Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Punkt widzenia

15.01.2007 | 261 opinii czytelniczek

Co się zmienia po ślubie?

Są trzy możliwości odpowiedzi na to pytanie i często słyszę je, gdy pytam świeżo upieczonych małżonków o ich wrażenia. Jedni twierdzą, że nic się nie zmieniło, że ten „papierek” tak naprawdę nic nie znaczy i że jest tak samo jak przed ślubem. Inni twierdzą, że dostrzegają zmianę na lepsze, że czują się pewniej, spokojniej, nie kłócą o byle co, nie stawiają spraw na ostrzu noża, bo jak mówią, co by to dało? Czy od razu składaliby pozew o rozwód? Po prostu teraz poważniej podchodzą do związku i partnera. Są też tacy, i to spora grupa, którzy uważają, że związek po ślubie zmienia się na gorsze. Tu podstawowym argumentem jest to, że mąż/żona już się nie stara, już nie zabiega o uczucie i względy partnera, już się nie wysila, bo przecież nie ma takiej potrzeby, i że właśnie po ślubie wyraźnie widać wszystkie wady partnera.

A jak jest u Was? Podzielcie się swoją opinią.
Ewa Parol
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: dorotko  23.01.2007 zgłoś

dorotko boisz sie samotnosci, przeciez ze swoim dzieckiem nigdy nie bedziesz samotna. pomysl do czego ten maz ci potrzebny? zeby cie utrzymac? nie szanuje cie i wysmiewa... nie na tym polega milosc, a dla dziecka tez nie jest najlepsze patrzenie jak ojciec wysmiewa sie z matki, doczekasz sie tez braku szcunku z jego strony. wez sie za siebie, jestes mloda. moze rodzice ci pomoga wyjsc z tego. moze jak mu zagrozisz rozwodem to sie zastanowi, jak malo go to obejdzie to tym bardziej powinnas go zostawic. pamietaj po rozwodzie polowa majatku jest twoja i jeszcze sad ci przyzna alimenty, dostaniesz tez dodatek na dziecko do 18 rz. glowa do gory. pozdrawiam.

Autor: magda  04.02.2007 zgłoś

U mnie zaraz dosłownie zaraz bo po kilku tygodniach wiele sie zmieniło i z każdym dniem było coraz gorzej i gorzej . Wytrwałam w " tym" co inni nazywaja małzeństwem przez 12 lat i powiedziałam Koniec! Niestety koniec był długi bo trwał ponad 2 lata i był pasmem zemst ze strony mojego byłego , udowadniania jaką "k..." jestem i to wszystko ze go zostawiłam bo już dłużej ani ja ani moje dziecko nie mogła tego znieść.Dziś jestem juz szcześliwą rozwódką a mój ex wyrokiem sądu został pozbawiony wladzy rodzicielskiej i nie ma prawa widywać sie z dzieckiem ( a tak na marginesie sam sobie ten wyrok załatwił nasyłając na mnie tabuny psychologów,zebu udowodnic jaka to wyrodna matka jestem i udowodnił kto kim jest:)).Zreszta to długa historia . W następny slub już sie tak łatwo nie wmanewruje, prosta zasada dzis mała wada jutro najdalej pojutrze ogromny problem. Z mojego doswiadczenia wiem ,ze po ślubie jest GORZEj ale wiem tez ze to nie jest reguła. Byłam młoda , naiwna, zakochana i wierzyłam ,że po ślubie będzie pieknie. Droga to była nauka:((

Autor: smutna26  04.02.2007 zgłoś

Jestem po ślubie1,5 roku. I muszę przyznać że też się zmieniło na gorsze. Tylko nie wiem czy to ja się zmieniłam czy mój mąż. Dla niego na pierwszym miejscu jest praca potem smochód potem pies i dopiero ja. On uważa że ja nic nie robię. Nie mamy dzieci, ale tak samo jak on pracuję zawodowo. Często mam wrażenie że jestem dla niego tylko służącą. Wymaga ode mnie abym była na każde skinienie a sam w niczym mi nie pomaga. Staram się jak mogę ale ile można tylko dawać nie otrzymując nic w zamian? A seks? Czy to możliwe żeby po ślubie kochać się raz na kilka miesięcy? Przed ślubem tak nie było. Ja go już chyba nie pociągam...Kochamy się tylko wtedy gdy on ma ochotę ale gdy ja chcę to on woli oglądać film lub jest bardzo zmęczony. Mam dziś straszną chandrę. Czuję że przez to małżeństwo tracę radość życia. Nie mam jednak siły aby spakować jego walizki. Może perspektywa rozstania coś by w nim zmieniła.

Autor: Sara'le  26.01.2007 zgłoś

Mialo byc tak pieknie. Niestety nie jest. Z przykroscia musze ztwierdzic, ze po slubie wszystko sie zmienia. Najlepiej jak podam to na przykladzie z mojego zycia. Grzegorz byl wspanialym facetem, czulam sie przy nim jak najwazniejsza istota na swiecie. Liczyl sie z tym co mam do powiedzenia, z mojimi uczuciami. Wydawalo mi sie, ze znam go na wilot. W tej chwili niewiem kogo poslubilam, nie jest juz tym facetem ktorego kiedys pokochalam. O wszystko ma pretesje: -nie pracuje tylko roztwaniam pieniadze. (mam dwie coreczki w wieku dwoch i czterech lat nie chodza jeszcze do przeczkola, wiec w tej chwili jestem " kura domowa" -zle sprzatam -w luzku tez nie jestem dobra Moglabym tak wymieniac i wymieniac. On widzi tylko siebie, i swoje potrzeby. A ja i dziewczynki mu tylko przeszkadzamy, kosztujemy za duzo, chociasz na siebie wydaje i tak wiecej niz na nas trzy. Bo On potrzebuje mu sie nalezy, pracuje to chyba moze cos miec od zycia; ale co ze mna? mi sie nic nie nalezy? Czuje sie jak niewolnica, kazda jego zachcianka musi byc spelniona, nie moge byc zmeczona a juz nawet nie chce myslec o chorobie. Przez ten papierak zyje jak w piekle i nie mam nic. Czekam cierpliwie z nadzieja, ze sie cos zmieni!

Autor: SS  04.02.2007 zgłoś

Niestety i u mnie zmieniło sie po slubie na gorsze. Przed slubem starał sie o moje względy, był czuły, razem spędzaliśmy czas. Teraz liczy sie dla niego wyłącznie piłka nożna, gry komputerowe i oglądanie telewizji. On w jednym pokoju ja w drugim, bo oczywiście on lubi inne filmy czy programy niz ja. Często się zastanawiam, w którym momencie wkradła się monotnia i często zarzucam sobie winę.Ale przecież wina leży po obu stronach, prawda? Żeby nie czuc sie samotną w małżeństwie kupiłam sobie pieska, chociaż mam z kim wyjść na spacer. Bo mój mąż nawet na spacery nie ma ochoty, wiecznie się tłumaczy zmęczeniem. Ach.... czasem juz szkoda słów. Pozdrawiam wszystkie odważne by się przeciwstawić tej rutynie!!!

Autor: gogo  01.02.2007 zgłoś

Zmienia się przede wszystkim to ze Pan Mąż po ślubie uważa, że z chwila gdy odbiera akt ślubu widnieje na nim zapis że żona jest jego WŁSNOśCIą!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: do karolina  31.01.2007 zgłoś

jeszcze raz ja - od podobnej sytuacji. nie wiem ile Masz lat, ja miałam prawie 25 jak to się stało i długo dochodziłam do siebie i panicznie bałam się że juz zawsze będę sama. Nie wiem jak potoczą się moje losy, czy mój nowy związek przetwa, nie wiem. Ale wiem, że takie sytuacje uczą czegos w życiu. Że nie ma sensu marnować życia i walczyć o coś gdzie tylko względnie jest miłość, on ewidentnie Cię nie szanuje tak traktując Twoje uczucia - Ty tego może nie dostrzegasz ale z boku to widać. Pamietam że kumpele mówiły mi to co Ci napisałam gdy stał sie mój dramat, a ja im absolutnie nie wierzyłam. Teraz ten dramat uważam za najlepszą rzecz jaka mi się przytrafiła bo dzieki temu wiem co to znaczy kochać i być szczęśliwym. i nie jestem jakąś rozentuzjamowaną panienką w różowych okularakach, żeby nie było:)

Autor: monnalidka  28.01.2007 zgłoś

co racja, to racja, po slubie nigdy nie jest tak samo, albo lepiej, albo gorzej i niestety czesciej bywa tak, ze faceci zaprzestaja staran, co nas bardzo denerwuje i przez czujemy sie niedowartosciowane, a za tym ida kolejne problemy; mysle, ze w dzisiejszych czasach naprawde jest trudno utrzymac udane malzenstwo, ten ciagly bieg za pieniedzmi, kariera, ten stres, przemeczenie; poza tym wiekszosc facetow to egoisci, bardzo ciezko im przychodzi zrozumienie naszych potrzeb i spojrzenie na sprawe z naszego punktu widzenia, dlatego jedenym sposobem na przetrwanie wydaje sie byc czesta i szczera rozmowa; jestem mezatka od 1,5 roku i mam mieszane uczucia, na pewno kocham mojego meza, ale jest wiele tych "ale"..

Autor: Anna V.  30.01.2007 zgłoś

Czasami wydaje mi sie, ze jestem sluzaca, kopciuszkiem na dozywociu u meza. Chciala bym byc Ukochana Ksiezniczka. Tylko ze my mamy 30 letni staz malzenski i tak naprawde jestesmy ze soba zaprzyjaznieni

Autor: do eeeeeeeep  31.01.2007 zgłoś

Można, można, tylko trzeba trafić odpowiadnie ciasteczko:-)) He, he:-)

Autor: Iwoneczka  04.02.2007 zgłoś

Do Smutnej26 Nie warto liczyć na cud - one się nie zdarzają. Obiektywnym okiem: jesteś jeszcze młodą osobą, nie macie wspólnych dzieci - pokieruj swoim życiem właśnie teraz, bo za kilka lat będziesz żałować. Koniecznie porozmawiaj z nim o tym, co Cię boli, o Twoich obawach, potrzebach (jeżeli o tym nie mówisz, to może utwierdzasz go w przekonaniu, że takie życie Ci odpowiada) - jeżeli nie będzie chciał rozmawiać lub każdy z Twoich argumentów zbagatelizuje, to nie poświęcaj mu więcej czasu. W imię czego masz tkwić w czymś, co być może już się wypaliło? Pamiętaj, że małżeństwo to nie dożywotni wyrok!

Autor: zla28 czyli Ula28  04.02.2007 zgłoś

po slubie jest wiecej zlego niz dobrego!!!!!!!!!!!!!!!!!!dlaczego????????????????

Autor: lala  28.01.2007 zgłoś

Przykre to, co piszecie...

Autor: do smutna 26  04.02.2007 zgłoś

Spróbuj spakowac walizki ale wcześniej zrób taki mały bilans, zastanów sie czy wizja rozstania przestraszy go tak bardzo zeby się zmienił na lepsze? A może poczuje ulgę? Co Ty poczujesz jeśli na nim rozstanie nie zrobi wrażenia? A z drugiej strony może to lepiej rozstac się dziś niż przetrwac jeszcze parę lat i wtedy powiedzieć dość. Zycie mamy tylko jedno i szkoda czasu, niektórzy zmieniaja sie na lepsze, chociaz ja osobiscie nie znam takiego faceta.Pozdrawiam Magda

Autor: lala  28.01.2007 zgłoś

Jestem prawie 15 lat po slubie i mysle, ze nie jest zle. Co prawda brakuje mi tej adrenaliny z czasow "chodzenia", czekania na znajoma sylwetke samochodu przed domem, rozmow telefonicznych do 4 nad ranem, przygotowaniami do randki, jego podniecenia przy byle dotknieciu... Teraz jest mniej adrenaliny, ale nadal jestem adorowana, nie moge sie opedzic od jego pieszczot, gdy np. gotuje obiad wciaz mi podnosi bluzke czy spodnice i ...Dzielimy sie sprawiedliwie obowiazkami domowymi. Jest dzentelmenem, czesto robi mi sniadanie do lozka (czasem z roza). Czasami, gdy syn (10 lat) juz spi, wychodzimy z domu do dobrej restauracji na kolacje lub tylko na lampke wina. I nie jedziemy samochodem, idziemy piechota, tak milo sie spaceruje, gdy ciemno i cicho dookola a jeszcze piekniej gdy pada snieg...Jest tak romantycznie...Staramy sie jesc posilki razem, przy stole, walcze, aby telewizor byl wylaczony, szczegolnie, gdy jest z nami syn. Przy kolacji zapalamy swiece. Gdy wracam z lazienki czesto wchodze do pokoju rozswietlonego 10-20 swieczuszkami, maz wlacza muzyke...A seks jest coraz lepszy, mam na mysli jakosc, znajomosc mojego ciala. Maz lubi eksperymentowac, a ja tez nie jestem mniszka. A teraz: z grubej rury. Bardzo czesto sie klocimy. To znaczy ja krzycze. Maz jest okropnym balaganiarzem a ja pedantka, mozecie sobie to wyobrazic. Najczesciej jest tak, ze to ja sie gniewam, a on zachowuje sie normalnie, probuje (jak zwykle) sie przytulac, ale ja go odtracam. Ale to nie trwa dlugo. Czesto spieramy sie na tle wychowania naszego syna, wtedy maz naprawde sie wkurza, szczegolnie gdy podwazam jego zdanie. Nie robie tego umyslnie, ale wydaje mi sie, ze jest zbyt surowy dla naszego dziecka. Nie potrafi mu okazac milosci, czulosci a wobec mnie ma tego w nadmiarze. Nawet inni czlonkowie naszej rodziny tak mowia. Poza tym pali papierosy i to tez jest powodem utarczek. Maz czesto mnie namawia na wyjazd np. 2-dniowy, tylko we dwoje, ale ja nie chce nigdzie wyjezdzac bez syna, ktorego kocham nad zycie. To tyle. Czy myslicie, ze mozna taki zwiazek nazwac udanym?

Autor: aga  20.01.2007 zgłoś

uwazam ze na poczatku nie zmienia sie az tak wiele.mysle ze to nie uczucia nasze zmieniaja sie lecz my.jestem mezatka od 4.5 roku i widze jaki moj maz byl kiedys spokojny wesoly i umiechniety a ja rowniez sie bardzo zmienilam .wydaje mi sie ze to wszystko wplywa na temperature uczuc.na poczatku zawsze jest cudownie ale potem przychodzi prawdziwe zycie i klopoty , ale ciesze sie ze pomimo nich zawsze jest miedzy nami milosc ktora daje mam i nietylko nam sile na dalsze zycie

Autor: eeeeeeeeep  31.01.2007 zgłoś

Kiedy bylem mlody glupi i zakochany wydawalo mi sie ze slub nic nie zmienia - wszak to marny nic nie warty papierek - coz moglby zepsuc w naszej unikalnej wspanialej bezinteresownej wielkiej milosci ? Jednakze okazuje sie ze kobiety widza ten temat nieco inaczej... To dla nich "gwarancja" wylacznosci ... a jak sie juz ma ta upragniona wylacznosc - rosna wymagania ... Nagle okazuje się ze partner jest balaganiarzem, nie przynosi juz roz, nie spiewa pod oknem ... zaczyna sie proza zycia po prostu. Nie mozna zjesc ciasteczka i miec ciasteczko drogie Panie ... no chyba ze ma sie ich kilka w kieszeni :)

Autor: zagubiona  04.02.2007 zgłoś

Do Agi Gratuluję i podziwiam zarazem. Ja nie miałam tyle odwagi i cały czas się łudziłam, że może.... kiedyś przyjdzie ten dzień i usłyszę, że jestem jednak tą, z którą tak naprawdę on chce być... a tamta to tylko przelotny romans. Nie doczekałam się. Teraz jestem 22 lata po ślubie i odchodzę. Tylko zadaję sobie pytanie: dlaczego tak późno?

Autor: anika  27.03.2007 zgłoś

Ja wyszłam za mąż za mojego pierwszego stałego mężczyznę. żnaliśmy się od dziecka a chodziliśmy ze sobą 5 lat w tym 2,5 roku narzeczenstwa. Teraz będziemy mieli w lipcu naszą rocznicę ślubu pierwszą. Nie mamy dzieci chociarz nie powiem bo działamy w tej sprawie ale jasne ze sie zmienia po ślubie to jest naturalna kolej rzeczy. Karzda zmiana trybu zycia cos zmienia, odchudzanie potrafi zmienic relacje w rodzinie a dopiero slub. Zaczynają sie problemy po ślubie po pierwsze dla tego ze zycie daje nam zaraz "kopa" rachunki do zapłacenia, praca i wogóle obowiązki ale myśle ze małzeństwo jest potrzebne chociarz by dlatego zeby nie stawiac zyciu czola samemu tylko z kims. Nie mam z gorki tylko stale pod gorke ale mysle ze trzeba miec kogos kto pomoze kiedy trzeba i wogole a jesli tak nie jest lub jest sie popychadlem to mysle ze warto pomyslec nad rozwodem bo im szybciej podejmiemy taka decyzje tym szybciej wyniesiemy sie z niewoli to nie te czasy zeby dac sie tak traktowac jak niektóre panie pisza bo ja nie mam szczegolnych problemow z mezem i nikomu ich nie rzycze. trzeba durzo rozmawiac nawet jak mąz nie chce słuchac bo to bardzo czesto ratuje malzenstwo. trzymcie sie...

Autor: lilimaer  31.01.2007 zgłoś

pisałam do karoliny a teraz do eeeeep bezedura!!!! kobiety które sie tu wypowiadaja nie molestuja swoich partnerów codziennie o kwiatka, miłe słówko czy troche czułości, nie, te kobiety bezpowrotnie to utraciły - piszę o tych nieszczęśliwych, ich patrnerzy, mężowie wogóle jakby zapomnieli o czyms takim jak dbanie o swoją drógą połówkę. To trochę przykre, że część z tych panów nie może zdobyć sie na taki malutki ale jakże znaczący gest jak słłowo kocham, albo kwitek za 4 zeta!!! a swoja drogą ciekawa jestem co by na temat zmian po slubie powiedzieli panowie....

Autor: ula  24.01.2007 zgłoś

Slub wszystko zmienia.To jak-zalozyc sobie kajdanki z ktorych nie mozna sie uwolnic bo nie ma kluczyka.Podpisac papier to jak podpisac wyrok na swoje zycie!Malzenstwo to bomba zegarowa.Moj maz byl zly nawet przed slubem ale myslalam ze sie zmieni wlasnie po slubie.Myslenie widocznie mnie zgubilo-ze ocknelam sie za pozno.Zostalam sama po siedmiu latach malznstwa.Odebral mi najlepsze lata z zycia i coreczke za ktora tesknie.Jestem 3miesiace po rozwodzie a on nadal sie msci i zatruwa mi zycie ale ja twierdze ze kij ma dwa konce!Jednak mysle ze podniose sie po tym wszystkim co robil i co nadal robi.zmienilam miejsce zamieszkania mam nowa prace i mysle troche inaczej.Poznalam tez faceta ktory jest calkiem inny od mojego bylego meza.Tomek tez niemalo przeszedl.Oboje jestesmy ostrozni ale chcemy na nowo kochac i cieszyc sie zyciem.Nasze przezycia przyciagaja nas do siebie.Jestesmy razem i ciesze sie na nowo zyciem.Teraz wiem ze samo myslenie nic nie da.Trzeba dzialac bo zycie jest zbyt krotkie zeby je marnowac i plakac.Wiec zanim podpiszesz ''wyrok''na siebie to pomysl jeszcze przed slubem czy jest warto bo po slubie moze byc juz za pozno.Szkoda zycia i zdrowia.

Autor: Ysti  28.01.2007 zgłoś

Cześć, witam Was Kochane, tak sobie czytam te opinie i tak się zastanawiam... Co prawda ja jeszcze przed ślubem, od października jestem zaręczona, ale wszystko jeszcze przede mną...:) Tak naprawdę ślub to temat rzeka, sama nie wiem jak mi życie dalej się ułoży, ale póki co myślę o nim. Do niedawna myślałam taką kategorią, że niewiele się zmienimy, ale czas jednak robi swoje... Jesteśmy ze sobą od 3,5 roku i wiele miłych "rzeczy" podupadło, np. w kinie byliśmy rok temu, bo jak twierdzi mój narzeczony "nie grają nic fajnego". trochę mnie to przeraża, bo zastanawiam się jak to będzie np. za 5 lat... Do tego wszystkiego mój narzeczony starszy jest ode mnie o 8 lat!!!Pozdrawiam.

Autor: niutek  28.02.2007 zgłoś

Bez Boga,ani do proga - przysłowie mojej Babci - stare jak świat ale prawdziwe. Moim zdaniem tylko On może sprawić, że dwoje ludzi jest w stanie wytrzymać ze sobą całe życie. "Jeśli domu Pan nie zbuduje, na próżno trudzą się Ci którzy go budują"..... Moim zdaniem obok miłości najważniejsze jest przebaczenie. bez niego niemożliwe jest wspólne życie. kochać i wybaczać. tego życzę wszystkim moim przyjaciołom, którzy stają na ślubnym kobiercu. Wam też tego życzę. U mnie się sprawdza:)

Autor: karolina  30.01.2007 zgłoś

nie jestem męzatką...mam faceta od 4 lat i własciwie byłam przekonana że to jest miłosc mojego zycia...Tylko że teraz juz nie jestem taka pewna.oboje mamy skrajnie rózne charaktery..ja jestesm wybuchowa..i mówie odrazu to co mysle..on jest tajemniczym introwertykiem .zawsze toczylismy boje o to ze nic mi niemówi..ze zawsze cos ukrywa ..itd.po tych 4 latach znalazłam u niego w skrzynce mailowej list do jakiejs dziewczyny z drugiej półkuli swiata którą podobno miał na prozbe rodziców uczyc polskiego(to córka zbnajomych jego rodziców)..nic mi o tym niepowiedział....gdy znalazłam pierwszy list tłumaczył ze to rodzice go prosili,ze to były tylko 2-3 maile...ze były bardzo formalne itd...i ze niemówił mi bo najpierw zapomniał a potem niechciał bym mu głowe suszyła.po tygodnui pogodzilismy sie...i wtedy wygrzebałam drugiego maila..w którym oprocz polecania ksiazek do nauki pisał jej takze ze ma piekne imie...ze musi odwiedzic polske itd...poczułam sie tak oszukana...Brnoł z kłamstwa w kłamstwo.niby mówi ze kocha tylko mnie ,ze to jest tylko bzdura...skoro to bzdura to czemu wczesniej nie powiedział?czemu kasował wszystkie maile od niej?(to był przypadek ze ja znalazłam tamte 2)...nie wieim co teraz zrobic..jak na niego patrzec...oszukiwał....pozniej kłamał..a najgorsze jest to ze wczesniej tez okłamywał mnie w innych kwestiach i zawsze gdy mu wybaczałam obiecywał ze juz nigdy tego niezrobi....teraz nieuwierze juz w zadne jesgo słowo..czuje potworny gniew i zal..poswieciłam mu 4 lata..kochałam naprawde szczerze i bezgranicznie...nigdy nie zdradałm,ani nawet niepodrywałam nikogo na boku...o on flirtował sobie na boku a poptem jeszcze sie wypi\erał po to by na koncu stwierdzic ze to była bzdura...ja przez ta bzdure niespie,niejem i całe dnie płacze...nie wiem co robic

Autor: Iwoneczka  03.02.2007 zgłoś

Wszystko na co w życiu się decydujemy, powinno być naszą pasją, powinnyśmy być do tego w 100% przekonane. Jeżeli mężczyzna, z którym się wiążemy posiada chociażby jedną cechę, która nam nie odpowiada, która jest niezgodna z tym, co dla nas jest najistotniejsze, to z pewnością nie należy postrzegać takiego Pana jako przyszłego męża, a już tym bardziej upatrywać w nim tatusia dla naszych przyszłych Pociech. Należy obserwować. Zebrać się na choć odrobinę obiektywizmu i po prostu bacznie obserwować to, w jakim stopniu jego wady wpływają na nasz związek. Za priorytet przyjmijmy SZACUNEK. To jest niewiarygodnie ważny fundament...Jedyny fundament, na którym można zbudować coś naprawdę trwałego. Ten szacunek musi być widoczny na każdym kroku, przez cały czas - w zwykłych, codziennych rozmowach, w życiu intymnym, w kłótniach - po prostu zawsze. Jeżeli kocha się naprawdę szczerze i głęboko to tylko wtedy, kiedy się tę drugą osobę maksymalnie szanuje. Wtedy nawet najbardziej negatywne emocje nie skłonią nas do obraźliwych słów, wrednych uwag, etc. Pamiętajmy, że ślub to w żadnym wypadku nie nadanie nam męża/żony na właśność, ale zamanifestowanie wszystkim, że jesteśmy razem, że się kochamy i że stanowimy idealną całóść. Wybierajmy mężów/żony z przekonaniem, że tylko z tą osobą chcę być - bądźmy w tej kwestii idealistami. Jeżeli zaś ktoś, kto był naszym całym światem zdjął po ślubie "maskę" i ustawicznie powoduje, że czujemy się oszukane to nie traćmy ani chwili w takim związku. Jeżeli w grę wchodzi kwestia dzieci, to tym bardziej powinniśmy zastanowić się nad sensem takiego związku: czy chcemy pokazywać naszym dzieciom, że tatuś i mamusia są razem tylko teoretycznie? Jeżeli pokażemy dzieciom, że można żyć "razem" bez szacunku i miłóści, to wyrządzimy im znacznie większą krzywdę niż w przypadku, kiedy tatuś i mamusia mieszkają osobno i jedynym ich (w teorii i praktyce) spoiwem jest właśnie Ono - Dziecko. I jeszcze jedno, Moje Drogie - to, że On nijak nie sprawdził się jako mąż absolutnie nie wpływu na to, jakim jest ojcem. Pamiętajcie o tym kończąc formalne związki. Pamiętajcie o tym dla Waszych Pociech...

Autor: Ania  22.03.2007 zgłoś

Jestem 3,5 roku po ślubie. Kocham bardzo mojego męża. Jest moim pierwszym facetem. Na początku było cudownie. Płakałam ze szczęścia gdy się kochaliśmy. Teraz on mnie chyba nie chce...Kochaliśmy się coraz rzadziej jeszcze przed urodzeniem dziecka. A w ostatnim roku chyba dwa razy.. Szybko, chwilę, bez czułości. Nikomu o tym nie mówię, wiem co usłyszę. że to moja wina, że się nie staram. Ale to on przestał się starać zanim ja w ogóle dojrzałam jako kobieta. Próbowałam rozmawiać, on mówi, że to stres. Nie widzi problemu. Jest cudownym facetem, wspaniałym ojcem naszej córeczki. Codziennie robi zakupy, wychodzi z psem. ideał. Tylko ja nie czuję się kochaną kobietą, pożądaną. Trochę jak siostra. O teściach nawet nie piszę. Jak mieliśmy wyjechać na święta do mojej rodziny powiedziała teściowa, że się zabije i przyjedziemy do jejtrumny... chore ich małżeństo. KOszmar. Chcę tylko chronić dziecko Pozdrawiam Was wszystkie

Autor: Magdalena29  18.01.2007 zgłoś

Czesc dziewczyny. u nas po slubie jest dokladnie tak jak przed slubem czyli cudownie, z ta tylko roznica ze mamy teraz oboje wiecej pewnosci co do milosci drugiej osoby. jestesmy po slubie prawie 3 lata i ciagle sie na wzajem rozpieszczamy.wydaje mi sie ze najwazniejsze jest rozmawianie, traktowanie tej drugiej osoby tak aby czula ze jest dla nas najwazniejsza na swiecie, aby czula sie kochana i bezpieczna. wtedy ona/on odpowie nam tym samym. zgadzam sie z Magda24, ze bardzo wazne jest rozwiazywanie konfliktow tego samego dnia. z reszta jak sie posprzeczamy to i tak zadne z nas nie moze usnac.

Autor: oliwka  18.01.2007 zgłoś

JA JESTEM PO SLUBIE PONAD DWA LATA.PRZED SLUBEM MIESZKALISMY RAZEM I TAK WLASCIWIE TO NIC SIE NIE ZMIENILO.ZAJECI BYLISMY REMONTAMI MIESZKANIA,MIESZKAJAC Z RODZICAMI NIE MIELISMY TYLE WYDATKOW,TERAZ JESTESMY NA SWOIM JA PRACUJE MAZ TEZ ALE MAMY CZAS DLA SIEBIE I TEN PAPIEREK O KTORYM TAK DUZO LUDZI PISZE DAL NAM STABILIZACJE W ZWIAZKU.POZDRAWIAM.

Autor: do karolina  31.01.2007 zgłoś

ja miałam baaardzo podobną syt. Też byłam z facetem 4 lata. też różniliśmy sie charakterami - ja byłam wybuchowa, mówiłam mu jasno jeśli coś między nami było nie tak a on milczał i zapewniał mnie że było ok. błagałam go aby mówił mi co mysli, aby rozmawiał ze mna o tym co było gdy sie poznaliśmy, gdy jedno dla drugiego było czymś nowym... Dostawałam przez niego szału - dokładnie rok temu o tej porze myślałam że już nic nowego mnie ne czeka, że moje zycioe i serce i ja będą puste, P-U-S-T-E to była tragedia, ale! ni z tego ni z owego zakomunikował mi że musimy sie rozstać. Dociekałam DLACZEGO??Wiedziałam, że się sypie, ale zawsze to ja mówiłam mu o tym a on zapewniał mnie o swojej miłosci i co?Okazało się że poznał kogoś, dupek jeden!! Strasznie żałowałam ale jednoczesnie czułam ze zycie w drastyczny sposób daje mi drugą szanse o której tyle czasu marzyłam. Rozstalismy sie, żałuje tylko że nie załatwiłam sprawy"po mesku" a płaszczyłam się, choć koleżanki ostrzegały mnie że kiedys tego będężałowała. Miały rację, bo nie trzeba było żałować a cieszyc się. Ale kazdy swoje musi przeżyć i wypłakać. Zaraz po tym poznałam chłopaka, o którym myślałam że będzie "plasterkiem"na moje zbolałe serce. Okazało się że stał się dla mnie kims więcej. Teraz to poczułam i mam nadzieję, że tym razem los nie pokaże mi różków, a przynajmniej nie takich jak poprzednim razem. Tego człowieka kocham. Potrzebowałam tych 4 lat aby poznać siebie, dowiedzieć sie czego potrzebuje w życiu, czego chcę. Zobaczymy jak sytuacja sie rozwinie. Zobnaczymy co z tego będzie. Jednak chcę Ci Karolinko powiedzieć, że nie ma co męczyć sie na siłę. Gdy mój mnie zostawił myślałam że oszleje z rozpaczy bo wydawało mi się że go kocham. Bzdura, byłam przyzwyczajona, było mi wygodnie mieć kogoś i nie martwić się że muszę szukać wg zasady lepszy swój wróg niż obcy. Niekoniecznie!!! Nie męcz się, bo w takiej syt gdy zdecydujecie się jednak być razem może byc tylko gorzej. wypłaczesz swoje i dasz radę. Wiem jak taki cios boli i osłabia wiare w siebie. Ale później będziesz sie cieszyła że tak wyszło i tego Ci życzę !!!!!!!

Autor: paulina30  03.02.2007 zgłoś

dziewczyny,wiecie co,chodzcie sie wszystkie spotkamy sie upijemy.............ach te zycie..pozdrawiam i niedajcie cie tym ,,,,,

Autor: Karoliiiiiiiiiiiiiinka  02.02.2007 zgłoś

po ślubie jest LEPIEJ, dużo LEPIEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ,miej sie klucimy bardziej sie kochamy mozemy razem wziac kerdyt na mieszkanie ciagle staramy sie o siebie, nawet jeszce bardziej czasami juz prawie rok jak wyszlam za mąż, i szkoda ze tak pozno (chociaz po 2 latach związku to nie dlugo) znajomi ktozy bylo ze soba od 6 lat wlasnie sie rozstali, bo on nie chcial jej dac chocby tylko pierscionka. a tego kobiety potrzebuja

Autor: Do V  02.02.2007 zgłoś

no to przykre co napisałas....rzeczywiscie...wiekszosc facetów jest bardzo niedojrzała...pomiataja nami gdy czuja sie pewni naszej miłosci...lepiej byc samemu do konca zycia niz martwic sie wiecznie o której wróci, z kim jest, i czy juz zdradził czy jeszcze nie

Autor: dotka  02.02.2007 zgłoś

Do Karolina Karolinko mam identyczną sytuację też mam 22 lata - tyle,że mężata i w 4 m-cu nieplanowanej ciąży...też znalazłam e-mail'e ( mam jej zdjęcie i mogę rozesłać wszystkim- - to też jej wina )i też był o to wściekły..też płaczę codziennie, też mi jest strasznie ciężko, też czuję sie samotna, opuszczona i oszukana... nigdy nie zdradziłam - on nie raz...

Autor: dotka  02.02.2007 zgłoś

Do Karolina Karolinko mam identyczną sytuację też mam 22 lata - tyle,że mężata i w 4 m-cu nieplanowanej ciąży...też znalazłam e-mail'e ( mam jej zdjęcie i mogę rozesłać wszystkim- - to też jej wina )i też był o to wściekły..też płaczę codziennie, też mi jest strasznie ciężko, też czuję sie samotna, opuszczona i oszukana... nigdy nie zdradziłam - on nie raz...

Autor: Ania30  02.02.2007 zgłoś

Wiecie co? Mam wspaniałego męża ( znamy się 11 lat, 7 lat po ślubie) i chyba to ja jutro kupie mu kwiatka jak wróci z pracy.....A wszystko przez to co tutaj przeczytałam.....Dotarło do mnie,że jestem szczęściarą!!!! Mój mąż to przede wszytkim mądry i odpowiedzialny facet...a małżeństwo to najlepsza rzecz na świecie...Ja po prostu jestem dumna, że mam takiego męża.... Pozdrawiam

Autor: nowicjuszka  17.01.2007 zgłoś

pl roku po slubie...mieszkanie z rodzicami...praca,nauka,odwiedziny u rodziny( musza byc regularne)praca,remont mieszkania, brak snu! czekamy tylko az w koncu zamieszkamy razem i bedziemy przez chwile sami.. wtedy powiem czy cos sie zmienilo....

Autor: NIEPODPISANA  17.01.2007 zgłoś

zawsze myslalam ze jest sie najatrykcyjnieszym dla meża/żony i to oni postrzegaja sie nawzajem za naj..w moim przypadku jest niestety inaczej.

Autor: beti_f  24.01.2007 zgłoś

ja jeszcze nie jestem mężatką choć mam już 25 latek!! Spotykam się z pewnym chłopakiem bardzo mi się podoba ale czyje ze się nie stara choć mówi że mu się podobam i chce ze mną być!! co zrobić ludzie pomóżcie bo nie wiem czy taki związek jest godny uwagi!!! :(((

Autor: kasia266  26.01.2007 zgłoś

to właœnie przed œlubem człowiek sobie tłumaczy że nic sie nie zmieni.......oczywiœcie że się zmienia!u nas na lepsze

Autor: Do osoby niepodpisanej!!!  17.01.2007 zgłoś

Hej, zastanawia mnie, czy przypadkiem nie masz depresji poporodowej, bo to co piszesz właśnie na to wskazuje, może warto poradzić się specjalisty? Po drugie - ważną rzeczą jest, by powiedzieć partnerowi o swoich odczuciach, a nie czekać, aż łaskawie się domyśli, bo niestety faceci rzadko obdarzeni są darem telepatii i moment ten może nie nastąpić! Mężczyzna nie siedzi w naszej głowie, by wiedzieć co myślimy! A jako że jest jednostką zgoła odmienną niż kobieta i funkcjonuje inaczej, toteż należy mu wszystko tłumaczyć - bezpośrednio i łopatologicznie. W przeciwnym wypadku będą rodzić się frustracje, pretensje, takie właśnie jak u Ciebie. Chcesz, by częściej mówił KOCHAM - powiedz mu o tym. Chcesz, by potwierdził Twoją atrakcyjność, prawił komplementy - uświadom mu, że tego potrzebujesz, zamiast czekać niczym księżniczka i jedynie wymagać od partnera wszelkich starań. Kolejna kwestia to obiektywne ocenianie naszych działań - często wyolbrzymiamy własne "nieszczęścia" i umniejszamy zasługi partnera. A wystarczy odrobina wyrozumiałości i bezstronnego spojrzenia na sprawę. Czy faktycznie dzieje się aż tak źle? Może czas najwyższy zrozumieć sytuację partnera - jego zmęczenie, poświęcenie; dostrzec inne, niż dawanie kwiatów, rzeczy, które robi dla związku, z parzeniem herbaty i robieniem kanapek [w sensie metaforycznym] włacznie. Aby było dobrze, my-kobiety, tez musimy z siebie coś dać, a nie oczkiwać romantycznych uniesień i obsypywania kwiatami natychmiast jak sobie tylko o tym pomyślimy, bo taki mamy kaprys... Jeśli chcesz klimatycznej kolacji, to nie czekaj na to, że on Ci ją zorganizuje, bierz sprawy w swoje ręce i sama ją zrób. Na pewno będzie to też świetna okazja by wyjaśnić sobie kwestie własnych potrzeb i oczekiwań. Przy czym tez należy pamiętać, że jednorazowe działanie nie przyniesie od razu trwałych rezultatów, i mężczyźnie raz na jakiś czas należy przypominać o naszych potrzebach... To na razie tyle ode mnie [ w małżeństwie 15 miesięcy] Estelle

Autor: RUDA  17.01.2007 zgłoś

jestem mężatka od 2 lat i zmieniło się bardzo dużo. Mąż staje się coraz bardziej odpowiedzialny za nas, chętny żeby się nauczyć czego nie umie, nie wie - czasem wychodzi mu to lepiej czasem gorzej czasem tak, że tylko pozostaje się pośmiać. Ale są to zmiany na lepsze dla naszej rodziny. gdyby nie ślub i nie córeczka pewnie mój mąż nadal miał tylko własne życie, własne przyjemności. Oczywiście są też przykre rzeczy: teściowa, która liczyła do końca że jednak do ślubu nie dojdzie - wykluczyła mnie ze swojej rodziny dając zakaz kontaktu z nimi!!! i to są te trudności których nie brałam pod uwagę przed ślubem. Ale na to nic nie mogę poradzić - trzeba się z taką sytuacją pogodzić. Przykro mi tylko patrzeć na męża jak jest rozdarty między naszą rodziną i swoją rodziną - ma matkę która go nie kocha. pozdrawiam wszystkie zamężne.

Autor: BENIA  24.01.2007 zgłoś

Z PERSPEKTYWY 17 LAT MOGĘ POWIEDZIEĆ,ŻE JEŚLI BYM MIAŁA WYBIERAĆ JESZCZE RAZ ŚLUB CZY WOLNY ZWIĄZEK-TO WYBRAŁABYM ŚLUB.WIADOMO,ŻE RÓŻNIE BYWAŁO,ALE Z PERSPEKTYWY CZASU JEST TO WŁAŚCIWA DECYZJA.KAŻDY MA SWOJE ,,KONIKI".I POWODZENIE ZWIĄZKU POLEGA NA ICH ŻE TAK POWIEM SPŁYCANIU .WAŻNA JEST MIŁOŚĆ I JESZCZE RAZ MIŁOŚĆ-BO BEZ NIEJ NIC NIE JEST WARTE.

Autor: aphrael  17.01.2007 zgłoś

W sobotę będziemy mieli pierwszą rocznicę ślubu. Byliśmy ze sobą przed tym sześć lat, i prawie cały ten czas (bez kilku miesięcy) mieszkaliśmy razem. Wydaje mi się że ślub zwiększył nasze poczucie bezpieczeństwa, bo teraz, nawet przy najtrudniejszych kłótniach żadne z nas nie szafuje słowem koniec (bo kłócimy się nieraz strasznie, oboje mamy trudne charaktery). Ogólnie, czuję że idzie ku lepszemu. Oboje traktowaliśmy małżeństwo badzo poważnie, rozmawialiśmy o tym wiele razy, że to nie tylko ceremonia ale też i wzięcie odpowiedzialności za drugiego człowieka, za związek... Najważniejsze dla mnie, to nie przestać się starać, co oboje robimy, bo nawet ten papier nie daje gwarancji na wieczność. W moim przypadku więc - zmiany na lepsze. :)

Autor: do "mama"  24.01.2007 zgłoś

Jeśli mąż niedosłyszy tego co do niego mówisz, to napisz do niego list, konkretny, zakończ go tym - jaką odpowiedź chciałabyś usłyszeć i daj mu krótki czas na to, np. 24 godziny. napisz: 1) jest mi smutno, kiedy 2) boję się... 3) rozumiem, że... 4) chciałabym, żeby... 5) cieszę się... 6) jestem Ci wdzięczna 7) chciałabym, żebyś mi odpowiedział...itp. Jestem dziesięć lat po ślubie. W ciężkim kryzysie napisałam do męża taki list. Myślał kilka dni, ale warto było poczekać na odpowiedź.

Autor: magda 24  17.01.2007 zgłoś

Jak kończyłam pisanie swojej powyższej wypowiedzi mój mąż właśnie wrócił do domku i zupełnie niespodziewanie przyniósł mi piękną, długą czerwoną różę :) Takie miłe, drobne gesty też pomagają prowadzić szczęśliwe życie po ślubie. kto powiedział, że okres narzeczeństwa kończy się na ślubie. Nonsens. Kontynuujmy go dalej. A i jeszcze jedno, nie zaniedbujcie seksu ze swoim partnerem. To bardzo łączy. Buziaki

Autor: Bolondi  26.01.2007 zgłoś

Ja biorę ślub za 1,5 roku i już nie mogę sie doczekać i mam nadzieje że będzie lepiej niż teraz. Wydaje mi się że to zależy do ludzi. Ja mam twardy charakter i jeżeli mój partner nie bedzie ze mną współpracował to go wywale z domu bo tak naprawdę to w wielu przypadkach to my pozwalamy żeby faceci byli tacy nieznośni. Pozdrawiam

Autor: magda 24  17.01.2007 zgłoś

Jestem mężatką od 2,5 roku. Wcześniej znaliśmy się od 5 lat. Nie mieszkaliśmy ani nie sypialiśmy ze sobą przed ślubem. Chcieliśmy aby wszystko było zgodne z wyznawaną przez nas wiarą. Okres narzeczeństwa był cudowny. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, w miarę możliwości, bo dzieliła nas początkowo duża odległość. Staraliśmy się dobrze poznać. Jest to bardzo ważne przed podjęciem decyzji o ślubie. Małżeństwo to nie zabawa, z której można w każdej chwili wyjść. Oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Mój mąż bardzo o mnie zabiegał. A teraz pewnie was zaskoczę. Po ślubie nadal jest wspaniale. Codziennie witamy się buziakiem. Często kontaktujemy się, gdy oboje jesteśmy w pracy. Staramy się razem spędzać wolny czas. Nie ma, że on wypada gdzieś z kolegami. Mamy wspólnych znajomych i razem z nimi spędzamy czas. Małżeństwo sprawia, że czujemy się bezpiecznie, bo jest ktoś kto nas kocha i szczerze przyrzekał kochać nas dalej. Nie są to czcze obietnice, ale głęboko przemyślane. Cały czas pracujemy nad naszą więzią. Owszem są i trudne chwile, kiedy w czymś się nie zgadzamy, ale staramy się rozwiązywać problem przed zaśnięciem, tego samego dnia. Staram sie jednak zrozumieć dlaczego tak jest, że ludzie po ślubie tracą magiczną więź między sobą. Niestety dzisiejszy system nie sprzyja szcześciu rodzin. Jesteśmy zabiegani, zapracowani. Tylko praca, dbanie o dom, dzieci powoduje, że ciągle gonimy, brakuje nam czasu. I wtedy powstają problemy - małżonkowie się od siebie oddalają, dzieci wychowuje ulica, stajemy się dla siebie coraz bardziej obcy. Myślę, że w tym tkwi główna przyczyna dlaczego po ślubie zaczyna się szara rzeczywiśtość. Bo nie mamy czasu dbać o miłe chwile spędzone razem w wyjątkowej rodzinnej atmosferze. Życzę wszystkim tego aby znajdowali czas dla siebie. pozdrawiam

Autor: mama  19.01.2007 zgłoś

Bardzo zazdroszczę tym Paniom które mogą napisać, że są szczęśliwe w związku...Ja jestem 16 lat po ślubie i czuję się beznadziejnie. Był czas kiedy porównywałam swojego mężczyznę, męża do innych i wiedziałam, że dobrze trafiłam a teraz leżę na drugim końcu łóżka /tyle w nim miejsca, że w środku śpi dziecko a jeszcze zmieściłaby się tu przytulona para/ słucham chrapania i myślę, co ja tu jeszcze robię? Nie czekam na cud, od jakiegoś czasu mówię, mówię, mówię...wskazuję, że jest problem i...nic. Co najwyżej usłyszę kolejną obietnicę - porozmawiamy. Już, przestaję mówić, wybucham czasami gdy szaleją hormony i opadam na dno. Ciekawa jestem, czy kiedyś się obudzę i zapytam : co pan tutaj robi?

Autor: Ewa  15.01.2007 zgłoś

Jest jeszcze czwarta z możłiwości. Otóż p ślubie, Twój maż zaczyna sie cuzć jak Pan Mąż, zna Twoje słabości, fobie i wie o gdzie uderzyć, jak Cię wykorzystać i zacyzna sie dręczenie, które nie raz trwa latami. I trzeba mieć wiele odwagi, siły i pomocy z zewnątrz żeby wyjśc z tego gówna

Autor: Gosia  24.01.2007 zgłoś

U nas po slubie jest cudownie!!! To juz prawie półtora roku, a moim zdaniem z każdym miesiącem jest lepiej. Wspaniale sie rozumiemy, wpsieramy, staramy sie bardzo często okazywac sobie wzajemnie uczucia. JCiągle jesteśmy zakochani, ciągle mnóstwo jest magicznych chwil. Życzę wszystkim tak niesamowitego związku jak nasz :)

Autor: karolinka  17.01.2007 zgłoś

jestem mężatką od 15 miesięcy, ale od 6 tylko na papierze....mam malutkiego syna i .......nie mam już męża:((zostawił mnie 2 tygodnie przed porodem...policjant -i wszystko jasne!!!!!znalazł sobie inną którą też pewnie zostawi bo jest strasznie nieodpowiedzialnym człowiekiem! cóż... mimo wszystko wydaje mi się że ślub zmienia bardzo wiele... ludzie robią się bardziej pewni siebie...i to jest błąd. z jednej strony ja na przykład byłam przekonana że ten papierek nas zwiąże ze sobą do końca życia i.....pomyliłam się niestety!a z drudiej on zrobił coś takiego bo był pewien że ja sobie nikogo nie znajdę, że kiedy jego nie było nie będę kombinowała..bo facet może robić co chce, ale kobieta musi się bez względu na wszystko trzymać jednego...i właśśnie dlatego jestem teraz sama...z dzieckiem...takie jest niestety życie..

Autor: baska100  29.01.2007 zgłoś

to zalezyod nas obojga,od naszej pielegnacji zwiazku.Jestem 23lata po slubie ,sa wzloty i upadki.Jest ostra wymiana slow i zgoda.Choc jestesmy 2 barany nie lubimy sie klocic.Czesc milosci przeszla na dzieci,ale slowo"" kocham" nie pamietam kiedy slyszalam;Co do kwiatOw -nigdy nie dostalam kupionego z kwiaciarni,nawet w grudniu urwal 2cm stokrotke na imieniny,natomiast na rocznice slubu jest zawsze szampan ,romantyczna kolacja przy swiecach w domu-chocby kanapeczki w formie serduszek.Ajak oderwac pana od komputera -wypachnic sie ,ubrac na gole cialo krotki szlafroczek -sukces murowany.Jeszcze jedno -przynajmiej raz do roku jechac na wypoczynek ,mozna z dziecmi ale nie do rodziny.

Autor: aga  01.02.2007 zgłoś

byłam mężatką przez 8 lat. o 8 za długo. gdybym mogła cofnąć czas to bym to zrobiła. papier tyle zmienia, że w lużnym związku kiedy chcesz odejść to odchodzisz, a małżeństwo musisz rozwiązać prawnie. uwierzcie mi że mimo iż mąż nic dla mnie już nie znaczył sprawa rozwodowa była dla mnie koszmarem. podział majątku jeszcze gorszym. pewne rzeczy dostrzega się po ślubie kiedy twój partner "rozluźnia się". wtedy wychodzi jego prawdziwe ja! ja nie umiałam pogodzić się z tym, że nie wraca na noce, że wydaje mu się, że to on jest najwspanialszym człowiekiem na świecie, nieomylnym, bez skazy. później okazało się, że ma ich wiele. jedną skazę to nawet znał 4 lata. nie myślał, że to się wyda, ale ludzie mają długie języki. ślub go zmienił. poczuł się panem sytuacji. musiałam mu uświadomić że tak nie jest. zabrałam dzieci i sobie poszłam. było mi ciężko. ale teraz już jest ok. drugi raz nikt mnie nie namówi na ślub! nikt!

Autor: ***  29.01.2007 zgłoś

A czy małżeństwo, które było lekko przymuszone (mężczyzna nalegał) może sie udać?

Autor: paulina 30  30.01.2007 zgłoś

do justyny milo czytac,naprawde...ja niepamietam ,kiedy mnie maz pocalowal,kiedy przytulil,cisza,która mnie zabija pomału,,i szczescie ,które mam ,a niewiem co znim zrobic,jak to sie mówi mam,,szczescie w nieszczesciu i niewiem co robic... ja tez podróżowalam z mezem ,bylam w pieknych miejscach,ale co ztego ,jak to wszystko sztuczne,zero rozmów,przytulenia,wole byz kims innym a w malym domku nad jeziorem,,

Autor: ktos  20.01.2007 zgłoś

U mnie po slubie nic sie nie zmienilo - tworzymy zgrana pare a jak kiedys cos pojdzie nie tak - zawsze mozna wziac rozwod.

Autor: Renia  19.01.2007 zgłoś

Hej ,mam 35 lat po ślubie jesteśmy 12,razem uczyliśmy się w szkole podst.pochodzimy jak to sie mówi z jednego podworka.Slub był bardzo spontaniczny..nie byliśmy długo parą.Wiecie co?? gdybym jeszcze raz mogła zrobiłabym to samo>jesteśmy bardzo szczęsliwi,may 10 letniego synka,mój mąż jest cudownym człowiekem,pełen czułości,dobroci,miłości poprostu mam to na codzień..nie to nie jest bzdura!!to jest los i przeznaczenie!! jesteśmy zawsze uśmiechnięci,radośni,dziecko ma stworzony dom pełen miłości..pocałunki na powitanie,pożegnanie ..pomoc we wszystkich domowych czsynnościach,wspaniale się uzupełniamy.ja poprostu czuję się kochana i oby tak zostało na zawsze!!! Chcę zaznaczy,ze oboje jestesmy niezależni finansowo i zaraz na drugi dzień pio ślubie zamieszkaliśmy we własnym mieszkaniu.To jest też bardzo ważne!!! Na koniec powiem,że w cześniej byłam z chłopakiem przez okres 4 lat i Bogu dziękuję,że nic z tego nie wyszło.

Autor: Dana  31.01.2007 zgłoś

często założenie rodziny przestaje być dla męża zabawne: obowiązki wobec dzieci, to przecież on sam jest nieobliczalnie interesującym bobaskiem, wierność wobec ciągle tej samej kobiety to dla niego nonsens. żona marudzi, zbiera się jej na płacz, a tyle ma roboty w kuchni.

Autor: Mirka  21.01.2007 zgłoś

Moje życie po ślubie,zmieniło się na gorsze i tak jest do tej pory.To,że mąż o mnie dbał przed to tylko wspomnienia.Jak się okazało po ślubie,wcześniej założył się z kolegami,że się ze mną ożeni,stąd pewnie ta dobroć do ślubu!!Wszystko miało być takie piękne...Jak urodziły się dzieci to do moich obowiązków należało chowanie pociech,w końcu jak mąż twierdził,jestem matką od tego abym sobie poradziła..on jest zmęczony.Tyle już lat mieszkamy z jego matką,oczywiście na wspólnej kuchni,bo mężowi nie chce się oddzielać bo to wymaga wkładu pracy a on woli poleżeć.Wiele razy usłyszałam od niego - jak masz problem z teściową to twój problem nie mój.I teściowa i mąż są otyli,narzekają na nadciśnienie i kręgosłup.Doszło do tego ,że nie potrafię im wspułczuć !!! Nienawidzę obojga.Mam tylko maturę,jestem bez zawodu,wcześniej pracowałam jako barman-kelner,ale czas ucieka i zastąpiono mnie młodszym personelem,nie mogę więc znależć pracy.Jestem już 22lata po ślubie i jedynego czego nie żałuję to dwójki moich dzieci,dorosłych już zresztą.powiem szczerze,gdy widzę auto z młodą parą to łzy mi lecą.I mąż i jego matka zrobili ze mnie służącą.Nie wierzę w miłość bo jej nie ma.

Autor: malasarna  27.01.2007 zgłoś

Jesteśmy małżeństwem ze starzem 22 letnim. Mamy czworo dzieci, najstarsze- corka ma 21 lat,a najmłosze- syn 3. Dzień naszego ślubu pamietam do dziś.Była to piękna, słoneczna i bardzo gorąca sierpniowa sobota.Mały kościółek,gości ponad setka i my młodzi zapatrzeni w w siebie,pełni wiary i lęku jakie bedzie nasze zycie.Nie wiem jak Wy ale my poczulismy w tym dniu jakąs dziwną więż i do dzis ją mamy, wystarczy ze na siebie popatrzymy i wiemy co drugie mysli.Przez te lata raz było gożej, raz lepiej, ale zawsze mozemy na siebie liczyc.Znamy swoje wady i zalety, wiemy kiedy mamy sobie ustąpić a kiedy walczyć o swoje. Stan pierwszego zauroczenia i adoracji jest bardzo piękny ale on szybko mija.Przychodzą dzieci, noce nie przespane,troska o pieniadze aby miec na opłaty i jedzenie ale ta swiadomosc ze on jest u twego boku i cię wspiera, przytuli, wyciagnie siłą na codzienny spacer to jest najwazniejsze i najpiękniejsze.Co rano przyniesie świerze pieczywo na śniadanie i zrobi kawę do łóżka,pójdzie z dziećmi na sanki czy rower,odmaluje mieszkanie.przypali jajecznice na kolacje. To właśnie jest miłość ta zwykła a jak zarazem piękna, którą poczuliśmy silniej w dniu naszego ślubu, gdy w tym małym kościółku powiedzieliśmy sobie TAK.

Autor: Karolina  31.01.2007 zgłoś

Nawet niespodziewałam sie ze inne kobiety /dziewczyny przechodziły przez to samo...Mam teraz 22 lata..I naprawde jestes tak potwornie zdruzgotana tym co on zrobił..Po tych wszystkich wyznaniach miłosci...Wciąż probóje go usprawiedliwic...Ale nie moge ukoic mojego cierpienia...nie moge przestac płakac...Myslałam że nasz zwizek i nasza miłos bedzie juz na całe życie...Sama jestem bardzo wrazliwa uczuciowa ..i zdolna zrobic wszystko dla ukochanej osoby...Najsmutniejsze jest to że po tych wszystkich wczesniejszych burzach które przeszlismy..zaczeło byc dobrze ..A odczytanie pierwszego maila w którym dowiedziałam sie że mój chłopak koresponduje z inna dziewczyna zcieło mnie z nóg.ja widziałam ta dziewczyne na zdjęciu...ona ma 16/17 lat..i mieszka w Namibii w Afryce...Jest ładna ,bogata..i podobno gra na pianinie(co jest marzeniem mojego chłópaka)...historia zaczyna sie tak..Jego rodzice,pojechali na wakacje do egzotycznego kraju,tam poznali jakas Panią i jej córkę(17lat)potem rodzice jego przyjechali i naopowiadali mu samych wspaniałych rzeczy o niej i prosili by uczył ja przez maile jeżyka polskiego...a on to robił..tylko nic mi o tym niepowiedzial a ja po 2 miesiacach znalazłam jednego maila..i od razu spytałam kto to jest..wiec on mi wyjasnił ze to corka znajomych idt9to sie napewno zgadza bo wczesniej mi tym mówił) po ty godniu sie jakos pogodzilismy..powiedział ze w ferworze spraw zapomniał,ze uznał ze to nic istotnego i ze robił to na prozbe rodziców...tylko ze ja po tygodzniu wpadłam na drugirgo maila...w którym oprucz polecania książek pisze ze jej imie jest piękne ,i czy juz jej o tym mówił...oprócz tego że wybacza jej ze musiał czekac tak długo na jej odpowiedz(przyszła po 1 dniu)...Tłumaczxył sie z tego idiotycznie...najpierw był wkurzony że to znalazłam a potem próbował zwalkic na mnie wine...po kilku dniech troche skruszał..i prznałze to był rzeczywiscie błąd...że mógł mi powiedziec itd...Musze jeszcze napisac ze jego rodzice niesa sympatyczni,ani potwarci,,i po4 latach traktuja mnie jak obcego...pozatym jego matka ma damska odmianę kompleksu Edypa..wzgledem syna ...jest piekielnie zazdrosna..słowem ..nie lubi mnie..ale w zyciu nie spowiewałam sie ze podsunie mu na tacy iina byle by nie był ze mna...Co myslicie o tym wszystkim?

Autor: Miranda  26.01.2007 zgłoś

Dzieki za wsparcie i porady. Dokladnie tak postepujemy wobec rodziców i teściów. Na jakis czas nasze slowa do nich trafia a za miesiąc, 2 znow to samo. "Tą szafke to zla wybraliscie, ma za malo szufladek, co wy chcecie do niej niby zmieścic?" lub "no po co kupowaliscie ta firanke ja mam cala szafe firanek!" (tak kur.... z lat 70 tych!) I ciągle nam wciskają jakieś swoje rupieci bo oni tyle tego maja. Nagromadzili tego za PRL`u i ja mam teraz graty mieć w domu! Szkoda gadac. A co do teściowej trafiłaś w sedno, jej na prawde rola babki bardzo pasuje. Gdybyś ją zobaczyła...!!! My sie twardo z męzem wspieramy ale czasami nerwy nam puszczaja! Pozdrawiam

Autor:  16.01.2007 zgłoś

Witaj. mam 25 lat on 30. jestesmy 10 miesięcy po slubie ... Witaj. mam 25 lat on 30. jestesmy 10 miesięcy po slubie mamy sliczne zdrowe pięciomiesięczne dziecko(ciąża planowana).Początki zawsze są piękne..pamiętam jak sie poznaliśmy..był taki cudowny,inteligientny, przystojny,wykształcony, oczytany, samodzielny, dojrzały..itp zakochałam sie po uszy! pomyślałam: musi być mój na zawsze! i tak sie stało po paru miesiącach pobraliśmy sie. Niestety...po ślubie wygląda to inaczej..Nie okazuje mi takich uczuć jak kiedyś :( teraz dopiero go poznałam.. i jestem załamana bo inaczej se to wyobrażałam. nie mówi mi -kocham cie..nie prawi komplementów, słodkich słów, nie przytula, nie całujemy sie, mam wrażenie ze nawet go nie pociągam.. nie rozumiem go. co prawda jest dla mnie dobry, nie brakuje nam niczego, rozmawiamy o wszystkim ale nie o nas. jak sie czuje? odp. OKROPNIE czuje sie nie kochana, niedowartościowana, skryta, brak pewności siebie. Kocham go, on mnie też ale na swój sposób.."co nagle to po diable"- święta prawda :(

Autor: kingaa  01.02.2007 zgłoś

ja jestem niedawno po slubie załuje tego za wczesnie i zaszybko . Ten zwiazek jest tokzyczny A co sie zmienilo wszystko prawie. Uczucia moje do niego , jego zachowanie wobec mnie,moje wobec niego. Nie ufam mu , nie wierze . Wlasciwie to ja go nie znam jedyne i az jedno co nas łaczy to moja mała córeczka.Kocham ja ale nawet dla niej nie jestem w stanie z nim wytrzymac . A wiecie czego niemoge mu zapomniec ze kiedy byłam w ciazy to on pomiatał mna bałam sie ze strace dzidzi przez jego widzimi sie .Raz nawet trafiłąm do szpitala bo szarpał mnie i wygioł w pól w 8mym prawie miesiacu ciazy. Wtedy juz sie skonczył nasz zwiazek.Mam pecha do facetow ale mam mojego skarba Za to prawie od roku nie ma sexsu nie potrafie dac mu nawet buzi Ja sie nie dziwie sobie a Wy?????

Autor: supelek  19.01.2007 zgłoś

Jesteśmy ponad 3 lata po ślubie. Mamy cudne 2 letnie dziecko. Wychodzą c za mąż byłam przekonana, że to ten jedyny. Rękę dałabym sobie uciąć, że kiedykolwiek w to zwątpię. Życie przyniosło zupełnie inny scenariusz, ale to zupełnie inny temat. Ślub dał mi faktycznie poczucie bezpieczeństwa, głębszego uczucie i tego spokoju w sercu, że cokolwiek w życiu się nie będzie działo mamy siebie. I tak faktycznie jest. Czasami zagonimy się pracą, obowiązkami i rutyna daje znać w postaci kłótni o "pierdoły". Te wszystkie różnice charakterów, które zauważałam przed ślubem czasem faktycznie urastają do monstrualnych rozmiarów. Do tego dochodzą konflikty z rodzicami i czasem to "wybucha". Trwa kilka dni a potem rozmawiamy (to jest jednak złoty środek - szczera rozmowa) o tym co każde z nas czuje i jakoś wracamy do pielęgnowania naszego uczucia. Są buziaki, wspólne wypady, sex, gotowanie i wychowywanie córeczki. Jest dobrze. Znaliśmy się dosłownie rok czasu przed ślubem i powiem Wam, że teraz widzę, że to było, przynajmniej dla nas za krótko. Kochamy się, tylko nie jednakowo. Mój mąż mnie uwielbia i nie wyobraża sobie życia z inną kobietą. Ja go kocham, ale nie tak jakbyu tego chciał. Jakoś zawsze gdzieś tlił się we mnie ten malutki znak zapytania: czemu nie ma motylków, drżenia serca i tęsknoty. Tłumiłam to w sobie będąc przekonaną że to co właśnie czuję to prawdziwa miłość. Dzisiaj okazało się, że chyba jednak nie. Jednak los chciał inaczej, nie będę tego zmieniać, nie chcę nikogo krzywdzić, chcę żyć z moją rodziną i próbować wskrzesić w sobie wszystkie pokłady tego co czułam do męża w dniu ślubu, zasługuje na to. Może byłam niedojrzała, może jestem egoistą, pewnie tak...Bóg jeden zna moje prawdziwe intencje, wiem jedno że nigdy nie powiem już "nigdy"... Dam Wam radę: bardzo mocno zastanówcie sie przed złożeniem przysięgi małżeńskiej. Każde najmniejsze "ale", które Wam zadzwoni w głowie przeanalizujcie na wszystkie strony. Myślenie, a jakoś to będzie..nie zawsze się sprawdza. Chyba, że to prawdziwa miłość, ale któż z nas jest tego pewien... Pozdrawiam

Autor: szuja  19.01.2007 zgłoś

w moim wypadku slub spowodowal ze ( o dziwo !) poczulam sie bezpieczniej...i nie tylko ja jak sadze.. albo po prostu udało nam sie dotrzec ( mieszkalismy 0,5roku przed slubem i bylo troche zapalnych punktow) i wpuscic drugie na swoj teren;)) tak czy siak dbamy o siebie.. bzuiaki w ogromenj ilosci i tulenie..... w pracy maile,telefony i smsy do ukochanej osoby... oby to nigdy sie nie zmienilo.....

Autor: Sylwia  15.01.2007 zgłoś

na gorsze... gdzie te spacery, rozmowy, wspolnie robienie blachych rzeczy? nie ma... wszystko ucieka gdzies... wieczny brak czasu ciagle wizyty u rodzicowi tesciow uszczuplajace dodatkowo wspolne wolne chwile.... proza zycia chcialoby sie rzec... a przeciez jedyne co sie zmienilo to ten przeklety papierek...

Autor: virtualia  30.01.2007 zgłoś

ja sadze ze nie tylko slub zmienia. zmienia sie juz po zamieszkaniu razem z dziewczyny stajesz sie sluzaca taka prawda. Facet jest dobry ale taki...dochodzacy, zamieszkanie z dziadem na dluzsza mete zabija uczucie. Mieszkam z chlopakime ponad 2 lata i dluzej juz chyba nie wytrzymam juz rozgladam sie za mieszkaniem. Slubu nigdy nie wezme to wiele komplikuje...trudno odejsc a tak pakuje sie i adje i jeszcze jedno pamietajcie FACET JEST JAK AUTOBUS ZAWSZE BEDZIE NASTEPNY :)

Autor: do jerry  30.01.2007 zgłoś

Co to znaczy, że po ślubie nie trzeba się starać??? To nie jest wina naszej społeczności tylko Twojego myślenia!!! Starać się trzeba całe życie!!!!! aszcz77

Autor: Miranda  25.01.2007 zgłoś

jestem po slubie prawie 2 lata, mamy 7 miesięcznego brzdąca. Czy coś się zmieniło? Trudno mi powiedzieć. Przed ślubem mieszkaliśmy już ze sobą rok wiec zdążylismy się dotrzeć. A tak zmieniło się, mamy teściów1 Po slubie zarówno moi jak i męza rodzice uznali chyba że mają już pełne prawo się do nas wtrącać. We wszystko, w wybór mebli, firanek, koloru ścian. A po urodzeniu dziecka moja teściowa non stop dopytuje się czy i kiedy założę sobie wkladkę domaciczną lub tp bo po co drugie dziecko? Nie muszę wam mówić jak mnie to wyprowadza z równowagi. Robi to bardzo delikatnie ale mimo wszystko. Niestety nie wychodzimy za mąż i nie żenimy się tylko z naszym partnerem ale także z jego rodziną!!!

Autor: aga  17.01.2007 zgłoś

Sek w tym, ze ludzie nie potrafia ze soba rozmawiac i o pewnych rzeczach nie mowia...tak mi sie wydaje

Autor: aszcz77  30.01.2007 zgłoś

Cześć Laski, Czytam i strasznie szkoda mi wszystkich bab, którym się nie udało! Jestem 5 lat po ślubie, 9 lat w związku, który był bardzo burzliwy i czasami nawet ekstremalny. Wynieśliśmy z naszych przeżyć wiele doświadczeń i bardzo dużo się nauczyliśmy. Jak nie jesteście pewne do końca własnych uczuć to weźcie najpierw tylko ślub cywilny. Łatwiej się z niego wycofać kiedy coś jest nie tak:-) Nie ma sytuacji bez wyjścia!!! Codziennie mówimy sobie "Kocham Cię" i "Tęsknię za Tobą", na 29 urodziny dostałam od męża 29 róż (wzruszył mnie, która kobieta nie lubi kwiatów???), mąż światnie gotuje i jest wspanaiłym ojcem naszego 4 letniego synka. Nie prasuje i nie ścieli łóżek, bo nie lubi:-)) Dzielimy się obowiązkami. Wychodzimy razem poszaleć do knajpki (syn zostaje z rodzicami lub teśćmi), szanujemy swoje zdanie i zainteresowania. Nie ma dla mnie problemu kiedy mój mąż wychodzi z kumplami, on nie robi scen kiedy ja idę z koleżankami na piwko i plotki. A! I nie gdera jak kupuję sobie ciuchy i kosmetyki, bo lubi jak jestem zadbana. Sam kupuje mi perfumy jak wraca delegacji (uwielbiam sklepy bezcłowe na lotniskach:-))) Poza tym po porodzie dwa lata, to on wychowywał naszego syna, a ja poszłam do pracy jak syn miał 5 miesięcy! Jak tak to wszystko piszę to wychodzi na to, że mam idealny związek, ale nie zawsze tak było (długo się docieraliśmy przed ślubem), pracowaliśmy na to oboje, bo wiemy, że chcemy być ze sobą do końca życia, że chcemy wychować syna, zwiedzić jeszcze wiele krajów, poznawać nowych ludzi, razem. Dużo ze sobą rozmawiamy, a jak bywało gorzej i trudno nam było rozmawiać, to pisaliśmy do siebie listy. Przez ten czas nauczyłam sie też mówić "nie" teściom, których pamiątki z PRL-u zajmuja imponującą część ich mieszkania i są często prezentami. I jeszcze jedno. Nie bójcie się spakować walizek jak jest źle! Jeśli facet się obudzi i będzie się starał, to zrobi wszystko, żeby Ci pokazać jaka jesteś dla niego ważna (mój na przykład spał na schodach i mókł na deszczu dwa miesiące), jeśli sie nie będzie starał, to złamie Ci serce, ale nie stracisz godności i zawsze będziesz mogła powiedzieć, że go zostawiłaś, bo nie był Ciebie wart! Głowy do góry laski, a tym które mają dzieci: NIGDY NIE POZWÓLCIE< ŻEBY WASZE DZIECKO PATRZYŁO NA WASZE NIESZCZĘŚCIE! NIE MA USPRAWIEDLIWIENIA DLA SYTUACJI, W KTÓREJ JESTEŚ NIESZCZĘŚLIWA "DLA DOBRA DZIECKA" TO NIE JEST DOBRE KIEDY DZIECKO MA SMUTNĄ, NIESZCZĘŚLIWĄ, ZATYRANĄ I ZMĘCZONĄ ŻYCIEM MAMĘ I OJCA, KTÓREGO WŁAŚCIWIE NIE MA!!!!! Wszystkim szczęśliwym i nieszczęśliwym życzę duuuużo szczęścia!

Autor: Ania-K  16.01.2007 zgłoś

Jestem mężatka niecały rok i należę do osób które chwalą sobie ten stan cywilny :-) Bardzo długo odkładałam ślub (byliśmy parą 9 lat zanim się pobraliśmy) bo nie był mi on do niczego potrzebny, bo miałam ważniejsze rzeczy na głowie - praca, rozwój zawodowy, pogoń za pieniądzem, tzw. kariera. Teraz trochę żałuję że inne cele były moimi priorytetami bo nie były tego warte. Małżeństwo daje poczucie wspólności, pozwala na większe zaufanie, wzmacnia więzi łączące partnerów. Nie twierdzę że życie po ślubie nie ma minusów. Dla mnie problemem jest to że pojawiają się tzw. "drudzy rodzice" do których trzeba mówić "mamo" i "tato", z których zdaniem i uczuciami też trzeba się liczyć, którzy też muszą mieć coś do powiedzenia. Należę do osób niezależnych i nie lubię się komuś spowiadać lub tłumaczyć ze swoich decyzji lub postępowania. Jeżeli jednak małżonkowie będą stać solidarnie przy swoim boku to i ten fakt da się jakoś wpasować w życie.

Autor: paulina30  30.01.2007 zgłoś

posluchajcie,ja juz jestem 8 lat po slubie ,znamy sie z mezem 10 lat i sie wypalilo,brak rozmów,cisza która zabija,,pewnie to znacie,rutyna i maz ktury mnie juz niepociaga ,mamy synka ,którego kocham,ale czy mam być z facetem,którego juz chyba niekocham.poznalam wspanialego faceta,samotnego,przy nim czuje sie tą kochana,która ma wszystko czego kobieta potrzebuje...ale mam tez dziecko ,które otzrebuje ojca i które ma dopiero 8 lat.co mam zrobic powiedzcie ...odejsc i zyc i byc kochana ,czy zostac z mezem ,którego niekocham,ale mam dziecko i zyc w tym zwiazku ,jesli mozna to tak nazwac...co mam robic,ja juz niewiem,,,jaka podjac decyzje...

Autor: Justyna  30.01.2007 zgłoś

jestem w związku małżeńskim od 7 lat i mogłabym sobie wyobrazić istnienia bez mojego męża ... Z każdym dniem kochamy się coraz bardziej choć nie było zawsze tak sielankowo... kryzys przechodziliśmy dokładnie po urodzeniu się najpierw córki a potem synka... Potrzebowaliśmy po prostu czasu by dojrzeć do macierzyństwa i ojcostwa niezapominając,że wciąż jesteśmy nie tylko rodzicami ale i kochankami... ale uważam,że właśnie takie chwile są potrzebne w każdym związku by nauczyć nas co jest w życiu najważniejsze i trzeba umiec wyciągnąć trafne wnioski na przyszłość...Przeżyliśmy wspólnie dwa porody, choć niegdyś byłam modelką mam po drugiej ciąży rozstępy,których niecierpię to mąż bardzo mnie kocha...Każdego dnia budzi mnie pięknym całusem, po wspólnym śniadaniu odwozimy dzieci do przedszkola, a my razem pokonujemy wszelkie trudności bo od dwóch lat wspólnie prowadzimy własną działalność gospodarczą... Przynajmniej dwa razy w roku dzieciaki zostawiamy z babciami a my wyjeżdżamy w kolejną podróż "poślubną" sami... I pewnie tak doczekamy starości... Życzę wam abyście były szczęśliwe tak jak my..

Autor: Do Mirandy  25.01.2007 zgłoś

Z Twojej wypowiedzi wynika, ze miedzy Toba a mezem wszystko jest ok a problemem sa tesciowie. Wiem z wlasnego doswiadczenia ze lepiej narazic sie tesciom, pozwolic zeby miedzy nimi a nami sie popsulo niz rozwalic sobie malzenstwo. Na pierwszym miejscu postaw meza. To jemu przyzekalas lojalnosc a nie tesciom, bez nich da sie zyc-naprawde! a bez meza ktorego kochasz juz nie. porozmawiajcie z mezem(koniecznie razem bo wtedy powaznie potraktuja Was i sytuacje) z rodzicami i z tesciami. Powiedzcie im ze nie zyczycie sobie zeby sie wtracali do Waszych spraw, ze jestescie odrebna rodzina, ze takim podejsciem do Was pokazuja brak szacunku i zaufania doWas, ze na razie sie przez nich tylko klocicie, ale jak tak dalej pojdzie to doprowadza do rozpadu Waszego malzenstwa - troche dramatyzmu nie zaszkodzi, no i chyba zalezy im na szczeciu wlasnych dzieci, no i koniecznie pogadaj z tesciowa (albo popros o to meza) o tej antykoncepcji. Ja bym moja tesciowa wysmiala za takie pytanie. Albo poprostu powiedz jej ze planujecie jeszcze specjalnie dla niej kilkoro wnukow bo rola babci pasuje jej jak zadna inna;o)-troche ja to moze zdoluje-ale jest szansa ze sie zastanowi nad swoim zachowaniem. Jak to nie pomoze to przy kazdym nastepnym starciu z tesciami czy rodzicami odpowiadajcie, ze dziekujecie za rade ale macie wlasne zdanie w danej sprawie i robcie po swojemu, albo ze to tylko Wasza decyzja. Czasami trzeba troche ostro ale to pomaga a przede wszyskim zyskuje malzenstwo. nie da sie byc szczesliwym kiedy w malzenstwie tesciowie sa najwazniejsi. jezeli bedziecie stanowczy i jezeli bedziecie z mezem RAZEM walczyc z problemem na pewno sie uda. Zycze powodzenia.

Autor: wanda  18.01.2007 zgłoś

Wspolne spacery, zakupy, przyjacielskie rozmowy ... to wszystko nas laczy! Moj maz jest najlepsza 'rzecza' jaka spotkala mnie w zyciu ... Jest CUDOWNIE!!

Autor: szczesliwa mezatka ...  18.01.2007 zgłoś

Przed zawarciem zwiazku malzenskiego wraz z moim narzeczonym zastanawialismy sie jak to bedzie,gdy bedzie juz 'po wszystkim',sadzilismy,ze niewiele 'papierek' zmieni ... mylilismy sie ... Musze wam moi drodzy powiedziec,ze jest cudownie - stalismy sie bardziej spokojni o siebie, absolutnie nie klocimy sie o roznego rodzaju drobiazgi ktore poroznialy nas przed slubem ... wydaje sie jakby nasza milosc umocnila sie! Oboje odnosimy wrazenie jakbysmy poznali sie zaledwie wczoraj i to jest cudowne!! =)

Autor: aga  17.01.2007 zgłoś

u mnie niestety też zmienia się na gorsze. jestem ponad 6 lat po ślubie, mamy dwoje dzieci. mąż dużo pracuje i uważa że to go już tłumaczy dlaczego w domu wszystko jest na mojej głowie. a ja też jestem zmęczona bo przy dwójce dzieci przez cały dzień jest też mnóstwo zajęć. ale mnie się odpoczynek nie należy tylko jemu. narzeka , marudzi i jest często opryskliwy. a jak chcę gdzieś wyjść z domu to słysze że jestem egoistką i myśle tylko o sobie. będąc w domu mnóstwo czasu spędza ale przed komputerem. coraz częściej się kłócimy, chociaż tego nie chcę. wtedy mąż mówi mi mnóstwo przykrych słów i bardzo mnie rani. zaczynam się czuć jakbym miała conajmniej lat 70- a mam dopiero 28. juz nie pamiętam kiedy spędziliśmy miły wieczór tylko we dwoje. staram się o jak najlepszą atmosfere w domu ale mam wrażenie że mąż robi wszystko by tak nie było. a pamiętam że jakiś czas po ślubie było tak pięknie. ja wiem że związek po jakimś czasie się zmienia. ale dlaczego w naszym przypadku na gorsze? boję się że pewnego dnia sobie uświadomie że mnie nic już nie łączy z moim mężem. czy to dziwne że choćby w minimalnym stopniu nadal chcę być adorowana ? jeszcze się staram bo nadal kocham mojego męża ale nie wiem jak długo nie dam za wygraną. a miało być tak pięknie...

Autor: Estelle  17.01.2007 zgłoś

NIEPODPISANA, jeśli tak, to wygląda na to, że faktycznie masz nie za ciekawą sytuację, w dodatku zamkniętego na Twoje emocjonalne potrzeby. Ciężko zmienić będzie jego postawę, zwłaszcza, że on chyba nie próbuje Cię zrozumieć i nie chce słuchać argumentów. W moim małżeństwie pomogła rozmowa - doprowadziła do zmiany postaw w partnerstwie, ale tutaj ciężko będzie wypracować rozwiązanie, skoro mąz tak przedstawia sytuację... :(

Autor: Elipsa  21.01.2007 zgłoś

Jestem 20 lat po ślubie. Żałuję, że tak źle wybrałam. Spodziewałam się, że będziemy wspólnie cieszyć się życiem, ale niestety, mój mąż na 1 miejscu stawiał pracę, na 2 pracę, na 3 pracę, potem gry komputerowe w czasie wolnym, potem majsterkowanie, potem daleko daleko ja. Starał się do czasu ślubu a potem przestał i zajął się swoimi sprawami. Prawie w ogóle nie liczył się z mmoimi potrzebami. Chodziłam sama wszędzie i tak jest do dzisiaj. Kiedy mówiłam mu o tym co czuję , często obrażał się na mnie , a jak się zdenerwował, to demolował sprzęty. Żyłam w ciągłym strachu. Dzisiaj jestem szczęśliwą osobą, chociaż mieszkamy razem, zyskałam poczucie bezpieczeństwa, nie pozwalam sobą rządzić i żle traktować. Mówię to, co myślę a on się liczy bardzo ze mną i boi się, że go zostawię.

Autor: NIKA  26.01.2007 zgłoś

U mnie na razie na lepsze - dla mnie na bank czuje się zabezpieczona w razie jakiegoś nieszczęścia finansowo :) jako żona jestem lepiej postrzegana przez otoczenia bo tak to niby kto kochanica jakaś ? Niby nie jestem pruderyjna żyliśmy prawie 2 lata bez ślubu razem i było dobrze ale potrzeba legalizacji wypłyneła z nas samych ale wcale nie uważamy , ż eto na zawsze i że muszę ... staramy się tak samo ... a beż ślubu jak człowiek zabiegany to też romantyzm ucieka w tym wypadku nie ma to znaczenia czy z papierkiem czy bez:0

Autor: monika  17.01.2007 zgłoś

ZGADZAM SIE Z OPINIA ZE PO SLUBIE WSZYSTKO SIE ZMIENIA.OD ROKU JESTESMY MALZENSTWEM I MAMY 2 LETNIEGO SYNA.PRZED SLUBEM BYLY SPACERY,PRZYTULANIA ,WSPOLNE WYJSCIA.A TERAZ TAK NAPRAWDE JESTEM SAMA Z DZIECKIEM.ON TYLKO PRACA ;POTEM JAK JEST W DOMU TO NAWET NIE MA O CZYM ROZMAWIAC.

Autor: mia  23.01.2007 zgłoś

Po ślubie 10 lat i wiecie co najważniejsze to meza wychowac od poczatku, niech sie nauczy prac, prasowac, sprzatac i gotowac, a wy ewentualnie mozecie z nim dzielic te obowiazki, czemu nie:). po jakims czasie to on nawet bedzie dumny z siebie jaki jest zaradny. Jest jeden kruczek, jezeli czegos naprawde nie lubi to wtedy go wyręczcie, bedzie wam wdzieczny za wasza wspanialomyslnosc. mowcie czesto ze jest wspanialy i kochany. wazne, musicie zarabiac tyle co on albo wiecej, pracujecie i tez potrzebujecie odpoczac. charakter ten sam zmienia sie tylko podejscie. pozdrawiam. bardzo szczesliwa mezatka

Autor: ula28  30.01.2007 zgłoś

moze i faceci sa jak autobusy ale one sa czesto puste.Wlasnie jak faceci.

Autor: Agnieszka  26.01.2007 zgłoś

Ponad rok temu wzięliśmy ślub, spotykaliśmy się też ponad rok. Mamy cztero miesięczne dziecko, które oboje uwielbiamy. Zanim poznałam męża spotykały mnie same rozczarowania,myślałam że już zostanę sama bo tak bezpieczniej. Na początku denerwował mnie jego spokój, dobroduszność i to że jest na każde moje zawołanie, z czasem jednak zaczęłam to doceniać i odpłacać tym samym. Wiem ,że dokonałam nejlepszego wyboru w życiu. Mieliśmy obydwoje grubo ponad trzydziestkę kiedy braliśmy ślub. Ludzie w tym wieku przeważnie wiedzą czego oczekują od tej drugiej osoby. Po wielu nieudanych znajomościach doceniliśmy w sobie zalety, a wady potrafimy tolerować. Od samego początku wiedzieliśmy jak ma wyglądać nasze małżeństwo, po wielu rozmowach ustaliliśmy że : nie pozwalamy naszym rodzicom wtrącać się się w nasze sprawy, nie jeździmy w każdą niedzielę na rodzinne obiadki, jak najwięcej czasu spędzamy ze sobą , rozmawiamy o wszystkim i dużo. Dwa tygodnie po ślubie byliśmy na rekolekcjach dla małżeństw, polecam! My nasze fundamenty budowaliśmy we wspólnocie, nie wstydzę się tego. Jesteśmy szczęśliwi!! Czego i innym życzę.

Autor: wiki 22  31.01.2007 zgłoś

witam jetem pół roku po ślubie moim zdaniem nic sie nie zmienilo oprucz tego że jestesmy bardziej pewni siebie jedno wiem na pewno ze to ja sie zmienilam ale nie wiem czy to dla tego ze wyszlam zamąż czy dla tego że jestem w ciąży i hormony szaleją jak urodze to zobacze co bylo przyczyna Mój mąż jest wspaniały fak czasami mnie denerwuje bo ma swoje dziwne zasady z czego czasami wychodza konflikty mówie mu o swoich potrzebach co czuje itd on mi też mówi ale nigdy pierwszy dużo rozmawiamy o nas czy o pracy o tym co nas otacza na co dzien Przed slubem mieszkalismy ze soba rok zdążylismy sie poznac juz wtedy mowilismy o swoich wadach i zaletach tak wiec wiedzielismy co bierzemy i jak bedzie wygladalo nasze zycie po slubie i jest wlasnie tak samo to tylko papierek Teraz jeszcze zaóważyłam że ma ta swiadomosac ze jest za nas odpowiedzialny za mnie za dziecko tak wiec nie jest tak zle oczywiscie ze mogloby byc lepiej ale tak ajk jest teraz to mo odpowiada

Autor: aga  31.01.2007 zgłoś

Do Karoliny; Wpółczyję Ci z całego serca,bo i ja kiedyś przeżyłam podobną historię z kimś kto mimo krzywdy jaką mi wyrządził mimo wszystko na zawsze pozostanie w moim sercu...Było mi równie ciężko,płakałam nocami a moje myśli skupiały się tylko na Nim...Nie wiedziałam co zrobić, więć dałam mu jeszcze jedną szansę, której nie wykorzystał...Za to ja wykorzystałam ją w 100% i wiem teraz po 8 latach ewidentnego zakończenia tego związku, że pierwsze kłamstwo nigdy nie będzie ostatnim... Wiem,że w tej chwili trudno Ci będzie uwierzyć w moje słowa ale naprawdę jutro będzie lepiej...Po prostu idź do przodu i pomyśl o sobie... W tej chwili jestem już mężatką u boku najwspanialszego mężczyzny na świecie, który prawie już wyleczył moje serce z tego feralnego związku, potrzebowałam na to sporo czasu(2 lata), ale w końcu jestem szczęśliwa i pewna że miłość zdarza się nie tylko raz w życiu... I choć zawsze będę pamiętała o kimś kto kiedyś mnie bardzo zranił to nauczyłam się żyć bez niego,już nie czuję żalu i tęsknoty a nawet mogłabym mu podać dłoń i życzyć wszystkiego dobrego... Lecz do tego trzeba dojrzeć... Moja rada:spędzaj jak najwięcej czasu z przyjaciółmi, wychodź i poznawaj ludzi by nie myśleć ..

Autor: po 50-ce numerolog  01.02.2007 zgłoś

Po slubie napweno po roky wszystko,,,jak nastepuje zmiana nazwiska, kobieta, i/ nie tylko/ po zmianie nazwiska zmienia swój charakter ,,jednym słowem wszystko ,,przyjmuje nawet przekleństwa ciązące na tej rodzinie,,/ a one sprowadezają nieszczęscia nawet na 10 pokoleń / to jet to takzwane przekleństwo,,,NIE WYBACZę CI TEGO NAWET PO śMIERCI A JEST TYCH zmian po slubie bardzo dużo

Autor: pestkaM  21.01.2007 zgłoś

Moje zdanie na ten temat brzmi nastepujaco przez pierwsze dwa lata po slubie zarowno kobieta jak i meczyzna sa szczesliwi, tesknia za soba, zona cieszy sie ze wracajac z pracy do meze ma sie do kogo przytulic , z kim porozmawiac o odwrotnie schody zaczynaja sie po dwoch latach kiedy do zwiazku wkrada sie rutyna i pojawia sie dziecko. Przez okres ciazy przewaznie facet pomaga malzonce i w pierwszych miesicacach po porodzie . Jestem mezatka z 2,5 letnim stazem i wiem z e z kazdym dniem wszystko sie zmienia. Mezczyzna uwaza ze juz nic nie musi robic Coraz czesiecj negociuje ze tego nie zrobi albo tamtego ... uwaza ze kobieta tak dobrze daj sobie rade ze zamiast w niektorych sytuacjach jej pomoc to wyprowadza ja z rownowagi.... sa tezmile chwile szkoda tylko ze takie ulotne...

Autor: Ania  31.01.2007 zgłoś

hej a ja jestem w związku pięcioletnim i boję się decyzji o ślubie :( zresztą żadne z nas tego nie chce za dużo i za mocno się kłócimy, nie mam już siły przez mojego chłopaka wpadłam w nerwicę lękową i chodzę do psychologa :( mimo to oboje kochamy się i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie chociaż już teraz nie ma przynajmniej z jego strony adorowania mnie, buziaków , przytulania itp. Nie wiem już jak mam go zmienić chcę być z nim a jednocześnie nienawidzę go i nie chcę ślubu ale wiem że kiedyś trzeba będzie podjąć jakąś decyzję, tyle że ja nie wiem jaką.... już tyle razy wykrzyczeliśmy sobie że chcemy się rozstać i nic z tego nie wyszło. Za żadne skarby nie podjęłabym teraz decyzji o ślubie ale męczy mnie to i nie wiem co robić....?

Autor: ...26  19.01.2007 zgłoś

ema! jestem w związku od prawie 5 lat .to była wielka miłość zarówno z mojej jak i jego strony.mieszkamy razem od poczatku znajomosci(po 3 m-ach ) w tamta wigilę zaręczyłam się. bardzo tego chciałam ale jak juz sie to stało to nie wiem cos we mnie sie zmieniło coraz czesciej zadaje sobie pytanie czy to aby napewno ten .kocham go czy to tylko przywiązanie? coraz częsciej slysze pytanie"to kiedy slub"i reaguje na nie jak przysłowiowa czerwona płachta na byka.mam ochotę uciekać czy to normalne? znam go jak własna kieszen.na poczatku swiata poza mna nie widział a po 2 latach było juz inaczej ....... mniej czułych słowek,przytulania ,wydzwaniania ,buziaków....z jednej strony nie wyobrazam sobie zycia z kims innym a z drugiej......z drugiej mysle ze moze jeszcze poznam kogos ze cos sie zmieni .....?a moze nie pasujemy do siebie tylko tkwimy przy sobie z obawy przed samotnoscią?.....czasami mam wrazenie ze owszem mieszkamy razem ale nic poza tym nas juz nie łączy....a czasami nie moge sie doczekac kiedy przjdzie z pracy,kiedy go zobacze,usciskam.sama siebie nie rozumiem ....i nie wiem czy uciekac czy brnac dalej i zobaczyc co przyniesie los chciałabym uniknac pomylki ale czy to sie tak da?..............

Autor: Podła?  19.01.2007 zgłoś

Jestem mezatka 5 miesiecy i ....sama nie wiem, czy podjelam wlasciwa decyzje. Mojego meza znam od 8lat, myslalam, ze jestesmy dla siebie stworzeni, ze jedno bez drugiego nie potrafi zyc. Teraz jest juz za pozno, ale zastanawiam sie czy to nie przyzwyczajenie... nie jestem pewna czy to, co nas łączy to prawdziwa miłosc. Najgorszy jest fakt, ze czesciej mysle o koledze z pracy niz o meżu. Mysle sobie, ze jestem okropna i zastanawiam sie czy ktos kto ma 22lata jest w pelni swiadomy i odpowiedzialny za tak powazne decyzje. Nie chcialabym skrzywdzic męża, bo jest wspanialym i dobrym czlowiekiem, ale nie wiem czy ten zwiazek jest na wieki.

Autor: Podla?  19.01.2007 zgłoś

Chcialam jeszcze dodac, ze mieszkamy z tesciami. Brak wolnosci i niezaleznosci malzenskiej jeszcze bardziej mnie przytlacza. nie daje to mozliwosci sprawdzenia sie w "nowej roli". Zycze przemyslanych decyzji ..... Pozdrawiam

Autor: HISZPANECZKA  01.02.2007 zgłoś

Czesc Kafeterowiczki! Bardzo lubie ten portal i wiele razy identyfikuje sie z wypowiedziami. Czytalam wiekszosc wypowiedzi na temat zmian "poslubnych" i mimo, ze wiele z nich jest negatywnych ja nie boje sie i z niecierpliwoscia oczekuje momentu kiedy poslubie mojego ukochanego. Jestesmy ze soba 2 lata, mieszkamy 1.5 roku razem i duzo, naprawde duzo razem przeszlismy. W tej chwili mieszkamy z jego rodzicami poniewaz odkladamy i czekamy na nasze mieszkanko. Jest wiele osob, ktore pytaja dlaczego nie pobierzemy sie juz, jesli tak bardzo tego chcemy? Ja zawsze odpowiadam, ze wszystko w swoim czasie. Co z tego ze bedziemy malzenstwem, jesli na razie nie bedziemy mogli zyc jak prawdziwe malzenstwo pod wlasnym dachem? Nie wiem, czy rozumiecie o co mi chodzi. Wierze, ze prawdziwe uczucie istnieje, ze szczescie dwoch kochajacych sie osob zalezy od nich samych, od tego jakie maja nastawienie. Ja mojego narzeczonego poznalam spacerujac po plazy..Urzekl mnie swoja szczeroscia, inteligencja, wrazliwoscia. Jak na razie nic sie nie zmienilo na gorsze, wrecz przeciwnie. Moze byc tylko lepiej, bo i znamy sie coraz lepiej. Czekam na dzien w ktorym bede mogla nazwac go mezem. I wiem , ze to bedzie jeden z najszczesliwszych dni w zyciu, mamy przed soba i ktore dzielimy kazdego dnia. Zycze duzo optymizmu. Pozdrawiam z Hiszpanii.

Autor: malasarna  27.01.2007 zgłoś

Zapomniałam napisać ze powie czsem "Ty glupia babo" a ja "Ty stary pryku" to i tak jest to miłość i warto było powiedzieć TAK

Autor: lena  28.01.2007 zgłoś

Nie powinnam się wypowiadać, bo w zasadzie ja już jestem po małżeństwie. Może nie do końca, bo też nie mam jeszcze papierka - orzeczenia rozwody. Od dwóch lat trwa sprawa rozwodowa, w czasie której mój mąż nie chce się zgodzić na rozwód. Dlaczego??? Dlaczego, skoro przez piętnaście lat z roku na rok coraz bardziej dawał mi do zrozumienia że jestem dla niego nikim, krzyczał, że mnie się nie da kochać, że gdyby nie on to bym zginęła. Od chwili złożenia pozwu nie mieszkamy razem. To ja rzuciłam wszystko i razem z dziećmi wyprowadziłam się. Myślę, że gdyby nie ślub odeszłabym znacznie wcześniej. A może on byłby inny?

Autor:  15.01.2007 zgłoś

po slubie pogarszaja sie relacje miedzy malzonkami, lepiej nie brac slubu szkoda forsy

Autor: Dotka  22.01.2007 zgłoś

Ja jestem prawie rok po ślubie a w związku-3lata..też sie zmieniło na gorsze,zostawiłabym go gdyby nie dziecko.Kiedyś nie rozumiałam kobiet,które za wszelką cenę ratowały swoje małżeństwo lecz mimo zażekań teraz postompiła bym tak samo.Nie wiem ile jeszcze wytrzymam w tym poksycznym związku, bardzo Go kocham, ale nie wiem czy długo będę znosiła jego humory, poniżania, wyśmiewania...Boję sie samotności... Dorota 22

Autor: Estelle  16.01.2007 zgłoś

U mnie jak najbardziej na lepsze :) Naprawdę cenię sobie moje małżeństwo, uczucie stało się głębsze i dojrzalsze, nieco złagodniał mój dosyć trudny charakter, oboje mamy poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. I mimo wszystko potrafimy znaleźć czas dla siebie, wizyty rodziny/u rodziny nie traktujemy jako stracony czas, pielęgnujemy wspólne zainteresowania, pasje, wiele rzeczy staramy się robić razem. Wystraczy odrobina chęci i fantazji, a zwykłe gotowanie może stać się pretekstem do zrobienia czegoś razem. Sęk w tym, że często po ślubie partnerzy przestają dbać o emocjonalną otoczkę i wychodzenie naprzeciw potrzebom drugiej osoby, spoczywają na laurach z myslą, że skoro już powiedzieli sakramentalne tak, to nic juz nie zagrozi ich związkowi. I tu właśnie leży błąd, bo aby małżeństwo było udane, trzeba starać się do samego końca, niesustanie, każdego dnia...

Autor: Krystyna  16.01.2007 zgłoś

Jestem mężatką 10 lat. Tak na prawdę nic się nie zmienia.Tylko wady, które wydawały się błahe i nieistotne przed ślubem wzrastają do niebotycznych rozmiarów.Jestem lekko rozczarowana sobą i tym co się wokół mnie dzieje. Ratuję resztki młodości, uprawiam sport, chodzę do kosmetyczki i ciągle czekam na coś jeszcze... A tu nic. Mój mąż układa sobie życie według własnego scenariusza. Taki był przed ślubem i aceptowałam to, więc do kogo mogę mieć pretensje?

Autor: Karolina  01.02.2007 zgłoś

do lilimaer W teorii to naprawde zdaje sobie sprawe z tego że w takich sytuacjach trzeba byc stanowczym.A w praktyce,gdy w gre wchodza uczucia..wszystko wyglada inaczej.On teraz wciz przekonuje mnie (mamy kontakt telefoniczny i na gg) że to był z jego strony fatalny błąd i że nie przewidział że tak mnie to zrani..Oczywiscie mówi także że na prożbe rodziców wymieniał tylko grzecznosci z tą dziewczyną( swoerdził że rodzice mu pomagaj to on musiał ich prośbę spełnic)...twierdzi że moje spekulacje na temat tego że ona miała tu przyjechac, są zupełnie wyssane z palca.Przysiega na wszystkie świętosci że tak nie było,że tych maili było tylko kilka(4)choc z dat wynika inaczej..bo odpisywałi sobie najdłuzej po jednym dni..wiec przxez 2 miesiace daje to niezły wynik.Pozatym prosi mnie bysmy sie juz pogodzili..On w ogóle niezdaje sobie sprawy z tego co ja teraz czuje.Tak potwornie to zbagatelizował...mówił że to zwylkła bzdura o ktorej zapomniał mi powiedziec...Tylko że on nigdy nie miał zbyt wielu kolezanek...i z nikim tak niepisał...i z moich ogledzin moge stwierdzic ze nie jest typem podrywacza...Jego matka i ojciec to temat naprawde straszny...dwójka egoistów...zawsze byli nadeci,zarozumiali..niby wykształceni ludzie a tak naprawde to zwykłe hamy...do tej pory jego matka podnosci druga słuchawke i kaze mu konczyc bo ona musi zadzwonic(oczywiscie wie ze jej synekrozmawia ze mna)kiedy siedze u niego w domu zadługo (np do 22) to jego matka najchetniej by mnie zabiła...zrobi głupi usmiech a w srodku sie w niej gotuje. jestesm tak bardzo zdołowana tą sytuacja....Pisałas ze twój zwiazek był juz nieco wypalony pod koniec.. u mnie tak nie było...mielismy wspolne plany,duzo rozmawialismy o sprawach codziennych,czesto sie widywalismy..a on bezprzezrwy zapewniał mnie o tym ze mnie bardzo kocha ...ze jestesm jego przyjaciółką...itd... Wie wyobraż sobie jak wielkim zaskoczeniem było dla mnie odkrycie tej korespondencji...Na ile mozliwe jest to że wszystko było od poczatku do konca zaplanowane..ze ona miała tu przyjechac w wakacje...a na ile mozliwe jest to ze on rzeczywiscie pisał dla samego pisania..i spełniał prośbę matki..? Napewno jego rodzina mnie nie wesprze w nicvzym...

Autor: Mirka do Igi  22.01.2007 zgłoś

Iga,dzięki za wsparcie,ja to wszystko rozumiem.ALE.... nie mam pracy,przez co nie mam za co żyć,pracodawców nie przekonuje żetelność,kultura,obowiązkowość.Jeśli jest to facet to patrzy na Ciebie jak na okazję do flirtu.Jeśli kobieta,a Ty przypadkiem wedłóg niej wyglądasz lepiej,to już jesteś zagrożeniem,nie materiałem na pracownika.Uwierz mi.o pracę w moim wieku (42) nie jest łatwo.Mogę męża i teściową zostawić !! ale pytanie,gdzie pójdę?pod most?Dla mnie mąż i ta s.. jego matka to wrogowie,dla moich dzieci to tylko tata i babcia.Od kiedy tylko moje dzieci się urodziły,żyję tylko dla nich i muszę patrzeć jak one odbiorą moje zachowanie,jak nic miałyby do mnie żal.Wytrzymałam 22 lata,syn ma 18,córka 21 lat.Ja poprostu odczekam,jeśli wytrzymam psychicznie,do czasu kiedy pójdą na swoje,będą miały porównanie co to partner i teściowa.Rozmowa z nimi będzie wtedy oparta na ich doświadczeniach.nauczyłam moje dzieci patrzenia na problemy z obu stron,nie z jednej- własnej,potrzebóją tylko doświadczenia na własnej skórze.Wtedy niech się dzieje co chce,one będą na swoim a ja sobie ułożę życie.Napewno z żadnym panem.Sama.Tego chcę i tak zrobię.Jeszcze raz dziękuję Ci za radę i wsparcie.Pozdrawiam.

Autor: lilimaer  01.02.2007 zgłoś

do Karolina on sie troche pogubił, ale z tego co piszesz jest raczej nieszczególnie dojrzały. Zastanów sie jak on Cię traktuje, czy Cię sznauje - ok, popełnił błąd, nie przespał sie z nia - to dobrze, może zafascynowała go "egzotyka" tej laski i jest to takie chwilowe, a może pora się zastanowiić nad sensem tego związku? Ile masz z tego szczęścia a ile smutku, wątpliwości itp?? Czy gdyby on nie pisał tych maili to byłoby inaczej? Miałabyś wtedy inny jego obraz w sercu ? Czy nadal czułabyś się źle... Powiem jedno, wiem z własnego doświadczenia i z tego co opowiadają mi moje kumpele - nie ma co sie męczyć, bo będzie jeszcze gorzej, tym bardziej że w Twojej sytuacji to on czuje że ma przewagę nad Tobą (z tego co widze to tobie bardziej zalezy na tym związku). Chcesz być z kimś takim?? Ja tez nie byłam wystarczająco silna aby powiedzieć mojemu "KONIEC" to on to zrobił jak juz zdążyłaś się zorientować, ale od dawna czułam że męczę się, że jestem pusta w srodku i nawet gdybym go kochała to ten zwiazek do niczego nie prowadzi bo tylko jest w nim złość i niezadowolenie. Kontakt z rodzicami tez jest baardzo ważny - co prawda to nie z nimi będziesz żyła a z nim, ale jeśli jego matka ma na niego duży wpływ, jeśli on nie potrafi jej powiedzieć NIE to przepraszam, ale możesz mieć spory kłopot. Mam kumpelę, która wpakowała sie w takie coś- koles przed ślubem był fajny, zakochani byli a miesiąc po - odstawia jej takie cyrki o jakich czyta sie w gazetach - horror, znęca sie nad nia psychicznie, zabrania wszystkiego, zabiera rzeczy które kupił bo są JEGO. A wpływ ma na niego jedynie mamusia, która za moja kumpela nie przepada. A koleżanka to dobra dziewczyna. i co??? Kochana, cokolwiek się stanie, pamietaj koniec związku to nie tragedia, jestes młoda i jeszcze wiele Cie w zyciu czeka. Ja miałam 25 jak wszystko się rypło i co? I mam swojego miśka i na razie jest ok, a jest to trudny związek bo na odległość, ale dajemy radę.

Autor: Ola  30.01.2007 zgłoś

A u nas po slubie wszystko sie zmieniło na lepsze!! Codziennie słyszę 100 razy że mnie kocha, przytula (prezd ślubem marudził że przytulanie to strata czasu), całuje i w ogóle. wsyztsko jest jak najlepiej. Sprzeczamy się czasem, ale o straszne drobnostki. Naprawde polecam małżeństwo!! jest suer :)

Autor: badua  27.01.2007 zgłoś

co sie zmienia po ślubie? WSZYSTKO!!! raz na lepsze raz na gorsze czesciej to drugie .jestem z moim mężem ponad połtory roku i od tego czasu widze wady swojej drugiej połówki o wiele wyrazniej,czeste kłótnie o nie pozmywane garki w zlewie,nie posprzatany dom,nie wyprane i uparasowane rzeczy. do tego do chodzi nasza mala coreczka,ktora trzeba sie zajac a nie zawsze tatus ma na to czas...i kolejna kłutnia.po slubie zmienia sie jeszcze to ze nigdy nie ma sie dla siebie czasu bo cos jest wazniejsze:to praca, remont,wizyta u znajomych!!i oczywiscie calkowity brak staran by go znalesc, oraz wszytko naparawic..... bo po co rozwodu tak szybko nie mozna dostac jak w nazeczenstwie obrocic sie na piecie i isc w swoja strone!!!

Autor: Kamiśka25  01.02.2007 zgłoś

Jestem po ślubie już ponad 7 lat mimo, iż sama mam dopiero 25. Od siedmiu miesięcy nie mieszkam z mężem. Zabrałam dwójkę dzieci i wyniosłam się do rodziców. Przed ślubem było DOBRZE, nie cudownie, ale do przeżycia. Nie ukrywam, że powodem ślubu, była nie planowana ciąża, ale przysięgam, że starałam się zrobić wszystko, żeby ten facet był szczęśliwy i dumny ze mnie. Jestem dość atrakcyjna (nawet po urodzeniu dwójki krasnalków) dobrze gotuję, jestem komunikatywna i zawsze miałam dość duże poczucie własnej wartości. Mąż wpędził mnie w poczucie winy za każde swoje niepowodzenie, wyśmiewał, ubliżał, obrażał i poniżał, ale ja walczyłam. Wiedziałam, że gdzieś w głębi był dobry, że potrafił kochac, więc dlaczego mnie tak traktował. Szukałam odpowiedzi bardzo długo i znalazłam. Matka. To był potwór nie kobieta!!! Napoczątku tego nie widziałam, bo ona się skrzętnie kamuflowała, ale potem to odkryłam. To ona kazała mu mnie KRÓTKO trzymać, pokazywać gdzie moje miejsce. Mówiła, że musi mnie wychować, bo mu na głowe wejdę i że pieniądze są w życiu najważniejsze, a miłości nie ma. Szczuła go na mnie! A on się jej słuchał jak pies. Podjęłam walkę z tą kobietą. Próbowałam wszystkiego, aby przeciąć tą pępowinę, która ich łączyła. Niestety przegrałam. Wybrał matkę i jej pieniądze, chociaż do końca się zarzekał, że mnie kocha. Dzisiaj już wiem, że moje dzieci będę wychowywać w miłości i szacunku do blizniego. Będą wiedziały co jest w życiu naprawde ważne. A ja pomalutku odzyskuję wiare w samą siebie i zaczynam naprawde żyć. Czy będę sama, czy z kimś, to nie istotne. Ważne, żebym się szanowała i nigdy więcej nie pozwoliła, żeby ktoś mnie tak traktował. Nie bójcie się odchodzić od mężów. Nawet nie wiecie jaka siłę ma w sobie każda zdesperowana matka! Nikogo do niczego nie namawiam, ale jeśli macie świadomość, że zrobiłyście wszystko dla uratowania związku i nic to nie dało; odejdzcie i nie oglądajcie się za siebie. Wy i wasze dzieci macie tylko jedno życie, dzieciństwo i młodość. Pozdrawiam:)

Autor: Wanessa  27.01.2007 zgłoś

Jak najbardziej wszystko sie zmienia przed slubem bylismy 6 lat biorac slub spodziewlismy sie blizniakow myslalam ze bedzie wspaniale ale troszke sie pomylilam szkoda dzieci daja szczescie w naszym przypadku sie to nie do konca sprawdzilo na poczatku bylo fatalnie maluchy nie spaly o kolkach nie wspomne i wszystko bylo na mojej glowie z reszta szkoda gadac mam nadzieje ze bedzie spoko i wszystko sie ułoży bardzo bym chciala bo jak naraziee jest nie wesolo czasami poprostu DZIECI daja po ...ale i tak kochamy je ponad wszystko :) pozdrawiam wszystkie czytelniczki

Autor: na niby  28.01.2007 zgłoś

Witam wszystkie szczęsliwe i nieszczęsliwe Panie żony. Ja jestem kilka lat po slubie i z przykrością stwierdzam, że już zapomniałam zapachu rózy, który kiedyś tak często zapełniał mój pokój, każda rocznica slubu jest dniem powszednim, a nawet gorszym, zdażyła się kłótnia z banalnego powodu nie z mojej winy. Przykre, ale prawdziwe. Facet stara się kiedy jeszcze zdobywa. Potem czar pryska i pozostaje szara rzeczywistość. Powiem Wam coś jeszcze bardziej zabawnego, choć niektórzy stwierdzą że to co piszę jest dramatyczne a nie zabawne ::)) Otóż, : wyobrażacie sobie że kochany mąż wchodzi do wspólnego małżeńskiego łóżka z nieumytymi zębami, nie wykąpany ??? Dlaczego ?? odpowiedź jest prosta. Kiedy jest za późno, lub " krew mnie zalała" nie ma potrzeby się myć, bo z sexu NICI !!!!!!! Ja pierdykam, sama w to do końca nie wierzę, bo jeszcze tak niedawno był chodzącą perfumerią, bałam się czy to przypadkiem nie jakiś "zboczony pedant" , który będzie sprawdzał czy dobrze kurze wytarłam w domu :)))))))). tak jeste prawda, ale smieję się z tego, bo nie mam siły płakać. Chwała wszystkim facetom, którzy pomimo wieloletniego stażu małżeńskiego potrafią docenić kobietę, obsypać ją różą (za jedyne 4 zeta), tak wiele za tak niewiele !!! Ale czujecie się ważne dla mężów i tego Wam zazdroszczę. Mój chyba życia beze mnie sobie nie wyobraża, wierzę w szczere uczucie , przywiązanie, zaufanie itd, jednak zerowe dowartościowanie mnie, jako żony powoduje że nie czuję się tak dobra jak kiedyś :( Żebym tylko nie zatęskniła za romantyzmem...............bo........

Autor: Alcia  31.01.2007 zgłoś

Myśle, ze poslubie wychodzi z człowieka wszystko co ukrywał przed nim, a podczas sprzeczek równiez najgorsze cehcy jego charakteru. Powiem tak, lepiej nie wychodzić za mąz jesli nie zna się do końca charakteru przyszłego towarzysza życia. a jak poznac jego charakter "do końca" zapyta mnie ktos? Obserować reakcje w róznych sytuacjach, zwlaszcza problemowych i jak jest cos nie tak dac sobie spokój .Oczywiscie istnieje mozliwośc ze ktoś będzie się krygował albo ma kryształowy charakter. wtedy proponuje rozmowe powazną.

Autor: ula28  28.01.2007 zgłoś

niedawno pisalam.dzisiaj w skrucie:faceci to chamy swinie i ......szkoda gadac

Autor: VN  01.02.2007 zgłoś

Uważam, że nic nie zmieni się po ślubie, jeżeli dostatecznie dobrze ludzie poznają się zanim powiedzą sobie "Sakramentalne Tak". Zmiany na lepsze, czy na gorsze są efektem impulsywnej decyzji, która - bądź, co bądź - jest Tą Na Całe Życie...

Autor: Basia  29.01.2007 zgłoś

CZeść.Po ślubie może być tylko gorzej.Najpiękniejsze chwile to te z poczatku znajomości - niestety.

Autor: Dana  01.02.2007 zgłoś

Do Ani. W opisanej przez ciebie sytuacji wybrałabym absolutnie samotność, bo i tak będziesz samotna, a właściwie już jesteś. Rozstań się z ,,partnerem", kiedy będziesz na to gotowa. Teraz obejrzyj się dookoła siebie, może dzieje się coś interesującego i pożytecznego, w czym mogłabyś wziąć udział. Organizacje charytatywne potrzebują ludzi do pomocy lub religijne skierowane głównie do młodych ludzi, a może kurs językowy. Tracisz siły na swoje poczucie niemocy, skieruj je na sprawy konkretne, wartościowe, coś dobrego wnoszące, a one odwdzięczą ci się poczuciem własnej wartości, własną siłą do życia. Nawet samochód , w którym części nie pasują do siebie, szybko się rozpadnie. Wasz związek kojarzy mi się z takim właśnie samochodem, nie próbój go sklejać na siłę. Jeszcze nie wiesz jakim koszmarem są rozwody. Ochłoń, nabierz dystansu do waszego związku a będziesz wiedziała co robić. Ty może potrzebujesz chłopca o innej psychice, a on innej dziewczyny, a już z pewnością potrzebujecie sporo czasu na inne zainteresowania niż wy sami.

Autor: paulina 30  30.01.2007 zgłoś

karolinko ,zastanów sie skoro cie oklamuje juz teraz ,pomysl co bedzie potem.jesli juz niemacie o czym rozmawiac,jak bedzie potem,ty masz wybór,ja mam gorsza sytulacje.jestem w zwiazku,on niejest ciebie wart ,zaslugujesz na kogos lepszego,jesli teraz mysli o tamtej ,maja tajemnice.pomysl...pozdrawiam i niedaj sie oklamywac i tak zyc...paulina

Autor: kingaa  01.02.2007 zgłoś

jeszcze jedno dostałam przez niecały rok kwiatka od meza i bluzke i kolczyki to nie chodzi o prezenty ale o niego niszczy mnie moj spokoj kiedy jest blisko ja szykuje sie juz do ataku pomimo ze jeszcze słowa nie powiedział wiem ze zycie z nim to ciagła wojna powiedzmy sobie szczerze wiekszosc facetow po slubie traktuje zony jak własnosc ale zaczełam wiezyc ze sa tez inni ci lepsi .Moja kolezanka na takiego trafiła kocha ja szanuje dba o nia i robi wszystko co moze a od kiedy maja dziecko staje niemal an głowie . Można powiedziec ze jej zazdroszcze jest kogo

Autor: DOMINIKA  02.02.2007 zgłoś

Ja jestem 6 miesiecy po slubie i juz widze ze nie jest lepiej,moj maz stal sie bardziej pewny siebie,poprostu "zlapal zajaczka" i gonic juz nie trzeba,duzo wiecej i czesciej sie klocimy i duzo ostrzejsze slowa padaja z jego ust po slubie,znam wiele takich par,ze przed slubem bylo super a po slubie gorzej."Zobaczysz jak sie zmieni po slubie" albo "i po co to robisz,chcesz wszystko popsuc"mowila mi przed slubem moja przyjaciolka mezatka zreszta,nie wierzylam jej myslaam ze owszem zdarzaja sie wsrod facetow dranie ale nie moj Krzysztof, Ajednak.Kochamy sie i mam nadzieje ze z czasem sie dotrzemy,obysmy sie nieprzetarli.

Autor: iza33  02.02.2007 zgłoś

11 lat bycia razem, w tym 8 lat małżeństwa i 9 miesięcy separacji - to mój bilans... na "do widzenia" usłyszałam, że chyba ktoś mnie podmienił po ślubie.... bo w prozie małżeńskiego życia nie byłam wciąż słodką, uśmiechniętą dziewczyną... bo zwalił mi na głowę wszystkie domowe obowiązki ("kochanie, przecież Ty to lepiej potrafisz zrobić")... bo zarabiałam więcej od niego.... bo w wieku 31 lat w końcu chciałam zostać matką.... bo u jego kumpli małżeństwa wygladają inaczej.... Czasami się zastanawiam, czy jeszcze kiedyś zwiążę się z jakimś facetem.... Jedno jest pewne: już nigdy nie wyjdę za mąż.

Autor: megi  21.01.2007 zgłoś

Jestem 12 lat mezatka.Zastanawiam sie czy jest sens dluzej ciagnac te instytücje .Z opini wynika ze nie ja jedna mam bagno w zwiazku.Jednym slowem facet to swinia.

Autor: v.  02.02.2007 zgłoś

ja wlasnie siedze na spakowanych walizkach. wieczorem podpisuje umowe o mieszkanko( mieszkam w UK) skonczyl sie 2 letni zwiazek :( nie moge zniesc dluzej jego kolegow wiecznych imprez i kompletnego braku zainteresowania moja osoba. Mam juz prawie 29 lat i pewnie stara panna bede ...z tego co czytam to szczescie w nieszczesciu. faceci sa do dupy szukaja kogos kto zastapi im mamusie bedzie pral sprzatal podawal ... Smutno mi bo wiadomo zmieni sie wszystko bede sama boje sie tego ciszy i pustki. Przynajmniej mam szanse poznac kogos innego ...tylko po co. Moja rada nie radze kupowac niczego wspolnie nigdy przenigdy nawet w malzenstwie

Autor: ala  24.01.2007 zgłoś

Ja jestem po ślubie już ponad 2 lata,a mam 23 wiec wyszłam dosyć młodo,nie mamy jeszcze dzieci.Po ślubie zmienilło się trochę ,nie było już tak och ach ,maż był pewień ze już jak jestem jego żoną to juz nie mogę odejść ,że jestem jego własnością a niby dlaczego?? Ja nie jestem nikogo własnością i mogę robić co mi się podoba.I po kilku mieiącach po ślubie odeszłam spakowałam torby wszystko zostawiłam, mieszkanie samochód wszystko.Wynajełam pokój i miałam wszysko gdzieś.Po jakimś czasie zaczął się krecić kolo mnie kolega,nioc miedzy nami nie zaszło ale mój maż wiedział ze ja się mu podobam,i że jeżeli się rozejdziemy to prawdopodobne to że ja będę z nim.I to strasznie go ruszyło że jak to ja mogłam odejść że sama daje sobie rade i że jeszcze jakiś facet się kreci kolo mnie.IIIII WTEDY zmienił się o 360 stopni zaczął o mnie zabiegać starać się zebym ja wróciła do niego i to było cudowne,że wkoncu się o mnie stara tak jak kiedyś bo zrozumiał ze ten papierek nic nie znaczy a napewno tego że jest się czyjaś własnością.I teraz jest super on wi że ja w każdym momencie moge odejść tak samo i on nie ma co się na siłę męczyć raz się żyje.Ale takie poczucie tego że my nie jesteśmy nierozłączni nas mobilizuje i że trzeba się starać bo..... aaaa i ważna rzecz my mamy bobry kontakt z rodzicami ale spotykamy się z okazji jakiś świat hahahha żyjemy jak chcemy a nasi rodzice się nie wtrancają uwieżcie mi to działa ja wole pojechać z meżem na grilla albo do knajpy w niedziele a nie do mamusi na obiad. nie namawiam do praktykowania mojej metody nikogo ja tylko opisałam co mi pomogło pozdrawiam

Autor: do Estelle  17.01.2007 zgłoś

Autor: (2007-01-16 16:40:53) to ja niepodpisana. Witajcie kobietki. co do depresji poporodowej to mineła mi 3 miesiace temu. Chm mówiłam mu nie raz o swoich odczuciach i potrzebach. Co mi odpowiedział? nie czuje takiej potrzeby by sie powtarzac. To usłyszalam. Cytat: "często wyolbrzymiamy własne "nieszczęścia" i umniejszamy zasługi partnera" ...przyznac musze tylko tyle ze jest wspaniałym ojcem! czuje się chodzbym była 50 lat po slubie, a nie 10 miesięcy. gdy go przytulam całuje.. to odczuwam niechęć z jego strony. dlatego przestałam juz sie starac. Czy czuję sie zona? oczywiście ze NIE!czuje sie jak gosposia domowa. gdy czytam wypowiedzi szczęsliwych męzatek jakich to nie mają kochanych mezów...to tak im zazdroszcze. NIEPODPISANA

Autor: moni  18.02.2007 zgłoś

tak czytam czytam i naczytac sie nie moge...troche sie boje w sierpniu biore slub ale gdy widze co sie dzieje najzwyczajniej w swiecie zaczelam sie obawiac... sama nie wiem co lepsze:/

Autor: iwona  21.01.2007 zgłoś

nie ma nic gorszrgo jak ten papierek papierek ktury nic nie znaczy

Autor: mama  02.02.2007 zgłoś

do osoby która mi odpowiedziała...bardzo dziękuję za radę, może skorzystam choć skrzydełka mam mocno podcięte...mam wrażenie, że tylko ja biję w dzwon, mąż zachowuje się jakby nigdy nic...na razie jestem na etapie oczekiwania na coś......odzywamy się do siebie ale nie rozmawiamy ze sobą, pozdrawiam.

Autor:  28.01.2007 zgłoś

Jestem facetem...wiem...na tym forum nie powinienem zabierac glosu ale....troche racji ze po slubie jest inaczej...nie trzeba sie juz starac,przynosic kwiatow,robic prezentow...choc macie racje...to troche chore,aczkolwiek mysle ze to wina naszej spolecznoscii...

Autor: jerry  28.01.2007 zgłoś

aha...ten facet to..jerry

Autor: Iga  21.01.2007 zgłoś

Mirka, co Ty jeszcze tam robisz? Też byłam mężatką, mieszkaliśmy z teściami i jego rodziną na wsi, byłam służącą nie tylko jego ale i całej rodziny, opiekowałam się dziećmi jego siostry, gotowałam obiady dla całej rozdzinki a było tego 14 osób w sumie; zajmowaliśmy z dzieckiem pokój przejściowy, każdy wchodził i wychodził kiedy chciał, grzebał w naszych rzeczach; po 6 latach wreszcie udało mi się wychodzić mieszkanie w mieścia ale niestety na niego bo wtedy kobieta nie miała do tego prawa; kolejne 6 lat udręki już na swoim, ale też jego pijaństwo, traktowanie mnie jak niewolnicę i te najazdy rodzinki, ktorą karmiłam, dawałam pieniądze; wreszcie miałam tego dosyć; wniosłam sprawę o rozwód, ktory trwal 3 lata; mścił się bydlak na mnie, manipulował dzieckiem, wieczne awantury, rok trwały sprawy o podzaił majątku, chociaż oddałam mu wszystko, przejęłam długi, oddałam mu połowę za mieszkanie nie chciał się wynieść bo jak twierdził on jest tu panem a mnie zamknie w psychiatryku, ubezwłasnowolni, zabierze dziecko i mieszkanie; wykończył mnie, ważyłam 37 kg, zaczęłam chorować; na szczęście z koleżanką podstawiłyśmy mu rozwódkę z dwójką dzieci i mieszkaniem, zrobił jej trzecie dziecko i rzadziej już nas nachodził ale wymeldować gnoja nie mogłam; po roku udało się i wtedy zaczęłam się leczyć i wychodzic z długów; przez kilka lat nie mogłyśmy z córką nic sobie kupić, ona chodziła w moich przydużych ciuchach, cierpiala bo to była juz w szkole średniej; po kilku latach odbiłyśmy się, ja robiłam studia zaoczne, córka dzienne, razem broniłyśmy magisterki; ona już ma swoją rodzinę a ja swoją firmę; nigdy więcej pasożyta, pana i władcy! Odejdź, wynajmij mieszkanie albo pokój i zacznij pracować, dasz radę, z początku będzie cięzko ale potem to już tylko radośc no i wolność; poczucie własnej wartości; walcz o siebie; mnie by już nie było na tym świecie gdybym tam została; zajmij się sobą i swoim życiem, nikt za Ciebie tego nie zrobi; pozdrawiam

Autor: Brydzia  27.01.2007 zgłoś

To wszystko zależy od człowieka, jednak przeważnie po ślubie, no może nie zaraz po ślubie, jednak po jakimś czasie zmieniają się nasi partnerzy, a zwłaszcza mężowie. Żony to dlatego, że są w wirze zadań, które spadły na nie, np. jak rodzą się dzieci. Mój mąż to teraz uważa, że dać żonie kwiaty, to już niemodne. Nie jest to potrzebne. Jak oglądam film i jest scena gdzie spontanicznie mąż daje żonie kwiaty, to łzy ciśną mi się do oczu. Nie komentuję tego, ponieważ ten mój cep i tak tego nie jest w stanie zrozumieć. To są stare zdziadziałe pierniki, mówię o moim mężu. Zdziwi was to , że jestem w wieku, że może powinnam dać sobie spokój i nie dbać o takie gesty ze strony mężczyzny, jednak dusza moja bardzo tego pragnie. Jesteśmy 16 lat po ślubie. Nie ma sensu opisywać, bo mam starego zgreda, starej daty i mam go serdecznie tam gdzie słonce nie dociera. Mam zapłatę od swojego dyrektora, jest człowiekiem wspaniałym, dostaje kwiaty tak na przywitanie dość często. Nie nie, proszę mnie nie osadzać, nic nas nie łączy poza przyjaźnią i relacjami szef a pracownik, jestem jego asystentką. Jednak czesto zastanawiam się czy jego żona też otrzymuje od niego kwiaty, czy od dyrektora. Pozdrawiam.

Autor: kama  03.02.2007 zgłoś

Ja bym chciała, żeby on się ze mną ożenił... jesteśmy 5 lat razem... mieszkamy od półtora...wcześniej spotykaliśmy sie żadko...raz na 2 tygodnie lub podobnie... i wtedy było chyba troszke lepiej... bardzo tęskniliśmy, pragnęliśmy się bardzo....to naprawdę miłość szalona...on przeprowadził się dla mnie do innego mista...chciałabym być jego żoną, ale on nie bardzo bo uważa ze i tak będzie coraz gorzej, nie może być lepiej jak ludzie są razem coraz dłużej...fakt małżeństwo jego rodziców jest tego doskonałym przykładem...nie robi mi żadnych nadziei nawet... a ja sie staram ale może jak juz bede jego zona kiedys to pożałuje...

Autor: VIOLKA  26.01.2007 zgłoś

NIEWIEM CZY POWINNAM ZABIERAC GŁOS NA TYM FORUM,ALE JESTEŚMY RAZEM 16 LAT MAMY 3 SYNÓW I NIE MAMY ŚLUBU.CZYTAJĄC WCZEŚNIEJSZE OPINIE MOGĘ STWIERDZIĆ ŻE PAPIEREK NIE ZMIENIA[MIMO ZE GO NIE MAM]NASZYCH RELACJI ,TO MY SAMI ZMIENIAMY "REGUŁY"NASZEGO ZWIĄZKU.

Autor: ania  05.02.2007 zgłoś

jestem 6 lat po slubie, nie mam jeszcze dzieci .slub wzielam po 6 miesiacach znajomosci i jestem szczesliwa. pracuje w domu przez internet czyli nie mam kolezanek i kolegöw z pracy wiec w jakims sensie jestem kura domowa, tylko ze kura domowa jestem z wyboru i wtedy kiedy chce maz moj musi to uszanowac ze nie mam ochoty albo sily dzis ugotowac lub posprzatac bo to ze siedze w domu nie oznacza ze jestem niewolnica.on pracuje ciezko na nocne zmiany ale nawet po 6 latach slubu codziennie robi mi rano kawke i sniadanko , codziennie przez 6 lat slysze jaka jestem sliczna i to ze bardzo mnie kocha.ale to nie oznacza ze nie mielismy kryzysu na 4 rok po slubie zaczelismy mieszkac ze soba jak kumple ja wychodzilam osobno ze znajomymi on tak samo.myslelismy obydwoje ze po slubie to juz nic sie nie stanie i jestesmy przyklejeni do siebie. dwa tygodnie z 4 lat doprowadzily prawie do rozwodu .nie doszlo do tego tylko bo caly czas oprocz tych dwoch tygodni potrafilismy rozmawiac co nas boli nie odkladajcie problemöw na potem bo one wracaja tylko 5 razy mocniej. jezeli on nie pomaga w domu to powiem,jesli mnie nie przytuli a ja tego teraz potrzeuje to powiem i on robi to samo jak ja sie zapomne. rutyna malzenska dopada kazdego chcemy sobie po czasie cos udowodnic ale czy to bedzie wojtek,daniel czy marcin bedzie tak samo nie tlumaczmy sobie ze inny byl by lepszy zozwiazujmy problemy zaraz moze nie zawsze razem ale ugotuj czasami obiad razem,posprzataj ,zakupy razem dzieci do mamy i wieczorem do kina 1 lub 2 razy w miesiacu.pozdrawiam wszystkich ale najbardziej te smutne anka

Autor: ania  05.02.2007 zgłoś

chcialam dodac to ze gdyby rozmowy nie pomagaly to bym odeszla mimo ze nie mam dokad , wynajela bym mieszkanie bo pamietajcie ZYCIE jest jedno i my nie zyjemy za kare mamy prawo byc szczesliwe .

Autor: Liliana_  05.02.2007 zgłoś

W sierpniu minela 3 rocznika Slubu, a calosciowo znamy sie z 6 lat. Mam wspanialego Meza, oczywiscie nie jest idealem, ma swoje rowniez wady, ale ogolnie na prawde jestem zadowolona, kocha mnie, wyznaje mi milosc a przede wszystkim szanuje mnie. Czy Slub cos zmienil ? Na pewno, czlowiek jakos wtedy czuje sie dojrzalszy, nie robi z byle czego awantury, nie milczy nie wiadomo ile po klotni, jak bylo przed Slubem. Ja sie czuje jakos tak pewniej ( ale bez przesady ). Marudzicie kobiety ze faceci z wami nie chca spedzac wolnego czasu, dlaczego im o tym nie powiecie ? Ktoras z was narzekala ze jej Maz nie mowi juz ze jej kocha, dlaczego nie powiesz jej o swoich pragnieniach ? ze chcesz to slyszec, ze chcesz aby Ci to okazywal ? itd. Zapros go na spacer, jesli masz na to ochote, wez go za reke, przytul go, pocaluj. Nie czekaj na pierwszy krok, sama wyciagnij reke. Masz ochote jak za dawnych czasow na wycieczke rowerowa? Zaproponuj mu w tygodniu ze mozecie jechac za miasto w weekend, wybierz dzien, w ktorym nie macie nic do roboty. Zapros go na bilarda, kupcie bilet do kina, idzcie razem na zakupy, na lody. Mow mu o wszystkim co czujesz, co CIe rani, co od niego oczekujesz. Dlaczego po Slubie wam kobietom jest ciezko mowic o tym, czego wymagacie od swojego Meza, a przed slubem w klotni nawet wygarnialyscie mu wszystko co zrobil zle, a teraz milczycie i czekacie na Jego ruch ?

Autor: kingaa  05.02.2007 zgłoś

musze powiedzic ze nawet nie przyszło mi do głowy że tylu facetów jeszcze potrafi dać jakiejś kobiecie szczęście. Wiem jedno ja mam dość facetów mam do nich pecha a Tym którym sie udaje znaleźć kogoś solidnego kochanego życzę duzo szczescia i powodzenia ......... pozdrawiam wszystkich

Autor: SS  05.02.2007 zgłoś

Czasem o tym myśle zeby własnie odejśc i zacząc wszystko od początku. Ale chyba nigdy sie nie odważe.

Autor: merrick  05.02.2007 zgłoś

a ja bym chętnie poznała opienie drugiej strony- tzn. mężczyzn. można by było porównać spojrzenia obu płci na ten temat. myślę, że byłoby to bardzo wartościowe. czy w takim razie mogę mieć prośbę o zamieszczenie tego artykułu w miejscu widocznym dla panów?:) (o ile rzecz jasna jest w ogóle taka możliwość). pozdroofka:)

Autor: mg  02.03.2007 zgłoś

Mój mąż (jest nim od 15 lat) powiedział mi ostatnio, że gdybym nie była jego żoną, to zaraz by się ze mną ożenił. Mimo, że nie zawsze jest różowo i czasem się kłócimy, podzielam jego zdanie. Gdyby nie był moim mężem, też chciałabym, by nim został. współczuję tym z Was, które żałują, że wyszły za mąż za człowieka, z którym są. :( Wyobrażam sobie, że to musi być koszmar. Myślę sobie, że może warto odważyć się i odejść od takiego męża, bo życie jest tylko jedno i szkoda marnować go z niewłaściwą osobą. A może gdzieś czeka ten jedyny, wam przeznaczony.. Trzymajcie się.

Autor: "pełnoletnia" mezatka  15.03.2007 zgłoś

Witam Mineło juz 18 lat od daty naszego slubu i uwierzcie dziewczyny ze gdy sie naprawde kocha druga osobe to przetrwacie wszystkie burze. Mielismy rozne etapy w zwiazku. Nawet chcialam sie rozwodzic, czułam sie niekochana, odrzucona, brzydka..itp on tez był rozczarowany pielichami, ograniczeniami. Zawsze w takich momentach wypisywałam uczciwie na kartce za i przeciw.. za było wiecej :) Maz nie jest ideałem, zdarzały mu sie rozne wpadki, zapomnial o rocznicy slubu, urodzinach, wtedy urzadzałam "tajfun" bo to dla kobiety wazne. Teraz juz wie ze dla mnie to ma znaczenie i naprawde sie stara. Najgorzej było gdy kazda ze stron czekała az druga sie domysli. TO NIEREALNE!! Nie domysli sie!! TRZEBA ROZMAWIAC , nawet gdy konczy sie to rzucaniem pilotem od tv ;P tak długo az obydwie strony zrozumieja swoje potrzeby. Mysle ze gdyby nie było miedzy nami głebokiego uczucia to ten zwiazek by nie przetrwał tylu burz :) Najwazniejsza rzecz to niczego nie załowac i nie rozgrzebywac spraw "co by było gdyby" Cieszcie sie chwila, to wazne :) Moze to banały, ale ja tak czuje. POWODZENIA.

Autor: smutna26  06.02.2007 zgłoś

Magda! Iwoneczka! Dzięki za radę. Muszę to wszystko przemyśleć. Pozdrawiam!

Autor: Ewaaa  06.02.2007 zgłoś

Hej, jestesmy siedem miesięcy po ślubie - a znajomość nasz to ok. 1,5 roku . Oboje jesteśmy " z odzysku " , z tym, ze moj małzonek miał baaardzo bujne zycie towarzyskie i damsko- męśkie w okresie swojej "samotności", ja wręcz odwrotnie . 7 lat w separacji, ale nie w kompletnej samotności . On - urodzony imprezowicz i podrywacz(tak, tak..!!)ulubione zjęcia domowe to gary i niestety tv , ja - Kobieta z zasadami, chociaż z zewnątrz może nie wygladam "na zakonnicę " z wyglądu i zachowania, trybu życia i sposobu bycia . Absolutna NIEIMPREZOWICZKA. Miłosniczka spacerów, natury itd.Więc maxymalna różnica zainteresowań . Czasem są ciężkie chwile . Bardzo je przezywam . I wydaje mi sie, że grunt już-już się usuwa . Ale już znalazłam swój sposób . Przede wszystkim - sygnalizuję swoje potrzeby . I nie stawiam tu spraw na ostrzu noża - tylko w sposób zartobliwy daję sygnały typu " jesli koniecznie chciałbys wyciągnąć na spacer swoją żonusię - Ewusię - to ona nie miałaby nic przeciwko temu" ...hahahaha.. potem ta "zonusia - Ewusia" pojawia się w ustach mojego mężczyzny w rozmowach ze znajomymi - równiez w żartach !!!! Sztuką jest rozładowywać napięcia. Małżeństwo ...- czasem tez tak sobie myslę, były kwiaty, tak , że nie nadążały więdnąć .. teraz - ech,... sami wiecie . Jednak widzę więcej zalet, niż wad . Powolutku, stopniowo jest już coraz mniej imprez domowych i wyjściowych, mój facet odkrywa uroki pleneru, teatru, koncertu... siłowni, roweru.. a ja mam niespożyte pokłady pomysłów . A jeśli nie ma zamiaru się podłączyć, to robię sama tyle ruchu z tym, że w jakiś sposób czuje się , jakby był "outsiderem " no i no i ... podłącza się ! Można sobie dopracować "warunki współpracy " - oczywiście są wyjątki ! Pozdrawiam przeserdecznie . Ewa

Autor: Karolina  06.02.2007 zgłoś

Do Dotki Kochana, uciekaj od takiego sukinsyna jak najdalej...ty niedługo urodzisz mu dziecko a on cie zdradza?Boże,lepiej byc samotna matka do konca zycia.Moja sytuacja jest inna,Ja nie mam dzieci ani slubu.Bardzo ci współczuję..to co napisałas zwaliło mnie z nug..i przyznam szczerze ze moje problemy przy czyms takim to naprawde pikus... sciskam cie mocno Dotka!!!

Autor: Iza  22.03.2007 zgłoś

niestety u mnie zmiana na gorsze.... i nie mysle o tym, że mąż zapomniał o urodzinach czy jakiejs rocznicy - o tym akurat pamieta... po prostu poczuł, że jestem już jego i ze należe tylko do niego - ale mąz rozumie to pojęcie po swojemu! chce być władcą mojej niezależności, chce decydować za mnie co mogę a czego nie moge robić, chce mi narzucić swój tok myslenia... a do tego wszystkiego jest zazdrosny! to po prostu burzy cały mój piekny obraz miłości zaufania i wzajemności i współpracy po prostu nic nie jest tak jak miało być.... ja oczywiście nie poddaje się tym jego szantażom słownym - jestem niezależna i zamierzam bronić swojej niezalezności, swojej pracy i swoich znajomych - ale jak długo tak mozna???????? kocham męża ale niestety nie potrafimy odnaleźć żadnego kompromisu.....

Autor: Karioka  12.03.2007 zgłoś

Jestesmy 7 m-cy po slubie. Oczywiscie zmienilo sie wiele, na lepsze (zamieszkalismy razem), ale tez chyba srednio nam obojgu to wychodzi. Każde z nas ma swoje przyzwyczajenia, inne poczucie obowiązku. Pewnie jest to kwestia wychowania. Mysle jednak ze w malżeństwie, zwlaszcza na początku, duża role odgrywaja stosunki z rodzicami. I najczesciej z rodzicami męża, zwaszzca z jego mama. Osobiscie nie moge sie pogodzić nie tylko z najazdem gadżetów z PRL'u ( i z Niemiec ) ale przede wszystkim jedzenia. Kazda wizyta u tesciow kończy sie powrotami nie tylko z ciastem ale z gotowymi obiadkami. Malo tego, wciskane sa nam tez slodycze, batoniki, itd. A wszelkie tlumaczenia, wymowki na nic sie zdaja. Bo kto to u nich zje ? No i ciagle do nas wydzwaniaja i pod byle pretekstem zapraszaja do sibie. Glownie na jedzenie. Nie wiem sama jak sie przed tym bronic. Maz tez probowal delikatnie, bo wie ze te 'prezenty' podwazaja moja rolę żony. A ja też nie chce doprowadzać do konfliktów. Ale niektórzy nie potrafia uslyszeć czyjegos "nie" i dalej robia swoje. A ja sie czuje niepewnie i malo pewna swojej roli i wartosci w tym zwiazku. Najchetniej to bym ucieka od tej rodziny.. Tylko przykro mi ze wzgledu na meza. W koncu to jego najblizsi.

Autor: Monika  07.02.2007 zgłoś

Słuchajcie..może mnie tu dziewczyny zlinczujecie..ale mam parę wniosków po przeczytaniu tego wszystkiego.Na początek:miałam wcześniej kilku facetów w życiu i każdy był błędem.Rozpadało się wcześniej czy później, ale przychodzi mi do głowy, że przecież same decydujemy o tym, z kim chcemy być. Nikt mi nie każe być z arogantem, pijakiem, egoistą czy typowym samcem. Nie uwierzę, że ci mężczyźni przed ślubem są ideałami i dopiero po nim wychodzi całe zło.Gdyby tylko się dogłębnie zastanowić, nie być przerażonym i nie wychodzić z założenia, że może nikt inny się już nie trafi, więc już lepiej ten co jest..to może umiałoby się podjąć odpowiednią decyzję.Poza tym jak słyszę stwierdzenia:papierek, kajdanki, zło itp, to mnie skręca.Skoro nie wiecie po co jest ślub, to po co go bierzecie? Ślub, przynajmniej kościelny, jest dla tych, którzy wierzą w Boga, bo On wtedy czuwa nad małżonkami i umacnia ich miłość i pomaga im przejść przez życie itd.Cywilny jest dla tych, którzy nie wierzą, albo nie mają ochoty na kościelny, ale chcą być zawsze razem.Po co brać ślub, skoro z góry zakłada się, że jeśli coś nie wyjdzie, zawsze można się rozwieść? Jeśli zakładamy, że coś nam nie wyjdzie, to to musi się kiedyś spieprzyć. Nie ma rady:) Ale jeśli już popełniamy błąd i wiążemu się z kretynem to nie bójmy się go zostawić, bo tak jak tu mnóstwo z was pisało, życie jest jedni i nie warto go marnować na umartwianie się. Trzeba odważnie się przeciwstawić, bo jeśli się nie jest leniem i ma się motywację, to wszystko jest możliwe. Tylko sobie samemu nie można na siłę komplikować i wynajdywać trudności!A na koniec: Jestem zaręczona od pół roku.zaczęło się u nas od przyjaźni, teraz jesteśmy razem i nie wyobrażam sobie życia bez mojego przyszłego męża. Jest nam baaaardzo dobrze, choć bardzo się od siebie różnimy.Główną różnicą jest płeć, co zawsze stwarza największy problem, bo przecież same wiecie, że nasze rozumowanie strasznie się różni.Sztuką jest umieć rozmawiać, dzielić się wszystkimi przeżyciami, nie chować uczuć po kieszeniach ani rozterek po szufladach. Zamiast opowiadać o swoich problemach koleżankom czy na forach usiąść, iść na spacer i pogadać o tym ze swoim lubym. Jeżeli od początku wprowadzicie taki system, to będzie wam dobrze, bo będziecie znali swoje potrzeby i siebie samych. Nauczycie się słuchać, dogadywać się ze sobą i mądrze się kłócić(bo kłótnia czasem oczyszcza, jeśli jest zdrowa!). Pozdrawiam Was wszystkie i życzę rozwiązania wszystkich problemów lub dalszego szczęścia, jeśli choć trochę go macie.Buziaki

Autor:  07.02.2007 zgłoś

Tak to co dzieje się po ślubie jest straszne. Niemożna zrobic już nic, mąż przestał się zupełnie starac. Można się tylko kłócic a i tym nic się nie da zrobic. Jest coraz gorzej i zadaję sobie pytanie jak długo mam to znosic? Skończyc nie można bo się kocha ojca dziecka no i przywi ązanie. Po za tym co dalej? samotnym też źle! kiedyś było inaczej - kwiaty, przytulanie, uśmiechy. Teraz trzaśniecie drzwiami przy Jego wyjściu bo nie może mnie znieśc! A ja nawet nie wiem co mu zrobiłam!!!!

Autor: Magda  07.02.2007 zgłoś

Mam na imie Magda mam 22 lata i jestem mezatka od prawie dwoch lat moj maz ma 27 lat. Nasze zycie rownierz zmienilo sie od momentu slubu, niektore sprawy na lepsze a niektore na gorsze mysle ze oboje sie zmienilismy i uwazam ze nigdy nie jest tak ze jedna osoba jest winna za zmiane sytuacji. Bardzo kocham mojego meza bo jest naprawde cudownym czlowiekiem i zrobie wszystko bysmy oboje byli szczesliwi. Kazde malzenstwo ma jakies problemy my tez je mamy ale staramy sie je pokonywac i nie zostawiamy ich na potem. Staramy sie robic sobie nawzajem niespodzianki i choc nie sa drogie czy wymyslne to jednak bardzo ciesza. Czesto powtarzam sobie takie zdanie nie wiem kto je powiedzial czy napisal ale to chyba nie ma znaczenia : CHEC SZUKA SPOSOBOW A NIECHEC POWODOW!!Ja chce byc szczesliwa i chce by moj maz byl szczesliwy i dlatego szukam jak najwiecej sposobow by tak bylo. Dbajcie o siebie nawzajem i pielegnujcie swoja milosc a nigdy nie zgasnie.

Autor: smutna  07.02.2007 zgłoś

U mnie zmienilo sie na gorsze, dlaczego nie mam pojecia. Moj maz juz sie nie stara, wydziera sie i rozkazuje co mam robic a nawet chcial wybierac mi przyjaciol. Zawsze mowi ze sie zmieni ze bedzie dobrze, ale to trwa tylko 2 tygodnie a pozniej znow jest tak jak bylo. Znow dalam mu szanse ale ostatnia bo jestem jeszcze mloda i moge ulozyc sobie zycie od nowa bez niego.

Autor: anonimka  23.02.2007 zgłoś

U mnie nie zmieniło się kompletnie nic, poza papierkiem, czy obrączką. 7 lat mieszkaliśmy przed ślubem, i każdy sie poznał na wylot. Żadnego zaskoczenia nie było ;)

Autor: alka  19.02.2007 zgłoś

Po 3 miesiącach "chodzenia' pobraliśmy się - powód: ciąża. Decyzję tak naprawdę podjęli za nas rodzice. Minęła nam teraz 10 rocznica ślubu i mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że kocham mojego męża, mimo że nie ma chemii w naszym związku. Jest za to zrozumienie, bezpieczeństwo, odpowiedzialność za dziecko, wspólny dorobek. I mimo poważnego kryzysu po kilku latach małżeństwa (choroba dziecka) dalismy sobie z tym radę i jesteśmy szczęśliwi ze sobą. Potrafimy ze sobą rozmawiać, przytulić sie do siebie i powiedzieć: KOCHAM CIĘ. I nasze dziecko też ciągle słyszy, że jest kochane. A sex- dla mnie to coś drugoplanowego, na czym nie oparła bym związku (przed ślubem byłam przez ponad 5 lat z chłopakiem z którym łaczył mnie sex , i tylko sex).

Autor: Wiola  18.04.2007 zgłoś

Wydaje mi się że takie jest życie i wszystko trzeba przejść po kolei; najpierw zauroczenie, miłość patrzenie sobie w oczy, przytulanie się,a potem szara rzeczywistość...Jestem 8 lat po ślubie i jak to bywa najpierw była wielka miłość, mąż mnie kochał ogromnie patrzył jak w obrazek i był strasznie zazdrosny...po ślubie wszystko prysło, mówi że kocha, ale tego nie widać po prostu rutyna..przychodzi z pracy wieczorem, bierze butelkę piwa do ręki i leży przed telewizorem.Kiedy chcę o tym wszystkim porozmawiać mówi :"a przestań wymyślać" i na tym się rozmowa kończy... A jak wszystkie kobiety nie tak wyobrażałam sobie moje całe życie... Kiedyś pewna starsza pani powiedziała mi: mój mąż nigdy nie okazywał mi uczuć,nie przynosił mi kwiatów i niczym mnie nie zaskakiwał taka szarość, ale pewnego dnia zaczęłam dostrzegać takie małe rzeczy, np. to że przepuszcza mnie pierwszą w drzwiach, że jeśli bywam smutna to zapytał co sie stało i zrozumiałam że jemu na mnie chyba zależy...

Autor: mycha  09.02.2007 zgłoś

co jest po ślubie???? nic nie ma dobrego jest tylko ból i cierpienie spowodowane przez druga osobę z którą chcieliśmy spędzić reszte życia. niby zwykły papierek nic nie znaczy... a jednak coś się zmienia i nie wiadomo gdzie jest przyczyna i tak po jedynym szczególnym dniu w którym przed Bogiem przyrzekana była miłość stało się piekło i teraz jest jedna myśl w głowie : "to był największy bład w moim życiu"

Autor: aguuu...  09.02.2007 zgłoś

mój ślub odbędzie się za pól roku.... z tego co tu czytam to małżeństwo to jedna wielka loteria i nigdy nie wiesz tak naprawdę na jaki trafisz los.....smutne.....pozostaje mi tylko mieć nadzieję że mnie trafi się ten szczęśliwy.....

Autor: Lilia  09.02.2007 zgłoś

Ja i Krzysztof dopiero zaczęliśmy o tym rozmawiać...o ślubie.Jestem pewna,że mogę powierzyć mu swoje życie i żadne papiery nie zakłócą naszej harmonii w związku.Jestem pewna,bo łączy nas emocjonalna więź pełna pasji i zrozumienia.Jednak przyszłość to pusta karta i trudno orzec o jej zawartości,póki nie przekroczy się progu.

Autor: Monika  09.02.2007 zgłoś

Tak, ale znasz swojego partnera i wiesz czego się po nim spodziewać. Nie wierzę, że nieszczęśliwe małżonki nigdy nie miały choćby maleńkiej kropelki obawy co będzie po ślubie. Przecież ci ludzie są tacy jacy są. One same decydują się na związek z kimś, kto jest w stanie zaaplikować nam piekło na obiadek. Poza tym dla ludzi, którzy ślub właśnie uważają za instytucję, a nie drogę do jedności i coraz większego zrozumienia, jest po prostu decyzja "na zawsze" i to ich przeraża. Bo o ile jeszcze tydzień temu mogli uciec na drugi koniec Polski, o tyle teraz będzie trzeba być z tą jedną, mimo, że ona przytyje, będzie miała brzydki kolor włosów, czy nagle będzie chora. TRZEBA BYĆ I DAĆ COŚ OD SIEBIE. I to przeraża. Swoją drogą kobiety po ślubie też stają się trochę inne.Poczucie pewności, że ten drugi już jest nasz też zmienia. Co więcej, jesteśmy takimi dziwnymi istotami, że zaczynamy się wczuwać w jakąś rolę utartą żony i matki. A to wkurza. O powodach psucia się związków po ślubie można by pisać i pisać. Ale o tym można poczytać w książkach o psychologii itp.

Autor: asienka22  10.02.2007 zgłoś

witam!! z moim obecnym partnerem jestem juz 5 lat moje zycie dopiero teraz sie zaczyna a on ma 32 lata...jeszcze pół roku temu byłam gotowa wyjsc za niego bez zastanowienia ale teraz wszystko sie zmianiło.zauwazyłam cos co do tej pory nie miało znaczenia,jest on mezczyzna który zawsze lubi miec pod kontrole,wszystko musi byc po jego mysli...traktuje mnie jak osobe mniej inteligentna od siebie,mniej doswiadczona -nie wiem pewnie spowodowane jest to nasza róznica wieku-10 lat...poza tym seks był rozkosza przez 4 lata teraz mnie juz nudzi...on nie chce zadnych zmian,stał sie zimny,nie potrzebuje juz pieszczot a ja wprost przeciwnie...lubie seks wiec nie potrafie mu odmówic ale coraz czesciej zbieram sie z zamiarem odejscia,to zaczyna juz byc chora sytuacja...nie potrafie sie zmusic do czegos co i tak juz nie ma sensu-mówie o slubie-wiec prosze wszystkie kobiety ,dziewczyny które nosza sie z zamiarem wyjscia za maz -zastanówcie sie porzadnie bo pozniej moze byc juz tylko gorzej ... pozdrawiam serdecznie wsztstkie panie:)

Autor: Inga  29.03.2007 zgłoś

Moje drogie,po przeczytaniu tego co piszecie o swoich zwiazkach,wniosek nasuwa mi sie jeden-sytucja malzenska kazdej z nas to zupelnie indywidualna sprawa kazdej z nas. Wszystko zalezy od tego wlasciwego wyboru.Ja za kilka miesiecy biore slub i zachodze w glowe czy to bedzie dobra decyzja,której za jakis czas nie bede załowac?Mieszkamy razem okolo dwoch laty.Kocham mojego przyszlego meza,rozmawiamy o tym,jak bedzie wygladało naze zycie po slubie,chcemy sie jakos do tego przygotowac,by zostalo tak jak jest albo by bylo tylko lepiej. Niby znam mojego partnera,wiem na co go stac,akceptuje jego wady i zalety,bo sama je mam.Jest na ze soba dobrze.Mimo to wciaz nurtuje mnie pytanie,czy po slubie to sie nie zmieni?Jak to bedzie?Boje sie tego:(Wiem, ze z tym wlasnie czlowiekiem chce spedzic reszte zycia,ale z drugiej strony sie waham.Bo najbardziej na swiecie,nie chcialabym obudzic sie kiedys z zapytaniem,co ja tu robie?i stwierdzic,ze to jednakbyla pomyłka.MOze Wy macie jakas recepte na pozbycie sie moich przedslubnych watpliwosci? Pozrawiam Was goraco!

Autor: otomoto  28.03.2007 zgłoś

http://www.wrzuta.pl/obraz/vKR7YlBoK7/obsluga_zony To wszystko co mam do powiedzenia w tym temacie.

Autor: juzNieMąż  06.04.2007 zgłoś

anika powinnas duuuzo czytac, zeby nie robic takich bzdurnych bledow ortograficznych, a twoje rady "trzeba durzo rozmawiac nawet jak mąz nie chce słuchac bo to bardzo czesto ratuje malzenstwo" mężowie nazywają ględzeniem, tego nauczyla cie mamusia?

Autor: karib  30.03.2007 zgłoś

Ja tez uważam że po ślubie wszystko się zmienia,nie ma już tej magii,tego romantyzmu,tej fascynacji!Mój mąż zmienił sie o 180stopni.czasem mam wrażenie że już nic dla niego nie znaczę,do wieczora siedzi w pracy,a gdy juz przyjdzie do domu to interesuje go tylko telewizor i komputer,a mnie ciągle odpycha na dalszy plan,ważne tylko żebym mu zrobiła jakiś obiad,czuję się jak jego służąca a nie żona!czemu po śłubie ludzie tak się zmieniają???czasem mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać w siną dal!!

Autor: mąż  25.04.2007 zgłoś

tak sobie siedzę w pracy ... a że mam chwilkę wolną to czytam to kobiece forum i wasze wypowiedzi.... trudno ukryć, że przekrój jest jak w alfabecie od bardzo szczęsliwych do tych, o których należałoby szybko zapomnieć... mam 36 lat, 12 lat po ślubie... co sie zmieniło? w pierwszych latach nic, bo starałem się najlepjej jak umiałem, zresztą pewnie nie jestem jedynym, który się stara... po czasie zacząłem dostrzegać różnice i nie w samej instytucji małżeństwa, a raczej w braku zainteresowania moją osobą, na pierwszy plan wysunęło się dziecko, wyjazdy zaplanowane przez żonę (a nie wspólnie), moje pasje i zainteresowania, którymi chciałem zarazić żonę bo wiedziałem że może nas to zbliżyć były negowane, na dodatek zacząłem byc obwiniany o rzeczy które rodziły się w wyobrazni mojej piękniejszej połowy, tłumaczenia że to absurd nie pomagały... myślałem, że to minie - ale się myliłem... okazało się iż żona straciła do mnie zaufanie choć nigdy nie zrobiłem niczego co mogłoby do tego doprowadzić... (żadnych flirów, żadnych meili od nieznajomych, żadnych przelotnych znajomości, bo mnie to nie interesowało)... nadal nie szukam innych, nowych znajomości bo mamy dziecko, dlatego wolę żeby było tak jak jest niż zafundować dziecku życie w rozbitej rodzinie... jednak mam świadomość, że nigdy nie usłyszę (skoro do tej pory nie usłyszałem) że jestem z ciebie dumna za to że tak ci dobrze poszłow pracy, że nie martw sie tym jak miałeś gorszy dzień w pracy, albo jak fajnie zaplanowałeś ten wyjazd - gdzie indziej niż do "mamusi".... więc nie starajcie się drogie panie myśleć tylko o tym, że dla was coś się zmienia po ślubie, że wam jest z nami źle bo nie przynosimy kwiatów częsciej niż 2 razy w roku... pamietajcie raczej o tym, że my też czujemy, myślimy, chcemy żebyście były z nami a nie gdzieś obok, i jak wam przekazujemy pozdrowienia od wspólnej znajomej którą spotkaliśmy po drodze z/do pracy nie myślcie odrazu, że was zdradzamy - bo zdradę to wy wyczuwacie szóstym zmysłem....

Autor: mąż  25.04.2007 zgłoś

na koniec dotadam parafrazę słów ks. Twardowskiego "śpieszmy się kochać, pozwólmy się kochać, kochajmy - bo tak łatwo zabić największe uczucie" dotyczy to wszytskich bez względu na płeć :)

Autor: ewusiek  02.05.2007 zgłoś

ślub to moja wielka i najgorsza katastrofa.........wszystko się zmieniło na gorsze,po tym wszystkim nie wiem czy moge wierzyć w cokolwiek:/smutne ale prawdziwe

Autor: Pigułka  16.05.2007 zgłoś

Drogie Panie! Przeczytałam prawie wszystkie opinie. Interesuje mnie ten temat z tego względu,że w tym roku po prawie 7 latach związku i ponad 2 latach wspólnego mieszkania zaręczyłam się i obecnie planujemy ślub. Mam jeszcze trochę czasu do zastanowienia, właściwie jestem pewna,że będę z nim najszczęśliwsza na świecie,ale te wszystkie negatywne wypowiedzi o małżeństwie wprawiły mnie w zadumę. Mam dopiero 22 lata,ale jestesmy ze sobą bardzo długo i nie chcemy czekać dłużej. Czy oni się naprawde aż rak zmieniaja po ślubie??? :((

Autor: pistacja  04.05.2007 zgłoś

W czerwcu będzie rok jak się pobraliśmy Musielimsy... Mamy ślicznego pięciomiesięcznego synka! Przed ślubem nie mogliśmy bez siebie żyć Widzieliśmy się codziennie wszystkie wolne chwile razem Nawet w nocy nieraz gadalismy godzinami przez telefon Ludzie zazdroscili nam Jak mozna sie tak kochac Bylo jak w bajce... Teraz jest caaalkiem inaczej... Gorzej ! On nie ma nigdy czasu Nie chce mnie calowac przytulac Nie mowi ze mnie kocha Tearz jedynie jesli o to poprosze to mam ale co z tego jesli jest to wymuszone Mowi ze mnie kocha jesli go oto zapytam ale tak tego nie okazuje Jedynie wtedy gdy czegos potrzebuje.. Jedynie by sie kochal, a ja gdy tego nie chce obraza sie To jest nienormalne ale nic na to nie moge poradzic Mowi ze jest inaczej bo mieszkamy z rodzicami i ze niby to przez nich A jaka w nich wina..... Czuje sie odrzucona samotna niekochana... i nic na to nie moge poradzic....

Autor: Paulina  05.05.2007 zgłoś

Do Karoliny: Nie rozumiem Twojego faceta. Kłamtw w oczy, kręcenia... Nie mówię żebyś odeszła, ale czy to na pewno to? Nie tylko TO z Twojej strony, to ma być TO ze strony obojga. Nie da się zmusić nikogo do miłości, a nawet jeśli ktoś powie, że kocha i mówi prawdę to jest to często tylko słowo. Naprawdę nic więcej... Wiem to sama po sobie. Kiedyś nie byłam 'grzeczną dziewczynką'. Byłam z chłopakiem dwa lata, czułam coś do niego, było mi z nim dobrze, a mimo to zawsze spotykałam się też z kimś innym - a to jakaś imprezka, porwał mnie ktoś w tańcu, kokieteria, komplementy, maile, sms'y. Sama odeszłam, bo nie chciałam ranić go, nie umiejąc jednocześnia być wierna i kochać mocniej. Dzisiaj żałuję, bo nigdy w życiu nie przytrafi mi się nic takiego jak z tym z którym byłam dwa lata. Nic nie odwrócę, ale modlę się o taką miłość jak wtedy. I o moją własną wierność. Nie boję się, że ktoś zostawi. Boję się tego, że ja to zrobię, chociaż dojrzałam. Pozdrawiam...

Autor: a  01.09.2007 zgłoś

to może lepiej żyć na kocią łapę? do końca życia? moze wtedy ta magia nie zginie?

Autor: gosia28  11.10.2007 zgłoś

nieprawdopodobne! Gdybym wczesniej wiedziala ze tyle sie zmieni po slubie nie wyszlabym za maz. Bylismy przed slubem 8 !!!! lat razem. On pomieszkiwal u mnie (moze tu byl blad ? bo trzeba bylo razem zamieszkac na stale). Najdziwniejsze jest to ze bylo bardzo dobrze - roznie ale bylam b. szczesliwa i nie uwierzylabym jesli ktosby mi powiedzial "nie bierz slubu" - pomylalabym ze zazdrosne babsko.Terez zaluje i jestem przerazona. Zmienil sie juz tydzien po slubie zaczal sie zachowywac jak "Pan maz". Nagle zaczelo mu wszystko przeszkadzac.Zaczal wprowadzac swoje reguly, Nazywa mnie bałaganiara i brudasnica, obraza. Ja czesto placze. Najlepsze jest to ze grozi mi przy kazdej klotni rozwodem (wie ze moja siostra sie rozwiodla i wie ze to bylby cios dla mnie) - tym bardziej ze pochodze z malego miasta. Coraz czesciej wychodzi i nie nocuje w domu, nie przytula...Jestem w szoku...i b. sie boje jak to sie skonczy.

Autor: mama  07.06.2007 zgłoś

dawno tu nie zaglądałam....a jeśli chodzi o to mówienie to tak robię....sama się już słuchać nie mogę i.....nic. A moja koleżanka jak jej powiedziałam, że mówię mężowi o tym co mnie boli stwierdziła, że gdyby ona tak zrzędziła swojemu mężowi to by ją zostawił...pozdrawiam

Autor: KASIA  09.08.2007 zgłoś

Slub??Piekna rzecz!!biala sukienka ,obraczki,tylko Wy dwoje.Ale czar pryska i to czasem bardzo szybko przychodzi nuda tutyna coraz to nudniejszy i zadszy sex klutnie i juz wcale nie jst tak pieknie:/ facet czuje sie pewnie odpuszcza sobie adoracje jak to kiedys uslyszalam od mojego meza RYBKA NA HACZYK ZLAPANA PO 2 LATACH MALUZENSTWA!!

Autor: aaa  01.06.2007 zgłoś

jak już wcześniej ktoś wspomniał trzeba duzo rozmawiac i mówic facetowi co na sercu leży i czego sie oczekuje. U mnie się to sprawdza:)

Autor: aaa  01.06.2007 zgłoś

jak czytam te wszystkie opinie to nie mogę uwierzyć własnym oczom. jestem 2 lata po ślubie ( razem 6 lat jak się znamy) i musze powiedzieć że zmainy są ale nie tylko on się zmienił bo ja tez. chyba jestem bardziej wymagająca. ale muszę przyznać że chyba mam szczęście w życiu bo po przeczytaniu tego wszystkigo nie zamieniłabym mojego męża na żadnego innego faceta.

Autor: marta  30.10.2007 zgłoś

mam 20 lat rok temu wzięłam ślub urodziło się dziecko od czasu ślubu, mąż nie przytula nie całuje nie chce ze mną spędzać czasu co najgorsze nie chce nawet uprawiać seksu to doprowadziło do tego że czuję się okropnie caly czas mysle ze on mnie nie kocha, ze ma kogoś, ze juz mu sie nie podobam to strasznie nas oddaliło.A przed ślubem byłó tak pięknie robił dla mnie wszystko był najcudowniejszy na świecie mieszkał w bardzo biednej rodzinie ojciec alkoholik a ja w pieknym domu być moze to dlatego sie starał dla kasy ........................................................

Autor: justi  06.02.2008 zgłoś

Ja jestem po ślubie 4 miesiące. Znaliśmy się prawie 4 lat. Podczas tego okresu bywało różnie. Z powodu naszych ciężkich charakterów częśto się kłóciliśmy, ale w ogóle to wszystko było w porządku. Wspólne poglądy, podejście do wielu spraw.Spacerki, wyjścia, udany i częsty sex. A teraz? Zaczynam zastanawiać nad rozwodem. Mieszkamy u teściów. Wspólna kuchbia, wspólna łazienka i jeden mały pokoik. Zdecydowaliśmy się nie mieszkać z moimi rodzicami, bo mój mąż i ojciec nie pałają zbytnią sympatią. Pomyślałm, ze wybieram mniejsze zło. Okazało sie inaczej. Mąż pracuje, ja się uczę i znqcznie częściej przebywam w domu. I powoli nie mogę znieść tej sytuacji, że ciągle mieszkam z obcymi ludźmi, że muszę sprzątac po kimś, że jak coś robię to nie dla siebie i dla niego, tylko dla całego domu. On nie rozumie moich problemów. Przed ślubem ustaliliśmy, że wyremontujemy sobie oddzielne piętro u niego. Remont się ciągnie i nie widać końca. Poza tym ja coraz częściej dochodzę do wniosku, że to strata pieniędzy bo ia tak nie chcę tu mieszkjać. Mąż to ignoruje. Powiedziałam, ze pójdę do pracy żebyśmy wzięli kredyt i pobudowali własny dom, bo ja się wykonczę. Dla mojego męża to niedojrzałe i nierealne marzenia. A ja stwierdzam,ze jestem za młoda(mam 21 lat, maż 26) żeby marnować sobie zycie.

Autor: gosia29  12.02.2008 zgłoś

postaw sprawę jasno! . porozmawiaj z mezem spokojnie o problemie ktory cie trapi i moze przestaniesz wreszcie gotowac dla tesciów - nie rob z siebie kuchary dziewczyno i nie przyzwyczajaj innych do tego. musisz miec do siebie szcunek. Mąz cie na pewno kocha i zrozumie ze jest ci ciezko. proponuje szczera rozmowe z mezem.

Autor: gosia29  12.02.2008 zgłoś

postaw sprawę jasno! . porozmawiaj z mezem spokojnie o problemie ktory cie trapi i moze przestaniesz wreszcie gotowac dla tesciów - nie rob z siebie kuchary dziewczyno i nie przyzwyczajaj innych do tego. musisz miec do siebie szcunek. Mąz cie na pewno kocha i zrozumie ze jest ci ciezko. proponuje szczera rozmowe z mezem.

Autor: .....ona.....  07.06.2008 zgłoś

witam was..chciałam się z wami podzielic moimi przeżyciami......piszę to nie dlatego że oczekuję jakiś super trafnych rad, po prostu chcę się wygadac( w tym przypadku wypisac;)) jestem po ślubie 2 lata znamy się 6 lat...wyszłam za mąż w wieku 19 lat miało byc pięknie.....i na początku było, póki nie wprowadziliśmy się do teściów. żaczęły się problemy..na początku głupstwa, ale one stawały się coraz większe aż w końcu przerodziły się w problemy nie do pokonania. Jest mi źle...może jestem egoistką nie wiem. Wiem za to napewno że mąż mnie bardzo kocha, że gdyby mógł dał by mi wszystko..ale ja.......Ja się "duszę", teraz wiem że to było za wcześnie, że mogliśmy jeszcze poczekac....Nie mam pojęcie co teraz zrobic. Nie mamy dzieci także wydawało by się że sprawa jasne, ale ja nie chcę nikogo ranic tym bardziej człowieka którego kocham i który kocha mnie.... Pozdrawiam was

Autor: ANDZIUNIA  19.06.2008 zgłoś

NIE JESTEM MĘŻATKĄ, ALE CZĘSTO SŁYSZĘ MAŁO POCHLEBNE OPINIE O MAŁŻEŃSTWIE OD BLISKICH MI KOBIET ALE TO CO PRZECZYTAŁAM TUTAJ MNIE PRZERAŻA CZY NAPRAWDE TO TYLKO FACECI SĄ WINNI CZY NIE JEST TAK ŻE KOBIETY RODZĄ DZIECI SKUPIAJĄ SWOJĄ UWAGĘ TYLKO NA NICH ZAPOMINAJĄC O ATRAKCYJNYM WYGLĄDZIE O WSPARCIU DLA SWOICH MĘŻÓW CZY ZAWSZE TO ONI SĄ WINNI NAJLEPIEJ I NAJPROŚCIEJ JEST NAPISAĆ "FACET TO ŚWINIA" NIESTETY KIJ MA DWA KOŃCE A MEDAL DWIE STRONY NIKT NIE POZOSTAJE TUTAJ BEZ WINY POZDRAWIAM I ŻYCZĘ SZCZĘSCIA, WIARY W SIEBIE I W MĘŻCZYZNĘ KTÓRY JEST U WASZEGO BOKU:)

Autor: Dorothy  26.07.2008 zgłoś

Witam! Czytam tak Wasze wypowiedzi i jestem przerażona. Ja jestem dokładnie tydzień po ślubie. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała mówić, że nasz związek zmienił się na gorsze... Pozdrawiam!

Autor: wojtus:)  17.09.2008 zgłoś

HEJ, ZGADZAM SIE Z PRZEDMOWCZYNIĄ. TO JEST OKROPNE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 97% MAŁRZEŃSTW JEST SUPER NIESZCZESLIWYCH ??? NIE WIERZĘ

Autor: karbar  07.10.2008 zgłoś

Witam. Jestem mężatką 2 lata i 4 m-ce. Oczywiście nieszczęśliwą. Przed ślubem znaliśmy się 6 lat, 2 lata przed razem zamieszkaliśmy. Wszystko było wspaniale, rozmowy, kwiatki bez okazji, wspólne spacery, wypady do kina, starania ze strony męża, bo w tej chwili to liczy się tylko praca i wyjście z domu, ale beze mnie i naszego kochanego synka. Brakuje mi czułości, przytulenia, ciepłych słów od czasu do czasu chociaż. Nie rozumiem jak można się tak zmienić, kiedyś mój mąż potrafił powiedzieć mi coś miłego a teraz traktuje mnie jak powietrze. Oczywiście jak on ma ochotę na rozmowę to ja muszę być do jego dyspozycji, ale jak odwrotnie to już nie ważne. Ojcem też się nie czuje, jak przychodzi z pracy to przywita się z synkiem i na tym koniec. Żadnego zainteresowania, a przecież był taki odpowiedzialny, dlatego go pokochałam. Mam tego dość. Najgorsze jest to, że w żaden sposób nie mogę z nim porozmawiać o nas, bo zawsze słyszę, jeny ty znowu zaczynasz, nie teraz, nie w tej chwili (oczywiście zawsze jest nieodpowiednia chwila). Nie rozumiem tego, jak nie można chcieć porozmawiać, przecież on nie jest ślepy i chyba widzi co się dzieje. Ciągłe kłótnie, mój płacz, a nasz synek na to wszystko patrzy, co on wyniesie z domu, jaki ma przykład ojca, który albo się zachowuje jak clown albo milczy całymi dniami. Postanowiłam w takim razie, że też się przestanę odzywać, zacznę się oddalać a potem już tylko łatwiej będzie mi się rozstać, bo ja mam dosyć starania się i udawania, że jest wszystko w porządku. Także ogólnie mówiąc jestem z tych gdzie po ślubie jest tylko gorzej!

Autor:  21.01.2009 zgłoś

Witam! Jestem 6 miesięcy po ślubie, znika zafascynowanie, robi sie nudno,okazuje się,że mąż jest typem "wieczne zapracowanego" kanapowca. Skończyły się wspólne wyjścia na spacer, zabieganie o drugą osobę.Inicjowane wyjścia, wspólne gotowanie,nie , bo mu się nie chce, nie ma ochoty, na kolację czy wino, bo nie lubi. Jakby krążek na palcu sprawiał,że jestem jego własnością. Sama wychodzę na spacery, chodzę na basen, czytam.Życie jest fajne i ciekawe i nie można tracić tej fascynacji przez kanapowca.Jest tylko przykro. Jutro zaczynam dzień od rozmowy z mężem,trzeba obudzić śpiocha, pytanie tylko, czy się uda....

Autor: Ird  04.02.2009 zgłoś

Jestem mężatką od 4 miesięcy. I wszystkim tym kobietom, które nie są szczęśliwe w małżeństwie doradzam by powiedziały małżonkowi co ich gnębi. Cały czas trzeba rozmawiać i niczego w sobie nie kryć. Zanim pobraliśmy się chodziliśmy ze sobą bardzo długo, nie umiem określić dokładnie ile lat gdyż znamy się od dziecka. Może mąż bardziej mnie zna bo jest starszy :-) Nie wiem czy mogę mówić o przeznaczeniu ale jestem szczęśliwa. Prawdą jest że mężczyźni częściej rozumieją coś dosłownie, dlatego też trzeba tak tłumaczyć. Przede wszystkim gdy pojawia się problem nie rzucać się od razu na partnera. Należy pomyśleć czy jest choć jedna drobnostka w tej sprawie, do której ja się przyczyniłam? I najpierw powiedzieć mu o tym, a potem wspomnieć co zraniło z jego strony. Może nie we wszystkich związkach jest to dobre ale bynajmniej w naszym rozmawiamy o "co by było gdyby" . Gdyż wiem i znam mojego męża na tyle, że jeśli popełnię jakikolwiek błąd to tak a nie inaczej zareaguje. Mówię tu o zdradzie, śmierci, gwałcie itp. Wybudowaliśmy wzajemne zaufanie w ten sposób jeszcze przed ślubem, który odkładaliśmy niestety z problemów finansowych. Przetrwaliśmy bardzo dużo. Kłótnie i nienawiści ze strony moich rodziców, choroby. Nie obsypujemy się prezentami, nie słodzimy zbytnio. Rozmawiamy i słuchamy wzajemnie. Miłość jest najlepszym prezentem. w obecnej chwili bardzo chcielibyśmy mieć dziecko, ale dzięki naszemu cudownemu krajowi nie stać nas nawet remont dachu.

Autor: Misia  23.02.2009 zgłoś

Niestety, u mnie zmienilo się na gorsze. Jestem 8 miesięcy po ślubie, mamy trzymiesięczne dziecko. Przed ślubem znaliśmy się pół roku, dziecko nie bylo planowane, właściwie to jego pojawienie sie wymusilo poniekąd to małzeństwo. Ale nie była to jakaś bezmyślna wpadka. Byłam sama od kilkunastu lat. Nie miałam szczęścia do mężczyzn. Ale radzilam sobie jakoś, swoje problemy rozwiązując sama, ewentualnie mając oparcie w rodzicach. Żylam sobie po prostu, nie parłam maksymalnie na malżeństwo i dziecko, choć nie stronilam od mężczyzn. Czułam sie wolna.Czasem tylko pozazdroscilam koleżankom "małzeńskiego ciepełka", wyobrażając sobie, jak to mąż wraca do domu, zasiada z żoną w fotelu, rozmawiają, wsłuchujac się w szczebiot dzieci. Byłam do potęgi naiwna. Aż pojawił się ON. Ktoś, z kim mogłam wiele rzeczy robic poraz pierwszy - razem. Ktoś, kto poraz pierwszy wręczyl mi klucze do mieszkania, zaufał mi, powiedzial, że mnie kocha, że jestem jego skarbusiem itd. Dla kogo nie było problemu, czekać na mnie z kolacją, kiedy po 23 wracałam zmęczona z pracy do domu. Był skromnym czlowiekiem i bardzo we mnie - jak mi się wydawało - wpatrzonym. Czułam się wspaniale, oddałam się cała. To on sie oswiadczył, kiedy dowiedział sie ode mnie, że jestem w ciąży. Wspierał mnie i utrzymywał w przekonaniu, że stało się to, co musiało się stać. Pobraliśmy się. Wspólnie przygotowywalismy się na pojawienie dzidziusia. Jeżdzilismy na zajecia do szkoły rodzenia, kupowalismy ciuszki, chodziliśmy na spacery. Były jeszcze wspólne wakacje, z jedna tylko kłótnią pośrodku. Problem zaczął się od chwili, gdy zostałam matką. I to pełną gebą - siedzacą w domu, karmiąca i przewijającą. Tymczasem mój mąż poczuł nagle wiatr w żaglach i zaczął robić tzw. karierę. Zanika bliskość, zaufanie, zażyłość. Mój mąż nie chce się już do mnie przytulać, nie calujemy się, nie dajemy sobie nawet po prostu buziaków. On po prostu wychodzi do pracy i przychodzi z niej, jakby nigdy nic. O wspólnych spacerach, gotowaniu, rozmowach, moge tylko pomarzyć. Telewizor stał sie jego najlepszym przyjacielem, przestał o siebie dbac, zwlaszcza w te wolne dni, kiedy mozna coś zrobić dla drugiej osoby. Liczy się tylko łóżko, jego wylegiwanie się, zmeczenie, prawo do robienia w domu, co mu się żywnie podoba, bo to ON pracuje, a ja mam przecież CZAS NA WSZYSTKO. Wiele ważnych dla nas przedtem rzeczy, jak powiekszenie mieszkania, odeszło na niewidoczny, odległy plan. Próbuję rozmawiać, ale on mnie zbywa. Twiedzi, że wymyślam, że to nie ma znaczenia, że to fanaberie. A mnie jest bardzo cieżko. Jakby mi przybyło 20 lat. Na szczęście, jest jeszcze dziecko, które ON uwielbia. Ale czy są jakies granice poświęcejnia sie dla dziecka, ktore powinno mieć oboje rodziców? Przecież ono powinno mieć same pozytywne wzorce, dające mu poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Na razie nie wiem, co robić. Mam 37 lat i na razie poczucie, że nie poradzę sobie sama. Poza tym kocham tego człowieka. Po tym co tu przeczytałam uświado

Autor: Magdalena  08.03.2009 zgłoś

To prawda, że po ślubie niewytłumaczalnie jest inaczej. Nagle wszystko po tym dniu się zmienia. Jestem mężatką dopiero od pół roku i właśnie tych sześć ostatnich miesięcy diametralnie różni się od wcześniejszych lat spędzonych z moim obecnym mężem. Teraz jest dużo lepiej. Przestaliśmy się kłócić o błahostki, czujemy się bezpieczniej w naszym związku i niesamowicie zbliżają nas do siebie nasze wspólne plany, które po ślubie stał się odważniejsze. Oboje zauważyliśmy, że jest coraz lepiej. I jak to mój mąż stwierdził - Teraz jesteś moją żoną, muszę o Ciebie bardziej dbać i o naszą wspólną przyszłość -. A więc mój mąż jako samiec poczuł się odpowiedzialny za mnie i za nas. To sprawiło, że poczuł się stuprocentowym mężczyzną, który jest głową rodziny, którą musi pielęgnować i chronić. Nie przestaliśmy się starać o siebie nawzajem. Wręcz przeciwnie. To teraz spijamy śmietankę naszego związku.

Autor: kostka  29.06.2009 zgłoś

Magdaleno Dzięki za Twój wpis. Ja jestem przed małżeństwem. Widzę dużo wad u mojego faceta ale i u siebie. Jesteśmy na etapie docierania. Czasami jego zachowania wprawiają mnie w zadziwienie czy irytację czy złość ale w głębi duszy mam taką pewność że ślub wydobędzie w nas właśnie to co najlepsze, ze mój mężczyzna poczuje się odpowiedzialny za nasz związek. Poza tym wierzę w moc Sakramentu Małżeństwa. Dziękuję też za wypowiedzi innych dziewczyn, które pisały tu. Zwłaszcza te pozytywy, bo to naprawdę daje nadzieję :)

Autor: paulkazz  26.08.2009 zgłoś

Jeżeli dla niektórych małżeństwo to papierek który "nic nie znaczy" to nie dziwię się że relacje sie psuja między partnerami Jestem mężatką od 10 lat i jestem z każdym dniem bardziej szczęśliwa Po ślubie zmieniło się wiele rzeczy ale na lepsze Kochamy się bardziej czujemy sie bezpieczni Szkoda ze nie wszyscy traktuja małżeństwo poważnie

Autor:  03.09.2009 zgłoś

Po ślubie wszystko się zmieniło!!! Gdzie te wspólne spacery, rozmowy, czasem wygłupy? Nie wymagam od mojego męża biżuterii, ciuchów, czy cokolwiek drogiego. Chcę tylko czuc, że jest przymnie, żey czasem mnie przytulił porozmawiał ze mną, poświęcił mi odrobię czasu tymbardziej teraz gdy jestem w ciąży jest na każde zawołanie swoich rodziców wraca o 22 i idzie spa tyle mam z męża.

Autor: ona  06.09.2009 zgłoś

tak to racja po ślubie zmienia sie wszystko,,, u mnie jak narazie na gorsze... w okresie narzeczenstwa kazda wolna chwilke spedzalismy tylko we dwoje,, a teraz .... teraz sa czestsze wypady do kolegow niestety... przed slubem bylo wspolne gotowanie... teraz gotowanie jest moim obowiazkiem .....pezed malzenstwem nawet godzenie bylo inne,,, godzilismy sie bo chcielismy... a teraz raczej bo "musimy" niwiem czym to jest spowodowane... choc nie powiem sa i dobre chwile,,, ale nie ma juz tej magii tego czaru... badz co badz dopiero teraz widze ze mam w domu dyktatora ktory chce aby wszystko bylo tak jak on chce a obiecalam sobie ze nigdy tak nie bedzie no coz.... Pozdrawiam serdecznie.

Autor: róża  17.09.2009 zgłoś

hej ja jestem po ślubie 4 miesiące, myślałam że wyszłam za mąż z miłości, ale jednak pomyliłam się.... jest źle i to bardzo, nie jestem szczęśliwa zmężem... codzienne awantury, kłotnie pretensje jedno do drugiego mam dosyć, mieszkamy u moich rodziców ale robimy remont gdzie indziej, jego ciągle nie ma w domu bo pracuje, ja rzucam się w wir pracy żeby nie myśleć o tym wszystkim płakać mi się chce, już tydzień po ślubie zrozumiałam że źle zrobiłam, mój mąż nic nie potrafi, ciągle słysze : nie chce mi się, zmęczony jestem, idę spać, ty pracujesz za biurkiem to nie możesz być zmęczona, wszystko na mojej głowie jest... praca dom remont praca dom remont i tak wkółko, jak na to patrze to nas tak praktycznie nic nie łączy a coraz to więcej dzieli, jeszcze pojawił się ON ideał, takiego faceta bym chciała mieć za męża.... dobrze mi się z nim rozmiawia, potrafi słuchać mnie, pocieszyć, przy nim czuje się kobietą, przy nim uśmiecham się, żartuję itd spotykamy się w pracy codziennie, jestem taka jak byłam kiedyś zanim obecnego męża nie poznałam, spotykaliśmy się często po pracy ale on stwierdził że nie chce rozwalać mojego związku.... ja rzuciłabym wszystko dla niego ja wiem że też nie jestem mu obojętna, skryte spojrzenia, uśmiechy, smsy tylko to pozostało nic więcej ..... nie zdradziłam mojego męża w żaden sposób fizyczny.... a mój mąż wie że się czasami spotykam z kolegą po pracy "na piwie" ale nic więcej może się domyśla ja mu nigdy nic nie powiem .... myślałam że po ślubie będzie inaczej, nie mam tego szczęścia co inne kobiety, u mnie nie ma tego okresu po ślubie gdzie wszyscy są szczęśliwi, radośni, jak się nie kłócimy to wtedy cisza jest, tak jak dzisiaj jak jechaliśmy rzem do pracy, całą drogę nic nikt nie powiedział ani słowa... nie ma tematów do rozmowy, jak ja nie zacznę rozmawiać to on wcale, cokolwiwek on robi to tylko dzięki wielkiej awanturze jaką ja muszę zacząć, wtedy to ja jestem oczywiście najgorsza, że go tak wyzywam bo przecież "on jest zmęczony po pracy i musi odpocząć" a ja mi się nie należy odpoczynek? Dlaczego tak musi być że wszystko co dobre musi się kończyć? A może nie potrafię kochać zadnego faceta? Może wymagam za dużo od męża? Ale czy za dużo jest to, że go prosze żeby ułożył swoje rzeczy do szafy, że jak przyjedzie wcześniej z pracy niz ja żeby wyniósł brudne szkalnki do kuchni, tylko wyniósł nie umył, czy żeby pościelił łóżko? Brakuje mi słów żeby opisać tą sytuację, mąż mówi że jestem jego miłością życia, że na innej kobiecie tak mu nie zależało jak na mnie, a ja? Ja nie mogę tego samego powiedzieć, moja miłość wygasła już przed ślubem, zostałam łudząc się nadzieją że może się zmieni to... a tu nic żadnej zmiany na lepsze... tylko na gorsze ..... to mój kolega z pracy uświadomił mi jaki powinien być prawdziwy mężczyzna ........ nie wiem dlaczego wyszłam za mąż .... to jest przykre ... wiem o tym... nie chce ranić nikogo... ale jest mi tak źle że już nie mogę... może jak się przeprowadzimy do nowego domu będzie inaczej ... Boż

Autor: Blondi82  19.09.2009 zgłoś

Witam Ja też mogę się podpisać pod tym że życie po ślubie zmienia się na gorsze. Staż 1,5 miesiąca od ślubu. Nie ma o czym rozmawiać, wieczne kłótnie o pierdoły, zajebista nuuuuuuuuuuuuuuuda. W czasie wolnym siedzę w domy bo jak się umawiam na spotkania to wypomina mi że chodzę cały czas. I tak o to jak mam dzień wolny to siedze i samotnie piję piwka. Szybka droga do alkoholizmu:-((( A myśleliśmy ze po ślubie będziemy starać się o dziecko. Z tym że ja już na to nie mam ochoty, co najwyżej na rozwód. I co najlepsze to znamy się 6 lat a rok przed ślubem mieszkaliśmy razem i było w miarę dobrze. No cóż nie ja pierwsza i nie ostatnia wpakowałam się w coś takiego. Pozdrawiam

Autor: Prawie dwa...  20.10.2009 zgłoś

...miesiące po ślubie.W mówiono mi ...że bedzie inaczej -nie wierzyłam :/ A teraz..o co w ogóle chodzi przecież miało być lepiej -a jest...coś w rodzaju wiecznego napięcie przed miesią... :/ No i tak mi równiez mijają dni na czekaniu az powie coś co Mnie rozweseli ..to jak inny świat-tak jakby nei trzeba było sie juz starać...po 9 latach łudziłam sie ,ze może być tylko lepiej a jest :( Do rozwodu sie nie śpiesze ale czekam z utęsknieniem na lepsze dni...3majcie się mężatki.

Autor: Alicja  30.10.2009 zgłoś

Wita. Ja jestem niecały rok po ślubie i tak naprawdę nie wiem co mam myśleć. Zaraz po ślubie nie było najlepiej, często się kłóciliśmy i to głównie z mojej winy. Ostatnio wydarzyło się coś o czym ciężko mi nawet myśleć. Mój ukochany mąż za dużo wypił, byłam zdenerwowana, rozżalona i strasznie zła. Zaczęliśmy się kłócić i on zaczął wyganiać mnie z domu i popychać. Czułam się jak ostatnia szmata. Przepłakałam całą noc. A on... Przeprosił, płakał, mówił, że nie wie dlaczego tak zrobił. Ja jednak boję się, że to się powtórzy. Nie wiem co robić i z kim rozmawiać, bo jest mi po prostu wstyd!

Autor: róża  02.11.2009 zgłoś

hej Alicja. powiem Ci tak w moim domu mam ojca alkoholika przed ślubem tak moja mama twierdzi on nigdy nie pił, a po ślubie jednak niby się zmienił. Na początku też były przeprosiny, przez parę dobrych lat (pamiętam choć byłam małą dziewczynką, takich rzeczy się nie zapomina) i przeżywa piekło za każdym razem jak jest pijany. Nie idzie ona po pomoc nie wiem dlaczego, próbowałam z nią rozmawiać ale ona jest uparta itkwi w tym. Mnie też mój mąż popchnął po pijanemu i potem cały dzień przepraszał, ja mu powiedziałam że jeżeli jeszcze raz to się powtórzy to odejdę od niego bez względu na to co jest i jak na razie to poskutkowało. Spróbuj w ten sposób może się uda. A jeśli to się powtórzy to nie masz co się zastanawić możesz go kochać, ale mysl o przyszłości, chcesz żeby Twoje dzieci widziały jak ojciec teroryzuje dom, jak bije ich mamę-ja to przechodziłam, to nie jest nic fajnego, to jest piekło. To zrujnowanie dzieciństwa tym dzieciom. Więc zastanów się dobrze, porozmawiaj i czas pokaże swoje. Jeśli ma tendencję do przemocy odejdż jeżeli nie to masz szczęście i nie powtórzy tego.

Autor: Alicja  03.11.2009 zgłoś

Dzięki za opinię róża. Oczywiście on o tym dobrze wie, że nie może dojść do takiej sytuacji jeszcze raz. No i cóż, pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to jednorazowy "wybryk" i nigdy więcej mnie tak nie upokorzy. Bo naprawdę nie wiem jak bym to zniosła.

Autor: róża  04.11.2009 zgłoś

hej kocham Jego nie męża zrozumiałam to, nie mogę już wytrzymać z mężęm. Dzisiaj się dowiedziałam, że On kręci z jakąś inną dziewczyną. Jakie to jest przykre że miłość mojego życia będzie z inną kobietą. Nie wiem jak to zniosę. Tak bardzo to boli. Nie potrafię nie myśleć o Nim. To takie trudne jest. Nie potrafię normalnie pracować, ani myśleć. Gdyby on tylko wiedział co ja czuję do Niego. Już nikogo nie pokocham tak jak jego. Między mną a mężęm nic się nie zmieniło. Jest tak jak było na początku. Ciągłe pretensje i kłótnie. Życie jest takie okrutne. Pisząc to płacze cały czas. Dlaczego tak jest że inne kobiety są szczęśliwe w małżeństwie, kochają i są kochane a ja nie? Życie jest straszne, a w dodatku mam jeszcze raka, ale na razie nie złośliwego, bez przeżutów. Straciłam już sens życia, już nie mam siły walczyć o cokolwiek, nie mam dla kogo.

Autor: caro  05.11.2009 zgłoś

witam wszystkie Mężatki... niestety i ja muszę się przyłączyć do chóru w którym jednogłośnie się mówi,że po ślubie zmienia się wszystko i to wcale nie na lepsze....To prawda że jestem mężatką z bardzo krótki stażem i bardzo krótko znam swojego męża..Byłam w poprzednim związku 6lat w innym 2 a mam dopiero 27 lat... Mój Mąż jest młodszy ode mnie o jakies dwa lata. 3 dni po ślubie wyjechałam razem z mężem i moją córką do Norwegii...Mieszkam obecnie w dość odizolowanej części Norwegii.Będąc w Polsce zabiegał o moje względy,rozmawiał i ogólnie mówiąc było pięknie i bajecznie... Zaraz po przyjeździe musiałam stoczyć batalie z duchami przeszłości mojego męza w postaci uprzątania rzeczy po jego byłej, których nawet nie raczył usunąć, bo jak twierdził one dla niego nie miały zadnego znaczenia.Mogłabym w nieskończoność pisać jak bardzo się zmienił i jak wiele razy mnie okłamał i jak się okazało to na czym budowaliśmy związek to były tylko mity wymyślone przez mojego Męza.Po ostatniej kłotni,nazajutrz pojechał do pracy i po paru godzinach napisał smsa....nie wrócę dzisiaj na noc do domu. Zostawił mnie na tym odludzi razem z dzieckiem... Z mojej strony dostał wszystko to co powinna dać kobieta meżczyźnie. Nie wiem co robić dalej...i nie rozumiem dlaczego mężczyźni uważają że po ślubie wolno im wszystko, prócz szanowania i kochania kobiety,która widziała w nim miłość swojego życia...

Autor:  09.11.2009 zgłoś

"Jest jeszcze czwarta z możłiwości. Otóż p ślubie, Twój maż zaczyna sie cuzć jak Pan Mąż, zna Twoje słabości, fobie i wie o gdzie uderzyć, jak Cię wykorzystać i zacyzna sie dręczenie, które nie raz trwa latami. I trzeba mieć wiele odwagi, siły i pomocy z zewnątrz żeby wyjśc z tego gówna" w zupełności się zgadzam, przez 5 miesięcy bycia w małżeństwie nikt jeszcze mnie nie upokorzył jak tak jak ta najukochańsza osoba. Ciągle tylko słyszę: "Bo ty jesteś kobietą", "ugotowałaś tyle obiadów że na palcach jednej ręki mogę zliczyć" chore mam w dupie takie małżeństwo, ja mam jeszcze dwa lata studiów cięzkich studiów ścisłych, codziennie siedzę do późna w nocy i się uczę kiedy ja mam jeszcze gotować...? AAAAAAAAAA mam DOSĆ!!!!!!

Autor: ona  11.11.2009 zgłoś

jestem po ślubie niecałe dwa lata, przed ślubem byliśmy razem przez ponad cztery lata i nie powiem że "przed" zawsze było cudownie, ale było o niebo lepiej...Przyszły mąż obiecywał gwiazdkę z nieba, a dziś ja pracuje ponad 40 godzin w tygodniu, wychowuje 14miesięczne dziecko i zajmuję się domem a on sprawia prezenty sobie i swojej mamie. jestem zmęczona!!

Autor: Albo głupia albo naiwna?  12.11.2009 zgłoś

Wyszłam za mąż 2 miesiące temu. Przed ślubem miód, znamy się ok 4 lata, mięliśmy rok przerwy z powodów zewnętrznych, wrócił odmieniony a właściwie uwolniony i gotowy na mnie. Wszystko było gładkie, spokojne, o nic szarpaniny. Uśmiechy, uwaga, wsparcie, pomoc, życzliwość. Oszalał dla mnie na nowo, tym razem bez pzreszkód. Byłam pewna. Nie zamienię na nic w świecie. On i tylko on. I to nie były tylko emocje, to była decyzja świadoma, czysto mózgowa. Przygotowania do ślubu milutkie i sprawne. Przysięga piękna, przezycia też. Wesele cudowne choć mało pamietam, takie emocje :)) I cóż .. 2 miesiące po, obrączka na palcu chyba nadała nowe znaczenie dla związku. Mąż jest miły jak jemu jest miło. Jak ma dobry humor i wszystko się układa, zwłaszcza finansowo. Poza tym strofuje, nie tak siedzę, nie tak trzymam nogi, fotel sie zniszczy, pies pobrudzi mi siersćią białą koszulę "no zobacz co robisz", "nie tu myj ręce, tam". Zatkało mnie. Kiedy nic nie chcę, nic nie potrzebuję i jestem zadowolona jest okej. Kiedy płaczę (rzadkość) mówi "to ci nic nie da, lepiej się uspokój". Tyle wsparcia. Obecnie szukam pracy (kryzys) on cokolwiek złapał na ratę, więc sam niewiele wkłada w "życie". Mieszkamy u moich rodziców. Kiedy dowiedział się, że dalej podejmuję naukę zawodową, zaczęło się kolejne gderanie, że to wydawanie pieniędzy. Najlepiej jakbym szła do roboty gdziekolwiek przynosiła pieniądze na stół i nic nie chciała. taki wzór kobiety miał w domu. Obraził się właśnie, że nie zgodziłam się jechać w lewo za jego sprawą, tylko w prawo za swoją, bo chciałam złożyć cv. To już za duże obciążenie finansowe (benzyna) więc odpuścił swoje i nie zjadł obiadu na konto manifestacji :] Powiedzcie mi - co się dzieje po ślubie tym facetom? Zamieniają się w zrzędzącego gderającego tyrana bez jakiegokolwiek współczucia, wsparcia i zrozumienia!? Skąd to się bierze? I dlaczego nie ujawnia się przed ślubem. Pzrecież widział że nie jestem żoną ze stepford, co służy mężowi podając w podskokach upieczone przez siebie ciasteczka! Co z nim robić?

Autor: Krysia  28.01.2010 zgłoś

Moje kochane jestem 33 lata po slubie..Oznajmiam wszystkim ze małzenstwo to całkowicie inny stan nizli narzeczenstwo ..Przysłowie mowi ; Ciezki kamien młynski ale jeszcze ciezszy stan małzenski ;;..Małzenstwo to słuzba drugiemu człowiekowi a potem swoim dzieciom .Ja mam juz wnuki i im tez słuze...I cieszy mnie fakt ze cos moge z siebie dac ze jestem potrzebna .Maz powinien słuzyc zonie a zona mezowi .Do wad musimy sie przezwyczaic i je tolerowac bo kazdy je ma..Zauwazyłam jedna rzecz ze im bardziej ja jestem i staram sie byc lepsza dla meza tym bardziej on mnie kocha i oddaje to z nawiazka ..Zacznijcie od siebie a zobaczycie jak wasz maz sie zmieni..3 kłotnie porzadne ktore wniosły cos do mojego domu przez 33 lata a reszta to wspaniały zwiazek ..Nigdy nie było kłotni o rzeczy ani o błahostki ..Kłotnie niszcza zwiazki , nie było tez zazdrosci tylko zaufanie ...Po przeczytaniu waszych opinii musze stwierdzic ze duzo winy jest w was ...Postarajcie sie byc dobrymi psychologami i owincie swoich mezow dookola palca..Pomoze wam w tym zart oraz patrzenie z dystansu na swoje małzenstwo ..Powodzenia zycze.

Autor: zaniepokojona  30.01.2010 zgłoś

Witam wszystkie panie jestem mężatką od roku a mieszkam z nim już 3 lata i powiem to tak jak poznałam męża nienawidziłam go nie wiem dlaczego poprostu irytował mnie mieliśmy wspólnych znajomych i często się spotykaliśmy i nie wiem kiedy zakochałam się małżeństwo z nim stało sie mim marzeniem jak po 2 latach się oświadczył byłam szczęśliwa po roku czasu ślub i do tego czasu wszystko ok po ślubie zmienił się okropnie napoczątku myślałam że mi się zdaje czepiam się gupot ale z czasem on zaczoł mnie traktowac jak gosposie ! zaraz po ślubie zaszłam w ciąże i nie mogłam pracowac wilicza mnie z każdego centa uważa ze jeżeli on zarabia to są tylko jego pieniądze i może robic co tylko sobie chce . siedze całymi dniami w domu użerając się z teściem sprzątając gotując i opiekując się dzieckiem a jak on wraca z pracy nic jnnego nie słysze tylko narzekanie ze to nie zrobione że za dużo wydaje . któregoś dnia pszyjechała moja mama męża nie było korzystając z sytuacji że mama popilnuje małej wyszłam z siostrą na głupie 2 godziny zwoniłam do niego ale miał jak zawsze wyłączony telefon kiedy mu powiedziałam ze mnie nie ma w domu wielce sie obraził ze się wócze że szukam wrażwń i się przez 2 dni nie odzywał .Moim zdaniem to nie małżeństwo tylko więzienie jedynie moge mu zawdzięczyc wspaniałą córke bo wszystko inne mi odebrał

Autor: xxx  04.02.2010 zgłoś

droga zaniepokojona, muszę powiedzieć że moje małżeństwo też ma wiele do życzenia pod względem układów finansowych, opieki nad dzieckiem itd. ale u Ciebie chyba jest gorzej... Jedno co mogę poradzić to spróbuj z nim porozmawiać a jak to nie pomoże to obierz jakąś strategię np. pretensje że za dużo wydajesz w zamian niewyprasowane ciuchy albo brak obiadu. Może wtedy zrozumie że ty też pracujesz w domu i że należy Ci się szacunek. Można też spróbować po dobroci jak będziecie mieć opiekę do dziecka zaproś go gdzieś na kolację lub wyciągnij na spacer i wspominaj głośno te dobre czasy razem i powiedz jak bardzo brakuje Ci tego. Powodzenia. A do Krysi chcę tylko napisać że gratuluję wspaniałego męża i rady dobre tylko nie każdy facet jest taki jak Twój mąż a służyć komuś i niemieć nic w zamian to lepiej u obcych ludzi i za pieniądze. Pozdrawiam.

Autor: zaniepokojona  05.02.2010 zgłoś

dzięki za rady XXX ale niestety nie działają jak wspominam dawne czasy to on na to że to było dawno i nieprawda albo cytuje,,przed ślubem to facet się stara a po ślubie to powinna się kobieta starac żeby utrzymac swojego męża,, i tyle z tego wspominania stwierdziłam że poszukam pracy może to coś pomoże a jak nie to przynajmiej nie będe musiec go prosic o pieniądze. Pozdrawiam

Autor: magda  07.02.2010 zgłoś

Ja jestem po ślubie dwa lata. Mamy synka 1,5 roku. Mój mąż nigdy nie był zbyt wylewny, ale po ślubie to już totalnie...nie ma miłch słówek, nie ma przytulania, całowania, nie ma nic... a jak na świat przyszło dziecko to nie ma na nawet seksu..od ponad roku. Zaczynam czu się jak jakas wypluta guma, która straciła smak i nadaje się do kosza...

Autor: pati  08.02.2010 zgłoś

Droga Magdo mój maż tez nigdy nie był wylewny przytulanie całowanie nie wchodzi w rachube jedynie jak mu nie daje spokoju ! Kiedyś powiedział mi coś jak spytałam się go czy mnie zdradza cytuje,,jak przestane się z tobą kochac to to będzie znaczyło że jest coś nie tak i w tedy możesz się zapytac czy cię zdrazam , bo uwierz mi żaden facet nie obejdzie sie bez seksu,, może porozmawiaj z nim szczerze albo spróbuj uwieśc kolacja sexi sukienka bielizna a dziecko do dziadków karzdy poczebuje odmiany.Pazdrawiam pa pa

Autor: miska  11.02.2010 zgłoś

Wiele się zmieniło na niekorzyść, szkoda,ze zaledwie parę miesięcy po ślubie....

Autor:  23.02.2010 zgłoś

Mam 24 lata i jestem mężatką od 6 miesięcy.Mojego partnera znam 6 lat, był moją pierwszą prawdziwą miłością.Bardzo się kochaliśmy pomimo,że nie zawsze było kolorowo. Po ślubie cudowny czar prysnął...zaczął się koszmar!!Nie było już NAS...byłam ja sama...i on...brakowało mi wspólnych wieczorów, rozmów, brakowało miłości..miałam dość nie przespanych nocy, we własnym domu byłam nie zauważana, ciągle sama...W pierwszą rocznice ślubu(1-wszy miesiąc)nie liczyłam na bukiet róż, nawet na jedną, na romantyczną kolacje...ale miałam nadzieje że chociaż zaprosi mnie na spacer po plaży by porozmawiać...tak też nie było!!on miał o wiele ciekawsze zajęcie..picie,granie przed TV do rana ..jak co dzień!nie wytrzymałam zostawiłam go na 3 tygodnie by dać mu czas na zastanowienie się nad własnym życiem.Gdy wróciłam myślałam że zrozumiał swój błąd że ten "mały szantaż" z mojej strony jakoś go zmieni.Ale się myliłam...po dwóch dniach odkryłam jego zdradę, która trwała prawdopodobnie dwa miesiące!!To wbiło mi nóż w serce!!Ból jaki czuję do teraz jest nie do opisania...ironią jest to, że nadal z nim jestem, sama nie wiem dlaczego...chyba czekam...na odwagę

Autor: emi  04.03.2010 zgłoś

jestem niecałe pół roku po ślubie i ogólnie jest mniej więcej tak samo jk przed, z tym że niektóre rzeczy się zmieniły. Mój mąż poświęca mi praktyczni tyle czasu co nic .cały dzień go praktycznie nie ma bo ma troche daleko do prac zanim wróci jest już wieczór a on zajmuje sie grami ,woli spędzać czas z kolegami a mi czas jesdynie tak naprawde normalnie poświęca dopiero koło 22, 23 a w domu już jest np od 4 h po pracy.

Autor: emi  04.03.2010 zgłoś

jestem niecałe pół roku po ślubie i ogólnie jest mniej więcej tak samo jk przed, z tym że niektóre rzeczy się zmieniły. Mój mąż poświęca mi praktyczni tyle czasu co nic .cały dzień go praktycznie nie ma bo ma troche daleko do prac zanim wróci jest już wieczór a on zajmuje sie grami ,woli spędzać czas z kolegami a mi czas jedynie tak naprawde normalnie poświęca dopiero koło 22, 23 a w domu już jest np od 4 h po pracy. jak ja jestem zła i jest mi przykro ze jestem na ostatnim miejscu jak to nazywam to mam wrażenie że ma to gdzieś. ale jak nie chce sie np przytulać czasem bo już jestem wnerwiona to wielce jest zdziwiony .faceci są śmieszni. może jak stracą to dopiero docenią .

Autor:  05.03.2010 zgłoś

Drogie panie przestancie byc ofiarami ! Faceta można opisac dwoma prostymi słowami wzrokowiec i myściwy musi polowac więc jeśli stwierdzi że wie już wszystko o swojej żonie a do tego jak widzi ją w rosciągniętym dresie w roszczochranych włosach z odrostani to straci całkowite zainteresowanie i to ich strata . jestem mężatką od ponad raku i jednio wiem zawsze byłam dla męża i córki a zapominałam o sobie i co za to mam nic tylko narzekanie że zgrubłam że to nie zrobione że za dużo wydaje i tak dalej więc postanowiłam koniec zaczeam też myślec o sobie jeśli on mnie nie zaóważa to ja jego też oczywiście pobiad miał i wszystko zrobione ale przestałam interesowac się gdzie był bo już pożno dlaczego mnie nie przytula całuje i tak dalej zajejam sięsobą a nbie nim świat nie kączy się na nich . nie mówiąc nic zaczełam cwiczyc odwiedziłam fryziera zrobiłam z paznokciami kupiłam sobie nowe ciuchy co jest najlepsze zaczełam inaczej myślec wkońcu ja też moge byc szczęśliwa mam kochaną córe poświęcam jej więcej czasu a mąz tylko sięzastanawia co się stało i sam zaczoł robic wszystko żeby uczestniszył w moim życiu ponownie

Autor: igi  15.03.2010 zgłoś

witam ja jestem 4 lata po ślubie mam 2 małych dzieci 4 i 2 latka mój mąż wyjechał do pracy za granice gdy pierwsze dziecko miało 3 miesiące i do tej pory cały czas pracuje za granica.mój problem tkwi w tym że nie umiemy ze sobą rozmawiać on gdy tylko dzwoni to pyta sie tylko o dzieci ja juz go pewnie nie interesuję.Wszystko chciałby mieć w 5 min zrobione .wiadomo ze z dwójką dzieci sama nie ugotuje obiadu .A on idzie sobie samochód naprawiać a potem pretensje ze nic nie ma do zjedzenia.przykro mi z tego powodu jak on sie zachowuje .nie wiem co mam zrobić bo gdy on wraca do domu to tylko do dzieci i na sex. wziąść rozwód czy separację?? PROSZE O POMOC I SZYBKĄ ODPOWIEDŹ

Autor: aga  19.03.2010 zgłoś

na rozwodzie będą tylko dzieci cierpiec spróbuj pierw porozmawiac z mężem poważnie i jak będzie chciał sexu to powiedz że nie masz nastroju jesteś zmęczona wkącu dzieci dom non stop to naprawde męczące niech cię wezmie na kolacje do kina gdzie będziecie tylko wy bez dzieci i codzienności pokarz mu że ty też się liczysz imasz swoje poczeby

Autor: xxx  19.03.2010 zgłoś

do mam 24 lata i jestem mężatką od 6 miesięcy...bardzo odważnie z Twojej strony że go zostawiłaś na 3 tygodnie, ale brak efektów to chyba wystarczający dowód jak bardzo mu na Tobie nie zależy. I ta zdrada zaraz po ślubie... Piszesz że jesteś nieszczęśliwa, więc odejdź jeśli uważasz że samej będzie Ci lepiej. Dobrze się zastanów i pamiętaj że życie ma się jedno i szkoda je spędzić wylewając łzy przez kogoś kto zupełnie nie jest tego wart. Cokolwiek zrobisz życzę Ci SZCZĘŚCIA! Pozdrawiam.

Autor:  19.03.2010 zgłoś

Drogie forumowiczki! Rozumiem, życie jest wielką bitwą, non stop. Ja mimo 26 lat mam na koncie wiele, uwierzcie. Pewnego dnia, gdy stwierdziłam, że czuję się stara, nie kochana, odepchnieta, nieatrakcyjna, nic nie warta coś we mnie się ruszyło. Jestem w długim związku od 9 lat. Kocham go, mieszkamy razem. Jest wspaniały. Nie bez powodu jednak znalazlam się tu na tym forum. U mnie było to samo, prawie. Bez alkoholu i awantur. Kiedyś było cudownie, jak każda kobieta marzy. Teraz po kilku latach codziennego chrapania i gotowania zaczelam patrzec na to z innej perspektywy. Wiecie dalczego? My kobiety ciagle martwimy się o kogoś, nie zwaracamy uwagi na swoje potrzeby jednoczesnie oczekując, że będą dostrzeżone. Zmiencie to. Nie biegnijcie do domów, nie gotujcie codziennie, nie prasujcie, wlsciwie nikt nam nie kaze tego robic. To nasze matki nam wpajaly od malego, ze taktrzeba. Bzdura. Nie oczekujcie od faceta ze to doceni. On wychodzi z zalozenia, ze skoro chcesz i masz ochote to to robisz. Budzcie sie z radoscia, usmiechajcie sie, nie narzekajcie, robcie wszystko zeby zachowac dobry humor. To dziala. Facet to zauwazy i bedzie chcial z wami spedzac czas jak kiedys. Dlatego ze kiedys tez bylyscie radosne pelne zycia i energii. Przemyslcie, mimo problemow, chyba lepiej isc przez zycie nawet z poczatku naciagnietym usmiechem?

Autor: marusia  17.04.2010 zgłoś

u mnie było tak że pobraliśmy bo zaliczyliśmy tak zwaną wpadke... szczerze mówiąc gdyby nie to to oboje byśmy do tej pory brykali na wolności... a teraz...? w maju minie 3 lata i mamy dwie fantastyczne córeczki. na początku to było nieciekawie, w sumie sami nie widzieliśmy czy coś czujemy do siebie. jedno do drugiego miało cichą pretensje i żal za utraconą wolnośc... z drugiej strony baliśmy sie odpowiedzialności za tego malego ludzika....i jest raz lepiej, raz gorzej... mieszkamy z teściami..:(((( i gdyby nie problemy zwykłego szarego człowieka tzn. pogoń za kasą to ja moge powiedzieć że męża mam super... nie mówi mi codziennie że mnie kocha ale ja to widze, w sumie i tak nie lubie tych romantycznych banałów. a gdyby zaczął mi dawać kwiatki to podejrzewałabym zdrade...:))i co najważniejsze nie jest tego zdania że baba to w domu i z dziećmi, jak jego ojciec...a jeśli tak uważa to dzielnie sie kryje..:)))ale nigdy nie chwalmy dnia przed zachodem słońca...

Autor: marusia  17.04.2010 zgłoś

u mnie było tak że pobraliśmy bo zaliczyliśmy tak zwaną wpadke... szczerze mówiąc gdyby nie to to oboje byśmy do tej pory brykali na wolności... a teraz...? w maju minie 3 lata i mamy dwie fantastyczne córeczki. na początku to było nieciekawie, w sumie sami nie widzieliśmy czy coś czujemy do siebie. jedno do drugiego miało cichą pretensje i żal za utraconą wolnośc... z drugiej strony baliśmy sie odpowiedzialności za tego malego ludzika....i jest raz lepiej, raz gorzej... mieszkamy z teściami..:(((( i gdyby nie problemy zwykłego szarego człowieka tzn. pogoń za kasą to ja moge powiedzieć że męża mam super... nie mówi mi codziennie że mnie kocha ale ja to widze, w sumie i tak nie lubie tych romantycznych banałów. a gdyby zaczął mi dawać kwiatki to podejrzewałabym zdrade...:))i co najważniejsze nie jest tego zdania że baba to w domu i z dziećmi, jak jego ojciec...a jeśli tak uważa to dzielnie sie kryje..:)))ale nigdy nie chwalmy dnia przed zachodem słońca...

Autor: marusia  17.04.2010 zgłoś

ja teraz do pani EWY... piszesz ze nieraz po ślubie facet sie czuje jak władca i zaczyna dręczeć... ja wiem ze nie zabłysne inteligencją ale masz świadomość ze jak jest taki to bedzie coraz gorszy? no chyba ze ma problemy z jakimś nałogiem i z nim zerwie albo bedzie umierał. jeśli masz możliwosc to uciekaj gdzie pieprz rosnie bo zniszczy to co w tobie najpiękniejsze... czyli Ciebie... nie ma faceta którego sie nie da zastąpić...trzymaj sie

Autor: zanetusska  28.06.2010 zgłoś

ZGADZAM SIE Z OPINIA ZE PO SLUBIE WSZYSTKO SIE ZMIENIA.OD ROKU JESTESMY MALZENSTWEM i wszystko sie zmienilo , zupelnie niezgadzamy sie ze soba , malo czas spedzamy razem co za tym idzie jest malo milych chwil . Po slubie zpelnie mozna sie dowiedzedziec roznych rzeczy o partnerze i ogromnie sie na tym zawieść , tak jak w moim przypadku . I potem niewiadomo co zrobic, jak postapic żeby bylo dobrze . Bylismy ze soba 3lata przed slubem i bylo bardzo dobrze a teraz hmm wypala sie to uczucie .... Zanim sie zdecydjecie na slub zastanowcie sie zeby potem niebylo wam zle . :)

Autor: mała  05.07.2010 zgłoś

zmienia się wszystko. jestem rok po ślubie. Czuję się nieszczęśliwa, kręcą mnie inni faceci , ale mieszkam w małym miasteczku .

Autor: IWONECZKA5810  18.07.2010 zgłoś

po ślubie wszystko sie zmienia...

Autor: IWONECZKA5810  18.07.2010 zgłoś

jesteśmy po ślubie 2 lata... zmieniło się wszystko...zaczyna pic jak jego ojciec alkoholik... najważniejsza jest dla niego jego rodzinka nawet wczoraj się pokłuciliśmy bo załatwił sobie wolne na przyjazd siostry a jak potrzebowalam bo załatwienia to njigdy sie nie da... boję się bo naprawdę zaczyna być jak jego ojciec nieważne z jestem zmęczona po pracy jak zacznie pytac mnie o zdanie to nawet jak powiemn nie to on siądzie i zacznie mi glindzić żebym zmieniała zdanie i koniec bo nie przyjmuje tego do wiadomośći a ja kiedyś mu ulegałam teraz jestem zawzięta i zdania nie zmienim bo ileż można to znosić i jest kłutnia i idzie spać do mamusi....nie chcę juz z nim byc bo zaczynam się go bać jego ojciec znęca się nad moją teściową a on jest bardzo do niego podobny....

Autor: smutna  28.07.2010 zgłoś

ja rowniez potwierdzam ze po slubie zmienia sie wszystko. maz pokazuje wtedy swoje drugie oblicze. ja jestem po slubie zaledwie 3miesiace a juz zdazylam zauwayc ze to byl zly wybor. przed slubem tak jak w wyzej wymienionych przypadkach bylo super. natomiast po 2miesiacach po slubie po pijatyce z kolegami podczas ktorej mnie nie bylo w domu jak wrocilam a koledzy juz sie zmyli zaczal mi wykrzykiwac zebym wypier.... z domu:( smutne ale prawdziwe:( od slubu nie widzi moich potrzeb tylko swoje a ja musze sie na nie zgadzac. nie ma juz ani kwiatow, ani kina ani zadnych milych gestow. jak sie poklocimy nawet z jego winy to on chodzi obrazony i sie do mnie nie odzywa. nie mamy dzieci i zastanawiam sie czy w ogole miec dzieci ktore beda na to wszystko patrzyly....

Autor: Agis  01.08.2010 zgłoś

A wiecie drogie koleżanki co jest najgorsze? Że jak po ślubie okaże się, że facet nas maltretuje fizycznie i psychicznie to wg kościoła nie można wziąć rozwodu. Taka rozwódka nie może chodzić do kościoła, spowiadać się czy przyjmować komunii. Nawet jeśli decyzją o rozwodzie kobieta uchroniła swoje dzieci! Co o tym sądzicie?

Autor: N  04.08.2010 zgłoś

Ja jestem po slubie 13 miesięcy i wszystko się zmieniło na gorsze. Wczoraj kolejny raz mąż znowu mnie wyzwał, oczywiście ostatnio tzn. przed wczoraj obiecywał, że to juz na pewno ostatni raz a było tych razy już kilka. Wcale mi sie nie podoba to małżeństwo i nawet się zastanawiam czy nie wyprowadzić sie. Wogóle mnie nie szanuje ani mojej pracy. Ja posprzątam, o on przyjdzie i zaraz robi wszędzie burdel. O przytulaniu i całowaniu to juz powoli zapominam, bo jemu się o tym przypomina jak ma ochotę na seks. A szczerze powiedziawszy to ostatnio jest mi wszystko jedno, po tym co usłyszałam po raz kolejny z jego ust to nawet nie mam ochoty sie kłaść w jednym łóżku. Na szczęście nie mamy dzieci, chociaz on bardzo chce, jak się już pogodzimy. Ale ja nie czuję się ani kochana, ani szanowana, ani bezpieczna na tyle żebym mogła chciec z nim dziecka.Teraz jeszcze mogę zacząć wszystko od nowa, a mając dziecko to już wszystko nie jest takie proste. Zanim weżmiecie ślub to 10 razy sie zastanówcie, a jeżeli pojawi sie jakas nawet najmniejsza wątpliwość to poczekajcie, nie róbcie tego. My byliśmy para 6 lat i wzięliśmy ślub, niby znamy sie bardzo dobrze a jednak mieszkając razem okazuje sie, że umiesz liczyć to licz na siebie, jak sobie nie zrobisz zakupów to nie będziesz miała co na obiad zjeść, bo mąż nie pomyśli nawet żeby Ci zrobic kanapke jak wrócisz o 19 do domu, a on jest w nim od kilku godzin.Przykre ale prawdziwe:((((

Autor: novaja  13.08.2010 zgłoś

Po ślubie zazwyczaj zmienia się nazwisko! Należy dopilnować związanych z tym formalności. Tu z pomocą przychodzi nam serwis novaja.pl. Jest to jedyna tego rodzaju e-usługa w polskim internecie, dzięki której można zaoszczędzić wiele godzin na całym procesie zmiany nazwiska. Pakiety novaja.pl zawierają wszystkie formularze jakie mogą być potrzebne młodej mężatce, dodatkowo, formularze te wypełnią się automatycznie (wszystkie jednocześnie), więc to już spora oszczędność. Poza tym w serwisie znajdziemy adresy naszych urzędów oraz instrukcje w jakiej kolejności optymalnie wymieniać dokumenty i jak załatwić daną sprawę. Bardzo pomocna usługa!

Autor: ALICJA W KRANIE BEZNADZIEII  16.08.2010 zgłoś

czytam wasze wypowiedzi i łzy lecą mi policzkach.....;( i nie tylko dlatego ze wam wspolczuje ale dlatego ze ja tez tego doswiadczam....;( mam dopiero 23 lata.... rok temu wyszlam za mąz i teraz z płaczem sama siebie pytam "dlaczego?":(((( kiedys bylo tak wspaniale......usmiechalam się na samą mysl o nim, byl dla mnie najwaspanialszym i najprzystojniejszym mezczyzna na swiecie, chwalilam się nim przed znajomymi, nie dostrzegalam zadnych wad, codziennie obejmowanie, czule slowka, wspolne spedzanie wieczorów...... w koncu zareczyny i slub...... i skonczyla się sielanka:( teraz wieczory spędzam juz samotnie przed telewizorem lub kompem i płacząc zadaje sobie pytanie "jak długo mam tak zyc?" nikt mnie nie rozumie.... dla mojego meza najwazniejsze jest piwko.... kiedy je ma nic sie nie liczy, codziziennie pije kilka piw, codziennie ma bombe, idzie z tego powodu spac, na drugi dzien kac a wieczorem powtorka.........i tak wyglada nasze zycie..... kiedy probuje z tym walczyc, cos zmieic obraza sie i uwaza ze sama robie problem..... a kiedy widzi ze jestem z tego powodu juz naparwde na skraju zalamania i groze odejsciem..maz obiecuje ze sie zmieni, przysiega, przeprasza, jest przez 2 dni kochany......... a pozniej znowu zaczyna się od 1 piwka wieczorem....... nie mam juz sily, co mi po jego obietnicach, co po przysieganiu....... teraz juz nawet nie łudze sie kiedy cos mi obiecuje...... chcialabym odejsc ale nie mam dokad;( mieszkamy w malym miescie, rodzice tak samo jak moj maz uwazają ze wyolbrzymiam problem z tym alkoholem, tesciowie tez nie widza problemu......... nie mam tu znjamowych, przyjaciol, nie wynajme mieszkania bo nie mam za co.....;( chcialabym zrobic ten krok i miec to wszytsko z głowy, chcialabym zeby pomogli mi rodzice ale na nikogo nie moge liczyc! ciezko mi z tym wszytskim sobie poradzic.... nawet nie wiem czy kocham mojego meza czy to juz tylko przyzywczajenie...... jestem w zwiazku a czuje sie tak strasznie samotna ze staje sie to nie do zniesienia;( ILE SAMOTNYCH WIECZORóW I NOCY MNIE JESZCZE CZEKA?;( placze z bezsilnosci;( i po cichu marze o kims kto naparwde bedzie mnie kochal, o kims kto mnie przytuli, pocaluje, wesprze, pocieszy, sprawi ze znowu zaczne sie usmiechac i cieszyc z malych rzeczy.......... najgorsze jest to ze wiem, ze jesli trafi mi sie taka okazja to zdradze mojego meza..... a z kolei ta mysl mnie przytlacza i przeraza;( bo jak rok po slubie mozna mylec i byc moze kiedys robic takie rzeczy? gdybym nie miala tego pieprzonego papierku z kosciola wszytsko byloby latwiejsze......... czuje jak wszytko mnie przerasta.... przesz to wszytsko widze tylko jedno rozwiązanie........... smierc....... niestety na to jestem zbyt mocnym tchorzem;(

Autor: martii  30.08.2010 zgłoś

Witam.. moje małżeństwo po ślubie stało sie gorsze.... koniec spacerów ciągłe kłutnie wypominanie... a już nie mówie o sferze intymnej.... sprzeczki szły o to ze wychodzi do kumpli wraca o 6 rano itp wyjechał do Anglii aby zarobić kase bo wzieliśmy kredyt na mieszkanie.... miał wrucić po miesiącu zjechać na tydzień nie wrucił powiedział ze wruci za dwa znowu nie i tak ciągle przedłuża jest pół roku jak jest za granicą i jeszcze nie zjechał ani razu do domu... heh niewiem co myśleć.... twierdzi ze chce zarobić.... ze tęskni... heh > naprawde szkoda kasy na ślub za te pieniądze było by co innego... a jak juz to malutkie przyjęcie dla najbliższych.....

Autor: martii  30.08.2010 zgłoś

jestem w małżeństwie po to aby być tak naprawde czyma mnie tylko papierek.... samotna... wracał z pracy ciągle był zmęczony poszedł spać i spał od południa do rana... jak nie spanie to siedział przed kompem... gdy kumple mu dali znać wychodził a jak mu niepozwoliłam to mi groził... lecz nic nie zrbił był wściekły... ile razy do niego podeszłam to mnie odepchnoł.... a mi leciały łezki... nie takiego życia chciałam... nie takiego małżeństwa.... dlaczego tak sie dzieje.. ?? naprawde mam dosyć i myśle o jednym.....

Autor: martii  30.08.2010 zgłoś

jestem w małżeństwie po to aby być tak naprawde czyma mnie tylko papierek.... samotna... wracał z pracy ciągle był zmęczony poszedł spać i spał od południa do rana... jak nie spanie to siedział przed kompem... gdy kumple mu dali znać wychodził a jak mu niepozwoliłam to mi groził... lecz nic nie zrbił był wściekły... ile razy do niego podeszłam to mnie odepchnoł.... a mi leciały łezki... nie takiego życia chciałam... nie takiego małżeństwa.... dlaczego tak sie dzieje.. ?? naprawde mam dosyć i myśle o jednym.....

Autor: natalia  24.09.2010 zgłoś

ja tez cos dodam od siebie otóz ja kocham swojegp meza i on kocha mnie ale nie jest tak jak na poczatku przed slubem jestesmy dopiero 2 lata po slubie a klutnie sa coraz czesciej niby raz sie pogodzximy i jest ok a za kilka dni znowu to samo to jest wszystko bez sensu bo zaczynam myslec ze tylkprzyzwyczajenie do siebie nas laczy i mimo ze mamy bardzo wiele wspolnego to coraz baerdziej czujemy zwykla rutyne to przykre ze cala magia gdzies sie traci . najbardziej boli mnie to ze maz mnie uderzyl w glowe chchialam zadzwonic po policje ale wiem ze moj synek wtedy by sie bardzo bal bo jest malutki ma dopiero 2,5 roczku i duzo rozumie ja juz nie wiem co mam o tym myslec . czasami wolalabym nie wychodzic za maz ale z drugiej strony zycie na kocią łape to nie dla mnie w sumie teraz to chyba tylko dla dzieci robimy zeby dorasły w "normalnej" rodzinie dorastały........ to jest bardzo przykre ze takie jest to zycie

Autor: magda  29.10.2010 zgłoś

Jestem po ślubie 4 m-ce a razem jesteśmy ponad 4 lata w tym 2 mieszkaliśmy ze sobą. Mój mąż ma swój charakterek (nie powiem że ja nie, bo ja też) i już nieraz go pokazał. Niedawno byliśmy za granicą i tam zaczął się coraz bardziej mi przeciwstawiać, pokazywać na co go stać, czego to on nie może zrobić. Myślałam, że po powrocie do domu się to zmieni ale jest tak samo albo jeszcze gorzej. Co nie powiem, to jest źle, zaraz się na mnie złości a od kilku dni jak wraca z pracy to się do mnie nie odzywa, mówi, że nie ma takiej potrzeby. Jest mi z tym źle, myślałam że w naszym związku po ślubie dużo się zmieni ale tylko na lepsze, myślałam że to tylko papierek i że będzie dobrze ale niestety przez ten papierek ja już nie wiem co mam robić, chciałabym z nim porozmawiać ale jak tylko zacznę, to on mnie nawet nie słucha, nie odpowiada, traktuje mnie jak powietrze. Często sama płaczę ale jego to nie wzrusza, ja go kocham i chciałabym, żeby było dobrze ale co ja mogę w tej sytuacji zrobić. Skończyły się czułe słówka, kocham Cię to już nie pamiętam kiedy mi powiedział. Może to głupie ale mi już chodzą po głowie myśli o rozwodzie, tylko ze po 4 m-cach to chyba trochę za wcześnie. Nie wiem co mam robić, proszę, doradźcie mi coś, nie wiedziałam, że ludzie tak szybko się zmieniają, zwłaszcza ze wydawało mi się, ze dobrze znam męża. Jeszcze i z teściowej jest niezła s..., jestem przecież niechcianą synową, na początku nie kazała mu do mnie przyjeżdżać ale on się jej sprzeciwił. Był taki kochany i w ogóle ale teraz to już brak mi słów, mam nadzieję, że coś się poprawi, bo ja mam już dość.

Autor: Krycha  30.10.2010 zgłoś

Madziu też to przerabiałam co prawda nie po czterech miesiącach ale... i co pomogło? ZASKOCZENIE. Tak zaskocz go! 1Wyjdz bez uprzedzenia wieczorem z domu- umów się z koleżankami na plotki, 2 Kiedy wróci do domu nie musi czekać codziennie pyszny obiadek, 3 Wieczorem po esemesuj z koleżankami i obowiązkowo je wykasuj:) bo kiedy sprawdzi Ci komórkę i nic nie zastanie to wyobrażnia zacznie działać i oto chodzi... Facet zacznie sie zastanawiać i trochę zazdrości nie zaszkodzi. Bądz stanowcza i zdecydowana bo jak będziesz ulegać to "wychowa" sobie Ciebie jak bedzie chciał! Cztery miesiace to baaardzo mało i wszystko da sie nadrobić! Nie daj się:) Trzymam kciuki!!

Autor: aga  31.10.2010 zgłoś

jestem 3 miesiące po ślubie i 6 lat w związku od roku mieszkamy razem ale mamy pewien jak dla mnie poważny problem.. brak seksu :( przed ślubem nie było fajerwerków 1- 2 x w m-cu on tłumaczył się że po ślubie wszystko się zmieni (w domyśle na lepsze) że przed boi się że wpadniemy i w ogóle się stresuje ale teraz to jest kompletna tragedia po tzw skonsumowaniu małżeństwa (niestety było ono parę dni po ślubie- mój mąż komentował to w ten sposób że musimy się kochać żebym się nie rozmyśliła bo małżeństwo nie jest jeszcze ważne - w sumie to odbierałam to jak żart ale teraz widzę że nim nie był) nic...staram się...namawiam... ale on ma zazwyczaj jakieś wymówki...no chyba że widzi że źle się czuje to wtedy zaczyna coś przebąkiwać ale zaraz to kwituje że widzi że nie mam ochoty to pewnie nic z tego dzisiaj nie będzie ... próbowałam z nim rozmawiać nic to nie dało - czuję się sfrustrowana i oszukana nie wiem co mam robić jeżeli miałyście podobnie to poradźcie co robić???

Autor: renii  25.11.2010 zgłoś

Witam:) Moje małżeństwo..hm...było pięknie w narzeczeństwie. Znaliśmy się bardzo długo bo ok.6lat w tym ponad 3 lata chodzenia ze sobą. Myślałam że połączyło nas przeznaczenie..wszyscy zazdrościli nam..mówili że jesteśmy dla siebie stworzeni. On nie był w moim typie (wygląd fizyczny) ale biło od niego to coś..czego nie było w innych facetach. Był czuły, troskliwy, opiekuńczy. Nie traktował mnie jak "lalki na pokaz". Dodam iż miałam za sobą dużo nieudanych i poważnych związków. Dostawałam kwiaty od niego, widzieliśmy się codziennie po kilka razy (dodam że pracowaliśmy w tej samej firmie). Przede wszystkim był skromny. Nie przypuszczałam jednak że okaże się po ślubie takim ignorantem. Wybuchy kłótni, dążenie do postawienia na swoim, ciągłe pretensje o byle co, wysokie wymagania, krytykowanie mnie przy swoim rodzicach. A gdzie ten facet z tamtych lat. Wolny czas woli spędzać przed komputerem, jakby nie miał o czym ze mną rozmawiać.Zero czułości, sex to już nie to co kiedyś.. muszę sama prosić się. Czasami czuje się nieatrakcyjna, ponura i wciąż chodzę zapłakana.Zastanawiam się dlaczego się wpakowałam w takie bagno. A skąd mogłam wiedzieć...myślałam że go znam:(

Autor: aneta  08.02.2011 zgłoś

Tak czytam wszystkie wypowiedzi i zazdroszcze tym wszystkim ktorym jest dobrze..Ja jestem 3m-ce p slubie i juz zaczynam narzekac:/ u mnie tez skonczyly sie czulosci i spacery i inne przuyjemnosci , teraz sie mijamy i nawet nie mamy czasu na sex.Moze to glupie ale nawet nieumiemy ze soba rozmawiac:/ coraz czesciej mysle o odejsciu moze to ruszy mojego meza i zacznie sie bardziej starac o mnie..Co o tym mslicie??

Autor: lenovo  12.02.2011 zgłoś

życie po ślubie mam 28 lat moja zona 22 jesteśmy 8 miesięcy po ślubie i to najgorsze 8 miesięcy w moim życiu żałuje tej decyzji cały czas przed ślubem było wszystko jak w bajce. mieszkamy z moimi rodzicami którzy nie pracują zostali zwolnienie z pracy z powodu upadku zakładu. po ślubie zona pokazała co potrafi na początek miałem zapowiedziane zero kontaktów z moim bratem i bratową oczywiście mam rozum i jej warunek wyśmiałem póżniej chciała się przeprowadzić do mamusi a mojej teściowej powiedziałem jej ze jeśli chce to może iść a ja z domu się nie ruszam nie po to rodzice całe życie na mnie kładli pieniądze a ja miałbym teraz ich porzucić i zostawić bez środków do życia , mamy dwa auta jeśli rodzice gdzieś jadą moim to oczywiście zaraz zaczyna sie konflikt dlaczego jezdzą a nie tankują co nie jest prawdą bo tankują od czasu do czasu jak wraca z pracy zawsze coś jej nie pasuje ze jeszcze obiadu nie ma ze musi sobie go podgrzać aż mnie szla,,,, trafia a póżniej pyta sie mnie dlaczego mam zły humor na kazdym kroku szuka konfliktu z moimi rodzicami bo jak to kiedys powiedziała była by nikim jak by sie dała teściowej rady. zastanawiam się dlaczego jeszcze z nią jestem jedyny powód to chyba to ze jest w 4 miesiącu ciąży i chyba to jedyny powód a czy i jak długo tak jeszcze wytrzymam to nie wiem i żałuje tej decyzji

Autor: Rybka Zwana Wandą  18.03.2011 zgłoś

Nie jestem jeszcze po slubie ale mieszkam z moim narzeczonym, mamy 9 mies. syna i nie zamierzam brac slubu!! Otoż moj narzeczony juz zmienil sie o 1000% na gorsze!! A do Tego jego matka Wtrąca sie do wszyskiego, nawet do tego jakie skapety kupic dla jej synusia!!! Co za baba!!!

Autor: mąż  24.03.2011 zgłoś

oj u mnie zmieniło sie bardzo dużo żona nie lubi moich rodziców wiecznie jakieś problemy, nie lubi mojego brata i bratowej na dzień dobry dostałem zakaz ich odwiedzania :) ale dobrze ze stosunki rodzinne na razie stawiam na pierwszy plan i nie dałem się podporządkować ale jak długo tak wytrzymam to nie wiem bo już mi nerwy nie wytrzymują. gdyby nie to ze spodziewamy sie dziecka to nie wiem czy to małużeństwo nie było by do tej pory przeszłością a dodam ze jesteśmy po slubie tylko 9 miesiecy i takie jazdy mam :(

Autor: stokrotka  26.03.2011 zgłoś

Masakra ludzie, co tu piszecie !!! przeczytałam wszystkie posty i jestem...w szoku, jak takie sytuacje maja miejsce ?! że przed ślubem bajka, a po ślubie piekło. Małżeństwo to ciężka praca - obustronna praca i to przed ślubem przyszli małżonkowie powinni sobie uświadomić, w myśl słów Jana Pawła II : "wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali". Te słowa zobowiązują każdego, indywidualnie do pracy nad sobą i pracy dla drugiej osoby. Bo jeśli obie strony się starają nie ma innej możliwości jak udane i szczęśliwe małżeństwo.

Autor: Dianulka :)  05.06.2011 zgłoś

Moje kochane, zapomniane Księżniczki! To, że jesteście tutaj na tej stronie, to nie znaczy tylko: jest źle. To znaczy, że Wy nie chcecie, żeby tak było. A TO JUŻ JEST PIERWSZY KROK do poprawy sytuacji - chęć. Naprawdę. Zaraz zobaczycie. Zacznę tak: Wiele z Was pisze, że czeka na jakąś poprawę. Dziewczyny, nie czekajcie! Sama nie przyjdzie! Kochane, zbierzcie w sobie wszystkie siły. Bądźcie zdeterminowane i nastawione, że się uda. Wasi mężowie musieli Was na początku choć "trochę" kochać - rozpalcie tę iskierkę, która kiedyś się tam tliła! Przecież rozpaliłaś tę iskierkę, gdy nawet Go nie znałaś! Teraz już wiesz, jaki jest, jak reaguje, co może na Niego zadziałać. Więc teraz masz jeszcze większy arsenał! :)) Zaplanuj sobie to przedsięwzięcie. Będzie ciężko, będzie trudno, będą chwile zwątpienia i małych porażek - ale gdy zobaczysz, ile udało Ci się zmienić, o ile lepiej jest teraz, niż było wcześniej - poczujesz satysfakcję i radość z coraz lepszego przeżywania małżeństwa :) Przecież potrafisz to zrobić. My kobiety dysponujemy niesamowicie wrażliwym i czułym sercem, ale gdy pojawi się problem, na przykład choroba dziecka - przyznajcie - jesteście gotowe WSZYSTKO poświęcić, nawet w chwili zwątpienia WALCZYCIE i NIE DACIE ZA WYGRANĄ. Dlaczego nie zbierzecie tych swoich sił i nie zaczniecie tak wytrwale walczyć z chorobą Waszego małżeństwa? Pamiętajcie, że tą chorobą "zarazi się" Wasze dziecko. Nie dopuśćcie do tego! Rozpisałam się, przepraszam, ale buntuje się we mnie moje serce, kiedy czytam o Waszych rozterkach. Tak bardzo chciałabym Wam pomóc.... I myślę, że znam kierunek, w którym mogłybyście pójść. Nie powiem spójrz ile Ty robisz błędów, ile jest Twojej winy w tym wszystkim (choć często na pewno tak jest). Powiem z innej strony. Przyjrzyj się sobie. Swoim pragnieniom, marzeniom, jak Ty chciałabyś, żeby wyglądało małżeństwo z Twoim małżonkiem. Przecież w tym małżeństwie nie chcesz być egoistką, byłabyś zdolna do poświęceń. Doceń siebie. Ogromnie polecam każdej z Was książkę "Urzekająca" J.S. Eldredge. Spójrzcie z tej strony. Nie zamykajcie się z Waszymi problemami, działajcie! Niech ta książka będzie Waszym motywatorem do działania:) A gdy przeczytacie, podsuńcie ją Waszym mężom ;)) Kobitki, to jest Wasze życie! Działajcie, nie macie nic do stracenia - a ile czeka do wygrania! :) Wiem, że wiele razy już próbowałyście. Ale tym razem spróbujcie to rozwiązać z tej strony. A nuż się uda...... http://dabar.pl/dbr/product_info.php/products_id/10380046 tutaj link z opisem książki Kochane, ściskam każdą z Was bardzo mocno! Wierzę, że Ci się uda! Ja jestem za! :))

Autor: wow  25.08.2011 zgłoś

a to niefart

Autor: Gośc  21.08.2011 zgłoś

Bzdura, bzdura, bzdura itd. Po około 26 godzinach od złożenia przysięgi małżeńskiej usłyszałam od mego lubego "a idź w ch.. bo nie chcesz się położyc spac (bez żadnych domysłów) bo postanowiłam po zakończonych poprawinach poprostu zrelaksowac się pisząc maile do znajomych którzy byli na weselu, i podziękowac im za wspólną zabawę. Tak poprostu :(, oczywiście luby poprawiał sobie nastrój alkoholem na poprawinach - ale chyba wiedział co mówi ??? Teraz śpi a ja się zastanawiam czy to wszystko miało jakiś sens. Przybliże nas staż związku: 10 lat znajomości; prawie 6 lat mieszkania pod jednym dachem; I CO WY NA TO ????? Alkohol rozwiązuje język prawda!!! Pytanie mam już zacząc żałowac??? Moja mama powiedziałaby w tym momencie: Widziały gały co brały!!!!! A propos wcześniej przez 10 lat nie usłyszałam czegoś takiego !!! PAPIER WSZYSTKO ZMIENIA !!!

Autor: nieszczęśliwy 28  04.09.2011 zgłoś

Ja jestem 2 lata po ślubie i uważam że popelniłem największy błąd w życiu, już przed ślubem nam się nie ukladalo, ja nie zrobiłem tego co moja chciała albo nie było po jej myśli to oczywiście kłótnie i zazwyczaj o pierdoly.Nie w glowie było mi się klocić szkoda życia i często ja przepraszalem( głupi byłem) doszło do tego że byłem obwiniany za wszystko co się dzialo.Żona przyjęła moje i swoje nazwisko by zrobić mi chyba na zlość.W marcu byliśmy w poradni małżeńskiej myślałem że zmienilo się na lepsze ale ostatnio znowu się zaczyna.Powoli mam dosyć ,czy tak wiele chcę od życia , trochę spokoju i osoby z którą mógł bym go dzielić.Wiem że sa lepsze i gorsze dni ale w moim życiu jakoś jest chyba więcej gorszych, jak ostatnio podkreślila moja mama że ja to chyba nie wiem jak szczęście wygląda.Czytam wasze opinie dziewczyny i jest mi przykro że na takie kanalie trafiłyście.

Autor: justi  12.11.2011 zgłoś

Witam wszystkie mężatki! Ja jestem pół roku po slubie i w moim przypadku zmieniło się na gorsze, nie jestem szcześliwa w małżeństwie czuje sie jak niewolnica. Mąz w niczym mi nie pomaga a jak coś chce to musze wymusic to od niego, wogóle sie nie angażuje w nasze małżeństwo. Nie widzi moich potrzeb a swoje zaspokaja na 100%. Nie wiem co o tym mysleć, nie tak to sobie wyobrażałam a napewno nie tak szybko po slubie. Kocham go i on mnie też ale ja nie potrafie tak żyć i żałuje że wogóle podpisałam TE papierki. Nie ma dnia zebym nie żaałowała swojego czynu.:(

Autor: wiśnia  14.11.2011 zgłoś

Witam, Ja jestem tez pół roku po slubie, ale razam żyjemy i mieszkamy pięć lat. W naszym zyciu były momenty piekne i romantyczne ale tez i takie że rozchodziliśmy się ale nie na długo zawsze wracaliśmy do siebie. Na poczatku jak w większości przypadków było jak w bajce. Niewierzyłam że coś takiego może mnie spotkać bo przed naszą znajomościa moje zycie było dośc skomplikowane, straciłam zaufanie do facetów. Jeden mnie zdradzał inny zostawił z długami nie miałam juz najmniejszej ochoty na kolejny związek. W najmniej oczekiwanym momencie pojawił sie mój mąż. Był zupełnie inny. Robilismy rzeczy sponaniczne, rozmawialiśmy do bałego rana i zawsze mieliśmy o czym, potrafił jechac z drugiego konca polski tylko po to aby przywieść mi kwiaty. Czułam sie doceniona i kochana to był najpiekniejszy czas w moim życiu. Kilka lat mineło a ja chciałam postawić kolejny krok w naszym zwiazku bo skoro sie tak kochamy i mieszkamy razem to dlaczego tego nie przypieczętować i tu zaczał się mój pierwszy problem. Okazało się ze jemu jest tak wygodnie. (jest po rozwodzie)i odniosłam wrazanie ze taki lużny zwiazek bez zobowiązań jak najbardziej mu pasuje. W koncu sie ożenił ale to tylko dlatego że ja naciskałam. Niestety pużniej pojawił się kolejny problem-zapragnełam miec dziecko no bo przecierz to sie wiąze z założeniem rodziny to mi powiedział zebym sobie znalazła kogos kto mi je zrobi bo on juz swoje dzieci ma i nie ma zamiaru jebac na mnie i jeszcze na dziecko( zapomniał ze ja tez pracuje). Nie jestem już młoda. Skonczyłam 30lat. Nie czuje sie jednak zrealizowana ani jako żona ani jako matka. Mój mąż wogóle nie kocha sie zemną. Rozmawiałam z nim nie raz i zawsze miał jakies wytłumaczenie, że jest zmeczony lub ze ma problemy i to mu teraz zaprzata głowe. Z poczatkiem naszej znajomości na wszystko sie godził. Myśąle, ze niebawem spotkamy sie w sądzie. Bardzo kocham swojego męza ale nie chce do końca zycia zostać niezrealizowana i znów mieć poczucie ze mnie oszukano. wiśnia

Autor: Kaśka S.  24.11.2011 zgłoś

Mam 23 lata, w sierpniu tego roku wyszłam za mąż. Planowaliśmy go już 1.5 roku temu, ale przez cały ten czas miałam wątpliwości, po cholere mi ten ślub? no ale jak powiedzieć o tym rodzicom... i stało się. Mieszkam z mężem u jego babci i rodziców. Kłócimy się po ślubie tak samo jak i przed, on uważa że to ja powinnam wszystko co jest potrzebne do domu kupywać, ale za moje pieniądze (pomimo tego że on też pracuje). Czasami jak wracam z pracy, to chciałabym skręcić i jechać jak najdalej... Chciałabym cofnąć czas, nie zgodziłabym się na to, może za jakieś 5 lat.

Autor: Lauren  01.12.2011 zgłoś

Jesteśmy 3 miesiące po ślubie, szybko zaszłam w ciążę i równie szybko mi ją usunięto (poza maciczna)...trudne chwile zbliżają, ale nie nas... brak seksu, kłótnie o błahostki, w końcu pytanie co ci daje ten papierek??? mi stabilizacje, stan wyższego wtajemniczenia w związek że tak powiem....dla niego?...to tylko papier...wygląda na to, że ślub był piękny, wielkie marzenia.. ale tylko po to, żeby mi sprawić przyjemność..przykro mi... teraz są kłótnie, ciche dni... ciężko się porozumieć... czuję się oszukana... wspólnie podejmowaliśmy decyzje, chcieliśmy tego... teraz słyszę, że jednak nie... to jak dostać w twarz, gdy czujesz się szczęśliwa i wiesz, że możesz góry przenosić... kubeł zimnej wody... gdyby przemyślenia nad sensem małżeństwa poruszył wcześniej...zanim się oświadczył i miał wielkie plany... nie zgodziłabym się.. nie za cenę słuchania jak to instytucja małżeństwa jest dinozaurem w tych czasach...to takie nie modne.... nie życzę wam drogie panie takich partnerów..

Autor: agniechhha  04.12.2011 zgłoś

do Agi . czytajac twoja wypowiedz jakbym widziala swoja sytuacje w domu! mam identycznie ... zastanawiam sie tylko ile jeszcze zosatło do konca mojego zwiazku i kto z nas podejmie decyzje o rozstaniu ? to tylko kwestia czasu :( mam 2 dzieci . 6 letni staz malzenstwa i 28 lat a czuje sie jakbym miala conajmniej 60 !!! Duszę sie w tym zwiazku ! jedyne co mi przychodzi na myśl to pytanie o to dlaczego zdecydowałam sie na za mazpojscie ?? bardzo tej decyzji zaluje ...

Autor: P@ulin@  29.12.2011 zgłoś

ja jestem pół roku po ślubie i niestety muszę stwierdzić że zmieniło się na gorsze. coraz częstsze wypominki o byle co, brak czułości, zero jakiego kolwiek romantyzmu. oczywiście jak męża w majtkach przyciśnie to wie jak się uśmiechnąć... czasami nawet się zastanawiam czy jak teraz bym rozważała sprawę ślubu to czy bym się na to zgodziła. raczej nie. tęsknie za tym człowiekiem którego poznałam i z którym tak bardzo się kochałam przed ślubem. był naprawdę cudownym mężczyzną. wszyscy mi go zazdrościli a teraz jakbym powiedziała im jaki jest to pewnie by już tak nie było.

Autor: ,,,  12.02.2012 zgłoś

,,,

Autor: Majusia  12.02.2012 zgłoś

A u mnie wszystko zmieniło się na lepsze (może poza finansami z powodu większych wydatków) w kwietniu miną 2 lata od tego pięknego dnia i jest coraz piękniej :) Z całego serca życzę Wam wszystkim tego samego.

Autor: żal  06.04.2012 zgłoś

widzę, że grono osób, które twierdzą, że po ślubie większość zmienia się na gorsze jest spore...i ja się do niego dołączam ;-(( STAŻ: 3 lata przed ślubem, 6 lat po ślubie DOROBEK: dwoje świetnych dzieciaków i cała masa obowiązków.. UWAGI: brak czasu dla NAS, brak wspólnych rozmów, brak wieczornego popijania wina przy byle jakim filmie, brak przytulania, brak zabiegania o siebie - nawet jeśli ja to robię to On korzysta pełnymi garściami, a ja mam nic...., Gdy zaczynam temat, że coś się psuje, że powinniśmy bardziej pielęgnować nasz związek...on tego nie widzi, mów, że ja też już nie przytulam, nie zabiegam.... Coraz częściej myślę o ZDRADZIE!! Dla czystej przyjemności fizycznej i duchowej - może ktoś inny będzie się starał... Tylko dzieci mnie powstrzymują przed tym pomysłem - za duża krzywda i strata jeśli by się wydało. Więc pozostaje zacisnąć zęby, gotować dobre obiadki i prać, sprzątać..... MIŁOŚCI NIE MA TO CHEMIA, KTÓRA ZNIKA PO ŚLUBIE!!!!

Autor: nata  12.05.2012 zgłoś

beznadzieja, jestem 3 lata po slubie hehe i gdybym teraz miała brać ślub..nigdy w zyciu.. to juz nie jest to samo i nigdy nie bedzie..

Autor: monika  21.05.2012 zgłoś

Ja mam 21 lat mąż 25, jesteśmy rok po ślubie jestem w 3 miesiącu ciąży( dziecko bardzo chciane i planowane . zamieszkaliśmy ze sobą po ślubie ,ślub był kościelny . Jestem bardzo szczęśliwą mężatką , mamy taki krótki staż , że narazie się docieramy i to nie jest tak że po ślubie się już tak nie stara . Jest prawdą że przed ślubem w narzeczeństwie było inaczej żeśmy pozwalali sobie na wyjazdy restauracje dostawałam mnóstwo kwiatów , bez okazji z okazją . było inaczej napewno .tylko że po slubie czlowiek zaczyna naprawdę dorosłe życie nie mam męża tak często dla siebie, jak kiedyś. pracuje 9, 10 godzin codziennie wraca to wiadomo drzewo do wyrobienia trawa do koszenia , bo mamy wielkie podwórko remont w domu , i to jest normalne że zmienia się po ślubie, i jak sobie pomyślę , że miałabym mieć pretensje o to że stara się dla mnie dla naszego maleństwa , żebym miała wszystko i jeszcze najlepiej żeby na ręcach mnie nosił to chore. nie powiem wieczorem świeczki zapali przytuli się , kwiaty też dostanę , ale bardziej liczy się ten tulipan zerwany z ogródka , jesteśmy małżeństwem a ostatnio mąż nawet do mnie zadzwonił żebym była ładnie ubrana jak wróci i zabrał mnie na randkę , Jest ta miłość , te piękne chwile . ale też są nerwy stresy , kłótnie po prostu jest życie .

Autor: Kati  04.07.2012 zgłoś

żal.... dokładnie widze siebie:(i proszę i probuje i nic:(i gadka ze przesadzam...juz nie mam sily

Autor: CALINECZKA  08.12.2012 zgłoś

JA JESTEM PO SLUBIE CZTERY LATA I MOJE ZYCIE JEST DO BANI TYLKO JEST PYTANIE NA CO WYDALAS KASE NIE CHCE MARNOWAC ZYCIA NA TAKIE PYTANIA A MAM DOPIERO 27 LAT

Autor: bandziorka  16.08.2013 zgłoś

Drogie kobity! Przykro mi to pisać, ale każdy ma to, na co sobie pozwala. W pierwszym poważnym związku byłam ponad 3 lata - zakończył się z hukiem - ta druga była w ciąży. Szybko zauważyłam, na jak wiele rzeczy przymykałam oko i pozwalałam się oszukiwać z nadzieją, że to się kiedyś zmieni. W kolejnym związku w wielu kwestiach stawiałam sprawę jasno - mówiłam na czym mi zależy i jak wyobrażam sobie wspólne życie. Każdą niezgodność omawialiśmy do bólu. Po 5 miesiącach zamieszkaliśmy razem, po czterech latach wzięliśmy ślub (każdemu polecam taki 4-letni teścik ze wspólnym mieszkaniem;)) I jest super. Także można? Można. Trzeba tylko wiedzieć, czego się chce i o tym mówić, a nie żyć bajkowymi wyobrażeniami na temat tej drugiej osoby.

Autor: bandziorka  16.08.2013 zgłoś

Drogie kobity! Przykro mi to pisać, ale każdy ma to, na co sobie pozwala. W pierwszym poważnym związku byłam ponad 3 lata - zakończył się z hukiem - ta druga była w ciąży. Szybko zauważyłam, na jak wiele rzeczy przymykałam oko i pozwalałam się oszukiwać z nadzieją, że to się kiedyś zmieni. W kolejnym związku w wielu kwestiach stawiałam sprawę jasno - mówiłam na czym mi zależy i jak wyobrażam sobie wspólne życie. Każdą niezgodność omawialiśmy do bólu. Po 5 miesiącach zamieszkaliśmy razem, po czterech latach wzięliśmy ślub (każdemu polecam taki 4-letni teścik ze wspólnym mieszkaniem;)) I jest super. Także można? Można. Trzeba tylko wiedzieć, czego się chce i o tym mówić, a nie żyć bajkowymi wyobrażeniami na temat tej drugiej osoby.

Autor: bandziorka  16.08.2013 zgłoś

Drogie kobity! Przykro mi to pisać, ale każdy ma to, na co sobie pozwala. W pierwszym poważnym związku byłam ponad 3 lata - zakończył się z hukiem - ta druga była w ciąży. Szybko zauważyłam, na jak wiele rzeczy przymykałam oko i pozwalałam się oszukiwać z nadzieją, że to się kiedyś zmieni. W kolejnym związku w wielu kwestiach stawiałam sprawę jasno - mówiłam na czym mi zależy i jak wyobrażam sobie wspólne życie. Każdą niezgodność omawialiśmy do bólu. Po 5 miesiącach zamieszkaliśmy razem, po czterech latach wzięliśmy ślub (każdemu polecam taki 4-letni teścik ze wspólnym mieszkaniem;)) I jest super. Także można? Można. Trzeba tylko wiedzieć, czego się chce i o tym mówić, a nie żyć bajkowymi wyobrażeniami na temat tej drugiej osoby.

Autor: gość  28.08.2013 zgłoś

jest super

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu