|
|
 |
|
9.03 | Kafeteryjny kącik porad Zamiast obrączek kajdanki |
|
|
|
Droga Cegło!
Mam 36 lat, mój "narzeczony" 34. Jesteśmy razem, lecz osobno od 13 lat, poznałam Go bowiem w Niemczech na praktykach studenckich (on tylko pracował fizycznie podczas wakacji, ale ostatecznie po studiach zdecydował się osiedlić w Niemczech na stałe). Po naszym wakacyjnym flircie drogi rozeszły się, nie licząc przyjacielskich kontaktów listownych lub telefonicznych 2-3 razy do roku. Bogdan ożenił się z Niemką, córką rekina branży budowlanej, który pomógł zięciowi rozkręcić małą, ale własną, niezależną firmę. Niestety, małżeństwo Bogdana rozpadło się, pomimo Jego starań, po 4 latach - dziewczyna nie chciała mieć z Nim dzieci i była bardzo niezadowolona z relatywnie niskich dochodów firmy, po tym, jak ojciec przyzwyczaił ją do dużo wyższego poziomu życia... Po latach Bogdan nazwał to krótko "pazernością". Zauważywszy, że jest dla niej tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, i to niezbyt wydajną, rozwiódł się.
Nie pamiętam już, jak to się stało, od jednego telefonu do drugiego, że Bogdan stopniowo zaczął coraz częściej zaglądać do Polski "w interesach", wkrótce i ja zaczęłam fruwać w obie strony przynajmniej raz w miesiącu... Widać taki był wyrok losu, że tamtego lata bardzo zapadliśmy sobie w pamięć. I jakoś się dalej potoczyło po okręgu – wróciliśmy do siebie, tym razem na dłużej i bardziej serio.
No właśnie – z tym "do siebie" mam ostatnio wątpliwości, które nie nawiedzały mnie wcześniej. Czyżby nieszczęsny zegar biologiczny? Niedowartościowanie? Nie wiem. Od 6 lat On mieszka tam, ja tu. Z pewnych względów nie chce przenosić interesu do Polski i ja w to nie wnikam. Widujemy się co drugi weekend, czasem Bogdan robi sobie wolne na 2 tygodnie i jeśli nie pokrywa się to z moim urlopem, to po prostu mieszka u mnie i "bawimy się w dom". Jest naprawdę przyjemnie, bezkonfliktowo, chwilami euforycznie dobrze. Cenię też fakt, że poza wszystkim, jesteśmy naprawdę starymi dobrymi przyjaciółmi, którzy w każdej sytuacji mogą na siebie liczyć, bo to sprawdziliśmy.
Kto wie, może z wiekiem staję się bardziej refleksyjna i stąd ogarniające mnie wątpliwości: ku czemu ewentualnie to wszystko zmierza? Czy zbudujemy kiedyś razem dom – nie w przenośni, lecz taki prawdziwy, choćby malutki i drewniany, ale wspólny? Prawdą jest, że Bogdan dawno temu i nie jeden raz zadeklarował swoją nieufność wobec instytucji małżeństwa, i ja to ochoczo na tamtym etapie zaakceptowałam. Lub tak mi się zdawało. Problem w tym, że On miał okazję się sparzyć, ja nie. I może brakuje mi tej próby...
Ostatnio na walentynki dostałam od Bogdana... kajdanki! Prawdziwe, ciężkie kajdany, może autentyczne, jakich używa się w policji. Uśmiechnął się jak łobuziak i powiedział, żebym nie miała "kosmatych" myśli, bo on ten prezent traktuje bardzo serio. Kajdany wiążą silniej niż obrączki. Skujemy się razem za ręce i już nikt nas nie rozłączy – tak powiedział. Właściwie to ten żarcik nie za bardzo mnie rozśmieszył – w temacie kajdanek wolałabym już z dwojga złego kosmate myśli, kosmate zamiary i kosmate czyny:-). A w temacie tego, co bardziej spaja i wiąże – no cóż, nasze drogi chyba się powoli rozchodzą, chociaż wcale tego nie chcę. Brakuje mi Bogdana na co dzień, zachciało mi się czegoś więcej i to pragnienie już się raczej nie cofnie – przeciwnie, czuję, że będzie narastać. Ale jak tu po 6 latach zgodnego modelu życia zmieniać nagle reguły gry?
Wczoraj była mała "dobitka" – Bogdan właśnie przyjechał z Niemiec na 2 tygodnie i w prezencie na dzień kobiet przywiózł mi... miniaturową włoską kawiarkę, taką dla 1 osoby. Dla singla, po prostu. Czy to kolejna aluzja, tym razem bez słów? Owszem, wychodzą z tej kawiarki 2 maleńkie espresso, ale napisane jest wyraźnie: for one...
Czy mam trwać w związku z Bogdanem, udając, że taki układ nadal mi odpowiada, czy powiedzieć prawdę? Kocham Go i uważam, że zasługuje na wszystko, co najlepsze, a więc na pewno nie na to, by być oszukiwanym.
Mira
***
Droga Mirko!
Pisałam tu już wielokrotnie, że my, ludzie, jesteśmy istotami dynamicznymi, w trakcie ciągłego rozwoju i zmian. Nie inaczej jest z Wami. Wasze drogi istotnie w tym momencie rozbiegają się lekko, ponieważ zmieniacie się w różnym tempie i w różnych kierunkach. Nie oznacza to wcale katastrofy związku, lecz najprawdopodobniej konieczność przewartościowania przez oboje pewnych rzeczy, co może jeszcze chwilę potrwać.
Ty jesteś na etapie może nie parcia do ślubu, lecz do jedności miejsca i czasu, jeśli idzie o Waszą relację. Czuję też, że myślisz o dzieciach i martwisz się swoim wiekiem... Bogdan, przy wszystkich swoich zaletach, jest w sensie rozwoju emocjonalnego bardzo jeszcze niedojrzały, niemal jak młody chłopak. Ma za sobą jedno złe doświadczenie i jest w trakcie drugiego – bardzo pozytywnego.
Reasumując, przeżył relatywnie niewiele, za mało, by już zgorzknieć czy ustalać sobie i komuś sztywne zasady na całe życie. Musisz znaleźć jakiś sposób na to, by uświadomić Mu Jego potencjał – ten jeszcze nie odkryty i nie wykorzystany. Można być skutecznym biznesmenem i zarazem czuć paniczny strach przed kolejnym zranieniem – jakby wszystkie relacje i wszyscy ludzie, z którymi się stykamy, mieli nam do zaoferowania dokładnie to samo: żądania i nic w zamian. W takim myśleniu mógł się zapętlić Bogdan. Został wykorzystany i nieciekawie potraktowany przez swoją żonę, więc uogólnił tę sytuację i wbił sobie do głowy, że każdy związek na podobnych zasadach wróży źle. Bogdan może być świetnym przyjacielem i opiekunem, wiernym partnerem i kochankiem, czułym i zaradnym facetem, ale - trzyma dystans. Daje Ci to, owszem, dużą wolność, swobodę rozwoju, wiele osób czułoby się w takim układzie jak ryba w wodzie. Ale Tobie najwyraźniej powoli przestaje zależeć na takiej wolności.
Co możesz zrobić? Na pewno nie wątpić w Wasz wieloletni związek, który przetrwał odległość – nie udaje się to wielu parom z papierkiem... I nie odbierać "znaczących" prezentów Bogdana jako złośliwostek czy aluzji typu; "Ani mi się śni". Bogdan już bez kajdanek określił swoje stanowisko: jest mi z Tobą dobrze, a małżeństwo mogłoby to tylko zepsuć. Czasami bywa to pokrętna filozofia, mająca na celu prędzej czy później spławienie kogoś, lub wynikająca "jedynie" z egoizmu, ale chyba po takim czasie potrafisz sama ocenić uczciwość i intencje swojego chłopaka.
Moja rada jest taka: przekonywanie Go do małżeństwa – jeśli w ogóle wchodzi w grę i ma sens – zostawiłabym na sam koniec. Są między Wami ważniejsze kwestie do rozwiązania. Gdzie będziecie mieszkać razem – czyli, kto ma więcej do stracenia, a kto się "poświęci". Niewykluczone, że tę rozmowę można było przeprowadzić już dawno temu. Skoro Bogdan nie zaprasza Cię na stałe do Niemiec – może uważa, że nie chciałabyś nawet o tym słyszeć. Jego trzymają tam interesy – lub przyzwyczaił się tak myśleć. W takim razie, to Ty Go zaproś do wspólnego zamieszkania w Polsce, oczywiście nie w formie oświadczyn. Przekonasz się, jak zareaguje. Może nierozwiązywalne dotąd problemy okażą się błahe w obliczu takiej perspektywy?
Czasami ludzie, bywający ze sobą rzadko, są tak spragnieni wzajemnego kontaktu, że zapominają pogadać o sprawach fundamentalnych dla obojga. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby się nagle okazało, że oboje stworzyliście sobie mit drugiej osoby i z tymi wyobrażeniami tkwicie w martwym punkcie. Ty nie wyobrażasz sobie, że On mógłby wrócić na stałe do Polski, On nigdy nie proponował Ci emigracji... A może każde z Was jest bardziej skłonne do kompromisu, niż sądzicie – tylko czeka na sygnał, słowo zachęty?
Na Twoim miejscu sprawdziłabym to jak najszybciej. Nie warto przez kolejne lata milczeć i udawać, że wszystko jest super i po Waszej myśli, skoro rodzą się wątpliwości. I nie traktuj drugiej osoby jak jajka, które pęknie, gdy tylko zadasz jedno zasadnicze pytanie. Jeśli się kochacie, każde ważne pytanie i każda odpowiedź to krok naprzód.
Szczęścia Wam życzę z całego serca!
Cegła
|
|
|
Cegła, napisz do mnie, cegla@kafeteria.pl |
|
 |
|
|
|
|
|
 |
 |
Wasze komentarze...
|
|
Autor: zawiedziona (2010-03-09 12:17:51)
a mnie cegla nie odpowiedziala :( ani przez maila ani na lamach portalu :(
a minelo juz ho ho ho
czyzby byla tak zasypywana listami? Czy moze moj problem wydal jej sie za trudny aby go ogarnac? |
|
Autor: cztery sery (2010-03-09 13:39:22)
Autorka znając język polski powinna chyba porozmawiać na ten tentmat ze swoim kochasiem, a potem roztrząsać problem a nie odwrotnie:), a ja myslę, że jest mu po prostu dobrze-robi sobie wycieczki do Polski, nie ma zobowiązań itd, itp.czas pomyśleć o co kaman? |
|
Autor: Do zawiedzionej (2010-03-09 13:50:58)
Napisz jeszcze raz, a w treści maila ponów prośbę. Cegła dostaje pewnie masę listów. Bo ten kącik jest bardzo popularny. |
|
Autor: Cathy (2010-03-09 16:56:17)
Mi się podoba motyw z kajdankami. To takie jakieś symboliczne. Myślę, że facet dawno czuję rozsuwanie się dróg i bardzo temu chce zapobiec. |
|
Autor: bolek (2010-03-09 16:56:59)
no, ten gościu to ma tam lepiej jak w sanatorium... kawka ,obiadek, figo fago i potem do domciu odpocząć od baby... |
|
Autor: P. (2010-03-09 17:16:19)
Nie pakuj się w to kobieto! Porozmawiaj z nim, a gdy stwierdzi, że małżeństwo to nie dla niego bierz nogi za pas i uciekaj! Może Wam się uda, a może będziesz czekać na niego do końca życia.... |
|
Autor: lukrecja_borghia (2010-03-09 19:20:48)
Moze to zabrzmi pesymistycznie, ale czy autorka naprawde przez CHWILE nie pomyslala,ze jej facet moze pod jej bokiem wiedzie calkiem przyjemne podwojne zycie?
Nie neguje, ze sa ze soba zwiazani i jest im razem dobrze, ale to bylaby moja pierwsza refleksja po przeczytaniu tego listu...
Jak na zwiazek dwojga ludzi po trzydziestce wydaje mi sie ze zdecydowanie brakuje tam rozmow, jasnego wyartykulowania wlasnych celow.
"Dobrze jest jak jest" moze dzialac dla nastolatkow, dla ludzi dojrzalych-niekoniecznie.
Autorce doradzam powazna,szczera rozmowe z partnerem. |
|
Autor: ... (2010-03-09 20:02:38)
Jakie te kobiety głupie - jest dobrze a one chca aby wszystko legło w gruzach! dzieci , pieluchy , facet na codzien w domu to masakra, monotonia, rutyna i koniec wszystkiego co fajne...po dzieciach zero kontaktu fizycznego , same kłopoty i facet odchodzi .... chyba nie widzicie co sie dookoła dzieje albo nie potraficie wyciągac wniosków . |
|
Autor: cała prawda (2010-03-09 20:07:16)
Żona do męża: Kochanie , zobacz jak wesoło bawia sie nasze psy, nigdy sie nie kłócą i nie gryzą... Czemu my tak nie możemy?? To przykuj je do siebie łańcuchem , zobaczysz jak szybko zaczna się gryźć !! |
|
Autor: E. (2010-03-09 23:31:31)
gość leci na 2 fronty, jak nie 3 lub 4ty - przecież to oczywiste! :/ |
|
Autor: onienienie (2010-03-10 00:07:11)
Mirka nie pisze czy go tam kiedys odwiedzila - jesli nie rzeczywiscie koles ma jeszcze inna lub inne. Nawet jesli nie, to taki Piotrus Pan ktoremu pasuje taki bardzo wygodny uklad. Eh, wspolczuje. |
|
Autor: (2010-03-10 01:18:34)
mozliwe tez, ze wcale sie nie rozwiodl do konca jeszcze
a autorka odwiedza go tam tez, przeciez pisze. |
|
Autor: Runin (2010-03-10 02:40:11)
Z baby zawsze wylizie prawdziwa natura-staly związek,dzieci itd.Ale jak już go ma to poniewiera facetem ,szantaż seksualny,straszenie alimentami,zdrady.Jeśli jast dobrze to niech tak zostanie.Nie wszystkim jest pisane wychowywać dzieci. |
|
Autor: (2010-03-10 07:26:49)
"...Jeśli jest dobrze to niech tak zostanie..."- fajny tok myslenia , tylko ...
...czy to "DOBRZE" dotyczy tylko faceta, czy oboje w związku...
osobiście znam takie przypadki gdy w związku było "DOBRZE" ale tylko facetowi, żona , dzieci już nie musiały mieć według takiego "pępka świata" dobrze... no i "biedaczek" teraz sam siedzi bo żonka poszła po rozwód - no nie wiem w ogóle czemu się nie zastosowała do powyzszesj rady, przecież było "dobrze'- uhahaahah |
|
Autor: (2010-03-10 07:55:38)
Moja dotychczasowa myśl : dla zabicia czasu można poczytać głupoty na takim portalu bo przecież niczego mądrego nie można się tu nauczyć...
Moja obecna myśl : zawsze się można uczyć i dzięki za wpis jakiegoś RUNIN'a - wytłumaczył mi z dwóch zdaniach chorobę umysłową większości mężczyzn którą dziś będąc po trzydziestce obserwuję wokół ze zdziwieniem i przerażeniam...
Szkoda że gdy miałam 20 lat brakło koło mnie mądrych kobiet by mi to wytłumaczyły i przedstawiły, by otworzyły mi oczy na to , że WIĘKSZOŚĆ chłopów myśli jak tu poużywać bez zobowiązań, a jeżeli już im się jakąś silą (za pomocą "wstrętnych sądów" co to są takie stronnicze bo stoją po stronie porzuconych kobiet i nie uznanych dzieci) udowodni że jednak to TWOJE DZIECIĘ i jak nie chcesz być obecny w procesie wychowywania to oki (spadaj- przynajmniej nie wypaczysz i nie wychowasz swojej kopii) ale nie wykręcisz się z łożenia finansów na dziecko- to wtedy nazywa sie to "końcowym aktem zemsty ze strony tej co mnie poniewierała, szantażowała, straszyła"... siedzi taki Piotruś Pan przed kompem na takim portalu i pisze te chore głupoty- i dobrze !!!
Niech piszą , niech tłumaczą romantycznym 20-stkom co większość ma w głowie gdy tak pięknie kłamią "KOCHAM I CHCĘ ZAŁOŻYĆ RODZINĘ"- DZIEWCZYNY PRZYJRZYJCIE SIĘ DOBRZE SWOIM WYBRANYM ... mało jest facetów którzy nadają się do tworzenia rodzin, jak to pojma te młode to poszukają tych nielicznych z mózgami i sercem i nie będzie tyle tragedii , a Piotrusie z Nibylandii nie będą już "szantażowani i straszeni" i pojadą tam gdzie ich miejsce- czyli do nie istniejącej krainy - uhahaha (ups.. tylko się może wtedy okazać że w Polsce brakuje mieszkańców przynajmniej tych rodzaju męskiego) ;-)) |
|
Autor: Alisss (2010-03-10 11:10:23)
A ja sie dziwie autorce - jest z facetem od 6lat, sa bardzo dobrymi przyjaciołmi, no i kochankami - super. Hmmmm, ale zastanawiajace jest to, ze od 6lat nie poruszyli tematu bycia razem. W ogole nic - nawet autorka nie wie jakie sa plany na przyszlosc swojego "partnera". Dziwia mnie takie listy i w ogole tacy ludzie, co najpierw prosza o rady innych, a sami wczesniej nawet nie porozmawiaja z najblizsza osoba, ktorej sie problem tyczy.... |
|
Autor: Bimbałek (2010-03-10 11:13:42)
Trzeba było jeszcze napisać jego zyciorys od drugiego roku życia. Taki bełkot, że nie doczytałem do sedna. |
|
Autor: mimi (2010-03-10 11:46:21)
wg mnie to jest jak najbardziej normalne - każdy normalny człowiek pragnie stabilizacji, dojścia do "czegoś" - choćby to miałobyć małe mieszkanko, ale wspólne. Gdzie można robić małe przyjęcia dla znajomych, czy rodziny i cieszyć się z nimi naszym szczęściem. Niestety mężczyźni tego nie rozumieją. Może niektórzy. |
|
Autor: Bea (2010-03-10 13:15:34)
Oglądałam wczoraj na Włoskiej telewizji fakt następujacy.Facet był chory na nerki przez 5 lat 3x w tg.przechodził djalize nerek.Zona oddała mu swoją nerkę aby mu ratować życie,a on po 2 miesiącach od przeszczepu uciekł zjej koleżanka |
|
Autor: Aga (2010-03-10 14:19:28)
Szczera rozmowa to podstawa. I tyle... Pogadaj sczerze z partnerem i ustalcie co dalej z tym związkiem.
PS. Ktos napisał, że niech zostanie tak jak jest skoro jest dobrze i że nie wszystkim pisane jest macieżyństwo i wychowywanie dzieci. - Otóż ta kobieta ewidentnie chce miec dzieci i prawdziwy dom, więc jeśli ten facet tego nie chce powinna go zostawić.
Rezygnowa z macieżystwa i cudu poczęcia dla faceta???? NIGDY... |
|
Autor: ala (2010-03-14 19:22:08)
Rzuć go, lubi niezobowiązujące sytuacje.Spotka w Niemczech (jeśli już nie spotkał)która długo nie będzie czekała. |
|
|
|
|