Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Punkt widzenia

28.08.2006 | 1809 opinii czytelniczek

Po czym poznać, że związek się wypalił i czas się rozstać?

Często tak jest, że oboje partnerzy wiedzą od dawna, że ich związek nie ma przyszłości, że koniec jest nieuchronny, ale zgodnie odwlekają rozstanie. Przedłużają wzajemne udręczanie się w nadziei, że jeszcze się między nimi ułoży, że stanie się cud i miłość rozkwitnie na nowo. Niektórzy nie chcą wskrzeszenia związku, ale po prostu czekają, aż problem „sam” się rozwiąże - wzajemne zobowiązania i pretensje wygasną, partner podejmie „męską decyzję” i odejdzie, gdy tymczasem pojawi się ktoś nowy.

Po czym poznać, że związek się wypalił? Kiedy nadchodzi moment, w którym najlepiej, dla dobra własnego i partnera, rozstać się, położyć kres męczarni we dwoje? Czy można wskazać konkretne zachowania, gesty, słowa (niegdyś) bliskiej osoby, które świadczą o tym, że nie ma sensu przedłużać agonii związku, liczyć, że jemu/jej jeszcze się odmieni?

Duża część ludzi długo dojrzewa do decyzji o rozstaniu, tym bardziej – do rozwodu, ale w trakcie tego „dojrzewania” dręczy partnera czy to obojętnością, czy to opryskliwym traktowaniem. Wielu też nie ma odwagi zakomunikować, że odchodzi, dlatego miesiącami, a nawet latami czeka, aż ten sam podejmie taką decyzję. Stąd pytanie: kiedy nadchodzi ten moment, gdy trzeba sobie powiedzieć „dość” i się rozstać.
Agata Brańska, agata.branska@kafeteria.pl
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: Mata  18.09.2006 zgłoś

Niuńka to już we dwie ze stotką tak uważamy; daj szansę mężowi, spójrz na Niego z innej perspektywy, a być może wszystko się ułoży

Autor: ilona  18.09.2006 zgłoś

dołańczam się do powyższych wypowiedzi dziewczyn daj mężowi szanse spróbój chocby ze wzgledu na dzidzie

Autor: becia36  09.10.2006 zgłoś

po tym ,że gość daje się poderwać takiej jak Ja

Autor: sonia_65  28.08.2006 zgłoś

masz racje olga to się kończy kiedy przestaje sie rozmawiać a tylko przesyła sobie informacje.

Autor: SONIA65  28.08.2006 zgłoś

Kinga nie wiem co ci poradzić ja swój związekratuje już 2 rok ,pomimo , że to on zawalił [zdradził mnie] to ja się starałam Wydaje mi się że my kobiety bardzo boimy się samotności i staramy ratowac związek rezygnując z własnuch potrzeb a faceci korzystają z tego fantastycznie to wyczuwają i wykorzystują

Autor: Gosia  28.08.2006 zgłoś

czytając opowieść Olgi, zobaczyłam siebe i mojego życiowego partnera z którym, dodam nie jetseśmy małżeństwem, ale zyjemy ze sobą a własciwie obok siebie od 6 lat, i od kilku lat próbujemy to zakończyć, ale prowadzimy wspólnie interes. Tak to właśnie można sobie w wieku 26 lat skompilowac zycie!:( pozdrawiam wszystkich w podobnej sytuacji, bo patrząc na ludzi i swiat jest nas setki!:(

Autor: rolkarolka  28.08.2006 zgłoś

hmm olga to byl naprawde trafny tekst pozdrzawiam

Autor: justyna  28.08.2006 zgłoś

Olga to bardzo mądra osoba,czytając jej wypowiedż mam wrażenie,że poetycko streściła ostatnie lata mojego małżeństwa i myśli,których nie mam odwagi wyjawić nikomu innemu.To przykre,ze nie umiem się przyznać przed najbliższymi,że moje małżeństwo otacza" nic"i nie wiem jak temu zaradzić.Żadnych wspólnych marzeń,dążeń i celów-tylko codzienność,praca,dom,dzieci i oddzielna walka z rzeczywistością.Nawet kłócić nam już się za bardzo nie chce,po cóż,przecierz to raczej nic nie zmieni!

Autor: gina  30.08.2006 zgłoś

myśle że do kazdej decyzji trzeba dojrzec jezeli czujesz że zrobiłas wszystko to zdecyduj cos ja uzalałam sie nad soba bułam smutna nie odzywałam się do niego aż zdecydowałam zamieszkac oddzielnie tj. w jednym domu mamy dwa mieszkania zajełam sie soba mam kolezanki wyjeżdzam spotykam sie z ludzmi naleze do stowarzyszenia odzyskałam radosc zycia i uwolniliśmy sie od siebie mysle że byłam nudna żona

Autor: Weronika  29.08.2006 zgłoś

A mój chłopak stwierdził, że on nie moze być z osobą, o którą nie dba i nie chce już więcej moich kompromisów. Nie wykorzystał mojej ustępliwości, żeby mnie zatrzymać. Było żal, ale teraz przynajmniej z szacunkiem ze sobą rozmawiamy. Skończylismy zanim straciliśmy szacunek do siebie. Tak jest lepiej.

Autor: olga  28.08.2006 zgłoś

zwiazek sie kończy kiedy wieczorem każde z Was ma coś do zrobienia, ale nie mówie o obowiązkach domowych, a o wieczornych przyjemnościach, ty łazienka maseczka, on telewizor. Któreś z Was idzie spac nie informując drugiego, zasypiacie, każde z Was osobno włącza swój budzik (często na tę samą godzinę).Rano bez dzień dobry, całusa suniecie do łazieki, krótkie pytanie kto odbierze dziecko,wracacie do domu, bez telefonów w ciągu dnia (chyba że dzwoniła teściowa, ciocia itp. która chce wpaść z wizytą) wracacie, nikomu nie chce sie gotować (dziecko zjadło w przedszkolu, szkole czy żłobku) nie czujecie potrzeby wspólnego posiłku. Jeśli jestescie bardzo głodni każde z Was robi sobie oddzielnie coś "szybkiego" - kanapka, jajecznica, później tv, łazienka, pranie, itp. Nie ma czasu na rozmowę, ale to tylko pretekst, czas by się znalazł,ale o czym byście rozmawiali kiedy skończycie omawiać sprawy domowe? sztuka- ty lubisz on nie, mecz? motoryzacja? twoje potrzeby w łóżku? - jego to nie interesuje. Sex. Jest szybki i bez długich pocałunków, właściwie bez żadnych. ot, zaspokojenie fizjologicznych potrzeb, rozładowanie napięcia. Często wolisz pieścić się sama - jest szybciej i lepiej. Patrząc na niego nie czujesz pożądania. to koniec.

Autor: Kinga  28.08.2006 zgłoś

Liczylam,że ktos pomoże mi i powie keidy cos się kończy a tu nic :((U mnei jest już chyba ostatnie rozdanie...

Autor: izzzunia  28.08.2006 zgłoś

No właśnie dobre pytanie - po czym poznać, że to już koniec. Też go sobie zadaję, bo chyba wiem, że u mnie jest koniec, ale to jest takie ciężkie...

Autor: Anna  28.08.2006 zgłoś

U nas tak bylo juz od kilku lat.Wlasciwie ja nadal kochalam męża i tęsknilam kiedy wyjeżdżał.Potem stał się taki obojetny.Aż zafundowal sobie krotki romansik.Wtedy przejżałam na oczy.Zrozumialam że on mnie nie kocha.Kazałam mu złożyc papiery rozwodowe albo ja to zrobie.Wtedy on sie ocknął jakby zrozumiał co straci.Z nia oczywiscie skonczyl od razu kiedy sie dowiedzialam.Wiele przeplakalam bo czulam tak jakbym całe zycie zmarnowala z nieznanym czlowiekiem.Minęło 4 lata a maz ciągle sie stara o moje wzgledy.Dostaje kwiaty,prezenty,często wychodzimy.Teraz mówi że on zrozumiał,że nie mógłby beze mnie żyć i kiedy zagrozilam rozwodem nagle sobie to uswiadomil.Miedzy nami układa sie teraz bardzo dobrze jakbysmy byli dopiero po slubie.Mysle,że tak zostanie.Nie polecam takiej terapi bo zbyt bolaca ale może cos musi sie stac w wieloletnim zwiazku aby ludzie zrozumieli na kim im naprawde zalezy.Pozdrawiam

Autor: blik  28.08.2006 zgłoś

chyba sie zgodzę. przede wszystkim przestało się chcieć, już nikomu na niczym nie zależy i brakuje ciepła. mój związek chyba tez się kończy ale nie mogę się z tym pogodzić. nie wyobrażam sobie tego. nie chcę.

Autor: Kirsti  28.08.2006 zgłoś

Po czym poznać? Po tym, że partnerom przestało się chcieć. Smutne ale prawdziwe Pozdrawiam

Autor:  29.08.2006 zgłoś

Mój związek się konczy. Przestałam ufac, zablokowalam się w sobie, odsunęłam się wcześniej, aby nie zostac zraniona, aby nie cierpieć... Teraz rozmawiam z nim tylko o tym co konieczne. Informuję tylko o tym o czym musze. wszystkie moje odczucia są tylko moje i schowane głęboko przed Nim. I tak już pozostanie, nie chcę tego zmieniać. To po prostu początek końca. Teraz czekam tylko na jego decyzję, kiedy sobie odejdzie.

Autor: smutna  29.08.2006 zgłoś

Byliśmy parą od 5 lat. Od początku spotykaliśmy się prawie codziennie i było nam z tym dobrze. Spacery, wycieczki rowerowe, wspólna nauka, długie rozmowy, wygłupty... Zwykłe proste rzeczy ale robione wspólnie bardzo cieszyły. Uwielbialiśmy spędzać razem czas, tylko we dwoje.. Nigdy nam się nie nudziło! On znalazł sobie hobby... Zabierał sprzet i znikał. Wiedziałm gdzie i po co, ufałam mu bezgranicznie. Byłam tylko zazdrosna.. On miał swoją pasję, a moją pasją był on. Nie miałam zbyt dużo znajomych bo prawie cały wolny czas spędzałam z nim, więc gdy on robił to co lubiał ja umierałam z tęsknoty za nim. Próbowałam sobie znależć zajęcie ale i tak teskniłam. Mieszkamy osobno, ale łączy nas też praca. Może to jest błąd?? praca razem?? jego hobby zaczęło zajmować mu coraz więcej czasu, przyjeżdżał póżno i był zmęczony... nigdzie nie chciał wychodzić, chyba że ja coś zaproponowałam, jemu się nie chciało myśleć. Oczywiście w wakacje jeżdziliśmy nad morze, w góry, ale w ciągu roku... dzień za dniem mijały. Były prezenty jego dla mnie i moje dla niego, czasem kwiaty. Wspaniały facet, przystojny, inteligentny, zaradny,bardzo go kocham. Planowaliśmy współną przyszłośc, ale nic z dnia na dzień sie nie da zrobić gdy nie ma kasy, na wsystko trzeba czasu, a ja chciałam szybko.. Być z nim, mieszkać razem. Po raz kolejny pokłóciliśmy się(działo się to sporadycznie) o to że znów swojemu hobbi poświęcił więcej czasu niż ja bym chciała i powiedział mi że mnie kocha ale musi się zastanowić czy chce ze mna być, czy w przyszłości jak on sobie znajdzie kolejne zajmujące zajęcie to bedę mu robić awantury. Po tym zdarzeniu postanowiłam odejść... Cierpie bo kocham, ale nie wiem, nic nie wiem, nie potrafie wytłumaczyć sobie gdzie jest problem?! czy to ja jestem zła?? czy dobrze zrobiłam????

Autor: kes  29.08.2006 zgłoś

koniec jest wtedy gdy nie potrafisz juz optymistycznie i z nadzieja spojrzec w przyszłosc, mimo ze jestes z Ta osoba. koniec jest wtedy gdy nie stac cie na mile slowo. czasami trzeba cos stracic zeby wiedziec ile jest warte. a czasami lepiej po prostu dac sobie spokoj. koniec jest zawsze poczatkiem czegos nowego... :)

Autor: nikula  29.08.2006 zgłoś

Wiesz Olga bardzo trafnie oddałaś stan w którym tkwi większość par! Ja po przeczytaniu twojej wypowiedzi zrozumiałam, że tak naprawdę moje ostatnie lata w małżeństwie tak właśnie wyglądają. Ogarnęło mnie przerażenie ale jednoczesnie poczułam ulgę! Tyle razy rozmawialiśmy juz o rozwodzie...Myslałam , że to tlące sie gdzieś jeszcze uczucia trzymaja nas razem.A to chyba zwyczajne przyzwyczajenie, strach przed samotnością, rozpoczęciem wszystkiego od nowa......(jesteśmy małżeństwem 20 lat)....Sama nie wiem dlaczego jeszcze wciąż zwlekamy......a jest między nami dokładnie tak jak opisała Olga. pozdrawiam!

Autor: Julita  29.08.2006 zgłoś

Olgo ,no cóż i Ja zobaczyłam Siebie w tym co napisałaś."To jest przerażające ,tak nie można żyć !"-powiedziałabym parę lat temu,ale teraz znalazłam juz na to sposób.Oddaję sie bez reszty pracy zawodowej,tu się samorealizuję,próbuję spełnic...wiem wiem co powiecie-uciekam.A pewnie! Po co mam się zadręczać i płakać,na to juz Jestem za "Duża".Biorę więc od życia to co sprawia mi radość.Szanujemy sie wzajemnie ,ale nie wchodzimy sobie w drogę,czasem On spyta o radę gdy ma problem czasem Ja.Czasem mijając się pomiedzy pokojami Uśmiechniemy się do Siebie w przelocie :)I tak sobie zyjemy obok..ciekawa Jestem jak długo jeszcze... Pozdrawiam Wszystkich :)

Autor: Julita  29.08.2006 zgłoś

Olgo ,no cóż i Ja zobaczyłam Siebie w tym co napisałaś."To jest przerażające ,tak nie można żyć !"-powiedziałabym parę lat temu,ale teraz znalazłam juz na to sposób.Oddaję sie bez reszty pracy zawodowej,tu się samorealizuję,próbuję spełnic...wiem wiem co powiecie-uciekam.A pewnie! Po co mam się zadręczać i płakać,na to juz Jestem za "Duża".Biorę więc od życia to co sprawia mi radość.Szanujemy sie wzajemnie ,ale nie wchodzimy sobie w drogę,czasem On spyta o radę gdy ma problem czasem Ja.Czasem mijając się pomiedzy pokojami Uśmiechniemy się do Siebie w przelocie :)I tak sobie zyjemy obok..ciekawa Jestem jak długo jeszcze... Pozdrawiam Wszystkich :)

Autor: inka21  29.08.2006 zgłoś

koniec moim zdaniem,nie zawsze oznacza to samo dla obu stron-jeśli porzuca Ciebie ktos ukochany i nie podaje konkretów-to tak naprawdę nic nie jest zakończone jak nalęzy;ja tak męczyłam się ładny kawał czasu-codziennie patrzyłąm na osobe która była najcudowniejsza na świcie,a potraktowała mnie jak ostanią szmatę-zerwała przez telefon,nie podając żadnych konkretów-tak o-teraz wiem,że to była fascynacja i nic więcej-staram się znajdowac same dobre rzeczy z tego okresu ,nie żałuję tego czasu-ale jak na pierwszy poważniejszy związek to duży cios-zerwanie mało delikatnei okrutne-----tym bardziej,że jestem niedoświadczona i wzystko przeżywałam o wiele intensywniej...........

Autor: do smutnej  29.08.2006 zgłoś

smutasku prościej i mniej boleśnie byłoby znależć sobie hobby inne niż Twój Ukochany. Źle zrobiłaś odchodzac w czasie gdy On oddawał sie swoim zajecią mogłaś robić coś dla siebie a wtedy boje tesknilibyście za sobą i mielibyście sobie co opowadać Zycze szczęscia i wróć do Niedo pozdrawiam

Autor: :(  29.08.2006 zgłoś

Mój związek skończył sie bo facet był chorobliwie zazdrosny...

Autor: kamilka222  01.09.2006 zgłoś

Podsumuje to wszystko dwoma slowami FACET TO ŚWINIA!!!!!!!!!!!!!!!!!:-)

Autor: zagubiona  29.08.2006 zgłoś

Hej!czytałam wasze opinie. Samo życie.Sama mam taki problem. Ja czuję się skrzywdzona i nie potrafię sobie z tym poradzić a on mówi, że mnie kocha ale ja to czuję tylko przez moment wtedy kiedy on wie, że znowu przegioł. Coraz częściej myślę i mówię o rozwodzie, tak naprawdę poważnie.Czasami dobrze posłuchać innych ale wiem, że decyzję i tak muszę podjąć sama.

Autor: no coz....  29.08.2006 zgłoś

u mnie tez juz chyba koniec,po 20 latach cos sie poprostu wypalilo,pozostala obojetnosc, a to najgorsze co moze byc w zwiazku;niby nie jestes sama ,ale jestes samotna a twoje serce jest puste

Autor: ala25  29.08.2006 zgłoś

samo zycie...

Autor: magdall  01.09.2006 zgłoś

ten artykul spowodowal ze znow sama zaczelam sie zastanawiac jak wyglada moj nazwe to dziwny zwiazek. mam meza i znamy sie od wielu lat. mamy podobne zainteresowania i hobby ktore nas polaczylo. jest nim zeglarstwo i chodzenie po gorach. przed slubem nie mielismy zadnych problemow z komunikacja wzajemna...szanowalismy sie wzajemnie, bylo ok. decyzje o slubie podjelismy po 4 latach bliskiej znajomosci...wiec nie powinno byc zadnych niespodzianek. ale cos gdzies przeoczylam, mysle ze cos waznego... mial racje ten kto powiedzial ze milosc jest slepa...jest na 100%. mieszkalismy osobno a potem z moimi rodzicami, tylko dlatego ze konczylam doktorat a moj maz twierdzic ze nie bedzie mnie utrzymywac...a stypendium sie skonczylo. do pracy isc nie moglam, coz przygotowania do obrony praca nad rozprawa dzien i noc. rodzice mnie utrzymywali...a jemu to pasowalo. jak mi to pozniej wyjasnil, rodzina dla niego to jego matka ojciec babcia ale nie zona...najpierw musi pomagac im a nie mnie... tego nigdy wczesbiej nie zauwazylam, a powinnam...taki szczegol, ale wazny. jest egoista mimo ze ma brata, z ktorego tez niezly s...wiel. po pewnym czasie wyjechalam na szkolenie do niemiec...w tym czasie w zyciu mojego meza pojawila sie pewna pani z dzieckiem, wiec reszty wyjasniac wam nie musze. jak wrocilam z niemiec nie zastalam meza na lotnisku, bo akurat musial isc z pania i z dzieckiem na basen...w zamian zaproponowal mi czy nie pojde z nimi na tance, tzn. ja on i kochanka...wytrumaczyl mi ze ania jest ladna i smutna wiec ja pociesza... juz wtedy myslalam o rozwodzie ale bylo wiecej wazniejszych spraw na glowie..operacja taty, ratujaca mu zycie, obrona pracy doktorskiej....to byulo dla mnie za duzo. o on sie swietnie bawil...kazdego wieczora piwko z kolegami i powrtoty nad ranem...i uwagi ze przeszkadza mu komputer jak pracuje na nim w nocy. a halas w knajpie nie? mialam dosc, ale postanowilam postawic na ciebie i bylo warto. on pracuje teraz w anglii, robi jaks chuture...nic szczegolnego, twierdzi ze jest samotny, opuszczony a ja jestem be.. a ja jestem szczesliwa...zycie na odleglosc nie wiem czy ma sens...czasem sie spotkamy, porozmawiamy przez telefon....panszczyzne sie odrobi i jest sie wolna osoba.. pracuje we francji i odnalazlam sie w tym szalonym swiecie.. ale czy on mi jest potzrebny jako maz... tez sobie zadaje to pytanie..

Autor: Megi  30.08.2006 zgłoś

Witam Ja postanowiłam odejść po 5 latach spędzonych wspólnie. Przez rok mieszkaliśmy razem to wiele mi pokazało. Pierwsze miesiące to była bajka. Wspólne obiadki, romantyczne kolacje, istna sielanka. Odgrywałam rolę żony i kochanki. I wszystko pewnie było by dobrze gdyby nie to, że zaczęłam chorować. Miałam coraz mniej siły. Nie gotowałam już codziennie, porządki też robiłam coraz rzadziej. Liczyłam na pomoc a zamiast tego dostałam obojętność i wyrzuty o to, że go zaniedbuje. Czułam się coraz bardziej samotna i nieszczęsliwa. Sądziła , że to wszystko się rozpada, bo nie potrafię podołać dawnym obowiązką, nie jestem już taka radosna i coraz częściej stronię od towarzystwa.Chciałam za wszelką cenę ratować związek. On szukając pocieszenia wychodził wieczorami z kolegami wracał późno pod wpływem alkoholu..A ja zostawałam sama płacząc w poduszkę i zastanawiając się dlaczego tak się dzieje. Rano przepraszał i tłumaczył się, że potrzebował troszkę oderwać się od tego wszystkiego. Coraz bardziej stawaliśmy się obcy dla siebie, nie rozmawialiśmy już, żyliśmy tyko pod jednym dachem. Każdo żyło swoim życiem. Staliśmy się obojętni w stosunku do siebie. Postanowiłam odejść i zająć się sobą. Wiedziałam, że do puki jestem chora nic się nie zmieni. Minęły 4 miesiące. Wróciłam do rodziców i zaczęłam walczyć o siebie. On wyjechał za granice.Często dzwoni, chce wrócić do mnie. Ale wewnętrzyny głos mówi mi NIE !!! Choć wciąż jest mi bliski, i ważny dla mnie. Powodzenia wszystkim, którzy myślą o odejściu. To jest naprawde trudne, ale warto!!!

Autor: lee  30.08.2006 zgłoś

do smutnej i tylko do smutnej: a może ty już po prostu chciałabyś małżeństwa? zgadzam się tym, że powinnaś trochę zająć się soba, znaleźc sobie jakieś "twórcze zajęcie", ale też rozumiem, że jesli nie czujesz takiej wewnętrznej potrzeby, bo przede wszystkim Twój świat teraz kręci się dookoła chłopaka, to to nie przyniesie Ci ukojenia... Może chodzi o to, że byłoby Ci łatwiej znosić to, że on "znika", gdybyś miała absolutną, wewnętrzną pewność, że "powróci"? a ty jej nie czujesz? też miałam niedawno z Jedynym podobne przeboje, bardzo dużo pracował, a ja histeryzowałam jak potłuczona. Autentycznie, minęło mi jak ręką odjął, kiedy poszliśmy razem do księdza, zapisać się na termin ślubu.To niby taki drobiazg, ale jedno popołudnie, symboliczny gest, psychiczne czary - mary, spowodowały, że teraz może sobie pracować dwa razy więcej jeszcze, niż dotąd, a ja już nie denerwuję się w ogóle. Oboje zdajemy sobię sprawę z tego, że na tej zasadzie - paradoksalnie - to po ślubie będzie miał więcej wolności, niż w tej chwili, bo po ślubie będę jeszcze spokojniejsza;) może u was też tak jest? tylko twój chłopak tego nie chwycił? jeśli tak jest, to koniecznie spróbuj z nim porozmawiać o tym, jeszcze jest szansa, pięcioletnich związów nie kończy się w tydzień;) aha, fochami donikąd nie zajedziesz. To juz mu się raczej wyżal, wypłacz, o co ci chodzi, z czym Ci źle jest, a z czym sobie nie umiesz poradzić, chociaż bys bardzo chciała - w końcu jeśli Cię kocha, to jeśli się zorientuje, że Cię nieświadomie krzywdzi, to będzie wolał raczej sobie rękę uciąć, niż to dalej robić;) może on Ci wtedy też powie o czymś, co go boli w twoim zachowaniu, a na co ty z kolei w zyciu sama byś nie wpadła? ;) tylko nie krzycz, nie milcz, nie obrazaj się broń Boże na zasadzie "jakbyś nie był głupi, to byś się domyślił", nie zrywaj "bezpowrotnie", bo takimi metodami to można najlepszy związek do grobu wpędzić;) aha, istnieje też opcja, że twój chłopak się banalnie boi poważnego związku, w ogóle nie dojrzał jeszcze do założenia rodziny i dlatego się tak zachowywał... :( Ale może po prostu zwyczajnie nie zdaje sobie sobie sprawy z tego, jak bardzo ważne - i na dłuższą metę niesamowicie dla mężczyzny "oplacalne";) - jest zapewnienie kobiecie psychicznego komfortu? :) pozdrawiam:)

Autor: lee  30.08.2006 zgłoś

do megi: twój wewnętrzny głos chyba ma rację... :( trzymaj się i bądź dzielna. Pozdrawiam bardzo mocno, ciepło i serdecznie:)

Autor: ola83  31.08.2006 zgłoś

do megi--nie wracaj do niego.Zafundujesz sobie posade dożywotniej gosposi swojego mezczyzny-pod warunkiem, ze zdrowie ci dopisze, bo chorobowego twoj eks nie przewiduje. .Nie ma nic gorszego niz zniewolona kobieta!!

Autor: ola83  31.08.2006 zgłoś

do lee--fajne podejscie do małżeństwa. Ktos musi poznać twoją teorię...moze pozwoli mu to spojrzeć inaczej na pewne sprawy:)

Autor: kaliszanka  01.09.2006 zgłoś

a ja nie mam juz o kogo walczyc.po 30-tu latach malzenstwa maz poza jednorekim bandyta niczego juz nie dostrzega.i o co tu walczyc- chyba ze o sprawiedliwy podzial majatku

Autor: Vanessa  04.09.2006 zgłoś

Witam wszystkich! Od paru dni systematycznie przegladam wszystkie tutaj wypowiedzi,czasami sie z nimi zgadzam czasami nie , ale tak naprawde, nie to jest dla mnie wazne. Jestem zdruzgotana tym, jaki ma potezny zasieg ,problem tutaj omawiany. A wiem co mówie, gdyz jak to sie u nas dośc popularnie mówi :zycie dosc sporo mnie doswiadczyło.Wiem co czuje kobieta zawiedziona, zdradzona , oszukana.... Współczuje wszystkim , którzy cierpia, i nie ma znaczenia czy to kobieta czy tez mezczyzna- zawsze jednakowo boli, taki jest schemat... CHCIAŁAM NAPISAC TYLKO JEDNO, ZE KAZDY Z NAS JEST INNY, KAZDA SYTUACJA, SPRAWA KTÓREJ DOTYCZY WYMAGA INDYWIDUALNEGO POTRAKTOWANIA, ZYCZYŁABYM TYLKO SOBIE I KAZDEMU Z WAS BY DECYZJE PODEJMOWANE, JAKIEKOLWIEK BY ONE NIE BYŁY BYŁY SŁUSZNE!!!!! POZDRAWIAM WSZYSKICH IZYCZE POWODZONIA

Autor: kicia  01.09.2006 zgłoś

jestem mężatka 28 lat mąż mnie zdradzil 6 lat temu wyjezdzal do pracy do niemiec oszukiwal mnie i dzieci na oczach dzieci okazywał miłosc lucynie nskoppp nie mogłam pogodziuć się z zaistnisla

Autor: magdall  01.09.2006 zgłoś

czesto jednak mysle o rozwodzie... przeraza mnie tylko jedno..chodzenie po polskich sadach, czekanie na sprawe...przynajmniej 8 miesiecy tak mi powiedziala pani w sadzie... ale moze warto... wiem ze czas ucieka i jakas decyzje trzeba podjac.. i zaczac zycie od nowa...

Autor: Jula  01.09.2006 zgłoś

miłość kończy się wtedy kiedy on jest zbyt zajęty żeby odpowiedzieć na smsa "kocham cię"...

Autor: magdall  01.09.2006 zgłoś

to juz rozumie czemu odwazne amerykanki srednio co 5 lat zmieniaja partnerow :-)

Autor: Niki  01.09.2006 zgłoś

Czytam wasze wypowiedzi i przyznaję wam rację. Ja po 2 latach rozstałam się z miom ukochanym i to całkiem słusznie,oczywiście ja o tym zadecydowałam, gdyż już nie mogłam tkwić w takim związku, obecnie jestem w kolejnym związku z mężczyzną, który mnie kocha,tak przynajmniej mówi. I powiem wam, że znów zaczynamy z moim partnerem wchodzić na taką samą drogę jak poprzednio. Tacy są mężczyźni i sądzę, że nie powinnyście użalać się nad waszymi związkami, a spróbować (choć ten ostatni raz) zainteresować swoich mężów czy też partnerów sobą. Jeśli oni nie są aż tak pomysłowi to wy zaproście ich do kina, kupcie nową bieliznę, dzieci wyślijcie do babci, a same ugotujcie pyszną kolację i jeszcze ten jeden raz spróbujcie pokazać im, że to wy jesteście największym skarbem jaki posiadają. Jeśli i tego nie zrozumieją no to sprawa jest już przegrana, bo jeśli jednej ze stron nie zależy to nie ma czego ratować na siłę. Tylko spróbujcie ten ostatni raz, abyście później nie miały wyrzutów że jest ZA PÓŹNO. Powodzenia

Autor: Małasia  01.09.2006 zgłoś

Pierwszy raz czytam coś tak smutnego.

Autor: dorota  01.09.2006 zgłoś

izo masz racje .ja tez coraz czesciej siedze w internecie bo to taka odskocznia od mojego meza. bo po co mi on-przeciez juz nie rozmawiamy ze soba a na starosc mialo byc tak pieknie. uf./.......

Autor: inna O.  01.09.2006 zgłoś

Czytam wasze wypowiedzi, w większości smutne...i muszę powiedzieć że ja też się zastanawiam..często, nad moim związkiem. Jesteśmy razem juz ponad 4 lata i ponieważ oboje mamy nerwowe charakterki to kłóciliśmy się właściwie od zawsze...a z czasem coraz więcej i to nie są takie tam lekkie kłótnie...Oboje jesteśmy uparci, ale może dlatego dalej trwamy i myślę, że nadal sie kochamy:) chcemy byc razem..ale tez obserwuje różne niepokojące oznaki przyzwyczajenia czy zniechęcenia - w naszych słowach, naszym kontakcie wzajemnym, rzadszych jednak pocałunkach...Ale ja jeszcze poczekam i powalczę jeśli będzie trzeba:) Na razie jestem zaręczona, a do ślubu jeszcze daleko raczej....Myslę, że bym potrafiła za nim potęsknić choć rzadko mam taką okazję bo on nie chce sie na dłużej ze mną rozstawać, a raczej widzieć codziennie..i bardzo sie martwię gdy jemu jest źle i próbuje pomóc (więc chyba jeszcze nie zobojętniałam) No i mamy wspólne zainteresowania, a ja z chęcia podchwytuje te jego:) uwielbiamy oglądac razem dobre filmy, różne te moje i te jego:) i inne rzeczy tez nadal uwielbiamy;) Mimo tych dobrych rzeczy jestem świadoma tych złych i je dostrzegam co mnie tylko przekonało, że rzeczywiście miłość..ojjjj nie jest prosta, zawsze miła, romantyczna i radosna i bezproblemowa czasem zapominamy o tym co jest ważne w tym wszystkim, a co chwilowe tylko, a czasem nie mamy po prostu sił sie starać.....oby tylko przychodziły potem lepsze dni a my chcieli na nie czekać;) Pozdrawiam!

Autor: jeanny_2  01.09.2006 zgłoś

...mój związek wypalił się po 1,5 roku... byliśmy ze sobą jeszcze 6miesięcy... ale to były miesiące pełne kłótni i łez... to on przestał mnie kochać, ja choć czułam i wiedziałam, że źle mnie traktuje, zimno i oschle, a jednak trwałam w tym bo miałam nadzieje, że to coś przejściowego... rano wstawał nie obdarzając mnie pocałunkiem... studiowałam w innym mieście - z czasem nie miał potrzeby nawet do mnie zadzwonić na skype...to było jak wegetacja... przecież on nawet nie miał ochoty się za mną całować... a najgorsze- zacząć strasznie kłamać... i to zadecydowało o naszym rozstaniu... najpierw zerwałam ja, ale po tygodniu do niego wróciłam... w następnym tygodniu on podjął decyzje, że tak dalej być nie może, bo traktuje mnie podle pomimo mojej miłości... wyznał mi, że od ponad pół roku mnie nie kocha i odszedł... kocham go do dziś, ale czuję się szczęśliwa, bo choć jestem sama to już nikt mnie nie rani... a rada zadawana przez ukochanego była bardzo bolesna...

Autor: Marlena  01.09.2006 zgłoś

Witajcie! Mam na imie Marlena i jestem tu zupelnie nowa.Jestem mezatka od 15 lat,a od kilku szukalam odpowiedzi "co sie dzieje z moim malzenstwem,co robie zle,co powinnam w sobie zmienic,jak udobruchac meza"itd.Ciagle naprawialam siebie i to co robilam,ale i tak, moj maz byl wiecznie niezadowolony,wsciekly,besztal mnie o kazdy drobiazg. Nauczylam sie z tym zyc,oddalam sie pracy,byle tylko nie byc w domu...Dzieci widywaly mnie od swieta... W ubieglym roku,maz wyjechal do Anglii do pracy,zostalam sama z cala masa problemow(nagla nieuleczlna choroba corki i jeszcz gorsza choroba mojej mamy.) Tesknilam moze tydzien,ale powoli zaczelam wszystko powoli ukladac,mialam czas na wszystko,nawet na niewielkie przyjemnosci..typu aerobic,solarium,basen... No ale,wszystko co dobre,szybko sie konczy.... W tym roku dojechala do meza do Anglii,bo mialam wrazenie ze pobyt go zmienil i czegos nauczyl......bo jak mowil "Balem sie ze Cie strace,bo bylem w Polsce samolubny" ## Sielanka w Anglii trwala okolo 2 miesiecy,w tym czasie sprzedalismy mieszkanie w Polsce i zaczelo sie....PIEKLO....ktore trwa do dzisiejszego dnia... ##Ja niestety nie pracuje,jezyka dobrze nie znam,jestem sama jak palec,porozmawiac moge z dziecmi lub psem... Dopiero po przeczytaniu Waszych wypowiedzi,dotarlo do mnie ze moje malzenstwo wypalilo sie kilka lat temu i ze moglam na rzesach stawac to i tak nic bym nie zmienila,poniewaz walczylam w pojedynke....Tylko ze jest juz za pozno dla mnie i jestem skazana na niego do konca...bo co moge zrobic na obczyznie bez jezyka,pracy,kontaktu z ludzmi??? Pozdrawiam Was cieplutko....Marlena

Autor: Wiki  01.09.2006 zgłoś

wiecie co dziewczyny to wszystko i tak zawsze sprowadzi sie do jednego. Mianowicie ze mezczyzni to palanty ale swiat bez nich bylby nudny i chyba wcale nie lepszy. a ja podobnie jak wszystkie jestem w zwiaku, od ponad 2 lat i problem tkwi w tym ze ja za duzo wymagam bo chce zeby moj pracowal zeby wstawal okolo 9 a nie 15 i zamiast gadac jak to mnie kocha ogarnal wsoj pokoj. Jedza ze mnie i nie wiem czy go kocham ale bardzo mozliwe ze On to juz tylko sposob na zabicie nudy poniewaz prace skonczylam tydzien temu a na studia wracam dopiero w pazdzierniku i wiecie co?? zaczelam szukac pracy, zobacze jak to wyjdzie bo sie poklocilismy we wtorek i do tej pory jakl dzwoni to nie chce z nim gadac a on coraz rzadzij sie odzywa i tez po 2 miesiacach szukania idzie do roboty. Czy to juz koniec prosze pomoz mi ktos Pozdrawiam serdecznie

Autor: dyta  01.09.2006 zgłoś

Wiecie co, czytam i odnajduję się w tym sama, tylko , że jeszcze walczę i póki co się staram. Tak bardzo ,że czasami jestem na siebie zła , że on tego nie rozumie. I nie chce, a na poczatku było tak pieknie i wspaniale , gdzie się to wszystko podziało. Marazm dnia codziennego to wszystko przeżarł ????

Autor: kicia  01.09.2006 zgłoś

mmó j jesteśmym j e jee

Autor: ada  01.09.2006 zgłoś

tak naprawde toserce nam mowi . kiedy nie tesknisz ,nie myslisz cieplo,nie masz potrzeby przebywania z ta osoba.to jest bardzo trudne tak poprostu powiedziec kiedy tak naprawde wypalil sie nasz zwiazek. jestem w zwiazku 16 lat i kiedy powiem ze, naprawde sie mecz , ze nie kocham porostu............... dziekuje.

Autor: kamilka22  01.09.2006 zgłoś

Jak mozecie poradzcie mi jestem przeciez od" roku mezatka",wydaje mi sie,ze to powinny byc najpiekniejsze chwile w naszym malzenstwie.A jest na odwrot. Zaczynam go poprostu nie nawidzic i brzydzic sie!!!! przykre ale prawdziwe:-(

Autor: Kobra  01.09.2006 zgłoś

... "Miłość i odpowiedzialność" Karol Wojtyła... tam poszukajcie odpowiedzi. żeby poznać samych siebie i rozpoznać, co było prawdą a co złudzeniem. Mi się wydaję że już na początku związku był problem. Jak nie poznasz samej siebie nie odkryjesz czy to co chcesz stworzyc z 2 człowiekiem jest prawdziwe. Pozdrawiam:)

Autor: MARLENA  01.09.2006 zgłoś

Wydaje mi sie ze,czytam scenariusz z wlasnego zycia lub przedstawil objawy choroby-.....Ale mam jeszcze takie chwile ze,chcialabym jeszcze raz sprobowac to poukladac,cos znowu naprawic....lecz niestety nie potrafie dotrzec do mojego meza,ktory twierdzi ze mnie kocha....i ze to ja ciagle popelniam bledy,ze zle go oceniam,ze odbieram inaczej.... ...A ja chcialabym czuc sie kochana,chcialabym raz do roku dostac sniadanie do lozka,uslyszec ze jest ze mna szczesliwy,a gdy placze to zeby przyszedl utulil i powiedzial....wszystko bedzie dobrze....bo masz mnie.... ...chcialabym byc zauwazana jako kobieta,a nie jako robot.... ...chcialabym zeby stanal w mojej obronie,gdy moja corka 14 letnia drwi sobie ze mnie,a nie jej wtorowal... ...zeby raz na jakis czas zadzwonil do mnie i powiedzial cos milego.... ....CZekam na to od kilku lat...i NIC... ....Moze to ja zbyt wiele oczekuje od niego...Sama juz nie wiem.....

Autor: iza  01.09.2006 zgłoś

koniec jest wtedy kiedy odkrywasz ,ze wakacje wolisz spędzić sama ...kiedy siedzisz w necie i szukasz -kogokolwiek -do rozmowy ,wyżalenia sie...kiedy jego dotyk boli i nie czujesz zupełnie nic ...kiedy nie tęsknisz gdy wyjeżdza i kiedy spotykasz kogoś innego ,kogoś kogo kochasz i chcesz z nim spędzić resztę życia . Koniec jest wtedy ,kiedy wiesz ,ze już nic nie ma sensu ,ale tkwisz w bezczynności bo tak jest wygodniej .

Autor: kamilka22  01.09.2006 zgłoś

Jestem mezatka od roku, i jak slucham tych wszystkich komentarzy to jest mi bardzo przykro.Jestem w podobnej sytuacji. Mam dylemat odejsc czy zostac.Tylko czy to cos zmieni. Jestesmy dla siebie jak dwie obce osoby spotkane na ulicy.Zadnych wspolnych rozmow,zainteresowan.Teraz jest tak to jak bedzie za 10lat. Powiem jedno przed slubem bylo zupelnie inaczej.

Autor: ane  01.09.2006 zgłoś

Do Magdall, nie rozumie Twojego podejscia do sprawy. Czemu sie nie rozwiedziesz? A jak poznasz kogos, kto jest calkiem inny od twojego meza i sie o ciebie zatroszczy. Taki papierowy maz ci do niczego nie jest potrzebny, po co patrzec nawet czasami, na kogos kto cie nigdy nie szanowal. Wspolczuje ci, ze trafilas na takiego prymitywa. Mam nadzieje, ze nie macie dzieci, bo pewnie tez by nie byly dla niego rodzina. Jestes przeciez interligentna kobieta, daj mu porzadnego kopa w du...e, wiej od niego.

Autor: magdall  01.09.2006 zgłoś

dzieki ane za rade. tak tez powinnam zrobic... w koncu nie zawsze trzeba natrafic na takiego faceta.. sa przeciez w swiecie tez normalni..

Autor: magdall  01.09.2006 zgłoś

czy ktos wie czy mieszkajac poza polska koniecznie musze stawiac sie na sprawie rozwodowej w polsce..czy mozna to zalatwic inaczej... wiem ze tak by bylo najlepiej.

Autor: magda  01.09.2006 zgłoś

ja tez jestem w takim ,,tepym,,zwiazku i brak mi odwagi zeby zdecydowac co dalej.jestem 9 lat po slubie,mamy dwoje dzieci i.przykladowy model rodziny,ale nic poza tym - milosc sobie poszla z nasza pomoca,zreszta,bo nic sie samo nie robi.wszystkie opinie czytałam i wiele w nich prawdy,odnalazlam tam skrawki mojego zycia.tez jestem poza granicami polski i ale podszkolilam na szczescie jezyk i pracuje takze w kazdej chwili moge wrocic

Autor: magda  01.09.2006 zgłoś

rozumiem bardzo dobrze marlene ale musi cos robic,uczyc sie jezyka i pojsc do pracy bedzie wtedy dowartosciowana,ze mna pracuja polacy ktorzy znaja kilka angielskich slow ale wtedy corka inaczej na nia bedzie patrzec. DO MAGDALL NIWE MUSISZ BYC W POLSCE NA SPRAWIE ROZWODOWEJ

Autor: MAŁPA  01.09.2006 zgłoś

Boże jakie kobiety są biedne:pracują- awansuja, wychowują dzieci,nadmiar prac domowych je przytłacza. a nawet musza naprawic kran lub wyniesc smieci bo maz oglonda discovery lub wypil 3 piwa po pracy i spi.Czasami myślę, żenie widzicie w facecie człowieka z jego słabościami, z poczuciem przemijania czasu.pragnacego zrozumienia i akceptacji. Od kilku lat widze , ze wszystkie Drogie Panie mówicie jednym głosem , mniejjwiecej czterdziesto letniej kobietybohaterki filmy pt. nigdy w zyciu. pozdrawiam i zycze odrobine cierpliwości i zrozumienia dla waszych chłopaków.

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Do Wiki Oj mala!!O tym jeszcze nie mowilas!On jest juz nie tyle niedojrzaly co niezdecydowany!!!Cofam moje slowa i rady ktorych wczesniej ci udzielilam!Dlaczego?Dlatego ze za jakis czas bedzie dobrze...wezmiacie slub...on powie ze chce miec dziecko...a po urodzeniu powie ci spieprzaj z nim-nie chce miec dzieci!!Oj nie!Tacy ludzie jak on nawet w wieku 50ciu lat niedojrzewaja!W njalepszym wypadku (jezeli bardzo...ale to badzo mocno cie na nim zalezy) mozesz wyslac go do psychologa!Jezeli znajdzie sie taki na prawde dobry to pomoze mu znalezc przynajmniej okreslony cel w zyciu, bo on sam nie wie czego chce!Przepraszam za te wszystkie rady wczesniejsze, ale nie znalam sytuacji od tej strony!

Autor: arczi  04.09.2006 zgłoś

takie wahanie i meczenie sie razem na pewno nie polepszy sprawy, odejdz od niej/niego moze znajdziesz to czego oczekujesz a jak nie to bedziesz sam/sama ale za to z doswiadczeniem i nastepnym razem bedziesz wiedziec czy cos jest nie tak miedzy wami czy to jest po prostu normalne codzienne zycie a Ty masz jakas wyidealizowana wizje zwiazku. nie dowiesz sie niczego dopoki sam tego nie przezyjesz dlatego rady typu "jak zrobisz tak czy tak to bedzie tak" "a jak on/ona mowi tak to znaczy ze cos tam.." sa do dupy bo mozesz w to uwierzyc ale nie ZROZUMIESZ tego

Autor: Dziewczynka  01.09.2006 zgłoś

A ja wczoraj się rozstałam z mężczyzną sporo starszym ode mnie... nie potrafiłam znieść tego ,że praca , hobby jest ważniejsze ode mnie... tylko ze to ja (podobno )jestem niedojrzała a on stateczny Pan jak najbardziej...ehhh szkoda słow

Autor: ania  01.09.2006 zgłoś

oj dziewczyny...walczcie o siebie...o swoje hobby, o swoją przyszłość...do Marleny w Anglii: ucz się języka na kursach dla obcokrajowców, przecież nie bedziesz tak siedzieć sama i gadać z psem do konca zycia, z przeciwnościami losu trzeba walczyć i się nie poddawać tak łatwo, choćby nawet najmniejszy kroczek ale zawsze do przodu...zobaczysz, znajdziesz pracę i staniesz się niezależna i wtedy pomyślisz co dalej... a tak ogólnie to kobitki nie opierajmy się tylko na facetach, miejmy swoje zainteresowania, swoje zdanie... w sumie przecież życie we dwoje nie polega na wiecznym slodzeniu sobie... no i można się sobą też zmęczyć... tyle że gdzie jest ta granica, że powinno się od siebie odejść? czy to tak łatwo można osądzić... na pewno warto porozmawiać lub próbować ale nic na siłę i przeciw sobie...bo zycie jest tylko jedno...i wszelka okrutna prawda jest lepsza niż ciagła niepweność i złudzenia... chyba że ktoś woli inaczej...wszystko zależy od was;-)

Autor: MAŁPA  01.09.2006 zgłoś

Niesamowite chyba czs gasic sluzbowe kompy i wychodzic z pracy po ciezkim dniu na o2. albo moja wypowiedz faceta nie broniacego nikogo ..tak oslabila damskie towarzystwo. jest piatek wiec zycze dobrej zabawy po bardzo ciezkim tygodniu prac roznych-niekoniecznie ze swoimi panami.

Autor: x  01.09.2006 zgłoś

moj typ faceta na ktorego zawsze trafiam tylko pod inna postacia: -nie wie czego chce -chce sie wyszalec -unika stabilizacji, podkresla ze mozemy byc tylko w wolnym zwiazku -erotoman myslacy tylko o jednym -pracoholik -kasa ponad wszystko -pijak -kumple, imprezki, latwe panienki- to jego hobby -udaje cwaniaka a w rzeczywistosci ma mnostwo kompleksow -nie potrafi kochac -jest egoista -maminsynkiem -nie przynosi kwatow -spotkania proponuje tylko gdy mu sie "chce" -odwoluje spotkania w ostatniej chwili gdy wlasnie stoje w progu wyszykowana -klamie, oszukuje, kręci -sciemnia, koloryzuje, rani -nie mysli -stosuje wobec mnie metode kija i marchewki -jest molestatorem psychicznym, umie mnie dręczyc, by osiagnac swoj cel.

Autor: Facet  01.09.2006 zgłoś

Chyba bede jak dotad jedynym facetem, ktory sie wypowie na tym forum. Otoz moje panie zastanowcie sie nad tym co piszecie. Wszedzie tylko, ze to wina faceta itp., a same nie dostrzegacie wlasnych wad. Otoz w zwiazek sie nie wchodzi tylko sie go buduje wspolnymi silami, a nie liczy sie na faceta zeby ten wszystkim sie zajal i traktowal Was jak ksiezniczki. Wasz problem polega na tym, ze wszystkie od najmlodszych lat wyobrazacie sobie jak to pieknie bedzie wygladal Wasz slub, Wy w pieknej bialej sukni, wyjdziecie za pieknego, bogatego i romantycznego ksiecia i Wasze zycie bedzie jak bajka. Nagle budzicie sie ze snu i kiedy zetkniecie sie z rzeczywistoscia, wtedy tylko narzekacie jaki to facet jest zly czy swinia bo przeciez mialo byc tak jak to sobie wyobrazalyscie. Naprawde nie chce tu obrazac zadnej kobiety, ale Wy wcale nie jestescie takie slodkie i kochane jak o sobie myslicie, a czasem jestescie nawet tysiac razy gorsze niz faceci. Jedyna roznica to taka, ze my nie wyplakujemy sie publicznie i nie uzalamy nad soba. My zyjemy rzeczywistoscia i niczego przed slubem sobie nie wyobrazamy. I tu moja rada... Obudzcie sie ze snu i probujcie problemy rozwiazywac, a nie zrzucac na barki faceta. Ubierzcie sie czasem w mini, wypachnijcie, a zobaczycie same jak to dziala i na pewno Wasz partner to doceni. Nie mowcie, ze nie macie czasu bo obowiazki itp., to jest wymowka, pod ktora kryje sie zwyczajne lenistwo, wygladajcie jak ksiezniczki a facet zacznie zachowywac sie jak ksiaze. Tak na koniec to czasem jak widze jak niektore kobiety sa ubrane to naprawde plakac mi sie chce. Uwiezcie mi, ze Wasza kobiecosc jest Wasza najlepsza bronia przed nuda i rutyna w zwiazku...

Autor: anika2525  01.09.2006 zgłoś

hmm.... tak wlasnie czytam te wszystkie wypowiedzi ...i ...tak jakbym widiala siebie i mijego chlopaka...ciagle klotnie o bzdury , wypominanie sobie wszystkiego, niechec do spraw zwiazanych z sexem ... mysle ze to jest wlasnie koniec -ja to wiem ale moj partner nie daje sobie tego przetlumaczyc ..a wiec Moi Drodzy -wszystko co tu napisaliscie jest prawda...czasem mozna walczyc ale czasem (chyba w moim przypadku po 3 latach ) juz to nie ma sensu...Pozrdrawiam Anika.

Autor: do Faceta od Wiki  04.09.2006 zgłoś

nie no spoko ale jestem po prostu zla ze tak sie dzieje i mnie wszystko drazni za jezyk przepraszam:)

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Wiki: Dzieki za mile slowa, wybacz ze nie pamietalem tego co wczesniej napisalas, staram sie wszystko czytac ale sama widzisz ile tu jest roznych komentarzy, wiec nie sposob pamietac wszystkiego. Co do slow to zawsze mozna znalezc zastepstwo, wystarczy troche sie zastanowic. Co do mojej oceny Ciebie to moge tylko wnioskowac z komentarzy, ktore piszesz. Nie znam Cie wiec niby jak mam konkretnie ocenic Ciebie jako osobe. Popracuj dluzej nad tekstem, wyrzuc emocje i na pewno inaczej bym Cie postrzegal. Pozdrawiam

Autor: kropka  01.09.2006 zgłoś

myśle że też mamy w tym swój udział ... bo związek powinny pielęgnować 2 osoby a jeśli jedna o tym zapomina to ta druga powinna o tym przypomnieć a nie od razu spisywać na straty... a jeśli już nie ma wyjścia to poprostu się rozstać a nie trzymać sie na siłe bo to nic dobrego nie wnosi... myślicie teraz a co jak się ma dziecko...? ono bardziej cierpi jak widzi rodziców którzy są nieszczęsliwi, nie uśmiechają się do siebie , nie rozmawiają ze sobą, nie jedzą wspólnych śniadań czy nawet nie podarują sobie całusa... uwierzcie nawet najmiejsze dziecko pozbawione takich widoków odczuwa co się dzieje w domu...więc jeśli robicie to dla dziecka że razem się męczycie to pamiętajcie ze ono też ma uczucia i cierpi gdy wy cierpicie...podarujcie mu trochę uśmiechu więc albo zadbajcie nawzajemy zeby miłośc odżyła albo rozstańcie się... Winna zawsze jest po obu str. jedno zdradza drugie zaniedbuje , inni znów nie maja czasu bo praca ważniejsza.... ale tak naprawde to brakuje rozmowy . Ludzie którzy ze sobą nie rozmawiają są puści skąd maja wiedzieć czego pragnie ta druga osoba.... Uwierzcie życie nie polega na ciągłym szęściu ale aby ono było trzeba mu pomagać....

Autor: @  01.09.2006 zgłoś

rany!! ja od 3 lat jestem z chłopakiem.. bardzo go kocham.. zdarzają się kłótnie - np. dziś rano..., ale rzadko - źle na coś takiego reaguję... Gdyby często, to rzekłabym papa - tzn. tak chciałabym uczynić, bo życie jest zbyt krótkie... Wie o tym moja mama, która 20 lat męczyła się z moim ojcem - jej lata młodości.. Kopnęła go w d....ę i ma nowe, spokojne i wesołe życie.. Imprezuje więcej niż ja:D... Jestem świadoma tego, że nie jest lekko się rozstać...., ale w niektórych przypadkach - o jakich tu przeczytałam - to wręcz konieczność...- brak tulenia, wspólnych rozmów, jakiegoś wsparcia.... Nie mówiąc o innych rzeczach... To na co taki facet?

Autor: xxx  01.09.2006 zgłoś

Jestem z facetem już 3 lata potrzeba nam było rozstań ciągłych wyjazdów romansów zdrad... aby zrozumieć ile mozna stracić ...było cieżko bo pewnych rzeczy się nie zapomina , nie wybacza... ale życie polega na kompromisach!! Zgadzam się z Kropką że szczęściu trzeba pomagać!Kochamy się teraz jak by nigdy nic jesteśmy szczęśliwi i co najważniejsze ufamy sobie:) mimo że przeszliśmy oboje dużo bo jego zdradą nie byłam dłużna i to nauczyło każdego z nas że jak się kocha nie warto robić czegoś dla szaleńswa dla chwili:) pozdrawiam wszytskich którzy przetrwali te próby i żyją dlaej jak by co się zakochali :)

Autor: Facet  01.09.2006 zgłoś

Do Kropki: Bravo, widze ze naprawde jestes inteligentna kobietka i dostrzegasz interes obojga a nie patrzysz tylko z perspektywy - "Dlaczego on nie przynosi kwiatow?" Musicie sobie kobietki odpowiedziec same na to pytanie podchodzac do tego obiektywnie ... Musze przyznac ze w 100% sie z Toba zgadzam Kropko ;)...

Autor: Masajka  01.09.2006 zgłoś

Kiedy? Wtedy, gdy zaczynamy się dusić, gdy słowa "kocham Cię" są wymuszone, gdy czujemy, że to już nie to samo.

Autor: MAŁPA-FACET  01.09.2006 zgłoś

Wkoncu ktos mowi rozsadnie a nie jak w powiesci Grocholi

Autor: Kropka  01.09.2006 zgłoś

Do Faceta: Sama nie raz byłam w takich sytuacjach a nie innych i wiem ze jedna osoba nic nie zdziala:) Jeśli któreś z nas nawaliło niestety siadało sie przy stole i rozmawiało się ... nie wypominam mu kwiatów ani prezentów, bo czy ja robie mu prezenty? Niestety ale jeśli czegoś od kogoś rządamy to róbmy to samo:) a większą mam przyjemnośc w dawaniu niż braniu:) bo widze wtedy uśmiech drugiej osoby na buzi:) a to jest bezcenne:) Pozdrawiam Cię serdecznie:)

Autor: kuleczka  01.09.2006 zgłoś

ehhhhhhh,jakbym czytała o sobie :( ja nawet chcialabym to naprawić ale on chyba nie, więc nie będę niczego robić na siłę. może ma racje, może nie warto. wolę to skończyć teraz, zanim się znienawidzimy. tego bym nie przeżyła

Autor: Facet  01.09.2006 zgłoś

I znowu sie z Toba zgadzam w 100% Kropko, gdyby wszystkie kobiety rozumialy to tak jak Ty to mielibysmy o wiele wiecej szczescia na tym swiecie. Moje drogie panie, zamiast sie uzalac nad soba zapytajcie Kropki jak sie buduje prawdziwy, szczery i pelen milosci zwiazek bo mysle, ze ona to wie...

Autor: Kropka  01.09.2006 zgłoś

życze kazdemu aby jego związek opieral się na tym co najważniejsze i aby każdy umial pielęgnować swoją miłość bo to wymaga nie lada sztuki ale mi się udało:) tylko trzeba tego CHCIEĆ!!!

Autor: Miła_B  01.09.2006 zgłoś

Mysle, ze zwiazek sie konczy wtedy gdy przestajemy myslec my tylko ja niestety. |Kiedy wlasne przyjemnosci i plany sa wniejsze od drugiej osoby gdy nie dostanie ktos od zycia kopniaka i nie potrafi docenic tego , ze druga osoba mu sie oddaje calym sercrm i dusza i myslimy "przeciaz to mi sie nalezy" po czym nas to nudzi a potem.......znajdujemy kogos podlego i zostajemy z nim. Po co? po to by sie nie przyznac , ze stracilo sie kogos waznego i majac poczucie , ze juz taki drugi ktos sie nie znajdzie . dzieki za uwage pozdrawiam

Autor: <<<facet>>>  01.09.2006 zgłoś

no normalnie sie zdolowalem po tych wszystkich wypowiedziach chocaiz od roku juz nie jestem w zadnym powaznym zwiazku. Moje jedno pytanie (nie dotyczy osob po slubie): jak mozna wytrzymac ze soba tak dlugo zeby doprowadzic do stanu ktory przewija sie w waszych wypowiedziach: totalna apatia zwiazkowa + obrzydzenie do partnera???????? W glowie mi sie to nie miesci, ja zwasze koncze zwiazek o wiele wczesniej, za krotkie mam zycie zeby tracic np rok czy dwa na takie klimaty - jak sie z kims chce byc to sie wie, a jak sie w danej chwili czlowiek waha to wystarczy powiedzmy przy bardziej czulych jednostkach tydzien na podjecie decyzji....Dziwie sie poprostu wam i waszym chlopakom ze tkwicie w czyms takim...tego kwiatu pol swiatu...(i nie zaslaniajcie sie miloscia sami przed soba, bo jak mi ktos pisze ze od roku ze soba nie rozmawiaja, nie uprawiaja seksu itd. ale sie nie rozstaje bo kocha to w glowie mi sie nie miesci ze mozna sobie cos takiego wmowic - jakas paranoja i tyle) Zycze wszystkim OWOCNEGO zrywania nieudanych zwiazkow bo z pustego i Salomon nie naleje. (pomyslcie jak bardzo zwiekszylyby sie szanse na poznanie kogos nowego gdyby ludzie nie tkwili w starych, nieudanych zwiazkach, tylko je konczyli - ile potencjalnych "drugich polowek" by sie pojawilo - a tak tylko sie slyszy ze ta ma chlopaka, ten ma dziwczyne i sie rezygnuje - a prawda czesto jest taka ze owszem, maja, ale z checia by juz poznali kogos nowego - nie wiem jak dla was ale dla mnie to cysta glupota) (I zeby nie bylo ze namawiam do zrywania kazdego zwiazku gdy tylko pojawia sie klopoty albo tym bardziej do zdrady - mowie to wszystko w odniesieniu do sytuacji tak naprawde beznadziejnych - trzeba tylko umiec spojrzec prawdzie w oczy - a ze zaboli? to zaboli, a zaboli na pewno...tyle ze potem bedzie juz tylko lepiej)

Autor: ewus  01.09.2006 zgłoś

Po czym poznać?, po tym jak ludzie traktują sie na wzajem, kto jest ważniejszy, np. koledzy, wszyscy inni, ale nie "ten ktoś", kto być powinien. .. Uważam, że każdy ma prawo do prywatności, do tego zycia, do którego przywykł nie będąc jeszcze w związku, ale granica powinna byc zachowana. Pierwsze lata mojego związku polegały na tym, że nie odstępowaliśmy sie na krok; juz po kilka zaczęło sie to zmieniać, po 6 latach zaczęła sie kompletna ignoracja moich potrzeb, pragnień; liczyli sie koledzy, imprezki, wracanie nad ranem... Nie ważne czyja to wina, czy zawodzi facet czy kobieta, jak się wypali to "coś", zwane miłością to nie warto sie męczyć i brnąc dalej w "bagno", z którego prędzej czy później nie ma wyjścia. Są oczywiście wyjątki, ale moim zdaniem jak już sytuacja powtarza sie zbyt długo, to ciężko jest "to" cofnąć, przebaczyć, czy zwyczajnie zapomnieć. Tak więc drodzy ludziska nie traćcie czasu. Właśnie rozstałam sie z chłopakiem po 8 latach; dopiero po rozstaniu zobaczył kogo stracił; nawet chciał sie zaręczyć... za późno. I mimo to, że mi cholernie ciężko, muszę to przeżyć, bo to ja podjęłam taka decyzję; wiem, że lepiej teraz niż za kolejne 8 lat; nie zmarnowanych, bo nigdy tak nie powiem, kochamy sie do dziś i wiem, ze możemy liczyć na siebie, ale "iskierka" wygasła...

Autor: izzy  01.09.2006 zgłoś

http://www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=341 poczytajcie ze nie tylko wy cierpicie sa faceci co czuja bol i nie moga sie z nim pogodzic...bo to kobieta zawinila a nie on.

Autor: Myszka  01.09.2006 zgłoś

A ja mam Piotra:-) Kocham Go i wiem ze on kocha mnie . I tak razem jestesmy juz 2 lata . Nie ma mowy o wygasaniu:-) to trwa...trwa....trwa choc sa wzloty i upadki ale miłość to miłośc na szczeście

Autor: amor80  01.09.2006 zgłoś

Ludzie a co ja mam zrobić? Jestem z dziewczyną dwa lata, początek był świetny, mniej więcej po pół roku zaczęły się problemy, faktem jest że z mojej strony. Nie odpowiada mi jej rodzina, bo wszyscy są tam niewykształceni, mają zupełnie inny od mojego światopogląd, nie stronią od alkoholu czego ja nie cierpię. Moja dziewczyna stawia sprawę jasno: muszę ich zaakceptować, bez tego nie ma nawet co myśleć o dalszej kontynuacji związku. Rozumiem, że to jej rodzina i z tego względu nie mówię nic na to że utrzymuje z nimi kontakt, odwiedza ich, ale ja nie chce się z nimi zadawać, bo męczy mnie przebywanie w ich towarzystwie, wysłuchiwanie wylgaryzmów i znoszenie prymitywizmu tych ludzi. Drugi problem jaki się pojawił dotyczy częstotliwości współżycia. Chciałbym kochać się te 2-3 razy w tygodniu ale moja dziewczyna chce średnio raz na tydzień. Nic nie pomaga. Nie ma tu mowy o żadnym kompromisie z jej strony. Seks jest tak często (a dokładniej tak rzadko) jak ona chce. Jeśli ma ochotę na seks to nie potrzeba jej żadnej gry wstępnej, a jeśli nie to mogę nawet na głowie stanąć i nic to nie da. Nie pomaga czułość, pocałunki, żadne konwencjonalne metody. Nie docierają do niej żadne perswazje, że przecież seks jest nauralnym dopełnieniem miłości, ze dla 26-letniego faceta jest to przecież bardzo ważne, że brak satysfakcji w łożku wywołuje frustrację cze nerwice. No i co ja mam zrobić? Czy to koniec tego związku, czy powinienem odejść? Pomóżcie!!!

Autor: Myszka  01.09.2006 zgłoś

Musisz zadac sobiestanowcze pytanie mor80 czy Kochasz ja? czy ona kocha Ciebie? bo jesli ona stawia na 1 miejscu rodzine nie walczac o ciebie nie rozumiejac Twoich powodow to wybacz ale ona Cie nie kocha:-(. Bo mysli tylko o sobie bo widocznie uczucie nie jest na tyle silne by odciac pępowine

Autor: marika  01.09.2006 zgłoś

Moim zdaniem sprawa wyglada w ten sposob : najpiekniejsze sa chwile kiedy facet zdobywa kobiete,sa kwiaty,wspolne kolacje,romantyczny nastroj,swietny seks itd kobieta poddaje sie urokowi mezczyzny,dba o siebie stara sie byc najpiekniesza tylko dla niego. Kiedy mezczyzna jzu zdobedzie kobiete,sa razem kilka lat czar pryska.Dostrzegamy coraz wiecej wad w partnerze (w wiekszosci przypadkow nastepuje to po slubie),kobieta przestaje dbac o siebie,bo skoro jzu go zdobyla to po co ma byc ta najpiekniejsza dla niego,nie uzywa cudownych perfum,nie depiluje sie,jej domowe ciuchy to jakies wyciagniete "szmaty",zaczyna tyc - ogolnie robi sie malo ponetna i podniecajaca.To odpycha faceta, staje sie on mniej czuly,nie ma ochoty na nic co mialoby byc zwiazane z jego kobieta-szuka tego, czego nie moze dostac od swojej ukochanej u innej,jak mu sie wydaje lepszej babki .Poza tym w zwiazku panuje rutyna,codziennie te same czynnosci,brak kontaktu,ciagle awantury,wzajemne oskarzenia powtarzanie ze "TY ZAWSZE ROBISZ TAK A NIE INACZEJ, I TO WSZYSTKO TO JEST TWOJA WINA" ...itd To sprawia ze ludzi oddalaja sie od siebie. Proponuje kobietom siegnac po jakies kolorowe gazety bez cenzury (moze cos jak cosmopolitan ;) )z poradami jak uniknac rutyny w zwiazku..czasami zadzalec zrobic cos razem calkiem spontanicznie..uciec choc na chwile od szarej rzeczywistosci..bo tego potrzebuje kazdy zwiazek,kazda para aby zblizyc sie do siebie..unikajcie rowniez popelniania notorycznie tych samych bledow..jezeli je popelniamy to musimy umiec sie do nich przyznac.. kazda klotnie nalezy zalagodzic..np przeobrazajac ja "w zart"smiejac sie z tego o jaka drobnostke sie klocicie... Pozdrawiam..

Autor: alicja  01.09.2006 zgłoś

tak facet masz rację of koz, jakby fakt ubrania się i wypachnienia przez kobietę miał wpływ na jakość związku to nie byłoby spraw rozwodowych tylko, że niestety to nie jest takie proste jak Ty myślisz i żadna z kobiet tutaj nie składała na barki mężczyzny winy za rozpad związku:"Mam na imie Marlena i jestem tu zupelnie nowa.Jestem mezatka od 15 lat,a od kilku szukalam odpowiedzi "co sie dzieje z moim malzenstwem,co robie zle,co powinnam w sobie zmienic,jak udobruchac meza"itd.Ciagle naprawialam siebie i to co robilam,ale i tak, moj maz byl wiecznie niezadowolony,wsciekly,besztal mnie o kazdy drobiazg." zacytowałam koleżankę, bo jak widzę nie czytałeś chyba wszystkich postów kobitki trzymajcie się :) gg 8213817

Autor: Do Faceta od Wiki  04.09.2006 zgłoś

komentarz komentarzem ale znasz historie z jednej strony czytaj jeszce wyzej z dni poprzednich moja wypowiedz ale nie o to tu chodzi tylko o to ze ja po 1 primo(;)) jestem na niego troche zla a po 2 primo tzn secundo to na prawde jest mi ciezko i nie wiem co mam kurde z tym moim palantem zrobic nie raz nie 2 sie zastanawialam a to ze uwazasz ze jestem pusta no coz... przykro mi bo tak nie jest po prostu trudno opisac cos w kilku slowach w calym zeszycie by sie cala historia nie zmiscila pozdrawiam szczegolnie Cibie facet bo choc czasem troche szowinistyczne te Twoje teksty to do rzeczy i brawo za odwage

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Wiki: Trzeba bylo wczesniej podac wiecej detali :), w tym momencie zgadzam sie z Toba, ale tez nie licz do konca na faceta... Jak to mowia "Miloscia zoladka nie napelnisz" wiec praca to podstawa wspolnego zycia. Nie podoba mi sie tylko jezyk jakiego uzywasz, nie mowie ze ja nie przeklinam, ale nie sadze zeby akurat Internet byl miejscem na tego typu slowa. Pamietaj, ze jezyk ktorego uzywasz swiadczy o Tobie, to tez byl jeden z powodow dlaczego tak napisalem w poprzedniej wypowiedzi.

Autor: andziaa  01.09.2006 zgłoś

i akurat tem artykul ukazal sie w momencie kiedy sie zalamalam. bo z mojego zwiazku juz chyba nic nie bedzie. moge brnac dalej, jeszcze bardziej uzalezniac sie od swojego faceta i stawac sie coraz smutniejsza osoba, nieobecna... nie wiem ile jeszcze wytrzymam? i nie wiem kiedy wreszcie zbiore sie w sobie by to zakonczyc :(

Autor: Wika  01.09.2006 zgłoś

Do Marleny. Kobieto zrob cos z tym, bo chyba nie chcecz tkwic do konca zycia w toksycznym związku i byc zatruwana przez meza. Postaraj się pujsc najpierw na kurs jezyka(no chyba, ze maz wiezi cie w domu, to bedzie ciezej), tam, oprocz nauki, na pewno poznasz tam jakichs polakow i bedziesz mniała z kim pogadac, moze wyjsc na kawe. Jak już poznasz troche jezyk to łatwiej bedzie znalezc prace. Musisz sie usamodzielnic, nie mozesz byc od niego zalezna, bo tylko wtedy bedziesz mogła zdecydowac czego naprawdę chcesz w zyciu i czy dac temu jeszcze jedną sznse. Pozdrawiam i powodzenia :)

Autor: Agata74  01.09.2006 zgłoś

Jest piątek wieczór. On na wyjeździe. Ja przed pakowaniem walizek. Dekada prawie za nami. Miłość na wsze czasy i kumpelskie porozumienie. Tak miało być, ale nie jest. Nie ma o co sie żalić. Ja bym napisała listę 100 przewinień, a On punktów zapalnych. Ale po co to? Każde z nas (Was) wie wewnętrznie dlaczego ten koniec nastąpił, albo nastąpi. Choć bardzo trudno stanąć twarzą w twarz i to wypowiedzieć, albo chociaż przyznać się przed sobą samym. Koniec to rodzący się brak zainteresowania, zaufania, gotowość do zdrady, brak planów na przyszłość, dziwne życie z dnia na dzień, osobni przyjaciele, inne cele w życiu... wiele by wymieniać. Niestety związki trzeba pielęgnować, ale uwaga - nie tolerować spraw, które nas bolą i drażnią (w imię źle pojętej tolerancji albo luzu). Jeśli zgadzasz się na coś wbrew sobie - to prędzej czy później zapłacisz za to bardzo wysoką cenę. To prawda, że bezczynność jest najgorszym rozwiązaniem. Zwłaszcza, kiedy partner pławi się w nowym romansie na przykład, a ty babrasz się w bólu. Oczywiście jemu ten koniec upłynie w milszej atmosferze, ale kiedyś też za to zapłaci. Bo wspomniana zdrada nie jest lekarstwem tylko złem czynionym w imię własnego egoizmu - choć czasem i rozpaczy. Trudno będzie z tymi walizkami, trudno z innymi rzeczami. Zabić sobie klina szaloną rozrywką też żadne rozwiąznie. Jesli czujesz, że to koniec - zadaj sobie pytanie: czego naprawdę chcę i oczekuje po związku. Już nie myśl: dlaczego? Bo zapętlisz się w czasie i uczuciach. Wiedzieć czego się chce - to podstawa. Fundamentalna zasada na przyszłośc, kiedy jeszcze zdecydujemy się zacząć z kimś innym. A dla wszystkich pokrzywdzonych: nie ma żadnej strasznej rzeczy, która ujdzie bezkarnie. I nawet nie trzeba kiwnąć w tej sprawie palcem, życie to zrobi w sposób perfekcyjny:)

Autor: do smutnej... też smutny...  04.09.2006 zgłoś

woow, to niesamowite... ja ciągle czekam na taką co by tak na mnie czekała, kiedy bym wracał ze swoich "podróży po moim świecie" i był największą jej pasją... i z pewnością nigdy ów świat nie byłby ważniejszy od niej... natomiast ona sama dążyłaby do swojego i mnie wciągała do niego... nie robiąc nikomu wyrzutów, że choć z lekka osobno oboje zmierzamy w jednym kierunku.. w kierunku słońca... to niesamowiste - ale chyba nigdy nie nastapi... [też smutny]

Autor: mala  04.09.2006 zgłoś

witam wszystkich wydaje mi sie ze wina za rozpad zwiazku lezy po obu stronach nawet kiedy on czy ona znajdzie sobie kochanka /e to czegos brakuje w zwiazku ze tak wlasnie sie dzieje mi osobiscie ciezko jest sie zdecydowac na rozstanie nie wiem moze boje sie musze sobie poulkladac wszystko w glowie nie chce nikogo ranic ale z drugiej srony chce byc szcesliwa nawet sama podziwiam moja serdeczna kolezanke po 14 latach malzenstwa znalazla faceta jest z nim w ciazy i jest naprawde szczesliwa bala sie rozstania ale przez re 14 lat to bylo przywiazanie nie bylo milosci takiej jakie chciala i dziecka ktorego bardzo pragnela a teraz jest spelniona tak mowi i zycze wszystkim odwagi sobie tez hahah szczescia powodzenia i duzo optymizmu oraz usmiechu buziaczki dla wszystkich trzymajcie sie cieplutko papa

Autor: tom spotyka pettie  01.09.2006 zgłoś

A ja po pieciu latach razem, napotkałam na sciane zobojetnienia... kiedy chciałam pogadac, mówil, ze wszystko ok, tylko zmeczony pracą.... zeby ułatwic sobie sprawe, zrobil tradycyjny skok w bok.... nie wiem, po co to pisze.. moze dlatego, ze to dalej boli... ze nie ma sprawiedliwosci, ze glupia mysle o nim kazdego dnia.... ze snie o nim, o tym co kiedys nas łączyło...i czekam, az sie pojawi ktos, dzieki komu zapomne....

Autor: Marlena  01.09.2006 zgłoś

Do Panow,ktorzy sa wzburzeni wypowiedziami.... ....To,ze nie rozpisujemy sie na temat naszego wygladu,wcale nie swiadczy,iz wygladamy jak ostatnie sieroty,ze chodzimy w szlafrokach caly dzien,ze zamiast sexownych perfum uzywamy odswiezacza powietrza! ....Wiem,wiem ze sa kobiety ktore nie dbaja o siebie...a faceci to wzrokowce...itd....ale zanim sie wypowiecie i ukrzyzujecie ktoras z nas....przeczytajcie dokladnie...o czym piszemy.... ....Bo jak slusznie zauwazyla Alicja nie czytacie wszystkich postow.... ....Tak sie sklada,ze jestem jedna z tych kobiet,ktore tutaj pisaly...i jestem na bierzaco z moda,dbam o siebie,regularnie cwicze(choc nie musze)..... ......Kolacje przy swiecach przerabialam,sexowna bielizna-rowniez,zaskakiwanie meza niespodziankami,na imprezy firmowe wozilam i przywozilam go...bo mnie prosil... .....zylam i niestety nadal to robie tak aby jego lista narzekan na mnie choc o polowe sie skrocila,,, .....probowalam wszystkiego,co mogloby spowodowac aby nie doszlo do calkowitej agoni. ...I co z tego...NIC zupelnie NIC...tylko mam pytanie...Jesli facetowi nie zalezy juz na partnerce,to czemu mowi ze kocha...???czemu psychicznie ja gnebi....czemu??? ....A moze to nowy sposob na wyrazanie uczuc...a my jestesmy staroswieckie i nie wiemy co jest na Topie...???

Autor: emi  01.09.2006 zgłoś

a ja z pozoru jestem szczęśliwa, zadowolona ze związku (małżeństwo z rocznym stażem), ale w głębi duszy jest mi bardzo ciężko. ale nie dlatego, że mnie zdradza, że krzyczy na mnie, awanturuje się itp. on bardzo wcześnie wstaje i bardzo długo pracuje. a potem przychodzi do domu okropnie zmęczony, zjada - jak dobrze pójdzie - obiadek i idzie spać. chwila moment i go nie ma, odpływa w krainę kolorowych snów. a ja tak bardzo bym chciała, żeby mnie przytulał, całował... był po prostu blisko... kwiatów też już nie przynosi, choć go o to proszę (bo może nie domyśla się, że bym chciała mieć jakieś zielsko w wazonie). i nie wiem, nie mogę wygrać z tym jego zasypianiem (ale on tak miał od dziecka, wszędzie zasnął, w każdych warunkach) a to boli, bo mi go brakuje. rozmawiam z nim o tym, ale tylko pyta co ma zrobić skoro już taki jest? nie mam pojęcia, mi z tym źle, ale to nie powód chyba, żeby się rozstawać. przecież go kocham, jest dla mnie bardzo ważny, jednak zarazem nie mam już sił, nie mam siły na realizowanie swojej pasji, bo wciąż myślę, przygotowuję coś ciekawego by go zainteresować, ale jak widzę, że już zasypia to krew mnie zalewa i tracę ochotę na wszystko, najchętniej bym mu przyłożyła. kłócimy się też czasem z tego powodu. nie wiem co robić - czy ktoś ma jakiś pomysł???

Autor: smutna-rowniez  02.09.2006 zgłoś

a moj chlopak nie kocha sie ze mna od pol roku, mowi ze kocha ale nie bedzie ze mna uprawial seksu bo nie wie czy bedzie ze mna w przyszlosci i gdyby byla ciaza to on nie chce takiego problemu bo nie wie czy bedzie ze mna :( z jednej strony go rozumiem ale z 2 boli ze on tak mowi Moze nie powinnam z nim byc skoro on nie ma zadnych planow wobec mnie?? dodam ze jestesmy razem juz 4 lata :(((((((((((

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Wiki: Powiem krotko i na temat... Najpierw poradz sobie sama ze soba. Z Twojego komentarza wynika tylko tyle, ze Ty jestes po prostu pusta... Nic dodac, nic ujac.

Autor: do Faceta od Wki  04.09.2006 zgłoś

sluchaj ja Ci powiem tak to nie od plci zalezy jak bardzo silne sa uczucia tylko od czlowieka!!!! mam chlopaka ktory podobno za mna szaleje i fakt ze mnie czesto przytula i mowi ze mnie kocha ma dla mnie czas, ale facet ktory co 5 minut zmienia plany na przyszlosc , swoje zainteresowania i przez 2 michy szuka roboty bo ta nie te warunki a tamta za malo placa a potem dodaje kochanie nie pojdziemy na piwo chyba ze TY stawias( po raz kolejny) to chyba nie jest mezczyzna z ktorym mozna czuc sie na tyle bezpiecznie zalozyc rodzine a z drugiej strony znam takie lafiryndy co oszukuja swoich na prawde wspanialych i przystojnych i daja d.. na prawo i lewo. to nie facet czy baba tylko czlowiek zly, zle wychowany albo co innego idealow nie ma ale my sami mozemy sie starac do niego dazyc ale dla siebie nie dla niej dla niego i chyba mozemy wymagac od 2 polowki ze jak sami inwestujemy w siebie>> kursy praca dobre wyniki w nauce>>to oni to docenia i beda chcieli doscignac a nie zupelnie odwrotnie>>slabo sie ucza a o jakim kolwiek kursie albo robocie nie chca slyszec a od czegos trzeba zaczac i ja do tego daze bo niestety kase trzeba w dzisiejszym swiecie miec ( moe nie kokosy ale w ogole cos) a moj nie chce robic w tym kierunku za wiele:( i co mam z nim zrobic?? porzucic czy dalej w to brnac odpowiedz mi Facet na to pytanie co TY bys zrobil?? pozdro

Autor: elle  02.09.2006 zgłoś

Boze co wy piszecie. Czy komus wogole sie udal zwiazek? Czy ktos jest szczesliwy w zwiazku? Bozesz ty moj. Nie chce juz wychodzic za maz.

Autor: ...  02.09.2006 zgłoś

... nie słyszysz już "kocham Cię" a jeśli to wymuszone, są tylko buziaki a nie pocałunki, zaczynasz odczuwać obojętność, chłód, nie trzymacie się już za ręke, nie przytulacie, rozmowy się nie kleją, twoje żarty ją nie bawią, to czym sie interesujesz już ją wogóle nie interesuje nie zwraca na to uwagi, wspólne plany się komplikują nic sie nie układa, kochasz ja chcesz coś z tym zrobić, walczyć o to co było między wami ale jakoś nic nie wychodzi, tracisz siły i nadzieje że mozesz to uratować, niemasz wsparcia w osobie w której mialeś i ona miała, nie jest już jak dawniej pięknie... próbujesz rozmawiać z nia o tym ale ona sama niewie czego chce, już Cię nie kocha... wszystko się jakoś głupio kończy nieda się już nic zrobić, uratować niema szans poprostu koniec!!! ... moze lepiej teraz niż miało to nastąpić puźniej...eh....dlaczego to tak boli!!!???

Autor: Sadman  04.09.2006 zgłoś

no to się zdołowałem...dlaczego coś tak pięknego jak odwzajemniona miłość w większości przypadków musi się wypalić i obrócić w koszmarne cierpienie? Podzielam zdanie Kamila i Faceta U mnie nie najlepiej się dzieje od jakiegoś roku, ciągle się kłócimy i przepraszamy nawzajem, przyżekamy że nigdy więcej a potem zapominamy o tym i wszystko od nowa-ciągłe nerwy i ból

Autor: hana  02.09.2006 zgłoś

do marleny: wez sie w garsc, jestes wartosciowa kobieta, to przede wszystkim, a jezyka mozesz sie nauczyc .Uwiez w to, Jestesmy w Uni, wiec w wiekszasci krajow europejskich kursy mamy za darmo . Powodzenia i odwagi

Autor: magda  02.09.2006 zgłoś

..............no własnie boli i to bardzo.............i ten ból czeka mnie i mojego męża któremu zapewne niedługo powiem że miedzy nami juz koniec,to smutne ale jak zyc na co dzien udawac przed dziecmi one wyłapia każdy fałsz,nie udają. pytaja wprost.kazdego dnia migam sie od seksu i przytulania z własnym męzem,męczy mnie to bardzo i jego też.i to jest własnie koniec.I jak to jest kiedyś była taka wielka miłość a teraz patrzeć na siebie nie możemy???? Jeszcze mu nie powiedziałam a juz boli.może spotkam jeszcze w moim zyciu kogos waznego dla mnie......myślę że lepiej nie zwlekac.Wiem że mój mąż sie omysla co chcę mu powiedzieć ale udaje i o nic nie pyta utrudniając rozmowe na ten temat.

Autor: DO MARLENY!!!!!!  02.09.2006 zgłoś

MARLENA JA PRZYJECHAłAM DO ANGLII ROK TEMU,NIE ZNAJąC JęZYKA NI W ZąB,PRACUJE OD DWóCH MIESIECY,JEZYKA UCZYLAM SIE I UCZE SAMA,MAM DWOJE DZIECI I MEZA KTOREGO NIE KOCHAM I KTORY ZBYTNIO NIE INTERESUJE SIE CO BEDZIE Z DZIECMI KIEDY JESTEM W PRACYNIE MAM TU NIKOGO Z RODZINY,IDE DO PRACY NA 10 DO 14 O 15.30 ODBIERAM DZIECI ZE SZKOłY I KIEDY ONE IDA SPAC JA IDE ZNOWU DO TEJ SAMEJ PRACY(PAKOWANIE W FABRYCE) NA 20 DO 24 I JEST 8 GODZIN CZYLI PEłNY ETAT A TAM NIE WYMAGAJA PERFEKT ANGIELSKIEGO,A KASA CO TYDZIEN JEST I MOJEGO MEZA SKRECA ZE RADZE SOBIE BEZ NIEGO.W ANGLII NIKT NIE ROBI PROBLEMU Z POWODU DZIECI I MOZNA SOBIE GODZINY DOPASOWAć,NIE JAK W POLSCE,ZE MUSISZ BYć DO DYSPOZYCJI 24 H.WIELE MI SIE W ANGLII I ANGLIKACH NIE PODOBA ALE PODEJSCIE DO PRACUJąCYCH MATEK MAJA SUPER.MARLENA W JAKIM MIEśCIE JESTES JEśLI MOGE SPYTAć?

Autor: Angiee  02.09.2006 zgłoś

Związek kończy się gdy nie mamy ochoty na wspólne spędzanie czasu, na bliskie zbliżenia, gdy kończy się czułość, wdziera się rutyna... tworzą się niepotrzebne kłótnie o byle co o każdy szczegół , gdy nie ma już takiej nici porozumienia jak kiedyś, gdy jedno nie chce suchać drugiego, każdy z osobna uważa że ma racje i nikt nie idzie na kompromis

Autor: ona  02.09.2006 zgłoś

Macie racje, wszyscy :/ Każdy, kto czytał te wypowiedzi nie robił tego ot tak, z nudów... Każdy w Was chciał sprawdzić, czy Wasz związek ma jeszcze sens. Ja już wiem. Mój nie ma...

Autor: maria  02.09.2006 zgłoś

Zgadzam sie z opinią Faceta hmm płeć piękna jaka jest każdy widzi, ale rzadko ma okazje zobaczyć to własny facet, bo ten udomowiony to mu sie nic nie należy. Każdy nowy jest super, a ten posiadany do wymiany. Rozstałam się z mężem po 3 latach małżeństwa ( myślę , z iny obojga związek sie rozpadł). Po wielu, wielu , naprawdę wielu latach dorosłam do związku z mężczyzną wcale nie moich marzeń; jest równie okropny jak ja, chce stawiac na swoim i na dodatek próbuje mnie wychowywać, ale dopóki sex będzie taki jak teraz i dopóki ędzie mi sie chcialo , a jemu tez to będziemy razem. A potem hmmm , potem będzie jak zapracuejmy albo damy sobie spokój, albo zakochamy na śmierć(druga opcja nie musze chyba tłumaczyc,że przyjemniejsza). Kobiety faceci są nam potrzebni zwłaszcza jak jestesmy po 40stce (my im też, ale oni moga wyrywac młodsze roczniki) Pozdrawiam wszystkie i wszystkich, kochajcie się, zwłaszcza, że idzie jesień >PPPPPPozrowionka

Autor: Virgo  02.09.2006 zgłoś

Hej hej A może czasami warto wejrzeć w siebie. Znaleźć sobie hobby a nie tylko wpatrywać się w swojego mężczyznę jako jedyne zainteresowanie. Każdy z nas potrzebuje sojej przestrzeni do życia. Jetem naprawdę szczęśliwa z mężem pomimo że nie dostaję kwiatów nie nosi mnie na rękach i muszę pociągnąć go czasami za rękaw aby kupił mi prezent - który i tak jest z naszej wspólnej kasy. :) On ma swiją wolność ja swoją a i tak wychodzimy razem, bawimy się razem i doprowadza mnie do pionu kiedy przesadzę z piwem. Jest moją podporą kiedy mi trudno, ramieniem w które czasami się wypłakuję i wolnością. Myślę że same często znajdujemy problemy, które tak naprawdę to błahostki, które można ominąć. Za dużo zastanawiamy się nad partnerem zamiast żyć własnym życiem. Mężczyźni mają swoje problemy z którymi w swojej męskiej naturze borykają się sami nie chcąc nas nimi obarczać. Siadają wtedy przed kompa i odpalają strzelanki albo układają kulki ze słuchawkami na uszach. Ale przecież to nie znaczy że przestają nas kochać. Potrzebują trochę czasu dla siebie a my siedzimy w kuchni ze łzami w oczach i zastanawiamy się co takiego zrobiłyśmy że ukochany się obraził. Albo czemu do jasnej cholery nie przyjdzie do tej kuchni żeby mógł się dowiedzieć paru szczegółów z życia naszej koleżanki... a może go to wogóle nie interesuje, może ma dość słuchania o Oli , Justynie i jej pudlu czy kochanku. A może warto zadbać o siebie i zamiast ciągle zadręczać "Starego" o kwiaty, błyskotki i wyznania, wybrać się do fryzjera, kupić fajny ciuch, kwiaty do wazonu i przy okazji olejek do masażu.... i zadbać o samopoczucie naszego kochanego Misia. pozdrowionka

Autor: Virgo  02.09.2006 zgłoś

Jeśli jednak jest Ci obojętne cz partner jest czy go nie ma. Jeśli zamiast ciepła dostajesz gęsiej skórki na jego widok - nie warto spędzić razem ani dnia dłużej. Szkoda czasu na uszczęśliwianie kogoś kiedy ty szczęśliwa nie jesteś.

Autor: Wiki  04.09.2006 zgłoś

a ja wam powiem ze ja na mojego faceta nie moge narzekac jesli chodzi o: >>mowienie ze mnie kocha >> sex >> gotowanie >>milosc do zwierzakow ktore tesz kocham a tak po za tym to wszystko jest do bani:( i nie wiem co robic bo sama nawet nie wiem czy go jeszce kocham czy to tylko przyzwyczajenie. w koncu po 2 latach mojego trucia laskawie znalazl robote a o slubie biadolil od samego poczatku! i teraz mysli ze sobie zamiszkamy razem wezmiemy slub i bedziemy miec gromadke dzieci. a ja mowie nie! ja chce mieszkac z rodzicami i odlozyc na wlasne M i uczyc sie do woli zeby zabezpieczyc dzieciom i sobie przyszlosc a moj chlopak>>> hahaha>>>dla niego wazne jest to zeby moc uwolnic sie od wrzeszczacej"ucz sie, posprzataj swj pokoj" mamy i wynajac cos zeby mogl mnie codzien pieprzyc:( co najmniej smutne a ja nie wiem czy na prawde poslac go do wszystkich diablow czy jeszce dac szanse pomozcie prosze pozdrawiam

Autor: mala  04.09.2006 zgłoś

do ADY;wszyscy mi mowia ze mam odejsc od meza mowia jestes mloda ulozysz sobie zycie mam 29 nie mamy dzieci to jest trudna decyzja wiem ze musze ja podjac nie moge ciagnac tego i sie meczyc poprostu chce byc szczesliwa tylko i az tyle dzieki pozdrawiam papappa

Autor: Bea  05.09.2006 zgłoś

a czy możesz masz gg, chętnie porozmawiałabym z Tobą, może nabiorę jakiejś siły i pomożesz mi popatrzec na to z innej perspektywy. Mój nr 3335188 to jest dostępny w pracy. Od 7.30 do 15,00 zresztą zaraz wychodze do domu. Pzdr.

Autor: Bea  05.09.2006 zgłoś

Do BB ten nr na gg chciałam od Ciebie, jeżeli mozna.

Autor: Dominika  04.09.2006 zgłoś

rozstania sa ciezkie. U mnie jest w sumei dziwnie, Bylam z chlopakiem 6 lat ale przez ostatni rok bylo dziwnie, spotykalismy sie, weekendy i wolny czas spedzalismy razem ale jednak to nie bylo juz to samo co kiedys. Kiedy o pracowal to chcial zebym u niego w domu siedziala nawet cale wakacje a ja naprawde nie mialam co robic i wolalam gdzies wyjsc a nie czekac caly dzien az on wroci, z reszta zmeczony, zeby sobie troche razem posiedziec i pojsc spac. Miedzy mna a starym znajomym zaczelo cos iskrzyc, rozstalam sie z chlopakiem. Juz sporo czasu mienlo. Spotyka sie z moim bylym od czasu do czasu, dzownimy do siebie. Wyszlo pod czas rozmowy ze moglibysmy do siebie wrocic ale pozostaje sprawa znajomego. Ostatnio non stop sie zlosci i obraza nawet bez powaznego powodu. Nie mozemy sie dogadac, a z moim bylym ostatnio naprawde dobrze mi sie rozmawia i spedza czas. No i tu sie pojawia problem bo co nie zrobie to kogos zranie, tylko teraz pytanie kogo ... :(

Autor: ból rozstania  02.09.2006 zgłoś

Pisze do osoby, co się nie podpisała, a opowiada jak się w sobie zamknęła i ma "uczucia" dla siebie nie dla niego. Ja to przeżyłam i wiemże robisz źle! Poznałam faceta przez GG, omotał mnie, pisywaliśmy sms-y, karteczki, potem kawa, niby nieinnie. A potem namówił mnie na "relaks" w górach, powidziałam że jadę na spotkanie z koleżankami i poszło. Na poczętku było obojetne, a potem opanował mnie, miał mnie kiedy i jak chciał, całe moje życie było tylko dla niego . Mąż i rodzina poszli w odstawkę. I zrobiłam tak jak piszesz, zamknęłam się w sobie i odsunęłam, czekałam kiedy odejdzie. I odszedł! a teraz ? po przeszło 20 latach małżeństwa zostałam sama. dzieci mnie nienawidzą! zniszczyłam wszystko. Kochaś oczywiście jak zobaczył co się święci (jest młodszy) uciekł do swojej rodziny! Mąż jest sam i chyba mnie kocha, ale już nie chce mnie. Dzieci też! Zanim zniszczysz wszystko - przemyśl co robisz! Justysia

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Moze wymyslilabys cos madrego jezeli Cie na to stac i masz wystarczajaco inteligencji zeby rowniez wpisac swoj nick... A nie krytykujesz innych.

Autor: mini  04.09.2006 zgłoś

Najgorzej jest jednak w momencie, gdy ktoś zaskoczy Cię taką decyzją...Ja poświęciłam dla związku wszystko, czas ,znajomych, zmieniłam swoje życie...Teraz tylko pytam DLACZEGO? i PO CO? Dawałam z siebie wszystko. Jak głupia wierzyłam,że potajemne (jego) spotkania i zdrady kiedyś się skończą, bo zauważy, że ma przy sobie kobietę atrakcyjną, zaradną, pomocną. Niestety nie skończyło się tak jak ( naiwnie) myślałam. Zdecydował się odejść, poszukać innej. Najgorsze jest to,że nadal kocham, choć wielokrotnie mnie skrzywdził, wyzywał itd. Kiedyś byłam inna, twardsza, zdecydowana. Teraz sam nie potrfaie przetłumaczyć sobie jak bardzo ten koleś miał mnie gdzieś...Co z zapewnień,że kocha , skoro już na drugi dzień nazwie Cie "szmata"?. Nigdy nie zdradziłam, a jednak szanowana nie byłam. Nie cierpię tak bezdusznych osób....i chyba jestem naprawdę stuknięta, bo gdzieś w środku nadal mam wiarę, że on mógłby się zmienić, że jeszcze potrafi być taki jak kiedyś. Skąd bierze się u facetów tak nieludzkie podejście, tak dziwne zagrywki? Nie wiem....nadal szukam odpowiedzi bna to pytanie, nadal szukam sposobu na ucieczkę mych myśli od jego osoby....nadal szukam nowego sposobu na życie....

Autor: AsmodeusTM  05.09.2006 zgłoś

Każdy z nas boi się kończyć związki. ja np. bardzo. Mam żonę, dziecko, drugie w drodze. Może upragniona córka. Od samego początku starałem się jak mogłem, aby w naszym życiu wszystko układało się dobrze. Zajmuję się domem, dzieckiem. Piorę gotuję etc. Zamieniłem się w kurę domową. Poświęciłem wiele, aby bylo nam lepiej. Było mi z tym dobrze. A w zamian. Żona bardzo zadowolona. Przyzwyczaiła się tak bardzo do tego, że przestała się starać. Wiedziała, że i tak będzie to zrobione. Czasem coś zrobiła, ale w większości po jakiejś ostrzejszej wymianie słów. A mnie to coraz bardziej bolało. Rzeczy, które mnie cieszyły, jak gotowanie, czy wychowanie dziecka, zaczeły stawać się przekleństwem. Seks, monotonią. Pogrążałem się. Apogeum nastąpiło na wiosnę. Ja już nie wytrzymałem. Wypowiedziałem wszystko co mnie boli. Dla niej było to tak bolesne, jak upadek z dużej wysokości. Myślała, że się już rozstaniemy. Dodoatkowo do tego, zafascynowała mnie inna. Nie wiem czy to efekt całej sytuacji, do tego doprowadził, ale spędziłem z nią BARDZO miłe chwile. Mi pomogło, dało mi siłę i motywację do walki. Powoli razem zaczeliśmy odbudowywać to co pozostało z naszej rodziny i tworzyć nowe. Jestem pewien, że takie sytuacje jasno dają człowiekowi do zrozumienia, czy jest o co walczyć czy należy się rozstać. Ja zawalczyłem o to co miałem. Jednak odbudowa zajmie mi dużo czasu. Mam nadzieję, że się nie poddam. NIECH NIKT, NIGDY, NIE PRZYJMUJE NICZEGO, ZA COŚ OCZYWISTEGO, BO RZECZYWISTOŚĆ BĘDZIE OKRUTNA.

Autor:  04.09.2006 zgłoś

Jak na razie, to psuje się "wypowiedź". Sprawia wrażenie sterowanej automatycznym pilotem. Może jednak lądowanie?

Autor: Mała malina  02.09.2006 zgłoś

cześć wszystkim!!!! Ja byłam z moim facetem trzy lata to była moja pierwsza miłość pierwszy taki poważny związek...po jakiś ponad dwóch latach coś zaczęło się psuć...To nie było to samo co zawsze tylko od kąd skończyliśmy liceum jakby każdy z nas poszedł w inną strone...nie mogliśmy sie dogadać w sprawach praca i dalsza nauka czyli ogółem planowanie przyszlośći choć on nada okazywał mi tyle samo uczuć co kiedyś;) powoli czar pryskał...macie racje odwleka się czasem nieuchronny koniec...ja tak robiłam kilka miesięcy.... Poprostu myślałam że coś drgnie że w koncu skoro jestesmy tak dlugo razem to czemu mamy odrazu sie rozstawać!!!??? Zerwałam z nim mając faceta dużo starszego od siebie ...myslalam ze w koncu sie los do mnie usmiechnie ...mialam w planach wyjechac z nim z kraju po to aby zapomniec o wszystkim i przy okazji ulozyc sobie zycie za granicą-marzylam o studiach....Jednak moj nowy partner nie podzielal tego ze chce sie uczyc a nie zakaladac rodzine ....koniec koncow odeszlam od niego bo stracilam kompletnie zaufanie....przez te dlugie miesiace kiedy bylam z innym on nie mial zadnej dziewczyny...mamy wielu wspolnych znajomych-slyszalam jaki byl rozgoryczony...kilka razy mnie odwiedzil zeby tylko mnie zobaczyc za kazdym razem widzialam jak cierpi bo naprawde jest czlowiekeim bardzo uczuciowym...nigdy nie potraktowal mnie jak przedmiot...szanowal ponad wszystko a jednak nasze dumne i uparte chcaraktery nie znalazly kompromisu...kiedy odeszlam od mojego nowego partnera byl przy mnie na zawolanie na jeden znak...nie winil mnie ze odeszlam do kogos innego....nawet nie skrytykowal....pewnego dnia postanowilam ze wroce ze bedziemy starac sie uratowac tyo co zostalo...niestety widocznie pisane nam bylo ze nie mozemy byc razem bo nie moglismy sie dogadac ja chcialam wyjechac szybko z kraju za chlebem a on sie nie chcial tak spieszyc...koniec koncow poklocilismy sie ...zerwalam z nim...wszystko sie skonczylo a teraz mozecie mnie miec za slabeusza-tesknie za nim...nie umiem sobie poradzic czasem z tym ze taki zwiazek rozlecial sie o dume moja i jego za malo rozmow....tak wiele stracilismy...jestesmy dobrymi przyjaciolmi i choc skonczylo sie wszystko to nadal mozemy na siebie liczyc gdyby ktores z nas byl w tarapatach. Ale ja mialam zawsze w nim czlowieka ktory traktowal mnie jak swoj skarb i nie umiem innym facetom tak poprostu zaufac , na ten czas chce byc sama...wiem ze w jego zyciu pojawila sie nowa dziewczyna ale on mowi ze to tylko kolezanka i ze mu brakuje tego ciepla jakie mial odemnie kiedy bardzo sie kochalismy...Tesknie za starymi czasami a jednoczesnie wiem ze musze sie pozbierac...nawet czuje sie samotna jakbym nie miala przyjaciol....nie wiem co ze soba zrobić pomorzcie jakas dobra radą moj mail Madzia-malinka20@interia.pl

Autor: facet  02.09.2006 zgłoś

wiecie co szkoda ze tak sie w zyciu dzieje:(:(:( ja jestem z kobieta od ponad 5 lat mielismy chwile zwatpienia konczenia zwiazku ale kazdy tak naprawde bio sie stracic tego nad czym pracował tyle lat bo to jednak szmat czasu!!!Cizko jkest zakonczyc zwiazek ale jeszcze ciezej zyc samemu albo patrzec jak jedna połowka zyje sama i cierpi a druga ma kogos i jest z nim szczesliwa!!:(:(:(Ogólnie jak sie nie ułada to jest do Bani!!!W moim zwiazku juz przezyłem chyba wszystko" zobojetnioenie brak rozmowy brak sexu kłutnien smierc radosc wspołczucie miłosc ....WSZYSTKO!!!teraz sam nie wiem w jakim miejscu jestem....hmmmmm jest tak sobie troche nudno ale lepiej niz samemu sam nie wiem co pisze i co mysle ...................a tam poczytam te wasze opowiastki:( no i powodzenia wszystkim co podejmuja WAZNE ZYCIWOE DECYZJE BY BYŁY DOBRE SŁUSZNE I BY SIE WAM UŁOZYŁO :):):):) mody

Autor: do ....virgo  02.09.2006 zgłoś

piekna wypowiedz PODOBAŁA MI SIE BARDZO :d:d:d: wlasnie tacy sa faceci jak napisałas !!kobiety nie maja swoich zainteresowan pasji dlatego im smutno i płacza i tesknia zamiast sobie cos znalez hmmmmmmmmpozdrawiam i zapraszam wszystkich do lektury tych komentarzy naprawde ciekawe ja czytam dalej ....:)

Autor: elle  02.09.2006 zgłoś

Hej bol rozstania. To nie twoja wina- on cie omotal. Ja nie bylam z nikim dlugo, ale wiem juz jak to jest byc omotana przez faceta. Znajdziesz jeszcze kogos- spoko! Nie rozpaczaj nad tym co bylo. Zyj terazniejszoscia. Amoze jakas rodzinna psychoterapia? Nie wiem jak wygladaja stosunki z twoja rodzina. Jakimi oni sa ludzmi. Jak nie chca ci wybaczyc to trudno. Nic na sile. Bedzie dobrze. Samotnosc nie jest taka zla. Ja jestem teraz samotna. Przez wieksza czesc zycia taka jestem i nic sobie z tego nie robie! A dzis obudzilam sie z przecudnym humorem. Kocham swiat!

Autor: kasia  02.09.2006 zgłoś

ja mam troszke inny problem,chodzi o to ze to tylko wedlug mnie nasz zwiazek nie ma sensu,moj chlopak dalej sie stara jest kochany ale dla mnie to juz nie to samo.wiem ze on mnie kocha i ranie go swoim zachowaniem ale nie potrafie zmienioc swojego stosunku do niego.wlasciwie to juz tylko seks nas laczy bo juz chyba go nie kocham.nie potrafie go zostawic ale byc z nim tez nie:/smutne ale prawdziwe

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Inigo Sytuacja opisana przez ciebie na poczatku nie jset moja bo ja jeszcze nie zbudowalam takiego zwiaku i w poprzednim poscie tez tego ci nie napisalam.Natomiast przekreciles troche moje slowa.Otoz napisalam ci ze jezeli to kobieta buduje wszystko-SAMA!-a nie z partnerem,to tak sie pozniej dzieje ze ma dosyc i po paru latach wypala sie i chce zeby teraz to facet sie tym zajol.Nie napisalam ci ze kobieta z mezczyzna razem buduja a ona potem znudzona odchodzi,bo tekiej sytuacji to ja sama nie popieram.Chodzilo mi o budowanie zwiazku RAZEM!Jezeli to tylko kobieta jest zangazowana w budowanie a facet tylko na tym korzysta, to jak mozna potem miec do niego zal ze juz ma dosc?!Do tanga trzeba dwojga-ja buduje-ty budujesz, ja sie poswiecam-ty sie poswiecasz...i tak we wszystkim.Pzdr

Autor: Zibi  04.09.2006 zgłoś

Tam gdzie chaos to brak treści. Lepiej pisac z sensem i nie w pracy. A jeśli w pracy, to takiej która pozwala na myslenie o tym, CO się chce powiedzieć. S. G vel Z.

Autor: Kamil  04.09.2006 zgłoś

Hmm, zostalem porzucony przez ukochana 3 tygodnie temu.. Po ponad 5-cio letnim zwiazku. Strasznie dziwi mnie to, ze wiekszosc kobiet ktore zamiescily swoje opinie pod tym artykulem, czuja sie samotne i walczace. W moim przypadku walczylem ja, ona postanowila znow poczuc sie wolna i podrywana. Fakt, nie widzielismy sie przez sporo czasu przed rozstaniem, ale... Mam 24 lata i jestem normalnie zdruzgotany. Nadal ja kocham i nie moge przestac o niej myslec... Prawda jest taka ze kobiety, tak naprawde, sie nie zakochuja. W kazdym badz razie ich uczucia nie sa tak silne jak u mezczyzny. Dlatego facetom trudniej jest pogodzic sie z rozstaniem.

Autor: BB  05.09.2006 zgłoś

Nie mam gg ale możemy pogadać dziś na forum od ok. 16 do ok. 19

Autor: Etron-komentarz  05.09.2006 zgłoś

Ale sie tu wszyscy madrzy rozpisali... Vzy jest tutaj doktor? niezle "paplanie" doktorku

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Wiesz co Kamil, chyba zgodze sie z Toba co do ostatniego zdania. Oczywiscie kobiety rowniez kochaja i to bardzo, ale mysle ze one uwazaja, ze to ich uczucie jest silniejsze. Moje drogie panie, zacznijcie traktowac facetow jako ludzi majacych swoje slabosci i bardzo silne uczucia, czesto silniejsze niz Wasze. Nie uwazajcie nas za maszyny do zarabiania pieniedzy, znajace rozwiazania dla wszystkich problemow i przy tym spelniajace Wasze wszystkie "zachcianki" bo wlasnie taka wyeksploatowana maszyna moze zaczac sie psuc i to nie znaczy, ze trzeba wymienic na nowszy model a tylko dolac nieco paliwa zawierajacego uczucie, cieplo i zrozumienie... Pozdrawiam

Autor: juditha  04.09.2006 zgłoś

nastały OKROPNE czasy - rozwiązłości i tyle. Starsze pokolenie tak nie postępuje - gdzie przysięga - NA DOBRE I NA ZŁE, W DOLI I NIE DOLI - a młodzi po 1 do..... bog wie ile malżeństw czy związków. Zdrada pogania zdradę(niszczą swoje i cudze malżeństwa czy związki) W każdym związku nadchodzi kryzys, wygasa namiętność itp itd - ale starsze pokolenia nie rozchodzą sie. Poprostu rozmawiają - potrafią iść na kompromis. Trochę więcej cierpliwości, poświęcenia - dotrzymania slowa!!!!!!!!!

Autor: KT  04.09.2006 zgłoś

Zdradzałam swojego pierwszego chłopaka przez pół roku z facetem, z którym jestem już 15 lat, a 5 lat jesteśmy małżeństwem. A teraz chyba ponoszę karę za to, że kiedyś skrzywdziłam i oszukałam dobrego i uczciwego faceta, bo teraz to mój mąż oszukuje i krzywdzi mnie!!!

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

To sie nazywa "Powracajaca fala" i bedac szczerym to z calego serca tego zycze, zarowno kobietom jak i facetom bo wtedy dopiero mozna sie przekonac jak to boli.

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta Ale przciez kazda z nas zdaje sobie sprawe ze nie jest zawsze taka slodka! I tez analizujemy nasze bledy i sie przyznajemy do nich!Napisalam do Zawiedzionej, ze tez moze gdzies popelnila blad tylko nie zdaje sobuie z tego sprawy,ale tez ze to jego obowiazkim jest przyjsc i o tym powiedziec.Przeciez po to mamy jezyk i rozum zeby mowic o naszych potrzebach i co nam sie nie podoba!To oczywiscie tyczy sie rowniez kobiet-jeseli cos jest nie tak-mowisz!!A nie siedzisz cicho i czekasz az sam/a sie domysli.Nie byloby zdrady ani zadnego konfliktu gdyby partnerzy szczerze ze soba porozmawiali.Ale to idzie w obie strony!Pzdr:-)

Autor: Karol 2 czesc  04.09.2006 zgłoś

mieszkać a wcale tu nie wesoło.. zacząłem się użalać nad sobą.. i tak mniej poświęcałem się właściwie dla związku.. Robiłem, mówiłem różne rzeczy myślałem że to w danej chwili jest dobre, jednak nie było, tak jakbym przestał odróżniać dobry pomysł od złego, przestało zależeć mi na wszystkim, na pracy, którą mam a raz nie, taka firma! Na zdrowiu. i tak dążyło to do nieuchronnego, nie mogłem się z tym pogodzić.. z tą kobietą chciałem spędzić całe życie.. nasze rozstanie ostatnie nie było miłe, dostałem kilka wyzwisk i mam spadać, więcej się nie pokazywać.. jak zawsze w takich sytuacjach gada głupoty, że jakiś kolega mnie pobije. Zdradzi mnie to będzie miała spokój.. jednak znam ja i tak nie myśli, nie wie co gada w złości.. nadal żyje głupią nadzieją.. a czemu, bo jestem idiotą, bo to już nie da się naprawić, choć niczego bardziej na świecie nie pragnę!!! Bez niej jestem jak mały chłopiec, który nie wie co robić.. co począć, nie ma komu pokazać, że zbudował zamek z piasku, skaleczył się.. A może dlatego, że jak się godziliśmy, to było jak w dobrym małżeństwie, szczęśliwi, zakochani, wspólne plany na przyszłość, wyjazdy. Zawsze miałem wrażenie, że po rozstaniu czeka na mój ruch, będę ją adorował.. ta myśl ratowała nas, bo się starałem o nią.. wszystko z miłości. Nie dociera do mnie myśl, że to koniec.. teraz to już na pewno.. co mam począć. Ona ma w sobie to coś, czego nie znalazłem nigdy i wiem ze nie znajdę to boli :((( spaprałem sobie wszystko. Mieliśmy lada dzień zamieszkać razem..

Autor: kasiek :(  04.09.2006 zgłoś

A mnie sie wydaje ze kiedy ktos nie stara sie o szczescie drugiej osoby to jest koniec. Kiedy mezczyzna obiecuje i nie dotrzymuje obietnic.. Kiedy spoznia sie godzine bez powodu.. Kiedy tylko czeka na 22 zeby tylko wyjsc juz od Ciebie.. Kiedy przynosi ci kwiaty tylko po tygoniowym upominaniu sie...kiedy przynosi kwaity tylko na przeprosiny.. kiedy woli ci dac pieniadze niz sam wybrac dla ciebie prezent.. kiedy nie chwali cie za przepyszne nalesniki.. kiedy nie pyta cie o zadanie.. kiedy nie wysyla ci slodkich sms-ow ..kiedy nie ma o czy porozmawiac z toba na gg bo przeciez cie dzis widzial... KIEDY NIE WIDZI ZE COS JEST NIE TAK W ZWIAZKU ZE COS SIE PSUJE.. wtedy jest koniec...najgorsze jest uswiadomic to sobie.. ja niepotrafie bo kocham ;(

Autor: Iwona*  04.09.2006 zgłoś

Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi- to smutne, że jest tak wiele osób którym nie wyszło. Ja jestem ze swoim facetem 4lata nie ukrywam, że bardzo go kocham i zależy mi na nim, ale coraz częściej czuje że to chyba działa w jedną stronę... Mi ciągle chce sie wprowadzać nowe rzeczy do związku, staram sie o zaskakiwać-sprawiać przyjemność...a on owszem mówi, że kocha, ale nie potrafi być wylewny-na początku związku był. Czy to klasyczny przypadek zdobycia przez faceta kobiety jak kolejnego trofeum, które juz ma jak dom czy samochód i jest to oczywiste że tak zawsze będzie i nie trzeba o to zabiegać? On chyba za bardzo skupia sie na sobie, a ja czerpie dużą radośc choc z najmniejszych jego gestów-ale zaczynam się tym męczyć. Nie chce czuć się jak żona z 15l;etnim stażem( nie jestesmy małżeństwem) Staram się z nim rozmawiać, ale on wtedy sie denerwuje mówi , że szukam dziury w całym. Co ja mam na to poradzić? Ile można dogadzać, sprzątać, gotować itd?

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do ciety roman: To ja wczesniej tak napisalem, ale jak widac dotad, albo zadna kobieta tego nie rozumie albo nie chce sie do tego przyznac.

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta To bylo skierowane do mnie?Wiem ze kobiety tez zdradzaja...i chyba masz reacje ze teraz nawet czesciej niz mzczyzni.I to tez nie znaczy ze nas to bardziej boli niz was.Tego nie napisalam ani ja ani zadna z wypowiadajacych sie kobiet.

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Anki: Chcialem tylko jeszcze raz podkreslic, ze kobiety wcale nie sa ani takie swiete, ani takie slodkie ani takie kochane za jakie sie maja. My faceci chociaz mamy odwage zeby sie przyznac do naszych slabosci, a jak widac to z komentarzy wiekszosci kobiet to one tylko przedstawiaja facetow jako te potwory co gnebia biedne i slodkie istotki jakimi Wy jestescie w Waszym rozumieniu. Pozdrawiam i przepraszam, ze tak ostro, ale chyba tez czasem nalezy Wam przypomniec to i owo.

Autor: aga  02.09.2006 zgłoś

Dla mnie koniec następuje gdy nie potrafisz mu powiedzieć o swych najprostszych potrzebach, gdy boisz się jego reakcji na czułe gesty , ponieważ jego ciało już nie jest Ci tak bliskie... Koniec jest gdy zamiast rozmawiać wybierasz szybki sex ,po którym odwracasz się na bok i płaczesz po cichu, On wychodzi lub zasypia wpatrzony w Tv , Tobie pozostaje uczucie pustki i goryczy zagryzane kolejną łzą.. Koniecjest gdy przestaje na Ciebie patrzeć z zachłannością małego chłopca zajadającego słodycze a w jego oczach widać jedynie zniecierpliwienie i pretensje , nawet za to że oddychasz za blisko jego ucha...

Autor: lexis  02.09.2006 zgłoś

A ja bylam w zupelnie innej sytuacji. Przez pare lat to ja bylam zabiegana, mnostwo zainteresowan, nauka itd A on smiertelnie zakochany, wszystko byl mniej wazne niz ja. Ostatecznie on nie skonczyl studiow, ma problemy ze znalezieniem dobrej pracy, a po wielu klotniach i dlugim rozstaniu (z powodu mojego wyjazdu na stypendium) doszlo do fatalnej nocy gdzie po alkoholu zdradzilam mojego faceta. Przezylam szok sama przed soba ze cos takiego zrobilam, zadzwonilam do niego ze po tym nie mozemy byc juz razem bo to nie fair. On byl zalamany ale chcial zebysmy zaczeli od nowa, w koncu chcial ze soba skonczyc ale po nieudanej probie zmienil sie zupelnie. Niby jestesmy razem, mieszkamy itd, ale juz mnie nie kocha, za to ja bardzo. I tak zyjemy z dani na dzien, czasem jest lepiej czasem gorzej, ale prawdziwej milosci juz nie ma. A lata leca... (7 lat juz minelo odkad sie poznalismy)

Autor:  02.09.2006 zgłoś

Ja byłam z moim mężczyzną ponad 1,5 roku.. Niestety był to związek na odległość.. niby odległość nie duża ok. 74 km, ale jednak okazała się zbyt wielka. Bardzo go kochałam... nie wyobrażam sobie, ze można kochać bardziej.. Nasz problem polegał na tym, że nie potrafiliśmy być szczęśliwi osobno&#8230;, Kiedy byliśmy razem&#8230; często i po 5 dni i nocy pod rząd- świat znikał&#8230; Widać było różnicę i w jego zachowaniu.. Kiedy wracaliśmy do siebie&#8230; sprzeczaliśmy się o wszystko&#8230; Aż dochodziło do tego, ze on znikał, nieodzywając się całymi dniami.. tygodniami&#8230; Nie odpowiadał na smsy, na telefony.. Potem wracał.. sama nie wiem dlaczego.. i tłumaczył to tym, że myślał, ze będę szczęśliwsza bez niego.. Nie liczył się z moim zdaniem.. z tym, ze prosiłam, żeby tak nie znikał, ze to mnie zabija&#8230; i prosiłam, żeby zakończył ten związek po prostu odchodząc, skoro nie potrafi być ze mną&#8230; wtedy mówił, ze nie chce rozstania, bo nie wyobraża sobie życia beze mnie&#8230; Teraz znowu zamilkną.. tak bez powodu&#8230; bez słowa wyjaśnienia&#8230; Teraz jednak wiem, ze to już na zawsze&#8230; I cały czas słyszę jego głos- mówiący, ze już tego nigdy nie zrobi&#8230; Pytanie: czy był kochającym egoistą? Czy kłamcą?

Autor: Maja  04.09.2006 zgłoś

Ja zostawiłam męża po latach jałowizny. Yeraz mam cudownego faceta, który jest DDA... I nie wiem jak będzie. A potwornie mi na nim zależy.

Autor: KT  04.09.2006 zgłoś

Podobno to, jak układa się w związku w 80% zależy od kobiety...

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do zawiedzionej Przepraszam za to co napisze,ale wlasnie takie sytuacje jak twoja najbardziej mnie przerazaja!Myslisz ze jest wszystko ok, mowi ze kocha,wszystko sie uklada tak jak powinno....a nagle dowiadujesz sie o innej!Straszne!!Nie mowie ze nie ma w tym tez twojej winy...moze gdzies popelnilas blad,ale nie zdajesz sobie z tego sprawy?Ale to jego obowiazkiem jest w takim momencie przyjsc i porozmawiac i wyjasnic jezeli jego zdaniem cos jest nie tak, a nie szukanie tego u innej.Wspolczuje ci i to jak cholera(przpraszam za wyrazenie)!Bo wlasnie w takiej sytuacji NIGDY nie chcialabym sie znalezc!Nie wiem co mam ci napisac...Trzymaj sie??Pzdr:-)

Autor: ciety roman  04.09.2006 zgłoś

a czy zdaza wam sie schemat w zwiazku ;co twoje to i moje a co moje tego nie rusz.faceci nie sa swieci to fakt ale kobiety niestety jak ktos wczesniej napisal od dziecka za duzo czytaly i sluchaly bajek o ksieciach i ksiezniczkach i czasem bywa ze za wszystkie problemy obwinia sie faceta .",bo przeciez ty jestes facet to powinienes tak robic zeby bylo dobrze ",ale czesto jest tak ze ona sama nie ma pojecia jak dany problem rozwiazac i dlatego wina jest mezczyzny..

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Tak z innej beczki, to wielu facetow tez slyszy, ze wszystko ok itd a potem dowiaduje sie o innym. Przestancie w koncu twierdzic, ze to tylko faceci zdradzaja. Ostatnie badania dowodza, ze jest teraz rownowaga, a kobiety zaczynaja przescigac facetow w zdradzie. Mieszkam w Londynie i tu zdecydowanie sie to potwierdza, a roznica tylko polega na tym, ze wszystkie kobiety wyplakuja sie publicznie i tylko nieliczni faceci robia to samo.

Autor: zdradzona:(  02.09.2006 zgłoś

w porownaniu z wiekszoscia z Was mam bardzo male doswiadczenie. nie jestem mezatka, a moj zwiazek trwa zalediwe pol roku,ale juz mam wrazenie,ze czytajac Wasze wypowiedzi odkrywam tam moja codziennosc. moj zwiazek od poczatku byl nietypowy. partner zerwal dla mnie z osoba,z ktora spedzil ponad 2 lata. niestety nie byl to definitywny koniec ich zwiazku. mieszkaja bardzo blisko siebie a mnie dzieli do mojego ukochanego dosc spora jak dl anas odleglosc. przez to widywalismy sie raz, dwa raxy w tygodniu. po trzech miesiacahc dowiedzialam sie,ze jego byla prtnerka zaszla z nim w ciaze,ktora usunela. zostalam zdradzona,ale wybaczylam mu to,gdyz nie wytrwalam w moim postanowieniu- ze nie zaakceptuje braku lojalnosci z jego strony i juz po tygodniu znow bylismy para. obiecal mi wowczas,ze juz nigdy wiecej mnie nie zrani,ze dla mnie sie zmieni. ale slowa nie dotrzymal. z tego co wiem chyba mnie nie zdradzil po raz drugi,ale jego zachowanie w stosunku do mnie nie jest takie,jak mi obiecywal. nie chce aby nosil mnie narekach i codzien kupowal kwiaty. chce tylko,aby o mnie pamietal,abym nie musiala mu o sobie przypominac. w wakacje wyjecha na ponad miesiac beze mnie.nie mam mu tego za zle. ale fakt,iz pisal do mnie tylko w odpowiedzi na moje smsy,ze potrafil sie nie odzywac przez kilka dni,dopoki ja nie napisalam. po jego powrocie(czyli w piatek 31.08) powiedzialam mu wszystko,co mnie boli. stwierdzil ze dobrze zrobilam mowiac mu to,i ze postara sie zmienic. bylo pieknie...przez jeden dzien(ten,w ktorym mu to powiedzialam) a wczoraj juz sie nie odezwal. dzis mamy isc razem na impreze.nie wiem jak to bedzie. meczy mnie juz dbanie o nasz zwiazek, przypominanie mojemu partnerowi o sobie. mowi mi,ze mnie kocha,ale nie okazuje mi tego. wiele juz dla niego zrobilam. zmienilam sie, przelamalam w wielu kwiestiach,ale przede wszystkim pozucialm moja naczelna zasade-ze nikt mnie nie bedzie ranil i mna pomiatal. ze nie bede w milczeniu znosic ignorowania mojej osoby.ze to mezczyzna ma o mnie dbac,a nie ja o niego. coraz czesciej zastanawiam sie,czy to ma sens. i gdy juz mam zamiar to skonczyc,spotykamy sie i zapominam o wszelkich pretensjach. teraz tez rozwazam rozstanie, ale zapewne gdy tylko znajde sie w jego ramionach wszystko wroci do normy. moj partner doskonale wie,ze tak jest i wykorzystuje moja slabosc. wiele z Was pisalo,ze juz nie kocha swojego partnera i dlatego wasz zwiazek sie psuje. a ja kocham mojego partnera i to jest moj najwiekszy problem...

Autor:  02.09.2006 zgłoś

koniec jest przykry, ale zaczynajmy życie na nowo

Autor: Paul  02.09.2006 zgłoś

Witam, FACET / KROPKA / MIŁA B / Po czym poznać, że związek się wypalił...bardzo ciekawe pytanie, i trafne tu są odpowiedzi. Najbardziej podobają mi się wypowiedzi kolegi " FACET " podpisuję się obiema rękami...koleżanki " KROPKA " doświadczona kobieta; jakie to piękne, co piszesz...niestety coraz mniej takich kobiet, które znajdują więcej radości w dawaniu aniżeli w braniu :(...ubywa w zastraszającym tempie kobiet ( matek / żon ) dla, których słowo dziękuję, uśmiech partnera są bezcennymi doznaniami. MIŁA B, czytając Twoją wypowiedź, czułem jakbym przytaczał własne myśli...zawsze powtarzałem, iż związek ( małżeństwo ) to szukanie wspólnego MY zamiast własnego JA, to szukanie drogi przetrwania zamiast wyjścia. Pozdrawiam...

Autor: adzia  02.09.2006 zgłoś

Właśnie , kiedy to już koniec....W moim związku też się coś wypaliło, a ja nie potrafię podjąc decyzji o odejściu. Boję się czegoś, ale nie wiem czego. Może samotności a może tego że mogę być jeszcze naprawdę wolna i szczęśliwa.... Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkich którzy się boją.....

Autor: dfdf  02.09.2006 zgłoś

słuchaj "zdradzona;(" on sie nie zmieni to tylko Twoje nadzieje a nimi długo żyć sie nie da. Dziwie sie że z nim jesteś , najprawdopodobniej on cie zdradza a na wakacjach poznal nowy towar na czas wakacji a ty swoimi smsami mu przeszkadzalaś, nie mial czasu pamietac o tobie a ty mu przypominałaś wiec szybko odpisywal zeby mieć spokój na nastepne dni szaleństwa z "nowym towarem"

Autor: dfdf  02.09.2006 zgłoś

jak mozna odejśc jeśli są małe dzieci??? Nie można myśleć tylko o swojej niewydymanej dziurze albo swędzącym fiucie, są jeszcze dzieci którym można skrzywić psychikę pokazując ze niewydymana dupa jest ważniejsza niż one

Autor: ptysioo  02.09.2006 zgłoś

Ja juz kończylam ze trzy razy ale on ciagle blaga prosi abysmy zostali razem, że przecież nam dobrze. Nie moge juz dlużej chce żyć dla siebie a nie dla niego.

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Witam ponownie... Paul, dzieki za wsparcie, zgadzam sie z tym, ze jest coraz mniej kobiet, ktore wola dawac niz brac. Niestety moje panie tak jest, gdyby niektore z Was logicznie pomyslaly i naprawde byly wobec siebie bardziej krytyczne to wiekszosc Waszych problemow nie mialaby miejsca. Zawsze tak jest, ze kiedy bierze sie wiecej niz daje to w koncu tego zabraknie. My faceci jestesmy tez ludzmi, mamy swoje wady, zalety i wlasne problemy niekoniecznie zwiazane z zyciem prywatnym. Co do opinii niektorych czytelniczek, dotyczacych tego jakoby nie czytalem wszystkich komentarzy to chce powiedziec, ze sie myla, czytalem wszystko uwaznie i dalej twierdze, ze wy tylko narzekacie na facetow i czesto Wasze zarzuty sa po prostu bezpodstawne. Moze zamiast zadawac pytanie "Co on dla mnie robi?" zadajcie sobie pytanie "Co ja robie dla niego?" My tez czasem potrzebujemy wsparcia i milosci i wielu z nas tego od Was nie dostaje. Co do wypowiedzi "alicji"... Alicjo czytaj miedzy wierszami, nie bierz moich slow doslownie, Owszem Wasz wyglad ma znaczenie dla faceta i to bardzo duze, ale nie tylko to. Nie jestem szowinista, kocham kobiety, ale nie zgadzam sie z tymi, ktore tylko nas facetow krytykuja. Oczywiscie tak jest latwiej i wygodniej, zgadzam sie rowniez z opiniami niektorych, ze nawet kiedy sie staraja to facet tego nie dostrzega(W druga strone to tez dziala)... Jezeli tak jest naprawde i jestes pewna, ze robisz wszystko a on nic, to wtedy rzeczywiscie nic tu po Tobie bo facet zyje jeszcze w epoce kamienia lupanego. I na koniec... Kochane kobietki zamiast nas krytykowac sprobujcie nas zrozumiec i mowcie jasno czego oczekujecie, nie uzywajcie polslowek bo czasem ich nie rozumiemy, nauczcie sie dawac i traktujcie nas jak ludzi majacych rowniez swoje wlasne zmartwienia.

Autor: Paul  02.09.2006 zgłoś

Witam, FACET Z ogromną radością sie czyta Twoje komentarze...zgadzam się z Tobą. Ja staram sie krytycznie i objektywnie patrzeć na własne życie...zadaję sobie pytania, szukam przyczyn rozpadu naszego małżeństwa, nie po to, aby obwiniać żonę, raczej po to, abym zrozumiał, gdzie popełniłem błąd ( błędy ) ipso facto je unikać w przyszłości. Tak bywa, iż jak dochodzi do konfliktu w związku / małżeństwie, reaguje się zachowawczo, czyli tak, że wina ponosi partner / partnerki...zapominamy często, iż wina leży czasami po naszej stronie. Errare humanum est - błądzić rzecz ludzka, skoro nie ma ideałów na tym świecie toteż popełniamy błędy, musimy wszak je popełniać. Nie ważne, iż człowiek się napotknął i upadł, ważne, iż z tego upadku postanowił się podnieść. Zanim zdecydujemy się na rozstanie, warto zrobić rachunek sumienia, rachunek zalet i wad partnera / ki...jeśli ma więcej zalet niż wad, czy nie warto wybaczać, zamykać oko na jego / jej potknięcia? Małżeństwo, związek...to mówienie i myślenie MY zamiast Ja, to bardzo trudne zwłaszcza teraz jak media promują styl życia singli, hedonizmu ergo egoizmu...kolega " dfdf " ostro, ale dosadnie to ujął, Bravo... Pozdrawiam...

Autor: Inigo  04.09.2006 zgłoś

Droga Anko Jak trafnie zauważyłaś, budowaliście swój dom razem. Widziałaś co budujesz. Pomagałaś układać cegły. Gdy konstrukcja przestała Ci sie podobać, zdecydowałaś przewrócić ją na głowę partnera i iść do lepszego? Jeśli naprawdę zawinił, a wiem że też potrafimy, wtedy masz święte prawo i moje moralne poparcie. Lecz jesli do Twojego zwiazku wdarła się tylko rutyna, a Ty chcesz poszaleć, gdyż czujesz się piękna, młoda i niespełniona... wybacz, ale tego nigdy nie poprę. Sama sobie odpowiedz, pod który przypadek Ty podpadasz. Co zaś się tyczy zmeczenia. W naszej kulturze, to mężczyzna musi adorować kobietę, zdobywać i zabiegać o jej wzgledy. Dlatego też uogólniam do tego standardu, w moim życiu przytrafił się tylko jeden i to krótki związek, w którym było odwrotnie. Kobiety nawet gdy są zainteresowane mężczyzną, zazwyczaj nie manifestują tego zbytnio. To mężczyzna musi działać, ryzykując blomaż i kompromitację - której również nam często nie oszczędzacie. Później on (zazwyczaj) musi pracować na utrzymanie rodziny, 12 godzin na dobę, tak do 65 roku życia. W takim przypadku, drogie Panie, po kilku latach związku możecie wybaczyć nam chwilę wytchnienia. Jeśli zaś chwila ta trwa zbyt długo - nie ma żadnych przeszkód byście przygotowały kolacje przy świecach, założyły seksowną bieliznę miast starego szlafroka czy wynajęły chatkę w górach na romantyczny weekend. Miast reanimować zwiazek, wygodniej go porzucić. Lecz to obusieczna broń, pewnego dnia, gdy wy już bedziecie zmęczone szaleństwem, nowy partner może potraktować Was w ten sam sposób... Zdrady nic nie tłumaczy - przyznaję rację. Tej nie można wybaczyć. Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za chaotyczny styl pisma, piszę na szybko w pracy. K. T. vel I.

Autor: Natalia  02.09.2006 zgłoś

6 lat temu rozwiodłam sie z mężem, ktorego mialam dosc bo jego interesowala tylko praca ipraca, a pracuje za granica i i tak bogaty przez to nie ejst. nie bylo go miesiącami, wiec zerwalam kontakt, rozwod dostalam naprawde szybko. z naszego malzenswta zostaly dwie coreczki 10 i 8 letnie. nie mają z ojcem praktycznie zadnego kontaktu, wysyla kartki na świeta, prezenty na urodziny. w kraju jest moze dwa trzy razy do roku, ale sie nie widujemy. a ja od jakis 4 lat jestem z mężczyzna ktorego poznalam ktoregos wieczoru w pubie. dalam sie zaprosic na obiad, kilka dni pozniej kolacje, a w koncu na kolacje połączoną ze śniadaniem. On mieszka w większym miescie niecale połtorej godziny drogi ode mnie. przyjezdza w kazdy weekend, czesto juz nawet wpiatek albo ot tak w tygodniu. ja niepracuje, On ma wysokie stanowisko w duzej firmie. jestesmy z dziewczynkami na jego utrzymaniu , kupuje ws\zystko, za wszystko placi, w tym roku bylismy w Grecji w grudniu jedziemy do Brazyli. nie kocham Go, ale widze jaki jest dobry dla dziewczynek, zapewnia im wszystko a one mimo ze mowia mu po imieniu traktuja Go jak ojca. No i widze jak on bardzo mnie kocha. w moim przypadku milosc nie ejst najwazniejsza, nie hcce uchodzic za interesowna czy cyniczna poprostu mysle o przyszlosci mojej i dziewczyn. pozdrawiam, wszystkim komentujacych.

Autor: kasika  02.09.2006 zgłoś

ja obchodząc siódmą rocznicę ślubu zdałam sobie sprawe że mój związek dobiega końca,ale nie odejde od męża bo mimo wszystko nadal go kocham...poprostu seks z nim to już nie to samo co kiedyś,zaczyna mi wręcz ciążyć obowiązek małżeński,mąż ma swoje życie ja mam swoje i tak mu jest dobrze.a ja? nawet nie mamy już wspólnych zainteresowań, nie śmiejemy się razem bo nie mamy z czego..on ma dwa psy i jest szczęśliwy, ja wręcz ich nie znosze i nie możemy dojśc do kompromisu..ale mamy coś co nas łączy:dzieci i to jest ten problem, sama nie dałabym rady.może coś się jescze zmieni w naszym życiu kto to we??/oboje jesteśmy za bardzo honorowi, ale tak naprawdę to się kochamy.

Autor: Anka  02.09.2006 zgłoś

Do Faceta Wiesz.nie za bardzo moge sie z toba zgodzic,bo moim zdaniem to kobieta w zawizku(malzenstwie)zawsze bardziej sie stara.Pomijam strone emocjonalna,bo dla mnie to jest oczywiste ze jezeli sa ze soba to sie kochaja.Chodzi o to co jedno dla drugiego robi.My(tak jak wy) po 8iu godzinach pracy jestesmy zmeczone-wy tez ok!Ale po pracy wy rozkladacie tylek przed TV i odpoczywacie.A my musimy posprzatac,poprac, podac wam cieply obiadek,zajac sie dziecmi a wieczorem miec jeszcze ochote na seks!!O zdbaniu o siebie juz nawet nie wspomne.I dla kogo kobieta to robi?Dla samej siebie?Dba o swojego facete pod kazdym zwgledem.A co wy takiego dla nas robicie zeby o nas zadbac?Nawet w glupich obowiazkach domowych nam nie pomagacie.Macie do nas pretensje ze o siebie nie dbamy-a po takim calym dniu skad wziacs na to czas a przede wszystkim sile?!Kobieta to nie ROBOT!!!Gdybyscie chociaz od czasu do czasu powiedzieli "Idz kochanie do fryzjera,kosmetyczki,ja sie zajme domem i dziecmi",czy cos takiego to mogloby podzialac-kobieta zadbana i mniej zmeczona-czyli az chcialoby sie na nia popatrzec,a do tego mialaby jeszcze ochote na seks.I jeszcze jedno-kobieta ma w swojej naturze szczere rozmowy(bo lubi rozmawiac),wiec wasz wklad moglby byc przynamniej taki ze jezeli jest jakis problem w zwiaku(a kobieta jest zbyt zaganiana i zajeta sprawami dnia codziennego) to lezy w waszym interesie zeby przyjsc i powiedziec jej o tym-czego jets za malo, czego za duzo w waszym zwiazku,jakie sa wasze potrzeby i czego oczekujecie.Kobieta na prawde jest w stanie zrobic dla facet bardzo wiele- w koncu rodzimy wam dzieci,a to jest niesamowity bol,wiec tylko pomysl cojeszcze bylaby w stanie zrobic,gdybys szczerze z nia porozmawial.I kto tu jest malo krytyczny wobec siebie? pozdro

Autor: The client  02.09.2006 zgłoś

Facet jest jak telefon komorkowy - zajety, pomylka albo poza zasiegiem.

Autor: Agugu  02.09.2006 zgłoś

Pamiętam dobrze lata,gdy byłam z poprzednim chłopakiem.Byliśmy razem ponad 4 lata,on był młodszy o 2 lata.Było świetnie...Na początku on szczęśliwy,że ma rozsądną dziewczynę,bardziej dojrzałą niż jego rówieśnicy.Były kolacje przy świecach,długie spacery,wspaniełe rozmowy...Wszystko to trwało długo...Aż w pewnym momencie zaczęły interesować go bardziej jego pasje.Wolał zrezygnować ze wspólnego popołudnia i przeznaczyć ten czas na realizację zainteresowań.Dziwiło mnie to bardzo,przerażało i raniło...bo przecież wcześniej potrafił pogodzić to wszystko i na nic nie brakowało mu czasu.Teraz z perspektywy czasu uważam,że poprostu był niedojrzały,by tworzyć związek.Chyba stwierdził,że jest już mną 'nasycony",że już więcej nie potrzebuje...Tylko zapomniał o jednym,że uczucie należy pielęgnować stale.iłość,która niekiedy wybucha jak wulkan,a innym razem rodzi się powoli bardzo szybko można zniszczyć przez zaniedbanie.Dlatego nie doprowadzajmy do tego!! W międzyczasie pojawił się ON,zupełnie inny niż TAMTEN...Bałam się,żeby nie stał się łatką na złamane serduszko...Nasza początkowa przyjaźń zaczęła przeistaczać się w coś więcej.Ciągle było nam mało spędzonych wspólnie chwil...i jest tak do chwili obecnej...Obecnie jestem mężatką.Poprzedni związek nauczył mnie wiele.Pozdrowienia dla Złamanych Serduszek:)Pamiętajcie,że warto wyciągać wnioski z poprzednich doświadczeń,aby kolejne związki,albo ten ostatni był już prawie idealny :)

Autor: The client  02.09.2006 zgłoś

Do Natali - nie kocha faceta, - facet jest bogaty i oczywiscie jest Prezesem, - facet za to kocha jeje dzieci i funduje wszystkim Chorwcje i Brazylie, - facet regularnie melduje sie co weekend, a nawet wczesniej, - Natalia poswiecajac sie dla swoich dziewczynek pozwala facetowi na milosc ... CZY JA MAM TO SKOMENTOWAC ????????????

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do KT: Rowniez oczekujemy tego od Was i zauwaz, ze nie uzylem slowa "wszystkie", nigdy nie generalizuje bo wiem, ze sa rozni ludzie po bu stronach barykady.

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Do Anki: Czy ja napisalem, ze wszystkie takie jestescie? Napisalem bardzo ogolnikowo dla tych, ktore facetow krytykja, nie napisalem rowniez ze my jestesmy swieci, ale naprawde spotkalem kilka kobiet, ktore zarzucaly facetom wiele grzeszkow, a na moje pytanie "A co Ty dla niego robisz?" odpowiadaly, ze powinno mu wystarczyc to ze sa. I co ty na to? Nie twierdze, ze wszystkie kobiety maja te same wady, potraktuj moje wypowiedzi jako poradnik dla tych, ktore nigdy nie dostrzegaja winy w samych sobie. Wielu moich przedmowcow pisalo, ze wina zawsze lezy po obu stronach i jest to prawda. Jednak jezeli poczytac niektore komentarze kobiet to odnosi sie wrazenie ze kobiety sa aniolkami wykorzystywanymi przez facetow, a prawda jest taka, ze w wielu przypadkach jest odwrotnie. Nigdy nie negowalem tego co kobiety robia dla facetow, ale my tez (przynajmniej wiekszosc z nas) staramy sie Was docenic i nie wypowiadamy sie zdaniami w stylu "facet to swinia" w odniesieniu do kobiet.... Pozdrawiam

Autor: Myszka  02.09.2006 zgłoś

Przeczytałam wszystko, i pod wieloma opiniami mogłabym się podpisać, mi też czasem źle, ale zawsze wtedy wyobrażam sobie świat bez Niego - byłoby strasznie...i choć można znaleźć kolejną nową osobę w życiu, to i tak pewnie doszlibyśmy do tego samego momentu- więc po co kręcić się w kółko, jeśli można z kimś znanym pobłądzić po kolejach losu- to ciekawsze!

Autor: Agata  02.09.2006 zgłoś

Olga ma rację. Od dawna widzę to w zachowaniu moich rodziców. Koniec jest wtedy, gdy nie masz szacunku dla drugiej osoby, za oczywiste uwazasz

Autor: Anka  02.09.2006 zgłoś

Do Faceta No wlasnie o to mi chodzilo...co wy robicie dla kobiet?Napisalam ci to co kobieta robi dla mezczyzny,a ty mi odpisales tylko tyle ze "docenic to".My tez was doceniamy,ale oczekujemy z waszej strony jakichs konkretnych akcji.I tutaj tez siez toba nie zgodze-ze wina zawsze lezy po obu stronach.Dla mnie(prawie) zawsze lezy po jednej...po tej, gdzie jeden z partnerow nie jest zadowolony z obecnego stanu zwiazku i nic o tym drugiej nie mowi.Dla mnie wszystko sie opiera na szczerej rozmowie.Jezeli partner nas zaniedbuje, przestal zwracac uwage na potrzeby drugiego,to trzeba mu o tym zwyczajnie powiedziec,a nie zamykac sie w sobie tlumaczac "ona/on mnie nie rozumie!!Daje mu/jej sygnaly ze cos jest nie tak a on/ona tego nie widzi".Zaden czlowiek nie jest idealny i ma prawo te sygnaly odbierac inaczej nizbysmy sobie tego zyczyli, bo kazdy z nas mysli zupelnie inaczej.Wiec dla mnie winna jest ta osoba ktora nie podejmuje takiej rozmowy.Milczeniem nic sie nie zalatwi,mozna jedynie czuc sie bardziej zirytowanym-i to dzieki samemu sobie.A takie tez milczenie niesie za soba powazne skutki...Jakie?Tego juz chyba nie musze pisac. Pzdr:-)

Autor: Agata  02.09.2006 zgłoś

że jest zrobione pranie czy obiad. Nie liczy sie dla ciebie czyjes zaangazowanie. I zawsze znajdziesz powod, by nie podnosić wzroku z nad gazety...

Autor: KT  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta Nie mierz wszystkich kobiet jedną miarką! Nie wszystkie są głupie, puste, a ich potrzeby nie ograniczają się do kwiatków i prezentów.

Autor: czarna-anka  02.09.2006 zgłoś

poznasz po tym,ze przestaniecie rozmawiac...po tym, ze na partnera nie mozna patrzec...ze czuje sie obrzydzenie....

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Do Anki: Aniu, znowu mnie nie zrozumialas... Nie chodzi tu o to zeby wypunktowac punkt po punkcie co i kto dla kogo robi bo trwaloby to wiecznosc i doprowadziloby do czasem glupich komentarzy ze strony forumowiczow. Chodzi o to aby znalezc rownowage, tak zeby kazda ze stron czula sie doceniona i kochana bo tylko wtedy mozemy mowic o szczesliwym zwiazku. Zgadzam sie z Toba, ze rozmowa jest najwazniejsza, jednak wiekszosc kobiet oczekuje od faceta zeby to on zaczal niezaleznie od tego po czyjej stronie jest wina. Bardzo czesto sie zdarza ze kiedy facet pyta "Kochanie co sie stalo, czy cos jest nie tak?" w odpowiedzi pada najczesciej "Nic" potem znowu pytanie "Czy na pewno nic?", odpowiedz "Nic" i moze brzmi to jak tekst ze skeczu ale czesto tak jest. Dlatego napisalem wczesniej zebyscie nie graly w polslowka tylko mowily wprost bo dla faceta "nic" znaczy "nic" i "nie" znaczy "nie" itd., potem macie glupie pretensje, ze faceci to prostaki a same mowiac w ten sposob wychodzicie na prostaczki (przepraszam za to stwierdzenie ale probuje to dobitnie wytlumaczyc). Na koniec... I tak twierdze ze wina zawsze lezy po obu stronach, mniejsza, wieksza ale zawsze po obu...

Autor: zagubiona puma  02.09.2006 zgłoś

A co mi powiecie? Staram sie byc dla niego cierpliwa, nie naciskac go w czasie klotni, choc nie jest to latwe, bo nie lubie nie rozumiec i nie wiedziec co sie dzieje.Robie mu prezenty(czesto nie bo musze ale dlatego,ze lubie).Jestem zadbana,namieta,podobam sie innym facetom wiec mysle ze jestem atrakcyjna.Staram sie miec wlasne zycie i go nie zameczac, bo uwazam ze dla wlasnego zdrowia psychicznego czlowiek musi miec kawalek swiata tylko dla siebie.Jestemy razem 1,5.Jestesmy zareczeni od 2 miesiecy i od czasu zareczyn wszystko sie wali.Calkowicie;(Bardzo go kocham,nie umiem zyc bez niego.On teoretycznie tez mnie kocha-mowi to,okazuje, doslownie nosi mnie na rekach kleka w miejscach publicznych itp i td.A jednoczesnie potrafi bez powodu przestac sie odzywac na 4 dni, nagle stwierdzic ze juz mu na mnie nie zalezy, a dzien pozniej stwierdzic ze dlatego mi tak powiedzial ze byl zazdrosny jak na imprezie usiadlam na chwile na kanapie obok jakiegos chlopaka(ktory tez ma swoja dziewczyne-zreszta poszlam do niego chwile pozniej).Teraz znowu sie nie odzywa a ja juz pierwasza reki nie wyciagne bo tak jest bez przerwy-bez powodu klotnie a potem ja daze do wyjasnienia.Co ja mam zrobic?zniose nawet najgorsza meska krytyke.Prosze o pomoc bo oszaleje:(

Autor: Anka  02.09.2006 zgłoś

Do Faceta No niestety faceci to tez "prostaki" bo tez bardzo czesto na takie pytania odpowiadaja "Nie,nic sie nie stalo", a przy tym tez czesto glupie wymowki-"glowa mnie boli", "jestem zmeczony",itp.Zarowno kobiety i faceci tak robia, i tu nie ma wiekszego ani dla kobiet ani dla mezczyzn procentu.Bo jak juz pewnie nie raz tutaj przeczytale,pewne kobiety pisaly ze nie raz zaczynaly ta "trudna" rozmowe wiele razy...i NIC.Ale tutaj sie z toba zgadzam...Po prostu jeszcze wiekszosc z nas nie jest "nauczona" ze soba szczerze rozmawiac.Niektorzy boja sie rozmawiac, bo moga tym urazic partnera.Ale asertywna spokojna rozmowa mozna zalatwic wiele problemow i niedomowien.Na koniec...I tak twierdze ze wina zawsze lezy po jednej stronie(hehehe!!) pozdro:-)

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Do zagubionej pumy: Jezeli jest tak jak piszesz to nie ma powodu zeby ktokolwiek Cie krytykowal. Wynika z tego, ze facet z ktorym jestes jest po prostu niedojrzaly i musisz troche poczekac zanim troche zmadrzeje. Nie polecalbym slubu zanim nie stwierdzisz, ze troche juz dojrzal do podjecia wspolnego zycia. Mysle, ze powinnas troche poczekac a jesli on sie nie zmieni to poszukac szczescia z kims kto juz do tego dorosl. Troche to okrutne, ale jak juz wczesniej pisalem "Oboje musicie byc szczesliwi". Wczesniej czy pozniej facet dojrzeje i moze bedziesz z nim bardzo szczesliwa, czego z calego serca Ci zycze...

Autor: Anka  02.09.2006 zgłoś

Do zagubiona puma Moze sprobuj z nim tak szczerze od serca porozmawiac.Powiedz mu ze bardzo ciezko znosisz i boli cie bardzo to jak "jest nieobecny", nie rozmawia ztoba i traktuje cie jak powietrze.powiedz mu ze nie wiesz co masz myslec kiedy ci mowi raz ze "mu zalezy" z za chwiele ze "nie zalezy", i oczekuj od niego konkretnej odpoiwedzi-"To w koncu jak jest?"Wyjasnij mu ze kazde nieporozumienia trzeba zalatwiac "od reki",ze tak bedzie wam latwiej.Jezeli jest o ciebie tak potwornie zazdrosny, zapytaj sie go czy w ogole ci ufa skoro tak sie zachowuje?Przy tym podkresl ze ty mu bardzo(jezeli tak jest oczywiscie).Wiesz co ja jeszcze mysle?Ze on jest bardzo malo pewny siebie-gdzies tam czuje ze sobie za bardzo nie poradzi, dlatego "obowiazek" wyciagniecia reki sklada na ciebie.To tez mu powiedz-ze nie jestes Matka Teresa z Kalkuty, ze chcialabys zeby to on czasami zaczal rozmowe,bo to dla ciebie oznaczaloby ze jemu tez zalezy na tym zwiazku.Powiedz mu po prostu wszystko co ci lezy na sercu w bardz "grzeczny" sposob.Nie obwiniaj go za nic ani nie krytykuj za to co robil do tej pory,tylko powiedz mu ze jego zachowanie cie boli i ze chcialabys widziec troszke zaangazowania z jego strony.Obserwuj jego reakcje a sama wyciagniesz wnioski cz mu zalezy czy nie. Pzdr:-)

Autor: rozzalona  02.09.2006 zgłoś

Jak czytalam tych wypowiedzi, doskonale to wszystko rozumialam. Jestem z chlopakiep 1,5 roku, moze to nie wiele al bardzo to przezywam. Wyjechalismy do pracy do Anglii, bylo mi tam bardzo ciezko, chodzilam smutna i czesto plakalam. On mi na to mowil, zebym przestala beczec bo go i tdzieak tylko wrusza jak male pieski placza. Bardo mnie to bolala. W Anglii musialam sie nauczyc sie zyc na dwoch etatach, charowalam jak wol jako kelnerka a jak wracalam do domu zaczynalo sie gotowanie, pranie, sprzatanie, itd. Do tego mialam dostep do jego majli i tam sie dowiadywalam jak to mamusia lubila ta jego byla dziewczyne. A w kazdym mailu bylo cos na temat tamtej a mnie jakby nie bylo na swiecie. Bylo to dla mnie ponizajace.Teraz on ze swoja byla jezdza na szkolenia o razem tancza.Mimo ze mam jego czuje sie strasznie samotna. Nie wiem dlaczego nie potrafie od niego odejsc, zadaje mi tyle bolu, placze przez niego co noc. Kiedy to sie skonczy. Niech ktos mi pomoze i powie jak zakonczyc zwiazek ktory jest bez perspektyw bo wiem ze on sie nidy nie zmieni a przynajmniej jak jego mamusia bedzie sie wtracac w jego zycie do ktorego go kompletnie nie przygotowala, bo nawet nie umie uprac skarpetek.

Autor: Anka  02.09.2006 zgłoś

Dlaczego z nim po prostu nie porozmawiasz?!Powiedz mu co sie z toba dzieje, co czujesz i dlaczego cie to boli.Milczeniem niczego nie zalatwisz,bedziesz sie tylko bardziej pograzac i bedzie bolalo.A tak wywalisz wszystko co masz mu do powiedzenia i dowiesz sie na czym stoisz.Jestes silna, wiec bez niego twz sobie poradzisz w razie czego...Pozdro:-)

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Moja rada bedzie krotka... Watpie zeby rozmowa pomogla w tym przypadku, zacznij rozgladac sie za nowym facetem, postaw na siebie i wtedy odnajdziesz szczescie, ktorego szukasz, mysle ze na to zaslugujesz...

Autor: ada  02.09.2006 zgłoś

do zdradzonej.po przeczytaniu twojego opisu sytuacji to narazie odnioslam wrazenie ze bez niego nie potrafisz funkcjonowac. tak nie mozesz dalej zyc . ja tez szaleje za moim mezem ale uwierz mi kiedy tylko bedziesz potrafila ocenic sytuaje bez emocji to sprawa jest bardzo nie zdrowa . czas ,czas, pokaze tobie droge ktora masz wybrac. ale do tego trzeba dojzec i przyjdzie moment na bardzo glebokie refleksje. integruje sie z toba bo sama kocham bez pomieci. ada.

Autor: Lola  02.09.2006 zgłoś

to dziwne ale koniec nie następuje ot tak, bez powodu cos powoli wygasa, umiera w kimś i nie umiesz już powiedzieć każdego dnia drugiej osobie kocham cię. Z facetem byłam 11 lat kochałam go różnymi rodzajami miłosci raz namiętnie, raz jak przyjeciela a czasami go nienawidziłam. Roztaliśmy się. To był trudny okres . To była moja decyzja świadoma przemyślana. Ale każdego dnia bolało jeszcze bardziej. tak przetrwałam 11 miesięcy. Po pewnym czasie był ktos inny, imprezy, szalone wakacje, poprostu zaczęlam żyć. Ale on był zupełnie inny niz mój misiu, traktował nas jak gre i ja wiedziłam że to tylko zabawa nic poważnego ale wtedy tak było ok. Wiedziałam że nie będzie umiał mnie pokochać, ze ja go nie pokocham. Ocknęłam się dopiero pewnego poranka kiedy zaspana zwróciłam się do niego imieniem moje misia. zrozumiełam ze nie potrfię przestać go kochać . wszystko inne to kłamstwo. Wróciliśmy do siebie chociaż obydwoje zarzekaliśmy się tego. ZA MIESIąC ZAMIESZKAMY ZE SOBą!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Kropka  02.09.2006 zgłoś

Strasznie żal mi dziewczyn które są skrzywdzone przez facetów...lecz wiem ze zawsze wina stoi z dwóch str a nie z jednej:/ my często nie chcemy się do tego przyznać bądz twierdzimy ze to on jest ten najgorszy a ja jestem ta święta... Dziewczyny patrzcie obiektywnie na swoje związki :) Nie pod kątem on jest ten be a ja ta cacy

Autor: Kropka  02.09.2006 zgłoś

Do Paula Całkowicie się zgadzam z Tobą ze coraz mniej jest kobiet które to zauważają .. niestety teraz liczy się wypchany portfel , fajna bryka i gościu który nie miesci sie w futrynie drzwi:/ ale musze powiedzieć ze jest tez mało facetów którzy pielęgnują miłość i dbają o swoje kobiety aby zawsze na ich buziach był uśmiech.... Kobiety wymagają aby je szanowano lecz czy one sie szanują w dzisiejszych czasach ? Jak można szanowac kobiete która klnie jak szewc, czy pije do upadłego nie mówiąc juz o ubiorze!! A to taka mała uwaga dla wszytskich : Miłość trzeba pielęgnować czy to miesiąc po ślubie , 20 lat czy 50 i do tego naprawdę trzeba poświęcenia i serca. Jeśli potraficie znależć odbicie duszy w oczach partnera/ki to przekonacie się ze miłość istnieje i to ta na wieki:)

Autor: decyzje  02.09.2006 zgłoś

czytam wypowiedzi i mysle ze one pomagaja mi w bardzo waznej decyzji. mianowicie, chyba tak naprawde nie chce wyjsc za maz, bo wtedy problem z podjeciem decyzji o rozstaniu jest pomnozony przez sto. trzeba walczyc o bycie razem, ale przede wszystkim trzeba pamietac aby byc zawsze niezalezna osoba, miec swoj swiat, swoich przyajciol, swoje hobby ! partner potrafi byc bardzo zajmujacy i czasami mamy wrazenie ze nic wiecej nam do zycia nie potrzeba,ale to jest do pownego czasu!

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

To prawda, ale sa i rowniez faceci skrzywdzeni przez kobiety, ja jestem jednym z nich a mimo to nie twierdze, ze to byla tylko wina kobiety, sam nie uwazam sie za ideal i daleko mi do tego, wiem ze tez popelnialem bledy, ale taka juz nasza ludzka natura. Mimo kilku krzywd jakich doznalem od plci pieknej nadal kocham kobiety, a to ze wsrod zarowno kobiet jak i facetow zdarzaja sie te zgnile jablka to trudno... trzeba isc dalej i szukac swojego szczescia a nie tkwic w miejscu uzalajac sie nad soba i zwalajac wine na te druga polowke... Wiecej krytyki wobec nas samych, jeszcze nikomu to nie zaszkodzilo a w wielu sprawach moze tylko pomoc.

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Kropko juz jestem Twoim wielbicielem ;) 100% racji.

Autor: Kropka  02.09.2006 zgłoś

Do Faceta : hehe:) miło mi :) ja też bardzo lubie Twoje wypowiedzi:) ciekwi mnie tylko jedno ile masz lat:>bo naprawde Twoje wypowiedzi są czysto życiowe:)

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Zaspokoje Twoja ciekawosc Kropeczko... mam dokladnie 30 lat (skonczylem w lutym), od prawie 3 lat mieszkam w Londynie. Mimo mojego mlodego wieku, wiele w zyciu przeszedlem i doswiadczylem, a jak wszyscy wiedza to zycie jest najlepszym nauczycielem... Pozdrawiam Kropeczko i bede oczywiscie dalej sledzil ten temat...

Autor: ada  02.09.2006 zgłoś

do kropki.. czy ty czasami nie jestes moja siosra ktorej nie znam... mam takie same zdanie o milosci dwojga ludzi ...,, jak dbasz tak masz.,,

Autor: Kropka  02.09.2006 zgłoś

A bardzo dziękuję za odpowiedz:) bo właśnie zastnawiałam czy równie młody człowiek jak ja może mimo wieku duzo wiedzieć o życiu i jeszcze wynieść z przykrych sytuacji i tych miłych cos pouczającego:) Życzę Ci aby Twoje życie ułożyło się pomyślnie tak jak moje pełne miłośc do tej jedynej osóbki:)

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Dzieki Kropeczko, ja tez mam taka nadzieje, ale nie rozmawiajmy juz o nas bo to nie nasze prywatne forum ;). Pozdrawiam...

Autor: Kropka  02.09.2006 zgłoś

Do Ady : nie niestety nie jesteśmy siostrami:P przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo:) ale cieszę się że są jeszcze ludzie którzy myślą o miłości dwojga ludzi a nie tej samolubnej i egoistycznej ...pozdrawiam:)

Autor: amelia  02.09.2006 zgłoś

Do Faceta: Serdecznie cię pozdrawiam i mimo tego, że jestem kobietą, zgadzam się z tobą w stu procentach. Wprawdzie nie jestem mężatką, ale trochę znam facetów. Większość kobiet tutaj rzeczywiście użala się nad sobą i są złego zdania o mężczyznach, nie widząc czasem winy w sobie. Poza tym niektóre z nich mimo tego nie chcą odejść, bo boją się samotności. Moje panie, samotność nie jest wcale taka straszna, ja długo jestem sama i żyję i jakoś nie straciłam poczucia własnej wartości, wręcz przeciwnie. Nie rozumiem, jak można zakochać się w mężczyźnie, a potem patrzeć na niego z obrzydzeniem...Przecież mężczyźni to tacy sami ludzie jak my, też mają chwile słabości i potrzebują wsparcia.

Autor: Facet  02.09.2006 zgłoś

Do Amelii: Dzieki za mile slowa, ciesze sie ze sa wsrod kobiet jeszcze takie, ktore probuja nas zrozumiec a nie obrzucac blotem... Pozdrawiam

Autor: hienka  02.09.2006 zgłoś

ja zawsze wiedziałam ze jest miłosc choc jeszcze jej nie doznałam bo zawsze się spażę ale mimo to to wierzę że będzie lepiej bo co nam pozostaje???

Autor: Sylwia  02.09.2006 zgłoś

Zawsze starałam się być idealną partnerką - on jest piłkarzem, więc od pon do pt znikał na całe dnie na treningi, w weekendy mecze, a piątkowe wieczory spędzał z kolegami w barze - nie mówiłam nic, starałam się to rozumieć- piłka była jego całym życiem i dlatego nie robiłam mu żadnych awantur, żadnych scen zazdrości, gdy rozmawiał z koleżankami. Na samym początku naszej znajomości wszystko było takie kolorowe - potrafił znaleźć czas w środku tygodnia na spacer i rozmowe. Jednak im więcej czasu mijało tym bardziej okazywało się, że tak na prawdę na samym początku nie był sobą, tylko doskonale grał. Z każdym miesiącem było gorzej. Spotykaliśmy się coraz rzadziej - raz na kilka tygodni. Gdy miałam ochotę na kino, on chciał zostać w domu, więc nie wychodziliśmy, przestaliśmy ze sobą rozmawiać - jedyne co nas łączyło to seks. Jestem prawie pewna, że nigdy mnie nie kochał, choć ja jego tak - poprostu umiałam z tym żyć - tylko teraz pytam samą siebie "po co?" miesiąc temu oświadczył mi, że to koniec, bo poznał kogoś na kim mu zaczyna zależeć. Nie mieszkaliśmy ze sobą, ale mieliśmy parę swoich rzeczy, więc spotkaliśmy się jeszcze ostatni raz dokładnie na minutę, żeby je sobie oddać. Do ostatniej chwili starałam się być tą "idealną" choć wiedziałam, że ona czeka na niego przed moim domem - sam mnie o tym poinformował, pożyczyliśmy sobie szczęścia i rozstaliśmy się ze sztucznym uśmiechem- mój był sztuczny, on wyglądał na szczęsliwego. gdy zamknęłam drzwi jedyne na co było mnie stać to śmiech z samej siebie - faktycznie miałam powód do śmiechu, ale uznałam, że lepsze to niż płacz - przecież "idealne partnerki" nie płaczą. od roku wiedziałam, że wcześniej czy później i tak się to stanie - albo on odejdzie, albo ja to zrobię. miałam nadzieję, że zdarzy się to drugie, ale okazało się, że za bardzo zwlekałam z tą decyzją - nie miałam chyba odwagi. a teraz postanowiłam się zmienić i bardziej dbać o siebie. teraz codziennie ćwiczę pare godzin, zmieniłam sposób odżywiania, codziennie ubieram się i maluję tak jak robiłam to gdy mialam się z nim spotkać - mam nadzieję, że spotkam go za jakiś rok w jakimś barze, by spojrzał na mnie i poczuł co tak na prawde stracił, ale wtedy ja powiem mu, że szukam kogoś kto będzie mnie kochał zawsze a nie tylko wtedy gdy ładnie wyglądam. przepraszam, że to takie długie, ale miałam na prawde potrzebę opisania tego.

Autor: kropeczka  02.09.2006 zgłoś

witam! Przeczytałam wszystkie wasze opinie bo ja niestety po 20 latach stanęłam przed delymatem zostać wtym nieudanym związku czy odejść !?Ale macie racje to trudna decyzja po ta długim okresie tym bardziej jak ma sie dzieci i pewny dorobek życia a ja wiem że podział to nic przyjemnego.No i dzieci nie chcę ich skrzywdzić ale tak jak czytałam to czy to jest dobre dla nich jak widzą że my sie nie kochamy że spimy osobno że kłócimy się że każda rozmowa kończy sie kłotnia bo my nie mamy żadnego wspólnego zdania na żaden temat.Nawet o kolor ścian potrafimy się pokłocić.Ja długo trwałam w tej beznadzieji chociaż naprawde próbowałam wiele razy rozmawiiać ale mój mąż za wszystko zawsze mnie obarczał winą no i chyba nadszedł taki moment że nie mam ochoty cokolwiek tłumaczyć czy naprawiać i chociaż boję sie przyszłści bo nie wiem co mi przyniesie to swierdziłam że trzeba to skończyć i widzę że wiele jest nas w takiej samej sytuacji po przeczytaniu waszych listów oczywiście są przeciwnicy i zwolennicy ale to dobrze bo można wypośrodkować.Pozdrawiam wszystkie zawiedzione

Autor: Anka86  02.09.2006 zgłoś

Od dawna coś mi w nim nie pasowało, ale chyba podświadomie bałam sie zostać sama. Mimo to zrobiłam sie opryskliwa, choć nie uważam, że nie chciałam dla niego dobrze. On zawsze był numer jeden, liczył sie najbardziej, jego potrzeby były najważniejsze. I stało sie...to on zerwał! Z tego wszystkiego chyba najbardziej boli odrzucenie! Niby chciałam zostać sama ale słowa "nie kocham cie już " wciąż dzwonia mi w uszach. Strasznie ciężko dojść do siebie i wogóle nic nie jest tak jak człowiek myślał...

Autor: już sama...  02.09.2006 zgłoś

to się poprostu czuje, wie się, że to już koniec. Ja i 'moj facet' właśnie się rozstaliśmy po roku. Czuję się okropnie :(

Autor: Malgorzata  02.09.2006 zgłoś

witam :) przeczytalam wiele komentarzy i to co mnie w nich uderza to niedojrzalosc. Milosc romantyczna istnieje tylko w filmach. Prawdziwa milosc..ktora pielegnacji i troski..jest jeszcze wspanialsza od tej romantycznej..na pozor bardziej atrakcyjnej. Na poczatq trzeba byc swiadomym czego sie chce..co nie jest latwe gdy jest sie zakochanym. Poza tym..jesli zalezy nam na zwiazq..zapomnijmy o dumie i obrazaniu sie. W zwiazq nie pracuje sie tylko nad zwiazkiem..ale takze nad soba.. Czyli napisalam cos co kazdy i tak wiedzial i wie..ale moze niektorzy wymagali przypomnienia ;) pozdrawiam PS Polecam ksiazke Sztuka kochania, Fromma.

Autor: amelia  02.09.2006 zgłoś

Po tych wszystkich smutnych listach o rozpadających się związkach można zniechęcić się do małżeństwa. W mojej rodzinie były dwa rozwody, wśród znajomych także kilka. Mimo to myślę, że mamy takie życie, jakie sami sobie stworzymy. Sa przecież pary, które są szczęśliwe , m.in. dlatego, że mają ze sobą dobry kontakt, rozmawiają szczerze, szanują się i są wobec siebie uczciwi. Przydałby się jakiś budujący przykład...

Autor: Aala  02.09.2006 zgłoś

Hmm wypalenie zwiazku: mozna poznac po tym ze 2 bliskich ludzi juz prawie ze soba nie rozmawia,o sprawch waznych i mniej waznych.Zaczyna inaczej sobie organizowac czas i ma go coraz mniej dla nas.Wszczyna nie potrzebne kłotnie i mowi ze to przez nas bo cos robimy nie tak. A gdzy pytamy w prost to mowia ze jest dobrze jak jest, a za jakis czas dowiadujemy sie ze odchodza ...albo co gorzej tkwimy w tym nie zadowoleniu przez lata....

Autor: Aala  02.09.2006 zgłoś

Dziewczyny,kobietki :pamietajcie ze zawsze musicie miec cos co w zwiazku nalezy tylko do was! obojetnie czy to jest przyjazn jednej kolezaki,czy bieganie z psem po łace obojetnie co.Wazne zeby było to cos wasze!Nie wazne czy bedziecie zona,kochanka czy dziewczyna ale musicie miec to cos tylko wasze bo jak sie zwiazek konczy to zostajecie z niczym...a tak macie to cos co jest tylko wasze.

Autor: m - zgoszknialy z zalu  03.09.2006 zgłoś

To co napisala Olga to soczyste zycie, ja sie staram jak moge oddaje calego seibie, utrzymuje dom i rodzine, a ona podnosi wciaz poprzeczke i mowi ze mnie nie kocha nie nawidzi, bo ja tlamsze i wogole... tyle ze tak nie jest i Ona nakreca sie sama w kierunku nienawisci, kazda rozmowa to utopia... mezczyzna chece dobrze, i co z tego kiedy on szanuje a ona nie - ma w D... bo jej sie nalezy a jemu nie odrobina ciepla... smutne a to byla wielka milosc

Autor: dobry duch  03.09.2006 zgłoś

Drogie Kobietki Bez Was swiat bylby bez sensu ale taka prawda ze Wy tak samo przesadzacie jak faceci Faceci przesadzaja i Wy tak samo Faceci zdradzaja i Wy tak samo ok faceci jeszcze puszczaja baki i dlubia w nosie ;) ale generalnie wiecie o co chodzi - JESTESMY TYLKO LUDZMI!!! I jacy dla drugiej osoby taka ona bedzie dla nas Nie wymagajcie nie wiadomo czego - ale wymagajcietroche zawsze - bo wiadomo ze chlopy sie lubia rozleniwiac Nie badzcie niesprawiedliwe i dajcie sobie wytlumaczyc o co chodzi jak sie podzieje jakas dziwna sytuacja wymagajaca wytlumaczenia - ale jak wyczujecie ze klamie to nie dawajcie sie zbic z wlasnych przeczuc i nie wierzcie klamczuchowi Naprawde nie kazdy facet mysli tylko o jednym. Ale kazdy facet ma czasami ochote - tak samo jak Wy macie ochote - a jakiekolwiek formy szantazowania wspolna przyjemnoscia sa czyms bardzo nie fair! I patrzcie co bierzecie, jak gosc jest niechlujny to szanse ze nagle zmieni sie w czysciocha raczej mizerne. Badzmy realistami! pozdrawiam wszystkich :)

Autor: Karol  04.09.2006 zgłoś

i mój związek sypał się rok czasu, przestałem być taki jak na początku, nawet zapomniałem jaki byłem, nie dbałem o nią tak jak na to zasługiwała, ale nie do końca.. jednak dla niej było mało. Mało moich starań.. myślałem że robie wszystko dobrze.. po kilku rozstaniach zamknąłem się w sobie, oprócz uczucia miłości, odczuwałem nienawiść czasem do jej osoby, ale głównie do tego jak mnie traktowała. (lepiej niż kolegów, do nich się uśmiechała w czasie rozmowy, była sobą) pytam się czemu mnie tak nie traktuje jak ich.. odp: bo oni mnie nie wkurzają!!) Jej zachowań, ciągłych fochów, pretensji o takie malutkie drobiazgi. mimo swojego wieku, jest niedojrzała emocjonalnie, ma straszne huśtawki nastroju, co innego mówi, a co innego robi za chwile, jak o tym wspomniałem, to było dobrze!!! Jak wszystko co robiła według niej.. czasami przyznam miała rację, ale do błędu nie przyznała się nigdy.. to ja zawsze źle coś, zawsze na mnie winę zwalała za wszystko ( zupełnie odwrotnie jak poczucie wielu kobiet, że to one zawsze wszystko źle) jak się w między czasie dowiedziałem, jest dużo takich kobiet, o których mi mówili ludzie.. o podobnych zachowaniach.. np. ona dzwoni, on nie odbiera telefonu, bo pracuje, to już foch, ona wyłącza tel, a potem pół dnia się nie odzywa czy tak być powinno, skoro jest to nagminne, wśród młodych par, nie potrafimy się dogadać w tak prostych sprawach.. nie wierze, ze tak jest choć miałem przykładów aż za wiele! Koleżanka moja sama się przyznała, aż jej wstyd, że tak z mężem postępuje, ona przynajmniej rozumie, że źle robi.. Do tego wszystkiego chorobliwa zazdrość, nawet jak poszedłem do dentystki, to już były jazdy w stylu ( co ładna jest, całowaliście się) widocznie miłość w niej do mnie się wypaliła.. jak mówiła, jednak gdy było miło, a było i to bardzo poza chwilami kiedy się denerwowała na wszystko co robie, mówię, i na to że jestem przy niej.. (mam iść sobie), kochała mnie, dbała o to żebym był najedzony, (choć było i tak.. zarzucała mi że tylko najeść się przychodzę, jednak następnego dnia z radością gotowaliśmy pyszny obiad), dobrze sie ubierał, a ma gust, którego mi brak.. :) więc zawsze razem na zakupach. w przymierzalni doradzaliśmy sobie w czym nam ładnie i powabnie. Wtedy zawsze było wspaniale, dużo było takich momentów, byliśmy dla siebie, ja czułem się kochany i dawałem to poczucie jej.. Rozstania, niepewność związku zmieniły mnie, przestało mi zależeć, choć się starałem z całych sił to jednak było mało, prawie jak nic bym nie robił. nie pamiętałem o niej, żeby zadzwonić, pomyśleć o wyjściu gdzieś (robiłem to w niewłaściwym momencie, a jak chciała pewnie, wtedy nie pytałem, stałem się starym piernikiem, który by tylko spał, ona też to lubi) potem zmieniłem to, cały czas dla niej wszystko robiłem o co poprosiła, jednak nie zawsze potrafiłem słuchać, zapominałem co powiedziała, staczałem się psychicznie, nie koniecznie z powodu takiego związku.. życie, brak pracy przez ta miłą syberyjską zimę, dom w którym muszę mi

Autor: zagubiona puma  03.09.2006 zgłoś

Dzieki za pare.Faktycznie jest ciezko.Ale ja wczoraj obejrzalam "Fride"co to byla za silna kobieta-my tez mozemy-wiem zreszta z doswiadczenia ze mozna sie zakochac na nowo nawet po bardzo bolesnym rozstaniu(to wlasnie mnie czeka:( ).Hmmm...Szanujcie siebie i swojego partnera,sluchajcie go i znioscie krytyke wyciagajac z niej wnioski.W kazdym zwiazku trzeba sie dopasowac "dostroic" do partnera-nie jest to zmienianie siebie tylko uwypuklanie pewnych cech na rzecz innych-to jest trudne, to jest zwiazek, to jest milosc,gdy jestes gotow na takie "dostrajanie".Ja mysle ze moj mezczyzna mnie kocha(na swoj sposob)ale bardzo mnie rani i jest naprawde niedojrzaly.Ja go kocham szalenczo dlatego dluzej tego nie zniose nawet moj organizm sie buntuje-mam ost.bole serca i okropnie sie trzesne a tzn ze miara sie przebrala...Ale nie chce tego sama przed soba przyznac bo...tak bardzo gokocham a ponad 1,5 roku razem...tez nie ulatwia

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do m- zgoszknialego z zalu; chlopie ona cie poprostu nie kocha . nie moze tak byc jak opisujesz . jezeli napisales prawde o sobie to jest na swiecie druga polowa . znam wiele kobiet ktore potrafia docenic u mezszczyzny cieplo i to ze jest sie dobrym czlowiekiem; pozdrawiam.

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do ameli';po przecztaniu tego o co prosisz ; tak sa szczesliwe zwiazki ja jestem tego przykladem ,ale nie bylo latwo droga cierniowa , uczenie sie kompromisow ,zrozumienia , cierpliwoszci , i kiedy myslisz ze duzo wiesz to znaczy ze nie niewisz nic. mam jedno przeslanie do babek .. jezeli nie kochacie mezczyzny a jestescie z nim to szkoda czasu bo z tego i tak nic nie wyjdzie. ani kasa i dobrobyt nie pomoze jezeli serduszko nie bije tak ,,inaczej,,

Autor: Gal  03.09.2006 zgłoś

Po przeczytaniu waszych opinii chciałbym powiedzieć,że nie nalezy się poddawać i walczyć o zwiazek,z wyjątkiem kiedy w grę wchodzi zdrada. ( To jest definitywny koniec ) Przynajmniej dla mnie.

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Anki: Milo mi Aniu, ze w koncu doszlismy do porozumienia, przeciez wlasnie tak powinno byc. Nie nalezy podchodzic do tych spraw z emocjami tylko wszystko sobie nawzajem wytlumaczyc powoli i dokladnie. Jestem pewien, ze kiedy zamiast krzyczec na siebie, spokojnie porozmawiamy to rozwiazanie zawsze sie znajdzie i na pewno ogromna wiekszosc facetow bedzie Wam pomagac (wiem, ze sa tacy, na ktorych nic nie podziala). Tutaj rowniez apel do Was, jezeli zobaczycie, ze facet troche zmienil podejscie, to nie badzcie obojetne tylko tez w zamian mu cos dajcie, a nie jak wiekszosc z Was to robi podnoscie mu poprzeczke. Wtedy nawet najbardziej wyrozumialy facet totalnie sie zbuntuje i bedzie jeszcze gorzej niz na poczatku (Znam to z doswiadczenia)... Chyba, ze jest juz totalnym pantoflarzem i dobrze mu z tym (Ja nie jestem i nie bede). I na koniec... My tez lubimy prezenty (moze nie kwiaty), nie myslcie, ze tylko Wam sie to nalezy bo my tez ciezko pracujemy. Co do jednego z postow, ze ktoras ma tam pretensje do tesciowej, ze zle syna wychowala, moze tez powinna byc troche bardziej krytyczna wobec siebie i zastanowic sie czy aby na pewno sama tez jest dobrze wychowana. Moje panie, czas ksiazat i ksiezniczek juz dawno minal, pozostala tylko rzeczywistosc i jezeli chce sie cos dostac to trzeba rowniez dac. Ja tez wielu kobietom moglbym zarzucic niechlujstwo, lenistwo i ozieblosc... To nie tylko domena facetow... Pozdrawiam

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do gala; a co z wybaczeniem kiedy zbladzisz ... A DALEJ KOCHASZ I WARTOSCI KTORE MA KOBIETA JAKO MATKA I ZONA .

Autor: xxx  03.09.2006 zgłoś

Do Gala : Wiesz musze przyznać ze nie całkiem się z Tobą zgadzam ... bo zdrade też można wybaczyć jeśli jest to chwila słabości chwila zapomnienia, uwierz może kiedyś Ty będziesz mieć taką chwilke . Człowiek siebie nie zna i nie może przewidzieć co zrobi jak się zachowa... Czasem nasze postępowanie nie zalezy tylko od nas ale życze Ci żebys nigdy nie musiała znaleźć sie na miejscu tego który zdradził , a gdyby tak było i pomyslałbyś ze to był bład i wielka głupota ale niestety nie miałbyś już do czego wracać... A to przecież była tylko chwila.

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

po raz kolejny czytam wypowiedzi ludzi ktorzy pisza ,,zdrada ,, to koniec itp. kiedy tak strasznie boli po zdradzie , a czas jest najlepszym zimnym prysznicem . po zastanowieniu sie i zapytaniu ,, dlaczego,, i tak nie otrzymamy odpowiedzi , ale fakty i sytuacje ktorych doswiadczamy daja choc namiastke odpowiedzi ,,dlaczego,,praca nad soba daje nam spojrzenie jacy bylismy i co w jest do poprawienia, . emocje to diabel ktory ciagle nas nie oposzcza.

Autor: ewelina  03.09.2006 zgłoś

A ja jestem ze swoim chłopakiem od 4,5 roku i wszystko bylo dotad jak najbardziej ok i w sumie On nadal jest dla mnie tak samo kochany a ja ... zdardziłam go! Do tej pory nie potrafie objąć myślami tego co się stało. Od ok. tygodnia spotykam sie z kimś innym. Mój chłopak o niczym nie wie. A ja czuję się potworem. Tłumacze sobie tylko ze czas wszystko pokaże (mam 21 lat- jestem jeszcze gówniarą) .

Autor: realista?romantyk? poza definicją  03.09.2006 zgłoś

21 gówniara! a myślenie zostawiła w przechowalni u Pana Bozi? "spotyka się" !! chłopak o niczym nie wie... z nim też się spotykasz? i używasz ich na zmianę? bo tak "chop siup zmiana d..." czy co innego? co to za miłość w której nie ma porozumienia, w której nie chcę zadać bólu, w której bliskość tego bliskiego daje i namiętność i poczucie bezpieczeństwa smak ciała jest nie podobny i wyjątkowy a zwyczajne milczenie przy lampce wina jest jak wędrowka po nieznanych zakamarkach pragnienia , czucia i myśli? jeśli nie mamy sobie NIC do powiedzenia, nie umiemy wspólnie milczeć, i nie mamy ciekawości wspólnej wędrówki po świecie i niebycie, a bliskość ciała nie jest wspólnym odejściem w nieznane w którym słyszymy tylko własny krzyk i widzimy łzy rozkoszy.... ...to zostawmy człowieka w spokoju, dajmy szansę na przeżycie czegoś co poruszy umysł i trzewia, i najpiękniejsze dźwięki duszy.... to jest możliwe a ja jestem tego żywym przykładem i nikt ani nic nie zabierze mi tego czucia ....nigdy

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Ady A moze czasami przydaloby sie zastanowic co zrobic zeby tego "zimnego prysznica" komus nie zafundowac?Dla mnie zdrada to definitywny koniec zwiazku.Nie ma czegos takiego jak chwila slabosci.Jezeli sie kogos szczerze kocha to trzeba miec tez na uwadze ze ta nasza "chila slabosci" jest dla tego kto zdradzil krotka chwila przyjemnosci,ale dla partnera/ki to bol juz do konca zycia i z tym wlasnie musimy sie liczyc decydujac sie na taki krok.Oczywiscie ze czesto rzadza nami emocje i swojej natury tez nie da sie ukryc,ale wlasnie tym sie roznimy od zwierzat ze mamy uczucia wyzsze i w takiej sytuacji powinno sie nacisnac na hamulec(trzeba go sobie zainstalowac w glowce jezeli decydujemy sie na zwiazek).Zwiazek to jest tez odpowiedzialnosc za ta druga osobe, a ja nigdy w zyciu nie chcialabym sie czuc winna za bol partnera,nigdy sama sobie tego bym nie wybaczyla,nawet gdyby on mi wybaczyl.Inaczej jest ze zdrada psychiczna,bo nad swoimiuczuciami zaden czlowiek nie jest w stanie zapanowac.Pzdr:-)

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

Do Anki: Aniu masz 100% racje, podpisuje sie pod Twoim komentarzem.

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

aniu moje wypowiedzi dotycza okresu kiedy sama i z pomoca ,musialam sobie poradzic z takim doswiadczeniem ze strony partnera ,i to nazwalam ,,zimnym pryszniem ,, czas nad ktorym zastanawiasz sie nad caloksztaltem zwiazku do obcnej chwili. masz racje ze mamy rozum, ale czy wszyscy go maja tak jak bysmy tego oczekiwali. piszac do ogolu i besposrednio do osob ,kieruje sie swoimi doswiadczeniami a nie udaje ,,pania profesor psychologi,, . pozd.

Autor: liquid  03.09.2006 zgłoś

oj jakie Wy wszystkie biedne jesteście !!! a faceci myślicie, że uczuć nie mają ?? wydaje mi się, że na udany związek muszą pracować obie strony... jeśli jedna odpuszcza i przestaje starać się o drugą osobę, to po jakimś czasie i ta druga przestaje....ZROZUMCIE TO !!! nie twierdzę, że faceci zawsze są super, mamy swoje wady - jak każdy !!! wiem, jak to jest - kobiety chcą kochającego partnera, czułego, oddanego itd., jednak czasem gdy go mają, nie dostrzegają tego tylko stają się oziębłe, zrezygnowane, chyba same nie wiedzą czego chcą...a wymagają tego od mężczyzny !!! widząc takie zobojętnienie, facet z czasem też przestaje się starać, bo ile można zabiegać o osobę, której nie zależy... ?? te kolorowe gazetki robią Wam wodę z mózgu (nie chcę nikogo obrażać), ale ta emancypacja jest powodem wielu rozstań...... APELUJĘ O POŚWIĘCENIE WIĘKSZEJ UWAGI SWOIM PARTNEROM (z obu stron) - przecież mężczyźni nie są jasnowidzami i MÓWIENIE O SWYCH POTRZEBACH DRUGIEJ OSOBIE - RAZEM, GDY CHCEMY, MOŻEMY WIĘCEJ ZDZIAŁAĆ !!!! pozdrawiam

Autor: kejcioszek  03.09.2006 zgłoś

zwiazek sie wypala kiedy facet w rocznice wyjezdza na caly dzien, kiedy w urodziny partnerki idzie na urodziny do kolegi...czyli tak, jak zrobil moj facet.

Autor: realista?romantyk? poza definicją ...  03.09.2006 zgłoś

liquid masz rację każdy człowiek, czy to "męski" czy to "żeński" potrzebuje ciepła, szacunku, poczucia bezpieczeństwa, czułości.... bycia widzianym!! i ....ważnym dla nas z naszego wyboru pozdrawiam:-)

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

liquid: Dobre podsumowanie tego co wczesniej probowalem wyjasnic co niektorym "biednym" kobietom.

Autor: Aga  03.09.2006 zgłoś

A moj mi ostatnio powiedzial, ze kocha mnie bardzo ale jak najlepsza kolezanke :((

Autor: liquid  03.09.2006 zgłoś

taka jest prawda - niektóre kobiety myślą, że facet to maszyna - powinien pracować na rodzinę, dbać o kobietę i być twardym jak facet !!! ale facet też musi widzieć, że jego starania są doceniane.... niekiedy kobiety są już tak przyzwyczjone do adoracji swych mężczyzn, że stwierdzają, że to im się należy i zawsze ma tak być albo jeszcze lepiej... ale czy Wy drogie panie zawsze tak staracie się dla mężczyzn jak oni dla Was ?? często czytam wypowiedzi różnych kobiet, które mają w związku wszystko : miłość, dobry seks, oddanie partnera, ale JEDNAK CZEGOŚ IM BRAKUJE !!! nie twierdzę, że wszystkie kobiety tak mają, ale mogę posunąć się do stwierdzenia, że większość.... ŻYCIE NIE JEST BAJKĄ - ABY STWORZYĆ UDANY ZWIĄZEK NALEŻY STARAĆ SIĘ CAŁE ŻYCIE.... czasem odchodzicie do innych facetów by stwierdzić, że po okresie fascynacji, życie staję się takie jak z poprzednim partnerem..... ZACZNIJCIE DOCENIAĆ STARANIA MĘŻCZYZN (a jeżeli Wasi partnerze to dojrzali mężczyźni) TO GWARANTUJĘ ŻE ONI DOCENIĄ WAS JAKO KOBIETY !!!! pozdrawiam

Autor: martin_34  04.09.2006 zgłoś

ciezko spisac na straty dorobek calego zwiazku,chwile dobre,zle,usmiechy czasem lzy...wyczulem ,ze cos zaczelo sie wypalac kiedy moja partnerka stala sie mniej dociekliwa z kim i dokad wychodze czasmi,co planuje w weekend...na poczatku zwiazku bylo to nie do pomyslenia.Rozmowy prawie zanikly z wyjatkiem komunikowania sie,usmiech byl rzadkoscia... bardzo to boli...zebralem sie na odwage i zapytalem dokad zmierzamy i czy jest jescze sens to ciagnac... po kilku dniach cos w niej peklo,zaplakana powiedziala ze rozwazala zakonczenie zwiazku -bez przyczyn rodzaju -zdrada itp -po prostu chciala na nowo przechodzic przez etap fascynacji nowym zwiazkiem i odczuwaniem nowych,swiezych doznan ( mechanizm takze czesto wystepujacy u nas panow :-)), ale gdy wyobrazila sobie ze w jej zyciu moze juz nie byc miejsca dla mnie,dla tych wszelkich mniejszych i wiekszych radosci i czynnosci wykonywanych wczesniej razem - zrozumiala i byla dumna ze pokonala w sobie zwyczajna ludzka slabosc i pokuse pojscia w slepa uliczke - wygrala a raczej wygralismy,a moje uczucie do niej umocnilo sie jeszcze bardziej,jestesmy razem szczesliwi :-)) pozdrawiam wszystkich

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Ady Ja tez nie jestem "pania profesor psychologii",ale uwazam ze pare jej krotkich lekcji kazdemu z nas by sie przydalo.Ja na studiach mialam przez rok psychologie i powiem ci szczerze ze dzieki temu wiele rzeczy zrozumialam,a przede wszystkim roznice w mysleniu kobiety i mezczyzny.Chociaz wiekszosc tego o czym tutaj pisze wyniki z mojego wlasnego doswiadczenia i obserwacji roznych zwiazkow.Tu masz racje-kazdy zwiazek jest inny, ale to dlatego ze kazdy z nas jest inny.Po moich doswiadczeniach juz wiem jaki zwiazek chce stworzyc,chociaz zdaje sobie sprawe ze to tez nie musi oznaczac ze odniose sukces.Bede stawac na rzesach zeby zrozumiec mijego partnera,a jezli to mi sie nie uda to przynajmniej postaram sie to zaakceptowac.Ale to tez w przypadku zdrady nie mailoby miejsca.Wspolczuje ci tego co musialas z nim "przezyc".Podejrzewam ze nawet teraz musi ci byc ciezko, bo tego bolu nigdy sie nie zapomina.Ja nie umialaby wybaczyc zdrady bo...po 1sze-szybciej bym zwymiotowal(za przeproszeniem)niz bym go dotknela(co oznacza abstynencje seksualna do konca zycia),a po 2gie nie umiem zaufac osobie po raz drugi.Dla mnie zaufania nie da sie odbudowac,a zwizek bez zaufania nie ma szans przetrwania.Wiem ze poelniamy bledy,ale ja potrafie wybaczyc tylko te "nieswiadome"- jezeli ktos nie zdawal sobie sprawy ze tym co robi moze mnie skrzywdzic,a zdrada jest "swiadoma"-tu nie ma "niechcacy"Pzdr

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

I znowu strzal w 10-tke liquid :)

Autor: mala  03.09.2006 zgłoś

jestem mezatka od 9 lat przez te lata mieszkalam u tesciow moj maz nie chcial swojego mieszkania ja odwrotnie mieszkajac z tesciami robilam wszystko zeby wszyscy byli zadowoleni a ja nie wazne w rzeczywistosci nie czulam szczescia wewnetrznego moj maz patrzyla na siebie i an rodzine jest bardzo zzyty z mama mieszkajac tam zawsze byl schemat rano do sklepu po buleczki dla meza pozniej obiadek a on lozko telewizor kopmputer itp.przyszedl taki dzien postanowilam kupic mieszkanie on po dlugich namowach sie zgodzil zaczelam zalatwiac wszystko i sie rozmyslil bylo juz po fakcie kupilam miszkamy razem ale on sie strasznie zmienil wygaduje mi wszystko wyzywa mnie dla mnie to szok zawsze taki cichy wszyscy uwazaja go za spokojnego ulozonego czlowieka a on barzdo mnie krzywdzi ostatnio kazala mi sie pakowac i wyprowadzic przy swoich znajomych teraz przeprasza ale to nie pierwszy raz mieszkamy sami dopiero 2 miesiace i jest coraz gorzej nie wiem co mam zrobic czuje do niego wstret i zal nie rozmawiamy ze soba spimy oddzielnie narazie tak jest dobrze nie wiem jaka podejme decyzje potrzebuje czasu i spokoju pozdrawiam wszystkich.

Autor: liquid  03.09.2006 zgłoś

dzięki facet - widzę, że mamy podobny punkt widzenia !!! pozdro

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do faceta; gosciu piszesz ze sie zgadzasz z kobietami ktore pisza ze nie wybacza , nie znam ciebie jakim jestes mezszczyzna i chyba nie chcialambym cie poznac osobiscie , odnosze wrazenie ze pierdzisz slodko tam gdzie tobie przyklaskuja, z pelmym szacunkiem do twoich pogladow, i jeszcze jedno sztuka wybaczania ,, zgadzam sie jezeli chodzi o jeden blad ,,zdrada,, jest testem naszej prawdziwej milosc do drugiej osoby . zycze tobie zebys nigdy nie zdradzil swojej partnerki. jezeli sie to zdarzy prosze nie mow jej o tym . pokomanie bolu bez pomocy jest bardzo trudne i nie kazdemu to sie udaje' mnie to sie udalo ...ale do tej pory krew mnie zalewa jak sobie o tym pomysle. prawdziwa milosc jest wtedy kiedy sie umie wybaczac w granicach rozsadku.

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

Do Ady: Cos Ci powiem Ada tak szczerze i dosadnie, ja mam swoje wlasne poglady i ostro sie ich trzymam, przyklaskuje tylko tym, ktorzy sie z nimi zgadzaja i probuje pokazac problem z drugiej strony tym, ktorzy mysla inaczej, czyli wam kobietom. Co do wybaczenia to mialem na mysli inne grzeszki niz zdrada... Tu sie zgadzam tylko z tymi, ktorzy zdrady nie wybaczaja. Sa pewne granice, w ktorych mozna tolerowac zachowanie drugiej strony, a zdrada daleko ja przekracza. Czy Ty naprawde myslisz, ze jezeli facet Cie zdradzil, a Ty mu wybaczylas to nie zrobi tego drugi raz? Jezeli tak myslisz to niestety kolezanko ale wychodzi na to, ze jestes bardzo naiwna. Facet wykorzystujac sytuacje, ze i tak mu wybaczysz, zrobi to kolejny raz a potem nastepny, a Ty tylko bedziesz sie zastanawiac gdzie znowu popelnilas blad. To samo dotyczy zreszta facetow, ktorzy wybacza zdrade kobiecie. Ja mam jedna zasade, potrafie wybaczyc wiele, ale nigdy nie wybacze zdrady bo to juz lamie wszelkie zasady zwiazku. Chcesz mojego szczerego wyznania... Ok Ja nigdy zadnej swojej kobiety nie zdradzilem, jestem osoba ktora najpierw wymaga od siebie a potem od innych. sam natomiast zostalem zdradzony i zwiazek natychmiast zakonczylem jako, ze jak powiedzialem sa pewne zasady i granice, ktorych nie mozna przekroczyc. Jezeli pozwolisz partnerce lub partnerowi na zbytnia "wolnosc" to czeka Cie tylko cierpienie. mam nadzieje, ze wyjasnilem Ci moj punkt widzenia, jakbys miala jakies pytania to prosze, ale nie mow ze komukolwiek tutaj sie podlizuje...

Autor: michał23  03.09.2006 zgłoś

Oto prawdziwa historia jaka mi sie przydażyła Jak ją poznałem ,okazało się ze była zareczona i miała za 2 tygodnie własny ślub ale dla mnie odwołała wszystko ,zerwała zaręczyny z chłopakiem którym była 5 lat. I tak zaczeliśmy ze sobą być ,od początku coś zaiskrzyło pomiedzy nami ,to było cudowne ,nie było sekundy spredzonej osobno, darzyliśmy się wielkim uczuciem ,po kilku dtygodniach zdecydowalismy ze soba zamieszkać ,i po 2 miesiacach mieszkalismy juz razem ,było cudwnie ,z czasem jednak zaczelismy sie kłócić o małe sprawy ,o wyprowadzenie psa ,albo o umycie naczyń,jednak nie bylo wielkiej kłótni . Zreszta po kazdym nieporozumieniu starałem sie rozmawiac o tym co sie wydarzyło Problemy sie zaczeły gdy nagle straciłem prace i juz nie moglslismy sobie pozwolic na wszystko tak jak kiedys . I zaczeło się robić źle ,pewnego dnia przyszła z pracy i powiedziała do mnie ;witaj mój kochanku; ,te słowa mnie tak oburzyły że postanowiłem odejść. Jedak porozmawialismy i postanowiłem dać jej szanse . Ja jednak postanowiłem się odegrać i załozyłem konto na randce ,chciałem jej pokazac ze wcale nie jest jedyna i że moze mnie stracic. Pewnego dnia ona to odkryła i zrobiła mi awanture ale po rozmowie dalismy sobie szanse . Poźniej wszystko było juz dobrze (jakies 2 miesiace) az tu nagle pewnego dnia ona mi mówi ze to juz koniec . Ja poprosiłem ją o czas żeby sie zastanowiła i ona na to przystała ,oczywiscie wyprowadziłem sie od niej ,w tym czasie starałem sie ja zaskoczyć ,kupowałem kwiaty, maskotki ,wypady do krakowa ale to nic nie dało ,ona stwierdziła ze chce byc sama i ze tak jest jej narazie dobrze . Ja ja nadal kocham a chodz mineły 2 miesiace od naszego rozstania to bardzo chciałbym jeszcze z nia byc , wiem ze ja tez popełniłem mnóstwo błedów i sprawiłem jej duzo przykrosći ale ja kocham zawsze na zawsze . Jak myslicie czy mam jeszcze o nia walczyć ,bo wiem że warto bo nic juz nie jest takie jak było wczesniej bez niej moje życie straciło sens ..........

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

Do Ady: Powiedz mi jeszcze, w ktorym miejscu napisalem ze zgadzam sie z kobietami, ktore wybaczaja zdrade. Nie sadze zebym tak napisal i chyba zle zrozumialas tekst, ktory napisalem.

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do faceta; dokladnie przeanalizowalam twoja wypowiedz. jest okrutna i bolesna , kobietki moze i sa troche,.. poprostu bardziej ufne a nie jak nazwales naiwne. prawda jest dla mnie najwazniejsz bo wtedy staram sie myslec realnie . co tego ze piszesz ze tego nie wybaczysz . moim zdanie bardzo sie boisz bolu ktory juz znasz. ja tez . go znam i panicznie sie go boje.jestes mezczyza i piszesz tak jak oni mysla z jedna roznica ze moze troche bardziej rozumiesz ich potrzebe szcunku , poczucia bezpieczenstwa. i tego uczucia ktore pozwala nam wybaczac. dlaczego piszesz ze jak raz sie zdazy to i drugi... to pomimo tego ze tak bywa nie jest do konca prawa.

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do faceta ; czytaj dokladnie i nie pisz nieprawdy [ odpowiadam co do twojego pytania]

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do faceta ; czytaj dokladnie i nie pisz nieprawdy [ odpowiadam co do twojego pytania]

Autor: hasa  03.09.2006 zgłoś

to także mój problem od 9 lat jestem w związku partenrskim i strasznie chce go skończyć-on od początku nie pracuje bo ma problem ze znalezieniem pracy(podobno ze względu na wiek-50,ale tak naprawde bo nie umie być z ludzmi,)na początku nawet mi to nie przeszkadzalo,współczułam ,byłam zakochana, potem zaczęły sie jego intrygi w mojej rodzinie,drobne nieuczciwosci,które bolą, kłamstwa, rozmawiam o rozstaniu,proszę ,tłumaczę robie awantury-ale on się ode mnie nie wyprowadza-po prostu mu wygodnie-utrzymanie za darmo,status społeczny,itp tylko ja nie wiem czy nie skonczy sie wymianą zamków przy drzwiach wejsciowych-bo chyba to jedyne wyjście boję sie samotnosci ale chyba to lepsze niż lezenie w łóżku z kimś do kogo nic nie czujesz,oprocz niechęci,z kim sie nie wychodzi,kto jest znany w małym miescie jako osoba wręcz zaburzona a ja? jestem na granicy,czasem myślę o samobójstwie bo nie mam siły sie szarpac też tak myślę jak faceta ktory sie trzyma mojego zycia rękami i nogami-wyprowadzic z niego??

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

Ada: W kilku moich wypowiedziach napisalem, ze kocham kobiety i cenie Was bardzo bo wiem, ze zawsze sa te dobre i te zle. Nie mozna uogolniac, ze wszystkie kobiety czy wszyscy faceci sa tacy sami bo wiele osob moze to urazic. Ja w swoim zyciu natrafilem na te zle ale takze na takie, ktorym do konca zycia bede zyczyl zeby byly bardzo szczesliwe, mimo tego ze nie jestesmy juz razem. Niestety zwiazek wymaga poswiecen z obu stron i jezeli jedna ze stron bedzie tylko wykorzystywac to, ze ta druga osoba bardzo kocha i wszystko wybaczy to nigdy nie bedzie tak jak bys powinno. Powinnismy szanowac sie wzajemnie ale tylko wtedy szanujmy ta druga osobe kiedy sami czujemy sie przez nia szanowani. W przeciwnym razie nazywamy to wykorzystywaniem a nie miloscia. Przepraszam jezeli zbyt ostro Cie potraktowalem, ale nie lubie kiedy ktos zarzuca mi cos czego nie zrobilem. Tak jak napisalem najpierw wymagam od siebie a pozniej od innych, wiec skoro ja nie zdradzilbym osoby, ktora kocham tak wymagam od niej tego samego, a jezeli ona tego nie potrafi docenic to coz, ja nie zamierzam byc tu ofiara. I podkreslam, ze dotyczy to tylko i wylacznie zdrady, reszte mozna przedyskutowac i ustlic, natomiast moim zdaniem po zdradzie nie ma juz o czym dyskutowac i pozostaje sie tylko pozegnac. Przepraszam jeszcze raz, ale w tej materii bede uparty.

Autor: amelia  03.09.2006 zgłoś

Do ady: Napisałaś, że jeżeli myślę, że wiem wszystko, to nie wiem nic.Moja droga, ja wcale tego nie powiedziałam. To, co piszę, wynika z moich doświadczeń, nie urodziłam się wczoraj i wcale nie muszę być mężatką, żeby zabrać głos. Poza tym obserwując tą dyskusję może narażę się niektórym kobietom, ale przyznaję rację mężczyznom, którzy się wypowiedzieli -mówią sensownie, logicznie i mają rzeczowe argumenty. Dlatego jest mi bliższy męski punkt widzenia.

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Ady "prawda jest dla mnie najwazniejsza bo wtedy staram sie myslec realnie"???????Co????Wiesz co?To ty jestes falszywa!!Piszesz ze prawda jest dla ciebie najwazniejsza, a w poprzednim poscie napisalas dla Faceta ze jezeli zdradzi to zeby jej o tym nie mowil!!Syndrom choroagiewki???A poza tym prawdziwa milosc jest wtedy kiedy zdobywasz sie na odwage i odchodzisz po zdradzie, a nie tkwisz w takim zwiazku do konca zycia-w bolu i braku szacunku i zaufania do partnera.Po zadradzie to juz nie jest ten sam zwiazek,nie ta sama milosc-zostajesz bo sie boisz ze bedziesz sama,ze sobie nie poradzisz.A Facet mial racje!!Jak raz zdradzil to zrobi to drugi i nastepni i nastepny raz!!To oczywiscie nie jest regula, ale taki jest czlowiek-dasz mu palec a wezmie cala reke!On juz teraz wie ze skoro mu raz wybaczylas,to znaczy ze go bardzo kochasz,a skoro kochasz to wybaczysz i kolejny raz!Pzdr:-)

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do malej; szkoda czasu malenka, on nie jest ciebe wart. gnojek i niedojrzalec. sorry za imrpentynencje.

Autor: liquid  03.09.2006 zgłoś

facet >>> to Ty jesteś FACET z kafeterii ?? AMELIA >>> :)

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do ani ; nie wiesz co mowisz . i zycze tobie takiej postawt do konca zycia , a co do ,,faceta,, to cukrujesz bo ich tak naprawde nie znasz , i ja tez .

Autor: amelia  03.09.2006 zgłoś

Do Faceta: Przyznaję ci rację po raz kolejny, gdy mówisz do ady o zdradzie. Taka jest prawda, że kto zdradził raz, ten zdradzi wiele razy. Znam takie przypadki, gdy facet po pierwszym "skoku w bok" mówił, że ma wyrzuty sumienia, ale powtórzył to jeszcze kilka razy, zaprzeczając samemu sobie. Tak więc kobieta, która myśli, że to skończy się na jednym razie, jest po prostu naiwna...

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Ady Dzieki!:-)Taki tez mam zamiar i jezeli o to chodzi to swojej postawy nie zmeinie!I wiem co mowie.Nie stawiam wszystkich pod jedna kreseczka,ale taka jest natura czlowieka- raz zawiodl (jak juz wczesniej napisalam "swiadomie") to zrobi to i drugi raz.Gdybys choc troche sama pomyslala to tez doszlabys do takiego wniosku.A jezeli zgodzenie sie z czyjas opinia nazywasz "cukrowaniem" to gratuluje inteligencji!!Pzdr

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do amelki; pisalam o sobie ,mowiac ze jak,, wydaje sie, ze sie wie wszystko to nie wie sie nic ,,twoj punkt widzenia jest prawidlowy w twoich pogladach.

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

liquid: nie wiem o co Ci chodzi? Podaj mi wiecej detalii ale jesli myslisz, ze podszywam sie jeszcze pod inne nicki to bardzo sie mylisz. Jest jedna wypowiedz nie moja pod nickiem facet (zaczyna sie od malego f) moj nick to Facet i tylko takiego uzywam i nie stosuje niedojrzalych sposobow na zgadzanie sie z samym soba. Wydaje mi sie, ze jestem dojrzala osoba i nie stosuje szczeniackich trikow.

Autor: amelia  03.09.2006 zgłoś

Brawo, anka!

Autor: ada  03.09.2006 zgłoś

do ani; jestem kobieta i z kobietami . rozumiesz czy ty jestes malo inteligentna.

Autor: liquid  03.09.2006 zgłoś

facet nie obrażaj się hehe !!! pytałem czy to Ty udzielasz się na forum kafeterii pod tym nickiem ??? źle mnie zrozumiałeś.....

Autor: amelia  03.09.2006 zgłoś

Do liquida: nie wiem, czy dobrze zrozumiałam , ale amelia to ja - czyli kobieta, pod mój nik nikt się nie podszywa.

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Ady Albo odpisujesz nie do tematu albo jestem malo inteligentna...

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

To jest pierwszy raz. Jezeli inne tematy zawieraja ten sam nick to na pewno nie ja. To jest pierwszy temat, w ktorym sie udzielam. Nudzilem sie w pracy i wlaczylem sie do dyskusji bo stwierdzilem, ze sporo kobiet postrzega problem zwiazku tylko z wlasnej perspektywy, zwalajac cala wine na facetow, a zarowno Ty jak i ja wiemy, ze nie zawsze tak jest. Pozdrowienia

Autor: liquid  03.09.2006 zgłoś

coś nikt nie rozumie mych intencji !!!! do Ciebie Amelio wysłałem uśmiech poprostu !!! bo wydaje mi się że rozumiesz też naszą sytuację (naszą czyli facetów, dla wyjaśnienia) jeszcze raz :)

Autor: amelia  03.09.2006 zgłoś

Do ady : niestety nie pisałaś o sobie, wyraziłaś się w drugiej osobie. Jeśli nie pamiętasz, co napisałaś, to przeczytaj to jeszcze raz.

Autor: malenka  03.09.2006 zgłoś

...tak mowi patrzac tesknie z ukrycia "kolejny raz od poczatku inaczej moze uda sie piekny film zycia" Podobnie jak prawie kazdy z was (z wyjatkie tego co tylki chcial lizac) ja rowniez borykam sie z decyzja o rozstaniu...i "o losie"takze mieszkam w Londynie. Zalozenie Londynskiego Klubu Zlamanych Serc nie wydaje sie takim zlym pomyslem. Nie przedstawie tu jednak listy zali. Zdaje sobie sprawe z tego, ze oboje zawalilismy ale nie zaluje, bo wiem ze zrobilam wszystko by go zatrzymac. Jedno co pewne nauczyl mnie cierpliwosci i pokory. Teraz wiem, ze zle rzeczy nie zdarzaja sie tylko innym. Po za tym jak moj dziadzius mawial "co nas nie zabije, to nas umocnij" Pamietajcie o tym trzymajcie sie cieplo i starajcie sie zawsze wynosic nauke o sobie ze zlych doswiadczen. Nie ma czegos takiego jak przyjemne rozstanie.

Autor: amelia  03.09.2006 zgłoś

Do liquida: no to teraz wszystko jasne. Odwzajemniam się tym samym :-))))

Autor: zagubiona puma  03.09.2006 zgłoś

do michala 23 mysle ze jedyne co mozesz zrobic to teraz dac jej spokoj...moj byly tez chcial strasznie do mnie wrocic...zameczal mnie...telefonami, sms, wizytami, prezentami, byl WSZEDZIE! to bylo straszne i choc myslalam nad powrotem jego namolnosc mnie od tego odwiodla.Poczekaj jeszcze 2 miesiace i potem napisz do niej albo przyslij kwiaty.zapewniam cie ze jezeli cie kochala(!) to nawet jezeli z kims teraz jest to poczuje uklucie z sercu...potem gdzies tak tydzien pozniej sprobuj sie z nia umowic.jezeli cie kochala to sadze ze na pewno da jej to do myslenia

Autor: Ania  04.09.2006 zgłoś

Związek się kończy,gdy w życiu dwojga,niegdyś kochających się ludzi,pojawia się ktoś trzeci.A skad wiadomo,że z małżeństwa nic nie będzie?Gdy jedna połówka nie ma zamiaru rezygnować z tego,co sie pojawiło.Sama jestem teraz w takiej sytuacji,nie polecam nikomu,bo to życie w ciągłej niepewności,czy bedziemy razem czy nie.Dodam,że jestem tą trzecią.Nigdy nie myślałam,że wplątam się w coś takiego,ale poznałam,że to prawdziwa miłość.Nasz espotkania nie ograniczają się do seksu,jak to bywa w romansach.Nawet wyjechałam zagranice z myślą,że jeśli przetrwamy rozłękę,to znaczy,że to prawdziwe,szczere uczucie.I jesteśmy ze sobą,pytanie tylko,czy odważy się odejść od żony...no właśnie...Trzeba mieć wiarę,siłę i nadzieję...trochę smutne,ale człowiek musi wiedzieć czego chce od życia

Autor: Puncur  03.09.2006 zgłoś

Ludzie! 1.Macie jedno jedyne,dość krótkie życie,a się zadręczacie poczuciem winy,rojeniami o wlk. miłości,przyzwyczajeniem.Nie układa się?Trudno,nic się z tym nie da zrobić,szkoda czasu,bo tego wam nikt nie zwróci! 2.Na świecie jest 6 miliardów ludzi,a wy jęczycie za tym jednym,z którym wam nie wychodzi człowiekiem.Otzrąśnijcie się, i szukajcie,przeszłość t o przeszłość. 3.Nie da rady kochać dłużej jednej osoby niż cztery lata.Taka jest chemia mózgu i koniec,nie zmienicie tego.

Autor: do Anki od Wiki  05.09.2006 zgłoś

Aniu! ale ten facet nie ma ambicji. a nawet jesli jakiekolwiek sa to sie zmieniaja jak w kalejdoskopie>> 2 lata temu szedl na anglistyke, rok temu na weterynarie, studiuje informatyke a chce isc na mechanike>> prace to tylko tak zeby nic nie robic a zarobic(Ferdek Kiepski)a kobiete do przytulania , bzykania i harowania. co wtedy??

Autor: zagubiona puma  04.09.2006 zgłoś

u mnie wlasnie jest koniec.bardzo boli:( ale moge w koncu zaczac oddychac...on mi zabieral nawet tlen

Autor: ZAGUBIONY  03.09.2006 zgłoś

DO ZAGUBIONEJ PUMY I WSZYSTKICH KOBIET BARDZO PROSZĘ O PORADĘ, MAM TAKI PROBLEM. POZNAŁEM KOBIETĘ, KTÓRĄ BARDZO KOCHAM. TO NIE SĄ JAKIEŚ SZCZENIACKI MIŁOSTKI, NAPRAWDĘ MÓGŁBYM DLA NIEJ ZROBIĆ WSZYSTKO. WIDZĘ, ZĘ JĄ TRACĘ...ZACZĘŁA SPOTYKAĆ SIE Z JAKIMŚ FACETEM, ALE DZWONI DO MNIE, BO WIE, ŻĘ ZAWSZE MOŻĘ NA MNIE POLEGAĆ. DZIELI NAS DUŻĄ ODLEGŁOŚC, ALE DLA MNIE TO NIE JEST PROBLEM. CZASEM POTRAFIĘ POJECHAĆ DO NIEJ NA 2 GODZ I POTEM 3 GODZ WRACAĆ PÓŹNĄ NOCĄ. JESTEM MŁODYM PRZEDSIĘBIORCĄ, CZUJE ŻĘ UDA MI SIĘ W ŻYCIU ZAWODOWYM COŚ OSIĄGNĄĆ, JESTEM PEŁEN ZAPAŁU I MAM PERSPEKTYWY, TU NIE CHODZI O PRZECHWAŁKI, JA CIĘŻKO PRACUJĘ. ALE POTRAFIE TEN MÓJ MŁODZIEŃCZY ZAPAŁ I OPTYMIZM PRZELEWAĆ NA NIĄ. TEN FACET JEST DLA NIEJ WAŻNY, ALE MÓWIŁĄ MI KIEDYŚ, ZĘ MOZĘ BYĆ JESZCZE ZE MNĄ. PYTANIE MAM TAKIE : CO ZROBIĆ, ŻEBY BYŁA ZE MNĄ. CHCE ZMIENIĆ SWÓJ IMAGE, BYC BARDZIEJ ELEGANCKI, PRZEBOJOWY, WIĘCEJ PODRÓŻOWAĆ Z NIĄ OCZYWIŚCIE ITD. ALE JAK TERAZ Z NIĄ POSTĘPOWAĆ, BOJĘ SIĘ, ZE JEŚLI BĘDĘ NA KAŻDE JEJ SKINIENIE TO NIE BĘDZIE MNIE SZANOWAŁA. NIE CHCE INNEJ KOBIETY, KOCHAM TYLKO JĄ...

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Dzisiaj jest 29ta rocznica slubu moich rodzicow.Bardzo czesto rozmawiam z moja mama na rozne tematy-m.in. o ich malzenstwie.Jakis czas temu zapytalam sie jej czy jeszcze kocha tate.Powiedzial mi ze to juz jest inna milosc(po tylu latach)-ale bardzo go kocha!Chemia o ktorej piszesz to nie milosc!Ta CHEMIA to namietnosc i porzadania i zgadzam sie ze po paru latach jej poziom spada,ale to ze tak sie dzieje nie znaczy ze przestajemy kochac,bo to zupelnie inna rzecz.Poza tym wszystko jest kwestia dogadania sie.Jezeli partnerzy zadbaja o to zeby podtrzymywac ta namietnosc(co nie mowi ze jest latwe) pracowac nad tym,to nigdy nie wygasnie.Poza tym z tego co piszesz,gdybym tak co 4lata zmieniala faceta(bo chemii juz nie ma),to moje przyszle niedoszle dzieci mialyby przynajmniej z 10ciu tatusiow.Swietna perspektywa!!Pzdr:-)

Autor: ZAGUBIONY  03.09.2006 zgłoś

JESZCZE JEDNO, JAK ZASTANAWIAM SIĘ DLACZEGO JĄ STRACIŁEM : MYŚLĘ, ZĘ MIAŁEM DLA NIEJ ZA MAŁO CZASU...

Autor: xxx  03.09.2006 zgłoś

Do wszystkich niezdecydowanych kobiet :) Jeśli któraś ma wątpliwości co do swojego partnera to moim zdaniem powinna to załatwiać z nim a nie pytać się koleżanki kolegi czy kogoś na tym forum co ma zrobić... Uwierzcie po co mieć potem pretensje do kogoś "bo on/ona mi powiedzieli ze tak będzie lepiej więc posłuchałam" ! To ma być wasza decyzja czy z nim być czy nie i wasze życie . A to do Puncura: co do twojego 3 punktu to mam wątpiliwości albo naprawde nigdy nie kochałeś lub nie wiesz że miłość po grób istnieje!! I nie wciskaj kitu że to chemia mózgu że mozna kochać 4 lata tylko....bo to kąpletne bzdury wyssane z palca!

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

To jest pierwszy raz. Jezeli inne tematy zawieraja ten sam nick to na pewno nie ja. To jest pierwszy temat, w ktorym sie udzielam. Nudzilem sie w pracy i wlaczylem sie do dyskusji bo stwierdzilem, ze sporo kobiet postrzega problem zwiazku tylko z wlasnej perspektywy, zwalajac cala wine na facetow, a zarowno Ty jak i ja wiemy, ze nie zawsze tak jest. Pozdrowienia

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

sorry jakis blad poprzednio

Autor: Ja mąż  03.09.2006 zgłoś

Pragne wszystkie kobiety pocieszyć nam z wami też jest żle.Przed slubem udajecie jakie to jesteście dobre, jak lubice rozmowy z mamą partnera jak bardzo chcecie mieć swoje gniazdko, a pózniej jak to wszystko się u was szybko zmienia.Nagle mówić że tesciowa jest nie tak , często głowa boli a to nie tak poskładałeś pościel że za doniczką lub w koncie nie odkurzyłeś(jak tak masz robć to nie rób tego więcej) ze jestemś alkoholikiem bo jedno piwo dziennie wypijam.Ciągle coś robie nie tak......wszystko wam przeszkadz.Lepiej idzcie sobie do sklepu i godzinami wybierajcie firanki do pokoju

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Zagubionego Dobrze ze przynajmniej zdajesz sobie sprawe gdzie tkwi problem.tak jak sam napisales-poswiecales jej za malo czasu.I w summie chba nie moze miec do ciebie o to pretensji,bo masz taka prace,a poza tym mieszkacie daleko od siebie.Mi tez przeszkadzaloby gdybym nie miala faceta blisko siebie i jeszcze rzadko go widywala.Napisales ze dla ciebie to nie stwarza problemu...ale moze dla niej tak.Hm!Nie wiem co ci poradzic,bo pracy raczej nie zmienisz,ani tez sie nie przeprowadzisz do miasta w ktorym ona mieszka.Wiem ze to nie jest rada ktora chcesz uslyszec(przeczytac)...ale moze zacznij sie rozgladac za inna.Pzdr

Autor: Kropka  03.09.2006 zgłoś

Do Zagubionego Jeśli mam być szczera to ona traktuje Cię chyba jak przyjaciela z którym może zawsze pogadac.I nie stawaj na głowie dla niej bo to tylko sprawi że będziesz marionetka w jej rękach. Jestem kobietą i wiem jak kobiety lubią to wykorzystywać jęsli ktoś potrafi dla nich zorbić WSZYSTKO! Wiem że jesli ją kochasz to szybko nie minie może nawet nigdy jeżeli to naprawde miłość ale zrozum ona wybrała iinnego a Ty cierpisz... Sam powiedziałeś ze jestes mlody i masz przed sobą przyszłość ale zastanów się czy chcesz tą przyszłość i swoje udane plany zyciowe dzielić z kimś kto Cie nie kocha?Czy jest to warte abyś poświęcił się dla niej? Musisz sam odpowiedzieć na te pytania. Bo nikt za ciebie nie podejmie decyzji i co najważniejsze nie powie Ci co masz zrobić! Tylko pamiętaj aby miłośc była prawdziwa potrzeba 2 ludzi którzy oddają sobie nie tylko ciało ale i serce oraz dusze .. A czy ona Ci to chce ofiarować?

Autor: ZAGUBIONY  03.09.2006 zgłoś

POWIEM WAM SZCZERZE, DZIĘKUJĘ ZA RADY, ALE ...NIE MACIE RACJI, WIECIE CZEMU? BO JEŚLI JEST CHOĆ ODROBINA NADZIEJI, ŻE MOGĘ ZNOWU BYĆ Z NIĄ, TO MOGĘ NAWET 10 LAT O NIĄ ZABIEGAĆ. NAWET JEŚLI PONIOSĘ KLĘSKĘ TO NIE BĘDĘ UWAŻAŁ, ŻĘ STRACIŁEM CZAS, PRÓBOWAŁEM, WARTO BYŁO. JUŻ DO KOŃCA ŻYCIA BĘDĘ JEJ POMAGAŁ...

Autor: Kropka  03.09.2006 zgłoś

Do Zagubionego: Jeśli jest nadziaja że ona naprawdę Cie kocha to walcz:) Ale nie pozwól robić z siebie marionetki i zmieniać sie bo jej się coś nie podoba... Ona ma Cie kcohac takim jakim jesteś a nie tym kim będziesz jak się zmienisz...pamiętaj o tym :)

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

Do Zagubiony: Bede tu bardzo brutalny dla Ciebie... jestes cholernie naiwny, dorosnij troche... ile Ty masz lat? 15? Zreszta moze za pare lat sie obudzisz i to doswiadczenie czegos Cie nauczy... powodzenia

Autor: zagubiona puma  03.09.2006 zgłoś

hmm...niestety zgadzam sie z kropka...zreszta wiem z doswiadczenia ze "milosc to czasami za malo" mam tu na mysli syt.gdy razem nie mozecie byc...ciezko jest mi sie polapac do konca w twoim polozeniu bo szczegolow nie znam-ani ile sie znacie, ani ile byliscie razem, czy oficjalnie zerwal;iscie i w ogole jak to miedzy wami jest.jezeliona ma innego to...spusc z tonu i jezeli sie przyjaznicie(jak wnioskuje) to znajdz sobie inna babke i ktorej jej opowiesz(ale uwaga badz szczery z tamta ze nic powaznego jej nie zaoferujesz zebys czasem jej nie zranil)a co do twojej milosci...to tez pytanie czy ona cie kochala?niestety mysle ze marne szanse na happy end...odleglosc to naprawde duzy wrog...Wszystkiego dobrego!Nie patrz za dlugo na te zamkniete drzwi bo nie zauwazysz nowych ktore sie otworzyly

Autor: zagubiona puma  03.09.2006 zgłoś

do zagubionego: nie mowcie mu tak.kiedy kochasz to myslisz ze na zawsze a kiedy to sie konczy to myslisz ze umrzesz ale czlowiek moze przezyc wiecej niz mu sie wydaje!kiedys tak bardzo plakalam ze myslalam ze umre potem wpadlam w totalne oslupienie letarg na dory tydzien nie moglam nic...a potem...?zakochalam sie na nowo i mimo ze wciaz mam w sercu tamta milosc to pozwolilam narodzic sie nastepnej. zagubiony masz sile by to przezyc.czy rozmawiales z nia szczerze co czujesz?co ci powiedziala?masz jakies podstawy by zywic nadzieje? ale niestey poki co mysle ze powinies odpuscic i zakonczyc to z twarza przy wzajemnym szacunku.Ale sprobuj mnie przekonac ze jednak sie myle...

Autor: aneri  03.09.2006 zgłoś

Mam chłopaka od 2 lat i myslałam ze sie uda ale niestedy sie myliłam:( od poł roku jest inaczej, chce zerwac ale bedzie mi teraz bardzo trudno i dlatego zwlekam bo jego mama jest powaznie chora a ja jestesm duza podpora dla Niego. Nie wiem czy sie zmini gdy bedzie juz lepiej z jego mama ale obecny stan mnie bardzo meczy..:(

Autor: amelia  03.09.2006 zgłoś

Do zagubionego: Myślę, że twoja miłość do niej jest na razie platoniczna, ona bawi się toba i chyba nie traktuje cie poważnie. Do miłosci jest potrzebne zaangażowanie dwóch osób, jeżeli ona cię kocha, to wróci do ciebie, ale pamiętaj, że nie można zakochać sie w kimś na siłę.

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do xxx Forum to nie wojsko- tu sie udziela rad a nie rozkazow,wiec to jest oczywiste ze kazdy podejmie decyzje taka jaka bedzie chcial!Zrozum ze nie kazdy jest tak silny,odwazny i zdecydowany jak ty!To ze ktos komus udzieli rady nie znaczy ze ta osoba musi z niej skorzystac.A poza tym sami zaangazowani-szczegolnie jezeki chodzi o zwiazek,to zakochana osoba bardzo czesto nie jest w stanie spojrzec na dany problem obiektywnie!Ludzie ktorzy stoja obok moga to widziec inaczej i czasami dobrze jest wysluchac opinii innych.Ludzie ktorzy znajduja sie w trudnej sytuacji potrzebuja rady,bo w takiej chwili sa jak w amoku i nie potrafia zbytnio zachowac zimnej krwi i myslec realnie.Wiec chyba lepiej zeby wysluchali opinii innych niz mieliby podejmowac decyzje w takim stanie.Ale dopiero gdy sam znajdziesz sie w takiej sytuacji to zrozumiesz to...No chyba ze w kazdej sytuacji potrafisz zachowac zimna krew!:-)

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Do Sylwi Wiki ma racje!!A co bedzie jak w nastepna sobote czy jeszcze nastepna pojdzie na kolejna imprezke i pozna "kolejna kolezanke"?Ja nigdy (w przypadku zdrady) nie daje drugi raz zaufania( i szczerze nie jestem do tego zdolna).Kto raz zdradzil zrobi to i drugi i trzeci i setny raz!Nie badz naiwna prosze cie!Pozdro:-)

Autor: zagubiona puma  03.09.2006 zgłoś

bravo dla Anki!xxx-dobrze ze cie pojechala!...:P

Autor: ONA  03.09.2006 zgłoś

Taaak. Przeczytałam wypowiedź Olgi i prawie jakbym u siebie widziała to wypalenie po 20 tu latach. Jednak po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że jednak nie. 20 lat temu było zauroczenie do krańca, tylko MY i nikt wiecej. Teraz jest inaczej, jesteśmy dojrzalsi, bogatsi o nowe doświadczenia, czasem ciężkie chwile. Dzieci są naszym staraniem, wspólną radością, chlubą. Pewnie, ze nie jest tak, jak 20 lat temu, nie ma kwiatków, prezent jak zrobi, to trzeba mu najpierw mówić, że chcę i co chcę i to jeszcze kupi to samo, co 3 lata temu ;) Ale mentalność mężczyzny jest inna. Różnią się swoja psychiką od naszej. My reagujemy na wszystko emocjonalnie, impulsywnie (jak coś nie tak, to płacz i kłótnia). Analizujemy wszystkie jego słowa po 50 razy i doszukujemy się czegos, czego najczęściej nie ma. Dla faceta jest czarne i białe. Nie ma odcieni. To, co często dla mnie jest problemem o międzynarodowej randze, dla mojego męża jest małym problemikiem. Gdy on mi wyłoży swój pogląd, wtedy to moje problemisko rzeczywiście jest już problemikiem. Zgadam się z Anką, która wyjaśnia, że jak po przyjściu z pracy kobieta nabiega się przy gotowaniu, praniu, sprzątaniu to już nie ma siły być piękna, pachnąca i skora do seksu, bo pada ze zmęczenia. A facet zje obiadek mruknie coś i zabiera sie za gazety nawet nie pochwali tego obiadu, że taki smaczny. Tym się różnimy, ze kobiety to słuchowcy, (kochają za słowa, bajer) a mężczyźni to wzrokowcy dlatego marzą o żonie w seksownej mini i wypachnionej (a nie wiedzą ile ona się upoci przy tych garach, praniu, parowaniu). Właśnie Facecie, czasem chciałybyśmy usłyszeć miłe słówko na temat swoich umiejętności, pochwałę. Kobiety są drobiazgowe, faceci postrzegają świat całościowo. Czytając wypowiedzi młodych osób, które były w związkach po kilka lat, stwierdzam, ze większość, to źle dobrane pary. Najczęściej przynajmniej jeden z partnerów był niedojrzały emocjonalnie, nieodpowiedzialny. Miłość to nie jest patrzenie na siebie lecz patrzenie w jednym kierunku. Robimy tak, zeby nam (jemu i mnie) było dobrze, a nie tylko mnie. To sztuka kompromisu, negocjacji. Wszystkim polecam lekturki: Johna Graya "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" oraz parodię "Kobiety sę z Cycus, mężczyźni z Peniasa". Najlepiej przeczytać razem :)

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

Witam Wszystkich....po krotce preczytalam wiekszosc wypowiedzi i ogarnal mnie strach a zarazem tesknota....gydz moj byly mezczyzna wlasnie wraca z Anglii po Naszym rozstaniu ktore nastapilo 3 miesiace temu i jestem przerazona swoimi myslami o Nim...o tym ,ze chcialbym juz go zobaczyc ....i chociaz zapieram sie ,ze juz nie bedziemy razem to w glebi serca wiem ,ze gdyby teraz zapukal do mych drzwi padlabym mu w ramiona.....czyzbym wczesniej podjela zla decyzje o rozstaniu czy to po prostu objaw samotnosci...mialm duzo czasu ,aby to przemyslec na spokojnie bo wyjechal ,aby zapomniec o mnie,ale jedno wiem ....razem nie potrafimy zyc a bez siebie cierpimy..

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do zagubionej pumy Dzieki i pozdrawiam:-))))))

Autor: Crazy  03.09.2006 zgłoś

ehh.... ja z facetem bylam prawie 4 lata (kilkanascie dni braklo do naszej rocznicy....) na poczatku bylo milo, slodko, przyjemnie.... itp... zreszta, jak w wiekszosci zwiazkow ;) na poczatku naszego "chodzenia" podjelam studia zaoczne.... on juz wtedy studiowal. Dzielilo nas ok kilka km... wiec jak bylam w jego okolicach to czesto wpadalam do niego, chocby tylko na godzinke.... pozniej zaczelam szukac pracy, mialam praktyki na studiach, nastepnie pisanie pracy i przygotowywanie sie do obrony.... nie mialam juz tyle czasu, co wczesniej.... ale staralam sie chociaz troche wygospodarowac... on do mnie przyjezdzal raz na tydzien-2 tygodnie na 2-3 godzinki i to bylo wszystko, na co bylo go stac ;) bylam zaslepiona na poczatku, ale w koncu zaczelo mnie to zastanawiac... dlaczego ja czesciej jestem u niego, niz on u mnie??? w dodatku lubil sobie popic, mial wieczne poprawki na studiach - i tak ich nie skonczyl, pracy nie szukal, jego rodzinka uwazala, ze skoro moi rodzice i ja nie pijemy, to jestemy dziwni - powiedzieli mi to wprost ;) zemscilo sie to na mnie... przyzwyczailam go do wygod... a jak pojawily sie jakies problemy miedzy nami, to wolal zasiegnac porady u innej dziewczyny, niz wyjasnic to ze mna.... do mnie bylo trudno przyjechac te kilka km.... a do swojej "przyjaciolki" pojechal ponad 300.... wtedy wiedzialam, ze nic wiecej nie da sie zrobic.... jeszcze opowiadal jej nieprawde o mnie... na koniec uslyszalam, ze on mial watpliwosci co do naszej przyszlosci juz po DWOCH latach zwiazku.... ciekawe tylko, dlaczego tego nie wyjasnil tego ze mna, tylko wprowadzal w nasze problemy zupelnie postronne osoby..... i dlaczego to ciagnal?? bo glupio mu bylo chodzic na spotkania z kumplem i jego dziewczyna w pojedynke? a moze chcial miec kogos do lozka?? najlepsze jest to, ze rozstalismy sie przez telefon ;) ;p z perspektywy nie zaluje, ze skonczylo sie to w ten sposob.... zaluje tylko, ze zajelo to tyle czasu..... i tego, ze bylam z niewlasciwa osoba....

Autor: myszka  03.09.2006 zgłoś

Witam, Ja jestem troche w innej sytuacji niz Wy, moja znajomosc z kims była czysto kumpelowska, chociaz ja chyba sie w nim zakochałam :( i to jest cała moja bolaczka bo jest mi zle teraz kiedy on sie zakochal w innej, i jak to sam mówi zmienił sie, przemyslał pare spraw...i ja widze ze jest inny.No i jestem zazdrosna, choc po prawdzie nie powinnam byc...Kiedys spedzalismy ze soba wiele czasu, wiele godzin rozmów i było po prostu dobrzem. Miło, sympatycznie i widac było ze jemu zalezy na mnie i na naszej znajomosci pomimo ze nie bylismy para...dlatego teraz jest mi strasznie zle. A wszystko przez to ze sie w nim zakochałam, ale co mogłam poradzic? skoro trafił w moje serce... jest cholernie w moim typie i wiele mi sie w nim podoba, choc nie jest wolny od wad. ech czesto chodziły mi takie mysli po glowie by to skonczyc, po prostu przestac sie odzywac i spróbowac zapomniec własnie od czasu kiedy zauwazyłam ze zaczal sie zmieniac[ nawet nie wtedy kiedy sie zakochał, to juz zaczelo sie wczesniej ]. Bo wiedziałam ze bede cierpiec jesli przyjdzie do ostatecznych rozwiazan, ale zawsze jakas rozmowa po której znów na chwile byłam szczesliwa oddalała moja decyzje. Kiedys okazywał mi wiele dowódów sympatii tak ze czułam sie ....jak szczeslkiwa osoba [teraz wiem ze było to budowanie zamków na piasku] Teraz bardzo rzadko rozmwiamy, czesto sie kłócimy i zdarza sie mu byc bardzo niemiłym dla mnie. Czy to znaczy ze to jest koniec naszej znajomosci? Pomimo ze był moim chłopakiem to był mi bardzo bliski i zalezy mi na nim. Tylko czasem mam zal do siebie ze daje sie niesc złudzeniom...:( i mam wrazenie ze tylko mi juz zalezy na tym zeby ta znajomosc przetrwała. Sama juz nie wiem...jakas głupia nadzieja tli sie we mnie ze jeszcze bedzie dobrze, ze to moze po prostu taki kryzys. A moze po prostu nie potrafiie sie pogodzic ze zmianami. I chyba z tego powodu jest mi najgorzej. Marze o dniu kiedy obudze sie lekka i wolna o mysli o nim, o tym ze zakochał sie w kims innym...nie umiem na razie zapomniec o przeszłosci, nie umiem starac sie zajac soba i spojrzec w przyszłosc z optymizmem. Myslicie ze do tego potrzeba czasu? Kazdy koniec boli, nawet mojej z nim znajomosci [nawet nie miłosci bo to było jednsotronne, choc miałam nadzieje...:( ].tylko ze ja wierzyłam ze nasza znajomosc była kiedys wazna, wiec nie była skoro teraz jest tak jak jest? Czy moze jednak była tylko sie naprawde cos wypaliło...? :(

Autor: myszka  03.09.2006 zgłoś

sprostowanie, tam miało byc "pomimo ze nie był moim chłoapkiem" *

Autor: Samotnica  03.09.2006 zgłoś

Chciałabym odpowiedzieć temu jedynemu Panu, który wypowiedział się na ten temat... Pewnego razu gdy wybieralismy się do miasta z moim jeszcze wtedy mężczyzną ubrałam się ślicznie dla Niego, dla siebie: krótka spódniczka seksowne rajstopki, bluzeczka, makijaż... To co usłyszałam było dla mnie jak kubeł zimnej wody: "Kochanie, nie rób z siebie gwiazdy"..... "i co teraz mam Ci wszędzie drzwi otwierać?.chyba się rozleniwiłaś".....

Autor: Marlena  03.09.2006 zgłoś

Do autora a raczej autorki bez podpisu mieszkajacej w Angliii.....mieszkam niedaleko Manchessteru..ale bez wzgledu na to skad jestes napisz maila do mnie............. megjana@interia.pl pozdrawiam Marlena

Autor: Facet  03.09.2006 zgłoś

Do Samotnicy: Powiem tak, Ty jak najbardziej zachowalas sie w porzadku, Twoj byly facet to po prostu palant. Ktos kto nie potrafi docenic kobiety kiedy ona wyglada naprawde slicznie robi sam sobie krzywde. Ja moim kobietkom zawsze mowilem, ze slicznie wygladaja kiedy sie tak ubraly i bylem 100% dzentelmenem. Wiem ze one to docenialy i czesto byly tak ubrane, ja bylem szczesliwy ze mam przy sobie wspaniale wygladajaca kobietke, a one cieszyly sie, ze to doceniam i potrafie o tym mowic. To, ze sa na swiecie takie palanty jak Twoj byly facet to nie znaczy, ze wszyscy tacy sa. Przy mnie czulabys sie jak prawdziwa dama ;). Pozdrawiam

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Myszki Mialam identyczna sytuacje jak ty!Przyjaznilam sie z facetem dosc dlugo...codzienne spotkania,rozmowy-doskonale sie rozumielismy...noo...iii...w pewnym momencie sie w nim zakochalam.Nie poweidzialam mu o tym bo sie balam-nie tyle tego ze mi powei "a ja ciebie nie",tylko tego ze zerwie wogole znajomosc.A tego nie chcilabym.Potem poznal dziewczyne(w sumie moja dobra kolezanka) i stwierdzil ze sie zakochali w sobie.Byl niesamowiecie szczesliwy i wlasnie wtedy zrozumialam ze dobrze zrobilam ze mu o tym nie poweidzialam.Teraz sa malzenstwem i maja dziecko.Ale to ze ze mna tak bylo nie znaczy ze z toba tez tak ma byc!Nie mowie oczywiscie zebys zaczela teraz o niego zabiegac,ale mysle ze warto ciagnac ta znajomosc, tym bardziej jezeli jemu na tym zalezy.A jezeli nie to tez dobrze-nie bedziesz widywac to latwiej zapomnisz.Pzdr:-)

Autor: zagubiona puma  03.09.2006 zgłoś

bravo dla Anki!xxx-dobrze ze cie pojechala!...:P

Autor: zagubiona puma  03.09.2006 zgłoś

czemu to znowu wyskoczylo?.. a facet samotnicy to naprawde palant i cham bez cienia honoru

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

Do Anki... nie jest latwo zapomniec,wiem bo nie potrafie mimo ,ze ta osoba jest daleko....myslalam ze z czasem to minie,ale najwidoczniej potrzebujeo wiecej czasu....i boje sie ze zmiekne jak go zobacze...wszystko bylo dobrze dopoki go tu nie bylo na miejscu ,ale wizja jego powrotu mnie przeraza...chyba sama siebie nie rozumie bo chcialam tego rozstania....a bynajmniej probuje zrozumiec i to wszystko jakos ogarnac...

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Introwertyczki Wiem ze jest ciezko, bo w koncu tez to przezylam.I latwo tez mi nie bylo...A moze prawda jest ze lekiem na stara milosc jest nowa...?U mnie wlasnie to podzialalo...chociaz tez nie wypalilo...:-( 3maj sie:-)

Autor: Daria  04.09.2006 zgłoś

Obojetne jak sie konczy...jedno jest pewne...NIe placze sie kiedy przestaje sie kochac, placze sie kiedy ktos przestaje nas kochac i widac koniec, tak bardzo nieunikniony...BO czy jest cos gorszego jak stracenie swiatelka w zyciu? Poczucie, ze zabral CI czas i nic w zamian nie zostalo...Budzenie sie rano i stwierdzenie ze nie przytulisz sie do niego, nie spojrzysz w jego oczy, nie poczujesz jak pachnie...I ta mysl, ze moze byc teraz z inna a Ty siedzisz, tesknisz i placzesz...Gdy znikaja juz wszelkie marzenia, zludzenia....To dopiero jest koniec

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

do Anki... Wiem ,ze to podobno pomaga bo wszyscy mi to mowia.ale znam siebie i wiem ,ze w moim przypadku to nie przejdzie poki co....musi minac sporo czasu abym weszla w koljny zwiazek bo potrafie dlugo odchorowywac rozstanie.....z doswiadczenia wiem ,ze w moim przypadku to nie zdaje rezultatu...probowalam,ale ....On wciaz siedzi w moich myslach.....wyobrazasz sobie spotkanie z facetem i wyobrazasz sobie ,ze to tamten...ja wlasnie tak mialam...takze na mnie klin bardzo zle dziala...

Autor: Lila  03.09.2006 zgłoś

NIe wiem czego chcę ....zostać z Nim ( bo myśl o byciu samej mnie przeraza, boję się ) czy zakonczyć to ( bo staliśmy sie sobie obcy) ...:(

Autor: nothing  03.09.2006 zgłoś

czasem warto jednak zaryzykowac i powiedziec ze sie kogos kocha lubi czy ze Ci na kims zalezy.... nie wazne sa konsekwencje czasem lepiej powiedziec co sie czuje bo poniej sa jakies dziwne niedomowienia i jakies chore klimaty, jeden drugiego rani po co?

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

poprawka: "wyobrazasz sobie spotkanie z facetem i myslisz sobie,ze to...." nie lubie sie powtarzac hehe

Autor: nothing  03.09.2006 zgłoś

a co do rozpadu niekoniecznie gdy prowadzicie inny trub zycia musi oznaczac to koniec zwiazku... czy wtym nie chodzi o tolerenacje... w tygodniu gdy jest praca wiadomo ze trudno o romantyzm gdy masz szefa palanta, ludzi w pracy ktorzy tylko patzra zeby ci sie noga poslizgnęła... jak to kiedys spiewal jeden zespol o nazwie happysad " milosc to nie pluszowy misc to nie kwiaty, milosc to nie calusy ani ani male ani duze (..)ale miłosc to gdy jedno spada w doł drugie ciagnie je ku górze"

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Introwertyczki To nie wiem co mam ci napisac...a moze nie skazuj sie tak na cierpienie i sprobujcie jeszcze raz?Skoro sie kochacie to moze sie dogadacie?Porozmawiaj z nim tak od serca,powiedz m uco myslisz i czujesz i niech on zrobi to samo...czego od siebie oczekujecie,itd.Moze warto jest sprobowac jeszcze raz,co?

Autor: introwetyczka  03.09.2006 zgłoś

ja wiem ,ze warto walczyc o milosc....bo niestey wszytskie kobiety ,ktore sie uzalaja nie widza zlego u siebie..u mnie jest na odwrot bo ja sie ciagle obwiniam...z drugiej stony wiem ,ze mielismy klika rostan i powrotow a teraz byl najdluzszy i najciezszy ..taka proba przetrwania bez siebie.....probuje to wszystko wyposrodkowac bo wiem,ze mnie kocha nad zycie ,ze byl/jest czuly wrazliwy dostawalm kwitay zeby nie bylo,ale problem wtym ,ze jest mloszy o 4 lata i wdzie w nim duzo niedopowiedzailnosci i niedojrzlosci...i czasem czuje sie jakbym stracila dziecko...z tymze moja cierpliwosc sie w koncu wyczerpywala bo ilez mozna np. utrzymywac faceta hmmm i ciagle dbac tylko o niego a nie o siebie...z reszta nie tylko ja to widzialam...i co gorsza z perspektywy czasu nie czuje sie wykorzystywana tak jak wtedy....

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

po tych wszystkich rozstaniach i powrotach nie wiem co dla mnie bedzie dobre...

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

ale ,zeby nie bylo probowalam to ratowac i zawsze dawalam mu jakokolwiek szanse...

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Introwertyczki Ale sprobowac nic ci nie zaszkodzi...Powiedz sobie ze dajesz wam ostatnia szanse,a jak jednak nie wypali no to trudno...Jak to sie mowi bedziesz musiala dac czas czasowi.I jakos sie ulozy,bo jak to kiedys ktos powiedzial "szukajacy szczescia jest jak pijak ktory nie moze trafic do domu,ale wie ze ma dom"...I ty te szczescie tez znajdziesz-z nim cz bez niego( chociaz wiem ze wolalabys z nim hehe):-)

Autor: introwrtyczka  03.09.2006 zgłoś

Do Anki... hmmm nawet Ty to wyczulas...bo jakos mimo tego ,ze sie zapieram ,ze NIE wszyscy wyczuwaja come back hehe ale ja sie boje jednego....ze jesli to znowu nie wypali to bede musiala na nowo przezywac ten koszmar rozstania z ktorym jakos juz sie uporalam.....a podejmowanie decyzji nie jest moja mocna strona co widac heheh p.s. tych rozmow juz bardzo wiele przeszlismy...a warunkow nie lubie stawiac ...chociaz moze powinnam heh

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

Do Introwertyczki Wiesz...tak jak ci napisalam zebyscie dali sobie szanse to tez chodzilo mi o to zebyscie nie od razu padali sobie w ramiona i wyznawali milosc po grob,ale "sprobowali" jeszcze raz byc ze soba zachowujac pewien dystans.Napisalas mi ze nie jest zbyt dojrzaly i odpowiedzialny,ale ludzie sie zmianiaja i takze dorosleja.Po prostu podejdz do tej "szansy" z dystansem-duzo go obserwuj,bo te pare miesiecy bez ciebie moglo dac mu duzo do myslenia...:-)

Autor: AgaPatrycja  04.09.2006 zgłoś

Tak czytam te wszystkie wypowiedzi , i aż mnie boli w dołku ! ?Tysiące osób jest w takiej sytuacji i ja też ! Moj związek trwał lata , mijały jak woda w rzeczy az sie uzbierało 9- lat ! Rozne wydarzenia , i zawsze bylo tak ze ona zawalał , nie chciałąm i nie chce byc idałem , pragnełam ciepła i tej dbalosci jaką może dać kobiecie mezczyzna ! Czasem miałam wrazenia ze wrecz o to żebrze i tak było , kiedy przychodziły momenty że miałąm tak dosyc ze mowiłam o rozstaniu , on miał tzw ,, syndrom odchodzacych pleców "płacz, histeria ze tak mnie kocha ze oddychac nie moze i nabierałam sie że tak jest i to trwało , az dałam jemu czas a włąsciwie tak naprawde sobie ze ten ostatni czas zadecyduje o losach tego zwiazku i tak sie stalo , przez poł roku trwałam , reanimowałam na bez skutku , i doprowadził mnie do takiego stanu ze zdrowotnie osłabłam i powiedzialam ze to koniec i tak trwam chodż boli mnie wszystko i on nie chce zrozumieć że to koniec ! Ale tez jak ma mnie , to nie chce sie starać ! Trudne ale prawdziwe ! uczę sie smakować wolnosci pozornej , ale czuje na twarzy lekki powiew lzejszych chwil ! Czasem warto przejsc przez takie doznania , bo jak nam dane jest spotkać prawdziwe uczucie to wtedy go rozponamy i bedziemy szanować ! Pozdrawiam wszystkich przed i w trakcie !

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

mam nadzieje ,ze cos go to nauczylo i wydoroslal,wiec jestem otwarta na jego propzycje zmiany,ale ale ten wyjazd byl od razu dla mnie niewypalem i tak sie wlasnie skonczylo....wiem ,ze popelnia wielki bledy i probuje to zrozumiec,ale nie wiem czy jestem w stanie dalej znosic jego porazki....wiem ,ze bedzie tak jak mowisz.....dystans na pewno bedzie bo nie che znowu tkwic w tym co bylo kiedys...

Autor: Anka  03.09.2006 zgłoś

A ty chcialabys zeby on znosil twoje porazki?No widzisz!!hehe!A moze bys mu udzielila paru lekcji "zycia"...?Powiedz mu czego kobieta oczekuje od faceta i jak taki dorosly powinien postepowac i sie zachowywac.Jezeli popelnia kazdy kolejny blad powiedz mu delkiatnie ze nie lubisz jak tak postepuje,ale nie krytykuj go za to.Jezeli zrobi cos dobrze to tez mu o tym powiedz i ze jestes z niego dumna...Takie gesty powinien docenic,a jezeli nie to sama wyciagniesz wnioski.Ale podejrzewam ze jezeli raz cos dobrze zrobi i pochwalisz go za to, to czesciej bedzie sie przynamniej staral zeby wszystko robic dobrze...bo przez to ty sie usmiechasz...Dobra ja na dzisiaj sie zegnam z komputerkiem,moze jeszcze jutro pogadamy jakbys miala ochote.Pozrdowionka i dobranocka dla wszystkich:-)))))

Autor: Inigo  04.09.2006 zgłoś

Autor: KT (2006-09-04 15:10:22) Ale bez tych pustych, oziębłych i egoistycznych istot nie potraficie żyć, prawda? PRAWDA. Dlatego że Was kochamy. I potrzebujemy Waszej miłości.

Autor: olga  03.09.2006 zgłoś

czytam i czytam,co mogę powiedzieć - trzeba walki.Widzę błąd jaki dokonałam w wyborze partnera. Wspaniały mężczyzna: przystojny, monogamista, kocha mnie bardzo (nadal), "złota rączka" wszystko naprawi, sam wyremontuje, wyśmienicie gotuje....istny cud, ideał, ale pojawia się ale....dlaczego jak godz. gotuje ja sprzątam po nim 2 godz, jak pomaluje mieszkanie raz lub 2 razy do roku zamyka sprawę i nie nic więcej w nim nie robi. Czytając wypowiedzi cały czas czuje jedno, a mianowicie nasze wychowanie. W piątek zaprowadziłam synka 1 raz do przedszkola, wcześniej był w żłobku,na "przyzwyczajenie", byly inne dzieci z opiekunami. No i moje miłe cóż słyszę -jakiś dziadek mówi do mojego synka:-"odejdz, tylko dziewczynki bawia się garnkami, ty co najwyżej możesz być kelnerem". Mężczyzna około 50 lat. Wściekłam się. Nie zważając na grupę osób dookoła wyłożyłam mu temat dyskryminacji i spytałam czy w przyszłości życzył by sobie tak obarczonego psychicznie mężą dla swojej wnusi. Musimy sobie zdać sprawę z tego że nasi mężczyżni są żle wychowani - w złych wartościach, wzorcach, przekonaniach. To że my ubolewamy nad rozpadem związku, to nasz problem, oni widzą to inaczej. Każdego dnia powtarzałam mężowi, że życie składa się z tych małych rzeczy a nie wielkich, z tej codzienności, tzn. wytarcia kurzy,opuszczenia klapy na sedesie, włożenie talerzyka do zmywarki nie do zlewu. Tu nie chodzi o kwiaty 2 razy w roku, (o których na ogół same musimy dyskretnie przypomnieć). Dlatego WALCZMY O SIEBIE.Jeśli nasi mężczyźni bezczelnie czerpią z nas nie dając nic w zamian odwróćmy role!! zacznijmy czerpać z nich, pomyślcie co możecie z tych sytuacji wykorzystać dla siebie. I nie myślcie, że robicie coś niedobrego, płacimy pięknym za nadobne. Nie stawiajcie na nich, stawiajcie na siebie. I pamiętajcie o wychowaniu synów!!! W ich obowiązkach powinny być przede wszystkim "kobiece obowiązki", dając takie wychowanie w przyszłości będziecie dumne z ciepłych słów od synowej. Ja rozwiodłam moją mamę w jej 30 roczicę ślubu. Mój mąż od miesiąca jest w Danii, w pracy, wyjechał, bo pomimo swoich błedów, nie przywiązywania wagi do codzienności jeden argument w moich ustach był tak silny,że wyjechał - bał się mnie stracić, zarobi i pozwolić mi odpocząć od siebie, może zatęsknię do porozrzucanych majtek i skarpet. MARLENA NIE BÓJ SIĘ odejść od niego, moja mamusia popełniła ten błąd, dopiero moja charyzma pozwoliła jej na ten krok.Wszystko co macie jest wspólne, obojętnie czy pracowałaś czy nie, rozwiedz się wróć, z połowy jakąś kawalerkę w swoim mieście pewnie kupisz, a on musi płacić alimenty na dzieci, nie zapomni przed rozwodem znależź jakiś papier o jego zarobkach!! I NIE BÓJ SIĘ, KOBIETY MUSZĄ BYĆ SILNE, INACZEJ TO MĘSKIE TOWARZYSTWO NAS ZNISZCZY. Posłuchajcie co mówi ksiąz na "ambonie" - męską wersję pożycia domowego, która ma być słuszna, w szkole to my pieczemy ciasta na ZPT, a chłopcy robią karmniki. My dom oni hobby.Wpajają nam te głupoty od samego przedszkola, a pote

Autor: introwertyczka  03.09.2006 zgłoś

przespie sie z Twoja rada hehe....wiem ,ze jestem dla niego czasem niedobra i bezlitosna ,ale mam prawo wymagac tego czego oczekuje i wlasnie to mu wpajalam..wierz mi ze staralm sie znosic jego kolejne porazki i niepowodzenia i bynajmniej porobawalm zrozumiec,ale On zawsze musila postwic na swoim nie liczac sie z moim zdaniem ...z drugiej strony wiem ,ze sam musi sie przez to czegos nauczyc i zrozumiec wiele spraw....a ja jestem bardzo cierpliwa i wyrozumiala osoba ...pokio co dziekuje za mile slowa i porade...pozdrawiam

Autor: ONA  03.09.2006 zgłoś

Świętą prawdę piszesz Olga. Takie jest wychowanie naszych facetow, tak im kładzie sie do głowy o tych męskich zajęciach i tym, co niemęskie, że zaczynają już to mieć w genach. Zauwazyłam to u swojego syna i już tępię. A panom oczywiście bardzo to na rękę. Oni lubią byc rozpieszczani. Obiadek postawiony na stole, herbatka. Jak byłam chora i leżałam, to naburmuszeni chodzili. A ja na siłę leżałam, żeby przypomnieli sobie, jak wygląda "nicnierobienie". Czasem taka praktyczna powtórka z rozrywki jest bardzo przydatna. Pół niedzieli stałam przy garach jak przykładna żona. W porze kolacji moi mężczyźni przyszli do mojej "kawiarenki internetowej" marudząc, ze chcą kolacje. POwiedziałam, że ja też chcę lecz jakoś nie widzę, żeby mi ktoś naszykował. Trochę obrażeni sami znaleźli drogę do kuchni i lodówki. Jedna rzecz za która chwalę moją teściową to taka, że nauczyła swojego syna, a mojego mąża prać swoje skarpety i majtki. Teraz przez tydzień nie będę robiła zakupów, tylko dyktowała listę potrzebnych rzeczy. Zepsuł mi sie samochód i nie ma kto popatrzeć, co mu dolega. Skoro mąż nie jest mechanikiem, ja nie będę intendentką. Trudno, nie mam kwalifikacji w tym zakresie. Czasem troche trzeba panom naprostować panom poglądy, skoro się wypaczyły. Po takich małych buntach dochodzimy do porozumienia, idziemy na kompromisy, postanawiamy coś razem i znowu jest OK. Córka nieraz mnie pyta czy jestem feministką. Odpowiadam, ze skadże, ale do niektórzych urządzeń technicznych nie mam po prostu predyspozycji.

Autor: Kropka  04.09.2006 zgłoś

Smutne jest to,co piszecie.... robi się słabo...aż mi się wkręca,że u mnie jest lub zaczyna być podobnie,a to wcale nie jest prawdą.Każdy potrzebuje trochę czasu dla siebie i trzeba to zrozumieć,a nie wmawiać sobie,że to koniec związku...takie puste myślenie.Bo tak naprawdę wszystko jest dobrze.

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Inigo Jeszcze nie widzialam tutaj zadnej odpwiedzi pani ktora namawialaby do zerwania zwiazku( malzenstwa) z powodu zwyklego "zgrzytu".Tutaj bardziej pojawiaja sie takie opinie jezeli cos na prawde zlego sie dzieje,jezeli cos sie wypalilo,lub stwierdzilo sie po latach ze do siebie nie pasuja.W przypadku zdrady namawiam i bede namawiala do "zostawienia",bo zwiazek sie buduje cale zycie...po zdradzie( moim zdaniem) nie da sie odbudowac zaufania,a bez zaufania nie ma zwiazku!Na sytuacje ktora opisujesz odpowiem ci krotko- nie dziw sie ze kobieta po jakims czsie ma juz dosc "budowania", jezeli musi robic to sama.Po tych paru latach jest juz tak wypalona ciaglym staraniem sie ze uwaza ze to teraz ty powinienes sie postarac...i tu klapa!!...bo juz facet jest przyzwyczajony ze to kobieta dba, a jak trzeba samemu nad tym popracowac to wam rece sie uginaja.A jaki z tego wniosek?-A taki ze wszystko co w zwiazku(malzenstwie) buduje sie razem!"ten drugi czlowiek poswiecil wam wiele lat swojego zycia"-??????Ze co???A kobieta co? Tak samo ty jestes ze mna jak ja z toba-ty poswiecasz lata spedzone razem dla mnie a ja dla ciebie!Nie uwazasz ze to tak wyglada?Pzdr

Autor: dduzy  04.09.2006 zgłoś

och kobiety. właśnie stwierdzam że OLGA dobrze opisuje koniec związku. miałem napisać już pozew ...ale robię rzut na taśmę .... prubuję reaktywować ,wybaczyć zdrady... i życ jak kiedyś ... z ciepłem i sympatycznością . ale czy to wytrzyma dłużej . żona szaleje a ja najwny... czekam .

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do KT: Bronimy sie i pokazujemy Wam problem z naszej strony, bo to prawda co napisal Inigo. Wy po prostu rozumiecie tylko Wasze potrzeby, kwiatki, prezenty itp. Prawda jest taka, ze w wiekszosci przypadkow Wasza "milosc" mozna kupic. Chociaz to smutne to jednak prawdziwe, Wy ubieracie to tylko w piekne slowka w stylu poczucie bezpieczenstwa itp. Prawda jest taka, ze chcecie wygodnego zycia, zbytnio sie nie przemeczajac, niech facet zarobi pieniadze, zajmie sie rozwiazywaniem problemow i adoracja kobiety przez cale zycie, a jak juz wspomnialem wczesniej wiele z Was uwaza, ze facetowi powinno wystarczyc to, ze jestescie. Tu wlasnie poszukajcie rozwiazania Waszego problemu i Waszego ego, nie zarzucajac facetom wszystkiego najgorszego. I to prawda, ze nie mozemy bez Was zyc, ale i Wy bez nas rowniez, wiec szukajmy rozwiazan a nie uciekajmy przed problemem. Jak zwykle pozdrawiam...

Autor: KT  04.09.2006 zgłoś

Ale bez tych pustych, oziębłych i egoistycznych istot nie potraficie żyć, prawda? Bo co tak długo robicie na tym forum???

Autor: ciety roman  04.09.2006 zgłoś

do AK wlasnie o tym mowie ze druga osoba jest do zycia do rozwiazywania problemow do pocieszania do budowania przyszlosci wiec dorgie kobiety jesli was cos ktos lub jakikolwiek inny powod wkurzy lub cos zlego sie zdazy nie wpadajcie do domu z pretensjami do calego swiata a przede wszystkim do swego faceta tylko spokojnie jesli juz z nim pogadajcie lub powiedzcie normalnie mam zly dzien musze sie polozyc'---a nie robcie fochow i pokracznych zlych min jakby za wszystko odpowiedzialny byl mezczyzna i jakby mial obowiazek czytac w waszych myslach o co wam chodzi (a tego czasami same nie wiecie).o to mi wlasnie w przyblizeniu chodzilo .rozmawiajcie i dzielcie sie problemami i radosciami

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Inigo: Ujales to po prostu swietnie, nic dodac nic ujac. Jezeli Wy kobiety skrytykujecie to co napisal Inigo, a pewnie i takie sie znajda, to znaczy ze to Wy jestescie pustymi, ozieblymi i egoistycznymi istotami, czyli dokladnie tym co zarzucacie facetom. Pozdrawiam

Autor: nie zabierajcie nam hotelu Kalifornia  04.09.2006 zgłoś

Jak zaczniemy facetów uczyć kobiecych obowiązków to zaistniejemy w społeczeństwie bab prawdziwych i "przerobionych". Będzie seksmisja oj będzie! Ja myślę żeby każdy został przy tym, co mu Pan Bozia dał. Przestańmy się wzajemnie udoskonalać, niech każdy zajmie się własnym ja.

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Olgi: Wiesz co Olga, zupelnie sie z Toba nie zgadzam, to co piszesz to tylko kolejne narzekania. Wiekszosc kobiet tylko wymaga, nie widzac drugiej strony medalu. Skoro tak chcesz, zeby Twoj Facet Cie we wszystkim wyreczal, to moze sama sie zajmiesz remontami w domu, wywierceniem otworow w scianie i tymi wszystkimi rzeczami, ktore robi "zlota raczka"? Teraz pewnie mi powiesz, ze to nalezy do mezczyzny... I kto tu jest stereotypowy? Dlaczego to Facet zawsze musi sie podporzadkowac, czy my nie mamy prawa do swojego wlasnego zdania? W przyszlosci bedziecie wymagaly zeby facet rodzil dzieci... Mysle ze wynika to z tego, ze niestety wiekszosc kobiet pomimo tego, ze dostaja wiele to jednak wciaz nie potrafia docenic tego co faceci robia dla nich bo uwazaja, ze to im sie po prostu nalezy. Wam ciagle po prostu jest malo i jesli facet zaczyna robic to co zona mu kaze bez mrugniecia okiem, to ani sie obejrzy i juz siedzi pod pantoflem. Po czym ona przestaje go szanowac i znajduje sobie "prawdziwego" faceta. Moze teraz zrobie sobie wrogow wsrod kobiet, ale na pewno gdzies w glebi umyslu zgodzicie sie z moja opinia.

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Jeszcze do Olgi: Twoj post przypomina mi typowo feministyczne gadanie: "Zniszcie facetow zanim oni to zrobia z nami" Nie ma w Twoim poscie choc odrobiny obiektywizmu.

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta Wiesz...mysle ze tu nie chodzi o "wyreczania".To wy wymagacie od nas bardzo wiele.Jak juz wczesniej napisalam-wy pracujecie 8godzin i my tez...i tak samo po pracy jestesmy zmeczone(tak jak wy).Ale po tej pracy to kobieta zajmuje sie domem-sprzata,gotuje,pierze i zajmuje sie dziecmi,a wy nie robicie NIC!!To gdzie tu sprawiedliwosc!?Nam chodzi o to zebyscie nam po prostu pomagali w tych codziennych obowiazkach,bo my nie jestesmy robotami.Skad wziasc na to sile i czas?!A potem jeszcze narzekacie ze sie zaniedbujemy i nie "mamy ochoty".Zobacz o ile latwiej by bylo: "ja gotuje obiad-ty sprzatasz", "ty zajmij sie na chwile dziecmi a ja pojde do lazienki doprowadzic siem do porzadku".Malo tego ze bysmy nie narzekaly to jeszcze mialybysmy wiecej energii na "cos wiecej".A poza tym remontow w domu,wiercenie,naprawy kranow, itp.(czyli te "wasze" zajecia) nie robi sie codziennie,a sprzatanie,gotowanie i inne tak!Wiec jeszcze raz pytam gdzie tu sprawiedliwosc??Pzdr:-)

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Anki; Zgadzam sie z Toba co do tego, ze Facet moze Ci pomoc w Twoich obowiazkach jezeli Ty oczywiscie rowniez pracujesz. Przeczytaj dokladnie opinie Olgi to tez dojdziesz do wniosku, ze jest to typowa feministyczna propaganda. Narzeka, ze musi sprzatac po nim jak on gotuje...Czyz nie jest to podzial obowiazkow? Widzisz wynika z tego, ze on i tak potrafi zrobic wiecej niz ona, ale ona wciaz jest niezadowolona. Zgodnie z zasada "Daj palec a wezmie reke" Nie jestem slepy i wiem, ze czesto tak jest, ze kobieta po pracy zajmuje sie domem a on nic.. Nie jest tak zawsze, jest to kwestia dogadania sie. Poza tym jesli nawet facet to robi to i tak Wy znajdziecie jeszcze cos, co sie Wam nie podoba i tak w kolko, zgodnie z powyzsza zasada. Pozdrawiam

Autor: Baba, bez dwu zdań baba  04.09.2006 zgłoś

Zgadzam się z Facetem Myślę, że wiele kobiet oczekuje jak w bajkach, królewicza na białym rumaku. Jak już nadjedzie, powinien udokumentować stan posiadania. Jak udokumentuje i zostanie przyjęty, musi PAMIĘTAĆ, ze pojął księżniczkę. Więc ona będzie szyją domowego królestwa, jak poczuje potrzebę to urodzi dzieci, jak nie poczuje, to nie urodzi. Potomstwo winien wychowywać dwór i ojciec. Służba winna sprzątać i gotować posiłki. Jeśli wspólczesna księżniczka chce, pracuje i robi karierę. Jeśli nie chce, leży, pachnie , biega na kawkę i "intelekualne" plotki. Punktem wokół którego obraca się dyskusja pań, jest niedoskonałość meżczyzn i "żal", że to gatunek na wymarciu. Panie mogą długo na ten temat. Gdyby facet posłuchał tej paplaniny to by nie uwierzył! W poufnej opinii pań mężczyźni żyją jeszcze przez przypadek, ich istnienie zbliża się ku końcowi co potwierdzają doniesienia w mediach. Nie wiem komu tak zależy na ogłupianiu kobiet. Robieniu z nich półmózgowców i i wiecznych "żałobnic". Bieeeedne, oj, oj... Powinny łączyć się w pary pomiędzy sobą a dzieci? No, z probówki! Panowie, może to jest biznes??????

Autor: liquid  04.09.2006 zgłoś

co to za generalizowanie ?? WY NIE ROBICIE NIC !!! współczuje Ci jeśli masz takiego faceta, ale nie każdy przychodząc po pracy, zakłada ciepłe kapcie i czeka na obiad !!! ja staram się nie odnosić do wszystkich, bo wiem że bywają też dobre kobiety !!! pozdrawiam

Autor: ciety roman  04.09.2006 zgłoś

ostatnio rozmawialem z dziewczyna mojego kolegi na temat zdrad i ona oczywiscie ze dla niej liczy sie tylko szczerosc prawda itd .a na pytanie co bys zrobila gdyby cie facet zdradzil -odp-zrobilabym to samo .co o tym sadzicie ?pomijajac to ogolnie opinie na temat skoku w bok sa takie ze to nie jest tak samo odbierane przez kobiete i mezczyzne ,kobiety zwykle odbieraja i podchodza do takich spraw bardziej emocjonalnie

Autor: Piotrek  04.09.2006 zgłoś

Witam. Wszystkich. Mam 26 lat - do małżeństwa dopiero się przygotowujemy z moją narzeczoną. Znamy wiele histori takich jak Wasze, - zdajemy sobie sprawę, że w zyciu jest "różnie" - że "nagle" coś się zmienia - i następuje okres obowiązków, pracy, utrzymania rodziny. Przecież jednak przed małżeństwem ma się czas na bliskie poznanie drugiej osoby - jej zalet i wad - przecież jest MIŁOŚĆ - gdzie ona ? Choć trzeba mieć świadomość że zmieniamy się w czasie - lecz to UCZUCIE powinno nas wzmacniać do ciągłego starania się, rozwijania, zmieniania na lepsze - tak aby miłość nie została w tyle za stertą rachunków i obowiązków - trzeba sie napracować - zdaję sobe z tego sprawę ... I jeszcze jedno - chyba najważniejsze - przecież małżeństwo to sakrament - a ten zawierany jest w obliczu Boga - źródła wszelkiej Miłości - myślę że u Niego trzeba przedewszystkim szukać wsparcia, mądrości - co raz to nowej nieskończonej świeżości - aż do końca - a może do początku ...:) Trzymajcie się - próbujcie, szukajcie i krzyczcie - Miłość !!!

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta Zgodze sie z toba co do Olgi.Troche bezsensownie narzeka na meza.Ja bylabym bardzo szczesliwa gdybym mila faceta ktory gotuje i sprzata( tzn. pomaga mi w tym), i codziennie bym mu za to dziekowala(Bogu tez).Mi chodzilo o to ze w dalszym ciagu takich "pomagajacych" facetow jest garstka.Kazda z nas sie cieszy jak na takiego natrafi.I oczywiscie ze jest to kwestia dogadania sie.Z tym ze tez przed slubem (nawet z proba wczesniejszego zamieszkania razem) jest wszystko inaczej-staracie sie,pomagacie,ale po nim wszystko sie zmienia.Z czasem przypisujecie coraz mniejszy zakres obowiazkow w domu.Ale z jednym z Olga sie zgodze-dzisiaj dzieci sa jeszcze wychowywane w stereotypach...dzieczynka bawi sie garnuszkami, a chlopczyk samochodzikami.To sie wynosi z domu,a nie powinnismy tak uczyc dziecka.Przeciez facet moze sie nauczyc gotowac a kobieta naprawic kran czy cus tam innego.Tu miala racje!Pzdr:-)

Autor: Inigo  04.09.2006 zgłoś

Szanowne Panie Czytając wasze wypowiedzi dochodzę do niezmiernie smutnych wniosków... Otóż według Pań, związek tak długo jest związkiem, jak długo spełnia tylko i wyłącznie Wasze egoistyczne potrzeby i daje... ZABAWĘ. Gdy tylko przestanie, a partner odkryje to, że po kilku latach małżeństwa chciałbym wyjść dwa-trzy razy w tygodniu zagrać w piłkę, to SENS tegoż związku wygasa. Przy czym Wy jesteście absolutnie niewinne marazmowi, Waszą jedyną powinnością jest pozwolić się zabawiać wiecznie adorującemu mężczyźnie. Drogie Panie, nie sądzicie ze oczekuje zbyt wiele? Zarzucacie brak uwagi, zajęcie własnymi sprawami - ten drugi cżłowiek poświęcił Wam wiele lat swojego życia!!! To nic nie znaczy? To że chciałby też trochę pożyć czymś innym (wszak życiem obdarował go los tylko jednym, tak jak młodoscia którą również właśnie z Wami spedził) to największy grzech? Jeśli Wam to skrajnie nie odpowiada, może dialog byłby odpowiedniejszy od natychmiastowych poszukiwań "wielkiej życiowej miłości", bo ten wyeksploaowany przez Was egzemplarz już się - powiedzmy to wprost - znudził? Związek i rodzina to coś wiecej niż świetna zabawa, szampan i seks do rana. Trzeba iść do pracy, zająć siedziećmi (dbanie o ich materialne bezpieczeństwo też do tego należy - wiem, gdyż o moje nikt nie dbał gdy byłem mały, i wiem jak ciężko jest wtedy). Pamiętajcie drogie Panie, nie tylko Wy poświęciłyście te lata na budowanie domu. Ta druga strona też, i też cierpi. Społeczeństwo wymaga od nas zachowywania tęgiej miny i chowania emocji i uczuć, wiec to robimy. Lecz Wasze zachowanie i brak zaangażowania również nas rani. Dlatego darujcie sobie feministyczne rady w stylu - "nie zadowala Cię? kopnij go, skończ ograniczający Cię związek i znajdź lepszego!". To niepoważne i godne osoby lekkiego prowadzenia. Skoro coś budowałyście, to zastanówcie się dlaczego. To nie partner jest zły, kochałyście go. To wy się zmieniłyście, gdy bajka zamieniła się w życie. W duzej mierze (są wyjatki - oczywiście że faceci nie są bez skazy) wady które zarzucacie partnerom obciążają... WAS. I moze któraś mi wyjaśni - dlaeczgo każda kobieta solidaryzuje się z propozycją natychmiastowego porzucenia partnera z którym coś zgrzyta? Jak byście sie czuły gdyby koledzy Waszego partnera, na wiadomość, że np przytyłyście, gromkim i zgodnym okrzykiem usłysząły - "RZUĆ JĄ! NIE JEST CIEBIE WARTA! ZNAJDZIESZ ŁADNIEJSZĄ I LEPSZĄ W ŁÓŻKU!!!" Pozdrawiam drogie Panie K. T. vel Inigo

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Anki: Wiesz co Aniu ja mysle, ze takich pomagajacych facetow jest coraz wiecej, a prawda jest taka, ze Wy kobiety po prostu sie do tego przyzwyczajacie i stawiacie nowe wymagania. Ciagle tylko czytam, ze ona robi to dla niego, rodzi mu dzieci itp... Czyzby? Chyba zapomnacie, ze robicie to rowniez dla siebie. Druga sprawa to taka, ze nie jest to kwestia tylko wychowania, przeczytaj pare naukowych publikacji o mozgu czlowieka a dowiesz sie, ze dziela nas nie tylko roznice fizyczne, ale rowniez psychiczne. Kazde z nas przygotowane jest do wykonywania roznych zadan w zyciu. Mozg sam decyduje o tym co bedziemy robic, rodzimy sie juz z takimi predyspozycjami i dlatego mozemy funkcjonowac jako spoleczenstwo. Feministki probuja to podwazac, zeby osiagnac swoje cele czyli "Seksmisja" ciag dalszy, one nie walcza o rowne prawa, one nienawidza facetow i najchetniej by sie ich pozbyly (jak np. Olga). Tylko co potem... To one robia Wam wode z mozgu i wmawiaja, ze gotownie to cos gorszego niz bycie hutnikiem czy bycie przedszkolanka to cos gorszego niz bycie informatykiem. Prawda jest taka, ze kobiety nie maja predyspozycji do wykonywania pewnych prac, tak jak faceci do innych. Tak nas stworzyla natura i dlatego przyciagaja nas roznice a nie podobienstwa, im bardziej sie roznimy tym lepiej. My mamy sie wzajemnie uzupelniac a nie zwalczac i przejmowac obowiazki. Dla mnie feministka napawa mnie obrzydzeniem. Tak jak Wy nie chcecie mies zniewiescialych facetow, tak my nie chcemy miec meskich kobiet. Dzieki wlasnie tym roznicom dalej trwamy jako gatunek. Jezeli od tego odejdziem to zginiemy... Tyle wywodow naukowych na ten temat. Pozdrawiam

Autor: Julka  04.09.2006 zgłoś

Hej! Mam nadzieje,ze choc pare osob przeczyta moj wywód gdyz prosze o mala rade. Czytalam te wszystkie opinie i chyba juz nie wierze w milosc na cale zycie.Bylam w zwiazku prawie 3 lata(byla to moja 1milosc).Roznie nam sie ukladalo,klocilismy sie troche,on co pare miesiecy pod koniec zwiazku watpil czy mnie kocha) ale po rozstaniu doszlam do wniosku ze to byl najlepszy okres w mym zyciu(choc sadze ze on nie byl dojrzaly do konca).Ciezko tak wszystko opisac ale powiem krotko.Nie jestesmy ze soba od paru miesiecy,wszystko zaczelo sie psuc gdy wyjechalam na studia do inego miasta.Widywalismy sie tylko w weekendy,a i tak nie cale dnie gdzyz mialam wiele nauki.I tak zaczelo wygasac powoli uczucie.On znalazl nowe towarzystwo,nowa pasje.No i najwazniejsze mial kumpla ktory byl dla niego wszystkim(on namawial go do zerwania)W koncu On wyjechal zima na wczasy ze swoja paczka a ja czulam sie fatalnie.Mial 3mac dla mnie miejsce ale ja mialam examiny wiec nie pojechalam a jemu nie bylo nawet przykro.Nie wytrzymalam.Rozwazalam wiele opcji.W koncu wybralam odejscie.Potem bylo mi fatalnie(nadal o nim mysle).Po co o nim mysle skoro powiedzial ze mnie juz nie kocha,ze sie staral ale milosc nie przychodzila.Po 2miesiacach od zerwania wznowilismy kontakty.Nawet sie calowalismy,ale tydzien pozniej on udawal ze nic nie zaszlo mimo ze tydz.wczesniej zal mu bylo sie ze mna rozstawac.A teraz na dodatek ja musialam sie przeprowadzic na stale do miejsca gdzie studiuje.Choc wiem ze pewnie jakbym wrocila dalo by sie mooze to odbudowac.On sie wcale nie odzywa do mnie teraz i jest mi zle.Powinnam zapomniec definitywnie(nie jest powiedziane ze nie wroce z powrotem gdzie mieszkalam,bo dom jest tam wynajmowany),czy powinnam moze sie odezwac? Pozdrawiam Wszystkich serdecznie.

Autor: autorka różnych prac o rodzinie  04.09.2006 zgłoś

Olga jesteś super kobieta, wiesz czego chcesz i umiesz to wyegzekwować. Nie wiem czemu rozwiodłaś swoich rodziców, ale sądzę że miałaś absolutną rację! Pasożyt w domu jest jak choroba całej rodziny. Jaka to fleja co po gotowaniu obiadu zostawia sprzątania na dwie godziny. Mój mąż gotuje bardzo dobrze, w trakcie gotowania sprząta po sobie i podaje obiad . Zasada prosta, wszyscy przy stole , rodzinna atmosfera, pogaduszki o tym co stało się w ciągu dnia. Ja jestem typem naukowca (taka mam też pracę), mąz oprócz gotowania robi pranie, jak trzeba to uprasuje. Ma też ciekawe hobby, malowanie na tkaninach. Oprawiamy to wspólnie i często sprzedajemy bo jest wielu chętnych do kupienia. Nie rozumiem dlaczego mężczyźni tak łatwo dają się wepchnąć w schemat RÓL w rodzinie. I wstydzą się przyznać , że lubią gotować, pracować w ogródku, chodzić z dziećmi na wyprawy. Mój to robi. A ja mam wtedy czas dla siebie. A jak już możemu usiąść razem jest wspaniale. Przełamać schemat , to jest to. A to rozwodzenie się i ciągła zmiana związków to zwyczajnie jak w szkole, powtarzanie klasy . Co dowodzi tylko braku dojrzałosci w przejściu do następnej, czyli na wyższy poziom.

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta Wiem ze sa ogromne roznice funkcjonowania mozgu miedzy kobieta a mezczyzna,mialam to na psychologii i duzo o tym czytalam.Ale to nie znaczy ze wy nie mozecie poscierac kurzu czy ugotowac obiadu,a my wbic gwozdzia czy naprawic samochodu.Tego wszystkiego mozna sie nauczyc bez wzgledu na plec.Chodzi o to zeby sobie pomagac wzajemnie i dzielic te obowiazki.A to ze kobiety chcialyby zebyscie i mpomagali w tych obowiazkach nie znaczy ze sa feministkami.Sa to kobiety ktore(tak jak ja) szukaja sprawiedliwosci.Oczywiscie ze my tez chcemy miec dzieci-tak samo jak wy...tylko ze o wiele wiekszy obowiazek wychowywania i zjmowania sie dziecmi spada na kobiete-oczywiscie tutaj tez mowie bardzo ogolnie,bo moj tatus tez sie ostatnio przyznal ze mnie kapal i przewijal.Ale w mojej rodzinie i wsrod znajomuch ktorzy maja juz dzieci nie znam ANI JEDNEGO(!!!) krory by to robil...nie to ze nie ma czasu czy nie umie...po prostu sie leni odpowiadajac do dziewczyny "ty to lepiej zrobisz"!

Autor: Facet  04.09.2006 zgłoś

Do Anki: Aniu zgadzam sie, ze w pewnym stopniu powinnismy sobie pomagac we wszystkim. Owszem wszystkiego mozna sie nauczyc, ale prawda jest taka, ze kobieta nigdy nie bedzie takim dobrym gornikiem jak facet, a facet nigdy nie bedzie taka dobra nianka jak kobieta, czy tego chcemy czy nie to sa zadania, ktore przydzielila nam sama natura. Gdyby facet lepiej opiekowal sie dzieckie to nie sadzisz, ze natura przydzielilaby zadanie rodzenia dzieci facetom? Zeby nie bylo tu nieporozumien, to nie umniejszam roli nianki w spoleczenstwie, jest to rola jak kazda inna, bardzo potrzebna i ktos to musi robic. J co prawda nie mam dzieci, nie jestem nawet obecnie w zadnym zwiazku, ale jako facet nie boje sie przyznac, ze kocham dzieci, bede chcial je miec i bede chcial miec swoj wklad w ich wychowanie. Nie nazywam wszystkich kobiet feministkami, nazywam tak tylko te, ktore mowia (w skrocie), ze facet to swinia. One same nie sa kobietami (czasem nawet z wygladu), to jakis odlam, ktory probuje wplywac na kobiety i dzieki temu pozyskac zolnierzy do walki z facetami... Jezeli na to pozwolimy to juz po nas. Wyobraz sobie sztuke teatralna, gdzie wszyscy aktorzy graja jedna role i przekrzykuja sie nawzajem. Czy sztuka mialaby szanse na zdobycie popularnosci i przetrwanie... Odpowiedz brzmi NIE. To byla taka mala dygresja na koniec.

Autor: a  04.09.2006 zgłoś

ale powiedzcie - jak odejsc, kiedy to tak strasznie boli, a jednoczesnie widzisz,ze wszelkie proby ratowania zwiazku i tak koncza sie fiaskiem..? tak boli, ze nie mozesz nawet myslec o rozstaniu, kiedy nie mozesz wytrzymac dnia bez osoby, ktora tak strasznie kochasz i wydaje ci sie,ze zrobilabys dla niej wszystko.jak zapomniec o tych wszystkich cudownych chwilach, czulosciach, o tym,ze nikt nigdy nie byl ci tak bliski, no jak? i jak pogodzic sie z mysla,ze to wszystko umiera na twoich oczach? jak dalej zyc?...

Autor: z  04.09.2006 zgłoś

a najpierw poddac reanimacji, bo ten kontredans odejść "do nikąd" bo rozminęliśmy się z wizją , jest bez sensu no....chyba że lubisz cierpieć, to i tak zawsze wybierzesz cierpienie, taka potrzeba

Autor: dduzy  04.09.2006 zgłoś

do ...a . nie wiem ... próbuje zapomnieć cełe zło,,, i starać się od nowa .. . jeśli ONA jest teraz tak obca to jaka różnica czy starac się o obcą ...czy obcą swoją . ...przynajmniej swoją w jakiejś części znamy. ...napisze za jakiś czas ....co ztego wyszło. a celem jest wizerunek dla dzieci .... dzieci które mam z NIĄ ... mą ukochaną żoną .

Autor: ciety roman  04.09.2006 zgłoś

i jeszcze jedno chcac miec udany zwiazek nie przelewajcie swoich osobistych problemow i klopotow z pracy,rodziny(tzn rodzicow,rodzenstwa)na wasz zwiazek ,tylko jesli juz o tych sprawach rozmawiajcie ,druga osoba nie jest po to zeby na niej odreagowywac swoje zle emocje tylko po to zeby wlasnie w jej towazystwie sie odnalezc i zapomniec o problemach i stresach dnia codziennego .tak bylo niest w moim kilkuletnim zwiazku .

Autor: KT  04.09.2006 zgłoś

Do Ciety roman A mi się wydaje, że ta druga, najbliższa ci osoba jest też po to, żeby móc z nią problemy rozwiązywać, mieć w niej wsparcie, liczyć na jej pomoc właśnie, a nie tylko po to, żeby siedzieć, gadać i zapominać o stresach dnia codziennego!!!

Autor: córka  04.09.2006 zgłoś

dduży jak Ty genialnie myślisz. I praktycznie też. I wiem, ze Ci się powiedzie, bo tak zrobili moi rodzice i wyszli z kryzysu cało i są fantastycznym małżeństwem. Ja mój kryzys z ukochanym mężem podobnie przetrwałam. Trochę się szarpaliśmy ale udało się! I jak dziecko się cieszy:-) Życzę powodzenia...napewno się uda...musi...takie życie, nie zawsze proste

Autor: Niunik  04.09.2006 zgłoś

A co ja mam powiedziec, wyprowadzilam sie od faceta, z ktorym bylam ponad 2 lata. Twierdzi, ze kocha nadal bardzo bardzo ale chyba mu sie znudzilam ...

Autor: kropelka  04.09.2006 zgłoś

do smutnej. Jesli tylko możesz - spróbuj koniecznie ratować związek. Z tego co piszesz wynika, ze to bylo tylko zwykle nieporozumienie; scieranie sie charakterow, oby nie bylo za pozno!

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta No i wlasnie o to mi chodzilo.A co do feministek,to te ktore "staraja sie" zeby was-mezczyzn"wyeliminowac" sa kompletnymi idiotkami!Bez was nie da sie zyc!! I nie chodzi mi tutaj tylko o przetrwanie gatunku!Fakt!To kobieta rodzi dziecko,ale przeciez zadna wiatropylna z nas nie jest!Byliscie i bedziecie zawsze! I Bogu za to dzieki!!Pzdr:-)

Autor: simba1982@o2.pl  04.09.2006 zgłoś

Od zawsze wiedzialam ze meza pierwsza miloscia byla kasia.Ona mieszkala daleko, kontakt zostal urwany dawno temu bylam spokojna do czasu.Ostatnio zostawil gg wlaczone i dowiedzialam sie ze nawiazal z nia kontakt slodza sobie nawzajem.Codzien rano nie mi zyczy milego dnia lecz jej.Zrobila sie nie przyjemna sytuacja dla mnie.Wiem tez ze przeprowadzila sie blizej nas.Boje sie ze mnie zdradzi widze jak zamyka sie w pokoju z komputerem i placze bo to moze bedzie kwestia czasu jak odejdzie.

Autor: ZAWIEDZIONA  04.09.2006 zgłoś

Ja sądziłam, że mój związek jest udany, nic nie zapowiadało że coś się zmieni. Ciągle słyszałam że mój facet bardzo mnie kocha, że chce ze mną zamieszkać. Myślałam że jesteśmy inni niż wszyscy, że nasza miłość nigdy nie minie. Aż tu pewnego dnia natknęłam się na jednoznaczne smsy z kobietą. Ten związek się nie wypalił a jednak nie może trwać wiecznie.

Autor:  04.09.2006 zgłoś

Do Faceta Nie jestem zaskoczona "powracającą falą" bo już dawno temu powiedziałam na głos (może w złą godzinę to wykrakałam), że jeśli kogoś bardzo skrzywdziłam, to pewnie kiedyś spotka mnie za to kara. I spotkała. I wiedziałam, że będzie bolało. I boli!! Ale nikomu tego samego nie życzę!

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do ciety roman Nie to nie jset tak!Kobieta bardziej emocjonalnie podchodzi do zdrady psychicznej mezczyzny,a facet bardziej do zdrady fizycznej!Chociaz sa wyjatki...np.Ja!!Psychiczna "moze bym wybaczyla, ale nie fizyczna,a to z tego wzgledu ze ta swoja "fizycznosc" mozna powstrzymac a uczuc niestety nie!Wiec moja odpowiedz na twoje pytanie brzmi "Ja bym odeszla"Pzdr:-)

Autor: Karol  04.09.2006 zgłoś

zazdrość to głupota, ja zazdroszczę innym poza zdrowiem, tego że mają już swoj wiek i są w związkach które przetrwały próbę czasu.. tego już teraz pragnę, aby doczekać takiej chwili..

Autor: Ola  04.09.2006 zgłoś

Mój facet na którego jeszcze rok temu mogłabym czekac miesiace za nim na mnie spojrzy niedawno wyjechał do Anglii.Jak jechał mówił ze bedzie pisał,dzwonił i jakies tam inne bajery.Jak to na poczatku oczywiscie byly smsy telefony i pierdoły ze tesknimy,kochamy sie i jak to zyc ze soba nie mozemy.Po miesiacu czasu mi zaczeło doskwierac to ze go tu nie ma ze nie mam sie do kogo przytulic ani pobzykac nie ma sie z kim.Bo nie jestem taka ze jak sie chce to sie moze zawsze:)I nastapiły płacze przez słuchawke,chora zazdrosc, nakręcałam sobie fazy ze on kogos ma ze nie dzwoni etc a on poprostu NIE MÓGŁ.Był albo zmeczony robota,bo doszło do mnie niedawno ze on tam pojechał do PRACy a nie szukac sobie dziewczyny...chociaz z drugiej strony jak facet nie zamoczy to tez sobie znajdzie zeby zaspokojic pragnienie a potem moze wzbudza sie w nim jakies tam poczucie winy i zdrady.Dążac do sedna,wiele razy nawet teraz zastanawiam sie czy ten zwiazek ma sens.Chce i nie chce z nim byc.Mysl ze mogłabym znalezc sobie kogos innego i pojsc z kims kogo nie kocham jest odrazajaca(sorry ze ja tak o tym bzykaniu ale juz długo nie smakowałam tej przyjemnosci zwłaszcza z moim erotomanem mmmmm my sie dobralismy,tak mnie podnieca ze nie moge;)) jestem z nim jest mi dobrze bez niego zle czasmi lepiej i ciezko mi przede wszystkim.Moze jakbysmy nie byli razem to przestałabym non stop o nim myslec i zadreczac sie tym co robi jak sie nie odzywa itd.Ale rozstanie byłoby dla mnie czyms czemu wiem ze psychicznie bym nie podołała.Za bardzo go kocham i za bardzo mi na nim zalezy.Czuje sie przy nim KONKRETNIE bezpieczna(mmm mój Pudzian) i szczesliwa.Wiem ze jakby ktos chciał mi cos zrobic to on jest taki ze oddałby własne zycie.Jest bardzo daleko ja sie ucze i jest ciezko z tym wszystkim.Czesto płacze i juz sama niewiem.Chce i nie chce.Pewnie juz pieprze ale sama niewiem co mam myslec.Jest mi z nim cholernie dobrze.I barzdo go kocham.To tyle.Jak sie potoczy niewiem.Zyje nadzieja.

Autor: Anka  04.09.2006 zgłoś

Do Karola Chlopie daj sobie z nia spokoj!Wiem ze latwo jest powiedziec bo jestes zakochany,ale jeszcze na tym swiecie jest sporo fajnych i przede wszystkim dojrzalych kobiet, a z tego co napisales to ta twoja taka nie jest...wyzwiska, grorzenie zdrada albo ze nasle na ciebie kolegow!!Jezu!!!Co to ma byc!!?Wiesz moze juz dzis zacznij innej szukac, bo takie baby nigdy nie dorastaja!A poza tym podobno prawda jest ze lekiem na stara milosc jest nowa!(hmm!!gdzies to juz komus raz tutaj napisalam)Pzdr:-)

Autor: Ania  05.09.2006 zgłoś

Mój Boże............dziś wyjdę z pracy z wielkim dołem, po tym czego się tutaj naczytałam będę chyba mieć schizy i obserwować swojego chłopaka, przeszywać na wylot i próbować odgadnąc jego myśli. Jesteśmy razem bardzo szczęśliwi, uchyliłby mi nieba gdyby tylko mógł bardzo go kocham i on mnie też nie chcę by to się kiedykolwiek skończyło ale......po tym co tutaj przeczytałam to pozostaje się chyba tylko załamać i bać przyszłości

Autor: ona  04.09.2006 zgłoś

ja juz sama nie wiem ,nie ciesza mnie jego zarty jego glos przez telefon,mowie sobie ze go kocham,ale czy tak jest hmmm sama nie wiem to smutne:(

Autor: kotfilemon  04.09.2006 zgłoś

Hmm...co tu dużo gadac...wydaje mi się, że nie ma się co za wiele zastanawiac się czy jakiś objaw to już zwiastun końca czy dopiero przedsmak małego kryzysu po którym i tak wyjdzie się na prostą. W związku tak jak w przyrodzie najwazniejsz jest równowaga. Jeśl jest Ci źle to kończ bez zastanowienia. Żałowanie czegokolwiek nie ma sensu. Szkoda zycia! Ja tak zmarnowałem sobie blisko 5 lat bo łudziłem się, że jeszcze coś mozna naprawic. Otóż nie można. Do wszyskich kobiet - PRZECIEZ JEST TYLU FAJNYCH FACETÓW! Do wszystkich facetów - A FAJNYCH KOBIET JESZCZE WIĘCEJ. Pozdrawiam - Kot Filemon

Autor: kleopatra  04.09.2006 zgłoś

ja jestem z moim chlopakiem juz 5 lat,od 6 miesiecy spotykam sie z innym mezczyzna,od miesiaca z nim sypiam jest mi z nim dobrz ale problem w tym ze nie jestem pewna czy on mnie kocha.boze jestem taka bezradna,mam wyzuty ale nie moge tego przerwac bo jest mi z nim dobrze.mam 25 lat,co bedzie dalej?bardzo sie boje o siebie

Autor: 000  04.09.2006 zgłoś

czemu on mi nie mowi ze kocha,ja tego bardzo potrzebuje,zaczne od poczadku poznalam go 6 miesiecy temu,po jakims czasie uslyszalam ze kocha mnie ale teraz mi tego nie mowi,czy im tak cierzko to mowic

Autor: rudaa  04.09.2006 zgłoś

Witam U nas jest tak, ze oboje chcemy, zalezy nam i romawiamy o tym. Tylko od pewnego czsu non sto sie klucimy, o wszystko, nie potrafimy normalnie rozmawiac.Te konflikty pochłaniają cała energie i radość zycia, wypalaja. To może byc przejściowy kryzys, albo poczatek konca.... Zawsze były konflikty i kłutnie, oboje jestesmy uparci, nerwowi i czepiamy sie drobiazgów, nigdy nie było idealnie, ale mimo kłutni i łez nie przyszlo mi do glowy rozstanie, do niedawna.... A teraz znów rozmowy, wiem ze mu zalezy , mi tez zalezy.. Czy ta męczarnia ma sens, jestesmy zbyt podobni wtym w czym nie powinnismy(wady) i zbyt wiele nas rózni w trym co powinno łączyc, tak mysle.. jakie jest wasze zdanie ??? pozdrwaiam

Autor: do kleopatry  04.09.2006 zgłoś

nie chce nic oceniac, ale uwazam ze krzywdzisz swojego chlopaka( tego z ktorym jestes 5 lat)Moze i to on spowodowal ze milosc wygasla w waszym zwiazku co zaczelo cie pchac do zdrady ale nawet gdyby tak bylo to nie daje ci to prawa do oszukiwania go.. Gdyby on cie zdradzal nie chcialabys chyba byc oszukiwana, nic nie wiedziec o tym ze bedac z toba widzi osobe (potencjalnie) ukochana w kim innym! Nie namawiam w zaden sposob do proby naprawy zwiazku bo to tylko i wylacznie twoja i jego decyzja, ale zakoncz zwiazek z nim by go nie oszukiwac dalej, by wiedzial na czym stoi. Lub powiedz mu ze chcesz sprobowac jednak cos ocalic.. Ale pamietaj ze w podwojnym zwiazku nigdy nie bedziesz szczesliwa to nie jest prawdziwa milosc, ktorej towarzysza klamstwo, nieszczerosc, zdrada!

Autor: amelia  04.09.2006 zgłoś

Witam po przerwie, widzę, że dyskusja toczy się dalej.Chciałam powiedzieć coś do tych wszystkich, którzy sa załamani po rozstaniu - nie traktujcie tego jako końca świata! Owszem, trzeba to przeżyć i przeboleć, ale życie toczy się dalej i może właśnie tak miało być, żeby spotkało was coś lepszego. Nie zachowujcie się jak 80-latkowie, którzy mają już wszystko za sobą.

Autor: Niekończący się smutek...  04.09.2006 zgłoś

Piękna bajka trwała 2 lata. Ostatni rok już nie był taki sympatyczny...Dla Niej skończyłem poprzedni związek. Myślałem że śnię, że nie mogę być bardziej szczęśliwy. Zawsze miała wszystko czego zapragnęła, robiłem dla Niej wszystko. Śniadanka, spacery, wakacje gdzie chciała.Dniem codziennym nie musiała się przejmować, od tego byłem ja. Było cudownie. Po dwóch latach coś zaczęło pękać. Wyczuwałem to, bo oczywiście według Niej wszystko było ok. Dowiedziałem się, że miała romans. Przebaczyłem. Starałem się, o zgrozo - tylko ja. Teraz to samo - z tym samym. Oczywiście dowiedziałem się "pośrednio", bo nie miała odwagi powiedzieć mi tego prosto w oczy. Świata się skończył. Nie ważna praca, dom, rodzina, zasadniczo nic.Pustka. Serca nie mam.Odeszła. Twierdzi, że nie jest z nim, że to była pomyłka. Brakowało Jej "powietrza" - tak powiedziała. Kocham Ją, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że pewnie bym przebaczył. Kocham tak, że odczuwam fizyczny ból kiedy Jej nie ma. Rozum wie swoje, ale serce chce czegoś innego. Wydaje mi się czasem, że bycie zbyt dobrym powoduje reakcję odwrotną - bilans musi wyjść na zero... Taki zwykły melodramat jakich tysiące - szkoda, że dla mnie został dramat...

Autor: Niekończący się smutek...  04.09.2006 zgłoś

Piękna bajka trwała 2 lata. Ostatni rok już nie był taki sympatyczny...Dla Niej skończyłem poprzedni związek. Myślałem że śnię, że nie mogę być bardziej szczęśliwy. Zawsze miała wszystko czego zapragnęła, robiłem dla Niej wszystko. Śniadanka, spacery, wakacje gdzie chciała.Dniem codziennym nie musiała się przejmować, od tego byłem ja. Było cudownie. Po dwóch latach coś zaczęło pękać. Wyczuwałem to, bo oczywiście według Niej wszystko było ok. Dowiedziałem się, że miała romans. Przebaczyłem. Starałem się, o zgrozo - tylko ja. Teraz to samo - z tym samym. Oczywiście dowiedziałem się "pośrednio", bo nie miała odwagi powiedzieć mi tego prosto w oczy. Świata się skończył. Nie ważna praca, dom, rodzina, zasadniczo nic.Pustka. Serca nie mam.Odeszła. Twierdzi, że nie jest z nim, że to była pomyłka. Brakowało Jej "powietrza" - tak powiedziała. Kocham Ją, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że pewnie bym przebaczył. Kocham tak, że odczuwam fizyczny ból kiedy Jej nie ma. Rozum wie swoje, ale serce chce czegoś innego. Wydaje mi się czasem, że bycie zbyt dobrym powoduje reakcję odwrotną - bilans musi wyjść na zero... Taki zwykły melodramat jakich tysiące - szkoda, że dla mnie został dramat...

Autor:  04.09.2006 zgłoś

o zwiazek trzeba dbac z dwoch stron pielegnowac i podlewac tak jak roslinke, zastanowcie sie kiedy byliscie ostanio w kinie kiedy zrobiliscie cos dla siebie??w narzeczenstwie?????? wydaje wam sie wieki temu idzcie razem do kina a potem na romantyczna kolacje poudawajcie tak jakbyscie dobieronco co sie poznali.

Autor: Cieszę się tym, co mam  05.09.2006 zgłoś

Mój związek jest taki od lat. A mimo tego odnalazłam się i znalazłam siły do tego, aby nie pogrążyć się, aby znaleść miejsce dla siebie. Stoczyłam walkę i ją wygrałam. Mój mąż tyran stał się troskliwym ojcem. Bardzo pomaga w obowiązkach domowych. To on robi teraz zakupu, często sprząta, bardzo się troszczy o potrzeby rodziny. Żyjemy obok, nic nas nie łączy prócz 2 nastolatków, którymi należy mądrze się opiekować i troszczyć. Jestem atrakcyjną kobietą i wielu mężczyzn kręci się wokół mnie, ale wiem, że skrzywdziłabym tego człowieka- ojca moich dzieci i wiem również to, że bardzo trudno spotkać wartościowego kandydata na partnera życiowego. Często kierujemy się w życiu niestałymi cechami . Jak łatwo jest kochać kogoś, kto na to zasługuje, ale czy są ideały? Sami również jesteśmy niedoskonali i słabi.

Autor: mka  05.09.2006 zgłoś

Ja tak mam. Wiem, ze to koniec. Ale nie mam siły odejść. Czekam, aż on to zrobi. Chodze, że sztucznie przyklejonym usmiechem. Czekam, aż to się samo skończy. Unikam spotkań, bliskości, ale jak długo można.

Autor:  05.09.2006 zgłoś

Gdzie jest ta granica, gdzie wszystko rozumiemy?? Nie potrafie tego okreslic.....po 10 latach malzenstwa dwa lata temu uznalam ze koniec tego. Koniec szarpania, obserwowania i nasluchiwania czy nie idzie pijany do domu. Koniec ciaglego patrzenia na wykrzywiona w grymasie niezadowolenia twarz. I dobrze mi z ta decyzja, rozwod w toku, dzieci nie tesknia za "tatusiem". Ogolnie wszystko w porzadku.....I nagle Poznalam faceta, przyjaciela szwagra. Hmmm.....Nie rozmwiamy za wiele, bariera jezykowa mocno we mnie tkwi....choc sie staram. Czasem wspolna noc, wspolne ogladanie telewizji, sex, gdy jestesmy razem jest kochany, czuly i cieply. Lecz sam nie zadzwoni, nie wysle smsa, nie zapyta o mnie. Czeka na moj ruch i dopiero sie dostosowuje, ostatnio- "sukces" obejmowal mnie i przytulal w obecnosci mojej siostry i jej meza......Choc od poczatku wiedza ze nie spie sama w jego pokoju.Lecz ja chyba po 2 miesiacach mam dosc. Nie czuje sie potrzebna, nie czuje sie kochana.....Niby jestesmy razem......Ale to chyba jakos nie tak......Zastanawiam sie, kiedy bede miala dosc sily by wiecej nie czekac na dotyk, na czulosc, na milosc........

Autor: Do Sylwi od Wiki  05.09.2006 zgłoś

mialam taka sytuacje ze swoim bylym, moja 1 miloscia on mi powiedzial ze mnie zdradzil ale tylko raz i po pijaku. bylo mi strasznie ciezko ale zaufalam. po jakims czasi mialam okazje i go zdradzilam z ... dziewczyna ale mu o tym nie powiedzialam za to przy rozstaniu powiedzial ze on mnie nigdy nie zdradzil chcial sprawdzic czy na prawde go kocham powiem to tak wiekszosc mezczyzn po zdradzie rzuca swoja kobiete nawet jak ja bradzo kocha uwazam ze jesli pierwszy raz zdarylo mu sie cos takiego tzn nie powiedziec Ci o koleżance tomusisz sobie zadac pytanie czy chcesz z nim byc jesli tak to probuj jesli nie to znajdz nowego poradzilam tak mojej kolezance bardzo podobna sytuacja. niestety wiele osob widzialo potem chlopaka z kolezanka zostawila go . Ma nowego chlopaka od 3 lat juz, jest bardzo szcesliwa Tobie i wszystkim tego zycze ja sama jestem no moze po za problemem byc z nim czy nie byc? ;)

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Do Wiki Rybka wlasnie dlatego napisalam ci-DYSTANS!Nie napisalam cie zebys sie z nim rozstala i po paru dniach...po jednym telefonie znow wracala.Powiedz mu ze bedziecie spotykali czesto i nawet raz na jakis czas dacie sobie po buziaku...ale to wsztstko.Powiedz ze potrzebujesz troche przestrzeni i czasu zeby wszystko przemyslec...Ze chcesz widziec jak sie zmienia "bez ciebie".To troche potrwa,bo jak juz napisalam to nie bedzie z dnia na dzien ani z tygodnia na tydzien.Rozmawiaj z nim duzo przede wszystkim o waszych potrzebach.Potraktuj to jako probe czasu dla waszego zwiazku.Powiedz mu ze musi byc bardziej odpowiedzialny jeseli ty masz czuc sie bezpieczna i przy tym wyjasnij mu ze poczucie bezpieczenstwa jest dla kobiety bardzo wazne...to mu moze troche da do myslenia...a moze nawet troche pojedzie mu po ambicji-bo przeciez w koncu jest facetem!Jezeli znowu zacznie ci plakac i cie blagac, to wyjasnij mu ze to nie jest definitywny koniec,ze jezeli na prawde zobaczysz ze sie zmiania to wrocicie do siebie.Hm?

Autor: Sylwia  05.09.2006 zgłoś

Co robić??? Pomóżcie mi, proszę. W sumie jestem dorosła i sama powinnam podejmowac decyzje, ale to nie takie proste. Kocham faceta, jesteśmy ze soba 1,5 roku, ale nie tak dawno dowiedziałam się, że spotyka się z inną(przeczytałam smsy), poznaną gdzies na imprezie. Powiedziałam, że to koniec, ale On zaczął przepraszać i powiedział, że to się nie powtórzy, to była tylko koleżanka, że nie chce mnie stracić, ale ja mu juz nie ufam.Dla mnie to jest zdrawda, zabolało jak cholera. Powiedział, że nie potrafi kochać, nie kochał żadnej ze swoich byłych (a miał ich trochę). Cierpię i juz sama nie wiem jak postapić, proszę pomóżcie

Autor: Bea  05.09.2006 zgłoś

do BB Dokładnie czuję się tak samo jak napisałaś. A mogę zapytać jak długo to wszystko wytrzymywałaś, czy też mówił, że to raczej koniec, że zmęczony jest związkiem. Ja jestem juz bezsilna, on zachowuje sie jak głaz, mówi że mnie juz tak nie kocha, że odejdzie tylko bierze pod uwage córkę i finanse, bo razem gdy sa dwie pensje, żyje sie lżej. Jak mam sie zachowywać, jestem zniechęcona juz ta sytuacją.

Autor: olka  05.09.2006 zgłoś

mój związek kończył się wiele razy i za każdym nie mogłam w to uwierzyć. Zawsze szło o to samo, kłamstwo. Okłamywał mnie przy każdej nadażającej się okazaj, a ja mimo wszystko zawsze mu wybaczyłam. Wydawało mi się że moje cierpienie jest mniej warte od wspaniałych chwil spędzonych z nim i chociaż wiele osób mówiło mi że nie warto,kwiaty io prezenty przeprosiny na kolanach rozczulały mnie, że zapominałam o sobie. Chudłam paliłam dużo więcej i ostatecznie skończyło się na antydepresantach. poświęciłam mu bardzo wiele, a dostałam kilka tandetnych upominków i ogrom upokorzeń. W końcu odwięczył mi się krótkim sms że go rozśmieszam i zakończył słowami GAME OVER. i po tygodniu kiedy chciałam żeby znowu wrócił przypadkiem zobaczyłam jego zdjęcia z inną w necie. i przebudziłam się. Upokorzył mnie totalnie, chociaż nie miał do tego żadnego prawa, teraz zdałam sobie dopiero sprawe że jestem zbyt piękna i troszeczke lepsza od niego, bo ja przynajmniej za dziecieść pietnaście lat będę mogła spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się do siebie za to że byłam wobec siebie i innych fair.

Autor: BB  05.09.2006 zgłoś

Do Bea i Sexy MF Byłam w podobnej sytuacji co Bea, myślę, że wiem jak się momentami czuje i jak jest Jej źle! Ja gryzłam ściany, płakałam, często nie wytrzymywałam i wybuchałam złością, wrzeszczałam, gadałam, myślłam, że dłużej nie dam rady, nie zniosę już nic więcej, ale dalej się starałam, czekałam i opłaciło się! Jakoś wytrzymałam i teraz wiem, że było warto.

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Przepraszam ze tak osto...ponioslo mnie

Autor: bea  05.09.2006 zgłoś

do BB Dzięki, postaram sie przeczekać, tylko jak długo to wytrzymam, czasami wybucham bo nie daje rady. Te pół roku to jakby wieczność. PZDR.

Autor: kazia  05.09.2006 zgłoś

Dzięki za wasze wypowiedzi, wiem jetem głupią krową i tyle!!!

Autor: Sexy_MF  05.09.2006 zgłoś

To się tak fajnie rad udziela, jak człowiek siedzi sobie przed komputerem i nie był nigdy w takiej sytuacji!! Pozdrawiam Wszystkich, złych, dobrych, szczęśliwych, nieszczęśliwych, zdradzonych i zdradzających.

Autor: czarna 66  06.09.2006 zgłoś

Aniu właśnie dziś rano z nim rozmawiałam,pytałam co zamierza dalej robić ,dlaczego znów zaczął pić? Niestety żadnej odpowiedżi nie usłyszałam .Patrzył na mnie tym swoim smutnym wzrokiem jak zbity pies i nic nie mówił.Powiedział że musi iść do pracy[jeszcze pracuje ,ale w pracy też piwkuje bo robi prtwatnie]wiem że wieczorem znów wtoczy się pijany do komórki

Autor: do Anki od Wiki  05.09.2006 zgłoś

madrze gadasz :) tylklo jest jedno ale bo jesli ja juz sie nasluchalam przez 2 lata tych obietnic ze bedzie lepiej i bywalo przez chwile a potem wracalo do normalnosci.... dzwonil mowil ze kocha ze sie amieni zaledwie 10 minut temu ale czy mu wierzyc znowu??? mowi ze robi wszystko dla mnie wlacznie z tym ze w koncu znalazl prace ale ja bym nie chciala zeby mi potem wyrzucal ze nic nie robil dla siebie i do wszystkiego go zmuszalam. co tu duzo gadac usze mu matkowac a ja podobno jestem jego dziewczyna ;( pozdrawiam i dziekuje wszystkim za rady prosze Aniu odpowiedz

Autor: Monia  05.09.2006 zgłoś

Te wszystkie rady sa dla kobiet w związku małążeńskim, ja jestem panienka po sześcioletnim związku z panem o 10 lat starszym. Bardzo go kocham a on mówi mni że mnie kocha lecz rok temu znalazł panią która go od siebie uzależniła, terasz okazało się, że jest chora (przynajmniej taki mi mów) i nie może od niej odejść I ODEMNIE TEż NIE CHCE ODEJść CAłY CZAS DZWONI PISZE I CHCE ZABIE RAć NA SPACERY DO KINA CHCE WSPóLNYCH KOLACJI :(()) są dni że mam siłe nie odebrać telefonu i się z nim nie spotkać ale jak tęsknie to odbiore a czasami sama zadzwonie. Do tego wszystkiego wszyscy moi znajomi odwrócili się odemnie bo zemną juz nie zabawa (brak kasy kupiłam gniazdko dla mnie i dla niego). Najlepsza jest wizytya u psychoterapeuty oni pomagają stawić czoła nowemu życiu i pokonąć strach samotności bo to tylko to!!!! Strach przed samotnością i czy poradzimy sobie w życiu

Autor: amelia  05.09.2006 zgłoś

Do Moni: Nie rozumiem, co to za pytanie, czy poradzimy sobie w życiu? Przecież nie jesteśmy dziećmi, które są bezradne, dorośli muszą sobie radzić, chyba, że są niedojrzali emocjonalnie. A co do samotności, to nie rozumiem, skąd ten paniczny strach przed nią? Ja długo jestem sama i nie robie z tego tragedii. A jeżeli ktoś czuje się źle sam ze sobą, to w związku bedzie tzw. bluszczem, nie potrafiacym życ samodzielnie bez drugiej osoby.

Autor: Samotka  05.09.2006 zgłoś

Miliony kobiet - miliony związków mniej lub więcej albo niekiedy wcale udanych. Nie wiem na czym to polega i dlaczego się kończy. Skończyłam małżeństwo bo bił, potem 4 letni związek bo nagle zrozumiałam że nie chcę kolejnego ślubu i dziecka (nie wiedziałam czy boję się decyzji czy to nie ten człowiek). Nie chciałam więcej krzywdzić, nic nie mogłam obiecać więc skończyłam. Teraz jestem od 2 lat w następnym związku i obawiam się że wszystko zmierza ku końcowi. Chyba nie jestem stworzona do związkow, bardziej do rozstań jeżeli można być do tego stworzonym. Przychodzi moment i ja to czuję że to nie tak, że miało być inaczej i że to wszystko to za dużo. Może stawiam wysoko poprzeczkę ale mam koleżanki w związkach małżeńskich i widzę ich życie: ciągle ograniczone czasem, finansami, dziećmi. Ciągle słysze że nie mogą bo muszą być w domu o tej czy o tamtej, ostatnią bluzkę kupiły sobie na urodziny i tak co roku. No i kto się zajmie dziećmi jak ona gdzieś wyjdzie. Mam 9 letniego syna, mieszkam sama - i nie wyobrażam sobie żyć inaczej jak według siebie z pełnym szacunkiem do innych. Związek to nie kula u nogi, to ktoś komu opowiem cały dzień jak spędziłam, z kim mogę pomilczeć i nic nie mówić, to chwile namiętności i ciepła. Reszta to życie przez które każdy idzie według siebie. Wierzę że tak można, że spotkam kogoś takiego kto czuje tak samo. Zapytacie co z takimi sprawami przyziemnymi, więc wszystko można ułożyć. Każdy w domu może włączyć pralkę, gotowanie w domu to nie obowiązek kobiet, ale umiejętność która powinna przynosić satysfakcję (są stołówki, bary itd. a jak ukochany się stęskni za Waszą ulubioną potrawą to może poprosić, wtedy gotujemy z miłości :) Na wszystko jest wyjście tylko nic na siłę, nie staniesz się kuchtą domową bo tak On chce, musisz poczuć że to sprawia przyjemność!!! Więc życzę wszystkim wszystkiego naj... :) Pozdrawiam

Autor: BB  05.09.2006 zgłoś

Do Moni Zostaw go. On tego nie zrobi, bo mu z tym dobrze. Nie za wiele od Ciebie chce: spacerów, kina i kolacji! Czy na tym polega związek? On opiekuje się inną chorą kobietą, a Tobą opiekuje się psychoterapeuta? Nie tak powinno być! Samotność i strach przed nią to potwory, ale takie, które można pokonać. NAPRAWDĘ można je POKONAĆ!!!! Znajomych, którzy się odsunęli z takich powodów, olej, nie są nic warci!

Autor: michał23  05.09.2006 zgłoś

do Zaginionej Pumy . Ostatnio sprawy sie skompliwowały ,bo ja napisałem do niej tydzin temu maila ze juz kogos mam i że sie zakochałem ,to było kłamstwo bo chciałem zobaczyc jej reakcje . Wczoraj rozmawiałem z jej kolezanka i ta mi powiedziała ze również moja byla sie zakochała ze wzajemnośćia , i teraz nie wiem czy to jest ściema czy prawda . jak myslisz ???

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Do Kazi POWIESIC SIE!!!!!Pzrepraszam ze tak okrutnie!!! Idiotka totalna idiotka!!!!!Miec takiego cudownego meza i go zdradzac???!!!Wiesz ile kobiet oddaloby zycie zeby ich malzenstwo wygladalo tak jak twoje!!!???Wiez co?Po takich wypowiedziach jak twoja nie dziwie sie facetom kiedy twierdz ze baba sama nie wie czego chce!!Ty masz wszystko a jednak zdradzasz swojego meza!!!Nie rozumiem!!Przysiegam nie rozumiem!!Brzydze sie takimi ludzmi jak ty!!!Mam tylko nadzieje ze twoj maz jak najszybciej sie o tym dowie, i przy zatrzasnieciu drzwiami plunie ci w twarz!!!!Tyle!

Autor: Nie mogę zrozumieć  05.09.2006 zgłoś

Do Niekończący się smutek : Scenariusz ten sam, zupełnie jak przez kalkę tylko ja byłem z nią 9 lat, odeszła z dnia na dzień bez żadnego ostrzeżenia, w momencie kiedy osiągnęliśmy stabilizację i robiliśmy plany na przyszłość, w dniu kiedy odebraliśmy klucze do naszego domu. Związek nasz nie należał do nudnych ale z perspektywy czasu widzę, że to ja bardziej zabiegałem o dobrą atmosferę niż ona i jak wiele wypowiedzi na to wskazuje to już jest sygnałem alarmowym, że coś jest nie tak. Ja tego nie widziałem, sądziłem, że nie warto marnować czasu na kłótnie i pierwszy wyciągałem rękę do zgody. Nie obrażałem się tylko starałem się rozmawiać. Oboje pracowaliśmy, finansowo było świetnie i wszystko się układało, żyć nie umierać i nagle w ciągu kilku dni coś się zaczęło w emocjach dziać nie tak, oczywiście domyśliłem się przyczyny ale ona twierdziła, że wymyślam sobie więc w końcu żeby sytuacja była jasna sprawdziłem ją i postawiłem "pod murem", wyboru dokonała w 2 minuty, przekreśliła w 2 minuty 9 lat naszego życia. Pytałem się jej dlaczego ? Czy ja zrobiłem coś źle ? Nie ! Ona się po prostu zakochała i tyle. Oczywiście twierdzi, że mnie nadal kocha i będę zawsze jej najlepszym przyjacielem ale do cholery przecież tu nie chodzi o przyjaźń. Czuję pustkę ale staram się ją zapełnić, tęsknię ale wiem, że to minie wkońcu życie się toczy dalej i czasami trzeba sobie zdać sprawę, że może to co się stało to uśmiech losu, kto wie co by mogło się stać gdybyśmy dalej byli ze sobą. Teraz przynajmniej wiem, że ona mi już nie zrobi żadnego numeru, niech się teraz martwi jej nowy partner. Pozdrawiam, głowa do góry nie warto marnować życia dla kogoś kto nie jest tego wart.

Autor: znikl-48  05.09.2006 zgłoś

Mając 20 i pół roku dowiedziałem się, że będę miał dziecko. Otóż ponad rok wcześniej poznałem na imprezie wodczanej dziewczynę, w tym samym wieku, która po ok. 2-ch godz. zasugerowała mi łóżko. Trwało to jakiś czas. Zamierzałem skończyć naszą znajomość gdyż nachodziła moją rodzinę w czasie mojej służby wojskowej. Przyjechałem wiosną na urlop i "ona" pojawiła się nieproszona, nie wiadopmo skąd. Ostatni wieczór przed wyjazdem do jednostki piliśmy alkohol, "ona" w niczym mi nie ustępowała. Ja czułem sie nieźle na rauszu. Odprowadziłem ja na półpiętro klatki schodowej na odległośc ok. 4m od drzwi jej mieszkania zamierzając zakończyć na tym znajomość i ona o tym wiedziała. Wówczas to "ona" tak naprawdę sama sobie zrobiła dziecko zapewniając oczywiście, że do tego nigdy nie dojdzie. Gdy dotarła do mnie ta wiadomość, rozmawiając z matką dowiedziałem się, że moim obowiązkiem jest zająć sie swoim dzieckiem. Ojciec mówił uciekaj jak najszybciej i jak najdalej od tej dziewczyny. Ja tępy posłuchałem matki. Po zawatrciu związku małżeńsskiego "ona" piła po 250dr. woki chwaląc sie tym i będąc cała chepi, że wódka na nią nie działa. Moja matka na tą informacją powiedziałą, że powinienem z nią porozmawiać i może ona sama zrozumie, że tak nie wolno i miejmy nadzieję, że dziecku nic nie będzie. Jej matka stwierdziła, że kobieta w ciązy nie może sobie niczego odmawiać i nic więcej. Sama zresztą twierdziła, że piła alkohol jeszcze klika lat po urodzeniu swojego trzeciego syna. Ten ostatni chory na padaczkę i inne choroby, dwóch synów bliźniaków nie żyje, I-wszy zmarł przy porodzie, II-gi nie do końca rozwinięty fizycznie zmarł w wieku 32 lat. W czasie I-wszych pięciu lat małżeństwa było względnie ok. tj. do czasu urodzenia II-giego dziecka, które także karmiła wodką i które zmarło wieku 3,5 roku na raka jamy brzusznej. Póżniej urodziło sie jeszcze jedno i to była moja wina gdyż byłem przyłamany strata syna. Następnie sama jak za I-wszym razem zaszła znowu w ciąże bo miała jakieś kłopoty. Zmusiłem ją tj. powiedziałem, że jeśli nie przerwie ciąży to ja tego związu nie będę ciągnął. I stało się jak chciałem. Następne lata były latami kradzieży i oszustw. Dzieci skończyły studia, ja w końcu odebrałem jej dostęp do konta, skąd w lawinowy sposób znikały pieniądze. Ona miała wyłącznie własne konto z pieniędzy które zarabiała. Gdzy stwierdziła, że już nic nie można ukraść nastąpił rozwód i podział majątku. Straciłem przez własną głupotę i mentalność wyrostka 20,5-letniego, całe swoje życie i rodzine tj. mówię o dzieciach nie o "niej". Pomijam fakt, że nabyłem nieruchomość ale ona była leniwa i urodzona w mieście, a nieruchomość była na wsi. Dziś wiem, że zarówno chore samice i samców należałoby szybko eliminować. Dlatego też te kobiety i Ci mężczyźni, którzy czują, że nie widzą wyjścia poza szybkim rozejsciem, powninni zrobić to maksymalnie jak najszybciej. Pamiętajcie, że nikt Wam nie podziękuje za Wasze poświecanie się i za zmarnowane najc

Autor: Anioł we mgle  05.09.2006 zgłoś

Łatwo da się zauważyć że coś jest nie tak, więcej zaczyna dzielić niz łączyć, a wspólne pasje stają się przeszkodami...myślimy też coraz więcej co by było gdyby... Ciężko zakończyć długi związek-przyzwyczajenie, strach przed tym że już może się nie zakochamy, że z następnym związkiem może stać się to samo co z dotychczasowym... Lepiej skończyć związek niż czuć się w nim jak w klatce... Choć jest bardzo ciężko to zrobić-wiem że jest...

Autor: Adam  05.09.2006 zgłoś

Miłość....

Autor: Ewa  05.09.2006 zgłoś

do Kazi! nie bądź głupia, zostań z Mężem. Kochank to pułapka!!!! Miałam romans i wypioł się na mnie, znalazł młodszą, a wszystko w momencie gdy zauważył,że goptowa byłam dla niego zostawić rodzinę! Teraz żałuję, że się z tym gnojkiem zadałam. Jak z nim byłam omotał mnie i nie widziała, że to cwaniak i ma u "mnie" darmowe ciupcianie! Widzę,że mnie poniżył. A seks? Jak by mnie m mąż zabrał do lasu i na masce samochodu ..., byłoby lepiej! to tylko fikcja - romans jest leprzy bo tajemniczy! WRACAJ DO MĘŻĄ! Pa powodzenia! p.s. namów męża na takie różne "niegrzeczne seksowne historie", zobaczysz warto polubi i od żyjecie!

Autor: ...;*....  05.09.2006 zgłoś

"Serce każe kochac a rozum odradza kogo słuchać należy? czyja większa władza? SERCA - bo serce z człowiekiem się rodzi a ROZUM dopiero po latach przychodzi a ze słuchać starszych nakazały nieba to serce jest starsze i słuchać go trzeba " ... ja posłuchałam rozumu... ... i jestem szczęśliwa ... bo zawsze trzeba dawac po równo dla jednego jest to za duzo .. Pozdrawiam wszystkich którzy maja odwage zmienić cos w swoim życiu choc to strasznie boli i jest bardzo trudne

Autor: iza  05.09.2006 zgłoś

jak czytam te wszystkie wypowiedzi, to mi się smutno robi, że czasem mamy takie nieciekawe relacje w związkach. Moje małżeństwo też się wypaliło - po 7 latach już nie chcę z nim być, głównie przez jego alkoholizm, ale nie tylko. Ale jestem idealistką i wierzę w dobre związki, że może się udać, że można być fajnie razem przez wiele lat - i rzeczywiście do tego potrzeba starań dwojga osób, dojrzałości życiowej i nieczepiania się drobiazgów, nie myślenia w kategorii księżniczka czy książe z bajki tylko normalny człowiek z zaletami ale też i wadami. Poznałam ostatnio kogoś, zakochaliśmy się i mocno wierzę, że uda nam się zbudować szczęśliwy związek. Widzę, jakie błędy popełniałam w poprzednim i chcę być uważna i się naprawdę starać. Mamy jedno życie, szkoda czasu na marnotrawienie go, na pobożne życzenia "dlaczego się samo nie dzieje dobrze, a wcześniej się działo?" Jest normą, że po 2, 3 latach, gdy "samo się dzieje dobrze" w następnych już trzeba się naprawdę starać, żeby nie zagubić się w codzienności, rutynie, wzajemnych pretensjach i "fuczeniu", żeby się nie zatracić w takiej szarej codzienności - schemacie dom, praca, dzieci, mąż, żona. Robić coś dla siebie, mieć małe chociaż zainteresowania swoje, robić fajne niespodzianki partnerowi, dużo rozmawiać, ale nie, co ugotować na obiad, tylko co leży na sercu. I niby o tym wszystkim wiemy, ale często to się rozłazi w życiu. Dobry związek to jak dobra praca - dzień po dniu pracujemy na jego jakość - dobrze jeśli razem - gorzej jak jednej stronie się nie chce. Ale jestem za tym, żeby zawsze szukać sobie bliskiej osoby, bo lepiej mieć kilku partnerów życiowych, z którymi jest nam naprawdę dobrze choćby przez parę lat, niż jednego, z którym się tkwi w maraźmie i wypaleniu. Takie jest moje zdanie. I życzę nam wszystkim szczęśliwych związków i optymizmu :)))

Autor: BB  05.09.2006 zgłoś

Do Bea Nie sztuką jest rozstać się, zepsuć, odejść, zostać samą i co dalej? Pół roku na przestrzeni 16 lat małżeństwa to tylko kropla w morzu! Jeśli się uda, za parę lat pomyślisz o tym jak o trudnym, smutnym doświadczeniu! Daj mężowi jeszcze trochę czasu, ale jednocześnie nie przepraszaj Go na każdym kroku, nie bądź służalcza, uniżona, wciąż skruszona i przepraszająca. Raczej wesoła (ale nie rozchichotana), miła, czuła (ale bez wielkiej wylewności). Może się uda! Pamiętaj, że nie wiesz dokładnie, ani na pewno co On myśli, nie siedzisz w Jego głowie i wielu Jego myśli nie odganiesz nigdy, a faceci to dziwne stworzenia.

Autor: z zamyśleniem  05.09.2006 zgłoś

....jak wiele tu mądrych i pięknych wypowiedzi...

Autor: Zex  05.09.2006 zgłoś

Mnie zdradziła kobieta i mimo to z nią jestem i bardziej mi zależy niż jej,to przykre.

Autor: ICA  05.09.2006 zgłoś

przechodzę właśnie kryzys po rozstaniu. Byliśmy z moim partnerem poad 5 lat, a dokladnie 5 lat 6 miesięcy i 19 dni :). Bardzo go kochalam, chociaz na poczatku to nie byla milosc, studiowalismy razem i to byla w zasadzie jedyna rzecz, ktora podtrzymywala ten związek. Darek bardzo często się wobec mnie niewlasciwie zachowywal, przez pierwsze pól roku trzymal lekki dystans, Ten związek był tajemnicą. Nikt nie wiedzial, ze jestesmy razem (ani z rodziny, ani z przyjaciol). Zakochalam się w nim, bo bardzo mi imponowaly jego zalety - inteligencja, dyskrecja, pedanteria itd. Powiedzialam mu o tym, że go kocham. Nie wiem dlaczego, ale powiedzial mi, ze nie chce ze mną już być i że lepiej byloby gdybyśmy się rozstali. To bylo tuż przed sesją letnią. To byl dla mnie SZOK. On to uzasadnil, że tak będzie najlepiej, ponieważ musimy się uczyć do sesji. Bylo cudownie az tu raptem pach i nie ma nic. czulam do niego niesamowitą nienawiść. w polowie sierpnia się odezwal, że bardzo mnie kocha i że chcialby zebysmy znowu byli razem. oczywiscie zwlekalam, ale zgodzilam się. Potem bylo rożnie burzliwie raz się rozstawialiśmy, raz się schodziliśmy. On nie mial nikogo ja tez nie. zresztą te rozstania byly bardzo krotkie, zazwyczaj kilkudniowe. Darek wyjechal do innego miasta do pracy ok . 200 km od mojego miejsca zamieszkania. Bywal tylko na weekndy. Bylo w miarę mozlliwe. czesto zalatwial sobie jakies zwolnienia lekarski itd, kombinowal, żeby nie chodzic do pracy. Po studiach wyjechal do Szkocji. Chcialam się z nim rozstac, bo mialam już dość tych jego wyjazdów i braku poczucia bezpieczeństwa i wiecznej niepewności co będziemy robić, gdzie mieszkać, kiedy ślub itd. Muszę dodać, że ja caly ten czas mialam pracę w administracji, a po studiach i jego wyjeżdzie udalo mi sie znaleźć pracę w szklole jako nauczyciel. Po roku wrócił. przeprowadziłam sie do niego. Bylam jego sluzącą, kucharką, praczką i kochanką. nie narzekalam na te zajecia, bo cieszylam sie, ze sprawiam mu radość gotując coś dobrego, itd. On przez rok, bo od lipca kiedy wrocil do czerwca siedzial praktycznie w domu - podjął studia dr zaoczne (ekonomia) - więc raz na dwa tygodnie wychodzil z domu na zjazdy. Szukalam dla niego pracy, mialam nawet kilka pewnych ofert, ale on za bardzo nie wykazywal zainteresowania. Muszę dodać, że on jest niesamowitym cynikiem, egoistą, zapatrzonym w siebie, uważa że jest idealem. Czesto mnie upokarzal, albo zartowal. W lipcu mielismy nasz upragniony wspolny urlop - splyw kajakowy - na ktory zaprosila nas jego przyjaciolka. No i od tego wszytko się zaczeło. Przyjaciolka ma siostrę, z wyksztalcenia lekarz. Caly czas mi o niej opowiadal, caly ten splwy, zachwycal się jej glosem, wygladem, pupą, brzuchem. Mialam szczerze dosc tego, ale wierzylam w nasza milość. Juz na splywie się swietnie zrozumieli. Po splywie zwrocilam mu uwagę, ze nie ma sie spotykać w nocy z tymi, bądz tą koleżanką, bo mnie to rani. NIgdy wczesniej tego nie robil. Nie wiem co mu się stalo. Zaczął mnie traktow

Autor: ICA  05.09.2006 zgłoś

Zaczął mnie traktować jak rzecz, az sie w koncu wyprowadzilam. Oklamywal mnie, zdradzil mnie i jestem na niego okropnie wsciekla. To zwykly tchórz, bo nawet nie potrafil mi powiedziec, dlaczego?

Autor: kobieta ci to mówi  05.09.2006 zgłoś

do zexa: nie trać czasu bo to i tak nie wyjdzie, będziesz nieszczęśliwy. wiem, że teraz wydaje ci się, że nie możesz bez niej żyć, ale to nie prawda. jesteś od niej "uzależniony" ale zrób sobie mały odwyk a kiedyś wyjdziesz na prosta...

Autor: BB  05.09.2006 zgłoś

Do BEA PRZECZEKAJ, przynajmniej spróbuj jeszcze trochę poczekać!! Pół roku to wcale nie tak długo. Poczekaj!

Autor: agusia  05.09.2006 zgłoś

odejść.........ja już odchodzę jakiś czas i cały czas wracam.......cośmnie trzyma przy nim...........mimo tego , że czasami mam go ochotę walnąć po twarzy , żeby się w końcu obudził i zaczął traktować mnie tak jak na to zasługuję........wystarczy, że kupi kwiaty, a ja wybaczam i znów jest parę dni dobrze, po czym znów ta monotonia.......nic się nie dzieje................przyrzekłam sobie, że do końca roku z tym skończę.....albo się poprawi i będziemy razem, albo się rozstaniemy..........życzę sobie samej wytrwałości w tej decyzji......

Autor: Wiki  05.09.2006 zgłoś

a ja po raz kolejny o rade prosze co mam zrobic z moim leniem?? z ktorym laczy mnie nie wiele po za wspanialym sexem?? nie czuje zeby to byl facet ktory zadba o moje dzieci razem ze mna. z jednej strony mowi ze kocha a z drugiej( jestem na niego zla bo kolejny raz mnie troche zawiodl nic powaznego ale tez boli) nawet nie probuje od tygodnia nie bardzo mam ochote z nim gadac i fakt jest taki ze bez niego jest mi troche bardziej nudno niz z nim ale czy ja go kocham?? nie wiem i nie wiem czy takie tkwienie w zwiazku jest ok dla mnie i dla niego. nie chce z nim zrywac kontaktu bo jako kolega moze bylo by lepiej. ale wiem tesz ze on nie odpusci i bedzie blagal, plakal itd. bo juz raz prubowalam sie z nim rozstac >> nie wyszlo. i pomyslec ze to ja zawsze wiedzialam czego chce:( 2 lata z hakiem to duzo i nie wiem czy to co czuje nie jest przypadkiem przyzwyczajeniem cale wakacje spedzilismy osobno bo mialam prace kiedy ja ciezko pracowalam zeby moc odlozyc na mieszkanie on robil nic. i ja juz wracalm ten jeden raz w tygodniu do polski to sie klocilismy teraz juz niby jestem i moglo by byc ok ale bylo przez tydzin potem znowu sie zaczelo i co ja mam robic?? ciagnac to czy dac sobie spokoj POMOZCIE PROSZE pozdrawiam

Autor: czarnooka_28  05.09.2006 zgłoś

O czym Wy mówicie? Skoro jest Wam źle to po co tam z kimś siedzicie? Skoro są wątpliwości czy kochacie to oznacza, że nie. Gdy się kocha nie ma wątpliwości. To o czym mówicie to zwykłe przywiązanie i strach, że nikt inny się nie znajdzie, nie pokocha, że zostaniecie sami. Oszukujecie w ten sposób siebie i innych, nie dając sobie wzajemnie na "normalną, spełnioną" miłość w ramionach kogoś z kim naprawdę może być pięknie.

Autor: amelia  05.09.2006 zgłoś

Widać, że sama nie wiesz, czego chcesz. Jeżeli nic Cię z nim nie łączy oprócz seksu, to chyba nie jest partner na całe życie; do łóżka można iść z każdym. Nie bądź naiwna i zostaw go.

Autor: bea  05.09.2006 zgłoś

Witajcie, 8 wrzesnia mija 16 rocznica ślubu ale niestety nie będzie szczęśliwa rocznicą Kocham swojego męża bardzo, zawsze go kochałam i nigdy nnawet przez moment nie pomyślałam że kiedyś możemy się rozstać. Wszystko stało sie przeze mnie, otóż jakieś 2 lata temu wpadłam w wesołe towarzystwo w swojej pracy, chodzilismy do pubu, prywatki, imieniny, spędzanie czasu razem.To wszystko przesłoniło mi życie rodzinne tak bardzo że nie zauważałam w tym wszystkim męża, że jest mu przykro, że kolejny wieczór siedzi sam itp. Nie planowalismy nic razem, chwilami jego gadki że znowu wychodze drażniły mnie bardzo. Teraz kiedy obejrzałam sie w tył, zpbaczyłam jak bardzo cierpiał, jak go skrzywdziłam. Chcę to wszystko naprawić, zmienić swojeżycie, zrozumiałam że tak sie nie dażyc, zachłysnęłam się takim zabawoym trybem życia, ale to nie na dłuższą metę. Nie zdradziłam męża chociaż on tak myśli. Zmieniłam się bardzo, co zauważył, oczywiście pozytywnie. Siedzę w domu, gotuję obiady, czekam kiedy przyjdzie z pracy, chce dać mu poczucie bezpieczeństwa, ciepło rodzinne itp. Najgorsze jest to, że mąż odrzucił mnie i moje starania. Od pół roku żyjemy w nicości. Myśli i jest przekonany że chce odejść i zmienić swoje życie bo go zawiodłam. Wiem i to czuje, chce wszystko naprawić, zalezy mi na nim, kocham go. Prosił bym dała mu czas na podjęcie decyzji, minęło już pół roku i nic sie nie zmieniło. Sam teraz wychodzi na piwo, wraca kiedy chce, znika na noc, przez cały dzień nawet nie zadzwoni. Chce mieć wolność, co bardzo podkreśla a ja nie mogę tego znieść tak jak on kiedyś.Czy jeszcze przeczekać, czy raczej to koniec, podpowiedzcie mi. Mamy 15 letnią córkę, któa to wszystko widzi i cierpi, denerwuje się. Dużo rozmawiamy, moje błagania i zapewnienia nie pomagają, nie chce go stracić, jak mam postępować? Pomóżcie mi.

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Do Wiki Wiem ze czytalam wszystkie twoje posty ale ich nie za bardzo pamietam...tyle tego tutaj jest!!Ale z tego co napisalas to twoj facet jest niesamowicie niedojrzaly i nieodpowidzialny!Juz z tym to troche pzresada zebys ty miala pracowac( na was) a tylko lezec odlogiem.Moja rada bedzie taka...dajcie sobie troche czasu- a mianowicie pewien dystans...czyli nie jestescie razem, ale sie spotykacie.Powiedz mu ze chcesz sie przy facecie czuc bezpieczna, a z jego nieodpowiedzialnoscia tak sie nie czujesz.Jezeli ci powie "Ok.Obiecuje ze to sie zmiani" czy cus takiego to powiedz tez OK, ale ze chcesz go troche poobserwowac w tej jego "matemorfozie", bo przeciez czlowiek nie zmienia sie z dnia na dzien!Nie mowie ze to ma trwac tydzien miesiac czy wiecej,bo nie wiem ile to potrwa, ale jezeli chcesz dalej z nim byc to naucz sie cierpliwosci i go obserwuj.Spotykajcie sie,ale ogranicz wszelkie czulosci-daj mu posmakowac co to znaczy na dluzsza mete byc bez ciebie!Jezeli powie ze on tak nie umie...no to juz sama masz odpowiedz...Pzdr:-)

Autor: kazia  05.09.2006 zgłoś

Kochani a co ja mam zrobić? Mam romans od roku, moje małżeństwo jest przeciwnością tego o czym piszecie tzn. od 17 lat rozmawiam z mężem tak samo, sex z biegiem lat jest coraz lepszy, mój maz mnie przytula, mówi mi komplementy, nie zdradza mnie. za to ja mam kochanka i czuje sie jak ostatnia świnia, ale nie potrafie skończyć romansu tylko brne dalej i dalej.

Autor: Agnieszka  05.09.2006 zgłoś

Do Faceta: Bardzo lubie Twoje wypowiedzi, kiedy je czytam, to zaczynam sie zastanawiac nad soba, nad tym, czy to z mojej winy dzieje sie cos niedobrego w moim zwiazku. Jestem z moim chlopakiem krotko, bo niewiele ponad pol roku. Na poczatku bylo wspaniale, nie widzielismy swiata poza soba, ale tak gdzies po 4 miesiacach moj chlopak zaczal sie zmieniac. Nie chodzi tu o zdrade, bo wiem, ze on nigdy by mi tego nie zrobil. Chodzi o to, ze zrobil sie taki zimny, nie interesuje sie mna tak jak kiedys, rzadko pisze, praktycznie w ogole nie dzwoni. A ja potrzebuje bardzo tego zainteresowania moja osoba, ciepla, i tego zeby mi mowil ze mnie kocha. Pytalam, czemu juz sie nie stara tak jak dawniej, a on na to-ze juz jestem jego dziewczyna to nie musi sie tak starac. Wielokrotnie mowilam mu o tym, ze nie chce zadnych prezentow, zeby mnie wszedzie wozil i za wszystko placil, tylko chce go takiego jak dawniej, tego ciepla i milosci. Pytalam go tez, czemu tak rzadko do mnie pisze i nie zaproponuje spotkania (bo ostatnio tylko ja prosze o spotkanie) o on na to ze musi czuc taka potrzebe zeby cokolwiek napisac czy sie spotkac. Powiedzial tez, ze czesto go zmuszam do tego zeby pisal mi cos milego, albo stawiam w takiej sytuacji, ze musi powiedziec ze mnie kocha. I jeszcze jedno... czego kompletnie nie rozumiem. Moj chlopak mowi, ze jego milosc do mnie czesto przychodzi i odchodzi, tak ze np. dzis mnie kocha a jutro nie i tak w kolko... Przeciez to jest nienormalne... Do Faceta: mam nadzieje ze pojawisz sie jeszcze na forum i przeczytasz to co napisalam. Bylabym bardzo wdzieczna za jakies rady, co wedlug Ciebie powinnam zrobic. Pozdrawiam Cie.

Autor: Bea  05.09.2006 zgłoś

do BB Przepraszam, ale po pracy umówiłam sie z córką i jedziemy po reszte książek, więc napewno nie dam rady. Może jutro od rana? Dostosuję się.

Autor: Kinia  05.09.2006 zgłoś

A ja wyszlam za Szarika. Chociaz kochalam cywila. Ale szarik mial czolg i czpke i walczyl podczas wojny co mi imponowalo. Dopiero pozniej zrozumialam,ze kocham Cywila. Wspolne spacery, kolacja z jednej miski. Dzisiaj wszystko mnie przytlacza i zrozumialam, ze nie bylam gotowa wtedy na szczeniaki. Szarik mnie z reguly szanuje. Czasami ma napady wscieklosci. Ale ja nigdy mu nie odszczekalam. Wciaz mysle o Cywilu.Ale teraz juz za pozno. Po Cywilu mam tylko zdjecie. A Szarik mysli, ze to ON. Ma troche slaby wzrok. A i wech juz nie ten. A ja mu nigdy nie powiem. To moja slodka tajemnica.

Autor: BB  05.09.2006 zgłoś

Do Bea jeśli chcesz napisz do mnie na berdo10@o2.pl

Autor: Bea  05.09.2006 zgłoś

do BB oki. Dzieki. Napiszę. Do usłyszenia.

Autor: kasiorek  05.09.2006 zgłoś

Że związek przygasa poznać bardzo łatwo. Jeśli wieczorem spostrzeżesz, że nie myślałaś o Nim, że dzień był tak emocjonujący ( lub pracowity), iż nie było czasu na tęsknotę, jeśli nie przefrunęło przez ciało nic ( żaden dreszczyk) z Jego powodu to jest ten moment.. Znak, że coś gaśnie. To co dalej napiszę w żadnej mierze nie odnosi się do szczególnych sytuacji, gdy zniewolone, skrzywdzone odchodzimy od dawnych swych rycerzy a dziś coraz częściej swoich właścicieli. Mówię tylko o sytuacji gdy pomiędzy dwojgiem bliskich niegdyś ludzi nie wydażyło się nic... tak bardzo nic, że związek przestaje istnieć. Coraz bardziej oddalamy się od siebie. Mi brakuje ciepła, czuję się nie kochana i nie stać mnie na uniesienia. Seks staje się szybki i zimny. On nie potrafi wykrzesać z siebie adoracji, bo z kobietą nie łączy go dawny żar. Kobieta by zatracić się w sypialni potrzebuje ciepła, opieki, bezpieczeństwa, potrzebuje czuć się kochana. Mężczyzna potrzebuje dobrego seksu by odnaleźć w swojej kobiecie księżniczkę. I obsypać ją blaskiem. Obydwoje czegoś chcą. Żadne z nich nie potrafi dać bo nie spełniono jego potrzeb. Coś się tli ale już nie grzeje. Nie tak jak dawniej lub może wcale. Czy to już czas odejść? Kim jest ten facet, dlaczego ten a nie inny, co mi się w nim spodobało- pamiętasz jeszcze? Jeśli tak, jeśli potrafisz wyliczyć parę jego zalet, które kiedyś pchnęły Cię w jego ramiona- to zrób coś by ogień rozpalił się na nowo. On Ciebie też pokochał "dlaczegoś". Po pierwsze porozmawiajcie. Do tego tanga potrzeba dwojga. Oboje pewnie stwierdzicie to samo, że jesteście sobie obcy, że kiedyś było inaczej, że czujecie się nie zaopiekowani, że może oszukani. Najlepiej jeśli w rozmowie wyleje się żal- to znak, że choć związek się wypala tkwi w was jeszcze tęsknota i marzenia... Powiedz mu czego oczekujesz ( nie jedna ale tysiące rozmów was czeka) a sama bierz się do roboty. Czasami może troszkę wbrew sobie, czasami na wyrost pokaż mu, jak bardzo jesteś jego. To jest na początku najtrudniejsze. Bo kolejność musi być odwrotna niż u zarania związku. Po pierwsze wspólne łóżko ( nie chodzi mi o sen), po drugie- wspólny stół, po trzecie- wspólna rozmowa-gadki szmatki. Nie oczekuj tylko dawaj lecz wciąż sygnalizuj swoje potrzeby . Aż któregoś dnia się obudzisz i stwierdzisz, że nigdy nie było tak dobrze jak dziś. Mam to za sobą. Bariera ,mur( wydawało się nie do przebicia), zniechęcenie i brak wiary w zmianę. Każdy sobie, zwrócony w swoją stronę - nie rozumiany i nie rozumiejący. Mam to szczęście, że dobrze wybrałam. To On powiedział : walczmy. Dorośliśmy , zmądrzeliśmy. Dziś już wiem, że każdy największy ogień nie pilnowany przygasa. Obie strony srzec muszą ogniska. Pranie, gotowanie, sprzątanie, nawet dzieci- nie są najważniejsze w związku. Najważniejsza jest kobieta i jej mężczyzna.Dziś naście lat po ślubie czuję się bardziej kochana niż kiedykolwiek. Poznałam smak prawdziwej dorosłej adoracji, czuję się Jego księżniczką. Pokazuje mi, że mu się podobam, że mnie p

Autor: Aguś  05.09.2006 zgłoś

Agnieszko, dziewczyneczko, ile Ty masz lat? Bo z tego, co napisałaś, wnioskuję, że nie więcej niż 15!!!!!!

Autor: kasiorek  05.09.2006 zgłoś

Ponałam smak prawdziwej dorosłej adoracji, czuję się Jego księżniczką. Pokazuje mi, że mu się podobam, że mnie pożąda. Ta młodzieńcza- niby szalona i pełna uniesień miłość nie umywa się do tego co przeżywam dziś. Kocham i jestem kochana. Warto o to walczyć. Jeśli się nie poddasz może być piękniej niż sobie wyobrażasz. Dojrzała miłość jest doskonała.

Autor: izka  05.09.2006 zgłoś

od 3 lat mieszkam z chlopakiem za granica. nie jestesmy malzenstwem. czuje sie tu bardzo samotnie :nie znam jezyka,nie mam pracy, ani przyjaciol. moj chlopak mnie bardzo kocha- czesto slysze to od niego. kiedy on wychodzi do pracy, ja doskonale zajmuje sie domem. kiedy cos mi sie nie podoba (lub cos mnie gryzie) i probuje z nim porozmawiac-zawsze to jest moj problem, albo " chce sie klocic". zaczelam juz w to wierzyc. coraz rzadziej sie kochamy, brakuje mi bliskosci z nim. nawet sie juz nie klocimy. najczesciej chcac mu pokazac, ze zle mnie traktuje docinam mu, mowie cos, zeby go dotknac. a tak naprawde marze, zeby mnie przytulil i zrozumial ze jest mi zle. nie odzywamy sie pare godzin, a potem wszystko wraca do normy:przyjdzie do mnie, pocaluje i spyta gdzie sa jego spodnie. tak jest od poltora roku. nie licza sie dla niego moje potrzeby. ostatnio chcialam z nim wyjsc gdzies w sobote, dostalam szmatke za 100&#8364;, zebym mu juz nie marudzila. nie pierwszy raz. jaka mnie czeka przyszlosc z tym facetem? czy on mnie naprawde kocha, czy moze ja swietnie gotuje? a na poczatku bylam ksiezniczka... szkoda, ze kobiety sa naiwne i szkoda, ze nie jest tak, jak w tysiacach bajek " i zyli dlugo i szczesliwie".

Autor: estera  05.09.2006 zgłoś

Wszystkie opinie są z pewnością prawdziwe i trafne. Sądzę jednak że należy wykorzystać wszystkie możliwe sposoby by jeszcze uratować ten związek. Jeżeli jednak nawet po rozstaniu nie czujesz już nic to zwyczajnie to już jest koniec. Ja uważam że czasem trzeba coś lub kogoś stracić by zrozumieć ile dla Ciebie znaczy. Ja straciłam ale odzyskałam i jestem szczęśliwa. pozdrawiam

Autor: Agnieszka  05.09.2006 zgłoś

Do Aguś: A czemu tak uwazasz ze jestem malutka dziewczyneczka?

Autor: dduzy  05.09.2006 zgłoś

smutna wiadomość .... spos,ob wypowiedzi ...ton...zadowolenie z niej płynące że wreszcie to z siebie wyżuciła ...nie dają mi żadnych złudzeń. to ...... juz ....koniec ....tego związku... a miałem tyle nadzieji ,radości . pozostało tylko stwierdzenie ... jesli będziemy znajomymi ...to będę cię tolerować ..i rozmawiać z tobą . żal ... smutek ...łzy ... do du...y z tym wszystkim . czas zbierać papierki .... do kompletu ... by formalnościom stało się zadość . 26 lat - 11 lat idzie w niepamięć . dziwka zostaje dziwką .

Autor: menażka  05.09.2006 zgłoś

najlepiej zrobiła ta, która wyszła za Szarika i jego czapkę. bo jak nie ma chłopa w domu, to chociaż na mundur popatrzy aaaa...psik

Autor: hamster  05.09.2006 zgłoś

az trudno uwierzyc, ze tyle nieszczesliwych par jest dookola. niektorzy nie potrafia docenic tego, co maja i szukaja przygod a niektorym najzwyczajniej nie chce robic sie nic zeby bylo lepiej. zwiazek z druga osoba to cos szczegolnego o co trzeba dbac, zabiegac i to pielegnowac. to jak wirtualne dziecko - dziecka tez nie wystarczy urodzic.trzeba je wychowac itd. rozejrzyjcie sie ile jest nieszczesc na swiecie. czy nie warto zbudowac czegos na ksztalt wspolnego z partnerem azylu szczescia. jestem w bardzo szczesliwym zwiazku z moim Ukochanym juz ponad 1,5 roku. niektorzy powiedza to za malo ale wystarczajaco duzo zeby stwierdzic ze sie kogos kocha i nie chce wzajemnie ranic. klocimy sie jak wszyscy o drobiazgi. to jest nieuniknione ale zawsze wyjasniamy takie nieporozumienia. uwielbiamy sie godzic. kidys nawet stwierdzilismy ze lubimy sie klocic po to zeby sie pogodzic. dziwna teoria ale w naszym przypadku efektywna. kochamy sie i nie wyobrazamy sobie zycia bez siebie. na dobre i na zle. takiego zwiazku zycze wszystkim Kobietkom i Mezczyznom. najwazniejszy jest dialog miedzy partnerami.pozdrawiam.hamster plci zenskiej.

Autor: abo=ry===gen  05.09.2006 zgłoś

dduży Ty tak nie przeżywaj....chroń serce i nerki...oczy też i kieszeń nie ucierpi pozdro z Nowej Zelandii

Autor: Agnieszka  05.09.2006 zgłoś

Do Agus: Wiem ze tutaj wszyscy maja o wiele wieksze problemy niz ja, bo ja nie jestem jeszcze ani zona a ni matka, ale mnie tez boli to ze w moim zwiazku cos zaczyna sie psuc-choc jestesmy ze soba krotko.

Autor: dduzy  05.09.2006 zgłoś

dzięki abo-ry-gen ....

Autor: :(  05.09.2006 zgłoś

...olga masz racje tak zaczyna sie koniec u mnie tez tak bylo dokladnie jakbys opisywala mnie...:(

Autor: siedemnasty  05.09.2006 zgłoś

u mie bylo troche dziwnie bylismy ze soba juz jakis czas . ja ją kochalem ona (niby) mnie tez przyszly wakacje myslalem ze bedziemy spedzac ze soba jeszcze wiecej czasu niz zawsze. jednak mylilem sie spotykalismy sie tylko po poludniu kiedy ona przestala chodzic sobie z kolezankami . po paru dniach dowiedzialem sie ze mnie przekrecila ! to byl dlamnie cios nadal ja kocham a nie jestesmy ze soba juz od 3 miechow .

Autor: kasiorek  05.09.2006 zgłoś

Za bardzo się rozpisałam i w sumie zabrakło mi czasu na spuentowanie swojej wypowiedzi. Czynię to niniejszym. Jeżeli czujesz, że Twój związek się wypala to oznacza to jedynie, że oboje się za mało staracie. Jeśli odejdziesz - niczego się nie nauczyczysz i sytuacja pewnie się powtórzy. Znajdziesz nowego królewicza, będzie cudownie przez pewien czas...Nie poddawaj się. Zaopiekujcie się sobą i swoim uczuciem. To od nas - zakochanych zależy, czy miłość będzie żywa i gorąca. Trzeba o nią dbać każdego dnia. To jest właśnie piękne.Jeśli dopiero się zakochałaś od zaraz zacznij troszczyć o to , co przydarzyło się Twemu sercu i o tego cudownego faceta , którego dał Ci los. I od pierwszego dnia mów czego Ty chcesz od niego. Nie trafisz wtedy na forum takie jak to... Moje wywody nie dotyczą rzecz jasna sytuacji, gdy facet okazał się nie taki, jak to wyglądało, lub jak go sobie wyobrażałaś na początku. Na takie pomyłki nie znam lekarstwa.

Autor: Facet  05.09.2006 zgłoś

Do Agnieszki: Widze, ze ten temat jest wciaz popularny... :) Co do Twojego problemu Agniesiu to naprawde ciezko mi cos tu poradzic. Widzisz, moje komentarze nie mialy nikomu sugerowac, czy powinien/powinna go opuscic (chyba, ze naprawde bylo to oczywiste), staralem sie jedynie przedstawic problem z naszej meskiej strony i byc przy tym w miare obiektywny, ale do rzeczy... Z tego co napisalas wynika, ze Ty go bardzo kochasz i mu to okazujesz, wiec skoro tak to wina lezy po jego stronie, to on ma problemy emocjonalne, badz moze problemy zwiazane z praca, ktore przekladaja sie na Wasze problemy w zwiazku. Jezeli Ty szczerze juz z nim rozmawialas i powiedzialas mu czego Ci brakuje, a on wciaz jest zimny to naprawde go nie rozumiem. Byc moze jest to tymczasowe i powinnas przeczekac, choc nie powinno to byc zbyt dlugo bo tylko na tym stracisz. Z drugiej strony moze to byc poczatek konca... Naprawde Agniesiu niczego tu sugerowac nie chce, nie jestem wszechwiedzacy i sam musze sie jeszcze wiele nauczyc, sam popelnilem wiele bledow i niechcialbym ich powtarzac. Dzieki za mile slowa, wiem ze ten komentarz w niczym Ci nie pomoze, ale kazda sytuacja jest inna i nie ma uniwersalnego lekarstwa na kazdy problem w zwiazku. Pozdrawiam

Autor: dfdf  05.09.2006 zgłoś

FACET pisze:"czytalem wszystko uwaznie i dalej twierdze, ze wy tylko narzekacie na facetow i czesto Wasze zarzuty sa po prostu bezpodstawne" Więc ja piszę. Kobiety są bardzo silne psychicznie i fizycznie, są w stanie wiele wytrzymać może też i dlatego że sa bardziej emocjonalne i umieją kochać.Więc teraz : skoro rodzą gdzie ból przy porodzie nie równa się zadnemu bólowi, gdzie są w stanie wilele znieść nie stękając to wyobraźcie sobie drodzy panmowie ---skoro jęczą na was to musicie być straszniejsi niż ból porodowy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Aneczka  05.09.2006 zgłoś

uważam że to faceci są wszystkiemu winni!!!!!!! i tylko przez nich związek moze sie rozpaść!!

Autor: jfk80  05.09.2006 zgłoś

Czytajac niektore wypowiedzi naprawde sie dziwie. Przeciez wiadomo ze jak sie jest z kims 3.4.5 lub wiecej lat to pierwotne uczucie , wielkie zauroczenie i zakochanie kiedys musi minac !! TO JEST NORMALNY PROCES KTORY DOTYKA KAZDEGO Z NAS. Po zauroczeniu i wielkiej milosci przychodzi okres kiedy po prostu razem sie zyje, uzupelnia sie nawzajem, PRZECHODZI SIE DO RZECZYWISTOSCI prosto z bajkowej milosnej krainy. Jesli potraficie zyc w takim stanie to to naprawde oznacza ze sie kochacie ! Trzeba rowniez zrozumiec swoje potrzeby i potrzeby partnera. Ktos tu napisal ze facet mial hobby i czesto sie nim zajmowal a kobieta usychala z tesknoty w domu ...no jeszcze takich bzdur nie czytalem. Mysle ze najwazniejsze to miec czas nie tylko dla siebie na wzajem ale potrzeba rowniez nam "indywidualnego czasu". Ja mam ochote spotkac sie TYLKO ze swoimi starymi kumplami, kobieta powinna sie spotykac ze swoimi kolezankami w babaskim gronie, ja lubie chodzic na ryby, ona tez powinna miec jakies hobby zainteresowania. Oczywiscie z rozsadnym podzialem tego czasu: wiadomo ze jak poswiece 90% czasu na swoje hobby w samotnosci to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie mozemy zyc w WIEZIENIU MALZENSTWA ograniczeni do rozmawiania tylko ze soba i nie majac absolutnie poza domem i partnerem zadnych przyjemnosci i zajec.

Autor: T.  05.09.2006 zgłoś

heheh ;) ...straszniejsi niz bol porodowy..nie. Bo tego nie mozna porownac. To nie taki sam bol. Bol fizyczny mozna i trzeba zniesc. Ma sie przy tym swiadomosc,ze on minie, ze to chwilowe...i nawet jesli bardzo boli,to w koncu przestanie... A Bol emocjonalny...coz.. to taki bol z ktorym trzeba zyc majac nadzieje,ze cos sie zmieni..ale niczego nie bedac pewna. Nie dziwie sie wiec, ze wiekszosc rozsadnie myslacych kobiet swiadomie rezygnuje z tego bolu. Woli pewna samotnosc niz samotna niepewnosc, kiedy Jego nie ma i ma sie wrazenie ze zamyka sie na nasze potrzeby. Poza tym zawsze jest nadzieja, ze jesli nie ten 'On', to Inny.. ze znajdzie sie w koncu Ktos, Kto bedzie nas rozumial, Kto nie bedzie wystawial na probe naszej wytrzymalosci i cierpliwosci, Kto bedzie patrzyl w nas jak w obrazek i nie bedzie glosno mowil o tym, co Mu sie nie podoba. Brzmi ladnie, prawda? Ksiaze z bajki na bialym konu. Idealow nie ma. I kobieta - chcac, czy nie chcac, musi sie oswoic z takim, czy innym bolem. Wybor polega tak naprawde na tym, czy chce sie naprawde bardzo zaangazowac (bardziej boli), czy woli pozostac bardziej emocjonalnie 'neutralna' (o ile potrafi...bo to rzadkie). Ja wybralam wiekszy bol. Miewam chwile zalamania. Tym bardziej, ze od jakiegos czasu rzadko sie widujemy i musze zyc z ciagla swiadomoscia,ze nie wiem, kiedy Go zobacze, dotkne.. ze nie wiem tak naprawde co tam robi... Mowi mi tylko to, co sam chce. Zreszta zawsze robil to co chcial i tak pewnie zostanie. A ja..? ufam Mu. I to chyba podstawa. A nawet jesli to zaufanie jest czasem zachwiane... tylko samej sobie sprawiam bol. Bo ja Go kocham. I dla Niego wytrzymalabym wszystko. On nawet nie musi mn prosic o reke, zeby wiedziec, ze bez chwili wahania odpowiedzialabym 'tak'. A bywa ze boli. I to bardzo. Jednak nikt nie powiedzial, ze zycie jest bezbolesne..a co dopiero Milosc. A gdyby ciegle bylo cudownie i wspaniale, nie potrafilibysmy tego docenic. Jednym zdaniem - idealow nie ma. I szukanie ich to strata czasu. Sztuka jest dopasowac swoje wyobrazenie wlasnego idealu do Mezczyzny, ktory siedzi przed nami. Mezczyzny, ktory jest i czuje sie wolny (ktorego nikt i nic - a zwlaszcza my - nie ogranicza) ...bo tylklo wtedy bedzie potrafil prawdziwie kochac...

Autor: Daria ###  05.09.2006 zgłoś

Moim zdaniem związek się kończy wtedy gdy nie ma sie juz ze soba wspólnych tematów, twój facet coraz czesciej zwraca uwage na inne kobiety nie kryjac sie przed toba z tym.Podrywa twoje kolezanki. Mnie sie to przytrafilo i sama nie wiem czy mam ciagnac taki zwiazek dalej czy go juz zakonczyc. Czuje cos do tego mezczyzny ale nie wiem czy warto podtrzymywac ten zwiazek czy ma to jakis sens. Duzo razy rozmawialam z nim na ten temat, ale to i tak nie przyniosło rezeltutatów. Pomozcie nie wiem co mam robic. Jestem z nim juz 8 miesiecy. Moze to nie jest prawdziwa milosc. On twierdzi ze dla niego licze sie tyllo ja i ze nie wyobrza sobie zycia beze mie. Nie wiem co mam robic :( :(

Autor: Facet  05.09.2006 zgłoś

I wlasnie dlatego tez napisalem zebyscie popatrzyly troche bardziej krytycznie na siebie, a nie zrzucaly calej winy na facetow bo tak Wam wygodniej... Tyczy sie to szczegolnie wypowiedzi Aneczki... Pomysl troche zanim zaczniesz pisac bzdury.

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do Anielica : ja sie przylaczam do tego wezwania nie ma co sie ociagac zycie jest za krotkie, a jak pojawi sie nowe uczucie to uwazam ze bez skrupulow, choc boli bardzoale przeciez serce nie sluga...

Autor: amelia  05.09.2006 zgłoś

Do Faceta: Witam Cię znowu i pozdrawiam. Czytałam większość Twoich komentarzy i cieszę się, że jest jakiś inteligentny mężczyzna, który potrafi tak realnie i obiektywnie patrzeć na wiele spraw. Gdy czytam niektóre wypowiedzi kobiet, to po prostu opadają mi ręce. Jeżeli kobieta ciągle daje siebie nie otrzymując nic w zamian, to znaczy, że facet jej nie kocha. Miłość polega na WZAJEMNYM dawaniu. Kobiety powinny bardziej szanować siebie i nie pozwolić się poniżać, to mężczyzna powinien"bardziej" kochać, kobieta nie powinna narzucać się ze swoją miłością, tzn. co chwilę domagać się od mężczyzny, żeby mówił, że ją kocha. Jeżeli ją kocha, to nie nadużywa tego słowa, bo wtedy ono straci wartość.

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Do Aneczki Gratuluje inteligencji!!Skad sie biora takie kobiety jak ty???Polecam ci przeczytania postu Kazi na tym forum,a dowiesz sie ze nie tylko ty jestes glupia!!Nie przejmuj ise to nie jest uleczalne...Pzdr:-)

Autor: Facet  05.09.2006 zgłoś

Do amelii: Ja rowniez ciesze sie, ze sa tu inteligentne kobiety, ktore patrza na ten problem obiektywnie tak jak Ty. Sama czytasz te komentarze i widzisz, ze niektore kobiety i tak zawsze beda winic za wszystko facetow, a dla takich ratunku juz nie ma. Zgadzam sie z Twoja opinia, slowo "Kocham Cie" nigdy nie powinno byc wymuszone bo wtedy nie jest szczere... Pozdrawiam

Autor: Marta  05.09.2006 zgłoś

Mój związek chyba też powoli wygasa...Mimo iż jesteśmy razem ponad 4 lata i wydawać by się mogło iż to ile przeszliśmy wpólnie powinno nas tylko wzmocnić to i tak czuje że jesteśmy już tak bardziej z przyzwyczajenia..To nie to że się nie staram, niewiem juz co mam myśleć o naszym związku :-(:-(:-(

Autor: Anka  06.09.2006 zgłoś

Do czarnej 66 Hm!To nie wiem jak ci pomoc!A moze dzieci bylyby dla niego jakims argumentem...?To ze tez widza go w takim stanie i cierpia? Zagrozilas mu kiedys rozwodem ipomoglo...wiec moze grozba "Mozesz stracic rodzien" tez pomoze...ale w tym czaie powinnas go przekonac zeby poszedl sie leczyc?Nie wiem...

Autor: MARI  05.09.2006 zgłoś

Mój związek skończył sie ponad 2 lata temu. Skończył... :( On odszedł, w sumie w najmniej spodziewanym momencie. Zostaliśmy przyjaciółmi. Jego miłość umarła. teraz twierdzi, że bardzo mnie lubi, ale nie może być ze mną, bo to za mało, żeby budować wspólną przyszłość. Zostaliśmy przyjaciółmi, ale on doskonale wie co do niego czuję. On mnie lubi, ja go bezgranicznie kocham. Spędzamy razem czas - codziennie, spędzamy ze sobą wszystkie wolne chwile, weekendy. Wiem, że nikogo nie szuka (sam mi to powiedział!), zresztą po co, skoro wszystko czego potrzebuje dostaje ode mnie. Czasem zdarzają się nam kłótnie, czasem bywa pięknie. Tylko, że ja nie do końca jestem szczęśliwa. Przeraża mnie myśl, że skoro on nie jest mój, to w każdej chwili może odejść. Na samą myśl o tym serce mi pęka. Nie potrafię tego zakończyć - nie potrafię i nie chcę. On jest wszystkim o czym marzę, jest moją pierwszą i jedyną miłością. Nie wiem czy to wszystko ma sens. Wiem tylko, że moja miłość jest szczera i przesłania mi cały świat. To już dawno jest koniec naszego związku, ale ja nadal czekam, marzę, że któregoś dnia on jeszcze zmieni zdanie i powie mi te słowa, na które tak bardzo czekam - powie mi, że mnie kocha. Póki co będę czekać, póki co nie mam nic do stracenia. Może związek umiera dopiero wtedy, kiedy umiera nadzieja. A ponoć nadzieja umiera ostatnia...

Autor: Beata  06.09.2006 zgłoś

Cześć forumowiczki. Dnia 17 lipca po 24 latach małżeństwa zlożyłam pozew o rozwód. Miałm juz dość wiecznego podejrzewania o zdradę, usługiwaniu po powrocie z pracy (małżonek pracuje 2 czasem 3 razy w tygodniu - jest ochroniarzem w banku na 1/2 etetu). Już dawno wypaliło się to co było między nami. Od prawie dwóch lat, kiedy zdecydowałam się kontynuować swoją edukację (dzieci mają 23 i 22 lata) słyszałam tylko ciągłe inwektywy. Stwierdziłam, że dość! Póki nie jestem jeszcze stara (43 lata) i zgorzkniała, muszę coś z tym zrobić, bo tkwić w tym toksycznym związku nie mam juz siły. Kiedy przychodzi taki czas, że cieszysz się z tego, że ślubnego nie ma w domu, kiedy ty do niego wracasz - to czas najwyższy skończyć taki stan rzeczy. Trzymajcie za mnie kciuki, abym wytrwała w swoim postanowieniu. Tydzień po złożeniu pozwu mój mąż znalazł moją kopię. Myślałam, że od razu się wyprowadzi, ale gdzie tam. Zaczął robić podchody w stylu prób jakiś czułostek, raptem zmieniło się jego podejście do dzieci, które do tej pory były mu tylko przeszkodą, ale na to jest juz za późno. W głowie nadal słyszę te jego obraźliwe słowa pod moim adresem, nie jestem w stanie przemóc się do niczego, podświadomie czekam na jakieś wyimaginowane zarzuty i nie mogę sie doczekać sprawy, która prawdopodobnie odbędzie się na początku października. Kosztowało mnie to trochę kasy ale trudno, za spokój trzeba czasem zapłacić. Pozdrowienia dla wszystkich niezdecydowanych. nie czekajcie, aż miną wasze najlepsze lata. Jeśli jest wam pisane to na pewno nie będziecie same, ja mam w każdym razie taką nadzieję, że kiedyś znowu uwierzę jakiemuś mężczyźnie.

Autor: jo, czyli ON  05.09.2006 zgłoś

MARI!!! Marzenko!! Kocham Cię...kocham. Tylko męska nieśmiałość odebrała mi zdolność wyksztuszenia tego słowa. Wybacz

Autor: marta  06.09.2006 zgłoś

Sama nie wiem od czego zacząć...mleko sie wylało a ja nie potrafię sie pozbierać..byliśmy ze sobą rok...do ostatniego dnia wszystko było ok...on planował wspólną przyszłość,ja nigdy nie wybiegałam z planami co będzie za X czasu...którejś nocy napisał smsa że już mnie nie kocha i że lepiej byłoby gdybyśmy sie rozstali zanim znienawidzimy sie do końca...czytałam te słowa w szoku i niedowierzaniu bo jeszcze dwa dni wcześniej planował wspólny weekend na mazurach...pojechałam do niego nad ranem..siedziałam naprzeciw niego i nic nie czułam..ani żalu,ani złości..nic..totalna pustka w głowie i sercu..nie docierało nic do mnie..na pytanie dlaczego to robi odpowiedział"bo taki juz jestem"...mam żal do niego że po roku ot tak z dnia na dzień wyrzucił mnie ze swojego życia,jak niepotrzebną zabawkę...minął miesiąc i jest już lepiej..modlę się tylko do Bozi,żeby już nigdy nie postawiła mi go na drodze!!!

Autor: KAZIA  06.09.2006 zgłoś

WITAM WSZYSTKICH GDZIES KIEDYS USLYSZALAM ZE TAK NAPRAWDE ZWIAZEK JUZ NIE ISTNIEJE JAK JEDNA CZY DRUGA STRONA POMYSLI O ROZSTANIU. TYLKO POZNIEJ TRZEBA MIEC SILE I ODWAGE ABY TO ZAKONCZYC. A WIEM Z WLASNEGO DOSWIADCZENIA ZE CHOLERNIE CIEZKO ODEJSC JESLI SIE KOGOS KOCHA. I WIEM TAKZE Z WLASNEGO DOSWIADCZENIA ZE MOZNA ULOZYC SOBIE ZYCIE I BYC SZCZESLIWYM Z INNYM. CHCIALABYM JESZCZE TAK CZESTO NIE MYSLEC O TAMTYM ALE PEWNIE SIE NIE DA BO JEDNAK BYLA TO CZESC MOJEGO ZYCIA. CIESZE SIE TYLKO ZE WSPOMNIENIA CORAZ MNIEJ BOLA.

Autor: marta  05.09.2006 zgłoś

Ja myślę , że to się czuje... ot tak po prostu.

Autor: Agnieszka  05.09.2006 zgłoś

Do Facet: Bardzo dziekuje, ze sie odezwales i potraktowales mnie powaznie:) Wiem, ze dla wiekszosci osob na tym forum moje problemy wydawalyby sie po prostu smieszne... Moj chlopak mowi, ze po prostu taki jest-ze tlumi swoje uczucia i emocje i nie dzieli sie nimi. Ale przeciez tak nie mozna... Ja bardzo chce wiedziec co on czuje i dlatego go pytam, ale wtedy to jego " kocham cie" chyba jest wymuszone i nieszczere...

Autor: ktos  05.09.2006 zgłoś

ja ze swoim facetem jestem juz ponad trzy lata ...pol roku temu spotkalam kogos... w tej osobie odnajduje to czego nie ma w moim facecie...z nim raczej jestem z przyzwyczajenia... od poczatku myslalam ze nie bedziemy razem bio nie pasowalismy do siebie a jednak los tak sprawidzl ze jestesmy juz ponad 3 lata...zaluje ze szybciej nie przerwalam tego zwiazku teraz jest trudnop to wszystko uciac i tak naprawde sama siebie i jego blokuje .... chory zwiazek i najgorsze jest to ze o tym wiem doskonale

Autor: Agnieszka  05.09.2006 zgłoś

Do Facet: Tylko teraz tak sie zastanawiam, jak ja powinnam zachowywac sie w stosunku do niego... Czy tez powinnam przez jakis czas byc zimna, tak jak on, czy wrecz przeciwnie... mowic mu jak bardzo mi na nim zalezy, jak wazny jest dla mnie i jak bardzo go kocham... Moze powinnam zachowywac sie tak jak chcialabym zeby on sie zachowywal w stosunku do mnie i mowic to, co chcialabym od niego uslyszec...? Co mozna zrobic zeby facet byl bardziej wylewny? I zeby chcial sie zmienic, a raczej otworzyc... Jesli chce z nim o czyms powaznie porozmawiac, to zawsze sie chowa i cos wymysla, np. ze jest zmeczony...i ucieka wzrokiem. A ja z kolei moglabym rozmawiac o wszystkim, nie boje sie i nie wstydze. Do Facet: Przepraszam, ze tak zawracam Ci glowe... Prosze Cie o rade, bo Ty jestes obiektywnym (nie tak jak moje kolezanki, ktore zawsze trzymaja moja strone), madrym, powaznym i kulturalnym facetem, jakich na tym swiecie malo;) Pozdrawiam:)

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do weronika: zdadzam sie, zdrady merzczyz sa najczesciej(nie zawsze) dosc plytkie i swiadcza o ich stosunku do partnerki(sa w jakims sensie wyrazem czegos naegatywnego: olewania, brauk uczucia, wyrachowanie, egoizm+hedonizm itp) szkoda min. zycia na skr., kobiet jest zazwyczaj(podkreslam) ineczaj i sa one skutkiem glupoty lub dranstwa mezczyzny...tak z moich obserwcji, i tak tez mysle. do zalamana: jako mezczyzna mowie TAK! jak najbardziej jest mozliwa, zupelnie platoniczna tez, ale to wsumie znaczenia nie ma, jezeli twoj "misiu"(?) ma przyjaciulke nic tylko sie cieszyc ze jest jeszcze ktos komu zalezy na jego szczesciu, sa na swiecie naprawde glebokie przyjaznie, ktore trwaja cale zycie...mimo mijajacych zwiazkow(to taka przestroga)...nie staraj sie trzymac "misia" na zbyt krutkiej smyczy, oczywiscie tylko w sensie podejzliwosci/zazdrosci bo moze w koncu uznac, ze nie ma powodu przebywac z kims kto probuje zniszczyc dobra rzecz w jego zyciu(przyjazn), sa wydaje sie ludzie kturzy w rodzinie(ojciec matka itp) nie znajduja wsparcia zrozumienia itp, jesli maja duzo szczesci maja maja przyjaciul, kturzy sa dla nich rodzina

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do zakocha: dzieki za nr gg.odezwe sie..teraz niestety nie moge...musze sie pakowac...ale postaram sie czasem jednym okiem rzucic na forum i jesli czas pozwoli to odpisze...ale jak wroce to odezwe sie na gg.pozdrawiam

Autor: Maria  05.09.2006 zgłoś

Witam wszystkich czytajac Wasze opowiesci dochodze do wniosku ze wina rozpadow zwiazkow jest facet... nie zgadzam sie z Wami... zawsze wina jest po obu stronach My kobiety nie myslimy rozumem a uczuciem nie potrafimy powiedziec otwarcie facetowi ze to a to nas boli denerwoje ze chce sie by bylo tak a nie innaczej- my poprostu mowimy zagadkami a faceci nie potrafia myslec tak jak my plec piekna... dla nich czarne to czarne biale to biale i kropka nie ma nie bylo i nie bedzie innaczej Wiekszosc kobiet chce zmienic partnera ustawic go po swojemu a to nie robot jego sienie da zaprogramowac Jestem ciekawa jak by sie ktoras z was poczula gdy facet zaczol by was ustawiac po swojemu.... Zwiazek powinien opierac sie na szczerosci zaufaniu i milosci jak sie rozmawia z partnerem o niczym a zarazem o wszystkim to "zar" miedzy ludzmi sie nie wypala, ale jesli jeden z partnerow ogranicza drugiego to zaczynaja sie schody ku koncowi... Nie rozumiem kobiet ktore uwarzaja ze slub zmieni wszystko ze da im pewnosc ze partner was kocha - sadze ze swistek czy metal na alcu niczego nie zalatwi. Mi malzenstwo nie daje pewnosci ze bedzie sie wiecznie z dana osoba... Nie zgadzam sie z teoria ze facet to swinia itp wrecz przeciwnie uwarzam ze to My kobiety do tego doprowadzamy ze ich zachowanie jest czasem ponizej krytyki

Autor: WIKI  05.09.2006 zgłoś

do ANKI i FACETA wiecie co jestescie najbardziej pomocni na tym smutnym forum inni to nie do konca pomagaja FACET musisz zminic ton wypowiedzi jak Ci wytłumaczyc kobiety nie sa zle!!! i tak na prawde to lubia troche narzekac ale po prostu na tym forum jest wiecej bab i dlatego nie slyszysz takiego miuczenia(jak moje np) od innych kolesi, a uwierz ze jak probowalismy sie rozstac po raz 1 z moim i wrocilam do niego to mi wszyscy jego kumple dziekowali ze nie musza sluchac jego zalow. wiec czlowiek nie baba albo chlop!! kazdy jest inny a teraz to nie wiadomo kto nosi spodnie w rodzinie a kto mazy o ksieciu/ksiezniczce z bajki..... Anka dzieki za wszystkie rady milo mi. moze moglabys odezwac sie na gadu 8366743 to moj numer bo moze moglabym Ci dac wiecej szcegolow to bys pomogla bo uwazam ze Inteligentna i do rzeczy babka jestes POZDRAWIAM WSZYSTKICH I DOBRANOC

Autor: Facet  05.09.2006 zgłoś

Do Agnieszki: Agniesiu, nie radze zebys stala sie wobec niego zimna... Widzisz faceci mysla troche inaczej niz Wy i kiedy on wyczuje, ze Tobie przestalo zalezec to moze sie zdarzyc, ze po prostu odejdzie i poszuka ciepla u innej. Wiem, ze to dla Ciebie trudne... Oczywiscie nie przesadzaj rowniez z uczuciami, bo zaleznie od typu faceta... kiedy wyczuje, ze ma nad Toba kontrole, to moze to wykorzystac. Po prostu czasami jak on tak siedzi, sama usiadz mu na kolanach daj buziaka i przytul sie do niego nic nie mowiac, ja nie znam faceta, ktory by mial cos przeciwko temu. Mam nadzieje, ze wam sie ulozy i jeszcze bedziecie bardzo ze soba szczesliwi, czego Ci zycze. Do Marii: Bardzo podoba mi sie Twoja wypowiedz, bardzo rzeczowa i bardzo prawdziwa. Do Wiki: Masz racje, ze teraz nie wiadomo kto nosi spodnie, niestety emancypacja ma rowniez swoje zle strony. Co do moich wypowiedzi to nie sadze zeby byly zbyt ostre. Wiem ze nie sa w 100% obiektywne, ale czasami trzeba wylozyc kawe na lawe i nie zawsze to sie podoba. Dzieki i pozdrawiam serdecznie te wszystkie kobietki, ktore wiedza na czym to powinno polegac (a jest ich sporo) jak rowniez te, ktore wciaz szukaja ksiecia...

Autor: zwykły...  05.09.2006 zgłoś

odejść..skoro pojawiają sie pytania to "coś" bedzie wciaz w nas tkwiło i wracało..przy pierwszej okazji..będzie szykana dziura w całym..ODEJśC..ZYć DALEJ...na nowo..

Autor: Anielica  06.09.2006 zgłoś

Do Kamilki 222 Witaj, byłam w podobnej sytuacji. Z moim byłym mężem znaliśmy się 7 lat. Było super. Po ślubie zmienił się o 360 stopni. Okazało się wówczas, że ja nie jestem ważna tylko jego tatuś i siostra. Robił wszystko co tatus kazał. Jeszcze miał pretensje, że każe mu iść do pracy...i o wiele innych rzeczy. A przed ślubem pracował i był kochaniutki... Nie zastanawiałam się ani chwili po paru miesiącach złozyłam pozew o rozwód. Udało mi się szybko rozwieść. Teraz jestem szczęśliwa, że zakończyłam ten związek i uwolniłam się od niego... Jestem w tej chwili sama, ale mam wielu przyjaciół, otworzyłam własną firmę i czuję że nareszcie żyję. Dziewczyny nie bójcie sie zostawiać swoich facetów! Warto zyc w zgodzie z sobą i się cieszyc wolnością. Lepiej być samej, niz męczyć się w związku tylko po to aby był... To jest wegetacja...

Autor: Anka  05.09.2006 zgłoś

Do Wiki Dzieki bardzo...milo mi ze tak uwazasz.Na pewnosie odezwe na gg, ale to juz nie dzisiaj...z rana trzeba wczesnie wstac.Pozdrowionka dla wszystkich (prawie!!)

Autor: sara  05.09.2006 zgłoś

Czytam wypowiedzi na forum od 3 dni...jednak to co sie dzieje dzisiaj troche mnie zasmuciło...szkoda, ze w miejscu, gdzie wielu ludzi zwierza sie z bardzo bolesnych przezyc, inni rzucaja wulgaryzmami i psuja atmosfere...naprawde nie widze wytlumaczenia dla takiego chamstwa jakie niektorzy dzis tu soba reprezentuja... Ja sama jestem od dluzszego czasu na rozdrożu...Moj ponad 4letni zwiazek przezywa kryzys..stoje przed dylematem, czy odejsc czy zostac..czy nadal kocham czy nie...Moj chlopak mnie nie zdradzil(prtzynajmniej nic mi o tym nie wiadomo)...ale ja ostatnio ciagle sie zastanawiam czy on sie z kims nie spotyka...mieszkamy 40 km od siebie, widujemy sie w weekendy...wiem ze moja zazdrosc nie jest racjonalnie wytlumaczalna..ale nic na to nie poradze...wiem, ze to oznacza brak zaufania, a bez tego nie mozna trwac w zwiazku:(wiele razy podejmowalam decyzje, ze czas sie rozstac...wplywaly na to rozne czynniki...tez jego charakter, pewne jego cechy, ktorych nie zmieni, a ktore mi bardzo przeszkadzaja...i sposob wychowania...mamy po 25 lat..on jest rozpieszczony przez rodzicow, nic nie musial w domu robic...Wioem ze po powrocie z pracy, usiadzie przed tv i bedzie spal...a ja bede musiala robic wszytko zeby dom jakos funkcjonowal...Ja wynioslam z domu inne zasady...Mezczyzna pomaga kobiecie...jesli nie w kuchni, to zajmuje sie innymi sprawami jak jakies naprawy, oplaty czy koszenie trawy wokol domu itp...sam z siebie... Jest mi z nim dobrze, nawet jak bylam parwie pewna ze chce rozstania, on sie pojawial, niewiedzac o mojej decyzji, przytulil i juz bylam w 7.niebie..i odkladalam ewentualne mysli o rozstaniu na potem... czy ktos jest w podopbnej sytuacji??wiem, ze nikt nie podejmie za mnie tej decyzji...ale moze ktos moglby mi dac nadzieje...nie wiem...eh:(wiem ze wiele osob ma tu o wiele wieksze problemy, ale dla mnie to co dzieje sie w moim zyciu jest bardzo wazne:( z gory dziekuje:)pozdrawiam

Autor: amelia  05.09.2006 zgłoś

Okazało się, że te wszystkie rozmowy to "temat-rzeka", bo dyskusja ciągnie się już kilka dni :-). Nie wiedziałam tylko, że mężczyźni są aż tak uczuciowi. Rzadko to okazują, a szkoda...

Autor: Ola  05.09.2006 zgłoś

przeczytalam to wszystko i stwierdzilam ze nie jestem jedyna osoba ktora ma tak skopane zycie przez faceta dla ktorego oddalo sie czesc swojego zycia i w zamian dostalo sie takie cos ze nie mozna sie pozbierac........

Autor: Agnieszka  05.09.2006 zgłoś

Do Faceta: Bardzo dziekuje za pomoc:) A mam pytanko... Czy bylaby taka mozliwosc, zeby porozmawiac kiedys jeszcze z Toba, tylko tak osobiscie?

Autor: Agnieszka  05.09.2006 zgłoś

Do Faceta: Nie chodzilo mi o to zeby sie spotkac, tylko porozmawiac tak we dwoje, a nie na forum.

Autor: smutasek ona  05.09.2006 zgłoś

bardzo ciekawy artykul...Sama mam ten problem.Jestem z chlopakiem od 3 lat.Na poczatku jak w kazdym zwiazku bylo cudownie.Sielanka.Ale z racji mojego charakteru zaczely sie problemy.Jestem zodiakalnym skorpionem i to mowi juz samo za siebie.Jestem chorobliwie zazdrosna.Nie pozwalalam mu nigdzie beze mnie wychodzic...Zaczely sie klotnie...Charakterek mam diabelski.I cala wine za to jak sie nasze losy potoczyly biore na siebie.I dlatego tym bardziej trudno mi sie z tym pogodzic...Zdradzilam go kilka razy...Nie,nie w lozku - tylko pocalunki...Albo aż...Taki pies ogrodnika ze mnie.Wiem ze go nie kocham - ale zadnej innej nie oddam.Do tej pory moja zazdrosc o niego przekracza granice.Uwielbiam facetow,uwielbiam flirtowac ale na sama mysl ze moj chlopak rozmawia z innymi wsciekam sie...:/wiem to nie jest normalne.Nie mam juz nawet ochoty sie z nimkochac,nie lubie sie z nim calowac, nie chce zeby chodzil ze mna na imprezy bo wole bawic sie z innymi facetami,coraz czesciej mnie draznia drobiazgi w jego zachowaniu i w tym co mowi.Nie wyobrazam sobie zycia z nim (slubu,dzieci itp),ale bez niego tez nie...:/Ja chyba potrzebuje kogos kto mnie bedzie kochal i bedzie przy mnie.Boje sie zostac sama.Moze wy mozecie mi jakos pomoc,doradzić...Bede wdzieczna...Piszcie na maila:meggie20@o2.pl

Autor: W.  05.09.2006 zgłoś

OFELIA - Maria Jasnorzewska - Pawlikowska Ach długo jeszcze poleżę w szklanej wodzie, w sieci wodorostów, zanim nareszcie uwierzę, że mnie nie kochano, po prostu. Moja mama mówiła, że w związku lepszy jest straszny koniec, niż strach bez końca. Dlatego trzeba brać byka za rogi. Kiedy nasz partner odnosi się do Ciebie gorzej niż Twoi znajomi, lekceważy, odnosi się bez szacunku, to trzeba z nim poważnie porozmawiać. No i przystępując do tej rozmowy być psychicznie przygotowanym na to, że być może to koniec naszego związku.Chłopie, albo między nami będzie inaczej, albo wcale nie będzie. Bo jeśli przystapimy do tej rpzmowy z nastawieniem "byle nie rozstanie" to jesteśmy na przegranej pozycji.....

Autor: Facet  05.09.2006 zgłoś

Do Agnieszki: Bardzo mi milo, ze w jakis chocby najmniejszy sposob moglem komus pomoc, zwlaszcza ze naprawde sa tu na tym forum wypowiedzi bardzo wartosciowych kobiet. Co do Twojego pytania Agniesiu to oczywiscie chetnie porozmawiam (nawet osobiscie) z kazdym kto chcialby podzielic sie swoimi spostrzezeniami... Problem tylko taki, ze jak juz wczesniej wspomnialem to mieszkam juz od jakiegos czasu w Londynie, a w Polsce bywam co najwyzej 2 razy w roku. Moj numer gg to: 2815480, mozemy zaczac od tego. Pozdrawiam i do uslyszenia.

Autor: Facet  05.09.2006 zgłoś

Do smutasek ona: Przepraszam, ze bede wredny ale Ty chyba potrzebujesz psychologa.

Autor: sara  05.09.2006 zgłoś

do Facet i do smutasek ona: znam takie dziewczyny jak smutasek ona...nigdy nie potrafilam zrozumiec dlaczego tak sie zachowuja...jak mozna w ten sposob postepowac...wiecie co jest najdziwniejsze...wszytkie to skorpiony..nie wierze za bardzo w to co sie mowi o pewnych wspolnych cechach osob spod takiego samego znaku, ale moze jednak cos w tym jest?jak myslicie?

Autor: Facet  05.09.2006 zgłoś

Do Agnieszki: Wiec nie ma problemu, jakbys chciala porozmawiac o swoich problemach to moje namiary juz znasz. Zeby bylo jasne to nie probuje zrobic sobie autoreklamy zeby z ktoras z Was sie umowic :). Chociaz z drugiej jestem w tej chwili samotny i nigdy nic nie wiadomo ;). Pozdrawiam wszystkie zdrowo myslace panie ;)

Autor: KANIMANOSEK  05.09.2006 zgłoś

MOJA HISTORIA:zaczeła sie pięknie w wiosennym deszczu gdy serce rozpalał zapch kwitnącej jabłoni.stałam w cieniu słabego światła które delikatnie lizało me policzki.i chyba wtedy jego dłonie zrozumiały ze jestem jego skarbem którego tylko on potrafi ustrzec.poznałam wtedy jego ciało jakbym była gorącą kropla jego potu.do dzis czuje łaskot ciemnych włosów i deszc za oknem.widziałam wtedy w jego oczach jakbym to była ja. splecione dłonie,szyje i serca,jakby jednośc,dwie idealne połowki jakbłka..szkoda tylko ze jedna zaczeła gnic. dzis nie mam serca jest tylko ból i wzrok wlepiony w ciemne chmury.stoje w marzeniach na górze gdzie anioł zesłał mnie dla zbawienia. nie ma juz złota co otulało mnie, nie ma nadzie w zielonej trawie i nie wierze juz w nic. aż ból przygniata mnie do ziemi jak lekki liść zerwany przez ręke motyla...............................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................

Autor: smutasek ona  06.09.2006 zgłoś

Facet...to nie jest wredne.Masz racje i tyle.

Autor: W.  06.09.2006 zgłoś

Do smutasek ona: Dziwne. Sama jestem Skorpionem i mój ukochany jest Skorpionem (mało tego Skorpionem z ascendentem w Skorpionie) i nie jesteśmy o siebie zazdrośni, ani się nie kłócimy. Oboje mamy silne charkatery, więc żyjemy bardzo zgodnie, bo gdybyśmy sobie skoczyli do gardeł, to byłaby wojna światów. Dziewczyno, urodziłaś się pod najsilniejszym znakime Zodiaku, czerp z tego i zacznij żyć jak na silnego człowieka przystało, czyli z odwagą. Lepszy straszny koniec niż strach bez końca.

Autor: smutasek ona  06.09.2006 zgłoś

Do W. Ja nie jestem silna kobieta - jestem bardzo wrazliwa...

Autor: Ten ktory zmarnowal swoje  06.09.2006 zgłoś

szanowne panie, ile tu bolu, cierpienia etc. temat trafiony 100% kazdy w ramach samoterapii chce sie oprzec na doswiadczeniach innych szukajac diagnozy siebie. Ja tez tu jestem z tego powodu, szukam tu wypowiedzi mojej zony, bo chce sie dowiedziec co naprawde ona mysli, co czuje, bo nasz zwiazek umarl bo nikt nie umial pierwszy powiedziec. W koncui chyba znalazlem byc moze wlasnie jej post sadzac po pseudo i tresci, jezeli sie myle to i tak w setkach zdan jakie tu przeczytalem odalazlem czesc prawdy o niej i o sobie, prawdy, ze dobry zwiazek nie jest niczym danym a raczej czyms do czego mozemy dojsc jezeli bedziemy pamietac o tym. Prawdy, ze w czasach wolnosci, emancypacji obraczka nie jest dowodem wlasnosci ale przypominaczem odpowiedzialnosci za siebie i swoje zycie. Zatem dziekuje wam wszystkim a pani polecajacej "sztuke kochania" Fromma polecam ksiazke "o sztuce milosci" tegoz autora, rzeczywiscie warta przeczytania podobnie jak wspomniana "sztuka kochania" Wislockiej rownie pozyteczna i tylko umiejetne korzystanie z obu oraz Rozmowa o Tym moze pomoc przetrwac zawieje losu i nie zmarnowac cudu zycia.

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do kfiat i zlamana: wlasnie to wydaje mis ie duzym problem w stosunkach mesko-damskich - czesto kobiety(czasami jest tez odwrotnie) staraja sie wyznaczyc mezczyznie ramy w kturych ma istniec, "dozowac" mu przyjaciul, nazucac mu formy zachowan, co czesto sprowadza jakas tam forme kryzysu na zwiazek: konflikt lub calkowite podporzadkowania(wtedy to juz nie partner a kukla)...jezeli to rzeczywiscie "tylko" przyjazn, to wszelka twoja ingerencja jest tu nie na miejscu, zrozum ze mozna kogos Kochac nie w sensie erotycznym tylko wlasnie jak siostre... zalamana zaloze sie ze to twoj wybur ze spotkalas ja tylko raz... po prostu nie chcesz jej widziec nigdy wiecej i nie chcesz by twuj chlopak sie z nia spotykal(jesli tak nie jest przepraszam) wiec jesli chcesz miec kogos tylko dla siebie kup psa lub zuc tego chlopaka, znajdz takiego ktory spelni twoje oczekiwania, a nie rozwalaj sobie i jemu zycia jezeli chlopak ma potrzebe spotykania sie ze swoja przyjaciolka to JEGO wybor nie zmieniaj go to najgorsze co mozesz zrobic...jak pisalem nie pasuje ci to...coz znaczy ze on ci nie pasuje ... to tyle pozdrawiam

Autor: kesha  06.09.2006 zgłoś

moj zwiazek wypalil sie rok przed naszym rozstaniem...i wlasnie tego roku zaluje najbardziej,bylo coraz gorzej,mysle ze nawet przestalam go kochac kiedy wreszcie na pol roku przed myslalam ze wszystko jest znowu wporzadku. to nie byla moja decyzja tylko jego.i dobrze,ja nigdy bym sie na to nie zdecydowala. zawsze zadawalam sobie milion pytan,gdybanie...a jesli on jest tym jedynym?, a jesli nie znajde nikogo kto bedzie dla mnie rownie dobry jak on? itp.itd. cale szczescie on zrobil pierwszy krok, stwierdzil ze mi nie zalezy- idiota.wtedy byl dla mnie najwazniejsz a osoba, bardzo mi na nim zalezalo. ale dobrze sie stalo,zaluje tylko ze nie zakonczylam tego na rok wczesniej kiedy sie nad tym zastanawialam,bo naprawde zmarnowalam z nim duzo czasu... jak to poznac... bylo tu kilko odpowiedzi z ktorymi nie mozna sie nie zgodzic. ja wiedzialam po tym,gdy nie widzielismy sie przez miesiac,a on wolal pogadac ze swoimi kolegami niz isc ze mna do cieplego luzka u siebie w domu..., zmeczony po pracy zawsze mogl isc na impreze,ale byl za bardzo zmeczony by sie kochac lub spedzic ze mna naoc,wysylal mnie do domu...,nie wiem z jakiej przyczyny calkowicie stracil zaufanie do mnie,lub na sile szukal powodu do klutni...,itp.idd.

Autor: rzucajacy tez cierpii  06.09.2006 zgłoś

510 opini w 1 wieczor 510 bolesnych historii, chcialoby sie zacytowac artyste kabaretowego - "jaka piekna Tragedia" - (Kanimanosek -usmiechnij w koncu sie ja mam jeszcze gorzej od Ciebie... wbrew obiegowym opiniom

Autor: Anka  06.09.2006 zgłoś

Do czarnej 66 To moze wylap jakas chwiel jego trzezwosci (na pewno taka nie raz jest), i porozmawiaj z nim na spokojnie...mozesz nawet postawic mu ultimatum- "Albo alkohol, albo rodzina- wybieraj"...przy tym wyjasnij mu ze nie chcesz juz tak dluzej zyc i albo pojdzie na leczenie albo niech zapomni o rodzinie!Zapytaj sie go co jest dla niego wazniejsze!?Wierze ze twoj maz to dobry czlowiek bo moj tata tez ma dobre serduszko,ale wlasnie z tego co zauwazylam to wlasnie tacy faceci najczesciej popadaja w ten nalog!Nie wiem...nie mam zlotego srodka na ten problem...ale moze wlasnie taki pozadny kopniak od zycia by mu sie przydal?Pzdr

Autor: czarna 66  06.09.2006 zgłoś

Dzięki Aniu za radę chciałabym żeby to było takie proste.U nas nie ma smrodu ,awantur też narazie nie robi gdyż nawet nie śpi w domu tylko w komórce.Mam wrażenie że już mu na niczym nie zależy.Z jednej strony jestem wściekła na niego z drugiej żal mi go i żal czasu kiedy byliśmy szczęśliwi gdy nie pił .Jako trzezwy jest naprawdę kochanym człowiekiem .Wyprowadzić się nie mamy gdzie a i narazie nie ma takiej potrzeby gdyż w domu mamy spokój.Chodzi mi o to że nie wiem co mam zrobić żeby mu pomóc aby przestał pić skoro on tego nie chce.żal mi że marnuje swoje życie

Autor: robertpol  06.09.2006 zgłoś

nie wiem czy jest jakis spoosob aby druga osoba znowu cie pokochala i wrócila do ciebie nie byla obojetna zeby znowu byla miedzy nami milosc. Czy jest to mozliwe? Bo ja nie chce jaj stracic. Poradżcie. Ciągle lata do koleżanek mowi ze potrzeba jej czasu czy to ma jakis sens.

Autor: demyk  06.09.2006 zgłoś

------------------- Ja nie widze w tym żadnego problemu, jeżeli kobieta lub męszczyzna nie idzie zbyt chętnie do łużka wszystko jest jasne. Bądźmy realistami wszystko sie na tym opiera. Jak człowiek nie potrzebuje bliskości partnera, szuka kogoś innego już jest wszystko jasne i niema co zwlekac. Pozdrawiam wszystkoch popaprańców którzy żyją ze sobą i sobie nie mówią prawdy, bo w koncu przez brak szczerości związki między ludźmi sie niszczą, a co za tym idzie ...

Autor: Sylwia  06.09.2006 zgłoś

do sary Saro, wiem, co przeżywasz, rozterki itp. Ja sama jestem w podobnej sytuacji, nie potrafie być stanowcza, mój facet mnie zdradził, powiedziałam, że to koniec,ale na następny dzień on zadzwonił i umówiliśmy się na spotkanie. Jest mi z nim niewiarygodnie dobrze,ale zdaje sobie sprawę, że to nie jest facet na całe życie, ma 36 lat, a nie potrafi ułozyć sobie życia, nie potrafi kochać, mówi, że coś czuje do mnie, bo inaczej już dawno rozstałby się, jest typowym synkiem mamusi, musze Ci powiedzieć, że coraz częściej nachodza mnie mysli, żeby się rozstać, ale nie potrafię :( Kocham go bardzo. On o tym wie, i wydaje mi sie, że to wykorzystuje, bo wie, że jestem mu w stanie wybaczyć wszystko. Wiem, że muszę być silna i stanowacza, ale JAK????? Chciałąbym mieć siłę. Dlatego Saro bardzo dobrze Cie rozumiem i tez nie jestem pewna, czy z nikim sie nie spotyka (mieszkamy 250km. od siebie, widujemy się w każdy weekend, ale...)

Autor: kasia  06.09.2006 zgłoś

Krzys....zrozumiałam Twoją sugestję . Chyba juz nic więcej nie możemy...Dziękuję że wysłałeś mi tą strone....ciekawa lektura..Pozdrawiam Wszystkich:)))

Autor: gk:(  06.09.2006 zgłoś

Po czym poznać,że związek się kończy?? To bardzo trudne do określenia, a nawet jeżeli już wiemy, że jest coś nie tak to ciężko nam podjąć decyzję o rozstaniu. A wtedy czekamy bo może wkońcu partner się odważy i powie nam "dowidzenia":( Ja sama jestem w takiej sytuacji. Jesteśmy razem osiem lat (ale nie jesteśmy małżeństwem) i od jakiegoś czasu nam się nieukłada:( Mój partner ciągle mnie posądza o zdradę i takie różne rzeczy:( mimo moich zapewnień o tym co do niego czuję. I czekam jak ta głupia na rozwuj sytuacji, że może on się wkońcu odważy ...... :(((((((

Autor: Sylwia  06.09.2006 zgłoś

do robertpol Potrzeba czasu?? Bzdura!!!Przecież to bez sensu, na co potrzeba jej tego czasu?? Powiem Ci tak, jeśli kogoś się kocha i zależy na drugiej osobie nie robi się takich rzeczy. Nie chcę Ci mówić daj sobie z nia spokój, bo zapewne na niej Ci zależy (wiem cos o tym, po sobie). Kiedyś dałam do zrozumienia mojemu facetow, że jest ktoś kto sie mną inetresuje, dawny znajomy, przestałam często dzwonić, zawsze byłam uśmiechnięta, tryskałam energią i co się stało??? ZACZĘŁO MU BARDZIEJ ZALEŻEĆ, TO DZIAŁA!!!!! Zmień taktyke, jesli zechce sie spotkać, albo zadzwoni, powiedz, że sie spieszysz, jesteś umówiony i juz spóxniony, zobaczysz ze poczuje się niepewnie, nie łam się :)) Pozdrawiam i trzymam kciuki.

Autor: Facet  06.09.2006 zgłoś

Czesto to wina kobiet, oczywiscie facet to swinia.. Lepiej zrzucic wine na faceta, niz przyjrzec sie co mozna poprawic w zwiazku. Z naszej strony to wy po prostu bardzo czesto sie nudzicie. A jesli kobieta nie ma problemow, to robi z tego problem.

Autor: skorpionowaty  06.09.2006 zgłoś

>Do W. > >Ja nie jestem silna kobieta - jestem bardzo wrazliwa... jaka tam wrażliwa. powiedz to sobie w twarz, jesteś słaba. nie potrafisz podjąc decyzji bo jesteś tchórzem. tak, boisz się samotności, więc lepiej tkwić w związku bez sensu, bez przyszłości, bez uczuć i jak znam życie - prędzej czy później - bez seksu. a potem będą jeszcze większe kłótnie, jeszcze więcej zazdrośći, obwiniania się o wszystko, jeszcze większy problem z rozstaniem się, jeszcze większse przyzwyczajenie do tej całej chorej sytuacji. Aż prewnego dnia obudzisz się mając odpowiednio więcej lat na karku i stwierdzisz, że straciłaś pół życia bo w tym momencie kiedy trzeba było podjąć decyzję, wprawdzie bolesną, ale chyba i konieczną, to zaszyłaś się w swoim zakłamaniu i strachu. Idź do psychologa i zastanów się nad swoim zyciem. Powodzenia :-)

Autor: MILOSC  06.09.2006 zgłoś

Kazdy ma problem, mniejszy lub wiekszy..... Znam mezczyzne, z ktorym laczy nas wielka milosc od wielu lat, niestety odleglosc nas cigle dzielila a my sobie wszystkiego zabranialismy i powstrzymywalismy uczucia, a kiedy zaczelismy walczyc o Nasza milosc musielismy sie poddac, bo ja mam narzeczonego a on narzeczona, nie moglismy patrzec jak cierpia i to co otaczajace osoby mowia ,w jaki sposob- jakbysmy nie wiadomo co zrobilismy. Bedziemy cierpiec do konca zycia dajac szczescie innym, czy to jest rozwiazanie???

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do robertpol: Sylwia ma rację.Jeżeli pokażesz jej, ze sa jeszcze inne rzeczy na ktorych ci zalezy, ze jestes troche zajety, to ona zacznie sie podswiadomie bac, ze cie traci...to naprawde dziala...w moim zwiazku sprawdzilo sie to juz wile razy...zarowno z mojej strony jak i z jego. powodzenia

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do Facet: Wiesz ile razy ja slyszalam:"szukasz problemu", "przesadzasz"...ale to, ze ja probuje rozmawiac o zlych rzeczach jakie sie dzieja w zwiazku, to chyba dobrze...czy lepiej by bylo powiedziec "musimy sie rozstac" bez zadnych prob ratowania zwiazku?Ja zawsze uwazalam i twierdze tak nadal, ze podstawa w zwiazku jest komunikacja...maly problem bez rozmowy urosnie do rangi ogromnego, takiego ktorego chyba juz nie da sie rozwiazac...Jezeli ludzie w zwiazku nie rozmawiaja ze soba, to nie maja szns przetrwac nawet najmniejszego kryzysu...

Autor: W.  06.09.2006 zgłoś

Do smutasek ona: Widzę, ze moje skorpionowate słonko mnie wyprzedziło w odpisywaniu.... Uważaj, bo sama wrażliwość, bez siły wewnętrznej jest bardzo niebezpieczna dla Ciebie i osób z Twojego otoczenia. Postaraj się wzmocnić, bo dzięki temu będziesz sobie mogła pozwolić na luksus wrażliwości. Inaczej mocno prawdopodobne, że Twoja wrażliwośc zmieni się w zgorzknienie, depresję, uzależnienia... Fakt, my Skorpiony, mamy tendencje do popadania w "obsesje", ale da się z tym walczyć. Wiem, bo sama mam za soba takie akcje. P.S. Jestem psychologiem z wykształcenia, więc pierwszą poradę psychologiczną masz już za sobą ;-)

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do sylwii dziekuje ci za zrozumienie..wiem jak to jest, kiedy milosc przyslania ci racjonalne myslenie..kiedy tak kogos kochasz to liczy sie "tu i teraz" a nie to co jest lepsze dla naszej przyszlosci...dlatego tak trudno jest nam podjac decyzje, ktora wywola bol, ale kiedys moze zaprocentuje:(

Autor: Facet  06.09.2006 zgłoś

Hej, poprzednia opinia to nie moja i tu prosba do tego co sie pode mnie podszywa - znajdz sobie inny nick... Pozdrawiam

Autor: Facet  07.09.2006 zgłoś

Do Anki: Wiesz co Aniu, ja naprawde probuje Was zrozumiec, tylko kiedy juz mysle, ze mi sie to udalo to mnie czyms zaskakujecie. Owszem nie unikam krytykowania Was, chce po prostu pokazac, ze Wy tez macie wady i swoj udzial w nieudanym zwiazku. Wkurza mnie kiedy niektore "panienki" bo tak je trzeba nazwac mowia ze "kazdy facet to swinia". ciekawe jak Ty bys zareagowala jakbym napisal ze kazda kobieta to s..a? Ciagle Wam tylko powtarzam i jest to prawie w kazdym moim komentarzu, ze Wy tez macie wady! Pogodzmy sie z tym, nigdy nikt nie bedzie idealny, nie probujcie facetow "przerabiac na swoje kopyto" bo to nigdy sie nie uda. Po prostu Wy musicie sie nauczyc zyc z naszymi wadami a my z Waszymi... To tyle co mialem do powiedzenia.

Autor: kfiat  06.09.2006 zgłoś

Do załamanej: Wierzę w przyjaźń między mężczyzną a kobietą, ale w Twoim przypadku niepokoiłoby mnie fakt, że on tak wyrażnie oddziela swoją znajomość z przyjaciólką od Ciebie. Wszyscy moi kumple i przyjaciele musieli poznać i zaakceptować mojego ukochanego, podobnie jak jego koleżanki mnie. Ci, którzy nie zaakceptowali już nie są moimi kumplami. Jego przyjaciólka, która uwielbiała mu się zwieżać, została także moją kolezanką i z czasem ja też zostałam jej powiernicą. Spotykaliśmy się w trójkę, albo sporadycznie on spotykał się z nią czasem sam, jak ja nie mogłam się pojawić.Niemniej on nie pozostawił jej cienia wątpliwości, ze ja jestem jego partnerką i "zostanę tu na dłużej" (cytat z filmu "Frida") Wydaje mi się, że niepokojące jest to, ze mimo, że jesteście razem aż 2 lata Ty tylko raz widziałaś osobę tak ważną w jego zyciu. Ciekawa jestem, czy to on nie chce, zebyście się lepiej poznały, czy to ona nie chce uznać Twojej pozycji w jego życiu, a on daje jej do tego prawo? W związku nie powinniśmy zupełnie wykluczać partnera z jakiejś ważnej sfery swojego życia, moim zdaniem. Co nie znaczy, ze nie możemy mieć swojej przestrzeni. Uznałabym, ze wszystko jest w porządku, gdyby ona została Twoją niekoniecznie bliską koleżanką i spotykalibyście się od czasu do czasu z nią w trójkę lub w większym gronie, a od czasu do czasu on kontaktowałby się z nią sam. Porozmawiaj z nim o tym spokojnie. Moze on nie wpadł na to, ze dla ciebie to jest jakiś problem. Ale gdyby on w ogóle nie chciał słuchać, ani iść na kompromis, wiedząc, ze ta sytuacja Cię krzywdzi, to ja bym powoli zbierała się do odejścia. Znaczy, ze tak jak jest, jest mu najwygodniej i ani myśli wziąć pod uwagę Twojej wygody i pewnie Cię nie kocha. Ale najpierw pogadajcie koniecznie

Autor:  06.09.2006 zgłoś

do Facet ktos chyba zeruje na Twojej opinii i ciekawych wypowiedziach..a swoja droga zastanowilo mnie skad ta zmiana tonu w twoim komentarzu:)

Autor: Facet  06.09.2006 zgłoś

Wlasnie... i tu rowniez taka moja mowa do wszystkich, mam swoje poglady ale nie jestem szowinista, a ten gosciu, ktory sie wypowiedzial w "moim" imieniu troche jednak przesadza. Nie chodzi tu przeciez o wzajemne obwinianie sie tylko o szczera rozmowe. Takie numery jak ten tylko to podwazaja. Tu jeszcze raz prosba do tego "podszywacza"... Przeciez nie trudno zmienic nick, proponuje Facet 2 skoro tak Ci zalezy na slowie "Facet", jeszcze raz pozdrawiam i mam nadzieje, ze nie bedziecie sie sugerowaly poprzednia wypowiedzia. Ja caly czas sledze to forum i ten numer po prostu nie przejdzie.

Autor: Sylwia  06.09.2006 zgłoś

do sara Człowiek zakochany nie mysli racjonelnie, żałuję tylko, że tak mocno sie zaangażowałam, to tak boli, nie wiem, czy zaprocentuje, może masz rację saro,ale nie dowiem sie tego, bo nie potrafię się rozstać :( skoro spotykał się z inną, to dlaczego ze mna tez był, skoro mu nie odpowiadam i szuka wrażeń, to dlaczego się nie rozstanie ze mną?? twierdzi, że nie chce.........

Autor: Ania  06.09.2006 zgłoś

do: MILOŚĆ Nie patrz na to co mowi rodzina, znajomi rób to co mówi Ci serce bo z narzeczonym i tak nie będziesz a jesli będziesz to cale zycie będziesz nieszczęśliwa i będziesz rozpaczać. Ja wahałam się przez 6 lat bo bałam się co powie matka, ojciec , babcie jak go zostawię ale nie wytrzymałam i któregoś dnia odeszłam....i nie żałuję Przegapiłam tylko w tym czasie największą miłośc jaka mnie kiedykolwiek spotkała a ja z niej zrezygnowałam, nie walczyłam o nią bo "wypadało być z narzeczonym", "Co ludzie powiedzą". Ludzi którzy stoją i patrzą i komentują trzeba mieć w d.... bo zawsze będą gadać!!! Więc weź się w garść i zrób porządek. Wiem że nie jest łatwo, bo będą płacze, schizy, prośby, skomlenie pod drzwiami ale jeśli go nie kochasz to odejdz bo będąc z nim bez uczuć zranisz go jeszcze bardziej i siebie też. A życie ma się tylko jedno

Autor: Kamil  06.09.2006 zgłoś

Po kilku latach w małżeństwie wydaje mi się, że bycie w związku do końca życia (brzmi to wzniośle i pięknie) jest działaniem wbrew naturze człowieka. Wywodzimy się w końcu ze świata zwierząt, a tam procentowo bardzo mało jest przykładów dozgonnego pożycia. Wciąż kierują nami pierwotne instynkty, zakodowane przed milionami lat-konieczność prokreacji, doboru naturalnego. Zdobycze cywilizacji (ogień, koło, laptopy, biotechnologie) zmieniają się szybciej, nasza psychika, natura nie nadąża za otaczającym światem. Mimo że serce czasem chciało by związków na całe życie, to jednak jeszcze ludzkość do nich jeszcze nie dorosła. Może nie ma sensu ustawiać sobie tak wysoko poprzeczki, i szukać dozgonnej miłosci ? Zrozumienie tego faktu pozwoli uniknąć rozczarowań w przyszłości. Wydaje mi się , że zintytucjalizowanie związku dwóch osób czyli małżeństwo negatywnie wpływa na bycie ze sobą. Wszelkie nakładane na człowieka zobowiązania ludzie podświadomie odrzucają, i buntują się przeciw nim. Protest skierowany na początku przeciwko sformalizowanej instytucji małżeństwa bezwiednie przekłada sie na agresję wobec skądinąd niewinnego partnera. Stwierdzam też, że lepiej od prezentów, kolacyjek, uśmiechów cementuje związek wspólne hobby np. chodzenie po wulkanach, wspinaczka, nurkowanie. Niestety w moim związku tak nie jest. I mimo, że bardzo się staramy to łaczy nas już tylko wspólne dziecko, kłopoty i puste serca.

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do sylwii: wiem...wiem, ze brak sil, by odejsc...ze w danej chwili wazniejsze jest uczucie niz rozum:( do MILOSC: w pelni sie zgadzam z Ania...Jezeli nie kochasz narzeczonego, to odejdz od niego...zamierzasz wyjsc za kogos kogo nie kochasz?po to jest okres narzeczenstwa, zeby przeanalizowac sytuacja, zeby byc pewnym ze sie chce wyjsc za NIEGO,a byc z nim na cale zycie..przeciez taka jest idea malzenstwa..wyobrazasz sobie przysiegac temu ktorego nie kochasz, ze bedziesz z nim dopoki smierc was nie rozlaczy?przemysl wszystko jeszcze raz i wybierz to, co uwazasz za sluszne...

Autor: destine  06.09.2006 zgłoś

hmmm jak to jest ?... czasem lepiej się rozstać ... przeczekać pewien czas odpocząć od siebie , i potem ewentuanie spróbować raz jeszcze ... Tak było w moim przypadku , było dobrze do czasu jak się nie zakochałam :) w kimś innym , ale zawsze jestem zdania ,ze trzeba dać sobie szansę , nie jedną , dzwie czy , trzy tylko tyle ile np ... razy myślisz o tej drugiej osobie w ciągu dnia ... Jak przestaniesz myśleć to znaczy ,że jesteś WOLNA/Y i mozesz śmiało ruszać na kolejne poszukiwania :) to taka moja zasada :) moze głupia , może nie , ale działa :)))

Autor: Kamil  06.09.2006 zgłoś

W pełni popieram Twoją ostatnią wypowiedź Aniu.

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do destine: a co z powiedzeniem, ze dwa razy sie nie wchodzi do tej samej rzeki?w sumie znam kilka przypadkow pozytywnych takiego powrotu..ale u mnie sie to nie sprawdzilo...wiec chyba nie ma zasady:(

Autor: ufff...może wreszcie skończą? :(  06.09.2006 zgłoś

Autor: Zakochana  06.09.2006 zgłoś

Bylam z facetem prawie piec lat, kochalam go nad zycie (byl moja pierwsza miloscia). Przez prawie 2 lata bylo naprawde dobrze, ale niestety przestalo byc. On mial dla mnie malo czasu, czesto wolal robic cokolwiek innego niz spotkac sie ze mna. Staralam sie byc tolerancyjna, rozumiec ze ma kolegow i swoje hobby. W ogole bardzo sie dla niego staralam, za bardzo jak to mowili moi znajomi. Tez mialam swoje za uszami, w koncu nikt z nas nie jest idealny. Ale on zaczal coraz bardziej "przeginac" byl bardzo czesto niemily, wrecz chamski w stosunku do mnie. Potrafil mowic mi tak przykre rzeczy, jakich nigdy nie slyszalam od nikogo. potrafil zwyzywac mnie od roznych nawet przy moich znajomych. Czulam, ze powinnam z tym skonczyc, ze to nie jest facet dla mnie, ale niestety brnelam w to dalej. Niestety jak juz wielu z was pisala ciezko nam podjac TA decyzje. Od marca 2005 zaczelam powaznei myslec o rozstaniu, niestety zajelo to mi duzo czasu bo az do wrzesnia. Wtedy po kilku jego "akcjach" nie mialm juz zadnych watpliwosci. Zostawilam go, a on wtedy zrozumial co stracil, zaczal dzwonic, przyjezdzac, przywozic kwiaty, ale dla mnie na to wszystko bylo juz za pozno. Czulam ze nie potrafie juz mu uwierzyc w to ze sie zmini, zmieni tak na zawsze, a nie na jakis czas. W pazdzierniku poznalam mojego obecnego nazeczonego juz w lutym mi sie oswiadczyl, a ja dopiero teraz wiem jak powinien wygladac prawdziwy zwiazek i jak mezczyzna powinien kochac kobiete. Rozstania sa ciezkie, ale czasem warto podjac taka decyzje Uwiezcie!!!

Autor: destine  06.09.2006 zgłoś

miłość jest jak RZEKA , ma swoje zrywy , porywy i zakręty niestety taki jej urok , kochać to znaczy również cierpiec , może to nie jest pozytywne podejście ale takie jest życie :/ NIESTETY life is " brutal " zasada jest jedna , znaleźć " złoty środek" , czyli iśc czasem na kompromis i walczyć albo się poddać...

Autor: Wiki  06.09.2006 zgłoś

a ja wszystkim mowie DZIENDOBRY tego malo przyjemnego i wietrznego dnia i polecam wszystkim ktorzy sa w zwiazku i sie nuda>>>> idzcie na grzyby sami albo z kolega/kolezanka 1)to odpreza 2) jesli chcesz rozwazac to wlasnie masz na to czas 3) jak znajdziesz grzyba to masz radoche 4) jakie one sa pyszne 5) a moze zrobisz potraffke z grzybami i podasz swojej polowce i to uratuje wasz zwiazek(albo bedzie pyszne albo jedno z was sie otruje;)) pzdrawiam PS do ANKI czekam na kontakt przez gg

Autor: MotyleK  06.09.2006 zgłoś

Mój zwiazek się rozpadł.... Działo się w nim źle od kilku miesięcy,zwlekałam z decyzją rozstania tak samo długo jak mój juz "były partner" i mimo wszystko wciąż wierzyłam..że będzie dobrze a jednak....To on podjał męską decyzję i odszedł...jak się okazało,nie potrafił długo wytrzymać sam i po tygodniu znalazł sobie nową dziewczynę...boli strasznie,bo mimo wszystko nadal go Kocham,ale wiem ze już nigdy z nim nie bedę to juz 5 tygodni od zerwania...aby o nim nie mysleć przypominam sobie ostatnie miesiące które były okropne:wieczne kłótnie,mój płacz,jego krzyk... i chyba to mi pomaga...I dobrych chwil było mnóstwo,ale chyba nie chce o nich pamietac,tak jest łatwiej.3 lata to jednak dużo... szczególnie ze sie mieszka blisko siebie.Szczęsciem moim jest to ze nie widziałm go jeszcze z nową dziewczyną i raczej nie chcę,bo nie wiem jak zareaguje...wiem ze serduszko zaboli i mocnej zabije na ich widok... Dlatego wszystkim którzy sa w związkach ponad 2 lata zyczę jak najlepiej...aby nie zagosciła monotonia i rutyna... Powodzenia.Dbajcie o swoje połówki...

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do Zakochana: wierze za masz racje...wiem ze powinnam podjac decyzje i odejsc...ale skad brac na to sile?ty wzielas ja po tym jak on cie zle traktowal...Moj chlopak nie traktuje mnie zle..ale tu nie chodzi tylko o traktowanie...Jezeli rozsadek cie mowi, ze to nie jest Ten, ze nie do konca pasujemy do siebie...co wtedy?to nie sa blahostki..sa to cechy, ktorych on nie zmieni..bo tak jest wychowany..i ja nieiwle tu zdzialam...jesli nawet sie zmieni to tylko na potzreby chwili..a nie na zawsze...Wiem ze nie jestem idealna, jestem dosc wymagajaca, ale bez przesady...nie wiem co robic:(

Autor: Przemo  06.09.2006 zgłoś

Olga bardzo trafnie to opisała, tylko co robić jeśli wiemy że to właściwie już koniec, chociaż żyjemy sobie "spokojnie", ale jest dziecko? Jeśli jest tylko związek dwóch osób to nie ma problemu. jak się poawia trzecia "strona". Wszystko jedno kto zwianił rozpadowi, dziecko jest zawsze stratne i BĘDZIE NAJMOCNIEJ CIERPIEĆ. Są dwa wyjścia: mysleć o sobie - i skończyć to szybko, albo o innych - i ... co??

Autor: Zakochana  06.09.2006 zgłoś

do Sara Wiesz ja cie naprawde dobrze rozumiem i mysle ze wiem co przezywasz. Moze masz ochote na rozmowe ze mna taka prywatna na gg? moze choc troszke bede mogla ci pomoc opowiedziec jak bylo u mnie? Jesli tak to podaj mi swoj numer gg

Autor: destine  06.09.2006 zgłoś

do Sara: dlaczego się w nim zakochałaś skoro tyle rzyczy Cię w nim drazni ? dlaczego w ogóle z nim jesteś ?

Autor: wiki do Motylka  06.09.2006 zgłoś

Biedactwo!! jak rozstalam sie z moja pierwsza miloscia( anie zanosilo sie na koniec)to tesz bolalo . mialam bilety na taka mala impreze i mielismy isc razem a tu zonk. i kiedy zadzwonilam do niego po kilku dniach zeby zapytac czy idzie ze mna czy mam szukac kogos innego to okazalo sie ze jego nowa dziewczyna tak nie bardzo nato... bolalo ale poszlam z kolega i kolezanka i nie proznowalam sama >>> po prostu dobrze sie bawilam oni sie rozstali i moj byly dlugo byl sam po miesiacu spotkam mojego terazniejszego( poki co jeszcze) chlopaka i akurat spotkalismy mojego bylego na ulicy ... chcial zagadac ale zobaczyl mojego nowego, w owym czasi, i chyba jego to tesz zabolalo teraz ma dziewczyne zreszta bardzo sympatyczna , jak sie spotkamy to czasem nie wiadomo kiedy a mija pol, albo i godzina jak rozmawiamy mysle ze nadal sie kochamy tylko jakos tak po przyjacielsku bardziej, po prostu inaczej ale zawsze serduszko zabije szybciej:) nie przejmuj sie Motylku bedzie bolec az trafisz na cos/ kogos nowego ze przestaniesz myslec o starym zy to milosc czy inna sprawa zawsze tak jest musisz sie czyms zajac POzdrawiam

Autor: Sylwia  06.09.2006 zgłoś

do Motylek Cześć :)) Miło Cie spotkać na tym Forum

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

mhh, a co wy na to? wiekszosc swojego doroslego zycia przezylem w zwiazkach, z mojej strony zawsze byly one konsekwencja uczucia, ktore nazywamy "miloscia"(czasami mniej dojrzala z czasem bardziej:), nigdy nie "zdradzilem" choc sam zdradzany bywalem... i mysle ze teraz o wiele trudniej radzilbym sobie ze swoimi "uczuciami" gdybym to ja zdradzil, niz gdybym zostal zdradzony... trocho to moze chore, kiedys sama mysl o tym ze kobieta moze mnie zdradzic wywolywala po prostu "palpitacje i wymioty" i tak tez do tego podchodzilem, "b.emocjonalnie", dzis mysle ok chwila slabosci, potrzeba nowych doznan, sa gorsze rzeczy ktore ludzie sobie "wybaczaja" jak najbardziej chyba jaskrawa przomoc(psych czy fizyczna) co z kolei dla mnie jest absurdem-tutaj to |0| tolerancji. wydaje mi sie ze nie jsestem ani masochista ani zgoszknialcem... ale, coz zauroczenia sie zdarzaja a zycie krotkim jest dla mnie samego zdrada chyba oznaczala by koniec uczucia-znak ze cos jest nie tak... ps dla wyjasnienia: zwiazek moj ktury kiedys tam skonczyl sie przez zdrade fatalny dla mnie byl i ciesze sie ze wtedy sie skonczyl

Autor: sara  06.09.2006 zgłoś

do destine: hmm...chyba nigdy nie bylas zakochana skoro tak twierdzisz...wiesz dobrze ze na poczatku ludzie sa dla siebie inni...sa zauroczeni i bardzo sie staraja..a potem..potem zaczyna sie dostzregac wiecej...i albo to zaakceptujesz, albo nie:(ja staralam sie zaakceptowac, bo bardzo go kochalam(kocham)ale gdy mija zauroczenie coraz bardziej dopuszczasz do glosu rozum, ktory analizuje..stad te watpliwosci do Zakochana: bardzo chetnie z Toba porozmawiam prywatnie, ale niestety jest problem...w najblizszym czasie, moze nawet jutro wyjezdzam na jakis czas i nie bede miala stalego dostepu do internetu..ale jak wroce to sie odezwe..podaj mi swoj nr gg jesli chcesz.Dzieki za chec pomocy:)

Autor: Zakochana  06.09.2006 zgłoś

do Sara 1213073 to moj numer gg odezwij sie jak tylko bedziesz chciala. W tym co napisalas do destine jest 100% prawdy, poczatki zawsze sa inne. Potem wychodzi na jaw czesto brutalna rzeczywistosc. Pozdrawiam i oczekuje na rozmowe na gg

Autor: Sylwia  06.09.2006 zgłoś

do zakochana Mnie też mój facet wyzywał, kiedy zadzwoniłam w najmniej oczekiwanym momencie, np. kiedy zasypiał, Boże jak mnie bolało, przepłakałam cały wieczór, a potem jakby nigdy nic, dzwonił i ze mna rozmawiał

Autor: Zakochana  06.09.2006 zgłoś

do Sara Jak cos to jestem teraz na gg. Ja tez sie nasluchalam od niego wielu przykrych slow. Podam ci przykladowa sytuacje: mial sesje musial sie duzo uczyc i powiedzial ze nie bedzie mial teraz czasu na spotkania ze mna, wyslalam mu sms`a ze jakby mial ochote na chwile przerwy zeby odpoczac od nauki to w kazdej chwili moze przyjechac. A on mnie za to zjebal (przepraszam za slownictwo) napisal mi zebym mu teraz dupy nie zawracala, bo nie ma teraz czasu na bzdury i ma wazniejsze rzeczy dso roboty niz spotkanka ze mna, bo mi sie pewnie nudzi. Takie slowa bola i to strasznie :(

Autor: Ania  06.09.2006 zgłoś

do Miłość: Ale żeby dojśc do takich wniosków trzeba nieżle dostać po d.......

Autor: zalamana  06.09.2006 zgłoś

chcialma wam sie zapytac jak rowniez doradzic czy uwazacie ze istneije PRZYJAZN miedzy kobieta a mezczyzna? mam chlopaka z ktorym jestem 2 lata. na poczatku znajomosci poznalam jego przyjaciolke ktora sobie ja nazwal "siostrzyczke". Widzialm ja tylko raz i nie powiem bo na poczatku bylam zazdrosna o nia jednak po jakims czasie olalam to. dzis jednak powrocila ta zazdrosc i nawet mysle ze ona jest jego kochasnka bo nie wierze w takie znjomosci. Pisza do sibie bardzo mile sms, jakis buziaki, mowia siebie od serca jak wyglada u niego zwiazek ajak u niej. zauwazylam ze zabardzo ta kobieta troszczy sie o mojego misia on jednak zaprzecza i mowi ze u niej u normlane wkoncu sa przyjaciolmi. martwi mnie to i mysle ze miedzy nimi jest cos wiecej niz tylko przyjazn. bede dzwieczna za wszystkie opinie w tej sprawie. Pozdrawiam

Autor: Weronika  06.09.2006 zgłoś

Właśnie , właśnie, życie jest za krótkie. Po co marnowac czas na naprawe czego kolwiek, wybaczanie mu zdrady itd. Przecież oczywiste jest że jak zdradzi, to zdradzi i następny i następny raz. A wy głupie wybaczacie, śmiechu warte. Jak mozna żyć z nim nadal, i mieć podświadomość ze zdradził. Że jest lepiej piękniej...wiadomo, wyszalał się użył sobie spędził piękny romans i wrócił bo wie że żonusia czeka tak samo jak mamusia. Pozatym jezeli zwązek się kończy, meżczyzna ma inną, to co będziesz robiła, odzyskiwała go na siłe??? Goniła za nim, dzwoniła i prosiła wróć, wróć do mnie.SZanujcie się kobiety! Pomyślcie o sobie! A nie cały czas o nich. Co ugotować żeby zrobić mu przyjemność? co mu kupić? jak spedzić czas zeby był szczęśliwy? Codziennie pewnie się nad tym zastanawiacie, ale czy On też? Ja uważam ze jak kobieta myśli w o sobie od najbłodszych lat, to stara się wykształcić być niezależna i wtedy każdego moze kopnąć w d..e. A nie bać się że mieszkanie straci, pieniadze , itd.

Autor: Anka  06.09.2006 zgłoś

Do czarnej 66 Moj tata tez strasznie pil...wiele lat...moja mama bardzo sie starala zeby go z tego wyciagnac, ale tez zadne prosby, grozby nie pomagaly...bylo coraz gorzej...W pewnym momencie mama powiedziala dosc i ze dluzej juz tego nie wytrzyma...Brak pieniazkow(bo tata mial tylko na alkohol), wieczny smrod w domu...i zapijaczony, wiecznie czepiajacy sie tatus!Koszmar.Pewnego dnia mama przyszla do mojego pokoju i powiedziala "Pakuj sie"!Tata wtedy spal...zwielam najpotrzebniejsze rzeczy( mama tez) i poszlysmy do babci...Mama wiedziala ze nie moze tak byc...ze my bedziemy mieszkaly u babci cale zycie...ale nie miala zadnego planu awaryjnego.Tata wiedzial gdzie jestesmy i ciagle dzwonil do babci albo do mamy do pracy...oczywiscie pijany...i nawet grozil mamie.Ale pewnego dnia...zadzwonil trzezwy...plakal...mowil ze caly sie trzesie i wymiotuje krwia.Mama poszla szybko do domu..zadzwonila po pogotowie...a zanim przyjechalo...on w takim stanie powiedzial do mamy ze zrobi wszystko zebysmy tylko wrocily.Mama powiedziala mu ze po 1sze musi isc na detoks,a potem na leczenie...I byl...nie pije juz 6 lat.Nie wiem czy taki kopniak i tutaj pomoze...ale moze warto sprobowac..

Autor: KAZIA  06.09.2006 zgłoś

A wiecie jak boli kiedy dzwoni ,jest milutki umawia sie z toba a jak przychodzisz to nie otwiera drzwi. Czasami wpuszczal zrobił co swoje i wyrzucał jak zurzyta szmate. To dopiero boli. za Kilka dni jak mu sie znowu chce to dzwoni i glupio pyta czemu sie nie odzywasz i co u ciebie slychac. Albo jak z uśmiechem na buzce opowiada jak mu bylo z inna panienka. I grozi że jak dowie sie że jest jakiś inny to cie zabije. te slowa zawsze bede pamietała. na szczescie juz nie mam z nim kontaktu od ponat roku i mam nadzieje ze tak zostanie. teraz jestem w szczesliwym zwiazku i dziekuje przyjaciolce ktora w tych trodnych chwilach byla zawsze przy mnie i bardzo mi pomogla.

Autor: czarna 66  06.09.2006 zgłoś

Jestem mężatką od 17 lat mąż byłby cudownym człowiekiem gdyby nie alkohol.W ubiegłym roku mało nie doszło do rozwodu.Zaszył się .Przez10miesięcy był spokój.nie brakowa lo nam czułości,ciągle zapewniałam go jaka jestem z nim szczęśliwa,wydawało mi się że on też.Niestety od tygodnia nie trzeżwieje moje prośby i grożby na nic się zdają.Nie chcę znów przechodzic piekła.nie wiem co mam robic.Kocham go ,mamy trzy córki ale nie mogę mu pomóc skoro on sam nie chce mojej pomocy.Proszę poradżcie co mam robic

Autor: zuzia  06.09.2006 zgłoś

anielica zmienił się o 360 stopni? narysujesz, będziesz mogła "zobaczyć' czy to oznacza zmianę, jeszcze wrócisz brzez tę geometrię

Autor: Magda  06.09.2006 zgłoś

Do Olgi To było piękne co napisałaś. Bardzo prawdziwe. Niestety większosć z nas to przeżyło. Ja też. Moje małżeństwo trwa już 11 lat. W sobotę właśnie obchodzimy rocznicę. No cóż na początku było cudownie, po kilku latach urodziło sie dziecko i przestało być pięknie. Były dni lepsze, gorsze i najgorsze. Opis Olgi dokładnie odzwierciedla to co działo się w moim życiu. To okropne ale niestety takie prawdziwe. Tylko, że nam się chciało, jak ktoś wcześniej napisał. I udało się. Może nie jest tak jak ja to sobie wyobrażałam dawno temu. Lecz nigdy nie będzie idealnie i ja to wiem. I już jestem spokojna o nasz związek i jego przetrwanie. A może to ja po prostu dorosłam ? Tekst Olgi jest tak piękny, ze pozwoliłam sobie go wydrukować, dlaczego ? dla niego, no przecież czasem trzeba poczytać prawdę i zobaczyć, że ma się na swoim koncie zwycięztwo :-)

Autor: Magda  06.09.2006 zgłoś

Do Olgi To było piękne co napisałaś. Bardzo prawdziwe. Niestety większosć z nas to przeżyło. Ja też. Moje małżeństwo trwa już 11 lat. W sobotę właśnie obchodzimy rocznicę. No cóż na początku było cudownie, po kilku latach urodziło sie dziecko i przestało być pięknie. Były dni lepsze, gorsze i najgorsze. Opis Olgi dokładnie odzwierciedla to co działo się w moim życiu. To okropne ale niestety takie prawdziwe. Tylko, że nam się chciało, jak ktoś wcześniej napisał. I udało się. Może nie jest tak jak ja to sobie wyobrażałam dawno temu. Lecz nigdy nie będzie idealnie i ja to wiem. I już jestem spokojna o nasz związek i jego przetrwanie. A może to ja po prostu dorosłam ? Tekst Olgi jest tak piękny, ze pozwoliłam sobie go wydrukować, dlaczego ? dla niego, no przecież czasem trzeba poczytać prawdę i zobaczyć, że ma się na swoim koncie zwycięztwo :-)

Autor: MILOSC  06.09.2006 zgłoś

Dziekuje za rady, wlasnie potrzeba mi zeby ktos mi powiedzial o tym beztronnie co mam zrobic, bo ja sie waham i nie umiem powiedziec stop, zacznij myslec o sobie i cieszyc sie swoim zyciem Dziekuje Ania, Sylwia

Autor: Anielica  06.09.2006 zgłoś

Do Trunk, dokładnie, masz rację. Życie jest zbyt krótkie, aby go marnowac na jakiś związek który jest tylko złudzeniem. Lepiej poczekać na tą właściwą połówkę jabłka. Do Beaty! Nie daj się zwieść czułym słówkom męża! Mój eks, tak samo jak się dowiedział, że złożyłam pozew to znów się zrobił słodki... Ale i tak wiedziałam, że to tylko na krótko, potem byłoby gorzej. Do dziś, pomimo że minął rok od rozwodu, wydzwania i chce wrócić. Twierdzi że się zmienił. Kłamie, bo wiem od znajomych, że nadal nie pracuje i tatuś go utrzymuje... Powodzenia Warto wydać te parę złotych na sprawę rozwodową i na adwokata, po to aby odzyskać wolność.

Autor: Anka  07.09.2006 zgłoś

Do Faceta Wiesz co Facet!!??Czytam tak te twoje ostatnie wypowiedzi...i troche zmianiam zdanie (o tobie!).Fakt !masz bardzo logiczne i sensowne argumenty i w wiekszosci z nimi sie zgadzam!Ale ja myslalam ze wchodzisz na te forum po to zeby czego sie dowiedziec na temat kobiet...zeby lepiej je zrozumiec!Widzisz niby jestes rozsadny, ale sie nie starasz!Wchodzisz tylko tutaj zeby zrobic kolejne zarzuty i ataki (chyba ze odpowiadzasz komus!).Zastanow sie przeciez tak do konca to kobiecie i mezczyznie nigdy sie nie uda tak do konca dojsc do porozumienia!Bo tak jak juz wiele osob stwierdzilo "jestesmy z dwoch roznych planet"...jedyne co mozemy zrobic to nauczyc sie ze soba zyc! Ja wiem ze nie we wszystkim bede rozumiala mojego(przyszlego faceta),ale jak nie zrozumiem to bede sie starala przynajmniej zaakceptowac!Napisalam ci to bo w ostatnim twoim poscie do "doswiadczonego, napisales ze kobiety(wiekszosc oczywiscie) lgna do takich facetow!To teraz zastanow sie!! JAKIE KOBIETY LGNA DO TAKICH FACETOW!!Bo z mety ci powiem ze nie te ktore sa przede wszystkim dojrzale emocjonalnie...i na pewno nie takie ktore chca szzcerego prawdziwego zwiazku i ktore mysla o zalozeniu rodziny - a takich jest wiekszosc!Moim zdaniem mowil o nadzianych panienkach ktore nie wiedza co maja ze soba zrobic...zapytaj isie tutaj kazdej po kolei na forum ktora chcialaby takiego miec...szybko znajdziesz odpowiedz...moja juz masz! Pzdr

Autor: kfiat  06.09.2006 zgłoś

Do trunk: Wydaje mi się, ze kiedy się jest z dziewczyną od 2 lat (tak jak w przypadku załamanej) to to już nie jest trochę poważniejszy związek, a nie przelotna miłostka. Przyjaciołom nie przedstawia się "pogotowia seksualnego kilkakrotnego użytku", bo za miesiąc kto inny będzie już niósł pomoc... Uważam, ze uczciwym wobec partnera jest jasne i stanowcze stawianie sytuacji: "to jest osoba, z którą jestem związany i na której mi zależy i chcę, żebyście to uszanowali. Ci, którzy nie potrafią tego zaakceptować, trudno, nie są już moimi znajomymi.Nie musicie go uwielbiać, ale macie mojego partnera zaakceptować" Jesli partner nie potrafi tego tak załatwić i przyznaje swoim znajomym prawo do robienia afrontów partnerowi (a często od partnera żąda, zeby się z tym pogodził), to moze oznaczać, ze: @ nie zalezy mu @ nie ma charkteru Oczywiście, że partnerzy powinni sobie zostawić margines wolności, ale powinni też szanowć uczucia drugiej strony. Np. moje słonko ma zainteresowanie, którego z nim nie dzielę. Słucha muzyki hc, za którą ja nie przepadam. Grał nawet kiedyś w zespole punkrockowym, zanim się poznaliśmy. Ma z tego okresu zycia znajomych, których ja poznałam i bardzo lubię. Zawsze ich zapraszamy na imprezy. Ale kiedy jedzie z nimi na spotkanie, to ja często decyduję się nie jechać z nim,mimo zaproszenia, bo wiem, że on by sobie chciał z nimi toczyć rozmowy "branżowe" i "o starych Polakach", a ja tylko bym mu w tym przeszkadzała. Chodzi z tymi znajomymi na koncerty, które dla mnie nie byłyby żadną atrakcją. Uważam, ze skoro ja nie jestem w stanie dzielić tego jego zainteresowania, to niech inni to robią. Z tych samych powodów on mnie namawia na chodzenie na balety z koleżankami (nie znosi tańczyć, a ja uwielbiam). Czy uważasz, że jest to jakieś przegięcie z kontrolowaniem się na wzajem? Czy to, ze znam większość jego punkowych znajomych jak nie osobiście to z opowieści, a on wie, z jakimi koleżankami chodzę na balety, to juz "permanentna inwigilacja"? Ja znam anegdoty na temat jego znajomych, on wie skąd znam swoje koleżanki, dopuszczamy siebie nawzajem do tych sfer naszego życia. Załamana nie domaga się, żeby on skończył tę przyjań, ale słusznie niepokoi się, że ta znajomośc zaczyna się rozwiać kosztem jej związku.

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do magda: a wiesz co ja tam chce zeby bylo idealnie, nic mniej mi nie wystarcza... dla mnie to co nazywamy miloscia to najwazniejsza sfera w zyciu i na kompromisy chyba (psychicznie) mnie nie stac przynajmniej teraz kiedy starszy ze mnie koles i zdaje sobie sprawe ze zycie plynie ... chce doswiadczyc tyle pieknych chwil ile tylko sie da (czuc milosc w sobie, nieustajace pragnienie, lzy w oczach kiedy okims mysle i to wszystko czego zazwyczaj przedsmak otrzymujemy[od zycia] kiedy z nas nastki)->a pozniej kompromis za kompromisem(jasne ze trzeba sie zmieniac by byc z chwili na chwile lepszym, ale nie dla kogos, tylko czlowiekiem) i czlowiek zatraca sie w lenistwie, potrzebie bezpieczenstwa, mozliwosci zaspokjene porzadania itp

Autor: ciety roman  06.09.2006 zgłoś

a ja tam sie rozstalem na szczescie ze swoja kobieta na 36 godzin przed slubem po ladnych kilku latach znajomosci pierwsze 3-4 lata byly super ale kolejne 3 to juz ciagle brniecie i ciagle naprawianie ,ze moze bedzie lepiej az prawie uwierzylem (stad decyzja o slubie).i najwazniejsza sprawa -"wspaniali przyszli tesciowie",majacy calkowita wladze nad corka.nigdy nie dopuszczajcie osob trzecich za blisko.

Autor: anielica1  06.09.2006 zgłoś

Zgadzam się z opinią Trunk. Powinno być idealnie, jeśli nie jest to oboje nad tym powinni pracować, pod warunkiem że im się chce. Jeśli jest jakieś ale..., to znaczy że to jeszcze nie to.

Autor: .jaga.  06.09.2006 zgłoś

3 miesiace temu chyba tez wdepnełam w niezła chryje... tak jak okresla sie, ze sa 3 fazy zwiazku tak u nas była jedna...i to od poczatku - agonia. Po 3 miesiacach czułam sie jak po 3 latach... zero czulych slowek z jego strony [nigdy!!], kwiatow nie uznawał wiec tez nie dostawałam, prawie zadnych emocji, wszystkiego musiałam sie domyslac...i to jego rzekome: "zalezy mi". Jednego czego nie moge mu zarzucic to tego ze jak juz sie spotkalismy to nie skapił nawet publicznie czułosci... ale co mi po tym? Przeciez nie bede go wychowaywac... dorosłego faceta jak nalezy opiekowac sie kobieta.

Autor: lee  06.09.2006 zgłoś

do trunka: miłość przechodzi różne fazy;) i takie słodkie lenistwo po iluś tam latach to też jest prawdziwa miłość:) tyle, że dojrzalsza...;) nie można być całe życie na najwyższych obrotach - to tak jak z autem - jeździłbyś non stop na czwartym biegu...?;) pozdrawiam:) (aha, bardzo fajny jestes:) do załamanej i kfiata:taka przyjazn jest mozliwa, i bardzo zgadzam sie z trunkiem, ze czasami przyjaciele to "rodzina zastepcza":) dziewczyny, mozna sie z kims przyjaznic cale zycie i nie czuc wcale pociagu seksualnego. Sama tak mam, bo tez mam taka "siostre plci męskiej" i za każdym razem, jak mi ktos z otoczenia imputuje, że " przeciez moglibysmy", to mi rece opadaja i wymiotowac sie chce, no bo jak? on jest dla mnie jak brat (ktorego nie mam, a zawsze chcialam miec) i łatwiej by mi było (przepraszam z gory za dosadnosc) tylek mu podcierac, jakby był chory, niz sie z nim całowac... znamy sie "od zawsze". przy czym: faktycznie niepokojace jest i zle swiadczy o calej sytuacji to ze, chlopak zalamanej jej nie zintegrowal z "siostrzyczka"... bo, jesli to jest faktycznie taka przyjazn, o jakiej mysle, to powinien przedstawic ja jej tak samo, jakby przedstawial rodzicom... Moj ukochany i moj przyjaciel - znaja sie dobrze, lubia i szanuja:) i obaj bardzo dobrze znaja swoje miejsce w moim sercu:) (wiem, ze to brzmi troche patetycznie, ale ja nie wiem, jak to inaczej ujac:)

Autor: Gaja  06.09.2006 zgłoś

Może dlatego, że nie mają ochoty już się starać o cokolwiek, obojętność to zabija. Patrzę na różne związki i zastanawiam się czasami jak tak można funkcjonować.Dusić się w imię czego???Bo nie mam wykształcenia, bo nie mam pracy, bo dzieci, bo nie mam gdzie zamieszkac itd.itp to są powody dla których warto zatracać siebie i własne potrzeby? Najważniejsza jest n i e z a l e ż n o ś ć pod każdym względem potem nie ma się takich głupich dylematów.Jednak ludzie są różni kurczowe trzymanie się byle czego już stwarza problem na samym początku.Po co być z kimś kto w ogóle na nas nie zasługuje, nie szanuje, obraża, a co gorsza wykorzystuje?Nie bądźmy krótkowzrocznymi marzycielami życie nie jest łatwe.Żal mi wszystkich zazdrośników i tych, którzy nie inwestują w siebie. do smutnej!!! napisałaś,że chcesz żeby ktoś ciebie pokochał?Na samym początku zacznij od siebie i sama zastanów się czy chciałabyś żeby faceci traktowali cię w taki sposób w jaki ty traktujesz swojego chłopaka to nic nie daje przez to cierpisz.

Autor: :(  06.09.2006 zgłoś

CZytam, czytam i jest mi bardzo źle. Jestesmy małżeństwem od 2 lat, ale ze soba od 10-nigdy nie mielismy innych partnerów. Zaczelismy nasze bycie razem od poczatków liceum. Cały czas jest cudnie, ale...niedawno poznałam faceta o 10 lat starszego ode mnie. Bronie sie nogami i rekoma przed "innością" i pewnie sie obronie, choc myslami jestem daleko....

Autor: beti 26  06.09.2006 zgłoś

Nie myslalam ze jest tyle osob ktore maja tez takie problemy.Ja z facetem bylam ponad 5 lat a ostatnie 2 to samo zlo,schodzilismy sie i rozstawalismy.Nie moglam jego tel dotknac nic powiedziec bo odrazu sie czepialam a teraz to samo ja mysle ze jest dobrze a tu nagle po nocy u mnie nie odpisuje na smsy nie odbiera tel. Ja zawsze wysluchalam go jak mial problem a on mnie nigy a jak probowalam cos mowic to albo nie sluchal albo mowil ze go to nie iteresuje,po co tez mi trul o wspolnej przyszlosci,nie potrafie tego zrozumiec nie potrafie jego zrozumiec Zachowuje sie jak 16latek ktory sie nie wyszalal,kiedys,na poczatku byl powazniejszy Jak po tyg raczyl wkoncu napisac to to ze ma dosc czepiania sie woli byc sam itp....po raz enty to samo nie potrafil powiedziec prosto w oczy, to sie zastanawiam za kogo on mnie ma za jakas panienke bez uczuc i jeszcze obwinia mnie o to i wydziera sie w nieboglosy na mnie On mnie po raz kolejny zostawil ale teraz juz wiem ze po raz ostatni nigdy wiecej nie dam sie skrzywdzic on zadnego faceta DZIEWCZYNY DAMY RADE JESTESMY WIELKIE!!!:):):)

Autor: lola.  06.09.2006 zgłoś

przejdzie TOBIE. mi też odeszlo jak dowiedziałam sie że ,jest kobieciażem.i zacznij patrzec oczami nie tylko instynktem. pozdro.

Autor: Kasia  06.09.2006 zgłoś

Do beti26 masz rację, jesteśmy WIELKIE

Autor: Natka  06.09.2006 zgłoś

Cześc, Ja właśnie jestem "tuż po" lub "tuz przed" końcem. Dziwne to , ale żadne z nas nie potrafi powiedziec "nie dzwoń więcej". Ciągle tylko ten lęk, że zerwanie może byc błędem. Są takie dni, kiedy jestem "zdecydowana" i pragnę powiedziec mu, że to napewno koniec.Ale gdy przychodzi moment rozmowy to slowa nie mogą przejśc przez moje usta. Męczę się tak 1,5 roku (a jesteśmy ze sobą niecałe 5 lat) chociaż wiem, że we mnie nie ma już miłości dla Niego, nie czuję nic, nie chcę żeby mnie dotykał, seks nie sprawia mi przyjemności, nie mamy sobie nic ciekawego do powiedzenia. Dlaczego tak długo trwa ta agonia? Nie chcę zrzucac winy na Niego bo jej należy zawsze szukac po dwóch stronach, dla mnie najgorsze w powiedzeniu mu o koncu jest to, że On kocha mnie ogromną miłością. Nie potrafię wyobrazic sobie jak ułoży się jego życie, nie wiem czy będzie potrafił związac się z kimś innym(i nie chodzi tu o jekieś zuchwalstwo z mojej strony). Wiem, że zrani Go to niemiłosiernie i to napawa mnie takim smutkiem, że wmawiam sobie, że jakoś może się między nami ułoży z czasem. A czas upływa i nie jest lepiej. Jesteśmy teraz w momencie, że mikt nie dzwoni ale jak ktos zadzwoni to znów nie powiemy sobie, że to koniec. Przez to wszystko zaczynam trwac w przekonaniu, że miłośc nie trwa wiecznie, każde uczucie przemija i nawet jeśli jest sie szczęśliwym na początku związku to kiedyś to mija i tak naprawdę nie ma szans na bycie z kimś do końca życia. Rutyna i przywiązanie to jest to co łączy ludzi do grobowej deski ale miłości już później tam nie ma. Tak czuje i to jest smutne a ja jestem pełna beznadzieji w sobie....

Autor: mam pytanie  06.09.2006 zgłoś

Co to znaczy, że coś się wypaliło? Jak to się dzieje, że się wypala? Czy rzecz jest w tym, żeby się starać, żeby nie zgasło? A może nic się nie paliło, tylko się tak bardzo chciało w to wierzyć?

Autor: Facet  06.09.2006 zgłoś

Wiecie co kobietki, jednego bardzo nie rozumiem... Dlaczego Wy mimo, ze juz nie kochacie faceta to wciaz z nim jestescie. W tym momencie jest to bardzo egoistyczne z Waszej strony. Krzywdzicie nie tylko siebie ale przede wszystkim jego! Tak sie boicie samotnosci i zmian, ze mimo braku uczucia wciaz w tym trwacie. Czy to nie jest egoizm i wygoda z Waszej strony? Falszywie sie usmiechacie, robicie dobra mine do zlej gry, mowicie ze wszystko w porzadku, tylko po to aby on sie nie zorientowal, ze nic do niego nie czujecie i nie zakonczyl zwiazku. Ja jako facet musze powiedziec, ze jezeli bym kobiety nie kochal to po prostu zakonczylbym ten zwiazek i jej nie oklamywal jej i obiecywal niewiadomo czego. W tym temacie na pewno jestesmu uczciwsi niz Wy...

Autor: janka  06.09.2006 zgłoś

no nie wiem, czy jesteście szczerzy tak do końca. Ktoś mi powiedział, że facet który zrywa przez telefon czy gg robi to, bo jest mu łatwiej....no dobrze ale co z kobietą. Czy ona zasługuje na takie zachowanie?? Czy nie nalezy jej się wyjaśnienie?? I co mysli sobie ten osobnik mówiąc jej niebezpośrednio, że chce być sam...czy to jest wyjaśnienie?! I to jest zachowanie faceta około trzydziestki, czy nie czas dorosnąć??!!! pozdrawiam

Autor: janka  06.09.2006 zgłoś

aha i jeszcze jedno, tłumaczenie typu: 'przecież ja tobie niczego nie obiecywałem?!' dobrze, może nie mówił, nie składał przysięg ale......zachowywał się w sposób jednoznaczny...przecież nie ważne są słowa a gesty< są ważniejsze> faceci dorośnijcie.....proszę.

Autor: Anka  06.09.2006 zgłoś

Do Faceta I tu ci przyznam racje!Nie wiem dlaczego tak jest!Rzeczywiscie jezeli facet wie ze nie kocha to nie siedzi i sie zastanawia co z tym zrobic tylko konczy zwiazek...chociaz w przypadku malzenstwa tak nie jest, ale w tym momencie to tez moze mysl- "Bo przeciez mamy dzieci", a tak jest trudniej odejsc( chociaz to nie jest wytlumaczenie).Nie wiem, moim zdaniem kobieta moze do konca ma nadzieje ze cos jeszcze ztego wyjdzie..."Bo przeciez tyle lat spedzilismy ze soba", "Bo jest dla mnie dobry"...nie wiem!Ale tez mialam podobny przypadek...Po prostu zakochalam sie( to znaczy patrzac na dzien dzisiejszy mowie ze tylko mi sie tak wydawalo)...Nie bede cie wtajemniczla w cala historie(bo za dlugo pisac), ale gdy po pewnym czasie stwierdzialm ze "to nie to" czego chcialam oczywiscie zerwalam z nim od razu...tzn dlugo sie nad tym nie zastanawialam.Ale wiesz co?Dzien w ktorym to skonczylam to byla jedna wielka klotnia...wiem ze z mojej winy, bo nawet on wyczol ze szukam dziury w calym...I dopiero wieczorem, jak bylam juz w domu ( bez zgody na lepsze jutro) napisalam mu po prostu sms-a..."Przykro mi ale...", nie byl nawet zdziwiony- wiedzial (jak potem mi napisal) ze chce to zrobic.Ale nie w tym rzecz...ja zwyczajnie nie mialam odwagi powiedziec mu tego w oczy...BALAM SIE!...Sama nie wiem czego!Wiem ze to jest glupie i skarcisz mnie za to, ale ja sie balam...nie umialam...Pzdr

Autor: LENA  06.09.2006 zgłoś

Mnie przydarzyla sie hiostoria jak z filmu... Kilka tygodni temu, moja dobra kolezanka z innego miasta, kiedy byla przejazdem zaprosila mnie do knajpy, na piwo i damskie pogaduszki, powiedziala ze bedzie z nia jeszcze jedna jej kolezanka i jakos przypadlysmy sobie do gustu, nasza wspolna kolezanka pojechala, a my zaciesnialysmy powoli znajomosc. Po jakims czasie bylysmy na tyle zzyte ze zaczelysmy, zwierzac sie sobie z naszego zycia, ja niedawno zareczylam sie z chlopakiem, ona miala swojego, ja narzekalam ze on strasznie duzo i dlugo pracuje (mieszkamy razem), a ona ze tez nie ma dla niej czasu i w zasadzie spotykaja sie tylko wieczorami albo czasem gdzies na krotko wyjezdzaja i ze on jej nie ufa i nie chce do tej pory, choc spotykaja sie juz kilka miesiecy, zaprosic do siebie i poznac ze swoimi znajomymi, pocieszalam ja wtedy ze pewnie faceci sa tacy sami, bo moj tez niechetnie poznal mnie z kilkoma swoimi.Jakos nie mialysmy nigdy okazji spodkac sie we czworke, bo albo ten jej albo ten moj nigdy nie mieli czasu w tym samym momencie. Kilka dni temu pokazalam jej w koncu jego zdjecie(nie nosze nigdy zdjec w portfelu) i wtedy sie wydalo...Byl to dokladnie ten sam facet... Obie przezylysmy szok, jakiego nie da sie opisac...Teraz jestem okrutnie rozdarta, to jest naprawde cudowny facet, jakiego nigdy nie spotkalam... nie wiem co robic, powiedziec mu i wybaczyc, szykowac okrutna zemste? zerwac bez podawania powodow? I co z nia? to jest bardzo wrazliwa, zakochana mloda dziewczyna... Jestem niemal pewna ze on chcial z nia zerwac jeszcze przed naszym slubem... ale czy cos takiego mozna wybaczyc? Jak sie zachowac? Duzo by pisac bo to okrutnie skomplikowane emocjonalnie.... a czasu coraz mniej, bo ta tajemnica przed nim zaczyna mnie przytlaczac i czuje ze juz nie wytrzymam

Autor: W.  06.09.2006 zgłoś

Do faceta: Zgadzam się z tobą. Faceci mają więcej odwagi, żeby sobie szczerze powiedzieć, że to koniec. To, że nie zawsze poinformują o tym partnerkę, to już inna sprawa. Rzadziej niż kobiety siebie okłamują. Często po zachowaniu kolesia można poznać, ze mu już nie zależy i zaczął się wycofywać ze związku. Wszyscy to widzą prócz samej zainteresowanej, która za nic nie chce tego przyjąć do wiadomości i wyczynia rózne łamańce myślowe, żeby sobie wytłumaczyć jego postępowanie. Natomiast kobiety często inwestują na maksa do końca, mimo, ze widzą, zę nia ma to sensu, ale nie mają odwagi odejść.

Autor: **Viki**  06.09.2006 zgłoś

Do Faceta! Masz racje nie kazda kobieta potrafi zakonczyc zwiazek w ktorym nie ma juz nic. Lecz to nie o uczciwosc tu chodzi. Wiekszosc z nas boi sie nie tyle samotnosci co o to czy poradzi sobie sama z wychowaniem dzieci.Przez lata opieka byla rozlozona no oboje i kiedy przychodzi moment na podjecie decyzji ODEJSC CZY TRWAC DALEJ W MARTWYM ZWIAZKU , wiekszosc decyguje sie na pozostanie. zamykamy sie w tedy w sobie.Jednak sa i takie , ktore pozostawiaja caly dorobek zycia i podejmuja walke same.Wam mezszczyznom jest latwiej bo nie martwicie sie juz o to czy i jak one sobie poradza. Dla Was sprawa jest zakonczona z chwila orzeczenia rozwodu. Jako wolni i nie majacy zadnych obowiazkow ukladacie sobie nowe zycie z inna kobieta. Dla nas kobiet czesto jest to poswiecenie sie dla dzieci. Nie kazda jest egoistka.....chos zostala zdradzona , ponizona! Wiekszosc z nas ma w sobie sporo sily by stawic czola przeciwnosciom losu...

Autor: lidka  06.09.2006 zgłoś

dziewczyny walczcie o swoje szczeście bo jest najwazniejsze! reszta się sama ułoży. pozdrawiam serdecznie!

Autor: kfiat  06.09.2006 zgłoś

Do lee: Ależ ja wierzę w przyjaźń między kobietą i mężczyzną! Sama mam kumpli, z którymi to byłoby kazirodztwo. Zgadzam się, że kiedy pojawia się w naszym życiu osoba, z którą chcemy się związać na dłuzej, to trzeba jakoś "zdrowo" i bez niedomówień poukładać stosunki z "braciszkiem" i Twoim misiem. Facet załamanej chyba o to nie zadbał...

Autor:  06.09.2006 zgłoś

Ja sytuacje mialam podobna spotkalam sie z moja dlugo niewidziana kolezanka tez na piwie i zaczelysmy sobie opowiadac o facetach.Nagle do mojej kolezanki zadzwonill chlopak i moja kolezanka zaczela o nim opowiadac ja sie zmiarkowalam ze go znam i powiedzialam do niej: zaczekaj nic nie mow sprawdzimy czy to ten sam podam ci jego numer i okazalo sie ze to ten sam facet ktorego znam spotykalam sie z nim ale juz wtedy nie bylismy razem wiec nie bylo problemu.Teraz ona ani ja nie jestesmy z nim bo okazal sie egoista i kobieciarzem wiec nie bylo problemu zadnego. Leno sprawdz czy on naprawde jest szczery i wart was dwoch bo moze on nie jest wart ciebie ani jej ani zadnej innej?????

Autor: ines  07.09.2006 zgłoś

dwa miesiące temu po 6 latach bycia razem zerwałam ze swoim chłopakiem. w sumie róznie między nami było. raz gorzej raz lepiej. powodem zerwania było jego ciągłe zmęczenie. kiedy go prosiłam o coś to mówił że mu sie nie chce, że jest zmeczony i wiecznie coś. ciężko było zerwać. bardzo. cały dzień przepłakałam. na drugi dzień zdałam sobie sprawę że nie potrafię życ bez niego. że nie wiem jak będzie wyglądało moje życie teraz. cały dzień po zerwaniu nie dzownił. byłam pewna że dobrze mu z tym. że wkońcu pozbył się obowiązku. na drugi dzień zadzownił. prosił o spotkanie. a ja coraz bardziej czułam jak uchodzi ze mnie życie. po czwartym telefonie zgodziłam sie spotkać. gdy go zobaczyłam to tak jakby zaświciło tysiąc słońc. porozmawialiśmy spokojnie. a potem... zareczyliśmy się. od tamtego czasu jest cudownie. teraz jestem pewna że to jest mój mężczyzna na całe życie. widocznie potrzebny był tamten krok żeby zrozumieć jak bardzo go kocham. pozdrawiam

Autor: Facet  06.09.2006 zgłoś

Do **Viki** : Nie chodzilo mi o sytuacje kiedy sa dzieci, a Wy malzenstwem, bo wtedy nalezy sie zastanowic 10 razy zanim taka decyzje sie podejmie i nie chodzi tu o partnerke a o dzieci. Chodzi mi o sytuacje kiedy tak naprawde jescie po prostu razem, nie macie dzieci, ani papierka zwanego aktem malzenstwa. Na pewno wtedy jest duzo latwiej a mimo to duza czesc z Was i tak oszukuje siebie i partnera... Pozdrawiam

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do magda: a wiesz co ja tam chce zeby bylo idealnie, nic mniej mi nie wystarcza... dla mnie to co nazywamy miloscia to najwazniejsza sfera w zyciu i na kompromisy chyba (psychicznie) mnie nie stac przynajmniej teraz kiedy starszy ze mnie koles i zdaje sobie sprawe ze zycie plynie ... chce doswiadczyc tyle pieknych chwil ile tylko sie da (czuc milosc w sobie, nieustajace pragnienie, lzy w oczach kiedy okims mysle i to wszystko czego zazwyczaj przedsmak otrzymujemy[od zycia] kiedy z nas nastki)->a pozniej kompromis za kompromisem(jasne ze trzeba sie zmieniac by byc z chwili na chwile lepszym, ale nie dla kogos, tylko czlowiekiem) i czlowiek zatraca sie w lenistwie, potrzebie bezpieczenstwa, mozliwosci zaspokjene porzadania itp

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do kfiat: chyba nieuwarznie czytalas wypowiedz zalamanej(a i moje chyba tez z nienalezyta uwaga...): patrz do czego czepia sie zalamana ona nie martwi sie tym ze chlopak za malo uwagi jej poswieca czy ja zaniedbuje: " Pisza do sibie bardzo mile sms, jakis buziaki, mowia siebie od serca jak wyglada u niego zwiazek ajak u niej. !!!!zauwazylam ze zabardzo ta kobieta troszczy sie o mojego misia!!! on jednak zaprzecza i mowi ze u niej u normlane wkoncu sa przyjaciolmi."(zalamana) wiec zanim zaczniesz radzic zapoznaj sie z problemem...ja na miejscu "misia" skonczybym ten zwiazek bo zalamana moim zdaniem to po prostu egoistka...ze sklonnoscia do dominacji

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do kfiat: chyba nieuwarznie czytalas wypowiedz zalamanej(a i moje chyba tez z nienalezyta uwaga...): patrz do czego czepia sie zalamana ona nie martwi sie tym ze chlopak za malo uwagi jej poswieca czy ja zaniedbuje: " Pisza do sibie bardzo mile sms, jakis buziaki, mowia siebie od serca jak wyglada u niego zwiazek ajak u niej. !!!!zauwazylam ze zabardzo ta kobieta troszczy sie o mojego misia!!! on jednak zaprzecza i mowi ze u niej u normlane wkoncu sa przyjaciolmi."(zalamana) wiec zanim zaczniesz radzic zapoznaj sie z problemem...ja na miejscu "misia" skonczybym ten zwiazek bo zalamana moim zdaniem to po prostu egoistka...ze sklonnoscia do dominacji

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

sorrrry za te powtorki!!!!!!!!wypadek przy pracy...

Autor: trunk  06.09.2006 zgłoś

do lee: ale przeciez to tylko kfiat sugeruje ze mis przyjaciulki nie integrowal ... przeczytaj moj post w odp na zalamana ten 1szy, ja uwazam ze zalamana nie chciala sie zintegrowac i spotykac z przyjaciolka...sadze tak poniewaz:przeszkadza jej ze: " Pisza do sibie bardzo mile sms, jakis buziaki, mowia siebie od serca jak wyglada u niego zwiazek ajak u niej. !!!!zauwazylam ze zabardzo ta kobieta troszczy sie o mojego misia!!! on jednak zaprzecza i mowi ze u niej u normlane wkoncu sa przyjaciolmi."(zalamana) gdyby stalo sie cos "gorszego" wierz mi, wspomniala by o tym... wiec moim zdaniem wina "siedzi" tu po stronie zlamanej... bo czym ona sie kurcze zalamuje?!!! 4-bieg mhhh... wybiram 3!!:) pozdrawiam:)

Autor: kfiat  06.09.2006 zgłoś

Do trunk: No jak to czym się załamuje? Uważasz, ze to normalne, że facet pisze sbie słodkie SMS-y z inną dziewczyną i nie daje swojej dziewczynie prawa do zdziwienia i niepokoju? Z resztą załamana nie wygląda na histeryczką, gdyby uważnie przeczytać jej posta, mój drogi. Piszę wyraźnie, ze przez większośc czasu nie była o nią zazdrosna, ale ostatnio zauważyła zmianę w jego stosunkach z przyjaciólką, więc mocno prawdopodobne, ze te zmiany nastąpiły. Być moze jej facet jeszcze tego nie widzi, bo bardzo nie chce tego widzieć, ale ona słusznie się niepokoi

Autor: monika  06.09.2006 zgłoś

nigdy nie wiedziałam kiedy odejśc.Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to bedzie kiedy zamkne dzwi.Dzisiaj wiem ,że dam radę, musze.odeszłam dwa miesiące temu, tęsknie ale wiem ,że to koniec.ponieważ zamiast rozstac sie jak normalni ludzie straciliśmy kontrolę.pretensje, kłotnie niepotrzebne, wyzwiska.kiedy jest koniec?najprostrza odpowiedź to wtedy kiedy nie jestes szczęśliwa z drugą osobą.Kiedy jak budzisz sie pierwszą rzeczą o jakiej myślisz to :co ja tu robię?pamietaj nie dasz komuś szczęścia jeśli sama nie jesteś szczęśliwa... i jeszcze jedno, odejść od kogoś z kim sie spędziło kilka lat jest bardzo trudno, ale może właśnie w ten sposób dasz szanę wam obojgu na ponowne szczęście.Życie jest krótkie dlatego uważm , że nie warto tracic czasu swego i kogoś kogo kiedyś sie bardzo kochało.Kogoś kto wciąż jest tak bliski...

Autor: ulotna  06.09.2006 zgłoś

Witajcie! Beato i Anielico oby tak dalej, trzymam za Was kcuiki. Sama nie jestem w taki związku, ale moja siostra męczy się z takim potworem. Ile myśmy rozmów przeprowadziły, ile godzin wysłuchiwałam jej żalów i płaczu... tego nawet nie zliczę. Wiem, że trudno jej od niego odejść, mają razem małe dziecko, ale podczas wspólnych rozmów to wyjście właśnie jej proponuję. Być może źle robię, że się wtrącam do jej małżeństwa, ale nie mogę patrzeć na jej cierpienie. Słów, jakie od niego usłyszała nie sposób zapomnieć (a mnie szczęśliwie zakochanej nie sposób zrozumieć motywów jego postępowania). Na początku byli kochającą się parą, ale tuż po ślubie on zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Zamknął ją w "złotej klatce", nie pozwolił kontaktować się ze starymi znajomymi, zabronił pracy, podejrzewał o zdrady. Ubliżanie, wyzywanie, szntaż emocjonalny i psychiczny to tyko niektóre z wymyślnych tortur "jego chorej miłości"... byc może to jest tak, że dopiero gdy dojdzie się do granicy swojej wytrzymałości człowiek decyduje się na rozstanie. Najmilsi nie dochódźcie do tych granic, jeśli coś jest nie tak, a związek chyli sie ku upadkowi zakończcie go z klasą !!(choć wiem, że to trudne). Pozdrawiam (i oby takich problemów było jak namniej)

Autor: kinga  06.09.2006 zgłoś

a ja myslalam ze to tylko mnie spotkalo ,ale jak widze wiele kobiet jest w takiej sytuacji . ja rozstalam sie ze swoim chopakiem 5 tygodni temu tzn. on zkonczyl nasz zwiazek ja nigdy bym sie na o nie odwarzyala , bylismy razem 8 lat ,to tak wiele .... najgorsze jest to ze on powiedzial ze nie przestal mnie kochac , a ja nic nie rozumiem ,,,,, co prawda nasze zycie wygladalo czasami jak nudny serial lecz chwilami bylo cudownie , tak naprawde to nie wiem czy to wszystko sie wypalilo czy poprostu nie jestesmy sobie przeznaczeni !on twierdzi ze nie wyobrazal sobie przyszlosci ze mna ... bo ciagle mialam o cos pretensje , a ja poprostu walczylam o chwile uwagi i chcialam sie czuc ta wyjatkowa kobieta ,a on zauwazal problemy wszystkich wokolo tylko nie moje ...moze to rzeczywiscie nie mialo sesu !! jednak zostawil straszna pustke , gdzie sie nie obejrze co nie robie wszystko mi go przypomona , nawet banany czy serki wiejski w sklepie..........

Autor: monika  06.09.2006 zgłoś

do wiki mi sie wydaje ze lepiej szybciej sie rozstac , bo im duzej bedziesz trwac w tym zwiazku tym gorzej bedzie sie rozstac i rozstanie bedzie bardziej bolesne !! uwiez mi , sama to przezylam ...pozdrawiam

Autor: jestemOkropna  06.09.2006 zgłoś

słuchajcie, ja rozstałam sie z chłopakiem miesiąc temu, to był dziwny związek, prawie wcale nie było seksu.....i ja teraz coraz częściej mysle o seksie, no właśnie ale z nikim innym tylko z Nim, jak myślicie, czy On się zgodzi, czy w ogole mam mu to proponować, nie będzie w tym nic złego i jak myślicie zgodzi się??? mam 24 lata

Autor: malgorzata  06.09.2006 zgłoś

To jest przerazajace.Widze,ze mam identyczny problem jak wy.W najgorszych kozmarach nie wyobrazalam sobie takiej przyszlosci z mezem...Wlasnie zyjemy sobie tak"razem",ale kaze w swoja strone.Ja sie staram,ale to jest tak,ze on kocha samego siebie ja kocham jego,a kto kocha mnie???????Kto ma miekkie serce ten ma....Wydaje mi sie ,ze laczy (mam na mysli panie wypowiadajace sie na forum) nas wszystkie wspolna cecha-Jestesmy za dobre.Ja nigdy nie mysle o sobie,bo gdybym myslala nie bylo by mnie w tym zwiazku!Ile lat mozna znosci ponizanie przez meza.Co dzien obserwuje,ze jestem u niego na ostatnim miejscu.Na poczatku znajomosci kwiaty,przemile zachowanie,czulsoci,czeste telefony,wspolne wyjscia,a teraz....Wiezcory spedzam sama,telefony otrzymuje ale od znajomych,nawet w urodziny czy imieniny ma mnie gdzies.Z zazdroscia slucham rozmow telefonicznych miedzy moimi kolezankami z pracy z ich mezami.Podziwiam malzenstwa,ktore po kilkunastu latach maja o czym ze soba rozmwiac i patrzec razem w tym samym kierunku...

Autor: doświadczony  07.09.2006 zgłoś

Wszystkie tylko narzekacie, ale czy zadałyście sobie pytanie dlaczego męszczyźni zdradzają? Odpowiedź jest prosta - przestałyście dawać dupy. Ciągle tylko jestem dzisiaj zmęczona, przepracowana, źle się czuje, mam migrenę..... Chciałybyście ciągle być pieszczone, głaskane, przytulane a czy spontanicznie zdarzyło się wam zrobić swojemu facetowi laskę? Może na początku związku. Muszę wam powiedzieć drogie panie, że sex jest w życiu męszczyzn bardzo ważny i jeżeli go nie ma to związek się kończy.

Autor: Wiki  07.09.2006 zgłoś

wybacz doswiadczony ale mi jescze dziecka duzo pozostalo .... ale ja mam 2 powazne i kilku letnie zwiazki za soba nie piec malzenstw i nie wiadomo tam ile ( szcerze mowiac uwazam ze jestes puszczalski)wolnych zwiazkow, ale chlopaka zatrzymac przy sobie umiem bo to jestem ta wredna i dochodze do wniosku(nie rzucam to raczej decyzja obojga) ze lepiej sie rozstac i wyobraz sobie ze to czesciej ja niz moi mezczyzni mowie ze cos mogli by innego mnie nigdy zaden sie nie skarzyl ze za malo od tylu ze moze lodzika albo cos wiem co lubi moj mezczyzna i staram sie mu to dawac miomo wszystkich przeszkod( np rodzice z ktorymi jeszce oboje mieskamy) i teraz chce sie z nim rozstac ale sexu z nim bedzie brakowac i raz stracilam bardzo wartosciowego kolesia ale on teraz jest szcesliwy z inna i mnie to cieszy bardziej a ja sama sie spelniam rowniez i powiem Ci cos jeszce podaruj sobie to forum wejdz na randki z blondynka albo cos pozdrawiam wszystkich i palanta doswiadczonego tesz

Autor: EwKa  07.09.2006 zgłoś

ehhh .... nie moge już wytrzymać .. rozstałam sie z moim chłopakiem 3 miesiące temu ... byliśmy razem prawie 3 lata ... był za bardzo zazdrosny i musialam odejść, bo nie wytrzymywałam psychicznie ... kiedy już naprawde zaczął sie czepiać o głupoty .... Ale on nie rozumiał, że to koniec, wteyd zaczął starać się ... dodam, że mieliśmy zwiazek na odległość ... może to był powood, ale nie o tak błahe rzeczy jak makijaż, czy zakupy w sklepie spozywczym .... i ja znlazłam kogos innego ... dostało mi sie znou wodospad przykrych słów ... i teraz znowu on chche chyab wrócić ... ale ... dziś po raz kolejny mi powiedzial, ze mu dawałam powody do zazrości .... coś we mnie pękło, ale nadal nie moge przestać Go Kochać .... czy jest jakaś rada na taka chorobe ?? bo to jets choroba człowiek poniża sie prze dosobą którą kocha i zagdza się na wszytsko ....

Autor: Kazia  07.09.2006 zgłoś

nie wszyscy faceci to świnie. Ja po nieudanym zwiąku poznalam wspanialego czlowieka i jestem teraz szczęśliwa. Jest w tym troche prawdy że szukamy faceta na pokaz ale chyba wy też lubicie pochwalić się swoimi partnerkami. Bo przecież milo słyszeć że ma się przystojnego facecika albo super panienkę.

Autor: BB  07.09.2006 zgłoś

Czy jest na forum Bea???

Autor: też Julita  07.09.2006 zgłoś

Do Julity ------ przykro mi imienniczko, że tak nieciekawie u Ciebie. Mam nadzieję, że wszystko się uloży i będziesz naprawdę szczęśliwa. Jesteśmy bardzo podobne. osiagnęłam wiele i w dalszym ciągu osiągam, ale jak do tej pory jeszcze się nic w moim związku nie wypaliło. Miło jest wracać do domu, w którym czeka na Ciebie obiad przygotowany przez drugą połowę, czy sprzątnięte mieszkanie. Mogę wówczas w ramach relaksu pobuszować w necie, czy pójść na kawę do koleżanki. Jestem pogodna, mam poczucie humoru, bo wiem, że jestem kochana przez wiele osób, zwłaszcza tych najbliższych memu sercu. Zdaję sobie sprawę z tego, że jutro czy za pięć lat wszystko może się zmienić i któregoś dnia napiszę taki post, jak Ty. Ale może wówczas do Ciebie uśmiechnie się los i też będzie cudowne rozwiązanie. Rzadko jestem na kafeterii. Raz na rok, czy może jeszcze mniej. Takie tematy zawsze wywołują u mnie małą zdumę i smutek. Podrawiam wszystkich i życzę odnalezienia drogi do szczęścia...jak najszybciej.

Autor: Pytanie do dziewczyn  07.09.2006 zgłoś

Moja świetna partnerka , z którą byłem 9 lat nagle zapragnęła zmiany, zakochała się w innym facecie. Nasze rozstanie było pełne łez i bólu, nie kłóciliśmy się, ja próbowałem ją przekonać, że postępuje nieroztropnie odrzucając związek, który był naprawdę fajny, zresztą sama to przyznała. Nie potrafiła powiedzieć co ją w nim pociąga (może nie chciała) ale dla tego czegoś zostawiła całe życie, przyjaciół. Po czterech tygodniach wróciła ale tylko na chwilę, znów do niego odeszła. Teraz znów pisze sms-y, że tęskni, nadal kocha, że nie spotka w życiu drugiego takiego faceta jak ja. Powiedzcie mi drogie dziewczyny jak to interpretować ? Czy jeżeli znowu będzie chciala wrócić jest sens zaczynać wszystko od początku ? Ja nadal ją bardzo kocham ale obawiam się, że może się to znowu w przyszlości powtórzyć, chyba lepiej przeżyć ból rozstania niż żyć w ciągłej niepewności.

Autor: Bea  07.09.2006 zgłoś

do BB Witaj! jestem na forum, wczoraj mnie nie było bo miałam imienniny w pracy i nie dało sie pisać.

Autor: Bea  07.09.2006 zgłoś

do BB mam teraz dobry moment by porozmawiać, jakąś godzinkę, bo później musze zejść do archiwum. Jesteś BB ???

Autor: Kazia  07.09.2006 zgłoś

Do Pytanie do dziewczyn Jeśli kochasz to moze warto dać sznse. Każdy ma prawo do pomyłek. Moze zrozumiała co straciła. Ale postaw sprawe jasno - jeśli jeszcze raz odejdzie to już nie ma powrotu. Czasami warto zaryzykować. pozdrawiam

Autor: do... ptanie do dziweczyny  07.09.2006 zgłoś

Witam!! przeczytalam Twoją wypowiedz i po niej doszlam do wniosku ze w Życiu warto ryzykowac bo jesli sie odrzuca wszystko to co jest dla nas bardzo wazne ( a widac ze ona nadla jest bardzooo bliska twemu sercu) to nigdy nie zazna sie szcześcia w jednej z wypowiedzi przeczytalam ze szcześciu trzeba pomagac!! Swieta prawda!! warto choc przez krotki moment w Życiu byc szczesliwym niz cale zycie miec nos na kwinte i powtarzac sobie jakie to szczescie jest be... ja wiele razy mojemu eks wybaczalam i nie zaluje bo teraz mam co wspominac, mino tego bolu ktore bylo po rozstaniu moge smialo powiedziec ze bylo Warto bo to co najpiekniejsze zostalo w mym sercu i pamieci bo bylam szczesliwa a to co zle zakopalam gleboko w mej pamieci!! te powroty byly warte :)) wiec moze i w Twoim przypadku tez warto?? nie dowiesz sie poki tego nie sprawdzisz. Zycze powodzenia i szcześcia w Życiu!! Życie nie polega na ciągłym szczesciu ale aby ono bylo trzeba mu pomagac....

Autor: Bea  07.09.2006 zgłoś

do pytanie do dziewczyn ja też jestem ,tego zdania by dać szansę, każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji, zrobi jakiś błąd a poźniej docenia i wie że że stracił kogoś bardzo wartościowego. Ale też nie można dawać szansy bez końca. Musisz powiedziec jasno, daje ci szanse ale ostatnia i postawić warunki, jeśli nie skorzysta to chyba nie zasługuje na ciebie. Szkoda twojej nadzieji i twojego czasu. Jesteś człowiekiem wartościowym i nie daj sie poniżać i zwodzić za nos. Będzie cie bolało ale musisz to jakoś przetrzymać.

Autor: Bea  07.09.2006 zgłoś

pytanie do dziewczyn ja mam odwrotność sytuacji, mąż nie chce dać mi szansy, jednej jedynej szansy na ratowanie naszego małżeństwa. Chyba bardziej duma i ambicja mu nie pozwala, zaciął sie w sobie a może ma kogoś? Nie mam wpływu. Kocham go bardzo ale to sie nie liczy w tym wszystkim.Zyjemy w nicośći, mój związek jest w agoni, ani w prawo ani w lewo, bez planów na przyszłość. Jak mam zyć?

Autor: Anita.  07.09.2006 zgłoś

Myslę, że rozstania, problemy w zwišzkach to nie wina mężczyz ani kobiet. Chodzi o brak checi porozumienia, szaroœć zycia , problemy finansowe, zdrowotne oraz brak umiejetnoœci komunikowania się. Czasem jedna strona bardzo chce, ale musza chcieć dwie strony. Zazwyczaj to kobiety sš zdolne do gębszej analizy sytuacji panowie nie analizujš wiedza ze coœ nie taki i ...znajdujš hobby, szukajš czegoœ "zamiast". Panie analizuja, tłuka sie z myslami, takimi jak co ja Ÿle robie ? Tak naprawde łatwiej jest sie poddać, rozstać, niż powalczyć. Wiem my kobiety walczymy, staramy sie .. tez rok temu walczyłam, próbowałam ratować, ale on się wypalił. Wiem że bardzo się kochalismy i nagle cos sie stało.. chyba na rozpad małżeństwa złozyło sie wiele przyczyn, kłopoty z praca, dorastajace dzieci, problemy z depersjš, moje naciski.. a ja wcišż kochałam i chyba nadal kocham, patrzę na facetów a widze tylko jego z wadami i kłopotami ale go kocham

Autor: oswiecona  07.09.2006 zgłoś

olga na początku napisała kilka prawdziwych słów.moje małżeństwo trwało w zasadzie rok!!!potem było tak jak w jej trafnym opisie, ale ja wiedziałam że to koniec od łuższego czasu.aż wracanie do domu z pracy stało się czmś co najmniej przykrym,wychodzić ze mną nie chciał nigdzie,więc wychodziłam sama,to potem były o to kłótnie.oczywiście było wiele innycj czynników, które dokończyły dzieło rozstania,ale to tak faktycznie jest,nie chce się absolutnie wracać do do niego-do domu,wynajdyje się różne sposoby żeby uniknąć wieczoru tylko z nim,a usypia się strasznie szybko,żeby nie zdążył....to okropne, przez ostatnie miesiące tego,przecież króciutkiego, małżeństwa schudłam 10 kilo...z nerwów!!!!!to było okropne...oczywiście, jak większość takich przypadków,zwlekałam z ostateczną decyzją i zwlekałam,trudno było mi tak nagle ją podjąć,ale tym okropniej było.wiele razy miałam na końcu języka to, co miałam powiedzieć,że koniec.wreszcie pomógł mi ją pojąć mąż...po tym jak mnie pobił - nie było wreszcie nad czym sie zastanawiac,ale przeciez moglismy rozstac sie wczesnij......duuuuuuuuuzo wczesniej

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Magia, nie wierze w stopniowe dochodzenie do milosci. jesli od poczatku nie ma takiego zauroczenia, zafascynowania, to lepiej poprzestac na dobrej znajomosci, a nawet przyjazni. bo jest mozliwa przyjazn miedzy kobieta, a mezczyzna. moj zwiazek zakonczyl sie dwa miesiace temu i wlasciwie wchodze w te faze, w ktorej Ty jestes. tez sie boje, bo reaguje na kazde zainteresowanie ostrym slowem, zloscia widocznie nie trafilas - i ja tez - na tego magicznego czlowieka, przy ktorym bedzie sie chcialo powiedziec- kocham, pal licho wszystkich i wszystko:)

Autor: zocha  07.09.2006 zgłoś

po 16 latach mężówi "zachciało się dziewczyny o 50% młodszej od niego" , prosiłam żeby przemyślał - został. I co z tego?W wolne dni pracuje- a ja siedzę w domu (dzieci pełnoletnie każdy ma swoje życie) trwa to czwarty rok - mało wychodzimy, zaprzestalismy udzielania się towarzysko.Aż tu raz wybrałam się w sobotę dłuższego wekendu do biura męża a on ciężko pracuje z nią: musiał jej coś tłumaczyć a jest to pracownica jedna z dłużej pracujących ( zaproponowałam aby ją zwolnił jeżeli po 5 latach nie potrafi samodzielnie pracować- mąż ma na to swoją teorię).Nie byłam w tym roku na urlopie , a mąż już drugi raz na tygodniowy urlop się wybrał tylko że nie po drodze mu ze mną. Jest mi przykro i smutno.Dobrze że jest fajnie w pracy bo bym zwariowała. I właśnie podjęłam dezycję o złożeniu pozwu to już dłużej nie może trwać NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ -PRZECZYTAŁAM ŻE NALEŻY ŻYĆ PRZYSZŁOŚCIĄ a nie wspomnieniami( trzeba było puścić od razu a nie cierpieć)

Autor: zuzia  07.09.2006 zgłoś

do doświadczonego los cie tak ciężko doświadczył? A może trafiasz na takie, które nie maja apetytu...na ciebie. Bywa. Ale to ty jesteś temu winien, nie one. Obsłuż się sam, pewnie masz w tym wprawę.

Autor: Majeczka  07.09.2006 zgłoś

Napiszę krótko pieprzona rutyna! ona wszystko zabije

Autor: karuzelka  07.09.2006 zgłoś

Wieczne unikanie się nawzajem,robienie wszystkich czynnosci osobno,niechęć do siebie,obustronny brak zainteresowania,brak seksu-wszystko idzie ku końcowi!!!Niestety takie są fakty!!!

Autor: energiczna  07.09.2006 zgłoś

dawno chciałam podzielić się przeżyciami z niezbyt udanego związku,który tak naprawdę działa w jedną stronę.Nigdy nie powtórzyłabym go poraz drugi.Jesteśmy małżeństwem od kilkudziesięciu lat.Od zawsze nasz związek nie był udany,ale pojawiły się dzieci,najprawdopodobnie była to forma zabicia pustki ,która mnie otaczała .Mieszkałam w małym mieście gdzie nie mialam możliwo.ści rozwoju Mam bardzo pracowitego męża,ale tylko nadającego się d o pracy poza domem.Nigdy nie potrafił podjąć jakiegokolwiek wyzwania,,,czy decyzji.Ja robilam to za nas .Wiele zmian dokonałam,łącznie z przeprowadzką do dużego miasta ale trochę póżno.Wciż żyjemy razem ale osobno.Mamy zupełnie inne poglądy zainteresowania.Wiem ,że nie warto tak życ mimo zapewnianego uczucia.Jestem bardzo samotna w tym związku i wszystko robię sama.Jest to bardzo trudne Staram się wychodzic do ludzi ,iżyć swoim życiem.Chcę powiedzieć, że niech nkt nie wierzy ,że jak dwie osoby nie dobiora się intelektualnie i nie tylko ,coś się z czsem zmieni.Niemożliwe.Strata czasu i życia.

Autor:  07.09.2006 zgłoś

do Doświadczonego Ale jesteś płytki. A z twojej wypowiedzi to wnioskuję że wcale nie jesteś taki doświadczony skoro uważasz że zrobienie laski jest najważniejsze w zwizku.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

kobiety bardzo dluga 'pozwalaja' sie oszukiwac. dlaczego? boja sie samotnosci, straty. wchodza wiec w takie odroczenie nieuniknionego. to moze trwac i trwac. czasem wybucha, nagromadzone, czesto po butelce wina:) wtedy udaje sie wygarnac te wszystkie podejrzenia, obawy, te wszystkie 'czy ty mnie kochasz' itepe.. oczywiscie, pisze patrzac na siebie i swoj dwuletni zwiazek. z klamca. strasznym, raniacym klamca. w ktorego zainwestowalam dwa lata zycia, marzenia o przyszlosci. pomimo szostego kobiecego zmyslu, ktory wyraznie mi pokazywal, ze to dran i oszukuje mnie - wolalam udawac ze wierze. dwa razy, po samotnej butelce wina, odwazylam sie zadzownic i wygarnac wszystko. zadzwonilam do pewnej 'asi'. myslalm,z e jakas taka podrywka chwilowa. okazalo sie, ze to narzeczona, od dwoch lat. i ze etz planuja slub, dzieci, wiecie, to wszystko. fajnie, nie? ja go nawet nie nienawidze. juz chyba nie potrafie. wiem, ze tamta po pierwszym szoku uwoerzyla we wszystkie klamstwa, jakimi ja nakarmil, ze kocha tylko ja i nigdy jej nie oklamie wiecej. to ten gatunek kobiet, ktore nawet wobec faktow udaja, ze jest inaczej, cos jak zony alkoholikow, ktore ciagle wierza, ze on sie zmieni pod wplywem ich milosci i przestana chlac... taa, skad wiedzialam ze to koniec? coraz bardziej wydumane tlumaczenia, coarz mniej zcasu dla mnie, czasem slowa ktore rania strasznie. i ten kur..ki zimny i obojetny wzrok, gdy niespodziewanie na niego spojrzalam. trzeba wtedy powiedziec sobie samej, ze dosc juz tego oszukiwania. bedzie bolalo, na pewno, dlugo ale to przejdzie, wiadomo - czas leczy:) pozdrawiam J.

Autor: Kali  07.09.2006 zgłoś

witam , z doswiadczenia - niestety wiem ze zwiazek konczy sie gdy człowiek - jeden z partnerow zadaje sobie pytania takie jak Ty , niestety to koniec ale sama nie wiem czy faktycznie zwiazku czasami jakiego etapu ,po ktorym zawsze cos jest . zawsze bylam przeciwnikiem powrotow i nawrotoewmiłosci i uczoc nigdy w cos takiego nei wierzyłam, ale los sprawił ze uwierzylam ze mimo braku wiary , a na poczatku nawet braku checi z mojej strony milosc wrocila , pokochalam od nowa , na nmowo tego samego czlowieka , jedyne chyba czego bym nie umiala zaponiec to zdrady a jej nie bylo . Mam nadzieje ze sie nei przekonam inikomu nie zycze ale moze i zdrade bym przełkneła , czasami trzeba zaczac kochac na nowo. Czas i spokoj to jedyny dobry doradca- Powodzenia

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Facecie, masz racje. lubimy tych niegrzecznych chlopcow, bo nudny ksiegowy, nawet najkochanszy, okazuje sie nudny:))) - przepraszam wszystkich ksiegowych, to tylko taka ikona:) ale w koncu prawie kazda z nas ozdrowieje i widzi - ze wazne jest by byl odpowiedzialny, dobry, prawy. no i mial troche tej iskry bozej, ktora pozwoli czasem czyms zaskoczyc, czy pasje, przy ktorej dojrzymy w nim malego podjaranego chlopca:))) ale - to dziala w obie strony. prawda? laska z buforami, w seksownym mini zaimponuje kolegom. ale - pytanie,jesli to jej jedyne walory to czy wytrzymasz z nia na co dzien, przez najblizszych 25 lat???

Autor: Sylwia  07.09.2006 zgłoś

Nic już nie rozumiem :( Mój facet wszystko zepsuł, kiedy zaczła spotykać się z inną (przeczytałam jego smsy) od tamtej pory już mu nie ufam i kiedy nie odbira tel. myslę, że jest z inną(powiedział, że to już skończone, ta najomość) Stałam się nerwowa, powiedziałam mu o tym, że boje się, że znowu sobie jakąś znajdzie, a On na to, że jak bedzoie normalnie, tak jak kiedyś, to nie pozna. Jak On smie coś takiego mówić???, po tym co zrobił? to jak mam się zachowywac teraz???? usmiechać sie i udawac że mnie nie zranił???

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Sylwia, kopnij go. na pewno zrobi to znowu. po piewszym razie, kiedy mu wybaczylas, zacznie czuc sie bezkarny. i bedzie oszukiwal Cie znowu

Autor: doświadczony  07.09.2006 zgłoś

Oczywiście nie zrozumiałyście nic nawet prostych przenośni, ponieważ w waszych ptasich mózgach dominuje niezmiennie nostalgiczny bełkot, a zasada jest prosta, żeby brać trzeba również dawać na tym polega związek, partnerstwo, miłość. Co do mojej osoby, czy jestem doświadczony?. Otóż mam za sobą pieć małżeństw (również z kobietami innych narodowości, austriaczka, niemka, słowaczka), a kobiet miałem naprawdę setki. Muszę przyznać, że zawsze byłem typem imprezowicza, ale kiedy coś zaiskrzyło stawałem się innym człowiekiem, oczywiście do momentu kiedy zauważałem, że to tylko ja daje nie otrzymując nic wzamian i wtedy wszystko się kończyło. Chciałbym również dodać, że nie mam potrzeby masturbowania się jak to napisała Pani powyżej gdyż nadal posiadam grono wielbicielek z którymi regularnie współżyję. A tak na marginesie może lepiej byłoby zostać geyem? Męszczyźni rozumieją się doskonale, ale niestety jestem w 100% hetero.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

o tak, Panie 'męszczyzno' mysle, ze meska milosc to cos w sam raz dla Pana:)

Autor: Sylwia  07.09.2006 zgłoś

do kitka Wiesz kitka? To żalosne, jak ja sie poniżam, a najgorsze jest to, że zdaje sobie z tego sprawę, tylko nie potrafię sobie znaleźć w sobie dość siły, aby to zakończyć, dlatego, że tak mocno kocham. Powiedział, że nie wierzy że ułoży sobie życie, że zwątpił w to, że nzajdzie kobiete swego życia, i On mi to powiedział, juz po tym powinnam go kopnąć, ale nie potrafię, czy ktoś mnie rozumie???

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

poza tym - ilosc niekoniecznie przeklada sie w jakosc, jak sadze wielosc kobiet nie oznacza, ze ma Pan doswiadczenie w zwiazku. zycze milosci i ... wytrwania:)

Autor: Wiki  07.09.2006 zgłoś

sluchaj panie "doswiadczony" stwierdzam ze jestes jeszce szceniak!! za przeproszeniem ale moj nigdy ale to nigdy nioe mogl narzekac na brak lub zbyt mala ilosc sexu a wrecz przeciwnie zdazalo mu sie mowic " daj mi spokoj malenka" a i tak co nie gra tak sex jest wazny tak samo jak milosc bezpieczenstwo czy forsa wszystko szczescia nie daje ale pomaga dazyc do niego i powiem Ci ze kobiety tesz lubia sex i to czasami jak rozmawiam z kolezankami wydaje sie ze nawet bardziej tylko ze mezczyzni glosno o tym mowia z drugiej strony czasem jest tak>> Ciebie o to z Twoich wypowiedzi podejrzewam>> ze mezczyzna 1, drugi, trzeci nie daje kobiecie tego czegos jednym reszta sprawia przyjemnosc wiec chca probowac inne nigdy nawet nie tknely sie same i nie potrafia przezywac orgazmu a nie zawsze facet chce pomoc>> np minetka albo palcowka mnie to na szczescie nie spotkalo bo tych 2 facetow jakich mialam w zyciu bylo sprawnych 100% a i ja zawsze sie staram a Ty jestes po prostu zalosny z ta "laska" i lepiej pomysl nad czyms spontanicznym>> a tu wystarczy peczek stokrotek z rabatki sasiadki>>> dla swojej kobiety o ile jakas Cie chciala bo ja na ten tekst ... no coz nie wazne pozdrawiam wszystkich

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Sylwia, wierz mi. doskonale Cie rozumiem. sorry za te slowa - ale jestem tak samo glupiutka jak Ty. robilam to samo wstyd przyznac - ale nadal o nim mysle. balabym sie powrotow, zreszta podejerzliwosc by mnie zjadla. dobre lekarstwo na te wszystkie mysli - czas. i prawdziwa milosc, nie jakas patologiczna wierze, ze przydarzy sie i Tobie, i mnie:)

Autor: Sylwia  07.09.2006 zgłoś

do kitka Mnie podejrzliwość zjada na maxa, jestem jednym, wielkim kłębkiem nerwów, boję sie, że bez niego nie będę mogła normalnie żyć, przecież jest moją największą, jedyną i najprawdziwszą miłością............... Potrzebuje jakiegos kopniaka

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Sylwia, ja tez czytalam ukradkiem smsy, przegladalam serwisy randkowe, bo wiedzialam ze on lubi sie tak pobawic. nawet kiedys poprosilam kumpele, zeby go troche pobajerowala, a ja potem mu to wywloklam w klotni wierz mi, to bez sensu. wiem tez, jak beznadziejne sa takie rady, kiedy przyjaciolka mi mowila to, co ja teraz Tobie ale ona miala racje. wlasciwie ostatnie pol roku kompletnie starcilam, zmarnowalam szkoda zycia, dziewczyno:)

Autor: Kazia  07.09.2006 zgłoś

oj doświadczony Ty chyba nie wiesz co znaczy związek. ty masz przelotne znajomości i jak wiekszośc facetów nie myślisz glową. seks jest ważny nawet bardzo ale liczy sie też zrozumienie. nie wiem czy chciałeś się pochwalić ilością zaliczonych panienek czy komuś z nas zaiponować?. Zastanów się czlowieku nad sobą. Wyglądasz mi na jakiegoś popaprańca emocjonalnego który boi się prawdziwego związku.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Kaziu, dokladnie tak:)

Autor: literatura  07.09.2006 zgłoś

Do Agaty74 Cala prawde napisalas,cierpienie uszlachetnia, a zycie odplaca,bez kiwania palcem.Jednak rozstanie czasem jest najlepszym wyjciem z sytuacji...by jak mowisz nie babrac sie w bolu. Nie pozwolmy, my kobiety, by ktos plul nam w twarz i mowil, ze pada deszcz.Troche szcunku do wlasnej osoby, bol i rozpacz mija, a slonce swieci dla kazdego.Ta, ktorej zwiazek rowniez wygasa Pozdrawiam wszystkich.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Literaturo:), ladnie to ujelas.

Autor:  07.09.2006 zgłoś

doświadczony ma 5 małżeństw za sobą i jak pisze liczne znajomości a nie umiał zatrzymać przy sobie nawet jednej. No faktycznie masz się czym chwalić. Zastanawiające jest kto był winien? coś mi sie wydaje że to jednak ten " Doświadczony". I co tu ma do rzeczy narodowośc?

Autor:  07.09.2006 zgłoś

do Wiki Mam 37 l. więc fizycznie napewno szczeniakiem nie jestem, natomiast emocjonalnie każdy mężczyzna pozostaje szczeniakiem do końca życia o czym ty napewno nie wiesz bo domniemywam, że nim nie jesteś. A Twoje wywody to typowy tok myślenia większości kobiet. Doskonale wiem czego potrzebują kobiety, ale wam trudno jest wyperswadować czego potrzebują mężczyźni, bo wiecie zawsze wszystko najlepiej.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

zgadza sie, kobiety lubia wiedziec lepiej:) i drugie zgadza sie - panowie dojrzewaja do 7 roku zycia, a potem juz tylko rosna:)

Autor: doświadczony  07.09.2006 zgłoś

A narodowość ma to do rzeczy, że wszystkie jesteście takie same, bez względu na narodowość, rasę i pochodzenie społeczne.

Autor: Sylwia  07.09.2006 zgłoś

........ Faceci graja niewiniątka, tacy biedni bo nie potrafia kochać, mówią, rozstańmy się, bo jestes dla mnie za dobra, zasługujesz na kogoś lepszego....guzik prawda, tchórzycie i nie mówicie prawdy, może dlatego, że może w przyszłości zobaczycie co straciliscie, adzwonicie i powiecie, Kochanie jestem tym lepszym którego potrzebujesz........ Zalośni jesteście, Wy Faceci

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Panie doswiadczony, dzentelmenem, jak i mezczyzna, sie jest, a nie bywa

Autor: magia  07.09.2006 zgłoś

czytając wszystkie wypowiedzi szukam sama drogi dla siebie. Może pocieszenia może zrozumienia bo już sama nie wiem czy lepiej być w nieudanym związku czy nie być wcale i przynajmniej nie zastanawiać się czy się już tak zdesperowanym albo raczej znudzonym, że toleruje się związek bez uczuć. Kiedy zostawił mnie narzyczony po 5 latach związku świat runął mi na głowe i mogłabym tu opowiadac jak wiele się zmieniło przez ten rok jak jestem sama ale po co. Szczerze to nie wiem co się stało jestem cyniczna, stanowacza, rzeczowa nie ma we mnie kszty romantyzmu tylko podły realizm. Nie potrafie się zaangazować nawet jęsli widze że facet jest ok. Jestem jakiś czas a potem znikam. Czasami na pierwszych spotkaniam wiem jaki będzie finał. Boję się że straciłam zdolność kochania, urodę czasu zakochania i radość z drugiego człowiek. Ratunku.... tak mi źle z tym, moge przegapić prawdziwą szanse a w dodatku to takie głupie uczucie nielubić siebie za to. Czy z rozsądku i względnej sympatii wytrwałość przemieni się w miłość???

Autor: Facet  07.09.2006 zgłoś

I znowu jestem na tym forum... To juz chyba uzaleznienie :). Chce tylko odniesc sie do wypowiedzi "Doswiadczonego" i kobietek, ktore tez do tego sie odniosly. Nie wiem ile on naprawde mial kobiet, bo zazwyczaj jest tak, ze ten ktory/ktora duzo mowi to malo robi. Ale jezeli to prawda to moze zastanowmy sie dlaczego kobiety tak chetnie lgna do takich facetow? Niestety wiekszosc z Was pociaga w facecie ten dreszczyk emocji, przygoda i nie wiem co jeszcze. Wy kobietki duzo mowicie o milosci, zrozumieniu i zaufaniu, a mimo to czesto rzucacie sie w objecia takiego "mucho" i myslicie, ze bedziecie z nim szczesliwe. Kiedy sie to nie sprawdzi to wszystkie jednym glosem mowicie "bo wszyscy faceci to swinie". Naprawde z wlasnego doswiadczenia wiem, ze wiekszosc kobiet mowi jedno a mysli drugie. Mowicie, ze facet musi byc czuly, inteligentny, romantyczny i nie musi byc przystojny(totalna nieprawda) itp. kiedy natomiast przychodzi co do czego to jestescie z jego odwrotnoscia. Same przyznacie, ze to prawda iz czesto chodzi o to zebyscie mialy faceta takiego zeby kolezanke szlag trafil z zazdrosci. Uwierzcie mi, ze to nie jest droga do szczescia!. Mniej polegajcie na opinii kolezanek, spedzcie wiecej czasu w nasluchiwaniu wlasnego serca bo tylko wtedy bedziecie szczesliwe i bedziecie z facetem, ktory Was doceni i bedzie kochal. Naprawde w wiekszosci wypadkow kobiety same sa sobie winne. I zeby bylo jasne to calkowicie odzegnuje sie od opinii "doswiadczonego" bo chociaz moze i ma to jakis sens to jednak przynajmniej dla mnie nie jest to sposob na zycie... Pozdrawiam

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

no tak, powinnysmy kochac wasze zalety i szanowac wady:) okey, byle to byly swiadczenia wzajemne, prawda?

Autor: ines jeszcze raz  07.09.2006 zgłoś

ps. dobrze że jest ten temat. chociaż możemy napisać co nas boli i jakoś sobie doradzić. trzymajcie sie babeczki cieplutko i powodzenia!

Autor: Anka  07.09.2006 zgłoś

Do Faceta No jasne ze mamy wady!!Jak kazdy czlowiek...W ktoryms poscie napisales ze nie mozna uogolniac, bo przez to mozna kogos skrzywdzic...a ty co robisz? Nie atakuj nas tylko postaraj sie zrozumiec...a jak nie to, to przynajmniej zaakceptuj.Ja tez wiele rzeczy u was nie moge zrozumiec (to jak myslicie i czym sie czasami kierujecie)...z niektorych sie smieje a niektore mnie pzrerazaja!Sa swinie wsrod facetow tak samo jak sa swinie wsrod kobiet!Zapamietaj ze kazda z nas (ok! Prawie kazda) zdaje sobie sprawe ze swoich wad i tez wie ze popelnila takie czy siakie bledy...ale nie uogolniaj nas wszystkich!Pzreczytaj jeszcze raz te wszystkie komentarze..dziewczyny po rozstaniu...jedne sie przyznaja do swoich bledow...a inne pisza ze one nie popelnily zadnych (-SMIESZNE!)...biedne niewiniatka!!Ok!Ale tez poczytaj tu wypowiedzi facetow (malo ale sa)...i powiedz mi ktory napisal ze za rozpad zwiazku wini tez siebie? Ja mysle ze to jest tak jak wczesniej Wiki napisala...ze to nie jest zly facet czy zla kobieta...tylko po prostu ZLY CZLOWIEK! Pzdr

Autor: Sylwia  07.09.2006 zgłoś

do ines Szczęściara, poprostu facet Cię kocha tylko, podekjrzewam, żeby dojść do takiego wniosku, musiał zobaczyć jak to jest, kiedy Cię tracił, wtedy to docenił, zazdroszczę Ci i życzę szczęścia

Autor: Facet  07.09.2006 zgłoś

Do Anki: I co do ostatniego zdania Wiki w Twoim komentarzu to zgadzam sie z tym w 100%. Co do pozostalej tresci to przede wszystkim nigdy nie uogolnialem i nigdy nie krylem, ze ja sam mam wady i popelnilem w zyciu bledy, ktorych niechcialbym znowu popelnic. Jezeli natomiast procentowo odniesiemy sie do komentarzy facetow i kobiet, ktore/ktorzy mysla, ze to tylko i wylacznie wina tej drugiej strony to niestety ale wy kobiety wygracie przytlaczajaca wiekszoscia... Ja zawsze podkreslalem, ze kocham kobiety takimi jakie sa, nigdy zadnej nie probowalem "zmieniac" bo to tylko przynosi konflikty i nieporozumienia. Nie chce sie powtarzac co do "przerabiania na wlasne kopyto" wiec na tym zakoncze.

Autor: szczesliwa inaczej  07.09.2006 zgłoś

Mój mąż i ja... 10 lat wspólnego życia, z czego rok po ślubie. Wiele, bardzo wiele chwil, dobrych chwil, smutnych, radosnych. Tego nie da się zetrzeć jednym słowem czy gestem. Ale od jakichś 3 lat dzieje się to wszystko o czym piszecie i powoli zaczynam rozumieć, że to chyba się skończy. Mój mąż jest przy mnie, jest podporą w trudnych chwilach, rozpieszcza mnie, organizuje szalone wycieczki, daje buzi codziennie rano. Nie bije, nie pije, nie imprezuje z kolegami. Jest idealnym kandydatem na męża i ojca - prawdziwy facet z jajami, silny, nie jakieś tam ciepłe kluchy. To nic, że zapomniał o moich urodzinach pierwszy raz odkąd się znamy, to nic że mnie nie kocha, o czym skrupulatnie mnie zapewnia, to nic że nie chce mieć ze mną dziecka, którego tak bardzo pragnę. Nie należę do słabych kobiet, zarabiam wystarczająco dużo żeby się utrzymać, doskonale dałabym sobie radę sama, ale cóż poradzę na to, że po prostu nie chcę? Bo kocham, bo wszyscy inni faceci przy nim są tacy nijacy, bo jestem szczęśliwa, być może nieco inaczej, ale cieszę się życiem, korzystam z tego co daje, mam swój świat, przyjaciół, pasje. I nie jest tak jak piszą chłopcy powyżej, bo ja też się staram i w łóżku, i w kuchni, i w życiu. Nigdy nie zdradziłam, choć myślę że on tak. I wiem, że jeśli kiedyś będzie chciał odejść, pozwolę mu na to, nie dlatego że go nie kocham, ale właśnie dlatego że kocham go bardzo...

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Facet, zgodzisz sie chyba, ze bycie razem to nie przerabianie partnera, bo to nie plastus palstelinowy to trudna sztuka malych wiekszych i najwiekszych kompromisow

Autor: Facet  07.09.2006 zgłoś

Do "szczesliwej inaczej" Piekna wypowiedz...

Autor: Anka  07.09.2006 zgłoś

Do Faceta No tak kobiety wygralyby przytlaczajaca wiekszoscia...bo jest ich tutaj wiecej...ale z tego co ja pamietam...to zaden z tutaj wypowiadajacych sie panow nie przyznal sie do popelnienia bledu w swoim zwiazku!Aha! I jeszcze jedno pytanko...Skoro tak bardzo nas kochasz to dlaczego (rownie bardzo) nas atakujesz? Ok!Nie chcesz nas zmieniac!...To w takim razie po co atakujesz?Pzdr

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

szczesliwa inaczej: jestes wielka. tylko kobiety potrafia tak kochac

Autor: Facet  07.09.2006 zgłoś

Do Kitki: Tak zgodze sie z tym, ale... Pewnie znowu mnie za to skrytykujecie ale mamy wolny kraj i wolne media jakim jest np Internet i kazdy ma prawo powiedziec to co mysli. Otoz tak jak napisalem w mojej pierwszej wypowiedzi to wiele z Was i tak ma obraz "ksiecia" z jakim chcialaby byc i jezeli facet od tego obrazu odstaje to duza czesc z Was (nie wszystkie) probuje wszelkich mozliwych sposobow zeby tego niepokornego faceta jak najbardziej zblizyc do obrazu "ksiecia", a jesli ten sie opiera to pojawia sie placz, klotnie, krzyki itp. I jeszcze raz... Wiem ze jest bardzo duzo naprawde wspanialych, kochanych i szczerych kobiet, ktorym naprawde niewiele potrzeba do szczescia, ale sa tez takie, ktore zawsze beda chcialy na sile "przerabiac" faceta bo uwazaja, ze ich sposob myslenia to jedyny poprawny... i wlasnie tylko do tych kobiet sa skierowane moje wypowiedzi. Do Anki: Aniu, naprawde uwazam Cie za bardzo inteligentna kobietke mimo tego, ze nie szczedzisz mi krytyki. Jednak to forum chyba nie polega na tym, ze "my mowimy a Ty sluchaj" tylko na wymianie pogladow, zwlaszcza, ze my faceci mamy na wiele spraw zupelnie inne poglady niz Wy. Nie chce Cie tutaj "udobruchac", ja nie lubie sie podlizywac bo mam wlasny rozum i wlasne poglady i ciesze sie rowniez ze slow krytyki, nie reaguje na nie zemsta w stylu niecenzuralnych komentarzy...

Autor: Facet  07.09.2006 zgłoś

Do Anki: I znowu to samo...:) odp1: Napisalem gdyby porownac procentowo, nie ilosciowo a to duza roznica. odp2: Kocham Was i to bardzo i nie atakuje tylko wyjasniam, gdybym atakowal to moje komentarze mialy by podobny ton do tych, ktore napisal "doswiadczony" Do kitki: Faceci tez potrafia kochac i jak jedna z Was napisala to nie zalezy od plci tylko od osoby i podpisuje sie pod tym calkowicie...

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

Facet: byc moze masz racje. tylko ze ja chwilowo jestem mniej sklonna przyznawac, ze panowie tez potrafia byc swietni:) mam nadzieje, ze mi to minie. w sumie zaczyna mnie wkurzac bycie w dolku, skrzywdzona i uzalajaca sie nad soba a to chyba niezly znak, co? :)

Autor: doświadczony  07.09.2006 zgłoś

To już naprawdę ostatnie moje wypociny na tym forum, ale chciałbym opowiedzieć jedną z historii, która wydarzyła sie w moim życiu i która pokazuje wasze prawdziwe oblicze (może nie wszystkich z was). Pojechałem kiedyś do Nowego Targu, gdzie zatrzymałem się w hotelu "janosik", bardzo obskórnym zresztą, ale wtedy jedynym w tym "mieście". W pobliskich delikatesach robiłem zakupy i spodobała mi się ekspedientka, była to naprawdę mocna 1-sza liga, może nawet w porywach przechodząca w barażach do reprezentacji. Zapytałem czy moglibyśmy się wieczorem spotkać. Ona, że raczej nie, bo od trzech lat jest z chłopakiem, którego kocha itd... Nie dałem za wygraną i następnego dnia ponownie odwiedziłem delikatesy. Ponieważ klientów było jak na lekarstwo, długo rozmawialiśmy. Tym razem ukochany chłopak powoli odchodził w zapomnienie, ale nie umuwiła się jeszcze. Trzeciego dnia zmiękła i umówiliśmy się. Wieczorem pojechaliśmy do Zakopanego na kolację. Podczas rozmowy (ponieważ chciałem się z nią przespać) mówiłem jej dokładnie to co chciała usłyszeć. I tu voll trefer , pojechaliśmy razem do "Janosika". W tym miejscu muszę dodać, że była to raczej dziewczyna z typu "świętojebliwych" i jakież było moje zaskoczenie kiedy przeszliśmy do meritum sprawy. Otóż zaczęliśmy kochać się w łazience i ona nagle zaproponowała sex analny na co oczywiście z ochotą się zgodziłem, ale powiedziała że musi się wypróżnić - zbaraniałem. Na umywalce stała niedopita butelka z wodą mineralną (1,5 l.), "świętojebliwa" uśmiechając się do mnie wzięła butelkę, wylała resztę wody, napełniła mieszanką z szamponu i kranówki kucnęła w brodziku prysznica i włożyła sobie koniec butelki w odbyt, nacisnęła na butelkę oburącz. W ten sposób zrobiła sobie lewatywę, po czym usiadła na sedesie i się wypróżniła. Patrząc na to odebrało mi mowę, nie wiedziałem jak mam się zachować? Przez dłuższy czas po tej demonstracji nie mogłem dalej kontynułować naszej zabawy, ale potem jakoś poszło. Dlaczego o tym piszę? A no właśnie dlatego żeby pokazać jakie jesteście. Tu kochająca "świętojebliwa" w trzyletnim udanym związku a po trzech dniach znajomości walnięta lewatywiara preferująca bezpruderyjny sex w "gliniaka". W ocenie kobiet oczywiście nie opieram się wyłącznie na tym konkretnym przypadku, ponieważ podobnych shizowych miałem dużo więcej. O czym zawsze mogę opowiedzieć.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

no wlasnie, tak myslalam. ta 'pierwsza liga' to ekspedientki... powodzenia, z Pana to taki taki wsiowy Kalibabka, nie zaden maczo:)

Autor: szczesliwa inaczej  07.09.2006 zgłoś

Zgadzam się z Facetem, nie wolno zmieniać ludzi (i nie chodzi tylko o partnerów). Właśnie najfajniejsze jest to, że możemy się nawzajem poznawać, a jeszcze lepsze to, że tak się różnimy. Dzięki Kitka, moja przyjaciółka też mi to powtarza, choć czasem puka się w czoło :))) Doświadczony - czy Ty aby przypadkiem nie pomyliłeś forum?

Autor: doświadczony  07.09.2006 zgłoś

do Kitki Jak zwykle nic nie rozumiesz. Chciałem się przespać a nie spędzić resztę życia. I to własnie nas różni, kobiety od mężczyzn.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

ja sie niezwykle ciesze, ze tak bardzo sie od Pana roznie, Panie Doswiadczony:) i szczerze mowiac - nie chce za nic Pana rozumiec:)

Autor: Anka  07.09.2006 zgłoś

Do Faceta Ej,misiu, spokojnie!Moj ostatni post byl tylko odpowiedzia na twoj!Wiem ze podawales procentowo...alew mi chodzilo o to ze tez nie znalazl sie zaden facet (tutaj na forum) ktory tez winilby sie za rozpad zwiazku!Nie szczedze ci krytyki tak samo jak ty nie szczedzisz nam!Ale chyba to nie o to tutaj chodzi zeby zwalac jedno wine na drugiego tlko zeby sie na wzajem zaakceptowac(powtarzam sie juz!) Jak to sie mowi...punkt widzenia zalezy od puntku siedzenia, wiec My nidgy do konca nie zrozumiemy Was, a Wy Nas.Pzdr

Autor: Kazia  07.09.2006 zgłoś

DO DOSWIADCZONEGO gdybym ja byla na twoim miejscu to bym ją wyprosiła ale ty twardziel byle tylko umoczyć wacusia. śmieszny jesteś. nie ważne z kim, gdzie.....

Autor: Anka  07.09.2006 zgłoś

Do doswiadczonego Jezu!Czlowieku!!Co ty piszesz!!!Zaraz zwymiotuje!!Przysiegam!Chciales kogos zbulwersowac ta swoje historia??No!...udalo ci sie!!!Brawo!!

Autor: Kazia  07.09.2006 zgłoś

Doświdczony ty chyba musisz się leczyć.

Autor: kitka  07.09.2006 zgłoś

a mialo byc o tym, kiedy konczy sie milosc... zamiast tego - zaserwowano nam niewybredna opowiastke o sklepowej, ktora zaradna, jak to goralki, sposobem godnym Mac Gyvera urzadzila sobie plukanie pewnej czesci ciala... błeee.

Autor: W.  07.09.2006 zgłoś

Doświadczony, my tu mówimy o ZWIĄZKACH, a nie pogotowiu seksualnym... Jednorazowe numerki rządzą się swoimi prawami, a związki swoimi. Pewnie, ze udany seks w związku ważna rzecz, bo jak zanika to nasz partner może się praktycznie niczym nie różnić od kumpla, czy brata. Ale nie wypisuj jakiś bzdur,że jak kobietę dwa razy pod rząd boli głowa i to trzeci raz w tym kwartale, to facet jest w prawie, żeby ją zostawić, bo sobie na to zasłużyła!!! A nie interesuje Cię dlaczego ją "boli głowa"? Nie tylko Wam facetom seks z tą samą osobą zaczyna się trochę nudzić po pewnym czasie. O ile na początku wystarczy najmniejszy dotyk, pieszczota, pocałunek to z czasem potrzebujemy nowych bodźców i więcej uczucia. Może Ty jesteś nudziasz - macho w łóżku, który bez szczególnej czułości i finezji "pompuje" byle dłużej? A jesli chodzi o opowieść o ekspedientce... Myślę, że wielu facetów ma inne podejście do kobiet niż Ty. Nawet jakby zwróciło uwagę na "reprezentacyjną" ekspedientkę, to poprzestałoby na włochatych myślach, ewentualnie rzuceniu "włochatego" tekstu a nie podrywałoby jej tak usilnie jak Ty, bo spokojnie mogli by się w życiu obejść bez numerka z ekspedientką. Ty nie możesz to i masz kontakty z kobietami, które mają podejście podobne do Twojego. Trafia swój na swego. Więc, proszę, nie uogólniaj natury kobiet, bo próbka ekspedientek nie jest reprezentacyjna dla wszytskich kobiet.

Autor: missteeq  07.09.2006 zgłoś

Mam 19 lat a czasem łapie sie na tym, ze z kolezankami gadam, jakbyśmy miały conajmniej 30... tzn. czujemy sie po prostu zmeczone tym wszystkim, tym labiryntem związków, nieufności, niewyraźnych zasad... Zaczynam wierzyć osobom, które mówią ze w tym wieku nie mozna tak naprawdę kochać... Ze niemożliwe są poważne związki... Juz drugi raz przeżywam to samo... Po wielu "luźnych" znajomościach trafiam na kogoś, kogo zaczynam kochać, kto kocha mnie i jest cudownie. Do czasu. Nagle zauważam że mój facet sie ode mnie odsuwa, zaczyna coraz czesciej mówic o problemach... Po pierwszej takiej sytuacji zmieniłam sie. ALe teraz okazuje sie ze nie pasuja kolejnemu facetowi inne rzeczy... ze mam kolejne wady... Jedyna róznica polega na tym, że tym razem nie spanikowałam kiedy zaczeło sie psuć. Podchodze do tego rzeczowo, spokojnie. Kocham go i on twierdzi że kocha mnie. Ale powiedzcie mi, jak można zakładać że się nie uda jesli się kogoś kocha? Nie mogłabym spisać na stratu kogoś kogo kocham... Poddać się... Mam straszny mętlik w głowie, bardzo mi cięzko... Mam trudną sytuację w domu a teraz jeszcze to... Proszę niech mi ktoś doradzi, pomoże... (zostawiam mail) pozdrawiam

Autor: szczesliwa inaczej  07.09.2006 zgłoś

Do missteeq Można kochać w tym wieku na co jestem żywym dowodem, bo w wieku 19 lat już 3 lata byłam w związku z facetem którego kocham do dzisiaj i któremu też wiele rzeczy przeszkadzało (i dalej przeszkadza), ale nauczyłam się, że nie ma co robić scen, strzelać fochów, a już na pewno płakać, ale właśnie spokojnie i z humorem podejść do sprawy. Najważniejszy jest własnie dystans do siebie i odrobina poczucia humoru, która potrafi rozładować wiele sytuacji. Ale nie powiem Ci że będzie łatwo, o nie. Związek to ciężka harówa, a czasem droga pod górkę, walka z własnymi słabościami, ale warto. Ja cały czas walczę, czasem widzę efekty i jest mi z tym dobrze. I mam nadzieję, że robię wystarczająco wiele, żeby mój mąż też czuł się dobrze będąc ze mną (chyba tak, bo nadal i mimo wszystko jest :)). Jeśli facet jest tego wart, to się nie poddawaj!!!

Autor: ZWĄTPIŁAM W ROZSĄDEK  07.09.2006 zgłoś

D O Ś W I A D C Z O N Y TY SIĘ LECZ TOBIE BRAKUJE PRAWDZIWEJ DUPY, DO IMENTU, PRZEWALASZ JAKIEŚ SKOŁOWACIAŁE OPISY (KTÓRYCH MASZ NIEWĄTPLIWIE WIELE!!!) A WSZYSTKO BRZMI DOKŁADNIE TAK, JAK U PSYCHIATRY OPOWIEŚCI IMPOTENTÓW I NADPOBUDLIWYCH SCHIZOFRENIKÓW, KTÓRZY WCIĄŻ CHCĄ , TYLKO Z MOCĄ KŁOPOT WIĘC WYMYŚLAJĄ HISTORIE ZASTANÓW SIĘ CO PISZESZ JESTEM PEWNA, ZE WIESZ JAKA TO JEDNOSTKA CHOROBOWA..

Autor: doswiadczony  07.09.2006 zgłoś

do W W Twoich słowach jest dużo prawdy, może powinniśmy być bardziej tolerancyjni, umieć przeczekać kryzysy, być pokorniejsi, uczyć się od nowa, ale to bardzo trudne i często zamiast tego idziemy na łatwiznę i zmieniamy partnera. A szkoda. Co do moich związków to ekspedientka była tylko przykładem i jednorazową przygodą. Tak naprawde w życiu byłem z różnymi kobietami i zawsze przeważały te inteligętne. Dlatego moja ocena nie opiera się wyłącznie na psyhicznej lewatywiarze.

Autor: W  07.09.2006 zgłoś

Do doświadczonego: no to się cieszę, ze się jakoś dogadaliśmy ;-)

Autor: zuzia  07.09.2006 zgłoś

ten "doświadczony" to nie tylko kretyn z wyboru z chorą wyobraźnią to kwalifikowany do leczenia "dooświadczony" przez życie i chorobę, biedny schizofrenik nie ma kontroli nad własnym życiem, a już nad sferą seksualności- napewno

Autor: Jurek  07.09.2006 zgłoś

do Soni 65 -piękne spostrzeżenie zwłaszcza pod koniec wypowiedzi .....nie najlepiej na mnie wplynęło ....zostaję tylko niemy krzyk : dlaczego?

Autor: Bea  07.09.2006 zgłoś

do BB czy jesteś na forum ???

Autor: lee  07.09.2006 zgłoś

do zuzi: zuzia, nie przeginaj;)) schizy to on pewnie nie ma, zreszta schiza to jest powazny problem, duze cierpienie... i z klasyczną glupotą to nie ma duzo wspolnego... ale faktycznie, na terapie to on się powinien udac, bo skoro aż pieć malzenstw (!!!) i setki romansow, to po pierwsze osobowosc niedojrzla emocjonalnie, po drugie pewnie mizogin, sekosoholik, albo moze i nawet homofob? ;), w każdym razie na pewno bardzo zablokowana wewnętrznie osoba, a przy tym nierozumna (szkoda go w sumie, bo taki sam siebie nie oswieci;)... Tyle, ze on tego nie wie i nie chce wiedziec - wiec najlepiej byloby go chyba ignorowac;) zdrowiej i dla niego (brak reakcji na jego prowokacje = przymus przemyslenia przez niego tego, co robi;) i dla nas, bo szkoda sobie nerwy psuc;) no i w ogole, klase tracic;) on jest z innej bajki zupelnie niz my, moze jak mu sie poszczesci, to swoje miejsce znadzie i troche odpusci;) trzymaj sie, buziaki:*

Autor: lee  07.09.2006 zgłoś

do trunka i kfiata: nie ma co sie teraz spierac o szczegoly, bo i tak w tej sytuacji to sie tylko zlamana i jej misio dobrze orientuja;) czy wina lezala bardziej na lewo czy prawo, to my sami nie dojdziemy, chocbysmy bardzo chcieli, a zreszta, po co w sumie mielibysmy?? ;) trzymajcie sie bardzo cieplo:)) buzi :* :*

Autor: Karol smutny  07.09.2006 zgłoś

czy warto starac sie o kobiete, ktora mowi ze nie kocha, tylko czasami nie.. ale jednak kocha w srodku.. nienawidzi, nie daje szansy na naprawienie wszystkiego w zwiazku, kt. erwał ponad 2 lata i jest typem ktory woli faceta z duza kasa.. zeby miec poczucie bezpieczenstwa.. lubi wygody mowiac po krodce.. nie wszystko jestem w stanie dać.. już nie wiem co mam robić kocham bardzo mocno, ale nie wiem jak mam się starać, żadnego pomysłu, same błędy popełniam im bardziej się staram..

Autor: ana  08.09.2006 zgłoś

Prosze was o pomoc bo nie wiem juz co mam myslic o tym wszystkim.Od dluzszego czasu spotykam sie z chlopakiem- jest amerykaninem i plaowalismy nawet slub w najblizszym czasie a dokladnie w grudniu.Wiem,ze jego rodzice maja duzo nieruchomosci wartych wiele milionow i on sam rowniez nie nalezy do najbiedniejszych, maja kikanascie domow i innych nieruchomosci.Otoz moj narzyczony oswiadczyl mi niedawno cos takiego: ze po slubie nic niedostane od jego rodzicow na co sie bez wahania zgodzilam bo nie chce ich pieniedzy.ale moj narzyczony orzekl rowniez ze wszystko co ma do tej pory to nawet jak sie z nim ozenie i urodze mu dzieci nie bedzie nic mojego nadal.Nawet dom w ktorym po slubie zamieszkamy bedzie tylko jego.doslownie wszystko bedzie tylko jego.On teraz studiuje dopiero- zacznie pracowac w stanach dopiero po 3 latach i jak skonczy studia po 3 latach dopiero moze ,,cos'' bedzie mojego , a do tej pory bedzie zyl z pieniedzy ktore ma koncie ale sa tylko jego.Wiec on mysli ze ja pojade z nim do stanow ozenie sie i gdy cos niewypali to nie bede miala nawet na bilet powrtny do polski.A jesli urodze mu dzieci jaka mam pewnosc ze nie zabierze tych dzieci a mi kaze nocowac w parku pod golym niebem bo przeciez nic nie jest moje.Jak mozna zenic sie z czlowiekiem i mieszkac z nim w obcym kraju i codziennie myslic czy czasami nie pokloci cie ze mna i nie wyrzuci na powietrze swieze juz nie wspominajac o moich dzieciach.nie chce jego pieniedzy po slubie ale wydaje mi sie ze przynajmiej polowe jego domu po slubie powinno byc moje rowniez zebym czula sie bezpiecznie.Czy nie uwazacie ze to troche jest egoistyczne a moze sie myle?prosze doradcie nie chce sie zenic z czlowiekiem myslac kazdego dnia ze moze mnie wyrzucic po slubie i nie bede miala nawet na bilet powrotny tam mi niktnie pomoze moi rodzice i rodzina beda zbyt daleko.

Autor: american bejbi  08.09.2006 zgłoś

słuchaj, ja nie chcę byc wścibska ale myśl o sobie. A co Ty myślisz, że pojedziesz do USA i bedziesz na chacie siedzieć a Twoj mąz bedzie na Ciebie harowal??? no bez przesady...bardzo dobrze że Tobie powiedział to przed ślubem, super z niego gościu...pracuj sobie, załóz konto i zarabiaj na siebie!!! Nie żyjemy w 17stym wieku gdzie to mężczyzna utrzymywał kobiete...Myślę, że to Ty jesteś egoistką a nie ON..

Autor: BIANKA  08.09.2006 zgłoś

WITAM ...moja historia wielkiej milosci ,mam 31 lat on 26, poznalismy sie 5 lat temu mieszkalismy, razem , bylo cudownie,konczylismy studia, ja je dawno zakonczylam, on do dnia dzisiejszego, nie.Taki typ faceta silnego psychicznie, od dziecka trenowal , sporty, rodzice inwestowali, bo i mieli skad, prywatny biznes. Ja zawsze radzaca sobie sama, zarabiajaca na wlasne utrzymanie , za granica , pierwsze lata , byly piekne, potem zaczely sie schody, prosilam , tlumaczylam,chcialam zebysmy razem zamieszkali ale on ciagle , zapewnial ze tak bedzie , a nigdy nic nie , bylo, przestal sie w mojej ocenie interesowac zwjazkiem , w sensie przebywania ze , ma ciaglego, wolal wybrac pasje, ktore go zajmowaly, choc nie bylo dnia zeby nie zadzwonil nie napisal, zaczelam sie oddalac psychicznie, zdradzac, odeszlam , na 3 miesiace, ale wrocilam , pare lat temu wyjechalam do UK, tu poznalam super faceta anglka.Bylismy razem pol roku, byl zonaty, wiec mnie zostawil .jest tez nieszczesliwy w zwjazku , ale postanowil wrocic , do dzieci, wiec znowu emocjonalnie wrocilam , do mojego stalego zwjazku, on nawet nie wie ze byl zdradzany.Czuje ze juz nie kocham go,,,,,ale za kazdym razem kiedy probuje sobie ulozyc zycie z kims innym , ci mezczyzni rezygnuja i mnie zostawiaja, tak jakby moje fatum ,,,albo przeznaczenie w postaci mojego chlopaka czekalo na mnie.....obecnie on tez juz jest w uk, ma dobra prace, ale chce wrocic do polski, ja, nie , bardzo, pogubilam sie juz w uczuciach do niego, pomimo ze go ochalam teraz czuje w sercu zal , ze on tak marnotrawil nasz czas, zapytany odpowiada ze mnie kocha nad zycie imnie nie zostwi, ale ciagle nie moge wyegzekwowac moich warunkow, bo kiedy to robie, o przytakuje a, i tak sie ic nie dzieje,,,chciala, bym zalozyc rodzine , miec dzieci z nim. .. .., aon wciaz nie dojrzal do tego..niewiem sama czy jest sens nadal czekac moze jeszcze miedzy nami cos sie zdarzy , moze juz nic , jak dlugo , mozna czekac, na niego.....to pytanie spedza mi sen z powiek.......moze ktos mial podobne doswiadczenia ??....piszcie pozdrawiam BIANKA

Autor: ines  08.09.2006 zgłoś

do Sylwii hej! dzięki wielkie :) powodzenia :) pozdrawiam

Autor: izabellka19  08.09.2006 zgłoś

ech ja juz jestem ponad 2 lata z chlopakiem nie wiem co zrobic szczerze wczoraj go zdradzilam poprostu pocalowalam sie z kims do kogo kiedys mialam slabosc nie wiem szczerze nawet nie mam wyrzutow sumienia ale z drugiej strony nie wyobrazam sobie zeby mojego nie bylo przy mnie co w takije sytuacji zrobic??????

Autor: zuzia  08.09.2006 zgłoś

lee ..........

Autor: SONIA  08.09.2006 zgłoś

BOZE PRZECZYTAŁAM TE WSZYSTKIE OPINIE PATRZE NA MOJEGO MEŻA I ZASTANAWIAM SIE CZY TE NASZE MAŁZENSTWO OD 9 LAT Z CZWÓRKĄ DZIECI JESZCZE MA SENS BO TAK BARDZO ZGADZA SIE Z WASZYMI WYPOWIEDZIAMI.

Autor: Jaśmina  08.09.2006 zgłoś

Szkoda ze tak wiele związków rozpada się.Że ludzie budzą się samotnie kiedy już wszystko "wyszaleją" i nie zostaje im nic oprócz własnego towarzystwa z samym sobą. Stąd tylu frustrató którzy nigdy nie doświadczyli miłości... Ba! Oni w to nie wierzą!

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Do Jaśminy. Chyba lepiej, że nieudane związki sie rozpadają zamiast brnąć w nicość. Wczoraj usłyszałam od swojej dorosłej juz córki, że pozew o rozwód powinnam była złożyć już parę lat temu. Jestem w dobrej o tyle sytuacji, że mam wsparcie wśród znajomych i przyjaciół oraz w moich dzieciach. Wspierają mnie jak tylko mogą. To nie prawda jak piszesz Jaśmino, że ludzie budzą się samotnie kiedu już wszystko "wyszaleją". Ja nie szalałam, kiedy dzieci były małe i nie mogłam pracować, to zajmowałam się repasacją pończoch (starsze forumowiczki pamiętają początki lat 80-tych) lub robieniem na drutach. Kiedy dzieci podrosły, mieliśmy czas iść wspólnie do kina, pojechać na koncert, usiąść z książką przy ulubionej muzyce. Kiedy wspomniałam mężowi o rozwodzie zażądał ode mnie odszkodowania za lata spędzone ze mną. Tego było już za dużo. I te teksty, że utrzymywał mnie jak nie pracowałam. Dlatego, że nie chcę być sfrustrowaną do końca kobietą, postanowiłam zakończyć to co nieuchronne. Samotna budziłam się przy mężu. Samotna byłam przed operacjami onkologicznymi i po nich. Każda próba rozmowy o strachu jaki mnie ogarniał, kończyła się tekstem "nie deneruj mnie, wiesz, że nie lubię takich rozmów". Pamiętajcie dziewczyny. LEPIEJ BYĆ SAMOTNĄ W POJEDYNKĘ NIŻ WE DWOJE.

Autor: Bella  08.09.2006 zgłoś

Moja historie dedykuje przede wszystkim BIANCE. Po nieudanym zwiazku (malzenskim) z pozadnym 10-letnim stazem w Polsce los rzucil mnie w ramiona innego mezczyzny, ktory mieszkal w Austrii. Znalam jezyk tyle o ile, ale chcialam byc blisko niego i po jakims czasie wzajemnych deklaracji, ze chcemy byc razem, skladanych na odleglosc, zdecydowalam sie wyjechac z moim 11-letnim synem na stale do niego. Mieszkamy w jego domu, ktory ZAWSZE bedzie tylko jego, jezdzimy samochodem, ktorego ja nie moge dotknac. Nie mam prawa do pracy, bo on boi sie malzenstwa, po dwoch nieudanych. Nie mam tu ubezbieczenia, bo to za drogo. Rodziny on nie potrzebuje, zwlaszcza tej z Polski. Mojego syna traktuje na rowni z psem i kotem... Dal mi dach nad glowa i poczucie, ze nie jestem sama. Kiedy probuje wyrazic jakies niezadowolenie, ma jedna odpowiedz- jak sie nie podoba, wracaj z powrotem. Pare razy bylo na ostrzu noza, ze pakowalam nasze rzeczy, ale on blaga wtedy, ze kocha...Nie ma innych dzieci a z rodzina nie pielegnuje zadych kontaktow. Nawet przyjaciol nie potrzebuje. Jest skrajnym egoista, co ciagle mu zarzucam. Od czasu do czasu insynuuje, ze dobrze byloby, gdybym zaczela pracowac. Pytam wtedy czy na ulicy, bo zezwolenia nie mam. Tesknie wtedy do mojej niezaleznosci, do mojej skromnej pensji ksiegowej w dosc duzym zakladzie pracy, do mojego malego mieszkania w Polsce, ktore na szczescie czeka na mnie. I kiedy gotowa jestem sie spakowac, staja przede mna tez te inne obrazy, kiedy balam sama, kiedy nic sie nie dzialo w moim zyciu, kiedy byly tylko kolezanki na plotki. Boje sie dlatego powrotu, wstydze sie ludzi, ktorzy musieliby uslyszec- znow sie nie udalo, chyba jestem do kitu. Nie mowie dlatego nikomu, jak tu jest. Rodzina mysli, ze pracuje i zylko moj synek widzi, jak placze po katach, a ja widze, jak go to boli. Wiem, ze nie zafundowalam mu nowej wspanialej atmosfery "rodzinnej", o jakiej ja i on marzyl (Jego ojciec ma juz inne dzieci i nie potrzebuje kontaktu). Jestem nieszczesliwa! Slysze tylko- to moj dom, to moja kuchnia, to moj samochod, to moja pensja, to moje ubezpieczenie. Nawet zakupy na codzien robi sam, zebym przypadkiem nie wydala wiecej niz przewidywal. Jedynie na ksiazki, czy stary komputer dla dziecka moge wyegzekwowac od niego pieniadze. Nie mamy znajomych, nikt nas nie odwiedza. Tylko telewizor i spacer z psem. Jedyna radoscia jest moj synek, ktory poznaje nowy jezyk i swiat. W szkole radzi sobie super, jest bardzo zdolny, ale mnie zzeraja tez wyrzuty, ze pozbawilam go dorastania w ojczyznie... Do tego pod jednym dachem z mezczyzna, ktory nie jest tego wart... DROGA BIANCO! Badz honorowa i nie kontynuuj tej znajomosci. Na obczyznie mozesz byc bardzo nieszczesliwa. Majetni ludzie nie sa rozrzutni. Oni licza kazdy grosz. Napewno znajdziesz partnera, ktory takich warunkow nie bedzie stawial. Ja zrobilam blad! Nie umiem go naprawic. Pozostal smutek i lek o jutro.

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Do BELLI Jedynie błędu zakończinego śmiercią nie mozna naprawić. Jeśli jesteś tak nieszczęśliwa, to pakuj manatki i uciekaj od niego jak najdalej. Tym bardziej, że w kraju masz mieszkanie. Jakim wspraciem jesteś dla swojego syna? Przestań się bać.

Autor: Bella  08.09.2006 zgłoś

Male sprostowanie: oczywiscie slowa moje kierowalam przede wszystkim do ANY!

Autor: Bella  08.09.2006 zgłoś

Do BEATY: masz racje! Tylko po smierci nic juz sie nie da... Mysle coraz bardzej intynsywnie o powrocie. Nie pozostaje mi chyba nic innego, bo tu jest PUSTYNIA na kazdym polu- emocjonalnym, uczuciowym, osobistym. Jedna wielka porazka. Najgorzej z praca, bo bede szkac od nowa... Pozdrwiam serdecznie i dziekuje...

Autor: Misiek  08.09.2006 zgłoś

Do Belli :) Probuje, napewno nie poddam sie bez walki. Ludzie w zyciu podejmuja rozne decyzje, czasami te decyzje sa tak trudne ze zrozumieja ich znaczenie tylko bliskie osoby, reszta powie ze sa bledne i zle. Anka ma racje. Zaufanie jest najwazniejsze, ja takze tak mysle. Gdy cos robie zle, nie tak jak powinno byc. Ona zawsze o tym wiedziala. Przyszedlem przyznalem sie do bledu, bylem gotowy poniesc za to konsekfencje. Ale zawsze bylem szczery, nie tyrzmalem tego w sobie bo wiedzialem ze mnie Kocha i tak powinienem to zrobic, powiedziec prawde. Nawet jesli jest bolesna. Ona tez zdaje sobie z sprawe z tego co zrobila. Najgorsze dla mnie to ze przyznaje sie dopiero w momencie gdy ja jej to wytykam palcem! Gdy Musialem zrobic ochydna rzecz... czytac jej emaile zeby sie o tym dowiedziec. Wcale nie jestem z tego dumny. czuje sie zle na mysl co musialem zrobic by dowiedziec sie prawdy! Tak sie nie robi, ale mogla mi poprostu powiedziec. Zareagowalem jak kazdy kto Kocha i boi sie ze dzieje sie cos zle. Wszystko mi nie pasowalo wtedy. Stalo sie, czuje ze dobrze sie stalo, ze wyszlo cos takiego. Mamy nauczke, Dlatego tlumacze jej, ze mozna wziasc ta lekcje na cale zycie i byc nadal razem. Nie robiac juz nigdy takich jaj. Zaufanie mozna odbudowac, trzeba tylko pracowac nad Zwiazkiem. Zalezy nam na sobie, kochamy sie razem. Nie rozumiem wiec jej idei "Nie wierze w powroty... bo to ty zerwales ze mna" ...Kobieta i Mężczyzna... ciekawe kiedy sie w koncu dogadamy. Narazie mamy bardzo dluga przerwe. Nie mam zamiaru szukac Milosci, nie mam ochoty. Mam troche do zrobienia w swoim zyciu m.in studia. Zobaczymy jak bedzie. Moze tak ma byc... z pozytywnym efektem koncowym.

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Do BELLI Głowa do góry. Jak się czegoś naprawdę chce, to można wszystko. To Ty jesteś panią swojego losu. Masz wspaniałego syna i na pewno będzie Ci wsparciem na jakie nigdy nie liczyłaś. Jeśli wrócisz to skontaktuj się ze starymi znajomymi, nie kryj przed nimi swojego błędu, powiedz o troskach i obawach a przekonasz się, że dobrzy ludzie jeszcze istnieją i to w większości. Oni po prostu nienawidzą fałszu i obłudy. A pomoc z ich strony może być nieoceniona. Zresztą skontaktować z nimi możesz się już teraz. Może zanim wrócisz juz praca będzie na Ciebie czekać. Powodzenia i uśmiechu na twarzy. Pamiętaj. Co nas nie zabije to nas wzmocni.

Autor: Jaśmina  08.09.2006 zgłoś

Ty mnie Beato nie zrozumiałaś. Mnie jest szkoda ludzi, że kochać nie potrafią. I kiedy sami odczują potrzebę miłości i akceptacji...próżnia. I tym bardziej cieszy mnie, kiedy jestem ze znajomymi , przyjaciółmi którzy pozostają w wieloletnich, udanych związkach. Kiedy mówią do siebie i zwyczajnie lubią ze sobą być. Prostactwo i ubogość uczuć nie są jednak normą, jaką można było odczytac z zapisanych tu przemyśleń i doświadczeń. I współczuję tym, którzy dawać nie potrafią a i nic w zamian nie dostaną. Huba. Odciąć i wyrzucić.

Autor: aldona  08.09.2006 zgłoś

Ja własnie zakończylam swój wieloletni związek. Po czym poznać, ze to koniec? To moment kiedy widzisz,że nie ma już nadzieji na to,że partner się zmieni. a jego oszustwa z przeszłości nie dają Ci spokoju i nie potrafisz przejść nad nimi do porządku dziennego,... a przedewszystkim nie potrafisz wybaczyć.Wtedy potrzeba podjąć taką decyzję. Choć jest trudna to daje szansę na lepsze życie. pozdrawiam

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Do ALDONY. Jesteś dzielna. Gratulacje.

Autor: Misiek  08.09.2006 zgłoś

A Moja historia jest jeszcze bardziej tragiczna... Po 3 latach szczesliwego zwiazku, prawie bez klutni, usmiech, radosc, czas spedzany razem... nagle z dnia na dzien zerwalem z dziewczyna. Cudowna dziewczyna ktora nadal Kocham! Powod: Od roku mnie oklamywala, a na koniec dolaczyli do tego klamstwa jej rodzice! Rodzice ktorych pokochalem jak swoich wlasnych... Tragiczne prawda? To jeszcze nie koniec, pojechala kilka dni temu na doktorat do Danii... conajmniej 3lata! Czytam wasze wypowiedzi, nasz zwiazek byl cudowny, bylismy jak stworzeni dal siebie, moglibysmy rozmawiac bez slow. Zawsze razem. Wiec dlaczego myslicie? A no, bo przyjechal do niej jej ex-chlopak z USA (kiedys tam pracowala co wakacje, i tak wakacyjna milosc sie narodzila) na 2 tyg, spedzili go razem w Krakowie i Pradze. Mialem o niczym nigdy sie nie dowiedziec, ale niestety poznalem cala bolesna dla mnie prawde... Oczywiscie, przyjazd przygotowala od bardzo dawna, kiedy ja w tym czasie o nia dbalem, troszczylem sie, a ona miala bardzo malo czasu dla mnie... zdazyla za to kupowac bilety, slac mu @ (@ w ktorych mnie nie bylo, zdjecia na ktorych wycinala moja osobe), tlumaczyc slajdy z prezetacji miejsc do ktorych pojechali na wspolna wycieczke... a mi wcisnela bajere ze jedzie z cala rodzina na 2tyg do siostry mamy pod warszawe. Ciekawe w tym to ze przed jej wyjazdem pomagalem calej rodzinie robic porzadki po remoncie, przed ich "wyjazdem do Wawy". Wiec jak sie dowiedzialem... a no, popelnila kilka bledow ktore sklonily mnie do tego zeby zdobyc haslo do jej konta email. I Tak sie zaczelo. Najgorsza noc w moim zyciu, sam czytajac jej emaile. Sam juz nie wiem. Znam prawde, chcialem zeby ona mi powiedziala jak jest naprawde, poczatkowo dawalem jej do zrozumienia ze wiem i niech sie zlamie i sama mi powie, w koncu to ja sie zalamalem bo ile mozna znosic klamstwa z zimna krwia patrzac prosto w oczy. Po tygodniu od zerwania powiedzialem jej skad wiem, chcialem uslyszec dlaczego? Powiedziala ze chciala chronic moje uczucia, bo mnie kocha, zalezy jej. Wiedziala ze musi sie z nim spotkac ze wzgledu na pomoc jaka dostala w Usa. A To on sam sie wprosil na przyjazd do niej, jego mama prosila bo kiedys wiele jej w USA pomogla... Bala sie ze bedzie to dla mnie bardzo bolesne i ze nie pozwole na to, nie chciala mnie ranic tym, wiec wolala zrobic z tego tajemnice niz mi powiedziec prawde. To dopiero historia? Czy to koniec? Ja Ja Kocham! Ona Mnie tez.. ale czy bedziemy dalej razem? Jej "Nie wierze w powroty!" mnie przeraza. Pomimo gdy jestesmy razem nadal jestesmy szczesliwi, jest ok, wszystko jest doskonale. Ona mowi ze pasujemy do siebie i ja jej to mowie. Narazie jestesmy "Przyjaciolmi" - lecz co to za przyjazn jak oboje sie Kochamy. Cokolwiek. Oto moja historia, ktorej nie potrafie zrozumiec. Narazie Jestem sam tu w Polsce, ona tam od kilku dni w Danii... kiedy sie znow spotkamy, tego nie wiem. Mielismy plany na zycie w Danii, po tym wszystkim nie wiem czy tam pojade. Wiem tylko ze bardzo ja

Autor: Bella  08.09.2006 zgłoś

Do bEATY! Dziekuje raz jeszcze za wsparcie- to jest to, czego teraz najbardziej potrzebuje. Slowo potrafi wskrzeszac! Czas obudzic sie ze snu i porzucic swiat marzen i niespelnionych oczekiwan...

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Do szczęśliwie zakochanej. Podejrzewam, że żadna z nas, która ma za sobą trudny związek albo w takim jeszcze tkwi nie wiedziała jak to będzie później. Też kochałyśmy i byłyśmy kochane tylko jak długo i czy na pewno...? Przestaję wierzyć w słowa, wolę doceniać czyny, tylko one są w miarę wiarygodne. Pooglądaj sobie różego rodzaju reportaże albo chociażby filmy obyczajowe (coś w nich jest). Partnerzy mówiący o wielkiej miłości zapewniający o wszystkim co możliwe, a potem....? Szpitale, połamane kości, siniaki na twarzy, terror fizyczny i chybe jeszcze gorszy terror psychiczny. Gdyby wszystkie slowa wypowiedziane przez zakochanych miały się sprawdzić to niepotrzebneby były domy dla maltretowanych kobiet, błękitne linie i jakie tam tylko formy pomocy maltretowanym rodzinom. Ale nie przejmuj się za bardzo, życzę Ci abyś NIGDY!!! nie zazanała tego co my.

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Cieszę się, że Twoje wypowiedzi są coraz pewniejsze i chyba weselsze. Mam nadzieję, że dasz znać, jak potoczyło się twoje życie dalej. Chyba wszystkie na forum przeczytamy o tym z ciekawością i wyczekiwaniem. Hej Dziewczyny!!! A może postaramy się pomóc Belli jak będzie naszej pomocy potrzebowała?

Autor: literatura  08.09.2006 zgłoś

do szczesliwej inaczej:)) kocha sie nie za cos, tylko wbrew czemus,taka to prawda i pewnie podobnie jest u Ciebie.nie daj sie i badz soba,zawsze.Pamietaj ze jestes wolna i masz swoja godnosc.Pozdawiam i trzymam kciuki

Autor: Anka  08.09.2006 zgłoś

Do Miśka Wiesz co?Ty chyba najpierw sam powinienes sobie zadac pytanie czy jej jeszcze po tych wszystkich klamstwach ufasz...Nie wiem jak dla ciebie ale dla mnie szczerosc i zaufanie to podtawa zwiazku...A ona raczej nie byla wobec ciebie szczera, bo gdyby tak bylo to by ci o tym powiedziala...a jezeli tego nie zrobila to moim zdaniem miala cos do ukrycia.Dla mnie nie am czegos takiego jak klamstwo "po to zey nie bolalo"! "Nie powiem bo nie chce zeby sie denerwowal/a"...bez sensu!Musisz sam sobie odpowiedziec na to pytanie, a bedziesz wiedzial co robic...Pzdr:-)

Autor: aldona  08.09.2006 zgłoś

Do Beaty Dziękuje. Żałuje tylko,że nie podjęłam takiej decyzji wcześniej. To nie było pierwsze rozstanie, ale zawsze dawałam jeszcze "jedną" szansę i to byl błąd. Ale najwidoczniej musiałam dojrzeć do tej decyzji. I po przeczytaniu większości wypowiedzi dochodzę do wniosku,że nie ma się co zadręczać, mamy tylko jedno życie i musimy je przeżyć jak najlepiej. A to przecież my sami o nim decydujemy, więc nie ma co zrzucać odpowiedzialności na innych i samemu dokonać wyboru co jest dla nas lepsze...

Autor: Bella  08.09.2006 zgłoś

Do Beaty: chcialabys byc silniejsza. To pomogloby mi wyjsc z tego destrukcyjnego stanu, w jakim jestem. Najgorsze jest to, ze budowalam ten swoj swiat naprawde z wielkim zaangazowaniem. Poswiecilam siebie a "domek" okazal sie jak z kart. Sama jestem ciekawa, jak potoczy sie dalej to moje zycie. Odwagi raczej mi nie brakuje. Tak jak przed wyjazdem tu. Opanowalam szybko jezyk, mam pare certyfikatow, szybko poznalam tutejsze obyczaje i grzecznie dostosowalam sie do oczekiwan. W zamian nie dostalam jednak nic. I to boli najbardziej. Ty wydajesz sie osoba zdecydowana i silna. Gratuluje! Chetnie dam znac, ale jak... Do MISKA! Przebaczenie jest najtrudniejsza miloscia. (Albert Schweizer) Najpiekniejszym darem jest przebaczenie. (Phil Bosmans) Przebaczenie jest uzupelnieniem milosci, poniewaz zadna milosc nie moze trwac bez przebaczenia. (Barbara i Ben Jakubowie) Milosc przekracza bol i wybacza winy.(sw. Piotr Chryzolog) Serce, ktore kocha, idzie takze za bladzacym i kocha nawet kosztem zranienia.(Mahatma Gandhi) Satysfakcja z przebaczenia trwa na wieki. (Arystoteles) SPROBUJ! WARTO!

Autor: Sylwia  08.09.2006 zgłoś

do Aldony Szkoda, że ja nie mam takiej odwagi :( jak Ty. Nie potrafię zakończyć, bo kocham pozdrawiam

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Do ALDONY Nie żałuj, bo nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem. Ja też zrobiłam jedną "głupotę" (a może jednak nie). Po siedmiu latach małżeństwa rozstaliśmy sie na rok. W między czasie dzieci zapomniały krzywd jakich doznały od "tatusia" i coraz częściej pytały. Zawalczyłam więc o niego, bo każde z nas próbowało inaczej sobie życie ułożyć i wrócił. Dla dzieci zgodziłam sie na pewne ustępstwa, które mnie jednak nie wyszły na dobre (zatraciłam swoje Ja). W ciągu tych lat potem, były złe ale i dobre chwile i staram sie pamiętać te drugie. Głowę zaczęłam podnosić parę lat później, ale nic to nie pomagało. Pan i władca był jaki był. O rozwodzie zaczęłam wspominać jakieś 10 lat temu. Przez pewien czas był spokój a potem wszystko zaczynało sie od nowa. Nie zdradził mnie (chyba?), ale mieszkamy w zbyt małym mieście abym się o tym nie dowiedziała. Jego całe podejście do życia, do mnie, zwłaszcza, kiedy dzieci już są dorosłe jest tak okropne, że wolę być sama niż trwać "ku chwale ojczyzny" w tym związku. Jeszcze jestem na tyle wesoła i uśmiechnięta, że chcę taką pozostać, bo taką lubią mnie znajomi i pół miasta (jestem urzędniczką). Chcę się rozstać w miarę kulturalnie i spokojnie, bo potem mogą w pamięci pozostać tylko te sprawy, które bolą najbardziej.

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Do Belli beapie1@o2.pl

Autor: szczesliwie zakochana...  08.09.2006 zgłoś

ja jestem w zwiazku od dwóch lat Wojtek i ja bardzo się kochamy moja miłosc jest w stanie wszystko dla mnie zrobic a nawet czasem te babskie sprawy jestem dumna ze moge liczyc na niego nawet w kuchni jak trzeba beeeedzie pomóc.Dużo spedzamy czasu ze soą na rozmowach nie mamy żadnych tajemnic przed sobą planujemy razem wspolne życie /Wojtek obiecuje ze nigdy mnie nie zostawi wprost mnie uwielbia a ja tak samo, ale niewiem jak to będzie zemną niczego mi nie brakuje mam pewnosc co do niego oby tylko ja nie chciałam niczego nowego" w nasz związek wprowadzać.....

Autor: XXX  08.09.2006 zgłoś

Drogie Panie (i Panowie)! Pierwsza sprawa: kobiety uważają, że mężczyzna jest wspaniały kiedy np. pomaga im w kuchni i jest to w ogóle fatalne nieporozumienie! Pomaga?! Związek to współpraca, wzajemny szacunek i zaufanie, a przede wszystkim miłość. Sytuacja, w której kobieta nie może liczyc na swojego partnera (czy odwrotnie) jest absurdalna. Najważniejsze to czuć się w związku bezpiecznie pod każdym względem, psychicznym, fizycznym i emocjonalnym. Jeśli mężczyzna nie potrafi o takie poczucie bezpieczeństwa zadbać, to nie jest po prostu przygotowany na związek i od takiego należy trzymac się z daleka;) A kobiety? Tragiczne jest to, że wiele kobiet wciąż postrzega swoja wartość przez pryzmat siebie jako strażniczki domowego ogniska i opiekunku mężczyzny. Nie ma nic złego w dbaniu o dom i o siebie, ale pod jednym podstwowym warunkiem: jeśli mężczyzna i kobieta robią to razem! Często zapominamy o tych, mogłoby się wydawać zbyt oczywistych sprawach, aby je analizować i szukamy problemu gdzie indziej. Najważniejsze, żeby nie czuć się w zwiazku zniewolonym i nie ograniczać siebie, jak i partnera i wciaż się o siebie starać i troszczyć, nie zapominać o okazywaniu sobie miłości nawet najdrobniejszymi gestami. A w momencie pojawienia się problemów, nie bać się o nich szczerze porozmawiać, wyjawic swoje obawy, spokojnie, najlepiej trzymając się za ręce. Nie obwiniać się wzajemnie, lecz próbować znależć wyjście z sytuacji. Związek i miłość to najpiękniejsza, ale zarazem najtrudniejsza i najdelikatniejsza rzecz jaka sie przydarza człowiekowi. Ale jeśli się o nie odpowiednio dba, to można być naprawdę szczęśliwym. Życzę wszystkim powodzenia!

Autor: szczesliwa inaczej  08.09.2006 zgłoś

Literaturo, Faktycznie kocha się po prostu, a nie za coś, a czasem rzeczywiście wbrew wszystkiemu i wszystkim :)) Mam swoją wolność (chyba nawet mam jej więcej po ślubie) i godność (na zewnątrz uchodzę raczej za zimną i wyrachowaną). I cieszę się, że mój mąż nie należy do takich facetów jak Belli czy Bianki (dziewczyny bądźcie dzielne!!!). Tylko mi szkoda, że tak zobojętniał (nie obyło się tu bez mojej winy), a ja w pewnym momencie też się poddałam tej obojętności... Po jakimś czasie stwierdziłam że tak nie może być i drobnymi gestami staram się pokazywać, że mi zależy, że kocham, że mi się chce. On tego nie ignoruje, ale jemu już się chyba nie chce. I jest między nami tak jak pisała Olga na początku, każde robi swoje. Ale czy nie na tym własnie polega proza życia? Nie możemy żyć wiecznie uniesieniami, zachwytami nad sobą nawzajem. Czasem wystarczy po prostu sama obecność tej drugiej osoby, świadomość że jest na wyciągnięcie ręki... Nieważne że akurat szpera na allegro bynajmniej nie w poszukiwaniu seksownej bielizny dla mnie, ale oleju samochodowego... No chyba że się mylę?

Autor: Nala  11.09.2006 zgłoś

Albo wszystko sie konczy przez dystans 1100km, kiedy nie ma poki comozliwosci mieszkania obok siebie a ciagle podroze mecza i kosztuja. A widywanie sie 3 dni na 2 tygodnie nie wystarcza, smsy, skype, listy-nie zastapia bliskosci....

Autor: binluder  11.09.2006 zgłoś

Myślę że ludzie schodzą się przez sex i przez sex się rozchodą .Bo gdy zawieje nudą ,to niestety" miłośc" się wypala a zostaje tylko strach o dzieci i przywiązanie do codziennosci ,a nie do żonki/mężusia .A banialuki ksiązkowe typu że poznaje sięnajpierw wnętrze drugiego człowieka,a nie po wyglądzie to między bajeczki należy sobie wsadzic .Niech mi ktoś odpowie że na dyskotece poznał panienkę/chłopaka o wnętrza czy coś podobnego.Wnętrze poznaje się tak naprawdę po ślubie ,co w kim siedzi.POZDRO....

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

Niestety, niedługo będę musiała zniknąć z kącika, bo (przyznam się szczerze) koniec pracy, a w domu, mimo że ostatnio mam dostęp do netu (ktoś ma niezabezpieczoną radiówkę) nie mogę korzystać, bo ślubny (jeszcze) zagląda przez ramię. Ale to nic. W poniedziałek milej się będzie szło do pracy wiedząc, że znowu się spotkamy.

Autor: HANIA;)  08.09.2006 zgłoś

... TAK JAK ELLE>>>Drogie Panie!To przykre i smutne co piszecie zgadzam sie z elle.Czytając to odechciewa sie jakichkolwiek związków.Ehh...Prawdziwa w nich sól życia.Choć problemy są różne dotyczą związków. I nie chodzi tu o to kto zawinił a kto nie....Chodzi o sztukę rozmowy.Zawsze powinniśmy mówić o swoich potrzebach i obawach a nie pisać o nich na forum. Od tego wszystko się zaczyna.Wiem,że to nie jest łatwe ale KONIECZNE!!! Sama jestem w związku od 1,5 roku i nie zawsze było różowo. Myślę że prawdziwe uczucie zawsze zwycięży.Tylko to trzeba wiedzieć czy kochamy i czy nas kochają- a właściwie czuć...I niech mi ktoś powie że to nieprawda. Tylko trzeba odróżnić miłość od przywiązania....Ja bardzo kocham mojego Marcinka ....i po przeczytaniu Waszych wypowiedzi trochę się przeraziłam.Związek składa sie z 2 osób my budujemy i my rujnujemy...Wina leży po dwóch stronach ...dlatego zawsze trzeba ROZMAWIAĆ ZE SOBĄ.:)))Moja koleżanka znalazła super sposób na wysłuchanie jej uwag.../ponieważ nie miała szansy o nich opowiedzieć? napisała list...Powodzenia i głowa do góry wypróbujcie tę metode JA NA PEWNO.

Autor: Beata  08.09.2006 zgłoś

A co zrobić, jeśli 10 lat rozmów nic nie dało? Gadać dalej? Aż życie przecieknie przez palce?

Autor: no nieeeeeeeee:-)))  08.09.2006 zgłoś

we własnej dwuosobowości złożonej z nieporozumień towarzyskich pojawia się odkryta a przecież tu nie ma cieków, jest wielokanałowy nick tysiecy twarzy

Autor: Gabi  08.09.2006 zgłoś

nigdy nie wiadomo jak potoczy sie zycie we dwoje... Kiedy poznałam swojego chłopaka , uwazałam ze wszystko moge zniesc i, ze jestem osobka silnie psychicznie i takie tam ble ble... okazało sie jednak inaczej ... Po pewnym czasie bycia razem zacze łam wymagac cud ów i stałej opieki moj facet zwatpił kogo tak naprawde pokochał ...

Autor: BB  08.09.2006 zgłoś

Do Bea Mam nadzieję, że pogadamy sobie w poniedziałek, bo w weekend nie będę mogła. Chciałabym Ci jakoś pomóc, choć właściwie niewiele mogę!

Autor: kitka  08.09.2006 zgłoś

Drogie Dziewczyny:) chyba kazda z nas wierzyla w wielka milosc i bycie razem do grobowej deski, prawda? i pewnie nadal, chocby po cichutku w to wierzymy, co? :) ja na pewno, przyznaje sie. mimo tego, ze moja wielka milosc, ten jedyny, jednego dnia zapewnial mnie ze nigdy porzenigdy nie oszuka i nie zrani, to nastepnego pojechal ze swoja druga...narzeczona do jej rodzicow.... gdy sie o tym dowiedzialam - uslyszalam, ze jestem patologicznie zazdrosna i jak smialam przeczytac jego smsa.... po czyms takim ciezko sie pozbierac, jeszcze trudniej znowu uwierzyc ... jedno wiem - sama nie chce byc, boje sie a z kims - jak tu nie dac sie znowu oszuac?

Autor: Madzia001  08.09.2006 zgłoś

Sptykam się ze swoim chłopakiem 2 lata:) Kocham go i to bardzo, wręcz nie umiem żyć bez niego tylko mam problem od pewnego czasu on rozmawia ze swoimi koleżankami na gadu - gadu . Ja nie mogę zaakceptować tych koleżanek Prawie tak samo częśto jak ze mną gdzyż mieszkamy w osobnych miastach. Ja ich nie znam. On tłumaczy mi że to tylko koleżanki i że nic więcej między nimi nie ma. Ale ja mimo wszystko nie moge pogodzić się z zaistniałom sytuacją i szczerze powiedziawszy nie wiem co mam zrobić . Kiedyś powiedziałam mu że albo koleżanki albo ja a on na to że ma taką nature i koleżanki muszą być . Tylko po co mu codzienny kontakt skoro to tylko koleleżanki. Powiedzcie mi co mam zrobić ???Bo ja już samam nie wiem czy odejść bo o akceptacji nie ma mowy:(:(:(

Autor: kitka  08.09.2006 zgłoś

Madziu, a Ty masz kolegow?

Autor: magdzia23  08.09.2006 zgłoś

to byla milosc od pierwszego...Po 2 miesiacach zaszlam w ciaze ,chcialam usunac a on blagal bym tego nie robila ,bo boi sie,ze go zostawie. Nasz syn ma 2 latka .Zaczelam zauwazac,ze jest tak jak u Was.Wczoraj nie wytrzymalam i zmusilam go do rozmowy.Powiedzial,ze nie wie czy mnie kocha... Jestem zrozpaczona.Co to znaczy nie wiem?????????????/

Autor: kitka  08.09.2006 zgłoś

ktos kiedys powiedzial, ze jesli partner zastanawia sie czy nas kocha, to juz od dawna nie kocha... dla mnie to takie gadanie, tchorzliwych - ktorzy nie potrafia powiedziec prawdy. Magdziu23, trzymaj sie:)

Autor: Madzia001  08.09.2006 zgłoś

Widzisz na tym polega problem . Poznałam go na gg jak tylko założyłam neta w domu. W cześniej nie miałam komunikatora i nowych znajomych. On gg ma od lat i rozmawia jak mówi < ze starymi znajomymi np. którą kiedyś poznał nie odzywała się 2 lata i teraz pisze na nowo > Umówiliśmy się że nie będziemy poznawać nikogo nowego tylko że ja nie mam możliwości poznania nowej osoby I co z tym fantem zrobić:(

Autor: kitka  08.09.2006 zgłoś

ja mam na pewno dosc skrzywione podejscie do znajomosci i kolezanek z sieci, bo moja wielka milosc co i rusz sie 'zabawial' z paniami poznanymi ta droga. to mnie wpedzilo w skrajna nieufnosc, podejrzliwosc na maxa zdaje sobie sprawe, ze nie potrafie byc obiektywna. moze Twoj facet faktycznie jest niewinny??? ale jesli Tobie to przeszkadza, a on o tym wie toooo...musicie dojsc do jakiegos kompromisu pojecia nie mam jakiego. ja bym nie odpuscila - na pewno chcialabym 'poznac' te kolezanki:)

Autor: magdzia23  08.09.2006 zgłoś

Jak chcesz , mozesz zamiescic swoj anons na jakims portalu randkowym .znam jeden fajny,jak chcesz to Ci dam adres strony.Pozdrawiam

Autor: Ex  12.09.2006 zgłoś

Coz, zaczne prozaicznie- 5 lat w zwiazku, od 2 lat cos sie popsulo...nagle.. dziwna obojetnosc,zlosliwe komentarze nt mojej osoby,krytykowanie, dystanowanie sie do mnie,chlod emocjonalny, zero pocalunkow,przytulania, poswiecania uwagi moim sprawom, kontakty na gg czy przez tel jakby wymuszone przeze mnie....co wczesniej bylo nie do pomyslenia!!! a pierwszy, najwazniejszy symptom... sex "mechaniczny" bez tego uczucia...wtedy gubilam sie w domyslach,winilam siebie,moze cos zle robie, moze.. ,moze... Kilka tyg temu wyszla prawda o tamtym okresie, ktory zaczal sie 2 lata temu a jego skutki w naszych relacjach trwaly do dzis... mial romans, zdradzal mnie kilka dobrych miesiecy, ona odeszla a on na mnie przelewal gorycz rozstania, mimo ze wtedy majac intuicyjnie zle przeczucia , ze moze kogos szuka chcialam odejsc i jasno o tym z nim rozmawialam- decyzja byla NIE,ZOSTAN. Po co?? bylam kolem ratunkowym?? teraz dowiedzialam sie, ze moje podejrzenia byly podstawne a tak mnie zapewnial, ze jest wierny,lojalny nie nigdy by mnie....eh. Na domiar zlego istnieje podejrzenie a teraz to juz moja pewnosc, ze jej synek to jego dziecko...on zwyklym trybem sie wypiera (znam juz ten wyraz twarzy klamcy) ona milczy,zerwala kontakt ze mna- a najlepsze to bylo to ze ona jest rowniez w szoku bo nie wiedziala ze ja istnieje!!!! Gdzie bylas kiedy ja tam nocowalam?? Ja? Wracalam do domu-on po nia jechal...Koszmar. A gdyby ktokolwiek go poznal, ostatnia rzecza jaka by pomyslal o nim to ,to,ze jest tak perfidny,zimny i wyrachowany... Mam zlamane zycie i skaze do konca ....

Autor:  08.09.2006 zgłoś

Ja poznalam"kolezanke" z ktora mnie zdradzil , okazalo sie ze ja tez oszukal

Autor: kitka  08.09.2006 zgłoś

no wlasnie czasem trafi sie na drania

Autor: bad mistake  08.09.2006 zgłoś

A ja powiem tak: u mnie w związku było raz lepiej raz gorzej (z przewagą "gorzej"). Kilka razy wyprowadzałem się z domu, ale zawsze wracałem, tłumacząc się dobrem córki. Ale właśnie załączony internet pokazał faktyczne oblicze małżeństwa, które okazało się całkowitą fikcją. Żona po prostu tak się zapędziła w internetowe znajomości, że nie tylko zaniedbuje mnie, ale i nasze dziecko. Żeby "znormalniała" zabrałem modem do pracy. Oj, jak ją wtedy nosiło. Nie było obiadów, nie mówiąc już o innych aspektach życia małżeńskiego. Żona tak bardzo lubi byc w centrum uwagi, że nawet w klubie na męskim striptizie na scenę dobrowolnie wyszła...(w tym czasie opiekowałem się córką). Nie wiem co chciała osiągnąć - spełnić swoje "marzenie" czy mnie upokorzyć?

Autor: beatka  08.09.2006 zgłoś

Ja tez muszę się przyłączyć...niestety....niedawno kupilismy nowe mieszknie i mam mnóstwo obaw,on ma zaintersowania,książki,muzyka,jest inteligentny,ma dobrĄ pracę..ja na swoją nie narzekam,ale zawsze musiałam radzić sobie sama w życiu-nie miałam czasu na przyjemności-pracowałam będac w liceum,potem nawet na 2 etaty-było mi ciężko-te lata kiedy młodzi ludzie jakoś odnajdują w sobie jakies hobbyja spedziłam zasuwając jak wół. Tego,że nie mogę z nim porozmawiać o jego pasji boję sie najbardziej,bo chciałabym móc usiąść przy nim i nie tylko słuchać-wiem,że lubi mnie jako słuchacza,ale...sama nie wiem...czuję się niedowartościowana w jakis sposób przez samą siebie...Boję się,że jak już zamieszkamy tam to nie będę spełniać się w roli partnerki jego życia.Kochamy się,ale na jak dlugo może starczyc tego uczucia?Boję sie tego milczenia czasem między nami i myśli,że cos jest nie tak...Nie chcę go stracić,on tez jest ze mną bardzo związany-potrzebuję rady jak nie pozwolic tej ciszy (tak okropnej)zagościc u nas na dlużej.Nie chcę żeby nasze życie stało się nudne,chcę temu zapobiec....prosze o dobre rady od tych,co już tak mieli i im się udało:))

Autor: Marlena  08.09.2006 zgłoś

do bad mistake : Twoja zona potrzebuje szczegolnej attention ,ktorego Ty jej nie potrafisz dac,to proste...Zamiast zabierac kobicie modem - jak niegrzecznemu dziecku zabawke... - zrob jej swoj prywatny striptiz! Zobaczymy co zrobi! Powodzenia!

Autor: Madzia001  08.09.2006 zgłoś

Czasami mam wrażenie że mój chłopak bardziej boi sie o koleżanki z gg że je straci jak o mnie:( Najgorsze jest to że one nawet do niego dzwonią żeby wszedł na gg:( I jak się wtakiej sytuacji zachować:/ :( Wyjde za mąż że on nie bedzie mógł żyć bez koleżanek:( Katastrofa!!! normanie nie wiem co robić :(

Autor: petit87  08.09.2006 zgłoś

nie przeczytałam nawet połowy, a już nie mam siły na więcej... myślę, że trzeba poznać granicę miedzy miłościa a rozsądkiem. Miedzy Serduszkiem a Rozumkiem, choć jest to trudne. Kiedy poznasz, że to koniec?? mozna powiedziec ze jestem na to za młoda 18lat, jeszcze nic nie wiem... ale wystarczy, że popatrzyłam na moją Mamę. koniec jest gdy czujesz zimno z kazdej strony, gdy boisz się przytulic, bo wiesz, że cię odepchnie.. gdy boisz nawet spytac, co sie dzieje.. To wiem z własnego doświadczenia. Ale wiem ,że wina zawsze lezy po obu stronach... nic bez przyczyny. Nie zyczę tylko NIKOMU, zadnej z Was takiego zycia jakie prowadzi moja Mama, chroncie sie przed zimnym nic nie dającym związkiem, nawet jesli sa dzieci. Dzieci widzą - dzieci cierpą!!! Jesli probujesz naprawic... Jesli szukasz porozumienia i trafiasz na pustkę... UCIEKAJ... bo marnujesz swoje zycie. i wiara, że moze da sie to naprawic.. DA SIĘ>>JEŚLI OBOJE TEGO PRAGNIECIE pozdrawiam - Płacząca

Autor: prorok  08.09.2006 zgłoś

nie wiem czy przewinelo sie to we wczesniejszych postach ale: Bez pieniedzy nie ma milości, niestety smutne lecz prawdziwe kazda milosc wygasnie jak nie bedzie co do granka wlozyc... zaraz pewnie mnie z besztacie ze materialista jestem ale poczytajcie posty mniedzy wierszami od czego sie zaczynaja klopoty... brak czasu bo w pracy itp itd. jezeli nie ma kaski na zycie to i nie ma na milosc bo od tego zaczyna sie flustracja i pretensje dopiero na dlaszym planie jest zaniedbanie ze np. kwiatkow nie przynosi...

Autor: Efka  12.09.2006 zgłoś

to jest wolne formu. nie powinno sie cenzurowac czyis pogladow. skoro dziweczyna tak czuje? moze przez to ze jest taka szczesliwa chce innym uswiadomic, ze i my niedlugo dolaczymy do tego grona. i mimo, ze teraz wydaje sie to malo realne pozwala nam wierzyc, ze sie uda. ja wierze. mimo batalii z myslami wierze ze bede szczesliwa. ufam sobie.

Autor: Marlena  08.09.2006 zgłoś

Drodzy Panstwo! Beatka poruszyla ciekawy temat! Niezgodnosc intelektualna w malzenstwie moze i jest wielokrotnie powodem przykrych konfliktow.Uwazam,ze bardzo istotne jest intelektualne porozumienie w zwiazku.Jesli tego nie ma - zawsze ktores z partnerow moze poczuc sie niedowartosciowane. Jesli Beatko obawiasz sie podobnego scenario , radze po prostu zabrac sie za samodoksztalcanie,a wiec wiecej czytac,zaczac interesowac sie muzyka,literatura,kultura - jaki masz problem aby tego nie zrobic? Czytaj te ksiazki,ktore on czyta i deskutujcie razem wasze spostrzezenia. Nie trzeba skonczyc studiow,aby miec generalna wiedze bogatsza niz przecietni ludzie.A cisza we dwoje choc czasem jest potrzebna,to rownie dobrze moze byc smiertelna...

Autor: Marlena  08.09.2006 zgłoś

Patit-87 - Nie placz! Bo choc masz 18 lat to jestes bardzo madra dziewczynka!Slusznie spostrzegasz malzenstwo Twoich rodzicow i Wiesz,ze Ty takiego bledu nie zrobisz i to jest Twoje bogactwo rozumku - bagaz z dziecinstwa zrzucony juz dzis! A z serduszkiem dasz sobie rade! Prorok - powiedzial swiete slowa...Miloscia sie nie najesz...Zwiazek dwojga ludzi - to tez odpowiedzialnosc materialna,zwlaszcza jak sa dzieci! Zanim pobiegniemy do oltarza trzeba sie zastanowic czy stac nas zalozyc dom,rodzine,czy jestesmy zaradnymi zyciowo ludzmi,bo...milosc "chemicznie" blednie,ale jak jest forsa na kwiatek dla zony,to mozna sie czuc nadal kochana...

Autor: madzik  08.09.2006 zgłoś

do Proroka: nie jestem szczególną idealistką ale mi właśnie przydażyła się miłość kiedy oboje byliśmy bez pieniędzy, na studiach i bez pomocy Rodziców. Daliśmy sobie rade i za 2 tyg bierzemy ślub. Ale to prawda że trzeba myśleć co się robi dlatego puki się nie odbiliśmy nie planowaliśmy dzieci ani nic poważnego bo długi niejeden związek wykończyły. A co do kobiet mężczyzn i schematów to wydaje mi się osobiście, choć morze to tylko moje zdanie odosobnione że kobiety mają tendencje do poświęceń - czasem nawet jeśli inni tego nie wymagają i nie potrzebują. Potem jest smutek i frustracja i poczucie że się jet wykrzystywanym. I wtedy to juz początek końca zwiazku jak sądzę. Polecam książkę " dlaczego mężczyźni kochają zołzy" Jest napisana w takim typowym stylu amerykańskich psychologów ;) ale moża tam coś dla siebie znaleźć. Co nie oznacza że ja zaczełam swojemu facetowi robić na objad gotowane parówki ;)

Autor: ulotna do Karioke  11.09.2006 zgłoś

Do Karioko, wybacz póżną odpowiedź, ale dopiero teraz dorwałam się do kompa. Cóż zostaje Tobie w takim razie zastanowić się na czym zależy Tobie, a na czym Twojemu kochankowi. Jeśli Wasze pragnienia i dążenia będą spójne to może jest przed Wami przyszłość... ale jeśli jemu chodzi tylko o kobietę, gotową na spotkanie, gdy jemu to pasuje to chyba prędzej czy później to się rozpadnie... Nie chcę odbierać Ci nadzieji, bo dla każdego jest ona czymś bezcennym. Zastanów się tylko co jest dla ciebie najważniejsze Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko

Autor: szczesliwie zakochana...  08.09.2006 zgłoś

do Beatki wiem ze dzis juz nie odczytasz mojej wiadomosci bo jestes już po pracy... ale dziekuje CI ,że się wypowiedziałas w mojej sprawie ale nie wiem czy twoja miłosc była podobna do mojej i mojego chłopaka.Wojtek jest naprawde inny mieszkamy w małej dzielnicy gdzie wszyscy go znaja jest czuły zadna kobieta inna zadna go nie interesuje jest bardzo wstydliwy a nawet uważamżę jest bardziej zakochany niż ja.......to tyle dobrego są tez trudne dni ale nigdy mnie nie zostawił z problemem pozdrawiam..pa pa

Autor: joko  12.09.2006 zgłoś

czy ktoras z was byla w podobnej sytuacji jak ja tzn .. z ta pzrerwa i odpoczynkiem od siebie???? ja jakos dziwnie na to reaguje bo przezywam to strasznie ale tak w glebi serca czuje ze bedziemy razem i bedzie jeszcze lepiej. moze to sobie wmowilam???

Autor: szczęśliwie nie zakochana  08.09.2006 zgłoś

mamusiu, weźcie tę "beatkę" i posty do niej, naćpane jak najjaśniejsza cholera do madzik mi się też przydażyłą miłość bez pieniędzy a to dziś rzadkość, więc ci gratuluję i "si" gratuluję a tym co się przydażyła za pieniądze, co tam!....też gratuluję!!! płaci się za wszystko, tylko forma zapłaty jest różna, ta za pieniądze wychodzi najtaniej, nie obciąża psychicznie i "pamięciowo". Kieszeń zawsze napełniamy ponownie! pozdrawiam papa dance

Autor:  08.09.2006 zgłoś

W takich tematach nie ma nudy.Taki temat ma powodzenie.Bo kazda z nas ma podobne problemy w swoim życiu,i nie potrafimy sobie z tym poradzić.Ale na antenie tak. Każda wypowiedż jak z filmu "okruchy życia".Nik nam nie pomoże żaden psycholog gwarantuję Wam ,tylko sami sobie musimy pomóc ,czy dalej ciągnać te taczki z tymi problemami czy dać temu kres.Z reguly dla dobra dzieci /jezeli są/ ciągniemy je....az do rozwodu po 25 latach "pożycia małżenskiego".A gdy dzieci odchodzą z gniazdka rozwodzimy się,bo nie mamy sobie nic do powiedzenia. Taka jest nasza polska rzeczywistość.

Autor: ona  08.09.2006 zgłoś

Koniec można poznać po tym jak on cię rzuca bez słowa, choć jeszcze dwa dni wcześniej mówił, że chce z tobą być............. :(

Autor: kotek  08.09.2006 zgłoś

cześć jestem z chłopakiem od 3 lat.kocham go ponad życie wiem że nikogo tak nie pokocham jak jego a jednak czuje że nie jestem spełniona.on jest bardzo nerwowy i często na mnie krzyczy mówiąc szczerze wyrzywa się na mnie.wiem że mnie kocha prztula mnie,w łożku jest nam cudowniee a jednak czegoś mi brakuje.wiem czego brakuje mi spokoju ja tak bardzo nie lubie się kłócić.

Autor: calmness  08.09.2006 zgłoś

Pewnie to nie będzie nic nowego: ja nie chcę się rozstać. Nie chcę końca. Ciężko sobie poukładać życie, gdy jest to kolejny raz, gdy się czuło, że teraz to już na zawsze... Tak sobie myślę, że niestety nie ma rzeczy trwałych. A z rzeczy wiecznych, miłosć trwa przecież najkrócej... Nie sądzę jednak, że najkrócej boli. Wiem, ze powinniśmy sie rozstać, że mamy inne charaktery, że duzo nas dzieli. Ja wiem... Nie mogę jednak zapomnieć jego ciepła i mojego bicia serca, gdy go zobaczyłam... Ale chyba on już zapomniał... Woli uciekać anizeli zwyczajnie porozmawiać. On sądzi, że wszysko samo się jakoś ułoży. Samo, czyli gdy trochę będziemy od siebie. Taka separacja. Nie wiem czy mam na niego czekać czy żyć dalej. Najbardziej boli mnie to, że gdy on potrzebuje pomocy, ja biegnę. Niestety, gdy ja mam potrzebę - jego nie ma. Po kilku dniach pisze mi smsa- nie mogę życ bez Ciebie... I tym juz rozwala mój system odpornościowy. Tak naprawdę zdaje sobie sprawę, że on igra z moimi uczuciami. Czasami czuję, że takie jego zachowanie jest po to, by gdy jemu coś sie odwidzi, to chcę bym była... A co ze mną??? Czasami jednak przypominam sobie jak mocno mnie kochał, jak dawał mi wszystko. Ta decyzja o rozstaniu nie została przeze mnie wypowiedziana ze strachu... Ze stachu przed samotnością... Straszne... Już sama nie wiem czy bardziej boję sie życia bez niego czyteż samotnej codzienności... A może byłoby calkiem inaczej gdyby on dał mi jakąś nadzieję, że znowu będę kochana...................

Autor: Neo  11.09.2006 zgłoś

kitka a co Cię to wszystko........? Zacznij żyć a nie udawać ,że żyjesz. Nic nie możesz zrobić, bo to wszystko jest poza Tobą . I Bogu dzięki!

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

wiem Neo, wiem, w koncu nie jestem az tak bardzo glupia:) ja tylko zastanawiam sie, ile zcasu musi minac, zeby uczucia wygasly, emocje sie wyciszyly no i przestalo tak bardzo bolec:) na razie - dwa miesiace. i raz jest lepiej, a raz ...lepiej nie mowic:)

Autor: binluder  11.09.2006 zgłoś

Myślę że ludzie schodzą się przez sex i przez sex się rozchodą .Bo gdy zawieje nudą ,to niestety" miłośc" się wypala a zostaje tylko strach o dzieci i przywiązanie do codziennosci ,a nie do żonki/mężusia .A banialuki ksiązkowe typu że poznaje sięnajpierw wnętrze drugiego człowieka,a nie po wyglądzie to między bajeczki należy sobie wsadzic .Niech mi ktoś odpowie że na dyskotece poznał panienkę/chłopaka o wnętrza czy coś podobnego.Wnętrze poznaje się tak naprawdę po ślubie ,co w kim siedzi.POZDRO....

Autor: zaklopotana  08.09.2006 zgłoś

ekh... sama nie wiem przezylam 4 zdrady z moimi najblizszymi kolezankami, odszedl ode mnie a pozniej wrocil ja mu wybaczylamjak zwykle zreszta, gdy zrobilam mu aqwanture o kolejna zdrade nie wytrzymalam strzelilam mu w twarz on mi odal nawyzywal pozniej przepraszal...dzis kupil sobie nowy tel niby mala pierdulka, najpierw zamiast porozmawiac ze mna chwalil sie telefonem pozniej dopiero przywital sie i oznajmil ze musi wyjsc iwroci za chwile wiedzial ze nie mam zbyt duzo czasu bo mial mnie odprowadzic na sesje czekalam na niego jak ta glupia poltorej godziny nie zjawil sie nie zadzwonil. od jego brata dowiedzialam sie ze spisywal jakies num i nie wiadomo co jeszcze z tym tel... zdenerwowalam sie i poszlam sama na sesje jestesmy razem nie dlugo ale wiele nas laczy nie potrafie bez niego zyc niedawno nawet sie poprafil tylko dzis zawalil znowu:( wszyscy mowia ze mam go zostawic ja wiem ze mam racje bo mimo ze mnie kocha strasznie mnie rani... nie potrafie tego zakonczyc a wiem ze on tego nie zrobi bo za bardzo mnie kocha chociaz mnie rani prosze o jakies rady wiem ze to blachy problem ale nie cierpiacy zwoloki prosze o kontakt poprzez maila asiutan@o2.pl

Autor: lee  08.09.2006 zgłoś

4 zdrady to błahy problem...? :(

Autor: lee  08.09.2006 zgłoś

przejrzyj na oczka w końcu... dziewczyno... :(((

Autor: ZAKOCHANA, A NIE INACZEJ:-)  08.09.2006 zgłoś

No jak ja zobaczyłam siebie, ze taka zakochana jestem w nim, to pozwoliłam mu odejśc z tej miłości. Bo ja tak kochałam a on nie koniecznie. I myślałam tak: może ja być będę jak ta Teresa z kalkuty i mam tyyyyle miłości w sobie, że obdaruję wszystkich potrzebujących. O! Zaczęłam od syna sąsiadów bo bidny był taki i opuszczony. Rano to i kanapki mi robił, a jakże i kawkę podawał. Od tej kawki porannej, to ja bym nadciśnienia dostała! Bo ten drugi co był równolegle też mi kawkę podawał a ja jej za dużo nie mogę, szczególnie po wysiłku. A takie kochanie i kończenie kochania to wysiłek. Duuuży. I jeszcze ten trzeci, ale on to wirtualny więc mało absorbujący. On głównie "absorbuje" odurzacze więc funkcjonuje tak na 1/3 gwizdka. Ale jak już to kurturalnie. Tiaaa...a jakże. Wtedy cóś kuma. Ale szybko się męczy i wtedy ja mam czas na tę działalność kochania pozostałych. Np tych dwu co są teraz na tapecie to nie powiem, wymagające są. Poezję piszą no to i ja tworzę. Kwiaty przynoszą i pomidorki, bo to na czasie. A jeden to nawet przetwórsto robi i ma 40 słoików własnych. Jak skończy, to go opuszczę tzn pozwolę odejść ( to ważne, bo facet to taka ambitna dzidzia i to on musi wiedzieć, że odchodzi). No to ja mu pozwole, zresztą mam już dwie następne kreatury...tzn kandydatury. Po eliminacjach wstępnych doszli do finału. Czułości ci u mnie dostatek. Podzielę. i tak te końce przyjemne są, nie powiem że nie. I szerokie spectrum wiedzy dają. Drogie Panie i dziewczyny, polecam. Faceta łatwo kochać bo ...nie problem z nim skończyć. Nie ma to jak nowy towar! I polecam szczypiorki. Bo te starsze, to korzeń mają przechodzony, wyślizgany, wymacany. A szcypior jak zaskoczy!!! Dynamit...iskra boża....odkrywanie lądów. Cudne, świerze mięsko. No a potem...Pozwlamy się porzucić;) I tak do przodu...do przodu... Powodzenia drogie Panie. To naprawdę proste:-)

Autor: no wieeesz  08.09.2006 zgłoś

"....przezylam 4 zdrady z moimi najblizszymi kolezankami,..." to zostań przy kobietach, po co ci namiastka chłopa

Autor:  08.09.2006 zgłoś

Mój mąż mi drugi raz rogi przyprawił, mój związek się sypie

Autor: zaklopotana  08.09.2006 zgłoś

1 za bardzo go kocham 2 uzaleznilam sie od niego 3 ostatnio bardzo sie poprawil ( tylko dzis zawalil) a te zdrady to mialam na mysli obmacywanie calowanie tylko na tym go przylapalam nie jestem pewna czy w inny sposob tez mnie zdradzil:(

Autor: czarna  08.09.2006 zgłoś

Hej! Wasze wypowiedzi sa Świetne!! Ja mam tego typu problem ze moj facet na pierwszym miejscu stawia swoja mame a pozniej mnie!Bardzo mnie to denerwuje poniewaz ja musze go o wszystko prosic a dla niej jest na skinienie palcem.Zastanawiam sie czy ten zwiazek ma dluzej sens pozdrawiam

Autor: Facet  09.09.2006 zgłoś

Do ZAKOCHANA, A NIE INACZEJ:-) Ale z ciebie kretynka... szkoda slow i naprawde nie moglem znalezc nic lzejszego.

Autor: o-la-boga!  09.09.2006 zgłoś

kobieto! To zwiazek jeleni czy ludzi? Wygon drania na rykowisko 1

Autor: o-la-boga!  09.09.2006 zgłoś

do Faceta: masz racje - nie tylko kretynka,ale ciezko poszkodowana przez jakiegos goscia...Dlatego rozum ojelo kobiecie!

Autor: Niekończący się smutek...  09.09.2006 zgłoś

Przeczytałem prawie całe forum od początku...Prawie mi się soczewki przykleiły do monitora. :))Teraz wydaje mi się, że mój poprzedni post był lekko żałosny. To fakt, że zagląda się tu z potrzeby. Z potrzeby zrozumienia, co przydarzyło się nam...Jest mi trochę lepiej. Dzisiaj ostatni raz była w domu. Dziękuje Facetowi za jedną radę - zdrady się nie przebacza.Masz racje - pewnie nie dałbym rady. Choć gdyby dziś powiedziała - chcę być z Tobą. Pewnie by mnie tu nie było teraz...Smutne.

Autor: Facet  09.09.2006 zgłoś

Do Niekończący się smutek...: Nie martw sie stary, sa jeszcze na tym swiecie fajne i wartosciowe kobietki (chociaz coraz mniej)... znowu pewnie mi sie dostanie ale co tam ;). Pozdrawiam

Autor: Niekończący się smutek...  09.09.2006 zgłoś

Do Facet: Najgorsze jest w tym wszystkim to, że dobrze o tym wiem. Ale logika tutaj ma nikłe zastosowanie...Kocham, a poza tym: 1. Samotność to potwór, 2. Żal tego co mogło być, 3. Egoistyczne myślenie - tyle Jej dawałem, a ja co dostałem? 4. Strach - pewnie są, ale nie dla mnie i gdzie takie zapoznać? (W bibliotece? - przepraszam za plagiat:)) Pozdrawiam P.s. Jutro to dzisiaj, tyle że jutro...

Autor: o-la-boga!  09.09.2006 zgłoś

do NIEKONCZACEGO SIE SMUTKU... sorry...za twoj smutek...wyobrazam go sobie,bo jestem empatycznym stworkiem...Posluchaj - ktos kiedys powiedzial cos niezwykle prawdziwego,mianowicie: 'KOCHAMY DOGLEBNIE TYLKO TYCH,KTORZY NAS NIE CHCIELI..." Warto sie nad tym zastanowic...Los i milosc lubia platac nam figle...Przekory jedne!

Autor: Niekończący się smutek...  09.09.2006 zgłoś

Do: o-la-boga! Zgadzam się z Tobą:)) Tylko po co w takim razie pokazywać kobiecie, że się Ją kocha? Ileż tu było wątków, nie wiem czy kocha, nie pokazuje, jest nieczuły, nie zauważa...Czasy się chyba zmieniły. Może lepiej być zimnym, cynicznym s....ielem?W sumie tak prościej. Tylko posiadam niestety sumienie. miłej nocy - pozdrawiam

Autor: O-L-A  09.09.2006 zgłoś

do NIEKONCZACEGO SMUTKU ! Widzisz wszyscy Cie pocieszaja! Sprawiasz wrazenie sympatycznego i madrego czlowieka ,wiec zapewne bedziesz mial szczescie do podobnych kobiet.Zycze powodzenia,ale musisz najpierw troche ochlonac i wyciszyc serce...Samotnosc nie jest potworem jesli nazwiesz ja ...wolnoscia...I naucz sie ,ze milosc to dawanie i branie,a nie jednostronne,bezsensowne obdarowywanie...To tez moze sie znudzic i irytowac po jakims czasie.Przeszlam przez te "universytety"...nadmiarem milosci mozna zabic....tez ucieklam...

Autor: Niekończący się smutek...  09.09.2006 zgłoś

Do: O-L-A To już podpada pod jakąś obsesję:)) Znowu muszę się z zgodzić.:)) Racja, kota można zagłaskać na smierć. Dobrze, że mnie w "spadku" pozostał labrador;)) Dziękuje, koło fortuny się musi obrócic. Rozumiem Twoją decyzję, tylko czasem można wcześniej o pewnych sprawach porozmawiać, nie trzeba od razu uciekać... w ramiona innych. Ale to już moje zmartwienie. Dobrej nocy. Czas odwiedzić pustkowie z jedną nocną lampką...:)

Autor: O-L-A (boga)  09.09.2006 zgłoś

Do NIEKONCZACEGO SIE SMUTKU: Ja nie wiem w jaki sposob okazywales swojej kobiecie milosc? Moze byles zbyt natarczywy,namolny wrecz? meczacy?Nie musisz byc s....ielem,ale czasem nalezy wyhamowac i zbalansowac troszke...Mila i ekscytujaca jest taka mala niewiedza,troche tajemnicy? Wtedy ludzie sie bardziej staraja.bo nie sa pewni czy juz przekroczyli swoje granice,czy jeszcze nie!Dlaczego zakochanie jest tak podniecajaca emocja? Bo wszystko jest niepewne jeszcze ,nieznane...Co o tym myslisz? Inaczej sie czujemy jesli ktos niespodziewanie przyniesie nam kwiatek lub drobiazg,a inaczej gdy ktos nam wysle sms-a : " Dzis przyjdzie poslaniec z rozami ode mnie,cieszysz sie Kochanie?"

Autor: Niekończący się smutek...  09.09.2006 zgłoś

Do: O-L-A (boga) Najdziwniejsze jest to, że nie było mowy o męczeniu, natarczywości. Było idealnie...Po pewnym czasie Jej zabrakło...Nie wiem czego.(Może wiem, ale nie chciałbym być wulgarny). Dobrze wiem, że lepiej odsłonić mniej, żeby było lepiej. Tak, zakochanie jest miłą emocją, ale nie trwa wiecznie - przychodzi czas, że nadchodzi codzienność od której nie da się uciec. Choćbyśmy latali na kolacje do Paryża własnym odrzutowcem. To też stanie się Naszą codziennością...

Autor: kicia  11.09.2006 zgłoś

SMUTNA niedługo jesień i zima, znajdzie się taki co go dogrzać trzeba. nie ma boja! podjęłaś decyzję ...hmmm...ale roztałaś się, czy wisisz z tą decyzją do ....następnej decyzji?

Autor: ZAKOCHANA, A NIE INACZEJ:-)  09.09.2006 zgłoś

do FACETA I WG NIEGO...KRETYNKA:-) Odpowiadam Ci szczerze. Gdyby Was i Wasze podejście do życia, traktować poważnie i jak "przeznaczenie nieodwracalne", to człowiek by użył jak pies w studni. Dystans, puszczenie oka, dbanie o siebie i własne interesy...to jest to "malutki". Oprzeć się na facecie, to fiknąć kozła. Jeśli mam łeb na karku, obycie, znajomość świata i jego reguł gry i fajnych kumpli dookoła , to układam relacje damsko-męskie tak, jak ja chcę i lubię. I kiedy chcę i lubię. Mogę zainkasować "wała" ale ....z mojego wyboru. I nie rób z kobiet nieszczęsnych , bezwolnych idiotek. Tylko dziewcinka da Cisię paluszkiem poszturchać a podpita lafirynda skasuje ciebie i twojego kolesie najętego do pomocy. Ta z wiedzą o sobie i swojej wartości .... ta sobie wybiera i wie kogo i dlaczego w danym momencie. Pozdrówka:-)

Autor: Hania:)  09.09.2006 zgłoś

Do DOŚWIADCZONY:Ciekawe piszesz,żew facetom chodzi tylko o seks a nie o bycie razem- najczęściej.Czyli w tym momencie piszesz dokładnie o sobie...A ekspedientka no cóż- może jej też o to chodziło/DAJ SPOKÓJ ILE MOŻNA SIĘ KOCHAĆ/??? To którym sie to nie nudzi albo nie mają co robić, że myślą o głupotach, albo są totalnie niedojrzali, albo cóż skrzywdzone nieboraki...A w ogóle o czym MOWA???To że są tacy czy inni to ich sprawa Ważne że wszystkim dziewczynom piszącym na forum naprawde zależy na szczęściu a nie jak Twojej ekspedientce na nocnej PrzygodziE??? he he...Pozdrawiam....Niech ta bitwa sie już skończy -ludzie są różni tak kobiety jak i faceci...baaa zawsze tak było i będzie A KOBITKI MAJĄ TU PRAWDZIWE PROBLEMY-ZAUWAŻ NIEKTÓRE TO MĘŻATKI...Więc zamiast truć pomóż im , doradź...

Autor: beatka  09.09.2006 zgłoś

do Marleny:bardzo Ci dziekuję za słowa otuchy i zrozumienia-znam kilka takich par,które rozeszly sie nie z powodu braku milości, az braku wspónego języka... Staram sie jak mogę,czytam te jego książki,nie mam zbytnio czasu,bo pracuje w glupich godzinach-a w domu mnóstwo obowiazków-czasem zazdroszczę koleżankom,że mogą sobie poświęcic czas,na cokolwiek-ja mam tak napięty termniarz,że doba musiałaby być dłuzsza o kilka godzin,aby starczylo mi czasu na mały relaks:(( Wiem,że można wszystko pogodzić,ale moim problemem jest tez to,że panicznie boje się...bezczynności,a dokładnie bezrobocia. Tak juz mam.W sprawach finansów jestem zdana zawsze tylko na siebie,więc pewnie rozumiesz... Będę się starać-nie można tak się poddać bez walki!!! A może to tylko jakiś mój wewnętrzny stach?Nigdy nie oceniam siebie na plus-mam samokrytyki za dwoje:(( Pozdrawiam:))

Autor: smutna...  11.09.2006 zgłoś

a co zrobic z tym uczuciem, ktore towarzyszy rozstaniu??? ten bol i niepewnosc??? czy to minie, a moze jak sie czuje cos takiego, to nalezy zawrocic i walczyc o ten zwiazek??? pomocy!!! podjelam decyzje o rozstaniu i teraz nie moge sobie dac z tym rady!!!

Autor: czarna  09.09.2006 zgłoś

Hej! Wasze wypowiedzi sa Świetne!! Ja mam tego typu problem ze moj facet na pierwszym miejscu stawia swoja mame a pozniej mnie!Bardzo mnie to denerwuje poniewaz ja musze go o wszystko prosic a dla niej jest na skinienie palcem.Zastanawiam sie czy ten zwiazek ma dluzej sens pozdrawiam PORADZCIE MI COS, PROSZE!!

Autor: joko  12.09.2006 zgłoś

prawda to jest wolne forum tylko po co ona krytykuje nasze wypowiedzi?????????!!!!!!!!!!!!

Autor: Efka  12.09.2006 zgłoś

bo niektore z nas maja pocieszenie w tym ze ktos nam przytaknie i bedzie mocno wspolczul. jednym pomaga to a innym bardziej radykalna postawa- przestan sie mazac, docen swoje piekno i dalej idz przez zycie. nie chce jej bronic, tylko staram sie zrozumiec. zawsze tak podchodze do ludzi i problemow.

Autor: joko  11.09.2006 zgłoś

do bea ja po ostatnim rozstaniu sie wyciszylam i bylo super ale ostatnio znow mam to na co zaslugiwalam przerwe< nie wiem jak mam ja rozumiec> i teraz zastanawiam sie czy jeszcze bedziemy razem?? a czy mozna ufac kobiecej intuicji?? pomocy!!!!!

Autor: lee  09.09.2006 zgłoś

A ile partner ma lat? Bo jak naście czy dwadzieścia, to w sumie dobrze, że jest taki... też kiedyś w końcu na tym skorzystasz;) ale jeśli prawie trzydzieści lub więcej, to wtedy faktycznie ma problem. Napisz, ile ma lat, to rozwinę myśl, ok?:) Pozdrawiam:)

Autor: czarna  09.09.2006 zgłoś

Partner jest przed trzydziestka dlatego potraktowalam to za powazny problem naszego zwiazku! Wyczul chyba ze ja nie toleruje jego matki i teraz jest coraz gorzej. Ale drazni mnie to ze nawet na miescie nie moge zjesc z moim facet bo mamuska z obiadem czeka. Na pozegnanie jak idzie do mnei spac to buziaczki mu daje, moze ze mna cos jest nie tak ale wedlug mnie to jest troche smieszne! Mama zawsze szantazuje go choroba, on w domu nawet firanki wiesza! Zdaje sobie sprawe z tego ze kiedys bede miala fajnie ale narazie to koszmar. mamy wola sobote i on do mnei moze przyjechac najwczesniej o 17 bo wczesniej jest do ich wyspozycji! Ktos kto to czyta moze sobie pomyslec ze to co pisze to sa blache sprawy i mam cos z glowa ale mnie to przeraza i przerasta! Moj facet jak mnie poznal mial 24 lata i do tej pory nie byl nigdy u fryzjera bo mama go sciana bo jest emerytowana fryzjerka. Kiedys zafundowalam mu taka wizyte w salonie fryzjerkim to awantura byla przez miesiac! Jak mozecie porazdzcie mi co mam zrobic, moze macie taki sam problem! pozdrawiam:)

Autor: Olla  09.09.2006 zgłoś

Witajcie, dziewczyny! Mam 42 lata, za chwilę 20 lat w związku. TO się już wypala od dłuższego czasu. Nie mam siły tak żyć i próbuję kleić. Czasami udaje się nawet na dwa-trzy miesiące. Ale faceci są gorsi od kobiet. Pod względem zmiany nastroju. I to właśnie dobija mój związek. Nigdy nie wiem, kiedy nastąpi podniesienie głosu, a kiedy uśmiech. I dlatego wolę się już nie odzywać, żyję praktycznie sama ze sobą. Kiedy rozmawiamy, próbuję mu powiedzieć, że w mężu chciałabym mieć przyjaciela a nie wroga. Mówię również o tym, że nasz związek się wypala, dzieci są duże, możemy mieć czas tylko dla siebie, wychodzić gdzie i kiedy chcemy. Ale on tylko patrzy na mnie i nie mówi nic. Nie pomaga, że mówię o monotonii naszego małżeństawa. Kiedy dziewczyny były małe, byłam Matką Polką, ale teraz? Potrafią wszystko same. A ja? Siedzę naprzeciwko męża, on ogląda telewizję, czasem piwo i papieros. I cisza, bo on ogląda. A ja, choć kocham czytać, to nawet nie mam gdzie się podziać. Nie daję rady tak żyć. Czy on nie widzi, że w końcu sam pchnie mnie w czyjeś ramiona? Dlaczego nie reaguje na moje słowa?

Autor: Sexy_MF  09.09.2006 zgłoś

Do Czarna. Nie rozpatruj tego w kategoriach, mały problem duży problem. Jeżli Tobie to przeszkadza, to problem dla Ciebie jest duży. Jeżeli czujesz że to nie to, to może warto poczekać na kogoś dla kogo będziesz nr 1? Z moich obliczeń wynika że jesteście razem 6 lat ... hmmm to chyba marne szanse żeby się coś zmieniło. Ja wiem matka ważna osoba ... ale może czas pomyśleć o Sobie. Już tu kiedyś pisałem że "fajnie siedzieć przed komputerem i udzielać rad w sprawach o których nie mamy pojecia", ale o Twoim związku myślę to co napisałem. Trochę egoizmu ;) Pozdrawiam

Autor: lee  09.09.2006 zgłoś

do czarnej: O matko... :( jedynak? czy najmłodszy? chociaż to w sumie nieisotne... dobrze byloby mu uswiadomic, ze w ciagu zycia nasze role sie zmieniaja i najpierw jestesmy przede wszystkim dziecmi swoich rodzicow, a pozniej - nie tylko nimi i przychodzi taki moment, w ktorym mężczyzna jest bardziej ojcem swoich dzieci i mężem zony, niż synem swojej matki... to naturalne... sztuczne przedlużanie dziecinstwa jest niezdrowe... tyle, ze to najczesciej matki takich synow nie chca zrozumiec, ze syn dorósł. Przy czym - tylko syn moze zawalczyc o swoją wolność, dorosłość, nikt inny za niego nie może tego robić. Jeśli jemu jest w takim ukladzie wygodniej, to poszukaj, niestety, "prawdziwego mezczyzny"... a nie chłopca, bo trudno Ci bedzie zmienić coś, czego on zmieniać nie potrzebuje... Jeśli jednak chciałby zdobyć niezależność, ale nie wie jak, bo sie boi o matki zdrowie - pomoż mu, wesprzyj go, przypomnij, ze nie jest jego winą to ze "nie jest już malutki" i ze to w ogole niczyja wina, ze czas w zyciu plynie, choc czasem ogromnie chcielibysmy, zeby stał w miejscu... Aha - nigdy nie wymagaj od faceta, zeby odsunął mamę zupełnie w cień. W końcu teściowa też człowiek;) I to człowiek, który jest, a w każdym razie powinien być, dla niego na razie RÓWNIE ważny, jak ty:)

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

MIAUUU, co robisz na tym forum? Po co tu jesteś??

Autor: joko  12.09.2006 zgłoś

tu nie chodzi o wspolczucie tylko om wsparcie i rade a to jest jednak roznica. wymiane pogladow i doswiadczenia

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

MIAUUU, to mile co o mnie mowisz. cos Ci wisze za te domowa psychoanalize? ;)))

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Od pewnego czasu, po wielu miesiącach wojny, jest znacznie lepiej, ale na jak długo? Bardzo się starałam, choć popełniłam wiele błędów. Przeczekałam

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

o milosc trzeba, warto walczyc ja juz nic nie gadam, nie jestem aniolem bardzo wiele sama popsulam. idealow nie ma

Autor: MIAUUUU  11.09.2006 zgłoś

ideałów nie ma.........................................wytłimaczyła siebi, podwinęła ogon i poszła rozrabiać DO NASTĘPNEGO PŁACZU;)

Autor: O-L-A (boga)  09.09.2006 zgłoś

do Olla: no coz kochana...jak wiesz "do tanga trzeba dwojga" ! Jesli sama bedziesz probowala kleic i drutowac,to nie podolasz,raczej wpadniesz w gorszy dolek! Mielismy podobna sytuacje,ale zarzadzilismy wspolnie z mezem rozstanie - kulturalne,bez klotni i obwiniania kogokolwiek.Po co? Jestesmy bardzo roznymi osobami - ja extrawertyczka,on intrawertyk,kazde z nas zawsze mialo inne zaiteresowania,ale poniewaz wiele lat temu postanowilismy zalozyc rodzine,wiec podjelismy sie pelnej odpowiedzialnosci za nasza decyzje i wychowanie dzieci.Naturalnie byla miedzy nami milosc i pasja i wspolnota "budowli" - nawet calkiem dlugo,bo az 20 ponad lat! I coz sie stalo? Normalna rzecz! Milosc wyblakla,pasja skruszala,budowla zostala ukonczona,chlopaki super wychowane,ksztalca sie na universytetach...Szanujemy do tego stopnia nasza wspolna HISTORIE,naszych Synow ,samych siebie i ten kawal wspolnego zycia ,ze jestesmy najwspanialszymi przyjacilmi na ziemi! Chlopcow zaprosilismy do okraglego stolu i powiedzielismy im,ze rozstanie nasze jest spowodowane...tym specyficznym rodzajem milosci,ktora nas laczy,ze nie chcemy aby zadne z nas bylo nieszczesliwe i ze mamy szanse druga w zyciu poznac podobnych do siebie partnerow i byc szczesliwymi! Przez rok uczylismy sie nowej sytuacji,pomagajac sobie wzajemnie glownie psychicznie,poznalismy rownoczesnie nowych partnerow,nie stracilismy przyjaciol,spotykamy sie "nowa czworka" na wszystkich partach, mamy wspolne wigilie i swiateczne sniadania wielkanocne...Chlopcy bardzo nas kochaja i szanuja,a my jestesmy zawsze dla nich,gdy tylko potrzebuja naszej pomocy. W zyciu trzeba podejmowac rozne,NOWE decyzje! Ale niekoniecznie musza one BOLEC!Nie wiem jak sie zycie potoczy naszym Chlopcom,ale wiem jedno,ze gdyby zaistniala podobna sytuacja to bede wiedziec...JAK NALEZY ODEJSC NIE KRZYWDZAC NIKOGO. Zeby zas NIE MUSIELI ODCHODZIC - nauczylismy ich,ze powinni szukac podobnych do siebie partnerek,zarowno pod wzgledem charakterow,temperamentow,wyksztacenia,zainteresowan,bo wowczas gdy juz ukoncza "budowle" - beda miec wielka przyjemnosc poswiecic sie temu co wspolnie lubia,a nie oddalac sie bezsensownie i popadac w ciemnosc i pustke. Wlasnie te lata gdy dorosna dzieciaki i sa samodzielne nalezy wykorzystac,bo to nasze jakby drugie zycie! A jak ono sie konczy w wielu przypadkach? D O G O R Y W A N I E M! BEZSENSOWNA AGONIA,BEZGRANICZNYM SMUTKIEM , DEPRESJA ,checia zdrady, a co najgorsze NIENAWISCIA! Nie dajmy pierwszenstwa tym niszczycielskim,zlym emocjom >szanujmy NASZA HISTORIE,historie naszego ZWIAZKU! Moze sprobujecie? Czytanie waszych postow utwierdzilo mnie,ze dokonalismy wlasciwej decyzji.opisalam kawaleczek swojego zycia zeby moze komus pomoc ?Czy jeszcze cos ktos chcialby wiedziec?Chetnie odpowiem! Z powazaniem dla wszystkich!

Autor: calmness  09.09.2006 zgłoś

do O-L-A (boga) Tak czytam Twoje wypowiedzi i myślę sobie, że masz niezwykle bogatą osobowość...:)

Autor: Bea  09.09.2006 zgłoś

do BB witaj, nasza rozmowa rzeczywiście nie może dojść do skutku. Czekam w poniedziałek, jestem w pracy od 7.00 i będę miała właczone forum. Trochę się wydarzyło od momentu naszej rozmowy, bardziej złych niz dobrych rzeczy. Dzięki, że chcesz mi pomóc. Bardzo potrzebuje tej pomocy i rozmowy, może mi podpowiesz jak mam chociaż postepować. Na cud juz nie liczę ale mam nadzieję, bardzo małą ale jeszcze mam,że może mąż zmieni zdanie. Dzisiaj mam dół. nie moge sie pozbierać. Pozdrawiam Cię. Bea.

Autor: dioda  09.09.2006 zgłoś

Witam! Jestem mężatką od 4 lat, mam śliczna 4-letnią córcię. Chciałabym abyście mi pomogli. Mój mąż jest teraz dla mnie wcieleniem zła, ubliża mi, wyzywa, a przed ślubem było tak pięknie... Teraz każe mi się wynosić, po każdej naszej kłótni, a jest to niemal codziennie... ale ja go nadal kocham, nienawidzę i kocham... Znajomi, rodzina doradzaj mi abym go zostawiła i pewnie tak byłoby najlepiej... ale najlepiej dla kogo? Jest mi tym bardziej trudno, ponieważ moja córcia bardzo kocha swojego tatę, ona dużo już rozumie i nie chce abyśmy się rozstawali. Dlatego nie wiem co mam robić, tkwić w tym związku dla dobra dziecka, czy dla swojego dobra odejść? 2 lata tem już się rozstaliśmy na 3 miesiące, ale byłam słaba... nie mogłam przestać kochać... a tak bardzo bym chciała uwolnić się od tego uczucia. Czuję się przez niego zamknięta w klatce, w klatce uczuć... Poradzcie co mam zrobić, przeczytałam już wiele waszych wpisów, ale nadal nie mam odwagi odejść. kocham potwora!? Czy można kochać potwora?...

Autor: Bea  09.09.2006 zgłoś

do O-L-A (boga) Zacytuję twoje słowa: 'D O G O R Y W A N I E M! BEZSENSOWNA AGONIA,BEZGRANICZNYM SMUTEK , DEPRESJA ,chec zdrady, a co najgorsze NIENAWIŚĆ! Nie dajmy pierwszenstwa tym niszczycielskim,zlym emocjom >szanujmy NASZA HISTORIE,historie naszego ZWIAZKU!' W tych słowach zawarłaś wszystko co obecnie rządzi w moim związku. Mam 38 lat a 8 września minęła16 rocznica ślubu. Tylko ja chce ratować i dać sobie szanse a mąż juz nie. Stwierdził,że nie ma dla nas przyszłości. ale nie chce odejść i rozwiązać nasze małżeństwo.Zasłania się córką, jak ona to przeżyje(jest bardzo z mężem zżyta) i sprawami finansowymi,że pogorszy sie nam standart życia. CHce byśmy żyli obok siebie ajednocześnie nie wtrącali sie do siebie, nie kłócili, kazdy robi swoje. Ja nie chce sie na to zgodzić, nie odpowiada mi taki sposób na zycie. Kocham go bardzo i chce mieć rodzinę szanująca sie i kochającą, plany na przyszłość, wspólne wypady, rozmowy, wakacje. On twierdzi że za późno, że nie da rady tak żyć. To po co tkwi w tym związku ze mna,jeżeli na każdym kroku go draznie nawet kiedy chce mu 'przychylic nieba'. O co tu chodzi, jak tak żyć, dlaczego nie chce poprostu odejść i dać mi rozwód? nie rozumiem go ???

Autor: Literalura  09.09.2006 zgłoś

do szczesliwej inaczej:) Witaj, mnie tez odpowiadalaby wrsja allegro obok,taka juz jestem,ze tęsknie,i wolałabym obiektu tak do końca nie tracić z oka.Jednak życie płata różne figle,imój obiekt jest w oddali,więc pozostaje mi tylko czekac, marzyc i wspominac...a może życie spłata kolejnego figla i nowy obiekt? serdecznie pozdrawiam,

Autor: O-L-A (boga)  09.09.2006 zgłoś

do Calmness: dziekuje Ci za wlasciwe rozpoznanie...Wlasnie dlatego tez nie pasowalismy z moim mezem...Ja jako extrawertyczka kochajaca swiat,ludzi,zwierzaki,robaki,muzyke - bylam i jestem jak wieczne poranne sloneczko,rozesmiana,wszechobecna z energia 10 kobiet i 5-ciu ...facetow do kupki wziawszy...Uwazalam ze nieszczesliwym i potrzebujacym nalezy pomagac! Ot,taki ambulans "R"-ka ! A moj maz ...zawsze z powazna ,sroga,kamienna twarza,zamkniety w sobie,otoczony pancernym zelastwem smutku i powagi...Ale coz! ma prawo takim byc,taki sie urodzil! Nie powiem o nim nigdy zlego slowa! Byl (jest) niezwykle odpowiedzialnym czlowiekim,wyksztaconym ,z wielka wiedza,prowadzi ogromny biznes,dbal o nas,ale ...tak jakos nie bylo w tym serca...spontanicznosci,serdecznosci...Byl przykladnym gentelmenem...LODOWO-KAMIENNYM.Ma podobna kobiete: w moim dokladnie wieku,z surowo zacisnietymi ustami,niekiedy sie usmiechajaca i tak sobie milcza razem i chyba im dobrze! Hmmm...Twoj nick oznacza : "wyciszenie"...calmness....musze poczytac co Ci w zyciu dolega....Wracam do gory!

Autor: Ania  09.09.2006 zgłoś

Kiedy wszystko się kończy? Gdy jedna osoba poświęca całą siebie, a druga tylko bierze i oczekuje więcej... :(

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

kicia, moze to jest wyjscie:) ale ja nie ejstem zaniedbana, wrecz przeciwnie. zreszta - widze, ze panowie sie za mna ogladaja i sprawia mi to przyjemnosc tylko ja nie potrafie bez milosci:) ...a tak co chwila, co 3 lata sie zakochiwac...serduszko mi nie wytrzyma:)

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Nie chcę kilku, wielu, różnych, co jakiś czas nowego, chcę tylko jednego... może to nudne, ale nie potrafię inaczej

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

BB, ja tez ale cos mi sie wydaje, ze mysmy zle wybraly...

Autor: Anka  11.09.2006 zgłoś

...a to bylo takie fajne forum...szkoda...Pzdr dla wszystkich

Autor: Literatura  09.09.2006 zgłoś

do diody byłam w zwiazku z czlowiekiem,ktorego bardzo kochalam,bardzo,nieprzytomnie wrecz.Mieszlakismy razem i wychowywalismy moje 2 córki.Niem iałam z nim slubu,ale po co slub jak ludzie sie kochaja?Nieważne zreszta.To byla bardzo dojrzala milość z mojej strony.Ale byłam ślepa, bo przeciez miłość zasłania wszystko i odbiera zdrowy rozsądek.Może dzis tego nie wiesz, ale tak poprostu jest.Ten człowiek,który twierdził, że mnie kocha(?) psychicznie mnie wykończył, ubliżał, obrażał,wynajdywał dziurę w całym, zwyczajnie się czepiał.I mało tego twierdził, że to ja go nie kocham,że generalnie jestem do niczego i ja i moje dzieci.Miarka się przebrała,przyszedł moment, że powiedziałam, dość!!za późno, ale zdobyłam się na to.To nie są łatwe decyzje, bo najbardziej boli serce, a my kobiety zawsze tłumaczymy, i wspominamy tylko dobre chwile.I gdy tak zostałam sama, nagle poczułam ,że jestem wolna, i moge więcej zdziałać sama niz z nim.Kłopoty i problemy są, ale, wspaecie najbliższej rodziny jest najważniejsze.Nie tkwij w związku toksycznm, nie pozwól sie zdeptac,miej swoje JA, i patrz do przodu.Partner powinien byc odpowiedzialny i za Ciebie i za córkę i za los rodziny, Ty powinnas się przy takim kimś śmiac, a nie płakac.Emocje opadną,czas leczy rany.Dziś to są trudne do przyjęcia słowa, ale je rozważ.Nie funduj sobie płaczu, nieprzespanych nocy i nerwów. Nikt nie zasługuje na to by nim pogardzac.Bądż soba,spójrz w głąb siebie i pomyśl, że życie jest piękne, a każdy zasługuje na szczęcie. Zyczę Ci mądrych decyzji życiowych, i pamietaj, dasz sobie radę, pozdrawim....

Autor: hanieczka  11.09.2006 zgłoś

" BB (2006-09-11 16:30:16) ----- Gdzie myśmy się ulągły??? I dlaczego inne kobiety są takie silne, pewne siebie, nie dają sobie włazić na głowę, podczas kiedy ja należę do tych najsłabszych?" Wmówiłaś to sobie, babo jedna!! Wmówiłaś..........

Autor: śliweczqa  09.09.2006 zgłoś

Witajcie forumowicze. Na dobry wieczór powiem tylko, że Wasze wypowiedzi, historie, porady dają wiele do myślenia. Tyle tu mądrych słów, że sama postanowiłam podzielić się z Wami moim sercem, może ktoś odczyta, czego mu naprawdę potrzeba. Jest chłopak - ciepły, serdeczny, ambitny, skory do dyskusji i do przytulania i takich tam. Powiedział raz, że kocha. Ten sam chłopak doprowadza mnie do rozpaczy podejściem do związku - nie ma sensu na wielkie zaangażowania, bo i tak to nie przetrwa. Uczucia się zmieniają jak księżyc na niebie. Życie trzeba brać na luzie. Tylko jak budować cokolwiek na deklaracji bez szkieletu? Jak zaufać komuś, kto powinien być kołem ratunkowym, a ty jak dopłyniesz, możesz się dowiedzieć, ze właśnie jest przebite? Jak zrozumieć kogoś, kto raz mówi ci, że jesteś dla niego najważniejsza, a za minutę zostawia cię samą na plaży i przy zachodzącym słońcu pyta kumpla, czy pódzie z nim na spacer?? Całujesz, masujesz, drapkasz na każdą prośbę, a potem słyszysz, że w ogóle tego nie robisz. Dostałam raz piękne kwiaty, róże. Pięknie przybrane. NIe było święta, ani imienin, ani urodzin. Popłakałam się...z żalu..bo dostałam je tylko dlatego, że dzień wcześniej poinformowałam go, że obcy facet przynasi mi kwiaty do pracy. Zapytałam go o to - skąd te kwiaty? Przyznał, że mu się głupio zrobiło, że inny mi daje bukiety. To było raz. W ciągu 1O miesięcy związku. Zasypuje mnie informacjami o swojej pasji, wciąga mnie w temat, a potem oświadcza przy jakiejś okazji - że przecież i tak mnie to nie interesuje. Tylko..jak spojrzy na mnie, to mi nogi miękną..zrobiłabym dla niego wszystko. Dlatego teraz, kiedy go nie ma robię analizę związku - na trzeźwo - bilans jest okrutny. Nie czuję się pewnie, nie czuję, żeby mnie kochał. Sama widzę, że nieraz staję się obcesowa, kiedy coś do mnie mówi, zeby utrzymać dystans i nie angażować się tak mocno, jak on to wiecznie sugeruje. Niestety, nie potrafię w żwiązku trzymać się na dystans. To nie moja szkoła. Postanowiłam, ze jak wróci, to powiem mu co czuję. Że nie czuję jego miłości, i że jeżeli mnie nie kocha i nigdy nie pokocha, niech mi to powie teraz, zanim kompletnie się zagubimy. Teraz jeszcze możemy zbudować związek oparty tylko na przyjaźni, bez urazy dla siebie. Potem będzię za późno. Ale boję się..bo może się okazać, że mam rację i on naprawdę nic do mnie nie czuje. I co wtedy?? Boję się ...jeszcze dwa dni i dwa litry lodów do zjedzenia - 7 już za mną...za każdy dzień rozłąki i myslenia...

Autor: stota  09.09.2006 zgłoś

Czytam, i czytam i jestem na samym poczatku tych waszych wypowiedzi.. Powiem, Wam tylko tyle, ze nie warto przejmować się końcem związku.. Jestem młoda, jak na mój wiek dużo przezyłam ale w porównaniu z niektórymi z Was to chyba malo:) Kiedys zakochałam sie w pewnym facecie. Rok starszym. Związek był cud-miód!! Sielanka, zero kłótni, sprzeczek. Poprostu idealny związek.. Ale cóż kazdemu się może znudzić.. I facetowi nawet się znudziła ta piękna miłość.. Z dnia na dzien przestal kochać (teraz to zastanawiam sie czy kochał?!-raczej nie). Z dnia na dzien odszedł ode mnie. Zastanawiałam się co ze mną byo nie tak?! A to nie ze mną-nawet nie z nim- to poprostu NIE BYŁA MIŁOŚĆ!! TRZEBA TRAFIĆ NA SWOJĄ POŁÓWKE:) Przez kolejny rok miałam kilku partnerów (których nazwalabym raczej kolegami bo za dlugo związki te nie trwaly). Aż w końcu na uczelni spotkałam faceta którego poznałam 2 lata wcześniej, I CALE 2 LATA NIE MIELISMY KONTAKTU:):) i co??? Miłość rozkwitla.. I jak w każdym związku są lepsze i gorsze chwile.. Ale My mamy o tyle lepiej, ze umiemy ze soba rozwawiac, umiemy isc na kompromis, (to ja raczej jestem ogień:P a on woda i gasi moje fochy:) gdy coś jest nie tak mówimy sobie o tym. Nie kłócimy sie wogóle:) Czasem są sprzeczki o jakies bzdety, ale po 2 minutach juz sie tulimy do siebie:) Studiujemy razem od 2 lat i co prawda ostatnio spędzamy coraz mniej czasu ze soba, ale kochamy sie równie mocno:) Mam nadzieje, ze to sie nie skonczy nigdy:) Patrzac na moich tesciów i jeśli mój Ukochany odziedziczył po nich uczuciowośc, zazdrosc, i chodzenie na kompromisy (a zauwazam coraz wiecej tych cech dziedzicznych) to kazdemu życze takiego męza!! Bez rozstan!! Bez kłótni tylko miłosc, wspaniały sex, rozmowy, porozumienia, kompromisy itd:) Powodzenia

Autor: O-L-A (boga)  09.09.2006 zgłoś

do BEA : O moj Boze Ty musisz bardzo cierpiec! Ale twoj plus to Twoja MLODOSC! Masz zaledwie 38 lat! Kochana! Bedziesz miec jeszcze w zyciu wszystko! Wspaniala rodzine,wspolne wakacje,radosc,milosc! Ale...nie z tym obecnym mezczyzna,przykro mi...Chocbyscie sie nie wiem jak starali...nie ma was dwojga do tanga... Uklad ktory Ci proponuje maz jest totalnie absurdalny!!!!Dla Ciebie nie do przyjecia gdyz bedziesz tylko cierpiec gorzej! Tez bedzie umieranie i agonia tylko w osobnych pokojach!Jak Wy sobie niby macie ulozyc to NOWE,LEPSZE ZYCIE? Ty jestes zdecydowana na rozwod,bo jestes madra i silna,a on - choc to jego "udreka" - nie chce Ci dac rozwodu,ale wiesz dlaczego ? Bo jest totalnym TCHORZEM !!!!!! Mysle,ze powinniscie rozstrzygnac ten bolesny konflikt inaczej : radze troche sie wyciszyc...wziasc gleboki oddech i zaprosic "sie" na rozmowe...Po cholere gnac do sadu w tym najgorszym momencie! Porozmawiajcie o tymczasowej seperacji! Rozejdzcie sie calkiem spokojnie,ale sie rozejdzcie! Skoro tak bardzo kocha corke,to tez nie bedzie chcial jej krzywdy i napewno nie zostawi Was w finansowym klopocie! Nie mowcie teraz o podziale majatku,nie pilujcie psa na pol,bo wszystko samo sie spokojnie rozwiaze! Zaproponuj probe ...oddalenia,po przyjacielsku.Nie kupujcie nowych domow,ani mieszkan! na to przyjdzie czas! Bedac w takim nieciekawym ,psychicznym stanie- razem - pod jednym dachem ,nigdy nie dojdzie ani do wewnetrznego spokoju,ani do powrotu jasnosci umyslu i rozsadku!Czy nie mozecie zrobic podobnie jak my i porozmawiac z corka dorosle? Ile ona ma lat?Nasi chlopcy mieli wtedy 14 i 17 lat i zrozumieli!Zaden sad nam nie powiedzial ile razy dzieci maja widziec ojca! Widza sie kiedy chca!I spedzaja tyle czasu ze soba ile im sie podoba! Zapewnij to jemu i corce! I prosze Bea - calm down...spokoj,spokoj,cisza...nie przychylaj rozpaczliwie nieba komus kto tego nieba nie chce! To jeszcze gorzej jego irytuje, a Ciebie pograza! Chetnie bym Cie teraz przytulila i poglaskala po glowce! Podaj mi moze jakis kontakt? Na imie mam Malgorzata-Maria.

Autor: stotka  09.09.2006 zgłoś

A i jeszcze chciałabym dodać, że nie można też zwalać winy na facetów tylko, bo wina zawsze leży po obu stronach.. No a większa chyba po tej stronie która zostaje porzucona.. bo gdyby była idealna to który by odszedl?? I uwazam, ze my kobiety mamy zbyt wielką wyobraznie, nie potrzebnie tyle myslimy i analizujemy.. Facet na chwile odejdzie od nas, siadzie przy komputerze a my od razu czarne wizje mamy, ze cos jest nie tak, ze on juz nie kocha.. wiem to po sobie.. po przyjaciólce.. po znajomych! Niepotrzebnie analizujemy kazdy ruch facete!! Kobiety potrzebuja ciągłej adoracji ale nie przesadzajmy z naszymi wymogami:) Dzis mój facet mówi do mnie: "Wiem, ze mnie kochasz i ja Ciebie tez kocham":) A ja zadziwiona: "Skąd tys taki pewny??" Widzicie.. faceci są inaczej skonstruowani!! Trzeba ich umiec zrozumiec! Jesli My facetaowi powtórzymy 5 razy, zechcemy tylko jego, nikogo innago to on to chłonie w swój móżdzek jak gąbka i jest juz pewny tych uczuc.. Nie zastanawia sie, nie analizuje i nie "gdyba".. Poprostu wie, ze jest kochany.. a My?? My jestesmy inne! My potrzebujemy ciaglego zapewniania o uczuciach, dlatego zamiast pisać tu głupoty to rozmawiajcie ze swoimi facetami o Waszych potrzebach, mówcie czego oczekujecie (bez przesady) czego Wam brakuje.. Tylko nie wspominajcie i wypominajcie tego na kazdym kroku!! Bo nikt nie jest aż tak cierpiwy!! Zycze powodzenia:) Wystarczy rozgryżć faceta i umiec go sobie ustawic:) wiedziec co, gdzie i kiedy powiedziec;);)

Autor: ktoś  09.09.2006 zgłoś

jestem mężatką od 20 lat...przed małżeństwem znaliśmy się 2 lata.Było cudownie. Kochałam go tak, że podczas wakacji nie potrafiłam bez niego wytrzymać tygodnia - jeżeli wyjechałam do rodziny sama z dzieckiem...Wracałam szybko bo usychałam z tęsknoty. Mamy dwoje dzieci i od jakiegoś czasu jesteśmy razem ale osobno .Własnie żyjemy tak jak pisze Olga. Jesteśmy razem dla dzieci.Często się zastanawiam co lepsze - być i udawać czy odejśc? Trudna decyzja - dzieci bardzo kochają ojca.Ja nie kocham , może to przyzwyczajenie. Zastanawiam się często co przyniesie mi los...

Autor: ciety roman  09.09.2006 zgłoś

stotka--- SWIETE SLOWA - nic ujac nic dodac .pozdrawiam

Autor: dori  09.09.2006 zgłoś

to smutne zawszemyślałam, że nie dotknie mnie proza małżeńska. mój mąż przed ślubem iparęmiesięcy po był bez zarzutu. co mnie teraz boli? - kłótnie o pieniądze. On uważamnie za materialistkę,bo chcę urządzićmieszkanie albo dobrze wyglądać. "Tylko umiesz wydawać" - a to nieprawda. Fakt, nie mam daru oszczędzania pieniędzy, ale on przesadza!! Teraz mnie boli to, że obwinia mnie za to, że niemoże skończyćdoktoratu , uważa że za mało zarabiam (faktycznie mało, jestem nauczycielką), i że on musi utrzymać rodzinę. A to nieprawda!!!!!!!!!!!!!!! mamy na koncie sporo pieniędzy (głownie moich, odmojej mamy) i zaproponowałam, żeby przysiadł do tego doktoratu,to potem lepsza pracę znajdzie i że pieniądze na życie wypłacimy z konta a potem uzupełnimy. Jego matka udaje,że wszystko jest ok., też forsa u nich jest, a nawet niezaproponuje mu żadnej pożyczki. Mało tego, też na mnie zwala całą winę. Dziewczyny! czuję się upokorzonai jest mi tak b.przykro. On widzi we mnie źródłodochodu, jego matka tylko liczy moje pensje. Mamy przewspaniałego 3letniego synka i tylko w nim widzę sens mojego życia. Powiedzcie, co mam robić? teraznie odzywam się do niego za to wszystko, m.in.powiedział "zamknij się" czy "poznać głupiego po czynach jego"

Autor: O-L-A (boga)  09.09.2006 zgłoś

do dioda,dioda,dioda!!!!!!! O jakim ty "DOBRU" dla dziecka mowisz? Czy to jest DOBRO,ze 4-letnia dziewczynka jest swidkiem upokozenia MATKI? Jej slabosci? Czy to jest DOBRO,ze pozwalasz jej uczestniczyc w maltretowaniu SIBIE? Tak ja przysposabiasz do zycia? Siedzac z tym dzikim prostakiem,ktory Was nie kocha robisz dziecku biednemu najwieksza krzywde na ziemi ! Uczysz ja ZLA I BRAKU SZACUNKU DO WLASNEJ OSOBY!Chcesz zeby kiedys byla taka slaba jak Ty i tez tak poniewierana,bo przeciez bedzie przekonana,ze MAZ ma takie prawa! Zastanow sie kobieto! Skoro Cie wyrzuca to odejdz z poniesionym czolem i zacznij normalne zycie! Mozna zebrac o pieniadze na chleb,ale nie o MILOSC! Odwagi !

Autor: Anka  09.09.2006 zgłoś

Do stotka Wiesz...z jednym sie z toba zgodze...z tym ze my kobiety zawsze z niczego zrobimy problem!Facet gdzies na chwiel odchodzi, zamyka sie troche, nic nie mowi, ma jakis inny humor, a my zawsze potrafimy zrobic z tego tragedie i zastanawiamy sie czemu tak jest i gdzie popelnilysmy blad...a oni po prostu tak jak my maja czasami swoj zly dzien, tez nie zawsze maja ochote nas przytulac i trzymac nas za reke...Z tym ze oni tego nie analizuja, a my tak i tez uwazam ze to nasz blad!Ale z tym co napisalas na poczatku to zupelnie nie moge sie zgodzic!Nie wiem jak moglas w ogole napisac ze (wieksza) wina lezy po tej stronie "porzuconej"..."bo gdyby byla idealna to ktory by odszedl?"...A ty znasz idealnych ludzi? Bo ja nie!!Widzisz uwazam ze zawsze (prawie) wina lezy po jednej stronie(nie zaleznie czy to kobieta czy mezczyzna)...po tej ktora widzi...czuje ze cos jest nie tak i nic z tym nie robi (nie mowi).Widzisz...w codziennym zyciu czesto zapominamy o sobie i o potrzebach tej drugiej osoby.Dla jednej strony pozornie wsztstko moze wydawac sie w porzadku...ale dla tej drugiej nie.Wiec jezeli ktores czuje ze cos jest nie tak jak byc powinno ze partner zaczal zaniedbywac nasze potrzeby, to zwyczajnie trzeba mu o tym przypomniec...porozmawiac.Wiec miom zdaniem wina lezy po tej stronie ktora widzi ze cos jest nie tak a nic z tym nie robi...nie mowi...Pzdr

Autor: Facet  09.09.2006 zgłoś

Do stotki: Bardzo mi sie podoba Twoja wypowiedz, jest naprawde obiektywna i ciesze sie, ze kobieta ja napisala, ze sa takie fajne kobietki, ktore w facecie widza przede wszystkim czlowieka z jego zaletami i wadmi i ktore rowniez dostrzegaja te wady u siebie. Napisalem tu wiele komentarzy i choc sa kobietki, ktore potraktowaly to serio i zaczely sie nad tym zastanawiac to i tak wiecej jest tych, ktore stwierdzily z gory, ze jezeli facet to napisal to znaczy ze nie mial racji. Wiele kobiet uwaza sie za ekspertki od zwiazkow, bo przeczytaly (bezwartosciowe moim zdaniem) kolorowe magazyny dla kobiet i uwazaja ze powinno byc tak jak to one sobie wyobrazaja. Nie dostrzegaja drugiej strony medalu, czyli nas facetow, ktorzy ich zdaniem sa od wykonywania rozkazow... Pozdrawiam

Autor: Karioka  09.09.2006 zgłoś

Jesteśmy razem już 14 lat(w związku małżeńskim od 9 lat).Chyba od 4 lat nasz związek wegetuje.Coś się wypaliło,coś skończyło.Chciałabym to zakończyć,ale ze względu na naszą 5-letnią córeczkę nie możemy tego zrobić,nie rozmawiamy nawet o tym.Jakieś dwa lata temu poznałam męzczyznę,kocham Go,powiedziałam mu o tym,chcę z nim być...jednak on nie odwzajemnia mego uczucia.Owszem spotykamy się tak często jak tylko możemy,jest nam ze sobą cudownie,ale i on kogoś ma i pomimo tego,że nie może dogadać się ze swoją Panią to tak jak ja tkwi w tym dziwnym dla mnie związku.Cóż mam zrobić?Nie wiem...może ktoś ma radę dla mnie?

Autor: Bea  09.09.2006 zgłoś

do O-L-A (boga) dzięki za te słowa. Cierpię bardzo, teraz pisząc do ciebie łzy mi lecą. Jestem załamana, nieszczęsliwa i niekochana. Córka ma 15 lat. ona zna sytuacje bardzo dobrze. Przeżywa to wszystko. Zal mi jej, że nie ma takiej rodziny na jaką zasłużyła, gdzie jest dwoje kochających się rodziców. Kiedyś mąż szalał za mną, kochałismy sie do bólu, żyć bez siebie nie mogliśmy, czy mozna tak naglke przestać kochać, nie rozumiem tego? Podaję mój email: bea-37@tlen.pl

Autor: Bea  09.09.2006 zgłoś

do O-L-A (boga) Na imię mam Beata. Chętnie porozmawiam z Tobą Małgprzato, bo masz mądre spostrzeżenia. Dodam,że mąż jest policjantem z 15 letnim stażem i pewnie to tez ma wpływ na nasze życie.

Autor: blondyneczka  09.09.2006 zgłoś

czasem tak musdi byc. mam tylko 1 niezawodna rade: pytac o wszystko Boga. da wam odp.na 100%, i postawwi na drodze tego Wlasciwego Kogos!!! ps.nie ejstem z ligii pol.rodzin:)

Autor: kicia  11.09.2006 zgłoś

Baby, czy Wy możecie na chwilę oprzytomnieć? Znacie to "chłopu to nalej ukropu a sama krzycz, choć nie jest ci nic". Facet, to jest cudowny wybryk natury! I jest tak naturalnie nieświadomy życia, że aby z nim wytrzymać, należy zamieniać na nowszy model! Tak średnio co trzy lata, o...jak autko. Tyle że autko mniej tankuje (bez względu na markę, nawet Polonez jest tu bardzo oszczędny w eksploatacji). Poza tym, nie wolno przemęczać! Żeby się spełnił w menskości wystawcie go na balkon bez spodni! Tylko uwaga na policję, bo pójdzie siedzieć za obrazę. Jemu będzie dobrze, bo go współwięźniowie zaspokoją ale babce cosik głupio, ze za takiego pospolitego się wydała. Bezpieczniej owinąć mu łeb szalikiem i na golasa obfocić,jak mu stoi ...stoi...do końca migawki wytrzyma i później te foty wstawić na randki o2. Tylko ..UWAGA...tam jest model dyżurny i kilku zboczków pośrednich zaprzyjaźnionych z adminem....:-)))) Ale to można załatwić i kaska wskoczy. Poza tym nie ma z takim problemów. Piwko, jagodzianka, czasami coś cywilizowanego, strzyk albo do fajeczki. Widzicie, warto nauczyć się robienia zastrzyków. Może być na końcowce niezbędna pierwsza pomoc. I ...ostatnia przysługa. A wy do fryzuara, manicurzystki, na kawkę, po nową kieckę za tysiaka! Dupska w górę i odmaszerować! Kto widział takie ślozy i duperszwance. Uśmiech, perfum i....do roboty ...no!

Autor: ulotna  10.09.2006 zgłoś

do Literatura i O-L-A(boga) Ja Jej(diodzie) powtarzam to do znudzenia, ale moje argumenty do Niej nie trafiają. Dziewczyny może wasze słowa coś wskurają. Bo siostry to ona nie słucha. Wiem, że wiele z Was jest po podobnych przejściach, lub boryka się z tym problemem. Może słowa osób, które przeżyło to co Ona będą dla niej bardziej wiarygodne. Pozdrawiam i trzymajcie się PS. dioda prosiła, żeby podziękować w jej imieniu za odzew, tak też więc czynię Pa

Autor: ulotna  10.09.2006 zgłoś

do Karioka Trwanie w martwym punkcie nic nie da, a dziecko to tak naprawadę wymówka. Skoro nie kochasz męża to jest sens, by z nim dalej być? Skoro coś się skończyło, wypaliło, to jest sens udawać, że tak nie jest? Nie namawiam Cię na rozwód, bo jeśli istnieje choć iskirka szansy, że może być między Wami tak jak dawniej, to powinnaś spróbować. Może szczera rozmowa cos pomoże... A kochanek... on Cię nie kocha, więc jest sens się z nim spotykać? Nie łudź się, że pewnego dnia wyzna Ci swą miłość, życie to nie bajka (wybacz, że tak mówię, ale to są moje prywatne sądy i nie musisz się z nimi zgadzać). Przed Tobą trudna decyzja... a to jak postąpisz zalezy Tylko od Ciebie! Życzę Ci tylko trafnych decyzji i pozdrawiam

Autor: ejo  10.09.2006 zgłoś

hahahhahaahhahahahah wszystkojest takie bezsonsewne, kobiety ja tez przezyla rozsatnie terz mnie to wali.....................................wyluzujcie!!!!!! to wszystko jest smiechu warte, serio i tak wsztscy umrzemy!!!!! ztjmy!!!! waaaaaaaaaaaaaaa

Autor: Coffee fruit  10.09.2006 zgłoś

Facet: śmieszny masz sposób myślenia... wydaje ci się, że związek sypie się tylko wtedy, kiedy patrzy się na faceta jak na podwładnego od wykonywania rozkazów? Zapewniam cię, że można być piękną, zadbaną kobietą i starać się o związek, nigdy nie fochać, rozmawiać... a i tak nie sprawi to, że facet zadba o kobietę tak, jak ona dba o niego. Ja jestem w związku od sześciu lat. Nie jestem rozhisteryzowaną nudziarą, która chce zająć każdą sekundę życia swojego partnera - nigdy nie nalegałam na ślub (nigdy mi też zresztą na ślubie nie zależało, a teraz to już w ogóle czuję do takowego niechęć), realizuję się zawodowo, dbam o swoje hobby i zainteresowania, mam swoich znajomych - i tak samo ma mój facet. Tyle, że oprócz realizacji siebie, ja dbam też o związek - w sensie myślenia o przyjemnościach partnera, o zadbaniu o siebie, żeby być dla niego zawsze atrakcyjna, o cierpliwości w stosunku do niego, nawet, jeśli mnie drażni... Tymczasem on nie dba o siebie (np. nie ćwiczy, a ma sflaczałe mięśnie i tzw. brzuszek, czego nie znoszę i co kompletnie mi się nie podoba. Uważam, że wyglądem powinien być dopasowany do mnie - a mnie, jeśli chodzi o urodę, nie bralkuje niczego, co zrersztą on sam też powtarza) . Warczy na mnie o różne drobiazgi - co z tego, że przeprasza, skoro potem jest to samo. Kiedy wychodzimy razem np. na spacery (które uwielbiam!), zawsze prędzej czy później psuje mi przyjemność swoim marudzeniem i narzekactwem. Nigdy nie dostaję od niego kwia&#359;ów ani żadnych drobiazgów (ot, choćby ładnego kamyka na spacerze, spinki do włosów itp. - dowodu, że o mnie myśli i chce sprawić przyjemość). Rozmawiałam z nim nt. wielokrotnie, tłumaczyłam, że to są ważne dl a mnie rzeczy... jak grochem o ścianę. I szczerze mówiąc, w tej chwili staje mi się on coraz bardziej oboję&#359;ny... po prostu moje uczucie się wypala (albo nawet już się wypaliło). Kiedy się z nim rozstanę - a pewnie w końcu to zrobię, bo, jak mówię, przestało mi zależeć - zapewne będzie bardzo zdziwiony, bo jemu się chyba wydaje, że wszysko co mówiłam było dla samego gadania. Nie wiem, czy się zdecyduję na następny związek - szczerze mówiąc, po tych sześciu latach mam wrażenie, że dla facetów nie warto się starać, bo i tak tego nie docenią. Wydaje się wam, że jak się zdobyło kobietę, to już jest przypisana na zawsze; że można mieć w d... jakiekolwiek starania. Tymczasem to właśnie kobiety mają o wiele więcej zrozumienia dla swoich partnerów, one o wiele bardziej się starają i dbają zarówno o siebie, jak i związek. Z facetami jest jak w tym dowcipie: 'Dlaczego tylko 30% mężczyzn ma kompleks za małego penisa? - Pozostali uważają, że to z linijką jest coś nie tak'.

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Gdzie myśmy się ulągły??? I dlaczego inne kobiety są takie silne, pewne siebie, nie dają sobie włazić na głowę, podczas kiedy ja należę do tych najsłabszych?

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

mysle, ze i my w koncu damy sobie z tym wszystkim rade. na arzie jeszcze nie potrafimy tylko uwolnic sie od tych toksycznych relacji. dlatego robimy z siebie zalosne niunie (sorry:)), ponizamy sie a tak naparwde - pewnie strach nas powstrzymuje pzred zrobieniem tego kroku naprzod. wiemy, ze trzeba, ale takie odroczenie nieuchronnego daje nam jeszcze jaks nadzieje. ja doskonale wiem, ze to nie ma sensu. nawet gdybysmy znowu byli razem podejzrliwosc, urazy nie dalyby mi zyc. i tak by sie wszystko wypiep... wiec - kwestia czasu. nabierzemy powoli dystansu, wyzwolimy sie sa osoby, ktore potrafia jednym ruchem ciach i zapomniec. a sa takie jak my - slimacza sie, choruja, dlugo to trwa ale my tez wyzdrowiejemy. zobaczysz:)

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

ja tez. potrafie wyzwac go od najgorszych, a za chwile z placzem przepraszac

Autor: Bea  12.09.2006 zgłoś

dokładnie, dzięki Wam dziewczyny- joko, BB, O-L-A (boga),Efka , waszym doświadczeniom i radom, to że możemy wymienić swoje poglądy i zachowania a to wszystko pomaga, mozna zastosować w swoim związku, czasem da efekt ale wcale nie musi dać. Ja wprowadzam wasze rady w moje postępowanie w stosunku do męża i coś drgnęło , niewiele ale....

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

po alkoholu robię straszne rzeczy, lepiej żebym go nie piła...

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Kitka, ale w pewnym momencie musi się coś zmienić! Myślałam, że nie wytrzymam jednego całego dnia bez telefonu; ile razy podejmowałam taką próbę, żeby nie zadzwonić, wytrzymać bez gadania! Aż w końcu się udało!!!! Mogę to zrobić! I nie wyginam rąk żeby nie złapać w końcu za słuchawkę, siedzę sobie spokojnie i do Ciebie piszę i wcale nie panikuję, bo jeszcze nie słyszałam dziś Jego głosu! Niedawno myślałam, że to nigdy nie nastąpi. Nastąpiło.

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

wiem, tez juz potrafie bez histerii wytrzymac np. weekend... no prawie wczoraj niestety wrocilam z imprezy, po paru kieliszkach wina i oczywiscie musialam przez pol nocy pisac smsy... oczywiscie potem zaluje - ale nie moge sie powstrzymac

Autor: karola  11.09.2006 zgłoś

hej izka mam dokladnie ten sam problem co ty.

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

jestem rybą, ale głupia jestem jak koza!!!!!! Wiem, że to chore, ale mało jest wariatów na świecie? I wierzę, że kiedyś będziemy się bardzo z tego śmiały tak, jak teraz śmieją się z nas Ci, co to czytają!

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

BB, ja jestem wlasnie skorponem, choc glupota przebijam wszystkich:) tak naprawde to wielka determinacja, za wszelka cene chcemy ratowac to, czego nie wiadomo czy w ogole warto ratowac. czasem mam taka chwile refleksji, trzezwosci:) ale za chwile dzwonie z pytaniem, jaki jest tytul jakiejs tam plyty...:)

Autor: ulotna  10.09.2006 zgłoś

Witajcie znowu! Wiecie co dziewczyny, ktoś kiedyś trafnie porównał związek do budowy domu (jedno i drugie to inwestycja dłygoterminowa, jeśli nie na całę życie). Miłość wg niego to cegła, pozostałe rzeczy (jak zrozumienie, szacunek, zaufanie, drobnostki, które sprawiają przyjemniści, itp. ale również własna pasja, czas poświęcony sobie) to zaprawa. I chćby nie wiadomo jak mocna cegła była, to gdy zaprawa jest do niczego, dom prędzej czy póżniej runie. Dbać i pielegnować trzeba nie tylko samo uczucie, bo poza nim jest wiele innych ważnych spraw, o których należy pamiętać. Samo uczucie nie wystarczy. A gdy zaczyna się zauważać, że pomimo tego, iż się kocha, człowiek nie czuje się szczęśliwy z drugą osobą, wtedy nadchodzi koniec...

Autor: mania  10.09.2006 zgłoś

wybaczcie, że mój wpis będzie o czym innym... swój apel kieruję do miłośników zwierząt, wejdzie na www.ozzy.dog.pl i pomóżcie... A Wam Wszystkim powodzenia życzę i dużo miłości

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Kitka, a udawałaś np. chorobę? Jestem chyba nie do przebicia...

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

BB - oczywiscie:) nie tyle udawalam chorobe, co udramatyzowywalam ja. tzn - usg piersi wykrylo mi torbielke, ale zrobilam z tego wielki starch przed rakiem... mimo, ze lakarz powiedzial, ze to 90%kobiet ma i nie ma sie czym przejmowac... ja mialam pretekst, zeby mnie pocieszal i glaskal... jestem pier...nieta:)

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Kitka, ja miałam prawie raka jajnika...

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

BB, noooo tak. jak ktos to czyta, pewnie uzna nas za wariatki ale ja Cie rozumiem. wiesz oczywiscie, ze to chore co robimy? jestes moze skorpionem?

Autor: Pepitka  10.09.2006 zgłoś

Facet, Tyś nie żaden facet tylko piszesz jako facet. Już po stylu pisania widać, że jestes babą. Faceci tak nie piszą. W necie jest to mozliwe, że faceci wcielaja sie w baby i odwrotnie. Trzeba wogóle z rezerwą podchodzić do niektórych wypowiedzi. To taka zabawa netowa . Niektórzy robią tu za facetów i baby jednocześnie. Raz pisze, jako facet a odpowiada sobie jako baba i tak czynia Ci co tak dużo piszą i wszystkim odpowiadają na ich posty. Można i tak sie bawić a więc bawcie się.....

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

bardzo zabawne. ale pamietaj, ze pisza tu ludzie, ktorzy cierpia. i bardzo czesto takie poranione dusze nie potrafia docenic dowcipu

Autor:  11.09.2006 zgłoś

jaaaaaaaaaaa:( tydzień temu było dobrze! i mniejsza odległość a jaka jest czstotliwość pytań skoro w ciągu tygodnia molestowany facet....stracił głos

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

BB, doskonale to znam. zaciskalam zeby i plakalam, kiedys nawet ukleklam przed nim, proszac i plakajac, zeby zechcial ze mna pogadac. masz racje, to nic nie da ja wlasciwie jestem sama. od meza odeszlam, a teraz ten moj wysniony zostal z dupa, z ktora wlasciwe od samego poczatku naszej znajomosci mnie zdradzal.bo ona mu wybaczyla i uwierzyla, ze kocha tak naparwde tylko ja... taaa, nie ma co. a ja - az trudno uwierzyc - nie moge go znienawidziec i zapomniec. to jakies patologiczne zauroczenie

Autor: jaaaaaaa :(  11.09.2006 zgłoś

:( i co ? mam to tak zostawić? zero wyjaśnień? koniec tematu? nie znamy się? przecież to jest chore!!

Autor: Facet  10.09.2006 zgłoś

Do Pepitka: Wiesz co, dorosnij troche... To ze Ty tak robisz to nie znaczy, ze wszyscy sa tacy sami. Spdziewalem sie tez i takich wypowiedzi, a to dlatego ze niektore z Was rzeczywiscie sa po prostu puste. Zrozum mala, ze sa rozni ludzie, to nie tak ze facet zawsze krzywdzi a kobieta jest ta pokrzywdzona, tak jak Ty to pewnie sobie wyobrazasz. Jestes pewnie jeszcze bardzo mloda i wielu rzeczy po prostu nie rozumiesz i wiele pojmujesz inaczej. W miare jak bedziesz dorastac, zaczniesz pewne rzeczy rozumiec i zmieniac poglady na rozne sprawy, a tymczasem ciesz sie zyciem... Pozdrawiam

Autor: Literatura  10.09.2006 zgłoś

do diody:) Mała, glowa do gory, wpadne tu wieczorkiem, zeby napisac wiecej, olej takiego faceta co wyszukuje same mankamenty w Tobie, lata lecą, lepiej szkoda Ciebie i Twojego dziecka, życie jest piekne, a siostra ma niestety racje!!!Zrozumiesz to jak minia Ci emocje, i może duzo czasu potrzeba.Ja trzymam Za Ciebie kciuki,jestes super babką,pamietaj o tym i masz mądrą siostre, dla niej tez pozdrowiemia,

Autor: Facet  10.09.2006 zgłoś

Do Coffee fruit: Wiesz co Ci powiem, mimo wszystko bardzo podoba mi sie Twoja wypowiedz, zwlaszcza ten zarcik na koncu ;). Napisalem przeciez, ze kieruje moje wypowiedzi tylko do tych, ktore nie rozumieja naszego sposobu myslenia. Nie napisalem, ze wszystkie kobiety sa takie same, a wrecz ze sa te kochane, wartosciowe i ktorym niewiele potrzeba do szczescia. Wiem, ze jest mnostwo facetow, tak jak i kobiet, ktore/ktorzy mimo ze dostaja bardzo wiele to nie potrafia tego docenic (przeczytaj moje wszystkie wypowiedzi, nie opieraj sie tylko na tych ostatnich). Nie urodzilem sie wczoraj i wiem, ze kiedy Wy kobietki robicie wszystko to on i tak tego nie docenia. Moje wypowiedzi mialy na celu pokazanie, ze jest tez sporo kobiet, ktore robia dokladnie tak samo. Ty po prostu nalezysz do tych kochanych kobietek;), a ja uwazam, ze naleze do tych kochanych facetow ;). Sa jednak rozni ludzie niezaleznie od plci. To nie tak, ze kazdy facet to swinia i ja probuje caly czas to pokazac. Pozdrawiam

Autor: Olkaa  10.09.2006 zgłoś

Witam! Mam problem.Jestemw zwiazku z facetem od dwoch lat.I oczywiscie jak u Was wszystkich paczatki byly piekne!Kwiaty z okazji i bez okazji, zapewnienia o milosci,pocalunki, itp., itd. Wszystko bylo lepiej niz powinno;) On pracowal, a ja studiowalam w innym miescie.Zrezygnowalam z kontynuacji studiow i wrocilam ...do Niego i dla Niego.Studia koncze ale zaocznie i pracuje na miejscu. I wszystko po to aby byc z Nim. Tylko ze po pewnym czasie cos sie zaczelo psuc. Ciagle klotnie, pomimo ze nie mamy zadnych powaznych problemow! Male sprawy zaczely urastac do rangi katastrofy. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, ze on nie potrafi przyznac sie do winy! Pomimo ze zawini zawsze wynajdzie taka wymowke, ze w koncu to musze przepraszac Jego! Juz sie w tym wszystkim pogubilam. Chcialam zerwac wiele razy ale zawsze pozniej prosilam go o powrot! W tym momencie wiem ze jesli to skoncze to nie bedzie odwrotu! I tego sie najbardziej boje. Bo wiem ze on nie pojdzie za mna. W momencie gdy ja podejme decyzje on tylko... sie do niej ustosunkuje ( jak to zwykl mowic). Nie wiem co robic. Chce z Nim byc ale wiem ze to nie powinno tak wygladac. Bo czy zwiazek polega na tym ze jeden z partnerow musi chodzic jak w zegarku? I niedaj Boze jakies uchybienie- czar pryska! I ta Jego nerwowosc! Nie wiem co robic. Mial byc slub i nagle nie ma rozmow o slubie! Byly zapewnienia o milosci-teraz nie ma nic, chyba ze wymuszone czy sprowokowane pytaniem.Nie wiem ...

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Kitka, nie chcę wyrzucać męża z mojego życia i ruszać dalej sama , wprost przeciwnie! Tyle, że jestem na etapie, w którym wiem, że ciągłe przypominanie i narzucanie się ze swoją wielką miłością niewiele daje! Nie dość, że CZASAMI przynosi odwrotne skutki, to ZAWSZE czujesz się z tym źle. Bo zabiegasz, starasz się , płaszczysz, poniżasz... nie można czuć się dobrze, postępując w taki sposób!

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

jaaaaa: to chyba niestety oznacza, ze kogos ma. a z Toba nie potrafi otwarcie porozmawiac i szczerze powiedxiec, ze to koniec

Autor: KOBIETA  10.09.2006 zgłoś

Witam Was! Byłam z chłopakiem prawie rok. Początek, jak każdy był piękniejszy niz sny...byłam zakochana szczerze, choć bałam się do końca mu zaufać, bo bałam sie bólu i cierpienia jakie niesie rozstanie...jednak przełamałam się, oddałam swoje serce bezgranicznie. Poświęcałam sie dla niego, tolerowałam jego humory, zachowania niekonwencjonalne, pomagałam gdy było mu cięzko...on mnie równiez. Lecz przyszedł taki dzień, w którym usłyszałam słowa, że już mie nie kocha, że to nie było TO. Nawet nie wiem kiedy to się stało...nie zauważyłam kiedy to "coś" wygasło czy przestało wogóle być miedzy nami. To było calkiem niedawno...te słowa berdzo mnie zabolały...a tak bardzo bałam się tego bólu. Teraz zacieram w pamięci wspólnie spędzone dni, cudowne pocałunki i najpiękniejsze słowa, jaki usłyszałam w życiu. Teraz muszę się zając czymś co mie zajmie cała, pochlonie bez reszty, by więcej nie rozdrapywac tak świezych ran. Kobitki, jeżeli czujecie ból po rozstaniu z facetem, to pomyślcie, że moze tak musiało być, może coś lepszego nas czeka, znowu ktoś przyjdzie i zaczaruje nasz świat a my jego :) Uszyska do góry!!! Sama postanowiłam być silna i dalej iść z usmiechem przez świat, pomimo, że on nie uśmiecha się zawsze do nas. Ale życie ma sens, musicie trwać w sile i w nadzieji na lepsze jutro ;) Pzdrawiam Was.

Autor: kjujik  11.09.2006 zgłoś

niestety każdy związek przechodzi przez różne fazy rozwoju... zauroczenie, zafascynowanie, wzniosłe chwile... ludzie są zakochani i jest w tym coś niezwykłego... ale trzeba się pogodzić z tym, że wszystko powszednieje po jakimś czasie... drogie kobiety mężczyźni was dalej kochają i im zależy!... przykre, że nie potraficie tego zrozumieć kiedy życie staje się zwykłe... poprostu normalne!!!

Autor: jaaaaaaa :(  11.09.2006 zgłoś

no ja staram się porozmawiać z tym że jest między nami nie mała odległość i to w tym przypadku wszystko utrudnia..... ile się staram?? chcę się dowiedzieć o co jemu chodzi...jednak stale nie otrzymuję odpowiedzi.... już powoli zaczynam mieć tego naprawdę dość!! ile można pytać, prosić??,...... jeszcze tydzień temu było dobrze ;(

Autor: BB  11.09.2006 zgłoś

Do Kitki przepraszam, ale to bardzo pocieszające, że nie jestem sama, jedna, taka żenująca... np. rano, wychodząc z domu, chciałam coś powiedzieć w kwestii czysto "organizacyjno-domowej", ale stwierdzałam, że jak nie powiem teraz, to w ciągu dnia będę miała dobry pretekst, żeby zadzwonić... i może uda się pogadać! Boże, jestem straszna!

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

BB - nie, nie jestes straszna. ja przed chwila musialam koniecznie wyslac maila z glupim pytaniem... byle tylko mi odpowiedzial. bo ja - przynajmniej mam tego swiadomosc - wcale nie chce go wyciac z zycia, i ruszyc dalej. nie dotarlam do tego etapu. ja potrzebuje stale mu sie przypominac, ze jestem, ze o nim mysle. to dopiero jest beznadzieja. tym glupsza jestem, ze dla niego rozwalilam swoje calkiem udane malzenstwo. czasem mysle, ze to co mam teraz, to taka kara za cale zlo, jakie wyrzadzilam mezowi

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

pewne zachowania sa chyba uniwersalne, wspolne - przynajmniej dla kobiet wlasciwie to jakbym czytala o sobie: wymyslam preteksty, zeby wyslac smsa, maila, zadzwonic. ciagle chce wyjasniac, gadac o tym a on sie zacial i 'nie'

Autor:  11.09.2006 zgłoś

jaaaaaa Ja się staram od 8 miesięcy i nic.Dała mi szansę na 3 tygodnie ale nadal spotykała się z innym a ja tego nie mogłem znieść. twierdziła że to tylko kolega. Ale przeciesz była z nim. A TY ile walczysz o niego? Myślę ze on ma kogoś i nie chce Ci o tym fakcie powiedzieć.Gra bardzo nieutrzciwie.

Autor: beata  10.09.2006 zgłoś

hej Lee, masz rację... jestem z moim mężczyzną od 5 lat a od 2 miesięcy jestesmy małżeństwem. Przed slubem byłam zazdrosna i wielką tragedia były jego wyjscia z kolegami, musze dodać że bardzo sporadyczne, ale to i tak wystarczało żeby wylewac ocean łez i okazywac moją złość na jego postępowanie. Głupie to bylo, nawet mi sie nie chce wierzyć... nigdy mnie nie zdradzil i świata poza mną nie widzi ale to nie było dla mnie tłumaczenie chociaz dobrze o tym wiedziałam bo znam go lepiej niz kogo innego. Po ślubie jak za sprawą magicznej różdżki, nastał spokój i teraz nawet bym chciała zeby sobie czasem gdzies poszedł, tylko teraz on nie bardzo ma ochote... moze az tak dobrze mu jako Mężowi... to plus dla mnie. Pozdrawiam i życze wszystkim zagubionym trafnych decyzji i spokoju ducha. Beata

Autor: Sarenka  10.09.2006 zgłoś

Patrząc z perspektywy czasu już wiem jakie znaki i sygnały ze strony mojego partnera zaczęły wskazywać początek końca naszego związzkuJa zaczęłam odczuwać chłod i dystans , nieszczerość , kłamstwa , wtedy zaczęłam czuć niepokoj że człowiek którego pokochałam nie jest tylko ze mną , Moje odczucia potwierdzały się . Przez ponad 3 lata to znosiłam . Ale ostatnio powiedziałam sobie dość nie mogę pozwolić mu na niszczenie mojej osobowości. Teraz jestem wolna nikt mnie nie zniewala i poniża. Jest mi trochę ciężko ale czas uleczy rany i zapomnę o nim.Jak bym nie odeszła zniszczył by mnie fizycznie i psychicznie swoją fałszywą dobrocią.Ale żeby podjąć decyzję o odejściu trzeba sobie powiedzieć że ja jestem najważniejsza .I poprosić Pana Boga o tą siłę-siłę odejścia . Panie niedajcie się . Szanujcie się bo nie warto dawać się poniżać . Mamy tylko jedno życie i nie możemy pozwolić żeby ktoś nam je niszczył, widocznie nas nie kocha . Bo człowiek który kocha chce tylko dobra dla ukochanej osoby, i potrafi szczerze to okazać . Jeżeli tego się nie czuje to lepiej być samej i być sobą i żyć z honorem .Trzymam kciuli za dzielność i wytrawłość kobiet.pozdrawiam

Autor: Karioka do Ulotnej  10.09.2006 zgłoś

Dziękuję za słowa...Widzisz,jest jednak jeden problem...otóż mój kochanek bardzo często powtarza mi,że nie chce by to co jest między nami skończyło się kiedykolwiek,chce być ze mna jak najdłuzej...i co ja mam z tym zrobić???

Autor: JOKO  10.09.2006 zgłoś

A ja co mam zrobic? moj facet stwierdzial ze chce odpoczac i chce przerwy.

Autor:  11.09.2006 zgłoś

do Bea Ciągle ktoś mi radził, żebym przestała gadać, pytać, dzwonić, truć, "ustalać" co z nami będzie, "wyjaśniać" sytuacje... chciałam, ale nie potrafiłam. Jak się nakręciłam, to mogłam przegadać cały dzień, dzwonić kilka razy pod rząd i doprowadziłam do tego, że mąż przestał odbierać telefony ode mnie. Wracał bardzo późno w nocy i wychodził wcześnie rano, znikał na całe weekendy. I tak nigdy mi nie powiedział, gdzie był, gdzie np. nocował i nigdy mi nie powie. Nie chciał mnie słuchać, nie chciał się kłócić, "wyjaśniać", chciał mieć święty spokój, był odpychający, niedostępny, złośliwy, z tygodnia na tydzień coraz bardziej! W weekendy głównie siedziałam sama (nie mamy dzieci), płakałam, piłam, jak sobie wypiłam - robiłam się "odważniejsza", mówiłam sobie głośno, że sama też sobie poradzę... potem kolejna awantura, znów to samo... myślałam, że zwariuję Nie trzeba tyle gadać, pytać, płakać, narzucać się. Trzeba się uspokoić, wyciszyć. Niestety na rezultaty trzeba poczekać, bo nic z dnia na dzień się nie naprawi, to trochę trwa, tak samo jak proces "psucia" związku Bea, bardzo mocno Cię pozdrawiam

Autor: literatura  10.09.2006 zgłoś

do ulotnej:) witaj siostro diody,pięknie i trafnie powiedziałaś o miłości podobnej do budowy domu, wydukuje i ten list i na wypadek gdybym o czymś zapomnia,poczytam, od nowa i naucze się tych słów na pamięć,bo to święta PRAWDA!!!Podpisuję się pod Twoim listem,tylko co tu zrobic z cierpiąca siostrą?Problem polega na tym, że sama sobie musi pomóc bo nasze zapewnienie,że nie ma sensu tkwic w związku toksycznym,na nic, jesli ona nie bedzie chciała spojrzeć prawdzie w oczy.W każdym razie możesz liczyć na moje wsparcie i siostra tez,trzymajcie sie dziewczyny i nie dajce się, a co, baby górą, pozdrawiam do diody:) nie będę sie powtarzała,ale trafnie do Ciebie napisała O L B(boga), wczytaj sie w te słowa ze zrozumieniem, ostro napisała,ale całą prawdę,miej swoja dumę i godność! Pokaż klasę dziewczyno i uciekaj od potwora!pozdrawiam

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

zapros na kawe, daj maly bukiecik kwiatkow i powiedz - wlasnymi slowami jak barzdo Ci zalezy, ze kochasz, przepraszasz, chcesz zeby byla szczesliwa i bezpieczna przy Tobie. ze prosisz o szanse tylko, na boga, dotrzymaj potem tego wszystkiego!

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś

jaaaa: z wlasnego niestety doswiadczenia powiem, ze wydaje mi sie, ze on chce sie wymiksowac z tego. tylko czesto tchorzem podszyci panowie woleliby, ze sie samo jakos rozwiazalo, bez rozmow, wyjasnien itepe stad pewnie nieodzywanie sie i liczenie na to, ze w koncu Ty pzrestaniesz zabiegac o wyjasnienia. niestety

Autor: niczyja  11.09.2006 zgłoś

Witam! Olga najdokładniej opisała to, co dzieje się w naszym zwiazku. Kinia...też sprawnie ujeła temat. Ale ja chciałam powiedzieć, że żyję od prawie 17-tu lat z pracoholikiem, a moja mama prawie pół wieku z alkoholikiem. Różnica polega tylko na tym, że ja mam co jeść, w co się ubrać, bo mam pieniądze na to(sama również pracuję), chodź on twierdzi, że mnie utrzymuje, bo mało zarabiam. A moja mama pracowała na długi swojego męża, więc pieniędzy nigdy nie było. I powiem szczerze, że gdybym mogła zapłaciłabym za to, by być szczęśliwą i znów kochaną-zrobiłabym to! Podsumuję moje wywody: moja mama została z nim, a ja poczekam, jesli on nie odejdzie to pewnie zostanę, chodź chciałabym uciec i nigdy nie wrócić!

Autor: OnaX  10.09.2006 zgłoś

Tkwiłam w toksycznym związku 2 lata i 3 miesiące. Pierwszy kryzys nastąpił po roku, kiedy to on powiedział, że z jednej strony mnie nie kocha, a z drugiej bardzo kocha :/ Nie wiedziałam co o tym myśleć i dalej brnęłam w to bagno. Zamieszkaliśmy razem, ale seks zdarzał się sporadycznie. Kiedyś gdy przyszłam do niego do pracy zobaczyłam, że ma otwartą pocztę ze zdjęciem jakiejś laski. Bez ogródek powiedział mi, że czasem koresponduje z laskami i wymienia się z nimi zdjęciami. Zżerana zazdrością, kiedyś gdy on się kąpał, weszłam na jego gg i znalazłam jego rozmowy z różnymi dziewczynami, w których to opisywał jakby się z nimi kochał, co by im robił itp. Mimo tego dalej tkwiłam w tym związku, bo chyba byłam od niego uzależniona. O pocałunkach, przytulaniu się czy udanym seksie nie było już mowy od dawna (wolał oglądać pornole i się onanizować, niż kochać ze mną, mimo że dbałam o siebie - zawsze wydepilowana, ładnie ubrana itp.). Poprawiło się na trochę, gdy wyjechaliśmy na wczasy zagraniczne - było naprawdę sielsko i pięknie, wspomnienia mam super, ale po powrocie znowu było tragicznie. W międzyczasie wdałam się w romans - trafiłam na kogoś, kto się we mnie zakochał, był czuły, romantyczny, non stop mnie adorował, wpatrzony we mnie jak w obrazek, dawał mi wszystko to, czego brakowało mi w moim związku. Ale do zdrady fizycznej nie doszło - nie chciałam, nie potrafiłam. Romans szybko zakończyłam, bo czułam się nie fair. Mój facet, gdy dowiedział się o moim romansie, zerwał ze mną, ale po dwóch dniach wrócił. Mimo tego w naszym związku było coraz gorzej. Czarę goryczy przepełnił fakt, gdy kiedy powiedziałam mu, że chcę się z nim kochać, on powiedział, bym znalazła dziewczynę do trójkąta albo parę do czworokąta 2+2, to może mu się zachce. Postanowiłam odejść. Było mi cholernie ciężko, ale nie żałuję tej decyzji. Minęło prawie półtora roku od rozstania. W międzyczasie parę razy rozmawialiśmy o ponownym zejściu się, ale do niego na szczęście nie doszło. Miałam od tamtej pory 3 mało poważne związki, ale szybko je kończyłam. Od ponad 8 miesięcy jestem ze wspaniałym chłopakiem. Kochamy się do szaleństwa, daje mi wszystko to, czego potrzebuję. Nareszcie czuję się kochana, szanowana i doceniana. Zdarzają się jakieś konflikty, ale wtedy rozmawiamy i znajdujemy wspólne rozwiązanie. On ma pracę, ja mam studia, obecnie piszę pracę magisterską, ale zawsze znajdujemy dla siebie trochę czasu i widujemy się praktycznie codziennie. Jestem z nim bardzo szczęśliwa :) Jestem też dumna z tego, że zakończyłam tamten związek, mimo że było mi bardzo trudno zerwać, bo byłam od tamtego faceta uzależniona i wciąż go kochałam. Ale postawiłam na zdrowy rozsądek i naprawdę nie żałuję. Wszystkim dziewczynom życzę, aby wszystko im się ułożyło, bo koniec może być naprawdę poczatkiem czegoś nowego, czasem o wiele lepszego! Pozdrawiam :)

Autor: Lida  10.09.2006 zgłoś

Mam męża alkocholika, tkwię w tym chorym związku już 22 lata, cierpię, znoszę wszystko dla dzieci, nie wiem dlaczego, życie jest dla mnie koszmarem, mam czworo dzieci które kocham nad życie, brakuje mi uż sił!!!!!!!!!!!

Autor: sarenka  10.09.2006 zgłoś

Słuchaj faceci to cwaniaki mydlą przeważnie oczy ze chcą być z tobą a robią co innego.Jeżeli do tego wiedzą że są kochani a sami myślą o innej to maja nas za nic.Jedynie stać ich na udawanie że im na nas zależy.Dlatego jeżeli Ci facet podpada to szkoda twojego zdrowia , trzeba wziąć się w garść i nie dać się omamiać . Wiem że to trudno zrobić jeżeli się kocha, ale powiedz sobie że ty jesteś najważniejsza i nie będzie nikt nad tobą panował, jedynie Bóg bo on zawsze chce naszego dobra.Pozdrawiam kobiety szanujmy się.Nie pozwólmy się gnębić.....tylko dlatego że ich kochamy.

Autor: jaaaaaaa :(  11.09.2006 zgłoś

witam... też jestem w dziwnej sytuacji... mój facet-fakt że nie jesteśmy=byliśmy ze sobą długo, nagle przestał się do mnie odzywać... nie wiem o co jemu chodzi! kiedy próbuję siędowiedzieć co się dzieje, to on spławia mnie tłumacząc że potrzebuje kilku dni na przemyślenie. już mam dość tej chorej sytuacji... co mam robić? zależy mi na nim, ale ile można?

Autor: czarna  10.09.2006 zgłoś

Dzieki bardzo za porade w sprawie moje faceta ktory bez mamy ani rusz! Wydaje mi sie ze powinnam poszukac tego prawdziwego mezczyzny poniewaz mojemu facetowi zaproponowalam zamieszkanie razem to powiedzil ok ale tylko z jego rodzicami, On sie z domu nie wyprowadzi. Chetnie przyjmnie mnie do siebie ale on rodzicow nie opusci! To jest poprostu parodzia co on wyprawia. Ja jzu wlosy z glowy rwie zeby bylo dobrze a on stawia mamuske na podium!! Przeciez jak ja tam pojde to zycia nie bede miala. Macie jakas porade na ten moj problem? pozdrawiam

Autor: Zakochany do szaleństwa  11.09.2006 zgłoś

Jedno pytanie do wszystkich Pań.Bardziej prosba. Jak odzyskać utraconą miłość? Macie tyle porad dla siebie więc może pomożecie biednemu 25-cio latkowi który swego czasu trochę pobłądził.Naprawdę tylko trochę.Polegało to na zaniedbaniu i marazmie który mnie ogarnoł. Powód tego to jak zawsze natłok problemów i lęk przed faktem, że jeśli sobie nie poradzę to skrzywdzę kobietę którą kocham. Za wszelkie rady będę dozgonnie wdzięczny. Dzięki za ewentualne rady i opinie.

Autor: po prostu kasia  11.09.2006 zgłoś

A co zrobić, jeśli po 11 latach małżeństwa a w nim: zdrada, kłamstwa, brak czułości, obojętność...jest kochane dziecko wpatrujące się w tatusia jak w obrazek, ale mnie juz nie ma? Uzależniona od jego pieniędzy i decyzji, co mam zrobić, żeby nie zatracić siebie? Jak dalej żyć obok, ale samotnie? Wiem że na to nie ma dobrej odpowiedzi.... szukam jej każdego dnia.

Autor: Tunia  11.09.2006 zgłoś

Kiedy związek się wypala? Kiedy telewizor i komputer sa ważniejsze niz rozmowa... Kiedy kolacja ze świecami zostaje określona mianem "ceregiele"....Kiedy na dworzec jedziesz taksówką, bo mężowi "szkoda czasu" by wstac ok 20min wczesniej i cie odwieźć... Kiedy twoja mimika i gesty są nieustannie komentowane... Kiedy przed zasnięciem przestajesz słyszec słowa "dobranoc" (ktos juz o tym wspomniał)... Kiedy? Dość wcześnie.Za wcześnie.

Autor: ten, który będzie tym złym  11.09.2006 zgłoś

Mój się właśnie wypalił. Z tym, że to wypalenie następowało już od jakiegoś czasu tylko Ja tego nie widziałem..albo raczej nie chciałem tego widzieć... a szkoda.. Teraz będzie boleć, będzie boleć dobrą osobę o dobrym sercu. Niestety tłumaczenie sobie ,"jestem zmęczony, przepracowany" "to minie" prowadzi do nikąd. Ja się zacząłem dusić, brakowało mi czegoś, nie potrafiłem skłamać odpowiadając "tak, ja też tęsknię" czy "też Cię kocham"...Straszne jest to co muszę komuś zrobić... To będzie piekło ale w pewnym sensie sam sobie na nie "zapracowałem". Nazw ą/iecie mnie dupkiem, skurwielem czy palantem i słusznie zapewne... ale "you cannot kickstart a dead horse"...

Autor: kitka  11.09.2006 zgłoś