Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Punkt widzenia

07.05.2007 | 545 opinii czytelniczek

Na kocią łapę - czy warto?

Ten temat podsunęłyście same, drogie Czytelniczki, dyskutując wielokrotnie w komentarzach pod artykułami i wymieniając swoje spostrzeżenia. Dlatego w tym tygodniu chcemy Was zapytać (również Czytelników): co sądzicie na temat wspólnego mieszkania z partnerem bez ślubu? Jakie są Wasze doświadczenia – czy jesteście bądź byliście w takiej sytuacji? Jeśli tak, to czy była to dobra decyzja i związek przetrwał próbę czasu? Jak decyzję o wspólnym zamieszkaniu bez ślubu przyjęła rodzina?

Obecnie coraz więcej par decyduje się na zamieszkanie razem, zanim się pobiorą. Argumentują, że najpierw trzeba się poznać w codziennym życiu, od każdej strony, a dopiero potem podejmować tak poważną decyzję, jaką jest zawarcie małżeństwa. Czy zgadzacie się z tą opinią, czy należycie może do tej grupy, która sądzi, że nie można być razem „na próbę”, z „ograniczoną odpowiedzialnością”, bo nie na tym polega prawdziwy związek? Podzielcie się swoją opinią.
Ewa Parol
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor:  23.07.2007 zgłoś

gratuluje rozwalenia malzenstwa

Autor: nikita  11.05.2007 zgłoś

PRZEZNACZENI, TO KATOLICKI CZYLI CHRZEŚCIJAŃSKI PORTAL, POLECAM GO WSZYSTKIM KTÓRZY CHCĄ ZAWRZEĆ NOWE PRZYJAŹNIE ALBO POZNAĆ KOGOŚ NA CAŁE ŻYCIE:)). PREZENTUJE WSPANIAŁE POGLĄDY:) JEST NIESAMOWITY W DOBIE KONSUMPCJI, ROZWODÓW, NIEUPORZĄDKOWANEGO SEKSU, ŻYCIA NAD STAN, W DOBIE LAICYZACJI ŻYCIA ORAZ IGNOROWANIA WARTOŚCI CHRZEŚCIJAŃSKICH I POSTĘPOWANIA JAKBY BOGA NIE BYŁO...........POLECAM GORĄCO I POZDRAWIAM WSZYSTKICH!!!!!!:))))

Autor: nicka32  08.09.2007 zgłoś

Witam! Wspólne mieszkanie na kocią łapę, to świetna sprawa zeby poznać sie blizej i sprawdzić się,czy to jest ta właściwa osoba. Dlatego gdybym mogła cofnąć czas z pewnością bym tak zrobiła. Jakieś 15 lat temu nie było to do przyjęcia,ale dziś to sprawa normalna. Obecnie jestem po rozwodzie i mieszkam sobie bez slubu. Nie mam ochoty ani zamiaru tego zmieniać;-) Papierek do szczęścia nie jest mi potrzebny;-) A szczęśliwy chce być kazdy z Nas! Poza tym facet po ślubie nie stara się już o względy swojej partnerki! Wydaję się mu,że jego rola się skończyła, a to błąd!

Autor: Temptation  11.05.2007 zgłoś

" Wspaniałe" poglądy, czytać poglądy Nikity, i nie nazywaj tego portalu ogólnie chrześcijańskim tylko katolickim, np. ani protestanci, ani prawosławni nie widzą problemu w antykoncepcji.

Autor: ona  11.05.2007 zgłoś

Jestem razem z moim chłopakiem 6 lat od 2 mieszkamy razem. Dopiero jak zamieszaliśmy razem lepiej sie poznaliśmy i żyjemy jak prawdziwa para ale bez ślubu. Dla mnie takie życie na kocia łapę jest świetną okazją do lepszego poznania się i wg mnie nie jest niczym złym.

Autor: Temptation  10.05.2007 zgłoś

Czyli Twoim zdaniem, INKA, ja tracę czas? Nie rozumiem.

Autor: ciekawy  12.05.2007 zgłoś

Monik napisała: "bez porownania wiecej statystycznie jest rozwodow miedzy partnerami ktorzy mieszkali razem bez slubu a pozniej zawarli zwiazek malzenski-to fakt i nikt tego nie moze zaprzeczyc." Byłbym bardzo wdzięczny za ujawnienie źródła tej informacji.

Autor: Ewa  12.05.2007 zgłoś

do magdass A SKĄD TY WIESZ CO SIĘ PODOBA BOGU??? TAKA JESTEŚ WSZECHWIEDZĄCA? CZY MOŻE OPIERASZ SIĘ NA OPINII KOŚCIOŁA, KTÓRY CIĄGLE ZMIENIA ZDANIE W RÓŻNYCH KWESTIACH (NP. MAŁŻEŃSTWO PRZEZ DŁUGI CZAS W OGÓLE NIE BYŁO SAKRAMENTEM - PROPONUJĘ SIĘ DOKSZTAŁCIĆ W TEJ DZIEDZINIE). JA JESTEM PRZEKONANA, ŻE BOGU PODOBA SIĘ MIŁOŚĆ, BO JEZUS UZNAŁ ZA NAJWAŻNIEJSZE PRZYKAZANIE MIŁOŚCI. BOGU ZAPEWNE Z RADOŚCIĄ PATRZY NA KAŻDĄ SZCZERZE KOCHAJĄCĄ SIĘ PARĘ DOBRYCH I UCZCIWYCH LUDZI. WIĘC DAJ SOBIE SPOKÓJ I NIE OBRAŻAJ KOBIET, KTÓRE KOCHAJĄ, CHOĆ MAJĄ INNY NIŻ TY ŚWIATOPOGLĄD I CHCĄ ŻYĆ PO SWOJEMU. W TWOIM MNIEMANIU SZANUJĄCE SIĘ KOBIETY TO TE, KTÓRE DO ŚLUBU IDĄ W CIĄŻY ALBO WYCHODZĄ ZA MĄŻ DLA PIENIĘDZY (EUFEMISTYCZNIE NAZYWA SIĘ TO "STABILIZACJA"). ŻONA=KOBIETA CNOTLIWA. ROZEJRZYJ SIĘ DOOKOŁA KOBIETO I NIE WYPISUJ BREDNI, A PRZEDE WSZYSTKIM - NIE OCENIAJ, BO NIKT NIE DAŁ CI DO TEGO PRAWA.

Autor: xxx  10.05.2007 zgłoś

do hanka82 O ślub zabiegają i dążą do niego na ogól osoby niepewne swoich partnerów, które koniecznie chcą ich w jakiś sposób ze sobą związać.

Autor: kate  12.05.2007 zgłoś

DO MAGDASS "Kobiety, które się cenią" to, jak rozumiem te, które mówią: "nie będę dla Ciebie gotowala, prasowala i sprzątala dopóki mi nie zaplacisz z góry , tzn. się ze mną nie ożenisz. Wtedy będę pewna że mnie nie zostawisz i będę miala dostęp do twojej kasy, na wszelki wypadek, gdybyś jednak zechcial mnie zostawić" Na to wychodzi. Taki obraz dają wypowiedzi bojowniczek o ślub. Wspólczuję. Dla mnie te "ceniące się kobiety" to zwykle egoistki, które nie znają smaku prawdziwej milości i szczerego bezwarunkowego oddania drugiemu czlowiekowi. Wspólne życie we dwoje to nie transakcja, nie trzeba podpisywać umowy. Chyba że brakuje uczucia. Wtedy pozostaje już tylko podpisany papier i metalowe kajdanki na palcach.

Autor: facet  17.05.2007 zgłoś

Mężczyźni wolniej dojrzewają do poważnych deklaracji, i często mylą fascynację z miłością. Jak już kochają to szczerze i nie ważne, co inni powiedzą na temat ich życia. Ja jestem za prawdziwym uczuciem bez względu na to, czy to po bożemu czy nie. Przecież życie we dwoje to sprawa tychże osób a nie opini publicznej, która lubi konentować Kto z kim, gdzie i jak, - zwłaszcza interesuje to, tych zagorzałych katolików, cudze "grzechy" to interesujący materiał na dyskusję dewotek. Pozdrawiam wszystkich prawdziwie kochających!

Autor: Frogie  17.05.2007 zgłoś

Ktoś tu widze podkłada się pod Delfinę.. Św. Magdalena nie była ladacznicą i twierdzę tak nie po lekturze Kodu Leonarda da Vinci.. Kościół już w latach 60-tych XX wieku przyznał, że Św. Maria Magdalena nie była, tak jak wcześniej utrzymywano, ladacznicą.

Autor: pomyślałam  10.05.2007 zgłoś

Chyba mylimy pojęcia. Życie ze ślubem czy też bez utorzsamiane jest z byciem razem na serio i na próbę. Czym innym jest związek bez zobowiązań - w każdej chwili można go zakończyć bez konsekwencji. Najczęściej jednak oczekiwania dwóch stron są różne, stąd wiele cierpienia i nieporozumień. Czym innym jest związek bez ślubu, czyli bez formalnego potwierdzenia faktu, że jest się rodziną. Brak ślubu nie oznacza automatycznie braku odpowiedzialności, zaangażowania i chęci tworzenia czegoś razem. W przypadku ludzi wierzących ślub jest oczywistym "przejściem do następnego etapu" po okresie narzeczeństwa, czyli jak by nie było okresie podejmowania decyzji czy na pewno. W przypadku ludzi niewierzących ślub może być postrzegany jako niepotrzebna formalność - dlaczego mam obiecywać cokolwiek pani w USC? Tak samo mogę podjąć moje zobowiązania do drugiego człowieka samodzielnie, bez świadków z zewnątrz. Czy wywiążemy się z tych zobowiązań zależy od nas, a nie od pani z USC.

Autor: Lena  18.05.2007 zgłoś

Ze ślubem...bez ślubu... Według moich spostrzeżeń,doświadczeń...życie bez ślubu ma dobre strony,jeśli mieszka się z facetem,np.studiując razem w innym mieście.Poznajemy standardowe anwyki kobiet i mężczyzn,uczymy się dzielenia obowiązków,uczymy się kompromisów,"trudnej" ;) sztuki porozumiewania się :)... doświadczenia nabyte w taki sposób są przydatne w życiu późniejszym.Jeśli chodzi o poważniejsze związki,planowanie życia razem...do niedawna jeszcze byłam negatywnie nastawiona do instytytucji jaką jest małżeństwo-chyba jednak dorosłam.Małżeństwo niby nic nie zmienia ale jakoś tak wg mnie utrwala związek.Jeśli jest to świadoma decyzja,decyzja przemyślana,to dlaczego nie zalegalizować związku?Wówczas wszystko co robimy robimy razem,dla siebie,rodziny.Wspólnei planujemy,pracujemy,dzielimy się obowiązkami...takie wspólne działania na rzecz wspólnego dobra chyba przybliżają ludzi do siebie :) Ludzie,którzy żyją na kocią łapę /nie neguję tego/ prędzej czy później się rozstają,zdradzają...każdy żyje na własny rachunek pomino,że razem-nie mają zobowiązań względem siebie...mimo wszystko życzę udanych związków,bez względu na ich formę :)

Autor: slowian  10.05.2007 zgłoś

Nie ma tak. Wspolzycie przed slubem jest niedozwolone. Zdrada malzenska musi byc karana. (Ja wiem,ze ten wasz Jezus wybaczal cudzoloznicom.I teraz oni Polska rzadza).

Autor: slowian  10.05.2007 zgłoś

Dla mnie wy jestescie dziwkami. Takie zera niszczace Europe. Niedlugo tu przyjdzie Islam . Same sie o to prosicie lajdaczac sie z byle kim i majac po 1,2 dziecka. No to wymierajcie degeneraty.

Autor: afrooo  10.05.2007 zgłoś

decyzja o zamieszkaniu ze soba to nie decyzja o sprawdzaniu siebie - to decyzja o checi bycia razem juz tu i teraz. slub niczego zmienic nie powinien - podobno milosc w zyciu jest jedna wazna i najwazniejsza. Wiec kto mowi o sprawdzaniu. jesli sie kogos kocha to chce sie znim byc - bez wgledu na slub czy jegobrak. Ot co.

Autor: agus  10.05.2007 zgłoś

nie jestem radykalistka i jestem w stanie zrozumiec zarowno decyzje o zamieszkaniu przed slubem jak i "najpierw slub, pozniej wszystko wspolne", ale trzymam sie takiej mysli.. partner to nie towar, go sie nie sprawdza, nie bierze na probe, bedzie ok to biore, cos nie styka-wyrzucam.. a marzy mi sie to, zeby slub zmienial pewne rzeczy, zeby byl krokiem ku nowemu, przeniesiem panny mlodej przez prog, seks itp. a nie byl kolejnym dniem jak co dzien, bo w sumie wszystko bylo juz przed.

Autor: iza2007  08.05.2007 zgłoś

Ja jestem za! w moim przypadku jest podobnie.. Dla mnie to byla forma mhmm... testu..(?) proby.. Spotykalam sie z chlopakiem 2 lata, pozniej ze soba mieszkalismy bez slubu 1,5 roku a teraz mieszkamy nadal bedac juz w zwiazku malzenskim. Mysle, ze to dobra proba na sprawdzenie samych siebie. Moim zdaniem tylko wspolne mieszkanie pokazuje nasze charakterki.. zachowania itd, czyli czy naprawde do siebie pasujemy. :) pozdrawiam

Autor: agus  10.05.2007 zgłoś

MISIA wyrazila dokladnie to, o co mi chodzi.

Autor: WIOLETKA  10.05.2007 zgłoś

moim zdaniem mieszkanie bez slubu jest czyms cudownym i nie nalezy czekac do slubu czy ze slubem czy bez na to smao wyglada a jest poprostu cudnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! POLECAM

Autor: ciekawska  10.05.2007 zgłoś

agus a jak zmieni wszystko na gorsze? Co wtedy? Nie wiem dlaczego traktujesz mieszkanie ze soba jak jakies sprawdzanie sie nawzajem. Wedlug mnie to naturalne, ze jak ludzie sa ze soba to chca razem mieszkac i dzielic tez te problemy dnia codziennego.

Autor: królewna fiona  10.05.2007 zgłoś

do cezaria No ja wlaśnie to napisalam. Ja też żyję "na calość i do końca" bez ślubu.

Autor: xxx  10.05.2007 zgłoś

Racja.

Autor: ja  10.05.2007 zgłoś

Chciałam tylko powiedzieć, że to forum i wszystkie inne tutaj jest badziewiaście skontruowane (technicznie). Nie ma możliwości odpowiadania bezpośrednio do przedmówcy, tylko trzeba dawać nagłówek: do pani X, do pana Y. Beznadzieja. Naprawde nie macie lepszych informatyków? Niech ktos zrobi z tego drzewo!

Autor:  10.05.2007 zgłoś

do Gabi: piszesz że jak pojawi się dziecko to powinno sie zalegalizować związek żeby tworzyć "prawdziwą rodzinę" - a czym jest prawdziwa rodzina?? o jej prawdziwości świadczy tylko ślub?? tata mieszkający z mamą i dzieckiem ale nie będący oficjalnie mężem mamy jest gorszy?? szczęśliwe dziecko ze szczęśliwymi rodzicami nie będącymi małżeństwem jest drugiej kategorii?? czasy bękartów już dawno minęły... jako dziecko wolałabym żeby moich rodziców łączyła prawdziwa miłość, szacunek i zaufanie niż tylko ślub niepoparty niczym innym. Rozejrzyj się wokół ile jest rozwodów a ile jest rozstań wieloletnich związków partnerskich.

Autor: annamaria12  08.05.2007 zgłoś

to bardzo dobra forma sprawdzenia czy ludzie się kochają i czy potrafia się zaakceptować w każdej sytuacji(nie tylko w chwilach zauroczenia)Zycie we dwoje nie jest latwe szczególnie jeśli dotyczy to osób doroslych(50-latków i 60-latków -jestem w takim związku od stycznia 2006)Bywa różnie??!!! Caly czas trzeba pamietać o dokonanym wyborze tj.czy tego w mym życiu pragnęlam i czy jestem szczęśliwa ? zgoda , że rozmowa to cement związku ale czasem są dni szczególnie po spięciach że milczę i to jest wlaśnie dobry czas na analizę związku.Najważniejsze być sobą i nie robić niczego na silę!!warto być tylko z osobą do której żywimy szczere uczucie ale bez wzajemnego szacunku i bez zaufania chyba nie!!! Jednak nikt nie dowie się jak jest ,do momentu kiedy sam takiej decyzjii bycia w luźnym związku nie podejmie bo oceniać innych jest latwiej niż samych siebie!!!!

Autor: Karla  10.05.2007 zgłoś

Wspólne mieszkanie przed ślubem jest w dzisiejszych czasach chyba wręcz koniecznością. W sytuacji gdy oboje partnerzy dużo pracują nie mają czasu na zbyt częste spotkanie. I tak zaczynają rodzić się nieporozumienia... bo nie zadzwoniłeś/łaś, mieliśmy się zobaczyć, cóż znowu w pracy takiego się działo że musiałeś/łaś zostać itd itp. W pewnym momencie trzeba podjąć decyzję czy mam ochotę kontynuować znajomość czy nie. Jeśli tak to należy ze sobą zamieszkać, żeby zobaczyć jak związek funkcjnuje na gruncie szarej rzeczywistości, a nie tylko przy okazji beztroskich wypadów na kolację czy na weekend. Na co dzień mamy wiele sytuacji które potencjalnie mogą rodzić konflikty, trzeba więc sprawdzć jak to z naszym partnerem zadziała. Do tego ślubu nie potrzebujemy. Decyzji o ślubie nie powinno się podejmować pochopnie. Bo po co nam taki bagaż doświadczeń jak rozwód... Niemniej jednak tak sobie myślę, że jeśli wspólne mieszkanie wyszło i wszystko działa to ślub jest ok. Nie jestem chyba zwolenniczką wiecznego mieszkania na tzw. "kocią łapę". W pewnym momencie trzeba się jednak zdecydować czy to ta osoba czy nie. Jeśli ta to nie widzę przeciwskazań do ślubu, a jeśli nie to po co tracić czas swój i partnera...;-) ps. Od pół roku mieszkam ze swoim mężczyzną i przyznaję, że dużo lepiej go poznałam.

Autor: elle  15.05.2007 zgłoś

P.S. DO ARTURA WERYFIKATOREM TEGO, JAK WEDŁUG CIEBIE, W MAŁŻEŃSTWIE "KOCHA SIĘ NA CAŁEGO" BEZ POTRZEBY "SPRAWDZANIA" PARTNERA, JEST ROSNĄCA LAWINOWO LICZBA ROZWODÓW I UNIEWAŻNIANYCH MAŁŻEŃSTW KOŚCIELNYCH. POZDRAWIAM

Autor: Frogie  15.05.2007 zgłoś

Do Artura_W Pięknie piszesz, ale powiedz co byś zrobił, gdyby Twoja ukochana powiedziała, że nie chce ślubu? Czy gotów byś był kochać ją, jak piszesz "na całego",poświęcić swoje przekonanie o wyższości małżeństwa i być przy niej bez ślubu? Osobiście również jestem za małżeństwem, ale to nie ono określa jak wielka i szczera jest miłość między ludźmi. I skąd wiemy, że małżeństwo nie jest takim właśnie "zdawanym egzaminem": "jeśli mnie kocha to wyjdzie za mnie/ ożeni się ze mną"?

Autor: hase  11.05.2007 zgłoś

mam za soba malzenstwo zalkoholikiem zabralam dzieci i poszlam zostawiajac wszystko jestem z gatunku zaradnych drugie mieszkanie kupilam sama dzieci dorosly mieszkam obecnie w konkubinacie i predzej popelnie samobojstwo niz po raz drugi wyjde za maz

Autor: hase  11.05.2007 zgłoś

co do poczucia bezpieczenstwa to jak nie zapewnisz sobie sama to tego nie da ci nikt

Autor: Do <Czytelniczka>  11.05.2007 zgłoś

szkoda slow :/

Autor:  11.05.2007 zgłoś

to wyzej bylo do czytelniczki

Autor: nikita  11.05.2007 zgłoś

Do XXX X-isiku;) wcale nie mam zamiaru zniechęcać Cię do wiary katolickiej, A TYM SAMYM DO INSTYTUCJI MAŁŻEŃSTWA, NIESTETY BYŁAM ŚWIADKIEM JAK MOJA KOLEŻANKA (PO STRACIE CHŁOPAKA-WYPADEK SAMOCHODOWY; MIESZKALI ZE SOBĄ CZTERY LATA, POWIEDZIAŁA ŻE CHĘTNIE COFNĘŁABY CZAS I WZIĘŁA BY Z NIM ŚLUB GDYBY TYLKO BYŁO TO MOŻLIWE. ZOSTAŁA JEJ TYLKO PAMIĄTKA - SYNEK KTÓRY OBECNIE MA 1,5 ROCZKU. DODAM, ŻE PREZENTOWAŁA DO MOMETU SMIERCI SWOJEGO GOŚCIA PODOBNY SWIATOPOGLĄD DO CIEBIE.........:( ZMIENIA SIĘ PUNKT WIDZENIA OD PUNKTU SIEDZENIA.....

Autor: nikita  11.05.2007 zgłoś

TO JEST TEŻ ADRESOWANE DO CIEBIE Temptation...

Autor: do NIKITA  11.05.2007 zgłoś

PRZEZNACZENI TO JAKIS SEKCIARSKI PORTAL?

Autor:  11.05.2007 zgłoś

Do Madziusi Wy to chyba z jakiejs sekty jestescie? Radio maryja albo SJ ;/

Autor: :-)  11.05.2007 zgłoś

a ja swojego znam pół roku i tak wyszlo ze mieszkamy u mnie, on ma swoje mieszkanie. teraz planujemy kupno 3, wspólnego ;-). No a ślubu i tak nie możemy, bo prawo nie pozwala

Autor: natalia  11.05.2007 zgłoś

jestem zdecydowanie za życiem na tak zwaną kocią łapę. jest to próba dla związku. dlaczego? bo nic tak z nas nie uwalnia prawdziwego zachowania, nawyków itd jak mieszkanie ze sobą i przebywanie ze sobą sporej części z naszego całego czasu. wtedy to możemy okreslić czy nawyki i zachowanie nie drażnia nas w naszym partnerze ;-)

Autor: Temptation  11.05.2007 zgłoś

Do Nikity, Rozumiem znaczenie ślubu dla ludzi wierzących, nie rozumiem jednak Twego patrzenia z góry na innych, Twego poglądu że tylko ślub jest wyznacznikiem prawdziwej miłośći i prawdziwego związku. To że Ty masz swoje zasady, że szacunek dla siebie wyznaczasz posiadaniem męża(!), nie oznacza że Twoje zasady są właściwe, że masz monopol na prawdę i na ocenianie wartości innych ludzi. To tak jakbym ja napisała że kobiety biorące ślub się nie szanują, bo uważają że w inny sposób nie zatrzymają przy sobie faceta... żenujące, prawda?. Sama uważam ze w tym przypadku jest to po prostu indywidualna sprawa każdego. Ogólnie mówiąc, nie rozumiem czemu tak wiele kobiet poczucie własnej wartości i poczucie bezpieczeństwa opiera nie na sobie lecz na mężczyźnie...

Autor:  11.05.2007 zgłoś

do Anety P aleś się komiksów naczytała:) gratuluje mądrości życiowej i współczuje Twojemu mężowi (o ile w ogóle go masz)

Autor: Temptation  11.05.2007 zgłoś

Do Mimi23, Nie mam ślubu, a tą magię o której piszesz, mam codziennie :-), poza tym w Twoim wieku, ślepo zakochana, miałam podobne poglądy jak Ty. Życzę z całego serca by Twoje życie nie zweryfikowało Twoich poglądów...

Autor: Madziara  11.05.2007 zgłoś

My poznaliśmy się w akademiku,mieszkajc koło siebie,korzystając ze wspólnej łazienki, kuchni itp. Po wielu głębokich rozmowach, kilku spacerach i seansach filmowych zaczęliśmy się spotykać i tak to się rozwinęło. Zamieszkaliśmy pierwszy raz razem podczas wakacyjnego pobytu w Anglii, ponieważ głupstwem byloby wynajmować osobne pokoje na obczyźnie. Nie kierowaliśmy się myślą, że jak się nie uda to się rozstaniemy, sami wtedy nie wiedzieliśmy, gdzie i w którym kierunku dąży nasz związek. Po półtora roku związku zamieszkaliśmy razem na stałe, ale nadal nie byliśmy przekonani, co z nami będzie. Było wspaniale, normalnie, bezstresowo, jego rodzice nauczyli go sprzątać, gotować itp, także nigdy nie mieliśmy problemów 'przyziemnych', mieliśmy podobne wychowanie. Przez ten cały czas nie wspominaliśmy o przyszłości naszego związku, który tak naprawdę wzmacniał się i dojrzewał bez niepotrzebnej gadaniny o konkubinacie, ślubie itp. Po trzech latach wiedzieliśmy już na pewno, że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie, były ciche zaręczyny na plaży o zmierzchu. A już wkrótce ślub - 1 września. Nigdy nie tłumaczyliśmy sobie, że się sprawdzamy, a jak coś nie wyjdzie to bye bye. Po prostu zyliśmy codziennym życiem, z jego problemami i małymi szczęściami i doszliśmy do punktu, kiedy oboje jesteśmy gotowi powiedzieć TAK. Żadnych klapek na oczach, różowych okularów, wyobrażeń o wspólnym życiu, tylko dzień jak co dzień.

Autor:  17.05.2007 zgłoś

bardzo przepraszam, ale świadomość, ze mój mężczyzna jest ze mną bo musi (ślub) a nie chce jest dla mnie obraźliwa i obrzydliwa. A porzucić w związku może zarówno mężczyzna jak i kobieta, więc pomysł, że "kocia łapa" jest wynalazkiem samców można zakwalifikować do mitów i uprzedzeń, a nie sensownych twierdzeń z którymi można dyskutować.

Autor: Rosanna  08.05.2007 zgłoś

Opisze Wam swoją historię. W konkubinacie, z miłością mojego życia i z jego wzajemnością, zyłam 28 lat. Dzieci nie mieliśmy więc nie chciałam żadnego papierka ślubnego. Żyło nam się cudownie, byłam stale adorowana przez nieslubnego męża. Kiedy doszliśmy do 50 bo mój był tylko starsze ode mnie o rok, postanowiliśmy zalegalizować nasz związek. I klops. Cos zaczęło sie psuć między nami. Mąż stał się bardzo pewny siebie i pewny mnie. Zrobił się arogancki a ja mu odpłacałam się tym samym w końcu przestaliśmy się do siebie odzywać i to był koniec naszego związku. Wniosłam sprawę o rozwód. W sądzie, pani sędzina trochę zdziwiła sie, że po 35 latach bycia razem, rozstajemy się bo nie mogliśmy na siebie patrzeć. Dodała jednak, że nie byliśmy pierwszym takim przypadkiem, że były takie rozprawy, gdzie pary żyły ze sobą w konkubinacie dośc długo a po zalegalizowaniu związku, po paru latach ich związek sie rozpadł. Miałam ciotkę, wiekową staruszkę, która również 25 lat żyła w konkubinacie a po zalegalizowaniu związku po paru latach rostała się z mężem w wielkiej nienawiści i ona cały czas przestrzegała mnie, żeby nie brać ślubu. Dzisiaj juz sama nie wiem dlaczego tak się stało. Czasami dyskutujemy o tym w rodzinie i doszliśmy do wniosku, że zbyt długi konkubinat nie jest wskazany co potwierdził znajomy psychiatra. Trzeba raczej wytrwać do końca w konkubinacie zwłaszcza jeśli nie ma się dzieci albo po paru latach pobrać się co zreszta dzieje się tak gdy na świat przychodzą dzieci i wskazana jest legalizacja związku. Niedawno wyczytałam w gazecie, że na Węgrzech, para zyjąca 24 lata w konkubinacie i też nie mająca dzieci, po zalegalizowaniu związku, rozwiodła się ze sobą po roku. I co Wy na to?

Autor: Alutka'27  14.05.2007 zgłoś

Znam się z moim mężczyzną od 7 lat. Przez 6 lat tworzyliśmy związek na odległość (ze względu na studia w odległych miastach). Ciężko było jak cholera. Do tego brak kontaktu przez internet (bo był jeszcze wtedy nieosiągalny), a ceny rozmów przez telefon komórkowy...delikatnie przesadzone. WYTRWALIŚMY! Zaraz po studiach zamieszkaliśmy. Teraz od roku jesteśmy najszczęśliwszysm małżeństwem na świecie. LOVE IS ALL YOU NEED!!!

Autor: rob  14.05.2007 zgłoś

Do bob Od kiedy to mieszkanie z kimś jest grzechem ciężkim??

Autor: zajęta 23  17.05.2007 zgłoś

Kochani, moje zdanie na temat mieszkania razem jest jednoznaczne:NIE ZAMIESZKAM Z MĘŻCZYZNA PRZED ŚLUBEM, ponieważ po pierwsze jest to niezgodne z nauka Kościoła(jestem katoliczką), a po drugie jest to bardziej korzystne dla facetów-mają full wypas: sprzątaczkę, kochankę i służacą jednocześnie, a jesli im coś nie spasuje to pakują walizke i się wynoszą często nawet bez dowidzenia na pożegnanie no bo żyja przecież bez zobowiazań i nie muszą się żegnać!To okropne dlatego ja odcinam się od takiego wypatrzonego stylu życia wymyślonego przez samca homo sapiens.Inaczej jest jak się weźmie ślub tu już mamy do czynienia ze zobowiązaniami, Ty ślubujesz drugiej osobie przed BOGIEM miłośc,wierność itd. aż do śmierci!Dlatego dużo trudniej (eśli nawet myśli któraś ze stron o odejściu)się rozstać.Bo są zobowiązania, bo człowiek już jest odpowiedzialny nie tylko za siebie. I trudniej jest odejść człowiek głębiej to przemysla.A jeśli już to w razie rozstania kobieta droga sądową może sie domagać podziału majątku jakiegos zabezpieczenia finansowego, które gwarantuje jej prawo.A żyjąc tak bez ślubu to nawet figi z makiem nie dostanie!Nie dajcie się nabrać na kocią łapę pozdrawiam :-)

Autor: pali  08.05.2007 zgłoś

uwazam ze zycie na 'kocia lape' jest bardzo potrrzebnew w dzisiejszym zyciu jestesmy zzabiiegani i nie mamy czasu pogadac nawet z partnerem a gdy sie razem mieszka trzeba rozmawiac a pozatym kobiety samotnie wychowujace dziecko maja pomoc z panstwa a co za tym idzie dodatkowe pieniadze na dziecko

Autor: INKA  10.05.2007 zgłoś

Nazywanie wspolnego mieszkania jako test uwazam za wstretne. Dla mnie to raczej jeden z etapow w zwiazku przed slubem. Traktowanie slubu jedynie jako papierka jest niepowazne i smieszne. Uwazam,ze slub jest bardzo istotnym wydarzeniem, to jedna z najistotniejszych deklaracji w naszym zyciu, to niekonczaca sie praca dwojga kochajacych sie ludzi, ktorzy maja swiadomosc,ze podjeli sie wielkiego zadania tworzenia rodziny, skladajac sobie obietnice. To jest odpowiedzialnosc, a od tego wielu z nas pragnie uciec, bo to czasem boli i duzo nas kosztuje. W kwestii wspolnego mieszkania, zycia 'na kocia lape', mysle,ze to ma sens tylko w przypadku planowania wspolnego zycia-malzenstwa-- w innych przypadkach to strata czasu.

Autor: patka  10.05.2007 zgłoś

Do Kate Wiesz Aneta P ma trochę racji. Jest tak ze jak już jesteśmy czegos pewni to osiadamy na laurach.To jest fakt.Mo\ł chłopak tez zawsze mi mówi że gdy ja sie czuję zagrożona tzn.dopiero gdy on sam gdzieś wychodzi to zupełnie inaczej ja się zachowuje.Jest inną osobą-wspaniałą.

Autor: XXX  12.05.2007 zgłoś

MAGDASSSS - BÓG JEST MIŁOŚCIĄ - WIĘC NIE OBRAŻAJ NIKOGO POWOŁUJĄC SIĘ NA BOGA.

Autor: on  17.05.2007 zgłoś

Sory, ale kobiety też zdradzają, (faceci muszą z kimś zdradzać), ja nie widzę powodu żeby obecnie mówić że facet ma utrzymywać kobietę a wrazie rozłąki oddawać jej połowę majątku, chyba że mają ślub, lub nie mają ale oboje po równo dokładali do wspólnego majątku. Ślub to nie mtoda na uwiązanie faceta i walka o jego kasę. Faceci gdy czują coś takiego to zazyczaj nie składają deklaracji. Facet też chce być kochany bezinteresownie, a nie za coś (że sprząta i zarabia kasę). Ja jestem za równym gromadzeniem majątku przez obie strony, wtedy można mówić,że kobieta nie liczy na kasę ale uczucie. Nie wszyscy faceci zdradzają i lubią się bzykać z każdą, wielu czeka na prawdziwą miłość.Jeśli kochał i szanuje to nawet gdy żyją na kocią łapę, to podzieli się majątkiem i zostaną przyjaciółmi. To jak rozwiązujemy problemy zależy od nas a nie ślubu, wtedy liczymy że inni za nas je rozwiążą bo takie jest prawo.

Autor: afrooooo  10.05.2007 zgłoś

wedlug mnie ci ktorzy mowia jakie to niewlasciwe ze sie mieszka przed slubem razem, ze nie mozna sprawdzac drugiej polowy bo przeciez slub i milosc to milosc i slub i tyle, ze slub jest na zawsze i jeden - kochani, ja tez wierzylam w idealy. Ale spotykanie sie nawet 7 razy w tygodniu po 4 godziny to wcale nie jest gwarancja ze znacie ta druga osobe tak dobrze ze juz was nic nie zaskoczy. Czlowiek jest istota skomplikowana bardziej niz sie wam wydaje i czasami sami nie jestesmy w stanie znac dobrze siebie -tak dobrze aby przewidziec jak zareagujemy na zachowania i przyzwyczajenia innej strony. Ale chcoby nie wiem co - mowienie ze slub to wlasny wybor itd i ze przeciez jaks ie kocha tow szystko bedzie dobrze - to dowod na najwieksza naiwnosc jaka moze istniec. zycie bardzo szybko weryfikuje te idealy - wlasnie po slubie , juz z papierkiem kiedy zaczynacie mieszkac ze soba wszystko wychodzi na jaw. jesli ktos kogos kocha -nie ma wtedy zadnego znaczenia czy mieszkaja ze soba przed slubem czy nie, jesli sa dobrana para i chcaca sie dotrzec - tak sie tez stanie. ale jesli zwiazek nie dokonca mial swoje proby - wtedy mozna pisac wszystko na wodzie. Osobiscie jestem zwolenniczka mieszkania przed slubem ze soba, slub to tylko formalnosc! a zwiazek i przed i po powinnien byc taki sam. wiec jesli ktos mi mowi ze cos sie po slubie zmieni - to ja odpowiadam _MARZYCIEL idealista. I dodaje - szkoda mi Ciebie. Oczywiscie - znam ja pary ktore po slubie ledwo zyly ale daly rade bo walczyly o siebie bo juz musialy! ale znam tez takie co nie mialy papierka ale kochaly sie tez o siebie walczyly do skutku.

Autor: melka  17.05.2007 zgłoś

DO FACETOPINO "Bóg jest kimś kto mógł stworzyć świat i kto może ochronić dwoje ludzi przed tym wszystkim.." Człowieku "przed tym wszystkim" chroni człowieka nie Bóg tylko silna wola, szacunek do samego siebie i innych. Poza tym masturbacja jet czymś normalnym, w życiu każdego człowieka, naturalne wyładowanie energii i przygotowanie, do późniejszego życia seksualnego.Uzależnienia są różne ale zwalcza je zawsze jedno : WIARA WE WŁASNE SIŁY< WOLA. Ato, że dojrzałeś do ślubu to tylko pogratulować, ślub to obietnica składana drugiej osobie, nie ważne gdzie, skoro Bóg jest wszędzie, to zawsze widzi i słyszy te przysięgi. Kościół to instytucja. Jezus burzył świątynie, a kazał kochać.

Autor: czarna  10.05.2007 zgłoś

Hmm.....u nas nigdy nie bylo takiego problemu, nikt nikogo nie pytal czy zamieszkamy razem, czy nie. Jakos tak samo sie stalo, ze od poczatku mieszkalismy razem. Najpierw u jego kumpla, a teraz zagranica "na swoim" :) Nie wiem czy skarpetki to naprawde taki problem, moje kochanie zawsze rzuca pod lozko, ja na niego sie obrazam i tyle:) Tyle, ze u nas to ja jestem ta najwieksza balaganiara i tak w ogolnym rozrachunku to on sprzata wiecej niz ja:) Najwiekszy problem mycie naczyn, to wychodzi na zmiane:) Nie wiem dlaczego pisac o tym rutyna czy tym podobne rzeczy, od poczatku mieszkalismy razem i nie bylo nigdy zadnej rutyny, ale moze to kwestia naszych charakterow:) A w moim przypadku jest akurat na odwrot - to do hanki82 - to moj mezczyzna chcialby jak najszybciej slubu i potomka najchetniej, a ja nie chce:)

Autor: Mała  10.05.2007 zgłoś

Dzisiaj jestem juz 2 latka po ślubie i swojego meżusia kocham z każdym dniem bardziej.Ale tak mieszkalismy razem - blisko 5 lat.Nauczylismy sie bardzo duzo od siebie.Tzn raczej ja od Niego bo to wspaniały człowiek dla mnie ideał i spełnienie moich marzeń.Nie chce od zycia nic wiecej.Wspólne mieszkanie było potrzebne i polecam wszystkim.Oboje studiowaliśmy i pracwaliśmy. Nie było łatwo.Ale zawsze znajdywaliśmy czas na dopieszczanie naszego związku.Nasi znajomi uważają nas za przykład czegoś czego na świecie sie juz nie spotyka - przykład naprawde szczerej Miłości i szacunku dla drugiego człowieka.

Autor: lilli  10.05.2007 zgłoś

Uśmiałam się, jak zobaczyłam ten temat, bo mnie też on dotyczy:) Zresztą nawet wczoraj miałam tradycyjnie telefon od mojej matki z zapytaniem, kiedy ślub?:) Mam 28 lat, ze swoim chłopakiem jestem od ponad 4, mieszkamy razem około 2. Decyzja o zamieszkaniu nie wyniknęła z potrzeby sprawdzenia, czy do siebie pasujemy i wypróbowania się w sytuacji szarej codzienności. Po prostu z domu rodzinnego wyprowadziłam się wiele lat temu w celu podjęcia studiów. Mieszkało się w akademiku z różnymi ludźmi, potem w wynajmowanych mieszkaniach ze znajomkami, bo po studiach nie miałam zamiaru wracać do mamusi i tatusia;) Było luzacko, towarzysko i w ogóle ok:) Mój chłopak miał podobne doświadczenia, zresztą jak już się spotykaliśmy, to dużo czasu przesiadywaliśmy nawzajem w tych swoich "komunach":) W końcu jakoś tak wyszło, że wynajęliśmy mieszkanko w 5 osób różnej płci i między innymi ja i mój chłopczyk:) Rodzice o tym wiedzieli, bo nie widziałąm powodu ukrywać tego faktu i znając ich spodziewałam się jakichś wymówek, ale o dziwo nic nie ględzili. Potem jakoś los rzucał całą naszą piątką to tu, to tam, ostatecznie zostaliśmy z moim chłopcem we dwójkę i tak już zostało, że nie szukaliśmy sobie żadnych innych współlokatorów. W zasadzie to nie zmieniło się wiele od czasów tego towarzyskiego życia, tyle, że było więcej miejsca w domu:) Żeby było śmieszniej, to właśnie dopiero wtedy moi rodzice zaczęli się burzyć na to wspólne mieszkanie, tak jakbym wcześniej nie miała okazji "grzeszyć":)) Oczywiście nic nie mieli do gadania, ale opinię musieli wyrazić:) Przez wzgląd na odległość rzadko się z nimi widzę, ale każda rozmowa przez telefon zawsze zmierza do mniej lub bardziej nerwowych pytań o ślub, bo w końcu "nie tak mnie wychowali'...:)) A my w międzyczasie kupiliśmy już swoje własne wspólne mieszkanie, zaręczyliśmy się nawet i wkrótce mamy zamiar to zalegalizować w USC. Moi rodzice lubią mojego chłopczyka, ale tej naszej kociej łapy nie trawią:) Trochę odetchnęli, jak ich poinformowałam, że za miesiąć czeka nas "cywilniak" i chyba przez tydzień był spokój, ale teraz już się zaczynają pytania, kiedy prawdziwy ślub... Na szczęście potrafię to puścić mimo uszu i nie walczę już z tą zatwardziałością poglądów małomiasteczkowych:) Ślub kościelny weźmiemy, ale nie widzę powodu, by brać go już natychmiast. Podejrzewam, że rodzice niejednej parze żyjącej na kocią łapę potrafią wiercić dziury w brzuchu do obrzydzenia, ale co zrobić...:) Pozdrawiam i zyczę szczęścia wszystkim "koteczkom":)

Autor: FACET  19.05.2007 zgłoś

"Jak facet na prawde kocha kobiete i chce byc z nia całe zycie, to sie chce z nią ożenic" - ALE BZDURA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: guciek  11.05.2007 zgłoś

Uważam, że wspólne zamieszkanie przed ślubem to idiotyzm. Ja wiem o co wam luidzie chodzi: bzykanie ile wlezie bez żadnych zobowiązań. Postępowcy! Pogaństwo! Zacofańcy skończeni! Tylko łóżko i tyle... Mieszkam z żoną od 5 lat i jesteśmy bardzo, udanym szczęśliwym małżeństwem. Tylko, że my żeśmy się do tego małżeństwa dobrze przygotowali, a nie jak wielu dzisiaj - bylejak, a by było.

Autor: Temptation  11.05.2007 zgłoś

Specjalnie dla Nikity, trochę o "prawdziwej" miłości i "prawdziwym" związkach: http://kafeteria.o2.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=436 Guciek, argumenty religijne do mnie, ateistki nie poganki(!), nie przemawiają. Seks z miłością to najpiękniejsza rzecz na tym świecie, jednak mieszkając razem, czy ze ślubem, czy bez, nie tylko to się liczy. Nie wiem czemu uważasz że bez ślubu to "bzykanie ile wlezie bez zobowiązań"?

Autor: Zrażona  11.05.2007 zgłoś

Dziewczyny! Co za głupoty wypisujecie. Słuchajcie mieszkałam z mężczyzną 2 lata....wtedy było super...idylla. ufałam mu bezgranicznie i nie przyszło mi do głowy, żeby go sprawdzać. Miłość jest ślepa. Zawsze twierdził, że po co mu papierek. Potem urodziło się nam dziecko i pobraliśmy się. Wszystko na pozór było ok z wyjatkiem zazdrości męża o dziecko. Potem wyłapywałam smsy od jego przyjaciółek, a on sie tłumaczył że to moje urojenia. Kolejnym jego krokiem były kursy, które dziwnym zbiegiem okoliczności wypadały w weekendy (nawet w urodziny dziecka). Po latach zorientowałam się jaki z niego zakłamany kutas! W rezultacie odszedł ode mnie cały czas twierdzac, że to moja wina. Jestem w trakcie rozwodu i powiem Wam ufff, ze odszedł bo jest mi dużo lepiej samej. Co pozostało? Niesmak do mężczyzn, brak zaufania i niestety facet to świnia wmawiający, że cała wina spada na kobietę! Najlepiej sobie żyć bez zobowiązań bo niestety codzienne życie weryfikuje nasze wybory życiowe. A jeszcze za moje upokorzenia wcale nie życzę mu dobrze...wręcz przeciwnie . Co mi pozostało po luźnym związku?....Cudowne dziecko i brak zaufania!

Autor: Aaa  11.05.2007 zgłoś

Jestem przeciwna mieszkaniu razem bez ślubu. Cieszę się, że tego w życiu nie zrobiłam. Był taki moment, że mój chłopak bywał u mnie tak często, że prawie mieszkaliśmy razem przez parę miesięcy, tzn. czasem nocował, w sumie najwyżej 10 razy, często robiliśmy razem zakupy, itp. Nie wspominam tego dobrze. I to nie dlatego, że nie wypaliło. Teraz jestem szczęśliwą mężatką (nie z tym chlopakiem). Wzięłam ślub po 10 miesiącach znajomości, bez wspólnych zakupów, nocowania, wakacji. Nie czułam, że dłuższy czas, czy jakieś inne sposoby pozwolą mi lepiej poznać mojego męża. Dużo i szczerze rozmawialiśmy, spędzaliśmy razem czas po pracy. I jest dobrze. Aha, no i ważne jest dla mnie, ze mamy ślub. To jest dla mnie ta wspólna płaszczyzna, do której zawsze mogę się odwołać.

Autor: Szarlota  11.05.2007 zgłoś

Mam dorastającą córkę, jestem w związku małżeńskim od wielu lat. Nie chciałabym aby moja córka mieszkała z chłopakiem beż ślubu-podkreślam słowo mieszkała. Biorąc ślub mężczyzna czy kobieta chcą być razem na zawsze. Jeśli ktoś chce mieszkać bez ślubu,to myślę że robi to dla jakichś korzyści nie chcąc mieć zobowiązań i zawsze łatwo zmieni na" nowszy model". Oczywiście nikt głośno się do tego nie przyzna. Nie chciałabym aby moja córka została cynicznie wykorzystana w ten sposób. Małżeństwo nie jest takie złe, nie bójcie się odpowiedzialności .To wspaniałe żyć z kimś na dobre i na złe, móc na kimś polegać ale też być dla kogoś ostoją. Jeśli jeszcze nie macie na to odwagi,to nie musicie się przecież spieszyć. Konserwatystka

Autor: agnez  11.05.2007 zgłoś

Oj "guciek"...rozumiem, że są ludzie z "dawnej epoki średniowiecza" ;))) ale to nie daje Ci prawa obrażania i oceniania kogoś w tak wulgarny saposób!!! To świadczy o Twojej niedojrzałości! Jestem chrześcijanką, wierzę w Boga i chodzę do Kościoła, modlę się i mam wielki szacunek do wszystkiego, co Święte... Uważam jednak, że wspólne zamieszkanie przed ślubem jest bardzo potrzebne. Wyjazd na wakacje nie oddaje tego, co dzieje się w prawdziwym życiu... Dopiero wtedy jesteśmy w stanie sprawdzić, czy człowiek, z którym pragniemy być jest w stanie poradzić sobie z problemami życia codziennego, czy jest odpowiedzialny i zaradny życiowo... Miłość jest w życiu najważniejsza, ale nie daje ona jeść i nie zarabia pieniędzy - niestety. Nie mogłabym żyć z człowiekiem, którego nie kocham...to okropne, ale jestem kobietą - potrzebuję wsparcia męża i wspólnego dzielenia obowiązków. Wspólne opłacanie mieszkania, zakupy i rozporządzanie pięniędzmi, które zostają po najważniejszych wydatkach otwiera oczy na drugiego człowieka... Bo przecież PRAWDZIWA MIŁOŚĆ to właśnie kochanie kogoś w tych najmniej cudownych chwilach. A obowiązki domowe, rachunki, brak czasu i pieniędzy na przyjemności są mało cudowne... Dopiero wtedy widzimy, czy to aby nie tylko ZAUROCZENIE???? Wyjść za mąż/ożenić się/ z zauroczenia to nic trudnego! Ale po co później przeżywać rozczarowania i brać rozwody??? Za rok planujemy razem zamieszkać... Za 1,5 roku planujemy ślub... Mam nadzieję, że do niego dojdzie po 2,5 roku wspólnego mieszkania:) Także "guciek" proszę - nie oceniaj ludzi jedną miarką. A co powiesz o związkach ludzi, którzy mieszkają razem od wielu lat i mają dzieci - tworzą porządną rodzinę i kochają się prawdziwą miłością??? Myślisz, że chodzi im tylko o łóżko i sex??? ;) I don't think so...;) Jeśli preferujesz celibat przedmałżeński, to ok...szanuje to. Dla mnie możesz równie dobrze nie kochać się i po ślubie:) Ale ja nie powiem Ci, że jesteś zacofańcem i idiotyzmem jest to, co uprawiasz...To Twoja decyzja, którą szanujemy, więc Ty uszanuj decyzje innych. A opinię na swój temat należy niestety wyrażać w sposób kultularny. Pamietaj - obrażanie ludzi jest w dzisiejszych czasach karalne;))) Pozdrawiam:)

Autor: Temptation  11.05.2007 zgłoś

Zrażona, Jaki to "luźny związek" jak się w końcu pobraliście? Zresztą nie uważam swego związku za "luźny", dlatego ze nie jesteśmy małżeństwem. Nie neguję małżeństwa, mimo że mój ex-mąż okazał się pijakiem. Zawsze spełniających się reguł po prostu nie ma i nie ma jeden zasady dobrej dla wszystkich. Uważam że małżeństwo jest ważnym prawnym zabezpieczeniem dziedziczności i ew. alimentów gdy są dzieci. Tak w innym temacie życia na kocia łapę: obydwoje uwielbiamy koty, mamy dwa :-)

Autor: XXX  11.05.2007 zgłoś

do guciek Dlaczego seks bez ślubu to "bzykanie ile wlezie", dla mnie to dopelnienie milości która lączy mnie z czlowiekiem z którym mieszkam, zresztą wcale nie kochamy się "ile wlezie" bo on ma problemy z sercem, ty prymitywny nietolerancyjny zacofany szowinisto. Wspólczuję Twojej żonie którą pewnie nieźle pouczasz, że jej biblijnym obowiązkiem jest tylko rodzenie w bólach dzieci i bycie ci posluszną.

Autor: T-BAg  11.05.2007 zgłoś

"Aha, no i ważne jest dla mnie, ze mamy ślub. To jest dla mnie ta wspólna płaszczyzna, do której zawsze mogę się odwołać." Taaaak, można się odwoływac :)))) I te wakacje - naprawde myslicie, ze poznajecie kogos bedac z nim 2 tygodnie na wakacjach>? Kiedy jest idylla, atmosfera odpoczynku i kazdy chce byc mily? Nikt mi nie wmówi, ze to to samo co codziennosc - keidy tzreba po pracy jeszcze ruszyc po zakupy, zrobić obiad, sprzątać i kiedy czasem musimy zrezygnowac z przyjemnosci na rzecz obowiązków. W takich sytuacjach się poznajemy - nie na wycieczkach.

Autor: SAMA I SMUTNA  11.05.2007 zgłoś

ja pewnie nigdy nie bede z nikim mieszkała,,,,, tylko ze starymi do śmierci :-( smutne to....

Autor: Aneta_p  11.05.2007 zgłoś

a moje doświadczenia są zupełnie inne niż kate. Podałaś jakieś dziwne przykłady chorych małżeństw. Ja mieszkam pod Lublinem i tutaj ludzie są ze sobą dobrych kilka lat zanim wezmą ślub. Nie mieszkają ze sobą i dzięki temu mogą się poznać od innych stron. Właśnie problem w tym, że mieszkanie razem = seks. A sam seks jest bardzo angażujący. Ludzie przestają się poznawać od innych stron. Nawet głupie zauroczenie może być skutecznie podsycane seksem przez kilka lat. Niestety często to nie jest miłość... Ludzie przestają szanować siebie nawzajem. Zaczyna się szerzyć wizja świata "tolerancji". Homoseksualiści adoptujący dzieci, jak zachorujesz na grypę w wieku 50 lat to nie będziesz miał pewności czy przypadkiem w szpitalu Cię nie zabiją (eutanazja), ludzie żyjący w konkubinatach (czyli po prostu luźnych związkach) gdzie każde dziecko z innym mężczyzną... świetna ta wizja. Spójrzcie na USA. Tam już standardem jest, że większość związków/małżeństw rozpada się po kilku latach. W Polsce na szczęście odsetek jest jeszcze niski, ale ludzie gonią za zachodem... no ale za czym gonić, no po co... teraz już wszystko traci na wartości, nawet miłość. Jaką stabilność daje małżeństwo? A taką, że jak jedna z osób zauroczy się kolegą/koleżanką z pracy, to jest 50% szans, że nie zaryzykuje i nie rozwiedzie się. Po kilku miesiącach, gdy emocje opadną, ludzie dopiero widzą, że ten nowy/ta nowa jest beznadziejny i rozbicie małżeństwa byłoby najgorszą decyzją w życiu. Magia zauroczeń to czysta chemia. Miłość to coś więcej, ale miłość potrzebuje solidnego fundamentu, żeby coś na niej zbudować. Konkubinat to nie jest fundament, to jest po prostu nadal "chodzenie ze sobą", zupełnie jak w szkole podstawowej. Równacie poziom w dół ludzie...

Autor: XXX  11.05.2007 zgłoś

do Anety p To Twój poziom jest żenujący, żyj jak chcesz, ale nie masz prawa oceniać innych, tych którzy żyją inaczej niż Ty. Nie jesteś Panem Bogiem i nie jesteś dla mnie żadnym autorytetem, bo Twoje wypowiedzi świadczą tylko o Twoim ubóstwie umyslowym i ciasnocie poglądów. Więc wara Ci od oceniania ludzi, którzy kochają, żyją ze sobą, starają się, dbają o siebie i mogą na sobie polegać w każdej sytuacji, bardziej niż niejedno malżeństwo. Nie kwestionuj wartości uczuć ludzi tylko na podstawie tego czy odstawili ślubną szopkę w kościele czy nie. Ja kiedyś, dawno temu myślalam o ślubie, ale teraz już go na pewno nie chcę, bo nie chcę się upodobnić do takich jak Ty.

Autor: Temptation  11.05.2007 zgłoś

Do Nikity: Chyba coś Ci sie pomyliło, wyraźnie zawsze zaznaczam że nie planuję dzieci! Co też również wcześniej pisałam - doceniam instytucje małżeństwa w momencie kiedy chce się mieć dzieci, by zapewnić im właśnie właściwy prawny status.

Autor: Loco  11.05.2007 zgłoś

Guciek ale tyś ograniczony !!!

Autor: cathier  11.05.2007 zgłoś

dżizas co za bzdety "że jak jedna z osób zauroczy się kolegą/koleżanką z pracy, to jest 50% szans, że nie zaryzykuje i nie rozwiedzie się" badania naukowe robiłaś na ten temat czy co? no cóż ja nie chciałabym, być z kimś kto mnie zdradził. nawet jeśli po kilku miesiącach miałby stwierdzić że ta druga była beznadziejna, nie potrafiłabym zaufać - i nie chciałabym żeby ktoś był ze mną dlatego, że mamy papier. jeśli mnie nie kocha (a zdrada jest moim zdaniem tego dowodem) to nie widze sensu kontynuacji takiego związku. mówisz że kiedy ludzie nie mieszkają razem mają szansę poznać się z innych stron. to znaczy z jakich "innych"? mieszkając razem można poznać się KAŻDEJ. no i może dla Ciebie wspólne małżeństwo to tylko sex. dla wielu osób wspólne mieszkanie to wspólne wzmaganie z problemami dnia codziennego, dzielenie się radościami i smutkami. nie wiem jak jest w Lublinie ale wątpię bardzo w to, że WSZYSCYsą ze soba po kilka lat, z seksem czekają do ślubu a potem żyją razem długo i szczęśliwie.

Autor: dotka  11.05.2007 zgłoś

Jestesmy z moim chlopakiem juz 7 lat.Oboje mamy po 23 lata.Od roku mieszkamy razem( wynajmujemy), czekamy na mieszkanie ktore jest w trakcie budowy.Rodzina uwaza nas za malzenstwo, babcie kupuja nam koldry, meble.Nie bylo mowy z zadnej ze stron, ze to grzech itp.Zyjemy w XXIw Nikt tesz nie naciska o to zebysmy sie pobrali, slub do niczego nie jest potrzebny, a poki jestesmy mlodzi milo jest pomieszkac sobie na "kocia lape"Dodam, ze mieskzamy w Lublinie.

Autor: ruda.alicja  11.07.2007 zgłoś

Hmmm... czytam i czytam te wszystkie wypowiedzi. A jest ich ogromna ilość. Mieszkajcie razem - sprawdzajcie się! Gdzie Bóg? przecież to grzech?! Wszystko zależy od punktu widzenia i oczywiście tych dwóch osób, które podejmują jakąś wspólną decyzję. Życie przed ślubem, czy po ślubie. To nie ma znaczenia, jeśli to nie ta osoba, to i tak się rozejdą, czy wzieli ślub, czy nie. Problem w tym, że jeśli wzieli ślub, to rozstanie jest bardziej dramatyczne i trwa o wiele dłużej niż powiedzenie sobie to KONIEC. Mój przyszły mąż (z którym mieszkam, bo tak chcieliśmy oboje) rozstawał się ze swoją zdradzającą go żoną ponad 2 lata. Tak, moje drogie, takie jest nasze prawo w tym kraju i przepisy, które 'bardzo pomagają' w takich sytuacjach. Trwało to koszmarnie długo i nie było łatwo, ani Mojemu Ukochanemu, ani mnie. Tyle jeśli chodzi o rozstania. Co do 'sprawdzania się', moim zdaniem to nie ma nic wspólnego ze sprawdzianami. Po prostu, jestem na tyle dorosła i cywilizowana, że nie muszę brać ślubu, bo chcę z kimś zamieszkać. Doskonale wiem, że to jest Moja Prawdziwa Miłość, ale najnormalniej w świecie uznaliśmy, iż ślub nie jest nam do niczego potrzebny (tym bardziej bo wcześniejszych przeżyciach Mojego Ukochanego). Tak więc, znamy się ponad 7 lat. Pierwsze 3 lata żyliśmy na odległość, widywaliśmy się tylko w soboty i niedziele. Następnie zamieszkaliśmy razem i tak już zostało. W między czasie mieliśmy przeprowadzkę, a teraz planujemy ślub. Bo mamy w planach założenie prawdziwej rodziny i uważamy, że teraz jest odpowiedni czas na złożenie sobie przysięgi przed samym sobą i rodziną. Jeden chce ślub po roku znajomości, ktoś inny po 4 latach, a jeszcze ktoś inny - wcale nie chce ślubu, bo czuje że może to wiele w jego życiu zmienić - niekoniecznie na plus. Każdy z nas jest inny, więc i związki są inne, więc i podejmowane decyzje na temat mieszkania razem i ślubu są inne. Najważniejsze jest, aby wybrać opcję, która dla danej pary jest po prostu najlepsza i zapewni im długie, szczęśliwe życie w ciągłej miłości.

Autor: Ivo  11.05.2007 zgłoś

Mam 26 lat, spodziewam się dziecka, jestem 2 lata po ślubie. Uważam, że mieszkanie po ślubie nie jest wersją optymalnlną dla wszystkich ludzi, nie jest też uniwersalną potrzebą. Są tacy, którzy w parze sprawdzą się zarówno się jako współlokator, jak i współmałżonek, a inni nie. Jeżeli miłość nie ma podstaw w przyjaźni, we współdziałaniu, empatii to niestety żadne testy nie pomogą. Ja nie mieszkałam z mężem przed ślubem, jednak studiowaliśmy na tym samym kierunku, cały czas byliśmy sąsiadami, nie mieliśmy żadnych ograniczeń czasowych, więc być może dlatego nie potrzebywaliśmy własnych 4 ścian. Pobraliśmy się jeszcze na studiach i dopiero wtedy wiłam nasze gniazdo. Czułam się szczęśliwą młodą żoną, budziłam się w nocy sprawdzić czy obrączka lśni na palcu. Myślę, że tzw. zalegalizowanie związku wiele zmienia, a Ci co uważają, że papierek nic im nie da, że dla nich nie ma różnicy, to czemu właśnie się nie pobierają, skoro nie ma różnicy to po co te dyskuje. A właśnie po to, że "papierek" robi wielką różnicę! Ludzie, którzy są ze sobą blisko, kochają sie i bardzo przyjaźnią nie odczują większej różnicy, ew. poczucie pewności i stabilizacji. Ci co się wahają i sprawdzają, niech jeszcze raz się poważnie zastanowią, takie zastanawianie się to często zły omen. I na szczęście, bo niektórzy dojdą do wniosku, że jednak nie.

Autor: Temptation  11.05.2007 zgłoś

Do Anety_P Mieszkając bez ślubu ludzie się przestają szanować? Tylko seks? Nie wiem skąd masz taką wizję związków, nie wiem też czemu tez słowo "tolerancja" piszesz z małej litery. Dla mnie tolerancja oznacza właśnie że nie gardzę ludźmi, którzy biorą ślub (tak jak Ty gardzisz tymi którzy go nie biorą), ale we własnym życiu postępuję tak jak sama chcę, nie narzucając tego innym. Poza tym sprawdź odsetek rozwodow w Polsce, zanim zaczniesz pisać że jest niski... Fundamentem związku jest miłość (zgadzamy się tylko w jednym, że nie jest to to samo co zauroczenie) a nie papier. Jeśli zdarzy mi się kiedykolwiek zauroczyć kimś innym, to na pewno nie wyrzucę swego partnera, lecz zastanowię się czy warto ryzykować tyle wspólnych lat i miłości dla chemii, ślub by tu nic nie zmienił

Autor: Lacosta19  11.05.2007 zgłoś

Jestem ze swoim facetem 6 lat :) Ja mam niecałe 20 on 21 . Mieszkamy razem na stancji , pracujemi i studiujemy zaocznie . Jest nam razem naprawdę dobrze ! Oczywiście bardzo obawiałam się że może nam się nie udać przecież wspólne mieszkanie to duże wyzwanie zwłaszcza dla tak młodych ludzi jak my .Ale naszczęście zgraliśmy się idealnie . Teraz wiem że to jest męzczyzna na całe życie . Jest dobrze zorganizowany , potrafi zadbać o mnie i dom . Sprzata , sam sobie pierze , wstaje rano do sklepu po świerze bułeczki i robimy wspólnie sniadanie . Jest kochany . Wspólne zamieszanie bardzo nas do siebie zbliżyło , nie potrafimy żyć bez siebie nawet pracujemy w tej samej firmie dosłownie razem .Rawsze razem i mam nadzieję że już tak zostanie . Moja mama obawiała się że zajde w ciąże i że ojciec się dowie ( nie mam z nim dobrych relacji , nie akceptuje mojego chłopaka ). Minął rok ojciec dalej nic nie wie że mieszkam z chłopakiem , w ciąże też nie zaszłam . A swój pierwszy raz planujemy za miesiąc jak pojedziemy w góry .... być może to dziwne dla niektórych . Jesteśmy ze sobą 6 lat , mieszkamy rok razem ... ale własnie o to chodziło . Czy do siebie pasujemy . Nam się udało przetrwać ten egzamin i teraz wiem że moge go "przypieczętować " i oddać się mojemu mężczyźnie .

Autor: różowydiabeł  12.05.2007 zgłoś

Mając naście lat oczywistym faktem-dla Mnie było ,że z facetem zamieszkam dopiero po ślubie..... No i nie udało się:)) Bez ślubu....z planami ...mieszkam z Mężczyzną mojego życia. Jednakże nie jest to próba...chęć sprawdzenia.... Tak najzwyczajniej w świecie chcieliśmy BYĆ Z SOBĄ więcej i częściej. Dlatego polecam...bo nie ma nic przyjemniejszego od powrotu do domu i wtulenia się w ramiona tego jedynego;)

Autor: slowian  12.05.2007 zgłoś

WIEKSZOSC LUDZI TO NIEUDACZNICY PROSTA MATEMATYKA 1.Mezczyzna i kobieta maja ze soba 4 dzieci. Ich potomkowie,kazdy po 4 dzieci w pokolreniu. Przyjmuje,ze 1 pokolenie= 30 lat. 2.W 1 pokoleniu-4 dzieci potomkow 3.W 2 pokoleniu-8 potomkow 4.Po 300 latch(10 pokolenie)-2048 5.Po 600 latach(20 pokolenie)-2 097 152 6.Po 900 latach(30pololenie)-2 147 483 520 7.po 990 latach(33 pokolenie)-17 miliardów 179 milionów 868 tys.ludzi. Ludzkość istnieje od około 150 tys.lat i jest jej 6,6 miliarda. SAmi widzicie,ze wychowanie zdrowego potomstwa jest bardzo trudne-to jest heroizm. W tej grze wygrywaja tylko najlepsi. Jesli wy lajdaczycie sie przed slubem z samcem ZEREM ktory nie potrafi wam zapewnic domu i godziwego zycia to jestescie glupie(sciagacie geny idioty)....Wygrywaja LUDZIE ALFA-WILKI a nieudacznicy wymieraja. Macie nikle szanse na przetrwanie...

Autor: Tusinda  12.05.2007 zgłoś

Mam pytanie-czym różni się "docieranie się" w postaci poznawania, akceptowania czy też wykorzeniania nawyków partnera w związku zalegalizowanym i pozbawionym "papierka"? Wiele osób mieszkających przed ślubem razem, jako najbardziej istotny, podnosi własnie ten argument wzajemnego poznania się... Nie wiem, czy miałabym ochote "docierać" się 10 lat, by nabrać pewności, że to właśnie jest ten człowiek na całe życie. A jesli w 10-tym roku wspólnego bycia w związku niezalegalizowanym jakaś sytuacja spowoduje, ze reakcja naszego partnera na nią będzie dla nas totalnym zaskoczeniem?? Co wtedy? Rozstajecie się czy walczycie o zwiazek? Zastanawiam się, skoro pary gotowe sa poświęcic 5-10 lat (czyli kawał czasu) na wzajemne poznanie siebie, co kieruje nimi, że nie chca poznawac sie po wczesniejszym zalegalizowaniu związku- niechęć do "papierka" czy niechęć do wszystkich formalności związaqnych z unieważnieniem legalnego związku? Uważam, ze w każdym związku trzeba sie starać a nawet wieloletnie mieszkanie ze soba przed slubem nie gwarantuje powodzenia po ślubie, ani tez tego, ze uda nam się dogłębnie poznać partnera.. Człlowik zmienia sie wraz z wiekiem, zmieniaja go warunki zycia, doświadczenia, które były jego udziałem...

Autor: Temptation  12.05.2007 zgłoś

Do Slowian: "Samcem zerem"? Dla mnie bogactwo mężczyzny nie jest wyznacznikiem jego wartości, ciekawa jestem w takim razie po czym Ty oceniasz kobiety? Pewnie po szerokości bioder odpowiednich do rozrodu. Zresztą chyba mamy równouprawnienie, prawda? Pobudka! W dzisiejszych czasach obydwoje ludzi pracuje na dobrobyt materialny, tak samo jak obydwoje ludzi pracuje nad związkiem. Nie wiem też czemu definicję "zapewnienia domu i godziwego życia" wiążesz jednoznacznie ze ślubem. Poza tym ja osobiście nie zamierzam przekazywać dalej swoich genów, to temat o mieszkaniu na "kocią łapę" a nie o rozmnażaniu ;-). Monik, Czy w dyskusji np. z wyznawcą buddyzmu czy hinduizmu również jako autorytet będziesz cytować Biblię? Jeśli rzeczywiście żyjesz wg. tych zasad, które cytujesz, to szacunek, bo w naszym społeczeństwie widzę wiele dwulicowości i obłudy. To oczywiście nie oznacza jeszcze że Twoje zasady maja stosować wszyscy i że masz monopol na prawdę. Pozdrawiam

Autor: Capri  14.05.2007 zgłoś

Coz,przeczytalam tutaj wiele opini na temat wspolnego zycia ze soba bez slubu,nie napisze konkubinacie poniewaz dla mnie to takie puste slowo kojarzace sie ze slamsem:)Powiem tak,przezylam ze swoim ex mezem 25 lat,wychowalam dzieci,tak wychowalam wlasciwie sama,poniewaz on jakos sie do tego nie kwapil,chcialam go nauczyc pewnej odpowiedzialnosci za rodzine,dodam ze pobralismy sie mlodo oboje,nie udalo mi sie,on pozostal jako moje kolejne dziecko,wszystko musialam zdobywac wlasciwie sama,ale to dluga historia nie bede ja tu opisywac,jednym slowem bylo mi bardzo ciezko tak samej o wszystko walczyc.Po tak dlugim zwiazku,umeczona ,postanowilam odejsc i zaczac zyc dla siebie,poznalam wspanialego czlowieka,rowniez po podobnych do mnie przejsciach,moze nawet ciezyszch.Jestesmy ze soba juz od roku czasu,dopiero teraz wiem ze jestem kobieta kochana,szanowana,doceniana,on natomiast to bardzo cieply,delikatny i odpowiedzialny mezszczyzna i jestem bardzo szczesliwa,planujemy zakupienie wlasnego mieszkania by juz wspolnie zyc ze soba do konca naszych dni i nie potrzebny jest nam do tego zaden papierek urzedowy,bo jak juz tu ktos wczesniej wspomnial,przysiega przed samym soba jest cenniejsza niz przed obca osoba.Zatem jak widzicie,slub nie daje gwarancji szczesliwego zwiazku.Pozdrawiam wszystkich cieplutko:)

Autor:  12.05.2007 zgłoś

do Monik Zestawianie faktu mieszkania z mężczyzną z określeniami typu "wszeteczeństwo" świadczy o Tobie - niezbyt pozytywnie. Co Ty tu uprawiasz, Świętą Inkwizycję? Bezmyślne potępianie zawsze najlepiej katolikom wychodzilo, historia dostarcza dowodów, chcecie niszczyć wszelką inność, wszystko co odstaje od waszego ciasnego i ciemnego światopoglądu. Mój mężczyzna, z którym grzeszę śmiertelnie mieszkając bez ślubu, jest moim pierwszym, kochamy się niezmiennie od kilku lat, jesteśmy sobie wierni i żyjemy w zgodzie z wlasnym sumieniem. Chcemy mieć dziecko, które będzie owocem i ukoronowaniem naszego związku (dlatego zamierzamy wziąć ślub cywilny). W moim rozumieniu nie sprzeciwiamy się żadnemu z 10 przykazań. Dlaczego nasza milość mialaby być Bogu niemila? Jak to napisal ktoś powyżej - Bóg jest milością. Uczucie które nas lączy jest tak pelne i piękne, że jeśli w ogóle istnieje Bóg, to nasza milość jest pewnie jego dzielem. I być może Bóg patrzy na to jak wspieramy się w dobrych i zlych chwilach, i myśli, parafrazując Genesis, że to jest dobre.

Autor: zmorka  17.05.2007 zgłoś

pytasz co za myślenie? To myślenie kobiet dla których wyznacznikiem ich wartości jest "posiadanie" męża - właściciela, który za nie decyduje, który je utrzymuje i zdejmuje z nich całą odpowiedzialność za własne życie - zawsze mogą potem, po latach powiedzieć "on mi zmarnował życie", a ślub jest dodatkowym usprawiedliwieniem dla takiej postawy "nie mogliśmy się rozstać, byliśmy po ślubie". To kibiety, które traktują ślub jak kaganiec, łapię faceta "na męża" i do końca życia mają spokój - nie muszą o siebie dbać, nie muszą za siebie myśleć. To taki typ - mam wrażenie, ze na wymarciu.

Autor: monik  12.05.2007 zgłoś

oczywiscie ze nie. nie mowie ze chrzescijanie maja na cokolwiek monopol no chyba ze bycie z Bogiem, tym z ST i NT. Dla mnie autorytetem jest Pismo. Pozatym mysle ze zeby brac udzial w dyskusji musza byc obydwie strony, czasami jest ich wiecej ale przynajmniej dwie. Jestem tutaj jako CHRZESCIJANKA i tyle. Mysle, ze jesli ktos podchodzi do slubu jako do "papierka" a zeby spoleczenstwo sie odczepilo i zeby bylo latwiej o kredyty itp. (chociaz i tos ie zmienia) to to i tak nie ma wiekszego sensu, niech zyje w kohabitacie badz poprostu "ze soba" jak zwal tak zwal. Jesli ktos uwaza ze slub to rzecz swieta ustanowiona prez Boga i podobajaca mu sie to zmienia chyba postac rzeczy. Tak wiec kwestia wiary i wyznawanych wartosci jest tutaj jedna ze stron. Uwazam ze przez takie "dyskusje" duzo sie nie zmienia- moze ktos sie nad tym zastanowi, zbulwersuje, skomentuje, naubliza albo utwierdzi w swoich "racjach" i tyle. Wole rozmawiac face to face, szczegolnie jesli chodzi o tak wazne przynajmniej dla mnie sprawy. Wszystkiego nie da sie ot tak napisac i czesto moze to byc zle zrozumiane. i tak na koniec mojego cichego glosu zeby obalic pare stereotypow: NIE urodziłam się ani nie wychowałam na wsi, mieszkam i żyję w Krakowie, jestem osoba wykształconą, nie jestem katoliczką- chociaz to ostatnie nie ma wiekszego znaczenia ;) a i nie piperałam Pis-u. dziękuje i pozdrawiam.

Autor: loxi  14.05.2007 zgłoś

ja od niedawna mieszkam z facetem, jesteśmy ze sobą ponad 5 miesięcy, od miesiąca pod jednym dachem, jak dla mnie za szybko mimo że bardzo tego chciałam, pojawiła się rutyna i codzienność, troszku taki dzień świstaka, aczkolwiek zdarzają się cudowne, miłe dni, ale nie wiem czy ponownie bym się zdecydowała w tym tempie, pozbawiliśmy tęsknoty i tajemnicy troszkę nasz związek, ale w sumie nie jest źle. nie mam ochoty uciekać. można było się spodziewać lekkiej rutynki i wegetki ;D mama mojego chłopaka nie umie mu wybaczyć wyprowadzki i ma do niego żal straszny, nie wiem jak w tej kwestii mogę mu pomóc??? moja rodzinka natomist pełna akceptacja ;D jak dalej się potoczy nasze życie ??? zobaczymy, nic nie planuję... niech życie się toczy ...

Autor:  17.05.2007 zgłoś

"nie będę dla Ciebie gotowala, prasowala i sprzątala dopóki mi nie zaplacisz z góry , tzn. się ze mną nie ożenisz. Wtedy będę pewna że mnie nie zostawisz i będę miala dostęp do twojej kasy, na wszelki wypadek, gdybyś jednak zechcial mnie zostawić" - TAKI OBRAZ WYŁANIA SIĘ Z WYPOWIEDZI "SZANUJĄCYCH SIĘ" KOBIET WOJUJĄCYCH O ŚLUB. WSPÓŁCZUJĘ WAM BO NIE WIECIE CZYM JEST MIŁOŚĆ SZCZERA I BEZINTERESOWNA (!!!!!) MYŚLICIE TYLKO O TYM ŻEBY SIĘ W ŻYCIU "USTAWIĆ" I UWIĄZAĆ FACETA. BEZ OBRĄCZKI NAWET OBIADU MĘŻCZYŹNIE NIE UGOTUJECIE, ŻEBY NIE POMYŚLAŁ ŻE MA DARMOWĄ KUCHARKĘ. KAŻECIE SOBIE PŁACIĆ ZA MIŁOŚĆ I ODDANIE. JESTEŚCIE ŻAŁOSNE.

Autor: sisi  12.05.2007 zgłoś

Ja też zamieszkłam ze swoim mężczyzną, nie w celu sprawdzenia się, ale z miłości. Obydwoje dlugo pracujemy (ja jeszcze stusiuję), przd zamieszkaniem razem spotykaliśmy się gównie o bardzo óźniej porze.Uwielbialiśmy wspólne wypady, gdy mogliśmy spedzić razem cały dzień. Bardzo nam tego brakowało w zwykłej codzienności - postanowiliśmy zamieszkać razem. i tak jest już 2,5 roku. Nie kłocimy się o rachunki, obowiązki itp. Szanuejmy, że każdy może mieć zły dzień, jeśli jedno z nas zachoruje, drugie już jest obok i opiekuje się całym sercem. Jest naprawdę cudownie. Owszem, zdarzają się kłótnie, spory itp. Ale nie ma niedopowiedzeń, obrażania się. Nie mogę przecież po kótni obrazić się, trzasnąć drzwiami i wyjść - no bo przecież tu jest mój dom. Nauczylismy się przezo szybko godzić. Często robimy sobie miłe niepsodzianki. Uwielbiam, kiedy wracam z pracy, a obiad (odgrzany - bo to ja jednak lepiej gotuję, ale za to mój partner ma inne obowiązk)czeka na stole, czasem lampka wina, świeczki, słyzę jak woda nalewa się do wanny. Na początku często rozmawialiśmy o ślubie, teraz temat nieco ucichł, ale chicelibyśmy założyc rodzinę, mieć dzieci. Bez bożego błogosławieństwa sobie tego nie wyobrażam. Może i mają rację osoby mówiące, że mężczyzna łatwo przyzwyczaja się do dobrego (obiad, pranie itp), ale nie zapominajmy że sami jesteśmy kowalami swojego losu. Możemy popaść w rutynę i sprawę ślubu odkładać w nieskończoność. Ja do tego nie dopuszczę, już za mieisąc kończę studia i tak jak wcześniej ustaliliśmy - będzie to dobry moment na poważne przeanalizowanie naszej dalszej drogi.

Autor: sisi  12.05.2007 zgłoś

Ja też zamieszkłam ze swoim mężczyzną, nie w celu sprawdzenia się, ale z miłości. Obydwoje dlugo pracujemy (ja jeszcze studiuję), przd zamieszkaniem razem spotykaliśmy się gównie o bardzo óźniej porze.Uwielbialiśmy wspólne wypady, gdy mogliśmy spedzić razem cały dzień. Bardzo nam tego brakowało w zwykłej codzienności - postanowiliśmy zamieszkać razem. i tak jest już 2,5 roku. Nie kłocimy się o rachunki, obowiązki itp. Szanuejmy, że każdy może mieć zły dzień, jeśli jedno z nas zachoruje, drugie już jest obok i opiekuje się całym sercem. Jest naprawdę cudownie. Owszem, zdarzają się kłótnie, spory itp. Ale nie ma niedopowiedzeń, obrażania się. Nie mogę przecież po kótni obrazić się, trzasnąć drzwiami i wyjść - no bo przecież tu jest mój dom. Nauczylismy się przezo szybko godzić. Często robimy sobie miłe niepsodzianki. Uwielbiam, kiedy wracam z pracy, a obiad (odgrzany - bo to ja jednak lepiej gotuję, ale za to mój partner ma inne obowiązk)czeka na stole, czasem lampka wina, świeczki, słyzę jak woda nalewa się do wanny. Na początku często rozmawialiśmy o ślubie, teraz temat nieco ucichł, ale chicelibyśmy założyc rodzinę, mieć dzieci. Bez bożego błogosławieństwa sobie tego nie wyobrażam. Może i mają rację osoby mówiące, że mężczyzna łatwo przyzwyczaja się do dobrego (obiad, pranie itp), ale nie zapominajmy że sami jesteśmy kowalami swojego losu. Możemy popaść w rutynę i sprawę ślubu odkładać w nieskończoność. Ja do tego nie dopuszczę, już za mieisąc kończę studia i tak jak wcześniej ustaliliśmy - będzie to dobry moment na poważne przeanalizowanie naszej dalszej drogi.

Autor: Artur  12.05.2007 zgłoś

Póki wszyscy opowiadali, jak to im dobrze w konkubinacie wszystko było pisane na spokojnie. Gdy jednak ktoś zwróci uwagę, że to nie tędy droga, to od razu sypią się gromy. Ludzie, skoro tak dobrze wam w życiu na kocią łapę to odpisujcie godnie, bez krzyków, BEZ PISANIA Z CAPS LOCKIEM, na spokojnie, z kontr-argumentami, a nie z tekstami w stylu "sama jesteś głupia" :) A ja doleję oliwy do ognia, zgadzam się z magdasss. Gdybyście rzeczywiście były szczęśliwe w tych swoich związkach, to zwrócenie uwagi na brak papierka, nie denerwowałby was aż tak. Myślicie, że jesteście lepsze, a to nieprawda. Jesteście gorsze i wystarczy spojrzeć na prawa, jakie ma kobieta która "chodzi" z jakimś facetem 10 lat, a jakie ma jego żona. Np. w szpitalu nawet wam nie powiedzą co z tym "partnerem" się dzieje. Ślub da się załatwić w 10 minut, papiery w 7 dni i po kłopocie. Nie trzeba ani wesela, ani gości, można po cichu, na spokojnie i kłopot z głowy. A wy zachowujecie się jak dzieci, którym mama kazała iść do szkoły. Wiecie, że tak trzeba, że wszyscy tak robią, ale zapieracie się rękoma i nogami, żeby tego nie zrobić "nie mamo, nie pójdę"... Widzicie znajomych, którzy "chodzą do szkoły", są szczęśliwi, nie mają takich problemów jak wy, ale nie, dalej zapieracie się, że nie zrobicie tego. Tu już nie chodzi o jakieś zasady, sami sobie ideologię dorabiacie, tu chodzi o zaparcie się i chęć postawienia na swoim za wszelką cenę. Ewo, widzę że jesteś biblistką? Szkoda, że w tych swoich superlatywach pominęłaś przykazanie "nie cudzołóż". Jezus sam mówił o żonach i o mężach, a nie o "partnerach". Tu nie chodzi jednak ani o religię, ani o głupi papierek, tu chodzi o stabilność rodziny. Już samo to, że ludzie się rozwodzą jest złe i głupie, rodziny są rozwalane w pył, dzieci skoszone na całe życie. A konkubinaty to jest coś wybitnie niestałego. Gdy jest ślub ludzie mają jeszcze jakąś motywację, żeby powalczyć, żeby rozwiązywać problemy. W konkubinacie tego nie ma, nawet po 10 latach bycia razem, może przyjść trudny dzień, ostra kłótnia i koniec. Ludzie pod wpływem impulsów podejmują złe decyzje, jeśli jest papierek to większość tych impulsów jest wygaszana i po kilku dniach ludzie już są pogodzeni. W konkubinacie tego nie ma. Jest kłótnia, trzaśnięcie drzwiami i wyprowadzka. Dlatego większość konkubinatów nie ma dzieci, bo kobieta sama czuje się niepewnie, nie wie co będzie jutro... No ludzie, ja nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się wywyższacie z tymi "partnerami". Kochacie się tak? Skoczylibyście za sobą w ogień? No to dlaczego tego nie udowodnicie biorąc ślub. No kurcze, w niecałe 7 dni wszystko da się załatwić i już nie będzie żadnych problemów, ani prawnych, ani znajomi nic nie będą gadać, ani rodzina. Wy jednak wolicie trwać w niepewności. Wiecie co was różni od małżeństw? To, jak wszystkim dookoła musicie mówić "jak to my się kochamy". Krzyczycie o tym głośno. Małżeństwa tak nie robią, uśmiechają się do siebie, czasami się przytulą i ju

Autor: Temptation  12.05.2007 zgłoś

Do Artura: Gdzie ja krzyczałam? W którym miejscu napisałam że jestem lepsza od tych co biorą ślub? Nigdzie też nie nazwałam nikogo głupim. Z większością Twoich argumentów się nie zgadzam. Zdecydowanie nie jest tak, że bez ślubu nie ma motywacji do pracy nad związkiem. To po prostu miłość w największym gniewie każe się zastanowić, że to co nas łączy jest ważniejsze od głupiego sporu i przeczekać. Znam małżeństwa które też krzyczą że się kochają, a nie tylko się przytulają ;-). Niestety znam też małżeństwa nieszcześliwe, wiec nie uogólniaj, że ślub nie jest receptą na szczęście. Niestety również znam też szczęśliwe związki, które zmieniły sie w nieszczęśliwe małżeństwa. Zgadzam się jedynie w tym, że prawa w małżeństwie są większe i tu mi dałeś do myślenia, przyznam się że nie brałam tego wcześniej pod uwagę. (Jakby ktoś sie pytał czemu tu tak non stop piszę i czy nie mam innych zajęć, to z góry odpowiadam, złapało mnie solidne przeziębienie i od 2 dni grzeję się w domku m. in. czytając Wasze opinie :-))

Autor: jula  19.05.2007 zgłoś

do Niki: gratuluje Ci udanego związku i nie przejmuj sie agresywnymi odpowiedziami, widze że te komentarze sa tendencyjne. Same zalety konkubinatu.Miło mi sie czytało Twoją wypowiedź, racjonalne podejście:)pozdrawiam Cię!:) A może po prostu takie osoby chca sie wypowiedzieć, zeby udowodnic innym, że "właśnie jest super". Jak facet na prawde kocha kobiete i chce byc z nia całe zycie, to sie chce z nią ożenic. Niby co stoi na przeszkodzie? Mieszkanie przed ślubem jest pójściem na łatwiznę dla faceta. A jak sie od siebie i od partnera nie mymaga to pojawiają sie skarpety, kłótnie, wzajemne żale. Wszystko jest kwestia szacunku dla drugiej osoby, którą się kocha, o która sie troszczy, z którąchce się dzielić życie. Z moich obserwacji wynika, ze osoby niewierzące nie maja ochoty sie pobierac. Rozumiem je. Bo papier to tylko papier. Dla mnie ślub to coś wiecej. To błogosławieństwo od Boga, w którego wierzę. Wierze, ze takie błogosławieństwo umacnia związek. Welon, wesele, to tylko forma, obyczaj, to mozna modyfikować.

Autor: kaja  12.05.2007 zgłoś

Większość wypowiadających się tu osób to 20-kilku latkowie,pewnie dla tego wolą kocią łapę,bo jeszcze nie dojrzali do małżeństwa.Tylko,że do seksu i owszem.Bierzmy odpowiedzialność za to co robimy!bo nasze zycie to nie tylko nasza sprawa. Takie próbowanie kogoś to poniekąd zabawa drugim człowiekiem,jesli nie jesteś pewien czy człowiek z którym jesteś to ten jedyny to poczekaj,przypatrz się mu,popatrz na niego z boku ,pomyśl trochę,nie musisz od razu z nim mieszkać. Jesteśmy ludżmi,a to do czegoś zobowiązuje...Prawdziwa miłość niech pozostanie prawdziwą i świętą!

Autor: jula  19.05.2007 zgłoś

do Kat: masz wiele racji. Zamieszkanie z fecetem przed ślubem to inwestycja tego co najcenniejsze w coś, co niesie z soba duże ryzyko. Facet ma uprane, ugotowane, sex itd a nie ma zobowiązań. Pary, które zyja razem i sie rozchodza..kobieta, która nie jest żona nie ma prawa do majatku mężczyzny. W razie rozwodu musi zone jakoś "spłacic". Poza tym w razie czego, w szpitalu np. konkubina nie jest najblizsza rodzina, nie ma praw do swojego konkubina. Faceci sie rozleniwiaja i robia łaskę, żeby sie ożenić. Po co jak jest fajnie bez tego, zawsze może mu sie odwidziec i iść np. do młodszej dziewczyny. Znam pary, które mieszkały bez slubu na studiach, z 6 lat, dziewczyny poswieciły swój najlepszy czas w zyciu, a potem były rozstania, z reguły faceci odchodzili do młodszych. Cholowanie chłopaka robiąc mu za matke uważam za błąd. Facet, który musi sie postarac, spałnic odpowiednie warunku, żeby sie ożenić, ustawić sie dobrzez praca, zgrac charakter do kobiety, proponować atrakcyjnie spędzać czas, itd. bardziej sobie ceni taka kobiete, i ona ma z nim dużo przyjemniej. Mysle, że na wszystko jest czas. Jest czas zalotów i czas narzeczeństwa, młodego małżeństwa, które sie cieszy soba, i czas posiadania dzieci, czas starzenia sie wspólnie... Mój chłopak z którym jestem od roku i planuje ślub pojechał teraz za granice na 3 miesiące na kontrakt, żeby zarobic pieniądze na rozkrecenie własnej firmy, po to, by móc sie ze mną ożenić. Ja mam wybrać pierscionek zareczynowy i miejsce gdzie mnie zaprosi na wakacje:) Ożenić się ze mną chciał po kilku miesiącach znajomości, z reszta ja też. Miłość to pewność. Wóz albo przewóz, zastanawianie swiadczy o wątpliwościach, lepiej sobie z takim kandydatem wtedy dac spokój. Jest wielu fajnych facetów na swiecie. Powodzenia dziewczyny!:))nie dawajcie sie wykorzystywać, oni sie musza starać o nas:)

Autor:  19.05.2007 zgłoś

do juli JESTEŚ ZWYCZJNĄ MATERIALISTKĄ ("SPŁACANIE ŻONY") I NIE ZNASZ SMAKU PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI. WSPÓŁCZUJĘ

Autor: sonia  12.05.2007 zgłoś

Jakiś czas temu byłam na weselu u dobrej koleżanki. Mieszkała ze swoim facetem przed ślubem ze 2 czy 3 lata. W niecały rok po ślubie była już rozwódką. Dużo osób pisało tutaj o sprawdzaniu się, docieraniu itp podczas wspólnego mieszkania ze sobą przed ślubem, ale prawda jest taka że żyjąc w konkubinacie ludzie moga nie pokazywać prawdziwej twarzy (i zwyczajów tym bardziej) żeby nie wystraszyć potencjalnego partnera/ki przed ślubem.

Autor: MARTINUS  12.05.2007 zgłoś

Nie pochwalam życia przed Ślubem i popieram gorąco moją przedmówczynię [patrz wypowiedz Kaji]. Jestem szczęsliwy z moją dziewczyną mimo że nie mamy ślubu i co najważniejsze NIE mieszkamy razem. Widujemy się często i przez to się poznajemy. A poza tym ślub w drodze. A co do seksu przed ślubem wszyscy wiedzą że trzeba się liczyć z konsekwencją [zresztą miła] czyli dzieckiem. Jak wytłumaczyć dziecku które umie liczyć do 9 że tatuś z mamusią uprawiali seks przed ślubem a nie pozwalają 17letniej córce jechać z chłopakiem na dwa tygodnie na wakacje? Wiem że to trywialne ale zastanówcie się Od innych wymagamy a sami nie pozwalamy - hipokryzja ludzka. Pozdrawiam tych nie mieszkających jeszcze razem :-)

Autor: slowian  12.05.2007 zgłoś

do Templation Niezamierzasz poniewaz nieudacznicy od tego uciekaja. Jest rzecza udowodniona,ze ci co maja wiecej dzieci maja tez wyzsza potencje. My z zona robimy to srednio od 15 lat pare razy na dzien i mamy 6 dzieci. A czytalem w gazecie,ze 57% Wloszek uprawia seks raz na tydzien. No to Europejczycy maja przetrwac? Sami chcecie wymrzec. No ale moj slowianski rod sie rozrodzi...W gminie skad pochoddzi moj klan ludzi o moim nazwisku jest jakies 2,5% ale w szkole aż 4% uczniów nosi to nazwisko. Czyli-jestesmy 'Alfa':)

Autor:  12.05.2007 zgłoś

do Artura Spróbuj zrozumieć, że dla niektórych ślub nie jest "dowodem milości". Tak jak napisalam, my zamierzamy wziąć ślub cywilny ze względu na dziecko, które chcemy mieć. Kościelnego nie, bo oboje nie jesteśmy katolikami i nie uznajemy Kościola. Pytasz, czemy tak krzyczymy, że się kochamy. Nie krzyczymy, ale mnie to boli, że ludzie tacy jak Ty poddają w wątpliwość naszą milość, choć wcale nas nie znają i potępiając nas opierają się tylko na różnicach światopoglądowych. To po prostu przykre. Ja nie zarzucam ludziom po ślubach kościelnych że ich milość jest gorsza, dlaczego wy zarzucacie to mnie. NIE MASZ PRAWA OCENIAĆ ŻE CZYJEŚ UCZUCIE JEST GORSZE TYLKO DLATEGO ŻE JEST INNE OD TWOJEGO. Nie da się wszystkiego mierzyć swoją miarą, tak robią tylko szowiniści i egocentrycy. Nikt nie ma prawa na podstawie uogólnień deprecjonować moich uczuć, mojego szacunku dla samej siebie i związku w którym żyję i spelniam się jako czlowiek. Niech każdy idzie wybraną przez siebie drogą. Nie krzyczcie, że grzech, że kara boska, bo naprawdę nie dajecie dobrego świadectwa o Bogu. Przestańcie oceniać i potępiać, skończcie z tą krucjatą, bo nikogo nie przekonacie, tylko sprawiacie ludziom przykrość. Życie samo zweryfikuje czyje uczucia przetrwają. Ja wierzę w moją milość i szacunek dla drugiego czlowieka.

Autor: magda  12.05.2007 zgłoś

moja opinia jest podyktowana moim wlasnym doswiadczeniem. otoz, poznalam chlopaka za granica, z bardzo odleglej rzeczywistosci kulturowej. czas pokazal, ze musialam wrocic do polski na drugi rok studiow we wroclawiu. okazalo sie, ze po 4 miesiacach w polsce postanowilam cos zmienic i zaryzykowac, ze moze jednak polska nie jest jedynym miejscem do zycia, i ze jesli sie na cos nie zdecydujemy teraz pewnie nasz zwiazek nie przetrwa proby czasu. no i w ciagu tygodnia podjelam decyzje i sie wyprowadzilam z polski, przerwalam studia i wyjechalam. od razu zamieszkalismy razem, przez kilka miesiecy z jego znajomymi, z tego samego miejsca jak on.okazalo sie, ze poczatkowa fascynacja odmienna kultura przemienila sie w zmeczenie i znuzenie odmiennoscia, tym, ze wszystko jest tam tak wspaniale, ze nic innego nie moze sie nawet rownac. pojawily sie pytania, dlaczego w takim razie tutaj sa, skoro ich kraj jest taki niesamowity. moj chlopak byl oczywiscie stanal po mojej stronie, potem doszlo rozliczanie sie z drobnych wydatkow, klamanie, niesprzatanie i tak dalej. wyprowadzilismy sie ok 10 miesiccy temu i od tamtej pory mieszkamy razem tylko we dwoje w dwupokojowym mieszkaniu. okazalo sie, ze dopiero wtedy poznalam jego prawdziwa twarza, taka w jakiej sie zakochalam, zewnetrznie i wewnetrznie. szczesliwie przeszlismy rpoby docierania sie, krzykow, klotni i nieporozumien, zaskakiwania sie nawzajem innymi zwyczajami, jedzenia, spania i zycia inaczej. jednak to wszystko jest do zaakceptowania jesli sie kogos kocha. ale pewnie jakbysmy mieszkali z jego znajomymi dluzej, pewnie bysmy sie pozagryzali, bo jestem jak lew kiedy zdrowy rozsadek i normalna wiedza historyczna komus nic nie mowia, to ja oczy potrafie wydrapac. nawet za pierodly jak wmawianie mi, ze posprzatanie kuchni to nie duzy wysilek, wiec mozna zrobic to kiedykolwiek, a kiedy rano chce zrobic kawe nie mma czystej szklanki. wiec chyba wydaje mi sie ze to jest kwestia ZDROWEGO ROZSADKU i niezaperzania sie, czynienia sobie dobrze. a slub? phi, nie wierze w instytucje malzenstwa, wymyslona wylacznie dla dobr materialnych i dla trzymania kobiet przy facetach. ostatnio sie tez feministycznie zaczelam opowiadac na temat w ogole istoty przywiazywania sie do kogokolwiek jakkolwiek za pomoca prawa. przysieganie przed Bogiem to co innego, jak sie dezydujesz na wierzace malzenstwo, postepuj jak ci wiara nakazuje i nie wybieraj co dla ciebie dobre a reszte do smietnika, to nie wiara, to oportunizm. wiec konczac: slub? bron mnie naswietsza felicjo!, mieszkanie razem - o tak poprosze, ale bez dodatkowych lokatorow.

Autor:  12.05.2007 zgłoś

do Slowian Przeciętny wróbel jest lepszy od ciebie, samcu Alfa, bo on może kopulować kilkadziesiąt razy na godzinę. W ogóle twoje zwierzęce porównania są bardzo trafne, należaloby zamknąć cię razem z żoną w zoo. Pozdrawiam w imieniu gatunku ludzkiego. P.S. Ludzie którzy tak ochoczo chwalą się swoją seksualną sprawnością to zazwyczaj ci, którzy mają największe kompleksy. Acha, i zainteresuj, czy aby na pewno wszystkie sześcioro dzieci jest twoje.

Autor: IGA  12.05.2007 zgłoś

CO TO ZA PRZYGŁUP TEN SŁOWIAN?!!!! NIE WIEDZIAŁAM ŻE W WARIATKOWIE MAJĄ DOSTĘP DO INERNETU.

Autor: ciekawy  12.05.2007 zgłoś

monik napisała: "bez porownania wiecej statystycznie jest rozwodow miedzy partnerami ktorzy mieszkali razem bez slubu a pozniej zawarli zwiazek malzenski-to fakt i nikt tego nie moze zaprzeczyc." a gdy zapytałem o źródła tej informacji odpowiedziała: "a zrodlem sa chociazby badania CBOS-u szukajcie a znajdziecie ;) jest wiele socjologicznych ksiazek z opracowaniami takich wlasnie danych." monik - jesteś kłamcą! Chciałem dać ci szansę na obronę twojej tezy, ale praktycznie z niej nie skorzystałaś. Gdybyś w ogóle wiedziała co oznacza skrót CBOS nie użyłabyś go. CBOS to Centrum Badania OPINII (!!!!) Społecznej, a więc oni mogą najwyżej sprawdzić co Polacy sądzą o rozwodach, a nie jakie są ich rzeczywiste przyczyny. Jeśli już to GUS mógłby mieć takie dane, ale oni takich informacji nie gromadzą. Szczerze wątpię w to, że znalazłaś takie dane w "książce socjologicznej" - raczej usłyszałaś to od jakiegoś pana w koloratce i uwierzyłaś mu na słowo. Nawet gdyby w jakiejś książce takie statystyki się pojawiły, to jeszcze nie oznaczałoby, że są wiarygodne. Jest przecież wielu "Katolickich naukowców" w stylu Macieja Giertycha, którzy starają sie udowodnić idiotyczne tezy (historia o arce Noego, współistnienie dinozaurów i ludzi, prezerwatywy nie chronią przed AIDS, itd. itp.) byle tylko uzasadnić, że co głupsze stwierdzenia duchownych Kościoła Katolickiego nie są pozbawione sensu. Takie manipulowanie faktami w przypadku socjologii jest dość proste - właściwy dobór grupy statystycznej załatwia sprawę. Jeśli idzie o to jakie małżeństwa się rozpadają to można zauważyć, że wykształcenie "zaobrączkowanych" osób ma decydujące znaczenie. Szczerze wątpię, czy wspólne mieszkanie przed ślubem jest tak istotne jak sugerujesz. Należy także pamiętać, że w przypadku małżeństw, które przed ślubem ze sobą nie mieszkały ilość rozwodów będą zaniżać pary głęboko wierzące, bo oni nie wzięliby rozwodu nawet gdyby małżeństwo czyniło ich bardzo nieszczęśliwymi.

Autor: EWA  12.05.2007 zgłoś

ARTURZE JA NIE CUDZOŁOŻĘ, BO NIE ZDRADZAM. MÓJ PARTNER JEST PIERWSZY I JESTEM PEWNA ŻE BĘDZIE JEDYNY. MAŁŻEŃSTWO UZNAWANE JEST ZA SAKRAMENT OD CAŁKIEM NIEDAWNA. PAN JEZUS NIE MÓWIŁ O PARTNERACH, ON MÓWIŁ PRZEDE WSZYSTKIM O MIŁOŚCI. POCZYTAJ SOBIE TROCHĘ HISTORIĘ KOŚCIOŁA (JA NIE JESTEM BIBLISTKĄ ALE JESTEM HISTORYKIEM), POCZYTAJ TROCHĘ NAUKOWYCH PUBLIKACJI NA TEMAT TEGO, PO CO LUDZIE (LUDZIE, NIE BÓG) WYMYŚLILI MAŁŻEŃSTWO W CZASACH GDY KOBIETOM NIE WOLNO BYŁO NAWET SAMODZIELNIE MYŚLEĆ. DLATEGO GŁÓWNIE NIEZARADNE KOBIETY, KTÓRE NP. NIE MOGĄ ZNALEŹĆ PRACY TAK USILNIE DĄŻĄ DO ŚLUBU, ŻEBY MIEĆ PISEMNE ZOBOWIĄZANIE MĘŻCZYZNY ŻE BĘDZIE JE UTRZYMYWAŁ I ŻE "NIE ZOSTANĄ Z NICZYM". MOŻE NIECH SPRÓBUJĄ SAME SIĘ CZEGOŚ DOROBIĆ, TO NIE BĘDĄ TAK LĘKLIWIE SZUKAĆ "STABILIZACJI".

Autor: Ana  12.05.2007 zgłoś

Niech każdy robi to, co uważa za słuszne i tyle. Osobiście uważam, że zamieszkanie ze sobą dopiero po ślubie jest dużo bardziej ryzykowne. Szczegóły dnia codziennego potrafią zniszczyć każdą miłość i lepiej wiedzieć z góry na co się decydujemy.

Autor: monik  12.05.2007 zgłoś

tak zgadza sie bardzo ladnie rozszywrowales skrot CBOS opinie na temat zwiazkow nieformalnych- moze nie trafna. Tak sie sklada ze te info, ktorymi si eposluzylam są bezposrednio zaczerpniete od osoby ktora badania takie przeprowadza a mianowicie od dr Kluz z UJ badania demograficzne w ksiazkach pani Slany takze to potwierdzaja i sa to badania ilosciowe- te panie nie sa przedstawicielkami duchowienstwa. I wypraszam sobie oskarzanie mnie szerzenie nieprawdziwych info! Pisałam ze NIE jestem katoliczka tak wiec nie moglam tego zasluszec od ksiedza! a ksiazka do satytystyki to ksiazka do statystyki i nic o zwiazkach nieformalnych tam nie znajdziesz.

Autor: jak nic ja  12.05.2007 zgłoś

Arturek chyba ma rodzicow, ktorzy sa szczesliwym malzenstwem. Stary nie chce Cie straszyc, ale raczej nie bedziesz w szczesliwym zwiazku w tym wcieleniu chyba ze bedziesz mial szczescie. Jestem facetem i bardzo mnie cieszy ze tak duzo kobiet tu sie wypowiada, bo widze ze madrzeja i nie sa wpatrzone w swojego jak krowa w malowane wrota, a co za tym idzie bedzie wiecej szczesliwych dzieci. Pozatym wiadomo, ze poped faceta czesto robi swoje, i trzeba sie nauczyc go kontrolowac, dopiero jak facet sie przekona ze seks to tylko dodatek mily, duze piersi niewiele wnosza, a kobieta, ktora potrafi lepiej ugotowac niz sie kochac to skarb ;) to wart jest dluzszej inwestycji. A wiadomo ze facet przewaznie taki stan osiaga dopiero kolo 30stki, i wczesniej trudno mu wybrac miedzy obiadem a seksem z blondynka z duzymi oczami zwlaszcza jesli nikt nie widzi. A widac duzo, mianowicie ilosc malzenstw jaka sie rozwodzi, bo byly zawierane glownie przez....DZIECKO!!! A nie tam przez jakas milosc wielka i wogole, chyba ze poimprezowe uniesienie tak nazwiemy. Tak, tak, a to dlatego ze kiedys gumek nie starczalo dla wszystkich ;). A dlaczego rozwodza sie dopiero teraz ktos zapyta - a dlatego ze spoleczenistwo stalo sie bardziej tolerancyjne i mowi "Dobrze zrobilas, ze w koncu sie uwolnilas od tego nieudacznika i tyrana", a nie "Glupias Ty, chcesz zeby Cie Papiez ekskomunikowal albo zeby Cie ukamienowali". I widac tu przy okazji co tak naprawde trzymalo te malzenstwa - nie milosc tylko wstyd, strach i inne nienajprzyjemniejsze uczucia. Cieszy tez fakt ze zadowolonych na tym forum jest pewnie ponad 95%, a reszta to w wiekszosci Ci od "szczesliwych" malzenstw, czyli wychodzi na to ze kocia lapka przynosi szczescie w prawie 100%. A przecierz malo kto lubi byc nieszczesliwym. Na koniec dodam, ze wzgledu na wiek tu piszacych niektorych nie przekraczajacy wlasnie 30, czy nawet 25 lat. Pamietajcie ze jesli sie decydujecie na seks z kims to musicie zadac sobie pytanie czy chcielibyscie miec dziecko z ta osoba, zwlaszcza jesli uzywacie niepewnych zabezpieczen. Pozdrawiam i zycze szczescia. PS: Jesli umiesz liczyc, licz na siebie. Na innych dopiero po 30stce ;).

Autor:  12.05.2007 zgłoś

do ciekawy jesli jestes z krk to z checia sie spotkam, pogadam i przedstawie stosowna literature- przygotuje sie specjalnie ;)

Autor:  12.05.2007 zgłoś

do ciekawy jesli jestes z krk to z checia sie spotkam, pogadam i przedstawie stosowna literature- przygotuje sie specjalnie ;)

Autor: monik  12.05.2007 zgłoś

do ciekawy przepraszam ale to zabolało, nikt nigdy nie zarzucał mi kłamstwa. moj blad jest taki ze info podane kiedys tam na wykladzie przez dr nie spawdzilam przyjelam za pewna bo wiadomo ze opinie i fakty potwierdzajace twoje przypuszczenia badz poglady lepiej sie zapamietuje. i jesli jestes tak bardzo ciekawy to moge sie pofatygowac i spisac odpowiednia literature ktora wykorzystujac stosowne badania ( napewno bardziej wiarygodna od tych ktore mozna wyszukac w cbosie) udowodni moja teze (a raczej nie tylko moja bo ludzie zajmujacy sie wartosciami prorodzinnymi tez taka teze przyjmuja) ze statystycznie wiecej rozwodow jest miedzy ludzmi ktorzy wczesniej mieszkali razem bez slubu-ale ta tendencje nawet wypowiedzi tutaj potwierdzaja. nie mowie ze tak musi byc ze zawieranie malzenstaw po paroletniej "probie" musi byc skazane na niepowodzenie ale to pewna tendencja wykazana przez badania- w dodatku bardzo ciekawa. to tyle z mojej strony pozdrawiam i moze kiedys do uslyszenia?

Autor: ciekawy  12.05.2007 zgłoś

monik Chyba nie powiesz mi, że posiadasz dane, z których wynika, że np. mężczyźni w wieku 30-35 lat, mieszkający w miastach od 50 do 100 tys. mieszkańców, mający wykształcenie wyższe, zarabiający 2000-2500 tys. zł. , wierzący, ale nie praktykujący i kobiety w wieku 25-30, z miast 50-100 tys., z wykształceniem wyższym, o zarobkach 2000-2500 tys. zł., niewierzące mają dużo większą szansę się rozwieść jeśli zamieszkają razem przed ślubem? Pisząc, że faktem (na podstawie badań socjologicznych) jest, iż wśród par, które mieszkały razem przed ślubem jest więcej rozwodów wprowadzasz ludzi nie mających większego pojęcia o socjologii w błąd. Sugerujesz im, że w ich konkretnym przypadku, jeśli jeszcze nie wzięli ślubu dużo rozsądniej jest nie mieszkać razem, bo inaczej zmniejszają się ich szanse na udane małżeństwo. Nikt nie prowadzi badań na tyle dokładnych, by można było wyciągać takie wnioski. Jest zbyt wiele czynników (środowisko, wykształcenie, wiara, wiek, majątek, ilość rozwodów w rodzinie, itd.) które należy uwzględnić, by móc PRECYZYJNIE określić, którzy ludzie mają duże szanse na udane małżeństwo jeśli nie zamieszkają razem przed ślubem, a podając uogólnione dane można tylko namieszać komuś w głowie lub wprowadzić go w błąd.

Autor: sailor moon  12.05.2007 zgłoś

ja mieszkam z moim narzeczonym juz 3lat (razem jestesmy 5lat) wspolne mieszkanie wyszlo z mojej inicjatywy no ale on tez tego chyba chcial..najpierw mieszkalismy 2.5roku z jego rodzicami i powiem ze to byl kiepski dla mnie okres w zyciu ;[ klocilismy sie dosc czesto..co jest przykre ale zawsze sobie z tymi naszymi problemami radzilismy jego rodzina lubila sie wtracac w nasze sprawy ale to niebylo chyba najgorsze najgorsze bylo to ze oni potrafili glosno dyskutowac na moj temat bardzo niemilo (czesto z tego powodu plakalam) a moj luby nigdy niestanal w mojej obronie...bardzo mnie to bolalo (po nim splywalo chyba jak po kaczce )od ponad roku mieszkamy sami ale oczywiscie niezadaleko od jego domu rodzinnego na to nigdy by sie niezgodzil a ja chcialabym sie stad wyrwac .oboje pochodzimy z patologicznych rodzin z problemami alkoholowymi i ja bardzo sie boje ze moj narzeczony tez kiedys wybierze alkohol aniezli mnie bo tez lubi sobie czasem wypic ale nieumie sie chyba kontrolowac i stad moje obawy..poza tym coraz czesciej sie klocimy i nieumiemy znalezc porozumienia.czuje ze sie oddalamy od siebie..i niewiem co bedzie dalej?? ale uwazam ze bycie/mieszkanie ze soba jakis czas bez slubu jest dobrym wyjsciem i warto go wyrobowac zanim staniemy na slubnym kobiercu. pozdrawiam

Autor: monik  12.05.2007 zgłoś

ludziom potrzebne sa fakty, takie badania zostaly mi przedstawione w kontekscie wartosci prorodzinnych na uniwersytecie a nie w kosciele. Nie napisalam nigdzie ze zamieszkanie przed slubem oznacza ze malzenstwo bedzie nie udane albo ze jest glowna przyczna rozwodow. Moje stanowisko juz dawno okreslilam- mysle ze glownie wyznawane wartosci, poglady itp. przyczyniaja sie do tego czy malzenstwo bedzie trwalo czy skonczy sie rozwodem- i wogole czy zostanie zawarte. Mysle ze jesli chodzi o sam fakt mieszkania przed slubem i fakt ze pozniejsza formalizacja zwiazku moze "zwiazek popsuc" wiaze sie z pogladami ludzi ktorych to dotyczy, jak ktos napisal formalizacja- zmniejsza wolnosc, sprawia ze czlowiek jest pewny drugiej osoby i sie nie stara itp. zgadzam sie jak najbardziej ze jest wiele czynnikow- ale taka tendencja tez jest zauwazana- mysle ze w aspekcie psychologicznym latwiejsza do uzasadnienia. Wedlug mnie jesli ktos nie wierzy w sens malzenstwa to ja i tak tego nie zmienie moja wypowiedzia. A w calym moim wywodzie i postach tutaj chcialam raczej skupic sie na podejsciu do samej miłości i zwiazku z wyznawanymi wartosciami. z szacunku do osob udzielajacych sie badz tylko czytajacych informuje ze nie mam czasu na przesiadywanie tutaj i odpowiadanie na kazde zarzuty- podstawne czy tez nie. Dlatego z mojej strony to koniec. pozdrawiam.

Autor: Czarownica-23  12.05.2007 zgłoś

3 lata temu wyszłam z amąż,bo urodziłam cudownego synka.Wtedy myślałam,że to będzie najlepsze dla mojego synka.Nie pomyślałam wcale co będzie dla mnie dobre, a tak naprawde krzywdze w ten sposób swoje dziecko.Dzisiaj z perspektywy czasu jak widze jaki jest mój związek bardzo żałuje mojej decyzji z przed 3 lat. Ciagl się kłucimy,a ja nie umiem odejść od niego.Widze,że mój syn jest bardzo za nim i nie umiem mu "zabrać" mu taty.Wiem,że on nie będzie się nim zbytnio interesował.Od narodzin cały czas ja się nim zajmuje,a poza tym on już ma jedno dziecko z poprzedniego związku.Gdybym wtedy wiedziała,że tak będzie żyła bym z nim na kocią łape i sądze,żę dużo prościej by było.

Autor: obiektywna  12.05.2007 zgłoś

a ja powiem tak: w dzisiejszych czasach ludzie wcale nie muszą mieszkać razem, żeby uprawiać sex, więc gdyby TYLKO o sex chodziło ludziom żyjącym na kocią łapę, to wcale nie musieliby kombinować żeby razem zamieszkać. Więc przestańcie ich (żyjących na kocią łapę) krytykować za to że ze sobą mieszkają bez ślubu, uważając że chodzi im tylko o sex, bo z tego co zauważyłam, to głównie za ten sex są potępiani. A przecież w tym chodzi o coś więcej

Autor: Elle  12.05.2007 zgłoś

kate: "Wspólne życie we dwoje to nie transakcja, nie trzeba podpisywać umowy. Chyba że brakuje uczucia. Wtedy pozostaje już tylko podpisany papier i metalowe kajdanki na palcach." ŚWIĘTA PRAWDA!

Autor:  12.05.2007 zgłoś

do MARTINUSA Nie odróżniasz seksu przed ślubem od seksu nieletnich? 17-letnia dziewczyna to nie to samo co 27-letnia samodzielna kobieta która ma prawo decydować o sobie i kochać się z kim chce i kiedy chce. Zawsze najpierw pomyśl zanim napiszesz takie bzdury.

Autor:  12.05.2007 zgłoś

Ze lubie seks ze swoja zona to jestem zwierzeciem? Zwierzeta to robia to z kim popadnie bo im sie to chce. My z zona przez 2 lata przed slubem nie mielismy zadnych kontaktow seksualnych. Ja mam 45 lat a moja 30.I kazdego trzydziestolatka w tych sprawach przeskocze bo ma to wrodzone. Jak ktos nie interesuje sie liyteratura,sztuka ,polityka to wiadomo debil. Skoro tak to ludzie nie majacy potencji sa tez ulomni. To tyle. Seks jest czyms normalnym zarowno u zwierzat jak i ludzi. Chory wrobel tez nie moze ..albo nawet go zlapie jastrzab.

Autor: slowen  12.05.2007 zgłoś

Ja.

Autor: Temptation  12.05.2007 zgłoś

Slowen, ależ nie musiałeś się nawet podpisywać ;-)

Autor: agusia  12.05.2007 zgłoś

A ja decyzje o wspólnym zamieszkaniu podjęłam bardzo szybko i niespodziewanie. Znałam swojego faceta od 2 lat razem byliśmy 4,5 m-ca. Fakt, nasz związek w expresowym tepie ewoluował a wynikało to z tego, że mieszkaliśmy w akademiku na jednym piętrze wiec praktycznie mieszkaliśmy już razem tylko że z jego współlokator spał nad nami na piętrowym łużku. Skończyłam studia i żeby być razem zakombinowałam, żeby mieszkać jeszcze w akademiku. Teraz on kończy studia, po roku wspólnego mieszkania wiemy, że to jest to!!. Mamy plany ślubne. Chcemy kupić samochód. I wiem, że gdybym wtedy nie zamieszkała z nim było by nam dużo trudniej. To był piękny rok mimo, że przetykany kłutniami, kłopotami finansowymi oraz odrzuceniem przez moich " przyjaciół". Moja przyjaciółka po trzech miesiącach wspólnego mieszkania rozstała sie z facetem który miał być taki wspaniały i niesamowity a przy bliższym poznaniu okazał sie cholerykiem i despotą. Tak wiec rada dla niezdecydowanych: Jesli nie jesteście pewni nic tak nie pokaże wam prawdy jak wspólne mieszkanie, wspólne wydatki, jedzenie sprzątanie.

Autor:  12.05.2007 zgłoś

LUDZIE KOCHANI, CZEMU WY CIĄGLE PISZECIE KŁÓTNIE PRZEZ "U"???? POZDRAWIAM WSZYSTKICH, KAŻDY MA RACJĘ (SWOJĄ) :D

Autor: Delfina  12.05.2007 zgłoś

Ja mieszkałam z moim obecnym mężem rok przed ślubem i bardzo miło wspominam ten czas, byliśmy wtedy oboje bardzo zabiegani, praca, studia, dużo obowiązków ale zawsze a to jedno a to drugie coś ugotowało, posprzątało, wyprało itp. Widziałam, że nie jest lalusiem i że dużo potrafi, spodobało mi się to. Dogadywaliśmy się też pod każdym innym względem i ten rok razem nam wystarczył żeby podjąć decyzję o ślubie. Myślę, że jeśli takie mieszkanie razem się przeciąga na wiele lat to rzeczywiście można stracić motywację do tego, by swój związek oficjalnie przypieczętować ale też nie każdy czuje taką potrzebę. My się pobraliśmy i cieszę się z tego do dziś; wydaje mi się, że szczęście w małżeństwie to tak naprawdę loteria, nigdy nie wiadomo czy się uda i nie ma to nic wspólnego z tym, że się mieszkało razem przed ślubem bądź nie. Jeśli rzeczywiście statystycznie ludzie nie mieszkający razem przed ślubem rzadziej się rozwodzą, wynika to zapewne z faktu, że są to ludzie wierzący więc mają dodatkową motywację na bycie razem - nie rozwodzą się, bo to grzech i nie mogliby chodzić do komunii.

Autor:  12.05.2007 zgłoś

Hej Slowian, nie chwal się tak tą potencją, bo 6 dzieci w ciągu 15 lat to nie jest najlepszy wynik. Twoja żona miala 15 lat, kiedy zacząleś z nią wspólżyć? A ty 30? Może masz sklonności pedofilskie? W każdym razie nie wyzywaj od dziwek dojrzalych kobiet, które świadomie podejmują decyzje o swoim życiu. Ja mam nienajlepsze mniemanie o uprawiających seks 15-latkach. Acha, a co zrobisz jak już nie będzie Ci stawal? Stracisz sens życia? A twoja żona będzie wtedy jeszcze dosyć mloda i może zechcieć sobie poszukać jakiegoś lepszego ogiera... Przecież grunt to rozmnażanie!

Autor: mała  12.05.2007 zgłoś

uważam że zamieszaknie razem to super decyzja , jestem po brozwodzie i narazie kolejny sl;ub nie wchodzi w rachube

Autor: R.  17.05.2007 zgłoś

Nie ma chyba sensu roztrzasać tego czy mieszka sie razem przed czy po slubie.Papierek z USC ma bardzo male znaczenie.Wspolne zycie tak czy inaczej wyglada tak samo! Ja z moim facetem "na kocia lape" mieszkam prawie 6 lat.Jestesmy bardzo szczesliwi, mimo tego ze sa skarpetki czy brudne gary. W zyciu nie licza sie takie przyiemne sprawy (pelnia one tylko uzupelnienie!). Najwazniejsze jest uczucie, ktore laczy dwoje ludzi. Czy nikt nie bierze pod uwage wspolnego gotowania,prania czy sprzatania?To swietne polaczenie koniecznego z czyms baaaaaaardzo przyjemnym ;) Na takich drobnych sprawach zycia codziennego mozna sie swietnie poznac, dopasowac, czasem sie "popsztykac",zeby mozna sie bylo godzic... :) Takie wspolne obieranie ziemniakow czy spacer na zakupy zblizaja ludzi - mnie i mojego faceta na pewno - 26.maja bedzie nasz slub :D

Autor: Weronika***  12.05.2007 zgłoś

Mieszkam z moim meżczyzną od 3,5roku. Bardzo sie kochamy, szanujemy, wspieramy, dopingujemy. Jako studentka tulalam sie po stancjach i przezywalam katusze mieszkania ze starszymi paniami. Mieszkając z Michalem odzylam. Czuje sie swobodnie, poczulam,ze w miescie studiowania jest moj dom. Lubie prac i gotowac. Michal zmywa, myje lazienke, wyrzuca smieci. Byc moze gdybym byla żoną uwazalby,ze jako "Matka Polka" powinnam sama zajmowac sie domem, a tak wyrabia sobie dobre nawyki. Kiedy wracam zmeczona do domu proponuje mi herbate. Wstaje wczesnie i jedzie 140km/godz abym na czas omgla oddac projekt z Organizacji i Zarządzania. Przytuli, poglaszcze, pomasuje.. Jesli kiedys zdecydujemy sie na slub bedzie to skromny slub cywilny,bo 25-30tysiecy wole wydac na podróże (Turcja, Hiszpania, Grecja) niż na impreze typu festynowego gdzie pod namiotem podpici panowie szarpia panie jedzace golonke przy dzwiekach disco polo.

Autor: zyje na kocia lape  14.05.2007 zgłoś

pewnie, ze warto! :)

Autor: Temptation  17.05.2007 zgłoś

Nie rozumiem czemu ciągle kobiety piszą o służeniu mężczyźnie!? Niezależnie od tego czy mieszka sie ze ślubem czy bez, obydwoje partnerów pracuje na wspólny dom. Przykładowo ja gotuje-on zmywa, ja piorę-on rozwiesza pranie, ja zamiatam-on myje podłogi... czy ja mam jakieś super szczęście że znalazłam takiego faceta?? Mam wrażenie że to nie to, że same kobiety często stawiają się w rolach służących! Jeśli będziesz tak myśleć o sobie, to rzeczywiście lepiej służyć po ślubie, kiedy jak mu sie służąca znudzi, to przynajmniej nie zostawi jej z niczym.. eh, brak mi słów po prostu. Jeśli ja jestem darmową kucharką, to mam darmowego zmywacza ;-)

Autor: Magda  14.05.2007 zgłoś

do Kate Ja też mieszkam od dwóch lat z narzeczonym, mimo że rodzice nie byli zachwyceni, dali nam prowo wyboru, w końcu jesteśmy dorośli. Mieszkaliśmy już trochę przed zaręczynami i było wspaniale, jest tak do tej pory. Mój mężczyzna oświadczył mi się dlatego, że chce być ze mną teraz i w przyszłości. Ja nie potępiam ludzi którzy żyją bez ślubu. Uważam tylko: (doszłam do tego niedawno, bo kiedy wyznaczyliśmy datę ślubu kościelnego, zaczęłam się zastanawiać nad jego konsekwencjami), że zawsze przychodzi czas na refleksję. Kiedyś chciałam wziąć tylko (podobnie jak Ty) ślub cywilny. Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że jeżeli mieszka się ze sobą 2-3 lata i wkłada się w związek całe serce, chce się poznać drugą osobę, to poprostu przychodzi moment, że wie się, że to ta druga połówka na całe życie i mogę (nie muszę) jej przyrzec, że na dobra i złe chcę z nią być - i, że to mnie nie przerośnie. (Mam taką nadzieję.) Jeśli mieszkanie ze sobą ciągnie to się kilka lat, to wydaje mi się, że jedno z partnerów unika podjęcia autoanalizy, bo może okazać się, że nadal nie jest pewnym i co wtedy? Głupio żyć z myślą, że to przyzwyczajenie, przyjażń ale nie miłość - skoro jest dobrze to po co się rozstawać? Nawet jeśli to miłość to coś jest nie tak, czegoś brakuje, żeby pójść na całość. Nie traktuję ślubu jako układu, normy prawnej tylko jako przysiegę, po pełnym przemyśleniu, za i przeciw, że chcę walcyć o miłość do końca życia. I uważam, że jeśli nawet, ślub cywilny, to powinna się taka deklaracja pojawić np. gdzieś na łące itp. Często ślub ywilny traktyje się jako akt prawny. Ze ślubem kościelnym jest trochę inaczej bo tu mówi się o przysiędze przes Bogiem i to już trochę zmienia postać rzeczy. Dla mnie najważniejsza jest miłość szczera i uczciwa, ze ślubem lub bez, miłość ciałem, umysłem i duszą. Pozdrawiam

Autor: emi  17.05.2007 zgłoś

FACETOPINIA MA RACJE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: TEZ O FACETOPINIA  17.05.2007 zgłoś

YHYM.ZGADZAM SIE. JAK KTOŚ CIE NAPRAWDE KOCHA TO ROBI WSZYSTKO BY SPOTKAC SIE Z TOBĄ TEZ PO TEJ DRUGIEJ STRONIE.I zrobi więc wszystko żeby pokazać Ci drogę do Boga (a nie wszystko żeby pomieszkać z Tobą, poprzytulać się z Tobą kiedy najdzie chęć, mieć z kim chodzić na wesela ITD)

Autor: kiwi  11.08.2007 zgłoś

Witam wszystkich. ja zamieszkalam z chlopakiem po 3 misiacach bycia razem rodzinka byla w szoku a jakos to przelkneli ,a znalismy sie od ponad roku.Bylo wspaniale razem zarabialismy wiec wynajelismy mieszkanie pozniej sie jeszcze kilka razy przeprowadzalismy glowne wydatki dzielismy na pol: czynsz,zakupy,rachunki(prad gaz itd0,reszta kazdy na swoj rachunek.Balam sie na poczatku ze moze nam nie udac sie i zostane z niczympo rozstaniu.A tarez Mija wlasnie 1,5 roku prawie i zaczyna mnie meczyc ta sytuacja czuje sie jak kochanka bo jesli mezczyznie zalezy na kobiecie zeni sie z nia zeby za jakis czas zalozyc rodzine miec dziecko wspolne zobowiazania gdy juz w zyciu sie ustawia.Nie wiem czy on ma wobec mnie powazne plany mam nadzieje ze tak bo nie bede czekac nieskonczonosc az mnie poprosi o reke.Mieszkanie na kocia lape jest dla osob ktore maja watpliwosci co do tej drugiej osoby lub zwiazku nie sa pewne jego trwalosci, bo to wygodna sytuacja:ma sie bliska osobe przy sobie i zawsze seks z nia kiedy przyjdzie ochota ale tez zabezpieczenie wolnosci bo mozna odejsc w kazdej chwili gdy spotka sie kogos bardziej interesujacego.

Autor: FACETOPINIO  17.05.2007 zgłoś

Mieszkanie ze sobą wiąże się z seksem:seksem częstszym/tym-a on z ucodziennieniem=opadaniem eksytacji.Ta natomiast z szukaniem innej ekscytacji.Czasem jest to dodawanie do seksu elementów ostrzejszych, czasem zdrada.Jedno z tych dwóch wyklucza prawdziwą miłość. Bóg jest kimś kto mógł stworzyć świat i kto może ochronić dwoje ludzi przed tym wszystkim napisanym powyżej (jeśli tylko dwoje ludzi odda PRZED OŁTARZEM Mu CAŁY swój związek) JAK WIELKĄ SUPERTARCZĄ. Jako zwyczajny facet uwielbiałem seks ze swoimi kobietami. jak większość kobiet ze swoimi mężczyznami. Z wieloooma mieszkałem na kocią łapę. Poznałem Annę. Dopiero z nią mi się udało. Tylko ona mnie naprawdę kocha. pokazała mi (nie, nie Boga) prawdziwy sens życia, miłośći.Dziś widzę że byłem seksocholikiem, ateistą nie mogącym uwolnić się od masturbowania. A chodziłem do koscioła, stypendium na uczelni itd. GDYBY NIE BÓG I ANKA BYŁBYM W ZYCIU WEGETUJĄCYM DO DZIŚ G R Z Y B E M MIESZKAJĄCYM NA KOCIĄ ŁAPĘ Z TĄ CZY TAMTĄ... Nikomu się nie udało przeżyć na kocią łapę życia z drugą osobą szczęsliwie albo bez zdrady (choćby myślami)

Autor: sophie  13.05.2007 zgłoś

Dla jednym jest ważne, żeby żyć w małżeństwie, dla innych nie ma to najmniejszego znaczenia, albo przychodzi z czasem. Coraz więcej mamy rozwodów, a jednocześnie coraz więcej par wybiera życie na kocią łapę. Więc o co chodzi? Życie bez ślubu traktowane jest przecież przez większość, jako okres sprawdzenia siebie. Czy naprawdę tak wiele zmienia ta obrączka na palcu? Przecież i tak żyjecie razem. Ja poznałam mojego partnera na I roku studiów, on był już doktorem. Między nami jest 10 lat różnicy. Można by pomyśleć, że ja, jako młoda osoba, zauroczona dojrzałym mężczyzną będę od razu chciała ślubu, żeby go przypadkiem nie stracić... Jednak pomijając fakt, że obojgu do głowy nam to nie przyszło, samo życie 'zmusiło' nas do wybrania opcji bez ślubu. Pan doktor ze studentką... za wiele komplikacji. Nie przeszkadza nam brak obrączki na palcu, chyba raczej bardziej mobilizuje do tego by o siebie zabiegać. Jednak oboje bierzemy pod uwagę, że kiedyś możemy założyć na palec tą symboliczną biżuterię. I nie będzie to pokierowane pojawieniem się dziecka, czy presji rodziny. Raczej podziękowanie za te lata i przypomnienie dla nas samych, kiedy odbije nam na starość, że nie ma sensu pozbywać się tej radości i smutku jakie razem przeszliśmy. I świadomość, że gdyby jej nie było, też byłoby dobrze.

Autor: mewa  13.05.2007 zgłoś

Zalezy, jak podchodzi sie do instytucji malzenstwa. To koscielne, w bialej sukni, to deklaracja przed Bogiem wiernosci drugiej osobie do smierci, oraz Sakrament (tak, tak). Piekna sprawa, podzielic z kims zycie. Jesli mieszkasz z kims pare lat 'zeby go sprawdzic', i zalozmy, ze 'sprawdzisz' i ci 'odpowiada', to czy nie traktujesz tej osoby jak kolejny produkt? A przede wszystkim, czy w twoim centrum nie jestes TY i tylko TY? MI odpowiada, MI nie przeszkadza, MI dobrze, JA sie z nim/nia dobrze czuje itp. A milosc to odpowiedzialnosc za tego kogos, uznajesz GO/JA, a nie tylko siebie. Ile czasu wystarczy na SPRAWDZENIE czy to 'to'? Jesli juz po slubie ta druga polowka zachoruje, lub zapadnie w spiaczke, lub straci rozum, zmieni sie... ludzie sie zmieniaja, starzeja, staja sie niedolezni.. Przechodza kryzysy. Malzenstwo ma to przetrwac, bo malzenstwo to podzielenie swojego zycia z druga osoba. Co moze ci powiedziec 3 lata wspolnego mieszkania, gdy jest sie mlodym, pelnym energii, bez dzieci, atrakcyjnym, o tym jak bedzie wygladala reszta wspolnego zycia??? Ludzie, to zludzenie! Prawdziwa milosc --> poswieca sie --> wspoldzieli --> bierze odpowiedzialnosc za drugiego wraz z jego niedostatkami, wadami, ulomnosciami --> RYZYKUJE Polecam ponowne zastanowienie sie czym jest Malzenstwo. zycze duzo milosci :))) XX

Autor: kate  14.05.2007 zgłoś

Magdo Zgadzam się z Tobą we wszystkich podstawowych kwestiach. Kiedy mój mężczyzna wyznal mi milość, powiedzial, że nie wyobraża sobie życia beze mnie. On jest dojrzalym mężczyzną i nie rzuca slów na wiatr. To dla mnie znaczy nie mniej niż gdyby mi przed oltarzem przysięgal że mnie nie opuści. Nie opuścil mnie mimo wielu trudnych chwil, a ja nie opuścilam jego. Oboje chcemy mieć dzieci, które zwiążą nas nierozerwalnie. Ale ślub (nasz już za 2 tygodnie :) rzeczywiście traktuję tylko jako akt prawny. Pozdrawiam Cię i życzę Ci dużo szczęścia i milości :)

Autor: mixer  13.05.2007 zgłoś

Z męskiego punktu widzenia... Mieszkamy razem coś tak 4 lata prawie (Jesteśmy razem od 6). To nie jest na prubę, to po prostu chęć wspulnego ŻYCIA. Tylko i Aż tyle. Planujemy ślub ale tylko cywilny (na szczęście nie podzielamy religilnych zakazów i nakazów) po to by mieć jasną sytuację prawną. I tak naprawdę niczego to nie zmieni. Dalej będziemy się kochać i razem żyć. Ot papier i fajna imprezka w gronie przyjaciół. RAZEM dawaliśmy sobie radę wcześniej, dajemy teraz to dlaczego ślub miałby coś zmienić? Przeżyliśmy wiele i to nas zahartowało. Liczy się MIŁOŚĆ i to co nas łączy. Kwity i błogosławieństwa (jakiekolwiek by nie były) nie są ani przyczyną stabilizacji ani rozpadu jakiegokolwiek związku. pozdro.

Autor: slowian  13.05.2007 zgłoś

Moja zona ma 35 lat...Pomylilem sie... Nie mam sklonnosci pedofilskich,lubie kiedy kobieta jest rozwinieta. A te wspolczesne dziewczyny to albo chude jak patyk albo znowu grube niezgraby. Ciezki wybor maja chlopaki.

Autor: Hubka  13.05.2007 zgłoś

A ja mysle, ze malzenstwo w ogole nie jest konieczne. To absolutnie sztuczny twor. Mieszkam ze swoim mezczyzna kilka lat, mielismy za soba burze, ciagle ze soba jestesmy i chcemy byc ale jesli kiedys nagle cos sie zmieni, czego przeciez nikt nigdy nie moze wykluczyc, mozna sie rozstac bez dodatkowych utrudnien i nerwow. Milosc pozwala nam trwac w zwiazku i niech to bedzie tylko milosc, szacunek i przyjazn, a nie jakis cholerny papierek.

Autor: kamila  13.05.2007 zgłoś

Witam, Mieszkam z moim mężczyzną od kilku miesięcy. I co się okazało? Ktoś, kto na randkach wydawał mi się taki odległy, idealny, w codziennym zyciu jest jak najbardziej zwyczajny - ze wszytskimi tego słowa znaczeniami. Okazało się, że ma swoje wady, bo zostawia bielizne porozrzucaną po pokoju i nie lubi robić prania. Ale okazało się też, że lubi (chce?) przynosic sniadanie i kawę do łóżka, itd. itp. nieobce sa nam ciche dni, ale to chyba normalne... Nie wiem jeszcze, czy wezmiemy slub. Wiem, że mieszkanie razem jest niezła szkoła życia, szkoła kompromisu... Nie każdy te szkolę potrafi przetrwac, wiec jak najbardziej polecam parom to rowiązanie.

Autor: Mania  13.05.2007 zgłoś

Tak czytam te opinie i fakt jest taki że medal ma dwie strony. Ja i mój partner jesteśmy ze sobą od 8 lat jakieś 4 mieszkamy ze sobą i muszę powiedzieć że to nie jest tak że ja biorę za niego i na odwrót połowę odpowiedzialności kocham tego wariata pod każdym względem i jedyne co nas na dzień dziśiejszy rózni to jest nazwisko i nic wiecej w lipcu tego roku się pobieramy.I uważam że zalegalizowanie naszego związku będzie dopełnieniem jego.

Autor: czarna2444  13.05.2007 zgłoś

Mieszkam z moim narzeczonym od ok.roku i jestem z nim bardzo szczęśliwa! Pomimo tego, że nie mamy ślubu nikt nie robił nam z tego powodu wyrzutów. Od 28 grudnia 2006 jesteśmy dodatkowo szczęśliwymi rodzicami Eryka i to głównie ze względu na niego we wrześniu 2007 bierzemy ślub konkordatowy. Nie dlatego, że on jest i tak "wypada", ale dlatego, że w Polsce wszystkie tzw."sprawy papierkowe" i dla nas i dla dziecka łatwiej załatwia się będąc małżeństwem. Znam bardzo wiele osób, które zdecydowały się na wspólne mieszkanie nie będąc małżeństwem i wszyscy zgodnie uważamy, że to wspaniała sprawa!

Autor: DOsWIADCZONA  13.05.2007 zgłoś

Do Aga-----------To nie prawda że jak się jest w związku formalnym to jest większa motywacja do pracy nad nim.Można to tak pstrzegać ale taki związek gdzie dwoje ludzi wiecznie się szarpie łudząc się że to dla ratowania związku,bo jest ślub dzieci które widzą tę szarpaninę TO PROSTA DROGA DO NIENAWIŚCI OBOJĘTNOŚCI lub robienia czegoś dla świętego spokoju!Wiem co mówię,ja to przeszłam,nic mi nie dała walka o małżeźstwo mimo rozmóW ustęstw.Dziś pozostał tylko żal że nie warto było.No ale wtedy myślałam rozwód,samotność co ludzie powiedzą?.Błąd!!!!!!!!!!Ale fakt łatwiej zerwać związek nieformalny,jeśli nie ma miłości bo gdy jest to on też będzie trwał.

Autor: DOsWIADCZONA  13.05.2007 zgłoś

Do Aga-----------To nie prawda że jak się jest w związku formalnym to jest większa motywacja do pracy nad nim.Można to tak pstrzegać ale taki związek gdzie dwoje ludzi wiecznie się szarpie łudząc się że to dla ratowania związku,bo jest ślub dzieci które widzą tę szarpaninę TO PROSTA DROGA DO NIENAWIŚCI OBOJĘTNOŚCI lub robienia czegoś dla świętego spokoju!Wiem co mówię,ja to przeszłam,nic mi nie dała walka o małżeźstwo mimo rozmóW ustęstw.Dziś pozostał tylko żal że nie warto było.No ale wtedy myślałam rozwód,samotność co ludzie powiedzą?.Błąd!!!!!!!!!!Ale fakt łatwiej zerwać związek nieformalny,jeśli nie ma miłości bo gdy jest to on też będzie trwał.

Autor: Aga  13.05.2007 zgłoś

Kiedys bylam zwolenniczka wspolnego mieszkania przed slubem wlasnie w celu "sprawdzenie sie". Ale teraz sobie mysle: co wtedy, gdy jednak uznamy, ze sie nie sprawdzilismy? Pakujemy walizki i "do widzenia". Slub i formalnosci z nim zwiazane powoduja, ze mamy jednak wieksza motywacje do pracy nad zwiazkiem i walki o niego w sytuacji kryzysu. Ze zwiazku nieformalnego bardzo latwo sie wycofac bez proby ratowania go. Sama mieszkam z chlopakiem juz prawie rok i coraz czesciej sie zastanawiam dokad to wszystko zmierza...

Autor: kikah  13.05.2007 zgłoś

Mam 21 lat, w grudniu będę miała swoje mieszkanie. Tylko kawalerka, ale na więcej nie dało rady... Mój chłopak zgodził się ze mną zamieszkac. Cieszy mnie to, bo póki co dzieli nas 200km... zobaczymy, jak będzie. Póki co "pomieszkiwaliśmy" u siebie, zobaczymy co będzie od grudnia...no może, stycznia ;)

Autor: Gonia  10.05.2007 zgłoś

Jestem z moim Kochaniem 2 miesiące, za 3 tygodnie się do niego przeprowadzam.Nie chcemy się sprawdzać, po prostu chcemy być razem.Razem zasypiać, razem się budzić, jeść śniadania, obiady, kolacje...chcemy być blisko siebie już zawsze.Pewnie wiele osób powie,że to za szybko...moim zdaniem jeśli jest się pewnym, to czas nie ma znaczenia.Moi rodzice po 2 miesiącach znajomości wzięli ślub i są razem 36 lat.Za jakiś czas i my się pobierzemy i mam nadzieję,że w tych "pokręconych" czasach uda nam się razem przejść przez życie.Pzdrawiam wszystkich :)

Autor:  18.05.2007 zgłoś

DO NIKI A TY SIĘ CIESZYSZ ŻE JESTEŚ TAKĄ "KUPIONĄ KROWĄ"?????????? TO GRATULUJĘ, NALEŻYSZ DO ELITARNEGO GRONA KOBIET, DLA KTÓRYCH JEDYNĄ ŻYCIOWĄ AMBICJĄ JEST BYĆ ZAKUPIONĄ JAKO TOWAR O NAZWIE "ŻONA". JEST TYLKO JEDNO NIEBEZPIECZEŃSTWO - OSTATNIO JEST CORAZ WIĘCEJ SKŁADANYCH REKLAMACJI, ZWŁASZCZA GDY TOWAR SIĘ PRZETERMINUJE LUB OBJAWIĄ SIĘ "WADY UKRYTE" - WIĘC LEPIEJ SIĘ ZANADTO NIE ROZLUŹNIAJ...

Autor: osfffojona  10.05.2007 zgłoś

Mieszkanie ze soba przed ślubem to świetny sprawdzian charakterów-wtedy wszystko wyjdzie-ja polecam!:)

Autor: SONYA  10.05.2007 zgłoś

Tak się składa że jestem mężatką i przed ślubem nie mieszkaliśmy z mężem razem (choć mogliśmy bo mieliśmy już mieszkanie) chodziliśmy ze sobą przez 5lat a od 2 jesteśmy małżeństwem. Osobiście uważamy (razem) że na próbę to sobie można spodnie założyć i to też nie w każdym sklepie. Po ślubie uczyliśmy się siebie na nowo i odkrywalismy się siebie. Wspólne życie to trudna decyzja i wielka odpowiedzialność a także kompromis. Nasi znajomi (żyjący w konkubinacie) pewnego dnia wyszli z domu a potem do niego wrócili jakby nigdy nic( tylko że z papaierem że są małżeństwem) i ze świadomością że to już koniec :) Dla nas nowe życie razem było fantastycznym wydarzeniem, choć niekiedy potrafiliśmy siebie nieprzyjemnie zaskoczyć. Ale uważam że warto było wziąść ślub i zamieszkać razem dopiero po. A nasz ślub był wzruszającym przeżyciem i chocby dlatego warto było podpisać papierek w kościele. pozdrawiam wszystkich

Autor: 0la  10.05.2007 zgłoś

Witaj, jestem 10 lat po ślubie i nierozumiem jak różnice w rytmie dnia mogą rozbić związek? mój mąż jest tzw. ,,sową ,,tzn. lubi siedzieć po nocach ja jestem tzw. ,,słowikiem,, lubę wcześnie chodzić spać i nie wyobrażam sobie zeby to mialo nas rozdzielić???. Wieczorami kiedy ja śpię mój mąz :czyta,gra na komp. czy np.wynosi śmieci,rano kiedy on spi ja robię zakupy i kiedy wsaje możemy spędzać razem czas. każdy ma jakieś wady ale jak sie kogoś kocha to to się go akceptuje takim jakim jest,razem z jego np. balaganiarastwem czy pedanterią. dla mnie małżeństwo jest wartością samą w sobie,nie wychodzi się za kogoś w pierwszym zauroczeniu po miesiącu znajomości daje się czas na poznanie się. znam pary które zamieszkały razem po kilku dniowej znajomości i niestety zadna nie przetrwała roku. małżeństwo jest czymś więcej niż tylko mieszkaniem razem.

Autor: kate  10.05.2007 zgłoś

do lany Gdybym byla ciężko chora a mój mężczyzna zainteresowal się inną, to uznalabym, ze jest lajdakiem, obojętne czy bylby moim mężem czy nie. Ty jak rozumiem uważasz, że należy przede wszystkim przykuć do siebie faceta papierkiem, a to czy on potem jest w porządku czy nie to już nie ma znaczenia, bo jest Twoim mężem i ma nim pozostać, bo jak nie to puścisz go z torbami przy podziale majątku. Tak to wygląda, ta oslawiona "stabilizacja". Mnie to nie przekonuje. Milość daje mi poczucie przynależności, ale wcale nie muszę mieć poczucia "posiadania" partnera.

Autor: Delfina  10.05.2007 zgłoś

Slowian, moge miec i piecioro dzieci jesli chodzi o mnie, ale czy bylbys w stanie zapewnic swojej kobiecie i dzieciom godziwe utrzymanie? Mowiac "godziwe" nie mam na mysli biedoty w krajach islamskich. Oczywiscie dobrze byloby, gdyby moje dzieci znalazly w Polsce w przyszlosci prace dla siebie i bylo je z kolei stac na zalozenie wlasnej rodziny i kupno wlasnego mieszkania/domu. Mysle, ze jestes tylko kolejnym propagatorem utopii w tym kraju, zal mi cie i twojego waskiego swiatopogladu

Autor: Marynia  10.05.2007 zgłoś

Do Natali!Natalio!Masz prawo miec swoje zdanie,tak jak pozostali.Wyrazilas swoja opinie i ja Cie w tym popieram.Kazdy decuduje o sobie sam.Twoja decyzja jest to ,aby zamieszkac po slubie i nalezy to uszanowac. Tak trzymaj i badz soba bez wzgledu na "mode" Pozdrawiam Cie serdecznie i zyczy duzo radosci i milosci.

Autor: Temptation  10.05.2007 zgłoś

Lana, Przecież w małżeństwie też nie masz gwarancji że, tak jak piszesz: " jak będziesz ciężko chora Twój książę nie znajdzie osobie młodszej, zdrowszej". Pytasz "kto zostanie na lodzie z niczym?" Dam świetny przykład, moi rodzice się rozwiedli, mama musiała wszystko dla ojca spłacać, połowę mieszkania, które kupiła sama, mimo że dzieci zostawały z nią... Teraz ja mam swoje mieszkanie, swoją pracę, w życiu powinno polegać się przede wszystkim na sobie. Wolę poczucie niezależności, niż całkowitej zależności od mego księcia, który po wielu latach może niestety się zmienić i przestać traktować mnie jak swoją księżniczkę... To wszystko nie oznacza że nie ufam, czy nie kocham swego partnera, tylko to że życie mnie czegoś nauczyło, tego że w życiu są pewne tylko zmiany. Jestem szczęśliwa na tu i teraz, a żaden ślub mi nie da gwarancji ze to się nie zmieni. Mi nie jest źle tak jak jest teraz. Jeśli Tobie by było źle bez ślubu to mam nadzieję że naprawdę da Ci on szczęście i bezpieczeństwo którego potrzebujesz :-)

Autor: jupinka  10.05.2007 zgłoś

Ja nie potępiam małżeństwa w ogóle, ale uważam, że trzeba byc do tego w pełni gotowym, a nie podejmowac decyzję pod przymusem, bo np. rodzicom czy babci sie to nie podoba. Ja nie czuję się gotowa do małżeństwa mimo tego, że z moim mężczyzną mamy dziecko, dodam, że synuś nie był zaplanowany, ale nie chciałam zaraz z tego powodu brac ślubu. Gorzej niż mieszkac ze sobą przed ślubem, czy w ogóle bez ślubu jest męczyc się razem dla dobra dzieci, bo dzieci rodziców którzy nie są ze sobą szczęśliwi także nie będą szczęśliwe.

Autor: Lana  10.05.2007 zgłoś

Mieszkanie z sobą żyjąc na tzw. kocią łapę jest fajne, ale... gdy ma się 20 parę lat, studiuje się itp. Wtedy życie jest proste, człowiek ma wiele marzeń i planów. Problem zaczyna się gdy po kilku latach na ślub zdecydować się jest trudno. Będąc tyle lat razem ślub staje się zbędny, no bo po co?Źle jest tak jak jest teraz? A właśnie, że źle. Chciałoby się mieć dziecko, no ale po ślubie, bo tak bez to trochę głupio. Znaczy się należałoby wziąć ten ślub. Ale, wtedy pojawiają się problemy. Bo każdy chce po swojemu i każdy widzi to inaczej. W sytuacji gdy ludzie znają się tyle lat i są z sobą dzień w dzień co do ślubu dogadać się jest bardzo trudno. Tak można przesiedzieć na tą łapę do późnej starości. Pisze to z punktu widzenia kobiety i uważam, że do końca nie można być nigdy pewnym faceta. Mieszkacie razem, ok., wszystko kupujecie razem, ok. ale jak się rozstaniecie to kto zostanie na lodzie z niczym? Ten przysłowiowy papierek ułatwia sprawę. Myślę, ze daje pewne poczucie pewności, przynależności. Skąd wiesz, że jak będziesz ciężko chora Twój książę nie znajdzie osobie młodszej, zdrowszej. Życie na kocią łapę ma sens w młodym wieku gdy się nie ma nic i na starość gdy każdy ma coś swojego. Najpierw nie ma co stracić a później co było do stracenia to już się straciło.

Autor: MAdziunia  11.05.2007 zgłoś

Nigdy nie wypowiadalam sie na forum, ale po przeczytaniu waszych opini postanowilam dołączyc swoja wypowiedz.JAkies trzy lata temu poznalam chlopaka przypadlismy sobie do gustu.Spotykalismy sie dwa lata wszystko bylo pieknie, fajnie wspolne wyjazdy tez byly cudowne jak i on.Rodzice moi jakos nie do konca byli pewni czy aby napewno on jest tym odpowiednim facetem dla mnie:)byl moment,ze potrzebowal ode mnie pomocy i wsparcia finansowego (sprzedalam swoje auto zeby mu pomoc)potem jak juz sie wszystko unormowalo postanowilismy razem zamieszkac.Oczywisci wbrew temu ze wszyscy byli przeciwni twierdzac ze to nie jest chlopak dla mnie i ze bede przez niego plakala.Ja postawilam na swoim i chcialam sprobowac.Przez pierwsze miesiace bylo ok pomijajac fakt, ze w niczym mi nie pomagal bo twierdzil ze to nie jego mieszkanie(bo wynajmowalismy)i ze bedzie robil jak bedzie mial swoje,ale stopniowo od najmniejszych problemow do najwiekszych zaczely sie awantury najpierw bez przemocy a potem zaczal podnosic na mnie reke, ja w tym wszystkim tkwilam bo balam sie uslyszec a nie mowilismy ze to nie jest facet dla ciebie (a on tez wiedzial ,ze sie tego boje i myslal, ze go nigdy nie zostawie.Nie potrafilam sie z tego wyplatac przez dlugi czas ale teraz odetchnelam z ulga bo go zostawilam.Nie chce teraz w ogole nikogo musze sie pozbierac i nadrobic stracony czas.A gdybym wziela slub to teraz byla bym juz po rowodzie na 100%.najgorsze jest to,ze sie staralam a im bardziej sie staralam tym wieksze upokorzenie przechodzialam i badz tu teraz madry, mowia ze nie warto byc dobrym i chyba maja racje

Autor: patka  10.05.2007 zgłoś

Oj zawsze jest co do zdobycia i przed Ślubem i po ślubie Tzreba tylko miec trochę fantazji i nie popadac w rutynę:)Ja chcę wziąć ślub bo chcę sie czuc pewnie i nie wyobrażam sobie zajść w ciąże będąc panna.A tak wogóle to lubię ten stereotyp:Najpierw Ślub potem dzieci.

Autor: agnes  10.05.2007 zgłoś

uważam, że każdy w życiu dokonuje wyborów i na co się zdecyduje to pewnie dla niego jest lepsze, osobiście sądzę, że jeśli miłość dwojga ludzi jest prwadziwa to chcą ze sobą być do końca życia, a nie "na próbę" , a czy podpiszą papier czy nie to to jest bez znaczenia, chyba że dla materialistów, ale to chyba już wtedy nie miłość sama nie podpisałam papieru i jest mi dobrze wstrętna bywa tylko opinia publiczna pozdrawiam

Autor: Hanka82  10.05.2007 zgłoś

DO "POMYŚLAŁAM" I właśnie o to chodzi!!! To jest życie moje drogie. Pomyślcie sobie pracujecie razem, wydajecie razem...a jak wasz facet okaze sie draniem zostaniecie bez niczego. To tak a propo ŻYCIA. Swoją droga skoro facet ma " dame na ulicy, kucharke w kuchni i dziwke w łóżku..takie trzy w jednym" to na cholere mu żona. MOŻE JAKIŚ PAN SIE WYPOWIE??

Autor: Hanka82  10.05.2007 zgłoś

DO "AGNES" To nie materializm, to dupochron.

Autor: Lula  10.05.2007 zgłoś

Czytajac powyzsze opinie ,wlos mi sie jezy z na glowie.Albo ja jestem zacofana albo dzisiejsza,,mlodziez,, jest tak bardzo ,,dorosla,,I podobno Polska to ok. 90% katolikow ktorych wiara zabrania wspolzycia przedmalzenskiego.Osobiscie uwazam ze wspolne zycie to trudna decyzja i wielka wspolodpowiedzialnosc.Takie mieszkanie na probe to pojscie na ,,latwizne,,Jak sie nam znudzi lub nie wyjdzie to sie wyprowadzamy.Majac slub i podpisany,,papierek,,trzeba troche pracy i wysilku wlozyc w to aby utrzymac zwiazek.Malzenstwo to kompromis i wielka odpowiedzialnosc.Jak widac z powyzszego nie wszyscy chca podjac sie tego zadania.Uwazam ze warto bylo poczekac do slubu i zamieszkac razem dopiero po.Pozdrawiam wszystkich szczesliwych malzonkow i malzonki.

Autor: Danusia  11.05.2007 zgłoś

Witam, Jesteśmy z mężem po ślubie kościelnym prawie 8 lat, wcześniej nie braliśmy pod uwagę mieszkania wspólnie, oboje nie chcieliśmy próbować, sprawdzać się czy coś takiego. Z perspektywy czasu myślę że była to dobra decyzja. Kochamy się i mąż mnie szanuje, a problemy zawsze są w życiu i na bieżąco je rozwiazujemy. Myślę, że budujemy nasz związek na solidnym fundamencie oboje mamy ten sam światopogląd, staramy się w życiu kierować zasadami chrześcijańskimi, bo w tym całym zgiełku łatwo jest się zagubić. Szanuję zdanie wszystkich tu piszących i nie chcę nikogo oceniać. Moim zdaniem, ślub i złożona sobie przysięga jest bardzo dobrą decyzją . Pozdrawiam wszystkich.

Autor: Boon  18.05.2007 zgłoś

Ja chce byc z mojm Ukochanym do końca życia ale nie planuje żadnych ślubów. W mojej rodzinie nie kładzie sie na to nacisku, nie jesteśmy też katolikami. Rodzice mojego chłopaka żyja jeszcze w błogiej nieswiadomości ze doczekaja sie ślubnej fety. A my własnie planujemy wspólne zamieszkanie jak tylko skończe studia, on jeszcze chciał by urególowac nasz zwiazek ale ja już ostatecznie powiedziałam jakie mam zdanie.

Autor: INKA  10.05.2007 zgłoś

Do Temptation: Nie twierdze,ze Ty tracisz czas- to Twoj wolny wybor. To, co napisalam odnosi sie do mojej osoby. Nie oceniam nikogo. Przedstawiam swoje zdanie. Co do Twojej wypowiedzi zgadzam sie,ze mieszkanie przed slubem nie daje gwarancji- oczywiscie,ze nie- bo zycie to nie pralka, czy lodowka na gwarancji- W ZYCIU NIGDY NA NIC NIE MA GWARANCJI. To raczej kwestia doboru dwojga ludzi i miliona okolicznosci.

Autor: lila  10.05.2007 zgłoś

A ja nie pozdrawiam malżonków i malżonki, tylko tych którzy szczerze i naprawdę kochają - obojętne po ślubie, przed, czy w ogóle bez. Samo malżeństwo nie jest niczym trwalym - trwale są tylko podstawy związku, "formalnego" czy "nieformalnego": milość i szacunek. "Żona" czy "konkubina" to tylko glupie etykietki. Jeśli lączy Was prawdziwe uczucie, wszystko będzie dobrze, obojętne czy żyjecie z kościelnym blogoslawieństwem czy na kocią lapę. Pozdrawiam wszystkie kochające kotki, nie dajcie się! :)

Autor: lila  10.05.2007 zgłoś

do luli Myślisz stereotypowo i szufladkujesz ludzi zupelnie bez sensu. Ja żyjąc z moim mężczyzną bez ślubu (jesteśmy niewierzący) każdego dnia wkladam taki sam "wysilek" w nasz związek jak każda mężatka (zresztą wiele kobiet wychodzi za mąż nie bezinteresownie z milości tylko np. żeby się dobrać do kasy faceta, ale mniejsza z tym).Nie jesteśmy gorsi bo nie mamy papierka, kochamy się i staramy tak samo, mając inne poglądy i światopogląd. I prosimy o uszanowanie naszej inności. Wlaśnie przez ludzi którzy myślą tak ciasno kościól traci wiernych.

Autor: Realistka  15.05.2007 zgłoś

Biedactwa, uświadomcie sobie wreszcie, że miłość nie istnieje. Jest przyjaźń + seks (do pewnego momentu życia) + wspólne cele życiowe. Tylko, jeśli te trzy warunki będą spełnione, to małżeństwo (lub związek) będzie udane. A jeśli, któregoś z tych trzech warunków zabraknie w pewnym moemencie wspólnego życia, to ta wasza "miłość" pryśnie niczym bańka mydlana i wasze młodzieńcze ideały sięgną bruku szybciej, niż się obejrzycie. Nawet nie będzie, co zbierać. Niezależnie ,czy to będzie małzeństwo, czy życie na kocią łapę. Co trzecie małżenstwo kończy się rozwodem, nie mówiąc już o kłótniach, zdradach, kłamstwach, braku porozumienia i związkach typu "jesteśmy ze sobą dla dzieci". Przy tym wszystkim fakt, czy ktoś mieszka ze sobą przed ślubem, czy nie, to mały pikuś, który nie ma znaczenia. Idealiści, proponuję przejrzeć na oczy i zobaczyć w jakim świecie żyjemy, bo samym uniesieniem i paroletnim zaślepieniem jeszcze nikt niczego nie zbudował, w każdym razie niczego trwałego.

Autor: INKA  10.05.2007 zgłoś

Oczywiscie,ze kazdy zwiazek dwojga ludzi, partnerow, przyjaciol, etc. jest ciezka praca. Kazdy zyje, jak chce. Ja po prostu wypowiadam swoje zdanie. Mam swoje doswiadczenia, spostrzezenia i argumenty, by tak sadzic. Nikogo nie chcialabym urazic, a jesli tak sie stalo najmocniej przepraszam. W moim odczuciu zwiazek malzenski jest piekna, odpowiedzialna, madra, acz trudna droga bycia razem. Wszystkim zyjacym wspolnie parom zycze duzo szczescia, pogody, radosci z bycia we dwoje, milosci, usmiechu, pieknych chwil :-)

Autor: konkubina  18.05.2007 zgłoś

dziwne, ja mam dokładnie odwrotne obserwacje - po ślubie zaczyna się zabawa w "zaskórniaki" - facec chowają kasę przed żoną, żeby mieć na swoje wydatki, a żony kontrulują gdzie mężowie wychodzą i z kim, zaczyna sie wzajemne podliczanie: ile kto zainwestował we wspólne i dalczego tak mało, doglądanie czy aby napewno podział obowiązków jest sprawiedliwy i partnerski - takich rzeczy w związkach dobrowolnych nie ma i ludzie mają do siebie większe zaufanie - wiedzą, ze są ze sobą dobrowolnie a nie z przymusu i nie muszą się oszukiwać, zeby być sobą.

Autor: indianka  16.05.2007 zgłoś

oto moja historia...znam mojego narzeczonego od trzech lat, od blisko roku mieszkamy razem. Sytuacja jest dziwna, gdyż on uważa , że wspólne zamieszkanie to nie jest zadna deklaracja na przyszłośc, podobnie jak podarowanie pierścionka. W czasie zeszłorocznych swiąt Bozego Narodzenia, oswiadczył, że chciałby bym została jego narzeczoną(?)nie bardzo wiedziałam co to znaczy, czy nie mówi się żoną?Ale, coż...pomyslałam , że pewnie to kwestia niefortunnego wyrażenia. Nastepnie mmiało odbyć sie spotkanie z rodzicami(moimi), by ficjalnie im o tym powiedzieć. Nie odbylo się jednak do tej pory...W ogóle nasi rodzice sie nie znają, bo on twierdzi, że to zbyt daleko idący krok...Zbyt ważna deklaracja, perwsza rozmowa zapewne byłaby od razu o slubie itp.Ostatnio oswiecił mnie, że nie jest do niczego gotowy, może za pięc lat (mam 28, on 29), dzieci tez potem. Wczoraj powiedział " a moze za 10 lat". Stwierdził, że za rok moze wyjedzie za granicę, ale sam, bo dla dwojga nie bedzie pieniędzy. Teksty rzuca obezwładniające. Nie wiem co robić. Kocham go , bo w codziennym życiu jest troskliwy, ciepły,mam sie do kogo przytulić...Nie wiem czy to szczyt naiwności z mojej strony?czy może mi ktoś cos poradzić?powinnam sie wyprowadzić?

Autor: pseudonim  16.05.2007 zgłoś

to dopiero dobry argument za wzięciem ślubu - jak Cię laska zdradza, weź ślub - na pewno przestanie! jak Cie facet okłamuje - bierz slub - obrączka wyprostuje mu charakter! Matko kochana, ludzie, powiedzcie, że sobie jaja robicie, proszę!

Autor: niesia  16.05.2007 zgłoś

Mialam w swoim zyciu trzech mezczyzn.Z jednym bylam 7 lat i myslalam,ze juz z nim bede do konca zycia.Po szesciu latach zamieszkalismy razem i okazalo sie,ze jednak nie jestesmy dla siebie.Z drugim facetem juz po miesiacu zamieszkalismy razem,bardziej z jego inicjatywy.Jednak byl to silny ogien,ktory szybko zgasl!Jestem teraz w szczesliwym zwiazku!!Mieszkam z moim Arturem rok czasu,a zamieszkalismy razem po dwoch miesiacach!Nie skladamy sobie zadnych obietnic-typu;kocham cie do szalenstwa!Juz zawsze bedziemy razem!Pobierzemy sie za rok!staramy sie zyc pelnia zycia i dobrze nam to wychodzi!Dzielimy sie obowiazkami.Nie rozliczamy sie kto ile na co wydal.Oczywiscie nie jestesmy idealni,kazdy ma wady,mniejsze i wieksze!Jednak wazne w tym wszystkim jest to,aby te wady zaakceptowac i polubic!Jesli tak sie nie stanie, mozna zawsze sie wycofac i to bez szkody dla siebie,rodziny i kosztow sadowych!Dlatego uwazam,ze dla dwojga ludzi,ktorzy sie pokochali,taki test sprawdzenia sie w zyciu i zamieszkanie razem jest swietnym treningiem przed planowaniem wspolnego zycia na dobre i na zle!polecam!:)

Autor: Ania  15.05.2007 zgłoś

DO: Natalia Natalio nie słuchaj ich wszystkich. Powiem Ci mimo że jesteś osobą młodą masz bardzo zdrowy punkt widzenia. Jestem osobą wierzacą i niech mi nikt nie mówi, że ten kto mieszka na tzw. kocią łapę ma coś wspólnego z wiarą, Bogiem, Kościołem. Jestem szczęśliwą mężatką i nie musiałam sprawdzać mojego partnera, ani on mnie. Kochamy się i to jest najważniejsze. No cóż, ale widocznie lepiej w dzisiejszych czasach mieć partnera z odzysku, takiego który próbował się z wieloma, a co tam. Im większe doświadczenie tym więcej ciekawych chorób może wprowadzić w związek, hahah. Witamy w czasach darmowej prostytucji.

Autor: Rooda  15.05.2007 zgłoś

ja mam 21 lat.ze swoim narzeczonym zareczylam sie w listopadzie po 2,5 roku bycia razem, pozniej zamieszkalismy ze soba w styczniu (bylismy wtedy za granica).bylo nam ze soba bardzo dobgrze.lepiej niz w Polsce. tam nie bylo 'dobrych rad' ze strony rodzicow, dziadkow czy znajomych. bylismy tylko ja i on i zylo nam sie o wiele lepiej niz tu. po prosu nie bylo nikogo kto by sie wtracal w nasze zycie i decyzje. terazx bierzemy slub na poczatku czerwaca i wyjezdzamy znowu za granice w sierpniu. tym razem na dluzej.razem jestesmy ponad 3 lata. uwazam, ze wspolne mieszkanie duzo nam dalo. pokazalo pewne cechy partnera- dobre i zle- ktorych wczxesniej nie bylo widac. wiem ze sie nie zaskocze biarac slub i nagle stwierdzajac ze nie jestem w stanie zaakceptowac jakichs nawykow czy cech meza. bo czasem sie zdarza, ze mimo najszczerszych checi i staran sie nie da. wiem jaki on jest, on wie jaka jestem ja. teraz mozemy swiadomi naszych cech i zachowan w zyciu codziennym podjac decyzje o slubie.

Autor: lila  18.05.2007 zgłoś

Nie ma reguly i ślub nie jest receptą na udany związek Jest wiele szczęśliwych dlugoletnich związków nieformalnych, w których ludzie są w pelni sobie oddani. Jest też wiele malżeństw które żyją niby razem a jednak osobno i również się zdradzają, rozstają lub trwają w chorych relacjach "ze względu na dzieci". Taka prawda, związek dwojga ludzi jest tworem zbyt skomplikowanym żeby dalo się go ująć w formulki lub zapewnić mu trwanie przez podpisanie "lojalki". To nie takie proste. A zobowiązania wynikają z uczucia jakim darzę tę drugą osobę, bez względu czy ona się nazywa moim mężem czy nie.

Autor: basiuta78  15.05.2007 zgłoś

Czesc ;-) no cóz przeczytalam prawie wszystkie wasze wypowiedzi i chyba zaraz je drukne i podsunę mojemu ojcu pod nos ponieważ od roku jest miedzy nami cicha wojna poniewaz grzeczna ułożona kochana jedynaczka w wieku 28 lat po 10 latach bycia z facetem zdecydowala sie z nim zamieszkac bez ślubu .. dla niego to chaniebne i karygodne ( jego ulubione słowo hihih ) a ja jestem szcześliwa .... wtedy kiedy budze sie kolo niego co rano wieczorem sie do niego tule piore mu koszule i gotuję pyszne obiadki ( tak mówi ) no i nauczylam sie piec ciasta !!!! i co tydzien kawalek moge zawieźć mojej mamie do kawy bo ona piec sie nigdy nie nauczyla ;-) no wiec wszyscy są szczęsliwi tylko mój ojciec cały czas skwaszony i nieszczesliwy jest ... chociażnie moze nam nic zarzucic oboje mamy dobrą prace swoje mieszkanie dobre wykształcenie dwa samochody ... NIE MAM POJECIA O CO MOZE MU CHODZIC ZE NIE CIESZY SIE MOIM SZCZESCIEM a moze ktos z Was wie ?? ;-))

Autor: do indianki-niesia  16.05.2007 zgłoś

droga indianko!doskonale wiem co czujesz i wiem jak to jest kiedy myslisz,ze grunt ci sie wali pod nagami!wlasnie-najgorsze jest to jak nie masz poczucia pewnej stabilizacji,ktora chcialabys miec!wiem,przychodzi taki moment!musisz wyjsc ztej matni i postawic na swoim!nie mozesz przeciez wpedzac sie w lata,a twoj ukochany po 10 latach powie-przepraszam,ale nie mozemy byc jednak razem!!mysl o sobie i badz bardziej stanowcza!postaw swojemu lubemu pewne ultimatum i porozmawiaj szczerze!przeciez tez nie chodzi o to ,abys go na sile do oltarza ciagnela,ale o to,zeby sie przekonac jak bardzo mu na tobie zalezy!dziewczyno zycie jest tylko jedno i nie szufladkuj sie!prosze!nie mozna w zyciu bac sie zmian!czasami w milosci trzeba ryzykowac!przynajmniej bedziesz wiedziala co tak naprawde ten twoj luby mysli i czuje!zeby go sprawdzic mozesz tez spakowac pare rzeczy i zobaczysz jego reakcje!dziewczyno wez sie do roboty!walcz o swoje zycie i badz szczesliwa!nie marnuj czasu,on jest dla nas nieublagalny!pozdrawiam i zycze powodzenia!

Autor: jejka  16.05.2007 zgłoś

a ja, chociaż szanuję odmienne zdanie i spojrzenie innych osób, jakbym usłyszała od mojego faceta,żebyśmy nie brali "narazie" ślubu tylko razem pomieszkali, a potem się zobaczy, to nie chcialbym go wiecej widzieć,no chyba że było by to efektem czegoś innego,czego zmienić narazie nie moglibyśmy.ale to juz inna sprawa.ale gdyby dla niego mieszkanie ze mną bez żadnego zobowiązania bycia ze mną na zawsze (pomimo że to życie zweryfikuje jak długo bedzie trwało to zawsze),ale gdyby był w jakims strach czy on chce ze mną być, czy nie,czy się mną znudzi za rok, czy nie,to więcej bym z nim nie rozmawiała i nie mo to nic wspólnego ani z kościołem ani z Bogiem ani z moimi przekonaniami,po prostu nie czuł bym traktowana poważnie i raczej tego czegoś nie nazwałabym miłością,która ma przecież przetrzymać przeszkody. i zgadzam się,że trakotowanie mieszkania razem przed ślubem czy zamiast ślubu na próbę czy razem wytrzymamy,czy nie bedziemy się wkurzać nawazajem jest przedmiotowym traktowaniem człowieka i dla mnie z miłością to nie wiele ma wspólnego-w ten sposób to można samochód wypróbować. trzeba być strasznie zimnym człowiekiem żeby tak traktować innego człowieka ale życzę powodzenia rozumiem natomiast,że czasem z innych powodów nie ma ślubu od razu

Autor: anarchista  16.05.2007 zgłoś

dlatego nie ma sensu pytać, czy mieszkać przed ślubem na kocią łapę, tylko po co w ogóle brać ślub? Ja z założenia neguję istotę samego ślubu. Ślub jest wynalazkiem cżłowieka, który potrzebuje katalogować ludzi - ślub nie jest wynikiem miłości i nie jest jej naturalną konsekwencją. To jest zwykła administracyjna regulacja - niezależnie czy stoi za tym kościół czy państwo. To mniej więcej tak jakby ktoś stwierdził, że tak jak bez ślubu nie ma miłości tak bez nr pesel nie ma człowieka. zwykłe biurokratyczne bredzenie.

Autor: ASIA DO ANULKI  16.05.2007 zgłoś

do Anulka:) ja bym popadła w deprasję. Ile można czekać na oświadczyny??? Rzuć go i uciekaj gdzie pieprz rośnie! Facet cię wykorzystuje moja mała, oj wykorzystuje. Pewnie już sobie znalazł inną. Z tobą siedzi bo ma wygodnie - pewnie uprane, ugotowane i seks 3 razy dziennie. Potem mu się znudzi i zabierze zabawki i tyle go widzialas. Sa tacy faceci - mieszkaja z kobietami po pare lat, potem znajduja nastepne, nastepne i nastepne. I kazda mieszka z nim z nadzieja na ślub. A on albo nigdy się nie ożeni albo się ożeni, jak zegarek biologiczny zacznie tykać i trzeba bedzie geny przekazać. Ratuj się póki możesz mała!!!!

Autor: Robert  16.05.2007 zgłoś

do Asia do Anulki a może facet to ostatnia pierdoła i trzeba nim potrząsnąć??? lub tyeż nie wie czego chce, taka polska ciota może z niego??? raz chce, raz nie chce, problem sie pojawi, to ja spier... Ten typ? Anulka:) znajdź sobie kochasia, to zobaczy, że nie jesteś tylko jego i na tyle, na ile on chce, a jak się zużyjesz to bye. Jak Cię zostawi to będziesz miała przynajmniej nowego faceta, a jak nie, to się przekonasz, czy mu zleży na tyle by wziąć ślub. Nie mówię że masz się z nim bzykać, ale daj mu trochę niepewności. To działa jak skurczybyk. Mi tak laska zrobiła, tylko ona po 2 miesiącach wspólnego mieszkania zaczęła robić jazdy, z gościami się zaczęła umawiać i zauważyłem że może mi zwiać. ciau!!!!

Autor: nikt  16.05.2007 zgłoś

do Asia a co to jest deprasja? :):):):):)

Autor: Marta  16.05.2007 zgłoś

Myślę, że każdy człowiek wybiera w życiu to co jest zgodne z jego przekonaniami. My z mężem jesteśmy od 10 lat szczęśliwym małżeństwem. Oboje jesteśmy katolikami więc od początku nie było opcji mieszkania i sprawdzania się. Zamieszkaliśmy wspólnie po ślubie, który był dla nas bardzo wazny. Zyjemy w przekonaniu ze Bóg opiekuje się naszym małżeństwem, wiadomo że każdy z nas jest inną osobowościa choć mamy wspólne przekonania. Zawsze staraliśmy zrozumieć siebie i dopasować. Nasze małżeństwo nie było bajką, przeszliśmy wspólnie wiele trudnych chwil np: brak pieniedzy, przejściowy brak mieszkania ,choroby dzieci itp. niektóre z nich zdołalismy wspólnymi siłami przezwyciężyć i nawet w tych najcięższych chwilach nie było mowy o tym bysmy mogli sie rozstać . Myślę, że to właśnie Sakrament Małżeństwa i modlitwa w trudnych chwilach dodawala nam sił i pomogła. Wiem żę wiele osób będzie patrzeć na mnie jako osoba nie nowoczesna lub z innej planety. Nie za bardzo rozumiem instytucję konkubinatu. Ale jak już pisałam każdy ma prawo ukladać swoje życie tak jak uważa, ja ułożyłam je tak i jestem zadowolona. Pozdrawiam.

Autor:  21.05.2007 zgłoś

PRZEZ TĄ IDIOTYCZNĄ REKLAMĘ NIE DA SIĘ CZYTAĆ ZABIERZCIE TO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

Autor: do Anulka!  16.05.2007 zgłoś

Myślę,że znam troszke Twój problem. Mieszkam z facetem ponad dwa lata, rodzice bardzo chcieli zaręczyn, ja w końcu też nie mogłam się już doczekać. Ile było na ten temat rozmów i marudzeń. Na każdą okazję, gdy pytał co chciałabym dostać, mówiłam,że pierścionek zaręczynowy. On mówił,że chce się oświadczyć,ale sam podejmie decyzję kiedy. No i tak czekałam... W końcu w Walentynki tego roku nastał dla niego "ten odpowiedni moment".Zaręczyny były piękne, czułam,że nie jest to wymuszona decyzja, że robi to ze szczerej miłości. Jeszcze dziś, gdy patrzę na swój pierścionek to nie mogę uwierzyć. Zaraz po zaręczynach zaczął mówić o ślubie,że może za rok jakby się udało. Przyspieszył tempo i to zdecydowanie.Mówi,że skoro już miał odwagę i ma to już za sobą,to teraz już nic innego przed nami nie pozostało. Dlatego chciałam Ci powiedzieć,że facetowi chyba trudno jest zrobić ten krok,rozstać się z kawalerskim stanem. Jest im dobrze i boją się coś zmieniać,żeby nie wyszło na gorsze. Dlatego myślę,że jeśli go kochasz, to powinnaś z nim naprawde szczerze porozmawiać. Powiedz mu jakie to dla Ciebie ważne,zapytaj czy on chce z Tobą wziąć ślub lub chociaż się zaręczyć. Jeśli uważasz,że to "ten" to nie powinnas tak łatwo rezygnować.Pozdrawiam!

Autor: basiuta78  15.05.2007 zgłoś

drogie NATALIO i ANNO mieszkam z facetem bez ślubu i nie uważam sie za kurwiszona ponieważ bylam dziwicą jak poznalam swojego partnera i jestem mu wierna !!! dlatego nie oceniajcie prosze wszystkich jedną miarą !!!!

Autor: basiuta78  15.05.2007 zgłoś

a tak a propo nie trzeba z kimś mieszkac bez ślubu zeby uprawiać seks ;-))) są jeszcze łąki i samochody jesli aura pogodowa jest niesprzyjąjąca zbliżeniom damsko męskim ;-))

Autor: zmorka  15.05.2007 zgłoś

jak mi ktos poda chociaż jeden "niereligijny" powód do wzięcia ślubu to może i wezmę - ale nie przekonają mnie argumenty tchórzy, którzy biora ślub, bo dzięki temu mają pewność, że będzie trudniej się rozstać (nie będę traktować obrączek jak łańcucha), ani argumenty skąpców (bo łatwiej się rozliczać i są ulgi) ani nieudanych rodziców, którzy nie umieją rozmawiać ze swoimi dziećmi i wydaje im się, że papierek dzieci wychowa. A że jestem niewierząca argumenty ciężkich grzechów mnie nie przekonują. No to dlaczego mam wziąć ślub? Bo żyję od dziesięciu lat w konkubinacie (ja się tego słowa nie boję i nie wstydzę) i do dzisiaj nie znalazłam argumentu za tym, żeby ten konkubinat usankcjonować urzędniczo?

Autor: Delfina  16.05.2007 zgłoś

Mnie zastanawia jedno: wszystkie kobiety, które się tu wypowiadają na temat niechęci do wspólnego mieszkania przed ślubem wysuwają argument: "bo on cię zostawi". Owszem, może tak się stać ale to i wy możecie zmienić zdanie, prawda? Rozumiem, że od razu byłyście na 100% pewne, że to jest ten i dążyłyście do ślubu od samego początku znajomości. Ale co ma zrobić kobieta, której aż tak nie zależy na tym, żeby ten ślub był od razu albo nie jest jeszcze całkiem pewna, czy to z nim chce spędzić resztę życia? Ma żyć w celibacie do 30stki? Mamy utrzymywać 2 mieszkania choć i tak każdą wolną chwilę jedno będzie spędzało u drugiego? Ja osobiście zapragnęłam ślubu dopiero w momencie gdy zaczęłam myśleć o dzieciach, wcześniej czułam się niedojrzała do tego typu poważnych deklaracji. Ale od początku mieszkania razem oboje wiedzieliśmy, że jeśli nic złego się po drodze nie wydarzy to jest to tylko początek naszej wspólnej drogi razem, że obojgu nam zależy na ślubie w przyszłości i dzieciach. Gdyby tak nie było, nie zamieszkałabym z nim. Tak naprawdę faceta można rozszyfrować już na pierwszej randce:) Pozdrawiam wszystkich zakochanych i kochających

Autor: tusiek  16.05.2007 zgłoś

Ja nie mieszkałam ze sowim facetem przed ślubem i myślę, że dzieki temu dzień naszego ślubu był jednym z najpiękniejszych i najważniejszych dni w naszym życiu...Wszystko się zmieniło prócz nas...zaczęlismy odkrywać siebie na nowo,kochać jeszcze mocniej i jest super... "Skarpetki" też są, ale co z tego. Myślę, że jeżeli jest prawdziwe uczucie to takie błachostki nie mogą wpłynąć na więzi jakie między nami są

Autor: chris  11.05.2007 zgłoś

Na kocia lape? bardzo bym chciala. ale niestety moi rodzice sa dziwni(nie w sensie religii, tylko corka jak najdluzej w rodzinnym gniazdku) a ja nie mam stalego zrodla utrzymania, jeszcze rok. na szczescie moj Kochany mieszka sam a ja moge u niego pomieszkiwac kiedy chce. kiedys myslalam ze z naszej 2ki ja pierwsza sie wyprowadze ale jakos wyszlo ze on. bardzo jestem z tym szczesliwa, nie traci sie czasu na dojazdy, nie mamy na karku choc jednych rodzicow, wolna wola i duzo duzo plusow... a razem w m jest tak dobrze.. :) minus to rachunki:P w kwestii 'docierania sie' to jest to potrzebne.. ale nie w kontekscie slubu, tylko takie dobre poznanie sie - choc ja juz wczesniej wiedzialam ze bym chciala tak i ze bedzie b. dobrze..ja moge od zaraz z Nim mieszkac,zyc :) i nie zebym nie chciala slubu - chcialabym ale po studiach, pobyciu dluzej razem/ narzeczenstwie(mozna byc przeciez dlugo:P) i dopiero.. nie mozna ani zwlekac ani sie spieszyc z niczym ;-) pozdrawiam

Autor:  15.05.2007 zgłoś

do Ani Jesteś bardzo glupiutką osóbką i wspólczuję twojemu mężowi. Ty nie jesteś darmową prostytutką tylko normalną - rasową, bo tobie mężczyzna placi (utrzymuje Cię).

Autor: czterdziestka  16.05.2007 zgłoś

Czasami życie tak sie układa , że nie ma mowy o ślubie.. Ja swój już przezyłam, miałam naście lat , efekt: ciąża-dziecko-ślub... I co z tego? Niecałe dwa lata , piekło , bicie, choc nigdy właściwie nie mieszkalismy razem. Ja u swoich rodziców , bo kończyłam szkołę oni pomagali przy dziecku , on u swoich. Dłuugo by opowiadać o tym koszmarze i moim urazie do zwiazków i facetów. Było mineło. Potem kilk prób na zasadzie : jakaś randka czasem i sex. Potem przez ponad 10 lat był ktoś "jakby na boku" . Wychowywałam dziecko , pracowałam, kolejne własne docelowe mieszkanie , stabilna praca i to "jakby na boku" bardzo mi pasowało. Szybkie spotkanie, szybki sex, każdy własne życie ( on miał rodzine !) .Nie prałam nie prasowałam itp... Byłam wolna a mimo to nie samotna , świetny na pozór układ. Z wielu przyczyn był dobry , nikt nie wiedział że tak żyje , rodzina zadowolona (rodzice), ja na kazde skinienie... Nie powiem - bo ten układ pomógł mi przetrwać w wielu złych momentach życia, ale dzis wiem że było to mimo wszystko chore. I nagle , z byle powodu sie skończyło !! Przeżyłam to bardzo , ale po 2 latach nagle ktoś w moim zyciu sie pojawił. Bardzo szybko u mnie zamieszkał choc sama nie wiem jak to sie stało !? Jego życie było równie skomplikowane , też nigdy nie mieszkała z żona , ani inna kobietą ... I tak z dnia na dizeń uczylismy sie życia we dwoje. Dziś już jesteśmy prawie dwa lata ze sobą. Slubu nie może byc z wielu przyczyn, ale nam jest dobrze ze sobą , poswięcamy sobie każdą chwilę , bywają i te gorsze chwile oczywiście.Ale są to tylko autentycznie chwile , nie ma kłótni , czasem tylko jakieś palnięte słowa które może sprawiaja przykrość. Po nich są chwile kiedy wiemy ,że jesteśmy razem bo tego chcemy. Konkubent czy konkubina - ze ślubem czy bez- to nie o to chodzi ! Chciałabym może czasem poczuć taką dume - "to mój maż" , ale widzę dookoła , że czasem to tylko pozory.... Czy mam z tego co czuję rezygnować bo nie mam ślubu i żyje na kocią łapę ? ja tak żyje i ja uważam że warto. Bo to moje życie ! Mam 42 lata i wkońcu jestem szczęśliwa ! A gdybym była mężatką.... byłoby lepiej? - ale gdybym była nieszczęśliwą ...?

Autor: evanescence  11.05.2007 zgłoś

UWAŻAM ŻE ARGUMENT, IŻ ŚLUB JEST POTRZEBNY, BO BEZ NIEGO FACET MOŻE ODEJŚĆ JAK MA "ZŁY DZIEŃ" JEST IDIOTYCZNIE DZIECINNY. GDY MĘŻCZYZNA KOCHA KOBIETĘ TO NIE ODEJDZIE OD NIEJ TYLKO DLATEGO ŻE MA ZŁY DZIEŃ, OBOJĘTNE CZY NAZYWA SIĘ JEJ MĘŻEM CZY NIE. KIEDY MIŁOŚCI ZABRAKNIE, TO NAWET NAJMNIEJSZA PIERDOŁA MOŻE W KONSEKWENCJI DOPROWADZIĆ DO ROZWODU. WIDZIAŁAM TAKIE PRZYPADKI, JEDNA PARA Z MOJEGO OTOCZENIA ROZWIODŁA SIĘ, BO MĘŻOWI NIE PODOBAŁY SIĘ ZBYT CZĘSTE WIZYTY TEŚCIÓW I TO ŻE TEŚCIOWA PRZYNOSIŁA ZE SOBĄ JEDZENIE. I CO TEJ KOBIECIE DAŁO ŻE BYŁA ŻONĄ? JUŻ NIĄ NIE JEST. JEDYNE CO DECYDUJE O TRWAŁOŚCI ZWIĄZKU TO PRAWDZIWA MIŁOŚĆ, A TEJ NIE ZAGWARANTUJE CI ANI UMOWA CYWILNO-PRAWNA ANI KOŚCIELNA FORMUŁKA. TYLKO MIŁOŚĆ DAJE POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA, ZE ŚLUBEM CZY BEZ.

Autor: wlasnowierca  15.05.2007 zgłoś

jestem jak najbardziej ZA mieszkaniem razem przed slubem!! Wiekszosc moich znajomych tak robilo i robi i wiem, ze dalo im to bardzo duzo szczescia (a w koncu Szczescie jest najwazniejsze!!) ; a jezeli sie rozstali, to lepiej, ze na 'mniej powaznym' etapie, niz gdyby byli rodzina z dziecmi. Wypowiedzialbym sie tez w kwestii rozwodow: jestem jak najbardziej ZA taka instytucja i uwazam, ze skoro w niekochajacym sie malzenstwie milosc juz umarla, to nie ma co "wlec tego trupa" przez swoje zycie i udawac, ze wszystko jest OK. Nie jestem Katolikiem (odszedlem od tej wiary), ale dosc dobrze ja poznalem i nie rozumiem katolickiego sprzeciwu wobec rozwodow. "co Bog zlaczyl, czlowiek niech nie rozlacza" mozna interpretowac zupelnie inaczej: Bog daje ludziom milosc i chce, zeby z niej korzystali, zeby sie kochali. Ale ludzie niekoniecznie beda w stanie skorzystac z tego Daru. I gdy tej milosci nie ma, to nie ma wiezi -- JUZ nie ma, przed wykonaniem jakichkolwiek obrzedow czy formalnosci. Wiec sie rozlaczylo, bo ludzie nie potrafili skorzystac z daru Milosci. Nie rozumiem tez, dlaczego ludzie, ktorzy nie sa wierzacymi Katolikami, decyduja sie czesto na slub cywilny "dla swietego spokoju". Dla mnie to czysta hipokryzja i -- co wiecej -- swietokradztwo. Ja nie wyobrazam sobie, zebym jako apostata (na razie nieformalny, bo nie chcialo mi sie z tym babrac) z wyboru SMIAL brac slub w Kosciele!! Mimo wszystko szanuje wiare katolicka, tak samo, jak kazda inna i nie bede odprawial bardzo powaznych obrzedow (od spowiedzi i nauk przedmalzenskich poczynajac, poprzez przysiegi narzeczenskie, az do slubu), jesli w to ANI TROCHE NIE WIERZE. A nie wierze, odrzucam wszystkie dogmaty okreslane jako Prawdy Wiary Katolickiej, wlacznie z tym o grzechu pierworodnym i zbawieniu swiata przez Jezusa. Moje sumienie nie byloby czyste, gdybym mimo to wzial slub koscielny. Nie wyobrazam sobie rowniez prawdziwego zwiazku z osoba, ktora wymagalaby tego ode mnie. Natomiast nie widze powodu, dla ktorego mialbym sie ograniczyc do slubu cywilnego. Slub dla mnie musi byc uroczysty i -- gdy moja Wybranka powie mi "TAK" -- na pewno pomysle o jakiejs ceremonii (ktora nie musi pociagac skutkow prawnych -- te zalatwi slub cywilny). Poniewaz jako politeista i panteista uwazam Naturę za ŚWIĘTĄ, więc chciałbym, aby takowy się odbył gdzieś na łonie natury, udzielony przez kapłana czy kapłankę jednej z religii etnicznych czy neopogańskich. Może to być słowiańska swadźba albo wiccański handfasting... Jestem otwarty na różne tradycje. Na koniec pare slow do "Slowiana" - czlowieku (albo raczej bocie forumowy), OPUSC TO MIEJSCE. Przez swoj nick osmieszasz lud, ktorego tradycje siegaja Starozytnosci, a ktorego Rodzima Religia jest mi rowniez bliska (choc nie jest to w 100% moja wiara). Wszelkie brednie o 'samcach alfa' itd zostaw na fora brunatne, faszyzujace, gdzie nie liczy sie typowa dla Slowian (zarowno dla przedchrzescijanskich, jak i dla i chrzescijanskich) agodnosc, harm

Autor: zmorka  15.05.2007 zgłoś

Ania, Ty może się najpierw zastanów kto to jest i czym się zajmuje prostytutka, a potem rzucaj inwektywami. Czy ktoś Ci nawtykał od dewotek? Nie, a Ty obrażasz innych, i w dodatku zupełnie bez sensu. Co ma życie bez papierka do prostytucji? Że niby mężatki się nie puszczają? mam wrażenie, koleżanko, że Ci się coś strasznie pomyliło. Przy okazji - a nie wpadło Ci do głowy, że można być z jednym facetem, przez całe życie bez papierka? Czy to też prawda objawiona - tylko ślub gwarantuje trwałe i zdrowe pożycie do śmierci?

Autor: jejka  15.05.2007 zgłoś

wszystko spoko, jeśli to mieszkanie razem to nie jest próba w stylu: "a zobaczymy,jak nie wyjdzie to sie rozstaniemy"!!!!takie podejście jest dla mnie jednoznaczne-to znaczy że ludzie się nie kochają!bo jak można zakładać z góry,że jest rozwiązanie w postaci rozstania??!!!!!!jak się kocha,to chce się zamieszkać z nim,żeby być bliżej,cały czas,budować swój mały wspólny świat,a nie po to,żeby sprawadzać go.

Autor: wlasnowierca  15.05.2007 zgłoś

"Nie rozumiem tez, dlaczego ludzie, ktorzy nie sa wierzacymi Katolikami, decyduja sie czesto na slub cywilny " -- mialo byc KOSCIELNY, przepraszam za pomylke:)

Autor: wlasnowierca  15.05.2007 zgłoś

kontynuacja wypowiedzi (skad moglem wiedziec, ze jest za dluga, skoro nie bylo to napisane???) Na koniec pare slow do "Slowiana" - czlowieku (albo raczej bocie forumowy), OPUSC TO MIEJSCE. Przez swoj nick osmieszasz lud, ktorego tradycje siegaja Starozytnosci, a ktorego Rodzima Religia jest mi rowniez bliska (choc nie jest to w 100% moja wiara). Wszelkie brednie o 'samcach alfa' itd zostaw na fora brunatne, faszyzujace, gdzie nie liczy sie typowa dla Slowian (zarowno dla przedchrzescijanskich, jak i dla i chrzescijanskich) agodnosc, harmonia, zyczliwosc i pokora wobec swiata i drugiego czlowieka, tylko germanska pseudookultystyczna, absurdalna ideologia 'ariozofii'. Choc jest troche racji w tym, co piszesz o wymieraniu naszej grupy etnicznej, przez swoje obrazliwe, chamskie i prymitywne podejscie oraz elementy wspomnianej ideologii, calkowicie osmieszasz wszelki sens tego stwierdzenia -- przez co jeszcze bardziej przyczyniasz sie do wymierania Indoeuropejczykow.

Autor: zmorka  16.05.2007 zgłoś

Artur, ja naprawdę chyba jakas głupia jestem - skoro tak niesamowicie kochasz swoją kobietę to po co ci zaświadczenie z urzędu? Musisz mieć na papierze, że ją kochasz, poświadczone pieczątką? Bo inczej to jest szansa, że zapomnisz, a tak, jak co rano wyrżniesz nosem w obrączkę to będziesz pamiętał? Mam wrażenie, że dla Ciebie ślub to taka forma pieczątki na czole "MOJA". I koniec pieśni, zaklepane, obsiusiane i można przejść do następnego punktu programu "robimy dziecko", albo "robimy karierę". Małżeństwo dopiero morduje uczucie - z dwójki ludzi, którzy są ze sobą z wyboru zostaje dwójka ludzi, którzy muszą ze sobą być, bo mają papierek i co ludzie powiedzą, jak się nie uda? Przy okazji - nie podałeś żadnego argumentu za tym, żeby wziąć ślub. Rozumiem, że założyłeś, że nie ma sensu, bo nie zrozumiem. No cóż - dziękuję za szybką ocenę moich możliwości intelektualnych.

Autor: XXX  15.05.2007 zgłoś

ANIU, JAK NIE ZNASZ ZNACZENIA JAKIEGOŚ SŁOWA TO GO NIE UŻYWAJ, BO WYCHODZISZ NA IDIOTKĘ. NAJPIERW SPRAWDŹ W SŁOWNIKU CO TO JEST PROSTYTUTKA A POTEM UDZIELAJ SIĘ NA FORUM. MAŁŻEŃSTWO SAMO W SOBIE JEST FORMĄ "LEGALNEJ" PROSTYTUCJI. KOBIETA ZOBOWIĄZUJE SIĘ DO ŚWIADCZENIA USŁUG SEKSUALNYCH NA ŻYCZENIE ("OBOWIĄZKI MAŁŻEŃSKIE) W ZAMIAN ZA UTRZYMANIE I "OPIEKĘ" MĘŻCZYZNY. CIEKAWE JEST JESZCZE TO, ŻE TWOJA GŁĘBOKA WIARA POZWALA CI TAK GŁUPIO I BEZPODSTAWNIE OBRAŻAĆ BLIŹNICH. RÓB TAK DALEJ, TO NIE PÓJDZIESZ DO NIEBA, I NAWET TO CI NIE POMOŻE ŻE MASZ MĘŻA.

Autor:  16.05.2007 zgłoś

a poza tym Realistka ma rację - miłość, zakochanie, fascynacja sobą trwają tak naprawdę bardzo krótko i tylko nastolatki myślą, że jak miłośc to az po grób i na zawsze i pierwsza, najlepsza. Nie wiem, czy budownie wspólnego życia z kimś kogo się zna tylko ze spotkań i romantycznych wieczorków przy świecach to przemyślana i rozsądna decyzja. Ile z tą jedyną tak naprawdę się znacie? Ile podjęliście trudnych decyzji, ile razy się nie zgodziliście w naprawdę poważnych kwestiach i musieliście wypracować jakieś porozumienie? Ile Was różni? Ja się nie dziwię, ze jest tyle rozwodów, skoro ludzie się pobierają bo "Jestem zakochany i dla mnie oczywistą rzeczą jest, że chcę z nią być, że chcę ją mieć już zawsze, do końca życia." - ona nie jest rzeczą, nie możesz jej mieć, a podejmowanie decyzji pod wpływem emocji jest co najmniej glupie. Potrafisz powiedzieć, czego ona w Tobie tak naprawdę strasznie nie lubi? Zapewniam Cię, ze na pewno jest coś takiego - kiedy to zamierzasz sobie uświadomić? po ślubie? A ona jest takim chodzącym ideałem? wszystko w niej akceptujesz? Czy jesteś w stanie zaakceptować jej wady? I nie mówię o jakichś nic nie znaczących typu chrapanie - może ona ma zupełnie inne zdanie na temat wychowania dzieci? I będzie chciała wychować inaczej niż Ty - i co? Kiedy się nad tym zastanowisz? po ślubie? Czy wychodzisz z założenia, ze najważniejsze to się kochać, a potem jakoś to będzie? Nie wydaje ci się że takie beztroskie podejście jest niedojżałe i szczeniackie? Właśnie przez ludzi, którzy "miłością" chcą wszystko posztukować i posklejać jest tyle rozwodów.

Autor: jejka  15.05.2007 zgłoś

a co tam musze jeszcze słówko do ANI,bo mi to spokoju nie daje: kobieto, wyobraźsobie że jakość człowieka(na czym najbardziej zależy Bogu) nie zależy od tego czy jesteś żoną czy nie!tak samo ma się z wiernością,mężatki też zdradzają i to chyba częściej.i wiesz co myślę,że i ty podobne tobie osoby mylą chyba wiarę w Boga i chęć bycia dobrym człowiekiem z jakimś chorym zacietrzewieniem. i z twojej wypowiedzie jakoś tak zieje bardziej nienawiścią i chłodem pozbawionym miłości Bożej!!!

Autor: XXX  11.05.2007 zgłoś

do nikity Oczywiście tylko "przeznaczeni" którzy "planują ślub" wiedzą co to prawdziwa milość. ŻENADA! Wlaśnie przez taką ciemnotę radykalnie katolickiego światopoglądu i kompletne niezrozumienie drugiego czlowieka Europa tak szybko się laicyzuje. I takimi wypowiedziami skutecznie zniechęcacie ludzi do instytucji malżeństwa. Żadna nawiedzona panienka nie będzie mnie oceniać czy ja wiem co to jest milość i czy ja się szanuję, na podstawie tego czy planuję ślub czy nie i czy mieszkam z mężczyzną. Pilnujcie lepiej swoich niewiernych mężów, hipokryci. a do mimi23 Serdecznie Ci wspólczuję, że Ty i Twój Partner nie potraficie bez ślubu "poważnie myśleć o związku". My na szczęście potrafimy. I mam nadzieję że nie zostaniesz nigdy w sytuacji, gdy jedynym, co będzie trzymalo Twojego męża przy Tobie męża będzie papierek. Ja wolę jak mojego bez papierka trzyma przy mnie milość.

Autor: INDIANKA  16.05.2007 zgłoś

Serdecznie dziękuję . pozdrawiam!!!

Autor: giaana  15.05.2007 zgłoś

Ja na pewno zamieszkam z moim mezczyzna przed slubem. I nie ukrywam - dla mnie to bedzie swego rodzaju test, sprawdzian. Nie obchodzi mnie to, co niektorzy tu pisza - ze milosci sie nie sprawdza. Moim zdaniem sama milosc nie wystarcza. Ja zamierzam dokladnie sprawdzic mojego mezczyzne, zanim powiem sakramentalne "tak". To moje zycie i uzaleznianie go od opinii osob trzecich jest dla mnie bardzo ryzykowne. Nie zamierzam zaprzepascic tego, co do tej pory osiagnelam przez jedna nieprzemyslana decyzje. Dlatego juz wkrotce moj skarb i ja zaczniemy sie "testowac". Mam nadzieje, ze zdamy ten zyciowy egzamin na piatke:) Pozdrawiam wszystkich obecnych na forum - niezaleznie od swiatopogladu.

Autor: Miska  11.05.2007 zgłoś

Uwielbam te wszystkie teksty w stylu 'Kocha sie mimo wszystko - dlatego nie powinno sie sprawdzac siebie nawzajem przed slubem'. Tylko, ze zeby sprawdzic, ze ta milosc to jest prawdziwa milosc, ta jedyna i zadna inna - trzeba to sprawdzic. Nikt nie ma przypietej kartki z napisem 'Pan X bedzie kochal Pania Y az do grobowej deski' albo 'Pani Y bedzie kochala Pana X dopoki smierc ich nie rozlaczy'. Przez mniej wiecej pierwsze 2 lata znajomosci/bycia ze soba ma sie przyslowiowe 'klapki na oczach', i nie dostrzega sie wad. Natura niezle to urzadzila... Pozniej zaczyna sie dostrzegac wady, dopiero widac niepokojace zachowania (szczegolnie chodzi o kwestie jakichs nienormalnych, z punktu widzenia spolecznego, zachowan). Inna kwestia, ze pewne rzeczy zaczynaja draznic - i tak naprawde wtedy dopiero mozna mowic o 'docieraniu sie'. W tej fazie jest dobrze zamieszkac razem. Kolejna faza to - jesli strony zdecyduja sie na malzenstwo - jest to faza przygotowywania sie do slubu. Nie tylko tego do imprezy, ale tez psychicznie obie strony nastawiaja sie do zycia ze soba... I wtedy... Tak naprawde dopiero wtedy otwieraja sie obu stronom oczy. Bo przeciez slub sie bierze z zamiarem pozostania w zwiazku AZ DO KONCA ZYCIA.... No i nagle sie okazuje, czy wada, ktora sie dostrzegalo i sie w miare akceptowalo - jest sie w stanie zaakceptowac na cale zycie.... Pewnie dlatego malzenstwa sie rozpadaja po dlugim okresie konkubinatu, kiedy mialo sie caly czas swiadomosc, ze w kazdej chwili to sie moze rozpasc.. i trzeba sie starac by trwalo, jesli chce sie by trwalo... No a niestety zdecydowana wiekszosc pan i panow uwaza malzenstwo za jakis nowy stan, w ktorym mozna czuc sie bezpiecznie, bo sie 'przysiegalo przed Bogiem' i juz mozna wiecej nie starac sie.... bo nie mozna ot tak sobie po prostu powiedziec 'juz Cie nie kocham, ide sobie od Ciebie'... Prawda, drogie Panie i drodzy Panowie?

Autor: EMITOR  10.05.2007 zgłoś

Do: SLOWIAN CIEKAWE PODEJŚCIE DO SPRAWY, ZWAŻYWSZY NA TO, ŻE ISLAMIŚCI OD WIEKÓW ZNANI SĄ Z SEKUSALNYCH PERWERSJI I RÓŻNYCH RODZAJÓW SEKSU, Z WIELOMA PARTNERKAMI/PARTNERAMI. WIEC MI TU NIE CHRZAŃ O TYM, ŻE KATOLICY SĄ ZAKŁAMANI, A ICH KOBIETY, TO DZIWKI. POZA TYM - NIE WIEM, NA ILE ZROZUMIAŁEŚ IDEOLOGIĘ ISLAMU I JAKI PRZEKŁAD KORANU CZYTAŁEŚ, BO JEST TAM NAKAZANY SZACUNEK DLA KOBIET, A NIE WYZWISKA, A MOŻE I NAWET BICIE, BO PO TAKIEJ WYPOWIEDZI MOŻNA SIĘ PO TOBIE SPODZIEWAĆ WSZYSTKIEGO. Śmiertelni! bójcie się Pana, który was wszystkich z jednego wyprowadził człowieka, dla którego utworzył niewiastę i okrył ich potomstwem ziemię. (4:1); POZA TYM - JAK TO MOŻLIWE, ŻE KORAN DOPUSZCZA POLIGAMIĘ I POSIADANIE KONKUBIN, A TY TU WYJEŻDŻASZ Z DZIWKAMI. UWAŻAM, ŻE JESTEŚ NIEDOUCZONYM, ZGORZKNIAŁYM PSYCHOPATĄ, KTÓREMU PODNIETA W FORMIE TAKIEJ WYPOWIEDZI BYŁA POTRZEBNA, BO MASZ PROBLEMY Z PŁCIĄ PRZECIWNĄ. I JESZCZE JEDNO, SMUTNY ZŁAMASIE - MÓJ MĘŻCZYZNA NIE JEST BYLE KIM - JEST CUDOWNĄ ISTOTĄ, KTÓRA NAPRAWDĘ MNIE KOCHA I SIĘ MNĄ OPIEKUJE. SPADAJ DO AFGANISTANU KLEPAĆ BIEDĘ I WSPIERAĆ CIEMNOTĘ. W TYM BYŁBYŚ NAPRAWDĘ DOBRY, BO NAWET WYPOWIEDZIEĆ SIĘ POPRAWNIE PO POLSKU NIE POTRAFISZ. E.

Autor: Kolorek  10.05.2007 zgłoś

Halo ludzie. Po co kłótnie. Dodam od siebie,że niestety jeśli przymierzasz spodnie ( do Sonya) żeby je kupić to tymbardziej powinnaś przymierzyć i partnera, bo będziesz go mieć na dobre i złe, jeśli ktoś właśnie po to zamieszkuje przed planowanym ślubem ( bo jeśli nie zamierza brać ślubu i od razy podchodzi do tego śmietelnie poważnie to co innego, ale też ok) Ja po paru nieudanych związkach mam cudownego męża. Wspaniałego. A gdybym wyszła za pierwszego który się napatoczyl, bo to " grzech" czy inne dziaedostwo żyć bez ślubu to teraz miała bym przesrane życie. Wiem. A tak nie dość ,że się przed tym uchroniłam, to w dodatku mój "przetestowany" obecnie mąż jest wart swojej ceny, jest także cudownym ojcem. Pozdrawiam wszystkich i zyczeduzo miłości, ale i tolerancji z stosunku do innych ( nie wiedzieć dlaczego "katolicy" wciąż jej nie mają i oceniają wszystkich gorzej od siebie-po co te granice?). Trzymajta się.

Autor: żona_i_matka  10.05.2007 zgłoś

Gdybym tylko mogła cofnęłabym czas i zamieszkałabym z nim, moim mężem. Ale ja kochająca, ufająca i wierząca, że nie trzeba przeprowadzać testów w stylu mieszkanie ze sobą przed ślubem, to zrobiłabym to. I wiem, że nie bylibyśmy razem. Nie da się z nim żyć, nie da się wytrzymać z człowiekiem, któremu się nic nie chce, nawet zmyć kubka po sobie... Chce mu się tylko siedzieć przed komputerem i telewizorem. Mężczyzna 26-letni, jak może mu się nic nie chcieć.. nawet zrobić to dla mnie.. Wszystko się zmieniło. Moje uczucie również chyba gaśnie, widzę po prostu, że wspólne mieszkanie to jest wszystko, czego u mnie wcześniej zabrakło. Gdyby nie dziecko, nie próbowałabym tego "kleić" na siłę.. A tak, to tkwię w tym, tylko jak jeszcze długo? Ile jeszcze wytrzymam...

Autor: katie  10.05.2007 zgłoś

zgadzam się lila w 100%. ja zamieszkałam ze swoim chłopakiem po miesiącu bycia razem. znaliśmy się wczesniej 3 miesiące. po prostu wiedzieliśmy że to jest to i chcieliśmy być razem, bliżej. i wcale nie na próbę. i trwamy własnie dzieki wzajemnemu szacunkowi, zrozumieniu, miłosci i temu wszystkiemu co jest podstawą związku. Wiemy że nawet w najgorszych sytuacjach trzeba rozmawiać i wyjasniać. Ślub? Kiedyś tak, bo formalnie chcemy być razem. Ale naszych wzajemnych stosunków nie zmieni nic.

Autor: Rita  10.05.2007 zgłoś

ale sie zrobila zacięta dyskusja :D

Autor: dora  10.05.2007 zgłoś

do lili zgadzam si ę z Tobą w 100% - każdy związek czy zalegalizow2any czy nie wymaga takiego samego wkładu. Choć w sumie uważam że nawet odrobinę bardziej trzeba się starać kiedy nie ma się żadnego papierka, żadnego zabezpieczenia i ochrony przed tym, że któregoś dnia ta druga osoba nie spakuje sie i nie wyjdzie. I nie zgadzam się z opinią więkoszośc przeciwników mieszkania bez ślubu, że to takie pójście na łatwizne - jakoś nie wyobrażam sobie że ktoś podejmując decyzje o wspólnym zamieszkaniu, motywuje ją tym, "że jak będzie nam źle to wtedy bez problemu odejdę". Myślę, że rozstanie się bez ślubu jest nawet pod pewnym względem trudniejsze - nie ma wspólnoty majątkowej nie ma podziału tego - później kłótnie i awantury kto i co kupił, kto ma się wyprowadzić z mieszkania kupionego na 30letni kredyt, kto ma ten kredyt spłacać itd. Myślę że poważniejszą decyzja jest teraz podjęcie decyzji o wspólnym zamieszkaniu, przyjęciu na siebie ogromnego zobowiązania finansowego niż decyzja o ślubie. Szczególnie w tych czasach kiedy, nie ukrywajmy tego, rozwód stał się tak popularny i tak łatwy do dostania jak nigdy wcześniej.

Autor: cathier  10.05.2007 zgłoś

Hanka82 czytając twoje posty odnosi się wrażenie, że kobiety są wykorzystywane przez mężczyzn, bo godzą się na mieszkanie bez ślubu bojąc sie że to koniec związku, a jak już zamieszkają to są "dame na ulicy, kucharke w kuchni i dziwke w łóżku..takie trzy w jednym". nie kumam tego w ogóle. czyli co po ślubie to można zaszyć się w kuchni i świadczyć usługi seksualne mężowi? sorry ale dla mnie to chore, zarówno przed i po ślubie trzeba dzielić się obowiązkami w taki sposób żeby nikt nie czuł się wykorzystywany a jeśli chodzi o seks to powinien być satysfakcjonujący również dla kobiety ;) kolejna rzecz dlaczego mamy zostać bez niczego po porzuceniu? zakładasz, że każda kobieta mieszka u swojego faceta, jest na jego utrzymaniu? ja mam swoje mieszkanie i nie muszę się martwić że mnie ktoś z domu wygoni. poza tym obecnie można wziąć kredyt, kupić mieszkanie czy samochód nie będąc małżeństwem. ja mieszkam ze swoim chłopakiem 1,5 roku i generalnie nie mam parcia na ślub. podejmując decyzję o wspólnym zamieszkaniu nie zakładaliśmy, że to na "próbę przed ślubem" tylko była to naturalna kolej rzeczy, ponieważ byliśmy ze sobą już kilka lat. jakoś nie czuję się wykorzystywana ani w kuchni, łóżku czy z jakiegokolwiek innego powodu. nie mam tez poczucia że mnie facet w każdej chwili może zostawić bo nie mamy ślubu, papier nie dałby mi większego poczucia bezpieczeństwa i zaufania. może się kiedyś pobierzemy, ukochany oświadczył mi się, ale jakoś nie jest to dla mnie priorytet

Autor: afrooo  10.05.2007 zgłoś

dokladnie, mowienie ze niby bez papierka to niepewnie bo partner moze w kazdej chwili zrezygnowac albo ze wklada sie mniej trudu dla mnie jest poprostu naginaniem faktuw. papierek ze ma sie slub nie gwarantuje ze bedzie sie ze soba do konca zycia! niestety zwiazek to nie uklad na papierku a REAL LIFE i jak ty je ulozysz i ile wkladu w nie wlozysz nie jest zalezne od tego czy masz papierek czy nie -a tylko od tego czy chcesz torobic czy nie! popatrzcie na statystki rozwodowe i powiedzcie mi gdzie tu ta wasza gwarancja ze jest tak pieknie i slodko? zycie zawsze koryguje wszystkie idealy .

Autor: Aneta_p  10.05.2007 zgłoś

Nie poznacie się przed ślubem mieszkając razem. Można mieszkać i 10 lat na kocią łapę i grać. Nie chodzi tu o jakieś świadome wprowadzanie partnera w błąd, ale obie osoby doskonale wiedzą, że to wszystko to jest próba, że to nie jest stałe, że trzeba się starać... a jeśli pojawi się jakiś problem, kłótnia, to droga wolna, jutro już nie jesteśmy razem. Tak wiele par rozpada się przez wspólne mieszkanie. Z reguły wygląda to tak, że przed wspólnym mieszkaniem ludzie mają wspólne plany, wspólną przyszłość. A jak zamieszkają to facet traci motywację. Mieszkają razem kilka lat, ale mężczyzna jak ognia unika rozmów o ślubie, bo niby po co ma brać ślub, skoro może się bawić. Ma wszystko - posprzątane, ugotowane, seks i brak odpowiedzialności za cokolwiek. Kobiety pragną poczucia bezpieczeństwa, a ślub im takie poczucie daje, ale facet nie chce już ślubu, bo niby po co. Zaczyna podawać pseudoargumenty w stylu "po co nam papierek, skoro się kochamy" - czyt. daj mi już święty spokój, mi jest dobrze tak jak jest, a nie chcę tego zatwierdzać papierami, żeby nie było problemu jak mi się znudzisz i znajdę inną. Ludzie sami widzą, że wielu stara się przed ślubem, a po ślubie już nie. Wiecie w czym rzecz? Nie sztuka starać się wiedząc, że jeśli się nie będę starała to mnie zostawisz. Sztuka starać się z własnej chęci, dobrowolnie, gdy już jest ślub i ludzie zaczynają czuć się zbyt pewnie...

Autor: afrooo  10.05.2007 zgłoś

i takwiele par rozpada sie po slubie - bo nie myje kubkow, bo ciagle siedzi przed komputerem, bo jego skarpety sa wszedzie, bo ma w nosie sprzatanie domu, bo.... bo wychodzi z kumplai zamiast z toba itd...zycze powodzenia

Autor: afroo  10.05.2007 zgłoś

jak mu sie znudzisz to i z papierkiem odejdzie!

Autor: Delfina  15.05.2007 zgłoś

Iwona, bo na ludziach trzeba się trochę znać - nikt nie mówi przecież, by zamieszkać z pierwszym lepszym mężczyzną! Decyzja o wspólnym zamieszkani też jest przecież bardzo poważną decyzją, tylko ciut mniej ważną niż decyzja o ślubie a często do tej drugiej prowadząca. Ja mam bardzo dobre doświadczenia związane ze wspólnym mieszkaniem ale na pewno nie zdecydowałabym się na to z kimś komu nie mogę ufać. A co do osób rzucających tu mięsem na osoby żyjące razem bez ślubu - przynosicie wstyd własnej religii, naprawdę

Autor: monik  12.05.2007 zgłoś

bez porownania wiecej statystycznie jest rozwodow miedzy partnerami ktorzy mieszkali razem bez slubu a pozniej zawarli zwiazek malzenski-to fakt i nikt tego nie moze zaprzeczyc. Jestem z moim mezczyzna 4lata, nie mieszkamy razem planujemy dopiero po slubie. Oboje jestesmy osobami wierzacymi wiec nie obawiam sie ze po slubie "wyjdzie z niego diabel" i zacznie mnie dusic badz zupelnie zmieni swoje oblicze. To jest ta sfera w ktorej dziekuje i ufam Bogu! Znam osobiscie wiele par ktore mieszkaja razem bez slubu- i wiem ze po takim wspolnym zamieszkaniu nie mysla juz o sformalizowaniu zwiazku. To przemawia za ogolna tendencja do laicyzacji spolecznestwa. Nie bede oceniac- dobrze czy zle ale napewnie nie po CHRZESCIJANSKU. I slowa typu - nie takie rzeczy ludzie robia albo gdyby tylko takie grzechy mieli na sumieniu sa smieszne, bo kazdy odpowiada za siebie i bedzie osobno "rozliczany" wtedy nie bedzie ze pan K. zrobil gorzej ;) Pozatym milosc- ja wyznaje milosc bez warunkowa i skarpety czy niemile przyzwyczajenia ( a mysle ze przez te 4lata to juz chyba wszystkie poznalam) nie sa czyms strasznym ;)

Autor: rudi  15.05.2007 zgłoś

zgadzam sie z delfina - to ze iwona Ci niestety nie wyszko nie znaczy ze mieszkanie ze soba bez slubu jest złe. Tak samo by bylo jakbys wyszla za ktoregos ze swoich facetow (pytanie- co wtedy ale na szczescie tak sie nie stało) Jestem z moim facetem 6 lat, z tego 4 lata mieszkamy razem( bez slubu of kors).Wiele osob nie widziało dla nas przyszłosci, jak zamieszkalismy razem ja mialam 24 lata a on 22. Ale jest naprawde dobrze, po tych latach przetrwalismy niejeden kryzys i jestem PEWNA ze gdysysmy nie mieszkali razem odpuscilibysmy sobie starania i byc moze bysmy sie rozstali. A tak to jak w malzenstwie bywa przetrwalismy kryzys tzw 3, 5 roku ;), idziemy dalej i jest to bardziej dojrzałe i pelne zrozumienia. Gdzies tam planujemy ślub ale i bez tego jest nam ze soba dobrze wiec po co to zmieniac czy utrudniac ;) pozdrawiam mieszkajacych na kocia lape

Autor: Nika  18.05.2007 zgłoś

Życie na kocią łapę jest bez sensu. Z moich obserwacji widzę, iż jest to życie w ciągłym strachu, czy partner nie odejdzie, zero luzu, swobody, bo trzeba uważać co się i jak robi, jednym słowem być ciągle the best. Sex w takim związku zawsze odgrywa główną rolę. A jak pojawiają się problemy, to każdy idzie w swoją stronę, jednym słowem "było miło, ale się skończyło". Mam 24 lata, jestem mężatką od dwóch lat, a swojego męża znam już w sumie sześć lat. Przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą 2 tygodnie, ale tylko po to, aby urządzić nasze gniazdko. Mój narzeczony bardzo się wtedy starał, wyręczał mnie we wszystkim, ale nie był sobą. Teraz jest tym kim jest i jest super. Razem rozwiązujemy problemy, dzielimy się obowiązkami i bardzo mocno sie kochamy. Mój kolega, który mieszka ze swoją dziewczyną powiedział mi kiedyś: " jeżeli chcę się napić mleka, to po co mam kupować od razu krowę?" Mówi samo za siebie, prawda?

Autor: SwójWłasnyBóg  11.05.2007 zgłoś

Nikita Temptation ma rację! Nie nazywaj tego portalu Chrześcijańskim, bo sugerujesz, że reprezentuje on poglądy wszystkich Chrześcijan, a tak przecież nie jest. Mieszkanie ze sobą moim zdaniem nie jest żadnym testem tylko etapem zbliżania się do siebie dwójki ludzi. Kolejnym jest posiadanie dzieci. Niestety na każdym etapie związku dwoje ludzi może dostrzec, że jednak nie są ze sobą szczęśliwi i żadne śluby, czy inne przysięgi tego nie zmienią ani nie zatuszują.

Autor:  25.08.2007 zgłoś

moglabym mieszkac z chlpakiem przed slubem zeby byc blizej niego... ale nie zeby go sprawdzac i testowac zwiazek! uwazam to za ohydne.

Autor: HALA  15.05.2007 zgłoś

TO jest dobra decyzja mieszkac na kocia łape poniewasz mozna poznac swoje charaktery i sie sprawdzic

Autor:  15.05.2007 zgłoś

U nas decyzja o wspólnym zamieszkaniu byla naturalna i wyniknęla sama z siebie. Po co mieliśmy utrzymywać dwa mieszkania, skoro i tak chcieliśmy być ze sobą i pomagać sobie. Po co wlączać dwa prania jak można zrobić jedno wspólne? Jedna z osób napisala że nie chce zamieszkać przed ślubem z ukochanym, bo "nie chce się zestarzeć i myśleć co ugotować na obiad?". Wydaje mi się, że ona po prostu nie wie czym jest prawdziwa milość, która nie brzydzi się gotowania i brudnych skarpetek. Nie wiem co ma do tego ślub, jak weźmie ślub to już będzie chciala się "zestarzeć"? Bo będzie żoną? Pomaganie ukochanemu mężczyźnie w codziennych czynnościach uzależnia od bycia żoną? To chyba jakiś brzydki egoizm? Nie rozumiem.

Autor: Iwona  15.05.2007 zgłoś

Do Delfiny, Chciałam jeszcze napisać że nie byli to pierwsi lepsi mężczyżni znaliśmy się wcześniej długo zanim zamieszkaliśmy wspólnie, ale jak sama piszesz decyzja o wspólnym zamieszkaniu jest "ciut mniej ważna" niż decyzja o ślubie z czym się zgadzam i sądzę że do ślubu raczej nie prowadzi. Napisałam że nie odpowiadają mi tego typu związki.

Autor: gość88  10.05.2007 zgłoś

wspólne mieszkanie ...po to aby sie sprawdzić czy możemy wziąsć ślub i być ze sobą na zawsze? nie! dla mnie wspólne mieszkanie z facetem nie jest żadną próbą. Jest dopełnieniem marzeń spędzania z tą ukochaną osobą każdej wolnej chwili... Jeśli sie kochamy to przecież dogadamy sie w każdej sprawie, ale tylko w tedy gdy jednemu na drugim zależy. Wspólne mieszkanie razem przed ślubem- TAK, ale jako forma sprawdzenia - NIE

Autor: Ola  10.05.2007 zgłoś

Mieszkałam z chłopakiem jakieś 2 lata. Związek nie przetrwał, ale uważam że była to dobra decyzja.Po pięciu latach zamieszkaliśmy razem i zaczęliśmy poznawać siebie z innej strony - codziennej.Dzielilismy między siebie zwykłe obowiązki, miło było wracac z pracy, gdy wiedziałam, że on czeka. Polecam wam dziewczyny takie rozwiązanie - uczy nie tylko odpowiedzialności za druga osobe ale także kształtuje w nas zdolność do kompromisu i wyrozumiałość, a bez tych cech nie ma udanych związków.

Autor: bezpieczna  10.05.2007 zgłoś

do Aneta_p dokładnie to samo cfo napisałaś można odnieść do osób po ślubie - przed mają mnóstwo planów a po facet traci motywacje. Ma posprzątane, ugotowane, seks i brak odpowiedzialności za cokolwiek... i jeśli moje poczucie bezpieczeństwa w związku ma zapewnić mi tylko ślub to ja dziękuje... ja mieszkam z facetem bez ślubu i jakoś nie czuje się mniej bezpieczna niż moje mężate koleżanki i wątpie żeby ślub jeszcze je zwiększy - jeśli się ufa drugiej osobie, ona na to zaufanie zasługuje, możesz na nią liczyć w każdej sytuacji, masz w niej wsparcie to wtedy czujesz się bezpieczna a nie wtedy kiedy masz wbite w dowód "mężatka" - jak masz np kupione prawo jazdy to wcale nie znaczy że umiesz jeździć. Nie taki jest chyba związek przyczynowo - skutkowy

Autor: Amika  10.05.2007 zgłoś

Jesteśmy ze sobą od 5ciu lat,mieszkamy razem ponad 3.Moi rodzice na początku byli zbulwersowani ale i tak postawiłam na swoim.Gdybym miała porównać czas kiedy widywaliśmy się codziennie a czas kiedy zamieszkaliśmy razem to wychodzą mi dwie różne rzeczy.Dopiero pod wspólnym dachem wszystko "wypłynęło"-inny sposób spędzania wolnego czasu,różne godziny chodzenia spać,nawet kłotnie prowadziliśmy w różny sposób.Wyprowadzając się z rodzinnego domu,nie myślałam o tym żeby się "sprawdzić" Chciałam po prostu mieć "własne życie".I mam je.Czasami było nam bardzo ciężko (brak pracy,stracona ciąża,śmierć bliskich osób...)Ale to nas wzmocniło i upewniło,że chcemy być ze sobą na dobre i złe.W tym roku bierzemy ślub i nie żałuję,że mieszkamy razem przed ślubem.Wiem,że mogę na niego liczyć:)

Autor: czytelniczka  10.05.2007 zgłoś

co za pytania? Tylko miłość może połączyć dwoje ludzi, przypieczętowana w sakramencie małżeenskim na dobre i na złe w radościach i cierpieniu . małżeństwo to nie zabawa ale wspaniała sprawa. Z takiej teorii mieszkanie ,spanie , docieranie się a jak nie pasuje to zabieram się i ide w swoją stronę wychodzą przeważnie smutne rzeczy , dobrz jak nie dodza dodatkowego życia, bo na takch głupich decyzjach cierpią niewinne dzieci. Jak małżenstwo twoje będzie oparte na Chrystusie zobaczysz sam się przekonasz że wszystko zniesiesz innaczej i będziesz widzał w tym sens.Zacznijcie młodzi ludzie przyszłość swoją budować na Chrystusie , a z Nim zajdziecie do celu jaki nam zostawił.

Autor: kate  15.05.2007 zgłoś

do przyszlej ż. Mimo, że nie jestem katoliczką, szanuję osoby takie jak Ty, wierzące i ufające w moc Sakramentu. Podoba mi się w Twojej wypowiedzi to, że potrafisz odnieść się z szacunkiem do osób innych niż Ty, a nie rzucasz inwektywami i nie wyzywasz od prostytutek jak NIEKTÓRZY. Ja też znam szczęśliwe malżeństwa i znam szczęśliwych ludzi w związkach kohabitacyjnych. Każdy ma prawo do świadomego wybrania swojej drogi. Ale zdecydowana większość wypowiadających się tu katolików w zupelnie niekatolicki sposób rzuca mięsem i szkaluje innych, a to dziwki, a to darmowa prostytucja, itp., itd. To zakrawa na fanatyzm i jest bardzo odstręczające. Przydaloby się, żeby Kościól w swej nauce większy nacisk polożyl na wartości tolerancji i szacunku dla drugiego czlowieka, nawet jeśli ma on inny niż katolicki światopogląd.

Autor: Iwona  15.05.2007 zgłoś

Jestem przeciwna związkom na kocią łapę, sexem przed ślubem i sprawdzaniem się, piszę to bo sama żyłam na kocią łapę najpierw z jednym mężczyzną potem z drugim, jeden związek trwał krótko 4 miesiące zostawił mnie po byle kłótni, z drugim mężczyzną żyłam 5 lat on oczywiście nie chciał słyszeć o ślubie, o dziecku itp. zostawił mnie odszedł do młodszej kobiety. Z perspektywy czasu myślę że te zwiazki nic mi nie dały, moze oprócz sexu ale nie o to mi chodziło, a tym panom tylko o to. Obserwuję ludzi, widzę duzo nieudanych małżeństw, ale widzę też szczęśliwe małżeństwa, oparte na solidnych fundamentach. Jeśli mężczyzna szanuje kobietę chcę z nią być na dobre i złe mieć rodzine dzieci, nie proponuje konkubinatu tylko małżeństwo. Ja zostałam sama mam 39 lat i gdybym miała te doświadczenie co teraz nie wchodziłabym w takie zwiazki bo one nie prowadzą do niczego. Mam nadzieję, choć nikłą że moze znajdę człowieka który potraktuje mnie poważnie. Za życie w konkubinacie dziekuję to mi zdecydowanie nie odpowiada pomimo panującej mody. Ostrzegam i pozdrawiam wszystkich.

Autor: Zdziwiona..  09.06.2007 zgłoś

Chciałam opowiedzieć Wam swoą historię.Zamieszkałam, że swoim chłopakiem już po miesiącu znajomości!!Do dziś nie wiem jak to się wszystko tak szybko stało i sama jestem zdziwona,że mogłam tak mocno pokochać..i kocham nadal:) Jednak decyzja o wspólnym zamieszkaniu powinna być dobrze przemyślana a nie lekkomyśla(tak jak moja), gdyż wprowadzajając się raz do "tego kogoś" nie możemy się wyprowadzić,bo wtedy jest to ucieczką przed problemami, które musimy nauczyć się wspólnie rozwiązywać!Najłatwiej jest uciec,ja również chciałam tak uczynić bo były momenty,że miałam dość sprzątania,gotowania i przytakiwania na własne życzenie..uznałam nawet,że się zawiodłam,bo tak naprawdę nie ma już idealnych rycerzy...W pewnym momencie się zatraciłam!!Liczył się tylko On i jego dobro..zapomniałam kompletnie o sobie..Dziś po prawie roku mieszkania razem myślę że udało nam się dopasować,nauczyć razem żyć, pomagać sobie na wzajem.Myślę, że liczy się każda chwila i nie warto zastanawiać się co wypada a co nie lecz uczyć się na własnych doświadczeniach,a często nawet błędach.

Autor: Agata  10.05.2007 zgłoś

mimo iz sama nigdy niebylam w podobnej sytuacji gdyz jestem jeszcze za mloda (:D) uwazam ze poznanie partnera i przejscie na kolejny etap zwiazku czyli wspolne mieszkanie uwazam za sluszny i rozwazny krok ludzi ktorzy pragna rozwijac swoj zwiazek.niekoniecznie powinna to byc proba ... bo jesli sie kogos kocha po co go wystawiac na liczne proby?-to tlyko zaspokojenie jakiegos strachu pzred zranieniem.jednak czemu niepotraktowac tego jako kolejny etap?niedoszukujmy sie problemow tam gdzie ich niema .. niespierajmy o kwestie dla kazdego z nas indywidualna

Autor: p11  10.05.2007 zgłoś

hej, mieszkalam ok 1,5 roku z moim facetem, po pol roku naszego zwiazku. od roku nie mieszkamy razem, on wrocil do swojego miasteczka gdzie dostal bdb prace, a do mnie przyjezdza tylko na zjazdy gdyz studiuje zaocznie. powiem wam jedno.. moim zdaniem wspolne zycie pod jednym dachem nic nie daje! ja wiedzialam od samego poczatku ze chce z nim byc i to, ze mieszkalismy razem nie wplynelo na moja decyzje. przeciez takie testowanie nic nie daje, bo prawdziwa milosc nas zmienia, sprawia ze nam sie chce po sobie sprzatac, lanie wygladac, dbac o to co wspolne. milosc jest ponad takie PONAD takie zwykle sprawy. poza tym pamietajcie ze ludzie sie zmieniaja i to, ze np teraz jest super gdy mieszkacie razem nie oznacza, ze zawsze tak bedzie! nie jest to wiec zaden TEST.

Autor: Temptation  10.05.2007 zgłoś

Kate, właśnie dokładnie to chciałam dopisać :-)

Autor: afrooo  10.05.2007 zgłoś

to ze teraz gdy ze soba mieszkamy jest super - nie oznacza ze zawsze tak bedzie. owszem. Nie oznacza. Ale przynajmniej wiem czego sie po nim spodzieqwac, moze sie okazac ze jest niezlym egoista w domu i toskyczna osobowascia ktora do tej pory nei wyszla. to ze nie mieszkacie ze soba a on/ona jest cudowny/a -ladnie sie ubiera, widujecie sie na wspolnych kolacjach -kino, rozrywki, itd...czekajac na mieszkanie wspolnie do slubu- tez nie oznacza !!!!!!!!!! ze zawsze tak bedzie, ze bedzie cudowny cale zycie po slubie!!

Autor: przyszła ż. :)  15.05.2007 zgłoś

Dla mnie ślub to nie tylko chwila, kiedy partnerowi przysięga się miłość i wierność. Jako osoba wierząca zwrócę się do Boga, żeby mi pomagał w tej miłości i wierności wytrwać, cokolwiek by się nie działo, kiedy będzie trudno, bo tak przecież w życiu jest. Skąd się biorą rozwody, rozbite małżeństwa? Moim zdaniem stąd, że ludzie się wcześniej albo dobrze nie znają albo wydaje im się, że codziennie będzie randka z kolacją przy świecach albo nie kochaja się, składając małżeńska przysięgę, tylko są sobą zafascynowani, zauroczeni. Dziwi mnie to nagłe odkrywanie, że "on" nie zaczął po sobie sprzątać albo że "ona" nie potrafi gotować. Ja ze swoim (na razie) chłopakiem nie mieszkam, a wiem, co potrafi i czego nie potrafi zrobić, widzę, jak się zachowuje u siebie w domu, co robi, czego oczekuje od rodziców, a czego oni od niego. Nie tylko patrzymy sobie w oczka i szepczemy czułe słówka, ale też dużo zwykłych, codziennych czynności wykonujemy razem i rozmawiamy na temat naszych wyobrażeń odnośnie małżeństwa i naszych możliwości, żeby je zrealizować. Bo obje mamy przecież swoje wady. Niektórzy biorą ślub, bo juz są tyyyleee ze sobą, a nic lepszego się pewnie nie trafi, niektórzy się pobierają przez ciążę... Kościół nikogo nie namawia do ślubu w takiej sytuacji. Seks przedmałżeński jest w rozumieniu kościoła grzechem, ale to nie oznacza, że trzeba brać ślub z niewłaściwą osobą, bo będzie ojcem/matką dziecka, które się urodzi. W ogóle sakrament małżeństwa jest przeznaczony dla tych, którzy sami go potrzebują i uważają za ważny, jednak ślub kościelny bierze się, bo "co babcia/mama/ciocia Zdzisia powie/pomyśli?" Brak ślubu jest ciagle w pewnych rodzinach skandalem, przez co jest też coraz więcej rozwodów, a ludzie po prostu nie potrafią wytrwać w takich wymuszonych związkach. Nie będę nikomu mówić, że warto brać ślub, bo po pierwsze sama go jeszcze nie wzięłam, a po drugie od mówienia kazań są księża. Mnie przekonują małżeństwa, które znam. Małżeństwa z miłości, nie z konieczności, z dużym stażem i bagażem problemów, ale potrafiące te problemy razem rozwiązywać. Nie twierdzę, że nieformalne związki nie mogą być udane, ale wiem, że NAM sakrament małżeństwa na pewno pomoże. Pozdrawiam wszystkich i życzę udanych związków :)

Autor:  12.05.2007 zgłoś

do magdass To bardzo nie po CHRZEŚCIJAŃSKU droga Pani, oskarżać kobiety, których w ogóle nie znasz, o to że się nie szanują i są zepsute. Panu Bogu takie szkalowanie innych ludzi, tylko dlatego że są inni od Ciebie, na pewno się nie podoba. Więc, szlachetna chrześcijanko (a może zwykla dewotko) w imię gloszonej przez Was milości bliźniego, nie obrażaj nas, bo nic o nas nie wiesz.

Autor: Delfina  15.05.2007 zgłoś

Artur W napisał: "To jest dla mnie wręcz nie do wyobrażenia. Może dlatego, że jestem zakochany, już 4 lata poznaję dziewczynę i w przyszłym roku ślub. Jestem zakochany i dla mnie oczywistą rzeczą jest, że chcę z nią być, że chcę ją mieć już zawsze, do końca życia." No właśnie, jesteś zakochany, czyli nie oceniasz realnie rzeczywistości. Ważne jest to, żeby chcieć być z tą osobą także wtedy gdy opadną już różowe okulary. Życzę wam tego, abyście po ślubie też chcieli być ze sobą a nie musieli

Autor: Natalia  15.05.2007 zgłoś

Przeczytałam pewnie 3/4 wszystkich opowieści i tak sobie pomyślałam,że przecież każdy człowiek jest inny,każdy chce czego innego w życiu,więc dlaczego krytykować kogoś,bo mieszka z chłopakiem przed ślubem? Ja jestem ze swoim mężczyzną rok bardzo chciałabym mieszkać z nim,ale on jakoś unika rozmów na ten temat,chce być jeszcze kawalerem,ja nie naciskam cieszę się każdą spędzoną z nim chwilą.... Nie popadamy w rutynę choć spędzamy razem ponad połowę tygodnia,nie przeszkadza mi gotowanie obiadów,obowiązki są jakoś podzielone... Dlatego czekam teraz sobie aż on dorośnie,zamieszkamy razem wezmiemy ślub i będziemy sobie żyli....

Autor: Myszątko  14.05.2007 zgłoś

Na codzień zajmuję się rozwodami...... Ale nie o tym miało być. Mieszkałam 1,5 roku z facetem, co nie przeszkodziło mu puścić mnie kantem dla jakiejś tam Ewy..... Potem (na szczęście we własnym już M) przyzwyczaiłam się do samotności, nawet polubiłam towarzystwo własnej osoby, a tu nagle niespodziewanie....wyszłam za mąż :) Narazie jesteśmy 5- miesiecznym małżeństwem cywilnym, za 3 miesiące ślub kościelny. Mamy za soba raptem rok mieszkania razem :). W naszym życiu codziennym nic się nie zmieniło, nadal staramy się tak samo jak na początku. Jednak ślub ułatwia pewne sprawy, zwłaszcza w urzędach :)

Autor: magdassss  12.05.2007 zgłoś

Bardzo się cieszę, że mimo tego zepsucia, które widać gołym okiem po wpisach kobiet nie szanujących się w ogóle, jest też kilka diamencików, które się cenią i wiedzą, co się podoba Bogu :) Pozdrowienia dla was drogie panie :* Najśmieszniejsze jest to, że wiele kobiet mieszkających przed ślubem z facetem myśli, że ślub to tylko papierek, który nic nie zmieni w ich związku. Prawdą jest, że większość par które żyły bez ślubu po ślubie się rozpada w 3-4 miesiące i ludzie nie mogą się temu nadziwić. No przecież czemu niby pojawiły się te wszystkie problemy, kłótnie, skoro mieszkali razem 10 lat, poznali się i sprawdzili? Nie poznali się ani trochę. Cały czas tylko gierki, chwalenie za to, że dobrą kanapkę mi zrobiłaś... zabawa... a ślub, odpowiedzialność, dzieci? O nie, to już za dużo, i po ślubie szybko okazuje się, że mężczyzna chce dalej bawić się bez zobowiązań. Kobiety odkładają myśl o dziecku do 40stki, a później się dziwią że rodzą dzieci chore, albo że w ogóle nie mogą zajść w ciążę. A jeśli nawet urodzą, to takie dziecko nie będzie szczęśliwe, bo nie dość, że jedynak, to jeszcze matka w wieku babci. Pomyślcie - chłopak ma 18 lat robi imprezę, a za ścianą od 22 śpią jego 60-cio letni rodzice. Litości.

Autor: Temptation  10.05.2007 zgłoś

Do Patki, Niestety czasem ludzie osiadają na laurach właśnie po ślubie, kiedy już nie ma nic do zdobycia

Autor: kate  10.05.2007 zgłoś

do Inki Każdy związek kochających się ludzi, nie tylko malżeństwo, jest "pracą dwojga ludzi" dla wspólnego szczęścia. Każdy ma prawo żyć i kochać tak jak uważa, dopóki nikogo nie krzywdzi. Przestańcie deprecjonować każdy inny sposób na życie niż "święte" malżeństwo (zresztą co drugie kończy się rozwodem). Życzę więcej tolerancji i bardziej otwartego na ludzi, światlego umyslu. Postrzeganie świata tylko w czerni i bieli mocno ogranicza. Pozdrawiam

Autor: Boguś  17.06.2007 zgłoś

Witam:) Ja juz niedlugo przeprowadzam sie do wrocka , planuje zamieszkac z moim chlopakiem:) znamy sie juz prawie rok :)zmusza nas troszke do tego sytulacja ale tez chcemy sprawdzic czy jestesmy gotowi na cos powaznego(Ja mam 22 lata a seba 24):P Spotykanie sie raz na kilka dni przypomina troszke zwiazek "lukrowany" zycie niestety jest inne :)Ma w sobie nutke goryczy!Wierze ze damy rade bo jesli dwie osoby chca i sie staraja to nie moze sie nie udac:) Ps. trzymajcie kciuki;)

Autor: zszokowana  06.08.2007 zgłoś

Przecież życie na "kocią łapę" jest niemoralne!!!

Autor: zszokowana  06.08.2007 zgłoś

Przecież życie na "kocią łapę" jest niemoralne!!!

Autor: Sabinka  31.07.2007 zgłoś

nie widze problemu w życiu na "kocią łapę" po co brac ślub? skoro można być ze sobą bez ślubu. Nie chcę mieć dziecka więc po jaką cholere mam brac ślub? w każdej chwili przecież mogę zrezygnować z partnera i odejść... a tak to tylko kłopoty by były z rozwodem, podziałem majątku itd. hehe :D

Autor: bardzo zła  01.09.2007 zgłoś

Witam, Ja mieszkam ze swoim chłopakiem 2 lata, najpierw tułaliśmy się na stancji, od niedawna mieszkamy we własnych czterech kątach. Ja już jestem zdecydowana na następny krok, chciałabym założyć rodzinę no i pobrać się. Tylko jest jeden problem, mojemu chłopakowi jakoś wcale sie do tych rzeczy nie spieszy. Owszem, mówi o slubie, zaręczynach, ale nic nie robi. Nie chcę go popędzać bo nie w tym rzecz, ale męczy mnie już takie życie. Lata lecą, a ja dzieci chcę mieć dopiero po ślubie. A kiedy ten ślub?

Autor: Missy_B  22.05.2007 zgłoś

A ja opowiem wam coś o sobie: Mam 28 lat, żyję bez ślubu z moim facetem od 6 lat, mamy planowaną piękną 4 letnią córeczkę. Jestem zadowolona swoją decyzją o niezawieraniu ślubu, rozmawiam też często na ten temat z moim facetem,czy przypadkiem Jemu to nie przeszkadza - nie przeszkadza. Kocham Go - on kocha mnie,a co najwazniejsze,to jest suuuper tatą. Wydaje mi się, że tak naprawde nie ważne czy ze ślubem, czy też bez,ale trzeba PIELęGNOWAć związek, dbać o niego (związek), dużo rozmawiać, czasem pomilczec razem, kino,teatr,restauracja, klub i imprezy...na wszystko musi być miejsce Nie jestem katoliczką, ale jestem po prostu dobrym człowiekiem i tego samego uczę swojego dziecka.A moim życiowym mottem jest: "Co posiejesz, to zbierzesz" Po prosu, dajemy dobro,ono do nas wraca. I nie ważne są jakieś papierki, dokumenty, biała kiecka przez kilka godzin...

Autor: Beti  27.05.2007 zgłoś

Ellou, Hmmm...tak czytam i czytam...i chyba żaden wpis mnie nie przekonał, że zamieszkanie ze sobą przed ślubem (jeśli w ogóle bierze się ślub pod uwagę) jest czymś w stu procentach pozytywnym.. Sama jestem w takiej sytuacji i powiem wam, że pomimo tego, iż bardzo kocham mojego Narzeczonego i za trzy miesiące mamy ślub, to jednak gdyby była inna możliwość na pewno bym z niej skorzystała i nie zamieszkała z moim przyszłym Mężusiem. Jest wiele powodów, dla których tak mówię... Główny, to przede wszystkim aspekt wiary. Religia katolicka nie dopuszcza mieszkania ze sobą bez ślubu, pomimo ( !) iż oboje mają postanowienie, że ten ich "pierwszy raz" będzie dopiero w noc poslubną. Powiem wam szczerze, żyłam w przekonaniu, że skoro "tego" nie robimy, to wszystko jest w porządku. Oświecił mnie dopiero podczas spowiedzi ksiądz..:(( Dowiedziałam się, że gorszę ludzi :((( Wiem, ze większość z wpisujących się tutaj osób uważa seks z "nie mężem" za coś zupełnie normalnego i pozytywnego. Ja uważam inaczej. Poza tym ...przy każdej kłótni istnieje zawsze ta "furtka", która pozwala nie brać na siebie obowiązków, odpowiedzialności, tylko powiedzieć..."żegnam". Przeraża mnie to. Wiem, że zdarzają się sytuacje, że ktoś pokazuje jaki jest naprawdę dopiero po ślubie,ale pomimo tego mieszkanie ze sobą na próbę uważam za zły pomysł. Wiele bym tu jeszcze pisała, bo mam tego sporo w głowie, ale chyba zakończę Pozdrawiam wszystkich!

Autor: Smerfna Smerfetka  02.06.2007 zgłoś

Do Delfiny Powyższy przykład miał charakter hipotetyczny, dla zobrazowania pewnego problemu (jakim jest wmawianie młodym dziewczynom, że powinny jak najwcześniej rozpocząć życie seksualne). Ja rozumiem, że nie wszyscy chcą czekać, ale jednak są tacy, którzy chcą i trzeba szanować ich poglądy. Nie cała moja wcześniejsza wypowiedź była komentarzem do Twojej wypowiedzi, pewne spostrzeżenia były bardziej ogólne, za nieścisłość przepraszam. Temptation widzę jakąś niespójność w Twojej wypowiedzi. Najpierw zarzucasz mi, że uważam, iż "seks jest istotą związku", a potem twierdzisz, że "osoby o małych potrzebach w tej dziedzinie krytykują innych, bo nie potrafią zrozumieć jakie seks może mieć znaczenie". Ja myślę, że potrzeby nie mają tutaj nic do rzeczy, jeśli się jest wiernym pewnym wartościom i jeśli się kogoś naprawdę mocno kocha i szanuje to można czekać i to wcale nie musi być "katowanie się".

Autor: Sylwia_20  29.05.2007 zgłoś

Faktem jest, że nasze czasy są przykładem relatywizmu moralnego,ale sądzę, że Bóg jest na tyle mądry, że nie przykłada do wszystkich jednakowej miarki, ale do każdego podchodzi indywidualnie i jeśli ktoś ma swoje powody, by czynić tak a nie inaczej, to On to na pewno dokładnie rozpatrzy. Pozdrowienia dla Aśki za odwagę powiedzenia kilku słów prawdy, bo na pewno jest mnóstwo osób, które na "kocią łąpę" żyją bo chcą mieć ewentualną furtkę. Nie przejmuj się, że ktoś Ci wytknie młody wiek, jako argument do niemożności wypowiadania się w pewnych sprawach:)

Autor:  27.05.2007 zgłoś

WSPÓŁCZUJĘ TYM KOBIETOM, KTÓRE ŁĄCZĄ MAŁŻEŃSTWO Z "POCZUCIEM BEZPIECZEŃSTWA, STABILIZACJĄ". BO TO ZNACZY, ŻE W GŁĘBI SERCA NIE SĄ PEWNE SWYCH PARTNERÓW I ICH STAŁOŚCI, MUSZĄ TO MIEĆ NA PAPIERZE, PRZYSIĘGA PRZY ŚWIADKACH, KONSEKWENCJE FINANSOWE W RAZIE ROZSTANIA ITP. WSPÓŁCZUJĘ. SPROWADZACIE UCZUCIE DO POZIOMU HANDLU WYMIENNEGO. POWYŻEJ KTOŚ NAPISAŁ, ŻE WSPÓLNE ŻYCIE TO NIE TRANSAKCJA I NIE TRZEBA PODPISYWAĆ UMOWY. NAUCZMY SIĘ KOCHAĆ SIĘ SZCZERZE I PO PROSTU, BEZ TEGO INSTYTUCJONALNEGO BAGAŻU. Z MIŁOŚCI WYPŁYWA ODPOWIEDZIALNOŚĆ I MOTYWACJA DO DBANIA O ZWIĄZEK. NA ZACHODZIE MAŁŻEŃSTWO TO JUŻ WYRAŹNIE PRZEŻYTEK, MYŚLĘ ŻE ZA 10, 15 LAT POLACY TEŻ OSIĄGNĄ TEN STAN ŚWIADOMOŚCI. POZDRAWIAM

Autor:  27.05.2007 zgłoś

DO BETI WYBACZ, ALE KSIĄDZ KTÓRY POWIEDZIAŁ CI ŻE WSPÓLNE MIESZKANIE DWOJGA KOCHAJĄCYCH SIĘ LUDZI JEST "GORSZĄCE" BYŁ PO PROSTU NIEWYOBRAŻALNIE GŁUPI!!!!! WŁAŚNIE MNOGOŚĆ TAKICH CIEMNYCH KLECHÓW RODEM Z GŁĘBOKIEGO ŚREDNIOWIECZA SPRAWIŁA, ŻE PRZESTAŁAM CHODZIĆ DO KOŚCIOŁA.

Autor: Sylwia_20  27.05.2007 zgłoś

Ktoś (niepodpisany) napisał: "NA ZACHODZIE MAŁŻEŃSTWO TO JUŻ WYRAŹNIE PRZEŻYTEK, MYŚLĘ ŻE ZA 10, 15 LAT POLACY TEŻ OSIĄGNĄ TEN STAN ŚWIADOMOŚCI. POZDRAWIAM" Zauważyłam,że niektórzy chcąc być wielce wspaniałomyślni i supermodniewszystkotolerujący sami dają przykład nietolerancji. Jeżeli byłabym teraz żoną to sądzę,że po takiej wypowiedzi, że małżeństwo to przeżytek zrobiłoby mi się bardzo przykro. Przecież nie ma takiego przymusu,żeby brać ślub. Jeżeli ktoś nie chce to go nie weźmie. Proste. Poza tym niektórzy piszą, że ślub to 'papierek'. Dla katolików ślub to sakrament, ważne duchowe przeżycie symbolizujące złączenie dwóch dusz w przymierzu z Bogiem,coś co ma ogromne znaczenie. Proszę nie kpijcie sobie z tego. Dla innych osób ślub to jedynie umowa składana przed urzędnikiem i świadkami - myślę,że gdybym nie była katoliczką,to perspektywa ślubu byłaby dla mnie równie atrakcyjna jak składanie pitu w urzędzie skarbowym,więc jestem w stanie zrozumieć niektóre piszące tu osoby.Ale szanujcie też uczucia i przekonania innych. Aspekt mieszkania razem przed ślubem jest bardzo istotny w świetle religii,ale dla pozostałych ludzi nie musi mieć znaczenia. A co do gorszenia innych - myślę, że dużo bardziej gorszące są małolaty chodzące po ulicach ubrane jak małe prostytutki, niż para która zamieszka ze sobą na kilka miesięcy przed wzięciem ślubu,bo akurat trafiło im się mieszkanie.

Autor: sechmet(@o2.pl  22.05.2007 zgłoś

asekuranctwo-ot, co. Przywyklismy do usprawiedliwiania sie ludzka naturą:"człowiek nie jest nieomylny i bładzi". Zostawiamy sobie furtke-tak na wszelki wypadek. Ludzie jak samochody na jazdę testową...smutne i frustrujace. Wiazac sie z kims zmuszona jestem zalozyc, ze ta osoba bedzie mnie na kazdym kroku sprawdzac i w koncu zostawi...Mam wrazenie, ze tak nie bylo jeszcze kilka lat temu...a wtedy zyłam na kocia łapę z męzczyzna, ktory dojrzewał przy moim boku, uczył sie odpowiedzialnosci..Wszystko to swietnie przydaje mu sie teraz w małzenstwie.. bynajmniej nie ze mna.

Autor: sechmet(@o2.pl  22.05.2007 zgłoś

asekuranctwo-ot, co. Przywyklismy do usprawiedliwiania sie ludzka naturą:"człowiek nie jest nieomylny i bładzi". Zostawiamy sobie furtke-tak na wszelki wypadek. Ludzie jak samochody na jazdę testową...smutne i frustrujace. Wiazac sie z kims zmuszona jestem zalozyc, ze ta osoba bedzie mnie na kazdym kroku sprawdzac i w koncu zostawi...Mam wrazenie, ze tak nie bylo jeszcze kilka lat temu...a wtedy zyłam na kocia łapę z męzczyzna, ktory dojrzewał przy moim boku, uczył sie odpowiedzialnosci..Wszystko to swietnie przydaje mu sie teraz w małzenstwie.. bynajmniej nie ze mna.

Autor: arostarchłop  27.05.2007 zgłoś

Czytając wasze wypowiedzi dochodze do wniosku, że Polacy to jednak bardzo nie tolerancyjny kraj. Z jednej strony katolicy-fundamentaliści którzy uważają że żyje się tylko po to aby wydać na świat jak najwięcej dzieci, a samo życie ma być pasmem tragedi i nieszczęść, (ma być Krzyżem Jezusowym). Każdy kto próbuje to życie jakoś sobie ułożyć według własnego uznania jest grzesznikiem i zasługuje na śmierć. Z drugiej strony są "wyzwoleni" którym przyszło żyć w "innych czasach" i dla nich ktoś kto układa sobie życie w tradycyjny sposób staje się odmieńcem. Ja swoim pomysłem na życie nie podziele się z wami, bo nie powinno was to w ogule obchodzić. Nie obchodzi mnie też zdanie rodziny, przyjaciół, sąsiadów! Bo JA nie oceniam innych, chyba że ktoś jest chodzącą patologią i dnem społecznym (ale tacy ludzie zdażają się bez względu na wyznania, światopogląd czy status materialny). Więc żyjcie własnym życiem jak tylko chcecie. Chodzi tylko o to aby nie robić krzywdy innym.

Autor: Donia  27.05.2007 zgłoś

Kiedyś był ślub i duzo z tym / przyjemnego/ zamieszania. Potem był rozwod i duzo cierpienia. Teraz jest związek udany, pełen miłości, namietnosci, zaufania i szacunku. BEZ ŚLUBU!!!, już od 8 lat. Mieszkam w kraju tulipanów już bardzo długo i tu jest inaczej. Nikt się nie zadłuża na weselne przyjęcia. Sami określamy jak żyć i co nas uszczęśliwia. Dlatego w mojej kochanej Polsce było mi duszno. Szkoda.

Autor: Temptation  23.05.2007 zgłoś

Do Niki: "Dziewczyny, czy tak bardzo lubicie pranie skarpetek, gotowanie, sprzątanie, płacenie rachunków, że chcecie tego spróbować nawet bez ślubu, na próbę, aby zobaczyć jak to jest?" Naprawdę współczuję Ci w takim razie, jeśli to wszystko musisz robić sama, nie wyobrażam sobie żebym ja pracowała w domu jak służąca i na dodatek jeszcze utrzymywała faceta (te rachunki!). A tak w ogole akurat gotowanie to uwielbiam :-)

Autor: Nika  23.05.2007 zgłoś

Dziewczyny, nie wiem czy przeczytałyście mój wcześniejszy komentarz, więc piszę jeszcze raz. Jestem mężatką od prawie 2 lat. Po zaręczynach mój narzeczony cały czas mówił tylko o tym, jak bardzo chce ze mna już mieszkać i przy każdej okazji poruszał ten temat. Powiedziałam mu, że będę z nim mieszkać, ale dopiero jak pobierzemy się i tak się stało. Cieszę się, że wszystko miało swoją kolejność. Bardzo miło wspominam okres narzeczeństwa, rozmowy o tym jak to będzie, jak będzie wyglądał nasz dom itd. I wg mnie tak powinno być, małżeństwo cementuje.

Autor: Optymistka  23.05.2007 zgłoś

Mam cudownego chłopaka,jesteśmy razem 2 lata. Jest nam ze sobą bardzo dobrze i za rok planujemy się pobrać. Nie myślimy o wspólnym zamieszkaniu przed ślubem. Po pierwsze wiem,ze moi rodzice by mi na to nigdy nie pozwolili,ale nawetgdyby sie zgodzili to ja nie chcialabym mieszkac z chlopakiem bez slubu. Przez malzenstwo rozumiem poczucie bezpieczenstwa,pewnosc zwiazku,nierozerwalnosc.. jestem osoba,ktora latwo sie przywiazuje i nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej po kilku miesiacach czy latach wspolnego mieszkania moj ukochany by mnie zostawil.. takie docieranie sie dla mnie jest smieszne..jezeli sie kogos kocha to sie go kocha i sie chce z nim byc a jezeli nie to nie i takie mieszkanie nic nie zmieni. gdzie w takich zwiazkach mowa o wiernosci??? a dla mnie to podstawa zwiazku. wspolczuje wszystkim porzuconym w takich zwiazkach.

Autor: Ann..  23.05.2007 zgłoś

Mam 28 lat.. starość nade mną wisi;)...i parę doświadczeń za sobą.Jestem rozwódką.Nie mieszkaliśmy z moim pierwszym mężem przed ślubem i bardzo tego żałuję bo poprostu się nie znaliśmy..Nie wiedziałam że często mnie okłamuje,że stawia ponad wszystko swoją mamę ojca i rodzeństwo.Nasze małżeństwo rozpadło się po dwóch latach.Przedtem znaliśmy się trzy lata.i bardzo żałuję tych zmarnowanych lat.Teraz jestem ze wspaniałym mężczyzną.Bardzo się kochamy,jesteśmy ze sobą pięć lat a mieszkamy razem prawie trzy.Już wiemy czego się po sobie spodziewać.Znamy swoje wady i zalety.Nie można dobrze poznać swojego partnera tylko się spotykając..wspólne życie to co innego,to problemy,czasem brak pieniędzy,niezapłacone rachunki,porozrzucane skarpetki i nieumyte naczynia i uczucie wielkiego szczęścia że jesteśmy razem na dobre i na złe i że nie możemy bez siebie żyć pomimo tego że jesteśmy tak inni od siebie.Nasz związek bez ślubu nie był na próbę bo to nie ma sensu.Poprostu bardzo się kochamy i chcemy ze sobą być i papierek nie czyni tu różnicy.A nasze rodziny?akceptują naszą decyzję.Z jednym się zgadzam,że względem prawnym parom żyjącym w konkubinacie jest ciężej i zupełnie nie wiem czemu tak musi być.Dla mnie jest to objaw pewnej dyskryminacji..takie ograniczenia prawne.. Dlatego pewnie ze względu na to i na dziecko które planujemy weżmiemy kiedyś ślub.

Autor: zmorka  23.05.2007 zgłoś

XYZ: "gdyby 6 lat temu sie pobrali, zdecydowali na wspolne dziecko byliby dzisiaj szczesliwi..... " wątpię. A naprawianie, "cementowanie", związku czy małżeństwa dzieckiem uważam za skrajny cynizm albo skrajną głupotę i nieodpowiedzialność. Nie moge uwierzyć, ze na świecie zyją ludzie, którym się wydaje, że to co ich spotyka jest konsekwencją wykonania jakiś rytuałów, czy ceremonii. To z takiego myślenia biorą się kuriozalne "obiecał, ze po ślubie przestanie pić " (bić, przegrywać w karty, kraść - niepotrzebne skeślić). Jeżeli ludzie po kilku latach się nienawidzą i nie mogą ze sobą rozmawiać to stałoby się tak niezależnie od tego, czy pięć lat wcześniej ich związkej ktoś ppobłogosławił czy nie. I, jak sądzę, pan Bóg ma znacznie wiele ciekawszych zajęć niż opiekowanie się małżeństwami. Trochę pokory i skromności Szanowni Wierzący!

Autor: Nika  22.05.2007 zgłoś

Dziewczyny, czy tak bardzo lubicie pranie skarpetek, gotowanie, sprzątanie, płacenie rachunków, że chcecie tego spróbować nawet bez ślubu, na próbę, aby zobaczyć jak to jest? A co będzie, gdy któraś z was zajdzie w ciążę i dojdą nowe obowiązki, czy wasz facet wtedy nie ucieknie, bo przecież nic was tak naprawdę nie łączy? Czy myślicie o tym?

Autor: jkh  22.05.2007 zgłoś

a ja ze swoim chlopakiem mamy zamiar zamieszkac razem jak tylko dostaniemy sie na studiaD: nasi rodzice nie maja nic przeciwko:D i jest kUUUUUUUUUlllllllll:D

Autor: ańdźka  29.05.2007 zgłoś

Ja ze swoim facetem mieszkam od 8 lat. Mamy trzyletniego synka. Zupełnie inaczej wygląda sielankowe życie dwojga dorosłych ludzi, bez dzieci. Dopiero po urodzeniu się dziecka można się przekonać czy ten facet to już "ten". Zazwyczaj mężczyźni są boscy gdy nie ma dzieci, bo kobieta poświęca mu cały swój czas i tylko on jest tym najważniejszym. Natomiast jak na świat przychodzi dziecko to ono jest najważniejsze. I żadko który mężczyzna jest w stanie to zaakceptować. Nam jak na razie się udaje pogodzić obowiązki rodzicielskie z "małżeńskimi", ale kłopoty były i na pewno będą. A ślub ??? Kiedyś na pewno, ale na razie jeszcze nie.

Autor: słońce  30.06.2007 zgłoś

ja mieszkam z chłopakiem juz od prawie 2 lat. Roznie bywa...czasami jest dobrze a czasmi gorzej ale przeciez nikt nie powiedział ze zycie usłane jest różami. uważam ze dobrze jest zamieszkać ze sobą przed ślubem, bo dzieki temu lepiej mozna poznac zalety jak i wady partnera. to jest bardzo wazne planujac wspólne życie.

Autor: ola  23.05.2007 zgłoś

czytam i czytam co piszecie i zdecydowalam sie nakreślić również parę słów... mieszkam w konkubinacie prawie dwa lata...kocham mojego "męża" i juz nie wyobrazam sobie zycie osobno, coc powiem wam szerze ze uwazam lepsza decyzja najpierw wziac slub a pozniej mieszkac razem. Mysle ze takie sprawdzanie sie daje poczucie bezkarnosci. Nie walczymy o zwiazki bo lepiej odejsc niz sie meczyc. Przychodzi kryzys i nie mowie tu o pierdolach ale jakis powazniejszych rzeczach i wtedy co? jakie mysli przychodza? odejde- po co mi to, po co mam sie denerwowac, itp. Jak jest sie malzenstwem to czlowiek musi bardziej sie starac o uczucia, naprawiac. Mysle ze Bog dal nam takie prawa a nie inne ze wzgledu na nasze dobro...czy wiecie ze statystycznie zwiazek w konkubinacie trwa ok. 2 lat?! dlaczego? do powazniejszego kryzysu i pozniej do widzenia?! sama mam teraz trudny czas w zwiazku i wiem ze to co pisze poparte jest moim doświadczeniem- nieraz mialam juz mysli o odejsciu. Tylko prawda jest taka ze jak sie tworzy zwiazek, mieszka razem prowadzi dom, bierze kredyty to przeciez to malzenstwo- moze nieformalne ale jednak... wiec reasumujac...nieważne czy zyjesz w konkubinacie czy w formalnym zwiazku- bierz odpowiedzialnosc za swoje decyzje i walcz i dbaj o to co masz...

Autor:  23.05.2007 zgłoś

Niki - współczuję, dla Ciebie związek (niezależnie pobłogosławiony, czy grzeszny) sprowadza się do "pranie skarpetek, gotowanie, sprzątanie, płacenie rachunków,"? I wyobraź sobie, ze to czy coś ludzi łączy czy nie, jest niezależne od obrączki - chyba że chodzi Ci o administracyjne regulacje. W wolnych związkach też się rodzą szczęśliwe dzieci i mają rodziców i wyrastają na porządnych ludzi - tak samo często jak dzieci rodziców "pobłogosławionych". Z całym szacunkiem i sympatią mam niejasne wrażenie, ze Twoje poglądy są wynikiem jakiejś strasznie małomiasteczkowej filozofii.

Autor: Delfina  23.05.2007 zgłoś

Aha, Nika, powiedziałaś jeszcze coś o płaceniu rachunków - rozumiem, że teraz płacą za ciebie rodzice a w przyszłości oczekujesz, że będzie płacił mąż, ty nie chcesz nic o tym wiedzieć. No cóż, żyj spokojnie w swojej beztrosce, ja wolę wiedzieć co się dzieje wokół mnie

Autor: Delfina  23.05.2007 zgłoś

Sądzę, że to dziwne, Jolka, że chłopak tak rzadko chce się z tobą spotykać, ale może jest po prostu bardzo zajęty? A co do wypowiedzi Niki - chłopak, który jest odpowiedzialny, nie zostawi swojej kobiety z dzieckiem, ze ślubem czy bez niego. Jeśli zaś chodzi o to pranie skarpet: jestem mężatką, ogólnie mieszkamy z moim obecnym mężem już 4 lata i ani razu nie prałam jego skarpet!! Pranie robi się w pralce i raz robi je on a raz ja, gotujemy też na zmianę, ja może częściej bo uważam, że mi to lepiej wychodzi, chociaż są potrawy, w których celuje mąż. Za to on potrafi robić wiele innych rzeczy w domu i nie czuję się wykorzystywana ani teraz, ani wtedy gdy nie mieliśmy jeszcze ślubu. Jeśli masz faceta-maminsynka to twój problem, ale nie wysuwaj już argumentu ze skarpetami bo jest on śmieszny:)

Autor: jumper  23.05.2007 zgłoś

Niektórzy z Was piszą o tym, że pewni są swoich partnerów, bo ci pomogli im w ciężkiej chorobie, byli przy nich codziennie. Kiedy zaczęła się choroba mojego parntera, nasz związek przechodził poważny kryzys. To, że zachorował, jak myślałam na początku- scementowało go. Nawet przez chwilę nie pomyślałam o opuszczeniu mojego chłopaka, chociaż łatwo nie było. Jego zdrowie stało się dla mnie najważniejsze na świecie. Jego rodzice nie raz mi powtarzali, że udało mu się wyzdrowieć dzięki mnie. Ale po około roku od jego powrotu do zdrowia rozstaliśmy się. Bez żalu. Uważam więc, że różnie to bywa ze wspieraniem innych. Może poznaliśmy się nie po to, by być z kimś do końca, ale właśnie po to, by go uratować? Z resztą, jak to w życiu- nigdy nie można być nieczego pewnym...

Autor:  25.05.2007 zgłoś

pod warunkiem, że wszyscy wierzymy w boga

Autor: Sylwia_20  25.05.2007 zgłoś

niekoniecznie, bo to, że ktoś w Boga nie wierzy, nie znaczy, że Boga nie ma:) pozdrawiam:)

Autor: Delfina  25.05.2007 zgłoś

Ale wtedy jest mu wszystko jedno, czy żyje "po bożemu", a może nawet nie chce, żeby ktoś go tak podsumowywał:) Pozdrawiam

Autor: Sylwia_20  25.05.2007 zgłoś

:)

Autor: Anna  23.05.2007 zgłoś

Mieszkalam z moim obecnym mezem rok przed naszym slubem. Z perspektywy 2 lat (terez jestesmy rok po slubie) uwazam, ze bylo to dobre posuniecie. Przede wszystkim bardzo balam sie, ze sie nie dogadamy. Jestesmy obydwoje wybuchowi i klocimy sie czasem ostro i zaciekle. Balam sie nudy, powszedniosci, znudzenia soba. Oczywiscie nic takiego sie nie stalo. Dogadywalismy i dogadujemy sie dobrze. Jasne, ze od czasu do czasu sa tarcia. W koncu jestesmy ludzmi. Moja rodzina, szczegolnie moja mama, nie umiala sie pogodzic z moja decyzja i z zyciem w grzechu. Takze z tego powodu uwazam, ze moja decyzja byla sluszna i wrecz niezbedna, przed slubem. Dlaczego? Mojej mamie z trudem przychodzilo zaakceptowanie innosci swoich dzieci. Wlasciwie zawsze zylam w strachu i poczuciu rozdwojenia. Jedno robilam i myslalam, drugie mowilam lub nie mowilam mojej mamie. Sytuacja ciaglego naporu z jej strony, wiecznych "powaznych rozmow" i przekonywania mnie do swoich racji doprowadzala mnie do wscieklosci. Wscieklosci i agresji. Mysle, ze bez takiego radykalnego posuniecia, takiego przeciecia pepowiny i powiedzenia Jej jak chce zyc, nasz zwiazek nie bylby tak udany. Czuje, ze wreszcie wyzwolilam sie. Nie odczuwam poczucie winy, gdy robie cos niezgodnego z przekonaniami mojej mamy. I nareszcie nie odczuwal zlosci na samo wspomnienie jej pewnych zachowan zachowan... Dzisiaj, gdy przypominam sobie przykre sytuacje, po prostu czuje smutek. Ta zapieczona wscieklosc i poczucie winy uwolnily sie. Moje relacje z moim mezem sa przez to lepsze, wolne od nalecialosci i wyuczonych gier dziecinstwa. Poza tym jestem przede wszystkim jego zona, a nie corka mojej matki... nie drze juz na sama mysl o tym, ze ona nie zaakceptuje mojej decyzji, ze sie obrazi, ze mnie odrzuci. Ten okres naszego wspolnego mieszkania przed slubem wspominam jako okres totalnego przewartosciowania. I uwazam, ze bylo warto.

Autor:  22.05.2007 zgłoś

NARESZCIE NIE MA TEJ OKROPNEJ REKLAMY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! D Z I E K U J Ę !!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Temptation  22.05.2007 zgłoś

Nika, to że Ty miałaś takie marzenie, nie znaczy że każda kobieta potrzebuje ślubu do szczęścia. Jesteś kolejną osobą tutaj (dobrze że w mniejszości), która szacunek do siebie i innych kobiet mierzy posiadaniem męża... na to po prostu już brak mi słów. Co do innych Twoich uwag, ja zawsze mówię otwarcie czego chcę dla partnera i bynajmniej to czego pragnę nie jest (jak to ktoś wcześniej świetnie określił) nałożeniem "kajdanków" na palce! Porozglądaj się trochę wokół siebie - ludzie są różni i nie dla każdego to samo jest ważne! Oczywiście jeśli dla Ciebie małżeństwo jest spełnieniem marzeń to życzę z całego serca byś się któregoś dnia nie rozczarowała.

Autor:  22.05.2007 zgłoś

PRZEZNACZENI, TO KATOLICKI CZYLI CHRZEŚCIJAŃSKI PORTAL, POLECAM GO WSZYSTKIM KTÓRZY CHCĄ ZAWRZEĆ NOWE PRZYJAŹNIE ALBO POZNAĆ KOGOŚ NA CAŁE ŻYCIE:)). PREZENTUJE WSPANIAŁE POGLĄDY:) JEST NIESAMOWITY W DOBIE KONSUMPCJI, ROZWODÓW, NIEUPORZĄDKOWANEGO SEKSU, ŻYCIA NAD STAN, W DOBIE LAICYZACJI ŻYCIA ORAZ IGNOROWANIA WARTOŚCI CHRZEŚCIJAŃSKICH I POSTĘPOWANIA JAKBY BOGA NIE BYŁO...........POLECAM GORĄCO I POZDRAWIAM WSZYSTKICH!!!!!!:))))" Na szczęście nie wszyscy muszą poznawać partnerów przez Internet, a juz w szczególności przez dość sekciarski (mówiąc między nami) portal. Ja chcę zamieszkać ze swoim chłopakiem, a do ślubu mi się nie spieszy. Wbrew temu co myślisz nie dlatego, że musimy jak króliki 8 razy dziennie uprawiać sex. My się kochamy i jest to dopełnienie uczucia a nie podstawa. Rozumiem, że to dziwne, jestem heretyczką i grzesznicą, ale akurat ta sfera życia nie jest najważniejsza. Widać dla Ciebie tak skoro ciągle o tym piszesz.

Autor: ANNA  22.05.2007 zgłoś

Uważam,że zamieszkanie ze soba przed ślubem jest dobra sprawa pozwalającą na lepsze poznanie siebie nawzajem.Obydwojke z moim chłopakiem jestesmy po przejściach małżenskich,jesteśmy razem 3lata z czego dwa mieszkamy razem i zyjemy sobie na kocia łape!Na poczatku znajomości mój chłopak myślał o slubie a ja sie bardzo od tego broniłam teraz gdy wiem jak dobrze nam sie żyje,ze potrafimy o wszystkim rozmawiac ze nie ma w naszym życiu takich problemow jak w poprzednich związkach ja zapragnełam ślubu bo wiem jakim jest czlowiekiem i wiem że oboje mozemy rozwiazywac każde drobne problemiki.No coz teraz kiedy ja chce slubu to mój stwierdził ze tak nam jest dobrze po co wiec brac slub"to tylko papierek'' tak teraz mówi...wiem ze bardzo mnie kocha realizujemy swoje plany zyciowe tylko nie rozumie tej zmiany!

Autor: mazur  22.05.2007 zgłoś

jaka kocia łapa , to wynalazek samolubów którzy nie potrafią podjąć się obowiązków !!!!!!!!!

Autor: Bolek  22.05.2007 zgłoś

Co za glupia wypowiedz.... W zwiazku, w ktorym dwoje ludzi po prostu ze soba jest na dobra i na zle, (i nie mowie tu o "mieszkanie razem przed slubem", bo to jest co innego) o wiele trudniej jest wytrwac - bo w kazdym momencie mozna odejsc. Jesli ludzie sa ze soba kilka, kilkanascie lat, maja dzieci i dobrze im jest ze soba, to jest to wystarczajacy dowod na to, ze powaznie podchodza do "obowiazkow oraz praw" w takim zwiazku. A co wiecej, dzien po dniu, rok po roku, sa ze soba, bo chca. A nie dlatego, ze maja slub i sa zwiazani papierkiem. Moze Ty potrzebujesz byc "przywiazanym" do kogos, zeby go szanowac i kochac i, jak sam piszesz, poczuwac sie do wypelniania tych "obowiazkow", cokolwiek masz na mysli...

Autor: Kasia O.  22.05.2007 zgłoś

Witam. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć czy związek na kocią łapę jest dobry lub zły, zależy od tego kto co woli. Ja nigdy nie wchodziłam w takie zwiazki i nie będę tego robiła. Gdy spotykałam sie z chłopakiem (teraz już mężem) nigdy nie myśleliśmy o takim zwiazku. Wzięliśmy ślub, był skromny bez żadnego wesela. Jesteśmy ze sobą prawie 7 lat jest nam dobrze mamy cudownego synka. Zastanawialismy się kiedyś z męzem czy moglibyśmy żyć w konkubinacie, doszliśmy do wniosku ze nie odnaleźlibyśmy się w takim związku. Oboje cieszymy się że mamy Sakrament Małżeństwa i Bóg opiekuje się naszym małżeństwem. Widocznie nie wszystko jest dobre dla każdego ja jestem szczęśliwa w tej sytuacji, w której jestem teraz i nie chciałabym niczego zmieniać.

Autor: aaa  22.05.2007 zgłoś

Nika i Artur Ależ wy jesteście śmieszni z tym waszym schematycznym myśleniem, po prostu żal to w ogóle komentować. A Nika to typowa dziewczyneczka z malego miasteczka, która "się szanuje" ;), tzn. nie ma innych osiągnięć w życiu poza tym, że zaciągnęla chlopca do oltarza, więc z tego jest najbardziej dumna. Na tym forum po samych wypowiedzich widać że w wolnych związkach partnerskich żyją osoby bardziej inteligentne. Mam jeszcze pytanko do NIKI - co to za slowo "SFLUSTROWANA"????????????? Ktoś wie????? Czy jest tu ktoś "sflustrowany", kto móglby mi to wyjaśnić??????? :))))))))))))))

Autor: kocia łapa  22.05.2007 zgłoś

słabo mi - Artur, myślisz, ze tamten facet po ślubie by się nie zamienił w takiego kanapowca jak teraz, tylko z uwagi na obrączkę tryskalby energią? Jakby byli po ślubie to nie grałby na komputerze i nie zajmowałby się tylko pracą, a nad seks przedkładał dojżałe rozmowy i romantyczne spacery? Nika - uważasz, ze twierdzenie, że papierek i obrączka wprowadzają dojżałość do związku? Ludzie czy Wy chociaż chwilę się zastanowiliście jakie bzdury wypisujecie?

Autor:  22.05.2007 zgłoś

miało być "Nika uważasz, ze papierek i obrączka rzczywiście wprowadzają dojżałość do związku"? czyli, że jeżeli dwoje ludzi bierze ślub to potem automatycznie stają się poważni, a wcześniej tylko bawią się w życie razem?

Autor: delta  22.05.2007 zgłoś

Ja myślę że "sflustrowanie" to coś związanego z lustracją :) Brr, wkrada się polityka...

Autor: Nika  22.05.2007 zgłoś

Widzę, że pod moją wypowiedzią jest kilka wątków. Pozdrawiam wszystkie mężatki i sflustrowane dziewczyny żyjące na "kocią łapę"! Przeczytałam wiele komentarzy i cieszę się, że należę do grona tych dziewczyn, którym chłopak oświadczył się i zaprowadził je do ołtarza. Cudownie było założyc białą suknię, pobawić się z rodziną na weselu, jeszcze fajnej jest oglądać zdjęcia z tego wspaniałego dnia, marzenie wielu prawda? Uważam, ze jeżeli facet uczciwie kocha, to nie zawaha się przed zalegalizowaniem związku , więc namawiam dziewczyny z wolnych związków, aby szanowały się i nie bały sie otwarcie mówić o tym czego chcą. Mieszkanie na "kocią łapę" jest bardzo niedojrzałe i takie po prostu pozbawione sensu.

Autor: Agnieszka 28  22.05.2007 zgłoś

moje zdanie na ten temat jest nastepujace...... mieszkam z moim chlopakiem 8 lat. nie mamy dzieci. z jednej strony wszystko jest piekne i cudowne bo darzymy sie wielkim uczuciem lecz z drudiej strony nie dokonca jestesmy rodzina bo nie podpisuje sie jego nazwiskiem mimo tego ze do jego rodzicow mowie mamo i tato tak jak on do moich. ale to nie to samo co malzenstwo............................................................ pozdrawiam

Autor: Artur_S  22.05.2007 zgłoś

Wiecie co, podsumowaniem tego co pisałem kiedyś jest wypowiedź ANNA (2007-05-22 08:44:04) . Dziewczyna oczywiście przeszczęśliwa, ale nagle chłopakowi się odechciało ślubu. No bo niby po co mu ślub, skoro już teraz ma wszystko co miałby dostać po ślubie (głównie chodzi o seks), a to wszystko ZA DARMO. No tak, za darmo, bo jak się mieszka razem bez ślubu to nie ma odpowiedzialności. Nie ma dzieci, a gdy pojawi się jakiś większy problem, to można szybko się wyprowadzić. Mam przyjaciółkę, która wpakowała się w to bagno. Zamieszkała z facetem, bo ślub był planowany za pół roku i chcieli się sprawdzić. I co? Mieszkają razem już 3 lata i ślubu nie ma, już nawet nie ma w planach, bo facet ciągle jej powtarza, że muszą kupić drugi samochód, że trzeba hd tv załatwić, że ślub "to tylko papierek". Dziewczyna już dochodzi do 30stki i chciałaby mieć normalną rodzinę i dzieci, niestety jej partner stracił zainteresowanie ślubem, przyszłością. W sumie ich związek teraz opiera się na seksie i jej przywiązaniu, on już nawet nic nie robi poza pracą i graniem w gry komputerowe. Dalej myślicie, że zamieszkanie razem wam pomoże? NIE POMOŻE, bo większość facetów jest leniwych i tylko czekają, aż dostaną to czego chcą. A gdy dostaną, mają już cały świat w d... partnerkę w sumie też, chyba że akurat zbliża się noc...

Autor: Sylwia_20  27.05.2007 zgłoś

Hmm... Z tymi weselami to faktycznie problem. Gdybym mogła wybierać to nigdy nie robiłabym sobie żadnego hucznego wesela,jak byłam młodsza to o tym marzyłam,ale teraz myślę,że to bez sensu, wyrzucanie pieniędzy po to tylko, by pokazać się i pochwalić kasą i zaradnością rodzinie i znajomym. Ale taka już jest Polaków mentalność,a tej nie da się zmienić z dnia na dzień.

Autor: Delfina  22.05.2007 zgłoś

Mi się zdaje, że życie w konkubinacie ma sens, jeśli od razu się ustali wspólne oczekiwania. Jeśli kobiecie zależy na ślubie to dlaczego ma z tego rezygnować? Ja bym takiego delikwenta wykopała za drzwi, gdyby się "rozmyślił" - szkoda mojego czasu a tego kwiata jest pół świata:) No chyba, że ktoś od razu zakłada, że nie będzie szczęśliwy w małżeństwie bądź ma złe doświadczenia. Ale absolutnie nie potępiam ludzi żyjących razem bez śłubu

Autor: Bonnie  22.05.2007 zgłoś

hmm zycie na kocia łape... zdecydowanie brzmi ladniej nizli w konkubinacie. moje zdanie na ten temat w ostatnim czasie sie zmienilo.... poczatkowo tez sadzilam ze to nie wypada (jestem katoliczka) co powiedza ludzie..... Moi rodzice gdy wspominalam o znajomych ktorzy tak zyja wyrywali sobie wlosy z glowy - powtarzali mi ciagle ze mi na cos takiego nie pozwola..... jednak w glebi umyslu drzymala we mnie chec takiej nieformalnej "przeprowadzki". a jednak od 1.5 miesiaca mieszkam z chlopakiem jestesmy razem praktycznie od lutego a znamy sie od pazdziernika - strasznie szybko sie wszystko potoczylo, ale nie zaluje swojej decyzji. Jestem niesamowicie szczesliwa i zakochana a slub??? rodzice ciagle wspominaja ale jeszcze nie teraz..... jak bedzie to tez tylko cywilny. Wiem ze mnie kocha chcemy byc razem a slub koscielny - uwazamy ze wszystko psuje... zaczyna sie wtedy robic rzeczy z obowiazku a nie z wlasnej woli milosci i szacunku.... jak powiedzial Einstain "małzenstwo jest jedna z form zniewolenia czlowieka tylko ta bardziej ucywilizowana...... "

Autor: angela  02.06.2007 zgłoś

Mieszkam ze swoim chłopakiem od 3 lat łacznie jesteśmy razem 8 lat.Nie chcemy mieć dzieci przynajmniej przez najbliższe 4 lata.Jest nam dobrze otworzyliśmy wspólne konto bankowe od jakiegoś czasu nie miałam pracy więc on pracowałna nas oboje jest bardzo kochany.Nie planujemy ślubu chodz u rodziców często słyszymy takie komentarze ze po tylu latach powinnismy o tym pomyslec ale po co jak tak jest dobrze.Moja mama rozstała się z moim ojcem 10 lat po ślubie więc ten urzedowy papier nie daje nam na nic gwarancji a w razie rozstania dużo zachodu a nie jednokrotnie pranie brudów w sądzie dlatego ja jestem za życiem na kocią łapę CO MA BYĆ TO BĘDZIE I ŚLUB TEGO NIE ZMIENI !!!!

Autor:  28.05.2007 zgłoś

nie ma ślubu, nie ma wesela, nie ma problemu.

Autor: Sylwia_20  28.05.2007 zgłoś

I w tym chyba nic złego nie ma

Autor: gwiazdka  28.05.2007 zgłoś

za kilka miesięcy kończę studia, mieszkam w akademiku z dala od domu, tu poznałam swoją "wielką miłość", z którą planujemy wspólne życie, żeby nei było, planujemy ślub (tzn. mamy go w planach). Zamierzamy zamieszkać razem i razem składać w tym czasie pieniądze na ślub, Nie wygląda to tak że bedziemy mieszkać razem na kocią łapę, tak jest ekonomicznie. Do mojego rodzinnego miasta nie wrócę napewno, a utrzymywanie dwóch mieszkań jest bezcelowe! pozdrawiam

Autor: XYZ  22.05.2007 zgłoś

Ona ma 42 lata, rozwodka, syn. On 57 lat, rozwodnik, dwoje dzieci juz na swoim. Mieszkaja u niego od 7 lat. On ma wszystko w domu zrobione i zawsze ktos "sie placze". Moze ja kiedys kochal ale wazniejsze bylo zeby ktos zajal sie domem. Ona wprowadzala sie tam z babskim sprytem, po kawalku. Teraz nie moga na siebie patrzec. Ona paranoicznie zazdrosna o jego wielka milosc, jeszcze z czasow pierwszego malzenstwa. On nie wie jak ja wyprowadzic... Ona nie umialaby juz zyc bez tego domu, tych pieniedzy, odwozenia do pracy...On nienawidzi jej syna. Ona nie ma przyjaciolek, swoich zainteresowan. On zatraca sie w pracy i stara sie tylko na tym koncentrowac. Nie chodza razem do kina i nie jezdza na urlop. Zyja razem ale bardzo daleko od siebie. Moze gdyby 6 lat temu sie pobrali, zdecydowali na wspolne dziecko byliby dzisiaj szczesliwi..... Dlugie zycie na kocia lape jest bardzo, bardzo trudne!!!

Autor: Donia  29.05.2007 zgłoś

Do Aski Faktycznie twój wiek może tlumaczyć to co piszesz, bo małzeństwo nie daje gwarancji dozgonnej wiary i miłosci. A dzisiejsza kobieta /zazwyczaj/ doskonale radzi sobie sama i nie musi byc utrzymanką męża. Sugerujesz, że rozwiedzeni czy żyjacy na tak zwaną kocią łapę nie wierzą w Boga? Ja wierzę w Boga i mam Go dużo w sercu. W każdym dniu okazuję to wokół siebie pomagając innym i daje ludziom dużo miłości i zrozumienia. I bardzo wierzę w siebie. Po prostu, bądzmy dobrymi ludżmi i respektujmy drugiego człowieka!!! Może to właśnie Bóg dał mi los rozwódki, teraz żyjącej w wolnym związku...? Pozdrawiam

Autor: Delfina  01.06.2007 zgłoś

Szkodliwe jest to, że kościół wrzuca wszystkich do tego samego worka i wszystkiego zabrania, nie podając racjonalnych powodów. Jeśli 28latka chce czekać na ten pierwszy raz do ślubu, proszę bardzo. Ale wiele osób nie chce czekać bo nie widzi nic złego w miłości, także fizycznej, jeśli podchodzi się do tego odpowiedzialnie i z odpowiednią osobą. I tu już jest wielki problem. Mam znajomą, która miała w domu piekło, normalne piekło. Poznała chłopaka, zakochała się, planowali ślub. A ksiądz przy spowiedzi i tak zwyzywał ją od szmat i dziwił się jej decyzji, mimo że nie znał w ogóle jej przypadku. Takie zachowanie mnie razi i zauważam je częściej u osób z zacięciem religijnym niż u innych

Autor: Delfina  01.06.2007 zgłoś

Ja nikogo nie wyzywam od staroświeckich czy kosmitek i w ogóle nie wypytuję o to czy i co kto robi w łóżku i z kim, bo to nie moja sprawa. Sama też nie rozgłaszam bo po co:) Pozdrawiam

Autor: Temptation  01.06.2007 zgłoś

Smerfetko, Zacytuję "ludzie którzy wiążą się "na kocią łapę" przypominają mi maleńkie dziecko, które gdy się znudzi zbiera zabawki i idzie do innej piaskownicy" i zapytam: czemu uważasz że związek na "kocią łapę" nie może być trwały? Po raz kolejny stwierdzę, że to nie papier trzyma ludzi razem lecz miłość, i m. in. jeśli nie będzie sie o nią dbać, to żadne przysięgi nie pomogą. Właśnie mieszkając ze sobą odkrywamy czy można na siebie liczyć w różnych trudnych sytuacjach, a nie tylko dopasowujemy sie seksualnie. Seks to bardzo ważna dziecina życia, jednak z Twojej wypowiedzi wynika jakbyś nigdy nie mieszkałaś z mężczyzną, jeśli uważasz że jest to istota związku! Zrozumiem jeśli w związku z poglądami religijnymi chcesz z tym czekać do ślubu, dla mnie jednak byłoby to kupowanie kota w worku (jeśli w ogóle myślałabym o ślubie), przecież w tej sprawie wzajemne dopasowanie jest niezmiernie ważne! Zresztą nie wyobrażam sobie torturowania siebie w imię jakichś zasad, jeśli znam i kocham swego partnera to logiczne że chce być z nim jak najbliżej. Tak a propos (Smerfetko, nie bierz tego do siebie), zauważyłam ogólnie że często po prostu osoby o małych potrzebach w tej dziedzinie krytykują innych, bo nie potrafią zrozumieć, jakie seks może mieć znaczenie - czas nie musi tego zmieniać, jeśli sie o to również zadba, jak o inne aspekty związku!

Autor: Aśka  29.05.2007 zgłoś

JA jestem jeszcze młoda, ale czytajac Wasze opinie, aż nie wiem, czy chcę byc dorosła. .. niektóre komentarze mnie przerażaję.. Tu są chyba sami ludzie niewierzący.. bez sakramentu... i .. Boga. Nie wiem, w co wierzycie??? Myślę, że można ze sobą mieszkać, ale na krótką metę.. kiedy juz planuje się ślub..Niezawieranie małżeństwa po np. 7 latach to już wygodnictwo... A co zrobicie Drogie Panie jeśli wasz wspaniały współlokator po 10 latach powie.. sory..znudziłaś mi się..??! Nic nie poradzimy.. z małżeńswem oczywiśćie też nie jest łatwo.. Rozwody to już coś normalnego... Zastanawiam się tylko dlaczego kiedyś rzadko słyszało się o rozwodach. Tu nie chodzi o miłość, tylko o to, że ludzie teraz są za bardzo praktyczni i wygodni..

Autor: Delfina  04.06.2007 zgłoś

Nieprzyzwoita, jestem mężatką ale nie wyzywam nikogo bo to nie moja sprawa kto jak żyje - uważam, że po to każdy ma wolność wyboru by mógł decydować, co mu w życiu bardziej odpowiada. Ty natomiast reprezentujesz drugą skrajność:) Jestem świadomą, niezależną, pewną siebie kobietą i nie musiałam biegać za żadnym facetem, aby go zakneblować i usidlić, jak piszesz:) To oni za mną biegali

Autor: Smerfna Smerfetka  01.06.2007 zgłoś

Do Delfiny Rozumne kierowanie się ideologią nie jest szkodliwe

Autor: Smerfna Smerfetka  01.06.2007 zgłoś

Pewnie to co tu napiszę zostanie mocno skrytykowane, ale co mi tam. Myślę, że podstawowy problem polega na tym, że ludzie bardzo często mylą miłość z pożądaniem. Wiele osób po krótkiej znajomości postanawia zamieszkać razem, żeby zobaczyć jak to będzie, żeby się dotrzeć (głównie w łóżku), na początku jest sielanka, ale po pewnym czasie kończy się seks i zaczyna się życie, okazuje się, że Ci ludzie pomimo, iż mieszkają razem zupełnie się nie znają, nie mogą na siebie liczyć w trudnych sytuacjach, związek się rozpada, zostaje gorycz i wielkie rozczarowanie. Owszem pożądanie i sfera fizyczna jest bardzo ważnym aspektem związku, ale nie jedynym, równie ważna jest więź duchowa.(Obie te sfery muszą iść w parze, w przeciwnym razie to nie jest prawdziwa miłość, a jedynie zauroczenie). Prawdziwa miłość powinna być oparta na trwałym fundamencie jakim jest wzajemny szacunek i bezgraniczne zaufanie. Miłość to jest otwarcie się przed drugim człowiekiem i na drugiego człowieka, wsłuchiwanie się w każde jego słowo, czasem pójście na kompromis i ciągłe uczenie szię sztuki bycia razem, bo to jest sztuka, wielka sztuka! Nie chcę nikogo urazić, ale ludzie którzy wiążą się "na kocią łapę" przypominają mi maleńkie dziecko, które gdy się znudzi zbiera zabawki i idzie do innej piaskownicy. Kochani miłość to nie zabawa, a drugi człowiek to nie zabawka! Nie ma trwałego związku bez zobowiązań! Prawdziwa miłość polega na troszczeniu się o siebie nawzajem i wzięciu za siebie odpowiedzialności! Dziewczyny czy nie zgodzicie się ze mną, że facet daje największy dowód miłości do was i szacunku dla was, kiedy przysięga wam przed ołtarzem miłość, wierność i uczciwość do końca życia? Dla mnie to największy dowód miłości, oczywiście jeśli te słowa są wypowiedziane szczerze i płyną z głębi serca! Nie ma nic piękniejszego na świecie niż prawdziwa, szczera, czysta, bezinteresowna, bezgraniczna miłość! Wierzcie mi, wiem to z doświadczenia! A z seksem warto czekać do ślubu. Jeśli ludzie naprawdę się kochają to w tej sferze życia też się spełnią, chociażby pierwszy raz miał być dopiero po ślubie. Na piękne rzeczy warto czekać!

Autor: Delfina  01.06.2007 zgłoś

Smerfetko, dlaczego uważasz, że związek bez ślubu = wyłącznie pożądanie a jeśli ślub już jest to ludzie nagle odkrywają w sobie głębię? Porównując mój związek sprzed ślubu i po nim nie dostrzegam żadnej różnicy, jest tak samo jak było tylko znamy się dłużej. A z tym czekaniem do ślubu, by uprawiać seks, może ma to sens gdy wychodzisz za mąż zaraz po maturze, jak to było kiedyś, bądź w wieku 22 lat, ale nie w sytuacji, gdy dobiega się trzydziestki, a to jest statystyczny wiek w jakim większość ludzi pobiera się obecnie. Ja wiem, że poglądy, które głosisz propaguje Kościół i jeśli się uważasz za wierzącą to musisz się z nim zgadzać; niestety, są one w wielu przypadkach nielogiczne i szkodliwe dla ludzi, choć tworzone są po to by ich rzekomo chronić. Proponuję używanie rozumu a nie kierowanie się ideologią

Autor: Smerfna Smerfetka  01.06.2007 zgłoś

Chciałam jeszcze dodać, że nie podoba mi się krytyka pod adresem Młodych Mających Własne Zdanie. Ilekroć któraś z forumowiczek wspomni coś o Bogu, czy moralności cała reszta (albo przytłaczająca większość) próbuje ją zakrzyczeć! A gdzie Wasza tolerancja? Ja wiem, że warto mieć własne zasady i konsekwentnie się ich trzymać, bo choć czasem jest to trudne i jest się narażonym na agresywne ataki, to jednak tylko życie w zgodzie z własnym sumieniem daje spokój, szacunek do samej siebie, a w dalszej perspektywie szczęście! Chcę jeszcze wyjaśnić, że w żadnym wypadku nie potępiam osób, które żyją w nieformalnych związkach i absolutnie nie uważam się za lepszą od nich, każdy ma prawo decydować o własnym życiu sam.

Autor: Sylwia_20  04.06.2007 zgłoś

Do nieprzyzwoitej: A mnie bawią te skłonności do popadania w skrajność, tak jakby wszystko było albo białe albo czarne i żadnych innych kolorów ani wzorów pomiędzy. To żałosne. Wiadomo, że osoba mająca odrobinę oleju w głowie nie nazwie kogoś dziwką kompletnie nie znając jej sytuacji. I nie chodzi tu o to, kto się kogo boi - nikt się Pani nie boi, proszę nie mieć o sobie tak wysokiego mniemania. Nie każda osoba, której hierarchia wartości przewiduje małżeństwo, jest "panienką aż piszczącą żeby go zkrępować, zakneblować i zawlec do ołtarza", a niezależność to pojęcie bardzo względne. Pozdrawiam.

Autor: Jolka  22.05.2007 zgłoś

Jestem za tym zeby ze soba mieszkac przed slubem ale nie dlatego zeby sie sprawdzic lecz by byc z ukochana osoba caly czas. Osobiscie mam chlopaka z ktorym jestem prawie 5 lat. Bardzo chcialabym z nim zamieszkac, lecz on nie chce. W dodatku mieszkamy w jednym miescie ale widujemy sie zadko. Zazwyczaj w weekendy. Jest to moim wielkim zmartwieniem i nie rozumiem jego decyzji skoro jestesmy ze soba tyle czasu. W dodatku sa pary ktore nie moga byc blisko siebie chocby chcialy a my to mamy lecz on tego nie wykorzystuje. CO O TYM SADZICIE?

Autor: Delfina  01.06.2007 zgłoś

Zgadzam się, o ile ta ideologia nie jest szkodliwa sama w sobie. Ja nie mam nic przeciwko osobom nie mieszkającym razem przed ślubem czy nie uprawiającym seksu przed ślubem. Natomiast zauważ, że osobami atakującymi są przeważnie osoby z "moralnością" - wejdzie taka na forum, powyzywa innne dziewczyny od dziwek i ze spokojnym sumieniem idzie spać. Było tu wiele takich osób i dlatego pewnie dlatego występuje reakcja alergiczna na tego typu "umoralnianie" i osądzanie. Nawet ty nie powstrzymujesz się od uogólniania, pisząc: "Wiele osób po krótkiej znajomości postanawia zamieszkać razem, żeby zobaczyć jak to będzie, żeby się dotrzeć (głównie w łóżku)" - dlaczego głównie w łóżku? Znasz to z życia czy teoretyzujesz? Wcale nie uważam, żeby istotą wspólnego mieszkania było łóżko, to tobie się tak wydaje albo tak ci wpojono

Autor: kate  29.05.2007 zgłoś

do Aski A co jeśli Twój wspanialy MĄŻ pewnego pięknego dnia powie Ci "sory, znudzilaś mi się..."??!!

Autor: dorotka  31.05.2007 zgłoś

Jesli chodzi o mieszkanie z partnerem bez slubu to jest to moj najwiekszy dylemat ostatnio. a najgorsze jest to ze przyczyna sa moi rodzice. Mam 20 lat , studjuje i nie utrzymuje sie jeszcze sama i dlatego tym bardziej musze sie liczyc z ich zdaniem. Ja bardzo chcialabym zamieszkac z moim chłopakiem. Spotykamy sie od ponad roku i planujemy wspolna przyszlosc ale na slub jest zbyt wczesnie. Wspolne mieszkanie zlikwidowaloby wiele problemow i zaoszczedziloby mase czasu. Niestety dla moich rodziców nawet wspolne nocowanie od czasu do czasu jest zachowaniem "karygodnym'. Ja nie mam odwagi zeby tak naprawde mocno sie postawic i nie bardzo tez podoba mi sie wizja strasznych klotni, ktorych na pewno nie zabraknie. Przepraszam, że tak dlugo ale bardzo chcialam sie chociaz w taki sposob wygadac

Autor: Bermutek  28.05.2007 zgłoś

Hm,milo czytać rózne opinie i te skrajne i te bardziej rozsądne . Jestem w związku bez ślubu od 24 lat. Mój związek błogosławił Jan Paweł II ,moje przekonania są bardzo uczciwe i wiecie co KOCHAM tego faceta tak samo jak 24 lata temu i wiem że ON mnie także kocha ,chociaż przeszlismy kawał trudnej wspólnej drogi. Fajne ,prawda? ale o miłośc i przyjażń trzeba dbać, jak o ulubiony kwiatek . Gdy zapomnisz go podlać mogą być niespodzianki. Życzę Wam wszystkim Miłości i przyjażni bo tak naprawdę w życiu to się liczy,a nie papierek.....

Autor:  02.06.2007 zgłoś

Chciałabym jeszcze ustosunkować się do kilku innych wypowiedzi, z którymi tutaj się spotkałam, autorów już nie pamiętam. Ktoś podnosił mianowicie, że "dobrze się prowadzą" i dążą do małżeństwa tylko dziewczyny z małych miasteczek, dla których jedynym życiowym osiągnięciem jest "zaciągnięcie faceta do ołtarza". Muszę powiedzieć, że jest wiele kobiet, które są świetnie wykształcone, świadome własnej wartości, które spełniają się zawodowo, są niezależne materialnie i chcą związać się węzłem małżeńskim z ukochaną osobą. Łączenie chęci wstąpienia, bądź niewstąpienia w związek małżeński z wykształceniem, czy pochodzeniem społecznym jest moim zdaniem myśleniem zbyt schematycznym i uproszczonym. Mówi się, że małżeństwo daje poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Współcześnie kiedy bardzo wiele kobiet pracuje, spełnia się zawodowo, a czasem zarabia nawet więcej niż partner, mówiąc o stabilizacji nie ma się na myśli tylko stabilizacji materialnej, chodzi raczej o to, że jeśli już ktoś decyduje się na małżeństwo (świadom tego jakie konsekwencje ono wywołuje i jak trudno będzie sie potem z tego wyplątać) to jego intencją jest, żeby ten związek miał charakter trwały. Przy życiu w konkubinacie, kiedy zamiary partnera są nieskonkretyzowane siłą rzeczy istnieje jakaś tymczasowość. Oczywiście nie można nikogo "przywiązać do siebie papierkiem", a to czy ten związek przetrwa będzie zależało tylko od starań obu stron.

Autor:  21.05.2007 zgłoś

NO NARESZCIE. TERAZ MOŻNA W OGÓLE COŚ PRZECZYTAĆ. DZIĘKI :)

Autor: Temptation  30.05.2007 zgłoś

Do Aśki, Po pierwsze masz rację - ludzi niewierzących jest więcej niż myślisz, i to nie tylko tutaj :-). Po drugie też słusznie zauważyłaś - jest coraz więcej rozwodów. Przyczyna: kiedyś niestety będąc nawet w patologicznym związku ciągnęło się go do śmierci, bo szczególnie kobieta była bardzo potępiana za rozwód. Nadal niektórzy jeszcze tak myślą, że należy "nieść swój krzyż", a nie myśleć o swoim szczęściu. Na szczęście jednak czasy i ludzie się zmieniają. Skoro sama jednak widzisz ile jest rozwodów, to czemu uważasz, że ślub zagwarantuje Ci to, że po 10 latach mąż nie powie, że mu się znudziłaś? Rozumiem, ze skoro odwołujesz się do argumentów religijnych to masz nadzieję, ze bez względu na to jak się ułoży, maż będzie z Tobą nawet męczyć się do końca życia, bo rozwód to grzech? Oczywiście nie zakładam, ze będziecie się męczyć ze sobą, przepraszam jeśli tak to brzmi - pisząc to chce tylko podkreślić, że małżeństwo nie gwarantuje szczęśliwego związku. Trwałość związku gwarantuje miłość, a nie papier. Rozumiem, że dla Ciebie to nie papier lecz sakrament, lecz weź pod uwagę właśnie, że nie każdy myśli tak samo!

Autor: zmorka  24.05.2007 zgłoś

Optymistko, jeżeli nie jesteś w stanie zaufać swojemu mężczyźnie jeżeli mówi Ci, że będzie Ci wierny i że Cię kocha, to uważasz, ze jeżeli złoży to zobowiązanie przed urzędnikiem, albo księdzem to będzie to bardziej wiarygodne? Innymi słowy czy uważasz, ze zobowiązanie urzędowe jest bardziej prawdziwe niż zobowiązanie złożone samym sobie, bez potwierdzania tego w urzędzie? uważasz, ze po ślubie nie będzie możliwości, że on Cie zdradzi i zostawi? jezeli sie kogos kocha to sie go kocha i sie chce z nim byc a jezeli nie to nie i takie mieszkanie nic nie zmieni - zgoda, ale to samo dotyczy ślubu. Jeżeli się kogoś kocha to się go nie zostawi i ślub również niczego tu nie zmieni. A niewierność jest tak samo często spotykana w małżeństwach (o ile nie częściej, ponieważ w wolnym związku jeżeli ludzie przestają się kochać, to się nie oszukują, tylko mogą się normalnie rozstać, a w małżeństwie dopiero zaczyna się oszukiwanie, kłamanie i zdrada.

Autor: ali  30.05.2007 zgłoś

po pierwsze nie nawidze tych reklam co wyskakuja co chwile,a co do mieszkania z chlopakiem,chciala bym mogla bym go zjesc,ale slub tez chce i dzidziusia,ale jestem biedna jak mysz koscielna i on tez pozdrowionka pa

Autor:  30.05.2007 zgłoś

ALE TO NIE O TO CHODZI, ZEBYM SOBIE COKOLWIEK INSTALOWALA, TO CHODZI O ADMINISTRATORA STRONY, KTORY MA PSI OBOWIAZEK DBAC O JEJ WYGLAD, A NAJWYRAZNIEJ JEST NIEDOUCZONY ALBO NIEWYCHOWANY, ALBO JEDNO I DRUGIE I NIE KUMA, ZE JAK MU SIE TEKS ROZCIAGNIE TO MU TAKI LATAJACY BANEREK ZASLONI POL TEKSTU. I NAJWYRAZNIEJ NIKT TEGO BAJZLU NIE PILNUJE, BO JAKBY PILNOWAL, TO BY JUZ ZOBACZYL I TO ZMIENIL, BO NAWET REKLAMODAWCY POWINNO ZALEZEC NA TYM, ZEBY REKLAMA WZBUDZALA POZYTYWNE UCZUCIA A TAK TO JEST ANTYREKLAMA I O2 BIERZE KASE ZA DARMO!

Autor: Delfina  30.05.2007 zgłoś

Drodzy czytelnicy, zafundujcie sobie firewalla! Ja nie mam żadnych reklam i nic mi niczego nie przysłania - spokój i sielanka:)

Autor: skurczybyk1  25.05.2007 zgłoś

Z kobitą żyliśmy 2 lata bez slubu. Ja pracowałem, ona pracowała było Pięknie! Aż do głupiej decyzji "BIERZEMY ŚLUB". Zaczęło się od (wydawałoby się małoważnej) sprawy z mieszkaniem. Przed ślubem jeśli wziąłbym kredyt to byłby taki żeby starczyło + kobiety kredyt = urządzone mieszkanie! Po ślubie okazało się, że nawet nie mamy zdolności kredytowej:) bo bank nas liczy jako samodzielne gospodarstwo domowe! Dziecko! Ma ślubnego tatusia i to wszystko! A jeśli bylibyśmy bez ślubu to przynajmniej czynsz mielibyśmy zapłacony z funduszu alimentacyjnego ;) Podobnie z mieszkaniem: ja pracuję, żona też - to se kupcie! Gdyby natomiast moja kobieta nie miała cyrografu to z dzieckiem "samotnie wychowująca" do roku dostałaby komunalne, wyremontowane i z dopłatą do czynszu :) potem oczywiście nasze stosunki na tyle by się poprawiły, że mógłbym się do nich wprowadzić! tak więc ślub w Naszym kraju PO PROSTU SIĘ NIE OPŁACA! A jeśli się para kocha to życie się samo ułoży - z pozdrowieniami Samiec!

Autor:  25.05.2007 zgłoś

do: Facet Jestem pod wrażeniem tego, co przeczytałam. Bardzo dojrzałe i śmiałe stwierdzenia. Osobiście zgadadzam się z nimi w 150%! Też uważam, ze prawdziwą i bezinteresowną miłość tylko Matka potrafi ofiarować swojemu dziecku bez względu na to, jakie ono jest: piękne czy brzydkie, zdrowe czy chore... Mam 39 lat i troche juz tego cholernego życia we dwoje za sobą. Po latach złudzeń i wyczekiwania na miłość (właśnie taką bezinteresowną i cierpliwą) doszłam do wniosku, że miłość między kobietą a męźczyzną tak naprawdę nie istnieje. Dla facetów (bynajmniej tych, z którymi byłam i których znam) miłość to abstrakcja. Nie będę nikogo pouczać. Nie chcę również być dla nikogo mentorem po świecie uczuć, prawd i kłamstw. Każdy niech sam odnajdzie siebie i swoje miejsce na tym padole łez. Szczęście, że nie byłam nigdy mężatką w sensie formalnym. I nie mam dzieci z żadnym z "kandydatów" na męża. Każde rozstanie boli. Bo nawet jeśli umiera miłość, to zawsze pozostaje jakiś sentyment choćby do wspomnień. Starałam się być zawsze uczciwa wobec partnera, szkoda tylko, że i mnie tego samego żaden z nich nie zafundował. Byłam i z bogatym wpływowym facetem i z biednym nie mającym przysłowiowego grosza przy duszy. Z żadnym się nie udało. Zamieszkanie razem pod jednym dachem uwtierdziło mnie tylko w przekonaniu, że nie jesteśmy dla siebie, że nie da sie nikogo kochać "pomimo". Dzisiaj nie liczę już na zbyt wiele. Nie czekam i nie marzę. Bo już wiem, że nie wszystko w życiu można mieć, że miłości nie da się kupić na gramy, a szczęścia nie rwie się jak świeżych wiśni... Miłość jest nam pisana, albo nie. Nutka a-mail: nutka-1968@tlen.pl gg: 3369889

Autor: Sylwia_20  25.05.2007 zgłoś

Do Faceta: "Ja jestem za prawdziwym uczuciem bez względu na to, czy to po bożemu czy nie. " - hej,przecież każde prawdziwe dobre uczucie jest po bożemu, czyż nie?

Autor: Sylwia_20  25.05.2007 zgłoś

Nutko! A raczej Pani Nutko, bo to trochę nie wypada tak per ty bedąc w moim wieku...Pani wypowiedź jest bardzo pesymistyczna i jednocześnie bardzo ładna. Życzę Pani spotkania w swoim życiu prawdziwej miłości. Ona istnieje, tylko czasem tak nam się pokomplikuje życie, że trudno jest się z nią zetknąć, dostrzec. Znam osoby, które doświadczają prawdziwej miłości w związku i dlatego wiem, że ona naprawdę jest. Ja sama jestem z moim chłopakiem prawie 2,5 roku, wiem że to dla niektórych może się wydawać niewiele,ale biorąc pod uwagę to, jak krótko stąpam po tym świecie jest to naprawdę dużo. Jeszcze raz życzę Pani i wszstkim innym smutnym osobom prawdziwego głębokiego szczerego uczucia na obre i złe, takiego którego nie trzeba sprawdzać. Pozdrawiam.

Autor: Sylwia_20  30.05.2007 zgłoś

Do osoby,która nie uznała za stosowne się podpisać, a komentowała to co napisałam: Droga Osobo, ależ ja nie wypowiadam się na podstawie jakiegoś podręcznika,tylko na podstawie tego, czego doświadczam lub udaje mi się zaobserwować w bliższym lub dalszym otoczeniu,mam znajomych,którzy lepiej żeby ze sobą nigdy nie byli,bo ich związki są mniej lub bardziej toksyczne, natomiast znam także osoby,które są w swoich małżeństwach bardzo szczęśliwe. Więc nie generalizuję, że ślubne to dobre,a nieślubne to złe, ani na odwrót.

Autor: Sylwia_20  04.06.2007 zgłoś

Napisałaś jeszcze: "CO MA BYĆ TO BĘDZIE I ŚLUB TEGO NIE ZMIENI" No jeśli myślimy w ten sposób, że co ma być to będzie, zamiast: to co będzie zależy od nas, to nie dziwmy się, że tak wiele związków się rozpada. Jak się o miłość nie dba, to ona prędzej czy później uschnie. Przepraszam za błąd w poprzedniej wypowiedzi

Autor: Sylwia_20  04.06.2007 zgłoś

Angelo: "Moja mama rozstała się z moim ojcem 10 lat po ślubie więc ten urzedowy papier nie daje nam na nic gwarancji" Urzędowy papier faktycznie nie daje gwarancji,ale jeśli dla kogoś ślub ma znaczenie jako sakrament (ślub kościelny) bądź jeśli jest odpowiedzialny i umowa jaką podpisuje przed urzędnikiem (ślub cywilny) nie jest dla niego rzucaniem słów na wiatr, to jakąś gwarancję daje. Tak myślę. Nikt nie powiedział, że miłość jest łatwa, momentami jest to ciągłe chodzenie na kompromis. Ale jeśli się kogoś kocha, to jest się z nim na dobre i złe i nie wiek ma tu znaczenie, a osobista dojrzałość. Napisałaś jeszcze: "CO MA BYĆ TO BĘDZIE I ŚLUB TEGO NIE ZMIENI" No jeśli myślimy w ten sposób, że , zamiast: to nie dziwmy się, że tak wiele związków się rozpada. Jak się o miłość nie dba, to ona prędzej czy później uschnie. Pozdrawiam i życzę kolorowych snów:)

Autor: lena  04.06.2007 zgłoś

WCZORAJ WYSZŁAM ZA MĄŻ. UROCZYSTOŚĆ BYŁA BARDZO SYMPATYCZNA, RODZICE SIĘ WZRUSZYLI, MAMA MOJEGO MĘŻA PŁAKAŁA JAK BÓBR, ALE JA, PRAWDĘ MÓWIĄC, NIE CZUJĘ RÓŻNICY :) ZAWSZE BYŁO NAM ZE SOBĄ DOBRZE, BYŁO I JEST. MAM NADZIEJĘ ŻE NIC SIĘ NIE ZMIENI :)

Autor: nikio 27  30.05.2007 zgłoś

Pochodzę z bardzo konserwatywnej rodziny, gdzie z pokolenia na pokolenie były przekazywane wartości, których przestrzegać się powinno. A nie powinno się pytać dlaczego ma być inaczej. Mieszkanie z partnerem bez ślubu jest czymś niedopuszczalnym. Słowo partner tez nie istnieje. Jak to partner??? Ma być ślub, bo takie są koleje rzeczy, gdy dwoje ludzi chce ze sobą być, taka była odpowiedz rodziców. Początkowo znikałam tylko na jedną, góra dwie nocy, stopniowo było ich więcej i może dzięki temu rodzice zaakceptowali ten fakt . Traktują nas jak małżeństwo, jak inne swoje dzieci, a nawet mogłabym powiedzieć ze Piter czyli mój partner jest ich ulubionym dzieckiem. Wiem ze moi m rodzicom taka sytuacja przeszkadza, że wstydzą się powiedzieć komuś że ich córka żyje bez ślubu, ale wiem też że ten wstyd rekompensowany jest przez ich spokój, ze jestem szczęśliwa i bezpieczna z moim ukochanym. A to dla każdego rodzica jest najważniejsze

Autor: Delfina  26.05.2007 zgłoś

Masz rację, w tym kraju w ogóle nie wspiera się rodziny - dlatego tylu młodych wyjeżdża

Autor: Sylwia_20  26.05.2007 zgłoś

Szczerze mówiąc nie widzę, żeby nasz rząd wspierał kogokolwiek innego prócz siebie - niestety trzeba liczyć na własne siły i nie oglądać się na pomoc instytucji, bo można się przeliczyć. Smutne,ale prawdziwe.

Autor: missmarta  26.05.2007 zgłoś

jestem w stałym związku od 5 lat, oboje mamy po 25 lat. Sporo razem przeszliśmy, razem mieszkamy, a wspólne życie traktujemy jako coś pomiędzy sielanką a zgrozą - bo bywa różnie, wiadomo. Łączy nas też np.wspólny samochód, za który zapłaciliśmy ze wspólnych pieniędzy zgromadzonych na wspólnym koncie - taki symbol wzajemnego zaufania, bo choć jestem materialistką (ale z tym walczę!), nie mam obawy, że pewnego dnia zniknie facet, a wraz z nim wszystkie moje oszczędności. Ale do tego doszliśmy z czasem. Ślubu w planach narazie nie ma, nie czujemy potrzeby, dobrze jest tak, jak jest. Wspólne mieszkanie przed ślubem nie zawsze jest jednak receptą na dobre małżeństwo. Znam parę ludzi w moim wieku, którzy byli ze sobą, mieszkali razem, potem wzięli ślub, ale taki bez przekonania i teraz bawią się w dom i rodzinę: mówią do siebie i o sobie "mój mąż", "moja żona" - ale on ma ją za idiotkę, wmawiając jej jednocześnie, że jest piękna i mądra, ona zaś przed nim ucieka, choć nie wie właściwie dokąd, zdradza go, a on udaje, że o niczym nie wie i nic się nie dzieje. Każde płaci osobno za swoje, najdrobniejsze nawet wydatki, rachunki dzielą proporcjonalnie do korzystania przez każde z danego udogodnienia (rozmowy telefoniczne są na bilingu zaznaczane dwoma kolorami) - wszystko to z pieniędzy rodziców, bo żadne nie pracuje. Znając na wylot taką sytuację nie ma się ciągot do instytucjonalizacji związku. Po co zmieniać coś, co jest przecież dobre? Mam wrażenie, że my bez papierka radzimy sobie jako mąż i żona lepiej, niż ci ślubni znajomi.

Autor: Sylwia_20  26.05.2007 zgłoś

Bo sam 'papierek' nie załatwi wszystkiego.Jak ludzie się nie kochają, to nie powinni brać ślubu ani wogóle być ze sobą.

Autor: nieprzyzwoita  04.06.2007 zgłoś

muszę przyznać, ze strasznie mnie śmieszy to, co w większości wypowiedzi mniej lub bardziej wybija się spod okrągłych i przemyślanych zdań. Drogie panię mężatki - wy się po prostu boicie kobiet, które nie chcą wychodzić za mąż. boicie się, bo są samodzielne, odważne i każdy normalny facet mając do wyboru panienkę aż piszczącą żeby go zkrępować, zakneblować i zawlec do ołtarza albo świadomą siebie, samodzielną i niezależną kobietę, której nie potrzeba paierowych przysiąg ani sakramentalnych tak - wybiorą tą drugą. Stąd te pokrzykiwania o prostytucji, nieszanowanu siebie i wyzywanie od dziwek. Stara purytańska metoda, dobrze, ze nie ma już zwyczaju golenia głów, albo palenia na stosie tych "nieprzyzwoitych", bo chyba wiem kto podawałby zapałki.

Autor: Martinella  19.06.2007 zgłoś

Moim zdaniem przed slubem powinno sie pomieszkac kilka miesiecy razem! Moja przyjaciołka była 2 lata z partnerem... wszyscy uwazali ich za doskonałą parę, swiata poza soba nie widzeli, gdy po zareczynach zamieszkali ze sobą, wytrzymali tylko 2 miesiące, juz po 2 tygodniach mieli siebie nawzajem dosyc... co mnie troszke zdziwiło bo przeciez nie mieszkajac ze sobą spedzali oni mnostwo czasu razem. na dobre im to wyszło bo gdyby zamieszkali bo slubie pewnie by tego załowali

Autor: natiz  20.05.2007 zgłoś

nie zastanawialam sie dlugo czy zamieszkac z chlopakiem Wykorzystalam fakt ze idziemy na studia do innego, obcego miasta. Dlatego rodzice nie mieli oporow WIedzieli ze razem bedzie nam latwiej. No i jest Pomagamy sobie nawzajem w zyciu codziennym a takze w trudnych chwilach Planujemy w przyszlosci slub ale teraz wazniejsza jest nauka. Uwazam ze slub i tak niczego nie gwarantuje , a rozwod wydaje mi sie jeszcze gorszy niz rozstanie

Autor: wespi  20.05.2007 zgłoś

Słyszałam kiedyś opowieść jak pan młody po nocy poślubnej uciekł od świeżo poślubionej żony bo po raz pierwszy zobaczył ją bez makijażu, w rozczochranych włosach...Wcześniej widywali się tylko na randkach, na które kobieta robiła się na bóstwo.

Autor: niesia  20.05.2007 zgłoś

JEST TU TAK WIELE opinii i kazda jest inna!jedni zgadzaja sie ze soba a inni nie!wszystko sprowadza sie do jednego-ZWIAZEK-MILOSC-MEZCZYZNA-KOBIETA!szkoda mi osob,ktore mysla,ze sa skazane na niepowodzenie!kazdy sadzi wedlug siebie i tak tez moze postrzegac innych ludzi!ale przeciez nie o to w tym wszystkim chodzi,zeby sie tu pouczac!!zycze wszystkim,aby w koncu skupili sie na tym co jest dzis!nie myslmy o tym zeby byc szczesliwym kiedys ,TYLKO aby byc szczesliwym tu i teraz!tak napradwe nie mam dla was kochani ludzie zlotej receptury jak byc szczesliwym i co zrobic aby uniknac bledow,ktore moglyby sie na was odbic w przyszlosci!wiem tylko jedno,jesli masz kogos kogo kochasz i on ciebie,trzeba to pielegnowac i zyc pelnia zycia!pozdrawiam wszystkich ateistow,katolikow,jehowych,babtystow!tak naprawde wszyscy jestesmy tacy sami i jednakowo wszyscy pragniemy milosci!jesli ktos te milosc ma,to nie narzekajmy na brudne skarpety czy nie pozmywane gary!w dupie z tym!:)))))zycze powodzenia!

Autor: optymistka  03.06.2007 zgłoś

naczytalam sie i jedna rzecz ktora mnie zastanawia Jezeli z gory zaklada sie ze zwiazek jest na probe to nigdy nie tworzy sie zycia serio .Przeciez to biegna lata naszego zycia na probe.To strach przed prawdziwym zyciem?

Autor:  30.05.2007 zgłoś

widzę, ze Cafeteria zlikwidowała Kylie, przez którą dało się jeszcze coś dostrzec, ale zafundowała nam Brauna prze którego juz nic się nie da przeczytać. mam wrażenie, że zysk z reklamy nie jest wart tego, zeby okazywać jawne lekceważenie czytelnikom, zwłaszcza jeżeli samemu się zaprosiło ich do dyskusji. Aż się prosi, żeby określić to mocniejszym słowem - Droga Redakcjo to po prostu niegrzeczne, jeżeli chcecie zakończyć dyskusje to są na to bardziej cywilizowane sposoby, niż zasłanianie tekstu reklamą.

Autor:  30.05.2007 zgłoś

Sylwia 20 - jestes wzruszająca z tym pocieszaniem Aśki, ze się nie ma co przejmować młodym wiekiem, naprawdę. A pomyślałyście, Drogie Młode z Własną Opinią na Każdy Temat, ze o pewnych rzeczach można się rozsądnie wypowiadać, jak się wie o nich cos z praktyki, a nie tylko z teorii? Nie zawsze, ale często madrośc przychodzi z doświadczeniem

Autor: czarnusia32  31.05.2007 zgłoś

Moim zdaniem to jest świetna rzecz.Sama mam w tej chwili drugiego męża,na kocią łapę żyliśmy 4 lata.Musiałam się upewnić że to właśnie ten i nie pomyliłam się.Małżeństwem jesteśmy już 3 lata i cały czas jest super

Autor: Terka  20.05.2007 zgłoś

Bylam w zwiazku z mezczyzna o 20 lat starszym i bez slubu. Bylo to wspaniale zycie. Bez przykrosci, zlosci i wypominek. Slub nie byl nam potrzebny, bo to tylko papierek. Liczy sie serce i wzajemne zrozumienie i oczywiscie pomoc jezeli ktores bedzie potrzebowac.Tak tez sie stalowmoim przypadku. Mieszkalismy z soba 10 lat. Pieknie wspaniale. Duzo zwiedzalismy kraj.Przyszla chwila ze moj partner zachorowal i krotkopo tym zmarl. Czuje pustke. Brak mi go bardzo.

Autor: PAULINA  20.05.2007 zgłoś

DO ANALFABETY SŁYSZAŁAM O CZYMŚ TAKIM JAK MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA, PRZEŻYŁAM JĄ, DOPROWADZIŁA MNIE ONA DO SZYBKIEGO ŚLUBU Z MĘŻCZYZNĄ, KTÓRY TEŻ ZAKLINAŁ ŻE MNIE KOCHA, KTÓRY BARDZO CHCIAŁ SIĘ ZE MNĄ ŻENIĆ I KTÓRY PO 6 LATACH MNIE ZDRADZIŁ. I NIE JESTEM ZGORZKNIAŁA, PRZYKRO MI ŻE CIĘ ROZCARUJĘ, MAM WSPANIAŁE DZIECKO I MAM PRZY SOBIE MĘŻCZYZNĘ Z KTÓRYM JESTEM SZCZĘŚLIWA. W SIERPNIU WEŹMIEMY ŚLUB CYWILNY. NIE NEGUJĘ ŚLUBÓW, ALE UWAŻAM ŻE TO NIE JEST ŻADEN DOWÓD MIŁOŚCI. ACHA, I NIE WYZYWAJ NIKOGO OD K. BO JA POWIEM ŻE "DLA WIĘKSZOŚCI SPOŁECZEŃSTWA" FACECI KTÓRZY MYŚLĄ TAK JAK TY TO ZWYKŁE MAŁOMIASTECZKOWE CIEMNIAKI ALBO ZAKOMPLEKSIONE ZŁAMASY. P.S. TWOJA KORESPONDENCJA Z "KOLEŻANKAMI" JEST DOSYĆ PODEJRZANA, LEPIEJ ZASIĘGNIJ RADY PSYCHOLOGA.

Autor: analfabeta  20.05.2007 zgłoś

ja nie umię pięknie pisać.Ale.... jak się rozstają to przynajmniej dla części społeczeństwa zostają k....? Czy nie tak jest? mężczyzną zostaje to wybaczone ale taka kobieta już nigdy nie zostanie w pełni zaakceptowana przez innego mężczyznę. Wiem to bo z kilkoma takimi młodymi paniami koresponduję na GG i niestety, żadna z nich nie może znaleźć partnera (męża). A każda się żali że została wykorzystana, co może nie być prawdą, bo jedna przyznała że teraz wykorzystuje mężczyzn.no tak..... powiedziała że doprowadza do zbliżenia i wynocha? Co wy na to słodziudkie zakochane beznadziejnie kobietki?

Autor: analfabeta  20.05.2007 zgłoś

Paulinko jesteś zgorzkniałą młodą 35 letnią staruchą, Ty masz doświadczenie? Nie słyszałaś czegoś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia? Ja ze swoją żoną podjąłem decyzję o ślubie po 65 dniach znajomości. Pobraliśmy się po niecałym roku. Ale po ślubie jesteśmy już 34 lata. Miałem 21 lat........ a to czy się żyje na kocią łąpę czy nie ? hihi my też przed ślubem ten tego ale należy chyba wybierać jakoś partnerów a nie na łapu capu. Jak nie ten to może......... kolega? Wiem tylko jedno, z takim nastawieniem nigdy już w życiu szczęścia nie zaznasz. A to że koresponduję z innymi kobietami? Traktuję je jak dobre koleżanki. A prawie wszystkie są w Twoim wieku...... no 3,4 lata +-.

Autor: dorint  20.05.2007 zgłoś

Każdy jest kowalem swojego losu ...... Czy małazeństwo czy kocia łapa, ludzie trzeba się szanować !!! Nie moze być tak, że po ślubie kobieta musi wykonywac wszystkie prace domowe. A facet zajmuje się jedynie po przyjściu z pracy do domu ogladaniem telewizji.

Autor: Delfina  20.05.2007 zgłoś

Analfabeto, czy twoja żona wie o takiej korespondencji? Czy jej się to podoba? Reprezentujesz typowe małomiasteczkowe myślenie, tam się piętnuje kobiety mieszkające z partnerem bez ślubu. Jakoś nie zaobserwowałam takiej tendencji w dużych miastach, większość moich znajomych mieszkała z kimś a teraz jest w związkach bądź małżeństwach z kimś zupełnie innym. Nikt nie przypina im etykietek, trzeba mieć niezłe kompleksy żeby to robić

Autor: renata  21.05.2007 zgłoś

Jezeli ktoś mysli o poważnym związku lub w takim jest i ma ochotę spróbować pomieszkać to moim zdaniem z doświadczenia jest to nawet wskazane.Byłam w związku cudnym 2 lata potem zdecydowalismy si ezamieszkac.Mieszkalismy rok.I zaczeło się psuc.Duzo drobnych rzeczy zaczęlo nas denerwować.Chodzi o osobiste przyzwyczajenia.Bylismy moze zbyt młodzi lub to nie było to.Moze byllismy za wygodni, zeby przystosowac się do trybu życia drugiej osoby.Poza tym to nie było juz to co kiedys-już nie czekało się niecierpliwie na spotkanie bo wiedziało sie, ze i tak się wieczorem zobaczymy.Proza zycia zaczęła sie wkradać.I wniosek jest taki, ze decyzja o zamieszkaniu nie była błędna.Bo egzamin został zdany.Wynik był jaki był.Ale przynajmniej wszystko szybko wyszło na jaw.Lepiej wtedy niz po ślubie.Jestesmy przyjaciółmi teraz.Niczego nie załuję.Wiem takze, że innym sie udaje.I to nie rzadko.Jest to świetny sprawdzin dla dwojga.

Autor: andzia  31.05.2007 zgłoś

A mi sie wydaje, że slub jest jakby dopelnieniem zwiazku u nas nie zmienil wiele poza tym, że mój mąż mi się wydaje bardziej leniwy, ale moze poprostu nie zauwazylam tego wczesniej:) Mieszkalismy razem dwa lata, raczej z wygody niz checi sprawdzenia. Niech każdy robi jak uważa bo dla niektórych ślub jest ważny a dla innych to za duże ograniczenie. Powodzenia!

Autor: mamuśka  19.05.2007 zgłoś

Od 16 lat żyje w związku.Mamy 3 synów i jesteśmy normalną rodziną z tą różnicą że mam wciąz swoje nazwisko no i jestem panną.Na początku bycia razem,był pomysł wzięcia ślubu ale obydwoje chcieliśmy by ten dzień wyglądał tak jak to sobie wymarzyliśmy.Jednak brak odpowiednich ku temu funduszy sprawił że odwlekaliśmy tą decyzję.Dzisiaj już nie planujemy wiązac się węzłem małzeńskim bo uważamy że w naszym przypadku to niczego nie zmieni.Nadal się kochamy i ufamy sobie.

Autor:  25.05.2007 zgłoś

dorośnij

Autor: Temptation  19.05.2007 zgłoś

No właśnie, nie wiem skąd w kobietach taki materializm. Tak samo jak nie wiem dlaczego tyle kobiet opiera swoje poczucie bezpieczeństwa (m.in. finansowe) na związku z mężczyzną a nie na samej sobie...

Autor: Temptation  19.05.2007 zgłoś

Poprawka, zamiast "na związku z męzczyzną" powinno być "na ślubie z mężczyzną"

Autor:  19.05.2007 zgłoś

do Temptation Otóż to, ślub traktują jako formę "ustawienia się" w życiu, po ślubie to już nie ma znaczenia czy się np. ma pracę czy nie bo facet i tak musi cię utrzymywać. Dlatego na ślub rzadziej decydują się kobiety lepiej wyksztalcone i zaradne życiowo, które mają swoje pieniądze i mogą żyć w związku partnerskim bez lęku o swoją finansową przyszlość na wypadek rozstania. Ja jestem dopiero 2 lata po studiach ale mam bardzo dobrą pracę, odkladam pieniądze i nie muszę dybać na majątek mojego mężczyzny :) Pozdrawiam!

Autor: caroline  19.05.2007 zgłoś

Ja mieszkam z chlopakiem w londynie, mimo ze oboje jestesmy praktykujacymi katolikami, jednak w brytyjskich realiach nie wyobarazam sobie,zeby wynajmowac dwa mieszkania tylko dlatego, ze to nie wypada. Na razie nie przystepujemy do Komunii Swietej i to jest najwiekszy minus takiej sytuacji, ale swiadomosc,ze stan taki nie bedzie trwac wiecznie, bo w odpowiednim momencie staniemy ptrzed oltarzem, jak dla nas, rozwiewa wszystkie watpliwosci.

Autor: zmorka  21.05.2007 zgłoś

przeczytałam wszystko i jedno musze powiedzieć - zwolennicy ślubu i zwolennicy życia bez ślubu mówią o dużo o miłości tylko, że to właśnie zwolennicy ślubu jednym tchem dodają "pewność" i "gwarancja". jak się kogoś kocha to się nie potrzebuje "gwarancji", nie trzeba kogos dodatkowo przywiązywać do siebie, żeby się nie rozmyślił i nie myśli się o tym, żeby, kiedy miłosć przeminie, wyciągnąć z niego jak najwięcej kasy. Ludzie czasami się rozstają, z różnych powodów i chyba lepiej pozwolić komuś odejść, a nie przywiązywać go do siebie za wszelką cenę. Jeżeli ludzie przestają się kochać to ślub nie powstrzyma nikogo przed odejściem - uczyni je tylko bardziej bolesnym. Jeżeli ktokolwiek uważa, że dzięki obrączce zyskał pewność, bo w razie rozstania puści drugą stronę w skarpetkach, to ja mu bardzo współczuję. Nie o to chodzi w życiu, nie o to chodzi w miłości. Drogie żony - wasza pewność oparta na perspektywie represji jakim poddacie wiarołomnego mężczyznę jest żałosna i obrzydliwa.

Autor:  21.05.2007 zgłoś

zy ktoś w końcu usunie tę reklamę, która zasłania pół tekstu i uniemożliwia czytanie? Ile można oglądać kostium H&M? Może wystarczy?

Autor:  21.05.2007 zgłoś

wlasnie jestem za!!!!!Usuncie KYLIE!!!Jest piekna i kostium na niej tez,ale ile mozna to ogladac!!!!Naprawde to przeszkadza w czytaniu,a przede wszystkim chyba przeszkadza to kobietom w czytaniu i pisaniu o kompleksach rozmiaru XXXL!!!:|

Autor: nelka  23.05.2007 zgłoś

Cztam was i mysle sobie tak z jednej strony zycie na probe jest sprawdzianem czego... a no tego czy ja z nim wytrzymama on ze mna . a gsyby to byla taka naprawde cudowna milosc polegajaca na dawaniu a nie oczekiwaniu to proba nie byla by potrzebna. byla by tylko obraza dla drugiej strony ze jej sie to proponuje, ale czy takie milosci jeszcze dzis sie zdarzają. moja cora chce zqamiwszkac bez slubu ze swoim chlopcem mimo za jest w 1 miesiacu ciazy. co jej powinnam powiedziec?????

Autor: Joanna  21.05.2007 zgłoś

Ja po jednym nieudanym malzenstwie powiedzialam nigdy wiecej!!!Z moim obecnym partnerem jestem juz 7 rok mamy 2 dzieci syna z mojego pierwszego zwiazku i nasza wspolna corke.Mimo narodzin dziecka nie zdecydowalismy sie na zalegalizowanie zwiazku taka decyzja podjelismy oboje.Przeszlismy juz 2 dosc powazne kryzysy i to ze nie ma papierka nie zmienilo niczego .Rodzina zaakceptowala nasz wybor bez zadnych wstretow pozatym oboje uwazamy ze to nasze zycie i nikt nie zamierzal sie sugerowac sugestiami innych.Uwazam ze do milosci papier jest zbedny i jak ludzie maja byc ze soba i tak beda .

Autor: biedronka  21.05.2007 zgłoś

Witam Wszystkich. Powiem krótko: mieszkanie wspólne przed ślubem, czy nawet jak do niego nie dojdzie nie uważam za coś złego, róbmy tak abyśmy my same były zadowolone, a konsekwencje podjętych decyzji i tak same ponosimy. Dla niektórych zamieszkanie przed ślubem to forma sprawdzenia się i dobrze!!Jeśli ma nam to pomóc w podjęciu tak ważnej, bo życiowej, decyzji to jestem na tak. Uważam, że dużo lepiej jest się rozstać przed ślubem niż po, bo więcej wtedy zamieszania i wogóle dużo więcej problemów. Świat się zmienił i ludzie są teraz mądrzejsi, bardziej pewni siebie.Znam osobiście małżeństwa z długim stażem, które niestety są ze sobą np. ze względu na dzieci, czy ze względu na coś innego, a brakuje w ich związku miłości, i pytam czy ona wogóle była kiedyś? No ale kiedy to oni nieszczęśni brali ślub były inne czasy, nie do pomyślenia było mieszkać przed ślubem razem. I co im z tego przyszło: życie w którym brakuje szczęścia, taka wegetacja bez nadzei że będzie lepiej. I wzdychanie do kogoś z kim byliby szczęsliwi tak naprawdę. JA TAK NIE CHCĘ!!!!!PAMIĘTAJCIE NIE PODDAWAJCIE SIĘ. a CO DO PYTANIA """"CZY JEST TU KTOŚ KTO WIERZY W BOGA????"""", WARTO BYŁOBY ZADAĆ JE MAŁŻONKOM ,KTÓRZY SAMI SOBIE STWORZYLI PIEKŁO, CHOĆ PRZED OŁTARZEM OBIECYWALI SOBIE TYLE DOBRA? CZY ONI WIERZA W BOGA? JA WIERZĘ!

Autor: nienawidze h&m  21.05.2007 zgłoś

fajnie przeczytałbym wszystko gdyby nie ta wkur......a reklama z prawej. co za baran ją tu umieścil

Autor: alutka_26  07.05.2007 zgłoś

Cóż mogę powiedzieć, moją decyzję o ty że zamieszkam bez ślubu z moim chopakiem rodzina przyjęła bez najmniejszego "jęku", choć pytania co planujemy były. Schody zaczęły się kiedy po dwóch latach postanowiliśmy się pobrać. I oto, o ile wspólne mieszkanie nie było problemem, o tyle ślub, rodzi ich wiele. Po pierwsze: dlaczego ślub cywilny Po drugie: dlaczego w mieście w którym oboje, ja i mój chłopak mieszkamy, a nie w miejscowości gdzie mieszkają rodzice Panny Młodej, jak nakazuje tradycja. Po trzecie: dlaczego przyjęcie, a nie wesele....... i tak mogłabym jeszcze długo. Mam tylko nadzieje że my oboje to przetrwamy i po facie już będzie spokój.

Autor: martyna  07.05.2007 zgłoś

osobiście uważam,że decyzja o zamieszkaniu przed ślubem to jedna z najlepszych życiowych decyzji w moim życiu! pierwszy raz wyprowadziłam się z domu do mojego mężczyzny kilka lat temu... Rodzice nie oponowali chociaż Mama przebąkiwała coś na temat ślubu ;) ja sie uparłam i postawiłam na swoim - najpierw zamieszkamy ze sobą a potem czas pokaże... i pokazał po 3 latach wspólnego życia nie jesteśmy ze sobą... od 2 lat mieszkam z moim Skarbem i planujemy się pobrać jeszcze w tym roku! znalazłam swoją połówkę, a wspólne mieszkanie tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu!!!

Autor: Izusia  07.05.2007 zgłoś

moim zdaniem życie na kocią łapę ma zalety ale i wady; zresztą jak życie po ślubie.. ja osobiście wolę życie na kocią łapę ale urodzeniu dziecka moim zdaniem powinno się zalegalizować związek...

Autor: mikołajka  21.05.2007 zgłoś

Niestety w mpim przypadku sprawa zamieszkania z moim chłopakiem nie została najlepiej przyjęta przez moją rodzinę są tradycjonalistami i zamieszkanie z kimś kojarzy im się wyłącznie ze ślubem .Nie pomogły tłumaczenia że w takich sytuacjach gdy mieszka się razem człowiek wiele się dowiaduje o swoim partnerze .W konsekwencji nie zamieszkaliśmy razem ale to wyszło mi tylko na dobre bo po paru tygodniach rozstaliśmy się .Poznałam teraz fantastycznego faceta z którym postanowiłam zamieszkać i wiem żetym razem nie popełnię błędu a to że rodzina uważa że nie powinnam to jest moję życie i jeśli ktoś się kocha to nikt nie powinien ingerować w ich decyzje.

Autor: Dagna  07.05.2007 zgłoś

Moze zaczne od tego ze mam 21 lat i jestem na drugim roku studiow. I mieszkam ze swoim chlopakiem juz okolo roku, choc mieszkanie gdzie mieszka moj brat z mama jest oddalone od miejsca w ktorym aktulanie mieszkam jakies 4 minuty drogi. Moja mama nie robila zadnych problemow iedy w czasie sesji przeprowadzilam sie do Bartka. Dla niej bardzo wazna jest nauka a Bartek umie mnie zmobilizowac i latwiej jest razem siedziec po nocach przy nauce. Mieszkamy razem i widzimy jak drugie zachowuje sie podczas codziennych obowiazkow. Udalo nam sie dopelnic. Nie ma problemow z tym kto wyrzuci smieci, kto poodkurza a kto pozmywa. Bartek sprawdzil sie i nie obawiam sie z nim przyszlosci we wspolnym domu czy mieszkaniu po slubie - i to jest plus. Nie przezyje tez szoku widzac jego majtki czy skarpetki pod biurkiem z rana - gdzie zostawia je rozbierajac sie wieczorem. Przyzwyczailam sie troche do jego awykow, niektore wykorzenilam.Staramy sie oboje i jest dobrze :)))))))

Autor: Smerfna Smerfetka  01.06.2007 zgłoś

Do Delfiny Zgadzam się z Tobą, że wszelkie uogólnienia zawsze są niesprawiedliwe i krzywdzące. Ja też sama nie lubię kiedy próbuje się segregować ludzi i przypinać im jakieś metki. Oczywiste jest, że ludzie są różni, dobrzy i źli, uczciwi i obłudni. Są tacy którzy deklarują, że są wierzącymi i praktykującymi katolikami, choć wcale nie postępują jak chrześcijanie i są zdeklarowani ateiści, którzy są uczciwymi i porządnymi ludźmi, ja tego nie neguję. Staram się być obiektywna, ale wyrażając własne zdanie subiektywizm jest nieunikniony. Natomiast nie podoba mi się kiedy wmawia się młodym dziewczynom, które zamierzają czekać z seksem do ślubu, że są staroświeckie albo nienormalne i wyzywa się je od prowincjonalnych gęsi albo kosmitek. Piszesz, że chrześcijaństwo jest ideologią szkodliwą samą w sobie. Na czym Twoim zdaniem polega ta szkodliwość? Ja myślę, że nie ma nic szkodliwego w tym, że 28 letnia kobieta kierując się chrześcijańską ideologią traci dziewictwo dopiero w noc poślubną z ukochanym mężczyzną, który również ją kocha i szanuje. Natomiast widzę coś szkodliwego w sytuacji kiedy 15-latka, pod presją rówieśników, kocha się w krzakach z pierwszym lepszym kolegą, tylko po to, żeby stracić dziewictwo i nie być wyzywana od prowincjonalnych gęsi.

Autor: AGULEK 22  21.05.2007 zgłoś

W dzisiejszych czasach życie w konkubinacie, jest łatwiejsze niż 20 lat temu. Mieszkam z moim facetem od siedmiu lat i jest nam wspaniale.Ślub mamy ustawiony na przyszły rok.Do wszystkiego doszliśmy wspólnymi siłami i po tylu latach wiemy na co nas stać. Mimo mojego młodego wieku (mam 23lata) rodzice nie stawiali oporu kiedy postanowiliśmy razem zamieszkać, miałam wtedy 16 lat. Ale oczywiście były pogaduchy typu "za naszych czasów to nie było do pomyślenia". Ale wszystko sie układa super co dzień jestem szczęsliwsza, cieszę się że kilka lat temu podjąłam taką decyzję a nie inną. Jesteśmy szczęśliwi i to się liczy.Pozdrawiam wszystkie konkubiny.

Autor: Oli  21.05.2007 zgłoś

SLUB. Moja zmora. Doszalam, po wielu nieublagalnie i szybko przemijajacych latach, do wieku, w ktorym wszystkie zmory swiata moralnego (dwie) zaczynaja zatruwac mi zycie. Jedna z nich sa rodzice, ktorzy zachowuja sie dziwnie w stosunku do czterech wlasnych kotow, bo "to juz czas na wnuki" (!!! to temat na inna pogawedke), a druga zmora jest SLUB. Slub, a raczej wesele, o ktore szczegolnie dalsza rodzina namietnie sie upomina. Bo skoro Oni zapraszali, to rowniez chca byc zaproszeni. Poza tym, to tak tradycyjnie, a jak nie, to sie obraza na amen. To w koncu jest zelazny powod. Wesele musi byc. ...bo to tak fajnie jest uciekac cala noc przed pijanym wujkiem, ktoy przy kazdym slowie, zionie siarka, jak Smok Wawelski. Bron Boze, slub BEZ wesela. Obraza majestatu Spolecznej Tradycji. Niemoralne lekcewazenie rodziny i egoizm do potegi. ...a moze to tylko ja mam taka rodzine...? Tak ogolnie rzecz biorac, rodzine mam calkiem fajna, ale TA PRESJA bylaby nie do zniesienia, gdyby nie powiedzmy-szczesliwy fakt, ze mieszkam daleko od niej i daleko od stresujacych mnie naciskow obowiazujacych norm spolecznych. Od wielu lat mieszkam w kraju, w ktorym szanuje sie i nie kwestionuje decyzji jednostki. (a moze tak mi sie tylko wydaje, bo nie ma tu mojej rodziny...?) Polowa (a nawet ponad 50%) malzenstw konczy sie tu rozwodem srednio po 2(!!) latach, a artykuly w czasopismach kobiecych z serii "z slubem, czy bez" naleza do folklorystycznych ciekawostek, typu kulig. Takie okreslenia jak "na kocia lape", czy " konkubinat" rodem z meliny, nie istnieja. Ludzie, ktorzy z wyboru siebie mieszkaja razem, bo tak lubia, okresla sie mianem "ludzi mieszkajacych razem". Od niedawna co prawda, ale istnieja dla nich prawa umozliwiajace placenie mniejszych podatkow, skladek zdrowotnych oraz regulujace sprawy spadkowe. Ja mieszkam z kims juz od dobrych (choc nie zawsze) osmiu lat. Razem przeszlismy bardzo wiele i bycie razem kosztowalo nas psychicznie bardzo duzo, ale dzieki wielkiej przyjazni, do dzis jestesmy razem. Odmowilam wyjscia za maz "dla papierow" (bo takie pietno potrzebne mi, jak kula u nogi, moje ego by tego nie znioslo); odmowilam wyjscia za maz "w celu jedank tej pewnosci" (bo to byl bardzo kryzysowy moment, cos jak duza inflacja w panstwie komunistycznym). Gdybysmy sie wtedy byli pobrali, to z perspektywy czasu wiem, ze wnioslabym do tej pory o rozwod chyba z dzisiec razy. Dzieki temu, ze nie mieszkam w Polsce (moze to podswiadomosc, ze ciagnelo mnie w swiat), czuje sie w swojej obecnej sytuacji PEWNA, bo jezeli moj partner, pomimo wszystko, chce byc ze mna (nawet pomimo tego, ze ja mu do pracy kanapki robie, co jest tutaj ewidentnym faux-pas, bo "tu sie do knajpy chadza na lunch"), to znaczy ze mu na tych kanapkach zalezy. A ja czuje sie WOLNA, bo tych kanapek mu robic NIE MUSZE... Mieszkanie razem z kims, bycie razem z kims jest o niebo trudniejsze.Tak latwo przeciez odejsc... Cala sztuka polega na

Autor: kasia z poznania  21.05.2007 zgłoś

15 lat w wolnym związku=dwóch synów haiku: wczoraj się cieszyłam dzisiaj jest mi smutno co będzie jutro?

Autor: Oli  21.05.2007 zgłoś

(...widze, ze sie za bardzo rozpisalam): Mieszkanie razem z kims, bycie razem z kims jest o niebo trudniejsze, niz poslubienie tego "kims". Wtedy przeciez tak latwo jest odejsc... Cala sztuka polega na tym, zeby umiec zostac przy sobie, na dobre i na zle. P.S. A jesli kiedykolwiek sie zdecyduje na slub, to chyba tylko w Disneylandzie, w scenerii i przebraniu "Pieknej i Bestii". Moj przyjaciel ochotniczo zglasza sie na Bestie, a ja... no coz, z woli natury bede Piekna :D P.S. Czy nie moznaby dolaczyc takiego "X" do tej Kylie? Bo co jak co, ale wolnosc wyboru cenie sobie najbardziej.... P.S. Dziekuje temu forum, bo to chyba wszystko to, co od lat usiluje powiedziec mojej rodzinie... :)

Autor:  21.05.2007 zgłoś

PRECZ Z KYLIE

Autor: Agnieszka  07.05.2007 zgłoś

Mieszkam z moim facetem od ponad 3 lat; przezylismy razem juz cztery przeprowadzki;) Jednak nie nazwalabym tego mieszkaniem razem "na próbe" czy tez "z ograniczona odpowiedzialnoscia", jak to zostalo nazwane w artykule. Po prostu,chcemy byc razem i jestesmy razem. Owszem, pewnie ktoregos dnia wezmiemy slub, (oboje tego chcemy), ale nie uwazamy aby wiele on mial zmienic w naszym zwiazku. Przeciez slubny papierek nie jest zadna gwarancja ze sie kiedys nie rozstaniemy...

Autor: żyrafa  07.05.2007 zgłoś

Jesteśmy ze sobą prawie 14 lat, mieszkamy razem ponad 6 lat. Rodzina nie miała nic przeciwko choć pytania czy planujemy ślub były. Zaręczyliśmy się około 4 lat temu i tym do dzisiejszego dnia wiedzą tylko jedni rodzice. Mamy wspaniałe dwuletnie planowane dziecko i jesteśmy miesiąc po bezstresowym ślubie, o którym poinformowaliśmy rodziców... kilka dni temu, w ramach uniknięcia cyrku związanego ze ślubem kościelnym i weselem. System świetny, polecam.

Autor:  19.05.2007 zgłoś

Do Juli i jej podobnych To co piszesz o "prawie do majątku mężczyzny" jest wstrętne. Na tym wam tylko zależy, jesteście PASOŻYTAMI i najchętniej byście nic nie robily, facet niech na was tyra, a wy będziecie wydawać jego pieniądze. Po to wam ślub, żeby się dobrać do portfela mężczyzny, grunt to się ustawić tzn. dobrze wyjść za mąż. OBRZYDLIWE!

Autor: Temptation  02.06.2007 zgłoś

Smerfetko, Sformułowania w stosunku do seksu: 1)mieć znaczenie w związku 2)być istotą związku nie muszą oznaczać tego samego, i nie oznaczają tego samego w moim przypadku :-) . Inaczej mówiąc ma bardzo duże znaczenie, lecz nie jest wszystkim, i jesli tylko w tej dziedzinie zycia ja i partner pasowalibyśmy do siebie nie bylibyśmy razem już dawno.

Autor: niesia  21.05.2007 zgłoś

Kocham wszystkich ludzi!!!I po przeczytaniu tu tak wielu historii wiem,ze nie jestem sama w tym wszystkim co mnie otacza!!widze,ze pomimo wieku i przekonan wszyscy pragniemy milosci!dzieki wam za to!Jak czesto trace wiare w ludzi,tak szybko ja odzyskuje!!Zycie nie jest takie zle,to chyba tez zalezy od tego jak do niego podchodzimy i jak radzimy sobie z problemami!A jak wiadomo to one obok radosci i bycia szczesliwym sa czescia naszego zycia!!ALE ja sie nie poddam!we wszystkim co zle bede sie starac zobaczyc cos dobrego!kocham Cię Artur!Jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia,ktore robimy razem.....i tak naprawde to mnie cieszy bardzo,bardzo!A wszystko inne.....aa samo jakos sie ulozy!pozdrawiam WSZYSKICH KOCHAJACYCH..:)

Autor: MONIA  21.05.2007 zgłoś

**** Facet żeni się z kobietą żeby mieć przytulne gniazdko, ciepły obiadek na stole, zawsze uprane i wyprasowane, posprzątane. My jako "wspaniałe kobiety" (czytaj supermenki) staramy się temu sprostać. w zamian za to nie dostajemy nic. No przepraszam! Dostajemy faceta na kanapie z piwkiem w ręce (bo do wszystkich innych prac ma dwie lewe ręce) i cały dom na swojej głowie.Znam takiego osobnika. A skąd ja mam wiedzieć że na takiego nie trafię??? Randki choćby najlepsze niewiele powiedzą mi o jego zachowaniu w domu. Trzeba go i to mieć na co dzień żeby się przekonać o jego charakterku i zwyczajach domowych (przecież na moją wizytę w jego królestwie na pewno troszkę posprzątał). Więc moi drodzy jestem jak najbardziej za zamieszkaniem przed ślubem!!!!! Sprawdzeniem jak będzie wyglądała nasza wspólna codzienność. Jestem z moim partnerem ponad 5 lat. Z pewnych powodów nie możemy pozwolić sobie na zamieszkanie razem. A na ślub na razie się nie piszę. Również ze względów finansowych. Poza tym po co się śpieszyć!!! Jestem młoda. Po co mi codzienny obowiązek (mąż) i cały ten bajzel. Już i tak mam ich dużo. Poczekam jeszcze na wyklarowanie się sytuacji. Może zmieni się coś i będziemy mogli zamieszkać razem. Wtedy teścik!!!!!!!! Wiem że to ten ale lepiej sprawdzić, żeby mieć czyste sumienie, że zrobiłam wszystko by nie wpaść w bagno, które opisuje wyżej. Ja nie chcę tak skończyć!!!!! PS> Usuncie KYLIE!!! Proszę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Można nabawić się kompleksów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: iza  23.05.2007 zgłoś

Po przecztaniu waszych opinii sama już nie wiem - dla mnie oczywistością było, że jak jestem z kimś i mamy taką możliwość to mieszkamy razem, bo dzięki temu poznajemy się bardziej. Z pierwszym mężem mieszkałam przed ślubem 1,5 roku. Niestety, nie uchroniło mnie to przed rozwodem. Teraz spotykam się z mężczyzną, który mnie bardzo zaskoczył stwierdzeniem, że nie chce zamieszkać na próbę. A nie jest religijny, więc nie o grzech tu chodzi. Jak czytam Wasze opinie, to trochę się skłaniam ku temu, że taki "próbowanie się" jest nie w porządku, ale z drugiej strony, jak druga osoba ma jakieś wady, które chce ukryć, których nie widać, jak się nie mieszka? I co, decydujesz się na tak, zaczynasz mieszkać z nim/nią i wychodzi na wierzch to, co miało być ukryte. Tego się boję. Poza tym nie mamy 20 lat i w późniejszym wieku to trochę inaczej wygląda. A może to wygoda? Czasem sobie myślę, że jeśli by mu naprawdę na mnie zależało, to by chciał być ze mną (mieszkać) jak najszybciej. Trochę się w tym wszystkim gubię...

Autor:  21.05.2007 zgłoś

redakcja nie zniosła słowa dziwić się? ;)))

Autor: młoda  21.05.2007 zgłoś

hm...ja mieszkam razem z moim miskiem juz 5 lat jest roznie raz pod wozem raz na nigdy nie rozstalismy sie nawet na 1 dzien.przyznam miałam rozne mysli ale teraz bedziemy mic dzidziusia i juz nie ma sie nad czym zastanawiac zyjemy bez slubu (on chce ja niekoniecznie) pozyjemy zobaczymy narazie nie jest zle jak sie kocha to z papierem lub bez jest tak samo.... tak uwazam chodz narazie jestem PANNĄ:-)

Autor: kasia z poznania  21.05.2007 zgłoś

kochasz mnie tak jak umiesz za słabo za krótko /od słowa dziwka/ memu ciału jest smutno dusza też jest zmęczona z myślą współzespolona a więc w związku czy też li? i z tymi którzy odeszli niespełna rozumu lecz skrzydłem na plecach swe ciało to chronię to oddaję mimo wszystko na wzajem 18.10.2006r kasia -z poznania psssssssss: dodam jeszcze, że jestem obsesyjnie wierną idealistką-konkubiną,a dla tych którzy nie trawią poezyi - wierzę, że warto -mimo wszystko.

Autor: edelina  21.05.2007 zgłoś

Zamieszkanie razem przed ślubem to bardzo dobra decyzja, ja zamieszkałam ze swoim chłopakiem po trzech miesiacach znajomości, po roku zaczeliśmy starać sie o dziecko, przy tym o ślubiem wogóle nie mysleliśmy. Teraz nasz syn ma 3,5 roku a my jesteśmy świezo upieczonym małzeństwem. Co do rodziny to decyzję pozostawiła nam, bo to w końcu nasze życie :)

Autor: kasia z poznania  21.05.2007 zgłoś

jeszcze raz pierwsza zwrotka bo pozmienialiście kochasz mnie tak jak umiesz za słabo za krótko dziwisz się memu ciału jest smutno !!!!!!!!!!!o prawach autorskich zapominacie?/do redakcji

Autor: do faceta  19.05.2007 zgłoś

mężczyzna żeni sie z kobietą bo w koncu chce miec ustabilizowane życie seksualne!!!!!!! i to jest udowodnione naukowo!!!! i na ogół tym sie wlaśnie kierują meżczyźni!!!!

Autor: Artur_W  15.05.2007 zgłoś

Tak czytam te wsze komentarze, i aż mi się śmiać chce :) Trochę się chyba pogubiłyście drogie internautki, a przynajmniej większość z was. Wiele z was żyje bez ślubu, chwali się tym, czuje się lepszą od innych, w końcu to takie wyjątkowe ;) zarzucają "niech ktoś mi poda niekościelny powód, to wezmę ślub". Hehe, kobieto, skoro żyjesz 10 lat bez ślubu, to my tutaj możemy rzucać setkami argumentów, a Ty i tak je odrzucisz, bo już się przyzwyczaiłaś do konkubinatu. Już wszyscy znajomi o nim wiedzą, znają Twoje zdanie, i choćby z samej reguły konsekwencji nie weźmiesz ślubu. "Nie i już!". Ludzie nie lubią przyznawać się do błędów, a to straszna głupota, bo tylko krowa nie zmienia zdania... Szczególne wyrazy uznania dla kobiety, która napisała, że małżeństwo to legalna prostytucja XD niestety gołym okiem widać, że nie wiesz co to miłość i na czym polega małżeństwo. Tu nie chodzi o Boga, czy o kościół, tu chodzi o nas. Ludzie żyjący na kocią łapę lubią mówić o "instytucji małżeństwa", o "formalnościach". Nieprawda, to NIE JEST żaden papier, ani żadna instytucja. Małżeństwo to ofiarowanie siebie drugiej osobie i wzięcie drugiej osoby głęboko do swojego serca. Gdy się kogoś kocha, małżeństwo to tylko kolejny krok, dowód miłości i przywiązania. Skoro ludzie się znają kilka lat, spotykają się, poznają, rozmawiają o wszystkim, nie mają przed sobą tajemnic, łączy ich miłość, to nie potrzeba żadnego "sprawdzania się". Są różne nawyki, które trzeba będzie zwalczyć, zmienić, ale to są detale w porównaniu do miłości łączącej ludzi. Gdy ludzie naprawdę się kochają ich dusze się przenikają. Po prostu, gdy są blisko siebie czują to samo, myślą podobnie, zachowują się naturalnie. To uczucie to ocean, a wy z tego robicie jezioro i to takie, które trzeba przebadać w sanepidzie zanim się do niego wskoczy. No po co to. To jest dla mnie wręcz nie do wyobrażenia. Może dlatego, że jestem zakochany, już 4 lata poznaję dziewczynę i w przyszłym roku ślub. Jestem zakochany i dla mnie oczywistą rzeczą jest, że chcę z nią być, że chcę ją mieć już zawsze, do końca życia. To jest miłość, esencja miłości. Śmiać mi się chce, jak czytam te komentarze obrazujące myślenie w stylu "kocham cię najbardziej na świecie... ale wiesz... muszę cię sprawdzić, czy przypadkiem nie masz jakichś nawyków które by mi nie pasowały". "Kocham cię najsilniejszym uczuciem świata, ale nie chcę się jeszcze deklarować, bo nie wiem czy za rok mi się nie znudzisz, albo czy w łóżku lubisz być u góry czy na dole". To są brednie. Jak się kogoś kocha, to kocha się go całego. Z wszystkimi nawykami, zaletami, wadami, po prostu wszystko, a żeby kochać nie trzeba zdawać egzaminów. Pewna dziewczyna pisała, że nie rozumie, dlaczego ojciec się na nią gniewa. On po prostu zna życie. Jest mężczyzną, wie jakie przygody mogą spotkać Twojego partnera. No co z tego, że jesteście po studiach, że macie pracę, że macie kasę. Co z tego, skoro nie ma oparcia. Nie ma powodu, dla którego on miałby być Ci

Autor: DOsWIADCZONA  13.05.2007 zgłoś

Oto moja historia.Poznaliśmy się pięć lat temu.Przez trzy lata spotykaliśmy się przeważnie u mnie,wyjeżdżaliśmy razem na wycieczki,urlopy ale każde miało swoje mieszkanko i prowadziło swoje gospodarstwo.Często rozmawiając ze sobą wtym czasie mój partner przekonywałmnie że on tak dalej nie może.że chce ze mną zamieszkać pod jednym dachem,bo bardzo mnie kocha i nie potrafi tak żyć niby razem ale osobno.Doam tylko że mam dwoje już dorosłych dzieci.Syna 22 l.bałaganiarza trochę lenia i córkę raczej pedantkę ambitną choć czasami trochę pyskującą.Po półroku jego próśb zamieszkaliśmy razem mimo iż ostrzegałam go że moje dzieci nie są łatwe we współżyciu a ja nie jestem ideałem,potrafię się złościć krzyczećpostawić na swoim czego często doświadczał przedtem,on powtarzał KOCHAM CIEBIE I TWOJE DZIECI i nic mi nie będzie przeszkadzało bylebyśmy byli razem.Deklarował się że pomoże w wychowaniu i wogóle we wszystkim.MiaŁAM PRAWO WIERZYĆ bo jak nie mieszkaliśmy razem pomagał synowi w nauce mówił co dobre co złe,rozmawiałz nim to samo z córką.Zawsze cierpliwy dobry,wyrozumiaŁy we wszystkm,czarujący.Co mam dzisiaj ?Mamy wspólne mieszkanie 4-pokoje ,połowa meszkania notarialnie jego połowa moja bo tak ustaliliśmy i zupełnie innego człowieka obok siebie.Pełnego pretensji do syna np. że za mało zarabia (dokłłada się 200 ZŁ)że leń,brudas,niobowiązkow a zupełny szok to że syn wyjada wszystko z lodówki chleb bierze głównie od środka aon musi jeść piętki.Domnie że nie chodzę z nim do kościoła,na spacer wtedy kiedy on chce, na działkę,wyrywać chwasty też kiedy on chce,że mam rozpięty guzik u spodni w domu,bo syn może zobaczyć kawałek majtek.ECH niechce mi się już wymieniać.Najgorsze jednak to finanse .Pracuje wnadgodzinach i ma od jakiegoś czasu większe dochody odemnie i ostatnio usłyszałam że mamy takie dochody a wiecznie musimy coś pożyczać.Chodź wie że spłacamy raty jedne drugie ,czynsz też nie mały i głównie zakupy robił on.Szok!!!!Zaproponowałam że się lepiej rozstańmy jak mamy tak żyć a ja mam dziecku mówić ile i co mu wolno jeść.Od tygodnia żyjemy każdy za własne pieniądze,bardzo mu się spodobała ta propozycja.Chcemy sprzedać mieszkanie i znaleźć dwa inne.Tylko że on chce mieszkać w tej samej miejscowości bo blisko do pracy choć niestety za nasze jedno mieszkanie nie kupimy w naszym mieście dwóch takich jak mieliśmy kiedyś -CENY!!!!!!Więc uważajcie zanim zamieszkacie razem.Niczego nie można być pewnym!!!Lubię jeszcze mojego partnera mimo wszystko,za inne dobre cechy,ale czy nasz związek ma sens????????Powiedzcie proszę!!!!

Autor: PAULINA  19.05.2007 zgłoś

DO JULI JESTEM OSOBĄ DOŚWIADCZONĄ, MAM 35 LAT I JESTEM PO ROZWODZIE. 10 LAT TEMU MYŚLAŁAM ZUPEŁNIE TAK JAK TY I BYŁAM NAJSZCZĘŚLIWSZĄ KOBIETĄ NA ŚWIECIE. TERAZ JUŻ WIEM ŻE ŚLUB NIE JEST DOWODEM MIŁOŚCI MĘŻCZYZNY. MĘŻCZYZNA ŻENI SIĘ BO CHCE KOBIETĘ POSIADAĆ NA WŁASNOŚĆ, CHCE SIĘ "ZABEZPIECZYĆ" PRZED ZDRADĄ - TO TAKI SAMCZY INSTYNKT. ZWŁASZCZA, KIEDY DECYDUJE SIĘ TAK SZYBKO NA OŚWIADCZYNY. CZY PO KILKU MIESIĄCACH DOJRZAŁY MĘŻCZYZNA MOŻE Z CAŁĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ STWIERDZIĆ ŻE CHCE Z JEDNĄ KOBIETĘ SPĘDZIĆ CAŁE ŻYCIE? PRAWDA JEST TAKA ŻE NIE. ON CHCE MIEĆ, JAK TO JUŻ KTOŚ NAPISAŁ "ZAKLEPANE, OBSIUSIANE" ŻE JEGO. A KOBIETOM ZAZWYCZAJ CHODZI NIE O TEGO MĘŻCZYZNĘ TYLKO O TO ŻEBY W OGÓLE WYJŚĆ ZA MĄŻ. NIESTETY. MIŁOŚĆ UDOWADNIA SIĘ W ZUPEŁNIE INNY SPOSÓB. WIELE PISZĄCYCH TU OSÓB TO WIE. TY TEŻ MOŻE KIEDYŚ ZROZUMIESZ.

Autor: Temptation  19.05.2007 zgłoś

Do Juli: "Zamieszkanie z fecetem przed ślubem to inwestycja tego co najcenniejsze w coś, co niesie z soba duże ryzyko. Facet ma uprane, ugotowane, sex itd a nie ma zobowiązań" Ja to widzę inaczej, to ja mam pozmywane, posprzątane i sex ;-) bynajmniej nie bez zobowiązań bo papier nie jest koniecznym ani wystarczającym warunkiem by facet czuł się zobowiazany. "kobieta, która nie jest żona nie ma prawa do majatku mężczyzny. W razie rozwodu musi zone jakoś "spłacic"" Dla mnie to antyargument, przecież to działa też w druga stronę - czemu jak mój mężczyzna przestanie mnie kochać i odejdzie mam mu oddać połowę swego majątku!!? Nie ma mowy! Jak moi rodzice się rozwodzili, mama musiała spłacać dla ojca połowę mieszkania które sama kupiła za swoje pieniądze niestety w trakcie trwania małżeństwa. Jula pomyśl, jeśli by nie byli po ślubie, nic by nie straciła, a tak również straciły na tym jej dzieci! Miłość to pewność? Może pewność na tu i teraz, bo nic i nikt Ci nie da gwarancji że będzie ona trwać całe życie. Piszesz to po roku znajomości z chłopakiem, przecież to jeszcze ciągle po prostu etap zauroczenia... I tak życzę Ci by Twoje małżeństwo było szczęśliwe :-)

Autor: Miśka30***  28.06.2007 zgłoś

Ja mieszkam z narzeczonym już 4 lata, łącznie jesteśmy razem 7 lat. Za dwa miesiące ślub i to tylkodlatego, że jemu bardzo zalezało na zalegalizowaniu związku no i rodzina wypytywała: jak długo zamierzacie tak mieszkać....Ja cały czas twierdziłam: po co? czy tak jets nam źle??? Myślę, że gdbyśmy nie mieszkali z sobą te 4 lat bardziej cieszyłabym się na ten ślub... a tak... na chwilę obecną cały czas, naprawe cały czas zastanawiam się czy dobrze robię?? Czy to ten facet? Co do zamian po .sloubie słyszłam dwie opinie: nic się nie zmiania jest wręcz lepiej ... i drugie.... zmieniło się wszystko i doszło do rozwodu.. Ale... co ma być to i tak będzie. Pozdrawiam

Autor: weronika  22.08.2007 zgłoś

ja mieszkam ze swoim facetem juz od pol roku.i mysle ze slub tutaj nic nie zmieni.uwazam ze papierek do tego nie jest potrzebny bo on nic nie zmieni.czy bedziemy sie bardziej kochac?chyba nie.

Autor:  18.05.2007 zgłoś

W moim otoczeniu ostatnio rozpadlo się malżeństwo, które wcześniej podobno bardzo się kochalo, przysięgali w kościele itd. Byla zdrada, wiele bolesnych slów, wyrzuty i oskarżenia przy podziale majątku, walka o dzieci. Wiem to wszystko, bo ta kobieta wyplakiwala się na moim ramieniu. Ja jestem z moim kochaniem 6 lat (nie nazywam go mężem bo wcale nie uważam że "to brzmi dumnie") i jesteśmy szczęśliwi. Zachowujemy się w codziennym życiu zupelnie normalnie, swobodnie, znamy się od podszewki i niczego nie musimy uważać. Nie musimy a chcemy być ze sobą. NIC NAS NIE TRZYMA - OPRÓCZ MIŁOŚCI :) Seks? Nie demonizujmy, wcale nie jest najważniejszy. A problemów mieliśmy wiele i ze wszystkimi sobie poradziliśmy, nikt nie myślal żeby "iść w swoją stronę". W końcu kochamy się i to wystarczająco zobowiązuje. To co powypisywala NIKA to kompletne bzdury, ale kladę to na karb tego, że jest jeszcze mlodziutka i niewiele wie o życiu. To jest zresztą tak dziecinnie napisane, w stylu: moje zabawki są najlepsze! Życzę Ci NIKO, aby życie nigdy nie poddalo tego weryfikacji.

Autor: zmorka  18.05.2007 zgłoś

Bren, niewątpliwie miło być idealistą, tylko zapamiętaj i wbij sobie do główki, że czasem między idealizmem a naiwnością jest niezmiernie cienka granica.

Autor: Wrocławianka lat 53  14.05.2007 zgłoś

Pierwszy raz w wieku 22 lat wyszłam za mąż,ale związek mój nie trwał długo szczęśliwym małżeństwem byliśmy tylko cztery lata.Przez kolejnych pięć lat byłam sama z dzieckiem,bywało różnie raz lepiej,raz gorzej.Poznałam meszczyznę spotykaliśmy sie było fajnie,ale o ponownym ślubie nie było mowy.Zamieszkałam u niego razem z dzieckiem to był facet po rozwodzie.Byliśmy zgodnym małżeństwem w cudzysłowie- jednym słowem śielanka.Zaczełam dość poważnie chorować w tedy mój partner zaproponował mi małżeństwo,nie bardzo chciałam się zgodzic,ale po namowach przyjaciół wyraziłam zgodę bez ślubu żylismy ze sobą osiem lat.Jak dzis pamiętam datę ślubu to był osiemnasty wrzesień1987 rok,wzielismy tylko slub cywilny z pierwszego małżeństwa miałam slub koscielnyi stało sie to co nie powinno się stać,mój mąż zamienił się w potfora,nagle skonczyła się miłość,a zaczeły schody wytrzymałam tylko nie całe dwa lata,kolejny rozwód powiedziałam dość.W tej chwili jestem już w trzecim związku i mam nadzieję,że w ostatnim jak narazie 10 lutego minie nam jak to ktos powiedział 17 lat zycia na koćia łapę,uwazam że nie powinno krytykować sie takich ludzi,a tym bardziej państwo powinno wręcz pomagać i takie związki uważać za normalne,bo jak jedno z tej pary zamknie oczy to konkubinie,czy konkubentowi nic sie nie należy pytam dlaczego? Ludzie przez wiele lat dorabiają się wspólnie,a potem pach klamka zapada i nic z tego,a ja pytam jle jest dzieć z takich związków.Brak mi słów nie mogę więcej pisać bo zaraz szlak mnie trafi.Życzę wszystkim para żyjących na kocią wiarę POWODZENIA

Autor: katarzyna z katarem  18.05.2007 zgłoś

mam 21 lat, mieszkałam już kiedyś z chłopakiem, było cudownie, potem na chwile wróciłam do mamy bo zmarł mój tata. nie otrzymałam od chłopaka żadnego wsparcia. pojechał do rodziców na wakacje bo sie za nim stęsknili a mnie zostawił kompletnie samą. teraz mam własne śliczne duże mieszkanie (spadek) i za cholere nie zaufam żadnemu facetowi. chyba czeka mnie samotne życie u boku grubego kocura który mnie pokocha za whiskas. chociaż co tu prorokować, jestem jeszcze młoda, ale przeszłam tyle że staro sie czuje. przepraszam że zeszłam z tematu. straciłam wiare w facetów.

Autor: afrooo  18.05.2007 zgłoś

do BREN: owszem kosciol to ludzie - w naszym kraju :tacy jak rydzyk i cala reszta powodzenia ci zycze. Dla mnie polski kosciol to instytucja.

Autor: Kamilka  10.05.2007 zgłoś

Nie będę krytykować ani oceniać bo pewnie sma zamieszkam ze swoim chłopakiem bez ślubu a potem czas pokaże jednak nie dla próby czy sprawdzenia ale dlatego że się kochamy i chcemy być razem już na zawsze. Nie mamy tylko teraz kasy na ślub i wesele bo każdy chce żeby było kameralne bo jest jedyne w życiu.Już teraz czasem on zostaje u mnie u rodziców lub ja u niego znamy w ten sposób swoje nawyki i jakoś to wszystko godzimy jest naprawdę ok. A próba to dla mnie napewno nieodpowiednie słowo. My poprostu uczymy żyć się razem:-)

Autor: Magda  10.05.2007 zgłoś

Sama mieszkam z narzeczonym przed ślubem :)), nie uważam, tego za coś zdrożnego ani tym bardziej za grzech. Znamy się już 6 lat, mieszkamy ze sobą 2,5 roku a 2 lata jesteśmy narzeczeństwem i we wrześniu bierzemy ślub. Nasze mieszkanie razem zaczęło się kiedy poszłam na studia. Mój skarb jest ode mnie starszy i już studiowałn rok, zamieszkaliśmy w tym samym akademiku, potem w tym samym pokoju. Decyzja była prosta chcieliśmy być ze sobą, ale mieliśmy tyle zajęć, że byliśmy w tym samym budynku widzieliśmy sie ok dwóch godzin. Kiedy zamieszkaliśmy razem spędzaliśmy więcej czasu razem i pomagaliśmy sobie w domowych obowiązkach. Po wakacjach moje kochanie oświadczyło mi się, ale nie chcieliśmy brać ślubu odrazu, ze względu na sam koszt studiów, a gdzie opłaty związane z weselem? Od dwóch lat mieszkamy na stancji jest super, zdarzały się kłótnie, ale bez tego się nie obejdzie. Dla mnie to nie było zamieszkanie dla sprawdzania, to samo dokonuje się podczas mieszkania razem. Bardzo kocham swojego narzeczonego, bo znam go nie tylko jako mężczyznę ale i dobrego człowieka. Właśnie takiemu chcę ślubować raz w życiu. Raz ale z całego serca. Pozdrawiam wszystkich, którzy się kochają i chcą być ze sobą już przed ślubem. Polecam!

Autor: Smerfna Smerfetka  02.06.2007 zgłoś

Temptation Myślę, że istotą związku i relacji międzyludzkich w ogóle jest dobra komunikacja i nad tym właśnie od pewnego czasu pracuję (z różnym skutkiem przyznaję) i może na tym utnijmy tę dyskusję. Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia w związkach tych formalnych i nieformalnych też!!!

Autor:  17.05.2007 zgłoś

DO FACETOPINO ALE BZDETY NAWYPISYWAŁEŚ Z TYM SEKSEM.

Autor:  17.05.2007 zgłoś

TO ŻE TY JESTEŚ NIESZCZĘŚLIWYM ZBOKIEM TO NIE ZNACZY ŻE WSZYSCY SĄ TACY, WIĘC BĄDŹ TAK DOBRY I NIE UOGÓLNIAJ. MOŻNA NIE WIERZYĆ W BOGA I KOCHAĆ, BYĆ WIERNYM, TRAKTUJĄC SEKS JAKO UZUPEŁNIENIE MIŁOŚCI. JA I MÓJ MĄŻ JESTEŚMY NIEWIERZĄCY (PO ŚLUBIE CYWILNYM) I JEST NAM OD 10 LAT BARDZO DOBRZE ZE SOBĄ.

Autor: hanka82  10.05.2007 zgłoś

Droga "trzecim/okiem" Twoja historia to i moja...Właśnie stoję przed problemem razem czy oddzielnie. Wiem czym śmierdzi wspólne życie bez ślubu. I jakoś tak mi się wydaję ze wiekszość Pań wypowiadajacych sie w superlatywach o nieformalnych związkach ma parterów ktorzy nie koniecznie dążą do ślubu...Tak jest drogie Panie.... Rozumiem Was ze obawiacie sie powiedziec "nie"..bo ja tez sie tego boje. Tylko czy powiedzenie "nie" mieszkaniu bez ślubu musi sie skończyć rozpadem związku?! Musi...jeśli to nie jest prawdziwa miłość. No i właśnie odpowiedziałam sobie (niechcący) sama na nurtujące mnie pytanie:-)Pozdrawiam

Autor: dorota  10.05.2007 zgłoś

pisałam pracę mgr i robiłam badania na temat poziomu jakości życia i systemów wartości w związkach małżeńskich i kohabitacyjnych (niezalegalizowanych,ale mieszkających ze sobą) i powiem Wam, że nie ma istotnych różnic pomiędzy badanymi aspektami w obydwóch tych grupach. Tak więc na to czy para wybiera takie a nie inne rozwiązanie wpływ mają aspekty czysto praktyczne, a nie wiara, moralność. Minęły już czasy kiedy ludzie wytykali palcami osoby mieszkające ze sobą bez ślubu, kiedy wstyd było przed całą rodziną i okolicą że dziecka jest z nieprawego łoża. Oczywiście nadal konkubinat to bardzo pejoratywne określenie bo kojarzy się tylko z kroniką policyjną gdzie podczas libacji konkubent zadźgał nożem swoją konkubinę za butelkę wódki. Ale to zjawisko jest coraz bardziej powszechne i nie jest już napiętnowane (przynajmniej przez większość społeczeństwa). A pytania czy to próba czy nie są bezsensowne - bo wiekszość kohabitantów swoją decyzję o zamieszkaniu wspólnym traktuje jako następny krok związku tak jak małżeństwa traktują ślub. Osoby żyjące "na kocią łapę" tylko wydłużają sobie drogę do ołtarza - mają więcej kroków do pokonania przez co uważają że lepiej przygotują się do etapu końcowego - ślubu. I wg mnie mają rację, co nie znaczy że biorąc ślub bez wcześniejszego mieszkania popełnia sie jakiś błąd. Poza tym dziś mamy takie a nie inne czasy i młodzi ludzie wolą najpierw się usamodzielnić, ustabilizować również pod względem finansowym, poznać dorosłe życie i wszelkie jego pułapki, przygotować się odpowiednio na nie, a dopiero potem podejmować decyzje o ślubie. I wydaje mi się że to jest odpowiedzialne podejście do sprawy - chcą przejąc kontrolę i odpowiedzialność za samych siebie- nie liczą na pomoc rodziców utrzymujących często młode małżeństwa ((oczywiście nie wszystkie, ale zdarzają się takie zwłaszcza młode które niby sie usamodzielniają, chcą być dorosłe a mieszkają pod jednym dachem z jednymi czy drugimi rodzicami. Natomiast bardzo jest malo par mieszkających razem bez ślubu u którychkolwiek rodziców). Poza tym najczęściej w związkach bez ślubu partnerka nie oddaje się na utrzymanie partnera tylko stara się w miarę swoich możliwości dołożyć si e do wspólnego życia, bardzo mało kobiet bez żadnych środków finansowych zdecyduje się zamieszkać z partnerem. Takie są wyniki badań - może nie są to badania najlepszych naukowców i specjalistów zajmujących sie tym tematem, może nie są to badania na wielotysięcznych respondentach ale myślę, że wyniki są dość ciekawe.

Autor: Delfina  08.05.2007 zgłoś

Też mi się wydaje, że to dobra forma poznania drugiego człowieka przed ślubem. Można oczywiście poznawać się nie mieszkając razem ale czy wtedy się naprawdę dobrze kogoś pozna? Wątpię. Poza tym kiedy się spotykać gdy oboje są zabiegani i zapracowani? W sobotę w kawiarni, gdzie widzą się wyłącznie z tej lepszej strony? To już nie te czasy, może to i "testowanie" jak to ktoś określił ale nawet samochód przed zakupem zabiera się na jazdę próbną, więc tym bardziej przyszłego współmałżonka:) A co do brudnych skarpet rozrzuconych po pokoju, czy zrzucania na jedną osobę wszystkich obowiązków domowych to nie uważam tego za bagatelę, którą "miłość wszystko rozwieje". Tak się tylko wydaje idealistom, których czeka potem brutalne zderzenie z rzeczywistością gdy pierwsze zauroczenie minie

Autor: Zuza  08.05.2007 zgłoś

Dziś rozstaliśmy się z moim chłopakiem . A rozstaliśmy się tylko dlatego, ze nie zamieszkaliśmy razem na stałe (mieszkalismy kilka miesięcy razem jak bysliśmy za granicą). Po prostu nie potrafimy sie ze sobą dogadać poprzez jakies komunikatory na odległość, jak jesteśmy razem, nie ma żadnego problemu, kłotnie pojawiają sie tylko jak jesteśmy od siebie daleko. Jak macie mozliwość zamieszkania ze swoja ukochana osoba, zróbcie to! Mi pozostaje tylko nadzieja, ze zmądrzejemy, wrócimy do siebie i zamieszkamy razem ;] PS. Nadal sie bardzo kochamy, ale nie mamy mozliwości teraz byc ze soba, a na odległośc nie wychodzi ;(

Autor: milka  10.05.2007 zgłoś

moim zdaniem wspolne zycie przed slubem to indywidualna sprawa kazdego człowieka.... kazdy na ten temat swoje zdanie.Ja osobiscie bardzo chciałabym zamieszkac ze swoim chłopakiem i w sumie po co cały ten slub, przeciez to tylko formalnosc ktora niby trzeba dopełnic i to tylko dlatego ze ,,a co powiedza ludzie i sasiedzi" bo to tak pod publiczke.To nie ma zadnego znaczenia bo kazdy uwaza inaczej dla mnie akurat slub nie jest najwarzniejszy ale kazdy ma swoje zdanie i nie mozna negowac tego co robia i jak postepuja inni. ......................

Autor: królewna fiona  10.05.2007 zgłoś

Dlaczego "wcześniejsze pomieszkiwanie"? Wcześniejsze od czego? I co to jest pomieszkiwanie? My nie zamierzamy w ogóle brać ślubu. Po co nabijać kabzę urzędasom albo księdzu. Przyrzekliśmy sobie milość w cztery oczy i ta przysięga jest dla nas obowiązująca. Mamy wspólne mieszkanie. Po prostu jesteśmy ze sobą, dzielimy życie. To nie jest "pomieszkiwanie". To jest wspólne "życie na calość". P.S. Nie wyobrażam sobie żeby ktoś mial "kontrolować moje wspólżycie", zwlaszcza Ci którzy najmniej mają do powiedzenia w tej kwestii czyli księża.

Autor: cezaria  10.05.2007 zgłoś

wcześniejszy post jest bez sensu. jesli chce sie z kimś żyć "Na całość i do końca " to można i bez ślubu. tak, jak ja.

Autor: lotka  10.05.2007 zgłoś

to przereklamowana sprawa oczywiście w obliczu wizji niekontrolowanego przez "inych"współżycia można wymyślać niestworzone historie i teorie, żeby tylko uspokoić "opinię publiczną ", i przy tej okazji zapomina sie o tym że jak sie bardzo chce z kimś żyć Na całość i do końca to można i bez wcześniejszego pomieszkiwania.

Autor: MILUTKA  10.05.2007 zgłoś

do SMENA Zal mi Ciebie a wiesz dlaczego bo nawet nie zdjesz sobie sprawy co bedzie jak zamieszkacie ze soba. Otworza sie Tobie oczka jak zonka nie bedzie umiala gotowac albo nie bedzie chciala, jak zostawi swoje buty na srodku pokoju przez caly dzien albo tysiace innych rzeczy ktorych sie nie widzi na wyjazdach, weekendach czy nawet w codziennym spotykaniu. Pisze to z wlasnego doświadczenia i nie dlatego aby Cie przestraszyc ale abys pomysla zaczym wezmiecie slub o zmieszkaniu raem chocby na miesiac a juz bedziesz mial inna wizje zycia i jej osoby :) POWODZENIA

Autor: marika  10.05.2007 zgłoś

Uważam że mieszkanie ze soba przed ślubem to fajna sprawa. U mnie potoczyło to się dość dziwnie gdzyż zamieszkałam z prartnerem u mojej mamy, ktora sama z własnej inicjatywy zaproponowała mu mieszkanie, sama sytuacja wydała mi się dośc śmieszna zważywszy na to że mieszkalam jeszcze z bratem, mama zapytała sie braciszka czy nie ma nic przeciwko, gdzy on powiedział że nie, zaproponowała chłopakowi mieszkanie (spotykaliśmy się niecały rok), oczywiście ja dowiedziałam się na końcu, nie ukrywałam zdziwenia ale i radości, mój mężczyzna mieszkał ok 20 km ode mnie, a przeniesiono go do pracy ok 80 km, nio niestety z miesca gdzie zamieszkiwał nie było dojazdu, sami planowaliśmy coś wynająć, więc w/w sytuacja spadła nam z nieba. U mojej mamuśki pomieszkaliśmy ok 1 roku, aktualnie mieszkamy we własnym mieszkanku, ale nie ukrywam że czasy kiedy mieszkaliśmy w moim domu rodzinnym były wspaniałe. Mama niczego się nie czepiała, nie nalegała na ślub, zaręczyny, nic. Uważała że sami musimy "dorosnąć do tej decyzji" (ja miałam 20 lat a mj partner 25). Pozatym mieszkamy ze sobą już 3 lata, dalej bez ślubu i nie ukrywam że papierek nie jes mi do niczego potrzebny, co prawda powli zastanawiuamy się nad tym rozwiązaniem, ale czas pokaże. Jedna rada dziewczyny - nie kupujcie kota w worku, zamieszkając z partnerem,zawsze dowiadujesz się więcej, poznajesz jego wady i zalety, które w "normalnych" warunkach nie ujrzały by światła dziennego, podziwiam kobiety które bez oporów zamieszkują dopiero po ślubie, ja bym sie chyba tak nie zdecydowała...

Autor: Magda  17.05.2007 zgłoś

Do FACETOPINIO Nikomu się nie udało przeżyć na kocią łapę życia z drugą osobą szczęsliwie albo bez zdrady (choćby myślami) - skąd ta pewność przeanalizowałeś wszystkie związki? Od reguł są wyjątki - zawsze. Na przyszłość byłabym ostrożniejsza w rzucaniu tego typu stwierdzeniami. Z uzależnieniem od czego kolwiek jest tak, że to osoba uzależniona musi sama dla siebie chcieć się od tego uwolnić. Nie dla Boga, matki czy kobiety. Bo kiedyś może ich zabraknąć i w tedy traci cię grunt pod nogami. To nie Ania Cię uwolniła, tylko Ty sam dostrzegłeś inną płaszczyznę, ona była tylko pretekstem. Codzenie do kościoła czy papier z uczelni, nie dają mądrości życiowej. Mądrość osiąga się przez analizę siebie i innych. Twój sukces polegał na tym, że dostrzegłeś w kobiecie - człowieka, a nie podmiot seksualnych ekscytacji. Proste, do głosu doszły uczucia i rozum a nie Chuć. Proste jest wszystko w życiu, kiedy dostrzegamy drugiego człowieka, bez względu na wyznanie, formalności, skutki prawne czy obyczajowe. życzę dużo miłości, Tobie i Ani.

Autor: Delfina  17.05.2007 zgłoś

A tak w ogóle to święta Magdalena nie była żadną ladacznicą, tylko najprawdopodobniej żoną Jezusa, tylko Kościół nie mógł zdzierżyć tego, by kobieta miała aż taką rolę i zmienił Biblię. Do Zajęta23 - kobiety też mają "pożytek" z faceta, mój np. umie wszystko naprawić w domu i zajmuje się moim samochodem. I gotować też umie, macie jakąś obsesję z tą darmową służącą i sprzątaczką? A po ślubie mąż ci płaci za sprzątanie i gotowanie? Ludzie, co za myślenie

Autor: do facetopinio  17.05.2007 zgłoś

buhahahahahaa co za stek bzdur, chłopie z takimi wynurzeniami to się do psychologa idzie a nie wypowiada na forum, poszukaj pomocy, czas najwyższy!

Autor: Temptation  10.05.2007 zgłoś

Zauważyć można pewną prawidłowość w opiniach - im mniej doświadczenia życiowego i młodszy wiek, tym większa pewność że nie ma sensu mieszkanie na kocią łapę, tym większy idealizm że miłość zwycięży wszystko i wystarczy by po ślubie było idealnie pięknie... Oczywiście życzę wszystkim by rzeczywiście tak było :-) Tak naprawdę mieszkanie przed ślubem nie daje gwarancji szczęścia, nawet przy długotrwałym mieszkaniu i tak po ślubie zmienia sie "status psychologiczny" - to już jest moja żona/mój mąż, mogę przestać się starać bo zdobyłem(am) to co chciałem(am). Oczywiście bardzo tu uogólniłam, nie jest to reguła. Mimo wszystko uważam, że nie da sie kogoś poznać naprawdę bez pomieszkania ze sobą, zalecałabym to każdej parze przed ślubem. Oczywiście również doskonale rozumiem że względów religijnych nie każdy to popiera. Gwarancji późniejszego szczęścia to nie daje, lecz takiej gwarancji nie da nic! Kiedyś rozpadło sie moje małżeństwo mimo iż mieszkaliśmy przed ślubem prawie rok. Teraz mieszkam od prawie roku ze swoim partnerem, którego znam już 3 lata, i nie traktuję tego jako stan tymczasowy, po prostu w ogóle nie planujemy ślubu, nie czujemy takiej potrzeby. Nie traktuję tego jako bycie ze sobą " na próbę" i nie uważam że do prawdziwego związku potrzebny jest ślub. Zupełnie zmienia się sytuacja w przypadku dzieci, w końcu rodzina-małżeństwo pełni ważną funkcję społeczną, nie neguje małżeństwa samego w sobie. Jakby się jakimś cudem, pomimo zabezpieczania, trafiło by się nam dziecko, zdecydowalibyśmy się na ślub, by miało ono prawnie mamę i tatę, prawnie zabezpieczony byt oraz co równie ważne, by nie było wytykane przez innych palcami w naszym "tolerancyjnym" społeczeństwie.

Autor: psirka04  10.05.2007 zgłoś

wiecie co? jak czytam wasze opinie, to nie wiem co mam zrobic ze swoim zyciem. my jestesmy razem 2,5 roczku.jestesmy siebie pewni. on jest obcokrajowcem.mieszkamy w grecji. pod koniec roku postanowilismy sie pobrac, po lecie planujemy zareczyny.niedlugo sie przeprowadzamy do jego wlasnego domu. obecnie mieszkamy razem 2 latka.przeszlismy duzo trudnosci, ale jestesmy razem.zycze szczescia

Autor: Temptation  12.05.2007 zgłoś

Do Bob i do Magdass To nie jest forum wyznaniowe, choć oczywiście możecie nadal przedstawiać swoje poglądy o naszych grzechach i zepsuciu... To jest tak przykładowo jakbym ja napisała, że ludzie wierzący są "zepsuci" bo nie widzą że średniowiecze dawno minęło, że w dobie nauki religia to anachronizm. Zanim posypią się gromy podkreślę że oczywiście wcale tak o Was nie myślę! Zastanawia mnie ciągle tylko ten brak tolerancji... pozdrawiam

Autor: Temptation  12.05.2007 zgłoś

Do Nikity: Ciekawa odpowiedź, napisać dziwną opinię i podpisać "bez odbioru", chyba ktoś tu się boi odpowiedzi ;-). Coś mi się staje że mnie znowu nie zrozumiałaś. Ogólnie interesuję sie religioznawstwem i nie pasuje mi uogólnianie - sformułuję inaczej, by dotarło: ogólnie chrześcijański ten portal nie jest, tylko czysto katolicki. To tak jakbym napisała że coś jest Polskie a Ty upierałaś się że jest europejskie. Polska też jest w europie więc zgadza się, lecz to uogólnienie, prawda?. Jednak to przecież nie jest temat tej dyskusji więc bez odbioru ;-). Człowiek uczy sie całe życie, Tobie radzę nauczyć się czytania ze zrozumieniem i większej tolerancji dla innych ludzi. Oh, i jeszcze jedno, Twoja analiza psychologiczna mojej osoby okazała się absolutnie błędna, więc może za to też na przyszłość się nie bierz. Ja nie oceniam Ciebie tylko Twoje poglądy, czy w tym też nie widzisz różnicy? Pozdrawiam

Autor: bob  12.05.2007 zgłoś

kazdy kto mieszka bez slubu grzech ciezki popelnia ale was to chyba srednio interesuje

Autor: Doka20  14.05.2007 zgłoś

ja uwazam ze mieszkanie razem moze byc super i bardzo tego pragnelam nie moglam sie doczekac w tym roku ide od pazdziernika na studia i powiem wam ze nie zamieszkam razem z Moim Ukochanym bardzo go szanuje on mnie tez ale o mieszkaniu nie ma mowy poczekam do slubu z mieszkaniem razem chociaz bardzo tego pragne. Wole Cieszyc sie po slubie z tego ze jestesmy razem i bede go 100 razy bardziej kochala jak wroce z nim do wspolnego domu po slubie a slub za dwa lata wytrzymamy :) gdybym rok temu szla na studia napewno bysmy zamieszkali razem teraz moje nastawienie sie zmienilo mysle ze bedzie tak lepiej. decyzje podjelismy wspolnie i to mnie bardzo cieszy:) pozdrawiam :)

Autor: Cathy  10.05.2007 zgłoś

Mieszkam z moim chłopakiem bez ślubu już ponad pół roku i wygląda na to, że nie szybko zdecydujemy się na ślub. Przede wszystkim dlatego, że nie mamy na to ani czasu ani pieniędzy a przecież co to za różnica czy mieszka się z " papierkiem" czy bez... Kochamy się a miłosc najważniejsza jest, reszta nie jest ważna. Poza tym Kobieta i Mężczyzna to zetknięcie się ze sobą dwóch całkiem odmiennych Indywidum i docieranie do siebie... a ślub... niczego by nie zmienił w naszym przypadku :-)

Autor: ANULKA :)  14.05.2007 zgłoś

to przedstaw swoją opinię KOCHANIE!

Autor: Martus  14.05.2007 zgłoś

Trzy lata temu zaszłam w ciążę z mężczyzną, którego kochałam, a przynajmniej tak mi się wydawało.. Dziś wiem, że to moja życiowa porażka. Niestety wzięliśmy ślub, żałuję, że nie posłuchałam podszeptów rodziny i znajomych, abym z tym poczekała. Dziś "rozwódka z przeszłością" mieszkam z moim facetem na kocią łapę i to mi się podoba. Dogadujemy się rewelacyjnie, nie ma najmniejszych problemów.. Teraz wiem, że ślub (nawet cywilny) może zniszczyć wszystko co było dobre. Nie wiem dlaczego tak jest, ale ludzie zmieniają się po ślubie.. odradzam więc:)

Autor: Mareczek  14.05.2007 zgłoś

do Anulki szkoda że Twoja wypowiedź to tylko jedna strona prawdy... ale każdy ma prawo przedstawiać swoją subiektywną opinię - i na tym polega wolność słowa i demokracja

Autor: a  14.05.2007 zgłoś

Mysle, ze warto i ja zapewne gdybym mogla- tez bym tak zrobila. Narazie jedynie w czasie wakacji mialam mozliwosc mieszkac z moim facetem przez dwa miesiace razem i bylo super:) a co do slubu- mysle, ze tez go wezme kiedys:)

Autor: Emitor  10.05.2007 zgłoś

Do AGNES Agnes! Dziewczyno! Małżeństwo i obrączka na palcu, to żadna gwarancja. Chcesz gwarancji, to kup sobie ekspres do kawy w Media Markt! Takie mamy już beznadziejne czasy, że bardzo trudno jest osiągnąć poczucie bezpieczeństwa. Dzięki nowoczesnym technologiom i wyjazdom związanym z poszukiwaniem pracy świat staje się banalnie mały i odkrywa przed człowiekiem wiele możliwości i pokus. Ja osobiście wolę pomieszkać z moim facetem jeszcze trochę, bo mi się do cyrku związenego ze ślubem, a potem do kieratu: Praca-Dziecko-Dom nie spieszy. Każdy sam wybiera swoją drogę. Może, gdybyśmy się z moim mężczyzną najpierw porządnie nie sparzyli na poprzednich związkach, byłby ślub itd. A tak - poczekamy, zobaczymy. Poza tym - my się już zdążyliśmy rozejrzeć po świecie i wiemy, że możemy na sobie polegać - tak samo, albo i nawet bardziej niż pary z "papierkiem" w garści i zaobrączkowane, jak gołębie. Życzę dalszego poczucia szczęścia i bezpieczeństwa. E.

Autor:  10.05.2007 zgłoś

Z moim mężczyzna znamy sie prawie 5 lat. Od miesiąca mieszkamy razem we wspólnym, kupionym na kredyt mieszkanku. I powiem szczerze niewiele mnie zaskoczyo w jego zachowaniu, przyzwyczajeniach itd. Przez 5 lat bycia razem (ale bez wspolnego pomieszkiwania na stałe) poznaliśmy się bardzo dobrze. Dlatego życia pod wspólnym dachem nie traktuje w kategoriach "na próbę". Wiem, że to On i że to z nim chce spędzic resztę życia i on tez to wie. Nie chcę ślubu, nie teraz, bo on niczego nie zmieni. Chcemy czasu dla siebie, oddechu, a decyzja o "legalizacji" pewnie kiedyś przyjdzie sama... Nic na siłę. Nie chcemy weseliska w wielkim stylu, do jakiego przywykły nasze rodziny. Nie chcemy kosztami obarczać rodziców. Po co mają sie kredytować żeby zapewnic nam noc zabawy!? A jak rodzina pyta, kiedy podpiszemy papierek, to smiejemy się, że już podpisalismy ... umowę kredytową na 30 lat:) Ona nas łączy formalnie na "dobre i na złe":) bardziej niz akt z urzędu stanu cywilnego:) Zatem - mieszkanie przed ślubem? Jestem na tak, ale nie po to by się sprawdzić, ale żeby po prostu i po ludzku być razem:)

Autor: Magda  14.05.2007 zgłoś

do Kate Wiesz też o tym myślałam, że ślub to nie papierek, następna faza związku, bezpieczeństwo itp. Ślub - ślubowanie, to przysięga i tak naprawdę nie przed Bogiem - ale sobą samym. Ślub powinien być dla osób pewnych, tych którzy nie tylko szczerze kochają ale i chcą wytrwać w tym związku wtedy kiedy ta miłość może się zmienić lub skończyć - do śmierci. Jeśli ktoś nie jest pewien siebie, że to on nie wytrzyma bez spychania odpowiedzialności na drugą osobę (ona/on się zmieniła), nie powinien przysięgać. A ten kto raz przysięgał powinien dotrzymać -inaczej wszystkie przysiągi są bez sensu. Za to najbardziej szanuję Indian - tam złamanie przysięgi było karane śmiercią, kto nie czuł sie na siłach, odkładał na później lub w ogóle rezygnował.

Autor:  14.05.2007 zgłoś

Magdo, Rozumiem Twoje racje i argumenty i przedstawię Ci moje. Jestem w "nieformanym" związku od kilku lat. Oboje jesteśmy raczej powściągliwi i nieskorzy do skladania pochopnych deklaracji. W mojej pamięci na zawsze pozostanie moment kiedy pierwszy raz powiedzieliśmy sobie "KOCHAM". To bylo po roku (!) znajomości i to byla nasza przysięga. To nas zobowiązuje do tego, żeby dbać o ten związek, musimy się codziennie starać, żeby nie stracić i nie zaprzepaścić tej milości. Mieliśmy dobre i zle chwile, ja przez jakiś czas bylam bez pracy, mój Kochany przeżyl zalamanie psychiczne po stracie bliskiej osoby, życie poddalo nasze uczucie tysiącowi prób. Nadal jesteśmy razem, i będziemy razem "póki nas śmierć nie rozdzieli", bo kochamy się, a slowo "kocham" wlaśnie to dla nas znaczy - że chcę być z Tobą na zawsze, na dobre i zle. Ja nie odczuwam potrzeby potwierdzania tego w obecności księdza i tlumu gości, nasze uczucia zachowujemy w sferze intymności i prywatności, nie chcemy z tego robić spektaklu. Dlatego jeżeli zdecydujemy się na ślub (gdy zdecydujemy się na dziecko) to będzie to ślub cywilny tylko w obecności rodziców. Pozdrawiam

Autor: do natalii  09.05.2007 zgłoś

chyba jestes bardzo mloda i nie znasz ycia skoro tak piszesz, ze to ta jedyna osoba, ze ja kochasz, ze nie potrzebujuesz proby....ja wyszlam za moz po 6 latach zwiazku, tyle ze nigdy nie mieszkalimy wczesniej razem, bardzo sie kochalismy, bylismy w siebie zapatrzeni...nie moglismy sie doczekac daty slubu itp....a poznije cos pryslo, codziennos nas przerosla, takie dorbiazgi jak nie wynoszenie smieci, ciagle zmywanie, brudna umywalak po goleniu, moje zostawanie wszedzie torebek butow...powoli zaczelo niszczyc nasz zwiazek...okazalo sie za ja lubie siedziec wieczorem do pozna i pozniej wstac, a moj maz razno wstawac i wczesniej sie klasc..to niby nic, niby drobiazgi..ale zaczely nas przerastac, teraz jestesmy 5lat po slubie i od raku w separacjii i nie widze przyszlosci....milosc nie wystarczabyc byc na zawsze razem bo codziennosc potrafi przygniesc czlowieka....

Autor: natalia  09.05.2007 zgłoś

do emitor mnie rowiez nie oceniaj (Poza tym - jesteś jeszcze trochę za mało doświadczona) owszem mam niespełna 20lat, ale wyobraz sobie ze rowiez byłam w zwiazku z narkomanem, wiem co to oznacza. nie zrozumiałas mnie zupełnie, chodziło mi o to aby spjrzec na ta sprawe troche z innej strony.. bo uwazam ze jesli ktos decyduje sie z kims zamieszkac (czyli mnieszkac jak małzenstwo) to chce wziac slub, czyli jest z osoba ktora kocha ponad wszystko i mimo wszystko, wiec nie musi ich sprawdzac... pozdrawiam ;)

Autor: martucha  09.05.2007 zgłoś

Rozumiem opiniodawców, którzy są "za", ale i tych, co są "przeciw". Przypomniało mi się jedno niemiłe doświadczenie. Pomimo ponad 2-letniego mieszkania razem umknęło mojej uwadze kilka ważnych rzeczy, które wyszły, gdy nastąpił kryzys w związku. Facet, z którym byłam, mimo iż uważany był przez wszystkich za układnego mężczyznę, po zapewnieniach, jak to bardzo on mnie kocha, posunął się do zamknięcia mnie w domu, rozbicia komórki (gdy chciałam wezwać pomoc) i duszenia...Sprawa skończyła się definitywnym rozstaniem, a winą oczywiście obarczono mnie. Nie ma więc zasady, a każdy niech robi, co uważa za istotne (nic na siłę!), tyle, że łatwiej się z tego wyplątać niż z małżeństwa. Dlatego wiem, że czasem po prostu ślub zmieniłby moje życie na zawsze...w piekło...

Autor: smen  09.05.2007 zgłoś

Mam wiec pytanie skoro zycie "na kocia lape" to po co potem slub ?? Przeciez i tak to nic nie zmienia. Po co ladowac pieniadze i czas jesli nie zauwazysz zmiany ?? Hipokryzji nie da sie ukryc w ten sposob. Jestem w 3,5 letnim zwiazku i nie mieszkamy razem. Widujemy sie praktycznie codziennie i razem spedzamy czas. "Mieszkamy" razem jak jedziemy gdzies na wakacje lub dlugi weekend i to wystarcza zeby poznac swoje wady i zalety - oboje mamy trudne charaktery ale zawsze znajdziemy czas zeby przedyskutowac wszelkie niesnaski. Mamy pewne obawy co do mieszkania razem ale do wszystkiego mozna dojsc spokojna, konstruktywna rozmowa - a to juz da sie normalanie wybadac bez mieszkania ze soba przed slubem. Jestem na NIE

Autor: voloir  09.05.2007 zgłoś

Hej, mam 32 lata. Jestem 7 lat po rozwodzie i od 5 lat zyje w konkubinacie.Moje motto zyciowe to, ze najwazniejsze to kochac i byc kochana i niestety ale doswiadczylam na wlasnej skorze, ze malzenstwo gwarantuje wiele ale nie...milosc. Wiec tak sobie mysle, ze kazdy z nas ma jakis cel w zyciu cos czego pragnie. Przyznam ze gdybym nie byla wczesniej mezatka byc moze mysl o bialej sukni i przyjeciu weselnym bardziej by mnie necila..dzis z perspektywy czasu jest mi przykro, e narazilam rodzicow na zbedne koszty...cale szczescie ze nie mielismy dzieci. Wniosek...to bardzo osobista decyzja i musi byc zgodna z zasadami, oczekiwaniami itd. Najwazniejsze to moc powiedziec, ze dziele zycie z osoba na ktorej mi zalezy, ze czuje sie kochana...

Autor: małgosia  09.05.2007 zgłoś

MYŚLE,ŻE MIESZKANIE PRZED ŚLUBEM TO BARDZO DOBRY POCZATEK NA ZACZĘCIE ŻYCIA WSPOLNEGO. JESTEM W KONKUBINACIE 7 LAT MIESZKAMY RAZEM OWSZEM ROZMOWY BYŁY O ŚLUBIE,JEZELI DOJDZIE DO NIEGO TO JEDYNIE TYLKO ŚLUB CYWILNY .MOŻE KTOS SIĘ ZAPYTA DLACZEGO : PATRZĄC NA OTOCZENIE I ZNAJOMYCH TO NIE CHCE ŚLUBU ITP.MY ŻYJEMY W ZGODZIE INACZEJ NIZ INNI MAMY WSPANIAŁEGO 4-LETNIEGO SYNKA I JEST CUDOWNIE A DALEJ ZOBACZYMY

Autor: METROLOGIC  09.05.2007 zgłoś

...do rozwodu został mi miesiąc...mieszkaliśmy przed ślubem jakiś czas,ale akurat w moim przypadku nie miało to większego znaczenia. Długo nie będę mogła darować sobie tego że w ogóle wyszłam za mąż.Teraz jest inna w mojej kuchni i w moim łóżku. Nigdy się z tym nie pogodzę...nie ma regóły moje panie...mieszkać czy nie mieszkać przed ślubem...nie ma znzczenia...

Autor: dzika  09.05.2007 zgłoś

ja jestem ze swoim mezczyzna od pol rok i mniejwiecej tyle ze soba mieszkamy. Teoretycznie ja mam wynajete mieszkanie, a on wlasny dom ktory remontuje, czyli kazdy ma wlasny kat, ale w praktyce to przez ostatnie piec miesiecy spal u siebie moze z tydzien........czyli mieszkamy razem. Jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy.....od samego poczatku nie ma zadnych zludzen, nie bedzie niespodzianek, do nieczego nie bedzie sie trzeba pozniej przyzwyczajac, akceptowac, uczymy sie siebie nawzajem w najdrobniejszych szczegolach od samego poczatku :D nigdy nie bylam szczesliwsza!!!!! i nie obchodza mnie opinie typu za wczesnie, jak tak mozna itd., o slubie nawet nie rozmawiamy a narazie nie wchodzi w rachube i z racji na dlugosc naszego zwiazku, nasza nature i zamilowanie do zycia z dnia na dzien. Kiedys nadejdzie ten moment ale jak narazie ide dalej cieszyc sie zyciem i kazdym kolejnym dniem :))))))))))

Autor: dora  09.05.2007 zgłoś

a ja nie uważam, że mieszka się ze sobą przed/bez ślubu na próbę, żeby się poznać... sprawdzić i poznać powinno się zanim się ze sobą zamieszka, a wspólne mieszkanie powinno być już efektem tych prób. My zanim zamieszkaliśmy razem byliśmy ze sobą 5,5 roku i w tym czasie poznaliśmy się juz dostatecznie dobrze, zwłaszcza że były okresy "pomieszkiwania" ze sobą i to nie tylko na wakacjach bo wtedy jest całkiem inna sytuacja, każdy się stara żeby drugiej osobie było dobrze, miło i wspaniale (Przy wspólnym codziennym mieszkaniu ze sobą, kiedy człowiek jest zmęczony pracą i obowiązkami nawet nie chce się już nadskakiwać tej drugiej osobie i nieba jej uchylać. Nie mówię że wcale sie nie chce - ale na codzień tak się nie da). Tak więc my się już dawno wypróbowaliśmy na tyle że podjęliśmy decyzje o wspólnym mieszkaniu. Obawiałam się jak to wszytko będzie wygladało ale postanowiliśmy przed przeprowadzką wspólnie ustalić podział praw i obowiązków, zobowiązania finansowe itp. Mimo, że to brzmi mało romantycznie dzięki temu już od długiego czasu żyje nam się bardzo dobrze (oczywiście są lepsze i gorsze dni ale to normalne nie tylko u par mieszkających razem:)) i przede wszystkim uniknęliśmy wszelkich kłótni i scysji na prozaiczne sprawy dnia codziennego. Bo z mieszkaniem jest jak z każdą miłością - najpierw jest się ślepo zapatrzonym i w tą drugą osobę i niesamowicie szczęśliwym i oszołomionym więc nie myśli się innych sprawach. Ale kiedy trochę klapki opadną pojawiają się troski i problemy dnia codziennego - kto zmywa, kto gotuje, kto i co sprząta, jak dzielimy wydatki, kto za co płaci żeby nikt nie czuł się poszkodowany itd. Banalne sprawy ale bardzo ważne dla udanego mieszkania razem. My mamy ustalony jasny i równy podział obowiązków. I każde z nas się do tego stosuje. Planujemy w niedalekiej przyszłości dziecko, ślubu nie. A rodzice?? Gorąco kibicowali naszemu zamieszkaniu nie dopuszczali myśli że ślubu to raczej nie będzie a jeśli już to w dalekiej przyszłości. Raczej byli pewni, że nieodłącznym krokiem z przeprowadzką będzie wyznaczenie daty ślubu. Teraz jednak, kiedy widzą po tym całym czasie jak żyjemy, jak się traktujmy, jak się do siebie odnosimy stwierdzili, że najważniejsze żebyśmy my byli szczęśliwi razem, ze ślubem czy bez nasza sprawa. Teraz natomiast marzy się im wnuczek o czym nie zapominają wspomnieć przy każdym spotkaniu:):)

Autor: martucha  09.05.2007 zgłoś

Warto- żeby poznać partnera, ale i przede wszystkim siebie, swoje słabości. Nie warto- gdy przerosną obowiązki oraz gdy dojdą kwestie finansowe (szczególnie, gdy mężczyzna pracuje, a kobieta "jedynie studiuje")...Sama przez to przeszłam i choć wyniosłam z tego niezłą lekcję, to i tak łatwiej mi żyć z myślą o "wolnym związku" (choć ten też oczywiście zobowiązuje), niż z myślą o ślubie. Może jeszcze kiedyś do tego dorosnę... :)

Autor: Wren  09.05.2007 zgłoś

Ja jakoś nie jestem przekonana czy warto mieszkac przed ślubem. Jakoś mnie to po prostu nie przekonuje. Dlaczego mam sprawdzać swoją mołość? Uwazam ze po prostu wystarczy ją odpowiednio kształtować. To wszystko. Osobiście nigdy nie zgodziłabym sie na mieszkanie ze soba przed ślubem. Przeczy to moim zasadom. Za kilka miesięcy ślub:) Przyszłego męża jestem pewna bardziej niż siebie, bo pochodze z rodziny w której był alkohol..

Autor: danzig  11.05.2007 zgłoś

prawda jest taka ze wiekszosc ludzi mieszka przed slubem ze swoim "partnerem" albo bo ma gdzie instytucje slubu, albo z czystego tchorzostwa przed wchodzeniem w zwiazek z pelna odpowiedzialnoscia

Autor: loona8_82  09.05.2007 zgłoś

Mieszkałam z moim misiem 6 lat razem i nasz związek trwałby jeszcze gdybyśmy złączyli się związkiem oficjalnym z fanfarami i rodzinnym weselem. Wkońcu dałam sobie sama spokój i nie planuję już takich decyzji. Myślę tylko o sobie i przyszłości. A zamówiłam już pogodę na ten dzień... To była moja połówka i rozumieliśmy się jak łyse konie. Teraz czasem dzwoni i pyta czy sie nie przeprowadzę do Irlandii gdzie miałby bliżej... wariat. Myślę, że to było jednak przykre opowiadać koleżankom, że jeszcze nie mamy ślubnych planów. Najlepiej po rozstaniu pomogła mi Pink! Pozatym przeżyłam już wiele przygód miłosnych, które z leprzym bądź jeszcze leprzym skutkiem pozwalają mi dojrzeć. Właśnie wróciłam z Sardyni gdzie spędziłam tydzień w obięciach supermena. Hmmmm !!!!!!!!!!!Prześlę fotkę byłemu !!!!

Autor: EMITOR  09.05.2007 zgłoś

Do: natalia Kochana! Jest takie powiedzenie: Ufaj Bogu, ale zamykaj dom na klucz! Wiem, że takie mieszkanie przed ślubem to grzech, ale gdyby tylko takie grzechy były na świecie!!!!! Wówczas życie byłoby istnym rajem. Ja sobie zdaję sprawę z tego, co oznacza Ślub i dlatego nie chcę ślubować przed Bogiem komuś, kto po jakimś czasie splunie na moją miłość i stwierdzi, że szuka czegoś innego. Takie mieszkanie, to rzeczywiście żadna gwarancja dozgonnego uczucia i udanego związku, ale na pewno można w ten sposób wyeliminować "chwasty". Poza tym - jesteś jeszcze trochę za mało doświadczona - moim skromnym zdaniem - żeby wyrzucać innym wybór takiej właśnie drogi życiowej. Wnioskuję, że nie spotkało Cię dotąd żadne uczuciowe nieszczęcie. W każdym razie - życzę powodzenia w sprawie planów poczynionych z Twoim "szczęściem". Naprawdę. Oby życie nie podłożyło wam świni. Ale nie krytykuj - bo nie wiesz co Cię jeszcze spotka. A w Boga wierzę i ufam, że mimo iż poddaje ludzi próbie, to jednak chce ich szczęcia, a nie - jakby to miało miejsce w moim przypadku, gdybym nie postawiła na swoim - całego życia pełnego szarpaniny z psychopatycznym narkomanem. Pozdrawiam i życzę szczęścia. E.

Autor: Katiana  09.05.2007 zgłoś

Ja mieszkałam przez rok czasu z moim chłopakiem (teraz już mężem). I powiem tak - nie zdecydowałabym się na to, gdyby nie fakt, że wcześniej się zaręczyliśmy i ustaliliśmy datę ślubu. Nie chciałam przez to "sprawdzać naszego związku", czy go "wyprobowywać". Zamieszkaliśmy razem, ponieważ się kochaliśmy i chcialiśmy być razem, a narzeczeństwo dawało mi sewgo rodzaju poczucie bezpieczeństwa, bo w końcu obydwoje ładowaliśmy kasę w nowo kupione mieszkanie, meblowaliśmy je, remontowaliśmy. Nie chciałąm myśleć co by się stało, gdybyśmy się rozstali, no i mieszkanie bez ślubu na czas nieokreślony? Nie chciałam być postrzegana jako kobieta do "wypróbowania", a jak się nie spodoba to w odstawkę... Od początku mieszkało nam się dobrze, bo bardzo się kochaliśmy (i nadal się kochamy), po ślubie zmieniło się chyba tylko to, że kochamy się jeszcze bardziej - dlatego uwierzcie mi - warto brać ślub, bo to, że przed Bogiem przysięgacie sobie miłość sprawia, że powstaje między Wami jeszcze większe i piękniejsze uczucie.

Autor: trzecim/okiem  09.05.2007 zgłoś

Pierwszy raz zamieszkałam z facetem kiedy miałam 20 lat (ku rozpaczy rodziców!!!) czułam się bardzo dorosła i od razu zamieniłam się w "żonę" co po dwóch latach okazało się fatalne w skutkach ponieważ gdzieś koło mnie, bokiem zaczęła przelatywać beztroska młodość. Kiedy zdecydowałam się na drugi związek z "prawdziwej" miłości (tym razem to już na pewno ten, po grób i jeden dzień dłużej) nie zrażona wcześniejszymi doświadczeniami zaproponowałam wspólne mieszkanie. (skoro to ten jedyny to przecież będzie inaczej) Niestety mój wybranek nie podzielał tego zdania i w bardzo dyskretny sposób migał się od wspólnego zamieszkania. Ale czekałam twardo, rok, dwa, trzy... pięć! Półtora roku temu mój luby "dojrzał" i zgodził się ze mną zamieszkać. To miał być najcudowniejszy, wyczekany czas, który miał prowadzić do sakramentalnego TAK. Niestety, kiedy tylko spełniły się moje marzenia okazało się że zamiast wielkiej miłości jest wielka klapa. Zaczęły się potworne kłótnie, ciche dni, pretensje, czekanie na niego do bladego świtu aż wróci ze swoich "bardzo ważnych spotkań". Skończyło się z hukiem i bardzo boleśnie. Poznałam teraz cudowną osobę, która mnie kocha i szanuje oraz pragnie wspólnej przyszłości (niestety bardziej niż ja). Ale kiedy pojawia się temat wspólnego mieszkania dostaję drgawek bo albo widzę zaharowaną gospodynię albo zapłakaną Penelopę. Straciłam zaufanie a bliskość mnie przeraża bo kojarzy się z cierpieniem. Kurcze! Związek to operacja na żywym organizmie, zostają blizny i szwy. Nie wiem co teraz zrobić, zwyczajnie się boję, czuję że kolejna decyzja o wspólnym mieszkaniu nie da mi odpowiedzi na pytanie czy to ten jedyny??? Czuję że są inne, mniej bolesne sposoby testowania partnera i choć wspólne mieszkanie wiele mi już pokazało to myślę że nie zdecydowałabym się na nie dopóki nie usłyszę "... i że Cię nie opuszczę aż do śmierci..."

Autor: dada  09.05.2007 zgłoś

Mam 22 lata... od poltora roku jestem w zwiazku... z tym ze ,jak smiejemy sie z moim chlopakiem,nasz zwiazek to taki part-time poniewaz on na stale mieszka w UK ja w Polsce,widziemy sie co miesac co 2 miesiace,rozmawiamy duzo i codziennie,telefony itp..mieszkalismy razem w wakacje 2 miesiace,wspolne wyjazdy w gory,pomimo ze on jest tam ja tu spedzamy ze soba duzo czasu...znamy sie,umiem przewidziec jego pewne zachowania on moje, wie co mnie w nim denerwuje,ja wiem co jego denerwuje we mnie...obydwoje wiemy ze nie jestesmy idealni ale chyba wazne jest aby w jakims stopniu zaakceptowac wady tej 2 osoby,troszke je zniwelowac...podjelismy dezycje aby zamieszkac wspolnie bez slubu bo jak by na to nie patrzec odleglosc w pewnym momencie zaczyna przeszkadzac,papierek nie gwarantuje wiernosci i milosci-konkubinat tez nie,kazde rozstanie boli..z tym ze to 2 bez konsekwencji wywlekania swoich spraw w sadzie. Badzo mi byl potrzebny ten artykul bo wlasnie mysle o tym 'jak to bedzie wygladac',fajnie ze na niego trafilam! pozdrawiam wszystkich

Autor: nikita  10.05.2007 zgłoś

Ludzie CZYŚCIE NA ŁEB UPADLI!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: nikita  10.05.2007 zgłoś

ZASTANAWIAM SIĘ, CZY KTÓRAKOLWIEK Z WAS, MA DO SIEBIE SZACUNEK, PISZĄC TAKIE BREDNIE NA FORUM!!!!!!

Autor: nikita  10.05.2007 zgłoś

ZAGLĄDNIJCIE NA PORTAL "PRZEZNACZENI" I PRZECZYTAJCIE PIĘKNE ŚWIADECTWA MŁODYCH LUDZI, KTÓRZY SIĘ NAPRAWDĘ KOCHAJĄ (BO WIEDZĄ CZYM JEST PRAWDZIWA MIŁOŚĆ) I PLANUJĄ ŚLUB............:)))

Autor: mimi23  11.05.2007 zgłoś

a ja jednak nie chciałabym żyć na kocią łąpę.. podzielam opinie wielu moich poprzedniczek,że skoro mam tę JEDYNą osobę to po co ją sprawdzać? skoro wiem ,że to ona. Codzienne życie nie będzie słodkie zawsze, bo ... takie jest życie. A po co wypalać się jeszcze przed ślubem? Ja b b chciałabym już wziąć ślub natomiast moje Słońce " jeszcze nie" . Widujemy się w weekendy i wtedy u siebie nocujemy. Mimo że za nim tęsknie bardzo to nie chciałabym kociołapstwa, bo nie daje ono poczucia bezpieczeństwa... przynajmniej mi.może to trochę brutalne, ale ten "papierek" sprawia,że ludzie poważniej myślą o związku, coś ich trzyma. a nie gdy tylko będzie gorszy dzień to "bye bye" i ślad po nich ginie.., bo to przecież "wolny związek".. no ale to oczywiście moje zdanie :) za nic w świecie nie chciałabym życ na kocią łapę 12 lat a potem- hurra i do slubu, bo nie byłoby wtedy tej MAGII tylko rutyna" jestesmy tyle ze sobą to weźmy może sobie ślub"... :) pozdrawiam wszystkie kobietki i nie tylko :)))

Autor: Facet  09.05.2007 zgłoś

Życie to okręt. Kiedy na morzu tonie statek uciekają z niego nawet szczury, natomiast kapitan pozostaje na statku do samego końca , a opuszcza go jako ostatni, choćby miał nie zdążyć i pójść ze swoim okrętem na dno... Powstaje pytanie: czy jest się szczurem czy Kapitanem przez wielkie "K"...? Jeśli ja mówię kocham to nie o to, aby opuścić kiedy "okręt" idzie na dno... Ale prawdziwą miłość widać tylko przy szpitalnym łóżku... Wtedy widać, że rodzice nie kochają swojego dziecka za dobre stopnie w szkole..., że chłopak nie kocha swojej dziewczyny za jej wygląd (kiedy ona jest po chemioterapii)..., że żona nie kocha swojego męża dla jego pieniędzy... Właśnie taka miłość sie liczy. I niech nikt mi nie mówi, że mało przeżyłem i nie wiem co mówię... Ja już miałem swoją miłość, która odeszła na zawsze.. a to co kochałem od 14 roku życia - góry - teraz jest na drugim planie... na pierwszym jest Ona... moja matka... Tylko ona kochała mnie za nic i inwestowała we mnie nawet, kiedy wiedziała, że straci... Zawsze kochała mnie pomimo wszystkiego i za nic... Teraz nie chcę i nie mogę opuścić okrętu... mojego okrętu... choć wiem, że z nim tonę i nigdy nie będę miał minuty z tego co Wy macie godzinami, tygodniami, miesiącami, latami... Nigdy jednak nie mówcie, że czegoś żałujecie... Nie można tak mówić o pięknych wspólnie spędzonych np. 2 latach... Jestem szczęśliwy...

Autor: Anula  09.05.2007 zgłoś

Ja mam dopiero 21 lat i zamieszkalm z moim chlopakiem w moim wieku juz prawie rok temu, razem postanowilismy wyprowadzic sie za granice..uwazam ze to bylo nam potrzebne aby sie poznac do konca, moi rodzice si epobrali bedac w naszym wikeu i z powodu roznic harakteru sie rozwiedli, ich milosc nie przetrwala proby codziennego zycia, dlatego nie mieli nic przeciwko ze najpierw wolimy si elepiej poznac i ze wolimy zaczekac z decyzja o slubie, bo to powinna byc decyzja na cale zycie...nie zyjemy juz w 18 wieku zeby mieszkanie razem bez slubu gorszylo innych, a czlowieka poznaje sie dopiero pod wspolnym dachem, wiec chyba gorszy jest rozwod koscielny niz zycie bez slubu przez jakis czas.....bo rozwod bedzie sie mialo na sumieniu przez cale zycie bez rozgrzeszenia......

Autor: magda  09.05.2007 zgłoś

Ja podjęłam taką decyzję. Ale teraz z perspektywy czasu myślę, że jednak trochę pod presją, przede wszystkim chłopaka i...jego mamy. Mieliśmy dużą okazję, bo moja ciocia przeprowadziła się do męża,ale nie chciała sprzedawać swojego mieszkania, bała się wynająć obcemu, więc zaproponowała to mi. Oczywiście mieliśmy płacić tylko rachunki. Nie żałuję oczywiście! Ale szkoda trochę, że nie poczekaliśmy, teraz coraz trudniej będzie walczyć z rytuną, a ślub już na pewno nie będzie taki magiczny:( Wymaga to od nas większej pracy nad związkiem. Moja rada: Z zamieszkaniem ze sobą nie ma się co spieszyć, najpiekniejsze są lata randek!

Autor: bottle  15.05.2007 zgłoś

ja mysle, ze mieszkanie razem dopiero po slubie to totalna bzdura!! bo nawet w zwiazkach najlepiej rozumiejacych sie i kochajacych osob czesto problemy pojawiaja sie dopiero po zamieszkaniu razem: "zostawiasz włosy w wannie!!","zmywaj po sobie!!", "Co zrobilas z moja koszula?!", "nie siedz w brudnym ubraniu na poscieli!!", "Nie bedziemy mieli zadnego kotka!!", "Wybij sobie z głowy czerwone płytki!!", "ten obrazek na pewno tu nie zostanie!!", i mozna by tak wymieniac przez tydzien. z pozoru glupie problemiki z czasem, wydobywajac z nas uspiona zlosliwosc ("nie bedziemy miec kotka? wiec pozegnamy sie z twoim chomikiem.. zupelnie przez przypadek"), przeradzaja sie w nieustajace awantury, co za tym idzie dwoje z pozoru kochajacych sie ludzi dociera do momentu, w ktorym nie moga juz na siebie popatrzec bez ognia w oczach.. kazdy ranek zaczynaja mysla: "jakie swinstwo dzis mu/jej zrobic?" To bardzo czesty scenariusz.. dlatego uwazam, ze najpierw powinno sie razem zamieszkac, nim rozpocznie sie to wspolne zycie na dobre i na zle. to co napisalam opiera sie na moim wlasnym zyciu. moze nie chcialam mu zalatwic chomika, ale rozne rzeczy przychodzily mi do glowy.. a kiedys moglismy byc wzorem.. dopoki nie zamieszkalismy razem...

Autor: natalia  09.05.2007 zgłoś

kurcze... piszecie ze zamieszkujac ze soba takjakby sprawdzacie sie, zeby potem nie było niepotrzebnych rozwodów... ludzie! czy wy wiecie co oznacza słowo Ślub? Slub jest raz w zyciu.. hm powinien byc przynajmniej.. i z ta własciwa osoba, wiec tak sobie mysle, skoro decyduje sie na slub, to jestem z TA własciwa osoba, ktorej nie musze sprawdzac w "zyciu codziennym" bo kocham ja Mimo Wszystko! jestem z moim Szczesciem od 3lat, chcielismy zamieszkac bo poszlismy na studia, ale ja nie chce. wiem ze to jest ON i ze bede z nim do konca moich dni, wiec zamieszkam z nim po slubie, nie teraz bo uwazam ze sie zestarzeje a ja chce byc jeszcze młoda, nie chce myslec co ugotowac na obiad....... poza tym mieszkajac razem bedziemy jak małzenstwo, a małzenstwo to Świetosc, to Sakrament... czy ktos tu wierzy w Boga?

Autor: Aneta  09.05.2007 zgłoś

Czytając te wszystkie opinie na temat mieszkania przed ślubem i wolnych związkach,aż włosy mi się jeżą na głowie.Uważam,że można poznać drugą osobę podczas wielu sutuacji życiowych,a życie pokazuje bardzo dużo.Należy czytać między wierszami,co mówi druga osoba,często nalezy iść na kompromis,rozmawiać,ustalać wiele kwestii. W moim przypadku taki związek odpada,bo jeśli kocha się drugą osobę,nie trzeba jej ani sprawdzać ani testować. Jestem w trudnym zwiazku,ponieważ mieszkamy od siebie w odległości 400 km i niedługo napewno ze sobą zamieszkamy,ponieważ planujuemy ślub. Nie mam nic przeciwko osobom studiującym,które mieszkają ze sobą.Potrafię to zaakceptować,ale ludzi,którzy pracują i mieszkają ze sobą,a tym bardziej jak mają dziecko-nie potrafie zaakceptować.

Autor: Didalina  01.06.2007 zgłoś

Jestem ze swoim chlopakiem od ponad 4 lat. W sumie to od samego początku zamieszkaliśmy razem, gdyż zaraz po tym jak się poznaliśmy mój chlopak kupił mieszkanie. Oczywiście chciał żebym od razu wprowadziła sie do niego. Mialam pewne obawy, chodziło mi głównie o rodziców. Na początku byli niezadowoleni ale z czasem pogodzili się z tym faktem. Nie żałuję swojej decyzji. Mysle ze wspólne mieszkanie przed ślubem jest dobre, ponieważ mozna lepiej poznac ta drugą osobę w różnych sytuacjach, żeby po ślubie nie było niespodzianek. Dziś wiem, że moge zawsze liczyc na mojego faceta, daje3 mi poczucie bezpieczeństwa pod każdym względem. Wiem, że jak upadne to razem z nim.

Autor: WERONIKA  09.05.2007 zgłoś

Ja z moim chłopakiem mieszkam bez ślubu juz ponad dwa lata a znamy się cztery,w przyszłym roku planujemy ślub.Najpierw wynajmowaliśmy potem kupiliśmy własne mieszkanie ,splacamy za nie kredyt.Uważam że mieszkanie,bez ślubu jest prawdziwym sprawdzianem dla związku,poznajemy naszą drugą połowę jego wady i zalety.Społeczeństwo jest teraz bardziej tolerancyjne i nie jest wytykany taki związek "bez papierka" skoro ludzie się kochają można żyć i tak.Jednak uważam,że decydując się na dziecko ludzie powinni jednak zawrzeć związek małżeński dla dobra pociechy by miało pełną rodzinę.Życzę dużo szczęścia parom żyjącym na "kocią Łapę"

Autor: Emitor  09.05.2007 zgłoś

Poza tym - uważam, że nazwa KONKUBINAT jest wyjątkowo głupia, ze względu na jej pejoratywny wydźwięk kreowany przez media. Wciąż tylko słychać: Konkubent zrobił to, a konkubina - tamto - głównie w odniesieniu wyczynków karalnych. W każdym razie, gdy słyszę słowo: Konkubina - przed oczami staje mi jako żywa - kobicina zaniedbana, z popsutymi zębami, z figurą gruszki, przetłuszczonymi włosami i - koniecznie - z conajmniej dwójką zaniedbanych lub/i brudnych lub/i maltertowanych dzieci. Natomiast Konkubent kojarzy mi się z niedogolonym i niedomytym typem z ciągotą do alkoholu i dręczenia swojej tzw. rodziny. Niestety - taki obraz wyłania się z tych wszystkich doniesień telewizyjnych, radiowych i prasowych. W ogóle - to po prostu zupełnie idiotyczne słowo. Precz z nim. E.

Autor: beta  09.05.2007 zgłoś

Uśmiecham się, bo mój związek jest dokładną odwrotnością poruszanego tematu: jesteśmy małżeństwem od 3 lat, nie mieszkamy razem, spędzamy ze sobą weekendy, wakacje święta i wolne, pracujemy w 2 rożnych miastach i.....nigdy nie mieszkalismy razem. Czytam z uwagą o Waszych doświadczeniach. Jest dobrze osobno, tylko mój ślubny coraz bardziej naciska na zamieszkanie razem, a ja się boję tej prozy życia....

Autor: EM|TOR  09.05.2007 zgłoś

Kochane Towarzystwo! Popieram wspólne życie w konkubinacie w 100%! Ale absolutnie nie uznaję tego za "próbę wytrzymałości", czy inne formy sprawdzenia partnera przed ślubem. Po prostu niczego nie lubię zakładać z góry, bo życie jest bardzo nieprzewidywalne. Przed kilkoma laty, zaraz po skończeniu studiów poznałam cudownego (wydawało mi się wówczas) człowieka, z którym po kilku miesiącach znajomości postanowiłam zamieszkać na wynajmowanej stancji. Rodzice nie mieli w tej sprawie za wiele do powiedzenia, ponieważ obydwoje opuściliśmy rodzinne miasta z powodu studiów. Sielanka trwała około roku, a potem zaczął się normalny koszmar. Tzn. ja nadal bardzo kochałam tego człowieka, ale on wystawiał to uczucie na takie próby, że w końcu dopiął swego. Stał się wobec mnie niecierpliwy, wybuchowy i potrafił mnie dręczyć psychicznie z powodu byle bzdury (jeśli chodziło o poważne sprawy, potrafił sprawić, że normalnie - pragnęłam umrzeć). Do tego doszły narkotyki - najpierw trawka, hasz, połączone z manią prześladowczą, a potem napady agresji i totalne zobojętnienie w chwilach zjazdu po amfie. W dodatku mój "skarb" oświadczył, że wręczony mi pierścionek zaręczynowy, właściwie nie jest zaręczynowy, bo ja na nim te zaręczyny "wymusiłam". Duuuużżżooo się działo: od kłótni, poprzez ciche dni i przedziwne zaginięcia różnych banknotów z mojego portfela. Także, gdy teraz sobie o tym wszystkim myślę (pomijając fakt, że dziwię się, jak mogłam być taką zaślepioną kretynką i tyle w tym tkwić - 3 lata wspólnego mieszkania to przecież niemało!), to dziękuję Bogu i wszystkim Świętym, że zdecydowałam się na to wspólne mieszkanie "na kocią łapę", oraz - że obyło się bez potomstwa. Jak sobie pomyślę, że wkopałabym się w to wszystko, gdyby ta historia potoczyła by się tzw. normalnym trybem - to znaczy ślub, wspólne mieszkanie itd., to mnie aż CIARKI przechodzą. Teraz, po tych moich traumatycznych poniekąd przeżyciach znowu sobie żyję z moim mężczyzną bez ślubu. Już prawie 2 lata. Jest nam dobrze, czuję się przez niego szanowana i doceniana. Nie muszę się bać powrotów do domu i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. A czy się kiedyś pobierzemy????? Kto to wie? Może tak. W każdym razie, potrafiłabym w tym przypadku powiedzieć: Tak. Dlaczego? Bo dzięki wspólnemu mieszkaniu miałam okazję dobrze go poznać. Polecam, w każdym razie takie wspólne mieszkanie. Pozdrawiam wszystkie Koty i Kotki!!!! E.

Autor: Agnes  09.05.2007 zgłoś

jestem mężatka już 6 lat...mama 28 lat i synka 19 miesięcznego,nie neguje życia na kocia łape ale ja bym nie mogła i nie umiała tak żyć!!Cenie w życiu poczucie bezpieczeństwa i stabilizacje,nie mówie,że mój mąż nie powie mi kiedys do widzenia..wsystko się może zdarzyć,ale ślub jest potrzebny...zawsze jest jakoś trudniej powiedzieć to do widzenia,człowiek się zastanowi,przemyśli pewne sprawy,ma jakieś zonowiązania(choćby nawet kwestie majątkowe)..może sie myle ,ale uważam , ż e ślub daje jakies poczucie bezpieczeństwa..mi na pewno!Pozdrawiam!

Autor: Alutka  09.05.2007 zgłoś

Agnes zgadzam się zTobą :)

Autor: Iwi  09.05.2007 zgłoś

Z zainteresowaniem przeczytalam wszystkie opinie...Czy to zwiazek zalegalizowany, czy tez nie- nic nie gwarantuje nam, kobietom szczescia i milosci, szacunku "az po grob". Czasy sie zmieniaja- jeszcze 20 lat temu kobieta zyjaca w nieformalnym zwiazku uwazana byla za niemoralna, a taki zwiazek za patologiczny. Dzisiaj- pelna swoboda. Kobieta moze sama decydowac, czy chce wziac slub, czy tez nie. Bylam mezatka, kobieta szanowana...na zewnatrz, a w domu? Szkoda mowic... Wyzwiska w niedlugim czasie po slubie, bicie, poniewieranie na oczach malutkiego dziecka. Maz byl o 9 lat starszy ode mnie. Myslalam, ze ta roznica wieku gwarantuje mi stabilny, wspanialy zwiazek. Rozczarowanie bylo bolesne! Dlugo czekalam na poprawe, cale 18 lat! Kiedy wyprowadzilam sie od mojego "wspanialego meza", odetchnelam pelna piersia! Rozwod jednak byl dla mnie koszmarem, jakiego nikomu nie zycze. Dlatego tez ze swoim obecnym partnerem nie chce brac slubu. Mieszkamy razem, mamy 5- letnia coreczke, ale jak pomysle o koszmarze ewentualnego rozwodu, to odechciewa mi sie wszelkiej legalizacji. Moj obecny partner kilkakrotnie "prosil mnie o reke", ja jednak za kazdym razem odmawialam...Teraz nie wraca juz do tego tematu, a mi czasem jakby troche zal! Chcialabym w sumie, a boje sie! Znacie to uczucie na pewno! Zastanawiam sie tylko czasem, jak to bedzie, kiedy ktoregos z nas zabraknie. Mamy wspony dom, wspolnie wyposazamy mieszkanie i obydwoje mamy po 1 dziecku z poprzednich zwiazkow. Kiedys mozemy zalowac swojej decyzji ze wzgledu na ...

Autor: bub  09.05.2007 zgłoś

Misia napisała: Uważam, że mieszkanie ze sobą przed slubem wyłacznie w celu "sprawdzenia się", przekonania, czy się do siebie pasuje jest zakładaniem z gory, że jeżeli coś będzie nie tak, to przecież bez żadnych konsekwencji można ten związek zakończyć. A przecież miłość i wiązanie sie z drugim czlowiekiem nie powinno zależeć tylko od tego, czy wszystko jest na tip-top... Wiążąc się z kimś podejmuje się za niego odpowiedzialność, stwarza się zobowiązanie, ktore potem nie powinno się zrywac tylko dlatego, że ktoś nie myje naczyń albo zostawia na podłodze brudne skarpetki. A skąd możesz wiedzieć jaka jest naprawdę dana osoba zanim zaczniecie razem przebywać 24 na dobę? Skąd wiesz, czy ta wielka miłość nie pęknie pod wpływem zwykłago codziennego życia? Człowieka poznaje się dopiero wtedy, gdy dzieli się znim trudy codziennego życia i tylko wtedy wie się czy to rzeczywiście miłość. Przed ślubem mieszkałam z mężem ok. 10 lat. Wiedzieliśmy, że jest nam bardzo dobrze, więc gdy przyszła pora na dziecko i wspólne płacenie podatków, bez żadnych obaw pobraliśmy się. I jest identycznie, jak przed ślubem. No, może tylko z tą różnicą, że człowiekowi na stanowisku w okolicach trzydziestki trochę już było głupio mówić "moja dziewczyna" na oficjalnych imprezach. Co do poczucia bezpieczeństwa, to gdy przekonasz się po kilku miesiącach małżeństwa, że nie możesz patrzeć na swojego "ukochanego", to dopiero zaczynają się schody! Jak poznać drugą osobę na odległość? Będąc za sobą nawet kilka tygodni można z powodzeniem grać tą lub tego lepszego. Natomiast życie codzienne razem, w każdej sytuacji, nie stwarza takiej możliwości. Czy znajdzie się jedna osoba, która powie, że narzeczony, z którym nie mieszkała, jest dokładnie taki sam po ślubie w codziennym życiu, jak podczas spotkań, czy nawet wspólnych wyjazdów?

Autor: agnes  09.05.2007 zgłoś

Ja dopiero zamieszkam ze swoim przyszłym męzem , za 2 miesace ślub :) troche juz mieszkalismy ze soba wszystko było i jest okey. Nie wyobrazam siebie mieszkac z facetem kilka lat bez ślubu i się sprawdzać. Co to w ogóle ma znaczyć, przeciez nawet w małżeństwie nie ma dni idealnych, trzeba iść na kompromis oczywiście pomijając patologiczne zachowania.

Autor:  15.05.2007 zgłoś

hehe już widzę Giaana jak Ci się rzucą do gardla te wszystkie Anie z Zielonego Wzgórza, przekonane, że miłośc jest dana od Boga po grób, uczucie czyste i przejżyste ;)) A ja się z Tobą zgadzam - miłość to fajna rzecz, ale po dwudziestu latach z zakochania zostają wspomnienia, a twarda zła rzeczywistość potrafi zrewidować poglądy nawet najbardziej rozmarzonym oazowiczkom - i ja wtedy będę się cieszyć, ze mieszkam z kimś z kim do siebie pasujemy, a tę cichą nienawiść niespełnionych małżeńst z miłości zostawiam idealistkom.

Autor: Kobieta  09.05.2007 zgłoś

Pięknie to napisałeś "Facet"! To bardzo ważne żeby nie żałować przeszłości, żeby nie rozpamiętywać złych chwil, tylko żyć teraźniejszością i przyszłością. Wtedy życie ma sens i jest szansa żeby być szczęśliwym. Ja też mieszkałam z chłopakiem a później nażeczonym 1 rok, ale to on mnie do tego nakłonił, bałam się, że jeśli nie przeprowadze się z nim do innego miasta to go strace z powodu rzadszego widywania się. Teraz wiem, że facet nie był "tym" facetem bo ciągle wywierał na mnie przeróżne presje, a to odnośnie zmiany miejsca zamieszkania, a to zmiany moich znajomych, mojego stylu ubierani się, a nawet mojego sposobu rozumowania i patrzenia na rózne problemy. W każdym bądź razie wspólne mieszkanie uświadomiło mi że chłopak nie jest dla mnie- po mimo tego, że szczerze oddawałam się temu związkowi i kochałam tego mężczyznę (bo bez tego nie raczyłabym się do niego wyprowadzic) Nie moge żałować że spędziłam z nim 2 i poł roku - bo były to w większości piękne chwile, chodź momentami pod koniec czułam jak serce mi pęka kiedy wszysko wskazywało że nie ma sensu już dalej ciągnąć związku bo chcemy od życia czegoś innego. Bez wspólnego mieszkania raczej byśmy do tego tak szybko nie doszli. Zycie to chwiejny okręt, który liczy na dobrego kapitana, który będzie silny i do końca nie będzie się poddawał. Pozdrawiam wszystkich, którzy mają podobne doświdczenia

Autor: misiakowa  09.05.2007 zgłoś

a ja niechce sprawdzac,testowac.Mój ukochany własnie mi sie oswiadczył,planujemy slub i wspólne zycie.Jestesmy ze soba od trzech lat nasze uczucie rodziło sie powoli i rozwijało i wiem ze nadal tak bedzie.bylismy ze soba w róznych sytuacjach,wesołych ,tragicznych...wiem ze razem damy rade a dzien slubu to bedzie najpiekniejszy dzien w naszym zyciu.Pozdrawiam

Autor: gabi  09.05.2007 zgłoś

Wszystko się zgadza ,ale uważam ,że gdy pojawia się dziecko związek powinno się zalegalizować i tworzyć prawdziwą rodzinę

Autor: Laleczka  09.05.2007 zgłoś

Ja od samego początku zakładałam, że zamieszkam z moim mężczyzną dopiero po ślubie. Wiem, że jest bałaganiarzem, bo bywam w jego domu. Wiem jak się zachowuje, bo z nim przebywam. Wiem, że mu na mnie zależy, bo zawsze kiedy go potrzebowałam był przy mnie. Jestem pewna, że będzie o mnie dbał, bo widziałam go codziennie przy swoim szpitalnym łóżku. Wiem, że będzie dbał o nasz dom, bo pomaga w wykonywaniu wszelkich remontów w domu moich rodziców i moim. Po co mamy teraz ze sobą mieszkać? Jeśli się na to zdecydujemy weźmiemy ślub, a jego następstwem będzie wspólny dom i wspólna przyszłość. Przynajmniej będę pewna, że sto razy się zastanowię zanim wywalę go za drzwi za brudne skarpetki pod stołem...

Autor: Alicja  11.05.2007 zgłoś

Mieszkam z chlopakiem juz od roku, jestem z nim 5 lat. Wyjechalismy razem za granice. Gdybysmy zostali w Polsce takie rozwiazanie nie wchodziloby w gre. Jestem tradycjonalistka: wg mnie najpierw slub! Ale coz, tak sie ulozylo, nie stac nas na wynajmowanie oddzielnych mieszkan, a poza tym nie mamy tu nikogo oprocz siebie. Ogolnie jestem bardzo szczesliwa, jest nam razem cudownie. Kilka miesiecy temu oswiadczyl mi sie. Po powrocie do Polski zamierzamy wziac slub. Nigdy nie przypuszczalam, ze tak sie moje zycie ulozy, ale nie zaluje! Pozostaja we mnie malomiasteczkowe skrupuly: co bedzie jak wrocimy? jak spojrzymy w oczy rodziciom, ktorym oczywiscie sie to bardzo nie podoba itd. Wiem jedno: teraz nie mam najmniejszych watpliwosci co do tego, ze to wlasnie ten. Mielismy szanse poznac sie lepiej, nie mamy przed soba zadnych tajemnic. Bedziemy mogli spokojnie zaplanowac nasze wesele, ale mysle, ze slub nie bedzie mial juz takiej magii, jakbysmy wzieli go przed zamieszkaniem razem, poniewaz w naszym zyciu nic sie nie zmieni, nie bede czula dreszczyka emocji przed noca poslubna, bo przeciez spedzamy ze soba kazda noc. I oczywiscie ja jako katoliczka, nie moge chodzic do komunii, czego mi bardzo brakuje. Mysle, ze na pytanie czy warto mieszkac razem przed slubem nie ma dobrej odpowiedzi. Kazdy powinien roztrzygnac to we wlasnym sumieniu. Ja mam mieszane uczucia, niby jestem szczesliwa, a jednak brakuje mi tego zlotego krazka na palcu :-)

Autor: evanescence  09.05.2007 zgłoś

DLA MNIE INSTYTUCJI MAŁŻEŃSTWA MOGŁOBY W OGÓLE NIE BYĆ :) MIESZKAM Z CZŁOWIEKIEM KTÓREGO KOCHAM PRAWIE 3 LATA. JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI, WZAJEMNIE SIĘ WSPIERAMYI DBAMY O SIEBIE. DZIELIMY SIĘ WSZYSTKIM. WIEM ŻE ZAWSZE MOGĘ NA NIEGO LICZYĆ. PO CO NAM ŚLUB? PO TO ŻEBY SIĘ "ZASTANOWIŁ", GDY KIEDYŚ ZECHCE ODEJŚĆ, ŻE STRACI NA TYM FINANSOWO? TO JEST TO POCZUCIE "STABILIZACJI"? TAKIE UWIĄZANIE MĘŻCZYZNY TO JEST POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA DLA KOBIETY? TAK MÓWIĄ CHYBA TYLKO KOBIETY KTÓRE NIE SĄ PEWNE SWOICH PARTNERÓW, ZRESZTĄ TE ZAZWYCZAJ ZA WSZELKĄ CENĘ DĄŻĄ DO ŚLUBU. W NASZYM ZWIĄZKU TEŻ CZASEM DZIEJE SIĘ ŹLE, WTEDY ROZMAWIAMY I STARAMY SIĘ NAPRAWIAĆ TO CO SIĘ POPSUŁO, ZAŁATAĆ DZIURY, PRZEPROSIĆ I WYBACZYĆ. TO JEST CENNIEJSZE NIŻ WSPÓLNOTA MAJĄTKOWA I PAPIER KTÓRY DAJE MĘŻATKOM "POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA". BYĆ MOŻE KIEDYŚ WEŹMIEMY ŚLUB, DLA DOBRA DZIECI, ŻEBY NIE BYŁY WYZYWANE OD BĘKARTÓW, ALE TEN ŚLUB NIE JEST DLA MNIE WAŻNY. WAŻNY JEST KAŻDY DZIEŃ RAZEM. I MIŁOŚĆ.

Autor: karolka  09.05.2007 zgłoś

jestem z moim facetem 3 lata i bardzo chcemy zamieszkac razem:) na razie nie stac nas na to ale planujemy wspolna przyszlosc we wspolnym mieszkaniu. pozniej chcemy wybudowac sobie dom:) rozmawialismy na temat slubu ale jakos nam sie do tego nie spieszy - jest dobrze jak jest, kochamy sie bardzo i jestesmy ze soba happy:) zycze wszystkim znalezienia sobie tej drugiej wlasciwej osobki:*

Autor: madziulka  10.05.2007 zgłoś

Mój chłopak namawia mnie żebyśmy razem zamieszkali, wszystko było by ok tylko że on nie jest polakiem i chce abym się przeprowadziła do jego rodzinnego kraju przynajmniej do czasu kiedy on nie przeprowadzi sie do Polski na stałe a to ma być dopiero za rok. Nie chcę rezygnować ze studiów i pracy którą mam dość dobrą, ale z drugiej strony bardzo chce być z nim bo rzadko sie widujemy.

Autor: Temptation  10.05.2007 zgłoś

Do trzecim okiem raz jeszcze... Przeczytałam co napisałaś na początku, współczuję z całego serca, i mimo że mam inne poglądy rozumiem doskonale jak można się sparzyć na mężczyznach. Pomyśl jednak co by było jakbyś zaczekała z zamieszkaniem do ślubu i po ślubie właśnie to wszystko miałoby miejsce. Choć u mnie właściwie podobne historie zaczęły się po ślubie, on zmienił pracę, towarzystwo było pijące a w Polsce pogląd -chłop wypić musi a jak nie to jest pantoflarzem- jest dość popularny. Jak dobrze że ten dwuletni koszmar mam już za sobą, znałam doskonale te nocne czekania... Nie wiem skąd w tylu kobietach na tym forum takie poczucie niższości w stosunku do mężczyzn! Mój partner jest dla mnie partnerem we wszystkim co robię, w gotowaniu, sprzątaniu również. To nie ja daję więcej w tym związku, lecz oboje po równo, i to nie ja zostałabym na lodzie jakby on odszedł. Przecież to nie zawsze mężczyzna odchodzi, czasem to kobieta go wyrzuca, to nie kobieta tylko powinna się starać i być gospodynią domową, ale obydwoje powinni dbać o wszystko razem. Mi się udało, jestem z kimś kto mnie traktuje jak równą sobie, życzę tego wszystkim kobietom :-)

Autor: Madziula  10.05.2007 zgłoś

Witam. Powiem szczerze ,że jestem jak najbardziej "za " by zamieszkać z facetem przed ślubem lub niekoniecznie przed ponieważ jak wiadomo coraz mniej par staje na ślubnym kobiercu co nie przeszkadza im w szczęśliwym życiu we dwoje. Sama mieszkam ze swoim facetem i jest mi cudownie .Nigdy nie pozna się tak drugiego człowieka jak poprzez wspólne zamieszkanie bo przecież na codzień nie da się udawać a tak poznajemy i te dobre i te złe nawyki partnera.Wcześniej byłam w związku na odległość i też wydawało mi się ,że jest pięknie bo przecież spotykając sie w weekendy czy też przebywając ze sobą non stpo tydzień ,dwa czy też m-c na wspólnym urlopie.Teraz z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć,że wcale go nie znałam a to co wydawało się taki fantastyczne w codziennym życiu poprostu zaczęło przeszkadzać.Teraz dopiero widzę różnice bo z obecnym facetam w sumie dość szybko zdecydowaliśmy zamieszkać razem i nie żałuję nawet chwili. Zycie to nie bajka więc nie bójcie się zamieszkać z facetem ...jeśli to nie ten to czar szybko pryśnie a Wy nie będziecie się zastanawiały co by było gdyby .... Zyczę wszystkim by byli tak szczęśliwi jak ja teraz jestem szczęśliwa i mam nadzieję ,że tak już pozostanie. Pozdrawiam Magda

Autor: xxx  10.05.2007 zgłoś

Ludzie, którzy mieszkają razem bez ślubu, nie są "prawie jak rodzina". To nie ślub jest tego wyznacznikiem. Jeśli jest uczucie, i zaangażowanie we wspólne życie, to to JEST RODZINA.

Autor: KONKUBINA PELNA GEBA  10.05.2007 zgłoś

mieszkamy razem od poltora roku i jest cudownie! moj kochany mieszkal ponad 1000 km ode mnie, po poltora roku zdecydowalam- woz albo przewoz! mieszkam u niego, uklada nam sie wspaniale, ciesze sie, ze podjelam taka decyzje. a slub, ktory planujemy na przyszly rok, nie ma nic wspolnego z gwarancja milosci itp. to bedzie tylko cywil i tylko ze wzgledu na konsekwencje prawne (dziedziczenie itp)

Autor: Anulka  10.05.2007 zgłoś

A ja uważam, że zamieszkanie ze sobą przed ślubem jest bardzo trafionym i dobrym pomysłem.Nie chodzi tu wcale o sprawdzenie sie ale poznanie drugiej osoby, nie tylko na randkach, nie tylko przez kilka godzin dziennie!!! Wiadomo,że człowiek inaczej się zachowuje na spotkaniu,może udawać kogoś zupełnie innego niż jest!!!a przez 24 godz na dobę nie bedzie udawał. Znam osobe, która była z chłopakiem przez 9 lat,ale ich bycie polegało na spotkaniach,w różnych miejscach.Myśleli,że znają sie naprawde dobrze po tylu latach.Zaplanowali ślub,a gdy wszytsko było już przygotowane do ślubu,jakiś miesiąc przed postanowili ze soba zamieszkać I co się okazało??? Po 2 dniach wspólnego mieszkania zerwali zaręczyny i odwołali ślub,bo nie mogli ze sobą wytrzymać.I co by było, gdyby nie zamieszkali???rozwód murowany a tak to przynajmniej oszczedzili sobie wydatków i kłopotów:) pozdrawim wszytskich

Autor: kate  10.05.2007 zgłoś

Wie, że zaraz posypią się gromy, ale chcialam jeszcze to dodać. Dla mnie osobiście przysięga malżeńska to nieporozumienie. Czlowiek nigdy nie może mieć 100% pewności że dotrzyma przysięgi, bo z natury jest slaby, a do tego zawsze mogą wystąpić jakieś nieoczekiwane okoliczności. Życie nie jest takie proste i sympatyczne, że coś przysięgamy i tak musi być. Pisalam wyżej o ludziach, których znam, którzy się kiedyś kochali, przysięgali w kościele, a później byly rozwody i gorzkie lzy. W USC mówi się "przyrzekam że uczynię wszystko aby nasze malżeństwo bylo zgodne, szczęśliwe i trwale". To bardziej do mnie przemawia, to mogę obiecać, że uczynię wszystko żebyśmy byli szczęśliwi. Obawiam się że większość ludzi biorących ślub nie do końca myśli o tym, co mówi, są przecież ważniejsze rzeczy: suknia, kwiaty, goście, wesele. Gdyby pomyśleli wypowiadając to slowo "przysięgam" może rozwodów byloby mniej.

Autor: malwina  14.05.2007 zgłoś

Jestem 18 lat po slubie , w małzenstwie jak to w kazdym bywa róznie. nie mam nic przeciw parom, które decyduja sie na zamieszkanie razem przed slubem. Mysle , ze gdybym była na ich miejscu rowniez bym sie zdecydowała na taki krok.

Autor: królewna fiona  10.05.2007 zgłoś

Do Anety, która "nie może zaakceptować" ludzi mieszkających ze sobą Trochę tolerancji kobieto! Każdy ma prawo żyć wedle wlasnego uznania. A zresztą ludziom którzy ze sobą mieszkają i są szczęśliwi akceptacja takich malostkowych osób jak Ty nie jest do niczego potrzebna.

Autor: mag  10.05.2007 zgłoś

coś jest na rzeczy z tymi skarpetami :))

Autor: agatka  11.05.2007 zgłoś

Zażarta dyskusja, ja nie ocenię, nie skrytykuję żadnej ze stron, po prostu napiszę jak to bylo u mnie.Zakochalam sie z wzajemnoscią, jestem tradycjonalistką w poglądach, chcialam pięknego ślubu i lsniącej obrączki na rece, ponieważ przebywalam za granicą zdecydowalismy sie na ślub cywilny, bo ten koscielny mial się odbyć w lepszym czasie. Jestem osobą wierzącą, dlatego też ślubu cywilnego nigdy nie traktowalam poważnie, wzielam go tylko dlatego,zeby unormować sprawy papierkowe.Już po kilku miesiacach mąż oznajmil, że po co wlaściwie ten kościelny, skoro cywilny już byl, jemu żadni ksieza potrzebni nie są.Oszukal mnie, nigdy nie powiedzial tych slów przed slubem.Żyjemy już 7 lat w takim zwiazku, siedem dlugich lat, ja wciaż czekam, tyle ze nie wiem jak dlugo jeszcze. Ani męzatka, ani żona. Myślę,że wszystko jest kwestia tego w co sie wierzy.Ja po cywilnym czyję sie bez ślubu, ktoś inny bez niego czuje się już po.To indywidualna sprawa kazdego.Najważniejsze ,żeby już na poczatku ustalić wspolne priorytety i jeżeli sa podobne lub niekrzywdzące-wprowadzac w życie.Jeżeli mialabym udzielić komus rady-na kocia lape tak, ale na krótko.

Autor: Temptation  10.05.2007 zgłoś

Do trzecim okiem: Nie każdy jest wierzący, nie dla każdego ślub to sakrament! Ja kiedyś powiedziałam te sakramentalne "tak", mimo że jestem ateistką, zrobiłam to bo naprawdę go wtedy kochałam Ludzie się jednak zmieniają, w imię czego miałabym męczyć się z początkującym alkoholikiem? Może dla wierzących ma to sens, ja masochistką nie jestem... Nie bagatelizuję znaczenia ślubu dla innych, dla mnie nie ma znaczenia w momencie kiedy nie planuję dzieci. Nie patrz proszę na innych przez pryzmat swojej religii...

Autor: Sanshine  11.05.2007 zgłoś

Od października plauneje zacząć studia , a mój chłopak już od roku studiuje i dlatego wynajmuje mieszkanie z kolegą . Pewnego dnia zaproponował abym zamieszkała z Nim . Zdziwiłam się , ale się zgodziła . Trochę sie tego obawiałam , ale pomyślałam sobie ze będzie to dla nas próba . Jednak od jakiegoś czasu zaczelam zauważać ze coś jakby mu jednak w tym pomyśle nie pasowało wiec zapytałam sie go i usłyszałam , ze chyba nie jest jeszcze na to gotowy . Rozumiem i powiem szczerze ze chyba mi nawet trochę ulżyło ....

Autor: Sylwia_20  24.05.2007 zgłoś

Taka już polska tradycja, że narzeczeństwo w normalnym układzie kończy się ślubem. R óżne bywają historie, ale takim idealnym modelem jest małżeństwo z miłości, nie z zauroczenia zawierane po kilku miesiącach znajomości, ale z prawdziwej miłości. To nie jest zabawa, tylko poważna decyzja dla dorosłych i dojrzałych emocjonalnie ludzi. Jeśli kogoś kochamy, to chcemy być z nim na dobre i złe. To prawda, że często po pewnym czasie okazuje się, że nie pasujemy do siebie, ale od tego właśnie jest taki czas jak narzeczeństwo. Ale nie takie, że widujemy się raz w tygodniu, bo jak niby mamy się wtedy poznać.Trzeba ten czas wykorzystać maksymalnie, by móc jak dojrzały człowiek zdecydować, czy być ze sobą czy też szukać dalej. Można wyjeżdżać razem na wakacje, mieć wspólne hobby, dużo ze sobą rozmawiać i poznawać poglądy na wiele istotnych spraw, obserwować, jak partner zachowuje się w różnych sytuacjach i towarzystwach, przeżywać razem trudne chwile i się w nich wspierać, jak również patrzeć, jak ukochana/y postrzega nasze sukcesy. Jest naprawdę tyle sposobów, żeby się poznać, nie mieszkając ze sobą na stałe przed ślubem. Dlaczego niektórzy ludzie mają tak silną skłonność do robienia wszystkiego na opak? Nie patrzmy na wszystkie normy jak na zakazy mające na celu uprzykrzyć nam życie. Niektóre reguły są po to, byśmy mogli ułożyć swoje życie we właściwym porządku.

Autor: Może już  31.05.2007 zgłoś

Naprawdę chciałam porozmawiać, ale BRAUN mnie zniechęcił. Szkoda...

Autor:  31.05.2007 zgłoś

Nigdy w życiu nie kupię depilatora Braun.

Autor: Inka  10.05.2007 zgłoś

Mysle,ze nie zrozumialyscie wlasciwie, co chciala przekazac LANA, a szkoda, bo to wazne...

Autor: Katarzyna  10.05.2007 zgłoś

Witam, Wypowiem się na podstawie mojego doświadczenia. My z mężem nie mieszkaliśmy przed ślubem, nie braliśmy w ogóle pod uwagę żadnego sprawdzania się ani testowania. Jesteśmy ze soba ponad 7 lat i wszystko jest ok. Są kłótnie i sprzeczki jak w każdym małżeństwie, ale dogadujemy się ze sobą , staramy się akceptować siebie takim jakimi jesteśmy. Nasz ślub był skromny. Trudno jest mi oceniać czy warto mieszkać ze sobą przed ślubem czy nie gdyż nie mam takich doświadczeń i nie chcę już mieć gdyż znalazłam człowieka, z którym będę dzielić resztę zycia. Z własnych doświadczeń mogę jedynie bardzo polecić zwiazek małżeński. Trzymam kciuki za wszystkie pary te ze ślubem i te bez aby ich zwiazki były trwałe i oparte na wzajemnej akceptacji i miłości. Pozdrawiam.

Autor: trzecim/okiem  10.05.2007 zgłoś

do: Hanka82 Tak trzymać, cieszę się że ktoś mnie rozumie :-) do: xxx "O ślub zabiegają i dążą do niego na ogól osoby niepewne swoich partnerów, które koniecznie chcą ich w jakiś sposób ze sobą związać". Aż mi się zagotowało!!!, jak bym słyszała mojego narzeczonego który takim właśnie tekstem ucinał sprawę ślubu. Gratuluję pewności! Słowo "Ślub" nie powinno przerażać tych, którzy twierdzą że naprawdę kochają, niezależnie od tego czy jest się jego zwolennikiem czy nie, jeżeli zależy na nim drugiej połowie to powiedzenie TAK nie powinno być trudne Myślę że na dźwięk słów "... i że Cię nie opuszczę aż do śmierci..." u niektórych zapala się czerwona lampka, bo czują że nie stać ich na takie zobowiązanie, i właśnie wtedy bagatelizują wartość tego sakramentu mówiąc "na co nam ten papierek przecież się kochamy" albo "mieszkamy razem, mamy dziecko, jesteśmy prawie jak rodzina" PRAWIE ROBI RÓŻNICĘ

Autor: nikita  11.05.2007 zgłoś

DO Temptation: DLACZEGO NIE MAM, CYTUJE: "nie nazywaj tego portalu ogólnie chrześcijańskim tylko katolickim", PRZECIEŻ TO WŁAŚNIE CHRZEŚCIJAŃSTWO DZIELI SIĘ NA TRZY ODŁAMY TEMPUŚ, MIANOWICIE: -KATOLICYZM -PRAWOSŁAWIE -PROTESTANTYZM A WIĘC KATOLICYZM I CHRZEŚCIJAŃSTWO PRZENIKAJĄ SIĘ NAWZAJEM I SĄ NIEROZERWALNE TEMPUŚ WYSYŁAM CIĘ DO SZKOŁY, PODUCZ SIĘ TROCHĘ KOCHANIE:)))) A MOŻE JESZCZE SIĘ UCZYSZ?:) PS. SWOJĄ DROGĄ PRZYPUSZCZAM, A MOŻE SIĘ MYLĘ? ŻE NIESZCZĘŚLIWA Z CIEBIE KOBIETA, PODEJRZEWAM ŻE BĘDĄC NA FORUM PRÓBUJESZ ZAGŁUSZYĆ W SOBIE JAKIEŚ WYRZUTY SUMIENIA, POZDRAWIAM I BEZ ODBIORU:)

Autor: Sofii  11.05.2007 zgłoś

na dzień dzisiejszy to ponownie nie wzięłabym ślubu (jestem w związku od 10 lat mam syna i jest OK) gdyby zaistniała sytuacja, że rozstajemy sie z mężem ..... w ogóle nie chciałabym już wtedy mieszkać z innym facetem ....

Autor: kat  09.05.2007 zgłoś

Bardzo mnie denerwuje kiedy słysze o teoriach nt. "sprawdzania się " przed slubem. Zanim zamieszkałam z chłopakiem (dzisiaj juz mężem) znalismy sie ponad 6 lat. I przez ten czas sie sprawdzaliśmy, poznawaliśmy, docieraliśmy. Kiedy zamieszkaliśmy razem wiedzieliśmy już, że chcemy być ze soba na zawsze. Dla mnie zamieszkanie przed ślubem nie było sprawdzaniem, tylko jego konsekwencją , decyzja o tym to była bardzo poważna deklaracja. Nie zamieszkałabym z kimś, kto nie byłby juz sprawdzony.

Autor: Bren  18.05.2007 zgłoś

Poprawka!!! Kościół to NIE instytucja tylko ludzie. Zapamietać i wbić sobie do główki!

Autor: Izabela_Wrocław  09.05.2007 zgłoś

Ktoś kiedyś słusznie powiedział,że nic tak nie dzieli,jak współne rachunki.Zamieszkanie razem przed slubem ma swój sens,gdyż faktycznie poznajemy tą drugą osobę od najgorszej strony.Dla niektórych dopiero po ślubie szokiem są pewne przyzwyczajenia ukochanego.Po co się w ten szok wpędzać.A to ile będziemy razem przed ślubem i czy wogóle do niego dojdzie,to już sprawa indywidualna.Jeżeli coś ma trwać,to nic tego nie zmieni.Papier,również nie jest gwarancją ani wierności,ani podpisaniem dożywocia.Także nic tylko własne poczucie watrości i szacunku do drugiej osoby jest tu chyba najważniejsze.

Autor: monik  12.05.2007 zgłoś

a zrodlem sa chociazby badania CBOS-u szukajcie a znajdziecie ;) jest wiele socjologicznych ksiazek z opracowaniami takich wlasnie danych. a i co do tolerancji prosze pokaz mi gdzie w Pismie jest mowa o tolerowaniu grzechu? za grzech czeka śmierć. Oczywiście nie tylko fizyczna. "(...)przeto wydał ich Bóg na pastwę niecnych zmysłów, aby czynili to co nie przystoi: Sa oni pełni wszelkiej nieprawości, złości, chciwości, nikczemności(...) nierozumni, niestali, bez serca, bez litości: Oni, którzy znaja orzeczenie Boże, że ci, który to czynią, winni są śmierci, nie tylko to czynią, ale jeszcze pochwalają tych, którzy to czynią." Rzym 1, 28-32 Mozna wiedzieć co podoba się Bogu trzebna tylko chcieć ;) &#8222;Taka jest bowiem wola Boża: uświęcenie wasze, żebyście się powstrzymywali od wszeteczeństwa, aby każdy z was umiał utrzymać swe ciało w czystości i w poszanowaniu, nie z namiętności żądzy, jak poganie, którzy nie znają Boga&#8221; 1 TES. 4,3-5 (BW)

Autor: monik  12.05.2007 zgłoś

takie zezwolenie na to co przystoji a co nie daje spoleczenstwo- w tym, prawo i coraz wieksza liberalnosc pogladow. Nie chce tutaj mowic ze liberalizm musi byc zgubny dla wartosci chrzescijanskich ale okazuje sie ze im wieksza wolnosc tym czlowiek czesto bardziej zagubiony. Bardzo cieszy mnie ze jak widac mozna w tym szumie informacyjnym ktorym jestesmy karmieni kazdego dnia odnalezc jakies wartosci . To znaczy ze sa wsrod Polakow jeszcze jacys chrzescijanie a nie tylko wierzacy ale niepraktykujacy katolicy ;) "wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystkow olno, ale nie wszystko buduje." 1Kor. 10,23

Autor: kate  10.05.2007 zgłoś

do Anety p Masz strasznie ograniczone pojęcie o ludzkiej psychice i o życiu, i to co wypisujesz, wybacz, ale to są bzdury. Moja sąsiadka wzięla ślub kościelny, urodzila dwoje dzieci, po czym mąż, który przysięgal przed Bogiem, zostawil ją dla mlodszej. Po prostu wniósl sprawę o rozwód, bez ceregieli. Mąż kuzynki (również ślub kościelny) odszedl bo okazalo się że przeszkadzali mu wtrącający się teściowie. Zostawil ją z dzieckiem i z cukrzycą. Inni znajomi również rozwiedli się po urodzeniu dziecka bo on poczul się zaniedbywany. Oto jest wasza "stabilizacja" szanowne Mężatki. Gratuluję, możecie czuć się "bezpiecznie", nic dodać nic ująć.

Autor: zReZyGnOwAnA  10.05.2007 zgłoś

I jak tu z kimś zamieszkać? Dzielić wspólny kąt i życie?...Byłam z moim chłopakiem pól roku, było pięknie: wypady do kina i restauracji, wspólne wieczory w miłych knajpkach czy urocze spacery, porostu sielanka. Po tym magicznym półroczu zamieszkaliśmy razem i przeżyłam największy koszmar mojego życia. Zjawiał się w domu pijany, przyprowadzał kolegów, wychodził pić na miasto a mnie zostawiał z bandą nietrzeźwych osiłków. Zrobił ze mnie osobistą służącą do wszystkiego( nie podejrzewałam, że dorosły mężczyzna może być taki niesamodzielny). Zabierał mi klucze do mieszkania i krzyczał ze już nigdy mnie nie wpuści. Kilka razy uderzył bez powodu zresztą ciągle byłam jego popychadłem o upokarzaniu przed wspólnymi znajomymi nie wspomnę. Do tej pory zadaję sobie pytanie jak mogłam przeżyć rok u boku takiego drania, zerwałam dwa tygodnie temu i na oczy widzieć nie chcę. Choć nie daje mi spokoju dzwoni i pisze czuję, że zaczynam się uwalniać, to potrwa trochę czasu ale pierwszy raz odkąd pamiętam znów świeci słońce.

Autor: niuutka  09.05.2007 zgłoś

Mam 26 lat i od 1.5 roku mieszkam z chlopakiem. Jest nam ze soba coraz lepiej, znamy swoje wady i zalety. Kocham go najmocniej na świecie! Sprawdzilismy sie i teraz juz mozemy myslec o ślubie. Bez wczesniejszego wspolnego mieszkania bym sie bala. Teraz juz nie, wiec to byla dobra decyzja.

Autor: Madziusia  09.05.2007 zgłoś

Delfina, po części się z Tobą zgadzam, jednak nie bierzesz pod uwagę tego, że rząd też jest tworzony przez ludzi. Jeśli np. dziecko od początku się uczy, że rodzice nie biorą śluby, ponieważ jeśli go wezmą, to nie dostaną piniążków, to samo zacznie kombinować. Nie daj Bóg, jesli takie dziecko w przyszłości zostanie politykiem. To dziecko kiedy dorośnie również będzie miło swoje dzici, które będzie uczyło "kecenia i kombinowania" i w ten sposób mamy zaklęty krąg. Czym skorupa za młodu nasiąknie...

Autor: Delfina  17.05.2007 zgłoś

A tak w ogóle to bardzo lubię książkę kod leonarda da vinci, film też był niezły. Czytałam i oglądałam już kilkanaście razy i wiem, że wszystko co tam mówią to prawda. Ten kto to napisał powinien założyć nowy kościół, w którym wszystko byłoby prawdziwe a nie zakłamane. Powinni też uwzględnić niepewność tego w czym istniejemy , bo nie możemy mieć pewności że to nie jest matrix. Też wiele razy oglądałam i bardzo bym chciała, żeby ktoś po mnie przyszedł i mnie obudził, ale chyba do tej pory widziałam tylko agentów. Za to mam takie zdolności jak neo, umiem wyginać łyżkę i latać.

Autor: ONA  09.05.2007 zgłoś

CO DO WSPÓLNEGO MIESZKANIA PRZED ŚLUBEM, TO JEST BARDZO INDYWIDUALNA SPRAWA. OBECNEGO CHŁOPAKA, W SUMIE JUŻ NARZECZONEGO ZNAM DŁUGO ALE JESTEŚMY RAZEM PÓŁTORA ROKU. POWOLI ZACZYNAMY MYŚLEĆ O ŚLUBIE, MOŻE W PRZYSZŁYM ROKU:-). POJAWIŁ SIĘ TEŻ TEMAT WSPÓLNEGO MIESZKANIA. MUSZĘ PRZYZNAĆ, ŻE WYPŁYNĄŁ ODE MNIE, ALE BYŁO TO JUŻ DAWNO, ZANIM STALIŚMY SIĘ NARZECZEŃSTWEM. WTEDY BYM TO ZROBIŁA ALE MÓJ CHŁOPAK OBAWIAŁ SIĘ REAKCJI RODZICÓW.NAJPIERW CHCIAŁ SIE ZARĘCZYĆ. TERAZ JEST JUŻ INACZEJ. MIANOWIECIE, NIE ZALEŻY MI JUŻ NA TYM WSPÓLNYM MIESZKANIU PRZED ŚLUBEM. MAMY ZA SOBĄ PARE WYJAZDÓW, GDZIE POMIESZKIWALIŚMY SAMI W DOMU, WIDUJEMY SIĘ PRAWIE CODZIENNIE (PO 4-5 GODZIN), ZNAMY SIĘ BARDZO DOBRZE. W TEJ CHWILI JESTEM PEWNA I NIE POTRZEBUJE TAKIEGO SPRAWDZANIA. W MOIM PRZYPADKU TAKIE MIESZKANIE JEST NIEPOTRZEBNE BO I TAK CHCEMY SIĘ POBRAĆ I TO W NIEDŁUGIM CZASIE (NIE PO 4 LATACH MIESZKANIA ZE SOBĄ). OBOJE JESTEŚMY PEWNI SIEBIE JUŻ TERAZ, NAWET BEZ PAPIERKA I NIE JEST NAM POTRZEBNA FURTKA. WIEMY CZEGO CHCEMY.

Autor: Rita  09.05.2007 zgłoś

Uważam,że dobrym pomysłem jest zamieszkanie razem przed ślubem- nawet zanim dojdzie do zaręczyn:) jest to szansa na poznanie się lepiej, od każdej strony-nawet tej najgorszej bałaganiarsko-huligańskiej(porozrzucane skarpety/kłótnie na cały głos :D ) Lepiej jest wiedzieć takie rzeczy przed ślubem i zastanawiać się przed całkowitym zaangażowaniem czy jesteśmy w stanie zaakceptować wszystkie uroki życia we dwoje. Bo łatwiej jest się rozstać przed ślubem (o ile nam nie pasuje jakaś cecha charakteru naszego partnera/-rki) niż potem rozwodzić się..prawda? :) poza tym oczywiście znam osoby które zamieszkaly ze sobą po ślubie i są szczęśliwe ale artykuł nie o tym ;) [żeby nie było że generalizuję;) ] pozdrawiam wszystkich !

Autor: Henrietta  09.05.2007 zgłoś

Ja wypowiem się z innej strony. Jestem matką córki która zamieszkała z chłopakiem bez ślubu. I to ja sama ją do tego nakłaniałam, bo miałam poważne wątpliwości co do chłopaka. Mieszkają pół roku i jest im dobrze. Po mału się meblują, dzielą obowiązki.Wolę aby poznali się ze wszystkich stron przed ślubem, by potem nie było niepotrzebnych korowodów z rozwodem. Jestem za.

Autor: agnieszka  09.05.2007 zgłoś

Mieszkamy razem od ponad 7 lat. Nie mamy ślubu. Decyzja o zwspólnym mieszkaniu była trafiona. Lepiej poznalismy siebie, swoje wady, przyzwyczajenia etc. Na początku było trudno, teraz niebo lepiej. Gdybyśmy zamieszkali razem po ślubie - rozwód byłby nieunikniony. Mój mężczyzna ma b. trudny charakter, ale nauczyłam się (tak!) z nim żyć. To NIC w porównaniu z tym jak dobrym jest człowiekiem.

Autor: Madziusia  09.05.2007 zgłoś

Do PALI: A nie pomyślałaś, że sytuacja którą tutaj opisujesz: "pozatym kobiety samotnie wychowujace dziecko maja pomoc z panstwa a co za tym idzie dodatkowe pieniadze na dziecko" jest złodziejstwem? Okradaniem państwa. Bo niby 2 pensje są, jest tatuś/konkubent, ale jeśli na papierku nic nie ma to można ciągnąć od państwa ile się da? A potem trzeba koniecznie narzekać jak to jest źle w tym okropnym kraju. Brak mi słów. A odnośnie tematu, to ja ze swoim mężem zamieszkałam dopiero po ślubie. Nie musieliśmy się "docierać", testować, czy nam razem wyjdzie :)

Autor: Delfina  09.05.2007 zgłoś

Madziusia, to państwo tworzy chore sytuacje typu płacenie zasiłków "samotnym" matkom, a ludzie wykorzystają każdą sytuację, żeby coś zgarnąć dla siebie. Tak było, jest i będzie, nie tylko w Polsce. Trzeba tworzyć prawo naprawdę prorodzinne a nie tylko gadać o tym, gdy de facto bardziej opłaca się żyć w konkubinacie. Ja akurat nie zrezygnowałam z "papierka" dla zasiłku ale nie winię ludzi, którzy tak robią, winię nasz rząd

Autor: Anulka :)  14.05.2007 zgłoś

Hej :) Ja mieszkam z moim chłopakiem od 1,5 roku. Wcześniej znaliśmy się już ponad rok. Wspólne mieszkanie wiele zmienia. Przede wszystkim bardzo dokładnie poznałam mojego chłopaka; dowiedziałam się o sprawach, o których spotykając się z nim tylko w weekendy na pewno bym się nigdy nie dowiedziała. - to jest z jednej strony plus tej sytuacji, z drugiej... wielu tych rzeczy nie chciałabym wiedzieć. Zanim zamieszkaliśmy razem planowaliśmy ślub. Mieliśmy się pobrać 7.07.2007.... a tym czasem nawet się nie zaręczyliśmy... On stracił motywację - ma przecież wszystko to, co miałby wtedy, kiedy bym była jego żoną. Jest zbyt pewien mnie i mojego uczucia i nie spieszy się z oświadczynami, bo... ma jeszcze czas. Do dogadywań rodziców się przywycził, pytania o ślub kwituje stwierdzeniem - nasza sprawa. Ja tak nie potrafię i daję się niestety wciągać w dyskusje z niedoszłą teściową i z moją mamą. Szczerze mówiąc ja, widząc jak wygląda sytuacja, jaki ma zapał do ślubu, też straciłam chęci i nadzieję na zmianę. Tak więc żyjemy sobie na kocią łapę, nie planujemy ślubu - bo przecież tak jest wygodniej i można się rozejść w każdej chwili... I pewnie się rozejdziemy. Jeszcze nie teraz. Jeszcze jest mała nadzieja na zmianę. ale... Ja potrzebuję stabilizacji. Ja chciałabym mieć dziecko (a on nie chce bez ślubu). Ja bym chciała mieć dom i rodzinę z prawdziwego zdarzenia, taką, jaką stworzyli moi rodzice. On niby też chce, ale jakoś mu się nie spieszy, jakoś musi czekać na odpowiedni moment, na 100 procent pewności, na więcej kasy na koncie na wesele, na to aż ja będę miała odpowiednią pracę, na... niech czeka tylko ja nie będę mu towarzyszyła w tym czekaniu, bo ja nie potrafię żyć tak cały czas. pozdrawiam wszystkich i ciebie Mareczku

Autor: UIwona  17.05.2007 zgłoś

chce sie z tobą pobzykać

Autor: zobaczymy ile z tych  08.05.2007 zgłoś

wspaniale dobranych, sprawdzonych w codziennym zyciu par zdecyduje sie na slub.

Autor:  13.05.2007 zgłoś

Wierz mi Slowian, dziewczyny też mają ciężki wybór... ;) wspólczesne chlopaki albo chude jak patyk albo napakowane po silowni...

Autor: Gola  13.05.2007 zgłoś

No nie, KONKUBINAT-od razu mam skojarzenia :'podczas libacji alkoholowej konkubina dźgnęła nożem konkubenta (lub on ją)". Ludzie, przecież w Polsce nie można mówić o konkubinacie skoro nie można dziedziczyć z mocy prawa po stracie jednego z konkubentów. A znowu kiedy oficjalnie zgłosi się zamieszkiwanie (podam przykład kobiety-bo nią jestem) z mężczyzną, to samotnej matce odbierane są dodatki na dziecko. Argument: bo jest facet, który urzymuje. Ale kobieta kiedy dojdzie do rozstania ma gówno lub właśnie kiedy stanie się coś facetowi to nie dziedziczy. Jestem rozgoryczona=-co pewnie da się odczuć ponieważ po 16 latach życia z facetem, któremu podporządkowywałam się, robiłam tak jak chciał on, nie pracowałam ale kiedy on dorabiał się (wtedy myślałam że my się dorabiamy) dokładałam starań aby urządzać, sprzątać, gotować, prasować, załatwiać sprawy,oszczędzać na sobie i swoim dziecku... A teraz prawdopodobnie rozstaniemy się i wychodze z tego związku z niczym. Jego córki mają od niego po 2 mieszkania i kilka hektarów ziemi nad jeziorem z domami, a ja dupa mam gówno. I powtarza on teraz że to jego. Wiem "głupiś boś biedny, biednyś boś głupi" ale wydawało mi się ze to miłość. Najlepsze lata życia za mną, a psychika rozchwiana. No dobra. Bądźcie silne i stanowcze.

Autor: do zobaczymy ile z tych  08.05.2007 zgłoś

pewnie niewiele, sama jestem w takiej sytuacji, że mieszkam z facetem ponad 2 lata i jak na początku planowaliśmy ślub tak teraz sprawa ma się zupełnie inaczej...Mój partner uważa, że po co ślub skoro tak jest dobrze (ma ugotowane, posprzątane itd), no i zawsze jest furtka na to, że można pójść w drugą stronę, jeśli coś nie wyjdzie. Powiem szczerze takie jego gadanie sprawiło, że coś zaczęło we mnie pękać...

Autor: Katarzynka_32  14.05.2007 zgłoś

To co napiszę jest trochę nie na temat ale też dotyczy wspólnego mieszkania i życia. Jestem z facetem ponad trzy lata. Z rozmów (bardzo ciężko się z nim rozmawia na takie tematy) wywnioskowałam, że on nie chce się żenić, nie wykazuje też jakichkolwiek chęci wspólnego zamieszkania (obydwoje mamy swoje mieszkania w różnych miastach). Kocham go i chciałabym być z nim ale nie mam zamiaru zmuszać go do niczego. Jemu prawdopodobnie jest dobrze w takim układzie: spotkania w weekendy i wspólne wyjazdy, a w pozostałe dni nikt nie siedzi mu na głowie i nie jest od kogokolwiek zależny. Ostatnio mam straszny mętlik w głowie bo nie wiem czy mam nadal tkwić w tym związku bez przyszłości z nadzieją, że może kiedyś coś się zmieni czy też poprostu zrezygnować z tej znajomości i poszukać kogoś kto chce układać sobie życie tak jak ja??? :( A może wogóle nie znajdę takiego mężczyzny...

Autor: Patka  10.05.2007 zgłoś

Ja też mieszkam z moim kochanym już 2 lata a jesteśmy razem 4.Wcześniej mieszkaliśmy w pokoju obok.Większość nocy i tak spędzaliśmy w jednym pokoju. Nie lubię bardzo słowa 'sprawdzamy siebie" .Myślę że to wymówka.Ktoś tak kiedyś palnął i teraz ludzie tego uzywają.Ja bym z chęcia wzięła ślub ale mój Mężczyzna twierdzi ,że po ślubie sie zmienia wszystko na gorsze.A czy mieszkanie na kocią łapę mi się podoba ????niee jest to dla mnie bardzo poważne.Wolałabym się spotykać z nim i prać ,gotować i sprzątać sobie......

Autor: felicity  18.05.2007 zgłoś

dziwne jest tylko to, że wiele osób, które żyją w konkubinacie nazywają swoje konkubiny i swoich konkubentów MĄŻ i ŻONA, mimo że nimi nie są. Żałosne... Ci co żyją na kocią czy psią łapę właśnie tak się nazywają, nie oszukujmy się. KONKUBENT KONKUBINA no tak stereotypowe myślenie: papier, lojalka i co tylko człowiek sobie wymyśli, niewolnictwo MĄŻ, ŻONA to brzmi dumnie :)

Autor: MISIA  08.05.2007 zgłoś

Uważam, że mieszkanie ze sobą przed slubem wyłacznie w celu "sprawdzenia się", przekonania, czy się do siebie pasuje jest zakładaniem z gory, że jeżeli coś będzie nie tak, to przecież bez żadnych konsekwencji można ten związek zakończyć. A przecież miłość i wiązanie sie z drugim czlowiekiem nie powinno zależeć tylko od tego, czy wszystko jest na tip-top... Wiążąc się z kimś podejmuje się za niego odpowiedzialność, stwarza się zobowiązanie, ktore potem nie powinno się zrywac tylko dlatego, że ktoś nie myje naczyń albo zostawia na podłodze brudne skarpetki.

Autor: elle  15.05.2007 zgłoś

do Artura Chyba trochę mylisz pojęcia - "ofiarowanie siebie drugiej osobie i wzięcie drugiej osoby głęboko do swojego serca" - to MIŁOŚĆ. MIŁOŚĆ ZAKŁADA ŻE CHCEMY BYĆ Z KIMŚ DO KOŃCA ŻYCIA. MAŁŻEŃSTWO NIE MA TU NIC DO RZECZY, MOŻNA BYĆ MAŁŻEŃSTWEM, A MOŻNA BYĆ PO PROSTU PARĄ KOCHAJĄCYCH SIĘ LUDZI. JA WYCHODZĘ ZA MĄŻ ZA MIESIĄC, ALE TO, ŻE MÓJ MĘŻCZYZNA W KOŚCIELE PRZYSIĘGNIE MIŁOŚĆ NIE JEST DLA MNIE WAŻNIEJSZE OD PRZYSIĘGI KTÓRĄ KIEDYŚ ZŁOŻYŁ MI W PARKU, GDY POWIEDZIAŁ ŻE JESTEM KOBIETĄ NA KTÓRĄ CZEKAŁ CAŁE ŻYCIE I ZROBI WSZYSTKO ŻEBY MNIE USZCZĘŚLIWIĆ. ZWŁASZCZA ŻE KAŻDEGO DNIA DOTRZYMUJE SŁOWA. ŚLUB NIC NIE ZMIENIA, MIŁOŚĆ JEST, BĘDZIE I BYŁABY BEZ ŚLUBU TEŻ. DLATEGO JAKO PRAWIE-MĘŻATKA :) POZDRAWIAM WSZYSTKIE KOTKI, NIE DAJCIE SIĘ ZWARIOWAĆ, NIE SŁUCHAJCIE DEWOTEK I FANATYKÓW, ŻYJCIE PO SWOJEMU, BO NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŚĆ. JEŚLI KOCHACIE SIĘ, SZANUJECIE I MACIE DO SIEBIE ZAUFANIE, TO NIE MUSICIE WCALE SZUKAĆ OPARCIA W ŚLUBNYM PAPIERZE :)

Autor: kaja  08.05.2007 zgłoś

już raz byłam związana ślubem i nigdy wiecej w życiu nie popełnie tego błędu,jestem z moim facetem juz prawie 2 lata mieszkamy razem i oddzielnie bo każde z nas ma swoje m jest super

Autor:  23.03.2008 zgłoś

kurwa!po kiego mi ten pasek niwea!nic ni emozna pzreczytaj.na pewno nie kupie go!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: cytra  18.05.2008 zgłoś

witam! mam 18 lat, mieszkalam miesiac u tesciów obecnego narzeczonego, gdyz nie mogłam juz w domu zyc tak mi truli rodzice. nigdy nie pomyslalabym ze takie zycie moze byc straszne ze przez rodziców ktorych w dziecinstwie uwazalam za wzor moga tak mi zycie zepsuc. wrócilam do domu i teraz tego bardzo zaluje, bo nie jest tak jak mówili gdy mialam wracac.mój narzeczony mieszka na stancji i czeka tam na mnie. w weekend nocuje jeden dzien u niego, a na drugi dzien mama wojne ze jestem latawica, dama do towarzystwa, ja mam dosc!!! ciezko mi jest. ;/ brak mi sil....... planuje z dnia na dzien wyprowadzic sie... wiem ze damy rade sobie w zyciu bo nie tyle przeszlismy, on pomaga mi a nawet czasem krzyczy ze sam posprzata. szkoda tylko ze inni tego nie widza jak sie zmienil i jak dba o mnie.

Autor: Daria  18.07.2008 zgłoś

Ja ze swoim obecnym mężem najpierw mieszkalam bez ślubu. Uważam , ze jest to dobry pomysł ludzie się poznają , swoje wady i zalety czasami niektórzy nie potrafia ze soba wytrzymać i co wtedy. Takze ja jestem ZA !!

Autor: zawiedziona  09.12.2008 zgłoś

Chcem odniesc sie tu przedewszystkim do ludzi ktorzy twierdza ze"wyplatac sie z zwiazku nieformalnego jest proste-wyprowadzam sie i tyle".Całkowicie sie nie zgadzam !!! tak jak z formalnego jak i nie formalnego zawsze sa jakies przykrosci pretensje no i niedopowiedzenia.Jestem calkowitym tego przykladem bylam w zwiazku "na kocia łape"7lat ...rozstalismy sie(ja chcialam sie rozstac mial za duzo kolezanek moim zdaniem)mialo to byc rozstanie przyjacielskie ale po paru miesiacach zmienil zdanie i teraz chce "zniszczyc mnie" on zabral cale wyposazenie domu i straszy mnie ze jak niedam mu 80 tys zloty to spotkamy sie w sadzie.....czy w zwiazku formalnym czy na kocia lape moze konczyc sie sadem ...wiec sugestia uwazjcie na siebie i niech kazdy pilnuje swojego portwela i wszystko na papierze wszystkie pozyczki umowy faktory...nie opowiedzialam calej historii bo nieda sie opowiedziec 7lat w paru zdaniach.

Autor: jeleniogórzanin  06.03.2009 zgłoś

Ryszard Barej bierze w łapę od dostawców w KRUS-ie w Szklarskiej Porębie. Dlaczego policja milczy w tej sprawie?

Autor: Magda  27.07.2010 zgłoś

Ja nie mieszkałam przed ślubem z moim mężem i z perspektywy czasu to ciesze się że nie podjęłam tej decyzji. Dlaczego? A dlatego że nasze pierwsze docieranie się przebiegało tak i trwało ponad rok, że nie wiem czy bym była po tym w stanie odważyć się na ślub z tym człowiekiem kiedykolwiek i wiem że bym popełniła błąd, bo przysięgłam miłość wspaniałemu facetowi. Tymczasem nie wiem czy nie rozstalibyśmy się w trakcie pierwszych miesięcy mieszkania razem gdyby nie łączył nas ślub. mieszkaliśmy z siostrą mojego męża i jej chłopakiem wynajmując wspólne mieszkanie, namawiali nas na zamieszkanie jeszcze przed ślubem, bo ślub to poważna decyzja i tak dalej, tak mówili. Po 5 latach jak mieszkali razem okazało się że przez ten czas nie rozmawiali ze sobą, była też sytuacja że pewnego razu jej facet powiedział że to koniec i wyszedł bez niczego i pojechał do rodziców. Jak zwróciliśmy mu uwagę że tak się nie robi to powiedział że "przecież ślubu nie mamy" czy tak postępuje się względem osoby z która żyło się jak małżeństwo przez 5 lat, nie sądzę. Widząc to wszystko z bliska niestety nie mam dobrego zdania o życiu na kocią łapę.

Autor: E  31.10.2011 zgłoś

Ja zamieszkalam z chlopakiem po roku znajomosci, na poczatku byly wielkie obietnice malzenstwa, minely juz 3 lata, a on niec na temat malzenstwa niewspomina. Patrze w stecz i dzis wiem, ze popelnilam blad. Naiwnie zaufalam, a teraz codziennie sie pytam siebie - co dalej? Bo czas plynie i nic sie niezmienia.

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu