Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Punkt widzenia

21.05.2007 | 423 opinie czytelniczek

Jak się kulturalnie rozstać?

W tym tygodniu chcieliśmy Was zapytać: czy jest sposób na to, by kulturalnie, bez wzajemnych oskarżeń i walk zakończyć związek? Czy można rozstać się „kulturalnie”? Czy Wam się to kiedyś udało lub znacie jakąś parę, która tego dokonała? A może to po prostu niemożliwe, bo rozstanie z osobą, którą się kiedyś kochało, nie może przejść bez emocji, na zimno i z dystansem?

Byliście szaleńczo zakochani, wierzyliście, że tak już będzie zawsze, że to ten jedyny/ ta jedyna. Jednak po jakimś czasie okazało się, że uczucie się wypaliło, wygasło, że nic już Was nie łączy. No właśnie – czy nic? Czy tylko wspomnienia dawnej miłości i wspólnych planów, których już razem nie zrealizujecie, czy może wspólne kredyty, mieszkanie albo dzieci? Wtedy sprawa jest poważniejsza, a decyzja o rozstaniu trudniejsza. Czy w takiej sytuacji można się rozstać bez nienawiści, nastawiania dzieci i rodziny przeciwko byłemu partnerowi, bez oszczerstw i walki o każdy grosz? Jeśli wiecie, jak najlepiej wybrnąć z takiej sytuacji, podzielcie się swoimi spostrzeżeniami, może komuś pomogą.
Ewa Parol
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor:  01.09.2007 zgłoś

najpiękiejsze są pierwsze chwile naszej miłości pierwszy dotyk pierwsze spojrzenie pierwszy gest potem jest już tylko gorzej to wspolne proste życie zabija uczucie nie my my tylko musimy uczestniczyć w tym życiu wszystko co mamy zaczyna nam sie nudzic chcemy czegoś nowego i ciągle szukamy tęsknimy i wymyślamy

Autor: Agat  12.06.2007 zgłoś

Czytam o tych Waszych rozstaniach i troszkę się zastanawiam...któraś się już rozwodzi, bo "nie kocha mężą" inna po 2 latach się rozstała, bo cos tam...bo pojawiły się problemy, trudniej było o bliskość. Ale dziewczyny kochane, to jest normalne! w kazdym związku, z kim byście nie były, tak się stanie prędzej czy później. Czym jest miłość? Taka prawdziwa? Jest postawą, dbaniem o drugą osobę, wspólnym spędzaniem czasu razem, pomaganiem sobie, gdy jest ciężko, tez jest przyzwyczajeniem pewnym do drugiej osoby, bo nam z ta osobą dobrze...Sama jestem w związku od dwóch lat, mieszkamy razem od roku i często są kryzysy, nie mogę znieść jego wad, czuję, że oddalamy się od siebie czasem, że codzienność zabija to nasze uczucie, ze nie można się dogadać, nie ma bliskości. Czasem też myślę o odejściu. Jednak jesteśmy razem juz 2 lata i budujemy coś razem, razem się rozwijaliśmy, przechodziliśmy przez chwile dobre i złe, nigdy mnie z nikim tyle nie łączyło i jest ciężko czasem-on ma trudny charakter i ja również. Jednak rozstanie się to pójście na łatwiznę, tak myślę. Wszystko w życiu wymaga wysiłku, także bycie w związku. Jesli jesteście z kimś nowym i jest super, to nie łudźcie się, że będzie tak ciągle bez obopólnego wysiłku i pracy, przede wszystkim nad sobą. Zawsze na początku jest miło i fajnie bez wysiłku, dopiero, kiedy zaczyna się prawdziwe życie to wtedy przychodzi moment próby. Poza tym każdy ma wady-jak nie te, to inne. I co wtedy? Znowu trzeba wymienić faceta, bo nie taki i tak ciągle wymieniać do końca życia? Może trochę nie na temat, ale tak mi się nasunęło a propos rozstań. Pozdrawiam.

Autor: kama  09.06.2007 zgłoś

jak sie roztac, chcialabym wiedziec jak to dobrze zrobic... moj chlopak juz od paru miesiecy molestuje mnie psychicznie, nie mam sily, mam problemy zalodkowe ze stresu, i nie umiem sobie z tym poradzic. Chce odejsc, ale on pije i robi awantury codziennie, szukam mieszkanie ..gdzie moge mieszkac sama also z nowym wspolokatorem... Nie nawidzie, nie mam ochoty z nim byc.. stracilam kontakt z wszystkimi on mi kradli pieniadze, awantury i picie, palenie trawy .... trudno sie rozstac... bo to tak bolesne, przeprowadzka znowu, problemy i tak dalej......

Autor: ona  07.07.2007 zgłoś

2 miesiace temu zostawil mnie chlopak z ktorym bylam 9 miesiecy niby nie wiele ale jak dla mnie wystarczajaco...myslalam ,ze bedziemy potrafili sie przyjaznic ,ze sie odezwie choc napisze smsa cokolwiek przynajmniej w momencie kiedy do mnie przyszedl i mi oswiadczyl ,ze to koniec owil ze zawsze bede mogla sie do niego zwrocic ,napisac ale nie odezwalam sie ani razu nawet jak blo mi bardzo ciezko,zle.Jest mi starsznie przykro i nie potrafie sobie jakos tego wszystkiego przetlumaczyc moze dlatego ,ze to byl moj pierwszy tak powazny zwiazek .Tak czy siak rozstalismy sie bo nie pasowalismy do siebie niestety ale zawsze wierzylam ,ze jesli bedziemy ze soba rozmawiac mowic co jest zle co dobrze co nam przeszkadza to uda nam sie ciagle w to wierzylam ,chcialam!Powiedzial,ze sie odezwie ale za jakis czas...:(mysle ,ze sie juz nie odezwie i dlatego tak mi ciezko !!!Nie wierze chyba w milosc nie wierze ze cos takiego istnieje na poczatku jest oczarowanie pierwszy blysk a potem.....chyba juz tylko przyzwyczajenie wystarczy ,ze spojrze na swoje kolezanki w jakich zwiazkach tkwia,kloca sie ,narzekaja a i tak sa razem czemu? Bo kazde boi sie samotnosci i zadnemu nie che sie szukac...boja sie!!!Ja tez sie balam zostac sama dlatego to on zakonczyl ale liczylam na to,ze zostaniemy chocby znajomymi niestety sie pomylilam czlowiek ktory byl dla mnie tak bliski jeszcze niedawno teraz stal sie tak daleki....To wszystko jest tak porabane !!!

Autor: niepokorna  12.06.2007 zgłoś

Rozstaliśmy się kulturalnie... jak najbardziej. Sprawa bez orzekania o winie i bez obrzucania się błotem, po dwudziestu latach małżeństwa! Ale co z tego? Teraz po czasie (3 lata)- dowiaduję się od znajomych najgorszych opini o sobie.Takich,że czapka mi mało z głowy nie spadnie.Mamy dzieci,więc nasze spotkania czasami są nieuniknione, w oczy jest miły i nawet chwilami zażenowany,bo zdaje sobie sprawę z tego ,że ja Wiem. Mogłabym napluć mu w twarz,lecz nie ma to sensu.Szkoda mi jego,bo żyje przeszłością, przypisując sobie wszystkie sukcesy i zaczął w to wierzyć.... A co krwi napsują mi jego fantastyczne opwieści o nas-to rozstanie w zgodzie nic nie znaczy.

Autor: maleństwo  15.06.2007 zgłoś

przed slubem bylismy razem 9 lat po slubie jestemy 5 i jedyne o czym marze od 4 lat to rozwod, probowalam odejsc 3 razy ale raz uprosili mnie jego rodzice raz on mnie zaszantazowal ze cos sobie zrobi a ostatni raz ja zmieklam ale po raz ostatni w koncu podjelam decyzje i czuje sie z tym swietnie niestety musze poczekac jeszcze przynajmniej do konca roku ale przyszlosc mam zaplanowana i codziennie wyobrazam sobie jak bedzie...przyjaciolka zapytala sie mnie "jak odejdziesz bedziesz sama wiesz?' ...jedyne co mi przyszlo wtedy do glowy to to ze jedyna zmiana po rozwodzie bedzie to ze bede miala duzo mniej prania sprzatania gotowania prasowania zakupow wieczory bez spiacego na kanapie faceta wiecznego zwracania uwagi tez juz nie bedzie..ja po prostu jestem darmowa gospodynia domowa!!!!!!i to chyba calkiem niezla ale przerazajace jest to jak patrze na niego jak spi na kanapie i od razu zastanawiam sie "kto to jest" " po co tu jest" oczywiscie to nie jest tylko jego wina gosposie zrobilam z siebie sama , to ja skakalam na okolo niego to ja niczego nie wymagalam zeby robil teraz wiem ze wiazac nalezy sie z facetem ktory mieszkal sam a nie z takim ktory spod spodnicy mamy trafil pod spodnice zony !!!! tylko szkoda troche tych 14 lat straconych chociaz z drugiej strony wiele mnie one nauczyly i przede wszytkim pokazaly mi czego chce od mezczyzny....

Autor: Ewa  21.05.2007 zgłoś

Rozstanie jest najbardziej burzliwe wtedy kiedy jeden z partnerów oddala sie emocjonalnie i chce ułozyć sobie życie z kimś innym. Rónież wtedy kiedy niespodziewanie mówi o odejściu. Cierpią Ci, którzy przysięgę małżeńską lub szczęśliwe bycie ze sobą traktują jako coś trwałego na całe życie. Lub traktują partnera jako swoją własność. Kulturalne rozejście się to umiejętność życia w samotności i kochanie z pewnym dystansem. Bez poczucia własności partnera i bez psychicznego uzalezniania się od partnera. Trzeba umieć żyć własnym życiem.

Autor: viki  22.07.2007 zgłoś

Pomóżcie.....ja planuję rozstanie ze swoim chłopakiem już dość długo,ale jakoś nie mogę tego zrobić...Jesteśmy z sobą już 4 lata.Na chwilę obecną nic do niego nie czuję,a z jego ust wiecznie słyszę słowa ''kocham cię''.Postanowiłam to ponieważ drażni mnie to,że wiecznie koledzy i piwko są dla niego ważniejsze jak ja.Dłużej nie mogę tego znosić.Przypuszczam,że nie było by tego problemu z rozstaniem gdybyśmy nie mieszkali razem.Wiem,ze nie ma rzadnego problemu z wyprowdzką ale...boję się.Boję się jego reakcji w momencie naszego przypadkowego spotkania w czasie przyszłym typu,że ja z kimś.On by tego na pewno tak nie zostawił.Pomócie mnie jak mam to zrobić tak ażeby go nie zranić...''za bardzo''.Z góry dziękuję.

Autor: Pit  29.05.2007 zgłoś

Do "co z tym beretem" Życie nie było dla Ciebie łatwe i nadal to boli. Jednak nie pozwalając tej złości odejść trudno Ci będzie być szczęśliwą. Gdy życie (ktoś) nas mocno zrani mamy prawo być wściekli. Nie można jednak pozwolić by zdominowała nasze życie, bo co to za życie będzie. Pozdrawiam.

Autor: alinka kol:2  21.05.2007 zgłoś

rozstanie jest najgorsza rzecza posd sloncem!zwlaszacza jesli ty- cos czujesz do tej drugije osoby a ona nic!jedyne wyjscue to rozstanie!ale jak z tym wszstkim zyc?jak sobie poradzic?wspomnienia tak wiele psuja!!:( ja jestem 3 misiecae po rozstaniu!nadal kocham i wierze w to ze kiedys nasze drog ise zlocza

Autor: mam lat 21  31.08.2007 zgłoś

Nie wiem jak się rozstać kulturalnie;( Jestem z moim chłopakiem od jakiegoś roku, ale wiem, ze nie jest to facet mojego zycia. Z jednej strony jest mi z nim całkiem dobrze, ale z drugiej brakuje mi tego czegos specjalnego czego nie potrafię nazwać, jestem z nim juz tak jakby z przyzwyczajenia. Nie wiem jak mu powiedzieć, że go nie kocham, bo nie chcę go zranić. Wiem, że on mnie bardzo bardzo kocha, zrobiłby dla mnie wszystko. A ja? Czasem mam wrażenie, że łatwiej by było się rozstac podczas jakiejś awantury, nagle, a nie tak to ciagle odwlekać. Ale po prostu nie potrafię;( Może też boję się troszkę, że zostanę sama, ze nikogo szybko nie znajdę, I tym bardziej mi przykro, że go oszukuję

Autor: Misia  17.06.2007 zgłoś

Do m m m Od siedmiu miesięcy jestem w związku z mężczyzną, ktory jest w podobnej do Twojej sytuacji. Ma córeczkę, którą kocha nad życie i żonę której nie kocha ale ze względu na małą jest gotów zrezygnować z prawdziwego uczucia jakim mnie darzy. Próbowałam przekonać go że taki związek to chory związek ale on jest przekonany że jeśli zostanie z żona to mała bedzie szczęśliwa. A to nie jest prawdą. Mężczyźni! Jak do niego dotrzeć, co zrobić żeby go przekonać, że postępując w ten sposób krzywdzi wiele osób? Jego żona wie o mnie. SAM JEJ POWIEDZIAŁ

Autor: naiwna  07.09.2007 zgłoś

i tak moja wypowiedz zginie w gaszczy wypowiedzi. nie mam szczescia w milosci, wszystkie zwiazki konczyly sie z ich strony tzn oni zrywali. nie ma kulturalnych rozstan, tak czy siak jedna strona cierpi i mim ze ktos to zrobi ladnie np zaprosi na rozmowe itp czy mniej kulturalnie np przez smsa to i tak boli. wiem bo miesiac temu tak zakonczyl sie mi zwiazek. wiem ze nie potrafilabym z nim zyc w przyjacielskich stosunkach bo ja go kocham. ehh zreszta niewazne tak naprawde

Autor: majka  02.06.2007 zgłoś

czytając wasze wszystkie opinie zastanawiam sie... -studiuję (3 rok), on jest o 4 lata strszy... i jest dla mnie dobry.. zawsze był... -jestem z nim od 3 lat,to mój pierwszy poważny związek, ale związek na odleglość: -jestem ze śląska, studiuje dziennie w Krakowie a on zaocznie w opolu w tygodniu pracuje za granicą... -nigdy go nie zdradziłam,choć na powodzenie nigdy nie narzekałam... -zawsze byłam dobrze ułozona,raczej staroświecka w tych sprawach a on pomimo swoich wcześniejszych związków i sporego doświadczenia akceptowałmoje przekonania(np. seks po ślubie)- kocha mnie... -po pierwszym roku poczułam totalna pustke-chciałam sie bawić z innymi, chodzic na imprezy... chciałam kulturalnie zerwać, byl płacz, prośby..zostałam -nie chce go skrzywdzić, on jest dla mnie dobry, a ja sama nie wiem czasem jestem tak pewna,ze go kocham i chce spędzić z nim resztę życia, a czesem chciałabym byc pania własnego losu , być wolna. - on chce zakładc rodzine, ja jestem za bardzo ambitna chce zrobićjeszcze jedne studia -on chce żebym przeniosła się na zaoczne,poszła do pracy , urodziła mu dzieci, a ja... - zalezy mi na nim, al sama nie wiem czy to raczej nie jest przyjaźn niż kochanie... może juz nigdy nikt nie będzie tak o mnie dbal i tak bardzo mnie kochał.... zawsze moge na niego liczyć... pogubiłam sie... on jest taki dobry....

Autor: Magdalena  28.05.2007 zgłoś

Ja uważam,że można rozstać się z kulturą i bez wzajemnych waśni,ale zależy to od człowieka.Mój rozwód trwał łącznie dwie sprawy około 20minut,bez orzekania o winie,bez pretensji,wiem,że sprawiłam byłemu mężowi ból,ale powinniśmy rozstać się dużo wcześniej.Po rozwodzie pozostajemy nadal w świetnych kontaktach,nazwałabym to nawet przyjacielskich.Natomiast kolejny związek,który okazał sie niewypałem i trwał dwa lata...to rozstanie było koszmarem.Facet pomimo,że mnie oszukiwał,kłamał,zdradzał nie mógł pogodzić się z tym,że powiedziałam "koniec",przeszłam przez piekło i przez to nie chcę już nigdy angażować sie uczuciowo.Kultura rozstania polega na mentalności człowieka,ja potrafię zrobić to z godnością,ale miałam dwa skrajne przykłady rozstań .

Autor: ja  24.05.2007 zgłoś

Kilka lat temu rozstałam się z óczesnym partnerem.Bardzo mnie to bolalo i cierpialam,jednak po jakimś czasie, kiedy emocje opadły nawet go zozumiałam.Nie zerwaliśmy kontaktu, po jakimś czasie nawet mogłam go nazwać prawdziwym przyjacielem.Tak jest do dzisiaj.Po jakimś czasie od rozsatnia on przyznał mi się,że wcale nie chciał się ze mną rozstawać ale obawiał się,że nie wyjade z nim do jego rodzinnego miasta.Próbowaliśmy się zejść ale to już nie było to samo, przynajmniej dla mnie, więc tym razem ja zerwalam i niczego to nie zmieniło.Oboje jesteśmy w szczęśliwych związkach, co jakiś czas się spotykamy i jesteśmy naprawdę dobrymi kumplami.Widocznie tak musiało być.

Autor: malutka  11.06.2007 zgłoś

jestem bardzo zrozpaczona gdyż mój mąż zdradza mnie z innymi kobietami które wi aerdalają się w moje życie a jestem tego pewna gdyż znam jego kochanki zanonimów

Autor: malutka  11.06.2007 zgłoś

jestem bardzo zrozpaczona gdyż mój mąż zdradza mnie z innymi kobietami które wi aerdalają się w moje życie a jestem tego pewna gdyż znam jego kochanki zanonimów

Autor: porzucona marionetka  06.09.2007 zgłoś

ze mną chłopak zerwał po paru miesiącach. jestem sama od paru dni. kiedy przejdzie mi żal, za pare kolejnych miesięcy? boli.

Autor: anna  10.06.2007 zgłoś

to chyba niemozliwe.Mój związek urwał się rok temu. Winne były niedomowienia a w zasadzie nieumiejętnośc szczerej rozmowy.Ja ciagle liczyłam,że on się domysla.Nawzajem na siebie obrazilismy.Oboje uparci,urażeni...nikt nie wyciaga reki...ja cierpię ,nie wiem jak on. MOże już kogoś ma...ja nie potrafię. Wczoraj go zobaczyłam..usmiechnął się..pojechalam dalej...smiutno mi...bardzo mi smutno...co zostało???...żal,że nie mogło być inaczej

Autor: Królewna  10.08.2007 zgłoś

Dziewięć lat "małżeństwa", 17 lat znajomosci. Slub w wieku 19 lat, bo tak nagle "wypadło":-) Obecnie na mym koncie: wspanialy 9-letni synek, kilka rozstań i powrotów (bo przecież przez całe życie On był tym jedynym, poza tym dziecko itd) no i kolejna decyzja o rozstaniu... Tym razem chyba dojrzalsza, poważniejsza, ale nadal bolesna... Kulturalne rozstanie??? Owszem- jestem zdania, że to jak najbardziej możliwe. Żal, rozgoryczenie, smutek, ból- to całkiem normalne. Złosć, czasem nienawisć, agresja, a potem kolejne przemyslenia, że się może jeszcze jakos ułoży. Bo przecież się kochamy... A może jednak Nie??? Sądzę, że normalny jest każdy przejaw uczuć w tej sytuacji- niezależnie czy są one pozytywne, czy negatywne- w końcu jestesmy Ludźmi!!! ALe jednego jestem pewna- Na kulturalne rozstanie stać tylko ludzi, którzy darzyli się ogromnym szacunkiem przez całe życie, którzy szanują innych i oczywiscie siebie!!! Wtedy- obojętnie, czy zostało się skrzywdzonym, czy się kogos skrzywdziło; czy decyzję podjęło się wspólnie, czy zapadła na wniosek jednego z nas; czy miłosć jeszcze gdzies tam się tli, czy już jej naprawdę nie ma- Szanując Drugą Osobę POZWOLIMY JEJ i SOBIE poniesć konsekwencje tego wyboru!!! I ostatnie przemyslenie- bardziej dla mnie osobiste... Nie da się odbudować związku starając się na siłę decydować za drugą osobę i zmuszając ją do takich a nie innych wyborów. Pozwólmy innym ponosić konsekwencje- nie bójmy się tego. Bo tylko jeżeli ktos sam zrozumie, że zrobił cos dobrze- lub źle- będzie w stanie zastanowić się nad tym i albo to naprawi- albo nie... Ale to też już będzie jego wybór...

Autor: joanna  10.06.2007 zgłoś

poczułam się jak zepsuta zabawka, którą wyrzuca się do śmieci i bierze nową... to nie było dobre rozstanie. ale w związku są dwie osoby i nie zawsze tylko od nas to zależy jak się rozstajemy:(((

Autor: joanna  10.06.2007 zgłoś

ja rozeszłam się z "moim " trochę ponad miesiąc temu, a dokładnie to on oznajmił mi, że "nie chce już ze mną być"... od jakiegoś czasu nie grało między nami, ale najgorsze dla mnie było i nadal jest to, że niemal nastepnego dnia on zaczął się spotykać z nową dziewczyną:/ mimo, że nadal razem mieszkaliśmy...

Autor: zagubionaK  14.06.2007 zgłoś

Jest to moje drugie malzenstwo ktore trwalo 5 lat.Ja bylam wdowa z 18 letnia corka a on wdowcem z dwojka dzieci 18 i 19 lat.Chcial zebym zamieszkala u niego,na co sie po slubie zgodzilam.Mieszkajac w domu meza stalam sie sluzaca dla niego i jego dzieci.Od poczatku zycie ukladal sobie ze swoimi dziecmi nie ze mna.Rodzina meza mnie nie zaakceptowala bo ja ciagle chcialam byc jego zona a nie kims przyczepionym do rodziny.Jego corka mnie nienawidzila.buntowala ojca przeciwko mnie a on zawsze trzymal strone swoich dzieci nawet wtedy kiedy ja mialam racje.Po 5 latach wyprowadzilam sie ,kupilam mieszkanie w innym miescie i zaczelam nowe zycie.Bylo mi ciezko,taka zraniona i samotna ale poradzilam sobie.Wnioslam sprawe o rozwod ale maz zaczal do mnie wysylac smsy a potem dzwonic mowic o milosci tesknocie i wycofalam sprawe z sadu.Jego korenspondencja do mnie oraz bardzo mile telefony trwa juz 1,5 roku .Nie proponuje mi powrotu do niego ani nie robi nic zebysmy mogli byc jeszcze razem ,a ja nie rozumiem po co robi mi jakas nadzieje.Wie ze nadal go kocham i trudno jest mi przelamac siebie i wystapic o rozwod,bo to on nie chce ze mna byc,Tylko po co te mile kontakty skoro one niczego miedzy nami nie buduja,sa tylko balsamem na moja obolala dusze.Skad mam wziac sile zeby to przerwac i poprostu rozejsc sie bo rozum tak mi dyktuje.

Autor:  07.07.2007 zgłoś

Nie wierze !!!w nic juz nie wierze !!!Ani w milosc,ani w przyjazn miedzy konieta a mezczyzna!!!

Autor: megi  10.07.2007 zgłoś

07,07,2007 to data której nie zapo,nę do końca życia.powiedział że idzie do kumpla z liceum na piwo i nie napisze na dobranoc.a ja pytam czy idzie do kobiety.wyparł się.był z nią nieznajomą poznaną w banku która ustrzeliła go jak zdobycz.ze mna był 2,5 roku.przestał się odzywać zna ją 3 dni i nic dla niego nie znaczę niech bóg pozwoli mi przetrać ten okres żebym nie zwariowała bo wyrywa mi serce z piersi.tak się rozstał....

Autor: wykształciuch  29.05.2007 zgłoś

do "Paul" widzę, że kolega zaczyna obierać już bardziej życiowy kurs:). co prawda są jeszcze pewne zawirowania i nieścisłości, ale ważne, że posuwamy się do przodu:). pisze kolega "Daleko mi od teorii", a tymczasem taką teorię przytaczał kolega w poprzedniej swojej wypowiedzi. uważam więc, że kolega na razie jednak nie znajduje się w połowie odległości między teorią i praktyką, a raczej wyruszył z portu "teoria" do portu "praktyka". optymalnym rozwiązaniem moim zdaniem będzie "zakotwiczenie" gdzieś w połowie odległości;). daje się jeszcze kolega łapać w takie pułapki jak "należy zaczynać od siebie, później od otoczenia" itd. bardzo prostą ripostą na tego typu "mądrości" jest wytłumaczenie, że o ile faktycznie odpowiadamy za stan własnego "ogródka", o tyle nie możemy (bo nie mamy prawa) i nie powinniśmy (bo każdy jest wolnym człowiekiem) porządkować "ogródka" sąsiada:). generalnie jest bardzo dobrze, ale nie tragicznie;)

Autor: kamila  29.05.2007 zgłoś

do EWY moja historia jest podobna do twojej Ewciu,miałam męża udane życie nowe mieszkanko i dziecko,które ma 2 latka i pojawiła się ona zabrakło mi sił na walkę zostawiłam to wszystko,zabrałam dziecko i odeszłam,jego nowy związek się wali bo skończyły się finanse.Mam 28 lat i czasami płaczę jak przypomnę sobie dobre chwile,dziecko pyta o niego............Myślę,że los tak chciał ,że może kiedyś znowu moje serce zacznie szybciej bić,jednego się boję ,że już nigdy tak bezgranicznie nie zaufam,ale wierze,że ktoś mnie kiedyś pokocha,niepodawaj się Ewciu..................

Autor:  26.05.2007 zgłoś

zerwal ze mna chlopak.bylismy prawie 2 lata. psulo sie.to prawda. ale nie wiedzialam ze "zaowocuje" to az takim skutkiem.. zalamalam sie. bylo naprawde ciezko. juz jest lepiej. szkoda tylko ze moj byly chlopak nie potrafi sie teraz zdobyc na zykle "czesc".. a myslalam ze jak naszej milosci nic nie zniszczy, to przyjazni juz na pewno nic.. a jednak.. jednak mozna po prostu zapomniec..

Autor: OLA  21.05.2007 zgłoś

Tak czytam te Wasze opinie i jedno mnie w tym wszystkim zastanawia ... A gdzie tu w tym wszystkim rodzina, dzieci, odpowiedzialność. Dzisiaj rozwód to takie proste - nie kocham, zabieram swoje zabawki i idę na inne podwórko. Rozwód zawsze kogoś krzywdzi więc nawet jeśli ktoś rozstaje się kulturalnie (tzn. nie krzyczy, nie wyzywa) to nie oznacza że nie cierpi. " Kulturalne rozejście się to umiejętność życia w samotności " - moim zdaniem jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Autor: wykształciuch  29.05.2007 zgłoś

do "Iza" gdyby Szanowna Forumowiczka była łaskawa przeczytać moje wcześniejsze wpisy na tym forum, byłbym wdzięczny. jak już napisałem, kiedyś też miałem taką filozofię, ale praktyka ją zweryfikowała. nie mniej ja te poglądy akceptuję, jak każde zresztą, które nie naruszają praw drugiego człowieka. moim celem jest tylko otworzenie tym ludziom oczów, poszerzenie horyzontów, pokazanie, że te piękne słowa pozostają tylko słowami. czy Szanowna Czytelniczka zauważyła, że osoby te nie bronią swoich przekonań w oparciu o dowody z "doświadczenia", z życia?. bronią się takimi samymi pięknymi słowami. tylko słowami, bez pokrycia w praktyce. czyż nie jest to zastanawiające? Szanowna Czytelniczka pisze "to żenujące". a jak oceni Szanowna Pani swoją wypowiedź dotyczącą mojej osoby, cytuje "pustego w środku człowieka"? czy pani przypadkiem nie wchodzi w kompetencje Kogoś? obawiam się, że nie ma Pani prawa wydawać takich osądów, nie tylko w odniesieniu do mojej osoby, ale i do każdego człowieka. proszę przeczytać jeszcze raz swoją wypowiedź i zastanowić się czy przystoi kobiecie z takim stażem na takie zarzuty.

Autor: Kropcia  27.05.2007 zgłoś

Jestem mężatką od dwóch lat. Mam rocznego synka. Od pół roku mam romans z żonatym, którego bardzo kocham. On ma roczną córeczkę. Mąż widzi, że ze mną coś się dzieje. Sam proponuje rozstanie. Dużo rozmawiamy na ten temat. Wiem, że rozejdziemy się po przyjacielsku, bo nie chcemy bardziej krzywdzić dziecka. Wystarczy, że mały będzie świadkiem naszego rozwodu.

Autor: wykształciuch  27.05.2007 zgłoś

do "Inny" dziękuję. ja jestem w szczęśliwym związku. i Tobie tez tego życzę. a propos, bądź trochę bardziej konkretny, bo inaczej "rzeczywistość" Cię pożre. nawet ta własna:).

Autor: aga  27.05.2007 zgłoś

czytam i czytam wypowiedzi ludzi i odnoszę wrażenie ze to film z serii ''siódme niebo''Nie zauważyłam opinii osób które zasmakowały partnera lub partnerki alkoholika przemocy psychicznej lub fizycznej Tu nie da się zachować spokoju trzeba mówić językiem tej drugiej strony inaczej nie rozumie Więc są wyzwiska obrzucanie obelgami i tym podobne czasem rękoczyny Najzabawniejsze jest jak słyszy się od bliskich drugiej strony jaki to dobry człowiek Można umrzeć ze śmiechu Jaki jest efekt chwilowej burzy ? Ja i mój syn mamy święty spokój A ten dobry człowiek nadal tkwi w swojej chorobie tymczasem ja odżyłam podjęłam naukę zaocznie spędzam wakacje i wolny czas jak chce mam szacunek ludzi jest mnie i mojemu synkowi świetnie spokojnie i szczęśliwie Pomyślałam więc ze po każdej burzy wychodzi słońce a każde rozstanie boli tak samo wiec dla zdrowia psychicznego należy sie rozstać A kto miał racje życie samo pokarze Troszkę to nieskładne moje pisanie ale mam nadzieje ze mozna zrozumieć Pozdrawiam

Autor: mk  02.06.2007 zgłoś

Jestem ze swoim facetem od 3 lat. Jest nam razem bardzo dobrze. Kochamy się, szanujemy się, ufamy sobie, nie kłócimy się, bo nie mamy o co. Podczas ostatniego spotkania na jego swetrze znalazłam kobiecy włos. Mam dziwne skojarzenia. Jak myślicie czy mój facet mnie zdradza ?

Autor: Inny  27.05.2007 zgłoś

Panie "wykształciuchu"... Wyraźiłem jedynie swoje zdanie na temat tego typu "badań naukowych", skąd stwierdzenie "wszelkie nauki" ?:) Nie przedstawiłeś żadnego "dowodu" mogącego choćby zachwiać moją filozofią, więc nie miałem co podważać. Zawsze zaznaczałem że to co piszę, to MOJE zdanie :) Napisałem "co wiem", bo własne doświadczenia kształtują nasze spojrzenie na świat. Mam pewne doświoadczenia w "zakresie miłości i rozstań" :) Z wymiany swoich poglądów i dyskusji starasz się za weszelką cenę zrobić słowną przepychankę, pewnie Cię roczaruję, ale odpuszczę ją sobie ;) Na zakończenie naszej jakże miłej i sympatycznej dyskusji, napiszę coś, co uznasz pewnie za "atak". Nasuwa mi się na myśl... że jeśli w rzeczywistości też jesteś tak antypatyczny jak tu, w swoich wypowiedziach, to zaczynam rozumieć ziejące frustracją wypowiedzi jakie czytam. Życzę powodzenia w życiu :)

Autor: Moralne salto  27.05.2007 zgłoś

Do KROPCIA Czytam Wasze opinie i widzę jak wielki jest rozdzwięk pomiędzy nimi. Podziwiam za poglądy Pana "Innego", życzę wytrwania w tak szlachetnych i pieknych wartościach :-) Kropciu, to co piszesz przeraża :-( Jesteś mężatką tylko od dwóch lat a już masz romans, i to z żonatym mężczyzną??? Boże, ludzie co się z Wami dzieje? Czy wszelkie normy moralne już nie istnieją? Nie masz wyrzutów sumienia, wrażenia że rozbijasz nie tylko czyjś zwiążek ale i swój? Gdzie podziała się miłosć do Twojego męża, przecież chyba czułaś coś do człowieka za którego wyszłas za mąż ??? Ty piszesz 'bardzo kocham' ? Przecież nie masz najmniejszego pojęcia co to słowo wogóle znaczy. Jestem przerażona dzisiejszym światem! Do AGA Ja wiem co to znaczy alkoholik w rodzinie, aż za dobrze wiem niestety :-( Moja rodzinę robił i zniszczył ojczym alkoholik, masz rację, rozstanie z takim człowiekiem, do szpiku kości zepsutym i złym w kulturalny sposób jest niemozliwe. To piękne że masz w sercu optymizm :-) Życzę Ci wszystkiego co najlepsze kochana :-) :-)

Autor: mki1  29.05.2007 zgłoś

ja tez mysle powaznie o rozstaniu. od lat mieszkam z mezem z dala od siebie, w 2 innych krajach i nic nas nie loczy. jedno mnie przeraza, formalnosci sprawy rozwodowej> I to ze chyba musialabym perzyjechac na nia do polskie..a chcialabym tylko wyslac do polski papiery i miec to z glowy czy ktos sie orientuje jak takie sprawy sie odbywaja? i czy musze na sprawe koniecznie przyjechac do polski?

Autor: wykształciuch  27.05.2007 zgłoś

do "Inny" idąc dalej Twoim tokiem rozumowania wszelkie nauki tzw. "nie ścisłe" są bez sensu. widać, że każdy dowód, który obala Twoją filozofię, podważasz. masz oczywiście tzw "własną" rzeczywistość. czy czegoś Ci to nie przypomina? więc odpisując na mój komentarz znowu napisałeś "co wiesz", a nie na temat. ja pytałem czy masz jakieś "doświadczenia" w zakresie miłości i rozstań. Ty odpisałeś o swoich przeżyciach emocjonalnych z dzieciństwa. więc jeszcze raz. skoro Twoja filozofia jest gwarancją, to dlaczego nie jesteś (a może jesteś?) w szczęśliwym związku?

Autor: bytheway  04.06.2007 zgłoś

gdy w gre wchodza duze emocje rozstawanie sie jest trudne.zazwyczaj jedna ze stron nie spodziewa sie tego, jest nadal zaangazowana i to najzwyczajniej w swiecie boli.mnie spotkalo cos odmiennego... obojgu nam na sobie bardzo zalezy,tesknimy,pragniemy sie nawzajem, ale nie potrafimy byc razem. wyzwalamy w sobie nawzajem tak ogromnie negatywne emocje, ranimy sie bezsensownie, prowokujemy, zrywamy kontakty i znow tesknimy. czy jest to milosc? nie wiem.watpie. ciagnie sie to dlugo i jest bardzo meczace, wrecz wyniszczajace.od dwoch tygodni znow probuje emocjonalnie sie odciac. mam nadzieje, ze zranilismy sie ostatnio na tyle silnie, ze zadne juz nie bedzie mialo odwagi odezwac sie do drugiego i ze ta "chora relacja" zakonczy sie.a kulturalnie na koniec sie zachowalam... wyslalam mu ksiazke z dedykacja jak dobremu przyjacielowi.na do wiedzenia.

Autor: Iza  29.05.2007 zgłoś

Do Wykształciucha Dlaczego z taką zajadłością atakujesz wypowiedzi które świadczą o tym że piszący je, mają inną filozofię? Musisz być bardzo zgorzkniałym i nieszczęśliwym człowiekiem, w Twoich słowach jest autentyczna złość, może nawet zazdrość. A kto powiedział że Twoja droga, pustego w środku człowieka jest tą własciwą? W życiu nie każdemu dane jest zaznać szczęścia, tylko że w większości przypadków, sami sprawiamy że czujemy się nieszczęśliwi, a to właśnie przez zanik wewnętrznych wartości. Pisze Ci to praktyczka, z ponad dziesięcioletnim stażem małżeńskim. Tak różni sa włas nie ludzie, jak Ty i Paul. Nie potrafisz pojąć sensu takiej filozofi, więc ją krytykujesz, starasz ośmieszyć, żenujące.

Autor: mama  27.05.2007 zgłoś

Jestem mezatka od 5lat!Ze swoim obecnym mezem ogolnie jestesmy para od 15lat!Mam 28lat i mamy 4letnia coreczke!Miedzy nami bylo roznie jak w kazdym zwiazku .Raz dobrze raz zle!Moj maz 1.5roku temu zaczal pracowac w niemczech ,Ja w tej samej firmie pracuje od listopada zeszlego roku!Nasza corka opiekuja sie teraz rodzice meza,poniewaz nie mamy mozliwosci zabrania corki ze soba poniewaz tam nie mial kto by sie nia opiekowac jak my jestesmy w pracy.Pracujemy na ta sama zmiane od 16.00 do 02.00 w nocy!W styczniu tego roku poznalam w tej samej firmie kolege mojego meza,ktory jest od roku z zona w separacji i tez ma 4letnia coreczke.Wyznal mi ze zakochal sie we mnie juz od 2 dnia jak mnie zobaczyl.Spotykalismy sie ukratkiem nawet czesto.On powiedzial swojej zonie o nas,Ja mezowi nie .Chociaz moj maz zaczal cos podejrzewac ale wszystkiego sie wypieralam,az do momentu gdy przeczytal nasze eski.Wtedy dowiedzial sie o wszystkim!Powiedzial mi ze z naszym malzenstwem jest koniec i ze mam sie pakowac i isc do niego!Jakos udalo mi sie ta sytuacje zalagodzic bo nadal mieszkam z mezemale teraz z M.nie mozemy sobie pozwolic zeby sie narazie spotykac!Chociaz i tak widzimy sie codziennie w pracy.Dlatego jest nam bardzo ciezko ukryc nasze uczucia!Z mezem i tak sie rozstane tylko on nie chce w zgodzie a Ja tak ze wzgledu na dziecko!Maz ma brdzo ciezki charakter zawsze ma do mnie jakies pretensje i uwaza ze wszystko co sie zle dzieje to prze ze mnie

Autor: rozczarowana  29.05.2007 zgłoś

moim zdaniem można rozstać się kulturalnie ale nie zawsze!zależy dużo od sytuacji, w które to rozstanie nastąpi!mogę powiedziec z doświadczenia,że ja raczej nie potrafię spojrzeć na swojego byłego... mam dopiero 19 lat a czuje się jakbym była ku końcowi... 4 lata związku skreślił on pragnął zmian... bylismy juz nawet nazeczeństwem...dał pirscionek i mówił ze kocha ponad wszystko,że nie widzi zycia beze mnie...ble ble ble... i tak dalej... mieszkamy w tej same miejscowości i on na studia wyjechał.przyjeżdżał raz na miesiac wszystko było dobrze...taki kochany oddany uczciwy...rodzina zaakceptowała poznała i pokochała tak jak ja z całego serca... wszystko wiedział o mnie ja o nim i tak jakos wzsystko się układało...az przyjechał ostatnio w maju na początku na tydzień...trochę inny był...juz nie czułam sie przy nim wyjatkowa...w moim postepowaniu ciągle mnie negował i zachowywał sie wprost protekcjonalnie wobec mnie...prosiłam aby mi w czymkolwiek pomógł a on wykrecał sie...jak rozmawialiśmy to myślami był w innym miejscu...całowł tez juz nie tak...to sie czuje... dotykał głaskał i udawał że wszystko jest oki.. lecz tak nie było...pojechał na studia...dzwonił ale musiał szybko kończyc ja pytałam sie co jest ale on tłumaczył się że zmęczony,że musi cos zrobić,że musi sie uczyc...poprostu chciał mni zbyć... martwiłam sie o niego... nastepnego dnia zadzwonił...pamiętam jak dziś... w nocy z niedzieli na poniedziałek(a w pon. miałam maturę pisemna)mowił ze waha sie nie wiedziałam dlaczego i o co chodzi...prosiłam aby wytlumaczył a on nie chciał rozmawiac!milczał... póżniej powiedział z to juz koniec ze poznał juz kogos miesiac temu... rozmawia z nią całuje przytula mowił mi wszystko ze szczegółami co z nią robi... byłam zdegustowana jego infantylnym zachowaniem... późnie nie moglam zasnąc a on jeszcze śpj spokojnie powiedział...zasnelam o 4 o 6 pobudka bo na egzamin cały tydzie był taki...zero kontaktu ze światem smutek dół... wpadłam w depresję...rodzina nie dawała rady mi pomóc...później przyjaciólka pomogła...ale wspomnienia bolą a jego zachowanie zostawia dużo do myślenia... dopiero miesiac minał niedlugo przyjezdza i przyjdzie do mnie bo chce ze mna zerwac oficjalnie...porozmawiac i ze niby za porozumieniem stron... aby nikt źle o nim nie pomyślał...a ja boję się tego spotkania... głupia sytuacja i w ogółe i jak tu mozna rozstac sie kulturalnie i bez złości? to pytanie długo bedzie mi towarzyszyło a wspomnienia i rana zawsze zostanie i bedzie przypominała mi o nim i sobie... o nas...

Autor: tadeusz  29.05.2007 zgłoś

witam wszystkich z moją żoną byliśmy razem (z chodzeniem) 17 lat za miesiąc mam sprawe rozwodową nie ukrywam że bardzo ją kocham bo jakieś uczucie pozostało ona znalazła sobie nowego narzeczonego więc musiałem niestety podjąc taką nie inną decyzje po pół roku dzwoni do mnie i mówi że dalej mnie nadal kocha ale ja niestety nie umie wybaczyć zdrady wiem że będe cierpiał z tego powodu troszke czasu z tego ale nie poddam się... z tego co wyczytałem tutaj musze stwierdżic że kobiety nie wiedzą same czego chcą od zycia zepsuł je ten dobrobyt i szukają dziury w całym wiem ze nie wszystkie kobiety są takie że są jescze takie kture potrafią kochac miłoscią prawdziwą beż kłamstwa i zdrady pozdrawiam

Autor: miriam  29.05.2007 zgłoś

Paul moze bardziej jasno i krótko wyrazisz swoje stanowisko, duzo czytam teoria teoria jeszcze raz teoria przecież z doświadczenia wiemy, .ze praktyka to cos zupełnie innego tu działaja emocje, działa chwila, robisz wykłady folozoficzne przypominasz mi uzasadnienie kulturalnego odejścia mojego M cytuję "zmieniłem filozofię życia" proste prawda, tu zgadzam się z Wykształciuchem zawsze można zawrócić i nie podejmować błędnych decyzji, dać sobie czas na przemyslenie a nie forsować kulturę rozstania pod wpływem emocji. Tak masz rację nowa filozofia życia o jakiej słyszałam niestety nie przyniosła szczęścia w nowym związku ( typowa męska naiwność) a wniosła żal, zniszczyła zaufanie, wniosła blokadę w stosunkach rodzinnych.Pewnikiem jest iz ta filozofia nowego " Ja " w obecnej sytuacji zmusza mnie do samokontroli aby w sposób kulturalny prowadzić życie dalej na bazie teoretycznego, wirtualnego zauroczenia.Po co to wszystko, dlaczego teoretycznie można uwierzyć w to co się słyszy a nie w to co się widzi zadziwiające i zaskakujące, ale cóż żyjemy w czasach komputerów, telefonów komórkowych, gg, czaty i innych możliwości aby w sposób wyjątkowo kulturalny zniszczyć kogoś i mieć z tego radochę. Czy moje małżeństwo, które przetrwało jest szczęśliwe nie wiem wiem że jest nowe, inne, odmienne od poprzedniego.Moja filozofia życia nigdy się nie zmieniła i nie zmieni być może dlatego uważam iż moja osobista kultura nie pozwala na ekscesy typu "spotkajmy się aby kulturalnie się rozstać" nie mam takiego problemu bo najzwyczajniej nie chcę, wszystkim którzy obecnie mają problemy typu jak odejść czy warto radzę aby zaczeli patrzeć na związek istniejący nie tylko przez własny pryzmat.Życie nie polega na zwracaniu uwagi tylko na własne doznania, kultura nakazuje liczyć się także z uczuciami innych bliskich obecnych. Zanim zrobicie krok do przodu obejrzyjcie sie do tyłu co chcecie zostawić i dlaczego, a jakich pobudek???????? dla jakich wartości, znanych czy wartości w które chcecie wierzyć że takimi są jak pracuje nasza wyobraźnia.

Autor: BASIEńKA  27.05.2007 zgłoś

Hmm... tak sobie czytam te wsze opowiesci kazda inna a jednak tak do siebie podobne:) bylam w zwiazku z facetem 1,5 roku. bylo super pod kazdym wzgledem... wyjechal na 2,5 mies. za granice i wtedy pojawil sie inny i uleglam-prawie! po powrocie do kraju on dowiedzial sie o wszystkim i w ciagu pol roku sie roztalismy! czy bylo warto zerwac? wtedy zdawalo mi sie ze tak! a dzis... nie wiem od rozstania minelo 4 lata. czasem sie spotykalismy, ja miedzyczasie mialam 2 zwiazki, ktore trwaly po 1,5 roku... teraz on jest w londynie, czasem dzwoni. przed jego wyjazdem okazalo sie, ze jednak jeszcze cos sie w nas tli. ma przyjechac na urlop w czerwcu... obiecal, ze sie spotkamy ale boje sie, ze te slowa to byla tylko potrzeba chwili nic, zobaczymy Dlatego, zastanowcie sie dobrze zanim powiecie KONIEC! czasem warto dac szanse-chocby druga pozdrawiam

Autor: W trakcie rozstania  27.05.2007 zgłoś

Przeczytalam kilka z opinii z nadzieja, ze mi pomoga przejsc ten ciezki dla mnie okres. Moja sytuacja jest na tyle ciezka, ze mamy dziecko. Oboje z partnerem zadecydowalismy o rozstaniu, gdyz mielismy dosyc codziennych klotni. Chcialabym wymazac wspomnienia, gdyz tesknie za tym, co kiedys bylo. Nie potrafie wytlumaczyc dlaczego tak wiele zmienilo sie w moim zwiazku. Jest mi strasznie przykro i smutno, ze moje 17-sto miesieczne dziecko nigdy nie bedzie mialo cieplych rodzinnych wspomnien - z mama i tata. Nie bedzie pamietac pierwszych wspolnych wakacji ani tez rodzinnych weekendowych wypadow. Czasem mysle, ze juz nigdy nie wrocimy do siebie a czasem ludze sie, ze jeszcze jest dla nas szansa. Jednego dnia jestem szarpia mna negatywne emocje i jestem rozgoryczona, rozzalona i zla, drugiego dnia staram sie byc silna i mysle, ze mam dopiero 27 lat i jeszcze uloze sobie zycie i bede kochac oraz bede kochana. Nie umiem nawet powiedziec co czuje do mojego eks partnera, ktory obecnie jeszcze mieszka z nami. Czasem tak bardzo chce mu powiedziec, aby mnie przytulil. Wiem jak ciezko jest jemu sie wyprowadzic i nie widziec swojego synka codziennie, wiem ze straci duzo z jego zycia- brakowac mu bedzie ich wspolnych wyglupow, tego jak rano nasz synek przychodzil do naszego lozka, wspolnych kapieli. Zagubilismy gdzies nasze uczucia, w klotni powiedzielismy sobie wiele bardzo przykrych rzeczy, ktore nas obu dotknelo w jakis sposob. Wierze w kulturalne rozstania, jednak sa one tysiac razy trudniejsze, gdy ma sie razem dzieci...

Autor: Inny  27.05.2007 zgłoś

Panie „wykształciuchu”… Uważasz ze Twój punkt widzenia jest bardziej zbliżony do rzeczywistości, rozumiem… tylko że do TWOJEJ rzeczywistości, nie mojej. Dlaczego tak ciężko Ci zaakceptować to, że ktoś może odczuwać i widzieć świat inaczej? Bardzo łatwo jest obedrzeć wszystko z duchowej otoczki, sprowadzić do najniższych wartości. A właśnie takie odnoszę wrażenie, czytając to co piszesz. Przytaczasz przykład „udowodniony naukowo”, hmm… moim skromnym zdaniem, naukowo można udowadniać wszystko, co dotyczy jakichkolwiek stałych wartości :) Każdy człowiek jest jednostką tak indywidualną, na której osobowość ma wpływ tak wiele czynników, że żadne „badanie naukowe” nie ma szans by cokolwiek udowodnić a tym bardziej być wyznacznikiem czy odzwierciedleniem rzeczywistości. Są obszary ludzkiej psychiki których nie zgłębi najtęższy umysł, a już jakiekolwiek uogólnianie jest śmieszne :) Owszem, psychiką ludzką rządzą pewne reguły, ale bardzo ogólne. To oczywiście tylko MOJE zdanie ;) Tak, uważam ze mój pogląd jest gwarancją udanego związku, i jest sposobem na życie. Szczęśliwe życie, pełne szacunku do siebie i innych, i będę się kierował swoimi zasadami zawsze. Bardzo osobiście i bezpośrednio odbierasz słowa, które wcale nie miały być obraźliwe, ale mniejsza już o to. Pisząc o „zderzeniach z rzeczywistością”, miałem na myśli, że życie dało mi nieźle w skórę nieraz, nie było cukierkowe, bardzo szybko musiałem stać się dorosły i odpowiedzialny, moje dzieciństwo skończyło się gdy nie miałem nawet 10 lat. A dlaczego tak się dzieje że w życiu nie zawsze jest tak, jak chcielibyśmy żeby było? Hmmm…dość naiwne pytanie. To czy jest się rozumianym, raczej wpływu na to czy w życiu się układa czy nie, większego nie ma. Aby już więcej nie napisać nic, co odebrałbyś jako „atak” na swój intelekt, na którego punkcie tak przewrażliwiony jesteś, na tym skończę. Pozdrawiam.

Autor: Kika  27.05.2007 zgłoś

Kulturalne rozstanie...Tak, jak mówiłyście zależy ono od kultury osób i tego, co mają w sercu bądź na sumieniu. Ostatnio zakończył się mój przeszło czteroletni związek. W niedzielę,gdy wyjeżdżałam do pracy byłam najcudowniejszym aniołem, w środę byłam tą jedyną kochaną, w piątek wróciłam z pracy i usłyszałam prośbę o rozstanie... Mimo, to chciałam zachować dobre kontakty, bo po tylu latach, łzach i tajemnicach przykro stawać się nikim. Teoretycznie mieliśmy być przyjaciółmi... Teoretycznie, bo gdy do niego zadzwoniłam z pytaniem o swoje rzeczy usłyszałam,że nie możemy ze sobą rozmawiać. Wczoraj dowiedziałam się,dlaczego tak postąpił - został przyłapany przez mojego przyjaciele w łazience z "koleżanką"... Nie mam słów. Cieszę się tylko,że nie żyję już w chorym związku. A własną kulturę wobec kolegi zostawiam w kieszonce, wolę dać ją przyjaciołom - oni jej nie zdepczą.

Autor: Zniesmaczona  27.05.2007 zgłoś

Kropcia- a czym dla ciebie jest milosc? Teraz tak bardzo kochasz swojego kochanka. Swojego meza tez kochalas. Kto bedzie nastepny? Kochac mozesz wszystkich ludzi, rodzicow, przyjaciol i znajomych. Ale BYC ZAKOCHANYM to juz zupelnie inne znaczenie. Ja potrafie kochac nawet swoich sasiadow. Mam wrazenie, ze ludzie pogubili sie w tej calej milosci. Dzieki takim ludziom jak Ty MILOSC stala sie bezwartosciowa.

Autor: wykształciuch  29.05.2007 zgłoś

do "Paul" kolejny "teoretyk"? brak słów. jeżeli Twoim zdaniem świat idzie w złym kierunku, to jaki byłby "dobry" kierunek? nie musisz iść z "tłumem". możesz iść w innym kierunku i "nawracać" ten "tłum". takich w historii było już wielu. proszę tylko nie usukuteczniaj 'ctrl+c' 'ctrl+v' z pięknych tekstów dostępnych na różnych stronach. tak jak "Inny" dostaniesz koronne pytanie. jeżeli Twoja filozofia jest gwarancją, to dlaczego nie jesteś w szczęsliwym związku? "Inny" nie udzielił odpowiedzi na to pytanie.

Autor: kamill...  27.05.2007 zgłoś

witam wszystkich...moj zwiazek rozpadl sie po 7 latach..kawal czasu, bylo to jakis rok temu a ja caly czs nie umialem sie z tym pogodzic "dlaczego"ciagle zadawalem sobie to pytanie...az tu nagle dzs zlamalem haslo do poczty bylej dziewczyny no i juz wiem dlaczego tak sie stalo...niektorzy moze mnie potepia za to ale mi zrobilo mi sie lepiej...juz wiem i pomimo wielkiego uczucia i nadziei wiem ze to juz koniec i moge zaczac "normalne"zycie...pozdawiam

Autor: achutek  02.06.2007 zgłoś

Szukałam pocieszenia na moje zrnione serduszko...i trfiłam tu...właśnie rozpaczam bo mój 5 letni związek rozpadł się:((( od tygodnia o niczym innym nie myślę tylko żeby on wrócił...kolejna kłótnia spowodowała, że wziął swoje zabawki i wyprowadził się...w głębi serca czuję że mnie też potrzebuje i że to była pochopna decyzja...ale jest uparty i nigdy się do tego nie przyzna...jednego dnia mówi, że kocha a drugiego wychodzi trzaskając drzwiami...Pomóżcie mi...nie wiem co mam teraz sama robić...moje całe życie było związane z nim a teraz pustka...nic mi nie zostało...puste sciany...:((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((

Autor: miriam  01.06.2007 zgłoś

do Naiwna Właśnię zyje w związku do którego wszedł "ktoś" 3-ci, walczyłam o ten związek tak jak potrafiłam, ale póxniej sie okazało iż tak naprawdę nie musiałam bo po prostu został potraktowany jako przedmiot do miłego spędzenia 1 weekendu, ale niestety On zaufał słowom przez słuchawkę i zdążył zniszczyć wszystko.Nazywasz reakcję żony twojego kochanka "wariuje" nazwę to tak jak było mianowicie dla niej świat się zawalił wszystko w co wierzyła legło w gruzach, doskonale wiem co ona czuła kiedy jej mąż odszedł ( mój tak naprawdę fizycznie nigdy nie odszedł tylko o wszystkim co ma zamiar zrobic mnie powiadomił i poprosił o kulturalne zachowanie szczególnie jeżeli chodzi o najbliższą rodzinę i tak robiłam wiesz co to znaczy wyciszać się kiedy serce pęka? ), a Ty tłumaczysz siebie uległością z powodu braku czułości, nigdy nie jest tak że wina leży po jednej stronie, zacznij patrzeć także na swoje wady i zweryfikuj je tak jak to zrobiłaś z mężem i kochankiem no i nie ominełas jego żony. Wszyscy są winni tylko nie Ty ciekawa teoria. Piszesz że tłumaczyłas temu drugiemu ze tak nie można etc., a brnęłaś w to patrzyłaś tylko do przodu zapominając o tym na jakich gruzach próbujesz zbudować swoje dalsze życie. Broniłaś się przed tym związkiem tak jak bronił się mój M tzn. wcale się nie broniłaś najprościej jak mogliście braliście to co jest łatwe i dostępne to o co trzeba walczyć zostawiliście za sobą bez żenady.Zagrały u was emocje a nie lultura tak samo jak zagrały emocje u osób zostawianych i zranionych zdradą.Mój mąż też poprosił swoją jednorazową kochankę o wspólne zamieszkanie i zgodziła ( przepraszam a co miała powiedzieć w czasie seksu prawdę, oczywiście że nie dlatego że plan uwodzenia szlag by trafił ) się, poczuł sie jak nowo narodzony odświeżony facet, a jak się czuł kiedy dostał po 2 tyg. kopa, kiedy urojenie sie skończyło, co się stało z jego kulturą życia? dobre pytanie prawda. Naiwna uażam że ani Ty ani mój M nie byliście naiwni tak jak to sobie tłumaczycie, byliście egoistami, którzy patrzą tylko na swoje życie nie licząc się z innymi. Proszę nie wypowiadaj się na temat reakcji zdradzonych żon nie próbuj udawadniać, że jej brakowało kultury osobistej bo nie zgodziła się na Twoje szczęście, jej reakcja była reakcją normalna obronna działała emocjonalnie, była prawdziwa, była sobą, nie udawała na siłę pozorów kultury bo w grę wchodziło życie jej rodziny. Dużo piszecie wszyscy o rozstaniach, reakcjach, kulturze cos Wam powiem. Wcześniej zanim doszło do najgorszego wierzyłam wręcz byłam przekonana iż gdyby mój M mnie zdradził to koniec, każe mu się wyprowadzic i po wszystkim, ( zakładałam że mnie to nie spotka ), a jednak spotkało i co nic z tego moja teoria poszła w las, kiedy mi poinformowano o zdradzie doznałam takiego szoku że po prostu milczałam nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa nie mówiąc o jakiejkolwiek reakcji fizycznej, siedziałam bezmyslnie, nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnej reakcji .

Autor: qwertyuiop  02.06.2007 zgłoś

trzeba spróbować obiektywnie tzn. z najgorszej strony spojżeć na TĘ osobę. to co trochę przeszkadza w przyszłości będzie drażniło

Autor: adamucha  26.05.2007 zgłoś

Rozstanie? Takie rzeczy się zdarzają - ktoś powie ... Ok i ja to rozumiem. Szczególnie wtedy, gdy dwoje osób odnajdują w sobie brak chęci do trwania, do podejmowania wspólnych prób i starań o jeszcze jedną szansę. Nawet nie musi to oznaczac, że już nie są sobie bliscy może nawet gdzieś głęboko nadal żywią względem siebie ciepłe uczucia ... lecz zwyczajnie w świcie nie mają już po prostu siły, żeby się dogadac. W takich razach rozstanie wydaje się byc sytuacją, w której obie strony mogą odejśc w swoją stronę bez urazy, w spokoju ducha - co ważne dla przyszłych partnerów i w dośc dobrej relacji wzajemnej z byłym partnerem. W takich sytuacjach nie powinno byc dramatu i ewentualny powrtót staję się dośc możliwy (bo nigdy nie wiadomo jak ułoży się w życiu). Taką miałem nadzieję w przypadku rozstania z kobietą, która przez dłuższy czas wypełniała moje życie i stanowiła o jego sensie (co uważam teraz za nie dośc rozsądne z mojej strony - ale przecież tu mowa o emocjach a nie rozumie). Gdyby nie małe ale ... odeszła w okolicznościach nieszczególnie jasnych z uwagi na inną kobietę. Takie doświadczenie powoduje, że jakiekolwiek szanse na normalne względnie relacje zostają przekreślone a w pamięci pozostaje niesmak a czasami wręcz nieskrywna złośc i niechęc. Przyznacie, że w sytuacji kiedy ludzie byli sobie jeszcze nie tak dawno bliscy, emocje takie (jak wyżej) dodatkowo ranią każdą ze stron tego rozstania. Niemniej jednak doświadczenia moje i znanych mi kolegów pokazują (i piszę to z punktu faceta, choc nie twierdzę że nie jest tak również z punktu kobiet porzuconych), że z wielką łatwością części kobiet przychodzi rozstanie w sytuacji kiedy fakt ten sprowadza się do przeniesienia walizek z jednego mieszkania do drugiego :-). Dlatego też ... jeśli musimy się rozstawac róby to z klasą, nie raniąc nadmiernie i postępując z honorem i uczciwie względem naszych byłych partnerów. Rozstanie, choc bolesne nie muszą byc bardziej niż są jeśli będą to rozstania z klasą a więc bez dodatkowego cierpienia wynikającego chocby ze zdrady, agresji słownej, złości i innych złych emocji. Po prostu niech rozstanie będzie nową sytuacją równych szans dla parnterów a nie rozgrywką, w której jedna ze storn przygotowuje sobie lepszą pozycję do powiedzenia ostatecznie - DOŚĆ, to koniec.

Autor: megi  26.05.2007 zgłoś

Chyba potrzebuje rozmowy...Eh

Autor: Ewa  29.05.2007 zgłoś

Do Tadeusza Ja też przeżyłam 17 lat w udanym związku (podobnie jak Ty)....ale niestety wszystko się skończyło.Mój mąż przeżywając burzliwie kryzys 40-sto latka znalazał sobie nową miłość.Walczyłam o moją rodzinę 3 lata,starałam się wybaczyć zdradę.Nadal go kochałam i byłam przkonana że potrafimy zacząć wszystko od nowa i być razem jeśli tylko się postaramy.Okazało się że tylko mnie zależy na wspólnym życiu i naprawianiu czegokolwiek.Poddałam się gdy do mnie wreszcie dotarło,że mój mąż nie ma dla mnie odrobiny szacunku-wręcz uważa mnie za miernotę,tylko dlatego że chciałam ratować nasze małżeństwo.Nowa kobieta odeszła po jakimś czasie,ale ja już się wypaliłam i nie potrafię być znowu z moim mężem...coś się skończyło bezpowrotnie. Chciałabym jeszcze kiedyś kochać i ...być kochaną bo tylko wtedy życie ma sens:) Pozdrawiam gorąco

Autor: :)))  12.06.2007 zgłoś

A może, zamiast cierpieć z powodu rozstania warto po prostu temu rozstaniu zapobiec i...rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Często chcemy, żeby mężczyźni domyślali się różnych rzeczy, żeby sami wiedzieli, czego oczekujemy od nich, a oni po prostu nie domyślają się, uważają, że wszystko jest ok...a my cierpimy...potem po prostu nie wytrzymujemy...może warto usiąść, gdy coś się nie układa, popatrzeć sobie w oczy i szczerze porozmawiać, bez oceniania drugiej osoby, wysłuchać tego, co ma do powiedzenia, spróbować znaleźć jakieś rozwiązanie. Można to zrobic też wtedy, gdy brakuje nam bliskości, powiedzieć o tym naszemu mężczyźnie i wspólnie znaleźć wyjście z sytuacji. Szczera rozmowa pozwala na zrozumienie punktu widzenia drugiej osoby, a rzadko staramy się rozumieć siebie wzajemnie, wylewamy tylko swoje żale na innych i mamy wymagania, o których oni nie wiedzą, póki ich nie wykrzyczymy. Bycie w związku to nieustanne zmienianie się i rozwój dla drugiej osoby. Nasi mężczyźni, którzy z natury są mniej skłonni do okazywania uczuć, uczą się od nas. Inna sprawa, ze jeśli trafimy na Piotrusia Pana, który po prostu nie dojrzal jeszcze do odpowiedzialności, to najlepiej odejść...ale wtedy chyba nie ma czego żałować?

Autor: zara  05.06.2007 zgłoś

jestem po rozwodzie-to byla decyzja meza. wciaz cierpie, bol, zal, wielkie rozczyarowanie, zawod. mam 9 letnia corke- to dla niej zyje. pozdrawiam cieplo

Autor: IMPOTENT EMOCJONALY  01.06.2007 zgłoś

Dziękuję Wykształciuchowi , Afrykańczykowi , Innemu za to że są nie - muszą się zmieniać kolory potrzebne są w życiu tak jak i ONI To nie chodzi aby na siłę trwać , ale starać się nie popełniać tych samych błędów , Rozstanie to nie koniec to POCZATEK CZEGOŚ NOWEGO Jim V

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  29.05.2007 zgłoś

Witam, Ksiądz Pawlukiewicz ( znany wykładowca ) radził studentkom jak znaleźć dobrego, wartościowego partnera / męża...podał m.in. takie kryteria: - uważnie obserwować, czy ten facet ustępuje miejsca starszym osobom w autobusie... - jak ten facet się wyraża o swojej mamie, rodzinie również tej dalszej... - czy BOI SIE BOGA!!! Nasz świat za szybko pędzi i na domiar złego, pędzi w złym kierunku. Dziś liczy się ile kto zarabia, ile ma w portfelu, czym jeźdźi, jak mieszka itd. itp. Opakowanie przerosło zawartość! Materializm, konsumeryzm, hedonizm sa wszechobecne...to smutne, ale jakże " trendy ":( Miłość to dawanie nie oczekując niczego w zamian, to myślenie o tym, żeby partnerka / partner, żona / mąż był ( a ) szczęśliwy ( a ). Kocham Cię, czyli bądź szczęśliwa...nawet beze mnie! Tak kochając będziemy w stanie KULTURALNIE się rozstać ( choć z bólem ). Tym, którzy są przed podjęciem ostatecznej decyzji o rozstaniu się z powodu zemsty, lub urażonej dumy prosiłbym o zastanowieniu się ( najlepiej samemu w zaciszu ) czy musi do tego dojść? Czasami warto dać szansę!!! Ps. Spodobało mi się polskie porzekadło: " Jeśli coś kochasz to daj temu wolność, jeśli wróci do ciebie to było twój, jeśli nie wróci to nigdy twój nie było " !!! Dzięki Ci " Inny " za mądre słowa...tak trzymaj.

Autor: czarnulka  27.05.2007 zgłoś

do Ewy.... akurat co do weekendów się mylisz... coraz częściej spędzamy je razem... on sam przyznaje że czasem siedząc w domu i słuchając ciągłych krzyków i awantur ma dośc i zastanawia sie co jeszcze sam robi w domu,,, z jednej strony cieszę się ze "ma zasady" - gdyby był draniem to zostawiłby ją z dziecmi i poszedł na łatwizne. Co oczywiscie nie oznacza ze ja traktuje tą znajomosc przelotnie. I to nie jest tak, że ja jestem tylko dla rozrywki. Duzo ze sobą rozmawiamy, czesto w tym samym czasie mówimy to samo słowo... ja go nie idealizuje. Poprostu kocham. Dla niego (i dla siebie samej) zostawiłam swojego chłopaka (później jush narzezconego) po 2, 5 roku związku. On pokazał mi jak piękny i zgrany potrafi być związek i miłość dwojga ludzi. Pokazał mi ze rozmowy między zakochanymi nie muszą polegać tylko na obgadywaniu znajomych. Takze nagle okazało się ze rozmowa to dialog a nie monolg. i że spotkania nie muszą się tylko opierac na jedzeniu spaghetti i oglądaniu w tv krwawych filmów po których nie mogę zasnąć... Nie kazdy związek dojrzałego faceta z młodą dziewczyną polega tylko na rozrywkach. Ci którzy tak myślą chyba jush zapomnieli co to jest miłość...

Autor: ANDZIA  29.05.2007 zgłoś

Kochani, czytam Wasze wypowiedzi i widze, ze rozstania jak swiat swiatem to trudny temat. Spotykamy na swojej drodze ludzi, z ktorymi budujemy relacje, czasem te osoby sa z nami przez cale nasze zycie a czasem zegnamy sie z nimi w mniej lub bardziej kulturalny sposob. Z doswiadczen moich i moich znajomych widze, ze raczej te mniej kulturalne pozegnania biora gore. Jesli miedzy dwojgiem ludzi sa emocje takie jak milosc, zazdrosc i pozadanie, sadze ze nie ma mowy o rozstaniu z kultura (nie mowie o chamstwie). Zdarza sie, ze dwoje ludzi dochodzi wspolnie do wniosku, ze juz nie chca byc dluzej razem. Wtedy pewnie mozna rozstac sie w przyjazni. Ale jesli rozstajesz sie z innych powodow (bo zdrada, bo jedna strona juz nie kocha, bo zmeczenie podporzadkowaniem, itd), to uwazam, ze albo mozesz zdusic to w sobie albo wykrzyczec partnerowi, bo ludzie sa rozni. Jedno jest wtedy pewne: Ktos kocha mocniej i ktos bedzie zraniony. Co potem? Mysle, ze przyjazn jest mozliwa jesli emocje rozstania juz opadna, jesli kazda ze stron znajdzie innego partnera, z ktorym czuje sie spelniona. Wowczas wspomina z usmiechem tamten zwiazek i pamieta tylko te dobre chwile. Mysle, ze jest duzo latwiej o przyjazn jesli jest rownowaga w natezeniu uczuc, w ich wygasaniu, w spelnieniu sie w innych zwiazkach po rozstaniu... wtedy tak. Mysle, ze jest wiele sprzecznosci w kazdym z nas. To walka rozsadku z emocjami. Jestem kobieta, ktora wierzy tak jak INNY w doskonaly zwiazek ale jednak tak jak WYKSZTALCIUCH napisal : mam kilka zderzen z rzeczywistoscia :) Ciezko sobie z tym poradzic, wtedy moje serce krzyczy, dusza jest zraniona a cale cialo az boli od niewypowiedzianych emocji. Kazde rozstanie uczy nas czegos o sobie samym. Cale zycie odkrywamy swoje slabosci :)

Autor: paula  25.05.2007 zgłoś

do Jolanty 52 Jestem od Ciebie sporo młodsza więc nawet nie mogę sie z Tobą w żaden sposób porównywać, ale wiem chyba co czujesz. Mi też się wydaje, że nie piorąc publicznie brudów skrzywdziłam siebie a mojemu byłemu ułatwiłam jedynie życie. Moj były to taki klasyczny przypadek nowobogackiego rozpustnika, któremu pieniądzę przewróciły w głowie i dzięki którym wydaje mu się, że pozbędzie się swoich kompleksów. O tyle to wszystko śmieszne, ze ja mam 22 lata, on 28 i dowiedziałam, się, że mnie zdradzał, ach ten syndrom zdobywcy i to z kobietami tandetnymi, pozbawionymi klasy a ja nie skromnie powiem, ze jestem atrakcyjna, zawsze byłamjego ozdobądlatego tym bardziej bolą te jego nowe zdobycze. Kiedys przeczytałam, ze biznesmeni się nie rozstają z kobietami tylko je zwalniają.I coś w tym chuba jet.Ja myślę teraz codziennie o zemście. Bo moze zachowałam się przyzwoiciei z klasą ale nic z tego nie mam. Wiele osób podziwiamnie za to ale nie wiedzą ile to kosztuje. Wydaje mi się, ze z zemsty miałabym o wiele większą satysfakcję.Lepiej żałować, że się coś zrobiło niż, że się czegoś nie zrobiłoPozdrawiam ciepło i trzymam kciuki aby ułozyla Pani sobie zycie i pokazala temu draniowie bez niego zycie jest tylko lepsze.

Autor: burza  25.05.2007 zgłoś

Można się rozstać kulturalnie nawet jak były wielkie emocje i to po obu stronech! Tylko najpierw one muszą zniknąć,wyparować,zostać wykrzyczane,wypłakane itd. Tak było ze mną-byłam z kimś przez prawie 5 lat-mieszkaliśmy ze sobą,mieli plany,to była największa miłość mojego życia (oceniając po natężeniu emocji,nie sadzę,zeby juz coś takiego sie zdarzyło) a rozstaliśmy się ...uściskiem ręki.Potem do siebie pisaliśmy a potem to też się samo urwało. Potem kogoś sobie znależliśmy i zostały tylko wspomnienia. To co niekulturalne,rozegrało sie WCZESNIEJ. A do pana"Innego" oraz tych innych,którzy marzą o takiej miłości- ja ja przeżyłam i to było piękne.Wtedy,kiedy trwało,wierzyłam,ze jest możliwe.A teraz myślę,że żeby coś takiego przeżyc i podtrzymywać dłużej niż kilka lat trzeba miec bardzo bujną wyobrażnie i na strasznie dużo rzeczy przymykać oczy. Bo niestety panie Inny,niezależnie od naszych pragnień,im dłużej zwiazek trwa,tym wiecej różnic z nas wychodzi(takze na to jak widzimy nasz związek), wszytko trzeba negocjować i "dogrywać się " od początku. Związek to proces i niestety trzeba w nim zachowywac zimną krew,nie dawać się ponosić ZA BARDZO-bo od wielkiej miłości tylko krok do wielkiej nienawiści. To ja już wolę zostawać po tej "letniej" stronie życia. Chociaż to nie moj styl. W koncu nazywam się burza:)))

Autor: Lola  23.05.2007 zgłoś

moja bajka z mężczyzną marzeń też chyba dobiega końca. czasem lepiej jest nie urzeczywistniać snów, bo można skrzywdzić królewicza i siebie. byliśmy ze sobą zaledwie pół roku po 5 latach szukania z sobą jakiegokolwiek kontaktu (znaliśmy sie tylko z widzenia) i wiem, że nigdy go nie kochałam, choć tak bardzo chciałam i na początku tak mi się wydawało. on natomiast stracił dla mnie głowę. tym trudniej było mi go zostawić, byłam nieprzyjemna i obca, widział to,ale nie pozwalał mi odejść. w końcu zrozumiał. rozstaliśmy się kulturalnie, rozmowa, popłakaliśmy się oboje,a potem cisza, taka straszna, boląca cisza. płakałam co noc jak opętana. po 2 tygodniach znów sie zeszliśmy. i żałuję, bo nie wiem, czy mam odwagę skrzywdzić go po raz drugi. jak to nazwać? bo to nie miłość, ta pustka, to przyzwyczajenie?

Autor: Puma_  25.05.2007 zgłoś

Do WYKSZTALCIUCH i INNY "Wyksztalciuch" odejrzewam ze musiales kiedys moze i nieraz cierpiec przez kobiete. Ja nie mam szczescia do zwiazkow. Jestem bardzo mloda ale juz w wieku sie zaklada rodzine. Tez mialam takie pragnienie ale juz nie mam. Jestem narzeczona mezczyzny z ktorym jestem od ponad 2 lat ale nie umiem zamknac w sobie poprzedniego zwiazku ktory sama zakonczylam ale nie do konca z wlasnej woli a teraz... Juz za pozno. Nie wrocimy juz do siebie on ma dziewczyne z ktora chce sie zareczac mimo ze jeszcze pare m-cy temu pisal mi ze mnie kocha... Pogmatwane... Pewnie wyksztalciuch sie oburzy ze to znowu nie na temat. Wiec do rzeczy moim zdaniem kulturalne rozstanie polega na pamietaniu ze byles kiedys z ta osoba ze ja kochales ze przez moment chociaz dzieliles zycie i z szacunku dla tego uczucia i tej osoby po prostu nie mowisz o niej zle! Jezeli stosuja sie do tego dwie strony mozliwe jest kulturalne rozstanie. Ale to wymaga miedzy innymi dystansu do siebie spokoju i sily wewnetrznej ktorym nie sprzyja dzisiejszy swiat. "Inny"prezentujesz romantyczno-idealistyczna koncepcje milosci i jakkolwiek to brzmi z mojej strony moze sceptycznie(zreszta ciezko mi uwierzyc w realnosc takiej milosci) to naprawde pragne jej i sadze ze hipokryta jest kazdy kto powie ze on tego nie czuje. Bo oto kazdy z nas marzy i dazy do Milosci Szacunku i Wiernosci ale nie tylko "dopoki nam sie nie znudzi"-nawiazanie do wspolczesnych reklam- Smuci mnie wspolczesny merkantylizm milosci jej uprzedmiotowienie odarcie z lojalnosci... Ech! Ale nie wiem jak to zmienic i czy szukanie czegos innego nie jest strata czasu snem wariata:(

Autor: halszka  23.05.2007 zgłoś

Kulturalne rozstanie to sztuka,,ja tak chce,wiem,latwo nie bedzie.Facet tonie i trzyma sie mnie jak kola ratunkowego.Ciezko ,musze sie rozstac bo to jest bardzo toksyczny zwiazek.Pozdrawam wszystkich

Autor: mlody....;)  25.05.2007 zgłoś

witam wszystkich...kulturalne rozstanie hmm...moje 7 lat zycia "ktos" wyrzucil do kosza tak od se do dzis nie wiem dlaczego a minal juz rok ...i jak tu mowic o kulturze...?po co.. dlaczego...??moze ktos mi to wyjasni??kiedy czuje inaczej...:))

Autor: Pit  25.05.2007 zgłoś

Do "wykształciuch" Myślę że w Twojej wypowiedzi jest sporo prawdy. Spotkałem ludzi (zarówno kobiety jak i facetów) którzy wierzą w piękne ideały, jednak życie pokazuje że do tych ideałów nikt nie sięga. Choć sami są idealni to jednak nikt z nimi nie chce być. P.S. Proszę tego nie brać osobiście gdyż nie piszę o nikim tu się wypowiadającym.POZDRAWIAM.

Autor: majork@  25.05.2007 zgłoś

rozstanie jest ciężkim momentem w naszym życiu, najbardziej cierpi osoba porzucona-która kocha. Przeżyłam takie rozstanie, ale to ja odchodziłam. Było to 7 lat temu, najtrudniej było na początu zachowac dobre relacje między sobą, rzecz jasan...czas leczy rany. Potem zostaliśmy przyjaciółmi-najlepszymi. W chwili obecnej oboje jesteśmy po nieudanych związkach, a nasze drogi powoli zaczęły się schodzić, nie wiemy czy cos z tego wyjdzie, ale żyjemy chwilą, teraz dużo lepiej się rozumiemy, i oboje wiemy gdzie były popełniane błędy-teraz docniamy ile straciliśmy-ale to nas czegoś nauczyło. Teraz jesteśmy partnerami. I jest oki. Nigdy nie topcie za soba mostów!!!

Autor: X  23.05.2007 zgłoś

Do Vikiii Hej miałam ten sam problem, byłam z męzem 3,5 roku przed slubem i rok po slubie. po zawarciu tzw zwiazku malzenskiego wszystko zaczelo sie psuc, jego wady których wczesniej nie zauwazalam zaczely mi bardzo przeszkadzac, nie mialam w nim oparcia, nie potrafil nic zrobic jak porzadny facet, nie opiekowal sie mna. Czulam sie samotna opuszczona, do tego dochodzi jeszcze jego rodzina, ktora mnie nie akceptowala. Co tu duzo pisac nie bylam szczesliwa, bo tak naprawde chyba nigdy go nie kochalam. Nie mielismy dzieci, slub tylko cywilny, sama podjelam decyzje ze nie chce z nim byc i ze to nie ma sensu. On nie chcial tego sluchac, a gdy sie rozstalismy, zrobil sie straszny. To co robil jak twierdzi walczac o mnie jeszcze bardziej mnie do niego zniechecilo, mowil ze kocha i chce ze mna byc ale co z tego. Pewnych rzeczy nie da sie zapomniec, cofnac, a pokochac drugiego czlowieka nie mozna na siłe. Gdy teraz o tym mysle wiem ze podjelam najlepsza decyzje w swoim zyciu, nie bylabym szczesliwa z tym czlowiekiem, bo czym jest szczescie, jesli nie dzieleniem zycia z osoba, ktora sie kocha?A taka milosc prawdziwa, jedyna zdarza sie raz w zyciu.Duzo przeszlam, wiele wycieprialam przez niego, ale nie zaluje swojej decyzji. Wszyscy: moi rodzina, znajomi i nawet pani sedzina przyznała mi racje. Zycie jest krotkie i nie ma czasu na dzielenie go z kims kto nie jest tego wart, lub do kogo czujemy tylko przyzwyczajenie, przyjazn lub z innych powodów boimy sie rozstania. Jestem młodą kobietą, w tym roku koncze studia, wczesniej zylam u jego boku, teraz jestem kobieta samodzielną, wiem czego chce w zyciu, mam ambicje, plany, chce spelniac sie zawodowo i prywatnie. Chce miec partnera, ktory bedzie mnie kochal, wpsieral w trudnych chwilach i dzielil ze mna moje szczescie, ktoremu zaufam w kazdej sytuacji. Pozdrawiam ;-)

Autor: Ania  29.05.2007 zgłoś

Edward Stachura "Jest już za późno, nie jest za późno" Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć, Tęskność zawrotna przybliża nas. Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet, Cudnie spokrewnią się ciała nam. Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę Z oknem na rzekę lub też na park, Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem; Schodzić będziemy codziennie w świat. Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić, Siebie zachwycić i wszystko w krąg. Wojna to będzie straszna bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć, Lecz nam się uda zachwycić go. Jest już za późno! Nie jest za późno! Jest już za późno! Nie jest za późno! Może wrto zastanowić się nad sobą, sensem miłości? Nigdy nie jest za późno by odnaleźć własne ja. Pozdraiwma slicznie Paula i Innnego :) Jesteście wspaniali, nie pozwólcie się nigdy nikomu zmienić.

Autor: kamila  29.05.2007 zgłoś

dziękuję za słowa otuchy

Autor: Rozwiedziona  22.05.2007 zgłoś

Do autorki- Urszuli. To jest bardzo dobry temat. Szkoda tylko, że gdzies na dole a zajawka powinna być na czołowej stronie, aby więcej kobiet mogło spostrzec, że aktualnie leci taki temat. Na pewno byłoby dużo więcej wypowiedzi a tak szybko zniknie z braku zainteresowania. Pozdrawiam autorkę.

Autor: Cayoka  13.06.2007 zgłoś

"...A miłość???? Ona nie przychodzi z dnia na dzień. To nie jest gorączka pierwszych miesięcy związku, gdy hormony w nas szaleją i każdy poranek w ramionach ukochanej osoby mógłby być końcem świata...Miłości się uczymy, dojrzewamy do niej, dostrzegamy ją w brudnych skarpetkach rozrzuconych po pokoju, w dodatkowych kilogramach, w czułych gestach, porozumieniu bez słów, w tęsknocie, nawet w małych, delikatnych złośliwościach.... Właśnie tak chcę... I byłam gotowa to odkryć, z każdym dniem podchodziłam do tego coraz bliżej... Teraz zostałam sama... z ideałami w sercu. Ale już ich nie szukam. I zazdroszczę ludziom..." tak chcialabym kochac. i czuc sie kochana. i potrzebna. albo nie kochac nigdy i nie znac tej potrzeby serca - latwiej by bylo... teraz mysle juz tylko, ze kazda inna zasluguje na szczescie, ja nie... 'tylko dajcie mu czas... dajcie czasowi czas...' - ale ile tego czasu? wiem, ze on to ma czas... ale ile lat tak mozna... ps. IVA - nie powiem uciekaj szybko, bo 2 lata to juz dlugo... ale pomysl o sobie i badz konsekwentna. wiem co to szantaz emocjonalny i nocne telefony ze slowami, ze ktos cos sobie zrobi...

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  29.05.2007 zgłoś

Witam, Do kolegi " Wykształciuch " Dziękuję za słowa krytyki, przyjmuję choć do końca z Tobą się nie zgadzam. Jak zmienić ten świat na lepszy? mam na to odpowiedź...zacznijmy od siebie samych i wokół siebie. Szacunek do siebie i do innych, tylko tyle, może aż tyle? Nie ma gwarancji na szczęśliwy związek, gdyż nie poznasz do końca drugiej osoby...podchodzę do tego zagadnienia z innej strony, ze swej strony...co ja mogę dokonać, żeby uszczęśliwić partnerkę? Co JA, gdyż na to mam wpływ...wszyscy popełniamy błędy; nie ważny, że się potknęło i upadło, ważne, żeby z tego upadku się podnieść. Daleko mi od teorii ;) Pozdrawiam...

Autor: Zrozpaczona  23.05.2007 zgłoś

Rozstanie kulturalne??? Bo ja wiem... To napewno trudne jak twierdzi większość z Was i ja też się dołanczam do tej opini... Od 4 miesięcy jestem samotna... Było to naprawdę wielkie uczucie, od pierwszego wejrzenia oszaleliśmy, choć nie od razu byliśmy razem, ale jeden o drugiego cały czas wypytywał...mmm.... To było poprostu coś wspaniałego, jednym słowem "bajka" tylko zakończenie inne...a może to nie koniec.??...ehh... Rozstaliśmy się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy było wszystko pięknie, ładnie. On napisał że ma doła, ale pisał też że ja mu w tej sprawie chyba pomóc nie mogę... Strasznie się martwiłam... a wiedząc że jeszcze przed naszym związkiem jego była mu się narzucała, że chce wrócić i wogóle... to... byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów, myśli, poprostu nie mogłam myśleć o niczym innym, nie umiałam...Przepłakiwałam noce, a On pisał że jest troszkę lepiej...ale ja wiedziałam ze tak nie jest...a najgorsza była niepewność!!! i tak jak oczekiwałam jego była znowu zaatakowała... Jednym słowem zrobiła mu pranie mózgu - dosłownie. Potem po nie całych trzech tygodniach, napisał że mnie nie kocha i zrywa....( _ _ ).... nie chciał się spotkać bo chciał od tego uciec...a potem okazało się że ta była ma innego chłopaka a Jemu nie pozwoliła być z inną dziewczyną:( dopiero po dwóch miesiącach po rozstaniu zapytał się naszej wspólnej przyjaciółki czy jestem na niego zła...a tak poza tym do dziś milczy... próbowałam się z nim skontaktować ale na marne...to już nie były te same rozmowy.... powiedzcie mi co ja mu takiego zrobiłam ze tak mnie teraz traktuje, jak powietrze??? i co ja mam robić!!!???....:((((......

Autor: X  28.05.2007 zgłoś

nie mam beretu....... Piszesz ja zawsze starałam się doprowadzić ze to on już nie chciał..... socjotechnika.... a gdzie uczucia?? Przeczytałam każdą wypowiedz zamieszczoną tu po kilka razy, i widzę rozłam. Dzelicie się na osoby wrażliwe, uduchowione, romantyczne oraz mało wrażliwe, pozbawione duchowej głębi, o umysłach ograniczonych logiką (...??). Skoro miałaś już kilka okazji do zniechęcania sobą partnera, żeby sam już nie chciał.... to wyrazy współczucia.... spełnienie w życiu, to życie szczęśliwe, to partner który jest nie tylko kochankiem, przyjacielem, partnerem ale także najważniejszą osobą na świecie, kimś komu oddaje własne serce. Musi to być człowiek dojrzały, mądry i widzacy świat tak, jak ja. Nie rozumiem ludzi szukających swojej połowy i angażujących się w związki, jeden po drugim, to są raczej związki "do znudzenia" a nie miłość. Prawdziwa miłość rodzi się z najprawdziwszego uczucia, szacunku, pełnej akceptacji partnerów, zmianie systemu wartości na "my" a nie "ja". Jestem z cudownym człowiekiem, nasza miłość nie znika z czasem (jesteśmy już razem 7 lat), ona ewoluuje, nabiera głębi i barw. Ani ja ani mój mąż nie wiązaliśmy się z nikim "na razie", czekaliśmy żeby pokochać odpowiednią osobę, kogoś z kim zwiążemy się na całe życie. Oboje wyznajemy taką filozofię i jesteśmy szczęśliwi. Nigdy nie było między nami awantury, była rozmowy, wspólne podejmowanie decyzji, nigdy nie miało miejsca narzucanie swojej woli przez któreś z nas. Są tylko dwie osoby na swiecie którym ufam ponad życie, moja mama i mój mąż. Meżczyźni (jak i kobiety) zdradzający swoich partnerów, to osoby pozbawione godności i szacunku dla własnego ciała i duszy. Dziękuję Bogu że udało mi się odnaleźć swoje szczęście, bo woalałabym zostać sama niż żyć w złudzie i wmawiać sobie że kocham, lub o zgrozo, jestem kochana. "Nie można żyć na próbę, nie można kochać na próbę." Jan Paweł II

Autor: smutna...  23.05.2007 zgłoś

Ja wierzę że są kulturalne rozstania ale jak nie ma się dzieci!zawsze dziecko jest kartą przetargową dla któregoś z rodziców!uważam że lepiej jest sie rozstać w zgodzie a ojciec kiedy chce niech widuje się z dzieckiem!nie można na siłę być z kimś dla"dobra"dziecka.to w cale nie jest żadne"dobro",tylko oszukiwanie dziecka że jest sie normalna rodziną.z resztą jak się kogoś już nie kocha to trudno sie uśmiechać i udawać że nie ma problemu.Bardzo mało jest dojrzałych par które tak naprawdę myślą o dobru dziecka,po rozstaniu.zazwyczaj są najpierw awantury,ubliżania,wypominania itp.do tego dochodzi straszenie że więcej dziecka się nie zobaczy itd!W cale nie jest tak łatwo i kulturalnie się rozstać mając dziecko.Dziecko nie będzie wiecznie dzieckiem i kiedyś"podziękuje"takiej mamusi albo tatusiowi że nie zna swojego drugiego rodzica!Najlepszym rozwiązaniem jest wytłumaczenie,ale większemu dziecku i powiedzenie prawdy dlaczego rodzice się rozstali ale bez wzgledu na to,bardzo go(to dziecko),kochają.Szkoda że tak"normalnych"i dojrzałych ludzi,jest mało,a przeciez to nie jest takie trudne,wystarczy chcieć i dojść do porozumienia,lecz to musza dwie strony a nie tylko jedna ta mądrzejsza!

Autor: Słomka  25.05.2007 zgłoś

do Inny.... to o czym piszesz, ze Twoje zasady nie pasują do dzisiejszego świata, ok, to jest właściwe dla ludzi wrazliwych, poczucie wyalienowania, niektórzy jednak nie sa na tyle silni by podążąc wg tej swojej wewnetrznej busoli i pod presja postepuja wbrew sobie, ale zawsze tym za czym tęsknimi wszyscy to miłośc, kazdy chce byc kochany ale sami czesto nie potrafimi pokochac, boimy sie odrzucenia,cierpienia...najważniejszy jest szacunek do własnego siebie i drugiej osoby,pamietajcie o tym!!!

Autor: kamila.  23.05.2007 zgłoś

chce sie rozstac z moim chlopakiem, wiem ze bedzie bardzo ciezko i wiem ze on bedzie mi utrudnial odejscie. miedzy nami od jakiegos czasu jest coraz gorzej. ja teraz chce zaczac zyc dla siebie, ale z drugiej strony bardzo boje sie samotnosci.

Autor: marta  25.05.2007 zgłoś

Witam wszystkich Uważam że można sie rozstać kulturalnie, jest to nie zwylke trudne ale do zrealizowania, oczywiście w duzym stopniu zalezy to od tego jaki był powód rozstania, my rozstaliśmy sie po ok 4 latach związku, po 3 wspólnie mieszkając, nie powiem że nie jest trudno, jednego dnia oglądaliśmy obrączki ( ślub miał być w przyszłym roku) a drugiego mój luby poinformował mie że chce odpocząć, do dnia dzisiejszego nie wiem od czego, wydaje mi sie że on również, usiedliśy spokojnie obydwoje powiedzieliśmy co nam na sercu leży, i,,, odslismy do wniosku że chyba czas się rostać, na dzień dzisiejszy nie mieszkamy już razem, nie będe ukrywać że łatwo nie jest, ale dalej sie przyjaźnimy, i chyba najbrdziej to mnie boli, że utraciłam najwspanialszego przyjaciela, wiadomo juz o pewnych sprawach nie będziemy mogli rozmawiać, no bo jak.. mam słuchac o jego nowych partnerkach, przeciez nadal GO KOCHAM, ale rozstanie było kulturalne, do dzis wiem że moge na niego liczyć i to chyb najważniejsze, nie wiem jak bym sobie poradziła z całąta sytuacją jak byśmy rozstali sie pełni gniewu, krzyku, rozpaczy, a może było by nam wtedy łatwiej....nie zastanawialibysmy się przynajmniej czy dobrze zrobiliśmy..

Autor: Bunia  23.05.2007 zgłoś

ja rozstałam się ze swoich chłopakiem po roku - to może nie długo (zwłaszcza patrząc na staż większości z Was), ale wystarczy żeby pokochać... rozstanie zawsze jest trudne i zawsze boli. I wydaje mi się, że dotyczy to obu stron. Nasze rozstanie było kulturalne, ale z czasem - i to jest dziwne -sytuacja między nami zamiast się poprawiać stawała sie nie do zniesienia. My musieliśmy całkowicie zerwać kontakt, żeby nasza miłość nie przerodziła sie w nienawiść. Można kochać, ale nie umieć być razem - i tak właśnie było z nami. Zazdroszczę wszystkim, którzy uważają, że można sie kulturalnie rozstać i jeszcze później sie przyjaźnić - a jeszcze bardziej tym, którym ta trudna sztuka się udała. Nam się nie udało, chociaż bardzo tego chciałam. OLA napisała: " A gdzie tu w tym wszystkim rodzina, dzieci, odpowiedzialność. Dzisiaj rozwód to takie proste - nie kocham, zabieram swoje zabawki i idę na inne podwórko. Rozwód zawsze kogoś krzywdzi więc nawet jeśli ktoś rozstaje się kulturalnie (tzn. nie krzyczy, nie wyzywa) to nie oznacza że nie cierpi." nic dodać, nic ująć ... nie można nie cierpieć, nawet jeśli rozstanie jest "kulturalne". Pół biedy jak cierpimy tylko my - gorzej kiedy przez nas i nasze decyzje cierpią inni - gł. nasze dzieci ...

Autor: Sonia  25.05.2007 zgłoś

Wlasnie teraz jestem w trakcie rozstania.Bylismy ze soba 7 lat.Za miesiac mial byc slub i starania o dziecko.To wszystko bylo juz dawno "zaplanowane".No trudno nie wyszlo.Najpierw byla rozmowa na temat dziecka-on juz nie chce,potem slub-tez sie odwidzialo, tak wiec okazalo sie ,ze chcemy od zycia czegos innego.Dla mnie jest to starsznie ciezka sytuacja,ale uwazam ,ze nikogo nie mozna zmuszac do czegos czego sie nie chce.Rozstajemy sie jak narazie bardzo kulturalnie,ale to wszystko tak starsznie boli.

Autor: Acha  23.05.2007 zgłoś

Rozstałam się z chłopakiem w przyjaźni. Nadal utrzymujemy kontakt i wciąż się lubimy. To wszystko zależy od tego jakim się jest człowiekiem. M jest spokojny i opanowany a także zawsze pełen optymizmu. Ja także nie lubie konfliktów, dlatego obydwoje rozstrzygnęlismy to łagodnie.

Autor: choco  25.05.2007 zgłoś

dziewczyny, obyśmy spotykały tylko takich cudownych facetów jak "inny"!!! czego sobie i wam wszystkim życzę!!! a "innego" serdecznie pozdrawiam! p.s. inny, znasz może więcej takich fajnych kumpli jak ty??? bo mozna by jakoś się dogadać! ;))

Autor: Cayoka  25.05.2007 zgłoś

Oj Inny, Inny - masz rację niestety, aż boli. są słowa, słowa, słowa... i po co nam (mi) to było... raz jeden na chwile przestalam być wierna sobie i wyznawanym zasadom i do dziś nie potrafię do końca się pozbierać. niby nic się nie stało. dlaczego więc tak trudno na nowo ufać, wierzyć, kochać, żyć i być. tak trudno chce się chcieć. a to wszystko przez słowa...

Autor: dzidzi  25.05.2007 zgłoś

hej......... dwa lata temu roztalam sie z chlopakiem troche nie przyjemnie ale uznalismy oboje ze tak bedzie lepiej..... juz sie nie dogadywalismy.......... nie bylo tak fantastycznie.... nasze roztanie bylo nie mile ale postanowilismy zostac przyjaciolmi i tak bylo.... na poczatku bylismy dobrymi kumplami swietnie sie bawilismy jako przyjaciele ale do czasu............ po jakims czasie sie znienawidzilismy!!!!!! nie moglismy na siebie patrzec ani rozmawiac ciagle sie kłóciliśmy i wogole........ ale na szczescie los tak chcial ze znowu ze soba jestesmy i nam jest wspaniale:)

Autor: Inny  25.05.2007 zgłoś

Panie „wykształciuchu”… Rozumiem że można nie zgadzać się z czyimś zdaniem . Ale czytając Twoje wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że to Ty uważasz, że Twój punkt widzenia jest jedyny i prawdziwy :) Jak wspomniałem, mam 30 lat, więc „zderzeń z rzeczywistością” miałem sporo. Nie wiem ile Ty masz lat, i ile „zderzeń z rzeczywistością” masz za sobą, ale Twój sposób patrzenia na życie jest całkowicie odmienny od mojego. Nie komentowałem też Twoich wypowiedzi żebyś poczuł się „atakowany”, jeśli tak było – przepraszam. Wiele osób ciągle pisze że pięknie jest do pewnego momentu, później coś gaśnie, miłość umiera… i ciągle wszystko sprowadza się do jednego – zrozumienia sensu miłości. Moim zdaniem budowa związku, to dopiero wstęp do kochania. Trzeba uczyć się siebie, tego jak żyć, by dawać szczęście a zarazem samemu być szczęśliwym. I to jest możliwe. Znam takie pary. Wszystko zależy od NAS, od dopasowania się, tego jak widzimy świat. Czasami prawdy są tak oczywiste, że nikt ich nie widzi. Pozdrawiam. Panie „Pit”… Słuszna uwaga, wiele osób deklaruję się że chciałoby żyć według takich wartości, ale niewielu to czyni. Dlaczego tak się dzieje? Powodów pewnie jest bez liku, a ja jednak uparcie będę trzymał się swojego zdania – bo ludzie mylą pojęcia, nie rozumieją sensu miłości, często na głos deklarują jacy chcieliby być, ale z różnych powodów nie są. Trudno jest nawracać, otwierać oczy, do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Niektórym przychodzi to łatwo, innym o wiele za późno. Trzeba zrozumieć siebie, swoje potrzeby. Ważne są w życiu priorytety, system wartości. Jeden poświęci rodzinę dla kariery inny karierę dla rodziny, przykłady można by mnożyć bez końca. Świat pędzi, niemal każdemu szczęście kojarzy się z materialnymi dobrami. A mi nie, przekładam być nad mieć. Najważniejsza jest miłość, ciepło, zrozumienie, szacunek, zaufanie. Jestem szczęśliwy, jeśli uda mi się sprawić że ktoś jest szczęśliwy, chociaż przez chwilę. Od kiedy zrozumiałem czym jest życie, jak jest kruche, umiem się cieszyć najmniejszym drobiazgiem, każdym promyczkiem słońca który czuję na skórze. Nie wiem skąd stwierdzenie „Choć sami są idealni to jednak nikt z nimi nie chce być.” ? Nie czuje się ideałem i nim nie jestem, mam wady jak każdy. Po prostu inaczej widzę świat, czego innego oczekuję od życia i co innego da mi szczęście i spełnienie. Tu jest moja „inność”. A być z kimś… być z kimś można bez większego trudu pewnie, tylko ze ja nie czułbym się szczęśliwy będąc z kimś, kto nie pokocham mnie, tak jak pokocham ja. Więc nie pokocham od tak, stąd moja samotność, świadomy wybór, a nie niemożność znalezienia sobie partnerki. Pozdrawiam.

Autor: Inny  25.05.2007 zgłoś

Witam ponownie... Muszę jeszcze dziś zabrac głos, podziękować za tak wiele ciepłych słów :) Jeśli kogoś irytują moje wypowiedzi, proszę je pomijać czytając :) Witam Cię Paulu :) Bardzo, bardzo mi miło czytać Twoje słowa. Wiesz… nie raz myślałem o tym co zaobserwowałem, często (niestety) musi w życiu jakiegoś człowieka stać się coś złego, dotknąć go nieszczęście, żeby zmienił swój system wartości. By otrząsnął się z tego syntetycznego szlamu jaki tłoczą do głów kolorowe pisemka, krzykliwa reklama. Wielu ludzi żyje w pędzie, próbuje dogonić pędzący świat… tylko po co? Prawdziwe szczęście jest czasami tuż obok, na wyciągnięcie ręki :) Zawsze dobrze czułem się wśród drzew, na łonie natury… mam od jakiegoś czasu sposób na wyciszenie się, wsiadam na rower, biorę aparat i jadę „łapać chwilki” :) Uciekam zdala od asfaltu, do lasu, gdzieś daleko od hałasu. Mam setki zdjęć kwiatów, ptaków, refleksów światła… czy nie szczęściem jest to, że mogę doznawać tyloma zmysłami? Widzieć cudne barwy, czuć ciepło słońca na skórze, czuć wiatr, zapachy? Słyszeć śpiew, szum liści? Echhh… :) Pozdrawiam Cię serdecznie, i życzę Ci szczęścia :) Nie tylko w miłości, bo ta być może jest tuż obok:) Tak wspaniały człowiek jak Ty nie może być sam :) FiFi dziękuję :) Miło mi że tak uważasz, zresztą nie tylko mi, Paul też pewnie się uśmiechnie czytając Twoje słowa :) Droga Ewo… Życie potrafi dać gorzką lekcję, ale nie wolno się dać obedrzeć z nadziei… bo marzenia się spełniają :) Uwierz mi, spotkasz, tylko rozejrzyj się wokoło, patrz na ludzi inaczej :) „Wrażliwcy” często chowają się pod maską obojętności, małomówności :) Wielu żyje z identycznymi marzeniami jak Ty, tylko skrywa je głęboko w sercu :) Wierzę w przeznaczenie, w to że wszystko ma swój sens, może właśnie mieliśmy przeczytać swoje słowa? Pozdrawiam cieplutko :):):)

Autor: jamal  23.05.2007 zgłoś

kulturalne rozstanie?? hmm, cos takiego nie istnieje, zawsze kontakt raczej sie urywa, a jak nie, to jedno chce wrócic, czasem nawet oboje czuja znów miete, i wtedy ciach, jedno mowi "nie", i wtedy czujesz ze zmarnowałes czas i jak bardzo ta osoba grała na twych uczuciach;//

Autor:  23.05.2007 zgłoś

a ja rozstałam sie 3 tygodnie temu!!bylismy ze soba prwie 4 lata!!w naszym zwiazku pojawila sie rutyna, przyzwyczajenie i mysle ze nie moglismy sobie z tym poradzic!!!rozstajac sie powiedzielismy sobie ze sie kochamy, ale jednak rozstalismy sie!!na koniec jeszcze kochalismy sie!!i to byl najlepszy seks w moim zyciu!!teraz dzwonimy do siebie, rozmawiamy......

Autor: wolna  23.05.2007 zgłoś

W ciagu 6 mcy udalo mi sie rozstac jednoczesnie z toksycznym, zdradzajacym kochankiem (6 lat zwiazku) i mezem ,ktorego nie kochalam od lat zwiazek 15 letni.... Wiedzialam, ze nie chce byc juz z zadnym z nich a bylam teoretycznie z jednym i drugim... Rozstanie postanowilam zrobic jednym cieciem, zeby bolalo jak najmniej -oczywiscie mnie (jakkolwiek na wielkim cierpieniu kochanka bardzo mi zalezalo,bo zasluzyl bardzo na to w jaki sposob dostal "game over") Obecnie jestem z jednym facetem i mam zamiar nie wiklac sie juz w rozne zwiazkowe szalenstwa a kiedy przyjdzie byc moze czas rozstania, rowniez postaram sie by odbylo sie jednym cieciem- obojetnie ktore z nas postanowi odejsc. Tak najbezpieczniej, najwygodniej,najlepiej.... tak uwazam dzis.

Autor: martucha  23.05.2007 zgłoś

A ja nie potrafiłam się rozstać w "łagodny sposób", bo w grę weszły moje pieniądze, na spłatę których czekam do tej pory...Facet okazał się nie mieć "jaj", ale jest dobrym manipulatorem i robi wszystko, żeby dać mi nauczkę...Wziął sobie nastolatkę i ją wychowuje, a jak się upomnę o dług- to stwierdza, że mi się nie należy.I wszystko byłoby ok, gdyby nie ten dług, dzięki któremu nie mogę się od niego uwolnić.

Autor: kamill...  23.05.2007 zgłoś

witam...moja dziewczyna(teraz juz byla)postnowila sie rozstac po 7 latach zwiazku trwalo to strasznie dlugo jakies pol roku..rozstania powroty rozliczanie 7 letniego zycia razem,podzialy wygadywania nawet jakas tam nienawisc ale ciagle gdzies tam byla nadzieja ze jednak to nie koniec a jednak...dobrze ze nie bylo jeszcze dzieci... wszystkim proponuje ze jak juz podejmie sie decyzje o rozstaniu to trzeba ja szybko i konsekwentnie ciagnac do przodu i nie patrzec na nic to naprawde mniej boli...choc staralem sie zachowac sie kulturalnie nie dalo sie emocje wziely gore i nie zaluje.. co dalej z tego bedzie czy jakas przyjazn czy znajomosc czas pokaze..minol juz prawie rok i ...pozd

Autor: aaaaaaaaa  23.05.2007 zgłoś

W ciagu 6 mcy udalo mi sie rozstac jednoczesnie z toksycznym, zdradzajacym kochankiem (6 lat zwiazku) haha jestes obłudna masz za złe kochankowi ze zdradzal a sama 6lat meza zdradzalas...nic dodac nic ujac... prymitywizm i oblud asie szerzy,... nienaleze do armi moherowcow spod znaku rydzyka, ale... uwazamz e jesli z kims byc to na pwoaznie a nie maz/zona kochanek/ka i bog wie co jeszcze...

Autor:  23.05.2007 zgłoś

Witam wszystkich milutko. Mam na imie Anna-53latka skonczyłam 18 maja.Piszecie o kulturze rozstania.Ja ze swoim partnerem żyłam 17 lat,nie mielismy slubu,ja z pierwszego małzeństwa miałam jedno dziecko,on dwoje.Zamieszkaliśmy razem oczywiście bez dzieci.Zyło nam się super,powiemwięcej mieliśmy ''eldorado''.Otworzyliśmy firmę,zarabialismy konkretne pieniadze było jak to sie teraz mówi-zajebiscie,ale tylko do 2000roku bo w tym własnie roku mój partner oznajmił mi,że jużmnie nie kocha,że jestem wolną kobietą.W obecnej chwili nadal mieszkamy razem,prowadzimy wspólne gospodarstwo,firma nadal istnieje wszystko jest tak jak dawniej.Swieta spedzamy razem,uroczystośći rodzinne spedzamy razem śluby ,urodziny,imieniny-prócz nas obojga nikt nie wie ,że już tyle lat nie jesteśmy parą.I własnie taka kultura rozstania powinna być,bez awantur,dzielenia majątku.Nadmieniam że mam gdzie mieszkać,ale jakoś nie mogę podjąć tej decyzji aby sie wyprowadzić.Jak narazie niech wszystko zostanie tak jak jest

Autor: Inny  24.05.2007 zgłoś

Witam ponownie :) Ojjj... bo mi w nawyk wejdzie zaglądanie tu ;) Pani/Panie "P"... Pozdrowię Cię całkiem normalnie, ot tak... pozdrawiam ;) Do Megi :) Kocham polską muzykę (chociaż nie tylko), a Myslovitz lubię posłuchać od czasu do czasu :) Milutkiego wieczoru :)

Autor: Zrozpaczona  31.05.2007 zgłoś

Nie wiem gdzie szukać pomocy... Zaplątałam się we własnym życiu... Przez dwa lata rozstawałam się z facetem, który pociągnął mnie na samo dno mojej rozpaczy. KOchałam go do szaleństwa i rówie mocno nienawidziłam za to jaki dla mnie był i co robił. Spędzilismy ze sobą długie lata.Jednakto był związek za długi przynajmniej o te dwa lata... Nie rozstaliśmy się sie kulturalnie...Tak wyszło, jednak mimo wszystko nie wiedziec czemu chcialabym sie z nim zaprzyjaźnić. On nie chce - mowi, że wszystko albo nic...Z tego toksycznego zwiazku wyciągnął mnie mój obecny facet. Kochany, czuły, szaleńczo we mnie zakochany.Jesteśmy razem prawie dwa lata. Przez ten czas był dla mnie wszystkim. Prawie, że wybawicielem. Sądziłam, że go kocham i nadal w to wierze, jednak przestało sie miedzy nami ukladać kiedy klęknął przede mną z pierscionkiem w ręku...Dlaczego nie potrafiłam zgodzić się na wspólne życie skoro tak bardzo go kocham??? Poprosiłam go o trochę więcej czasu... Zgodził się, ale musiał wyjechać. W tym czasie poznałam kogos innego. I to co czuje teraz nie da się porównać z niczym. Niby dobrzy kumple, ale oboje wiemy, że to co coś więcej choć żadne się do tego nie przyznaje. Jestem nim zafascynowana, tyle nas łączy. Mogłoby być cudownie...Czuje, że nie ma już tej chemii między moim facetem i mną... Zbliżając się do kogoś innego odsunęłam się od nigo.Jednak nie chce go ranić. Zawsze był dla mnie taki dobry i kochany, nie było nam źle, więc stwierdziłam że muszę ratować nasz związek i nie mogę dopuścić do jego rozpadu. Postawiłam wszystko na jedną kartę... ale nie wiem czy dobrze zrobiłam... NIe potrafię zapomnieć tamtej znajomości... tamtego chłopaka, przy którym świat wirowal i czułam się jak nigdy przedtem...

Autor: Fitzgeralden  24.05.2007 zgłoś

Jestem facetem. 30 na karku, a ona - mądra, piękna i młoda narzeczona... ja jestem przeciętny wyglądem. każdy z moich rówiesników zazdrości mi takiej ślicznotki, w towarzystwie nie mam nigdy powodu aby się za nią wstydzić, jestesmy sobie wierni. ...ale odkąd powiediząłem jej, że ją kocham, zmieniła się. Z czasem zaczeła mnie traktować jak coś 'obowiązkowo swojego', ze co by nie bylo to ja jestem dla niej, zawsze takiego a takiego (nie czarujmy się - człowiek ma stresy, czasem przyjdzie weselszy, czasem smutniejszy, czasem nie ma na cos ochoty...)... I może dlatego właśnie wyluzowała się i zaczęła pokazywać swoje bardziej prawdziwe oblicze... ...któro przestaje mi się podobac. Kocham ją - ale wiem, że za jakiś czas gdybyśmy popełnili poważniejsze kroki - będzie to dla nas obojga ciężarem. Dlatego postepuję niekonsekwentnie i chcę jeszcze zobaczyć, ze się mylę. Ale jeśli utwierdzę się w swoim przekonaniu, że nie jestesmy dla siebie - będe musiał zakończyć związek i to od razu, gdy tak właśnie stwierdzę :(

Autor: KAMIL  25.05.2007 zgłoś

INNY- identyfikuje sie z Twoimi wypowiedziami i podzielam Twoją opinię. Też tak chcę żyć i doswiadczać Jednakze trudno rozstać się kulturalnie, nawet jeżeli uważa się siebie i tą drugą osobę za kulturalną. Najtrudniej się rozstac kulturalnie chyba tylko wtedy gdy jedna ze stron traktuje to poważnie a ta druga nie. żałosny jest też przypadek gdy ta druga osoba jedynie bawi się Twoimi uczuciami. Wtedy jest się najbardziej poszkodowanym i odartym z własnych marzeń. Może gdyby powiedziała że nie traktuje Ciebie poważnie, to może wtedy byłoby lżej to przejść. Ale czy wtedy coś takiego można nazwać związkiem? Raczej nie. Na pewno nie. I to najbardziej w tym wszystkim boli. Rozstania są trudne, a pozbieranie się po tym wszystkim równie trudne. Szczególnie wtedy gdy miało sie świadomosć że ten związek mógłby wyglądać super (pomimo pewnych niedogodności i róznic, które dla niektórych nie mają tak wielkiego znaczenia jak dla tej drugiej osoby). Czy warto wtedy walczyć? Nie wiem. Moze jedynie warto dalej poszukiwać

Autor: Grazia  31.05.2007 zgłoś

Do wykształciucha. A jednak nic nie rozumiesz. Źle interpretujesz to co napisałam. Twój ulubiony zwrot "przeczytaj powowli, ze zrozumieniem" ma jasno sugerować że czytający Twoje wypowiedzi ich nie rozumieją ( w Twoim mniemaniu). Mylisz się, bardzo. Nie potrafisz pojąć tego, że to nie Twoje przekonania rażą osoby czytajęce, tylko sposób w jaki je wyrażasz. Sprawiasz wrażenie osoby antypatyczne, zarozumiałej, przemądrzałej. Lubisz głosić wszem i wobec swoje przemyślenia nie zastanawiając się czy ktoś tego chce. Nie jesteś zdolny do przyznania choćby częsciow racji komuś, kto nie widzi świata takiego jak Ty. Nie wszyscy tracą wiarę we własne ideały "po zderzeniu z rzeczywistością", jakakolwiek by ona nie była. znajdują w sobie tyle siły by podnieść się i iść dalej, w tym kryje się sens spełnienia. Pozwoliłeś by Twoje ideały umarły, "rzeczywistość Cię zmieniła". Cechą ludzi pełnych wiary jest, że sami krztałtują swoją rzczywistość, to miał na myśli Paul w jednej ze swoich wypowiedzi tak ostro skrytykowanych przez Ciebie. Ale to przypadłość wielu osób bardzo przewrażliwoionych na punkcie własnego ego. Skoro nie zrozumiałemś tego do tej pory, po tylu "atakach", pewnie nie zrozumiesz wcale. Żegnam.

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  31.05.2007 zgłoś

Witam, Do " Grazia " Dziękuję bardzo za miłe słowa... Wszystko ( no, może prawie ) co sobą prezentuję zawdzięczam twardym, rygorystycznym traktowaniu Ojców Jezuitów w mojej szkole w Afryce ( miasto Bukavu ). Dużo w tym również zasługa mojej ukochanej, mądrej Mamusi, która wpajała nam na okrągło " szacunek i życzliwość do innych "...i tak zostało zakorzenione to wszystko w mym jestestwie! Pozdrawiam...Paul R.

Autor: megi  24.05.2007 zgłoś

Inny 'dobry nawyk nie jest zly', tymbardziej nawyk ciekawych rozmów:)

Autor: barburynka  13.06.2007 zgłoś

Nie wiem co znaczy rozstac sie kulturalnie,moge jedynie powiedziec jak ja to zrobilam.Bylam mezatka przez 21 lat,doczekalismy dwoch wspanialych corek i nadeszla epoka komputerow i internetu.Wtedy pomyslalam ze moj maz nie moze byc ciemniakiem i nauczylam go obslugiwac te cuda techniki.Efekt?Poderwal na gg kobiete,spotkal sie z nia pare razy i to wystarczylo.W dniu moich 44 urodzin corki rozszyfrowaly jego telefon i wszystko sie wydalo.Nie podnioslam glosu nie padlo ani jedno wyzwisko ani jedno pytanie" dlaczego?."....byla czysta kalkulacja potrzeb spakowanie walizek i w ciagu paru miesiecy rozwod.Czy moglam walczyc?Kochalam swoje meza bardzo,ufalam mu bezgranicznie....a po wszystkim bardzo sie nim brzydzilam.Nie wyzywam go nie utrzymuje z nim kontaktow i to glownie dlatego ze to on o nas zapomnial...sa tylko miesiac w miesiac alimenty.........tylko tyle zostalo po 21 latach malzenstwa....czy to rozstanie bylo kulturalne?Nie wiem...wiem jedno......kazde rozstanie to porazka...a czlowiek nie lubi przegrywac....Czesto powtarzam slowa piosenki p Brodki......"gdy zamknales drzwi zegar dalej bil czas nie stanal w miejscu ........"smutne.

Autor: Ewa  27.05.2007 zgłoś

Do Czarnulki Oszukujesz się.Twój ideał po prostu bawi się Tobą-taka mała odskocznia po trudach codzienności. Fajnie jest mieć żonę w domu która zadba o wszystko,zajmie się dzieckiem i młodą laskę do rozrywki od czasu do czasu....bo oczywiście święta,weekendy i urlop spędza przykładnie z rodziną.Podwójna moralność ??? To co robisz-to Twój wybór,ale uważaj żebyś nie została sama...w ciągłym oczekiwaniu że jednak facet zostawi rodzinę dla Ciebie.I jeszcze jedno,pamiętaj:dobro które komuś uczynimy powraca do nas...ale zło również-ze zdwojona siłą. Pozdrawiam:)

Autor: Agusia  27.05.2007 zgłoś

Martwi, a wręcz przeraża mnie to, co czytam powyżej. Otóż rozwód stał się czymś powszechnym, codziennym. Osobiście jestem w związku od dwóch lat, jestem osobą młodą, ale już podchodzę do tego wg mnie bardzo dorośle. Bardzo się kochamy, oboje jesteśmy wrażliwi. Rzeczą normalną jest to że od czasu do czasu są kłótnie, ale nigdy dzięki Bogu nie doszło do tego że musieliśmy sobie brzydko mówiąc podziękować. Sądzę, że wyróżniam się spośród rówieśników, do miłości podchodzę poważnie, żadna zdrada i żadne kłamstwa nie wchodzą w gre. To byłoby strasznie toksyczne! Wręcz nie do zniesienia. Szczerze współczuję osobom, które maja jednoczesnie wielu partnerów, bo oprócz tego że sami siebie odzierają z godności i honoru, to jeszcze sami kiedyś zostaną skrzywdzeni, być może samotni. Walczmy o prawdziwą, romantyczną miłość! O szacunek, wierność, prawdę. To są najpiękniejsze wartości w życiu i nie wierzę że coś może nam dać więcej szcześcia niż prawdziwa, wielka i jedyna miłość na całe życie. I ja wierzę, że moja miłość nigdy się nie skończy.

Autor: Moya  24.05.2007 zgłoś

cóż... mnie się udało 'kulturalnie' rozstać z facetem z którym byłam cztery lata... i po tym kulturalnym rozstaniu zaczelo dopiero do mnie docierac jaka to byla emocjonalna pijawka i szuja. Od naszych dawnych 'wspolnych znajomych' dowiedzialam sie o sobie paru ciekawych rzeczy. Od kilku, bo reszta po prostu sie do mnie przestala odzywac. Trudno. Najgorsze jednak jest to, ze teraz nie moge sobie wybaczyc tych czterech lat (!) (nie skonczylam jeszcz 25ciu, wiec to na prawde duzo mlodosci mi zjadlo), a czlowiek z ktorymi je spedzilam napawa mnie skrajnym obrzydzeniem.. A co do rozwodow; zaluje bardzo, ze moi rodzice sie nie rozwiedli kiedy byl ich czas. Moze nie szukalabym wtedy 'milosci za wszelka cene' i nie przyklejalabym sie do kazdego, kto okaze mi troche ciepla... ale to juz zagadka do rozwiazania dla specjalistow ;) pozdrawiam wszystkie kulturalne i przepraszam za maila w wiekszosci nie na temat ;) - Moya

Autor: wykształciuch  31.05.2007 zgłoś

do "Grazia" ja użyłem tylko jednego sformuowania odnośnie tylko jednego Autora opinii na tym forum, a mianowicie "teoretyk". Ty w swojej wypowiedzi użyłaś kilka epitetów pod moim adresem, "osoby antypatyczne, zarozumiałej, przemądrzałej". czyż o czymś to nie świadczy? może o jakichś kompleksach z Twojej strony? napisałaś "Nie wszyscy tracą wiarę we własne ideały "po zderzeniu z rzeczywistością", jakakolwiek by ona nie była..". to oznacza, że nie wyciągają wniosków i idą jak ten koń z klapkami na oczach. należy wyciągać wnioski z upadków, weryfikować własne opinie, nie popełniać wciąż tych samych błędów by nie upaść kolejny raz, a nie "dorabiać" filozofię do podnoszenia się. napisałaś "Lubisz głosić wszem i wobec swoje przemyślenia nie zastanawiając się czy ktoś tego chce..". nie wstydzę się swoich przekonań, mam prawo je głosić. nie naruszam przy tym praw drugiego człowieka. a może osoby, które unikają dyskusji, obawiają się czegoś? może sami mają wątpliwości wewnętrzne co do swoich przekonań i nie chcą by je jeszcze ktoś "podgrzewał"? znamienne w naszym kraju jest to, że najwięcej do powiedzenia o miłości, małżeństwie i rozstaniu mają księża, najlepiej na finansach zna się fizyk, a najlepszym dziennikarzem jest psycholog. analogiczną sytuację można dostrzec na tym forum. a może niech tak każdy zajmie się swoją dziedziną i w niej doskonali?

Autor: Alicja  22.05.2007 zgłoś

Po wypadku mąż wystąpił o rozwód. Zgodziłam się , aby rozpoczoł zycie na nowo. Nie miał potrzeby kontaktu z trzema synami. Dostałam rozwód z jego winy, a on ograniczone prawo do synów. Jego piewszy romans się rozpad, na potem następne. Jak go zobaczyłam po 10 latach, to "dziad". Byłam dumna z siebie , że dałam sobie radę . Spotałam miłego przyjaciela, jestem z min od 5 lat. Nie mam ochoty na związek stały i mieszkanie razem teraz. Syn jeden ma rodzine. A dwóch jest za granicą. Teraz dobiero korzystam z życia." Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło " Jak ktoś chce rozstania lepiej odejść . Dla świętego - spokoju !!!

Autor: smutna...  03.06.2007 zgłoś

Do EVA: Takich ja my jest znacznie więcej wiem to pocieszajace...hmmm tylko to i tak nie rozwiązuje naszej sytuacji...hmmm czas działa na nasza niekorzysc...a ja wiem ze pomalu wariuję bo w glowie kłębi mi sie tysiąc mysli..zawsze mialam problem z podejmowaniem decyzji i własnie tak tez jest teraz...nie wiem czemu ale serce ciągnie gdzie indziej:( i nie wiem czy uda mi sie jeszcze powrócić do tego co było... Miriam...dziekuje ...maszz racje w zupełności ze wszystko zalezy od emocjonalnego podejscia do drugiej osoby..tylko jest maly problem skoro to twoj pierwszy powazny facet???twoj pierwszy powazny związek...7 lat to kawal zycia...kiedys nie wyobrazalam sobie zycia bez tego faceta ale wszystko sie zmienilo...wiem zachowuje sie jak egositka ale nie umiem inaczej skoro glowa czuje inaczej serce tez...mam wrazenie ze oczekujemy czego innego od zycia, on chce stabilizacji ja nie czuje jeszcze potrzeby zakladania rodziny...nie potrafimy sie poprostu dogadac...nie kochamy sie od pol roku...bo nie czuje takiej potrzeby...jesli cokolwiek sie zdarza traktuje to poprostu jako obowiazek...wiec sama widzisz jak sytuacja wyglada...wiem fascynacja druga osoba mija...tylko patrzac z perspektywy czasu chyba nigdy czegos takiego u nas nie bylo...:(((

Autor: Mona  22.05.2007 zgłoś

To zależy. Jeżeli obydwoje już nie widzą sensu związku i są gotowi się rozstać, mogą to zrobić "kulturalnie", ale jeśli tylko jedna strona chce się rozstać, druga zaczyna to przeżywać i rodzą się emocje, które zamieniają się w kłótnię.

Autor:  23.05.2007 zgłoś

do zrozpaczonej, moja historia jest tak bardzo podobna do twojej, ze chwilami myslalam ze to ja napisalam w rozpaczy i nie pamietalam tego...nic nie ma sensu bez niego, w sumie to nawet sie to nie zaczelo...powiedzial tylko ze nie powinnismy byc razem, tzn ze on nie powinien byc ze mna ...poprosilam aby to jeszcze przemyslal, mysli 3 tydzien....ale nie widze w tym sensu...mowil ze kocha z kazdym dniem coraz bardziej a teraz stwierdzil ze nie wie czy kocha:( jak tak mozna?? tak poprostu sie odkochal w pare dni ....w jedna noc?? zyje nadzieja, choc rozum mowi dziewczyno to koniec, daj sobie spokoj....jednak nie potrafie zapomniec :( chcialabym miec znim kontakt, ale boje sie ze nie wytrzymam cisnienia i wyrzuce z siebie jak bardzo mnie skrzywdzil(nie byl do konca szczery od poczatku znjaomosci ze mna...) a moze tak bedzie lepiej, ale znajac siebie bede potem zalowala i ryczala po nocach....;( czemu to takie trudne?? czemu musi tak bolec??:(

Autor: marzena  25.05.2007 zgłoś

witam, 2 lata temu rozstałam sie z mężczyzną którego bardzo kochałam. Planowaliśmy ślub i tydzień przed zapowiedziami oznajmił mi ,że z jego strony "iskierka wypaliła się" bardzo to przeżyłam, ale to nauczyło mnie, że nie wolno stawać się dla siebie wrogami. Byliśmy razem 5 lat.W tej chwili jesteśmy przyjaciółmi, bardzo dobrymi, znamy się bardzo dobrze i staramy się sobie pomagać w miarę możliwości.

Autor: Bartek_23  25.05.2007 zgłoś

Hmm. Nawet nie wiecie jak sie ciesze ze trafilem na ta strona.. Rozstalem sie ze swoja kobieta rok temu, niby to juz rok ale dalej to sa gorace tematy i uczucia.. przerobilem wszystko tzn nienawisc milosc moze nie w tej kolejnosci, zwatpienie obojetnosc i agresje.. to ostatnie doprowadzilo do tego ze zapisalem sie na sekcje boksu i.. naprawde dobrze mi idzie. Wracajac do tematu ''rozstanie..'' wszystko byloby dobrze gdyby nie ciaza i ze mioja byla poronila ciezko mi o tym mowic ale kozystajac z przywilejow internetu swobodnie bez stresu sie otworze -czego juz nigdy nie robie przy kobietach trudno wasza strata. Ktos kiedys powiedzial ze serce nie ma ran, serce ma blizny juz nigdy nie pozwole sobie zadnej rozdrapac bede trzymal garde dam sie okladac ale nie dopuszcze by ktos mnie znowy skruszyl jak wtedy. Dlatego nie spotykam sie z Nia wiecej szanuje Ją moze dalej kocham..? Ale rozsadek bierze góre. Przez pewien czas spotykalismy sie tylko w jednym celu jako ze zaczelismy chodzic ze soba w liceum dobrze znalismy swoje potrzeby ktorych zaspokajanie dawalo nam wiele przyjemnosci, wracajac do tematu zostawila mnie chyba postawie tutaj kropke. Jakie wnioski? Wydaje mi sie ze to ja bylem tym zaangazowanym ale.. To Ona nie miala klasy. Dzieki za to ze jestescie za to ze nie jestem sam w swoim mysleniu.

Autor: Eny  22.05.2007 zgłoś

Ja od pół roku noszę sie z zamiarem zakończenia mojego 5-letniego związku.Jest to mój pierwszy poważny facet w życiu i czuję że chyba tracę z nimczas bo nasz związek przestał sie rozwijać.Etap rozwoju zakończył sie na tym ze wyjechaliśmy razem zagranice, pracujemy na lepsze zycie ale poki co plany zwiazane z przyszłoscia gdzies sie rozpłyneły w powietrzu.Poza tym, jak to bywa zagranicą nie ma chwili wytchnienia, bo praca praca praca, no i zaczeliśmy sie kłócic o byle drobnostki.Proponowałam mojemu facetowi że może dobrze nam zrobi taka chwila wytchnienia,miałam na myśli odseparowanie sie od siebie na jakis miesiąc i spojrzenie na wszystko z boku.Stwierdził że wiedział że tak bedzie, on tego nie chce ale jeśli ja chce to proszę bardzo.Tak naprawde poruszyłam to po to żeby dać mojemu facetowi do myślenia bo mam wrażenie ze on nie dostrzega problemu, jednak on podszedl do tego z obojętnościa.Jeśli chcę -proszę bardzo.Poza tym jak jeszcze w Polsce przebąkiwał coś o wspólnej przyszłości tak teraz temat umarł śmiercią naturalną.Mam wrażenie ze tracę czas.Poradźcie co robic?

Autor: Eny  22.05.2007 zgłoś

Myślicie ze w tym przypadku można się kulturalnie rozstać?Bardzo bym chciała, bo wiem że przyjacielem byłby dlamnie wspaniałym.Tylko on nie zdaje sobie sprawy ze noszę się z takim zamiarem i podejrzewam ze może być różnie...

Autor: marion  29.05.2007 zgłoś

ja mam 33 lata, po rozwodzie od 2 lat jestem "wolnym strzelcem"; jak się rozstawaliśmy to poszliśmy wspolnie na kolacje do restauracji (drogiej); wrazenia prawie jak na tym filmiku http://streemo.pl/Portal/VideoWatch.aspx?MediaId=13432 tzn. smiesznie było :D ale oboje czulismy ze to juz nie jest to; wiec bez spinania buzi w policzek i każdy w swoja stronę ;) ale żal pozostał...

Autor: miriam  28.05.2007 zgłoś

Witajcie kochani bardzo ciekawe wypowiedzi, różne spojrzenia na problem, który zaczyna obecnie być częstym problemem.Kulturalne rozstanie co to w ogóle jest.Osobiście przeszłam gehennę kiedy dowiedziałam się ot tak że będzie rozwód, bez tłumaczenia, bez podania jakiejkolwiek przyczyny utraty zainteresowania moją osobą (23 lata w związku).Niestety zachowałam się niekulturalnie i walczyłam o nas "wygrałam". Moja walka o męża ojca dziadka dla rodziny uratowała męża od zniszczenia samego siebie dla kogoś kto jak usłyszał(a) przez słuchawkę iż trzeba ten związek zakończyć zaproponowała spotkanie aby się kulturalnie rozstać. Zadaję pytanie? czy nawiązanie znajomości przez net wymiana nr.komórkowych,, namawianie żonatego faceta przez 1,5m-ca na spotkanie do którego dochodzi zaproszenie właściwie obcego faceta na seks, spedzenie miłego weekendu a po 2 tyg. kiedy pyta czy żona o nas wie dostaje pozytywną odpowiedź stwierdza iz to była pomyłka chyba jednak nie kocha, ale dalej dużo spokojniej prowadzi ten związek wirtualnie bez następnych spotkań, a kiedy słyszy koniec proponuje kulturalne spotkanie przepraszam czy takie jak pierwsze?. Wytłumaczcie bo ja nie potrafię zrozumieć takiej postawy kobiety (nawiasem mówiąc matki 2 dzieci). Mnie kultury zabrakło nikt nie dał mi czasu na kulturę ani mąż ani jego kochanka. Nie nie bronię absolutnie postawy mojego M okazał się kulturalnym łajdakiem który w kulturalny sposób dał sie uwieść jak małolat, bardzo kulturalnej Pani której mnie ponoć było żal. Kulturalnie mozna sie rozstać owszem kiedy oboje do tego dochodzą , a przynajmniej drugiej osobie daje się czas na pogodzenie z losem.Sposób w jaki chciano załatwic to w moim związku nie ma nic wspólnego z kulturą to była normalna ucieczka 45 latka w ramiona pierwszej która chciała i niestety zrobiła to dla zabawy, dla własnej uciechy psychicznej. Wiele by mozna pisac na podstawie mojego doświadczenia na temat kultury podczas podejmowania decyzji o rozstaniu jedno jest pewne zdrada, o kulturze nie świadczy. Mnie próbowano wmówić iz moja walka jest arogancka, egoistyczna etc. ale o kochance miałam wyrazac się grzecznie a przynajmniej liczyć się ze słowami ot. kultura? Wiem piszę chaotycznie, ale niektóre wypowiedzi sa jak z księżyca wzięte a nie z życia.

Autor: Edka  30.07.2007 zgłoś

Jestem prawie 6 tygodni po rozstaniu. Wrocil z Polski,gdzie odwiedzil corke(pierwszy raz od urodzenia) i oznajmil ze to koniec. Wraca do kraju i do matki malej. Na pytanie dlaczego byl ze mna pol roku: bo bylo mi z toba dobrze i mialo tak byc ale... nie dokonczyl. Nigdy nie powiedzial ze nie kocha, ale przeciez milosc czuc nie trzeba o niej mowic Swiat mi sie zawalil, nie chcialam zostac sama w Londynie ale nie moglam tez mieszkac z nim, w ciagu 2 tygodni wypowiedzialam 2 prace, kupilam bilet do domu. Nie potrafilam czuc do niego nienawisci, choc znajomi powtarzali ze tak bedzie dla mnie najlepiej! Wrocilam na wyspy ale nie do teo samego miejsca, probuje ulozyc sobie zycie od nowa, ale On do mnie pisze i dzwoni,a ja sie ciesze z kazdego teleonu. rozmawiamy calkiem normalnie i ciagle mam nadzieje ze kisdys przyjdzie taki dzien, kiedy poprosi mnie znowu.. Nie wiem czy naprawde tego chce? Mozna sie rozstac kulturalnie jak najbardziej ale mysle ze w koncu i tak kiedys prawdziwe zale wyplyna!!

Autor: choco  28.05.2007 zgłoś

do inny: i wykształciuch: ależ jesteś, jesteś... cudem, inny!!! bo to co mówisz, nie jest znowu tak powszechne i popularne, jakby sie chciało... wrażliwcy maja trudniej, ale czy droga na skróty jest lepsza? :) fajnie, ze są faceci " z takiej ligi" :)) to mi przywraca wiarę w ludzi... a wasza dyskusja, panowie jest naprawdę popisem elokwencji i śledze ją z przyjemnościa niejaką... no cóz NIECH KAZDY MA TO, CO LUBI! bo nie ma jednej recepty na szczęście, każdy z nas musi ją sobie wypisać i zrealizować sam! i oby znalazł to, czego szuka... amen!

Autor: Leta  22.05.2007 zgłoś

Rozstać się z klasą oznacza być ze soba z klasą.

Autor: niedoszla zona pana K.  28.05.2007 zgłoś

Panie Inny, Jestem osoba tolerancyjna.Szanuje opinie innych ludzi.Ale w Twoich wypowiedziach cos mi sie nie zgadza.Ok-jestes wrazliwym facetem.Punkt dla Ciebie.Umiesz pieknie pisac o milosci.Tylko jak trafnie zauwazyl Pan Wyksztalciuch,jestes teoretykiem.Nie krytykuje i nie osadzam,ale zejdz facet na ziemie.Nie ma milosci idealnej i nie ma na nia recepty.Czekasz na ta jedyna osobe,tylko ze nigdy jej nie znajdziesz,jesli nie dasz komus szansy.Nigdy nie bedziesz wiedzial czy kobieta kocha Cie tak mocno jak Ty ja,dopoki nie sprobujesz.Moze tak byc,ze pokocha i bedzie kochala przez rok,5,20 lat i nagle zmieni zdanie.Nie mozesz przewidziec przyszlosci.Nikt nie da Ci gwarancji na idealna milosc i polisy na przyszlosc.Przestan bujac w oblokach i wachac kwiatki.Zejdz na ziemie i zacznij zyc. Do wszystkich kobiet z tego forum, Nie rozumiem czemu wszystkie zachwycacie sie wypowiedziami Innego.Przeciez ten facet potrafi tylko mowic.Jak widac zaspokaja wasza potrzebe sluchania pieknych slowek.Tylko nie slowa swiadcza o czlowieku.Nie zapominajcie o tym.Pozdrawiam

Autor: wykształciuch  27.05.2007 zgłoś

do "Inny" mój punkt widzenia nie jest jedyny, ale moim zdaniem jest bardzo zbliżony do rzeczywistości. jeżeli uważasz, że Twój pogląd jest gwarancją udanego związku i w ogóle jest sposobem na życie, to dlaczego miałeś tak wiele zderzeń z rzeczywistością, o których napisałeś? czyżby nikt Cię nie rozumiał? a może nie potrafiłeś zrealizować tego, o czym tak pięknie napisałeś? jak już wcześniej napisałem, ja nie jestem tylko "teoretykiem". może nie wprost mnie atakowałeś, ale sugerowałeś pewne moje "ubytki" intelektualne, zarzucając mi wraz z "megi" brak zrozumienia Twojej wypowiedzi. na koniec chciałbym napisać taką refleksję (mój "ograniczony" intelekt czasami ma zawirowania:)). zmiana poglądów nie jest niczym złym ani poniżającym. niezmienność poglądów może bowiem, w pewnym sensie, świadczyć o zastoju umysłowym. polecam przemyśleć, pozdrawiam wszystkich.

Autor: ex-czarnulka  27.05.2007 zgłoś

do czarnulki Ja wiem ze kazda milosc jest pierwsza i najgoretsza i najszczersza-jak w tej piosence...ale zastanow sie czy nie szkoda Ci zycia?On nie chce z Toba byc na stale bo nie chce Ci go zmarnowac-sam tak powiedzial-wiem ze wiek nie gra roli,ja nie o tym ... Tez mialam podobnie-przez jakis czas-okolo poltora roku spotykalismy si ez moim chlopakiem,ktory byl w innym zwiazku-bylo swietnie,bylo naprawde suuuper-milosc,sekretne spotkania i seks! Wszystko moze i byloby 'dobrze' gdybysmy tak trwali-jednak cos sie stalo-on w koncu skonczyl ze swoja dziewczyna-na co ja nalegalam od samego poczatku-no i bum! Wzielismy slub,mamy 2letnie dziecko i to wszystko co mamy-wdarla sie nuda,okazalo sie ze seks i dobry wyglad to nie wszystko,okazalo sie jaki naprawde ten facet jest...niestety. Zmienil sie z dnia na dzien-stwierdzil,ze nie jest gotowy do bycia ojcem i mezem-ze woli inny tryb zycia. Nie chce nawet slyszec o tym by dac naszemu zwiazkowi szanse dla dziecka,KONIEC,JUZ CIE NIE KOCHAM. No i nie moge jeszcze dac odpowiedzi na pytanie czy moze dojsc do kulturalnego rozstania,bo jej nie znam-ale wkrotce bedzie mi dane,choc nie wiem dlaczego i z jakiego powodu,ale juz niedlugo bede wiedziec czy JA przejde rozwod kulturalny...

Autor: doswiadczona  03.06.2007 zgłoś

Jestem osobą juz bardzo doswiadczoną. Nie spotkala mnie taka przykrośc ,zebym musiala się rozstawać. Obserwuję jednak swoich znajomych, wlasne dzieci i wniosek jest jeden. Jak są emocje nie mozna mowić o kulturalnym rozstaniu. Jak jeno kocha a drugie już nie i odchodzi to jak mozna wymagać kulturalnego rozstania. To moze tylko się wydarzyc w związkach, gdzie oboje parterzy juz nie są sobą zainteresowani. Mogą rzeczywiście rozstać się bezkonfliktowo i w przyjażni. Jednak jak pozostaje milość jednego z partnerow już o taką przyjażń jest bardzo trudno. Nie potrafilabym się przyjażnić z kimś kto wg. mnie, mnie skrzywdził. To jest takie sztuczne podtrzymywanie znajomości, mam wrazenie,ze czasem z litości tego kogoś co odchodzi. Ja na pewno nie chcialabym litości i już zadnej pseudo przyjażni od partnera ktory by mnie zostawil. Zapewne jest potrzeba dobrych ukladow jak są dzieci, ale nie mowmy o przyjażni z bylym mężem ktory zostawilby mnie dla innej i odwrotnie.Dlatego uwazam, ze jesli coś nie wychodzi przeciąć natychmiast jak wrzód, bol okropny ale krotki. Natomiast takie "przyjażnie" to agonia przynajmniej dla jednego z partnerow, ktory czasem calymi latami myśli ze jeszcze coś się zmieni....

Autor: Marta  02.06.2007 zgłoś

Myśle,że człowiek może rozstać się kulturalnie lecz jest to bardzo trudne...sama jestem teraz w podobnej sytuacji.Dwa dni teamu zerwał ze mną chłopak z którym byłam ponad 2 lata.Nie wiem jak mam się zachwoać jest mi tak strasznie ciężko.I nie wiem co mam teraz robić,bo życie straciło dla mnie już całkiem sens:(

Autor:  28.05.2007 zgłoś

Rozstania powinny być kulturalne.O soby powinny się spotkać ,wyjaśnić sobie oco tak naprawdę chodzi .ZAL ZAWSZE POZOSTANIE.jedna gdy rozmowa jest przeprowadzona w cztery oczy, gdy się odpowie na trudne pytania , to wtedy jest lżej dla obydwu stron. Wtedy człowiek nie boi się przypadkowego spotkania po upływie czasu.

Autor: Przerażona :(  28.05.2007 zgłoś

Plus i minus A wiesz czego chcesz? Skoro bycie razem, w wierności to dla ciebie klatka, to czego oczekujesz od zycia? Winisz swojego partnera za taka sytuacje, a moze wina jest też i po twojej stronie? Jestes klasycznym przykladem czlowieka zagubionego w sobie, oczekiujesz cudow ktore sprawia ze bedziesz zyc jak ksiezniczka. Znidzona zwiazkiem obarczasz wina swpojego mezczyzne. Mam ponad 10 letni staż mazenski, bywalo roznie, ale jakos wspolnie przetrwalismy gorsze okresy. Podjecie decyzji o byciu razem, to zaczecie nowego zycia. Nie podejmuje sie jej pochopnie. Piszesz ze Teoj maz planuje przyszlosc, wasza wspolna przyszlosc ale ty znudzona z podcietymi skrzydlami musisz sie uwolnic... pozbawisz dziecko ojca, odfruniesz wolna, skrzywdzisz meza, zaskoczysz go swoja decyzja. Probowalas chociaz raz porozmawiac? zlapac go za reke, opowiedziec o wszystkim co boli? Otworzyc sie, zblizyc na nowo? Ludzie bywaja nieszczesliwi, skrzywdzeni, ale w wielu przypadkach na wlasne zyczenie. Jesli nie nadajesz sie na matke i zone, moglas nia nie zostawac, moze w Twoim zyciu nie byloby nudy.

Autor: zakochana  04.06.2007 zgłoś

Byłam kiedyś w sytuacji takiej że zerwałam z chłopakiem ponieważ sie dowiedzialam ze mnie zdradzil, po jakims czasie okazalo sie ze jednak mnie nie zdradzil ze to ja zostalam wprowadzona w błąd , za łuje do tej pory tego ze zerwałam z nim krzycząc, wyzywając go, niew chcialam z nim rozmawiac powiedzialam mu ty;lko co mysle o tym w wulgarny sposub mu to wyjasnilam ale nie dlalam mu nic do powiedzenia, teraz jestesmy nadal bo wruciclismy do siebie on mi wybaczyl ze uwierzalylam innym ludziom i jestem z nim naprawde szczesliwa jednak podziwiam go ze on nawet nie drgnol gdy ja go wyklinalam , pomimo tego ze jestesmy razem gdybym mogla cofnac czas to napewno bym innym ludziom nie uwierzyla a juz na sto procent nie zrobilabym mu takiego wstydu przy ludziach krzyczac na niego, moim zdaniem co by sie nie stalko zawsze warto porozmawiac szczerze z partnherem bez klutni i wyzwisk, takie sytuacje nas tylko doluja bar5dziej a tak to unikniemy ciaglych zalów a moze nawet nioe dojdzie do rozstania zawsze warto porozmawiac na spokojnie, nigdy nie powturze swojego bledu....

Autor: ania  29.05.2007 zgłoś

rozstac sie kulturalnie ...tego powinni sie wszyscy nauczyc wlasnie zostalam sama...;bo wyjechal zagranice obiecywal ,przyzekal a teraz....cisza juz prawie miesiac ,mysle ze to koniec a on nawet nie ma owagi zeby napisac @ ze nie chce juz mnie widziec....

Autor: wykształciuch  28.05.2007 zgłoś

o co chodziło w mojej dyskusji z "Innym"? o spojrzenie na życie, na rzeczywistość, która nas otacza. jak można zauważyć mamy zupełnie inne zdanie na ten temat więc każdy z nas jest INNY;). mało tego, każdy człowiek jest INNY, ale nie każdy czuje potrzebę "manifestowania" tego. jestem człowiekiem, który "twardo" stąpa po ziemi i ma za sobą już trochę zmian pór roku ;). przyznaję się, że jak byłem młody (dawno temu;)) też miałem takie spojrzenie na miłość jakie reprezentuje dzisiaj "Inny". byłem młodym, ambitnym teoretykiem, któremu różnej maści ideolodzy wtłoczyli do tej małej główki "cudowne recepty" na wszystko, na miłość również. z takim "profesjonalnym" przygotowaniem teoretycznym wchodziłem w życie (w praktykę). miałem plany zrealizowania wszystkiego jak najlepiej, tak jak jest to napisane w "książkach". ale okazało się, że albo ja byłem zbyt słaby, albo w książkach piszą nieprawdę. zacząłem więc uczyć się sam wyciągając wnioski z praktyki, z życia. otóż "Inny" co się okazuje, rzeczywistość jest odarta z sentymentów i uczuć. życie jest ciągłą walką. jeżeli jesteś słaby, wypadasz z gry. nikt się Ciebie nie pyta "jaki jest pana poziom uczuć". padają inne pytania, których tutaj może nie będę cytował. uważam, że taki stan rzeczy jest w głównej mierze związany z obecną sytuacją ekonomiczno-finansową i ogromnym rozwarstwieniem społeczeństwa. nie można bowiem mówić o wartościach wyższych nie mając zapewnionych podstaw. i o tym niech wszyscy pamiętają. "ideolodzy" i wszelkiej maści nauczyciele" w szczególności

Autor: Wiola  28.05.2007 zgłoś

Do zapomniałam co z tym beretem. Nie wypowiedz Pita poraza, tylko Twoje wypowiedzi. Jest cos takiego, co nazywa sie czytaniem ze zrozumieniem. Pit napisał "do kobiet" bo na tym forum wypowiadaja sie w 90% kobiety, a tresc jego wypowiedzi nawiazuje bardzo scisle do tego co przeczytal wlasnie tutaj. Wyrazil tez jasno zdanie na temat zdradzajacych mezczyzn, ktore w pelni podzielam. Zdradzaja i mezczyzni i kobiety, bez wyjatkow, plec nie mu znaczenia. Przepraszasz za generalizowanie, a generalizujesz bo nie znasz wyjatkow. Coz, bywa i tak. Tylko nie zapominaj, że skoro Ty nie potrafisz ułozyc sobie zycia, ani z jakichs powodow trafic na kogos kto wartosciowego, nie znaczy że wszyscy sa zli. Dzieki Bogu nie. Chociaz to coraz trudniejsze, to mozna jeszcze spotkac ludzi ktorzy czuja.

Autor: plus i minus  28.05.2007 zgłoś

Przypadkiem zajrzałam na tę stronkę, problem o którym myślę od ponad pół roku, jak mam się rozstać , aby nie zranić, aby było kulturalnie i co z tym zrobić kiedy kocha się człowieka od którego chce się odejść. Wiele razy słyszałam, ze jak kochasz to nie myślisz o rozstaniu, ale tak właśnie mam. Nie umiem nawet patrzeć z jakąkolwiek emocją w stronę innego mężczyzny, jedyna osoba jaką jestem w stanie sobie wyobrazić i dotykać , to właśnie on. Tylko sama miłość fizyczna nie wystarcza jak związek jest jedną wielka szarpaniną. Zaczyna nam się już któryś rok z kolei , ale ja w duchu już od pół roku jak już mówiłam nie jestem z nim. Serce dalej trwa...Dosyć już mam mówienia kiedyś będziemy szczęśliwi. Mężczyzna mój planuje życie na przyszłość ale kiedy ona nadejdzie ...nie wiem. Dosyć mam nieprzeżytych wyjazdów, spacerów, kolacji, kina, śmiania się z tych samych książek... samotność do jakiej się wpędziliśmy pozbawiła nas radości i celebracji życia. Ta samotność miała być dowodem na wierność, na pokazanie, że wspólny czas chcemy spędzać razem, a zamknęliśmy się w klatce i tylko skrzydła nam rosną i karłowacieją. Co teraz robię, tak na przekór wszystkim zabieram syna i odchodzę, czekam tylko aż skończy się rok szkolny bo dziecka nie można krzywdzić na wszystkich frontach. Dzieci są ważne i powiem nawet , że są najważniejsze i dosyć spychania ich na drugi plan bo trzeba rozwiązywać nasze problem, mam dosyć, chcę poświęcać dziecku więcej uwagi,która oddaję na gadaniu w kółko o tym samym z moim partnerem. Chcę w końcu popatrzeć na innych i uwierzyć , że na nim jednym świat się nie kończy. I że nie trzeba poświęcać siebie , przyjaciół, rodziny,zainteresowań i radości przeżywania aby być razem. I w sumie tak na prawdę to nie chcę się kulturalnie rozstawać bo chce wykrzyczeć to co mam do powiedzenia, bo mnie to rusza i boli i chcę aby o tym wiedział i przeżył to ze mną nawet jak nie będzie w tym kultury to i tak wolę to bo to będzie szczere, a nie tak jak teraz kulturalnie czekam aż się w odpowiednim momencie rozstanę.Nigdy go nie oszukałam i ostatni czas kiedy robię to mając na uwadze swoje zamiary odziera mnie to z godności i jakiegokolwiek pozytywnego patrzenia na siebie samą . Pocieszam sie wakacjami i tym, że jak pojadę nad morze to spokojnie przytulę się do piasku i bez myślenia o nim i słuchania go będę cały dzień nieskrępowanie budować z synem zamki na piasku....później zacznę żyć po swojemu.

Autor: naiwna  05.06.2007 zgłoś

Dziękuje za wypowiedz do mnie.Piszeszże nie mam prawa wypowiadać się na temat tego co czuje żona faceta z którym mam romans - może i nie mam.Piszesz żę się usprawiedliwiam - tak naprawdę to on wpierał mi że jego życie rodzinne się rozpadło dawno temu jak pierwszy raz zdradził i żona się o tym dowiedziała , chciała się rozejść ale jakoś załagodził sytuację,dalsze jego życie to ciągłe kontrolowanie i podejrzenia i kłótnie a to że na którąś spojrzał ,a to że w pracy telefon był zajęty itp.- ja w to uwierzyłam.Teraz wiem że to były kłamstwa , owszem była o niego zazdrosna , nie ufała mu ale to rozumiem .Nigdy sobie tego nie wybaczę , że dałam się tak bardzo zangażować i uwierzyć .Teraz rozumiem że on to bedzie robił dalej bo potrzebuje się w ten sposób dowrtościować , odejść od monotoni życia i zazdrosnej żony , dodać cmaszku nudnej codzienności ( a finanasowo powodzi się mu bardzo dobrze ).Dlatego wybiera zamężne kobiety bo wie że one będą ten związek ukrywać i nie będą chciały bardziej się zangażować. Postanowiłam , że nie pozwolę na to by mu to uszło na sucho ( żonie powiedział że odszedł bo miał dość ciągłych podejrzeń i wymówek a nie że kogoś miał na boku ) zadzwoniłam do niej ( zrobiłam to z bólem serca bo nie ją chciałam ukarać ale jego jednak inaczej się nie dało)powiedziałam że jej mąż ją oszukuje że ma romans od 1,5 roku ). Ona powiedziała że o tym wie i że mu daje szansę bo mają syna ( ja myślę że przyczyny są trochę inne ale ...)Życzę by potrafila z nim być dla dobra dziecka ale wybacz - nie wierzę że on tego nie zrobi raz jeszcze .A ja no cóż (wiem że myślisz że sobie nato zasłużyłam ) staram się żyć dalej ale ja naprawdę pokochałam szczerze , bezgranicznie jak nigdy dotąd ale nie jego tylko osobę za którą się podawał i muszę z tą raną w sercu pezjść przez życie . Nie chciałam takiego scenariusza nie chciałam nikogo skrzywdzić uwierzyła żę komuś nie wyszło w życiu i że można spróbować na nowo zbudować nowy związek .Wiem że wina rozpadu mojego małżeństwa leży po obu stronach dokładnie to wiem ale chceż mi wmówić żę po rozwodzie nie można być już szczęśliwym (przynajmniej postarać się ) trzeba i dla siebie i dla dzieci próbować tylko trzeba wiedzieć z kim i dla kogo .Bardzo cierpię że ktoś cierpi też przeze mnie ale jak byś miała tyle czasu żębym mogła Ci oppwiedzieć jak to było - możę byś mnie tak nie krytykowała.Dzięki za twe słowa krytyki były potrzebne .

Autor: Tazz...  28.05.2007 zgłoś

Związek między mężczyzną a kobietą dla niektórych jest zbyt dużym ciężarem. Zamiast powiedzieć partnerowi o tym, że się go nie kocha, na początku związku, gdy uczucie nie jest aż tak duże, najlepiej to zrobić, gdy najłatwiej zranić... a tak wogóle na zerwanie najlepszym sposobem jest SMS. Poprostu polecam tenże sposób wszyskim zimnum sukom. W ten sposób rani się najbardziej. Najlepszym rozwiązaniem jest spokojna rozmowa, dojście do pwenych wniosków. Po rozstaniu powinno utrzymywać jaki kolwiek kontakt, nawet te głupie ''Cześć co słychać?" . Pozdrawiam moją byłą, nie szanującą nikogo, osobę.

Autor: Maciej Długosz  28.05.2007 zgłoś

"Kto ma (dobry) początek ten ma (dobrą) połowę". Jestem 1 rok w związku. Najpierw "kocia łapa", a potem zaręczyny. Czy dojdzie do małżeństwa? Ale... Zaczyna się od samego początku. Jeśli ktoś wierzy w odurzenie uczuciami i chce się trzymać partnera na wodzy na zasadzie - "to jest miłość" to jest to manipulacja. Ludzie są różni i jeśli chcemy się zgrać ze sobą to trzeba wiedzieć (albo sobie powiedzieć) jaki charakter ma ten nasz partner. Wtedy można się do siebie dopasować. Wiele rzeczy się ukrywa, a wyjście na jaw niespodzianeki niezaspokojonych oczekiwaniań to powód do rozstań. Lepiej mówić o swoich oczekiwaniach od samego początku. Wtedy można kulturalnie się zejść i rozstać. Albo spotkać na swej drodze Rycerza (Księżniczkę) który trzyma na swych barkach cały świat (jest nieskończenie wyrozumiała). P.S. Tzw. "przyzwyczajenie" to określenie gdy ktoś nie jest oczarowany i napalony naszą osobą - prawda? P.S. 2 Przyzwyczajenie do "bycia na każde zawołanie" obliguje do odbijania piłeczki - a nie każdy gra fair...

Autor: Elka  28.05.2007 zgłoś

Do Innego Dzieki za przypomnienie mi tych wartosci o ktorych dawno zapomnialam.Jestem niezlym praktykiem ,przeszlam w zyciu wiele.Rozczarowalam sie wiele razy na wlasne zyczenie,bo zapomnialam co jest wazne w zwiazku.Ty przypomniales mi o pewnych zasadach, pieknych.Dzieki,wlasnie cos postanowilam zrobic,co powinnam byla dawno temu. Pozdrawiam i zycze wytrwalosci bo warto.

Autor: Niker  28.05.2007 zgłoś

Pewnie i tak nikt nie dojdzie tak daleko,ale....nie wiem czy mozna rozstac sie kulturalnie.Podobno moja babcia po rozwodzie z dziadkiem poszla z nim na obiad,ale czy bylo to kulturalne.Zostawil ja bez slowa z malym dzieckiem i zniknal.Po jakims czasie przyslal papiery rozwodowe.Chyba nie swiadczy to o jego kulturze.Widywalam ich oboje na roznych rodzinnych uroczystosciach.Moja babcia zawsze zachowywala sie z klasa,mimo ze nie zwiazala sie na stale z zadnym facetem.On natomiast ma druga rodzine.Tylko zawsze zastanawialo mnie to czy kiedykolwiek sie tak naprawde kochali???? Bo jesli nie,to "kulturalne rozstanie" chyba nie jest takie trudne

Autor: zapłakana  02.06.2007 zgłoś

Kash... Wiem już, że ciągle kocham, ale nie widzę sensu w dalszym trwaniu w tej nicości. Od kiedy się do niego wprowadziłam wszystko się zmieniło - i nie chodzi o poznanie swoich wad, bo wcześniej mieszkaliśmy u mnie. Każde zakupy to koszmar, ciągłe spory i płacz obojga, kiedy proszę, żeby coś się zmieniło, grożąc odejściem. Mówi, że nie może beze mnie żyć, a na co dzień mnie nie zauważa :( Nigdy nie czułam się równie samotna i lekceważona. Żeby doszło do sytuacji intymnych, to muszę robić całe przedstawienie... A mówi, że nikt go tak nie podnieca. Ja mu wierzę, bo zawsze był zamknięty w sobie... Ale dwa mile słowa w tygodniu, czy okazanie fizycznej czułości i namiętności wobec kogoś, kogo się kocha, to chyba niewiele. Zwłaszcza, że ja niczego nie ukrywam i oczekuję maleńkiego odwzajemnienia. Nie wiem, czy możemy się kulturalnie rozstać, a właściwie, czy mogę kulturalnie odejść. Zrobię krzywdę obojgu, a teraz cierpię tylko ja. I naprawdę nie wiem, co miała znaczyć "niewiedza" kobiety opisana troszkę wyżej. To faceci nie wiedzą, jak zadbać o kobietę i utrzymać ją przy sobie w szczęściu. Nie potrafią słuchać i rozmawiać. I przez to dla mnie życie stało się zupełnie szare :(

Autor: miki  02.06.2007 zgłoś

ja sie dowiedzilaem ze zona mnie zdradza od trzech lat. ze mnie juz nie kocha.a ja zyc bez niej niemoge i co tu robic

Autor: j.  28.05.2007 zgłoś

Na poczatku było cudownie, świat nie istniał, byliśmy tylko My. Była prawda, były rozmowy, były plany i marzenia, było chodzenie w chmurach. Ślepo wierzyłam i ufałam, chociaż czułam dziwny lęk. Kochałam (???) Później były narkotyki, a właściwie powrót do nich i do czasów "sprzed nami" (narkotyki, kumple, imprezy). Przez trzy lata wydawało mi się, że mam swego rodzaju misję, wyciągnąć go z tego, nie pozwolić wrócić do "poprzedniego" życia. Może jeśli mu pokażę, że można żyć inaczej, to on zrozumie...? O, przez moment jest dobrze, na pewno już się wszystko ułoży, na pewno zrozumiał. O, obiecał, że z tym zerwie, na pewno to zrobi, skoro tak mówi. Naiwna! Mam dość obietnic bez pokrycia, mam dość bycia okłamywaną i zdradzaną ("bo ty mnie nie rozumiesz"), mam dość bycia z człowiekiem, któremu nie można pomóc, głównie dlatego, że sam tej pomocy nie chce. Mam dość bycia silną za dwoje, mam dość tłumaczenia się ze swoich emocji, z niewiary, braku zaufania, z braku miłych słów, czy braku słowa kocham na dobranoc. Mam dość poczucia winy, mam dość słów, toksyn i życiowej sinusoidy. Nie jestem silna. Już nie. I mimo niegdyś wielkiego o tym przekonania, teraz już nie wierzę, że ludzie się zmieniają sami z siebie dla drugiej osoby. To, co czuję w tych dniach to wielki, wielki żal. Ale dla żalu, czy raczej z jego powodu, nie można być ze sobą.

Autor: ktos  06.06.2007 zgłoś

Czyli jest to jednak możliwe,rozstać się z klasą?Z tego,co piszecie,śmiem twierdzić,ze tak:):),ale ja,niestety,nie mam takich doświadczeń,bo są one pewno rzadkie.

Autor: zapomniałam co z tym beretem  28.05.2007 zgłoś

Do Wioli. Moja odpowiedź była ze zrozumieniem. Jakie to charakterystyczne dla tych kobiet, którym "się udało" Popadasz natychmiast w protekcjonalny ton. Jestes szczęśliwa, bo jest ktoś przy tobie, bo musi być ten ktoś ? Ja jestem bardzo szczęśliwa, chociaż nie udało mi się w związku. I do tego zmierzam. Nie powinno sie z nikogo wyśmiewać, właśnie w stylu, co wy kobiety wyprawiacie .... A niech wyprawiają, to ich życie. Mają potrzebę powiedz\enia o tym i tyle. A takie wygłaszanie swoich mądrości w stylu ex katedra świadczy o "wypowiadaczu". Cieszę się, że jestes szczęśliwa. Według mnie, nie decyduje o tym mężczyzna. No, chyba, że poza tym nic nie masz .... Plus Minus Jesteś bardzo mądrą kobieta. Kiedyś pomyślałam tak samo i zrobiłam to samo. Nie masz pojęcia, jak teraz jest fajnie. Z trym, że ja mam córkę ...

Autor: yyy  06.06.2007 zgłoś

Nie można twierdzić ze mężczyzni kochaja tylko w tedy " gdy sie spodnie ściagnie " owszem sa i tacy ktorym jedynie na tym zalezy ale zdażaja sie mężczyzni ktorzy naprawde kochaja kobiety i sa w stanie dla nich zrobić wszytsko ich miłość niekiedy jest wielksza od miłości kobiety do mężczyzny

Autor: Soil  05.06.2007 zgłoś

Kulturalnie mozna sie rozstac tylko wtedy, gdy emocje i milosc wygasaja. Gdy jedna ze stron nadal cos czuje, a druga nie- sprawy wygladaja nieco inaczej. Ta, ktora kocha walczy do upadlego o powrot partnera/ ki w imie zasady " wykorzystac wszelkie mozliwosci, by potem nie zalowac, ze sie czegos nie wyprobowalo". Jesli zwiazek byl ujmijmy to ...intensywny pod wzgledem uczuc, czesto bywa tak, ze emocje biora nad nami gore. W tym momencie mozna stracic kontrole nad soba i uderzac ponizej pasa. Potem czlowiek zaluje, jednak czasu sie nie cofnie i pozostaje przykre, wstydliwe wspomnienie. Jednak nie wszytkiego powinnismy zalowac- w pewnym sensie czuje sie satysfakcje, ze w koncu mozna bylo bez ogrodek powiedziec, co sie mysli o drugiej stronie. Bo dlaczego ukrywac prawde, skoro nie masz nic do stracenia? Jesli uwazasz, ze Twoj facet to gnida, zwyczajnie mu to powiedz. Jesli spotykales sie z wredna suka ,przyjacielu- powiedz jej, ze kawal wrednej suki z niej. A potem uzasadnij swoja wypowiedz:) Pozdrawiam i glowy do gory. Kazdy dostal baty od zycia. PS. Faceci potrafia kochac, bardziej, niz Wam sie wydaje.

Autor: monika__  04.06.2007 zgłoś

ten temat jest akurat dla mnie bardzo na biezaca...`rozstanie bez emocji` jest mozliwe...a najgorsze jest wtedy, gdy uswiadamiamy sobie, ze osoba, z ktora bylo sie przez pare lat nic dla nas nie znaczy...ze te wszystkie slowa, plany, czas wspolnie spedzony byly po to zeby `byc`, bez emocji, wzlotow i chociazby upadkow....w momencie przelomowego wydarzenia, jak na parzyklad poznanie nowej osoby... badz niezobowiazujacy romans tylko nas uswiadamiaja o traumie, ktora w nas jest... mowiac, `ze to juz koniec` nie czujemy nic i jednoczesnie mamy prentensje tylko do siebie czemu tak dlugo zwlekalismy... dlaczego omijaja nas chwile, ktore moga byc niezapomniane...dlaczego nasz partner nie jest `tym`... i zadajmeny sobie pytanie....czy ja nie zasluguje na prawdziwa milosc...?? nie taka jak w filmach czy ksiazkach...ale taka szczesliwa..oparta na zaufaniu...gdzie kazda chwila jest ta jedyna...ze odczuwamy i przezywamy ja tak, jakby jutro swiat mialby sie skonczyc....

Autor: dominika  04.06.2007 zgłoś

moim zdaniem kazda para ma swoje problemy i nie jestesmy w stanie stwierdzic czy mozna w takzdej sytuacji rozstac sie z partnerem kulturalnie ,jednak ja uwarzam ze co by sie nie stalo to powinnismy starac sie jak najnormalniej bez oszczerstw klutni wyzwisk rozstac sie z ukochana osoba moze to co mowie wydaje sie idiotyczne bo jak mozna nie miec pretensji do partnera jesli kochalo sie go przez kilka lat a on nagle jak gdyby nigdy nic zrywa z toba ale trzeba docenic to ze odwarzyl sie ciebie nie oszukiwac zyjac z toba adalej w zwiazku i powiedzial prawde. twierdze ze zrywanie przez telefon lub osobiscie ale bez wytlumaczen poprostu samo slowo zrywam jest szczeniackim zachowaniem, osoby ktora swoj zwiazek nie brala na powarznie . kazda sytuacja wymaga odpowiedniego zachowania ale trzeba takze postawic sie w sytuacji osoby zrywajace ona tez nas nie chce bardzo krzywdzic chce uniknac nam bolu ale nie moze poradzic sobie z ciaglyjm oklamywaniem siebie i ciebie , trzeba zrozumiec, lub chociaz probowac zrozumiec ...

Autor: bozenka  03.06.2007 zgłoś

Ja jestem żoną męża, który już drugi raz mnie zdradził.Powiedział mi , że jestem mu zupełnie obojętna. W tej chwili chciałabym się z nim roztać, ale on twierdzi że jezeli chcę to mogę się wyprowadzić z domu(mamy dom).Najprawdopodobniej zależy mu tylko na budynku. Na pewno fajnie być tą trzecią ,jak naiwna. Zna się tylko te dobre strony, żona w takim związku zawsze jest na straconej pozycji, a kochanka zawsze pocieszy, dowartościuje, nie czepia się.Chciałabym się roztać kulturalnie, ale jak, kiedy mąż twierdzi ,że podzieli się majątkiem tylko wtedy kiedy wygram sprawę w sądzie. Na rozwód z jego winy niech nie liczę. Nie wiem czy mam tyle siły, aby przez to wszystko przechodzić.Dodam , że ostatni jego związek z inną trwał trzy lata. Zrestą do tej chwili razem pracują, a on twierdził że to nie prawda. Jako dowód mam bilingi . Dzwonił do niej kidy to było możliwe nawet kilka razy dziennie. Ona jest mężatką, matką dwójki dzieci i twierdzi że kocha swojego męża, a mój był taki samotny, nikt w pracy nie chciał z nim się kolegować to ona chciała mu tylko pomóc.Nie wiem jak żyć dalej, Finansowo tez nie jest mi łatwo. Moja córka cały czas namawia nmie na rozwód.Chyba nie mam wyjścia.

Autor: juz nie smutna  27.05.2007 zgłoś

do Smutna... Moze to wcale nie pocieszajace co napisze ... ale nie marnuj sobie zycia zastanawiajac sie czy mu zalezy czy nie...Sam fakt,ze sie zastanawiasz swiadczy o tym ,ze facet nie jest warty Twojej uwagi.Kochana...bylam w takiej jak Ty sytuacji...2 lata spotykania sie(juz wtedy od czasu do czasu "nie byl pewien")ciaza...slub...matura...Wiesz,tez myslalam,ze okres oczekiwania na dziecko powinien byc najcudowniejszym czasem w zyciu kobiety.I pewnie jest jezeli jakis niedojrzaly gosc z rozdwojona osobowoscia Ci tego czasu nie zniszczy.:)nie marnuj czasu dziewczyno!!!Za miesiac przyjdzie na Swiat Najukochansza Istota i tylko dla niej warto sie poswiecac!Wiem bo sama zmarnowalam 5 lat wrozac sobie kocha -nie kocha ..chce - nie chce.Jezeli by kochal i chcial to moze bys przeczytala ta rubryczke ale nie mialabys o czym pisac...:))Bylam Smutna tak jak Ty 24 lata temu...w 8 miesiacu ciazy juz wiedzialam ,ze "nie kocha".Tak wtedy to byl koniec swiata...od tamtej pory od czasu do czasu bywam "smutna" ale juz nie tak jak wtedy...ale mam kogos kogo obecnosc rozgoni najwieksze smutki..moja corke...za kilka dni konczy 24 lata...wychowalam ja sama...i to moj najwiekszy zyciowy sukces...a co do tematu glownego..hahaha...jezeli pojawia sie mysl o rozstaniu to sygnal ,ze jest cos nie tak w zwiazku...sa dwie mozliwosci probowac ratowac lub pozwolic po rowni pochylej staczac sie w dol...i jedno i drugie trwa...pierwsza mozliwosc ma dwa rozwiazania druga jedno...zazwyczaj o sredniej kulturze

Autor: Pit  28.05.2007 zgłoś

Czytając wypowiedzi można znaleźć kilka perełek. Jednak przytłaczająca większość poraża. Miłe panie jak można budować związek gdy jakiekolwiek niepowodzenie kończy się na lądowaniu w łóżku innego partnera - i o zgrozo w imię poszukiwania "miłości". Przecież to co jesteśmy sobie winni gdy jest trudno, to przynajmniej szczerość. Pewnie ważniejsze jest by jak kot spaść na cztery łapy - tylko proszę nie nazywajcie tego miłością. A co do panów którzy będąc w związkach mącą w głowie innym - to macie szczęście do naiwnych kobiet, choć i tak się dziwię jak to możliwe. Miłe panie co jest męskiego lub szlachetnego w zdradzającym facecie.

Autor: nie mam beretu ...:)  28.05.2007 zgłoś

do x jasne, miłośc nie przychodzi sama, tylko ze wszystkim ... Masz szczęście, bo jesteś wróżką, a w kazdym razie kimś, kto umie przewidzieć przyszłość. Czekałaś na tego jedynego i z jakiegoś powodu znałaś jego imię i nazwisko ....:) Ja za każdym razie sądziłam, ze to miłość. Nawet z facetem, z którym mam fajną córkę. I pewnie była, tylko nie trwała całe życie. ... :) jesteś podobna do innego. Ma rację wykształciuch. Każdy jest inny i trochę więcej zrozumienia dla inności innych ...:)

Autor: Piotr  29.05.2007 zgłoś

Nie ukrywam, że z wielką uwagą przeczytałem niemal wszystkie wypowiedzi. Sam przeżyłem już wiele różnych sytuacji w swoim życiu. Ponad cztery miesiące temu zakończył się uznawany przezemnie za niemal idealny związek. Jednak życie biegnie dalej. Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Szkoda tylko, że dla niektórych ludzi słowo kocham jest wyświechtanym nic nie znaczącym frazesem. I niektórzy ludzie, którzy kochają naprawdę dają się na to nabrać. Przez co ból związany z rozstaniem jest strasznie trudny do zniesienia. Uważam, że zbyt często dochodzi do sytuacji w których ludzie nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Jednocześnie cieszę się, że przeczytałem na tym forum wiele bardzo mądrych wypowiedzi. To przywraca wiarę w ludzi. Życzę wszystkim wiele radości i miłości. No i znalezienia swojego szczęścia, oby na całe życie. Pozdrawiam Piotr PS. Chciałbym jeszcze umieć tak kochać jak kiedyś.

Autor: do Zaplakana....FACET  01.06.2007 zgłoś

Zycie nie jest szare,zycie jest piekte tylko trzeba w to wierzyc...Pamietaj ze Twoja ""niewiedza""moze wyrzadzic drugiej osobie spora krzywde i zadac wiele cierpienia...Trzeba wszystko dokladnie przemyslec i podjac decyzje albo tak albo nie...mnie z milosci kobieta wodzila za nos wiele miesiecy po czym...wiadomo malo kulturalne rozstanie i wiele wiele bolu... Kobiety takze potrafia zranic mocno wlasnie przez "NIEWIEDZE"...a co ma byc to i tak bedzie... pozdrawiam

Autor: Beata  28.05.2007 zgłoś

czarnulka - otrzeżwiej dla własnego dobra! To nie jest idealny facet, ale koleś, który nie kocha ani Ciebie, ani kobiety, z którą żyje..ale tylko siebie, a wy obie przez niego cierpicie..I będziecie cierpieć - ona, jak się dowie, a Ty jak spadną Ci klapki z oczu..Nie oskarżam Cię, ale współczuję..

Autor: FACET  28.05.2007 zgłoś

hahaha o drogie Panie, gdzie ta wasza słynna kobieca solidarność? ;) Pozwólcie że ocenię całkiem bez emocji, patrząc z boku. Jedna z was to idealny materiał na feministkę, a takie panie, szczególnie w wieku w którym już ze znalezieniem partnera jest coraz ciężej, zaminiają się w fanatyczki często :) Kawałek wyżej piszesz o uszanowaniu innosci innych, a w Twoich słowach za grosz nie ma tego poszanowania :) Pani którą chwalisz, to bez urazy, ale raczej żądna przygód, żyjąca w poczuciu ze cały świat ją krzywdzi kobieta. Nie jestem za tym żeby męczyć się w związku, cierpieć. Ale uważam że trzeba zrobić wszystko by go utrzymać i ratować, jeśli jest dziecko, rozwód to ostatczność. Wychowała mnie babcia, wiem jak żyje się dziecku z jednym rodzicem i w nigdy nie dopuszczę do tego, by moje kiedykolwiek musiało też tego doświadczyć. To co pisze pani plus-minus swiadczy o jej niedojrzałości emocjonalnej. To co pisze to stek bzdur, przeczy sama sobie. Kocha, sercem trwa przy mężu, ale od pół roku w duchu nie jest z nim :):):) Używa też określenia miłosć fizyczna, to ci łamigówka, no ;) Jak jedna z pan slusznie wspomniala, podstawą jest rozmowa, niedopuszczenie do niedomówień. Jakie to szczęscie że panią mego serca jest kobieta która tej kobiecosci nie zatraciła :)

Autor: zapomniałam co z tym beretem ...:)  28.05.2007 zgłoś

Do Pita Niestety ale to twoja wypowiedź poraża ....Kobieta sprowadzona do roli przedmiotu. Ona ląduje bo lubi szczególnie lądowania i szuka miłości a oni tylko mącą w głowie, ponieważ te głupiutkie kobietki o niczym innym, tylko o seksie, oczywiście w imię miłości .... A kiedy jest trudno, to wy nie umiecie zdobyc się na szczerość. Od zawsze ... Przepraszam za generalizację mojej wypowiedzi ... Niestety nie znam wyjątków ...:)

Autor: Olcia  28.05.2007 zgłoś

słuchajcie, można się rozstać spokojnie bez jakiś niepotrzebnych problemów. Wiem to doskonale bo od dwóch tygodni jestem po rozwodzie, cała sprawa trwała 10 minut. Nie kochamy się i nie utrzymujemy kontaktów prawie 4 lata, było małżeństwo od 2001r. i się rozpadło, oboje mamy swoje drugie połóweczki i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Nie kłóciliśmy się na sprawie w ogóle i wszystko zostało bardzo kulturalnie zakończone. Życzę wszystkim, którzy mają się rozwodzić takiego rozwodu jaki ja miałam !

Autor: martucha  28.05.2007 zgłoś

mmm...to byla milosc od pierwszego wejrzenia,wiecie taka ,ktora pozwala przenosic gory;stawiasz go na pierwszym miejscu i nic sie nie liczy tylko on i ty;wieczorki,kolacyjki,spotkania,caluski ,sex...wydawalo ze czas sie zatrzymal... ze znalazlas raj na ziemi...pozniej zaczynaja sie jakies niejasnosci,za dozo zazdrosci-bo mialam przed nim innych facetow(?);bo musi sie wyszumiec ecc...decydujesz sie i dajesz czas na to zeby "sie wyszumial";rozstajecie sie KULTURALNIE ale i tak sie widzicie i w zasadzie nic sie nie zmienia.Wszystko ciagnie sie przez jakis rok,jednak decydujecie sie rozstac kulturalnie...bez emocji...i co? boli jak cholera mimo tych wszystkich niegodziwosci jakie sie przeszlo.Mija rok,dwa,trzy,piec lat...znajdujesz kogos innego.dzielisz z nim zycie i co?...i caly czas masz w glowie tamtego pierwszego,jego oczy wpatrzone w ciebie,jego pocalunki,jego brzoskwiniowy zapach wlosow...tesknisz... w tym ukladzie chyba bylo lepiej drzec koty i znienawidziec sie,tak zeby wtedy przeszedl i z glowy i z serca....

Autor: w dalszym ciągu chodzi o beret  28.05.2007 zgłoś

Facet, jestes z tej serii; " .... dziwki po nogach całowały mnie zmysłowo ..." ? Oczywiście żartuję sobie, zastanawiając się, czy wiesz co to jest empatia, o tolerancji nie wspominając. Po pierwsze, kobiety nigdy nie były, nie są i nie będą solidarne w jednym tylko przypadku, kiedy chodzi o faceta, czyli m.in. o ciebie ...;) Po drugie, kiedy komuś jest dobrze na świecie, a jest to przypadkiem kobieta, to według ciebie jest feministką i pół biedy jeśli młodą. Stare muszą umrzeć ... na stosie ... Po trzecie. Ta Pani myśli i wychodzi jej to całkiem nieźle. Wprawdzie nie ma tam miejsca na męża, więc tym gorzej dla niej ...wstrętna małpa .... I niczemu nie przeczy, Tylko wczytaj się w to dobrze, tak ze zrozumieniem ....:) Po czwarte.Należy zatem przypuszczać, że te cechy, które cię uwiodły w obecnej partnerce są .... nie, to nie wypada śmiać się z twoich upodobań .... A tak poważnie. Rozwód rodziców nie jest końcem świata dla dzieci. Miałam 10 lat, kiedy to stało się w mojej rodzinie. Nie miałsam nic przeciwko temu. To było najlepsze rozwiązanie. Nie rozwiodłam się ot tak sobie. Nawet robiłam wszystko, żeby do tego nie doszło. Jednak nie możesz poświęcić swojego życia dla przegranej sprawy. Chyba, że jest ci wszystko jedno. Mnie i Plus minus nie jest. I możesz się z tym zgodzić , bądź wyśmiać. Jakie to jednak ma znaczenie ?

Autor: .....  28.05.2007 zgłoś

do niedoszłej żony Pana K. Zgadzam sie z T., choc uważam że pisanie o Panu Innym jest dla niego komplementem i dowodem poklasku, którego tak własnie szuka. Ja omijam takich złotoustych Panów szerokim łukiem. "W trakcie rozstania": rozumiem, ale tez nie umiem znależc słów żeby Cie pocieszyć, daltego że rozstawanie jest logiczną całością, składa się z różnych faz, przez które trzeba przejść. Niestety samemu, a do tego trzeba czasu. Ale z T opisu wynika że ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, daj mu ochłonąc, nie róbcie radykalnych krokow i za jakiś czas porozmawiajcie. Może jeszcze sie uda.

Autor: czarnulka  27.05.2007 zgłoś

hmm... większość kobiet żali się tutaj, że po iluś latach związku mąż odszedł do młodszej ... Jestem w "dziwnym" dla niektórych z was związku. Moje kochanie jest w związku z kobietą od 13 lat - ze mną od roku. Niedługo mija nasza rocznica.. Bardzo go kocham, ale także szanuję,.. może nawet podziwiam. Widzę jego wady - ale nikt nie jest idealny. On mi tłumaczy, że nie odejdzie od tamtej bo nie chce marnować mi życia.. Między nami jest różnica 20 lat. 20 lat których nie czujemy. Te 20 lat jest tylko na papierkach... i może was to zdziwi ale współczuje tej kobiecie. Współczuje jej tego, że ma pod swoim dachem tak wspaniałą osobę, która nie potrafi jej pokochac.mimo że jest z nią 13 lat i mają dziecko. A wracając do tematu rozstań... Boję się tylko, że gdyby on jednak zdecydował się na ten szaleńczy krok i postawił wszystko na jedną kartę... Boję się, że ona uniemożliwi mu kontakty z dzieckiem... albo nastawi je przeciw niemu... Czasem sama nie wiem co mam myslec co zrobic.... Jedno wiem - nie dam rady go zostawic... Nie chce być przyczyną jeszcze większego smutku w jego smutnym zyciu..

Autor: Marek  28.05.2007 zgłoś

Ja się rozstałem ze swoją byłą pięć lat temu- po sześcioletnim związku. Na początku bardzo ją kochałem, później bardzo chciałem wierzyć, że ją kocham, a na koniec wmówiłem sobie, że na nowo mogę ją pokochać.Między nami był tylko chłód, obojętność, kłutnie- głównie z jej strony,jej fochy ciągłe narzekania.Czułem się jak jej portfel, opiekun, jedyna istota do zaspokajania jej wiecznie rosnących potrzeb,jej "worek do bicia"-, bo i do rękoczynów dochodziło-, ale tylko z jej strony.Miała napady chisterii- nawet w miejscach publicznych, wieczne wyzwiska, przekleństwa,wymierzanie policzków, gdy miałem odmienne od jej opinii zdanie.Nie jestem święty-wiele zawiniełem,ale w końcu postanowiłem przerwać nasze wzajemne cierpienia.Nie kochałem jej od dawna-ona twierdziła, że nie wyobraża sobie życia osobno-, ale czułem, że to tylko jakieś chore karykaturalne uzależnienie.Może gdybym ją jeszcze kochał-to spróbował bym to ratować-po raz tysięczny-, ale pewnego dnia poczułem się zmęczony i bezsilny-zrozumiałem, że jestem wciąż młody-przed trzydziestką-, więc mam jeszcze szansę, aby ułożyć sobie życie.Ja obok kobiety spokojnej-o jakiej zawsze marzyłem-ona u boku kogoś, kto ją naprawdę będzie kochał i kto choć trochę będzie się "lubował" w tych awanturach, gierkach,krzykach.To ja zakończyłem nasz związek-spokojna, kulturalna rozmowa-, a za chwilę jej wrzaski, krzyki, próba podcięcia sobie żył.To się ciągneło dwa lata!!Dwa długie lata!!Wyprowadziłem się po dwóch dniach od naszej romowy-,kiedy już byłem pewnien, że nic sobie nie zrobi.Myślałem, że teraz pozostanie tylko wymazać złe wpomnienia,a dobre-, obok jej zdjęć w albumie-już na zawsze zostaną ze mną- myliłem się!!Ciągle dzwoniła-do mnie, do mojej rodziny, do moich znajomych.Błagała, abym wrócił-szantażowała mnie,straszyła-dzwoniła o każdej porze dnia i nocy-nawet do moich współpracowników z firmy.Dość szybko odnalazłem tą spokojną miłość o której marzyłem-może zbyt prędko-, ale byłem tak szczęśliwy- nadal jestem-mimo tego, że moja była prawie zrujnowała jej życie-i jej rodziny.Za wszystko obwiniła tylko i wyłącznie mnie- i do dziś dnia, gdy coś jej w życiu nie wychodzi mówi wszystkim, ze to nasza wina,bo gdybym jej nie zostawił to było by inaczej!Dziś nawet potrafię się z tego śmiać-, ale w tamtym czasie- w tamtym czasie przeżyłem piekło-i ona także, bo nie zostało między nami już nic!Nie ma już nawet tyle, żeby choć zadzwonić czasem i zapytać co tam słychać- zgliszcza i popioły!Wiem, że mnie kochała, wiem, że o nas walczyła-tylko obrała całkiem niewłaściwą drogę-całkiem!Nie można zmusić kogoś do miłości-powinna pozwolić mi odejść! To jest właśnie przykład na to, jak ludzie NIE POWINNI się rozstawać! Wam wszystkim życzę więcej klasy i siły do zaakceptowania tego co czasem nieuniknione!

Autor: mroczna1  14.06.2007 zgłoś

kulturalnie trudno....ale dowcipnie można - ja swojemu facetowi na odchodne podarowałam axe - życząc mu tabunu lasek :))) bo generalnie jest mrukiem i osoba nietowarzyską

Autor: FACET  28.05.2007 zgłoś

beret - berek - bęc ;) Cieżko dyskutowac z kimś, kto swoje zdanie uwaza za jedyne i słuszne. Z racji swoich nie udanych związków ocenia wszystkich mężczyzn jako złych. Co mnie uwiodło, chociaż tego słowa nie użyłbym. Oczarowało mnie, zafascynowało mnie w mojej żonie to, że jest mądrą, wrażliwą, wiedzącą czego chce od życia, cudowną kobietą :) Mogę z Nią rozmawiać o wszystkim, śmiać się, płakać albo milczeć. Jest moim powiernikiem i doradcą, zawsze pełna optymizmu i uśmiechu, mój dobry aniłek dla którego oddałbym życie. Mamy synka który jest naszym skarbem :) Bywają czasami sytuacje, że mógłby się pojawiuć wyrzut, złość, ale tłumimy je w zarodku, rozmową. Uczymy się ciągle siebie, ale w tej nauce pomagamy sobie nawzajem. Za to Ją kocham ponad życie :) A Pani plus-minus może i myśli, tylko o czym? Jedyną wadą swojego męża jaką wymieniła to że zamkneli się w klatce wierności i jej się nudzi. Mąż całkiem niświadomy co dzieje się w głowie żony robi plany na przyszłość, a żona od pół roku duszą już przy nim nie jest, ale sercem tak. Szkoda tylko że rozum gdzieś się zgubił w jej rozdwojonej jaźni. Ale jakie to ma znaczenie? :)

Autor: beret tęczowy....:)  28.05.2007 zgłoś

Facecie, dlaczego ktoś tak szczęśliwy, pełen wiary w miłośc, jest jednocześnie takim egoistą ? Każdy z nas chce być szczęśliwy, każdy z nas chce być kochany, każdy z nas chce mieć poczucie bezpieczeństwa. Problem w tym, że nie wszyscy mogą tego , w jednym czasie, doświadczyć Dla ciebie oznacza to trwały związek, dla mnie nie. I co ? Jestem głupia, bo tylko ty masz rację, bo stereotypy, bo nasza kultura, bo nasza cywilizacja, nasz układ słoneczny tak właśnie ustaliły. .... Z nikim w tej sprawie się nie umawiałam. Więc będę szczęśliwa niezależnie od sterotypów lub nieszcześliwa zgodnie z nimi .... Wiem, że nie zmienię twojego sposobu na życie, które jest tak udane, ty nie zmienisz niczyjego, jeśli będzie w przekonaniu, że też jest udane. Dajmy sobie spokój ... Lubisz rozmawiać z żoną, szkoda, że tylko z nią ....:)

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  31.05.2007 zgłoś

Witam, Do " wykształciuch " No właśnie, tego sie obawiałem...albo czytasz, ale nie do końca...albo wybierasz sobie niektóre fragmenty i to nie w całości! Przeczytaj jeszcze raz, proszę, moje zdanie...CAŁE zdanie! Pisałem i powtarzam: " Nie ma we mnie takiej potrzeby, abym musiał bronić swoje przekonania W OPARCIU O DOWODY Z " DOŚWIADCZENIA " Z ŻYCIA / jak piszesz do koleżanki Izy /...nie bronię się tylko słowami bez pokrycia w praktyce ;) " Trudno mi pojąć, dlaczego omijałeś drugi, najważniejszy człon tego zdania?! W oparciu o dowody z " doświadczenia " z życia! Nie słowa, lecz czyny świadczą o człowieku; słusznie to zauważyłeś. Pozdrawiam...

Autor: Olive  28.05.2007 zgłoś

Do Marka- Dzieki.Wlasnie jestem w trakcie ukladania sobie zycia juz bez niego.Dodam,ze zadne z nas nie ma nikogo innego na boku,poprostu nie udalo nam sie zawrzec kompromisu w wielu sprawach.Kocham tego faceta do nieprzytomnosci,czasem mysle ze jestem szalona,ze zwariowalam na jego punkcie.Dziekuje Ci za to co napisales.Uzylam ciezkiej artylerii w tej wojnie.Wciagnelam w to jego matke.Mialam nawet pomysl udawania ciazy lub poronienia.Po tym jak przeczytalam Twoja wypowiedz udezylo mnie jak bardzo jestem szalona i w jaki sposob zostanie to odebrane przez niego.Sprawiles,ze nie popelnie kolejnego bledu.Dziekuje.Pozwole mu odejsc...............

Autor: Do Paula  01.06.2007 zgłoś

Jesteś taki nieprawdziwy. Przepraszam ale nikt nie jest doskonały a Ty tak i bardzo przypominasz innego. Formułujesz podobne przemyślenia, te same wartości, anielskość jakąś Jestes nieprawdziwy

Autor: zapłakana  03.06.2007 zgłoś

Witam Jestem 23 letnia młodą kobieta w związku 4 letnim . Nasza miłość na początku była ogromną namiętnością zrodzoną z przyjaźni. Od roku czasu zaczęliśmy sie kłócić i to o takie błahostki, które doprowadzały do zmęczenia i w moim przypadku do przemyśleń związanych z rozstaniem sie. Tak naprawdę nie chce tego czynić, bo kocham tego człowieka, tym bardziej ze mamy tyle wspólnych planów i wiem, że pod kilkoma względami było by mi z nim naprawdę dobrze. Nie wiem jak sprawić by nasz związek znowu zaczął funkcjonować w miłości i zrozumieniu jak dawniej. Uważam, że nie sztuką jest sie od razu rozstać i po sprawie. Za dużo oboje przeszliśmy by być razem...Cierpię gdy pomyśle o rozstaniu, mój własny świat stanie sie dla mnie obcy..:( Mój chłopak miewa czasem takie dni, że sie nie odzywa, szybko sie denerwuje a nie wiem juz jak mam do niego podejść, kiedy sie przymilam to jest źle, kiedy zostawiam go w spokoju to też zła opcja...Tak bardzo go kocham, wiem ze mogę na niego liczyć, przeżył nawet mój pocałunek z innym mężczyzna...:(, tak pragnę by stał sie bardziej delikatny...te sprzeczki o byle co nas zabijaja.....boje sie co dalej...:((

Autor: KOLA  01.06.2007 zgłoś

Czy waszym zdaniem należy w życiu iść na takie kompromisy jak rezygnacja z własnego szczęścia?? Od jakiegoś czasu nie czuję się szczęśliwa. Inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Czy wszyscy faceci są tacy sami?? Żałuję że sformalizowaliśmy ten związek, bez tego byłoby łatwiej się roztać i pewnie kulturalniej. Nie poznaję człowieka którego kiedyś tak kochałam (znając jego wady). On już nie potrafi się ze mną porozumieć bez warczenia i pretensji (bo coś stoi albo leży nie tak jak mu się podoba). Jeżeli dwoje ludzi jest dojrzałych i odpowiedzialnych, to może jest możliwe rozstanie kulturalne, ale jak jedna strona czuje się pępkiem świata (nie wiedzieć czemu), to może się nie udać. Ile można mówić, że deszcz pada, jak ktoś pluje w twarz. Tak naprawdę ja bym jeszcze chciała się dogadać, tylko nie umiem dotrzeć do tej lepszej strony mojego męża, nie chcę tego tak przekreślać. On jest za jakimś murem, którego nie mogę pokonać (może nie umiem?). Czy wogóle wrto się tak poświęcać i wysilać?? Niech ktoś mi doda otuchy, bo już nie mogę. Pierwszy raz ośmieliłam się pisać na forum (chyba naprwdę jestem zdesperowana)

Autor: wykształciuch  01.06.2007 zgłoś

do "J." dziękuję za częściowe :) zrozumienie. nie można pozostawać obojętnym, jeżeli ktoś bezpardonowo atakuje. należy bronić własnych praw, opinii i własnej godności. w obecnych czasach, w naszym kraju brak reakcji uznawany jest za "przyznanie się do winy". nie uważam, aby takie postępowanie było właściwe, ale skoro tak jest, to trzeba walczyć:). pozdrawiam

Autor: Grażka  22.05.2007 zgłoś

W związku jestem 30 lat synowie sa dorośli. Nie wiem co zrobić bo jest wspólna firma, dom.Nie ma miłosci .Próbowałam sie odseparować tj w jednym domu ale oddzieleni od łoza i stołu. Organizowałam sobie jakoś ciekawie życie, ale czułam się samotna. Ja nie chcę być sama i nie umiem nic zrobić.Wiem że miłość jest najważniejsza.

Autor: Aż napiszę :):):)  29.05.2007 zgłoś

Hahaha... uśmiałam się :) Z uwagą czytałam "spór" wykształciucha z Innym, do wymiany poglądów, czasami na pograniczu obrażania, dołączyli inni forumowicze :) I nie wgłębiając się w poglądy ani wykształciucha ani innego (moje są mniej więcej gdzieś pośrodku ;)) muszę zwrócić na coś uwagę... wykształciuch zarzuca innym pisanie w protekcjonalnym tonie, nawoluje o uszanowanie poglądów innych i spojrzenia na życie,a sam ?? W ostatniej wypowiedzi chyba widać najbardziej jakiś ty człowieku pokręcony :) Piszesz jakbyś pozjadal wszystkie rozumy tego świata, poznał jedyną i prawdziwą drogę, bo swoje przeżyłeś :) Zawirowania i nieścisłości... haha, no uśmiałam się !! Tak bardzo przewrażliwony na puncie swego intelektu (może zakompleksiony),do bólu przekonany o swojej racji,tępo prący do przodu z szabelką w spoconej dłoni, gotów wyrąbać wszystkich w pień, jeśli staną na drodze jego poglądów :):):) A gdy jakiś "nawrócony" (kto tu ostrzegał przed ideologami?;)) przyzna częsciowo chociaż rację, z gestem "tego który wie" łaskawie chwali haha :):):) Z całym szacunkiem drogi panie, ale z kims takim nie chciałabym spędzić części swego zycia, nawet najmniejszej :) Ludzie... wyjdzie z domów, rozejrzyjcie się, zamiast toczyć wirtualne "boje" :):):):) Niekótrzy się zabardzo rozpędzają i wychodzi żałośnie :) Hahaha... :):):)

Autor: Do ????  29.05.2007 zgłoś

Wydorośleć

Autor: nie mam beretu ...:)  28.05.2007 zgłoś

Do Innego i wykształciucha. Panowie, o co tak naprawdę chodzi. Co próbujecie sobie udowodnić ? Tak wlaśnie jest z facetami. Bez przerwy cos udowadniają. bez przerwy o coś im chodzi, bez przerwy o coś walczą , bez przerwy dążą do konfrontacji, bez przerwy ..... I ten w szczęśliwym związku i ten w nieszczęśliwym związku i tez bez żadnego związku....:) Prawda według mnie jest następująca. Kiedy kochacie, cokolwiek to znaczy, jest cudownie, kiedy przestajecie kochać, jest mniej cudownie a kiedy my odchodzimy, jest strasznie .... I vice versa, żeby nie było niedomówień. Rozstania bywają przykre i czasem trzeba im pomóc ( i rozstaniom i partnerom). Ja zawsze starałam sie doprowadzić do takiej sytuacji, że to on juz nie chciał ..... myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Chociaż socjotechnika ....:)

Autor: Alda  28.05.2007 zgłoś

Wlasnie sie rozstaje z facetem mojego zycia i jest to bardziej bolesne niz wszystko co do tej pory przezylam w zyciu.Chyba najgorsze jest to,ze oboje dalej sie bardzo kochamy.Nie potrafilismy tylko dojsc do porozumienia.Moze dlatego,ze pochodzimy z dwoch roznych kultur.Wiem,ze on dalej sie przyjazni z wiekszoscia swoich ex i chce pozostac w kontakcie ze mna.Ofiarowal mi swa pomoc i wsparcie.Tylko czy ja tego chce?Nie!!Za bardzo by bolalo,przez telefon bym tylko plakala a na zywo rzucila mu sie na szyje i blagala zebysmy sprobowali jeszcze raz albo bylabym zimna i sztuczna zeby pokazac,ze nic mnie to juz nie obchodzi,ze on nic nie znaczy.Moze za jakis czas bede w stanie sie z nim przyjaznic,ale jeszcze nie teraz.Ciezko zachowac klase i rozstac sie kulturalnie kiedy ma sie jeszcze nadzieje i mimo,ze swiadomie wiemy ze nic juz z tego nie bedzie,to podswiadomie czekamy na cud.A wystarczyloby tak malo,zeby ten cud sie wydarzyl.Troche wiecej dobrej woli z obu stron.Niestety zabraklo nam sil.

Autor: czarnulka  02.06.2007 zgłoś

ex czarnulka wszystko widzimy tak jak chcemy widziec fakt... ale pewne sytuacje zmuszają nas do tego by tak sie zachowywac. w sumie ja sie jemu nie dziwie... jestem głupia malolata zna mnie ledwie rok... i dlatego ma zostawiac rodzine, dzieci ? jesli lepiej mnie pozna i bedzie pewny ze chce byc ze mna to moze kiedys ja i on... narazie chce sie cieszyc tym co mam chociaz czasem jest trudno.

Autor: ????  29.05.2007 zgłoś

wlasnie moj "przyjaciel" oznajmil mi, ze nie ufa mi i nie wie czy moze ze mna byc bo moja kolezanka zdradzila jego kolege, macie jaka rade dla mnie? przyklasnac mu czy moze strzelic w pysk? juz sama nie wiem

Autor: KASH  01.06.2007 zgłoś

Zaplakana Albo go kochasz albo nie.nie ma sensu sie meczyc.I nie wmawiaj sobie,ze moze bedzie lepiej jesli dasz wam troche czasu,bo nie bedzie.Jesli sie rozstaniesz teraz,to oczywiscie nie bedzie to latwe,ale pozniej bedziesz sama sobie wdzieczna za podjecie decyzji.. powodzenia

Autor: riki  01.06.2007 zgłoś

ja z maja byla zona rozstalismy sie bez wyciagania brudow.Teraz on jest zona niemca i chyba jest szczesliwa.rozstalismy sie 3 lata temu,tylko nie moge jej zrozumiec dlaczego jak jest w kraju to owszem spotkamy sie na kawie ,mamy o czym rozmawiac-laczy nas corka 14 letnia ,ktora jest w Polsce i mieszka z babcia pcha mi sie do lozka,czego ja nie chce,gdyz domyslam sie jakie ma plany.Ja wreszcioe zyje jak chce i to juz nie sam tylko z druga kobieta.

Autor: zapłakana  01.06.2007 zgłoś

a ja się nieuchronnie zbliżam do decyzji o rozstaniu... nie wiem, czy kocham. nic już nie wiem... życie jest takie szare

Autor: wykształciuch  29.05.2007 zgłoś

do "Aż napiszę :):):)" proszę przeczytać powoli, kilka razy, jeżeli jeden raz nie wystarcza do zrozumienia tekstu. ja, w ani jednym zdaniu nie napisałem, że moje poglądy i filozofia są "jedyne i słuszne". czy ja panią zapraszałem na jakieś spotkanie? nie przypominam sobie.

Autor: Aż napiszę (znowu) :):):)  29.05.2007 zgłoś

Acha...panie wykształciuch, moich "oczów" nie staraj sie otwierać, ani nie "bierz sobie na cel" poszerzania moich horyzontów ;):):) Kieruję się w życiu swoim rozumem, nie jestem materiałem na poddaną "wszechwiedzącego" ;) Szbelka w dłoń i... hahahaha :):):)

Autor: megi  26.05.2007 zgłoś

PS: Jeszcze jedna rada na 'czarną godzinę'. Po Gombrowiczowsku: "udawajmy normalnych, skoro nie możemy być normalni, bo inaczej nie wydobędziemy się stąd. "

Autor: Justyna  04.06.2007 zgłoś

Do Moniki Zgadzam się w 100 % z Tobą, przeżywam dokładnie to o czym piszesz... Jeset mężatką, ale od jakiegoś czasu jest między nami nieciekawie, w zasadzie część problemów ciągnie się od lat,powoli mam coraz miej cierpliwości i męczy mnie wiele rzeczy, psychicznie jestem wykończona. Doszła do tego początkowo niezobowiązująca znajomość z kolegą, teraz jestem na etapie poważnego zaangażowania, kocham go i tez zastanawiam się czy oboje nie jesteśmy sobie "pisani" .... Ale on tez tak jak ja jest "zajęty", gdyby wszystko było na tym świecie prostsze, to pewnie bylibyśmy juz dawno razem. Pozdrawiam

Autor: megi  26.05.2007 zgłoś

Coś jest w tym 'wejsciem w nawyk' gdyż ja też tu zaglądam calutki czas..

Autor: Zagubiona  07.06.2007 zgłoś

od 2 m-cy jestem rozwódką, po 20 latach małżeństwa. Zadecydowal o tym fakt, że zwolniono męża z pracy za alkohol. Raczej slowo koszmar tu pasuje bardziej. 20 lat znoszenia pijaństwa, awantur, bicia i poniżania przy dzieciach i innych. juz kilka dni po ślubie usłyszalam od mężą przykre słowa. ale potem były przeprosiny, czułości i zawsze "to ostatni raz, juz nigdy cie nie uderze słoneczko".I wierzyłam, że to naprawde ten ostatni raz. Rozpoczęliśmy budowę domu, rodziło sie dwoje dzieci. Problemów coraz więcej, a sposób na problemy to alkohol, który wyzwalał potworną agresję. Nie umialam nic zrobić. Winie przede wszystkim siebie, że nie zareagowałam ostro na początku. Jesli pozwoli sie ,mężczyżnie raz drugi podnieść ręke na siebie, to daje mu sie ciche przyzwolenie na takie traktowanie. Czy rozwód skończył moje piekło? chyba nie przynajmniej na razie. Proponowałam ze względu na dzieci abyśmy pozostali przyjaciółmi, mimo iz to on zniszczył nasz związek, ale chyba nic z tego nie bedzie. Nie docenia, że dalej piore gotuje. Upija sie i znowu słysze straszne słowa. Wstydze sie ze to znosze. Po prostu sie wstydze. co ten rozwod zmienił? jak dotąd niewiele. Nie uwolniłam sie od koszmaru. Moze nawet z jednego piekła wpadłam w drugie.

Autor: do KAMILA (KOLA)  01.06.2007 zgłoś

Dzięki za dobre słowo. Masz rację, że kasa to nie wszystko. Ciężko spojżeć jednak w przyszłość, jak planowało się spędzić ją razem i miały być dzieci itp. Mi do szczęścia góra pieniędzy nie jest potrzebna, ale mój mąż bez tej góry nie istnieje. Chyba się poprostu źle dobraliśmy - mamy inne priorytety. Najgorsze jest w tym, to że on nie widzi tego że kogoś krzywdzi. Nie mogę tak dalej żyć.

Autor: krystina 24  29.05.2007 zgłoś

A ja własnie podjęłam decyzję o rozstaniu z moim narzeczonym.Zaręczylam sie dopiero 2 miesiace temu.Ten fakt wyzwolil we mnie tyle sprzecznych emocji, ze nie moge spac od tych 2 misiec y.Doszlam do wniosku,że to nie jest prawdziwa milosc- i stwierdzam to po 4,5 letnim związku!!! Jest moim najlepszym przyjacielem:(...to tak mocno boli:( Serce mi pęka, ale wiem,że to nie on!! Jestesmy ze soba 4 lata...ale co znacza 4 lata wobec następnych 40 lat życia w niepewności i zobojętnieniu.Kazdy mi powtarza,że skoro juz nie tęsknie za nim jesli go długo nie ma, jesli do mnie nie dzwoni, jesli potrafie myslec o innym facecie to nie jst prawdziwa miłość. Kryzysy przezywalam juz jakis rok temu , ale teraz to juz apogeum. Czemu to takie trudne, czemu nie mogę byc pewna niego tak jak inne narzeczone?? Jestem jakas pokręcona, ale wiem ze nie moge wyjsc teraz za niego, b o niepewnosc mnie potem zabije.Najgorsze,że nie moge mu nic zarzucuc, jest miły, kochany, nigdy mnie n ie skrzywidzil...jak pokręcona jest natura kobiety:( Straszne jest to,że chcielismy zacząc budowe domu....szok.Powiedzialam mu o moich wątpliwosciach, boli go to strasznie, widze to w jego oczach.. .Narazie poprosilam go o miesiać czasu...bo może jesli zatęsknie za nim to b yl tylko chwilowy kryzys?? MASAKRA!!!

Autor: do KOLA...:) kamil  01.06.2007 zgłoś

Witaj...nigdy nie nalezy rezygnowac z wlasnego szczescia...no i wszyscy faceci nie sa tacy sami przeciez sa tez normlni kochajacy itd...jesl Twoj zwiazek nie daje Ci szczescia jasli nie widzisz szansy "naprawy"go to uciekaj i to szybko...nie patrz na rzeczy materialne dom itd.. bo to mozna kupic za pieniadze a milosci,szczescia raczej nie...pamietaj ze co ma byc to bedzie...a zycie krotko trwa i jest tylko jedno wiec szkoda je marnowac przez kase..;))a i jesli zabraknie w tym wszystkim kultury to nic sie nie martw...glowa do gory....

Autor: Kapralis  05.06.2007 zgłoś

Zdecydowanie potrafia tylko kobietki jakos nie potrafia tego docenic - a przynajmniej ich zdecydowana wiekszosc nie potrafi. Piszesz kolezanko ze faceci potrafia kochac jak sie spusci spodnie, to ja Ci napisze, ze kobiety potrafia kochac jak sie jezdzi super autkiem z odpowiednio grubym portwelem w kieszenie, ma sie swoje M do ktorego taka "Pani" mzoe przyniesc swoje walizeczki i mowic potem kolezanką: "W naszym salonie" , "nasze auto sie zepsulo" itd. Kurcze tylko czemu one tak mowia jak nic nie wnosza do zycia takiego faceta jesli chodzi o te sprawy materialne? Odrazu sie wszystko staje ich udzialem... Ehh kobietki docencie naprawde tych facetow, ktorzy na dobre i na zle oddadza wszystko dla was i beda was kochac szczerze a nie tylko wtedy jak im na to fundusze pozwalaja... niestety w wiekszosci jak widze kobietki sa plytkie i naprawde zycze tym "wyjatkom" prawdziwej i odwzajemnionej milosci na cale zycie, ktora wam da szczescie!

Autor: KOLA  01.06.2007 zgłoś

Do Soguee Widzę, że ten sam problem dotyczy wielu kobiet. My przed ślubem mieliśmy różne problemy (1,5 roku stażu małżeńskiego, a 5 lat przed ślubem), ale myślałam, że się dotrzemy. Nic bardziej złudnego. Teraz jesteśy razem, ale czuję się samotna jak nigdy. My też nie rozmawiamy, każda rozmowa kończy się awanturą. Nawet jak chcę spokojnie porozmawiać mój mąż odwraca się plecami. On tylko warczy, bezmyślnie gapiąc się w telewizor!! Rozstać się nie chce, on uważa, że tak wygląda normalne życie. Naprawdę nigdy nie narzakałam na brak zainteresowania od płci przeciwnej, ale wyszłam za niego bo go kochałam (czy byłam aż tak ślepa????). Njlepsze jest to, że to świetny aktor, przy rodzinie i znajomych udaje kochanego męża, a jak tylko zostajemy sami to zapada cisza. To straszne co się z nas zrobiło. Dojrzewam do podjęcia życiowej decyzji. I zastanawiam się o jakiej kulturze my wogóle tu mówimy??? Jak nie umiemy kuturalnie żyć razem (lub obok siebie) to jak kulturalnie odejść?? Czy to wogóle warte takich rozmyślań?

Autor: Aż napiszę (no znowu, znowu ;)) :):):)  29.05.2007 zgłoś

Och... nic nie zrozumiałam, jaka ja głupia no ;):):) Oceniłam ogólny sens twoich wynurzeń, nie poszczególne słowa, ale taki bystrzak powinien to wiedzieć ;) Przeczytaj i ty swą przedostatnią wypowiedz i zastanów się :):):) Ale pewnie użyłeś w niej wielu za bardzo skopmlikowanych jak na mnie skrutów myślowych ;) Na takich jak ty nie ma mocnych hahaha :):):) Musiałeś niezłą traume przeżyć że tak bredzisz :):):) Hahaha... spotkanie, no nie mogę :):):):) Człowieku, zejdz na ziemię !! :):):):):)

Autor: do KOLA...:) kamil...  01.06.2007 zgłoś

Wiesz co z tego co piszesz nic dobrego nie wynika...wiesz spotkala mnie w zyciu podobna sytuacja(nie bylismy malzenstwem)ale 7 lat wspolny dom,zycie,no i to ja jestem facetem:))...6 lat bylo naprawde super pomimo problemow bo kto ich nie ma...ostatni rok byl pewnego rodzaju koszmarem zwnatrz niby oki a gdy bylismy razem hmm...ciagle klotnie,pretesje...kobieta przez rok nie umiala,nie chciala powiedziec ze...to juz nie to,ze to nie ma sensu i tak do konca nie wiem jaki byl powod rozstania(zostawienia mnie) ..wsumie obojetne mi bylo co byle cos powiedziala,a najepiej prawde...wsumie niewazne...ten rok byl to jeden z njgorszych w moim zyciu i wydaje mi sie ze to przez to ze nie mialem sie gdzie wyniesc z czym... a jak juz cos sie udalo to po paru dnich z placzem prosila wroc no i tak szlo kilka razy...i wiesz co dzis jestem w innym miescie,ale niestety w jestesmy tym samym kraju i jakos idzie jest ciezko ale lepiej niz przez ten rok..z tej lekcji wynioslem duzo...jesli cos sie psuje jest nam zle to konczmy to szybko,liczac sie tylko z wlasna osoba,tak bysmy my byli szczesliwi i bylo nam w zyciu dobrze...zycie jest jedno i bardzo krotkie nie oddawajmy go nikomu kto nie jest tego wart i nie docenia tego...nawet jednego dnia...zycze Ci wszystkiego najlepszego i uwierz w to ze dasz sobie rade...glowa do gory i naprzod....:)))))

Autor: Krzysiek  03.06.2007 zgłoś

Kulturalne rozstania są możliwe jedynie wtedy gdy oboje partnerów czuje że to koniec, chociaż rożnie z tym bywa, zwłaszcza jeśli każdy chce mieć rację.Gdy rozstałem się z dziewczyną myślała że będziemy się przyjaźnić, ale ja nie chciałem, bo nie traktowała mnie dobrze kiedy byliśmy razem.Zaprzyjaźniłem się z jej koleżanką i wtedy zaczęła być o nią zazdrosna i zatruwała jej życie, a mnie zaczęła błagać żebym jej wybaczył itp...Kiedy przestałem zwracać na nią uwagę mściła się wykorzystując do tego wszystkich wkoło.Opowiadała im że coś jej złego robię, aż w końcu powiedziałem że nie chcę jej w moim życiu i zmieniłem numer.Po pół roku wykradła od mojej koleżanki mój nowy numer, gdy dowiedziała się, że znalazłem sobie dziewczynę i znów zaczęło się udawanie szczerej, ale kiedy nie odniosło to skutku się znów zaczęła się mścić i w końcu puściły mi nerwy i zacząłem robić to samo co ona, tyle że walcząc o prawdę.Opisałem jak było i wysłałem do naszych dawnych znajomych i do jej rodziny, którzy wierzyli w to co ona mówiła, ale jednak pare osób które znały jej możliwości udało mi się przekonać.Zmusiłem ją żeby do mnie zadzwoniła i powiedziałem że chciałem żeby poznała na własnej skórze jak się czułem po jej numerach i udało mi się. Dzisiaj gdy napisałem do niej smsa, odpisała że woli być ostrożna po tym co przeżyła. Odpisałem. że trzeba w końcu znaleźć spokój po tym co się przeszło. Niby jakaś nauczka, ale najlepiej ignorować zaczepki tego typu osoby.

Autor: Miri-anna  08.06.2007 zgłoś

My zerwaliśmy w samą rocznicę... tzn on dał mi do zrozumienia, że "kocha mnie, ale nie wie, czy chce ze mną być"... i co?... chciałam to ratować, ale co powinnam zrobić? wiem,, że miał inną po naszym zerwaniu,, nie wiem czy dalej z nią jest, ale.. to po prostu boli... minęło kilka miesięcy, a ja dalej czekam, że może mu się odwidzi, że może jednak... wiem ,ze jestem naiwna.. muszę sie z tego wyleczyć... :(( to byl trudny zwiazek... ale jakże potrzebny, bo to on byl najważniejszy- i ja bylam najwazniejsza dla niego- tak przynajmniej mowil.. nie molglismy widziec sie czesto, ale bylo miedzy nami cos niewytlumaczalnego... i dalej ten zar, kiedy spotkalismy się po jakimś czasie... i on dalej nie wie... a ja nie umiem wejsc w nowy zwiazek, pokochac na zawołanie, mimo, ze są wokół mnie mężczyzni, ktorzy mnie adorują... moze potrzebuję jeszcze czasu....

Autor: wykształciuch  29.05.2007 zgłoś

do "Aż napiszę (znowu) :):):)" ja Szanowną Panią nie nawracam. nie jestem też wszechwiedzący. prosiłbym odpisywać konkretnie i na temat, a nie "napiszę co wiem".

Autor:  01.06.2007 zgłoś

Jak to sie dzieje. że zakochujemy sie w takich chamach? Czy oni byli inni, czy my miałyśmy zawężone horyzonty wzrokowe i czuciowe? Może liczyłyśmy, że kiedyś wszystko sie zmieni? No własnie, zmienia się, tylko,że na niekorzyść. Problem sie tylko potem pogłębia. tylko, czy to rozstanie takie proste?

Autor:  01.09.2007 zgłoś

Miłość, największa najlepesza i najpiekniejsza to ta niespełniona bez kłotni garów i problemów inne nie istnieją

Autor: KOLA  01.06.2007 zgłoś

właśnie dziś do mnie dotarło, że to chyba koniec mojego związku z mężem. Z pewnością jest koniec miłości. Nie umiem kochać faceta który mnie obraża, lekceważy i jest egoistą jakich mało. Jestęsmy po śłubie 1,5 roku niedawno myśleliśmy o dziecku, ale jak można mieć dzicko z kimś kto wczoraj powiedział że ja mam kaprys mieć dziecko a on nie będzie skakał koło mnie jak koło śmierdzącego jaja. Po czymś takim nie chce się żyć!!!!! Nienawidzę go za to. Tylko zastanawiam się jak mam postąpić. Wspólne pieniądze, dom w remoncie, gdzie ja pójdę? Mój mąż to straszny sknera i materialista, zostanę bez grosza. Co robić?? Niech mi ktoś podpowie. A o kulturze nawet nie wspomnę, jak zachować kulturę i emocje na wodzy jak dostajesz cios prosto w serce?

Autor: helena  06.06.2007 zgłoś

...to ja poproszę takiego...Jestem kobietą po "przejściach" i trudno mi teraz uwierzyć i zaufać mężczyźnie, trudno mi w ogóle wierzyć w miłość...może kiedyś mi to "przejdzie"...Pozdrawiam serdecznie...

Autor: P.  24.05.2007 zgłoś

Panie Inny - a mnie jak pozdrowisz? :P:)

Autor: kamila  24.05.2007 zgłoś

moja historia jest podobna do innych.Zyliśmy ze sobą ponad 6 lat z tego związku mam 2 letnią córeczkę.mój partner zdradził mnie z inną młodszą o 2 lata kobietą ,która ma 7 letniego syna,oszukiwał mnie przez pół roku,jeździł ,kupował prezenty,wynajmował hotele,stawiał kolacje,a mnie i dziecku wydzielał jedzenie,krzyczał,wyganiał z mieszkania,które pół roku temu kupiliśmy,poniewierał w perfidny sposób,okradał z pieniędzy,dwa miesiące temu odeszłam bo zaczął niewracać na noc.Płakałam ,myśląc ,że się ukorzy,że mnie jeszcze kocha i dziecko też natomiast,on się dobrze bawił,jeździł do tamtej i woził tamtemu dziecku słodycze prezenty,pieniądze,nas natomiast zabrała moja mama,było nam ciężko bez pieniędzy i własnego konta zmaleńkim dzieckiem i pracą oddaloną o 60 km.Minęło 2 miesiące założyłam sprawe o alimenty ,bo on oszukał mnie,że będzie dawał na dziecko ,do tej pory nie dał grosza,a tamtą kobiete wprowadził do mieszkania na nasze miejsce,do tego nagrał film na kamerze jak mówi jej jak ją kocha.Dzwoni do nas codziennie po 3 razy mówiąc ,że nas kocha i będzie nam pomagał,a kiedy powiedziałam ,że nioemam na jedzenie dla dziecka odparł,że kłamie.Chce wiedzieć o nas wszystko,tylko ,że ja nie pozwolę dalej żeby nas tak gnębił,staram się zapomnieć o koszmarze i tym wszystkim,mała rośnie i tęskni,ale ja niemam ochoty po tych kłamstwach go widzieć i moim zdaniem,między nami nie będzie przyjażni ,ani znajomośći,niedługo się przeprowadzamy z mamą,a ja chce zapomnieć................chandryczy się o dziecko ,a jak mówie żeby odwiedził to mówi,że niema czasu ,będzie zajeżdzał z trasy bo jest kierowcą,jednak ja niepotrzebuje 15 min odwiedzin,ponieważ mieszkam w małej wioseczce i ludzie wszystko wiedzą ,niemieszkałam 9 lat w tej miejscowośći i za co mam być wytykana palcami,mam 28 lat i czuję,się tak jakbym wszystko już przeżyła, anajbardziej boli mnie upokorzenie,ale się nie podam i wychowam swoją małą córeczkę to dlaniej musze być silna i stawiać czoło światu i problemom,a tej kobiecie,która wiedziała,że ma dziecko i mnie,życze aby po kilku latach przeżyła to co ja przez drania..................................może kiedyś wybacze,zapomne,zagoje rany................teraz już wiem napewno że nigdy już nie wrócę!

Autor: kamila  24.05.2007 zgłoś

chciałabym się zwrócic do ostatniej opinii pani która, wierzy,że on jest sam,przykro mi to powiedzieć on już kogoś ma tak było ze mną mówił ,ze się nienadaje do życia z inną osobą ,a gdyby nie film na aparacie to bym przypuszczała ,że jest sam,szykuj się kobieto ,że jest jeszcze jedna,gdzie się dwie biją trzecia korzysta!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: vc  24.05.2007 zgłoś

KOCHAM I NIENAWIDZĘ oczywiście siebie samej przede wszystkim. Zakochałam się bez pamięci, zamieszkałam z nim, poznałam go lepiej, odkryłam jego prawdziwe oblicza, przeraziłam się, wyprowadziłam się i chcę się uwolnić. Niestety, nie pozwala mi odejść, tysiące razy mówiłam, że nie chcę z nim już być, odchodziłam. Nie pozwala mi na to, groźbą, prośbą, obiecankami, przemocą fizyczną i emocjonalną. Jesteśmy ze sobą, bez ładu i składu, bez sensu, jednego dnia mamy "9 i pół tygodnia" drugiego demolkę w domu i interwencje policji. Adrenalina non stop podwyższona, ciągła niepewność co będzie jutro. Nowe życie - musiałabym zmienić miasto, pracę, zrezygnować ze swoich bliskich. Planuję ucieczkę, ale dlaczego... Przecież ja mam prawo do swojego własnego życia, dlaczego nie pozwala mi odejść. A najdziwniejsze jest to, że jeszcze go czasami kocham, lubię, szanuję. Przywiązałam się jak pies do Pana, który go głodzi i bije. Muszę i chcę odejść, ale nie potrafię, a on mi nie pozwala na to. Nie mam już sił...

Autor: Arek  24.05.2007 zgłoś

kazdy by tak chcial....ale czy jest to poporostu mozliwe? nie sadze jesli ludzie sa ze soba to nie dlatego ze nic miedzy nimi nie ma, zawsze cos jest; milosc nienawiesc, zlosc i przyzwyczajenie i pewnie pare innych rzeczy by sie zebralo, wiec trudno tak o wziasc klucz otworzyc te drzwi i wyjsc bez slowa i spojrzenia. jesli ludzie rozstaja sie i nic sie nie dzieje ,nie ma emocji to nie byl to zwiazek, nawet zaden uklad. pewnie komus sie udalo tak kulturalnie rozstac ale czy napewno, nigdy nie bedzie pewnosci co dzieje sie z ta druga osoba. wiem, ze mozna sie rozstac probujac schowac emocje, isc dalej tylko czy serce takich rozsadkow slucha?

Autor: Kapralis  30.05.2007 zgłoś

Do " krystina 24" Jak dla mnie "Krysiu" to ty szukasz dziury w całym.. w zwiazku wkradla sie wam pewnie niedostrzezenie rutynka i nuda i chcialabys zmiany - znowu tej ekscytacji.. Zastanow sie powaznie zanim bedzie za pozno bo Twoj facet - nawet najcierpliwszy, tez ma limit cierpliwosci na takie wahania nastrojow... A swoja droga to tobie chyba przydaloby sie zeby Cie jakis facet naprawde zle potraktowal to bys szanowala to co teraz masz dorbego z obecnym partnerem a nie szukala nowosci i ciaglych zmian na jeszcze lepsze... Zastanow sie. Zycze szczescia i dobrego wyboru...

Autor: megi  24.05.2007 zgłoś

INNY, przeczytałam Twoją wypowiedź z zapartym tchem... Dlaczego? Bo to co piszesz i czym się kierujesz dziś niestety nie jest zbyt powszechne, ja osobiście uznaję podobne wartości i czasami zastanawiam się 'co ja robie w XXI wieku?!'... Gdyż z takimi priorytetami i wartosciami ciężko przetrwać w dzisiejszych czasach.. niestety taka jest prawda, jednak ja osobiścię chyba nie chcę ich zmieniać, a nawet gdybym chciała to nie potrafię. Jednak ta wrażliwość na świat i ludzi jednak wiele razy odbiła się na mnie negatywnie.. INNY to co napisałeś jest piękne i w pewien sposób nazwaleś myśli, które tkwią we mnie a nie potrafiłam ująć je w słowa.

Autor: agata  24.05.2007 zgłoś

kulturalne rozstanie istnieje jesli obie storny potrafia podejsc do tego z rozsadkiem nie nagrzana emocja!co to nagrzana emocja?to stanw kotrym latwiej nam obrzucac kogos miesem bo zostalo dotkniete nasze ego .... gdy naprawde kogos kochamy i niejestesmy egoistami potrafimy dac szanse drygiej osobie ulozyc zycie tym samym dajac sobie szanse na normalne zycie.rozstania sa trudne.napewno niemile i gdybysmy chcieli cos zmienic w swiecie to to by nigdy nic sie niepsulo i nietrzeba by bylo zrywac z kims zostawiac go badz samemu zostac porzuconym i opuszczonym. kulturalne rozejscie sie jest mozliwe ale obie strony musza byc do tego dojrzale!

Autor: medb  24.05.2007 zgłoś

Ja 6 lat temu rozstałam się z mężczyzną po 2 latach ścisłego,bliskiego związku- teraz mija 8 lat odkąd się znamy a w ciągu tych lat najdłużej nie widzieliśmy się 10 dni. Jest moim wspaniałym przyjacielem i "bratem z wyboru". Był świadkiem na moim ślubie, mam nadzieję, że zostanie ojcem chrzestnym dla mojego dziecka...nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być w moim życiu :-)

Autor: J  24.05.2007 zgłoś

P kocham Cie nad zycie :* obiecuje Ci ze miedzy nami do czegos takiego nigdy nie dojdzie twoja J

Autor: crystal  24.05.2007 zgłoś

Drogie Panie i Panowie! Wierzę,że można się kulturalnie rozstać,chociaż sama rozstałam się z chłopakiem równo rok temu i do tej pory się do siebie nie odzywamy.Dla mnie wazny jest szacunek dla drugiej osoby,nieważne w jakiej się jest sytuacji.Szczerość na pierwszym miejscu.Niestety mój były chłopak nie był na tyle odważny,żeby powiedzieć mi,że to koniec,ponieważ znalazł inna kobietę i się w niej zakochał.Wszystkiego dowiedziałam się dopiero po 2 miesiącach od zyczliwych!!! w moich oczach jest zwykłym tchórzem,zresztą on i tak wie,że mam takie zdanie o nim. W tej chwili mam chłopaka,którego pokochałam prawdziwą miłością.Powiem szczerze,że zaimponował mi tym,że dziewczyny, z którymi się spotykał,traktuje z duzym szacunkiem i tak samo się o nich wypowiada. Wierzę w kulturalne rozstania,pomimo tego,że niestety u mnie do takowego nie doszło :-(

Autor: basiunia  24.05.2007 zgłoś

niestety, kulturalne rozstanie-tam gdzie jest(czy tez było) PRAWDZIWE uczucie jest niemożliwe. Nie ma mowy o rozstaniu w zgodzie i bez żali, tam gdzie ktoś był zaangazowany... kochać nie przestaje sie z dnia na dzień i wg mnie najlepiej nie utrzymywac jakichkolwiek kontaktów z Byłym. w strasznej sytuacji natomiast sa małzeństwa, gdzie juz pojawiły się dzieci. ale i tak, co by rodzice w takich sytuacjach nie robili i tak najgorzej wychodzi na tym dzieciak. Bez względu, czy tatuś przynosi nowa lale przy każdych odwiedzinach, czy tatusia wogóle nie ma- najgorzej ma dziecko!!! Dlatego wielka prośba do wszystkich- zakładajcie rodziny z odpowiednimi osobami!!!!

Autor: wykształciuch  24.05.2007 zgłoś

ponownie zabieram głos w sprawie, a to po przeczytaniu wypowiedzi "Innego". pierwsza sprawa to niezgodność treści tej wypowiedzi z tematem głównym. to nie jest forum dotyczące definicji miłości. to jest forum, na którym powinieneś wypowiedzieć się na temat czy jak już tak pokochasz jak napisałeś, a druga osoba po pewnym czasie powie Tobie bye, będziesz "kulturalny" odpowiadając bye? po drugie czy uważasz, że podana przez Ciebie definicja jest "jedyną słuszną" i gwarantuje tzw "trwanie do grobowej deski"?

Autor: LIST DO NIEGO KTóREGO NIE WYSLE  24.05.2007 zgłoś

nie podpisałam sie - gosia

Autor: Inny  24.05.2007 zgłoś

Zajrzałem tu przed chwilą z ciekawości czy ktoś dostrzegł moją wypowiedz. I strasznie mi miło że tak :) Muszę coś napisać... Droga Ewo, piękne słowa :) Tylko dużo też i smutku w nich... nie musisz być sama i an pewno nie będziesz :) Masz rację, bardzo trudno znaleźć kogoś myślącego podobnie do Nas, ludzie są teraz za bardzo ogłupieni tempem życia, kolorowymi reklamami i boją się pokazać swoją "odmienność", zatracają siebie, swoją wrażliwość i... duszę. Życie czasmi doświadcza bardzo boleśnie, ale dzięki temu uczy pokory i pokazuje co tak naprawdę jest ważne. Więcej nie popełnisz błedu, bedziesz ostrożna i czujna, ale gdy Twoje serce wypełni znowu szczęscie i ciepło, docenisz je tysiąckrotnie bardziej :) Życze Ci wszystkiego co najlepsze i dużo siły, takiej z głebi serduszka :) Megi... dzięki Twojej wypowiedzi uśmiech zagościł na mojje twarzy :) Dziękuję pięknie za bardzo miłe słowa :) Zgadzam się, z takimi zasadami i wartościami ciężko, może nie żyć, ale znaleźć kogoś kto wyznaje podobne. Nie zmieniaj się, nie po to by dostoesować się do naszych czasów. To wartości które nosisz w swoim sercu są wyjątkowe, nie próbuj ich zmienić. Ja zawsze przekładałem BYĆ nad MIEĆ i nigdy się tego nie wstydziłem. I moja wrażliwość była powodem że pojawiał się smutek i ból, ale nigdy, przenigdy nie chciałbym być nieczułym, pustym w środku człowiekiem. Pilęgnuj w sobie to co najpiękniejsze, znajdz ujście dla swojej wrażliwości i NIE WSTYDZ się jej nigdy, to sprawia że jesteś wyjątkowa - CZUJESZ :) Pozdrawiam serdecznie :)

Autor: taka babka  24.05.2007 zgłoś

można rozstać się kulturalnie, jesli nie tylko jedna osoba ma takie podejście, ja próbuję rozstać się z mężem i nie jest to łatwe - i dlatego, że on mnie traktuje jak swoją własność, i dlatego, że wiem, że jedno z moich dzieci bardzo tego nie chce ( a mam 2 dzieci), zadaje mi pytania w stylu ' czy kochasz tatę' itp Mąż wcześniej mówił, że nie zgadza się na rozwód, teraz mówi, że ok, jak chcę, to proszę bardzo, ale on mi dzieci nie odda, bo jak odejdę, to na pewno będę miała kogoś innego i ten ktoś na pewno nie będzei kochał dzieci itp itd, zresztą wg niego to nie mam praw nie tylo do dzieci, ale do czegokolwiek, co jest w naszym domu, bo to wszystko jest 'nasze' tzn mogę z tego korzystać, jeśli zgadzam się na zycie z nim, ale w taki sposób, jaki on chce.. A ja chcę odejść, bo ten mój związek z nim jest naprawdę toksyczny, nic nie mogę zrobić i nic nie mogę mieć bez jego zgody, nawet innej, lepszej pracy, bo tam, gdzie pracuję, on tez pracuje i łatwiej jest mnie kontrolować..poza tym zarabiając więcej pieniędzy mogłabym się usamodzielnić, a tak jestem uzależniona od niego.. Chciałabym rozstać się kulturalnie, ale jeśli mój mąż tak nie umie, to chyba nic z tego kulturalnego odeścia nie będzie..szczerze mówiąc nie wiem, jak to zrobić..

Autor: Inny  24.05.2007 zgłoś

Dziś trafiłem do "Kafeterii" zwykłym przypadkiem, pierwszy raz wypowiedziałem się własnie tutaj. Liczyłem się z tym że to co napiszę, może nie spodobać się komuś, ale nie przypuszczałem, że znajdę tu tak ciepłe słowa skierowane do mnie bezpośrednio - DZIĘKUJĘ :) Drogi Paulu :) Troszkę życie mnie nauczyło, nie chciałbym aby zabrzmiało to jak użalanie, ale kopniaków mi nie szczędziło :) Mam 30 lat, ale czy wiek ma tu aż takie znaczenie? Można być dojrzałym 20-latkiem lub 40-latkiem który będzie chciał zaimponować kumplom znad kufla nowym telefonem ;) Świat pędzi, ale my nie musimy razem z nim :) To bardzo miłe i dodające otuchy jeśli ktoś potrafi bez obłudy szczerze napisać tak miłe słowa - dziękuję jeszcze raz :) Wytrwam, bo taki byłem od zawsze, i będę. Życzę Ci dokładnie tego samego... wiary w siebie, swoje wartości i spotkania na swojej drodze osoby, która da Ci szczęście ( a może już taka jest? :) Pozdrawiam Cię serdecznie :) Pani X ... Nie wiem czy jestem spełnieniem czyichś marzeń, ale zapewniam że jestem z krwi i kości :) Bardzo mi miło że myślisz tak jak ja :) Więc jednak sa tacy ludzie, może wcale nie jestem taki "inny" ? :) Pozdrawiam ślicznie :) Droga Megi... :):) Pan "wykształciuch" może faktycznie nie pojmuje niektórych rzeczy :) Ale to przecież nie nasz problem. Co do mojej wypowiedzi, też uważam że jedno z drugim wiąże się ściśle, trochę się rozpisałem przeskakując z tematu na temat, ale od głównego nie odbiegłem za bardzo w moim przekonaniu. Zgadzam się, trudno spotkać osoby kierujące się podobnymi zasadami w życiu, nie tylko w najmłodszym pokoleniu... obserwuję swoich rówieśników, różni się niewiele od Twojego. No ale ja "Nawet jeśli będe sam, nie zmienię się..." :) Dziękuję za miłe słowa, naprawdę bardzo mnie ucieszyły :) Pozdrawiam cieplutko :):)

Autor: tracący nadzieje  24.05.2007 zgłoś

ach kobiety..... 11 lat czekałem na "przebudzenie szalejącej żony po okolicznych ofertach towarzyskich...i gdy poznałem drugą kobietę która odezwała się do mnie jak oczekiwałem skrycie . zazdrosna zpona zdobyła nr. tel. ...zadzwoniła do mej znajomej wyzywając ja od...róznych . ta nie pozosytała dłużną ....i opowiedziała jej jakie to braki uczuciowe ja mam i z kim je uzupełniam . i w sumie ma rację .... bo pustka która mam ... wypałniła się tą druga panią . nie nawidze manipulacji... ale "żonie "nie dam się manipulować . 11 lat...to duzo. może gdyby nie dzieci które są ...juz dawno by to się rozleciało. ale dobro dzieci trzyma mnie w tym chorym związku.. jeszcze 4 lata. mała podrośnie... tak mi jest przykro. ................................ .

Autor: manula  24.05.2007 zgłoś

może wśród różnych emocji towarzyszących rozstaniu warto pamiętać o tym co połączyło i zachować, wyciągać i grzebać się w tym co dzieli to sado-maso emocje,które niszczą obie strony i sprowadzają do rangi przedmiotu bliskich-najczęściej dzieci; element przetargowy,na którym skupia się często cały ból,żal,nienawść do samego siebie za przegraną,za to , że nie potrafiliśmy zauważyć wcześniej czegoś , co urosło .komfortowanie siebie leży w naturze człowieka,widzimy siebie tylko z tej lepszej strony,za własne błędy obwiniamy się nawzajem.miłość między dwojgiem ludzi jest dla mnie nieskończoną lekcją uczenia się siebie-ocenę wystawia nam życie w , którym nie ma przypadków,jak wyobrażenia nie pokrwają się z rzeczywistościa to jest kaszana! pozdrawiam wszystkich , którzy przeszli przez rozstanie :rodziców, swoich związków i związków bliskich,da się żyć ino pziom szczęścia jest minus dodatni

Autor: zdecydowana  04.06.2007 zgłoś

..tak,wlasnie tak w koncu zdecydowana!!!Nie moglam dojrzec do tego...ciagle cos sie palilo we mnie..potem tlilo...nadal uwielbiam jego dotyk,zapach,kocham przytulac sie do niego nad ranem kiedy zaczynamy sie budzic ale jeszcze 5 minut...od tygodnia staramy sie ograniczyc dotyk...ciagle spimy razem choc wiemy,ze to kwestia dni...bardzo boli ale juz nie moge dluzej.Nie ma miedzy nami porozumienia jakie daje pewnosc ,ze z nim i zawsze!Moze utrudnia sytuacje fakt,ze oboje jestesmy sami w tym amerykanskim snie?Oboje boimy sie samotnosci wsrod wiecznie zadowolonych Amerykanow?Kochalam bardzo...bardzo...on podchodzil sceptycznie jakby tymczasowo...a teraz jest odwrotnie ja sie wypalilam a on ma wielki zal o zmarnowany czas...bo teraz on dojrzal do bycia razem...to po co niszczyl we mnie to uczucie ?dlaczego go nie pielegnowal?tak mi przykro..bo przeciez ciagle jest mi niezmiernie bliski i jego smutna twarz ... ale nie moge zniesc wiecej klotni ,krzykow,krytyki,kontroli...i tej pustki bo jestesmy razem a jakby kazde w swoim swiecie...jeszcze tylko 2 tygodnie...wyprowadzam sie...okropne 2 tygodnie..nie wiem jak bedzie potem?Wierze ,ze oboje odetchniemy...ze dla kazdego z nas to szansa na cos lepszego...innego...nowego moze na prawdziwe szczescie?

Autor: nie nie nie  24.05.2007 zgłoś

jestem ze swoim facetem ponad 6 lat i w tym czsie bywały chwile, że chciałam sie rozstać, jednak nigdy tak do końca nie miałam odwagi tego zrobić /Kocham go , choć czasami mam takie myśli, że to przyzwyczajenie i dlatego z nim jestem a z drugiej strony boję się, że gdybyśmy się rozstali nie potrafiłabym być sama, że będę tego żałować, że już nikogo nie poznam kto by mnie pokochał..ale czy to warto ??

Autor: co z tym beretem lub beret tęczowy  30.05.2007 zgłoś

Do Pita Analiza i synteza. Wnikliwa bardzo ....:) W sprawie rozstań i sposobów na te rozstania. Z moim byłym mężem pozostaję w przyjaźni. Dwa miesiące temu kupiłam dom i on bardzo mi pomaga w jego urządzaniu, pomimo , że nigdy w nim nie zamieszka... To co kiedyś bolało, jeśli bolało, przeszło jak sen złoty ...:). Nie umieliśmy być razem i niczyja to wina... Ale umieliśmy rozstać się ... Ja też pozdrawiam.

Autor: x  24.05.2007 zgłoś

Ja rozstałam że tak powiem mimo woli. Poznaliśmy sie na studiach i mieszkamy dosyc daleko od siebie. W wakcje niby odzywalismy sie do sibie. Po wakacjach jak przyjechałam na uczelnie, dowiedziałam się, że on przeniósł sie na inna uczelnię i nic mi o tym nie powiedział mimo że dwa dni wczesniej dzwonił do mnie:((((( Po pól roku jakos sie pozbierałam, ale było bardzo cięzko. Teraz wiem, że był ze ma tylko po to żeby mnie wykorzystac A co do wypowiedzi INNEGO. Zawsze chciałamspotach takiego facetaq, który myslałby tak jak ty, dosłownie wyjałes mi to z ust, ja myśle identycznie. Niestety tacy faceci istnieja tylko w naszych babskich marzeniach, a szkodaa:((((((((

Autor: mariola  30.05.2007 zgłoś

Jestem od 8 lat w związku z żonatym mężczyzną , rozstawałam się kilkanaście razy i nie potrafię się uwolnić,mam dość jego żony ,nie mogę już tego znieść i nie potrafię odejść , może przyczyną jest to , iż razem pracujemy

Autor: mariola  30.05.2007 zgłoś

Jestem od 8 lat w związku z żonatym mężczyzną , rozstawałam się kilkanaście razy i nie potrafię się uwolnić,mam dość jego żony ,nie mogę już tego znieść i nie potrafię odejść , może przyczyną jest to , iż razem pracujemy

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  24.05.2007 zgłoś

Witam, Do " Inny " Przyjemnie jest przeczytać takie wypowiedzi jak Twoje...to działa jak balsam! Nie wiem, ile masz lat...nie wie, ile przeszedłesz w życiu Wiem jednak, iż w Tobie siedzi szlachetny, zdrowo myślący człowiek... Oby jak najwięcej takich ludzi na tym świecie, który pędzi zbyt szybko do przodu...na tym świecie, gdzie bardziej liczy się opakowanie, a nie zawartość. Życzę Ci, abyś wytrwał w tym co piszesz...ale przede wszystkim, abyś natrafił na taką kobietę, która uznaje takie same wartości jak Ty. Pozdrawiam...Paul R.

Autor: goska  24.05.2007 zgłoś

Witam wszystkich! Moim zdaniem kulturalnie można się rozstać..gorzej potem utrzymywać pozytywne kontakty z byłym....Ja rozstałam się z moim chlopakiem po dlugim okresie czasu.Obiecywaliśmy sobie ze po rozstaniu bedziemy sie odwiedzać pisac do siebie...i co?? teraz nawet nie wiem co się znim dzieje.Ostatnio go spodkałam i tylko skierowal do mnie jedno słowo "cześć" i poszedł w swoją stronę...niestety takie juz zycie jest:(

Autor: Kasia_22  24.05.2007 zgłoś

podobnie Vikiii, wyszlam za maz po 6 latach znajomosci z moim terazniejszym mezem. mam dopiero 22 lata, a slub wzielismy majac 21 lat (kazde z nas). niestety z mojej strony uczucie sie juz wypalilo i nie chce byc dluzej z mezem. nie chodzi tutaj o innego faceta.. nikogo nie mam.... 3 tygodnie temu powiedzialam mezowi ze chce sie z nim rozwiesc. przyjal to spokojnie... ale po 2 tygodniach zaczal sie starac zeby to wszystko sie nie rozpadlo... i zmieklam... nie rozwodzimy sie narazie, chociaz ja bym bardzo chciala, ale nie mam w sobie chyba tyle sily.. uwazam ze w moim przypadku nie da rady rozstac sie kulturalnie, poniewaz moj maz bardzo mnie kocha i powiedzial ze jezeli sie rozstaniemy to nie chce mnie wiecej widziec na oczy i nie chce miec ze mna kontaktu...

Autor: plastyk  24.05.2007 zgłoś

Moim zdaniem kultularne rozstanie jest możliwe. Wszystko zależy od ludzi, trzeba się wyzbyć egoizmu, ale lepiej sie nie rozstawać. Robić tak żeby bylło dobrze. Uważam że należy wybaczać partnerowi.A jak sie wyzbyć emocji potrzebnych do kulturalnego rozstania?-przypomnieć sobie wspólne dobre chwile. Pozdr

Autor: gosc  24.05.2007 zgłoś

Zgadzam sie w 100% z wypowiedzia Moya.Jestem mezatka z 24 letnim stazem,tez zostalam z mezem dla dobra dzieci i rowniez z powodow ekonomicznych,co dwie marne pensje to nie jedna.Moja corka,dzis dorosla kobieta uwaza,ze bysmy byli szczesliwsi bez ojca,nienawidzi mezczyzn.Namawia mnie do rozwodu.Syn natomiast[rowniez dorosly] boi sie,ze moze byc taki jak ojciec i bedzie krzywdzil dzieci i kobiete,ktora pokocha.Jestem w tej chwili niezalezna finansowo moglabym w kazdej chwili odejsc,ale maz grozi,ze popelni samobojstwo.Czy mam prawo decydowac o jego zyciu?Mysle,ze jest zdolny do tego czynu.Czy mam reszte zycia spedzic w tym toksycznym zwiazku?Czy nie mam prawa byc szczesliwa?Dzieci chca mieszkac od niego jak najdalej,zeby rzadko go widywac.Wowczas[jezeli z nim zostane] tez bede skazana na niemoznosc widywania ich.Nie bedzie wspolnych obiadkow u mamusi w niedziele chociaz raz w miesiacu,nie bedzie czestego kontaktu z wnukami,gdy pojawia sie na swiecie.Cokolwiek nie postanowie,to i tak ktos ucierpi,czy to znow mam byc ja i moje dzieci?

Autor: w  24.05.2007 zgłoś

hmm, zadne rozstanie, nawet kulturalne nie jest prosta sprawa. gdy w gre wchodza emocje trudno wszystko "kalkulowac" na zimno bo to zawsze boli. wiem, bo znam to z wlasnego doswiadczenia. mialam cudowny zwiazek, budujacy, tyle fajnych rzeczy "wynioslam" mentalnie. mieszkalismy pod jednym dachem 4 lata. problem lezal w innym postrzeganiu zblizajacej sie przyszlosci. ja mam 28 lat a moj facet 58... sami rozumiecie. moj facet nie byl egoista sadzacym ze przywiaze mnie do siebie i wpedzi w lata, od poczatku twierdzil ze ktoregos dnia bede miala typowo kobiece pragnienia np. dziecko dla ktorego nie chce byc dziadkeim (tym bardziej ze ma juz dziecko teraz juz dorosle) i inne rzeczy wymagajace nakladu energii, ktorej moze mu zabraknac... wiedzial to wszystko bo lata uczynily go doswiadczonym i pozwolily przelkac mu gorycz rozstania... mi jest troche trudniej, bo z mojej perspektywy krotkiego jeszcze zycia zostaly we mnie resztki buntu i milosci idealnej- bez granic. suma sumarum potrafilismy dlugo ze soba rozmawiac o tym co nieunuknione i kulturalnie sie rozstac- kochajac sie. to sztuka. przyjaznimy sie i widujemy sie. na dzien dzisiejszy zadne z nas nie znalazlo jeszcze partnera, byc moze to przez zbyt krotki czas, ktory minal od rozstania. mam nadzieje, ze ktoregos dnia bedziemy szczesliwi. szczesliwi ale juz osobno...

Autor: mmm  24.05.2007 zgłoś

a ja nie mogę się zebrać...nie mogę oddychać, kiedy pomyślę, że mógłbym skrzywdzić tym syna...Ma 6 lat i jest moim życiem...Z żoną już nic mnie nie łączy...Byliśmy inni od początku, ale staraliśmy sie oboje...Teraz są tylko kłótnie i docinki...Wiem, że on to widzi i to też go krzywdzi...Ale sama myśl, że nie widziałbym każdego dnia sprawia...Syn jet bardzo ze mną związany, spędzamy większość czasu razem...Nie mam siły oni odwagi...chociaż wiem...tak powinno się stać...nie wiem co robić...

Autor: szantazowana  24.05.2007 zgłoś

wlasnie napisal, ze zrobi tak, ze strace prace i mieszkanie...to akurat sa pewnie jego pobozne zyczenia,ale bede musiala pewnie splacac pozyczke,ktorej nie zaciagnelam...

Autor: szantazysta  24.05.2007 zgłoś

pomylilam sie, on ma 47 lat ale co za roznica, stary ch... wczesniej szantaze dotyczyly mojego mieszkania, itd, dlugo by o tym pisac, ale teraz jedyne co na mnie ma ,to te podrobioną umowę z moim podpisem....

Autor: wykształciuch  30.05.2007 zgłoś

do "Patryk" wszystko jest rzeczą względną. ocena zależy od przyjętych kryteriów. jeżeli wg Twojego kryterium jestem "kretynem", to kim Ty jesteś? do "miriam" każdy jest wolnym człowiekiem, co wcale nie oznacza, że może robić wszystko. wolność każdego jest tak naprawdę ograniczona. ograniczona prawami drugiego człowieka.

Autor: Szantażowana  24.05.2007 zgłoś

Witam wszystkich, ja odeszlam w koncu od niego, po 4 latach,probowalam pare razy ale zawsze mnie szantazowal, ze zrobi to i tamto. W kazdym razie teraz zaryzykowalam i... zlozyl pozew do sadu o zwrot pozyczki, ktora niby u niego zaciagnelam (moj podpis mial in blanco, kiedys wyjechalampracowac na 3 msce za granice a on mi zalatwial zamiane mieszkan a ja glupia podpisalam kartki puste), wiec dopisal na tych kartkach umowe pozyczki o 80 tys... szantazowal mnie juz tym wczesniej, wiec wrocilam do niego "swiadczyc mu uslugi" (jego slowa).oryginal zniszczyl, ale jak sie teraz okazalo, mial przeciez kilka moich podpisow wiec tak bez konca...on mial 3 zony, 4 dzieci na ktore nie placi alimentow,a mnie szantazuje mimo iz on ma kase a ja jestem biedna dziewczyna. Powiedzial, ze albo bede z nim, albo zniszczy mi zycie. mam 27 lat, on 57, nie chce juz marnowac kolejnych dni a nawet godz na tego szantazyste, bede walczyc,nie moge juz tak zyc, to nie zycie byc czyjas doslownie niewolnica seksualna. wczoraj przyszedl z kwiatami (dobre) a jak dalej nie chcialam wrocic,to mnie pobil. wystaje przed budynkiem w moim miejscu pracy godzinami, mam dosyc, ale nie poddam sie , chociaz wiem, ze dopiero teraz sie zacznie na dobre.4 lata szantazu, 4 lata niewolnictwa, upokarzania, dosyc. nawet jesli przegram w sadzie, i bede musiala splacac to z mojej pensji bog wie jak dlugo, to wole to, wolnosc nie zna ceny.Poradzcie mi, jak moge sie bronic w sądzie, czy mam jakies szanse? jedynym moim dowodem sa smsy od niego z szantazem...

Autor: Moya  24.05.2007 zgłoś

DO WSZYSTKICH KŁÓCĄCYCH SIĘ RODZICÓW!! Jak widze jak ludzie zastanawiaja czy sie rozwiesc/rozejsc bo juz maja dzieci to mnie trzesie... na prawde myslicie, ze wasze dziecko wyrosnie w 'normalnej kochajacej sie rodzinie'? i ze nie zauwazy dziwnych patologii, gierek miedzy rodzicami? ze nie bedzie czulo sie w domu obco i dziwnie? to powiem wam jedno; ŹLE MYŚLICIE Lepiej jesli dziecko chowa sie w domu spokojnym i szczerym, nawet jesli tylko z jednym rodzicem. Jeszcze lepiej jesli oboje rodzice o nie dbaja, nawet jesli juz nie dbaja o siebie. Dziecko, ktore sie chowa w domu, w ktorym rodzice wciaz prowadza wojny podjazdowe (bo tak to wyglada,kiedy nie moga sie na wzajem zniesc), lub bawia sie w otwarta nienawisc nigdy nie bedzie czulo sie bezpiecznie. dlatego drodzy rodzice, mlode dziewczyny w ciazy, prosze: nic na sile... jesli nie chcecie swoim ukochanym dzieciom zaszkodzic jeszcze bardziej...

Autor: Agnieszka  24.05.2007 zgłoś

Bardzo trudno. Zwłaszcza jeżeli osoba Cię kocha. Nie jest w stanie pogodzić się z sytuacją. Po pewnym czasie jej miłość zamienia sie w nienawiść. Wtedy jej łatwiej się z tym pogodzić. Niestety jest to prawda. Smutna ale prawda.

Autor: Inny  24.05.2007 zgłoś

Hmmmm... czytając Wasze opinie, wyznania, odczuwałem dużo zmiennych emocji. Są tu wypowiedzi osób bardzo młodych, niedoświadczonych, są i osób znających już prozę życia... Postanowiłem napisać o tym, czym dla mnie jest miłość, co znaczy słowo "kocham". Otóż... nigdy nie powiedziałem i nie powiem "kocham", zanim całym sercem nie poczuję że tak właśnie jest. Jest tak wiele osób które tym słowem szasta, chociaż nie ma pojęcia co to słowo znaczy... żal mi takich ludzi, bo prawdopodobnie nie zaznają szczęścia w partnerstwie nigdy. Kochać kogoś - to znaczy zobić WSZYSTKO żeby partner czuł się szczęśliwy, wyjątkowy, najważniejszy na świecie. Szanować, podziwiać... KOCHAĆ. Kochać całym sercem i duszą, zatracić się w tym uczuciu, zaakceptować wady, podziwiać za zalety :) Trudne? Wcale nie, wszystko zalezy od NAS :) Tego czego oczekujemy, jak patrzymy na świat, ile jesteśmy gotowi poswięcić. Wszystko zalezy od wartości jakie wyznajemy. Jedna z Pań napisała... " W ciagu 6 mcy udalo mi sie rozstac jednoczesnie z toksycznym, zdradzajacym kochankiem (6 lat zwiazku) i mezem ,ktorego nie kochalam od lat zwiazek 15 letni..." Jak można będąc żoną, zdradzając swojego męża, nazwać to "coś" na boku związkiem? Dla mnie ktoś kto zadradza, nie mający szacunku dla partnera, i o zgrozo dla samego siebie - to ZERO. Miłość to nie tylko branie, ale i DAWANIE. Podstawą jest zrozumienie, jeśli oboje partnerów rozumie czym jest miłość, potrafi o nią dbać, nigdy nie przestanie się szanować, podziwiać... ona nie tylko nie umrze, miłość przerodzi się w najprawdziwsze KOCHANIE. Ludzie mylą te pojęcia, zauroczenie z miłością, miłość z kochaniem. Kim jest człowiek, który wie że idzie do łóżka z kimś, kto ma partnera? Czy sex jest aż tak ważny? Nie potrafię pojąć... Może ja jestem bardzo staroświecki, ale przeraża mnie dzisiejszy świat. Czekam na swoją miłość, wiem że ona przyjdzie, chcę pokochać kogoś, kto będzie znał znaczenie słów KOCHAM, MIŁOŚĆ, SZACUNEK. Chcę pokochać ponad wszystko, zatracić się w tym uczuciu, wynieść je na ołtarz i żyć tak, by dać jak najwięcej szczęścia i uśmiechu kobiecie swojego życia :) Wiem że znajdę taką która bedzie widzieć swiat moimi oczami, wyznawać wartości jak moje. I takiej miłości wszystkim Wam życzę. Nie zabierzemy z tego świata NIC materialnego, ale mozemy odejść z godnością, czystym sumieniem, sercem które wypełnia prawdziwa miłość... Powiedzcie "kocham" tylko komuś, kto stanie się treścią Waszego życia. Jeśli ktoś sam nie dojrzał do prawdziwego uczucia, niech nie szuka go na siłę. Tzw "wolny sex" ? Jeśli szacunek do samego siebie pozwala, wybór każdego z Nas. Moim zdaniem, to odróżnia ludzi od zwierząt, że nie robią tego tylko wtedy, kiedy nadarzy się okazja. Oddanie komuś ciała, oddanie SIEBIE, to coś wyjątkowego. No ale ja chyba jestem "inny" naprawdę :) Kończąc... związki rozpadają sie, bo może nigdy nie powinny się zacząć, ludzie mylą miłość z zauroczeniem i czasami chucią. Jeśli było uczucie, był i szacunek, więc kulturalne

Autor: Zrozpaczona  24.05.2007 zgłoś

Wracając do tematu facetów... Ja mojemu zaufałam ponad wszystko, ufaliśmy sobie nawzajem, świata poza nim nie widziałam i nie widzę... Przyjechał do mnie rowerem w deszczowy dzień! i to wcale tak blisko nie miał. Pisał cały czas... Zawsze pierwszy się odzywał na telefon. Po pracy pisał do mnie mnie zmęczony i pisaliśmy do 1-szej w nocy... pisał że Kocha... Jestem tancerką i On zawsze pisał jak wybierałam się na trening, że jest strasznie zazdrosny o mnie ... Było poprostu pięknie... Był i jest dla mnie ideałem... ale jak juz pisałam jego była nie chciała by on miał inną dziewczynę i rozwaliła nasz związek... i nie rozumiem jednej rzeczy... Dlaczego teraz się do mnie nie odzywa? to już 4 miesiące... tylko raz po 2 miesiącach chciał się dowiedzieć czy jestemn a niego zła...ehh... kto mi powie DLACZEGO ON TAK ROBI??...

Autor: kocur  24.05.2007 zgłoś

Ja byłem w związku 5 lat po dwóch latach zdradziła mnie dziewczyna i prosiła o szanse na dalszy związek a ja stwierdziłem że ją kocham i chcę z nią być a ona powiedziała że teraz wie czego chce i chciała wyjść za mnie ale ma studia to mówię że poczekam a gdy minęło 5 lat znowu mnie zdradziła i niema tu miejsca na kulturalne rozstanie bo robiła mnie przez dwa miesiące a może i więcej rozstaliśmy się w złej atmosferze masakra

Autor: Lack of Logic (LOL)  24.05.2007 zgłoś

Tacy faceci jak "Inny" nie istnieją TYLKO w babskich marzeniach, oni istnieją naprawde :P

Autor: wykształciuch  24.05.2007 zgłoś

jeżeli przynajmniej jedna osoba w związku jest w pełni zaangażowana, tzw "kulturalne" rozstanie nie jest możliwe (udowodnione naukowo - pole popisu dla psychologów na tym forum). jeżeli żadna z osób w "związku" nie jest w pełni zaangażowana, to nie można mówić o związku, a raczej o jakimś układzie (umowie). a jak wiadomo umowe się zawiera i rozwiązuje. taka jest prawda.

Autor: Inny  24.05.2007 zgłoś

Drogi Panie "Wykrztałciuchu" :) To o czym napisałem, było naturalnym rozwinieciem myśli, jeśli nie zgadzasz się z moim zdaniem, prosze bardzo :) Nie, nie uważam że moja definicja miłości jest jedyną słuszną, wyraźnie zaznaczyłem że to MOJE zdanie, nie zamierzam go nikomu narzucać :) Nie wiem czy pozwoli mi trwać do gorbowej deski, ale wiem z absolutną pewnoscią, że zrobię dal swojej miłości wszystko i będe kochał ponad wszystko :) Inaczej nie umiem, i nie potrafiłbym, taki po prosu jestem :) I nie pokocham kogoś, dla kogo miłośc to słowo puste i powie mi "bye", a jeśli tak by się stało, to starałbym się rozstać w jak najcieplejszej atmosferze, bo skoro kocham/kochałem to wiazał się tym szacunek, a ten mam do każdego, nawet obcego czy kloszarda :) Z tonu Twojej wypowiedzi wynika że jesteś chyba osobą która nie pojmuje właśnie tego, o czym pisałem w pprzediniej wypowiedzi, a szkoda :) Pozdrawiam Pana :)

Autor: michael  24.05.2007 zgłoś

miałem dziwczynę przez jakieś 2,5 roku i kiedy się rozstaliśmy to bolało i nadal boli jak ja widzę na mieście z moim najlepszy kumplem kiedyś;(

Autor:  24.05.2007 zgłoś

Witajcie Problem wogóle rozstania jest bardzo trudny i podejmujemy go niechętnie. Moja sytuacja jest bardzo podobna do wielu tu zaprezentowanych. jest ukochany facet i jest ból rozstania z nim. Mój związek z żonatym jeszce mężczyzną trwa 1,5 roku. On wyprowadził się od żony i kupił sobie własne mieszkanie twierdząc że tak naprawdę oprócz dorosłych iuż dzieci nie ma więzi emocjonalnej między nimi.Jestem w nim zakochana po tzw. uszy. Wiem że moglibyśmy stworzyć coś fajnego. Ja jestem juz 2 lata po rozwodzie. Od jakiegoś czasu jednak ten mój wspaniały facet mówi że tak naprawdę jest przekonany że powinien być sam. Przekonuję go że nikt nie powinien być sam że jeżeli uznał że życie ze swoją żona nie ma dla niego sensu to myślę że rozwód byłby tu jak najbardziej na miejscu. Teraz krzywidz i ją i mnie. Czy jest dla mnie wyjście z tej sytuacji? Od jakiegoś czasu myślę o rozstaniu znim ale to bardzo boli. Wspomnienia nawet z tak krótkiego okresu bycia z kimś któremu tak spontanicznie się zaufało bolą jeszcze bardziej. Plany na przyszłość będąc z nim dziasiaj już wiem że były planami tak naprawdę tylko moimi. Przykro

Autor: LIST DO NIEGO KTóREGO NIE WYSLE  24.05.2007 zgłoś

,,, dziś czuję się podle, naprawdę rozdarta, mam huśtawkę nastrojów, może jestem niedojrzała emocjonalnie, pewnie tak, chciałabym się pozbyć tego uczucia do ciebie, to głupie że się tak zakochałam, byłam więc łatwą zdobyczą dla ciebie, chociaż to co powiedziałeś dziś powinno mi wystarczyć i otrzeźwić. Nie chcę komplikować życia ani tobie ani sobie, wiem ze nie potrzebnie się angażuję. pociągasz mnie nadal …. i pomimo niesprzyjających warunków i tak czułam rozkosz i miałam ochotę ci ją dawać, te momenty były dla mnie jak zawieszone w czasie, chciałam zwyczajnie być przy tobie. Miałam nadzieję, ze być może między nami dojdzie do czegoś ważnego i mocnego albo nie. Nie jestem aż tak naiwna żeby myśleć o związku z tobą, raczej jak o kochanku, ale łudziłam się że cokolwiek dla ciebie znaczę, chociaż nie liczyłam na szalone uczucia z twojej strony… oczywiście powinnam to wiedzieć , w końcu dawałeś mi do zrozumienia, jak ty to wszystko traktujesz, nie wysilałeś się też za bardzo to było widać, a ja po prostu byłam chętna i gotowa na ciebie. Ale to wszystko jest przeważnie powodem konfliktów i nieporozumień, może wydać ci się to śmieszne, nie ważne, jestem szczera., nie wiem też czy cię to w ogóle obchodzi czy masz taką potrzebę, żeby o tym ze mną mówić… Twój chłód mnie wyleczy, nie jestem wyrachowana , ale powoli tracę wrażliwość… To nie jest dla mnie łatwe, ale wiem jak należy postąpić.

Autor: Słodka  24.05.2007 zgłoś

Jasne, że można się rozstać w kulturalny sposób. NIe uważam, żeby było to uzależnione od tylko od kultury i dojrzałości emocjonalnej partnerów. Owszem, są to ważne czynniki, ale nie jedyne. Jeśli to jedna osoba chce zmienić relacje panujące w związku, jest to zapewne trudniejsze. Emocje są wtedy bardzo intensywne. Trudno je opanować, ale jest to możliwe. Poza tym, czy emocje są złe? Przecież każdy ma prawo popłakać się w takiej sytuacji. To jest takie ludzkie. Ma prawo boleć, więc dlaczegóż miałoby się to ukrywać? Ale trzeba to pokazać w odpowiedni sposób.

Autor: asia  24.05.2007 zgłoś

ja tez probowalam zrobic to kulturalnie..... bylismy ze soba pol roku i bylam zakochana, facet byl bardzo inteligetny..mielismy duzo tematuw ale z czasem zaczelo mi sie nudzic...nie bywalismy nigdzie razem, a bo to za duzo znajomych a to jeszcze cos innego...to nie facet dla mnie, pwenego wieczoru cos w mnie peklo i zdecydowalam ze powiem mu co czuje i ze dalej to nie ma sensu.... gdy tak sie stalo co uslyszalam w odpowiedzi????? -jak to slysze to mam wrazenie,ze wszystko to co mowilas ze kochasz ze tesknisz to wszystko bylo klamstwem- w ogole to bez sensu, to mnie zabolalo..zaczelismy sie klucic, a wcale nie chcialam...

Autor: maszracje  24.05.2007 zgłoś

A jeśli kocha się kobietę, ktora jest z mężczyna dwa lata,ale boi sie przyznac przed samą sobą, że nie jest tak różowo...

Autor: maruszka  24.05.2007 zgłoś

Basia1970 (2007-05-21 17:25:02) Rozstanie dwojga ludzi w kulturalny sposób jest możliwe tylko wtedy gdy oboje są dojrzali i kulturalni. dokładnie, Basiu. ja poważne związki kończyłam 2 razy. Raz, gdy powiedziałam, że odchodzę, facet zwyzywał mnie od najgorszych, potem powiedział, że ten związek i tak nic dla niego nie znaczył(tylko seks), że mnie zdradzał i żebym lepiej zrobiła sobie test na HIV...czyli koszmar. ale on miał takie napady agresji wcześniej(dlatego zdecydowałam się odejść), więc trudno było się spodziewać, że rozstanie przyjmie kulturalnie... 2 raz:facet, wcześniej b. zakochany, w pewnym momencie prawie przestał się ze mną kontaktować(mieszkaliśmy daleko od siebie).tak, jakby chciał odejść,ale nie miał odwagi tego powiedzieć.więc ja,po wielokrotnych próbach podjęcia rozmowy "o co chodzi", powiedziałam "rozstajemy sie". on na to "aha, no to cześć".czyli obyło się bez kłótni,niby kulturalnie,ale ja mam do niego żal, że wciąż nie wiem, dlaczego zerwaliśmy... Eny:skoro on na pomysł separacji zareagował obojętnie, to nie sądzę, żeby pomysł rozstania go aż tak zszokował...

Autor: Ewa  24.05.2007 zgłoś

Zgadzam się i to bardzo z opinią INNEGO(myślących tak jak Ty jest coraz mniej...niestety). Miłość to dawanie,szacunek,dojrzałaość i odpowiedzialność w każdej sytuacji,a nie przypadkowy seks .Człowiek prawdziwie kochajacy nie myśli o sobie,ale o tym "kimś".W kazdej sytuacji pomaga i wspiera i wie że nie jest jedno,ale dwoje.Wiadomo że bywają trudne chwile-ale razem da się je przezyciężyć...pod warukiem że tego chcą obydwoje .Ja do dziś tak myślę mimo,że powinnam zwątpić w te ideały.Pokochałam kogoś kto po latach okazał się egoistą i dla przyjemności. odmiany,ciekawości zniszczył wspaniałą rodzinę.Zabrakło miłości,szacunku i ...wszystkiego co się z tym wiąże. Mimo że tak się stało bardzo się staram abysmy rozstali się kulturalnie. To wielka sztuka znaleźć kogoś kto myśli podobnie jak my,wyznaje te same wartości i komu można zaufać nawet bardziej niż sobie-dlatego pewnie już zostanę sama,nie chcę kolejnych rozczarowań.

Autor: xxx  25.05.2007 zgłoś

oj! widzę,że nie tylko ja mam problem...9 lat trwałam w związku o którym teraz mogę powiedzieć,że był toksyczny.Teraz myślę tylko o jednym:kiedy wnieść sprawę do sądu?Nie nawidzę myśleć nawet o tym a co dopiero zrobić coś w tym kierunku... Nie mieszkamy ze sobą już przeszło rok,łączy nas jedynie nasz syn ...Słowo łączy,chyba nie jest właściwe...

Autor: Anka  12.06.2007 zgłoś

Ja jestem w dziwnej sytuacji...Jestem z moim facetem od 7 miesięcy. On twierdzi że bardzo mnie kocha i że nigdy nie opuści. Poza tym zaplanował już dla NAS wspólną przyszłość...Ale jest jeden problem: Ja wcale nie jestem pewna swych uczuć i coraz częściej myslę o rozstaniu. Wojtek daje mi wszystko co piękne, bardzo się stara aby mnie nie stracić, lecz brakuje między nami tej "chemii" :( W dodatku on jest o rok młodszy (wiem, że to niewiele) i czasami przeszkadza mi to jego dziecinne myslenie :-/ Juz raz z Nim byłam przez miesiąc i zerwalam...Po 3 latach do siebie wróciliśmy przez zupełny przypadek (na imprezie...tak jakoś wyszło-alkohol odegrał dużą rolę!!!) Nie chcę Go ranić, bo wiem jak przeżywał nasze pierwsze rozstanie! Poza tym On jest naprawdę wartościowym chłopakiem, mam wiele zalet...ale nie ma tych których ja oczekuję od faceta:((( I nie wiem jak się rozstać:( Chyba będę czekać na jakiś Jego wybryk-i nie wiem czy się doczekam :( To takie trudne dla mnie... Wiem,że nie jesteśmy sobie przeznaczeni, jednak ciężko zerwać, gdy właściwie nie czuję się aż tak źle z Wojtkiem!

Autor: IWCIA  25.05.2007 zgłoś

No coż -Kulturalne rozstanie,,,jego nie bylo nawet na to stac,,,tchorz? mysle ze tak,,najgorsze to ze wszystkiego ze nie umioem zrozumiec niczego w jego postepowanmiu, czyzby tak mozna umiec grac ?do konca gral zakochanego mowil jaka jestem waznaa zachowaniejego bylo tego prseciwienstwem, Wiem modnwe teraz stalo sie rozstania smsem,tyloze on i tego nie zrobil,wszystko chcial by wskazywalo na to ze ja sie czepiam ze nie ufam ,postepowal tak ostatnimi czasy ze nawet najbardxiej kochajaca osoba nie mogla juz tego zniesc,a pytajac sie coo sievdzieje potrafil powiedziec wszystko ok,to typ psychopsty niszczacy kobiete o wewnatrz,wyslalam wiec smsa zegnaj,i chyba na to czekal ,nie podjal rozmowy nic,,zamknal jakby rozdzial,to podle nie tak mielismy sie rozstac ...obiecalismy to kiedys sobie,czujev zal zal zal ze bylsam taka naiwna,,MADRE TO KTOS TU NAPISAL SLOWA.ROZSTAC SIE Z KLASA OZNACZALO ZE BYLO SIE Z CZLOWIEKIEM Z KLASA,,,NIESTETY MYLILAM SIE

Autor: Inny  25.05.2007 zgłoś

Droga „Pumo”… Każdy pragnie takiej miłości, ale nie wielu w nią wierzy właśnie… a wiara to podstawa, wierzyć w takie ideały musi oboje partnerów, w przeciwnym wypadku raczej skończy się rozczarowaniem niestety. Niby tak proste, a jednak… dzisiejszy świat, materializm, zanik podstawowych wartości, szacunku do samych siebie, nie wspominając już o szacunku dla innych… to wszystko znajduje odbicie w relacjach międzyludzkich. Nie jesteś „trendy” – jesteś zły. Wiele osób pod presją otoczenia postępuje wbrew swoim zasadom, dopasowuje do większości, żeby nie zostać odrzuconym. Najmłodsze pokolenia żyją już od najmłodszych lat w takich realiach. Świat pędzi ku swojemu końcowi, nie tylko duchowemu, ludzie w swojej zachłanności potrafili zniszczyć nawet klimat planety. Nie zmienimy nic, nie spłynie też na ludzi nagłe olśnienie, ale szukać ideałów swoich zawsze warto, TRZEBA. Jeśli zwątpisz, poddasz się, zostaniesz jedną z wielu. Myślisz ze uda Ci się uciec od uczucia niespełnienia kiedyś? Warto posłuchać serca, wierzyć, nawet jeśli nie zawsze się uda, będziesz mieć świadomość że próbowałaś, żyłaś według swoich zasad. To moje zdanie. Pozdrawiam :) Pani „Burzo”… Skoro Twoja miłość się skończyła, to niestety nie jest to taka miłość o jakiej marzę :) Wiem że taka miłość jest możliwa tylko wtedy, jeśli trafi się na kogoś kto identycznie widzi świat, odczuwa, wyznaje takie same wartości. Nie wystarczy tylko brać, trzeba też umieć dawać – siebie. Kompromis to podstawa, nie wolno narzucać swojego zdania, decyzje trzeba podejmować wspólnie. Ale przecież to wszystko zależy od Nas, życie toczy się do przodu, świat się zmienia, zmieniamy się i my, mimowolnie. Pojawiają się różnice, ale jeśli oboje partnerów robi wszystko dla swojego uczucia, nie ma szans że to ich rozdzieli, wręcz przeciwnie, każda kolejna przeszkoda jaką pokonają wspólnie tylko ich wzmocni. Ale muszą OBOJE żyć tylko dla siebie, rozumieć co to znaczy miłość. I to jest jak najbardziej możliwe! Znam takich ludzi, spędzili z sobą całe życie, takiego szacunku i miłości jaki widać w ich oczach nie można nawet opisać słowami. To absolutne zrozumienie bez słów, więź tak wyczuwalna że aż namacalna niemal. Patrząc na nich z boku, odnosi się wrażenie że są odizolowani od całego świata niewidzialną barierą, ich cały świat to ONI. Takiej miłości pragnę i takiej będę szukał, a kiedy ją znajdę zatracę się w niech na zawsze. Inaczej nie chcę i nie potrafiłbym. Pozdrawiam. Cayoca… Bo słowa potrafią bardzo ranić, i to tak, że rany po nich nie przestaną boleć. Czasami rzucone opatrznie słowo zada wielki ból (skąd ja to znam?). Dlatego trzeba znać wagę słów. A co do złamania własnych zasad.. każdy popełnia błędy :) Mądry wyciągnie z nich wnioski i nigdy ich nie powieli, więc zrób tak i Ty. Zaufanie… dopóki nie zabliźnią się stare rany, będzie trudno… życzę Ci by to się stało jak najszybciej :)

Autor: zielonooka  15.06.2007 zgłoś

droga zagubiona ydaje mi sie ze twoj maz nie chce wracac do ciebie powinnas to uciac i skonczyc wiem ze latwiej powiedziec niz zrobic ale lepiej byc sama tak naprawde przeciez on ci nic nie proponuje ,rozstan sie tak i zacznij cos od nowa tylko dla siebie pozdrawiam mocno

Autor: Inny  25.05.2007 zgłoś

Pani „Słomko”… Ja nie czuję się wyalienowany. Czuję się inny, wiem że mam inne zasady, inne wartości ale nie czuję się broń Boże gorszy. Wiem że nie jest łatwo wytrwać na takim „kursie”. Może mi o tyle łatwiej że zawsze miałem silną wolę. Zgadzam się w pełni… każdy chciałby być kochany, ale nie wie że kochać trzeba umieć. No ale o tym już się napisałem dużo :) Pozdrawiam :) Pani „Choco”… :) Miłe bardzo to co piszesz, dziękuję pięknie :):) Ale… ja nie czuję się cudowny :) Jestem całkiem normalny, tylko że słucham serca, wsłuchuję w siebie i żyję w zgodzie ze swoimi zasadami :) A co do równie „cudownych” kumpli… niestety ;) Chociaż intryguje mnie możliwość „dogadania się” ;) Pozdrawiam serdecznie :)

Autor: Inny  25.05.2007 zgłoś

Pani „Słomko”… Ja nie czuję się wyalienowany. Czuję się inny, wiem że mam inne zasady, inne wartości ale nie czuję się broń Boże gorszy. Wiem że nie jest łatwo wytrwać na takim „kursie”. Może mi o tyle łatwiej że zawsze miałem silną wolę. Zgadzam się w pełni… każdy chciałby być kochany, ale nie wie że kochać trzeba umieć. No ale o tym już się napisałem dużo :) Pozdrawiam :) Pani „Choco”… :) Miłe bardzo to co piszesz, dziękuję pięknie :):) Ale… ja nie czuję się cudowny :) Jestem całkiem normalny, tylko że słucham serca, wsłuchuję w siebie i żyję w zgodzie ze swoimi zasadami :) A co do równie „cudownych” kumpli… niestety ;) Chociaż intryguje mnie możliwość „dogadania się” ;) Pozdrawiam serdecznie :)

Autor: Smerfna Smerfetka  02.06.2007 zgłoś

Do Inny Muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się Twoja definicja miłości. Moja definicja jest bardzo podobna, więc chyba nie jesteś taki inny, albo oboje jesteśmy inni. Zawsze wydawało mi się, że to płeć piękna jest wrażliwa i uduchowiona, ale ostatnio coraz częściej przekonuję się, że to faceci mają ciekawe i bogate wnętrza, które warto zgłębiać... Ja też jestem niepoprawną romantyczką i wielką idealistką, ale trzeba mieć ideały i dążyć do doskonałości, bo tylko wtedy życie jest piękne!!! Ja już znalazłam Swoje Szczęście, a Tobie i innym też tego życzę! Pozdrawiam wszystkich i oby rozstań było jak najmniej!

Autor: Anna  02.06.2007 zgłoś

Siedze przed monitorem i juz od godziny czytam wasze opinie..... Ja rowniez uwazam ze mozna rozstac sie kulturalnie tylko wtedy gdy dwoje ludzi jest kulturalnych i gdy przez cala znajomosc się szanowali...tam gdzie przyczyna byla zdrada, manipulacja i poniewieranie, tam jedynie mozna kulturalnie powiedziec dowidzenia... Ze wzruszeniem i wspolczuciem czytam historie juz dojrzalych pan, ktore po latach małzenstwa zostale porzucone dla "nowszego modelu"- znam niestety w prawdzie nie z własnego ale osób mi bliskich przykładu taką sytuację. To dopiero wymaga heroizmu...podziwiam, zachowanie dobrych relacji z byłym po takich przejsciach to cięzka praca...Tez jestem zdania ze nie ma co drzeć kotów bo można sobie zdrowie tym popsuć .Poddawać też się tak łatwo nie warto- nie należy iść na łatwiznę i godzić się na rozwód bez orzekania o winie, kiedy jedna strona przynajmnie w stopniu dużo większym zawiniła.....żeby po tym nie mieć poczucia jak to któraś z pań nazwała , "że się coć facetowi ułatwiło"i żeby z winnego nie robić ofiary.Dziękuję za te historie....Sama jestem osobą dosyć młodą- 25 lat, obecnie singlem, rozstalam się kulturalnie, kocham go nadal...Duzo mnie kosztowało żeby pogodzić się z sytuacją że mnie zostawił.Pozostaje mi wierzyć że jeszcze będę szczęśliwa... P.S Kobiet typu "Czarnulka" wcale nie rozumiem: ja bym nie chciała być z facetem który mając własną rodzinę okłamuje żonę i robi z niej potwora.Nawet jeśli żona naprawdę jest potworem to powinien coś z tym zrobić albo iść z nią na terapię małżeńską albo chociaż separacja jeśli nie chce rozwodu "w imię t.z.w dobra rodziny".Kochanka to pójście na łatwiznę i tym sposobem to już wszystkich można poranić... To nie jest miłość!!!!!!!

Autor: Kasia  02.06.2007 zgłoś

Kulturalnie?? Jak najbardziej TAK :) mój ex partner i ja spędziliśmy wspólnie 3 piękne lata, ale się skończyło, tak to już bywa. Rozstaliśmy się po wspólnym dojściu do takiego wniosku. Nadal łączą nas wspólni przyjaciele i... łóżko. Tak, widujemy się od czasu do czasu, a z racji tego iż nie mamy nowych partnerów wykorzystujemy to, co nas kiedyś łączyło. Rozmawiamy też o ludziach, którzy nam się podobają, bawet ostatnio mój ex pomagał mi poderwać jednego faceta ode mnie z pracy ;) Ciekawe to wszystko, bo teraz jest nam lepiej niż kiedy byliśmy w związku :) I jak tu się nie rozstawać kiedy pozostają wspaniałe wspomnienia i dobry sex?! Nie bójcie się tego, bo po co się męczyć ;) Pozdrawiam serdecznie :)

Autor:  25.05.2007 zgłoś

do MAJORKA: topić to ty możesz smutki w butelce wódki, a mostów się za sobą NIE PALI!Widzę, że z frazeologią jesteś na bakier!Trza się uczyć było, ale na naukę w sumie nigdy nie jest za późno!!!!!!

Autor: Jolanta  25.05.2007 zgłoś

Miła pani Paulo. Pani wypowiedź wzruszyła mnie do łez. Dzięki Pani jednak zrozumiałam, że inne osoby też tak czują, ciągle się obwiniałam, że jestem "krwiożercza", że to nie godne tak myśleć. Teraz wiem, że to normalne. Przez poprzednie lata wmawiano mi, że jestem złośliwa, zła, że chory mam umysł i nadal we mnie to jest, ja ciągle jestem pod władaniem byłego męża, teraz to sobie z przerażeniem uświadomiłam !! Ja mam nadal poczucie winy, że byłam nie taka jaką powinna być żona.Nie jestem zagubioną, bezradną istotką,jestem operatywna, zaradna a przez wiele lat dałam się tłamsić przez apodyktycznego faceta,co w nas niektórych kobietach jest. Pani jest młodziutką dziewczyną, całe życie przed Panią, jestem pewna,że zapomni Pani o tych strasznych przejściach w ramionach cudownego mężczyzny, bo ja mimo wszystka mam nadzieję, że tacy są.

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  30.05.2007 zgłoś

Witam, Do " wykształciuch " Dziękuję za wypowiedź, ba recenzję! Twoja retoryka niemniej mnie niepokoi...może odpowiedź należałoby szukać w Twoim nicku " wykształciuch ", bo rzeczywiście Twój styl przypomina osobę, która posiada absolutną wiedzę czego wynikiem jest przyznawanie innym forumowiczom dobrą lub złą ocenę. Szanuję jednak Twoje krytyki i dziękuję Ci za nie; zawsze uważałem i nadal uważam, iż dialog wzbogaca, dialog a nie monolog :) Możliwy, że wyruszyłem / tak jak piszesz / z portu " teoria " do portu " praktyka "...możliwy, iż moje poprzednie komentarzy zabrzmiały w Twoim umyśle jak teoria...zastanawiam się czym się kierowałeś, żeby tak mnie oceniać? Czyzbyśmy sie znali? Obawiam się, że nie, bo gdyby tak było, to wiedziałbyś, że za tymi moimi słowami idzie całe moje życie...modus vivendi et operandi. Nie ma we mnie takiej potrzeby, abym musiał bronić swoje przekonania w oparciu o dowody z " doświadczenia " z życia / jak piszesz do koleżanki Izy /...nie bronię się tylko słowami bez pokrycia w praktyce ;) Jak zmienić ten świat na lepszy? Powtarzam...zacznijmy od siebie samych i wokół siebie. Nie dostrzegam tu żadnej pułapki!!! Sam zresztą się zgadzasz z tym...każdy odpowiada za stan własnego ogródka ( ładnie to ująłeś )! Polecam jedynie, żebyśmy postrzegali to płótno w swoim oku zamiast źdźbła w oku sąsiada...to miałem na myśli pisząc tak. Do " miriam " Masz rację! Teoria teorią, a praktyka potrafi zweryfikować ( a czasami obalić ) teorię...bo tu działa prawdziwy JA ze swoimi emocjami, w konkretnej sytuacji. Mówimy " kocham Cię "...teoretycznie to prawda, a praktycznie? Nie wiadomo i sie nie dowiemy póki nie dojdzie do nieszczęścia, kryzysu, konfliktu, próby itp. Tak naprawdę to w trudnych chwilach poznajemy wielkość lub małość człowieka, partnera / partnerki...męża / żony...ojca / matki! Moje motto życiowe brzmi: Szacunek do siebie i innych...mam swoje wady, popełniam błędy, ale dążam do tego celu, żeby przejść przez to życie z podniesioną głową, żeby nasz Synek nie wstydził się za czyny i słowa swego ojca. Polecam Ci ( jeśli mogę ) książkę Jamesa Dobsona " Miłość potrzebuje stanowczości ". Pozdrawiam... Dzięki Ci " Fifi " za ciepłe słowa ;)

Autor: wykształciuch  30.05.2007 zgłoś

do "Paul" nie mam monopolu na wiedzę. staram się tylko jasno i precyzyjnie wyrażać własną opinię, do której mam prawo. mam również prawo, podobnie jak i każdy obecny na tym forum, oceniać postawy i poglądy innych, o ile moja ocena nie narusza praw Autorów. moim zdaniem, na tym forum nie naruszyłem godności żadnego Autora opinii. wydźwięk moich wypowiedzi może nie być "przyjazny", ale moim zdaniem najważniejsza jest treść. napisałeś "nie ma we mnie takiej potrzeby, abym musiał bronic swoje przekonania...". oznacza to, że można przyjść do Twojego "ogródka", wyciąć parę drzew, a Ty nie będziesz widział potrzeby reakcji. otóż, trzeba bronić swoich poglądów, jeżeli jest się przekonanym co do ich słuszności. na koniec chciałbym się pożegnać ze wszystkimi Autorami opinii na tym forum. część podziela moje poglądy, część była przeciwna. za wszystkie wypowiedzi dziękuję, za wyjątkiem wypowiedzi Autora "Patryk". życzę wszystkim powodzenia w życiu, Tobie "Patryk" również. i pamiętajcie, nie słowa lecz czyny świadczą o człowieku.

Autor: kira  04.06.2007 zgłoś

Do' marlena' pocałunek z innym to jeszcze nic takiego!!!na jakim ty świecie żyjesz??nie ma miłości jednej i na wieki,to nie baśń!!tylko życie .A tu wchodzą w gre emocje!I tego żaden człowiek nie jest w stanie kontrolowć.Przykre,no ale cóż ,zdarza się,smutne ale najczęściej realne.Dziewczyno!!to nie bajka!! a jeden pocałunek I tak nie niszczy prawdziwej(jesli takowa istneje) miłości.Cóż jestesmy tylko ludzmi,nie istotami prfect.I to nie ma nic do szmatek!!! Prawdziwej miłości nic nie zniszczy:)byle tylko było jej jak najwięcej Ja kocham I całuje,to jest real.Smutny ale real

Autor: Marlena  04.06.2007 zgłoś

do ,,zaplakana'' Aha... pocalunek z innym mezczyzna... a gdzie mialas mozg gdy do tego doszlo ? a teraz zaplakana ??? nie wiem kiedy ten pocalunek sie wydarzyl a kiedy zaczely sie te wasze problemy, ale moze on wie o innych tego pocalunkach z innymi ? albo poprostu wyobraznia skatowala mu mozg i najnormalniej w swiecie tobie juz nie ufa i moze nawet na Ciebie patrzec nie moze, i ma nadzieje ze takim lekcewazeniem sama odejdziesz ? ludzie zdradzaja sie nawzajem, nie umieja poskromic zwierzecych instynktow, a gdy nagle cos zaczyna sie walic to dopiero ludzkie odczucia przychodza. Tragiczne czy zalosne ? to jest topic dla ludzi ktorzy chca sie rozstac kulturalnie, gdy juz sie nie uklada, a nie dla szmatek !!!

Autor: kira  04.06.2007 zgłoś

"do smutna & eva" Rozumiem was,mam ten sam problem.Mam 23 lata ,od 6 lat jestem w związku.Od roku zastanawiam się czy to przyzwyczjenie czy miłość?Niby kocham,ale czy to wystarczy.mam wrażenie ze kochać mogę tez więcej,nawet nie tyle mam wrażenie co wiem:) Zaprzyjażniłam się,I zaczynam dostrzegać ze ta przyjażń daje mi więcej satysfakcji niż mój partner.Ale tak bardzo boje się go zranić,myśle ze nadal jest to miłość,może troche pokręcona ale miłość.Choc tak wiele mam watpliwości,czas pokaze.Ale narazie to chyba go zdradzam,I to jest potworne,ale nie umiem inaczej.Ktoś kto nie doznał takiej miłości do dwóch osób i tak nie wie o czym mówie,nistety,a może i stety,bo najgorszemu wrogowi nie życze takich dylematów.I nie umiem się rozstać,kulturalnie czy też nie - nie umiem. Nie mamy dzieci- to ten plus,jak coś to ranimy tylko siebie. A tajemnice są straszne do ukrycia bo mieszkamy razem.nie wiem co to będzie ,narazie jestem Ta niedobra.Pozdrawiam wszystkich z dylematami,I bez

Autor: Maciej Długosz  01.06.2007 zgłoś

Nie powtrzymam sie od komentarza dla przestępcy - Gościu!!! Wreszcie sie znalazłeś na FORUM!!! Fachowo ująłeś temat!!!! Zaginanie facetów przez kobiety to ... niemiłe ale jednocześnie skłaniające do zastanowienia "o co tu chodzi", "czy tu faktycznie chodzi o miłość czy raczej o ukrytą domiancję" (pod przykrywką miłości)? Miałem takie oto doświadczenie (proszę przeczytać z wyobraźnią i zauważyć sens) : byłem pod zwierzchnictwem kierownika, który wykazywał bardzo dużo kobiecych cech (miłość, cierpliwość, łagodność, pytania w stylu: "co sie stało" albo "dlaczego", chęć zrozumienia mnie, gdy nie udało mi się spełniać jego oczekiwań). Wszystko było pięknie i ładnie dopóki nie zauważyłem jak on w głębi podchodzi do tematu: to wszystko to był (i jest) tylko parawan - abym interes lepiej się kręcił i abym odurzony i zachłyśnięty nie wątpił w polecenia. Spróbujcie się sprzeciwić a zobaczycie ile jest tej miłości i od czego ona zależy. Kobiety to przełożone sterujące swymi mężczyznami (podwładnymi) - a gdy coś nie wychodzi to znaczy, że facet albo nie dał się nabrać (plus dla faceta) albo był większym kombinatorem (minus dla faceta). Medal ma dwie strony. Pokazujmy zatem obydwie. Acha - jest coś takiego jak kulturalne rozstanie przez wycofanie? Moim zdaniem tak. Pamiętajcie: zacznijcie dobrze to dobrze skończycie.

Autor: edyta  30.05.2007 zgłoś

Witam:) myslałam, że można rozejśc sie kulturalnie, ale niestety myliłam się. Mój były chłopak obiecał mi, że bedziemy utrzymywać kontakt ale niestety gdy teraz spotkamy sie przez przypadek to mnie nie zauważa:(

Autor: smutna....  03.06.2007 zgłoś

Czytam wasze opinie...łzy mi płyną...Widzę że nie jestem sama...Jestem 7 lat w związku...to juz chyba przyzwyczajenie...nie czuje tego co na początku...unikam jakichkolwiek zbliżeń..leze patrze w sufit i zastanwiam się co ja tutaj robie:( 2 lata zaprzyjaźniłam się z kolega ze studiów...sytuacja trwa do dziś mimo że on wyjechał...mam wrażenie ze to jest to...to czego zawsze oczekiwałam od życia...echhh a ja nie potrafię odejśc od swojego chłopaka, chyba jestem matką Teresą...wiem że to tylko jeden krok a tak cierpie...oboje cierpimy bo strasznie go ranie i nie potrafię dać mu szczęścia na jakie zasługuje:( Juz nie wiem co mam robić..czasami myslę ze może jeszcze uda się to uratowć..ale kiedy sie spotymay opadam z sił bo nie czuję się szczęsliwa...i chyba nie potrafię się przekonać...Wiem to przecież tylko jedna rozmowa która może wyjaśnić wzystko i wszystko zakończyć...ale ja się już tak starsznie motam w tym wszystkim, czuję bezradnośc bo mam wrażenie że jakąkolwiek decyzje bym nie podjęła będę załować...wiem ze kto nie ryzykuje ten nie żyje, lecz to tylko słowa..pozostają jeszcze uczucia...których nie powinno sie lekceważyc...;((((

Autor: Mała Mi :)  30.05.2007 zgłoś

Za poźno zorientowałam się w temacie :( Postów jest mnóstwo, bardzo interesujących. Chciałabym wszystkie przeczytać naraz, ale nie dam rady... Szkoda, dobrnęłam do połowy wątku i aż mnie palce świerzbią, żeby się wypowiedzieć. Jestem osobą młodą, niedoświadczoną, z tak zwanym mlekiem pod nosem. Najbardziej zaintrygowała mnie wypowiedź Innego, jego dyskusja z Wykształciuchem i riposty innych czytelników w tym "podtemacie", jaki się stworzył :D Hmmmm... Zacznijmy od tego, że niemalże trzy tygodnie temu rozstałam się z chłopakiem. To on odszedł, podejmując decyzję nagle, niespodziewanie. Na pytanie "Dlaczego?" (a baaardzo dociekliwa jestem, zasypywałam go potem gradem pytań, na które czasami po prostu nie umiał odpowiedzieć) usłyszałam "Bo zrozumiałem, że to nie jest to..." To było kulturalne rozstanie, łzy polały się z obu stron, chociaż cierpienie zostało po mojej stronie. Nadal noszę go w moim sercu, ale nie pragnę go przy sobie zatrzymać na siłę. Chcę być jego przyjaciółką, bo wiem, że tym byłam zawsze, nawet zanim zostałam kochanką... Czym ta historia powiązana jest ze słowami, filozofiami i teoriami Innego??? Otóż mój eks (hmmm..... serce kłuje gdy piszę ten przedrostek...) chopak był takim ucieleśnieniem Innego. Idealista, szukający doskonałości, czegoś ponadczasowego, wznoszącego się nad szarą rzeczywiśtością. A ponieważ ja też należę do tych naiwnych marzycielów, niczym magnes do niego przylgnęłam i do jego pięknych teorii. Nasz związek był gorący, zmysłowy, metafizyczny... Łączył nas nie tylko seks, ale wspólne zainteresowania, poglądy na rzeczywistość, a nawet skrywane na dnie serca od lat marzenia. Idealny związek, prawda??? Cóż, nie dla mojego ksiecia. Odszedł, bo ma jednak inne ideały... Dobija go jego niedoskonałość.... A miało być tak cudownie.... Chciałam napisać, że zajebiście jest wybijać się nad przeciętność, nie gonić za wartościami, jakie cechują naszą współczesność, ale trzeba też wiedzieć, czego tak naprawdę się chce.... Nie wolno budować zamków z piasku, bo rzeczywistość brutalnie je zdepcze.... I trzeba zdać sobie sprawę, że ideały nie istnieją!!! Po to się tak nazywają, żeby być nieosiągalne... To taka moja skromna opinia..... A miłość???? Ona nie przychodzi z dnia na dzień. To nie jest gorączka pierwszych miesięcy związku, gdy hormony w nas szaleją i każdy poranek w ramionach ukochanej osoby mógłby być końcem świata...Miłości się uczymy, dojrzewamy do niej, dostrzegamy ją w brudnych skarpetkach rozrzuconych po pokoju, w dodatkowych kilogramach, w czułych gestach, porozumieniu bez słów, w tęsknocie, nawet w małych, delikatnych złośliwościach.... Właśnie tak chcę... I byłam gotowa to odkryć, z każdym dniem podchodziłam do tego coraz bliżej... Teraz zostałam sama... z ideałami w sercu. Ale już ich nie szukam. I zazdroszczę ludziom, którzy do spraw uczuciowych podchodzą bardziej "normalnie"... A Jemu życzę, żeby kiedyś odnalazł szczęście.... Jemu też jest ciężko, bo znowu zabrnął w śłepą uliczkę. Paradoks

Autor: helena  01.06.2007 zgłoś

Witam.Przeczytałam wszystkie opinie...Miało pomóc-jak sugerowała autorka artykułu- nie pomogło...Uważam, że każde rozstanie-to kulturalne( bez względu na to, co ono znaczy) lub to mniej kulturalne-tak samo mocno bolą...Każde rozstanie to porażka-jeśli nie dla dwóch stron, to dla jednej na pewno...a jeśli są dzieci-to już trzy strony cierpią...Wiem to z własnego doświadczenia...Rozstałam się z mężem dwa lata temu, a jeszcze ciągle nie mogę się "pozbierać"-to jeszcze tak bardzo boli...czas wcale nie leczy ran...Pozdrawiam wszystkich ... Dobrej nocy...

Autor: kropka  13.06.2007 zgłoś

Jeżeli było się w związku 30 lat.I jest się kobietą po 50-ce,a mąż "znalazł" młodszą o kilkanaście lat,twierdząc,że ja nie pasuje do niego bo jestem za stara.CZY TO NIE BOLI??? To spadło na mnie jak -grom z jasnego nieba_.Nie mogę wymazać 30 lat życia, i to bardzo boli i czuje się jak niepotrzebny pies,który wiernie służył swojemu panu,a potem został w odległe miejsce od zamieszkania wywieziony samochodem i wyrzucony z pędzącego auta.!!!! I tak sobie myślę , nie chce Żyć!!!!

Autor: Ja  26.05.2007 zgłoś

pewnie że można...byłam z chłopakiem 4 lata... kochaliśmy planowaliśmy ślub...niestety nie wyszło...pewnego dnia zobaczyłam go w towarzystwie jakim nigdy nie chciałam zobaczyć...porozmawialiśmy doszliśmy do wspólnego wniosku że nie ma sensu sie oszukiwac...minęły 3 lata...on jest już zonaty ma dziecko a ja nawet zostałam chrzestna..i do dziś dnia jesteśmy przyjaciołmi...grunt to spokojna rozmowa...a nie wypominanie sobie wszystkiego

Autor: naiwna  04.06.2007 zgłoś

Witam wszystkich. Mialam niegdys chlopaka. Poznalam go przez przypadek. Byl z patologicznej rodziny, ale pokochalam go ( a raczej tak mi sie wydawalo bo byl to moj pierwszy powazny zwiazek). Wszystko mialo byc piekne i cudowne. Jednak dowiedzialam sie ze ma on na swoim sumieniu niemala liczbe kradziezy, wlaman, wiezienia itp. Jednak nie poddawalam sie i walczylam o niego. Myslalam ze go zresocjalizuje. wszyscy mi mowili zebym dala sobie spokoj bo nie jest to chlopak dla mnie. Ale ja chcialam byc madrzejsza...i dostalam za swoje. Okazalo sie bowiem, ze moj ukochany niezle walil mnie po rogach...zerwalam z nim, chcialam to zrobic kulturalnie, bez awantur. Jednak nie dalo sie. 4 razy musialam zmieniac numer telefonu. Dostawalam listy z pogroszkami i wyzwiskami, przyjezdzala do mnie policja, poniewaz znowu cos tam zrobil...mialam dosyc wszystkiego. Dziewczyny, uwazajcie kogo przyprowadzacie pod swoj dach. I nie wierzcie ze tacy ludzie jak moj ex kiedys sie zmienia. Ja miloscia i wlasna naiwnoscia probowalam cos dzialac. Prosilam, blagalam, bo zalezalo mi na tym czlowieku. Na marne. Dzis mija 2 lata odkad z nim nie jestem. Ciesze sie zyciem, jednak kawalek kolca, jaki wbil sie w moje serce, pozostal do dnia dzisiejszego.

Autor:  01.09.2007 zgłoś

pomyślci przez chwile każdy facet jest fantastyczny ale jak trzeba z nim mieszkac gotowac sprzątać płacić rachunki tzn zaczynamy naprawde życ to nie hollwood to poprostu normalne życie no zawsze można zostac prostytutką to co noc coś nowego i zawsze opłacalne☺

Autor: justynaambros  26.05.2007 zgłoś

Myślę, że to jest absolutnie niemożliwe jeśli ddarzyliśmy jakąś osobę prawdziwym uczuciem.Na pewno pozostanieżal i pretensje, do drugiej osoby....

Autor: Fuf  04.06.2007 zgłoś

owszem da się rozstać bez emocji, wyzwisk itp pod warunkiem że się już nie kocha tej drugiej osoby. Natomiast jeśli dochodzi do tego jeszcze zdrada to po prostu jest to nieuniknione.. niestety to jest działanie nad którym nawet się nie zastanawiamy, boli nas żenas oszukiwano, że byliśmy tylko zabawką. Tego sie nie da zapomnieć i dlatego wyrażamy to tak a nie inaczej.Wiem co sama ostatnio przechodzę i naprawdę stwierdzam że faceci nie potrafią kochać, tzn potrafią jeśli my ściągnięmy spodnie;/ Pzdr dla wszystkich czytających

Autor: jestem sam  07.06.2007 zgłoś

do VIKIIII. JESTEM WŁASNIE W TAKIEJ SYTUACJI. KOBIETA ,ŻONA stwirdziła że to nie yen (ja)facet. nie pozwala mi od siebie odejśc , rozmawiać ,przebywać. czuje sie źle w tym związku. dzieci mnie przez ni.a nie lubią . jestem zdecydowany na radykalne zmiany.

Autor: megi  26.05.2007 zgłoś

Do 'Ja'.. Podziwiam za taka postawe.. Niestety nie wszyscy potrafia 'pogodzic sie z sytuacja'.. Byc moze kulturalne rozstanie jest mozliwe ale to zalezy od osoby... Ja z doswiadczenia wiem, ze nie do konca potrafię posiąść tą umiejętność, gdy kogoś kochamy, ciężko się z tą osobą przyjaźnić.. Oczywiscie, gdy osoby już nic do siebie nie czują, conajwyżej sentyment związany z przeszłością, przyjaźń(?) jest jak najbardziej możliwa.. Postawiłam znak zapytania gdyż osobiście nie do końca wierzę w czysto damsko-męską PRZYJAŹŃ, ale to już rozmowa na inny temat. Myślę, że gdy jedna osoba z związku nadal kocha, ciężko jest się 'pogodzić' i bez emocji odpuścić, gdyż staramy się walczyć jeszcze przez chwilę, jeśli jest nadzieja. Jeśli jedna osoba nadal coś czuje a nie ma już nadziei na związek.. chyba najkorzystniejsze jest właśnie 'cięcie' o którym pisała jedna z autorek postów wyżej. Przynajjmniej dla osoby, która kocha nadal. A do 'wykształciucha'. Tak, słowa o których piszę to NIE jest czysto wyidealizowana teoria, lecz teoria podparta (stety czy niestety?) własnymi doświadczeniami i odczuciami. Tak jak Inny, nie chciałam Cię urazić, pisze jedynie swoje zdanie, a jeśli moj pogląd na 'związki' wydaje Ci się zbyt 'wyidealizowany' to trudno, niektórych złe doświadczenia wypalają i sprawiają, że Twoje idealy dosięgają bruku, a niektórych wzmacniają. 'Co mnie nie zabije to mnie wzmocni' -proste acz jak prawdziwe, hm? Pozdrawiam.

Autor: normalny  26.05.2007 zgłoś

Wszyscy jesteście nienormalni.

Autor: anka  26.05.2007 zgłoś

a ja właśnie przed godziną sms-a od mojego faceta, że to koniec.Byliśmy razem trzy lata.Bez tłumaczeń, kłótni po prostu sucha wiadomość. Ludzie naprawdę potrafią nas zaskoczyć

Autor: megi  26.05.2007 zgłoś

'Anka' tak poprostu? Heh nie mieści mi się to w głowie, ale spójrz na to z drugiej strony- jego 'gest' świadczy o tym jakim jest człowiekiem- tchórzem, jeśli nie potrafił powiedzieć tego prosto w oczy a co więcej nie uszanował uczuć, które (jak mógł się domyślić) wywołał Twoim smsem..

Autor: ryba  04.06.2007 zgłoś

Ale kulturalnie to znaczy jak? Bez emocji? To się nie da i chyba nie ma osoby, która uważa inaczej. Rozstanie oznacza stratę, a tego nie da się przeżyć bez emocji. Ja się rozwiodlam, można powiedzieć, kulturalnie, ale jakim kosztem? Teraz tego żałuję. Uważam, że lepiej bylo wykrzyczeć wszystko, pozbyć się tego żauy, rozładować tłumione uczucia. Ale nie, jesteśmy kulturalnymi, wykształconymi ludźmi. Udajemy. Gramy nieczułych, zimnych, obojętnych. Rozwód? Co mi tam. A w środku wszystko krzyczy aż rozsadza wnetrzności. A potem choroba jedna, druga. Szpital. I na co mi była ta kultura przy rozstaniu? Teraz i tak to wszystko nie ma znaczenia.

Autor: Agata  26.05.2007 zgłoś

Hej. Chciałam sie podpisac pod jedneym komentarzem, w którym stwierdza sie zeby nie zwracac uwagi na dzieci, tylko poprostu sie rozwiesc... Ja wiem z autopsji ze zycie z rodzicami ktorzy sie nienawidza jest koszmarem. Ciągle klotnie i wyzwiska, zero spokoju... A na dodatek teraz sama mam powazny problem, czy bede umiała stworzyc prawdziwy zwiazekz meżczyzna? Bo przeciez nawet nie wiem jak taki zwiazek mialby wygladac, skoro nawet nie mam przyklady... Dlatego jeśli macie dzieci nie zastanawiajcie sie ani chwili dluzej!!!!!! Nie robcie im krzywdy!!!!!!!!!!!!!!

Autor: primka  26.05.2007 zgłoś

To śmieszne... Od mojego chłopaka słowo "kocham" słyszę, jak to sie mówi, od święta... Ja go kocham mimo wszystko. Bardzo. Jednak to ja zastanawiam sie nad rozstaniem i szczerze - nie wiem dlaczego? Myślę, że powodem nie są same stosunki między nami, ale jego nadopiekuńcza mama - boje się, ze w przyszłości będzie sie wtrącała w NASZE życie tak jak teraz wtrąca sie w jego życie... POWIEDZCIE CO ZROBIć? CO ZROBIć?

Autor:  01.06.2007 zgłoś

Rozstać sie można kulturalnie, jeżeli wypaliły się uczucia z dwu stron i nikogo się przy tym nie skrzywdziło. Jestem mężatka od 25 lat. Wiele w tym związku przeszłam i wiele dla niego poświeciłam: studia, jakąś swobodę życia-mąż był chorobliwie zazdrosny i używał przemocy, lubiał dobre rzeczy, a mnie wyrzucał, że tracę pieniądze, w dodatku wymagający i leniwy.Czesto pedanteria przejawiała się na zewnątrz, a wewnątrz mogły rosnać sterty brudu. Wiedziałm jak ciężko mu pracować, starałam sie go odciążać, co pewnie robię do dziś.Stracił pracę. nie chciałąm, żeby pracował fizycznie, bo go znałąm. Pod moją nmową podjął studia. Dostał pracę w kombinacie, na umysłowym stanowisku. Przestałąm być dla niego atrakcyjną. "Zaprzyjaźnił" sie bliżej z młodą i pusta dziewczyna i trwał romans. Spotkania, telefony, wyjazdy, naiwne kłamstwa. Trwało to 4 lata. Winą oczywiście obarczył mnie. Huśtawka złudzeń i zmiennych emocji trwałą zbyt długo. wpierw chciał odchodzić, ja szalałam. przeżyłąm wiele, ale ko kochałam żyjąc w iluzji, że to kiedyś minie, Człowiek, który mianował sie prawie świętym, przysiegał na boga i łgał jak z nut. Dziś trafiłam za drzwi psychiatry i grupy psychologów. On nie musi, wiec nie podjął terapii. Tam, uzmysłowiono mi, że jest chory psychicznie. jesteśmy nadal razem. Podjęliśmy taka decyzje, nie wiem czy do końca. Ta dziewucha wciaż z nim pracuje i mu sie narzuca. Nie znam prawdy i straciłąm zaufanie i żywię nienawiść do tej, nazwę rzecz po imieniu-dziwki.Rzucane na nią przekleństwa, są treścią mojego życia z czym nie mogę sobie poradzić. Ponadto mój mąż w domu - tyran, w pracy-zamienia sie w casanowę. Gdyby doszło do rozstania, czy uważacie,że po tym co napisałam moglibyśmy się rozstać bez emocji i kulturalnie. Wiem, że mąż chyba mnie nie nawidzi, poznał inną, ale ja nie straciłam uczuć. Mocno mnie zranił i skrzywdził. Nie płaczą Ci którzy przestają kochać, ale Ci których my kochać przestajemy. A jeśli ktoś z was musi zakończyć związek, bo tak chce, bo ktoś inny zawładnął uczuciami, niech to zrobi jak najszybciej, już, teraz i nie ciągnie, bo to tak bardzo niszczy i wypala wnętrze tej drugiej strony. Spróbujcie zawsze znaleźć sie w jej sytuacji, gdyby to was zdradzono. Odejdźcie, nie zbudujecie i tak włąsnego szczęścia, bo trudno je zbudować na cudzej krzywdzie, ale nie dawajcie złudnych nadziei. potem zostaje sie czsami dalej razem, ale nic nie da sie już skleić. Nic nie będzie już takie samo. A może ktoś ma podobną sytuację?

Autor: smutna  26.05.2007 zgłoś

heh tak czytam o tym wszystkim i dochodze do wniosku, ze ludzie nie potrafia sie godnie rozstac... ja jestem w nieco innej sytuacji... obecnie jestem w 8 miesiacu ciazy i nie rozumiem swojego partnera... raz zachowuje sie jak male nieodpowiedzialne dziecko... wypomina jakies rzeczy, sprawia bol mowiac ze nie cieszy sie, ze w drodze jest jego dziecko... zas z drugiej strony przychodzi przytula sie, glaszcze brzuch i widac ta milosc do dziecka...ae chyba tylko do dziecka... bo jak sie moze czuc kobieta w ciazy ktora kocha(a moze kochala) mezczyzne i slyszy od niego ze jest coraz grubsza, ze wstydzi sie z nia gdziekolwiek wyjsc itp... czy wogole warto byc z takim czlowiekiem???czy jemu zalezy?czy to po prostu obrona przed odpowiedzialnoscia? pomalu zalamuje rece... mial to byc dla mnie najpiekniejszy okres w zyciu a jednak jest odwrotnie... bardzo kocham dziecko ktore nosze pod swoim sercem ale czy kocham osobe ktora jest jego ojcem...:(

Autor: Ewa  26.05.2007 zgłoś

Do INNY Czytam to co piszesz i....mam wrażenie że to moje słowa.Doskonale wiem że "co nas nie zbije -to nas wzmocni",ale mimo mojego wrodzonego optymizmu czasem zapominam o tym,gdy mi źle.Wierzę też że wszystko w życiu jest po coś(pierwszy raz tu piszę,dlaczego?) Każde złe lub dobre przeżycie ma nas czegoś nauczyć. Ja nauczyłam się bardzo wiele i myślę że to jeszcze nie koniec.Oczywiście mam marzenia małe i większe,czasem się nawet spełniają.Ale gdy siedzę sama w pustym domu czuje się kompletnie nikomu niepotrzebna.Kochać i być kochanym(oczywiście w prawdziwym znaczeniu tego słowa)-niby tak niewiele,a tak dużo.... Pozdrawiam:)

Autor: Kama21  26.05.2007 zgłoś

Niestety... byłam z moim facetem prawie 5 lat i rozstaliśmy się na początku z myślą o przyjaźni, ponieważ uważałam, ze ma lekkie zaćmienie i ze jeszcze do mnie wróci -chcialam i liczylam na to, ale gdy sie po 2tygodniach dowiedziałam, iż ma już inną i że kręcił z nią za moimi plecami a nasze rozstanie było z jej winy... to nie wytrzymałam... wiec zakończyłam 'przyjaźń' z hukiem, teraz go nienawidze, ale nadal nie moge zapomnieć choc minal prawie rok :( niedawno bylam z innym... myslalam, ze sobie poradze i ze zapomne o pierwszym... ale sie nie udało... rozstalismy sie rowniez w gniewie. Ani z pierwszym ani z drugim nie mam kontaktu, i to lepiej. i po cholere sie wiazac? teraz stwierdziłam, ze nie warto sie angazować... nie ma sensu

Autor: po prostu ja  06.06.2007 zgłoś

bylam kiedys z chlopakiem ponad 1,5roku bardzo go kochalam jednak z jego strony uczucie wygaslo i znalazl sobie inna,zaczal mnie zdradzac ...nie wiedzialam o tym a le zauwazylam ze jest cos nie tak,chcialam cos naprawic zeby bylo lepiej ale skoro nie wiedzialam co to nic nie zdzialalam i sie rozstalismy...chcialam do niego wrocic ale dopiero wtedy powiedzial mi ze byl ktos inny...nie rozstalismy sie w klotni,kochalam go ale nie moglabym z nim byc po tym co mi zrbil...nie toleruje zdrady i nigdy sie to nie zmieni ,ja jeszcze nigdy nie zdradzilam i nie bede wybaczala zdrady bo to sie zawsze powtarza ale mialam do niego ogromny zal poniewaz oszukiwal mnie tak dlugo ...nawet dal tamtej dziewczynie moj numer telefonu i ona robila sobie glupie zarty choc z mojej strony nie wyszlo nic obrazliwego w jej kierunku...dla mnie to on zachowal sie jak gowniarz i tyle,od tej pory nie utrzymuje z nim kontaktu...slyszalam tylko ze pare razy pytal naszych wspolnych znajomych co tam u mnie ale dla mnie to juz bez znaczenia...teraz jestem prawie rok w szczesliwym zwiazku i nie chcialabym niczego zmieniac...lapie sie tylko czasem na tym ze jestem zazdrosna o niego bo boje sie sie ze spotka mnie to samo co wczesniej,ale staram sie nie okazywac tego.jestem pewna jego uczuc i wiernosci ale nie jestem pewna tych wszystkich obludnych dziewczyn ktore zaliczaja po kolei facetow...jak narazie jestesmy szczesliwi i oby ukladalo sie nam tak dalej....

Autor: kaja  01.06.2007 zgłoś

do długosza twoja wypowiedz załamuje moje ręce,bo to niezależnie czy jest to kobieta,czy mężczyzna postępujązle,to niezależy od płci,a charakteru jak zostaliśmy wychowani i jakie wartości nam wpojono.podam tylko przykład bo bronisz facetów;jak facet zdradza kobiete,okrada z pieniędzy ,a ona i dziecko głodują to zachowuje się fer,i prowadzi podwójneżycie to jest ok???kobieta by tak niepostąpiła powiedziałaby,ze makogoś a nie głodziła rodzone dziecko,więc jak możesz mówić,że lepszym szefem jest mężczyzna i kobieta.To niezależy czy kobieta ,czy mężczyżna,bo czarne owce są tu i tu.Nie wsyscy są takimi egoistami!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: megi  26.05.2007 zgłoś

Kama.. nie warto się angażować, zatem warto z kimś być ot tak, bez uczuć? Wg. mnie nie tędy droga.. Warto się angażować, ale nie odrazu i nie z każdą napotkaną osobą, która zwroci na nas uwagę. Czasem by poznać drugą osobę trzeba zjeść z nią worek soli i ja jestem zwolenniczką tej teorii..

Autor: Ewa  04.06.2007 zgłoś

Do Bożenki To bardzo trudne co przeżywasz,ale uwierz mi nie masz innego wyjścia jak rozwieść się i to nie z zemsty,a po to żeby ratować samą siebie.Znam tą sytuację z doświadczenia.... mój mąż też miał kochankę z pracy.Po pół roku szalonego romansu stwierdził że wraca do rodziny i staraliśmy się zacząć od nowa,właściwie to tylko ja się starałam.On przez kilka miesięcy starał się być miły,a potem znów zaczął znikać z domu i zachowywać się złośliwie.Usłyszłam że nie mam honoru,że jeszcze się nie odkochał,niczego nie żałuje ,a ja jestem jak bluszcz,który bez niego nie potrafi żyć...zginie.Przez 3 lata walczyłam o niego i o rodzinę(mamy dwoje dzieci),doszło do tego że nie rozmawialiśmy ze sobą-zyliśmy pod jednym dachem jak obcy ludzie.Pewnego dnia pojawiła się inna kobieta...wtedy nie wytrzymałam i poprosiłam żeby się wyprowadził-zrobił to bez słowa. Od ponad roku mieszkam tylko z dziećmi i dobrze mi z tym. A co do podziału majątku to tez słyszałam,że nic nie dostanę bo sam na wszystko zapracował(oczywiście bzdura poza 3-letnim okresem wychowawczym pracowałam zawodowo).Nie ma takiego prawa.Nawet jeśli żona nie pracowała zawodowo przez całe życie ,a zajmowała się domem należy jej się pół majątku.Nie poddaj się Bożenko ,walcz o siebie i dzieci.Bez problemu udowodnisz mu winę.Wiem że to trudne,bo pewnie kochasz męża i masz szacunek do wspólnie przeżytych lat.Ale ja doświadczyłam że faceci nie maja takich sentymentalnych wspomnień,ani żadnych skrupułów. Pokaż swą klasę i udowodnij że Jesteś silna.Pozdrawiam :)

Autor: malena  25.05.2007 zgłoś

ja 2, 5 miesięca temu rozstałam się, a raczej rzuciłam chłopaka po prawie 6 letnim związku!mam duzo spraw na głowie i o tym już nie myślę, wiem że z nim nie chce już być bo mamy całkowicie różne poglądy na życie-więc udawanie i planowanie niewiadomo czego nie ma sensu!ja nawet nie wiem jak te 6 lat przeleciało, w sumie to ja 5 lat spędziłam w innym mieście na studiach, ale czesto się spotykaliśmy i nic,nic,nic-to umarło smiercią naturalną, nawet nie sądziłam że mi to tak łatwo przyjdzie.Problem jest tylko taki że do mojego ex to nie dociera, codziennie dzwoni, pisze na gg-ja w ogóle na to nie reaguję ani nie odbieram telefonu, bo wiem jaki on jest-jakbym odebrała to on by zaczął się łudzić,że do niego wrócę!BA, ja go nawet zachęcam żeby sobie inną dziewczynę znalazł i o mnie zapomniał -ale on jakoś nie bardzo!Wkurza mnie to , bo uważam że jak się bardzo chce zamknąć jakiś rodział -to szybko i definitywnie, nie ma co kombinować!I naprawde dziewczyny, które się wahacie-zróbcie to, odejdźcię jeśli jest wam źle!Zobaczycie jakie to świetne się wyzwolić!Ja bardzo bym chciała kogoś nowego poznać ale na razie się nie zapowiada, ja nikogo nie umiem poderwać a faceci jakoś tak specjalnie za mną nie szaleją teraz-ale tak nie było zawsze, bo nie raz to miałam aż nadmiar kandydatów.Ale i tak się cieszę ,że tak postapiłam.BYć singlem też nie jest źle, a już na pewno lepiej niż męczyć się w związku w imię nie wiadomo czego!!!POzdrawiam.

Autor: miriam  03.06.2007 zgłoś

smutna i eva zastanówcie się czego szukacie w związku, czy w ogóle chcecie z kimś dzielić życie.Piszecie o waszych partnerach używając przymiotników a jesteście nieszczęsliwe czegoś Wam brakuje tylko czego, odpowiedziałyście już sobie na to pytanie.Jaka byłaby wasza reakcja gdyby wasi partnerzy przestali się wami interesować, zaczeli zachowywać się adekwatnie do waszych zachowań, a gdyby Was zdradzili, oszukali, zabrali swoją poduszkę i poszli do drugiego pokoju.Zapewne na dzień dzisiejszy odpowiecie " i o to chodziło " myslę ze nic mylnego. Bardzo dużo zależy od nastawienia emocjonalnego jednego człowieka do drugiego, jezeli uda się negatywnie nastawić samą siebie to tak zostanie, cały czas będziecie niezadowolone, a kiedy znajdzie się ktoś nowy ktoś inaczej myślący a niżeli wasi partnerzy bedzie super, super bo jest inny, inaczej myśli, inaczej mówi, inaczej dotyka etc. Zastrzegam iz nie generalizuje, ale z doświadczenia ( a mam spore ) wiem , że czasami trzeba się otrząsnąć nie patrzeć tylko na własne doznania, dostrzec innych oni także czują, myślą i widzą.Związek dwojga ludzi to nie bajka, czasami wymaga malutkiego poświęcenia, przeanalizowania również własnych zachowań, czy aby za dużo nie oczekujemy od życia, czy jest naprawdę az tak źle. ( nie mam na myśli chorych patologicznych związków ).Pamiętam przykład ze swojego życia też leżałam jak deska w łóżku ( byłam dużo młodsza ) wydawało mi się że nie pragnę itd. ale wystarczył jeden sygnał abym zaczeła myśleć inaczej nie tylko o sobie ale także czego mąż oczekuje ode mnie. Udało się, sama siebie uczyłam odbierać przyjemnie chwile, które kiedyś były tylko zwykłym oddawaniem się. Wiem moja wypowiedź w mojej obecnej sytuacji wygląda jak pruderia, ale tak było dużo , dużo wcześniej. Dlatego zanim podejmiecie ostateczną decyzję negatywna bądź pozytywną najpierw oceńcie czy aby na pewno nie będziecie żałować.Przeciętą nić można związać ale supełek zostanie/

Autor: Zeta  03.06.2007 zgłoś

Szkoda, że ludzie nie wiedzą co chcą od życia. Dla mnie wszystko jest dosyć proste wiem że kocham i jestem kochana. J"esteśmy razem juz 9 lat i jest lepiej niż było na samym początku. Ale obydwoje się staramy, pracujemy nad sobą. Robimy to dla siebie i naszej dwójki dzieci.

Autor: przestępca  31.05.2007 zgłoś

prawie wszyscy mówicie tak lekko o tak trudnych sprawach.... nie wiem jak to widza kobiety bo kobietą nie jestem... ale ja na rozstania patrze tak że kobieta patrzy na to co mówie i zawzsze obraca to przeciw mnie a nie zauważa co robie... niestety teraz takie wychowanie w wiekszości domów, żeby facet miał milony był uwodzicielem a jednoczesnie wierny jak pies, miał kasy dużo a jezdził normalnym samochode, itp. te dywagacje maja sens jeśli zauwazamy ze zwiazek to nie przyjemności ale poświęcanie swojego cennego czasu (życie mamy tylko jedno) drugiej osobie, a jak jest źle to poświęcamy czas żeby naprawić a nie uciekać. Czy kapitan ucieka z tonącego statku???? i tu jest odpowiedź

Autor: wykształciuch  31.05.2007 zgłoś

do "Paul' zrobiłem to celowo, byś nie wpadł w pułapkę, o której pisałem wcześniej, że osoby, które tak pięknie piszą o miłości, bronią się również tylko pięknymi słowami, które nie mają żadnego pokrycia w praktyce. ale widzę, że kolega nie zrozumiał mojej intencji i brnie dalej. proszę przemyśleć jeszcze raz. zapewniam, że umiem czytać. między wierszami również.

Autor: JJ  31.05.2007 zgłoś

kulturalne rozstanie jest możliwe tylko w sytuacji gdy obie strony podejmą decyzję o zakończeniu związku. W innym wypadku zawsze ktoś zostanie zraniony, a to są za duże emocje by zakończyć swoje sprawy kulturalnie. Do pewnego momentu myślałam że faktycznie jest możliwe to że jeśli zerwę ze swoim partnerem będziemy po tym mogli być przyjaciółmi, jednak bardzo się myliłam. Mi też było bardzo trudno i starałam się to zrobić w jak najdelikatniejszy sposób. Wzamian dostałam misternie tkaną intrygę, głuche telefony, liczne kłamstwa i wyzwiska...przykro...ale chyba lepiej się rozstać i bo jeśli to nie jest prawdziwa miłość to nie warto oszukiwać siebie i tej drugie osoby. Z drugiej strony myślę że gdybym to ja została zostawiona najpierw mój ex dostałby długi list odnośnie tego jak się czuje i co mi zrobił, a po tym to poprostu zerwałabym z nim wszelkie kontakty. Skoro mnie nie kocha to po co być razem... na szczęście taka sytuacja mnie nie dotyczy i mam nadzieje że z moim JJ będę już na zawsze :)

Autor: eva  03.06.2007 zgłoś

Do smutnej!! Zaskakujace jest w życiu to jak wiele osób ma takie same problemy. jestem w identycznej sytuacji jak ty. cały czas wydawało mi sie że nikt nie rozumie tego co czuje. Teraz widzę że nie jestem sama. To przykre że nie potrafimy sobie z tym wszystkim poradzić. Ostatnio ktoś powiedział mi, że powinnam w końcu postawić na siebie, swoje pragnienia, odczucia i być w końcu szczęśliwa. Tylko jak to zrobić, kiedy ogarnia cię wielki strach, poczucie bezradności. życzę Tobie i sobie i innym w podobnej sytuacji aby udało nam sie zaryzykować i być szczęśliwym!!!

Autor: Teresa56  25.05.2007 zgłoś

Rozstanie jest bolesne zawsze.Na początku utraty męza po 27 latach małżeństwa/gdy idzie do sarenki w wieku wlasnej córki/ jest jeszcze miłośc ,tęsknota ,żal , świat sie wali i nie zawsze zachowujemy sie fer.W moim przypadku córka mężatka , wnuki mieszkajaca oddzielnie ja zostałam z 20 letnim niepełnosprawnym synem ze stopniem znacznym samodzielnie nie funkcjonujacym, życie leglo w gruzach i niemoc w pokonaniu trudności z synem.Trwało to u mnie dośc długo i w końcu powiedziałam dośc muszę dać radę .Bylo różnie przeszlam piekło od eks i jego sarny.Rozwód z jego winy wzięłam kredyt spłaciłam pana i dodzis to czuję ...ale teraz po 8 latach ja wiem że żyje mam gosposie do syna , pracuję , a ON porzucony nie wiadomo gdzie mieszka gdyż sarna wzięła jego kasę kupiła mieszkanie pobawiła sie nim i wygnała.Jest bez kasy ja zrobilam ugode w Sądzie aby dawał 100 zł alimentów i przyjeżdzał do syna 3 razy w tygodniu/syn go kocha i tęskni/a ja mam pomoc w opiece.Teraz upokorzony grzeczny wchodzi do domu , wynosi śmieci , zajmuje sie synem po południu i o 22-ej wyjeżdza do siebie .Poczęstuje go obiadem , czasem zje kolacje ....teraz jest pokorniutki jak baranek a mi to pasuje bo wreszcie mode odpocząc .Jest dobrym kumplem i ojcem moich dzieci.Wiem że żyję.Ja go juz nie chcę , choc nie zamierzam z nikim zalegalizować związku/jestem dośc atrakcyjna i wykształconą kobietą/syna nie poświęcę dla żadnej miłostki.Jestem samodzielna ale nie samotna.Poza tym cała rodzina eks jest ze mną w cudownym kontakcie przez wszystkie te lata i dziś .Mogę każdemu w oczy spojrzeć , a dzieci wiedzą że żadna kobieta po rozwodzie i krzywdzie nie postępowała by z eks tak jak ja.Twierdzę , że życie każdemu odpłaci a nie kopie się leżącego.Pozdrawiam porzucone kobiety życzę wytrwałości nie warto płakać nad rozlanym mlekiem zawsze los ma cos dobrego dla pokrzywdzonego

Autor: lafesta  30.05.2007 zgłoś

Czytając te opinie o kulturalnym rozstaniu ciągle zastanawiałam się czy to wogóle jest możliwe, byłam w związku ponad dwa lata, byłam bo rozstaliśmy się wczoraj... wiem że podjęłam słuszną decyzje bo dłuższego starania się i proszenia o każdy ciepły gest z jego strony nie mogłam znieść.Bardzo go kocham i pewnie jeszcze długo będę ale nasze kulturalne rozstanie wygląda tak że staliśmy sie sobie zupełnie obcy chodzimy razem do grupy na studiach i to jest jeszcze bardziej dla mnie ciężkie bo nie daje mi ani na chwile o sobie zapomnieć. Znalazłam w sobie siłę żeby odejść teraz jej szukam żeby to przetrwać.... a jego obojętność mnie zabija od środka...

Autor: Elwira  16.06.2007 zgłoś

Witam sredecznie!! Podoba mi sie Wasze pytanie :) Musze przyznac, ze ja jestem po takim bardzo kulturalnym rozstaniu z ukochanym:) Bylo to tego roku tuz po sylwestrze... Bylismy ze soba 2,5 roku i to byl piekny czas ... Duzo sie nauczylam lecz nastal moment w ktorym nasze drogi bardzo zaczely sie rozchodzic i nasze relacje nabraly innego wymiaru. Na sylwestra poklocilismy sie i ja zrezygnowalam z zabawy... Wierzylam jednak, ze pogodzimy sie jak to do tej pory bywalo, ze bez krzyku kazdy powie co go bolalo a potem sie bedziemy przepraszac itd. ... Ale tak jak on i ja czulam ze to nie moze tak dluzej wygladac. Spotkalismy sie na drugi dzien, gdzie owszem nakrzyczelismy na siebie i kazdy poszedl we wlasnym kierunki. Nie moglam patrzec jak nasz zwiazek sie rozpada i pobieglam za nim proszac by nie wygladalo to tak. Potem (na deszczu) rozmawialismy przez 1,5 godz. Pogodzilismy sie :) Jednak kazde z nas wiedzialo ze to nie ma szans na przetrwanie... Spotkalismy sie po dwuch dniach i poszlismy na lody... Tam ze lzami w oczch dziekowalismy sobie za ten czas bycia razem, za to co sie od siebie nauczylismy i co kazdy zmienil w naszym zyciu. Usciskalismy sie tak jakbysmy juz nigdy sie mieli nie zobaczyc po czym on odprowadzil mnie na przystanek juz jako PRZYJACIEL :) Dzis czuje sie bardzo dobrze bo nie mam w nim faceta ktory mnie draznil ale czulego Przyjaciela na ktorym moge polegac :) Chce powiedziec, ze da sie wszystko w zyciu osiagnac tylko bardzo trzeba tego pragnac. Pozdrawiam serdecznie i zycze wszystkim duzo MILOSCI :) Elwira :*

Autor: naiwna  30.05.2007 zgłoś

Bylam mężatką 17 lat ,mamy 3 dzieci .Były mąz pracował najpierw za granicą potem w kraju całymi dniami aby wykończyć dom. Cale zycie słuchałam jak on bardzo ciężko pracuje , cały dom i dzieci były na mojej głowie . Można powiedzieć że niczego mi nie brakowało ( dom , samochód itp.) ale nie było czułości , wspólnych wakacji za to -brak czasu dla mnie i dla dzieci .ON mógł liczyć na mnie we wszystkim , pomagałam mu w pracy ,w domu wszystkim zajmowałam sie sama .Nie mogłam liczyć najego pomoc - brak czasu i inne ważniejsze zajęcia . Gdy skończyłam studia ( przy 3 dzieci i obowiązkach domowych ) i poszłam do pracy wstawając codziennie o 4 rano i mając dalej wszystkie dotychczasowe obowiązki myślałam że coś się zmieni ale usłyszałam że nic w pracy nie robię tylko "pierdzę w stołek" a on ciężko pracuje .Masze małżęstwo przeżywało kryzys byłam tam dla dzieci ,powoli odsuwałam się od męża nie chciałam się do niego przytulać po wszystkich tych wyzwiskach jakimi mnie obrzucał przy dzieciach.W pracy poznałam kolegę rozmawialiśmy dużo przez telefon zwierzałam sie mu on mnie rozumiał wysłuchał pocieszył mówił że też u niego w związku się nie układa - i tak zacząl się nasz romans.Wyprowadziłam się , rozwiodłam z mężem za wspólną zgodą (nie walczył o tem związek o dzieci liczyła się tylko praca wszystko załatwił prawie przez telefon). Romans trwał ( od samego początku wiedziałam że ma rodzinę i wiele razy mu mówiłam że to nie ma sensu ale on twierdził że go tam nie ma cały czas jest ze mną i z moimi dziećmi myślami - bardzo się interesował moimi dziećmi ( z żoną ma syna ).Wyprowadził się , wynajł mieszkanie mówił jak bardzo mnie kocha i chce być tyko ze mną ,Bóg mi światkiem że się broniłam przed tą miłością ,nie wirzyłam w takie rzeczy wiele o takich romansach słyszałam , prosiłam by dał mi spok€j że nie chcę na nowo przeżywać rozstań . On twierdził że nikogo na świecie tak bardzo nie kocha - mialo być tak fajnie uwierzyłam. Po trzech tygodniach powiedział ze ma dziecko i żonę która warjuje po jego odejściu że mu wszystko wybaczy ( chociaż się wypierał jej ze kogoś ma) że mnie zawsze będzie kochał ale sumienie mu nie pozwala zostawić syna - wrócił do zazdrosnej żony. To co ja czuję i jak sie nie da się opisać ( bardzo go pokochałam jak nikogo na świecie i bardzo mu uwierzyłam ).Wykorzystał fakt że potrzebowałam uczucia , zainteresowania ,miłości.Wykorzystał mnie- tak się czuję.Teraz myślę ze gdyby nie on może bym nie miała odwagi odejść od męża ( starała się to zrobić w kulturalny sposób) moje dzieci by nie obwiniały mnie za brak ojca który i tak nie mniał dla nich czasu ale był.To co teraz czuję w sercu - to straszny ból , że byłam tak naiwna i głupia i dałam się tak wykorzystać facetowi który jak się okazało już wcześniej miał romans i dlatego jego żona tak go kontrolowała i czepiała się gdy wróciłtrochą póżniej. Nie wiem jak mam dalej żyć .Ostrzegam wszystkie kobiety które czują się samotne w związkach nie dajcie się zwieść pięknymi słówkami , ni

Autor: jagoda  18.06.2007 zgłoś

czytam te wypowiedzi i widze jak wiele jest podobnych do mojej....ponad 1,5 najwspanialszego szczęśćia,życia w bajce u boku faceta-ideała.był taki jakiego sobie wymarzyłam.przystojny,wrazliwy,dowcipny ,czuły delikatny ,szanujący,wyrozumiały..mogłabym tak wymienaic i wymieniac.to był mój pierwszy powazny i tak długi związek.wspaniałe plany o slubie,domu,dzieciach....wybrane imina dla dzieci,orkiestra na wesele...Boże jaka ja byłam znim szczęśliwa!!!a jak bardzo przez niego cierpiałam..rozstalismy sie 3miesiące temu...jak to szybko zleciało..powiedział poprostu :odeszło mi od nas Misku...zerwałam,,potem chciałam wrócic,nie wierzyłam ze to koniec.bardzo długo nie chciałam w to wierzyc...ale to co przezywałam na zawsze pozostanie w pamięciu...nasze rozstanie rozciągało się w czasie..nie jadłam ,nie spałam,chudałam,brałam prochy uspokajajce żeby jakos pzrezyc kolejny dzen bez niego,myślałam o samobójstwie...byłam od niego tak uzaleźniona jak od narkotyku,był dla mnie wszystkim...teraz go nie ma..przyszła chwila kiedy powiedziałam dość!!zwodził mnie,grał mi na uczciach a ja cierpiałam.postanowiłam zerwac z nim kontakt całkowicie,i to byla najlepsza dezyzja.nadal boli,nadal tesknie ,nadal jest slad w sercu ale ten będzie zawsze...ale łatwiej mi zyc,umiem zyc bez niego.kulturalne rozstanie??mysle że jest mozliwe jesli ludzi nie łączyło nigdy prawdziwe uczucie,lub gdy obie strony sa zgodne co do rozstania,nie jest zas mozliwe gdy 1 str zalezy,gdy nadal kocha....a w moim sercu zawsze pozostanie ślad...

Autor: Andrzej  03.06.2007 zgłoś

A zauwazyliscie ze wiekszosc opinii tutaj jest wystawianych przez kobiety?I zaczynaja sie mniej wiecej od slow: rozstalam sie... To jest smutne. Nie ma metody na kulturalne rozstanie sie.zawsze towarzyszy temu zal ktory strasznie ciezko stlumic.a nawet jezeli pozornie sie go stlumi to i tak gdzies w glebi duszy,w podswiadomosci pozostaje. i zawsze jedna strona drugiej zadaje bol... niezaleznie od tego kto zaczal.

Autor: Grazia  31.05.2007 zgłoś

Do wykształciucha i Paula. Paul podziwiam Cię za mądrość, naprawdę. Przeczytałam wszystko co napisałeś kilka razy. Wyształciuchu, w Twoim przypadku coś mi nie daje spokoju. Jesteś inteligentnym człowiekiem, ale czytająć Twoje posty odnosi się wrażenie że nie rozumiesz wszystkiego o czym piszesz. Przyznam rację osobie która zarzuciła Ci protekcjonalny ton. Nie wiem czy czytasz to co już napisałeś, ale sam sobie zaprzeczasz kilka razy własnymi słowami. Czytać umiesz, ale czy zawsze ze zrozumieniem? Atakujesz każdego kto ma inne spojrzenie na życie, kogo nie zmusiło ono do zwątpienia w wartości którymi warto się kierować. Każdy jest inny, mi inne życie, inne doświadczenia. Ale Ty z jakiegoś powodu uważasz że Twoje są najprawdziwsze. Wydaje mi się że złości Cie to, ze ktoś może nie uważac tak samo, nie dać się przekonać Twoim argumentom. Jest takie przysłowie, bardzo prawdziwe. Przytoczę je w całości, nie bierz do siebie określenia "głupiec", ale przemyśl swoją postawę, bo myślę że wbrew Twoim zapewnienią, nie umiesz czytać ze zrozumieniem wszystkiego. Pozdrawiam. "Człowiek mądry zawsze jest chętny do nauki. Głupiec ciągle chce uczyć innych."

Autor: Omega  03.06.2007 zgłoś

Nie ma zlotego srodka na kulturalne rozstanie!Jestem mloda osoba ale swoje w zyciu przeszlam najpierw awantury ojca ,który ciagle pil potem bylego meza .Wdomu mialam pieklo wykanczal mnie i dziecko psychicznie wazylam juz 48kg mialam dosc zycia .w tej chwili jestem szczesliwa mezatka poraz drugi ale nie chcialabym przechodzic tego poraz kolejny .Zbylym mezem rozmawiam teraz normalnie ale musialam postarac sie o to sama duzo mnie to kosztowalo bo wyklucal sie o dziecko a w tej chwili w ogóle nie interesuje sie nim .Kocham mojego meza i dziekuje Bogu ze stana na mojej drodze zycia i uratowal mi je .

Autor: pipi  03.06.2007 zgłoś

Rozstałam się z ojcem moich dzieci (2) po 9 latach życia. Dla dobra dzieci, jesteśmy przyjaciółmi i zdarza się nam dobrze bawić razem.

Autor: gosia  02.06.2007 zgłoś

nio....widze ze ludzie mają wieksze problemy niż ja....więc poprostu...zrobie to szybko i skutecznie....tylko czy ja nie bede żałować o mannn....;(

Autor: ex-czarnulka II  28.05.2007 zgłoś

roztkliwia mnie Twoje zaufanie Carnulko do Twojego partnera...kazda ex-czarnulka powie Ci ,ze To Wielkie Uczucie to Twoja wyobraznia...przepraszam Cie bardzo ,nie chce Cie urazic bo wiem jak bardzo w to wierzysz i chcesz wierzyc ale ...no wlasnie...ale kazda kobieta po podobnym zwiazku wie jedno :facet jak naprawde Cie kocha to zostawi rodzine i rozwali zwiazek ktory od dawna jest Wielkim Konfliktem.Nie ciesz sie sporadyczna niedziela czy sms-kiem w Wigilie(hahahaa)znam to...a gdyby byl tak cudowny i szlachetny to nie szukalby "odskoczni".Jak dlugo chcesz byc ta "odskocznia"?Zastanow sie kochana? Byc moze oczarowal Cie dojrzaloscia bo z Twojej wypowiedzi wynika ,ze Twoj poprzedni chlopak byl slabym wyborem...ale przeciez nie tych dwoch Bozia stworzyla .Tego kwiatu pol Swiatu i zapewniam ,ze jest troszke fascynujacych i wolnych facetow na tym Swiecie...rozejrzyj sie.Pozdrawiam

Autor: megi  24.05.2007 zgłoś

INNY, widzę, że muzyka Myslovitz rozbrzmiewa:)

Autor:  31.05.2007 zgłoś

Do wykształciucha. Nie użyłam epitetów pod Twoim adresem tylko napisałam "SPRAWIASZ WRAŻENIE OSOBY...itd". To różnica, napisać o osobistych wrażeniach a napisać JESTEŚ taki czy siaki, tego nie zrobiłam, ale Ty rozumiesz tekst tak jak chcesz go rozumieć. Nadal twierdze że nie rozumiesz sensu tego co próbowałam Ci przekazać. Uczyć się i wyciągać wnioski z popełnionych błędów powinien każdy i tylko głupcy tego nie czynią trwając w błędzie, tylko ze to nie ma nic wspólnego z wartościami które mamy w sercu, według których powinniśmy żyć. Zatracenie ich sprawia ze stajemy się zimni i wyrachowani. widzimy śiat własnie tak jak Ty, pozbawionych wartości duchowych. Nie wiem jaka jest Twoja "dziedzina" ale sugeruję żebyś też skupił się na jej "doskonaleniu", bo Twoje teorie są własnie takie jak dzisiejszy świat - puste. Co przykre, to Ty już tego nie zrozumiesz. Porównanie do konia z klapkami na oczach jest bardzo trafne, odnośnie do Twojej osoby. Powodzenia.

Autor: Grazia  31.05.2007 zgłoś

Do Paula. To piękne wartości. Piszesz o swojej Mamie z taką miłością, to tak rzadko spotykane. Twoja Mama wychowała Cię na wspaniałego człowieka Paulu, nie dziwię Ci się ze jesteś tak z Niej dumny. Bardzo chciałabym żeby moje dzieci tak mówiły o mnie w dorosłym życiu, żeby udało mi się je wychować na tak wrażliwych ludzi jak Ty. Życzę Ci z całego serca szczęścia i wiary. Tacy ludzie jak Ty zasługują na wszystko co najlepsze. Pozdrawiam serdecznie.

Autor: wykształciuch  31.05.2007 zgłoś

do niewiadomej jest kilka takich zwrotów bezpiecznych, żeby można było "w razie czego" napisać, że to nie moja opinia, nie moje zdanie itd. do nich należą między innymi "sprawiasz wrażenie..", "wydaje się..", itd. oczywiście można wyciągać tylko wnioski z przewrócenia się na chodniku, z krótkiej sukienki i tego typu spraw. wartości, które mamy w sercu są oczywiście nienaruszalne i nie można ich korygować i zmieniać, zdaniem Pani. otóż Szanowna Pani, pewne przewartościowania i zmiany wcale nie powodują, że stajemy się zimni i wyrachowani. na jakiej podstawie Pani twierdzi, że jestem pozbawiony wartości duchowych? kolejna osoba, która wchodzi w kompetencje Kogoś? nie ma Pani prawa do takich ocen. zawsze były osoby, które twierdziły, że dzisiejszy świat jest pusty. tak tłumaczy sobie rzeczywistość większość osób, które nie wiele osiągnęły, bo "wszyscy" dookoła są wyrachowani, skorumpowani i nie kierują się "słusznymi" wartościami. pora otworzyć oczy Szanowna Pani, czas na zmiany!!!

Autor: mała  21.05.2007 zgłoś

Jak napisała Ewusiaczek: "Trzeba przede wszystkim miec kulture i umiec sie zachowac godnie..." Moim zdaniem kulturalne rozstanie zależy od kultury osobistej obu stron, od emocjonalnej dojrzałości i umiejętności panowania nad emocjami. Trudno pogodzić się z tym, że będzie się tylko wspomnieniem, to boli. Dla mnie łatwiej jest, kiedy związek kończy się "łagodnie", kiedy po rozstaniu jest jeszcze miejsce na rozmowę i kilka telefonów - na szczęście wszystkie moje związki (i te kilkumiesięczne i ten wieloletni) skończyły się właśnie w ten sposób, a nie prysły jak bańka mydlana w ciągu sekundy. Chociaż inaczej sprawa wygląda, jeśli jedna ze stron dopuściła się jakiegoś świństwa czy nieuczciwości - kulturalnie zakończyć się może chyba tylko kulturalny związek :)

Autor: wykształciuch  25.05.2007 zgłoś

do "Innego" i "megi" czy macie Państwo jakąś "praktyke" w materii miłości i rozstań? może jestem mniej inteligentny i czuły niż Państwo, ale nie zaliczam się do tej ogromnej grupy "teoretyków", którzy mówią i piszą jak to powinno być i jacy są zawiedzeni, że tak nie jest w praktyce. proponuję wypowiedzieć się i atakować mnie za jakiś czas, po zdobyciu pewnego "doświadczenia" i zderzenia z rzeczywistością.

Autor:  25.05.2007 zgłoś

Ewa Do Lolek7 Przeżywam bardzo podobną sytuację-jestem w trakcie rozwodu.Na początku było wszystko ok.prawdziwe uczucie dwojga młodych ludzi,nadzieja na wspólne życie aż do grobowej deski i 15 naprawdę dobrych wspólnych lat.Niestety to się skończyło......Pewnie jak zwykle wina za rozpad związku leży po środku,ale głównie nowa kobieta w życiu mojego męża przyczyniła się do tego.Wszystko straciło sens,zniknął szacunek i mimo że próbowałam to wszystko posklejać na nowo...nie udało się.Może dlatego ,że tylko ja chciałam:( Kocham go....ale nie potrafię już z nim być,nie potrafię być z kimś kto nie ma dla mnie szacunku, komu nie ufam i w kim nie mam oparcia.Czuję się wypalona i rozżalona,tak bardzo starałam się żeby było dobrze-wiele zainwestowałam w ten związek i rodzinę.Mam 40 lat i czuję że poniosłam wielką klęskę.Nie tak miało być......

Autor: Ewa  25.05.2007 zgłoś

Do INNY Dobrze że napisłeś o swojej "inności"...czytając Twoje wypowiedzi powraca wiara w człowieka,w miłość,dobroć i prawdziwie ludzkie uczucia.Ja też pierwszy raz odważyłam się tu napisać,chyba zachęcona tym że jednak są mężczyźni którzy są wrażliwi i szukają w życiu wartościowej kobiety,a nie tylko rozrywki na chwilę. Chciałabym spotkać takiego jak Ty "innego" mężczyznę....to tylko marzenia:))) Pozdrawiam

Autor: Beata  25.05.2007 zgłoś

Martella- napisz, jak przebiegła rozmowa.. Bardzo jestem ciekawa..

Autor: Martella  25.05.2007 zgłoś

Oczywiście, odezwę sie bez względu na to co usłyszę od niego. sama jestem ciekawa ja będzie wyglądała ta rozmowa.

Autor: Wrr  25.05.2007 zgłoś

Nie miałam mozliwości poznać czym jest rozstanie. Moze to i źle? Jednak wiem co ono znaczy po swoim już mężu. O nich mozna powiedzieć ze rozstali się w przyjaźni. Utrzymują ze soba kontakt do tej pory. I własciwie całkiem niedawno przyszła do niego wiadomość od byłej, która juz apropo sobie życie też ułozyła (to ona z nim zerwała) że dziękuje mu za wszystko, bardzo żałuje tego że to skonczyła, ale nich się ON nie martwi bo role się odwróciły i teraz on jest szczesliwy , ma mnie...

Autor: Martella  25.05.2007 zgłoś

Ja i mój facet mimo ponad trzyletniego związku nie planowaliśmy wspólnej przyszłości, tzn. on nigdy nie mówił i nie chciał o tym rozmawiać. Ja natomiast chce mieć dom i rodzinę i mimo tego, że jest mi z nim dobrze, postanowiłam podjąć kolejną próbę rozmowy i powiedzieć czego ja oczekuję od życia i od związku. Wcześniejsze rozmowy nie wnosiły ani nie zmianiały niczego więc tym razem napisałam list. Nie odzywał się przez tydzień. Dzisiaj dostałam maila z pytaniem czy chcę żeby przyjechał porozmawiać, czy tak jak ja ma wysłać mi list. Przynajmniej sprowokowałam go do rozmowy. Prawdopodobnie będzie chciał się rozstać bo myślę, że on nie chce wiązać się już z kobietą na stałe tym bardziej żenić się z nią. Pasuje mu życie jakie prowadzi w tej chwili i boi podjąć się zobowiązania i ryzyka bycia we dwoje. A ja nie chcę i nie mogę zmusić go do czegokolwiek. Bardzo się denerwuję, mimo że w pewien sposób jestem przygotowana psychicznie na rozstanie. A jeśli do tego dojdzie, chcę żebyśmy rozstali się w zgodzie i przyjaźni bo to wartościowy człowiek i przeżyłam z nim wiele pięknych chwil.

Autor: FiFi  25.05.2007 zgłoś

Miło, że sa jeszcze porządzni faceci, dzentelmeni... - Do Innego i Paula :) Bo juz myslałam, ze to gatunek na wymarciu!!! Zgadzam sie z wypowiedzią, że kulturalne rozstanie zależy od kultury rozstających się... Ja rozstawałam sie dwa razy - nigdy nie było łatwo bo zawsze w grę wchodziła urażona babska duma na widok nowej dziewczyny "byłego" .... Dziś - 6 lat po pierwszym rozstaniu (na miesiąc przed slubem - dowiedziałam sie ze mój narzeczony ma inną) jestem z siebie dumna, że umiałam zachowac zimną krew i swą godność (choć miałam gromną ochotę przyłożyć obojgu w twarz)... To drugie rozstanie też boli bo całkiem swieże jest, ale była szczera rozmowa - oczyszczająca sytuacje i myśle ,że bedzie dobrze, że mimo tego, że juz nie jestesmy i nigdy nie bedziemy razem - bedziemy dobrymi znajomymi - przyjaciółmi... Trochę sie to coprawda niepodoba jego obecnej dziewczynie , ale mam nadzieje że zrozumie iż nie jestem dla niej zagrozeniem...

Autor: Aga  23.05.2007 zgłoś

Mam dość. odchodzę po dwudziestu latach od brzuchatego, łysięjącego faceta w śmierdzących skarpetach rzucanych byle gdzie. Jak kulturalnie to zrobić? Wysyłając sms-a o treści: "Sorry" - to aż nadto.

Autor: Basia1970  21.05.2007 zgłoś

Jutro mam sprawę rozwodową, ja złożyłam pozew. Nie kocham męża od lat, poznałam innego mężczyznę, którego kocham nad życie. Niestety kultruralne rozstanie jest diabelnie trudne! Prawdę mówiąc nie da się tego zrobić w białych rękawiczkach, zawsze padają gorzkie słowa. Dla dobra dzieci chcę załatwić to w cywilizowany spsób ale skutek nie jest taki jakbym sobie zyczyła, mąż nie szczędzi mi uroczych epitetów i kąśliwych uwag. Rozstanie dwojga ludzi w kulturalny sposób jest możliwe tylko wtedy gdy oboje są dojrzali i kulturalni.

Autor: Trzydziestka  25.05.2007 zgłoś

Do Kamili !!! Współczuję Ci ale nie zapominaj o tym, że to FACET jest winny a nie INNA kobieta. Prezentujesz chore myslenie, ralatywizujesz. To ON Cię zdradził a nie tamta. To ON się zdecydował na romans, mając Ciebie i dziecko.

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  25.05.2007 zgłoś

Witam, Do " Inny " Pewnie, że wiek nie gra zasadniczej roli...chodzi o to co sobą prezentujemy. Jednak dla mnie jako Afrykańczyk, to ważny wskaźnik, gdyż u mnie starsi ludzie cieszą się ogromnym szacunkiem z racji tego, iż dłużej żyją ipso facto są bardziej doświadczeni od nas i tym samym mogą więcej nam przekazać, powiedzieć o życiu... Szanuję Twoje podejście do życia i trzymam kciuki, żebyś naprawdę trafił na taką kobietę podobno myślącą...( co do mnie, mogę jedynie powiedzieć niestety! ) Pozdrawiam...Paul R.

Autor: janka  23.05.2007 zgłoś

witam... 1-z kazdym z 4 mezczyzn z ktorymi bylam uwielbiam sie do tej pory i z wszystkimi sie przyjaznie. wspaniali faceci . wiedzialam to zanim zdecydowalam sie byc z kazdym z nich, wiedzialam w trakcie zwiazku i po rozstaniu...to troche tak jakbym zapomniala ze bylismy ze soba...albo jakbysmy poprostu nigdy razem nie byli(zadnego udawania oczywiscie).nic sie na zle nie zmienilo. 2-moja siostra, swierzo upieczona rozwodka, byly maz pierdola zakochany w niej poi uszy, swiata poza nia nie widzial...moze i nadal nie widzi, ale zdecydowal sie (mysle ze pomimo bolu) zostac przyjacielem, przyjaznic sie z nia, z nasza rodzina. a przeszedl siebie kiedy widzac siorke z apsztyfikantem(juz nazeczonym) wyprul jak dlugi podajac reke i naprawde milo przedstawiajac sie. Mysle sobie ze to opanowanie, kultura osobista i poczucie wartosci siebie pozwala zachowywac sie tak, jak moj exszfagier. (powiedzmy odrazu ze to moja siorka go puscila kantem) .zrozumienie drugiego czlowieka i tego, ze swiat nie konczy sie na czubku wlasnego nosa. mozliwosc druga?- zadawac sie tylko ze wspanialymi facetami- jak ja:]]] buzka...nie dajcie sobie rozszarpac nerwow walczac z wiatrakami kochane... odwrot na piecie jakby co...bez ekscesow...zobaczycie...piersi rosna wtedy o 3 rozmiary razem z duma.

Autor: Truskawka  21.05.2007 zgłoś

Tak sobie to czytam i uśmiecham się do siebie, ponieważ 2 tygodnie temu rozstałam się z moim chłopakiem po 2 latach wspólnego życia. Byćmoże to nie dużo, ale jednak. W sumie to obydwoje chcieliśmy się rozstać, ale każde bało się zrobić ten pierwszy krok. W miejsce tej "wielkiej miłości" pojawiło się przyzwyczajenie i coraz więcej kłutni o przysłowiowe "byle co". W końcu jakoś weszliśmy na ten temat i stwierdziliśmy zgodnie, że nie ma sensu udawać, że wszystko jest ok skoro nie było i zerwaliśmy. Rozstaliśmy się kulturalnie i jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Często do mnie dzwoni i rozmawiamy sobie co tam u nas słychać. Żadne z nas nie ma do drugiego żalu i jest ok. Zarówno ja poczułam ulgę jak i on, mimo tego, że kiedyś łączyło nas poważne uczucie :)

Autor: megi  24.05.2007 zgłoś

Od czego by tu zacząć. Może od Pana... "wykształciucha" (swoją drogą, 'interesujący' nick, ale to tylko przelotne hm..spostrzeżenie:) ). Rozbawił mnie nieco Pański 'atak' na Innego rozpoczynający się od słów: 'pierwsza sprawa to niezgodność treści tej wypowiedzi z tematem głównym'... Rozumiem, że najlepiej byłoby gdyby wszystkie 'skrzywdzone' kobiety oraz wszyscy 'skrzywdzeni' mężczyźni (nie ma Pan wrażenia, że takich jest jakoś mniej? Albo być może mniej się z tym obnoszą) napisali jak przeszli swoje rozstanie i aloha. Wszystkie poboczne tematy precz, hm? A widzi Pan, tak się przyjemnie składa, że rozstanie jakoś bezpośrednio łączy się ze związkiem, z kolei związek z miłoscią (chyba, że dla Pana nie), natomiast miłość z naszym sposobem postrzegania 'drugiej osoby', taki łańcuszek, może dla niektórych zbyt skomplikowany, ale widzi Pan, że jednak powiązany. Zatem myślę , że wypowiedź INNEGO była jak najbardziej na miejscu, nie względu na temat jaki zawarła ale przede wszystkim.. na treść merytoryczną.. Gdyż kafeteria służy właśnie dyskusji Drogi Panie a nie tylko 'wymianie doświadczeń'. Z poważaniem. Jeszcze słówko do Innego.. Przyznam, że też przeszło mi pytanie ile możesz mieć lat? Gdyż taki rodzaj wypowiedzi i preferowanych wartości kojarzy mi się raczej z mężczyzną 'starej daty', ja np. wiele bym dała by poznać osobę mojego pokolenia, ktora preferuje i respektuje, a co więcej-podziela wartości przeze mnie pojmowane, a kiedy się obracam i obserwuję dostrzegam może.. 1 taką osobę na ich setki.. sama mam dopiero? 19 lat i wiem, że im młodsze pokolenia, tym trudniej o pewne wartości.. Obserwuję to wokoło.

Autor: Delfina  21.05.2007 zgłoś

Zgadzam się z przedmówczynią, też byłam w podobnej sytuacji:) Nie jest łatwo o kulturalne rozstanie ale da się to zrobić gdy sami jesteśmy kulturalni. Łatwiej, gdy uczucie wypaliło się z obu stron, trudniej, gdy ktoś nas oszukał bądź wykorzystał. Wydaje mi się jednak, że kulturalne rozstanie jest niezbędne, gdy rozstają się rodzice dzieci - trzeba robić dobrą minę do złej gry, żeby nie nastawiać dzieci przeciwko ojcu, bo to nic nie da. Dzieci same dorosną i ocenią

Autor: Delfina  21.05.2007 zgłoś

Chodziło mi o Zrywaczkę:)

Autor: lidka  21.05.2007 zgłoś

To pobożne życzenia...

Autor: Bartek  23.05.2007 zgłoś

ja bylem ze swoja Kobietą ponad rok, wszystko bylo super, fajnie itp. zerwala ze mna w moje urodziny. ostry dół. minely 3 lata. obecnie bierze slub z moim przyjacielem :) na poczatku po rozstaniu kontakt nam sie urwal ale mamy wspolnych przyjaciol wiec nie do konca tak. po pewnym czasie zrozumialem ze i tak nie pasowalismy do siebie. zycze Jej szczescia. obecnmie mamy bardzo dobry kontakt. rozmawiamy jak kiedys i smiejemy sie z naszego zwiazku i naszych glupot. mysle ze potrzeba czasu po rozstaniu zeby znowu mozna bylo z ta druga osoba zlapac kontakt ponowny ale jusz bez uczuc. pozdrawiam Was Drogie Panie

Autor: epoh84  23.05.2007 zgłoś

Mam za sobą jedno bardzo ciężkie rozstanie.Chłopak zerwał ze mną co prawda po 1/2 - rocznym związku, ale związku przepełnionym miłością, namiętnością, ciepłem, wzajemnym szacunkiem i podziwem. Na prawdę - coś idealnego... Emil zerwał ze mną bo obiecałam mu, że przestanę palić i nie przestałam, co więcej - oszukiwałam go, że już nie palę... choć paliłam. Nie ważne... Zerwał ze mną po spędzeniu cudownego wieczoru i nocy w moim mieszkaniu - rano oznajmił mi, że wie i nie może mi już ufać... Przez tydzień odzywał się do mnie, chyba tylko dlatego, że miał moje rzeczy. W tydzień po rozstaniu - oddał moje rzeczy ... i na dobre zniknął z mojego życia. Nigdy więcej się nie odezwał ani nie odebrał telefonu ode mnie, nie odpisał na emaila, nie szukał kontaktu.. Czy można nazwać to kulturalnym rozstaniem? Takie nieodzywanie się do siebie? To było najgorsze kilka miesięcy w moim życiu - piłam, szukałam kogoś na "zastępstwo", pisałam do niego rozpaczliwe emailei nic... Wydaje mi się, że kulturalne rozstanie to nie jest zniknięcie bez słowa, to nie jest krótki krzyk czy płacz. Uważam, że kulturalne rozstanie to wynik długotrwałych rozmów, wymienienia opinii, negocjacje. Czasami zdanie jednej strony, zwłaszcza podjęte pod wpływem emocji nie jest tym właściwym. Każdemu warto dać szansę.. a jeżeli nie ma miłości - to i tak się nie pojawi mimo chęci utrzymania związku.. i po jakimś czasie stanie się to męczące dla obu stron!! PS: Dziś jestem z kimś kto mnie kocha, akceptuje taką, jaka jestem i mimo, że nie ma już tego żaru namiętności, to jest dla mnie ostoją w trudnych chwilach i przyjacielem na dobre i na złe... Życzę takiej miłości wszystkim porzuconym dziewczynom!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Vikiiii  21.05.2007 zgłoś

Temat dzis poruszany jest proba znalezienia odpowiedzi na pytanie, ktore mnie meczy od miesiecy. Rok temu, po 8 latach zwiazku wyszlam za maz. Dzis chce odejsc, ale nie wiem jak powiedziec o tym mezowi. Nie chodzi o innego mezczyzne, raczej o fakt, ze z mezem juz nie chce byc. Trudno mi uwierzyc, ze po roku tak wiele sie miedzy nami zmienilo, ulotnilo sie wszystko co nas laczylo. Odsunelam sie od maza, On to widzi, zadaje pytania, jeszcze bardziej sie stara. A ja?? Ja nie mam odwagi powiedziec mu wprost, ze juz Go nie kocham, tak bardzo nie chce, aby cierpial. Nie sadze, aby udalo sie kulturalnie rostac, szczegolnie w sytuacji, gdy odejsc chce tylko jedna strona.

Autor: egoistka  23.05.2007 zgłoś

Jestem 5 lat po slubie.Wczesniej bylismy para przez prawie 4 lata.3 miesiace po slubie cos pęklo...zrozumialam ,ze nie kocham meza..to co nas laczy to szacunek i ogromna przyjazn...wspiera mnie ,jest zawsze obok ,moge zawsze na niego liczyc...ale nie ma juz iskry ...,nie spimy ze soba od prawie 2,5 roku. dodam ze jest miedzy nami znaczna roznica wieku.przeciagam rozsatnie ,bo jestem egositka...nie chce go skrzywdzic ,choc wiem ze go krzywdze....boje sie ze nie znajde nigdy nikogo tak mi oddanego ....zyje w zawieszeniu ,tak jak on....

Autor: ja  23.05.2007 zgłoś

hmmm... punkt widzenia zlaezy od punktu siedzenia.... mowi sie wina po srodku... zawsze winni oboje... ale co jesli ktos mial w kims oparce max... i w zerwaniu jest mu wyrzucane "nienawidze Twojej dobroci, naiwnosci" czy facet musi ponizac kobiete zeby czula sie sznaowana? bo je nei znam odpwoiiedzi i mnei nie ciekawi naet chcec jej powrotu... nie ma kulturalnych rozstan, bo lepeij jest sie witac, aniezlei zegnac poprostu wszystko jest w nas i to od nas zalezy najgorsza jest milosc jednostronanna z wykorzystaniem, ktora ja przezylem, a teraz niby 2x mialbym miec ale naiwnosc sie konczy wraz z oczatkiem bolu i przezyciem tego dolu, szantaz dzieckiem to chyba zwykla codziennosc u kobiet realia jestes facetem masz pecha jestes ciut madry masz szczescie za te szaraczki pod glowa bo kto uwierzy na slowo facetowi jesli sie obiera dorge trzeba byc konkretnym bo nie da sie wejsc 2x do tej samej rzeki to jest niemozliwe

Autor: Jolanta  25.05.2007 zgłoś

Kilka lat temu,mając 52 lata odeszłam od mężą gdyż wielokrotnie byłam zadradzana. Przy kolejnej kochance nie wytrzymałam, zostawiłam nowowybudowany dom, zwierzęta ( syn już miał swoją rodzinę)ikupiłam mieszkanie w bloku, założyłam sprawę o rozwód bez określania o winie. Chciałam jak najszybciej zakończyć ten straszny stan. Wiem, że zrobiłam to za późno. Przy ostatniej kochance, 20 lat od męża młodszej,wszystkie były młodsze, zachowywał się tragicznie. Arogancja, ciągłe awantury, lekceważenie, poniżanie, podkreślanie, że jestem już stara zmusiło mnie wreszcie do takiej decyzji. Nadmieniam, że mój "były" zajmował wysokie, eksponowane , doskonale płatne stanowiska.Zawsze pracowałam zawodowo, jestem szczupłą, zadbaną osobą, nadal podobam się mężczyznom i nie chodziło tu o to, że z tego powodu pozostawałam w tyle.Mój pan miał naturę wiecznego zdobywcy, imponowało mu posiadanie młodej kochanki, wnosiły w jego życie ekscytację, czuł się dzięki temu super manem, który osiąga w życiu same sukcesy. Czy można się rozstać kulturalnie, nie bardzo, chociaż robiłam wszystko aby tak było, aby nie"prać" publicznie brudów. Mężowie dwóch jego pań przychodzili do mnie abym zeznawała jako świadek w ich procesach rozwodowych, odmawiwłam, bo nie chciałam tego roztrząsać, robić widowiska, ale Bóg mi świadkiem, że miałam ochotę na "słodką" zemstę,wydawało mi się jednak , że nie powinnam, bo to ojciec mojego syna i dziadek moich wnuków. Nadal jeste w "żałobie", nie mogę pogodzić się, że praktycznie nie mam rodziny, że 30 lat żyłam z mężczyzną nie wiem po co? Za późno na takie refleksje, no cóż ? Mogłam mu i miałam okazję, robić różne świństwa ze względu na jego obejmowane stanowiska, ale starałam się podchodzić do tego z godnością, ale czy warto? Niestety nie mam pewności. Nadal pracuję, jakoś sobie finansowo radzę,mam spokój jestem szanowana, ale nie pozbędę się już chyba uczucia przegranej,boję się zgorzknienia, starości. To się tak dobrze postrzega rozstawanie z kulturą ale jest to straszliwie trudne i mam wrażenie, że w moim przypadku ułatwiłam mojemu mężowi tylko życie.

Autor: Ewusiaczek  21.05.2007 zgłoś

Uwazam ze aby rozstac sie z kultura najpierw trzeba dostrzec wady u siebie i przedewszystkim nie zrzucac winy na partnera... Wina zawsze jest po obu stronach... Jednak to nie wystarczy.. Trzeba przedewszystkim miec kulture i umiec sie zachowac godnie...

Autor: zielonooka  13.06.2007 zgłoś

najwzniejsza w zyciu jest milosc i trafia sie nam w najmniej oczekiwanych momentach i to najczesciej wtedy kiedy juz przestaniemy szukac i tak usychamy jak kasztany w skorupkach a tu nagle olsnienie grom z jasnego nieba .wlasnie mnie cos takiego spotkalo czego wam wszytskim zycze .abyscie znalezli swoje miejsce w zyciu i umieli zatracic sie w szczesciu i potrafili uwierzyc w drugiego czlowieka .moze i tym razem sie sparze ale jak nie sprobuje to sie nie dowiem .uwaga skacze trzymajcie kciuki pozdrawiam wszystkich .

Autor: Martysia  21.05.2007 zgłoś

Uwazam ze rozstanie w kolturalny sposob i dalsze utrzymywanie kontaktow jest mozliwe tylko jesli ktoras ze stron ma dalej nadzieje na powrot, tak bylo ze mna , sadzilam ze to bardzo dobrze ze ytrzymuje z bylym kontakt, rozmawiamy o wszystkim i bylo ok , ale do czasu.pewnego dnia zaczal pisac ze teskni, kocha i chcial wrocic, kiedy po raz kolejny odmowilam kontak urwal sie juz na dobre.

Autor: rozgroryczona  06.07.2007 zgłoś

Ja rozstałam sie po 24 latach. Było to dla mnie trudne i chociaż minęło już 2 lata po rozowdzie, to chyba teraz żąłuję, że tak łatwo zgodziłam się na rozwód. B. mąż ma (jeszcze przed śubem, co namnjiej 2 kata przed rozwodem) nową Panią (zresztą nie pierwszą), szaleje (świetnie nią się opiekuje), a mnie i syna zostawił - bo się nami znudził. Syn do tej pory wszystko przeżywa (mimo, że ma 23 lat - nie może ojcu darować, że zostawił go i wychowuje Jej córke - 18 letnią). Ta Pani jest dosyć majętną osobą nie chce wychodzić za mąż, ale ma faceta wykształconego (z kasą też) i na wysokiim stanowisku rządowym. Pozdrawiam.

Autor: zielonooka  13.06.2007 zgłoś

chcialam jeszcze dodac ze kulturalne rozstania sa mozliwe zaleza tylko od tego czy mamy klase i czy osoba z ktora zwiazalismy sie ma ja rowniez

Autor: Robert  19.06.2007 zgłoś

Kup mu ladny zapach Axe na prezent i wsio, przynajmniej zapewnisz mu branie :D

Autor: wykształciuch  25.05.2007 zgłoś

do "megi" student, który nauczył się "wszystko" na temat dżdżownicy przychodzi na egzamin. dostaje pytanie od profesora na temat funkcji trąby u słonia. odpowiada, że trąba jest podobna do dżdżownicy, a dżdżownica...... zabawne, prawda?

Autor: kicia  25.05.2007 zgłoś

Moim skromnym zdaniem kulturalne rozstanie nie zalezy przede wszystkim od kultury obojga partneró ( choć oczywiście jest to ważny czynnyik) ale od jakości związku i przyczyny rozstania. Nie piszę tego, zeby usprawiedliwic moje beznadziejne rozstanie, w sumie to ja jestem kulturalna, on również. Tylko nie mogę przejść do porządku dziennego, że jest inna. Rozstał się ze mną prawie pół roku temu ale dopiero niedawno dowiedziałam się o innej. I marzę o tym zeby ją skrzywdzić tak strasznie mocno i jego. Ja wiem, ze to bardzo brzydko ale czuję ze nie zacznę nowego rozdziału w moim zyciu dopóki się nie zemszczę. Jak można rozstać się w zgodzie jesli dowiadujesz się, ze cię oszukiwano? Pluń kurwie w twarz, powie, że deszcz pada? Mam być miła, uśmiechać się do nich i jeszcze zaprzyjaźnić się z tamtą? To jest życie a nie moda na sukces. Zgadzam się, że najbardziej bedzie bolało to, że będzie się dla kogos tylko wspomnieniem. Ja boję sie że będę bladym wspomnieniem, wieć zrobię wszystko zeby zniszczyć mu życie, tak jak on to zrobił mnie. Spędziłam z nim 1/4 mojego życia, zaczełam z nim być jak miałam 15 lat, on jest starszy to mogł przewidzieć konsekwencje swoich czynów. Najgorzej się dzieje, jesli komus wydaje sie ze jest kims lepszym od innych. Tak jak moj byly. Mysli, ze jest facetem wiec ma prawo kogos skrzywdzic kosztem swojego szczescia. moze latwiej by mi było gdybym choc raz widziala go smutnego, a on zawsze szczesliwy, usmiechniety a ja co noc placze bo moje jego zycie bylo moim zyciem i teraz zostalam z niego nieelegancko wyrzucona. Wiem, ze to blad tak uzaleznic sie od mezczyzny, ale teraz mam nauczke, choc nie mam ochoty budowac zwiazku. Moj byly zniszyl mnie, sprawil, ze majac lat 20 jestem tak zgorzkniala, ze strach pomyslec... Rozstanie z klasą jest możliwe wtedy kiedy związek ma klasę.

Autor: szczesliwa  04.06.2007 zgłoś

ja pomimo mlodego wieku bo mam zaledwie 18 lat jestem z chlopakiem prawie 3 lata, moze to komus wydac sie smieszne ale nas łączy naprawde bardzo wielkie uczucie, mamy wspólne plany, obietnice, jest on dla mnie taki wspanmiały, nie mam nic mu do zazucienia, bardzo żadko sie kłucimy a jesli juz sie to zdaży to zawsze jedno z nas ustepuje i wszytsko wraca znów do normy , przeszlam taki okres w naszym zwiazku ze bylo naprawde nam ciezko ale gdy to wszytsko minelo nadal powrucily radosne dni, wiem ze to jest milosc chociaz kilka miesiecy zastanawialam sie czy to nie aby przyzwyczajenie, prezez miesiac nie tesknilam za nim nie czulam potrzeby przytulenia pocałunku, chcialam byc sama poprostu sama, wyobrazalam sobie to jakby to bylo gdybym poznala kogos innego, te motylki w brzuchu , poznawanie siebie na z\wzajem.... ale po jakims czasie uswiadomilam sobie ze kocham swojego chlopaka ze jestesmy razem tak dlugo i ze nic naszej milosci nie przeszkodzi, te dziwne odczucia braku nowego chlopaka minely znow zaczelam tesknic za moim ukochanym i do teraz jest nam wspaniale, pisze to po to bo chcialam abyscie uswiadomili sobie ze w kazdym dluzszym zwiazku jest czas na zastanawianie sie czy to nie jest przyzwyczajenie, chcemy czegos nowego, pragnieny przezyc milosc jeszce raz poznawanie siebie wzajemnie, sekrety te ciagle pytania, i jak juz mowilam motylki w brzuchu, pocace sie dlonie na widok ukochanego, serce bijace mocniej, kazdy czlowiek przyzywa uczucie braku czegos takiego ale ci ludzie ktorzy sobie z tym poradza i za niedlugo czas to uczucie minie moga byc swiadomi ze sa naprawde zakochani niestety zdazaja sie tacy ludzie ktorzy pod wpluwem braku emocji uczuciowych koncza swuj zwiazek i w niedlugim czasie znajkduja sobie innego partnera, na szczescie ja moge bez wachania powiedziec ze niuc do szczescia mi nie brakuje

Autor: Ewa  29.05.2007 zgłoś

Do Kamili Myśle ze jest wiele kobiet w takiej samej sytuacji jak my,grunt to się nie poddawać. Ja mam trochę łatwiej -moje dzieci są już pełnoletnie,rozumieją co się stało i pomagają mi ...bardzo.Jesteśmy we trójkę i wiemy że możemy na siebie liczyć zawsze. Pewnie niedługo się usamodzilnią i zostanę sama,ale...tym będę się martwić potem. Podobno "co nas nie zabije -to nas wzmocni":) Wierzę że jest jeszcze coś fajnego przede mną i przed Tobą Kamilko. Pozdrawiam:)

Autor:  21.05.2007 zgłoś

*rodzicom off kors

Autor: Zrywaczka  21.05.2007 zgłoś

Mozna rozstac sie kulturalnie ale to strasznie trudne, bo zawsze ale to zawsze towarzyszą temu niemałe emocje. Zwlaszcza jesli ma się świadomosć ze ktoś, kto jeszcze niedano był bliski - bedzie na tym cierpiał. Warto jednak , jesli już podjęło sie decyje o rozstaniu, jak najszybciej ją zrealizować i być konsekwentnym w działaniu, bo w przeciwnym razie dając komuś złudna i fałszywą nadzieję na ciąg dalszy - jeszcze trudniej przychodzi rozstanie. Z własnego doświdczenia: chciałam kiedyś załatwic "to" w kulturany sposób. Zaprosiłam swojego byłego obecnie już mężczyzne do teatru, chcąc póżniej poważnie porozmawić o tym że nie widze przyszłości dla naszego związku (wówczaa pół rocznego). No i niestety, po przedtawieniu mój ex- ze łazmi w oczach stwierdził że to był najpiękniejszy wieczor w jego życiu. Nie chciał mu go pusć, odłożylam sprawę. Pózniej była jeszcze kolacja i moje urodziny. za każdym razem wymiękałam , bo jednak był to porządny facet i w miarę wrażliwy, tylko że nie dla mnie...zabrakło chemii i odrobinę czegoś nienazwanego na poziomie intelektualny, tej wpólnej fali. Skutek był taki, że "zrywałam" 3 miesiące, a kiedy zdobyłam wreszcie się na oststeczna rozmowe - w eleganckiej kawiarnii (gdzie go zresztą zaprosiłam), czułam ulgę ,uff, załowałam ze tak pózno, bo wiem jak to strasznie przezył. Warto działać kulturalnie, przemyślanie ale stanowczo.

Autor: krka  21.05.2007 zgłoś

Wszystko zależy.. od sytuacji w której ludzie się rozstają, od powodów podjęcia takiej decyzji. Jeśli któraś strona skrzywdzi, to należy jak najszybciej odizolować się by jakoś zapomnieć i iść do przodu. Mówie z perspektywy osoby bezdzietnej. Gdy są dzieci zrobiłabym wszystko by nie skrzywić ich podejścia do miłości. Różnie się życie układa, a to że rodzicą nie wyszło nie znaczy, że nie należy wierzyć i walczyć o to by było dobrze.

Autor: m...  23.05.2007 zgłoś

Ja jestem ze swoim facetem 1,5 roku. Jest wspanialy, kiedy jestem z nim czuje sie bezpiecznie, kocha mnie ponad zycie, naprawde mu zalezy na nas... ale ja na to nie zasluguje, chyba jest mi z nim za dobrze. Robie mu awantury z byle powodu... moze szukam pretekstu, moze jest go w moim zyciu za duzo. Sama nie wiem. To co do niego czuje to raczej nie jest milosc, pomimo ze bardzo bym chciala go kochac tak do szalenstwa. Poprostu nie potrafie. A najgorsze jest to, ze zycia bez niego tez juz sobie nie wyobrazam. Moze jest jakis inny sposob niz rozstanie... jakies cudowne lekarstwo na ozywienie uczuc?

Autor: Urszula  21.05.2007 zgłoś

Cześć Wszystkim. Jestem 50-tką, która przeżyła rozwód rodziców w wieku 12 lat. I rozwód syna rok temu. Moi rodzice mimo żalu, pretensji i kiepskich wspomnień, potrafili bywać wspólnie na naszych uroczystościach, choć już w innych parach. Mój syn, ktorego starałam się wychować w szacunku do innych, utrzymuje kontakty ze swoją byłą żoną, choć jest w innym związku. Można, ale nie ma nic ot tak sobie. Ja zawsze miałam czas dla mojego syna i starałam się rozmawiać o wszystkim. Teraz jest mu łatwiej.

Autor: Sylwia  13.06.2007 zgłoś

Kiedy mój Facet ze mną zrywał,zachowałam zimną krew,bo zależało mi na tym,żebyśmy pozostali przyjaciółmi.Miałam nadzieję,że nadal pozostaniemy sobie bliscy.Kiedy odchodził,nie robiłam Mu wyrzutów,a kiedy płakałam i nie mogłam znieść tęsknoty,nie dzwoniłam do Niego.Chciałam,żebyśmy rozstali się kulturalnie.Pod Jego adresem nie padł ani jeden zarzut z moich ust.Po jakimś czasie uporałam się z bólem rozstania,zajęłam się rzeczami,które wzbogaciły moje życie.I wszystko byłoby super.Ale nie jest.Kiedy ze mną zrywał,powiedział-chociaż ja Go to nie zapytałam-że nie chodzi o inną.Dzień przed moimi urodzinami dostałam wiadomość.Od kogo?Jego dziewczyny,która napisała,że zerwał ze mną dla niej i że ona Go kocha.Nie do opisania jest to,co wtedy przeżyłam.A ta bezczelna dziewczyna napisała jeszcze,że nie wie,czemu do mnie pisze,ale chyba po to,żeby mnie przeprosić,bo ma wyrzuty sumienia.Musiałam na nowo dochodzić do siebie,ale nienawiść,którą czuję,nie pozwala mi zapomnieć.Nie rozumiem czemu mnie okłamał,to nadal boli.Że nie potraktował mnie jak przyjaciłókę i nie wyznał,dlaczego podjął taką decyzję.Naraził mnie na czytanie tego idiotycznego listu triumfalnego.Jedyną rzeczą,która mnie pociesza,jest to,że związał się z zupełnym Brakiem Mózgu,który nie ma bladego pojęcia o istnieniu zasad ortografii i interpunkcji,nawet Jego imię pisze z małej litery.

Autor: miriam  02.06.2007 zgłoś

do Zapłakana zgadzam sie całkowicie z Tobą---- Taaak to faceci mie potrafią słuchać i rozmawiać oni potrafią tylko brać, byc niezadowoleni nie tłumacząc dlaczego a jak nadazy sie okazja kiedy chociażby do wirtualnej osoby moze się pozalić i odwrotnie też jest szczęśliwy ale dlaczego? odpowiadam ponieważ jego i jej wypowiedzi w związku z tym iz sie nie znaja nigdy nie widzieli nie mogą być sprawdzone, skonfrontowane, rozmawiaja długo często upajając się swoimi głosami, dochodza do wniosku że sa nieszczęśliwi, że zarówno On jak i Ona przeżyli koszmar w swoich związkach, cały czas winiąc partnera przecież to jest chore. Po moich doswiadczeniach z wirtualna znajomoscia mojego M na codzień obserwowałam jak facet się zmienia kiedy jest słuchany, kiedy nikt nie moze podwazyć jego wypowiedzi, kiedy sie z nim zgadza itd. był ślepy, w ogóle nie interesował sie sprawami domowymi ( nie mówie o mnie ), swoja niebytność w domu zwalenie w tym tak ciężkim czasie dla mnie calkowicie wszystkich obowiazków na mnie ( dom, praca, swiadomośc zdrady i rozwód ) tłumaczył prosto " chce mniec spokój, nie chcę sie kłócic, nic nie będę tłumaczył bo jestem wolnym człowiekiem, no i oczywiscie kultura mi nie pozwala na nieeleganckie zachowanie " fajne prawda.

Autor: Kati  25.05.2007 zgłoś

Jakiś czas temu związałam się z chłopakiem,który wcześniej nie miał nigdy dziewczyny a ma już skończone 27 lat.Wszystko było pięknie,ładnie:smsy na dobranoc, spotkania(bardzo częste).Jednak jak szliśmy ze znajomymi do pubu on zachowywał sie tak jakbyśmy byli dla siebie obcy.Jednak się nie poddawałam.Zabrałam go raz na imprezę z moimi znajomymi ze studiów-no wtedy to już go miałam serdecznie dość.Zaproponowałam żebyśmy jakiś czas od siebie odpoczęli(myslałam że sobie to przemysli i mi powie dlaczego sie tak zachowuje)-zgodził się bez oporu.Cały tydzień nie dał znaku-nawet w Walentynki(bo akurat były w tygodniu).Miałam dość takiego zachowania-chciałam pogadać-spotkaliśmy sie dopiero po kolejnym tygodniu.Stwierdził,że dla niego nigdy nie było Walentynek-że on nie wie co to sa Walentynki.Uderzyło mnie to ale postanowiłam dać mu druga szansę. Spotkalismy się jeszcze raz..a później miał do mnie przyjechać ale nie dał rady;w kolejnym dniu ja nie dałam rady a jak chciałam sie z nim spotkać to mi napisał,że jeszcze da znać bo go nie ma w domu i nie wie kiedy będzie.Nie dał znać.Po paru dniach dostałam od niego smsa na Dzień Kobiet zaczynający się słowami"z bukietem róż nie moge przyjść...".Spłynęło to po mnie -nie zamierzałam mu nawet dziekować.Nigdy nie powiedział mi czegoś miłego-że ładnie wyglądam albo coś w tym stylu.Nie miałabym mu niczego za złe gdyby powiedział mi wprost,że nie chce sie ze mna spotykac-nie zatrzymywałabym go bo nic na siłe.Teraz nie utzrymujemy kontaktu...jak pomyslę,że kiedyś patrzyłam na niego(pomimo jego wad) jak na kogos najważniejszego w moim zyciu to mi do głowy nie chce wejść jaka głupia byłam!!!

Autor: amimoni  23.07.2007 zgłoś

Viki ja mysle ze bedzie lepiej jak poprostu powiesz mu o tym co czujesz,ze lepiej bedzie dla was jak nie bedziecie tego dalej ciagnac,bo dlaczego masz sie meczyc i cierpiec.Jestes o tyle w dobrej sytulaci ze to nie jest twoj maz tyklo chlopak.Powiedz mu ze jest i zawsze bedzie twoim przyjacielem.Choc wiem ze na poczatku trudno bedzie przyjac mu to do wiadomosci.I napewno bedzie mial do ciebie zal.Powiem Ci jedno to ty jestes najwazniejsza i to twoje zycie to ty masz byc szczesliwa.Pozdrawiam

Autor: klara  03.07.2007 zgłoś

Autor: mariola (2007-05-30 14:18:46) ----- "Jestem od 8 lat w związku z żonatym mężczyzną , rozstawałam się kilkanaście razy i nie potrafię się uwolnić,mam dość jego żony ,nie mogę już tego znieść i nie potrafię odejść , może przyczyną jest to , iż razem pracujemy" Ty masz dość jego żony??? A co ona ma powiedzieć? Zamiast rozbijać małżeństwo zmień pracę, zostaw faceta, który nie szanuje ani ciebie ani swojej żony. Tak ci zależy na pieniądzach? -------------------------------------------------------------- Autor: kropka (2007-06-13 13:27:00) Jeżeli było się w związku 30 lat.I jest się kobietą po 50-ce,a mąż "znalazł" młodszą o kilkanaście lat,twierdząc,że ja nie pasuje do niego bo jestem za stara.CZY TO NIE BOLI??? ------------------------------------------------------------------ Jak można rozstać się kulturalnie gdy przyczyną jest jakaś młodziutka dziwka? Jak można kulturalnie gdy z powodu takiej mąż zapomina o dzieciach? Jak można kulturalnie gdy czujesz się jak stary niepotrzebny mebel? --------------------------------------------------------------------------------- Ile jest takich jak Mariola? Ile jest takich jak kropka? Młode nie mają żadnych skrupułów i pchają się do łóżka żonatym facetom, bo pieniądze, kariera, dobra pozycja. Nazywają miłością to co jest zwykłym łajdactwem. Faceci szukają młodej d.... bo żona przytyła po latach. A kobiety porzucające mężów, dzieci, rzekomo w imię miłości. Cóż to za miłość na zgliszczach, na łzach, krzywdzie innych osób? Kulturalnie, ale nie wtedy gdy ktoś kogoś oszukuje, wymienia na inną osobę. Można kulturalnie, ale nie wtedy gdy stanie się to dopiero z powodu kochanki czy kochanka. Jeżeli dwoje ludzi nie chce być ze sobą, nie potrafi, można kulturalnie. Ale nie wtedy gdy odchodzący toczy wojnę o dom i pieniądze, żeby wspólny dorobek oddać dziwce okradając własne dzieci. Żeby tych dziwek nie było tyle, świat byłby o wiele lepszy. -------------------------------------------------------------------------------- Autor: zielonooka (2007-06-13 17:45:12) ----- "chcialam jeszcze dodac ze kulturalne rozstania sa mozliwe zaleza tylko od tego czy mamy klase i czy osoba z ktora zwiazalismy sie ma ja rowniez" A co dla ciebie znaczy "mieć klasę"? Jeżeli walczę o małżeństwo, wymagam szacunku i wierności, czy mam klasę? Czy zapewnienie alimentów dla dziecka, nie zgadzanie się na sprzedaż mieszkania, jak chce dziwkarz i dziwka, czy to jest klasa, czy już nie? Oj naiwna, naiwna, naiwna ................ Albo tak wyrachowana. --------------------------------------------------------------------------------- Autor: Misia (2007-06-17 17:17:06) ----- Do m m m Od siedmiu miesięcy jestem w związku z mężczyzną, ktory jest w podobnej do Twojej sytuacji. Ma córeczkę, którą kocha nad życie i żonę której nie kocha ale ze względu na małą jest gotów zrezygnować z prawdziwego uczucia jakim mnie darzy. Próbowałam przekonać go że taki związek to chory

Autor: klara  03.07.2007 zgłoś

Autor: Misia (2007-06-17 17:17:06) ----- Do m m m Od siedmiu miesięcy jestem w związku z mężczyzną, ktory jest w podobnej do Twojej sytuacji. Ma córeczkę, którą kocha nad życie i żonę której nie kocha ale ze względu na małą jest gotów zrezygnować z prawdziwego uczucia jakim mnie darzy. Próbowałam przekonać go że taki związek to chory związek ale on jest przekonany że jeśli zostanie z żona to mała bedzie szczęśliwa. A to nie jest prawdą. Mężczyźni! Jak do niego dotrzeć, co zrobić żeby go przekonać, że postępując w ten sposób krzywdzi wiele osób? Jego żona wie o mnie. SAM JEJ POWIEDZIAŁ Kolejna dziwka której wydaje się, że z racji młodego ciała świat do niej należy. Ciekawe czego będziesz chciała, gdy ty będziesz matką i żoną a twój ukochany mąż zechce cie wymienić na młodszą? Mówisz "chory związek". A to co robisz to nie jest chore? ------------------------------------------------------------------------------------- Są tu różne wypowiedzi, mniej lub bardziej rozsądne. Ale przerażające jest to, że ludzie nie widzą jak podle żyją, jak zabawiają się cudzym kosztem, jak niszczą psychikę innych. W imię czego? Udawanego uczucia? Chęci życia w dostatku? W celach rozrywkowych?

Autor:  01.07.2007 zgłoś

nie wiem do kogo pisze ale moge powiedziec ze mam 30 lat ciezkomi bylo w zyciu i poznalem dziewczyne ktora pokochalem bylo miedzy nami duzo sporow ale pojawilo sie dzicko i jest ma teraz szesc lat mama jest jego mlodsza od taty o piec lat niedaje rady bo moja zona mowi ze mnie kocha a ogulnie mnie zostawia idzie na imprezy!!!! I NIBY MA BYC OK MAM TEGO DOSC I NIE WIEM CO ROBIC ONA WKALISZU A JA MAM PRACEWLADYNIE I CIEZKOMI Z NIA ZERWAC BO JAKOCHAM PROSZE OPOMOC????

Autor: weronika  14.09.2007 zgłoś

Odchodziła kobieta od mężczyzny.... tak na raty...po 10 latach związku i 7 latach małżeństwa po raz pierwszy czuję, że potrafię bez niego żyć, ale nie potrafię patrzeć na ból w jego oczach. Czy znajdę w sobie dość siły, żeby ostatecznie przeciąć ten węzeł?

Autor: dobry duszek  05.08.2007 zgłoś

Ja jestem juz ponad rok po rostaniu, nie układało nam sie to mój były partner podjoł tą decyzje. Mi było troche żal wspulnych lat ale wiedziałam ze ten zwiozek nie ma dalej aesu! Zaczełam nowy zwiozek:) a mój były nagle sie pojawił, pierw miał przyjacielskie nastawienie, potem coraz bardziej natretne:( szantarzował mnie, obgadywał przed znajopmymi i to w imie wielkiej miłosci do mnie:( Ja juz nie mam na to siły, z tym człowiekiem nie można sie normalnie dogadac on żąda abym wruciła do niego i juz! Tłumaczyłam, prosiłam.... nawet groziłam zeby dał mi spokój a on i tak swoje. Zaczynam myslec ze z jego strony to jakas chora obsesja bo inaczej tego nie potrafie wytłumaczyć:(

Autor: Dziennikarka22  24.05.2007 zgłoś

Szczerze zaintrygował mnie tytuł tego artykułu...zazdroszczę tym, którzy rozstali sie "normalnie" i "kulturalnie".To wielka sztuka w dzisiejszych czasach.Rozstanie mówi wiele o związku o o tworzących go ludziach.Wiem,cos o tym,bo jestem swiezo upieczoną singielką,i nie zycze nikomu rozstania i naglych,jednodniowych powrotów.Decyzja o rozstaniu powinna być ostateczna,a nie że nie chcesz być z kimś TERAZ ale MOŻE POTEM.Kiedy potem?!...Trudno jest sie rozstac po ludzku,bo zawsze jedna strona cierpi mocniej niz druga,tzn przewaznie.Myslę,ze cudownie jest wiedziec co słychać "u niego" lub "u niej",rozmawiać i mieć też jakiś dystans do siebie.W końcu chodzi tu także o szacunek dla zakończonego związku,jak i dla samych siebie. Pozdrawiam:*

Autor: Inny  24.05.2007 zgłoś

No i weszło mi w nawyk... znowu tu zajrzałem ;) Gromy spadną na mnie pewnie za wypowiedz "nie na temat", ale zaryzykuję... Megi, znasz stary kawałek Chłopców z Placu Broni "Coś na drogę"? :) Posłuchaj ja możesz... to trochę o mnie, śliczny, mądry tekst, w prostych słowach ujęta jedna z prawd :)

Autor: soguee  01.06.2007 zgłoś

glównie do Vikiii mam ten sam problem, ja jestem męzatkąod dwoch lat (za pare dni rocznica)i ten sam problem. kochalismy sie, kiedy mnie zostawil po 3 latach (wrocil do bylej) myslalm ze umrę bez niego. bylismy na jednym kierunku studiów, co dzien sie widywalismy, wrocilismy do siebie po 8 miesiacach. po 2 kolejmych wzielismy slub. od roku nie potrafimy sie dogadac. ba, to nawet inny problem, wiecie, z zazdrościa czytam o tym ze SIE KŁOCICIE, NIEDOGADUJECIE... my po prostu ze soba nie rozmawiamy.ja pytam, on odpwie monoslyabami. gdybym nie zadawala pytac, pewnie moznaby nie rozmawiac wcale. w dodatku on pracuje po 12h dziennie. choc spelnia sie w pracy, robi to co kocha, i wydaje mi się,ze jest to ucieczka przed powrotem do domu. ja przeciwnie, pracuje w domu i kiedys bardzo odczuwalam kiedy wychodzil o 7 i wracal o 19, albo czasem i 23h....teraz znalazlam przyjaciol w internecie (moi ze studiów praktycznie wszyscy na dorobku nad Tamiza) i nie czuje sie tak samotna... ale to nie ma sensu, zycie jest tu, a nie w wirtualu. chcaiabym wyjsc z KIMS do kina. pogadac, pograc w scruble, chcialabym miec dzieci. a z nim, kiedy jestesmy tak daleko... juz nie chce, bo i po co skoro on by ich nawet nei widzial. wiecie moj dom jest najsmutnejszym jaki znam....czasem sobie mysle, ze nawet gdybym spakowoal dziś walizkę (a taka chetka mnie napada.. zostawic mu moje mieszkanie, spakowac sie w 2 walizki i zniknąc po cichu) on by nie zauwazyl.... to by bylo kulturalne rozstanie? pozdrawiam Wszystkich równie samotnych... i tych bo mieszkająsami i tych, którzy się ze swoim partenrem mijają w domu "hotelu" :(

Autor: Patryk  29.05.2007 zgłoś

Wyksztalciuch, jestes kretynem :D

Autor: miriam  29.05.2007 zgłoś

Az napiszę hej spokojnie nie tak nerwowo czy cos sie stało wykształciuch nic takiego nie napisał, zacznij czytać z mniejsza dozą uprzedzeń a odczytasz inaczej. Wykształciuch "każdy jest wolnym człowiekiem" tak zgadza się, ale każdy człowiek w ramach swojej wolności nie ma prawa filozoficznie z pełna kulturą przez siebie pojętą uderzać " różowym " nożem w plecy. Przypominasz mi sceny przez które przeszłam na ziemi nie z opowieści, dopóki jest się przekonanym ze gra o którą się walczy przyniesie osobie odchodzącej zyski doputy będzie swoja filozofię prowadził bez żenady a kiedy dostanie "kosza" szlag trafia wszystko, wolność którą się mozna zachłysnąć, własny honor, własna wartość. Iza piszesz o wewnętrznych wartościach, o 10 letnim stażu małżeńskim, tak te wartości są dopuki twoje wartości są zauważane a co zrobisz jak ktoś je zdepcze i udowodni Ci iz Twoja wartość jako partnerka juz nie ma znaczenia przynajmniej na czas romansu.

Autor: lolek7  24.05.2007 zgłoś

może zacznę od tego, że nasze małżeństwo rozpada się z mojego powodu. tak przynajmniej twierdzi moja jeszcze żona i ma rację (o zgrozo). na początku jeszcze nam jakoś wychodziło, ale potem przestałem szanować żonę. dziecko i dom stały się dla mnie najważniejsze. a po porodzie martwiłem się, że to ja zostanę odsunięty na dalszy plan. ciężko zapracowałem na nasze rozstanie, naważyłem piwa, które teraz przyjdzie mi wypić. chciałbym, aby nasze rozstanie odbyło się w kulturalny sposób, ale to nie jest możliwe jeśli jedna strona nie chce tego rozstania i pragnie za wszelką cenę uratować ten związek. za cenę całkowitego poświęcenia swoich pragnień, całego siebie. jak można kulturalnie się rozstać, kiedy twoja żona mówi ci po 13 latach bycia razem, że już cię nie kocha. proces umierania uczucia rozpoczął się już 3 lata temu... odbiegłem od tematu, albo w ogóle to nie jest na temat. uważam, że przyjaźń nie może być kolejnym etapem relacji międzyludzkich po miłości. jeśli kogoś się naprawdę kochało i niejednokrotnie kocha nadal to kulturalne rozstanie nie istnieje. strona kochająca jest zabijana i walczy o swoje życie nie przebierając w środkach. życzę wszystkim facetom, żeby nigdy nie musieli przeżywać tego co teraz ja i... na miłość boską szanujcie swoje żony, uwielbiajcie je na każdym kroku, obdarowujcie drobiazgami nie tyko od święta, zabierajcie czasami na kolację do drogiej restauracji i na wakacje za granicą bez dzieci załamany sytuacją swojego związku

Autor: wykształciuch  31.05.2007 zgłoś

do "Grazia" Szanowna Pani. może mój ton jest protekcjonalny, ale jak już napisałem (a rozumiem co pisze), najważniejsza jest treść, a nie ton. zarzuca mi Pani, że próbuję każdego "nawracać", a tymczasem w tym zakresie też już się wypowiadałem. polecam więc przeczytać jeszcze raz, powoli ze zrozumieniem moje wcześniejsze wypowiedzi. wnioskuję, iż Pani filozofia jest zgodna z reprezentowaną przez "Inny" i "Paul". jakakolwiek polemika z tymi przekonaniami jest uznawana przez Panią (i nie tylko) za "atak" na "słuszną i dobrą" opcję. Pani wypowiedź nie jest niczym innym, jak takim samym "atakiem", tylko na opcję reprezentowaną przeze mnie (przez wielu uznawaną za "płytką"). nie lubię posługiwać się cytatami, bo według mnie świadczy to o braku własnej inwencji i podpieraniu się czyimś "dorobkiem". uważam, że każdego człowieka (na odpowiednim poziomie oczywiście) stać na jakieś własne przemyślenia i wyrażenie ich językiem współczesnym. zacytowane przez Panią powiedzenie jest sprzeczne same w sobie. proszę je przeczytać powoli, ze zrozumieniem i wyciągnąć wnioski.

Autor: ania  31.05.2007 zgłoś

Tak słowka ile to nie robią .Przeżylam cos cudownego dzięki pięknym słowką ale cóz trwalo to bardzo krotko bajka szybko sie konczy a teraz najgorsze nie ma go juz wśrod żywych nigdy nie powiedzielismy sobie magicznego slowa ja moge powiedziec kochalam go od pierwszego wejrzenia .Zastanawiam sie dlaczego zginął chcial tak wiele jeszcze zrobić tyle marzeń tyle rzeczy tyle słów do wypowiedzenia.wierzcie mi ,że cece mi peka z żalu nie potrafię normalnie myslec funkcjonowac.Dordzcie mi jak mam zapomniec o nim zeby zacząc normalnie życ .Wszystko mi sie kojarzy z nim.Cholerny smochód i jazda pytam dlaczego on i to w same swieta gdyby wiem ,ze gdybanie nic nie da ale .Poldek był wyjatkowym facetem zwariowanym ale wyjątkowym !Czy znajdę jeszcze takiego ? na pewno nie

Autor: Paul ( Afrykańczyk )  31.05.2007 zgłoś

Witam, Do " Grazia " Dziękuję Ci za pokrzepiające słowa ;) Na pewno Twoje dzieci będą dobrze, ciepło mówiły o Tobie...jeśli stawiasz ich szczęście nad własnym...jeśli dasz im matczynne ciepło i poczują się kochane! Z przykrością zauważam, iż większość obecnych matek zapominają o tym i myślą kategoriami, co JA bedę miała z tego życia...co MI pasuje...JA i ciągle JA nawet kosztem rozbicia własnej rodziny; smutne to :( Życzę Ci, abyś znalazła ( a może już znalazłasz ) i wytrwała na tej drodze miłości, prawdziwej matczynnej miłości do swoich pociech. Pozdrawiam...

Autor: J.  31.05.2007 zgłoś

Witam. Zaglądam tu codziennie od kiedy pojawił się ten temat. Sama niestety poznałam na własnej skórze co znaczy rozstanie, całkiem niedawno. To temat jeszcze poruszający mnie mocno. Zajrzałam tu, bo może spodziwałam sie znaleźć odpowiedz "dlaczego?" ? Nie zamierzałam pisać. Przeczytałam wszystkie wypowiedzi, od samego początku, bardzo różne. Od kiedy pan "INNY" napisał o tym czym jest dla niego miłość, nawiązał się nowy temat, bardzo sciśle powiązany. Dyskusja jaka nawiązała się pomiędzy panami "INNYM" i "WYKSZTAŁCIUCHEM" była bardzo ciekawa, skłaniająca do przemysleń, refleksji. Przyznam że czekałam na kolejne wypowiedzi obu panów. Na początku było to kulturalne i interesujące, teraz do napisania skłonił mnie niesmak jaki odczuwam widzac kłótnie. Nic nie wnoszace, całkowicie odbiegające od tematu. Od kiedy do tematudołączyli się inni uczestnicy dyskusja zamieniła się w serię ripost. Troszkę zaskoczyła mnie postawa pana "WYKSZTAŁCIUCHA" który daje się wciągać każdemu do sprzeczki. Powinien pan pokazać klasę i nie wdawać się w pyskówki. Człowiekowi na pewnym poziomie to nie przystoi.

Autor: Zrozpaczona  31.05.2007 zgłoś

Do Ivy. Rozumie Cię poniekąd... Brak stanowczości i zbytnie skupianie się na tym czego oczekują od nas inni wpędza nas w gorszy dołek:( sama nie potrafie sobie z tym poradzić... nie wiem gdzie szukać odpowiedzi, pomocy. Przecież nikt za mnie nie bedzie podajmował decyzji... Chcę żeby było dobrze, ale z każda chwilą jest mi z tym gorzej... Czuję, że robie coś wbrew sobie i nie potafie tego zmienić...

Autor: do Zaplakana...;)  02.06.2007 zgłoś

Hmm...nigdzie nie jest zapisane ze ludzie sa zwiazani ze soba na cale zycie,ze sa czyjas wlasnoscia...maja prawo przestac sie kochac,chciec byc ze soba...takie jest zycie...ale jak piszesz wyzej ciagle go kocham itd...ale czy ma sens ciagnac to dalej...???pomimo niezadowolenia,klutni itd...czy nie jest lepiej zamknac odrazu za soba pewne rozdzialy zycia i isc do przodu..???widocznie Twoj partner nie wie co to milosc nie dostrzega Twoich pragnien nie slucha,pomimo prosb,proszenia sie o czulg gesty ...a nie kazdy facet potrafi,chce dbac o Kobiete wiec po co go zmuszac...jego strata widocznie nie jest wart tego uczucia..i wszystko jest oki...ale czy kobiety maja prawo ciagnac takie zwiazki kierujac sie "niewidza",a moze sie zmieni..hmm po co przeciez cierpia wtedy oboje i owiele dluzej...a normalnie powinno byc "KONIEC" i nie wazne czy z kultura czy bez niej ale koniec a co ma byc to i tak bedzie...a Ty chyba tracisz czas ze swoim partnerem...a kazdy dzien jest dzien jest wazny bo moze byc ostatni...;))milego dnia

Autor: zdołowana  24.05.2007 zgłoś

mnie chlopak dzisija zostail nie wierze w to.... przeciez bylismy tak szczesliwa para.... nikt nie chce mi wto uwierzyc zego juz nie ma przy mnie,,,, nigdy ise nie klocilimy.... rozumieismy sie pbez slow... nagle przjechal powiedzial ze KONIEc i tyle go widzialam....

Autor: ivy  31.05.2007 zgłoś

hej. chodze z chłopakiem od 1,5 roku. jestem obłudna, wiem, ale tak naprawdę nigdy nic do niego nie czułam, a wręcz przeciwnie, łączy nas naprawde sporo, a zarazem kompletnie nic. 2 razy mogłam być w ciąży, a on zachowywał się jak gówniarz, pomimo, że jest 5 lat starszy. Mieszka 500 km ode mnie, widzimy się przeciętnie raz na miesiąc. Moja rodzina go absolutnie nie akceptuje, przeszkadza w kontaktach. twierdzą, że mamy całkowicie inne charaktery, ja lubiaca sie bawić, on zdecydowany domator. Ja 175cmm on niecałe 170cm... - to ich słowa, nie moje (proszę mnie nie oceniac), zachowuje się jak przysłowiowa "dupa wołowa", wszystkie decyzje musze podejmowac sama. On, bylismy w związku juz jakieś pół roku, wstydził mi się spojrzeć w oczy, trzymać za rękę, o pocałunku nie wspomnę.... Generalnie nie mamy ze sobą nic wspólnego. Zrywałam z nim już 4 razy. za każdym razem grozi, że się zabije, 2 razy próbował popełnić samobójstwo, wyratowałam go zapewnieniem, że go nie zostawię. Do dziś ma powikłania po tabletkach, które wtedy zażył, ma chore serce. Ojciec jego umarł na raka, mama ma najprawdopodniej raka płuc, on smotny, bez rodziny, rodzenstwa, mowi, że tylko ja mu pozostalam, jesli odejdę on odbierze sobie zycie. Jestem z nim, bo moje sumienie woła: nie rób tego.... Ja brzydko mowiac probuje juz wszystkiego, jestem chamska, opryskliwa, nie pozwalam sie dotykac, a on nic.... Nie odpowiadam na telefony, po prostu wywołuje kłótnie, zeby w koncu powiedzial; dosyć.... ten związek jest beznadziejny, toksyczny Przykro mi to pisac, ale ja mam zdefiniowaną anoreksję i bulimię. Wiec on, bawi sie w Zbawiciela i chce byc ze mną, żeby mnie ratowac.... ja bedac w tym zwiazku poglebiam sie w chorobie, zrywając on chce popelniac samobojstwa. Czuje do niego obrzydzenie na samą myśl, nie ma nic....a pomimo tego, nie moge tego skonczyć:( Wiem, że jesli bede konsekwentna, co doradzają tu niektorzy, skonczy sie to tragedią. Dziekuje Bogu, że mieszka tak daleko, bo normalnie nie moglam na niego patrzec jak ostatnio sie widzieliśmy.... kolokwialnie nazywając to, zygać mi sie chce na jego widok. Co zrobic....? To moja wina, jestem beznadziejna, generalnie nie chce mi sie dalej zyć, kiedy pomyśle, że musze z nim dzis gadac przez tel.....

Autor: pytajacy  02.10.2007 zgłoś

Jestem od 3 miesięcy z dziewczyną, może dla niektórych to kropla w morzu dla mnie jednak coś wiekszego - jak powiedzieć dziewczynie która sie kocha, nie chcę tego rozstania, ale boli mnie to że nie bedzie szczesliwa.

Autor: afafag  08.01.2008 zgłoś

jdtygicftgoifctq ytrsx6iosg vftujvfb bvhfjmn ccjubn fxjugh mgjfgvk gkjhb ghkijhmnbj

Autor: Frida77  10.02.2008 zgłoś

Witam Wszystkich. Od trzech tygodni probuje sie pozbierac po rozdtaniu z kims po 8 latach.Ja mam 31 lat on 36.Wrclismy do siebie 2 razy ale tym razem juz wiem ze to sie nie powtorzy.Potrzebuje rady,poniewaz rozstalismy sie sie spokojnie,bez wyrzutow,chociaz on poznal kogos innego,kochalam go bez zadnych zdrad zawsze i teraz chce zeby byl szczesliwy mimo wszystko..Moje zycie przewrocilo sie o 180 stopni,musze pozmieniac plany i zaczac zyc sama.Ale nie chce te 8 lat tak po prostu przekreslic,bardzo chcialabym zawalczyc o przyjazn taka ktora jest zawsze.Czy myslicie ze jest cos co moglabym zrobic??? Pozdrawiam serdecznie.

Autor: AK  16.02.2008 zgłoś

Ja wlasnie zakonczylam cholernie powalony zwiazek...Tak, zdecydowanie toksyczny....Choc sytuacja jest jak rodem z telenoweli...Bylismy ze soba blisko 7 lat. Generalnie nie przezywalam tych wszystkich jazd, choc brakowalo mi pewnych rzeczy, ale zakladalam, ze tak musi byc (mowie o czulosci itp) ale laczylo nas bardzo duzo...wspolne pasje itp...Pierwszym powaznym problemem (nie mowie tu o tym, ze czasem jechal do swojej ex a mnie oszukiwal ze jest gdzie indziej) byla sytuacja po wakacjach w roku 2005...w czasei tych wakacji byl wychowawca na jakis koloniach i tam poznal sie z jakas dziewczyna. Z ktora pozniej smsowal-poniewaz widzialam kilka smsow-no to nie nastrajaly mnie zbyt dobrze...kilka razy wyrzucalam Go ze swojego zycia...On przysiegal ze to nie On itd...W Sylwestra 2006/2007 mielismy byc razem u moich rodzicow...On chcial zebysmy poszli na taka wieksza impreze...ja chcialam byc z rodzicami, poniewaz ze wzgledow "zdrowotnych" CHCIALAM byc z Nimi....kolo 21 przyslal mi SMSa ze poniewaz miedzy nami nie jest ok, to On bedzie u dziadkow...i...wylaczyl telefon...nie chcialam Go widziec...rodzicom nie moglam powiedziec ze TAK mnie wystawil...oczywiscie okazalo sie ze byl w innym miescie...ale nie u dziadkow...tylko...z TAMTA... po prostu nie moglam na Niego patrzec....pojechal z kwiatami do mojej mamy....zostawil kwiaty dla mnie....bal mi sie pokazac na oczy... obcial wlosy bardzo krotko (kiedys powiedzialam ze jak cos podpadnie to taka bedzie mial pokute, bo On KOCHA swoje wlosy)...potem w samochodzi ze mna siedzial i plakal...i nieufnie...ale dalam sie wciagnac we wszystko na nowo... W to Jego wieczne niezadowolenie ze mnie...mimo ze jestem SUPER czulam sie ciagle jakbym nie spelniala Jego wymagan...Po wakacjach w roku 2007 pomoglam mu w zdobyciu nowej pracy...No i coz...okazalo sie, ze tam znalazla sie "nowa kolezanka" oczywiscie zapieral sie ...itp...ale...dowiedzialam sie ze mnie z Nia zdradzil...plakal mi znowu lykal tabletki uspokajajace...wrecz histeryzowal...a ja.....postanowilam mu wybaczyc...ja durna....hehehehehe Zapomnialam dodac...ze przez te wszystkie lata...kazdego "potencjalnego" wielbiciela przeksztalcalam sprawnie w kolege...zeby nie bylo niezrecznych sytuacji. On niby zachowywal sie "normalnie" ale ....stwierdzil, ze nie wie....bo moze jednak cos do Niej czuje...wiec Sylwestra 2007/2008 mamy spedzic osobno, zeby przemyslec wszystko...spotkalam sie ze znajomymi a On byl "u brata"....szkoda tylko ze TAMTA zamiescila na naszej-klasie swoje zdjecie z Nim...wynikalo ze z Sylwestra....ale zanim Ona to zrobila..On byl u mnie...i przysiegal jak o mnie myslal w Sylwestra itd itp jak wiedzial ze NIE TAM gdzie byl bylo Jego miejsce...ze nigdy nie bede przez Niego plakac itp...Dwa tygodnie temu bylam u kolezanki w okolicach Jego mieszkania..poniewaz dzwonil i mowil ze wraca do domu ok 22.30 ja zas wyszlam od kolezanki o 22.20 postanowilam Go odwiedzic... Blad....spotkalismy sie pod blokiem..a On wlasnie przyjechal Z NIA.

Autor: AK  16.02.2008 zgłoś

No to skonczyla mi sie na chwile klasa...i zaczelam z Nia gadac czy spotyka sie z nami naprzemiennie czy takze sypia naprzemiennie... i takie tam...generalnie On byl chyba niepocieszony ze zostal zlapany...przezywal ze stracil szanse i u mnie i u niej.... nastepnego dnia jeszcze z Nia chwile rozmawialam na gg. Generalnie koniec itd....i....tego wlasnie dnia okazalo sie ze jestem w ciazy....Ups...zapomnialam dodac, ze mimo ze caly czas bylam taka grzeczna..to po tym zdjeciu z Sylwestra..przespalam sie z jednym chlopakiem..jeden raz...bynajmniej nie w "niebezpiecznych dniach" no ale...wiec...najprawdopodobniej zaszlam w ciaze Z NIM (moim dotychczasowym facetem).... On oczywiscie "jak tylko mnie bedziesz chciala bede najlepszym ojcem itp"... przemyslalam to wszystko..i nastepnego dnia Go oklamalam...ze....NIE JESTEM w ciazy...w ramach pocieszania sie poszedl do TAMTEJ....ja zas mu powiedzialam, ze gdybym byla w ciazy...byloby niewielkie ale jednak prawdopodobienstwo, ze to nie jest Jego dziecko...no oczywiscie zaczelo sie dopytywanie o moja "zdrade"? choc czy aby to zdrada skoro nie bylam w zwiazku???anyway....w zeszlym tygodniu dowiedzial sie, ze jednak jestem w ciazy....przez kilka dni sie nie odzywal...po czym jak ja sie do Niego nie odzywalam znalazl mnie gonil za mna itp... Nastepnego dnia kolejne jazdy...po czym wczoraj uslyszalam ze tamta powiedziala ze jesli jestem w ciazy (nie powiedzial Jej) to Ona sie zabije...On powiedzial, ze jesli zostawi wszystko a potem sie okaze ze to nie Jego dziecko, to On sie zabije...takze super...wszystko na moja glowe...A jak zadzwonilam do Niego jakos 3 dni temu, bo mialam goraczke, bylo pozno i nie wiedzialam co robic (nikt nie wie jeszcze o mojej ciazy) to nie podnosil..natomiast dostalam smsa od tej dziewczyny "Co sie stalo?" poniewaz nie wiedzialam o co chodzi napisalam "w jakim znaczeniu co sie stalo" no to uslyszalam ze co sie stalo skoro dzwonie tak pozno do Niego a On w tym czasie nie moze podnosic... Super...ja po prostu zwariuje....i mam nadzieje ze wlasnie juz dojrzalam do tego....Nienawidze Go...tak naprawde to chyba nigdy Go tak nie nienawidzilam...nienawidze Go za to, ze okazal sie takim palantem i gowniarzem...Jednoczesnie kocham Go za te wspaniale chwile....i chyba troche za to jakim Go widzialam... Pociesza mnie jedynie to, ze to On bedzie nieszczesliwy... A ja...happy...mam nadzieje, ze ze slicznym bobaskiem MOIM bobaskiem... Czy zmadrzalam? OBY Macie na koncie bardziej powalona historie? Oczywiscie pewnie jutro bedzie do mnie wydzwanial...mam nadzieje, ze bede twarda...I nie dam sie wiecej ranic....Bo nie chce mi sie nawet pisac jakie posrod wszystkich rozmow teksty mi rzucal...nie..nie jakies straszne...ale w stylu "Czy chce zeby byl ze mna z musu" kazalam mu sie zostawic w spokoju... Niech On sie martwi tym jak patrzec na siebie w lustrze.... Wesprzyjcie mnie!!!!

Autor: AK  16.02.2008 zgłoś

Wiec nie sadze zeby w moim wypadku mozliwa byla przyjazn.... Mimo ze nadal Go kocham...nienawidze Go coraz mocniej...i nie chce z Nim rozmawiac... Ale nie mam zamiaru sie chowac i udawac ze mnie nie ma...to JEGO problem..nie moj...

Autor: hedonista  07.07.2008 zgłoś

ciekawe co mnie czeka-wlasnie sie rozstaje i zastanawiam sie jak bedzie to wygladac...

Autor: Małgosia  28.08.2008 zgłoś

A ja mam inny problem. Od 3 lat jestem w związku, który chyba nie ma przyszłości. Pracuje w banku na dosyć wysokim stanowisku, on natomiast nie chce iść do pracy. Utrzymuję go ale ledwo wiążę koniec z końcem. Proszę, błagam i płaczę a on dalej nic. Kupił sobie psa bo mu się chyba samemu w domu nudziło i oczywiście pies też na mojej głowie jak i sprzątanie, zakupy, mycie naczyń. Nie daję już rady.Jestem wiecznie męczona i nieszczęśliwa Wczoraj próbowałam wytłumaczyć mu że musimy się rozstać bo tak dalej być nie może a on na to że on jest w stanie depresji i nie może się pozbierać. Suma sumarum f inansuję mu następny wyjazd. chore...

Autor: Aniusia  30.09.2008 zgłoś

Miałam romans z kolega w pracy.Trwał cztery lata ,świata bez siebie nie widzieliśmy.Byłam gotowa i nadal jestem odejść od męża i być z nim chodź na chwilę.Niestety on czuje sie tym związkiem zmęczony.Nawarstwiają sie problemy w pracy w domu i jeszcze ja .....Powiedział mi,że ciągle mnie kocha ale nie chce już sie zemną spotykać.Wierzycie w to?Czy to w ogóle możliwe ?Jak sie kocha to chce sie być z kochana osoba a nie rezygnować z niej z powodu zmęczenia.Czegoś tu nie rozumie .Mam wrażenie a raczej przypuszczenia ,że zamienił mnie na nowszy model.Kocham go szaleńczo i błagam aby był ze mną skoro mnie kocha.Patrzy mi w oczy i niestety mówi ,że to już nie możliwe.Na przemian jestem zrozpaczona albo wściekła.Mimo ,że nie chce mu zrobić krzywdy to w szale mam ochotę spieprzyć mu życie,powiedzieć jego żonie niech cierpi tak jak ja.Jak to możliwe ,że tracąc cały mój świat mam ochotę zaszkodzić mu.Chyba nie jest to możliwe aby rozstać się naprawdę kulturalnie.Przyjaźń?Prędzej od miłości do nienawiści jest krok niż do przyjaźni.Napiszcie proszę co o tym myślicie

Autor: Moriska  06.10.2008 zgłoś

Witam drogie forumowiczki, od roku jestem zwiazana z pewnym chlopakiem,ktory jest sporo ode mnie mlodszy,myslalam ,ze bariera wieku nie bedzie mi przeszkadzac,ale po jakims czasie okazalo sie,ze ma ona jakies znaczenie.....(.choc bywa ,ze nie zawsze)....nosilam sie kilkakrotnie z zamiarem zerwania znajomosci,ale wiem jakby to sie skonczylo..szantaz,ze np.odbierze sobie zycie,moje wyrzuty sumienia,ze go skrzywdzilam itp.W miare lepszego poznawania go stwierdzilam,ze to nie jest to,mimo,iz na pokaz potrafi niezle grac....nie wiem,czy nie jest za pozno powiedziec "zegnaj",czułabym sie podle....ale tez ile mozna zyc w klamstwie,ze kogos po prostu przestało sie kochac??

Autor: Paula  27.10.2008 zgłoś

Jeśli ktos z Was potrafi się rostać kulturalnie to gratuluje.Ja swojego partnera niechciałabym więcej widzieć i nic o nim słyszeć najlepiej jak by znikł z powierzchni ziemi.To jest za duży ból żeby bez urazy się rostać i zapomnieć to co było kiedyś.Na samą myś chce mi sie wyć.Okropna rzecz narazie jestem w stałym związku od 3 lat ale niejest zawsze kolorowo dlatego napisałam.Często myśle jak by to było bez niego.Życie by przyniosło cos lepszego cos nowego.Ale pamietajcie wkońcu ból mija a przychodzi nowalepsza przyszłość.Trzymajcie się i niezamartwiajcie za bardzo po rostaniu to niekoniec świata.PÓŁ ŚWIATU TEGO KWIATU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Zmeczona ...  06.12.2008 zgłoś

Witam ... Ja jestem w zwiasku 1,5 roku ... jest to dla mnie czysty koszmar, bo nie potrafie sie rozstać z moim chlopakiem albo poprostu sie boje ... bo nie raz mnie straszyl ze sie zabije i to probował nawet robic ... mozna tak powiedziec ze jestem z nim z litości ... ale juz nie wytrzymuje ... 6 miesiecy staram sie z nim roztac ale to nic nie daje ... on nawet nie pozwala mi odejsc!! jestem jak ptaszek zamkniety w kaltce ... non stop on mnie kontroluje ... dzwoni po 10 razy dziennie zadaje swoje rutynowe pytania i narazie ... przez niego nie mam juz przyjacioł nie moge wychodzic z domu poprostu nic ... nawet nie moge wypic piwka jak jest jakas okazja ... koszmar ... widzimy sie codzienne ( poznalismy sie w sredniej szkole i uczymy sie razem w klasie) ciagle zwracanie uwagi ( bo sie usmiechnelam do kolegi) nawet jak rozmawiam z kolezanka on musi wszystko wiedziec co mowilam i co ona mowila ... Te ciagłe pytania !! nerwy mam rozszarpane przez spowadanie sie;( ... nie bylam od 2 lat na dyskotece ( bo on nie lubi imprez) najlepiej zebysmy siedzieli w domu i mu pod nosek jedzienie przynosila ... straszny legat ... nie umie nawet kanapki zrobic ... on mi mowi co mam ubierac ... i kiedy mam ochote cos kupic nowego to on sam mi to wybiera! chlopak powinien bardzo lubic jak dziewczyna sie ubiera seksownie ale on mi tego zabrania ...:( nawet latem musialam nosic spodnie bo spodniczek nie moglam chociaz ze bylo 30 stopni:( czuje sie tak okropnie:( jestem przez niego zniszczona:( moglam bym w nieskonczonosc pisac co on wyprawia ... poprostu jestem jego marionetka i musze robic to co mu sie podoba ... moje uczucia sie nie licza:( przez niego popadlam w nerwice wykanczam sie:( nie wiem co mam robic:( pomóżcie mi:( co mam zrobic zeby rozstac sie z nim w zgodzie i zeby nie popelnil on głupstwa:( POMOCY!!!

Autor: Marek  23.01.2009 zgłoś

Czy można się rozejść kulturalnie ? Nie wiem, wiem że mnie czeka to w najbliższej przyszłości... Czy będzie to spokojne rozstanie czy też walka na śmierć ? Jesteśmy 13 lat po ślubie (15 lat się znamy) mamy prawie 12 letniego syna. Zawsze uważałem, że jest nam ze sobą dobrze, w trakcie małżeństwa nigdy nie mieliśmy awantury, może 2-3 razy zdarzyło się mieć cichy dzień po tym jak jedno zrobilo coś nie tak jak drugie oczekiwało. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, staraliśmy się spędzać każdą chwilę razem. Pół roku temu coś zaczęło być nie tak..Niby nic wielkiego ale to coś, po tylu latach bycia razem wyczuwa się nawet coś czego się nie potrafi nazwać. Później pojawiły się oskarżenia, że Ją ograniczam, że potrzebuje więcej swobody. Okazało się, że był już ktoś inny (prezes jej firmy) gość starszy od niej o 15 lat. Nie wiem czy łaczy ją z nim miłość czy jego pieniądze? Dlaczego tak myślę ? Gdy zacząłem prześwietlać przeszłość okazało się,że w poprzedniej firmie też chyba miała romans z prezesem. Czy chodzi tylko o kasę? Pamiętam jak wtedy mówiła, że musi zostawać dłużej w pracy, że musi iść w soboty bo ma zaległości... Ja byłem wtedy z synem w domu starałem sie przygotować jej coś na kolację zadbać o dom żeby wiedziała że wszystko jest pod kontrolą. A ona mnie od lat okłamywała... To najbardziej boli..Przecież mogła powiedzieć, że nie chce być ze mną ale uczciwie... Teraz też to, że jest z tym człowiekiem dowiedziałem się nie od niej. Nie rozumiem jak można tak kłamać w imię czego? Jak ją pytam jak tą sytuację mamy rozwiązać odpowiada mi, że musi się zastanowić na wyborem Ja czy On bo sama się zagubiła. A jednocześnie śle do niego maile, ze go kocha i często zostaje dłużej w pracy. Najgorsze jest to, że wystarczyło by jej jedno słowo i wszystko by poszło w niepamięć. Powiedziałem jej że liczy się tylko ona... ale jeżeli jedna strona kocha nawet na 200% to nic nie znaczy... potrzeba chęci jeszcze tej drugiej połowy..Uświadamiam sobie, że być może nigdy mnie nie kochała ale wtedy jak to możliwe, żeby udawać całe życie? tak dobrze udawć, żeby nawet całe otoczenie uważało nas za małżeństwo idealne... NIC WTEDY NIE MA SENSU. Jak można po czymś takim rozstać się kulturalnie??????? Zastanawiam się co ja zrobiłem nie tak że do tego doszło, nie wiem czy to tylko los tak chciał? Była jedna chwila błysk gdy miałem obraz jak ją duszę, ale to szybko przeszło. Nigdy bym jej nie zrobił krzywdy, nawet teraz.. Częściej myślę o samobójstwie, o zadaniu bólu temu drugiemu ... wiem, ze to nic nie da ale.. Nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło, że żona może mnie zdradzić. Ufałem jej tak bardzo, że nawet jej wyjady nie spowodowały zapalenia się lampki ostrzegawczej. Poza tym jednak dobrze kłamała a może ją tak wyidealizowałem ..... Gdy będzie sprawa w sądzie nie wiem co zrobię .. Są chwile, że myślę aby sprawę rozwodową maksymalnie przeciągać, żeby nie mogła ułożyć sobie z Nim życia wtedy gdy bedzie chciała żeby zrozumiała, że nie tylko Ona się liczy i że wszystko będzie t

Autor: o krok od...  15.04.2009 zgłoś

Przeczytalam Wasze opinie i odswiadczenia w tym temacie i zrobilo mi sie duzo lzej na duszy. Jestem o krok od rozstania: tzn. dusza czy tez serce juz sie z tym pogodzily, ale trzeba jeszcze by cialo wydobylo sie z siebie glos i powiedzialo, ze to koniec. Jemu jest ze mna dobrze (to cytat), ale ja nie czuje tego wszystkiego, co czulam jeszcze pare miesiecy temu. Kiedy mowie mu, ze chcialabym bysmy czesciej rozmawiali, wychodzili (razem), cos robili (poza wspolnym ogladaniem filmow), slysze ze chcialabym zebysmy "wszystko robili razem". Nie rozumie, ze to moj krzyk rozpaczy i - do pewnego momentu - proba ratowania tego zwiazku. Dla mnie zwiazek to nie tylko przebywanie ze soba, ale wlasnie bycie razem poprzez wspolne robienie pewnych nawet banalnych rzeczy, okazanie czulosci... zwlaszcza gdy ma sie tak rozne zainteresowania i temperamenty jak my mamy. Oboje chcielismy sie juz ustatkowac, ale jesli po roku jest jak w nudnym paroletnim malzenstwie, gdzie poza dziecmi, domem i psem nie ma juz emocji - to jak bedzie po... dziesieciu latach? No coz, nie dzis - to jutro, ale trzeba bedzie to zrobic jak najszybciej nim pojawi sie zal i te zle emocje, o ktorych wyzej wspomnieliscie.

Autor: minkka  21.12.2009 zgłoś

byłam ponad trzy lata z facetem który tak naprawde nigdy nie był ze mna chyba tylko w łóżku łudziłam sie niepotrzebnie, wiele przykrości łez przez niego doznałam tysiace razy chciałam odejsc ale sie nie udawało dzis inaczej na to wszystko patrze rozstałam sie znim niemogłam zniesc tego ze za wsze byłam na ostatnim planie wiem ze pewne rzeczy sytuacje po prostu trzeba przeczekac a przedewszystkim nie patrzec w stecz

Autor: anka  26.12.2009 zgłoś

ja właśnie się rozstaję, to ja podjęłam decyzję. Wcześniej go zdradziłam ale on to wybaczył( on też nie był święty). mam 4-letniego syna. Niby się kochaliśmy, ale poznałam kogoś kto otworzył mi oczy. nie liczę na nic ze strony tego drugiego, ale on pomógł mi się przełamać, rozstajemy się w zgodzie, rozmawiamy,nie kłucimy się- może się uda

Autor: blodni  11.06.2010 zgłoś

witam jestem z zwiazku od ponad 10 mcy myslalam do jaiegos czasu ze to ten jedyny ale neidawno przypadkiem spotkalam innego chlopaka i to byl prawdizwy przypadek ,spotkalam sie z nim kilka razy i on chce mnie lepiej poznac zreszta ja jego tez tylko nie mowie mu calej prawdey ze jestem z jeszcze w zwiazku teraz mysle o rozstaniu ze swoim partnerem ale nieiwem czy mnie na to stac choc pon niej est idelalem ostatnio wspominal o oswiadczynacjh lae ja sie tego boje co powinnam zrobic pomozcie

Autor: kar>:>>  26.06.2010 zgłoś

chce rozstac sie z chlopakiem ale nie potrafie mowie mu ze chce odejsc a on i tak sprawia ze jednak jestesmy ze soba nadal... chyba sie uzaleznilam...

Autor: Myślący Pan  04.07.2010 zgłoś

Rozstałem się wczoraj z dziewczyną po prawie roku bliższej znajomości. Przyczyną naszego rozstania była nuda, która weszła w nasze relacje. Nuda, która sprawiła, że uczucie osłabło. Nie mieliśmy żadnych poważniejszych kłótni. Uważam, że to dobra dziewczyna, ale jakoś do mnie nie pasuje i ja do niej nie pasuje. Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzi, choć jak jej napisałem decyzję to była bardzo zawiedziona.10 dni dokładnie myślałem nad naszymi relacjami i doszedłem do wniosku, że rozstanie będzie najlepszym wyjściem. Tuż przed rozstaniem prawie do siebie nie pisaliśmy, nie rozmawialiśmy z sobą, nie spotykaliśmy się. Uczucie wygasło, to i rozmawiać już się nie chciało.

Autor: Takie zerwanie  27.10.2010 zgłoś

witam , drogie panie co powiecie na zerwanie przez gg.Wlasnie w taki sposob zakonczyla nasz zwiazek moja kobieta z ktora bylismy razem 6 miesiecy...i co wy na to?

Autor: NIKA_86  30.11.2010 zgłoś

Byłam z facetem 14 miesięcy i mnie również wydawało się, że jest to ten jedyny, aż do 30 października. Wtedy nastał w moim życiu trudny okres jako, że miałam problemy ze znalezieniem mieszkania i pracy. Myślałam nawet o powrocie w rodzinne strony i bardzo potrzebowałam jego obecności, wsparcia. (Mój były jest 3 lata po rozstaniu, które bardzo przeżył i ma apodyktyczną matkę (nadal mieszka z rodzicami mimo 30 choć teraz próbuje kupić mieszkanie). Tym tłumaczyłam jego brak większego zaangażowania w nasz związek, jak również fakt, że nigdy nie powiedział KOCHAM. Uznałam, że po prostu się boi i muszę mu pokazać, jak bardzo ja kocham i wspieram jego.) Przez 14 miesięcy kochałam bezgranicznie nie oczekując kompletnie niczego w zamian ( nie było np: zbyt częstych wyjść (wspólnych, gdyż on sam często wychodził) do knajp (płaciłam za siebie), kina, do znajomych (gł. jego bo ja w nowym miejscu zamieszkania nie miałam ich zbyt dużo) itd. mogłabym wszystkie policzyć na palcach 2 rąk, żadnych kwiatów, a gdy robiliśmy zakupy np: na obiad, wtedy przeważnie ja płaciłam, gdyż on nie miał kasy) Cóż ... W momencie kiedy potrzebowałam jego obecności i wsparcia to mój JEDYNY się ode mnie odwrócił, totalnie mnie olał i wybrał kumpli. Nie kontaktowaliśmy się przez kilka dni (sądził, że jak zwykle ja zadzwonię, gdyż nie lubię konfliktów i bardzo szybko przechodzi mi złość) Po kilku dniach milczenia jednak zadzwonił on, tyle, że z pretensjami, iż się nie odzywam (1,5h kłótnia przez tel.). Zażądałam, aby przyjechał bo chciałam to szybko skończyć, lecz oznajmił mi, że jest już umówiony z kolegami:) Więc ... umówiliśmy się na inny dzień. Na owym spotkaniu przeprosił i obiecał, że spróbuje coś zmienić, a ja choć rozum podpowiadał coś innego, zgodziłam się jeszcze zawalczyć o ten związek i mężczyznę, którego przecież kocham (poza tym nie potrafiłabym go zranić nigdy). Od tego czasu widzieliśmy się rzadko, on ma przecież tyle pracy i matka ciągle czegoś od niego chce, więc nie naciskałam. Uznałam, że pewnie faktycznie robi, co może, żeby ze mną być. 26.11 - zapomniał mnie poinformować, że jednak się nie zobaczymy (nie pierwszy raz) wieczorem, bo był taki zmęczony. 28.11 - rozmowa poważna z mojej inicjatywy ( musiałam naprawdę mocno go przycisnąć). Dowiedziałam się, że CHYBA mnie nie kocha i CHYBA nie jestem osobą, z którą chce ułożyć sobie życie. Powiedział, że był ze mną bo było mu po prostu dobrze. Stwierdził, że musi to wszystko przemyśleć i zadzwoni. Po czym próbował mnie jeszcze przelecieć, a gdy mnie to zbulwersowało, rzekł, że jest tylko facetem. Zaproponował również przyjaźń, lecz na moją uwagę: " Chyba nie sądzisz, że będziemy ze sobą sypiać"- odpowiedział: " Czemu nie, w końcu oboje jesteśmy dorośli. (KABARET JEDNYM SŁOWEM) Najdziwniejsze w tym wszystkim było moje zachowanie, gdyż w tamtej chwili jeszcze pocieszałam i przytulałam jego. Nie wiem, czy było to kulturalne rozstanie, ale wiem, że inaczej nie potrafiłabym się zachować, mimo tego,

Autor: NIKA_86  30.11.2010 zgłoś

iż nic dla niego nie znaczyłam, byłam tylko panienką do ruchania, jak wiele innych. Czy będziemy przyjaciółmi ? Doprawdy nie wiem. Zadaje sobie pytanie, czy warto przyjaźnić się z kimś, kto zupełnie nie szanował moich uczuć? Dziś choć minęły dopiero 2 dni, to wiem, że nie chcę chować w swoim sercu żalu i złości, bo te uczucia niszczą. Staram się wybaczyć mu wszystko i życzę jak najlepiej, może znajdzie kobietę swoich marzeń i będzie szczęśliwy. Oby Mam nadzieję, że dla mnie los też ma coś dobrego w zanadrzu. "A czas Płynie jakby nigdy nic Nieskończony kręci film" Przepraszam, za tak długi post, ale było mi to pisanie naprawdę potrzebne. Pozdrawiam

Autor:  30.01.2011 zgłoś

-1'

Autor:  30.01.2011 zgłoś

-1'

Autor: .....  05.02.2011 zgłoś

Od jakiegoś czasu coraz częściej myślę o rozstaniu z mężem.Jesteśmy małżeństwem od ponad 4 lat i mamy cudowną córeczkę.Ale niestety,nasz czas chyba się skończył.Przeraża mnie tylko myśl,jak to wszystko zniesie malutka?Ja na samo wspomnienie rozstania moich rodziców mam ciarki...A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE...

Autor: Madzia  17.02.2011 zgłoś

NIKA_86, wiesz co dobrze Cie rozumiem bo mój facet jest taki sam, kumple, picie, imprezy, umawiał sie ze mna i nie przychodził, z pracy wyleciał za picie i do tej pory nic nie potrafi sobie znaleźc, obiecuje mi wszystko a tak naprawde nie potrafi dotrzymac najprostszej obietnicy, czasami nie widujemy sie po 2 tygodnie bo kumple sa wazniejsi :( wprawdzie dosc czesto mówi mi ze mnie kocha tylko co z tego jak mnie nie szanuje, bardzo sie na nim zawiodłam, bo wiem ze w trudnej sytuacji nie moge na niego liczyc gdyz nawet nie raczy odebrac telefonu. zrywalismy chyba z 8 razy, ale jakos zawsze do siebie wracalismy. Wiem ze jest w tym wszystkim tez moja wina bo ciągle walcze o to zeby nie pił i sie kłucimy. Juz kilka miesiecy zbieram sie zeby odejsc i dalej tkwie w tej patologi, choć wiem ze miłoscią picia nie wylecze (bo od tego sa specjalne osrodki). Chyba mam małe poczucie własnej wartosci skoro dalej jestem z tym człowiekiem, albo jestem poprostu GŁUPIA :( Czy można z taka samą siłą kogoś kochać i nienawidzieć zarazem ???? :/

Autor: adammm  26.02.2011 zgłoś

polecam przeczytac to http://www.zaradni.pl/porada/5378,jak_sie_rozstac

Autor:  06.05.2011 zgłoś

Jest 05.05.2011 godz.01.47 jestem załamana po rozstaniu z facetem z którym byłam 8 lat.Mało tego jestem na tabletkach uspokajających od miesiąca i dalej nie bardzo sobie z tym radzę. Ale dzisiaj doszłam do tego że jestem głupia i daję się podejść tak łatwo przez tego Durnia! Dziś przechwalał sie że był na weekendzie tylko nie powiedział ze tak naprawdę to nie zna nazwy miejscowości w której był !!! Nigdy tego nie wiedział taki był ograniczony ....... więc niech się bawi ten Tumam,a ja wreszcie mam święty spokój!!! Pozdrawiam.

Autor: ona  03.06.2011 zgłoś

Wiele lat temu zostawił mnie mąż, który był moją wielką miłoscią, byłam zdruzgotana. Ponieważ bardzo go kochałam dałam mu rozwód bez orzekania winy, starałam się być w przyjacielskich relacjach. Każde spotkanie powodował ze świat rozpadał się na małe cząsteczki i musiałam składać go ponownie. Przez 8 lat nie związałam się z nikim, zasypiałam przy pomocy tabletek, smutek topiłam w alkoholu. Pewnego dnia poczułam że nie chcę żyć, chciałam skończyć ze sobą. I wtedy coś jakby we mnie mówiła. Zycie masz tylko jedno, masz obowiązek przeżyj go jakie by nie było. I ... przeszłam terapie , przestałam brać leki i pić. I zauroczyłam się w pewnym menżczyżnie z którym od kilku lat dziele życia.... i mój żywot nie jest najgorszy. Ale czasem wciąz cierpię gdy wspominam smak odrzucenia i minione zmarnowane lata przez które oglądałam się za siebie.

Autor: Agnieszka  01.09.2011 zgłoś

Witam. Mam dopiero 18 lat i jestem w związku z moim chłopakiem od ponad 3 lat. Nie wiem juz co mam robić bo wszystko sie pozmieniało:( jak wyjechał za granice spróbowałam innego życia i wiem ze nie chce z nim być bo wcześniej patrzyłam na niego przez rózowe okulary a teraz jak je zdjęłam to widze jego wady ale nie potrafie sie z nim rozstać ;( bardzo sie męcze będąc z nim i nie jestem szczęśliwa :( co mam robić??? :( każdy na mnie naciska żebym go nie zostawiał mama i wogóle rodzina ze bede żałować:( ale co ja mam robić ?? ja poprostu chce być szczęśliwa :(:(:(

Autor: Kasia  24.09.2011 zgłoś

Jestem z narzeczonym 5 lat ale teraz widzę ze ja w związku dbam o wszystko a on tylko wyciąga pieniądze na piwo i gry. Wiem że ten związek nie ma przeszłości jestem z nim tylko z przyzwyczajenia. Sama nie wiem czy go kocham jeszcze............. Raczej nie:( Nie wiem jak mam zakończyć ten nieudany związek. BOje się że on zrobi coś głupiego i dlatego nigdy nie umie tego zakończyć. Nie chce ciągnąć tego związku. Bo ja tylko cierpię Dajcie jakieś dobre rady jak skutecznie zakończyć bez żadnych konsekwencji

Autor: bangem  30.10.2011 zgłoś

Proponuję sposób, jaki zastosowano wobec mojej osoby (dodam tylko, że niezwykle skuteczny), a więc: w dniu naszej 3-rocznicy, godzinę po tym jak umarł mi ktoś bliski z rodziny ustawiając opis na GADU-GADU w języku niemieckim (dodam tylko, że ja nie znam niemieckiego i go nie cierpię, ale powiedziano mi co on oznacza - żebym spier...ł). Natomiast największym błędem jaki można popełnić 3 miesiące później to myśleć, że zachowam się z klasą przynosząc mimo wszystko bukiet kwiatów swojej ex oraz jej Mamie (Wigilia), ponieważ jak się okazało ona tak bardzo zawsze kochała kwiaty, że aż zapomniała je wstawić do wazonu (kobieta...), natomiast od tamtej pory budzi się z uśmiechem na twarzy z myślą, że zerwała ze mną mówiąc mi to prosto w oczy (tylko szkoda, że 3 miesiące później i za pomocą, jak to mówią, moich czterech liter). Miło mi, że mogłem wyświadczyć ci przysługę...,,SKARBiE''

Autor:  21.12.2011 zgłoś

....tak ciezko jest ...Ja pozwoliłam mu oddejsc gdzie jego miejsce ( zona dziecko) i choc go nadal bardzo kocham ucze sie zyc na nowo, ale wiem ze to nie jest takie proste...bo miałam mu duzo wiecej do zaoferowania niz spotkania ale zapozno on juz przysiegał innej i musze to uszanowac i przestac dla niego istniec choc serce peka z bolu .......................

Autor: joker  25.12.2011 zgłoś

...jestem facetem, który zastanawia się czy podjąć ciężki krok rozstania... Nasz ponad 4 letni związek przeżywa kryzys. Od początku osoba, z którą się związałem była nie za bardzo... Ona nie pracuje, w domu też nie kwapi się do pracy, pyskuje i kłóci się o byle co...Na szczęście nie mamy dzieci-bo jak zdecydować się z taką osobą na dzieci??? A tak w ogóle to po co te związki? Ludzie powinni wiązać się ze sobą bez 'papierków'-dzisiaj to dla mnie kompletna paranoja! Te USC! Jak ktoś chce z kimś być to będzie i tyle!!! Tak powinno być, a jak się nie dogadujemy to droga wolna...

Autor: rudawka  22.03.2012 zgłoś

Witam, całkiem przypadkowo natknęłąm się na te wszystkie historie... To smutne, że tyle osób rozczarowuje się po długich latach życia w nadziei, złudzeniu albo iluzji związku... Możliwe, że moja historia nie będzie zaskakująca, jednak pierwszy raz w życiu kompletnie nie wiem jak sobie z nią poradzić. Po 3 latach zostawił mnie facet - wielka miłość, brak kłótni, po prostu związek idealny. Odszedł do innej, dla ktorej był nawet bardziej idealny, później jednak "stwierdził, że ze mną było mu lepiej", doszłam do wniosku, że dam mu szansę, a w odpowiedzi na to dostałam kolejne odejście do innej... Teraz widzę, że się stara, że mu zależy, jednak nie ma we mnie ani trochę zaufania, chociaż może to głupie, to wiem, że muszę do niego coś czuć, skoro mając silny charakter pozwalam mu odchodzić i wracać jak naiwne dziecko... Jak skończyć taką relację, jak nie ulegać pokusie budowania związku? Dać się ponieść i żyć z "żywą raną"-bolącymi wspomnieniami o tym, jak mnie potraktował czy po prostu uciec od niego, od tego miejsca i cierpieć w samotności.....?

Autor: Martuś  17.07.2012 zgłoś

Cześć wszystkim chciałabym się was poradzić co mam zrobić o to moja historia: Jestem z chłopakiem już 5 lat i mamy dziecko które ma 2 latka,chcę już zakończyć ten związek ponieważ nie układa się juz nam okłamuje mnie coraz cześciej pozwala sobie na nocne wypady ze nie ma go nawet pare dni w domu moje uczucie wygasa do niego tylko boję sie zakonczyc to wszystko ze wzgledu na dziecko nie wiem jak sobie z tym poradze ze go juz nie bedzie.POMOZCIE..............CZEKAM NA ODP.

Autor: amiszka  30.07.2012 zgłoś

Witam. Chce sie roztac z mezem ale mamy 2 dzieci niewiem jak mam mu to powiedziec. Niekocham go . I niechce z nim byc. Chce to zrobic bez scen wyzwisk i przepychanek. Niechce zeby dzieci ucierpialy, jak mam to zrobic?

Autor: KArolina  27.12.2012 zgłoś

E tam. Możliwe jest kulturalne rozstanie. Szczególnie jak u obu stron wygasło uczucie. Pamiętam jak pokłóciłam się ze swoim chłopakiem bo zostawił syf w mieszkaniu i wyjechał do rodziców 200 km ode mnie. Cóż. Awanturą ściągnęłam go, żeby posprzątał. Przy okazji jak już ogarnął co miał ogarnąć powiedział, że musimy porozmawiać. Z ochotą zgodziłam się bo też miałam coś do powiedzenia. Usiedliśmy oboje, chwila ciszy... A nagle odezwaliśmy się w jednym czasie z tym samym zdaniem "Chyba pora się rozstać". Znowu zamilkliśmy... Spojrzeliśmy na siebie oszołomieni, powoli pojawiały się na twarzach uśmiechy. Oboje znowu jednocześnie powiedzieliśmy "To pora to opić". Spędziliśmy cały wieczór na starym mieście chodząc na drinki od pubu do pubu. Wyglądaliśmy jak szczęśliwa para, przytulaliśmy się i całowaliśmy. Po prostu taka pożegnalna ceremonia zakończenia związku. Był to prawie dwuletni związek. Sporo razem przeszliśmy. I tego dobrego i tego złego, bo w międzyczasie też doznałam poważnego wypadku i mogłam nie chodzić już normalnie do końca życia. Najwspanialsze rozstanie w moim życiu i po dziś dzień z uśmiechem to wspominamy z moim byłym chłopakiem.

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu