Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »

Zdrowie i uroda

17.08.2010 | Gabinet zdrowia

Uzależnienie od sportu

Sport to zdrowie, pod warunkiem jednak, że nie zamienia się w uzależnienie. Ćwiczenia ponad siłę, które często idą w parze z braniem sterydów, stają się nałogiem, niszczą nie tylko zdrowie, ale też związki, życie rodzinne i towarzyskie.

Sport jest nie tylko zdrowy, ale i przyjemny. Kiedy ćwiczymy, w organizmie wytwarzają się endorfiny zwane hormonami szczęścia, działają podobnie to tych, które uwalniają się, gdy jesteśmy zakochani. To dlatego poprawia nie tylko kondycję fizyczną, ale też zalecany jest jako jeden z lepszych sposobów na odstresowanie. Nie ulega wątpliwości, że powinnyśmy uprawiać sport. Najlepiej 2-3 razy w tygodniu. Dobrze na zdrowie wpływają też spacery, jazda rowerem czy na rolkach. Czasami warto zamiast jechać windą, wejść po schodach albo wysiąść dwa przystanki wcześniej, żeby zrobić sobie krótką przechadzkę.

Kiedy sport to zdrowie

Każda forma aktywności jest dobra, pod warunkiem, że stosowana z umiarem. Gorzej, kiedy nie potrafimy powiedzieć sobie "stop", znaleźć granicy między tym co jeszcze jest zdrowe, a co już zaczyna niszczyć. Zazwyczaj zaczyna się niewinnie, od chęci poprawienia sobie kondycji, zrzucenia kilku zbędnych kilogramów czy wyrzeźbienia mięśni.

Julita (24 lata, studentka ze Szczecina) od dziecka była pulchna. Jej mama była zwolenniczką polskiej kuchni. Na śniadanie rodzina dostawała jajka zanurzone w oleju, na obiad kotlet z ziemniakami, a na kolację placuszki czy racuszki. Nie mogło też zabraknąć domowego ciasta. Cała rodzina Julity do szczupłych nie należała.

- Uwielbiam polską kuchnię. Kiedy zaczęłam dorastać, coraz częściej przeszkadzały mi jednak zbędne kilogramy. Byłam osobą bardzo lubianą, ale chciałam mieć chłopaka. A chłopcy woleli moje szczuplejsze koleżanki. Zaczynałam stosować chyba wszystkie diety świata i żadnej nie doprowadziłam do końca - wspomina Julita.

Na początku studiów poszła do dietetyczki, skomponowała jej dietę i zleciła ćwiczenia. Schudła. Pierwszy raz poczuła się atrakcyjna. Mogła włożyć obcisłe spodnie i sukienkę krótszą niż do kostek. Zaczęła też związek z Bartkiem, kolegą z roku. Nie chciała wracać do swojego poprzedniego życia, więc ćwiczyła. Na początku dwa razy w tygodniu chodziła na siłownię, szybko jednak zaczęła bywać tam trzy razy. Po pół roku zobaczyła efekty, nie tylko jeszcze wyszczuplała, ale też zaznaczyły jej się mięśnie. Sama nie wie, kiedy zaczęła chodzić codziennie. Zdarzało się, że rano biegała, a po południu szła na siłownię.

Obsesja ćwiczenia

Psycholodzy przyznają, że ćwiczenia są niebezpieczne, kiedy stają się naszą obsesją, sprawą najważniejszą. I nawet, kiedy okazuje się, że tak częsty wysiłek nie idzie w parze z obowiązkami, ze zdrowiem, nie potrafimy wyzbyć się tej obsesji. Uzależniamy się od sportu, a kiedy nie możemy realizować swojego nałogu, stajemy się niespokojni, popadamy w apatię, rozdrażnienie, mamy objawy jak przy odstawieniu narkotyku. Zdarza się też tzw. bulimia sportowa, kiedy po napadzie żarłoczności zamiast wymiotów i środków przeczyszczających chory stosuje dużą dawkę wyczerpujących ćwiczeń fizycznych.

Julita pamięta, że kiedy się rozchorowała, miała gorączkę i bóle mięśni, włożyła cieplejszą bluzę i poszła na siłownię. Trener powiedział, żeby wróciła do domu i nie pokazywała się, zanim nie wyzdrowieje. Wytrzymała w łóżku trzy dni. Kiedy wyjeżdżała na wakacje, pierwszą rzeczą jaką robiła, było szukanie siłowni, jeśli nie było żadnej w pobliżu, dłużej biegała rano, codziennie, bez względu na miejsce i pogodę.

- Kiedy nie ćwiczyłam, wydawało mi się, że tyję i wiotczeją mi mięśnie, źle się czułam, byłam ociężała - wspomina Julita.

Niszczy zdrowie

Uzależnienie od ćwiczeń jest niezwykle groźne. Doprowadza do wyczerpania organizmu, bo powoduje wypacanie mikroelementów i nie dostarcza odpowiedniej liczby kalorii. Poza tym rujnuje życie rodzinne i towarzyskie. Coraz mniej czasu zostaje na przyjemności, bo coraz więcej poświęca się na zaspokojenie "głodu", a kiedy nie można tego zrobić, uzależniony staje się rozdrażniony i nieznośny dla otoczenia.

Julita wspomina, że każde niemal wakacje i weekendy spędzali na kłótniach. Bartek miał serdecznie dość nerwowego szukania siłowni wszędzie, gdzie się pojawili, koło mieszkania znajomych w Paryżu czy we Lwowie. Za każdym razem widział ich zdziwione miny, kiedy Julita jeszcze na lotnisku pytała, czy jest koło nich klub fitness. I zamiast zwiedzać miasto, część czasu poświęcała na ćwiczenia. A on chciał, żeby wyluzowała, napiła się wieczorem wina i nie myślała, że rano ma iść biegać, wyspała się i powłóczyła po mieście. Miał dość jej obsesji. Zatęsknił za dziewczyną, która ma więcej luzu, potrafi zjeść kawałek tortu, wyspać się chociaż w weekend i nie myśleć, co buduje mięśnie, a co nie. Zadecydował o rozstaniu.

- Byłam zrozpaczona, kochałam go. Nie rozumiałam, w czym przeszkadzają mu moje ćwiczenia. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, kiedy trener powiedział mi: Julita jesteś moją najbardziej sumienną klientką, ale chyba przesadzasz. Pomyśl o tym, wyluzuj - wspomina Julita.

Stracić, żeby zyskać

Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jak najczęściej bywa z uzależnionymi, potrafią oni znaleźć wiele sensownych uzasadnień dla swoich poczynań. Dopiero bolesna strata, upadek na samo dno zmusza ich do pracy nad sobą.

Kiedy Bartek się wyprowadził, Julita zaczęła czytać o uzależnieniu od siłowni w Internecie, weszła na forum, gdzie ludzie dzielili się radami z psychoterapii. Dziś sama chodzi na psychoterapię. Ma po co się starć, kiedy zaczęła leczenie, pojawiła się szansa na uratowanie związku z Bartkiem. Na razie nie mieszkają jeszcze razem, ale spotykają się.
Monika Bołtryk
Wersja do druku

Wasze komentarze

Autor: Cagy  17.08.2010 zgłoś

Też tak robię. Kiedy po porodzie została mi opona w talii i gluceps na ramionach, zaczęłam intensywnie ćwiczyć. Teraz próbuję nad tym jakoś zapanować, ale tak jak Julita-panicznie boję się przytyć. Kiedy zjem coś wysokokalorycznego mam poczucie winy, więc po kilku godzinach gnam do siłowni, albo na bieżnię. Wyglądam super, ale nie wiem do czego mnie to zaprowadzi. Teraz właśnie zaległam w domu z przeziębieniem, więc wyciskam brzuszki, pompki etc. Mąż puka się w głowę, mówi że bedę żylasta jak koń. Dzień bez ćwiczeń i dosłownie czuję jak tyję, puchnę. Dlatego nie pozwalam sobie na lenistwo. Z jednej strony jestem dumna z figury i samozaparcia. Z drugiej-na myśl o opuszczeniu treningu zaczyna boleć mnie brzuch. Czyli-uzależniłam się. Ciekawym jest fakt, który przy okazji odkryłam. Ciało rzeźbi ducha. Żadna Ameryka, ale to interesujące zjawisko. Moja pewność siebie zahacza czasem o arogancję, jestem bardziej konkretna, wymagająca. Szybciej podejmuję decyzję. Jeśli komuś doradzam-to przedstawiam konkretny plan. Czyjaś niezdarność, niezdecydowanie mierzi mnie. Uważam, że każdy ma obowiązek pracy nad sobą. Jeśli ktoś zawodzi jak mu źle, to owszem wysłucham raz i przedstawię plan naprawczy. Kategorycznie wymagam. Tak jakby fakt, że prężę mięśnie i katuję ciało czynił mnie Demiurgiem. W moim wymarzonym zawodzie (obecnie się przekwaifikowuję) konieczna jest empatia. Sztorcowanie też, ale przede wszystkim takt i współczucie. Moja mentorka każe mi ćwiczyć słabość. Nie wiem, jak się do tego zabrać:(

Autor: Suska  17.08.2010 zgłoś

Ja jestem totalnie uzależniona od sportu! Nawet w wakacje nie odpoczywam. Wybrałam sobie w alfastarze taki hotel żeby móc grać w siatkówkę, koszykówkę. Oczywiście dużo pływałam, nauczyłam się pływać na desce surfingowej! Było super! Ciekawa jestem czy gdzieś w Polsce mogę kontynuowac naukę ;)

Autor: kaaat  20.08.2010 zgłoś

Zaczęłam się odchudzać rok temu. Przeszłam od głodzenia się, przez bulimię, aż po obsesyjne uprawianie sportu. Teraz, w wakacje, niemalże codziennie 0,5h biegam, 0,5h skaczę na skakance, 0,5h rolki lub rower, 1h rozciąganie, brzuszki. Ale całe szczęście mam czas na życie towarzyskie.

Autor: Początki _uzależnienia  20.08.2010 zgłoś

U mnie się zaczyna... Podobnie jak Cagy - zmobilizowała mnie lekko zdeformowana po porodzie sylwetka. Do figury sprzed ciąży wróciłam w 5 m-cy, ale jako że nigdy nie uważałam siebie za ideał, to ciągle było mi mało. Kiedy skończyłam karmić i przyszedł kolejny sezon - zawzięłam się. Suplementacja L-karnityną i CLA, uważanie na każdą kalorię i treningi - rolki, bieganie, brzuszki... Sylwetkę mam teraz świetną, ale jak dla mnie nie idealną. Nie wystarcza mi już, tak jak kiedyś, trening 2-3 razy w tygodniu. Jak "czegoś" nie zrobię, to czuję, że puchnę. Jak zjem lody - czuję się jak armata. Mój mąż mówi, że wyglądam jak dziadowska koza :) bo mi miednica wystaje i że mam iść coś zjeść. A ja rozpoznaję u siebie początki obsesji. Np: dzisiaj byłam rano na rolkach przed pracą, ale waham się, czy nie iść jeszcze pobiegać wieczorem po pracy, bo koleżanka poczęstowała mnie dwiema kostkami czekolady :-/ A to, że zrobię brzuszki wieczorem, to bardziej niż pewne, bo męża nie ma w domu, to mi jęczeć nie będzie...

Autor: gaga  22.08.2010 zgłoś

ja też lubie sport. staram sie zawsze na wakacjach troche pocwiczyć. kiedy załatwiałam sobie wakacyjny wyjazd zapytałam o warunki uprawiania sportów w hotelu do którego bym chciała pojechać. pan z biura ALFAStar doradził mi fajny hotel w hurgadzie.były tam korty, boiska do kosza, siatowki, hala do gry w squash i co najfajniejsze wielka plaża do uprawiania kitesurfingu. byłam zachwycona.

Autor: xoxo  09.01.2014 zgłoś

ja tak miałam od podstawówki, przed ciążą i po ciąży, ale niestety, choroba po ciąży spowodowała, że nie mam żadnych efektów treningów i diety, mam powikłanie poporodowe w postaci niedoczynnośc**przysadki mózgowej; zazdroszczę Wam, że choć uzależnione, to macie efekty ciężkiej pracy- u mnie nie ma żadnych, tylko spowalniam proces zamiany w wieloryba :( Ale ćwiczę nadal systematycznie i stosuję dietę. Uważam, że to jedyne dobre uzależnienie. Pozdrawiam

Autor: xoxo  09.01.2014 zgłoś

ja tak miałam od podstawówki, przed ciążą i po ciąży, ale niestety, choroba po ciąży spowodowała, że nie mam żadnych efektów treningów i diety, mam powikłanie poporodowe w postaci niedoczynnośc**przysadki mózgowej; zazdroszczę Wam, że choć uzależnione, to macie efekty ciężkiej pracy- u mnie nie ma żadnych, tylko spowalniam proces zamiany w wieloryba :( Ale ćwiczę nadal systematycznie i stosuję dietę. Uważam, że to jedyne dobre uzależnienie. Pozdrawiam

Dodaj własny komentarz

(twój pseudonim, imię lub nazwisko)

(nieobowiązkowo; nie musisz podawać adresu e-mail!)

Min. liczba znaków: 3

Kafeteria / Zamów reklamę w Kafeterii / Redakcja (PR + autorzy) / Kosmetyki do testów / Patronaty
© 1999-2014 Grupa Wirtualna Polska Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu