Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Przy kawie

12.08.2008 | Reportaż

Czy związek na odległość ma sens?

Są razem, chociaż nie mieszkają ze sobą. Para, narzeczeni, małżeństwo. Przez kilka, kilkanaście lat podążali ściśle wyznaczoną serpentyną dróg, torów i korytarzy powietrznych. Samochodem, pociągiem, samolotem. Na spotkanie z drugą połową. Potem był powrót i znowu dni, tygodnie, miesiące rozłąki.

Jarek i Ela

Ela wspomina, że najtrudniej było na początku. Byli wtedy kilka lat po ślubie i mieli dwójkę małych dzieci. Ania miała 5 lat, Sławek 3. To przede wszystkim z ich powodu Jarek musiał szukać pracy w innym mieście. Z zawodu był leśnikiem. To była jego pasja. Ela nie miała serca kazać mu pracować w innym zawodzie. Dlatego, kiedy nie znalazł zajęcia w miejscowości, w której mieszkali, sama podpowiedziała mu, żeby szukał gdzieś dalej. Jarek znalazł w końcu pracę w miejscowości oddalonej o blisko 40 kilometrów. Wtedy pojawił się problem: gdzie będą mieszkać.

Ela pracowała w urzędzie miejskim, może nie była do końca zadowolona ze swojej pracy, ale na pewno nie tak, żeby z niej zrezygnować. Jarkowi zależało na nowym zajęciu, zaproponowano mu tam wysokie stanowisko. Dyskutowali kilka dni, aż doszli do porozumienia, że na razie będą próbowali pogodzić tę nową pracę. Ela miała zostać tam, gdzie mieszkają, zwłaszcza, że miała tu do pomocy dwie babcie. W miejscu gdzie znalazł pracę Jarek na pewno byłby problem z opieką nad dziećmi.

Wtedy oboje stwierdzili, że to rozwiązanie tymczasowe. Czas pokazał jak bardzo się mylili. Najpierw awansowała Ela, potem Jarek. Na początku jej mąż przyjeżdżał do domu codziennie, potem co kilka dni. Po kolejnym awansie dostał mieszkanie służbowe i dużo więcej pracy. Bywał już tylko raz na tydzień. Nie było tak, że się od siebie oddalali. Po prostu wraz z „robieniem kariery” mieli mniej czasu. A przez cotygodniowe wizyty Jarka, Ela nie czuła, że traci on kontakt z dziećmi. Zresztą, pocieszali się nawzajem: większość ludzi też nie ma dla siebie czasu w ciągu tygodnia. Powoli temat przeprowadzki schodził na dalszy plan.

Ela sama nie wie, kiedy minęło te 16 lat bycia ze sobą na odległość. Nie wie, jakim cudem ich związek się przez ten czas nie rozpadł. Teraz już przyzwyczaili się do sytuacji. Tylko Eli trochę doskwiera samotność - dzieci dorosły, wyprowadziły się. W starym mieszkaniu została praktycznie sama. Nie licząc rudego kota-staruszka. Z drugiej strony w życiu zawodowym oboje zaszli już tak daleko, że nie ma sensu szukać pracy gdzie indziej. Ostatnio Ela stwierdziła, że chyba zamieszkają ze sobą dopiero wtedy, kiedy przejdą na emeryturę, w sumie niewiele im już do tego czasu zostało.

Bartek i Kamila

Znajomi nazywają ich papużki-nierozłączki. Razem w podstawówce, w szkole średniej, na studiach. Zawsze para, zawsze świetnie się dogadywali. To, że się pobiorą, było już tylko kwestią czasu. Oni postanowili zaczekać aż skończą studia, znajdą pracę, będą na swoim. Tyle że z tym znalezieniem zatrudnienia nie było tak łatwo. Kamila musiała się dużo nagimnastykować, aż znalazła pracę w swoim zawodzie. Taką pracę, po której nie wracałaby do domu sfrustrowana i wściekła. Gorzej było z Bartkiem. Niby praca dla architektów zawsze się znajdzie, ale on jakoś nie miał szczęścia. W końcu jeden ze szkolnych znajomych powiedział, że znalazł mu pracę, tyle że w Trójmieście. Na początku odrzucili ten pomysł. Wiadome było, że nie mogą się wyprowadzić z Warszawy, kiedy Kamila ma tutaj dobrą pracę. Awansowała, nie chciała znów zaczynać od początku. Jednak Bartek, choć najpierw przytaknął, potem zaczął się zastanawiać na przeprowadzką.

Wtedy pierwszy raz w życiu pokłócili się. Kamila nawet wyprowadziła się na jakiś czas. Jednak „ciche dni” długo nie trwały. Spotkali się i postanowili całą rzecz przedyskutować. Przedstawiali swoje „za” i „przeciw”. Bartek przekonywał, że to będzie tylko rozwiązanie tymczasowe. Że to dla niego szansa, że znajdzie jej tam dobrą pracę. Przekonał ją. Choć na początku była na „nie”, po tej rozmowie zgodziła się na rozłąkę.

Bartek szybko zaaklimatyzował się w nowej pracy, dobrze mu tam szło. Widywali się praktycznie co tydzień. Raz ona jechała pociągiem na północ, żeby zobaczyć się z narzeczonym, w następnym tygodniu on wsiadał w pośpieszny do Warszawy. Z czasem przyzwyczaili się do tych podróży, choć przyznają oboje, że były bardzo męczące. Wbrew wcześniejszym obietnicom Kamila nie bardzo miała ochotę rezygnować z pracy w Warszawie. Pięła się tam w górę, zarabiała coraz lepiej, była po prostu zadowolona. Temat ślubu i wspólnego mieszkania powracał co jakiś czas, ale delikatnie odsuwali go na bok. Tak było dobrze.

I pewnie jeździliby do siebie kolejne kilka lat, gdyby nie okazało się, że Kamila jest w ciąży. Widocznie te podróże rozregulowały jej organizm – stwierdziła. Okazało się, że za jakieś 7 miesięcy będą mieli dziecko. Kamila na początku wpadła w panikę. Dziecka nie było w jej planach na najbliższą przyszłość. Owszem gdzieś, kiedyś, ale nie teraz. Jednak ten nieuchronnie zbliżający się fakt urodzenia potomka zmuszał ich do decyzji. Przynajmniej do pewnych ustępstw. Kamila zadecydowała, że pójdzie na urlop i na jakiś czas przeprowadzi się do Bartka. Mieszkanie w Warszawie na razie wynajmą. Po urodzenia dziecka będą zastanawiali się co dalej. Kamila nie ma ochoty zostać w Trójmieście na stałe. Wolałaby Warszawę. Nad tym jednak będą zastanawiać się za kilka miesięcy.

Maciek i Kinga

Kiedy oświadczyła Maćkowi, że jedzie do Anglii, nie był zadowolony. Powtarzał, że on ma tutaj pracę, że dadzą sobie radę, że jest w stanie utrzymać rodzinę. Ale Kinga miała już dość wiecznych pożyczek i pomieszkiwania u rodziców. Chciała, żeby wreszcie mieli dom, żeby byli na swoim. Dlatego, kiedy koleżanka zaproponowała, że znajdzie jej pracę na wyspach, zgodziła się bez wahania.

Maciek długo nie chciał się zgodzić na ten wyjazd. Chciał nawet jechać z nią, ale wspólnie stwierdzili, że to bez sensu – tu na miejscu miał w miarę dobrą pracę, a co ważne – legalną. Dlatego miała jechać sama.

Przez pierwszy miesiąc wysyłali do siebie SMS-y praktycznie codziennie. Potem coraz rzadziej, ale za to w każdej wolnej chwili pisali do siebie przez komunikator. Starali się, żeby się od siebie nie oddalić. Co jakiś czas Kinga leciała do Polski, albo Maciek spędzał urlop u niej. Byli razem, chociaż na odległość. Kinga cierpliwie odkładała każdy grosz na wspólne mieszkanie, Maciek robił to samo w kraju.

To nie tak, że było idealnie. Kinga miała wiele obaw. Wiedziała, że zostawiła faceta samego na tak długo. Najbardziej się bała tego, że znajdzie sobie inną. Praktycznie codziennie się nad tym zastanawiała. Maciek podobnie – co rusz podpytywał ją, czy sobie aby kogoś tam nie znalazła. Kinga nawet nie miała ochoty szukać, to z Maćkiem chciała spędzić resztę życia. Ale jak miała mu wierzyć, kiedy nie był tuż obok...

Cała ta sytuacja trwała kilka lat. Oboje przyznają, że nie było to zdrowe. Były wzajemne obwiniania i mnóstwo strachu o to, czy ta druga osoba nie kłamie. Jak się okazało, najgorsze było przed nimi. Bo wcale nie rozłąka okazała się najtrudniejszym orzechem do zgryzienia, ale ponowne przyzwyczajanie się do siebie. Przez te kilka lat życia oddzielnie oboje nauczyli się nawyków, których teraz ciężko było się pozbyć. Kłótnie wybuchały nawet o styl ścielenia łóżka czy sposób postawienia kubka na suszarce do naczyń. To chyba wtedy bardziej zbliżyli się do momentu kryzysu w ich związku, niż kiedy mieszkali oddzielenie. To Kinga zdecydowała, że się wyprowadzi. Że dadzą sobie w ten sposób moment na odsapnięcie, więcej przestrzeni. Nie wiedzą jeszcze, czy znowu zamieszkają razem, czy dalej będą prowadzić związek na odległość, tym razem ze świadomego wyboru. Czas pokaże.
Edyta Litwiniuk
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: AnnaUK  12.08.2008 zgłoś

zyję w związku na odległośc i nie jest łatwo :( na szczeście za miesiąc to się skończy i bedziemy razem :)

Autor: cs  12.08.2008 zgłoś

Nie rozumiem problemu Jarka i Eli. Przecież 40 km to żadna odległośc, jedna osoba spokojnie mogłaby dojeżdzac do pracy.

Autor: katowiczanka  12.08.2008 zgłoś

a my poznaliśmy się gdzieś w drodze.... i w drodze budujemy swój świat... od dłuższego czasu kursujemy między warszawą a katowicami. jesteśmy szczęśliwi. dwie kochające się osoby, które nie chcą rezygnować z wolności. może i nie jest to klasyczny związek, ale skoro nam daje radość, to wszystko jest dobrze :)

Autor: jj  12.08.2008 zgłoś

ja tez nie rozumiem problemu 1 pary..przeciez 40 km to jakies 40 min jazdy samochodem.Skoro on dostal mieszkanie sluzbowe, to spokojnie ona mogla przeniesc sie do niego i dojezdzac do pracy..a zaoszczedzone pieniadze za mieszkanie przeznaczyc na inny cel, czy samochod i benzyne:) Ja zmoim narzeczonym bylam ponad 7 mcy w rozlace...na innych kontynentach..ale przezylismy, to nas jeszcze bardziej wzmocnilo i juz jestesmy malzenstwem i mieszkamy razem:) nie wyobrazam sobie teraz juz kolejnej rozlaki lub widzenia sie nawet 1 czy 2 razy w tygodniu...

Autor: blabla  12.08.2008 zgłoś

my od ponad roku zyjemy w związku na odległość - równe 480 km. Przeprowadzka za jakiś czas ;) na szczęście, bo jednak odległość - choć przywykliśmy - staje się coraz mniej znośna...

Autor:  12.08.2008 zgłoś

o matko a co to jest 40 km , ja mieszkam pod Warszawa i codziennie się tyle robi ,a ludzie co mieszkaja np. na Białołęce a jada do centrum 1,5 godz co rano. 40km to jakieś chore zeby sie widziec raz w tygodniu .

Autor: buu  12.08.2008 zgłoś

A ja za kilka tygodni opuszczam wyspy. Wracam do kraju, mój chłopak zostaje tutaj:( Nie wiem jak będzie, czas pokaże ale pewnie nic dobrego z tego nie wyniknie... Szkoda, jest i żal i smutek i strach przed utratą kogoś bliskiego z kim było się kilka ładnych lat... ach...ciężkie to życie czasami...

Autor: ewela  12.08.2008 zgłoś

do buu mam podobna sytuacje ,ja chce wracac do polski a moj chlopak zostac,dobrze wiemy ze jak jedno wyjedzie nic z tego nie bedzie,jest wybor:albo tu zostane i bede sie meczyc albo wroce i bede sama,trudny wybor

Autor: buu  12.08.2008 zgłoś

Do eweli: I jeszcze to poczucie winy... mało tego że i tak jest mi ciężko to jeszcze od czasu do czasu słyszę: bo ty mnie zostawiasz... Moja decyzja nie została wyssana z palca z dnia na dzień, jest uzasadniona, ale niestety do mojego chłopaka moje argumenty wogóle nie docierają;( To tak samo ja mogłabym bym mówić: bo ty nie chcesz ze mną wrócić. W każdym razie życzę pomyślnego "wyjścia" z tej niełatwej sytuacji;) Pozdrawiam.

Autor: PaulinaZMazowsza  12.08.2008 zgłoś

Witam. Związek na odległość jak najbardziej ma sens, ale tylko wówczas, kiedy obie strony są jednakowo mocno w niego zaangażowane i gdy oboje zainteresowani widzą w tym ciągłym czekaniu wspólną metę... kiedy jednak któreś dopadają wątpliwości i brak zaufania, związek przeżywa kryzys i stąd tylko krok do rozpadu... Mój związek, z chłopakiem mieszkającym 220 km ode mnie, nie przetrwał w dużej mierze z mojej winy, ale także popełnił kilka błędów. Żałuję, że nam nie wyszło, bo naprawdę kochałam i chyba do tej pory kocham mojego ex, ale wiem, że nas już nie ma i nigdy nie będzie, nasze drogi się definitywnie rozeszły i to najbardziej boli... nie mam z nim żadnego kontaktu, nie wiem, co u niego, jak sobie radzi... a może to i lepiej... łatwiej będzie zapomnieć. Pozdrawiam wszystkich, będących w takich związkach i tych, którzy musieli poznać smak rozstania... [cześć]

Autor: ewela  12.08.2008 zgłoś

do buu chyba mozemy sobie podac reke buu mam nadzieje ze wszystko ci sie ulozy

Autor: czacza  12.08.2008 zgłoś

zwiazek na odleglosc nie ma sensu!!!! bylam w takim nie powiem ze bylo latwo ale bylo az pewnego dnia dowiedzialam sie ze moj chlopak tak bardzo za mna tesknil ze znalazl se pocieszenie.........w ramionach innej ;( i taki byl final zwiazku na odleglosc nie mowic juz o tym ze przez ok pol roku mnie oklamywal ze wszystko ok az nagle przestal sie odzywac;/ bo nie ma milosci jest tylko przyzwyczajenie a tego latwo sie pozbyc;/

Autor: jj  12.08.2008 zgłoś

a ja zostalam w obcym panstwie dla faceta...teraz jestesmy juz malzenstwem..ahh..czego sie nie robi dla milosci:)nie zaluje malzenstwa, mecze sie w tym panstwie, ale nie wyobrazam sobie zycia bez niego...moze na emeryture przeniesiemy sie do Pl, haha

Autor: Ola  12.08.2008 zgłoś

Ja i Maciek znamy się 8 miesiecy, dzieli nas ponad 1000 km odleglości. Po kilku spedzonych razem cudownych weekendach postanowiliśmy, ze razem zamieszkamy u niego. Ja mieszkam w Polsce, mam tu rodzinę, dobra pracę. Mimo tego postanowiłam zaryzykować choć nie znam języka i wiem, że dopóki się nie nauczę będzie mi ciężko z daleka od rodziny, znajomych... Zapisalam sie na kurs ale jak dotychczas niewiele mi to dalo. Wydaje mi sie, ze stoje w miejscu. Wracam z pracy wykończona brak mi sil na nauke indywidualnie (oprocz kursu 2 razy w tyg). Od naszej decyzji minęło kilka miesięcy a on przeciąga wszystko z miesiaca na miesiąc. Ma do mnie pretensje, ze nie ucze sie wystarczajaco, nie poswiecam się, i ze jeśli sie nie naucze to "co tam bede robila"? Nie wiem co o tym myslec, czy moze nie kocha mnie wystarczajaco?

Autor: Ana  12.08.2008 zgłoś

Ja uważam, że to nie jest związek-bo każdy ma swoje życie !!! I to nie jest niczyja wina, poprostu takie jest życie !!! Żyje się wtedy osobno, nie razem !!!

Autor: Nieznana22  12.08.2008 zgłoś

Do Ola A gdzie mieszka on????????????

Autor:  12.08.2008 zgłoś

Mieszka w Niemczech

Autor: a  13.08.2008 zgłoś

niestety ja tez od pol roku zyje na odleglosc...jest ciezko, tesknota ogromna ale juz za dwa tyg. bedziemy znow razem...

Autor: E.  13.08.2008 zgłoś

A mój wrócił właśnie z tej rozłąki i nie możemy się dogadać. ;( Coraz częściej myślę, czy nie kupić mu biletu z powrotem, bo męczymy się oboje niemiłosiernie. Szkoda.

Autor: robert  13.08.2008 zgłoś

mam nadzieje ze rozlaka wielka milosc tylko wzmaga oczywiscie jesli jest ta prawdziwa a gasi uczucie slabe lub nieprawdziwe

Autor:  13.08.2008 zgłoś

skąd ja to znam... od 2 lat w takim związku na odległość, jest trudno ale myślę że damy radę:)) może i niektórzy myśą, że to nie ma sensu, ale ja uważam, że ma i mam zamiar to wszystkim udowodnić!! :p

Autor: Ania  13.08.2008 zgłoś

i z moim chlopakiem jestemw zwiazku na odleglosc ok 450km;( ufam mu i wierze ze przetrwamy do przeprowadzki albo mojej albo jego:) juznie moge sie doczekac;)

Autor: 100% kobieta  13.08.2008 zgłoś

Najlepiej wydaje się opinie jesli zna sie przypadek z autopsji. Dlatego pozwole sobie dorzucic dwa grosze.. Sama zylam w zwiazku na odleglosc przez ponad 2 lata. Bylo bardzo roznie, a poniewaz jestem bardzo zazdrosna i nieufna osoba to czesto dochodzilo to "cichych dni" - co nazywalismy zerwaniami. Moze niedojrzale, ale prawdziwe. Mam 24lata i wlasnie sie zareczamy. Wrocil pol roku temu do PL na stale bo tak zadecydowalismy. Na poczatku bylo strasznie. Ciagle klotnie. Niezrozumienie. On nauczyl sie tam zyc dla siebie , sam sobie byl "pania domu". Przetrwalismy ten okres ale potrzebne nam bylo wiele zrozumienia i determinacji do tego by tak sie skonczylo. Bardzo maly odsetek zwiazkow niestety przejdzie przez ten koszmar. Nikt nie zaprzeczy ze odleglosc nie sprzyja uczuciom, ale ja powiem ze to zalezy od ludzi, od ich podejscia i sposobu organizacji zycia. Osobiscie znam wiele osob ktore pukaja sie w czolo gdy slysza o zwiazku na odleglosc a ja natomiast uwazam sie za jedna z tych ktorej potrzebne jest duzo swobody i wolnosci od czasu do czasu przez dluzsza chwile. Taka po prostu jestem. Jeden woli 24h/dobe spedzac czas z ukochana, a drugi mega zatesknic. Dlatego jak to sie mowi "jestem za a nawet przeciw" zwiazkom na odleglosc... bo to zalezy od podejscia i od wielkosci uczucia. Jezeli dwie osoby sie naprawde kochaja i nie wyobrazaja sobie zycia bez siebie to nic nie stanie im na przeszkodzie. To jest pewne. Pozdrawiam wszystkich i zycze wytrwalosci.

Autor: terecha  13.08.2008 zgłoś

Jestem w z związku na odległość 17 lat.Po tym czasie mogę stwierdzić, Ze jedyne co nas łączy to dom ,dzieci które sa juz prawie dorosłe i konto w banku . Moje małżeństwo jest jak firma z dobrym wynikiem ekonomicznym,a kto przy zdrowych zmysłach niszczy taką firmę ? :(

Autor: miki  13.08.2008 zgłoś

Ja żylam w związku na odległość około rok, zaraz na początku naszego związku- dzielilo nas jakies 350 km, tesknilismy strasznie, az po roku moj chlopak (teraz juz narzeczony;) zdecydowal sie zostawic swoich znajomych, zmienil uczelnie, miasto... i to wszystko dla mnie, bez gwarancji ze sie uda :) i tak juz 4 lata minely i w przyszlym roku sie pobieramy. 1 dzien bez niego teraz trudnu mi wytrzymac ;) grunt to KOCHAC i UFAC, nie popadac w beznadziejne podejrzenia. Pozdrowienia dla tych co przetrwali i tych co tkwią nadal :)

Autor: Ja  14.08.2008 zgłoś

Sam żyje w związku na odległość i wiem jakie różne rzeczy z tego mogą wyniknąć. Kocham moją dziewczyna ponad wszystko i ufam jej w ślepo. Jedyne co mi zostaje żeby ją zdobyć to cierpliwość i nadzieja. Czytając to co jest wyżej złapałem się za głowę o myśli że mógłbym też tak na odległość tyle czasu co oni z moja ukochaną spędzić. Moim zdaniem to co jest wyżej napisane to jest już nienormalne. Dla tych ludzi nie była najważniejsza miłość tylko kariera, awanse i pieniądze. Każdy wie że z miłości nie da się wyżyć ale dla nich na pewno miłość nie była ważniejsza od wyjazdów na bardzo długi okres czasu. Jest do tego tematu jeszcze sporo rzeczy które można było by wziąć pod uwagę ale i tak dla mnie podsumowanie jest jedno. Jeżeli chcesz z kimś być, spędzić z nim resztę swojego życia ale chcesz trzymać na odległość to, to nie jest już związek to są kpiny. Owszem, związek na odległość przetrwa jeżeli ma się zaufanie do tej drugiej osoby i się spotykają one ze sobą a po pewnym czasie ta odległość zmienia się do odległości tych metrów ogniska domowego. Ludzie związek to nie trzymanie kogoś jak najdalej od siebie, jeżeli się na to zgadzacie jak nasi bohaterowie to coś jest nie tak. Nigdy bym się nie pogodził na taki czas rozłąki jak oni, nigdy. Być to znaczy być i kropka. Życzę wszystkim którzy mają związki na odległość aby w końcu jak najszybciej dostali ten dar bliskości.

Autor: aussie  14.08.2008 zgłoś

Witam ! Ja zylam w zwiazku na odleglosc rok Polska - Australia. Mojego terazniejszego narzeczonego widzialam raz w zyciu :) i przez rok bylismy tylko w kontakcie tel. Na szczescie zbieglo sie to z koncem moich studiow i przenioslam sie do niego. Zareczyny byly telefoniczne, pierscionek przeslany ! Dzis jestesmy rok ze soba, jeste przeszczesliwa, nigdy nie mialam chwili wahania ze to nie to, nie ten, jechalam w sumie do obcego czlowieka! W glebi serca wiedzialam ze to ten! Mysle ze taki zwiazek na odl dal nam czas na przemyslenie i odkrycie czy chcemy byc razem. Na szczescie rzeczywistosc okazala sie cudowna.pozdrawiam wszystkich serdecznie !

Autor:  14.08.2008 zgłoś

te historyjki były głównie o tym że ludzie żyli daleko od siebie ze względu na pracę.... A co jeśli odległość spowodowana jest czymś innym? Poznali się w wakacje, a na codzień mieszkają 200 albo nawet 400 km od siebie. Kochają sie bardzo ale brak narazie możliwości na przeprowadzkę obu osób. I co wtedy? To dopiero tragedia...

Autor: endżi  14.08.2008 zgłoś

jesteśmy z mężem już 6 lat po ślubie,od 5 mąż wyjeżdża w delegacje bo jest z zawodu budowlańcem.To jest praca na odległoś,dostajesz zlecenie i jedziesz budować.Staramy się ,by przynajmniej raz w tygodniu się widzieć,dodam że mamy dwójke dzieci,córke 6 lat i synka 9 miesięcy. Na początku było strasznie,małe dziecko ja sama w domu(z teściami)czułam się tak jak księżniczka w wieży,ale teraz po tylu latach przyzwyczailiśmy się,wydaje mi się że tęsknota sprawiła że kochamy się jeszcze bardziej.Gdy konrad się urodził mąż był przymnie po porodzie 5 miesięcy i niebyło czegoś takiego jak "każdy ma swoje przyzwyczajenia"jesteśmy tylko ludzmi,każdy ma swoje nawyki,nikt nie jest ideałem . A jak się kocha tak na prawde to ufa się w 100%,pewnie że jakieś mysli czasem przychodzą ,ale nieprzejmuje się nimi. Niewiem jak długo jeszcze będziemy małżeństwem na odległość,(dodam że mąż mieszka w chotelach robotniczych),ale zrobie wszystko by nam się udało,bo na tej rozłonce cierpią tylko dzieci. niewiem jak u was ale po tygodniowej rozłące sexs smakuje jak (aż brak mi słów by to opisać)niema mowy o nudzie. pozdrawiam...

Autor: 40 minut:>  14.08.2008 zgłoś

smieszne.to nie odleglosc:> ale na odleglosc sie rozpada

Autor: magkom  14.08.2008 zgłoś

Słuchaj Ja,mało jeszcze wiesz o życiu skoro tak sądzisz.Życie uczy pokory i kompromisów.Łatwo jest oceniać innych skoro nie stoi się przed faktem podjęcia trudnej decyzji.Twierdzisz że bochaterowie reprtarzu postawili na karierę nie na miłość,ale aby być szczęśliwym nie mozna widzieć tylko drug osoby,ale też dostzrec siebie.Okres ślepego zapatrzenie szybko mija i zostaje rzeczywistość i tzreba żyć.Ja też od tzrech lat zyję z mężem na odległość i jest róznie,ale miłość jaka nas łaczy jest tak silna że niepozwala nam się rozstać.Mamy mały skarb córeczkę i dla niej jak i dla siebie odkładamy na mieszkanie.Zyczę ci szczęsićia ale życie cię nauczy

Autor: justys1358  14.08.2008 zgłoś

tak jak Jarek i Ela nie wyobrazam sobie tego,stracili swoje najpiekniejsze lata,Bartek i Kamila maja szanse gdy jedno z czegos zrezygnuje,a 3 para coz jesli sie kochaja wroca do siebie,dla mnie zwiazek na odleglosc nie ma szans na dłuzsza mete.

Autor:  14.08.2008 zgłoś

jeśli chodzi o problem 1 pary to... ILE JA BYM DAŁA ŻEBY DZIELIŁO MNIE Z MOIM CHŁOPAKIEM TYLKO 40 KM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: ja  14.08.2008 zgłoś

Cześć :) jeśli chcecie zarabiać 10 zl w 20 min wypelniajac ankiety to zalogujcie sie na stronce : http://badanie-rynku.net.pl/index.php?new=48a4148a37429 Powodznia ;)

Autor: A  14.08.2008 zgłoś

Związek na odległość przez dłuższy czas(więcej jak 2 m-c) to nie związek!!! wstajesz rano, ukochany cię nie ucałuje na dzień dobry, nie zjecie razem śniadanka - od rana łapie cię frustracja - dlaczego jego tu nie ma? przecież jesteśmy razem! - co to za związek bez bliskości? wspólnej codzienności? Mój facet był 3 razy po 2 m-c za granicą i szlag mnie trafiał!!! przepłakane wieczory i pytanie- dlaczego? teraz już oboje wiemy że żadne z nas nigdzie już na dłużej samo nie wyjedzie. Jest coś ważniejszego niż kasa. Bo potem można nie mieć do kogo wrócić...

Autor: 100% kobieta  14.08.2008 zgłoś

Do A: wiesz, to co piszesz zalezy od tego w jakim stadium jest zwiazek. Jesli jest to zwiazek luzny (bez malzenstwa, dzieci, wspolnych wydtkow, opłat itd) to owszem mozna sobie pozwolic na to co napisalas, ze "to nie związek!!! wstajesz rano, ukochany cię nie ucałuje na dzień dobry, nie zjecie razem śniadanka - od rana łapie cię frustracja" . Natomiast jesli masz te wsystkie wyzej wymienione obowiazki, mieszkacie razem, macie np dziecko to co wtedy jest wazniejsze - frustracja z powodu braku pocalunku na dzien dobry i wspolnego sniadania czy moze mozliwosc oplacenia rachunkow, zapewnienia dobrej szkoly dzieciakowi itd itd... ?? Osoby ktore pisza tak jak ty albo sa bardzo mlode i wydaje im sie ze samym patrzeniem na buzke ukochanej osoby wyżyją, albo po prostu sa dopiero w stanie zauroczenia, ktore niestety wczensiej czy pozniej minie i zostanie rzeczywistosc. Ja osobiscie nie jestem zwolenniczka rozstan, ale jesli mam wybrac miedzy przyszloscia dziecka (teoretyzuje bo nie mam jeszcze dzieci), a patrzeniem na ukochanego ktory przyniesie 1500zl wyplaty i nasze dlugi beda rosly z m-ca na m-c to zdecydowanie wole 1. Sama jestem ambitna osoba i wiekszosc czasu poswiecam na nauke, prace. Wielokrotnie poswiecilam prywatny czas na to wlasnie zamiast widziec ukochanego, co wcale nie dowodzi ze go darze mniejszym uczuciem niz ty swojego ukochanego. W zyciu trzeba dokonywac wyborow. Nikt nie powiedzial ze beda one latwe. Kazdy ma prawo do wlasnego zdania i sposobu na zycie. Sa ludzie ktorzy powiedza tak jak ty ze kasa nie jest tak wazna jak uczucie, ale sa tez tacy jak ja ktorych nazywa sie materialistami tylko dlatego ze milosc i kariera (pieniadze) sa w zyciu tak samo wazne, bo niezbedne do zycia. Ludzie lubia to nazywac , ale ja mam na to jedna teorie "kazdy ma wolna wole" i niech robi tak jak mu wnetrze podpowiada, ale nie ocenia innych podlug siebie, bo kazdy z nas jest inny. To samo tyczy sie pana o nicku "Ja". Pozdrawiam

Autor: zaczynamy  14.08.2008 zgłoś

Pakuje sie wlasnie w zwiazek na odleglosc, 400 km nas dzieli :( To koszmar, ale nie chce rezygnowac z Niego! On ze mnie tez nie. Czas pokaze jak to sie potoczy dalej, ale ja potrzebuje faceta u mego boku! A Jemu tez jest ciezko

Autor: jeli  14.08.2008 zgłoś

A ja juz w tym siedze od 2 lat, z przerwa na 4 miesiace... i mam nadzieje.ze juz za niedlugo bedziemy tak naprawde razem. Bedzie nas dzielic "tylko" 300 km a nie 700 jak wlasnie teraz:( ale jednego jestem pewna, ze bardzo chce byc z nim! A jezeli sie czegos bardzo w zyciu chce, to nalezy dazyc do tego i nie poddawac sie, chociaz czasami szlag trafia na maxa. Ale ja dam rade, bo wierze w to.I bedzie dobrze:)

Autor: Kaśka  15.08.2008 zgłoś

Nie uważam, ze związek na odległość nie ma sensu. Ja jestem ze swoim chłopakiem już prawie 2 lata w takim związku i dajemy radę. A to co dzieje się między nami gdy się już widzimy to chyba każdy może sobie wyobrazić:)

Autor: endżi  15.08.2008 zgłoś

do 100% kobiety zgadzam się z Tobą. Jest taki czas że żyje się tylko miłością,ale gdy zakładasz rodzine to trzeba zejść na ziemie i zdobyć pieniądze,bez tego nieda się żyć...

Autor: Ja  15.08.2008 zgłoś

Do 100% kobieta: Widzisz u mnie sprawa wygląda tak że na razie jesteśmy tylko parą. Nie mam problemów finansowych i nawet mógł bym nas utrzymywać razem. To nawet ona dała mi linka do tej strony. Nie mieliśmy możliwości na początku tak często się spotykać. Teraz jak tą możliwość mamy to stoją nam na drodze albo jej rodzice bo z domu ją chcą wypuścić dopiero po ślubie, albo inne różne problemy. Kocham ją jak wcześniej już to pisałem i czekam aż upora się z częścią problemów, bo to one jednak nie pozwalają się nam ze sobą spotkać. Dużo naprawdę jeszcze bym mógł napisać, ale nie wszystko się da albo po prostu nie mogę. Raz już ją straciłem na dłuższy okres czasu i jakoś to wytrzymaliśmy ale nie pogodzę się z faktem iż mimo możemy w końcu być razem to nie będziemy chociaż przez te dwa dni. Bo tak naprawdę nie mogliśmy być razem ze sobą dłużej niż 6h. Widać w moim komentarzu to że już chaotycznie pisze. Jestem zmęczony bo spać nie mogę, jestem zdezorientowany. Jedyne co wiem to, to że Tą dziewczynę kocham ponad życie i chcę z nią przez nie przejść. Pokonać przeciwności losu i wszystkie przeszkody. Ale będąc razem. Nie wystarczy mi sam głos w słuchawce czy emaile, to mnie niszczy...

Autor: ja  15.08.2008 zgłoś

Jestem mężatką od 5 lat,mamy synka. Mój mąż wyjechał pierwszy raz za granice 2 lata temu, wrócił wcześniej niż planował. Bardzo tęsknił. Zaklinał sie że już nigdy nie wyjedzie. W czerwcu tego roku wyjechał ponownie, gdzie indziej niż poprzednio z innym towarzystwem. Pisał. dzwonił. Wrócił po miesiącu, na początku było bardzo dobrze, ale im dłużej przebywaliśmy ze sobą, tym częściej sie kłóciliśmy. Jestem strasznie wybuchową osobą. Mówił, że bardzo mu nas brakowało. Niedawno wyjechał ponownie, i tak naprawdę nie było rozmowy na ten temat, czy ma jechać, czy nie. To, że wyjeżdża było po prostu jasne. A ja teraz siedzę w domu sama z synkiem, dni się ciągną. I się zastanawiam ile czasu tak wytrzymam,bo tak na prawdę nigdy nie byłam zwolenniczką związków na odległość. On o tym wie,ale broni się tym, że przynajmniej mamy z czego żyć. Kiedyś byliśmy taką parą, która bardzo rzadko się rozstawała. wszędzie razem. A teraz spędzamy więcej czasu osobno, każdy ze swoimi znajomymi. I coraz częściej nachodzą mnie myśli, czy tego nie przerwać, skoro jemu podoba się takie życie, i nie przejmuje się tym, że mnie to tak bardzo boli. Kasa stała się dla niego coraz ważniejsza. Im więcej ma tym więcej chce, nie powiem, bo oddaje mi ją, ale co mi po kasie, skoro nie mam jego. Dlatego apeluje do wszystkich osób, których partnerzy chcą wyjechać, nie dopuście do tego, żyjcie skromnie,pożyczajcie, ale nie rozstawajcie się. Bierzcie pod uwagę wspólny wyjazd, albo wcale. Pozdrawiam PS. podziwiam te związki, które mają już za sobą wyjazdy, a teraz są razem na miejscu, i wszystko im się układa. O ile takie są? Czego wszystkim i sobie życzę.

Autor: KOtezcek19833  15.08.2008 zgłoś

ja od 7 lat żyje w zwiazku na odległosc tzn 130km ale meżowi nie chce sie dojeżdzac codzinnie do domu tym bardziej ze tam też mamy mieszkanie,mamy 3 letniego synka.poki małego niebyło na świecie nie przeszkadzało mi teraz strasznie dokucza i ja postanowiłam zmienić to ja bede dojeżdzac do pracy co drugi dzień poświece sie tak dłużej żyć nie można...

Autor:  15.08.2008 zgłoś

wy dziwki

Autor:  15.08.2008 zgłoś

macie najebane w tych pierdolonych czerepach chodzi wam tylko o ruchanie szmaty robicie gały za paczke dropsów a psom za darmo ma sie rozumiec jesli chcecie poznac prawdziwego meszczyzne dzwoncie 997

Autor: odpowiedz  15.08.2008 zgłoś

Za to o autorze ostatniego posta nie można też powiedzieć że jest prawdziwym mężczyzną. Jest zwykłym trolem.

Autor: a ja wlasnie  15.08.2008 zgłoś

a ja wlasnie zaczelam moj zwiazek na odległość. dopiero miesic.ale juz i tak mi ciężko, pocieszam się że jeszcze jeden i sie zobaczymy. poki co świetnie nam idą sprzeczki chociaż nawet nie ma o co. tesknie bardzo pozdrowionka dla wszystkich chwilowo samotnych :-)

Autor: Kinia  15.08.2008 zgłoś

hmm no to moze i ja cos powiem z wlasnego doswiadczenia, z moim ex chlopakiem spotykalismy sie przez ponad dwa lata, dzielilo nas prawie 300km, spotykalismy sie dosc roznie czasem nawet raz na dwa miesiace i dluzej ale zyjemy w dobie internetu, komorek wiec dawalo sie wytrzymac chco nie powiem bylo ciezko kolejny dzien przezyc osobno a "powinnismy przedzic go razem" oczywiscie choc czesciowow bo wiadomo jest jeszcze praca, obowiazki.... choc moj zwiazek nie wyszedl - z kilku powodow, o ktorych nie chce pisac bo wiem ze Ci co zyja w takich zwiazkach mogliby zaczac wyszukiwac ich u siebie, nawet podswiadomie:) bo to mogloby nie ktorym z was wyjsc na dobre:) - to jestem pewna ze jezeli obie osoby sie kochaja to taki zwiazek ma szanse przetrwania:)

Autor: odrodzona  15.08.2008 zgłoś

Ja także żyje od roku w związku na odległość i właśnie ten fakt wiele mi uświadomił.Dostałam szanse spojrzeć na nasz związek z dystansem.Rozstanie uświadomiło mi, że oprócz dzieci niewiele nas łączy.Ten spokój jaki osiągam gdy go nie ma jest nie do zastąpienia.A najbardziej boli mnie to,że on zamiast doceniać to że świetnie sobie radzę z trójką dzieci,chyba ma o to pretensje.Chyba lepiej się czuł jak narzekałam pisałam,że tęsknię,że jest mi ciężko.Męskie ego ponad wszystko:( Odpowiedz-z tym trolem to ci wyszło,uśmiałam sie setnie

Autor:  16.08.2008 zgłoś

Mój związek własnie rozpadl się przez to,że byliśmy daleko od siebie. bardzo ufałam mojemu partnerowi i nigdy nawet przez myśl by mi nie przeszlo ,ze będzie mnie zdradzać. Ale jednak tak się stało. wyjechal z małej miejscowości do stolicy aby tu slużyćc w policji. nie spodziewalam się że ta pomoc skończy się rozpadem naszego związku. ale widocznie tak miało być........... dziś jesteśmy znajomymi

Autor: Natalia  16.08.2008 zgłoś

Ja ze swoim chłopakiem mieliśmy do siebie około 200 kilometrów i moich rodziców stojących miedzy nami. Rodzice mi nie pozwalali do niego jeździć a ja głupia słuchałam. Nie zrozumcie mnie źle, jestem jedynaczką a oni mnie straszyli że będę mogła już nie wracać. Spędziłam z nim te piękne chwile, zawsze był ze mną. Mogłam na niego liczyć tylko nie chciałam tej pomocy, myślałam że mnie nie rozumie. Miał mi się oświadczyć mimo tego wszystkiego co musiał znieść. Dzisiaj wygląda to tak, że to ja o niego walczę. Przez to że rodzice ciągle mi mącili w głowie i strach przed porzuceniem pracy za 800 zł na rękę na lepszą straciłam go. Wiem że nie może o mnie zapomnieć i że nawet nie myśli o innej i nadal mnie kocha. Ale boi się że znowu zacznę widzieć to wszystko w czarnych kolorach a on już tego nie zniesie. Już 3 miesiące o niego walczę i tęsknie za nim tak bardzo że już siły płakać nie mam. Do wszystkich którzy są w związku na odległość, jeżeli macie okazje być ze sobą razem to bądźcie. Nie pozwólcie żeby jakieś błahostki czy wasi rodzice decydowali o waszym związku jeżeli się kochacie. I trzymajcie kciuki.

Autor: zaczynamy  16.08.2008 zgłoś

Rodzice... Mysle, Natalia, ze on boi sie tego, ze nawet jesli wrocicie do siebie, to w koncu rodzice i tak namaca ci w glowie. Znalam taka pare. I juz nie sa razem, bo On nie mogl zniesc Jej rodzicow, a ona niby nie chciala, ale za bardzo sie ich sluchala! Wiec On nie byl najwazniejszy

Autor: Ja  16.08.2008 zgłoś

Ja nawet nie chce być najważniejszy bo rodzice jacy by nie byli to rodzice. I też nie chciał bym w moim związku aby moja ukochana się ich słuchała a jeszcze bardziej żeby mieli na nasz związek i nasze życie wpływ. Zaczynamy ma racje. Rodzice powinni być tam gdzie ich miejsce. Nadopiekuńczością robią wam krzywdę. Widziałem to nie raz i sam się tego boje jak ognia.

Autor: szery  16.08.2008 zgłoś

Jestem w związku na odległość juz 9 miesiecy,a widzimy się z moim chłopakiem co 2,teraz niestety tak wyszlo ze nie bedziemy się widzieli 5,5. Gdyby kiedys ktos mi powiedzial o tym to bym go z góry wysmiala-ze ja to absolutnie nigdy na takie cos nie pojde. Ale stalo się,zakochalam sie nie wiadomo kiedy.Obojemy wiemy ze ja siedze w Wielkiej Brytanii aby zarobic na przyszlosc,chociaz mysle ze mnie jest ciezej niz jemu. Najwazniejsza sprawa-trzeba zaufac drugiej osobie,nie moglabym siedziec tutaj i myslec ,ze moze wlasnie mnie zdradza. Mamy zreszta umowe ze jesli któres zdradzi to zadzwoni do drugiego-pewnie ze mozna klamac ale mysle ze obydwoje wiemy ze to po prostu nie ma sensu. Zostal nam jescze rok rozloki i ani miesiaca wiecej!!! Dlatego uwazam ze jest to mozliwe,wszystko zalezy od ludzi i ich zrozumienia pewnych sytacji. Pewnie,ze czasem sobie po placze bo chcialabym miec swojego mezczyzne przy sobie,ale wierze,ze warto sie jeszcze troche pomeczyc aby pozniej w Polsce bylo troche latwiej zyc. Zreszta za kazdym razem jak sie widzimy staramy sie wykorzystac w 100% czas jaki mamy i to jest naprawde cudowne. A to,ze czekam z niecierpliwoscia na nasze kolejne spotkanie upewnia mnie tylko w przekonaniu jak bardzo mi na nim zalezy i jak bardzo go kocham.

Autor: aaa  17.08.2008 zgłoś

Chcesz zarobić 10 zł w 20 min? wypełniając ankiety? Zaloguj sie na stronce: http://badanie-rynku.net.pl/index.php?new=48a589d981a64

Autor: 100% kobieta  18.08.2008 zgłoś

Do ja: każdy przypadek jest inny i każdy należy traktować indywidualnie. To jak i czy w ogóle można żyć w związku na odległość zależy tylko i wyłącznie od podejścia partnerów i ich wewnętrznej siły która przekłada się na ten hamulec jakim jest powiedzenie "dosyć" w momencie gdy osiągnie sie cel. Czytajac co piszecie, widać ewidentnie jak różni ludzie podchodzą do tego samego problemu. Najbardziej jaskrawy jest obraz kiedy to komuś pieniądze zaczynaja pachniec na tyle ladnie, że potrafia poświecic wlasna rodzine dla nich. Moj M wrocil jak tylko osiagnal kwote o ktora sie staralismy. Owszem na poczatku bylo ciezko bo przez 2lata odzwyczailismy sie od codziennosci w zwiazku, ale kochamy sie i szybko przebrnelismy przez wszelkie klotnie i nieporozumienia choc przyznam burzliwie. Natomiast znam przypadek z rodziny gdzie chlopak (mąż) wyjechal na 4,5roku na zachod zostawiajac noworodka z mama. Zarobil na piekny domek do ktorego wlasnie maja sie wprowadzac. I w tym momencie kiedy wrócił do PL na stale nie moze znalezc zatrudnienia bo jego wymagania finansowe zaczynaja sie od 4,5tys zl /mc co w Polsce jest malorealne (jest budowlancem) nie mowiac juz, ze nie potrafi dogadac sie z żona, bo ... wcale sie nie stara. W oczy rzuca sie glownie to w jaki sposob ja teraz traktuje. Kiedys potulny i dobry. A teraz Pan i wladca. No w koncu to ON zarobil. To takie przykre... Dlatego to, jak moze wygladac zycie w zwiazku na odleglosc i po ponownym zyciu razem na miejscu zalezy od charakteru kazdego z nas. Jednemu "odbije" na tyle, ze nic nie bedzie dalo sie zrobic. A drugi wroci i bedzie pracowal tutaj za chocby 2tys zl. To juz kwestia wyboru priorytetow. Wg mnie najwiekszym jest Rodzina. Rozstania sa potrzebne bo wiele uswiadamiaja, ale sa ryzykowne i bardzo kuszace , dlatego trzeba miec sie na bacznosci by sie w tym nie zagubic. Dzieki Bogu ja trafilam chyba na takiego, ktory ma mnie na pierwszym miejscu i nasze potrzeby i wie kiedy powiedziec stop. Zycze wam wszystkim powodzenia, ..z calego serca. Pozdrawiam

Autor: A  18.08.2008 zgłoś

Do 100% kobieta: Jesteśmy razem 4 lata, nie mamy dzieci. Może i masz rację ale ja po prostu za ciężko znoszę rozstanie. Moja ciocia, której mąż od 7 lat pracuje za granicą, wpadła w depresje z powodu wyjazdu męża. Wszystko zależy od przypadku, więc nie krytykuj. PS. Jak się godzisz na rozłąkę to twoja sprawa. Może tak Ci lepiej?

Autor: 100% kobieta  19.08.2008 zgłoś

Do A: "W zyciu trzeba dokonywac wyborow. Nikt nie powiedzial ze beda one latwe. Kazdy ma prawo do wlasnego zdania i sposobu na zycie. " "każdy przypadek jest inny i każdy należy traktować indywidualnie" "Dlatego to, jak moze wygladac zycie w zwiazku na odleglosc i po ponownym zyciu razem na miejscu zalezy od charakteru kazdego z nas" "To juz kwestia wyboru priorytetow. Wg mnie najwiekszym jest Rodzina." itd... PS. Czy ty potrafisz czytac ze zrozumieniem? KRYTYKA a WYRAŻENIE OPINII (przedstawienie dwóch opcji) to DWIE ROZNE sprawy. Eh...:/

Autor: Adja  19.08.2008 zgłoś

Ja moge chyba nazywac sie szczesciarą :) Moj chłopak pochodzi z Chorzowa, ze śląska, ja natomiast mieszkam w Łodzi, w centrum Polski. Dzieliło nas ponad 200km...jednak co to jest dla prawdziwego uczucia. Wczesniej zarzekałam się, ze nigdy nie chce byc w zadnym zwiakzu na odleglosc...a tu akurat los spłatał mi figla. Spotykalismy sie w sumie 4 miesiące, jezdząc do siebie co tydzien lub dwa ( on miał lepiej bo ma samochod, ja niestety musiałam autobusem ;) PO 4 miesiacach stwierdzilismy ze chcemy byc ze soba na dobre i na złe i podjelismy bardzo poważną decyzję...on zostawił swoja pracę mieszkanie i przeprowadził się do mnie...zadne z nas tego nie zaluje. Ma nową pracę, wynajmujemy mieszkanie w Łodzi, jednoczesnie wynajmując jego w Chorzowie i jestesmy bardzo szczesliwi. Gybysmy mieli tak jezdzic do siebie jeszcze kolejne pol roku to tez bysmy jezdzili i9 nic by sie nie zmienilo miedzy nami. Mysle ze jesli uczucie jest na tyle silne i prawdziwe to odleglosc nie zmienia wiele...pod warunkiem ze taka rozląka nie trwa w nieskonczonosc...

Autor: kamilkaJ  20.08.2008 zgłoś

no moje małzenstwo sie rozlecialo moj maz od 2 lat w anglii przyjezdzal 3 razy do roku......... poprostu spotkalam kogos innego...spragniona uczucia i bliskosci drugiego czlowieka

Autor: :(  20.08.2008 zgłoś

A ja wymiekam, mam dziecko (1,5roku), męża który pół miesiąca spędza poza domem i złość, która zbiera we mnie, ja nie mogę tak żyć. Nie wszyscy potrafią, i ja chyba nie potrafię.

Autor: Do tej pani wyżej:  21.08.2008 zgłoś

A ja pocieszam kolezanke ktora ma u boku swego mezczyzne , ale nie ma kasy na nic! Dziecko w drodze a ona nie ma na ciuszki, pieluchy, wózek czy łożeczko. Mowi , ze wolalaby aby jego nie bylo miesiac w domu ale aby dziecko mialo zapewniony byt a takto po oplaceniu wydaktow nie zostaje im prawie nic a z mezczyzny ma tyle co musi mu gotowac i robic kanapki do pracy. Jak ja nie rozumiem takich kobiet jak ty... 2 tyg poza domem i juz tragedia. Widac, ze nie wiesz co to sa zyciowe tragedie. Moj eks zmarl na raka w wieku lat 28. To sa tragedie a nie ze maz wyjechal. Ale wroci. Mozesz go przytulic.... eh ludzie ludzie

Autor: cd..  21.08.2008 zgłoś

ps. najlepiej odejdz od niego z dzieckiem niech ono na tym psychicznie ucierpli, ale najewazniejsze sa twoje odczucia :/

Autor: ja  22.08.2008 zgłoś

Do: "Do tej pani wyżej". To są dwa tygodnie ale nie przez rok ale do emerytury. Więc nie oceniaj innych jak nawet sama tego nie przeszłaś, mówię tu o związku na odległość. Twój eks zmarł w tak młodym wieku i to prawda że to jest tragedia. Ale jak sama to ujęłaś, "mój eks" to rzuca się na myśl że sama nie wytrzymałaś samotności która po nim Ci została i znalazłaś obecnego. A sama oceniasz. To nie był związek na odległość ale utrata bliskiej osoby. A to co niektórzy odczuwają to też w pewien sposób utrata ukochanej osoby ale na dłuższy dystans. Wyobraź sobie że masz możliwość cierpieć przez dwadzieścia lat z jakiego kolwiek powodu, wybierzesz tą drogę? Jeden woli białe drugi czarne i nie można kogoś oceniać to jego wybór.

Autor: Didda  22.08.2008 zgłoś

Ja jestem w zwiazku na odleglosc. On mieszka w Polsce a ja na wyspach owczych. Zeby dojechac do siebie schodzi nam to okolo jednego i pól dnia lub czasami nawet i dwa. Szczerze przyznam ze jest nam strasznie trudno. Staje sie to coraz bardziej meczace i wogule. Boje sie ze kiedys nie wytrzymam. Tylko w tedy bym zucila nauke dla niego a nie na odwrót, bo nie umiem sobie wyobrazic zycia bez mojego ukochanego. Zreszta zazdrosc, tesknoty, i wogule. Samo to ze po dlugim czasie nie bycia przy sobie jest sie trudno przyzwyczaic sie znów do siebie. Raz nasz zwiazek sie prawie przez takie cos zawalil. Ale mam nadzieje ze to byl pierwszy i ostatni raz. Za rok lub trzy bedziemy juz razem. Ale to i tak dlugo. A zwlaszcza ze podróz jest bardzo dluga. I nie zabardzo mamy jak podrózowac jak sie oboje uczymy. Ale wiem ze to przetrwamy bo sie bardzo kochamy. Widzimy sie dwa razy w roku. Na swieta i na wakacje. Ja wole przyjezdzac do Polski ale praktyczniej i latwiej jest jak on przyjezdza bo on chodzi na zaoczne, a u mnie nie ma takiego luzu i jest trudno. Za kazdym razem jak sie widujemy spedzamy ze soba jakis miesiac lub dwa. Czyli 3 miesiace w ciagu roku. :( Czyli praktycznie jedna czwarta. Chodz w tym roku mielismy szczescie i dalo sie nam spedzic 5 miesiecy razem w ciagu roku ale przez te dwa sie miedzy nami psulo i nie spedzalismy ze soba prawie w cale czasu. Ale wiem i wierze w to ze to wszystko przetrwamy :) Tak bardzo go kocham :* :* Jest dla mnie praktycznie wszystkim ;) :* ;*

Autor: Łuki  23.08.2008 zgłoś

Judytka to wspaniała dziewczyna. she is nice:)

Autor: do ja:  25.08.2008 zgłoś

Wybacz, ale nie wiem na jakie podstawie wysądowałaś, że nie byłam w obecnym zwiazku gdy mój eks zmarł... otórz byłam i nie była to kwestia wyboru, poczucia samotnosci , napisalam o nim by podac przyklad, a o samotnosci i zwiazku na odleglosc sie wypowiadam, bo znam to z autopsji. Nie zrozumialas mnie kompletnie.

Autor: klementyna  17.09.2008 zgłoś

Witajcie! Ja byłam 3 lata w związku na odległość. Na początku to mu zależało bardziej. Z czasem zmieniło się i to ja się zaangażowałam i co niestety dawało się wyczuć, to mi zaczęło zależeć bardziej...on przyjeżdżał do mnie raz na tydzień, tak na parę godzin. Było ciężko. Przed rozstaniem było lepiej. Po rozstaniu gorzej, bo miałam już tą świadomość jego zdrady. Zdradził mnie z jakąś 50 latką. Mam 21 lat... To było przykre. Poczułam się tak, jakbym była gorsza, mniej atrakcyjna od jakiejś starej baby. Nie rozumiem tego do dziś i do dziś to boli. Zresztą zdradził mnie też z młodą dziewczyną. Związek się oczywiście rozpadł. Teraz jestem w nowym związku - odległość to jakieś 5 km :) i to mi odpowiada :) Moja koleżanka też jest w związku na odległość. Z jej opowieści, wiem, że raz jest lepiej a raz gorzej. Trwa w tym związku już prawie 4 lata. Ona chciałaby się już ustatkować, on woli jeszcze poimprezować. I myślę, że jak już jest u nich gorzej, to może nie ze względu na odległość ( ponad 100 km) ale ze względu na ich cechy charakteru. Pozdrawiam i raczej nie polecam związków na odległość.

Autor: Łukasz23  03.01.2009 zgłoś

czesc wszystkim KIlka dni temu poznałem wspaniała dziewczyne.Jest inna niz dotychczasowe z ktorymi miałem okazje rozmawiac.Wszysto zapowiadało sie swietnie bo ja mieszkam koło szczecina ona mi powiedziała ze tez jest ze szczecina.Nie było by w tym nic nazwyczajnego gdyby nie to ze dzien pozniej poinformowała mnie ze studiuje w krakowie i jest w szczecinie raz na jakis czas. dzieli nas około 700km czuje w srdoku ze to jest ta na ktora czekałem ona z reszta tez. Co w tej sytuacji robic pomozcie.podpowiedzcie

Autor: juli  30.03.2009 zgłoś

A ja juz teraz niestety wiem, ze zwiazek na odleglosc nie ma szans..a kiedys wierzylam w to bardzo, ze nam sie uda. Uwazalam, ze jak sie czegos badzo chce i dozy sie do tego to nic nie stanie na przeszkodzie i niestety tak bardzo sie pomylilam. A to boli:(...a raczej bolalo, bo juz pol roku nie jestesmy razem i chyba zaczynam w koncu normalnie funkcjonowac:/

Autor: wrrr  23.07.2009 zgłoś

poznalem sie z dziewczyną..jest moim ideałem kochamy sie..ale tak wyszlo ze musi wyjechac do belgi..sie uczyc nie wiadomo kiedy przyjedzie za 3 lata wroci na stale do polski ona mysli ze nie ma sensu zaczynac zwiazku teoretycznie jestesmy razem 1 dzien a wyjazd juz nie dlugo za pol roku dopiero ja zobacze na święta ma przyjechac nie wiem co mam robic nie chce jej stracic bardzo mi na niej zalezy...najgorsze jest to ze mowi '' ja nie widze snesu '' jak ją przekonać ;( nie widze swiata po za nią ;(

Autor: Ania  13.08.2009 zgłoś

Ja również jestem po związku na odległość...5 lat...1500km.... Uważam, że takie związki nie mają kompletnie sensu, każdy żyje swoim życiem, nie ma się możliwości dogłębnego poznania partnera. W jakimś momencie, jak przejdzie początkowe zauroczenie zostaje tylko pustka i tysiące przejechanych kilometrów.

Autor: justka6  08.12.2009 zgłoś

kiedys mi się wydawało że może przetrwać ale gdy mój ex mnie zostawił ze względu na odległość zmieniłam zdanie i nastawienie!!

Autor: Rayanaa  09.03.2010 zgłoś

Drogi Łukaszu23, Też Studiuje w Krakowie(zaocznie) i tutaj też pracuje, natomiast moja jedyna życiowa prawdziwa miłość mieszka i uczy się w Wolinie.Również dzieli nas 700km, ale moc tego uczucia pokonuje ten dystans...i kiedy rozmawiamy ze sobą przez telefon czuje, gdyby był tu obok. wie co robię w każdej chwili...zna moje myśli, bo myślę tylko o nim. widujemy się rzadko, choć niebawem planujemy zamieszkać razem...Narazie trochę u mnie dopuki zakończe studia...później zdecydowalam przeprowadzić się na stałe na Pomorze Zachodnie:) to uczucie jest silniejsze ode mnie... nie potrafie "go"(uczucia" zabić... nie potrafie zapomniec...i nie chce. to z nim spędzam najpiękniesze chwile swojego życia. Ufam mu bezgranicznie. To on pisze scenariusz mojego życia.

Autor: Misia  20.04.2011 zgłoś

Witam....Parę lat temu poznałam niesamowitego faceta:)...widzieliśmy się tylko raz w życiu ale myślę żę coś zaiskrzyło:)...utrzymujemy ze sobą kontakt do chwili obecnej i jest dobrze...on wie że ja jestem w tą znajomość zaangażowana i chciałbym czegoś więcej...i wiem że on też chciałby ze mną być,ale dla niego odległośc stanowi maą przeszkodę:( mieszka ode mnie 400km dalej:(...dla mnie to nie jest żadna przeszkoda bo naprawdę z dnia na dzień coraz bardziej za nim tęsknię...proszę pomóżcie mi co mam robić? Było kilku facetów w moim życiu,ale żaden nie był taki jak właśnie ten... Proszę o jakieś rady???Jestem w pełni gotowa zrobić wszystko aby przy nim być... Pozdrawiam i czekam na rady

Autor: anja  14.06.2011 zgłoś

Witam wszystkich:) jestem w takim związku 6 lat... i zadaje sobie pytanie po co ??? dzieli nas 400 km ...??? i niestety ale nie wytrzymuję i w niedziele stwierdziłam ze to nie ma sensu ... zmarnowane lata ...brak dzieci.... i wielka pustka ... a do najmłodszych nie nalezę... :((( ale tak wyglada zwiazek na odleglosc i jezeli mam komuś doradzić ... MOWCIE NIE ZWIĄZKOM NA ODLEGŁOŚĆ!!! a mogłam mieć tyle rożnych facetow na miejscu ale stwierdziłam ze dam rady ... niestety NIE dałam! :((( pozdrawiam wszystkich którym sie udało lub nie...

Autor: gość  19.07.2013 zgłoś

moim zdaniem nie ma. I tak po jakimś czasie szuka się nowych doznań, np na http://top-ogloszenia.net/Ogloszenia-Towarzyskie-15 i nic dziwnego bo partner daleko a my potrzebujemy oparcia na co dzień

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu