co w mojej mocy , zeby tylko zostac w Pl . Mamy tu duzo znajomych: i malzenstwa i samotnych(bez zon/mezow obok siebie) i widze co sie dzieje. Nawet najbardziej kochajacy i swiety mezczyzna nie jest w stanie wytrzymac ponad pol roku bez kobiety i sexu!!! Telefony... skype..... oki to fajne ale po skonczeniu rozmowy.....???? kto to wie co on czy ona robi.... to wielka niewiadoma. Zanim sie zdecydujecie na rozlake, to przemyslcie to czy warto i czy pieniadze to wszystko???? pozdrawiam wszystkich i zycze wytrwalosci w decyzjach, ktore podjeli :)

Autor: wujo dobra rada  05.11.2007 zgłoś

Jak by w Polsce można było zarobić więcej to bym nigdzie nie pojechał, a tak musze.... a prawda jest taka że: - Polska jest zajebista !!!!!!!!!!! -zwiazki na odległość to sprawdzenie charakterów Wracam i sie ciesze he he :))))))))

Autor: _a  05.11.2007 zgłoś

jestem w związku na odległość prawie 4 lata, oprócz tego że w Polsce dzieliła nas odległość mój chłopak 4 razy wyjeżdzał za granicę do pracy od 3 do 5 miesięcy, we wrześniu wyjechał 4 raz i chyba ten wyjazd przekreśli nasz dalszy związek, rzadko sie kontaktujemy, on nie interesuje się czy u mnie wszystko ok, co roku słyszałam że następną rocznicę spędzimy razem i na obietnicach się skończyło. Przykro mi ponieważ czuje się samotna i opuszczona, nie moge się przytulić, wygadać, wyżalić ,ale nie chce wiecznie czekać i być z kimś z kim tak naprawdę nie jestem.

Autor: b  05.11.2007 zgłoś

moj chlopak wyjechal, tylko na 4 miesiace, ale na odleglosc zyjemy od 5 lat. dzieli nas 300km, teraz jakies kilak tysiecy. wiem ze do mnie wroci, nie do domu, nie do ojczyzny, tylko do mnie, gdybym mogla cofnac czas zrobilabym wszystko, zeby byc przy nim. mam nadzieje, ze po powrocie jego oczy bede blyszczes tak samo jak przed wyjazdem. warto wlozyc troche wysilku i byc z ukochana osoba, juz nigdy nie popelnie tego bledu. juz wystaczy tego bycia na odleglosc.

Autor: Jolanta  05.11.2007 zgłoś

Jak czytam komentarze i dziewczyny ktore pisza ze sa na odleglosc z kims a ta odleglosc to 200km to mi sie smiac chce! Jestem ponad rok w zwiazku na odleglosc, poznalam go na wyjezdzie w USA i tak juz zostalo.. ja tutaj on tam.... nie mamy zycia bo nawet impreza juz mnie tak nie bawi jak kiedys! Dlatego jedno musialo podjac decyzje o wyjezdzie! Zwiazki na odleglosc niszcza milosc, nie dajcie sie!

Autor: szczera  05.11.2007 zgłoś

Zgadzam sie w 100% z Jolanta - tak!!! tak!!! tak!!! ----- zwiazki na odleglosc niszcza i zabijaja milosc, ale ludzie to dostrzegaja jak jest juz za pozno- i to niestety jest bardzo smutne.

Autor: monia  05.11.2007 zgłoś

moj zwiazek wlasnie sie rozpadl przez odleglosc. Na poczatku pojechalam za nim do wiednia, potem zycie tak sie potoczylo ze wrocilam do rodzinnego domu. Moj facet mial wziasc kredyt na mieszkanie, ale ciagle to odwlekal. Nie moglam juz dluzej zniesc tej samotnosci, okropne jest bycie w zwiazku a nie moc sie przytulic do bliskiej osoby. Poczulam sie oszukana, bo na poczatku mowil o wspolnym zyciu, przekonywal mnie ze praca za granica to tylko epizod. Stwierdzilam ze dalej to nie ma sensu, ile czasu mozna na kogos czekac? robic ze swojego zycia przedmiot kompromisu?...Wciaz go kocham, tesknie, ale on juz wybral, niestety nie mnie.

Autor: Norbi  05.11.2007 zgłoś

Moja była Ukochana zostawiła mnie właśnie po delegacjach. Była na 2 delegacjach, każda trwała miesiąc. Nie chciałem aby wyjeżdżała i pokłóciliśmy sie o to, ostatecznie się zgodziłem lecz gdy wróciła nie była już Tą samą Osobą. Była inna, nie chciała, może nie potrafiła już ze mną rozmawiać. Potem doszło kilka innych rzeczy, których tylko mogłem sie domyślać. Niestety nasz związek nie przetrwał, zostawiła mnie a ja bardzo tęsknię. Po tych delegacjach nie liczyła się już dla Niej miłość i 100% oddanie. Chodziłem w dziurawych butach przez jakiś czas bo wolałem wydać pieniądze na kwiaty itp dla Niej, Jej uśmiech i ciepło były moimi największymi skarbami=) i radością=) Nie wiem dlaczego przestało Jej zależeć ale wiem jedno, nie zgodzę się już na żadną delegację trwającą więcej niż 3 dni. Taka moja rada dla tych, którzy się wahają : NIE WYJEŻDŻAJCIE I NIE POZWALAJCIE WYJEŻDŻAĆ bliskim.

Autor: nati  05.11.2007 zgłoś

to jest wielki sprawdzian dla zwiazku bo wtedy najlatwiej odpowiedziec na pytanie czy warto sie starac i byc z druga osoba

Autor: ania  05.11.2007 zgłoś

Popieram nie wyjeżdżajcie bo na odległość to nie życie.prędzej czy później związek się rozpadnie.No chyba że podchodzimy do życia materialnie i inne wartości nie wchodzą w grę.

Autor: BLACK PANTHER (TA PRAWDZIWA)  05.11.2007 zgłoś

o Matko Norbi a tacy byliście szczęśliwi.Przykro mi.:///Norbi ja rozumiem,że chcesz dobrze,ale każdy człowiek jest inny a jeśli inni się rozstaną właśnie z powodu braku drugiego na wyjazd jego?jej?i tym samym na brak zaufania im okazywany jak to zrozumieją. Ale z drugiej strony Nati niestety ma rację nie sztuka być z kimś tylko wtedy, kiedy wszystko pięknie -sztuka okazać człowieczeństwo kiedy nadchodzi kryzys.A także wykazać się hartem ducha i nie ulec pokusie nawet kiedy ta druga strona nie widzi ( czy nasze sumienie to mało?) Nie obraź się ,ale jeśli dla tak łatwo? Cię zostawiła tylko dlatego,że otworzyły się przed nią nowe możliwości,poznała nowych ludzi itp. to zrobilłaby to tyle,że później nawet gdyby nie wyjeżdżała.Takie jest moje zdanie. Norbi nie obraź się,ale Twoja dziewczyna po prostu nie była Ciebie warta.Gdybyście znali Norbiego z wcześniejszych artykułów i pamiętali ilu z Was w nie jednym pocieszał. A także jak kochał swoją dziewczynę te kwiaty zamiast nowych butów to nie jedyne jego poświęcenie tak dbał chłopak o swój związek.Nawet serce dziewczynie ze spraya w zimie w powietrzu wykształcił. No cóż widać jego dziewczyna potrzebuje jakiegoś prymitywa,który będzie nią pomiatał skoro takiego cennego człowieka bez (lub z głupiego mini) powodu zostawiła.Wybacz ,że tych fragmentów dzisiaj nmie znajdę.(kolejka do internetu) Pozdrawiam Cię Norbi i pamiętaj,że wszystko sę dzieje w jakimś celu i nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło.Mam nadzieję,że czas zaleczy CI złamane serce i znajdziesz dziewczynę naprawdę siebie wartą.Pozdrawiam też pozostałych. Jolanta które z Was wyjeżdza jeśli to nie tajemnica? (na Twoje pytanie,które Ci się pojawi -oczywiście,że tak nike uważam,że on chcial,żebyś to Ty się przyjechała bo siebie bardziej szanuje wiem,że tak można godniej żyć niż tutaj i prawdopodobnie Ty wyjeżdżasz.

Autor: morta  05.11.2007 zgłoś

o, juz prawie 20.00! ide dzwonic :D

Autor: Norbi  05.11.2007 zgłoś

Heh:), dzięki:) odnośnie serca to nie był sprej, tylko 2,5 l denaturatu. I proszę nie szukaj żadnych fragmentów:) heh w dziurawych butkach już nie łażę:) ogółem to postanowiłem zadbać o Siebie:> i mam oko na taki fajny płaszcz, ciemny;>mmm tylko przy następnej wypłacie:>a wtedy, strzeżcie się Samiczki!:>>heh:> żartuję:>

Autor: hase  05.11.2007 zgłoś

moj partner zyciowy wyjechal doSzwecji .Nie kocham go od dawna Bylaam wierna czekalam kiedy przyyjezdzal szedl do kolesiow.oni za darmowa wodke opowiadali mu niestworzone i nieprawdziwe o mnie historie .Nie wiem jak sie bronic .nienawidze go dzis marze zeby nie przyyjechal na Swieta polubilam swoja samotnosc .Nie chce juz nikogo .To tez jedna z prawd o emigracji

Autor: tez sama  05.11.2007 zgłoś

ja juz jestem w zwiazku na odległosc 3 lata i uwazam ze to jest okropne strasznie mi ciezko bez meza a najgosze jest to ze mamy 4 letnia coreczke ktora bardzo teskni za tatusiem

Autor: Norbi  05.11.2007 zgłoś

Do anonimowej Autorki : Jeśli Jego nie kochasz i nie przepadasz za Nim to zakończ ten związek i zajmij się Sobą:) Dlaczego masz z Nim być? Najlepiej jak będziesz rozwijać Siebie i zajmować się tym co Cię interesuje i dbać o Siebie:) ja np zadbam o Siebie teraz i pójdę się wykąpać:>heheh:> pozdrawiam i życzę dużo radości w życiu;):):):>

Autor: bubu  05.11.2007 zgłoś

no coz.mojego obecnego chlopaka znam ok. 3 lat (wliczajac te 10 miesiecy ktore jestesmy razem)wlasciwie nie mieszkamy az tak daleko siebie (120 km) ale trzeba przyznac ze stale patrzenie w telefon czy tlen jest troche meczace.Widujemy sie w weekendy.rozmawiamy ze soba codziennie.Klocimy sie jak przystalo bo nigdzie nie jest idealnie.Najczesciej z dupy wymyslam problemy po tak najzwyczajniej mi go brakuje moze to jest jakis krok do zwrocenia na siebie uwagi? wlasciwie sama nie wiem.Czasami w ogole nie ogarniam sytuacji.Brakuje mi cieplego slowa,przytulenia.Najgorzej jest gdy on przyjezdza w ogole nie wiem wtedy co sie dzieje w mojej glowie jestem jakas taka przybita.Ale to tylko ze wzgledu na to ze na codzien mi tego brakuje a w weekend mam wszystko i poprostu nie potrafie tego opanowac,mimo ze sie bardzo staram.Jest wymarzony taki jakiego zawsze szukalam i nie zamienilabym go na zadnego innego.Mam nadzieje ze w koncu sie ulozy i nie bedziemy musieli zyc z dala od siebie.Naprawde ciezko jest utrzymac taki zwiazek.Wymaga to strasznego zaufania do drugiej osoby.Trzeba poprostu wierzyc na slowo bo inaczej sie nie da.Stalam sie nadopiekuncza po pewnym czasie co zarowno mnie jak i jego denerwuje.No coz zycie pokaze.Nie ukrywam ze bardzo bym nas chciala widziec razem w przyszlosci i tego bede się trzymala.

Autor: amelka  05.11.2007 zgłoś

mój chłopak wyjechał miesiąc temu... jesteśmy ze sobą już 3 lata, a przez ostatnie pół roku mieszkaliśmy razem... jest mi strasznie ciężko, on jest moim tlenem, a ja czuję że powoli nie mam czym oddychać... bardzo go kocham ale nie chcę być sama...nie nadaję sie do związków na odległość.. boję się i nie wiem jak to będzie..

Autor: Norbi  05.11.2007 zgłoś

Do " Amelki " : A więc po 1, marudź często aby wrócił:> po 2 gdy już wróci nie wypuszczaj Jego już przenigdy. Doskonale Cię rozumiem:) i mam nadzieję że wszystko się ładnie ułoży i że będziecie szczęśliwi Razem:) Pozdrawiam:> A w między czasie postaraj się cieszyć tym co masz i kombinuj co przygotować gdy wróci:> jakąś niespodziankę itp powoli odkładaj pieniądze, kołuj ciekawe, fajne i zmysłowe ciuszki na noc]:-> i dbaj o Siebie byś nie zmarniała z tęsknoty:) jeszcze raz pozdrawiam:)

Autor: Norbi  05.11.2007 zgłoś

Do " Amelki " : Takie małe P.S :> tylko nie zwierzaj się z tego jakiemuś facetowi bo może się stać on Twoim bliiskim przyjacielem a potem już nie będziesz np mogła tak rozmawiać ze Swoim facetem ( dlatego polecam Przyjaciółkę ) a na poprawę nastroju dobrze działa czerwone wino + czekolada:>> tylko ie za dużo bo jak to się mówi " na 2 minuty w ustach i na całe życie w biodrach ":>:>hehe:> Dużo radości:>

Autor: Marta:*  05.11.2007 zgłoś

Mnie na szczescie ten temat bezposrednio juz nie dotyczy-- od ukochanego narzeczonego dzieli mnie zaledwie 30 minut drogi samochodem. Wystarczylo nam 2 miesiace jego nowej pracy zeby dojsc do wniosku, ze "krotkie delegacje" odbywajace sie z czestotliwoscia jednej na tydzien to zdecydowanie nie dla nas. Praca zapowiadala sie genialnie ale niestety czar prysl zanim cokolwiek konkretnego sie zaczelo tam dziac. Ani ja ani on nie widzielismy wspolnej przyszlosci na zasadzie: jutro Holandia-- 3-dniowy kongres+ 2 dni na loty samolotem w jedna i druga strone, potem Grecja na tydzien (+loty), nastepnie Szwajcaria, Mediolan, Las Vegas itp. Takie wyjazdy totalnie dezorganizowaly zycie-- i to nie tylko miedzy nami. Jestem szczesliwa, ze rzucil ta prace-- pomimo NAPRAWDE dobrych zarobkow! Kiedy tak sobie przypomne co ja wtedy czulam... Bznadzieja...;/Moj luby zreszta mial identycznie... Normalnie to nawet tydzien jest nam ciezko wytrzymac bez siebie pomimo ze spotykamy sie regularnie. A tak... czulam sie jak zona marynarza. Kocham go z calego serca, mocniej z kazdym dniem... Nie chcialabym w taki sposob wyprobowywac tej milosci. Oboje jestesmy zdania, ze jesli wyjezdzac to tylko razem. I tego chcemy sie trzymac:-) Jestem za to pelna podziwu dla wszystkich, ktorzy decyduja sie na dluga rozlake-- niezaleznie czy to 3 miesiace czy 6 lat. Zycze wam wszystkim powodzenia i duuuzo cierpliwosci;) Oby wszystko ukladalo sie po waszej mysli! ;-*

Autor: Aga  05.11.2007 zgłoś

Ja żyłam bez męża 1,5 roku teraz już jesteśmy razem ale na opczyznie . Nareszcie razem ale tęsknota za rodziną też jest trudna do znieienia.

Autor: Żona Marynarza  05.11.2007 zgłoś

A ja... ja mam swojego ukochanego na 4 tygodnie w domu i 4 tygodnie samotności. I za cztery lata się to skończy:) To związek tylko dla ludzi, którzy sobie wzajemnie ufają, kochają się i umieją żyć razem i... osobno:)

Autor: Sugar  05.11.2007 zgłoś

Jeśli komuś odpowiada związek na odległość to jego sprawa. Zrobiłabym wszystko żeby być razem. Więc mówienie jakoś leci nie przemawia do mnie. Chcę widzieć, czuć, dotykać mojego mężczyznę.

Autor: BeAtKa  05.11.2007 zgłoś

Tez jestem w takim zwiazku...Juz od prawie 2 lat..Z moim chlopakiem jestem od ponad 3 lat.Pierwszy rok byl cudowny..chociaz oboje sie uczylismy nie bylo za duzo pieniazkow to wazne bylo ze jestesmy MY!Spotkania nie codziennie..co dwa,trzy moze i wiecej dni..Ale bylismy razem.Czulam ze jestesmy blisko ze soba i lodzilam sie ze nic sie nie zmieni.Bedziemy sie kochac i zawsze bedziemy razem...Ale chec wiekszych zarobkow wziela gore...nie chcialam zeby pojechal..wolalam zyc biedniej ale z nim.Niestety on chcial i wyjechal.A teraz jest beznadziejnie...Od poczatku tego roku zaczely sie jakies niepotrzebne klotnie,wyrzuty..Jest strasznie czuje sie bezradna...sa ten okropne dni,sa i te dobre gdy jest w kraju.Gdy jest blisko nie ma klotni a gdy jest tam daleko to nie ma dnia bez nieporozumien i afer...Meczy mnie to i juz nie raz zastanawialam sie nad koncem tego zwiazku..powodow jest tysiace..i gdyby nie fakt ze kocham go calym serduchem to juz nie byloby nas..wlasnie czekam az wroci z pracy i bedziemy rozmawiac...tzn rozmawiac sobie o wczorajszej klotni..niestety znowu taka miala miejsce..niech mina juz te zle dni...i wroci tu do Polski do mnie...

Autor: Jakada  05.11.2007 zgłoś

Na odległoś hmmm, juz nigdy.Moj były partner mieszkał 600 km odemnie, to trwało 3 miesiące, i jestem pewna ze mnie zdradzał.

Autor: Monishka  05.11.2007 zgłoś

Związki na odległość, rzeczywiście, trzeba o nie bardzo dbać, trzeba pielęgnować bardziej niż wtedy, jak się jest obok. Ja z Moim Narzeczonym przechdziliśmy taką 10-miesięczną rozłąkę. On wyjechał do Anglii na kontrakt, ja pojechałam tylko na wakacje, bo potem musialam wrócić do Polski i skończyć studia, więc lataliśmy do siebie co miesiąc, czasem co 1,5 miesiąca. Oczywiście były rozmowy, najpierw co tydzień przez telefon, potem na skype. Bywało cieżko, ale wiedzieliśmy,że musimy to przezyć, bo każdy dzień zbliżał nas do siebie, do mieszkania razem:) No i teraz od czerwca mieszkamy sobie razem, jest cudownie, tak jak bylo kiedyś:). A dziś obchodzimy rocznicę, 1,5 roku razem. Może to niedużo, ale uważam, że przeszliśmy więcej niż niejden 1,5 roczny związek. Żeby było ciekawiej zaręczyliśmy sie po 4 miesiącach. Dziękuję Ci Kochanie:* Związku na odległość trzeba pielęgnować, wszystko trzeba pielęgnować, żeby przetrwało:).

Autor: M&M  05.11.2007 zgłoś

Ja ze swoim chłopakiem jestem od 4 lat i też to taki dziwny zwiazek na odległość... Już nie daję rady...moje marzenia o założeniu rodziny, dzieciach...rozplywają się... On uważa, ze tak jest dobrze...ale dla kogo?? Na pewno nie dla mnie...

Autor: Kajka  05.11.2007 zgłoś

Taka próbę, jak wyjazd zagranicę, może przetrwać tylko związek, w którym jest prawdziwe, mocne uczucie. Skoro Wasze związki się rozpadały, to znaczy, że nie łączyło Was nic mocnego i wcześniej czy później i tak byście się rozstali. Ja żyję na odległość z mężem ponad dwa lata, ufamy sobie i nie ma takiej siły która nas rozdzieli. A co nas nie zabije, to nas wzmocni. Wyjazd to najlepszy sprawdzian dla związku.

Autor: Suzunia  05.11.2007 zgłoś

On wyjechał na studia. Ja uczę się w liceum. Przyjeżdza do domu co dwa, trzy tygodnie. Kiedy jest obok nie pytam go o nic. Jest mi dobrze, że jest, że kocha, że mogę się cieszyć wszystkim, że mam się komu wypłakać... Potrzebuję go. Kiedy wyjeżdza udaję, że nie boli mnie to, że dam radę. Kiedy dzwoni odgrywam silną dziewczynę, niezależną... Wcale nie chcę się przyzwyczajać, że go nie ma. Potrzebuję go, chcę żeby był. Nie umiem tak na dłuższą metę. Nie wiem co będzie. Wiem, że kocham. Jeśli to Miłość - to obroni się sama. Jest przysłowie - "Jeśli kochasz - puść to wolno, jeśli wróci - jest Twoje, jeśli nie - nigdy tego nie było."

Autor: Kamila  05.11.2007 zgłoś

Moj maz wyjezdza juz od 7 lat znamy sie od 10,a od 2 lat jestesmy malzenstwem i nieukrywam,ze jest mi z tym ciezko,szczegolnie wtedy kiedy sa Swieta a czesto jest tak ze spedzamy je osobno.Kochamy sie bardzo i ufamy sobie,a to do przetrwania zwiazku jest najbardziej potrzebne,moj maz przyjezdza co 6tyg na tydzien .Tydzien to jest bardzo malo czasu,ale staramy sie go tak zaplanowac i wykorzystac aby sie soba nacieszyc jak najwiecej, uwielbiam dzien w ktorym moj maz wraca do domciu zawsze staram sie przygotowac mu cos dobrego do jedzenia staram sie zalozyc cos fajnego na siebie ,zrobic fajna fryzurke i widze jak moj maz jest mna zachwycony,dbam o siebie i wiem ze moj maz nieszuka zadnych zmian bo ma wszystko w domu.Robimy sobie rozne niespodzianki,staramy sie wyjezdzac gdziekolwiek,aby razem milo spedzac czas i wykorzystac kazda chwile razem, nie mamy jeszcze dzieci i moze po czesci jest nam na razie latwiej,ale najwazniejsze jest ZAUFANIE to jest fundament dla zwiazkow na odleglosc.

Autor: Była Żona  05.11.2007 zgłoś

Do M&M On uważa ... bo tak mu wygodnie Ty uważasz ..... - TO CO TY UWAŻASZ JEST DLA CIEBIE DOBRE. P.S. Faceci myślą tylko o sex-ie, no i o sobie ....

Autor: anka  05.11.2007 zgłoś

ja mam dosyc swojego 8 lat poslubie ,ciesze sie jak wyjezdza.jak chce sexu zawsze sobie kogos znajde potem ten ktos znika.chlop w domu to kupa smrodu i marudzenie ja jestem atrakcyjna i sama planuje sobie rozrywki

Autor:  05.11.2007 zgłoś

kazdy facet to szuja .namietnosc zawsze mija.mnie moj facet juz w ogole nie kreci jestem z nim bo dobrze zarabia i siedzi pod pantoflem jak tupne.poza tym mamy synka.ja robie co chce.wystarczy dobrze dac dup$ a facet jest zaslepiony

Autor: ******  05.11.2007 zgłoś

Moj chłopak wyjechał na studia do Danii. Strasznie mi go brakuje. Nie moge za nim wyjechac bo mam tu studia i prace. Przyjezdza do Polski srdenio raz na dwa trzy miesiące wiekszosc czasu spedza wtedy ze swoja mama bo jest strasznie chora na raka. Czasem jej nawet zazdroszcze ze spedza z nia tyle czasu ale go bardzo dobrze rozumiewm pewnie postapilabym tak samo jak on. Mam nadzieje ze damy rade i przetrwamy jakos te dwa lata! Bo zamierzam żyć z nim długo i szczęśliwie! pozdrowienia dla tych czekajacych

Autor:  05.11.2007 zgłoś

"Przez ten rok nauczyła się żyć sama, radzić sobie z trudnościami. Kiedy chłopcy urwali drzwi od szafy, musiała wzywać fachowca, wcześniej takie rzeczy naprawiał mąż. Kamerę internetową instalował jej w domu kolega z pracy." No to faktycznie ciężko ma... jej mąż, że wszystko musi za nią robić, kiedy już jest w domu. debil, kamery internetowej żeby nie umieć zainstalować?! jezu, rzeczywiście biedny jej mąż

Autor: Ciri  05.11.2007 zgłoś

Mam skończone dobre studia i poszukiwaną na rynku specjalizację, ale w prowincjonalnym mieście w Polsce B nie mogę znależć pracy !!! W warszawie dostałam juz kilka ofert,ostatnia jest bardzo korzystna. Mój mąż ma świetną parcę na miejscu i nigdzie nie chce się ruszać. przez rok bezrobocia zrobiłam się toksyczna i bardzo konfiktowa. Fatalnie z tym czuje. Cały czas zastanawiam sie nad wyjazdem, ale w naszym opnad 8 letnim małżeństwie wszystkie kryzysy były związane z rozłąką. Nie potrfię męża przekonać do wyjazdu. wszyscy znajomi ( nawet ci bardzo dalecy, którzy nie znają naszej sytuacji dokładnie) widzą,ze robie się psychiczną ruiną. Nie chce jechać sama do obcego miasta. Nie podnieca mnie kariera, ani pieniądze. Chce tylko normalnie żyć, wykonywac pracę zgodną z moimi kwalifikacjami, za na prwde niewygorowaną pensje. mieć w końcu dziecko.Jest teraz we mnie dużo żalu i goryczy.

Autor: JJJ  05.11.2007 zgłoś

Z moim chlopakiem od samego poczatku naszej znajomosci jestesmy w zwiazku na odleglosc, ale nie moge sobie wyobrazic, zeby moglo byc inaczej. nawet do glowy mi nie przyszlo, ze odleglosc moglaby byc jakas przeszkoda, a dzieli nas ponad 800 km i granica do pokonania. Widujemy sie srednio co 2 - 3 miesiace i spedzamy ze soba od 2 tygodni do 1 miesiaca, zalezy jak mamy wolny czas. Na poczatku bylo bardzo ciezko, teraz tez nie jest latwiej, ale juz sie przyzwyczilam. w koncu sa telefony, maile, smsy. Brakuje jednak kontaktu z bliska osoba, zwyklych rozmow przy sniadaniu, wspolnych spacerow, po prosstu bycia ze soba. Ale wiem, ze to milosc mojego zycia i chce z nim byc do konca. W koncu sama zdecydowalam sie na to, zeby byc w takim zwiazku i nie ma teraz co marudzc. jestesmy tak juz ze soba 2 lata i jeszcze dwa przed nami, ale za to pozniej bedzie .... :). A co do zdrady...to nie mam zadnych watpliwosci, ze "moje szczescie" jest mi wierne:) . Kocamy sie bardzo, czasem mam wrzenie, ze on mnie kocha bardziej niz ja jego ;-) ufamy sobie. NIE WYOBRAZAM SOBIE ZYCIA BEZ NIEGO

Autor: JJJ  05.11.2007 zgłoś

Do SUGAR czasem nie da sie przyspieszyc czasu rozlaki, nawet jak sie bardzo tego pragnie i trzeba cierpliwie czekac

Autor: kontraktor  06.11.2007 zgłoś

Czesc Czytam czytam i sie zastanawiam, powiem tak zwiazek na odleglosc to ciezka proba, ja zdecydowalem sie na prace za granica tylko po to aby mojej polowce i mnie bylo lepiej. Zgadzam sie z opiniami ze jest ciezko czasem czlowiek siedzi sam i zastanawia sie co jego ukochana robi czy przypadkiem nie znalazl sie jakis cholerny pocieszyciel albo co innego. Pewnie samotne wieczory poza polska bez znajomych sa okropne czlowiek od tego myslenia dostaje cholernej korby. Ja jestem w rozjazdach od marca i powiem tak Kasa fajna ale rozlaka z ukochana osoba to cos strasznego. Dziewczyny nie tylko wy macie dola my faceci tez. ja mam ta nieprzyjemnosc byc w skandynawi a tu ludzie wogole sie nie usmiechaja a miasto a w zasadzie male pieklo jest jak by martwym miastem. Ja mam ten luksus ze co tydzien lub dwa jestem w Polsce i staram sie wtedy spedzac jak najwiecej czasu z moja ukochana.TAK JEST CHOLERNIE CIEZKO i mam wielki szcunek do ludzi ktozy wyjechali a ich zwiazki kwitna. Czlowiek bedac sam zastanawia sie co ta druga osoba robi zdradza flirtuje czy uklada zycie na nowo ale STOP myslenie w tym wypadku i emocje nie sa dobrym doradzca. Tak wiec relaks usmiech duzo telefonow smsow skypa i Zaufania. Nad tym ostatnimpracuje bo po dwuch zwiazkach mam cholerna zadzre w duszy ale w koncu jestem z moja ukochana 5 lat a to juz cos znaczy. A co do zdrady to czy jest sie w domu czy na odleglosc jak ktos chce to nie ma problemu. Tak wiec uszy do gory duzo optymizmu a wszystko sie uda. Pozdrawiam

Autor: kontraktor  06.11.2007 zgłoś

Dziekuje ci KOCHANIE KOCHAM BARDZO I TESKNIE WSZYSTKO DLA CIEBIE I DLA NAS

Autor: studentka  06.11.2007 zgłoś

ciezko jest byc na odleglosc jesli nie ma sie perspektywy wspolnej przyszlosci...uwazam ze bycie na odleglosc jest ok na jakis czas, jesli sie wie ze za rok za dwa to minie...ja jestem dobrej mysli! jeszcze dwa lata studiow i na magisterskie przeniose sie blizej a pozniej zamieszkamy razem! o ile bedziemy nadal razem bo niczego w zyciu nie mozna byc pewnym...ale nie pozwole zeby odleglosc zniszczyla Nasz zwiazek... p.s. Zycze wytrwalosci wszystkim choc nie raz jest ciezko...nawet bardzo!!!

Autor: studentka  06.11.2007 zgłoś

do kontraktor: wiecej takich pozytywnych komentarzy...dzieki zrobilo sie razniej i znow powraca wiara w sens takich zwiazkow:) zycze Wam powodzenia i wytrwalosci w postanowieniach:)

Autor: Jagoda  06.11.2007 zgłoś

związki na odległość to nic dobrego, wiem to z doświadczenia. i wcale nie chodziło o odległość, bo nie dzieliła nas granica państwa! po prostu nie wyszło a odległość chyba była jego wymówką... mój sąsiad był marynarzem i dopóki nim był, układało im się świetnie. gdy przeszedł na emeryturę i on zaczął mieszkać w domu ... ich małżeństwo się rozpadło! co za ironia, morze (czyli rozłąka) ich scalało.

Autor: asia  06.11.2007 zgłoś

tuz przed slubem maz zmienil prace. wiedzielismy ze bedzie w niej musial sporo podrozowac. razem ta decyzje podjelismy. i nie zalujemy. nie mam zle bo chociaz wyjezda bardzo czesto (czasem dwa razy w miesiacu) to na szczescie zazwyczaj nie na tak bardzo dlugo.ale suma sumarum nie ma go w domu przez polowe czasu. ale przynajmniej ta polowa jest taka jak powinna byc. stesknieni cieszymy sie soba, nie martwimy sie o kase i zyjemy po prosu na przyzwoitym poziomie! jakies wyrzeczenia trzeba poniesc bo nie sama miloscia sie zyje. za duzo sie napatrzylam no to jak ciagle problemy z pieniedzmi potrafia zniszczyc malzenstwo. pozdrawiam.

Autor: ulka  06.11.2007 zgłoś

witam Was! ja rowniez jestem w zwiazku na odleglosc...!dzieli nas zaledwie, a moze az 25o km. niekt nie powiedziall,ze zycie jest proste.jedni sobie wyobrazaja takie partnerstwo, a inni nie. Ja na poczatku bylam bardzo sceptycznie nastawiona, ale stwierdzilam,ze nie ma co sie martwic na zapas. widujemy sie co dwa miesiace i spedzamy ok 5 dni razem. nie patrze z utesknieniem na telefon...to nie w moim stylu. kontaktujemy sie codziennie...mamy mozliwosc rozmow przez skype i inne komunikatory wieczorami. powiem wam jedno.... jak ktos jest daleko to dopiero czlowiek docenia fakt spotkania sie. tojest cos wyjatkowego... kiedy mozemy nacieszyc sie soba. co z tego jak facet bedzie mieszkal blisko...bedziemy widywac sie codziennie...przeciez pozniej stanie sie to nudne i takie prozaiczne. moge zawsze na niego liczyc... kiedy mialam problem On po prostu wsiadl w samochod i przyjechl nie mowiac mi slowa. powiedzial tylko, ze w jego obowiazku jest byc kolo mnie. mozna byc bliska, a jednoczesnie daleko i odwrotnie....! jesli ktos jest szczesliwy to niech bedzie...ja na pewno jestem. pozdrawiam wszystkich serdecznie

Autor: A.  06.11.2007 zgłoś

Na odległość to z pewnością mało realistyczny związek, a jedynie abstrakcje na temat drugiej osoby...

Autor: ewa  06.11.2007 zgłoś

Witajcie! Mam skromne doświadczenie w tej dziedzinie. Mój mąż wyjeżdża sporadycznie i na krótko do syna do Stanów. Nigdy nie jest dłużej jak 2,5 miesiąca. Mówi ,że tęsknota jest tak wielka jak ten Ocean. Dzwonił codziennie! Ani przez chwilę nie bałam się ,że nie wróci albo, że mnie zdradzi. Chcę jeszcze wspomnieć o mojej córce, która wyjechała razem z mężem za granice. To było dla nich oczywiste, że muszą być razem. Zabrali więc swoje roczne dzieciątko , wynajęli dom i są tak jak chcieli razem. W Polsce nie mają szansy na normalne życie. Z pensji zięcia mogą spokojnie żyć bo córka jest w domu z dzieckiem. Z komentarzy wynika,że większość to osoby, którym trudno się przyznać do swoich uczuć. Życie w ciągłym lęku i z obawami nie jest niczym zdrowym.Pieniądze owszem ale nie za wszelką cenę. Innym aspektem jest moralność.! Jeśli utrzymujecie lużne związki, to nigdy nie będziecie mieć zaufania do drugiej osoby i zawsze będziecie czuli zagrożenie.

Autor: wkurzona  06.11.2007 zgłoś

no nie mogę z tą głupią dziewuchą Black Panther na każde forum się wbija i wypisuje te swoje "mądrości". Taka mądra jesteś w każdej dziedzinie życia? to załóż sobie telefon zaufania.

Autor: Magda  06.11.2007 zgłoś

JA bylam ze swoim chlopakiem na odegosc przez 2 lata, bylo mi bardzo ciezko ale przetrwalismy i teraz mieszkamy razem :)

Autor: pola  06.11.2007 zgłoś

kiedyś pewna osoba opowiedziala mi jak to jest ze zdradami kiedy jesteś daleko od rodziny opowiedziała mi że mężczyżni jeśli są daleko od rodziny {żony}kiedy pojdą do łóżka z inną kobietą "na wyjeżdzie " traktują to nie jako zdrade tylko jako coś normalnego. osoba ta -mężczyzna pracował we Włoszech przy pracach sezonowych opowiadal ,że ludzie tam pracujący tak mężczyżni jak kobiety zdradzają bez skrupułów swoich małżonków lub osoby z którymi są w stałych związkach i nie traktują tego jako zdrady. póżniej wracają do swoich rodzin i uważają że są w porządku no ,bo przecież nic takiego się nie stalo że któryś lub któraś z nich dała dupy przy zbiorze marchwi czy winogron.

Autor: uka  06.11.2007 zgłoś

Od kilku miesięcy jestem w tzw. związku na odległość. Mój chłopak jest marynarzem, miesiąc jest w Polsce, miesiąc pływa. Sytuacja jest o tyle trudna, że także tu w Polsce mieszkamy daleko od siebie, ja w Wawie, on na Pomorzu. Co prawda wiekszość swojego "urlopu" spędza u mnie, ale i tak jest dość ciężko. Bardzo się boję, co z tego wyniknie, czy przetrwamy, czy mnie nie zdradzi, czy mu się nie znudzi. Przed jego poznaniem przez kilkanaście lat byłam z kims innym, mieszkaliśmy razem, mielismy się pobrać, ale temu związkowi ciagle czegoś brakowało. Rozpadło się i teraz cieszę się z tego. Z tym poprzednim dzieliło mnie więcej. Mozna żyć razem, ale osobno. Czym są te głupie kilometry, kiedy się kogoś naprawdę kocha, kiedy się czuje, wie, że to ten jedyny właściwy? Jestem w związku na odległość, i mimio że mój najukochańszy misio ciagle jest daleko, to nigdy nie czułam sie z nikim tak blisko. Dlatego wytrwam :) Mam nadzieję, że on też :)

Autor: dagmara  06.11.2007 zgłoś

Ja o swoim zyciu na odleglosc moge napisac ksiazke!!!!! Swojego bylego chlopaka pozanalam 5 lat temu. Pierwsze 4 lata byly fantastyczne ale ostatni rok to totalna porazka-ROZLAKA ZABILA I ZNISZCZYLA WSZYSTKO. Mieszkalismy razem 4 lata i mielismy juz wspolne plany- za kilka miesiecy mial byc slub! W sumie to wina lezy po obu stronach ale to ja powiedzialam KONIEC. W Polsce mialam prace- ale w pogoni za pieniadzem rok temu RAZEM wyjechalismy do Irlandii-on byl ze mna tam tylko przez wakacje bo musial wracac na studia a JA zostalam...to byl trudny dla mnie okres!!!!! Duzo tesknilam i bardzo bardzo mi Go brakowalo- Jego usmiechu, przytulania i calej Jego osoby. Duzo pieniazkow szlo na telefony ale ja wtedy o tym nie myslalam, liczylo sie to ze mozemy pogadac ale z czasem te nasze rozmowy zaczely konczyc sie klotnia i rzucaniem sluchawki-bo mojego chlopaka zaslepily pieniadze...Przyjechal do mnie na Boze Narodzenie i wtedy sie zaczelo...nie umialam z Nim rozmawiac, On sie zmienil ale i ja tez!!! Postanowilam zrobic dla Niego szalana rzecz i wrocic do Polski- teraz czasami zaluje bo mialam tam super prace i poznalam ciekawych ludzi!!! Oczywiscie po Swietach wrocilismy razem do Polski ale to juz nie bylo to bo...po 2 miesiacach moj chlopak, praktycznie na sile- wyslal mnie do Anglii!! Pamietam jak dzis- to byl kwiecien- nasze kolejne ostatnie rozstanie...mialam juz dosc tych rozstan!! Zla na Niego i na caly swiat wsiadlam do tego glupiego samolotu...Moj chlopak myslal ze bedzie mi lepiej i razem ze mna do Anglii poleciala jego mama. Ja tez myslalam ze bedzie mi lepiej- bo to jest dobra kobieta i mialysmy wspolny jezyk- ale niestety TO NIE ON byl tu ze mna! Przez telefon non stop byly klotnie a ja ciagle plakalam i plakalam...Po miesiacu pobytu w Anglii poznalam kogos...ten chlopak tez mial swoje problemy i te nasze problemy NAS polaczyly. Od tamtej pory jestesmy razem. Ja rozstalam sie z moim chlopakiem a moj nowy chlopak dla mnie rozstal sie ze swoja dziewczyna! Do dnia dzisiejszego jestesmy RAZEM!! Ja wiem ze w duzej mierze to moja wina- bo poznalam kogos innego ale ta rozlaka i ciagle klotnie doprowadzily do tego, ze moje serduszko przestalo bic dla mojego bylego chlopaka a zabilo bardzo mocno dla kogos innego!!! Bo TEN ktos znalazl sie przy mnie w odpowiednim momenie i pomogl mi sie pozbierac! Czasami trzeba przejsc dluuuga droge aby zrozumiec co jest dla nas lepsze!! Narazie niczego nie planuje-- ciesze sie tym, ze moj chlopak jest tu ze mna i wiem ze juz nigdy wiecej nie dopuszcze do takiej sytuacji jak zycie na odleglosc!! Tego mozecie byc pewni na 100%!! THE END

Autor: Ania  06.11.2007 zgłoś

Tez tak mialam. Tylko to ja musialam wyjezdzac - na stypendia. Nasze malzenstwo sie rozlecialo. Przyznam szczerze, ze nawet nie wiem kiedy. Mamy dobry kontakt, powiedzialabym lepszy niz w czasie malzenstwa ale to juz skonczone. Teraz sie boje, ze nie uda mi sie juz nikogo pokochac (szczegolnie ze jestem w Szwajcarii), na dobra sprawe to podoba mi sie takie zycie (czytaj: samotne), choc oczywiscie czasami dalabym wszystko zeby ktos mnie przytulil, pogadal i posmial ze mna z glupot zycia codziennego. Life is brutal...

Autor: izolda  06.11.2007 zgłoś

.." Bo męska rzecz być daleko.. a kobieca wiernie czekać ..."

Autor: ankao  06.11.2007 zgłoś

Moja ciocia w takim małżeństwie jest z wujkeim od ponad 30 lat, wujek pracuje za granica, w domu bywa od swieta, rzadko zdarza sie ,zeby byl dluzej niz 2 miesiace, podziwiiam ich .....

Autor: Ate  06.11.2007 zgłoś

zgadzam się ze wszystkimi komentarzami. ja rzucilam swoje ulozone juz zycie i pojechalam za moim Skarbem na drugi koniec Polski. zostawilam przyjaciol, rodzine. teraz moj Skarb jest w morzu. w rejsie na 5 mcy. jest ciezko. zostalam sama. nawet do rodzicow na obiad nie moge pojsc. czy narzekam? oczywiście. są takie dni, że ból i samotność jest nie do zniesienia. bo te myśli typu:"dlaczego ja? itd" strasznie dręczą. nie potrafię postawić Go przed wyborem albo ja albo morze. Kocham Go i nie wyobrażam sobie jak można ukochaną osobę pozbawiać marzeń. jak widzę jego błyszczące oczy jak mi opowiada co widział, gdzie był, to cieszę się że robi to co lubi. mi się niestety to nie udało. jesteśmy ze sobą 5 lat i rok już jesteśmy zaręczeni. zdarzyło się wiele. dobrych i złych rzeczy. ale się kochamy. i wiem że nie ma takiej siły (kobiety czy kasy) która byłaby w stanie zabić nasze uczucia.on też tęskni, jak dzwoni to słyszę jak mu się łamie głos. przeczytałam wszystkie komentarze i wydaje mi się że brak nam wszystkim wiary w partnera. a co więcej przeszkadza nam duma. bo dlaczego my mamy cierpieć? on sobie z tego nic nie robi itd. bzdura. dlaczego nie potraficie spojrzeć na tego 2 go człowieka z taką troską jak na siebie. i czemu odczuwacie tylko swój ból i tęsknotę. warto walczyć o to co się ma. i niekoniecznie oznacza to postawienie na swoim. w życiu nigdy nigdy nie jest tak jak tego chcemy. wydaje mi się że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. nie tylko rozląkę, ale i zdradę i różne inne przykrości jakie na Nas spadają. tylko trzeba chcieć. Pozdrawiam wszystkich i życzę udanych związków.

Autor: lili  06.11.2007 zgłoś

Ja też jestem w takim związku od ponad roku. Jest mi bardzo ciężko ale wytrzymuję to tylko dlatego, że mamy wspólne plany i cele. I to daje nam siłe, żeby przetrwać tą próbę czasu. Mój partner mieszka za granicą od 5 lat. Tam prowadzi swoją firmę ale cieszę się że dojrzał do tego aby podjąć decyzję o powrocie do kraju. Pieniądze to nie wszystko! Odliczam czas do konca roku bo wtedy bedę miała go już przy sobie. Podziwiam wszystkie kobiety które pozostają w takich związkach długo bez określonej daty, kiedy ukochany wróci. Chyba bym tego nie zniosła. Rozłąka tylko w wyjątkowych przypadkach może działać na korzyść, w większości związków jednak ludzie się oddalają od siebie, a telefony, internet i przyjazdy na święta to nie życie. To wegetacja i ciągłe czekanie od telefonu do telefonu, od przyjazdu do przyjazdu. Pozdrawiam wszystkie "samotne" kobitki. Trzymajcie się ciepło

Autor: xxx  06.11.2007 zgłoś

Mamy 15 letni staż małużeński, od 7 lat na odległość z półrocznymi przerwami w ostatnich 4-ch latach . Mąż jest w stanach i tę odległość czuje się najbardziej.Początki były b. trudne,przeżywaliśmy wszystkie uczucia tęsknoty,rozpaczy itd.razem się wspierając. Nasza miłość nie zgasła wręcz przeciwnie ,przez rozłąkę jesteśmy sobie bardziej bliscy. Myślę,że jeżeli ludzie naprawdę się kochają i mają do siebie zaufanie mogą przetrwać wszystko, a jeżeli w zwązku nie ma miłości to rozpadnie się nawet bez wyjazdów. I jeszcze jedno- więcej zaufania,mniej czarnych myśli.

Autor: ;(  06.11.2007 zgłoś

a co jesli o0d kiedy jestem z moim chlopakiem jestesmy w zwiazku na odleglosc?? a konca rozstania nie widac... powoli zaczynam tracic nadzieje...:(

Autor: Martitka  06.11.2007 zgłoś

Ja poznałam Johnnego 7 lat temu na wakacjach. Początkowo była to tylko przyjaźń, ponieważ byłam w związku z kimś innym. Wakacje dobiegły końca i każde z nas wróciło do swoich obowiązków. Sytuacja powtórzyła się w następnym roku, z małym szczegółem: wtedy byłam już sama. Nic się nie zmieniło w mojej relacji z Johnnym, nadal jako przyjaciele spędzaliśmy dużo czasu razem. Ale znowu nadszedł czas rozłąki. Ten moment stawał się dla nas coraz trudniejszy, ale każde z nas godziło się z nim. Przez cały czas mieliśmy ze sobą kontakt, ale jednak dzieliły nas tysiące km, bo On mieszka w Kanadzie. Kiedy zbliżały się wakacje, ja już planowałam je skrupulatnie uwzględniając Go w nich. Wtedy zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że tak na prawdę to nie była zwykła przyjaźń, ale coś głębszego. Z nadzieją na nasze spotkanie po tak długim czasie wyjechałam w miejsce, gdzie co roku się spotykaliśmy. I niestety spotkało mnie tylko ogromne rozczarowanie - On nie przyjechał. Zastanawiałam się dlaczego. Napisałam do Niego długi list i czekałam na odpowiedź. Wreszcie ją dostałam, z niezbyt mnie satysfakcjonującym wyjaśnieniem Jego nieobecności, ale pogodziłam się z tym i postanowiłam czekać kolejny rok na tak bardzo upragnione spotkanie. Przez cały ten czas rozmyślałam o nas, o tym jak by było gdybyśmy mieszkali gdzieś niedaleko siebie, jak wtedy wyglądałoby nasze życie i stosunki pomiędzy nami. Aż do dziś się nad tym zastanawiam, bo od tamtego roku kiedy ostatni raz go widziałam, między nami się coś popsuło. Sama nie wiem co. Kontakt bardzo się pogorszył, lecz cały czas staram się nie utracić go całkowicie. Żyję ciągłą nadzieją i mimo tego, że wielu facetów mnie interesuje i interesuje się mną, ja nadal czekam na Johnnego. Zrozumiałam, że kocham go jak nikogo i że jest mi najbliższą osobą w życiu. Jednak dzieląca nas ogromna odległość utrudnia wszystko. Podobno miłość zwycięży wszystko, więc zawsze warto mieć nadzieję na lepsze jutro...

Autor: jwa  06.11.2007 zgłoś

Moj wczesniejszy prawie 3 letni zwiazek sie rozpadl, powodem nim byly moje delegacje. Bywalam w domu raz na tydzien, ale widocznie bylo tego za malo, a moze brakowalo w tym wszystkim milosci. Mojego meza poznalam ...'na odleglosc' spotykalismy sie co kilka tygodni, trwalo to prawie poltora roku. Wyjechalam do niego. Dlaczego ja ? Bo tu zyje sie nam normalnie. I teraz rozstajemy sie tylko jak on idzie do pracy :) Szkoda, ze sytuacja jak apanuje w Polsce zmusza

Autor: jwa  06.11.2007 zgłoś

(cos moj komp szwankuje). Szkoda, ze sytuacja jaka panuje w Polsce zmusza ludzi do wyjazdow za praca...

Autor: misia  06.11.2007 zgłoś

A u mnie bylo trochę inaczej .Poznalismy się na moich wakacjach w Egipcie on arab ja polka z dzieckiem.Spedzilismy kilka dni razem myslałam ,ze to wszystko sie od razu rozleci ,ale przez 3 miesiace do siebie pisalismy sms i rozmawialismy przez tel.On nie dostal wizy i ja pojechałam do niego na 7dni.Teraz znowu piszemy sms i tęsknimy.Plany on moze przyjedzie do szkoly uczyc sie jezyka na 3 miesiace albo nie wiem co .. moze ja pojadę .Kochamy się bardzo ,a co bedzie dalej zobaczymy Nie planujemy,nie obiecujemy tyko kochamy,kochamy ,kochamy.Co wy na to?

Autor: Marthi  06.11.2007 zgłoś

Ate! Chyba wlasnie nie bardzo zgadasz sie ze wszystkimi komentarzami z tego wzgledu, ze ok. 80% komentujacych jest na NIE. Mi by bylo przykro gdyby facetowi blyszczaly oczy nie z mojego powodu, tylko dlatego, ze gdzies byl i cos tam zobaczyl... To na widok "swojej" kobiety maja blyszczec, czyz nie?! A poza tym, niby lamie mu sie glos, ale musi wracac szczesliwy skoro opowiada w zachwycie o tym wszystkim z "blyszczacymi" oczami... Ja tez uwazam, ze nie mozna pozbawiac druga osobe marzen, ale zycie wymaga czasami pojscia na kompromis i uwazam, ze mezczyzna, ktory kocha naprawde, to... dla niego tym marzeniem najwiekszym jest wlasnie bycie u boku kobiety, ktora kocha. Piszesz: " cieszę się że robi to co lubi. mi się niestety to nie udało." Czyli jak to rozumiec? Ze Ty jestes ta ktora siedzi w domu, zdala od najblizszych i pozwalasz temu egoiscie, ktory mysli tylko o sobie ( bo taka jest prawda!!!) zostawic Cie samej sobie i realizowac swoje marzenia?! A Ty masz siedziec w domu i tesknic?! Na litosc boska!!! Niech mnie ktoras dziewczyna poprze, bo nie wiem czy tylko mnie to tak ruszylo czy kogos jeszcze tez... Przykro mi to stwierdzic, ale jest wielkim egoista - nie mysli o Tobie kompletnie, nie liczy sie... Ty potrafilas zrobic dla niego tak wiele - zostawilas rodzine, nakblizszych zeby byc blisko niego, a on co zrobil? Glos mu sie lamie?! Aha - to faktycznie biedny...

Autor: o Piotrusiu  06.11.2007 zgłoś

TEGO wspanialego chlopaka poznalam pol roku temu w Anglii. To on pomogl mi pozbierac sie po moim dlugoletnim zwiazku, ktory wlasnie rozpadl sie przez rozlake!! Ja jestem polka a On czechem a poznalismy sie w Anglii- to takie slodkie. Teraz to dla mnie nie jest problem ale boje sie co bedzie pozniej...teraz jestesmy razem i bardzo mocno GO kocham ale za rok moze pojawic sie problem- On chce wracac do domu a co wtedy bedzie ze mna...jestem gotowa pojechac za NIM nawet do Czech- bo drugiej rozlaki nie przezyje...! Non stop ucze sie jezyka- ogladam czeska telewizje i czeskie filmy, kupilam nawet slownik polsko-czeski hihi...Jezeli bardzo mocno kogos kochasz to kilometry nie sa problemem!! A do rozlaki ja napewno juz nie dopuszcze!!!

Autor: Kruszynka_Anglia  06.11.2007 zgłoś

witam! co prawda nie mam meza ale wiem jak to jest byc w zwiazku na odleglosc. przez dwa lata zylam tak jak autorka listu..czekalm z utesknieniem na telefen od ukochanego. teraz sama wyjechalam do niego do Angli ale jak na zlosc jego przeniesli teraz do wali i znow zyjemy w rozlace choc teraz mamy blizej do siebie. wiem ze moglabym pojechac za nim do walii ale tutaj mam podpisany kontrakt na rok tak ze musze poczekac. zreszta praktycznie co weekend sie widujemy :)

Autor: tralala  06.11.2007 zgłoś

Było to za czasów / pogardliwie często dzisiaj nazywanych/ komuny. Nie było tak ogromnej potrzeby wyjazdu za chlebem, bo tego nie brakowało i wiele chleba marnowało się w śmietnikach. A inne artykuły nie nęciły tak jak dzisiaj, bo po prostu nie było ich na półkach / a czego oczy nie widzą to sercu nie brak/.Można było skromnie i spokojnie za średnią płace / też jej nie brakowało/ przy boku ukochanego pędzić żywot. Trwało to 5 lat. To już było za dużo dla nas obojga. Należało coś zmienić i podjąć odpowiednie działania. Trafiła się okazja wyjazdu za granicę z firmy męża /nie na zachód, lecz tutaj blisko- Czechosłowacja/.No i mamy problem. Rozłąka z rodziną trudniejsza do zniesienia przez męża /ja przecież będę miała przy sobie naszą już 2 letnią córeczkę/. Ponadto istnieje zagrożenie rozpadu małżeństwa /moja serdeczna koleżanka akuratnie jest tuż po przejściach tego typu, czyli po rozwodzie, bo mąż jej poznał w tym czasie drugą i się zakochał w tej Czechosłowacji/. Co tu robić? Propozycja jest atrakcyjna pod względem finansowym, a nam przydało by się nieco wytchnienia od siebie /tak się dzieje po latach wspólnego bycia razem nawet gdy się bardzo kochamy, bo wkrada się nuda i rutyna/. W końcu decyzja zapadła na tak, wyjazd doszedł do skutku. I co wam powiem? Było cudownie! Mąż poznał wiele ciekawych okolic, ja zajmowałam się sama domem i dzieckiem /znakomicie sobie radziłam/, a nasze współżycie nabrało nowych rumieńców. Czego dowodem jest poczęty w tym czasie drugi potomek tym razem syn. Wyjazd ten nie tylko uzdrowił nasz związek, ale możliwości finansowe pozwoliły, bez problemu powiększyć rodzinę. Decyzja zatem okazała się słuszna, a rozłąka utwierdziła nas w przekonaniu, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Gdyby okazało się inaczej tak jak wyszło u mojej koleżanki /związek nie przetrwał tej próby/ to wcześniej czy później rozpadł by się z całkiem błahych powodów. Takie jest moje zdanie. Nie należy zabraniać wyjazdu partnerowi czy partnerce to nie ma sensu. Warto jednak przedyskutować za i przeciw i cierpliwie czekać co z tego wyniknie. A przyszłość sama pokaże i utwierdzi nas w przekonaniu ile dla siebie znaczymy. Jeżeli okaże się inaczej niż u mnie to nie ma czego żałować, bo wcześniej czy później prawda wyjdzie na jaw. To też moje zdanie poparte własnymi doświadczeniami. Rozumiem, że po rozpadzie związku jedna ze stron może bardziej cierpieć, ale czas leczy rany /natura o to zadbała/. Koleżanka moja zrozumiała, że były ex to nie ten na dobre i na złe i teraz ma się dobrze. Jej były ex /Kazio miał na imię/ założył nową rodzinę i bardzo tego żałował, że swojego temperamentu na ten moment nie umiał okiełznać. Wiem to z jego własnych słów. Jeszcze na łożu śmierci ciepło wspominał swoją ukochaną Marysie i bardzo mu jej brakowało i cierpiał właśnie z tego powodu, że potrzeby seksu postawił na pierwszym miejscu w swoim pierwszym związku. Więc apeluję do was seks jest ważny, ale to jest tylko namiastka prawdziwego szczęścia. Nie należy więc zabraniać i przywiązywać partnera lub partnerkę do siebie łańcuchem. Inaczej ma się sprawa w wypadku, gdy związek stoi na progu swojego istnienia, ale ja się nie wypowiem, bo nie mam takich doświadczeń. Niemniej czuję swoimi zmysłami, że łańcuchem nic nie zdziałasz. A próba przetrwania jest znacznie trudniejsza. W tym momencie życia nie płonie tylko ogień. Tu mamy do czynienia najczęściej z ogromnym pożarem. Sądzę jednak, że mądrości wam młodym nie brakuje i uporacie się z problemem tęsknoty na korzyść całkowitego szczęścia. A komu to się nie uda / no cóż w życiu też tak bywa / niech nie rozpacza, bo to naprawdę nie warto. Do Norbiego: Imponuje mi Twoja postawa w momencie przykrych doświadczeń. Tak trzymać! Z taką postawą świetnie poradzisz sobie z różnymi problemami w przyszłości. Umiejętność dbania o siebie dobrze rokuje dla nowego związku, w którym za pewnie wcześniej czy później się odnajdziesz. Ja tak postępuję do dzisiaj nawet z bardziej błahego powodu. To ja schudłam 25 kg i stałam się laską. Zrobiłam to nie tylko dla siebie, ale i dla mojego męża. Dowody nie dały długo na siebie czekać. To on kupił sobie świetne buty i spodnie /chociaż wcześniej do tego nie przywiązywał wagi co mnie wkurzało/ i stał modelem na pierwszą stronę kolorowego czasopisma etc… Dbać o siebie znaczy dbać o radość i miłość swojego partnera i w ten sposób dbać o szczęście własnego związku. Pozdrawiam wszystkich bez względu na ich opinie. PS. BLACK PANTHER masz poglądy kompletnie podobne do moich. Ciągle zastanawiam się jak to możliwe. Niesłychane! kontraktor - pociechą nie będzie moje love storry ulka – tobie też życie pisze podobny scenariusz jak mój ewa – zdrowy i rzeczowy pogląd na związek wkurzona – ale ty jesteś bez sensu wkurzona, sama sobie szkodzisz pola – nie słuchaj plotek uka – to co doświadczasz obecnie mieści się w moim rozumowaniu dagmara i Ania – to nie rozłąki was rozdzieliły, to nie były pra

Autor: tralala  06.11.2007 zgłoś

Jeszcze: Ate - postawa twoja mnie nieco intryguje , no, ale ty swój rozum masz xxx - pozytywnie jesteś nastawiona na tą rzeczywistość i to dobrze rokuje. Udanego więc finału ci życzę Martitka - zapomnij o nim

Autor: martita101  06.11.2007 zgłoś

moj maz jest w delegacjii od 2 lat z przerwami niby jest wszystko w pozadku ale popracuje na miejscu miesiac lub dwa i dalej w delegacje pierwszy raz wyjechal jak nasz syn mial niecaly rok maly nie ma kogo nasladowac bo obraca sie wsrod kobiet mama ciocia babcia, a ja coraz mniej rozumiem mojego meza tak juz sie przyzwyczailam nawet od braku sexu nie zdradzam meza ale jak przyjezdza to nie zalezy mi na sexie jak nic sie nie dzieje po prostu ide spac wpadlam w depresje podczas delegacjii mojego meza a on twierdzi ze sie zmienilam na gorsze i nawt nie proboje mnie zrozumiec i mojej choroby nawet psychiatra rozlozyl rece

Autor: mała  06.11.2007 zgłoś

witam dziś ludzie biegną za kasą nie twierdze że nie jest nam ona potrzebna ale co to za życie kiedy nie możemy porozmawiać czy przytulić sie do ukochanej osoby . niby ona jest a go nie ma , w dzień zabiegani w noc samotni a czas biegnie . nigdy nie pozwolę aby mój mąż wyjechał tak jak jego koledzy wolę żyć tak jak żyje ale razem .pozdrawiam

Autor: martita101  06.11.2007 zgłoś

zalozylam rodzine majac niecale 18 lat chcialam miec rodzine ktorej przed tem nie mialam bo to byla rodzina alkoholikow czyli patologia aj chcialam miec normalna rodzine obije z mezem nie pijemy ale ta delegacja to tez patologiia byc moze to we m,nie jaest cos nie tak ze on tak wyjezdza nie potrafie tego zrozumiec bo on sie tlumaczy zarobkami tylko ze zyjac na dwa garnki niestety na to samo wychodzi tyle ze rodzina jest w rossypca pozdrawiam

Autor: Smerfetka  06.11.2007 zgłoś

Wiecie co jak mam byc szczera to rozbrajaja mnie te wszystkie komentarze :/ Gdy poznalam swojego chlopaka(2,5 roku temu) od poczatku dzielily na kilometry na poczatku bylo ich niewiele, ok 100. Pamietam te dni byly cudowne widywalismy sie co tydzien, kazdy weekend spedzalismy ze soba, albo ja u niego albo on u mnie. Teraz te kilka kilomertow przerodzilo sie w tysiace mil, a mimo to nadal jestesmy ze soba. Przez ostatni rok widzielismy sie zaledwie 6tygodni, ale cudownych tygodni. Strasznie mocno go kocham i odleglosc nie moze nam przeszkodzic, wiem ze bedziemy razem, wiem tez ze on nigdy mnie nie zdradzi, KOCHAM GO i ufam mu!! Mam do Was taka mala prosbe, nie piszcie ze 100 czy 200 km to taka straszna przeszkoda, bo taka odleglosc pokonujesz w 1-2h, ja nie widze w tym problemu. Odleglosc jaka nas dzieli musisz pokonac samolotem i to nie lotem 2godzinnym, lecz 9cio. Jesli nie dajecie razy w takich zwiazkach to moze Wasza milosc jest za slaba, mi sie wydaje ze nasza milosc z dnia na dzien sie umacnia, tesknota i chec bycia ze soba przez 24h na dobe umacnia nasza milosc, bo wiemy ze jak jeszcze troszke poczekamy to bedziemy ze soba na zawsze, a wtedy juz nic i nikt nie bedzie mogl nas rozdzielic :) Pozdrowka dla wszystkich!!! Zycze duzo optymizmu, wiary i .... ZAUFANIA!!!! to podstawa udanych zwiazkow :)

Autor: Norbi  06.11.2007 zgłoś

Do " Martita101" : Witaj:) psychiatrą nie jestem ale jeśli mogę przypomnij Sobie proszę jak to było między Tobą a Mężem kiedy braliście ślub, Wasze nastawienie. Na pewno z Nim rozmawiałaś już o tym, więc jeżeli nic to nie dało a na pewno zależy Ci na Nim, to w te miesiące kiedy Mąż jest w domu i pracuje na miejscu bądź Jego Boginią. Kiedy przychodzi z pracy nie pytaj co było, jak było tylko co " dobrego słychać "?:> Podejdź, przytul, pocałuj z słowami np Cóż porobimy dzisiaj Królu Lwie?:>heh no może nie tak dosłownie:> ale chodzi o humor:> Mąż najprawdopodobniej nie potrafi Cię zrozumieć i odchodzi w pracę bo to facet i kobiece myślenie bywa często dla nas nie pojęte. Dlatego tak na wprost z Nim się nie dogadasz. Trzeba to sprytnie zrobić:> miesiące gdy jesteście razem niech będą tylko dla Was! Niech obfitują w radość, więcej wesołości i śmiechu:> Uśmiechaj się częściej, podkreślaj Swoją atrakcyjność Pamiętasz może Wasz 1 pocałunek? lub jakieś przezabawne wydarzenie? powtórz to! Niech bije od Ciebie witalność! szalone pomysły są jak najbardziej wskazane! Dziecko np zostaw na tydzień u krewnych a gdy przyjdzie Mąż do domu zastanie np ciemności, 1 może 2 świece na pokój ( bo po co wydawać? ) i karteczkę w przedpokoju z wskazówkami np " zostaw wszystko i przejdź do pokoju", potem 2 karteczkę obok butelki wina " nalej po pół lampki i przyjdź do kuchni " a tam będziesz Ty pięknie ubrana czekała z małą kolacją, potem Wspólna kąpiel ( nie koniecznie sex, najlepiej jeśli jeszcze nie ale to już Wasza fantazja:>> ) myjcie sie troskliwie nie spieszcie, potem możesz Go ubrać, czule delikatnie ( lub się kochać:> ) ( ja na Jego miejscu byłbym nakręcony jak chomik po viagrze!:> ) Lub możecie gdzieś razem wyjść do kina, na sam spacer tylko, tylko Wy! We Dwoje:) i pomyśl że masz Go tak dla Siebie tylko na miesiąc, więc niech będzie to Twój miesiąc a On tylko dla Ciebie! Nie myśl o tym że miesiąc, mało itp. Dobrze będzie bo ten czas będziecie mogli spęędzać bardzo intensywnie!:) realizować się, wychodzić z dzieckiem do parku, lepić bałwana z Synkiem itp:) potem On pojedzie na delegację ale wróci! i to bardzo chętnie! Nie załamuj się i nie poddawaj jeżeli przez pierwsze tygodnie nie będzie Robił prawie nic by odwzajemnić się. Sugeruj ( ale dopiero jak już czymś miłym go zaskoczysz, wtedy większe prawdopodobieństwo że zrozumie i zastosuje się do sugestii ) np że chętnie byś poszła na jakąś kolację do.. Róbcie więcej zdjęć, a jak nie macie aparatu ( ja nie mam, heh ) to zasugeruj właśnie że fajnie by było mieć aparat i sfotografować te piękne chwile a potem oglądać je, pokazywać np wnukom i wspominać:> Powiedz jemu np że kiedy Cię przytula jest taki męski:> lub bywa zniewalający gdy.. Pamiętaj nie poddawaj się! Na 100% jestem pewien że Mąż będzie do Ciebie chciał wracać jak tylko będzie mógł, mogą ominąć Was kłótnie, Teraz to Ty jesteś Panią i Władczynią tego domu i wszystko musi być pod Twoim eleganckim obcasem! A jak!:> Sugeruj pieszczoty ale unikając punktów erogennych np muskanie skóry palcem po plecach itp masaż więcej kontaktu:> I pamiętaj że choć facet jest głową rodziny to kobieta jest szyją która nią kręci!:> Nie musisz robić super kolacji itp co dziennie, najlepiej co dwa 3 dni, nieregularnie lub 2 dni pod rząd tak aby nie wiedział czego się spodziewać:> a z czasem i On się zacznie starać:>> Dużo Wiary i siły! Na Tobie opiera się Dom i Rodzina bo On się nie domyśli więc pokaż Jemu jaką Wspaniałą ma Żonę i niech padnie niczym poddany do Twych stóp! Korzystaj z życia i się nie poddawaj!:> Doceń własne walory i uwierz, uwierz! w Siebie:> Wiary, Witalności i Siły pogromczyni męskiego serca!:> P. S jeżeli wspominając o sexie itp sprawach obraziłem to przepraszam. Nie mam nic złego na myśli:)

Autor: BeAtKa  06.11.2007 zgłoś

;-(

Autor: nicka33  06.11.2007 zgłoś

Również byłam w takiej sytuacji, ze mój facet wyjeżdżał za chlebem. To trwało jakieś 3 lata. W moim życiu wtedy działo sie bardzo wiele, nie było go wtedy kiedy był mi bardzo potrzebny a ja roniłam łzy:-( Byliśmy w ciągłym kontakcie telefonicznym przeważnie. Mój facet pracował po 10-12 godzin na dobę. Moje smsy były przepełniane tęsknotą, żalem a czasami nawet bezradnością:( Jednak czułam jego obecność duchową zawsze obok mnie, pisał i powtarzał mi za każdym razem,że tęskni i kocha mnie nad życie, że robi to dla mnie żeby nam nie brakowało. Rozumiałam to,ale jednak było mi i jemu bardzo ciężko. Muszę powiedzieć,że rozłąka nas scementowała co w wielu przypadkach jest inaczej. Miałam zaufanie do partnera On do mnie również.Wiele przeżyliśmy razem będąc osobno. Zdaje sobie sprawę,że jemu nie było lekko był tam sam bez żadnej bliskiej mu osoby. Ja miałam moją córeczkę i znajomych, przyjaciół którzy pomagali mi to przejść. Wtedy wiedziałam,że warto było czekać na tak wspaniałego faceta. Dziś od roku mieszkamy razem i muszę przyznać, ze jest rożnie. Można by powiedzieć,że trudniej niż kiedy byliśmy osobno. Dziwne prawda? Dla mnie też to jest nie zrozumiałe:(A jednak:( Czasami chciała bym wrócić do tamtego czasu, żeby poczuć sie jak wtedy kochaną i najważniejszą osoba w jego życiu. Chciała bym poczuć jego opiekuńczość, troskliwość, ciepło za którym tak bardzo tęsknię:( Życie pisze nam różne scenariusze, nie zawsze rozłąka musi oznaczać rozstanie na dobre.

Autor: Norbi  06.11.2007 zgłoś

Do " BeAtKa " : Nie wiem Beatko co Ci poradzić, mam nadzieję że będziecie już Razem a On nigdzie nie wyjedzie. Pieniądz choć baaardzo ważny, nie jest tą drugą ukochaną Osobą. Wiem jak mi było źle kiedy moja Ukochana wyjechała ale najważniejsze Beatko abyś dbała o Siebie. Zajmuj się czymś zawsze, coś rób. Aerobik, pilates czy joga. Dbaj o Siebie:>

Autor: madlenka  06.11.2007 zgłoś

zylam w zwiazku na odleglosc 4 lata. on wyjezdzal za granice na kazde wakacje i czesto w roku akademickim. bylo mi naprawde bardzo ciezko, zwlaszcza ze nie rozmawialismy codziennie i nie otaczalo mnie grono przyjaciolek. dobrym rowiazaniem na potworna tesknote, lzy i samotnosc okazalo sie pisanie pamietnika. przelewalam na papier wszystkie moje mysli i choc kazda kartka zawierala prawie te sama tresc, bardzo mi to pomagalo. nienawidzilam tych dni i chwi spedzanych bez niego, czesto plakalam do sluchawki kiedy slyszalam jego glos. a teraz od ponad roku mieszkamy razem, mamy cudowna coreczke, a za 10 miesiecy powiemy sobie "tak".i kto mi powie ze nie warto bylo czekac? warto!!!! warunek jest tylko jeden: obie strony musza tego bardzo chciec!!!!

Autor: Zuzia  06.11.2007 zgłoś

Niestety ja tez naleze do grona "zwiazkow na odleglosc" Jestem ze swoim narzeczonym juz tak 2,5lata. Jest ciezko,ale WARTO!! Widzimy sie tylko 2 razy w roku! Ja wyjechalam do stanow,a on jest w polsce. Jak wiekszosc,ja nie wyjechalam dla pieniedzy, po prostu od dziecka tu mieszkam i pare lat mieszkalam w polsce i pare w stanach i tak na przemian. 2lata temu zaczelam studia,wiec musze tu byc na stale. W przeciwienstwie do krajow europejskich do stanow nie jest tak latwo sie dostac. Wiz nie zniesli,wiec jest ciezko. A nie chcemy sie zenic tylko dla papierka,zeby on tu mogl przyjechac i legalnie zyc. Wiec jak narazie,przynajmniej dopoki nie skoncze tych zasranych studiow musze tu byc i byc znim na odleglosc. MAM WSPANIALEGO MEZCZYZNE, JEDNAK TAK NAPRAWDE TO GO NIE MAM. Chcialabym zeby kiedys do mnie przyjechal i zobaczyl jak zyje,bo nigdy tu nie byl. Nigdy go nie zdradzilam i wierze ze on mnie tez nie. Uwazam ze zdrada w zwiazkach na odleglosc jest bez sensu. Bo po co sie meczyc, jezeli sie ma zdradzac. Jeszcze tylko 2 lata i W KONCU bedziemy mogli byc ze soba na zawsze!!! A poki co to odliczam dni do naszego grudniowego spotkania!!

Autor: mila771@o2.pl  06.11.2007 zgłoś

a ja mam facta od 10--ciu miesiecy.... rozmawiam s zim tylko przez neta.... i wiecie co>>>> jestem w nim zakochana,,,,,,sama tego nie rozumiem.... pa ....buziaczki..

Autor: Soil  06.11.2007 zgłoś

Mysle, ze zwiazek na odleglosc ma tylko wtedy jakakolwiek przyszlosc, gdy oboje sie bezwzglednie kochaja i potrafia sie soba zajac w wolnym czasie. Zaufanie w takim zwiazku to podstawa, brak jego to choroba wyniszczajaca dusze czlowieka. Jesli do tego dochodza jeszcze "zyczliwi przyjaciele" dolewajacy oliwy do ognia, to niestety, na dluzsza mete taki uklad nie pociagnie. Ogolem uwazam, ze po jakims roku, gora dwoch trzeba podjac definitywna decyzje- jedno z dwojga musi pojsc na kompromis i przyjechac na stale do swojego partnera. Oczywiscie sa zwiazki, gdzie facet plywa, a wiec mozliwosc bycia non stop razem jest wykluczona- to dodatkowo komplikuje sytuacje, ale z drugiej strony mysle, ze kobiety decydujace sie na zwiazek z takim gosciem wiedza, czego moga sie spodziewac. Jestem na "tak" i tym sposobem zaliczam sie do mniejszosci.

Autor: kasiek  06.11.2007 zgłoś

witam! temat 'zwiazek na doleglosc' byl mi obcy chociaz istnial w moim domu od kilku lat... ale co to tak naprawde znaczy odczulam teraz gdy musialam zostawic mojego ukochanego po 2 stronie oceanu, jest ciezko...brakuje mi Go bardzo! ale wierze w to ze sie uda i niedlugo ja dolacze do niego. To ze mam tak optymistyczne podejscie zawdzieczam mojej mamie, ktora 10 lat zyje w takim zwiazku na odleglosc, mimo wielu trudnosci, ciezkich chwil,...itp moi rodzice kochaja sie tak jak dawniej i to jest piekne!Niestety zycie jest takie jakie jest...ciagle wybory, obroty sytuacji o 360 st... ale nie nalezy odrazu zakladac,ze kazdy zwiazek na odleglosc nie ma szans przetrwania! wiecej wiary i optymizmu, pozdro ;)

Autor: amelka  06.11.2007 zgłoś

do Norbi:) bardzo dziękuję za Twoje słowa, nawet nie wiesz ile radości mi one sprawiły:) kilka dni temu miałam straszny kryzys..mówiłam że mam już tego dość, bo przecież nie musiał wyjeżdżać, ale chciał a ja nie mogłam mu tego zabronić, bo może do końca życia by mi tego nie darował...w takich chwilach widzę jak On się o nas boi i wiem że Mu też jest strasznie ciężko.. tak bardzo brakuje mi jego dotyku i zapachu... wierzę w nas, w naszą miłość, na przekór wszystkiemu.... Dziewczyny jeśli macie to szczęście mieć faceta blisko, na wyciągnięcie ręki, doceniajcie to i kochajcie ich szalenie i w każdej sekundzie... p.s. a to dla Wojtusia-> :*

Autor: kasiek  06.11.2007 zgłoś

do 'Zuzia' ...ludzie sa tak rozni...ale problemy te same... wlasnie przeczytalam Twoja opinie! Jestem w podobnej sytuacji tylko , ze to ja jestem w Polsce a moj kochany w stanach:( niestety musze najpierw skonczyc studia , zeby pojechac do niego na dluzej a zostalo 1,5 roku :/ Wiec Zuza 3mam za Was kciuki, damy rade! Milosc "...wszystko znosi[...] wszystko przetrzyma, Milosc nigdy nie ustaje..."

Autor: Zosia Samosia  06.11.2007 zgłoś

Witam, Czytam wasze opinie i jest tego ogrom, ale jedno co mozna stwierdzić to fakt który pozostaje niezmienny czyli ile ludzi tyle opinii. Ja rowniez zyje w zwiazku na odległość. Nie pamietam kiedy sie zaczeło bo moj chłopak z którym jestem ponad 3,5 roku od ok 2lat ciagle pracuje gdzies za granica, lecz w roznych firmach a co za tym idzie z rozna czestotliwoscia odbywaja sie te odwiedziny. Od pol roku (ponad) pracuje w Irlandii i odwiedza mnie srednio raz na 2miesiace, raz byly 3. Nie mowie ze jest łatwo, ale wszystko sprowadza sie do jednego: zaufania i osobowosci. Jesli ludzie sobie ufaja nawzajem (i nie mysle tu akurat o seksualnym aspekcie) to naprawde wiele da sie przetrzymać. Oczywiscie kontakt na biezaco jest niezbedny. Ale to przeciez wynika z uczucia. Nie rozumiem kobiet ktore pisza ze on nie pyta co u nich, nie interesuje sie tylko przyjezdza i obrzuca np kwiatami, zeby "naprawic" to co moglby popsuc przez ten czas zycia na obczyznie. Ale w czym rzecz. Jedni potrafia tak zyc, drudzy nie. Ja potrafie i mowie to z pelna swiadomoscia. Zawsze bylam osoba niezalezna i ambitna. I to nawet jest mi poki co na reke - pracuje,studiuje. Tak naprawde nie mam czasu na nic poza kariera,nauka. A wiadomym jest fakt, ze jesli facet wyjezdza za granice do pracy to aby sie "dorobic" czyli na konkretny okres czasu. My zalozenie mamy jedno "kupic mieszkanie" i po tym czasie on zjezdza do PL. Poki co ja robie swoje on swoje. Codziennie rozmawiamy, podejmujemy razem decyzje - tak, przez telefon tez sie da, wierzcie mi. Ale jak kazda normalna istota ludzka posiadam dni kiedy dopada mnie nostalgia i rezygnacja. Nic mi sie nie chce i nic mnie nie cieszy. Wtedy wlasnie popelnia sie najwiecej bledow w zyciu i sadze ze ja tez to zrobilam - mam tutaj na mysli to o czym wspomnial wyzej jeden z kolegów na forum "nie zwierzaj sie jednak przyjacielowi lepiej znajdz przyjaciolke bo przyjaciel moze z czasem stac sie bliski a moze blizszy niz twoj chlopak".... Moze nie dokladnie o to mi chodzi, ale konkretnie mam na mysli sytuacje gdy kobieta ktora ma dosyc samotnosci zwierza sie swojemu przyjacielowi. W momencie gdy dopada ja żal wylewa wszystko przed nim czarno na bialym co ja boli. I owszem przyjaciolka to przeklnie ale facet ... z tym juz jest inaczej. I my kobiety totalnie nie zdajemy sobie sprawy jak mezczyzna odbiera takie slowa gdy narzekamy, gdy pytamy "dlaczego, za jakie grzechy", gdy krzyczymy "dosyc, nie wytrzymam dluzej" .... nierzadko mezczyzna (jesli jest wolny) odbiera to jako sygnal do dzialania i wowczas budzi sie tak zwany syndrom "wybawcy' czyli tego ktory mysli 'ta dziewczyna zasluguje na wszystko, tak wiernie czeka ale ten gosc jest podly, ja jej potrafie dac szczescie i bede przy niej przeciez caly czas... ja jej dam milosc na jaka zasluguje, bo tamtem facet swoim postepowaniem w postaci rozlaki i pozostawieniu tej wspanialej kobiety samej sobie pokazuje jak bardzo jest beznadziejny' .... No i zaczynaja sie jego starania,... reszte mozna sobie dopisac.... jedni przez to przejda , drudzy nie.... ja i moj zwiazek przetrwal... Pomyslcie czasem o tym i powiedzcie czy nie mam racji. Ja wam powiem szczerze - zyc na odleglosc sie da ale nie cale zycie. A czas spedzony bez chlopaka/meza lepiej spedzic pozytecznie i z korzyscia na przyszlosc... Pozdrawiam wszystkich czekajacych i nie poddawajcie sie jesli jest miedzy wami prawdziwe uczucie ! ilosc jest najwazniejsza i przetrwa wszystko, naprawde wszystko, tylko trzeba chciec !

Autor: ...Lena...  06.11.2007 zgłoś

Do Norbiego:z Twoich wypowiedzi wnioskuję ze jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem. Chcialabym zeby moj chlopak był chociaż w połowie tak romantyczny jak Ty, ale niestety sam nie potrafii się niczego domyslic... Pozdrawiam serdecznie:) PS. tez jestem w zwiazku na odleglosc:(

Autor: jagoda  06.11.2007 zgłoś

Witam.Ja i mój chłopak znamy się trzy lata,od dwóch miesięcy jest w skandynawi.Zobaczymy się dopiero na święta.Muszę przyznac ,że jest to ogromna próba i czasami mam już tego dośc...chciałabym żeby był blisko..i nigdzie nie wyjeżdżał. Ale tak sobie myslę że po tych wszystkich trudnych i samotnych dniach,przyjdą te miłe i tego się trzymam:):) Pamiętajcie,więcej optymizmu i zaufania,bo bez tego można zwariowac:)

Autor: TIGER  06.11.2007 zgłoś

JA NIE JESTEM Z MOJA DZIEWCZYNA NA ODLEGLOSC. MIESZKAMY NA TYM SAMYM OSIEDLU. WIDUJEMY SIE CODZIENNIE I NIE WYOBRAZAMY SOBIE INNEGO ZYCIA. OBOJE DAJEMY SOBIE DO ZROZUMIENIA, ZE NIE ZGADZAMY SIE NA ZADNE DUZE ODLEGLOSCI. ZE JAK MAMY GDZIES WYJECHAC, TO TYLKO RAZEM, NIE ODDZIELNIE, NIE CHODZI O TO, ZE BOIMY SIE ZDRADY, ALE O TO, ZE NIE UMIEMY BEZ SIEBIE WYTRZYMAC I JEST NAM BEZ SIEBIE BARDZO ZLE I NIE JESTESMY W STANIE NORMALNIE FUNKCJONOWAC. NP. GDY SIE Z NIA POSPRZECZAM WSZYSTKO WYLATUJE MI Z RAK, NIE WIEM CO MOWIE I GADAM BREDNIE, NIE MOGE SKONCENTROWAC SIE NA ZWYKLYCH CZYNNOSCIACH... NO TAKI JUZ JESTEM, ZE CHCE SPEDZAC Z NIA KAZDE CHWILE MOJEGO ZYCIA.

Autor: Norbi  06.11.2007 zgłoś

Do " Lena " : eee tam, a co do domyślania się to czasem lepiej otwarcie powiedzieć co masz na myśli niż czekać aż Facet się domyśli:) heh, może i dobrze że nie jest zbyt romantyczny bo kiedy raz na jakiś czas zdarzy się Jemu być romantycznym to bardziej to docenisz:) to po 1 a po drugie, bywa że romantyczni się wieszają, trują, strzelają i świat jest dla nich okrutny:>> więc pracuj nad Swoim Chłopem:) Jagoda i Zosia Samosia - racja, racja:> tak trzymać:>> Pozdrowienia:>>

Autor: Zosia Samosia  06.11.2007 zgłoś

MIŁOŚĆ * jest najwazniejsza - oczywiscie tak mialo brzmiec to zdanie powyżej :)

Autor: Zosia Samosia  06.11.2007 zgłoś

Norbi - dzieki za doping ;) hehe . Dajemy rade ;)

Autor: jagoda  06.11.2007 zgłoś

Musze przyznac że juz dawno nie miałam tak dobrego humoru jak dzisiaj:) Fajnie podzielic się doświadczeniami i powspierac mimo że się nie znamy:)

Autor: Norbi  06.11.2007 zgłoś

Heh:> i o to chodzi:> czyń dobro, niczego w zamian nie oczekując:> Pozdrowienia:>>

Autor: studentka  06.11.2007 zgłoś

milo jest czytac te faje komentarze...az mam wieksza sile przetrwania w zwiazku na odleglosc i wierze ze bedzie ok:) podbudowuja mnie te Wasze komentarze:)\ p.s.Dziekuje wszystkim ktorzy sa pozytywnie nastawieni do takich zwiazkow:)

Autor: Norbi  06.11.2007 zgłoś

Dobranoc Wszystkim i powodzenia:>> no i dużo zdrowia bo zima wpada z buciorami:>

Autor: PATI  06.11.2007 zgłoś

HEJ JA TEZ OBECNIE JESTEM W ZWIAZKU NA ODLEGLOSC MOJ CHLOPAK JEST OBECNIE W ANGLI JA TEZ NIEDLUGO JADE DO NIEMIEC DO PRACY KIEDY JA BEDE W NIEMCZECH MOJ CHLOPAK BEDZIE AKURAT MIAL URLOP ALE PRZYJEDZIE DO MNIE DO NIEMIEC WIEC SIE ZOBACZYMY JUZ SIE CIESZE BO CALE SWIETA I SYLWESTER SPEDZIMY RAZEM SA DNI KIEDY CALY CZAS JESTEM PRZYGNEBIONA I USYCHAM Z TESKNOTY ZA NIM ALE WIEM ZE PRZYJDZIE DZIEN KIEDY NARESZCIE SIE SPOTKAMY I NA TEN DZIEN NAPRAWDE WARTO CZEKAC KOCHAM CIE KOCHANIE WRACAJ SZYBKO PA

Autor: racjonalna  06.11.2007 zgłoś

ja osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie na zwiazek na odleglosc... mialam taka sytuacje i po prostu moim zdaniem nie ma sensu to wieczne czekanie... moj chlopak wyjezdzal co jakis czas na pol roku albo dluzej. i mialam tego naparwe dosc. pewnie dlatego ze chcialam zeby byl, a nie bywal... po co mi facet na ktorego mam wiecznie czekac, jesli juz chce z kims byc bo go kocham to na stale, a nie po to, zeby co jakis czas sie rozstawac... podziwiam tych, ktorzy potrafia tak zyc, ale dla mnie osobiscie to same cierpienia...

Autor: malgosia  06.11.2007 zgłoś

Ja z moim chłopakiem jestem już ponad 4 lata. poznalismy sie kiedy oboje dostaliśmy się na studia. Na III roku zaczęły się nasze "rozjazdy" i rozłąki. Jak znaliśmy się parę miesięcy i mój chłopak poinformował mnie że chciałby wyjechać na wolontariat za granicę, ja się rozpłakałam. Nie wyjechał. Potem jednak zaczęły się przed nami otwierać możliwości stypendiów zagranicznych, praktyk. Ja, na początku wielka przeciwniczka naszych rozstań, sama zaczęłam widzieć pewne pozytywy tych wyjazdów. Wbiłam sobie do głowy: "to są studia, trzeba zdobywać doświadczenie, korzystać ze stypendiow, poznawać świat". Okazało się że bycie w rozłące nie jest ąz takie straszne. Na stypendiach byliśmy w różnych miastach, na praktykach w różnych krajach. Przestałam myśleć o tym jak o jakiejś karze która na nas spadła, tylko szansie do wykorzystania. Jasne, mimo codziennych długich rozmów przez skype jest mi czasem smutno, ale myslę o tym pozytywnie - pracujemy w ten sposób na swoją przyszłość - wspólną, wydaje mi się że dzięki tym rozłąką dojrzeliśmy i utwierdziliśmy się w przekonaniu że chcemy być razem.

Autor: szczesciara  06.11.2007 zgłoś

Zylam w zwiazku na odleglosc przez 4 lata, dzielilo nas 850km. Widywalismy sie srednio raz w miesiacu po ok. 4 dni przez pierwsze 3 lata, potem przez rok ja bylam miesiac w Polsce, miesiac u niego. Bylo strasznie ciezko, niewiarygodna tesknota, koszmarne mysli i sny zwiazane z brakiem 100% zaufania. Mimo wszystko nasze uczucie bylo na tyle silne ze przetrwalo, udalo nam sie. Od roku mieszkamy razem (nie w Polsce), oboje jestesmy ze soba bardzo szczesliwi, spedzamy ze soba mnustwo czasu, wiele zeczy robimy razem, cieszymy sie soba nawzajem. Mimo tego ze nasz zwiazek przetrwal odleglosc i teraz jest cudownie, nikomu nie zycze i nie polecam zwiazku na odleglosc, to kosztuje zbyt wiele. Dla mnie tesknota to najgorsze z uczuc.

Autor: KEJTI  06.11.2007 zgłoś

Mam za sobą wiele nieudanych związków... Wiele bolesnych wspomnień, które trudno wyrzucic z serca... Nie tak łatwo się ich pozbyc... Już tyle razy zostałam zraniona przez facetów, że boję się kolejnego związku... Boję się zdrady, wykorzystania, bólu... Bo serce boli najbardziej... Najbardziej ze wszystkich części ciała człowieka... Błąd, jaki ciągle popełniam w swoim życiu polega na tym, że zbyt szybko się zakochuję, nawet nie sprawdzając kim jest mój wybranek... Już nie raz dałam się nabrac na czółe słówka, kwiaty, kolacje itd... Wszystko kończyło się po kilku dniach a serce znowu płakało... A wszystko dlatego, że chciałam chociaż przez chwilę byc szczęśliwa... Poczuc jak to jest kiedy ma się kogoś ukochanego przy sobie.... Kiedy można się do kogoś przytulic, pocałowac, potrzymac za rękę, dzielic z kims trudne chwile, wspierac go... wtedy jest łatwiej życ... Po mojej ostatniej porażce miłosnej postanowiłam , że już nigdy się nie zakocham... Jednak przypadkowo poznałam Łukasza, poznałam Go przez telefon... może to głupie ale się nawet nie widzieliśmy, chociaż piszemy ze sobą już prawie rok... Zawsze gdy chcieliśmy się spotkac, coś krzyżowało nam plany... Najgorsze jest to, że dzielą nas kilometry... Może nie jest ich tak strasznie dużo bo tylko trochę ponad 200 km ale dla nas to też jest spora bariera... A teraz Łukasz na dodatek wyjechał aż do Wrocławia do wojska i teraz dzieli nas dwa razy więcej kilometrów... Tęsknię za Nim jeszcze bardziej niż zwykle... Czy to jest Miłośc? Tego jeszcze do końca nie jestem pewna... Ale to coś innego niż dotychczas... Łukasz jest inny niż wszyscy moi dotychczasowi mężczyźni... jest czuły,romantyczny, opiekuńczy, troskliwy i , co najważniejsze, nie zależy Mu na seksie, na moim ciele , lecz na uczuciu, jakie jest między nami... Uwielbiam jak nazywa mnie Swoim Słonkiem...On już powiedział mi, że mnie kocha, moje zranione serce nie jest jeszcze gotowe na takie wyznania... Ono musi kolejny raz zaufac i tym razem się nie zawieśc... A narazie dzieli nas jakieś 400 km... Wiele razy myślałam, że takie związki na odległośc nie mają sensu ale kiedy poznałam mojego Misiaczka, moje zdanie na ten temat się zmieniło... Przecież tyle razy mogłam zrezygnowac z tego uczucia, poszukac kogoś, kto cały czas byłby przy mnie... ale mimo wszystko nie zrobiłam tego... coś w tym musi byc... mam nadzieję, że tym razem się nie zawiodę...Teraz tylko czekam na to, aż Łukasz wyjdzie na przepustkę i wtedy się spotkamy...Wtulę się w Niego, pocałuję... może wtedy powiem Mu te dwa najpiękniejsze słowa na świecie...

Autor: Ate  06.11.2007 zgłoś

do Marthi, owszem zgadzam się ze wszystkimi bo w każdym z nich jest trochę racji. normlne że każdemu złe myśli przychodzą do głowy, zwątpienie wściekłość itd. nie siedzę w domu i nie czekam na egoistę. poprostu wykonuje inny zawód niż sobie wymarzyłam ale mimo wszystko w pewien sposób się spełniam.i mój Skarb zawsze patrzy na mnie z podziwem i miłością. może właśnie dlatego że każda chwila spędzona razem jest czymś wyjątkowym. potrafimy cieszyć się każda sekundą. a jak się jest 24h razem to drobne rzeczy już nie cieszą. wkrada się rutyna, problemy dnia codziennego dominują i kończy się radość z siebie. nie czuję się jak ofiara egoisty, bo wiem że zyskałam coś niesamowitego. owszem życie to kompromis. ale uważam że tęsknota i czas kiedy jestem sama to po prostu cena mojego szczęścia. bez złych chwil nie potrafilibyśmy docenić dobrych. na pewno jesteś silną, niezależną osobą i fajnie bo jest wtedy w życiu łatwiej. ale świat nie jest czarno- biały. pozdrawiam wszystkich "Czekających".

Autor: Zuzia  06.11.2007 zgłoś

Do "kasiek" Ja tez 3mam za Was kciuki! Jezeli warto,to trzeba czekac... Po przeczytaniu komentarzy mozemy sie nastroic pozytywnie,ze nie jestesmy jedynymi ludzmi ktorych spotkal zwiazek na odleglosc! Ilosc komentarzy mowi samo za siebie! Bardzo podbudojace sa te komentarze jak "studentka" powiedziala. Az sie lezka stroni w oku! Coz takie zycie! ZYCZE WSZYSTKIM PANIOM I PANOM PRZETRWANIA W ZWIAZKACH NA ODLEGLOSC A PRZEDEWSZYSTKIM TEGO WSPANIALEGO DNIA NA KTORY WSZYSCY CZEKAMY ZEBY MOC JUZ BYC Z UKOCHANA OSOBA NA ZAWSZE! WTEDY ZWROCA SIE NASZE CIERPIENIA!!!!!

Autor: Ate  06.11.2007 zgłoś

do Marthi, i jeszcze jedno, po przeczytaniu Twojego komentarza wydaje mi się że masz w sobie dużo złości i żalu do kogoś. i współczuje Ci bo przez to nie widzisz wielu pozytywnych rzeczy naokoło. Życzę Ci żeby znalazł się w Twoim życiu ktoś kto da Ci ciepło i pokaże jak cieszyć się życiem. P.S. osobiście uważam, że to nie jest miejsce na ocenianie nikogo i nazwanie mojego Skarba "Egoistą" było zwyczajnie niegrzeczne. mam nadzieję,że Ci chociaż przez to ulżyło.

Autor: basia  06.11.2007 zgłoś

Mój mąż wyjechał za granicę we wrześniu tego roku, przyjechał raptem na 4 dni na początku listopada. Już Go nie ma ale codzień dzwoni. Taka rozłąka wzmacnia związek. Niedogadywaliśmy się wcześniej, były kłotnie o byle pretekst, o pieniądze, o dzieci, ...o bałagan nawet. Teraz przez te 4 dni było super, poprostu sielanka, dzieci chodziły za nim krok w krok, ja miałam męża w nocy tylko dla siebie, już nie musiałam tulić kołdry, bo zimno, lecz przytulona do męża-uważałam że jest gorąco. Ma kontrakt na 2 lata-...mam nadzieję, że wytrzymamy, wytrwamy, a potem już będzie tylko lepiej. Nie chciałabym tam jechać, żyć, pracować, tutaj mam zbyt wiele, mam przyjaciół i wsparcie. Pozdrawiam "samotne żony"!

Autor: studentka  07.11.2007 zgłoś

uzaleznilo mnie czytanie tych komentarzy-strasznie mi pomagaja...i jeszcze dodam tak od siebie ze takie spotkania co jakis czas sa cudowne. Czekajac na nie czuje sie jakbym ciagle byla szalenczo zakochana jak na poczatku zwiazku...a ten wzrok mego Ukochanego jest wart wszystkich poswiecen, jest bezcenny! p.s. Ale jak kazdy z Was mam nadzieje ze to mimo wszystko kiedys sie skonczy i co noc bede mogla zasypiac u Jego boku...mmm...

Autor: studentka  07.11.2007 zgłoś

"Kazdy nowy dzien jest kwiatem, ktory zakwita w naszych rekach. Tam, gdzie sie kocha, nigdy nie zapada noc.."

Autor: studentka  07.11.2007 zgłoś

i pamietajcie.."wszystko jest trudne, zanim stanie sie proste":)

Autor: pior usa  07.11.2007 zgłoś

zwiazek na odleglosc czesem bywa konieczny .tak bylo w moim przypadku. 4 lata temu popadlem w ogromne dlugi .zona moja wiodla zycie szczesliwej kobiety takiej ktora nie ma zadnych klopotow poza brakiem ubran.nigdy nie sluchala jak mowilem ze mam klopoty .zachowywala sie tak jak by to ja nie dotyczylo.ona tylko wymagala (nigdy nie pracowala).zrobilem z siebie wrak czlowieka. trafila mi sie okazja wyjazdu do usa do znajomych. na poczatku bylo ciezko z nia sie dogadac wszystko sie zmienilo jak dostala pierwsza kase$$$$$ i wszystko ukladalo sie super do czasu.....zachorowalem i niestety nie pracowalem pewien czas ....byak pieniedzy brak zrozumienia u zony... dzieki tej rozlace zobaczylem z kim tak naprawde sie zwiazalem Moje zdanie jest takie ze kazdy powinien miec mozliwosc sprawdzenia sie i swojego zwiazku bo czasem czlowiek siedzi w g....po uszy pozdrawiam piotr usa

Autor: Maciek  07.11.2007 zgłoś

Tak sie zastanawiam czy warto wracac na swieta do domu....

Autor: Zosia Samosia  07.11.2007 zgłoś

Do Pior usa: To przykre co piszesz, ale niestety prawdziwe. Wiele kobiet nie pracujacych liczacych tylko na to ze on zarobi to przywiezie , odchodzi gdy .... strumien kasy przestaje plynac. To naprawde załosne i egoistyczne podejscie. Nie rozumiem takiego podejscia. Zero ambicji. Zero niezaleznosci. Zero wlasnego wkladu. Dla mnie to nie jest zycie. Ja jestem w zwiazku na odleglosc stosunkowo dlugo, ale wybralam to poniewaz mam bdb prace w Polsce a On nie mogl znalezc pracy w ktorej moglby naprawde dobrze zarobic. Podjelismy taka decyzje (rozlaka na kilka lat) wspolnie. Ja zyje swoim zyciem, On swoim to jest fakt. Ale dzieki temu : - realizuje sie zawodowo - dokształcam sie - tesknie a co za tym idzie gdy jestesmy razem kazda sekunda wypelniona jest miloscia i jest bezcenna - jestem niezalezna finansowo - jestem samodzielna bo ze wszystkim radze sobie sama i sama podejmuje decyzje - sprawdzam swoj zwiazek a konkretnie uczucie - jesli jest silne i prawdziwe - przetrwa wszystko... To sa najwazniejsze z plusow. Dlatego wracajac do poruszonego tematu przez ciebie Pio masz racje zwiazek czasem bywa konieczny ale ten czas powinno sie spozytkowac rownolegle. Nie moze byc tak ze jedna osoba "lezy" a druga "pada z przepracowania" a gdy choroba dosiega to sie okazuje ze jest sie ze wszystkim samemu.... Pozdrawiam Pio i glowa do gory . Życze ci bys znalazl taka, ktora bedzie miala ambicje i dla ktorej wazne bedzie to jaki jestes i jakie masz serce, co dla was robisz a nie kasa i tylko kasa. Powodzenia.

Autor: Facet Dobra Praca  07.11.2007 zgłoś

DO Mężczyzn. Zarabiajcie kasę... ja zarabiam miesięcznie około 6-7 tyś. A kobiety mam, jedną fajną.. Drugą też, Fajną :-) :-)

Autor: Borat  07.11.2007 zgłoś

Jestem facetem i wiem (bo przeżyłem to na własnej skórze) że wyjazdy to kaplica dla związku. Każdy jest człowiekiem i można żyć pięknymi ideałami kilka tygodni. A potem są koleżanki, (koledzy w przypadku dziewczyn), pierwszy niby przypadkowy seks, powolna zmiana myślenia - i niby jest po staremu ale coś się popsuło. Ja z moją żoną przetrwaliśmy to jakoś (to było tylko pół roku wyjazdu), ale wszyscy znajomi którzy tak zrobili już dawno są po rozwodach. W tym przypadku można naprawdę odczuć że pieniądze nie są najważniejsze i na pewno nie popełnimy tego błędu po raz drugi.

Autor: kropelka  07.11.2007 zgłoś

A ja poznalam swojego obecnego narzeczonego przez internet. Mieszkamy bardzo daleko od siebie - ok 600 km. I nic, naprawde NIC nie stoi na przeszkodzie, zebysmy sie pobrali. Owszem wiadomo, ze jest tesknota, ze czasami mi go brakuje. NIestety nasza sytuacja jest taka, ze nie mozemy jeszcze mieszkac blizej siebie, chociaz mam nadzieje, ze za pare miesiecy sie to zmieni. No i po slubie oczywiscie juz bedziemy razem. Nie moge doczekac sie tej chwili :) W kazdym razie, jesli sie dwoje ludzi naprawde kocha, to odleglosc nie jest przeszkoda. Oczywiscie jesli sa zapatrywania na to, ze w przyszlosci sytuacja sie zmieni. Bo uwazam, ze malzenatwo permanentnie na odleglosc po prostu nie ma sensu. A ja mam teraz na co czekac... Pozdrawiam wszystkich zyjacych w rozlace :)

Autor: Lena  07.11.2007 zgłoś

Z moim narzeczonym jestem już 8 lat, a w tym w między czasie 3 lata bylismy parą na odległość. Dzieliło nas 400 km, a zbliżały rozmowy telefoniczne, sms'y i e-mail'e, widywalismy sie raz na 2, 3 miesiące i nic na tym nasz związek nie stracił. Bardzo go kocham i już niedługo zostanę jego żoną :). Można - wystarczy tylko chcieć !!!

Autor: bleee  07.11.2007 zgłoś

Ja też czekałam... ponad rok... jak sie dowiedziałam ze podjął decyzje o wyjeździe, myslałam że mnie szlag trafi... nawet sie nie "skonsultował". Miałam 2 tygodnie zeby przywyknąć do tej mysli... twierdził że to dla nas, na naszą przyszłość itd. a ja wiedziałam juz wtedy czym to sie skończy... Wylewny nigdy nie był, nie byo mowy o regularnych kontaktach, potrafił sie przez miesiąc nie odzywac bo "coś tam"... w ciągu roku widzieliśmy sie tydzień... bo naciskajać uparłam sie że przyjade... i poleciałam... wróciłam.. znowu jakoś tak nijak... wrócił po rou na urlop...było inaczej... dziwnie... tłumaczyłam sobie to "odzwyczajeniem od siebie". Po miesiacu wrócił na wyspy... po tygodniu mnie zostawił... wysłał zdjęcia innej... Uwazam że nie można twierdzić ze kazdy związek na odległość sie skończy... jesli jeszcze razem sa widoczne pewne symptomy, świadczące o tym, ze chyba tak naprawde mu/jej nie zalezy, to w takim związku, gdzie dziela kilometry wszystko wyjdzie predzej czy później... Natomiast gdy ktoś jest oddany, kocha i liczy sie ze zdaniem drugiej połówki to bedzie dobrze. Pozdrawiam wszystkich "opuszczonych chwilowo". P.S. wierze że są faceci na których na prawde warto czekać... na mojego warto nie było.. szkoda ze dopiero teraz to zrozumiałam...

Autor: iryda  07.11.2007 zgłoś

Jestem w zwiazku na odleglosc.Z musu.Jest ciezko.Jestem pelna zalu.Ale nie do mojego partnera, ktory w swiecie zarabia na chleb.Ani nie do siebie. W zasadzie nie wiem do kogo..Ale na pewno wiem juz teraz jedno - ktos kto podejmie decyzje o wyjezdzie i mu sie powiedzie, to nie widzi juz sensu powrotu, boi sie zostawic to, co tam osiagnal. Zwlaszcza jesli nie widzi szans tutaj, w kraju.W pewnym momencie stabilizacja finansowa przeslania wszelkie uczucia...Zwycieza STRACH. Zwlaszcza jesli sie bylo na finansowym dnie.Wiec, zanim zgodzicie sie na wyjazd partnera raczej nie liczcie na to, ze wroci...a raczej od razu myslcie jak dolaczyc do swojej polowy tam.

Autor: ania  07.11.2007 zgłoś

super to życie w związku na odległość. mój facet siedzi w irlandii, wysyła kaskę co miesiąc a ja baletuje, wszystkie impry sa moje. z sexem bez problemu, mam kilku fajnych facetów na dochodne. czasami ja mnie posuwa jakiś kolo to dzwonię do mężusia i szlocham jak mi go brak. żyć nie umierać aby tak dalej

Autor: monika  07.11.2007 zgłoś

dzieki wszystkim....bardzo mi pomogliscie...patrze teraz na sytuacje moja o mojego chlopaka z tej lepszej strony...dziekuje

Autor: takise  07.11.2007 zgłoś

Myślę, że nie po się ludzie wiążą w pary aby żyć oddzielnie.

Autor: casiopea  07.11.2007 zgłoś

Ja jestem ze swoim partnerem na odległość, co prawda oboje mieszkamy w Polsce ale na dwóch krańcach kraju. Nasz związek tak wyglądał właściwie od początku, ale nie jest źle, jesteśmy ze sobą szczęśliwi... Wiodomo odległośc przeszkadza, ciężko sobie z nią poradzić, ale jest do pokonania. Sądzę, że wpływa to pozytywnie na nas i na to jak dobrze się znamy, bo całą swoją czułość i uczucie musimy umieścić w rozmowie, nie możemy sobie przez telefon pokazać, że chcemy się do siebie przytulić... Czasem będąc obok siebie poświęca się o wiele mniej czasu na rozmowę przez co zanika kontakt....

Autor: why?  07.11.2007 zgłoś

Wyjechałem by zarobić magisterkę. Nie było mnie 4 miesiące ... Wystarczyło .. by moją kobieta którą kochałem i nadal kocham poszła do kogoś innego .. dla mnie związki na odległość to nieporozumienie .. ostatecznie wszystko zależy od człowieka....

Autor: majka 84  07.11.2007 zgłoś

Podziwiam ludzi, ktorzy potrafia byc razem, ale jednak osobno. Z moim chlopakiem jestesmy 8 lat i nie mamy zamiaru brac slubu wcale. Mieszkamy w UK od 3 lat. Kiedy bylam w Polsce przez miesiac(mam ciezko chora Mame) i powiedzialam mu w rozmowie telefonicznej, ze jest mi ciezko-nietylko dlatego, ze on byl w tym momencie daleko-zabukowal bilet i na drugi dzien byl w Polsce obok mnie! Nie wyobrazam sobie zyc w zwiazku na odleglosc, chociaz baaardzo kocham mojego chlopaka!

Autor: bondar  07.11.2007 zgłoś

Witam. Bylismy razem "na odleglosc" przez 2,5 roku. Skonczylem studia, przenioslem sie i jestesmy razem. Obylo sie bez jakiśch wyjatkowych cierpien, do tesknoty mozna sie przyzwyczaic. W kazdym razie jestesmy dowodem na to ze sie da :) Pozdr.

Autor: Marthi  07.11.2007 zgłoś

Do Ate ! :) Hmm... faktycznie duzo racji w tym co piszesz. Mozliwe, ze moje pierwsze wrazenie po przeczytaniu Twojego komentarza bylo bledne i dlatego zareagowalam tak a nie inaczej. To nie chodzi o to, ze mam do kogos zal, tylko, ze czasami szkoda mi zwyczajnie dziewczyn... Mam bardzo duzo kolezanek i przyjaciolek - blizszych i dalszych i slyszalam juz wiele historii na temat tego do czego faceci sa zdolni. Ja - o dziwo, zawsze mialam szczescie, bo bylam bardzo dobrze traktowana. Dlatego faceci mnie rozpaskudzili, bo prawda jest taka, ze to wszystko zalezy od tego jak bardzo faceci "zepsuli" juz kobiete, niestety/stety to wlasnie dzieki nim stajemy sie pewne siebie i wyrachowane. I ja taka jestem - czasami uwazam, ze to niedobrze, ale zyje mi sie jakos latwiej... Ale zrozum mnie - ja jestem i zawsze bylam solidarna z dziewczynami, stoje po ich stronie... Walcze o to zeby bylo im dobrze w zwiazkach, zeby mialy prawo glosu, zeby mogly decydowac, spelniac swoje marzenia, zeby mogly robic to co chca, bo tylko dzieki temu jestesmy szczesliwe i przede wszystkim (!) zebysmy byly szanowane... A widzisz - tak jak pisalam wyzej - zyje juz troche i naogladalam sie roznych rzeczy, jeszcze wiecej osluchalam od placzacych przyjaciolek, ktore przychodzily i zalily sie. Ich postawa byla podobna do Twojej i bardzo czesto okazywalo sie, ze nic im z tego nie przychodzilo... Ja naprawde chce dla nas (czyt. dziewczyn/kobiet) dobrze. A najgorsze jest to, ze wsrod nas jest tyle glupiutkich, slepo zakochanych i to mnie boli... Niby kazdy robi to na wlasna odpowiedzialnosc, ale czasami dobrze jest komus otworzyc oczy. Moja postawa moze wydac sie dziwna - sama nie wiem skad mi sie to bierze, ale boli mnie od srodka i drazni bardzo mysl, ze jakas kobieta moze byc traktowana w zly sposob i dalej kochac i ulegac... Moze dlatego, ze wychowalam sie w domu w ktorym moj tata bardzo szanowal moja mame i zakochany jest w niej po dzis dzien... Ja dla mojego ojca tez bylam oczkiem w glowie - mala, sliczna ksiezniczka az do teraz chociaz juz stara kopa ze mnie... I moze tez dlatego, ze sama bylam traktowana bardzo, bardzo dobrze przez moich bylych facetow... Masz racje, ze okreslenie go egoista bylo lekka przesada za co z gory przepraszam :) Ponioslo mnie :P Widzisz kazdy ma jakies swoje marzenia, swoje cele, swoje zlote gory... Dla Ciebie ON jest taka zlota gora widocznie... Myslalam, ze nie do konca jestes szczesliwa, ze milosc przyslania Ci rozne rzeczy i kladzie Ci klapki na oczy. Moja "dziewczynska solidarnosc" odezwala sie po tym jak napisalas wlasnie, ze on sie realizuje, a mi "sie to nie udalo" - i powiem Ci, ze nadal mnie to troche boli - ze pozwalasz sie jemu realizowac, ze jestes zdolna do poswiecen, a nawet wiecej, ze uwazasz, ze to poswiecenie jest jakby nagroda od zycia - wiekszosc ludzi mowi, ze taka postawa jest piekna... Mozliwe. Ja w kazdym badz razie bym tak nie mogla na dluzsza mete - bo dlaczego on jest tym ktory wybiera, a ja ta ktora sie godzi? Dlaczego ja nie moge robic tego co chce robic, a on moze? Dlaczego przez niego musialam rezygnowac z rodziny, przyjaciol, a teraz siedziec sama i czekac? Nie moglabym. Nie potrafilabym tak biernie czekac. Prawda jest taka, ze w zyciu czlowiek moze polegac tylko na samym sobie, bo nigdy nie jest sie do konca pewnym tej drugiej osoby - mozesz sie ze mna nie zgodzic, ale sama przyznasz, ze 100% nigdy nie ma, prawda? Nie moglabym tak bezgranicznie zaufac drugiej osobie i oddac jej prawie wszystko, tylko dlatego, ze chce zeby byl szczesliwy. A co z moim szczesciem? Mozesz sie uwazasz za szczesliwa, ale Twoj rodzaj szczescia jest inny - bo inne jest szczescie, ktorego naprawde pragniemy, a inne to, ktore otrzymujemy dzieki swojemu poswieceniu dla drugiej osoby. Widocznie naprawde go kochasz. I racja jest to co napisalas, ze jestem silna i niezalezna osoba i faktem jest, ze mi sie zyje latwiej... Wazny jest umiar, tzw. balans - zycie jest krotkie - trzeba brac z niego co mozliwe. Ja np. teraz studiuje na wymarzonym kierunku jakim jest Filologia angielska, udzielam korepetycji, pracuje juz jako tlumacz - mam duzo znajomych - robie co chce i o czym zawsze marzylam, staram sie wykorzystywac zycie maxymalnie, bo wiem, ze jest krotkie. A przy tym mam chlopaka z ktorym jest mi dobrze i ktory tez sie realizuje - robi to co chce w zyciu robic. Mysle, ze facet to chyba bardziej szanuje kobiete, ktora ma swoje pasje, cele, marzenia, ktora potrafi do nich dazyc, spelniac sie i tym samym realizowac i byc dobra w tym co robi. Po czesci tez ja podziwia - jej sile i determinacje. Pozdrawiam Cie serdecznie i... jezeli w tym co robisz odnajdujesz szczescie i jestes szczesliwa, to to jest w sumie najwazniejsze... Ale mysl tez o sobie i o swoim szczesciu, o tym czego Ty chcesz, bo zycie przejdzie Ci kolo nosa i pod koniec okaze sie, ze nie dostalas od niego tego czego tak naprawde chcialas...

Autor: gogisia  07.11.2007 zgłoś

do norbii............przeczytałam jedną z twoich rad i aż mi przeszły po skórze ciarki.......ach skąd biorą sie faceci z taką wyobraźnią ;)Dałabym wszystko aby mój mąż wykazał sie choć odrobiną takiej wyobraźni.jestem w związku małżenskim od 7 lat.nie jest to związek na odległość.wrecz przeciwnie mieszkamy a nawet pracujemy razem.ale jak to bywa w życiu chyba tego nie doceniamy.nasz sex stał się nudny.życie stało się nudne.mój mąż uważa że jak przynosi do domu pieniądze to wszystko jest ok.tylko jest tak zmęczony że juz na nic nie ma siły i zaraz idzie spać.a mnie jak codzień znów czeka samotny wieczór(jeszcze nie mamy dzieci)więc jak pomyśle o Tobie norbi to mam ochotę na romans z facetem o takiej wyobraźni.taki mężczyzna musi nieźle kręcić.nie rozumiem twojej byłej kobiety.trzymaj tak dalej norbi wszystkiego dobrego ci życzę!!!!!! w końcu znajdziesz kobiete swojego życia>

Autor: maja  07.11.2007 zgłoś

ja też żyje w związku na odległość. zgadzam się z wieloma w/w opiniami, ale na Boga, bez wzajemnego zaufania nikt długo nie wytrzyma. A co do zdrady: tak , jak on może mieć skok w bok tam, tak ja tutaj. Utrzymywanie kontaktu jest ogromnie potrzebne i mówienie czasem o bzdurkach, a nie telefon, gdy świat ci sie wali na głowę.mój kochany mąż przyznał mi się, że gdyby tylko chciał, kobiety chętne są na wyciągniecie ręki. Ale zadał sobie pytanie, czy myśli o przyszłości głową czy dolną partią ciała. wybrał głowę i mnie. i jeszcze jedno - po 20 latach małżeństwa nadal uwielbiamy się zaskakiwać, nie popadamy w rutynę. a kłopoty.... były, są i będą.

Autor: pinochet  07.11.2007 zgłoś

Droga Aniu zgadzam się z Tobą. Człowiek ma swoje zapotrzebowania. Jesteśmy tylko ludźmi. A pro po tego klubu...z chęcią bym się tam wybrał ;).

Autor: ak  07.11.2007 zgłoś

ja zyje z facetem na odleglosc odkad sie pozmnalismy,najpierw byla odleglosc w kraju prawie 250km,po jakims czasie zamieszkalismy razem i bylo cudownie,a teraz od roku moj misiu pracuje w anglii. jestesmy ze soba juz prawie 4 lata. teraz rzadko sie widujemy,w tym roku w sumie spedzilismy ze soba 29 dni,ale byly to najcudowniejsze wspolne chwile... normalne ze sa czasem lepsze i gorsze dni,nastroje ale nauczylam sie juz z tym zyc! ufam mu i wiem ze on ufa mi! jestesmy ze soba bardzo szczesliwi!!! kocham go najmocniej na swiecie i wiem ze on mnie tez! misiu zawsze bede na ciebie czekac,milosc wszystko przezwyciezy!!! juz niedlugo swieta i sie zobaczymy!!!:) pozdrawiam wszystkich ktorzy czekaja na swoje polowki

Autor: Ona  07.11.2007 zgłoś

Ja jestem z Egipcjaninem i narazie tez zyjemy w zwiazku na odleglosc ... do czasu.

Autor: Julita  07.11.2007 zgłoś

Nie polecam. Czasami jednak zycie pisze wlasne scenariusze. Mam za soba taki zwiazek na odleglosc. Jestesmy ze soba ok. 2 lat. Ostatnie miesiace spedzalismy osobno. Musial wyjechac na kontrakt. Dzwonilismy bardzo czesto. Sms-y jednak coraz rzadziej. O czym tu pisac? On mial swoje zycie, ja swoje. Rozmowy telefoniczne byly czasami "ostre". Podejrzewam, ze kogos tam mial. Nie draze, nie pytam. Wole nie wiedziec dokladnie. Jestesmy juz razem. Jest fantastycznie. Teraz z perspektywy czasu, moge powiedziec, że polecam taka rozlake wszystkim parom. Bedzie wiadomo ile ta druga osoba znaczy. Jak sie jest razem na codzien, to jest tak zwyczajnie. A po takiej rozlace wspolna obecnosc smakuje inaczej.

Autor: Andzia  07.11.2007 zgłoś

Pracuję w kantorze i nacodzień mam doczynienia z klijentkami których mężowie pracują za granicą a one siedzą w domu z dziećmi i bardzo często słyszę od nich, że przyzwyczaiły się do samotności i jak mąż przyjeżdża do domu to po paru dniach oni już je drażnią i chcą aby jechali jak najszybciej znowu za granicę.Chcę jeszcze napisać iż zgadzam się z komentarzem pewnej pani która napisała że mężowie po odłożeniu słuchawki po rozmowie z żoną idą do kochanki albo są akurat z nią wiem o tym bo też pracowałam kilka lat temu za granicą i widziało się różne rzeczy pozdrawiam wszystkie kobiety które tak wierzą swoim mężom i chłopakom ale czasami naprawdę nie warto tak wierzyć spędziłam 5 lat poza Polską i wiem co mówię

Autor: Rosa  07.11.2007 zgłoś

Wcale mi ciebie nie zal gdy twoj chlopak dowie sie co teraz wyprawiasz pod jego nieobecnosc ale moim zdaniem zaslugujesz na najgorsze potepienie.Najlepiej nadawalabys sie do domu publicznego

Autor: Rosa  07.11.2007 zgłoś

Przepraszam,zapomnialam -to bylo do ani

Autor: szczesliwa  07.11.2007 zgłoś

moj maz pojechal do angli ja dolaczylam z dziecmi do niego po 4 miesiacach bo poostawilam ultimatum ze albo on wroci albo ja pojade i ja pojechalam ale przez te miesiace schudlam ponad 10kilo wyplakalam sie wytesknilam ale dopielam swego dzis jestem szczesliwa bo mam go obok siebie i juz nigdy niepozwole sobie na dluga rozlake .ZWIAZEK NA ODLEGLOSC NIE MA SZANS BO OLBO BEDA ZDRADY I ODLALENIE SIE OD SIEBIE ALE WATPIE CZY PRZETRWA TO TAKA PROBE CZASU WIEC ZONKI NIEPOZWALAJCIE MEZOM NIGDZIE ZA KASA JEZDZIC BO POTEM OBIE STRONY CIERPIA A NAJBARDZIEJ DZIECI

Autor: ania  07.11.2007 zgłoś

rosa zastanów się co piszesz. chyba żal, że ty tak nie możesz zmącił ci umysł. ja tak postępuje dla przyjemności a nie dla pieniędzy. kto wie, może twój mąż/jeżeli go masz/ też uczestniczy w naszych orgietkach

Autor: Soil  07.11.2007 zgłoś

aniu- czas twojej chwaly sie skonczy, gdy mezus przestanie przysylac kase i nie bedzie cie stac na waciki. Masz sie czym chwalic, serio, jestes zajebista. Swoja droga, pewnie obraca teraz jakas niezla irlandke pod twoja nieobecnosc ;) Fajnie, nie?

Autor: M.  07.11.2007 zgłoś

A ja uwazam, ze ta cala Ania, to jedna wielka prowokacja - nie dajcie sie nabrac - dziewczyna sie z was smieje teraz :) Najlepiej nie reagujcie na to co pisze. Niech sobie robi co chce - robi to na wlasna odpowiedzialnosc w koncu...

Autor: ania  07.11.2007 zgłoś

po pierwsze co oczy nie widzą tego sercu nie żal po drugie jestem samowystarczalna, chciało mi się uczyć więc mam dobrą pracę tu na miejscu. za granice jadą tylko nieuki bo tu nie mogą sobie poradzić a tam tyrają na budowie albo gdzieś przy garach

Autor: majka 84  07.11.2007 zgłoś

Do Ani: Wroce do tego, ze napisalas, ze za granice wyjezdzaja nieuki... Smiechu warte! Studiuje w UK, bo wiem, ze jak wyjade do NZ do siostry, to z polskim dyplomem nie mam tam co szukac... Moja siostra i jej maz tez sa w UK-ona pracuje w nieruchomosciach, a on w firmie informatycznej-obydwoje w Londynie. Moj chlopak pracuje jako kierownik budowy i w Polsce zarabialby o wiele mniej! Ze wzgledu na to, ze studiuje mam prace na pol etatu w biurze. I droga Aniu, chociaz masz(moze) wyksztalcenie qrwa bylas i na zawsze qrwa pozostaniesz!! PS.Sorka za literowki!

Autor: Rosa  07.11.2007 zgłoś

Droga Aniu,ja tez mam duzo przyjemnosci ale ze swoim mezem,jest nam razem wspaniale dlatego nie potrzebuje szukac nowych znajomosci,ty moglabys mi pozazdroscic

Autor: marlena  07.11.2007 zgłoś

Też proponuję skończyc wątek tej śmiesznej ani..szkoda słów i klikania w klawiaturę na takich ludzi,hehe.Mnie ta dziewczyna naprawde śmieszy..heeh.żenada.A poza tym nie rozmawiam z ludzmi którzy myślą że jak wejdą sobie na forum i są anonimowi to mogą przeklinac do woli...i wypisywac takie bzdury.Pewnie już nikt nie może Cię słuchac to chcesz się wyżyc na forum,hehe. Trochę kultury i poprawnej polszczyzny.

Autor: M.  07.11.2007 zgłoś

Dokladnie, koniec tematu - niemadre te dziewczyny, ktore w ogole odpisuja na takie "zaczepki" - najlepiej to zignorowac a zniknie szybciej niz sie pojawilo...

Autor: kasiek  07.11.2007 zgłoś

Nie znizajcie sie do poziomu tej calej ani ! heh

Autor: Norbi  07.11.2007 zgłoś

Do " Gogisia" : Loooooo!! pracujecie Razem? ale fajnie:>> A jeżeli jest to jakiś biurowiec to musi być nieźle! Skąd się biorą to nie wiem:> A wyobraźnia? hmm.. no ja to po prostu jestem zboczony i to chyba to:>heh:> I szczerze powiedziawszy nigdy, absolutnie nigdy nie byłem ( a nieraz baardzo ciężko pracowałem ) tak zmęczony żebym nie myślał o tym czy szedł spać:> tzn poprawka, szedłem czasami spać np upewniwszy się że na nic się nie zanosi ale gdy tylko moja Ukochana się kładła to najczęściej się budziłem całując Ją:>>heh a potem...:>> albo Ona mnie budziła mniej lub bardziej chcący:) ale efekt zawsze ten sam:>:>hehehe:> i nie żebyśmy kochali się co noc:) najczęściej to pieszczoty były i tyle:> A Romansować nie warto, pomyśl o chorobach wenerycznych, sumienie i sam fakt, zdrada. Lepiej w miejscu pracy zaciągnij go do jakiegoś cichutkiego gabinetu, schowka, biura, pomieszczenia i zgwałć:>> Teraz gdy jestem sam i np w miejscu pracy byłaby jakaś wolna, interesująca mnie kobieta to nie wahałbym się:> oczywiście wszystko za Jej przyzwoleniem:) Naprawdę najlepiej to rozwijać wyobraźnię we Dwoje:) np obejrzyjcie Sobie jakiś filmik lekko erotyczny wieczorem itp:> Przywiąż Go, opaska na oczy itp:> wizyta w sex shopie może być całkiem interesująca a na pewno zabawna:> Ale w Dwoje bo samemu to chyba bym się bardzo rumienił:> ale kiedyś się na pewno wybiorę:> Tak czy owak facet łatwy jest w obsłudze, ma tylko 1 dźwignię:>> jak położy się spać, to rączką tu, rączką tam i miejsce do wyobraźni:>> Pozdrawiam i życzę sporo uniesień:>>:>heh:>>

Autor: Isabell  07.11.2007 zgłoś

mogłam mieć faceta... ale nie chciałam! nie chciałam zwiażku na odległosć! bo byśmy sie widzieli moze 3/4 razy do roku... Szkoda, że do tej pory zwala wine na mnie :(

Autor: AAAA  07.11.2007 zgłoś

do Borat Masz racje w 100%.ja nadal jestem w takim zwiazku, ale teraz juz nie umiemy byc razem.nadal to przerabiam i ze wzgledu na dzieci jeszcze tak bedzie, mimo, ze dalismy sobie szanse to nic z tego nie bedzie. nie mam do niego zaufania.nigdy go nie zdradzilam, ale juz dluzej tak nie dam rady zyc. wiec nie mam pojecia co bedzie dalej.pozdrawiam wszystkich w zwiazkach na odleglosc i zycze powodzenia w wytrwaniu.

Autor: agunia  07.11.2007 zgłoś

My ze swoim mezem poznalismy sie tutaj w Anglii, bedac w 27 tygodniu ciazy wrocilam do Polski i niestety z koniecznosci zotalam tam 9 miesiecy , ciezko bylo, widzielismy sie przez ten czas tylko 3 razy , potem wrocilam do niego juz z nasza corka a teraz po pol roku wracamy do kraju tzn ja i mala a on jeszzce chce tu zostac do swiat wielkanocnych i tez wracac, przylatujemy tu jednak do niego na swieta a potem on przyleci ....czasem po prostu nie da rady inaczej, trzeba cierpliwosci i trzeba przezcekac ten czas zeby bylo lepiej, wazne zeby postawic sobie jakies warunki, trzymac sie postanowien i caly czas trwac w kontakcie

Autor:  07.11.2007 zgłoś

Związek na odleglość jest to tak ,jak np.widze cukierki na wystawie i nie mogę ich zjesć.Lub np.Całuje się przez szybę z mężczyzna ,ktorego kocham.Do kitu to jest .Albo mam meżczyzne na stałe albo nie!To tak jak bym miała zdjecie na stoliku i zerkała na niego rano po przebudzeniu i na dobranoc.Nie podoba mi się to !! A Wam kochane kobietki????

Autor: ASIA-71  07.11.2007 zgłoś

NIE wiem od czego zacząć,gdyż tyle pytań mnie męczy...jestem w zwiazku 16 lat,mąż ciągle na wyjazdach,trwa to 5 lat,ja tym wszystkim juz jestem zmęczona gdyz wszystko na mojej głowie.Ciągle mam obawy o tę ZDRADĘ,mąż pracuje na budowie ale to nie są takie budowy jak w Polsce gdyż anglicy się nie przepracowują i wcale tak ciężko nie jest jak to przez telefon się żalą,weekendy mają wolne więc co robią?Idą do pubu,klubu i rządzą a tam różne dupy przychodzą tzn. myślę o polkach bo angielki nie są zbyt atrakcyjne i grube a nasi męzowie zaraz w tany,piwko itp.,a kolegów to nie ma po co pytać o zachowanie męża bo to jeden drugiego kryje,myslicie sobie skąd mogę wiedzieć, otóż wzięłam sobie bezpłatny urlop i tak urobiłam męża że pojechałam do pracy do niego nie znając języka,prace znalazłam udało się,więc napatrzyłam się na to i owo co to mężowie bez nadzoru robią a na drugi dzień na kacu dzwonią do swoich żon i opowiadają jaki to on przepracowany, zmęczony,ale ja musiałam wrócic do kraju gdyż teściowa nie dawała rady z dziećmi, aco najgorsze że nie mam pracy ,siedze w domu i myśle bo zbliza się weekend i co robi-pije bo ma durnego kuzyna który nie uznaje weekendu bez whisky, sam jest żonaty i okłamuje swoją żone, a mnie zaczyna to wszystko wkur....,jak mąż ma dzwonić w sobotę to już jestem bojowo nastawiona i zamist się wspierac to się kłócimy,a może on nic takiego nie robi tylko to mój wytwór wyobrażni, nie musi być i robić to co inni chociaz okazja zawsze się znajdzie, nie musi jechac za granice żeby zdradzić, moze rano wyjść po bułki i to zrobić co nie?

Autor: Norbi  07.11.2007 zgłoś

Do " Asia-71 " : Cześć Asiu:> Wszystko przez to że nie jesteście przy Sobie, ale zamiast myśleć o tym czy On mnie zdradza staraj się myśleć że pewnie i Jemu Ciebie brakuje. Chodzi mi o to że gdy kogoś traktujemy jak bandytę to w końcu może się nim stać. Spróbuj zawsze odpocząć przed Waszą rozmową, myślę że gdyby miał zdradzać to już dawno by to robił i nie byłby z Tobą. Powiedz że jak chce to niech pije ale fajnie by było gdyby pił troszeczkę mniej i wtedy myślał o Tobie a Ty byłabyś dumna że masz pracowitego i trzeźwo myślącego męża. Dlaczego On? bo ma zadatki na wzór ( tu wymień co najbardziej w Nim lubisz :> ) i że bardzo za Nim tęsknisz i że wolałabyś go tutaj bo dom musi mieć Faceta, Dzieci Ojca:> i staraj się to bardzo delikatnie wszystko przekazywać. Krzykiem, czy kłótnią nic nie osiągniesz. A jeśli się nie daj Boże pokłócicie choćby nie wiem jak to potem powiedzcie Sobie coś bardzo miłego:) I nie martw się o zdradę, gdyby miał to zrobić to wyczułabyś w Nim zmianę. On jest tylko Twój:> Miłej rozmowy, spokoju i cudownych chwil:> Pozdrowienia i Dobranoc:>

Autor: mia  07.11.2007 zgłoś

Mój chłopak mieszka w Australii :(((( Mało, że dzieli nas różnica tysięcy kilometrów, to na dodatek albo ja albo on nie przesypiamy całej nocy - strefy czasowe :/ I coż mam zrobić??? On ma tam pracę, ja tutaj firmę????? Żadno nie chce ustąpić, na bilety wydajemy koszmarne pieniądze, trzy razy w roku widzimy się dłużej ( ok 2-3 tyg) i co dziwne... SZALEJMY ZA SOBĄ,. czasami wydaje mi się, że łatwiej byłoby to zakończyć, jednak serce nie pozwala. Co robić??????????????????????????

Autor: inka_malinka  07.11.2007 zgłoś

a mój mąż jest blisko... ale jakby był daleko... bo jak zrozumieć kiedy on woli wieczory spezac z kumplami na piwie niz ze mną? jak zrozumiec ze woli wakacje z kumplami niz ze mną? jak zrozumieć, że jak jeste chora a on wychodzi o 9:00 rano z domu o 21:00 dzwoni i mówi, że tak świetnie sie bawi w klubie, że nie wie kiedy wróci? można być blisko, ale jakże daleko...

Autor: pinochet  08.11.2007 zgłoś

Aniu napisalem, ze popieram i ze czlowiek ma swoje zapotrzebowania. to bylo troche nieprawdziwe. sadze jednak ze droga Aniu zdradzanie meza jest glupota. gdzie te przyzeczenia skladane na slubie?? jestes pusta, chciwa i perwersyjna. jeszcze 300 lat temu bys byla przywiazana do pregierza i prawdopodobnie wychlostana. a tak miedzy nami to za bardzo nie chwal sie tym co tam co sram i co robie...bo wiem ze tego nie robisz, jestes tylko znudzona kobieta, ktora pisze z nudow zeby sie tu dyskusja rozkrecila.

Autor: arek  08.11.2007 zgłoś

moja żona pół roku temu pojechała do anglii do pracy , nie mamy dzieci oboje mieliśmy tu pracę ( ja mam nadal) żyliśmy dostatnio i wiecie co -ja już nie mam żony Nikomu nie polecam związku na odległość-nigdy nie sądziłem że taki los spotka właśnie mnie a jednak

Autor: gogisia  08.11.2007 zgłoś

hejo norbi!!!!!!!!!!!!!!! nie znam cię ale już cię bardzo lubię.dziś po przyjsciu do pracy przeczytałam twój komentarz i po prostu tak mi sie cieplutko zrobiło na duszy.czy ty nie jesteś aby psychologiem.umiesz pocieszyć i doradzić jak mało kto.ech taki mężczyzna nie zdarza sie często.nie zmieniaj sie nigdy i sprawiaj że ten świat i ludzie będą lepsi.trzymaj tak dalej.a co do twoich rad to pewnie pomyślę i skorzystam .choć na ten sexshop to mąż nigdy się nie zgodzi.on wstydziłby sie nawet kupić "gumki"no wiec co tu dużo mówić.pozdrawiam cię bardzo mocno i .........całuję!!!!!!!!pa pa:)) będe czytać inne artykuły w poszukiwaniu ciebie i twoich pomysłów na życie!!!

Autor: Zosia Samosia  08.11.2007 zgłoś

Do Asi: Witaj:) Powiem ci cos. Znam pewna historie z zycia wzieta ktora rozgrywa sie do dnia dzisiejszego. On- muzyk,koncertuje w klubach. Ona-dyrektorka handlowa w jakiejs firmie. Duzo pracy, malo czasu dla Siebie. Ale w czym rzecz. On jest moim najlepszym przyjacielem. Wiele sobie mowimy mimo ze jest duza roznica wieku miedzy nami. Wiem od Niego ze nie jego zona ciagle podejrzewa go o zdrade, strasznie kontroluje, sprawdza poczte,telefon (ja nawet smsa kolezeneskiego wyslac nie moge bo ma awanture o kochanki:/) itd itp. To jest choroba jesli ktos zaczyna cos takiego robic. Wiem ze ty tak nie robisz i ze was dziela km. Ale co chce napisac: w rozmowie z Nim uslyszalam:"Wiesz mam juz tego dosyć! Nigdy w zyciu jej nie zdradzilem. Ale wiesz co? Zrobie to, normalnie to zrobie. Bo jesli ktos mnie całe życie oskarża o zdrade to jak to zrobie to przynajmniej bedzie miala powod! Dam ci jedna rade bo wiem ze zyjesz w zwiazku na odleglosc: Nigdy nie podejrzewaj go o zdrade jesli mu ufasz i kochasz go, a jesli nawet masz takie mysli to nigdy mu o tym nie mow ani nie dawaj do zrozumienia np fochami,nastawieniem bo jesli on jest niewinny...to po czasie go to wszystko zmeczy i wkoncu cie naprawde zdradzi". Asiu....wiem ze sprawdzilas bedac za granica jak tam imprezuja w weekendy nasi mezczyzni. Ale jesli ufasz i kochasz to nie zameczaj sama siebie takimi podejrzeniami. Każdy człowiek jest inny! A gdy On do ciebie dzwoni powiedz mu cos cieplego,wspierajacego bo mimo wszystko zycie i praca za granica w pojedynke to meczarnia i taka osoba naprawde potrzebuje duzo wsparcia a gdy dzwoni do ukochanej to liczy na to ze uslyszy cos co rozweseli mu dusze a nie wyrzuty "gdzie byles, z kim, pewnie imprezujesz z laskami" itp. Wiem z autopsji ze agresja i podejrzliwe nastawienie rodzi to samo z drugiej strony. Nie mozemy sie dac ponosic imaginacji, bo ludzka wyobraznia czasem przerasta sama siebie;) Pozdrawiam serdecznie

Autor: m  08.11.2007 zgłoś

przeczytalam zosiu samosiu twoj wczesniejszy komentarz,nie wiem czy asie ale mnie na pewno podnioslas na duchu!!!! juz myslalam ze wszyscy sa bojowo nastawieni i musi tak byc,ze jak wyjechal to pewnie zadaje sie tam nie wiadomo z kim i co robi, wcale tak przeciez nie musi byc... moze tak samo teskni i jest mu ciezko jak nam... grunt to zaufanie i wzajemne wsparcie!

Autor: alx  08.11.2007 zgłoś

sam tułam się po świecie od ponad 10 lat zmieniając adresy zamieszkania, relacje...jeśli ktoś nie musi szukać szczęścia poza miejscem w którym się fizycznie i mentalnie znajduje jest po prostu szczęsliwym człowiekiem....ale takie osoby są w mniejszości...ostatni rok spędziłem w UK i aby zmniejszyć skutki rozłąki z żoną ja przyjeżdżałem do niej lub ona do mnie, ale ta żyć jest trudno...związek to bycie razem i bycie blisko .... i trzeba do tego dązyć wszystkimi siłami ...dużo ciekawych artykułów czytałem w "Charaktera" w czasie mojej emigracji co pozwoliło mi w jakiś sposób zdystansowaćsię do sytuacji w której się znajdowałem i wyrobić jakiś pozytywny pogląd na sytuację...zostawiam pożyteczny link .... www.charaktery.com.pl

Autor: MO  08.11.2007 zgłoś

DROGA ANIU: Pracuje za granica, w Stanach ale wcale nieukiem nie jestem. Wypraszam sobie tego typu komentarze. Mam dwie prace. Rano pracuje w biurze podatkowym a wieczorem jako barmanka w ekskluzywnej restauracji. Zanim wyjechalam skonczylam studia w Polsce ateraz studiuje zaocznie tutaj. MOJE USZANOWANIE Mo

Autor: Kinia  08.11.2007 zgłoś

WITAM WSZYSTKICH!!! Chcialam sie z wami czyms podzielic i prosic o wasze opinie i rady od wszystkich a szczegolnie od tych osob ktore maja to samo co ja albo mialy!i co z tego wyniklo!!! doskonale wiem co to jest związek na odleglosc!moj chlopak pracuje za granica! jestesmy ze soba ponad pol roku!widujemy sie mniewiecej co 2 miesiace tak na tydzien dwa!ufam mu wiem ze mnie kocha i nie zdradzi ale sluchajcie my sie dopiero poznajemy nasza milosc sie rozwija!to boje sie o siebie ze moje uczucie wygasnie albo jegoo tesknie za nim bardzo ale jego nie ma przy mnie i to jest najgorsze!!!!!tam zostanie prawdopodobnie jeszcze ponad rok moze wiecej i taka sytuacja mnie przeraza! bo nie wiem czy takie rozstanie to jest takie dobre na samym poczatku! bedziemy ze soba dlugo ale tak naprawde pomyslcie ile spedzimy razem czasu! wiecej osobno niz razem! naprawde zle mi z tym! jemu tez powiedzial ze moze skonczy tam i znajdzie tu u nas prace!!!z góry dziekuje za opinie i rady!!pozdrawiam wszystkich

Autor: Apostoł Nienawiści  08.11.2007 zgłoś

Mam dziewczynę w innym kraju. Kontakt poki co tylko przez telefon. Ma zjechac na studia do Polski. Czekam tesknie. Bogowie, jak tęsknię... Cóż w razie czego wyprowadzę się na Ukrainę :) ...

Autor: biedna  08.11.2007 zgłoś

nienawidze wyjazdow, tak sie rozpadlo moje małzenstwo, a teraz kolejnyzwiazek wlasnie przez te pieronskie wyjazdy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

Autor: aga  08.11.2007 zgłoś

Witam wszystkich!!Zastanawiam sie czy za pare lat będzie miał kto w tej Polsce pracować??Wszyscy wyjeżdżaja, a mase jest związków na odległośc. Ja jestem już z chłopakiem 3 lata i szczerze mam juz dość!!

Autor: ASIA 71  08.11.2007 zgłoś

Chciałam bardzo podziękować Norbiemu oraz Zosi Samosi za komentarz do mojego artykułu,czytałam po kilka razy gdyż nie wierzyłam że ktoś wogóle odpisze, a tu proszę niespodzianka,dzięki za słowa otuchy,takiego wsparcia pisemnego,dobra kumpela nie zrozumiała mnie jak WY,dobrze że są tacy ludzie,ja czuję się żle,samotnie ,niedoceniona ,niedowartościowana i szukam pocieszenia w tych relacjach, to podniesie mnie na duchu,może będę mniej pesymistyczna,jeszcze raz dzięki i pozdrawiam serdecznie:)

Autor: ad  08.11.2007 zgłoś

Ja wyjechalam do Austrii 3 lata temu z moim chlopakiem, Oboje pracujemy i jest ok! do kraju pzyjezdzam raz na 2 mce, na pare dni. Jak jestem w Polsce to tesknie za Austria, a w Austrii za rodzinnym domem. Ale zdecydowanie wole byc tu. Moze za pare lat wroce do ojczyzny ale szczeze to watpie, tutaj jest teraz moje zycie i znajomi. Jedno tylko moge powiedziec, za zadna "kase swiata" nie zgodze sie na razlake!!!!!!!!! zycze powodzenia tym ktorzy musza decydowac o tym czy lepiej jest wyjechac razem czy byc osobno . Dla mnie bylo oczywiste ze razem.

Autor: Norbi  08.11.2007 zgłoś

Do " Gogisia " : HEhe, przepraszam za śmiech:> ale mnie to troszkę rozbawiło:> z tym psychologiem i gumkami:>> Z wykształcenia to technik informatyk:)heeh a pracuję jako pomocnik mechanika:>>hehe:> co za świat:>> a co do gumek to nigdy z tym nie miałem problemów:) już w liceum kupowałem znajomym:> Zawsze kupuję w aptece, dla pewności i na początku długo się zastanawiałem pomiędzy typami wśród Durexów, teraz normalnie wchodzę do apteki, : Bry:) poproszę Durex extra safe ". I po sprawie:> bo wiem już jakie mi odpowiadają:> Wolę te bo są 3 x grubsze oraz z dodatkową ilością środku nawilżającego:) a i koszt zamyka sie w max10 zł ( różnie z ceną bywa, czasem 8zł coś czasem więcej ) ale max to 10zł:> a 3 w środku:> i zabawne też są zapachowe:>>są bardzo intensywne:> są też takie z specjalnymi wypustkami mające drażnić dodatkowo partnerkę:>>heh:> ale jakoś nigdy ich nie kupiłem:> wolę bezpieczniejsze:> Do " Aga " : Dobry wieczór:> Ja zostanę:>heheh:> i szczerze, nie wyjadę:> tu mam dom, mam pracę i zarabiam nieźle jak na początek bo 1200 na łapkę + premia, gdzie ostatnio to zamknęło się w sumie 1500zł:> a wiecie dlaczego? bu głupi ma szczęście i dobrze mi z tym:>:>hehehehe:>> Kiedyś, przed paroma laty, miałem wyjechać do Anglii, ale zrezygnowałem bo byłem już w związku i nie warto:>:> Pozdrawiam:> i życzę znalezienia dobrej, dobrze płatnej pracy z fajnymi ludźmi:>:>

Autor: kobieta  08.11.2007 zgłoś

witajcie....naleze do grona tych co zyja na odległosc, niestety . Tesknie, płacze, boje sie, jest mi zle i smutno....To nie tak powinno byc . Uwazam ze rozłaka to nic dobrego, szczegolnie ze ludzie czesto sobie z tym rozstaniem nie radzi, potrzebuja seksu , potrzebuja rozrywek....szukaja ucieczki od codziennosci ... Kazdy chce byc kochany, chce czuc bliskosc, kazdy ma prawo do tego. A kiedy jedna strona decudyje o wyjezdzie to czy to jest kochanie ?

Autor: Norbi  08.11.2007 zgłoś

Do " Kobieta " : Witaj Kobietko:) jest wiele form miłości jak i okazywania jej. Bardzo możliwe że Twój Partner ma plany wobec Waszej przyszłości i chce je jak najszybciej zrealizować a w Naszym Kraju nie widzi aby to stało się za szybko. Możliwe też że chce poprawić Wasz byt, żeby żyło się Wam dostatniej:) Więc niewykluczone że Cię kocha:)) Części Ludzi powyżej wyszło to na dobre:) więc nie lękaj się bo Twój Partner Cię kocha:) Przykro mi że jesteś Sama:| wiem co przeżywasz ale nie zamykaj Swojego Serduszka na promyczek nadziei:> W chwilach zwątpienia pomyśl o czymś miłym i że to nie możliwe aby się stało to o czym myślisz bo On Cię kocha!:) Choć cześć komentarzy w tym i mój nie napawają optymizmem to pamiętaj że nie stanowią one reguły:) na szczęście:> Nie martw się, wyślij uroczego smska Ukochanemu i pójdź spać a wraz z snem zmartwienia odejdą:) Ja na bank zaraz idę spać bo wstaję o 4-tej:)heh:> Więc jakby co to dobranoc:>> Spełnienia marzeń:>

Autor: keisi  08.11.2007 zgłoś

Mój mąż za granicą jest 17 lat i nadal tęsknimy za sobą .wychowałam sama 2dzieci nie mam rodziców więc nie mogłam liczyć na pomoc.Jestem w tej dobrej sytuacji że mam męża co tydzień, w każdy piątek przyjeżdża i w niedzielę odjeżdża .dzięki jego pracy wybudowaliśmy dom (ja budowałam) uważam że wszystko jest do zniesienia- każda rozłąka tylko trzeba kochać i ufać.Mamy znajomych których związki nie przetrwały mimo że ciągle byli razem,lub tak pracujących na chleb że prawie się nie widzą.

Autor: kobieta  08.11.2007 zgłoś

Dziękuję Norbi i pozdrawiam serdecznie :-) Masz rację, ze trzeba wiezyc, to podstawa, ale tez.... jestem kobieta , ktora potrzebuje bliskosci. Skreslam dni i ....Problem w zaufaniu, bo jak na nim rysa, trudniej jest...Ale nic, wysąłam smsa i ...kładę się spac :-) Dobranoc, Norbi i wszyscy forumowicze :-)

Autor: Zosia Samosia  08.11.2007 zgłoś

Do Norbiego: Poruszyles gdzies tam u gory temat o gumkach, wiec jesli juz tak dbasz o ten srodek nawilzajacy to by sex byl naprawde mega odjazdowy polecam zaopatrzyc sie w żel durex play :D ;) (Ps . pozdrawiam przy okazji moja psiapsiole ktora mi to polecila;) dziex:)) Chociaz nie jestem "nalogowa sexoholiczka" bo mam faceta raz na ok 2 miechy to uwazam ze jak sie kochac to robic to na calego a ten zel to rewela:) Mozna zaszalec:) Nio. Tyle bo mi rumieniec wyjdzie;) Druga sprawa , Norbi - piszesz ze zarabiasz dobrze tzn 1200+premia.... To jest placa w Polsce dla mezczyzny (ktora przeciez powinien w przyszlosci byc finansowym fundamentem rodzinki) ?? To ja duzo wiecej od ciebie zarabiam a jestem "tylko" Sekretarka w jednej z prywatnych firemek ;) no i jestem kobieta !!! (fakt - jestem juz w tym 2 lata i mam za soba kilka podwyzek). Ale mimo to uwazam ze mezczyzna w Polsce powinien min dostac na raczke 2500zl na reke. U mnie w firmie przyjecie do pracy oznacza dla mezczyzny: 2000netto+sluzbowy samochod+sluzbowy laptop+sluzbowa komorka+szkolenia...a potem wzrost wynagrodzenia po ponad pol roku (doswiadczenie i umiejetnosci rzecz jasna) no i co pol roku wzrost placy:)! No ale nie wiem jakie ty masz wyksztalcenie nie doczytalam sie.... Moi szefowie maja konkretne wymogi : fluent english, wyksztalcenie wyzsze zawod automatyk elektronik (glownie po dziennych 5letnich studiach na Politechnice Slaskej w Gliwicach) , znajomosc topografii Polski, nienormowany system pracy (delegacje nawet po 2tyg). Dobra starczy tego:) Do Asi: Nie martw sie ze przyjaciolka pomoc nie moze, masz nas my wiemy lepiej bo w tym "siedzimy" po uszy (przynajmniej ja;)) . Nawet chetnie na kawe wyskocze jakbys byla sasiadka mojej miejscowosci i chciala sie wyżalic bo ja czasem tez mam chwile gdy mnie wszystko przerasta;) Pozdrawiam cie i pisz smialo jak cosik cie trapi, damy razem rade ;) !! Dobranoc WSZYSTKIM !!

Autor: § DEXTERKA §  09.11.2007 zgłoś

ja mam zaledwie 19lat,ale tez wiem cos o tym.... poznalismy sie w ubiegle wakacje.Milosc od pierwszego wejrzenia! Szalona milosc, szalony zwiazek. Nic innego sie nie liczylo oprocz nas we dwoje!!! jakby caly swiat zamarl i wogole nie istnial, tylko my. Niestety znalismy sie tylko poltora miesiaca i musialam wracac do polski,bo przede mna jeszcze najwazniejszy egzamin.... :[ matura.... przez caly rok oboje siedzielismy jak czatowcy przed komputerem na okraglo. Nie bylo chwili do stracenia, a moze juz siedzi przed monitoem i czeka na mnie..czasami nie mielismy wlasnego zycia!!! w sumie odwiedzalismy sie co miesiac przynajmniej na tydzien wiec samotnosc nie byla az taka ogromna (chodz tez na wlasny sposob bylo obciazajace). Nasz problem byl taki ze nawet sie dobrze nie zanlismy i nie wiedzielismy oboje czy wogole cos wypali miedzy nami... Srodowisko bylo bardzo pozytywne i pomagajace... (oczywiscie ironnia) kogo nie slyszalam to tylko slowa: daruj sobie! On juz napewno z kims innym jest... albo on takie jak ty to pewnie ze trzy ma itp. nikt w nas nie wierzyl!!! Naszczescie oboje udowodnilismy, ze sie naprawde kochamy:) Teraz jestem juz z nim i uczeszczam do szkoly na nauki jezyka. Troche czuje sie jak 19letni bobas, ktory musi wszystkiego uczyc sie od nowa. ale czego sie nie robi dla milosci Ps. Nie wiem co bysmy zrobili bez internetu i telefonow... ok w sumie wiem (poprostu nie bylibysmy ze soba, bo nigdy by to nie przetrwalo!!) chodz przyznam ze chyba oboje sie troche przyzwyczailismy do zwiazku internetowego i nawet obojgu to pasowalo. Mielismy swoje sprawy ale zasady tez byly rygorystyczne... np. o 18 musielismy byc w domu i odrazu skyp. zadne,ale to zadne wychodzenie na imprezy, urodziny itp. przez to bylismy oboje pewniejsi ze nie ma az takiego duzego prawdopodobienstwa zapoznania sie z kims innym i np.zdrad itp. wjadomo jak to jest po np alkoholu nie wspominajac o czym innym... (nie jestesmy w pelni swiadomi co robimy,a o nieszczescie o krok..) to prawda on zawali szkole przez nasz zwiazek "wirtualny",a ja ledwie zdalam mature, nic sie nie uczac.. szkoda tylko zlych wynikow,bo to jednak przyszlosc graweruje, ale mam nadzieje ze sie oplacalo i przetrwamy do konca... (chcialabym) ;) teraz nowy klopot sie pojawil,bo zmienil prace i zaczna sie delegacje i wyjazdy... :(:( zrezygowal juz z meksyku i z angli jest to dla mnie ogromne pokazanie z jego strony milosci, chodz wiem ze napewno w glebi duszy zalowal tego... ale kot by nie zalowal mexyku... ??? i to na kosz firmy wiem tylko ze kiedys to sie skonczy i wokncu zacznie wyjezdzac... a tego chyba nie zniose... i dreczenia swoich chorych mysli co on robi teraz itd.??? £aaaaaa NIE CHCE TEGOOOO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! chcialabym podziekowac komunikatora: skypa, gg, o2, msn,orange i komvik.... aaa no i poczcie... pozdrawiam i zycze SAMEGO dobrego w zwiazkach... przede wszystkim przetrwania!!

Autor: :(  09.11.2007 zgłoś

bylam w zwiazku na odleglosc 6lat..i dzis z reka na sumieniu nikomu tego nie polecam..od pol roku jestem sama i wciaz nie moge sie pozbierac..co do pana ktory byl druga polowka:fantastycznie sie odnalazl,nadmienie ze to on zakonczyl ten zwiazek kiedy nasza odleglosc zmiejszyla sie bo skonczylam studia..fantastycznie..do dzis tego nie rozumiem i nigdy nie zrozumien dlaczego..nie wiem po co mi to bylo:/

Autor: Blanka20  09.11.2007 zgłoś

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje,

Autor: Norbi  09.11.2007 zgłoś

Do " Zosia Samosia " : Hey:> tzn ja nie mogę zarabiać więcej niż 1851 brutto do 25 roku życia bo dostaję jeszcze rentę rodzinną. A masz rację z tymi 2500 na łapkę:>> Ja bym nie pogardził:>> Hmm durex play, żel?:) szkoda że wcześniej nie wiedziałem ale na przyszłość postaram się zapamiętać:>> Ok muszę lecieć:> pozdrawiam i papapa:>:>

Autor: KINIA  09.11.2007 zgłoś

DO NORBIRGO!!!!!!!!! I INNYCH NORBI A MOZE MI COS NAPISZESZ CHCE POZNAC TWOJA OPINIE NA MOJ TEMAT I INNYCH TEZ PROSZE O RADY BO JAK CZYTAM TO WSZYSTKO TO BOJE SIE!ALE CHCE POZNAC WAZE ZDANIE!MOJA WYPOWIEDZ TO TA Z DNIA (2007-11-08 15:35:10) - KINIA

Autor: Zosia Samosia  09.11.2007 zgłoś

Norbi aaa to zwracam honor;) Rowniez pozdrawiam i zycze milego dnia!!! A gdzie Asia :>?

Autor: kinia  09.11.2007 zgłoś

DO ZOSI SAMOSI!!! zosiu na moze ty mi cos napiszesz!przeczytaj moja wypowiedz i napisz co myslisz

Autor: kinia  09.11.2007 zgłoś

nie wiem co mam robic!czy mam tu go sciagnac do polski zeby tu pracowal?bo jak czytam te atykuly to boje sie ze nie przetrwamy!!!pomozcie swoja sytuacje opisalam wczoraj(2007-11-08 o 15:35)przeczytajcie KINIA

Autor: w51  09.11.2007 zgłoś

Kinia napisała: tez powiedzial ze moze skonczy tam i znajdzie tu u nas prace!! Nie licz na to Kinio. Mój syn wrócił po 2 latach z Anglii i to co mu proponują to jedna siódma tego co tam zarabiał. Byt kształtuje świadomość Pozdrawiam i zapraszam www.swiatowid.fora.pl

Autor: kinia  09.11.2007 zgłoś

dziekuje za rade i opinie pozdrawiam

Autor: KINIA  09.11.2007 zgłoś

tego ze wroci to jestem pewna ale nie wiem kiedy powiedzial ze ma pracy tam na ponad rok MOZE PółTORA ale myslal ze wczesniej zjedzie do polski powiedzial ze tez mu jest tak ciezko BEZEMNIE bo mu bardzo zalezy!ze moze znajdzie tu prace!ale nie wiem jak to bedzie!najgorsze jest to ze tak jak pisalam co z tego ze np jak wroci to bedziemy para ze 2 lata czy mniej ale ile razy tak naprawde sie z nim widywalam????smutno mi!!!ja wierze ze przetrwa bo weim ze mnie kocha ale roznie moze byc....to jest lasnie zwiazek na odleglosc kocha a jednak sie cos psuje!:-((((((((((((

Autor: Nicola  09.11.2007 zgłoś

wiadomo,ze kazdy zyje jak chce, ja sprawdzilam i nigdy wiecej nie dam sie wciagnac w zaden zwiazek na odleglosc....bo odleglosc milosc zabija nawet najbardziej goraca, preszlam przez to i naprawde dziewczyny nikomu nie zycze:(wlasnie tak jak niektore z Was pisza to tylko patrzenie w telefon, glupie bezsensowen ozmowy przez gg i skypa (a wiadomo, ze trudno sie zrozumiec bo przez net nie wyrazisz emocji). I teraz to juz wiem, ze zwiazek to codzienne rozmoy w realu, wsparcie, spedzanie wspolnego zcasu, pomoc drugiej stronie, kiedy tego potrzebuje nawet uprawianie seksu wowczas jak macie na to ochote a nie akurat jak sie widzicie i wiecie, ze powinniascie bo pozniej post przez iles tam czasu...(w przypadku mojego bylego okazalo sie, ze niekoniecznie post) Pozdrawiam

Autor: kinia  09.11.2007 zgłoś

do nicoli zgadzam sie to wlasnie jest ten zwiazejk na odleglosc niby razem a jednak osobno!jedyny kontakt to telefon a pozniej spotkanie na tydzien i znowu 2 miesiace samotnie! boze nie wiem jak to bedzie ze mna i z moim ukochanym!kochamy sie ale nie ma go przy mnie nie wspiera mnie nie zyjemy naszymi codziennymi sprawami! tylko jak przyjedzie to wszystko sie opowiada co bylo i jak!no i seks tez jest na zawolanie...tez prawda pozdrawiam

Autor: monika  09.11.2007 zgłoś

do kini: mi się udało i tobie tez tego zycze!!!

Autor: KINIA  09.11.2007 zgłoś

DO MONIKI: DZIęKUJE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Ate  09.11.2007 zgłoś

do Marthi, może po moim pierwszym komentarzu wyda Ci się to niemożliwe i nierealne, ale ja też jestem silna i niezależna kobietą, i może dlatego nie mam poczucia krzywdy z powodu zawodu jaki wykonuje mój Narzeczony. Powiem Ci że właśnie kończę studia, kierunek prawo, i w tym roku będę zdawać na aplikację prokuratorską.Pracuje w kancelarii adwokackiej i w pewien sposób się spełniam. nie jest to mój wymarzony zawód ale tak mi się w życiu ułożyło i trudno. Mój partner nie miał na to żadnego wpływu. i nie jestem zaślepiona miłością. mam świadomość tego co On potrafi zrobić. wierz mi. ale raz już straciłam kogoś, kogo bardzo kochałam. na szczęście spotkałam na swojej drodze Jego, człowieka który wyciągnął mnie z załamania nerwowego po tym jak zostałam sama i jak straciłam możliwość kontynuowania nauki wymarzonego zawodu. to właśnie On mi pomógł. i był przy mnie. teraz chociaż jest daleko i zdarza się wiele sytuacji kiedy Go potrzebuje, wiem że myśli o mnie i jest obok. czuwa. to taka telepatia. potrafi zadzwonić w tej sekundzie kiedy o Nim myślę. Mówisz, że masz wiele koleżanek którym jest ciężko. każdemu czasami jest. są dobre i złe dni. o tych dobrych z reguły się nie mówi, a żali się przyjaciółce wtedy kiedy są te złe. Powiem Ci że ja z kolei znam wiele par, które są na co dzień razem i im też się nie udaje. i jaki powód można podać? zawsze się jakiś znajdzie. to nie jest kwestia odległości, tylko uczuć. możesz mi wierzyć lub nie. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Ci udanego związku. P.S. Mój Ukochany jak jest w domu też mnie rozpieszcza.

Autor: Zosia Samosia  09.11.2007 zgłoś

Do Kinii: Jesil po pol roku waszego zwiazku on wyjechal to nie wydaje mi sie to faktycznie rozsadne. Powiem tak, nie mozna niczego przekreslac, bo milosc rzadzi sie swoimi prawami i czesto to co z gory przekreslone najdluzej wytrzymuje i przechodzi przez wszelkie przeciwnosci losu. Ale na pewno to nie jest dobre, bo lubie ktorzy tak krotko sie znaja nie maja jeszcze ze soba tak wyostrzonej wiezi emocjonalnej,wspomnien itd jak to jest w przypadku dlugostażowych zwiazkow. Moj facet wyjechal pierwszy raz jakies 2lata temu a razem jestesmy 3,5roku (w wrzesniu minelo) ale wowczas jego wyjazdy byly krotkookresowe i na stale zaczal pracowac za granica od kwietnia tego roku. Mimo to przeszlismy przez jeden wielki kryzys gdy rozlaka trwala ponad 3miesiace (kwiecien,maj,czerwiec no i poczatkiem lipca sie zobaczylismy bo ja do niego polecialam) wowczas sadzilam ze nie dam rady tak dluzej a on mial kontrakt i nie mogl zrezygnowac. Rozstalismy sie. Na ... 2 dni. Po tych dniach dostalam smsa. Cisza jeden dzien. Plakalam. Na nastepny dzien odpisalam. Byla dluuuuuuuuuga rozmowa. Wyrzucilismy z siebie to co boli,obawy,leki,podejrzenia i postanowilismy oprzecz wszystko na Milosci i Zaufaniu. I...jestesmy razem nadal. W grudniu sie zareczamy. Takze jak widac Kiniu zwiazek na odleglosc nawet ze stazem dluzszym niz rozlaka = wieczna niepewnosc. Owszem, teraz wiem ze na pewno km nas nie poroznia bo wyjasnilismy sobie przeciez po co tak naprawde jest ten wyjazd i ze to ma sluzyc "nam". Dlatego nie moge powiedziec czy wam sie uda czy nie, to zalezy od tego jak wasze uczucie jest dojrzale, mozna byc ze soba 10lat a byle delegacja rozwali wszystko a mozna byc i pol roku i rozlaka na kilka lat niczego nie przekresli a tylko umocni. Dla mnie najwazniejsze jest to co czujecie. Nie mozesz popadac w skrajnosci i dołować sie tym ani go podejrzewac. Zdystansuj sie wobec tej sytuacji, postaw sobie cel, zajmij sie czyms i daj sie rozwijac sytuacji. Nie daj sie ponosic emocjom ani nie sluchaj tego co mowia ludzie bo to twoje zycie i twoj zwiazek oraz twoje uczucia! Znajdz sobie pozyteczne zajecie i nie zadreczaj sie ! Pamietaj ze w zyciu trzeba podejmowac trudne decyzje i trzeba przechodzic przez "pieklo" by cos zmienic na lepsze. Nikt nam nie obiecal ze na ziemi jest lekko! Wiem jedno: Wiara i zaufanie musza ci towarzyszyc na codzien wraz z uczuciem, wowczas nic w tobie nie "wygasnie", jak rowniez jego uczucie sie tylko umocni poprzez tesknote.... Trzeba byc dobrej mysil bo pesymizm, smutek i rezygnacja przyciagaja tylko zle wydarzenia. Jesli bedziesz patrzyla na to z rozwaga, ufala i kochala go a on ciebie to nie ma mocnych ze to sie nie uda. Trzeba MYSLEC POZYTYWNIE !! Pozdrawiam i powodzenia!

Autor: marta  09.11.2007 zgłoś

ja osobiscie nie wyjechałam nigdy za granice na długi okres, ale mam kolegę który wyjechał i niestety stracił swoją ukochaną kobietę. Ona nie wytrzymała tej rozłąki choć ciągle go zapewniała że go kocha. Za granicą był ok roku.. Byli ze sobą długo czasu. szkoda ich związku:/ ON chciałby wrócić z zagranicy ale nistety nie pozwalają mu na to warunki. ja osobiście nie pozwoliłabym wyjechać mojemu ukochanemu za granice. tygodnia nie mogę wytrzymać bez niego a co dopiero rok. pozdrawiam wszystkich samotnych i życze im wytrwałości

Autor:  09.11.2007 zgłoś

KOCHANA ZOSIU:-)) BARDZO DZIEKUJE CI ZA OPINIE I TE SLOWA!PRZYDA SIE TAKA RADA!!!!TO WLASNIE JEST NAJGORSZE POCZATEK ZWIAZKU A JEGO NIE MA!W SUMIE ZNAM SIE Z NIM CALE ZYCIE (TEGO CHYBA NIE PISALAM WAM MOZE TO TEZ MA JAKIS WPLYW NA NASZA WIEZ)TYLKO TERAZ NIEDAWNO ZACZELISMY BYC ZE SOBA!TAKTO BYLISMY TYLKO ZNJOMYMI!JESTESMY PARA OD PONAD POL ROKU JAKOS NAS LOS POLACZYL A ON WYJECHAL ZARAZ PO TYM JAK ZACZELISMY ZE SOBA BYC!WIESZ CO JA WIDZE ZE MU STRASZNIE ZALEZY NAPRAWDE SZCZEGOLNIE ODCZULAM TO JAK BYL TERAZ!!!WIEC CZAS POKJAZE...POZDRAWIAM CIE GORąCO!!!BUZIAKI I JESZCZE RAZ DZIA

Autor: grosia 20  09.11.2007 zgłoś

WITAM WSZYSTKICH SERDECZNIE!!!!! JA JESTEM Z MOIM CHLOPAKIEM JUZ 2 I POL ROKU!!! OD SAMEGO POCZATKU NASZ ZWIAZEK BYL SKAZANY NA ODLEGLOSC! ON PRACUJE W SZWAJCARII CALKIEM NIEZLE ZARABIA, NAUCZYL SIE JUZ ZYC TUTAJ I JEST MU TU DOBRZE! W CHWILI GDY SIE POZNALISMY JA BYLAM W DRUGIEJ KLASIE LICEUM WIEC NIE BYLO MOWY O TYM ZE MOGLABYM DO NIEGO DOLACZYC!!!! WIEC JA ZAJELAM SIE NAUKA, ROK POZNIEJ MATURA I TAK NAM JAKOS LECIALO, NIE UKRYWAM ZE DLA MNIE TO BYL KOSZMAR. DOSLOWNIE TRAGEDIA. NAWET NA STUDNIOWKE POSZLAM NIE Z NIM, TYLKO Z JEGO KOLEGA BO ON NIE MOGL PRZYJECHAC. POZNIEJ OCZYWISCIE W GRE WESZLA ZAZDROSC, NAJPIERW TO ON SIE O WSZYSTKO CZEPIAL ALE JA TO DZIELNIE ZNOSILAM, PO PEWNYM CZASIE GDY SKONCZYLAM SZKOLE I CZEKALAM NA WYNIKI MATURALNE MIALAM WIECEJ CZYSU DO MYSLENIA I WTEDY TO JA ZACZELAM ODSTAWIAC SCENKI ZAZDROSCI. JEDNYM SLOWEM Z DOMU SIE NIE MOGL RUSZYC BO OBYDWOJE MIELISMY NOCKE Z GLOWY!!!! JA NON STOP PISALAM MU SMSY I NIE DAJ BOZE ZEBY BNIE ODPISAL BO WPADALAM W JESZCZE WIEKRZA FURIE!!!!! TO JUZ BYLA PRAWIE OBSESJA! JAK WIADOMO DLUZEJ JUZ TAK NIE MOGLAM! I POSTAWILAM WARUNEK,SZWAJCARIA ALBO JA! I WTEDY ON WROCIL DO MNIE!!! ALE MOJE SZCZESCIE NIE TRWALO ZBYT DLUGO!!! PO MIESIACU ZADZWONIL DO NIEGO JEGO SZEF I ZAPROPONOWAL MU PRACE NA TRZY MIESIACE, ALE JUZ ZA WIEKRZE PIENIADZE, WIEC COZ JA MOGLAM ZROBIC??? PUSCILAM GO! I CZEKALAM, MINAL KOLEJNY MIESIAC NASZEJ ROZLAKI I ZDECYDOWALISMY ZE PRZYJADE DO NIEGO, JEGO SZEF POSZEDL MI NA REKE I ZAPROPONOWAL MI PRACE DOPOKI SOBIE CZEGOS INNEGO NIE ZNAJDE! TERAZ JESTEM OPIEKUNKA DO DZIECI, COPRAWDA NIE ZARABIAM ZBYT WIELE, ALE JESTEM SZCZESLIWA BO JESTEM Z MOIM UKOCHANYM!ON PODPISAL UMOWE NA KOLEJNE PIEC LAT! Z TYM ZE JA MU OD RAZU ZAPOWIEDZIALAM ZE NIE MAM ZAMIARU ZOSTAC TU NA STALE! ON POWIEDZIAL ZE TEZ NIE ZAMIERZA! TERAZ JESTEMY NAPRAWDE SZCZESLIWI. NIE KLOCIMY SIE PRAWIE WCALE A JESLI JUZ TO O JAKIES GLUPOTY I TRWA TO PIEC MINUT! A WIEC JESLI KTOS MNIE ZAPYTA CZY ZWIAZEK NA ODLEGLOSC MA SENS, ZDECYDOWANIE ODPOWIEM ZE TAK! CHOC WCALE NIE JEST KOLOROWO! I CHOC MOZE NIE JESTEM DOSKONALYM WZOREM CIERPLIWOSCI TO UWAZAM ZE DA SIE TO ZROBIC! TRZEBA TYLKO WIERZYC W TO ZE KAZDEMU Z NAS JEST PISANE SZCZESCIE W ZYCIU! Z TYM ZE JEDNYM ODRAZU, A DRUDZY MUSZA NAD TYM TROSZECZKE POPRACOWAC!!!!ZYCZE POWODZENIA WSZYSTKIM TYM, KTORZY DOPIERO POZNAJA ZYCIE OD TEJ STRONY!!!!

Autor: M.  09.11.2007 zgłoś

Jakas mania moze stawiania wykrzyknikow? :/

Autor: GROSIA20  09.11.2007 zgłoś

A CZY O TO W TYM CHODZI?

Autor: GROSIA20  09.11.2007 zgłoś

ALE MOZLIWE:)

Autor: Norbi  09.11.2007 zgłoś

Do " Kinia " : Dobry wieczór Kinio:>> Wybacz że dopiero teraz piszę jako że niedawno wróciłem do domu a wczoraj nie pisałem bo sądziłem że Sama na to Sobie odpowiedziałaś. Kiniu, targa Tobą miłość a między Wami Jest Ona i z tego co piszesz, miłość Wasza jest potężna:) Twoja wypowiedź zawiera plany i nadzieję i ich się trzymaj. Nie poddawaj wiary w Niego i Wasz związek pod sądy wątpliwości. Moje zdanie jest takie samo jak " Zosi Samosi " i podobnie jak Ona uważam że początki w życiu, powinny być jak najtrudniejsze aby potem spokojnie dawać Sobie radę w życiu. Życie to wiele dróg i trzeba trzymać się Swoich postanowień mocno jeśli chce się dotrzeć do celu. Wierz w Waszą Miłość, Twoje słowa są Jej kakofonią, Wasz związek stworzony jest też na przyjaźni i przypuszczam że na wielkiej przyjaźni:) Nie zmieniaj się Kiniu, ufaj i wierz i podchodź z uśmiechem do życia:> i może Będziecie Razem tak jak " Grosia20 " :> Pozdrawiam:>

Autor: ASIA-71  09.11.2007 zgłoś

Witaj Zosiu-Samosiu,dzięki że omnie pytasz, mieszkam w małej miejscowości na dolnym śląsku,gdybyśmy były sąsiadkami to bardzo chętnie spotykałabym się z Tobą na kawie,miałybyśmy o czym popgadać, z tego co czytam-twoje komentarze to jesteś mądrą kobietą,czasem lepiej posłuchać młodszych od siebie bo lepsze rady dają ,są bardziej obiektywni i inaczej patrzą na życie,tak więc przeczytałam kilka razy twoją opinię i Norbiego i jakoś mi lżej, inaczej na duszy-bardzo serdecznie pozdrawiam-myślę że może kiedyś spotkamy się twarzą w twarz?Co Ty na to?Papatki

Autor: agula  09.11.2007 zgłoś

POZNAŁAM FAJNEGO CHŁOPAKA COŚ WE MNIE DRGNĘŁO PIERWSZY RAZ FANTASTYCZNE UCZUCIE JAK SIE POTEM OKZAŁO MARYNARZ I ZA TYDZIEŃ WYPŁYWA W REJS NA 6 M-CY CZEKAM NA NIEGO CIERPLIWIE KILKA MAILI JAK WPŁYNIE DO PORTU RAZ W MIESIĄCU A CZY KTOŚ MA FACETA MARYNARZA JAK TO JEST Z ZASIĘGIEM NA STATKU PODCZAS REJSU BARDZO PROSZĘ O OPINIE POZDRAWIAM KOBIETY PŁYWAJACYCH :DCHOLERNIE ZA NIM TĘSKNIE

Autor: AAA  09.11.2007 zgłoś

przyznaje, nie czytalam wszystkiego, bo nie mam czasu, ale NORBI, mnie zainteresowal swymi radami.podaj meila to mam historie swojego zycia, poradzisz mi. zyje w zwiazku na odleglosc i niestety to juz chyba koniec.mozesz podac namiar na siebie, z mila checia opowiem, Ty moze posluchasz i podpowqiesz jako osoba zupelnie bezstronna?

Autor: MORFEUSZ  09.11.2007 zgłoś

Ania po 1 musisz być osoba bardzo pusta i bardzo samotna po 2 jeżeli chodzi o wykształceni na pewno nie masz żadnego po 3 tak sie boisz męża ze raczej na innego faceta boisz sie spojrzeć po 4 sex w waszym związku jest nudny a wynika to z tego ze boisz sie mu opowiedzieć o swoich fantazjach zastanów sie i jeżeli sie mylę to mnie popraw

Autor: AAA  09.11.2007 zgłoś

do, Norbi, to moj meil, moze tu sie odezwiesz i pogadamy? prosze . samotna-10@o2.pl

Autor: Norbi  09.11.2007 zgłoś

Do " AAA " : Mój mail : tygrysekq2@o2.pl ale nie wiem czy jestem właściwą Osobą, z którą powinnaś porozmawiać:|....Bo jestem facetem i przepraszam że to mówię ale nie lepiej będzie jeśli porozmawiasz z Swoim Chłopakiem?. Przecież nie może być tak źle? Jeżeli się kochacie to powinniście porozmawiać, kawa na ławę. W związkach zdarzają się kryzysy ale Razem możecie dać radę:)

Autor: ja  09.11.2007 zgłoś

ja też zyłam na odleglośc, najdlużej przez 1,5 roku męza nie było wcale. Pewnie, że teskniłam, ale po jakimś czasie przyzwyczaiłam się. Po powrocie było ok, ale teraz sobie myślę po cichutku, kiedy znów pojedzie? Jesteśmy małzeństwem 11 lat.

Autor: Islander  09.11.2007 zgłoś

Poznaliśmy się na jakiejś konferenci. Ona z Poznania ja mieszkałem blisko Gdańska. Bagatela 300 km. I czasy kiedy mieszkaliśmy tak daleko od siebie to był najpiękniejszy okres w naszym życiu. Nie uniknęliśmy wtedy kłótni o mieszkanie razem, ale zawsze udawało nam się wychodzić z nich obronną ręką. Dopiero gdy zdecydowaliśmy się zamieszkać razem wszystko się sypnęło. Po prawie 4 latach bycia razem rozeszliśmy się. Od pół roku mieszkamy znowu osobno. Ale to już nie to samo. Niech ktoś mi zatem powie że związki na odległośc to samo zło.

Autor: ojojojoj  09.11.2007 zgłoś

halooo Dziewczyny!!!!! a co Wy myslicie, ze dorosly facet ni potrzebuje seksu???ze zyje miloscia do Was??pisze, teskni, kocha, placze przez skyp-a...terle morele!!!! itp. Bylam 2 lata z nim i co ??myslalam po jego zachowanu ze do oltarza dojdziemy, oswiadczyny byly itp heheheheheh taaaaaa znalazla go moja znajoma na www.fotka.pl, i wiecie co zobila???, za moja wymuszona zgoda oczywiscie... namowila moja kuzynke z UK aby go kusila na spotkanie(sex)...koles zlapal haczyk i tyle bylo zwiazku!!!!!, plakal blagal, ze on nie przezyje itp itd. Dalam mu wszystko co najlepsze!!!dalam mu moje strasznie duze serce, o seksie nie wspomne bo sama nie potrafilam mu sie oprzec...pleta z teg taka: FAECI KIERUJA SIE H..EM!!!!! I WIECIE CO NIE ZBLIZAJCIE SIE DO MNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: arek  10.11.2007 zgłoś

Wniosek z Waszych maili:odległość nie ma znaczenia,jeśli to związek początkujący-myślicie i śnicie o tej drugiej osobie, więc wszystko jest "przyszłościowe" nie ma mowy o zdradzie. Jesli się już z kimś jest,zdrada jest łatwiejsza(urok nowości).A nie ma faceta,który pomimo skype"a, gg itd. wytrzyma bez kobiety pól roku czy rok.i to na tyle.hej

Autor: kalifornia dream  10.11.2007 zgłoś

***** Przeczytałam wszystkie komentarze od A do Z. Jestem mężatką od 15 lat, w tym sama od ponad 2. Przez te 2 lata nie widzieliśmy się z mężem tak naprawdę " na żywo". I choć kocham swojego męża i znam go (czasem tak mi się wydaje) lepiej niż on sam siebie, to nie mogłabym powiedzieć że darze go 100% zaufaniem. Przez te lata małżeństwa nigdy nie dał mi powodu do tego bym w niego zwątpiła, ale zdaję sobie sprawę, że życie płata różne figle... Pozostaje mi żywić tylko nadzieję, że to uczucie i chemia jaka zawsze miedzy nami była nie wygasną. Nie łudzę się, że wróci do mnie ten sam człowiek, który wyjechał, ale ja sama też bardzo się zmieniłam. Wiem, że nauczymy sie z tym radzic, to sztuka kompromisu, moze dlatego nasze małżeństwo przetrwało o wiele dłużej niż większość małżeństw moich znajomych z czasów szkoły. Czeka mnie jeszcze kilka samotnych miesięcy, kolejnych nocy kiedy trudno zasnąć i choć wierze, że mąż wróci w ustalonym terminie, wciąż pozostaje obawa, że to tylko złudzenia. Zgoda czy nie zgoda na wyjazd bliskiej osoby to nie kwestia tylko naszego wyboru. Żyjemy w takich a nie innych realiach, czasem my przestajemy być najwazniejsi, czasem ważniejsze jest to czy możemy zapewnić coś naszym dzieciom, choć takie rozstanie rodziców przeżywają równie mocno jak oni sami. Czasami musimy wybierać mniejsze zło. Jeśli ktoś twierdzi, że wszystko jest oczywiste, z góry wie jak rozwinie się jego zwiazek w trakcie rozłąki i z mety niemal spisuje go na straty, tak naprawdę nie kocha swego partnera, jest z nim tylko po to by nie być samotnym i wczesniej czy póxniej, ten strach popycha w strone innych mozliwości. Sama myśl, że mogłabym zawieść się na kimś, kto przez 15 lat był jedną z najważniejszych osób na świecie (są jeszcze dzieci) powoduje we mnie wewnetrzny paraliż, ale wciąz miotam się między domem, pracą i samotnoscią z nadzieją, że ten ułamek procentu jaki mi brakuje do 100% zaufania, to bład w obliczeniach. :)

Autor: lunia  10.11.2007 zgłoś

A ja jestem w tej "pieknej anglii" 7 miesiecy, przez trzy miesiace bylo fajnie pierwszy powrot do Polski spotkanie z przyjaciolmi, rodzina itd. dwa tygodnie i znowu wyjazd do anglii szarej ponurej brzydkiej w porownaniu z naszym polskim kolorowym krajem, wlasnie wrocilam z drugiej wizyty w kraju mam zalamke, nie chce tu byc zakochalam sie ale nie bedac przy nim jakie mam szanse zeby wogole cos do mnie poczul, zero kompletne zero. Nie moge jeszcze wrocic na stale bo nie mam tam rzadnej perspektywy musze zarobic na studia, czekam do kwietnia wtedy juz nic nie zmusi mnie do powrotu tutaj, moge nawet do pazdziernika pracowac w tesco ale bede blisko domu. Taka wielka tesknota naprawde zabija chec do zycia, nikomu tego nie zycze.

Autor: kinia  10.11.2007 zgłoś

do norbiego: dziekuje

Autor: ....  10.11.2007 zgłoś

jestem w zwiazku przez 4 lata a spotkalam sie z moim chlopakiem tylko 2 razy :( a doskonale wiem co on i ja czujemy a to boli :( az zabardzo. nie lacza nas dzieci czy cos bo jednak nie jestesmy malzenstwem a poza tym obie strony nie sa gotowe i nie chca ale rozlaka meczy i dobija. ja jestem za granica a on tam sam :(

Autor: kobieta  10.11.2007 zgłoś

....dzis sobota, mam mase zajęc ale nie daje rady po tygodniu pełnym stresu w pracy i po nieprzespanych nocach. Owszem, nawet dzis chwilę rozmawialiśmy prze tel. ALe jaksies te rozmowy.....dzis chłodnawo.........nie wiem czy teskni, nie wiem za wiele , w sumie to jakbym rozmawiala z kolega....Fakt, ze byl zly , tez mu tam nei jest lekko, to wiem, ale podjał decyzje ktora mnie pod murem. Sam. Zostawił mnie tez z masa problemów , ktore mnie do reszty dobijaja, tak jak puste mieszkanie. Nie ma sil, nie mam energii, odkladam wszystko na potem, wygladam niezdrowo. A miało byc tak cudnie, wspolne zycie, wspolna radosc...Z praca tu nie wyszło i rzucil wszystko. Ucieczka? Tez. Nie mam zaufania, bo sa rzeczy ktore zrobil nie fer..Płaczę codziennie bo oddałam wszystko co mialam a on ....nie zostal tu dla mnie. Czytałąm jakis artykul o zwiazkach co sie rozpadaja .....co 3 przetrwa.... No tak a co z tym seksem, z wiernoscią....? boję się ....

Autor: Sama  10.11.2007 zgłoś

Mówią,że nie wart miłości jest ten, przez którego płaczesz.

Autor: Norbi  10.11.2007 zgłoś

Do " Kobieta " : Cześć Kobietko:> ejjj nie martw się:) zamiast czytać o tym że 2/3 związków się rozpada lepiej poszukaj i poczytaj o tych co przetrwały:> nono ząbki szeroko i nosek do góry!:> Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:> A jak wyglądasz niezdrowo to się wyśpij! wypij troszkę przed snem jakiegoś smacznego alkoholu, podjedz czekoladki posiedź przy książce aż będziesz bardzo zmęczona i idź spać:) Co masz zrobić jutro zrób dzisiaj:> no chyba że chcesz się polenić to wtedy odpoczywaj przy czymś miłym, włącz radio i potańcz Sobie:>hehe:> przy ruchu od razu poprawia sie nastrój:>kondycja i lepsze to niż siedzieć i płakać:) i urządź się ładnie w mieszkanku, ustaw Sobie życie:> powolutku, małymi kroczkami i będzie lepiej!:> A sex? wytrzymał paręnaście lat bez niego i żyje. Kochającego faceta i sex bomba nie ruszy:> Myśl pozytywnie! Poćwicz coś, ważne abyś nie siedziałą w miejscu i nie miała czasu nad tym pomyśleć:> Musisz zadbać o Siebie, układaj Sobie grafik na następne dni lub listę tak abyś mogła Sobie odpocząć i spokojnie zrobić to co zaplanujesz:) Mordka do góry Maleńka:>> To tylko kolejny test od życia, więc trzeba się zmotywować:> i do dzieła!:> Obejrzyj jakiś horror, dreszczowiec, komedię lub pograj w coś. Wypij ciepłą herbatkę może być z miodkiem:> porozciągaj się zobacz czy jest coś ciekawego w tv:> Zorganizuj Sobie czas, rozmawiaj z przyjaciółkami i baw się:> i uśmiechaj się częściej:> np poprzeciągaj się w łóżeczku i przed snem troszkę się porozciągaj:> od razu będzie lepiej:>>np w kołderce, na fotelu przed telewizorem weż popcorn czy coś do podgryzania lub samą herbatkę i oglądaj Sobie w wieczór:>> lepsze to niż się dołować:>> Boże! Dziewczyno, Ty i tak masz dobrze! Jak mnie rzuciła moja była Ukochana to myślałem że się powieszę. Szafki do tej pory mam puste, ale w jednej został Jej zapaszek i czasem chciwie go niucham:>hehe:> I ja już Ją straciłem ale Ty Jego nie! to po co zachowywać się jakby tak było? Kochana Babka z Niej ale nam nie wyszło i trudno, trzeba żyć dalej:) Więc nie zamartwiaj się niepotrzebnie:> A kiedy ostatnio brałaś dłuugą kąpiel w cieplutkiej wannie? hmm?:> Ja np lubię siadać pod prysznicem i tak po prostu siedzieć i relaksować się:>hehe:> potem jestem cieplutki, pachnący i pokochać się troszkę by chciało ale np czekolada też jest niezłym pomysłem lub piwo:>> Jak dowodzą naukowcy czekolada wywołuje radość podobną kochaniu się właśnie ( zwłaszcza gorzka i zdrowsza też od innych ):>> więc Oboje czasem szamajcie gdy Wam smutno:>>heh i problemy z wiernością i humorem z głowy:>:> Urządź się ładnie, ubieraj się ładnie, wstawaj nieco wcześniej aby np wyprasować ciuszki, włączaj radio czy kompa, słuchaj muzyki i potańcz troszkę:> ja tak robię w pracy:> albo nie marudź gdy masz ochotę lecz mów same dobre rzeczy gdy coś złego przychodzi Ci na myśl:) i od razu nastrój się też poprawia:> hehe Więc dbaj o Siebie Kobietko:>:>buziaczki w policzek:*:* i uśmiechnij się bo warto:>>heh:>

Autor: Norbi  10.11.2007 zgłoś

P. S - i milej nocki życzę i wyspania się:>> no i poprawy humoru:>:>

Autor: kobieta  10.11.2007 zgłoś

dziekuję Norbi, jestes wyjatkowym człowiekiem, optymizmu naprawde Ci zazdroszcze. Kiedys mialam podobniem troszke mi jednak zycie dalo w kosc i jakso tak optymizm zrobil sie malutki....Masz racje , ze powinnam....tylko ze jakso on za malo dba o mnie,na odległosc tez mozna przeciez...Jestem pomiedzy wielma sprawami ....a ja....potrzebuję byc wyzej od nich.....ale to juz inna bajka. Dziękuję jeszcze raz, troszke osuszyles mi zły tym swoim optymizmem :-) ....spij dobrze, pozdrawiam ciepło.

Autor: Norbi  10.11.2007 zgłoś

Do " Kobieta " : eee tam. A z tym mało dbaniem oraz byciem pomiędzy wieloma sprawami to Cię dobrze rozumiem:) Ale nie martw sie:> będzie dobrze:) jeżeli chcesz troszkę czarnego humoru to wejdź na www.youtube.com i wpisz "happy tree friends ":>> heh:> obejrzyj Sobie jeśli chcesz którąś z nich:>>heh:> myślę że humorek się poprawi:>:> Dziękuję i Tobie też dobrej nocy:>:>

Autor: Conti  10.11.2007 zgłoś

Jak rozszyfrować kobiecą enigmę? Jak rozwiązać taką sytuacje: Poznałem pewną dziewczynę o z cudowną osobowością i pięknym ciele.Razem z tą dziewczyną oraz kumplem i jego żoną chodzimy na miasto posiedzieć przy piwku, dobrze się nam rozmawia i jest dobra atmosfera w naszej paczce. Gdy z nią idę chwyta mnie pod rękę. Często dzwoniliśmy do siebie, nawet ona częściej do mnie. Zapraszała mnie od siebie zaproponowała częstrze odwiedziny, Od dwóch tygodni telefony od niej milkną (choć wiem ze ma na koncie).Na necie już sie nie odzywa z takim entuzjazmem, nie raz zadawałem jej pytania na gg niestety bez odpowiedzi. Chociaż jak dzwoniłem do niej w okresie tych 2 tygodni w jej glosie było słychać to samo ciepło co wcześniej. Zrozumiałbym wszystko, ze jej nie wpadłem w oko, ale tych dwóch tygodniach"oziębłości" poszliśmy w 4 osoby do pubu, Kilka minut wcześniej powiedziała mi, ze przystawia się do niej koleś,ale ona nie chce sie z nim związywać bo stwierdza ,że jej tak dobrze.Potem oczywiście gadka szmatka ,alkohol w pewnej chwili mnie pocałowała w usta, w obecności znajomych, tuliliśmy siebie, odprowadzając ją byliśmy w dobrych nastrojach. Niestety od kilku dni sytuacja się powtarza ...czyli ja do niej dzwonie.... jeśli chodzi o mnie jestem nieśmiały i trudni się mi jej zapytać co do mnie ewentualnie czuje, ona z kolei jest rozrywkowa i emituje dobrą energię do każdego, jest atrakcyjna i ma dookoła siebie tłum zapaleńców, niestety tego samego nie mogę powiedzieć o sobie, chociaż najbrzydszy nie jestem, Fakt jest jeden ze rozkręciła moje zmysły i teraz działa na mnie jak opium.... co z tym fantem zrobić?

Autor: maugosia  10.11.2007 zgłoś

Ehh, wkurza mnie to, że głównie Pani piszą męczyło mnie to, płakałam, tęskniłam, a on nie chciał tego wszystkiego rzucić dla mnie. A ja mam takie pytanie dlaczego one nie potrafiły rzucić wszystkiego dla swoich mężczyzn? O ile dobrze zrozumiałam to ci Panowie są poza granicami nie dla własnego "widzi mi się" i myślę, że im jest dużo ciężej będąc na obczyźnie z daleka od rodziny i przyjaciół. Uważam, że teksty w stylu "nie chciał dla mnie tego zostawić" świadczą o niedojrzałości, braku zaangażowania i wiary w związek, a przede wszystkim o braku miłości. Bo jak napisał ktoś wyżej prawdziwa miłość przetrzyma wszystko, a takie rozstanie jest prawdziwym sprawdzianem uczuć dla obydwu stron.

Autor: maugosia  10.11.2007 zgłoś

Żeby ie było że jestem gołosłowna, to dodam, że ja jestem w takim związku 5,5 roku z czego 2,5 na odległość.

Autor: Norbi  10.11.2007 zgłoś

Do " Conti " : Stary lepiej się wycofaj z tego, póki nie jest za późno. Pewnie to fajna Dziewczyna ale fajna dla każdego ( nie chodzi mi o puszczanie się itp ). Jeżeli nie chcesz mieć takich huśtawek emocji to zapytaj wprost, o co chodzi? dlaczego raz tak a potem tak? czy coś się stało? Musisz wiedzieć na czym stoisz a odpowiedzieć na to może tylko Ona. Życie to nie impreza a miłość to nie tylko zabawa. Może do tego nie dorosła skoro stwierdza że " Jej tak dobrze ". Ewentualnie możesz do tego podejść tak samo jak Ona, lekko i żeby było przyjemnie i zabawnie. Pogadaj z Nią w cztery oczy nie gg itp lecz twarzą w twarz. Powodzenia.

Autor: cashew  10.11.2007 zgłoś

Widzę,że większość związków które są tu opisane,to'małżeństwa na odległość'lub związki osób dorosłych,dojrzałych..a co z osobami,które są u progu dorosłości,kochają się,ale dzieli je te 200km?Czy mają szansę?czy może w tym wieku za bardzo buzują w nas hormony by myśleć o tym,że związek przetrwa te kilka lat,zanim będziemy naprawdę razem..?

Autor: JaToJa  10.11.2007 zgłoś

zwiazki na odleglosc to lipa i niech nikt nie mowi ze tak nie jest zostaje si w sumie singlem i jak tu pojscna impreze fakt w gronie znajomych mozna sie bawic zadbaja o ciebie ale przychodzi wolna piosenka (przytulaniec) i zostajesz na lodzie poatym za granica to juz wogole nie jest ciekawie mam znajomych ale tesknie w sumie nie wiem do konca za czym ale tak po prostu chyba za wszystkim po troszku

Autor: kobieta  11.11.2007 zgłoś

do maugosia *** Ja nie chciałam ,. by moj partner wyjechał, szukałąm innych rozwiązan naszych spraw, lecz on wybrał to. Owszem, kilka spraw zmmieniło bieg ,więc uznal ze to jedyne wyjscie, ale o decyzji poinformowal mnie kilka dni przed wyjazdem, co wynikało z etego ze znal moje zdanie i kilka miesiecy wstecz uzgadnialismy ze nie bedzie wyjazdów . Pytasz o dojrzałosc ? Moja dojrzałosć w zwiazku istnieje, a objawia sie w tym ze to kocham go takim jaki jest, ze przyjełam te straszna dla mnei wiadomosc i staram sie z nia jakos pogodzić , ze czekam i ze staram sie dalej ufac i wierzyc ze za jakis czas nie poinformuje mnie o innej swej decyzji . A ze boję się ? Boje jak kazdy cżłowiek ,ktory zwiazek uwaza za bliskosc psychiczna i fizyczną .Owszem , to zycie zmusilo do wyjazdu, a ja poki co tam nie ogłabym pojechac ze wzgledu na sprawy w kraju. Czy potrafilabym wyjechac? Owszem. Maugosiu, nie pisz ze dojrzały zwiazek to czekanie, bo milosc potrzebuje tez czegos innego, ludzie maja rozne potrzeby a bycie razem oznacza bliskoc a nie odległosc de facto. Poza tym wszystko co jest niezgodne z naszymi pogladami boli. Jezeli Tobie to pasuje - to ok , ale sa tacy , ktrym nie pasuje i maja do tego prawo chcac byc blisko z ukochana osoba.

Autor: kika-baby  11.11.2007 zgłoś

ja tez mam obawy zeby moj chlopak jechal do angli zwiazki na odleglosc sie rozpadaja.tak wlasnie bylo popszednio.kocham go bardzo i nie chce sie z nikim dzielic moim facetem buziaki

Autor: marta  11.11.2007 zgłoś

sasasasasasa, a ja to nawet moglabym zniesc jakas rozlake -byleby w ogole miec z kim;] mam 20 lat i jedynym stworzeniem, ktore mnie bezgranicznie kocha jest moj pies..(sunia, mieszaniec), no..nieliczac calej gromadki familii i Boga, ktory musi mnie kochac, bo juz ze sto razy mialam niespotykanego wrecz "fuksa", ktory Jemu przypisuje(bo np. wyobrazcie sobie, ze w lublinie w piatek po polnocy stoicie na przystanku, pada deszcz i chcecie zlapac stopa, zbey dojechac do domu na drugi koniec miasta...nikt sie nie zatrzymuje przez ook 40 min, po czym zatrzymuje sie autko fajne , w nim 2 ochroniarzy, wy wsiadacie;], a oni....podwoza was pod same drzwi:D:Dnie mowiac juz o innych "przypadkach". Ja w kazdym razie wierze, ze to On za tym stoi:P) A do tego moja sunia jest 500km ode mnie, bo ja nie moge miec u siebie psa:( Anyway - cieszcie sie kobitki, ze w ogole macie takie problemy:D:D oto pozytywna ich strona - pomyslcie, ze sa baby na swiecie, ktore naprawde oddalyby...jakis procent;] swojego majatku, zeby moc miec takie zmartwienia;] pozdr i wszystkim trwajacym w rozlace zycze ...wytrwania naturalnie;]

Autor: marta  11.11.2007 zgłoś

"poznalem pewna dziewczyna o z cudowna osobowoscia i pieknym ciele" - jakie to....samcze;] (sorry za OT)

Autor: marta  12.11.2007 zgłoś

"Kilka minut wcześniej powiedziała mi, ze przystawia się do niej koleś,ale ona nie chce sie z nim związywać bo stwierdza ,że jej tak dobrze" Byc moze sam sobie odpowiedziales(?)Sa niektore dziewczyny, zwlaszcza te ladne, majace wielu "chetnych";], ze nie chca sie zwiazywac na stale...(na razie,bo teraz sie trzeba bawic,a dopiero potem wybierac kogos na stale)bo za duzo jest fajnych facetow, zeby wybrac tego jednego, wlasnie lepiej jest tak, jak jest. Bywa,z e jedna noc, to nic, a co dopiero pocalunek!! ale faceci tak maja z reguly, ze wlasnie jak tylko ta ladna zrobi cos w ich kierunku, to sobie wyobrazaja nie wiadomo co;] A to tak nie jest. niektore faktycznie sa takie , ze uwazaja calus i w ogole przytulanki za cos zobowiazujacego, ale wieeeele jest takich, dla ktorych to sa rzeczy...fajne, ale niekoniecznie wlasnie jednoznaczne;] pozdr

Autor: "ładna"  12.11.2007 zgłoś

Do Conti nawiazujac do wypowiedzi Marty: Jestem kobieta ktora ma duze powodzenie (przepraszam za nieskromnosc) i.... nie mam sie czym chwalic ale musze ci cos wyznac iz zgadzam sie z Marta "Sa niektore dziewczyny, zwlaszcza te ladne, majace wielu "chetnych";], ze nie chca sie zwiazywac na stale...(na razie,bo teraz sie trzeba bawic,a dopiero potem wybierac kogos na stale)bo za duzo jest fajnych facetow, zeby wybrac tego jednego, wlasnie lepiej jest tak, jak jest" . Z ta jedna noca sie nie zgodze, ale zgodze sie z tym ze nie umiem wiazac sie na stale bo zaraz znowu ktos inny jest na "horyzoncie" a ja pewna tego ze mu sie spodobam flirtuje ile wlezie i tak na okraglo. A gdy zwiazalam sie "na stale" (kilka lat zwiazku) okazalo sie ze nie moge pozostac mu wierna. Wiem ze to nie powod do dumy i ze jest to tragiczne ale to jest chyba cecha mlodej pieknej majacej powodzenie i ochote na flirt kobiety ktora kocha gdy wszystkie oczy skoncentrowane sa na niej... Ps. Mam 23lata....

Autor: do ladnej:  12.11.2007 zgłoś

do ladnej: Do Paris Hilton masz blisko. :)

Autor: Conti  12.11.2007 zgłoś

dzięki za odzew A któraś z was flirtowała z gościem dłużej niż 2 miesiące? W sumie jak byłby to tydzień góra dwa to bym nie zadawał tego pytania. Widzę ,że teraz to mnie unika na gg, także myślę ,że wszytko skończone. do Marta Może i samcze ,ale chciałem podkreślić ,że jest ładna. Chce również rozwiać pewne stereotypy odnośnie samców:) , że nie każdemu tylko sex w głowie

Autor:  12.11.2007 zgłoś

Wy wszyscy jesteście Walnięci!!!

Autor: Maa  12.11.2007 zgłoś

ale ja nie rozumiem jednej rzeczy czemu z Francji pierwsza para rozmawia przez neta? Mozna wykupic abonament internet + telefon + telewizja i miec nieograniczone rozmowy do Polski (jak i innych ok 40 krajow) ZA DARMO! (wszyscy operatorzy to proponuja, za wyjatkiem France Telecom) wiem bo sama dzwonie do rodzicow :) bardzo praktyczne!

Autor: samotna z wyboru  12.11.2007 zgłoś

Ja jestem w związku na odległość z małymi przerwami 15 lat.Widzimy się co 2 lub 3 tygodnie w weekendy.Wytrwaliśmy i wiem że wytrwamy.Bo jesteśmy jak dwie połówki pomarańczy.Ale nie życzę nikomu.Mam wrażenie,że życie przeleciało mi przez palce.Ciągle sama z dwójką dzieci.Ale wiem,że nie tylko mnie tak ciężko,mężowi także nie jest lekko.Zaznaczę że zmusiła nas do tego sytuacja.Przedtem bywało że nie miałam na przysłowiowy chleb -dosłownie(nie było na mleko dla dzieci).Ale już wkrotce może będziemy razem,taką mam nadzieję.Pozdrawiam

Autor: jaaa  12.11.2007 zgłoś

ja bylam w odwrotnej sytuacji... to ja wyjechalam do pracy, ale z gory wiedzialam na jaki okres czasu. co w tym wiec takiego strasznego?? to ze z moim chlopakiem bylam 3 miesiace. balam sie ze nie damy rade pokonac tesknoty, ze nie bedziemy umieli ze soba rozmawiac jak wroce, ze znudzimy sie sobie i znudzi nas to cagle czekanie. dlugo zastanawialam sie czyw ogole wyjechac. jednak moj wspanily mezczyzna wiedzial ze to szansa dla mnie i mnie przekonywal do tego wyjazdu. wyjechalam.. pelna obwa i tesknoty za ukochanym. byly ciagle rozmowy, sms, telefony, codziennie wieczorem po kilka godzin na gg, w dzien telefony, w pracy sms, ciagly kontakt. wiedzialam ze musi byc dobrze. wrocilam.. wszytsko przetrwalo. co najwaznijesze, ze o niebo lepiej niz przed wyjazdem. ten wyjazd byl nam potrzebny, zeby uswiadomic sobie jak bardzo sie kochamy, jak bardzo sie potrzebujemy, i jak bardzo nie mozemy bez siebie zyc. teraz to juz planuje tylko wspolna przyszlosc, takze wspolny wyjazd;-) dziewczyny glowa do gory,nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo;-)

Autor: były mąż  12.11.2007 zgłoś

nie rozumiem was tutaj, moja sytuacja wygląda tak że w Polsce czy tutaj w UK, pracuję bardzo ciężko, różnica jest taka, że kiedy pracowałem w Polsce straciłem żonę bo twierdziła że niby jestem ale przez cały dzień mnie nie ma, miałem po 3-4 dni wolnego w miesiącu, teraz jestem w Anglii od ponad pół roku i myślimy o wspólnym życiu tutaj, w między czasie ona poznała innego przez internet facet mieszkał w szkocji, okazał się nie odpowiedzialny bo wkrótce po tym jak zaczelismy myslec z moją byłą o tym żeby byc razem on stracił pracę a zarzekał sie na wszytkie świętości że ją kocha że będzie w stanie ją utrzymać, oczywiscie przy okazji mojego syna, wydaje mi się że chciał sobie "kupić" rodzinę, moja była żona była u niego wiem że mnie zdradziła, ja też niestety ją zdradzałem, ale wybaczyliśmy to sobie, również tak na marginesie facet tam meszkał kilka lat a nawet nie miał swoich oszczędności bo ciągle sobie kupował nowe "zabawki", w ciągu tych kilku miesięcy które już tu spedziłem byłem 5 razy w Polsce, moja żona z synem byli u mnie na dwa tygodnie na wakacjach, więc ja sie pytam czy warto żyć na odległość, i powiadam wam że warto, tęsknimy do siebie, widujemy sie co siódmy tydzień, zaczyna wszystko pasować, jest ciężko, ostatnio nawet przyleciałem bez uprzedzania o tym, więc niespodzianka była ogromna, niestety w polsce jeszcze mało ludzi zarabia na tyle żeb y prowadzić normalne życie i nie zastanawiać się czy uda się w tym miesiącu przeżyć do następnej wypłaty czy trzeba bedzie znowu pożyczać pieniądze, jestem przekonany do powrotu do polski bo tutaj nie jest lekko, zawsze będziesz obywatelem drugiej albo trzeciej kategorii, mimo tego że anglicy sa bardzo mili i uprzejmi, ale niestety jesteśmy tu obcokrajowcami, konkluzja jest taka dajcie mi zarobic 40% tego co tutaj a wracam z zamknietymi oczami i bede z rodzina w polsce, ale ze to predko nie nastapi to pewnie zycie bediemy sobie ukladac w Anglii, pozdrawiam wsystkich ktory zyja w zwiazkach na odleglosc zycze powodzenia i wytrwalosci

Autor: była żona  12.11.2007 zgłoś

były mężu....kocham cię... :) :) jak wyżej napisał, rozstaliśmy się mimo tego, że był tutaj, a tak naprawdę jakby go nie było, było o wiele gorzej niz jest teraz. Ta rozłąka bardzo nam pomogła i pozwoliła docenic siebie nawzajem. Staramy się nie wracać do tego co było i myślec o przyszłości. Zycze kazdemu aby rozłąka nie była męczarnią a dobrym doświadczeniem, które zaowocuje w przyszłości. Pozdrawiam serdecznie.

Autor: była żona  12.11.2007 zgłoś

a tak po za tym, wszyscy dobrze wiemy, kto jest temu winny, że polacy sa zmuszeni do wyjazdu i rozłąki z najbliższymi, pozostaje nam tylko wytrwać no i jak wiele napisało na dłuższą mete to nie jest dobre no i tez wiele zalezy od tego jaki kto ma charakter, bo jak ktoś chce zdradzić to zrobi to za drzwiami obok :)

Autor: byly mąż  12.11.2007 zgłoś

też Cię kocham mój dziubasku, i zgadzam się że do zdrady nie trzeba wyjeżdżać zagranicę, wystarczy zapukać do sąsiada/sąsiadki, ale to zależy tylko od człowieka czy tego chce czy nie. pozdrawiam gorąco i serdecznie

Autor: ASIA-71  12.11.2007 zgłoś

Witam serdecznie-ten temat to studnia bez dna,wprawdzie męczy mnie trochę co nie co ta rozłąka ale po przeczytaniu dobrych i optymistycznych rad (Norbi i Zosia)trochę moje nastawienie się zmieniło.Już się nie kłócę przez telefon, stwierdziłam ze nie warto,są przyjemniejsze rzeczy o których można porozmawiać,szkoda czasu na bzdety,jeszcze przestanie dzwonić i dopiero da mi to do myślenia a poza tym wróci na święta, i chcę żeby wszyscy byli w dobrych nastrojach a szczególnie JA, chcę się nim nacieszyć!!! Głowa do góry dla tych co przechodzą ,,załamkę'' :) PS.A gdzie jest moja bratnia dusza-ZOSIU czemu się nie odzywasz,smutno mi...:(

Autor: internautka  12.11.2007 zgłoś

faceti potrafia dobrze zakrecic bylam z chlopakiem (wprawdzie krotko) pol roku na poczatku wszystko bylo super byl na miejscu spotykalismy sie codziennie po miesiacu oswiadczyl ze wyjezdza wprawdzie w polsce ale daleko od miejsca w ktorym ja mieszkalam pogodzilam sie z tym bo taki byl jego zawod na poczatku cudownie listy smsy telefony itd spotkalismy sie moze dwa razy podczas jego polrocznego wyjazdu (oczywiscie wszystko bylo super) po jakis dwoch miesiacach od wyjazdu rzadko pisal i dzwonil ale wytlumaczalam sobie to tym ze jest zajety i ma duzo pracy po powrocie wrocil do swojego miasta rodzinnego a dzielilo nas 160km dla mnie to bylo malo co za problem wsiasc w samochod i w godzine bysmy byli znow razem ale dla niego-zreszta jedynaka pojawil sie problem zal mu bylo wydac na paliwo wykrecal sie jak mogl a pozniej po krotkim okresie napisal ze odleglosc jest dla niego problemem(160km:):):)) i ze mam sobie ukladac zycie bez niego:( oczywiscie zalamalam sie na maksa napisal jeszcze ze nie chce miec innej kobiety ze chce byc sam i ze praca jest dla niego najwazniejsza przez ponad pol roku dochodzilam do siebie nie moglam sie opanowac puszczalam sygnaly itd w koncu postanowilam zadzwonic po 3 miesiacach od rozstania(nie wiem czy zaznaczylam ze zakonczyl zwiazek prze smsa!!) i o dziwo chcial ze mna rozmawiac wykrecal sie ale na koncu oznajmil ze ma kogos i ze nie chce zebym sie z nim kontaktowala jak sie pozniej dowiedzialam zmienil numer tel itd bylam straaaszmie wsciekla rodzice powtarzali ze mam sie z nim nie wiazac ze na odleglosc nie ma szans itd wtedy ich nie sluchalam teraz moge podziekowac Bogu ze z nim nie zostalam ze nie walczylam poznalam wspanialego chlopaka jestem z nim dwa lata widzimy sie codziennie i nigdy nie zamienilabym tych chwil na rozlake tak jak w przypadku tamtego chlopaka mam nadzieje ze ulozyl sobie zycie z inna kobieta ze ma ja na miejscu i nie musi wydawac duzo pieniazkow na paliwo:) teraz mam pewnosc ze moj mezczyzna jest i bedzie ze mna zawsze:) wtedy kiedy sie usmiecham wtedy kiedy placze....

Autor: marta  12.11.2007 zgłoś

wkrótce była żona to ja.To się chyba mówi exia)Byłam w Anglii ledwie 8mcy.Plakałam,tęskniłam,powtarzalam sobie-byle do końca wakacji i odzyskam moje prawdziwe życie.Mąż oczywiście stęskniony,dopingujący i gorący)Syn w rozterce bo mamy nie ma a i tato taki zapracowany)Dobrze że Babcia byla)I cóż-przyjechałam,nawet różę dostałam ale tak spojrzałam na małżonka i wiedziałam.Na drugi dzień przejżałam komputer-zdjęcia, pocztę,historię)Zdjęcie tej panny zainstalowałamjako tapetę.I wiecie co?Znam go 18 lat.Czego mogę o nim nie wiedzieć?)Każdą minę,reakcję,unik.Spytałam czy może ma kogoś?nie.Czy może się w kimś zadużył,zauroczył?nie-o co Ci chodzi?Dobre jest to pytani ale po pierwszych kilku latach już moja kobiecość nie daje się podpuścić-i nie zaczynam tłumaczyć temu biednemu facecikowi jak działa nasz świat))i stanęłąm sama przed sobą-i co teraz?To nie jest próbny alarm)Ja,taka wyszczekana,przedsiębiorcza ostoja i opoka dla naszej trójki.I co teraz?Padła odpowiedż odśrodkowa-i co teraz skoro ja kocham tego mężą?Myślę-jestem pewna,że taka sytuacja u zdrowego człowieka to jedyna okazja,żeby doświadczyć takiego uczucia schizofremii.Ale w tych pierwszych momentach warto wziąść się w karby i nie robić nic)Żadne Oczyszczające wrzaski i to wszystko na co ma się ochotę)Z ciężkim mordobiciem suki która zniszczyła moją rodzinę,włącznie)A dlaczego?Czego faceci -chyba generalnie -nie lubieją?Rozmawiać)Więc rozmawiałam)Łatwo nie było.Jako kobieta w momencie kiedy mam problem staram się wszystko przegadać i sama siebie motywować albo odwodzić od czegoś tam.I w tym przypadku kiedy dodatkowo wsłuchiwałam się w to co od czasu do czasu mówił mąż,to wyszlo mi że to tchórz,który zniszczył życie mi i synowi i nawet tej pannie)że on właściwie to nic nie myślał bo nie miał nawet żadnego planu a wiedział że wracam)No czujecie jaki to idiota?Całą resztę inwektywów sobie dopowiedzcie bo ja mu ich bynajmniej nie żałuję)Gorzko mi z tym)Teraz nie mam mu już nic do powiedzenia.Oczywiście poza tymi wszystkimi obraźliwymi rzeczami,których nie powiedziałam.Robiłam i nie zrobiłam tego -dla mnie jako kobiety i jako matki.Bo wiedzialam,ze tego czego on chce to tego,zebym go wyrzuciła z domu)Ot i było by po problemie,czysto zagrane nic dodać nic ująć.Ale przesięgłam sobiektórejś bezsennej,zaryczanej nocy-że odejdzie odemnie sam-podejmie tą decezję,zapozna się z konsekwencjami,emocjami moimi,syna swoich rodziców,żadnego krycia i wstydliwego spuszczania oczu.Dlaczego ja?będzie to dla niego najbardziej przemyślana decyzja w życiu.Minęly dwa mce,nie mieszkamy razem.Okazało się ze ojcostwo nie jest tak atrakcyjne kiedy trzeba wstać w niedzielę,przyjechać-być z emocjami syna,coś powiedzieć albo jawnie spuszczać oczy kiedy syn patrzy i pyta.Mi się serce rwie w strzępy jak widzę jak on go olewa,a mały-kocham cię tatusiu,przyjdziesz znowu?A ja zęby zaciśnięte,chlodny uśmiech dla niego i suportowy dla syna.W tym tygodniu zdecydowałam sie zacząć terapię u pani psycholog bo wiem,że sam nie dam rady zrobić porządku w mojej glowie.W końcu przez połowę mojego życia byłam z nim i dla niego.Jednoznacznie)Wiem,że teraz dodatkowo muszę pokierować tym wzajemnym odchodzeniem)paranoja w sumie)Ale to ja dla siebie muszę odejść.Oduczyć się być żoną,przynależeć do kogoś mentalnie i emocjonalnie.Wiecie,że łapie sie na wchodzeniu na stare tory-odruchy,odzywki,zarty,reagowanie na syna wygłupy itp.Jakby się nic nie stało,może ot taki cichy dzień)W sumie potworne.Chcę odejśc.Gdybyśmy mieli sobie kiedys coś do powiedzenia to teraz potrzebuje siebie.Obiecał mi wieczność"która tak krótko trwa")marta

Autor: Ania  13.11.2007 zgłoś

Witam.Jestem ze swoim chłopakiem od 3 i od 3 lat On mieszka zagranica. Widujemy się zadko, raz w roku. Nie jest łatwo, czasami tęskni się za tą druga osoba tak bardzo, że aż boli. Po tych 3 latach powinnam się już przyzwyczaić ale do tego chyba człowiek nigdy się nie przystosuje. I dlatego za każdym razem, kiedy się widujemy bardziej doceniam te chwile spędzone razem. Bo to są najpiekniejsze chwile jakie moge sobie tylko wymarzyć. A marzenia są przecież bo to ,aby się spełniały. Trzymajcie się dzielnie. Pozdrawiam. Pa.

Autor: mysza  13.11.2007 zgłoś

moj narzeczony, juz teraz, jest marynarzem.Znamy sie od dziecka, od ponad 3 lat jesteśmy razem. Związek na odległość to coś co umacnia uczucie , znacie taki cytat "rozłąka osłabia mierne uczucia a wzmaga wielkie, jak wiatr gasi świece a rozpala ogien..." to według mnie najprawdziwsza prawa. każde nasze spotkanie to wybuch wielkich uczuc na nowo, zakochuje się w nim za każdym razem jak mogę spojrzeć w jego oczy. Czasami nie widzimy się przez pół roku, czasmi przez 3 miesiące., oczywiście istnieją telefony, internet...ale na oceanie jest cięzko złapać zasięg...ale kochamy się a to jest w życiu najważniejsze

Autor: Natasza  13.11.2007 zgłoś

Jestem w związku małżeńskim o 5,5 lat, mamy dwoje dzieci, 3,5 letnia córeczkę i 3 miesięcznego synka, mały miał 3 tygodnie kiedy mąż wyjechał do Irlandii. Decyzje o wyjeździe podjęliśmy wspólnie,byłam wtedy w 3 miesiącu ciąży, choć kiedy urodziłam synka wiedziałam ze to był zły pomysł. Pocieszałam się ze to hormony tak działają ze jestem ciągle przygnębiona, ale to fakt ze za 3 tygodnie zostanę zupełnie sama z dziećmi tak na mnie działał.Płakałam każdej nocy, choć mąż zobaczył moje łzy dopiero dwa dni przed wyjazdem.Załamał się, nie wiedział co ma zrobić , było mu ciężko zostawić swoją rodzinę.Jednak nie było odwrotu, za wiele postawiliśmy na jedną kartę. Dzień wyjazdu był straszny do przeżycia. Serce mi pękało, kiedy żegnał się z dziećmi.Nie mogłam ukryć łez choć tak bardzo chciałam być silna dla niego. Wiedziałam ze jemu jest trudniej.Ta rozłąka trwa już dwa miesiące, codziennie rozmawiamy przez skypea, ale z każdym dniem jest mi to coraz trudniej znieść.Mąż przyjedzie na 3 tygodniowy urlop w grudniu, a ja nie jestem pewna czy pozwolę mu wrócić

Autor: Natasza  13.11.2007 zgłoś

Jestem w związku małżeńskim o 5 lat, mamy dwoje dzieci, 3,5 letnia córeczkę i 3 miesięcznego synka, mały miał 3 tygodnie kiedy mąż wyjechał do Irlandii. Decyzje o wyjeździe podjęliśmy wspólnie,byłam wtedy w 3 miesiącu ciąży, choć kiedy urodziłam synka wiedziałam ze to był zły pomysł. Pocieszałam się ze to hormony tak działają ze jestem ciągle przygnębiona, ale to fakt ze za 3 tygodnie zostanę zupełnie sama z dziećmi tak na mnie działał.Płakałam każdej nocy, choć mąż zobaczył moje łzy dopiero dwa dni przed wyjazdem.Załamał się, nie wiedział co ma zrobić , było mu ciężko zostawić swoją rodzinę.Jednak nie było odwrotu, za wiele postawiliśmy na jedną kartę. Dzień wyjazdu był straszny do przeżycia. Serce mi pękało, kiedy żegnał się z dziećmi.Nie mogłam ukryć łez choć tak bardzo chciałam być silna dla niego. Wiedziałam ze jemu jest trudniej. To on musiał wszystko zostawić i wyjechać do obcego kraju.Ta rozłąka trwa już dwa miesiące, codziennie rozmawiamy przez skypea, ale z każdym dniem jest mi to coraz trudniej to znieść.Mąż przyjedzie na 3 tygodniowy urlop w grudniu, a ja nie jestem pewna czy pozwolę mu wrócić do pracy za granicą...Teraz wiem , że moja rodzina jest dla mnie wszystkim i nie aż tak ważne są pieniądze, za które można kupić ekskluzywny samochód. Zdecydowanie wolę rozmowę z mężem wieczorem przy herbacie z cytryną,kiedy dzieci pójdą spać, wolę kiedy tata szaleje z córką wieczorem, lub kiedy czyta jej przed zaśnięciem, kiedy trzyma synka po karmieniu w pozycji pionowej aby małemu się odbiło.Te chwile warte są więcej niż ta forsa.Ja zrozumiałam to już w kilka dni po wyjeździe męża.

Autor: agnes  13.11.2007 zgłoś

hej ... od dwóch lat jestem w związku z chłopakiem z drugiego końca Polski ... najlepsze w tym wszystkim jest to ze nigdy sie nie spotkaliśmy ... potrafimy przez telefon sie kłócić pocieszać , kochać.......to jest cudowne... pod koniec miesiąca będzie nasze pierwsze spotkanie , boje sie ze wszystko sie zmieni .... zepsuje... ze coś stracę...może niektórym wyda sie to głupie i niemożliwe ale my sie naprawdę kochamy..człowiek kocha sercem nie oczami.....

Autor: kobieta  13.11.2007 zgłoś

Do Natasza. Ja tak ma kazdego dnia do ponad miesiąca .Wiedziałm, ze pomysł jest niedobry, bo ja tak to bede przezywała i dl amnie tez pieniadze sa mało wazne w porownaniu z bliskoscia z ukochana osoba. Tylko z eja nie mialam mozliwosci decydowania, moje argumenty nie były d wazne, a choc rozumeim meskie myslenie w tej wyjatkowej dosc sytuacji to.... wolalabym zeby i tak jak piszesz- wspolna herbatta, pogadanie itd....Ja tam jade za kilka tygodnie ale zaledwie na kilka dnie, nei wiem. nie wiem jak to bedzie gdy bede musaila tu wrocic i byc znow sama....

Autor: Norbi  13.11.2007 zgłoś

Do " Kobieta " : Cześć Kobietko:):) nie martw się Robaczku:) będzie ok:> najważniejsze że się zobaczycie:> i będziecie Razem:>:> Wiec nie stresuj się bo stres szkodzi urodzie:> a Ty musisz wyglądać ładnie:> nie dla Niego, lecz dla Siebie:)) A jak tam już będziesz to musisz Jego omamić i zarzucić Jemu cugle, ukrócić i zaprowadzić do domciu, do Swojej Kobiety, gdzie Jego miejsce:>)hyhy:>> mm jeszcze jakby była jakaś, szpicruta! ooo! to wtedy też można by się pobawić we Władczą, Srogą Panią i niewinnego, płochego niczym sarna przydybana przez myśliwego Sługę:>>>taaaak!!!! mmmm:>:>nooo;>;> a jak będzie się stawiał, nie słuchał to ostrogami go w zad! Nie daj się wodzić za Nos! Pamiętaj że musisz liczyć na Siebie przede wszystkim:> Jak nie to nie. To Ty teraz musisz narzucić Jemu Swoją decyzję, bo tak będzie się ciągle rządził i musi być po Jego myśli. A co z Tobą? hę? Chciał? Pojechał? to niech wraca, bo chcesz tak dalej? Ja bym nie chciał. Więc trzymaj się mocno i dbaj o Siebie:> przynajmniej nie będziesz wyglądać jak wysuszona roślinka, tylko zadbana Kobieta, znająca Swoją wartość. Bo pamiętaj że bardzo możliwe iż On chce dobrze dla Was, lecz teraz to musi wrócić. Pewnie i Jemu nie jest łatwo, ale musicie przecież być Razem:> Dlatego też polecam przed wyjazdem zaopatrzyć się w kajdany, opaskę na oczy i lub jakiś materiał, którym można by wiązać ręce;>yhhmm:>> i tak przywiązać do łóżka i bardzo powolutku, cm po cm drażnić ciało, paznokciami, dotykiem i lodem:>mmm..wrrr!! O i jak chcesz to zacznij biegać z rana ( tylko cieeeplutko się ubierz ) lub wstać nieco wcześniej, ustawić fajną muzę i przygotować sie do dnia:> i śpiewać:> tak czy owak dbaj o Siebie i dogadzaj Sobie:> bo to teraz najważniejsze:> hmm np jakiś fajny ciuszek!:> jak było napisane, " nie szata zdobi człowieka lecz ludzka godność " a " tylko dobrze ubrany człowiek, może czuć się godnie " :>hehehe:>> o i propos :> polecam jakąś faajną książkę lub film:>>papapa:>>idę zacząć dbać o Siebie i wezmę prysznic na przemian ciepły i zimny:> fajne potem jest uczucie:>

Autor: eda  14.11.2007 zgłoś

hmm.FACECI KIERUJA SIE h....m.prawda i okazja czyni zlodzieja.Nie wiem jak mozna kochac ale chwila slabosci i jest po zwiazku.mieszkam juz dlugo poza granicami kraju i widze co sie dzieje .Facet jak Facet ale kobiety robia sie gorsze od faceta.Nie liczy sie moralnosc to juz zanika.Zatracaja sie z czasem wszelkie wartosci. i co na po tym zostanie ?! zaczynamy zyc jak zwierzta.ja tez nie jestem i nie bylam aniolkiem ale dzisiaj dostrzegam jak lajdacki jest ten swiat.

Autor: ninka  14.11.2007 zgłoś

.W czasie trwania mojego malżeństwa byl taki okres, gdy niewidywaliśmy się z mężem tygodniami,jak ja wówczas tęsknilam!Płakałam wtulona w jego koszulkę,szukałam jego zapachu i wyłam jak zwierze,rozłąka tak bardzo,bardzo bolała... Pisaliśmy do siebie,dzwoniliśmy każdego dnia,dzieliliśmy się każdą chwilą,myślą,wydarzeniem.Nigdy nie mogliśmy sie doczekac naszych rozmów,spędzania razem czasu,tak wiele nas łączło;wspólne pasje,miłośc do sztuki,filmu,książki.Kiedy już byliśmy razem nie brakowało nam już nic wiecej,sypialiśmy jak najmniej,bo szkoda nam było czasu na sen.Gdy już skończył się okres rozłąki, nadal było tak "rózowo" ale powoli w ten nasz idealny świat wkroczło życie codzienne, z całą swoją brutalnością,przyziemne problemy, z którymi nie umieliśmy sobie poradzic.Pojawiła sie nasza córeczka w której ja zakochałam sie bez pamięci, a mąż nie umiał sobie poradzi z sytuacją ze musi się mna z kims dzielic.Po jedenastu latach rozeszliśmy się.. Wyszłam ponownie za mąż,za czlowieka ktory mocno stąpa po ziemi,nie buja w obłokach,a świat dzieli na dwa kolory;czerń i biel.Wydawało mi sie że tak będzie najlepiej.Pare miesięcy po ślubie, znowu nastąpiła powtórka z historii,ja tu, a mój mąż trzy tysiace kilometrów dalej.Ale tym razem jest inaczej,rozłąka pokazała jak nie wiele nas łączy!!!!!Z każdym dniem rozmawiamy mniej,bardziej z poczucia obowiązku niz potrzeby,krociótko ,szybko i sucho..Chcemy jakoś utrzymac ten związek, pomimo jego braków,tylko czy to sie uda?Zobaczymy.Związki na odległośc to dobra i zła sytuacja,w zalezności od tego co dzięki temu dowiemy się o sobie nawzajem i czy jest ta cudowna miłośc.. Zyczę szczęśliwych powrotów, wszystkim stęsknionym..

Autor: Asia  14.11.2007 zgłoś

Jestem z moim chlopakiem juz 2.5 roku- od poczatku jest to zwiazek na odleglosc, bo mieszkamy w dwoch roznych miastach. Ale pomimo tego, ze mam chwile zwatpienia, ze mowie, ze dluzej tak nie dam rady, to nie chce tego konczyc, bo wiem, ze po ukonczeniu studiow bedziemy mogli zaczac naprawde wspolne zycie:D dla mnie ogromnym plusem jest to, ze gdy widzimy sie to mozemy byc razem przez24 h na dobe:)

Autor: uka  14.11.2007 zgłoś

Mój kochany marynarz właśnie wypłynął. Dziś rano widziałam go ostatni raz. Nie będzie go prawie dwa miesiące (całe sczęście, że nigdy nie wypływał na dłużej), ale przy odrobinie szczęścia może uda mu się wrócić na święta.To nie nasza pierwsza rozłąka, juz wiele za nami i jeszcze więcej przed nami. Jest mi ciężko, czasem się boję, ale nie rozpaczam. * Najgorszy jest pierwszy tydzień, no może dwa. Wtedy dostaję czegoś, co nazywam "delirką odstawienną", strasznie mi go brakuje, tęsknota aż boli, zwłaszcza gdy budzę sie w nocy, a jego nie ma, lub gdy wracam z pracy i nikt na mnie nie czeka, nie całuje, przytula. * Kolejny tydzień lub dwa to dla mnie okres rozmyślań - jesli o mnie chodzi to najchetniej bym go przespała. Wtedy myślę sobie co on robi, czy wytrwamy razem, czy nadal będzie chciał się ze mną ożenić,czy mnie nie zdradzi. I mimo jego zapewnień o wierności, mimo braku podstaw do podejrzeń - panicznie sie tego boję, bo jest naprawde przystojnym facetem i zdarza się, że kobiety podrywają go nawet w mojej obecnośći (głupie krowy, cholera!!!!!!!!). Boje się, że kiedyś sie skusi. Nie lubie tego okresu rozłąki, bo to czas złych, destrukcyjnych myśli, sama siebie wykańczam. * Ostatni tydzień to czas wielkiego podniecenia, szukania nowych przepisów kulinarnych i wielkich przygotowań na powrót mojego wilka morskiego :) Ale niestety, za każdym razem mi się wydaje, że to najdłuzszy tydzień mojego zycia. Dni ciągną sie niemiłosiernie, im bliżej jego powrotu - każdy dzień płynie wolniej. Ale w końcu przybywa i jest cudownie :) Az do nastepnego rejsu... Naprawdę da sie tak żyć. Niektórzy nie potrafią, nie chcą, boją się tego - i ja to rozumiem i szanuję wszystkie opinie, jakie się tu znalazły. Mnie się to udaje i cieszę się z tego. Mam nadzieję, że życie nie sprawi mi zadnej przykrej niespodzianki, o jakich można naczytać sie powyżej. Wierzę, że jesli się kochamy, to wszystko przetrwamy i będziemy szczęsliwi i już. Wiem, ze przede mna mnóstwo ciężkich chwil, może i kryzysów, kłopotów, których jeszcze sobie nie uzmysławiam do końca, bo np. jeszcze nie mamy dzieci. Kiedy sie pojawią, wiem, że będzie ciężej, że będę bardziej go potrzebować. Ale jakos to będzie. Nie wyobrażam sobie zycia z kimś innym. Poza tym takie chwilowe rozstania mają tez swoje dobre strony - pozwalaja złapać oddech, nabrac dystansu do pewnych spraw. Wtedy mozna zająć się sobą i rzeczami, które sie zaniedbuje, kiedy mężczyzna jest w domu, bo nie chce sie marnowac czasu na pierdoły, kiedy on jest obok :) Poza tym nie wiem, czy tylko jak tak mam, czy może to normalne i powszechne - ale mimo tęskony i autentycznego bólu czasem "cieszę się", że go nie ma, bo gdy jest - jestem zaabsorbowana nim tak bardzo, ze niemal czuję przesyt (a jak jest w rejsie czuję niedosyt :). Tęskonota jest potrzebna, pozwala zrozumiec pewne rzeczy i docenić, co się ma. Pozdrawiam wszystkie żony, dziewczyny, matki marynarzy!!!! Nie pozdrawiam kochanek marynarzy!!!! Tak, ich bardzo nie pozdrawiam x1000, co więcej - nie życze im za dobrze :) Pozdrawiam wszystkich żyjących w związkach na odłegość i tych, który sie to nie udało! Pamiętajcie - rozstanie to próba uczuć, jeżeli wtedy uczucie wygasa, to znak, ze nie było warto być z daną osobą i cieszcie się, że sie o tym przekonaliście, bo szkoda marnować życie na nic nie warte związki. Trzymajcie się dzielnie !!!! Wszyscy.

Autor: Przystojny  14.11.2007 zgłoś

Uka nie ma wiernego goscia "przystojnego" na ktorego slinia sie kazde panny.... do tego rozlaka!! Horror. Przeciez nie powie ci co tam robi . Ale zdarzaja sie wyjatki jeden na milion. tobie zycze bys tym wyjatkiem byla ale .. dobra rada : jesli chcesz miec wiernego marynarza wez sobie brzydala! Chociaz.... kto wie

Autor: uka  14.11.2007 zgłoś

Ech, Przystojny... pech chciał, że pokochałam przystojniaka :) Gdy poznałam swojego faceta, nie był jeszcze marynarzem. Nie myslałam wtedy, co będzie później. Ale obawiam się, że możesz mieć duzo racji. Chociaż ja wolę wierzyć, że będzie wobec mnie w porządku. Człowiek ładny nie zawsze oznacza człowieka głupiego. On wie, jaki ja mam stosunek do zdrady, wie, czym to mu grozi i on zresztą też ma dużo do stracenia. Choć zabrzmi to paradoksalnie, to mimo że sie boję zdrady, to jednak mu ufam. A czy jest godny mojego zaufania, życie pokaże. Na razie mnie nie zawiódł.

Autor: a  14.11.2007 zgłoś

pozdrawiam wszystkie słomiane wdowy!!!

Autor: AGULA  14.11.2007 zgłoś

TEŻ MAM FACETA MARYNARZA CHOCIAŻ POZNAŁAM GO TYDZIEŃ PRZED REJSEM STUDIUJE JESZCZE A TEN REJS BYŁ JAKIMŚ STAZEM PÓŁ ROKU MASAKRA KONTAKT TYLKO JAK WPŁYNĄŁ DO JAKIEGOŚ PORTU RAZ NA MIESIĄC NIE WIEM CO JA ROBIE CZEKAM WIERNIE JAK ...PIES BO WIEM ZE JEST TEGO WART WRACA ZA TRZY TYGODNIE MAM NADZIEJĘ ŻE WARTO BYŁO CZEKAĆ :-)BARZDO BYM PROSIŁA O OPINIE UKE JAK JEJ SIE ŻYJE W TAKIM ZWIĄZKU MOGŁABYM MIEĆ INNEGO MĘŻCZYZNĘ ALE JA WYBRAŁAM TAKI DOŚĆ TRUDNY ZWIĄZEK I JAK Z TYM ZASIĘGIEM ANI ANI NIC////??// PROSZĘ O OPINIE POZDRAWIAM UKE I INNYCH KAFETERIANÓW

Autor: RoBerTo  14.11.2007 zgłoś

Temat związek na odległość jest bardzo dobrym sprawdzianem dla osób które naprawde sie kochają . W moim przypadku nie tylko to sprawdzian ale ogromna tęsknota za moją Niunią .Nie ma dnia i nocy kiedy nie doświadczam orgomnej tęsknoty, samotności , a za razem miłości do mojej ukochanej.. Pracuję za granicą , ale moje serce, rozum są zawsze przy mojej słodkiej Asiulce. Wyjechałem dlatego, bo chciałem polepszyć nasz byt , stworzyć wspólną przyszłość, a z drugiej strony zapracować i pokazać jak bardzo ją kocham .. Moim poświęceniem chciałem udowodnić jak bardzo ją kocham i uważam że cały świat powinien o tym wiedzieć, a zwłąszcza Ty mój skarbie Asiu. Pamietaj jesteś moją miłością i zawsze nią pozostaniesz do końca moich dni THE END :) Buziaki skarbie Robercik:))

Autor: Lena  14.11.2007 zgłoś

dziekuję Norbi:) przepraszam ze tak pozno odpisuje ale jakos wczesniej nie mialam czasu. A tak juz odbiegajac od reszty chcialabym napisac troche wiecej o moim zwiazku. Mam chlopaka od prawie 2 lat, ktory mieszka 600 km ode mnie i niestety nie widujemy sie zbyt czesto:( srednio raz na miesiac poniewaz obowiazki mu na to nie pozwalaja (na tygodniu pracuje a co 2 tyg studia) Ma 25 lat ale niestety dopiero w tym roku zaczal studiowac. Nie mial sielankowo wiec z jednej strony go rozumiem, musial pomoc rodzicom no a potem zapracowac na swje studia ale jest mi bardzo zle ze inni mają latwiej. Nie mamy rowniez zadnej stabilizacji materialnej, ja mieszkam z rodzicami i studiuje tutaj a on tam. przed sobą widze straszna przyszlosc, zadnej pomocy ze strony rodzicow...:( i wlasnie najbardziej mnie przeraza fakt ze przynajmniej przez najblizsze 4 lata nie bedziemy mogli mieszkac razem:(( nie znosze tych jego przyjazdow i powrotow do domu! skype mi go nigdy nie zastapi. nie wiem jak dlugo to wytrzymam. takie zwiazki sa naprawde ciezkie:( wydaje mi sie ze jestem bezradna w tym wszystkim.... pewnie byloby mi latwiej gdyby rodzina akceptowala nasz zwiazek ale niestey na nich liczyc nie moge:( ehh.... pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia, bo przeciez nikt nie powiedzial ze będzie latwo:))

Autor: mloda  14.11.2007 zgłoś

ciezkie takie zycie ale daje rade

Autor: jon  15.11.2007 zgłoś

jestem z dziewczyna od 2,5 miesiaca poznalismy sie tydzien przed moim wyjazdem do angli wracam na swita za miesiac narazie uklada nam sie dobrze nie powiem ze nie ma jakis wasni miedzy nami powoli odliczamy dni do mojego powrotu ale sam niewiem co bedzie jak przyjade troche sie o to boje mam nadzieje ze jest uczciwa i wierna mi tak jak ja jej

Autor: Iga  15.11.2007 zgłoś

Nie wierze w związek na odległość.Zabije każda miłość. Usprawiedliwiam go jedynie w wypadku szczególnej konieczności- kompletnego braku zapewnienia egzystencji rodzinie- dzieciom- w kraju. Ale nigdy nie dla polepszenia tzw.bytu.Znam wiele małżeństw, które sie rozpadły. A te które jeszcze trwają sa dalej na odległość- bo jak wrócił- to po jakims czasie pojechał. Bo ludzie przestają umieć razem żyć. Dla dzieci ważniejszy jest ojciec niż nowy samochód, albo nawet dom. Byłam na emigracji. Widziałam. Pozdrawaiam wszystkich.-IGA

Autor: Ate  15.11.2007 zgłoś

do Uke, dzięki za to co napisałaś. czytając komentarze zaczęłam się zastanawiać czy jestem normalna bo wychodziło na to, że bycie w związku z marynarzem to jakiś rodzaj masochizmu. Życzę szczęścia i wytrwałości. Pozdrawiam kobiety marynarzy.

Autor: Natasza  15.11.2007 zgłoś

Do Kobieta Ja mam wrażenie,że pierwsze spotkanie po tak długim czasie z mężem będzie czymś wyjątkowym, dlatego ponowne rozstanie się z nim będzie powracającym koszmarem.Tobie też z pewnością będzie ciężko zostawić go i wrócić do Polski. Wczoraj mąż opowiadał jak to wieczorami przed zaśnięciem marzy o zbliżających się świętach, kiedy to wspólnie ubierzemy choinkę itd.Ciagle powtarza jak nas kocha i tęskni i to dla nas podjął się tej trudnej próbie, jaką jest ta masa kilometrów dzielących nas. Wiem, że on chce dla nas lepszego jutra, ciągle powtarza ze chce żeby jego dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo, ale moim zdaniem pieniędzmi i prezentami im tego nie zapewni.ja chce żeby był z nimi i uczestniczył w ich życiu tu na miejscu a nie przez skypea do cholery!jakoś wytrzymam ten rok bez niego ale ani jednego dnia więcej!

Autor: Kama  15.11.2007 zgłoś

Do AGULA Bądź dobrej myśli, jestem córką marynarza(byłego), moi rodzice byli i są nadal szczęśliwym małżeństwem. Mama wspomina jak ciężko jej było żyć samej z dziećmi , kiedy tata wypływał, ale jakoś dali rade. Twierdzą ze to ich umocniło, mają do siebie ogromne zaufanie i kochają sie jak nastolatkowie mimo ze są 30 lat po ślubie. Powodzienia

Autor: uka  15.11.2007 zgłoś

Do Aguli Jak juz wspominałam - da się tak żyć, ale musisz sobie od razu na początku uświadomić, że tak (tęsknota, chwile zwątpienia, no i co ukrywać - poczucie samotności) będzie cały czas. Trzeba to zaakceptować, choć to trudne. On zawsze będzie wyjeżdżał. Jeśli czujesz, ze nie dasz rady... Musisz zdecydować sama. Nie będę dawać rad, nie jestem wyrocznią. A co do zasięgu, to nie wiem, jak jest na innych statkach, ale mój chłopak może do mnie dzwonić. Oni mogą się łączyc przez satelitę, choć oczywiście nie zawsze jest zasięg. No i kosztuje to straszną kasę, niestety... Kiedyś, kiedy pływał na innym statku, miał jakąś tam pulę minut za darmo od firmy, teraz niestety musi pokrywać to z własnej kieszeni, więc dzwoni troche rzadziej - co tydzień, ale dobre i to. Co więcej - ja tez moge do niego dzwonić, choć strasznie mnie to wkurza, bo albo nie ma zasiegu, albo coś trzeszczy, albo nie może podejść, bo albo jakąś wachtę ma, albo jakieś ćwiczenia im urządzają. Więc wolę czekać na jego telefony, a sama dzwonię, kiedy mam ważną sprawę albo gdy naprawdę mocno mnie przypili :) Do Igi: Wydaje mi się, że masz trochę zbyt radykalny pogląd na ten temat. Nie zawsze rozłąka zabija miłość, a co nie zabije, to przecież wzmocni :) Nie pisz tak proszę, bo choć na pewno dużo widziałaś i dużo wiesz, to podcinasz skrzydła osobom takim jak ja czy Agula. Nasi faceci wybrali taki zawód i teraz ponoszą tego konsekwencje i ryzyko z nim związane. Nie mozna na to patrzeć tylko z jednej strony. Pisząc, że rozłąka zabija miłość, to tak jakbyś stwierdzała, że marynarz, który zawsze jest daleko, nie będzie kochał i nie będzie kochany, że zawsze będzie w jakiś sposób uczuciowo okaleczony. Uwierz mi, że to nieprawda. Oni potrzebują miłości bardziej niz ktokolwiek inny. Bujając sie miesiącami na falach, potrzebują świadomości, że ktoś ich kocha i na nich czeka. I dbają o te związki, które zostawili na lądzie, bo one trzymaja ich przy życiu. Oni też się boją, też maja obawy, że my ich zdradzimy itp. To działa w obie strony. Ale kiedy mój chłopak dzwoni z morza i mówi, że juz nie może wytrzymac, że chce do mnie, ze odlicza dni, kiedy słyszę, że łamie mu sie głos, gdy obsypuje go "tylko naszymi" pieszczotami - wiem, ze to wszystko ma jakis sens i że wytrzymamy. Czasem ludzie będąc z soba na codzien nie potrafią byc naprawdę razem. Bo tak naprawde uwazam, ze problemem nie jest odległość, ale brak dojrzałości, słabość charakteru albo głupota ludzka, a te cechy może posuadac każdy, bez względu na to czy jest marynarzem, hydraulikiem we Francji czy bankowcem w Polsce. Howgh

Autor: kobieta  15.11.2007 zgłoś

Do Natasza Tak, masz ca?kowita racje, nei bedzie mi lzej po powrocie po wspolnych kilku dniach powrotu, ale chce je z nim sp?dzic, potrzebuje tego coraz bardziej. Poki co tozmowy telefon i przez komputer, ale ....to jak zjadanie ciastka przez szybe cukierni....a z drugiej stronylepsze to nic nic...a jeszcze kilka lat temu by?o i z tym gorzej. Tez mamy perspektywe roku, mniej wiecej, ja sie boje ze od siebie sie odsuniemy, ze on wrosnie w tamto zycie, nie ma tu dobrych perspektyw ppo powrocie i to wielki k?opot, ale to czas pokaze. Martie sie tez , ze ktroegos dnia skusi go jakas okazja, ze zapomni sie, ze po pracy majac czas....Wiesz o czym mysle...nie chce tak myslec , ale... to siedzi w g?ebi duszy, bo niestety zycie mi nei raz pokazalo , ?e wielu ludzi nie tak dos?ownie traktuje wiernosc.... Masz racje prezentym, rzeczy to nie zastapi bliskosci...My mamy duzy kredyt ktory tu nie mial jak byc sp?acany jakis czas ze wzgledu na brak pracy wi?c...to jeszcze nie na przysz?osc kwestia a na teraz. To tez dobija ... Ale musimy jakos dac rade - w?asnie: jakos....Pozdrawiam ciep?o . Do Norbi Masz racje z tym co piszesz, z tym dbaniem o siebie, z tym zaciaganiem do domu :) ale obawiam sie ze on tam zostanie, koniecznosc w jego meskim wydaniu, bo sa zobowiazania i trzeba je zlikwidowac. Gdyby chodzi?o o zarabinaie jako takie to pewnie od razu postawilabym sprawe na ostrzu noza. Musze tam wygladac rewelacyjnie ale ostatnio naprawde jakos sie za ma?o staram o to...zmeczenie, nadmiar obowiazkow, smutek, przygnebienie . Niedobre to objawy, mam tego swiadomosc . Musze sie wziac w garsc, ale kiedy juz wychodze na prosta, to znow kopa dostaje i z najmniej spodziewanej strony . Narzekam, to straszne, sama siebie za to nie lubie .... Ale teraz ide wziac kapiel :-) Pozdrawiam i dziekuje za ciep?e s?owa :)

Autor: zona marynarza  15.11.2007 zgłoś

do UKE. W imieniu zon marynarzy dziekuje za pozdrowienia. Nielatwe byc zona czekajaca na jego powrot.Ale mozna sie przyzwyczaic. Ja czekam juz 10 lat.Moze dlatego malzenstwo przetrwalo.

Autor: AGULA  15.11.2007 zgłoś

DZIĘKUJE WSZYSTKIM ZA WSPARCIE ZOBACZE CO TO BĘDZIE ALE WIERZE ŻE WYTRWAM JUŻ TYLE JAK PÓŁ ROKU WYTRWAŁAM TO 3 TYG TO TYLKO CHWILECZKA ON JEST STRASZNYM DOMATOREM ALE TAKIE JEST ŻYCIE KTÓRE PISZE TAKIE SCENARIUSZE POZDRAWIAM UKE,zone marynarza I CAŁĄ KAFETERIE TROCHĘ DZIEKI WAM SIE DOWIEDZIAŁAM POZDRAWIAM I ŻYCZĘ POWODZENIA NA DALSZE WYJAZDY :((( :)))))WASZYCH UKOCHANYCH

Autor: Mania  15.11.2007 zgłoś

Przez ponad 7 lat żylam w związku na odleglosc. Pochodzilismy z 2 koncow Polski,wiec widywalismy sie raz na 2-3 miesiace. Obecnie ja pracujemy w roznych miastach a od kilku miesiecy jestesmy malzenstwem-czy szczęsliwym?-czas pokarze jak bedziemy mieli w koncu okazje pobyc ze soba dłużej. Wiem 1-bardzo sie kochamy....

Autor: Rozalka  16.11.2007 zgłoś

Witam,,,, a ja opowiem Wam jak związki na odległośc kończą się bardzo często. Nie uwierzę ,ze to się sprawdza... Mój mąż wyjechał najpierw na Węgry,, dzwonił, często przyjeżdzał, było blisko to i ja jeżdziłam , dzieci dostawały prezenty i były szczęśliwe, ja nie bardzo, ale cóz, dorabialismy sie. A potem wyjechał na wycieczke z zamiarem zostania na rok i zarobienia na mieszkanie. Został w Hiszpani....ale to nie był rok, zachorowałam i prosiłam , wróc , zostań z dziećmi ja musze się leczyc,,, przyjechał , zawióżł mnie do sanatorium , trochę posiedział i uciekł....zostawił same dzieci, teściowa przychodziła i gotowała gar zupy na klika dni, chłopcy mieli 13 i 16 lat. Miał tam kobietę a tu wszystko Go drażniło. Rozwódł sie ze mną i dziećmi. Nienawidzę Go za to że zostawił dzieci. Jego siostra tez pojechała do niego zarobic na dom i tez pozegnała sie ze swoim mężem...... mam jeszcze wierzyc w związki na odległość???

Autor:  16.11.2007 zgłoś

Faktycznie, można zwątpić... Kobiety marynarzy moga być przynajmniej o tyle spokojniejsze, że ich faceci wiekszośc czasu są na morzu, a nie na lądzie, a tam pokus mniej. W kazdym razie, ciężej takiemu marynarzowi z kimś się związać. Nie ma "koleżanek z pracy", a panienki w portach są raczej na jedną noc. Marynarza jeszcze bym przeżyła, ale faceta pracujacego na suchym ladzie za granicą to raczej bym miec nie chciała. Oni nie są w stanie wytrwać bez seksu, faceci są po prostu za słabi

Autor: gosia  16.11.2007 zgłoś

bylam w takim zwiazku dwa lata. Za jakis czas mielismy wprowdzic sie do wpolnego mieszkania, planowlismy tez slub a on mnie zdradzil, mowi, ze byl pijany i nic nie pamieta. Chialam mu wybaczyc bo kocham go bardziej niz nienawidze ale on powiedzial, ze to koniec! Wszystko leglo w gruzach!! Dlatego od tej pory jestem przeciwna zwiazkom na odleglosc, oczywiscie nie wszystkie tak sie koncza, ale moj sie tak skonczyl!! i teraz z doswiadczenia bede sie bronic przed taka miloscia!

Autor: ASA  16.11.2007 zgłoś

jak wiele osób na forum i ja byłam w z wiązku na odleglośc.Trwało to w naszym wypadku rok...mieliśmy staż 1,5 roku i wyjechałam do szkoły do Angli,żeby podszkolic jezyk i poznac nową kulturę,..Moj chlopak nie probował mi tego nawet wyperswadować..oboje przed wyjazdem bardzo ie denerwowaliśmy i obawialiśmy co przyniesie ta rozłąka..i ile tak na prawde potrwa...zanim wyjechała dużo sie kłóciliśmy...rozmowy były napięte...i ciągle sie owtarzał temat mojego wyjazdu,ale koniec końców wyjechalam...poczatki były okropne..tak strasznie teskniłam..płakałam prawie codziennie i załowałam ,że sie na to zecydowałam..on także bardzo tesknił...i ciągle sie zalił,że mnie mu brakuje...i znalęxliśmy sposob..choć bardzo kosztowny...przez telefon rozmawialismy kilka razy DZIENNIE kiedy nie mogla byc przed kompem...wieczorami skype czasem tel...i tak codziennie..nauczyliśmy sie z soba rozmawiac...tak rozmawiac jak mało ktora para potrafi..szczerze mówimy o naszych uczuciach ,potrzebach,i tym co nam nie lezy...po roku wrocilam nadal jesteśmy razem ...juz 3 lata:)jest super i to duzo lepiej niz przed moim wyjazdem..ufamy sobie bardziej..i nie możemy bez siebie yzc...wiemy ze bez siebie nie istniejemy:)mam nadzieje ,że wszytsko bedzie sie w daldszym ciagu ukladało tak dobrze....rozni ludzie róznie nam radzili i róznie prognozowali...ale najwazniejsze byłó to jak jest między nami...chcielismy być razem wtedy..i chcemy teraz:)miłośc to miłość!!i nic nie trzeba tłumaczyć..wystarczy bardzo chcięć:)jednak...to wymagga wiekszego zaangazowania i poswiecenia niz związek na miejscu.pozdrawiam I WSZYSTKIM POWODZENIA ŻYCZE!!!!!!!!!!!HEJ!

Autor: aga  16.11.2007 zgłoś

I ja również jestem w zwiazku na odległość ..... Zyje od przyjazdu do przyjazdu ..... jest ciezko :( ale w pewnym sensie bardziej sie kochamy i jestesmy zwiazni ze soba :) kocham go bardzo i bede czekac .......

Autor: gosia  16.11.2007 zgłoś

Tez kochalam a wlasciwie kocham nadal, tez zylam od przyjazdu do przyjazdu (nawet dni odliczalam). Kiedy przyjezdzal bylo cuuuuuuudownie, idealnie. Wspolne plany na przyszlosc itd. dopoki nie poszedl z kolegami na piwo a tam to juz wiadomo... upil sie... zdradzil i nic nie pamieta... Tesknie za nim... zawsze tesknilam nawet jak byl blisko, bo wiedzialm, ze te kilka dni spedzonych razem sie skonczy i on wsiadzie w pociag i odjedzie a ja pomacham mu na dworcu ze lzami8 w oczach :( (oczywisci staralam sie nie myslec o tym, ze te szczesliwe dni beda musaily sie skonczyc) Jak trudno jest zapomniec...

Autor: Norbi  16.11.2007 zgłoś

Do " Gosia " : A sama obecność ukochanej Osoby, daje radość, spokój i każdy ruch Jej przepełnia miłością i uwielbieniem. Nie potrzeba słów, gestów. Wystarczy sama obecność, Jej brak, dni mijają w smutku gdy serce targane wspomnieniami. Dobrze Cię rozumiem Gosiu, " nie zamykaj oczu bo na zawsze chcę być, w zasięgu Twego wzroku i dłoni Twych. Na zawsze gdy wyciągniesz je, mogły napotkać mnie " To chyba Urszula, ale nie znam tytułu:) Te słowa chyba oddają istotę miłości, takiej jak Twoja:) Nie koncentruj się na fakcie zapomnienia, po prostu żyj. Wykonuj codzienne czynności to co zawsze ale nie słuchaj smętów bo jak chwyci melancholia to pół dnia z głowy:)heh znam z autopsji, masz rację, trudno jest zapomnieć. Te oczy, uśmiech i ciepło. Ale nie można się załamywać! nie zasługujesz na to więc mordka do góry:> Twoje cierpienie nikomu i niczego dobrego nie wniesie a i spokoju serca nie daje. Gdy leci piosenka w radiu, śpiewaj, tańcz. To pozwala rozładować się i daje uczucie ulgi:> i chyba troszkę kalorii można spalić:>heheh:> A łzy wysuszają, odwadniają i są nie zdrowe na cerę moja Droga:>>I rozmazują makijaż! po prostu straszne:>>No no, pokój buduje, niepokój rujnuje:>> Więc Gosiu jeśli nie chcesz skończyć niczym wysuszona śliwka a pozbyć się chcesz melancholii to tańcz:>" A Ty tańcz, głupia tańcz.. " Ja tańczę choć to straszne:>>heheh Carpe diem, ja wiem, coś słodkiego zjem:>> A facetowi powiedz " Myślę więc jestem a Ciebie niewdzięczniku pożegnam, środkowego palca gestem " hehe Pa Gosiu:):) buziaczki:*:* i nie trap się tym bo nie warte Twego to cierpienia:>

Autor: gosia  16.11.2007 zgłoś

hehe "Norbi" dziekuje za slowa otuchy heh :)

Autor: kubba  16.11.2007 zgłoś

pozdrawiam Wszystkich co w zwiazkach na odleglosc, po i przed... mnie sie nie udalo, walczylem prawie trzy lata. Piekne lata, ale... Kazdy problem wydawal sie albo stawal sie wiekszy... teraz mysle, ze niepotrzebnie. Ona tam, w Niemczech, ja tu w Pl. Ja nie chcialem tam szukac swojego miejsca, Ona nie bardzo tu... a do tego tyle innych problemow i problemikow. Szkoda, bo Ja kochalem, jak nigdy nikogo. Ale odwaze sie i napisze do Niej, moze sie zgodzi na spotkanie... Caly czas wierze, choc znajomi zastanawiaja sie po co, nie ma sensu itd. Umiem im tylko odpowiedziec - "to silniejsze ode mnie", a w myslach dodaj "kocham Ja, ot co"! Trzymajcie sie i odwagi, sily!

Autor: kubba  16.11.2007 zgłoś

Napisalem... nie wiedzialem co pisac, dalem rade tylko tyle: "witaj Beato, nie wiem co pisac. Wiec zapytam - czy mialabys ochote sie kiedys spotkac? Ja chetnie bym sie spotkal, porozmawial... proponuje pojsc gdzies na kawe... chyba, ze bedziesz miala ochote na cos innego, dopasuje sie lub sam cos wymysle. pozdrawiam Cie jakub" Tyle dalem rade. Jesli ktos chcialby cos podpowiedziec bede wdzieczny.

Autor: Norbi  16.11.2007 zgłoś

Do " Kubba " : Witaj:)jeśli zależy Ci na Niej a widać że tak, to rozważ przeniesienie się. Dziewczyna od strony pracy np ma rację, ile zarobisz tutaj a ile tam? Nie wiem co Cię tutaj trzyma ale to musi być coś. Dlatego rozważ czego chcesz w życiu? określ, jasno i precyzyjnie cel, Sobie. Jeżeli chcesz być z Nią, nie widzę innej możliwości niż przeniesienie się do Niej oraz pod szlifowanie niemieckiego ja mein freund? Na początek j. niemiecki, potem Ona und morgen die ganze welt:>> Ja przeprowadziłbym się tak jak stoję, no może trochę rzeczy bym wziął:> ale pod warunkiem że Brat by mieszkał z Mamą. Chodzi o To że Tata zmarł parę lat temu na raka i nie chce Jej zostawiać Samej. Ale na Twoim miejscu wybrałbym Ją:> tylko nie wiem czy nie jest za późno. Porozmawiajcie, szczerze. Ależ mój niemiecki podupadł:)

Autor: Norbi  16.11.2007 zgłoś

Do " Gosia " : Nie ma sprawy:) mi tez jakoś lepiej:>> słuchałem Sobie troszkę Kazika:>> a wcześniej w pracy to śpiewałem to co w radiu i tańczyłem i to poprawia nastrój:>>hehe przypuszczam że także tym co patrzą w monitor kamery bo w pracy mamy pełno kamer:>>heheh ale się nie przejmuję:>>dobranoc:>:>

Autor: madziunieczka  16.11.2007 zgłoś

A ja jestem w SZOKU !!!!!!!!!!!! Nie sadzilam ze az tyle ludzi jest w tym GLUPIM zwiazku na odleglosc=( I nie bede sie wylamywac ehh.. rowniez moja druga polowka znajduje sie klilkaset km stad. I jak wieszkosc z was rowniez zobacze sie moim skarbem na swieta. Jestesmy razem ponad 2 cudowne latka. I tak jak w kazdym zwiazku mielismy swoje wzloty i upadki. Pamietam jak po jego wyjezdzie nie moglam sie wogole ogarnac papierosa chcialam odpalic sama zapalka bez siarki, jajko zamiast na patelnie zbijalam do kosza na smieci, kupowalam gazety ktore juz czytalam. Niewidzimy sie juz od sierpnia( Boze dziekuje za komunikatory i telefony) * JEST MI CIEZKO, TYM BARDZIEJ JESLI MAM JAKAS NAPIETA SYTUACJE W DOMU CZY W SZKOLE, NIE MAM SIE DO KOGO PRZYTULIC, POZALIC. kOLEZANKA ?? EHH TO NIE TO SAMO ON JEST MOIM PRZYJACIELEM TO Z NIM PLOTKUJE JAK TE BABCIE PO 70-SIATCE :):) *CZAS- MAM GO JESZCZE MNIEJ, NIZ PRZED JEGO WYJAZDEM . PLINUJE CHLOPCZYKA MALEGO RZYCHODZE PO SZKOLE ZMECZONA ZJEM SOBIE COS POLEZE I JADE DO DZIECKA( ZA TO BOGU TEZ DZIEKUJE ) BO GDYBYM NIE MIALA ZADNEGO ZAJECIA NA PEWNO BYM ZESWIROWALA !!!!!GDYBYM MIALA WIECEJ SIL NA PEWNO DOLOZYLABYM SOBIE JESZCZE JAKIS ZAJEC ZEBY JAK NAJMNIEJ MYSLEC *SA DNI KIEDY CZASAMI MI LEZKA POCIEKNIE ALE POCIESZAM SIE TYM ZE JESCE MIESIAC I BEDZIE CUDOWNIE *ON JEST ZAZDROSNKIEM CZASAMI MAM WRAZENIE ZE MI NIE UFA, JA JESTEM MEGAAA STRASZNIE WYROZUMIALA I ROZUMIEM ZE TAKA MA NATURE ZE GUPIE MA MYSLI ROZMAWIAMY NA TEN TEMAT ( I TO JEST CHYBA TAKI MINI PROBLEM ) PRZYKRO MI CZASEM GDY PADAJA PYTANIA TYPU:CZY GDZIES NA DYSKOTECE BYLAS ETC.. BO JA WOGOLE O TYM NIE MYSLE ZAMIAST LECIEC NA IMPREZE JA LECE DO MOJEJ KOCHANEJ TESCIOWEJ :) *NIE WIEM CZY JESTEM NORMALNA ALE JA NIE MAM TAKICH MYSLI JAK ONA , ANI RAZU NIE POMYSLALAM SOBIE ZE MOZE MNIE ZDRADZIC OKLAMAC Z CZYMS CZY COS W TYM STYLU ... JESTEM STRASZNIE SPOKOJNA JEDYNE CO SIE BOJE ZE TO JAKAS SUNIA GO MOZE PODRYWAC BO JEST BARDZO PRZYSTOJNY ALE WIEM ZE NIE AZ TAK GUPI ZEBY SIE DAC ZWODZIC A to wszystko przez szkole;/ ehhh mam ostatni rok i na pewno totalna glupota byloby pozucenie jej teraz;/ chociaz nie ukyrwam wiele razy myslalam zeby to wszystko pojebac wsiasc w pierwszy lepszy samolot i byc razem:) Co po niektorzy pisza tutaj ze niestety owe zwiazki zakonczyly sie..czytajac to wlos zjerzyl mi sie na lebku - otoz nie wyobrazam sobie zeby moj zwiazek rozpadl sie.Nie znioslabym tego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: NOWA  17.11.2007 zgłoś

JESTEM MĘZATKĄ 13 LAT MOJEGO MĘZA ZNAM 16 ZAWSZE BYLISMY RAZEM NIE ROZSTAWALISMY SIĘ DŁUŻEJ NIZ NA 3 DNI MAMAY 2 SYNÓW W TYM ROKU MĄZ ZMIENIŁ PRACE BO TAK TRZEBA BYŁO INNEJ MOŻLIWOSCI NIE WIDZIELIŚMY DECYZJĘ PODJELISMY WSPÓLNIE NIE PRACUJE ZA GRANICA JEST TU W POLSCE ALE DALEKO OD NAS TO DOPIERO POCZATEK W UMOWIE MA PRACE NA TERENIE CAŁEGO KRAJU WYJECHAŁ NIBY NIE DALEKO ALE W DOMU GO NIE MA I JUZ NAWET ZAPACH ZNIKNĄŁ DZIECIAKI TĘSKNIA JA TAKŻE MAMY DO SIEBIE ZAUFANIE KOCHAMY SIĘ BARDZO ALE MIMO TO JAKIS NIEPOKÓJ JEST NIEWIEM DLACZEGO DZWONIMY DO SIEBIE KILKA RAZY DZIENNIE ALE CZEMU TAK MUSI BYC GDZIE TA POLITYKA PRORODZINNA CZEMU LUDZIE MUSZA BYC OSOBNO CHOCIARZ NIE POTRAFIĄ -CZŁOWIEK TO ZWIERZĘCIE STADNE NIE POWINIEN ZYC W POJEDYNKE --------POZDRAWIAM SŁOMIANE WDOWY

Autor: żona kierowcy  17.11.2007 zgłoś

mam męża kierowcę ,widzimy sie raz na 2-3tyg w wekend ,czasami jest ciężko , tylko czasami tak się zastanawiam czy przypadkiem moze gdzieś na boku cos nie kombinuje. sex :( -mam wrażenie, że to jest tylko mechaniczne zaspokojenie jego potrzeby.(tak było wczoraj) gdy chcę o tym pogadac słyszę" dobra idziemy spać" (szybkie bzyku ,bzyku i chrrrrr -apanie.) rozumiem że jest zmęczony ,ale oprócz pracy są też inne tamaty do rozmów .a najlepsze jest to ,że ostatnio stwierdził ,że nie ma jak to spanie w samochodzie tam devasto grzeje i się wysypia .kocham go ,ale czy on to rozumie?

Autor: gaja  17.11.2007 zgłoś

Rany boskie nich ktoś to poczyta z naszego rzadu i niech oni cos robią bo to jest chora sytuacja. Praca i płaca jest przyczyną rozpadów małżenstw wyjeżdzamy za chlebem pozostawiajac rodziny a czy nie mogło by być w tym kraju pięknie pracować za godziwe stawki takie jak są w UE. Gdzie my mieszkamy ?

Autor: kubba  17.11.2007 zgłoś

do "Norbi" Dziekuje, za uczciwe slowa. Sytuacja jest, tak jak podejrzewales, troche bardziej skomplikowana, ale mysle, ze w zwiazkach na odleglosc (moze to tylko w moim przypadku), czlowiek wrasta w to, co "tu" i niepewna zmiana na to, co "tam" przychodzi ciezko (lub wcale). Ale najgorsze jest chyba to, ze po pewnym czasie czlowiek inaczej sobie organizuje zycie i gubi sciezke wiodaca do "wspolnego cel". A jesli ktos jest "tam", gdzie lepiej (?!), to w ogole wizja mu sie zmienia. Mysle, ze jeszcze pol biedy, gdy "tam", jest on, bo zawsze moze ja sciagnac... ale odwrotnie, chyba juz nie jest tak latwo! PS Ona odpisala i dala nikla szanse na "kolezenskie spotkanie". Ciesze sie, chociaz Ja zobacze. Pozdrawiam teskniacych!

Autor: Kate33  17.11.2007 zgłoś

Rany boskie ile nas jest???? Ja byłam w Polsce przez rok czasu sama. Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz po 6 miesiącach byłam przerazona - ujrzałam kogoś jakby zupełnie innego. Ubrany jakoś "obco" otoczony przedmiotami, których nie kupowaliśmy razem. Pomyślałam, że jeśli to potrwa dłużej wróci do mnie obcy człowiek, zmieniony przez tamten swiat a ja nie wiem czy będę go takim kochała. Przez następne pół roku wiedzieliśmy się 4 razy - dwa razy ja byłam w Anglii a dwa razy on w domu.Trochę lepiej ale te wyjazdy odsuwały perspektywę szybkiego odłożenia pieniędzy. Postawiłam warunek: on wraca albo my z synem jedziemy do Anglii - zwiazku na odległość nie będzie. Od 1,5 roku mieszkam w Anglii. Rzuciałam dobrą pracę, tu robię byle co bo przyjechałam nie znając zupełnie angielskiego. Jest mi ciężko, chodzę do szkoły, pracy na razie nie mam odwagi zmienić. Dziecko wsiąkło bardzo szybko w tutejsze klimaty ... A mąż? Jest cudownym, wspaniałym facetem - nadal przeżywamy drugą fazę zakochania (a razem już 12 lat) Więć chyba opłaciło się zostawić tamto życie...

Autor: yoana  17.11.2007 zgłoś

Chciałabym dodać coś od siebie, Od prawie 2 lat jestem w związku na odległosć i choć dzielnie to znoszę to muszę przyznać ze brakuje mi mojego mężczyzny. Przez pierwszy rok nie było tak źle ale poźniej było coraz gorzej. mnie juz smsy, maile i telefony nie wystarczaja. Chciałabym być z nim na codzień, dlatego postanowiłam jechać, zostawić dobra prace mieszkanie. Zaczełam powtarzać angielski i choc mnie ta przeprowadzka przeraza, nowe miejsce, praca ludzie ale fakt ze bede z nim jakoś sprawia ze wszytko sie jakoś ułozy i że dam rade. W przyszłym roku wyjezdzam na jak długo nie wiem życie pokaże, ale najwazniejsze ze bede z ukochanym facetem, bo robię to dla niego.

Autor: mała  17.11.2007 zgłoś

Ja byłam w zwiazku na odległośc przez ponad 4 lata. Katowice - Łódź niby blisko tylko 198km ale okazało się daleko....Bo do Warszawy też było 200km a ona młodsza o 12 lat, proza.

Autor: olunia  17.11.2007 zgłoś

hej, w związku jestem z moim ukochanym trzy lata, a od dwóch lat dzieli nas odległość 300 km (studiujemy w różnych miastach). Niby najlepsze lata w życiu, a my jesteśmy osobno! Ale nie widzę w tym przeszkody, jeżeli miłość jest prawdziwa, szczera i jesteś w związku z osobą, która jest Twoim życiem to odległość nie ma tak naprawdę znaczenia. Kurczę ale ze mnie szczęściara;) no nic, ja mogę tylko życzyć Wam znalezienie odpowiedniej osoby.. Powodzenia!!

Autor: Marta  17.11.2007 zgłoś

Ja jestem zona marynarza.Cale zycie praktycznie jestem sama z dzieckiem i ciagle czekam wczesniej na listy teraz na telefon czy email.Mamy staly kontakt. Piszemy codziennie co u nas slychac .Pisze o wszystkim o pracy ,o synu ,o psie ,o spacerach ,kinie i o tym co ugotowalam .Chce aby chociaz tak uczestniczyl w zyciu domowym .Czekam na mojego meza zawsze tak samo czy to bylo 20 lat temu czy teraz .Oboje mamy do siebie zaufanie bo to podstawa .Sa chwile kiedy jest naprawde ciezko tak jest wlasnie w swieta .Ale nigdy nie zrobilabym niczego aby w jakikolwiek sposob skrzywdzic mojego meza ,wykonuje ciezki zawod i nalezy mu sie szacunek .Jest najwspanialszym czlowiekiem pod sloncem na ,ktorym nigdy sie nie zawiodlam .

Autor: anula  18.11.2007 zgłoś

mój facet to cud, poznalismy sie , w taki sposob jak wygranie w lootka, i na odleglosc zyjemy dobrze....cud....

Autor: darek w  18.11.2007 zgłoś

mialem wspaniala dziewczyne ,przed mojiom wyjazdem do angli bylismy ze soba krotko ,jak wyjechalem bylismy dwa lat w tym zwiazku na odleglosc ,starlem sie jezdzic do polski co 2 miesiace ale po dwoch latach cos sie zmienilo bardzo pragnolem przez ten czas ze bysmy byli razem by przyjechal do mnie po szkole mozna by tu cos robic dalej wspolnie ale nie udalo sie czegos mi brakowalo brakowalo mi osoby ktora mnie przytuli z ktora mozna gdzies wyjsc ja nie chce jeszcze wracac do polski ja wyjechalem z kraju w okresie gdy nie bylo pracy a jk byla to marna placa teraz jest lepij ale mam strach wewnetrzny ,poznalem kogos na internecie dziewczyne z polski tylko flirtowalem czulem ze ze cos dostake czego mi brakowalo ,teraz wiem ze to bylo tylko gluchym echem sam sobie w mowilem ,moja dziewczyna znalazla zdjecia na kompie kotre i tak byly przeznaczone do usuniecia wybaczyla dal mi szanse i wrucila do polski aj znow zostalem sam z smutkiem niby mam znajomych ale oni nie zastepuja tej osoby ktora mozne wesprzec pocalowacv przytulic ,i znowu z chrzanilem ,nigdy przez dwa lat nie zdradzilem mojej dzieczyny tylko za flirtowalem na necie ale to skreslilo mnie probowalem odzyskac przekonac ja do siebie nawet do prowadzilem do wypadku uszkodzilem sobie reke ze by dostac miesiac wolnego ale nic to nie dalo teraz milcze wole milczec bo jak sie odzywam to tylko robie krzywde jej tak by najmniej odczuwam ,pisal ze czuje sie lepij jest wolna niech tak zostanie ,ale celina jesli to kiedys przeczytasz wiedz ze kocham cie nadal z calego serca i duzo mysle o tobie .dla tych co zyja w rozlakach nie rubcie glupich bledow bo naprawde w samotnosci i smutku za ukochan osoba jeszcze gorzej sie czuje czlowiek niz w rozlace pozdrawiam i trzymam kciuki za was choc ja juz swoje przegralem

Autor: madziula  18.11.2007 zgłoś

Tkwiłam w związku na odległość przez prawie 4 lata.Nie polecam nikomu...żadnej kobiecie!! Widywaliśmy się przede wszystkim w soboty i niedziele a to za mało.Potem tęsknota,,,,dla mnie to było straszne.Nie wiem jak wytrzymałam te wszystkie lata bo niby miałam kogoś a w rzeczywistości nie miałam.Dzwoniliśmy do siebie codziennie i to po kilka razy,ale czy to może wystarczyć?Najgorsze były wieczory,chciało się opowiedzieć jak było w pracy...jak minął dzień...ale nie było komu.hm,,dziwny jest ten świat.......

Autor: Zosia Samosia  19.11.2007 zgłoś

Madziula tzn. ze zwiazek sie zakonczyl? Kiedy? Czemu?

Autor: Majka  19.11.2007 zgłoś

Moja sytuacja wygląda nieco inaczej. Swojego Mężczyznę poznałam przez internet. Dzieli nas ponad 200km, nie jest to jakaś gigantycznie duża odległość, ale dla studentów to i tak sporo. Ja studiuję dziennie, On zaocznie. Żadne z nas jeszcze nie pracuję, a więc własnych pieniążków nie mamy. Kiedy się poznawaliśmy byłam rozgoryczona, rozżalona i pełna pesymistycznych myśli, uważałam, że już nie mam sił, by próbować być z kimś na nowo. On był, słuchał, wspierał. Przyszło spotkanie i nie wiadomo skąd uczucie.. Wiele uśmiechu i radości. Od 7 miesięcy nie ma dnia, by Jego nie było ze mną. A ja po raz pierwszy czuję, że kocham. Od początku nie było łatwo, teraz też nie jest. Żyjemy od spotkania do spotkania. Każde rozstanie jest dla nas bardzo bolesne, puścić Jego dłoń i pocałować po raz ostatni jest niewyobrażalnie trudno. Kiedy zostaje sama czuję wielką pustkę, wiem, że Jego miejsce jest przy mnie i On też to wie. Nie lubię czytać o tych wszystkich zdradach. Wtedy do głowy przychodzą mi naprawdę różne myśli, które jednak szybko odchodzą w niepamięć, bo ja przecież Kocham Go i ufam Mu jak nikomu innemu. Wiem, że On by mnie nie skrzywdził i pragnie mojego Szczęścia, tak jak ja Jego. Może to wyda się niektórym bardzo nawine.. Ale przecież jest tysiące par, którym się udało. Wierzę, że u Nas też tak będzie. Podobno 'tak kocha się tylko raz', a więc czy to już? Kocham całą sobą każdy kawałeczek. Przez tyle lat nie wiedziałam co to miłości, przez tyle nieudanych związków.. On mnie wszystkiego nauczył. On jest moim Szczęsciem.

Autor: madziula  19.11.2007 zgłoś

Zosia Samosia. Związek się skończył bo ja po prostu nie dawałam już rady tak żyć na odległość.Ciągle byłam sama a nie chciałam żeby tak było.Nie chciałam tego ciągnąć . Zresztą nie tylko to było powodem naszego rozstania.pozdrawiam.

Autor: zolza  20.11.2007 zgłoś

hej wszystkie opuszczone na troche! caly entuzjazm ze mnie wyparowl moj maz jest od roku w anglii -normalne-lepsze pieniadze,wieksze mozliwosci i inne te smieszne bzdury. jego wyjazd byl i nadal jest dla nas szansa na leosze zycie, przynajmniej tak mi sie wydaje(czasami)czasami mysle ze to bedzie koniec,ze juz dlyzej nie wytrzymam i jesli nie zjedzie na swieta juz na stale to poprostu umre-SMIESZNE co ma byc to bedzie.Mamy dwoje dzieci za ktorymi misiek teskni najbardziej, za mna tez(przymajmniej tak mowi) ale fajnie w to wierzyc-choc to naiwne.Trzeba w cos wierzyc ja wierze w niego,w jego honor,odpowiedzialnsc i milosc.Jesli sie pomylilam to znaczy ze nie jest tym facetem ktorego kocham i to bedzie jego strata!Ciekawe gdzie znajdzie druga taka naiwna ktora bedzie stala za nim murem-HA to jest niemozliwe.Mysle ze on ma tak samo duzo do stracenia co ja(moze nawet wiecej), tu ma rodzine i przyjaciol ktorym wiele zawdziecza. Pamietajcie o jedmym chce odejsc-droga wolna-zrobil by to tak czy inaczej i nie wazne tu czy tam CO MA BYC TO BEDZIE.Dzis jestem optymistcznie nastawiona wiec pisze co mysle jak przyjdzie zalamka to sie wam wyplacze.MOZE KIDYS SAMA TO PRZECZYTAM EBY PRZETRWAC) pozdrawiam!!!!!!

Autor: o2  21.11.2007 zgłoś

Związek na odległość to cieżki krzyż wiem coś o tym, każdy dzień przyprawia Cie o ból głowy... co on/ona robi gdy nie pracuje z kim przebywa...z początku człowiek ma różne myśli potem to się pogłębia. albo się uodpornisz albo jest coraz gorzej.żyjesz z dnia na dzień wierząc , że cos się zmieni... a gdy masz zapewnienie, z drugiej strony, że owszem wróci niedlugo to karmisz się kłamstwami póki Ci starczy siły... nie będe opisywać swojej historii. Jedyne co moge napisać zebyście wyjeżdżali razem. Nie osobno bo to nie ma sensu. Nie poznasz drugiego człowieka spędzając z nim pare dni... nie będziesz wiedzieć najważniejszych rzeczy, niby wszystko jest nowe, wszystko dwa razy lepiej smakuje w takim związku ale też dwa razy gorzej boli porażka. Wierzcie na słowo.Pozdrawiam.

Autor: Dżyga  29.11.2007 zgłoś

witam. dopiero dzisiaj mnie natknęło na napisanie swojech historii po przeczytaniu tylu juz napisanych komentarzy do tego artykułu... ja mialam w ciągu ostatniego roku dwa takie zwiazki na odległośc... pierwszy z Krzyskiem zakonczyl sie po tym jak przestal pisac po Nowym Roku... wyjechał do pracy do Anglii, bo czuł ze w Polsce w zime nie bedzie mial gdzie pracowac... i pojechal... bez pozegnania... po pewnym czasie sie odezwal... pisal czasem sms-y puszczal dzynki... ale dla mnie to było mało... chciałam go miec niedaleko (mieszkamy od siebie zaledwie 50km) jak był jeszcze w Polsce to rzadko sie widywalismy. Nieliczyl sie z moim zdaniem czy chce by wyjechal... po prostu tak zrobil. ja tego nie chciala. zawsze mialam takie "zwiazki na odleglosc" i bylam przyzwyczajona do wiecznej tesknoty, czasami braku jakiego kolwiek znaku z jego strony, że wszystko jest dobrze, że teskni, ze kocha... w pewnym momencie nie wytrzymalam poznalam kogos na studiach... ta druga osoba stala sie mi bardzo bliska najpierw jako przyjaciel a pozniej jako juz ktos wiecej... w koncu zakonczylam tamten zwiazek... zaczal sie nowy etap w moim zyciu... drugi Krzysiek sie pojawił... bałam sie zaufac, ale to zrobiłam w koncu... on tak samo jak moj byly wyjechal do Anglii byl tam juz wczesniej przez rok... mielismy wielkie plany... milosc szalencza, tesknota, co wieczor i kiedy sie tylko dalo rozmowy na gg... w koncu spotkanie- dlugo wyczekiwane przez nas oboje- pojechala do niego do Anglii... bylo cudownie... pozniej rozstanie przez moj powrot na studia... po miesiacu wszystko sie rozwalilo z jego strony... stwierdzil ze nie potrafi tak zyc na odleglosc... i gdzie tu jakis sens i logika????? moze mi ktos to wyjasnic??? bo ja nie potrafie do tej pory tego zrozumiec... i juz nie probuje... od tego czasu uplynelo pol roku... i jestem sama... wole byc sama tutaj niz dac sie znowu dac oszukac chlopakowi wyjezdzajacemu za granice... moze to i ma sens ale wole go miec teraz blisko siebie o ile bede potrafila sie znowu odnalezc w roli kochajacej dziewczyny... zycze oowodzenia wszystkim tym ktorzy wierza w ta milosc na odleglosc, bo ja juz w tym momencie w taka nie wierze...

Autor: Kinia  30.11.2007 zgłoś

DO DŻygi: witaj z tej strony Kinia poszukaj i przeczytaj moje wczesniejsze wypowiedzi i napisz co o tym myslisz!i jescze dodam ze juz przestaje za nim tesknic jak by byl mi obojetny jak by mi nie zalezalo!boje sie!jednak tak na odleglosc to jest fatalne!rozstanie zabija uczucie pozdrawiam cie goraco

Autor: Kinia  30.11.2007 zgłoś

do DŻYGI a moja pierwsza wypowiedz jest z dnia 08-11-2007

Autor: Dżyga  30.11.2007 zgłoś

hey Kiniu:) przeczytałam wszystkie twoje wypowiedzi i odpowiedzi do nich:) ja w tym moemncie jestem sceptycznie nastawiona na takie zwiazki bo to co Krzysiek zrobił zabolało i to mocno... co do twoich wypowiedzi widze ze na NIM na prawde Ci zależy... przynajmniej masz wiare w to co czujesz i w niego... chwile zwatpienia są na prawde bardzo cięzkie... i sam zwiozek jest na odległośc ciężki... pamietam i caly czas mam chec wrocic do tego co bylo... ale nie na odleglosc... u mnie bylo cos takiego ze po wyjezdzie do niego... wszystko to co czulam bylo chaosem... przy nim wszystko sie ułożylo... bylam pewna tego co czuje... i po powrocie do Polski chcialam trwac w takim zwiazku.. dawało mi to siłe i chcialam, CHCIAŁAM zeby on trwał caly czas... byłam juz gotowa poswiecic studia i pojechac do niego, byle by byc nie daleko i nie czuc sie taka pusta osoba(tzn. bez Niego) wydawałao i sie ze to bylo mocne uczucie.. ale to on zwatpil nie ja... mialam taka sytuacje jak ty masz teraz ze przestajesz tesknic... to jest normalne po takim dlugim czasie nie widywania ukochanego... takie jest moje zdanie... ja mam teraz taka mala znieczulice uczuciową... boje sie faceta, bo nie wiem czego sie moge po nim oczekiwac... sprobuj wytrwac ile ci sie bedzie dalo jezeli bedziesz czula ze poznalas kogos i to sie moze wszystko zmienic... mam nadzieje ze Wasze uczucie jest mocne, i że przetrwa jak cos to mozemy po pisac na gg :)

Autor: Kinia  03.12.2007 zgłoś

Do DŻygi no niestety nie mam gg ale mozemy sie spotykac tutaj na tym forum

Autor:  03.12.2007 zgłoś

no a jak wczesniej pisalam to dla mnie najgorsze jest to ze jestem na poczatku zwiazku i nie moge go tak naprawde poznac!nawet nie wiem czy moge powiedziec ze go kocham!bo przez kilka spedzonych chwil nie mozna powiedziec ze az tak gleboko sie kogos kocha!i najgorsze jest to ze ja juz przestaje za nim teskinic jakby mi nie zalezalo to przez ta odleglosc wygasa...jestem tego pewna ze on mnie kocha ale czy ja to wytrzymam???pozdrawiam cie cieplutko i zagladaj tu na forum

Autor: Kinia  03.12.2007 zgłoś

powyzsza wypowiedz jest moja zapomnaialam, sie podpisac. Kinia

Autor: sama  04.12.2007 zgłoś

Czytam i tak sobie mysle, ile trzeba miec sily na to oddalenie ? skąd ja brac, a jeszcze gorzej z zaufaniem . To delikatna rzeczi czesto ja tracimy zawiedzeni . I tylko pytanie co lpeiej ? Wiedziec czy nie ???

Autor: Dżyga  05.12.2007 zgłoś

hey Kiniu :) jezeli czujesz ta siłe milosci to ona powinna to prze zwyciezyc... moje wypowiedzi z przed paru dni teraz sie troszke bede roznic od tych teraz.... poznałam kogos jak pracowalam sobie w niedziele... bardzo milego i sympatycznego chlopaka... w sumie to jest on 5 dni w Warszawie bo pracuje... ale to jest blizej niz ANGLIA... i moze to mi teraz da szanse wierzyc w ten zwiazek jaki sie zbuduje... Anglia jeszcze troszke boli;/ ale to juz jest przeszlosc:) a co do Cieie Kiniu wierz w to co masz. jezeli to jest na tyle silne uczucie to da rade :) i sama bedziesz chciala by to trawalo :) uwierz mi tak jest... jak sie na prawde kocha i oczekuje tego samego od tej drugiej osoby... wiara, nadzieja i milosc to wszystko co musi byc razem by sie udało :) buziaki Kiniu:*

Autor: Kinia  05.12.2007 zgłoś

hej Dżyga:-) dzięki kochana za te slowa tylko u mnie wlasnie jest ten problem ze przez to ze go tu nie ma to ja sie od niego oddalam!jakby mi na nim nie zalezalo!z jego strony jest ok!wierze w to no ale ja nie jestem pewna swoich uczuc!zagladaj tu na forum to bede ci pisala ci i jak!pozdrawiam i sle buziaki

Autor: Dżyga  06.12.2007 zgłoś

nie ma sprawy Kiniu:)

Autor: Kinia  13.12.2007 zgłoś

Dżyga co u ciebie?

Autor: Dżyga  20.12.2007 zgłoś

wybacz Kiniu, że tak dawno nie zaglądałam tutaj... ale nie mialam po prostu kiedy:( u mnie jest wszystko okey... mój związek na mniejszą odległośc rozwija się prawidłowo... tesknie za Nim... moze Wawa nie jest daleko, ale brak mi go tu przy mnie... daje rade jak na razie.... a co u Ciebie??? jak twój związek się trzyma??? Jak sobei dajesz radę??? pozdrawiam... ps. zajrze tu jeszcze do 23... wiec moze zdarze przeczytac info od Ciebie jak się wszystko toczy.... buźka

Autor: Kinia  05.01.2008 zgłoś

jest narazie ok jestem z nim wrocil i narazie zostaje na dluzszy czas>pozdro

Autor: kinia  09.01.2008 zgłoś

hallo????

Autor: dora  11.01.2008 zgłoś

Od października jestem sama z dziećmi, mąż wyjechał do Irlandii.Zaczynam się bać że nasz związek ulegnie diametralnej metamorfozie, oby nie na gorsze. Co dziennie czekam na 19 z utęsknieniem, żeby choć chwilkę porozmawiać. Niestety mój mąż nie przykłada do tego aż takiego zaangażowania. Jego kolega mi ostatnio powiedział, że mężczyźni inaczej podchodzą do takich spraw, gadanie o bzdetach dnia codziennego nie ma dla nich znaczenia itp. Dla mnie to jedyny sposób na utrzymanie związku na odległość, gadanie o codziennych sprawach. O tym że synek sie sparzył , o tym że drugi dostał naganę w szkole, czy że córka potrzebuje nowych butów. Ja też chcę słyszeć, że dziś się skaleczył, i że jest mu zimno albo że poznał kogoś nowego. Tylko w ten sposób mam wirtualne poczucie bliskości. Jak nie będziemy ze sobą rozmawiać nasze światy się rozdzielą i może już nigdy nie zdołają połączyć. Nie chcę tego.Pomimo dzielących nas kilometrów chcę uczestniczyć w jego życiu, i chcę żeby on uczestniczył w moim, chcę rozmawiać!!! Jak będę musiała się odzwyczaić od jego obecności to może sie zdarzyć że już nie będę potrafiła go zaakceptować jak wróci, stanie się OBCY. Dlaczego tego nie chce zrozumieć. Za parę lat może żałować że nie chciał, nie miał czasu na rozmowy ze mną.Ciągle o niego walczę ale nie zmuszę go do rozmów. Wczoraj pojawił się na gg zaczęłam pisać, okazało się że to jego kolega z pokoju. Poprosiłam żeby przekazał że piszę, dostałam zwrotną wiadomość że on wie i na tym koniec. Gdyby mu zależało poprosiłby kolegę żeby mu pozwolił chwilkę porozmawiać, bo ja przy małym dziecku mam ograniczony czas , niestety nie zależało mu.

Autor: Dżyga  21.01.2008 zgłoś

to sie ciesze Kiniu, że jest dobrze :)

Autor: kobieta  23.01.2008 zgłoś

Dora... eozumiem cie i uwazam ze masz racje szukajac kontaktu, zle ze on ni ema takiej potrzeby. Ale to wynika z tego , ze rzeczywiscie oni mysla inaczej. Tam sa wolni...nie ma klopotow, jtore mieli dotad...czuja sie jak za kawalerskich czaswo...zona jest daleko, tamta codziennosc tez jest daleko....Niekoneicznie chca znia sie zmierzac, bo to klopot....poczucie winy bardziej .....Tak wiec uciekanie od rozmowy , bo rodzi sie poczucie winy. To złe, bo z tego rodzi się złe myslenie, mysli coraz dalej, czasu coraz mniej dla bliskiej osoby, dla dizeci....Ty masz do niego zal, on ma chce bycia wolnym od tych mysli. RZadko któy mezczyzna ma potrzebe bliskosci jaka maja kobiety.....Dlatego nas rozstaniatak bola...Poza tym na nas zostaje obowiazek zwiazany z tym co zostało tutaj. Ciezko nam i nei mamy pomocy. Tak odległosc zabija miłosc, rodzine, więzi.....Przperaszam ,nie napisalm nic na pocieszenie, mam tak jak Ty....i tak samo mi zle ,

Autor: Autopsja  31.01.2008 zgłoś

Drogie Panie: Dora i Kobieta Powiem tak: 4 lata zwiazku w tym 2 ostatnie on w Irlandii,ja tutaj. Cudownie bylo jak byl tam. Przylatywal co 2miesiace, fantastyczne szybkie rozmowy,zycie,nadrabianie tego czego nam brakowalo (podroze,wyjazdy,piekny sex itd). 2 miesiace temu wrocil i jeszcze sie nie kochalismy. Poklocilismy sie 5razy z czego jeden zakonczyl zwiazek. Ale on nie wytrzymal.Odezwal sie,plakal,blagal o powrot.Nie wrocilam ale dalam szanse bo nadal czuje.... Milosc zostala zabita we mnie i w nim przez odleglosc,tak czuje.Mieszkanie mielismy kupic w styczniu,wszystkie plany odeszly daleko... Co pozostalo? Przyzwyczajenie,wspomnienia,lek przed samotnoscia. A uczucie? Nie wiem co to jest , bo nie wyobrazamy sobie zycia bez siebie,ale ze soba tez nie bardzo... Dora ratuj, wolaj, sciagaj go tutaj. Dobrze ci radze. Pieniadze szczescia nie dadza.Jak mi to mowili to nie wierzylam bo bylo w nas tyle uczucia,tak czesto dzwonil itp. I jeszcze jedno: Jego kuzyn tez jest w Irlandii. Tylko ze on ma żone i dziecko. Jest tam juz 3,5roku. Mial zarobic na dom i wrocic. A tymczasem dom piekny stoi,a on przedluza kontrakty i moj chlopak rozmawial z nim a ten powiedzial mu tak "nie wiem kiedy wroce do Polski ale jak wroce to ze wzgledu na dziecko bo żony juz tak nie kocham i pewnie gdyby nie dzieciak to juz bym tam nie wrocil, do niej tez nie..." CZY TO CI DAJE JAKIS OBRAZ ? Pomysl i działaj poki nie jest za pozno. Powodzenia i pozdrawiam...

Autor: kinia  08.02.2008 zgłoś

i znowu sie psuje:-(((

Autor: Dżyga  09.02.2008 zgłoś

czesc Kiniu:) jak to sie psuje?? co sie dzieje z waszym zwiazkiem i z wami??? u mnie hmm... zaszly zmiany... KRZYSIEK WROCIL NA STALE DO POLSKI... i jest teraz u mnie... jest wspaniale... i wiem ze to ten facet:) przyjemnie jest cos robic we dwoje... sniadanko... obiadek upichcic, nawet i przesolic kartofle:):) teraz własnie spi... slodko to wyglada... ciesze sie... moze spowrotem bedziemy razem - a moze juz jestesmy razem spowrotem... nie pytam o to Jego, nie chce tego wszystkiego popsuc, jesli to ma byc tylko chwila to niech trwa wiecznie..... caly czas mi mowi o nastepnym razie... ze jak przyjade do niego do domu to ja bede gotowac nie on... po prostu jest tak jak bym chciala zeby bylo... musze konczyc... napisz co u Ciebie Kiniu... ja tu bede zagladac i czekac na notke od Ciebie :*:*:*:* i glowa do gory kiedys musi byc dobrze :)

Autor: kobieta  10.02.2008 zgłoś

odległsoc pusje, sprawia ze ejstesmy coraz dalej od siebie.nie rozumiemy sie, szukamy punktu zaczepieni aale.w kazdej rozmowie jest zal ze ta odległosc istnieje..we mnie na pewno a oon wowczas irytuje sie , ze wkolko narzekam .Tu ze mna zostala masa waznych spraw, z ktorymi sobie nei radze, to wazne sprawy, nardzo wazne i wymagajace siły, a ja tej siły nie mam. on jest daleko i wie ze sobie nie radze ale nawet teraz nie umie mnie słowami wesprzec. koło się nakreca. ale on nie wroci, musi tam zrabiac, tu nei maszans. zycie pokrecilo plany i nie ma nadziej na to by latwo sie wszystko ułozylo. czy ja moge jechac tam? i tak i nie , tu sa zobowiazania, tu sa przyjaciele, a na niego wiem ze liczyc ni emoge, ucieka przed problemami, widze to teraz. On kocha ale ....poza miloscia w zwaizku potrzebna jest odpowiedzialnosc.... Dzaga napisala: KIEDYS bedzie dobrze. nienawidze słowa"kiedys"

Autor: Dżyga  11.02.2008 zgłoś

Do kobieta.... moze slowo KIEDYS dla Ciebie jest znienawidzone... dla mnie to słowo daje nadzieję i ono nadchodzi w końcu :):):) jest tym momentem na który się wyczekuje z niecierpliwością czasmi nawet z powątpiewaniem czy nadejdzie... ale iskierki nadzieii się tlą cały czas... więc nie wątp w to...

Autor: justynka  17.02.2008 zgłoś

jestem w bardzo podobnej sytuacji do waszysz, moj facet wyjezdza a ja zostaje sama, ostatnio nawet sie zareczylismy, ale co z tego jak nie ma go, nie ma kiedy potrzebuje, kiedy placze, nie widze sensu zycia, tak go potrzebuje, nie pracuje i moglby zabrac mnie ze soba ale tylko obiecuje i nie zabral, wymysla ze to ze tamto,boje sie ze to kobieciarz, nawet kiedys mnie zdrdzil, odstawil mi kilka numerow z panienkami, bolalo, boli do dzis,znowu przed wyjazdem mowil ze tym razem bedzie inaczej bo mnie kocha , teraz znowu go nie ma, ja zostalam sama, zalamuje sie bardziej niz kiedykolwiek, nie wychodze z domu jak nie musze, placze, nie widze sensu zycia, ja go na prawde kocham i nie potrafie zyc bez niego, do tego ta mysl ze mnie znowu zdradzi, mowi ze robi to dla nas, ale prawda jest zupelnie inna, robi to dla siebie, on jest materialista, goni za pieniedzmi, ja moge zyc skromnie byle razem, mowie mu o tym ale niestety nie dociera to do niego, nie odpowiada na smay, przerabialam to juz wiele razy, nie wiem co myslec, czy jestem za bardzo zazdrosna, moze nic nie robi, moze , nie wiem, zachodze w glowe, jest ze mna na prawde zle, chyba wolalabym umrzec bo ta meczarnia jest gorsza od czegokolwiek.... tak bym chciala sie przytulic do niego, mam za soba i przed soba nieprzespane noce w samotnosci, przeplakane cale dnie, czy warto? co robic? jak wyjsc z tego dołka.......

Autor: Dżyga  19.02.2008 zgłoś

Justynko... znam wszystkie twoje uczucia jakie opsujesz... sama tak mialam wczesniej... to jest wszystko trudne... najbardziej boli jego brak obecnosci przy nas gdy powinien byc... taka pustka ze brakuje czastki nas, bez ktorej nie mozemy funkcjonowac... to jest mieszanka wszystkiego, nie wiemy czego sie mozna po Nim spodziewac... podobno mozna mu wierzy, ufac, kochac... a kazda wie, ze moze z tym byc roznie, zwlaszcza z wiernoscia... ale co nam tylko pozostaje... wiara, ze sie w koncu zmieni?? ze w koncu poczuje ze moze nas stracic... tą co zawsze jest tam gdzie potrzeba... nie łudzmy sie, że sie szybko zmienia.... ale nadzieja jest... i to jest to co nas trzyma przy Nim... nadzieja i milosc... ta prawdziwa i ktorej nie zamienisz na inna...

Autor: justynka  20.02.2008 zgłoś

dźyga dziekuje za słowa otuchy, a jak twoja sytuacja sie potoczyła? piszesz ze sama mialas tak wczesniej... nawet nie wiesz jak mi zle, a on na poczatku byl mily a dzis jak rozmawial ze mn aprzez gadu napisal NIEJ JECZ, NIE RYCZ BOJE SIE ZE JESLI TAK ZACZYNA TO PEWNIE MA KOGOS, PANIENKE I JA ... JA NIE POTERFIE Z TYM ZYC, POGODZIC SIE, TAK STRASZNIE CHCIALABYM SIE PRZYTULIC, TYLKO TO... PRZECIEZ TO TAK NIEWOELE

Autor: Dżyga  23.02.2008 zgłoś

moja historia jest wyzej spisana... dokladniej zaczyna się przy dacie: (2007-11-29 23:25:33).... dalej jest opisane co sie po tym czasie dzialo i jak jest obecnie to juz czytałas... teraz jestem sama... ale czy na pewno sama??? Krzysiek moj byly o ktorym jest mowa wczesniej... utrzymuje ze mna bardzo dobre kontakty teraz... odwiedza, dzwoni, pisze eski i na gg pierwszy... chyba chce spowrotem szansy... studiuje we Wrocławiu zaocznie... ma wiekszosc przedmiotow ktore juz mialam i wie ze chetnie mu pomoge w nich.. o ile bede cos z nich pamietac... zrobie to z przyjemnoscia dla niego.. moze to dziwne.. bo mnie na prawde skrzywdzil wtedy.. ale nie potrafie sie tak od niego odwrocic... nie pomoc i wogole... a ze sie do n iego przytule choc nie jestesmy moze jeszcze(???) razem spowrotem, ale to inaczej wyglada... ja sie troszke boje... on widac tez... probuje mnie spowrotem do siebie przekonac... ja wiem czego od niego chce... a On... sam nie wie czego chce... ale odczuwam z jego strony wiecej niz przyjazn... tyle ze on sie do tego nie przyzna... ale fakt jest faktem... nie ma to jak sie przytulic do kogos kogo sie kocha i osoby ktorej sie tak wyczekuje... przytulanie - niby nie wiele... ale ile dla nas kobiet zranionych rozłonką i stesknionych ono znaczy... ozdrawiam wszystkie stesknione kobitki :*:*:*

Autor: justynka  04.03.2008 zgłoś

coraz ciezej mi samej, nic nie pomaga, on sie coraz mniej odzywa............

Autor: justynka  04.03.2008 zgłoś

sama nie wiem co juz czuje, za dlugo jestesmy osobno, czy wart czekac? za czym? za zdada? za oszustwami? podubilam sie, to jak układanka która ktoa rozsypał, rozsypał moje zycie, co robic?

Autor: Dżyga  05.03.2008 zgłoś

Justys... ja po sobie wiem, ze zalowal... i wrocil... nie wiem co mam Ci napisac... przemysl to na spokojnie wszystko... jesli tak robi to moze sam ma ten trudny okres u siebie... faceci nigdy o tym nie pisza ani nie mowi... bo sie boja tego;/ czy warto czekac... hmm... trudne pytanie... ale odpowiedz jest uzalezniona od tego co Ty czujesz i czy chcesz na niego czekac??? pomysl nad tym Justys, Jemu tez jest ciezko choc moze trudno w to uwierzyc... glowa do gory i badz dobrej mysli :):) pozdrawiam :*:*

Autor: justynka  06.03.2008 zgłoś

nawet nie wiesz jak pomagaja mi twoje słowa, zawsze zagladam na te stronke czy czegos nowego nie napisalas, dziekuje ci bardzo :)

Autor: Dżyga  09.03.2008 zgłoś

a no widzisz :) ja tez tu zaglądam, żeby wiedziec co u Ciebie i Kinii.. ale kinia nic nie pisze... mam nadzieje ze wszystko u niej dobrze :) jak cos to pisac ja sie staram tu zagladac raz dziennie:) buziolki :):*:*:*:*

Autor: JUSTYNKA  10.03.2008 zgłoś

ale i tak czuej ze te wyjazdy, te rozstanie nas zmienily, nieraz wydaje mi sie ze jestesmy sobie coraz bardziej obcy, chcialabym byc z nim na codzien, miec sie dla kogo starac, dla kogo zyc, poki jestem jeszcze mloda korzystac z zycia razem, boje sie jego powrotu, ze nie bedziemy mogli sie dogadac, przez gadu coraz ciezej nam sie dogadac, klocimy sie juz codzien, go denerwuje juz nawet jak ja zadaje jakies pytanie, ja choc sie staram to wszytskiego nie dam rady przewidziec, czuje sie gorsza od niego, wydaje mi sie ze mnie poniza, nie wolno mi o nic zapytac, on tylko wypomina, ja nie moge a jak wspomne o czym ze sie np boje ze znowu bedzie jak kiedys ze po co mam sie starac jak ostatnio mnie olal, to on zaczyna krzyczec, ze ja wypominam ze tylko to potrafie, nawet nie wiesz jak mi trudno z nim sie ostatnio dogadac, jak obc ludzie,tacy sie stajemy, chociaz z obcym czlowiekiem mozna pogadac bez klotni a my juz nie mozemy, wtedy ja placze, on pisze dalej, ciagnie to i tamto, ze jestem zazdrosnica, ze jak sie nie zmienie to bedzie mnie zdradzal, nie wiem czy damy rade, juz czuje ze sie zmienilismy, oddalilismy, ile tak wytrzymam? gleboko w sercu bardzo go kocham i mam nadzieje ze sie ulozy, ale nie wiem jak dlugo dam rade , bo on ciagle miesza mnie z blotem, ja juz nie wiem ja chyba jestem jakas nienormalna, glupia, czy cos podobnego, bo nie potrafie sobie z tym poradzic, a on mowi zawsze ze tylko my mamy takie problemy bo jego koledzy swietnie dogaduja sie z zonamai na odleglosc, tylko on ze mna nie moze, mam mnostwo zalu do niego, mimo to bardzo chce sie przytulic, poczuc jego cialo, ze jest blisko, miec pewnosc ze juz nigdy mnie nie opusci, chociaz tego mi nie da, bo planuje ciagle wyjazdy, czemu moje slowa do niego nie docieraja, czemu nie rozumie jak mi zle, jak ciezko, jak chce z nim wyjezdzac, bo przeciaz nic mnie nie trzyma w polsce, tylko on sie dla mnie liczy, tylko on.....

Autor: justynka  10.03.2008 zgłoś

czuje ze on mnie nie kocha juz... jestem tylko jego zabaweczka... podobam sie facetom, a mam wrazenie ze jemu juz sie znudziala, jestem tylko jego, nie obchodzi mnie nikt inny, chce tylko jego, i wiecie co? tak bardzo tego chce ze nigdy nie bede tego miala, zestarzejemy sie na odleglosc, nie poznamy, pozmieniamy, moze rozstaniemy nawet, on mnie zostawi bo ja nie potrafilabym odejsc, choc nie raz juz probowalam, jak byla zdrada, nawet wtedy nie dalam rady odejsc... on tego nie docenil, a ja w srodku peklam, jak malutka dziewczynka, nie potrafie obronic sie przed nim, jestem beznadziejna, inna juz dawno znalazlaby sobie kogos nowego...

Autor: justynka  10.03.2008 zgłoś

a moze on mnie nie kochal nigdy.................. fajnie ze moge na tym forum napisac co czuje, lepiej mi ztym , tak jakbym wygadala sie komus, poznala inne historie podbne do moich, moge napisac co zechce i nikt mnie za to nie skrzyczy, nie zmiesza z blotem...

Autor: Dżyga  10.03.2008 zgłoś

hmm... Justynko... on tego wszystkiego nie potrafi docenic... dlaczego on nie chce Cie wziac ze soba tam gdzie pracuje?? boi sie czegos ze mu tam zabronisz, ze cos odkryjesz co juz jest od pewnego czasu... ja nie moglam wyjechac na dluzej do mojego ukonachanego niz 10 dni... bo mam studia;/ ale w sumie tylko one w tym czasie mnie trzymaly w Polsce... chcialam je nawet rzucic i wyjechac do niego... ostatnio rozmawialam z K. o tej sytuacji z rzucaniem studiów... sam stwierdzil ze chyba nie zaluje tej decyzji, bo jak by w tamtym czsie nic nie wyszlo to nie miala bym doslownie nic... a tak.. studiuje dalej, z NIM sie kontakt odnowił... i mam do niego jechac na pare dni... juz sie nie moge doczekac tej chwili!!! :):) ale, justys sama widzisz, ze jednak troche trzeba przecierpiec i jesli ma BYC dobrze to musicie przejsc te zle momenty, chwile zwatpienia i srawdzania siebie na wzajem... ja wiem ze to trudne, ale ja to przeszlam juz raz, napisze nawet ze 2 razy... ale najgorsze w tym momencie bylo by to, ze mogla bys zwatpic!!! sluchaj... to po co w takim razie jest z Toba jesli Cie nie KOCHA??? nie jest sie z kims tylko dla zabawy... zabawa jest dobra do czasu jezeli jedno z nich sie nie zaangazuje... a pozniej juz wszystko boli, co jest nie tak... taka jest prawda... nie mysl ze jestes ZABAWKA!!!!! zabawki nie maja uczyc a TY je MASZ i to do tego takie głębokie i szczere... ja stracilam jaka kolwiek nadzieje na to ze moge jeszcze z Nim kiedys byc.... sama ta mysl skreslalam... do czasu gdy pojawil sie w drzwiach mojego pokoju, wtedy diametralnie wszystko sie zmienilo... uczucie bylo slabsze, ale ono nie pozwolilo mi sie z nikim zwiazac az tak mocno by tego nie poswiecic znowu dla Niego... wszystko odzylo, odnowilo... chyba na nowo sie w Nim zakochalam... tylko nie wiem czy to dobrze dla mnie... a co bedzie jak znowu bedzie mial watpliwosci... nie chce by mnie znowu skrzywdzil... czasem drecza mnie glupie mysli co do jego stosunku do mnie, ale mam nadzieje ze one nie sa prawda i że tylko panikuje... mam taka nadzieje:) ja tez sie ciesze ze jest ta kafeteryjka... i taki wątek dodany:) mozna pomyslec, przeczytac, znalezc dziewczyny podobne do siebie i w takiej sytuacji co my... :):):) i pamietaj tu nie ma czegos takiego jak "mieszanie z błotem" sa same wnioski i Twoje odczucia do swojej sytuacji:) a poza tym to sie nie łam kobitko:) dasz rade tak jak ja... hmm... ale, żem się rozpisala :):):):) ale pisze co mam na mysli :) p.s. pisz na bierzaco co tam :) ja zagladam jak tylko moge... buziolki :*

Autor: justynka  12.03.2008 zgłoś

powiedz mi czy to normalne ze ja sie zaczelam go bac, tak strasznie chcialam byc taka jak on chcial mnie widziec, mimo to zawsze mnie ponizal podczas rozmow, wypominal ze jestem zazdrosnica, ze robilam mu sceny zazdrosci... tlumilam to z w sobie, szybko zmienialam temat, nie ciagnelam, chcialam zeby juz sie nie denerwowal, no i teraz czuje jak sie go boje... boje sie zapytac, boje ze znowu sie zdenerwuje... czemu tak panicznie zaczelam sie go bac...nie potrafie mu powiedzic o tym ze bylam u lekarza, opowiedziec co ze mna sie dzieje, nie ufam mu, nie potrafie sie otworzyc i cisgle przepraszam ...

Autor: Dżyga  14.03.2008 zgłoś

nie to juz nie jest to co powinno byc... dlaczego masz sie bac slow i jego czynow?? rozmowa to podstawa komunikacji i rozumienia sie w zwiazku... bez tego przeciez nie da rady... musi to byc... w przeciwnym razie bez szczerej rozmowy nic nie bedzie... zaczynacie sie oddalac i sobie nie ufac... nie dawaj sie mu tak traktowac;/ niech Cie zacznie szanowac a nie tylko krytykowac... nie zmieniaj sie tylko dlatego ze on tak chce... po drugie najlepiej byc we wlasnej skorze, a nie kreowanej przez Niego... niech sobie nie mysli, ze moze wszystko... bo tak wcale nie jest... i nie przepraszaj za nic... niech on zacznie tego slowa urzywac i doceniac to co ma...

Autor: justynka  20.03.2008 zgłoś

tak ciezko nam sie dogadac...

Autor: Dżyga  20.03.2008 zgłoś

czasmi jest po to ciezko, zeby pozniej bylo leciutko i wszytsko piekne, musisz to wszystko przetrzymac a bedzie dobrze :) mowie to sama po sobie...

Autor: justynka  23.03.2008 zgłoś

dziekuje i zycze wesołych swiat :)

Autor:  31.03.2008 zgłoś

hej Dzyga przepraszam ze sie nie odzywalam ale dawno nie zagladalam na ta stronke!u mnie ok! moje kochanie jest w Polsce i nie chce wyjezdzac!jest juz ponad 3 miesiace i nasz zwoiazek sie rozwija! sa nieraz powazne klotnie ale i dobre chwile i wlasnie mysle ze jest to szczere bo nie mozna tylko sobie cukrowac i kochac!poznaje go coraz bardziej! pozdrawiam Cie i przesylam buziaki!muaaa.............cmok

Autor: Kinia  31.03.2008 zgłoś

hej Dzyga przepraszam ze sie nie odzywalam ale dawno nie zagladalam na ta stronke!u mnie ok! moje kochanie jest w Polsce i nie chce wyjezdzac!jest juz ponad 3 miesiace i nasz zwoiazek sie rozwija! sa nieraz powazne klotnie ale i dobre chwile i wlasnie mysle ze jest to szczere bo nie mozna tylko sobie cukrowac i kochac!poznaje go coraz bardziej! pozdrawiam Cie i przesylam buziaki!muaaa.............cmok

Autor: Dżyga  31.03.2008 zgłoś

no widzisz!!! ciesze się,że napisalas w koncu co tam u Ciebie... ciesze sie ze jest dobrze u Ciebie :) tak czekalam na info "co tam? jak tam?" chyba jednak sie "oplacalo" troszke pocierpiec zeby bylo pozniej cudownie :):) ciesze sie i to bardzo !!! a u mnie tez sie sytuacja rozwilaja... tyle ze sie spotykamy ponad 2 miesiace z Krzyskiem (nawet poznalam jego rodzicow) a ja nadal nie wiem czy on jest w koncu moj spowrotem czy nie (czy ma jeszcze tamta w Anglii...) ostanio zaczal nawet pisac ze teskni i ze nie moze sie doczekac kiedy sie spotkamy, ze zaluje ze tak malo czasu na gg rozmawiamy i ze nie ma za bardzo jak sie spotkac...(mialam ja do niego jechac na weekend, ale on sam napisal ze przyjedzie na calutenki weekend od piateczku poznym popoludniem do niedzielki wlacznie...mam nadzieje ze nic tego nie zmieni!!) troszke sie boje... a z drugiej strony sie ciesze, że jestem dla niego bardzo wazna (tylko co z tego jak nie jestesmy oficjalnie para??) moze z jednej strony to strach i dlatego wszystko tak po malu sie toczy... albo On sam nie chce takiego szybkiego rozwoju jak bylo wczesniej... chociaz wiekszosc moich znajomych jest jakos do tego przeciwna... i mowia mi ze sie na NIm ZNOWU zawiode, a ja dalej w to brne... ahh ta slepa milosc... chyba nic innego mnie do tego nie ciagnie... choc sie pozadnie tego obawiam... chyba bardziej niz samotnosci i nie posiadania kogos kto Cie kocha... o On jest dla mnie calutenkim moim swiatem.. chyba tez cos na ten temat wiesz :) pozdrawiam i buuziaki :*:*

Autor:  01.04.2008 zgłoś

dzyga to moj e-mail promyczek84@autograf.pl pisz do mnie prosto na poczte

Autor: kinia  01.04.2008 zgłoś

dzyga to moj e-mail promyczek84@autograf.pl pisz do mnie prosto na poczte

Autor:  01.04.2008 zgłoś

che popisac tez na inne tematy!buziaki muuua...........

Autor: Dżyga  03.04.2008 zgłoś

nio oko loko :P odezwe sie do Ciebie na maila:P pozdrawiam :P

Autor: justynka  04.04.2008 zgłoś

czesc to ja, co słychac?

Autor: Dżyga  05.04.2008 zgłoś

hey justys:)... u mnie hmm... sama nie wiem;/ wlasnei jestem u K. ... i nadal nie wiem czy jestesmy para... raczej stara wersja nieoficjalna... ale chyba jest dobrze :) ja tak mysle.. czekam jeszcze na rozwoj ze strony Krzyska... czekam, czekam... i mam nadzije ze doczekam sie tego wspanialego happy end-u :) ktorego tak bardzo pragne.... a jak u Ciebie??? pozdrawiam :*

Autor: Dżyga  13.04.2008 zgłoś

jest dziewczynki... jest dobrze - wręcz wspaniale - jestesmy razem!!! a co tam u was?? pozdrawiam :)

Autor: justynka  14.04.2008 zgłoś

o jak sie cieszez ze u ciebie wszystko w porzadku :) gratuluje, zycze szczescia oby jak najlepiej ci sie ulozylo, u mnie bez zmian :( pozdrawiam goraco i na prawde cieszez sie twoim szczesciem :)

Autor: Dżyga  29.04.2008 zgłoś

cześć dziewczyny.... co taka cisza??? żadna już tu nie zagląda??? piszcie co u was zwłaszcza u Ciebie Justyś??? u mnie jest wszystko okey z K. czekam tylko długiego weeekendu aż się z Nim zobaczę:)

Autor: kinia  30.04.2008 zgłoś

pozdrowienia dla dzygi i justynki

Autor: justynka  01.05.2008 zgłoś

wiesz co , wszystko chyba dobrze, boje sie zapeszac, pozdrawiam was kochane

Autor: Dżyga  01.05.2008 zgłoś

to dobrze tak trzymaj :) pozdrawiam równiez was dziewczynki :):)

Autor: kinia  08.05.2008 zgłoś

achh...witam u mnie ok! sory ze sie nieozdzywam ale woiecie obowiazki!pozdrawiam justynka i dzyga

Autor: Dżyga  10.05.2008 zgłoś

to sie chyba w koncu nam zaczyna kobitki układac:):):) byle tak dalej i caly czas na lepsze :)

Autor: justynka  23.05.2008 zgłoś

jest źle, czemu? znowu sama.... mam dośc, pecha, nic nie jest tak jak zaplonowalismy

Autor: justynka  28.05.2008 zgłoś

:((( :((( jest beznadziejnie

Autor: justynka  28.05.2008 zgłoś

taaaaaaaaki dół ze szok :( poiszcie ze mna dzyga i kinia

Autor: Dżyga  28.05.2008 zgłoś

jak to??? co sie stalo??? pisz tu wszystko bede zagladac codziennie.... buziaki :))))

Autor: justynka  29.05.2008 zgłoś

ej jestem sama mimo ze obiecal ze juz na zawsze razem, a on jest daleko a ja sama i zaryczana i juz nie wiem co robic. i na dodatek kreci sie kolo niego jakas panna, nawet zabral ja w niedziele gdzies tam, swoim autem prywatnym i w wolny dzien :( :( mam tak dosc ze szok, wcale sie nie odzywa do mnie, wcale ale wcale, dzis nawet nie a napisal ze zadzwoni, nie pamietal o moich imieninach, juz nie pamieta wogole o mnie, a tak mowil pieknie, ze chce ze mna zalozyc rodzine, ze mnie kocha ze jestem jedyna a ta kolezanka sie nie liczy, sie wepchnela na sile, ze on nie wiedzial ze ona jedzie, bo ja bylam u niego wtedy, tak poplatane to moje zycie ze szok, dokladnie wszystko sie zawalilo co moglo, wszystko, uwiedz ze jest baaardzo zle.... juz nie chodzi nawet o ta panne ale o to ze ja nie chce zyc na odleglosc, ja juz bym chciala stabilizacji, bezpieczenstwa, a on mnie oklamywal tylko

Autor: justynka  29.05.2008 zgłoś

a mialo byc tak dobrze, mialo, czemu mi sie tak popieprzylo, czemu ja go kocham, to moje przeklenstwo, tak chce zapomiec, tak chce, tak bardzo, wole umrzec niz tak zyc

Autor: justynka  29.05.2008 zgłoś

wiesz co on mi powiedzial ze nie chce mnie tam, boze jak mi źle

Autor: justynka  30.05.2008 zgłoś

kompletnie sie rozsypalam

Autor: justynka  30.05.2008 zgłoś

źle mi tak baaaaaardzo, ciagle rycze, czemu ja jestem taka glupia i nie moge poradzic sobie z wlasnymi problemami?///

Autor: justynka  02.06.2008 zgłoś

dzyga to juz chyba koniec.... mial podjac decyzje, ja albo wyjazy, dzis napisal ze dostal propozycje kolejnego wyjazdu i ze skorzysta... wybral... ja juz sie nie licze, zreszta ja chce normalnosci, rodziny, dziecka, a nie rozlaki, on wiedzial o tym i podjal taka decyzje, trudno, jakos musze z tym zyc, sama nie wiem jeszcze jak, ale to on wybral ja zrobila wszystko co mogalm zeby go przekonac to powrotu do mnie albo wspolnych wyjazdow, nie udalo sie....

Autor: Dżyga  03.06.2008 zgłoś

Justys... nie wiem co Ci napisac na pierwsza mysla jak przeczytalam wszystkie infa od Ciebie az 2 razy... nie powinien Ci mowic tego wszystkiego, bo na to nie zaslugujesz!!! zeszta co to za facet.... mowi ze chce z Toba byc a pozniej pokazuje co innego... jesli sie kocha to sie robi to szczerze... a u niego to nie jest takie szczere.... jeszcze ta panna... po co ja zabiera skoro nie jest wazna tam jakos dla niego??? opisze ci przypadek mojej kolezanki ze studiow: "wszystko sie zaczelo jakies 1,5 roku temu... Robert zaczal z nia chodzic bylo swietnie i wogole w pewnym momencie wyjechal sobie tez do Anglii... kontakt se urywal, tam sobie kogos znalazl... po roku wrocil do polski juz na stale.... znajomosc zaczal odnawiac, a to piwko, a to wypad na dyskoteke... w koncu po jej urodzinach oboje jakos spotkali sie i poszli na piwko... narabali sie... wyznali sobie milosc... wielki powrot byl... spotkania, sms-y i wogle wszystko ladnie pieknie... pozniej R mial wypadek samochodowy zabrali mu prawko, Magda caly czas przy nim byla.... byly plany by zamieszkac wspolnie w mieszkaniu... te piekne czasy trwaly 1,5 miesiaca... pozniej cos zaczelo sie psuc po tym wypadku... nie mial samochodu nie mial czym do niej przyjezdzac... znalazl sobie kolezanke ktora miala samochod, forsy jak lodu... Magde puscil kantem.... w chusteczke ja robil przez nastepny miesiac... jej najlepsza przyjaciolka sieostra Roberta wozila go do niej i ona jej nie powiedziala ze on ma inna ze ja olewa.... Magda sie zalamala... nie sa juz razem 2 miesiace prawie.... ona nie moze o nim zapomniec... kocha go... a on sie zabezpiecza tym, ze jej pilnuja jego kumple... zabezpieczenie na przyszlosc - nie wyjdzie mu z tamta to wroci do Magdy..." Ona juz nie wierzy w faceta... wrocio skruszony do niej... zakochany i wogole a pokazal na co go stac... nie chce oceniac twojego chlopaka pod tym samym wzgledem, bo go nie znam, ale ze jest Ciebie nie wart to moge smialo napisac... ON nie jest jeszcze tym twoim najwiekszym szczesciem.... twoje szczescie jest niedaleko, moze sie przyglada temu wszystkiemu a sama o tym jeszcze nie wiesz.... lece na zajecia... odezwe sie wieczorkiem zbiore mysli bo to teraz co pisze to to co mialam na mysli.... trzymaj mi sie tam!!!!!

Autor: justynka  03.06.2008 zgłoś

o kurcze wiesz masz chyba racje.......... ale z tym szczesciem niedaleko to chyba nie jest tak... my mieszkamy juz rzem od dawna i to bardziej boli, znaczy ja mieszkam w jego mieszkaniu, a on ciagle na wyjazdach... nie radze sobie, dziekuje Ci, nawet nie potrafie powiedziec jaka jestes kochana i jak duzo dla mnie robisz////

Autor: justyka  03.06.2008 zgłoś

jestem chyba od niego emocjonalnie uzalezniona, nie potrafie zyc bez niego,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Autor: justynka  03.06.2008 zgłoś

teraz siedze i placze, tak go potrzebuje a on odezwal sei tylko po to zeby znowu mnie zmieszac z blotem, ja go kocham, tak bardzo ze wole umrzec niz dalej tak zyc, pomoz mi prosze, placze ze nawet dobrze kalwiatury ie widze

Autor: Dżyga  04.06.2008 zgłoś

justys nie placz tam bo tym nic nie zmienisz tylko siebie oslabiasz a to nie o to teraz chodzi... musisz zbierac sily... milosc jest trudna, nikt nie mowil ze bedzie latwo... ja wiem ze go kochasz, bo to sie da odczuc w tym jak piszesz o Nim... tylko co z tego jak on nie potrafi docenic tego co ma...??? goni za kasa...??? czlowiek ktory nie docenia ludzi w swoim otoczeniu, dlaczego na tobie ma sie to wszystko odbijac??? on ma jakis problem sam ze soba?? bo na to wychodzi jezeli on Ciebie chce 'zmieszac z blotem'???? gdyby chcial to by przeciez znalazl prace w Polsce i to lepiej nawet platna niz tam... woli isc na latwizne... tak mysle teraz... niech sie zastanowi czego chce... jezeli wybiera wszystko oprocz Ciebie to nie zastanawiaj sie nad Nim wiecej... teraz pocierpisz;/ a pozniej to Ci przyniesie Justys ulge................... pomysl nad tym na spokojnie! o to Cie prosze!!

Autor: justynka  04.06.2008 zgłoś

wiesz co ja mysle ze moj stan to juz depresja i nie potrafie wyjsc z tego, przed wszystkimi udaje ze jest git, ale w srodku sama widzisz, odizolowalam sie od wszystkich... jestem sama dla siebie i sie pograzam, czemu on tego nie widzi, czemu nie wyciagnie reki, nie wroci zeby mi pomoc, tylke razy mowilam mu ze nie daje rady...

Autor: JUSTYNKA  05.06.2008 zgłoś

jest czas zeby sie rozstac TAK MI DZIS NAPISAL :( :( :(

Autor: Dżyga  06.06.2008 zgłoś

przykro mi Justyś.. ale on Ciebie nie jest wart!!!!!!!!!!!!!!!!! zapomnij o nim jak najszybciej i żyj dalej swoim życiem...

Autor: Dzyga  28.07.2008 zgłoś

dziewczynki zagladacie jeszcze tu...??????

Autor: Wiki  21.10.2008 zgłoś

Mam wielki problem jestem w ziozku na odległośc juz 4lata. mam dos widywania sie w weekendy. Chce wstulnie z moim facetem zamieszkac na stałe razem ale w naszej syluacji to bardzo ciezkie.Bardzo sie kochamy ale ja mam tego dosc.Niewiem co mam robic pomózcie mi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: www.testiq.com.pl  05.11.2008 zgłoś

Czy wiesz że IQ Nicole Kidman oszacowano na 132, Shakiry na 140, Sharon Stone na 154, Przemka Salety na 102 a Dody na 156. A ty wiesz jakie masz IQ? Nie wiesz? Sprawdź się

Autor: o2  09.12.2008 zgłoś

postaw wszystk o na jedna karte...!!!!!!!!!1 nie bój się tylko zaryzykuj!!

Autor: Emila  29.07.2010 zgłoś

Prosze pomóżcie mi . ; (( Poznałam takiego chłopaka nie dawno minął prawie miesiąc. Pojechałam do kuzyna na tydzień i pierwszego dnia on mnie wziął na miasto do swoich kumpli .Z pierwszego dnia było dosyć normalnie . lecz na drugi dzień poliśmy wszyscy pić nie było dosyć dużo osób były 4 osoby licząć oczywiście też mnie . Po jakimś czasie byłam już pijana zostałam chwile sama bo chłopaki gdzieś wyszli . i usiadłam na miejsce takeigo jednego kamila , gdy to zobaczył powiedział , żebym ze szła ale tak normalnie a ja nie i się troszke za śmiałąm to poszedł na kanape , ale nie było mu wygodnie i gdy nie patrzyłam on na mnie skocyzł i lezał na mnie . ; D gadaliśmy sobie i wgl dalej piliśmy i chłopaki znowu wyszli . Nagle wchodzi tylko paweł ( mój kuzyn ) i mói takie coś : Emila prosze weź się pocałuj z kamilem on cie świetnie nauczy całować . a ja normalnie byłam w szoku nie wiedziałam co mam powiedzieć bo tak przyszedł i tak zniencka mi powiedział . to ja powiediałam : no dobra . ; D Byłam pijana więc zabardzo nie kontaktowałam heh ; DPóźniej chwileczke potym oni przyszli znowu na mnie usiad a chłopaki gdzies poszli i mnie z nim zostawili nie wiem co się działo . ; / zaczęliśmy się całowac i wgl i on do mnie coś tam powiedział , że mu się podobam strasznie , ale on tak to powiedział ślicznie tak z uczuciem naprawde . chłopaki przyszli i tak do końca się całowaliśmy i wgl Kamil mi zrobiłmalinke taką dużą na szyi . I gdy mama to zobaczyłą powiedziała że mam kare i nie bd mogła wychodzić przez jeden dzień ; DDD No dobra na trzeci dzień nie bylo mnie u niego ; ( gdy już się z bliżał wieczór w czwartek on zadzwonił i się pytał mnie czy przyjdziemy chłopaki se pójdą pić a on będzie chciał ze mna porozmaiwa no to ja ok spoko . poszliśmy on mnie wziął położyliśmy się i zaczęliśmy gadać pytałsię czy pamięam tamten dzień . ja mówiłąm że nie że paweł mi wszystko opowiadał kamil mi też troche powiedział potem co było . ale ja pamiętałam tylko ten fragment gdy on powiedział , że mu sie podobam i gdy się pierwszy raz pocałowaliśmy leciała prześliczna piosenka heh ; D I Nagle on powiedział do mnie że mu się strasznie podobam , że on jets we mnie straznie zakochany a mnie zatkało nie mogłam w to uwierzyć i się zaśmiałam ale to leciutko . a on żebym się nie śmiała bo on naprawde mnie kocha i wgl .a ja do niego że to jest nie mozliwe nie znamy się wgl . a on że to nie ma znaczenia , że zakochał się od pierwszego wejrzenia . sama przez chwile tak se pomyślałam . i tak dalej w to nie wierzyłam . sądziłam że chce mnie tylko przelecieć a potem żucić , że jest taki jak inni a on , że nie chce mnie przelecieć , że on naprawde mnie kocha . cały czas mi to tłumaczył , a ja nie wierzyłam on mi mówił , że chce mieć taką dziewczynę przy której może się uspokoić która naprawde też go będzie kochać i wgl . i nagle potym jak skońcyzł otym mówić zapytał się mnie czy ja go kocham mnie zatkało powieziałam , że tak chocć nie byłam tego pewna .lecz na następny dzień wszystko miałąm premylane i wgl .i wiedziałam wtedy , że go też naprawde kocham było zajebiście gadał że mnie kocha przytulaliśmy się lizaliśmy i wgl naprawde było fajenie . i nagle w ostatni dzień sie pokłócilismy nawet się nie pożegnaliśmy nic poszedł do domu jak do domu i się juz nie zobacyzliśmy , ale rozmawialismy przez tela . i se wszystko wyjaśniliśmy i się pogodziliśmy i wgl . gadał mi cały czas , że mnie kocha . itd na drugi dzień powiedziałam koleance , że ja nie jestem tego pewna że on mnie kocha czy on mnie przypadkiem w ten sposób nie bajeruje żebym się z nim przespałą i wgl .a bez mojej wiedzy gdy z nim rozmawiałam poszłam do sklepu i jej dałam telefon (mojeje przyjaciółce ) i ona mu to wszystko powiedziała , a on na to że nie jest ze mną po to żeby się przespać znacy się , że napewno każdy chlopak by chciał i on nie mówi też że nie chce tylko , że wtedy kiedy bd ja chciała kiedy będziała chciała jego druga połówka , że on mnie naprawde kocha że chce być ze mną na dobre i na złe . że jestem jego miłością itd . no dobra nie bd tak cały czas pisać . po tygodniu pojechałam do kuzynki i jedynie miałam z nim tylko kontakt przez gg ; ((pialiśmy i wgl .potem przez dwa dni nie widywałam gg . nie mogłam trafić keidy on będzie i ja ; (( nagel trafiłami okazało się że miał wypadek na mototrze zajebał szyją okrawężnik cłe kolano i noga rozjebana naprawde masakra. cód , że żyje ; ( i pisaliśmy udało mi się z mamądo gadac czy moge jechac do słupska do babci ale tak na serio miałam jechać do kamila i moja mama wiedziała o tym ale ja nie wiedziałam skąd ; ((ale gdy mi się udało i mu to wszystko powiedziałam . to na drugi dzień powiedział żebym do niego wczesniej przyjechała bym spała u niego w domu . a ja powiedziałam , że nie dam rady nie moge . ; ( i się na mnie obrazil ; ( na następny dzień napisałam do niego czy jest dlaej na mnie zły a on że bym już do niego wgl nie ptzyjeżdżała i wgl . pisaliśmy o tym dlaczego itd . i na końvu gdy już nie chciał mi odp

Autor: Kinia  18.08.2013 zgłoś

w końcu odnalazłam to forum!mineło prawie 6 lat. Mi sie udalo. Jestesmy malzenstwem od 3 lat.

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu