Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Listy czytelniczek

26.04.2007 | Kafeteryjny kącik porad

Jak Majka sobie, tak świat Majce

Witam,

Czytałam Pani porady na stronie Kafeterii i pomyślałam, że napiszę. Gdyby znalazła dla mnie Pani chwilę, byłabym bardzo wdzięczna, może mogłaby Pani mi coś doradzić...

Chciałabym poradzić sobie z problemem, jaki mam chyba od zawsze. Chodzi o związki z mężczyznami. Ciągle obawiam się porzucenia, nadinterpretuję gesty partnera, wszystko trzymam w sobie – nie jestem typem zazdrośnicy, ale każda interesująca kobieta zawsze powodowała we mnie obawy, że zostanę porzucona. To odbiera mi radość życia. Staram się podnieść własną samoocenę, wierzyć, że mnie też warto kochać, ale to bardzo trudne...

Pochodzę z rozbitej rodziny, ojciec odszedł, kiedy byłam dzieckiem, w bardzo nieelegancki sposób, pozostawiając w moim sercu żal. Myślę, że to może być powód, dla którego jestem tak pełna obaw. Jestem „głodna” czułości, ciepłych gestów, zapewnień, a przecież nie mogę oczekiwać, że partner ciągle będzie mnie przekonywał, że mnie kocha. To powoduje, że wycofuję się ze związków, żeby nie cierpieć. Łatwiej jest mi być samej, niż ciągle się bać odrzucenia. Chciałabym wreszcie to zmienić. Uwolnić się od tych obaw i cieszyć związkiem. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić...

Serdecznie pozdrawiam,

Majka (26 lat)

***

Droga Majko,

Ustalmy jedno: im mniej szanujemy siebie, tym mniej szanują nas inni... Jeśli jesteś dla siebie tak niedobra, że sama siebie nie kochasz, to trudno się dziwić, że nie przyznajesz sobie również prawa, by być kochaną. Jestem przekonana, że porzucenie przez ojca nie pozostało bez śladu, nie od dziś wiadomo, jakie spustoszenie sieją takie wydarzenia w duszy dziecka i jak później kładzie się to cieniem na jego dorosłości.

Na pewno nie da się pomóc Ci jednym listem, w dodatku znając Twój kłopot tylko z krótkiego, dość lakonicznego e-maila. Postaram się jednak dać Ci pewne wskazówki, które możesz wziąć sobie do serca, jeśli chcesz naprawdę uporać się z problemem.

Przede wszystkim, Majko, powinnaś zadbać trochę o zaufanie. To, że jeden mężczyzna (który jest niestety najczęściej najważniejszym mężczyzną w życiu każdego człowieka – czyli ojciec) zawiódł na całej linii, nie może automatycznie oznaczać, że w podobny sposób zachowa się każdy mężczyzna w Twoim życiu. Musisz popracować trochę nad tym, żeby postarać się przyjąć zachowania i słowa człowieka, z którym się wiążesz, za dobrą monetę. To jest trudne i ryzykowne, wiem. Dlatego najlepiej by było, abyś – zanim zdecydujesz się obdarzyć kogoś takim zaufaniem – poddała się terapii prowadzonej przez mądrego psychologa. Powtórzę tutaj raz jeszcze coś, co wydaje mi się bardzo ważne dla każdego, kto próbuje z psychologiem rozwiązywać swoje kłopoty: to nie jest szkatułka z magicznymi życzeniami, która po jednej-dwóch wizytach spełnia marzenie o tym, żeby życie uległo diametralnej zmianie. Psychoterapia to praca nad sobą pod kierunkiem psychologa. On jest, by wskazywać drogę, a nie leczyć duszę pacjenta jak kojąca wszystko driakiew.

Jesteś inteligentną dziewczyną, na pewno dasz sobie radę z odnalezieniem tych najbardziej bolesnych punktów w Twojej psychice i opanujesz techniki radzenia sobie z płynącymi z nich sygnałami, które często bywają mylne. Uzbrojona w taką wiedzę o sobie, powinnaś łatwiej uwierzyć w siebie i uwierzyć innemu człowiekowi. Poczucie własnej wartości też trzeba budować. Warto się nauczyć myśleć o sobie dobrze, to szalenie ułatwia życie.

Wypadałoby też zmierzyć się ze skłonnością do nadinterpretacji gestów partnera. Gdy się tak wszystko analizuje, rozkłada na czynniki pierwsze, ogląda pod światło w poszukiwaniu złych intencji – to się odstrasza od siebie kogoś, kto najprawdopodobniej jest pełen dobrych chęci. Nikomu nie będzie się chciało tłumaczyć całe życie, że nie jest wielbłądem... Problemy z niedostateczną dawką czułości ma bardzo wiele kobiet. Czułości partnera można uczyć, bo – nie wiedzieć czemu – po okresie wczesnej euforii mężczyźni często tracą umiejętność okazywania uczuć. Oczywiście, warto partnerowi opowiedzieć o sobie to wszystko, co sprawia, że żyjesz w permanentnym lęku przed porzuceniem, ale trudno od niego oczekiwać, że będzie ten ciężar razem z Tobą wlókł przez całe życie... To akurat jest bagaż, którego po prostu należy się pozbyć, aby zrobić miejsce na wspólne noszenie rzeczy sensownych. Mądry partner wesprze Cię natomiast w pozbywaniu się kłopotu. Musisz tylko zacząć się go pozbywać jak najprędzej i pamiętaj, że sama sobie z tym najprawdopodobniej nie poradzisz.

Zachęcam do podjęcia terapii, która pomoże Ci w poznawaniu siebie. Czytaj dużo książek o tym problemie, nawet jeśli miałyby to być tylko amerykańskie poradniki z cyklu „Nauka dobrego życia w weekend”. Im więcej będziesz wiedziała o sobie i ludziach, tym łatwiej przyjdzie Ci osiągnąć spokój płynący z wiedzy, jak wiele w życiu zależy od Ciebie. Drugim filarem spokoju jest zaufanie – do partnera, do Boga... - to już każdy sobie sam wybiera. Ważne, by mieć się na kim oprzeć, bo jakkolwiek dużo w życiu zależy od nas, to przecież samotnie nie poradzimy sobie ze wszystkim.

A kiedy już uporasz się ze swoją słabością, napisz, jak sobie poukładałaś resztę spraw. Jestem pewna, że dostanę list od silnej, pogodnej i szczęśliwej kobiety u progu nowego życia.

Margola
Małgorzata Sularczyk, margola@kafeteria.pl
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: Kaśka  26.04.2007 zgłoś

ja też tak mam..ciągle przeświadczenie,że mąż mnie zostawi...i żyję z tą myślą od ślubu...z czasem przestałam wierzyć z,ę będzie lepiej,bo z góry założyłam,ze i tak bajka będzie miała złe zakończenie...i jakoś trudno tego pesymizmu się z siebie pozbyć...i moje życie trwa.......nie zmeiniam niczego, nie staram się,bo po co skoro on mnie i tak porzuci kiedyś..........popełniam wiele błędów,niszczę wszystko dodkoła..właściwie sama własnym postępowaniem doprowadzam do tragicznego końca.....i mimo,ze posiadam wiedzę,że sobie sama przepowiadam coś na siłę........to tego nie zmieniam,bo uważam ,ze nie wartio się starać..........w męzu widzę tylko jego wady, doszukuję się złych intencji,a On jednak trwa przy mnie wiele lat........mam 36 lat i marnuję sobie życie....a moze tylko to potrafię?A mozę to mnie nakręca do życia?To niszczenie siebie i innych?Nie potrafię tego pojąc.........na siłę chcę być nieszczęsliwa......i pewnie dostanę oblędu jak w końcu On powie dosyć...bo tak naprawdę bardzo go kocham....tylko,ze tej machiny nie potrafię zatrzymać..........

Autor: rumianek_?  26.04.2007 zgłoś

A ja związałam się z młodszym o 5,5 roku mężczyzną.. właściwie chłopakiem. On wkrótce skończy 23 lata.. ja jeszcze w tym roku 28. Mam dość podobne doświadczenia z ojcem jak Majka. Po prostu odszedł zostawiając mnie i moją rodzinę. To prawda, że takie przeżycia psują coś w duszy, że niszczą zaufanie, nie tylko w swoje własne siły ale tez do innych ludzi. Człowiek ma chęć zawinąć się w kokon, by być niewidocznym. Ale gdzieś tli się tęsknota za uczuciem. Bo my porzucone przez ojców potrzebujemy mężczyzn. Uciekamy od nich ale ich potrzebujemy jak każda inna, normalnie wychowana kobieta. Ja miałam szczęscie. Poddałam się ale na mojej drodze pojawił się właśnie On. Na początku myślałam sobie: "Gówniarz.. po co mi on? skrzywdzi mnie jeszcze bardziej". A tutaj tymczasem niespodzianka:) Zaufałam mu choć kosztowało nas to wiele, i jego i mnie. Wiele nieprzespanych nocy, kłótni, ratowania się.. by w końcu po burzy wyszło słońce. Może banalne porównanie, ale jakże prawdziwe :) Majka, życzę Ci, abyś spotkała kogoś, kto będzie o Ciebie walczył, kto pokona Twój strach. Warto czekać :)

Autor: Rita  26.04.2007 zgłoś

jeju Kaśka zobacz ile szarości wprowadzasz w swoje zycie-przeciez jak bedziesz ponurakiem i trzymać sie negatywnego myslenia nikt nie bedzie chcial z tobą być. Jeśli masz obawy to powiedz o nich partnerowi-to was zblizy bardziej niz tlumienie w sobie tego wszystkiego....

Autor: przyjaciolka  26.04.2007 zgłoś

Obiema łapkami podpisuję się pod listem Margoli :) Dokładnie tak jest. Nie przekonasz innych,że warto Cię kochać,jeżeli nie pokochasz samej siebie! Ba! Jak pokochasz siebie,to nie będziesz musiała nikogo przekonywać :) Na początek nawet takie pozornie błahe pisanie karteczek z napisem JESTEM WARTOŚCIOWĄ OSOBĄ, WSZYSTKO MI SIĘ UDA, WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE, ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ i przyklejanie do luster i szaf może zdziałać cuda :) te teksty powinny być jak najbardziej Twoje :) Niska samoocena,brak dystansu do siebie,niepewność siebie i swojego miejsca przy mężczyźnie rzeczywiście wymagają wglądu terapeuty,ale tak jak mówisz - tata rzeczywiście miał tutaj wpływ. Zachwiał Twoim poczuciem bezpieczeństwa, wywołał ten 'głód miłości' jak to określiłaś. Z jednym zdaniem tylko się zgodzić nie mogę : " wycofuję się ze związków, żeby nie cierpieć." - czy aby na pewno? A czy prawdziwą przyczyną tego wycofywania,tych ucieczek nie jest bolesna prawda,że nie znajdziesz mężczyzny,który stale będzie potwierdzał Twoją wartość? Nazywajmy rzeczy po imieniu! :) Tak jak powiedziała Margola - kiedy zbudujesz bardzo silną podstawę swojego 'ja',poczujesz się pewniej,będziesz świadoma swojej wartości,zaczniesz budować dojrzalsze związki. Naprawdę po liście wnioskuję,że jesteś osobą bardzo inteligentną i szkoda,żebyś zawieszała się na facetach,uzależniała się od ich opinii...zazdrość jest zdrowa,dopóki potrafimy się z niej śmiać :) To też Ci proponuję - trochę głupich min do lustra,uczenie się dystansu do siebie... Będzie bardzo dobrze!!! Pozdrawiam ciepło.

Autor: Agula  26.04.2007 zgłoś

chcialabym sie podczepic pod list Majki i zapytac we wlasnym imieniu, jak to zrobic??? zbudowac poczucie wlasnej wartosci, podniesc samoocene, zbudowac wlasne "ja", Margola doradzila czytanie ksiazek o tym temacie, poszerzanie wiedzy o sobie, niestety mnie nie przynioslo to zbyt wielu rezultatow choc przeczytalam ich mase, na studia magisterskie by starczylo... nie jestem osoba niesmiala i nieporadna, bardzo szybko nawiazuje znajomosci, niektorzy nawet mowia ze jestem przebojowa, ale jednak w mojej glowie siedza uparcie przekonania ze `nie dam rady´ i drugie ze `nie zasluguje´ , boje sie podejmowac jakiekolwiek ryzyko, boje sie marzyc, trudno mi myslec ze mam jakiekolwiek potrzeby(ze na nie zasluguje), moi przyjaciele sa architektami, grafikami, otwieraja wlasne firmy,powiekszaja rodziny to jednak dla mnie wydaje sie nie osiagalne, nie realne,oni sa jakby w innej lidze, dystans miedzy rowiesnikami a mna wciaz sie powieksza, bo tkwie w miejscu, w pulapce ktora sama sobie stworzylam, czuje ze przegrywam na calej linii wlasne zycie... jesli ktokolwiek dobrnal do konca tych narzekan, prosze doradzcie jak uwierzyc w siebie, jak nad tym pracowac, jak nie poddawac sie po drobnych niepowodzeniach... jak storpedowac granice tych nie moznosci, bo najgorsze z tego wszystkiego jest poczucie ze do niczego sie nie nadaje...

Autor: jolka  26.04.2007 zgłoś

kochana, mam podobną historię za sobą, rozbita rodzina, potem partner który tez mnie porzucił. spędziłam wiele miesięcy, godzin i minut na rozmyślaniu o tym jak to jestem skrzywdzona przez ojca i partnera i ile to mam powodów zeby nie ufać mężczyznom. i w pewnym momencie olśniło mnie, że to nie ma zadnego znaczenia dla żadnego faceta. mówiąc bardziej wprost: nikt nie jest zainteresowany moimi powodami. facetów są dwa rodzaje albo się nadają do dobrego i bliskiego związku albo nie. z tymi drugimi nic nie pomoże a co do pierwszych, to co to za różnica, dlaczego im nie ufam? jeśli uznają że to ja się nie nadaję do dobrego i bliskiego związku to po prostu spadają bo szkoda ich czasu i energii. to był punkt wyjściowy dla moich dalszych działań. zaczęłam od warsztatów wybaczania ojcu, a jakże, potem była terapia dda, joga afirmacje, techniki relaksacyjne, warsztaty szybkiego czytania i technik umysłowych silvy.... jeszcze kilka innych rzeczy. też lektura różnych ksiązżek. nie wiem co ostatecznie zadziałało, może wszystko naraz. wiem też ze nie było w moim życiu jakiegoś przełomu, czarnej kreski, która oddzielałaby ten etap mroczny i pełen wyczekiwania na lepsze od tego cudownego, świetlistego i pewnego siebie życia. raczej po prostu zachodziły zmiany, powoli ale jednak coraz większe. dziś jestem naprawde szczęśliwa. mam fajnego męża, śliczną córkę, radzę sobie finansowo, mam przyjaciól. może nie za wiele, ale za to moge na nich liczyć. nie wiem co macie robić, technik i sposobów jest naprawde dużo. ale powiem wam jedno: zacznijcie robić cokolwiek. bo każde wasze działanie w tą dobrą stronę zbliża was do celu. i wytycza następny krok. zgubne jest tylko nie robić nic. pozdrawiam

Autor: przyjaciolka  26.04.2007 zgłoś

Tak na gorąco do Aguli : Nie porównuj się stale z innymi ludźmi! Skoncentruj się na własnej indywidualności,swoich marzeniach,tym,co jest naprawdę TWOJE! Nie musisz mieć własnej firmy,bo inni...może Twoim przeznaczeniem jest np.praca w szkole? Nie musisz mieć rodziny,jeżeli nie czujesz takiej potrzeby..przecież istnieje powołanie do życia w samotności! :) co nie znaczy,że z dala od świata :) Jeżeli nie staniesz się przyjacielem dla samej siebie,który wysłucha w trudnych momentach,uwierzy gdy wszyscy wątpią to rzeczywiście nie mamy o czym rozmawiać...wydaje mi się,że jest jakiś Brak Prawdy w tym jaka jesteś z innymi...dlaczego w ich oczach jesteś przebojowa a sama dla siebie nic nie znaczysz,boisz się marzyć nawet? Tragedia! Prowadzeniem takich gier niewiele osiągniesz,bo tylko się spalasz,by wypaść jak najlepiej i by nikt się nie dowiedział,że nie wiesz kim naprawdę jesteś...Jak zdasz sobie sprawę naprawdę ze swojego problemu i bez kłamstwa spojrzesz sobie w oczy,że chcesz to zmienić,na pewno się uda. Ale nie oglądaj się na innych,bo naprawdę ludzie mają swoje sprawy na głowie i nie przejmują się Tobą tak jak Ty nimi! Przykre,ale prawdziwe. Wyjdź do ludzi potrzebujących,zacznij działać w wolontariacie a na pewno zyskasz poczucie bycia potrzebną i to spełnienie,które jest bezcenne plus karteczki o których pisałam...warto odnaleźć siebie. Pozdrawiam ciepło!

Autor: Agula  26.04.2007 zgłoś

nie powiem, ale szczeka mi opadla, jak przeczytalam post przyjaciolki, tak to wszystko prawda z ktorej nie zdawalam(a raczej nie chcialam) sobie zdawac sprawy ale widzisz ja mialam byc kims wyjatkowym, tego chcieli moi rodzice ale niestety nie dalam rady sprostac ich wymaganiom, to po co sie starac skoro wymagania sa nie osiagalne? tak chcialabym zeby chociaz inni wierzyli w moja wyjatkowosc skora ja nie potrafie, trudno mi byc przyjacielem dla samej siebie skoro nie lubie tego co w sobie znajduje, wole sie zaszyc np. przed komputerem, zajac kims innym(tj. czyims zyciem np.), byle nie widziec siebie, tak sie tez czuje jak niewidzialna, `ja ` to takie kolo wokol mnie troche przyciasne, to tak jakby ktos wlozyl mnie do pudelka zapalek,jak zaczac to spotkanie ze soba? gdzie pojsc zeby spotkac siebie? chyba nie jestem jednak powolana do zycia w samotnosci ;) ,ale tak jak Kaska martwie sie ze moj chlopak juz za chwilke oprzytomnieje i znajdzie sobie kogos `lepszego´,bo zwykle jestem smutna, nic mi sie nie chce, zawsze siedze w domu, wiec moja atrakcyjnosc raczej zjezdza po slupku w dol, wolontariusz, to moze byc ciekawe bo wlasnie za dwa miesiace bede miala okazje pracowac w organizacji pomocowej( w tym miejscu gdzie sie wybieram z chlopakiem bedzie ich mnostwo) dziekuje za Twoje slowa przyjaciolko i za otuche

Autor: Kaśka  27.04.2007 zgłoś

tak was czytam i myślę hm......bo jedno w co wierzę...to pesymizm..niekochanie siebie..brak poczucia wlasnej wartości i pomimo,ze nic się tragicznego nie dzieje.....ja ginę...potzrebuję czyjegoś oparcia by trwać...tak bardzo potrzebuję być kochana,ciąglego umacnainia mnie w wierze,ze jestem czegoś warta...i nawet to,ze mam rodzinę i wytrzymujacego ze mną męża, nie przekonuje mnie w tym..ciągle w myślach jedno...że wszystko i tak źe się skończy..a prawda jest taka,że jak się tylko spojrzy na moją pośępną minę, wiecznie niezadowoloną to już ma się dosyć.. I jak to jest,że czerpiemy siłę z niszczenia?Jest mi cięzko, wiem co robię źle,ale nie potrafię tego zmienić...czytam , obserwuję i robię tak samo..jakby glowa znała tylko jedno spojrzenie na świat...to okropne

Autor: BABSZTYL  27.04.2007 zgłoś

Kaśka, nie użalaj się nad pesymizmen, tylko zapiórczaj do psychologa. My Ci tu nie pomożemy.

Autor: Anka  27.04.2007 zgłoś

Jolka - nic dodać, nic ująć. Dokładnie tak samo myślę o rodzajach mężczyzn i ich stosunku do problemów kobiet. A podstawa podniesienia własnej wartości to ROBIć COKOLWIEK (w dobrym kierunku;-) Rany z dzieciństwa trzeba leczyć i umieć oderwać sie od korzeni- jakie by nie były. Życie szybko mija, nikt nie powetuje strat z przeszłości, ale PO CO pracować na nowe straty życiowe - te i tak nas dopadną. Madziu mam nadzieje że to przeczytałaś:-))

Autor: Agata S  30.04.2007 zgłoś

Podzielam opinie ale mam pytanie jak ja moge opisac swoj problem i

Autor: vanariel  30.04.2007 zgłoś

polecam terapię, terapia, jeśli tylko człowiek chce nad sobą pracować czyni cuda. mądry psycholog potrafi wskazać drogę i dopilnować, żeby z niej nie zboczyć. tylko, że najpierw trzeba samemu chcieć coś zrobić. wygodniej jest się nad sobą użalać i żyć syndromem ofiary niż coś z tym zrobić. najtrudniej jest się przyznać do bycia ofiarą. ale trzeba zrobić ten pierwszy krok. a potem kolejny i kolejny. a potem świat staje się piękny, a życie łatwiejsze. i to wcale nie znaczy, że wszystkie problemy rozwiążą się natychmiast albo znikną. ale zmieni się podejście człowieka do problemu, inaczej sobie będzie z nimi radził. lepiej po prostu. odwagi i powodzenia! to działa :)

Autor: Asia  30.04.2007 zgłoś

Polecam ksiazke Martina Gray'a "Sily zycia". To nie powierzchowne, plytkie rady na 5 minut, ale porcja wiedzy jak budowac swoje szczescie od podstaw, bazujac na gonosci i wierze w czlowieka. Oczywiscie plus biografia autora("Wszystkim ktorych kochalem"), po przeczytaniu ktorej kazdy dziekuje za zycie, i to zycie wlasnie w takich a nie innych warunkach. Pozdrawiam cieplo i powodzenia:)

Autor: Akceptant  30.04.2007 zgłoś

Ja mam taki problem że jestem super chłopakiem(przynajmniej mówią mi tak wszyscy w około) nikt nie widzi we mnie wad(wiem ze to przesada bo nawet ja je widze a innym po prostu nie wypada o tym mówić). Nie boje się niczego w życiu, ale jedno normalnie niszczy wszystko, co potrafe zbudować z jakąś kobietą przez miesiące, w jedną tylko noc. Mianowicie moja "męskość", nawet jesli jakaś dziewczyna powie że jej to nie przeszkadza i kocha mnie nie za "to" i tak mam coś takiego w głowie że jestem gorszy, zasługuje na kogoś lepszego, napewno kiedyś zacznie jej to przeszkadzać. Nie umiem sobie z tym poradzić i prawdopodobnie nie będe umiał. A jedyna dziewczyna z którą byłem naprawde szczęśliwy i przekonała mnie że jest tak jak mówi zginęła w wypadku samochodowym. Obecnie dałem sobie ostatnią szanse, jeśli mi sie nie uda nie wiem czy będzie po co żyć jeszcze.

Autor: LLady  30.04.2007 zgłoś

Akceptant, Ty również marsz do psychologa!! Wcale nie jesteś gorszy i te dziewczyny miały rację. "To" naprawdę ma minimalne znaczenie dla nas - kobiet. Ale ja cię o tym nie przekonam, bo Ty po prostu wiesz swoje. Potrzebujesz kogoś, kto pomoże Ci uwierzyć, że ja i te dziewczyny mamy rację. Przykro mi, że twoja bliska osoba zginęła. Ale skoro ona przekonała Cię, że "to" nie ma znaczenia, to powinieneś po prostu uwierzyć i dawać sobie za każdym razem kolejną szansę. Zakończyć życie można zawsze, ale nie warto. Śmierć i tak po Ciebie przyjdzie, znajdzie cię, więc nie wychodź jej naprzeciw. Poszukaj piękna i szczęścia w tym, co masz teraz, bo ono gdzieś jest i drugi raz już tego nie dostaniesz. Pozdrawiam i trzymam kciuki!

Autor: samotny20  30.04.2007 zgłoś

Ja jestem facetem i mogłoby się zdawać ze faceci w większości nie mają takich problemów jak Majka, ale po przeczytaniu tego artykułu odnalazłem w nim w 100% siebie. W różnych dotychczasowych znajomościach zawsze doszukiwałem się dziury w całym, kiedy było "zbyt" dobrze zawsze wierciłem w poszukiwaniu czegoś co udowodniłoby moje przekonania że jest za dobrze. Boję się odrzucenia dlatego po kilku nieudanych związkach robie to samo co Majka: Bawię się, uczę się, utrzymuję kontakty towarzyskie, ale kiedy spotykam jakąś fajną kobietę, nachodzą myśli o odrzuceniu itp i wszystko się sypie niestety. Postanowiłem rzucić się w wir pracy, na razie robię to co lubię i.....jestem sam, zobaczymy jak długo jeszcze..........:(

Autor: siakośtakoś  30.04.2007 zgłoś

Chcę zmian- pragnę ich, a jednocześnie boję się. Boję się rozmawiać z nowo poznanymi ludźmi, bo mam wrażenie,że zaraz zauważą,że nic sobą nie reprezentuję. Boję się szukać nowej pracy bo po co, skoro i tak mnie nie przyjmą albo wyrzucą, bo nie dam rady ( a w obecnej podobno sprawuję się całkiem dobrze). Zamykam się.Zamykam coraz bardziej, nawet przed najbliższymi osobami - zaczynam ich unikać, uciekać od rozmów,spotkań. Miłość????Oczywiście- moje NAJWIĘKSZE marzenie. Miłość dająca poczucie bezpieczeństwa, spokój, spełnienie, chęć życia dla ukochanej osoby, wspólne plany. Agula napisała, że woli zająć się czyimiś problemami, by być niewidoczną dla samej siebie - rozumiem Ją aż za dobrze - wolałabym nie wiedzieć jak to smakuje.. Czuję upływ czasu, każdy mijający tak samo dzień...i nie potrafię się z tym pogodzić...nie umiem odnaleźć siebie...jeżeli ja sama tego nie potrafię, to jak ktoś inny - obcy może to zrobić...:(

Autor: NIEUFNA  30.04.2007 zgłoś

Akceptant niepotrzebnie się bijesz z taimi myślami - jeśli chodzi o związek to musi on być oparty na miłości (tak mi się przynajmniej wydaje) a kocha się kogoś nie za coś tylko pomimo czegoś. Piszę to po to, żeby zaznaczyć, że nieważny jest rozmiar tylko to co się sobą reprezentuje: miłość, szacunek, zaufanie, zrozumienie itp. Czy Ty też dobierasz sobie kobiety na podstawie rozmiaru biustu..?? po Twojej wypowiedzi nie sądzę, więc... Wnioski są chyba oczywiste Trzeba się otworzyć na ludzi Ja też jestem baaardzo sceptyczna jeśli chodzi o facetów, ktoś kiedyś mnie strasznie skrzywdził i od tej pory ciężko mi zaufać, ale pokonywanie własnych strachów, obaw czy czego tam jeszcze jest o wiele łatwiejsze we dwójkę i trzeba znaleźć tylko odpowiednią do tego osobę - nikt nie powiedział, że jest to takie proste jakby się chciało:) Pozdrawiam wszystkich szczęściarzy, którzy już znaleźli

Autor: Akceptant  30.04.2007 zgłoś

NIEUFNA najgorsze jest że ja to wiem ale nie moge się do tego przekonać ciągle szukając dowodów że jest na wspak do mojego punktu myślenia. LLady może źle sie wyraziłem to była moja pierwsza dziewczyna, wówczas nie wiedziałem jeszcze za dobrze o co w tym wszystkim chodzi. Potem zaczęła się szkoła średnia i jakoś tutaj sie narodził mój problem. Może to wpływ subkultury, może nie, może to wpływ internetowej nagonki wobec sexu, a może i nie. W każdym razie widzę że jest tutaj sporo ludzi z takim samym problemem jak ja (w innej postaci). Nie chodziło mi o skończenie z życiem, nie mam zamiaru popełniać samobójstwa, cenie życie ponieważ poniekąd to co aktualnie mam zdobyłem własną ciężką pracą(dzieciństwa też nie miałem kolorowego). Szkoda by mi było stracić tak wiele, mam wszystko, ale jednak brak mi jednej "rzeczy".

Autor: Akceptant  30.04.2007 zgłoś

Ucieczka do cięzkiej pracy, pomoc innym, przerabiam to wszystko już. Sprawia to że inni widzą mnie za super kolesia, bo pomagam i nic nie chce w zamian. Ile razy już odmawiałem "zapłaty" to też ciężko by było zliczyć. Żyć po prostu i nie myśleć co dalej...

Autor: IGA  30.04.2007 zgłoś

Moi Drodzy... czytam to wszystko i częściowo widzę siebie, z tym że ja już powoli zacze łam otwierać oczy na świat.Zawsze żyłam w cieniu kogoś-rodziców,innych osób z rodziny ,kolegów, koleżanek,męża,byłam strasznie nieśmiała,miałam niesamowite kompleksy z powodu dużej nadwagi,uważałam że ja nic nie potrafię a inni wszystko. ...dzisiaj JA-powoli strawiam swoje kroczki w życiu jak dziecko które uczy się chodzić. Mam 23 lata(albo aż..),udało mi sie schudnąć,i dzięki temu i ładnej buźi faceci patrzą na mnie z zaciekawieniem a to mnie buduje.Jakieś 1,5 roku temu udało mi się dostać pierwszą pracę w sklepie z ciuchami.Niby nic wielkiego, ale nauczyło mnie to rozmowy z ludzmi i przestałam się ich bać.Polubiłam pracować.Teraz jestem na etapie szukania nowej pracy ,nie jest prosto ale nie boję się już rozmów z pracodawcami.Nie wstydzę się wejść gdzieś i zapytać"czy ogłoszenie jest jeszcze aktualne.".Jestem odważniejsza.Zaczynam odkrywać prawdziwą siebie.Cieszę się że taki przełom nastąpił teraz kiedy jestem jeszcze młoda i kiedy mam szanse na lepsze życie które ułoże po swojemu. Pozdrawiam wszystkich...:)

Autor: Akceptant  30.04.2007 zgłoś

vanariel zaprzeczasz sam temu co mówisz. A co do przyznania się że sie jest ofiarą, to nie jest kuracja odwykowa, większość ludzi wie że wszyscy w koło mają racje, że jesteśmy fajni, że wystarczy uwierzyć w siebie, że niektóre rzeczy są po prostu mniej ważne, my to wiemy, że jesteśmy tacy ale nie potrafimy w to uwierzyć.

Autor: SoKa  30.04.2007 zgłoś

Akceptancie nie rozmiar się liczy ale zapał:P no i najważniejsze - stworzenie takiej atmosfery, żeby kobieta pragnęła cię każdą cząstką ciała i nie mówcie, że TO nie jest ważne T O jest ważne, ale TO nie jest samym rozmiarem (wiem, że to nie jest główny temat, ale innym nie jestem w stanie nic poradzić)

Autor: Dziennikarka22  30.04.2007 zgłoś

Do samotny 20... Doskonale Cię rozumiem...ten brak wiary w siebie po jakimś związku,który i tak się rozpadł...gdy ktoś patrzy na Ciebie z ta iskierką w oczach,ty i tak wymyślasz milion powodów,żeby udowodnić sobie,że to Nie ta osoba na która tak czekasz...ale mimo wszystko główka do góry...

Autor: żaba  30.04.2007 zgłoś

co do pani Hay wspomnianej wczesniej: ksiazka na pewno godna polecenia ale trzeba ja traktowac jednak z pewnym dystansem, no chyba, ze chce sie glosno wychwalac swoj dzwonek do drzwi, kazdy ma swoje sposoby na optymizm, nawet louisa hay

Autor: Nataliaa  30.04.2007 zgłoś

Ja mam podobny problem do Majki i juz od dłuższego czasu myśle by pójść do psychologa. Problem jest w tym ze nie mam za bardzo pieniążków by iść do psychologa prywatnie :( czy mogłby mi ktos podać namiay na poradnie pychologoczne bezpłane Z góry bardzo dziekuję.

Autor: Akceptant  01.05.2007 zgłoś

SoKa najlepsze jest to że ja wiem że to nie jest najważniejsze(już zaóważyłem) ale mam nieodparte wrażenie że to przeszkadza...poniekąd to część męska i ciężko kobiecie to zrozumieć. To tak jak by męska duma.

Autor: Marcin19  01.05.2007 zgłoś

Chciałbym zabrać głos w tej dyskusji, bo wyżej wymieniony artykuł bardzo do mnie pasuje chodź nie wszystkie wymienione w nim aspekty można mi przypisać... tak wiec muszę się pod niego podpisać. Może, teraz niektóre z Was czytając ten komentarz lekko się zdziwią, no bo jak? – Facet? Tutaj? – Tak, facet tutaj drogie Panie, ale to że niestety jestem facetem mnie nie dyskwalifikuje do udzielania się w takich artykułach. No, ale cóż jak to mówią, życie nie jest usłane różami, nie prosiłem się aby być płci męskiej, dlaczego? A dlatego iż czuję pogardę a wręcz nienawidzę tych wszystkich (no może nie wszystkich bo są wyjątki) debili, dla których liczy tylko jedno... dobra zabawa, upić się do upadłego, a następnego dnia nie pamiętać z kim się spało co robiło itd. zaliczyć kilka panienek, a potem chwalić się przed swoją paczką kolejnych wyjętych spod cywilizacji pajaców, ile to ja a ile ty. Szkoda słow., popieprzeni wszyscy. Na szczęście, istnieje taka piękna pleć jak Wy drogie Panie i nie można tego zaprze pastwić. Może uda się jeszcze komuś uratować tych poronionych facetów. No, ale coż jestem kim jestem, czasu nie cofnę, pogodziłem się juz z tym i jest dobrze, chociaż moja inność doprowadza do tego, ze nie mogę sobie znaleźć partnerki... bo jakoś na razie to, ze jestem poetą, wrażliwym aż do granic człowiekiem mi w tym nie pomaga. A mam wrażenie, ze tylko pogorsza. Poza tym tak jeszcze nawiązując do mężczyzn, to ja nie wiem, czy oni nie znaja innych wartości? A co z miłością, wiernością i wrażliwością?

Autor: NIEUFNA  01.05.2007 zgłoś

Akceptant masz calkowitą rację z tym, że w większości przypadków ludzie rozumieją w czem rzecz tylko nie umieją tej wiedzy przenieść w życie - bo Ty sam wiesz, że to nie jest najważniejsza sprawa a jednak nie pozwala Ci to spokojnie bez kompleksu przejść do porządku z tym faktem. Ja mam bardzo podobnie - bo pomimo tego, że wiem iż jestem dość fajną osobą, która lubi pomagać innym, baiwć się, śmiać - ogólnie rzecz ujmując sympatyczna chyba ze mnie osóbka (i nie przechwalam się tutaj - jestem raczej skromną osobą:)) to nie pomaga mi to w tym, żeby móc uwierzyć w to, że ktoś może mnie pokochać taką jaka jestem. Wydaje mi się, że prędzej czy później (a raczej prędzej) znajdzie coś co nie będzie mu pasowało. I co z tego, że wiem, że związek to nie ciągłe wpatrywanie się w siebie, ale patrzenie w tym samym kierunku, ciągłe kompromisy bez których nie ma szans na przetrwanie, tolerancja i przede wszystkim wartości i to jakim się jest człowiekiem. Najtrudniej samemu przyjąć to i się tego trzymać - chociaż już nie raz zdarzało mi się "pocieszać" innych - sama siebie jakoś nie daję rady:(:(:( Marcin19 fajnie wiedzieć, że są jeszcze tacy faceci jak Ty, którzy nie boją się do tego przyznać, że są normalnymi ludźmi, którzy mają sercę i duszę i nie kireują się w życiu zasadą kto lepszy wśród kolegów (kto więcej dziewczyn skomrpomituje na imprezie czy tym podobne durne konkursy podwyższające samoocenę tych "bubków") Kiedyś Twoja dziewczyna będzie z Tobą bardzo szczęsliwa :)

Autor: Beata  01.05.2007 zgłoś

Do Natalii - polecam państwą przychodnię na Płockiej w Warszawie.Jest tam Poradnia Zdrowia Psychicznego i świetny psycholog- mgr Jerzy Cearański. Polecam goraco!

Autor: Akceptant  01.05.2007 zgłoś

NIEUFNA jest dokładnie tak jak mówisz, ale najgorsze jest to że większość z nas jest bardzo lubianymi osobami, mnie wszyscy widzą że potrafie sobie poradzić z każdym problemem, każdy mi zawsze mówi że podziwia że od 15 roku zycia jestem samodzielny. Ale nie raz to tylko przeszkadza, wiem że potrafie sobie poradzić z życiem w praktycznie każdym jego aspekcie, potrafie każdemu doradzić na każdy temat, pomagać nie wołając nic wzamian, ale sam ze sobą nie moge sie uporać. I myśle ze jak sam tego nie zrobie to nikt mi nie pomorze w tym. W tym problem że np dzisiaj, wstałem rano i czułem się wypompowany, mam dziewczyne obecnnie jestem z nią 3 miesiące i pierwsza myśl od samego rana to była co ona ze mną robi, zawiedzie sie, zasługuje na kogoś lepszego. W głowie układam sobie takie "scenariusze" (wyobrażam sobie) że zanim do czegoś dojdzie to powiem jej że nie chce z nią być że sie zawiedzie. Wszystko po to żeby sie nie dowiedziała.

Autor: Druci20  01.05.2007 zgłoś

tak czytam te posty i czytam.. i dochodze do wniosku że jednak są ludzie tacy jak ja. tak jak napisal Samotny20, kiedy poznaje kogos ciekawego i mogloby cos z tego być, nagle zaczynam się od niego odsuwać i specjalnie ukazywac od tej najgorszej strony zeby go zniechecić, mam jeszcze taką głupią mentalność że lubię go swatać z przyjaciółkami, a poźniej żałuję, ale to nie jest najgorsze. najgorsze jest to że robię tak dlatego że strasznie boję się tego że nie podołam, że może nie będę taka jak on chce, boję się klęski, porazki.. ze strachu nawet nie probuję. jestem strasznie samotna i cięzko mi tak żyć ale co zrobić. czytałam także te pozytywne posty i raczej mi nie pomiogly, to zawsze jest tak że napełniaja mnie nadzieją na tylko parę chwil a później nie ma juz po niej śladu.. nie piszcie żebym odwiedziła psychologa bo już u niego byłam i mi nie pomógł.. może po prostu ja nie jestem stworzona do miłości?

Autor: Akceptant  01.05.2007 zgłoś

Zapomniałaś dodać chyba że jeszcze żyjesz nadzieją...że może kiedyś...jeśli masz takową to jesteśmy identyczni...jak wiele osób tutaj na tym forum. Niektórzy w większym czy mniejszym stopniu.

Autor: NIEUFNA  01.05.2007 zgłoś

czasami dochodzę do smutnych wnisków - szczególnie wtedy kiedy widzę kogoś na ulicy: niepełnosprawnego, z jakimś widocznym defektem fizycznym, czy np. poważnie chorych ludzi - że ludzie z tego forum (wiem, że to zabrzmi okrutnie, ale po części na pewno jest dużo w tym prawdy, która dotyczy również mnie - nie wypieram się tego) po prostu nie mają naprawdę poważnych problemów więc stwarzają je sobie na siłę, żeby w jakiś sposób móc się nad sobą trochę poużalać - to jest taka forma asekuranctwa (którą niestety praktykuję:( buu) bo nawet jak się coś nie uda, czy coś nie wyjdzie to zawsze wtedy z tzw. CZYSTYM SUMIENIEM możemy powiedzieć: NO TAK NIE WYSZŁO bo przecież jesteśmy tacy biedni, nie do zaakceptowania z tymi naszymi wydumanymi problemami. Tą wypowiedzią nikogo broń boże nie chcę urazić. Te problemy nie powiedziałam, że są nieistotne, ale w pewnym stopniu bardzo wymuszone. Cóż.... widać ludzie mają czasami takie dziwne tendencje do dołowania samych siebie. Akceptant - własnie ludzie lubiani przez większość - tyle, że ludzie nie przyglądają się "bliżej" tylko oceniają dość powierzchownie - nie mają czasu na poznanie kogoś naprawdę!!! Ja np. uchodzę wśród moich znajomych za osobę, która bardzo łatwo nawiązuje znajomości - tymczasem jestem bardzo nieśmiala i co najgorsze moja nieśmialość jest bardzo widoczna - w postaci "pochodni" na twarzy. Może i czasami to bywa urocze tak się zapłonić;), ale w większości przypadków bardzo dyskomfortowe... niestety!! Akceptant - wiem, że łatwo mi mówić i radzić (kiedy zaraz potem sama mam potworne wątpliwości co do swoich własnych wyolbrzymionych problemów), ale radziłabym Ci po prostu pozwolić PODJĄĆ decyzję o być albo nie być razem Twojej dziewczynie. Czemu chcesz jej tego pozbawić i skończyć to skoro jeszcze jak sam piszesz tak naprawdę się nie zaczęło. Nie ró tego błedu - ja tak zrobiłam dwa razy w stosunku do moich facetów i teraz żałuję BARDZO. Lepiej jest żałować czegoś co się zrobiło niż czegoś czego się nie zrobiło!! Więc daj Wam szansę!! Trzymam kciuki za pomyślną walkę z samym sobą (najgorzej jest walczyć z samym sobą) Pozdrawiam

Autor: pinii  01.05.2007 zgłoś

Druci20 chore wyjdź z monitora i socjalizuj się, zrób parę pornosów to się zaraz "otworzysz" Margola starzeje się i nie mądrzeje a dyskusje jak z powielacza, bleeee...

Autor: zmyslowaszpilka  01.05.2007 zgłoś

WITAM! CZYTAJĄC TEN LIST, MIAŁAM WRAŻENIE, ŻE CZYTAM O SOBIE...OPOWIEM CI JAK U MNIE WYGLĄDA- TAKI MECHANIZM NAKRĘCANIA SIE JAK KOŁOWROTEK. POZNAJĘ FACETA, ZACZYNAMY SIE SPOTYKAĆ I ZACZYNA SIĘ GŁEBOKIE PRZEŚWIETLENIE JEGO OSOBOWOŚCI. ON STARA SIE DO JAKIEGOŚ CZASU, KIEDY MA PEWNOŚĆ, ŻE ZDOBYŁ SWÓJ CEL I RYBKA ZNALAZŁA SIE W WIADERKU. OKAZUJE MNIEJ ZAINTERESOWANIA, A JA MAM WRAŻENIE, ŻE RYBKA MU NIE SMAKUJE, WIĘC MA OCHOTĘ JĄ WRZUCIĆ Z POWROTEM DO WODY. ŻEBY SIE RYBKA, WIĘC NIE POCZUŁA ODRZUCONA, SAMA KIERUJE SIE W GŁEBINY H2O. I TAK STRACIŁA KOLEJNĄ SZANSĘ NA BYCIE SZCZEŚLIWĄ...TAKICH OKAZJI BYŁO...JUZ DAWNO PRZESTAŁAM LICZYĆ, ALE TA STATYSTYKA WCIĄŻ ROŚNIE. I MIMO TEGO, ŻE CHCE TO POWSTRZYMAĆ I ZAWSZE MÓWIĘ SOBIE, ŻE TRZEBA ZARYZYKOWAĆ I PODCHODZIĆ INDYWIDUALNIE DO KAŻDEGO PRZYPADKU, BO PRZECIEŻ NIE MOGĄ BYĆ NA ŚWIECIE SAMI BEZNADZIEJNI FACECI. KIEDY CHCE JEDNAK DAĆ SZANSĘ KOMUŚ, CO JEST BARDZO TRUDNE SIĘ OTWORZYĆ NA KOGOŚ SKORO Z NATURY NIE UFA SIE LUDZIOM, PRZECHODZI PO GŁOWIE TAKA POKUSA, ŻEBY UCIEC PÓKI CZAS. MOJE CAŁE ŻYCIE TO UCIECZKA OD BÓLU I CIERPIENIA CZYLI OD MIŁOŚCI, KTÓRĄ TAK POJMUJE (TAKI SPACZONY OBRAZ PO RÓŻNYCH DOŚWIADCZENIACH) A CHWILOWYM ZASPOKOJENIEM SIĘ EMOCJONALNYM (WYRÓWNANIE POZIOMU LEWOSTRONNEJ PUSTKI DO MINIMUM PRZETRWANIA). CZASAMI MYŚLĄC O TYM CO SIĘ DZIEJE I WIDZĄC MOJE KOLEŻANKI PRZYGOTOWUJĄCE SIE DO NOWEGO ŻYCIA Z PARTNEREM, ZASTANAWIAM SIĘ CZY JA KIEDYKOLWIEK STANE NA ŚLUBNYM KOBIERCU I STWORZĘ PRAWDZIWY DOM I RODZINĘ Z MOIM WYBRANKIEM, KTÓRY MOŻE MNIE USIDLI. OBECNIE NIE WIERZĘ W INSTYTUCJĘ MAŁŻEŃSTWA, MOŻE TEŻ DLATEGO, ŻE MOIM RODZICOM SIE NIE UDAŁO ( MÓJ OJCIEC BYŁ ALKOHOLIKIEM I UMARŁ DZIĘKI TEJ CHOROBIE). KIEDYŚ JESZCZE BYŁAM MARZYCIELKĄ,IDEALISTKĄ, DZIŚ JESTEM REALISTKĄ STĄPAJĄCĄ PO ZIEMI GRUBĄ PODESZWĄ Z KOLCAMI.WIEM, ŻE NIE MOŻNA CAŁE ZYCIE UCIEKAĆ PRZED MIŁOŚCIĄ I OSZUKIWAĆ SIEBIE, ŻE NAJLEPIEJ BYĆ SAMĄ (TECHNIKA WMAWIANIA POWODUJE, ŻE SAMA ZACZYNASZ W TO WIERZYĆ). TRZEBA CIESZYĆ SIĘ TYM CO DAJE LOS. NIE PODDAWAĆ SIE A WALCZYĆ- TAKI JEST SENS NASZEJ EGZYSTENCJI. PYTANIE TYLKO- CZY STARCZY MI SIŁ???

Autor: Dziennikarka22  01.05.2007 zgłoś

DO DRUCI20: błagam,tylko nie myśl,że nie jesteś stworzona do miłości!!!to raczej ostatnia rzecz,jaka powinna Ci przyjść na myśl.Każdy z Nas jest stworzony do miłości.Należy tylko się mocno zastanowić jakiej TERAZ miłości szukamy.Co kochamy robić...może kochasz podróżować,więc pakuj plecak i odwiedź jakieś fajne miejsce,wez swoich znajomych, rodzine...może kochasz pomagać innym?zapisz się gdzieś jako wolontariuszka,to naprawdę działa,gdy widzi się ten ogrom bólu i cierpienia innych ludzi.A miłość taka między kobietą a mężczyzną w końcu i tak Cie dopadnie i napewno będziesz bardzo szczęśliwa.Trzymam kciuki:) DO MARCIN19:szczerze mówiąc bardzo mile mnie zaskoczyłeś.Znam właśnie takich imprezowiczów,jakich Ty opisujesz:laski,imprezy,alkohol,sex i tak bez przerwy.Najgorsze jest to,że niektórzy z nich mają dziewczyny,które wiernie czekają na ich powrót.No ale przywróciłeś mi wiarę w facetów,że zastanawiasz się gdzie jest miłość,wierność i wrażliwość?Z natury jestem osobą dynamiczną ale również bardzo wrażliwą,każdy facet,z którym byłam mnie zdradzał...no ale to świadczy tylko o nich,ja byłam w porządku.Obecnie jestem sama i szczerze mówiąc ma to też dobre strony:nikt mi nie mówi jak mam się pomalować,o której wrócić,ile wypić.No ale każdy kij ma dwa końce i każdy kto jest w podobnej sytuacji,wie że brakuje też tej czułości i bliskości.Marcin jesteś napewno fajnym facetem i znajdziesz jakąś dziewczyne,tylko się nie zmieniaj dlatego,że narazie Twoja osobowość jest odrzucana. No cóż sami stworzyliśmy,że we współczesnej cywilizacji miłość stała się normalną sprawą...a to przecież jest najpiękniejsze uczucie na świecie...

Autor: -----  01.05.2007 zgłoś

ja mam podobny problem, mimo że jestem z chłopakiem 2 lata boje sie odrzucenia. Powtarzam sobie ciągle w głowie, że to tylko moje wyobrażenia, jakieś widzimisie ale mimo tego boje sie. W niektórych dziewczynach widze rywalki, chociaż jesteśmy bardzo szczęśliwi i chłopak powtarza mi że mogą jemu sie dziewczyny podobać, ale i tak mnie kocha i to ja dla niego jestem najpiękniejsza. Nie wiem z czego to wynika:/ może z niskiej samooceny i idealizowania tej drugiej połowy? Nie jestem brzydka a wręcz przeciwnie, nie mnie tu oceniać, ale podobam sie mężczyznom i nie powinnam sie tak czuć a jednak. Może wynika to z tego, że bardzo kocham i obawiam sie utraty kogoś ważnego dla mnie. Męczy mnie to uczucie i walcze z nim, powtarzam sobie też że co ma być to będzie , ale jakoś mi to nie wychodzi. Boje sie przyszłości pod względem takim, że wyobrażam sobie że jeśli nawet mnie kocha , to może zdarzyć sie taka sytuacja, że jakaś ładna dziewczyna będzie sie nim interesować itd. Wiadomo jakcy faceci są;/ ale on powtarza że mnie tylko kocha i nigdy mnie nie opuści, ale jeśli coś takiego sie zdarzy? Ciągle mam takie myśli, i mimo uśmiechu na twarzy to niszczy od środka. Mam nadzieje, że to przejdzie...

Autor: Druci20  01.05.2007 zgłoś

AKCEPTANT wiem że wielu jest takich ludzi, teraz już wiem.. i chociaż nie powinno to cieszy mnie w pewniem sposob ten fakt, bo wiem przynajmniej że nie jestem sama, to mnie upewnia że nie jestem wariatka, lecz mimo wszystko życze wszystkim ludziskom z takimi problemami żeby się ich pozbyli i czuli się szczęsliwi.. PINII byc moze dla Ciebie jest to chore, ale ja nic na to nie poradzę. już tak mam, a skoro uważasz że te "dyskusje są jak z powielacza" to po co je czytasz? wiesz niektórym one naprawdę pomagają i cieszą sie że mogą się w końcu komuś wygadać, choćby tu.. Dziennikarka22 - dziękuję. wiem że są ludzie tak jak napisała NIEUFNA z wiekszymi problemami, poważnie chorzy, niepełnosprawni i zaskakuje mnie fakt a jednocześnie dołuje, że oni mimo takiego zrządzenia losu potrafią cieszyć się tym co mają, żyć i nie patrzeć na nic, radować się każda chwilą. a ja, ja tak nie potrafię... widzę jak żyją moi przyjaciele i dostrzegam pomiędzy nami różnice. starałam się żyć chwila, niczym się nie przejmować, znów umieć zaufać ludziom, ale nie potrafię. gdzieś we mnie jest taki potworek który za kazdym razem podpowiada że ktos chce mnie skrzywdzić.. on mnie niszczy.

Autor: Akceptant  01.05.2007 zgłoś

Dziennikarka22 nie wiem gdzie ty żyjesz?? Ale widze ogromną różnice między Polską a Polską. Pochodze połudnowo wschodniej części Polski. I żadko mam styczność właśnie z takimi ludźmi. Ale dużo rozmawiam z kumplami z Warszawy i ponoć tam to jest norma więc nie wiem co sie dzieje w tym kraju że jest tak podzielony. Mój nauczyciel z historii powtarza że mieliśmy podwójnego pecha"nie dość że urodziliśmy się w Polsce to jeszcze w Galicji:P" Coś w tym jest bo tutaj ludzie bardziej przywiązują wage do tradycji. Ale kto by nie przywiązywał jak by zarabiał 600zł miesięcznie(a gdzie średnia krajowa??) ale zeszłem z tematu sorka.

Autor: Diana  01.05.2007 zgłoś

A ja się boję że męża porzucę, mimo iż przeżyłam z nim wiele lat. Wszystko wypaliło sie między nami, bardzo sie boję, ale nasza niezgodność charakterów oraz światopogląd daje się coraz bardziej odczuć i niszczy wszystko, już nie mam sił....

Autor: Nataliaa  01.05.2007 zgłoś

Do Beaty - dzięki:)

Autor: Marcin19  01.05.2007 zgłoś

Do NIEUFNA: Dziękuję za miłe słowa :). Widzisz osobiście uważam iż nie ma czego się obawiać, no bo jak mam ukrywać to jaki jestem? – nie, nie mogę. Chociaż chwilami sam nie wiem, czy to faktycznie takie dobre, bo mam z tego powodu prawie same problemy, a zero dobrego słowa. A co do tego, że moja dziewczyna będzie miała ze mną dobrze - pewnie tak (ah skromność ;)) o ile w ogóle taka się znajdzie – w co niestety z perspektywy czasu wątpię. Do Dziennikarka22: O właśnie, zapomniałem o tym jakże ważnym aspekcie... Gość kogoś ma, mówi jej jak to ją kocha i w ogóle, ze nigdy nie zdradzi, a co robi, gdy ona nie widzi? Na imprezach zabawia się z inną. Po prostu porażka. Takie właśnie osoby, lub podobne nie powinny się zbliżać do płci pięknej, bo wiadomo – zrani, zdradzi, zostawi. No, ale cóż... przy takich najbardziej widać co dla nich się liczy, jakie maja priorytety itd. Czy rodzina, dom, szczęście najukochańszej osoby, czy może niezła zabawa, sex i upić się jak świnia. Odpowiedz nasuwa się sama ;). Niemniej jednak pamiętaj, że jeżeli Twoi byli Cię zdradzali, to po prostu nie byli Ciebie warci, niech szukają szczęścia gdzie indziej, chociaż pewnie i tak go nie znajdą, będą zostawiać za sobą tylko łzy, to wiadome jest jedno. Jak już sięgną kompletnie dna, zrozumieją, co stracili w życiu. Aha i na koniec powiem tylko, ze zmieniać się nie zamierzam ;)

Autor: LIKA  01.05.2007 zgłoś

Znając siebie i obserwując wielu moich znajomych, a także czytając wypowiedzi zamieszczone w tym lub innych poprzednich tematach tu na forum, dochodzę do wniosku iż każdy z nas powinien mieć swojego psychologa. Żyjemy w wiecznym pośpiechu, pełni obaw, strachu przed utratą swojego partnera, utraty pracy, strachu przed tym aby sprostać obowiązkom rodzinnym i zawodowym. Czasami małe niepowodzenie urasta do rangi tragedii, przestajemy wierzyć w siebie i tracimy zaufanie do otoczenia w jakim przyszło nam żyć. Mieszkam w małej miejscowości w której niemal wszyscy się znają, wielokrotnie dane mi było słyszeć, iż ludzie którzy mają problemy psychiczne są po prostu wyśmiewani. A przecież prawdziwa depresja może dopaść nawet najbardziej silne osoby. Szkoda, że tak się dzieje, byłoby na pewno o wiele mniej tragedii, gdyby wizyty u psychiatry lub psychologa były czymś normalnym, jak wizyty u innych lekarzy specjalistów. Skala samobójstw jaką mamy w naszym kraju świadczy o tym, że wiele osób jest zagubionych, potrzebujących pomocy psychologów bądź psychiatry. Pozdrawiam wszystkich

Autor: Dziennikarka22  01.05.2007 zgłoś

DO AKCEPTANT: no i chyba tego Ci zazdroszczę.Być może żyjesz w całkiem innym środowisku niż ja.I z pewnością masz dzięki temu inną osobowość...ja żyję na zachodzie Polski i poznając np.nowego faceta,po rozmowie z nim nagle pada pytanie z jego ust:"a jesteś ostra w łóżku?..."Pozostawię to bez komentarza,gdyż tacy faceci są dla mnie raczej mało interesujący. DO MARCIN19:jeśli masz 19 lat,to musisz wiedzieć,że myślisz milion razy dojrzalej od znanych mi facetów.Twoja dziewczyna będzie prawdziwą szczęściarą.Dziękuję za to co napisałeś,wywołało to uśmiech na mojej twarzy:)

Autor: natalya  02.05.2007 zgłoś

Ja też tutaj pasuje :( jestem obecnie w związku ale doswiadczenia z poprzednich nie dają mi spokoju rowniez boje sie odrzucenia , nie potrafie sie cieszyc z tego co mam bo ciągle mam złe mysli z góry zakładam ze cos sie wydazy , ze nie bedziemy razem. Jak narazie wszystko sie dobrze układa ale co z tego skoro mam takie mysli ktore powodują smutek. Staram sie nie mysles pesymistycznie ale nie wychodzi mi :( nie potrafie nikomu już zaufać.

Autor: Beata  02.05.2007 zgłoś

Natalio- znam te uczucia..z moim meżczyzną razjuż sie rozstaliśmy i długo nie byliśmy ze sobą..staram sie myśleć optymistycznie, ze tym raz nam sie uda, ale od czasudo czasu napada mnie olbrzymi lęk, panicznie boję sie zranienia i odrzucenia..mam też problemy z zaufaniem..wciąz nad tym pracujeę, szczególnie nad podwyższeniem poczucia własnej wartosći, bo to chyba w tym tkwi problem..widzę efekty, ale to żmudna praca i czasmi łatwo sie zniechecić..ale trzeba próbować..w końcu od tego zależy w dużym stopniu, czy bedziemy szczelsiwi, czy nie..tak mi się wydaje..każdy ma jakieś upiory w szafie, moze czasami lepiej zamisat walczyc z nimi oswoić je? Zrozumieć, ska sie biorą i rozbroić je?

Autor: ...  02.05.2007 zgłoś

rozmawiać rozmawiać rozmawiać to podstawa

Autor: ania 22  02.05.2007 zgłoś

Ja tez tu pasuje niestety:-) podzielam wszystkie wypowiedzi ktore przeczytałam na tym forum. Mam podobny problem jak natalya.Jestem juz długo z moim kochanym facetem i wiem ze ma wobec mnie dalekosiezne plany i wiem ze je razem osiągniemy!bo obydwoje do tego celu idziemy po trupach i przełamujemy te wszystkie trudności ktore spotykamy na swojej drodze! wiem ze nam sie to uda bo bardzo mocno w to wierzymy! i bardzo chcemy byc szcześliwi! mam w sercu wielką nadzieję i wiare ( ale i także zal) i wiem ze jeżeli sie czegoś naprawde chce to sie to spełni, tylko trzeba wierzyc w siebie!!!w swoje możliwości (choć czasami jest cieżko) mam wobec siebie dalekie plany zawodowe.chce pracowac i pomagac rodzinom ktore maja rozne problemy, a takze chce uczyc dzieci wf.kocham sport, kocham dzieci!!!studuiując pedagogike resocjalizacyjną z wf ( zaniedługo obrona pracy licencjackiej:-))rozumiem coraz bardziej ludzkie problemy ktorych jest na swiecie jak kazdy wie sporo. czasami jednak nie jestem szcześliwa bo mam złe relacje z własna mama, ktore odbijają sie na mojej psychice.ale to juz odrebna historia.bardzo cieżko mi o tym mowić.ale pare najbliższych osób wspiera mnie duchowo:-) boje sie tez tego ze stanie sie kiedys taka sytuacja ze moj kochany facet znajdzie jakaś lepsza kobiete ode mnie.wiem ze on mnie kocha udowadnia to na kazdym kroku ale ja poprostu sie tego boje. nie znosze porazek:- to są poprostu takie moje głupie myśli ktore mi czasami przychodza do głowy:-) ale wydaje mi sie ze kazda kobieta takie czasami ma.Zycze wiec wszystkim duzo wiary, nadziei i miłosci. tą sa trzy niby proste i tak powszechne słowa ale jak ważne w zyciu !!!( w moim zyciu bardzo ważne) wierzcie we własne możliwości, nie skreślajcie sie jak sie coś nie uda! głowa do góry.pamietajcie życie nie jest usłane rózami!!! powodzenia.pozdrawiam.

Autor: Ironia  02.05.2007 zgłoś

No cóż, chyba powinnam sie podpisać pod tym listem i ja... Znalazłam kogoś kogo kocham i kto mnie kocha, problem w tym, że będąc dziewczyną potrzebującą akceptacji chociażby rodziców, od pijanego ojca słyszałam, że jestem nikim, że się za mnie wstydzi, że wolałby nie być moim ojcem itp. Potem przyszedł facet którego ubóstwiałam i nagle zniknął tak po prostu z dnia na dzień wyjechał, nie tłumaczył, nie pisał, nie dzwonił, od tak sobie wyjechał. No ale wracając do mojego aktualnego (mam nadzieje już ostatniego), to mimo świadomości że jest ze mną czasami patrze na niego siedzącego przy monitorze (on pracuje w domu ja się tym domem opiekuje, bo pracy znaleźć nie mogę) zdaję sobie sprawę, że ja chyba faktycznie jestem tym nikim z wywodów mojego ojca i pytam jego czy mnie kocha... Czasami zdarza się to kilka razy dziennie. W chwilach przebłysku, wbijam sobie do głowy, że nie mogę tak robić, że on to w końcu potraktuje w formie "nie ufasz mi, nie wierzysz mi". Przecież dzień w dzień rano mnie budzi pocałunkiem i "kocham Cię " a ja mimo tego nie czuje się pewna.

Autor: pawiątko  02.05.2007 zgłoś

WiTAM WSZYSTKICH! To bardzo powazny problem , niska samoocena. Rzutuje na wszystko, nawet sex.Systemetyczne pracuje nad zwiększeniem swojej samooceny. Zacżełam od zmiany fruzury, styku ubierania się. Fryzjer, kosmetyczka, manicurzystka, dentysta to moi comiesięczni "przyjaciele". Codziennie wstając uśmiecham się do siebie i mówię jestem szczęśliw, jstem piekna, jestem super itp. Kiedyś , gdy czyta,łą tego typu pray śmiałą sie z nich . Później postanowiłam wiele zmienic w swoim życiu i nadal nad tym pracuję. To niestety wymaga lat pracy nad sobą .Ja pracuje piaty rok na d sobą. Widzę efekty. Ludzie są dla mnie sympatczniejsi, chcą się ze mną spotykać, rozmawiać, utrzymywać kontakty. W pracy nie pozwalam , aby mną pomiatano, mówiąc wprost co o tym mysle i wyrażając sprzeciw . Staram sie byc kulturalna i grzeczna.Jestem równiez duzo zdrowsza. Ustały bóle niewiadomego pochodzenia. Byłam po poradę chyba u lekarzy wszystkich specjalności.Jestem zadowolona ze swojego zycia. Myslę pozytywnie. Wiem. Niektórzy myślą , przechwala się , albo ale chwalipięta.I to jest w naszym kraju dziwne.Nie mozna szczerze powiedzieć, se jesteś zadowolona z zycie , bo patrzą na Ciebie dziwnie.Nie oznacz to ,że nie mam kłopotów czy problemów.Analizuje je, staram sie jak najszybciej rowiązać i zapominam o nich. Staram sie przechowywać dobre wspomnienia .Złe kasuję.Nikt nikomu nie pomoże , jeśli on sam nie będzie chciał sobie pomóc.Nawet cudowny psycholog nic nie zrobi , jeśli my nie chcemy.Walczmy o sibie. O swoje szczęście. Warto. Nigdy nie chciałabym juz wrócić do poprzedniego stanu psychicznego.Ale to zależy tylko ode mnie. Kochajmy siebie .Rozpieszczajmy się. I do przodu.Powodzenia

Autor: Marcin19  03.05.2007 zgłoś

Do Dziennikarka22: Bardzo się cieszę, ze moje słowa wywołały u Ciebie uśmiech - to miłe, a nawet bardzo :). Mógłbym nawet rzec, że nie ma nic piękniejszego od sprawiania komuś radości :). Dziękuję Ci również za Twoje słowa, chociaż dalej jestem przekonania, ze ta 'moja dziewczyna' nigdy sie nie pojawi, ale mimo wszystko cieszę się, ze myślisz o mnie w takich superlatywach. To naprawdę bardzo mile. Ah i bym zapomniał - tak leci mi 19 ;).

Autor: Akceptant  03.05.2007 zgłoś

Dziennikarka nie ma nic za darmo...zarobki 2x mniejsze niz średnia krajowa?? wszystko droższe??(noo tylko mieszkania tańsze) ciężko jest wyżyć, więc ludzie muszą na sobie polegać nawzajem bo nie jest łatwo. YYY to ja bywam i po 3 miesiące z kimś i nawet nie poruszamy tego tematu...w ogóle go nie poruszamy aż do momentu wystąpienia aktu.

Autor: Akceptant  03.05.2007 zgłoś

NIEUFNA ja o tym wiem nie mam zamiaru z nią się rozchodzić...przeważnie jet to po prostu impuls. Taki odruch bezwarunkowy bym powiedział.

Autor: NIEUFNA  03.05.2007 zgłoś

Akceptant to fajnie, że umiesz zapanować nad odruchami bezwarunkowymi. Ja nie potrafiłam i teraz mogę tylko wspominać i żałować, cóż... Sama sobie jestem winna!! Moje odruchy niestety wynikały z czystego ludzkiego strachu przed odrzuceniem - wiem dziwnie może brzmieć - czasami sama tego nie rozumiem (dość pokrętny obraz tej sytuacji potrafiłam sobie sama nakreślić). Byłam z kimś, było dobrze a kiedy zaczęło się robić poważnie to ja ze strachu brałam "nogi za pas" i koniec pięknej sielanki:( Głupota ludzka nie zna jednak granic... Podobno nic tak nie potrafi zdołować człowieka jak drugi człowiek (ale to chyba nie do końca prawda - bo sami siebie dołujemy najbardziej!!) Ja ze strachu przed tym, że szczęście, które mam zostanie mi odebrane w najmniej oczekiwanym momencie (i będę przez to cierpieć) sama je sobie odbierałam. To chyba nie jest normalne!! Takim sposobem cierpię jeszcze bardziej i koło się zamyka!! Znacie jakieś skuteczne lekartswo na takie skrzywione spostrzeganie świata?? Jestem tylko ciekawa czy ta forma asekuranctwa kiedyś mnie opuści... bo jeśli nie to trochę czarno widzę przyszłość (a na pewno smutno). Liczę na to, że kiedyś spotkam kogoś kto będzie potrafił wyciągnąć mnie z "otchłani rozpaczy" i będę mogła mu UWIERZYĆ nie tylko rozumieć!!! Marcin19 nie łam się - akurat w Twoim przypadku stwierdzenie "z pesrpektywy czasu" jest chyba dość niefortunne;) przepraszam, że to piszę, ale całkiem hihi młody człowiek z Ciebie więc nie masz powodu do narzekań. Miło, że nie ukrywasz tego kim i jaki jesteś - jak to napisałeś... czemu miałbyś to robić! I ja się z Tobą zgadzam, ale ilu jest takich facetów, którzy to robią i oni nie zastanawiają się nad sensem tej gry. Jeśli oczekujesz ciepłych słów lub wyrazów docenienia tego jakim jesteś człowiekiem, to nawet jeśli się tego jeszcze nie doczekałeś (w co nie do końca jestem w stanie uwierzyć) na pewno się doczekasz!! Ten wiek jest (wiem, że to stereoptypy, ale ziarnko prawdy w nich jest) najgorszy na docenianie wszelkiego rodzaju wartości - wiem coś o tym bo w tym wieku też inaczej patrzyłam na świat (nie mówię, że jestem jakąś staruszką, ale ćwierćwiecze własnie mija;)) Pawiątko masz rację ciężka praca nad sobą popłaca. Ja też staram się zrobić coś ze sobą i moimi problemami... i wiesz, że porównując do tego co było kiedyś jest naprawdę lepiej!! Powoli, systematycznie do przodu i może kiedyś będzie jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła się śmiać z siebie i moich problemów - oczywiście dlatego, że w końcu je pokonam (a nie one mnie!!) Pozdrawiam

Autor: Dziennikarka22  04.05.2007 zgłoś

DO AKCEPTANT: no tak,mowa o pieniazkach a one jednak szczescia nie daja,no ale wiadomo,że bez nich jest również ciężko.Wiem sama po sobie bo równocześnie studiuje i pracuje,nie jest mi łatwo.Szczerze mówiąc rzuciłam sie w wir obowiązków,ale brakuje mi jednak tej drugiej połóweczki,która gdzieś tam na mnie czeka:) Dobrze,że masz przynajmniej na kim polegać w tych chwilach,gdy nie jest łatwo...to też wiele uczy,pozdrwiam. Do MARCIN19: nawet nie myśl:'że ona sie nie pojawi" pojawi się napewno,i wspomnisz moje słowa:) Życzę wszystkim duuużo radości i nadejścia lepszych czasów...

Autor:  05.05.2007 zgłoś

Majka może miec osobowośc borderline (takie zaburzenie).

Autor: Gosia  06.05.2007 zgłoś

Tak czytam sobie ten temat i mysle jak to u mnie bylo. Wychowalam sie w normalnej "robotniczej" rodzinie - jak to kiedys okreslalo sie w zyciorysie i wszyscy w mojej rodzinie zwyczajnie pracowali, zakladali rodziny i ode mnie nie wymagano niczego specjalnego. Ja sama dzieki mojej wewnetrznej sile osiagnelam wiele. Skonczylam studia, mam wspanialego meza i dwie piekne coreczki (pomimo ze slyszalam nawet takie zdania od mamy "nikt Ciebie nie zechce"). Troche mam zal, ze od dziecka bylam porownywana do innych i skazana na porazke ale dzieki temu umocnila sie moja wiara w sama siebie, ze tylko na siebie moge liczyc. Zawsze bylam pogodna i usmiechnieta, niezbyt ladna, ale nie przejmowalam sie tym. Ludzie lgneli do mnie a ja do nich. Pierwsza zasada sukcesu - usmiechnij sie sama do siebie, a wszystko dobrze sie ulozy. Zycie jest piekne i szkoda go marnowac!

Autor: ADA  06.05.2007 zgłoś

Do LIKI Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem. Też mieszkam w maleńkim miasteczku gdzie wszyscy się znają nieustannie interesują życiem innych. Masz rację -w tak małej społeczności ludzi, którzy leczą się u psychologa lub psychiatry traktuje się jak trędowatych. Omija szerokim łukiem- niestety. Sama od dłuższego czasu mam zamiar iść do psychologa ale wybiorę takiego gdzie nikt mnie nie zna..Nie chcę być wytykana palcami. Smutne ale prawdziwe.Pozdrawiam.

Autor: Rita  07.05.2007 zgłoś

niestety kobiety w naszym kraju nie są doceniane, adorowane i chwalone. Przez to maleje nasze poczucie własnej wartości. Dlatego same powinnyśmy kochać siebie i szanować to jakie jesteśmy. Kto kocha siebie tego ludzie kochają :) pozdrawiam ciepło po majowym weekendzie :)

Autor: Karola  07.05.2007 zgłoś

Witam! Wiecie bardzo mi smutno kiedy czytam Wasze listy. Jesteście wspaniałymi ludźmi, jednak Wasza samoocena mnie przeraża. Nie napisze, iż czytając to poczułam że jest to o mnie, bo nie jest. Mam 19 lat, jestem wesołą, przebojową osobą, bardzo kontaktową i cenie się, ponieważ życie jest zbyt któtkie, trzeba z niego czerpać jak najwięcej. Nie twierdze, że nie mam czasami gorszych dni, to byłaby nieprawda, miewam je-jak każdy. Rok temu miałam w swoim życiu taki okres totalniej depresji (zlożyło się na to wiele spraw, na które niestety nie miałam wpływu), wydawało mi się iż jestem nikim, totalnym zerem. Na szczęście mam przy sobie takich cudownych ludzi, którzy na nowo nauczyli mnie cieszyć się życiem. Przyjaciele są najważniejsi, bez nich życie nie ma większego sensu. Mój tata zawsze mówi że trzeba się szanować: "Karolinko jeśli nie będziesz się szanować, to nikt Cię szanować nie będzie" i to jest prawda. Musicie sie sami cenić, aby ludzi docenili Was. To działa Kochani! Życze Wam wszystkiego dobrego! Jeśli ktoś bedzie chciał pogadać to bardzo chętnie (prosze podać nr gg).

Autor: Akceptant  07.05.2007 zgłoś

Ten temat mi pomógł dość, wysłałem dziewczynie linka do tego topiku, przeczytała go, orozmawialiśmy i jakoś po prostu jej zaufałem. Mam nadzieje że jak najdłużej ;* Dzisiaj spędziliśmy wspaniałe kilkanaście godzin;* Dzięki wszystkim za wsparcie :)

Autor: Akceptant  07.05.2007 zgłoś

Rita...loool nie bardzo chyba wiesz o czym mówisz :) kobiety w Polsce są najbardziej niezależne/chwalone...ale każdy ma swoje zdanie, Polska jest też sporym krajem a różnice widać chociażby biorąc pod uwagę północ a południe. Dziennikarka to studiuj i pracuj u nas :) jak ci się uda wyżyć to jesteś wielka:)

Autor: Dziennikarka22  07.05.2007 zgłoś

Akceptant- cieszę się,że z Twoją dziewczyną jakoś się w końcu poukładało,napewno bedziecie szczesliwą parą,trzymam kciuki.No jak narazie nie zamierzam nigdzie emigrować...za dużo tu wspaniałych ludzi,widać to po tych wszystkich wypowiedziach. KAROLA:co do szanowania sie masz całkowitą rację.Te same słowa usłyszałam od swojej niedoszłej teściowej...coś w tym jest...pozdrawiam:)

Autor: d.k.  08.05.2007 zgłoś

a ja mam troche inna wersje tego problemu... moj partner (a takze wiele innych osob) postrzega mnie jako osobe silna i przebojowa, a ja taka nie jestem... tylko czasami udaje taka osobe... i bardzo nad tym boleje... czasami panicznie boje sie ludzi, nie mam wystarczajacej sily przebicia, zeby zrobic cokolwiek z moim zyciem... wracajac do sedna - boje sie, ze on kiedys zorienuje sie, ze nie jestem taka, jak jego wyobrazenie o mnie i bardzo go to rozczaruje... boje sie ze wtedy straci do mnie szacunek i w konsekwencji nasz zwiazek na tym ucierpi... co robic?

Autor: dzieciak-czasem  08.05.2007 zgłoś

Do d.k. zaryzykować szczerość. Pokazać siebie prawdziwą, mimo lęku, jaki to budzi. Kiedy w rozmowie z "moim" wreszcie przełamałam się i pokazałam, że naprawdę to jestem przestraszona, bezradna, że sama nie wiem czego chcę w życiu, ze strachu rozpłakałam się. Myślałam, żę wyszłam na głupią, śmieszną, histeryczną, czy co tam jeszcze da się wydumać obraźliwego, a dostałam zrozumienie, uspokojenie, poparcie. Warto było! No, w końcu przecież wybrałam wartościowego człowieka :) Szczerość zbliża jeszcze bardziej, jeśli ludzie kochają się. Szkoda energii na noszenie maski, i to jeszcze wobec najbliższych.Uwierz, to duża ulga przestać wreszcie podskakiwać do wyobrażonego przecież tylko ideału. I pomoc nieraz dostaje się od innych...i bliskość...

Autor: natalya  09.05.2007 zgłoś

i stało sie to jakby przeczucie moje wszystko sie zepsuło ale czemu pewnie nigdy sie nie dowiem , obiecał . mówil ze wszystko dobrze jest i bedzie , jak sobie poradzic kolejny raz gdy sił juz nie starcza , jak można tak postepować z druga osobą , jak mozna oszukiwac i patrzec prosto w oczy . jak można ? bo ja nie potrafie i jest mi strasznie przykro :( ze tak sie dzieje , co zrobić by nie myslec gdy w mojej głowie nadzieja wciąz jest ...

Autor: Dziennikarka22  09.05.2007 zgłoś

NATALYA: doskonale Cie rozumiem,moj facet zrobił tak samo:oszukiwał mnie przez jakis czas,i cały czas zapewniał ze wszystko jest dobrze.Odchodząc (jak to stwierdził, nie na długo,on tylko potrzebuje czasu...???),powiedział,że chciałby mnie zobaczyć w białej sukni przed ołtarzem razem z nim.Okazało się ze ma dziewczyne...szczerze mówiąc zabrakło mi sił,ale tylko na chwile.Zaczęłam to analizowaći zrozumiałam,że to była bardzo toksyczna miłość.No i ja sobie na to nie zasłużyłam,na takie traktowanie.Bo jak można tak odpłacac za miłość? Dlatego nie załamuj się,znajdz czas nna rzeczy,których nie robiłaś zbyt często.Spotykaj sie z przyjaciółmi,zrób cos co sprawi Ci radość.A ze jego nie ma?Na poczatku bedzie Ci trudno,ale z czasem to minie.Trzymam kciuki za Ciebie,poradzisz sobie,tylko uwierz,że czeka na Ciebie jeszcze wspanialsza miłość niż ta,której teraz doświadczyłaś.Facet który kłamie prosto w oczy,nie może być wart takiej fajnej dziewczyny jak TY.Buźka.

Autor: Rita  09.05.2007 zgłoś

Akceptancie ;) przepraszam za generalizację..oczywiście nie myślę że wszystkie kobiety są niedoceniane,często jest jednak tak, ze to wlasnie te mają problemy z poczuciem własnej wartości.. pozdrawiam cię i wszystkie dziewczyny:)

Autor: natalya  09.05.2007 zgłoś

do Dziennikarka22 Dziękuje. wiem ze z czasem zrozumiem to :( ale on był dla mnie dobry do samego konca ... i te jego słowa ... dlatego nie moge tego pojąć... moze potrzebuje czasu tego nie wiem ale nie odpowiada na smsy i chocby to zrobil czułabym sie inaczej bym wiedziała na czym stoje a tu nic ani słowa co jest najgorsze. pozdrawiam!

Autor: Dziennikarka22  09.05.2007 zgłoś

NATALYA:wiesz,nie znam dokładnie Twojej sytuacji,ale słowa "on był dla mnie dobry do samego końca", mi tez sie tak wydawało,jednak po tym koncu,który nadszedł okazał sie prawdziwym hamem.I to najbardziej boli i drażni-brak jakiegokolwiek kontaktu.Pewnie piszesz smsy,dzwonisz,zostawiasz wiadomości na gg.Boże,jak ja Cie rozumiem.W koncu to taki pierwszy odruch.Ja tez tak robilam,po rozstaniu spotykalismy sie rozmawialismy i kazdy kontakt z nim dawał mi nadzieje,której on mi nie odbierał.Ale w koncu to zrobił.Postapił okropnie,ale mam nadzieje ze kiedys to zrozumie>jednak wtedy to bedzie juz za pozno.Niewiem,jak Ci pomoc,sama musisz dojsc do tego momentu,gdy stwierdzisz,ze on nie jest wart Twoich łez.Trzymaj sie cieplutko:)

Autor: natalya  10.05.2007 zgłoś

do Dziennikarka22 Dziekuje Ci bardzo za te słowa. zycze wszystkiego dobrego. pozdrawiam

Autor: grazyna  01.06.2007 zgłoś

bliski jest mi ten temat ,zgadzam się z Ritą myślę ze kobiety nie są cenione i szanowane w naszym kraju.Z domu rodzinnego wyniosłam niskie poczucie wartosci byłam smutna , zła, stroniłam od ludzi. Pracowałam nad sobą w Al anon .grupie wsparcia, z psychologiem , dużo czytałam poradników i in. .Dziś czuję że jestem innym człowiekiem.Zastanawiam się nad tym co myśle co mówie jak reaguje. Martwi mnie to że czasem wybucham nerwowo. Myślę że jest to nerwica.Skutek trałmy , tłumionych emocji, braku miłosci.

Autor: Zrozspaczona  19.02.2008 zgłoś

Naczytalam sie tego wszystkiego i az sie poplakalam :( Chcialabym wlasnie komus o moim beznadziejnym przypadku komus opowiedziec nie wiem jak sobie z tym wszystkim dawac rade :(( Wiec w dziecinstwie moj ojciec byl pijakiem wiec zawsze uciekalo sie z domu wiece policja i te sprawy :/ Przez to jestem strasznie nieufna do mezczyzn mysle ze mna tez tak beda pomiatali itd ... Lecz pewnego dnia poznalam chlopaka mojego ideala wrecz zakochalam sie na zaboj zaufanie to mialam w 1000% nigdy bym nie przypuszczala ze mogl by mnie zdradzic czy cos w tym stylu ... Zawsze mi powtarzal ze jak tylko skonczy szkole to mi pomoze sie w z domu wyprowadzic, ze bede z nim miala dobrze, ze kocha mnie i nie wyobraza sobie zycia beze mnie I ZE JESTEM NAJWAZNIEJSZA ZE MU WYSTARCZAM I ZE SMIESZA GO CHLOPACY KTORZY OGLADAJA PORNOSY ITP no i jak to "niedowatrosciowanym'" dziewczyna podobaja sie takie rzeczy szczegolnie takie wrazliwe jak ja ... Wiec postanowilam ze mu sie oddam bo co stoi na przeszkodzie skoro jestesmy tacy szczesliwi? Wiec po jakims czasie weszlismy na niemily temat ogladania pornosow (po pol roku ze soba bycia) a on nagle ze ja mu nie wystarczam, ze nie jestem najwazniejsza ... Wiecie rozumiem ze to chlopacy kochaja i zyc bez pornoli nie moga ale skoro tyle czasu klamal wiec jak tu mozna miec dobre zdnaie o saobie? Teraz mysle przez to ze ja bylam jakas straszna i reka byla jego i te pornosy lepsza ode mnie ;( Jak to boli ... :( Prosze doradzcie mi jak mam sobie z tym poradzic bo oczywiscie jak wiadomo to zerwalam z nim :( Ale niestety bardzo go kocham ... Mysle ze wlasnie ktos starszy i dojrzaly psychicznie mi sie przydal mimo na moj wiek bo moi rowiesnicy to same bachory :( Do Marcina 19: Spodobalo mi sie Twoje wypowiedzenie ja tez nienawidze jak ktos sie ciagle bawi tak ze do przesady ... az odechcialo mi sie pisac :( Prosze doradzcie mi cos jezeli mozecie

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu