Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

6.08 | Reportaż
Mój mąż – moja porażka
Decyzję o małżeństwie podjęły w przypływie ciepłych uczuć. Optymistycznie patrzyły w przyszłość. Wierzyły, że wygrały los na loterii i przewidywały tylko jeden scenariusz: ze swym partnerem stworzą szczęśliwą rodzinę, prawdziwy dom pełen ciepła i zrozumienia. Tymczasem ich życie rodzinne nie przypomina sielanki, mąż mocno odbiega od ideału, a marzenia przyprószyła szarość codzienności.

W zasadzie przyjmują życie takim, jakie jest, nie oglądają się za siebie, nie analizują i nie dzielą włosa na czworo. Tylko czasem zatrzymają się, patrzą na męża i czują, że przegrały życie. A miało być pięknie, nie „byle jak”, nie „jakoś”… Potem szybko otrzepują się i dalej ciągną wózek, kołysząc się na emocjonalnej huśtawce - od euforii po rozpacz.

Aneta (43 lata, współwłaścicielka firmy z Warszawy):

- Nasza historia jest mało romantyczna. Poznaliśmy się podczas studiów, na prywatce. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale od początku coś nas do siebie ciągnęło. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, w końcu zostaliśmy parą. Byliśmy razem rok – potem skończyliśmy studia, postanowiliśmy się pobrać. I wtedy zaczęły się schody.

Mirkowi, jedynemu synkowi nadopiekuńczej matki, zaczęła ciążyć odpowiedzialność i dorosłość. Wszystko go irytowało, męczyło i dołowało - ze mną na czele. Skrzydeł dodawał mu jedynie sklep odzieżowy, nasz wspólny interes, który pomogli nam otworzyć jego rodzice.

Potem na świecie pojawiło się dziecko, a Mirek coraz częściej szukał powodów, by wyjść z domu. Właściwie to rzadko i na krótko do niego wracał - pochłonął go świat interesów. Małżonek szczególnie dbał o to, by mieć dobre relacje z dostawcami – często umawiał się na biznesowe, zakrapiane alkoholem kolacje w restauracjach.

Kiedy ktoś mi życzliwie doniósł, że mój mąż ma romans – nie zgłębiałam tematu. Prawdę mówiąc wszystko było mi obojętne, pochłonęły mnie zupełnie inne sprawy - dziecko stało się całym moim światem. Byłam zmęczona, samotna, po depresji poporodowej.

Od tamtej pory minęło kilka lat. Mirek nadal miewa romanse, prowadzi podwójne życie, ale obydwoje o tym wiemy. On się szczególnie z tym nie kryje, ja nie czepiam się, nie awanturuję i nie walczę. Znam go - to nic nie da, niczego nie zmieni. Nie akceptuję tego stanu rzeczy, toleruję go, bo innego wyjścia nie mam. Rozwód w grę nie wchodzi, nie wyobrażam sobie tego. Poza tym to wszystko nie jest takie proste: kiedy jesteśmy razem, on jest miły i ujmujący, naprawdę jest nam dobrze. Kiedy go nie ma, nie zastanawiam się po prostu co robi i z kim jest. Kiedy wróci i tak ostatecznie zaśnie koło mnie, może nawet będziemy się kochać. Obrzydliwe? Ja tak nie uważam. Żyję jak w puchu. Mam piękny dom, świetny samochód, przyjaciółki, imponujące konto, a mój synek daje mi mnóstwo radości. A sprawy damsko-męskie? Dlaczego mam się karać za jego grzechy? Dlaczego mam sobie odmawiać radości życia?

Czasem owszem, dopada mnie chandra, czuję się nieszczęśliwa i oszukana. Wyrzucam sobie, że źle wybrałam i czuję, że mój mąż to życiowa porażka - ale to wciąż i niestety moja wielka miłość. I jakby nie było – finansowa ostoja.

Mariola (40 lat, sekretarka z Olsztyna):

- Pobraliśmy się wbrew wszystkim i wszystkiemu, z wielkiej miłości. Uciekliśmy z domów rodzinnych, skończyliśmy studia, znaleźliśmy pracę. Choć nie było lekko, usamodzielniliśmy się, kupiliśmy i urządziliśmy mieszkanie – do wszystkiego dochodziliśmy sami. Byliśmy naprawdę szczęśliwi.

Zaczął mnie bić znienacka i bez śladów – najczęściej za moje rzekome zdrady (do których nigdy nie doszło). Raz powiedziałam dość i od niego odeszłam. Wróciłam po dziesięciu dniach. Wybaczyłam mu, chciałam zapomnieć – znów mnie skatował.

Próbowałam ułożyć sobie życie na nowo, bez niego. Było mi ciężko, nie tylko finansowo. Pomagała mi rodzina, przyjaciółka, przeszłam terapię w ośrodku dla kobiet bitych.

Pojawił się na wigilii. Nie byłam silna i pozwoliłam mu zostać. Któregoś dnia „zupa okazała się być za słona” - zdenerwował się i znów podniósł na mnie rękę. Miałam pękniętą wątrobę, krwiaki wewnętrzne na narządach i obitą śledzionę. Nie złożyłam na niego doniesienia na policję.

Mówią, że jestem uzależniona od niego, od jego władzy, kontroli. Że boję się rzeczywistości, a tą swoją - chorą traktuję jak coś zupełnie normalnego. Łatwo oceniać komuś z zewnątrz. My na co dzień jesteśmy naprawdę szczęśliwą rodziną – mój maż kocha dzieci, opiekuje się nimi, bawi i rozmawia, dba o nas, mnie niemal nosi na rękach. Nie pije, nie pali, nawet nie krzyczy. Tylko czasem się zdenerwuje, wpada w dziki szał i wtedy faktycznie lepiej usunąć mu się z oczu. Staram się unikać drażliwych sytuacji i kiedy widzę, że coś się święci, biorę dzieciaki i po prostu wychodzimy z domu.

Owszem, czasem przeklinam dzień, w którym się poznaliśmy. Kiedy uciekam z dzieciakami z domu, w myślach pakuję walizki i już nie wracam. Często marzę o tym, żeby było dobrze, już na zawsze. Łudzę się, że on się jakoś cudownie uleczy. A na co dzień żyję chwilą. Tak się nauczyłam.

Małgorzata (32 lata, weterynarz z Siedlec):

- Jestem mężatką z pięcioletnim stażem, choć razem jesteśmy od ponad dwudziestu lat. Znamy się całe życie – mieszkaliśmy niemal drzwi w drzwi, zawsze chodziliśmy do jednej klasy, nawet studia skończyliśmy razem na jednym kierunku. Parą zostaliśmy jeszcze w podstawówce, w piątej klasie. Dziś jesteśmy małżeństwem i rodzicami bliźniaków. Pracujemy w prywatnej lecznicy.

Zanim pojawiły się dzieci byliśmy niezwykle zgodną i szczęśliwą parą - mieliśmy pieniądze, czas dla siebie. Podróżowaliśmy, jadaliśmy kolację w knajpkach, on sporo grał w tenisa, ja uwielbiałam czytać. Dziś rzadko się uśmiechamy, najczęściej warczymy na siebie albo wrzeszczymy. Zabija nas rutyna, niedomówienia i zmęczenie. Jestem matką, niańką i kucharką, tymczasem mój mąż leży na kanapie, nie kiwnie palcem, a z drzemki budzi się tylko po to, żeby ryknąć na dzieci, ponarzekać lub naskoczyć na mnie bez powodu. Jest patologicznie leniwy - nie chce mu się nic, nawet jeść czy myć. To nie ten sam człowiek co kiedyś. Patrzę na niego i widzę żałosnego siusiumajtka, małego chłopca obrażonego na życie, który jednak – rzadko bo rzadko - potrafi być prawdziwym mężczyzną i doskonałym ojcem. Nigdy niestety nie wiadomo, kiedy to nastąpi i jak długo potrwa.

Nie tak wyobrażałam sobie moje życie, związek, partnera. Mój mąż mnie zawiódł, rozczarował. Choć brak mi wsparcia i poczucia bezpieczeństwa, nie potrafię jednak skreślić go do końca, nie umiem wobec niego przyjąć zdecydowanej postawy: raz go kocham, a raz nienawidzę, raz chcę pracować nad związkiem, a kiedy indziej składam broń. Czas pokaże, jak nam się to wszystko poukłada. Może przywyknę do tej naszej sinusoidy, a może kiedyś pęknę i zdecyduję się na rozwód? Dziś nie stać mnie na życiowe rewolucje, bo mamy małe dzieci, wspólny kredyt hipoteczny, sprawy majątkowe. No i najnormalniej w świecie boję się, że kiedy zostanę sama, wcale nie będzie mi lepiej. Teraz przynajmniej raz na jakiś czas w naszym domu świeci słońce.
Pola Siemaszko
Praca czeka na kobiety - Szukaj ofert Gorące dyskusje - Forum lobiece
Wasze komentarze...
Autor: taka_jedna_jedyna  (2009-08-05 16:28:31)
-----
mężowie nie są porażką żon, ale własnych rodziców, gdy rodzice nie nauczą przez te 25 lat odpowiedzialności, to żona choćby na rzęsach stawała nic nie poradzi
Autor: zo  (2009-08-06 00:59:05)
-----
tak sie zastanawiam co kieruje tymi zonami, ze z takimi mezami sa. Czy warto za kase czy chwile zapomnienia sprzedac siebie, zeby na starosc stwierdzic, ze zmarnowalo sie cale zycie? Przeciez nie po to zyjemy, zeby cierpiec w milczeniu i zaprzeczac codziennie swojemu podstawowemu prawu do radosci i milosci! Mezowie bohaterek artykulu to totalne dno, jeden nadaje sie do wiezienia a reszta na smietnik, ale zony tez nie maja po kolei w glowie ze tak sie pozwalaja traktowac i nic z tym nie robia.
Autor: kaziowichura  (2009-08-06 02:11:43)
-----
smieszne te artykuły.... niby coś im nie pasuje ale dalej w tym siedzą.. jedna dla kasy druga bo ją jara jak dostanie w pysk... wzruszyło mnie to do łez... wszystko jest takie nie szablonowe nie ?? :-D
Autor: meg  (2009-08-06 03:24:52)
-----
witam ,
niestety moj (dzieki ze juz byly) ex , len patentowany , na matke zwalal ze go "wykastowala " cala wine ze ma dwie lewe rece i na niczym sie nie zna , no moze na kobietach , obwinial niezyjacego ojca . Matke , jak mogla go wykastrowac jak "jaj nie mial , dupa a nie facet !!! az zal wspominac , co za palant .
Autor: mocno zdegustowana  (2009-08-06 07:18:58)
-----
Ci mężowie to porażka ale te żony to jeszcze większa porażka. Zresztą mają to co chciały.
Pierwsza - z wielkiej miłości do kasy i życia w puchu, sprzedałaby własną matkę. Dobrze wiedziała, że wychodzi za rozpieszczonego jedynaka. To jej wybór.
Druga - typowa masochistka, po prostu lubi być tą ofiarą.
Trzecia - no dziwna jakaś. Dwadzieścia lat razem i nie wiedziała, że on to leniuch? Miała nadzieję, że przy dzieciach mu się nagle odmieni? Oboje nie dorośli do bycia rodzicami. On leń a ona nieporadna sierota. Powinni nadal latać po knajpach, uprawiać tenis itd.
Autor: JJJ  (2009-08-06 08:33:15)
-----
dwa pierwsze przypadki-gratuluje głupoty i braku szacunku dla samej siebie.
czytajac takie artykuly utwierdzam się w przekonaniu jakie baby sa głupie, daja sie lac, zdradzać i czesto sa od męża uzależnione finansowo wiec nie odejdą.kretynki.
Autor: ISIA86  (2009-08-06 08:36:23)
-----
DO MARIOLA!!!!Powinnas dawno kopnac go w du...nie szanujesz sie!!bije ciebie a potem pewnie oberwie sie dzieciom...i bedziesz zyla ze swiadomoscia ze mu na to pozwolilas!!
Autor: Vivien  (2009-08-06 08:53:57)
-----
Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Co szczególnie odnosi się do małżeństwa.
Autor: kafffe  (2009-08-06 08:54:15)
-----
Najlepiej stać z boku i oceniać. Nie wszystko jest takie proste. Wychodzi sie za mąż z miłości, często nie mieszkając wcześniej razem. Niestety codzienne życie to nie sielanka. Problemy, zmartwienia. Ludzie się zmieniają, przestają się starać, zabiegać o swoich współmałżonków. Każdy przypadek wymaga indywidualnej interpretacji. Powyższe komentarze to chyba młode kobiety, które mało jeszcze przeżyły. Niestety nawet przypadek Marioli to nie jest takie proste, jak się kocha.
Autor: kafffe  (2009-08-06 08:58:53)
-----
I jeszcze jedno - nie znam w swoim otoczeniu naprawdę szczęśliwego małżeństwa. każde ma jakieś większe lub mniejsze grzechy (zdradę, popchnięcie żony - nie bicie!, kłamstwa, wyzwiska, długotrwałe kłótnie, nadużywanie alkoholu itp...)
Autor: gunia27  (2009-08-06 09:18:18)
-----
a moje mał?zeństwo jest idealne, lepszego nie znam :-)))
Autor: wiewiórrka  (2009-08-06 09:23:19)
-----
kafffe, to może Ty akurat w taki z deka patologicznym środowisku żyjesz- ja bym zmieniła znajomych, bo podświadomie chociaż przejmujemy takie marne wzorce i wydają nam się czymś normalnym.
Ja dla odmiany znam kilka szczęśliwych małżeństw- nikt nikogo nie bije, nie zdradza, nie popycha i nie wyzywa, a i nie chleje. Mogę śmiało powiedzieć, że moje małżeństwo też do takich należy.
Nie należy się wiązać z byle kim (to dotyczy obu stron), ale dokonanie dobrego wyboru wymaga szacunku do siebie.

A, w przypadku Marioli nie ma mowy o żadnej miłości, tylko o dość poważnym, psychologicznym problemie. To nie jest miłość, i bardzo proszę o nie powtarzanie tych wyświechtanych, szkodliwych banałów o miłości ofiary do kata. Gówno, nie miłość i tu potrzeba dobrej terapii.
Autor: dobra rada  (2009-08-06 09:24:24)
-----
Przeciez facet to tez czlowiek! Da sie z nim pogadac (wprawdzie nie latwo i czasem kosztuje to duzo wiecej niz chcemy zaplacic, ale jesli nam zalezy to da sie). PIerwszy przypadek - Aneta - przydaloby sie ultimatum: albo koniec skokow w bok, albo do widzenia. Taka relacja to na prawde niszczenie sobie zycia, nie da sie byc z czlowiekiem, ktory cie zdradza. A co z dzieckiem, ktore wyrasta w domu pelnym nieuczciwosci, gdzie ojciec robi cos takiego, a matka po prostu na to sie zgadza?
Drugi - Mariola - trzeba, zeby maz poszedl na terapie radzenia sobie z gniewem, jesli chce sie byc z nim.
Trzeci, najbardziej rokujacy nadzieje zwiazek - wyglada na to, ze kobieta nie poswieca zadnej uwagi mezowi oprocz wkurzania sie na niego, bo dzieci i obowiazki zajely cale zycie. A facet jest facetem, bez uwagi ze strony kobiety zycie dla niego nie ma sensu, tak jest skonstruowany. Trzeba cos zrobic, zeby wiedzial, ze jest potrzebny i szanowany, a od razu ruszy do roboty. Jest to mega trudne, bo wydaje sie ze szanowac trzeba kogos za cos co zrobil, ale on nie moze zyc i nic zrobic bez szacunku.
Autor: JJJ  (2009-08-06 09:31:45)
-----
ja dlugo mieszkałam z męzem zanim jeszcze nim został, dotarliśmy sie, zrozumieli, teraz jestem szczesliwa i wiem ze to najlepszy przyjaciel, kochanek, ojciec i maz.4 lata po subie sielanka nadal kwitnie.
wiem ze mnie nie zawiedzie, nie zdradzi , nie zostawi.bo jest takim człowiekiem.
Autor: ona  (2009-08-06 09:51:34)
-----
nie jestem ekspertem ale maż z trzeciej historii może mieć np depresje
czasem trzeba powalczyć, wspierać się a nie od razu skreślać partnera
Autor:  (2009-08-06 10:27:39)
-----
..to wszystko nie jest takie proste jak tu niektórzy piszą ..kopąć w tłek i tyle..ja też byłam z facetem w toksycznym związku przez kilka lat ..nie byliśmy małżeństwem ..zdradzał mnie i nie szanował..w końcu odeszłam odejście to był naprawde ciężki okres w moim życiu ..wiele razy chciałam wrócić ..bałam sie że sobie nie poradzę walczyłam 3 lata sama ze sobą ...teraz jeste szczęśliwą matką i żoną innego mężczyzny...podkreślam że było NAPRAWDĘ BARDZO CIEŻKO
Autor: zawiedziona  (2009-08-06 10:52:52)
-----
moj maz to tez wielka porazka wyszlam za niego za maz z milosci ale teraz po 9 latach malzenstwa mysle ze to byl blad bo mysle ze wykorzystal moja milosc aby miec sie nad kim pastwic zarowno fizycznie jak i psychicznie nie popelnilabym juz tego bledu lepiej jest byc samotnym niz w takim polozeniu jak ja ale cuz uczymy sie na bledach nie zgadzam sie jednak z opiniami niektorych tu osob czasem trudno jest od kogos odejsc ot tak sobie nie wszyscy maja na tyle sily i odwagi latwo sie innym wypowiadac kiedy nie sa w danej sytuacji pozdrawiam wszystkie nieszczesliwe w malzenstwie
Autor: ...  (2009-08-06 10:55:59)
-----
"czesto sa od męża uzależnione finansowo wiec nie odejdą" - to mi się wydaje być raczej kwestią braku pewności siebie. Ja to co mam nosze ze sobą - czyli moją wiedzę, pewność we własne siły, wykształcenie, upór itp. Nawet gdybym nie miała kasy nie bałabym się "odejść", bo wiem że szybko bym tą kasę na siebie zarobiła. Także wydaje mi się że jest to nie kwestia niezależności finansowej co niezależności emocjonalnej/mentalnej, bo te kobiety myślą że bez męża sobie nie poradzą bo same są takie niezaradne (nie bez kasy tylko bez niego, bo one są głupie, nieprzebojowe, uległe itp.). Są tak stłamszone że nie wierzą w to że ich umiejętności i osobowość pozwolą im się samodzielnie utrzymać. Bo kasa tu jest drugorzędna a pierwszorzędne jest poczucie własnej siły i wartości (również w życiu zawodowym).Co to za "poradny facet" co mu sklep pomagali rodzice założyć? Myślę że ta kobitka z pierwszej historii byłaby w stanie spokojnie założyć interes (w końcu ma już ogromne doświadczenie) i zarabiać więcej niż mąż ale ona nie wierzy w swoje siły.
Autor:  (2009-08-06 11:07:56)
-----
No właśnie, to strach jest tym bodźcem co trzyma kobiety przy mężu-porażce. To nie miłość, tylko strach przed tym jak sobie poradzi bez męże, bez jego wypłaty itp. Szkoda, że niektóre kobiety mają tak mało odwagi aby zostawić drania. Wiewiórka ma rację !! Opinia o małżeństwach podpatrwywana na przykładzie pattologicznych małżeństw i mówienie -ja tak mam, ale i moje znajome też mają takie małżeństwa i.. wszystko jest ok. To głupota, życie jest za któtkie żeby marnować je przy boku brutala czy chama. I jeszcze do kaffe - nie wiem w jakim towarzystwie się obracach, bo ja mam tez znajome małżeństwa, w których czegoś takiego nie ma. Moje małżeństwo też jest szczęśliwe, czego wszystkim dziewczynom życzę. Aha, i do guni27 - piszesz tak, bo mojego małżeństwa "nie znasz" Pozdrawiam wiewiórkę i gunię
Autor: Vivien  (2009-08-06 11:10:31)
-----
Żadne z małżeństw, które znam, nie mieszkało ze sobą przed ślubem. Żadne nie ma poważniejszych problemów w związku. Wszystkie pobrały się z wielkiej miłości po dłuższej znajomości (a więc już nie w stanie wstępnego oczadzenia hormonami). Możecie sobie więc darować banały o tym, że tylko wspólne mieszkanie przed ślubem pozwala się ludziom poznać. Ja poznałam mojego męża bez wspólnej kuchni i łazienki. Niby czego mogłam się w ten sposób dowiedzieć, jeśli nie dowiedziałam się tego w innych okolicznościach? Że skarpetek nie wrzuca do kosza na pranie? Że pastę wyciska od środka? I gdybym się tego dowiedziała, to bym za niego nie wyszła, gdyż są to kluczowe powody do porzucenia narzeczonego? Poznaliśmy się dzięki spędzaniu czasu razem - nie tylko na randkach, bo także wspólnie pracując społecznie, zajmując się wspólnym hobby, razem wyjeżdżając na wakacje i tak dalej. To dużo więcej niż wspólne mieszkanie - i po wielu latach małżeństwa okazuje się, że daje dobre efekty.
Autor: tilly  (2009-08-06 11:11:24)
-----
Moje małżeństwo jest cudowne, pełne pozytywnej energii, uczuć i tak już trwa 9 lat. Oczywiście że mamy parę grzeszków na sumieniu: kłótnie , niedopowiedzenia, pretensje, ciche dni, tupanie nóżką, ale to co dzieje się w opisanych powyżej związkach przechodzi moje pojęcie...
Osobiście wychodzę z założenia że tego kwiatu..... jeśli mój Miś zmieniłby się w potwora to rozstanie nastąpiłoby expresowo. Mamy bardzo zdrowy i jasny układ. Poza tym naszemu dziecku należy się szczęście i spokój a nie płacz, kłamstwa i zatruta atmosfera.
Autor:  (2009-08-06 11:11:50)
-----
miało być "wiarę we własne siły"
Autor: Ewa  (2009-08-06 11:16:18)
-----
Myślę, że żadna z tych trzech kobiet nie osiągneła jeszcze dna, które dla każdego jest różnie głębokie. Jeśli je osiągniesz możesz już tylko jedno odbić się się od niego. Moje sięganie dna trwało 11 lat. Potem 6 lat walki i jestem właśnie po rozwodzie. Jestem z siebie dumna, wolno już mi się śmiać, nie zakazów, nakazów, poniżania. Jest życie , moje własne życie, którym mogę kierować. I sa dzieci, które mogę wychowywać w szacunku do samych siebie.
Po tych 11 latach maltretowania psychicznego wciąz się lecze u psychologów, to ciężka moja praca. 11 lat zycia w przemocy to 11 lat wychodzenia z tego stanu- tak mawia moja terapeutka.
Autor: Deadly  (2009-08-06 11:16:51)
-----
Przerażające.
Przerażające, że są jeszcze baby tak głupie, żeby tkwić w takich związkach i jeszcze mówić, że robią tak z własnej woli. Z tchórzostwa/wygodnictwa co najwyżej. A na łożu śmierci dotrze do nich, że zmarnowały sobie życie.
Jestem przekonana, że wyrwać się jest bardzo ciężko. Ale da się, bo tylko od nas samych zależy nasze życie.
Autor: wiewiórrka  (2009-08-06 11:46:15)
-----
Bo to jest tak: byłam na imprezie z chłopakiem (kiedyś, dawno temu, długo zanim poznałam mojego obecnego męża), który mnie popchnął (upił się, zrobił awanturę o jakąś pierdołę). Zatkało mnie- a potem tylko patrzyłam jak koledzy "wynoszą" damskiego boksera na zewnątrz.
Nie odezwałam się do niego później, bo i po co?
A niektóre ofiary losu, takie jak Mariola nie dość, że broniłyby chłopaka przed otrzymaniem kilku plomb;), to potem jeszcze by go przepraszały i utrzymywały z nim kontakt- ba! Pozostały w związku!
I to jest zasadnicza różnica między osobami, które się szanują, a tymi, które same traktują się jak szmaty.

Mimo "miłości od pierwszego wejrzenia" w nietypowym i zupełnie nieromantycznym miejscu, bardzo szybkiego ślubu (nie, nie wpadliśmy!) i trudnych charakterów mamy długi staż, żadnych kryzysów na koncie i sielanka trwa:). A to już troszkę ponad 20 lat razem...
Autor: korozja  (2009-08-06 12:47:00)
-----
Jak łatwo jest oceniać... Pisać, że to z wygodnictwa, że te kobiety mają słabą wolę, że się boją życia bez męża. Każdy przeżywa swoje życie tak jak potrafi. Nie możemy pisać co byśmy zrobiły na miejscu tej czy tamtej, jeżeli tego nie przeżyłyśmy! Być może to będzie chamskie z mojej strony, ale życzę wszystkim "nierozumiejącym problemu", żeby znalazły się w sytuacji, niekoniecznie takiej jak opisywane w artykule, ale w takiej, z której wyjście będzie bardzo trudne i wymagające siły - ile z Was, moje drogie, pewne siebie, silne, samowystarczające dałoby radę udźwignąć ciężar życiowych decyzji...
Ludzie godzą się na różne rzeczy - niekoniecznie z wygodnictwa - co dla jednych jest uciążliwe, dla innych będzie możliwe do tolerowania. Każdy jest inny.
Autor: do korozja  (2009-08-06 12:55:53)
-----
Bylam w takich sytuacjach_ facet mnie szarpal, zostawilam chama, inny zdradzal, dalam mu wolnosc, lenia tez dlugo nie trzymalam. Teraz jestem szczesliwa z tym, ktorego wybralam i wiem, ze jakbym byla z ktoryms z poprzednikow, uzeralabym sie z jego wada przez cale zycie. To od nas zalezy co dla siebie bierzemy, jak robisz sobie na obiad stare ziemniaki i zgnila salate to musisz to zjesc, a jak przygotujesz sobie swieze wykwintne danie, na pewno bedzie ci z tym milej.
Autor: ola z przedszkola  (2009-08-06 13:17:33)
-----
Naprawdę nie rozumiem kobiet które są bita, lane i katowane przez swoich "kochanych mężusiów" - to nie oni -to WY macie problem-jesteście chore psychicznie, bo dajecie się traktować jak śmieci..... i dobrze wam tak.
Autor: ZIELONEOKO  (2009-08-06 14:09:58)
-----
Moj moz jest dobry,gdy ja nic nie chce,ale gdy tylko chce sie spotkac z kolerzankami gdzies wyjsc to ma problem.Jest zazdrosnikiem,ale gdy juz posci to na drugi dzien wypytuje gdzie ,co jak z kim.Nigdy jeszcze nie zapytal ,,i co fajnie bylo,,ciogle tylko wszystko zle widzi!!!
Autor: Dalka  (2009-08-06 14:56:47)
-----
Do korozji: rzecz w tym, żeby w takie sytuacje się nie pakować, a nie, żeby z nich bohatersko wychodzić po latach walki i łez. Oczywiście, przed ślubem (czy - w przypadku konkubinatów - wspólnym mieszkaniem i dziećmi) każda jest najmądrzejsza, a przestrogi rodziny i przyjaciół czy normy społeczne ma w głębokim poważaniu, bo miłość się liczy. A potem żal i smutek, bohaterskie wyczyny, których prosto było uniknąć, gdyby się myślało głową. Warto, żeby te, które jeszcze mogą wybierać drogę, wiedziały, że mogą wybrać lepiej. Małżeństwo to nie tylko wspólne łóżko i konto/kredyt.
Autor: rybka.best  (2009-08-06 15:27:52)
-----
gdyby nie bylo takiego parcia na bycie w parach, kobiety nie balyby sie odchodzic. a tak to mysla ze nikogo juz nie znajda i co one biedne poczna. przede wszystkim trzeba byc samodzielnym, znajacym swoje potrzeby czlowiekiem, zeby wejsc w udany zwiazek. inaczej slowo milosc jest wytlumaczeniem na wszystko. tylko co to niby jest ta milosc jak ktos nas bije i nie szanuje a my mu na to pozwalamy?
Autor: korozja  (2009-08-06 15:37:13)
-----
Dalka, a co w przypadku kobiety którą mąż zaczął bić po iluś tam latach spędzonych razem, szczęśliwych latach - przed ślubem nic nie wskazywało na to, że ma takie "ataki", na co dzień jest kochającym mężem i ojcem. Przed ślubem i wspólnym mieszkaniem nie było żadnych niepokojących "sygnałów". Od nikogo. Wydawało się, że facet jest porządnym gościem, wydawało się, że ich życie będzie usłane różami. I nie liczyło się tylko wspólne łózko i konto/kredyt ale prawdziwe wspólne życie. Tylko, że po drodze coś się zepsuło, coś się z nim stało i zaczął miewać "ataki". Nie zawsze da się "nie pakować" w takie sytuacje, życie różnie się układa. Czasami nawet osobom, które "myślą głową" coś w życiu nie wyjdzie. I nie pakuj wszystkich do jednego wora - bo z Twojej wypowiedzi wynika, że osoby, którym takie coś się przydarzyło, myślały jedynie łóżkiem i kasą.
Autor: Mxoxo  (2009-08-06 21:09:17)
-----
I tego sie wlasnie boje :( tak jest w wiekszosci przypadkow niestety.. oczywiscie sa jakies wyjatki potwierdzajace regule, ale takie zdarzaja sie raz na milion :/ dlatego nie wiem czy w ogole jest sens sie wiazac 'na dobre i na zle'.. :(
Autor: anna  (2009-08-06 21:55:53)
-----
Nie wszystko jest takie proste. Kobiety , które pakują sie w zły zwiazek wiedząc o tym
są w pewien sposób sobie winne. Ale co z takimi,gdzie partner zaczyna ostro pić po 18 latach małżeństwa, gdzie zaczyna zdradzać po 20 czy 25 latach małżeństwa?
Co z takim, któremu nagle nic nie pasuje? Znam takie małżeństwa, były to normalne rodziny i nagle coś się dzieje. Jak mozna przewidzieć coś takiego?
Nie zetknęliście się z takimi sytuacjami? Czy te kobiety są winne , że ich mężowie nie potrafili poradzić sobie ze stresem w pracy, z utratą pracy, ze swoimi niespełnionymi ambicjami, wreszcie ze zbliżajacą sie starością?
Tylko bardzo młode kobiety mogą uważać , że ich to nie spotka bo dobrze wybrały, bo są szczęśliwymi mężatkami od klku lat. Zycie przynosi różne niespodzianki, nieraz po wielu , wielu latach. I faktem jest, że bardzo trudno wyjść z takiego związku wiec nie osądzajmy tak łatwo innych. Te kobiety potrzebują pomocy , czasami psychologa, grupy wsparcia a nieraz także pomocy materialnej.
Autor: anna  (2009-08-06 22:06:58)
-----
I nie zapominajcie , że wiele wynosi się z domu rodzinnego. Inaczej zareaguje kobieta, która ma wsparcie w swojej rodzinie, która była kochana i miała dobre wzorce- inaczej taka, której dzieciństwo było piekłem. Nie zapominajcie o tym.
Spotkałam niedawno kobietę , która powiedziała że jako dziecko bała sie wchodzić do domów koleżanek bo myslała , że wszędzie jest tak samo - bicie, szarpanie, głód ,poniżanie. Jej maż okazał się takim samym psychopatą jak ojciec, 20 lat zabrało jej wychodzenie z tego związku. Jej matka nigdy z tego nie wyszła.
Autor: zocha  (2009-08-06 22:11:02)
-----
A nie jest tez tak ,że to facet trafia na nieudacznice zyciową? Sa takie ,które rodzice niczego nie nauczyli,az żal tych facetów którzy wszystko za nie robią,załatwiaja sprawy w urzedach,na poczcie,w sklepie.Nie potrafia nawet wykonac głupiego telefonu ,by załatwic swoja włsna sprawę urzedową.
Autor: korozjo, anno  (2009-08-07 02:50:46)
-----
Nie widze duzej roznicy miedzy odejsciem od psychopaty, ktory jest swiezym narzeczonym i tego, ktory jest mezem z dlugim stazem. Kobieta, ktora sie szanuje, bez wzgledu na ilosc przezytych wspolnie lat nie pozwoli sie szmacic/bic/oszukiwac itd. Jezeli partner nie spelnia podstawowych warunkow bycia razem, zwiazek sie konczy. Gdy jedna strona go ciagnie ze wzgledu na mile wspomnienia, znazcy to ze juz dawno stracila poczucie rzeczywistosci i zyje w przeszlosci, niszczac swoje zycie i nierzadko zycie dzieci. Nie rozumiem naiwnego tlumaczenia, ze ktos robi to dla dzieci (wiekszej bzdury nie slyszalam, dzieci w takich sytuacjach zwykle modla sie o rozwod rodzicow) albo ze strachu przed samotnoscia - jaka samotnosc jest straszniejsza od bycia wyzyskiwana i ubezwlasnowolniona ofiara przemocy i oszustwa?
Autor: korozja  (2009-08-07 08:37:56)
-----
Zgadzam się z Anną - dużo zależy od bagażu życiowego.
Do "korozjo, anno" - moja ostatnia wypowiedź odnosiła się przede wszystkim do Dalki, która twierdzi, że wszystko będzie dobrze, jeżeli będzie się myśleć głową a nie łóżkiem i kasą. Chciałam jej wyjaśnić, że nie wszystko da się przewidzieć. A co do dzieci i ich dobra, to jesteś w błędzie. Dzieci ZAWSZE będą mieć nadzieję, że ich rodzice w końcu stworzą szczęśliwą rodzinę, że będzie lepiej. Dlatego takie tłumaczenie nie jest bzdurą, myślisz, że tak łatwo pozbawić dzieci ojca, nawet jeżeli zdarzają się mu "ataki"? I kobieta i dzieci mają nadzieję na lepszy los. I ta nadzieja jest może i głupia i beznadziejna ale nie tak łatwo zburzyć 20 lat czy więcej wspólnego życia. Poza tym, dla dzieci można dużo przetrzymać i poświęcić, w końcu to one są najważniejsze, nie prosiły się na ten świat i jeżeli tylko np taki facet bije tylko żonę a dzieci zostawia w spokoju i jest naprawdę dobrym ojcem, to znam kobietę która to po prostu wytrzymuje. nie jest szczęśliwa ale postanowiła wytrzymać aż dzieci będą na tyle dojrzałe i samodzielne, że zrozumią rozstanie rodziców. I nie będzie to dla nich tak wielkim przeżyciem, jak np dla 9-latka. I nie piszcie, że ta kobieta jest głupia, marnuje swoje życie i nie szanuje się - po prostu wzięła na siebie za dużo odpowiedzialności - za dzieci i za ich byt, za godne życie dla nich - nie myśli o sobie, ale przede wszystkim o dzieciach - o tym, jakie miałyby życie po rozwodzie na przykład. Myśli przede wszystkim o dzieciach bo rodząc je wzięła odpowiedzialność za ich życie. Co innego, gdy facet bije również dzieci albo są one świadkiem takich awantur. Oczywiście w takim wypadku jest tylko jedno rozwiązanie. Ale chciałam pokazać, że są naprawdę różne przypadki na świecie...
Autor: lady  (2009-08-07 08:50:33)
-----
Co do mieszkania razem to wiadomo, ze nikt sie nie rozstaje i nie odwoluje slubu z powodu skarpetek. Jednak niektorzy faceci maja tak, ze przed slubem sa mili, uczynni bo moga sie zmobilizowac chodzac na randki trzy razy w tygodniu ale mieszkajac z nimi okazuje sie, ze to rozwydrzone mamisynki, oczekujace uslugiwania. Problem taki jak bicie tez zazwyczaj wychodzi dopiero przy wspolnym zamieszkaniu bo tacy faceci maja skrzywiona psychike ale wiedza doskonale, ze jesli wytna taki numer przed slubem to slubu nie bedzie i trzeba bedzie sobie szukac nowej ofiary, inwestowac kase w kawiatki, szmatki i prezenty. Dlatego wiekszosc takich facetow poznaje kobiete i dazy do jak najszybszego slubu co kobiety biora za dobra monete. Podobne historie zaczynaja sie zawsze tak samo "zakochal sie we mnie, zupelnie nie wiem co we mnie widzial bo wokol bylo tyle slicznych kolezanek, po pol roku wzielismy slub i sie zaczelo". To poczatek 90% takich historii. Facet chcial miec druga nianke bo pierwsza byla matka.

Wina lezy wlasnie po stronie matek, ze synom zazwyczaj chca nieba przychylic a jednoczesnie corkom wpajaja zasade, ze musi siedziec cicho. Do tego powatrzane, ze jak sie baby nie bije to jej watraba gnije i juz gotowe nieszczescie. Nie wszyscy faceci tacy sa ale zanim sie za kogos wyjdzie to warto sie trzy razy zastanowic i wyjechac chocby na wspolne wakacje. A najlepiej zamieszkac razem.

A teraz moja historia. Bylismy razem trzy lata, on dostal prace w wiekszym miescie i nagle pojawila sie szansa dla mnie. Nie bylo czasu organizowac slubu, odlozylismy o rok i zamieszkalismy razem. Niespodzianka. On po trzech miesiacach rzucil prace i zaczal szukac sensu w zyciu. Kiedy nie kiwnal palcem przez kolejne pol zdecydowalam sie odwolac slub choc lada dzien mielismy rozwozic zaproszenia. Kiedy bylismy razem nie wydawal sie leniem i obibokiem. Przy wspolnym mieszkaniu okazywalo sie, ze nie skladam skarpetek jak mamusia, nie ukladam jedzenia w lodowce jak mamusia, nie prasuje koszulek jak mamusia, dywanik jest brudny a u mamusi byl czysty, nie gotuje jak mamusia i nie stawiam obiadu na czas jak mamusia. Tyle, ze ja pracowalam a on spal do 3 po poludniu, nie robil zakupow, szukal sensu zycia w grach komputerowych a na delikatnie wspomnienie, ze skoro siedzi w domu to moglby chociaz pozmywac obrazal sie smiertelnie. gdybym odkryla to dopiero po slubie, a tak byloby gdbysmy razem nie zamieszkali, to dzisiaj zapewne skladalabym w sadzie pozew rozwodowy. Tymczasem wlasnie szykuje sie do slubu z porzadnym facetem, w ktorym przemieszkalam 2 lata i codziennie dziekuje bogu, ze nie pozwolil zmarnowac mi swojego zycia.
Autor: Monika  (2009-08-07 11:25:42)
-----
Dla mnie te kobiety przeczą same sobie. A szczególnie Mariola. Jak można jednocześnie mówić "zdenerwował się i znów podniósł na mnie rękę. Miałam pękniętą wątrobę, krwiaki wewnętrzne na narządach i obitą śledzionę" a zaraz potem "My na co dzień jesteśmy naprawdę szczęśliwą rodziną – mój maż kocha dzieci, opiekuje się nimi, bawi i rozmawia, dba o nas, mnie niemal nosi na rękach. Nie pije, nie pali, nawet nie krzyczy. Tylko czasem się zdenerwuje". Kurde skąd się biorą tacy ludzie, Ci co biją i te co na to pozwalają... Aż się zdenerwowałam.
Autor: Lady  (2009-08-07 11:27:17)
-----
W tym rzecz, że trzeba się poznać, nie tylko spotykać. W tym pomagają wspólne zajęcia, pasje, wspólna praca (niekoniecznie zawodowa), wyjazdy i spotkania w gronie przyjaciół czy rodziny. Po dwóch latach wiesz o człowieku wystarczająco dużo, żeby się zdecydować lub nie. Mieszkanie razem nic nie wnosi, zwłaszcza, gdy wiesz, jak funkcjonuje jego dom, rodzina, jak on traktuje rodziców i rodzeństwo i tak dalej. Wiesz, jak mieszka, jak sobie radzi. Tego się nie da ukryć i do tego nie trzeba razem mieszkać.
Autor: bazuk  (2009-08-07 11:43:27)
-----
Lady:
Masz swieta racje.
Korozja:
Zapomnialas, ze stwarzanie szczesliwej rodziny dla dzieci to nie jest udawanie, ze wszystko cacy gdy mamusia pudruje limo, zeby dzieci nei widzialy i pozwala na to, na co pozniej bedzie pozwalac jej corka. dzieci kopiuja rodzicow i powielaja wzorce rodzinne, jezeli matka pozwoli sie poniewierac "dla dobra rodziny", to corka tez na to pozwoli, gdyz uzna to za norme. Jezeli matka odejdzie, corka rowniez znajdzie w sobie wiecej sily, zeby sie bronic. Syn takiej kobiety rowniez 5 razy sie zastanowi, zanim podniesie reke na partnerke, bo bedzie wiedzial, ze matka tego nie zaakceptowala - a syn matki ofiary ma duzo wiekszwe predyspozycje do zostania katem. Dalej podoba Ci sie takie "dobro rodziny"?
Autor: MAG  (2009-08-07 12:38:16)
-----
MAM PODONIE.
JESTEM TYLKO ROK Z MEZEM I MAM DOSC.
WKURZA MNIE JEGO RODZINA, BO WIECZNIE U NAS SIEDZA I SIE WTRACAJA.
MIESZKAMY POD TESCIAMI I MATKA MEZA DZIEN W DZIEN DO MNIE PRZYCHODZI.
JEJ CORECZKI TRAKTUJA MNIE PODLE NP. RZUCAJA KLUCZE POD NOGI ITD.
MAM MALE DZIECKO,JESTEM ZALAMANA.
PO PROSTU MAM DOSC.
CHCIALABYM TROCHE SWOBODY!!!!
MAZ CIAGLE PRACUJE PRZYCHODZI CIAGLE ZMECZONY.
JA CIAGLE SPRZATAM GOTUJE,PIOREITD.,ALE TO ON MA [PRAWO BYC CIAGLE ZMECZONY!?
WIECZNIE TESCIOWA O WSZYSTKO MAPRETENSJE.
OBGADUJE MNIE PRZED RODZINA I ZNAJOMYMI,A MEZA TO NIE OBCHODZI,BO TWIERDZI,ZE TO TRZEBA OLEWAC!!!
CO ZA ZYCIE.....
Autor: korozja  (2009-08-07 12:59:13)
-----
Do Bazuka: w przypadku który opisałam, dzieci nie mają pojęcia że matka jest bita - zdarza się to co kilka tygodni. To chore ale na co dzień ten facet jest naprawdę w porządku. A tą kobietę podziwiam, bo w ogóle się nie skarży na swój los - postanowiła, że dzieci, dopóki są małe nie mogą o niczym wiedzieć (ale gdyby tylko widziała, że jej mąż stał się dla nich "niedobry" od razu coś by z tym zrobiła). Postanowiła wziąć pełną odpowiedzialność za wychowanie i zapewnienie dzieciom pełnego domu pomijając całkowicie siebie.
Autor: Mimi  (2009-08-07 14:10:35)
-----
Całkowicie popieram opinię "korozji" i "anny". Dziewczyny, nie wszystko jest białe albo czarne. Jeśli facet z którym przez 20 lat wspólnego, szczęśliwego życia podniósłby na Was rękę ( potem oczywiście by przez kilka dni Was za to przepraszał), jeśli odkryłybyście przez przypadek miłosnego smsa od nieznanej kobiety, czy z miejsca spakowałybyście mu walizkę? Teraz jak nic takiego się nie dzieje, oczywiście hardo odpowiecie tak, bo NIGDY nie byłyście w takiej sytuacji., stąd taka łatwość oceny. Ale gdy w chodzą w grę emocje, mieszanina 20-letniej miłości, zaskoczenia, nadziei że to się ułoży (każdy może przecież popełnić błąd), to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Nie popieram trwania przy takim bydlaku mimo wszystko, ale chodzi o to, że proces zatracenia nadziei na "może będzie jak dawniej", zrozumienia że to już koniec, przewagi rozsądku nad wciąż trwającym uczuciem do takiego partnera (to chore, ale tak jest, przynajmniej na początku "zmiany") może trwać nawet latami. Wszystko zależy od siły, pewności siebie i poczucia własnej wartości, a także niestety sytuacji materialnej "sponiewieranej" kobiety. Gdy w grę wchodzą dzieci jest jeszcze ciężej, w końcu trzeba będzie za pojedynczą pensję (często bez własnego dachu nad głową) utrzymać nie tylko siebie. A dzieci (nie mówię o świadomych sytuacji nastolatkach) drogie panny ZAWSZE będą chciały by rodzice byli razem.
Autor: Kinia!  (2009-08-07 14:13:17)
-----
wiecie co, za miesiąc wychodzę z mąż, że tez musialam akurat teraz trafic na ten artykuł:) myślę, że znam mojego przyszlego męża, na tyle alby sie nie rozczarowac. Myślę, że, oprócz miłości oczywiście, najważniejszy jest szacunek do drugiej osoby. Facet, który wie co to takiego nie pozwoli swojej ukochanej stać godzinami w kuchni kiedy ta pada na twarz po pracy, doceni ją jako matkę, kochankę i ogolnie kobietę. Ale do tego trzeba byc facetem, a nie tylko nosić spodnie...Pozdrawiam wszystkich!
Autor: Mimi  (2009-08-07 14:17:13)
-----
Kiedyś też myślałam kategoriami czarno-białe, jak to łatwo wtedy oceniać innych i sytuacje. Doświadczenie zmieniło moje podejście o 180 stopni. Przecież dopóki człowiek nie znajdzie w danej sytuacji, nie jest w stanie ocenić jakby się zachował, postąpił! Może TYLKO przypuszczać i gdybać! Może i przesadą jest dochodzenie do podjęcia decyzji o odejściu od bydlaka przez kilkanaście lat, ale z pewnością nie jest to łatwo i tak jednoznaczne jak co niektórym się to wydaje.
Autor: Lady  (2009-08-07 14:24:02)
-----
Mimi, to są absolutnie wyjątkowe wyjątki, taki nagły wybuch agresji po wielu latach dobrego małżeństwa. Przeważnie wiąże się to wtedy z chorobą psychiczną i wymaga leczenia. Agresora patologicznego można rozpoznać dużo wcześniej - jeśli rzeczywiście ludzie próbują poznać się przed popadnięciem w nieodwołalne zobowiązania typu dziecko. Ale nawet jeśli taka akcja zdarzy się po "dwudziestoletniej miłości" i nie wiąże się z chorobą, to trzeba dać człowiekowi jeszcze jedną szansę - ale tylko i nieodwołalnie JEDNĄ. Każda recydywa wymaga stanowczych kroków. Na szczęście po dwudziestu latach kobieta ma zwykle odchowane dzieci i stanowcze kroki są łatwiejsze.
Autor: Mimi  (2009-08-07 14:48:03)
-----
Lady, zależy w którym roku małżeństwa urodziła... ;-)) Chodziło mi generalnie o sytuację w małżeństwie z dłuższym stażem znajomości i nieświadomymi dziećmi (dlatego pisałam 20 lat wspólnego życia nie małżeństwa, może i przesadziłam, teraz ludzie tak szybko się pobierają :-)). Dyskusja ogólna dotyczy różnego typu "odchyleń' u facetów, nie tylko agresji, choć czy bierze się ona przeważnie z choroby psychicznej to bym polemizowała, bo jej przyczyn może być naprawdę wiele.
Autor: iza  (2009-08-07 16:51:18)
-----
co innego jest, gdy facet raz uderzy w przypływie złości czy zapomni się na wyjeździe i ma romans a co innego, gdy tłucze dotkliwie cały czas i zdradza regularnie. Nie mówię, że w pierwszym przykładzie należy zostać, ale w drugim na pewno należy odejść. Są takie sytuacje, że facet po kilku latach małżeństwa nagle zaczyna np. bardzo pić, staje się alkoholikiem i co wtedy? Odejście jest najlepszym rozwiązaniem, niestety, nawet, jak się ma małe dziecko. Klimat domu jest b. ważny, lepiej biedniej i w pojedynkę niż z draniem. A zawsze potem jest też nadzieja na ponowne ułożenie sobie życia. I nie piszę tego z sufitu, tylko znam kilka takich sytuacji. Wiem, że wiele kobiet jest słabych i nie wierzy w swoje siły, że łatwiej wykształconym, co wiedzą, że potrafią utrzymać siebie i dziecko i łatwiej pewnym siebie, co wiedzą, że tak czy tak sobie poradzą. Ale nawet inne kobiety niech uwierzą i odejdą - przekonają się, że bez opresora, alkoholika czy puszczającego się męża jest im po prostu lepiej.
Autor: wiewiórrka  (2009-08-07 18:23:24)
-----
Jako stara baba z 20 letnim stażem odpowiadam: Tak, wystawiłam walizki na korytarz. Liczę, że w odwrotnej sytuacji mój mąż zrobiłby to samo.
Dlaczego?
Bo trzeba być człowiekiem, a nie ścierwem oraz być Z człowiekiem, a nie ze ścierwem, żeby własnego człowieczeństwa nie utracić.
Autor: do Mimi  (2009-08-07 20:46:23)
-----
Nieprawda jest, ze dzieci chca zawsze, by rodzice byli razem. Ja modlilam sie o rozwod rodzicow a kolega wlasnorecznie wyrzucil ojca alkoholika z domu, wtedy dopiero cala rodzina odetchnela.
Autor: ZIELONEOKO  (2009-08-07 21:41:26)
-----
Tak to prawda,jak moi rodzice sie rozeszli to tez jako dziecko odetchnelam,ze nareszcie bedzie spokuj.No i tez tak bylo...Czasem jest to naprawde najlepsze rozwiozanie.
Autor: emanuela  (2009-08-07 22:47:05)
-----
Moje życie byłoby ludzkie gdyby matka w czas rozeszła się z bydlakiem który jest moim ojcem. A ona prawie 40 lat temu rozłożyła nogi i pozwoliła potworowi wejść do rodziny - jestem zniszczona przez to coś - molestował mnie przez wiele lat -krzyczałam nie dotykaj mnie - matka nic nie mówiła!!!!!!!!!!!! CZY takie coś którakolwiek z was tolerowałaby w swoim domu? Moja matka przegrała życie. Moje też
Autor: lidka  (2009-08-08 09:34:01)
-----
też modliłam się o rozwód rodziców ale sie go nei doczekałam.ojciec nie dbał o dom, był alkoholikiem, tyranem, nie spędzał z nami świąt, kłucił się, bił i gadał na nas wszystkim. co ja przezyłam jako dziecko.w podstawówce już namawiałam mame do rozwodu, mama na przemian mówiła że sie rozwiedzie i nie, zawsze narzekała na ojca. wyobrażałam sobie jakie bedzie códowne życie bez niego. nie doczekałam się tego szczęśliwego życia i jestem już dorosłą kobieta z bagażem doświadczeń. zła jestem gdyy sobie przypomnę jak to niby dla mojego dobra znosiła to wszystko. pewnie uważa że tylko ona była pokrzywdzona, biedna znosiła to dla nas. tyle że ona miała dzieciństwo raczej normalne choć bez ojca bo zmarł wcześnie, za to ja miałam dzieciństwo do dupy. teraz mam narzeczonego co już widze że pije i sie mnie nie słucha, więc uciekam do innego miasta, już tam sobie wynajełam mieskzanie i wiem że sobie poradze bez niego! bo wiem co znaczy żyć z alkoholikiem i leniem, nawet jeśli to trwa tylko czasami to jednak widze że sa jeszcze normalni faceci na tym świecie.
te kobiety wiem co trzyma. brak wiary w siebie i brak chęci zmiany.muszą to leczyć bo inaczej nic nie wkurają. myślą że krzywdza tylko siebie a robią to dla dobra dzieci. nieprawda. znam podobnych ludzi co ja. tragedia rodzicó bardoz mocno dotyka. najczęściej dzieci w dorosłości sie nie umieją wygrzebać z problemów bo nie nauczył ich tego nikt. tylko opoddanie i bezradność. nie żadko próby samobójcze. trzeba iść na terapię aby sie pozbierać napewno bo samemu sie nic nie zrobi wtedy.nie wie się jak i co
Autor:  (2009-08-08 09:40:52)
-----
jestem osobą wykształconą i z bagażem doświadczeń rodziców. dzieciństwo - szok. widze że umiem sobie życie ułożyć gorzej niż inni, brak mi pewności siebie. to własnie zapewniają rodzice będąc w takich związkach. potem patologia się szerzy, chociaż ja jeszcze nei mam wlasnej rodziny to wiem że nie jestem na to gotowa, nie wiem czy bym sobie poradziła jeśli codzi o ucieczkę t w tych czasach jest łatwo poukładać sobie życie od nowa. lepiej neich to będzie wcześniej niż dalej.
jeszcze meni dziwi co te kobiety myslą siedząc z tymi facetami. zachowują sie jak Matki Teresy co chcą im pomóc, tym biednym chłopiątkom itp, a szkodzą niewinnym dzieciom. SZOK
Autor: rozczarowana  (2009-08-08 12:49:52)
-----
Mój mąż pochodzi z Australiii ma tam rodzinę. Jestem w 10 tygodniu ciąży.3 razy poroniłam . Diś wrócil z pracy i oswiadczył ,że wyjezdza do ąustralii bo umarła jego ciotka i nie wie kiedy wróci. atak chciał tego dziecka a teraz co ??? zostawia mnie sama wie ,że nie mam tu zadnej pomocy i już nasze dziecko sie nie liczy Pożyczy 6 tys złotych na bilet a potem bedziemy biedowac i nawet na owoc w tej ciazy mnie nie bedzie stac. straciłam już do niego cały szacunek.jestemzałamana
Autor: Ana  (2009-08-08 18:34:21)
-----
Małżeństwo to najcięższa praca !!!! codzienna i zmienna !!!! Ja to wiem i jestem szczęśliwą mężatką-ponad 10 lat.
Autor: WERO  (2009-08-08 21:35:10)
-----
JA ZAKONCZYLAM SWOJE "CUDOWNE" MALUZENSTWO. ZNALISMY SIE OD ZAWSZE, IMPONOWAL MI STARSZY PRZYSTOJNY KOLEGA NO I STAL SIE CUD BYLISMY RAZEM :) PO 8 LATACH ZDECYDOWALISMY SIE POBRAC. PRZED TEM MIESZKALISMY RAZEM ALE NIE BYLO TO TAKIE 100% RAZEM. WYJECHALISMY DO IRLANDII. NIE WIEM DLACZEGO ZDECYDOWALAM SIE POWIEDZIEC TAK. MYSLALAM ZE MOZE TO COS ZMIENI MIEDZY NAMI ALE NASZCZESCIE OBUDZILAM SIE W PORE I WZIELAM ROZWUD. JEST MI LEPIEJ. DO KONCA ZYCIA NIE ZAPOMNE TEJ ULGI JAKA POCZULAM KIEDY MU O TYM POWIEDZIALAM. POCZULAM SIE LZEJSZA, ODETCHNELAM. OCZYWISCIE DLA WIELU BYLAM TA NAJGORSZA BO ZOSTAWILAM TAK WSPANIALEGO CZLOWIEKA. JEST FAJN, JEST ZABAWNY JEST OK ALE JAKO KOLEGA ALE NIE JAKO FACET. TERAZ NAWET NIE MOWIMY SOBIE CZESC ALE TAK JEST LEPIEJ DLA NIEGO. KAZDY Z NAS UKOZYL SOBIE ZYCIE I JEST TAK JAK POWINNO BYC.
POLECAM WSZYSTKIM PANIA ZNUDZONYM SWOIM ZYCIEM...
Autor: Anna  (2009-08-09 00:05:08)
-----
Wy niby zrozpaczone żony same jesteście sobie winne że na to pozwalacie a potem narzekacie i beczycie w kącie!!!!!!!!!!!!! Szczęśliwy człowiek nie płaczę, bo partner zdradza albo bije!!!!!!!!!!!!!!! Ja to bym Wam jeszcze większe piekło zdobiła za Waszą głupotę!!!!!!!!!!!!!!!!!
Autor: życie po życiu  (2009-08-09 16:57:41)
-----
Polecam przeczytanie ksiażki Scott Haltzmann i Theresa Foy DiGeronimo "Tajemnice szczęśliwie zamężnych kobiet". Bo szczęście kobiety zależy od samej kobiety a nie od faceta jakiego wybierze (pomijam patologie gdzie facet jest po prostu groźny dla otoczenia i trzeba go trzymać w klatce).
Autor: życie po życiu  (2009-08-09 17:03:02)
-----
A i jeszcze jedno. Jeżeli nie umiesz porozumieć się z facetem to niestety jest TWOJA wina bo to TY nie umiesz się porozumieć i nie pierdziel że z nim nie można się dogadać. Powiedz raczej JA nie umiem się z nim dogadać (albowiem mam w doopie jego potrzeby i najważniejsze jest co JA czuję :-D )
Autor: nadzieja  (2009-08-11 07:46:09)
-----
witam,
życie jest takim jakie je sobie ułożymy.Opisane przypadki są trudne . ,bo to te kobiety muszą zdecydować co dalej , zycie zmienić. Dobro materialne ? to przeciez snobizm i próżność. Biednie ale szczęśliwie myślę ,że lepiej .Widać to teraz po dzieciach , które mają wszystko -głupota rodziców .A co powiecie na to żyłam z mężem 13 lat ,różnie bywało .Przed śłubem mieszkalismy razem .Ale kiedy przyszło dziecko na świat , wszystko sie zmieniło ,ale ja uważałam ,że jestesmy oboje do tego . Walczyłam , tupałam , rozmawiałam , ale duzo szacunku miałam wobec niego i sama so siebie .Dogralismy się , zrozumieliśmy .Ale rok temu mąż zmarł i co dalej ?zmarł w wieku 35 lat , a mielismy plany na następne 20 . i czy mi sie podobało czy nie to muszę żyć dalej i życie poukładać na nowo .Wydawało się wszystkim ,że dam radę , bo silna jestem. PO SMIERCI MĘŻA MIAŁAM KONTUZJĘ , ZWOLNILI MNIE z pracy , potem przyszedł kryzys , którego nikt nie widział . Już pare miesiecy mineło i powolutku stoje na nogach , choc chwiejnie , ale wiem ,że nie moge sie dać .Nie wiem co mnie czeka , ale znalazłam pokrewną duszę , ktora jest w podobnej sytuacji jak moja .Wiem ,że to ogromne wyzwanie dla mnie , dla niego , z takim bagażem doświadczen. Ale szacunek , zrozumienie i rozsądek pozwoli to wszystko poukładać .Nas życie zmieniło napewno i wierzę w to ,że nad nami ktoś czuwa .
Wiara czyni cuda . pozdrawiam nadzieja
Autor: el chupacabra  (2009-08-11 10:51:31)
-----
Wyszłam za mąż majac 20 lat i dziś jestem dumna z siebie, że znalazłam odwage by się z nim rozstac i rozwieść. Po 10 latach tyranii mojego męża, znacania się psychicznego nade mną, patologicznego lenistwa, terroryzowania mojej rodziny, poniżania, krzyków, awantur, długów spowodowanych kolejnymi nietrafionymi pomysłami na interes życia mojego męża itd.itp.
Zmarnowałam z nim szmat czasu, ale nie była to łatwa decyzja. Był całym moim światem, autorytetem, wszystko mieliśmy wspólne - znajomych, skojarzenia, historię... Na szczęście nasze małe dziecko otworzyło mi oczy, bo dopiero zostajac mama mój świat sie przewartosciował, zobaczyłam jak córeczka odczuwa domowe piekło autorstwa meża, zobaczyłam jego egoizm i moje osamotnienie przy zerowym wsparciu z jego strony. Rozstanie kosztowało mnie wiele wysiłku, do dziś exmąż umila mi życie i buntuje córeczkę, którą pozwalam mu widywać i zabierać do siebie kiedy tylko ma czas i ochotę.
Byłam z trudniem, któremu wydaje się, że jest stworzony do wyzszych celów, a innymi ludźmi pomiata, o sobie myslac jak o półbogu. Zostawiając go zostałam sama i z niczym, zbuntował wszystkich wspólnych znajomych, co dało mi jasny obraz tego, w jakim fałszywym srodowisku żyłam.
Bądźcie silne! Nawet najciężza decyzja jest lepsza niz żadna. Spotkałam fantastycznego człowieka, który pokochał mnie i moja córkę, jestem szczęśliwym człowiekiem! Pozdrawiam!
Autor: laluna  (2009-08-11 11:36:51)
-----
wyszłam za mąz bedac mloda dziewczyna.Bardzo go kochałam i wydawało mi sie ,ze i on kocha mnie bez granicznie.Po roku malzenstwa ,gdy na swiat przyszedl nasz syn ,mezus wykonal skok w bok.Tlumaczyl sie pozniej ,ze nie dbalam o siebie (np. mialam nieladna fryzure,o higiene dbalam zawsze)Wybaczylam mu ten wyskok ,ale niestety na moim sercu pozostała rysa do dzis-jestesmy 20 lat po slubie .
Niby wszystko jest w porzadku -maz nie pije ,pomaga mi ,pracuje ...
Jednak cos sie wypaliło ,zycie erotyczne jest wspomnieniem (mimo ,ze mam niespełna 40 lat)czasem zastanawiem sie ,czy gdybym wyszła za kogo innego ,byłabym szczesliwsza? czy moze to tylko złudzenie wielu niespełnionych do konca kobiet?
Wiem natomiast jedno -nie zostawie go nigdy,no chyba ,ze on mnie;)
Autor: ONA  (2009-08-12 08:53:54)
-----
Sama jestem w chorej sytuacji od 16 lat z tym samym mężem, nie wiem czy go kocham czy nie, czytam te komentarze i kazdy wnosi co innego, bo każdy związek jest nieporównywalny. Rutyna, znurzenie, znudzenie i chęć zmian rujnują związki. Ja też mam dość i najchętniej zostałabym sama, ale nie mam na to siły, są realne trudności, dzieci, kredyty. Strach przed nowym. A może do tego trzeba dojrzeć. Życzę sobie i innym z tymi samymi myślami lepszych czasów.
Autor: ed  (2009-08-12 10:49:20)
-----
witam.ja równiez nie zgadzam się z tym że trzeba pozostać w chorym zwiazku że wzgledu na dzieci. Jako małe dziecko pytałam mamy dlaczego nie rozwiedzie sie z tatą-pijakiem, awanturnikiem, damskim i dziecięcym bokserem, usłyszałam , że jak dorosne to zrozumiem. Teraz jestem dorosła i nadal nie rozumiem, ale nie chce już pytac. Zyłam przez 12 lat w zwiazku z chorym człowiekiem, który potrafił mnie psychicznie zdusić, wmówić że nikt mnie nie pokocha, że jestem zła, że do niczego - zatraciłam przez to poczucie własnej wartosci.Te kobiety które tego nie przeżyły nie mogą sie wypowiadać, żeby zrozumiec pewne rzeczy trzeba je przeżyc.Znalazłam w sobie siłe dzięki pomocy przyjaciół, to oni otworzyli mi oczy i uświadomili że coś jest nie tak, że moge zmienić swoje życie na lepsze.
Powiem wam, że gdyby mój były był dla dzieci ojcem, pewnie bym nadal tam tkwiła, ale dla ich dobra, żeby nie miały mi do zarzucenia tego co ja mam swojej mamie, odeszłam.
Teraz czuje sie dobrze, choć mineły już 3 lata, czasem śni mi sie że tam jestem,przezywam koszmar. I tak jak napisała koleżanka, 12 lat potrzeba terapii żeby wyjsć z chorego 12-letniego zwiazku - szczerze, przeraża mnie to. Teraz jestem z cudownym mężczyzną, mam wszystko czego pragne, nikt na mnie nie krzyczy, nie wyzywa. Myśle że po tylu latach dzieciństwa i późniejszego życia dostałam od losu to na co zasłużyłam. A co do dzieci, to ocenią mnie jak będą dorośli, i tylko ich podziękowanie będzie moim największym sukcesem.
Autor: do laluna  (2009-08-12 13:36:27)
-----
Jak lubisz sie umartwiac ok, ale nie narzekaj zes niespelniona. twoje zycie zalezy od Ciebie, albo bedziesz sie meczyc u boku meza, ktorego nie kochasz, albo poszukasz dla siebie tego, czego pragniesz. Wileu ludzi dla falszywego poczucia bezpieczenstwa siedzi w gownie po uszy i na lozu smierci twierdza, ze zmarnowali zycie i obwiniaja partnera o swoja porazke. Moze jednak warto wziac odpowiedzialnosc za swoje zycie?
Autor: ZIELONEOKO  (2009-08-12 21:54:29)
-----
Ciezko odejsc,ale jeszcze ciezej zyc z czlowiekiem ktorego sie nie kocha,myslalam ze bede zyc z nim zeby dziecko mialo pelno rodzine mame i tate.Ale ja juz tak nie umie,bez milosci do niego.Skaleczyl mnie slowami bardzo i nie umie mu wybaczyc,uczucia uciekly a chcialam probowalam,ale nie umie....Rok temu chcialam odejsc,ale nie mialam odwagi.Teraz juz wiem co mam zrobic,latwo nie jest,ale jak to mowio Glowa do gory!
Autor: GR  (2009-08-13 22:19:06)
-----
Męża poznalam mając 16 lat po 5 latach znajomości wzięliśmy ślub. dziś po 6 latach małżeństwa mając dwójkę dzieci czuję się czasem bardzo samotna i niby wszystko jest ok ale brakuje namiętności, pożądania . Mąż dużo pracuje nie ma czasu dla mnie i dzieci częściej jednak tego czasu nie chce znalezć>. W chwili obecnej zajmuję się domem i dziećmi piorę brudne skarpetki, podstawiam obiadki mąż może narzekac ja nie bo jest mi dobrze siedzę w domu nic nie robiąc. czy to że jestem czasem samotna niekochana niezrozumiana przez ukochaną osobę upoważnia mnie do odejścia rozbicia rodziny bo jest mi częściej zle niż dobrze???
Autor: kl  (2009-08-14 02:37:31)
-----
@GR:
czy to jest Twoje wymarzone zycie? Jezeli tak, to zostan. Jezeli nie, przestan byc matka swojego mezczyzny, bo takie rzeczy to matka robi dzieciom a dorosly facet powinien byc samodzielny. Chyba ze traktujesz go jak dziecko, to nic dziwnego, ze nie ma miedzy wami namietnosci. On nie chce sie pieprzyc z matka, a Ty traktujesz go jak synka. Daj mu dorosnac, niech sie nauczy zajmowac soba, niech Tobie ugotuje obiad i wypierze skarpetki, pozwol sie zaopiekowac soba. Jak nie da rady, poszukaj kogos innego, kto zobaczy w tobie kobiete, ale nie zrob z niego znow niemowlaczka, bo znowu spieprzysz sprawe.
Autor: czarna  (2009-08-15 12:32:13)
-----
opowiem wam historie...kiedyś marzyłam o szczęśliwej rodzinie,dzieciach,kochanym mężu.Czas zweryfikował moje marzenia.Ukochany facet za którego wyszłam z wielkiej odwzajemnionej miłości przez lata systematycznie się zmieniał.Z wesołego zrobił sie ponurakiem,małomównym i nie lubianym przez to w przcy i otoczeniu.Nigdy nie udało się go namówic na dyskotekę,zabawe.Pierwsza córka urodziła sie po 2 latach małżenstwa gdy jeszcze moi rodzice bardzo nam pomagali ponieważ moj mąż szukał swojejego miejsca w pracy.Zupełnie nie dorósł do roli ojca ,wstydził sie iść z wózkiem,nie przewinoł bo jest kupka itd.Z pomoca oczywiscie moich rodziców otworzylismy mały sklepik.Okazał sie strzałem w dziesiątke.Zostawiłam 2 letnią juz córeczkę pod opieka mamy i zaczęłam prace ,rozwój firmy.Mój mąż bojac si8ę jakich kolwiek zmian pracował nadal zarabiajac dosłownie grosze niż pomóc mi w slepie,który przynosiłjuż ładne dochody.Za zarobione przez ze mnie pieniązki kupiłam nowy samochód,mieszkanie ,jezdzilismy na piękne urlopy.Mąż ciągle miał pretensje,że uśmiecham się do przedstawicieli,do męskich klijentów i robił się co raz bardziej zazdrosny aż pewnego dnia poznałam kogoś by wkoncu miał racje,ze jest zazdrosny.Trwało to tylko tydzień ale zamiast uswiadomić mu,że jesli będę chciała to i tak go zostawie tylko pogorszyło sprawe.Włamał sie do mojej poczty e-mail,sprawdzał komórke ,obwąchiwał choc nigdy nie dałam mu powodów by czuł sie oszukiwany.Za moją namową trafił do lekarza psychiatry,który stwierdził zazdrość na podłożu chorobowym,zaczęło sie leczenie i zapanował spokój Nawet pomyslelismy o drugim dziecku.Ponieważ ciąża przebiegała z powikłaniami nie pracowałam .Zatrudniłam dziewczyne,ale niestety sklep przy powstających masowo hiperach upadał aż w końcu splajtowaliśmy.Urodziłam córeczke,mąż stracił prace i przez prawie rok "szukał" bo byle czego nie chciał robic.Miał ten komfort,,ze były pieniążki ze sprzedaży lokalu.Ale konto szczuplało w zastraszającym tępie a mój mąż nadal szukał.Za ostatnie pieniądze zrobiłam szkołe fryzjerska z dzieckiem przy piersi.Zdałam egzaminy celująco i zostałam licencjonowanym fryzjerem-stylista I znów to ja musiałam postawic domowy budżet na nogi.Teraz córki już mają po 20l i 9l.Zachorowałam na nowotwór,nie moge pracować a mój książe nadal nie umie zadbać o domowy budżet.Pomimo moich wielokrotnych rozmów ,tłumaczeń ,próśb a nawet szantażow nadal do życia podchodzi laytowo.Jeśli jemu czegos nie potrzeba to nikomu nie jest to potrzebne.Pozostał niezaradny,infantylny,bujający w obłokach z tekstem-"przeciez jakoś to będzie".Jestem już wykończona ...tak bardzo chciałabym znależć mężczyzne ,który da mi wreszcie poczucie bezpieczeństwa,opieki,czułośći i zrozumienia.Chcę odejść od męża ale nie mam siły i nikogo kto by mnie podtrzymywał na duchu,utwierdzał,że dobrze robię.Część swojego życia poświeciłam dzieciom ,rodzinie i nie byłam szczęśliwa bo nie czułam sie kobieta kochana,adorowaną a jedynie kucharką,sprzataczką,praczką...Teraz chcę to zmienic,żyć dla siebie i kogoś kogo pokocham i dla kogo będę wyjątkowa ,piękna itd.
Autor: czarna  (2009-08-15 12:34:11)
-----
przepraszam za błedy i zjedzone literki ale trudno sie pisze przez łzy..
Autor: do Czarnej  (2009-08-15 14:56:24)
-----
Współczuję Ci i rozumiem, bo miałam całkiem podobnie. Uwazam, że większość kobiet ma na prawdę cięzkie życie, o wiele wiecej obowiazków niż mężczyźni, choć daleko mi do feminizmu. Z tego co piszesz, musisz być super babka: silną, odważną, zdeterminowaną, kreatywną i wielce cierpliwą! Prowadziłas dom i bez żadnej pomocy własny interes, ekspresowo i z rewelacyjnym wynikiem przekwalifikowałaś się zawodowo i jeszcze w tym czasie wychowując, zapewne fantastyczne, dzieciaki ... oraz męża, który cała odpowiedzialność zwala na Ciebie i stac go jedynie na "jakoś to bedzie" (mój też to bez przerwy powtarzał). Z cała pewnoscią zasługujesz na Faceta przez duże "F"! Rzuć osła w kępę ostów, bo Twój małżonek, to leń patentowany i tchórz, zapewne wydaje mu sie, że urodził sie do rzeczy genialnych, a nie tak błahych jak dbanie o rodzinę, dzieci i dziekowanie Bogu za kobiete, która go niańczy i sama musi brać sie z życiem za bary! Trzymam za Ciebie kciuki i uwierz mi, mówię z własnego doswiadczenia, jako exżona takiego egoisty i w dodatku tyrana, mama dwójki dzieci - nie pozałujesz i wierzę, że spotkasz jeszcze wspaniałego partnera. Tym bardziej, że walorów Ci nie brak, a i tak nic gorszego niż słżba mężowi-leniowi Cię nie spotka. Całym sercem popieram!
Autor: do Czarnej  (2009-08-16 17:27:03)
-----
Jestem godna podziwu Twojej zaradności, serdeczności i ducha walki, pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego
Autor: do Czarnej  (2009-08-16 21:39:56)
-----
nie rozumiem. Do tej pory utrzymywalas rodzine i, wychowywalas dzieci (Twoj maz to jeszcze 1 dziecko, czyli dodatkowy ciezar) i wszystko robilas samodzielnie, a teraz nagle piszesz ze nie masz sily zeby pozbyc sie trutnia, potrzebujesz po to kogos, kto by Cie wspieral i mowil dobre slowa? czy do tej pory mialas kogos takiego? przeciez do wszystkiego doszlas sama, zawsze sobie poradzisz i staniesz na nogi, a Twoj maz nie jest Twoim dzieckiem! Nie mozesz cale zycie sie nim opiekowac i brac za niego odpowiedzialnosci, to byla robota jego rodzicow, schrzanili, ale to nie Twoja wina. W waszym przypadku chlop z wozu koniom lzej, jak go pogonisz to nagle poczujesz, ile Ci sil przybylo i wypiekniejesz tak, ze sama sie zdziwisz. trzymam kciuki, zebys dala sobie z tym rade tak jak ze wszystkim poprzednio!
Autor: czarna  (2009-08-17 12:17:12)
-----
Dziękuje za słowa wsparcia...tak wiele dla mnie znaczą.Dzięki Wam poczułam,że nie zrobie niczego złego(a tak mi wmawia bliska rodzina-małżeństwo to świętość!!) jeśli zdecyduje się na odcięcie pępowiny.Te wszystkie lata szamotaniny wyczerpały mi zapasy sił,dlatego potrzebuje wsparcia,slów,że dobrze robie stawiając w końcu na swoje szczęście.
Autor: paula  (2009-08-19 02:20:20)
-----
beczke soli zjesz,a drugiego czlowieka nie poznasz - jakie te slowa sa prawdziwe... Popieram niektorych,jak mozna sie w zyciu zaskoczyc? Jak sie okazuje,ze po 20 latach sielanki przychodzi czas zdrad,agresji,bicia i picia.? W zyciu bywa roznie,a my niestety nie mamy szklanej kuli,ktora moglaby nam pokazac,co nam w zyciu bedzie dane. Znam mase przypadkow,gdzie ludzie pokazywali,na co ich stac. Kolega sie ozenil,w czasach narzeczenstwa para idealna,teraz juz nie jest tak kolorowo. On tydzien po slubie pierwszy raz uderzyl,nie wiadomo o co,wrocil z pracy,podszedl i uderzyl. Sytuacja sie powtarza dosc czesto. Inny kolega tez sie ozenil - jakby sie wydawalo z normalna dziewczyna,porzadna,zaradna - po slubie jednak poszla do pracy,i przestala robic cokolwiek,bo ona pracuje. Nie sprzata,nie gotuje,nie robi doslownie nic w domu,malo tego,swoja pensje przeznacza na ubrania,kosmetyki,fryzjera,kosmetyczke itp.a od niego wymaga utrzymywania domu i robienia wszystkiego. Kto by pomyslal,ze taka z niej sie jedza zrobi? Moja przyjaciolka,ktora zawsze miala swoje zasady,i byla normalna dziewczyna,juz przed slubem zdradzila przyszlego mez,teraz tez to robi regularnie,malo tego,z najlepszym przyjacielem meza... Inna natomiast mieszka z facetem,nawet nie sa zareczeni,on ja tlucze,wyzywa,posadza o zdrade,a ona pracuje w 2 miejscach,kupuje mu fajki i piwo,i nikt jej nie moze przetlumaczyc,ze robi zle,i sama sobie niszczy zycie - ale ona od niego nie odejdzie,bo go kocha. Kazdy jest kowalem swojego losu - i jesli decyduje sie na takie a nie inne zycie,to nawet jesli ktos chce pomoc,to mu sie nie uda,bo milosc jest slepa. Mam tez przyklad mojej rodzonej siostry - mieszkala z facetem,zaszla w ciaze,jak on sie dowiedzial,to ja wyrzucil z domu,bo on nie chce miec dzieci. Potraktowal ja jak psa,wyrzucil jej rzeczy przed dom,zwyzywal,ona wrocila w wielkiej rozpaczy do domu,po czym sama blagala go o spotkanie,znow z nim zamieszkala,potem znow wrocila do domu,i tak chyba z 5 razy, teraz znowu jest w domu,ale ja juz sie dowiedzialam,ze znowu sie z nim spotyka,tyle ze potajemnie,bo teraz ma zakaz od rodzicow. Po co sie pchac w takie zycie?? Po co godzic sie na taki los?? Ja mam faceta,ktory mnie nie bije,nie zmusza mnie do ciezkiej pracy,zebym zarobila na jego piwo i papierosy,podczas gdy sam nie pracuje,nigdy nie wyrzucil mnie z domu,wiem,ze moge na niego liczyc,zawsze staje w mojej obronie. Ja raczej tez nie jestem jedza,co nie robi nic,tylko wydaje kase na ciuchy i kosmetyki,w domu robie duzo rzeczy,wiadomo,ze nie wszystko,bo narzeczony mi pomaga,staram sie jemu tez pomagac w wielu sytuacjach,jest nam razem dobrze,w kazdej sferze zycia,ale kto wie,co bedzie za te kilka/nascie/dziesiat lat?? Moze on zacznie pic i bic,ja zrobie sie stara jedza,kto to wie?
Autor: Londyn 2009  (2009-08-20 15:38:01)
-----
Witam dziewczyny...

Jestem mezatka od 8 miesiecy,mieszkamy razem od dwoch lat ,razem jestesmy od 4 lat. Wyszlam za maz z milosci ale Boze drogi tak sobie swojego zycia nie wyobrazilam....klotnie,nie moge miec swojego zdania,jak ja nie zrobie to nic nie jest zrobione.....Probowalam odejsc...dlaczego nie moge??? dlaczego zyje z mezczyzna ,z ktorum nie jestem szczeliwa.Jka mozna kochac i nie kochac jak mozna chciec odejsc i nie moc.....
Autor: Magdula  (2009-09-10 19:32:47)
-----
Dokładnie Paula.
Nie szafujcie wyrokami.
Co to za staż 4 lata w małżeństwie... Poczekajcie na dwójkę dzieci, na staż 15- 25 lat. Wówczas będziecie mogły coś powiedzieć na temat tych trzydziestokilkuletnich i czterdziestoletnich kobiet.... Życie to nie jest bajeczka dla grzecznych dzieci. Oczywiście, dużo od nas zalezy, ale naprawdę nie wszystko...
Jakaś laska tu napisała, że trzeba sobie umieć wybrać nie byle kogo... Hehe. Ciekawe jakie to kryteria decydują o tym... Tytuł magistra wystarczy, czy musi być habilitacja? A może testy jakieś psychologiczne?
Gwarantuję ci kochana, że większośc rzeczy da się ukryć przed ślubem, a nawet do czasu, dopóki ma się motywację. Gorzej, jak po 20 latach małżeństwa, mąż na wysokim poziomie, nagle zakocha się, bo przypadkiem spotkał miłość swojego życia... Tego ani nie przewidzisz, ani nie zagwarantuje ci wierności męża jego "poziom" (cokolwiek masz na myśli).
Bywają w życiu różne sytuacje i każdy z nas jest inny - różny mamy bagaż doświadczeń, lęków, potrzeb.
Nie oceniaj, żebyś nie została oceniona.
Obracam się w środowisku na tzw. poziomie. Ludzie wykształceni, z kasą, którą sami zarabiają, sympatyczni, nikt nikogo nie leje. A jednak większośc moich znajomych jest rozczarowana małżeństwem.
Dlaczego?
Bo rutyna, bo codzienność, bo zmęczenie, bo tysiąc obowiązków związanych z dziećmi, domem, pracą, opieką nad starszymi rodzicami, etc... Czasem zwyczajnie braknie siły na staranie się. Wystarczy, że tej siły zaczyna brakować jednej stronie i już zaczynają się schody.
Więcej dojrzałości w ocenach, moje panie....
Autor: dada191  (2009-10-20 10:50:24)
-----
Ja też mam męża...brzmi banalnie..Tyle, że ja zamierzam odejść, ale nie dlatego,że bije, że jest niedobry, nie mój związek jest przesłodzony i czuje się jak w złotej klatce. Wiem że już czas najwyższy uciekać daleko. Po prostu wiem, że go nie kocham i że sobie poradze sama. Mam mieszkanie, prace:) Każda z Was da sobie rade sama tylko trzeba chcieć
Autor:  (2009-11-12 14:11:00)
-----
tez chcialaym odejsc ale nie mam na tyle sily by to zrobic
Autor: dorota  (2009-11-12 14:12:06)
-----
tez chcialaym odejsc ale nie mam na tyle sily by to zrobic.Moze teraz to zrobie wyjezdzajac do polski .zloze papiery rozwodowe i pogonie go wkoncu.
Autor: aga410  (2009-12-16 15:03:40)
-----
witajcie! wiem ze jest ciezko odejsc , sama tak mam...
Autor: hmm  (2010-08-27 00:57:14)
-----
Ciężko jest się wyrwać z toksycznego związku... z boku można tylko oceniać... jednak życie weryfikuje wszystkie oceny. Kiedyś myślałam, że wszystko jest proste... jak coś jest nie tak mozna odejść bez problemu, zamknąć drzwi i zacząć nowe życie. jednak to trudne i trzeba być naprawdę zdeterminowanym... Mi się udało, zostawiłam "moją wielką miłość"... jedynego, cudownego faceta (wtedy tak myślałam)... Nie byliśmy małżeństwem, ale parą... i już wtedy zaczął się koszmar... na początku sądziłam, że to ten jedyny i z nim chcę spędzić resztę swojego życia. Zaczęło się niewinnie drobne uwagi pod moim adresem, sugestie, że on czuje się niedoceniony, że lepiej wyglądam w tym i tym ubraniu... a potem była ingerencja we wszystkie sfery mojego życia, włącznie z tym jaki kolor pomadki wybrać. Znęcał się nade mną psychicznie, manipulował mną, a był w tym bardzo dobry... uważam, że przewagę dawał mu wykonywany zawód... paradoksalnie był psychologiem!!! Po rozstaniu męczył mnie sms'ami i telefonami. W ciągu dnia pisał ok 30 sms'ow i dzwonił ok 50 razy (oczywiście nie odbierałam). W sms'ach obrażał mnie, prosił o spotkanie, mówił, że kocha, że mnie zabije, że siebie zabije, obrażał moją rodzinę.... Przeżyłam koszmar, bo się zakochałam, a tu takie rozczarowanie.... Nie wyobrażam sobie jakby wyglądało moje małżeństwo z nim... Teraz jestem z zupełnie innym facetem... I chociaż wiem, że nie poznam przyszłości, wierzę, że wszystko w moim życiu się ułoży, bo ile można cierpieć/!...
Dodaj własny komentarz
Autor opinii:
(twój pseudonim, imię lub nazwisko)
E-mail autora:
(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)
Twój komentarz:



Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty

© 1999-2010 Grupa o2 Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu.