Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Punkt widzenia

07.06.2004 | 429 opinii czytelniczek

Rozstania i rozwody

To wydanie Punktu Widzenia adresujemy do wszystkich, których związki i małżeństwa rozpadły (bądź rozpadały) się. Pytamy się o trudne chwile, które następują, gdy zapada decyzja, często jednostronna, o rozstaniu.

Zapewne nie raz przychodziły Wam do głowy pytania: Jak doszło do tego, że dwoje ludzi, którzy składali sobie obietnice miłości i lojalności, rozchodząc atakują siebie nawzajem bezpardonowo, obrażają, nie szanują żadnych świętości? Czy gorycz i desperacja opuszczonej osoby są usprawiedliwieniem podłości?

Na forach dyskusyjnych znaleźć można pełne grozy opisy metamorfoz partnerów w obliczu rozejścia - od kochającego męża-partnera do chama, cynicznego wyłudzacza (forsowanie niesprawiedliwego podziału majątku) i szantażysty (grożenie, że zabierze dzieci, ujawni pewne fakty, oczerni w oczach znajomych). Znacie takie historie?

Oczywiście nie chcemy sugerować, że kobiety są zawsze stroną poszkodowaną, gdy dochodzi do rozstania; czasem to one dopuszczają się powyżej opisanych nadużyć. Dlatego, mężczyzn odwiedzających strony Kafeterii, także prosimy o podzielenie się z nami swoimi doświadczeniami i przemyśleniami.

Jakie kroki podejmować już na wstępie procesu rozwodowego lub też rozdziału majątku, aby zabezpieczyć swoje interesy? U kogo szukać wsparcia? Czego nie zaniedbać? Ale również - jak dać sobie i drugiej stronie szansę odejścia w poczuciu godności, bez upodlenia i goryczy?
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: Wera  07.06.2004 zgłoś

Walczyć o swoje. Nie przestraszyć się tego oczerniania. Zgłaszać oraz szukać świadków każdego rękoczynu z jego strony. Mój kochany (sic!) partner okazał się w chwili rozstania niewyżytym prostakiem. Ta ich przewaga fizyczna i bezsilność, którą odczuwałam, gdy chciałam go potraktować pięścią, wywoływały u mnie migreny. A moja wyrozumiałość tylko go podrażniała i popychała do coraz śmielszych aktów. Nie powiem, żebym wyszła szczęśliwa z tego 8-letniego związku. Sama bym więcej uzbierała, na dzieci się nie zdecydowaliśmy - co z jednej strony jest błogosławieństwem, z drugiej moją tragedią. Wera

Autor: Nusia-42  07.06.2004 zgłoś

to koszmar ,kiedy po ponad 20 latach maz zostawia zone której slubował i idzie do drugiej.zniszczył mnie psychicznie i fizycznie.mało tego potrafił mnie niszczyc słownie .tego nie da sie zapomniec .Nie samej zdrady ale tego jak postapił wobec mnie ,jak zostawił rodzine bo ta druga nie pozwala mu na kontakt a on sie na to godzi.Nie życze tego koszmaru najgorszemu wrogowi - dziekuje

Autor: Krystyna  07.06.2004 zgłoś

Uważam, ze nikt nikomu nie jest przypisany do końca życia. Wiele osób przezywa gehenne i utrzymuje związki ze wzgledów religijnych,; "bo co ludzie powiedzą", a to kosztem dzieci, bo nie sądze, aby ich dobro miało znaczenie. Ale co najwazniejsze: co niedziele solidnie chodza do kościółka

Autor: Julian  07.06.2004 zgłoś

Tak! Jest takie mądre przysłowie - partnera poznaje się w czasie rozwodu. Niestety dla większości związków to za późno. To znaczy gdy moja była żona okazała się właśnie takim "nieczystym graczem" i kosztowało mnie to trochę zdrowia. Jednak wiem, też że możliwe są rozstania polubowne i w atmosferze kultury i co najwyżej kilku ciężkich rozmów. Wniosek jak sie nasuwa jest taki, że zanim się zaplanuje nowe małżeństwo czy związek wystarczy porozmawiać o tym jak to by było w czasie rozwodu. Dużo można się wtedy o partnerze dowiedzieć. Wcale to nie znaczy, że nie mamy do siebie zaufania. Raczej jest to podejście ludzi świadomych ewentualnych problemów no i dotyczących ludzi po przejściach :). Co do rozdzielności majątkowych to wszystko jest do ustalenia. Wogóle związek nie ma sznas na przetrwania i ewoluowanie jeśli ludzie nie potrafią rozmawiać o TRUDNYCH sprawach, więc taka tematyka dotyczy ich tak samo.

Autor: CIEKAWA  07.06.2004 zgłoś

Przedewszystkim dojsc do porozumienia jak dwoje doroslych ludzi.Skoro byla decyzja byc w zwiazku czy malzenstwie na dlugie lata to podczas rozstania nie wypominac nie ranic nie porownywac do najgorszego drugiej strony Jesli dochodzi do rozwodu czy rozstania to widocznie jest to moment w ktorym dorastamy do decyzji ze jednak nie pasujemy do siebie Mnie ukochany opuscil mowiac mi ze przestal mnie kochac a wczesniej wszystko robil bym z nim zrewala Po odejsciu "gnoil"mnie w oczach znajomych.No coz wytrzymalam to i wybaczylam mu... Dzis jak go spotykam na ulicy mowimy sobie czesc i czasem rozmawiamy... Ale zdaje sobie sprawe z tego ze nie kazdy ma tyle sily by rozstawac sie w pokoju nie czyniac tej drugiej stronie krzywdy

Autor: Krystyna  07.06.2004 zgłoś

Niusiu Zwiazek dwojga ludzi, to przede wszystkim zaufanie, miłość wcześniej, czy później przeradza sie w przyjażń, a jeśli brak zaufania, to oddala od siebie. Twój szanowny małżonek stracił Twoje zaufanie i uwierz nigdy, chocbyscie na siłę pozostali nie odzyskałby go. Trzeba było z godnościa kazac mu odejśc i postawić krzyżyk na drogę, bowiem nie zasługiwał na to, abys mu powiedziała " sp....". Nie rozpaczaj, lepiej żyć w samotnosci niż z człowiekiem pozbawionym zasad. To po prostu tchórz, dwulicowiec, nic więcej. Ja brzydze sie zdradą Pozdrawiam

Autor: zraniona  07.06.2004 zgłoś

Każde rozstanie zostawia po sobie ból i gorycz. To, w jaki sposób się rozstajemy świadczy o nas samych. Obelgi, rękoczyny i inne tragiczne zajścia świadczą o naszym braku kultury i godności.

Autor: basia  07.06.2004 zgłoś

Mnie też zostawiono po 10 latach współnego życia dla młodszej, piękniejszej... Zniszczył mnie i moje poczucie wartości słowami które padły na odchodne. Nie mielismy ślubu więc i majątek pozostał u niego mimo wielkiego mojego wkładu na mieszkanie(kapitalny remont). Nikomu nie życzę koszmaru wyrzucenia na "ulicę"................ Wszystko musiałam zacząć od nowa..... A kilka dni temu dowiedziałam się że "ona" go zostawiła dla młodszego i bogatszego. I po co nam to było?? Tyle zranionych serc!! Pozdrawiam i dziękuję za mozliwość wypowiedzenia się Basia.

Autor: gosia  07.06.2004 zgłoś

ja jeszcze nie przechodzilam przez taka trudna i zarazem tragiczna droge jak rozwod, ale chcialabym przekonac kobiety i mezczyzn chociaz do slubu cywilnego!!! bo jesli zwiazek ma sie rozpasc to i tak sie rozpadnie, a tak jak w przypadku p. Basi nie zostanie sie WYRZUCONYM bez niczego na ulice. pozdrawiam wszystkie zranione serduszka.

Autor: agata  07.06.2004 zgłoś

jestem przed separacją. nie wiem jak się zachowam w sądzie. boję się. jest to nasz decyzja. trudna i bolesna ale konieczna. to co mi zaimponowało, to kultura mojego mężą. opanowanie, rzeczowość pomomo 10 lat małżeństwa i wspólnych dzieci. nawet nasze problemy w postaci długów on wyjaśnił. milczałam i słuchałam. czuję się winna rozpadowi tego małżeństwa, bo nie byłam uczciwa, zakochałam się. nie usłyszałam ani jednego złego słowa od niego. może za wyjątkiem jednego, że jestem już mu obojętna. w tym spokoju rozstania to było najgorsze-powiedziane cicho i zimno. szanujemy się jednak na tyle na ile można szanowaćwsólmałżonka którego juz się chyba nie kocha. obiecaliśmy sobie kulturę w tym wszystkim i unikanie ranienia, wyciągania "brudow", wplątywania całej rodziny w świadkowanie, zeznawanie itp. to tylko nasza decyzja. nie umiemy być już razem. ale zawsze będzie ojcem moich dzieci i za to jak się zachował ma moją wdzięczność i dozgonny szacunek. nie odchodzę do innego mężczyzny, choć to inny był powodem tych problemów. jestem sama ale z nadzieją, że będe mogła rozmawiać z mężęm o dzieciach, że będzie miał chęć je widywać tak często jak tegp będzie chciał. tego wam wszystkim życzę. kultury w rozstaniach. bolą rozstania. wali się na głowę parę wspólnych lat. ale zawsze można poiwedzieć- mam godność i nie zmieszana zostałam z blotem. może po sprawie pójdę z byłym mężem na ostatnia wspólną kawę.

Autor: kredka  08.06.2004 zgłoś

my poszliśmy na ostatniego papierosa w palarni sądu :) a poważnie, myślałam, że nic między nami już nie ma, rozstaliśmy się spokojnie, widywał sie z synem, po jakimś czasie byliśmy w stanie spokojnie o tym rozmawiać, potem o innych rzeczach i tak wyszło, że 5,5 roku po rozwodzie ponownie postanowiliśmy spróbować, w marcu minęło 2 lata jak znowu jesteśmy razem, chyba dojrzalsi - bo jest super

Autor: babsztyl  08.06.2004 zgłoś

To było trudne. Najpierw bawił się w domu służbową bronią, potem obiecywał, że puści mnie z torbami a mieszkanie z dymem, nie ugięłam się, odeszłam. Przemieszkałam w akademiku kilka miesięcy (musiał zostać w domu do rozwodu, jak stwierdził) - jego zostawiłam w moim, bo nawet nie naszym, mieszkaniu. W przeddzień ostatniej rozprawy wyniósł cichcem w nocy cały dobytek. Na rozprawie omal nie pobił sędziny, która nakazała mu zapłacenie połowy kosztów (to ja wniosłam o rozwód, bez orzekania, byle szybciej) Nie podskakiwał, bo jego druga (rozwiedziona już z nim) żona była w ciąży. W mieszkaniu pustki, zadłużone na półroczne opłaty, na ścianie napis "Po mnie choćby potop". Mechanizm wypierania ma na tyle silny, że przy ostatnim spotkaniu palnął przy znajomych, którzy wchodzili ze mną do mieszkania po rozwodzie "Ja moje byłe żony świetnie wyposażyłem, we wszystko". Biedny człowiek. Minie parę dziesięcioleci, nim dorośnie, o ile dorośnie.

Autor: babsztyl  08.06.2004 zgłoś

aha, zapomniałam dodać, że przeszłam nad wszystkim do porządku dziennego i dziś mogę z nim wypić kawę i posłuchać, jak mu się życie nie udaje ;)

Autor: Akala  08.06.2004 zgłoś

Kredka, piekna i taka niezwykla - bo nie konczy sie zle - historia. Zycze duzo, duzo dobra i milosci, Wam i synkowi. Czasem czlowiek sie boi, ze j jego moze spotkac odtracenie, ze ukochana osoba odejdzie i po wielkim uczuciu zostanie tylko pustka i masa bolu - Twoja opowiesc podnosi na duchu. Dziekuje!

Autor: Magdalenka  08.06.2004 zgłoś

Cześć Wam Laski! Jak czytam to sama nie wierze własnym oczom.Jakie wy wszystkie dobre jestescie dla tych swoich byłych facetów.Jedna wybaczyła,druga machneła reką,trzecia znosiła katorgi słowne i cielesne.Kobiety!Obudzćie się!!!

Autor: PillRS  08.06.2004 zgłoś

Dziewczyny nie lamcie sie jestescie zajeb.... napewno kogos znajdziecie zero dolowania rozejrzyjcie sie, jestescie po tej dobrej stronie, jest spoko ZLOTY MILIONER:)

Autor: PillRS  08.06.2004 zgłoś

sorry za pisownie ALE NAPRAWDE nie wiem czym sie przejmowac walczcie o swoje jest spoko jestem samcem ale wiem co czujecie powaznie takze do boju panieny:)

Autor: grzechotnik  09.06.2004 zgłoś

Jest takie powiedzenie, nie cytuje dosłownie, raczej oddaje jego sens:"Jesli kogos kochasz pozwol mu odejsc, jesli wroci sam z dobrej woli bedzie Twoj na wieki, jesli nie-to tak naprawde nigdy nie byliscie razem". Cos w tym jest....choc nie pokusze sie o dluzszy komentarz:). Pozdrawiam wszystkich tutaj obecnych.

Autor: Michal  09.06.2004 zgłoś

Swia jest dziwny i ludzie zyjacy na nim sa jeszcze dziwniejsi ale tak naprawde to kazdy nas dazy do zaspokojenia swoich zachcianek i roznych wymyslow. Ale zycie nie polega na zaspakajaniu swoich zachcianek. Aby bylo nam dobrze musimy najpierw zapytac blizniego o czym on marzy i co jemu by sprawialo radosc. Bo w zyciu liczy sie tylko wzajemna rownowaga.Jestem juz strszym czlowiekiem i przezylem niejedno updkorzenie i niejdna radosc,ale kultura wslozycia jest jedyna rekojma na w miare udane zycie.

Autor: Matylda  10.06.2004 zgłoś

Magdalenko, z twojej wypowiedzi wnioskuje, że nie przezyłaś kosmaru rozwodowego. Wierz mi w takiej chcwili, gdy emocje troche cie opuszczą , nie ma sz juz ochoty nikogo gnoić, robić mu na złość i być "twardą walczącą o swoje". Wtedy chcesz już spokoju i ciszy, zaczynasz dostrzegać wiele rzeczy, których wcześniej nie zauważałaś. Po takim kopniaku od życia, naprawdę nie masz już sił na nic. Skoro doszło do rozstania, to niech ono będzie w miare kulturalne, bo potem, tylko z siebie zrobić można idiotke, nieopanowana emocjonalnie, a po co kolejny problem samej sobie stwarzać.Moi znajomi podziwiali mnie za moj spokoj i opanowanie. Nikt nie wie ile mnie to tak naprawdę kosztowało, ale opłaciło się - wyszłam z tego z twarzą i nie mam sobie nic do zarzucenia. Tak chciał, sam wybrał i niech mu ziemia lekka będzie. Pozdrawiam :)

Autor: ToJa  10.06.2004 zgłoś

Mozna pozostac w przyjazni. Mozna, bo.... To JA sie rozwodzilam, to JA chcialam rozwodu, ON - dobry czlowiek, zniszczony choroba alkoholowa, kochajacy mnie i dzieci..Wtedy, gdy byl trzezwy-IDEAL. Pijany-POTWOR. Rozwod bez orzekania o winie.On kochal, ale wiedzial, ze jak nie pozwoli nam odejsc to zniszczy i mnie i dzieci.Moje uczucia wypalone byly do cna. Nie chcialam niczego wiecej tylko spokoju.Bylam wdzieczna,ze wbrew sobie na pytanie Sądu, czy mnie kocha odpowiedzial, ze nie.Inna odpowiedz przedluzylaby sprawe.Po wyroku poszlismy na kawe.Minelo 15 lat.Zawsze potrafilismy z soba rozmawiac,Opiekowal sie mna pozniej, gdy mialam zwykla grype, jego przyszla żona stawiala mi banki.Jezdzimy razem na zakupy,dzieci ich odwiedzaja.TO JEST mozliwe bo nie czuje sie skrzywdzona.Nie rzucil mnie dla innej,przegralismy z wódką.Walczylam kilka lat-dluzej juz nie moglam.Wybralismy mniejsze zlo.W ten sposb dzieci nie stracily Ojca a zyskaly spokoj.Zyjemy w dobrych ukladach,Nie opluwamy sie jadem, jest miedzy nami nić szacunku i pewnosc,ze zawsze mozemy na siebie liczyc.W koncu...poprzednie 15 lat łączyła nas Milosc..a dzieci (prawie juz dorosle) są jej owocem..Nie zawsze milosc musi zamieniac sie przy rozstaniu w nienawisc..Nie zycze Wam rozstan, bo sa one zawsze porazka ale-zycze Wam spokoju i przyjazni.... On ma druga zone, ja drugiego meza.... Widac-nie bylismy sobie tak do konca pisani przez Tego, Ktory jest wyżej....;-)

Autor: Marzycielka  10.06.2004 zgłoś

Wierzyłam , że moje małżeństwo jest wyjątkowe.Byłam pewna jego miłości i wierności.Aż do chwili gdy zobaczyłam ich całujących się na mojej kanapie.Była przyjaciółką, która odwiedziła nas w wakacje. Potem ból, koszmar i powolna śmierć mojej miłości.Nie potrafiłam już go kochać.Zamykałam oczy i widziałam ich razem...Mimo , że nie odszedł, nie mogłam już mu zaufać...I nie potrafiłabym go kochać.Wiedziałam, że odejdę jeżeli jeszcze kiedyś pokocham. Dziś jestem bardzo szczęśliwa. Od 10 lat jestem z kimś, kogo bardzo kocham.Mój były mąż jest moim przyjacielem i ojcem moich dzieci. Rozstaliśmy się w zgodzie.Mamy rozwód od paru lat, ponieważ wcześniej on nie chciał mi go dać.Jakoś się ułożyło i to ja dziś bardzo chciałabym, żeby on spotkał też swoją drugą połówkę, bo na razie jest sam. Wiem na pewno, że gdyby nie jego zdrada , bylibyśmy razem.

Autor: Marii  11.06.2004 zgłoś

My rozstalismy się kulturalnie, nawet bardzo.Bylismy parą przez kilka miesięcy, mimo to planowlaismy,jak to będzie wyglądała Nasza Wspólna Przyszłośc...Raz umówiliśmy się na spacer, a on powiedział mi,że nie możemy byc razem, bo nie cche mnie ranić (!!!co za egoistyczne,kretyńskie stwierdzenie). Mieliśmy być przyjciółmi,ale wyszło z tego tylko to ,że czasami rozmawiamy ze sobą.On ma chyba teraz dziewczynę (minęło od rozstania 1,5 miesiąca), a chłopak wmawiał mi,że nie chce być z nikim, żeby nikogo już nie ranic (bo on wyjeżdża).Co za palant....Nigdy więcej związków z zakłamanymi frajerami!

Autor: Latka  11.06.2004 zgłoś

Rozwód nie jest rzeczą łatwą. Sama przez to przeszłam i pomimo ślubu cywilnego zostałam tez wyrzucona na ulice. Nie dopilnowałam sobie wpisów w odpowiednich dokumentach ( bo przecież zawsze wydawało mi się że "dorabiamy" sie razem - ale tylko mi się tak wydawało) Przez większość małżeństwa zarabiałam na utrzymanie domu, mąż "bawił"się w działalność gospodarczą z mizernym skutkiem. Ale dookoła zachowywał się jakby był conajmniej milionerem:-) Wyrzucił mnie z domu, wyrzucił wszystkie moje rzeczy osobiste, sprzedał cały dorobek a na koniec mieszkanie. Postanowiłam dochodzić swoich praw w sądzie, ale po tym co tam usłyszałam to mi zupełnie przeszło. Nie było to miłe i w końcu machnęłam na to ręką. I wiecie co?? Jestem szczęsliwa, bo nie musze już go więcej oglądać:-)) Nigdy więcej nie wydam na niego już ani złotówki, nigdy więcej nie będe słyszała jaka to nie jestem podła i pazerna!! Czuję się bosko !!! A on i tak wszystko przepuści:-)) Żadne pieniądze tego świata nie są warte straconych nerwów w walce sądowej. Ja mam swoją godność nadal, a on już swoją stracił. Trzymajcie się wszystkie ( i wszyscy, bo róznie to w zyciu bywa )!!!

Autor: Lenka  11.06.2004 zgłoś

Piekło rozwodu poczułam dokładnie-gdy On sie rozwodził.Tyle że nie ze mną.Myslałam wtedy ze jesli to razem przejdziemy,to tylko wzmocni sie co było miedzy nami.Nie rozwodził sie dla mnie,decyzja podjęta została duzo wczesniej.Opowiadał mi o żonie okropne rzeczy,jego rodzina i przyjaciele-jakos dziwnym trafem nikt jej nie lubił,wszyscy zgodnie orzekli ze główna winowajczynia jest Ona.Czułam ze to jakos niebardzo są wszystkie puzzle tej układanki-bo nie ma tak złych ludzi,a jesli sa-to z jakiegos powodu.Dzis wiem tylko jedno-nigdy wiecej rozwodników,ludzie sie jednak nie zmieniaja.Przezyłam koszmar-i dzisiaj mysle ze powinnam otrzymac medal za głupote.Jak mozna pokochac tak mocno-nie wiem.Mam tylko wiare w to ze przestac kochac tez można.

Autor: Sernik  11.06.2004 zgłoś

Życie zaskakuje nas na każdym kroku. Ludzie, z którymi łączyła nas miłośc, nić porozumienia- także. Nie można zostać na siłe, nie można zatracić siebie. Podziwiam kobiety, które, mimo bólu i odebranej nadziei, pozostały sobą i mają jeszcze chęć do życia.

Autor: Sernik  11.06.2004 zgłoś

Pozdrawiam wszystkie kobiety "po przejściach". Nigdy nie wiadomo czy z nas nie zakpi los.

Autor: Laura  11.06.2004 zgłoś

Decyzja o rozstaniu jest jedną z najtrudniejszych jakie trzeba podjąć,ja jeszcze sie nie zedecydowałam na 100%.No bo jak przekreślić w ciągu chwili 6 lat wspólnego życia,cały czas bije się z myślami.Czasami mam wrażenie,że wszystko sobie wmówiłam i to ze mną jest coś nie tak a jednak rachunki nie pasują i z konta znikaja różne kwoty.Pomimo dowodów i świadomości tego co się dzieje,nie mogę się zdecydować.Najlepsze w tym wszystkim jest to,że gdyby ktoś inny miał taki problem to powiedziała bym mu ..."zostaw go i ułóż sobie życie raz jeszcze".....tylko,że to nie takie łatwe

Autor: Waldek  11.06.2004 zgłoś

Zamiast tak wylewać łzy nad tym co było może tak się wziąć z życiem za bary i nie przegrać po raz kolejny .Powodzenia życzę mnie sie udało ...

Autor: megge  11.06.2004 zgłoś

Dziękuję, że podnieśliście mnie na duchu!!! Jestem właśnie przed drugą rozprawą i do tej chwili myślałam, że jestem jedyną osobą, która chce od życia więcej niż nieustannych awantur i poniżania ze strony "partnera". Chciałabym mieć tylko cień pewności, że mój następny związek będzie inny... "Związek", bo za mąż już raczej nie wyjdę... "Papier" - ślub (cywilny czy nie), zmienia w facecie wszystko. Pozdrawiam wszystkie kobiety, które nie mogą zdecydować się na ten krok, mimo iż sprawa jest już przesądzona. Nie warto poświęcać swego "JA" w imię głupich konwenansów. Kobiety - nie dajcie się!

Autor: DoRkA  11.06.2004 zgłoś

"Jesli kogos kochasz pozwol mu odejsc, jesli wroci sam z dobrej woli bedzie Twoj na wieki, jesli nie-to tak naprawde nigdy nie byliscie razem" - może i prawda.... "miłość piękna jest i wielka, lecz cierpienie większe jest" - trzeba przeżyć, wytrwać i iść dalej przez życie z głową do góry!!!

Autor: DoRkA  11.06.2004 zgłoś

"Bóg zamyka po to drzwi by otworzyć okno w nim, rozłóż ręcę leć jak ptak, baw się życiem baw się tak! Więc odłóż tą butelke i fajkę teraz zgaś nadeszła już ta chwila, by z głową do góry wstać!" (-->tekst piosenki Virgin) P.S. Życze z całego serducha, żebyś i Ty wstała z głową do góry! "zabiłeś mnie...tak bardzo bolało...czas leczył mnie...za długo to trwało!" Powodzenia. Buzia dla wszystkich pa!

Autor: Agnos  11.06.2004 zgłoś

boli, bardzo boli. Bez klotni, bez nienawisci, wzajemnych oskarzen, mniej zle niz w wiekszosci przypadkow, ale jednak zle. Juz na zawsze, ostatecznie, nieodwracalnie. A najwazniejsze jest Dziecko, moja Corka za kilka dni skonczy 4 lata i dla mnie bedzie zawsze najwazniejsza..Tworzyc przez kilka lat, a potem zniszczyc w jednym momencie. A przez lata bylo tak pieknie...

Autor: Janina  12.06.2004 zgłoś

Przezylam trzydziesci kilka lat wspolnego zycia balam sie odejsc trudow samotnosci zemsty upodlenia osmieszania Bardzo balam sie ze zabierze mi dzieci poprostu je kupi pieniedzmi prezentami Teraz mam szescdziesiat lat i nie pociesza mnie ze polska rodzina czesto wlasnie tak funkcjonuje Zycze wszystkim szczescia i rozwaznychy decyzji

Autor: wwss  12.06.2004 zgłoś

Nienawisc po rozstaniu potrafi byc straszna. A u moje ex (tradycyjnie) narzedziem sa niestety dzieci. U kobiet to czeste, wogole nie mysla o tym co czuja dzieci! W

Autor: el  13.06.2004 zgłoś

Do WWSS Wiem, że kobiety często posługują się dziećmi e grze rozwodowej. ALe też są mężczyżni tacy, którzy opuszczają żonę dla innej, zostawiają ją z dziećmi i nie zastanawiają się nad uczuciami tych zostawionych dzieci. Z nową żoną wiją sobie gniazdko i często nawet nie myślą o tym, żeby spotkać się z dziećmi spłodzonymi z byłą żoną. Niestety znam takie przypadki. Wtedy to oni nie zastanawiają się co czują dzieci. Nie wspomnę nic o wsparciu finansowym. Zapominają, że żeby żyć dzieci muszą jeśc. A nowa żona ma potrzeby częto ogromne. I co się robi dla nowej miłości? Dużo, kosztem swoich dzieci.

Autor: wygrana  13.06.2004 zgłoś

jestem juz dawno Po...Minely 4 lata od tego wydarzenia.Choc wtedy wydawalo mi sie ze umarlam i mialam pretensje do swiata ze nie umarl razem ze mna.Zyje.Myslalam ze laczy nas wiecej niz przecietna pare,ale to mrzonki.Wygrzebalam sie.jestem.daje sobie rade,ale nie wiem czy kiedys uda mi sie wejsc w bliskie relacje z innym czlowiekiem??? ktos okaleczyl mnie psychicznie.Nie umiem zaufac.

Autor: ania  13.06.2004 zgłoś

moje zycie rozpadlo sie po 30 latach.powod banalny,ale czesty.Woda,kobiety.Wszystko krylam dla "dobra" dzieci.peklo wszystko w momencie gdy wyrzucil dzieci z ich pokojow,a sam w nich zamieszkal.Po wytrzezwieniu byly tlumaczeniatylko ja juz tego nie bralam powaznie.I coz sie okazalodzieci duzo,duzo wczesniej marzyly o takiej sytuacji ze sie rozstaniemy,nie mowily wiele ze wzgledu na mnie.Teraz sa moze biedniejsze,ale spokojniejsze a i ja pogodzilam sie z ta sytuacja

Autor: martini-z-cytryna  13.06.2004 zgłoś

bylam w zwiazku z chlopakiem, ktory twierdzil, że kocha mnie najbardziej na swiecie i nic poza mna sie dla niego nie liczy. gdy teraz przypominam sobie te slowa to dostrzegam ze nie byly prawdziwe, ale wtedy uwierzylam. bylam szczesliwa i myslalam ze to bedzie TO. niestety bardzo sie pomylilam. on przez caly okres czasu, gdy spotykal sie ze mna, spotykal sie tez z innymi panienkami. na 2 miesiace przed rozstaniem nasz kontakt byl bardzo sporadyczny i dalam sobie wmowic ze to przeze mnie wszystko sie psuje. prawda byla taka ze poznal inna ktora dawala mu wiecej w lozku. zerwal ze mna w bardzo podly sposob. przez kilka mieisecy czulam sie winna, rozpaczalam, moje poczucie wlasnej wartosci zmalalo do zera. z czasem rany zaczelo sie goic. od niedawna znow ze soba rozmawiamy. przyznal ze z nia nie laczy go tyle co ze mna, ze tylko ja potrafilam go zrozumiec, ze zawsze wspaniale spedzalo nam sie czas. kilka dni temu gdy troche za duzo wypil przyszedl do mnie i powiedzial ze chce byc ze mna i ze dla mnie zostawi tamta. to byl dla mnie kubel zimnej wody. wydal mi sie tak zalosny, ze teraz wiem ze nie chcialabym z nim juz wiecej byc. wiem, ze on sie nigdy nie zmieni i zawsze bedzie postepowal wedle wlasnych zachcianek. to nie jest odpowiedni material na stalego partnera. ciesze sie ze doszlo do tej sytuacji bo wreszcie calkowicie sie od niego uwolnilam. nie jestem msciwa, ale chcialabym by zycie dalo mu nauczke za takie postepowanie. pozdrawiam wszystkie dobre zlamane serduszka.

Autor: Jurek  13.06.2004 zgłoś

W cywilizowanym swiecie istnieje pojęcie kontarktu małżenskiego, dotyczy on zarówno majątku, zachowań (np. spożycia alkoholu czy narkotyków) jak i innych obowiązków, mozna np. opisać życie seksdulane tak jak to zrobił Onassis z Jackie Kennedy. Nic w tym złego nie ma. Taka sama zasada przyświeca umowom spółki handlowej. Dobra umowa precyzyjnie reguluje jak się rozejść kiedy nie możenmy usiąść przy jedntym stole i na siebie patrzeć. U nas oczywiscie Kosciół toczy batalię o to, żeby ten kpitalistyczny i protestancki zwyczaj nigdy wszedł w życie. Cóż mi szkodzi podisac umowę o podziale majątku z osobą którą kocham, zobowiązać sie do okreslonych rytuałów, uprawiania współnie seksu i wzajmenego szanowania się pod grożbą sankcji ? A jesli jedna lub druga osoba przestanie - to wie co ją spotka i sprawa jest prosta. A poza tym, zarówno kobieta jak imężczyzna ma prawo do majątku pozamałżeńskiego. Ciekawe, czy nawet najbardziej wierzący katolicy nie wniesliby protestu, gdyby ich dizecko miało oddziedziczyć np 5 mln zł i wstepwało w związek z miłosci z kimś bez pieniędzy. Niech partner dziecka okaze się toksyczny i związek się rozpada. I co - za to, że zespuł dziecku życie - to jeszcze ma dziedziczyć z majątku 2,5 mln ? Uwazam to z absurd. Małżeństwa bez kontraktu opisującego rozjście i podział mjatku powinny zostać zakazne a instytucje udzielalające takich małzeństw powinny podpisywać zgodę na przejęcie ksosztów postepowania sądowoego w przypadku rozejścia. I w oka mgnieniu mamy spokój. Ale baby wola siedzieć z pijakiem i dostawć po mordzie zamiast byc rozwódką bo wstyd. A z kolei faceci wolą płakać kochankom w mankiet, że z żoną nie sypiają, ale są razem bo dzieci, kariera - i mają codziennie piekło, które tylko kobieta potrafi zgotować. Małżeństwo to spółka 2 osób i kapitał około 15 000 dni na początek. Niektórzy inwestują ten kapitał mądrze i dostają nagrody za 40 lat pożycia. Inni roztrwaniają go po 1000 dni. Ale rozwody są dla ludzi tak jak i związki. Tyle tylko że nie mozna rozwiązywac spraw codziennych religią. Co boskie to Bogu i jemu składamy śluby, ale co cesarskie to cesarzowi i cywilne sądy powinny rejestrować kontrakty małażeńskie. Ludzie żyli razem i rozchodzili się odkąd istniała ludzkość, żadna religia tego nie zabroni. co najwyzej wywoła frustracje. Talibowie wolą zabijać, bo nuie moga poderwać dziwczyny i zaznać miłości. Czy człowiek, który jest kochany i wypieszczony przez drugiego może zabijać, robićna złość nosić nienawiść w sercu ? Myslę że nie, dla kochajacych się świat zawsze jest w różówych brawch. Pozdrawiam wszytkich chorych z nienawisci po związkach. PS. Moje małżeństwo rozpadło się po 5 latach, zaraz po urodzeniu dziecka. Zostałem dodatkiem do dziecka. Zona nie miał czasu na nic poza zabawa z dzieckeim 24 godz na dobę. Nie było seksu ani wspólnych spraw. Było tylko dziecko. Jesteśmy w separacji bez rozwodu już 11 lat. Ale to nie jest powód żebym nie kochał dziecka lub nie szanował żony. Dziecko uwielbaim

Autor: onka  13.06.2004 zgłoś

Takigo prawnika to ja mam w domu!U mnie pod koniec ciązy i tuż po u]narodzinach dziecka też różnie bywało,hmmmm....tyle ,że mój mąż już dojrzał a i ja powróciłam ze świata "tyl;ko dziecko" a mogło byc podobnie jak u mojego "przedmówcy"!Jednakże uważam, że rozwód stał się nazbyt popularny, coraz częściej zamiast postarać się uleczyć małżeństwo wybieramy pozornie łatwiejsze rozwiązanie, choć pewnie nie każde uleczyć się da!Brak odpowiedzialności, dojrzałości, samorelizacja za wszelką cene, myslenie w kategoriach "tylko ja"często jest przyczyną niemożności porozumienia z partnerem a w konsekwencji rozwodu!

Autor: co wy  13.06.2004 zgłoś

brutale i wandale zycia ale kto nimi nie jest jak kobieta!!

Autor: BizKit_u  13.06.2004 zgłoś

Jestem tą złą stroną w małżeństwie, to Ja kobieta zdradzam i to Ja kobiet chcę odejść. Mam dobrego meża i cudowne dziecko...ale ten zwiazek nie ma sensu... Nie jest to tylko mój kaprys...to sa 2 lata skutecznego zakopywania uczucia i...zakopalismy Je. On usiłuje odkopać a Ja nie potrafie już nic w sobie wskrzesić. Dla mnie pozostaje rozwód -bo nie mam juz siły oszukiwać i tkwić w związku w którym nie chcę już być... Boję się tej chwili, boję się rozmowy i bardzo martwię sie o swoje dziecko - Jak Ono to przeżyje... ale jestem dobrej mysli... przecież mamy rozum, może nas nie zawiedzie i tym razem ? ps. dla mnie rozwód = koniec jakichkolwiek związków...i tak bedzie lepiej... Trzymam kciuki za rozwodzące się i zazdroszczę rozwiudzinym :) Na pohybel!

Autor: Olga  14.06.2004 zgłoś

Jestem mężatką od 20 lat.nie było lekko, moje uczucie do męża wygasło i tak jak moja przedmówczyni nie chcę już oszukiwać i tkwić w związku w którym nie chcę juz być Poznałam mężczyznę o 10 lat młodszego od siebie i strasznie się kochamy snujemy plany na przyszłość też go bardzo kocham jak nikogo przedtem,ale boję się rozmowy o rozwodzie czy będzie to rozstanie kulturalne czy będą wyciągane wszystkie brudy nie wiem co mam robić tak bardzo chcę być szczęśliwa.....

Autor: Weronika  14.06.2004 zgłoś

slynne powiedzenie : nie sztuka jest sie rozwiesc - sztuka jest utrzymac malzenstwo" . Czasami tak powinno byc, ale czasami trzeba wybrac inna droge. Nie kazdy czlowiek ma w sobie tyle sily , aby walczyc o malzenstwo, a jest i tak , ze druga strona przeszkadza. Rozwod "kulturalny " ? jezeli czlowiek jest dobrym czlowiekiem, pomysli o swojej godnosci - mysle ze wtedy jest to mozliwe. Czasami jednak potrzeba czasu , aby on zagoil rany...

Autor: asik  15.06.2004 zgłoś

Zdrada, rozwod..... Ja przezylam to pierwsze kilka razy, ponizenie, placz... za pierwszym razem bylam cholernie glupia , mloda i zakochana... Potrafilam uwierzyc, ze on wiecej tego nie zrobi....choc zdradzal mnie jak bylam w ciazy i ma z inna kobieta dziecko. Niestety zaufanie gdzie przepadlo, jak wracal pozniej od razu byla podejrzliwosc... Z czasem wyciszylam sie, ale tez moj maz zmienil prace....wybywal na kilka dni z domku, sluzbowy telefon, samochod, hotele..... W tym samym czasie wyniosl sie tez z naszego lozka... Zadne proby rozmowy nic nie daly....czepiam sie, jestem glupia baba, on zmeczony praca... Pokazcie mi faceta, ktory w wieku 30-kilku lat wytrzyma bez sexu...rok, dwa......trzy............etc. Pozniej trafilam w jego rzeczach na wiagre....metnie tlumaczyl, mieszal sie w zeznaniach...az na kompie znlazlam niewyslane smsy z numerem telefonu (biedak laik, nie wiedzial, ze pewne informacje zostaja na dysku). Zdecydowalam sie o wszystkim powiedziec tesciowej, zadzwonilam do tej kobiety....ktora potwierdzial wielka, szalona milosc mojego meza i jej... Niestety oboje chca by tak zostalo, ona ma meza i 2 dzieci - maz nic nie wie o tym, ze ma rogi, a ja mam w domu horror. Chcialam skonczyc z ta farsa, niestety maz-cynik stwierdzil, ze w jego rodzinie nie bylo rozwodow i nie bedzie, dulszczyzna wychodzi z niego...co ludzie powiedza!!! W ubieglym roku mialam w sadzie pierwsza sprawe - pojednawcza. O zgrozo.... okazalo sie, ze sedzina jest po stronie mojego meza. Facet ma dziecko z inna kobieta, ma kochanke, od 9 lat ze mna nie sypia, zneca sie psychicznie(doszlo do tego, ze lecze sie u psychiatry z depresji i chodze na psychoterapie), dla sedziny to bylo zbyt malo bym mogla walczyc o rozwod (wystapilam z winy meza). Jedyny powod, ze nie dostane rozwodu, to fakt, ze maz daje na dom kase,.,,, Dobre co?? Teraz dochodze do siebie, wzamacniam sie lekami i rozmowami z psychologiem, pisze prace magisterska, bo studiuje zaocznie, zas jesienia chce znow uderzyc... Zbieram pieniadze na adwokata, boje sie, ze znow mnie sedzina zastraszy a maz znajdzie dojscie do tej instytucji. Mam dosc codziennych awantur, wyzwisk nawet tych najgorszych.... Same dzieci twierdza, ze ojciec jest chory psychicznie i powienien sie leczyc. On zas mowi, ze ja nastawiam chlopakow przeciko niemu (malutkie dzieci...18 i 16 lat nie maja swojego rozumu). Czemu to zycie jest tak paskudne... Czemu kobieta jest tak naiwna, ze wierzy mezczyznie, potrafi przebaczyc, a on tego nie doceni... jesli raz sie udalo...mozna znowu Ale dzban wode nosi dopoty, dopoty sie ucho nie urwie... W moim zyciu sie juz urwalo....zrobie wszystko by uwolnic sie, by odzyskac zdrowie i sily...chocbym miala zyc o samej wodzie i chlebie. Zazdroszcze kobietom, ktore maja to za soba i w koncu zyja jak ludzie... Zycze wszystkim dotknietym i cierpiacym przez facetow szczescia, a im by sie obudzili pewnego dnia z reka w nocniku, sami, porzuceni i zapomnieni... Pozdrawiam Asik

Autor: Helenka  15.06.2004 zgłoś

Miałam 22lata, gdy "wpadliśmy". Głupota totalna. Znaliśmy się 2 miesiące. Bardzo gorąca znajomość, bardzo wielka głupota. Nawet się cieszyliśmy. Nie łapałam go na dziecko, miałam studia i pracę, i inne plany. Ciążę miło wspominam, bo bujałam w obłokach nieziemsko. Potem się zaczęło. Ile pieluch tetrowych można było wyżymać od moich łez.... Wyłam w poduszki, ale nikt tego nie widział. To najgorsze w kulturalnym rozstawaniu. Totalne rozbicie. Zgadzam się i chcę, żeby przychodził do dziecka. Jednak, gdy go widzę sztywnieję. Minęło już 4 lata. Czy to z czasem mija?

Autor: LARISA  15.06.2004 zgłoś

Zwsze kiedy maz zostawia rodzine dla kochanki to koszmar, ból jednak mija z czasem, ale to, co potem były maz moze mówic na temat swojej byłej zony aby usprawiedliwic swoje zachowanie to prawdziwy koszmar. Ja po ponad dwóch latach od rozwodu jestem nadal wariatka latajaca za nim z nozami, ponoc chciałam go zabic, jestem alkoholiczka, nimfomanka, zdradzałam go z 1000 razy, umiem tylko wyzywac(zwłaszcza jego kochanke z która mnie zdradził), i powinnam isc do psychiatry. I co tu wiecej mowic o byłych męzach??? Zyje sobie spokojnie z synem i tylko serce mi sie kraje ze dziecko wychowuje sie bez całkowitego zainteresowania swojego tatusia

Autor: żabka  16.06.2004 zgłoś

Dołączę się do rozmowy, bo chyba mam wiele do powiedzenia. Obecnie jestem w trakcie sprawy rozwodowej, jestem po drugiej sprawie.Przez 11 lat naszego małżeństwa byłam bita, upokarzana. poniżana,szykanowana , gdyby nie dzieci wyleciałabym z okna z 4 piętra, miałam też pistolet przy głowie, w końcu nie wytrzymałam, po prostu uciekłam z domu od męża , zabrałam dzieci i zwiałam do rodziców- chociaż miałam gdzie.Mój mąż pił i bił, wyzywał i tłamsił a ja tak trwałam przy nim wierząc, że będzie lepiej , że się poprawi . Niestety było coraz gorzej. Teraz już mogę o tym normalnie mówić, do tej pory nie żaliłam się , nie skarżyłam żyłam sama ze swoimi problemami, było i jest ciężko, tęsknię za swoim domem, w którym mieszkałam ponad 10 lat, ale jestem dumna i cieszę sią, że zrobiłam ten krok, że uwolniłam się od kata, na którego nie było bata, niczego i nikogo się nie bał, nikt i nic dla niego nie było ważne.Kobiety nie warto tkwić przy takim kimś , nie warto zostawać dla dzieci. Do każdej decyzji trzeba dojrzeć do odejścia także. Jest mi ciężko psychicznie ,ale muszę sobie dawać radę, mam wspaniałych rodziców, którzy mi bardzo pomagają, jestem im wdzięczna.dla dzieci muszę to wszystko znieść i zniosę. pozdrawiam wszystkie odważne kobiety , dziewczyny, które potrafiły odejść i stawić czoło wszystkim problemom z tym związanych. Trzymajcie się cieplutko. Będzie dobrze....

Autor: Jolanda  16.06.2004 zgłoś

Mój mąż przy rozwodzie nie rozczarował mnie,dużo wcześniej pokazał kim jest naprawdę,a dokładnie trzy tygodnie po ślubie,kiedy zameldowałam go w moim mieszkaniu. Po powrocie z biura meldunkowego pierwsze co zrobił,podzielił mieszkania,to był ten moment,w którym coś we mnie pękło,a potem było już tylko gorzej. Wszystko to trwało 16 lat,sam zrezygnował w którymś momencie,złożył pozew do sądu o rozwód,nic nie było w stanie mnie ruszyć,po 16 latach to był ten sam człowiek,który strach,siłę fizyczną zna jako jedyny sposob do udowodnienia swoich racji. Najgorsze dla niego było to,że w czasie przeprowadzania lekcji poglądowych,ja nie dyskutowałam z nim,tylko każdą rozmowę kończyłam przyznaniem racji i potwierdzeniem,że jestem okropna i bardzo mu współczuję,że z kimś takim jak ja musi się męczyć. Też jest moim doświadczeniem wysłuchiwanie od znajomych jak to wszystko mnie i dzieciom zostawił.Nie dyskutuję,bo jak ktoś,kto nie wnosząc w związek nic,odchodząc może zostawić wszystko.Patetyczny pajac i tyle.

Autor: Ula  17.06.2004 zgłoś

Jutro mam sprawę pojednawczą. Chciałabym, aby zakończyła się POJEDNANIEM; takim ludzkim pojednaniem, w którym nikt nikogo nie rani, nie boi się, nie oskarża. Trójki... niech będą dla nas (razem czy osobno) szczęśliwe: 3 lata temu zdarzyła się piękna, romantyczna historia z decyzją o ślubie po 3 tygodniach znajomości i ślubem po kolejnych 3 miesiącach, rozwodem zaś po 3 latach... (maybe) Wybaczyłam, choć czasem jeszcze czuje się oszukana; nie chcę sobie (przede wszystkim) i jemu też utrudniać życia dodając stresu konfliktem przed sądem, pójściem na udry. Chcę mu ufać, wierzyć że mnie nie zawiedzie np. żądając nagle orzeczenia o mojej winie, alimentów, oskarżając lub czymkolwiek innym. Po co miałby to robić? Nie wiem czy mogę zaufać, , rozsądek (a może jakiś chochoł) radzi ostrożność i przypomina, że się już kiedyś zawiodłam... trochę się boję. Najbardziej tego, że nie będę umiała zaufać nie tylko jemu, ale nikomu. Pół roku temu "zawalił mi się cały świat"- wszystko straciło swój dotychczasowy wymiar. Straciłam tożsamość - tak się czułam i czasem jeszcze czuję nosząc jego nazwisko, które nagle pół roku temu miało przestać (a teraz przestało) znaczyć "rodzina", przeszłam (jeszcze przechodzę) przez całe to piekło. Kochałam bardzo, czuję coś ciągle... sentyment, raczej nie miłość (już chyba nie!). Błagam Boga, jeszcze-męża, kogokolwiek, wszystkich: nie zabierajcie mi wiary w to, że pokochałam kiedyś wartościowego człowieka, tylko po prostu nie mnie przeznaczonego; pozwólcie mi go szanować, lubić; i jemu też na to pozwólcie... Wojtusiu, chciałabym żebyś został moim przyjacielem....

Autor: Agnieszka  17.06.2004 zgłoś

Czasem tak bywa, ze coś, co miało być na zawsze trwało tylko chwilę. Najważniejsze, żeby dwoje dorosłych ludzi potrafiło w równie dorosły sposób dalej ze sobą rozmawiać i rozstać się również "po dorosłemu". Rozstania na pewno nie są lekkie i przyjemne, ale związek, w którym tylko jedna osoba jest zaangażowana też nie ma sensu. Po co stwarzać fikcję? Dla dzieci, dla znajomych i rodziny? I ile tak moża żyć? Ja sama zdecydowałam sie o kilka lat za późno - choć małżeństwo trwało lat 7, a decyzję o rozstaniu podjęłam po 4. Nie żałuję, że zostawiłam sobie 3 lata na przemyślenia i podjęcie w pełni dojrzałej decyzji i powiedzenie sobie: tak, tego właśnie chcę. Ale z drugiej strony te trzy lata to stracony czas i nigdy więcej nie chciałabym już tak żyć. I mogę ciągle myśleć, co by było gdybym wcześniej potrafiła ostatecznie go przekoanć, że rozstanie to jedyna słuszna droga w naszym przypadku... Najgorszy w tym wszystkim był strach: jak sobie poradzę. A potem okazało się, że dużo lepiej niż mogłam to sobie wyobrazić. Ale sam rozwód i "poradzenie" z nim sobie jeszcze przede mna. Boję się właśnie tego, że on nie dojrzał do takiej decyzji jeszcze i że emocje wezmą górę.

Autor: zuzka3232  17.06.2004 zgłoś

ja raczej zapytam jak zapomnieć, zaleczyć rany i zacząć życie od nowa. Jak znów zaufać i cieszyć się zyciem? Może moje pytania wydadzą się banalne, ale po co zyć nienawiścią i wspomnieniami? Ja chciałabym być po prostu szczęściwa:))

Autor: sendi  18.06.2004 zgłoś

Mój 16-to letni związek jest na etapie rozpadu ale według mojego męża to tylko moje fanaberie.Na nic się zdają rozmowy bo On wie lepiej a jak bym zostawiła go i tak to On nie zostawi na mnie suchej nitki-wogóle mi nic nie zostawi !!! I pewnie się nie odważę na ten krok właśnie z obawy przed jego wściekłością.Poza tym mamy dwoje dzieci i nie chciałabym rozdzielać rodzeństwa a tak by się stało.Tak więc na dzień dzisiejszy o rozwodzie nie może być mowy ale gdyby już do tego doszło to chciałabym byśmy zachowali z mężem szacunek do siebie i pozostali w dobrych układach.Przecież te wspólne lata coś chya znaczą? Czasami niespodziewanie coś pęka i oddala nas od siebie i z czasem czujemy się coraz bardziej obcy choć bliscy.Nie wiem jak to bardziej wyjaśnić ale osoby które są w podobnej sytuacji wiedzą o co mi chodzi.W moim małżeństwie wygasło wszystko i chciałabym zostać sama z dziećmi ale niestety o takim kulturalnym rozwodzie u mnie nie ma szans więc jak już wspomniałam muszę dalej udawać szczęśliwą by zaoszczędzić sobie a przede wszystkim dzieciom dodatkowych nieprzewidywalnych zachowań mojego męża.Pozdrawiam zuzka 3232 przede wszystkim ciebie.Życzę ci byś była wreszcie szczęślwa :):):))))))))))))))))

Autor: Ula  18.06.2004 zgłoś

Agnieszko, ja też tego się boję, że Wojtek jeszcze nie dojrzał. Boję się też, czy ja dam sobie radę na rozprawie. Na posiedzeniu pojednawczym - jutro - pewnie tak, bo wiem, że jeszcze nic nie zostanie przesądzone. A na rozprawie - nie wiem? Nie wiem jak zareaguję gdy Wojtek choćby niechcący poruszy strunę odpowiedzialną za strach, lęk i wstyd. A wtedy mogę zapomnieć o tym, że trzeba oi warto iść do przodu i nie płakać nad rozlanym mlekiem. Posprzątać i do przodu.

Autor: zuzka323  18.06.2004 zgłoś

Dziękuje sendi:)) Twoje słowa i życzenia wywołały dziś uśmiech na mojej twarzy. A to bardzo ważne:) Ja przeżyłam piękną miłość (10 lat), kulturalny rozwód którego nie chciałam i to że mój były mieszka już z inną kobietą. Nie chce ich nienawidzić. Współczuje wszystkim kobietą które cierpią, ale moim zdaniem wszystko co najpiękniejsze jeszcze przed nami. Tylko trzeba trafić na tego jedynego, wartościowego człowieka. Czego sobie i wszystkim kobietą bardzo życzę:))) ps. nie bójcie się walczyć o siebie i swojer marzenia. Nie ma nic czego nie można zmienić:))) Pozdrawiam bardzo ciepło wszystkie forumowiczki:)))

Autor: Asia  18.06.2004 zgłoś

Co do rozwodów to mam dość nietypowe zdanie. W momenice gdy dwoje młodych ludzi decyduje się na ślub powinni jednocześnie pomyśleć o tym że może (oby nie) się zdażyć taka sytuacja jak rozwód. Dla tego też wszelkie decyzje jakie się podejmuje tuż przed zawarciem ślubu dotyczące majątku (mieszkanie, samochód itp.) należy podejmować z głową. a wiem że w momencie gdy dwoje młodych ludzi decyduje się na ślub to o niczym innym nie potrafią myśleć jak tylko o miłości do siebie ale to właśnie ten moment jest najważniejszy. Tak naprawdę to wystarczy jedna wizyta u notariusza (cena 60 zł) aby uzgodnić wszystko z przyszłym maużonkiem . Można odrazu spisać intercyzję albo inne dokumenty które w przyszłości pomogą uniknąć wielu spornych sytuacji tyczących się podziału majątku tudzież miejsca zamieszkania po rozwodzie. Najwięcej krzywd jakie sobie czynią dotychczasowi maużonkowie następuje w momencie gdy dochodzi do podziału majątku. Dla mnie osobiście jednorazowa wizyta u notariusza to tylko spokuj na wiele , wiele lat do przodu. Wydaje mi się też fajnym sprawdzianem co do przyszłego maużonka rozmowa o ewentualnym rozwodzie . Ja wiem jest w Polsce wiele osób które mi zaprzeczy bo jak go kochasz to nie myślisz o rozwodzie ale przez takie głupie myślenie potem wiele ludzi bardzo cierpi. Tak naprawdę to w dziszejszych czasach z samej miłości ciężko jest wyżyć. Jest jeszcze wiele czynników jak np: praca, pieniądze, miejsce zamieszkania (z teściami czy też osobno) które niejednokrotnie są ważniejsze niż sama czysta miłość. Ludzie tak naprawdę często przeżywają horror podczas rozwodu ponieważ dopiero w tedy otkrywają jaka tak naprawdę jest ta druga stona maużeństwa, czy nie lepiej poruszyć ten temat wcześniej?

Autor: monika  18.06.2004 zgłoś

bez sęsu poco ludzie się żeniom?,żebysię rozwodzić.

Autor: Ula  18.06.2004 zgłoś

Już po sprawie pojednawczej. Nie było problemów. Zgodziłam się na rozwód bez orzekania o winie. Sąd od razu wyznaczył termin rozprawy - w lipcu bezie po wszystkim. Poszliśmy potem na kawę. Ja spokojnie. Wojtek gorzej - ale kulturalnie. Jednak można. A zapowiadało się na ostrą jazdę, jeszcze miesiąc temu nie wierzyłam, że to możliwe. Chcę go lubić. Nie wiem czy umiałabym go znowu pokochać, jeśli nagle by zechciał. Chcę pamiętać, że było miło i miło się skończyło małżeństwo. I żeby potem też było miło, ale już kumpelsko, a może nawet przyjacielsko. Pozdrawiam wszystkich "rozwodników"

Autor: kinguss  18.06.2004 zgłoś

heej czy ktos zechcialby mnie poinformowac jak pzrebiega praktycznie cała procedura rozwodowa?? ja w nastepnym tygodniu skladam pozew o rozwod, ze zgoda stron.. , tzn on powiedzial ze nie bedzie robil mi przeszkod.. mamy 7 letnia corke...chodzi mi o to 1.czy musze dokladnie w pozwie uzasadniac powody dlaczego chce rozwodu??? czy wystarczy ogólnikowo...? nie chce wywlekac tego wszystkiego poprostu 2. czy od razu zaznaczyc ze nie chce zadnej rozmowy pojednawczej? 3. ile to moze trwac mniej wiecej od zlozenia pozwu? 4.koszty..?? czy istnieje mozliwosc zwolnienia z kosztow? itd..moze ktos mi cos napisze z autopsji?? pozdrowka papa

Autor: asia  18.06.2004 zgłoś

Tak czytam te kometarze i wiem ze nie jestem sama .Jestem juz po jednym rozwodzie przez 6 lat zyłam z arkocholikiem mielismy dziecko , to juz za mną ,zdecydowałam sie na drugi zwiazek bardziej z rozsadku niz z miłosci , był dobrym czlowiekiem pracowitym nie pijącym bardzo sie, we mnie zakochal kupowal prezety troszczyl sie o mnie i o moje dziecko ,calkowite przeciwienstwo pierwszego meża obiecał ,ze potrafi pielegnowac milosc i dbać o rodzine zylismy 4 lata w konkubinacie , miedzy czasie urodzil sie nam syn obecnie ma 5 lat postanowilismy wziaśc slub cywilny . Zycie z nim w konkubinacie bylo rozne , myslałam ze jak wezmiemy slub to dużo sie zmieni i wzmocni nasz zwiazek ale sie rozczarowałam załozyl wlasna działalnosć popadał w coraz wieksze dlugi , a jak troche sie wybijaj to splacal tylko wlasne zadluzenia zostawiajac nas bez sirodkow do życia nie placac za mieszkanie czynsz wode i dajac jak go wyblagałam to po 20 zl to po 10 na zycie mozna to nazwac co mu z kieszeni wylecialo . Podjełam prace i zaczelam po mału wychodzic z długów w niczym ni nie pomaga pracuje od 8 do 22 dzien w dzien i twierdzi ze zarabia na rodzine a nie przepija , ale piniedzy mi nie oddaje nie prowadzimy wspolnego gospodarstwa i nadal placi swoje debety i dlugi ,nigdy mu nie starcza na rodzine jego firma nie zarabia na siebie i dlatego sie tak dzieje , ale nie da sobie nic powiedziec 2 lata zusu nie placi i łudzi sie nadziejami , wiecznie sa o to pretensje zyje sam dla siebie a nie dla nas dawalam mu szanse i to nie jedna ,ale bez skutku dalej stawia na swoim obraza mnie wyzywa od warjatek nie ma za grosz szacunku nawet ostatnio stwierdzil ze jak by mi dal piniadze to bym poszła czynsz zapłacic i nic by z tych piniedzy nie zostalo , a jego debet jest wazniejszy . Mieszkanie bylo nie płacone rok czasu az moi rodzice zapłacili za pol , a reszte on obiecał zapłacic i do dzis nie za płacił ,ja daje rade płacic swietlo gaz wode ale na czynsz mi brakuje bo musze na zycie zostawic ,jest nie odpowiedzialny pisze o tym bo moje zycie to koszmar mowilam mu ze jak tak dalej bedzie to sie rozwiedziemy to tylko sie zmartwil kto mu bedzie pral i gotowal że pozabiera mi wszystko i tak z nim nie wygram ,a jak nie to zrujnuje cale mieszkanie ,jest baedzo zlosliwy moi rodzice tlumaczyli mu ,ze tak nie mozna ,ale on stwierdzil ,że nie będą go straszyc ,ze pracuje prze zemnie , a nie dla rodziny , jeszcze tak nie dawno zalewalam sie łzami bo myslałam ,ze jutro bedzie lepiej teraz peklo cos we mnie i go znienawidzilam calymi dniami siedze sama i stal sie dla mnie obojetny nie wiem co bedzie dalej ale czy to ma ses a z drugiej strony jak znalesc to szczescie jak sie drugi raz rozwiode kto ze chce kobiete dwa razy rozwiedziona , ale nie mam juz siły prosze poradzcie cos ,.co mam robic czy to ma ses takie zycie ,on sie nie zmieni .Poznałam wspaniałego czlowieka nic nas nie łoczy tylko przyjazn pomagal mi dojsc do ładu psychicznego ,al

Autor: asia  18.06.2004 zgłoś

ale ma zone i nie chce niszczyc mu małzeństwa bo jest wspaniałym człowiekiem POZDRAWIAM WAS MOCNO I GORACO co o tym myślicie

Autor: Ula  19.06.2004 zgłoś

Procedura rozwodowa: Szczygółowy opis procedury rozwodowowej znajduje się w wielu prawniczych wortalach, polecam na początek - wiele w jednym miejscu, rzetelnych porad. http://zora22003.republika.pl/rozwod.htm Jeśli umiecie ze sobą rozmawiać lub rozwód lezy w interesie obu stron, nie trzeba korzystać z pomocy adwokata. W internecie znajdziesz większość potrzebnych informacji. Ja wykupiłam sobie dostęp do jednej z płatnych witryn prawniczych. Masz wtedy możliwość zadawania i pytań i odpowiedzi specjalistów są bardziej wyczerpujące, mniej ogólnikowe niż w przypadku odpowiedzi darmowych. Warto zwrócić uwagę na kolejność odpowiadania: powód odpowiada jako pierwszy, pozwany dopiero po wysłuchaniu przez sąd powoda. Jeżeli nie masz zaufania do męża (żony) i obawiasz się, że wykręci jakiś numer podczas sprawy np. zacznie próbować twoją winę - lepiej doprowadź do sytuacji, w której to on (ona) złoży pozew do sądu. Mój mąż złożył pozew 5 kwietnia, 30 lipca mam nadzieję będzie już orzeczenie rozwodu wczoraj była sprawa pojednawcza). Nie mamy dzieci więc jest trochę łatwiej, wybraliśmy opcje bez orzekania o winie. Choć przyznam, czułam się bardzo oszukana i długo zastanawiałam się czy powinnam się zgodzić na taką opcję. Jestem rozczarowana i czuję się oszukana w pewnym sensie nadal - ale teraz wyraźne stwierdzenie jego winy nie jest mi do niczego potrzebne. Wolę się iść do przodu.Pozdrawiam.

Autor: sendi  19.06.2004 zgłoś

Te wszystkie wypowiedzi podnoszą mnie na duchu choć wiem,że w moim wypadku jeszcze droga daleka do podjęcia wiążącej decyzji o rozwodzie.Mój mąż co jakiś czas wywija mi numer,że aż gotowa jestem gonić do sądu.Nie mogę jednak rozdzielać dzieci a mój syn w tej chwili najbardziej cierpi.Jest prawie dorosły i widzi co się dzieje ale robi wszystko byśmy się z mężem nie kłócili(choć nie zawsze jestem w stanie się powstrzymać)Jednak jak dalej będzie taka sytuacja jaka jest obecnie to pewnie prędzej czy później będę musiała podjąć jakieś stanowcze kroki.Problem jednak w tym,że mój mąż z synem przebywa za granicą i syn nie chce mówić mi całej prawdy.Wiem jednak,że na swój sposób przeżywa to co się dzieje.I co ja mam w tej sytuacji zrobić?To jest pytanie retoryczne bo wiem,że dla dobra mego syna muszę wyjechać z malutką do nich i narazie zacisnąć zęby.Kto wie być może życie samo przyniesie rozwiązanie.............Pozdrawiam całe forum i życzę powodzenia i sił tym,którzy podjeli decyzję o rozwodzie.To nie jest łatwa decyzja tymbardziej,że kulturalne rozwody to przecież dzisiaj rzadkość.

Autor: GOSIA  19.06.2004 zgłoś

MOIM ZDANIE TO ROZNE CZYNNIKI WPLYWAJA NA TO OTOZ PIERWSZYM TO JEST POGON ZA PIENIEDZMI MALZENSTWA SA ZABIEGANE NIE MAJA CZASU ZE SOBA ROZMAWIAC AZ W KONCU KONTAKT SIE URYWA MAM WLASNIE TAKICH ZNAJOMYCH TAKZE TO JEST PRAWDA PO DRUGIE MYSLE ZE W DZISIEJSZYCH CZASACH TO NIETRUDNO O STRES POTEM PRZYCHODZI DEPRESJA NO I PO MALZENSTWIE WIEC NAJLEPSZA RADA JEST ZYC SKROMNIEJ ALE W MILOSCI CZULOSCI I W ROZUMIENIU SIE NAWZAJEM

Autor: GOSIA  19.06.2004 zgłoś

MOIM ZDANIE TO ROZNE CZYNNIKI WPLYWAJA NA TO OTOZ PIERWSZYM TO JEST POGON ZA PIENIEDZMI MALZENSTWA SA ZABIEGANE NIE MAJA CZASU ZE SOBA ROZMAWIAC AZ W KONCU KONTAKT SIE URYWA MAM WLASNIE TAKICH ZNAJOMYCH TAKZE TO JEST PRAWDA PO DRUGIE MYSLE ZE W DZISIEJSZYCH CZASACH TO NIETRUDNO O STRES POTEM PRZYCHODZI DEPRESJA NO I PO MALZENSTWIE WIEC NAJLEPSZA RADA JEST ZYC SKROMNIEJ ALE W MILOSCI CZULOSCI I W ROZUMIENIU SIE NAWZAJEM

Autor: Lisette  20.06.2004 zgłoś

Moi rodzice rozstali się w zeszłym roku. Na początku byłam wściekła na mamę, na tatę i na samą siebie, choć wiedziałam, że ja nie miałam na to wszystko żadnego wpływu. Najgorsze było to, iż miałam świadomość, że życie osobne będzie lepsze dla nich i dla mnie. Długo nie mogłam tego wszystkiego przeboleć. Czasami chyba martwiłam się bardziej niż oni. Ale teraz jest już OK, bo zamiast zajmować się sprawami dorosłych skupiłam się na samej sobie. Każde dziecko po rozwodzie rodziców dojdzie do siebie. Pytanie: ile mu to zajmie?

Autor: Elfii  20.06.2004 zgłoś

Hej wszystkim tu klikajcym:) Jestem jeszce za mBoda zeby miec za soba tak okropne przejscia.Jednak tez swoje przezylam. najpierw ojca alkoholika, ktory zmarl jak zdawalam mature - na szczescie dla nas wszystkich..A rok temu po dosyc dlugiej znajomosci, traktowanej powaznie-tak mie sie wydawalo, facet po prostu przestal sie do mnei odzywac..nie odpowiadal na telefony...co gorsza nie odbieral ich....przezylam wielkie upokorzenie...myslalam ze do niczego sie juz nie nadaje, ze nikt mnie nie bedzie juz chcial...Ale po pol roku odwiedzil mnie moj wieloletni korespondencyjny przyjaciel i po tygodniu zadzwonil ze sie zakochal. Teraz jestesmy szczesliwie zakochani i palnujemy wspolne zycie.Trudno nam bardzo- dzieli nas 300 km, ale przeznaczenie jest silniejsze...no walsnie tylko czy w ogle jest cos takiego jak przeznaczenie...cyz w ogole mozna z kims przezyc cale zycie????z tego co piszecie wynika jasno ze nie...i to mnei przeraza....i tego sie boje....nie wiem czy mam sie zdecydowac skoro tak czesto zle sie konczy....jest cudownym facetem oczywiscie nie bez wad,ael takim o jakim zawsze skrycie marzylam:) tylko zze po slubie wszystko sie zmienia...na dobre czy na zle??? MOze powinnam cieszyc sie ze w ogole kogos takiego znalazlam:)tak malo jest porzadnych facetow na sweicie:) Pozdrawiam wszytich serdecznie i zycze nadziei na lepsze zycie:) a przede wszystkim zycze Wam cudow bo wiem ze sie zdarzaja:))))

Autor: frezja  20.06.2004 zgłoś

uważam, że dwoje ludzi musi odp[owiednio się dobrać. My kobiety musimy być bardziej wyrozumiałe dla swoich facetów, wiele im wybaczać, nie zwracać uwagi na ich słabostki i nie dopuścić do zdrady

Autor: waldek_ws  20.06.2004 zgłoś

Sześć lat po ślubie miałem wypadek. Komplikacje po tym wypadku są odczuwalne do dzisiaj. Najpierw renta III grupa, następnie pogorszenie stanu zdrowia i w 1995 roku II grupa i zakaz pracy. Zmiana lekarza prowadzącego i poprawa stanu zdrowia ale od listopada - grudnia 2003 ponownie pogorszenie stanu zdrowia. Kiedy powiedziałem żonie w lutym br. żonie, że coś się dzieje ze mną niedobrego nie wiem sam co ale czuje sie źle, usłyszałem odpowiedź, że ona mi już więcej nie pomoże. To mnie całkowicie przyłamało. wpadłem w depresję. Chciałem nawet popełnić samobujstwo ale kiedy byłem na torach zadzwoniła koleżanka, to ona mnie od tego zamiaru odwiodła i znalazłem się w szpitalu psychjatrycznym. Żona ani razu mnie nie odwiedziła, a będąc na jednej z przepustek w domu ustaliliśmy pewne zasady wspólnego życia. Po tygodniu będąc na nastepnej przepustce okazało się, że mnie mają obowiązywać ustalenia ale nie ją. Doszło do kłótni, po której zarzyłem znaczną ilość proszków. Uratowała mnie młodsza córka (wezwała pogotowie) moja żona przebywała wtedy ze swoim wybrankiem. Kiedy będąc miesiąc później w domu straciłem przytomność nie chciała podać córkom telefonu na pogotowie twierdząc, ze numer jest w książce telefonicznej. Kiedy doszłem do siebie i rozmawiałem z nią powiedziała mi, że córki nie zawsze będą przy mnie a jeśli jeszcze raz dojdzie do takiej sytuacji to ona nie tylko, że nie pomoże ale nawet mnie jeszcze przydusi. Proponowałem jej dwukrotnie rozwód i za każdym razem otrzymywałem odpowiedź negatywną. Po wyjściu ze szpitala moja młżonka zakomunikowana, że ona zrobi wszystkoabym spowrotem tam wrócił, żebym zabardzo się nie cieszył tą wolnością. Nie rozumiem jej, jak można być tak mściwym. Traktuje mnie jak powietrze i myślała, że mnie tym wyprowadzi z równowagi. Zawiodła się. Jest wściekła, że wychodzę z domu, że mam znajomych, z którymi potrafię miło spędzić czas. Wychodzi teraz na kilka dni i nie wraca na noc. To również chyba ją denerwuje, że nie reaguję na to jej zachowanie. Ja nie mam szans rywalizacji z jej wybrankiem. On jest zdrowy i ma dochody wynoszące ponad 15 razy wieksze od mojej renty. Dom mnie nie cieszy. Uciekam z niego. Jedynie pociechą sa mi moje córki. W nich mam oparcie i to jest moje zdrowie i szansa życia.

Autor: Mila  20.06.2004 zgłoś

I co ja mam powiedziec? Jestem w obliczu separacji - nie wiem czy zmienilo sie oblicze moje czy jego. Decyzje juz podjelam, podjelismy - ale to podobno najlatwiejszy z najtrudniejszych krokow. Tylko dlaczego nie moge uwierzyc w normalna, nawet nie swietlana przyszlosc...?

Autor: Mila  20.06.2004 zgłoś

Mam pytanie - czy zdrade z kochanka latwiej byloby Wam przezyc niz zdrade z prostytutkami? Wydaje mi sie, ze to pierwsze postawilo mnie w pozycji przegranej od samego poczatku. Dlaczego nie moglam zawalczyc? To nie fair.

Autor: do Waldka  20.06.2004 zgłoś

Ty nie masz konkurować z wybrankiem tylko zawalczyć o swoją rodzinę. Możesz nie zarabiać 15 razy więcej ale możesz swojej żonie pokazać i powiedzieć przede wszystkim, że ją kochasz, że zależy Ci na niej i dzieciach. A Ty zajmujesz się tylko sobą. Dla mnie te próby samobójcze jakoś nie grają z szerokim gronem znajomych( których żona Ci zazdrości), bo albo się ma wsparcie chocby w znajomych i stara się jakoś wziąć odpowiedzialność za swoje i rodziny życie, albo ma się poczucie pustki i wyalienowania i wtedy pomysł samobójstwa jest w miarę zrozumiały. Może kiedy mniej będziesz zajmował się sobą i swoją chorobą a więcej losem dzieci i rodziny, znajdziesz sens i motywację do odpowiedzialnego życia. Mówiąc o odpowiedzialności mam na myśli, że to Ty jesteś dorosły (chociaż schorowany) i to na Ciebie powinny liczyć dzieci a NIE TY NA NIE. Pozdrawiam, życzę zdrowia

Autor:  20.06.2004 zgłoś

Jestem mężatką od 6 lat praktycznie jak siegam pamięcią to wielka miłość była przed ślubem potem szybki ślub bo ciąża (choć wmawiamy sobie że ślub był tylko przyspieszony bo znaliśmy się 4 lata przed ale ostatnio myślę że bym się nigdy nie zdecydowała na ślub bo to co obserwuję u znajomych i czytam w internecje to odraża) ogólnie to nie mam nic do zażucenia swojemu mężowi bo ani nie bije ani nie pije ale wychodząc za niego akurat to wiedziałam niewiedziałam że ma problemy z okazywaniem miłości , bo wtedy ich nie miał.Bardzo kocha naszego synka i chyba tylko dla tego jesteśmy ze sobą . NIE MAM TYLE SIŁY CO INNE KOBIETY ŻEBY POCZYNIĆ TEN PIERWSZY KROK.Choć wiem że to tylko kwestia czasu myślę że łatwiej jest odejść jak się ma kogoś kto kocha (z związku nieudanego rzucić się w wielką miłość)

Autor: uwięziona  20.06.2004 zgłoś

a ja Wam powiem że w każdym rozstaniu jest i wiele dobrego i wiele złego, nie boję się zostać sama z dziećmi, nie boję się że będę płakać w poduszki ani tego ze mnie np. przy rozwodzie będzie chciał zgnębić, to wszystko nic w porównaniu z tym co sie przeżywa w ,,chorym ,, związku, przecież nikt nie powiedział ze po np.roku czy nawet pięciu latach znajomości ludzie się na tyle zdążą poznać by przetrwac całe życie- to bzdura. Dizś po wielu przejściach w życiu ( a jestem młoda i wiele mnie jeszcze czeka) wiem że czasem należy coś zburzyć nawet wbrew innym a nawet sobie po to by znowu móc coś budować, według mnie nie ma ani recepty na ratowanie , ani prawie zdrowych związkow, bo albo ludzie udają albo sielanka trwa krótko i kończy się ,,horrorem-rozwodem,, . Dajmy sobie i innym szansę na inność i rozstawajmy się gdy przychodzi na to czas a nie próbujmy robić czegokolwiek na siłę, bo i po co? Ja też wolałabym żeby ktoś mnie opuścił bo chyba oboje mamy dość al ten ktoś jest uparty i martwi się opinią innych....to chore

Autor: uwięziona  20.06.2004 zgłoś

a ja Wam powiem że w każdym rozstaniu jest i wiele dobrego i wiele złego, nie boję się zostać sama z dziećmi, nie boję się że będę płakać w poduszki ani tego ze mnie np. przy rozwodzie będzie chciał zgnębić, to wszystko nic w porównaniu z tym co sie przeżywa w ,,chorym ,, związku, przecież nikt nie powiedział ze po np.roku czy nawet pięciu latach znajomości ludzie się na tyle zdążą poznać by przetrwac całe życie- to bzdura. Dizś po wielu przejściach w życiu ( a jestem młoda i wiele mnie jeszcze czeka) wiem że czasem należy coś zburzyć nawet wbrew innym a nawet sobie po to by znowu móc coś budować, według mnie nie ma ani recepty na ratowanie , ani prawie zdrowych związkow, bo albo ludzie udają albo sielanka trwa krótko i kończy się ,,horrorem-rozwodem,, . Dajmy sobie i innym szansę na inność i rozstawajmy się gdy przychodzi na to czas a nie próbujmy robić czegokolwiek na siłę, bo i po co? Ja też wolałabym żeby ktoś mnie opuścił bo chyba oboje mamy dość al ten ktoś jest uparty i martwi się opinią innych....to chore

Autor: laurakrulik  20.06.2004 zgłoś

no myszki to jest nas wiecej...... jestem wiec.. sama z dwojka dzieci na tyle malych by miec problemy ze znalezieniem pracy...... czy ktos wspanialy nie dysponuje informacjami o jakiejs instytucji w trujmiescie...(najlepiej gdyni) ktora poradzila by mi prawnie w sprawie rozwodu..? np.napisać wniosek? po tym piekle chce orzeczenia o jego winie.... wiem ze to nie jest proste! czuje sie zagubiona ! prosze o rady...!

Autor: doriana  21.06.2004 zgłoś

na pewno to co napiszę nie będzie równało z rozwodami o jakich piszecie ale dla mnie było to równie ciężkie i bardzo to przeżyłam spotykałam się z facetem 3 lata potem zaczęło się psuć wyjechałam za granicę przez samym powrotem poznałam wspaniałego faceta obcokrajowca spędziłam z nim kilka godzin następnego dnia wracałam do kraju utrzymywaliśmy kontakt mailowy też dzwonił zakochałam się, z moim poprzednim postanowiłam się rozejść ale on utwierdzał mnie w fakcie że mnie kocha i mimo wszystko nie chce mnie stracić, poprosił abym dała nam szansę żebyśmy najwyżej dali sobie czas na zastanowienie uspokojenie i przemyślenie, wyjechałam do kraju gdzie mieszkał mój obcokrajowiec, czekał na mnie i zabrał mnie w góry, było cudownie nigdy nie nikt tak o mnie nie dbał zafascynował mnie swoim zachowaniem całym sobą, świece kominek śniadania na tarasie w domku w górach całe noce spędzane na rozowach przy winie i ogniu z kominka, przygotowywał kolacje a ja wtedy nakładałam szykowną sukienkę mimo że byliśmy w środku gór a wokól nie było żywej duszy tylko on i ja i nasza miłość wszystko co robił pochłonęło mnie zupełnie to jak mówił jak mnie dotykał całował to jak mnie traktował nie czułam nigdy wcześniej niczego silniejszego mimo że miałam za sobą 3 letni związek potem musieliśmy wrócić on do pracy ja na studia ale nadal się spotykaliśmy planowaliśmy wspólną przyszłość wybraliśmy dom który sobie kupimy ogładaliśmy meble do mieszkania miałam skończyć rok w Polsce i wyjechać na stałe do niego miał być ślub nad morzem miałam studia skończyć na Uniwersytecie Francuskim mieliśmy wspaniałe plany po prostu bajeczne npotem wróciłam do kraju ale nadal do niego jeździłam po powrocie postanowiłam się definitywnie rozstać z moim Polakiem ale to nie było łatwe kłóciliśmy się wyzwiska ... pewnego dnia wpadł do mnie bardzo elegancki i oświadczył mi się nie spodziewałam się tego po tym jak mu opowiedziałam o tamtym powiedział że albo wszystko zostawimy ze sobą i zaczniemy od nowa albo to już będzie zupełny koniec nie wiem dlaczego ale zgodziłam się byłam w szoku i sama nie wiem jak to wytłumaczyć w końcu jednak się wycofałam i już nie byliśmy razem po jakimś czasie jednak po kilku ładnych miesiącach wróciliśmy do siebie i to był mój błąd przeprowadziłam się do niego jednocześnie rezygnując z miłości o której marzyłam i mieszkania jednak to był mój błąd którego strasznie żałuję już z nim nie mieszkam musiałam uciekać w środku nocy wyrzucał moje rzeczy na korytarz zaczął mnie bić i wyzywać to było straszne i w końcu postanowiłam odejść teraz mieszkam sama ale przez ten powrót nie mam miłości mineły 3 lata a ja nadal kocham Tommego on jednak nie widzi dla nas przyszłości po tym jak go zostawiłam teraz pozostały mi tylko blizny po moim byłym i niespełniona miłość po moim księciu z bajki

Autor: S  21.06.2004 zgłoś

Trwanie w zwiazku i wegetowanie to koszmar.....przeżyłam to ...jestem pół roku po rowodzie.Mój były mąż zachowywal się koszmarnie...ciągłe telefony,obserwowanie mieszkania,wyzwiska,pretensje.....odgrywanie komedii w sadzie......a już m-c po znalazł sobie pocieszycielkę.....a Ja nareszcie jestem szczęśliwa i spokojna...pozdrawiam

Autor: mary  22.06.2004 zgłoś

to dalej jest dla mnie tragedia, moj maz zostawi mnie 6 tygodni temu dla innej mlodszej kobiety. mieszkamy w londynie, mamy synka 2 letniego, bylismy ze soba 9 lat i nic sie teraz dla niego nie liczy Dla wszystkich to byl ogromny szok a najwiekszy to chyba dla mnie. odwrocil sie od wszystkich, uwaza ze tak jest w porzadku i tak powinno byc. Jednego tylko nie rozumiem skad w czlowieku ktory kochal cie i byl z toba tyle lat moze obudzic sie taka agresja i nienawisc!!!!!!!!!!!!!!! nie rozumiem do tej pory dlaczego tak sie stalo, poprostu z dnia na dzien zostalam odepchnieta i wyrzucona do kosza. Zawalil sie moj caly swiat, wszystkie moje cele zyciowe runely w gruzach, nie potrafie znalezc swojego miejsca w tym moim przyszlym zyciu. Caly czas jade na srodkach uspakajajacych, kiedy to sie skonczy, kiedy zapomné???? kiedy???????????????????????????????????????????????????????????????????/

Autor: magda  22.06.2004 zgłoś

mnie spotkała zdrada męża do dziś nie moge sobie tego odrzucić , mamy dwoje małych dzieci i ich jest mi szkoda.Gdyby nie one to już by był rozwod a tak to się mecze . Musze to przecierpić. Pozdrawiam -zdradzona.

Autor: Miska  22.06.2004 zgłoś

Rozwod, rozstania - to jest powazny problem. Jestem w zwiazku od niespelna 3 lat. Zwiazek jest.. normalny - raz jest gorzej, raz lepiej. Dawno temu przestalam wierzyc w ksiecia z bajki i choc mam mase pretensji do mojego partnera, a on do mnie, chcemy byc ze soba. Czasem mam tego zwiazku dosyc - zwlaszcza krytyki, ciaglego wytykania bledow ze strony mojego narzeczonego. Ale potrafimy sie wspierac, potrafimy robic cos razem, dogadujemy sie dosc dobrze... Nie wiem, czy tak powinien wygladac udany zwiazek? Bo nie wierze w to, ze w idealnym zwiazku nie ma klotni, sprzeczek... Bo jesli ich nie ma, to znaczy, ze nie ma rozmow, albo jedno przed drugim cos ukrywa. Tak czytam te wszystkie opisy i z tego by wynikalo, ze najlepiej NIGDY NIE BRAC SLUBU... Ale jednak istnieja malzenstwa, ktore trwaja, ktore sa solidne mimo wielu problemow, czy to finansowych, czy tez na innych gruntach... JEdnak ludzie wciaz wierza w szczesliwe zakonczenia (a moze chca wierzyc i trwaja w takim upojeniu, w milosci do jakiegos idealu, ktorego nie ma?). Wg mnie sa dwie drogi do szczescia, jesli jest sie w zwiazku, ktory zmierza ku upadkowi - wstac i walczyc o zwiazek (tylko wtedy, jesli obie strony tego chca - tylko bron Boze jakichs 'wydaje mi sie, ze on sie zmieni'!!! Ma byc - 'ON tez walczy o nas jak lew'! Tylko, ze ta walka ma byc faktyczna walka lwa, a nie jakiegos kotka, ktory w naszych oczach urasta do rangi lwa!), lub odpuscic sobie, jesli 1) nie widzimy staran z drugiej strony, 2) jesli jestesmy upokarzani, osmieszani, co gorsza bici, krzywdzeni 'mechanicznie'; 3) mamy po prostu powyzej uszu tego zwiazku, a dzieci - coz, zeby poczuc slodycz, trzeba wpierw zaznac goryczy, poza tym nikt im nie zabrania sie z rodzicem widywac. Zycie lepiej sie ulozy bez partnera, jesli bedziemy miec swiety spokoj. Przede mna ciezkie zycie, bo oboje mamy ciezkie 'charakterki', ale czesciej to On przeprasza, ja jestem bardzo honorowa i dumna i wiem, ze popelniam bledy, ale nie potrafie sie czesto do nich przyznac. Wiem, ze ranie tak samo, jak ja jestem raniona - moze to przez 'zlosliwosc'? Nie wiem, czy stworzymy udany zwiazek, ale poki co - ludze sie. I obym sie nie mylila... Prawda jest, ze choc kocham moja 'polowke', to jednak podchodze do spraw milosci bardzo sucho. Czasem wydaje mi sie, ze ja po prostu go nie kocham, ale traktuje jako przyjaciela. Wtedy czuje sie lepiej. Taki zwiazek z rozsadku? - dobra rzecz - mamy to co chcemy oboje - seks, wzajemne wspieranie sie, przyjazn. Kiedys dziecko. Jesli dojdzie do slubu, to prawdopodobnie zdecyduje sie na intercyze przedmalzenska, zeby nie bylo sporow przy ewentulanym rozwodzie (problem rozpatrywalam juz duzo wczesniej, zanim jeszcze zaczelam na dobre byc z moim partnerem). Troche rozsadku jeszcze nikomu nie zaszkodzilo - ale w milosci nie mozna i z nim przesadzac. Pozdrawiam.

Autor: czarownica  24.06.2004 zgłoś

Mężatko od 6 lat a właściwie odużej! Czy czy wiesz , że mężczyzn uczy kochać matka ? Więc problemy Twojego męża i teraz Twoje to brak okazywania uczuc przez jego matkę. Nie popełnij błędu ze swoim dzieckiem. A męża nauczysz kochać. To jest mężćzyzna ma duszę egoisty. Tal został juz pomyślany świat, gdyż Oni mają za zadanie go zaludniać , a Ty uczyć miłości. Pozdrawiam i trwaj jak nie bije, nie ucieka z domu do towarzystwa,nie jest alkoholikiem to Ty uczyć jego życia. Bo rozwód to nie rozwiązanie problemu to nastepny moralny i o tym nikt Ci nie powie. Bo nie ma szczęśliwych , życie to smutki, małe i duże radości i spokojna starość przy własnym pierwszym mężu , on Cię będzie szanował a każdy następny z odzysku lub nawest jeżeli to będzie kawaler , to też tak otrzymasz za swoje, że będziesz wracała myslami to tego , czy właściewie postapiłaś rozwodząc się? Zeczę pogodnych myśli nauki miłości. To co ko0mu czynisz dobrego wraca do Ciebie w podwójnie.

Autor: Monia  24.06.2004 zgłoś

bylam z nim przez 5 lat, zostawilam dla niego swietna prace, a on mnie kopnal w tylek. moje kolezanki maja juz mezow i dzieci, ja ukladam sobie zycie z kims innym :). mimo tego, ze mialam przez tamtego faceta mase problemow, to ciesze sie, ze tak wyszlo - przynajmniej przed slubem a nie po i tylko jedna osoba cierpiala - ja. teraz - chociaz w milosc 'idealna' przestalam wierzyc, nie stracilam wiary w mezczyzn - obecny partner jest najukochanszy na swiecie (znacie to? ;)) ). nie zastanawiam sie, jak dlugo tak bedzie i czy on sie zmieni, bo to nie ma wiekszego sensu. zaden czlowiek nie da gwarancji na cale zycie. a przez jeden 'nieszczesliwy' przypadek nie mozna skreslac kazdego mezczyzny, bo mozna przejsc obojetnie wobec naprawde wartosciowego czlowieka. zycze powodzenia wszystkim tym zranionym serduszkom, mam nadzieje, ze znajdzie sie ktos - teraz, czy za kilka lat, kto je ukoi

Autor: ania  24.06.2004 zgłoś

na początku było pięknie,po moich 17 urodzinach zaczęliśmy się spotykać częściej bo gdy go poznałam kilka mcy wcześniej miał dziewczynę.Rozstali się chyba z mojego powodu choć wcześniej niczego między nami nie było poza wspólnymi wyjściami na kawę,piwo.Potem odprowadzał mnie,całus w policzek i każde szło w swoją stronę.Wtedy jeszcze mówił że nie jest już z nią,więc nie miałam żadnych obiekcji żeby się z nim nie spotykać.Mężczyzna 9 lat starszy ode mnie,dziecko z niedoszłą małżonką,brak wykztałcenia,pracy i kłopoty z prawem.Ale czy 17 letnią dziewczynę to obchodziło?Mój pierwszy mężczyzna,pierwszy raz...Później okazało się że sporo pije i wydaje spore sumy na hazard.A ja szczęśliwa bo ktoś przy mnie był.Zaczęłam dorastać,patrzeć na wszystko inaczej,wiedziałam że nie jest tak jak być powinno,ale miałam nadzieję.Po 3,5 letnim związku wyjechaliśmy do większego miasta i zamieszkaliśmy razem.Ja i "Teściowa"(wspaniała kobieta!!!)myślałyśmy że się zmieni,wydorośleje,zerwie kontakty z nieodpowiednimi ludźmi.Na początku wspaniale,był tylko ze mną dla mnie się starał,tylko nie wiedziałam,że swój trafi na swego.Zaczęło się psuć-nowi znajomi,nowe kłopoty z prawem,mi nic nie mówił bo podobno chciał mnie chronić,a ja siedziałam w domu i czekałam,aż przyjdzie.Później był pierwszy policzek,pierwszy raz pięścią w twarz,a potem już całkowity kryzys,przychodził pijany,nie rozmwialiśmy ze sobą,okarżał mnie że nie jestem w porządku wobec niego,choć tak nie było.Któregoś dnia zajrzłam w telefon...Smsy od innej kobiety,wszystko jasne.Jeszcze tego samego dnia spakowałam rzeczy i wyniosłam się,on spał nieprzytomny.Gdy się obudził dotarło do niego co się stało i zaczął znów o mnie zabiegać,to było miesiąc temu.Ja nie chcę wracać do chorego związku,choć go kocham i pozwalam mu przychodzić do mnie.Myślałam że wszystko jest na dobrej drodze,aż do ubiegłego poniedziałku,wypiliśmy za dużo i poszłam z nim do łóżka.Najgorsze jest to że on myśli,że ja mu pozwalam wrócić a ja nie chcę tego. Jak to urwać, jak zapomnieć...?

Autor: Miska  24.06.2004 zgłoś

Do Ani! Dziewczyno! Jestes za mloda na takie wybory! Wogole ukladac sobie zycie z takim czlowiekiem?! - ktory pije, bije, prowadzi zycie takie jakie prowadzi, z innymi kobietami sie spotyka? I Ty mu jeszcze pozwalasz sie do siebie zblizac?! Podziwiam Cie. Nie sadze zeby to co czujesz do niego bylo miloscia. Raczej przyzwyczajeniem i strachem przed samotnoscia... Lub tez chcecia zaznania przygod.. Niczym wiecej. Rozejrzyj sie dookola i zobacz ze nie on jeden na swiecie! I on nie jest Ciebie WOGOLE godzien. A Ty tracisz w jego oczach. Tracisz szacunek pozwalajac mu rozmawiac ze soba, dajac mu nadzieje, ze cos z tego moze byc. Jesli nie chcesz sie z nim spotykac to KOMPLETNIE PRZERWIJ TE ZNAJOMOSC wlasnie teraz. Nie pozniej. Inaczej sie nie uwolnisz od niego NIGDY. Wychodz do ludzi, poznawaj innych. Masz dopiero 21 lat (tak wynika z Twojej wypowiedzi), i cale zycie przed soba. Idz do innej pracy, szkoly (nie wiem co obecnie robisz), poznawaj fajnych facetow, baw sie poki mozesz. On sie NIGDY nie zmieni. Juz taki jest i nie masz sie co ludzic ze byloby lepiej, nie masz co 'gdybac'. Wez sie w garsc dziewczyno, bo zmarnujesz sobie zycie. Zycze Ci szczescia w zwalczaniu tego wyniszczajacego Cie uczucia, ktoremu jesli sie poddasz, to zmarnujesz sobie zycie. Pozdrawiam takze inne Uczestniczki Forum!!!

Autor: ania  24.06.2004 zgłoś

Dziękuję Ci Miśka z dobre słówko.To prawda że boję się samotności i chyba dlatego pozwalam mu przychodzić do mnie.Najgorsze jest to że tak mnie wytresował że ja idąc na imprezę,czuję się winna,tłumaczę mu się przez telefon,gdy do mnie zadzwoni że się grzecznie bawię,choć on wie że nie jesteśmy razem,że nie chcę wrócić...Poza tym nie umiem zainteresować się żadnym facetem,któryś może mi się podobać,dobrze mi się z nim rozmawia ale nie dopuszczam myśli,że mogłoby coś być między nami.Boję się zranienia,mam nadzieję,że znajdzie się ktoś kto mnie wyleczy z tego lęku.Praca daje mi na tyle pieniędzy abym mogła się utrzymać,a kierunek studiów uwielbiam.Będę czekać,aż to minie,aż się wyleczę z tej chorej miłości.Wiem tylko jedno,że więcej nie dam się ponieść sercu i nie zrobię więcej nic głupiego,będę myśleć 2 razy zanim coś zrobię.Życzę powodzenia wszystkim Złamanym Sercom, czas leczy rany...

Autor: esg  25.06.2004 zgłoś

Witam jestem facetem i jak czytam te wszystkie wypowiedzi bardzo mnie serce boli ze tak wiele moze sie kazdemu z nas przytrafic, wiem bo sam strasznie duzo przeszedlem w zwiasku mam dopiero 23 lata a widzialem tak wiele tak wiele doswiadczylem prawie wszystko co jest mozliwe i znowu rozstajemy sie juz 2 dni jej nie wiedzialem wiem ze jest inny ktory jest lepszy odemnie ktory dba, starszy... Juz 2 razy cierpialem obłed brak apetytu wylanczanie sie ból tesknota, rozterki poczucie winy tego nie mozna opisac...probuje rozstac sie w pokoju ale nie latwo to przychodzi powoli sie wyniszczam nie wiem czy przejde przez to kolejny raz.... potrzebuje kogos rozmowy zrozumienia, przytulic sie niech ktos wkoncu okarze mi tak duzo uczucia ile potrzebuje a postaram sie oddac z nawiazka....................glupio o tym pisac, wiem ze jestem mlody ale czy uda mi sie cos zbudowac skoro tak wiele wiem tak wiele doswiadczylem?

Autor: Eliza  25.06.2004 zgłoś

A ja żyję w związku ponad 17 lat,mamy dwoje dzieci ,on bardzo mnie kocha,nigdy mnie nie zdradził ,nigdzie nie chodzi ,dba o dzieci ,czasem gotuje ,posprząta wyprasuje,wiecznie mnie pragnie ciągle mu mało sexu>Ja muszę pracować studiuję zajmuję się domem i dziećmi.Całe życie mam lepszą pracę lepsze możliwości wszystko ja muszę sama załatwić o wszystkim myślęć a on co ja zadecyduję to wykona! I co myślicie że to szczyt szczęścia bo nikt mnie nie bije i nie pije! Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni kiedy było mi naprawdę dobrze w łóżku a dla świętego spokoju godzę się na sex i nie mam odwagi powiedzieć mu że tak naprawdę to ja nic nie czuję. Kocham go -chyba tak ale ta jego wieczna bezradnośc mnie wykańcza, gdzie są ci mężczyżni,którzy dbają o swoje kobiety?Ja mam w domu gosposię,nianię tylko nie faceta-trzecie dziecko tyle że duże i wymagające dużo więcej. Przeczytałam wszystkie wasze wypowiedzi i jest mi bardzo przyko że tyle złego was spotkało,nie wiem teraz może to ja wymagam od życia zbyt wiele?Jednego jestem pewna nie chcę tak dalej żyć!

Autor: Aczka  25.06.2004 zgłoś

Witajcie! Przeczytałam wszystkie posty i muszę dołożyć swoje 3 grosze. Mam dopiero 30 lat i czuję się kobietą doświadczoną przez los, z tzw. bagażem. U mnie było raczej standardowo: poznaliśmy się, wielka ślepa miłość, ślub, po roku dziecko. Niby wszystko OK, ale nie do końca. Po prostu wyszło szydło z worka i zaczął się powolny koszmar. Zero partnerstwa w związku, o którym marzyłam. Nie pracowałam, bo kończyłam jeszcze studia. On był kochanym synkiem swojej mamusi... Wszędzie na posyłki, służył całej swoje rodzince, tylko nie mnie z dzieckiem! Wyjeżdżał w delegacje i wracał tylko na weekendy. Po kłótniach i awanturach, wolał uciekać z domu do mamusi. Fanatyk religijny!!! Przed snem wspólny paciorek i obowiązkowo pierwsza ławka w niedziele na mszy! Na zewnątrz pozorant, a w domu tyran i despota. Po prostu obłuda wylewająca się uszami :-( Nawet nie mogłam sama o niczym decydować. Nie raz i nie dwa chcialam go wyrzucić za drzwi, ale moja babcia powtarzała, że może jeszcze się zmieni? Niestety, na pochyłe drzewo... Wylałam wiele łez w poduszkę i nikomu się nie żaliłam. Trochę odżyłam jak poszłam do pracy. Nowi ludzie, nowe znajomości. Ale to tylko podziałało jak płachta na byka! On upatrywał w każdym facecie potencjalnego kochanka, sprawdzał mnie, wydzwaniał, przeglądał torebkę, zniszszył komórkę. Dobrze, że założyłam swoje konto, bo i forsę mi wyliczał. Apogeum tego toksycznego związku nastąpiło, gdy podczas jednej ze spokojniejszych kłótni rzucił we mnie butelką w twarz... Piszę to ze spokojem, bez specjalnych uniesień, bo skutecznie wymazuję tego człowieka ze swojej pamięci i przeszłości. Po wielu różnych incydentach z użyciem przemocy i znęcania się psychicznego, wytrzymałam jeszcze rok. Po 5 latach małżeństwa spakowałam manatki i razem z dzieckiem uciekłam do swoich rodziców, którym jestem dozgonnie wdzięczna za okazaną mi pomoc :-) Od ponad 3 lat nie mieszkamy już razem. Cieszę się, że nie poddałam się i nie popełniłam błędu, aby zostać dla "dobra dziecka". Jakie to dobro, gdy pociecha patrzy i jest świadkiem wszystkich przykrych wydarzeń. We mnie wypaliło się wszystko do dna. Trzymam się zasady, żeby nigdy "nic na siłę". Chyba jestem zahartowana i z dużym dystansem podchodzę do nowych znajomości. Niestety jeszcze nie pozbyłam się mojej kuli u nogi, gdyż od 2,5 roku toczy się zaciekła sprawa rozwodowa (oczywiście z jego winy). Niestety on się na rozwód nie godzi, tylko żąda separacji. Chce zabrać mi dziecko, gdyż uważa się za lepszego ojca i matke w jednym!!! Na szczęście jesteśmy po badaniach w rodzinnym ośrodku diagnostycznym (psycholog, psychiatra) i wyszło, że naturalnie ja daję lepsze gwarancje na wychowanie dziecka i poprawne kontakty. Przez ten czas od kiedy nie jesteśmy razem, nie wspominam już szczegółowo o licznych zadymach i awanturach, publicznym oczernianiu mnie i mojej rodziny

Autor: violinek  25.06.2004 zgłoś

Ja za decyzję o odejściu płacę do dziś, mimo, że minęły już ponad 4lata. Nie żałuję, mimo tego wszystkiego przez co zmuszona byłam przejść. Chwilami kiedy mam trudną sytuację osobistą, problemy finansowe badź zawodowe, zastanawiam się czy on przypadkiem nie miał racji mówiąc mi, że bez neigo sobie nie poradzę. Ale potem przypominam sobie to poniżanie, zdrady, zastraszanie i dochodzę do wniosku, że najprawdopodobniej gdyby wtedy nei odeszła obecnie byłabym wrakiem człowieka, jeżeli wogóle bym jeszcze była. Kochałam go, bo gdyby było inaczej nie wytrzymałabym takeigo życia przez 7 długich lat. Kochałam go a on to wuykorzystywał, wiedząc że jestemw stanie wybaczyć mu wszystko. W końcu ja bez neigo nic nei znaczę. A jednak udowodniłam mu, że ja sobie poradzę raz lepiej raz gorzej ale bez niego. I to go chyba boli. Mimo upływu czasu ipowiedzenia, że zekomo czas leczy rany, mój eks nei pozawala mi o sobie zapomnieć. Pojawia się zawsze w najmniej oczekiwanym momencie, składa prozpozycje wręcz handlowe, że on dla mnei zrobi to i tamto bylebym tylko do neigo wróciła. A jak obietnice nei odnoszą pożądanych skutków straszy. Mimo to nie ugnę sie chociaż wiem ze tak naprawdę nie ułoze sobie życia, bo on mi na to skutecznie nei pozwala. I nie pomaga nawet uciekanie z miejsca na miejsce, zaszywanie się w różnych częściach krqaju. On jakpies zawsze znajdzie trop. A ja już nie mam siły uciekać bo i po co i dokąd. Zazdroszczę wszystkim tym parą, ktore mimo wielu niesprzyjających sytuacji potrafiły rozstać sie z klasą. Jak znana wam jest jakaś recepta na udane i spokojne rozstanie to proszę o uchylenie rąbka tajemnicy.

Autor: Aczka  25.06.2004 zgłoś

....coś się niestety nie zmieściło : Przez ten czas od kiedy nie jesteśmy razem, nie wspominam już szczegółowo o licznych zadymach i awanturach, publicznym oczernianiu mnie i mojej rodziny, interwencjach policji, detektywie i kuratorze sądowym, którzy szukali 2x zabranego i ukrywanego dziecka! Ktoś by powiedział, że trzeba "oko za oko"? Ja nigdy nie zniżyłam się do poziomu jaki prezentuje mój (jeszcze) mąż. Jestem spokojna i opanowana. I to mnie ratuje, bo emocje mogą zgubić. Owszem jak go widzę, to adrenalina leci na maxa! To facet bez kszty honoru i kultury. Mściwy hipokryta i obrzydliwy materialista. Nawet nie przyszło mu na myśl, żeby dać chociaż przysłowiową złotówkę na własne dziecko! Przecież powietrzem ono nie żyje! Trzymajcie za mnie mocno kciuki, bo niedługo kolejna batalia w sądzie. Mam cichą nadzieję, że jedna z ostatnich i w końcu będę WOLNA :-) Pozdrawiam wszystkich, którzy stoją przed trudną, może najtrudniejszą decyzją w życiu. Ja się nie bałam i zaryzykowałam! Warto było, absolutnie nie żałuję.

Autor: Miska  25.06.2004 zgłoś

Jeszcze raz do Ani! Aniu! Studiujesz, pracujesz.. Postaraj sie zapomniec o tym czlowieku. Nic dobrego z tego nie wyniknie. To moge Ci powiedziec. A spotykajac sie z innymi facetami nie musisz od razu zakladac, ze znajdziesz sobie od zaraz partnera. Po prostu miej przyjaciol cala mase - normalnych ludzi, z ktorymi milo spedzisz wolny czas, ktorym bedziesz mogla zaufac. Towarzystwo zyczliwych ludzi sprawi, ze nie bedziesz czula sie samotna i nie bedziesz wiecej go potrzebowac. Tylko jeszcze jedna dobra rada - nie wracaj pamiecia do tego co bylo i nie wspominaj, bo wtedy bedziesz pamietac tylko dobre rzeczy, wydarzenia z tym czlowiekiem zwiazane - a to ewidentnie nie pozwoli Ci sie od niego uwolnic... Bo w koncu zaczniesz go idealizowac.. i jeszcze wyjdzie, ze zapomnisz, czemu nie chcialas z nim byc. Wiem po sobie, na czym sie przylapuje, ze jesli w moim obecnym zwiazku jest cos nie tak, to wspominam i zastanawiam sie, jakby to bylo, gdybym byla teraz z ktorym s z moich poprednich facetow... I o dziwo nasuwaja sie na mysl tylko MILE wspomnienia.. A przeciez z jakiegos powodu zrezygnowalam z tych zwiazkow.. Dlatego ja naprawde dobrze Ci radze pozbyc sie go ze swoich wspomnien. I zycze Ci powodzenia i duzo, duzo szczescia! Pozdrawiam cieplo

Autor: Zeti  25.06.2004 zgłoś

Odszedł z dnia na dzień , ona młodsza jakies 14 lat , znał ją dwa miesiące,. Siedział i wlepiał w nią gały a z otwartej jamy spływała ślina. 40-ści lat a zrobił z siebie błazna. Największy dramat przeżywa moja mama, modli się o jego powrót. A ja zasówam aby Dzieci miały co jeść. Jestem ciekaw czy Któraś z Was ułożyła sobie życie i o ile była mądrzejsza.

Autor: Miska  26.06.2004 zgłoś

Juz sie wypowiadalam.. Ale jedno jeszcze powiem (znaczy sie - napisze). Chyba tylko dwa razy zdarzylo sie, ze mnie facet zostawil.. Bo zwykle to ja przebieralam. Pierwszy z moich eks byl tak naprawde dla mnie przyjacielem. Bylo nam dobrze ze soba, fascynacja.. i wogole.. Ale ja jakos tak do konca sie nie moglam zdecydowac z nim byc.. Nie pasowala mi jedna rzecz w nim, a mialo to dla mnie bardzo duze znaczenie - mianowicie jego wzrost. Dla mnie byl za niski (ale byl mojego wzrostu). Niestety to powodowalo, ze nieswiadomie go ranilam. Kochalam go, on mnie (choc teraz nie jestem tego tak do konca pewna, tzn ani swojego, ani jego uczucia). Po 5ciu miesiacach powiedzial, ze nie pasujemy do siebie... i nie dal mi szans na pytania nawet. Coz.. Wtedy zrozumialam, ze chce byc z nim.. ale to chyba z tego powodu, ze pierwszy raz mnie ktos zostawil.. Coz - bylo minelo. Mimo, ze mieszkamy na tym samym osiedlu - nie spotkalam go od dobrych 4ech lat (zeby porozmawiac). Tylko przelotem go widzialam. Nasze rozmowy tuz po zerwaniu - byly nasycone z jego strony zlosliwoscia i gniewem... A przeciez to on zerwal.. Kolejny facet... to bylo po prostu cos niesamowitego - od pierwszej chwili zaiskrzylo miedzy nami, rozumielismy sie bardzo dobrze, wspaniale sie nam rozmawialo.. Cud-miod. Spotykalismy sie i wydawalo mi sie.. ze jestesmy para (chodzilismy w rozne miesjca, poznawalismy sie wzajemnie, przyjezdzal po mnie, zebysmy gdzies wyszli..). Niestety okazalo sie, ze on spotyka sie na powaznie.. z moja przyjaciolka.. Jakiez bylo moje zdziwienie.. Powiedzial mi to po jakims czasie, kiedy zdarzylam sobie narobic zludzen, kiedy .. zakochalam sie w nim!!! On tego nie wiedzial - nigdy mu tego nie powiedzialam, bo nawet nie musialam.. Ale ze wzgledu na to, ze spotykal sie z nia od niedawna, postanowilam walczyc o swoje. Spotykalismy sie na gruncie troche wiecej niz kolezenskim... Ale niestety przegralam.. I to bolalo mnie jak diabli - bo to nie bylo ani odejscie, ani zerwanie.. tylko po prostu zle zaalokowane uczucia.. Do tej pory jak wspominam to uczucie.. to z jednej strony czuje jak mnie zalewa fala wspanialych i dobrych wspomnien.. a z drugiej .. po tylu latach czuje zlosc, bol, rozczarowanie jakie mnie wtedy spotkalo.. Nie pogodzilam sie z tym do konca, szukalam sposobow, zeby pokazac mu, ze sie pomylil, mimo, ze w dobrych stusunkach zyjemy (nie bylam zlosliwa dla niego ani on dla mnie). A mam przeciez narzeczonego, ktorego kocham i chce z nim spedzic reszte zycia.. Probowalam sie odciac od tamtych wspomnien, ale to trudne.. Bardzo. Wiec nie dziwie sie, ze tak bardzo boli, kiedy ludzie zyja ze soba kilka, kilkanascie, a nawet kilkadziesiac lat i nagle wszystko sie urywa.. tak po prostu.. Ale wszystkim zycze duzo sily i wytrwalosci i woli walki, i zeby sie ukladalo wszystko po Waszej mysli. Pozdrawiam

Autor: ania  27.06.2004 zgłoś

Miśka,dziś zadzwoniła do mnie jego kochanka.Kobieta która była u nas w domu na sylwestra.Dziś powiedziała że to trwa od 11 lutego a ja dowiedziałam się o tym 19 maja, jeszcze wtedy jak próbował mnie odzyskać tak strasznie mnie okłamywał.Za jakieś pół godziny ma przyjechać do mnie żebyśmy porozmawiali ostatni raz, nie wiem co potem będzie,nie mam nadziei na nic. ESG nie wiem jak to jest z wami ale jeden przedstawiciel waszego rodzaju przekreślił wszystko w moim życiu,jeśli jeszcze odwiedzisz tą stronę to postaraj się wytłumaczyć dlaczego mężczyźni tak strasznie ranią........? Bo nie potrafię tego zrozumieć, nie potrafię, nie mam nadziei na to że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa...

Autor: ania  27.06.2004 zgłoś

Kobiety mój numer na gg to 8951851, jestem jeszcze młodziutka i może nie widziałam w życiu tyle co niektóre z was ale jeśli którejś z was pomoże moja obecność to zapraszam. Mi to na pewno pomoże trzymajcie się... Bo po najgorszej zimie zawsze przyjdzie wiosna, ja nie czekam na mężczyznę. Czekam na to kiedy będę w stanie utrzymać oprócz siebie jeszcze małego człowieczka, to jest mój cel życia, bo nic innego nie jest warte poświęceń...

Autor: alette  28.06.2004 zgłoś

Nie mieszkam z męzem juz od roku . a do tej pory gdy go widze - ma od razu takie nerwy że..... nie wiedziałam nawet ze stac mnie na takie uczucie nienawiści !!! Pomimo ze mam dwoje dzieci - nie żałuje podjętej decyzji !! Jest mi ciężko ale nareszcie jestem szczęśliwa .

Autor: SMUTNA  28.06.2004 zgłoś

ja...od pazdziernika jestem męzatką.mam22 lata.Decyzja o slubie byla przemyslana,kochamy sie ,mieszkamy razem,niic nam do szczęcis nie trzeba...chcielismy tez zaczac robic cos na wlasny rachunek i uznalismy,ze tal będzie łatwiej....pisze chyba bez ładu i skladuu ale jest mi strasznie ciezki kap kap na klawiaturę..mieszkamy teraz kolo moich rodzicow,dali nam domek...remontujemy,mamy go miec na wlasnosc...teraz Go mama zawolala...ale wczoraj slyszala,jak krzyczal i mi ublizal..rodzice byli obok...weszli...Wojtku,dlaczego tak na nia krzyszczysz..?Co Ci zrobila?Nie wiedzieli ze to nie pierwszy raz...wczesniej mieszkalismy w innym miescie...nie odzywamy sie od dwoch dni...a pracujemy razem...stal sie taki obojętny po slubie...byl tylko cywilny...powiedzial wczoraj ze bez niego sobie nie poradzę/...ze nic nnie umiem...Nigdy za nic nie przeprasza...ja jestem zla i glupia...A chodzilo o to,ze zwrocilam mu uwagę zeby nie nosil wszystkich pieniedzy przy sobie zeby kladl w domu bo mnie krępuje to ze od jakiegos czasu muszę mowic daj mi 10zl..kedys tak nie bylo...co sie dziej,to juz inny czlowiek...Wojtku,na kogo Ty pracujesz?Odpowiedzial,ze na siebie..nie na nas?Nie,na siebie...przestal mnie szanowac,nie wiem,gdzie popelnilam bląd...

Autor: martyna  28.06.2004 zgłoś

Do Kinguss. Chcę odpowiedzieć na zadane pytania odnosnie sprawy rozwodowej. Ja już od 8 miesięcy jestem po rozwodzie i ta tematyka nie jest mi obca a poza tym mam jakiś związek z procedurami sądowymi. Ile będę mogła to Ci pomogę. Otóż w pozwie możesz tak ogólniej uzasadnić swoje roszczenie o rozwód ale na rozprawie będziesz musiała powiedzieć konkretnie dlaczego chcesz rozwodu. Niestety, czasami trzeba wyciągać wszystkie "brudy". Nie należy za wszelką cenę unikać orzekania o winie, bo potem to może nas drogo kosztować. Czasami kobiety dla świętego spokoju i dla szybszego zakończenia sprawy godzą się na orzeczenie rozwodu bez winy a potem płaczą, bo np. były mąż jak będzie w niedostatku może domagać się od byłej zony alimentów, albo będzie należała mu się połowa z naszej przyszłej emerytury z II filaru. Zawsze jest wyznaczana rozprawa pojednawcza, tego się nie da uniknąć, ale czasami jak się nie stawi jeden z małżonków można wnosić o zaniechanie przeprowadzenia posiedzenia pojednawczego i wtedy sąd na posiedzeniu niejawnym wydaje takowe postanowienie i od razu kieruje sprawę na rozprawę. Trwanie postepowania rozwodowego od daty wpływu pozwu do rozwodu może trwać różnie. W moim przypadku sprawa rozwodowa zakończyła sie po 6 miesiącach . Ale bywają sprawy, które toczą się po kilka lat. To jest indywidualna sprawa. To też zależy od sędziego, który prowadzi dana sprawę. Mnie się udało bardzo szybko, bo na pierwszej merytorycznej rozprawie miałam już orzeczony rozwód z winy małżonka. I na tej rozprawie byli też słuchani moi świadkowie, to były niestety nasze córki. Powiem krótko, nie miałam słodko w małżeństwie. Wytrwałam aż 20 lat, stanowczo za długo, ale widocznie musiałam tak długo dojrzewać do podjęcia tak drastycznego kroku. Ja w swoim pozwie wnosiłam o zwolnienie od kosztów sądowych ale nie zostałam zwolniona, musiałam zapłacic wpis 150 zł, wniosek o zwolnienie trzeba odpowiednio umotywować, podać jakie się osiąga dochody, jakie są wydatki ponoszone i ile zostaje na zycie. Potrzebne jest do tego zaświadczenie o zarobkach i opdowiednie oświadczenie o stanie majątkowym, które można dostać w sądzie. Zawsze istnieje mozliwość zwolnienia od kosztów sądowych tylko jak juz "powiedziałam" trzeba to odpowiednio uzasadnić. I to chyba tyle co chciałaś wiedzieć. Pozdrawiam i życzę jak najmniej problemów.

Autor: kinguss  28.06.2004 zgłoś

Martynko!!!! dziekuje ci serdecznie za wyczerpującą odpowiedź.... do wielu rzeczy sie już dogrzebałam na necie i powypytywałam, ale nie znam osobiście nikogo kto przeszedł przez rozwód,..dlatego takie spostrżezenia są o wiele bardziej cenne niz suche fakty.. Mam jeszcze kilka wątpliwości.. Ja już mam pozew prawie napisany.. chce rozwodu bez orzekania i winie.. Kilka pytań: ........... mianowicie w uzasadnieniu.. jak szczegółowo mam pisać?????czy mam dokładnie opisywać każdy etap rozpadu naszego związku.. i co sie zlozyło na to ze doszło do trwałego rozpadu małeństwa??czy tylko ogólnikowo, a reszte i tak mnie wypytają?? no i jak mam to zrobic bo chcac nie chcac i tak wyjdzie ze wg mnie to przez mojego meza zle sie działo.. a skoro ma to byc rozwod bez orzekania o winie to czy powinnam go bardzo obwiniac o rozpad małżeństwa?? w naszym przypadku chodziło m.in o alkohol.. wiec czy w uzasadnieniu mam napisac jako przyczyne rozpadu ze np. miał skłonności do nadużywania alkoholu?? Jeszcze jedno.............. w pozwie mam określić wysokość alimentów.. moj mąż zarabia okolo 150 PLN wiec czy nie osmiesze sie podajac kwote na laimenty 500PLN?? mamy 1 dziecko.. czy moze to za duzo??? ja zarabiam marnie okolo 1200 brutto.. a w ogole ile teraz to te alimenty wynoszą?? AAAAAAAAAA jeszcze jedno??? czy nie da sie uniknąć tej rozprawy pojednawczej?? czy tam chca naprawde godzic małżonków i tak dokładnie o wszystko wypytują.. kto jest na takiej rozprawie?? my we dwojke i sedzia??? jak mamy sie pogodzic skoro juz rok nie mieszkamy razem i nie gadamy zupełnie ..tylko na tematy wmuszające do wymiany krótkiej zdan?? wiec ta rozprawa to czysta parodia bedzie KTO mI odpowie?? Prosze bardzo Bo PILNEEEEE !! dzieki i pozdrawiam i zyczcie mi powodzenia papa

Autor: kinguus  28.06.2004 zgłoś

małe sprostowanie..mąz zarabia nie 150 pln ale 1500 PLN.. zgubiłam zeroo

Autor: kinguus  28.06.2004 zgłoś

małe sprostowanie..mąz zarabia nie 150 pln ale 1500 PLN.. zgubiłam zeroo

Autor: alette  29.06.2004 zgłoś

a czy nie lepiej złożyc wniosek o separacje?? w przypadku gdy sa dzieci ? ?????

Autor: Bossfeld  29.06.2004 zgłoś

A ja człek światły i wiedzący o życiu niejedno nie mogę poradzić sobie z następującą sytuacją. Osoba, którą kocham odeszła ode mnie na kilka tygodni. Powiedziała, że teraz chce być sama. Zabrała tych kilka swoich rzeczy, które miała w moim domu i prawie bez słowa wyszła. Kilka dni temu wróciła. Rozmawialiśmy a później wylądowaliśmy w łóżku, a po wszystkim dowiedziałem się, że w międzyczasie była ze swoim przyjacielem. Praktycznie od pierwszego dnia od odejścia do ostatniego przed powrotem. Gdybym o tym wiedział nie przekroczyłbym tej bariery intymności. Teraz czuje się obrzydliwie i cały czas słyszę pulsujące w mych uszach słowa "kocham cię" które do mnie po tym wszystkim powiedziała. Nie ma jej teraz w kraju, unikam z nią kontaktów telefonicznych i e-mailowych i myślę. Myślę co będzie jak wróci. Co będę mógł jej powiedzieć. Że zawiodła moje zaufanie? Czy przyjmę jej pokrętną logikę, że przecież ze mną nie była więc to nie była zdrada? Czy może nic nie powiem i więcej się z nią nie spotkam, przekreślając sześć lat swojego życia? Pikanterii sprawie dodaje to, że bardzo pośrednio, ale jestem jej szefem. Jestem więc skazany na kontakty z nią. Choćby przypadkowe. Nie zwolnię jej przecież w imię swego zranionego serca. Wszystko sprowadza się do tego czy raz zawiedzione zaufanie można odbudować. Kiedyś wydawało mi się, że tak. Kiedy przyszło co do czego, okazuje się, że chyba nie. Odejść od osoby, ktorą kocham nie chcę. Być z osobą, do której nie mam zaufania nie potrafię. Po prostu nie wiem co zrobić. A zegar tyka. Do powrotu zaledwie kilka dni ...

Autor:  29.06.2004 zgłoś

Do KINGUSS....jestem pól roku po rozwodzie bez orzekania o winie,z tym ,że nie mamy dzieci.Pierwsza rozprawa to zawsze rozprawa pojednawcza....my tez nie mieszkalismy przed rozwodem 9 m-cy razem.Sędzia będzie Cię pytał czy nie wrócicie do siebie /porazka/.Jesli to Ty składalaś pozew to Ciebie bedzie pierwszą pytał dlaczego chcesz rozwodu a potem jego czy tak było....Ja tez miałam straszne opory co do opowiadania wszystkiego ze szczegółami,chciałam tego oszczędzić sobie i jemu,to nie jest łatwe uzewnęczniać się przed obcym facetem....ale wierz mi to co opowiadał mój były mąż przeszło moje najśmielsze oczekiwania byle tylko się wybielić.....zycze powodzenia.

Autor: S  29.06.2004 zgłoś

Do KINGUSS....jestem pól roku po rozwodzie bez orzekania o winie,z tym ,że nie mamy dzieci.Pierwsza rozprawa to zawsze rozprawa pojednawcza....my tez nie mieszkalismy przed rozwodem 9 m-cy razem.Sędzia będzie Cię pytał czy nie wrócicie do siebie /porazka/.Jesli to Ty składalaś pozew to Ciebie bedzie pierwszą pytał dlaczego chcesz rozwodu a potem jego czy tak było....Ja tez miałam straszne opory co do opowiadania wszystkiego ze szczegółami,chciałam tego oszczędzić sobie i jemu,to nie jest łatwe uzewnęczniać się przed obcym facetem....ale wierz mi to co opowiadał mój były mąż przeszło moje najśmielsze oczekiwania byle tylko się wybielić.....zycze powodzenia.

Autor: Tera  30.06.2004 zgłoś

Bylam szczesliwa bo kochalam i bylam kochana. Mialam wspaniala rodzine i najcudowniejsze na swiecie dzieci. Rozwod-coz to jest, dlaczego dorosli ludzie sie rozstaja, dlaczego przestaja sie kochac.Dlaczego rania swoich bliskich. Rozwod to bardzo trudna i odpowiedzialna decyzja . Zawsze uwazalam, ze moj do to moja twierdza i nikt i nic nie powininno go zniszczyc. Takie atrakcje zafundowal mi moj ukochany. Okazal sie malym chlopcem w krotkich spodenkach z dwoma parami szelek. Dlugo sie wahalam , bronilam sie i znosilam wszystko ponad 5 lat do momentu kiedy............... wlasnie kiedy moje dzieci zadaly mi pytanie *Mamuniu ile kosztuje rozwod? I wtedy wreszcie dotarlo do mnie ze i one tez maja dosc calej tej sytuacji. Orzeczony rozwod z jego winy 4 lata temu stal sie faktem. Tak jestem wolna w para nastolatkow. Po 17 latach malzenstwa tak mi podziekowal , ze na sama mysl zaczynam czuc sie zle. W tej chwili jak sie czuje? -wspaniale Czy jestem szczesliwa? tak . Czy zaufam kolejny raz - w tej chwili NIE WIEM-moze jeszcze w swoim 47-letnim zyciu bede miala przyslowiowe *5 minut i to na meskim zegarku* . zobaczymy- powodzenia dla wszystkich po przejsciach.

Autor: cent  30.06.2004 zgłoś

Witajcie, Jestem po rozwodzie, wiec kilka uwag: Macie racje, ze czlowiek sie zmienia, a szczegolnie kobieta tuz po rozwodzie. Staje sie WREDNA. Jakie sa przyczyny zdrad i rozwodow? Z mojej obserwacji (u siebie i znajomych rozwiedzionych) wynika, ze jedna z glownych przyczyn jest sex !!! Pamietajcie o tym kobiety jesli nie chcecie byc zdradzane.

Autor: saskia  30.06.2004 zgłoś

Dla BizKit U KOCHANA!!!!!!!Jestem w takiej samej sytuacji jak Ty, tez jestem ta zla /bo to zla kobieta byla "Psy"/....zdradzam,nie z premedytacja, ale.....dlatego,ze nie kocham.......a maz moja kocha mnie nad zycie, ja jednka nie umiem wysuplac ani kropli milosci dla niego, STARAM sie /co za paranoja/ byc dobra zona, mysle o tym by nie krzyczec/czasem mnie wkurza nawet jego gest..../...ale czasem zapinam i wetdy sie klocimy, bo milosci nie da sie udawac......chcialabym bardzo sie rozwiesc, wiem,ze moj maz mialby lepiej beze mnie, teraz sie meczymy oboje,ale on twierdzi,ze mnie kocha nad zycie i nie pozowli mi odejsc....to smutne,ale boje sie odchozic, musialabym wyjechac, ale jak to zrobic>???Jeslem z nim, bo poki co-jesli odejde - bylabym sama.tak, to strach i litosc i konformizm troche......rany, to zalosne co pisze,ale tak jest....a moze cos sie wydarzy, czasem na to wlasnie tylko czekam, moze to moj maz ode mnie odejdzie??????????.............Pozdrawiam Wszystkich!!!!!!

Autor: ona  30.06.2004 zgłoś

CENT-i wice wersa.....:)

Autor: bez  01.07.2004 zgłoś

Kobiety właśnie facetów łapią i cały czas rozglądają za czymś lepszym decydują się z aktualnym na dziecko potem niektóre popijają sobie drinki zmienia im się twarz i jeszcze bardziej popadają w depresję no i żal do całego świata bo on chce rozwodu a tu biedna dzieci bez ojca niech się sąd ulituje i mu dołoży bo on tylko jest pracocholikiem a jeśli go tylko zobaczę z koleżanką z pracy to sama dam o rozwód Boże jaki ten z telewizji jest seksy zadzwonie do koleżanki czy oglądała ten serial a teraz zrobię kawę może coś na wzmocnienie i tak mnie nikt nie kocha a mężczyżni są bez serca zwłaszcza ta moja kanalia .......................................................................................................................................................................................................................czy dalej mam coś napisać ja miałem też przypadek ,że po kilku latkach slodkiego życia to jej słowa sobie wyszła do mamy pocałowała pożyczyła kasę i wyszła potem spotkałem ją na ulicy na drugi dzień przyleciał jakiś łysy facet w okularach z pretensjami no i obelgami dlaczego zaczepiam jego znajomą bardzo ładnie.........................

Autor: bez  01.07.2004 zgłoś

opinia mail

Autor: ASIA  01.07.2004 zgłoś

DO KINGUSS!!!!! Witaj ja też jestem po rozwodzie ok 6 m-cy.W moim przypadku to też chodziło o alkohol. Ale dla świętego spokoju wniosłam o rozwód bez orzekania o winie, trwało to 2 lata. Mamy dziecko więc dlatego to tyle trwało. Naprawde przeszłam wiele w ciągu tych 2 lat więc jak chcesz mogę ci poradzić pare rzeczy (szczególnie jak masz się zachowywać by być wiarygodną w momencie gdy "ON" będzie wymyślał różne bzdury by cię oczernic) Podaję ci mój GG (5045644) jak chcesz to kliknij to pogadamy POZDRAWIAM wszystkie rozwodzące się kobiety, NIE DAJCIE SIĘ FACETOM,BO ONI ZAWSZE SPADAJĄ NA 4 ŁAPY I ZAZWYCZAJ ROBIĄ Z SIEBIE NAJBARDZIEJ POKRZYWDZONYCH BIEDACZKÓW.!!!!!!!!!!

Autor: NAIWNA  01.07.2004 zgłoś

cześć przeczytałam tu bardzo ciekawe historie moja jest taka sobie. Mając 20 lat poznalam chłopaka, niewiem dlaczego wydał mi się fajny może dlatego że był prosty. Byłam z nim 5 lat ( w tym czasie skączyłam studia, jago wykształcenie skączyło się na podstawówce). Było różnie raz lepiej raz gorzej. Z czasem wiedzialam, że to nie jest miłość on uzależnił się odemnie, pomagałam mu, wspierałam (nie miał rodziny- nie licząc ojca pijaka). A ja próbowałam odejść od niego, wiedziałam że ten zwiazek nie ma przyszłości, często nie mial na chleb- utrzymywałam go. Kiedy sobie uświadomiłam, że jestem z nim z litości- próba rozstania kaczyła się szantarzem, ciął się nie raz - a ja głupia wracałam. Liczyłam że się zmieni, pomyliłam się zaczęło się picie, okłamywanie, pretensje. Raz nawet mnie uderzył. Naszczęście kiedyś zapił się i poszedł z jakąś panienką do łóżka- nawet tego nie pamięta, nie było go 4 dni, jak wrócił wiedzialam że coś jest nie tak. i przyznał się DZIĘKI BOGU, to mi wystarczyło żeby skączyć koszmar litości. Dzięki temu związek skączył się z jego winy nie mojej. I tak jestem wolna od roku, on mnie nachodzi, wygraża, stał się menelem, pije. Teraz wiem że nie można pogodzić pewnych różnic między ludzmi, nie w związku. A różnice wykształcenia to duża przepaść. Nauczyło mnie to sporo, ale teraz nie mogę się zaangażować. Moja przestroga to to- że jeżeli ktoś był pijakiem i menelemto nie zrobisz z niego porządnego faceta - zawsze wróci do korzeni. Pozdrawiam

Autor: Gośka K  02.07.2004 zgłoś

Moje małzenstwo sie psuje od pewnego czasu,maz coraz czesciej pije z kolegami po pracy pozniej przychodzi do domu i pokazuje ze to on jest panem i władca w tym domu.Rozmowa do niczego nie prowadzi ,sa obiecanki ze koniec picia a na drogi dzien to samo.Chciałabym skonczyc ten zwiazek,zastanawiam sie nad tym coraz czesciej.mysle ze jakby mnie zdradzał mniej by to bolało niz przychodzi pijany.Szkoda dzieci 3 i 4 latka.Musza patrzec jak sie wyzywa na mnie,jak bije .Nie widzi ze dzieci patrza Czy taki zwiazek ma sens?Czy mam z nim siedziec bo slubowałam w kosciele?Nie zdradziłam go nigdy,nie byłam nawet na spacerze z kolega ,nie pracuje -siedze w domu z dziecmi.On spotyka sie z kumplami a moze ma kobitke ktora pije z nim bo ja nie pije alkoholu.I

Autor: Chris  02.07.2004 zgłoś

Byliśmy harmonijnym małżeństwem przez 4 lata, dorobiliśmy się własnego mieszkania dobrze płatnej pracy wzajemnie się wspomagając. Wszystko się rozsypało po urodzeniu dziecka. Żona stała się inną osobą, oddała się kompletnie dziecku, przerzucając na niego wszystkie pozytywne emocje zrezygnowała też z pracy. Mimo iż się starałem jej żale były wokół tego ze poświęcam za mało czasu dziecku, moje ze za mało my razem dla siebie. Kontakty nasze były coraz rzadsze i chłodniejsze, byłem wyraźnie piątym kołem u wozu. I tak przez 3 lata. Coraz częściej brałem dodatkowa prace i wyjazdy służbowe, wcale nie tęskniąc do powrotu. Mimo że jakochałęm nie mogłem znieśc że nie potrafi wykrzesać do mnie czułego gestu o seksie nie wspominając i poza oganizowaniem wychowania dziecku nic nas już nie łączyło. Po 5 latach złamałem się i zaangażowałem w inny związek. Nie załuję. Bardzo bolało. Wróciła chęć do życia, znowu czuje się dla kogoś ważny, kochany i potrzebny - witany z radością. Odkąd spotykam się sam na sam z synem nasze relacje gwałtownie się poprawiły. Cóź mnie to bardzo wiele kosztowało, może będzie przestrogą dla innych. Można nie być w kłopotach, nałogach, i wzajemnie się poranić i popaprać życie.

Autor: Zapytajka  02.07.2004 zgłoś

Moi drodzy,pomóżcie!Znam się ze swoim mężem praktycznie od dzieciństwa.Chodziliśmy razem do szkoły,potem była wieczna miłość tzn. on sie kochał we mnie ,a ja w nim.On miał inna dziewczynę,a ja wciąż na niego czekałam.I się doczekałam,dwa lata temu wzięliśmy ślub.Teraz mamy półrocznego synka,ale mój mąż jest człowiekiem nie do poznania.Zwykle był czuły i kochający.Odką zmienił pracę(ja wówczas byłam w ciąży)to nie ten sam człowiek!Nie ma go w domu,nie zajmuje sie dzieckiem,bo jest zmęczony.Czasami nie ma go nawet w weekendy!Jak dzwonię na komórkę to się wykreca,że nie może rozmawiać,jak sie posprzeczamy to idzie spać do mamusi,a od dłuzszego czasu non stop tam przebywa!W soboty ma spotkania firmowe,chodzi na nie beze mnie,na zdjęciach z tych impez obsciskuję się z koleżanką,koleżanka wysyła mu smsy jak prawie już śpimy.On biega do łazienki jak ona dzwoni!Wozi ją po sklepach,kawiarniach,a mnie nawet zakupów nie zrobi na niedzielę!Mówi,że wszystko wyolbrzymiam!Nie mam nikogo,kto mógłby mi pomóc,CO MAM ROBIĆ?

Autor: Pio  02.07.2004 zgłoś

Pytacie, jakie podjąć kroki by uniknac "wzajemnego upodlenia"? Podstawą jest dialog, rozmowa którą czesto mozna zainicjować dzięki pomocy mediatora. Dzięki medjacji mozna rozwiązać wiele problemów ale przede wszystkim jest dobrym sposobem na przełamanie barier, wzajemnej niechęci a niekiedy nawet stwarza możliwość do scalenia związku. ps. Mediator nie jest adwokatem, jest osobą bezstroną - profesjonalną pomoc w tym zakresie mozna uzyskac w polskim centrum medjacji. ps. I CO WAŻNE NIE OBCIĄŻA WASZEJ KIESZENI.

Autor: megi  02.07.2004 zgłoś

Do Zapytajki Czy to nie jest wystarczająco dużo aby stwierdzić, że gdzieś Wam sie drogi porozłaziły. Ty biedaczko teraz siedzisz z małym synkiem w domu, zapracowana po pachy, a On szuka tanich wykrętów. Zmiana pracy i środowiska nikogo nie zwalnia z obiowiązków małżeńskich i rodzicielskich. Na wstępie spóbowałabym z nim porozmawiać, powiedzieć o swoich obawach i lękach. Powiedz co Cię niepokoi i czego się boisz... nie rób nic na tzw. "czuja" bo to do niczego nie prowadzi a widomo, że jak facet ma coś na sumieniu zawsze bedzie chciał się wykęcić. Skoro znacie się już tyle czasu myślę, że beziesz mogła łatwo ocenić sytuację. A poza tym myślę, że powinien teraz się zadeklarować, ze postara sięcoś zmienić naprawić idt. Bo moze sie okazać, ze nie jest tak źle tylko gdzieś sie chwilowo pogubiliście, daj mu czas ale bądź czujna. Niech on wie, że nadal Tobie zależy, że sie martwisz o Wasz związek. Jeśli facet jest mądry to to doceni i coś z tym zrobi. Trzymam kciuki za Ciebie i za Was. Badź dzielna ale nie daj się oszukiwać bo potem to strasznie boli...

Autor: Pio  02.07.2004 zgłoś

Do Zapytajki Nie martw się. Czasem mężczyŸni swoim zachowaniem jednoznacznie wskazujš na swojš dziecięca naturę. Myœle, ze jest tak i w tym przypadku. Narodziny waszego dziecka przerosły Twojš „gorszš połówkę”. Niemniej jednak powinnaœ rzeczowo i bez strachu o przyszłoœć podjać dialog z meżem. Sytuacje jakie opisujesz, wcale nie musza być tym co podejrzewasz. On po prostu – to może dziwne – ucieka. To minie – myœlę, że ważne jest byœ nie oskarżała go przedwczeœnie ale na pewno z nim porozmawiaj szczerze ( powiedz co czujesz spytaj o jego odczucia) i powinniœcie dojœć do konsensusu w imię waszej miłoœci i miłoœci do waszego aniołka. Będzie Dobrze – wszystko się ułoży :)

Autor: do Chrisa  02.07.2004 zgłoś

Przeczytałam Twoją wypowiedź kilkakrotnie, bo starałam się ustalić co masz do zarzucenia swojej byłej żonie, jeżeli dobrze zrozumiałam - to masz jej za złe, że za dużo Twoim zdaniem czasu poświęcała dziecku a Tobie tym samym za mało. Jednocześnie przyznajesz, że z jej strony padały zarzuty, że za mało zajmujesz się dzieckiem. Twoim rozwiązaniem stało się unikanie domu, żony i dziecka, w rezultacie romans i odejście z domu. Po prostu brak mi słów, chociaż z pozoru jesteś dorosłym mężczyzną w dodatku takim, który ożenił się i spłodził dziecko to pozostałeś niedojrzałym emocjonalnie chłopczykiem w krótkich spodenkach. Twoja żona pozbawiona Twojej pomocy w opiece nad dzieckiem (okres do trzech lat życia jest najbardziej absorbujący u dzieci) musiała, podkreślam musiała zaangażować się w opiekę nad dzieckiem w dwójnasób, stąd prawdopodobnie jej decyzja o zrezygnowaniu z pracy. Jeżeli chciałeś spędzać czas tylko z nią, to trzeba było zatrudnić opiekunkę i zaproponować żonie kino, teatr, kolację, weekend za miastem tylko we dwoje. Rozwiązanie z opiekunką ma jeszcze tę dobrą stronę, że matka może nadal pracować a interesy wszystkich stron są zabezpieczone. Ale domyślam się że rozwiązanie z opiekunką to Twoim zdaniem kosztowne fanaberie, lepiej ewentualne wynagrodzenie opiekunki przeznaczyć na kolacje i wyjazdy z inną Panią, odpowiedzialność za wspólne dziecko pozostawić żonie i bawić się. Zapytaj syna czy on tak jak Ty jest zadowolony z tych spotkań sam na sam, czy nie wolałby mieć Cię w domu zawsze kiedy Ciebie potrzebuje, a nie tylko od święta? Przerzucając winę za rozpad Waszego związku na żonę może udaje Ci się oszukać siebie , mnie nie!

Autor: jeszcze do Chrisa  02.07.2004 zgłoś

Oczywiście celowo nie wspomniałam o tym, że Ty sam mogłeś i powinieneś zaangażować się w trud wychowywania i opieki nad synem, bo rozumiem, że to z jakiś Twoich powodów nie wchodziło w grę. Szczególnie, że sporadyczne kontakty wychodzą Ci dużo lepiej.

Autor: Mujer  02.07.2004 zgłoś

Ja rozstalam sie 2 lata temu, odeszlam mimo ustalonej daty sluby, bylo mi bardzo ciezko, bo odchodzacemu tez moze byc ciezko :-( Mysle ze najlepsze rozwiazanie (jesli to mozliwe) nie utrzymywac kontaktow. Ja jestem teraz bardzo szczeliwa ososba. Zyje pelna piersia, lapie kazda chwile i nie zaluje. Jest super !!!

Autor: Chris  02.07.2004 zgłoś

Napisałem by przedstawić punkt widzenia mężczyzny w rozpadającym się związku. Cóż tu nie chodzi tu o zarzuty tylko o brak miłości, bliskości, które to moja ex przelała w jednej chwili na dziecko. Rezygnacja z pracy była wyborem nie koniecznością. Nawet tylko moje dochody były do tego zupełnie wystarczające a i babcie się paliły do pomocy, ale ona nikomu nie chciała powierzyć dziecka na dłużej. To jak wyżej napisała Onka ogarnął ją świat "tylko dziecko". Czułem się odtrącony i samotny ona widziała we mnie wsparcie ale nic wiecej, unikała seksu i czułości. To inicjowałem naprawę relacji - mediacji i przyjaciół i psychologa ale ona nie chciała się zaangażować. Nie napisałem że się nie angażowełm w opieke nad dzieckiem, ale że jej zdaniem zawsze niewystarczająco. Fakt że wtedy często moje relacje były skrzywione zazdrością o dziecko. Rozeszliśmy się, gorycz pozostała, ale potrafimy ciągle ze sobą rozmawiać, oczywiście pomagam jej finansowo. Na koniec smutne podsumowanie o ile często tu pada zarzut że faceci często nie mogą opanować swoich hormonów i oprzeć zdradzie swojej partnerki, ale i często i kobiety nie potrafią się oprzeć swoim hormonom i poświęcają partnerstwo dla macierzyństwa.

Autor: do Chrisa  02.07.2004 zgłoś

Ojciec zazdrosny o uczucia matki do dziecka, to coś do pracy z psychologiem. Chris, macierzyństwo to połowa uczuć, do których dziecko ma prawo, druga część to ojcostwo. Ojciec ma swoje miejsce w życiu dziecka, a szczególnie w życiu syna może się wykazać. Mimo wszystko mam wrażenie, że oddałeś ojcostwo walkowerem. Ponadto mam takie przekonanie, że jeżeli małżeństwo boryka się z tak poważnymi problemami, których nie udaje się rozwiązać, to najpierw jest rozwód a dopiero potem inna kobieta, a nie na odwrót.

Autor: Chris  02.07.2004 zgłoś

Psycholog to już ma przy tym robote od dawna. Ale małżeństwu to nie pomogło, tylko trochę przedłużyło konanie. Ja starałem sie walczyć ale moja ex oddała walkowerem. A ojcostwo wychodzi na prostš jak myœle. Przedtem przez dłuższy czas na matce zależało mi dużo bardziej niz na dziecku. A jeszcze słówko o widzeniu tylko jednej strony i przytaczanych powyżej alkoholowych męskich problemów... Moja matka z pewnym żalem przyznała mi się że ma do siebie żal jako nastolatka bardzo negatywnie i ostro odnosiła się do ojca, który się strasznie rozpił i wspierała matkę w rodzinnych awanturach. Ojciec umarł a ona jako dorosła osoba musiała na moment wzišć do siebie swoja matkę i trochę z niš pomieszkać. Wtedy, zdała sobie sprawę jak jej własna matka jest trudna we współżyciu, jak trudno z niš cokolwiek ustalić, zawrzeć jakiegokolwiek porozumienia, że w swoim postępowaniu nie liczy się wcale ze zdaniem innych. Skończyło się po 2 latach nerwicš i wizytami u specjalisty.. I wtedy zdała sobie, sprawe że jeœli ona tego nie wytrzymała, to co dopiero ojciec, prosty człowiek na wsi, - wybrał ucieczkę w alkohol… i że jego wina nie była już taka oczywista dla niej… tym bardziej że oczami dorosłej osoby zrozumiała jego starania. Rzadko jest tak że obie strony zš bez winy…

Autor: Zapytajka  02.07.2004 zgłoś

Kochani! Ja już z nim nie raz próbowałam rozmawiać,a on nic,wstaje i zatrzaskuje drzwi.Jedyne jego tłumaczenie to ciężka praca,nawet jego kochana mamusia wmawia mi,że powinnam przeczekac,bo może to są jego jakieś fanaberie.O zgrozo,przecież on ma ponad 30 lat to przepraszam kiedy zmądrzeje?Wiecie,już nie mam siły na nic!A jeszcze Wam nie pisałam,że do szpitala (będąc w ciąży) sama sie woziłam samochodem,bo on nigdy nie miał czasu,ani mnie zawieść ani przywieść!I po urodzeniu Wojtusia(to nasz syn) nie było go przy mnie nawet 1 dzień!!Pewnie pomyślicie,że coś zmyślam,ale tak nie jest To jest prawda,dlatego jestem załamana i myślę,żeby go zostawić i życ samej.Bo teraz to niby jaki żywot wiodę?Też kobiety niemalże całkiem samotnej!

Autor: masza  02.07.2004 zgłoś

przepraszam, testuję tylko jak dodawać opinię, raczkuję w internecie, jak się podszkolę to mam nadzieję pogadam z wami bo z wielkim zainteresowaniem czytam wasze wypowiedzi

Autor: masza  02.07.2004 zgłoś

to jeszcze raz ja, udało mi się

Autor: basia  03.07.2004 zgłoś

Do Mujer Jestem z kims od 2,5 lat i jestem nieszczesliwa.Nie mamy slubu.Nie mam odwagi odejsc bo go kocham.Gdy jest miedzy nami zle , czuje sie upokozona , winna i czuje sie zla osoba . Czasami dzwonie do mojej mamy i pytam jaka ja jestem ?.

Autor: rmf  03.07.2004 zgłoś

witam na dniach uprawomocni się nasz wyrok sądowy o... rozwodzie / jest ciężko, było ciężko i chyba długo jeszcze będzie / nie wierzę, że czas wszystko zmieni, że pomoże zapomnieć, bo jak zapomieć te wszystkie dni razem spędzone ?? / z mężem znamy się od dziecka...... wiele razem przeżyliśmy i w dzieciństwie i w wieku młodzieńczym i później.... / wiele wspólnych miesięcy w dzieciństwie, pierwsze zauroczenie, pierwsze randki i pocałunki, pierwsza miłość ( a dla mnie pierwsza i ta jedyna) / potem jakies drobne nieporozumienia i kilkumiesieczne rozstanie, powrót i znów razem / minęło 7 lat zanim podjęliśmy decyzje o ślubie / przez te wszystkie lata byłam mu wierna i był dla mnie tylko On / przetrwaliśmy wiele a razem z nami nasza miłość / ślub był czymś oczywistym dla nas / wiedziałam, że to jest Ten właściwy przy którym czuję sie bezpiecznie, do głowy by mi nie przyszło wtedy, że moglibyśmy nie być razem .... ale stało się / po śłubie wiele się zmieniło - nie ja byłam dla Niego tą najważniejszą (do czego mnie przyzwyczaił) ale Jego rodzina .... teraz nie chciał już ze mną wyjeżdzać (jak to bywało przed śłubem) a jedyne wyjazdy odbywały się do Jego rodziny i musiały być regularne, to było czasem nie do wytrzymania, kłóciliśmy się w tej kwestii, ale jak to sie mówi małżenstwo musi się dotrzeć ....... no i tak się dotarło, że on poznał na jakimś szkoleniu kobietę (ponad 40 lat) i ona stała się powiernikiem Jego problemów... / ich spotkania trwały dość długo / gdy się o tym dowiedziałam (jak to w życiu bywa przypadkiem) nie mogłam uwierzyć, bo mimo, ze miedzy nami bywało częściej źle niż dobrze to jednak miałam do NIego pełne zaufanie ..... a tu taka "niespodzianka" / pamiętam do dziś tą przpłakaną noc i ten dzień w pracy kiedy wszyscy pytali "co się stało?" a ja w przyciemnianych okularach kryłam wzrok przed wszystkimi...... wtedy (w pracy) przyrzekłam sobie, że będzie musiał odejsć, ale.... jak to kobieta - odstąpiłam od swojego postanowienia, gdy mnie przeprosił i powiedział, że nigdy więcej....../ uwierzyłam, ale od tej pory byłam jakby bardziej czujna / minął może rok, gdy znalazłam (znowu przypadek) piękny naszyjnik z bursztynami / ponieważ zbliżał się termin moich urodzin, pomyśłałam, że to dla mnie / jakież było moje rozczarowanie, gdy nie dostałam owego prezentu tylko jakiś tani wisiorek / bardzo trudno było mi podjąć rozmowę na temat tego prezentu, który znalazłam, ale zdobyłam sie w końcu na to iiiiii dowiedziałam się, że był on przeznaczony dla tamtej kobiety w dowód wdzięczności .......... to takie upokarzające / po tym zdarzeniu wiele sie zmienilo miedzy nami / od tej pory nigdy nie pocałował mnie jak mężczyzna swoją kobietę ...... to takie przykre / nie rozmawialiśmy o rzeczach o których kiedyś mogliśmy rozmawiać bez problemu ....... On unikał drażniących go tematów z zakresu pożycia małżeńskiego ...... / byłam dla NIego (jak sam to nazwał) jak siostra ..... nie czuł do mnie pociągu, była tylko przyjaźń (??), dobra znajomość, wspóln

Autor: rmf  03.07.2004 zgłoś

dobra znajomość, wspólnie przeżyte ileś tam lat i to wszystko / raz nawet byliśmy blisko podjęcia decyzji o rozstaniu, ale zabrakło nam odwagi, bo ....... jemu było wygodniej ze mną a ja mimo ww opisanych przeżyć bardzo się do niego przywiazałam, szanowałam go za inne rzeczy, chyba nawet kochałam (tak twierdzą moi znajomi teraz) / może gdybyśmy mieli dziecko, coś by drgnęło...... może........ ale ja chciałam mieć dziecko z miłości a nie po to, by się przekonać czy coś się w NIm zmieni ...... / rok temu przydarzyło mi się coś zupełnie niezgodnego z moimi przekonaniami .... poznałam kogoś, kto obudził we mnie na nowo kobiecość, kto dostrzegał to czego mój mąż już nie wiedział od wielu lat ....... / cholernie brakowało mi po prostu uczucia, miłości i czułości ..... / zupełnie nieoczekiwanie i nagle pojawił się ktoś, kto dał mi to wszystko / nie mogłam tego długo ukrywać, było mi z tym niewygodnie / gdy mąż się dowiedział - pokazał mi co dla NIego znafcze i to mnie najbardziej zaboało / postanowił odejść / stweirdził, że skoro znalazł się ktoś kto moze mi dac to czego On juz nie może, to powinnam skorzysać z tej szansy i On nie chce stać mi na drodze .... / prawda jaki szlachetny ? / a dla mnie te wszystkie lata coś znaczyły i tak naprawde nie chciałam kończyć naszego małżeństwa / powieziałam mu o wszystkim, bo miałąm nadzieje, że to Go jakoś odmieni i żę będzie chciał "powalczyć" o Nas i o naszą przyszłość, a On ........ po prostu odszedł, jakbyśmy się znali 2 lata a nie całe nasze życie / byliśmy 6 lat po ślubie / On szybko znalazł sobie nową kobietę a ja jestem z tym mężczyzną, który dostrzegł we mnie kobietę i pozwolił czuć sie jak kobieta / nie mogę jednak powiedziec "nie żałuje i jest wszystko OK" / męczą mnie wspomnienia, obrazy,/ tęsknię czasem bardzo...... / nikt nikogo nie obwinia, potrafimy nadal ze sobą rozmawiac i pomagać sobie, ale jednak łatwiej jest, gdy moje oczy nie widzą Jego osoby / Jego widok zawsze wywołuje łzy ... smmutek, który staram się ukryć / nie mogłam jednak zatrzymac go przy sobie na siłę .... próbowałam, ale są pewne granice upokorzenia, których nie potrafiłam przekorczyć / wiem co staraciłam i kogo......../ chciałabym, żeby i On z czasem też to odczuł /

Autor: Martyna  03.07.2004 zgłoś

Do Kinguss. Niestety w uzasadnieniu pozwu musisz trochę opisac, ale nie za duzo, raczej ogólnie co było doprowadziło do rozpadu małżeństwa. Za wiele jednak się nie rozpisuj bo i tak sędziowie wszystkiego dokładnie nie czytają. Sędzia na rozprawie Ciebie o wszystko wypyta i sama też będziesz mogła od siebie dodać to, co uważasz za istotne.Ale jakis powód rozpadu małżeństwa musisz podać i myslę, że o tym piciu powinnaś powiedzieć. Ale napewno to nie jest jedyny powód jak się domyślam. Mimo,że alkohol wchodzi w grę możesz wnosić o orzeczenie rozwodu bez orzekania winy. Spokojnie mozesz wnosić o 500 zł na dziecko przy zarobkach ojca dziecka 1500 zł. To wcale nie są wygórowane alimenty. Niestety nie uda się uniknąc rozprawy pojednawczej, to czysta formalność, ale takie są przepisy, to musi się odbyć. Sędzia za wszelką cenę nie namawia do pojednania , chyba że widzi jakieś mozliwości ze strony obu małżonków. Na tej rozprawie jest sędzia, protokolant i małżonkowie. To z reguły trwa króciutko. Po sprawie pojednawczej musi być co najmniej miesiąc przerwy w wyznaczeniu rozprawy merytorycznej. Uważam, że separacja jest dla osób, które nie do końca wiedzą czy chcą się rozejść, a chcą sobie zostawić furtkę do powrotu do siebie. Mam nadzieję,że rozwiałam Twoje wątpliwości. Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci powiedzenia i wytrwałości.

Autor: ktos  04.07.2004 zgłoś

jestem po rozwodzie 1,5 roku,z winy meza,powod -prozaiczny/wydawac by sie moglo /-DRUGA kobietapowinnam byla sie rozwiesc znacznie wczesniej,bo zdradzil mnie pierwszy raz jak bylam w ciazy.wyrzucilam go z domu.wrocil po miesiacu-blagal,plakal,obiecywal.zgodzilam sie.drugi raz dowiedzialam sie,gdy dziecko mialo 2,5 roku-ta sama kobieta.zlozylam sprawe w sadzie,koszmar na sali rozwodowej-twierdzil,ze mnie kocha,ze z tamta skonczy.dziecko plakalo,chcialo do taty.szantazowal je,mowil,ze chce byc z nami,tylko mama nie chce.co mialam mowic 3 latkowi?ze ojciec ma "k.."na ostatniej sprawie/decydujacej/ poddalam sie,jak powiedzialam mu-dla dziecka.nie warto bylo.nigdy mu juz nie ufalam,chyba-nie kochalam,choc moze ludzilam sie.ta kobieta nie dawala mi spokoju po jego powrocie-telefony,sms-y,listy.i on ulegl jej po czasie znow/jacy oni sa prozni/.pisalam o zaniechanie sprawy pojednawczej,na I-szej sprawie dostalam rozwod.on plakal pozniej,przepraszal.DZIEWCZYNY-jesli cos Was laczy z facetem,raz mozna sprobowac przebaczyc/znam kilka przypadkow znajomych,ktorzy sa ze soba po zdradzie/.wiecej razy-NIE WARTO.

Autor: ks. Marek  04.07.2004 zgłoś

Jest to trudna sprawa. Czy w ogóle jest jakaœ niezawodna recepta? Na podstawie obserwacji, a także licznych rozmów z małżonkami trzeba wyraŸnie podkreœlić, że podstawš udanego zwišzku jest właœciwie przeżyte narzeczeństwo. Należałoby więc postawić zasadnicze pytanie: czym jest czas narzeczeństwa? Otóż jest to okres nie tylko wzniosłego oczarowania sobš, ale nade wszystko żywego przyglšdania się swoim wadom. Dlaczego? Dlatego, że zalety narzucajš się same. Dziewczyna robi wszystko, aby się pokazać od dobrej strony, a chłopak zachowuje się nienagannie. Tymczasem każdy z nas posiada jakieœ przywary. Nikt nie jest doskonały. Jedna osoba ma bardziej eksponowane słaboœci, a druga bardziej ukryte. W narzeczeństwie mężczyzna nie objawia się w całoœci, gdyż nie jest jeszcze pewien, czy ona będzie jego żonš. Kobieta również się skrywa, gdyż nie posiada pewnoœci, czy on będzie jej mężem. Z chwilš zawarcia małżeństwa mit o wyjštkowej wyjštkowoœci pryska. Osoby stajš wobec siebie w całej okazałoœci. Słyszy się nieraz: „jak oni bardzo się kochajš”. Tymczasem ledwo się pobiorš i już wojny, a póŸniej rozłam. Nie poznali siebie. Zajęli się ciałem, a nie pomyœleli o duchu! Na przyjemnoœci zwišzane z ciałem człowiek będzie miał całe małżeństwo, do końca życia. Aż do znudzenia. Pojawiajš się wady, obecne już wczeœniej, lecz człowiek nie starał się w sposób wystarczajšcy poznać drugš osobę. Dopiero znajšc zalety i wady kandydata na małżonka, można stanšć na œlubnym kobiercu. Dlatego narzeczeństwo jest punktem wyjœcia. Istotnš sprawš jest poznanie œrodowiska, z którego wychodzi kandydat na przyszłego małżonka. Niedaleko bowiem pada jabłko od jabłoni. Pewne obyczaje i nawyki człowiek wynosi z domu rodzinnego. Niejednokrotnie z niego przejmuje filozofię życia i styl traktowania innych ludzi. Właœnie z domu przejmuje system wartoœci i podejœcie do œwiata. Warto zatem przyjrzeć się również życiu religijnemu w rodzinie narzeczonej i narzeczonego, bowiem zdrowe podejœcie do religii prostuje œcieżki i pomaga rozwišzywać napotkane trudnoœci. Życie jest tylko jedno i trzeba je godnie przeżyć. Dlatego, jeżeli syn kurczowo się trzyma spódnicy mamy, nigdy nie obdarzy w pełni miłoœciš swojej młodej żony. Małżeństwo jest wspólnym życiem, wspólnš drogš i wspólnym wyzwaniem. Jeżeli tak, to należy jak najlepiej się do niego przygotować, również od strony umiejętnoœci zawodowych. Im więcej człowiek potrafi, tym bardziej może pomóc rodzinie i zapewnić jej bezpieczeństwo. Dlatego podnoszenie kwalifikacji jest również receptš na dobre małżeństwo. Oznacza to także umiejętnoœć prowadzenia spraw domowych. Jeœli zatem żona przyjdzie zmęczona z pracy, to nie może samotnie pracować na drugi etat w domu, podczas gdy mšż wypoczywajšc w fotelu, oglšda telewizję. Miłoœć bowiem nakazuje pomóc małżonce. W małżeństwie istnieje koniecznoœć opanowania umiejętnoœci zawierania kompromisów. Małżeństwo nie może polegać na funkcjonowaniu obok siebie dwóch egoi

Autor: Eva 30  04.07.2004 zgłoś

Od 2 lat jestem po rozwodzie na poczatku było cieżko rok czasu bylismy w separacji to było jeszcze gorsze rozstalismy sie z winy meza głownie przez długi i zdrady. niemal ze codziennie przychodził do mnie nie proszony pod pretekstem widzenia z dzieckiem mialam tego dosc , nie zabranialam mu widywac sie z corka ale on koniecznie chciał zebym przy tych wizytach byłam i ja wolałam zeby zabierał gdzies mała a nie jezeli mielibysmy siedziec razem i sie urzerac miałam do niego zal nie mogłam odpowiedziec sobie na pytanie co ja mu takiego zrobiłam ze mnie tak potraktował miałam zal ze zniszczył mi i naszemu dziecku zycie , ale jednoczesnie nie umiałam mu wybaczyc dzis mam innego faceta z ktorym jest mi dobrze a z miom ex widujemy sie pare razy w roku przyjezdza do dziecka i jest dobrze nasze stosunki polepszyły sie i to znacznie dzis mozemy wspolnie wypic kawe i posmiac sie ze wszystkiego mamy szacunek do siebie i corka dostaje piekne prezenty.Moj obecny facet rowniez jest po rozwodzie i ma dziecko wiec doskonale rozumie te sytuacje w sumie moge powiedziec ze mi sie udało i widocznie tak miało byc... Pozdrawiam!

Autor: Scorpica  04.07.2004 zgłoś

Kilka lat temu rozstawałam się z dobry facetem,niestety nie dla mnie.czegos mi brakowało w naszym zwiazku,więc postanowiłam to przerwać.Nie mielismy wspólnych dzieci.Nie potrafiłam zyc byle jak. Od chwili powiedzenia mu tego poznawałam ciemną stronę natury mojego-obecnie ex-meża.To co zrobił zaskoczyło mnie jak nic,nigdy w życiu. To był koszmar dla mnie i mojego dziecka. Co gorsza okazało sie w Polsce kobieta i dzieci nie mogą sie w sposób skuteczny obronić przed agresją i chamstwem mężczyzn ,z którymi spędzili ileś tam lat i mają wspólne mieszkanie,majatek. Jesteśmy bezsilne. Po uprawomocnieniu sie wyroku rozwodowego i ustaleniu zasad mieszkania we wspólnym mieszkaniu sprowadził cieżarną kochankę!!!A co prawo na to?Usłyszałam-takie ma prawo!Zameldował ją-okazało sie,że bez mojej zgody jest to mozliwe. Jedynym sposobem uniknięcia takich sytuacji jest intercyza przedmałżeńska,rozdzielność majątkowa i przewaga jaka nam daje posiadanie własnego mieszkania czy domu-nie daj Boże ich meldować!!! Wiem jedno-słowa zawsze i nigdy, nie powinny istnieć,bo nie mają pokrycia w życiu!! Cieszę,że chociaz Wy poruszacie takie sprawy,bo gazety uczą młode kobiety jednego-JAK ZROBIĆ DOBRZE FACETOWI!!

Autor: ktos  04.07.2004 zgłoś

Do ks.Marka-bylismy "narzeczenstwem" 7 lat ,wydawalo mi sie,ze znam Go tak jak siebie.Dlugo nie bylo "cilesnosci"jak to ksiadz nazwal.w lozku "naprwde"bylismy 0,5 roku przed slubem.No i co ksiadz na to ?On sie zmienil niesamowicie po 5 latach od slubu-zmienily go pieniadze.

Autor: Do Scorpicy  05.07.2004 zgłoś

Czegoœ w zwišzku brakowało... Może gdybyœ uważniej czytała jak „JAK ZROBIĆ DOBRZE FACETOWI” a on jak tobie i oboje brali to do serca, pewno nie potrzebna byłaby ta cała wiedza o intercyzach itd.

Autor: Masza  08.07.2004 zgłoś

Nie taki diabeł straszny jak go malują.Przedwczoraj dostałam rozwód.Zanim dojrzałam do tej decyzji mineło wiele lat. Samotni we dwoje tak bym określiła nasze małżeństwo.Każde z nas chciało czegoś innego od życia.Dziś jestem sama i może na zawsze zostanę sama,lepsze to niż tkwić w jakimś chorym związku.Życie mamy jedno i nie warto go marnować .Ponad 16 lat spędziłam z facetem któremu najbardziej zależało na pieniądzach a nie na mnie.Walczył jak lew o najniższe alimenty.Okazało się że nasze dziecko mało je i prawie wcale nie choruje.Ten rozwód to była jedna wielka szopka .Dziwię się sobie że byłam z tym kretynem tyle lat,ale cóż błądzić jest rzeczą ludzką.

Autor: kala  13.07.2004 zgłoś

My rozstaliśmy się po 4 latach chodzenia. Moj facet nie wierzył w to że ja taka szara cicha myszka bede do tego zdolna, ale wreszcie wybuchło we mnie to wszystko. Za wiele przykrości mi wyrządził i przede wszystkim nie szanował mnie. Nie zasługiwał na mnie. Od miesiąca jestem sama i nie czułam się dawno tak dobrze jak teraz. Wierzę że kiedyś spotkam mojego jedynego, a tamten związek to przeszłośc. Szczytem bezczelności , brakiem kultury i dobrego wychowania jest to, że on nawet udaje, że mnie nie zna jak się spotykamy na mieście. Pozdrawiam i nikomu tego nie zycze.

Autor: karolina  13.07.2004 zgłoś

moja sytuacja jest troche inna.jestem nie pokrzywdzona strona lecz krzywdzaca.wedlug wszystkich.tak naprawde to nie mozna robic nic dla innych tylko myslec o sobie.wmawiam to tez sobie ale nie potrafie nic zrobic.mialam udane malzenstwo-idealny maz ,dwoje dzieci.piekny dom i zyci ena poziomie.staralam sie zawsze zeby wszystkim bylo dobrze.a tak naprawde nie bylam szcxzesliwa tylko obowiazkowa.moj zwiazek byl nudny i nijaki.poznalam kilka lat temu faceta (w wieku mojego meza)bardzo meskiego.poczulam sie przy nim kobieta.szalenstwo zawladnelo moim cialem , dusza i umyslem.poczatkowo bylismy przyjaciolmi.niewiem kiedy sytuacja wymknela sie spod kontroli.gdy juz wiedzialam co czuje bylo zapozno zeby sie wycofac.nie chcialam oszukiwac mojego meza.choc jak teraz to wszysko analizuje to byla tez jego wina w tym co sie stalo.dla dobra dzieci i wszystkich wyprowadzilam sie z domu.do niego.zostawilam wszystko do czego doszlismy razem.tylko osobiste rzeczy.chcialam wyjechac lecz tu zostaly moje najwieksze skarby-moje dzieci,ktore mieszkaja z mezem (sa jeszcze w wieku szkolnym-podstawowka)w trakcie rozwodu maz okazal sie wielka szuja i najgorsze ze nie potrafi zrozumiec jak wazne sa dla mnie dzieci i jak ja wazna dla nich.zostaly w domu dla ich dobra.tam bylo ich gniazdko.teraz po dwoch latach mam bardzo dobry kontakt z nimi choc nie codzien.strasznie cierpie.w moim nowym zwiazku jestem szczesliwa choc wszystkie klopoty maja negatywny wplyw na nasz zwiazek (on jest kawalerem)proby rozmowy z moim bylym mezem sa bezskuteczne.nie rozmawiamy wogole.choc mamy caly dobytek w jego rekach.i wychowuje nasze dzieci.nigdy nie docenil tego ze odeszlam bo chcialam mieszkac z nim pod jednym dachem i go oszukiwac.zostawilam mu wszystko.ale jemu to sie nalezy...zawsze bedzie pokrzywdzony i biedny.i na tym bazuje. potrafilam odejsc lecz brak mi sil do walki o wszystko. pozdrawiam

Autor:  14.07.2004 zgłoś

Zależy na jakiego faceta się trafi.Niektórzy nie są warci zachodu.Ale miłość szybko przemija po kilku latach małżeństwa czar pryska

Autor: anita00  17.07.2004 zgłoś

Przez 20 lat byłam cicha ,spokojna, udawałam ,że wszystko jest OK .Przed rodziną , znajomymi,przed samą sobą. Najgorzej ,że udawałam przed dziećmi.Dzieci rosły i widziały ,że nie jest OK, nawet bardzo nie OK. On nie traktował mnie dobrze a ja w imię ,żeby buł spokój ciągle udawałam. Straciłam szacunek do siebie. Godziłam się na wszystko. Od dwóch lat jestem sama.Nie wiem s kąd znalazłam tyle siły by stanąć i powiedzieć : mam cię dosyć ,wyprowadź się! Wyprowadził się , nie pomaga w niczym , dzieciom też. To powszechnie poważany człowiek , nawet znany i poważany. Dobrze , że człowiek czasem zdolny jest do ponadludzkich wysiłków.Sama utrzymuję wszystko. Może jednak BÓG istnije , pozdrawiam.

Autor: rozpaczona  19.07.2004 zgłoś

moi drodzy mam problem i prosze o RADE otoz poklucilam sie z kochanym czlowiekiem o najglupsza rzecz na świecie i nie wiem co mam zrobic ( otoz pocalowalam go gdy on nie mial na to ochoty) oburzobna faktem ze on nie lubi m0ich pocalunkow odsunelam sie wciekla. On teraz ( od 3 juz tygodni) nie odzywa si edo mnie nie przytuli ( o sexie nie mam mowy) tylko daltego ze ja sie oburzylam. brakuje mi go ale nie poczuwam sie do obowiazku by go przepraszac. Aczkolwiek dla swietego spokoju przyznalam mu racje iz nie powinnam sie oburzac:-( to jednak nie przynioslo zadnych efektów. Co mam zrobic by go odzyskac? A może to jest tylko poczatek konca? poradzce prosze

Autor: nie umiem zapomnieć  21.07.2004 zgłoś

i cóż z tego że rozstanie było kulturalne? tak się czasem zastanawiam. urodziłam dziecko-wspaniałą dziewczynkę, wychowywałam ją praktycznie sama, bo on "pracował", skończyłam studia z dzieckiem na ręku ;)) starałam się, ale za bardzo zatraciłam się w miłości do niego. odszedł do innej, choć minęło już dużo czasu- nie umiem w sobie zniszczyć poczucia skrzywdzenia, poniżenia i beznadziei tego, że on do mnie nie wróci. ale na to chyba nie ma lekarstwa :(

Autor: do rozpaczonej  20.07.2004 zgłoś

Być może Twój ukochany szuka pretekstu, żeby się od ciebie odsunąć, może pocałunki innej kobiety są mu milsze i dlatego nie robi nic w Twoim kierunku. Znam takie zachowania mojego męża z czasów jego romansu, prowokował sytuacje za które mogł się obrazić a ja głupiałam z dnia na dzień coraz bardziej nie wiedząc o co chodzi, dlaczego wszystko co robię jest nie tak. A może to tylko moje przeczulenie , zapytaj Jego o co chodzi.

Autor: izka  22.07.2004 zgłoś

Chris!!! Ty jesteś po prostu dużym chłopcem! Twoje relacje z synem się poprawiły bo nie musisz dzielić się z nim codziennie ukochaną kobietką i kochanką! Jej czułostki masz teraz tylko dla siebie! Co będzie jednak jak i ona zapragnie kiedyś mieć dziecko? Męższyźni uwielbiają ponad wszystko etap romansu i zakochania, a kiedy trzeba wskoczyć na wyższy poziom maja tysiące problemów : a to żona zbytnio poświęca się dziecku, a to pracuje albo wręcz przeciwnie nie pracuje, a to zbytnio dba o dom albo nie dba wcale, a to zbyt wiele wymaga od NIEGO a może się roztyła...... a w ogóle taka jędza! A przede wszystkim z każdym dniem z coraz mniejszym uwielbieniem patrzy na swego męża! Każdy powód jest dobry aby flirt i romans z inna kobietą był winą żony! Jesteście na ogół BEZNADZIEJNYMI EGOISTAMI! Nie napisałeś ani słowa na temat tego jak Twoja żona zajmowała się synem? Jak go wychowywała? Czy to ile ma w sobie dla niego uczucia i co to dla NIEGO znaczy ma czy miało dla Ciebie jakiś znaczenie? Może wszystko to co było w niej pozytywne i piękne wydawało Ci się normą! Może myślałeś, że tak ma być i już ! Może nigdy Jej nie powiedziałeś ze ją za "coś" w ogóle podziwiasz! Byłeś po prostu zdziwiony, że poza Tobą zobaczyła jakiś inny świat! Izamiast patrzeć razem z nią i dostrzegać ten cud i cieszyć się razem i wspierać...(może czasem ukochanej osobie trzeba po prostu powiedzieć Ci się nie podoba. a nie zdradzać)...Ty nadąłeś policzki ! Widzę że wszyscy macie podobny problem kiedy zostajecie OJCAMI nawet kiedy bardzo chcieliście nimi być!Przykre!

Autor: Maleństwo  22.07.2004 zgłoś

Rozwód. Zawsze myślałam, że mnie to nigdy nie spotka .... Wyszłam za mąż z miłości - byliśmy ze sobą trzy lata i oboje dojrzeliśmy do tego, żeby wziąć ślub. Nie było nalegań z żadnej strony. Uznaliśmy to za naturalne, że w końcu się pobierzemy. I tak też zrobiliśmy. Na początku było cudownie - po ślubie jakby nasza miłość jeszcze bardziej eksplodowała .... Niestety, na krótko. Oboje pracujemy, ale mój mąż zarabia więcej i dla niego moja praca się nie liczy. Może dlatego, że jest naukowcem, z tytułem doktora. I tu jest właśnie problem. Po ślubie zaczęła się dla niego bardziej liczyć praca - w domu to ma on odpoczywać, bo ciężko pracuje. I nie chodzi tu o to, że mam być "kurą domową". Od ponad roku zauważam, a ostatnio to jest to już normalnością, że nie przytula mnie, nie ma ochoty na sex, nawet nie całuje jak mąż żonę. Ja staram się jak mogę - romantyczne kolacje przy świecach, kąpiel w wannnie ze świecami z aromatycznymi olejkami (to co zawsze sprawiało nam przyjemność i radość) itd., a on jest "zmęczony". Czytając Wasze wypowiedzi tylko utwierdzam się w tym, że chyba już nie kocham mojego męża. Stał się dla mnie kolejnym "sprzętem", który trzeba obsłużyć - myślę, że wiecie, o co mi chodzi. Ja tak nie chcę żyć - zawsze gorsza i jeszcze do tego obojętnie traktowana przez "ukochaną" osobę. Czuję się z tym bardzo źle. Co prawda próbowałam już rozmawiać z mężem na ten temat nie jeden raz, ale on nie widzi problemu. Mam wielki chaos w głowie. Dochodzę do wniosku, że jednak lepsze będzie rozstanie - potrzebuję prawdziwej miłości i szacunko od mężczyzny. Jestem jak mały kurczaczek, zagubione maleństow, które chce odnaleźć szczęscie, gdzieś po drodze zagubione ....

Autor: joanna  22.07.2004 zgłoś

Normalnie bym wykpila to forum , zawsze bylam szczesliwa , niegdy nie sadzilam ze mi sie przydazy taka disgrazia. bylam szczesliwa kochanka szczesliwego meza i tatusia. bylo nam dobrze raz mi w koncu potwierdzil to co przypuszczalam , ze sa kolejne takie osoby jak ja, to jest jak zdrada jak kochanka moze byc zla o zdrade - sama tego nie wiem ale kazdy czlowiek wie ze jest pewna granica obietnic i granica grzechu m mezczyzna to nie czlowiek , naobiecywal wiernosci i wszystkiego dobrego i odszedl a wlasciwie mi wypada odejsc od wczoraj wacham sie jak postapic , dzis wytlumaczyl mi cale zajscie zlosliwym zartem i ze nikogo wiecej nie ma , ale skoro zdradza zone to napewno i mnie przyjaciela i intymna nasza relacje prawda czy jestem w bledzie ? czy takie upokorzenie mozna wybaczyc?

Autor: Ela  22.07.2004 zgłoś

Moj maz zaproponował mi separację, gdy dowiedziałam sie, ze od 12 lat emocjonalnie (raczej nie tylko) był związany z inną kobietą. Razem przeżyliśmy 25 lat. Czułam sie strasznie tym bardziej, że zdrada dla niego była czymś niewyobrażalnym - podejrzewał mnie o nią i miał rację, ale byłam młoda i głupia i rozbudzona seksualnie i przez te 25 lat wywołał u mnie takie poczucie winy, że starałam się zyć tylko dla niego i dzieci. Podporządkowałam się zupełnie. Teraz jest z jeszcze inną kobietą o "manierach księzniczki ", którą kocha szaloną miłością. Dla niej chce się ze mną rozwieść. Zostawił mnie z prawie 50 na karku, bezrobotną i nasze dorosłe, ale niesamodzielne dzieci. Pracy szukam od 2 lat i nic mi z tego nie wychodzi. W czasie separacji przeżyłam rózne fazy: 1.rozgoryczenie, że tak zatraciłam siebie dla wspólnego zwiazku 2. współczucie dla niego - podejrzenie o chorobę psychiczną, bo " on chce być sam - wreszcie szczęśliwy" 3. agresja moja w stosunku do niego i jego nowej miłości i ponizanie mnie przez niego 4. moje załamanie nerwowe i myśli samobójcze Nie wiem jak sobie poradzę sama z sobą.

Autor: Anusia bez faceta  27.07.2004 zgłoś

Ja wlasnie rozstalam sie z facetem, ktorego kocham jak opetana. Ale problem tkwi w tym ze zdalam sobie z tego sprawe dopiero jak zerwalismy. Czytaleyscie "Przeminelo z wiatrem"? Nasza sytuacja byla jak Scarlett i Retta. ja bylam przekonana, ze kocham innego, ale bylam z nim na zlosc. W koncu, kiedy zaczal spotykac sie z "kolezankami", zrobilam mu dzika awanture, a on stwierdzil ze niepotrzebnie jestem zazdrosna, itd. zarzucil mi ze go wiaze, a on nie lubi byc stawiany pod murem. I wlasnie pietnascie minut temu nasz piecioletni zwiazek sie rozpadl, a ja nie mam sily na nic. Czuje pustke i wiem ze juz nigdy nie bedzie tak samo.

Autor: Woman  28.07.2004 zgłoś

Julian, gdzie Ty mieszkasz ??,haha "ładna opinia" żyłam tyle lat w maraźmie, nawet nie wiedziałam ze są tak mądrzy i kulturalni mężczyźni na świecie, ech... __________________________________________________________________________ Boże, ja tyle lat (10) byłam z człowiekiem którego w ogóle nie znałam, byłam chyba za młoda, na ślub, exresową dojrzałość itp ....Najgorsze bylo to ze ja dojrzałam szybko, natomiast mój mąż nie ...i myślę ze to taki typ człowieka 'lotny umysł ", ktory nigdy nie dojrzeje, do tego zeby być w związku rodzinnym ....Zyczę mu jednak wszystkiego dobrego, jednak on, nie zyczy mi tego .To mściwy okaz zdrowia psychicznego Porozumienie się z nim, to wyższa szkoła jazdy, jak również normalna rozmowa, , tak więc zazdroszczę wszystkim kobietą, które rozstały się ze swoimi mężami, w kulturalny, "kompromisowy "sposób ...nienawidzę egoizmu i chamstwa, ale trzymam się, musze, Pozdrawiam .....

Autor: Marta  29.07.2004 zgłoś

Jestem 4 lata po ślubie, pobralismy sie bo byłam w ciąży. Mój mąż po roku małżeństwa wyjechał na kontrakt i jest do tej pory. Widujemy się raz na trzy miesiące. Do tej pory jakoś było, i nigdy sie nieskarżyłam. Mamy 3,5 letniego synka. Ale w moim zyciu pojawił się ktos kogo kocham, z kim wiązałam całe moje przyszle życie, i kogo odrzuciłam w imię czegoś, czego już nie ma w moim małżeństwie, i chyba nigdy nie było. Nie mogę pozbierać się po rozstaniu, ale niepotrafię, nie mam odwagi odejść od mężą. Co robić?

Autor: zdradzona  29.07.2004 zgłoś

Gdy wychodzilam za maz nawet przez mysl nie przemknelo mi ze moj ukochany mnie zdradzi i bede myslala o rostaniu.Ale tak sie stalo.Malzenstwem jestesmy od lat szesciu i moj horror trwa od wrzesnia bo wtedy dowiedzialam sie ze moj maz ma kogos.Byl to szok,walczylam zeby zeby nie odchodzil ale pewnego dnia nie wytrzymalam i kazalam mu sie wyprowadzic.KATASTROFA dla mnie,ale po pewnym czasie wrocil i myslalam ze jakos sie ulozy ale chyba oszukuje sama siebie i zastanawiam sie czy to byl dobry pomysl ze przyjelam go spowrotem.Niby jest dobrze ale okazuje sie ze on mnie nie KOCHA wiec zastanawiam sie po co ja to wszystko robie.CZy nie lepsze bylo by dla mnie roztanie i ulozenie sobie zycia na nowo?Tylko jest jedno ALE ja go po prostu KOCHAM

Autor: nemo  31.07.2004 zgłoś

Jak napisano prawda leży po środku.Nie zawsze musi być tak druga czy ten drugi.Czasami okazuje sie ze nie radzimy sobie ze zmianami u partnera zachodzącymi przez lata wspólnego życia.Ja zbyt późno zauważyłem że oddaliliśmy się z żoną tak mocno że teraz nie możemy się uzupełnić,a jestesmy ze sobą 25 lat.Dzieci za moment zaczną swoje życie i my sami ze sobą razem i nie razem!!! Horor.Trudno jest mijać się w drzwiach i nie usmiechać do siebie.Czasami brakuje zmian ale nmie jest to reguła.Żyliśmy ze sobą z bardzo dużym wzajemnym zaufaniem.nigdy nie stawialiśmy wzajemnie barier w kontaktach poza domem.Zaufanie to podtawa partnerstwa.Przez te 25 lat zona chodziła na kolację z innym mężczyznami ja umawiałem się na pogadanie(kawę) z innym kobietami i może ktoś wierzyć lub nie nigdy Żony nie zdradziłem.Sądzę że Ona mnie też.może jestem naiwny ale...Ten świat jest tak powalony że do tej Kobiety która pokochałem nie mam podstaw do niewiary.sądze że wolałaby powiedzieć.Teraz mamy wiraż ale...życie pokarze jak wybrniemy z problemu Ona i Ja.

Autor: kaśka  02.08.2004 zgłoś

Trudno jest rozpatrywać to co boli, mój mąż w chwili złości powiedział"zdradziłem cię" , nie wiem czy chciał mnie skrzywdzić słownie-psychika jest sprawą bardzo wrażliwą, a on jest tego świadomy, czy może w chwili zdenerwowania powiedział prawdę. Jakoś nie bardzo mam ochotę na współżycie po tym wyznaniu. Myślę, że on nie zdaje sobie z tego sprawy i mocno się zastanawia o co chodzi? Rozmawiać na ten temat nie chcę , ani ja , ani on. Jak trudno jest rozwiązywać problemy gdy brak jest rozmów powinny wiedzieć osoby, które uważają, że tylko ta druga strona jest zła i nie dobra.......

Autor: Asia  07.08.2004 zgłoś

Hej wszystkim! Zaczeło się to 5 lat temu.Poznalismy się zakochaliśmy,zaszłam w ciąże i wzieliśmy ślub chociaż dobrze się nie znaliśmy podjeliśmy taką decyzje.Wszystko było pięknie ale po 2 latach wszystko się zaczeło rozpadać.Ja nie pracowałam ,chwilowo nie moglam znależć pracy .a on miał to wszystko ,złapał taką pracę ,że jedna osoba nie wyrzywila by się.Miał gdzieś nawet nie interesował się dzieckiem.Przez 4 lata nic nie kupil dziecku i nie dbał o nas.Miłość powoli zaczeła wygasać przede wszystkim u mnie.Zaczełam wychodzić na dyskoteki i zapomnieć o tym wszystkim chciałam.Potem wyjechal do Holandii i 5 miesięcy musialam mieszkać u rodziców żeby mi pomogli w utrzymaniu.A poza tym non stop sie kłóciliśmy się i walczyliśmy ze soba które ma racje.którego będzie ostatnie slowo.W tym momencie sie roztaliśmy bi wnoszę sprawę do sądu.Nie dobraliśmy sie nie pomyślałam ,że ludzie musza sie dopasować prawie pod każdym względem,pokochać się naprawdę i móc zrobić wszystko dla tej drugiej osoby.Teraz jestem sama z dzieckiem 4 letnim i co zaczynam od nowa ży ncie w nadziei ,że kiedyś bede szscześliwa i ktoś mnbie pokocha naprawdę.Nadzieja zawsze umiera ostatnia.....

Autor: GROSZEK  08.08.2004 zgłoś

Jestem w trakcie rozwodu. Ja złozyłam pozew,załuje tylko że zwlekałam tym tak długo. Teraz poznałam prawdiwe oblicze mojego zawistnego meża i mioch pseudo przyjaciól.Gdyby nie ten rozwód pewnie nie prętko dowiedziałabym sie jacy naprawde są.Pomyliłam pojecia przyjaźni ,uczciwosci ,zaufania albo dla mnie te słowa mają inne znaczenie niż dla nich.Boli to że wierzą jemu bo stworzył mit biednego ,oszukanego męża.Nikt nawet nie dał mi szansy wypowiedzenia sie zostałam odrazu skazana -czyli winna i zła.Podtrzymuje mnie na duchu to że cztając wasze wypowiedzi wiem że w podobnej sytuacji jest wiele osób a zdawać by się mogło że jesteśmy sami.Chciałabym porozmawiać z osobami z podobnym problemami.Jezeli ktoś chciałby napisać do mnie podaje email groszek68@interia.pl Pozdrawiam wszystkich i czekam na wasze listy.

Autor: karolka  08.08.2004 zgłoś

chciałabym rozstać się z mężem.pogubiłam się ale wiem ze to właśnie chcę zrobić.tylko jak bez szarpania i stresu dla dzieci.może lepiej na początek wyprowadzić sie i dopiero załatwiać sprawy?może najpierw separacja?nie wiem co pokolei.nie mam kasy na prawników.ugoda i zgoda nie wchodzi w rachube.mąż nie zgodzi się na rozwód.jestem 11 lat meżatką.chcę żyć spokojnie z dziećmi.poradzcie co robić pokolei.

Autor:  09.08.2004 zgłoś

Karolka,czy to jest twoja ostateczna decyzja?Wiesz czemu zadałam ci to pytanie?Ponieważ pół roku temu chciałam zrobić dokładnie to samo i przemyślałam to wszystko spokojnie i można powiedzieć też ,włączyłam do tego prócz emocji -rozsądek.Zaczęłam zastanawiać się jak sobie poradzę sama z dziećmi.Wszystko wskazywało na to ,że nie dam rady.I kiedy tak myślałam ''na chłodno'' o moim małżeństwie,przyszła mi inna myśl,że dlaczego to burzyć,coś co było .łatwo zburzyć związek z powodu nieporozumień.Nie wiem co jest powodem u Ciebie.Napisz coś więcej.Może tak jak ja działasz teraz pod wpływem chwilli.Może jeszcze nie wszystko stracone? Magnum

Autor: beata  10.08.2004 zgłoś

Jestem od wielu lat po rozwodzie. Odbył się w 5 rocznicę ślubu!!!! Mój mąż był alkoholikiem i nie miałam pojęcia o tym . Po prostu . On nie chciał nic zmieni ć w sobie a ja nie umiałam żyć z takim problemem. Po 6 latach od rozwodu umarł i alkoholizm się do tego przyczynił w dużym stopniu. Nigdy nie brałam od niego alimentów a teraz dziecko ma rentę rodzinną. Po jego śmierci zapanował spokój w moim życiu, córka nie pamięta ojca, byłyśmy na pogrzebie ale nie pyta o niego. I nie wiem czy chce ten rozdział zamknąć czy wymazać z pamięci. A ja - skończyłam studia, udoskonaliłam mieszkanie , inwestuję w siebie, córkę i nasze koty. Rozwód nie zniszczył mi życia. Wiele sie nauczyłam, może czuję specyficzne zmęczenie życiem ale jestem normalna kobietą - bogatszą w doświadczenia i koniec. Nie użalam sie, po trosze to moja wina i koniec. Teraz mam dziecko ( wiek dojrzewania) , na szczęście absorbującą pracę i marzenia. A to dużo. Powodzenia.

Autor: Ula  10.08.2004 zgłoś

A ja już jestem po rozwodzie - sprawa była 30 lipca . A teraz zaczynam czuć, że żyję. NARESZCIE Nie wierzyłam w momencie wpisywania postów 17, 18 czerwca, że keszcze kiedyś będę w stanie się tak czuć, jak czuję dwa miesiące później. Nie jest łatwo, ale jest nawet znośnie. Pozdrawiam wszystkich Zrozpaczonych, sama już tylko trochę Smutna i Zawiedziona

Autor: Maja333  11.08.2004 zgłoś

co rozstanie- to inaczej.Ja wyrzucilam swego meza w marcu, bo myslalam, ze jest ze mna z litosci, a teraz ulatwiam im sprawe i "ta trzecia"wezmie go do siebie..Pomieszkauje u niej -jak ma pieniadze.Z mojego miasta ma do niej 500 km.Ona na stale go nie wziela..ciagle stwarza jakies trudnosci.Zatem biedny "on" wrocil a raczej "wrzucil " sie na sile z powrotem do naszego mieszkania..Separacje mamy nieformalna.Nie stac mnie na rozwod a Sad nie chcial zwolnic mnie calkowicie z kosztow.Alimentow, czy tez jakichkolwiek pieniedzy nie otrzymuje od stycznia.Zyjemy z synem bardzo biednie, ale maz nawet jak tu pomieszkuje..to nie ma zadnych wurzutow sumienia .Ciagle jakos tam pracuje dorywczo, ale na nas mu nie starcza .20 lat zwiazku wygladalo normalnie.Teraz te ostatnie 1,5 roku obrocilo sie o 180 stopni. Pani nauczycielka ciagle poucza meza w roznych sprawach.Obydwoje sa cyniczni i chamscy..Po ogromnym bolu, rozpaczy, rozterkach itp..od marca zaczelam sie wyciszac i mimo biedy bylo mi coraz lepiej .Teraz jak wrocil...wrocilo wszystko.BA! Zaczynam meza powolutku nienawidziec..To wlasnie jest ten zupelny brak kultury w odejsciuy.Calkowity brak zachowania sie..Naz w styczniu zostal bez pracy i ja zaciagnelam pozyczke i pomoglam mu wyjsc na prosta..Do dzisiaj nie otrzymalam nawet zlotowki zwrotu zaciagnietej pozyczki .Sami widzicie..nie kazdy umie sie zachowac i ladnie postapic .Moze ktos ma dobra madra rade na cos takiego? Mnie ogarnela totalna niemoc.

Autor: Kamila  15.08.2004 zgłoś

Moze to sie wydaje głupie ale jestem zakochana od 9 miesiecy a mam 14 lat. Ta osoba za mną nie przepada musze sie komus wyzalic...czy dlatego znacie moze jakąś stronke na ktorej odpowiedają na rozne pytania o milosci i wogole..co mam zrobic aby sprawic zeby ten chlopak mnie polubil i stwierdzil ze naprawde jesli chce na niego moge byc miła i fajna tak jak dla moich znajomych ??

Autor: adam  17.08.2004 zgłoś

Prawda jest ze pobieramy sie czesto ze zlych powodow, ale trwamy w nieszczesliwym zwiazku jeszcze z gorszych powodow -chec bycia w porzadku -wspolne dzieci -opinie rodziny -regularny sex To sa powody w ktorych tak naprawde nie widzimy partnera- to dopiero swinstwo...

Autor: ktuś  23.08.2004 zgłoś

Witam! Piszę gdyż jest mi źle. Jestem w związku od 2 lat. Na początku było PIĘKNIE.Traktowana byłam jak księżnaiczka.Kwiaty...Gesty...Słowa... Teraz??Kłótnie.Krzyki.Przykre i bolesne słowa. Za nami ciężki okres-MATURA. Przed nami??Jego wyjazd.Co prawda "tylko"na 3 miesiące,ale Hiszpania to nie Kraków czy Nowy Sącz. Nie wiem co robić.On chyba też.Jest pod straszliwą presją rodziców a niestety należy do tych osób,które nie są stabilne psychicznie. Raz mówi że KOCHA I ZOSTANIE a raz że JEDZIE A MOJA(powtarzam moja)MIŁOŚĆ MOŻE POCZEKAĆ... Jestem jego pierwszą dziewczyną dlatego z jednej strony powinnam wierzyć w jego miłość i w to że wróci za te 3 miesiące... Z drugiej jednak strony...Skoro jest możliwość żeby został(może się przecież przeciwstawic rodzicom i pokazać że ma własne zdanie)to dlaczego jedzie??Czy kochając kogoś można go tak poprostu zostawić?? STRASZNIE cierpię gdyż kocham go PONAD ŻYCIE... Nie wiem.Nie wiem co robić!!!!!!!!!...

Autor: Anusia bez faceta  26.08.2004 zgłoś

Hej wszystkim. Jak sie domyslacie to ja ktora napisalam posta 27. lipca. Dzisiaj patrze juz na to wszystko inaczej i ciesze sie ze z nim nie jestem. Wiec radze Wam sie zastanowic nad tym czy jest sens tak rozpaczac. Bo za jakis czas usmiechniecie sie zagladajac na ten temat i czytajac swoje wypowiedzi, tak jak ja to zrobilam pare minut temu. Pozdrawiam wszystkich :)

Autor: raja  28.08.2004 zgłoś

Jestem 8 lat po slubie i mam 7 letniego synka oraz meza ktory regularnie mnie zdradzal od jakis dwoch lat czy o tym wiedzialam? pewnie czulam ale balam sie przyjac to do wiadomosci nowe panienki nowe dyskoteki koledzy narkotyki teraz juz z nami nie mieszka od miesiaca a wczesniej wynosil sie i wracal raz byl raz go nie bylo i ta jego k* wiecznie dzwoniaca do mnie z pretensjami, bywaly momenty ze nie chcialam sie budzic ,a taka bylam pewna milosc do konca zycia he nigdy nie przypuszczalam ze najblizsza osoba jest w stanie wyrzadzic tyle krzywdy i to na zimno z premedytacja ,czesc mnie umarla , chcialabym rozwodu bardzo ale on mnie szantazuje ze jak zloze o rozwod to nic mi nie zostanie moze i jestem tchorzem ale boje sie bardzo sie boje moj syn nie ma juz taty a jeszcze nie bedzie mial domu.nienawidze go z calego serca za tupet za to ze jak wchodzi to mowi czesc kochanie za to ze twierdzi ze zawsze bedzie mnie kochal jak go nie widze to wiem ze sobie poradze a jak jest to wzbudza we m,nie agresje nie krzycze ale nie moge na niego patrzec.

Autor: olka  01.09.2004 zgłoś

Właśnie jestem w separacji, no a później rozwód, a nie mam nawet 30 lat. Byliśmy razem przez 8 lat, 4 lata małżeństwem. To ja odeszłam, ale on nie zrobił nic żeby mnie zatrzymać. W sumie nadal nie wiem czy to była dobra decyzja, ale i tak nie wrócę. Niby rozmawiamy ze sobą przez telefon itd., ale inaczej. Dał mi trochę pieniędzy, ale sam zostawił sobie o wiele więcej. Nie mam siły upominać się o to, chce zapomnieć o wszystkim. Pozdrawiam wszytkich w podobnej sytuacji.

Autor: duszka  01.09.2004 zgłoś

witam i pozdrawiam wszystkie strapione glowa do gory po rozwodzie to juz tylko swiety spokoj troszeczke zagonienia przy wyczerpaniu zachod slonca i zycie staje sie piekne

Autor: EWA  10.09.2004 zgłoś

do adama gdyby rozpoczac TWOJA wypowiedzia to moze post bylby tworczy.

Autor: feminite  12.09.2004 zgłoś

Mam 50 lat, ale b. młodo wyglądam, zresztą to bez znaczenia. Jestem w separacji od 5 lat. Mąż kategorycznie chciał się rozwieść, jest z inną kobietą, młodszą. Teraz, gdy ja już nie dążę do porozumienia ( po 3 latach upokorzenia i nadziei na jego powrót do dzieci przede wszystkim) on nie chce rozwodu. Myślę, ze oszukuje teraz tamtą kobietę, mówiąc,że to ja nie godzę się na rozwód. Zawsze , gdy dzwoni z "domu" rozmawia ostro, rzeczowo i nieprzyjemnie.Gdy rozmawia ze mną u nas, jest miły i używa dawnych zdrobnień, pomaga mi w domu, kupuje prezenty.Nie wiem o co mu chodzi, nie rozumiem go i nie znoszę jego gierek.Jestem bardzo samotna, ale nie daję tego po sobie poznać, jednocześnie nienawidzę go i często w duchu przeklinam. Kiedyś kochałam go tak bardzo, jak to możliwe?

Autor: qwiatuszek76  15.09.2004 zgłoś

Witam.Moje małżeństwo jest właśnie w trakcie rozpadu.Zastanawiam sie tylko czy rozwód czy może jednak separacja?Mam w miarę dobrego męża nie pije za wiele,pracuje nie zdradza mnie ani nie bije.Pomyślicie zatem dlaczego rozówd.Otóż mój mąż On znęca sie nademną psychicznie a to dużo gorsze niż zdrada.Cały czas mam poczucie winy wszystkim obarcza mnie wszystko robię źle i niedobrze a co najgorsze wciąż twierdzi że mam kochanka przez co dochodzi między nami do spięć.A ja nawet nie daję mu powodów aby tak myślał:(Moje małżeństwo trwa już 10 lat było wspaniałe ale właśnie do czasu.Zamknełam się w domu nie wychodziłam przez miesiac sama na krok ale to nie pomogło wtedy nieustannie twoeerdził że domniemany kochanek przyjeżdza do mnie.Zwalniał się z pracy przyjeżdzał do domu jak to mówił z nadzieją że kogoś tam zastanie za każdym razem byłam sama a On czuł rozczarowanie.Ja mam czyste sumienie wiem ze nic złego nie robię ani nie zrobiłam.Ale on wciąz twierdzi inaczej nie wiem jak do niego dotrzeć a moije życie ono stało sie gehenną:(

Autor: Chris  15.09.2004 zgłoś

Izka, jak zaraz po twoim poœcie Maleństwo pisze o swoim rozczarowaniu że dla jej faceta liczy się tylko praca i nie wie co ma ze sobš zrobić bo gdzieœ się zagubiła czułoœć i seks – nie nazywasz jej >małš dziewczynkš

Autor: Chris  15.09.2004 zgłoś

Izka, jak chwile po twoim poœcie Maleństwo pisze o swoim rozczarowaniu że dla jej faceta liczy się tylko praca i nie wie co ma ze sobš zrobić bo gdzieœ się zagubiła czułoœć i seks – nie nazywasz jej małš dziewczynkš. Co innego mieć dziecko, a co innego zwariować na jego punkcie. Być może zobaczyła inny œwiat w którym nie ma dla mnie miejsca, cierpliwie parę lat próbowałem zbliżyć nasze œwiaty, aż w końcu i ja odnalazłem nowy swój w którym dla niej nie ma już miejsca – choć było mi bardzo trudno. Akurat cały czas uważam jš za atrakcyjnš tylko jednoczeœnie zimnš i rozeŸlonš (z tym że nie dla dziecka!). Powiedzieć – próbowałem, nawet pomagał mi psycholog rodzinny – ale podobnie jak ty skwitowała to jako wymysły EGOISTYCZNYCH facetów. Paradoks polega na tym ze najbardziej EGOISTYCZNYM facetem będzie nasz syn kiedy wejdzie w dorosłoœć, za którego wszystko robi mamusia i patrzy na każdy jego krok. Nie wiem czy znajdzie w życiu póŸniej drugš takš... Przepraszam że tak póŸno... ale chyba lepiej póŸno niż wcale –

Autor: Aśka  16.09.2004 zgłoś

Moje małżeństwo rozpadło sie po 10 latach wspólnego pożycia.... Chyba mieliśmy różne oczekiwania względem siebie. Ja ze swojej strony potrzebowałam miłości, bezpieczeństa, bratniej duszy, kogoś kto zawsze będzie przy mnie,natomiast mój mąż na poczatku naszej wspólnej drogi stwierdził, że chociaż mnie kocha to życie małżeńskie nie jest dla niego.Najważniejszą sprawą stała siłownia i rozbudowywanie własnej sylwetki, potem znajomi a ja po prostu miałam być w domu Kulturystka pochłaniała mu tyle czasu, że mijaliśmy się w drzwiach albo spotykaliśmy się dopiero wieczorem i to też nie zawsze bo często wychodził.Czasem wracał późno w nocy.. Zawsze ze wszystkim zostawałam sama (utrzymanie domu, opieka nad dzieckiem itd..... ) Całe moje życie było podporządkowane jego treningom... Oddaliłam się od męża tak bardzo, że straciłam chęci by cokolwiek naprawić.Z każdym dniem czułam się bardziej samotna i nieszczęśliwa a moja miłość gdzieś ulatywała. Nigdy nie udało nam się tak na prawdę porozmawiać.. Dochodziło ciągle do kłótni, jakbyśmy mówili dwoma różnymi językami. Nieraz próbowałam dać nam szansę, ale po dówch tygodniach w miarę zgodnego życia znowu zaczynał się kryzys, który trwał miesiącami.... Dzieliło nas wszystko: poglądy, dziecko, zainteresowania i długo by jeszcze wymieniać.W końcu miałam dość.. Podjęłam decyzję o rozstaniu..... od półtora roku nie jesteśmy razem. Mój były mąż dojrzał i chciałby teraz wszystko naprawić. Myślę jednak że to już nie ma sensu. Ile razy można wchodzić do tej samej rzeki? Chcę normalnie żyć. Przez te 10 lat dużo się nauczyłam.Wiem co jest dla mnie w życiu ważne i czego oczekuję od partnera. Przyznaję jednak że czasem przypominam sobie stare czasy... Pamiętam dobre chwile i żałuję, że nam się nie udało..... Być może byliśmy oboje za młodzi by stworzyć dom. Bo co 20 latek może wiedzieć o życiu...... A teraz....... dużo się zmieniło. I chociaż mój były partner chciałby do mnie wrócić to ja boję się znowu zaryzykować, no i pojawił się KTOŚ na kim zaczęło mi zależeć.... A więc czy powrót do przeszłości miałby sens?

Autor: szczesciara  18.09.2004 zgłoś

Bylam mezatka przez 7 lat i gdybym nie podjela decyzji o rozstaniu to pewnie do dzis bym sie w tym zwiazku meczyla. Bylam ponizana bita zdradzana ale decyzje o odejsciu podjelam dopiero gdy pojawil sie ktos przy kim uwierzylam ze jestem cos warta, ye jestem takim samym wartosciowym czlowiekiem jak wszyscy. Uwazam ze zzcie jest tylko jedno i kazdy ma prawo byc szczesliwym. Jestem szczesliwa mezatka od trzech lat i mzsle ze kazdy ma prawo do szczescia.

Autor: lilla weneda  19.09.2004 zgłoś

Mnie też zostawił kiedyś chłopak, a teraz to ja zostawie obecnego. Niezależnie czy ja zostaję odtrącona, czy to ja decyduje sie odejść to i tak jest to fatalne przeżycie. Nie wiem co można napisać. Ale teraz wiem, że nie było przyszłości dla obydwu tych związków...

Autor:  26.09.2004 zgłoś

Za tydzień wznawiam sprawę o separację. Może się uparłam...ale tak naprawdę po zawieszeniu sprawy na 3 miesiące, nic się nie zmieniłop. Mój mąż jest alkoholikiem. Sprawę o separację wniosłam w marcu. Była wizyta u psychiatry, była próba naszej terapii, było również zobowiązanie męża do leczenia. Dzisiaj wiem, że to nie miało sensu, bo w ciągu tego czasu wykazał się 1,5 miesięczną abstynencją. Wiem, że muszę wznowić sprawę, ale obawiam się, że nie zaznam spokoju, bo już mi zapowiedział, że nie wyniesie się, a w żaden sposób nie można się z nim dogadać, co do korzystania ze ws[pólnego mieszkania. Jego motto, to niszczyć się do końca. To mnie przeraża.

Autor: adżi  29.09.2004 zgłoś

Moje małżenstwo trwa od prawie 5 lat. W zasadzie już w dniu ślubu tego żałowałam, albo wydawało mi się , że będę żałować. Oparło się ono na kłamstwie ze strony mojego męża od pierwszego dnia. Przez cały czas byłam maltretowana; bita , kopana wyzywana najgorszymi epitetami. Mam 15 miesięczne dziecko, które nie zasłuzyło na takie życie. Awantury nasiliły się gdy wyprowadzilismy się do nowowybudowanego domu. Tam się czuł bezkarny. Nic go nie powstrzymało. W końcu odważyłam się zgłosić to na policję i przyjechali. wiedziałam że to już koniec.

Autor: adżi  29.09.2004 zgłoś

Moje małżenstwo trwa od prawie 5 lat. W zasadzie już w dniu ślubu tego żałowałam, albo wydawało mi się, że będę żałować. Oparło się ono na kłamstwie ze strony mojego męża od pierwszego dnia. Przez cały czas byłam maltretowana; bita, kopana wyzywana najgorszymi epitetami. Mam 15 miesięczne dziecko, które nie zasłuzyło na takie życie. Awantury nasiliły się gdy wyprowadzilismy się do nowowybudowanego domu. Tam się czuł bezkarny. Nic go nie powstrzymało. W końcu odważyłam się zgłosić to na policję i przyjechali. wiedziałam że to już koniec.

Autor: Izka  04.10.2004 zgłoś

Do Chrisa! Przeczytałam Twoją odpowiedź i przeczytałam co napisało Maleństwo. Z tego co pisze Maleństwo to Oni nie maja dziecka a już takie problemy. Więc pomyślałam sobie, że jeżeli jeszcze w tym wszystkim pojawia się dziecko to...Chyba najważniejsza w życiu jest chęć zrozumienia się wzajemnie! Troche Cię napadłam ale niestety coraz częściej obserwuję że ludzie - może nawet męższczyźni w przewadze, są egoistami i nie chce się im rozmawiać, gadać, tłumaczyć to my kobiety musimy szukać "sposobów" na wspólne życie małżeńskie!Wystarczy że przejżysz sobie męska prasę nigdzie nie znajdziesz porad jak radzić sobie w życiu uczuciowym, małżeńskim.Najwyżej szybkie samochody, polityka, męski świat i rozebrane dziewczyny, które zainspirują potencjalnego czytelnika "co do cholery robi przy moim boku ta matka polka! z nadwagą". .....Ale może u Ciebie było inaczej! Nie wie i przepraszam z moje może zbyt ostre słowa! Z resztą moje sposoby na życie też się nie sprawdziły! Pozdrawim!

Autor: Chris  05.10.2004 zgłoś

Dzieki za wyważoną odpowiedź. Zwróć uwagę tylko, ze ci męscy egoisci nie rosną na polu. Wychowuja ich takie nadopiekuńcze matki jak moja była żona, która nic nie widzi w zyciu po za swoim dzieckiem i to co wyniesie z domu to że świat ma sie krecic wokół niego na kazde zawołanie... A inspiracje ciągna m.n. z baskiej prasy dla dzieciatych - która mnoży w nieskończoność potrzeby dziecka (konsumpcja i reklamy!) Chciałabyś takiego? Pozdrawiam - w odnajdywaniu własnej drogi

Autor: Chris  05.10.2004 zgłoś

A wracając do rozstań... to straszne smutne jest to że w wieloletnim związku, mimo tylu dobrych chwil spędzonych razem, przychodzi z czasem taki etap gdy denerwuje każdyt gest drugiej strony w każdym ruchu wyczuwa się (słusznie lub nie) złośliwośc i ironie. Przekonanie że wyrzutami i wpędzaniem w poczucie winy, złością da się wyezekwować, przeforsować swoje. Podświadomość przypomina o wszystkich najdrobniejszych zranieniach i gdy jest się na odległość ma się dobre plany i chęci ale pare słów w obecności partnera i wchodzimy w codzienna spirale złości i rywalizacji. Jeżeli OBIE strony nie chcą nad tym zapanować, uświadamiać to sobie i wbrew sobie zastępować dobrymi chwilami (to koniec jest nieunikniony. Przypomnicie sobie scenę z wersalką w >American Beauty< w życiu to się nam zdarzyło nie raz... Cóż jestem w nowym związku, z bulem i z radością , znowu z ochotą wracam do domu z powrotem wypracowuję utracona czułośc i dobroć...

Autor: Izka  05.10.2004 zgłoś

Chris tylko jak długo to potrwa?

Autor: Natalia  07.10.2004 zgłoś

Nie wiem od czego zacząć.Jestem zrozpaczona...Nie mam ochoty na dalsze życie.Czuję się bezsilna.Zrozumiałam, że nie jestem nikomu potrzebna.Nie potrafię zapomnieć o człowieku, którego tak bardzo kocham.Zostawił mnie, bo jak on to stwierdził:nie chciał mnie dalej krzywdzić.Zachowywał się czasami wobec mnie nie fair (nie bił mnie,nie groził mi!), ale ja potrafiłam zapomnieć, przebaczyć.Teraz kiedy go nie mam czuję się fatalnie.Życie bez niego jest dla mnie udręką i wytrwam już w tej rozpaczy zbyt długo...Boję się, że sobie nie poradzę z moim bólem.Nikt nie może mi pomóc, bo to jest wyłącznie moje cierpienie.Ale szukam rady... Jak mam go odzyskać?! POMOCY

Autor: Kaśka  08.10.2004 zgłoś

Natalia! zastanów się czy warto go odzyskać? Jeżeli Cię nie bił, nie groził to co sprawiło że odszedł? nic na ten temat nie piszesz. Nie bardzo można Ci radzić , nie mając wiedzy w tym temacie. Pamiętaj, że nie tylko fizyczne znęcanie się jest przyczyną odejścia partnera, może to być również znęcanie się nad partnerem psychiczne. Czy warto cierpieć we dwoje, a może to było dla Ciebie ważne aby tylko był? Może nie możesz być sama? Napisz więcej...

Autor: d  10.10.2004 zgłoś

jestem pol roku po rozwodzie, a rok po rozstaniu. Bardzo to przezylam, balam sie jak dam sobie rade, mam dziecko. Bylismy normalnym malzenstwem z normalnymi problemami i nagle... On powiedzial, ze mnie nie kocha, ze przemyslal wszystko i chce rozwodu. Postawiona wobec takiego argumentu pokazalam mu drzwi. o milosc sie nie prosi. Kiedy wyszedl mialam wrazenie, ze swiat sie zawalil, ale sie nie zawalil, stalam sie silna i pewna siebie, nie od razu, troche to trwalo. Byly momenty, ze myslalam, ze nie dam rady. dalam. dzis nadal jestem sama, ale to moj wybor, czy jestem szczesliwa? Na pewno nie jestem nieszczesliwa. A moj byly maz od miesiaca nachodzi mnie dzien w dzien i chce wrocic, ale nie ma juz do czego. zniszczyl wszystko.

Autor: d  10.10.2004 zgłoś

Po chwili sie uczysz subtelnych roznic między trzymaniem kogos za reke a uwięzieniem czyjeje duszy i uczysz sie ze milosc to nie to samo co szukanie oparcia a czyjes towarzystwo nie zawsze oznacza bezpieczenstwo zaczynasz sie uczyc ze pocalunki to nie sa umowy a prezenty to nie obietnice i zaczynasz przyjmowac swoje porazki z glowa podniesiona do gory i spojrzeniem wybiegajacym w dal z wdziekiem kobiety a nie ze smutkiem dziecka i uczysz sie budowac wszystkie swoje drogi na tym co jest dzis poniewaz grunt wczoraj jest zbyt niepewny na to by snuc plany a przyszlosc miewa zwyczaj spadac w dol w srodku lotu po chwili sie uczysz ze nawet promienie slonca moga sparzyc jesli padaja zbyt czesto zakladasz wiec wlasny ogrod i zdobisz wlasna dusze zamiast czekac na kogos kto przyniesie Ci kwiaty Uczysz sie, ze naprawde mozesz przetrwac, naprawde jestes silna i naprawde mozez siebie cenic i uczysz sie i uczysz sie z kazdym pozegnaniem sie uczysz "po chwili" V.S.

Autor: A  13.10.2004 zgłoś

MIALAM 18 LAT GDY SIE ZAKOCHALAM SZCZENIACKA MILOSC PONAD WSZYSTKO LICZYL SIE TYLKO ON POKLÓCILAM SIE Z RODZICAMI I ZAMIESZKALAM Z NIM. PIL ALE JA SIE TYM NIEPRZEJMOWALAM MYSLALAM ZE SIE ZMIENI BYLAM W CIAZY NIEZMIENILO SIE RAZ WYCIAGALAM GO Z POCIAGU PIJANEGO DO NIEPRZYTOMNOSCI WSTYD I LZY W DOMU MYSLALAM ZE SIE POBIEZEMY ON DOSTAL KONTRAKT NA ROK DO NIEMIEC POWIEDZIAL ZE ZROBIMY TO POTEM W TYM CZASIE URODZILAM PRZYJEZDZAL CO MIESIAC JA CO DRUGI DZIEN WYSYLALAM LIST BYLO DOBRZE JAK PRZYJEZDZAL NIE PIL GDY WRUCIL NA STALE ZACZELO SIE PICIE POTRAFIL NIETRZEZWIEC CALYMI DNIAMI ZMIENILISMY MIESZKANIE ALE TAM TEZ ZNALAZL KUMPLI GDY MALY MIAL DWA LATA PIERWSZY RAZ MNIE UDEZYL POTEM BYLY NASTEPNE WEZWALAM POLICJE RAZ DRUGI ZROBILAM OBDUKCJE I UCIEKLAM Z DOMU MALY ZOSTAL Z OJCEM I JEGO MATKA WROCILAM CHCIALAM TO ZAKONCZYC I WTEDY ZOBACZYLAM ZE TO NIE TAKIE PROSTE OKAZALO SIE ZE NA ZINE SIE NIENADAJE JEGO SIOSTRY I MATKA ZMIESZALY MNIE Z BLOTEM BO ROZBIJAM RODZINE WROCILAM I TO BYL BLAD TERAZ NIEBIL ALE PIL NADAL I WYZYWAL ZNOWU ODESZLAM I ZNOWU WROCILAM TERAZ POZNALAM KOGOS JEST CODOWNIE JEST JEDNO ALE SYN JEST Z OJCEM NIEPOZWOLIL MI ZABRAC GO ZAGRANICE JEGO RODZINA MIESZA MNIE Z BLOTEM SLYSZE TO JAK DZWONIE DO SYNA NO I JAK ONI MOWIA WSZYSCY UWAZAJA ZE TO MOJA WINA 8LAT BEZ SLUBU NAWET JUZ BYL PRAWIE ZALATWIONY TYLKO ZE CIEZKO MU BYLO PUJS DO KOSCIOLA PO PAPIERY CHCIAL MI DAC DOWOD OSOBISTY ZEBYM JE ODEBRALAJAKA JA BYLAM GLUPIA TYLE LAT ZMARNOWALAM PROBUJAC RATOWAC WSZYSTKO A NA ODCHODNE SIE DOWIEDZIALAM ZE ON MNIE KOCHA I CHCE SIE ZENIC BO TAK WYPADA DZIECKO IDZIE DO KOMUNI ALE TYLKO DLATEGO NADAL SIE NA ZONE NIENADAJE TERAZ MAM SPOKUJ I RADOSC SAMA SIEBIE NIEPOZNAJE ALE MOJE DZIECKO JEST DALEKO I STRASZNIE TENSKNIE A TATUS TERAZ SIE ZROBIL STRASZNIE TROSKLIWY I CHOCIAZ WIE ZE TU MALY MIAL BY LEPIEJ TO NIECHCE MI GO ODDAC,,NIEZABIEZESZ MI WSZYSTKIEGO WYSTARCZY ZE TY ODESZLAS,, JAK JA STRASZNIE TENSKNIE MOJ BYLY JEST W SZPITALU OSTRE ZAPALENIE TRZUSTKI A MOJA KRUSZYNKA Z BABCIA I Z ,,ZYCZLIWYMI,, CIOCIAMI KTORE MAJA PRETENSJE ZE CZESTO DZWONIEA JA TAK STRASZNIE TESKNIE

Autor: anka  14.10.2004 zgłoś

dziewczyny jeśli macie wątpliwości co do waszego związku i choć raz, ale naprawdę poważnie pomyślałyście o rozwodzie to trzymajcie tak dalej. Ja jestem w związku baaaardzo długo bo kochałam i kocham nadal. Co z tego dziś naprawdę żałuję, że nie rozwiodłam się. Jestem tego pewna, że byłabym dziś zupełnie inną osobą. To jest po prostru uzależnienie od faceta. Jeśli się naprawdę zawiedziesz nie łudź się, że On się zmieni, będzie coraz gorzej!!! ja tego doświadczam. Im dłużej trwa nasz związek (minęło 30 lat!) On czuje się coraz pewniej, nie szanuje mnie - nie chodzi o zdradę, jedyne co kocha dziś to alkohol ,a wie że ja będę z nim i teraz rozwód to już bez sensu. Naprawdę żałuję, że jak pierwszy raz pomyślałam i powiedziałam o rozwodzie z powodu jego nieodpowiedzialności nie dotrzymałam słowa. trzymajcie się i jeśli facet nie jest lojalny nie dba o Was zostawcie póki jesteście młode. Kobieta niezależna dużo więcej może niż ta uzależniona od faceta. Ja już jestem za stara ale bardzo żałuję, że jestem mężatką a nie niezależną samodzielną kobietą. Dziewczyny bądźcie dzielne pozdrowionka.

Autor: donia  30.10.2004 zgłoś

Autor: gosia  31.10.2004 zgłoś

wszystko co przeczytałamjest bardzo smutne,ale szukałam pocieszenia.Dziś jestem po kolejnej rozmowie z mężem rozwodzimy się bez orzekania o winie.Mamy dwoje dzieci raz mieszkają ze mną raz znim, córka ukończyła 14 lat więc ma prawo decydowania o sobie.Mieszkała ze mną ale chce teraz z ojcem i jego kochanką .To bardzo boli.dziś jest we mnie dużo bólu i goryczy, nie wiem jak dam sobie radę,idą święta ,radosny a jakże smutny czas.

Autor: kasiamoje  31.10.2004 zgłoś

moje malzenstwo trwalo tylko ale tylko dwa miesiace slub byl zaplanowany dwa miesiace przed slubem zaszlam w ciaze takze kiedy wyprowadzilam sie od meza i jego matki bylam w czwartym miesiacu ciazy maz nie interesowal sie mna przez te dwa tygodnie nastepnie spotkal sie ze mna i oznajmil ze mnie nie kocha co myslec o facecie ktory mowi takie rzeczy kobiecie w ciazy wlasnej zonie noszacej jego krew co myslec o mezu ktory nie zapewnia zonie nilosci bezpieczenstwa spokoju mysli tylko o sobie o wlasnej wygodzie nie patrzac na nic jak mozna nazwac mezczyzne ktory krzywdzi kobiete w ciazy udaje jakby nic takiego sie nie stalo zaklada zonie w siodmym miesiacu sprawe o separacje mysli ze zakladajac sprawe cos wygra cos zatuszuje uda niewiniatko co to za maz czlowiek ktory jest dorosly nadal slucha wylacznie rad mamusi wybiera mamusi majatek ponad wszystko nie interesuje sie kobieta zona w ciazy zyje jak wolny ptak nie bede opisywac co przezylam w jego domu i jego matki dobrze ze jestem zdrowa i mam zdrowe dziecko gdybym dluzej tam mieszkala co by stalo sie niewiem bylam wykonczona psychicznie po urodzeniu nie dazy nas wsparciem robi swoje wszystko dla wlasnych potrzeb

Autor: kasia moje  31.10.2004 zgłoś

trwaja sprawy sadowe na jednej z nich powiedzial ze nie kochal mnie juz przed slubem to byl kolejny cios mam malutka coreczke potrzebuje teraz z nia milosci a tu tyle wiecznych przykrosci od niego nie jestem tylko pewna czy to on naprawde taki jest czy moze jego matka macza w tym palce czce aby zapomnial o nas nie wiem

Autor: Sophie  17.11.2004 zgłoś

Podziwiam Was wszystkie kobitki. Przeczytałam prawie wszystkie komentarze i nie wierze, ze tak duzo kobiet ma na "to" odwagę.Zajrzałam tu bo sie zastanawiam...Po slubie jestesmy 2 lata, a znamy sie nascie.Nie mamy dzieci.Ale od dluzszego czasu to nie jest milosc, tylko przyzwyczajenie.Jestem samotna w nieznosnym malzenstwie. Nie mam odwagi tego zakonczyc, chociaz wiem ze nie chcę ...,inaczej, nie wyobrazam sobie bycia z tym obcym człowiekiem, a co dopiero wychowywac z nim dzieci.Zastanawiam sie jak by to bylo, gdybysmy mieli dzielic to co mamy. Nasze mieszkanie to moje cacko, moj azyl, ale nie wyobrazam sobie zostac tu po rozwodzie...samochod...tyle wspomnien...jak dlugo bede sie zastanawic.Jak Wy to zrobiłyscie...?Odwazne z Was baby!

Autor: Zajebiście odważne  19.11.2004 zgłoś

Ja sie ożeniłem w cudownych okolicznościach... mamy oboje około 22 lat, małżeństwo bez przymusu oczywiście, sami chcieliśmy... i co? i zawsze jest MAŁO!!! to że piecze ciasta, mało, to że sprzątam, mało, pracuje na komputerze, ona twierdzi ze sie bawie, wszystko zwala na to że nie potrafie zmywać, dosłownie wszystko, obiecała mi że schudnie, powiedziałam, że nie zależy mi już na tym, bo ją kocham, to się ubiera jak parówa, zero zainteresowania ze nie mam czasu zjeść, ze jestem glodny.. koty dostają jeść przedemną... podkreślam że ja częściej obie jedzenie od niej. co z tego ze studiuje, przeciez wiedziala ze tak bedzie? ze trzeba sie poświęcać? ja nawet chleb robie w domu tak lubie gotować!!! ale ja nie zmywam!!! ona musi potem to zmywać? biedna kobieta! mam to juz w dupie i to był błąd... nigdy nie wiecie co chcecie właściwie... i ten sex, wymuszony na maxa.... jakie to zalosne... ja zawsze mam ochote, ja musze sie zająć.... worek z ziemniakami... sex raz na 3 tygodnie w tym wieku? ja pier.... bede probowal sie chyba rozwiesc, nie potrafie zyć stadnie... a myślałem że wytrzymam... dobranoc nienasycone!

Autor: anka  24.11.2004 zgłoś

do SOPHIE: nie zastanawiaj się bo to nie ma sensu. Zostaw drania napewno ułożysz sobie życie. Zrób to póki jesteś młoda i bez zobowiązań(dzieci). Dziś kobiety niezależne są górą i tylko o tym pamiętaj. Przychodzi czas gdy dzieci dorosną, usamodzielnią się i wtedy nie możesz już zostawić drania a on zrobi wtedy z Tobą to co zechce. Musisz być "górą" zostaw drania, zajmnij się sobą a napewno znajdziesz swoje "szczęście". Wiem dużo o takich sytuacjach. Ostatnio byłam na zjeździe (30-to lecie dyplomu) te "dziewczyny", które są dziś "same" wyglądają jak gwiazdy i naprawdę te 50-siątki czują się szczęśliwe, że zdecydowały się na rozwód i to mimo dzieci. Odwagi, pozdrawiam i życzę powodzenia na samodzielnej drodze życia. Trzymaj się! Ja naprawdę żałuję i dziś bardzo cierpię ale to tylko moja wina. Dziewczyno trzymaj się jesteś młoda i to twoja zaleta.

Autor: Aga  26.11.2004 zgłoś

Jestem 5lat po ślubie, mam 2 letnią córeczkę, o która walczylismy ponad rok. Lekarze nie dawali mi szansy, a jednak udało się. Bylismy najszczęśliwsi na swiecie kiedy sie urodziła.Było cudownie. Od dwóch miesięcy jesteśmy same. Wyprowadził sie pewnej niedzieli.Powiedział, że musi odpocząć..Dwa tygodnie temu oświadczył mi, że mnie juz nie kocha i nie wróci.Zabolało jak diabli. Wpadłam w histerię.Nie spałam, nie jadłam, nie zajmowałam sie dzieckiem. Wyłam jak pies.Teraz tez wyję, chociaz od dawna wiedziałam, że ten związek jest bez przyszłości i to tylko kwestia czasu.Boje się. Nie wiem co bedzie, nie wiem jak mam dalej żyć. Wiem, że ja sama juz od dawna nie kocham meza, ale miałam nadzieję, że jakos to sie poukłada, ze moze zabija nas rutyna, przytłaczają codzienne obowiązki, wychowanie dziecka, że z czasem bedzie lepiej. Nie potrafie sobie z tym poradzić. Tyle emocji, watpliwości, żalu. Jak to ogarnąć? Do tego sama siebie teraz nie poznaję. Stałam sie agresywna, złośliwa, z premedytacja ranie go przy kazdej okazji, nie pozwalam widywac sie z dzieckiem. Czuję sie jak w obcej skórze. Co sie ze mną dzieje??? Czy ja wariuję???

Autor: anka  26.11.2004 zgłoś

Do AGA:nie daj sie.Jesteś napewno jeszcze bardzo młoda masz córeczkę i tylko ONA jest Twoja kochaj i myśl tylko o niej. Jeśli zawiodłaś się choć raz na facecie to zostaw go, pamiętaj, że nie będzie już nigdy tak jak wcześniej. ja uwierzyłam,wybaczyłam i to było wstępem do mojej porażki.Dziś jestem naprawdę na straconej pozycji. Jeśli masz rodziców lub bliższą rodzinę napewno Tobie pomogą jeśli nie, może ja mogę Ciebie wesprzeć, ale jestem z pomorskiego. Chętnie z Tobą pogadam bo chociaż moje życie nie udało się to wiem gdzie popełniłam błędy i gdybym tylko mogła to przestrzegłabym przed nimi.Jeśli jesteś tym zainteresowana daj znać.

Autor: Aga  27.11.2004 zgłoś

Aniu dzięki. Tyle ludzi próbuje mi pomóc,dzwonią, spotykaja sie ze mną, udzielaja mi rad i wskazówek, bo sami tez sa po przejściach a ja ciągle mam wrazenie, że tuptam w miejscu. Sa dni, że zdaje sobie sprawę z tego, że to naturalny koniec czegoś czego juz właściwie nie było. I wtedy czuje sie silna i wierzę, że bedzie dobrze. Są jednak i takie kiedy leżę na samym dnie strachu, rozpaczy,bezsilności. Tych dni boje sie jak cholera, bo wystarczyoby żeby kiwnął wtedy palcem a ja przyjme go bez jednego słowa. Moja córka(tez Ania!!)strasznie tęskni a ja patrząc na to sie z nia dzieje juz naprawde nie wiem co jest lepsze. Być z kims dla dziecka, bo przeciez mama i tata to podstawa czy myslec o sobie? Nie wiem, nic juz nie wiem. Facet nie dźwignął odpowiedzialnosci za rodzinę, poddał się, zawsze był słaby.Wystarczyło troche dodatkowych problemów(zarabia mniej ode mnie, ma ciężko chora matkę, która właściwie umiera) i podwinął ogon. Ostanie miesiące przed wyprowadzką były nie do zniesienia. Awantury, krzyki, wyzwiska, nawet wyjscie z dzieckiem na spacer okazało sie byc problemem, bo przeciez BYŁ ZMĘCZONY. Wszyscy i wszystko było przeciwko niemu.No i zdecydował, że musi odpocząć. Biedaczek.A ja? Przechodze teraz jakies przeobrazenie. Jestem potworem. Nie wiem czemu tak sie zachowuje, nie rozumiem siebie ani tego co robię. Robie i mówię takie rzeczy, których żałuję w tej samej chwili.Ale to jest silniejsze ode mnie. Czasami mam ochotę puscic go w skarpetach, tak zeby zanim skrzywdzi kogos nastepnego, narobił ze strachu w spodnie.Innym razem myslę, że to przeciez nie w moim stylu, że bedąc sobą nie zrobiłabym czegos podobnego. Tylko kiedy ja jestem sobą? Czy ja jeszcze kiedys wogóle będe sobą??? Aniu ja tez jestem z pomorskiego.Zostawiam ci moje gg 4173375. Gdybys miała kiedys czas, chetnie pogadam. Dzięki. pa!

Autor: anka  27.11.2004 zgłoś

do AGI. wydaje się,że Twój mąż jest jedynakiem i z tąd takie postępowanie.Myśli tylko o sobie i wszyscy muszą "być dla niego". Jeśli tak jest to trzymaj się swoich słów i puść go w skarpetkach.To jest Twoje życie i Twoja ANIA napewno będzie szczęśliwsza z kochającą mamą niż z rodzicami w konflikcie. Jesteś młoda masz pracę,życie przed Tobą, jeśli będziesz chciała poznasz kogoś kto będzie dla Ciebie wsparciem i być może ojcem dla Twojego dziecka no i może swojego też.Ja dziś bardzo żałuję mojego życia. Mąż robi co chce a ja niestety nie mam już na to wpływu bo on wie, że zawsze ma gdzie wrócić,a i tak zawsze zrobi to co zechce. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.

Autor: Aga  15.12.2004 zgłoś

Dziewczyny to znowu ja. Chce Wam wszystkim powiedzieć, że czas naprawde czyni cuda. Już ponad 3 miesiace jestem sama z dzieckiem. Była rozpacz, łzy, totalny dół, wiele rozmów(które przewaznie konczyły sie awanturą), myśli o powrocie i łataniu tego co tak naprawde juz na amen sie rozerwało, była również nienawiść, słowa, które ranią tak, ze nie wiadomo jak sie po nich podnieść, świnstwa i czyny, których naprawde się wstydzę(on pewnie też). Teraz jest spokój...cisza, takie ukojenie bólu jak po silnych srodkach przeciwbólowych. Znacie to uczucie?? Wymeczone bólem duszy ciało. Podeptane, oplute, ale powoli sie odradza. Pozew wysłany, rachunek sumienia zrobiony, potrzebne tylko przypieczętowanie końca tego jakby nie było dramatu. Będzie dobrze, bo gorzej juz było. I wiecie co? Fryzjer, kosmetyczka, aerobik, dobre winko, świece, pogaduchy z przyjaciółką, spotkania ze znajomymi, śmiech mojego dziecka to tylko kilka powodów dla których warto żyć. naprawde warto!!! Warto jak cholera!!!Dziewczyny!! Nie żyjemy dla naszego pana męża. Żyjemy dla siebie. Tylko dlaczego tak późno to zrozumiałam? Jestem młoda, ładna, mądra, mam tak wiele do zaoferowania! Dokładnie tak jak wy!! Trzymajcie się i nie dajcie się. Wygrzebywanie się z dna kiedys się skończy a wtedy zobaczycie siebie w zupełnie innym swietle. Całuję Was i pozdrawiam. Pa!!

Autor: anka  18.12.2004 zgłoś

Do Agi. Gratuluję, tak trzymaj i nie daj się. Najważniejsze, że znasz swoją wartość. Pozdrawiam i życzę powodzenia a napewno Ci się uda.

Autor: Kasia  14.01.2005 zgłoś

Mam wielką prośbe, chciałabym dostać jakieś namiary na odwokata-żyletę najlepiej kobietę, oczywiście nie bardzo drogą. Wg mojego męża nic nie jest moje, wszystko jemu zawdzięczam. A to się jeszcze okaże, bo niespodziewanie mam przypływ gotówki, którą całą moge wydać na rozwód.

Autor: dell  24.01.2005 zgłoś

Może gdyby Fryzjer, kosmetyczka, aerobik, dobre winko, świece były wcześniej to by nie było całego problemu z rozwodzeniem się

Autor: asia  25.01.2005 zgłoś

ROZSTANIE-HM-NO TRUDNE-PRZYZNAJE-A SZCZEGOLNIE JAK SIE POJAWIA TA DRUGA-WTEDY MYSLISZ SOBIE W CZYM JA JESTEM GORSZA?MOZE MOGLAM SIE INACZEJ ZACHOWYWAC?WIDZISZ ICH W LOZKU JAK SIE KOCHAJA,WOGOLE WSZYSTKO-KOSZMAR-GOSCIU JEST DLA CIEBIE JAK MACHO-ROBI CO CHCE-KOLEDZY-ITP-A TY MIMO TO PO POL ROKU O NIM MYSLISZ.I NAJLEPSZE JEST TO ZE NIE PAMIETA SIE ZLYCH CHWIL KTORE BYLY KOSZMARNE-TYLKO TE DOBRE--TO WLASNIE MOJA HISTORIA-JESTEM JUZ Z GOSCIEM POL ROKU(NOWYM)ALE I TAK CZASEM MYSLE O BYLYM-I NIGDY JUZ NIKOGO TAK NIE POKOCHAM JAK JEGO-POMIMO ZE BYL DRANIEM-JA SAMA TEGO NIE ROZUMIEM-NO I SEKS BYL LEPSZY-OBECNY CHLOPAK JEST KOCHANY I DOBRY-ALE TO JEST JUZ INNA MILOSC-POUKLADANA-DOJRZALASZA,NIE TAKA DZIKA,POPROSTU INNAAAA-NO ALE COZ CZAS ULOZYC SOBIE ZYCIE-A NIE MYSLEC CIAGLE O ZABAWIE BO PRZECIEZ CALE ZYCIE PRZYSZLE NIE BEDZIE TYLKO NA TYM POLEGAC BO BEDA TEZ OBOWIAZKI A WTEDY FACET ROZRYWKOWY,DUSZA TOWARZYSTWA ITP- SIE NIE SPRAWDZI I BEDA SAME KLOTNIE-CZY KTOS PRZEZYL TO CO JA???????????/

Autor: Aga  27.01.2005 zgłoś

Do dell. Hmm.A moze czasmi nie warto pisać czegos nad czym sie wcześniej nie zastanowiło i o czym tak mało się wie? Mimo wszystko pozdrawiam i nie bedę komentować tej wypowiedzi.

Autor: Marta  15.02.2005 zgłoś

Ja teraz stoję przed decyzją o rozstaniu ,najprawdopodobniej złożę wniosek o separację .Bardzo się tego boje ,jestem słaba psychicznie ,mój mąż jest alkoholikiem ,już raz od niego odeszłam ,ale po wielu prośbach wróciłam ,miało być inaczej a wcale nie jest ,on dalej pije ,zmienil tylko swoje zachowanie ,wywalili go znowu z pracy .Żal mi go bardzo jako człowieka ,bo wiem że sam zginie ,zapije się ,to bardzo boli.Jesteśmy 11 lat po ślubie ,mamy dwoje dzieci w wiek 10 i 8 lat .Wiem że sama sobie poradzę ,mam rodziców którzy napewno pomogą mi ,najgorsze jest to że to ja muszę się wyprowadzić i zostawić wszystko .Nie wiem czy przezyję rozprawe ,bardzo sie boje ,ale coraz bardziej jestem przekonana o słuszności swojej decyzji .

Autor: Sylwia  16.02.2005 zgłoś

Marto Zrób to szybko.Jak najszybciej.Nie okaleczajpsychicznie swoich dzieci.ON SIE NIGDY NIE ZMIENI11111111 Jutro mam sprawę rozwodową.Biorę rozwód z nim i jego nałogiem alkoholowym.Żałuję tylko ,że nie zrobiłam tego 15 lat temu .zaraz gdy zaczął pić.On się nie zmienił i musiało dojść do tego,że podpalił dom w pijackim widzie abym wreszcie przejrzała na oczy.

Autor: matylda  18.02.2005 zgłoś

Ja chciałabym rozstać sie ze swoim mężem. Jesteśmy 6 lat po ślubie, mamy prawie 6 letnia córkę. Myślę,że on mnie kocha, ale nie wiem ...Wydaje mi sie ,że nie kocha naszej córki, bo jak wytłumaczyć to ,że ona jak go widzi to mówi:"idz stad", a jego reakcja na to :"wstretne dziecko, nic Ci juz nie kupię" Oto cały kontakt jego z dzieckiem.Przy dziecku nigdy nic nie robił, nie wstawał w nocy, nie zmieniał pieluch, nigdy nie wykapał, nie czytał książek na dobranoc. Zresztą trudno żeby troszczył się o kogoś skoro sam nigdy nie zrobił sobie kolacji, nie pomagał mi w pracach domowych-kompletnie nic. Najbardziej boli mnie to,że zachowuje sie jak małe dziecko. Zawsze chciałam by był troskliwym tatą, on nigdy nie miał czasu, prosiłam by porozmawiał z córką czase, o przedszkolu, o wszystkim, ale on wolał iść spać.Zachowuje się jak małe dziecko, obraża sie na córkę, gdy ta nie chce go przytulić, a ja mówię zawsze do niej tatus cię kocha idz przytul go i przeproś. Na spacer z dzieckiem nie chodzi, chyba ,że po moich długich namowach, do lekarza nie chodzi z dzieckiem, nawet nie wie że jest chore i jakie bierze leki. Gdyby miał powiedzieć jak się nazywaja jej koleżanki i koledzy z przedszkola to nie wiedziałby. W domu nie robi nic, gdy przychodzi zawsze czeka na niego obiad, zakupy zrobione , sprzatanie, dziecko, praca zawodowa -jakoś to godzę . On tylko je, potem rzuca skarpety na podłoge i ogląda telewizhję, bo jest zmęczony. W nocy oczekuje seksu i ma go chodz czasem mówi,że nie ma we mnie juz tego żaru co kiedyś- jak ma być skoro on nawet nie wykąpie się... Rozmowy z nim nic nie dają ,gdy mówię o swoich oczekiwaniach, gdy próbuję rozmawiać czuję się jak matka prawiaca kazanie synkowi, on tylko mówi:wyjdz stąd i daj mi spokój. Nie mam już na to wszystko siły i nie mam siły opisywać jak się do mnie zwraca i jak mnie traktuje, ani tego że dziecko ma ojca, ale właściwie to ja jestem matką i ojcem w jednym...Jak tworzyć rodzinę z kimś takim?

Autor: Aga  18.02.2005 zgłoś

Matyldo. Pamietaj, ze to Twoje zycie, raz darowane. Nie marnuj go z kims kto nie jest wart Ciebie, Twojej miłosci, poswięcenia i troski.Naprawdę nie warto.Wiem jak trudno jest podjąć decyzję o rozstaniu, wiem jakie to emocje, rozterki, watpliwosci.To jest naprawde ogromne wyzwanie i wielkie ryzyko, ale warto je podjąć.Gdzieś(moze za rogiem)czeka ktoś kto jest Ciebie wart, dla którego Ty i Twoje potzreby będą ważne, kto Cie doceni i pokocha tak, że świat zawiruje.Trzeba w to wierzyć. Rozstałam sie z mężem kilka miesiecy temu,jestem w trakcie rozwodu.Na poczatku był dół, straszny, bez dna, taka prawdziwa czarna rozpacz i chociaz sama tego chciałam, czułam sie winna rozbicia rodziny, wyrwania dziecku taty i zdemolowania sobioe zycia. Był nawet moment, ze przestawałam pamietac co mnie do tego pchnęło, zaczęłam idealizować swojego męża.Mówiłam"hmm, moze nie był wcale taki zły, przesadzam, no moze czasami było mi z nim xle, ale były tez piekne chwile itd";Zapominałam o tym jak mnie traktował, jak zaniedbywał dziecko, jak cały w pretensjach powtarzał, że zycie jest nudne a małe dziecko męczące.Ale jednak wytrwałam.Do dzisiaj nie wiem jakim cudem, ale wytrwałam!! Jest mi teraz naprawde dobrze.Jest spokój, cisza, trochę mniej pieniędzy, ale więcej radości, takiej prawdziwej.Potrafie sie cieszyc każdym dniem, każda chwilą i nie muszę juz poświecac siebie dla kogoś kto nie potrafił docenic nawet kawałka tego poswięcenia, kto nie miał w sobie radości i zarazał swoimi humorami innych. Bądź silna.Walcz o swoje szczęście, nie pozwól, żeby Twoje zycie było podporzadkowane komukolwiek.Ty jestes wazna i Twoje potrzeby. Bądź szczęśliwa i nie pozwól wyrwac sobie tego szczęścia.Życie naprawdę jest piękne.Ja juz to wiem.

Autor: ZAŁAMANA 29  15.04.2005 zgłoś

JESTEM 7 LAT PO ŚLUBIE, 4 LATA TEMU WRESZCIE DOTARŁO DO MNIE ZE MÓJ K O C H A N Y JEST ALKOHOLIKIEM I OD TEGO MOMENTU PRÓBUJE NAMÓWIC GO DO PODJECIE LECZENIA. BYŁ 3 RAZY W SZPITALU DLA UZALEŻNIONYCH, WIELE RAZY OBIECYWAŁ ŻE JÓŻ KONIEC I WCIĄŻ WRACA DO PICIA. KILKA MIESIECY TEMU PO AWANTURZE UCIEKŁAM Z DZIECKIEM DO RODZICÓW I TAM JUŻ ZOSTAŁAM . NIESTETY RAZEM PRACUJEMY I DLATEGO JEST MI TAK CIĘŻKO PODJAC DECYZE O ROZWODZIE. ZROBIŁ SOBIE WSZYWKE I W TEN SPOSÓB PRÓBUJE PRZEKONAC MNIE ZE COS ROBI ZE SWOIM NAŁOGIEM. NAJGORSZA JEST W TYM WSZYSTKIM TEŚCIOWA ,KTÓRA MNIE OBCIĄŻA WINA ZA WSZYSTKO, A MOŻE ZA TO ZE WYNIOSŁAM SPRAWE ALKOHOLIZMU W JEJ RODZINIE NA JAW ZAMIAST MILCZEC I POLEWAC MEŻOWI W DOMU. WIEM ŻE POWINNAM MYŚLEĆ TERAZ TYLKO O DZIECKU I DLATEGO NIE WRÓCE DO NIEGO ALE NIE WIEM CO ROBIĆ DALEJ. BOJE SIE ŻE MOJA TEŚCIOWA BĘDZIE BUNTOWAŁA DZIECKO/ BO JUŻ TO POWOLI ROBI/ GDY WNIOSŁ SPRAWĘ O ROZWÓD. A CO JEŚLI MĄŻ NIE ZGODZI SIE NA ROZWÓD?

Autor: AGA  17.04.2005 zgłoś

Nie moze sie nie zgodzić, ale moze skutecznie przedłuzać. jezeli na rozprawie pojednawczej powie, ze kocha, chce miec rodzine, bedzie sie starał to sad moze zadecydowac o separacji. Wówczas wszystko sie wydłuza.

Autor: mała  06.05.2005 zgłoś

ciężko jest się zdecydować na roztanie.sama nie wiem czy dobrze robię ale dziś chcę się zoetać z osobą która mnie niszczy i nie docenia !! po przeczytaniu niktórych wypowiedzi uważam ze nie warto sie meczyc!! mam nadzieje ze jescze bede szczęśkiwa i ze pokocha mnie ktoś kto bedzie zasługiwał na moją miłość i bedze mnie sznował!! pozdrawiam wszystkie bolące serduszka i nich wszczyscy trzymają za mmnie kciuki żebym dała sobie radę i była śilna!!!!

Autor: aga  12.05.2005 zgłoś

to o czym wy wszyscy piszecie to święta prawda

Autor: Asia  13.05.2005 zgłoś

Jestem mężatką od 6 lat, mąż nie chciał na razie mieć dzieci. Od 2 lat borykam się z kłótniami, lekceważeniem, pretensjami, odtrąceniem na rzecz pracy, co zaowocowało moją decyzją o rozwodzie. Dziś właśnie napisałam pozew. Nie było to łatwe, a czuję że najtrudniejsze dopiero przede mną. Już wiele złego usłyszałam i były chwile kiedy czułam się naprawdę beznadziejna. Nie wiem czy po rozwodzie bedzie mi lepiej, ale może w końcu nie będę niczemu winna. W tych trudnych chwilach życzę odwagi sobie i innym. Miałam marzenia o szczęśliwej rodzinie, rozwód to druga szansa, może jeszcze się spełnią.

Autor: Ma  16.05.2005 zgłoś

Do Asi Mój mąż też był ciągle ZAPRACOWANY!Też dowartościowywał się moim kosztem i też nie chciał mieć dzieci.A za tym wszystkim kryły się zdrady podłość i dzieci spłodzone innej kobiecie-mężatce.Ja dowiedziałam się o tm za póżno aby zdążyć się rozwieść.Jestem za stara aby mieć teraz dzieci.Bardzo żałuję,że nie dowiedziałam się o tym te kilkanaście lat temu.Ty masz szansę ! Zazdroszczę Ci.

Autor: Sylwia  19.05.2005 zgłoś

Jestem jeszcze młoda, ale swoje przeszłam, od dziecka jestem na drugim planie, matka uważa tylko synka, ojciec nałogowy alkoholik, awantury, bijatyki, policja w domu, potem związek w którym tkwiłam prawie 9 lat, to było chore, ale to była moja pierwsza miłość, więc myślałam, że tak ma być, utrzymywałam go i pomagałam, a on mnie potrafił uderzyć, potrafił urazić, na końcu mnie strasznie oszukał i okradł z dobra naszego wspólnego, za moje pieniądze, znalazł inną i dziękuję bogu, że ją znalazł, później chciał wrócić do mnie, ale ja już powiedziałam nie... teraz jestem w związku zaledwie 9 miesięcy, ale to jest to, rozumiemy się bez słowa, uwierzcie, że nie było łątwo podjąć mi decyzję aby do niego nie wracać, ale poznałam dzięki temu kogoś kogo kocham całym sercem, jeszcze nigdy mi nie ubliżył i nie obraził, życzę tego każdemu

Autor: zuzana  22.05.2005 zgłoś

Nie umiem sobie poradzic z rozstaniem , tym bardziej ze tydzien temu nie widzial po za mna swiata a teraz nagle stwierzdil ze ma dosc mnie ,naszego zwiazku , nie kocha mnie .... Nierozumiem czlowiek z kotorym bylam 6 lat z ktorym wiazalam swoja przyszlosc ,swoje plany okazal sie kims zupelnie innym nieznanym ,glupim facetem .....wiem jestem mloda i wszyscy naokolo powtarzaja ze dam sobie rade ale ja najchetniej to bym przestala istniec jest tak strasznie zle ,tak smutno i szaro a jest przeciez maj ........

Autor: nitka  28.05.2005 zgłoś

Czesc! Mam wielka prosbe. Moze wiecie jak to zrobic by rostac. Nie moge poprostu z nim byc. On mowi ze mnie kocha i zebym ja zostala z nim, bo beze mnie nie moze zyc. Ale ja do niego nic nie czuje. I chcialam mu to powiedziec i tlumczylam ze nie moge. A on dlaej widze ze on nic nie rozumie. Powinnam list napisac? Czy co ja mam zrobic? Pomozcie prosze!! napiszcie na moj email. Czekam! Pozdrowionka

Autor: Basia  06.06.2005 zgłoś

Witam wszystkich zranionych.Tego czego ja boje sie najbardziej to lek przed tym ,ze moja mlodsza corka nie bedzie miala kontaktu z ojcem.On mowi ,ze zerwie wszelkie kontakty .Myslenie to powoduje strach przed rozwodem ,chociaz wiem ,ze bardzo bym chciala roztac sie z mezem. Coz robic? Dorosla juz 19 letnia corka wspiera mie , ale to i tak nie pomaga w decyzji.

Autor: Jadwiga  12.06.2005 zgłoś

cześć.Fajnie,że istnieje taka strona jak ta.Po 16 latach małżeństwa mąż zostawia mnie dla kobiety o 10 lat młodszej z trójką dzieci.Rozbił 2 rodziny.Powiedział mi że mnie nie kocha i inne słowa , bolesne słowa które kobieta nie chciałaby usłyszeć.Mieszkamy u jego rodzićów,którzy bardzo cierpią z tego powodu.Podałam mu rękę,wybaczyłam ale on powiedział ,że nie zostanie.Nie zostawi naszej wspólnej znajomej?tak naszej wspólnej znajomej która przychodziła do nas na kawę/Szuka mieszka pokoju do wynajęcia.Miał tydzień temu wyprowadzić się ale jest jeszcze z nami.Nie wiem jak sie zachować.Cierpię! ale co gorsze dalej go kocham.Czy ktoś był w takiej sytuacji??Czy ktoś umie mi pomóc??.

Autor: jagoda  13.06.2005 zgłoś

Czesc Witam wszystkich w ten sloneczny poranek.Mam 15 lat stazu malzenskiego, 2 dzieci i jestem w trakcie rozwodu po rozprawie pojednawczej teraz czekam na druga.W mezu bylam zakochana po same uszy.Moje malzenstwo od poczatku bylo kleska teraz to widze,szkoda ze wczesniej mialam klapki na oczach.Przez 6 lat siedzialam w domu zalmowalam sie malymi dziecmi,domem,moim mezem tylko nie soba.Za to on robil co chcial,prawie zawsze bylam sama,bo on po pracy jak zjadl obiadek,ktory podala mu zonka,zmienil czyste ubrania i robil sobie wypady wedkarskie z kolegami po latach dowiedzialam sie ze wygladalo to troche inaczej:duzo napojow wyskokowych,zaliczanie po okolicznych barow i dyskotek.jego pasja to inne kobiety , wieczorami czesto wychodzil i wracal nad ranem.ja staralam sie jak moglam zeby wszystko gralo,jego nie obchodzly sprawy domowe, oplaty,zakupy na mojej glowie.Po wyplacie czesc mi dawal ,a reszta dla siebie.Ciagle byly pretensje ze zle gospodaruje ,ze nie potrafie odlozyc,niby z czego jego pensji imojego zasilku? Ale jakos to wszystko znosilam dla dzieci.W 1996 roku wrocilam do pracy,przebywalam wsrod ludzi,ktorz zaczeli mnie doceniac za to co robie,i co najwazniejsze to ja sama uwierzylam w siebie.to wlasnie od tego czasu zaczely sie zgrzyty miedzy nami.Mowil mi ze zrobilam sie pyskata i cwana.Powoli zaczely tez wychodzic jego manewry stare i obecne.Znajomi zaczeli mi mowic pewne rzeczy , ktore zaczely pasowac do mojej ukladanki i tworzyc calosc.nie bede opisywac tych wszystkich jego wybrykow bo teraz to dla mnie to bez znaczenia.W wrzesniu 2004 dowiedzilam sie ze od 2,5 roku spotyka sie z moja NAJLEPSZA przyjaciolka,ktora rozwiodla sie 3 m-ce wczesniej.Jak ja ijej maz bylismy w pracy na jednej zmianie to oni jezdzili po lokalach,jego zufani koledzy pozyczali mu klucze od swoich mieszkan na pare godzin,kupowal jej prezenty,aja musialam sie o wszystko prosic.Przez caly czas niczego sie nie domyslalam.A noa miala taki tupet,ze przychodzila do mnie na kawe bardzo czesto ,ja traktowalam ja jak siostre.oboje sie przyznali.Final tego jest taki ,ze ja w listopadzie wyprowadzilam sie z corka zdomu,syn zostal z nim.Teraz jest tak przekrecony przez tesciowa ze calkowice odsunal sie od mamy.to tak bardzo boli,ze czasem nie chce mi sie juz zyc.mieszkam na wynajetym mieszkaniu jest bardzo ciezko musze sie wszystkiego dorabiac od poczatku.Dlaczego tyle kobiet marnuje sobie swoje mlode lata dla takich padalcow?Zawsze chcemy dobrze a oni i tak maja to gdzies.Wola inaczej spedzac czas niz siedziec w domu z nudna zona.Tacy jak oni sie nie zmieniaja.Wiem cos o tym.Dziewczyny nie czekajcie na cud zrobcie cos ze swoim zyciem bo kiedys moze byc za pozno.Kiedys musi byc ten pierwszy raz!!!.Pozdrowionka dla wszystkich kobietek!!.jeszcze sie odezwe PA.

Autor: kajetan  27.06.2005 zgłoś

Po przeczytaniu "panowie moga zabrac glos",odwazylem sie napisac do pan.Czytalem wypowiedzi i porownywalem swoje doznania z doznaniami kobiet.Sam od kilku lat uczestnicze w rozwodzie . Jestem zaskoczony tym ze zona i matka moze do walki wlaczyc tyle szamba. Sam wychowuje syna (13) i corke (21) od 6-lat. Matka porzucila ! Reszty nie opisuje.Wierzcie mnie Panie. "Chlop" potrafi zajmowac sie domem,dziecmi i zarabianiem na to.Ale ten chlop tez ma ochote na wlasne sprawy tylko szans na ich realizowanie - nie ma.Wszystkie Panie pozdrawiam i rozumiem /mam nadzieje/.Rozwody to czesto odkrycie tego "ja" partnera,ktorego w czasie podrywu, slubu i spotkan z rodzinka nie ujawnil/la.

Autor: asik  14.07.2005 zgłoś

Ja też nie dawno miesiąc temu rozstałam się z chłopakiem, mimo to nadal go kocham , ale wierzę ,że czas zagoi te rane.Musiałam ,bo nie mogłam dłużej znieść jego złego zachowania.Jest mi bardzo ciężko nie chciałam go skrzywdzić, ale czułam, że będąc z nim krzywdzę nas oboje.Poza tym jego rodzina niezbyt mnie akceptowała.Ciężko mi po 1,5 roku przekreślić plany ,które mieliśmy względem siebie tzn. ślub.Wierze, że czas ukoi ból , który oboje czujemy.

Autor: mx522  17.07.2005 zgłoś

to jest dziwne jezeli człowiek z ktorym dzielisz zycie staje gdzies obok zamiast byc razem . a tymbardziej to ze znalazł sobie kogos inna ktura nazywa tak amo jak ciebie . teraz juz wiem ze niejestem sama ze jest ona i ze dziele sie swoim mezem z jakas obca baba

Autor: lukwoj28@op.pl  21.07.2005 zgłoś

Moja żona właśnie oświadczyła poraz kolejny, że chce rozwodu. Nie wiem co robić. Z jednej strony bardzo ją kocham, a z drugiej wiem że to niemożliwe być dalej razem. Nie potrafię opisać mojego bólu. Mamy 3 letniego synka i martwie się jak on to przeżyje. Chciałbym z kimś o tym porozmawiać

Autor: kajetan  24.07.2005 zgłoś

pisalem 25.06.2005 i czytalem co kilka dni nowe wpisy. samo zycie. ale dzisiaj przeczytalem wpis z 21-07-2005 "Moja zona wlasnie....". Bardzo jestem ciekaw co na to kobiety piszace tutaj. To opinia i komentarze Pan o takiej sytucji jest najwazniejsza. Nie ukrywam ze jestem jej ciekaw ze wzgledu na moja sytuacje. A wiec ?

Autor: FENIKS  25.07.2005 zgłoś

Jestem 28 lat po ślubie.Przeżyliśmy śmierć drugiego syna z rozszczepem kręgosłupa,urodzenie się innego z wadą genetyczną, tyle że niewidoczną.Najstarszy, zdrowy syn przez pięc lat sprawiał kłopoty,rzucał studia, wyłudzał pieniądze na swe przyjemności i strasznie nas okłamywał.Jak to w piosence:było trochę dobrze, trochę żle.Powinnam tak żyć bez wielkich uniesień,ale spokojnie.Niestety, mąż w wieku 53lat znalazł sobie pocieszycielkę.To trwa ponad rok podejrzewałam coś ,ale całkiem niedawno uzyskałam pewność.Nagle okazało się że z trojga dzieci mam czworo: tym czwartym jest mąż. Nie dość, że w największych zakrętach życiowych nie mogłam na niego liczyć, ciągle byłam sama z kłopotami,podczas gdy on zajmował się harcerstwem, wycieczkami górskimi,z czasem został radnym, byle nie siedzieć w domu:często jeżdził do sojej rodziny na wieś .Nigdy nie zafundował mi nawet weekendu na swój koszt, jedynie "wczasy u rodziny", bo nie musiał wydawać pieniędzy.Dziś się dowiaduję,że to JA nie byłam troskliwa.Chce rozwodu, zwłaszcza że jego szef to zrobił i ma nową rodzinę, o to teraz jest jego "guru". Poczuł siłę swych większych możliwości finansowych i układów ja juz nie mieszczę się w tych ramach.Wyświadcza mi "łaskę"

Autor: Przemo  25.07.2005 zgłoś

Chyba nie jest to taki proste jakby mogło sie wydawać. Mówić w chwilach gniewu, emocji, słowa których póżniej sie nie pamieta lub nie rozumie po co padły? Po to żeby upokorzyc partnera?, żeby się wyładować?, sprawic bol?, po co? jakis czas temu rozpadł się mój związek... straciłem kobiete która była ta jedyną, tym o czym mówi się "miłość życia" juz jej nie ma odeszła..... straciłem nie tylko "miłość swojego życia" ale przedewszystkim ją, kobiete dla której mógłbym ściągnąć gwiazdke z nieba, straciłem moi drodzy wszystko, nie mówiąc o rzeczach materialnych. I co? Zadaje sobie to pytanie od dłuższego czasu i nie znam na nie odpowiedzi.........

Autor: FENIKS  25.07.2005 zgłoś

Chodzi mi o wpis z 21.07.05"moja żona właśnie".Jestem kobietą, która może napisać"mójmąż właśnie"Ranią nie tylko mężczyźni, jak widać.Ale boli tak samo.Tak jest,gdy nie ma obustronnej woli rzeczowej rozmowy,próby naprawy,zrozumienia.Kochanek czy kochanka to takie banalne, to zwykła ucieczka, brak dojrzałości i dobrej woli.Widocznie nowość bardziej ekscytuje, a niektórych zwalnia z elementarnego poczucia przyzwoitości.Dopuszczam tylko rozwody jeśli chodzi o przemoc fizyczną, psychicznąlub alkoholizm.W innym przypadku-zdrada jest tchórzostwem. Trudno kochać kogoś,kto zajął się kimś innym.To ośmieszenie partnera czy partnerki.Wiem co piszę, bo tak się właśnie czuję: zużyta, niepotrzebna,rozgoryczona.Też nie chcę rozwodu, a pewnie będę musiała z czasem nań wyrazić zgodę. Czy bycie z kimś kto zawiódł ma sens?

Autor: Krzysiek  03.08.2005 zgłoś

Moja kochana żona chce rozwodu mówi,że mnie już nie kocha.Jesteśmy trzy lata po ślubie,mamy rocznego synka gdy zabrała Mikołajka do swojej mamy serce mi pękło! Nie wiem co dalej robić...

Autor: Lenonka  11.08.2005 zgłoś

Jestem przed pierwszą rozprawą rozwodową. Rozwód ma być bez orzekania o winie, z mojego powództwa.Wydaje mi się, ze już nigdy się nie zregeneruję. Tyle co doświadczylam z nim koszmaru to dla mnie za dużo: przemocy i upokorzenia. Zabrał mi wszystko. Stara się jeszcze zabrać mi dziecko. Wciąż nie mogę zapomnieć mojej radości jak kupowałam suknię ślubną... Dlaczego się tak pomyliłam? Dlaczego tyle dawałam, a zostałam ukarana? Nie znam odpowiedzi. Mówię sobie: muszę być silna dla Agi! A ja rzygam każdym dniem. Jezu jak wstać z tych kolan?

Autor: feniks  11.08.2005 zgłoś

Ciężko się żyje, gdy ma się rywalkę. Uważam, że kobieta, która świadomieie godzi się na związek z żonatym facetem, jest podła i nie waham się nazwać ją dziwką. To jasne, że facet powie, jak w piosence:"że dawno ze sobą nie śpią, żona go nie rozumie", ale nie znaczy to, żę ring jest wolny.Czy jest moralne budowanie cudzego szczęścia na cudzym nieszczęściu?Czego oczekuje kobieta od zajętego faceta? nie boi się że powieli los zdradzanej żony?Sprawia jej satysfakcję bycia tą drugą? Latwiej budować nowe niż naprawiać stare. Po 28 latach zwiazku, w którym nie było ani przemocy, ani alkoholu trudno układa się życie jeśli jest się kobietą .Facet zawsze ma przewagę, choćby był stary, łysy i brzydki. Kobieta po 50 tce nie interesuje już prawie nikogo, no chyba że ktoś oczekuje pielęgniarki na stare lata..............

Autor: le...  22.08.2005 zgłoś

Jestem w toksycznym zwiazku od 20 lat. Po dwóch latach chciałam rozwodu, w miedzyczasie urodzila sie nasza coreczka, niestety nie było czasu , firma od rana do wieczora , dziecko, byłam wykończona. Czas lecial, nie rozmawialismy o nas wiele, bo albo nie bylo czasu, albo moj ton byl nie wlasciwy, albo powinnam sie czegos domyslec, a moj maz poprostu uwazal, ze rozmowa jest bez sensu. Ja nie umiem zyc bez rozmowy z przeswiadczeniem ze wiem lepiej i skoro tak jest to rozmowa jest nie potrzebna. Było wiele ciezkich chwil, probowalam nauczyc sie zyc w tym zwiazku. Wiele sie dzialo, wiele sie zmienilo na dobre, ale sa rzeczy,mysle tu o mentalnosci , ktorych poprostu nie potrafie naprawic, tkwia zbyt gleboko. Podjelam bolesna decyzje o rozwodzie. Bolesna dla wszystkich, bo zamiast walczyc o zwiazek powinnam zrobic to dawno temu, nie było by dzieci ktore sa narzedziem w reku babc, ktore potrafia cale zycie nie pamietac o wnukach,a jak syn ma byc porzucony to wtedy sie zaczyna tyrada o przysiedze malzenskiej.Moj syn przyjechal w szoku od babci, niemal wyzwal mnie od ...., ma 11lat, nie potrafilam z nim rozmawiac. Serce mi sie sciska, bo widze jak to dziecko to przezywa, moja corka jest starsza i ma wiecej zrozumienia.Wiem,ze jak wycofam sie z rozwodu,ktoregos dnia sie przewroce,nie mam juz sil ani fizycznych ani psychicznych. Nie chodzi o to ze ja nie chce budowac tego zwiazku, ja poprostu nie mam sil,nie mam tez serca patrzyc jak moj syn rozdziera sie w żalu. Pat?!Wydawalo mi sie ze wytlumaczylam dzieciom wszystko, przed zlozeniem pozwu, było dobrze, odkad moi tesciowie zaczeli sie wtracac (ja nie mam rodziny), dzieci przechodza przez koszmar, do tego stopnia, ze chca mieszkac z mezem ,nie ze mna, bo ja jestem zla bo chce rozbic rodzine. Nie zniose rozdzielenia z dziecmi, nie zniose rozdzielania dzieci, nie mam juz sil walczyc,fizycznych sil,zeby przekopywac sie przez kolejna ideologie.trace siebie z kazdym dzniem z powodu braku sil. Nie wiem co robic, jestem zupelnie rozstrojona.

Autor: Anka  01.09.2005 zgłoś

jeśli podjęłaś już decuzje o rozwodzie to sie tego trzymaj. Ja mam staż małżeński 30 lat. Dzis bardzo żałuję, że tego nie zrobiłam 20 lat temu. Mamy dzieci, one są najlepszymi obserwatorami. Rodzic stanowczy zawsze będzie bardziej szanowany niż ten uległy "męczennik". Zostaw drania, zajmij się sobą- pójdź do fryzjera i kosmetyczki, zobaczysz jaka jestes jeszcze atrakcyjna dzieci napewno to zrozumią. Wiem i jestem o tym przekonana,ze córka która jest za tobą to twoj kapitał, syna i tak wychowuje się dla żony.Póki jesteś młoda myśl oi sobie a dzieci będą ciebier bardziej ceniły i szanowały. trzymaj tak !!!

Autor: Małgorzata  03.09.2005 zgłoś

Do feniksa! (wpis z 11 sierpnia 2005) Czytając Twoj komentarz - o Boze mówiałm w duchu - jakże trafne i adekwatne do mojej sytuacji słowa Jestem kobieta 45 letnią , którą mąz po 25 latach małzenstwa porzuca dla 10 lat młodszej ode mnie kobiety . Jesteśmy w trakcie sprawy rozwodowwej Ksiązkowy - standartowy przypadek - stazejący się mężczyzna , ktorego dowartościowuje młodsza ( o 15 lat ) kobieta Smutne , przykre , zenujące patrzenie jest jak prawie 50 letni mężczyzna przeistacza sie w zakochanego 19 latka . chełpiącego się tym ,ze dopiero teraz poznał - co to znaczy kochać i byc kochanym Niszczy wszystko i to co razem w ciągu tych lat przezyliśmy i szacunek u dzieci i naszych przyjaciól Myslę ,ze ani przez chwilę nie zastanowił sie co będzie za dwa - trzy lata - ma chyba nadzieję ,ze milosc w jego przypadku bedzie trwac wiecznie Wiesz , kiedy wychodziłam z depresji , przychodził mi na myśl własnie mityczny Feniks- odradzający się z popiołow....... ja odradzam się powoli z "sponiewierania" , mam nadzieję ( czytając te wszystkie komentarze kobiet , które miały podobne przezycia) do lepszego , ciekawszego życia Pozdrawiam

Autor: Eliza  04.09.2005 zgłoś

Byłam z kimś przez 3 lata w tym 2 lata na odległośc, planowaliśmy ślub mimo że nie układało nam sie dobrze. Potem w jednej krótkiej rozmowie telefonicznej dowiedziałam sie że nie możemy być razem bo on kogoś ma i są blisko. Nigdy nie wystarczyło mu odwagi albo nie wiem czego żeby mi powiedzieć to w cztery oczy. Od znajoych sie dowiedziałam że jest z nią 1,5 roku. Od pól roku sa małżeństwem. Wpadłam w depresje, schudłam, wypłakałam oczy, nie chciałam z nikim o tym rozmawiac ani nikogo widzieć. Nie miałam nadziei że on wróci, nawet tego nie chciałam. Urwałam kontakt ze wszystkimi z tamtych czasów bonie chciałam do tego wracać. Znaliśmy sie 20 lat, od zawsze i razem z 15 osobami stanowiliśmy grupe przyjaciół. Nie mogłam zrozumieć tego że mimo tak długiej znajomości nie znalazł dla mnie chwili żeby mnie poinformować o swojej decyzji, nie mogłam zrozumieć tego że wszyscy "przyjaciele" nabrali wody w usta. Co przeżyłam to moje. Dziś on dla mnie nie istnieje, mijam go jakby go nie było. Mineło sporo czasu i się zakochałam. W facecie który był zonaty a teraz sie rozwodzi. O jego związku nie bede pisać, powiem tylko że był ślub cywilny bo wpadli i w zasadzie na wychowaniu dziecka kończyło sie wszystko co wspólne. Większość ludzi mnie obwinia za rozpad tego małżeństwa i mówią że nie buduje się szczęścia na cudzym nieszczęściu. To stwierdzenie mnie najbardziej boli. W mojej poprzedniej sytuacji nikt nie powiedział mi słowa otuchy, nie dostałam żadnego wsprarcia, nikogo nie obchodziło to moje "nieszczęście", a teraz gdy słysze takie podsumowania to nauczyłam sie jednego. Niech nikt nie próbuje oceniac innych dopóki nie pozna całej sprawy. Nie sądźmy po pozorach boto bardzo krzywdzące. Co o tym myślićie?

Autor: Eliza  04.09.2005 zgłoś

Chciałam wam jeszcze powiedziec, że uczuć nie można zatrzymać. Kiedy myśle nad swoją obecną sytuacją to porównuje ją z poprzednią. Pozwoliłam sie oszukiwać przez 1,5 roku bo tak mi było wygodnie. Wołałam nie zadawać trudnych pytań bo tak naprawde wiedziałam co usłysze. Czy byłoby mi dobrze z kimś kto tylko fizycznie jest ze mna, bo nie przy mnie? Nie.Nie mam do niego żalu że nie chciał tkwic w chorym i pustym związku, że chciał być z kimś kto go kocha. Mam żal, że potraktował mnie jakbym była nikim, jakbym nie zasługiwała na chwile prawdy. Dobrze sie stało,że tak sie stało. Opatrznośc nade mną czuwała. A że było ciężko to pewnie miało mnie to czegoś nauczyc. I nauczyło - uczucia są ulotne, trzeba je pielęgnować bo jesli cos przeoczymy to potem nie ma odwrotu. Ale człowiek wychodzi silny z takiej próby. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Pamietajcie o tym. Mysle też o tym w kontekście wciąz jeszcze żony mojego chłopaka. W ten zwiazek popchneły mnie uczucia, nie zdawałam sobie sprawy z trudności których jest coraz więcej. a mimo to nie wyobrażam sobie żeby ktos inny mógł być na jego miejscu. Boje sie że w naszym związku też mogą przyjśc trudne chwile i że ja je moge przeoczyć. Nie boje sie że mnie zostawi, a jesli tak sie odpukac stanie to to też bedzie moja wina. Zycie nie jest łatwe i niemożna go przewidzieć. zastanawialam sie dlaczego właśnie mnie to spotyka i myśłe że chyba ma to jakiś sens, którego jeszcze nie rozumiem. Myśle, że trzeba sie odnaleść w każdej chwili, trzeba żyć. a wy jak myslicie?

Autor: Eliza  05.09.2005 zgłoś

Dlaczego nic nie mówicie?

Autor: fokus  06.09.2005 zgłoś

Jak wytłumaczyć rozwód rodziców 11- latkowi?

Autor: dora  26.09.2005 zgłoś

mój mąż jest zapatrzonym w siebie idiotą młodszym ode mnie mam tego dość

Autor: zraniona  03.10.2005 zgłoś

Po rocznej znajomosci z chłopakiem zostawił mnie,powodem jest inna kobiet .Było tak pieknie aż tu pewnego dia czyli dzisiaj 03,10.2005 roztalismy sie.Nie mogę sie otrząsnoc po tym jak sie dowiedziałam o tym.już nigdy nie zaufam facetowi chodziż trudno mi sie z tym pogodzic.Dlatego przyżekłam sobie wiecej nie chcem miec faceta jak mam póżniej dowiedzieć sie że odchodzi do innej.

Autor: dominique  09.10.2005 zgłoś

a ja teraz , jakieś dwie godziny temu dowiedziałam się ze maż nie chce już być ze mną , a najgorsze jest to ,że go bezgranicznie kocham , w ogóle nie wiem po co to piszę , ale chyba musze wyrzucić to z siebie bo nawet nie mam z kim pogadać

Autor: nana 64  14.10.2005 zgłoś

jakie wy wszystkie jestescie zaklamane!!!! a co ma powiedzieć facet który po 20 latach małżeństwa dostaje nóż w plecy od jego kochającej żony ( ? ) informuje że go nie kocha i nigdy nie kochała a kocha tamtego bo tamten jest lepszy a kochała go zawsze i nie mam prawa zabronić jej być szczęśliwa co za egoizm. Mamy dwójkę dzieci wspaniałych dzieci w wieku szkolnym bardzo je kocham , ala jak to dalej będzie kiedy będę musiał opuścić ten dom? Mam 50 lat jestem po 2 zawałach warunkowo dopuszczony do pracy.Ona od 2 lat jest związana z tamtym panem zresztą żonatym i na utrzymaniu własnej żony ( co za przyszłość ) Piszecie tyle o rozwodach to was tak wyzwala i dodaje skrzydeł bo każdy facet to diabeł bez krwi i duszy !!!! Drogie panie nie wiecie jak potrafi cierpieć mężczyzna który kocha jak potrafi do upałego walczyć o swoją rodzinną wyspę.......

Autor: ananas  14.10.2005 zgłoś

wszyscy zdradzani cierpią, nie jest ważne czy to kobieta czy męszczyzna. Istotne jest to jakie są prawdziwe powody tych rozstań. Żadna z płci nie potrafi zazwyczaj sprecyzować o co jej chodzi. Kiedyś wypowiadałam się na ten temat to było dawno temu ze dwa lata i dalej jestem z mężem pomimo wszystko. Trwam w tym . Po dwóch latach zatarło się o co tak naprawdę chodziło i teraz to nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli chodzi o rozmowę z jedenastolatkiem to wszystko zależy jak go wychowywaliście i z kim jest bardziej związany, a także jakie były objawy, które samo dziecko zauważało. dzieci w tym wieku są bardziej spostrzegawcze niż dorośli i widżą znacznie więcej niż my byśmy chcieli. Życzę powodzenia w rozmowie z dzieckiem i bardzo mi żal Pana wypowiadającego się powyżej. Zastanów się czy warto walczyć. Może to że Twoja żona poświęciła Ci dużo czasu w czasie choroby spowodowało, że potrzbowała czułości i ciepła. Prawdopodobnie znalazła to w tym drugim-i nie ma znaczenia że on nie pracuje, wystarczy,że po prostu jest tylko dla niej. pozdrawiam i nie załamuj się .

Autor: jola  25.10.2005 zgłoś

uważam , że mimo wszystko to czy będziemy szczęśliwi zależy od obojga ludzi. jeśli wzajemnie się szanujemy i rozmawiamy ze sobą to nikt nie będzie szukał czegoś innego.skoro jest w domu wszystko ok.to nikt nikogo nie szuka. wiem to sama po sobie nie miałam , odeszłam od męża bo nie mogliśmy się dogadać i on i ja-tym sposobem skrzywdziłam po drodze inną kobietę od której odszedł mąż a z którym teraz jestem . ale nie ma winy bez przyczyny !

Autor: Iza  26.10.2005 zgłoś

kilks miesiecy temu skonczyl sie moj zwiazek , bardzo zaangazowana historia milosna miedzy dwojka mlodych ludzi. miesiac wczesniej mielismy wspolne plany , marzenia, a potem nagle - krach - kilka zlych dni , niepewnosci a potem decyzje bardziej jego niz moje o tymm,zeby skonczyc. Nie wiem czy byl tchorzem, ktory nie odwazyl sie wczesniej zerwac? Nie wiem dlaczego do konca mowil , ze mnie kocha , ze kazda chwila ze mna byla dla niego najlepszym momentem w zyciu. A z drugiej strony - nie widzi przyszlosci naszego zwiazku , dlatego podjal decyzje o rozstaniu.ze ta decyzja dla niego jest trudna. Mial zrszta racje, poki bylismy razem bylam niesklonna do kompromisow, ktorych potrzebowalismy. Do tych kompromisow przekonalam sie dopiero, kiedy bylo juz za pozno- a on - jakby sie zablokowal- nie chcial juz o niczym slyszec! z drugiej strony chcial, zebysmy pozostali przyjaciolmi - probowalismy, ale dzis wiem , ze to zupelnie nie mozliwe - i dla mnie skonczylo sie seria upokorzen, kiedy - myslac, ze przyjaciel wszystko zrozumie, zwiarzalam mu sie z moich uczuc do niego, w mojej wiary, ze ten zwiazek mozna wskrzesic. Od kilku tygodni nie kontaktuje sie ze mna - zrezygnowal chyba z tej koncepcji przyjazni... Jest mi strasznie zle i smutno, moze rozczulam sie nad soba, minelo przeciez juz kilka miesiecy, ale ciagle analizuje przeszlosc i zastanawiam sie , gdzie byl blad? Nie mam ochoty spotykac nowych osob, mam wrazenie, ze to co wazne juz przezylam i ...stracilam. Jak pozbyc sie takiego myslenia? Odzyskac wiare i radosc?

Autor: MAGDALENA  27.10.2005 zgłoś

Za parę dni postawie kropke nad i.Ktoś prawnie zadecyduje że malżeństwo nie istnieje.Ja wiem o tym od dawna.Zanim podjełam tę decyzję walczyłam z wiatrakami.Bo gdy nie ma uczucia nigdy nie będzie dobrze.Można sie rozstac kulturalnie ,bez poniżania,wzajemnych oskarzeń. W tych trudnych chwilach dajemy świadectwo jakimi jesteśmy ludzmi.Czego moge spodziewac sie od meza alkoholika?Jak sama sie zachowam.Czy bedę umiala bez emocji podać przyczynę rozkładu malżeństwa.To bedzie dla mnie trudna próba .Obym przeszła przez nią z podniesioną głową.Ż

Autor: tatiana  18.12.2005 zgłoś

Piszę bo mi bardzo ciężko. Jesteśmy ze sobą od 11 lat bez slubu i dzieci, teraz jestem w 9 m-cu ciązy i czuje jak on sie odemnie oddala i ucieka, chowa głowe w piasek. Myslałam, że teraz zaczniemy układac nasze wspólne życie i wszystko bedzie wspaniale, a jednak sie myliłam. Nigdy nie bylismy łatwym zwiazkiem, ja czesto czułam się nieszczesliwa i samotna ale zabardzo go kochała żeby odejść. Myslę, że ten zwiazek trwał tak długo tylko dzieki mojemu zaangażowaniu, on poprostu pozwolił sie kochać nie angażując się zabardzo. Nie zdradzał mnie, nie bił, tylko nie interesował sie tym co robie, gdzie i z kim jestem, kłamał w róznych błachych sprawach, nie rozmawiał ze mną, nie mówił kocham itp. A ja tłumaczyłam sobie wszystko jego trudnym charakterem, skrytością, nieumiejetnością okazywania uczuć. Teraz w każdej chwili mogę urodzić, on wyjechał zagranicę na tydzień, mineły juz 2 tygodnie, a on przysłał tylko e-maila, że wróci dopiero pod koniec roku, nie kontaktuje sie ze mną itd. Myslę, że ciaża uswiadomiła mu, że nie chce byc ze mną ale nie wie jak to powiedzieć, i jak zwykle jak wróci to ja muszę powiedzieć roztańmy sie, a on znowu wolny, bedzie sie cieszył, że nie musiał podjąc tej decyzji i w razie gdyby zmienił zdanie bedzie mógł przyjść i powiedziec jak bardzo mnie kocha i chce byc ze mną, bo w końcu to ja go zostawiłam :(. Zbieram sie w sobie na ta rozmowę i tak bardzo sie boje samotności, która mnie czeka i tesknoty za nim. Pociesza mnie jedynie maluch wiercacy sie w moim brzuszku, którego juz kocham całym sercem :)

Autor: NETA  12.01.2006 zgłoś

Cztery lata temu podjęłam decyzję o rozwodzie.Na prosby rodziny postanowiłam jednak ze względu na dobro dziecka dać sobie jeszcze jedna szansę.Nie wyszło.Dla męża byłam zawsze kurą domową,praczką,sprzątaczką,opiekunką do dziecka,kucharką.Oprócz pracy zawodowej cały dom,wszystkie obowiązki na mojej głowie.Mąż traktował dom jak hotel,bywał w nim...Zawsze czułam się samotna,zaniedbywana....Było ponizanie,wyzwiska...nawet przy dziecku.Rok temu powiedziałam dosyć!Podjęlam decyzję,ze tym razem to koniec.Pomogły mi też w tym listy,które otrzymywałam od znajomego znajdującego się także w trudnej sytuacji.Oboje wspieraliśmy się,pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach korespondując ze soba,podtrzymując sie na duchu.Później były spotkania,wspólne weekendy....Już po wniesieniu pozwu rozwodowego maż dowiedział się o moim przyjacielu i postanowił to wykorzystać jako dowód przeciwko mnie.Obarcza mnie całą winą za rozpad małzeństwa. Czeka mnie długi proces ze świadkami,wywlekaniem brudów,czego nigdy nie chciałam.Chciałam odejsć spokojnie,polubownie,z kulturą mając także na uwadze dobro dorastającego dziecka.Rozpoczęła się walka,walka o zrzucenie na mnie całej odpowiedzialnosci i całej winy,walka o dziecko. Nie jestem dumna z siebie,z tego,ze jeszcze przed uzyskaniem rozwodu zaangazowałam się uczuciowo.Ale tak bardzo brakowało mi czułości,bliskości drugiego człowieka,zrozumienia....Po prostu chciałam być szczęśliwa....

Autor: Joana  30.01.2006 zgłoś

A ja stoje na kolenym zakręcie... Przedwczoraj odeszłam od człowieka, którego kocham ponad wszystko na świecie...odeszłam od...kochanka. Wiem, że to dobrze, tzn. tłumaczę sobie, że dobrze zrobiłam, że w chwili kiedy po 2,5 roku nic sie nie zmienia, kidy nie możemy byc razem i jeszcze długo nie będziemy mogli nie mogę tak żyć, juz nie umiem, bez nadziei po prostu się nie da...z mojej strony wszystko szło w dobrym kierunku bo jestesm w trakcie rozwodu. Mój mąż wie że mam, tzn. miałam kogoś i to stało sie głównym powodem naszego rozwodu, tzn. ja zrezygnowałam z farsy udawania że mogę żtć w takim podwójnym życiu, nie chcę i nie mogę.......Tylko człowiek, który zawładnął moim sercem, nie rozwiódł się, nie odszedł od żony i..dziecka. Wszystko opiera się na dziecku, bo ta cudowna istota jest i nie moge z nią konkurować. Wszystko wyglądąło tak, że mój ukochany po prostu za nim przepada bo jego żona bardzo nie chciała tego dziecka. widziałam ją w 8 miesiącu ciązy, widziałam ją wtedy 1 raz w życiu a nie byłam jeszcze wtedy z Nim. Widziałam tylko sytuację kiedy kobieta wstydzi się tego że jest w ciązy a On płacze niemalże płacze z bólu.... Potem, gdy byliśmy juz razem to wydawało mi się że mogę tak żyć, ale tak wiele nas łączy i łaczy bo płakaliśmy przy rozstaniu jak dzieci, wiedział, że kiedys podejmę taką decyzję, że kiedys odejdę...tylko dlaczego nie mogę mysleć o następnym dniu bez niego czego łez tak dużo. Czy warto czekać? Czy warto wierzyć w cud? Wiem żeby chciał byc ze mną...pewnie ktos powie że jak się chce to można wszystko, a właśnie że nie, bo żaden sąd nie przyzna mu w tym cholernym kraju dziecka, bo bedzie ze mna szczęsliwy ale tęsknota za dzieckiem Go zabije wiem o tym. A nie mogę konkurowac z dzieckiem...nie mogę........Jak żyć?

Autor: SKOŁOWANA  06.03.2006 zgłoś

hej kobitki!ja jjestem skolowana ,zla wrecz wsciekla.dwa dni temu moj maz sie wyprowadzil poraz drugi w naszym zwiazku.pierwszym razem blagal o wybaczenie ale teraz mu sie nie uda.mam go dosc,jego fanaberi,wyzwisk,krzyku i popychania(na szczescie tylko to)a ja mam dziecko,rodzine,prace a zycie idzie do przodu.mam dla kogo zyc.Trzymajcie sie bedzie dobrze

Autor: 30-stka  03.03.2006 zgłoś

witajcie jak czytam te opinie to troche mnie to przerazilo . poniewaz tez jestem w trakcie rozwodu. wczoraj wrocilam wlasnie z osrodka diognostycznego z dziecmi panie stwierdzily ze dzieci zostana ze mna.odeszlam od meza rok temu po raz drugi pierwszy raz odeszlam po rocznym malrzenstwie i trwalo to rok odbyla sie wtedy sprawa pojednawcza ale po namowie i uwierzeniu mezowi ze bedzie lepiej zaryzykowalam i wrocilam ale nie bylo lep[iej znowu zaczely sie bijatyki wyzwiska ponizania a nawet gwalty bylam 4 lata w miedzy czasie urodzilam synA coreczka juz miala 4 latkaw roku 2005 odeszlam gdy maz powiedzial mi "ty cholerny pasozycie" nie zapomne tej nienawisci w jego oczach tej wykrzywionej twarzy to najbardziej zabolao i powiedzialm dosc!. wnoslam po raz drugi sprawe o rozwod prosilam o umorzenie kosztow sadowych poniewaz mnie nie stac i prosilam o zaniechanie sprawy pojednawczej sad przychylil sie do mojej prosby. teraz czekam na nastepna sprawe i zastanawiem sie jak dlugo to bedzie trwac czy nie zmiec wniosku i rozwesc sie bez orzekania o winie ( wnioslam z orzeczeniem o jego winnie) maz chce aby to bylo orzeczenie ze mja winna.nie wiem bo slyszalam ze gdybym zdecydowala sie na opcje bez orzekania win tylko za porozumieniem stron to on moze mnie oskarrzyc o alimenty . a druga strona to jest taka ze poznalam kogos pol roku po odejsciu od meza spotykamy sie i boje sie ze maz moze to wykozystac przeciw mnie czy moge sie temu uchronic? bardzo prosze o pomoc.

Autor: Natalka  18.03.2006 zgłoś

Ja chodze jeszcze do szkoly mam na oku chlopaka caly czas uśmiecha się do mnie,ale nie powie mi że mnie kocha chcialabym skonczyć już ten cyrk. kocham go calym sercem,ale on chyba tego nie widzi.zapisalam się nawet na SKS czyli siatkówka,ale on i tak tego nie zauważyl ciągle chodzę za nim i uśmiecham się do niego ale i tak nic z tego nie wynika.jeśli naprawde mnie kocha niech to pokarze niech...pokarze to uczuce jakie ja go daże:(:(:(:(:(

Autor: nitka  19.03.2006 zgłoś

Jestem zawieszona w próżni.Sama nie wiem co mam robić.Chce rozwodu bo dłużej nie zniosę obojętności ze strony mojego męża.on mnie niszczy,znieważa,na każdym kroku wysmiewa się ze mnie.nie pamiętam kiedy byliśmy razem,unika kontaktu. ostatnio zaczę lam podejrzewać ,że jest homoseksualistą. ratujcie ,bo zwariuję....

Autor: NIUNIA  17.04.2006 zgłoś

Moj maz wyprowadzil sie z domu ostatniego dnia stycznia ponoc zeby podjac decyzje czy chce byc nadal mioim mezem i ojcem naszego 4 syna,klamal zamieszkal ze swoja kochanka.Jestem przed rozwodem i nie moge liczyc na normalna rozmowe z moim mezem nie potrafi rozmawiac o tym co sie dzieje z nasza rodzina ze ulega rozkladowi .Zycie nie bedzie proste ale spokojniejsze choc wiem ze mozna bylo tego wszystkiego uniknac ale do rozmow i dbania o rodzine i wspolnego pokonywania problemow potrzebne sa dwie osoby nie jedna.Chcialam naprawic moje malzenstwo chociaz nie ja doprowadzilam do jego rozpadu.Moja walka trwala 2 lata o moja rodzine i tak naprawde dopiero wtedy wyszlo na jaw jaki moj maz jest naprawde ze nie jest dobrym czlowiekiem JA JA zawsze bylo u niego na pierwszym miejscu. Owszem jest mi przykro ale ja mam dla kogo zyc mam syna dla nas tez kiedys zaswieci sloneczko.:)pozdrawiam

Autor: To ja jestem winna,ale czuje się zraniona...  27.05.2006 zgłoś

Moje małżeństwo niedługo się skończy...Oczywiście na papierze,bo niby nie skończyło się jeszcze-teraz już żyjemy w zgodzie i przyjaźni,ale ból pozostał.Teraz czeka nas najgorsze-rozwód przed sądem.Obce osoby maja zadecydować o tym.Dotarło to dopiero po tym,jak wczoraj przeczytałam pozew rozwodowy. Prawie 3 lata temu poznałam faceta,który tak mnie wplątał w tą znajomość,ze mialam z nim romans.Trwał niespełna 4 miesiące.Nie kochałam go,jakoś tak się stało.Nie wiedziałam o tym,że mój mąż to odkrył po 2 miesiącach,ale nic mi nie powiedział o tym.Dopiero po kolejnych dwóch udawał,że coś wie o jakiś moich kontaktach.Zaczęły się dopytywania i pieklo dla mnie.Nie przyznałam sie do zdrady,bo tamten facet dla mnie mógł nie istnieć-tkwiłam w toksycznym związku sama nie wiem dlaczego-mając kochanego męża i dwójkę dzieci.Kochałam męża.Wtedy byliśmy prawie 14 lat po ślubie... Przez ostatnie 2 lata powoli ta cała sytuacja-ja brnęłam w klamstwach,bo myslałam,że mąż nie wie wszystkiego i nie chciałam się przyznac do zdrady,bo bałam się że stracę męża-spowodowała,że małzeństwo nasze nie wytrzymało tego wszystkiego i teraz się rozpada.Ja przez ten czas czułam się psychicznie wykończona,bo już z nikim się nie spotykalam,byłam wierna mężowi-tylko nie chciałam się przyznać do zdrady-w imię ratowania małzeństwa.A mój mąż widział to inaczej,że ja kłamię,myślał że nadal spotykam się z tamtym.Oni się poznali i czasami razem spotkaliśmy się w trójkę,jako koledzy.Mój mąż nie zdradzał się nadal z tym,że wie co nas łączyło.Dowiedziałam się o tym pół roku temu,w listopadzie.Wtedy też wróciło do normy nasze pożycie-znów zaczęłam odczuwać przyjemność ze zbliżeń z własnym mężem,a przez te ostatnie 2 lata coś we mnie umarło.Widzę,że ujawnienie całej prawdy,przyznanie się moje do zdrady-oczyściło sytuację wokół nas.A jednak nie. 2 tygodnie wczesniej... W międzyczasie,całkiem przez przypadek napisał na mojego maila mężczyzna (adres dostał od swojego kolegi),który tez był żonaty,2 dzieci-miał podobne problemy jak ja.Żona go zdradziła-wybaczył jej,ale nie ufa do końca i przy kłótni wychodzą wątpliwości.Doradzaliśmy sobie-ja z punktu widzenia kobiety,on z punktu widzenia mężczyzny.Dopiero ten facet uświaoł mi,że mój maż może wiedzieć o moim romansie coś więcej,jak mi si ę wydaje i wiele innych rzeczy,które ja do tej pory widziałam inaczej. W przeciągu 5 tyg korespondencji napisaliśmy do siebie ok 700 maili.Zaczęło się pisanie o uczuciu,miłości,namietności.Wydawało nam się,że jesteśmy dla siebie przeznaczeni i planowaliśmy wspólną przyszłość razem.Zastanawialiśmy się nad tym niejednokrotnie,jak to wszystko zrobić,aby nie zranić współmałzonków,dzieci itp. Wszystko się skończyło,bo mój maż odkrył naszą korespondencję i wtedy postanowił się rozwieźć.Stwierdził,że już drugi raz tego nie wytrzyma,że mi nie uwierzy.A ja tego faceta nie poznałam nawet osobiście,ale czulam ze go kocham i on kocha mnie. Niestety stchórzył.Uważał,ze nie warto niszczyć tego co mamy i ranić małżonków.Tylko

Autor: marek  21.05.2006 zgłoś

zastanawiam sie dlaczego tak mało wypowiedzi jest ze strony męskiej . to ze zawsze winien jest facet raczej nie wierze wiem ze faceci potrafią być okropni ale znam też i kobiety które czasem ich przewyrzszaja w podłości. duzo wypowiedzi ale mało konkretnych wniosków czyzby nikt sie niczego nienauczył. ja uwazam ze małzenstwo z góry skazane jest na niepowodzenia samo to ze w młodym wieku składamy przysięge z której tak naprawde niezdajemy sobie sprawyco mozna wiedzieć o zyciu jak ma sie 20 kilka lat a nawet wcześniej juz nie wspomne o małzenstwach z konieczności bo dziecko w drodze jak mozna być szczęsliwym na siłe. teraz ludzie na szczescie sa mądrzejsi i tak szybko sie nie pchają w małzenstwo bo to nic dobrego, co innego miłośc większośc łączy małzenstwo z miłością dlatego tak to sie konczy jak ktoś kocha naprawde nie musi mieć podpisu bo co on znaczy?? to ze jestes ''mój-moja'' i moge miec wszystko gdzieś moge jeść tyć pluć bo mam papier własnie to prowadzi do ....... a poza tym ludzie nie są stworzeni by być z kimś przez całe zycie to przecież nudne . kobiety inaczej myslą wiemczego innego potrzebuja. oczywiście też mam zamiar sie rozwieść tylko ze jestem w wyjątkowej sytuacji jesli ktoś był w takiej samej prosze sie odezwać. mam duzo do stracenia dzieci dom firme dorobek całego zycia i to czego jeszcze niezarobiłem bo będe musiał płacić zonie dozywotnią rente bo była juz inwalidką jak mnie wrobiła w dziecko. w sądzie mam marne szanse bo ja musze złozyć pozew a ona raczej sie nie zgodzi na rozwód tylko smierć moze mnie uratować jej czy moja to juz bez znaczenia czasem słychać w telewizji ze w poządnej rodzinie ojciec lub matka zamordował/a własne dzieci i popelnił/a samobójstwo a jak myslicie z jakiego powod. siostra zony też popełniła ewidentne samobujstwo ale rodzinka uznała ze to było zabujstwo zeby mieć czyste sumienie tak wygląda poządna rodzina katolicka!!!!!!!!!!!!

Autor: kaśka  24.06.2006 zgłoś

do Marka, Dlaczego myślisz że w sądzie nie masz szans? 1. Była inwalidką i groziła Ci samobójstwem, a ponadto była w ciąży 2. Obawa o popełnienie przez nią aborcji, a to Twoje dziecko 3. Jeżeli inwalidka to ma rentę 4. Firma była przed ślubem czy po? 5. Dlaczego nie było intercyzy przedmałżeńskiej? i wiele innych wątpliwości, które sam możesz sobie wyjaśnić i rozwiązać poza tym życie jest piękne i warto żyć nawet trochę biedniej ale szczęśliwie. Życzę Ci aby wszystko się potoczyło dobrze i po Twojej myśli. Pozdrawiam ,

Autor: graza  31.05.2006 zgłoś

Przeczytałam to wszystko. Ja jestem z drugiej strony. To moj partner wział rozwód. Znamy sie 5 lat. Po dwoch wyjechalam bo nie chcialam niszczyc jemu a przedewszytskim jego rodzinie zycia. Juz i tak narozrabialam ale chcialam to naprawic. Wyjechałam nie zostawiając żadnego kontaktu. Zdobył go po roku. Błagając wrócił !!! I to był błąd. Wrócił tam do mnie , nie w kraju i naopowiadał bzdur. O rozwodzie o wspólnych planach. Po paru miesiącach bylismy razem. Uwierzyłam mu. Zaszłam w ciąże i wtedy sie okazło ze to wszytsko kłamstwo. Nie rozwiódł sie. Nasz syn ma roczek i on jest teraz po rozwodzie i obwinia mnie o wszystko!!! Wiec nie wiem kto tu sie pomylił bo ja wiem ze byłam strasznie głupia wierząc mu tak bezgranicznie. Pozdrawiam

Autor: Helena  24.08.2006 zgłoś

Rozwod to ogromny stres.Jest tez w pewnym sensie zemsta za to co sie stalo.W wielu wypadkach jest tez walka o swoje i o spokoj psychiczny.

Autor: Kasia  29.06.2006 zgłoś

ja dopiero wkraczam na drogę rozwodu, boje się na samą myśl jak to bedzie, stanąć przed sedzią i innymi obcymi ludźmi i tak poprostu opowiedzieć historię swojego życia .. a może mam mylne wyobrażenia tej sytuacji, nie wiem to dopiero się okaze. Chciałabym rozejść się z szacunkiem i ugodą, właśnie tak, jak niektóre z Was piszą, aby móc normalnie porozmawiać i wypić tę ostatnią wspólną kawę. Wiem jednak, ze ze strony mojego męża nie bedzie to tak oczywiste. Mimo, iż deklaruje on rozwód ugodowy za porozumieniem stron nie koniecznie musi to tak wyglądać w gmachu sali sądowej. I własnie te obawy najbardziej bolą i wykańczają psychicznie ... ale wierzę, że w końcu oboje wyjdziemy na prostą, szczęśliwi tylko każde z Nas już oddzielnie. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za osoby w podobnych sytyuacjach ... moją zasadą jest: bądź optymistą czasem nawet niepoprawną, to naprawdę pomaga :)

Autor: Justyna-do Frytki  18.07.2006 zgłoś

Na pierwszej sprawie rozwodowej musisz powiedzieć,że nie zgadzasz się na rozwód bez orzekania o winie-bo tak się to nazywa.Przedstawisz w sądzie swoje dowody i sąd na pewno wyznaczy kolejny termin rozprawy i to zmieni.Na pewno wystarczą takie dowody,jakie masz .życze powodzenia.

Autor: ZA MIESIĄC PIERWSZA SPRAWA ROZWODOWA....  14.07.2006 zgłoś

Wczoraj dostałam,a właściwie odebrałam pismo z sądu za męża-wezwanie na sprawę.Aż mnie zakłuło w dołku.Niby człowiek się nastawia psychicznie,ale jest ciężko.Boję się,jak się zachowam wchodząc do sądu,na salę.Jak mogę opowiadać" bzdury" po to tylko,aby dostać rozwód. Jesteśmy ludźmi na poziomie.To ja zdradziłam męża (3 lata temu).Romans trwał 4 miesiące i był pomyłką.Wdepnęłam w toksyczny zwiazek z facetem,który mnie omotał.Nie potrafiłam z tego uciec w porę.Nie kochałam tamtego wcale-lubiłam z nim przebywać,rozmawiać i śmiac się.Chyba tego brakowało mi w małzeństwie-bo ciągle pogoń za czymś,dzieci itp.Mój mąż to odkrył,nie ujawnił mi że coś wie,że się z kimś spotykam.Dopiero po kolejnych 4 miesiącach,gdzie ja już zaczynałam być szczęśliwa,że udaje mi się zakończyć tamtą znajomość,mąż mnie zaatakował- z kim się spotykam,czyj to nr komórkowy itp.Nie przyznał się,ze wie wszystko,a ja nie powiedziałam wszystkiego-że zdradziłam go.Uważam,ze lepiej nie wiedzieć,bo to boli,a ja tamtego nie kochałam.Po tej znajomości doceniłam meża i dostrzegłam w mężu cechy,których do tej pory nie widziałam. Kolejne 2 lata były koszmarem dla mojego małżeństwa.On miał wszędzie podsłuchy-w telefonie,w mieszkaniu,w moim samochodzie.Każda moja rozmowa-z koleżankami były nagrywane.Czułam się jak osaczona,że mój mąż zna moje myśli itp.Nie było to dobre dla naszego małżeństwa.Straciłam ochotę na seks-nie czerpałam z niego przyjemności,jak dotychczas,a był jedynieobowiązkiem.Koszmar. Po 2 latach mój mąż powiedział mi,że wie o tym że go zdradziłam...Miał podsłuchy co do tej pory i detektywów i dowody na to.Nagrane moje rozmowy,jak byłam u tamtego w domu...Obrzydliwe.Od ponad 2 lat nie sypiałam z tamtym,a mój mąż mnie o tym informuje.Skoro wytrzymał 2 lata i mi nie powiedział do tej pory,powinien zachować to do śmierci. Miałam strasznego "doła",dostałam przypadkowego maila od faceta z podobnymi problemami.Zaczęliśmy pisać i ...wydawało mi się,że się zakochałam.Mąż też to odkrył-tylko nie czekał 2 lat.Po 2 tygodniach naszej korespondencji powiedział mi o tym. Postanowił się rozwieźć,bo uważa że go skrzywdziłam,że tym razem sie zakochałam,zaangażowałam emocjonalnie,tamtą prawdziwą zdrade mi wybaczył,aletego juz nie potrafi...A ja tego nie rozumiem. Stało się to 8 miesięcy temu.Moja ambicja i honor nie pozwoliły mi na to,aby prosić i błagać o wybaczenie i aby się nie rozwodził ze mną. Mamy 2 dzieci-16 i 12 lat.Bylismy szczęśliwym małzeństwem.Kochałam męża i być może nadal go kocham.Nie wiem co się stało,czy coś w nas umarło.Dlczego nie poszlismy do poradni psychologicznej o poradę??? Dlaczego nie ratujemy naszego jeszcze trwającego małżeństwa??? Za miesiąc w sadzie mam stanąć i powiedzieć,ze nie ma między nami wspólnej gospodarki,że ustało życie uczuciowe,że nie ma miłości? I jacyś obcy ludzie mają o tym zadecydować,czy nasze małzeństwo ma istnieć,czy tez nie??? Nie rozumiem tego i nie wiem,co powinnam zrobić.Może jeszcze nie jest za późno na wycofanie się z tego.

Autor: Frytka  16.07.2006 zgłoś

Witam,mam na imię Ewa i chciałabym się kogoś poradzić.Mój mąż złożył pozew o rozwód i chce się rozwieść za obupulną zgodą, ale ja nie chcę.Mam kilka dowodów obciązających go, ale nie wiem czy to wystarczy: -obdukcja pobicia -zdjęcia z kobietami -pliki z gg umawianie się zkobietą -wymiguje się od płacenia alimentów -moje dzieci mają 16 i nie skączone 18 lat, i czy mogą zeznawać w sądzie? -czy mam prawo do adwokata z urzędu,skoro to mój mąż założył sprawę. Mam zamiar założyć osobną sprawę o alimenty.Mąż zarabia ponad 1200zł Na jaką wysokość alimentów mogę liczyć na dzieci? Ja zarabiam 600zł. Dzieci chcą zeznawać przeciw ojcu i są świadkami pobić. Proszę o szybką odpowiedź za mojego maila Z góry dziękuje za maile Pozdrawiam, Ewa

Autor: Eugen  28.06.2006 zgłoś

Moja Historia to prawdziwa Farsa i mieszanka tragikomiczna Poznalismy sie poprzez Jej ojca i z powodu dystansu Kanada - Niemcy (gdzie mieszka ona) korespondowalismy emailami i ICQ Potem byly zareczyny, Slob w Kanadzie i wesele w Polsce i wszystko na najwyzszym standardzie Ona zafasynowana mna pisala "jestes esensja mojej milosci w 10ml fiolce" a ja wysylalem wiersze 2-3 razy w tygodniu piszac je w pracy Opowiadala mi tak rozsadnie o rodzinie milosci i partnerstwie ze myslalem ze to nie realne i po miesiacu po slubie stalo sie nierealne Przyjechala do kanady na miesiac miodowy z magnetofonikiem i notatkami do sledztwa Pytania w stylu - Powiedziales kuzynowi ze nie chcesz miec dzieci - co jest nieprawda- powiedzialem ze nie chce miec duzo dzieci -1-2 max- odpowiedz jej "Klamiesz" Mam nie wyczyszczone zeby a mowilem ze bylem u dentysty - klamstwo ze bylem u dentysty ect ect ect -mania sledcza o nic tym bardziej ze nie bylo jej przed slubem Wyjechala bez slowa W grudniu gdy emigracja byla juz gotowa oswiadczyla mi ze nie emigruje do kanady bo nie lubi jej A gdy zalagodzilem sprawe i sie zgodzila za 3 miesiace pozniej zazadala rozwodu bo powiedzialem " jak nie bedziesz warczec na mnie to przyjade do ciebie - przyzekasz?" I tu byl koniec Glownym Powodem rozwodu jest wiec Obraza przez uzycie slowa "warczec na mnie" hahahahahaha i to jest prawda Teraz musze sprzedac dom ktory kupilem dla nas, nowe meble stracilem tysiace na co 2 miesieczne wyjazdy do niemiec i poprosilem zeby nie warczec na mnie za co teraz mam byla zone i tesciow przeciwko sobie Smieszny koniec Powiedzcie czy takie sa kobiety? czy cos z ta kobieta jest nie tak mentalnie co ja sugeruje jej rodzicom Chcialem to ratowac i pojechalem do niej raz jeszcze 3 dni temu Dostalem slowo "Raus" i pare hamstw w niemieckim jezyku Czy warto nadal ratowac taka Farse? Ja sie smieje i placze przez smiech i nie wiem co robic

Autor: SILJA  11.07.2006 zgłoś

witam,ja tez jestem juz po rozwodzie,balam sie bardzo nie spalam i myslalam jak to bedzie jak bardzo mnie ponizy,i nie bojcie sie nie jest tak strasznie ,tzreba z godnoscia i z sensem odpowiadac na pytania sadu,nie dac sie poniesc emocjom.Nie jest to latwe ale mozna uwierzcie,moja sprawa skonczyla sie na pierwszym posiedeniu trwala 2,5 godz.Moj maz ukazywal mnie w swietle kobiety dla ktorej pieniadze to wszystko,nie pozwolilam sie mu sprowokowac wysluchalam i podalam swoje argumenty.Zostalam z 3 dzieci ,ktore bardzo mnie wspieraja i dziekuje ze w koncu zdecydowalam sie na takie rozwiazanie.Tez uslyszalam ,ze nigdy mnie nie kochal i nie kocha ,ale czy to juz wazne.mysle iz nie, moja godnosc i ja jako matka i kobieta jestem wazna,a slowa coz sa po to by je wypowiadac.Mija dwa tygdnie,a ja jestem spokojna,ukladam swoj swiat od nowa,i zycze mojemu bylemu mezowi duzo szczescia w nowym zwiazku,on przeklina mnie strasznie (rozpowiada niestworzone historie o mnie)coz niech mowi ma prawo,a jak ma sluchaczy niech sluchaja,Fakt dostalam mieszkanie,cale wyposazenie i z tego sie ciesze najbardziej.Chociaz on bardzo staral sie ukryc to iz sobie kupil drugie nie udalo sie.I wierzecie mi kobietki naprawde nie bojcie sie jezeli juz podjelyscie ten trudny krok dotrwajcie z godnoscia nie pokazujcie jak bardzo was to boli wyplaczcie sie w domu i glowa do gory!pozdrawaim (moja rada spiszcie sobie na kartce wszystko to co pamietacie co bylo zle co ranilo naprawde pomaga to byla rada mojej psycholog.)

Autor: Andy  09.08.2006 zgłoś

Czy rozwód to tylko przykrości i walka o swoje? Chyba istnieją pary, które, gdyby mogły cofnąć czas, nie rozstałyby się..?

Autor: dorota  08.08.2006 zgłoś

jaka szkoda ze dopiero dzisiaj odkrylam te strone . ciekawe wypowiedzi. sama stoje przed dylematem rozwiesc sie czy dalej znosic upodobania meza do jednorekiego bandyty.zmagam sie z tym juz blisko 6 lat .zniszczyl wszystko .juz nawet nie rozmawiamy ze soba .boze dlaczego nie odeszlam od niego 25 lat temu kiedy pil .jestem zalamana teraz nie pije i co z tego .

Autor: karla  03.09.2006 zgłoś

jestem w trakcie rozwodu, to kochane najgorszy mój koszmar życiowy. Mój były nęka mnie psychicznie, chce mi odebrać synka! jestem przerażona ale jakoś jeszcze żyje! Mój eks jest byłym narkomanem , nie wiem jak to wszystko się potoczy, mam nadzieje ,ze dobrze. no i czekają mnie badania w RODK. Kobietki trzymajcie się ciepło!!!

Autor: nikikasia  03.09.2006 zgłoś

hej laseczki!-ja mam jutro ostatnia rozprawe rozwodowa!-nie jestem z mezem juz ponad 2,5 roku-nie mamy ze soba kontaktu, nie wstawial sie na wczesniejsze rozprawy poniewaz jest za granica! jutro juz koniec tego durnego rozdzialu!-zupelnie do siebie nie pasowalismy, ciagłe kłótnie, awantury, nie potrafilismy sie dogadac!-teraz jestem szczesliwa-mam faceta ktorego kocham i dla którego Ja jestem kims waznym!-rozumiemy sie swietnie, jest kochany i opiekunczy! wam tez sie uda!-powodzonka

Autor: mmmmmmmm  11.11.2006 zgłoś

witam jest ciezko bo tak naprawde rozwod juz nie dlugo,chociaz jeszcze nikt z nas nie załozył sprawy o rozwod.bylismy pol roku małzenstwem,nie wytrzymałam i odeszłam.w dniu slubu mnie wyzwał i podniosł reke.To byl najgorszy dzien w moim zyciu,ale go kochałam.pozniej cały czs bił mnie pod wpływem alkoholu nie dawałam rady tak dluzej zyc ciagle ponizana i bita.wiecie jak ciezko zaczynac wszystko od nowa na dzien dziszejszy mam uraz do wszystkiego boje sie krzyku,alkoholu...?jest ciezko to tak bardzo boli

Autor: aja  12.11.2006 zgłoś

Witajcie, ja jestem po pierwszej sprawie. Moj maz zostawil mnie z ciezko chorym dzieckiem dla innej kobiety. Bez srodkow do zycia, przez wiele miesiecy nie widzial coreczki. Dzien przed sprawa przyszedl i zaczal sie kajac. Stwierdzilam ze walka , wywlekanie brudow to nie na moje sily. Zmieklam i postanowilam wziac rozwod za porozumieniem stron. Teraz siedze i zastanawiam sie czy dobrze zrobilam.

Autor: Urszula  28.11.2006 zgłoś

chciał mi tylko przysłać kartkę z zagranicznej podróży a przyszdł list pełen erotycznych fantazji, takich wirtualnych wynurzeń, z których żadne nie miało miejsca. List odebrał mąż, zaczęła się burza. Jego to były tylko "gry", moje to k..........I tylko ja miałam swiadomość tego, że fizycznie nigdy nic nie było, tu miałam czyste sumienie. Minął pewien czas, doszliśmy do porozumienia. Ja podjęłam pracę, wyjeżdżaliśmy razem na urlopy, kochaliśmy się...tylko po "tym" on się ubierał i szedł ....trochę poczytać w necie ...co tam robił - nie wiem. Chciałam myśleć, ze wszystko jest ok. I myslałam tak do wiosny tego roku, gdy znow przez pzypadek zobaczyłam jakie dostaje sms-y, zdjęcia w mocno prowokujących pozach, wyjazdy usprawiedliwiane pracą....Bardzo jednak chciałam mu wierzyć i dałam się przekonać...Teraz mamy listopad i znów przez przypadek zobaczyłam jego czułe smsy.Ta osoba, ten sam numer telefonu....już nie dam się przekonać, ze nie wie kogo ma w swojej książce adresowej pod pewnym symbolem. Nikt mi nie wmowi, ze przypadkowego, pomyłkowego smsa sie zapisuje, trzyma nieznajomą osobę i wciąz ona popełnia pomyłki...Jesli chce zachować sama dla siebie resztki szacunku, powinnam pomysleć o rozwodzie. Nie dam sie dłużej okłamywac, a po co trzymać osobę która nie chce być ze mną? Związek na siłę nie ma przyszłości.A trzeciej szansy raczej już nie będzie...

Autor: helaaa  27.11.2006 zgłoś

ciezko sie rozwodzic,nawet wtedy gdy wie sie ze tak trzeba ize tak bedzie lepiej.bardzo boli to ze sie nieudalo,ze ukochane dzieci nie beda miec matki i ojca w jednym domu i nieczarujmy sie,ze bedzie dobrze,nigdy nie bedzie tak jak byc powinno.moja sprawa za pare dni,boje sie bo nie wiem co mnie czeka..choc o rozwod podalam ja z orzeczeniem o winie meza.na pierwszej sprawie beda przesluchiwani swiadkowie,nie bedzie sprawy pojednawczej.nie mam adwokata,wiem,ze za rozpad rodziny odpowiada maz,mam dowody,swiadkow,ale czy to wystarczy/

Autor: Urszula  28.11.2006 zgłoś

I ja chciałabym powiedzieć coś od siebie...szczerze, nie załując też siebie...Historia może nieprawdopodobna, ale prawdziwa... To zaczęło się wiosną 2002 roku. Byliśmy wtedy po slubie 20 lat, dwoje dorosłych dzieci (20 i 18 lat). Żyło nam się dobrze, wydawaliśmy się być szczęśliwa rodziną. Ponieważ wszystko się rozwija, z myślą o dzieciach upiliśmy internet. I zaczęł sie dla mnie prawdziwa zmora. To nie nasze dzieci stały się głównymi użytkownikami, lecz mój mąż. Przesiadywał po 8 - 10 godzin dziennie, normą stały się dla niego czaty i gadu-gadu. Ja w tym czasie nie pracowałam, zajmowałam się domem. Gdy wracał z pracy wszystko miał podane jak na tacy, bo jakże inaczej? Miałam ochotę z nim porozmawiać, spytać jak minął dzień, wypić po szklance herbaty...Ale on nie miał na to ochoty...Zaraz po zjedzeniu obiadu siadał przed monitorem kompa. Ja pozostawałam w drugim pokoju - sama. Jeśli chciałam pójśc do niego zaczynały się awantury - jakim prawem przeszkadzam mu w prywatności? Doszło do tego, że miałam zakaz wchodzenia do "jego" pokoju w trakcie odbywanych kolejnych sesji na czatach. Siedziałam więc sama, ciszę co chwila rozdzierał dochodzący z kompa sygnał o nadchodzących wiadomościach i rozmowach.Zaciskałam zęby, myślałam że mu to minie...Dzieci rozpoczęły studia, wyjechały z domu, zostałam tylko z nim i jego znajomymi paniami z internetu.A on szalał na całego. Nasze uwagi miał za nic, wręcz dostawał dzikiej gorączki, gdy mówiłam jakie to dla mnie przykre i upokarzające, słuchać przechwałek jaki to on jest rozrywany przez panie.A potem zaczęły przychodzić na jego komórkę sms-y o jednoznacznych treściach, e-maile ze zdjęciami których wolałabym nie widzieć, aż doszło do spotkań...Próbowałam jeszcze różnych sposobów, lecz im bardziej chciałam go odzyskać on się ode mnie odsuwał. Wreszcie zdesperowana postanowiłam się odpłacić. Zażądałam, podziału czasowego bym i ja mogła skorzystać z internetu.O dziwo, zgodził się, choć pod warunkiem, że będzie to bardzo późny wieczór i to nie zawsze, ponieważ niektóre z jego znajomych dopiero wieczorem przychodza... Początkowo nie wiedziałam co mam robić przed monitorem.Nie umiem zawierać takich znajomości, zaczepiać ludzi i prowadzić często nieprzyzwoite rozmowy. Jedyne czego chciałam to wzbudzić w nim zazdrość, żeby poczuł jak działa w drugą stronę, ale spotkałam tylko obojętność...Częściej bywałam na forach dyskusyjnych aż kiedyś odezwał się do mnie jakiś mężczyzna. Raz, drugi, kolejny, nasze rozmowy stały się codzienne, czułam się wtedy tak rozgoryczona, upokorzona, tak bardzo pragnęłam dobrego słowa i oparcia - a on mi to dawał.Nie zauważyłam kiedy nasze spotkania przeniosły się na gg i stały się bardziej intymne. Tak, nie zapieram sie, to już był wirtualny seks, a ja czułam się znów kobietą. A przy tym byłam odważna: on mnie nie znał, mogłam pofantazjować, wystepowałam tylko jako osoba. W domu panowała obojętnośc...Okazałam sie jednak głupia i naiwna, gdyż kiedys podalam mu nr telefonu i adres - chciał mi t

Autor: facet  02.03.2007 zgłoś

Jestem 5 miesiecy po slubie. Opisze swoja sytuacje: zona w 6 miesiacu ciazy. W ostatni weekend uslyszalem: masz wredna matke, masz wredna siostre, nie moge sie doczekac kiedy bedziesz warczal do swojej matki, gdybym poronila to zamorduje Ciebie i siebie, gdyby doszlo do rozwodu to powiem w sadzie, ze mi groziles, ze zamordujesz siebie, mnie i dziecko. Zeszly tydzien: wracam o 1h pozniej do domu z pracy, dzwoni do mnie i krzyczy: "wynoś się!, spakowalam Ci rzeczy i nie wpuszcze Cie do domu Ty kurwiarzu i dziwkarzu!!!". Wracam do domu i nie chce mnie wpuscic do domu, wyzywajac mnie jednoczesnie od kurwiarzy i dziwkarzy... Inne teksty: nie pozwole, abys z naszego domu zrobil burdel!!! Ty szujo pierdolona!!! Nie zblizaj sie do mnie!!! Jeszcze mnie czyms zarazisz!!! Twojej siostrze przekaz zeby sie nie wpierdalala!!! Czy dziecko Twojej siostry jest jej??? A moze to Ty zrobiles swojej siostrze dziecko??? Takie sytuacje zdarzaja sie w naszym "domu" nierzadko... Pytanie moje (kieruje szczególnie do szanownych pan pokrzywdzonych przez swoich mezow...): co Wy na to i co byście mi radzili???

Autor: facet  02.03.2007 zgłoś

Lubi jeszcze niszczyc moje ulubione rzeczy... np. kasety, drzeć zdjęcia...

Autor: SEBASTIAN  03.01.2007 zgłoś

Czesc , mam problem - pomóżcie. Ja mam 31 lat ona 27 Moja winą jest to że od dwoch lat nie mieszkamy razem ja pracuje 90 km od mojej zony odwiedzam ich w wekendy bo mamy syna kocham zone ale czasami mialem problemy z okazywaniem tego po prostu ja zaniedbywalem, byl moment ze naprawde podjelismy decyzję o rozwodzie, niby podpisaliśmy dokumenty rozwodoowe ale tak naprawde podswiadomie tego nie chcielismy, poznalem kogos jakis czas temu ale to bylo bez zobowowiazan, spotykalismy sie ale do niczego nie doszlo jak ona zaczela się probowac angazowac odpuscilem sobie dochodzac do wniosku ze rodzina jest najwazniejsza, zostaly mi w telefonie smsy od tej dziewczyny ktora napisala ze nie potrzebnie z nia zaczynalem ze ja zranilem ( w gruncie nic jej nie obiecywalem, po prostu nie czulem tego i sobie odpuscilem ) ze nie potrzebnie jej glowe zawracalem , moja zona sobie wyobrazila cuda bardzo sie wkurzyla powiedziala ze cos w niej pękło, to bylo dwa tygodnie temu dziś jest z jakims gosciem ktorego poznala parę dni temu przed sylwestem ( starego znajomego ze szkoly sredniej) poszli razem na sylwestra. ja chce to skladac chce zebysmy zamieszkali razem KOCHAM Ją bardzo nie chce zeby cierpial nasz 3,5 letni syn, ostatnio chcialem ich odwiedzic wczorajwchodze do domu a oni siedzą w trojkę i jedzą kolację , ona nazywa go swoim chlopakiem, Błagam ją żeby sie opanowala ona mowi ze juz nie chce tego skladac i nie ma sensu rozmawiac. wszedlem i prosila mnie zebym wyszedl , nie potrzebnie miesza w glowie malemu pojawia sie ktos obcy w domu i miesza mu w glowie. JAK TO RATOWAC jak ona nie chce rozmawiac. Zauroczyła się tym gosciem myslicie ze gosc 27 letni chlopak bedzie w stanie uniesc ciezar wychowywania obcego dziecka byc glowa rodziny. Czy to taka jej odskocznia, ( twierdzi ze do niczego nie dochodzi wiecej miedzy nimi dobrze sie przy nim czuje - ale wiem ze sie calowali i przytulali . Nie mam pojęcia co robić .

Autor: saba  04.01.2007 zgłoś

Drogi Sebastianie; Rada moja jest: walcz i ratuj to co masz bo masz bardzo duzo. Postaraj sie nadrobic wszystko co zaniedbales bez wzgledu na to jak ona brdzie to odbierala. Zwiazek z nowym facetem nie jest na tyle silny aby mogl przetrwac w porownaniu z Twoja osoba. Pomysl czego moglo jej brakowac i co tak wyjatkowego i innego dla niej ma ten gosc. Wiem ze nie zmienisz siebie i absolutnie nie namawiam Cie do tego ale staraj sie ja zaskoczyc. Badz przy tym delikatny i opanowany bo jedna pomylka w postaci puszczonych nerwow moze Cie drogo kosztowac. Radze Ci to z calego serca bo sama stracilam to co mialam bo nie dalam z siebie wszystko. Przegralam z czasem i zdarzeniami. Powodzenia

Autor: Anna  10.12.2006 zgłoś

Pierwsza sprawa rozwodowa odroczona.Mamy się dogadać w sprawie podziału majątku, ale tu nie o to chodzi, bo mamy dwie córeczki w wieku 2 i 6 lat. Mąż znalazł sobie inną kobietę do czego mi się przyznał w szczerej rozmowie i sam złożył wniosek rozwodowy ale za porozumieniem stron, a ja chcę aby przyznał się do winy, to teraz bydlak wypiera sie wszystkiego.Nie mam jednoznacznych dowodów i wiem ze mogę przegrać bo polskie prawo chroni takich bydlaków .Najgorsze jest to ,że mam ogromną ochotę dać mu na wychowanie starszą córkę , aby zobaczył co to jest obowiązek, tym bardziej , że ona jest z nim bardzo związana emocjonalnie i poza tym ,że zwariował na punkcie tej kobiety bardzo kocha starszą córkę i wiem , że będzie dla niej dobrym ojcem. Czy jestem wyrodną matką bo chcę oddać mu jedno dziecko?!Sami wiecie jaki to obowiązek wychowywac samemu dwoje tak małych dzieci, a z jednym ja też szybciej ułożę sobie zycie, przecież mam dopiero 35 lat.Co o tym myślicie?

Autor: agata  02.02.2007 zgłoś

Mążwyprowadził się ode mnie w grudniu, przed świętami, by spędzić je ze swoją młodą przyjaciółką i jej rodzicami, którzy przyjęli go jak syna bo upatrują wielkich korzyści materiałnych. Nie kryją się ze swoim związkiem, mieszkają w tym samym mieście, bywają u naszych wspólnych znajomych. Od 15 lat razem z nim budowałam firmę, której on jest właścicielem, a teraz jestem bez pracy, z 500 zł alimentów, moimi samochodami jeżdzi obecna miłość mojego męża, siedzi w biurze na moim fotelu , była z nim na urlopie zamiast mnie i ma czelność pisać do mnie sms-y z poradami bym się dogadała z mężem bez pieniactwa, bo tego nie znosi. Ja mam 40 lat, ona 26! Młoda dziewczyna, wolna, wykształcona i facet, który porzycił drugą rodzinę, kim są jej rodzice, co to za ludzie? Korzystają z mojego dorobku, podczas gdy ja i moje dzieci chodzimy piechotą, bo mąż zabrał samochody siłą i trzyma je na podwórku u jej rodziców. Spytacie, co na to prawo, policja, sądy? Nigdy nie wierzcie w żadne wspólnoty majątkowe, jeśli nie ma was ma na dowodzie rejestracyjnym to nie jesteście właścicilami waszego samochodu, nie ma was w akcie notarialnym - nie macie mieszkania. Policja ma wszystko w dupie, nie ma ochoty zajmować się takimi rzeczami, nie ma czasu, silniejszy jest górą. A prawo działa opieszale i jak jesteś bez kasy to jesteś przegrana! Jakie równouprawnienie, jakie prawa kobiet, nadal jesteśmy kopane, poniżane, wymieniane na młodsze, pozbawiane wszystkiego, na co harowałyśmy całe życie! A nasi Panowie robią co chca z nami i naszymi(również swoimi) dziećmi! Gdzie sprawiedliwość? Jestem bezsilna, chce mi siętylko p,lakać!!!

Autor: Lucy  28.01.2007 zgłoś

A ja jestem 23 lata po ślubie, córki: 22 i 17; i stale powtarza się schemat: ja widzę w nim jakąś dziwną zmianę (zaczynam wyczuwać coś "siódmym" zmysłem) zaczynam go baczniej obserwować, przyglądać kieszenie i komórkę i oczywiście znajduję liściki, wierszyki, namietne smsiki. Czasem nie wybucham od razu ale kiedy ujawniam swoją wiedzę on zgrabnie odwraca role i to ja jestem winna bo oglądam cudzą korespondencję czyli jestem niemoralna; potem następuje długa cisza (kiedyś trwała pół roku) - w tym czasie on jest bardzo dbający o dom, córki, posiłki itp ale całkowicie obojetny wobec mnie. Ja zwykle nie wytrzymuję i przerywam ciszę kłótniami i wrzaskami ubiegając się o godność dla mnie (przy czym trace tę godność zupełnie). Jak zwykle te smsy on potem tłumaczy że to zwykle pomyłki albo specjalna zasadzka na mnie żeby odkryć moją niemoralność i brak zaufania dla niego. Doszło do tego że w przypływie wściekłości zdradziłam go (był to pierwszy facet w moim życiu poza mężem) teraz nie za dobrze się z tym czuję, choc wiem że on zdradzał mnie znacznie częściej. Wiem dokładnie że takie życie nie ma sensu ale piekło rozwodu jest dla mnie tak przerażajace, że pomimo tego że łatwo mogę mieć niezalezność finansową (to ja zarabiam lepiej od męża i potrafię dać sobie radę w różnych sytuacjach) nie potrafię zadecydować o rozstaniu. Bardzo ale to bardzo boję sie tego! Lubię spędzać z nim czas, znamy siebie na wylot i rozumiałam nasz związek jak kontrakt na starość (co prawda mamy po 43 lata wyglądam i czujemy sie młodo!). Jak zdecydować że to już starczy, że dalej nie można siebie poniżać, że potem jest tylko gorzej i gorzej????

Autor: Asia  29.01.2007 zgłoś

Lucy, na pewno zadawałaś sobie to pytanie już wiele razy. Czy Ty go kochasz? Masz dopiero 43 lata, możesz być niezależna, czujesz się młodo. Twoje dzieci są można by powiedzieć dorosłe. Jeśli się męczysz to musisz to zmienić, bo twój mąż chyba się nie zmieni. Ja przeczytałam wszystkie wiadomości powyżej i na prawdę dają mi dużo do myślenia. Moja sytuacja jest zupełnie inna niż Twoja, ale wnioski są oczywiste. Nie można się męczyć, skazywać na cierpienie. Napomykałaś mu stanowczo o rozwodzie? Może to by coś dało.

Autor: d  26.12.2006 zgłoś

moim zdaniem , rozwod nie jest latwy....dlugo sie do tego dojrzewa.....czlowiek analizuje kazdy dzien, kazde zdarzenie...i niby wszystko jest tak, jak mialo byc , a jednak.....wyjechalam z kraju ponad 5 lat temu, wspaniala podroz, wspanialy mezczyzna, spelnienie marzen, cos nowego, innego....do obrazku doszly jego dzieci,ja- glupia , myslalam ze moze to nie jest tak, ze moze tylko czasami.... inna kultura, z ktora mialam zamair sobei dac rade.....wyszlam za maz, urodzilam coreczke....mala ma prawie 4 lata,a ja czekam na ten dzien , az ON podniesie na mnie reke, az zrobi cos nie tak, tyle miesiecy upodlenia, bolu, tyle czasu w warunkach , o jakich nigdy bym nawet nie snila w najgorszych koszmarach...i co ja zrobilam, dlaczego, na bakier rodzinie, na bakier swiatu, aby pokazac ze ja moge byc inna, ze sobei poradze???? radze sobie kazdego dnia, z bolem w sercu, z dala od rodzicow, sama, z NIA a jednak obca samej sobie.....i boje sie, nie chce pozbawic jej ojca, ale nie wiem ile jeszcze dam rade, jak dlugo to potrwa? kady dzien to pieklo, zlo konieczne, on jest mi juz zupelnie obcy, nie kocham go, czuje do niego nienawisc , ktora rosnie z kazdym dniem i boje sie.... boje sie odejsc...wiem, ze musze ale nie umiem....nie chce jej ranic....poradze sobie, mam dobra prace, ale jak bedzie ze mna???rozdarta na pol, miedzy TU a KIEDYS...jak , jak mam zadecydowac? co zrobic, odejsc czy tkwic w tym?

Autor: Rozalka  17.04.2007 zgłoś

Po 25 latach małżeństwa któregoś dnia powiedział,że jestem stara i brzydka.Powiedział także,że nie jestem już tą jedyną .Mamy troje dzieci-mądrych i kochających nas oboje .Nie mogły zrozumieć, dlaczego relacje pomiędzy rodzicami psuły się od jakiegoś czasu.Bez przerwy mnie krytykował,wyśmiewał,obrażał,a potem wsiadał do samochodu pod byle pretekstem i jechał do tej" wspaniałej "kobiety.Pewnego dnia po moim powrocie z pracy już go nie było-spakował swoje rzeczy i wyprowadził.Dzieciom powiedział ,że jest zmęczony i musi odpocząć.Nie wyjaśnił niczego,to spadło na mnie.Wiele miesięcy zajęło mi tworzenie rodziny "po nowemu".Mieszka z nią ponad rok,kiedy odwiedza dzieci mówi ,że ona to "mniejsze zło,Nie mamy rozwodu,nie naciskam.On milczy na ten temat.Nie wiem,czy to chwilowe szaleństwo,zauroczenie było warte rozpadu naszej rodziny,nigdy już nie będziemy razem.Nie umiem zapominać zdrad.Widzę,że jest mu coraz trudniej,przesiaduje w naszym domu kilka razy w tygodniu.Żal mi go.Coraz pżniej wraca do "piękne i młodej",żal mi tej kobiety.Sądzę ,że jest dla niej dzisiaj równie niemiły,jak kiedyś dla mnie. Rozalka

Autor: kaka  14.07.2007 zgłoś

witam wlasnie mam rozprawe 19 wrzesnia on wystapil o rozwod spodziewa sie dziecka z inno ale to mu nie przeszkodzilo o wszystko obwinic mnie bylam z nim 12 lat i nie raz mnie zdradzil ja go nigdy bede walczyc o swoje dobre imie a jak to sie skonczy bede szczesliwym czlowiekiem pozdrawiam

Autor: Hisuna  11.07.2007 zgłoś

zadowlić, czy też , wolę cierpiec ja niż innych krzywdzić. Wiem też, że krzywdę ich i tak bo przelewam te moje nieszczęście na bliskich. Szukam wtedy zajęcia aby ucieć od dorosłego życia- nauka,praca.Mam dość, podjeliśmy z mężem decyzję że koniec rozłaki , wraca za 2 tygodnie,a ja cóż , do końca nie wiem dalej czego chce,boje sie zostać i odejść, nie wiem czy to wszystko moja wina czy też nie udanego zwiazku , który ciągnie się ze strachu przed problemami jaki pojawiły by sie w razie odejścia, czy też poprostu tak już jest w związkach i tak ma być.

Autor: KayserSoze  25.06.2007 zgłoś

...się to będę musiał płacić alimenty. Nie byłoby to problemem gdyby powodem tego wszystkiego nie był ten czy inny facet. A nawet niech i ta zdrada będzie powodem rozpadu ale żebym widział w żonie jakąś zmianę, żal że do tego doprowadziła lub jej deklarację że zrywa z nim wszelki kontakt, nie byłoby wtedy dla mnie żadnych problemów płacić te alimenty. Ale nie w takiej sytuacji gdy ona wcale nie zamierza zrywać z nim kontaktów, wręcz przeciwnie. Nie chcę wychodzić na łajzę której doprawiono rogi i która ma dodatkowo za to płacić. Nie w takich okolicznościach. Nie wiem co mam robić, nie wiem ile nerwów będzie kosztował mnie ten koszmar. Ile czasu potrzeba bym, tak jak niektórzy tu piszący, mógł się z nią spotkać, porozmawiać bez żadnych emocji na stopie przyjacielskiej.

Autor: Hisuna  11.07.2007 zgłoś

U mnie jest tak; jesteśmy po ślubie 7 lat, w zwiazku 10 lat,mamy dwójkę malych dzieci, od kilku lat czuje jakbym czekała, że coś sie stanie i w końcu będzie dobrze.Okresowo jest dobrze, sparam sie walczyć, potem znowu widzę , że nie ma szans na NAS. Drzemy z mężem koty od lat,nie ma bicia,picia itp.jest za to brak szacunku,kłótnie słowne, ciagle się go czepiam, chce go zmieniać,choć na zewnątrz wydajemy się zgraną parą,mąż jest dobrym ojcem,gotuje,sprząta a wszyscy cenią go za to.Powoli zaczynam o tym rozmawiać z bliskim , troszkę sie otwieram , nie wierzą w to co mówię, a ja zaczynam się bać ze może ich oszukuję, przekabacam na swoją strone.Okropne!!!Niekiedy chciałabym, zeby ktos za mnie zadecydował , o moim życiu. W kwietniu tego roku czułam, że zaczyna się polepszać , jakbyśmy się dograli,dopracowali, że całe zlo jest już za nami a teraz czeka nas tylko sielanka. Mąż przyjechał na dwa tygodnie,cieszyłam się jak dziecko ale niestety zawidołam się.Czyułam brak miłości,bliskości, samotność, choć był obok.Wyjechał i niestety pojawiły się emocjonalne problemy z córką, nie dawałam z tym sobie rady nagle przestałam jeść,schudłam .Zaczęłam myśleć o moim i mojej rodziny życiu,czułam się winna za to, że jestem złą mamą , żoną.Samontość , czułam się samotna , zawiedziona.Mąż pracuje zagranicą wiec wielu spraw nie zna.W tej rozpaczy i stanie chyba jakim sie znalazlam zrobiłam kolejną głupotę,nawiązałam kontakt z kimś z kim byłam przed laty,(czy też on nawiazał ten kontakt)ciężko tu teraz mi roztrzygnąć kto bardziej miał w tym udział.Nic z pozoru zlego w tym nie widziałam,chciałam z ciekawości sprawdzić "co u niego" rozmawialiśmy coraz częściej ,coraz dłuzej,potem spotkaliśmy się kilka razy.(gdy to "było" czułam sie super, gdy odchodziło, wpadałam w skrajności,poczucie winy,radość że to mam-czyste wariactwo)Nie łączyła nas fizyczność tylko rozmowa,spędzenie miło wolnego czasu.Było to odskocznią od problemów,ale i dawało coś czego nie czułam od męża.Trwało to 2 m-ce,teraz staram się z tego wyjść, z wielu przyczyn ; niechcę aby to spowodowało,iż będę patrzeć na męża przez pryzmat tego co się stało,nie chce dawac nadzieji na zwiazek gdyż na zdradę nie nadaję się zupełnie a poza tym nie wiem do końca czy to co Nas połaczyło to jakieś uczucie czy tylko ucieczka przed kłopotami,samotnością.Boję się też że znowu wdadnę w toksyczny zwiazek i będzie to coś z zobowiazania a nie z uczuć. Od kilku tygodni miotam się wewnętrznie,raz jesetem pewna, że chce obuścić męża, raz że dla dzieci i niego zostanę, że to wszstko co zle to wymyśliłam, .Wariuję od tego, chciałabym miec to już za ...Pobiegłam do psychologa , rozmowa mi pomogla, wylałam z siebie to co mnie męczy , cieszyła się że dorastam do decyzji , że bedzie dobrze,mija dzień czy kilka godzin i zaczynam się bać tego, nie wiem już co jest prawdą , czy to ja wymyślam ze nie kocham męża czy tak faktycznie jest.Wiem jedno,że czuje się samotna, czasem wydaje mi się, ze żyje dla innych, robię rzeczy aby ich zado

Autor: KayserSoze  25.06.2007 zgłoś

Moje małżeństwo właśnie się rozpada, formalnie jeszcze jesteśmy mężem i żoną ale praktycznie już nie. Poznała kogoś przez internet, z czasem z przyjaciela zrobił się kimś więcej dla niej aż w końcu zdradziła mnie z nim. Pewnie nie wiele osób to zrozumie ale ja ją nadal kocham a ona (już nie wiem czy jej wierzyć) mnie też. Kocha zarówno mnie jak i jego ale wolała odejść ode mnie i od naszej córki by móc się z nim "legalnie" spotykać. Nie wyprowadziła się do niego, mieszka sama na stancji, niedaleko swojej pracy w innej miejscowości niż my i niż on. Co teraz przechodzę to pewnie większość z was doskonale wie, jedyne co mnie trzyma chyba przy życiu to nasza córka i najbliższa rodzina. Po 7 wspólnie spędzonych latach dotarło do mnie że nie można wierzyć nikomu nawet tak wspaniałej żonie, jak się mogło wydawać, która na każdym kroku dawała wyrazy swojej miłości do mnie i zazdrości o mnie. Nasze życie może sielanką nie było ale naprawdę się kochaliśmy i nawet po tych kilku latach dopóki nie zaczęłó się psuć na początku tego roku, wracałem czym prędzej do domu by móc ją zobaczyć, rozmawiać, być po prostu razem w domu. Czułem się bardzo szczęśliwy, nawet do głowy by mi nie przyszło wtedy że za pół roku będę przeżywał to co teraz, chociaż zawsze podświadomie bałem się być zdradzony, opuszczony przez nią na rzecz innego faceta. Bardzo często tak się w moim życiu zdarzało i tym razem też, że moje najczarniejsze scenariusze się sprawdzały. Ona chce się ze mną kontaktować bo jak mówi tęskni za mną, chyba jej wierzę akurat w to, bo ja za nią też tęsknię ale myślę, i nakazałem nawet by tego nie robiła. Mam nadzieję że tak będzie lżej, bo zawsze gdy ją widzę a później gdy muszę odjechać ten wewnętrzny ból jest nie do zniesienia. Jej głos w słuchawce, a szczególnie słowa "...dobra, muszę już kończyć, trzymaj się..." wyrywają mnie z otaczającego świata i nie potrafię się już zająć czymś czym zajmowałem się przed tym telefonem tylko rozmyślam jak nam kiedyś było dobrze a jak jest dziś. Wydaje mi się że kontakty tylko w wyjątkowych sytuacjach pozwolą mi się szybciej z tą nową sytuacją oswoić i pogodzić. Wiem że wszystko jest już "pozamiatane" ale mimo wszystko świadomość że danego dnia ona jest u niego lub na odwrót sprawia że nie mogę sobie znaleść wtedy miejsca by psychicznie odpocząć, moja głowa cały czas jest pochłonięta rozmyślaniem o nich. Męczy to mnie niemiłosiernie. Jak już wcześniej wspomniałem nie jesteśmy jeszcze po rozwodzie. Na przepisach prawnych oboje się nie za bardzo znamy ale z tego co mi wiadomo to samo złożenie pozwu o rozwód wiąże się z kosztami, chyba 600zł. Z powodu że to ja mam lepsze dochody chyba ja złoże ten pozew. Chcemy dla sprawnego i w miarę bezbolesnego procesu wystąpić o nieorzekanie o winie, tylko że ja mam teraz pewne wątpliwości. Jak już wcześniej wspomniałem córka nasza będzie u mnie, nie chcę żadnych alimentów na jej utrzymanie. Zastanawiam się tylko czy jesli sąd stwierdzi że warunki materialne żony po rozwodzie pogorszą

Autor: niuniek  01.11.2007 zgłoś

nie jestem alkocholikiem nie bije zony ale po ostaniej awanturze zona chce vrozwodu jakie ma szanse ze go dostanie skoro pozycie rozpadlo sie tydzien temu a emocje zaczynaja opadac.

Autor: Rafał  05.11.2007 zgłoś

To co czujemy przy rozwodzie tak naprawdę raczej mało interesuje tę drugą stronę, sam po mimo starań przegrałem swój związek. moja ukochana nie potrafiła zrozumiec tego ze może bolec mnie to ze spotyka sie ze swoim byłym facetem. Cóż teraz moje dzieci oglądają kolejnego kandydata na tatusia a ja zostałem pozbawiony godności człowieka i wszelkie zapewnienia z jej strony że możemy rozejśc sie jak ludzie to tylko czysta fikcja. kobiety wychodzą z założenia że mężczyznę można a nawet trzeba zniszczyc, tylko mało która wie że my tak na prawdę gdzieś w środku też jesteśmy delikatni i wrażliwi na to co się z nami robi, i może nie pokazujemy tego na zewnątrz to potrafimy płakac i pamiętac te piękne chwile spędzone razem.

Autor: angel  17.09.2007 zgłoś

Do 13lat: u nas jest podobnie, tyle, ze dopiero niecale 2 lata jestesmy malzenstwem. on jest obcokrajowcem, mieszkamy w Niemczech. Ja jestem atrakcyjna mloda dziewczyna. On sciaga mnostwo pornoli, caly weekend to robil. Przez ostatnie pare dni zauwazylam, ze woli to ogladac zamiast ze mna seks uprawiac. Ma kilka profili na internetowych stronach randkowych, szuka dyskretnej znajomosci bez angazowania sie. Raczej z nikim sie nigdy nie spotkal, na tyle jeszcze mam kontrole, ze wiem. Nie ma pojecia, ze ja wiem o wszystkim, co on robi. Obraczke mowi, ze zgubil, a nowej nie chce, bo twierdzi, ze "nie lubi pierscionkow". Za byla g.... potrafi sie przestac do mnie odzywac. Pare miesiecy temu nie uslyszalam od niego slowa przez 2 tyg. Mimo wszystko wiem, ze mnie kocha. Ale ma jakis powazny problem. A mnie to zbyt duzo kosztuje, on dla mnie nie chce zmienic roznych rzeczy, mimo, ze wie, ze mnie rania. Zaczelam chodzi do psychologa, bo chce jakos uleczyc ten zwiazek. Chce jego poprosic, zeby tez poszedl, ale wiem, ze sie tylko zdenerwuje. Twierdzi, ze nasze problemy sa tylko i wylacznie nasze i nic innym do tego. Wczoraj na mnie nawrzeszczal "f*** you, f*** you!", bo gdy siadal do kompa, zapytalam, czy znow go spowolni sciagajac "filmy", uniemozliwiajac mi tym samym dostep do kompa. Od tamtego czasu nie rozmawiamy. On uwaza, ze to ja mam problem. A ja po prostu zawsze musze cos powiedziec, bo w ten sposob wyladowuje na nim frustracje. On nie ma zielonego pojecia jak ja sie mecze. Kocham go coraz mniej. Wiem, ze sama sobie z tym nie poradze, on tez musi chciec cos naprawic. Gdy tylko jest dobrze, ja sie zastanawiam, z czym on znow wyskoczy. Ile moge sie zastanawiac zanim cos powiem, zeby tylko on sie nie wkurzyl? Mielismy byc sobie rowni, tymczasem on dyktuje warunki. Ja zawsze bylam slodka i ulegla i teraz za to place. On mowi, ze za duzo jest na swiecie kobiet, zeby sie mial zamartwiac naszym zwiazkiem... Trace do niego zaufanie, w ciagu 2 dni z dysku zniknelo nagle ponad 10 GB. Sadze, ze on jest od tego w pewien sposob uzalezniony, mojej winy w tym nie ma, bo ja zawsze dawalam z siebie wszytsko co moglam. Do granic oczywiscie. Dojrzewam do decyzji o rozstaniu. Wyszlam za maz, bo myslalam, ze bedziemy do konca zycia razem szczesliwi, tymczasem on mnie niszczy. Wiem, ze zasluguje na duzo, duzo lepsze traktowanie. Nie dam mu sie do konca zniszczyc. I Wy tez sie nie dajcie. Moja walka nadal przede mna. Pozdrawiam!

Autor: justa  03.07.2007 zgłoś

Hej, Nie wierzcie w zwiazki "dla dobra dzieci". Moi rodzice męczą sie ze sobą już 20 lat! Co najgorsze nie tylko oni się męczą ale najbardziej my! ich dzieci! Ciągłe kłótnie, wrzaski, mam tego dość! jedyne o czym marze to by sie w końcu rozwiedli!!!!! Ojciec nie kocha matki, i w ogóle sie nie dziwię, jak mozna kochać kogoś przez kogo się tyle wycierpiało!!!!!!!!!! Wkopała gówniarza (19 lat) w małżeństwo, zero zsacunku dla niego, sama nic nie wnosi do małżeństwa, jest jednym z jego dzieci, żałosne. On by jej wszystko wybaczył, jej licznych chłopców przed zwiazkiem z nim, to wpadkę, ale jak ona jest psychiczną zazdrośnicą. Nawet gdy ojciec cierpiał na depresje, nerwice, leczył sie u psychologa kobiety to ona oskarzyla go o zdrade!!!!!!!!!!!!! ze po k.... chodzi!!!!!!!!!!!!!! o mg, gdzie sens , gdzie logika. prosze pomozcie, co zrobic, jak wybrnac ztej chorej sytuacji,

Autor: gal anonim  02.11.2007 zgłoś

po 4 latach maluzenstwa moja zona zlozyla pozew o rozwod szkoda ze dowiedzialem sie tgo dopiero jak odebralem list od listonosza.podziekowanie za to jak ja kochalem

Autor: alex  20.09.2007 zgłoś

WITAM WSZYSTKIE KOBIETY I NIETYLKO KTORE CHCAC BYC SZCZESLIWE I W IMIE MILOSCI CZY DLA DOBRA DZIECI POSTANOWILY ODEJSC OD ZDRAJCOW,CZY TYRANOW,CZY OD MEZOW POZBAWIONYCH UCZUC.JESTEM BARDZO MLODA MAMA I MLODA MEZADKA,ALE ZA TO Z WORKIEM PRZEZYC NIEJEDNEJ Z WAS MOJE DROGIE BO MAM DOPIERO 22LATA I JUZ BORYKAM SIE Z TYM CIEZKIM ZYCIEM.MOJ MAZ TO TEZ BYLA MOJA 1 MILOSC MIALAM 16 LAT ZAKOCHANA I NIEWIDZACA SWIATA POZA NIM,W WIEKU 19 LAT URODZILAM CORECZKE WSZYSCY BYLI SZCZESLIWI POMIMO TAK MLODEGO WIEKU,WZIELISMY SLUB I MIALO BYC KOLOROWO.KOSZMAR ZACZOL SIE PO PORODZIE,MOJ MAZ WTEDY BARDZO SIE ZMNIENLI,JA DOSTALAM DEPRESLE POPORODOWA TRFAJACA 5 MIESIECY PO DLUGIM CZASIE WYZDROWIALAM I WTEDY MOJ MAZ ZROBIL SIE DZIWNY TYLKO DZIECKO GO INTERESOWALO MNIE OMIJAL CHOCIAZ W DOMU MIAL WSZYSTKO CZYSTO SPOKOJ I MILOSC.ZACZAL SIE ZNECAC PSYCHICZNIE A POTEM JUZ FIZYCZNIE WOGOLE NIEOKAZYWAL UCZUC JAKBY BYL Z KAMIENIA JA CHODZILAM PO PSYCHOLOGACH ALE NIGDY NIKOMU NIEMOWILAM O TYM.W ZESZLYM ROKU POSTANOWILAM ZAKONCZYC TO ZYCIE Z TAKIM MESZCZYZNA POPROSTU UCZUCIE NIEPIELEGNOWANE WYGASLO.WYZUCILLAM GO W LISTOPADZIE Z DOMU KTORE WYNAJMOWALISMY BYLO BARDZO CIEZKO BO TAK NAPRAWDE MUSIALAM LICZYC SAMA NA SIEBIE I NIEMIALAM WSPARCIA.ZAMIESZLKALAM U RODZICOW NA DZIEN DZISIEJSZY CZEKAM NA SPRAWE SPRAWA BEDZIE BEZ ORZEKANIA O WINIE NIC NIENAMKNELAM ZE MNIE KRZYWDZIL.MALA MA PRAWIE 3 LATKA ON ODWIEDZA JA CO NIEDZIELE,KAZDY Z NAS MA SWOJE ZYCIE JESTESMY OBCY DLA SIEBIE MAMY DO SIEBIE ZAL ALE LACZY NAS TYLKO RODZICIELSTWO POMIMO TEGO ZE NIEJESTESMY RAZEM MALZENSTWEM ZAWSZE BEDZIEMY RODZICAMI JAKOS SIE DOGADUJEMY ALE TYLKO W TYCH SPRAWACH.MOJ MAZ MA KOBIETE JA MAM TEZ KOGOS MOJ OBECNY PARTNER BARDZO NAS POKOCHAL DAJE NAM TO CZEGO NIGDY W ZYCIU NIEOTRZYMALYSMY CZYLI POCZUCIE BEZPIECZENSTWA SPOKOJ I MILOSC,JEDYNE CO MNIE MARTWI TO TO ZE JESCZE NIEMAM ROZWODU ZE WSZYSTKO TRWA TAK DLUGO ,BOJE SIE ZAMIESZKAC Z OBECNYM PARTNEREM PRZED ROZWODEM A BARDZO BYM CHCIALA BO MIESZKAM U RODZICOW A TAM NIEMAM ZA DOBRZE.DO CZEGO DOCHODZE CHCE POWIEDZIEC KOBIETA W PODOBNEJ SYTUACJI BY SZLY TAK JAK JA DO PRZODU NIEPODDAWALY SIE I MIALY SILE JA JUZ TROSZKE PRZESZLAM ALE TO NIE KONIEC CZEKA MNIE ROZWOD KTORY JEST DLA MNIE OGROMNYM PRZEZYCIEM ALE ROBIE TO DLA CELU KTORY SOBIE KIEDYS POSTAWILAM CHCE BYC SZANOWANA I SZCZESLIWA BO ZASLUZYLAM SOBIE NA TO ......I WY TEZ....I NIESLUCHAJCIE BY RATOWAC MALZENSTWO DLA DOBRA DZIECKA BO JKIE W TYM DOBRO PATRZACE DZIECKO NA TAKICH NIESZCZESLIWYCH RODZICOW.......POZDRAWIAM ALEX

Autor: nena  19.07.2007 zgłoś

Kilka dni temu podjęłam decyzję o rozwodzie, po kolejnej awanturze.Jesteśmy małżeństwem od prawie 13 lat. Mamy troje dzieci.Od kilku lat mąż nadużywa alkoholu, robi się wtedy naprawdę nieprzyjemny. Dręczy mnie psychicznie. Wmawiaże mam kochanka, oskarża ,że zaniedbuję dzieci. Ciągle słyszę że nic nie umiem, nic nie ribie, do niczego się nie nadaję..... Ubliża mi jak tylko może wyziskami które wstyd powtarzać.Do wyzwisko doszły teraz rękoczyny i po kolejnej awanturze zdecydowałąm że to koniec, Spakowałąm jego rzeczy, wywiozłam na dziełkę rekreacyjną, zmieniłam zamki w drzwiach i powiedziałam że nie chcę go widzieć w moim domu. Odwlekałam tą decyzję ze względu na dzieci ale po tym co nam ostatnio zgotował doszłąm do wniosku że dla dobra dzieci i mojego własnego pwinniśmy się rozstać.Mieszka teraz na działce, ma kontakt z dziećmi, chciał wrócić ale się nie zgodziłąm. Muszę nappisać pozew rozwodowy. Boję się tego wszystkiego ale wiem że postąpiłam słusznie. Przez te wszystkie lata praktycznie nie wychodziłam nogdzie tylko do pracy za to on ciągle gdzieś a to dodatkowa robota, a to coś do załatwienia i znikał na całe wieczory w kiedy już wracał to najczęściej pijany. Na życie nie dawał mi ani złtówki, ciągle pomagali mi rodzicei stwierdziłam dość tego.Nie wiem co będzie dalej ale wiem, że muszę wytrwać ze względu na dzieci. Żałuję tylko że podjęłam tą decyzję dopiero teraz.

Autor: zaślepiony  26.06.2007 zgłoś

Jutro czeka mnie pierwsza sprawa rozwodowa. Łykam prochy od wczoraj. Będę musiał ją znów zobaczyć, a przede wszystkim zobaczyć siebie - takiego, jakim mnie z premedytacją uczyniła. Poznaliźmy się 20 lat temu. Ona była ode mnie starsza, ja szczaw nieopierzony. No i ją pokochałem. Na zabój, na ślepo. Wyrzekłem się dla niej rodziny, przyjaciół, zainteresowań. Tylko ona się liczyła, choć i znajomi i rodzina ostrzegali - uwaźaj - to że w wieku 30-paru lat nikogo nie ma to tylko jeden dowód na to, jaka jest. Wyrachowana, chciwa, leniwa, egocentryczka. Nie doczekasz się od niej źadnej odpowiedzi na największe nawet uczucie. Gnałem ich precz. A potem przyszła jej ciąża. Usunęła pod pretekstem stanu zdrowia (ostatnio wygadała się, że "nie była odpowiednio gotowa na dziecko". Skończył się seks. Skończyły się rozmowy. Zaczęła się tresura. Chciała czegoś - miałem obowiązek zapewnić. I zapewniałem. Samochody, wyjazdy, jedno mieszkanie, drugie, w kóńcu dom pod wawą. Płaciłem raty, żyłem w ciągłych długach, żebrałem o jej wzajemność. A ona coraz częściej nadymała się, zapadała w siebie, gadałem do niej jak dziad do obrazu. I wkurzałem się na to coraz bardziej. Ale wciąź myślałem, że jak dostanie ode mnie to, na czym jej najbardziej zaleźy - bezpieczeństwo finansowe i materialne, to mże wreszcie będzie moją żoną. W pełni. Moźe zgodzi się nawet na adopcję, skoro nie chce czy nie może rodzić. Guzik! Kilka lat temu miałem tego dość - chciałem odejść. Powiedziała, że ma raka. Oczywiście zostałem. Co przeźyłem, tylko ja wiem. A kilka miesięcy temu wydało się, że to było kolejne jej oszustwo. Rok temu na jej prośbę kupiliśmy dom. Ostatni rok to wyłącznie moja ciężka walka o wyremontowanie go, spłacenie kredytu. Ona wracałą z pracy i włączała tv. Nie rozpakowała przez rok nawet jednego kartonu z rzeczami w swojej sypialni. W pewnym momencie zaczęła hodować psy. Kundle, z dziewięć szuk. Co ja wyremontowałem - one niszczyły. Więc płaciłem i remontowałem raz jeszcze. Gotowała im codziennie. Pyszności - szynkę z makaronem, warzywkami:))). Kiedy raz zażartowałem, że może by trochę mężowi odłoźyła, bo w KFC juź nie może - powiedziała, że psy to jedyne, co kocha. I skończył się nawet sporadyczny seks. Na łóźku - jego "mojej części" rozłoźyła kupę swoich rzeczy i tak zostało. Zero reakcji na sugestie pomocy z poradni małźeńskiej czy specjalistów... Wyprowadziłem się do gabinetu, na materac na podłodze. Trwałem tak rok, ciągle remonując dom uźerając się z ekipami, zadłuźając się coraz bardziej. A ona - do piesków. Rosły, zaczęły napadać ludzi, żadne moje źądania wywiezienia ich nie dawały rezultatu. W końcu wpadłem w depresję. Przestałem spać. W pracy zaczęły się kłopoty. A ona wtedy jeszcze zaostrzyła kurs. Awantury codzienne. Lekarz kazał wiać. Kiedy tylko to zrobiłem, zabierając trochę ubrań, ksiąźki i firmowy komputer, zmieniła zamki w drzwiach i powiedziała, że to nie jest mój dom. A jak chciałem wejść do domu po rzeczy, nasłała na mnie swojego kuzyna, bi

Autor: zaslepiony  26.06.2007 zgłoś

ałorusina, z bronią. Żeby nie wezwana przeze mnie policja, nie wiem, jak by to się skończyło. A poem z całą rodzinką - równie głupią, podłą i pazerną jak ona radziła, jak mnie wykończyć. Wiem to tylko dzięki źyczliwym ludziom, którzy mi to owiedzieli. Przy okazji wydało się, że od kiedy się wyprowadziłem - do wynajętego mieszkania, cyklicznie donosi na mnie na policję, że jej urządzam awantury domowe. Dobrze, że głupia wygadała się przy interweniującym policjancie (i tak nie wydała mi kluczy do domu, za który wciąź płacę raty!) że wcale się ze mną nie widziała w czasie, w którym jakoby urządzałem te "awantury". Wiem, że chodzi jej tylko o kasę. Ale najwaźniejsze jest dla mnie, że juź jej nie kocham. Wyleczyłem się, szkoda tylko, że tak późno!

Autor: pogubiona  22.06.2007 zgłoś

mąż wrócił do mnie po roku (był z inną) zarządałam rozwodu jesteśmy razem jest mi ciężko pamiętam wszystko co było czasami mam wrażenie że byłoby mi lepiej samej z dzieckiem kocham go jak zapomniec co bylo zle

Autor:  07.06.2007 zgłoś

niech ze ktos mi powie co robic

Autor: julka  14.09.2007 zgłoś

d 9 lat jestesmy maluzenstwem bylo dobrze dopoki sie cos niewydarzylo od 9 lat jest za matka moj maz liczy sie z jej zdaniem nigdy niemialam w nim oprcia pare tygodni temu jeszcze wiecej sie popsulo wyzywal sie na mnie a tera dzieci wyzywa od najgorszych ale to jkos przezylam tylko sek w tym ze ja go juz niekocham jestem z nim dl dobra dzieci co ja mam teraz robic mysle nad seperacj a ale niewiem czy to co da bo dalej bede z nim bo bede jestesmy maluzenstwem tylko na ppierze co ja mam zrobic moe mi ktos doradzi

Autor: julka  14.09.2007 zgłoś

osobom ktOre mily podobne prejscia podaje numer gg moze mi ktos doradzi 7294165

Autor: pogubiona  22.06.2007 zgłoś

jest bardzo dobrym ojcem, chociaż jak był z nią to było żle m-c temu straciłam dziecko w 2-gim m-cu

Autor: pogubiona  22.06.2007 zgłoś

jezeli ktoś jest w podobnej sytuacji proszę o opinię swoje wnioski moje dziecko jest szczęśliwe ale mi do szczęścia wiele brakuje

Autor: xxx  22.06.2007 zgłoś

uważam ze postąpiłaś dobrze jezeli chciałas to małżeństwo ratować z powodu miłosci prawdziwej miłości do niego jak jest teraz

Autor: 13Lat  13.09.2007 zgłoś

Jusz 13 lat męczymy się razem ... raz lepiej, raz gorzej, coraz gorzej ... a życie ucieka. Nie wiem co mam z tym zrobić.... Moja druga połowka nie chce iść do psychologa bo i po co ....? A ja jusz nie mam siły.... Nawet za bardzo nie chce mi sie o tym gadać.

Autor: Inka  01.07.2007 zgłoś

Jestem mezatka 24 lata. 3,, prawie,, doroslych dzieci. Nie ma u nas problemow zw. z zdradami lub alkocholizmem , nie ma takze przemocy. Przestalam kochac meza, zawiodl moje oczekiwania jako kobiety i matki. Nie ufamy juz sobie. On stwierdzil , ze kocha mnie jak nigdy dotad. Chce jeszcze raz sprobowac. Nie dalam mu tym razem szansy. Cos juz we mnie umarlo, ale moge byc Jego przyjaciolka, na to mnie stac i to mu sie nalezy, Natomiast On uwaza , ze albo mnie ma ma lub nie.Ma problem. Ja juz nad przeszlam. Jestem zimna i wyrachowana, uwazam , ze wiem czego chcialabym oczekiwac po partnerze, a wiem ze moge jeszcze kochac i dac z siebie wiele. Po decycyzji o rozwodzie , jednak wspolnej mam tylko jedna obawe. Dotyczy ona dzieci. Nie wiem jak zareaguja, tak bardzo je kocham. ze nie chcialabym , aby znienawidzily mnie. Nidgy nie uslyszaly ode mnie zlej opinii na temat swojego taty, zawsze uczylam ich szacunku do rodzicow, a szczegolnie do ojca jako glowy rodziny. Postanowilam jednak brnac do przodu, bowiem jest to przemyslana decyzja , conajmniej od kilku lat-uwazam , ze dojrzala. Jest to maja pierwsza wypowiedz na forum. Prosze o opinie i pozdrawiam.

Autor: artur  01.11.2007 zgłoś

i czy sad moze zlecic badani psychitryczne wiem ze czesto bije mala jak mnie niema i jezeli dojdzie do rozwodu to chce walczyc o dziecko. pozdruwka

Autor: hela  01.09.2007 zgłoś

Czeka mnie sprawa rozwodowa zgadzam sie na rozwod bez orzekania o winie,ale czy jesli bym zmieniła zdanie to mogę nie zgodzic sie na niego ,choc w odpowiedzi na pozew zgodziłam się?????

Autor: KayserSoze  13.09.2007 zgłoś

6 sierpnia złożyłem pozew. To ona tego chciała. Ja w sumie sam nie wiem na co liczyłem i czym się łudziłem. Że może jeszcze do mnie wróci, że się na tamtym sparzy a sam w głębi duszy tłumaczyłem sobie żeby lepiej już tego nie robiła, poniekąd sam siebie okłamywałem. Teraz mam już termin pierwszej rozprawy - 9 października. I strasznie się boję. Boję się ją zobaczyć a zwłaszcza te jej oczy którym całe życie ulegałem, które już nie są moje. Kilka dni temu widziałem ją na mieście, ona mnie nie i tylko to sprawiło że musiałem dochodzić do siebie przez dwa dni. Dlatego tak straszna wydaje mi się ta rozprawa.

Autor: artur  01.11.2007 zgłoś

moje zycie zmienilo sie wpieklo.jestesmy maluzenstwem od podad 4 lat mamy cudowna curke i bylo raz lepiej raz gorzej.moja zona jest osoba bardzo wybuchowa i choleryczna nie panuje nad odruchami,od jakiegos czasu cos sie zaczelo psuc.zawsze jak wracala od matki byla wsciekla i na minowana ciagle robila mi awantury.nie nawidze sie klucic wiec prubowalem zalagadzac wszystko te jej krzyki teraz nazywaja sie rozmowa szkoda jednak ze djalog byl jedno stronny.nasza curke oddala na wychowanie do babci ktorej zreszta nie cierpi.czesto potrzfila nie owjedzac jej przez kilka dni a jak juz poszla to tak jak by zrobila wjelka laske.od pewneg czasuspimy w osobnych pokojach zonarano wstaje do pracy a ja straszni chrapie wiec zeby jej nie przeszkadzac poszedlem spac do drugieg pokoju.wspulzycie seksualne jeszcze 2 tygodnie temu bylo cudowne i nic nie zapowiadalo tego co sie teraz dzije z naszym zycim.pewnego dnia zrobila mi straszna awanture zlala po pysku i zucila obraczke twierdzac ze chce rozwodu i mam sie wynosic zjej mjeszkania.tak jak nigd jest u swojej mamusi codziennie i zawsze po powroci jest piklo.tak dokonca to niewiem o co tu chodzi ciagle prowokuje awantury i czesto uzywa premocy jest jak opetana.teraz twjerdzi ze nasze osobne spani to separacja i ze juz wpiatek zaklada mi sprawe.wszysko jest ok jak twjerdze ze pujde jej ma reke a jak zaczynam cos wymagacto jest awantura wyzwiska i rekoczyny i oczerniani twierdzenie ze nie chodze do dziecka itp..kocham ja i chce zrobic wszysko by ratowac to maluzenstwo co mam robic na rozprawie mam wrazenie ze to jest podpucha ze strony jej matki.moze nie bylem idealem ale sie staralem i zawsze bylem tym pierwszym ktor mowil przepraszam.i czy ma prawo wyzucic mnie z mjeszkania nigdy sie nie upijam i jestem spokojny nie bylo interwecj policj itp pomozcie niechce tracic rodziny. pozdrawiam

Autor: Ewa  23.10.2007 zgłoś

jestem teoretycznie 24 lata po slubie, ale to tylko teoretycznie bo od wielu lat mąż mnie zdradzał ale nigdy nie chciał odejść.W obecnej chwili poważnie choruję- nerki i nie daję sobie już rady - jestem na rencie.W tym roku będąc ponownie w szpitalu dowiedziałam się że mąż ma kolejny romans więc po powrocie spakowałam jego rzeczy i wystawiłam .Jednak po tygodniu wrócił z płaczem i prosił o danie mu jeszcze jednej szansy,bazował na uczuciach syna.Muszę zaznaczyć , że mąż lubi wypić i wtedy robi się bardzo niegrzeczny a nawet wulgarny.Obecnie znowu jest agresywny i zaczyna wytykac moje banalne błędy przez co klimat domowy jest ciężki. A siebie uważa za ideał i skoro zgodziłam się na jego powrót to maja sprawa.Straszy mnie finansami bo doskonale zdaje sobie sprawe że w obecnej sytuacji jestem bezradna. Dlaczego ten świat jest tak skonstruowany że człowiek człowieka krzywdzi i za co? pozdrawiam Ewa

Autor: miki 29  17.10.2007 zgłoś

witajcie : jestem facetem mam29 lat żone 2 sliczne cureczki . tkwie w związku już lub też dopiero 5 lat . przez cały czas to ja walczylem o zone nie ona o mnie przez caly czas to ja mówiłem ze ją kocham a ona tylko odpowiadała ( ja też ) ale słowa kocham zapominała . staralem sie jak mogłem wychodziłem z siebie pracowałem całymi dniami a gdy przychodziła sobota i niedziela rano wstawałem o 6.30 i leciałem swojej lubej po ciepłe buleczki . to ja organizowalem nasze rocznice i inne swieta rodzinne . on przychodzila na nie jak gość . a gdy dochodzilo do awantury twierdzila ze to ja zmarnowalem jej zycie ze mnie nie na widzi i takie tam . ze to co robie robie tylko dla siebie a nie dla rodziny a jak sie tak bede starał to nasze dzieci sie stoczą bo im podam wszystko na tacy . przez 5 lat tkwilem w utwierdzenu ze ponosze za wszystko wine i jeszcze bardziej sie staralem . nie raz jako facet i łza mi poszla z oka :-) nie raz mi brakowało sił ale poczucie winy nie dawało mi do zrozumienia ze tak na prawde nic nie zrobilem jej nigdy . c.d.n.

Autor: miki 29  17.10.2007 zgłoś

witam po przerwie ; tym czsem dobiegała nasz 5 rocznic wiec jak zwykle resauracja ( jej ulubiona ) kwiaty prezent itp.powrot do domu i . widze zon ena kanapie za smarkana . wiec pierwsze kroki do niej kochanie co jest na to ona ze jest chora (teraz wiem ze na glowe ) i nigdzie nie jedziemy wiec powiedzialem ok dalem prazet i kwiaty i poszlem do kuchni zrobic kawe skoro zostajemy w domku . a tu nagle moja miłosc wpada do mnie z dzikim szalenstwem i sie wydziera o co mi chodzi ? stalem jak w ryty dobre 5 min. do dzis dokladnie nie wiem o co jej chodzilo . domyslam sie ze za pewne o to by za swoja chorobe wine zwalic na mnie . ale zroumialem w tedy ze tego juz za wiele i napewno nie zwinilem . ale rzebym do teko doszedł sam musiało minąc 5 lat . przykre tylko ze dotarło to do mnie w naszą rocznice . aole do sena mam problem . od tego czasu nabralem dystansu i mamje gdzieś bo juz jej nie kocham lecz szanuje jako matk enaszych dzieci . ale ona zasyawia sie dziećmi boje sie odejsc bo nie wiem czy nie bedzie utrudniala mi kontaktu . dziecmi . teraz juz mowi naszej starszej ze TY TATY NIE MASZ .CO ROBIĆ

Autor: Monika  06.11.2007 zgłoś

Cały czas myślałam,że mnie to się nie przytrafi a jednak przytrafiło się-spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba ...mój mąż uznał ,że życie ze mną to udręka i poszedł złożyć papiery rozwodowe-w łóżku było zawsze o.k.Spędziliśmy ze sobą trzy wspaniałe noce,zresztą jak zwykle-byliśmy dla siebie wręcz stworzeni -a pózniej ciach i rozwód .Mój małżonek po fakcie powiedział ,że nie potrafimy ze sobą rozmawiać - co za pech ,bo raptem mamy za sobą 19 lat małżeństwa .Najbardziej boli to,że byliśmy ze sobą,że potrafił to zrobić po słowach wypowiedzianych do mnie kocham itp.,co takiego mogłam schrzanić, aby otrzymać taką nagrodę.Nie jestem zapyziałą babą , jestem atrakcyjną kobietą............

Autor: KayserSoze  20.10.2007 zgłoś

No i już po rozwodzie, minęło prawie dwa tygodnie, czyli jeszcze tydzień i wyrok się uprawomocni. Sama rozprawa trwała niecałą godzinę. I z jednej strony to dobrze że tak szybko a z drugiej to straszne że trójce niezananych nam osób wystarczyło żeby zakończyć COŚ co trwało 7 lat. Długo się przygotowywałem do tego dnia i rozmyślałem różne scenariusze ale chyba nie było tak źle. Myślałem że będzie gorzej. Nie było żadnych scen, kłótni. Było tak jak miało być, tak jak się umawialiśmy. Ona do wszystkiego się przyznała a ja zachowałem dla siebie pewne szczegóły które mogłyby ją dodatkowo obciążyć. Małą satysfakcję połączoną jednak z uczuciem żalu miałem na mowie końcowej gdy sędzina bardzo trafnie podsumowała już moją byłą żonę. Jak to dziwnie teraz brzmi: ''była żona'' albo ''żona", też tak mieliście po rozwodzie? Mimo wszystko takie mam uczucie że ona i ja to jednak nie obcy sobie ludzie, dzwoni od czasu do czasu do mnie i rozmawiamy o tym jak się teraz czujemy. Wiem że nie jest jej teraz z tym lekko, mimo że to ona mnie do tego ponaglała, chyba nie zdawała sobie sprawy do końca z tego jak to będzie gdy to się w końcu stanie. Córka czasami ją wspomina, smuci się i pyta ''dlaczego mamusia z nami nie mieszka?'' a ja nie wiem co jej wtedy odpowiedzieć. Jej 6 lat to chyba jeszcze za mało żeby tłumaczyć jej takie rzeczy. Jakoś to będzie. Pozdrawiam wszystkich rozwodników.

Autor: maurycy  31.10.2007 zgłoś

powiem tak6-lat z żoną (miałem 19 jak się ożeniłem) "oczywiście rozwód" bez awantór i takich tam ,że zdrada przetrwałem boleć przestało .Potem młoda piękna zachwyt oczarowanie..............i niemiłosierny bul i poniżenie ateraz mam 30 a ona 50 jest wspaniała kochana jestesmy juz 6 lat i mysle ,ze będzie mam nadzieje wiecej i wiecej pozdrawiam wszystkich i wszystkie zranione. maurycy

Autor: Ania  12.11.2007 zgłoś

witam.moja poprzedniczka Monika tak jak ja ma 19-lat stażu w małżństwie co mogłam schrzanic mam dosc wysoką samoocene ,jestem typowym BYKIEN zadiakalnym.rodzina dom praca -to najważniejsze ! wydawało mi się, że wszystko co robie robię dla nas zero zagmatwania,żadnych krętactw to moja dewiza1 Mąż ma chory kręgosłup -jest po operacji trzeba go odciążyc jest alergikiem trzeba na niego chuchać,ma nadciśnienie trzeba mu ustępowac ! i tak doprowadziłam do tego że ja wiecznie zapracowana,zmęczona a on miał za dużo czasu. Kochanka nagle niewiadomo skąd i rozwód po 3-ech miesiącach już za tydzień pierwsza rozprawa.Szok i upodlenie.Czuje się okropnie.ńic do niego nie dociera W kaZdej rozmowie słyszę tylko że go od wszystkiego odsunełam i zapomniałam o nim dlatego znalazł sobie kobietę która sie nim zajmuje.smutne nie?

Autor: Córeczka.  22.11.2007 zgłoś

Ja przedstawię sytuację ze strony dziecka. Mam 14 lat, a moi rodzice są małżeństwem od 15. Myślę, że byli szczęśliwi tylko na początku. Kiedy ja się urodziłam tata pracował, dopiero rozkręcał biznes, nie miał czasu się mną zajmować. Teraz mama mu to wyrzuca. Nie raz awanturowali się po nocach, oboje strasznie charakterni. Ciężko im dojść do porozumienia. Ostatnio (a nawet wczoraj) mama oświadzczyła, że dłużej tego nie zniesie, tego, że cały czas nikt jej nie docenia, że tata na wszystko jest negatywnie nastawiony. Powiedziała, że pojedzie dzisiaj po wniosek rozwodowy. Dla mnie to jakiś kosmos. Nie potrafię sobie wszystkiego wyobrazić. Ktoś zapyta, gdzie twój tata, a ja co powiem - a od niedawna są rozwiedzeni! A ktoś zapyta - naprawdę? Przecież byli taką zgraną parą. Chciałabym uratować związek moich rodziców, bo wiem, że są w stanie dojść do porozumienia. Mają jakieś żale sprzed 10 lat do siebie, a ja chcę żeby się udali na terapię dla małżeństw. Tata ma bardzo wiele zalet, rozumiem, ze jest zapracowany, ale bardzo męczący jest czasami, ma takie swoje humorki. Mama też bardzo często coś powie zanim pomyśli, tylko że ona potrafi to dostrzec i chce się zmienić. Tata jest już zobojętniały na to, wiele razy już mama mu groziła rozwodem. Chcę, żeby się pogodzili i przestali sobie wypominać to wszystko, a zaczęli wszystko od nowa. Jeśli się rozwiodą ja będę musiała uciec z domu. Może to ich do sieie zbliży. Ale nie. Jeśli tata będzie miał nerwy to pewnie powie, że przez mamę uciekłam. Nie mam już do tego sił.

Autor: stanisław  15.12.2007 zgłoś

WIJEM że WSZYSCY którzy piszą mieli swoje nieprzyjemnej przejść ale co możecie mi odpisać jeżeli ja przeżyłem dwie zdrady mojej żony które jej wybaczyłem i nich zapomniałem i myślałem że już śę więcej to nie zdarzy minęło trochę czasu iść to samo zdarzyło poznaliśmy przez starszą córkę i jej przyszłego męża jak mi się wydawało bardzo fajni ludzie a żona poznała nową kierzanko i przyjacielsku a okazało śę że pomogła rozwalić moje jak mi sie wydawało szczęśliwe małżeństwo po pewnym czasie okazało śę że koleżanka która mieszka w naszym mieście wychodziły razem sobie na długie spacery jak twierdziły aby trochę odpocząć od obowiązku domowych i jak sie potem okazało to nie były spacery które im pomagały sie rozluźnić tylko chodziły na swoje spotkania z swoimi kochankami po knajpach i hotelach co się potem okazało prosiłem ją żeby zostawiła Marycjusza obecnego jej faceta którego jak twierdzi że jeżeli jego zostawi umrze żeuschnie z tęsknoty i z żalu dzieci też ją prosiły ale sobie poszła wychodząc z domu powiedziała że idzie do starszej córki to przemyśleć i już nie wróciła obecnie jest ze swoim facetem nad jeżorem w goreniu koło łasina nad jakimś prywatnym jęzorem pracują jako rybacy woli grzebać w śmierdzących rybach i brzytko pachnieć jak mieć przy sobie kochającą ją rodzinę i mieć to co miała i jeżeli będzie ktoś taki mądry to niech mi odpisze jak mam się zachować i postępować ja już nie wjem jak mam ją przekonać żeby do nas wróciła odpiszcie.......

Autor:  16.12.2007 zgłoś

STANISłAW PISZE JESZCZE RAS JAK pisałem że żona odemnie idzieci odeszła tak teraz wruciła nie domnie tylko dla dzieci i nie ma zamiaru rezygnować ze swojego nowego chłopaka i jak mam śę teras zachować czy ktoś jest tak mądry i mi odpisze co mam zrobić bo ja w tej chfili niewjem odpiszće naprawde niewjem

Autor: Malzonek  17.12.2007 zgłoś

Witam wszystkich, tak sobie to wszystko czytam, bo tez jestem na etapie rozstania z moja zona, ale powod jest troche inny, nie wiem czy typowy czy nie, jestesmy z soba juz kilka lat, wszystko uklada sie i ukladalo bardzo dobrze, ale jest jedna sprawa, zona nie chce miec dzieci, nigdy nie chciala, ja chce bardzo, ale ile mozna czekac, myslalem ze sie to zmieni, ale wygodnie jej zyc we dwojke, a wlasciwie to zycie bardziej jak dwoje znajomych bo w zasadzie nic nie ma. Pytalem wielokrotnie o dzieci, ale zawsze mowila ze nie, ze jej to nie interesuje i woli robic kariere. Po rozstaniu sie (i uniewaznieniu malzenstwa w Kosciele) juz chyba z nikim nie zwiaze, bo wiedze, ze wiekszosc kobiet woli wygodne zycie z partnerem (na potrzeby finansowania roznych przyjemnosci) niz zalozenie normalnej rodziny, posiadania dzieci ... . Tylko takie kobiety spotykam. Do zony nie mam zupelnie zalu, kazdy sam wybiera co chce robic, ie bede jej do nieczego zmuszal. Ciekaw jestem opinii innych na temat takiej sytuacji.

Autor: smutna  18.12.2007 zgłoś

Jestem 5m-cy po ślubie w osobą, z którą przeżyłam 5lat. Po ślubie zaczęło psuć sie pomiędzy nami, czułam jak on oddala się. Dłużej pracował, nie wracał do domu tłumacząc sie dyżurem. dziś wiem że ma inną która jest w ciąży. On sam nie wie czy chce być z nia czy ze mną. Stwierdził ze jeśli mu wybaczę zostanie ze mną ale dziecko uzna. Ja sama nie wiem czego chcę. Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego...ale z drugiej strony chyba nie zniosę jego wyjazdów do dziecka. A jeśli sie nie zmieni i wciąż będzie mnie zdradzał? czy coś takiego można wybaczyć? Już nie wiem co myśleć co jest gorsze życie bez niego w samotności czy z nim w obawie i ciągłym strachu... Boję się przyszłości tego co sie wydarzy...

Autor: smutna  18.12.2007 zgłoś

Jestem 5m-cy po ślubie w osobą, z którą przeżyłam 5lat. Po ślubie zaczęło psuć sie pomiędzy nami, czułam jak on oddala się. Dłużej pracował, nie wracał do domu tłumacząc sie dyżurem. dziś wiem że ma inną która jest w ciąży. On sam nie wie czy chce być z nia czy ze mną. Stwierdził ze jeśli mu wybaczę zostanie ze mną ale dziecko uzna. Ja sama nie wiem czego chcę. Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego...ale z drugiej strony chyba nie zniosę jego wyjazdów do dziecka. A jeśli sie nie zmieni i wciąż będzie mnie zdradzał? czy coś takiego można wybaczyć? Już nie wiem co myśleć co jest gorsze życie bez niego w samotności czy z nim w obawie i ciągłym strachu... Boję się przyszłości tego co sie wydarzy...

Autor:  18.12.2007 zgłoś

cześć tu stanisław jeszcze raz widze że ktoś jeszcze pisze tutaj ale nikt nie prubuje mi doradzić co mam z tym zrobić wiecie co śę stało potym co napisałem do was poszedłem na komende jak mi doradził muj dobry znajomy kiedy śę nie odzywała ani nie odpowiadała na telefony tak jak fcześniej pisałem poszedłem zgłosić zaginięće i powjedziałem policji gdzie pszypuszczalnie może sie znajdować i natychmiast pojechaliśmy pod wskazany pszezemnie adres śostry pszyjaciela mojej żony co sie okazałodobra jak myślałem kolerzanka ktura twierdziła że nic o nich niewje kiedy sie onich ją pytałem okazało sie że niedość że fszystko wjedziała od samego począdku to nawet wjw gdzie są w tej chwili jeden z policjantuw powjedział jerzeli ma z nimi kontakt żeby sie znimi skontaktowała i pszekazała aby się skontaktowała z nami jeżeli się nie skontaktuje zaczną sie poszukiwania w ciągu puł godziny zadzwoniła i powjedziała że pszyjedzie na drugi dzień i tak zrobiła wchodząc do mjeszkania zamykając za sobądzwi poinformowała nas to znaczy moje dorosłe imłotsze dzieci że wruciła tylko dla dzieci itylko dla siebje nie wliczając mnie bez rzadnych wyjaśńeń jest drugi dzień w domu i po rozmowje o dalszym naszym życiu odpowjedziała że dzieci są dla niej warzne ale i on jest bardzo ważny ico ja mam ztym zrobić.........

Autor:  20.12.2007 zgłoś

stasu olej ja jak udowodnisz zdrade to masz wygrana sprawe szkoda zycia na kogos takiego

Autor: Ola  27.12.2007 zgłoś

I ja dojrzałam do tej strasznej decyzji. I stoję teraz sama przeciw wszystkim: rodzinie, przyjaciołom, mężowi... Mamy za sobą zdradę z jego strony i moje odejście. To było 1,5 roku temu. Niestety to ja poczułam, że bez niego nic nie ma sensu. I chyba tylko ja. Doprowadziłam do tego, że znowu byliśmy razem. To był duży błąd i dzisiaj to wiem. Mój mąż stał się innym człowiekiem. Obcym. Jednak nie widziałam tego. I mimo, że jego zdrada zabiła we mnie połowę poczucia własnej wartości, walczyłam każdego dnia o jego uczucie. Czasem już gubiłam się w tym, czy to ja pokutuję za zdradę? Ale walczyłam wytrwale, bo kochałam. Tylko wciąż powoli i nieodwracalnie umierałam w środku. A on - chociaż mówiłam mu, co się ze mną dzieje - nie robił nic. Biernie obserwował. I nagle poczułam, że już nie mam ani siły, ani ochoty walczyć. Że mam ochotę poddać tę walkę i zacząć nowy etap mojego życia. Mam dopiero 30 lat... A od 15 jestem z nim... On był wszystkim i nagle stał się taki obcy. Żal, żal tych lat, gdy byłam tak bezgranicznie z nim szczęśliwa. Ale nie mam już czego ratować. Wszyscy wokół mnie twierdzą, że robię błąd, że się poddaje. Że skoro wybaczyłam zdradę, to już powinnam to ciągnąć dalej za wszelką cenę. Tak trudno jest mi zrobić ten decydujący krok. Ale muszę, bo inaczej umrę zupełnie. A on i tak nie zareaguje... Tylko jak zacząć życie od nowa, gdy ostatnie wspomnienia "bez niego" to szkoła podstawowa? Nie mamy dzieci. Niby dobrze. Ale z drugiej strony, czasu na nie nie zostało mi tak wiele... Jestem naprawdę zagubiona i nie mam nawet z kim porozmawiać. Przecież nie tak miało wyglądać moje życie!

Autor: staszek  28.12.2007 zgłoś

do Oli jeżeli jesteś i czytasz nasze zwjeżrzenia to sprubój znaleść mnie na mojej stronie kturą mi załorzy moja curka ja tesz bym sobje z kimś otym pogadał tylko pisze naraże bardzo po woli może jest ktoś kto by zemną o takich sprawach chciał porozmawjać moja strona na gadu będzie tak jak śę podpisuje

Autor: artur  28.12.2007 zgłoś

mam podobny problem tylko ze jasie rozwodze z tesciowa i j akos mnie to zwisa.zpodpuszcza zone a ona jej slucha myslalem ze jest madrzejsza

Autor:  28.12.2007 zgłoś

jeżeli masz ochotę potrzeba z kimś o tym pogadać to masz mój numer gadu 6256128 szukaj w Kwidzynie logi to Staszek

Autor: artur  08.01.2008 zgłoś

jest coraz weselej bluzgi klamstwa i oczernianie a mamusia podkreca poprostu super.pozdrawiam

Autor: Aneta  08.01.2008 zgłoś

witam jestem nowa i dopiero dzisiaj weszłam na forum, od razu rzuciło mi się w oczy wyznanie Oli. to tak jakbym czytała swój zyciorys, Olu jestem dokładnie w takiej samej sytuacji. skończyłam dopiero 30 lat od 15 jesteśmy razem, ale mój mąż mówiu o rozwodzie a ja nie mam siły dalej walczyć, bo niby o co? dzieci też nie mamy. pozdrawiam jesli chcesz pogadać to zapraszam na moje gg 563291. Aneta

Autor: gosc  10.01.2008 zgłoś

witam czytam to i czytam i niestety nie znalazlam sytuacji podobnej do mojej,mam 24 lata jestem w zwiazku z brytyjczykiem kochamy sie nie mamy slubu jestesmy ze soba rok i 4 miesiace mamy 6 miesiecznego synka,na poczatku gdy zaszlam w ciaze oczywiscie nieplanowana wydawal sie idealnym materialem na ojca tez dlatego postanowilam zostac z nim i urodzic to dziecko w tym zwiazku.cala ciaze nie pracowalam [on powiedzial zebym zrezygnowala z pracy bo tak bedzie lepiej dla dziecka]bylam na jego utrzymaniu co tez dawal mi odczuc tzn.o kazdy funt musialam sie prosic i tlumaczyc na co mi potrzebny.ale moglam liczyc na niego w kazdej chwili,bardzo czekalismy na to dziecko oboje.pod koniec ciazy zachowywal sie bardzo dziwnie wylaczony glos w tel.niespodziewane wyjscia,jestem pewna ze spotykal sie ze swoja dawna kolezanka ktora obecnie ma 2 dzieci i jest po rozwodzie.wiem jednak ze to sie skaczylo.porod mielismy wspolny i zachowywal sie na medal znow czulam ze sie kochamy.przez pierwszy miesiac byl idealnym ojcem i partnerem,pozniej niestety zostalam ze swoimi obowiazkami sama.probowalam wrocic do pracy zeby poczuc sie bardziej niezalezna,niestety on n iechcial zostawac z synkiem dwa razy w tygodniu po 8 godzin bo twierdzil ze jest zmeczony,i chce odpoczac po pracy,wiec znow musialam zrezygnowac z pracy.maly ma 6 miesiecy i nie mam go z kim zostawic,niemam tu rodziny.od roku nie widzialam sie z mama poniewaz dziecko niema paszportu a on mi utrudnia zrobienie i nie moge poleciec do polski,kocham go ale najbardziej denerwuje mnie to ze dla niego najwazniejszy jest kolega i gry komputerowe ktorym poswieca dokladnie kazda chwile wolna od pracy,z synem spedza moze 2 minuty dziennie jak ja wyjde do toalety i mu go zostawie,jak tylko wyjde to odrazu mi go do reki wklada bo juz ma dosyc,chcialabym wrocic do polski z dzieckiem ale maly niema paszportu i bo je sie ze on bedzie probowal zatrzymac dziecko,wiem ze go kocha ale na ojca to on jeszcze musi dorosnac bo teraz pomimo ze ma 27 lat zamiast stawiac na pierwszym miejscu rodzine i dziecko on stawia gry i kolege,wiec nic tu po mnie,czuje sie przy nim jak opiekunka do dziecka i maszynka do sexu.ja potrzebuje partnera do zycia a maly ojca ,teraz niestety ogladamy jego p,lecy gdy siedzi i gra lub slyszymy narazie, niewiem o ktorej wroce.

Autor: iva  21.01.2008 zgłoś

jestem w tzw"trakcie", wiem, ze to nieuniknione, ale nie umiem pogodzić sie z tym, ze spotkało to właśnie mnie.boje sie samotności, i wiem, ze tylko ja mogę sobie sama pomoc, sek w tym, ze nie potrafię, nie mam sily, tylko dla dziecka wstaje rano i zaczynam kolejny dzień.

Autor:  23.01.2008 zgłoś

witam iwo jeśli myślisz że jesteś w takiej sytuacji jak piszesz to błond bardzo durzy jest bardzo durzo takich osub jak ty i to coras wjencej bez obrazy do kobiet zostaje samych z dziećmi ojcuw owszem są faceci kturzy wogle nie zasługują na wspułczucie i szacunek ale są i tacy kturzy bjorąc ślub pszysięgają swojej jakjemu sie wydaje swojej drugiej połowje że będą na całe rzycie dla faceta jest to tagrze bardzo wjelki cios nawet niewjecie morze jak mąż i ojciec morze sie załamać kiedy jego jak jemu sie wydaje jedyna kobjeta wrzyciu kturąkocha muwi jemu zzzzzże do niego nic jusz nie czuje ani żalu nienawiści odrazy i nic z tych rzeczy ale kocha innego ijak myślicie cowtedy myśli taki mąż w czym zawinił w tym że nie pszepijał pjeniendzy zarabjał gdzie tylko było morzliwe pomyślcie choć troche jak oni sie czują kochając swoje rzony i czekając może do niego i dzieci wrucą może i to śmjeszne ale to niestety tagrze ludzie mjejący uczucia

Autor: madzia  03.02.2008 zgłoś

na wszystko przychodzi pora ja po 8 latach gechenny uciekłam ale znalazł mnie i ukradł mi dziecko do tego wszystkiego otukł mnie jak sliwke bardzo lubi mnie straszyc ale zapłaci za wszystko

Autor: KayserSoze  04.02.2008 zgłoś

A ja juz mimo ze 8 miesiecy od rozstania to dalej jeszcze sie zdarzaja takie dni jak dzis, ze sie zyc odechciewa. Juz myslalem ze jakos zaczyna mi sie to w glowie ukladac, ze powolutku dochodze do siebie, ze jeszcze troche i bede mogl zaczac swoje zycie od nowa a tu trach. Sam sie chyba oszukuje ze ona nie jest warta tego myslenia i calego zycia ktore dla niej poswiecilem i nawet momentami zaczynam w to wierzyc ale zdarza sie taki telefon od niej jak chocby dzis i czlowiek znowu laduje w punkcie wyjscia. Boje sie ze to sie nigdy nie skonczy, ze nigdy juz nie bede w stanie zaufac innej kobiecie i tym samym stworzyc stabilnego zwiazku na lata a nawet jesli jakims cudem pokocham jakas i sam bede przez nia kochany to demony przeszlosci, te wszystkie krzywdy ktore ona mi i dziecku naszemu wyrzadzila nie pozwola mi zyc i cieszyc sie wlasnym zyciem bez wracania do przeszlosci.

Autor: staszek  07.02.2008 zgłoś

cześć i jednak nie jestem jedyny który został potraktowany jak tymczasowa zabawka i nie tylko ja z dziećmi poczuliśmy na własnej skurze jakie potrafją być perfidne kobjety i zarazem nieczułe matki kture pszekładają swoją nową pszygode ponad tego ktury ją kocha zostawja i odchodząc z nowym jak to muwją z tym kturego kocha po czasie okazuje sie że zrobiła straszną kszywde swojej własnej rodzinie ale w wjększości znich nie wraca zpowodu wstydu przed dziećmi i brakiem zaufania z ich strony a nate zaufanie tszeba spowrotem zapracować kiedy okazuje sie że nowy partner okazał sie zwykłym pijakiem i damskim bokserem ftedy do nich dociera z czego zrezygnowała zszacunku męrza i kochającej jąrodziny

Autor: artur.  17.02.2008 zgłoś

czasami wina nie lezy tylko po stronie mezczyzny. niejednokrotnie kobiety nie dostrzegaja ze to one doprowadzaja do rozstania, w naszym swiecie utarlo sie ze facet jest tym gorszym . to nie zawsze jest prawda . pozdrawiam

Autor:  18.02.2008 zgłoś

Czytam te wypowiedzi i zastanawiam się dlaczego wypowiadają się tutaj tak rzadko mężczyźni, kobiety również potrafią być wredne i również one są powodem rozpadu małżeństw i sądzę, że w obecnych czasach, "wyzwolonych" kobiet zdarza się to coraz częściej. W żaden sposób nie chcę nikogo szufladkować, wrzucać do jednego worka... chcę się podizelić swoim doświadczenem gdzie to właśnie moja była żona zdradzała mnie przez pewnien okres czasu, a ja strzasznie zakochany, i ślepy na boźdce, które dopiero teraz do mnie trafiły nie zauważałem tego. Prawdą jest również, iż swojego partnera naprawdę poznajemy w trakcie rozwodu, nawiązuję tutaj do wypowiedzi kolegi powyżej. To co działo się na mojej sprawie było strzaszne i do dziś wywarło piętno na mnie jak mogłem żyć z taką kobietą, która potrafiła w tak okrutny i chamski sposób bronić się i usprawiedliwić swoją zdradę, na co moim zdaniem nie ma żadnego usprawiedliwienia!! Okrutne kłamstwa, wyuzdane wypowiedzi, a wszystko było tak pięknie, nigdy nie wspominała że czegoś jej brakuje... nie rozumiem. Zdrada partnerki dla faceta to chyba najgorsza forma rozpadu związku. Daltego kobiety... jeżeli coś jest nie tak w związku rozmawiajcie o tym, próbujcie wspólnie rozwiącać problemy i jeszcze raz rozmawiajcie. NIe posuwajcie się do zdrady, kłamstwo zawsze ma krótkie nogi... Powiem na koniec tak, nie ma w sumie tego złego co by na dobre nie wyszło. Mam nową partnerkę, kochamy się, rozmaiawmy jest super. Moja była żona nie jest już ze swoim kochaniem, wychowuje samotnie jego dziecko, próbowała wrócić, niestety, stety... nie udało się, ten związek nie przetrwałby, przykra sprawa... pokuta ??

Autor: z kimś  24.02.2008 zgłoś

witam.Moja historia po krótce jest taka....poznanie wspaniałego faceta starsz o 6 lat,bukiet 100 róż szalona miłosc,rezygnacja z pracy by byc z nim juz na zawsze i wyjazd do niego 200 km od swojego domu.po 4 mies ślub,urodzenie dziecka.juz podczas ciąży mąż wolał towarzystwo kumpli,picie palenie trawki itp.każde próby rozmowy z nim konczyły sie kłótnią(wygadywanie bezsesownych nie na temat argumentow).po porodzie opiekowałam sie dzieckiem,maz pracował,potem nie,3 prace zakończył długami,nie płacił za tel ,mieszkanie itp ..Jak już którys raz przyszedł komornik TO MAZ skruszony poprosił opomoc rodziców.....zapłacili długi..Przez cały ten okres byłam wyzywana,ponizana....potem doszło do rękoczynów,a ponieważ ja na jego krzyki nie odpowiadałam (bojac sie go) to dostawałam bardziej... DZIECKO pytało...mamo a dlaczego jestes SZMATĄ?..odp ze tatus mowil o scierce do podłogi nie o mnie...wkoncu prawie wpadłam w depresje...dzieki bogu mialam prace która lubiłam i tam moja klientka spostrzegła ze jest zemna cos nie tak i POMOGŁA mi/osrodek pomocy rodzinie/ tam pomogli napisac mi pismo do prokuratury na meza,o powierzenie opieki nad dzieckiem do sadu.po 2 tygodniach nocowania w pracy wyprowadziłam sie z miasta i wróciłam do swojego dawnego domu(gdzie od 2 tyg przebywał mój syn na wakacjach.potem była walka o dziecko,nastepnie zabranie mi syna bez mojej zgody i rozwód który obecnie sie toczy złoż przez meza a w nim ...o mnie PIJACZKA,TRUDNIĄCA SIE NIEŻĄDEM W GRUPIE I Z PUBLICZNOŚCIĄ,PODEJRZENIE WYKORZYSTYWANIE SEXUALNE SYNA .......sad powieżył mu opieke nad dzieckiem do czasu rozprawy,opinia RODK wyszła negatywnie dla mnie ponieważ byłam tak roztrzesiona na nich iz pani napisała ze niemam stabilnosci i tp i powiedziała ze jak mam małe dziecko 5 mies to niedam sobie rady z wychowaniem 2iego syna...PARANOJA...nie pomogły tłumaczenia itd...Z TEGO CO PRZESZŁAM TO I TAK JESTEM SILNA...musze i chce byc silna dla mojego synka którego strasznie kocham i zrobie co w mojej mocy by był zemna i swoim bratem

Autor: z kims  24.02.2008 zgłoś

dodam iz prokuratura nie wszczeła postepowania z powodu braku dowodów.....nikt nie potwierdził moich twierdzeń nawet dziewczyna która wynajmowała u nas pokoj!!!!!!!!!!! powiedziała ze nic niewie poniewaz zadko u nas bywa!.

Autor: Anna  08.04.2008 zgłoś

Witam :) jestem młoda osoba, nie doświadczona i dużo nie wiem o sprawach rozwodowych itd. Poznałam wspaniałego mężczyznę w czasie kiedy jego związek wisiał na włosku, pokochałam go i on mnie również, jest jeszcze w stanie związku małżeńskiego, teraz planuje wystąpić o rozwód, broń boże moja obecności i pojawienie się w zyciu tego mężczyzny nie spowodowało rozwalenia tego małżeństwa. Po prostu nie pamiętał kiedy czuł sie tak szczęśliwy i kochany, pracuje za granica ok 7 lat, zona miała wszystko, nie pracowała, ma piękne mieszkanie i owoc miłości dziecko, ona teraz go straszy ze pozbawi go wszystkiego, nie da rozwodu. że odbierze mieszkanie ale to mieszkanie on kupił za swoje pieniążki zarobione jeszcze przed ślubem i każdy remont i rzecz do tego domu zakupił przed ślubem. Ukrywamy się teraz z tym związkiem, bo boimy sie, że zrobiłaby ona wszystko by to zniszczyć kiedy sie dowie ze wciąż utrzymujemy kontakt, ale zależy mu by szybko dostać rozwód bo planujemy sie pobrać.. Co prawa nasz związek trwa teraz przez sms, rozmowy komputerowe ponieważ dzieli nas kawał drogi, bardzo nam zależy na sobie. Proszę o poradę co mamy zrobić by szybko, rozpoczął sie proces sądowy, i jak najszybciej zakończył, jak wygląda sprawa z tym mieszkaniem i ile musielibyśmy czekać. I jeszcze jedno, skoro mój luby siedzi za granica ile może płacił alimentów na dziecko, ponieważ boimy sie ze mogą dołożyć mu duża sumę a on planuje zjechać z tej zagranicy już jak najszybciej by być ze mną.. jeśli chodzi o jego zonę, to trudny człowiek, wydzwaniała do mnie straszyła sadem ze poda mnie o rozpad małżeństwa, a tak naprawdę ono już dawno wisiało na włosku a to nie nasza wina ze los tak chciał ze pokochaliśmy sie. Moje wszystkie dane przetelepala z Jego komputera, telefonu. pisała do mnie jako On, wydzwaniała ze swoja matka, wymyślając nie stworzone historie, ze rozbierałam sie przed kamera itd, a jestem poważna i rozsądna osoba, pisze tak jak potrafię to wytłumaczyć na chłopski rozum. Boje sie bardzo, co teraz będzie, Ja nie zniszczyłam tego małżeństwa, On sam chciał by się już skończyło bo, nie było w tej rodzinie już miłości, tylko non stop sie czepiała ze zarobiła mało pieniędzy, dużo by tu pisać, nawet mi opowiadała niestworzone historie o Nim co jest kompletna bzdura, ale boimy sie ze ma większe szanse bo jest dziecko, a co najgorsze ona z teściowa wymyślają na niego okropne bajki co zrobić??? On harował jak wół za granica a ona siedziała w domu, nagle teraz poszła do pracy bo wie ze on chce wystąpić o rozwód, proszę o kilka wskazówek bo jestem załamana.. Z góry dziękuje bardzo... Anna.

Autor: skołowana  10.04.2008 zgłoś

ponad 7 lat razem, ponad 2 lata po slubie.nie mamy dzieci.malzenstwo bylo normalne-raz lepiej, raz gorzej.od pewnego czasu (ok pół roku) zaczelam zauwazac brak czulosci...seks byl sporadyczny raz na miesiac czy 1,5.on zaczał sie zmieniac i twierdzi ze jest mu dobrze takim jakim jest.mimo obietnic nie wykazal zadnej chceci zmiany.od ok 1,5mies.utrzymywal ze "nie wie czy mnie kocha, nie wie czy chce byc ze mna, nie wie czy mu zalezy"...2 tyg. temu przytulał sie do mnie kiedy plakałam i mowil ze bedzie dobrze, ze mu zalezy, ze chce byc ze mna, ze bedzie sie staral zmienic...2 dni temu powiedzial-chyba Cie nie kocham, az w koncu-nie kocham Cie, nie chce z toba byc, chcesz to sie wyprowadz, rob co chcesz...i ze wezmiemy rozwód jak chce.a ja nie chce. ja go kocham i chcialabym z nim byc.ale chcialabym zeby sie zmienil.bo jak mozna byc z kims kto nawet nie odczuwa potrzeby zeby sie przytulic? jak taka kukła.czy mozna kogos tak przestac kochac?gdy go pytalam czy kogos poznal, czy sie w kims zakochał-zaprzeczył.dodam ze wyprowadzilam sie od niego z nadzieją ze to go "ruszy" i bedzie terapia wstrzasowa...ze przemysli spokojnie, zateskni, zrozumie ze mnie mu brakuje.ja sie mecze bo zyje nadzieja ze to sie ulozy, ze on zrozumie swoj błąd...a z drugiej strony czuję ze nic z tego juz nie bedzie bo on mnie nie kocha i mu nie zalezy.ale tez nie wierze ze to moze byc tak bez powodu.zaczął mi wypominac jakies sprzeczki sprzed 6-7 lat;/mimo ze duzo sie zmienilo i polepszylo tak naprawde.a co jest najdziwniejsze-caly czas ze mna normalnie rozmawial.nie bylo żadnych "cichych dni", kłótni.niby wszystko ok...a gdy go zapytalam o seks czy czemu nie przytuli sie do mnie, nie pocałuje mnie - on mowi ze nie chce bo nie mam takiej ochoty i nic nie czuje.sama sie oszukuje ze bedzie dobrze.mam dość, czuje sie jak w koszmarnym śnie...a najgorsze jeszcze przede mną.a ja go kocham...

Autor: ewelina  11.04.2008 zgłoś

witam,chociaż mam dopiero 22 lata już czeka mnie rozwód.Nie chce dalej żyć z tym człowiekiem,nie jest mnie wart.Chciałam spokojnego rozwodu,żebyśmy zachowali dla siebie odrobinę godności i szacunku dlatego bo mamy ze sobą 3 letniego syna ale mój mąż zachowuje się jak świnia chce walczyć to powalczymy,w końcu pokaże na co mnie stać, wszystkie moje prośby zamienią się w ciosy w niego.Kobitki nie dawajmy się jesteśmy matkami damy rade wszystkiemu!!!! pozdrawiam i ca luje Ewelina

Autor: ewa22  16.04.2008 zgłoś

witam..w stu procentach podzielam opinie eweliny!!!! mam 27 lat i 3-letnia corke. tez chcialam spokojnego rozwodu nie tylko dla nas co dla dziecka bo wiem jak moje zdenerwowanie wplywa na relacje z nia...obecnie wychowuje ja sama, od kilku mcy mieszkamy z mezem osobno..maz ciagle obiecuje mi wojne w sadzie,wyciaganie brudow,szntazuje i poniza..ale wiem ze nie mozna temu ulec!!!!!!!!!!musimy byc silne,bo kto jak nie my??!

Autor: artur:)))  08.05.2008 zgłoś

juz jestem po rozwodzie:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) w poniedzialek odzyskalem wolnosc:)))nie bylo tak zle.tez bylem straszony i ponizany ale wystarczy to nagrywac jako dowod do sadu .tak zrobilem i moja teraz byla zona szybko zmienila zdanie i juz nie chciala zekomego udawadniania winy:) rozwod dostalem na pierwszej sprawie:) i bylo super ogladac jak sedzina co rusz lapie je na klamstwach i matactwach:) pozdrawiam szerdecznie:)

Autor: gp  19.05.2008 zgłoś

skołowana - jestem dokładnie (na 90%) w takiej samej sytuacji jak Ty. I też nie wiem co robić i też się łudzę, ale jak wzniecić w kimś znowu uczucie do siebie? Może to przejściowe to moje dołowanie się, ale naprawdę wszystko widzę na czarno i jeszcze perspektywa rozwodu (przypominana na każdym kroku). jak masz ochotę to daj jakiś namiar na pogaduchy.

Autor: justyna  23.05.2008 zgłoś

przechodzę to samo co ty,a dołowanie jes u mnie na porządku dziennym,minął rok od mojego ślubu,mam cudownego synka,tylko małżeństwo się wali, a ja jestem w kropce i nie wiem co robic bo żal mi dziecka,i pewnie gdyby nie synek już by mnie nie było.pozdrawiam załamane serducha

Autor: mucha  29.05.2008 zgłoś

ja też nie wiem co robić jest coraz gorzej wczoraj powiedziałam mu że chcę rozwodu, już dłużej nie wytrzymam do urodzenia dziecka nie widziałam w nim tyle wad co teraz i to dla niej podjęlam taką decyzję chcę żeby była szczęśliwa ale boję się że zmienię zdanie nie wiem co mam robić

Autor: justyna  31.05.2008 zgłoś

jak ja mojemu mówię że musimy wziąśc rozwód bo nasz związek nie ma sensu to on mi karze wypier....no i co ja mam robi?

Autor: historia  31.05.2008 zgłoś

15 lat po slubie a on wrecza pozew rozwodowy malo tego dobiera sie .5 dzieci zniszczyl psychicznie z 3 dzieckiem w ciazy sama odchodzilam od niego on mnie przyczymal po to zeby mu uslugiwac piekne zycie chcialabym miec to za soba nie dam sie tak latwo

Autor: łuna  04.06.2008 zgłoś

dlaczego to wszystko jest bez sensu dlaczego jak podjęłam decyzje o rozwodzie i jak powiedziałm mu że nie jestm szczęśliwa to on nie chce przyjąc tego do wiadomości mam wrażenie że robi mi na złość czy on nie chce być szczęśliwy a przecież w związku w ktorym są bezustanne kłotnie nie da się zaznać nawet chwili upragnionego szczęścia!!!!

Autor: Józek Piwecki  07.06.2008 zgłoś

Do autora Historia, jestem jeszcze jej mężem kochałem ją jak mogłem, mogłem bardziej. Nie potrafiłem. Długa historia. Napiszę krótko. Może jestem erotomanem, ale z żadną kobietą nie poszedłem do łóżka mając 37 lat, tylko z tą jedną. Halina nie można się kochać z matką 2 dzieci mając 5 cioro. Szkoda że nie byłaś w przedszkolu, na dzień taty i mamy, ja tam byłem twoja nasza córka płakała pytała gdzie mama? Ona ma też dzieci, jest tez ojciec tych dzieci kocha ich wszystkich chcą być razem bo nigdy nie byli. Krzywdzisz ich, ona nie jest ewka kur... to ludzie z niej zrobili. Nie zyczę nikomu tego ja poznałem jej historie i ją nie rozumiem. Może mnie okłamała ale nie okradła. Co ona zrobiła? To dziwne a wiesz dlaczego? Nie dobieram się do niej tylko do ciebie, bo nie potrafię nie mam doświadczenia. Jesteś pierwsza i ostatnia. Jestem szczery i wstyd mi za to co robiłem przez te 15 lat. Chce abyś była szczęśliwa. Ja ci tego szczęścia nie oddam, ja je miałem. Zrobiłaś ze mnie kurwiarza, śmiecia, ale nie gniewam się. Dalej chcę abyś była szczęśliwa. A wiesz dlaczego? Ty wiesz, ale powiem to wszystkim. Nie ja byłem pierwszy, nie ja dałem ci szczęście, ja byłem wypełnieniem tych 15 lat. Wiesz co cię zabija psychicznie? To co przychodzi ci do głowy, twoja wyobrażnia, przeszłość i terażniejszość . Jesteś ładna, fajna, pociągająca każdy będzie cię walił, ale co ze mną? Bo mam pieniadze? Ale nie mam tego co ty.

Autor: Józek Piwecki  07.06.2008 zgłoś

Jeszcze jedno. 7 Nie zabijaj. To przykre ale mnie już zabiłaś. Tak się nie robi. Byłem na piwie z kolegami dostałem smsa. Tata gdzie jesteś mamie coś jest mama nie zyje. Pamietam to jak dziś. Ktoś dzwonił nie odbierałem, przeczytałem i ............. Biegłem cała drogę, płakałem, uwieżyłem. Są granice ale to koniec ja swoje zycie zmarnowałem. Dałas mi więcej niż mógbym ci dać.

Autor: beti  21.06.2008 zgłoś

ogolnie sie utarlo w naszym społeczenstwie ze to mezczyzni są winni rozpadu malżenstwa bo pija,biją,dręczą slowem itd... Ale to nie zawsze tak jest często kobiety często kobiety swoich prtnerów i męzów postrzegają jako źródła swoich dochodów i spełniania zapotrzebowań, zapominając ,ze ten facet też ma swoje potrzeby i chciałby czasami poczuc sie potrzebny nie tylko wtedy gdy zepsuje sie kran ,nie tylko wtedy gdy potrzeba pieniedzy itd... Zdrada sama w sobie z czegoś wynika ,jezeli brak czegoś w domu najcześciej tego się szuka jezeli sie tego w domu nie znajdzie znajduje sie to poza domem. Nastepstwem zdrady najcześciej jest rozwod i wtedy ta pokrzywdzona żona przybija dzieci na sztandar i glosi wszem i wobec jaki ten facet to drań.Biega po psychiatrach zbierając opinie doktorów, leci do sądu z pozwem domagajac się wysokich alimentów i rozwodu z jego winy bo przecież on ją zostawił.Buntuje w miedzyczasie dzieci przeciwko ojcu ale przeciez on zostawił ja nie dzieci.znam taki przypadek osobiście ,zal tylko tych dzieci i tego "drania". Wmieszani zostali chyba wszyscy w tą afere znajomi i rodzina.Żona tego "drania " powinna dostać oskara za aktorstwo. Tez w zyciu mi sie nie ulozylo ,a własciwie nam ale wychowalismy nasze dziecko do pelnoletnosci ,nie ciagajac sie po sądach, nie obdarlismy sie nawzajem z godności. Przeżyliśmy wiele były zdrady pijaństwo bicie ...ąle dla dobra dziecka dogadalismy sie tyle moglismy dla niego zrobic.na dzień dzisiejszy rozmawiamy odwiedzamy sie i nasza dorosła pociecha nie musi wybierac mama czy tata.Niestety czas goi rany.I wy porzucajacy ,i wy porzyceni macie szanse byc w swoim zyciu jeszcze szczesliwi

Autor: beti  21.06.2008 zgłoś

Jeszcze chciałam dodac zeby najpierw dobrze spojrzec czy napewno my sami sie do tego nie przyczynilismy. Bo nic w zyciu bez przyczyny sie nie dzieje a wina w rozpadzie zawsze leży po srodku.My aniołami nie jestesmy.Spojrzmy na to obiektywnie

Autor:  21.06.2008 zgłoś

Pani beti wyśli sms na 886125 662 o tresci beti.

Autor: mati  23.06.2008 zgłoś

po 17 latach zona mnie opuszcza przyjechałem z zagranicy gdzie mi się nie przelewało okazało się ze jest z innym też rozwodnikiem mamy 2 dzieci chce to wszystko rozwalić czy to jest sprawiedliwe zeby dzieci tak cierpiały, skoro tego chce niech odejdzie do niego a my będziemy mieli spokój

Autor: rozwiedziona  27.06.2008 zgłoś

Przeczytałam wszystkie opisane tu historie. Są smutne delikatnie mówiąc. Ja jestem miesiąc po rozwodzie, zostałam z trójką dzieci. Problemy poważne w moim byłym małżeństwie zaczęły się przy trzeciej ciąży. Za słabo zadowalałam byłego męża seksualnie, bo... ciąża, małe dzieci, dużo obowiązków, zmęczenie i cały czas praca zawodowa. A on z nadmiaru czasu wciągnął się w pornografię internetową. No i co? czy to moja wina? bo nie zaspokajałam go tak jak chciał? nie uważam tak. Po prostu niektórzy za dużo uciech potrzebują. Nic do tego jakim się jest nie ma znak zodiakalny-jak tu ktoś napisał, że typowy byk jest za rodziną domem. Były mąż właśnie jest bykiem i co? Seks okazał się silniejszy niż rodzina, dom, dzieci, miłość. Oskarżył mnie o takie rzeczy, że mi włosy w sądzie stanęły dęba, a ja już nawet nie chciałam opowiadać o małżeństwie, dlaczego wnoszę o rozwód. Bo po co? Aby było dziwniej nawet dzisiaj wymskęło mu się w obecności policji (wezwałam bo wtargnął na moją posesję) "moja żona", ja na to "nie jestem już twoją żoną"-nawet nie zareagował, tak jakby nic się nie stało. A troje dzieci, no i ja cierpimy...Kiedy minie to cierpienie? nie wiem, ale nie mogę się doczekać aż wreszcie znajdę "kochanka" tego, o którego oskarżył mne były mąż. Ps. on ma od ok. 2 lat kobietę-śmieszne, przecież twierdził, że to ja mam kochanka?

Autor: iwa  05.07.2008 zgłoś

Wiecie czytam Wasze opowieści, bo szukam czegoś, co mnie pocieszy, sama nie wiem, na co liczę może na jakąś terapię. W tej chwili jestem po drugiej sprawie rozwodowej - sama sprawa rozwodowa tak mnie nie dobija jak fakt, że zostawił mnie człowiek po 7 latach małżeństwa i 3 narzeczeństwa. Miłość była wielka, zawsze wydawało mi się, że nie byłam głupiutkim dziewczątkiem wybierałam i szukałam swojego ideału no i znalazłam. Dziesięć lat wspólnego życia dwóch synów 7 i 5 lat i co on się odkochał ( w międzyczasie, gdy chłopcy byli mali mieszkał przez 3 miesiące ze swoją przyjaciółką, ale wrócił wybaczyłam mu, bo go kochałam). Teraz mówi, że robi mi przysługę jest już z inna kobietą, też rozwódką starsza od niego o dwa lata (ma 16-letniego syna), a ja nie mogę przestać myśleć, że zawaliło mi się całe życie, nie mogę przeżyć faktu, że nie wybrałam takiego mężczyzny, który byłby kochającym ojcem dla moich dzieci. Dlaczego my kobiety jesteśmy takie głupie - pracujemy, wychowujemy dzieci, prasujemy sterty ich koszul, biegamy z lekarstwami jak są chorzy, wiecznie się odchudzamy żeby oni byli zadowoleni, (chociaż rzadko są!), jesteśmy wierne i oddane jak psy - a co za to dostajemy kopniaka w tyłek, wyniesiony sprzęt z domu i 400 pln na dwoje dzieci. Podsumowując mam 32 lata, dwoje dzieci i chyba depresję. Tak sobie myślę, że chyba wszystkie jesteśmy psychicznie chore. pozdrowienia dla wszystkich wykolejeńców takich jak ja :)

Autor: ZOSTAWIONA  06.07.2008 zgłoś

MAM 22 LATA MÓJ SYNEK 20 MIESIĘCY. ROK TEMU MĄŻ WYRZUCIŁ NAS Z DOMU. PO MIESIĄCU ZŁOŻYŁAM POZEW O ALIMENTY DOPIERO SIĘ ROZSTRZYGNĘŁY POMYŚLNIE DLA NAS. TERAZ CZEKAM NA PIERWSZĄ SPRAWĘ ROZWODOWĄ NIESTETY NADAL KOCHAM SWOJEGO MĘŻA A ON UKŁADA SOBIE ŻYCIE Z TĄ DRUGĄ. PONIŻAŁ OBRAŻAL GROZIŁ A TERAZ CHCE MIEĆ DOBRY KONTAKT.JUŻ MU NIE WIERZE ZAPOMNIAŁ O DZIECKU O MNIE ALE NIESTETY NIE UMIĘ PRZESTAĆ KOCHAĆ GO.

Autor: werona  06.07.2008 zgłoś

zlozylam papiery o rozwod moj maz o tym jeszcze niewie od ponadd pol roku mieszkam u mamy z mezem mamy za soba 7lat malzenstwa i 6cio letnia corke nie chce z nim byc ale boje sie rozwodu...

Autor: wera  06.07.2008 zgłoś

zakochalam sie w kims i spotykam sie z nim od trzech lat moj maz nic o tym niewie teraz wystapilam o rozwod czekam jaka bedzie jego reakcja gdy oyrzyma zawiadomienie z tamtym partnerem jestem szczesliwa i mamy plany na przyszlosc nie wiem tylko czy dam rade z tym rozwodem ogromnie sie boje ale czy mialabym trwac w zwiazku z kims kogo juz nie kocham tylko dlatego ze mam z nim dziecko ?

Autor: ZOSTAWIONA  09.07.2008 zgłoś

DROGA PANI IWO ROZUMIE CO PANI PRZECHODZI JA TEŻ MAM DEPRESJE OD 13 MIESIĘCY CO NOC PŁACZE ZA NIM . NIE POTRAFIE ZAPOMNIEĆ I PRZESTAĆ GO KOCHAĆ. WIDZE GO CZASAMI BO MIESZKAJA DOŚĆ DALEKO A TE JEGO SZCZĘŚCIE MNIE JESZCZE BARDZIEJ DOŁUJE. JAK ZNAJDZIE PANI JAKIEŚ LEKARSTWO TO PROSZĘ O POLECENIE. ZYCZĘ POWODZENIA.

Autor: OlA  17.07.2008 zgłoś

Nie wiem czy powinnam pisać. WIdzę przykre historie, sama jestem rok po ślubie i praktycznie od samego początku (od ślubu) jest niedobrze. Zanim pobraliśmy się byliśmy ze sobą 2,5 roku. Problem stanowią pieniądze. Ja pochodzę z rodziny średniozamożnej, nigdy nam nie brakowało na jedzenie, nie musieliśmy też zaciskać pasa, ale kuksusu nie było. Za to byliśmy szczęśliwi. Mąż mój i jego rodzina są zamożni. Bałam się tej różnicy majętności, ale nigdy nie dał mi poczuć tego. Dopiero teraz widzę, że problem istnieje. Mąż ma ciągle pretensje, że moi Rodzice nas nie finansują (w ogóle nie rozumiem dlaczego mieliby to robić), jest pazerny i uważa ,że rodzice mają dziecko wspierać zawsze (on ma już 30 lat, pracuje i normalnie nam się wiedzie). Zauważyłam ostatnio, że załatwia ze swoim tatusiem sprawy zw. z nieruchomościami za moimi plecami. Chyba boi się, że mogłabym mu coś zabrać. Żenada. Kuzynka spotkała ostatnio teścia jak dopisywał mojego męża do jakiejś księgi wieczystej. Oczywiście ja nic nie wiedziałam o tym. Nie uważam że powinien mnie dopisywać, ale mógłby przynajmniej tego nie kryć. Nie chciał spisywać intercyzy, ale wszystko co teraz nabywa ojciec, to przekazuje mu w postaci darowizny-co wchodzi w jego OSOBISTY majątek, do którego ja nie mam prawa. Boli mnie najbardziej, że się tak zabezpieczają, a nie ma przed czym. Nic od nich nie chcę, co zresztą móiłąm mężowi. Najgorsze jednak jest to, że ja głupia i naiwna wpłąciłam na konto męża wszystkie moje oszczędności, a on teraz mi mówi że nic z tego nie zostało, bo weszło w firmę (JEGO!!). Taki jest efekt głupoty mojej. Nie mamy wspólnego konta, ja mam na swoim ok 200 zł ze stypendium naukowego, mimo iż pracuję, ale pieniądze idą na jego konto. Jestem zniesmaczona i nim i małżeństwem. W dodatku mieszkamy w domu z jego rodzicami, którzy ubóstwiają swojego jedynaka ni non stop go czymś absorbują. Nie ma niestety rodziny ja i mój mąż, lecz jest on, jego rodzice, a ja gdzieś z boku. CHyba się rozstaniemy. Kocham go chyba jeszcze, ale nie zależy mi już. Gdy podejmuję temat przeprowadzki, on się wymiguje pytaniem: "źle Ci tu?" Mam dość. I nie chcę mieć z tym człowiekiem dzieci. Więc po co być ze sobą? Mam prawie 27 lat i chcę mieć rodzinę. Nie wierzę już w małżeństwo. Kiedyś w czasie kłótni powiedział mi, że być może jestem jego największą porażką życiową....

Autor: beti  20.07.2008 zgłoś

olu masz dwa wyjscia albo pogodzic sie z ta sytuacja albo jej nie akcepyowac i odejsc .Myślę że jestes ambitną osobą i dlatego Ci to przeszkadza.Ja chyba też bym nie zaakceptowala tej sytuacji . mam jeszcze prośbe do czytelników tego forum moze ktoś jest w stanie udzielić mi informacji chciała bym komus pomóc.czy są jacys prawnicy którzy w internecie moga udzielić porad prawnych w kwesti rozwodow bezplatnie lub telefonicznie chodzi o kogos w cięzkiej sytuacji finansowej .bardzo prosze pomoc pilna niszcza czlowieka

Autor: ola  23.07.2008 zgłoś

Są portale prawnicze, gdzie , jak twierdzą, za niższą opłatą udzielają porad prawnych. Tu jest link: http://www.rozwody-alimenty.liganova.pl/?op=porada_prawna_krok1 albo tu: http://www.porady-prawne.info/index.php?option=com_content&task=view&id=19&Itemid=54 Najlepiej poszukać na google. Nikt pewnie nie zrobi tego za darmo, ale w drugim linku jest cena 35zł za prostą poradę. Dziękuję za odpowiedź. rzeczywiście jestem ambitna, za bardzo,ale nie pozwolę, żeby ktoś mnie traktował jak gorszą. nasze kłótnie do niczego nie prowadzą, jedynie oczyszczają atmosferę na nastepny tydzień lub dwa, ale nie wnoszą żadnych zmian. Nie widzę przyszłości naszego związku. Żałuję tego ślubu. Jaka ja byłam naiwna, że wierzyłam, że małżeństwo to wspaniała sprawa. Farmazony.

Autor: ola  23.07.2008 zgłoś

Jest jeszcze jeden portal http://www.rozwod.pl/index.php?option=com_psn_de_contact&Itemid=151 Oferują darmowe poradniki. Jest też infolinia, ale ni wiem czy udzielają porad prawnych. Proszę spróbować.

Autor: graza  24.07.2008 zgłoś

Czy ktoś się zastanawia nad statusem "tego trzeciego" albo "tej trzeciej"? Wszyscy żałujecie i biadolicie nad losem zostawianych mężów (- bo choć był potworem, pił, bił - to jednak był), i zostawianych żon (bo choć wyzywała, znęcała się i odbierała siły do życia - to była). Biadolicie nad swoim losem, w którym zawsze "trzecia/i" to jest samo zło, które nie ma skrupułów, nie ma Boga w sercu,itp. Nie zastanawiacie się DLACZEGO mąż czy żona w końcu odchodzi? Ja wiem, że wszyscy mają tendencję do wybielania się, ale - otrząśnijcie się. Jakieś przyczyny są zawsze. A najbardziej cierpią właśnie "trzeci", którzy de facto są bardzo współczującymi, dobrymi ludźmi.

Autor: Pytanie  28.07.2008 zgłoś

Mam pytanie czy jakby moi rodzice wzieli rozwód czy mieszkanie nalezaloby do mamy z dzieckiem czy samego ojca bez dziecka ... Bo jestesmy wsztscy zameldowani a nie wiem czy jakby byl rozwod czy sad powiedzial zeby ojciec sie wyniusl czy mama z dzieckiem :( Prosze o pomoc...

Autor: beti  21.08.2008 zgłoś

Olu dziekuje Ci za porade i adresy portali mam nadzieje ze od czasu do czasu napiszesz jak potoczyly sie twoje losy dalej .Ja jestem juz po wszystkim i wiem jak to jest z jednej strony ulga a z drugiej takie nie wiem co. Pozdrawiam i jeszcze raz dziekuje

Autor: Jada  25.08.2008 zgłoś

Witam. Moja historia jest podobna do innych na tej stronce. Przeczytałam wiele z nich. Choć spotykam się często ze zdaniem , że się czepiam, że nakręcam, że wszystko jest OK. Czasem myślę, że to zemną jest coś nie tak:( Więc może od początku. Męża poznałam 15 lat temu w Austrii. Tam też mieszkaliśmy razem przez 8 lat. Dużo pracowaliśmy i żyliśmy raczej praktycznie i oszczędnie. Raczej była to znajomość z rozsądku, nie żadna gorąca miłość, gorąca Afryka. Mąż jest człowiekiem dobrym, ugodowym, bez nałogów, pracowity i szanującym. Ale... Nie ma własnego zdania, nie potrafi podjąć decyzji, nic nie potrafi zorganizować, w kluczowych jak również drobnych sprawach nie mogę na niego liczyć. Jego ulubioną odpowiedzią jest ,,nie wiem,,. Nigdy nic nie wie:(. Kilka lat temu podjęłam decyzję, że wracam do polski. Chciałam iść na studia (germanistyka:)) i jako studentka wrócić do Austrii. Mój mąż natomiast za moimi plecami wraz ze swoim bratem dogadali się, że otworzą dyskotekę. I tak też się stało. Znaleźli lokal gdzieś na wsi, mąż zainwestował pieniążki , które zarobił w Austrii (moich dzięki Bogu nie inwestowałam) Brat męża się wycofał, a mąż został sam z tym "interesem". Było strasznie wierzcie mi. Ja zaszłam w ciążę, on nadal jeźdzłl do Austrii, a mnie zostawiał w dyskotece. Nawet w wysokiej ciąży:( Teraz z perspektywy czasu zastanawiam się jak ja to zniosłam i na co on mnie wystawił. Wszystkie upokorzenia ze strony klientów, również teściów. Jak ja cierpiałam i źle się z tym czułam. Tak nie chciałam tej dyskoteki a nie potrafiłam postawić na swoim. Mój mąż też nie nadawał się na szefa. Jest strasznym mięczakiem i łatwo można nim manipulować. Dwa i pół miesiąca po urodzeniu, powrót na wieś i dalsza harówa w knajpie, a on na zachód. Po dwóch latach kolejna ciąż, ale tym razem nie dałam się wrobić w pracę w dyskotece. Zaczęłam szykować mieszkanie (rozbudowa domku jednorodzinnego po moich rodzicach) dla mnie i moich dzieciaczków. Znowu sama na budowie. Naprawdę ciężko pracowałam. A mąż przyjechał, pofoszył, poszedł na spacer i tyle było jego pomocy. Przyszło drugi dzieciątko na świat. W między czasie mąż pozbył się knajpy (kompletna porażka finansowa, nic nie odzyskał z zainwestowanych pieniążków) i jak maluszek miał 3 miesiące, za namową swojego brata, mąż ponownie wyjechał zagranicę i tak jest już 3,5 roku. Na początku młodszy syn strasznie chorował. Generalnie non stop był chory, a ja sama. Błagałam, żeby wrócił, żeby mi pomógł, żeby choć teściowa przyjechała i mi pomogła. Nie wrócił, nikt mi nie pomógł. A ja wrak człowieka, wpadłam w depresję, mąż też nie wrócił. Błagałam, prosiłam, płakałam, przeklinałam a mąż był nieugięty. Przyjeżdżał raz na dwa, trzy tygodnie, odrzucał moje rozmowy telefoniczne etz, etz. I ta straszna samotność jak w więzieniu. Nie mogłam chodzić na spacery, na place zabaw, do znajomych bo strasznie bolało. To oczekiwanie na coś, co nigdy nie nastąpiło i nie nastąpi. Teraz chłopcy mają 6,5 i 3,5 roku. Jest ciężko, ale daję sobie ra

Autor: Jada  25.08.2008 zgłoś

Jest ciężko, ale daję sobie radę. Schudłam, zaczęłam dbać o siebie, znalazłam pracę (mało satysfakcjonująca, bo i czego można spodziewać się w wieku 38 lat i bez doświadczeń zawodowych). Mąż poczuł pismo nosem. Przyjeżdża co tydzień, szuka, doszukuje się, szpieguje. I te rozmowy, które do niczego nie zmierzają. Bo albo " nie wiem", albo ma zobowiązania, albo inni też tak żyją. A dzieci mają deficyt na ojca. Ileż to razy serce mi pękało, kiedy starszy syn całował, obcego sobie mężczyznę po rękach lub gdy w przedszkolu pytano czy ma tatę. Jak żyć? Chciałabym odejść. Bo nie wiem jaki jest mój status: panienka, mężatka, rozwódka, wdowa? Jest tylko żal, smutek i pretensje. Wiem ,że nie mogę na niego liczyć i boję się z nim żyć, ponieważ mam dwoje dzieci, które muszę wychować a nie mogę męża prowadzić za rączkę , bo on nie jest w stanie sam podjąć jakichkolwiek decyzji i sam egzystować. Niektórzy ludzie rodzą się jako "niewolnicy", i on niestety do takich należy. Człowiek , którego trzeba prowadzić za rączkę, który jest uzależniony od osób drugich (tu jego brat)

Autor: anma  28.09.2008 zgłoś

Droga Jago!Ja mam za sobą 30 lat małżeństwa i teraz (jestem w trakcie rozwodu)zdałam sobie sprawę, że zrobiłam ogromną krzywdę dzieciom.Mówiłaś,że dzieci potrzebują ojca.Tak ale OJCA.Ty masz podobnego samoluba do mojego.Wywal go na zbity pysk teraz-szybko, dopóki wasze dzieci nie zdążyły skrzywić się psychicznie.wierz mi,pogodzą się z tym że jesteście we trójkę ,bo Ty będziesz tylko dla nich i zawsze OBECNA.Teraz niby jesteś z chłopcami, niby z nimi rozmawiasz, ale tak naprawdę głowę masz zaprzątniętą ,,nim''. A dzieci to czują, że nie skupiasz się na nich.Lepiej Wam będzie jeżeli skupicie się na sobie i będziecie wolni od CZEKANIA. Dziewczyno!kochasz chłopców to nie każ im ciągle patrzeć na twoje cierpienie i frustracje.Lepiej żyć biedniej ale w miłości i szacunku/także do siebie/.A ja nie wierzę ,że nie masz rodziny czy przyjaciół,z którymi możesz spędzić miło wolny czas i Ty I dzieci.Pomóż synom żyć w spokojnym domu.Bez kłótni,wymówek i bez miłości.Ja słyszałam przez wiele lat,że ślub kościelny to związek na całe życie i rozwód to GRZECH.Tak zgrzeszyłam wobec dzieci ,bo naraziłam je na okropne przejścia w domu pełnym pretensji i wrzasków.A ja byłam bierna i milcząca.Tak naprawdę to GŁUPIA.Nie czekaj do 50-tki,bo będzie jeszcze trudniej pogodzić się z prawdą że sama zmarnowałaś życie.Powodzenia. anma

Autor: zakochana  05.10.2008 zgłoś

mam 28lat przypadkiem trafilam na te strone w lutym tego roku wyprowadzilam sie od meza z corka, teraz bedzie konczyc 2 lata, mielismy wszystko mieszkalam u tesciow ale osobno mielismy samochod prace zdrowe dziecko coz wiecej chciec teraz 16.10.2008 byaby nasza 4 rocznica slubu, bylo miedzy nami roznie jak to w malzenstwie raz lepiej raz gorzej ale sie dogadywalismy. Urodzila sie nasza corka wydawaloby sie ze bedzie cudownie i wtedy zaczal sie koszmar przez pierwsze miesiace maz mi pomagal w obowiazkach kapalismy razem dziecko kladl je spac pozniej ja wrocilam do pracy. Zaczely sie nie przespane noce praca dom obowiazki placzece dziecko zmeczenie oczekiwalam, ze maz bedzie mnie wspieral ale sie mylilam zaczelismy sie od siebie oddalac nie rozmawialismy bo nie bylo czasu mijalismy sie pracowal od rana do wieczora ciagle nie mial dla nas czasu jak mial wolne to na spacer mu sie nie chcialo wyjsc bo jest zmaeczony dzieckiem zajac sie tez mie bardzo bo musi sie przespac albo wymowka ona chce bawic sie z toba nie ze mna. Jak ja potrzebowalam pogadac to nie bylo czasu ale do mamusi zawsze mial czas isc i pogadac tak samo z kolegami mial jeden dzien wolny jak wracalam z pracy to on znikal na cale popludnie bo mial swoje sprawy koledzy piwko ploteczki ja ciagle gadalam ze jestem ze wszystkim sama ze mi nie pomaga ale on uwazal ze jak pracuje to juz wszystko faktem jest ze od narodzin dziecka poswiecalam mu mniej czasu bo juz nie milalam sily zaczelismy sypiac osobno ja z dzieckiem on sam na kanapie o to tez mial zal i pewnie slusznie od kilku miesiecy co tydzien pil jak mial wolne dzwonilam mowil ze wraca do domu a potem wylaczal telefon i jechal do kolegow czasem to byly dwa piwka czasem o wiele za duzo raz wracal o 23 raz o 2 czy 4 nad ranem a ja sie zamartwialam probowalam prosic nie odzywac sie za to klocic nic nie przynosilo efektu po czym nie wytrzymalam i zaczelam z nim rozmawiac ale on mi oswiadczyl ze on nic sie nie zmienil ze wiedzialam kogo biore za mez i jak mi nie odpowiada to moge sie wyprowadzic nastepnego dnia zabralam corke i sie wyprowadzilam wzielam corke troche rzeczy myslalam ze sie zastanowi co ma do stracenia i sie opamieta po dwoch dniach tesciowa spakowala wszystkie moje rzeczy zabrala rzeczy mojej corki ktore jej kupiila lacznie z prezentem urodzinowym a on nawet nie zaregowal na poczatku ja tlumaczyl a w tej chwili jeszcze jej broni ze to sama jestem sobie winna szykowalismy razem przed slubem to mieszkanie a teraz on mieszka w podpiwniczeniu a na gorze mieszka jego brat tez mnie obwinioa ze pozbawilam go mieszkania i zostawilam z dlugami, ktorych sobie sam narobil jak sie wyprowadzilam.Byly lzy rozpacz mieszkalam u rodzicow potem mielismy razem wynajac mieszkanie nie chcial przyjsc do moich rodzicow owszem wynajal mieszkanie ale nie chcial juz zebym z nim mieszkala prosilam go wiele razy ale ciagle slyszalam to samo zabralas wszystko zniszczylas mi zycie, tak wzielam prawie wszystko ale sam mi wczesniej powiedzial ze nic nie

Autor: zakochana  05.10.2008 zgłoś

chce. Zzlozyl pozew o rozwod czekam na papiery nie wiem co robic wiem ze oboje jestesmy winni calej sytuacji bardzo bym chciala ratowac nasze malzenstwo bo go kocham ale z tego co wiem to on od kilku miesiecy spotyka sie z kims i ze sowjej strony zapewnia ze teraz jest szczesliwy i nie chce ni c naprawiac prosze poradzcie mi co robic czy warto walczyc o rodzine skoro tylko ja tego chce jak wyglada sprawa w sadzie bardzo sie tego boje nie wiem kim jest ta druga boje sie ze nie wytrzymam ze nie bede w stanie zapanowac nad swoimi emocjami i beda tylko lzy prosze o rade i opinie kogos kto przez to przeszedl wiem ze bedzie nie latwo to odbudowac ale wierze ze gdybysmy bardzo chcieli to sie uda tak wiele nas laczy dziecko wspolne marzenia przed slubem bylismy ze soba 9lat brakuje mi go nie potrafie bez niego zyc jesli bedzie rozwod to czy uda mi sie kiedykolwiek zapomniec chyba nie. On obwina mnie za wszystko za to ze ja bylam przyczyna tego ze pije moze gdybym sie inaczej zachowywala nie doszlo by do tego czasem wierze w to co mowi ze sama jestem sobie winna poradzcie co robic czy walka w sadzie i nie zgodzenie sie na rozwod to dobry sposob zeby ratowac rozdzine?

Autor: niewierna :(  24.10.2008 zgłoś

to ja zdradziłam i wbrew pozorom bardzo mi z tym ciężko...nie chce rozstrzygac dlaczego to zrobilam...19 listopada minie nam 3 rocznica ślubu i niestety chyba ostatnia :( uwierzcie że wolałabym byc po tej drugiej stronie...myśl że tak strasznie mocno zraniłam człowieka którego kocham nad życie jest strasznie dobijająca. przyjaciółka poradziła "walcz o niego" ale ja nie potrafie choc strasznie bym chciała,niestety nie potrafie...on zasługuje na szczęście i kobietę która zasługuje na tak wspaniałego faceta jakim jest ON!!! nie wiem jak dam rade przejśc przez całą procedurę rozwodową ( oczywiście z orzekaniem o winie)... sił dodaje mi tylko NASZA CÓRECZKA! mam nadzieje że ona zawsze w choc najmniejszy sposób bedzie nas łączyc...

Autor: kleo  26.10.2008 zgłoś

Jestem po slubie 1,5 roku przed ślubem spotylakiśmy sie 5 lat. Nasz zwiazek był rózyny mielismy wzloty i upadki ale byłam pewna ze to właśnie z nim chce spędzic zycie pół roku przed ślubem on kupił z rodzicami mieszkanie na kredy zmieszkaliśmy razem i wtedy sie zaczeło........ Wypominianie przy kazdej klótni ze to mieszkanie jest jego zebym sie wynosiła było mi bardzo ciezko zwłaśzcza ze mielismy ustalona date ślubu wszystko było juz ustalone. Mieszkanie znim pokazło mi ze tak naprawdę nie poinnismy byc razem kłotnie bicie się wyzwiska.Chciałam go zostawić wrócic do rodzinnego miasta....Rozmawiałam o tym z mama wsparła mnie a potem zmienila zdanie stwierdziła ze skoro juz sie zdecydowałam wszesniej i wszytko juz ustalone to mam z nim być i zostałam.......Po slubie staralismy sie zeby było dobrze ale po pewnym czasie straciłam ochote znim na sex a nawet na pocalunki Robił m z tego powodu straszne awantury ale ja nie umiałam się zmusic.Nasz związek stał sie monotonny. Mieisąc temu go zdradzilam...jednak mam ochote na bliskośc z drugim człowiekiem nie mam wyrzutow sumienia stwierdziłam ze chyba jednak go nie kocham ze ten zwiazek nie ma sensu.Nie wiem co bedzie dlaej czuje lek i nie wiem co dalej bedzie z moim zyciem?

Autor: niewierna :(  26.10.2008 zgłoś

moje życie się rozpada....jak dam sobie rade nie wiem??rozwód jest tylko kwestia czasu... chyba nie możemy byc razem bo oboje się wykańczamy.popełniłam błąd ale każdy jej popełnia prawda? ktoś mi kiedyś powiedział że prawdziwa miłośc zwycięży wszystko...nasza jest nieprawdziwa?!prosze pomóżcie...co robic????????

Autor: AGUSIA  27.10.2008 zgłoś

Ja uwazam ze dla jednych ludzi zdrada to bład jeśli można tak powiedziec,a dla innych zdrada to,nóż w plecy brak szacunku dla męza i dziecka.my mielismy tak wiele a jej było ciągle żle próbowałem(uje)wybaczyc.Znałas swego męża i wiedziałaś ze zdrada to koniec a pomimo tego zaryzykowałaś i zdradziłaś Go.To tak boli :(:(

Autor: AGUSIA  27.10.2008 zgłoś

Nasza miłośc jest prawdziwa,z mojej strony napewno i wiedziałas o tym, wszystko co robiłem to dla nas zaufałem Ci drugi raz a ty drugi raz wykorzystałas to.Czy naprawde musiałaś mnie zdradzic aby zrozumiec ze inny facet to nie to.Wtedy widziałem blask w twoich oczach,radośc pewnośc siebie szkoda ze na jego widok a nie Mój...Szkoda :(

Autor: marlena  28.10.2008 zgłoś

Witajcie. Mam 28 lat, małżeństwo z rocznym stażem, 6 miesięczną córkę i jestem w 2 miesiącu ciązy. Mój mąż przed ślubem anioł po ślubie prostak i cham. Pieniądze które zarabia a dość dobrze zarabia uderzyły mu do głowy, w ogóle mnie nie szanuje. Liczy się ze zdaniem tylko swojej mamy. Nawet decyzję gdzie i kiedy mają być chrzciny ustalił z mamunią. Odebrał mi wszystko godność , możliwość pracy, pewność i wiarę w siebie. Tragedia a ja nie wiem co robić....

Autor: wypalona  04.11.2008 zgłoś

stalam przy mezu 19 lat po co?znosilam jego pijanstwo po co?pralam gotowalam zajmowalam sie naszymi dziecmi po co?teraz maz oskarza mnie o zdrade,opiera sie tylko o opinie swojej przyjaciolki,ona obmuwila mnie ze mam kochanka,czy to nie jest podle?ma tez dobra strone dowiedzialam sie ile po tych latach znacze dla meza, chyba nie wiele,mam 38 lat i chyba jeszcze uloze sobie zycie,

Autor: Zalamana  17.11.2008 zgłoś

Mam 26 lat. Żylam z mezem 4lata mamy 2synów. Teraz jestem w ciązy z innym. Boje sie rozpraw,bo będe winna zdrady. Nie jestem z mezem od 2 lat i układam sobie zycie nowe. Kocham tego męzszczyzne z którym teraz jestem. Mąz pił nawet uderzył nieraz uciekłam od niego, męczył mnie psychicznie. Boje sie ze sąd odbierze mi dzieci i przyzna opiekę jemu. On nadal pije alkohol. Co robić? Jestem załamana...

Autor: Zalamana  17.11.2008 zgłoś

Mam 26 lat. Żylam z mezem 4lata mamy 2synów. Teraz jestem w ciązy z innym. Boje sie rozpraw,bo będe winna zdrady. Nie jestem z mezem od 2 lat i układam sobie zycie nowe. Kocham tego męzszczyzne z którym teraz jestem. Mąz pił nawet uderzył nieraz uciekłam od niego, męczył mnie psychicznie. Boje sie ze sąd odbierze mi dzieci i przyzna opiekę jemu. On nadal pije alkohol. Co robić? Jestem załamana...

Autor: wypalona  21.11.2008 zgłoś

do 'zalamanej; moim zdaniem nie powinnas sie bac,znam smak goryczy gdy alkohol zabiera nam osobe ktora kochamy,jestes odwazna kobieta skoro znalazlas kpchanka mi tej odwagi zabraklo i teraz zaluje,jesli udowodnisz przed sadem ze maz pil i ze dziecmi ty sie opiekowalas sad ci ich nie odbierze,zycze szczescia z osoba z ktora teraz jestes,pijacy mezowie tez nas zdradzaja z alkoholem nie zapomnij o tym ,picie powoduje ze sa impotentami,moim zdaniem dobrze zrobilas odchodzac od pijanego meza ,glowa do gory ,idz po fachowa porade prawna,w kazdym miescie mozna takie uzyskac nic nie placac,ja mam 38 lat i zylam w takim zwiazku 19 lat,

Autor: aga  23.11.2008 zgłoś

witam,jestem 30+lat po slubie,4+go grudnia czeka mnie rozorawa rozwodowa druga bo jedna zostala odroczona gdyz maz chcial ugody i rozwodu bez orzekania o winie ale wzcofal sie z tego.Nastepna rozprawa miala byc formalnoscia ale teraz uleglo to zmianie.Chciala bym wiedziec jakie pytania bedzie kierowala sedzina na sprawie pojednawczej,zalezy mi na waszej pomocy.

Autor: Ola  07.12.2008 zgłoś

do BETI, Dawno tu nie zaglądałam. Odeszłam od męża 1,5 tygodnia po moim pierwszym wpisie tutaj. Była sobota, mieliśmy iść na imprezę mojego kuzyna. Rano żartowaliśmy i nic nie wskazywało na to co się wydarzy. Pokłóciliśmy się, nie obyło się bez wyzwisk, usłyszałam " Jak ci się nie podoba to wy***laj" i to był gwóźdź do trumny. Spakowałam się i wyprowadziłam. Szarpanie i popychanie również miało miejsce. Od tamtej pory minęły ponad 4 m-ce. W międzyczasie kontaktowaliśmy się, spotykaliśmy się, mieszkamy osobno. Mąż się stara. Kupił ostatnio mieszkanie, więc nie będziemy już mieszkać z jego cudownymi rodzicami. Doceniam to, że on stara się ratować nasze malżeństwo, ale we mnie coś pękło, wypaliło się i chyba go już nie kocham. Jest ogromny dystans między nami. Idą Święta. Zdecydowałam się spróbować, choc nie wierzę że uda nam się. Nie ma już tego uczucia, przynajmniej z mojej strony. Mam takie wewnętzrne poczucie obowiązku, że muszę dać szansę, choć w to nie wierzę, a moje serce mówi nie, a rozsądek tak.

Autor:  07.12.2008 zgłoś

Żeby tego było mało, w międzyczasie poznałam kogoś. Ten ktoś bardzo mi pomógł przetrwać ten trudny okres. Dał mi tyle ciepła i troski w tak krótkim czasie jak nikt przedtem. Od początku znał moją sytuację i ostatnio powiedziałam mu, że waham się i czuję, że muszę spróbować z mężem raz jeszcze. Postanowiliśmy się rozstać. To nastąpiło wczoraj. Bardzo mi ciężko. On usunął się. Nie wiem czy to dobrze. Może chciałabym, żeby wykazał trochę woli walki... Zależy mi na nim, jemu też. Ale co z tego? Myślę, że czas pokaże. Do KLEO: ja też straciłam pociąg do męża, nie pozwalam mu się nawet objąć. I myślałam, że coś ze mną nie tak, a jednak podobnie jak Ty, potrzebuję bliskości drugiego człowieka. Więc problem tkwi pewnie w naszym małżeństwie. Wiem jedno: nie można dać sobą pomiatać. Jeśli jest Ci źle, musisz mu to zakomunikować. Tak się łatwo doradza, ja próbowałam rozmawiać, jednak nie było odzewu ze strony męża. Przemyśl co można jeszcze zrobić, może jeszcze uda się... ale z tego co widzę, to wypaliłaś się. Tak jak ja. Pozdrawiam

Autor: necia  10.12.2008 zgłoś

przeczytałam wszystko z uwagą ale podobnej sprawy w której uczestniczyłam jako powódka nie znalazłam. Co to za Sad który orzekł w mojej sprawie otóż: 2 grudnia zapadł wyrok w sparwie rozowdowej ale jak krzywdzący dla mnie i absurdalny. Mąż parcuje za granicą i przyjeżdża tylko na sobote i niedzielę do domu a Sąd ustalił że miejsce pobytu ma byc przy nim ale /mamy prawa rodzicielskie nie ograniczone/. I jeszcze ja mam płacic alimenty , gdzie mąż zarabia 2.500 zł a ja nie pracuję mm II stopień niepełnosprawności . Sąd uwierzył jemu nie mi , mąż zaczął kłamać . Dodatkowo w to wszystko miesza się jego siostra i podpowiada co jeszcze możę mi zrobić i jak mnie załatwić. Dziecko mnie kocha a ja za nim oddałabym życie . Jak to możliwe żeby drugi człowiek taki był mściwy? A Sąd taki nie ludzki? niech mi ktos powie i odpisze mądrze co ja mam zrobić?

Autor: beti  14.12.2008 zgłoś

pozdrawiam wszystkie panie spotykające się na tej stronie.Przy okazji wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i wspaniałych , ciepłych Świąt Bożego Narodzenia. Cóż, do wygasających uczuć , odgrzewane to już chyba nie są takie same , zawsze gdzieś ta przeszłość się odzywa.Więc nie wiem czy bym chciała , mogła być z kimś z kim się rozstałam ale nie którym się udaje jeżeli widzi się w tym sens dlaczego nie próbować .Może się uda . Co do niezawisłości i sprawiedliwości w sądach polskich nie będę dyskutować bo pozostawia nasze prawo wiele do życzenia a wyroki które tam zapadają czasami nie wiele mają wspolnego ze sprawiedliwością .

Autor:  03.02.2009 zgłoś

Witam ponownie, Jaka jest szansa uzyskania rozwodu na pierwszej rozprawie, jakie warunki trzeba spełnić? Dodam, że nie mamy dzieci. Czy któraś/któryś z Was była/był w takiej sytuacji? Pozdrawiam

Autor: beti  05.03.2009 zgłoś

dostałam rozwód na pierwszej sprawie,jeżeli nie macie dzieci i innych spraw rozczeniowych wobec siebie i oboje wyrazicie zgode na udzielenie Wam rozwodu sad nie powinien miec żdnych obiekcji moja sprawa trwała 10 minut .Powodzenia

Autor: Facet  01.05.2009 zgłoś

Kobiety są gorsze od facetów , szkoda słów. Aborcje, dzieci w śmietnikach, domy publiczne, zachłanne na grosz.

Autor: carpediem  26.05.2009 zgłoś

Witam:).Jestem po pierwszej rozprawie. Zgodziłam się na rozwód z orzeczeniem winy z obu stron, gdyż nie chciałam przedłużać tego wszystkiego ( mąż na rozprawie zmienił zdanie i stwierdził, że mnie kocha i chce zmienić swoje dotychczasowe postępowanie- w takiej sytuacji ja decyduję, czy wnoszę z orzeczeniem o winie męża, czy też z winy obydwojga). Przed nami wizyta u psychologa i wyrok wydany na podstawie jego opinii. Mamy trójkę wspaniałych dzieci. Właściwie o ich istnieniu ojciec przypomniał sobie rok temu, gdy zaczęłam mówić o rozwodzie...Ich wychowywaniem zajmowałam się właściwie sama. Byliśmy ze sobą 14 lat. Bardzo kochałam męża, jednak ten nawet po ślubie nie zaprzestał rozrywkowego trybu życia. Przyjaciel - kawaler, piwko i inne rozrywki były zawsze u niego na pierwszym miejscu. Na wspólnych imprezach bawił się sam, zapominał o mnie prawie całkowicie. Późne powroty do domu były dla niego normą. Moje prośby, rozmowy, przynosiły krótkotrwały efekt. W tym czasie obnosił się ze swoim rozgoryczeniem, że nie może wyjść do kumpla (czytaj:napić się, aby się odstresować). A ja, głupia, zakochana po uszy, łamałam się w końcu , widząc jego "cierpienie" i pozwalałam na spotkania z kumplami. Ehh, jaka ja byłam durna:))Często zastanawiałam się , czy mnie kocha...Zawsze uważałam, że w związku najważniejsze jest wzajemne zaufanie i nieograniczanie się. Ufałam mu bezgranicznie, sądziłam, że dojrzeje... jednak kilka lat temu zaczęły mi opadać łuski z oczu. Ludzie niechętnie wtrącają się do cudzych spraw, ale widząc moją pełną ufności miłość i wychwalanie go "pod niebiosa" (podświadomie szybko zapominałam o jego wybrykach i bólu, jaki nimi powodował), w końcu zaczęli mówić. On jednak twierdził, że to kłamstwa i oszczerstwa wynikające z zawiści. A ja w to wierzyłam, bo chciałam wierzyć..No i w końcu pękło i we mnie pewnego dnia, gdy zrozumiałam, że on nie ma dla mnie żadnych ciepłych uczuć...szanuje mnie jedynie jako matkę, kucharkę i strażniczkę ogniska domowego. Sam jednak nic nie dokładał żaru do owego ogniska..Dzieci mu ciążyły, nie zabierał ich nigdzie, bo twierdził, że nie wypocznie przy nich. A ja musiałam nauczyć się wypoczywać z nimi! Nasze rozmowy polegały na tym, że ja próbowałam coś opowiedzieć, a on natychmiast kierował uwagę na coś innego. Początkowo śmiałam się z tego i próbowałam mu wytłumaczyć, że to boli, takie ignorowanie, ale z czasem, gdy sytuacja powtarzała się, zaniechałam prób wciągania go w rozmowę. Za to w towarzystwie moich koleżanek był bardzo rozmowny i ujmujący. Teraz, po latach, widzę , że na siłę próbowałam sobie stworzyć idealną rodzinę...Dawałam z siebie wszystko, otrzymując niewiele. A że kocham życie, pomimo wszystko, starałam się go zawsze tłumaczyć i wierzyłam, że mnie prawdziwie pokocha..(wpadliśmy z synem po niespełna miesiącu znajomości, on poczuł się odpowiedzialny, ale sądzę, że był tylko zauroczony, ja bardziej byłam zaangażowana). Dlaczego zgodziłam się na rozwód z winy obydwojga? Pisząc to uświadomiłam sobie,

Autor: carpediem  26.05.2009 zgłoś

że za bardzo kochałam i cały czas go tłumaczyłam. Życie wymaga od nas odwagi w podejmowaniu decyzji i ponoszenia odpowiedzialności za nie. Mój mąż nie docenił, tego co miał i teraz ponosi tego konsekwencje...cierpi, wiem, ale wiem również, że dla dobra nas wszystkich, muszę od niego odejść . Dzieci dorosną, a ja nie chce żyć pod jednym dachem z człowiekiem, który dopiero przed rozwodem twierdzi,że mnie kocha..Nie chcę ze swojego życia tworzyć wielkiej mistyfikacji. Pragnę cieszyć się życiem i odważnie przez nie przejść:) Wierzę w to, że do odważnych świat należy. Sądzę również, że jego zmiana, tak, jak poprzednio, będzie krótkotrwała. No, może trochę dłuższa, bo jest porządnie wystraszony, że zostanie sam..:)) Pozdrawiam Was i życzę w życiu wiele odwagi:)) To się naprawdę opłaca:)) Po burzy zawsze wychodzi słońce:))

Autor: józek  29.05.2009 zgłoś

do carpediem. Po wina pani ze mną porozmawiać. Jeśli czyta pani historie to zna mnie pani już. Mój numer to 517607494. Puści pani pika a ja oddzwonie. Czekam pa

Autor: asia  10.06.2009 zgłoś

odroczono mi sprawe rozwodowa na 2 lata bo nimy mielismy sie dogadac ale niestety tak nie jest ,co mam dalej zrobic,jak napisac kolejny pozew prosze o informacje na mojego maila joannakubis@wp.pl jest to dla mnie bardzo wazne

Autor: Komatta  19.07.2009 zgłoś

Nie wiem, co gorsze. Rozstanie się z mężem, bo zły - pije, bije, nie szanuje, nie daje na utrzymanie, czy też z takim co dobry - w sensie, nie bije, nie pije, daje na utrzymanie. Mało tego, pracuje od rana do nocy, widujemy go (ja i 4letnia córka) dopiero po 21:00. Najpierw łudziłam się, ze jakoś się polepszy. I właściwie, no co mu zarzucić? To że jest Japończykiem i tak tu wygląda schemat rodziny? Nie wiem, jak u reszty, bo głupio pytać, ale od czasu poczęcia nasze współżycie sex całkowicie upadło. Nie dość, że na odzielnych łóżkach, to jeszcze i pokojach, a nawet i pietrach. Ja nie prowokuję, on nie nalega. Po urodzeniu miałam nadzieję, że iskierka się jeszcze zatli, ale zgasła kompletnie i to pewnie nie tylko z mojej strony. A tak w ogóle ( w co sama aż nie wierzę) nasze małżeństwo nie zostało skonsumowane. Myślicie, że facet leko po 40stce może przez 5 lat NIC?! Nawet nie wnikam, czy zdradza, czy nie, choć w takiej sytuacji wolalabym wiedzieć. Mam juz ponad 30stke na karku, a czasem mam wrazenie, ze juz z 50tke. Wkońcu dojrzałam,że raczej nie chcę tkiwić w takim maraźmie. Że jednak chcę się ewakuować. I strasznie mi głupio. Bo to ja będę tą złą, która zniszczy związek. Oczywiście również chce się ewakuować z tego kraju, bo nic mnie już tu nie trzyma. Czuję się jak zając wśród królików.To jednak nie Europa. Poza tym, wątpię czy sąd japoński przydzieli mi opieke nad dzieckiem. Więc nawet nie chce ryzykować i zaczynać walke na jego gruncie. A w ogóle, boję się jak cholera. I jeszcze do tego dochodzą wyrzuty sumienia - bo gdyby zły był i pił.........

Autor: pola  28.08.2009 zgłoś

ja ma drugą rozprawę w pażdzierniku,na samą myśl ogarnia mnie stracch,nie mam adwokata,on ma ,nie zgodziłam sie na rozwód bez orzekania o winie,to psychol,pijak ale taki utajony,doskonały kłamca ,i tego boje sie,nie wiem jak on to robi ale kłamstwo przychodzi mu tak łatwo,podstawił swiadków,którzy beda kłamac,/jego rodzina/bo tak naprawde powinni byc moimi swiadkami,jak to przezyc,cały czas jestem na lekach,ale przed rozprawa boje sie brac zeby sie nie otepic,co zrobic,jak wyglada rozprawa,bo na pierwszej nie padły zadne pytania do nas,jak wyglada druga sprawa,ze swiadkami czy sad brdzie tylko ich przesłuchiwał,czy nas tez,jakie pytania padaja przewaznie,on miał kilka kochanek,jedna z nich postawił na swiadka,/te na która nie mam dowodów/,na pozostałe mam,moze ktos podpowie mi jak to wyglada

Autor: Agata  30.08.2009 zgłoś

Witam wszystkich, W październiku odbędzie się moja pierwsza i mam nadzieję ostatnia rozprawa rozwodowa. Ostatnio mąż mój przyznał się, że zataił przede mną swoją chorobę, o której dowiedział się na początku naszego małżeństwa. Twierdzi, że ma pewien rodzaj popularnej bakterii w tkankach miękkich i niestety ukrył to przede mną, świadomie narażając moje zdrowie. Złożyłam pozew bez orzekania o winie i nie będę go zmieniać, natomiast zastanawiam się czy mogę go w jakiś sposób pociągnąć do odpowiedzialności za to, że ukrył przede mną chorobę (podobno leczył się nawet, brał jakieś leki, antybiotyki) i że narażał moje zdrowie w ten sposób? Jestem na niego naprawdę wściekła, że oszukał mnie. Sama również muszę się przebadać...

Autor:  30.08.2009 zgłoś

Do Poli: Na Twoim miejscu wzięłabym adwokata. Ja tak zrobiłam i jestem trochę spokojniejsza. Są to dodatkowe koszty, ale jeśli on tak pogrywa, że podaje podstawionych świadków, to nie wahałabym się z adwokatem. Taka rozprawa to na pewno silny stres (sama też będę miała rozprawę w październiku). Nie wiem czy tabletki uspokajające to dobry pomysł. Zależy jak na nie reagujesz. Jesli jednak będziesz na sali sądowej sama, to idź tam z trzeźwym umysłem i walcz. Przy okazji spróbuj pozbierać jakieś dowody, nagraj go może telefonem, spróbuj sprowokować w jakiś sposób. Tutaj nie ma miejsca na litość. Powodzenia

Autor: studentka  31.08.2009 zgłoś

Witam! Pisze aktualnie pracę o rozwodach, bardzo prosiłabym osoby,które mogłyby mi pomóc i opowiedzieć swoją historię o rozwodzie o kontakt, Z góry wielkie dzięki:)

Autor: Agata  08.10.2009 zgłoś

Witam :) Od ponad tygodnia jestem już rozwódką. Z momentem werdyktu, całe nagromadzone napięcie ze mnie zeszło. Rozprawa trwała krótko, kilka rzeczowych pytań, potem 2 minuty przerwy na naradę i werdykt. Nasze małżeństwo trwało rok, nie mamy na szczęście dzieci ani wspólnoty majątkowej, więc poszło gładko, chociaż różnie mogło być, gdyby on np. zaczął robić cyrki, wywlekać brudy itp. Na szczęście mam to za sobą. Pytania Sądu: - czy mamy nieletnie dzieci w małżeństwie i poza nim, - czy mamy jakiś wspólny majątek, którego dorobiliśmy się w trakcie trwania małżeństwa, - czy nastąpił rozkład pożycia i dlaczego uważamy, że to nastąpiło - czy próbowaliśmy się pogodzić i czy widzimy szanse na pojednanie, - mojego ex spytała czy miała miejsce zdrada. Jest to bardzo stresująca sytuacja i niełatwo jest się odciąć emocjonalnie od tego wszystkiego, ale warto zachować spokój i zdrowy rozsądek. Nie należy przerywać w trakcie zeznań drugiej strony, ale można się ustosunkować do wypowiedzi po przesłuchaniu. Życzę powodzenia wszystkim tym, którzy są w trakcie lub przed rozwodem. Warto zachować klasę i gdy już jesteśmy zdecydowani na rozstanie, to zróbmy to godnie i z szacunkiem choćby ze względu na wspólnie spędzone lata. Pozdrawiam

Autor: Anna Maria  15.10.2009 zgłoś

Wyszlam za maz za Niemca jestem z nim 9 lat w tym miesiacu,jednak 2 lata jak czuje cos do innego mezczyzny i w dodatku jest Turczykiem.Niestety Turek nie jest samotny ma rodzine co juz mnie oklamal i od kolegow-kierowcow autobusow slysze ze to nie jest 1 raz jak inne kobiety sie w tym mezczyznie zakochuja a on ich zuca i ma nastepne .Jeszcze mezowi nic nie mowilam ale nie moge dalej tak zyc ,powiedziec mezowi nie chce mam 2 synow ,muj maz jest dobrym czlowiekiem,jednak kocham innego.Probuje Turka omijac jednak czesto jedzie autobusem co niestety ja musze .Zaglada do lustra ,usmiecha sie ,ja udaje ze nie widze to na odpoczynku jak czekam na 2 autobus czesto podchodzi do mnie,i probuje z usmiechem cos mowic ,prosze uwiezyc ze ja nie moge tak dalej zyc co mam zrobic moja sasiadka napisala list do Turka ale on nic nie odpowiada.

Autor: alicja j  15.10.2009 zgłoś

ja złożylam wlasnie papiery do sadu...bez orzekania o winie...zeby sie nie szarpac...ale nie wiem czy dobrze zrobilam bo to kawal drania.damski bokser i dziwkarz jakich malo.jeszcze rozwodu nie mamy a ten sie flurzy na lewo i prawo.wszedzie szczescia probuje.ale adwokat poradzil mi zebym mimo ze skladam bez orzekania o winie,wszystko przed sadem powiedziala,bo to moje prawo a poza tym to podobno bedzie obraz dla sadu-dlaczego tak naprawde skladam o rozwod i ze napewno nie chce juz sie godzic.oprocz tego wszystkiego moj maz to wielki bajkopisarz...malo tego...co sobie wymysli-to swiecie przekonany ze to jest prawda..nie wiem czy nie bedzie robil problemow na rozwodzie.ludzie ktorzy go widza jak sie prowadzi...hmm...nie bardzo chca sie wtracac i dlatego nie prosze ich nawet na swiadkow..jak myslicie?pojdzie gladko?mamy jeszcze dziecko,mimo ze nie interesuje sie nia tak jak kochajacy ojciec-przed ludzmi gada o swojej wielkiej milosci do dziecka i do mnie!mimo ze mnie zdradza i dochodzilo do rekoczynow...pomocy!!!

Autor: Pit  09.11.2009 zgłoś

Czy jesteście w stanie przyjąć do wiadomości drogie panie że kobiety mogą być taki same albo gorsze jak opisane przez was przypadki tylko że z drugiej strony. Potrafią zdradzić, być podłe, wredne okraść z dobytku jak trzeba a na końcu krzywdzić dziecko utrudniając mu kontakt z ojcem. Przecież to jednak niemożliwe, tylko faceci dranie są do tego zdolni.

Autor: Agata  11.11.2009 zgłoś

Czasem mam wrażenie, że niekiedy kobiety są gorsze od mężczyzn... po prostu nie wiedzą kiedy przestać, ale to kwestia indywidualna...

Autor: MeganMeganMegan  17.12.2009 zgłoś

http://zycieporozwodzie.bloog.pl/? Jeśli macie jakieś pytania związane z rozwodami to pytajcie w komentarzach na stronie powyżej -> tam też wam odpowiem. Pozdrawiam Megan

Autor: mika  28.12.2009 zgłoś

chcę się rozejść z mężem mam 2 małych dzieci jestem w ciężkiej sytuacji życiowej, zostałam bez środków do życia;mąż zrobił zemnie inwalidkę po wypadku umęża na roli . Byłam w raz z dziećmi traktowana jako parobek przez męza oraz teścia ktury pociągał za sznurki nieraz nie dwa byłam wyganiana i ponirzana na oczach dzieci gdzie moja 7 letnia córcia stwierdziła, że już ma dosyć takiego życia ,z takim dziadkiem i ojcem, wtej chwili jasteśmy u moich rodziców i na ich utrzymaniu. Choć byłam męzatką też byłam na ich utrzymaniu,bo dla mnie i dzieci nie było funduszy niedość tego jeszcze on korzystał z moich pieniędzy które dostawałam za zwolnienia i od bliskich. Teraz jestem w separacji bez orzeczenia jestem nadal szantażowana i myślę o założeniu sprawy rozwodowej , ale mam pewne obawy z tego względu że chcę ubiegać się o adwokata z urzędu ,a ktoś powiedział mi żebym sobie wynajeła prywatnie gdyż lepiej będzie bronić . Niestety jak pisałam niemam nato pieniążków, ani moi rodzice ponieważ żyją ze skromnej emerytury.Proszę o odpowieć na moje pytanie i doradzenie jak to zrobić.

Autor: Kate  25.12.2009 zgłoś

Mój mąż wyprowadził sie rok temu. Mamy dwoje dzieci 7 i 2.5 lat. Mąż przez 10 dni w miesiącu odbiera dzieci ze szkoły i żłobka i daje mi na dzieci 1000 zł miesięcznie. Pa za tym nie przychodzi w żaden weekend i nie interesuje się problemami i zdrowiem dzieci.Jest policjantem. Nie wiem gdzie mieszka, czy kogoś ma i co robi. Na detektywa mnie nie stać. Nie rozmawia ze mną a jak musi to odnosi się do mnie z pogardą. Czuję się jak zero. Mówi, że mnie nienawidzi, a dzieci kocha, ale nie może być z nimi, bo nie chce być ze mną. Uważa, że to ja wszystko zniszczyłam, chociaż ja tak nie uważam. Mąż mówi, że już ze mną nigdy nie będzie, ale nie składa pozwu o rozwód, bo mu to niczego nie potrzebne i jak chcę to mogę ja złożyć a on sie zgodzi na rozwód bez orzekania o winie. Mamy rozdzielność majątkowa i ja mam mieszkanie, które podarował mi ojciec, również mam pracę przeciętnie płątną. Problemem w naszym związku były ciągłe kłótnie. Mąż zawsze robił to co on chciał, a nigdy nie robił nic dla mnie. Czasami ciche dni trwały u nas miesiącami. Myślę, że mąż mnie nigdy nie kochał, bo nigdy tego od niego nie usłyszałam. Mało ze mną rozmawiał. NIe obchodziłam go. Poza tym ja też nic o nim nie wiedziałam, bo on miał swój świat do którego mnie nie dopuszczał. Próbowałam terapii małżeńskiej, mój mąż się jednak na nią nie zgodził. Teraz ja zajmuję się dziećmi, wstaję o 4 rano, żeby je wyszykować i zdążyć do pracy. Niemal codziennie się spóźniam. Ja jestem na wszystkich zebraniach szkolnych, załatwiam lekarzy i organizuję czas wolny dzieci. Jestem strasznie zmęczona i czuję się jak niewolnica. Nie mam już czasu dla siebie. Od godzinie 20.00 się "kończę" i śpię nie umyta i w ubraniu, a mój mąż "kwitnie" wypachniony, wypoczęty i wyspany. Zastanawiam się, czy złożyć ten wniosek o separację lub o rozwód. W zasadzie to nie chcę, bo uważam, że to mąż, jak chce rozwodu to powinien to zrobić, ale on ma to gdzieś. Ja chciałabym dostać przedszkole dla córki blisko domu, a wiem, że samotne matki mają pierwszeństwo. Mojemu mężowi to wszystko jedno, gdzie córka będzie chodzić, bo nie on ją zawozi. Myślę, że mąż chce, abym ja złożyła ten pozew, bo on nie chce mieć wyrzutów sumienia. Nie wiem co robić: separacja, rozwód czy dalej tak tkwić i liczyć, że może mu się odmieni i wróci. Tak naprawdę to szkoda mi miłych chwil, które były i szkoda mi się rozwodzić. Wiem, jednak, że jak stracę pracę (przez spóźnienia i nieproduktywność spowodowaną zmęczeniem przez dziec) to mąż mi nic nie pomoże i będzie czuł tylko satysfakcję.

Autor: arkadjusz  29.07.2010 zgłoś

tak a kobiety mieszkam w irlandi 2 lata rok z rodzinom w pjerwszy dzien dostala smsa od kochanka z polski ok zaufalem a teraz tu ma drugiego bo poco jej monz jak wjencej pieniendzy ma bez niego a malo to mnie oklamala tego z polski klamala tego tu klamje czemu bo znowu pisze do tego z polski a mnie wykancza psychicznie mamy dzieci i ja wporuwnaniu donie chce wychowac dzieci a nie jak ona chowac dla pieniendzy. tak prosze o pomoc i rady bo jestem sam i jeszcze walcze ale czy dam rade?

Autor: beti  16.08.2010 zgłoś

arkadjuszu zastanów się o co tej twojej pani chodzi czy to naprawdę jest miłość bo chyba niewiele to co sie dzieje z nia ma wspolnego.Obecnie również sie zastanawiam nad tym czy w miłości można klamać ,jestem okłamywana przez partnera (dzięki bogu nie męża)ale zachowanie takie nie powinno mieć miejsca więc chyba bedzie musiał zabrać swoje zabawki i znaleść inny obiekt do oszukiwania ,kłamania bo ja juz tego nie bede tolerować a ty sie zastanow czy jestes w stanie dalej kontynuowac zwiazek na takich zasadach-pieniądze to nie wszystko-gdzie milosc i poszanowanie dla drugiego czlowieka ,partnerstwo jakas uczciwosc i lojajnosc no i poczucie bespieczenstwa azylu domowego

Autor: burza  23.11.2010 zgłoś

jestem ,mloda ,ale juz przeszlam ze za duzo ,co zaczyna byc dobrze to sie dzieje cos tragicznego i zle sie konczy,wiem ze trzeba miedz nadzieje ze bedzie lepiej ze wyjdzie slone i ten los sie odwroci.bedzie dorze

Autor: burza  23.11.2010 zgłoś

jestem ,mloda ,ale juz przeszlam ze za duzo ,co zaczyna byc dobrze to sie dzieje cos tragicznego i zle sie konczy,wiem ze trzeba miedz nadzieje ze bedzie lepiej ze wyjdzie slone i ten los sie odwroci.bedzie dorze.to jest smutne ze czlowiek slubuje sobie a pozniej tak sie dzieje,czasami nie zle dlugo sie jest i bysmy nie powiedzieli ze jest w stanie do takiego czynu zdolny.moj tez zrobil cos takiego ze ciezko w to uwierzyc ale fakt jest taki ze zrobil,ciezko z tym tak potwornym pogodzic.

Autor: jarek  13.02.2011 zgłoś

mam 26 lat choruje na epilepsje OSTATNIO WOGULE NIE MOGE SIE POROZUMIEC Z RZONA NIE WIEM JAKICH MAM UZYC SLOW CZESTO SIE KLUCIMY A NIECHCE TEGO BO MAM 1CURECZKE KTORA MA 14 MIESIECY A DRUGI DZIDZIUS JES W DRODZE NIEWIEM CO MAM ROBIC GDY ROZMAWIAM Z RZONO TO ONA MOWI MI ZE NIECHCE MNIE JUZ WIDZIEC STARAM SIE JEJ POMUC WZIASC JA DO LEKARZA ALE KONCZY SIE TO JAK ZWYKLE KLUTNIA OSTATNIO TERZ WYBRALEM SIE Z CURECZKA DO BABCI ABY SOBIE RZONA ODPOCZELA PRZEZ 2 DNI TO OKAZALO SIE ZE WOLALA PISAC SOBIE Z BYLYM CHLOPAKIEM NIRZ ZADZWONIC DOMNIE I CURKI TERAZ KARZE MI SIE WYNOSIC POSZEDLBYM ALE NIE MOGE BO BOJE SIE ZOSTAWIC JEJ DZIECKO JAKIE MAM SZANSE GDYBY DOSZLO MIEDZY NAMI DO ROZWODU ABY ZDOBYC MOJE DZIECI POMURZCIE MI BO JA JAZ GLUBIE SIE W MOICH MYSLACH

Autor: bellella  21.02.2011 zgłoś

Ja jestem w trakcie rozwodu... Mąż powiedział, że mnie zgnoi i zniszczy bo tak mu się podoba. Nie zgodził się polubownie, tylko chce z winy mojej choć jedyną moją winą jest to, że wcześniej tego nie zrobiłam... mamy córkę. ale jego ona nawet nie obchodzi. nie przyjezdza do niej ani nawet nie pisze smsa. w ciagu 2 miesiecy byl 2 razy.. ale w sadzie to on dobry tatus i chce ja do siebie wziac ... pozer!! jak przyjezdza to wołam mame i jeszcze kogos z rodziny zeby miec swiadkow bo on straszy mnie, wygraza, wyzywa mnie... jeszcze straszyl mnie ze wezmie sobie falszywych swiadkow i zniszczy mnie.. koszmar po prostu

Autor: Darek  26.04.2011 zgłoś

Obecnie mija rok od rozprawy rozwodowej.Przez pierwsze miesiące ciężko było dojść do siebie.Miałem pretensje do całego świata że moje małżeństwo rozpadło się.Po12 latach małżeństwa żona znalazła sobie kochanka z którym poszła w świat.Mam 2 wspaniałych synów i opiekę nad nimi sąd powierzył jej.O ile na początku nie mogłem się pogodzić z rozwodem to teraz uważam że nie można trwać w chorym związku.Miłość,fascynacja,,zauroczenie-wszystko to blednie lub mija w starciu z szarą codziennością.Są takie wartości jak zaufanie,szacunek oraz to że mogę liczyć z wzajemnością na tę drugą stronę.Nie jestem na nią zły mam do niej obojętny stosunek.

Autor: wera  19.08.2011 zgłoś

były mąż zostawił mnie jak dziecko miało 3miesiące,dla innej jak potem dowiedziałam się już po czasie,chociaz zarzekał sie ze jest sam,,,,ale rozwód mnie nie boli tylko brak jego zainteresowania dzieckiem,minęło 11 lat,a ja pozbawiłam go władzy rodzicielskiej....

Autor: Isa  14.01.2012 zgłoś

a ja jestem przed rozwodem.....zbieram siłę. 10 lat małżeństwa, 2 dzieci i samotność. Nie będę pisać jaki to mąż okropny. Jest dobrym ojcem...ale czy to wystarczy by żyć z nim całe życie?

Autor: mymak  08.02.2012 zgłoś

walczyć walczyć o swoje bo kobiety tylko lecą za kasą a nie za tym co mają nie umieją uszanować nas mężczyzn

Autor: IRR  10.09.2012 zgłoś

Ja 25.X. mam pierwszą rozprawę.Nie wiem co mam robić,czy zgadać sie na ten rozwód czy nie .To mąż mnie zdradził z kochanką z którą 10 lat miał temu romans ale wszystko się skończyło,ale teraz od nowa wszystko się zaczęło.Teściu mówi abym to przeczekała,nie mam pojęcia co robić.Pomożcie

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu